 |
Neofita, czyli nie czyń bliźniemu... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-03-2009 16:52 | Adamiak (36436 punktów) | Neofita, czyli nie czyń bliźniemu...
6 na 6 | Dość często słyszę głosy o "typowo neofickim" przewrażliwieniu nieaktywnych nałogowców na substancje będące przedmiotem ich uzależnienia. Ja odróżniam wrażliwość nałogowca, który już nie jest czynnym konsumentem nikotyny czy alkoholu, żeby wspomnieć najpopularniejsze dopalacze, od koniunkturalnej, ostentacyjnej gorliwości neofity w słownikowym tego słowa znaczeniu. Dla neofity partyjnego czy religijnego łapanie punktów służy do zdobycia pozycji w kolejnym stadzie i podkreślenia swego oddania następnej "sprawie" - z nałogowcem jest inaczej, unikanie kontaktów z przedmiotem jego uzależnienia jest czasami warunkiem sine qua non leczenia... bo cały pic jest w tym, że nałogowiec będzie chory do końca życia, może być tylko obsesjonatem nieaktywnym lecz nie może zmienić swego nałogu, a dla "świeżego" katolika, Świadka Czegoś, POmana czy PISmata, kolejna zmiana w przynależności mundurkowej jest tylko kwestią czasu i atrakcyjności profitów w innej bandzie. Każdy nałogowiec powinien liczyć się z tym, że nawroty choroby w postaci tzw "wpadki" są możliwym choć niekoniecznym scenariuszem jego schorzenia, a kontakty (między innymi) z przedmiotem jego nałogu te wpadki wysoce uprawdopodobniają, stawiając pod znakiem zapytania skuteczność całego leczenie, polegającego "tylko" na eliminowaniu pretekstów do kolejnego "odlotu". Widok gościa z flaszką piwa na ławce w parku czy smuga wonnego(?) dymu snująca się tęsknie za palaczem na przystanku jest impulsem mogącym wyzwolić i tak pracowicie hamowaną chęć do napicia się lub zapalenia. Jasne, można powiedzieć, że to jego, "konesera", problem, ale nie możemy zabronić mu korzystania z przestrzeni publicznej na równych prawach z innymi. Więc utożsamianie wzmożonej wrażliwości byłych palaczy z gorliwością neofity uważam za nietrafne. Więcej, uważam, że jest to rodzaj dezawuowania czyjegoś sukcesu w celu poprawienia swego, niekorzystnego bilansu emocjonalnego... ujemnego w poczuciu pozostawania w "słodkich objęciach przymusu", od którego ktoś inny się uwolnił. Byłby to jeszcze jeden przyczynek "naszego" alibi w bezsilności: a widzisz, jemu też się nie udało! Przecie gdyby znowu zaczął palić, pić...hm, mała rzecz niby, a ucieszy...  Bo dziwnym trafem takie słowa słyszę przeważnie u czynnych (jeszcze) nałogowców. Jakbym słyszał siebie kilka lat temu...  Czasami słyszę też argument, że odwykowiec zazdrości akurat spożywającemu, że sam nie może spożyć... absurd tej tezy polega na tym, że abstynent może się (np) napić w każdej chwili, lecz nie chce, a "smakosz" musi pić, bo jeszcze nie wie, że może nie chcieć . Więc logicznym się zdaje zabronić robienia publicznie czegoś, co nie wszystkim pasuje, niż nakazać poniekąd, reszcie towarzycha, biernego uczestnictwa w czyichś "ulubionych rozrywkach". Dlatego postuluję kategoryczny zakaz konsumowania wszelkich dopalaczy w przestrzeni publicznej. Zakaz dotyczyłby oczywiście osobników niepełnosprawnych kulturalnie, bo inni takie rzeczy wiedzą bez urzędowych zakazów. "Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty." - powiedział kiedyś George Bernard Shaw. Pewnie Shaw zamiast zakazów wolałby w tej grze elementy "efektu Pigmaliona", ale jak nie stać na to, co się lubi...  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | lotrek (14275 punktów) |
