 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-11-2009 01:45 | Balik (3 punktów) | Panteizm | Witam! Czy ktoś mógłby wyjaśnić laikowi w dziedzinie filozofii dlaczego R. Dawkins nazwał panteizm "podrasowanym ateizmem"? Czy panteizm jest kierunkiem racjonalnym? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mógłbyś podać źródło tej wypowiedzi i szerszy kontekst (to znaczy kilka zdań przed i za wypowiedzią, którą znalazłeś). Całkiem możliwe, że całość wypowiedzi Dawkinsa dość dobrze wyjaśnia pojęcie podrasowanego "panteizmu". A panteizm można rozumieć różnie, sądzę, że Dawkinsowi chodzi o zachwyt nad naturą, choć używanie określenia "panteizm" w tym wypadku uważam za niezręczne. Jeśli już, to podrasowany politeizm - zachwyt nad słońcem, ziemią, morzem - nad każdym z osobna  .
|
|
 | | Balik (3 punktów) | > Mógłbyś podać źródło tej wypowiedzi i szerszy kontekst (to znaczy kilka zdań przed i za wypowiedzią, którą znalazłeś). Całkiem możliwe, że całość wypowiedzi Dawkinsa dość dobrze wyjaśnia pojęcie podrasowanego "panteizmu". A panteizm można rozumieć różnie, sądzę, że Dawkinsowi chodzi o zachwyt nad naturą, choć używanie określenia "panteizm" w tym wypadku uważam za niezręczne. Jeśli już, to podrasowany politeizm - zachwyt nad słońcem, ziemią, morzem - nad każdym z osobna .Było to napisane w słynnym "Bogu urojonym". Nie posiadam w tej chwili książki więc nie jestem w stanie tego przepisać. Pamiętam tylko, iż zdziwiło mnie z jaką lekkością przeszedł Dawkins do tego stwierdzenia. Zupełnie pominął szersze omówienie tej koncepcji. Wprawdzie panteizm nie zakłada istnienia boga osobowego, ale stwierdzenie takie to chyba nadużycie.
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Panteizm Dawkinsa polega na zachwycie wobec bezosobowej, martwej natury. Ja też się nią zachwycam i ateizm mi w tym bardzo pomaga. Tym niemniej panteizm za bardzo kojarzy się w naszym kręgu kulturowym z teizmem i stąd twój problem.
|
|
| |  | | piromanus (66 punktów) | > Panteizm Dawkinsa polega na zachwycie wobec bezosobowej, martwej natury. Ja też się nią zachwycam i ateizm mi w tym bardzo pomaga. Tym niemniej panteizm za bardzo kojarzy się w naszym kręgu kulturowym z teizmem i stąd twój problem.OK zgadzam się z częścią tego co napisałeś, ale co z żywą naturą? Ona już nie zachwyca czy może nie istnieje? ...zgodzisz się chyba że tutaj ateizm już nie pomaga
|
|
|  | 3 na 3 | jarekland (142470 punktów) |
> Było to napisane w słynnym "Bogu urojonym". Nie posiadam w tej chwili książki więc nie jestem w stanie tego przepisać. Pamiętam tylko, iż zdziwiło mnie z jaką lekkością przeszedł Dawkins do tego stwierdzenia. Zupełnie pominął szersze omówienie tej koncepcji. Wprawdzie panteizm nie zakłada istnienia boga osobowego, ale stwierdzenie takie to chyba nadużycie.To pojęcie rzeczywiście pochodzi z "Boga urojonego", ja na własny użytek ukułem coś takiego: panteizm to taki uduchowiony ateizm. Zrozumieć panteizm pomaga mi samotny spacer w piękny, wiosenny ( letni ) dzień, spacer do lasu. Staram się wtedy odnaleźć jakieś zakątki, szczególnie wspaniałe same w sobie ( być może Prasłowianie składali w tych miejscach ofiary swoim bóstwom ) i wtedy myślę: jaki wspaniały jest Bóg=Absolut=Natura. Natomiast nie myślę: jaki wspaniały jest Bóg. To, wg mnie jest różnica między panteizmem a teizmem. Brak osobowego Boga który z góry patrzy na nas. I za dobre karze a za złe wynagradza. Bowiem to my wszyscy jesteśmy cząstką Boga=Absolutu(nie mylić z alkoholem)=Natury. Być może się mylę. Moim zdaniem panteizm w żaden sposób nie kłóci się z ateizmem ( a przynajmniej nie musi się kłócić). Stoi w opozycji ( i to ostrej ) do teizmu. Pozdrawiam
|
|
5 na 5 | dstr (1474 punktów) | Panteizm Einsteina w rozumieniu Dawkinsa był jedynie poetyckim aspektem racjonalnego spojrzenia na świat. Znane są wypowiedzi Einsteina przeciwko istnieniu osobowego boga. Dla Einsteina wszechświat istniał prawdopodobnie jedynie jako świat materialny ze swoimi prawami, ale był to świat piękny i zadziwiający, ocierający się o mistycyzm. M.in. dlatego Bóg pojawia się tak często w jego metaforach.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dstr, mógłbyś wpisać jedną z takich ostatnich wypowiedzi Einsteina, jeśli ją gdzieś masz pod ręką? Obiecałem Leonowi Cabbage, a znajomi mi porwali książki w których mam cytaty.
