 |
Polska krajem politeistycznym. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-08-2010 17:00 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Polska krajem politeistycznym.
3 na 3 | To nie jest prawda, że Polska jest krajem monoteistycznym. Mamy wielu bogów (Trójca)i co najmniej jedną boginię. Matkę Boską. Chyba, że jest wiele Matek Boskich. Częstochowska, Ostrobramska, itp. Polska jest krajem typowo pogańskim, z jego rytuałami, bożkami i kastą kapłanów. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >To nie jest prawda, że Polska jest krajem monoteistycznym. Mamy wielu bogów (Trójca)i co najmniej >jedną boginię. Matkę Boską. Chyba, że jest wiele Matek Boskich. Częstochowska, Ostrobramska, itp. >Polska jest krajem typowo pogańskim, z jego rytuałami, bożkami i kastą kapłanów.
To zabawne, że nie tak znowu dawno temu, chyba ze dwa dni temu właśnie było coś o maryi o tysiącu imion na rp.pl - czyżby taka inspiracja?
|
|
6 na 6 | Autografka (10638 punktów) | > To nie jest prawda, że Polska jest krajem monoteistycznym. Mamy wielu bogów (Trójca)i co najmniej> jedną boginię. Matkę Boską. Chyba, że jest wiele Matek Boskich. Częstochowska, Ostrobramska, itp.> Polska jest krajem typowo pogańskim, z jego rytuałami, bożkami i kastą kapłanów.No i co z tego?
|
|
1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > To nie jest prawda, że Polska jest krajem monoteistycznym. Mamy wielu bogów (Trójca)Trójca, czy czwórca ale jeden dominujący kościół. Poza tym, Polska nie jest krajem wyznaniowym (  ).
|
|
 | | Adrian Sokołowski (66 punktów) | Cytat:Poza tym, Polska nie jest krajem wyznaniowym (). To jak z konstytucją nadaną przez cara Aleksandra I Królestwu Polskiemu. Wszystko pięknie, ładnie ale tylko na papierze..
|
|
1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Gott ist tot.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
|  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Bardzo lubię Oomph!  aczkolwiek zwykłem słuchać angielskiej wersji God is a popstar. Z tym, że ta piosenka jest bardziej miła dla ucha niż ambitna. Gorąco polecam to
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
2 na 2 | Gołębiewski (850 punktów) | > To nie jest prawda, że Polska jest krajem monoteistycznym. Mamy wielu bogów (Trójca)i co najmniej> jedną boginię. Matkę Boską. Chyba, że jest wiele Matek Boskich. Częstochowska, Ostrobramska, itp.> Polska jest krajem typowo pogańskim, z jego rytuałami, bożkami i kastą kapłanów.Pani prof zapomniała o bożkach ... o przepraszam to jest świętych. Jeden od strażaków, jeden od kierowców, jeden od zagubionych rzeczy, ... jeden od wojny... a nie sorry Ares to był u greków, a może rzymian Mars patronii.w.interia.pl/
|
|
1 na 1 | Ammet (1428 punktów) | Oczywiście, przecież nawet inne kraje katolickie przez takie maryjokulty i wojtyłokulty mają nas za jakąś patologię. Zapomniałaś o całej armii świętych różnej maści, od katofaszystów po dziwaków wszelkich.
"Dla Ciebie ten ofiarny stos Dla Ciebie dym palonych ciał Za wszystko co dla Ciebie W niebie odbiorę boski szmal"
|
|
| mirka (403 punktów) | Trójce Święta to takie określenie mówiące że jeden Bóg istnieje jako trzy osoby. Tak jak szampon do włosów z.... dwiema odżywkami(?) - trzy w jednym.Kult Matki Boskiej rzeczywiście mamy rozwinięty bardzo. Gdy byłam dzieckiem bardzo trudno było mi sie w tym wszystkim połapac.Taką juz Polacy mają mentalnośc że każdy obraz z Matką Boską to świętośc. Mnożymy świętych, meczenników,błogosławionych. Tęsknota za politeizmem, za totemami? Podobno jakaś słuchaczka radia M. apelowała do właściciekli prywatnych posesji o postawienie na każdej krzyża - ona na swojej ma i to od 10 lat.Byc może mielibyśmy wtedy coś w rodzaju świętych, nienaruszalnych krzyży, potem postawiono by ołtarzyki, rozwieszono obrazki święte z: pl.wikiped(*)ościoła_katolickiego -jest troche tego! Aż sama musiałam sprawdzic. No cóż ..taka modlitwa za pośrednictwem świętego to taka protekcja do szefa.
