Racjonalista - Strona głównaDo treści
Możemy być niemal pewni naszego istnienia po śmierci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-10-2009 11:38Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)Możemy być niemal pewni naszego istnienia po śmierci
Ocena -2 na 10
Temat jest oczywiście kontrowersyjny. Zapraszam do rzeczowej krytyki mojej argumentacji. Poniżej umieszczam najistotniejszy fragment mojego rozumowania, jednak proszę przeczytać całą pracę - inaczej dyskusja może być mniej rzeczowa.

Zauważamy taką własność ciągu naszych przeżyć umysłowych, że on po prostu trwa - że cały czas pojawiają się kolejne zdarzenia umysłowe. Mógłby się w zasadzie w każdej chwili strumień naszej świadomości urwać, ale tak się jednak, z niewidomych przyczyn, nie dzieje. Stanem domyślnym jest dla nas pewna stabilność istnienia naszego świata wewnętrznego. Nie twierdzę, że jest racjonalnym uważać, iż za minutę będzie się istnieć, ale jednak zwykle tak robimy i zwykle się to sprawdza. Jeżeli nie zachodzą żadne dodatkowe czynniki, jest dla nas zupełnie naturalne i oczywiste, że każde zdarzenie umysłowe z naszego strumienia świadomości jest równie dobrym kandydatem na ostatnie. Jeżeli zatem ktoś głosiłby tezę, że w momencie procesu potocznie zwanego umieraniem, zajdą jego ostatnie przeżycia umysłowe - to aby teza ta była w ogóle interesująca, musi umieć podać jakiś szczególny powód, dla którego przewiduje, że akurat te przeżycia umysłowe będą ostatnie. Nie może powołać się na to, że po prostu zawsze jest możliwe, że strumień świadomości się skończy - wtedy bowiem nie byłoby w przewidywaniu końca świadomości w momencie śmierci nic bardziej szczególnego niż w przewidywaniu go za minutę. Istotnie, jeżeli jakiś szczególny powód jest jednak podawany, to zawsze wynika on z analizy jakichś poprzednich przeżyć umysłowych. Na bazie obserwowanej w przeszłości własnej skuteczności w przewidywaniu przeżyć umysłowych, zyskujemy zwykle przekonanie o trafności naszych przyszłych prognoz. Stąd w szczególności miałoby również wynikać przekonanie o trafności prognozowania końca ciągu przeżyć umysłowych w momencie śmierci. Jednak prognozy, których skuteczności mogliśmy doświadczać, dotyczyły zawsze tego jakie będą jakieś przyszłe zdarzenia umysłowe - nigdy tego czy one będą. Nigdy nikt nie doświadczył, że jego prognoza dotyczącą końca strumienia świadomości się sprawdziła. A zatem, skoro jedyną przesłanką, która pozwala nam uznać nasze obecne prognozy za znaczące jest to, iż nasze poprzednie prognozy się sprawdzały, to musimy uznać, że w przypadku prognozy dotyczącej końca ciągu przeżyć umysłowych tej przesłanki brak. Musimy zatem odrzuć przeświadczenie, że mamy jakikolwiek szczególny powód, aby spodziewać się ostatnich przeżyć umysłowych w momencie procesu potocznie zwanego umieraniem. Te przeżycia umysłowe mogą oczywiście być ostatnie, ale, co już zauważyliśmy wcześniej, każde przeżycie umysłowe może być ostatnie. Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś szczególnie obawiać się, że nasz świat wewnętrzny skończy się w momencie śmierci - że w momencie śmierci przestaniemy istnieć.

Kompletny tekst pracy zawierający wprowadzenie pojęć i analizę błędnych argumentów na rzecz tezy przeciwnej znajduje się tutaj: www.niezalezna.info/smierc.html
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

12-10-2009 12:09
 Ocena 11 na 11
stilgar (7322 punktów)
>Temat jest oczywiście kontrowersyjny. Zapraszam do rzeczowej krytyki mojej argumentacji. Poniżej
>umieszczam najistotniejszy fragment mojego rozumowania, jednak proszę przeczytać całą pracę -
>inaczej dyskusja może być mniej rzeczowa.
Zauważamy taką własność ciągu naszych przeżyć umysłowych, że on po prostu trwa - że cały czas
>pojawiają się kolejne zdarzenia umysłowe. Mógłby się w zasadzie w każdej chwili strumień naszej
>świadomości urwać, ale tak się jednak, z niewidomych przyczyn, nie dzieje.

Jeśli przyjmiemy, że życie to własnie taki strumień świadomości, jak zakładasz, to umieramy codziennie, gdyż ciągłość świadomości urywa się za każdym razem gdy idziemy spać. Rano tworzona jest zupełnie nowa świadomość, która ma co prawda wspomnienia poprzednich, ale de facto jest zupełnie inną osobą.

Mam też inne interesujące wnioski z tej teorii - 5 lat temu miałem wypadek, w którym miałem wstrząs mózgu, co skutkowało tym, że mam dziurę w pamięci na około 20 minut i to co wtedy robiłem znam tylko z opowieści rodziny . Zgodnie z tą teorią moja pierwotna świadomość wtedy umarła i została odtworzona z "kopii zapasowej" wykonanej 20 minut wcześniej, jeśli mogę się posłużyć analogią informatyczną. Zresztą, nie trzeba nawet wypadku do tego, wystarczy upić się tak, żeby urwał się film, efekt będzie identyczny, dziura w pamięci.

Jestem zwolennikiem teorii, że jesteśmy tym co pamiętamy. Jeśli dostałbym amnezji i zapomniał całe moje życie, uważam, że w moim ciele po prostu zaczełaby życie inna, nowa świadomość. Jeśli po pewnym czasie wspomnienia by wróciły, to raczej nowa świadomość dostałaby wrzut obcych danych niż wskrzesiła się stara ( aczkolwiek można to rozumieć też jako połączenie dwóch świadomości w jedną )
12-10-2009 12:35 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jakkolwiek by nie było z ciągłością istnienia, jednak spodziewamy się, że za minutę będziemy istnieć i to się sprawdza. W tym momencie rzeczywiście abstrahuję od problemu ciągłości, ale to zaznaczyłem na początku artykułu. Problem ciągłości dotyczy mnie tak samo za rok, za minutę, za pół minuty, czy za jedną sekundę. Powstaje naturalne pytanie o częstość próbkowania - czyli jakie są najkrótsze czasy bytowania jednego "ja". To chyba spora trudność. Jeżeli jakieś są - to jakie i dlaczego akurat takie? Jeżeli ich nie ma - to nie ma w ogóle żadnych "ja".

Ale wracają do tematu, możemy chyba sensownie zadać pytanie o to, czy będziemy czegoś doświadczać po śmierci -biorąc niejako w nawias pytanie o podmiot, a zastanawiając się tylko nad kwestią możliwych przyszłości strumienia świadomości.
12-10-2009 15:03 
 Ocena 12 na 12
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Samo 'wymyślenie' narzędzia dowodzi racjonalności myślenia, oraz tego, że w pewnym momencie człowiekowi nie wystarczyło samo bycie, bo pojawiła się chęć zrozumienia.

Nie ma mózgu - nie ma doświadczania. To proste, nie widzę tutaj żadnej zagadki. Jeszcze raz zaproponuję ci prosty eksperyment. Co czułeś podczas wojen napoleońskich? Nic. Bo twój mózg wtedy nie istniał. Co będziesz czuł po jego śmierci? To samo co podczas wojen napoleońskich.
14-10-2009 17:54 
 Ocena 3 na 3
Kornowski (835 punktów)
>Nie ma mózgu - nie ma doświadczania. To proste, nie widzę tutaj żadnej zagadki. Jeszcze raz zaproponuję ci prosty eksperyment. Co czułeś podczas wojen napoleońskich? Nic. Bo twój mózg wtedy nie istniał. Co będziesz czuł po jego śmierci? To samo co podczas wojen napoleońskich.

To się nazywa proste i logiczne wytłumaczenie. Szkoda że mało kto tak potrafi.

Co zaś się tyczy długiego i pokrętnego wywodu założyciela dyskusji:

Napisz swoje imię na kartce papieru. Napis jest trwały, można go modyfikować i zmieniać - zupełnie jak twoją świadomość. Jednak jeśli spalisz kartkę i rozsypiesz popiół, napis nie będzie dłużej istniał.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Napisz swoje imię na kartce papieru. Napis jest trwały, można go modyfikować i zmieniać - zupełnie jak twoją świadomość. Jednak jeśli spalisz kartkę i rozsypiesz popiół, napis nie będzie dłużej istniał.

Trafna metafora (plus)
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Na co to jest dowód? Chyba na to, że są rzeczy nie trwałe? W jaki sposób z tego wynika, że świadomość nie jest trwała? Mam pytanie. Od czego, jeśli nie od postrzeżeń, można rozpocząć namysł nad rzeczywistością? A jeżeli tylko od postrzeżeń - to chyba sensownym jest pytanie o to, czy istnieje coś więcej?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie jest sensowne. Nawet nie odpowiedziałeś na pytanie, co z moimi postrzeżeniami, których nie postrzegasz. I co z twoją matką? Istniała przed twoim urodzeniem?
jozbaran (1 punktów)
Chcąc pojmować istotę świadomości musisz odrzucić pamięć jako środek jej pojmowania.
pozdrawiam
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Świadomość bez choćby krótkotrwałej pamięci nie jest możliwa. Pamięć jest potrzebna do świadomego skorelowania doznań zmysłowych i ich interpretacji. Nie wspominając już o myślach odwołujących się do pojęć zawartych w ośrodku świadomości. Myśl musi posiadać swoje miejsce w czasie, jest nim oczywiście pamięć.
12-10-2009 21:43 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)Odp: Możemy być niemal pewni nieśmiertelmości
> Jakkolwiek by nie było z ciągłością istnienia, jednak spodziewamy się, że za minutę będziemy istnieć i to się sprawdza.

To tak jakby twierdzić, że jesteśmy nieśmiertelni bo jak doświadczenie uczy umierają tylko inni.
JareckiK (54 punktów)Odp: Możemy być niemal pewni naszego istnienia po śmierci
>Ale wracają do tematu, możemy chyba sensownie zadać pytanie o to, czy będziemy czegoś doświadczać po śmierci -biorąc niejako w nawias pytanie o podmiot, a zastanawiając się tylko nad kwestią możliwych przyszłości strumienia świadomości.

Dlaczego nasza świadomość miała by mieć racje bytu po śmierci? Świadomość to suma działań mózgu według mnie. W chwili gdy organizm przestaje dostarczać tlen do mózgu, ustają jego funkcje m.in. świadomość. Strumień świadomości, jak to ująłeś, i fakt jego ustania nie będzie możliwy do odczucia, bo potrzeba do tego świadomości, która właśnie ustała.

Jeśli chodzi o świadomość samą w sobie, to myślę że jest dość ulotna. Świadomość to taka swoista zewnętrzna powłoka mózgu, i może się zmieniać, wyłączyć.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jeśli chodzi o świadomość samą w sobie, to myślę że jest dość ulotna. Świadomość to taka swoista zewnętrzna powłoka mózgu, i może się zmieniać, wyłączyć.

Zgadzam sie - trafne spostrzeżenie. Mózg jest trwalszy od świadomości i zajmuje się nie tylko jej generowaniem. Jak wiemy mózg, choć trwalszy od świadomości ma swój początek i kres. Jedno i drugie powodują również czynniki zewnętrzne wobec mózgu.
EternalQuest (97 punktów)

>Ale wracają do tematu, możemy chyba sensownie zadać pytanie o to, czy będziemy czegoś doświadczać po śmierci -biorąc niejako w nawias pytanie o podmiot, a zastanawiając się tylko nad kwestią możliwych przyszłości strumienia świadomości.

Możemy zadać pytanie, ale nie za bardzo będzie ono sensowne. Są to dla mnie bardzo miałkie dywagacje, które z samego założenia nie mogą doprowadzić do żadnych konstruktywnych wniosków. Tutaj odpowiedź jest czysto "ewolucyjna"(, czyli w momencie śmierci mózgu umrze Twoja świadomość. Jeśli ktoś twierdzi inaczej musi to udowodnić (życzę powodzenia), a nie przeciwnie..

Pozdrawiam

EQ
eternalquest.pl
12-10-2009 14:33 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)

>Mam też inne interesujące wnioski z tej teorii - 5 lat temu miałem wypadek, w którym miałem wstrząs mózgu, co skutkowało tym, że mam dziurę w pamięci na około 20 minut i to co wtedy robiłem znam tylko z opowieści rodziny . Zgodnie z tą teorią moja pierwotna świadomość wtedy umarła i została odtworzona z "kopii zapasowej" wykonanej 20 minut wcześniej, jeśli mogę się posłużyć analogią informatyczną. Zresztą, nie trzeba nawet wypadku do tego, wystarczy upić się tak, żeby urwał się film, efekt będzie identyczny, dziura w pamięci.
Ciekawe doświadczenia wynikają z zaburzeń pracy mózgu. Omawiałam z bliską mi osobą, która ma epizody zaburzeń psychicznych, o scenie z filmu "Weronika postanawia umrzeć", gdzie Weronika nie pamięta koloru włosów mamy. I co usłyszałam? Że nie tylko tak może być, ale co dziwniejsze - można nie pamiętać własnego wyglądu. Świadomość własnego wyglądu jest tak głęboko zakorzeniona, że nie wyobrażam sobie niewiedzy o np. kolorze moich włosów.
Ogólnie to, kim jesteśmy i jak odbieramy świat zależy od mózgu i to na pewno. Czy od czegoś innego? Nie wiem, ale nie mam żadnych danych na taką hipotezę.
A jakie dane mówią o zależności od mózgu? Różne, ale ładnym przykładem jest zmiana osobowości po urazie neurologicznym.
>Jestem zwolennikiem teorii, że jesteśmy tym co pamiętamy. Jeśli dostałbym amnezji i zapomniał całe moje życie, uważam, że w moim ciele po prostu zaczełaby życie inna, nowa świadomość. Jeśli po pewnym czasie wspomnienia by wróciły, to raczej nowa świadomość dostałaby wrzut obcych danych niż wskrzesiła się stara ( aczkolwiek można to rozumieć też jako połączenie dwóch świadomości w jedną )
Jak to było? "Długi pocałunek na dobranoc"?
Co do tego, to nie wiem, ale możliwe jest chyba współistnienie obu rozwiązań. Możliwy jest powrót dawnej świadomości wzbogaconej o nowe doświadczenia, możliwy jest chyba i odwroty scenariusz. Ogólnie to chyba trudno byłoby rozróżnić.
12-10-2009 15:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zdarza się też schizofrenia - dwie świadomości w jednym mózgu. Ale to wszystko dzieje się dopóty dany mózg żyje. Gdy umiera, nie ma nic. Świadomość, świadomości, chorobliwe bądź też zdrowe - kończą się wtedy. Tak jak miały swój brzeg czasowy przed osiągnięciem wieku, w którym pojawia się pamięć. Albo przed narodzeniem. Choć ja uważam, że niemowle nie ma jeszcze tej samej świadomości co organizm, który z niego wyrośnie. Owa świadomość dopiero powstaje u noworodka raczej na pewno jej jeszcze nie ma, gdyż nie jest potrzebna w pierwszych fazach dorastania. Całkiem możliwe, że wyrośnięcie bardziej dojrzałej osoby jest w jakimś sensie kresem świadomości niemowlęcej.
13-10-2009 16:57 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Zdarza się też schizofrenia - dwie świadomości w jednym mózgu.

A może jedność tego mózgu jest pozorna?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jedność mózgu? Tak jak każdy składa się z wielu modułów, jest strukturą złożoną. Jedność mózgu to jak jedność każdego innego organu. Również serce możesz nazwać kompleksem wielu mięśni o różnorodnych kształtach.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Życiu po śmierci przeczy to, że nasz mózg jest ciałem fizycznym. Po uszkodzeniu traci cechy, które wierzący utożsamiają z duszą (a ta miałaby iść do raju). Traci te cechy częściowo, składa się z wielu elementów, które wyewoluowały w różny sposób. Nasza świadomość to w dużej mierze średnia tych elementów, zlewające się barwy z kolorowego kalejdoskopu mózgu. Jesteśmy śmiertelni i żaden racjonalny argument nie wskazuje na coś innego.
12-10-2009 12:42 
 Ocena-2 na 4
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Proszę zauważyć, że moja praca, przy pełnym zaakceptowaniu skuteczności nauki (science) w przewidywaniu przyszłości, poddaje w wątpliwość jej tezy ontologiczne. Pan powołuje się na pewność istnienia mózgu. Ja zauważam, że to co doświadczamy na pewno, to nasze postrzeżenia jakiś innych mózgów i nasze postrzeżenia tekstów w książkach do biologii i fizyki. Uważam, że nie należy podchodzić dogmatycznie do ontologii, która jest zawarta w teoriach naukowych. A istnienie świata zewnętrznego powinno mieć raczej jakiś precyzyjny dowód. Na razie na skutek pewnych niespójności teorii fizycznych, tego dowodu brak. Podkreślam jeszcze raz, że uznaję w pełni skuteczność nauki (science) w przewidywaniu moich przyszłych przeżyć umysłowych.
12-10-2009 15:10 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Od kiedy udowodniono, że w naszym mózgu istnieje moduł rozpoznawania twarzy i przy jego uszkodzeniu nie rozpoznajemy twarzy nawet najbliższych osób, mówienie o ontologii osoby poza mózgiem wydaje mi się wysoce nieuzasadnione. Poza religijnością i nie poddanymi krytycznej lekturze tekstami z antyku, nie ma żadnego powodu, aby parać się taką metafizyką.
13-10-2009 17:00 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>mówienie o ontologii osoby poza mózgiem wydaje mi się wysoce nieuzasadnione.

To gdzie ja do licha jestem? W tym pokoju czy w Twoim mózgu?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jesteś w pokoju. Do mojego mózgu docierają informacje o tobie. Gdyby ciebie nie było, nie byłoby tych informacji.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Poza tym przed naszym urodzeniem nie było żadnego ciągu świadomości.
12-10-2009 12:50 
 Ocena-1 na 3
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Mogę powiedzieć jedynie, że nie mam w pamięci żadnych przeżyć umysłowych sprzed mojego urodzenia. To jednak nie jest dowodem, że nie mogę mieć żadnych przeżyć umysłowych po śmierci. Nie pamiętam żadnych przeżyć umysłowych przed moim pobytem na planecie ziemia. Ale to jeszcze nie jest dowód, że nie mogę doświadczyć przeżycia umysłowego, jakim jest oglądanie powieżchni księżyca w odległości mniejszej niż 2 metry. A zatem fakt, że nigdy wcześniej nie istniałem poza planetą ziemia, nie dowodzi automatycznie, że nie mogę istnieć poza nią w przyszłości.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mogę powiedzieć jedynie, że nie mam w pamięci żadnych przeżyć umysłowych sprzed mojego urodzenia. To jednak nie jest dowodem, że nie mogę mieć żadnych przeżyć umysłowych po śmierci.

Proszę to uzasadnić.
12-10-2009 15:33 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Pan proponuje zasadę wnioskowania, że jeżeli czegoś nie było przed A, to nie będzie tego również po B. Czy to napewno ja mam uzasadniać, że nie jest to dobra zasada?
12-10-2009 17:59 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
>Pan proponuje zasadę wnioskowania, że jeżeli czegoś nie było przed A, to nie będzie tego również po B. Czy to napewno ja mam uzasadniać, że nie jest to dobra zasada?
>


Ja sugeruję, że skoro przed A nie było A, to i po A nie będzie A. Nie wiem, o czym pan napisał powyżej?
12-10-2009 18:01 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
> >Pan proponuje zasadę wnioskowania, że jeżeli czegoś nie było przed A, to nie będzie tego również po B. Czy to napewno ja mam uzasadniać, że nie jest to dobra zasada?
>>

>Ja sugeruję, że skoro przed A nie było A, to i po A nie będzie A. Nie wiem, o czym pan napisał powyżej?

A - moment poczęcia
B - moment śmierci

Teraz z Pana wypowiedzi wynika, ze A = B.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A - istnienie danego mózgu, który percypuje, myśli, tworzy wrażenie samoświadomości.
diogenes (42753 punktów)
>...nie mam w pamięci żadnych przeżyć umysłowych sprzed mojego urodzenia.

Życie płodowe człowieka jest również związane z pewnymi procesami uczenia się. Ponad wszelką wątpliwość płód uczy się niektórych kategorii języka matki, jak np. intonacja zdania. Nie musi to być jednakże związane w żaden sposób ze świadomą pamięcią, co nie znaczy, że badania tego typu nie są formą przypominania sobie. Podobnie teorię ewolucji można by interpretować jako formę wspomnień sięgającą poza gatunek człowieka. Mechanizmy pamięci wcale nie muszą być ograniczone do wspomnień mentalnych (z archetypami Junga włącznie)

>To jednak nie jest dowodem, że nie mogę mieć żadnych przeżyć umysłowych po śmierci.

Czym jest dla ciebie śmierć?
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Wydaje mi sie, że jest to wprowadzone w mojej pracy od której bierze początek ten topik, w podrozdziale Określenie znaczenia frazy "istnieć po śmierci"
13-10-2009 17:07 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Poza tym przed naszym urodzeniem nie było żadnego ciągu świadomości.

Była świadomość rodziców, wychowawców, nauczycieli. Nie przychodzi się tylko na świat. Przychodzi się również (i chyba przede wszystkim) w jakiejś kulturze. Nie jest też wykluczone, że świadomość można przekazać innym konstruktom, że ciało człowieka wcale nie jest warunkiem sine qua non świadomości takiej, jaka znamy.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Skoro to ujmujesz pod takim kątem, to zgadzam się z tobą. Ale autor topiku ujął to w inny sposób. Ja już zauważyłem, że świadomość poszczególnych przedstawicieli Homo sapiens poprzedza świadomość innych gatunków, tak daleko, jak daleko możemy mówić o samoświadomości generowanej przez ich mózgi. Przypuszczam, że człowiek nie jest jedynym zwierzęciem posiadającym ograniczoną w czasie narodzinami i śmiercią świadomość.
EternalQuest (97 punktów)
Czyli trochę to jak "nadświadomość" - kosmiczny mózg...
Jeśli dobrze zrozumiałem. Jest to koncepcja której jestem gorącym zwolennikiem nota bene...
To pojęcie powoli zaczyna funkcjonować, nawet w świecie tzw. literatury sukcesu (mam na myśli tą dobrą) i w moim przypadku sprawdza się w 100%. Można to nazwać podpięciem się pod kosmiczny mózg, gdzie są wszystkie myśli i emocje.... Jeśli tak sprawę wziąć, to strumień świadomość przerw rzeczywiście nie ma. Ale "nadświadomość" jest tematem na długą debatę...
15-10-2009 07:44 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A co z ewolucją? Przecież na pierwszy rzut oka widać płynne wyrastanie myśli z atawizmów, wzrost możliwości percepcyjnych razem ze wzrostem układów nerwowych różnych gatunków. Twoją koncepcję spotkałem w książce Dukaja "Czarne Oceany". Jest to moim zdaniem kolejny ukłon w stronę transcendentalizmu, który pokutuje w wielu religiach i wyrasta z niezrozumienia rzeczywistości. Nie ma moim zdaniem materii i czegoś obok. Nasze neurony są w pełni materialne i nie potrzebują wokół siebie żadnych "duchowych mgiełek".
EternalQuest (97 punktów)

Generalnie odpowiem tak: mnie interesuje tylko to co się w moim przypadku (i jak widać wielu innych sprawdza). To co napisałem - doskonale się sprawdza - działa wręcz idealnie, niczym magia. Nie za bardzo wiem, kim jest Dukaj i co opowiada - jest to poza sferą mojego zainteresowania na chwilę obecną To co powiedziałem i napisałem - napisałem ja. Kto o tym mówi? Brian Tracy, Zig Ziglar, Donald Trump etc etc etc. Innym słowem - praktycy. Święcie w to wierzę, bo świetnie działa.. jak to mawiają "works like a charm". I co przedziwne - nie przeczy nauce - po prostu stanowi według mnie zjawisko przez naukę jeszcze nie wytłumaczone. Nie wiem czemu z taką łatwością odrzucasz coś, czego jak widać nie sprawdziłeś - Twoja sprawa.
Nauka nigdy nie nadążała z opisem rzeczywistości, a każdy kto czynił z jakiegoś jej wycinka bożka, nieodmiennie musiał "jeść" swoje słowa. Spytaj Kopernika jak to było z układem heliocentrycznym. Na świecie jest taka masa niewytłumaczonych zjawisk, że poleganie tylko na tym co nauka już odkryła jest w mojej opinii dobrowolnym zawężaniem swojego istnienia.
Wierzę, że wszystko - każde zjawisko - ma swoje wytłumaczenie, a każdy skutek swoją przyczynę. Jednak nie zawsze je znamy.
I tutaj też poprzestanę - bo nie widzę drogi do jakiejkolwiek konstruktywnej dyskusji.
Wyraziliśmy swoje opinie - nie zgadzamy się i świetnie

a co z ewolucją? Toczy się Ma miejsce, jesteśmy jej częścią....
Nie neguję roli "ewolucji", biogenetyki, i nie mówię, iż pozostaje bez wpływu na człowieka....

Pozdrawiam

EQ

eternalquest.pl
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nauka nigdy nie nadążała z opisem rzeczywistości,

A kto nadąża? Religie? Samotny niezależny wolnomyśliciel? Mówisz tak, jakbyś znał lepszy opis rzeczywistości. Lecz poddaj go próbie. Jeśli rzucisz go do walki z nauką, roztrzaska się o jej skały. I bardzo dobrze. Nauka to nic złego .
15-10-2009 08:51 
 Ocena 1 na 1
EternalQuest (97 punktów)
> Nauka nigdy nie nadążała z opisem rzeczywistości,
>A kto nadąża? Religie? Samotny niezależny wolnomyśliciel? Mówisz tak, jakbyś znał lepszy opis rzeczywistości. Lecz poddaj go próbie. Jeśli rzucisz go do walki z nauką, roztrzaska się o jej skały. I bardzo dobrze. Nauka to nic złego .

Zupełnie o coś innego mi chodzi - o to, że natura istnieje zanim jest opisana. Tobie ze swojej strony można zarzucić nazbyt "naukowy" pogląd na rzeczywistość, gdzie tylko to istnieje co jest opisane i skatalogowane przez naukę. Kierując się tą logiką możemy stwierdzić, że rzeczywiście układ heliocentryczny przed Kopernikiem nie istniał, bo nikt go nie opisał. Prawo ciążenia natomiast nie istniało przed Newtonem.... Albo czegoś tu nie rozumiem.. Czy nie może być tak, że pewne zjawiska istnieją, mimo, że nie opisane przez naukę? I ludzie z nich korzystają - tak samo jak korzystali z prawa ciążenia, i tak samo jak pływali nie mając pojęcia o wyporności....
Gdybyś się postawił kilkaset lat temu choćby, okazałoby się, że większości praw obecnie znanych i opisanych nie istniała, bo nikt ich jeszcze nie opisał. A jednak ludzie z nich korzystali intuicyjnie wiedząc, że nie utoną, wiedząc, że jak się upadnie to d.. zaboli.
Nawiązując do tak uwielbianej przez Ciebie biogenetyki - jest to nauka raczkująca i w początkowym stadium rozwoju. Podobnie jak psychologia. Nie pomyślałeś, że wiele z tych technik które używane są dzisiaj przez ludzi (nielicznych) zostaną przez te nauki opisane i skatalogowane? Że ktoś czytając to forum za 20-30-100 lat pomyśli, to samo co my myślimy przeciwnikach teorii heliocentrycznej niemal pół wieku temu?

Uważałbym na Twoim miejscu Bo łatwo można dać sobie po dupie własną logiką

Ponownie pozdrawiam (miałem już nie pisać o tym, ale nie mogłem się powstrzymać jakoś - to chyba jakieś działanie kompulsywne

EQ

eternalquest.pl
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pytanie czy to, co podejrzewasz, a czego nie widzi nauka, nie wypływa po prostu z istniejących religijnych haseł. Ja w nadświadomości widzę tęsknotę za transcendencją postulowaną przez różne religie w myśl antagonizmu - zły i mniej warty materialny świat a rajskie, świetlane, uduchowione ogrody wiecznego boga o imieniu Nie Myśl, Lecz Po Mnie Powtarzaj.

Widzę to naprawdę w ten sposób - są w przestrzeni kulturalnej Jedynie Prawdziwe Hasła i niektórzy robią z nich koktajl uważając, że jest on młody, świerzy, odkrywczy i godny czci.
EternalQuest (97 punktów)
>Pytanie czy to, co podejrzewasz, a czego nie widzi nauka, nie wypływa po prostu z istniejących religijnych haseł.

Nie

Ja w nadświadomości widzę tęsknotę za transcendencją postulowaną przez różne religie w myśl antagonizmu - zły i mniej warty materialny świat a rajskie, świetlane, uduchowione ogrody wiecznego boga o imieniu Nie Myśl, Lecz Po Mnie Powtarzaj.

A skąd wiesz? Nigdy nie byłem wyznawcą żadnej religii. Patrze na nie tylko z historyczno/psychologicznego punktu widzenia i - owszem - uważam je za irracjonalne. Nigdy nic innego nie twierdziłem. Zgodnie z tym co wielu od dawna twierdzi - w tym Dawkins - nie ma dowodów na istnienie Boga.

>Widzę to naprawdę w ten sposób - są w przestrzeni kulturalnej Jedynie Prawdziwe Hasła i niektórzy robią z nich koktajl uważając, że jest on młody, świerzy, odkrywczy i godny czci.
>

Generalnie nie odpowiedziałeś na to proste i oczywiste pytanie - zrobiłeś jedynie wybieg. I ok. Swoją drogą Dawkins też nie potrafił na nie odpowiedzieć (m.in w kanadyjskiej telewizji, w programie 1 hour). Jego częściowa odpowiedź była w rodzaju: teraz nauka zna najwięcej odpowiedzi i prawie wszystko umie wytłumaczyć. Problem taki, że zawsze tak było... i będzie dopóki ludzie nie wymyślą wehikułu czasu. Czyli obszedł to pytanie.

Pozdrowionka

EQ

eternalquest.pl
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie obszedłem tego pytania. Ludzka świadomość jest wytworem ewolucji i nie ma w niej nic szczególnie wspaniałego. Nasze przywiązanie do niej nakazuje nam narzucać ją całemu wszechświatowi, szukać dla niej jakichś transcendentalnych wymiarów. Jednak moim zdaniem jest to megalomania gatunku Homo sapiens. Nic więcej. Na jakie pytania nie odpowiada Dawkins? Bada się, jak świadomość wyewoluowała z czegoś, co jeszcze nie było świadome. Nie wszystko jest wiadome, ale nie sądzę, aby można było stwierdzić, że jesteśmy bezradni, że tego nie da się zbadać. Wręcz przeciwnie.
EternalQuest (97 punktów)
Na jakie pytania nie odpowiada Dawkins?

Na to ktore zadalem i Tobie. Co z tymi prawami ktorych nauka jeszcze nie odkryla - to banalnie proste.
Twoja odpowiedz jest bardzo... hmmm.. religijna powiedzialbym. Nie wiem na jakiej zasadzie przeprowadzasz proces wartosciujacy ludzkiej swiadomosci. Jest nic nie warta? Ciekawe. Dzieki za mila debate Tak jak sie mowi czasem o byciu bardziej papieskim od papieza, tak o tobie mozna powiedziec, ze jestes bardziej dawkinsowski od dawkinsa.

I zycze powodzenia

EQ
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wydaje mi się, że luki w naszej wiedzy nie służą wstawianiu w nie dawnych oczekiwań. Nauka idzie do przodu i odpowiada na większość dawnych pytań, tworząc jednocześnie nowe, o które nikt dawniej nie pytał, a które - moim skromnym zdaniem - są ciekawsze. Nie wiem skąd wziął się twój wniosek o mojej "papieskości"? Z tego, że nie uważam iż swobodne fantazjowanie z nadświadomością w tle jest moim zdaniem nieuzasadnione?
EternalQuest (97 punktów)
>Wydaje mi się, że luki w naszej wiedzy nie służą wstawianiu w nie dawnych oczekiwań. Nauka idzie do przodu i odpowiada na większość dawnych pytań, tworząc jednocześnie nowe, o które nikt dawniej nie pytał, a które - moim skromnym zdaniem - są ciekawsze.
Nawet nie wiem.... ciekawsze od czego? czy naprawde nie widzisz ze w kazdym momencie historii nauka jest najdalej posunieta i stawia najciekawsze pytania? Dlaczego? B onie bylo tego co jest pozniej - perspektywy z ktorej mozna powiedziec, ze tak naprawde 'wtedy jeszcze nauka g... wiedziala'. Stawiam dolary przeciw orzechom, ze podobnie jest i teraz. Kiedys ludzie patrzac na blyskawice mysleli ze to robota nadprzyrodzona, patrzac na slonce mysleli ze jest wielkosci kolka na klucze... Dopiero pozniej nauka to wytlumaczyla. Jakie zatem stoja przeszkody na drodze do tego, zeby wytlumaczyla wiele innych zjawisk ktorych dzisiaj nie rozumiemy?

Ludzka świadomość jest wytworem ewolucji i nie ma w niej nic szczególnie wspaniałego. Nasze przywiązanie do niej nakazuje nam narzucać ją całemu wszechświatowi, szukać dla niej jakichś transcendentalnych wymiarów.


a co z tym czego nauka nie odkryla i nie opisala a jest'? odpowiadasz, ze 'Ludzka świadomość jest wytworem ewolucji i nie ma w niej nic szczególnie wspaniałego'. To tak jakby ktos zapytany o to jaka jest pogoda odpowiedzial ze i tak wszyscy umrzemy.....
Problem taki, ze nieisotne czy jest w niej cos szczegolnego dla kogos czy tez nie ma - innej nie mamy. Ta wymiana argumentow nie dotyczyla stanu naszej swiadomosci, ale bardzo konkretnie zadanego pytania o wytlumaczalnosc zjawisk w danym czasie.