>Dlatego postuluję kategoryczny zakaz konsumowania wszelkich dopalaczy w przestrzeni publicznej. Przestrzeń publiczna , jest trudno definiowalna...sprecyzuj proszę, co przez nią rozumiesz. Bo mogę to zrozumieć, że nawet nad Wisłą, jak siądę tam z wędką, to nie będę mógł zapalić. Mimo, że w obrębie kilometra nie tam nikogo, oprócz mnie. I nieba błękitnego nade mną.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
 | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >Dlatego postuluję kategoryczny zakaz konsumowania wszelkich dopalaczy w przestrzeni publicznej.> Przestrzeń publiczna , jest trudno definiowalna...sprecyzuj proszę, co przez nią rozumiesz. Bo mogę to zrozumieć, że nawet nad Wisłą, jak siądę tam z wędką, to nie będę mógł zapalić. Mimo, że w obrębie kilometra nie tam nikogo, oprócz mnie. I nieba błękitnego nade mną. "Miejsce publiczne - z prawa karnego, oznaczające miejsce, w którym nie wolno spożywać alkoholu. Stworzone zostało specjalnie po to, żeby zrobić na złość menelom i młodzieży, a ci i tak mają to w dupie i spożywają napoje wyskokowe pod monopolowymi, w parkach itd..." 14.pl/Miejsce_publiczne Ta definicja na pociechę - nie ma w niej nic o palaczach.
|
|
|  | 2 na 2 | lotrek (14275 punktów) |
> Ta definicja na pociechę - nie ma w niej nic o palaczach.  Pocieszyłeś mnie.....częściowo, bo na rybach to i piwo lubię wypić, jak jadę na dłużej i nie muszę wracać zaraz autem. Dobre i to  Jednak musi być jakaś różnica między menelem żłopiącym "mózgojeba" na podwórzu, pod oknami mieszkanców a wypiciem piwa nad rzeką.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
| |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Ta definicja na pociechę - nie ma w niej nic o palaczach.  > Pocieszyłeś mnie.....częściowo, bo na rybach to i piwo lubię wypić, jak jadę na dłużej i nie muszę wracać zaraz autem. Dobre i to  Smacznego. > Jednak musi być jakaś różnica między menelem żłopiącym "mózgojeba" na podwórzu, pod oknami mieszkanców a wypiciem piwa nad rzeką. Jak musi to i jest - jak między piwem i innym "mózgojebem".
|
|
 | 1 na 1 | lukaszewicz (5674 punktów) | > nawet nad Wisłą, jak siądę tam z wędką, to nie będę mógł zapalić. Mimo, że w obrębie kilometra nie ma tam nikogo, oprócz mnie.
Przydałby się jeszcze jakiś sumaczek.
|
|
|  | | Adamiak (36436 punktów) | > > nawet nad Wisłą, jak siądę tam z wędką, to nie będę mógł zapalić. Mimo, że w obrębie kilometra nie ma tam nikogo, oprócz mnie.> Przydałby się jeszcze jakiś sumaczek.Mniammmm...
|
|
| |  | | lukaszewicz (5674 punktów) |
> Mniammmm... Byłoby mniammm... gdyby nie przepalona żyłka papierosem. Palenie jednak szkodzi - na żołądek
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Mniammmm... > Byłoby mniammm... gdyby nie przepalona żyłka papierosem. Na kilka tysięcy godzin wędkowania zdarzyło mi się to 3 (słownie: trzy) razy , choć masz rację... to były największe sztuki. > Palenie jednak szkodzi - na żołądek Staram się palić ustami.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | lotrek (14275 punktów) |
> Na kilka tysięcy godzin wędkowania zdarzyło mi się to 3 (słownie: trzy) razy , choć masz rację... to były największe sztukJa nie mam się czym pochwalić, największy sum jaki mi się trafił miał około 4 kg. Ale co powiecie na taką "sztukę", niestety to nie u nas. Robi jednak wrażenie... 