Wierzę, że tam w górze jest coś, co czuwa nad nami. Niestety, jest to rząd. Woody Allen
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > No cóż ..taka modlitwa za pośrednictwem świętego to taka protekcja do szefa. Z zagadnieniem modlitwy łączy się szerszy aspekt, a mianowicie sprawa następująca, czy życiem naszym rządzi czysty przypadek, czy też, życie każdego poszczególnego człowieka na tej ziemi znajduje się pod szczególną opieką Istoty Boskiej i Ona to decyduje o tym czy ma spaść włos z naszej głowy. Jeśli dojdziemy do wniosku, że naszymi losami kieruje ślepy traf, będziemy musieli logicznie uznać, że nie możemy wpływać na to co się z nami dzieje. Jeśli natomiast stwierdzimy, że życiem naszym opiekuje się Opatrzność, oznaczało to będzie, że to co się z nami stanie nie jest przypadkowe, ale że jest zależne od tej właśnie Opatrzności. Albo więc wyznaczyła ona naszą przyszłość co do minuty i nie zamierza jej korygować, albo też, na skutek naszych próśb, modlitw czy suplikacji możemy nakłonić Opatrzność do zmiany decyzji. Dajmy na to Opatrzność zaplanowała dla nas, że w wieku lat 50 zachorujemy na nowotwór złośliwy i po dwóch latach choroby i cierpień opuścimy ten padół rozpaczy. Nasza choroba ma spełnić jakieś zadanie. Ma np. spowodować, że nasi krewni, zamiast pić wódkę zaczną się nami opiekować - i to na dobre im wyjdzie, a my poprzez cierpienia uszlachetnimy się i odpokutujemy nasze grzechy i po śmierci pójdziemy prosto do nieba. Tak nam Opatrzność zaplanowała nasze życie, dla naszego dobra i dobra innych, naszych krewnych i znajomych . Lecz oto nagle po zdiagnozowaniu u nas raka, nasz, dajmy na to, współmałżonek, zaczyna się modlić do Opatrzności i prosić ją, aby uleczyła nas z tej choroby. I w tym momencie stawia Opatrzność w trudnej sytuacji. Z jednej bowiem strony Opatrzność już przecież wyznaczyła nam nasz los, kierując się oczywiście naszym dobrem i dobrem naszych najbliższych, z drugiej zaś strony zanoszone są do niej usilne prośby o zmianę tego losu i to dosyć radykalną. Wywracającą w zasadzie cały misterny plan do góry nogami. Opatrzność musi więc zdecydować czy trzymać się swego pierwotnego planu i nie ulegać modlitwom, czy też zrezygnować z zamiarów i plan zmienić. Ale to rodzi kolejne konsekwencje. Krewni zamiast się nami opiekować stoczą się w alkoholizm. My zaś nie zostaniemy uszlachetnieni przez cierpienia agonii i trzeba nas będzie inaczej uszlachetniać. Poza tym czym się kierować podejmując taką a nie inną decyzję? Przecież takich modlitw i próśb są miliony. Spełniać wszystkie, czy tylko niektóre? A jeśli niektóre, to które, i dlaczego te właśnie, a nie inne? Modlitwy można, zdaje się, z grubsza podzielić na tzw. modlitwy ogólne - czyli pochwalne i dziękczynne lub ogólnie proszące o opiekę i obronę przed nieszczęściami (np. Pod Twoją obronę) lub np. ogólnie proszące o powodzenie - "Ojcze nasz", lub na modlitwy szczegółowe, "proszalne", w konkretnej sprawie. Charakterystyczną cechą tych modlitw jest