Wybacz ale wg mnie prowadzisz dyskusje sam ze soba i nikt ci do tego nie jest potrzebny.

EQ
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jakie zatem stoja przeszkody na drodze do tego, zeby wytlumaczyla wiele innych zjawisk ktorych dzisiaj nie rozumiemy?

Drogi EQ, chodzi o to, że ty moim zdaniem tworzysz sobie zjawisko, które miałaby nauka wyjaśniać. A ja mówię o tym, że to natura, rzeczywistość, a nie nasze baśniowe fantazje stanowią "pokarm" dla nauki. I to wszystko.
EternalQuest (97 punktów)
> Jakie zatem stoja przeszkody na drodze do tego, zeby wytlumaczyla wiele innych zjawisk ktorych dzisiaj nie rozumiemy?
>Drogi EQ, chodzi o to, że ty moim zdaniem tworzysz sobie zjawisko, które miałaby nauka wyjaśniać. A ja mówię o tym, że to natura, rzeczywistość, a nie nasze baśniowe fantazje stanowią "pokarm" dla nauki. I to wszystko.

Czyli kazdy ma swoje zdanie - nasze maszyny przetrwania sa lekko rozne. Ktos musi sobie zrobic operacje i wymienic kawalek mozgu
A tak powaznie - mnie interesuje tylko to co dziala. Pojecie nadswiadomosci jest lekka prowokacja - jednak zostalo uzyte przez m.in. B. Tracy przy probie wytlumaczenia pewnych zjawisk w dziedzinie psychologii sukcesu - typu przyciaganie ludzi o podobnych ideach, budzenie sie z gotowym rozwiazaniem problemu. Wpadanie dokladnie na to samo w tym samym czasie, to ze zawsze mam miejsce na parkingu (zadnych wyjatkow!), ze zawsze budze sie o tej godzinie jaka sobie zwizualizuje, ze kiedy mam do rozwiazania problem hydrauliczny spotykam hydraulika za rogiem etc itd. Sa to zjawiska ktore nauka po czesci tlumaczy, reszte wytlumaczy. Jednak ja nie bede czekal az to sie stanie. Niezaleznie co i kto o tym mysli. Napisze o tym kiedys ale nie tutaj - za dlugie by bylo.
Generalnie mam tak, ze zanim czegos nie sprawdze nie uznaje tego. Wiec to o czym pisze to cos co sprawdzilem. Te zagadnienia akurat sprawdzilem na sobie.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tylko na sobie? Musiałbyś jednak poszerzyć krąg badanych osobników . A tak szczerze widzę w twoim opisie mechanizm, który nazywam atawizmem społecznym - patrzymy tylko na grupę otaczających nasz przedstawicieli naszego gatunku i na podstawie tego niezbyt obszernego widoku ferujemy wyroki na temat całego wszechświata. Zauważ - "ktoś na mnie wpadł znów w tym samym miejscu" i z tego na przykład wniosek "wszechświat to nadświadomość". Nie tak dawno musiałem recenzować ultrakatolicką książeczkę i jej autor uczynił z takich "ludzkich zetknięć" główny dowód swej wiary. A tak naprawdę na kilka milionów zetknięć parę zawsze jest "tajemniczych" i tylko ta tajemnica niektórych cieszy.
EternalQuest (97 punktów)
>Tylko na sobie? Musiałbyś jednak poszerzyć krąg badanych osobników .

Krąg jest szeroki, zetknięcia nie są tajemnicze - zdarzają się (jeśli chodzi o środowisko w którym się znajduję) każdemu, kto wyznacza sobie cele i je realizuje z konsekwencją. Wg. mnie jest bardzo możliwe, że teorie związane z genami wesprą tego typu zjawiska z kilku powodów.
Jeśli chodzi o drugą część wypowiedzi - po raz kolejny próbujesz zrobić ze mnie kogoś kim nie jestem. Troszeczkę otwartości Drogi Jacku - jestem jednym z największych krytyków religii i irracjonalizmu.... Transcendentalne mgiełki i mistyczne objawienia mam głęboko w d.... żeby dosadnie to określić. Zjawisko znane jako siła przyciągania, nie ma związku z żadną religią, ani "grupą osobniczą" wokół mnie - dotyczy ludzi wyposażonych w odpowiedni żyroskop - czyli osobników silnie teleologicznych. W życiu nie pisałem: "wszechświat to nadświadomość", nigdy też tego nie mówiłem To co napisałem wywodzi się - jeszcze raz powtórzę - z dość dużych doświadczeń pewnej określonej grupy "wehikułów genowych" - tych celowych. Z logicznego punktu widzenia uważam, że nawet miało by sens "promowanie" takich jednostek. Mam bardzo głębokie przeświadczenie, że wszystko dąży do połączenia w jedną organiczną całość ( o ile kiedykolwiek tak naprawdę było rozdzielone) i że między częściami tej całości dochodzi do jakiegoś rodzaju przepływu informacji. Jest to czysta teoria - może wytłumaczenie jest inne. Pisali o tym ludzie tacy jak B. Tracy (już wspomniany), E.N. Gray (autor "The common denominator of success - esej napisany na podstawie biografii ponad 1000 słynnych ludzi sukcesu), tak więc w pewnych kręgach poczytywane jest to za fakt.
Zauważ, że każde zjawisko może być wytłumaczone na różne sposoby. Jedna osoba widząc piorun widzi "światło boga" inna widzi czysto wyładowania atmosferyczne.... Gdybyś komuś 500 lat temu próbował Kopernikowi tłumaczyć że będzie telewizja, fale radiowe pewnie uznałby, że jesteś wariatem spowitym mistyczną, transcendentalną mgiełką.
Więc to, że ktoś z "tajemniczych zetknięć" (dla mnie nie są już tajemnicze - od dawana stanowią część mojego życia) czyni główny dowód swojej wiary - to nie moja wina. Latynoski widzą św. Maryję w każdej plamie na obrusie, dla religijnego człowieka generalnie wszystko - każdy listek, roślinka, zwierzątko - będzie dowodem istnienia boga... Kombinerki nawet (jakie jest prawdopodobieństwo powstania kombinerek? to musiał być bóg) itd, itc.
Poza tym "wiara" jako taka nie jest ograniczona do religii w żadnym wypadku. I denerwuje mnie kiedy religijni bonzowie uzurpują sobie prawo do tego pojęcia, ale też, kiedy ludzie tutaj używają tego słowa tylko w religijnym/teistycznym kontekście. To pojęcie dużo wybiegające poza religię (która nota bene jest wyrazem szczególnej, zdegenerowanej postaci wiary - wiary irracjonalnej) .
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja jednak mam alergię na teorie między - ludzkie. Działające z pominięciem tego, co nie jest naszymi mózgami. Ignorujące tło, inne gatunki, drzewa, gwiazdy, planety etc. Cóż bowiem oznacza ta zrośnięta świadomość? Że cenimy nasze doznania do tego stopnia i POWINNY stanowić jakąś barwę wszystkiego? A to przecież my markujemy wszystko swoim flamastrem personalizacji, co jest prostym atawizmem.
EternalQuest (97 punktów)
>Ja jednak mam alergię na teorie między - ludzkie. Działające z pominięciem tego, co nie jest naszymi mózgami. Ignorujące tło, inne gatunki, drzewa, gwiazdy, planety etc.

Nie ograniczam mojej "teorii" tylko do ludzi. To by była ignorancja -
w 100% się zgadzam. Dla mnie wszystko jest jedną ogromną organiczną całością,
która jest w ciągłej interakcji.
Być może z dwóch różnych końców można dojść do czegoś bardzo podobnego
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ponad 98% masy Układu Słonecznego stanowi Słońce. Nie jest organiczną masą. Ponad 99% Ziemi stanowi materia nieorganiczna, nie jest organiczną masą.
Ania... (14138 punktów)
Przemyśliwam to i jednak teza taka jest uzasadniona.
Otóż jest wiele takich "stanów i czynności" które trwają i naturalnym jest zakładanie, że jutro trwać będą, ale w chwili śmierci w sposób oczywisty ustają.
Wymieńmy tutaj:
trwanie naszego ciała - w jakiś czas po śmierci nasze ciało przestanie istnieć w znanej nam formie.
praca mózgu - co dziennie pracuje, a więc czyż uzasadnione jest oczekiwanie, że o śmierci będzie pracować nadal? Ale nie pracuje.
Oddychanie
Utrzymywanie homeostazy
Mam wymieniać?
Każda funkcja naszego ciała niemal - nie potrafię wymyślić wyjątku - ustanie po naszej śmierci.
A więc czyż uzasadnionym jest oczekiwanie, że świadomość i analiza zdarzeń będzie jakimś wyjątkiem? Jeśli tak, to w tym miejscu właśnie należy się uzasadnienie i uduwodnienie tej tezy.
12-10-2009 13:58 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Pani porusza się w obszarze przewidywań tego, jakie będą Pani kolejne przeżycia umysłowe. Pani twierdzi, że mózg pracuje i, że przestanie pracować. Dobrze, ale jedyną rzecz, którą Pani doświadczy, to będzie jakaś percepcja pracy mózgu, na przykład za pomocą tomografu. Jeżeli doświadczy Pani, że czyjś mózg przestanie pracować, to będzie to też kolejne Pani przeżycie umysłowe. Pani zakłada istnienie obiektów niezależnych takich, jak mózg, a przecież nie jest to założenie konieczne. Mogą przecież być same postrzeżenia - same postrzeżenia mózgów. Z niczym to nie jest sprzeczne. A jeżeli mogłyby być tylko postrzeżenia - to nie można się powoływać na to, że to mózg warunkuje świadomość. To byłoby błędne koło. Rozumiem, że Pani wie na pewno, że mózgi istnieją nie tylko w naszych postrzeżeniach - ciekawy jestem co Panią przekonuje.
12-10-2009 14:17 
 Ocena 4 na 4
maciejo (3492 punktów)
>Pani porusza się w obszarze przewidywań tego, jakie będą Pani kolejne przeżycia umysłowe. Pani twierdzi, że mózg pracuje i, że przestanie pracować. Dobrze, ale jedyną rzecz, którą Pani doświadczy, to będzie jakaś percepcja pracy mózgu, na przykład za pomocą tomografu. Jeżeli doświadczy Pani, że czyjś mózg przestanie pracować, to będzie to też kolejne Pani przeżycie umysłowe. Pani zakłada istnienie obiektów niezależnych takich, jak mózg, a przecież nie jest to założenie konieczne. Mogą przecież być same postrzeżenia - same postrzeżenia mózgów. Z niczym to nie jest sprzeczne. A jeżeli mogłyby być tylko postrzeżenia - to nie można się powoływać na to, że to mózg warunkuje świadomość. To byłoby błędne koło. Rozumiem, że Pani wie na pewno, że mózgi istnieją nie tylko w naszych postrzeżeniach - ciekawy jestem co Panią przekonuje.

Jeśli uznać istnienie tylko bytów materialnych śmierć jest końcem wszystkiego. Wyłącza się maszyneria biochemiczna w związku z czym przestają istnieć wszystkie wytwory pracy mózgu w tym i świadomość.
Natomiast jeśli uznać dualizm ontologiczny to istotnie możliwe jest trwanie jakiejś idei mózgu czy też naszych przemyśleń. Problem w tym, że nie ma na to żadnych dowodów.
12-10-2009 14:25 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Dowody w zadadzie potrzebujemy na istnienie świata zewnętrznego. Również miło było by, gdyby ktoś przedstawił jego spójną koncepjcę - póki co fizyka ma z tym kłopoty. To, że mam percepcję, świat wewnętrzny jest mi bezpośrednio dane i tego dowodzić chyba nie muszę.
12-10-2009 14:43 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Dowody w zadadzie potrzebujemy na istnienie świata zewnętrznego. Również miło było by, gdyby ktoś przedstawił jego spójną koncepjcę - póki co fizyka ma z tym kłopoty. To, że mam percepcję, świat wewnętrzny jest mi bezpośrednio dane i tego dowodzić chyba nie muszę.
>
A jakiego rodzaju dowód by Pana przekonał? Jeśli dowiem się, jaki dowód uzna Pan za pewny i wiarygodny - oszukam takiego.
Przy tego rodzaju założeniach, poddających w wątpliwość wszystko, nie istnieje możliwość udowodnienia czegokolwiek, bowiem każdy dowód można uznać za niewiarygodny.
12-10-2009 18:02 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Również miło było by, gdyby ktoś przedstawił jego spójną koncepjcę - póki co fizyka ma z tym kłopoty.

A pańska percepcja nie ma z tym żadnych kłopotów? Gdyby nie Kopernik, mógłby pan myśleć, że Słońce krąży wokół ZIemi i jest wielkości jasnego pieniążka.
13-10-2009 07:51 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>Dowody w zasadzie potrzebujemy na istnienie świata zewnętrznego. Również miło było by, gdyby ktoś przedstawił jego spójną koncepcję - póki co fizyka ma z tym kłopoty.

Żaden kłopot. Dowód jest banalnie prosty przez reductio ad absurdum tezy przeciwnej:
Z nieistnienia świata zewnętrznego wynika solipsyzm. QED
13-10-2009 10:51 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>>Dowody w zasadzie potrzebujemy na istnienie świata zewnętrznego. Również miło było by, gdyby ktoś przedstawił jego spójną koncepcję - póki co fizyka ma z tym kłopoty.
>Żaden kłopot. Dowód jest banalnie prosty przez reductio ad absurdum tezy przeciwnej:
>Z nieistnienia świata zewnętrznego wynika solipsyzm. QED
>
Gdzie jest absurdum?
Fizyk (17637 punktów)
>>> Dowody w zasadzie potrzebujemy na istnienie świata zewnętrznego. Również miło było by, gdyby ktoś przedstawił jego spójną koncepcję - póki co fizyka ma z tym kłopoty.

>> Żaden kłopot. Dowód jest banalnie prosty przez reductio ad absurdum tezy przeciwnej:
>> Z nieistnienia świata zewnętrznego wynika solipsyzm. QED

> Gdzie jest absurdum?

Na przykład w tym, że - według Ciebie, solipsysto - teraz rozmawiasz wyłącznie z ułudami swojego umysłu. Dla nas to oczywisty absurd.
13-10-2009 15:00 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Nic nie wykazałeś. Poza tym nie jestem solipsystą. Chyba trudno Ci odróżnić stwierdzenie, że "najbardziej podstawowe są moje postrzeżenia i od nich muszę wyjść" od "są tylko moje spostrzeżenia". Stwierdzenie faktu, że nikt jak dotychczas nie obalił na drodze formalnej solipsyzmu, również nie jest solipsyzmem. O tym czy są inne osoby czy nie, wogóle się nie wypowiadam. Zauważam natomiast, że nie ma przekonujących argumentów na to, że są.
13-10-2009 16:23 
 Ocena 1 na 1
Kinia Kinska (825 punktów)
>Nic nie wykazałeś. Poza tym nie jestem solipsystą. Chyba trudno Ci odróżnić stwierdzenie, że "najbardziej podstawowe są moje postrzeżenia i od nich muszę wyjść" od "są tylko moje spostrzeżenia".

No to kartezjanizm, whatever. I tak cała filozofia tylko mnoży nieistniejące byty lub zajmuje się kwestionowaniem (tychże) nieistniejących bytów (a czasami istniejących).

A logiczna prawdziwość jakiegoś twierdzenia nie implikuje jego prawdziwości ontologicznej.

Ja jestem niemal pewna, że po śmierci gaśnie światło i milkną dźwięki.
13-10-2009 16:29 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeżeli wychodzimy od założenia, że istnieją tylko postrzeżenia - to chyba zakładamy najmniej bytów jak się tylko da. To dodawanie bytów istniejących niezależnie od naszych postrzeżeń jest chyba mnożeniem bytów ponad potrzebę. Jeżeli fizyka zajmuje się przewidywaniem tego, co będzie, to można poprostu powiedzieć, że ona przewiduje, jakie będą moje postrzeżenia.
Kinia Kinska (825 punktów)
>Jeżeli wychodzimy od założenia, że istnieją tylko postrzeżenia - to chyba zakładamy najmniej bytów jak się tylko da. To dodawanie bytów istniejących niezależnie od naszych postrzeżeń jest chyba mnożeniem bytów ponad potrzebę. Jeżeli fizyka zajmuje się przewidywaniem tego, co będzie, to można poprostu powiedzieć, że ona przewiduje, jakie będą moje postrzeżenia.

Doświadczenie uczy czegoś innego. Ale jeśli wolisz - właśnie napiłam się postrzeżenia wody mineralnej (i udowodniłam samej sobie, że ta woda rzeczywiście istnieje). Zastanawiam sie tylko, czy gdyby z powierzchni Ziemi znikneli wszyscy ludzie oraz wszystkie zwierzęta (też postrzegają), to wraz z nimi zniknęłaby również cała planeta.
13-10-2009 17:05 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Zastanawiam się dlaczego tak trudno Ci powiedzieć, że miałaś postrzeżenie picia wody i że miałaś również postrzeżenie wody. Przecież wiadomo, że nie "napiłaś się postrzeżenia" - tylko miałaś "postrzeżenie picia". Mój język opisu rzeczywistości jest spójny, ale jeżeli nie, to to wykaż.
Kinia Kinska (825 punktów)
>Zastanawiam się dlaczego tak trudno Ci powiedzieć, że miałaś postrzeżenie picia wody i że miałaś również postrzeżenie wody.

Zgoda - niech i tak będzie. Ale mi nie chodzi o precyzję wypowiedzi, tylko o konsekwencje takiego postrzegania rzeczywistości. O to, że z faktu istnienia w moim umyśle postrzeżeń danego przedmiotu wyprowadzam wniosek o jego istnieniu (a nie na odwrót!).

Na tym kończę, bo oddaliliśmy się od głównego nurtu przemyśleń. Mógłbyś mi tylko wyjaśnić, co z tą planetą, o którą pytałam.

Pozdrawiam.
13-10-2009 22:57 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)

>Zgoda - niech i tak będzie. Ale mi nie chodzi o precyzję wypowiedzi, tylko o konsekwencje takiego postrzegania rzeczywistości. O to, że z faktu istnienia w moim umyśle postrzeżeń danego przedmiotu wyprowadzam wniosek o jego istnieniu (a nie na odwrót!).
>Na tym kończę, bo oddaliliśmy się od głównego nurtu przemyśleń. Mógłbyś mi tylko wyjaśnić, co z tą planetą, o którą pytałam.

Właśnie w tym jest całe sendo. Bo jeżeli wychodzimy od badania postrzeżeń, co według mnie jest wogóle jedyną możliwością wyjścia, to czy w sposób metodologicznie uprawniony możemy dojść do tezy, że to zewnętrznie istniejący mózg warunkuje nasze postrzeżenia?
14-10-2009 03:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bo jeżeli wychodzimy od badania postrzeżeń, co według mnie jest wogóle jedyną możliwością wyjścia, to czy w sposób metodologicznie uprawniony możemy dojść do tezy, że to zewnętrznie istniejący mózg warunkuje nasze postrzeżenia?

Jest prosty sposób, którego nie zalecam. Wystarczy uszkodzić sobie mózg i zobaczyć co się stanie.
14-10-2009 11:57 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Jest prosty sposób, którego nie zalecam. Wystarczy uszkodzić sobie mózg i zobaczyć co się stanie.
Co w ten sposób udowodnie? Dajmy na to, że po postrzeżeniu "grzebania sobie w głowie", następuje brak widzenia. Ok, z tego wnoszę, że posztrzeżeniu A (postrzeżenie "grzebania w głowie"), towarzyszy postrzezenie B (brak widzenia). Mogę nawet przystać na taką regułę. Coż jednak mam więcej niż postrzeżenia A i B? Gdzie tu jest potrzeba istnienia jakiejś obiektywnie istniejącej materii, z której jest zbudowany mózg?
14-10-2009 15:14 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Jest prosty sposób, którego nie zalecam. Wystarczy uszkodzić sobie mózg i zobaczyć co się stanie.
>Co w ten sposób udowodnie? Dajmy na to, że po postrzeżeniu "grzebania sobie w głowie", następuje brak widzenia. Ok, z tego wnoszę, że posztrzeżeniu A (postrzeżenie "grzebania w głowie"), towarzyszy postrzezenie B (brak widzenia). Mogę nawet przystać na taką regułę. Coż jednak mam więcej niż postrzeżenia A i B? Gdzie tu jest potrzeba istnienia jakiejś obiektywnie istniejącej materii, z której jest zbudowany mózg?
Przy odrobinie wprawy nastąpić może brak postrzegania w całości.
14-10-2009 17:28 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
O to "może" chyba właśnie cały czas się spieramy ...
14-10-2009 20:08 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>O to "może" chyba właśnie cały czas się spieramy ...
A spotkałeś osoby, które na pewien czas utraciły kontakt z rzeczywistością? Ja tak.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Naprawdę proponuję ten ryzykowny eksperyment. Wtedy łatwo poznasz kto wygrał - świat zewnętrzny, czy twoja percepcja. A jak nie ty, to inni poznają. Wybacz, że tak pragmatycznie do tego podchodzę, ale cóż. Skoro ani Cezar ci nie przeszkadza, ani światło gwiazd znające czasy sprzed powstania naszego gatunku, pozostaje to.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Naprawdę nie rozumiesz, że ten eksperyment nic nie da? Sam piszesz, że najwyżej inni się przekonają. A mi chodzi o osobiste przekonanie, którego nikt osobiście nie doświadczył ani nie doświadczy. Każdy ma do dyspozycji tylko postrzeżenia. Z ich sumy i wymieniania powstała nauka, czy negujesz to? Czy eksperyment nie jest podstawą fizyki? A co więcej naukowiec wie o swoim eksperymencie niż to co postrzegał? Gdzie więc jest dowód na istnienie czegoś więcej niż postrzeżenia?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Naprawdę rozumiem. Dlatego zaproponowałem eksperyment, w którym to co postrzega (czyli złożony z materii mózg) jest częścią eksperymentu.
17-10-2009 16:45 
 Ocena 1 na 1
Akifue (47 punktów)
Aż sobie odpisze
W Zen krąży taka anegdotka, jak uczeń wydeklamował że oświecenie polega na tym że nic nie istnieje i osiąga w ten sposób nirwanę, a mistrz uderzył go w głowę i spytał czy to też nie istnieje. Mniej więcej.

A w ogóle co to znaczy istnieć po śmierci? A kamień też będzie istniał po śmierci?
A woda? Chyba że uznajemy że woda nie istnieje. Kamienie tez nie istnieją. istnieje tylko to co ma świadomość - konkretnie ludzie
Tylko co jeżeli się potknę o kamień - to potknąłem się o obiekt mojej percepcji, który tak naprawdę nie istnieje?

a skąd szanowny autor wie że istnieje teraz? sztaby psychiatrów i psychologów głowiły się co to oznacza świadomość, i do niczego nie doszli, mimo tomografii, funkcjonalnego rezonansu i innych cudeniek techniki. Uparcie wychodzi że coś takiego jak świadomość nie istnieje - jest tylko zbiór procesów, obecnie zachodzących w mózgu, które są aktualnie dostępne dla naszej pamięci operacyjnej. Procesów jak percepcja, odtwarzanie z pamięci trwałej, przetwarzanie bodźców, kojarzenie z ładunkiem emocjonalnym itp. Każdy z nich można wyłączyć i reszta funkcjonuje dalej. Można też wyłączyć wszystkie - np narkoza tak działa.

Co do ciągłości - w schizofrenii mamy coś takiego jak otamowanie, ktoś miał strumień świadomości i mu się urwało. I tak został na 5 minut. W połączeniu z katatonią może to nawet wyglądać jakby ktoś mu prąd odłączył.
Mam pytanie z tych filozoficznych - to jak mu się tak przerwało, to istnieje, czy nie?

A z innej broszki - jak się ktoś Co przytruł i mu pół mózgu się rozpłynęło (tzw odkorowanie) to co istnieje czy nie istnieje? Co z jego świadomością, skoro wszystkie ośrodki odpowiedzialne za świadomość poszły się paść? W ogóle nie wiadomo czy żyje czy nie żyje.

Jeżeli cokolwiek istnieje, to jest to nasze ciało (jako zbiór atomów, organów itd.) i świadomość jako nieodłączny zbiór i analiza procesów w nim zachodzących. Które się kiedyś skończą.

>"Nie może powołać się na to, że po prostu zawsze jest możliwe, że strumień świadomości się skończy - wtedy bowiem nie byłoby w przewidywaniu końca świadomości w momencie śmierci nic bardziej szczególnego niż w przewidywaniu go za minutę."<

A po co przewidywanie końca w tym strumieniu? Jak cegła na łeb spadnie, to naszą ostatnią myślą może być "powinienem jeszcze kupić mleko" + bodziec uwaga boli (jeżeli zdąży dotrzeć do świadomości przed zniszczeniem mózgu)

>"Istotnie, jeżeli jakiś szczególny powód jest jednak podawany, to zawsze wynika on z analizy jakichś poprzednich przeżyć umysłowych."<
Nie prawda, w chorym umyśle pojawiają się wątki całkowicie bez związku z jakimikolwiek przeżyciami umysłowymi - np urojenia.

Istnienie duszy, i świadomości jest pięknym złudzeniem, starym jak cała ludzkość. Takim samym jak kiedyś było przekonanie że słońce obraca się wokół ziemi

A w ogóle to było już na podobny temat www.racjonalista.pl/kk.php/s,5264
13-10-2009 22:10 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Mój język opisu rzeczywistości jest spójny, ale jeżeli nie, to to wykaż.

Z definicji przedmiotu ( w szczególności z definicji przez niesprzeczne aksjomaty) nie wynika, że terminy teorii mają przedmiotowe odniesienie. Na spójność powołują się również schizofrenicy. I trudno jest im jej odmówić. Bywa jednak, że doznają oświecenia, i wszystko wraca do nudnej normy.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
A więc konsekwentnie, z tego, że mamy spójny opis świata zerwnętrznego (a czy na pewno go mamy?) nie wynikałoby jeszcze jego istnienie.
13-10-2009 23:00 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Zastanawiam sie tylko, czy gdyby z powierzchni Ziemi znikneli wszyscy ludzie oraz wszystkie zwierzęta (też >postrzegają), to wraz z nimi zniknęłaby również cała planeta.

A czy można w jakiś sposób obalić tezę, że jeżeli znikną wszyscy ludzie, niech będzie, że jeszcze zwierzęta, to nie będzie też całej planety?
14-10-2009 03:22 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A czy można w jakiś sposób obalić tezę, że jeżeli znikną wszyscy ludzie, niech będzie, że jeszcze zwierzęta, to nie będzie też całej planety?

Można. Jest planeta, która nazywa się Merkury. Nie żyją na niej żadni ludzie, ani zwierzęta. Rozumiem, że rośliny się nie liczą? Ale na wszelki wypadek dodam, że na Merkurym nie ma również roślin.

Dlaczego dodałeś - "niech będzie, że zwierzęta?". Czy twoja filozofia ma coś wspólnego z tezą, że ludzie mają dusze, zwierzęta zaś nie? Jeśli tak, to ta teza wywodzi się z religii chrześcijańskiej, która nie jest filozofią.
14-10-2009 08:52 
 Ocena 1 na 1
Kinia Kinska (825 punktów)
>A czy można w jakiś sposób obalić tezę, że jeżeli znikną wszyscy ludzie, niech będzie, że jeszcze zwierzęta, to nie będzie też całej planety?
>Można. Jest planeta, która nazywa się Merkury. Nie żyją na niej żadni ludzie, ani zwierzęta. Rozumiem, że rośliny się nie liczą? Ale na wszelki wypadek dodam, że na Merkurym nie ma również roślin.

Zdaje się, że zdaniem Michała Merkury również nie istnieje niezależnie od naszych postrzeżeń; tak samo inne planety i cały widzialny wszechświat (nie mówiąc już o ciałach niebieskich, które znajdują się poza zasięgiem najlepszych teleskopów i, o których istnieniu wnioskujemy na podstawie zakłuceń grawitacyjnych). Problematyczne są gwiazdy, które co prawda widzimy, a których już nie ma.

>Dlaczego dodałeś - "niech będzie, że zwierzęta?". Czy twoja filozofia ma coś wspólnego z tezą, że ludzie mają dusze, zwierzęta zaś nie? Jeśli tak, to ta teza wywodzi się z religii chrześcijańskiej, która nie jest filozofią.

Niestety, z religii chrześcijańskiej wywodzi się spora część filozofii, zgodnie z którą ludzie mają duszę, a zwierzęta nie, np. Tomasz z Akwinu.
Jacek Tabisz (30006 punktów)

Niestety, z religii chrześcijańskiej wywodzi się spora część filozofii, zgodnie z którą ludzie mają duszę, a zwierzęta nie, np. Tomasz z Akwinu.

Wiem, dlatego niestety filozofia ta nie jest wartościowa poznawczo.
15-10-2009 16:36 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>Niestety, z religii chrześcijańskiej wywodzi się spora część filozofii, zgodnie z którą ludzie mają duszę, a zwierzęta nie, np. Tomasz z Akwinu.
   Wśród ludzi wyznających religię, z której się chrześcijaństwo wywodzi, to jest wśród żydów istniał prorok Kohelet zwany też Eklezjastą, który wątpił w to, że duszę posiadają tylko ludzie.
15-10-2009 17:09 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
I dobrze robił
Oczywiście oznacza to, że judaiści byli mądrzejsi, bo chrześcijaństwo wypowiada się na ten temat bardzo wyraźnie.
A czemu byli mądrzejsi? Bo na miarę swoich możliwości nie wykluczali pokrewieństwa łączącego świat fauny, w tym człowieka.
Kinia Kinska (825 punktów)
>Wśród ludzi wyznających religię, z której się chrześcijaństwo wywodzi, to jest wśród żydów istniał prorok Kohelet zwany też Eklezjastą, który wątpił w to, że duszę posiadają tylko ludzie.

"Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierś jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam"

O tę myśl chodzi? Cóż, ja tam jestem za równouprawnieniem, więc jeśli Kohelet powiedział coś takiego, to plus dla Koheleta.
14-10-2009 11:49 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Nie można udowodnić tezy, że cokolwiek będzie po zniknięciu wszystkich ludzi, bo taka teza jest nieweryfikowalna.
14-10-2009 13:38 
 Ocena 2 na 2
Kinia Kinska (825 punktów)
>Nie można udowodnić tezy, że cokolwiek będzie po zniknięciu wszystkich ludzi, bo taka teza jest nieweryfikowalna.

Zgadza się. Nieweryfikowalna jest również teza przeciwna - i co z tego? Problem w tym, że rzeczywistość aby istnieć nie potrzebuje być zweryfikowaną przez człowieka. Wszechświat istniał zanim człowiek się pojawił, i można przewidzieć, że będzie istniał, kiedy człowieka już nie będzie.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jeśli mysz zostanie, będzie mogła zweryfikować.
Kinia Kinska (825 punktów)
>A czy można w jakiś sposób obalić tezę, że jeżeli znikną wszyscy ludzie, niech będzie, że jeszcze zwierzęta, to nie będzie też całej planety?

To jednak solipsyzm?
14-10-2009 11:46 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Nie. Solipsyzm to pogląd, że nie ma na świecie innych osób niż ja. A w tym przypadku mogą być inne osoby, ale jeżeli wszystkie znikną, to nic nie zostanie. Poza tym jeżeli ja pytam jaki mamy dowód, że solipsyzm jest fałszywy - to jest to, według mnie, normalne pytanie. Należy zastanowić się jak to jest, że nie mamy takiego dowodu i szukać wyjścia z tej sytuacji, a nie krzyczeć: nie, nie ... to nie może być prawda, bo to by było takie straszne i głupie ...
Kinia Kinska (825 punktów)
>Nie. Solipsyzm to pogląd, że nie ma na świecie innych osób niż ja. A w tym >przypadku mogą być inne osoby, ale jeżeli wszystkie znikną, to nic nie zostanie.

Solipsyzm to pogląd, zgodnie z którym istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. W ten sposób solipsyzm neguje nie tylko istnienie innych podmiotów poznających, ale również istnienie całej obiektywnej rzeczywistości.

>Poza tym jeżeli ja pytam jaki mamy dowód, że solipsyzm jest fałszywy - to jest to, >według mnie, normalne pytanie.

Jak najbardziej normalne.

>Należy zastanowić się jak to jest, że nie mamy takiego dowodu i szukać wyjścia z >tej sytuacji, a nie krzyczeć: nie, nie ... to nie może być prawda, bo to by było >takie straszne i głupie ...

Proszę (załóżmy na chwilę, że jesteś solipsystą):
1. Oddychasz obiektywnie istniejącym powietrzem.
2. Żywisz się obiektywnie istniejącym pokarmem.
Gdybyś tego nie robił lub gdyby powietrze czy pokarm były jedynie subiektywnymi wrażeniami Twojego umysłu, przestałbyś istnieć jako podmiot poznający.
Dalej:
3. Jeśli forumowicze i ich posty, które czytasz, są ułudą, to skąd w ogóle się wzięły? - z Twojego umysłu? W takim razie
4. Skoro Twój umysł ma tak niesamowitą moc kreacji, to czy możesz stworzyć dodatkowy księżyc? (tak na własne potrzeby - żeby w Twoim umyśle zagościło wrażenie dodatkowego księżyca, równie intensywne, jak wrażenie tego, co już świeci w bezchmurne nocki). Albo chociaż zmienić kolor liści na drzewie?

