Racjonalista - Strona głównaDo treści
Osobisty rak i dylematy egzystencjalne

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
29-11-2009 17:24Patryas (87 punktów)Osobisty rak i dylematy egzystencjalne
Ocena 13 na 13
Nasze problemy życia codziennego, a także plany i oczekiwania dotyczące przyszłości w sposob naturalny wyznaczają tematy na które chcemy się wypowiadać. Jednak tak bywa w życiu, że ta codzienność, a tym bardziej wszelkie plany, całkowicie zmieniają się. I wtedy zwykła codzienność przestaje być zwykła.
Tak właśnie bywa gdy zachorujemy na raka. Znam to z autopsji. Operacja, wielomiesięczna radioterapia i chemioterapia do nadal, szpitale, szpitale, szpitale.
Moim zamiarem nie jest epatowanie uczestników forum, lecz podjęcie trudnej problematyki natury egzystencjalnej. I tu dochodzę do sedna sprawy.
Otóż bliscy i ci dalsi którzy wychodzą z założeń religijnych, fideistycznych, bardzo często uciekają od istoty problemu. Jednym słowem pocieszają, przywołując wolę Boga. Dotyczy to także tych których spotkałem w szpitalach. A wynika to najczęście z faktu, że ich religijność, w obliczu ciężkiej choroby, jest bardziej wiarygodna, zamknięta w sobie, mniej nachalna. Tacy chorzy jeśli potrafią wdać się w dyskusje na tematy egzystencjalne, podkreślają często, że oni chyba mają lepszy komfort psychiczny /jeśl w takiej sytuacji można mówić o jakomkolwiek komforcie/ niż osoby które nie wierzą w życie pozagrobowe.
Natomiast ateiści w zasadzie są w dyskusji otwarci, bezpośredni, bowiem nie uciekają się do religijnych formułek, jednak emocjonalnie na równi z niewierzącymi słabo radzą sobie z problemem.
Oczywiste jest, że ci którzy o problemach życia i śmierci dyskutują teoretycznie mogą na tę kwestię różnie patrzeć nie przywiązując się zbytnio do głoszonych poglądów. Jednak w obliczu osobistych dramatycznych doświadczeń w postaći ciężkiej choroby, często weryfikują swoje poglądy na problem życia i śmierci. Wierzący czasami popadają w swoisty mistycyzm i ucieczkę od rzeczywistości, albo godzą się z rzeczywistością, licząc na opatrzność boską, natomiast niewierzący /nieliczni/ bardziej dystansują się do tego co nas spotyka i co może spotkać. I oczywiście nie chodzi tu o nawrócenie niedowiarków, ale o szukanie busoli życia w tak trudnej sytuacji.
Myślę, że ludzie tacy jak ja, niewierzący, muszą być bardziej refleksyjni oraz wyciszeni i cieszyć się tym co ich w "życiu doczesnym" spotyka i co sami mogą jeszcze zrobić. Mnie oczywiście - jak wielu innych - w "pionie" trzyma rodzina, ale także społeczna działalność na rzecz humanizmu, racjonalizmu i tolerancji w Klubie Kultury Współżycia i Tolerancji im. Tadeusza Kotarbińskiego.
Oczywiście wyciszenie i radość z "życia doczesnego" dotyczy także wierzących chorych na raka. I mam szczerą nadzieję, że pomaga im także w życiu przekonanie, że jeszcze czeka ich coś dobrego po śmierci.
Być może ważną kwestię życia i śmierci podjąłem w sposób zbyt uproszczony. Jednak nie chodziło mi o rozwinięte dywagacje filozoficzne, lecz o swoisty zaczyn do refleksji nad przemijaniem. I nie godzenie się na trywialne stawianie sprawy, z czym się często spotykałem, sprowadzone do pytania: czy osoby wierzące są bardziej przygotowane do śmierci, bo wierzą w życie pozagrobowe niż osoby niewierzące. Dla mnie ten dylemat jest obcy. Jego roztrzyganie to oznaka ucieczki od tego co jest ważne w życiu człowieka, tu i teraz.
Problem chroby, wątku egzystencjalnego, podjąłem na naszej stronie internetowej: "Nie nauczyliśmy się żyć z rakiem" w "Publicystyce klubowiczów" oraz na forum dyskusyjnym: "Nie karać za raka" w "Co w prasie piszczy"
www.kkwitolerancji.com/
Joachim Patryas













Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>Natomiast ateiści w zasadzie są w dyskusji otwarci, bezpośredni, bowiem nie uciekają się do religijnych formułek, jednak emocjonalnie na równi z niewierzącymi słabo radzą sobie z problemem.

Problem maja jedynie ci, którzy nie są w stu procentach wierzący, albo w stu procentach niewierzący. Ateiści to miernota, która potrzebuje czegoś do zanegowania, aby sformułować własne stanowisko. Ateizm to echo wiary.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
30-11-2009 04:07 
 Ocena 9 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie wierzę w 100%. Nie uważam się za miernotę i echo wiary. Byłem świadkiem śmierci 3 bardzo mi bliskich osób. Uczciwe podejście do rzeczywistości pomogło mi zaakceptować to, że jesteśmy istotami śmiertelnymi, przypuszczam, że gdy sam będę umierał zadziała to podobnie.

Napisałem "nie wierzę w 100%". Musiałem tak napisać z uwagi na społeczeństwo, w którym większość osób wierzy. Gdyby nie nacisk społeczny, wogóle nie myślałbym w kategoriach wierzyć - nie wierzyć. Nie znałbym pojęcia boga i nie musiałbym z tym wymysłem polemizować.
30-11-2009 15:25 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Gdyby nie nacisk społeczny, wogóle nie myślałbym w kategoriach wierzyć - nie wierzyć. Nie znałbym pojęcia boga i nie musiałbym z tym wymysłem polemizować.

To rozstrzygająca kwestia. Nie chodzi przy tym o polemikę, lecz o pozbycie się problemu (podobnie jak Wittgenstein potraktował filozofię): skoro dostrzegłeś go jako wywołany przez kontekst społeczny i jako coś przypadkowego, z jakiej racji czynić go elementem własnego widzenia świata, nawet w negatywnej postaci? Teizm i ateizm są na tej samej płaszczyźnie logicznego bezsensu. Jeśli zanegujesz bla bla bla, nie otrzymasz prawdy, tylko dalej logiczny bełkot. Trzeba sobie raz na zawsze uświadomić, że religia nie jest problemem teoretycznym, lecz jedynie praktycznym.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekawa wypowiedź, jak zwykle . Niestety, o praktyce też trzeba mówić. A każde słowo jest w pewnym sensie tylko teorią czynu.
01-12-2009 10:41 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
> Jeśli zanegujesz bla bla bla, nie otrzymasz prawdy, tylko dalej logiczny bełkot. Trzeba sobie raz na zawsze uświadomić, że religia nie jest problemem teoretycznym, lecz jedynie praktycznym.
Czyli każda negacja absurdalnej tezy jest równie absurdalna? Nie zgadzam się.
01-12-2009 15:51 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>każda negacja absurdalnej tezy jest równie absurdalna? Nie zgadzam się.

Gramatyczne zdanie Bóg istnieje. jest semantycznym nonsensem, jeśli wziąć pod uwagę odniesienie przedmiotowe terminu "bóg", jakie rzekomo posiada (zobacz katechizm). Jeśli można by przypisać mu jakieś znaczenie, to dokładnie to, jakie kryje się za określeniem "widzialne ciało Chrystusa": kościoły, przykościelne szopy, konta bankowe, limuzyny księży, ich odzież, dewocjonalia, itp., itd. No i oczywiście wierni, ci z krwi i kości - bezduszni petenci daremnych obrzędów.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Sylwek (15472 punktów)
>>Gdyby nie nacisk społeczny, wogóle nie myślałbym w kategoriach wierzyć - nie wierzyć. Nie znałbym pojęcia boga i nie musiałbym z tym wymysłem polemizować.
>To rozstrzygająca kwestia. Nie chodzi przy tym o polemikę, lecz o pozbycie się problemu (podobnie jak Wittgenstein potraktował filozofię)

Dzieli to jeszcze jedną cechę wspólną Z Wittgensteina rozprawą z filozofią - jałowość i oszustwo.
Nie wystarczy wmówić sobie, że problem nie istnieje, by przestał istnieć.
03-12-2009 19:44 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nie wystarczy wmówić sobie, że problem nie istnieje, by przestał istnieć.

