Racjonalista - Strona głównaDo treści
Drzewo memeanlogiczne

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
01-11-2013 22:32eipi (774 punktów)Drzewo memeanlogiczne
Ocena 3 na 3
Przyszła mi do głowy właśnie taka "myśl nieuczesana":

- wiele osób z upodobaniem śledzi swoją genealogię, pochodzenie i koligacje rodów wiele pokoleń wstecz (idealnym środowiskiem do tego, ze względu na ograniczoną, izolowaną populację jest Islandia; szczególnie zainteresowani problemem, acz z dość osobliwych motywacji są też mormoni)

- w różnych tzw. tradycjach duchowych, zwłaszcza orientalnych (buddyżmie, hiduizmie, choć nie tylko) bardzo ważną rolę odgrywa tzw. "linia przekazu" - nieprzerwana, udokumentowana tradycja przekazu nauk (aczkolwiek nie zawsze jest to prosta linia, częściej krzyżujące się różne linie)

Otóż, tak jak determinują nas geny, tak też determinują nas memy. Wschodni mędrcy najwyraźniej trafnie to zauważyli. Jakkolwiek w przypadku memów rola indywidualnej inwencji (czasem geniuszu) jest większa niż w przypadku genów, wydaje mi się, że w naszej kulturze rola memetycznego dziedzictwa jest niedoceniana. Co nie znaczy, że w ogóle nie zauważana: vide np. sławne stwierdzenie Newtona, że osiągnął tyle, gdyż "stał on na barkach gigantów".

Tymczasem dwie dziedziny zachodniej kultury - nauka i sztuka - wydają się zależeć w sposób kluczowy od takiego przekazu. Prześledzenie "dziedziczenia memów", wpływu (i - z drugiej strony - modyfikacji) tradycji w tych dziedzinach wydaje mi się ze wszech miar zasadne oraz interesujące. Wpływ taki można by (mimo oczywistych ograniczeń) przedstawić w formie podobnej jak klasyczne drzewo genealogiczne.

Pytanie: czy znacie jakieś opracowania tego typu? (na szerszą skalę, bo w przypadkach poszczególnych uczonych, czy artystów oczywiście wpływ nauczycieli często się wspomina). Moje pytanie świadczy może o ignorancji - nie jestem humanistą (a prędzej w tej dziedzinie spodziewałbym się podobnych rozważań)

Pytanie 2 - bardziej do popuszczenia fantazji: na ile obecna "kultura internetu" i zglobalizowany dostęp do informacji wpłynąć może na proces "dziedziczenia memetycznego" i zmodyfikować (zlikwidować?) funkcjonujące przez stulecia mechanizmy?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sabek (1444 punktów)
>Pytanie 2 - bardziej do popuszczenia fantazji: na ile obecna "kultura internetu" i zglobalizowany dostęp do informacji wpłynąć może na proces "dziedziczenia memetycznego" i zmodyfikować (zlikwidować?) funkcjonujące przez stulecia mechanizmy?

Na pewno. Świat staje się globalny, większość mieszkańców ziemi ma ogromny zestaw tych samych memów. Poza tym memy rozprzestrzeniają się z niespotykaną szybkością. Następuje unifikacja społeczeństw, wszyscy stają się podobni pod względem stylu życia - do pewnego stopnia, choć "niszowych" społeczności jest sporo. Oczywiście, pewne memy rozprzestrzeniają się w ramach tych samych kultur (wiary), społeczeństw czy społeczności lokalnych ale olbrzymia ich ilość ma charakter globalny. Nie czerpiemy już - jak kiedyś - memów wyłącznie z najbliższego otoczenia, a z całego świata.

Też nieuczesanie piszę
02-11-2013 02:49 
 Ocena 2 na 2
eipi (774 punktów)
> Następuje unifikacja społeczeństw, wszyscy stają się podobni pod względem stylu życia - do pewnego stopnia, choć "niszowych" społeczności jest sporo. Oczywiście, pewne memy rozprzestrzeniają się w ramach tych samych kultur (wiary), społeczeństw czy społeczności lokalnych ale olbrzymia ich ilość ma charakter globalny.