Nie możesz, bo obiektywna rzeczywistość istnieje niezależnie od Ciebie. Tyle, jeśli chodzi o krytykę solipsyzmu.
14-10-2009 15:06 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Bardzo prosto to wszystko uzasadnić na gruncie solipsyzmu. Otóż są postrzeżenia zależne od mojej woli i niezleżne od mojej woli. Postrzeżenie konretnej konfiguracji gwiazd na niebie jest od mojej woli niezależne - stwierdzam to doświadczalnie. Mogę co najwyżej sprawić, że to postrzeżenie wogóle zniknie - czyli np. zamknąć oczy - sprawić, że będę miał postrzeżenie ciemności. Jednak względnego położenia gwiazd w moim postrzeżeniu nie jestem w stanie zmienić. Gdzie jednak przeczy to solipsyzmowi? To samo oczywiście tyczy się powietrza, pokarmu itd.
Kinia Kinska (825 punktów)
>Bardzo prosto to wszystko uzasadnić na gruncie solipsyzmu. Otóż są postrzeżenia zależne od mojej woli i niezleżne od mojej woli. Postrzeżenie konretnej konfiguracji gwiazd na niebie jest od mojej woli niezależne - stwierdzam to doświadczalnie. Mogę co najwyżej sprawić, że to postrzeżenie wogóle zniknie - czyli np. zamknąć oczy - sprawić, że będę miał postrzeżenie ciemności. Jednak względnego położenia gwiazd w moim postrzeżeniu nie jestem w stanie zmienić. Gdzie jednak przeczy to solipsyzmowi? To samo oczywiście tyczy się powietrza, pokarmu itd.

Solipsyzmowi przeczy doświadczenie - więcej powtarzać nie będę. Istnienie tlenu jest faktem, a nie wrażeniem! Proponuję przeprowadzić eksperyment naukowy: zamkinij się w hermetycznej kapsule i obserwuj swoje postrzeżenia. Np. postrzeżenie X - pocenie się, postrzeżenie Y - duszenie się, postrzeżenie Z - umieranie.

Oczywiście wszystko zgodnie z Twoją wolą (proponowane wyżej doświadczenie jest zależne tylko i wyłącznie od Twojej woli).

Później opisz nam wszystkim swoje postrzeżenia. Jeśli będziesz w stanie to zrobić, a Twoje postrzeżenia będą inne niż przewidywane przeze mnie, to zweryfikuję swoje poglądy odnośnie solipsyzmu.

Swoją drogą podane przez Ciebie wyjaśnienie jest naprawdę frapujące. Ciekawa jestem bardzo dlaczego solipsysta może mieć postrzeżenie jednego satelity, a drugiego już nie. Dlaczego postrzeżenie pierwsze jest od niego zależne, a drugie ni ch*** Czy nie odnosisz wrażenia (czy nie masz postrzeżenia), że takie wyjaśnienie niczego kompletnie nie tłumaczy i nie można go traktować poważnie?
14-10-2009 17:05 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Nie możesz się powoływać na istnienie tlenu w tym momencie argumentacji. Co masz do powiedzenia na temat tlenu? To są wszystko jakieś twoje postrzeżenia. Uczyłaś się o tlenie, czytałaś w książkach. Skąd jest Twoja wiedza na temat tlenu? Jaki jest Twój OSOBISTY dwód, że on istnieje? Nie wyjdziesz poza postrzeżenia. Argument z tlenem nic nie wnosi.
Kinia Kinska (825 punktów)
>Nie możesz się powoływać na istnienie tlenu w tym momencie argumentacji.

Nie? A czemuż to?

>Co masz do powiedzenia na temat tlenu?

Tlen - pierwiastek chemiczny z grupy tlenowców. Posiada stabilne izotopy. Występuje w postaci cząsteczek dwu- i trzy- atomowych. Stanowi ok. 21% objętości atmosfery ziemskiej. Występuje również w hydrosferze i litosferze (w związkach z innymi pierwiastkami). Jest pierwiastkiem tzw. biogennym. Organizmom tlenowym niezbędny do oddychania. Składnik wielu związków chemicznych: tlenków, nadtlenków, kwasów tlenowych, zasad oraz związków organicznych - np. biełek, tłuszczy.
Wystarczy?

>To są wszystko jakieś twoje postrzeżenia. Uczyłaś się o tlenie, czytałaś w książkach.

Tak.

>Skąd jest Twoja wiedza na temat tlenu? Jaki jest Twój OSOBISTY dwód, że on istnieje?
Oddycham.

>Nie wyjdziesz poza postrzeżenia.
Wyszłam i właśnie Ci to udowodniłam.

>Argument z tlenem nic nie wnosi.

Jak to mawiają buddyści: "Do pełnej filiżanki nie nalejesz więcej herbaty".
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Masz postrzeżenie oddychania, postrzeżenie czytania informacji o tlenie, itd itd. Nie wykazałaś, że muszę zapostulować coś więcej niż postrzeżenia. Ty tylko powtarzasz, że istnieje tlen. Ja nie widze tutaj nic więcej od postrzeżen. Ja żadnego tlenu nie postrzegam. Owszem postrzegam oddychanie, postrzegam uczucie dusznosci gdy przestaje oddychac, wreszcie postrzegam napisane informacje o tlenie - i super jest to fajna teoria porządkująca moje postrzeżenia, całkiem skuteczna. Czemu musze przyjąć, że istnieją cząsteczki tlenu?
Kinia Kinska (825 punktów)
>Ja żadnego tlenu nie postrzegam. Owszem postrzegam oddychanie, postrzegam uczucie dusznosci gdy przestaje oddychac, wreszcie postrzegam napisane informacje o tlenie - i super jest to fajna teoria porządkująca moje postrzeżenia, całkiem skuteczna.

Gratuluję Ci światopoglądu.

>Czemu musze przyjąć, że istnieją cząsteczki tlenu?

Nie musisz.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem twój pogląd nie może zakładać innych świadomości, aby mieć choć trochę więcej sensu. Gdyż w chwili, kiedy ja ci się nie wydaję, wszystkie moje wrażenia nie mają nic wspólnego z twoimi i całe twoje rozumowanie upada jeszcze bardziej, niż w przypadku solipsyzmu, który też jest bez sensu. Polecam doświadczenie z własnym mózgiem, aby się przekonać, że solipsyzm jest nieprawdą.
18-10-2009 09:14 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Dowody w zasadzie potrzebujemy na istnienie świata zewnętrznego. Również miło było by, gdyby ktoś przedstawił jego spójną koncepjcę - póki co fizyka ma z tym kłopoty. To, że mam percepcję, świat wewnętrzny jest mi bezpośrednio dane i tego dowodzić chyba nie muszę.

Jeżeli żąda pan dowodów na istnienie świata zewnętrznego, to tym bardziej powinien pan żądać dowodów na istnienie świata wewnętrznego. Najwyraźniej traktuje pan poważnie coś tak absurdalnego, jak dowód z własnego doświadczenia.

Mamy do dyspozycji tylko dostarczone przez zmysły przybliżone odwzorowanie świata zewnętrznego będące wynikiem interpretacji doświadczeń, które uważamy za realne i świat wewnętrzny, będący naszym wyimaginowaniem, który uważamy za nierzeczywisty.
(Myśląc o jednorożcu nie urzeczywistniamy go tym myśleniem)

Pana cała konstrukcja myślowa przypomina paradoks biegacza i żółwia i zawiera w sobie podobne błędy logiczne. Założenia w rodzaju, że skoro Słońce wschodzi od "zawsze", to wzejdzie też jutro, są całkowicie błędne, mimo że się sprawdzają.

Swiat "wewnętrzny" jest wytworem istniejącej i działającej struktury, jeżeli struktury nie ma, albo nie działa, to nie ma świata wewnętrznego. Dowody są na to niezliczone. Powyższe jest również przesłanką dla nieistnienia duchów. Nie znamy obiektów niematerialnych, które mogą mieć jakąkolwiek strukturę.


Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
12-10-2009 14:41 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Pani porusza się w obszarze przewidywań tego, jakie będą Pani kolejne przeżycia umysłowe. Pani twierdzi, że mózg pracuje i, że przestanie pracować. Dobrze, ale jedyną rzecz, którą Pani doświadczy, to będzie jakaś percepcja pracy mózgu, na przykład za pomocą tomografu. Jeżeli doświadczy Pani, że czyjś mózg przestanie pracować, to będzie to też kolejne Pani przeżycie umysłowe. Pani zakłada istnienie obiektów niezależnych takich, jak mózg, a przecież nie jest to założenie konieczne. Mogą przecież być same postrzeżenia - same postrzeżenia mózgów. Z niczym to nie jest sprzeczne. A jeżeli mogłyby być tylko postrzeżenia - to nie można się powoływać na to, że to mózg warunkuje świadomość. To byłoby błędne koło. Rozumiem, że Pani wie na pewno, że mózgi istnieją nie tylko w naszych postrzeżeniach - ciekawy jestem co Panią przekonuje.

Powiem to tak.
Można przyjąć dwie hipotezy: albo to, co dostrzegamy istnieje, albo też nie i istnieją zaledwie nasze "dostrzeżenia".
Nie możemy udowodnić prawdziwości żadne z tych hipotez.
Ale do czego prowadzi nas każda z nich?
Pierwsza umożliwia nam eksplorację świata, oczywiście można rozbudować ją również o pewien subiektywizm poznania, co jest moim zdaniem w pełni uzasadnione, niemniej jednak stwierdza, że istnieje pewien stan rzeczy, który możemy próbować poznać.
Druga poddaje w wątpliwość wszystko, w tym prawa logiki, prawa fizyki itd. Jeśli istnieją tylko nasze spostrzeżenia, to dlaczego nie sterować nimi? Kula leci tak, jak od niej się oczekuje (motyw z durnego filmu). Wiedza o świecie z założeniem, że wszystko jest ułudą i nie ma nic - praw, świata, realiów jest absurdem.

Zatem która z hipotez umożliwia nam poszerzanie wiedzy o świecie? Która ma znaczenie dla nas?
12-10-2009 14:50 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Proszę zauważyć, że istnienia moich postrzeżeń nie muszę dowodzić. To, że postrzegam, to jest podstawa wszelkich możliwych dowodów - to jedno wiem na pewno. Jeżeli coś muszę udowodnić, to istnienie rzeczywistości innej niż moje postrzeżenia.

Istnienie tylko samych postrzeżeń nie prowadzi do sceptycyzmu, ponieważ obserwujemy bardzo dużą regularność naszych przeżyć umysłowych. Po odpowiednim przekształceniu można powiedzieć, że cała fizyka zajmuje się przewidywaniem przeżyć umysłowych i jak widać robi to bardzo skutecznie. Jestem zadowolony, gdy przyjęcie koncepcji elektronu pozwala mi przewidzieć, co zobaczę na ekranie monitora mojego komputera. Zupełnie nie interesuje mnie obiektywne istnienie elektronu. Przecież nie mam szansy na inną jego obserwacje niż tylko jakieś moje przeżycia umysłowe. Można zapytać, co mi daje wiara w obiektywnie istniejącą rzeczywistość. Z punktu widzenia przewidywania przyszłości - nic. A zatem nie ma powodu, aby zakładać obiektywne istnienie, elektronu, mózgu, wystarczy powiedzieć sobie, że nasze przeżycia umysłowe przejawiają dużą przewidywalność ... to się chyba nazywa brzytwa Ockhama, jeśli się mylę.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Radioteleskopy i mikroskopy wykraczają poza pańską percepcję. Nie pan je też wymyślił, lecz inni ludzie.
12-10-2009 18:09 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Radioteleskopy i mikroskopy wykraczają poza pańską percepcję. Nie pan je też wymyślił, lecz inni ludzie.

Problem radioteleskopu dotyczy mnie tylko, gdy na niego patrzę, gdy przez niego patrzę, gdy o nim czytam ... i tylko w analogicznych przypadkach. Czy mogę sobie zadać pytanie o radioteleskop, gdy o nim wogóle nie myślę? Nie, bo to byłaby sprzeczność. W tym momencie jedynie myśle o radioteleskopie, a więc jedyną rzeczą z którą mam kontakt jest myśl o radioteleskopie. Czy Pan teraz ma kontakt z jakimś radioteleskopem, czy też tylko Pan o nim myśli? Myśl jest jednak pewnym przeżyciem umysłowym. Jeżeli pójdzie Pan do obserwatorium i zobaczy Pan radioteleskop, to będzie Pan miał wtedy inne przeżycie umysłowe - widzenia radioteleskopu. Czy może Pan mi wytłumaczyć, co Pan ma na mysli, mówiąc, że radioteleskopy wykraczją poza percepcje? Czy jest panu dany choć jeden radioteleskop wykraczający poza pańską percepcję?
14-10-2009 03:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W tej chwili wszystkie teleskopy znajdujęce się na Ziemi wykraczają poza moją percepcję, a jednocześnie wiele z nich pracuje, ludzie zaś zbierają dane dotyczące na przykład galaktyk oddalonych od nas o kilka miliardów lat świetlnych, których obraz bywa niekiedy starczy od całego Układu Słonecznego, miejsca naszej ewolucji.
14-10-2009 11:53 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
A gdybym poprosił Cię o dowód, że pracuje jakikolwiek radioteleskop, który jest całkowicie poza Twoją percepcją, to jak byś go przeprowadził?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na przykład to, że mózgi wielu zwierząt istniały na tej Ziemi przed naszymi.
13-10-2009 17:13 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>nie można się powoływać na to, że to mózg warunkuje świadomość.

Możliwośc taka faktycznie istnieje. Można materialistycznie założyć, że fragment po fragmencie zastępować będziemy mózg jakimiś podzespołami nie naruszając przy tym świadomości. To jednak nie znaczy, że świadomość istnieje w sensie tomistycznej anima separata - duszy odseparowanej od ciała. To już jest obszar angelologii, czyli czystej bzdury. Zaskakujące jest to, że warunkiem świadomości jest jakaś nieświadomość, że ma ona dialektyczny charakter.
Ania... (14138 punktów)
>Pani porusza się w obszarze przewidywań tego, jakie będą Pani kolejne przeżycia umysłowe. Pani twierdzi, że mózg pracuje i, że przestanie pracować. Dobrze, ale jedyną rzecz, którą Pani doświadczy, to będzie jakaś percepcja pracy mózgu, na przykład za pomocą tomografu. Jeżeli doświadczy Pani, że czyjś mózg przestanie pracować, to będzie to też kolejne Pani przeżycie umysłowe. Pani zakłada istnienie obiektów niezależnych takich, jak mózg, a przecież nie jest to założenie konieczne. Mogą przecież być same postrzeżenia - same postrzeżenia mózgów. Z niczym to nie jest sprzeczne. A jeżeli mogłyby być tylko postrzeżenia - to nie można się powoływać na to, że to mózg warunkuje świadomość. To byłoby błędne koło. Rozumiem, że Pani wie na pewno, że mózgi istnieją nie tylko w naszych postrzeżeniach - ciekawy jestem co Panią przekonuje.
Istnieją postrzeżenia bez sensu. Na przykład sny lub urojenia. Ale nie są to postrzeżenia spójne i logiczne. Różnica, pomiędzy nimi, wynika moim zdaniem z faktu, że jedne przekazują informację o realnym świecie, a inne nie. Potrafisz inaczej uzasadnić dlaczego jedne są spójne a inne nie?
Porównanie z softwarem również jest trafne. Czy znasz jakiś software - program działający bez osprzętu?
14-10-2009 17:21 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Software w jakims sensie? Jeżeli program komputerowy, to oczywiste, że nie może działać bez komputera - to jest niemal tautologia. Jeżeli w sensie ogólniejszym, to jeżeli ktoś wyznaje istnienie świata zewnętrznego - to to jest taki software bez komputera. A przynajmniej tak samo może nim być jak świat wewnętrzny - nie widzę różnicy.

Brak logiki pewnych postrzeżeń i logika innych nie jest dowodem, że za tymi logicznymi "coś" stoi. Wystarczy nam wniosek, że one tak wyglądają jakby coś za nimi stało, ale czy stoi nie wiemy, więc aby nie mnożyć bytów ponad potrzebę, nie postulujemy takiego bytu.
Ania... (14138 punktów)
>Software w jakims sensie? Jeżeli program komputerowy, to oczywiste, że nie może działać bez komputera - to jest niemal tautologia. Jeżeli w sensie ogólniejszym, to jeżeli ktoś wyznaje istnienie świata zewnętrznego - to to jest taki software bez komputera. A przynajmniej tak samo może nim być jak świat wewnętrzny - nie widzę różnicy.
Software nie jest zarezerwowany dla komputerów.
W ujęciu ogólnym możesz traktować software jako każdego rodzaju analizę - myśl itd.
W ujęciu ogólnym możesz poszukać analizy nie opartej na przedmiotach, obiektach fizycznych - ja takiego przykładu nie znajduję. Jedynym wyjątkiem jest teza o istnieniu tylko postrzeżeń. A jak już wiemy - istnienie wyjątków powinno zostać udowodnione i wyjaśnione.
>Brak logiki pewnych postrzeżeń i logika innych nie jest dowodem, że za tymi logicznymi "coś" stoi. Wystarczy nam wniosek, że one tak wyglądają jakby coś za nimi stało, ale czy stoi nie wiemy, więc aby nie mnożyć bytów ponad potrzebę, nie postulujemy takiego bytu.
Ale dlaczego w jednych postrzeżeniach brak logiki, a w drugich logika jest? Wyjaśnij to.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
A jak nie można tego wyjaśnić to oznacza to, że to nie jest prawda? A dlaczego prawa fizyki są takie, a nie inne - umiesz to wyjaśnić?
15-10-2009 10:27 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>A jak nie można tego wyjaśnić to oznacza to, że to nie jest prawda? A dlaczego prawa fizyki są takie, a nie inne - umiesz to wyjaśnić?
>
Ja nie pytam, dlaczego coś jest takie jakie jest. Pytam o przyczynę zmienności stanu rzeczy.
Gdyby prawa fizyki były raz takie a raz inne, pytanie o przyczynę byłoby uzasadnione. A więc jeszcze raz - dlaczego postrzeżenia raz są sensowne, a innym razem nie? Skoro występuje taka zmienność, to powinniśmy umieć wykazać przyczynę tej zmienności.
15-10-2009 10:35 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
A dlaczego cząstki raz zachowują się jak małe kulki, a raz jako fale? Jaka jest w tym logika? Rzeczywistość nie musi być logiczna. Brak logiki nieczemu nie przeczy. Logika to nasz wymysł. Tak samo brak logiki w świecie postrzeżeń nie może niczemu przeczyć.
15-10-2009 11:09 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>A dlaczego cząstki raz zachowują się jak małe kulki, a raz jako fale? Jaka jest w tym logika?
Nie jestem fizykiem kwantowym, ale wiem, że takie zależności są badane. Może zresztą ktoś mi to tutaj wyjaśni.
> Rzeczywistość nie musi być logiczna.
Ale jest. Sam napisałeś, że postrzeżenia są spójne i logiczne. Tyle, że nie uwzględniłeś snów i urojeń.
>Brak logiki nieczemu nie przeczy. Logika to nasz wymysł. Tak samo brak logiki w świecie postrzeżeń nie może niczemu przeczyć.
To dlaczego powołałeś się wcześniej na logikę postrzeżeń, dającą - twoim zdaniem - wrażenie odbioru świata realnego?
15-10-2009 14:38 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Nie jestem fizykiem kwantowym, ale wiem, że takie zależności są badane. Może zresztą ktoś mi to tutaj wyjaśni.
Na jakiej podstawie twierdzisz o obiektywnym bycie rzeczywistości zewnętrznej, skoro w gruncie rzeczy mało o niej wiesz? Każdy w zasadzie mało o niej wie, bo i tak większa część wiedzy jest nikomu z osobna nie dostępna. A to, że nie ma czegoś takiego jak równoczesność zdarzeń, też mieści się w Twoim rozumieniu obiektywnej rzeczywistości? Przypominam, że brak możliwości mówienia o równoczesności wynika ze stałej prędkości światła względem dowolnego obserwatora w układzie inercjalnym - co zostało stwierdzone doświadczalnie. W związku z tym proszę odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywistość obiektywna ma trzy czy cztery wymiary ... a może więcej, bo wypadałoby uwzględnić pola związane ze wszystkimi rodzajami cząstek elementarnych. A może jednak obiektywnej rzeczywistości wogóle nie ma? Dlaczego to wydaje się Ci takie absurdalne?

Jeżeli chodzi o trudności fizyki kwantowej. Generanie chodzi o to, że fizyka kwantowa opisuje odpowiednio "małe" cząstki jako pewną funkcję falową. Funkcja ta ewoluuje w czasie zgodnie z równaniem Schrödingera. Na podstawie znajomości funckji falowej jestesmy w stanie okreslic prawdopodobienstwo z jakim dana obserwabla (czyli jakaś wielkość którą chcemy zmierzyć, np. pęd) otrzyjmie taką, a nie inną wartość. W wyniku dokonania pomiaru otrzymujemy zawsze jednak konkretną wartość. Pytanie co rządzi fizyką dokonania pomiaru. Nie może być to samo równanie Schrödingera, bo ono nie daje konkretnych wyników. W momencie obserwacji w pewnym sensie (jest to spore uproszczenie) cząstka przestaje być falą i zaczyna być "kuleczką". Pozastaje jednak nie do końca rozstrzygnięte pytanie, co to jest obserwacja. Jak ją zdefiniować w oderwaniu od naszej percepcji. Jest to tzw. problem skoków kwantowych. Jeżeli nasza percepcja jest również wyjaśnialna przez fizykę kwantową (powinna być bo nasz mózg jest tylko zbiorem cząsteczek elementarnych), to wszystko powinno odbyć się zgodie z równaniem Schrödingera. Tu zaczynają się włąśnie problemy i pojawiają się różne interpretacje ontologiczne.

>To dlaczego powołałeś się wcześniej na logikę postrzeżeń, dającą - twoim zdaniem - wrażenie odbioru świata realnego?

Ja się nie powoływałem, to Ty chciałaś odmówić realności "nielogicznym" postrzeżeniom. A rzeczywistość nie wiadomo, czy zachowuje się w sposób "logiczny". A zresztą co to wogóle znaczy? Po porostu rzeczy dzieją się jak się dzieją i tyle - nie musi być w tym żadnego porządku.
15-10-2009 16:02 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)

>>To dlaczego powołałeś się wcześniej na logikę postrzeżeń, dającą - twoim zdaniem - wrażenie odbioru świata realnego?
>Ja się nie powoływałem, to Ty chciałaś odmówić realności "nielogicznym" postrzeżeniom. A rzeczywistość nie wiadomo, czy zachowuje się w sposób "logiczny". A zresztą co to wogóle znaczy? Po porostu rzeczy dzieją się jak się dzieją i tyle - nie musi być w tym żadnego porządku.
>
Cytuję:
>Istnienie tylko samych postrzeżeń nie prowadzi do sceptycyzmu, ponieważ obserwujemy bardzo dużą regularność naszych przeżyć umysłowych. Po odpowiednim przekształceniu można powiedzieć, że cała fizyka zajmuje się przewidywaniem przeżyć umysłowych i jak widać robi to bardzo skutecznie. Jestem zadowolony, gdy przyjęcie koncepcji elektronu pozwala mi przewidzieć, co zobaczę na ekranie monitora mojego komputera. Zupełnie nie interesuje mnie obiektywne istnienie elektronu.
Widzisz - z jednej strony piszesz o regularności i przewidywalności - a więc logicznej spójności postrzeżeń. Ja mówię, że nasze postrzeżenia nie zawsze jednak są regularne i konsekwentne. Na tej podstawie rozróżniamy sny od jawy. Pytanie - na czym zatem polega ta różnica i skąd się bierze? Dlaczego raz mamy postrzeżenia przewidywalne, a innym razem nie?
Nie musi być porządku, ale jednak w świecie realnym porządek pewien jest. Wiemy, że nie potrafimy fruwać jak wróbelki, ale jednak ja regularne doświadczam takiego fruwania. Albo jazdy rowerem po wodzie. Jak to można wyjaśnić? I dlaczego mogę mieć pewność, że na jawie takiego doświadczenia nie zaznam?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Plus za godny podziwu logiczny dyskurs . Ja mam niestety wrażenie, że autor tego topiku ma już gotową tezę, do której bez względu na wszystko chce wszystko dopasować...
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A dlaczego cząstki raz zachowują się jak małe kulki, a raz jako fale?

Są jednym i drugim zarazem, albo też cząstki poprzedza fala prawdopodobieństwa zachowujaca się jak normalna fala, choć przecież jej "wody" są cokolwiek dziwne. Fizyka kwantowa to rzecz, która ucieka naszym umysłom. Atawizmy, na których są oparte nasze świadome przemyślenia, okazują się nagie i bezbronne wobec prawdziwej struktury wszechświata. Myślimy i czujemy byle jak, bo tak wyewoluowaliśmy.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
> A dlaczego cząstki raz zachowują się jak małe kulki, a raz jako fale?
>Są jednym i drugim zarazem, albo też cząstki poprzedza fala prawdopodobieństwa zachowujaca się jak normalna fala, choć przecież jej "wody" są cokolwiek dziwne.

Co to znaczy, że coś jest równocześnie falą i cząstką? Nie rozumiem tego.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nasz mózg, oparty na takich a nie innych atawizmach ewolucyjnych nie rozumie "intuicyjnie" takich rzeczy. Warunki, w których kształtowała się nasza percepcja nie przypominały w żaden sposób akceleratora. Przez kilka setek tysięcy lat nasi przodkowie biegali po stepach Afryki i to formowało ich mózgi. Na "chłopski rozum" pojmujemy to, co było przydatne podczas polowań, zbieractwa i innych zabaw towarzystkich tamtych dni. Dalej tak zwany "chłopski rozum" się kończy i wiedzie nas na manowce. Również teoria względności Einsteina nie jest zbyt intuicyjna. Mam nadzieję, że możesz opisać relację energiomaterii z czasoprzestrzenią na bazie jakiegoś modelowego przykładu? (to jest pytanie do ciebie)
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Również teoria względności Einsteina nie jest zbyt intuicyjna. Mam nadzieję, że możesz opisać relację >energiomaterii z czasoprzestrzenią na bazie jakiegoś modelowego przykładu? (to jest pytanie do ciebie)

Nie wiem dokładnie o Co Ci chodzi, ale zakrzywienie czasoprzestrzeni spowodowane energiomasą jest opisywane przez równania Einsteina. Tylko zauważ, że w tym momencie obiektywnie istniejąca rzeczywostość jest czterowymiarową rozmaitością różniczkowalną. Nie jest to jednak ontologia ostatecznie przyjęta przez fizyków. Prawdopodobnie zunifikowanie grawitacji z innymi odziaływaniami wymagałoby modelu o większej ilości wymiarów - ale takiego ciągle nie znaleziono. Pytanie o to, ile wymiarów ma nasza obiektywna rzeczywistość wziąż pozostaje otwarte. A co jeżeli nigdy nie da się zbudować spójnego modelu obiektywnej rzeczywistości?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A co jeżeli nigdy nie da się zbudować spójnego modelu obiektywnej rzeczywistości?

Jak na razie idzie bardzo dobrze . Natomiast o Teorii Strun, czyli główniej teorii odnoszącej się do większej ilości wymiarów, której bardziej obszerna mutacja zwana jest M - Teorią zawyrokuje być może Wielki Zderzacz Hadronów w Genewie. Jeśli Teoria Strun zostanie obalona przez eksperyment, czeka na jej miejsce wiele innych, bardzo ciekawych hipotez.
15-10-2009 16:39 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Co to znaczy, że coś jest równocześnie falą i cząstką? Nie rozumiem tego.

To jak w przypowieści o ślepcach dotykających słonia. Jednemu wydał się filarem mostu, innemu wężem, jeszcze innemu czymś innym.
-jad- (18783 punktów)

Wydaje mi się, że cały dylemat i jednocześnie odpowiedź nań można zamknąć w banalnym stwierdzeniu, że nikt żywy nie wie, co będzie po śmierci. Argument o ciągłości przeżyć umysłowych wydaje mi się bezsensowny. Całe moje życie mam ręce i nogi. Ciągle zakładam, że będę miał je zawsze ale wcale tak być, niestety, nie musi. I nie znaczy to, że ręka była zawsze nie wiadomo gdzie i tylko przyczepiła się do mnie na czas mojego życia.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
12-10-2009 14:21 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Ma Pan pełne prawo przypuszczać, że może Pan ręce i nogi utracić. Są to przewidywania jakości pańskich przeżyć umysłowych. Pan przewiduje, że jeżeli najpierw doświadczy Pan obrazu piły spalinowej przyłożonej do pańskiej nogi, to za chwilę doświadczy Pan obrazu swojego ciała bez nogi. Wszystko się zgadza. Pan posługuje się pewnymi schematami, jak wiemy z doświadczenie skutecznymi, służącymi nam do przewidywania kolejnych przeżyć umysłowych. Mój argument nie jest analogiczny. Uznaje, że mamy pewną możliwość przewidywania przyszłości, ale w zakresie tego, co będziemy doświadczać. To czy możemy stracić ręce i nogi do tego zakresu należy w takim sensie, jaki powyżej przedstawiłem. Rozstrzyganie, czy nasz ciąg przeżyć umysłowych się skończy do tego zakresu nie należy. Równie dobrze ktoś, kto wierzy w obiektywne istnienie świata zewnętrznego może się pytać o koniec świata. Nie wiemy dlaczego świat istnieje i nic nam nie gwarantuje, że nagle się wszystko nie skończy. Jednak się jakoś nie kończy i tyle możemy na ten temat powiedzieć.
12-10-2009 14:51 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Mój argument nie jest analogiczny. Uznaje, że mamy pewną możliwość przewidywania przyszłości, ale w zakresie tego, co będziemy doświadczać.
Czyli nie istnieje możliwość "niedoświadczania"
Tutaj znowu się nie zgodzę.
Niedoświadczamy wielu rzeczy. Niedoświadczyłam połowy pewnej imprezy, i nie oznacza to spania w kącie, przeciwnie, byłam niezwykle aktywna. Nie doświadczamy też np. przebiegu operacji. Chorzy psychicznie nie doświadczyli wielu epizodów swojego życia - bowiem nie ma w ich umyśle śladu po pewnych zdarzeniach.

Doświadczanie nie jest nieodłącznym elementem naszego istnienia. Takie założenie jest uproszczeniem i to nieuprawnionym.
12-10-2009 14:57 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Ściśle Pani doświadcza, że nie pamięta Pani połowy imprezy. Czy doświadcza Pani niedoświadczania?
12-10-2009 15:03 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Ściśle Pani doświadcza, że nie pamięta Pani połowy imprezy. Czy doświadcza Pani niedoświadczania?
Niczego nie doświadczam. Doświadczam jedynie oglądanie zdjęć następnego ranka.
Z punktu widzenia mojego doświadczania nie ma nic - czarna dziura jak w głębokim śnie. Czy doświadczasz snu? O ile nie pamiętasz snów (których pamięta się jedynie niewielki wycinek) to z moich obserwacji masz ciąg doświadczeń: zasypianie - skok czasu którego nie doświadczasz - pobudka.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Natomias tego, co się dzieje po śmierci mózgu nie doświadcza się w żaden sposób. Chyba że chodzi o inną osobę (niekoniecznie Homo sapiens - wróbel też może zobaczyć ludzkiego zmarłego).
14-10-2009 15:18 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Natomias tego, co się dzieje po śmierci mózgu nie doświadcza się w żaden sposób. Chyba że chodzi o inną osobę (niekoniecznie Homo sapiens - wróbel też może zobaczyć ludzkiego zmarłego).
No i znowu pominięto argument.
Dla tezy konieczności istnienia po śmierci warunkiem było założenie, że postrzeganie trwa, nigdy nie ustało, więc nie ma powodu przypuszczać, że może ustać. Po wykazaniu, że postrzeganie jednak może ustać - cisza.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tego typu "cisze" są charakterystyczne dla niektórych osób z ich poglądami. To chyba takie poglądy - szukają raczej bezwarunkowego poparcia niż dyskusji.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Nie ma żadnej ciszy. Ja się poprostu nie zgadzam, że padł poprawny argument. Dlaczego? Proszę trochę poczytać moje komentarze do innych odpowiedzi. Nie mogę powtarzać tego samego rozumowania dla wszystkich. Jak pan widzi jest dużo postów w tym topiku i staram się odpowiadać na wiele z nich, ale nie starcza czasu, mam też inne obowiązki.
12-10-2009 15:01 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
> Mój argument nie jest analogiczny. Uznaje, że mamy pewną możliwość przewidywania przyszłości, ale w zakresie tego, co będziemy doświadczać.

Czyli nie mamy możliwości przewidywania, co stanie się po naszej śmierci?

>Nie wiemy dlaczego świat istnieje i nic nam nie gwarantuje, że nagle się wszystko nie skończy. Jednak się jakoś nie kończy i tyle możemy na ten temat powiedzieć.

Uważam, że mieści się w tym rozumowaniu poważny błąd logiczny. Nie możemy stwierdzić końca świata, bo nawet gdyby koniec nastąpił, to i tak nie byłoby komu stwierdzać. Inaczej sprawa by się miała gdybyśmy mogli obserwować końce innych, podobnych światów. Wtedy przez analogię moglibyśmy z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidywać, że skończy się i nasz. Tak rzecz ma się właśnie z procesami myślowymi ludzi. Naszego nie zaobserwujemy ale widzimy końce innych. Wiemy więc, co czeka nasze procesy.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
12-10-2009 15:15 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
nikt żywy nie wie, co będzie po śmierci.

Dlaczego? Wiemy przecież jak nie funkcjonowała nasza świadomość przed naszym urodzeniem. Wydaje mi się, że ta POZORNA zagadka to wciąż jeszcze trwały w naszej kulturze objaw religijności.
12-10-2009 16:59 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)

>Dlaczego? Wiemy przecież jak nie funkcjonowała nasza świadomość przed naszym urodzeniem. Wydaje mi się, że ta POZORNA zagadka to wciąż jeszcze trwały w naszej kulturze objaw religijności.