Jeśli chodzi o poezję i możliwość poetyckiego patrzenia na prawdziwy świat bez dusz i bez bogów, Dawkins pięknie pisze o tym w swoim dziele "Rozplatając tęczę", które polecam. Tytuł polemizuje z głupawym wierszem Keatsa w stylu (bezmyślnym) "szkiełko i oko".
|
|
|  | 2 na 2 | dstr (1474 punktów) | Raffiniert ist der Herrgott, aber boshaft ist er nicht. I have second thoughts. Maybe God is malicious. Quantum mechanics is certainly imposing. But an inner voice tells me that it is not yet the real thing. The theory says a lot, but does not really bring us any closer to the secret of the 'old one'. I, at any rate, am convinced that He does not throw dice. I believe in Spinoza's God, Who reveals Himself in the lawful harmony of the world, not in a God Who concerns Himself with the fate and the doings of mankind. I'm not an atheist and I don't think I can call myself a pantheist. We are in the position of a little child entering a huge library filled with books in many different languages. The child knows someone must have written those books. It does not know how. The child dimly suspects a mysterious order in the arrangement of the books but doesn't know what it is. That, it seems to me, is the attitude of even the most intelligent human being toward God. We see a universe marvelously arranged and obeying certain laws, but only dimly understand these laws. Our limited minds cannot grasp the mysterious force that moves the constellations. I am fascinated by Spinoza's pantheism, but admire even more his contributions to modern thought because he is the first philosopher to deal with the soul and the body as one, not two separate things. I have repeatedly said that in my opinion the idea of a personal God is a childlike one. You may call me an agnostic, but I do not share the crusading spirit of the professional atheist whose fervor is mostly due to a painful act of liberation from the fetters of religious indoctrination received in youth. I prefer an attitude of humility corresponding to the weakness of our intellectual understanding of nature and of our own being. It was, of course, a lie what you read about my religious convictions, a lie which is being systematically repeated. I do not believe in a personal God and I have never denied this but have expressed it clearly. If something is in me which can be called religious then it is the unbounded admiration for the structure of the world so far as our science can reveal it. The word god is for me nothing more than the expression and product of human weaknesses, the Bible a collection of honourable, but still primitive legends which are nevertheless pretty childish. No interpretation no matter how subtle can (for me) change this. ... For me the Jewish religion like all others is an incarnation of the most childish superstitions. And the Jewish people to whom I gladly belong and with whose mentality I have a deep affinity have no different quality for me than all other people. As far as my experience goes, they are no better than other human groups, although they are protected from the worst cancers by a lack of power. Otherwise I cannot see anything 'chosen' about them. In view of such harmony in the cosmos which I, with my limited human mind, am able to recognise, there are yet people who say there is no God. But what makes me really angry is that they quote me for support of such views. Try and penetrate with our limited means the secrets of nature and you will find that, behind all the discernible concatenations, there remains something subtle, intangible and inexplicable. Veneration for this force beyond anything that we can comprehend is my religion. To that extent I am, in point of fact, religious. itd. itp. tako rzecze wiktiquote
|
|
| |  | | Vytautas (4394 punktów) | >I have second thoughts. Maybe God is malicious. >Quantum mechanics is certainly imposing. But an inner voice tells me that it is not yet the real thing. The theory says a lot, but does not really bring us any closer to the secret of the 'old one'. I, at any rate, am convinced that He does not throw dice.