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > > Na kilka tysięcy godzin wędkowania zdarzyło mi się to 3 (słownie: trzy) razy , choć masz rację... to były największe sztuki...> Ja nie mam się czym pochwalić, największy sum jaki mi się trafił miał około 4 kg. Ale co powiecie na taką "sztukę", niestety to nie u nas. Robi jednak wrażenie... Nooo, zupełnie jak te moje trzy!!! Tylko moja trzecia miała kreskę na ogonie w poprzek i była ciut tęższa.  >
|
|
| | | | |  | | lukaszewicz (5674 punktów) |
>Ja nie mam się czym pochwalić, największy sum jaki mi się trafił miał około 4 kg. Ale co powiecie na taką "sztukę", niestety to nie u nas. Robi jednak wrażenie...
Sumka oceniłem na plus. U nas w Warszawie zdarzają się niewiele mniejsze.No, może przesadziłem. Największy jakiego podbierałem miał 248cm.
marek
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Ja nie mam się czym pochwalić, największy sum jaki mi się trafił miał około 4 kg. Ale co powiecie na taką "sztukę", niestety to nie u nas. Robi jednak wrażenie...> Sumka oceniłem na plus. Mnie się też ten fotomontaż podoba. > U nas w Warszawie zdarzają się niewiele mniejsze.No, może przesadziłem.> Największy jakiego podbierałem miał 248cm. Jeżeli podbierałeś go w Warszawie to proszę o adres.   "Jest nowy rekord Polski w sumie.Waga 89,30kg,długość 235cm!!Czyli zostały pobite dwa rekordy:waga i długość.Poprzednie rekordy to:wagowy 88kg(225cm) złowiony w 2002r., długości 229cm,złowiony w 2003r." Ryba została złowiona 02.07.2007 o godzinie 21:30 w rybnickim morzu, przez Bogdana Krawczyka. Sprzęt: żyłka 0,50mm, 120-cm przypon z plecionki o wytrzymałości 60kg.Przynęta:karp 0,80kg,33cm.
|
|
| | | | | | |  | | lukaszewicz (5674 punktów) |
> Jeżeli podbierałeś go w Warszawie to proszę o adres. Mój czy sumka? Te wiślane sumaczki mają zupełnie inne proporcje.Taki 235cm. miałby 45- 50kg. Ten 248 miał 52 i nie został zgłoszony.Jak większość .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > > Jeżeli podbierałeś go w Warszawie to proszę o adres. > Mój czy sumka? Jeśli sumek już był podebrany to ze względu na podejrzenia co do jego dalszych losów, adres może nie być precyzyjny. Pozostaje adres miejsca podebrania. > Te wiślane sumaczki mają zupełnie inne proporcje.Taki 235cm. miałby 45- 50kg.> Ten 248 miał 52 i nie został zgłoszony.Jak większość . Nie mam przesłanek, by to kwestionować, ale pozostanę w tej kwestii, jako sceptyk, agnostykiem. Jak większość.
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Dlatego postuluję kategoryczny zakaz konsumowania wszelkich dopalaczy w przestrzeni publicznej.> Przestrzeń publiczna , jest trudno definiowalna...sprecyzuj proszę, co przez nią rozumiesz. Bo mogę to zrozumieć, że nawet nad Wisłą, jak siądę tam z wędką, to nie będę mógł zapalić. Mimo, że w obrębie kilometra nie tam nikogo, oprócz mnie. I nieba błękitnego nade mną. Teraz strzelę se w stopę, ale co tam  Jestem równie namiętnym wędkarzem, jak palaczem i (kiedyś) piwoszem, choć odwrotna kolejność oddaje celniej moje priorytety...  Jeżdżę na rybki na ogół w te same miejsca, więc i krąg znajomych, nie tylko wędkarzy, ale i okolicznej ludzkości wiejsko-letniskowej, jest dość szeroki. Kilka razy spotkałem się z dość znamiennym zdaniem - że jestem jedynym (znanym mówiącym) wędkarzem, przy którym stoi popielniczka... Nie jestem aż takim hipokrytą, by gadać, że nie sprawia mi to przyjemności  , ale jednocześnie smutno mi, gdy to słyszę... akurat przy tym "monopolu" bym się nie upierał.