Jakkolwiek nieprawdopodobne wydaje się wędrowanie "procesów myślowych" samotnie w przestrzeni czy nawet poza nią, cokolwiek mogłoby to znaczyć, to nie sposób empirycznie dowieść, że takie zjawisko nie ma miejsca. O to mi chodziło i nie znaczy to wcale, że wierzę w wędrówkę dusz czy udawanie się do absolutu. Korzenie takich fantazji sięgają, chyba, głębiej niż religia. Wynikają z bardzo silnej chęci przetrwania a religia z tego wyrasta i się na tym opiera.
Pozdrawiam.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
12-10-2009 17:04 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Rozumiem. Ale dla potrzeb dyskusji opisz proszę taki proces myślowy oderwany od ciała. Bo o ile temu, że sobie gdzieś tam wędruje nie da się w pełni zaprzeczyć, to temu, że wędrujący poza ciałem proces myślowy jest swoim własnym zaprzeczeniem da się łatwo zaprzeczyć. Zauważ, że aby wogóle wędrować, to znaczy poruszać się w przestrzeni, nasz mózg zużytkowuje dużo więcej energii niż na pisanie na "Racjonaliście"
12-10-2009 17:09 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Rozumiem. Ale dla potrzeb dyskusji opisz proszę taki proces myślowy oderwany od ciała. Bo o ile temu, że sobie gdzieś tam wędruje nie da się w pełni zaprzeczyć, to temu, że wędrujący poza ciałem proces myślowy jest swoim własnym zaprzeczeniem da się łatwo zaprzeczyć. Zauważ, że aby wogóle wędrować, to znaczy poruszać się w przestrzeni, nasz mózg zużytkowuje dużo więcej energii niż na pisanie na "Racjonaliście"

Jeżeli istnieje rzeczywistośc obiektywna, to gdzie ona "wędruje"? Czym to jej "wędrowanie" różni się od samego "wędrowania" strumienia swiadomości.

Nie podam dokładnego opisu, tak jak Ty nie podasz dokładnego opisu "świata zewnętrznego". Powiem jedynie, że są pewne postrzeżenia - tak jak Ty powiesz, że są pewne cząstki. Teraz zapytasz a gdzie są te postrzeżenia, co je powoduje. A ja nic nie odpowiem. Ale gdy ja zapytam, gdzie są cząstki elementarne, co je powoduje. Ty też nic nie odpowiesz. Więć chyba to nie może być argument przeciwko mojemu rozumowaniu.
12-10-2009 18:09 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie wiemy wszystkiego na temat protonu i nie wiemy wszystkiego na temat pluszowego misia wielkości Marsa, o którym ktoś z naszych sąsiadów zaczął mówić. Jednak na temat protonu wiemy dużo więcej, niż na temat owego misia. Możemy też zająć się badaniem sąsiada, co będzie łatwiejsze i bardziej owocne. Zwłaszcza, że składa się w dużej mierze z protonów.
15-10-2009 17:04 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Nie podam dokładnego opisu, tak jak Ty nie podasz dokładnego opisu "świata zewnętrznego". Powiem jedynie, że są pewne postrzeżenia - tak jak Ty powiesz, że są pewne cząstki. Teraz zapytasz a gdzie są te postrzeżenia, co je powoduje. A ja nic nie odpowiem. Ale gdy ja zapytam, gdzie są cząstki elementarne, co je powoduje. Ty też nic nie odpowiesz. Więć chyba to nie może być argument przeciwko mojemu rozumowaniu.

Co to znaczy "dokładny opis czegoś"? Jeśli narysuję Ci plan, jak dotrzeć do dworca, a Ty dotrzesz do dworca na jego podstawie, to była to dokładność absolutna. Gdybym zaczął opisywać Ci drogę w kategoriach mikroświata, najprawdopodobniej nigdy nie wyruszyłbyś w drogę. Podobnie jest z pojęciem "świata zewnętrznego" - czymkolwiek by był: czym innym jest dla mnicha buddyjskiego, czym innym dla mnicha katolickiego, chrześcijańskiego, czym innym dla wyznawcy Allacha. Nic dziwnego, że zamiast o uniwersum coraz częściej mówi się o multiwersach, o światach każdego z nas. Tak więc w ramach określonej aparatury pojęciowej (tu ukłon w stronę Ajdukiewicza i jego koncepcji) można w miarę precyzyjnie odpowiedzieć na wiele pytań. Dlatego w naturalistycznym obrazie świata nie ma sensu mówić, że np. zachowanie cząstek spowodował bóg, zakłada się bowiem, że zdarzenia mogą mieć wyłącznie taki a nie inny charakter (taka jest aparatura pojęciowa). Wracając do Twego przekonania: możesz sobie tak określić terminologię, że w jaj ramach pewność istnienia człowieka po śmierci będzie równa 200%. Powiesz, że to konwencjonalizm. Zgoda. Kieruję się tu taką zasadą: im bardziej błahy temat, tym więcej dopuszcza konwencji. To dlatego historia filozofii pęka w szwach.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To dlatego historia filozofii pęka w szwach

A niektórzy sprawdzają, czy aby napewno spadła z pułki
-jad- (18783 punktów)
>Rozumiem. Ale dla potrzeb dyskusji opisz proszę taki proces myślowy oderwany od ciała.

Chętnie ale sam nie mam pojęcia jak mógłby on wyglądać.

> ...to temu, że wędrujący poza ciałem proces myślowy jest swoim własnym zaprzeczeniem da się łatwo zaprzeczyć.

Czyli nie jest własnym zaprzeczeniem?


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
12-10-2009 23:44 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przepraszam Jadzie . Wiedząc, że Arystotelesowi nie chodziło o nic złego, tylko nie miał już miejsca na zwoje, gubię się w tych całych metafizykach. Jedno przeczenie mniej. Umysł służy bardziej nogom, niż pisaniu książek, tego zaś nie da się oderwać od wrażenia świadomości. To ciało ma w jakimś sensie wrazenie świadomości, cały układ nerwowy. Więc nie tylko myśli musiałyby łazić poza ciałem, ale ręce, stopy, a nawet - być może - paznokcie. Istne voodu (czy jakoś tak?).
13-10-2009 17:21 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
> nikt żywy nie wie, co będzie po śmierci.
>Wydaje mi się, że ta POZORNA zagadka to wciąż jeszcze trwały w naszej kulturze objaw religijności.

To nie jest tak, że medytacje na temat zmiany i śmierci (dla mnie to to samo) są domeną religii.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Aby się do tego odnieść należałoby znać istotę strumienia świadomości.
Zwykle rozpatruje się to biorąc przypadki graniczne: zaburzenia z miejsc dla umysłowo chorych oraz studia powypadkowe interesujących nas spraw.

Przykładowy tok rozumowania obalający tematyczne tezy:
1. Strumień świadomości ma początek (info z założenia dane przez świadomość [autor tematu opiera się na tego typu informacjach, więc trzymając się jego własnej metodologii powyższe jest rzeczą niepodważalną])
2. Choroba Alzheimera upośledzająca strumień świadomości w kierunku jego zaniku (conięcia się)
3a (wariant biologiczny). Konotacje tej choroby ze zminami w mózgu pozwalające stwierdzić zależność świadomości od biologicznego organu jakim jest mózg i stąd wniosek, że bez mózgu (lub czegoś zastępczego po śmierci) nie ujedziemy za świadomością.
3b (wariant nie odwołujący się do nauk ścisłych). Strumień świadomości niknie, co koniec końców skutkuje jego brakiem. Nie ma podstaw by sądzić, że po śmierci będzie inaczej ( że zaniknie).

Pozdrawiam
12-10-2009 14:39 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
"W kierunku jego zaniku" - to jest według mnie ocena jakościowa konkretnych przeżyć umysłowych. Osoba chora na Alzheimera traci pamięć, ale jej świat wewnętrzny przez to nie "osłabia" swojego istnienia. Jej przeżycia umysłowe istnieją tak samo "silnie", jak istnieją przeżycia zdrowej osoby. Czy można stopniować istnienie? Nie za bardzo więc rozumiem owo "w kierunku" z Twojej wypowiedzi. Poza tym wszystko, co wiesz o chorobie Alzheimera znowu sprowadzi się do analizy Twoich przeszłych przeżyć umysłowych. Gdyby faktycznie argument z choroby Alzheimera miałby być dobry, byłby to i tak argument z analizy Twoich poprzednich przeżyć umysłowych. Nie widzę jednak szansy na to, aby analiza ciągu przeżyć umysłowych mogła nam powiedzieć, jak długo jeszcze takie przeżycia będą się pojawiały.
12-10-2009 14:58 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Chcesz, by ktoś czytał Ciebie, a jak już Ty musisz coś przeczytać, to robi się trudno...
Na przykład: www.chorob(*),0,Choroba-Alzheimera,731.html
Fragment z powyższego:
Choroba Alzheimera polega na zmianach zwyrodnieniowych w mózgu a dokładniej zaniku tkanki nerwowej. Postępujące stopniowo zaburzenia działania mózgu doprowadzają w efekcie do utraty pamięci, zdolności uczenia się, pojmowania, trzeźwego myślenia, oceny sytuacji, pogorszenia umiejętności komunikacyjnych i znacznego obniżenia się zdolności radzenia sobie z czynnościami życia codziennego.

Mam nadzieję, że opis objawów pozwoli Ci dojść do wniosku, że chodzi o strumień świadomości.
Proszę zatem o jasną odpowiedź na pytanie, czy w tej chorobie upośledzony zostaje strumień świadomości. (Tak/Nie)
Dopiero poniżej odpowiedzi tak/nie proszę pisać rozwinięcie, o ile okaże się ono potrzebne.

Pozdrawiam
12-10-2009 15:03 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Tak. Zgodnie z takim rozumieniem, że nieumpośledzony ma pewne cechy jak pamięć, zdolność koncentracji itp. Upośledzenie to brak tych cech - ale brak pewnych cech to zarazem inna cecha. Upośledznie to w tym wypadku cecha rzeczy istniejącej, a nie stopien istnienia.

Apropos dobrze chyba wiesz, że na niektóre pytania nie można odpowiedzieć tak/nie. Np. Czy już przestałeś wierzyć w Boga?
12-10-2009 15:30 
 Ocena 4 na 4
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Tak.
Super. W tym się zgadzamy.
>Zgodnie z takim rozumieniem, że nieupośledzony ma pewne cechy jak pamięć, zdolność koncentracji itp.
Pięknie. Powyżej odpowiedziałeś, że są to części strumienia świadomości.
> Upośledzenie to brak tych cech - ale brak pewnych cech to zarazem inna cecha.
Zajebiście. Krzesło nie ma świadomości, więc jest nieświadome. Ale nam zależy na wykazaniu, że świadomości brak po śmierci z mojej strony i czegoś przeciwnego z Twojej.
> Upośledznie to w tym wypadku cecha rzeczy istniejącej, a nie stopien istnienia.
Jeśli strumień świadomości ma składowe, to zabieranie składowych upośledza ów strumień. Gdy zabierze się wszystkie, to strumień świadomości zniknie. Na jego miejscu będzie nieświadomość. Choroba Alzheimera tak wygląda. Spotkanie się z nią jest dla człowieka szokujące.

>Apropos dobrze chyba wiesz, że na niektóre pytania nie można odpowiedzieć tak/nie. Np. Czy już przestałeś wierzyć w Boga?
Jesteśmy na tyle duzi, że potrafimy zadawać pytania, na które odpowiedź brzmi tak/nie.
Pozdrawiam
12-10-2009 15:45 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Załóżmy, że w pokoju stoi kilka szyb. Na początku zupełnie czarna, nieprześwitująca, potem bardzo szara, ale już trochę prezez nią widać, i tak dalej i tak dalej, stopniow coraz mniej czarne, to czy należy się spodziewać, że na końcu jest szyba zupełnie prześwitująca, czy że nie ma żadnej? Analogia nie jest idealna, bo konstrułowalem ją na szybko. Chodzi o to, że stopniowe zanikanie pewnych cech nie jest dobrym prognostykiem zniknięcia rzeczy, której te cechy przypisujemy. Przynajmniej nie zawsze - a to już wystarcza.

Zresztą widać to na przykładzie zasypiania. Wyłączją się kolejne "cechy" naszego strumienia świadomości, aż tu nagle następuje postrzeżenie poranka. Chyba tak to wygląda od wewnątrz - przynajmniej z mojego doświadczenia. To pokazuje, że samo zauważanie wyłącznia pewnych właściwości, nie dowodzi końca strumienia świadomości. A jeśli na to padnie argument, że w czasie snu mój mózg dalej pracuje - to oczywiście wracamy do pytania, skąd wiemy, że istnieje coś poza moją świadomością.
12-10-2009 17:06 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nasz mózg generuje świadomość obok wielu innych rzeczy. Przykład z szybą jest demagogiczny. Bo szkło się nie zmienia. Co tam zabrudzenia. Wypisz wymaluj chrześcijańska dusza.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Załóżmy, że ...
Załóżmy, że przy ulicy stoi dom do rozbiórki. Robotnicy wyburzają go stopniowo, aż nie zostają nawet fundamenty.

Która analogia jest właściwasza?
Do Twojej mam pytanie- czym jest ta szyba, która pozostaje na końcu. Mam nadzieję, że nie samą nazwą, w sensie, że można pokazać jej istnienie.

Pozdrawiam
jkl; (5859 punktów)
>Załóżmy, że w pokoju stoi kilka szyb. Na początku zupełnie czarna, nieprześwitująca, potem bardzo szara, ale już trochę prezez nią widać, i tak dalej i tak dalej, stopniow coraz mniej czarne, to czy należy się spodziewać, że na końcu jest szyba zupełnie prześwitująca, czy że nie ma żadnej?
>Zresztą widać to na przykładzie zasypiania. Wyłączją się kolejne "cechy" naszego strumienia świadomości, aż tu nagle następuje postrzeżenie poranka.
Pięknie. Udowodniłeś, że śmierć to wieczny sen.

Czym się różni brak świadomości od świadomości pozbawionej wszelkich cech świadomości?
13-10-2009 10:56 
 Ocena 1 na 3
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeżeli stopniowe "wyłączanie" cech strumienia świadomości prowadzi nieuchronnie do końca świadomości, to dlaczego budzę się każdego ranka? Widać, że nie wystarczy powołać się na samo "wyłączanie".
13-10-2009 11:15 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>Jeżeli stopniowe "wyłączanie" cech strumienia świadomości prowadzi nieuchronnie do końca świadomości, to dlaczego budzę się każdego ranka?
Dlatego, że "włącznikiem" (i "wyłącznikiem") są rozlewające się po mózgu hormony, które wytwarza ciało.
13-10-2009 11:23 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>>Jeżeli stopniowe "wyłączanie" cech strumienia świadomości prowadzi nieuchronnie do końca świadomości, to dlaczego budzę się każdego ranka?
>Dlatego, że "włącznikiem" (i "wyłącznikiem") są rozlewające się po mózgu hormony, które wytwarza ciało.
>

Przecież nie o to pytałem. Ktoś tu usiłował dowodzić, że sam fakt "wyłączania" cech świadomości, dowodzi, że za chwilę nastąpi jej definitywny koniec.
13-10-2009 11:54 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>Przecież nie o to pytałem. Ktoś tu usiłował dowodzić, że sam fakt "wyłączania" cech świadomości, dowodzi, że za chwilę nastąpi jej definitywny koniec.

Nie. Dla mnie wyłączenie cech świadomości to po prostu brak świadomości.
To ja się pytałam, jak odróżniasz wyłączenie cech świadomości (wszystkich- przezroczysta szyba) od jej braku.
13-10-2009 12:01 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>Przecież nie o to pytałem. Ktoś tu usiłował dowodzić, że sam fakt "wyłączania" cech świadomości, dowodzi, że za chwilę nastąpi jej definitywny koniec.
>Nie. Dla mnie wyłączenie cech świadomości to po prostu brak świadomości.
>To ja się pytałam, jak odróżniasz wyłączenie cech świadomości (wszystkich- przezroczysta szyba) od jej braku.

To chyba nie jest dobre porównanie - szybę można dotknąć. Tak samo z powietrzem - nie widać go, ale można poczuć wiatr. I cecha dotyku jest w obu przypadkach tą cechą, która pozostaje nawet przy braku innych, takich jak kolor.
13-10-2009 13:58 
 Ocena 3 na 3
jkl; (5859 punktów)
>To chyba nie jest dobre porównanie - szybę można dotknąć. Tak samo z powietrzem - nie widać go, ale można poczuć wiatr. I cecha dotyku jest w obu przypadkach tą cechą, która pozostaje nawet przy braku innych, takich jak kolor.
Toteż usiłuję się dowiedzieć, co zostaje i odróżnia wyłączoną świadomość od jej braku.
13-10-2009 15:17 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Mówiłem o wyłączaniu cech i z tego się zrobiły nagle wyłączone cechy. Mam w pokoju dużo żarówek. Czy jak zaczynam je gasić jedna po drugiej, to już z samego tego faktu, wiadomo że zgaszę wszystkie?
jkl; (5859 punktów)
>Mówiłem o wyłączaniu cech i z tego się zrobiły nagle wyłączone cechy.
Jak się cechy wyłączy, to są wyłączone...

>Mam w pokoju dużo żarówek. Czy jak zaczynam je gasić jedna po drugiej, to już z samego tego faktu, wiadomo że zgaszę wszystkie?
Z faktu gaszenia żarówek wynika, że będzie coraz ciemniej w pokoju, aż w końcu w ogóle nie będzie światła.
Gaszenie i przewidywanie nie ma znaczenia- są dwa stany: światło o określonym natężeniu lub jego brak.

Nie mnóż analogii, tylko odpowiedz co zostaje.
13-10-2009 16:59 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Nie mnóż analogii, tylko odpowiedz co zostaje.

Światło o określonym natężeniu. Dokładnie przebiagałoby to tak: gaszę jedną żarówkę, drugą, trzecią, czwartą ... a potem nagle znowu zapalam wszystkie. I śmieje się z tych, co myśleli, że skoro gaszę jedną, drugą, trzecią i czwartą, to zgaszę wszystkie.
13-10-2009 17:27 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>>Nie mnóż analogii, tylko odpowiedz co zostaje.
>Światło o określonym natężeniu. Dokładnie przebiagałoby to tak: gaszę jedną żarówkę, drugą, trzecią, czwartą ... a potem nagle znowu zapalam wszystkie. I śmieje się z tych, co myśleli, że skoro gaszę jedną, drugą, trzecią i czwartą, to zgaszę wszystkie.
A kto "zapala" świadomość, jak nie ma ciała?
Bo ona sama wytrzymuje jednym ciągiem jakieś 6 dni, a i to z wielkim trudem.
13-10-2009 18:19 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Bo ona sama wytrzymuje jednym ciągiem jakieś 6 dni, a i to z wielkim trudem.

Skąd wiesz? Czy z doświadczenia, czy w to wierzysz? A w ogóle, co to jest ta świadomość?
13-10-2009 19:33 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Skąd wiesz? Czy z doświadczenia, czy w to wierzysz?
Własnego szczęśliwie nie, ale robiono takie doświadczenia. Nie pamiętam czy to dokładnie 6 dni - może 5 albo 8- ale coś w tych granicach. Ochotnikom nie pozwalano zasnąć, co dość szybko wykańczało ich psychicznie, fizycznie i umysłowo, z halucynacjami włącznie.

>A w ogóle, co to jest ta świadomość?
Funkcja organizmu, po prostu.
13-10-2009 19:57 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)
>>Skąd wiesz? Czy z doświadczenia, czy w to wierzysz?
>Własnego szczęśliwie nie, ale robiono takie doświadczenia. Nie pamiętam czy to dokładnie 6 dni - może 5 albo 8- ale coś w tych granicach. Ochotnikom nie pozwalano zasnąć, co dość szybko wykańczało ich psychicznie, fizycznie i umysłowo, z halucynacjami włącznie.

Potwierdzam, też czytałem o tym doświadczeniu - z tego co pamietam, rekordzista wytrzymał tydzień i po tym czasie nie potrafił powiedzieć, jak się nazywa...
13-10-2009 20:29 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Skąd wiesz? Czy z doświadczenia, czy w to wierzysz?
>Własnego szczęśliwie nie, ale robiono takie doświadczenia. Nie pamiętam czy to dokładnie 6 dni - może 5 albo 8- ale coś w tych granicach. Ochotnikom nie pozwalano zasnąć, co dość szybko wykańczało ich psychicznie, fizycznie i umysłowo, z halucynacjami włącznie.

I o czym ma to świadczyć? Nie lepiej zdzielić pałką po głowie? Świadomość wyłączy się natychmiast.
13-10-2009 22:52 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>A kto "zapala" świadomość, jak nie ma ciała?

Ja nie doświadczyłem nigdy nieświadomości - a więc znam tylko świadomość. A kto "zapala" świadomość? Nie wiem. A kto "zapala" cząsteczki elementarne, siły, energie? Też chyba nie wiemy.
13-10-2009 23:57 
 Ocena 3 na 3
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Ja nie doświadczyłem nigdy nieświadomości...
A sen?
Czy kontrolujesz moment zasypiania, potrafisz sobie powiedzieć "teraz zasnę"?
Mój kolega opowiadał mi ostatnio o tym, jak usypiano go przed jakimś zabiegiem. Nawet nie zdążył o czymkolwiek pomyśleć, nie było żadnych sygnałów świadczących o tym, co nadejdzie. Po prostu "umarł" na jakiś czas, a właściwie patrząc z jego perspektywy zamknął oczy i powtórnie je otworzył.
Można porównać to z wyłączeniem urządzenia z sieci, z wyciągnięciem wtyczki z gniazdka.

Pozdrawiam - Zbyszek


"Nie patrzeć na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne" (2 Koryntian 4:18).
14-10-2009 03:12 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Po prostu "umarł" na jakiś czas, a właściwie patrząc z jego perspektywy zamknął oczy i powtórnie je otworzył.

a w międzyczasie lekarze wykonali zabieg na żyjącym organizmie.
14-10-2009 03:11 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Twoją świadomość zapala gen zwany "period". Odpowiada on za cykle snu i aktywności u wszystkich chyba organizmów wielokomórkowych. Nie doświadczałeś niczego przed swoim urodzeniem, tak też będzie po twojej śmierci.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Michale, taka rozmowa trochę nie ma sensu. Kilka wpisów wyżej było, że świadomość podczas budzenia włączają hormony. Zaś funkcją snu i przebudzenia kieruje gen o nazwie "period", który występuje nie tylko u ludzi, ale u większości roślin i zwierząt.
13-10-2009 17:32 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>dlaczego budzę się każdego ranka?

Pozostając w granicach świadomości pytanie to pozbawione jest sensu: Wcale się nie budzisz, ani nie zasypiasz. Skąd wiesz, że spałeś, skoro nie doświadczałeś głębokiego snu? Powiedzieli ci inni, albo wnioskujesz (Hindusom wydaje się, że kontaktują się wtedy z bóstwem). Miniony sen jest w końcu tylko aktualnym wspomnieniem, aktualnym doświadczeniem. Definiując świadomość przez doświadczenie napotykasz stany świadomości zaprzeczające jej definicji: nie ma doświadczenia - nie ma świadomości. Twoja koncepcja prowadzi do paradoksalnego wyniku: świadomość zawsze czuwa.
13-10-2009 23:04 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Mogę zdefiniować "przebudzenie" w oparciu wyłącznie o świat wewnętrzny. Jest to moment włączenia wielu rodzajów postrzeżeń, które następuje po pewnym ciągu wyłączeń różnych postrzeżeń (czyli mówiąc potocznie po okresie zasypiania). Zauważ, że nie mówię nic o okresie tz. "snu" - czyli jakiejś nieświadomości. Ale czy to jest z czymś sprzeczne?
14-10-2009 03:15 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Sen to nie śmierć. Większość procesów przebiega, świadomość, jako niepotrzebny element zostaje wyłączona. Śmierć nie jest snem. Wszystkie procesy ustają. Świadomość, która jest tylko elementem aktywności całego organizmu, przestaje istnieć wraz z organizmem. Gdy ktoś umiera nie gasną gwiazdy, ludzie i ptaki wokół niego nie giną z tego powodu, lecz żyją dalej.
16-10-2009 21:06 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Mogę zdefiniować "przebudzenie" w oparciu wyłącznie o świat wewnętrzny.

Definiować możesz tak, jak ci się podoba. Dalej. Możesz następnie żonglować tą definicją w te i we wte. Ale twierdzić, że ma to cokolwiek wspólnego z oświeceniem, to nieporozumienie.
16-10-2009 08:39 
 Ocena 2 na 2
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>Tak. Zgodnie z takim rozumieniem, że nieumpośledzony ma pewne cechy jak pamięć, zdolność koncentracji itp. Upośledzenie to brak tych cech - ale brak pewnych cech to zarazem inna cecha. Upośledznie to w tym wypadku cecha rzeczy istniejącej, a nie stopien istnienia.
>Apropos dobrze chyba wiesz, że na niektóre pytania nie można odpowiedzieć tak/nie. Np. Czy już przestałeś wierzyć w Boga?
>
Podejrzewałem że nie chodzi ci o nic więcej niż próbę udowodnienia istnienia boga...
16-10-2009 10:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Do tego zgodnie z katolicką doktryną o Duchu Świętym...
12-10-2009 15:00 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>"W kierunku jego zaniku" - to jest według mnie ocena jakościowa konkretnych przeżyć umysłowych. Osoba chora na Alzheimera traci pamięć, ale jej świat wewnętrzny przez to nie "osłabia" swojego istnienia.
Jakie argumenty przemawiają za taką tezą?

>Jej przeżycia umysłowe istnieją tak samo "silnie", jak istnieją przeżycia zdrowej osoby.
Skąd taka pewność?
>Czy można stopniować istnienie?
Pewnie nie, ale istnienie ma się nijak do istnienia "świata wewnętrznego" i osobowości, świadomości.
>Nie za bardzo więc rozumiem owo "w kierunku" z Twojej wypowiedzi. Poza tym wszystko, co wiesz o chorobie Alzheimera znowu sprowadzi się do analizy Twoich przeszłych przeżyć umysłowych.
Tai sposób argumentacji neguje sens dyskusji.
12-10-2009 15:17 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czy można stopniować istnienie?

Można stopniować świadomość istnienia. Najpewniej mucha ma mniejszą świadomość istnienia niż małpa i człowiek.
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Autor topicu namawia do przeczytania jego argumentacji. No więc przeczytałem tylko dwa zdania + tytuł topicu i to mi wystarcza. Sama polemika z tematem istnienia po śmierci jest bez sensu. To coś w stylu rozważania czy bóg istnieje czy też nie. Szkoda czasu na tego typu rozważania. Całe te rozważania to jakiś bełkot kogoś kto chciałby sobie coś porozważać i z braku tematu do rozważania zaczął rozważać jakieś popierdółki.

Jakieś prognozy, ostatnie przeżycia umysłowe . Poddaje się, przerosło mnie to.
12-10-2009 15:06 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Pewnie zrobił Pan przykrość tym, którzy się jednak w tą dyskusje zaangażowali ...
12-10-2009 15:19 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja się nie czuję urażony przez kanika. Ale zapytam - czy ma pan gotową tezę, jaką jest życie po śmierci, czy też może pan ją zmienić pod wpływem rozmowy z nami, jeśli spotka się pan z przekonującymi argumentami? Jeśli uważa pan, że nie jest to wykonalne, twierdzenie kanika jest, moim zdaniem, słuszne.
12-10-2009 15:51 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeżeli przekona mnie Pan, że mózg istnieje niezależnie od mojej świadomości, będę miał poważne powody, aby zrewidować swoje stanowisko zaprezentowane w moim artykule.

Jeżeli jednak Pan bierze udział w tej dyskusji, to chyba, w przeciwieństwie do kanika, widzi Pan jej sens.
12-10-2009 16:03 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moja etyka, która wyewoluowała tak samo jak u gołębi i jest dość podobna do tej u moich pierzastych kuzynów, zawsze mi instynktownie woła - "spróbuj, zobacz, kilka razy, po czym wyciągnij wnioski". Nasza samoświadomość jest w pełni zależna od mózgu. Uszkodzenie poszczególnych modułów naszego mózgu (ciała w pełni fizycznego) wpływa na naszą pamięć, humor, możliwość mówienie i rozumienia języka, rozpoznawanie twarzy, pamiętanie osób, etc. Co miałoby żyć po śmierci mózgu?
12-10-2009 16:08 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Przepraszam, ja się nieprecyzyjnie wyraziłem. Mi nie chodzi o to, aby Pan mi pokazywał związek pomiędzy moimi postrzeżeniami zachownia ludzi i moimi postrzeżeniami zachowania się ich mózgów (dokonywanych w przerówny sposób za pomocą tomografu, sekcji, itp itd) to jest dla mnie, tak samo jak dla Pana, oczywiste. Materiał dowdowy jest tu wystarczająco przekonujący, aby uznać korelację. Tutaj pełna zgoda.

Ja się pytam skąd ma wiedzieć, że jest coś więcej niż moje postrzeżenia mózgów. Może są tylko one. Czy wtedy twierdzenie, że istnienie mózgu coś warunkuje, miałoby sens?
12-10-2009 17:09 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pisałem o gwiazdach i mózgach innych kręgowców. Ile razy mam to powtórzyć? Mysz była przed jakimkolwiek ludzkim mózgiem. Więc aby to co pan pisze miało ręce i nogi, musi się pan zgodzić, że jest pan tylko snem myszy (o ile mysz nie śni się jednokomórkowym przodkom).
12-10-2009 17:11 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Pisałem o gwiazdach i mózgach innych kręgowców. Ile razy mam to powtórzyć? Mysz była przed jakimkolwiek ludzkim mózgiem. Więc aby to co pan pisze miało ręce i nogi, musi się pan zgodzić, że jest pan tylko snem myszy (o ile mysz nie śni się jednokomórkowym przodkom).

Mógłbym się na to zgodzić, gdybym doświadczał snu myszy - ale doświadczam tylko własny.
12-10-2009 18:10 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja zaś nie doświadczam pańskich snów. Podobnie jak mysz. Ani pan moich.
12-10-2009 18:30 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)
>Jeżeli przekona mnie Pan, że mózg istnieje niezależnie od mojej świadomości, będę miał poważne powody, aby zrewidować swoje stanowisko zaprezentowane w moim artykule.

Wydaje mi się że to właśnie pana teza.(To, że świadomość może istnieć poza mózgiem)
A teraz każe pan ją udowadniać innym.

Łukaszewicz.
12-10-2009 21:32 
 Ocena 2 na 2
M.M.M (1158 punktów)
>Jeżeli przekona mnie Pan, że mózg istnieje niezależnie od mojej świadomości.

MSPANC
O istnieniu mojego mózgu aż do przeczytania niniejszego postu nie miał Pan najmniejszej wiedzy, nie był go Pan świadomy. Istniał on więc niezależnie od Pana świadomości. O to chodziło?
---
12-10-2009 22:05 
 Ocena 1 na 1
krutki (1550 punktów)
Mam takie wrażenie, że sama tu obecność autora wątku miała być dla niego dowodem słów, w które ów wierzy: esse est percipi. Tym bardziej, że ponoć właśnie w internecie nabierają one znaczenia.


Jak pchły skaczą myśli z człowieka na człowieka. Ale nie każdego gryzą.
13-10-2009 17:36 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>czy ma pan gotową tezę, jaką jest życie po śmierci...

Jeśli o mnie chodzi - mam: To, co robimy w tej chwili, jest po śmierci chwili poprzedniej. A więc w gruncie rzeczy nic rewelacyjnego. Nie ma innego życia, jak życie po śmierci. I zaskakujące jest to, że jest to właśnie to życie.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale w chwili fizycznej śmierci ono się tak czy siak kończy. Natomiast twojej tezy nie mogę być pewni za sprawą choćby odkryć dotyczących genetycznego zegara percepcji czasu obecnego w niemal wszystkich żywych organizmach. "Białkowe trybiki" tego zegara zapewniają nam ciągłość, dopóki istnieją. I to chyba wszystko w tym temacie, moim zdaniem.
13-10-2009 21:19 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>...percepcji czasu...

W jakim sensie można mówić o percepcji czasu? Jedno, co można powiedzieć, to to, że wskazówki się poruszają. Czas jest pewnym konstruktem. Konstrukt ten nie byłby możliwy bez pamięci i zmiany (przemieszczenia). Nawet w elementarnych wzorach, kiedy s=0, t=0.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chodzi o to, że ewolucja włożyła w nas zegarek. Mamy gen zwany "period". Gdybyś całe swoje życie spędził w ciemności, ten gen i tak kazałby ci spać i budzić się i mieć sjestę (jesteśmy wszak z Afryki ) w regularnym cyklu. Jeśli masz wrażenie continuum "ja" jest ono oparte na tym prostym mechanizmie, który porusza inne, bardziej złożone układy.
16-10-2009 21:18 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>genetycznego zegara percepcji czasu obecnego w niemal wszystkich żywych organizmach. "Białkowe trybiki" tego zegara zapewniają nam ciągłość, dopóki istnieją.

Jeszcze raz powiem, że mam kłopoty z pojęciem "percepcji czasu". Nie percypuję niczego, co mógłbym nazwać czasem (w tym sensie, w jakim mówimy o percepcji przedmotów czy stanów wewnętrznych). Dlatego np. trafniejszy wydaje mi się sposób wyrażania wieku nie poprzez mieć ileś tam lat, ale poprzez starzenie się (jak w angielskim czy niemieckim).
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Można powiedzieć, że zawarty w nas gen-zegarek konstruuje naszą świadomość i jej strumień. Zatem świadomość jest w jakimś sensie echem odmierzania czasu przez organizm.
lukasz9 (1220 punktów)
A ja bym chciał się dowiedzieć od Autora czym jest świadomość i owe przeżycia umysłowe? Skąd Pan wie, że to co Pan czuje i przeżywa jest obiektywnie Pana świadomością?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No i to też, czemu nie? Wiele rzeczy, które nazywamy "ja" to proste atawizmy, powszechne w całym naszym gatunku. W ten sposób są równie odwieczne, jak nasz gatunek, lecz nie są "nasze" ani gdy żyjemy, ani gdy nie żyjemy.
12-10-2009 15:26 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Ja nic nie wiem ponadto, że ma postrzeżenie pisania na klawiaturze w tym momencie, ale to wiem na pewno. A co to jest klawiatura? Co to jest ekran komputera? To są już pytania innego rzędu. Tą różnice chyba każdy musi przyznać.
12-10-2009 16:06 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Już cztery miliardy lat temu na Ziemi jednokomórkowe organizmy reagowały na światło, oraz zmiany temperatury otoczenia. Człowiek nie wymyślił sobie swojego fizycznego mózgu, wręcz odwrotnie - to układ nerwowy, na drodze ewolucji, "wymyślił sobie" człowieka.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Proszę Państwa ja doskonale rozumiem, że teza przeciwna brzmi iż koniec mózgu jest końcem świadomości. Powtarzanie jej nie ma sensu. Zadaje konkretne pytanie o dowód na istnienie cząstek elementarych, komórek neuronowych, mózgów. Istnienia przeżyć umysłowych nie muszę dowodzić, bo wszystko, co bezpośrednio doświadczam, to moje przeżycia umysłowe. Proszę wykazać, że istnieją przedmioty poza moją świadomością, a nie powtarzać, że mózg warunkuje świadomość. Ja rozumiem, że taka jest hipoteza. Ale umiem ją przetłumaczyć na język postrzeżeń. Moim postrzeżeniom zachowań ciała człowieka towarzyszą takie a takie obrazy tomografu jego mózgu. Jeśli ja się pytam o istnienie rzeczy bardziej podstawowych niż mózg, to oznacza, że spór jest bardziej fundamentalny i chyba nie ma sensu powtarzać jednego zdania w różnych odmianach.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja odpowiadam. Przed nami istniało wiele zwierząt posiadających mózgi.
12-10-2009 16:08 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
że istnieją przedmioty poza moją świadomością

Większa część obiektów na niebie wysyła do nas światło starsze od gatunku Homo sapiens. Oto dowód.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
> że istnieją przedmioty poza moją świadomością
>Większa część obiektów na niebie wysyła do nas światło starsze od gatunku Homo sapiens. Oto dowód.