itp, itd, itp. A jeśli ktoś posiadał język obcy, To tak się proszę państwa zachowywał jakby do wszystkich chciał powiedzieć 'Popatrzcie na mnie, chłopcy.' Wojciech Młynarski: Niedziela na Głównym.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję
|
|
 | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >Panteizm Einsteina w rozumieniu Dawkinsa był jedynie poetyckim aspektem racjonalnego spojrzenia na świat. Znane są wypowiedzi Einsteina przeciwko istnieniu osobowego boga. Dla Einsteina wszechświat istniał prawdopodobnie jedynie jako świat materialny ze swoimi prawami, ale był to świat piękny i zadziwiający, ocierający się o mistycyzm. M.in. dlatego Bóg pojawia się tak często w jego metaforach. > Może się mylę, ale głównym (a chyba także pierwszym) panteistą był Baruch Spinoza. Twierdził on, że gdy mówimy 'Bóg' i 'Natura', mówimy to samo, używając tylko innego słowa. Bóg to cały Wszechświat, który Spinoza uważał za istotę rozumną. Prawa boskie i prawa przyrody to to samo. Poznając przyrodę poznajemy Boga. Idea ta może nie w czystej postaci przeniknęła w XVIII w. do kręgu duchownych protestanckich, głównie anglikańskich. Przyrodoznawstwo uznawali oni za gałąź teologii. Albert Einstein, kiedy już mieszkał w USA przyparty do muru przez upartych dziennikarzy, wyjawił swoje poglądy teologiczne. Miał podobno powiedzieć "Mój Bóg, to nie jest Bóg rabinów, to Bóg Spinozy".
|
|
|  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | > Albert Einstein, kiedy już mieszkał w USA przyparty do muru przez upartych dziennikarzy, wyjawił swoje poglądy teologiczne. Miał podobno powiedzieć "Mój Bóg, to nie jest Bóg rabinów, to Bóg Spinozy".
Ciekaw jestem, dlaczego rabini nie zrobili z Einsteinem tego samego, co zrobili ze Spinozą 27 lipca 1656 roku, kiedy to w synagodze w Amsterdamie wyklęto go ze społeczności żydowskiej:
...niech będzie przeklęty za dnia i w nocy! Niech będzie przeklęty, kiedy śpi i kiedy wstaje!...Oby bóg nigdy mu nie wybaczył.
Myślę, że formuła tej ekskomuniki dobrze oddaje relację między teizmem a spinozyzmem. Ale jak by to wyglądało, gdyby jakiś rabin to samo powiedział o Einsteinie?
|
|
| |  | | Vytautas (4394 punktów) | >Ciekaw jestem, dlaczego rabini nie zrobili z Einsteinem tego samego, co zrobili ze Spinozą 27 lipca 1656 roku, kiedy to w synagodze w Amsterdamie wyklęto go ze społeczności żydowskiej:
No cóż, Tempora mutantur, et nos in illis. XX-wieczni syjoniści chcieli powierzyć Einsteinowi stanowisko prezydenta nowo powstałego państwa Izrael, chociaż jego nieortodoksyjne poglądy byłe powszechnie znane.
|
|
| Szemal (122 punktów) | >Witam! Czy ktoś mógłby wyjaśnić laikowi w dziedzinie filozofii dlaczego R. Dawkins nazwał panteizm >"podrasowanym ateizmem"? Czy panteizm jest kierunkiem racjonalnym?