Celna (choć niby oczywista) uwaga. Skorygowałbym może, że w ramach tej globalizacji da się wyróżnić populacje w pewnym stopniu izolowane, jak: euro-atlantycką, islamską i dalekowschodnią (oraz parę pomniejszy). Co nie zmienia postaci rzeczy.

A postać rzeczy jest taka, że podobnie jak zanik różnorodności genetycznej jest niebezpieczny i potencjalnie szkodliwy, podobnie może być ze współczesną unifikacją memetyczną.

Czy jednak z tego powodu należałoby zakazać TV, internetu oraz powszechnej edukacji?

Pytam, oczywiście, pół żartem, ale czy nie powinniśmy brać pod uwagę pewnych związanych z nimi potencjalnie niekorzystnych efektów długofalowych i starać się je zneutralizować (podobnie jak w pewnych przypadkach ekolodzy)?

Czy ideologia "multi-kulti" nie jest może taką - poronioną, podobnie jak pewne działania pseudo-ekologów - próbą neutralizacji postępującej uniformizacji memetycznej? Niezależnie, tak czy nie, jakie mogłyby być bardziej racjonalne działania w tym względzie?
02-11-2013 11:14 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>w ramach tej globalizacji da się wyróżnić populacje w pewnym stopniu izolowane, jak: euro-atlantycką, islamską i dalekowschodnią (oraz parę pomniejszy).

Globalizacja nie znosi mimo wszsyto problemu indywidualizmu człowieka, czy też, jak chcą niektórzy, osoby ludzkiej. Piszesz o "populacjach izolowanych". Podobnie można doszukiwać się w każdym z nas pewnej sfery "izolowanej", i to nie tylko w formie niepowtarzalności np. linii papilarnych czy innych materialnych struktur, ale w formach i zachowaniach szeroko rozumianej psyche. Globaliści (chyba idąc za strukturalizmem) podkreślają wspólne cechy, marginalizując różnice, co nie wydaje mi się właściwe. Jak zwykle prawda leży gdzieś "pomiędzy", a cały problem ma już długą brodę: chodzi o dialektykę tego, co ogólne i jednostkowe.

>czy nie powinniśmy brać pod uwagę pewnych związanych z nimi potencjalnie niekorzystnych efektów długofalowych...

To się juz dzieje. Np. wprowadzenie demokracji w globalnej skali napotyka na problemy. Podobnie było i jest z uniformizacją w sferze religijnej: żadnej religii nie udało się podbić człowieka jako gatunku.

>...jakie mogłyby być bardziej racjonalne działania w tym względzie?

Czowiek powinien mieć warunki na kształtowanie swej indywidalności. Stawiam na czas wolny, kreatywność, sztukę, ...


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Lengyel (2127 punktów)
>Pytanie: czy znacie jakieś opracowania tego typu? (na szerszą skalę, bo w przypadkach poszczególnych
>uczonych, czy artystów oczywiście wpływ nauczycieli często się wspomina).

Nie wiem, czy dobrze cię pojąłem, ale jeśli tak - to tymi sprawami zajmuje się np. archeologia, paleoantropologia itp. Ostatnimi laty, gdy w te dziedziny wtargnęła genetyka, bada się ewentualne związki miedzy pokrewieństwem genetycznym a kulturowym różnych populacji minionych i współczesnych też. W zakresie historii takich badań w tej chwili nie kojarzę, ale możliwe, że także są. Plecam blog "Archeowieści" i linki od niego, można tam znaleźć sporo danych.

>Pytanie 2 - bardziej do popuszczenia fantazji: na ile obecna "kultura internetu" i zglobalizowany
>dostęp do informacji wpłynąć może na proces "dziedziczenia memetycznego" i zmodyfikować
>(zlikwidować?) funkcjonujące przez stulecia mechanizmy?

Może ten proces (selekcji memów) tylko przyspieszyć przez zwiększenie przepustowości kanałów. Zarazem jednak opóźni się on skutkiem przyrostu liczby odbiorców. Trudno orzec, który proces weźmie górę.
02-11-2013 02:30 
 Ocena 1 na 1
eipi (774 punktów)
>>Pytanie: czy znacie jakieś opracowania tego typu? (na szerszą skalę, bo w przypadkach poszczególnych
>>uczonych, czy artystów oczywiście wpływ nauczycieli często się wspomina).
>Nie wiem, czy dobrze cię pojąłem, ale jeśli tak - to tymi sprawami zajmuje się np. archeologia, paleoantropologia itp.