Podobnie nie wystarczy wmówić sobie, że problem istnieje, aby był faktycznym problemem.
Tego rodzaju pozornym problemem jest istnienie-nieistnienie boga.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Sylwek (15472 punktów)

>Tego rodzaju pozornym problemem jest istnienie-nieistnienie boga.
Nie jest to bardziej pozorny problem, niż zagadnienie istnienia sfer niebieskich czy hipoteza continuum.
30-11-2009 08:08 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>> Ateiści to miernota, która potrzebuje czegoś do zanegowania, aby sformułować własne stanowisko. Ateizm to echo wiary.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.


Epitety nic nie dają. Nie przyczyniają się do rzeczowej dyskusji.
Chciałbym jednak podkreślić, że w przypadku ciężkich doświadczeń życiowych, o których pisałem, problem wiary i niewiary łatwo nie da się zbyć. Właśnie w takich sytuacjach głęboka refleksyność i wynikający z tego dystans do problemu czyni dyskusje rzeczowe.
Joachim Patryas
www.kkwitolerancji.com
30-11-2009 15:04 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Chciałbym jednak podkreślić, że w przypadku ciężkich doświadczeń życiowych, o których pisałem, problem wiary i niewiary łatwo nie da się zbyć. Właśnie w takich sytuacjach głęboka refleksyność i wynikający z tego dystans do problemu czyni dyskusje rzeczowe.

Tutaj - jak i chyba w każdej dziedzinie życia - obserwuje się sporą różnorodność. Ludzie szukają zapomnienia w wierze, ale są i tacy, którzy właśnie wtedy przestają "sie wkręcać" i szukać na siłę pocieszenia.

Czy perspektywa życia po smierci poprawia nastrój? To dość złudne. Zaraz za życiem po śmierci tkwi bowiem osądzanie, a nie byłaby mi miła perspektywa trafienia nie do tego miejsca, albo pławienie się w luksusie wiedząc, że moi bliscy mieli mniej szczęścia.
Tak więc pocieszanie może i jest, ale ze znacznie większą groźbą w zanadrzu.

A po drugie - perspektywa nieistnienia nie jest zła. Koniec cierpienia, bólu - słowem raj
30-11-2009 19:13 
 Ocena 3 na 3
Patryas (87 punktów)
>
>Tutaj - jak i chyba w każdej dziedzinie życia - obserwuje się sporą różnorodność. Ludzie szukają zapomnienia w wierze, ale są i tacy, którzy właśnie wtedy przestają "sie wkręcać" i szukać na siłę pocieszenia.
>Czy perspektywa życia po smierci poprawia nastrój? To dość złudne.

Jest jeszcze jeden aspekt tego problemu. Zwykły strach człowieka doświadczonego chorobą, który - niestety - bywa wykorzystywany w szpitalach przez księży /na szczęście sporadycznie/.
Opiszę jeden przykład. Chory, który w rozmowie ze mną deklarował się jako "niewierzący z pewnymi wątpliwościami" /nie chodził na msze w szpitalu/. W sytuacji załamania choroby, nagabywany przez księdza sprowadzonego przez pacjentów, przestraszony i załamany, zgodził się na przyjęcie komunii i wszelkie inne rytuały z tym faktem związane.
Przyznam się, że na sli zrobiła się ciężka atmosfera bo pacjent jest umierający, a fak że jest umierający uzasadniała nadzwyczajna obecność księdza, który nie ukrywał swoistego triumfu /bo chory nawrócił się/.
Ostatecznie to lekarze orzkali czy choru umiera, lub nie. Na szczęści wszystok dobrze się skończyło. Jednak "delikwent" zamknął się w sobie, ale na msze nie chodził nadal.
Jednak tu nie powiedziałbym, że jak trwoga to do Boga.
J.P.