Hej!
Dawkins nazwał panteizm "podrasowanym ateizmem", bo się na tych sprawach nie zna.
A czy jest "kierunkiem racjonalnym"? Pewnie. Od pewnego poziomu abstrakcji wszystkie przekonania są równie racjonalne.
Szemal
|
|
 | 1 na 1 | Sledziu (1058 punktów) | >>Witam! Czy ktoś mógłby wyjaśnić laikowi w dziedzinie filozofii dlaczego R. Dawkins nazwał panteizm >>"podrasowanym ateizmem"? Czy panteizm jest kierunkiem racjonalnym? >Hej! >Dawkins nazwał panteizm "podrasowanym ateizmem", bo się na tych sprawach nie zna.
Podobnie prawił też Kołakowski, a jemu akurat trudno odmówić znajomości tematu. Obu panom chodziło przede wszystkim o to, że jeśli już scali się boga z naturą świata zmysłowego, to nie pozostanie w nim nic, co mogłoby człowieka świadomie stworzyć, miłować i czegoś w zamian odeń wymagać. Bóg stanie się na powrót czystym absolutem,pozbawionym predykatów przypisanych mu przez teologiczną fantastykę - bytem pełnym, pozbawionym modalności czystym aktem.
Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >>Dawkins nazwał panteizm "podrasowanym ateizmem", bo się na tych sprawach nie zna. Oczywiście Szemal zna się lepiej. >Podobnie prawił też Kołakowski, a jemu akurat trudno odmówić znajomości tematu. Obu panom chodziło przede wszystkim o to, że jeśli już scali się boga z naturą świata zmysłowego, to nie pozostanie w nim nic, co mogłoby człowieka świadomie stworzyć, miłować i czegoś w zamian odeń wymagać. Bóg stanie się na powrót czystym absolutem,pozbawionym predykatów przypisanych mu przez teologiczną fantastykę - bytem pełnym, pozbawionym modalności czystym aktem. Na dodatek do Boga Spinozy nie ma sensu się modlić, ani wymyślać o nim mitów. Nie tylko Kołakowski tak uważał. Nazywanie Spinozy ukrytym, czy jak chce Dawkins "podrasowanym" ateistą jest powszechne w literaturze fachowej. >
|
|
| |  | | Szemal (122 punktów) | > >>Dawkins nazwał panteizm "podrasowanym ateizmem", bo się na tych sprawach nie zna.> Oczywiście Szemal zna się lepiej.Oczywiście Vytautas potrafi to na oko ocenić.  Poza tym bez przesady z tym Dawkinsem. Chłop może i bystry, ale filozof to raczej z niego chłopski. Gdybym tu twierdził, że na filozofii się nie zna MacIntyre albo Woleński, to bym się mógł spodziewać ataków ze strony fanów; ale Dawkins? Na geofizyce też się pewnie nie zna. Co w tym złego?  > >Podobnie prawił też Kołakowski, a jemu akurat trudno odmówić znajomości tematu. Obu panom chodziło przede wszystkim o to, że jeśli już scali się boga z naturą świata zmysłowego, to nie pozostanie w nim nic, co mogłoby człowieka świadomie stworzyć, miłować i czegoś w zamian odeń wymagać. Bóg stanie się na powrót czystym absolutem,pozbawionym predykatów przypisanych mu przez teologiczną fantastykę - bytem pełnym, pozbawionym modalności czystym aktem.> Na dodatek do Boga Spinozy nie ma sensu się modlić, ani wymyślać o nim mitów.> Nie tylko Kołakowski tak uważał. Nazywanie Spinozy ukrytym, czy jak chce Dawkins "podrasowanym" ateistą jest powszechne w literaturze fachowej.Spinoza to inna sprawa. Wątkotwórca twierdzi, że Dawkins pisał o panteizmie jako takim, a nie o Spinozie. Form panteizmu jest więcej niż Spinoza miał włosów na głowie; a wielu powie, że mówienie o Spinozie jako o panteiście jest samo w sobie uproszczeniem. Zresztą, głupio mi by było nazywać ateistą (choćby i ukrytym) człowieka, który głosił, że "nie można wyobrazić sobie substancji poza Bogiem" albo mówił o "nieskończonym rozumie Boga". Czy to brzmi jak słowa ateisty? Szemal