Na poziomie ogólnym - być może. Ale bardziej chodzi mi o wskazanie konkretnej, precyzyjnej ścieżki transmisji memów - analogicznie jak można wskazać ścieżkę transmisji genów, w osobie swych rodziców, dziadków etc. (niektórzy nawet do 10 pokoleń wstecz! Rzecz jasna, biorąc pod uwagę, że transmisja memetyczna nie jest tak "czysta" i jest w niej wiele pobocznych wpływów.

Przykład ze świata muzyki: wspaniała współczesna organistka, Marie Clair Alain, studiowała grę organową w klasie Marcela Dupre, a harmonię u Maurice Duruflé (obu - wybitmych kompozytorów).

Z kolei Dupre studiował u innych wybitnych organistów / kompozytorów: Vierne'a i Widora; tego ostatniego zastąpił na stanowisku tytularnego organisty paryskiego kościoła Saint Sulpice (posada - instytucja!)

Durufle natomiast był także przyjacielem i asystentem ww. Vierne'a (w katedrze Notre Dame).

Vierne był uczniem Widora i Cesara Francka i kontynuatorem symfoniki tegoż ostatniego.

Widor z kolei był - a jakże - kontynuatorem stylu Francka i jego następcą w konserwatorium paryskim w katedrze organów. A pondato asystentem Camille Saint-Saëns'a (Saint-Saëns i Franck to jeszcze wybitniejsi kompozytorzy

Pewnie można by ciągnąc dalej. W każdym razie, nie ma przesady w stwierdzniu, że M.C. Alain - oprócz niewątpliwego osobistego talentu - jest kontynuatorką i spadkobierczynią wielkiej szkoły muzyki francuskiej, wywodzącej się - co najmniej - od Cesara Francka.

Powstaje z tego bardzo ładne drzewko. Podobnych - w świecie muzycznym, teatralnym, czy naukowym - można by wskazać masę.

>>Pytanie 2 - bardziej do popuszczenia fantazji: na ile obecna "kultura internetu"
>>dostęp do informacji wpłynąć może na proces "dziedziczenia memetycznego" i >Może ten proces (selekcji memów) tylko przyspieszyć przez zwiększenie przepustowości kanałów. Zarazem jednak opóźni się on skutkiem przyrostu liczby odbiorców. Trudno orzec, który proces weźmie górę.

Z pewnością. Natomiast pozostaje pytanie, czy wyeliminuje on (a przynajmniej: zmarginalizuje) tradycyjny przekaz typu "mistrz-uczeń", czy też ten ostatni nadal jednak pozostanie kluczowy.
02-11-2013 07:57 
 Ocena 1 na 1
Lengyel (2127 punktów)
>Powstaje z tego bardzo ładne drzewko. Podobnych - w świecie muzycznym, teatralnym, czy naukowym - można by wskazać masę.

Ale czy - gdybyśmy nie mieli informacji historycznej o tym, kto się u kogo kształcił - zdołalibyśmy wskazać, które memy Alain ma od Francka, które od innych ogniw tego łańcuszka muzyków, a które jeszcze skądinąd? Z tego, co obserwuję, robi się raczej coś odwrotnego - poszukuje się wspólnych memów właśnie w oparciu o wiedzę, kto kogo uczył, czerpaną z historycznych źródeł.
Bo tak po prawdzie memetyka jako dyscyplina nauki obecnie niemal nie funkcjonuje. Myślę, że jej tłuste lata i tworzenie takich analiz, jakich oczekujesz, dopiero przyjdą. Bo najpierw trzeba stworzyć odpowiedni aparat matematyczny i wrzucić go w potężne komputery - to zaś wymaga pieniędzy. A nikt ich nie da, póki nie znajdzie sposobu, by mu się te nakłady zwróciły.