01-12-2009 10:44 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Jest jeszcze jeden aspekt tego problemu. Zwykły strach człowieka doświadczonego chorobą, który - niestety - bywa wykorzystywany w szpitalach przez księży /na szczęście sporadycznie/.
>Opiszę jeden przykład. Chory, który w rozmowie ze mną deklarował się jako "niewierzący z pewnymi wątpliwościami" /nie chodził na msze w szpitalu/. W sytuacji załamania choroby, nagabywany przez księdza sprowadzonego przez pacjentów, przestraszony i załamany, zgodził się na przyjęcie komunii i wszelkie inne rytuały z tym faktem związane.
Takie sytuacje są nagminne. Znajomy dopiero po naprawdę karczemnej odpowiedzi i zruganiu księdza jak burą sukę - cytat dosłowny - odzyskał spokój. Wcześniej co dziennie był regularnie pytany o spowiedź, a po odmowie następowała seria pytań o przyczyny i argumentów mających go przekonać. A mówią, że tylko świadkowie są nachalni...

>Jednak tu nie powiedziałbym, że jak trwoga to do Boga.
Ja również.
01-12-2009 21:42 
 Ocena 2 na 2
Patryas (87 punktów)
> Znajomy dopiero po naprawdę karczemnej odpowiedzi i zruganiu księdza jak burą sukę - cytat dosłowny - odzyskał spokój. Wcześniej co dziennie był regularnie pytany o spowiedź, a po odmowie następowała seria pytań o przyczyny i argumentów mających go przekonać. A mówią, że tylko świadkowie są nachalni...
>>Jednak tu nie powiedziałbym, że jak trwoga to do Boga.
>Ja również.

Znajomy miał prawdopodobnie dużo siły. Jednak proszę mi wierzyć wtedy kiedy chory jest całkowicie wyczerpany, fizycznie i psychicznie nie ma siły na tego typu walkę, a tym bardziej zrugać księdza jak burą sukę.
Jest w tych sytuacjach jeszcze jeden delikatny element. Chorzy, katolicy, towarzysze niedoli na sali. Z ich zachowaniem i opiniami trzeba się także liczyć. Może być ostracyzm na sali, a to także utrudnia życie krańcowo choremu, który nie raz potrzebuje pomocy.
Nie będę tu wspominać o postawie personelu medycznego, bo on w tej delikatnej materii odgryaw kluczową rolę.
Właśnie z tego powodu wszelka nachalność księdza jest wysoce nieetyczna.
Pozdrawiam
J.P.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>> Znajomy dopiero po naprawdę karczemnej odpowiedzi i zruganiu księdza jak burą sukę - cytat dosłowny - odzyskał spokój. Wcześniej co dziennie był regularnie pytany o spowiedź, a po odmowie następowała seria pytań o przyczyny i argumentów mających go przekonać. A mówią, że tylko świadkowie są nachalni...
>
Zainteresowała mnie ta wasza rozmowa. Sam mam takie przeżycia z księżmi.
Leżałem w łóżku przed operacją. Miałem rozłożoną Biblię i studiowałem ją, a obok kilka innych książek. W tym momencie wszedł ksiądz.
Zobaczył to wszystko i pyta:
"Kapłan! Czy tak?"
Odpowiedziałem: "Nie! Świadek Jehowy".
On na to odwrócił się na piecie i wybiegł z pokoju.
Było to tuż po poznaniu i przyjęciu chrztu jako świadek Jehowy.
Po operacji na kręgosłupie bylem przywiązany do łóżka.
Leżałem sobie na łóżku, a rano przychodził ksiądz. On dokładnie wiedział, że jestem świadkiem Jehowy, ale stale proponował mi spowiedź i komunie. Jednego razu skinieniem dłoni zaprosiłem go do mnie. Nachylił się jak do spowiedzi, a wówczas mu powiedziałem:
"Idź precz Szatanie!"
Już więcej nie proponował mi tych swoich sakramentów.
Zastanawiałem się nad tym wiele razy, bo ta moja reakcja była spontaniczna.
Ci duchowi przewodnicy ponoszą wielokrotnie większą winę od innych ludzi, naukowców czy tzw.: racjonalistów, filozofów, ateistów itp., itd., w tworzeniu fałszywych religii i tworzeniu religii fałszywych, obrażaniu Boga.
Ludzie nie znający prawdy i prawdziwego Boga, dostawali przez wieki całe fałsz i kłamstwo.
Tacy ludzie są winni każdej śmierci na ziemi, śmierci każdego człowieka.
Dlaczego?
Bo popularyzowali religię śmierci. Tacy księża jako kapelani na wojnach zachęcali do zabijania takich samych katolików, współwyznawców, po stronie przeciwnej frontu. Można tych rzeczy i działań przeciwnych Bogu wymieniać, a ludziom tłumaczyli, że tak chce Bóg.
Apostołowie zapowiadali i ostrzegali, że odstępcy wejdą do pierwszych chrześcijańskich zborów, i to zaraz po ich śmierci.
Tacy właśnie ludzie pokazali, że jest dozwolone to, co Biblia zakazuje, czego Bóg nienawidzi.
Już wcześniej dotarło do mnie, że rzeczą najważniejszą dla człowieka, i w zryciu człowieka, jest znaleźć prawdę, źródło prawdy.
Wiele lat jej szukałem. I znalazłem. Znalazłem prawdę!