Co oprócz postrzeżeń, czyli pewnych przeżyć umysłowych ma Pan do dyspozycji, aby wykazać istnienie gwiazd? Postrzeżenie światła, postrzeżenie odczutu przyrządu, który informuje nas o innych częstościach promieniowania niż widzialne, postrzeżnie prążków widma, postrzeżenie efektu dooplera, postrzeżenie zachowania się innych ciał w pobliżu gwiazdy (tu raczej też postrzeżenia odczytu wskazań pewnych instrumentów) ... można wymieniać i wymieniać. Może więc są tylko te postrzeżenia?
12-10-2009 17:13 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na przykład na temat istnienia gwiazd mam elektrownię atomową, która dokonując zasila sieć elektryczną we Francji, gdy robię tam sobie kanapkę. Wprawdzie elektrownia atomowa nie jest termonuklearna, ale i tak zachodzą w niej zjawiska podobne do tych, z jakimi mamy doczynienia w gwiazdach. Część materii zamienia się w energię. Nasz mózg powstał w drodze ewolucji, de facto rówież dzięki energii słońca, gdyż było ono i jest podstawowym motorem energetycznym życia na ziemi.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Na przykład na temat istnienia gwiazd mam elektrownię atomową, która dokonując zasila sieć elektryczną we Francji, gdy robię tam sobie kanapkę. Wprawdzie elektrownia atomowa nie jest termonuklearna, ale i tak zachodzą w niej zjawiska podobne do tych, z jakimi mamy doczynienia w gwiazdach. Część materii zamienia się w energię. Nasz mózg powstał w drodze ewolucji, de facto rówież dzięki energii słońca, gdyż było ono i jest podstawowym motorem energetycznym życia na ziemi.

Jeżeli każde Twoje zdanie "istnieje X", zamienię na zdanie "mam postrzeżenie Y, które jest tak a tak związane z konecpcją przedmiotu X", to będę mówił tylko o postrzeżeniach. Czy jesteś w stanie powiedzieć choć jeden sąd o istnieniu rzeczy X, którego nie będę mógł sprowadzić do istnienia zespołu postrzeżeń? Wydaje mi się, że nie. Jeżeli Ty mówisz, że nasze organizmy, wyewoluowały z prostrzych form. Ja się nie tylko zgodzę, ale przedstawię cały materiał dowodowy mówiąc: mam postrzeżenie wykopaliska X, wykopaliska Y, mam postrzeżenie, że są one podobne, dalej mam postrzeżnie wyniku doświadczenia z DNA ... Jednak ani na chwilę nie pojawi się potrzeba mówienia o obiektach zewnętrznych.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wszechświat istniał na długo przed ludźmi. Ludzie go nie postrzegali, a jednak istniał. Nasze ciało to portret ewolucji w czasie, również nasz mózg. Poza tym czemu pan z nami rozmawia, przecież zapewne się panu wydajemy. Niech pan odejdzie od komputera i rozmawia z nami w myślach. Po co płacić za nieistniejące rachunki za prąd i neostradę (bo ma pan złudzenie neostrady, czy czegoś innego?)
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Wszechświat istniał na długo przed ludźmi. Ludzie go nie postrzegali, a jednak istniał. Nasze ciało to portret ewolucji w czasie, również nasz mózg. Poza tym czemu pan z nami rozmawia, przecież zapewne się panu wydajemy. Niech pan odejdzie od komputera i rozmawia z nami w myślach. Po co płacić za nieistniejące rachunki za prąd i neostradę (bo ma pan złudzenie neostrady, czy czegoś innego?)

Mam wrażenie, że Pan nie rozumie mojej tezy. To, że z Panem rozmawiam to są moje postrzeżenia. Jak odejdę od komputera i przestanę, to już nie będę miał tych postrzeżeń. I co Pan mi w ten sposób wykaże?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A dlaczego w budowie pańskich zmysłów i mózgu widać ślady trwającej setki miliony lat ewolucji?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale nie trzeba sięgać tak daleko. Juliusz Cezar i w zasadzie wszystko czego się dotknął istniało poza pańską świadomością.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Ale nie trzeba sięgać tak daleko. Juliusz Cezar i w zasadzie wszystko czego się dotknął istniało poza pańską świadomością.

To może inaczej. Czy teza, że Julisz Cezar nie istniał i, że nie istaniała ani jedna rzecz, której się dotknął jest z czymkolwiek sprzeczna? Czy nie wystarczy nam istnienie pańskich postrzeżeń książki o Juliuszu Cezarze, wypowiedzi historyka w szkole, może oglądania jakichś monet. Czy jeżeli zgodzę się na istnienie tych wszystkich postrzeżeń, a nie zgodzę się na istnienie Juliusza Cezara będzie Pan mi umiał wykazać sprzeczność? Jeśli tak, proszę to zrobić.
12-10-2009 17:16 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A dlaczego monety zgadzają się z książkami i dlaczego język francuski wyewoluował z łaciny? Mamy trzy różne elementy - przekaz od samego Cezara ("Wojna galijska") zachowany na nowym nośnikach, oryginalną rzymską monetę z jego czasów i język francuski który ewoluował od czasów Cezara z łaciny do fazy jaką dziś znamy. Jak pan chce to uczynić złudzeniem umysłu? I po co?
12-10-2009 16:14 
 Ocena 2 na 2
rudyment (3233 punktów)
>Proszę Państwa ja doskonale rozumiem, że teza przeciwna brzmi iż koniec mózgu jest końcem świadomości. Powtarzanie jej nie ma sensu. Zadaje konkretne pytanie o dowód na istnienie cząstek elementarych, komórek neuronowych, mózgów. Istnienia przeżyć umysłowych nie muszę dowodzić, bo wszystko, co bezpośrednio doświadczam, to moje przeżycia umysłowe.

Istnienia cząstek elementarnych, neuronów. mózgów i wszystkiego innego możesz doświadczyć bezpośrednio lub pośrednio - używając rozumu do kojarzenia takich obiektów z przejawami ich istnienia, czyli po prostu się ucząc.
Dowodem na istnienie świadomości bez mózgu byłby choć jeden taki przypadek. Ale nikt jeszcze takowego nie zapodał. Wręcz przeciwnie - mnóstwo przypadków wskazuje na coś odwrotnego.
Istnienia twoich przeżyć umysłowych musisz dowodzić nie sobie, a innym. Jeśli uznam, że ich nie masz, to jak wykażesz mi mój błąd?

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
12-10-2009 16:34 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeżeli się uczę o cząstakch elementarnych, to doświadczam postrzeżeń tekstu w książce, słów nauczyciela, wskazań jakchiś urządzeń np. odchylanie się listków elektroskopu itp ... wszystko to są moje przeżycia umysłowe. Pańska wypowiedź nie zawiera argumentu, że jest coś więcej.

Nie wykażę błędu, ale jeśli będziesz się upierał, że nie msz postrzeżeń, powiem, że kłamiesz ... a Ty sam przed sobą bedziesz musiał przyznać mi rację. A jak Ty mi wykarzesz błąd w mówieniu, że nie ma obiektywnie istniejących cząstek elementarnych?
12-10-2009 17:19 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Proszę zatem opowiedzieć mi po łacinie o dzieciństwie Cezara, skoro zarówno Cezar, jak i łacina są wytworem pańskiego umysłu. Brakuje nam niektórych łacińskich słów - czy mógłby pan łaskawie uzupełnić istniejący słownik?
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Proszę zatem opowiedzieć mi po łacinie o dzieciństwie Cezara, skoro zarówno Cezar, jak i łacina są wytworem pańskiego umysłu. Brakuje nam niektórych łacińskich słów - czy mógłby pan łaskawie uzupełnić istniejący słownik?

Z łatwością zaraz spowoduje, że będę miał postrzeżenie sięgania na półkę, potem będę miał postrzeżenie otwiernia słownika łacińsko-polskiego, a następnie będę miał postrzeżenie, że znam znaczenie danego słówka. Jakie słowa Pana interesują?
12-10-2009 17:30 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Te których nie ma w słowniku, a które znał Cezar. Albo też jak wymyślił pan sobie analizę wieku monety, którą posługują się archeolodzy.
12-10-2009 17:32 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Poza tym skąd u pana kość ogonowa, skoro nawet niedawno stosunkowo żyjący Cezar miałby się panu wydawać? ALe nieważne - proszę mi opowiedzieć o jego dzieciństwie, bo w końcu pan go sobie wymyśla, czyż nie?
14-10-2009 15:27 
 Ocena 2 na 2
Kinia Kinska (825 punktów)
>Z łatwością zaraz spowoduje, że będę miał postrzeżenie sięgania na półkę, potem będę miał postrzeżenie otwiernia słownika łacińsko-polskiego, a następnie będę miał postrzeżenie, że znam znaczenie danego słówka. Jakie słowa Pana interesują?

I o czym my tu mówimy? Gdybyś nagle odnalazł w swoim strumieniu świadomości informację, że tego słownika nie ma już na półce, bo pożyczyłeś go koledze, to czy z równą łatwością napisałbyś powyższe stwierdzenie? Chyba musiałoby mieć ono nieco inną postać: Z łatwością zaraz spowoduję, że będę miał postrzeżenie sięgania na półkę, następnie będę miał postrzeżenie, że nie mam spostrzeżenia otwierania słownika łacińsko-polskiego, a także brakuje mi postrzeżeia, że znam znaczenie danego słówka, bo najzwyczajniej w świecie brakuje mi słownika!
rudyment (3233 punktów)
>Jeżeli się uczę o cząstakch elementarnych, to doświadczam postrzeżeń tekstu w książce, słów nauczyciela, wskazań jakchiś urządzeń np. odchylanie się listków elektroskopu itp ... wszystko to są moje przeżycia umysłowe. Pańska wypowiedź nie zawiera argumentu, że jest coś więcej.
>Nie wykażę błędu, ale jeśli będziesz się upierał, że nie msz postrzeżeń, powiem, że kłamiesz ... a Ty sam przed sobą bedziesz musiał przyznać mi rację. A jak Ty mi wykarzesz błąd w mówieniu, że nie ma obiektywnie istniejących cząstek elementarnych?

Wyślę na studia z zakresu fizyki, ale wcześniej na lekcje języka polskiego ze szczególnym podkreśleniem umięjetności czytania ze zrozumieniem i zasad pisowni.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
To nie jest wypowiedź merytoryczna. Czy moje błędy w pisowni są dowodem, że się mylę w kwestiach filozoficznych? Jeżeli nie, to po co Pan tutaj o tym pisze? Jeżeli zrobiłem konkretny błąd w rozumieniu tekstu, to proszę go wskazać, chętnie się ustosunkuję.

Proszę o merytoryczne ustosunkowanie się do mojego pytania z poprzedniego wpisu.
12-10-2009 16:18 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Proszę Państwa ja doskonale rozumiem, że teza przeciwna brzmi iż koniec mózgu jest końcem świadomości. Powtarzanie jej nie ma sensu. Zadaje konkretne pytanie o dowód na istnienie cząstek elementarych, komórek neuronowych, mózgów. Istnienia przeżyć umysłowych nie muszę dowodzić, bo wszystko, co bezpośrednio doświadczam, to moje przeżycia umysłowe.
Jeśli hipoteza o istnieniu neuronów wymaga zasadnienia, to hipoteza że odczuwam moje przeżycia umysłowe również. Proszę uzasadnić, że są to moje, że są to przeżycia i że są to umysłowe.
> Proszę wykazać, że istnieją przedmioty poza moją świadomością, a nie powtarzać, że mózg warunkuje świadomość.

Przykro mi, ale taki dowód nie istnieje. Ja nie mogę udowodnić sobie, że istnieje coś takiego jak Pana świadomość - proszę to mi udowodnić. Co więcej - jeśli Pana świadomość istnieje, (co dla mnie nie jest w tym momencie takie pewne) to każde pana przeżycie nie jest dla Pana wiarygodne i przedstawienie mojego dowodu może zawsze okazać się tylko przeżyciem. Skoro nie może Pan zweryfikować prawdziwości niczego poza własną świadomością, to każdy mój dowód również jest takim nieudowadnialnym przeżyciem.
>Ja rozumiem, że taka jest hipoteza. Ale umiem ją przetłumaczyć na język postrzeżeń. Moim postrzeżeniom zachowań ciała człowieka towarzyszą takie a takie obrazy tomografu jego mózgu. Jeśli ja się pytam o istnienie rzeczy bardziej podstawowych niż mózg, to oznacza, że spór jest bardziej fundamentalny i chyba nie ma sensu powtarzać jednego zdania w różnych odmianach.

Mam nadzieję, że przedstawiłam dość jasno absurdy wynikające z kontynuowania negacji wszystkiego.
Dlaczego uważam takie rozmowy za akademickie? Dlatego, że z takiej hipotezy nie wyniknie nic poza absurdem.
12-10-2009 16:26 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Jeśli hipoteza o istnieniu neuronów wymaga zasadnienia, to hipoteza że odczuwam moje przeżycia umysłowe również. Proszę uzasadnić, że są to moje, że są to przeżycia i że są to umysłowe.

Dlaczego mam uzadadniać istnienie moich postrzeżeń skoro je bezpośrednio doświadczam. A czy Pani bezpośrednio doświadcza istnienie neuronów? Proszę odpowiedzieć tak/nie.

>Przykro mi, ale taki dowód nie istnieje. Ja nie mogę udowodnić sobie, że istnieje coś takiego jak Pana świadomość - proszę to mi udowodnić. Co więcej - jeśli Pana świadomość istnieje, (co dla mnie nie jest w tym momencie takie pewne) to każde pana przeżycie nie jest dla Pana wiarygodne i przedstawienie mojego dowodu może zawsze okazać się tylko przeżyciem. Skoro nie może Pan zweryfikować prawdziwości niczego poza własną świadomością, to każdy mój dowód również jest takim nieudowadnialnym przeżyciem.

Jeżeli taki dowód nie istnieje, to dlaczego się Pani upiera, że teza jest prawdziwa?

>Mam nadzieję, że przedstawiłam dość jasno absurdy wynikające z kontynuowania negacji wszystkiego.
>Dlaczego uważam takie rozmowy za akademickie? Dlatego, że z takiej hipotezy nie wyniknie nic poza absurdem.

A kto neguje wszystko. Pani nie. Ja nie. Więc kto? Ja nie neguję istnienia postrzeżeń i absolutnie nie neguję, że są one bardzo regularne i przewidywalne - w związku z tym ma sens wypowiadanie sądów o przyszłych przeżyciach umysłowych. To chyba sporo jak na nic. A więc teza, że neguje wszystko jest bezzasadna.
12-10-2009 16:36 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Jeśli hipoteza o istnieniu neuronów wymaga zasadnienia, to hipoteza że odczuwam moje przeżycia umysłowe również. Proszę uzasadnić, że są to moje, że są to przeżycia i że są to umysłowe.
>Dlaczego mam uzadadniać istnienie moich postrzeżeń skoro je bezpośrednio doświadczam. A czy Pani bezpośrednio doświadcza istnienie neuronów? Proszę odpowiedzieć tak/nie.
Jeśli powiem że tak - bowiem widzę je w preparacie, to wystarczy?
Skąd pewność, że to, co uważa Pana przeżycia umysłowe są nimi, a nie np. efektem działania programu - jak Matrix? Skąd założenie, że są umysłowe? Umysł to coś określonego, skąd pewność, że pana przeżycia zlokalizowane są w umyśle, a nie w komputerze tworzącym symulację?
Prosząc mnie lub kogokolwiek innego o udowodnienie czegokolwiek, musi Pan wykazać, że mamy komu to udowadniać. Czy jest sens argumentacji, jeśli istnieje możliwość, której - zgodnie z Pana logiką nie mogę wykluczyć, że Pana nie ma a istnieje tylko wrażenie rozmowy z Panem?

>>Przykro mi, ale taki dowód nie istnieje. Ja nie mogę udowodnić sobie, że istnieje coś takiego jak Pana świadomość - proszę to mi udowodnić. Co więcej - jeśli Pana świadomość istnieje, (co dla mnie nie jest w tym momencie takie pewne) to każde pana przeżycie nie jest dla Pana wiarygodne i przedstawienie mojego dowodu może zawsze okazać się tylko przeżyciem. Skoro nie może Pan zweryfikować prawdziwości niczego poza własną świadomością, to każdy mój dowód również jest takim nieudowadnialnym przeżyciem.
>Jeżeli taki dowód nie istnieje, to dlaczego się Pani upiera, że teza jest prawdziwa?
Nie istnieje dowód, który przebije się przez przyjęte założenia. Jaśniej?
>>Mam nadzieję, że przedstawiłam dość jasno absurdy wynikające z kontynuowania negacji wszystkiego.
>>Dlaczego uważam takie rozmowy za akademickie? Dlatego, że z takiej hipotezy nie wyniknie nic poza absurdem.
>A kto neguje wszystko. Pani nie. Ja nie. Więc kto? Ja nie neguję istnienia postrzeżeń i absolutnie nie neguję, że są one bardzo regularne i przewidywalne - w związku z tym ma sens wypowiadanie sądów o przyszłych przeżyciach umysłowych. To chyba sporo jak na nic. A więc teza, że neguje wszystko jest bezzasadna.
Neguje Pan wszystko poza postrzeżeniami. Lepiej?
12-10-2009 16:46 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Jeśli powiem że tak - bowiem widzę je w preparacie, to wystarczy?
Doświadcza Pani neurony, czy je Pani widzi - a zatem ma Pani postrzeżenie neuronów? Dlaczego, proszę podać powód, mam się upierać, że oprócz postrzenia jest jeszcze coś?

>Po to, że prosząc mnie o udowodnienie czegokolwiek, musi Pan wykazać, że mam komu to udowadniać. Czy jest sens argumentacji, jeśli istnieje możliwość, której - zgodnie z Pana logiką nie mogę wykluczyć, że Pana nie ma a istnieje tylko wrażenie rozmowy z Panem?

Nie, ja nie muszę. Pani może przyznać, że Pani nie ma pewności, że ja istnieję. Ale wtedy Pani sama sobie będzie musiała wykazać, że istnieje Pani mózg. Jak Pani to zrobi?

>Nie istnieje dowód, który przebije się przez przyjęte założenia. Jaśniej?

W takim razie musi Pani wykazać błędność moich założeń. Jeżeli nie ma pani dowodu na błędność moich wniosków, ani nie ma Pani dowodu na to, że moje założenia są błędne, to musi Pani przyznać, że istnieje możliwość, że mam rację.

>>>Mam nadzieję, że przedstawiłam dość jasno absurdy wynikające z kontynuowania negacji wszystkiego.
>>>Dlaczego uważam takie rozmowy za akademickie? Dlatego, że z takiej hipotezy nie wyniknie nic poza absurdem.
>>A kto neguje wszystko. Pani nie. Ja nie. Więc kto? Ja nie neguję istnienia postrzeżeń i absolutnie nie neguję, że są one bardzo regularne i przewidywalne - w związku z tym ma sens wypowiadanie sądów o przyszłych przeżyciach umysłowych. To chyba sporo jak na nic. A więc teza, że neguje wszystko jest bezzasadna.
>Neguje Pan wszystko poza postrzeżeniami. Lepiej?
Tak. Bo przecież to już jest jakaś rzeczywistość, o której można orzekać i cały czas to robimy. Mogę np. powiedzieć, że po postrzeżeniu gorącej wody lejącej się na moją rękę, nastąpi postrzeżenie bólu ... ja mogę nawet przyznać, że teoria bilogiczna, której pewne sądy są w moim świecie wewnętrznym tłumaczy dlaczego. Wszystko to będzie orzekanie o moich postrzeżeniach.
12-10-2009 17:25 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Doświadcza Pani neurony, czy je Pani widzi - a zatem ma Pani postrzeżenie neuronów? Dlaczego, proszę podać powód, mam się upierać, że oprócz postrzenia jest jeszcze coś?

Jeśli ktoś uszkodzi pańskie neurony, zmieni się pańska świadomość. Pańska świadomość sama z siebie nie może nic zmienić. Nie może pan pomyśleć - "niech zniknie Słońce" i zniknąć Słońce. Natomiast może pana zabić zmiana aktywnośći naszej dziennej gwiazdy, lub po prostu pustynia. Poza tym co pan powie o genach, które są książką historyczną zawartę niemal w każdej z naszych komórek. Zapewniam pana, że my w tych genach zajmujemy krótki, ostatni rozdział.

Powie pan, że geny się wydają. Ale komu? To pan je odkrył? To złudzenie, gdy przeprowadza się zabiegi medyczne związane z wiedzą o genetyce? Przy świetle z elektrowni jądrowej?
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
> Doświadcza Pani neurony, czy je Pani widzi - a zatem ma Pani postrzeżenie neuronów? Dlaczego, proszę podać powód, mam się upierać, że oprócz postrzenia jest jeszcze coś?
>Jeśli ktoś uszkodzi pańskie neurony, zmieni się pańska świadomość. Pańska świadomość sama z siebie nie może nic zmienić. Nie może pan pomyśleć - "niech zniknie Słońce" i zniknąć Słońce. Natomiast może pana zabić zmiana aktywnośći naszej dziennej gwiazdy, lub po prostu pustynia. Poza tym co pan powie o genach, które są książką historyczną zawartę niemal w każdej z naszych komórek. Zapewniam pana, że my w tych genach zajmujemy krótki, ostatni rozdział.
>Powie pan, że geny się wydają. Ale komu? To pan je odkrył? To złudzenie, gdy przeprowadza się zabiegi medyczne związane z wiedzą o genetyce? Przy świetle z elektrowni jądrowej?
>

Nie złudzenia, a realne postrzeżenia. Ja Pana prosiłem o przykład rzeczy X, której nie będę mógł sprowadzić do zespolu postrzeżeń. Czy może Pan podać taki przykład?
12-10-2009 18:13 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moich spostrzeżeń pan nie postrzega.
13-10-2009 08:25 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> A kto neguje wszystko. Ja nie neguję istnienia postrzeżeń i absolutnie nie neguję, że są one bardzo regularne i przewidywalne.

Negujesz wszystko poza własnymi postrzeżeniami. Solipsyzm czyli szczyt megalomanii.

A może Ty nie masz żadnych własnych postrzeżeń. Może jesteś trollem-automatem, który bezdusznie przerabia słowa znalezione w internecie? Jakieś dowody, że tak nie jest?
13-10-2009 10:53 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>> A kto neguje wszystko. Ja nie neguję istnienia postrzeżeń i absolutnie nie neguję, że są one bardzo regularne i przewidywalne.
>Negujesz wszystko poza własnymi postrzeżeniami. Solipsyzm czyli szczyt megalomanii.
>A może Ty nie masz żadnych własnych postrzeżeń. Może jesteś trollem-automatem, który bezdusznie przerabia słowa znalezione w internecie? Jakieś dowody, że tak nie jest?
>
Żadnych. To czy istnieje tylko świat wewnętrzny, to jest problem każdego z osobna. Pan ma jakiś dowód, oprócz tego, że bardzo się Panu nie podoba teza o solipsyźmie?
13-10-2009 11:40 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> To czy istnieje tylko świat wewnętrzny, to jest problem każdego z osobna.
> Pan ma jakiś dowód, oprócz tego, że bardzo się Panu nie podoba teza o solipsyźmie?

Powołałeś się już wcześniej na Brzytwę Ockhama - żaden to "dowód", ale za to rewelacyjne narzędzie metodologiczne.

O ile dobrze rozumiem, postulujesz jakiś solipsystyczny "symulator rzeczywistości", całkiem nieźle obsługujący wszystkie efekty makro- i mikroskopowe od samego Big-Bangu aż po dziś dzień, produkujący m.in. wszystkie dzieła Szekspira i Beethovena - a wszystko to tylko po to, żeby Tobie przez kilkadziesiąt lat wyświetlać spójną i konsekwentną "iluzję świata zewnętrznego"?

Powtórzę mój ulubiony bon mot na tę okazję: Hipotezy nie czyni ekonomiczną fakt, że "Bóg" to tylko trzy literki.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Szkoda, że nie można dać za to 10 plusów...

Swoją drogą to dziwne, że solipsyzm z jego megalomanią potrzebuje świadków... To dlatego nie cenię w sztuce surrealizmu - zbyt wiele go w sposobie myślenia niektórych z nas
12-10-2009 17:37 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Zadaje konkretne pytanie o dowód na istnienie cząstek elementarych, komórek neuronowych, mózgów.

Więc zadaj sobie pytanie czy istnieje Twój mózg i Ty w ogóle czy istniejesz, bo zdaje się, że nie, że istnieją tylko Twoje przeżycia. Na co zresztą nie ma dowodu, tylko Twoje oświadczenie.

>Istnienia przeżyć umysłowych nie muszę dowodzić, bo wszystko, co bezpośrednio doświadczam, to moje przeżycia umysłowe.

Ty tak twierdzisz, ale dowód, proszę? Dowód na istnienie Twoich przeżyć.

>Proszę wykazać, że istnieją przedmioty poza moją świadomością,

Powiem na to tak: pryncypialny fundamentalizm fenomenologiczny jest dobry do zabawy, ale na krótko. Potem staje się nudny. Wykazuj sobie sam, jak chcesz.

>Jeśli ja się pytam o istnienie rzeczy bardziej podstawowych niż mózg, to oznacza, że spór jest bardziej fundamentalny i chyba nie ma sensu powtarzać jednego zdania w różnych odmianach.

Spór z fenomenologią jest już rozwiązany, poprzez jej olanie.
-
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Pani przynajmniej rozumie, że nie da się nic "zrobić" fenomenologii. Ma Pani wyrobienie filozoficzne. Rozumie Pani, że można ją tylko olać. Skąd jednak bierze się Pani przekonanie, że takie olanie jest słuszne. Niestety ... olanie to nie jest metoda "naukowa" ... A poza tym teza, którą prezentuje to nie jest postawa Husserla - jak Pani dobrze wie, on chciał jednak pokazywać istnienie obiektywnej rzeczywistości wychodząc od fenomenów. To co ja prezentuje to raczej berkeleyowki immaterializm. Niestety też nic nie da mu się "zrobić". Tylko trzeba się chyba zastanowić, czy przypadkiem nie jest to pogląd słuszny. Bo co mamy na jego obalenie? Jest ontologicznie prostszy, bo zakłada mniej bytów, a poza tym w aspekcie przewidywania przyszłości jest równoważny co do opisu z teorią świata zewnętrznego (i tak o świecie zewnętrznym wiemy tylko tyle, jakie mamy postrzeżenia).
12-10-2009 18:15 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pański mózg i pańska percepcja wyewoluowały w świecie bez ludzi i ludzkich mózgów. Filozofowie w większości wypadków wobec nauki stali się astrologami przeszłości.
12-10-2009 18:56 
 Ocena 4 na 4
Scorp (5381 punktów)
>To co ja prezentuje to raczej berkeleyowki immaterializm. Niestety też nic nie da mu się "zrobić".

Właśnie, że można. Tak samo jak takiej wypaczonej perspektywie fenomenologicznej. Można spojrzeć na czym stoją, zajrzeć im do korzeni, a te są żałośnie płytkie. Wystarczy, że Cię zapytam: a czym są Twoje przeżycia, czym jest Twój umysł, który je przeżywa, czym są te 'postrzeżenia'? Jeżeli nie oprzesz definicji na pojęciach neuronu, mózgu itp strukturach materialnych, to Twoja filozofia nie będzie odnosiła się do rzeczywistości materialnej, czyli o czym będzie? O niczym, bo wtedy nawet Ty materialny, przeżywający i postrzegający, znajdziesz się poza własną teorią. Jeżeli pozostanie w niej tylko Twoja świadomość, to znowu zapytam: a czym ona jest?
Czyli teoria nie będzie ona dotyczyć nawet Ciebie. Koło się zamyka, wniosek: teoria, która nie sięga korzeniami rzeczywistości materialnej to bełkot. Można spokojnie olać.

>Tylko trzeba się chyba zastanowić, czy przypadkiem nie jest to pogląd słuszny. Bo co mamy na jego obalenie? Jest ontologicznie prostszy,

Jest oderwany od rzeczywistości, czyli absurdalny. Szkoda czasu na obalanie poglądów oderwanych.
-
12-10-2009 19:18 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeżeli mnie zapytasz, czym są moje przeżycia, powiem faktycznie, że nie wiem. Ale jeśli Ciebie zapytam, czym jest elektron, też będziesz musiał powiedzieć, że nie wiesz. A zatem z tego nie może wynikać wyższość zakładania istnienia świata zewnętrznego, nad przyjęciem, że istnieje jedynie strumień świadomości.

Piszesz, że to jest teza absurdalna i oderwana od rzeczywistości. A czym jest ta rzeczywistość? Jakie są Twoje argumenty na absurdalność?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pojawiło się tu wiele argumentów przeczączych twojej tezie, do żadnego się nie odniosłeś.
13-10-2009 00:16 
 Ocena 5 na 5
Scorp (5381 punktów)
>Jeżeli mnie zapytasz, czym są moje przeżycia, powiem faktycznie, że nie wiem. Ale jeśli Ciebie zapytam, czym jest elektron, też będziesz musiał powiedzieć, że nie wiesz.

Nie, nie prawda. Będę mógł powiedzieć całkiem dużo czym jest, jak się go bada, określa wagę, szybkość, pęd, rozmiar. Mimo że nie jestem fizykiem mógłbym opowiedzieć o nim wiele, jak się go wykorzystuje w telewizorze, co się dzieje z wiązką elektronów w soczewce magnetycznej i mnóstwo innych rzeczy, z pomocą podręcznika, oczywiście. Jak tworzy strukturę atomu, wiązania atomowe. Także o tym, że zachowuje się niekiedy jak fala a niekiedy jak cząstka, zależnie od tego, czym go badamy.

I wszystko co powiem (z dokładnością do mojej nie - uniwersyteckiej wiedzy), będziesz mógł sam sprawdzić, osobiście albo z pomocą technika laboranta w laboratorium fizycznym. Ani w przybliżeniu nie możesz tyle wiedzieć o swoich przeżyciach, a ja o Twoich tym bardziej, co o elektronie. Nie porównuj więc wiedzy o rzeczywistości materialnej z opowieściami o przeżyciach.

>A zatem z tego nie może wynikać wyższość zakładania istnienia świata zewnętrznego, nad przyjęciem, że istnieje jedynie strumień świadomości.

Nic nie mówiłem o zakładaniu istnienia wyższości świata materialnego, bo już samo takie postawienie sprawy wydaje mi się zwyczajnie głupie. Żebyś jednak mógł osobiście przekonać się, czy założenie o wyłącznym istnieniu strumienia świadomości jest słuszne, zrób doświadczenie pod nazwą 'post w intencji oświecenia'. Po kilku dniach trwania takiego eksperymentu przekonasz się że istniejące jedynie w Twojej świadomości przysmażone ziemniaczki z patelni i kromka chleba są daleko niewystarczające teoretycznie i zostaniesz zmuszony przez ten zewnętrzny wobec świadomości świat do napchania materialnego brzucha równie materialnym pokarmem. Fenomenalizm, solipsyzm i berkleyowskie cośtam-cośtam schowają się tam, gdzie ich miejsce, tzn na śmietniku.

Zachęcam, zrób takie doświadczenie.

>Piszesz, że to jest teza absurdalna i oderwana od rzeczywistości. A czym jest ta rzeczywistość?

I takie pytania też uzyskają właściwą rangę w dziedzinie filozoficznego bełkotu. Wystarczy Ci kilka dni.
-
13-10-2009 05:13 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Fenomenalizm, solipsyzm i berkleyowskie cośtam-cośtam schowają się tam, gdzie ich miejsce, tzn na śmietniku.

I niech tam zostaną
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Co ma wykazać ten post? Po kilku dniach będę miał postrzeżenie głodu, potem w końcu, będę miał postrzeżenie jedzenia czegoś, i na końcu będę miał postrzeżenie sytości. W jakis sposób Pańska konstrukcja ma pokazać, że nie istnieją postrzeżenia?