to, że spełnienie zawartego w nich postulatu leży poza zasięgiem możliwości osoby modlącej się. Gdyby człowiek sam umiał sprowadzić deszcz zraszający jego pole, nie musiałby się o niego modlić do Istoty Najwyższej. Gdyby umiał leczyć skutecznie wszystkie nowotwory złośliwe na pewno nie zawracałby tym głowy Opatrzności. Można więc chyba powiedzieć, że modlitwa proszalna jest tak naprawdę w zasadzie modlitwą o cud. Do Lourdes każdego roku przybywa około 6 milionów ludzi. Dajmy na to, niech tylko jeden milion z tych sześciu, to ludzie chorzy, modlący się o uzdrowienie. A nawet niech ich będzie 10 tysięcy, modlących się o cud. Ile takich "cudów" rocznie się wydarza - jeden? Dziesięć? Sto? A co z resztą? Z tymi dziewięcioma tysiącami dziewięćdziesięcioma? Czyż oni nie modlą się szczerze? Czy nie zasługują na łaskę. Dlaczego? Jakimi kryteriami kieruje się Opatrzność, że tego uzdrawia a innego nie? Ludzie powiadają - "Niezbadane są wyroki Boskie". Mówią tak, bo sami przed sobą nie chcą przyznać, że w tej sytuacji należałoby powiedzieć, że wyroki te są niesprawiedliwe. Lub są wynikiem kaprysu. Lub sympatii bądź antypatii Boskiej w stosunku do ludzi. A wyroki niezbadane to wyroki nieprzejrzyste, niejasne, podejrzane. Można oczywiście powiedzieć, że Bóg ma prawo kierować się swoim widzimisię w udzielaniu np. uzdrowień. Lecz stawia to Boga w niekorzystnym świetle, jako istotę chimeryczną, niekonsekwentną i zmienną, a to z kolei stoi w sprzeczności z Jego rzekomą doskonałością. Poza tym stosunek "cudów" zrealizowanych, do liczby próśb o cud, jest niewyobrażalnie mały. Dlatego na kpinę zakrawają słowa "Proście, a będzie wam dane"lub "O cokolwiek prosić będziecie Boga - otrzymacie". Aby prawdą więc było to, że modlitwy ludzi mogą przynieść jakikolwiek skutek, Bóg musiałby być jakąś kapryśną i nieobliczalną istotą, zmieniającą swe plany i postanowienia bez jakiegokolwiek zamysłu - co samo w sobie jest sprzeczne. Nie można jednak odmówić modlitwom jakiejkolwiek wartości. O ile nie da się nic zmienić za ich pomocą w świecie zewnętrznym, o tyle pełnią one ważną funkcję autoterapeutyczną. Ludzie, tak jak wspomniano, sięgają po modlitwę albo w okolicznościach, kiedy nie mają wpływu na rzeczywistość, albo wręcz znajdują się w warunkach beznadziejnych, kiedy już nie mają żadnego wpływu na sytuację w jakiej się znaleźli oni lub ich najbliżsi. Ponieważ jednak poczucie bezradności jest niezwykle frustrujące, a ludzie chcą mieć poczucie, że zrobili wszystko co mogli, nie chcą usłyszeć zarzutu, że stali z założonymi rękoma, dlatego w ostatecznej instancji odwołują się do sił nadprzyrodzonych. Powiadają, ja już zrobiłem wszystko co było w mojej (ludzkiej) mocy, więcej nie mogę, ale zwracam się jeszcze do Ciebie Boże abyś Ty zainterweniował. W ten sposób zrzucają w pewnym sensie część odpowiedzialności na Boga i mogą poczuć się lepiej psychicznie mając już wtedy poczucie, że naprawdę zrobili wszystko co było można. Że już nic więcej nie mogliby uczynić.