|
|
|  | 1 na 1 | lukaszewicz (5674 punktów) | > Jestem równie namiętnym wędkarzem, jak palaczem i (kiedyś) piwoszem, choć odwrotna kolejność oddaje celniej moje priorytety... Polecam Szwecję. Ryby są. Wszyscy mają popielniczki. Piwo jest tak drogie,żze człek się cieszy jak nie pije.
|
|
| |  | | Adamiak (36436 punktów) | > > Jestem równie namiętnym wędkarzem, jak palaczem i (kiedyś) piwoszem, choć odwrotna kolejność oddaje celniej moje priorytety... > Polecam Szwecję.> Ryby są.> Wszyscy mają popielniczki.> Piwo jest tak drogie,żze człek się cieszy jak nie pije. Od kilku lat cena piwa nie ma wpływu na jakość moich uciech. W Polsce mi z tym cieplej.
|
|
|  | 2 na 2 | lotrek (14275 punktów) | > jestem jedynym (znanym mówiącym) wędkarzem, przy którym stoi popielniczka...Fakt...niespotykane zjawisko. Nie wożę popielniczki, ale też "nie kiepuje", niedopałki, jak i wszelakie śmieci wrzucam do reklamówki wiszącej na lusterku auta, potem zabieram ze sobą. Szlak mnie trafia, jak przyjeżdżając nad wodę muszę zaczynać od sprzątania po innych. > Nie jestem aż takim hipokrytą, by gadać, że nie sprawia mi to przyjemności , ale jednocześnie smutno mi, gdy to słyszę... akurat przy tym "monopolu" bym się nie upierał. Nie jestem piwoszem....okazjonalnie wypijam do dwóch piw, zdecydowanie preferuję mocniejsze trunki, jak przystało na prawdziwego Polaka (niekoniecznie katolika)- jestem "starej daty".
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
6 na 6 | placownik (17853 punktów) |
>Dlatego postuluję kategoryczny zakaz konsumowania wszelkich dopalaczy w przestrzeni publicznej.
Bliska mi jest Twoja argumentacja, lecz sam postulat zasługuje na bardzo ostrożne poparcie. Bo czym jest przestrzeń publiczna? Podzielam w tym względzie zastrzeżenia lotreka, Wydaje mi się ponadto, że dla palenia i picia wypadałoby określać ją nieco inaczej. Na przystankach nie palę, odchodzę na bok i tam folguję swemu nałogowi. Czy jednak mam się z tym kryć, aby oszczędzić widoku palacza tym, którzy są na skutecznym odwyku? To absurd.
Inaczej z piciem. Jestem przeciwny żłopaniu piwska, że nie wspomnę o mocniejszych kalibrach, poza wyznaczonymi do tego miejscami. Uważam, że osoby, które nie potrafią się od tego powstrzymać, stanowią potencjalnie fizyczne zagrożenie dla otoczenia. Ale czy można sobie wyobrazić restaurację, w której wino do posiłku moglibyśmy spożywać wyłącznie w specjalnie do tego celu przeznaczonej sali - "dla pijących"? To absurd.