To, że Pan może wymienić wiele cech elektronu, to nie oznacza, że Pan wie, czy on istnieje. Pan tylko wie, że rzeczywistość zachowuje się tak, a tak. A wie Pan to, bo Pan o tym czytał, słuchał, może Pan sam rozwiązał również jakieś równania z mechaniki kwantowej (polecam). To wszystko rozegrało się w Pańskiej świadomości. Pisze Pan o masie elektronu, proszę coś o tym więcej powiedzieć. Czym jest masa elektronu w jego falowej interpretacji i jak ją wyznaczamy?
13-10-2009 14:16 
 Ocena 3 na 3
jkl; (5859 punktów)
>Co ma wykazać ten post? Po kilku dniach będę miał postrzeżenie głodu, potem w końcu, będę miał postrzeżenie jedzenia czegoś, i na końcu będę miał postrzeżenie sytości. W jakis sposób Pańska konstrukcja ma pokazać, że nie istnieją postrzeżenia?
Żeby mieć postrzeżenie głodu, trzeba być głodnym, żeby mieć postrzeżenie jedzenia czegoś trzeba jeść, a żeby mieć postrzeżenie sytości trzeba mieć pełny brzuch.
To dość mocne przesłanki, by uznać, że aby mieć postrzeżenie bycia żywym i materialnym , trzeba żyć i być materialnym...
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Żeby mieć postrzeżenie głodu, trzeba być głodnym, żeby mieć postrzeżenie jedzenia czegoś trzeba jeść, a żeby mieć postrzeżenie sytości trzeba mieć pełny brzuch.

To jest Twoje założenie, czy teza, którą będziesz dowodził? Jak masz mi dowodzić, że istnieje coś więcej niż moje postrzeżenia, to nie możesz tego założyć na wstępie.
13-10-2009 15:46 
 Ocena 7 na 7
jkl; (5859 punktów)
>To jest Twoje założenie, czy teza, którą będziesz dowodził? Jak masz mi dowodzić, że istnieje coś więcej niż moje postrzeżenia, to nie możesz tego założyć na wstępie.
Nie, nie będę udowadniać istnienia rzeczywistości.

Ale byłoby uczciwiej, gdybyś zatytułował wątek "Mogę być niemal pewny mojego istnienia po śmierci- jedyny byt w kosmosie zaprasza do dyskusji swoje postrzeżenia użytkowników postrzeganego internetu"
Jacek Tabisz (30006 punktów)
>Ale byłoby uczciwiej, gdybyś zatytułował wątek "Mogę być niemal pewny mojego istnienia po śmierci- jedyny byt w kosmosie zaprasza do dyskusji swoje postrzeżenia użytkowników postrzeganego internetu"

Też miałbym ochotę dać 10 plusów. Wydaje mi się niestety, że założycielowi strony chodzi o coś "bardzo w stylu" ducha świętego, który wieje przez duszyczki (ale tylko ludzkie). A dalej logika już nie potrzebna. Perspektywa się zmiania w zależności od pytania.
13-10-2009 17:55 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>To, że Pan może wymienić wiele cech elektronu, to nie oznacza, że Pan wie, czy on istnieje.

No tak, to jest moment, żeby podsumować tę 'dyskusję'.

Nie da się stwierdzić, czy coś istnieje, nie da się nawet udowodnić, że istnieje rzeczywistość. Używamy tych pojęć, ale może to są tylko nasze 'postrzeżenia'? Może tylko strumień naszej świadomości wydobywa istnienie ze stanu nieistnienia. Końcem tego rozumowania jest zakwestionowanie istnienia samego siebie, ja w rzeczywistości nie istnieję, istnieją tylko postrzeżenia, reszta to złuda, Maja. Zresztą czy istnieje istnienie? Czy istnieje istnienie istnienia?

Tego nie wiem, ale słyszałem że podobne zachowania mentalne określa się jako obsesja albo mania. I paranoja też jest coraz bliżej. Zanim więc kontynuując takie refleksje o istnieniu zostaniemy pensjonariuszem zakładu dla myślących inaczej, lepiej uznać, że nie warto porzucać kolorowego świata niewątpliwej rzeczywistości na rzecz kręcenia się za własnym ogonem umykających sprzed nosa 'postrzeżeń. Tym bardziej, że robi się to już nudne. Ty tak nie uważasz, MSW? Jeżeli nie, to baw się dalej sam, mi już się w to bawić nie chce.

>Pisze Pan o masie elektronu, proszę coś o tym więcej powiedzieć. Czym jest masa elektronu w jego falowej interpretacji i jak ją wyznaczamy?

Zajrzyj do podręcznika, jeżeli uda Ci się 'postrzeżeniem' wydobyć go z nieistnienia.
>
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Nie rozumiem skąd ta ironia. Jeżeli raz do opisu elektronu używamy funkcję falową, innym razem traktuejmy go jako "kuleczke", a problem granic stosowalności tych koncepcji jest nierozstrzygnięty, to moje pytanie, co oznacza, że elektron istnieje i czy napewno istnieje, jest jak najbardziej sensowne.
15-10-2009 00:13 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Nie rozumiem skąd ta ironia.

Ironia stąd, że rozważania 'czy coś istnieje' prowadzone pod Twoje dyktando, stały się nieco nudne. Ironizując chciałem Ci dać do zrozumienia, że żądając dowodu na istnienie rzeczywistości znalazłeś się na śmiesznej pozycji jako dyskutant i że dalsza wymiana argumentów stała się - jak dla mnie - bezcelowa.
-
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
To może jeszcze się odniesiesz do problemu istnienia elektronu, aby w pełni wykazać moją śmieszność ...
15-10-2009 15:34 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>To może jeszcze się odniesiesz do problemu istnienia elektronu, aby w pełni wykazać moją śmieszność ...

Dziękuję za zachętę, ale zakończę na tym temat. Wrócę do różnych swoich spraw w niekwestionowanej rzeczywistości...
-
Ania... (14138 punktów)
>Co ma wykazać ten post? Po kilku dniach będę miał postrzeżenie głodu, potem w końcu, będę miał postrzeżenie jedzenia czegoś, i na końcu będę miał postrzeżenie sytości. W jakis sposób Pańska konstrukcja ma pokazać, że nie istnieją postrzeżenia?
Myślę, że tezie "istnieją tylko postrzeżenia" można przeciwstawić nie tylko "postrzeżenia nie istnieją", ale i "istnieją obiekty postrzeżeń, które możemy postrzegać".
Aby rozważać tę ostatnią nie trzeba udowadniać "nieistnienia postrzeżeń:"

Ogólnie to nie ma możliwości udowodnienia nikomu istnienia czegokolwiek, bowiem każdy dowód sprowadzony zostanie do jego postrzeżenia. Nie da się udowodnić istnienia własnych postrzeżeń. Jeśli ktoś nie zgadza się z moją opinią - niech udowodni tezę przeciwną.

W tym kontekście nadal twierdzę - rozważania tyleż akademickie, co bzdurne.
Jak się mają do tematu? Nijak - co wykazano powyżej. Założenie o ciągłości postrzeżeń jest nieuprawnione. A więc wniosek również.
13-10-2009 17:44 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Proszę wykazać, że istnieją przedmioty poza moją świadomością, a nie powtarzać, że mózg warunkuje świadomość. Ja rozumiem, że taka jest hipoteza.

Postawię sprawę tak: dlaczego ludzie piszą testamenty? Czy zrobisz to również? Czy testament jest listem do siebie?
16-10-2009 21:30 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Zadaje konkretne pytanie o dowód na istnienie cząstek elementarych, komórek neuronowych, mózgów.

Nauki nie interesują tego rodzaju dowody. Wprowadza się terminologiczne ustalenia i bada wzajemne relacje i dynamikę między oznaczanymi przez nie obiektami. Zapytaj np. neurologa o dowód istnienia neuronu. Podejrzewam, że zamiast w kolano stuknie cię młoteczkiem w czoło. Podobnie zresztą postępują np. religie. Nie jest ważne, czy bóg istnieje. Ważne jest, że ludzie mogą zachowywać się tak, jakby istniał. Z logicznego punktu widzenia można powiedzieć , że puste pojęcia odgrywać mogą równie ważną rolę, co pojęcia posiadające desygnaty.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
A zatem może być tak, że pojęcie elektron nie posiada żadnego desygnatu, a jest jedynie tytułem porządkującym matematyczne równania. Biorąc pod uwagę problemy mechaniki kwantowej, może nawet takie stanowisko byłoby najbardziej uczciwe. To rozumowanie możemy przecież rozszerzeać na inne cząstki elementarne. Nie możemy jednak dojść do wniosku, że nic nie istnieje, bo to przeczy doświadczeniu. Dlatego proponuję minimalną ontologię. Aby uznać, że istnieją tylko postrzeżenia. Otologia ta jest minimalna i niesprzeczna z doświadczeniem, niesprzeczna - ponieważ żaden eksperyment jej nie może zaprzeczyć (z powodów oczywistych, wynik każdego eksperymentu też dany nam jest poprzez postrzeżenia), minimalna - bo nie możemy nic z niej zabrać (np. nie mogę twierdzić, że nie ma postrzeżenia, że teraz piszę na klawiaturze komputera).
17-10-2009 10:22 
 Ocena 3 na 3
apud (4399 punktów)
> Biorąc pod uwagę problemy mechaniki kwantowej,

A nie lepiej na poczatku wziac do reki elementarz, i po ilus latach nauki nauczyc sie nie gadac o rzeczach o ktorych sie nie ma pojecia?

Czy trzeba byc Socratesem, aby przyznac sie, ze sie wie bardzo malo?.
jkl; (5859 punktów)
>A zatem może być tak, że pojęcie elektron nie posiada żadnego desygnatu, a jest jedynie tytułem porządkującym matematyczne równania.
Elektron ma jedynie " prawdopodobieństwo istnienia w jakimś miejscu" i, o zgrozo, jest to jego stała, prawdziwa natura. Ludzki umysł, wychowany w świecie makro, odruchowo opiera się tej koncepcji. Stąd np. wiara że jest na tyle konkretny, że przez dwie szczeliny jednocześnie nie przejdzie, lub- druga skrajność- że jest czymś równie abstrakcyjnym co liczba "5".

>Nie możemy jednak dojść do wniosku, że nic nie istnieje, bo to przeczy doświadczeniu. Dlatego proponuję minimalną ontologię. Aby uznać, że istnieją tylko postrzeżenia.
Skoro coś istnieje, to automatycznie wyklucza "że istnieją tylko postrzeżenia".

>Otologia ta jest minimalna i niesprzeczna z doświadczeniem, niesprzeczna - ponieważ żaden eksperyment jej nie może zaprzeczyć (z powodów oczywistych, wynik każdego eksperymentu też dany nam jest poprzez postrzeżenia), minimalna - bo nie możemy nic z niej zabrać (np. nie mogę twierdzić, że nie ma postrzeżenia, że teraz piszę na klawiaturze komputera).

Są dwie możliwości:
Albo wszystko co Cię otacza, czego doświadczasz to wytworzone przez Twój mózg postrzeżenia- wtedy witamy w Matrix,
Albo Twoje postrzeżenia mają zewnętrzne źródło, a w parze bodziec-reakcja umysłu, to bodziec jest tym co pewne i prawdziwe, a reakcja tylko jego cieniem.

Pierwsze czyni rozmowę z Tobą bezsensowną, drugie rozkłada Twoją teorię na łopatki.
17-10-2009 13:32 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Są dwie możliwości:
>Albo wszystko co Cię otacza, czego doświadczasz to wytworzone przez Twój mózg postrzeżenia- wtedy witamy w Matrix,
>Albo Twoje postrzeżenia mają zewnętrzne źródło, a w parze bodziec-reakcja umysłu, to bodziec jest tym co pewne i prawdziwe, a reakcja tylko jego cieniem.
>Pierwsze czyni rozmowę z Tobą bezsensowną, drugie rozkłada Twoją teorię na łopatki.

Alternatywa sformułowana jest wadliwie. Jeżeli uważam, że są same postrzeżenia, to bez sensu mówić, że powodowane są przez mózg. One poprostu są i nie wypowiadamy się na temat ich źródła, tak jak w przypadku modelu obiektywnej rzeczywistości, też nie zadajemy pytań o jej źródło.

Co to za argument, że przyjęcie założenia o istnieniu tylko postrzeżeń, czyni rozmowę ze mną bezsensowną. Proszę zademonstruj choć jedno dośwaidczenie, którego wyników nie będę mógł spójnie zinterpretować w oparciu o ontologię samych postrzeżeń. Jeżeli nie umiesz podać takiego przykładu, jakim prawem twierdzisz, że ta koncepcja czyni rozmowę ze mną bezsensowną?
18-10-2009 04:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
jakim prawem twierdzisz, że ta koncepcja czyni rozmowę ze mną bezsensowną?

Ażeby to wszystko co piszesz miało choć pozór spójności, musisz uznać, że piszesz to dla siebie i kłócisz się z sobą.
17-10-2009 11:31 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> A zatem może być tak, że pojęcie elektron nie posiada żadnego desygnatu, a jest jedynie tytułem porządkującym matematyczne równania. Biorąc pod uwagę problemy mechaniki kwantowej, może nawet takie stanowisko byłoby najbardziej uczciwe.

Nie ma takich problemów. Mechanikę kwantową można łatwo zinterpretować tak, że istnienie desygnatu elektronu nie przeczy znanym nam faktom doświadczalnym. Co więcej, w tej interpretacji (de Broglie'a-Bohma) elektrony zawsze istnieją jako cząstki poruszające się po deterministycznych trajektoriach.

> Dlatego proponuję minimalną ontologię. Aby uznać, że istnieją tylko postrzeżenia.

To jest błędna ontologia. Postrzeżenia nie istnieją jako obiekty. To są procesy zachodzące w obiektach, które starasz się zignorować. Ponadto postrzeżeń nie da się opisać w prosty sposób. Wręcz przeciwnie: wiemy, że postrzeżenia są niezwykle skomplikowane, zmienne i zależą od stanów emocjonalnych mózgu. Nic dziwnego - nawet na najprostsze postrzeżenia składa się aktywność miliardów synaps nerwowych. Polecam zapoznać się z neurobiologią.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Nie ma takich problemów. Mechanikę kwantową można łatwo zinterpretować tak, że istnienie desygnatu elektronu nie przeczy znanym nam faktom doświadczalnym. Co więcej, w tej interpretacji (de Broglie'a-Bohma) elektrony zawsze istnieją jako cząstki poruszające się po deterministycznych trajektoriach.

Jest możliwe, że interpretacja traktująca mechanikę kwantową jako zwykłą fizykę statystyczną jest zgodna z rzeczywistością. Na razie chyba są jednak pewne problemy związane z teorią względności. Poruszył Pan ciężki temat - jako matematyk mógłbym podjąć dyskusję wchodzącą w głąb tego modelu. W każdym razie to nie jest takie radosne jak pan pisze: Nie ma takich problemów.

Wszystkie tego typu ontologie mają jedną wadę. Są hipotetyczne. Ontologia oparta na postrzeżeniach - nie, bo nie muszę dowodzić tego, że moje postrzeżenia są mi dane. Proszę nie pytać jak mogą istnieć same postrzeżenia. To jest bez sensu. A jak może istnieć "sam" świat zewnętrzny, bez komputera, na którym jest generowany? Tego typu pytania nie mają, według mnie, sensu.

Mogę poczynić założenie, że są tylko te elementy, które nazywamy w naszym języku postrzeżeniami (to jest bardziej ścisłe określenie). Pan może sugerować, że to założenie jest błędne. Ale jeśli twierdzi Pan, że jest fałszywe - Pana obowiązkiem jest podać doświadczenie, które to założenie obala. Jak na razie nikt nie podał żadnego doświadczenia, którego wyników nie można spójnie zinterpretować w ontologii samych postrzeżeń.
Fizyk (17637 punktów)
>> Mechanikę kwantową można łatwo zinterpretować tak, że istnienie desygnatu elektronu nie przeczy znanym nam faktom doświadczalnym.

> Jest możliwe, że interpretacja traktująca mechanikę kwantową jako zwykłą fizykę statystyczną jest zgodna z rzeczywistością. Na razie chyba są jednak pewne problemy związane z teorią względności.

Owszem, jak dotychczas mechaniki kwantowej nie udało się nam pogodzić w zadowalający sposób z ogólną teorią względności. Ale to jest inna sprawa niż obiektywne istnienie kwantowych cząstek czy czarnych dziur. Ontologia wszystkich nam znanych obiektów fizycznych jest jasna.

> Wszystkie tego typu ontologie mają jedną wadę. Są hipotetyczne.

Tu się całkowicie zgadzam. Pisałem o tym już wcześniej. A gdybyś miał nadzieję skonstruować niehipotetyczną ontologię to wspomnij słowa Einsteina:
Cytat:
Jak długo stosujemy prawa matematyki do rzeczywistości, nie są one pewne. Jak długo prawa matematyki są pewne, nie stosują się do rzeczywistości.

> Mogę poczynić założenie, że są tylko te elementy, które nazywamy w naszym języku postrzeżeniami (to jest bardziej ścisłe określenie). Pan może sugerować, że to założenie jest błędne. Ale jeśli twierdzi Pan, że jest fałszywe - Pana obowiązkiem jest podać doświadczenie, które to założenie obala.

Żaden problem. Takie doświadczenie mogę nie tylko podać, ale też przeprowadzić tu i teraz:

Co tu Pan postrzega?
A co tu jest naprawdę?
Co z tego istnieje realnie - spirale czy okręgi?
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeszcze jedna ważna uwaga. Gdy mówię, że istnieją postrzeżenia, nie mam oczywiście na myśli procesów zachodzących fizycznie w mózgu, a poprostu to, co ja wewnętrznie obserwuję. Sukcesy neurobilogii są niezaprzeczalne, ale każde doświadczenie neurobilogiczne można spójnie wypowiedzieć w ontologii samych postrzeżeń. Jeżeli uszkadzam korę słuchową i przestaję słyszeć, to mówię, że zauważyłem korelację pomiędzy postrzeżeniem A i postrzeżeniem B. Gdzie postrzeżeniem A jest moje postrzeżenie grzebania sobie w mózgu (np. mógłbym obserwować to w lusterku) i postrzeżeniem utraty słuchu. Wszystko odbywa się w świecie postrzeżeń. Ten eksperyment nie burzy spójności ontologii, w której są tylko postrzeżenia.
17-10-2009 16:04 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>A zatem może być tak, że pojęcie elektron nie posiada żadnego desygnatu, a jest jedynie tytułem porządkującym matematyczne równania.

Czymkolwiek by nie był, nam jest dany ostatecznie jedynie w kategoriach jakiegoś doświadczenia. Nie trudno zauważyć, że wynik rozważań zależy od koncepcji doświadczenia. Odrzucam możliwość traktowania doświadczenia w kategoriach tylko zmysłowych. Jego elementem jest również zachowanie (praktyka) człowieka: ręka jest równie ważna jak oko.

>Dlatego proponuję minimalną ontologię. Aby uznać, że istnieją tylko postrzeżenia.

Historia filozofii uczy, że ilość przyjmowanych kategorii ontologicznych jest dość zmienna. Monizm (istnieje tylko jedna kategoria ontyczna, nap. materia, wrażenia, rzeczy, itd.) zawsze był i jest pociągający, ale nie wiem, czy przemawia za nim wygoda, czy prawda. Pouczające są wyniki z logiki: możesz np. rachunek zdań oprzeć na jednym lub na kilku aksjomatach.

>Otologia ta jest minimalna i niesprzeczna z doświadczeniem, niesprzeczna - ponieważ żaden eksperyment jej nie może zaprzeczyć (z powodów oczywistych, wynik każdego eksperymentu też dany nam jest poprzez postrzeżenia), minimalna - bo nie możemy nic z niej zabrać (np. nie mogę twierdzić, że nie ma postrzeżenia, że teraz piszę na klawiaturze komputera).

Jeśli przyjąć monizm z jedna kategorią ontologiczną postrzeżeniem - czym w takim razie jest owo postrzeżenie. Czy już na początku nie zakłada to pojęcie pewnego dualizmu jakiegoś zagadkowego x-a, które postrzega jakieś obiekty (klasyczny podział na przedmiot i podmiot oraz to trzecie - postrzeżenie - jako efekt oddziaływania. Lub inaczej formułując zagadnienie: czy postrzeżenie w Twoim ujęciu ma egotyczne odniesienie, czy należy do jakiegoś ego, czy też jest tak (z czego naśmiewał się np. Frege), że niczyje postrzeżenia snuja się po świecie i w jakiś cudowny sposób zostają zorganizowane w coś, co nazywamy ludzką świadomością. Obawiam się, że im bardziej oszczędny jest punkt wyjścia ontologii, tym więcej napotykamy kłopotów. Ale przyznam się, że nie znam złotego środka.
diogenes (42753 punktów)
>Temat jest oczywiście kontrowersyjny.

Nie, nie jest kontrowersyjny. Wynika nie tyle z refleksji, co z niecierpliwości.

>Zauważamy taką własność ciągu naszych przeżyć umysłowych, że on po prostu trwa - że cały czas pojawiają się kolejne zdarzenia umysłowe.

Punktem wyjścia jest nie tyle ciąg, co aktualny stan świadomości. Ciąg czy też strumień świadomości jest już konstruktem pamięci oraz pewnych założeń co do czasu (relacji przedtem, potem).

>Mógłby się w zasadzie w każdej chwili strumień naszej świadomości urwać, ale tak się jednak, z niewidomych przyczyn, nie dzieje.

Dzieje się i to ciągle. Co łączy np. wrażenia zmysłowe (powiedzmy wzrokowe), które mam patrząc to tu, to tam. Domniemana stałość podmiotu percepcji jest też tylko wyuczonym konstruktem. Najlepszy dowód, że odpowiednimi substancjami chemicznymi (LSD np.) można ją rozbić w drobny mak.

>Stanem domyślnym jest dla nas pewna stabilność istnienia naszego świata wewnętrznego.

To dziwne, bo dla mnie stanem domyślnym jest całkowita niestabilność psyche. To nie jest odosobnione przekonanie: bodajże Bhagawad Gita mówi, że chcieć okiełznać umysł to tak samo, jakby chcieć złapać wiatr.

>Nie twierdzę, że jest racjonalnym uważać, iż za minutę będzie się istnieć, ale jednak zwykle tak robimy i zwykle się to sprawdza.

Nie sądzę, aby racjonalnym było czynić wciąż założenia, że za x sekund/minut/godzin/lat będziemy istnieć. Oto zamierzam napić sie herbaty. Wstaję, idę do kuchni, itd., itp...Ani raz nie czynię egzystencjalnego założenia o moim przyszłym istnieniu. Jeśli po drodze spadnie mi na głowę sufit lub zmiecie tsunami, po prostu nie wypiję herbaty, ale tego nie zakładam. Moje bycie wyczerpuje się absolutnie w spełnianiu kolejnych aktów życia. I co najważniejsze: w aktach tych czas nie gra żadnej roli.

>jest dla nas zupełnie naturalne i oczywiste, że każde zdarzenie umysłowe z naszego strumienia świadomości jest równie dobrym kandydatem na ostatnie.

Pod warunkiem, że momenty strumienia świadomości porządkujemy relacją przedtem-potem. Nie wydaje mi się to ani konieczne, ani słuszne. Już pamięć nie musi być uporządkowana liniowo: mogę przypomnieć sobie jednocześnie rzeźbę Sokratesa jak i żółty liść klonu przylepiony do drogi (jak w tej chwili). Mogę równie dobrze nie przypominac sobie niczego, a całą uwagę mieć skierowaną na przeżycia w tej chwili (lekkie zdrętwienie uda, szum, pstrokacizna przedmiotów w polu widzenia, stukot klawiatury, itp.)

>Jeżeli zatem ktoś głosiłby tezę, że w momencie procesu potocznie zwanego umieraniem, zajdą jego ostatnie przeżycia umysłowe - to aby teza ta była w ogóle interesująca, musi umieć podać jakiś szczególny powód, dla którego przewiduje, że akurat te przeżycia umysłowe będą ostatnie.

Problem polega na tym, że takiej tezy, jak i tezy przeciwnej, wcale nie trzeba stawiać: jedną i drugą stawia niecierpliwość. Skręcając w boczną uliczkę na starym mieście lepiej nie zakładać, że zobaczysz kolejna kamienicę. Możesz bowiem oberwać nożem w brzuch.

>Musimy zatem odrzuć przeświadczenie, że mamy jakikolwiek szczególny powód, aby spodziewać się ostatnich przeżyć umysłowych w momencie procesu potocznie zwanego umieraniem.

Analiza ta zakłada, że umysł jest czymś absolutnym, czymś niezależnym od innych przypadkowych bądź kontrolowanych bodźców. Otóż tak nie jest.

> ...zauważyliśmy wcześniej, każde przeżycie umysłowe może być ostatnie.

Nie tylko może, ale każde jest ostatnie. To, że nazywamy je tym samym słowem, nie znaczy, że jest tym samym przeżyciem. Iluzję trwania daje nam właśnie język.

>Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś szczególnie obawiać się, że nasz świat wewnętrzny skończy się w momencie śmierci - że w momencie śmierci przestaniemy istnieć.

Brak obaw wynika z czego innego: poza doświadczanymi stanami świadomości (przeżyciami) nie istnieje nic, żadne ego, żadna dusza, która ewentualnie trwałaby po śmierci. Rozpad świadomości jest w każdej chwili definitywny i mówienie o śmierci czekającej na nas gdzieś kiedyś w przyszłości jest nieporozumieniem. Z tego, że z prochu powstajemy i w proch się obracamy, nie wynika, że w międzyczasie jesteśmy czymś więcej.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Analiza ta zakłada, że umysł jest czymś absolutnym, czymś niezależnym od innych przypadkowych bądź kontrolowanych bodźców. Otóż tak nie jest.

12-10-2009 18:24 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>>Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś szczególnie obawiać się, że nasz świat wewnętrzny skończy się w momencie śmierci - że w momencie śmierci przestaniemy istnieć.
>Brak obaw wynika z czego innego: poza doświadczanymi stanami świadomości (przeżyciami) nie istnieje nic, żadne ego, żadna dusza, która ewentualnie trwałaby po śmierci. Rozpad świadomości jest w każdej chwili definitywny i mówienie o śmierci czekającej na nas gdzieś kiedyś w przyszłości jest nieporozumieniem. Z tego, że z prochu powstajemy i w proch się obracamy, nie wynika, że w międzyczasie jesteśmy czymś więcej.

Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?
12-10-2009 18:30 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?

Czy doświadczyłeś czegoś poza doświadczeniem?
12-10-2009 18:50 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?
>Czy doświadczyłeś czegoś poza doświadczeniem?

To nie na temat. Odgrzewasz stary kotlet.

Diogenesie, od kiedy odpowiadasz pytaniem, na pytanie? Jeżeli nie potrafisz mi odpowiedzieć, to przecież nie musisz.
>
13-10-2009 17:49 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>To nie na temat. Odgrzewasz stary kotlet.

To w końcu jak: na temat, czy wołamy kelnera w sprawie kotleta?

>Diogenesie, od kiedy odpowiadasz pytaniem, na pytanie?

Pytanie, na które odpowiedź jest oczywista, równoważne jest zdaniu orzekającemu.
13-10-2009 18:37 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>To nie na temat. Odgrzewasz stary kotlet.
>To w końcu jak: na temat, czy wołamy kelnera w sprawie kotleta?

To nie kelner go serwuje.

>>Diogenesie, od kiedy odpowiadasz pytaniem, na pytanie?
>Pytanie, na które odpowiedź jest oczywista, równoważne jest zdaniu orzekającemu.

Nie. Stwierdziłeś: poza doświadczanymi stanami świadomości (przeżyciami) nie istnieje nic, żadne ego, żadna dusza, która ewentualnie trwałaby po śmierci.

Pytałem, czy to swoje twierdzenie oparłeś na doświadczeniu, posiadasz więc dowód naukowy, czy jest to Twoja wiara, że tak jest. Jeżeli masz dowód, to go przedstaw. Jeżeli nie wypływa to z Twojej wiary, to powiedz na czym oparłeś to twierdzenie. Oczywistość płynąca z Twoich pytań, jest oczywista dla Ciebie.
Meretseger (61860 punktów)

>Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?
Możliwe, że z braku doświadczenia, że tak nie jest.
13-10-2009 17:02 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?
>Możliwe, że z braku doświadczenia, że tak nie jest.

To chyba na doświadczenie nie możemy liczyć. To co pozostaje? Łatwo przewidzieć zakończenie tej całej dyskusji.

Pozdrawiam.
>
Meretseger (61860 punktów)
>>>Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?
>>Możliwe, że z braku doświadczenia, że tak nie jest.
>To chyba na doświadczenie nie możemy liczyć. To co pozostaje? Łatwo przewidzieć zakończenie tej całej dyskusji.
Pewnie utknie w martwym punkcie
>Pozdrawiam.
Ja też, ciepło, bo za oknem zaspy śnieżne
14-10-2009 09:05 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>>Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?
>>>Możliwe, że z braku doświadczenia, że tak nie jest.
>>To chyba na doświadczenie nie możemy liczyć. To co pozostaje? Łatwo przewidzieć zakończenie tej całej dyskusji.
>Pewnie utknie w martwym punkcie
>>Pozdrawiam.
>Ja też, ciepło, bo za oknem zaspy śnieżne

To na sanki idź Przynajmniej miło i zdrowo.

A dyskusja? Przecież wiadomo, inaczej o tym samym. Już z tysiąc razy tutaj przerabiane. Albo jest, albo nie ma. Po co się znowu wymądrzać?

U nas ładna pogoda, słońce świeci, pozdrawiam.
14-10-2009 15:56 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>>Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś szczególnie obawiać się, że nasz świat wewnętrzny skończy się w momencie śmierci - że w momencie śmierci przestaniemy istnieć.
>>Brak obaw wynika z czego innego: poza doświadczanymi stanami świadomości (przeżyciami) nie istnieje nic, żadne ego, żadna dusza, która ewentualnie trwałaby po śmierci. Rozpad świadomości jest w każdej chwili definitywny i mówienie o śmierci czekającej na nas gdzieś kiedyś w przyszłości jest nieporozumieniem. Z tego, że z prochu powstajemy i w proch się obracamy, nie wynika, że w międzyczasie jesteśmy czymś więcej.
>Czy wynika to z doświadczenia, czy wiary, że tak jest?
Doświadczenia wykazują stan istniejącej rzeczy. Nie mogą wykazać stanu rzeczy nieistniejącej. Dlatego nie ma doświadczeń udowadniających nieistnienia czegoś. Ale posługując się doświadczeniem, wiemy co istnieje. Skoro nie ma żadnych przesłanek na rzecz istnienia czegoś innego - spokojnie możemy założyć, że ich nie ma wcale. Jeśli doświadczenie wykaże coś nowego - zweryfikujemy pogląd. To nie jest wiara.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeżeli uważa Pan rzeczywiście, że jedyną rzeczą realną jest chwilowe postrzeżenie, które tylko zawiera pamięć postrzeżeń przeszłych, to jestem zupełnie usatysfakcjonowany. Jeżeli jednak uważa Pan, że istnieją cząstki elementarne - wtedy już wejdziemy w całą dyskusję o naszych postrzeżeniach.
16-10-2009 21:50 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Jeżeli uważa Pan rzeczywiście, że jedyną rzeczą realną jest chwilowe postrzeżenie, które tylko zawiera pamięć postrzeżeń przeszłych, to jestem zupełnie usatysfakcjonowany.

Postrzeżenie aktualne rozróżniłbym jednak od pamięci minionych postrzeżeń: widząc monitor czy klawiaturę nie przypominam ich sobie.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Porównajmy człowieka do komputera:
Obiekty te składają się z:
a) software'u (oprogramowania)
b) hardware'u (sprzętu)

W ludzkim mózgu tak samo jak w jednostce centralnej występuje coś w rodzaju BIOSa - pierwotny system, bez którego nie ruszy używany zazwyczaj system operacyjny (W skrócie niech będzie Windows, nie mam zamiaru dyskryminować innych systemów, sama mam Ubuntu, jednak pierwsza nazwa kojarzy się najbardziej osobom nieobeznanym z informatyką). Jak wiadomo, człowiek nie jest pustą tablicą, a jego mózg zawiera coś, co pozwala mu się uczyć różnych rzeczy, oddychać, kierować pracą serca.

Porównanie jak najbardziej trafne. Idźmy dalej:

Zarówno maszyna jak i człowiek nie mogą się obyć bez jednostki centralnej: w przypadku człowieka jest to mózg. Jeśli od komputera odłączymy myszkę, będzie działał, jeśli człowiekowi odetniemy nogę, po paru "zabiegach" też przeżyje. Chociaż funkcjonalność obydwu będzie o wiele gorsza, oczywiście nie muszę tłumaczyć dlaczego

Jednak jedyne, czego pozbyć się nie możemy, to mózg (w przypadku komputera "pudełko"), gdyż wtedy takiego tworu nie będziemy mogli nazwać człowiekiem (komputerem).

Znowu się zgadza.

Więc "pudło" i mózg są w zasadzie tym samym (z punktu widzenia ich funkcji) i zawierają w sobie to samo: Software. Jednak oprogramowanie obydwu jest iście ciekawą rzeczą: bo tak na prawdę czym jest Windows? Jest po prostu abstrakcyjny twór, miliony sygnałów elektrycznych pędzących z ogromnymi prędkościami między procesorem i innymi elementami, które znajdują się w "pudełku", a ich interpretacja przedstawiana jest na monitorze. Nie jest obiektem ani niczym rzeczywistym, a jednak "istnieje".

A jak jest w ludzkim mózgu? Prawie identycznie: miliony neuronów przekazują między sobą sygnały elektryczne, i te proste sygnały tworzą coś tak złożonego jak ludzka świadomość. Jednak czy świadomość istnieje? Nie jest ani obiektem, ani czymś, co da się zważyć i zmierzyć, a jednak "istnieje". Jest dokładnie tym samym dla mózgu, czym system operacyjny dla płyty głównej.

I teraz to, do czego zmierzam: Czy Hardware może istnieć bez software'u? Oczywiście, że tak, tylko, że będą to po prostu zwłoki lub jak to moja mama nazwała "mebel, co stoi sobie i zbiera kurz".

A czy Software może istnieć bez Hardware'u? Czy możemy sobie tak po prostu otworzyć okno i czekać, aż nam Windows wyfrunie jak bańki mydlane (swoją drogą ciekawe porównanie, okno - Windows )? Czy możemy sobie wziąć Windowsa do kieszeni i wrzucić go do pralki? Nie mówię tutaj o zgrywaniu go na CD, bo to nie jest przenoszenie działającego na maszynie oprogramowania, tylko zapisywanie go na nośniku, na którym nie jest uruchomiony, i przeniesienie go na inną maszynę, na której dopiero uruchomiony zostanie.