Żyjmy tak, żeby po naszej śmierci nawet grabarz płakał.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | cd. Na koniec warto wspomnieć, że przeświadczenie o mocy sprawczej modlitwy w realnym świecie czerpiemy prawdopodobnie z lektury Nowego Testamentu gdzie opisane są różne cuda: wskrzeszenia i uzdrowienia dokonywane przez Jezusa. Nie zdajemy sobie jednocześnie z tego sprawy, że te wydarzenia nie miały miejsca w rzeczywistości, a są jedynie formą literacką, rodzajem bajki mającej na celu uwznioślenie i uniezwyklenie postaci Zbawiciela. Bo co to by był za Syn Boży, który by nie uzdrawiał i cudów nie czynił?
Żyjmy tak, żeby po naszej śmierci nawet grabarz płakał.
|
|
|  | | Beatus (2528 punktów) | > Bo co to by był za Syn Boży, który by nie uzdrawiał i cudów nie czynił?Faktycznie Syn Boży, jako demiurg II stopnia cuda tworzyć musiał, ale nie o tym chciałam. W uczciwym rozrachunku własnych poglądów muszę przyznać, że jestem woluntarystką. Pomijając wszelkie Boże sprawy i problemy, sądzę, że modlitwa jest czymś wbrew pozorom bardzo skutecznym. Co się dzieje gdy człowiek żarliwie się modli? Chodzi mi o te modlitwy "proszalne". Cała jego uwaga, koncentracja i siła skupia się na niczym innym, tylko na problemie, który właśnie go dotknął. Aż się iskrzy między synapsami. Czy prawdopodobieństwo znalezienia rozwiązania się zwiększa? Na pewno. Jak wiadomo koncentracja na problemie nie zawsze wystarczy aby go rozwiązać. Stara mądrość głosi - prześpij się z problemem i mądrość ta też jest biologicznie wytłumaczalna. W czasie snu, tworzą się nowe połączenia. Wskazane też jest po intensywnej pracy, zajęcie się czymś innym, rozproszenie koncentracji. Jeśli więc występuje proces o którym piszesz - człowiek myśli - ok. nic już więcej nie mogę zrobić, teraz trzeba czekać - mamy dokładnie ten sam efekt. Modlitwa pochwalna, w ogóle przebywanie w świątyni (większość świątyń ma odpowiedni ku temu klimat) sprzyja wyciszeniu, nabraniu dystansu do siebie i świata. To też doskonale wpływa na kondycję psychiczną a więc i na generalne poczucie zadowolenia. No ale, aby modlitwa miała siłę spełnienia, choćby tylko na mechanizmach o których wspomniałam, trzeba wierzyć i to im żarliwiej tym lepiej. Jeśli więc wierzący twierdzi, że jego modlitwy nigdy się nie spełniają - to coś jest nie tak z jego wiarą  Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | i.czaplicka (5782 punktów) | Co do rozwiązywania problemów- zgoda. Ale lepiej zamiast modlitwy powtarzać np, czasowniki nieregularne. Przynajmniej jest jakaś korzyść. i jeszcze to www.youtube.com/watch?v=jk6ILZAaAMI
|
|
| | |  | | Beatus (2528 punktów) | >Co do rozwiązywania problemów- zgoda. Ale lepiej zamiast modlitwy powtarzać np, czasowniki nieregularne. Pod warunkiem, że Twój życiowy problem to akurat nieznajomość czasowników nieregularnych.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>Pod warunkiem, że Twój życiowy problem to akurat nieznajomość czasowników nieregularnych. Nie. Wymowa. Faktycznie, bezmyślne powtarzanie daje efekt "autonarkozy", a przynajmniej pomaga uporządkować myśli. I obojętne jest, czy powtarza się "Ojcze nasz" Om-om czy liczy do tysiąca.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Czy prawdopodobieństwo znalezienia rozwiązania się zwiększa? Na pewno. Modlitwa jest procesem biernym, a nie czynnym. W modlitwie poddajemy się. Uciekamy się pod Twoją obronę. I czyń z nami co chcesz. Niech się dzieje wola Twoja! > przebywanie w świątyni sprzyja wyciszeniu, nabraniu dystansu do siebie i świata. Czyli tak jak pisałam, efekt terapeutyczny. Ja się czuję lepiej, podbudowana i wyciszona, pełna nadziei, wiary i ufności. Moje samopoczucie szczytuje. Ale to wszystko odbywa się jedynie w mojej głowie, bo świat pozostaje niezmienny i okrutny.