|
|
|  | | Szemal (122 punktów) | >>>Witam! Czy ktoś mógłby wyjaśnić laikowi w dziedzinie filozofii dlaczego R. Dawkins nazwał panteizm >>>"podrasowanym ateizmem"? Czy panteizm jest kierunkiem racjonalnym? >>Hej! >>Dawkins nazwał panteizm "podrasowanym ateizmem", bo się na tych sprawach nie zna. >Podobnie prawił też Kołakowski, a jemu akurat trudno odmówić znajomości tematu. Obu panom chodziło przede wszystkim o to, że jeśli już scali się boga z naturą świata zmysłowego, to nie pozostanie w nim nic, co mogłoby człowieka świadomie stworzyć, miłować i czegoś w zamian odeń wymagać. Bóg stanie się na powrót czystym absolutem,pozbawionym predykatów przypisanych mu przez teologiczną fantastykę - bytem pełnym, pozbawionym modalności czystym aktem.
Po pierwsze, nawet jeżeli Bóg staje się "pozbawionym modalności czystym aktem", to wciąż JEST. Musiałbyś raczej wąsko zdefiniować "ateizm" - np. jako stanowisko zaprzeczające istnieniu *osobowego* Boga, albo *transcendentnego* Boga - żeby to utrzymać. A i wtedy byłyby znaczne różnice między ateizmem i panteizmem. W ogólnym przypadku, bez dodatkowych zastrzeżeń, mówienie, że panteizm jest ateizmem jest po prostu błędne, a w najlepszym razie może być stwierdzeniem naciąganym.
Po drugie, jest daleka droga od panteizmu do takiego postarystotelejskiego czy ew. tomistycznego slangu, jakim się tu posługujesz. Mówienie, że "Bóg jest czystym aktem", jest dramatycznym zawężeniem płaszczyzny dyskursu przez wybór konkretnego języka. Świat religijności ludzkiej jest znacznie bogatszy od tego, co da się wyrazić przy pomocy jakiejś konkretnej metafizyki. To właśnie między innymi dlatego jestem taki krytyczny wobec Dawkinsa - bo on utożsamia religijność ludzką jako taką ze zbiorem zdań o religiach wyrażonym przy pomocy określonej koncepcji metafizycznej/religioznawczej. To wychodzi szczególnie silnie przy nieskodyfikowanych formach religijności, a panteizm jest tego najlepszym przykładem. "Panteizm" to tylko pojęcie, praktycznie tak samo rozmyte jak "mistycyzm" albo "głupia książka". A im bardziej je będziesz definiować, tym bardziej będziesz na bakier z rzeczywistością.
Szemal
|
|
| |  | 1 na 1 | Sledziu (1058 punktów) |
>Po pierwsze, nawet jeżeli Bóg staje się "pozbawionym modalności czystym aktem", to wciąż JEST.
Owszem. Tylko, że ani Dawkins, ani Kołakowski, ani też żaden inny autor szukający powinowactw pomiędzy ateizmem a panteizmem nie sugeruje, jakoby credo tego drugiego stanowił sąd egzystencjalny "Boga nie ma". Użycie terminu "ateizm" w tym przypadku wskazywać ma raczej na zanik tej specyficznej więzi z transcendencją, jaka występuje w obrębie światopoglądu teistycznego. Oznacza to ni mniej ni więcej, jak brak Boga ("a-theos") w aksjologicznej płaszczyźnie ludzkiego życia.