Wniosek jest prosty: Jeśli w przypadku komputerów Software nie istnieje bez sprzętu, to w przypadku człowieka będzie identycznie. Więc jeśli odłączymy zasilanie, to zniknie również System (No chyba, że dane zostały zapisane w ośrodkach pamięci lub na dysku twardym).

Jednak w odróżnieniu od komputerów w "wyłączonym" człowieku następują procesy, które trwale uszkadzają BIOS, System operacyjny jak i samą "płytę główną" i jeśli człowiek będzie odłączony zbyt długo to drugi raz się go już nie uruchomi... A niestety do mózgu nie możemy podłączyć CD-ROMu, stacji dyskietek a nawet kabla od internetu i dane, które w ośrodkach pamięci były zapisane rozłożą się tak samo jak mózg, na którym były przechowywane.

Więc "Możemy być niemal pewni naszego istnienia po śmierci" tak samo, jak możemy być pewni istnienia naszych bezcennych i unikatowych danych po tym, jak nasz komputer spadnie z 10 piętra po czym zostanie rozjechany przez tira


Zerwałam żelazne łańcuchy, o Panie.
Lochów twych bezdenne otchłanie
Opuszczam na skrzydłach myśli oświeconych...
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
A czy jeśli ktoś mówi o istnieniu świata zewnętrznego, cząstek, planet, gwiazd, galaktyk, to nie mogę całego tak rozumianego kosmosu porównać do softwaru? Przecież mamy różne symulacje ... możemy sobie wyobrazić taką wielką symulację trajektorii każdej cząstki we wszechświecie. Czy wtedy też działa argument, że nie ma softwaru, bez hardwaru? Czy wtedy też dobra jest analogia w Windowsem bez komputera? A jeżeli musiałby być taki hardware - to czym on by był? A jeżeli w tym przypadku wyda on się nam niekonieczny, to dlaczego konieczny jest hardware dla mojego strumienia świadomości?
12-10-2009 23:52 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dlatego, że kilkaset tysięczny pradziadek pański nie był człowiekiem. Mózg ewoluował, stopniowo, krok po kroku. Pośród swoich przodków ma organizmy bez mózgu, te zaś prawie martwe replikatory, te zaś tlen, wodór i węgiel przede wszystkim. Jesteś zatem przetworzonym przez ewolucję oparem tlenu, wodoru i węgla, oraz śladowych ilości innych pierwiastków. Nie zaś odwrotnie.
14-10-2009 15:58 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>A czy jeśli ktoś mówi o istnieniu świata zewnętrznego, cząstek, planet, gwiazd, galaktyk, to nie mogę całego tak rozumianego kosmosu porównać do softwaru? Przecież mamy różne symulacje ... możemy sobie wyobrazić taką wielką symulację trajektorii każdej cząstki we wszechświecie. Czy wtedy też działa argument, że nie ma softwaru, bez hardwaru? Czy wtedy też dobra jest analogia w Windowsem bez komputera? A jeżeli musiałby być taki hardware - to czym on by był? A jeżeli w tym przypadku wyda on się nam niekonieczny, to dlaczego konieczny jest hardware dla mojego strumienia świadomości?
Każda symulacja działa w oparciu o pewien hardware. Aby udowodnić swoją tezę, należałoby wykazać, jaki hardware umożliwia taką symulację. Czy znasz jakąkolwiek symulację czy software działający bez sprzętu? Jeśli nie, to czynienie wyjątku jest chyba nieuzasadnione.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>A czy jeśli ktoś mówi o istnieniu świata zewnętrznego, cząstek, planet, gwiazd, galaktyk, to nie mogę całego tak rozumianego kosmosu porównać do softwaru?
Nie, bo planeta to nie wyimaginowany byt niemający postaci, tylko obiekt fizyczny.
Czy klawiatura jest programem czy obiektem?

>Przecież mamy różne symulacje... możemy sobie wyobrazić taką wielką symulację trajektorii każdej cząstki we wszechświecie.
Ale to nie jest świadomość trajektorii cząstek, tylko cząstki, które lecą od tak sobie przez kosmos. Są obiektami fizycznymi. Zastanawiam się też czy przypadkiem energii nie możnaby było zaliczyć do obiektów fizycznych

>Czy wtedy też działa argument, że nie ma softwaru, bez hardwaru?
Tak

W związku z tym reszta pytań jest niepotrzebna

Zerwałam żelazne łańcuchy, o Panie.
Lochów twych bezdenne otchłanie
Opuszczam na skrzydłach myśli oświeconych...
13-10-2009 10:38 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Jednak jedyne, czego pozbyć się nie możemy, to mózg (w przypadku komputera "pudełko"), gdyż wtedy takiego tworu nie będziemy mogli nazwać człowiekiem (komputerem).

Powoli, panno Alpha. Człowiek bez mózgu to też człowiek, jego choroba, czy też wada, nazywa się anencephalia, czyli bezmózgowie. Może przeżyć kilka dni.

>Wniosek jest prosty: Jeśli w przypadku komputerów Software nie istnieje bez sprzętu, to w przypadku człowieka będzie identycznie. Więc jeśli odłączymy zasilanie, to zniknie również System (No chyba, że dane zostały zapisane w ośrodkach pamięci lub na dysku twardym).

Ten wniosek, pozwolę sobie powiedzieć, jest zupełnie błędny. Oprogramowanie komputera jest odrębnym bytem, czymś innym niz hardware. W miejscu, gdzie jest zapisane może działać lub nie, może też mieć taki lub inny nośnik. Można go stworzyć, zmodyfikować, usunąć, skopiować, zapisać i zapis obejrzeć. W momencie jego tworzenia istnieje na papierze albo tylko w wyobraźni programisty. Istnieje bez sprzętu komputerowego jak najbardziej.

W przypadku człowieka jest podobnie. Rodzimy się z defaultowo (przepraszam za żargon) zaimplementowanym 'software'm' samouczącym, który nasyca się danymi i rozwija w oparciu o rozwijający się 'hardware'. Otrzymujemy więc nasz podstawowy 'software' w fabryce - uterusie, a dalsze jego moduły czekają na nas do przyswojenia jako wszystko to, czego uczy się dziecko: język, zasady postępowania, matematyka, i tak dalej, tysiąc innych rzeczy. Podstawowy 'software' człowieka istnieje więc w przepisie genetycznym wykonania mózgu, natomiast 'software' przyswajany po urodzeniu istnieje jako memy w społeczności umysłów ludzkich (miejsce jego istnienia nazywam noosferą). Stamtąd ściągamy go do swojego mózgu.

>A niestety do mózgu nie możemy podłączyć CD-ROMu, stacji dyskietek a nawet kabla od internetu i dane, które w ośrodkach pamięci były zapisane rozłożą się tak samo jak mózg, na którym były przechowywane.

Chyba, że ktoś napisze książkę i najważniejsze dane ocaleją.

>Więc "Możemy być niemal pewni naszego istnienia po śmierci" tak samo, jak możemy być pewni istnienia naszych bezcennych i unikatowych danych po tym, jak nasz komputer spadnie z 10 piętra po czym zostanie rozjechany przez tira

Też jestem tego zdania, aczkolwiek dobrze opakowany Kingston z danymi może wytrzymać taki eksperyment.
-
14-10-2009 16:01 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)

>>Wniosek jest prosty: Jeśli w przypadku komputerów Software nie istnieje bez sprzętu, to w przypadku człowieka będzie identycznie. Więc jeśli odłączymy zasilanie, to zniknie również System (No chyba, że dane zostały zapisane w ośrodkach pamięci lub na dysku twardym).
>Ten wniosek, pozwolę sobie powiedzieć, jest zupełnie błędny. Oprogramowanie komputera jest odrębnym bytem, czymś innym niz hardware. W miejscu, gdzie jest zapisane może działać lub nie, może też mieć taki lub inny nośnik. Można go stworzyć, zmodyfikować, usunąć, skopiować, zapisać i zapis obejrzeć. W momencie jego tworzenia istnieje na papierze albo tylko w wyobraźni programisty. Istnieje bez sprzętu komputerowego jak najbardziej.
Czy umysł programisty, papier to coś innego niż hardware? To również "materialne formy" umożliwiająca powstanie pewnego software'u.
Scorp (5381 punktów)
>>Ten wniosek, pozwolę sobie powiedzieć, jest zupełnie błędny. Oprogramowanie komputera jest odrębnym bytem, czymś innym niz hardware. W miejscu, gdzie jest zapisane może działać lub nie, może też mieć taki lub inny nośnik. Można go stworzyć, zmodyfikować, usunąć, skopiować, zapisać i zapis obejrzeć. W momencie jego tworzenia istnieje na papierze albo tylko w wyobraźni programisty. Istnieje bez sprzętu komputerowego jak najbardziej.

>Czy umysł programisty, papier to coś innego niż hardware?

Tak. Papier jest nośnikiem pamięciowym, na papierze program nie funkcjonuje, jak w hardware, tylko jest zapisany. Co do umysłu - odróżnij go od mózgu - jest to, moim zdaniem mechanizm informacyjny przetwarzający dane.

>To również "materialne formy" umożliwiająca powstanie pewnego software'u.

Tylko umysł umożliwia powstanie programu, systemu procedur, czy software w ogólności, papier tylko przechowuje.
-
14-10-2009 20:17 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>>Ten wniosek, pozwolę sobie powiedzieć, jest zupełnie błędny. Oprogramowanie komputera jest odrębnym bytem, czymś innym niz hardware. W miejscu, gdzie jest zapisane może działać lub nie, może też mieć taki lub inny nośnik. Można go stworzyć, zmodyfikować, usunąć, skopiować, zapisać i zapis obejrzeć. W momencie jego tworzenia istnieje na papierze albo tylko w wyobraźni programisty. Istnieje bez sprzętu komputerowego jak najbardziej.
>>Czy umysł programisty, papier to coś innego niż hardware?
>Tak. Papier jest nośnikiem pamięciowym, na papierze program nie funkcjonuje, jak w hardware, tylko jest zapisany. Co do umysłu - odróżnij go od mózgu - jest to, moim zdaniem mechanizm informacyjny przetwarzający dane.
Masz rację. Ale w tym ujęciu program zapisany na papierze nie jest softwarem - jest projektem softwaru. Aby działał, musi zostać wprowadzony do odpowiedniego nośnika.
Mechanizm informacyjny przetwarzający dane - czy taka definicja jest nieodpowiednia dla np. programu analitycznego?
>>To również "materialne formy" umożliwiająca powstanie pewnego software'u.
>Tylko umysł umożliwia powstanie programu, systemu procedur, czy software w ogólności, papier tylko przechowuje.
Różnica bardzo szczegółowa. Umysł jest aktywny, papier bierny, ale bez papieru może projekt nie powstałby, bowiem przekroczyłby możliwości analityczne umysłu. Zresztą, tak naprawdę to nie ma znaczenia dla naszego porównania.

To znasz software(tylko w znaczeniu aktywnego programu) bez hardwaru? Projekt softu nie jest jeszcze softem. (Po korekcie o twoje uwagi)
Scorp (5381 punktów)
>To znasz software(tylko w znaczeniu aktywnego programu) bez hardwaru? Projekt softu nie jest jeszcze softem. (Po korekcie o twoje uwagi)
>
Wchodzimy w rozważania semantyczne, słowo 'program' jest wieloznaczne, software i hardware też mają w praktyce nieostre brzegi. Czy konkretny program to tylko idea, przepis, procedura sama czy koniecznie na jakimś nośniku albo w maszynie, to kwestia umowna. Do hardware możemy też zaliczyć BIOS, z punktu widzenia zwykłego użytkownika to jest sensowne, bo bez BIOS-s żaden program mu nie pójdzie.

Ważna jest główna ontologiczna linia podziału miedzy software a hardware która przebiega tak jak podział między informacją a materią. Tu granica jest jednoznaczna.

>Mechanizm informacyjny przetwarzający dane - czy taka definicja jest nieodpowiednia dla np. programu analitycznego

Odpowiednia jak najbardziej, z tym że słowo 'umysł' stosuje się wyłącznie do człowieka. Program komputerowy jest też urządzeniem informacyjnym, ale oczywiście nie jest umysłem, choćby nawet grał w szachy lepiej od najlepszego umysłu.
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ważna jest główna ontologiczna linia podziału miedzy software a hardware która przebiega tak jak podział między informacją a materią. Tu granica jest jednoznaczna.

Informacja jest składowana w sposób materialny, za pomocą białek. Służy głównie reprodukcji, różnym strategiom mającym ułatwić przetrwanie organizmu aby mógł się rozmnożyć, by gen mógł się dalej replikować. U ludzi, tak samo jak u innych zwierząt, jest to czynność podstawowa. Nadal większość kobiet to głównie matki, a mężczyzn - to głównie ojcowie.
Scorp (5381 punktów)
>Informacja jest składowana w sposób materialny, za pomocą białek.

Właśnie udzieliłeś mi informacji, ale nie będzie ona składowana za pomocą białek. Ani żółtek.

>Służy głównie reprodukcji,

Ty tylko o reprodukcji...
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ależ jest. Skoro mogłeś mi odpisać, zapamiętałeś ją. Może nadal ją pamiętasz? Słowa "białka" użyłem w skrócie. Nie czuję się kompetentny, ażeby w pełni profesjonalny sposób zreferować tutaj stan badań biologów molekularnych nad pamięcią (nie tylko ludzką).
Scorp (5381 punktów)
>Nie czuję się kompetentny, ażeby w pełni profesjonalny sposób zreferować tutaj stan badań biologów molekularnych nad pamięcią (nie tylko ludzką).

Ja też nie. Ale jest oczywiste, że ani przechowywanie (pamiętanie) ani przetwarzanie, ani przenoszenie (czy transmisja) informacji nie są ograniczone tylko do organizmów żywych i ich 'białek'. Reprodukcja wydaje się rzeczywiście jej pierwszym zadaniem ale bynajmniej nie jedynym. Całkowite wyzwolenie się informacji ze struktur białkowych wydaje się nieuniknione.

Ale to już inna bajka.
-
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Powoli, panno Alpha. Człowiek bez mózgu to też człowiek, jego choroba, czy też wada, nazywa się anencephalia, czyli bezmózgowie. Może przeżyć kilka dni.
Sprawdzałam na wikipedii i oto czego się dowiedziałam:
Cytat:
Objawy

* W bezmózgowiu całkowitym płody rodzą się martwe. Obserwuje się zazwyczaj całkowity brak pokrywy kostnej - obecny jest miękki, żywoczerwony worek łącznotkankowy.
* W bezmózgowiu częściowym czas przeżycia płodu to kilka godzin, rzadziej dni. Są zdolne do krótkiego przeżycia z uwagi na zachowane niektóre struktury tylnego mózgowia (ośrodki krążenia i oddychania). Napięcie mięśni jest podwyższone, odruchy głębokie wygórowane, odruchy chwytne są silnie wyrażone, dominuje również żywa motoryka spontaniczna i odruchowa.

1) Rodzi się martwy, jak mózgu nie ma.
2) Jak ma trochę mózgu to trochę pożyje.
Czyli bez mózgu nie rodzi się przyszły człowiek, tylko... mięso? To tak jak komputer składający się z monitora, klawiatury, myszki ale bez płyty głównej

>>A niestety do mózgu nie możemy podłączyć CD-ROMu, stacji dyskietek a nawet kabla od internetu i dane, które w ośrodkach pamięci były zapisane rozłożą się tak samo jak mózg, na którym były przechowywane.
>Chyba, że ktoś napisze książkę i najważniejsze dane ocaleją.
Czy jesteś w stanie zapisać w książce swoją świadomość? Tak, że jak ktoś ją czyta od razu "wczytuje" mu się to, co wtedy widziałeś, jaki zapach czułeś, jaka myśl ci przez głowę przeszła? Że ktoś będzie odczuwał mrugnięcia tak samo jak ty?
A przy okazji: z tym "przekazywaniem" najbardziej mnie śmieszą opisy niektórych substancji: płynna, przezroczysta o charakterystycznym zapachu. Czy jesteś w stanie przekazać za pomocą liter jak pachnie ocet, wódka, woda? Nie możesz wgrać komuś zakodowanego w twojej głowie zapachu, taka osoba musi sama sobie "zapisać" jak pachnie to i tamto, by mieć porównanie, gdy mówisz "O octowym posmaku".

>Też jestem tego zdania, aczkolwiek dobrze opakowany Kingston z danymi może wytrzymać taki eksperyment.
O pendriva chodzi, czy Kingston produkuje jeszcze coś, o czym nie wiem?
Jak spadniesz mając kask na głowie, żaroodporne wdzianko i ochraniacze wszędzie, gdzie się da obrażenia także będą niewielkie A czasami wystarczy mieć po prostu twardą czachę.

>Oprogramowanie komputera jest odrębnym bytem, czymś innym niz hardware. W miejscu, gdzie jest zapisane może działać lub nie, może też mieć taki lub inny nośnik. Można go stworzyć, zmodyfikować, usunąć, skopiować, zapisać i zapis obejrzeć. W momencie jego tworzenia istnieje na papierze albo tylko w wyobraźni programisty. Istnieje bez sprzętu komputerowego jak najbardziej.
Ale ja mówiłam bardziej o działającym i uruchomionym systemie. Istnienie pomysłu na papierze lub w wyobraźni nie jest działającym systemem, tylko pomysłem na ten system. To tak jakby zapisać na kartce:
- Informacje wzrokowe: monitor z konkretnym tekstem
- Proces: odczytywanie danych z informacji wzrokowej
- Ruch: mięśnie kończyn dolnych na zmiane kurczą się i rozluźniają, mięsień sercowy kurczy się, płuca rozszerzają, zamykanie powiek po czym otwieranie ich (obiekt macha nogą pod stołem, bije mu serce i oddycha).

Czy są to czyjeś autentyczne odczucia czy tylko zapis tychże?
>W przypadku człowieka jest podobnie. Rodzimy się z defaultowo (przepraszam za żargon) zaimplementowanym 'software'm' samouczącym, który nasyca się danymi i rozwija w oparciu o rozwijający się 'hardware'. Otrzymujemy więc nasz podstawowy 'software' w fabryce - uterusie, a dalsze jego moduły czekają na nas do przyswojenia jako wszystko to, czego uczy się dziecko: język, zasady postępowania, matematyka, i tak dalej, tysiąc innych rzeczy.
No ok, ale czy to wszystko możliwe by było, gdyby nie było mózgu? Przecież ten soft, żeby działał musi być gdzieś wgrany

>Podstawowy 'software' człowieka istnieje więc w przepisie genetycznym wykonania mózgu, natomiast 'software' przyswajany po urodzeniu istnieje jako memy w społeczności umysłów ludzkich (miejsce jego istnienia nazywam noosferą). Stamtąd ściągamy go do swojego mózgu.
Ale w komputerze też mamy fabrycznie wgrany BIOS, bez którego nic dalej nie ruszy, z tym się zgadzam. Tak samo, jak gdzieś w komputerze wgrany jest on na stałe, w ludzkim mózgu "pierwotny system" też jest gdzieś wgrany na stałe.


Zerwałam żelazne łańcuchy, o Panie.
Lochów twych bezdenne otchłanie
Opuszczam na skrzydłach myśli oświeconych...
lontri (16088 punktów)

1)W twoim wywodzie udowodniłeś tylko tyle, że trudno jest przewidzieć, które nasze przeżycie umysłowe będzie ostatnie. Nie sądzę, by była to teza na tyle doniosła, by warto było ją w tak wielu zdaniach odmieniać przez kolejne przypadki, liczby i rodzaje, ale osoby cierpiące na monomanię już tak mają. Akceptuję to.

2)Nie musisz odpowiadać na mój post, bo i tak mnie nie interesuje twoja odpowiedź. Tak się tylko zabawiam w wolnej chwili.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
12-10-2009 19:04 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>1)W twoim wywodzie udowodniłeś tylko tyle, że trudno jest przewidzieć, które nasze przeżycie umysłowe będzie ostatnie. Nie sądzę, by była to teza na tyle doniosła, by warto było ją w tak wielu zdaniach odmieniać przez kolejne przypadki, liczby i rodzaje, ale osoby cierpiące na monomanię już tak mają. Akceptuję to.

Nie zmienia to tego, że chętnie napotkam Twój umysł w następnym wcieleniu, jak Bóg da.

Pozostając dla niego (umysłu), w pełnym szacunku, pozdrawiam.
12-10-2009 19:30 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Akceptuję twoją potrzebę wyrażania szacunku. Akceptuję również to, że to akceptuję.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
13-10-2009 17:05 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Akceptuję twoją potrzebę wyrażania szacunku.

To wypływa z potrzeby mówienia prawdy. Nie wiem, czy to akceptujesz.
krutki (1550 punktów)
>Możemy być niemal pewni naszego istnienia po śmierci

No dobrze. Ale co dalej? Czy chodzi o zwykłe uporanie się ze strachem przed śmiercią? A może chce pan przeprowadzić badania nad przeżyciami umysłowymi ludzi po śmierci? To może być bardzo interesujące. Ale prawdopodobnie bardzo trudno będzie skomunikować się z takowymi umysłami. Trudno będzie wyciągnąć informację o ich stanach wewnętrznych, jeśli nie będą już w stanie wydusić z siebie słowa.

Pozdrawiam

Jak pchły skaczą myśli z człowieka na człowieka. Ale nie każdego gryzą.
12-10-2009 19:11 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Chodzi mi tylko i wyłącznie o rozumowanie filozoficzne. Według mnie wychodząc od postrzeżeń, bo od nieczego innego nie możemy wyjśc, nie możemy dojść do tezy końca naszej świadomości w chwili śmierci.
lontri (16088 punktów)

Poproszę więc o drobiażdżek (skusiłam się jednak). Proszę mi udowodnić tezę o istnieniu świadomości za życia - oczywiście tylko na drodze rozumowania filozoficznego, najlepiej wychodzącego od spostrzeżeń, a jeszcze lepiej od percepcji bądź impresji, jak Bóg da.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
12-10-2009 19:29 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Istnieją postrzeżenia. Koniec dowodu. Mnie nie interesuje świadomość jako taka. Ja dowodzę, że nie możemy wnioskować na temat momentu końca ciągu postrzeżeń. Czy mam dowodzić, że istnieją postrzeżenia. Chyba nie, bo one są mi poprostu dane. Czy Pani jest dane coś oprócz postrzeżeń?
12-10-2009 19:33 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

1)Proszę nie przerzucać na mnie ciężaru dowodu.
2)Czy dysponujesz przesłankami na rzecz tezy, że moje przeżycia psychiczne czy też umysłowe są takiej samej natury, jak twoje?
3)Na jakiej podstawie uogólniasz twoje subiektywne (jak dotąd) przekonanie na całość ludzkości?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
12-10-2009 19:40 
 0 na 2
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>1)Proszę nie przerzucać na mnie ciężaru dowodu.
W którym miejscu to zrobiłem?
>2)Czy dysponujesz przesłankami na rzecz tezy, że moje przeżycia psychiczne czy też umysłowe są takiej samej natury, jak twoje?
Na poziomie tego rozumowania, nie.
>3)Na jakiej podstawie uogólniasz twoje subiektywne (jak dotąd) przekonanie na całość ludzkości?
Nie uogólniam. Ja tylko uważam, że każdy może dojść do tych samych wniosków. Ściśle mogę powiedzieć tylko, że mój ciąg przeżyć umysłowych nie ustanie w chwili śmierci.
12-10-2009 19:43 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

>Mój ciąg przeżyć umysłowych nie ustanie w chwili śmierci.

Z tego co rozumiem (a nie rozumiem przecież wszystkiego, a być może nawet nie rozumiem niczego - ale to szczegół) chciałbyś, by twojemu sądowi przysługiwał status sądu analitycznego a priori?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
12-10-2009 19:48 
 Ocena-1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>>Mój ciąg przeżyć umysłowych nie ustanie w chwili śmierci.
>Z tego co rozumiem (a nie rozumiem przecież wszystkiego, a być może nawet nie rozumiem niczego - ale to szczegół) chciałbyś, by twojemu sądowi przysługiwał status sądu analitycznego a priori?

Nie ... w tym rozumowaniu, jest przecież do pomyślenia, że ciąg ten ustanie - zatem jest to przykład sądu syntetycznego. Czy a priori? Trudno powiedzieć - jakieś uzasadnienie podaje, ale czerpie ono swoją moc tylko ze stabilności ciągu przeżyć umysłowych, co w zasadzie w pewnym sensie stwierdzamy a posteriori. Generalnie nie wiem, czy tu owe Kantowskie rozróżnienia w ogóle pasują ...
12-10-2009 19:52 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

>Mój ciąg przeżyć umysłowych nie ustanie w chwili śmierci.

Skoro ma to być prawda aposterioryczna, to - jeśli dobrze rozumiem - zamierzasz to jednoznacznie stwierdzić po śmierci we własnym doświadczeniu?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
12-10-2009 20:03 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Ale przecież nie to ma być dowodem. To będzie tylko weryfikacją prognozy. Istotne jest to, że rozumowanie odbywa się na mocy w pewnym sensie a posterycznej przesłanki, że ciąg przeżyć umysłowych przejawia taką stabilność, że mogę być pewien iż za minutę będę istniał i to się faktycznie ciągle sprawdza. Szczegóły rozumowania są przecież w pracy. Przecież mogłoby być tak, że ciąg przeżyć umysłowych tak nagle się urywa ...
12-10-2009 20:14 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

A więc będzie to sąd syntetyczny a priori, gdyż dla jego uzasadnienia wykraczasz poza logiczną analizę pojęciową, i tu też jest też ukryta słabość twojej argumentacji.
Twoje argumenty oparte są bowiem na ukrytym założeniu, że przyszłość jest podobna do przeszłości.
Ale przecież nie zaprzeczysz, że w życiu człowieka zdarzają się też rzeczy nowe, nieoczekiwane, inne niż zwykle, odmienne od wszystkiego, co go dotychczas spotkało. Jesteś w stanie jednoznacznie (z aprioryczną intuicyjną pewnością) udowodnić, że w "umyśle w stanie śmierci" działają te same zasady co w "umyśle za życia"?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
12-10-2009 20:29 
 Ocena 1 na 1
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Jeżeli nie uznamy, że przyszłość podobna jest do przeszłości - to już jest koniec wszelkich wnioskowań, więc co za różnica, że moje ma tu słabość?
lontri (16088 punktów)

Ja już nie mam nic więcej do dodania. Pa!

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Dziękuję za wzięcie udziału w dyskusji.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
przyszłość jest podobna do przeszłości.

Doskonale Lontri! A nawet jeśli, to czemu nie przeszłość sprzed narodzin Chcącego Żyć Wiecznie?
14-10-2009 16:05 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>A więc będzie to sąd syntetyczny a priori, gdyż dla jego uzasadnienia wykraczasz poza logiczną analizę pojęciową, i tu też jest też ukryta słabość twojej argumentacji.
>Twoje argumenty oparte są bowiem na ukrytym założeniu, że przyszłość jest podobna do przeszłości.
>Ale przecież nie zaprzeczysz, że w życiu człowieka zdarzają się też rzeczy nowe, nieoczekiwane, inne niż zwykle, odmienne od wszystkiego, co go dotychczas spotkało. Jesteś w stanie jednoznacznie (z aprioryczną intuicyjną pewnością) udowodnić, że w "umyśle w stanie śmierci" działają te same zasady co w "umyśle za życia"?
A gdzie tutaj pytanie o początek przeszłości? Czy postrzeżenia są "od zawsze?" Nie. Można wyróżnić pewien początek własnych postrzeżeń. Skoro istnieje początek postrzeżeń, to jak można wykluczyć ich koniec?
12-10-2009 20:11 
 Ocena 1 na 1
krutki (1550 punktów)
>Chodzi mi tylko i wyłącznie o rozumowanie filozoficzne. Według mnie wychodząc od postrzeżeń, bo od nieczego innego nie możemy wyjśc, nie możemy dojść do tezy końca naszej świadomości w chwili śmierci.

Co w takim razie począć z postrzeżeniem, że nikomu (żadnemu postrzegającemu umysłowi) jak dotąd nie udało się zakomunikować nam (postrzegającym umysłom) o postrzeżeniach własnej świadomości po śmierci? A może zamierza pan własne postrzeżenia zakomunikować nam po własnej śmierci? Tylko, że to znowu będą jedynie nasze postrzeżenia...

Jak pchły skaczą myśli z człowieka na człowieka. Ale nie każdego gryzą.

Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Może taki kontakt nie jest możliwy. A ostatecznie nie mogę mieć pewności, czy na pewno żaden umysł po śmierci, żadnemu umysłowi żyjącemu nic nie zakomunikował.

Są takie stany, w których, gdy jesteśmy, nie możemy nikomu nic komunikować. Np. takim stanem jest stan, w którym nic nie komunikujemy. Czy Pan był wielokrotnie w takim stanie? Ja tak. Ale teraz ktoś powie, zaraz, zaraz ... nie mamy dowodu, że umysł może być w stanie "nie komunikowania niczego nikomu", bo jeszcze żaden umysł, nie zakomunikował, żadnemu umysłowi, że jest w taki stanie. No faktycznie nie możemy mieć takiego dowodu ... Czy wobec tego, neleży odrzucić tezę, że umysł może być w stanie "nie komunikowania nieczego nikomu"?
12-10-2009 21:42 
 Ocena 2 na 2
krutki (1550 punktów)
Może spróbuję ugryźć z innej strony.

>Chodzi mi tylko i wyłącznie o rozumowanie filozoficzne. Według mnie wychodząc od postrzeżeń, bo od nieczego innego nie możemy wyjśc, nie możemy dojść do tezy końca naszej świadomości w chwili śmierci.

W wypowiedzi nieco wyżej stwierdza pan:

>Ja zauważam, że to co doświadczamy na pewno, to nasze postrzeżenia jakiś innych mózgów

Zatem chciałbym, aby uściślił pan swoją definicję rzeczywistości. Co nią jest?

1. Tylko i wyłącznie pańskie własne postrzeżenia? Jeśli tak, to pańska teza jest nieweryfikowalna (A jeśli weryfikowalna, to dostępna jedynie dla pańskiego umysłu). Bo jak mielibyśmy zostać poinformowani (a zatem spróbować stworzyć wiedzę) o ewentualnych pańskich stanach umysłowych po śmierci (pomijając to, że w ogóle może dochodzić do komunikacji pomiędzy umysłami)? Dla mnie to już czysty solipsyzm.

2. Postrzeżenia innych umysłów? Jeśli tak, to pański punkt widzenia jest jedynie pewnym interesującym poglądem. I to chyba tyle. Bo nie rozumiem na jakiej zasadzie łączyłby pan ów pogląd z, jak to pan ujął, pełną akceptacją skuteczności nauki (science) w przewidywaniu przyszłości (a zatem i postrzeżeniami innych umysłów!). Chyba, że chodzi o to, iż dotąd nie poczyniono takich badań, o których pisałem wyżej. Ale to, zdaje się, z całkiem wiadomych powodów.


Jak pchły skaczą myśli z człowieka na człowieka. Ale nie każdego gryzą.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
1. Czy ja muszę wiedzieć, co to jest rzeczywistość? Ja tylko wiem, że na pewno dane mi są postrzeżenia, więc od ich analizy wychodzę. Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, że jest coś więcej.

2. Nie wiem. Jeżeli Pan ma swoje przeżycia umysłowe, to Pan sam może przeprowadzić dokładnie to samo rozumowanie, które ja przeprowadzam. Ja nie muszę do niczego Pana przekonywać. Mówiąc o skuteczności nauki miałem na myśli przewidywanie moich własnych przeżyć umysłowych. Pan może sobie sam mieć sąd o skuteczności przewidywania pańskich, jeżeli oczywiście Pan istnieje. O to mi chodziło, gdy pisałem w liczbie mnogiej.

Używałem liczby mnogiej tylko na użytek tego, że ktoś może czytać to, co ja piszę. Jeśli nikt nie czyta, to mówię tylko o swoich postrzeżeniach i popełniam mały błąd gramatyczny
12-10-2009 23:02 
 Ocena 2 na 2
krutki (1550 punktów)
>Ja tylko wiem, że na pewno dane mi są postrzeżenia, więc od ich analizy wychodzę. Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, że jest coś więcej.

   No cóż. Jak rozumiem, ewentualne uzasadnienie pańskiej tezy nastąpi po pańskiej śmierci. Będę czekał z (nie)cierpliwością.

PS. Jedno mnie tylko jeszcze zastanawia. W jakim celu używa pan słowa śmierć? Bo zdaje się, że jeśli świadomość istnieje poza mózgiem, to chyba nie podlega ona tzw. śmierci.


Jak pchły skaczą myśli z człowieka na człowieka. Ale nie każdego gryzą.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Nigdy nikt nie doświadczył, że jego prognoza dotyczącą końca strumienia świadomości się sprawdziła.

Odważna teza. A może po prostu nigdy nie spotkałeś kogoś, komu taka prognoza się nie sprawdziła?

> A zatem, skoro jedyną przesłanką, która pozwala nam uznać nasze obecne prognozy za znaczące jest to, iż nasze poprzednie prognozy się sprawdzały, to musimy uznać, że w przypadku prognozy dotyczącej końca ciągu przeżyć umysłowych tej przesłanki brak.

Mam złą wiadomość - Achilles jednak w końcu dogania żółwia.