Tylko krowa nie zmienia poglądów.
|
|
| | |  | | Beatus (2528 punktów) | >Modlitwa jest procesem biernym, a nie czynnym. Fizycznie biernym, jeśli złożenie łapek nie jest dla nas szczególnym wysiłkiem. Intelektualnie i psychicznie - czynnym. >W modlitwie poddajemy się. Uciekamy się pod Twoją obronę. I czyń z nami co chcesz. Niech się dzieje wola Twoja! Słowa, które jak pisałam są sprawcze w określonych aspektach. >Czyli tak jak pisałam, efekt terapeutyczny. Ja się czuję lepiej, podbudowana i wyciszona, pełna nadziei, wiary i ufności. Moje samopoczucie szczytuje. Ale to wszystko odbywa się jedynie w mojej głowie, bo świat pozostaje niezmienny i okrutny. Cały świt dzieje się w Twojej głowie. Dla Ciebie niezmienny i okrutny, dla mnie barwny i pełen niespodzianek. Obiektywnie, to ten sam świat. Tyle, że do tzw. świata obiektywnego mamy minimalny dostęp. O szczęściu lub depresji nie decydują wydarzenia tylko ich interpretacje. Zazwyczaj.
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Cały świat dzieje się w Twojej głowie. Nie, nie, no nie cały! A tsunami, powodzie, trzęsienia ziemi, pożary, wybuchy wulkanów, ataki terrorystyczne! To jednak nie moja głowa!
Tylko krowa nie zmienia poglądów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Beatus (2528 punktów) | >> Cały świat dzieje się w Twojej głowie. >Nie, nie, no nie cały! A tsunami, powodzie, trzęsienia ziemi, pożary, wybuchy wulkanów, ataki terrorystyczne! To jednak nie moja głowa! A ile razy spotkały Cię takie wydarzenia? Życie to poranny budzik, kawa, droga do pracy, zestaw raczej powtarzalnych czynności w pracy i domu, posiłki, spotkania ze znajomymi. Zwykłe rzeczy - to jest realny świat większości z nas. I to jak się w tym czujemy jest w nas, a nie w świecie. Decyzja aby wyrwać się z tego ciągu powtarzalności i skoczyć ze spadochronu lub zrobić reportaż z obszaru objętego powodzią, jest też po naszej stronie a nie świata. Owszem, spotykają nas tragedie jak i rzeczy bardzo radosne mimo naszej bierności wobec świata. Jak to jednak przyjmiemy też nie jest takie znów od nas niezależne. Wachlarz możliwych reakcji człowieka na przeżycia, również przeżycia graniczne, jest niewyczerpany. I to wcale nie dlatego, że obiektywny świat jest aż tak różnorodny. Nie przeczę istnieniu obiektywnej rzeczywistości. Uważam jednak, że dostęp do tzw. faktów obiektywnych mamy bardzo ograniczony. Jednocześnie bardzo doceniam nasz wpływ na rzeczywistość, którą przeżywamy.
|
|
| | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > I to jak się w tym czujemy jest w nas, a nie w świecie. Do pewnego stopnia tak. Stoicy mówili, żeby wszystko olewać i niczym się nie emocjonować, ani złym , co nas spotyka, ani dobrym. Ale jak Cyceronowi zmarła córka, to się jednak przejął, mimo iż w swoich pismach zalecał postawę stoicką. Tak samo buddyści. Mówią do niczego się nie przywiązuj, to nie będziesz cierpiał jak to stracisz. Ale i nie będziesz się cieszył jak zyskasz. I bądź tu mądry i pisz wiersze.