Zwracam się z uprzejmą prośbą, o uwzględnienie powyższych zastrzeżeń.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Dlatego postuluję kategoryczny zakaz konsumowania wszelkich dopalaczy w przestrzeni publicznej.> Bliska mi jest Twoja argumentacja, lecz sam postulat zasługuje na bardzo ostrożne poparcie. Dobre i to.  > Bo czym jest przestrzeń publiczna? Podzielam w tym względzie zastrzeżenia lotreka, Wydaje mi się ponadto, że dla palenia i picia wypadałoby określać ją nieco inaczej. Jestem za. > Na przystankach nie palę, odchodzę na bok i tam folguję swemu nałogowi. Czy jednak mam się z tym kryć, aby oszczędzić widoku palacza tym, którzy są na skutecznym odwyku? To absurd. Tez tak myślę, więc... patrz wyżej. > Zwracam się z uprzejmą prośbą, o uwzględnienie powyższych zastrzeżeń. Da się zrobić - standardowa maksymalizacja żądań do negocjacji. Sorry, Placowniku , biznes to biznes.  Pozdrawiam
|
|
 | 5 na 5 | jad11 (18783 punktów) |
> Inaczej z piciem. Jestem przeciwny żłopaniu piwska, że nie wspomnę o mocniejszych kalibrach, poza wyznaczonymi do tego miejscami. Uważam, że osoby, które nie potrafią się od tego powstrzymać, stanowią potencjalnie fizyczne zagrożenie dla otoczenia.
Dlaczego akurat oni? Potencjalne fizyczne zagrożenie dla otoczenia stanowi każdy obywatel niezależnie od tego czym się akurat zajmuje.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
|  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Dlaczego akurat oni? Potencjalne fizyczne zagrożenie dla otoczenia stanowi każdy obywatel niezależnie od tego czym się akurat zajmuje.
Masz oczywiście rację. Pragnąc być ścisłym powinienem napisać, że u ekshibicjonistycznych piwożłopów potencjał zagrożenia jest znacząco wyższy od przeciętnego.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 6 na 6 | jad11 (18783 punktów) | > >Dlaczego akurat oni? Potencjalne fizyczne zagrożenie dla otoczenia stanowi każdy obywatel niezależnie od tego czym się akurat zajmuje.> Masz oczywiście rację. Pragnąc być ścisłym powinienem napisać, że u ekshibicjonistycznych piwożłopów potencjał zagrożenia jest znacząco wyższy od przeciętnego.Nie o małostkowość mi chodziło a o to właśnie czy aby na pewno u ekshibicjonistycznych piwożłopów ten potencjał jest wyższy. Weźmy taki znany każdemu gatunek- jabolowe dziadki. Widział ktoś kiedyś agresywnego jabolowca? Ja nigdy a jest tych jabolowców sporo w moim mieście. Gdzie mają pić? Z domu żona wyrzuci a na knajpę raczej ich nie stać, zresztą która knajpa jest otwarta o piątej rano  Lubię wiosną czy latem wyjść sobie na spacer z córką i żoną, kupić piwko i wypić na ławce w parku czyli w przestrzeni bardziej nawet publicznej niż rzeczka loterka . Sądzę, że jestem wtedy znacznie mniej potencjalnie niebezpieczny niż trzeźwy smarkacz z psem mordercą albo nawet poważny starszy pan, któremu akurat się śpieszy i jest tym pośpiechem rozdrażniony. I rzecz nie w tym, że nie mogę się powstrzymać ale w tym, dlaczego miałbym. Tam w parku to piwo smakuje mi o wiele lepiej niż w zadymionej knajpie czy nawet w domu przed telewizorem. Widok pijących na dworze zupełnie mi nie przeszkadza. Nawet jeśli jest to grupa młodych obszczymurów w porozciąganych spodniach. Póki nie są faktycznie agresywni, niech piją. Czy coś by zmieniło gdyby upili się w domu a dopiero potem wyszli na ulicę?
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >Póki nie są faktycznie agresywni, niech piją. Czy coś by zmieniło gdyby upili się w domu a dopiero potem wyszli na ulicę?
Wczoraj wieczorem gadałem z kumplem, mieszka w Anglii. Napisał: w Anglii też nie wolno pić w miejscach publicznych, ale na widok dziadka w parku, z puszką piwa, nikt z bloczkiem mandatowym nie wyskoczy - upomną, każą schować i to wszystko.