> Te przeżycia umysłowe mogą oczywiście być ostatnie, ale, co już zauważyliśmy wcześniej, każde przeżycie umysłowe może być ostatnie. Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś szczególnie obawiać się, że nasz świat wewnętrzny skończy się w momencie śmierci

Czy drugie zdanie miało w zamyśle Autora wynikać z pierwszego? Oczywiście zgadzam się, że "nie ma powodu aby się obawiać" tego co nieuchronne - podobnie jak nie ma powodu obawiać się, że po dniu nastanie noc. Mam jednakowoż wrażenie, że nie o to Autorowi chodziło.
Fizyk (17637 punktów)
> Kompletny tekst pracy zawierający wprowadzenie pojęć i analizę błędnych argumentów na rzecz tezy przeciwnej znajduje się tutaj: www.niezalezna.info/smierc.html

Warto zapoznać się ze wstępem do tej pracy. Przytaczam urywek...
Cytat:
Od kiedy pamiętam mam silne przekonanie o istnieniu Boga. Przekonanie to nie wyraża się w zwykłym sądzie o rzeczywistości, jest raczej świadomością osobowej relacji - analogicznej do relacji osobowych, które mam z innymi ludźmi. Analogia ta obejmuje jednak tylko pewne aspekty relacji z innymi ludźmi. Relacja z Bogiem jest daleko bardziej skomplikowana, bardziej trudna i tajemnicza, a zarazem o wiele silniejsza. Wszystko co jestem w stanie powiedzieć o Bogu jest syntezą wydobytych z głębi mojej świadomości modlitw, myśli, przeżyć, spośród których wyraźnie wyróżniam doświadczenia obcowania z Kościołem i Biblią. Moje poznanie Boga nie jest więc jednorodne. Nie stanowi jakiegoś jednego, prostego poznawczego aktu. Część tego poznania jest bardzo osobista i wydaje mi się być niezależna od jakichkolwiek czynników zewnętrznych, część jest pochodną bezpośredniego doświadczenia żywego Kościoła - głównie w Eucharystii, część zaś wynika z przekazanej mi historii Kościoła, a wcześniej Narodu Wybranego, która jest pewnym sumarycznym świadectwem wielu osób o ich własnej relacji z Bogiem. Ta historia jest po części spisana w Biblii, po części przekazywana w innych źródłach. Wszystkie te czynniki wzięte na raz składają się w jakiś tajemniczy sposób na zupełną pewność, że Bóg istnieje. Żaden z nich sam nie starcza, żadnego też z nich nie da się analizować w oderwaniu od innych. Natura tej pewności jest absolutnie holistyczna. Bóg bowiem potwierdza istnienie i przymioty Kościoła, Kościół potwierdza istnienie Boga - nie tworzy to jednak błędnego koła ponieważ w sposób epistemologicznie istotny łączy się z moimi własnymi przeżyciami. Bez osobistych przeżyć wszystko co wiem o Kościele i Bogu byłoby tylko ciekawą teorią, czekającą na potwierdzenie. Przeżycia te zaś są możliwe w Kościele, jednak to nie Kościół, a Bóg warunkuje ich powstanie.

... i pozostawiam bez komentarza.
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
W pracy, ktora przedstawilem do dyskusji, nie ma tych zdań. Pan wziął urywek z innego mojego tekstu, poświęconemu innej sprawie. Myślałem, że omawiamy konkretne argumenty, które przedstawiłem, a nie całe moje życie. Proszę się do tego ustosunkować.
13-10-2009 14:54 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> W pracy, którą przedstawiłem do dyskusji, nie ma tych zdań.

Te zdania są wzięte ze wstępu do szeregu zagadnień powiązanych ze sobą. Jednym z tych zagadnień jest temat tego wątku.

> Pan wziął urywek z innego mojego tekstu, poświęconemu innej sprawie.

To nie jest inna sprawa lecz kontekst tego wątku. Startując z pewnika istnienia świata duchowego zabrnąłeś w solipsyzm. Rozumujesz poprawnie, ale czas zrewidować założenia.

(Piszę przez "Ty" nie z braku szacunku ale dlatego bo forma "Pan" ma na tym forum wydźwięk ironiczny. Ale jeśli sobie życzysz możemy sobie "panować".)
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Ok, to inaczej. Od czego można wyjść uprawiając naukę jak nie od własnych postrzeżeń? Proszę, podaj przykład choć jednej rzeczy.

"Świat duchowy" to Twoje słowa. Ja mówie po prostu o świecie postrzeżeń i nie mam tu na myśli nic "duchowego".
15-10-2009 07:18 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Od czego można wyjść uprawiając naukę jak nie od własnych postrzeżeń? Proszę, podaj przykład choć jednej rzeczy.

Jak Ci wiadomo w naukach przyrodniczych (w odróżnieniu od np. teologii) nie ma stwierdzeń absolutnie pewnych. Nawet istnienie świata obiektywnego ma status hipotezy roboczej. Niemniej jest to hipoteza bardzo dobrze potwierdzona, testowana przez miliardy ludzi w każdej sekundzie ich życia, poczynając od omijania przeszkód na drodze a kończąc na korektach trajektorii sondy międzyplanetarnej.

Punktem wyjścia nauki jest założenie istnienia świata obiektywnego. Nie znamy faktów przeczących prawdziwości tego założenia.

> "Świat duchowy" to Twoje słowa. Ja mówi po prostu o świecie postrzeżeń i nie mam tu na myśli nic "duchowego".

Istnienie złudzeń optycznych mówi nam, że postrzeżenia nie są dobrym punktem wyjścia do budowania nauki. "Świat postrzeżeń" to nie żaden świat tylko skomplikowany proces zachodzący w Twoim mózgu, modelujący świat obiektywny. Modelowanie to jest zazwyczaj bardzo dobre - bo pozwala np. jeździć na rowerze - ale nie zawsze. Wypij ćwiartkę wódki a model ten będzie szwankować.
15-10-2009 07:28 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
"Świat postrzeżeń" to nie żaden świat tylko skomplikowany proces zachodzący w Twoim mózgu,

Właśnie dla takich złotych spostrzeżeń lubię czytać wpisy na tym portalu . A propos przypomina mi się kwestia barw - czerowny wydaje nam się gorący, bo kojarzy nam się z ogniem i krwią. Zaś niebieski to kolor łagodny - no bo niebo jest dalekie i stanowi rodzaj neutralnego tła. Tymczasem jest odwrotnie - czerwone światło niesie mniej energii niż błękitne. Dlatego zachód słońca jest taki dziwny. Wydaje się, że nagle coś zapala niebo - tymczasem światło stopniowo przygasa. To co nazywamy barwami to tylko ukształtowane przez ewolucję, bardzo przypadkowe definicje niektórych długości fali elektromagnetycznej. Myślę, że ten przykład jest znakomitym dowodem na to, że świat obiektywny jest źródłem naszej percepcji, nie zaś odwrotnie
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>Punktem wyjścia nauki jest założenie istnienia świata obiektywnego. Nie znamy faktów przeczących prawdziwości tego założenia.

Dla mnie punktem wyjścia nauki jest eksperyment. Nauka obrabia jedynie naszą wiedzę pochodzącą z eksperymentu. Każdy zaś naukowiec wie o swoim eksperymencie jedynie poprzez swoje postrzeżenia. Nie widze potrzeby postulowania istnienia świata zewnętrznego, aby uprawiać naukę.
18-10-2009 05:00 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
...bo, jak mówi "Jedynie Słuszna Wiara", świat jest tylko teatrem dla wspaniałych, niezwykłych, walczących o zbawienie Homo sapiens (inne ssaki się nie liczą ).
18-10-2009 16:12 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Ok, to inaczej. Od czego można wyjść uprawiając naukę jak nie od własnych postrzeżeń?
Nauki nie stosuje się do wyjaśniania ludzkich urojeń, tylko zasad i czynników, które te urojenia powodują. To ogromna różnica
Przykładowo:
Błędnie: Dlaczego za tymi krzakami schował się latający dzik chcący zabrać mnie do krainy bekonu?
Poprawnie: Dlaczego mój mózg podsunął mi wizję latającego dzika schowanego za krzakami i dlaczego mój ośrodek od kojarzeń i podsuwania różnych wyjaśnień wyciągnął akurat to o krainie bekonu?

Na pytanie zadane błędnie odpowiedź również będzie błędna, to tak jakby ubrać się w skafander astronauty jadąc na saharę. Z takich właśnie błędnych założeń i odpowiedzi rodzą się takie dziwne dziwności jak bóg, czwórca święta i ogromna większość przesądów (jeśli nie wszystkie).

Natomiast poprawne pytanie rodzi naprawdę fascynujące odpowiedzi:
Mój mózg podsunął mi wizję latającego dzika, gdyż pod wpływem takich a takich środków powstają halucynacje, a jako, że w naszej kulturze wiele się mówi o latających zwierzętach, i w życiu raz widziałam już dzika wyobraziłam sobie właśnie jego. Jest to dowód na to, że niektóre związki powodują zakłócenia ludzkiego mózgu na tyle realistyczne, że dana osoba uznaje je za prawdziwe.
Także kraina bekonu ma swoje przyczyny: W naszej kulturze panuje legenda, że pomimo braku dowodów istieje kraina bekonu o takim a takim wyglądzie, w której mieszkają latające stworzenia. Dlatego widząc jedno z nich następnym etapem będzie pomyślenie o tej właśnie krainie.

Nie dość, że powoli wyjaśniamy funkcjonowanie ludzkiego mózgu, to jeszcze mamy naukowe wyjaśnienie, zamiast bajek i mitologii.

>"Świat duchowy" to Twoje słowa. Ja mówie po prostu o świecie postrzeżeń i nie mam tu na myśli nic "duchowego".
To coś jak ID nie mający nic wspólnego z kreacjonizmem? :>


Zerwałam żelazne łańcuchy, o Panie.
Lochów twych bezdenne otchłanie
Opuszczam na skrzydłach myśli oświeconych...
18-10-2009 04:58 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Od samego początku miałem wrażenie, że ubierasz dogmaty katolickie w nowe piórka. Rozumiem, że jesteś "niemal pewny swojego istnienia po śmierci", bo co niedziela słyszysz, że zmartwychwstaniesz. O tym, na ile warto ufać ewangeliom możesz poczytać w dziale biblijnym tego forum.
oportunista (1711 punktów)
Przyznam, że prowadzona dyskusja jest dla mnie zbyt abstrakcyjna bym mógł w niej zabrać głos, nie mogę się jednak powstrzymać przed zrobieniem pewnej uwagi, ludzki mózg to fenomen. Jesteśmy efektem jego pokrętnego działania, na jakimś etapie ewolucji doszło chyba do poważnego zwarcia na jego obwodach i od tej pory zgłębiamy rejony wyimaginowanych rzeczywistości i nierzeczywistości, może ktoś ma pomysł po co mam to.
13-10-2009 10:42 
 Ocena 3 na 3
stilgar (7322 punktów)
>Przyznam, że prowadzona dyskusja jest dla mnie zbyt abstrakcyjna bym mógł w niej zabrać głos, nie mogę się jednak powstrzymać przed zrobieniem pewnej uwagi, ludzki mózg to fenomen. Jesteśmy efektem jego pokrętnego działania, na jakimś etapie ewolucji doszło chyba do poważnego zwarcia na jego obwodach i od tej pory zgłębiamy rejony wyimaginowanych rzeczywistości i nierzeczywistości, może ktoś ma pomysł po co mam to.

Wyobraźnia i marzenia senne dają wielką przewagę nad tymi, którzy ich nie posiadają. Dzięki pierwszemu można przewidzieć różne sytuacje i odpowiednio się na nie przygotować, drugie to "trening" w czasie odpoczynku - mózg generuje nam różne warunki, dzięki czemu mamy okazję sprawdzić nasze działania - w przypadku krytycznych błędów zwykle budzimy się z krzykiem, dzięki czemu nie zapominamy o tym co daje nam nauczkę na przyszłość. Takie zdobywanie doświadczenia - można to porównać do ćwiczeń na symulatorach
Ania... (14138 punktów)
>>Przyznam, że prowadzona dyskusja jest dla mnie zbyt abstrakcyjna bym mógł w niej zabrać głos, nie mogę się jednak powstrzymać przed zrobieniem pewnej uwagi, ludzki mózg to fenomen. Jesteśmy efektem jego pokrętnego działania, na jakimś etapie ewolucji doszło chyba do poważnego zwarcia na jego obwodach i od tej pory zgłębiamy rejony wyimaginowanych rzeczywistości i nierzeczywistości, może ktoś ma pomysł po co mam to.
>Wyobraźnia i marzenia senne dają wielką przewagę nad tymi, którzy ich nie posiadają. Dzięki pierwszemu można przewidzieć różne sytuacje i odpowiednio się na nie przygotować, drugie to "trening" w czasie odpoczynku - mózg generuje nam różne warunki, dzięki czemu mamy okazję sprawdzić nasze działania - w przypadku krytycznych błędów zwykle budzimy się z krzykiem, dzięki czemu nie zapominamy o tym co daje nam nauczkę na przyszłość. Takie zdobywanie doświadczenia - można to porównać do ćwiczeń na symulatorach
No właśnie - istnieją postrzeżenia nie pochodzące z rzeczywistości, w nich jakoś nie ma logiki i konsekwencji. Rozpoznajemy je jako sny. Dlaczego jedne postrzeżenia miałyby układać się w spójną całość, a inne nie? Czy istnieje jakikolwiek inny powód jak ten, iż postrzeżenia spójne oparte są na rzeczywistym i trwającym obiekcie?
jkl; (5859 punktów)
> Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś szczególnie obawiać się, że nasz świat wewnętrzny skończy się w momencie śmierci - że w momencie śmierci przestaniemy istnieć.

Odkąd przeczytałam opowiadanie Lema o nieśmiertelnej duszy w pudełku, to dostrzegam powody by się obawiać tego, że istnieć nie przestaniemy... Pytanie czy świadomość istnieje po śmierci nie jest nawet w połowie tak ciekawe jak pytanie po co miałaby istnieć.

"-Ludzie nie pragną nieśmiertelności- podjąłem po chwili- Nie chcą tylko, po prostu, umierać. Chcą żyć, profesorze Decanator. Chcą czuć ziemię pod nogami, widzieć chmury nad głową, kochać innych ludzi, być z nimi i myśleć o tym. Nic więcej. Wszystko co zostało powiedziane ponad to, jest kłamstwem."
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Ale to pytanie już należy sobie zadać. Po co istnieje cokolwiek? Po co istnieje nasza świadomość teraz?
13-10-2009 11:13 
 Ocena 3 na 3
stilgar (7322 punktów)
>Ale to pytanie już należy sobie zadać. Po co istnieje cokolwiek? Po co istnieje nasza świadomość teraz?
A to musi być powód?
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
>>Ale to pytanie już należy sobie zadać. Po co istnieje cokolwiek? Po co istnieje nasza świadomość teraz?
>A to musi być powód?

Nie wiem. To ko inny spytał, po co świadomość miałaby istnieć po śmierci.
14-10-2009 16:19 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
Pytanie po co można zastąpić pytaniem dlaczego.
Pytanie po co jest irracjonalne. Pytanie dlaczego - już nie.
Dlaczego? Dlatego, że tak nam wypadło, że ewolucja nas takimi stworzyła. Możemy wykazywać, jakie były tego powody. Czy potrafimy wymienić jakieś przyczyny, dla których miałaby istnieć wieczna świadomość?
No i znowu - wieczna oznacza coś bez początku i bez końca. Mamy uczucie że nasza świadomość istnieje od zawsze? Ja nie mam. Znam początek mojego postrzegania. Dlaczego zatem miałabym oczekiwać braku końca?
13-10-2009 11:39 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>Po co istnieje nasza świadomość teraz?
Jest użytecznym narzędziem w realizacji biologicznego programu.
Dla żywych.
13-10-2009 11:17 
 Ocena 5 na 5
stilgar (7322 punktów)
>> Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś szczególnie obawiać się, że nasz świat wewnętrzny skończy się w momencie śmierci - że w momencie śmierci przestaniemy istnieć.
>Odkąd przeczytałam opowiadanie Lema o nieśmiertelnej duszy w pudełku, to dostrzegam powody by się obawiać tego, że istnieć nie przestaniemy... Pytanie czy świadomość istnieje po śmierci nie jest nawet w połowie tak ciekawe jak pytanie po co miałaby istnieć.

Właśnie to byłoby najgorsze w przypadku, gdyby dusza nie umierała - całkowity brak doznań zmysłowych ( ze względu na brak ciała ) i brak możliwości interakcji z otoczeniem byłaby najlepszą definicją Piekła. Swoją drogą, z tego co pamiętam, to u Lema, Pirx przechodził taki test, który polegał na odcięciu badanego od wszystkich zmysłów, gdzie trzeba było wytrzymać jak najdłużej i nie zwariować przy tym. Ten sam wątek jest w "Dysfunkcji rzeczywistości", ale nie będę go opisywać, żeby nie spoilerować tym, co nie czytali ( polecam! ).
13-10-2009 21:22 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...całkowity brak doznań zmysłowych...

Nawet w stosunkowo prostych doświadczeniach związanych z deprywacja sensoryczną (gdzie ilość bodźców nie równa się zero)okazuje się, że człowiek traci poczucie rzeczywistości.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Pytanie czy świadomość istnieje po śmierci nie jest nawet w połowie tak ciekawe jak pytanie po co miałaby istnieć.
To proste. Po to, by wiedzieć co będzie dalej, jak skończy się ten film. Zwykła, ludzka ciekawość.

>"-Ludzie nie pragną nieśmiertelności- podjąłem po chwili- Nie chcą tylko, po prostu, umierać. Chcą żyć, profesorze Decanator...
Są tacy dla których śmierć jest wybawieniem, którzy jej pragną, którzy mają dość życia.

>Chcą czuć ziemię pod nogami, widzieć chmury nad głową, kochać innych ludzi, być z nimi i myśleć o tym...
To już było(przed śmiercią). Był czas na nasycenie się tym, co doczesne. Można zatem przejść do następnego etapu.

Pozdrawiam - Zbyszek

"Nie patrzeć na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne" (2 Koryntian 4:18).
14-10-2009 16:25 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Pytanie czy świadomość istnieje po śmierci nie jest nawet w połowie tak ciekawe jak pytanie po co miałaby istnieć.
>To proste. Po to, by wiedzieć co będzie dalej, jak skończy się ten film. Zwykła, ludzka ciekawość.
Obawiam się, że ludzka ciekawość nie jest wystarczającym argumentem.
Mogę być bardzo ciekawa, co będzie jutro, ale nie jest to argumentem na to, że dziś nie umrę.
14-10-2009 16:45 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>>Pytanie czy świadomość istnieje po śmierci nie jest nawet w połowie tak ciekawe jak pytanie po co miałaby istnieć.
>To proste. Po to, by wiedzieć co będzie dalej, jak skończy się ten film. Zwykła, ludzka ciekawość.
Zakładasz, jak rozumiem, że po śmierci będziesz widzieć, słyszeć i czuć oraz doświadczać emocji bez narządów zmysłów i hormonów... Teraz jakoś nam to nie wychodzi.

>Są tacy dla których śmierć jest wybawieniem, którzy jej pragną, którzy mają dość życia.
Swojego, konkretnego życia mają dość. Odmłodzić ich, uzdrowić i osadzić na rajskiej wyspie w miłym towarzystwie a wola przetrwania wybuchnie z nową siłą.

>>Chcą czuć ziemię pod nogami, widzieć chmury nad głową, kochać innych ludzi, być z nimi i myśleć o tym...
>To już było(przed śmiercią). Był czas na nasycenie się tym, co doczesne. Można zatem przejść do następnego etapu.
To prawda. Chociaż ja uważam, że ta gra ma tylko jeden poziom...
Pzdr, jkl;
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Zakładasz, jak rozumiem, że po śmierci będziesz widzieć, słyszeć i czuć oraz doświadczać emocji bez narządów zmysłów i hormonów... Teraz jakoś nam to nie wychodzi.
I tu mnie masz!
Niczego nie zakładam, odpowiedziałem jedynie na Twoje pytanie "po co", wskazałem (bez)celowość jej istnienia.

>>Są tacy dla których śmierć jest wybawieniem, którzy jej pragną, którzy mają dość życia.
>Swojego, konkretnego życia mają dość. Odmłodzić ich, uzdrowić i osadzić na rajskiej wyspie w miłym towarzystwie a wola przetrwania wybuchnie z nową siłą.
Jasne.
Wróćmy jednak do cytatu. Był on prawdą przy założeniu, że dotyczył tych, którzy są młodzi, piękni i zdrowi. Również bogaci...
Tacy z pewnością chcą żyć. Inni - niekoniecznie. Właśnie o nich się upomniałem.

>>To już było(przed śmiercią). Był czas na nasycenie się tym, co doczesne. Można zatem przejść do następnego etapu.
>To prawda. Chociaż ja uważam, że ta gra ma tylko jeden poziom...
Ja również, ale marzenia nic nie kosztują, do wiary jeszcze daleko.
Po prostu chciałbym, by tak było.
A Ty?

Pozdrawiam - Zbyszek



"Nie patrzeć na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne" (2 Koryntian 4:18).
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

Jesteśmy wyobcowanym z natury obserwatorem. Posiadamy umysł, który tworzy świadomość. Nasze spostrzeganie, uświadamianie sobie rzeczywistości jest przesunięte w czasie. Zawsze uświadamiamy sobie przeszłość. To ciągła projekcja, tworzy wrażenie ciągłości zdarzeń, a to wrażenie teraźniejszości. Nigdy nie jesteśmy świadkami zjawisk, w rzeczywistym czasie ich zaistnienia, nie znamy ich natury. Jeżeli śmierć nastąpi w czasie rzeczywistym, nie uświadomimy jej sobie.

Kiedy kula uderzy w głowę żołnierza, rozniesie jego narząd, przetwarzający zjawiska na doznania zmysłowe, przestanie istnieć i nie ma takiej możliwości, żeby mógł to sobie uświadomić. Strumień świadomości zostanie, w sposób nieuwiadomiony przerwany.

Czy jest to koniec umysłu? Nie wiem. To jest sprawa przyjętych założeń.

Pozdrawiam.
13-10-2009 22:41 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Jesteśmy wyobcowanym z natury obserwatorem.

To arystotelesowskie ujęcie theoria jako czystego oglądu (dodajmy: właściciela niewolników). Obok umysłu mamy też równie ważne ręce i nogi. Nie sądzę, aby warto było wracać do ostrego podziału vita activa i vita contmplativa, teorii i praktyki.

>Posiadamy umysł, który tworzy świadomość.

?

>Zawsze uświadamiamy sobie przeszłość.

Dziwne: ja akurat nie mogę wyjść poza teraźniejszość.

>Nigdy nie jesteśmy świadkami zjawisk, w rzeczywistym czasie ich zaistnienia, nie znamy ich natury.

>Kiedy kula uderzy w głowę żołnierza, rozniesie jego narząd, przetwarzający zjawiska na doznania zmysłowe,...

Na ogół (od Kanta) dychotomia przebiegała między rzeczami w sobie, a zjawiskami. Ty z jakiejś nie znanej racji tworzysz dualizm zjawisk i doznań zmysłowych.

>Czy jest to koniec umysłu? Nie wiem. To jest sprawa przyjętych założeń.

Nie tylko: dochodzimy do założeń, za którymi stoją emocje i dyskusja na ogół urywa się. Jesteśmy po uszy zanurzeni w naturze: tak w teorii, jak i w praktyce.
13-10-2009 23:05 
 Ocena 4 na 4
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>>Zawsze uświadamiamy sobie przeszłość.
>Dziwne: ja akurat nie mogę wyjść poza teraźniejszość.

Spójrz w gwiazdy i pomyśl co widzisz. Gwiazdy, takie jakie one są, czy to co było miliard lat temu? Teraz popatrz przez okno. Czym to się rożni w swej istocie?

>>Czy jest to koniec umysłu? Nie wiem. To jest sprawa przyjętych założeń.
>Nie tylko: dochodzimy do założeń, za którymi stoją emocje i dyskusja na ogół urywa się.

To nie jest sprawa emocji. To jest koniec argumentów. Nauka ich nie dostarcza.

>Jesteśmy po uszy zanurzeni w naturze: tak w teorii, jak i w praktyce.

To jest sprawa relacji, umysł - czas. Jesteśmy częścią natury, wszystko powstało z tego samego gwiezdnego pyłu. Jesteśmy z niej wyobcowani, gdyż naszą świadomość, tworzy upływ czasu. Jesteśmy obserwatorem. Czas i przestrzeń tworzą umysł. Umysł tworzy czas i przestrzeń. (Stary kotlet)
Reszta jest sprawą założeń.
14-10-2009 17:13 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Spójrz w gwiazdy i pomyśl co widzisz. Gwiazdy, takie jakie one są, czy to co było miliard lat temu? Teraz popatrz przez okno. Czym to się rożni w swej istocie?
Odległością

>To jest sprawa relacji, umysł - czas. Jesteśmy częścią natury, wszystko powstało z tego samego gwiezdnego pyłu. Jesteśmy z niej wyobcowani, gdyż naszą świadomość, tworzy upływ czasu. Jesteśmy obserwatorem. Czas i przestrzeń tworzą umysł. Umysł tworzy czas i przestrzeń.
Myślę, że gwiezdny pył cierpi na manię wielkości, jeśli uważa, że tworzy czas i przestrzeń.
Raczej rzeczywistość odbija się w nas niczym w lustrze- może krzywo i nie cała, ale ta prawdziwa rzeczywistość istnieje i jesteśmy jej aktywną częścią.
Inaczej mówiąc- nawet jeśli oglądamy Wszechświat przez dziurkę od klucza, to nie ma podstaw by uważać, że to co widzimy to złudzenie.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Spójrz w gwiazdy i pomyśl co widzisz. Gwiazdy, takie jakie one są, czy to co było miliard lat temu? Teraz popatrz przez okno. Czym to się rożni w swej istocie?
>Odległością

Jkl, tu nie o odległości, ale czasie.

>Inaczej mówiąc- nawet jeśli oglądamy Wszechświat przez dziurkę od klucza, to nie ma podstaw by uważać, że to co widzimy to złudzenie.

Tez nie mowa o złudzeniach, ale niemożliwości postrzegania zjawisk, w rzeczywistym czasie ich zajścia. Nie znamy natury rzeczy, poznajemy ich historię.
14-10-2009 19:09 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Jkl, tu nie o odległości, ale czasie.

>Tez nie mowa o złudzeniach, ale niemożliwości postrzegania zjawisk, w rzeczywistym czasie ich zajścia.

Tu i teraz, w rzeczywistym czasie, są dwa zajścia:
1. Pobudzenie siatkówki przez fotony odbite przed bardzo krótką chwilą od drzewa za oknem
2. Pobudzenie siatkówki przez fotony lecące miliardy lat od odległej gwiazdy

>Nie znamy natury rzeczy, poznajemy ich historię.

Nie jest to bardziej niezwykłe niż oglądanie dziecięcych fotografii kogoś, kto jest już dorosły, ale nie możemy go zobaczyć. Ot, nieaktualne dane.
Tu i teraz istnieje gwiazda, której nie widzimy i jej "stara fotografia" , którą widzimy na niebie.
Sama goła teraźniejszość, Witwosie...
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>1. Pobudzenie siatkówki przez fotony odbite przed bardzo krótką chwilą od drzewa za oknem

Strumień fotonów odbitych od drzewa, musi przebyć odległość dzielącą drzewo od Twojego oka, przejść skomplikowany układ optyczny, rzucić obraz na jego siatkówkę. Tu procesy bioelektryczne, przetworzą ten obraz na impulsy elektryczne i przekażą do mózgu, i tam wywołają obraz. Ten proces trwa kilka milisekund. Obserwujesz starą fotografię.

>2. Pobudzenie siatkówki przez fotony lecące miliardy lat od odległej gwiazdy
>>Nie znamy natury rzeczy, poznajemy ich historię.
>Nie jest to bardziej niezwykłe niż oglądanie dziecięcych fotografii kogoś, kto jest już dorosły, ale nie możemy go zobaczyć. Ot, nieaktualne dane.
>Tu i teraz istnieje gwiazda, której nie widzimy i jej "stara fotografia" , którą widzimy na niebie.

Obserwujesz gwiazdę, taka jaka była miliardy lat temu. Nie masz żadnej pewności, że tam jeszcze jest, a jeżeli jest, to jaka jest. Zawsze obserwujemy rzeczy w ujęciu historycznym.

>Sama goła teraźniejszość, Witwosie...

Teraźniejszością dla nas jest to, co tworzy nasz mózg, to co uświadomione. Ja sobie uświadamiam, że obserwuję historię zdarzeń, jak film video. Nie mamy dostępu do zjawisk, w rzeczywistym czasie ich zajścia.
16-10-2009 20:46 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Spójrz w gwiazdy i pomyśl co widzisz.

Nie należy mylić tego, co widzimy, z tym, co wiemy. Żyjemy i umieramy w tym, co widzimy.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Spójrz w gwiazdy i pomyśl co widzisz.
>Nie należy mylić tego, co widzimy, z tym, co wiemy. Żyjemy i umieramy w tym, co widzimy.

Dalej tkwisz w tym co nazywasz teraźniejszością. Bez zrozumienia, że to historia zjawisk, ani kroku do przodu.
16-10-2009 21:39 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Dalej tkwisz w tym co nazywasz teraźniejszością. Bez zrozumienia, że to historia zjawisk, ani kroku do przodu.

Czas płynie od teraz do teraz. Historia (i nadzieja) jest kategorią pojęciową (podobnie jak czas u Kanta): dlatego historia ma swoja historię.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
.
Dziwne: ja akurat nie mogę wyjść poza teraźniejszość.

Nawet światło potrzebuje chwili (choć przyznam, że małej) zanim dotrze do twoich oczu. A dalej? Same żółwie...
16-10-2009 21:46 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nawet światło potrzebuje chwili (choć przyznam, że małej) zanim dotrze do twoich oczu. A dalej? Same żółwie...

To w gruncie rzeczy dwa różne porządki rozważań: drogi nerwowe, po których biegnie bodziec, i świadomość. Interesujące jest to, że opis świadomości może przebiegać tak, jakby nie była ona rezultatem jakichś innych procesów: wydaje mi się, że dobrze pokazała to fenomenologia. Podobnie jest z dostawą pizzy do domu: nie musisz zagłębiać się w teorię skutera, na którym jechał jej dostawca. Wystarczy, że zajmiesz się konsumpcją.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nigdy nie jesteśmy świadkami zjawisk, w rzeczywistym czasie ich zaistnienia, nie znamy ich natury.

Dobrze, że o tym wspomniałeś (plus). Twoja wypowiedź podkreśla też, moim zdaniem, realność otoczenia. Bo skoro odczucie i tak jest obrazem z przeszłości, to nie tylko nie możemy negować istnienia rzeczywistości poza doświadczaniem naszych zmysłów i umysłu, ale też jest ona w danej chwili dla nas nieosiągalna. Jesteśmy urodzonymi historykami
Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów)
Do wszystkich. Przepraszam, ale ze względów czasowych nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie posty.
metsys (1088 punktów)
>Temat jest oczywiście kontrowersyjny. Zapraszam do rzeczowej krytyki mojej argumentacji.

Pewni życia po śmierci, to my sobie możemy być przez całe życie, czyli okres funkcjonowania organizmu na etapie przetwarzania materii oraz informacji.
Później stajemy się przetworami. Przerobią nas bakterie na nawóz oraz pozostali przy życiu ludzie na informację.

Twoja prognoza ciągu świadomości wydaje się analogiczna do przewidywania pogody.
Prognozujesz swoją śmierć. Jako młody człowiek nie jesteś w stanie zrobić tego dokładniej niż poprzez przyjecie założenia, że kiedyś to nastąpi.

Im dalej w las, tym więcej drzew. Jako 90 letni starzec możesz cwanie określić dokładniejszą prognozę. Leżąc na łożu śmierci liczysz minuty kierując świadomość na następny dzień. No i to by było na tyle w koncercie życzeń, gdyż takim wydaje mnie się Twoja praca.


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
dnak (1340 punktów)
Ciąg naszej swiadomości nie może się w każdej chwili urwać, jeśli nie wystąpią jakieś zewnętrzne czynniki patogenne. Świadomość jako taka jest tylko ubocznym efektem rozwoju naszego mózgu i jest z nim ściśle powiązana. Nie ma czegoś takiego jak jakiś abstrakcyjne zjawisko poza naszym organizmem, które odpowiada za to jak myślimy, bo nasze myśli są ciągiem procesów chemicznych (mniej, lub bardziej losowych) w naszym mózgu.
Oznacza to, że bardzo łatwo naszą świadomość zaburzyć, całkowicie zmienić, lub wykasować. Współczesna medycyna jest w stanie wymazać wszystkie informacje z mózgu, ale prócz tak ekstremalnych przykładów znajdą się i takie o mniejszej wadze.
Dasz pacjentowi dużą dawkę testosteronu i ze spokojnego księgowego zamieni się w bandytę - jego świadomość i stany, które odczuwa zostaną zmienione o 180 stopni. Jego poprzednie doświadczenia bedą zupełnie inaczej interpretowane i na podstawie tych samych danych będzie podejmował skrajnie różne decyzje.
Zresztą - pomijając sztuczne podawanie człowiekowi leków: wystarczy się zezłoscić, żeby stać się zupełnie innym człowiekiem (pod względem świadomości w tej formie, w jakiej ją opisujesz).
exeqtor (359 punktów)
Cytat:
Możemy być niemal pewni naszego istnienia po śmierci


Moim zdaniem temat jest błędnym podsumowaniem przytoczonego fragmentu. Otóż fragment dotyczy świadomości bytu i niemożności doświdczenia śmierci.
Działający układ nie może dostac informacji o jego niedziałaniu podczas gdy działa. Informacje te jako bodzce mogą jedynie służyć ku przesłankom prawdopodobieństwa zaistnienia sytuacji niebytu a nie jego doświadczenia, bo jest to fizycznie, logicznie sprzeczne.
spray (5875 punktów)
www.youtube.com/watch?v=RRBm42Qh_k8&NR=1
Ale... skoro chmury są formą życia pozagrobowego maszyn parowych (Dzienniki gwiazdowe), ludzie też muszą coś takiego mieć! Może nawet bardziej?
Ergo: Latający Cyrk Monty Pythona kłamie !
3xTAK
Zaś rozwiązanie problemu jest banalnie proste:
pytanie należy kierować nie do żyjących ani nawet ich szczątków doczesnych, ale wprost do bytów pośmiertnych. Do tego trzeba niewiele: stolik, talerzyk i pare osób, które w blasku filujących świec ( albo diod ) połącza się mentalnie w celu nawiązania kontaktu z zaświatem.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365