Tylko krowa nie zmienia poglądów.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Beatus (2528 punktów) | Stoicyzm nie jest bliską mi postawą. Może dla kogoś o mniejszym temperamencie  Osobiście cenię sobie intensywny udział w świecie i raczej wyolbrzymiam to co mi się dzieje niż to minimalizuje. Tak przynajmniej przypuszczam, bo przecież nie można do końca być pewnym jakości i wartości własnego filtra rzeczywistości. Zaś równowagę widzę nie w braku emocji ale w doświadczaniu ich jak najwięcej pod względem różnorodności. Sądzę, że trzeba mniej więcej dbać o równowagę między przeżyciami negatywnymi i pozytywnymi. Innym sposobem jest spostrzeganie w jednym wielości, np. strach - jest negatywny ale ma w sobie też coś ekscytującego. Mam też podejrzenia, że przeżycie graniczne (np. śmierć bliskiej osoby) jest znacznie bardziej niebezpieczne dla osób zachowujących umiarkowanie w przeżyciach. Trochę takie - spod klosza na głęboką wodę. Nikomu jednak nie polecam takiej postawy. Jest odpowiednia dla mnie, nie dla wszystkich
|
|
| | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > np. strach - jest negatywny ale ma w sobie też coś ekscytującego. To może taki strach jak skaczemy na bungee. Ale strach ludzi w Auschwitz, przypuszczam, że nie miał w sobie nic ekscytującego. Chociaż może się mylę.
Tylko krowa nie zmienia poglądów.
|
|
| | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | >> np. strach - jest negatywny ale ma w sobie też coś ekscytującego. >To może taki strach jak skaczemy na bungee. Ale strach ludzi w Auschwitz, przypuszczam, że nie miał w sobie nic ekscytującego. Chociaż może się mylę. Eh, wyjęłaś kawałek, zmieniłaś kontekst i sens się zgubił. O Auschwitz wiem tyle ile powiedziano mi w szkole, coś tam przeczytałam. Nie mam żadnych podstaw ani też moralnego prawa do wypowiadania się na temat emocji ludzi, którzy to przeszli. Pisałam o tu i teraz, o świecie z którym mam doświadczenia - nie o świecie o którym mam wyobrażenia. Pisząc o obliczach strachu myślałam o normalnych życiowych sytuacjach z którymi spotykamy się codziennie: - zmiana pracy - to jest zawsze stres, inni ludzie, inne obowiązki, jak wypadnę w oczach nowego szefa, czy dogadam się z współpracownikami - z drugiej strony - nowe wyzwania, nowi ludzie, zmiana i wszystkie wiązane z nią nadzieje. - egzamin - czym jest się starszym tym straszniejszy. Student w standardowym wieku studenta, który obleje egzamin pomyśli "nie udało się,ok" Z czasem to się zmienia, mamy jakąś pozycję, jest opinia o nas, zależy nam na tej opinii. Boimy się egzaminu o wiele bardziej, jakiegokolwiek sprawdzianu. Dlatego im ludzie starsi tym mniej chętnie biorą udział we wszystkim co kończy się jakimś sprawdzianem i ich oceną. (Ciekawostka, osoby 50+, są o wiele lepszymi studentami niż młodzi i uzyskują lepsze oraz bardziej długotrwałe rezultaty) No i chodzi o to, aby nie przestawać z powodu nasilającego się strachu przed ową oceną. Patrzeć na takie doświadczenie również w pozytywny sposób. - przeprowadzka - kto się przeprowadzał wie, nie wiele różni się od pożaru. Z drugiej strony nowe miejsce, nowe urządzanie itd. - lęk o zdrowie dziecka, które wysłaliśmy na kolonie i jednocześnie duma, że sobie tak świetnie poradziło. Często rodzice najchętniej zamknęli by dziecko w namiocie tlenowym aby nie stała mu się krzywda. Jednocześnie zawsze, każdy rodzic jest dumny jak paf jeśli okazuje się, że jego dziecię jest: odważniejsze, bardziej samodzielne, zaradniejsze.