Konkluzja z rozmowy była taka: jaka kultura takie i proporcje.
|
|
| | | |  | | jad11 (18783 punktów) |
> Wczoraj wieczorem gadałem z kumplem, mieszka w Anglii.> Napisał: w Anglii też nie wolno pić w miejscach publicznych, ale na widok dziadka w parku, z puszką piwa, nikt z bloczkiem mandatowym nie wyskoczy - upomną, każą schować i to wszystko.To dobre  Gdzie schować otwartą puszkę piwa?
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > > Wczoraj wieczorem gadałem z kumplem, mieszka w Anglii.> >Napisał: w Anglii też nie wolno pić w miejscach publicznych, ale na widok dziadka w parku, z puszką piwa, nikt z bloczkiem mandatowym nie wyskoczy - upomną, każą schować i to wszystko.> To dobre Gdzie schować otwartą puszkę piwa?Spytam wieczorem - ja nietamtejszy...
|
|
| | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | >Nie o małostkowość mi chodziło a o to właśnie czy aby na pewno u ekshibicjonistycznych piwożłopów ten potencjał jest wyższy. >Widok pijących na dworze zupełnie mi nie przeszkadza. Nawet jeśli jest to grupa młodych obszczymurów w porozciąganych spodniach. Póki nie są faktycznie agresywni, niech piją. Czy coś by zmieniło gdyby upili się w domu a dopiero potem wyszli na ulicę?
Pytanie wielce zasadne, tym bardziej, że wędrując po krajach, gdzie zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych nie ma, nie zaobserwowałam wcale jakiejś szczególnie częstej agresji po alkoholu. Baaa... Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że kultura spożycia tegoż zdawała się tam całkiem wysoka- np. grupa "dziadków" siedzących w parku i grających w szachy nad otwartym piwem.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | -=DrzouannA=- (199 punktów) | To dowód na realne istnienie mechanizmu, na który wskazują psychologowie społeczni: zakaz nie wpływa na porzucenie zakazanej czynności, a wręcz przeciwnie - najczęściej jest główną motywacją, by zakazaną czynność podejmować i zakaz obchodzić. Natomiast brak zakazu w odniesieniu do takiej czynności jest czynnikiem ograniczającym zainteresowanie do - w tym przypadku - koneserów  .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > To dowód na realne istnienie mechanizmu, na który wskazują psychologowie społeczni: zakaz nie wpływa na porzucenie zakazanej czynności, a wręcz przeciwnie - najczęściej jest główną motywacją, by zakazaną czynność podejmować i zakaz obchodzić.> Natomiast brak zakazu w odniesieniu do takiej czynności jest czynnikiem ograniczającym zainteresowanie do - w tym przypadku - koneserów . Nie wiem co gadają psycholodzy, ale ja uważam, że żaden zakaz nie jest w stanie wyzwolić popytu na cokolwiek. Zakaz w ważnych sprawach powoduje tylko polaryzację postaw społecznych więc i bardziej spektakularne, wyrazistsze postrzeganie osobników "dyskryminowanej" opcji. Prócz zwykłego tworzenia się enklaw (osiedlowych "murków" czy "ławeczek"), przez co marginalizowane zakazem elity stają się bardziej widoczne.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >Póki nie są faktycznie agresywni, niech piją. Czy coś by zmieniło gdyby upili się w domu a dopiero potem wyszli na ulicę? >Baaa... Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że kultura spożycia tegoż zdawała się tam całkiem wysoka- np. grupa "dziadków" siedzących w parku i grających w szachy nad otwartym piwem. > Przecie kultura picia to nic innego jak składnik kultury w ogóle. Myślę, że wyższy poziom ogólnie pojętej kultury jest (powinien być) odwrotnie proporcjonalny do ilości zakazów.
|
|
| | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Widok pijących na dworze zupełnie mi nie przeszkadza. Nawet jeśli jest to grupa młodych obszczymurów w porozciąganych spodniach.