>Z pewnością. Natomiast pozostaje pytanie, czy wyeliminuje on (a przynajmniej: zmarginalizuje) tradycyjny przekaz typu "mistrz-uczeń", czy też ten ostatni nadal jednak pozostanie kluczowy.
>
Eliminacja tego procesu postępuje już od czasu wynalezienia pisma. przyspieszyła po wprowadzeniu telegrafu, telefonu, radia, telewizji.. Sądzę jednak, że pewna grupa memów nie może być przekazana inaczej, niż w bezpośrednim kontakcie międzyludzkim - i dlatego ten kontakt nie zaniknie
eipi (774 punktów)
>>Powstaje z tego bardzo ładne drzewko. Podobnych - w świecie muzycznym, teatralnym, czy naukowym - można by wskazać masę.

>Ale czy - gdybyśmy nie mieli informacji historycznej o tym, kto się u kogo kształcił - zdołalibyśmy wskazać, które memy Alain ma od Francka, które od innych
ogniw tego łańcuszka muzyków, a które jeszcze skądinąd? Z tego, co obserwuję, robi się raczej coś odwrotnego - poszukuje się wspólnych memów właśnie w oparciu o wiedzę, kto kogo uczył, czerpaną z historycznych źródeł.

Ciekawe pytanie. Odpowiedź jest moim zdaniem umiarkowanie twierdząca (o czym niżej)

Istotnie, zazwyczaj wnioskujemy z informacji biograficznych. Czy jednak z genami jest inaczej? Odnośnie pokrewieństwa zdecydowanie częściej bazujemy na przekazach rodzinnych czy dokumentach (państwowych bądź parafialnych) niż badaniu DNA

Zwróć ponadto uwagę, że w przypadku memów nie mamy do dyspozycji podobnej metody: nie da się ich pobrać, namnożyć i zrobić elektroforezy Zresztą tak samo, jak w przypadku genów jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Możemy więc dziś dla memów stosować metody takie, jakie stosowano wówczas. To znaczy:

- ustalanie pokrewieństwa na podstawie bezpośredniej obserwacji przekazu materiału (kto kogo rodził, albo kto kogo uczył)

- domniemanie pokrewieństwa na podstawie podobieństw morfologicznych (fenotypu, zamiast bezpośrednio genotypu). Metoda ta nie jest oczywiście w 100 proc. niezawodna, sprawdziła się jednak doskonale w biologii ewolucyjnej.

Podobnie jak tam, w dziedzinie memetyki obserwować można podobieństwa, z których wnioskować można o powiązaniu memetycznym.

Przy czym rzadko możliwe jest wskazanie pojedynczego, ściśle zdefiniowanego i pojedynczego memu - przykładem tego mogłyby być "wariacje na temat" tworzone przez różnych kompozytorów na podstawie krótkiego fragmentu muzycznego, zaczerpniętego od innego kompozytora. Taki pojedynczy mem bynajmniej zresztą nie świadczy o bliższym powiązaniu.

Bardziej chodzi o pewne kompleksy memów, których pokrewieństwo jest trudniejsze do ścisłego zdefiniowania, jednak bardzo wyraźne dla znawców: mogą to być pewne techniki kompozytorskie, wykonawcze, malarskie, charakterystyczna tematyka itp. - różne rzeczy, które składają się na to, co nazywamy stylem.

>Bo tak po prawdzie memetyka jako dyscyplina nauki obecnie niemal nie funkcjonuje.

Niestety, to prawda. Na razie obracamy się w kręgu ogólnych idei i analogii. Być może, że wynika to również z natury samych memów, które wydają się być czymś zdecydowanie mniej konkretnym, a bardziej "rozmytym" w porównaniu do genów - co oczywiście nie ułatwia ścisłego posługiwania się tym pojęciem i jego badania.
To zaś może być po prostu spowodowane faktem, że memy nie "okrzepły" jeszcze wystarczająco, a to dlatego że nie miały czasu - w przeciwieństwie do ok. 1 mld lat genów ewoluują one dopiero od najwyżej kilkudziesięciu tysięcy lat.
To oczywiście tylko pewna fantastyka

> Myślę, że jej tłuste lata i tworzenie takich analiz, jakich oczekujesz, dopiero przyjdą. Bo najpierw trzeba stworzyć odpowiedni aparat matematyczny i wrzucić go w potężne komputery

Takie potężne komputery i programy właśnie zaczynają się tworzyć w ramach tzw. "big data". Co prawda badania są na razie ukierunkowane bardziej pragmatycznie niż naukowo i dotyczą głównie propagacji pewnych szczególnych grup memów, zwłaszcza związanych z możliwą destabilizacją porządku publicznego oraz związanych z zachowaniami konsumpcyjnymi.