Nie bez przyczyny taki się rozpisałam. Chciałam zwrócić Ci uwagę, że Wielkie Wydarzenia, Tragedie i Ekscytacje - są gdzieś tam. W TV, książkach, opowieściach. Zaś tu i teraz są zwykłe rzeczy i na ile one będą Wielkie, Ważne i Znaczące zależy bardziej od nas niż od tych wydarzeń.
|
|
| | | | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Eh, wyjęłaś kawałek, zmieniłaś kontekst i sens się zgubił. Pewnie tak. Ale już zmęczona byłam walką ze zwolennikami aborcji i Tobie się przy okazji dostało, mimo żeś niewinna. W każdym bądź razie wychodzi na moje, że lęk to lęk o pracę, o dziecko, o egzamin. I nie ma tam nic ekscytującego. To tylko w kinie na horrorze się boimy, ale tak bez przesady.
Tylko krowa nie zmienia poglądów.
|
|
1 na 1 | Serafinsky (16 punktów) | >To nie jest prawda, że Polska jest krajem monoteistycznym. Mamy wielu bogów (Trójca). < To zaprawdę prawda,ale skoro Boh trojcu lubit' ? Nawet w Islamie, wbrew literze Koranu są ludowi święci i męczennicy; przy ich grobach powstają świątynie i medresy. Celują szyici, bo oni rozpocząli rozłam. A sufi z ich sztandarowym projektem - tańczącymi derwiszami ? Ludzie w tanecznej ekstazie ,jednoczący się z Bogiem. Nie ma Boga prócz Allaha, a Muhammad jest jego Prorokiem. Zapwene tak, aczkolwiek niekoniecznie. Ambiwalencja religijna, nakazującą katolicyzmowi , taśmową produkcję tych samych w zamyśle - świętych i błogosławionych. Zależność jest prosta- poprzez nimb niższego rzędu; prosty naród podąża do Boga - Absolutu,po drodze gubiąc i umniejszając Doktrynę, ale - o hosanna, czgóż nie czyni się dla tradycji, uznawanej u katolików za równoważną Doktrynie. Polska nie jest krajem politeistycznym , jest ona krajem powierzchownej religijności, na podbudowie społeczo-obyczajowego strachu przed równie zakłamanym sąsiadem, teściową, co zaklamaną opinią publiczną. Ślepą i głuchą na swe własne grzechy i przewiny, a tym samym odpuszczająca je samozwańczym pasterzom. AMEN.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Polska nie jest krajem politeistycznym , jest ona krajem powierzchownej religijności, Oczywiście można i tak na to zagadnienie spojrzeć, albowiem większość ludzi nie zastanawia się w co (kogo) i dlaczego wierzy. Wierzą więc w tarota, ręce, które leczą (i liczą) w Kaszpirowskiego, ojca Dyrektora itp.
Żyjmy tak, żeby po naszej śmierci nawet grabarz płakał.
|
|
| piżuś (1 punktów) | Odnosząc się do wypowiedzi dotyczącej dwóch dekalogów nalezy zwrócić uwagę na dwie kwestie interpretatywne. Pierwsza dominuje wśród chrześcijan zorientowanych ewangelikalnie oraz wszystkich innych wyznań z nurtu Świadków Jehowy, którzy traktują katolicki dekalog jako przefałszowaną wersję Biblii po to tylko, żeby katolicyzm mógł usankcjonować obecność kultu obrazów i rzeźb, a wersja mocniejsza mówi wręcz o wyrzuceniu ewentualnego zakazu handlu świętymi obrazami w ramach katolickiego rynku.
Druga natomiast mówi, że nie należy dosłownie traktować tekstu starotestamentalnego, bo jak już będziemy jedne boże kodeksy traktować literalnie i prawomocnie, nie zwalniałoby to nas z odpowiedzialności z innych, chociażby tych dotyczących jedzenia owoców morza. Księga Kapłańska obok zakazu obcowania seksualnego mężczyzny z mężczyzną (definiując je jako obrzydliwość o oczach Boga) stawia w szeregi również te zakazy dotyczące jedzenia innych wodnych stworzeń które nie mają płetw i łusek. W związku z tym dominuje tu argument "nie popadajmy w paranoje".
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|