>Po drugie, jest daleka droga od panteizmu do takiego postarystotelejskiego czy ew. tomistycznego slangu, jakim się tu posługujesz. Mówienie, że "Bóg jest czystym aktem", jest dramatycznym zawężeniem płaszczyzny dyskursu przez wybór konkretnego języka. Świat religijności ludzkiej jest znacznie bogatszy od tego, co da się wyrazić przy pomocy jakiejś konkretnej metafizyki.
To prawda - tyle, że jałowa, bo truizm. A "tomistycznego slangu" użyłem w pełni świadomie, z uwagi na to, że spinozjański panteizm jest znacznie bardziej koherentny z podstawami tej scholastycznej metafizyki, aniżeli idea Boga osobowego, której na gruncie zaczerpniętych od Stagiryty kategorii, jakimi rozporządzał Tomasz, nijak poręczyć się nie da.
>To właśnie między innymi dlatego jestem taki krytyczny wobec Dawkinsa - bo on utożsamia religijność ludzką jako taką ze zbiorem zdań o religiach wyrażonym przy pomocy określonej koncepcji metafizycznej/religioznawczej.
Nie do końca zgadzam się z tym zarzutem. Dawkins rzeczywiście najlepiej czuje się na obszarze biologii, czyli swojej macierzystej dziedziny, nie mniej jednak nie jest to powodem, by imputować mu ignorowanie takiej empirycznej oczywistości, jak istnienie wierzeń w ogóle nieartykułowanych w języku jakiejkolwiek metafizyki. Dawkins zajmuje się teologią naturalną tylko o tyle, o ile stara się zdyskredytować teizm jako możliwy sposób eksplikacji świata zmysłowego.
Pyrsk.
|
|
| | |  | | Szemal (122 punktów) | >>Po pierwsze, nawet jeżeli Bóg staje się "pozbawionym modalności czystym aktem", to wciąż JEST. >Owszem. Tylko, że ani Dawkins, ani Kołakowski, ani też żaden inny autor szukający powinowactw pomiędzy ateizmem a panteizmem nie sugeruje, jakoby credo tego drugiego stanowił sąd egzystencjalny "Boga nie ma". Użycie terminu "ateizm" w tym przypadku wskazywać ma raczej na zanik tej specyficznej więzi z transcendencją, jaka występuje w obrębie światopoglądu teistycznego. Oznacza to ni mniej ni więcej, jak brak Boga ("a-theos") w aksjologicznej płaszczyźnie ludzkiego życia.
Nie widzę żadnego związku między jednym i drugim. Napisz może nieco szerzej, dlaczego "boskość świata" oznacza dla ciebie brak Boga w świecie wartości.
Ja myślę, że jest nawet odwrotnie - bo wszystkie wierzenie "panteizujące" wiążą się z ciągłą obecnością sacrum w życiu. Myślę teraz o czymś w stylu "Kowali" Eliadego, albo jego "Szamanizmu", albo "dzikich" Malinowskiego. Zwłaszcza Malinowski ładnie pokazał, jak "jego" dzicy z Trobrianda - bardzo wyraźnie panteizujący animiści - mają "stale na oku" sacrum: czy to w czasie wyprawy łodzią, czy w przypadku "magii ogrodowej", czy poprzez ciągłą obecność przodków. Spróbuj do tego podejść tak na zdrowy rozum - jeżeli wierzysz, że wszystko wokół ciebie jest święte/sacrum-alne/boskie/jest Duchem, to CAŁA twoja aksjologia jest organicznie omotana wokół tej sakralnej płaszczyzny - w przeciwieństwie np. do systemów dualistycznych, w których sacrum jest wyraźnie oddzielone od profanum. Jeżeli wszechobecność Ducha jest dla ciebie równie oczywista, co fakt, że się przeziębisz, jak wyjdziesz na mróz z mokrą głową, to będziesz CAŁE swoje życie miał do tego faktu dopasowane. Stąd np. animiści są tak bardzo zaangażowani w swoje wierzenia, w przeciwieństwie np. do osób, dla których sacrum kończy się na bramach świątyni.