> - to zaś wymaga pieniędzy. A nikt ich nie da, póki nie znajdzie sposobu, by mu się te nakłady zwróciły.

Jak widać z powyższego przykładu, ktoś jednak zwietrzył tu interes
schlawiner (400 punktów)
>Pewnie można by ciągnąc dalej. W każdym razie, nie ma przesady w stwierdzniu, że M.C. Alain - oprócz niewątpliwego osobistego talentu - jest kontynuatorką i spadkobierczynią wielkiej szkoły muzyki francuskiej, wywodzącej się - co najmniej - od Cesara Francka.
Dysponowała (niestety już w czasie przeszłym) nienaganną techniką, co można sprawdzić na podstawie jej wykonań słynnej "Litanii" Jehana Alain, brata. Radziła sobie też całkiem nieźle z koncertami Händla, który był przecież nosicielem memów (wektorów?) romańskich. Ale:
www.youtub(*)9woz9U&list=PLFF6B361C3A9131A8
04-11-2013 23:51 
 Ocena 1 na 1
eipi (774 punktów)
>Dysponowała (niestety już w czasie przeszłym) nienaganną techniką, co można sprawdzić na podstawie jej wykonań słynnej "Litanii" Jehana Alain, brata. Radziła sobie też całkiem nieźle z koncertami Händla, który był przecież nosicielem memów (wektorów?) romańskich. Ale:
>www.youtub(*)9woz9U&list=PLFF6B361C3A9131A8

Istotnie, w tym nagraniu słychać wyraźnie techniczne uszczerbki (by nie powiedzieć że chwilami całkiem jej się rozjeżdża), jeśli to masz na myśli. Niemniej, wykonanie jest muzycznie przemyślane i ma swój smak (przynajmniej dla mnie). No a pani na tym filmie ma już przecież swoje lata! Swoja drogą, nie wiedziałem że zmarła w tym roku

Jeśli szukasz absolutnej maestrii technicznej, a zarazem interpretacyjnej, to na dzień dzisiejszy niedościgłym wzorem jest dla mnie Ton Koopman. Ten sam (?) utwór: www.youtube.com/watch?v=-Qvdi_ckZ0Y

Nota bene Koompan (jak pewnie każdy, czy prawie każdy wybitny artysta) też jest przedstawicielem "linii przekazu": Leonhard
>Koopman
>Suzuki.
schlawiner (400 punktów)

>Jeśli szukasz absolutnej maestrii technicznej, a zarazem interpretacyjnej, to na dzień dzisiejszy niedościgłym wzorem jest dla mnie Ton Koopman. Ten sam (?) utwór: www.youtube.com/watch?v=-Qvdi_ckZ0Y
>Nota bene Koompan (jak pewnie każdy, czy prawie każdy wybitny artysta) też jest przedstawicielem "linii przekazu": Leonhard
>Koopman
>Suzuki.
Ten sam, ale nie taki sam. Koopmana wyjąłeś mi dosłownie z ust, zamierzałem zacytować go dla porównania. On gra właśnie odrobinę niechlujnie ów kawałek, ale za to nie ulega antymemowi "jaki ten Bach był w 4 dupy pobożny!". Nikt nie wytłumaczył widocznie pani profesor, że trzeba to grać poco rubato w cezurach i zmieniać manuały, mimo braku takich oznaczeń w nutach, w przeciwnym razie nuży słuchacza (nb. rzetelna robota kamerzysty). Sam J.S.Bach usiłował podłapać romański idiom, o którym była wcześniej mowa, drogą korespondencyjną. Ja nie słyszę wszakże nic włoskiego np. w "koncercie włoskim" ani w omawianej toccacie.
Czy ta linia przekazu, o której wspominasz, przechodzi przez Goulda?
Wydaje mi się, że tak, ale trzebaby przeczesać wypowiedzi Koopmana.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365