Jeśli Twoja żona podziela Twój pogląd, nawet w sytuacjach kiedy jesteś nieobecny, to na Twoim miejscu odbyłbym z nią poważną rozmowę...
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | 2 na 2 | jad11 (18783 punktów) | > >Widok pijących na dworze zupełnie mi nie przeszkadza. Nawet jeśli jest to grupa młodych obszczymurów w porozciąganych spodniach.> Jeśli Twoja żona podziela Twój pogląd, nawet w sytuacjach kiedy jesteś nieobecny, to na Twoim miejscu odbyłbym z nią poważną rozmowę...Nie podziela ale ona nie myśli racjonalnie  A poważna rozmowa z nią to najgorsze, co może mi się przytrafić. Pod moim blokiem często odbywają się takie podwórkowe imprezy z udziałem młodych ludzi. Kilka lat temu sam nieraz brałem udział w podobnych i nigdy nikogo nie pobiłem ani nawet nie zaczepiałem. Ani ja ani nikt z kolegów. Pozory często mylą a grupka młodych jest tylko potencjalnie niebezpieczna. Policja powinna interweniować gdy jest awantura a nie gdy młodzi zbierają się w grupy i popijają.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch. EDIT: Kilkanaście a nie kilka lat temu. Ależ ten czas leci.
|
|
| Zawecki (4718 punktów) | Przestrzeń publiczna nie jest zdefiniowana ściśle. Nie jestem pewien, czy w ogóle możliwe jest doprecyzowanie. Cytat:Przestrzeń publiczna - wszelkie miejsca dostępne powszechnie i nieodpłatnie, fizyczna przestrzeń w której może znaleźć się każda jednostka społeczna. Wg tej definicji muzeum czy zoo nie jest przestrzenią publiczną, co jest nieco dysfunkcjonalne. Roztropniej pozwolić na palenie papierosów wyłącznie w zamkniętej przestrzeni prywatnej niedostępnej dla osób postronnych, czyli w mieszkaniach i w domach. A także w specjalnych palarniach nikotyny, opium i innych dopalaczy. Per analogia, mamy przecież pijalnie "wód" wszelakich, czyli bary i restauracje.
|
|
 | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Przestrzeń publiczna nie jest zdefiniowana ściśle. Nie jestem pewien, czy w ogóle możliwe jest doprecyzowanie. Cytat:Przestrzeń publiczna - wszelkie miejsca dostępne powszechnie i nieodpłatnie, fizyczna przestrzeń w której może znaleźć się każda jednostka społeczna. Wg tej definicji muzeum czy zoo nie jest przestrzenią publiczną, co jest nieco dysfunkcjonalne.> Roztropniej pozwolić na palenie papierosów wyłącznie w zamkniętej przestrzeni prywatnej niedostępnej dla osób postronnych, czyli w mieszkaniach i w domach. A także w specjalnych palarniach nikotyny, opium i innych dopalaczy.> Per analogia, mamy przecież pijalnie "wód" wszelakich, czyli bary i restauracje.  Masz rację, ale trzeba nastraszyć obrzydliwych palaczy zakazem palenia w ogóle... jak później ustąpimy i pozwolimy palić w domu to będą nas po rękach całować...  No, trzeba będzie im jakiś rozsądny limit dzienny wprowadzić i tyle.
|
|
|  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> jak później ustąpimy i pozwolimy palić w domu to będą nas po rękach całować...  Nie załapiesz się, Kopaczową tylko będą całować (w woniejącą petami rączkę). .
|
|
| |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >jak później ustąpimy i pozwolimy palić w domu to będą nas po rękach całować...  > Nie załapiesz się, Kopaczową tylko będą całować (w woniejącą petami rączkę).> .Masz rację - ja pocałuję ze słowami: przepraszam, że ustami.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|