>>Po drugie, jest daleka droga od panteizmu do takiego postarystotelejskiego czy ew. tomistycznego slangu, jakim się tu posługujesz. Mówienie, że "Bóg jest czystym aktem", jest dramatycznym zawężeniem płaszczyzny dyskursu przez wybór konkretnego języka. Świat religijności ludzkiej jest znacznie bogatszy od tego, co da się wyrazić przy pomocy jakiejś konkretnej metafizyki. >To prawda - tyle, że jałowa, bo truizm. A "tomistycznego slangu" użyłem w pełni świadomie, z uwagi na to, że spinozjański panteizm jest znacznie bardziej koherentny z podstawami tej scholastycznej metafizyki, aniżeli idea Boga osobowego, której na gruncie zaczerpniętych od Stagiryty kategorii, jakimi rozporządzał Tomasz, nijak poręczyć się nie da.
Ale co wy tak z tym Spinozą? Przecież to tylko jeden przykład, i to nie najlepszy, bo a) skrajnie zintelektualizowany, b) ograniczony do kręgu filozofii europejskiej (spróbuj wytłumaczyć Chińczykowi fakt, że "przedmiotem idei, stanowiącej duszę ludzką, jest ciało, czyli pewien aktualnie istniejący modus rozciągłości"), c) martwy (nie ma chyba praktykujących spinozystów?). Nie sądzę, żeby dało się powiedzieć coś ogólnego na temat panteizmu na przykładzie Spinozy.
>>To właśnie między innymi dlatego jestem taki krytyczny wobec Dawkinsa - bo on utożsamia religijność ludzką jako taką ze zbiorem zdań o religiach wyrażonym przy pomocy określonej koncepcji metafizycznej/religioznawczej. >Nie do końca zgadzam się z tym zarzutem. Dawkins rzeczywiście najlepiej czuje się na obszarze biologii, czyli swojej macierzystej dziedziny, nie mniej jednak nie jest to powodem, by imputować mu ignorowanie takiej empirycznej oczywistości, jak istnienie wierzeń w ogóle nieartykułowanych w języku jakiejkolwiek metafizyki. Dawkins zajmuje się teologią naturalną tylko o tyle, o ile stara się zdyskredytować teizm jako możliwy sposób eksplikacji świata zmysłowego.
Po pierwsze, o ile ja rozumiem, to chce zdyskredytować teizm "w ogóle" - w przedmowie do "Boga urojonego" pisze, że książka spełni swoje zadanie, jeśli po jej przeczytaniu osoba wierząca stanie się ateistą. To jest jednak akurat nieistotne.
Po drugie, sama idea "obalenia" (vel. "sfalsyfikowania") teizmu jest nonsensowna. I dlatego jestem taki brutalny wobec Dawkinsa - bo on ewidentnie tego nie rozumie. Wiara/religijność/duchowość są pierwotnie zjawiskami umysłowymi/psychicznymi/subiektywnymi/jak zwał, a nie zbiorami zdań jak hipotezy matematyczne albo teorie zmatematyzowanej fizyki. Nie można falsyfikować stanów psychicznych, a "hipoteza Boga" jest właśnie faktem psychicznym, w dodatku odmiennym u każdej osoby wierzącej. To są fundamentalne kwestie epistemologiczne. Równie dobrze można by próbować "sfalsyfikować widzenie barwne".
Inną zupełnie sprawą jest krytyka konkretnych skodyfikowanych teologii, spisanych systemów wierzeń itp. Ale Dawkins tego TEŻ nie robi, bo nie odrobił pracy domowej; czego przykładem jest np. jego dziecinny komentarz do "dróg" Tomaszowych w "Bogu urojonym".
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|