Na ówczesne czasy Jan dobrze zdawał sobie sprawę z pogarszania się stosunków w zborze chrześcijańskim.
Nieprzyjaciel - Szatan Diabeł nie tracił czasu i " nasiał chwastu między pszenicę"; wiadomo było z góry, że " powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów" .
Czytasz:
" Skąd się biorą wojny i skąd walki między wami?
Czy nie stąd: z waszych żądz rozkoszy zmysłowej, które toczą bój w członkach waszego ciała? Pragniecie, a jednak nie macie.
Mordujecie i pożądacie, a jednak nie jesteście w stanie uzyskać.
Walczycie i wojujecie. Nie macie, ponieważ nie prosicie.
I prosicie, a jednak nie otrzymujecie, ponieważ prosicie w niewłaściwym celu, aby tego użyć dla swych żądz rozkoszy zmysłowej.
Cudzołożnice, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Kto więc chce być przyjacielem świata, czyni siebie nieprzyjacielem Boga
"(Jakuba 4:1-4).
Tacy jak ten ksiądz twierdzili i twierdzą, iż są w prawdzie, że znają ją, ale ich rzeczywiste uczynki i całe zachowanie zadawały temu kłam, dowodząc raczej, że są chrześcijanami tylko z pozoru, a więc pseudo-chrześcijanami, antychrystami.
Apostoł Jan cały szereg razy stosuje słowa "kłamstwo" i "kłamca", począwszy od Ewangelii według Jana 8:44:
" Wy jesteście z waszego ojca, Diabła, i chcecie spełniać pragnienia waszego ojca. Ten był zabójcą, gdy rozpoczął, i nie stał mocno w prawdzie, ponieważ prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, mówi zgodnie z własnym usposobieniem, gdyż jest kłamcą i ojcem kłamstwa";
a skończywszy na księdze Apokalipsy 22:15:
" Na zewnątrz są psy i uprawiający spirytyzm, i rozpustnicy, i mordercy, i bałwochwalcy, i każdy, kto lubuje się i trwa w kłamstwie".

Nie jest kłamcą ten, kto przez pomyłkę nieumyślnie wypowiada coś, co nie polega na prawdzie.
Kłamcą jest ten, kto świadomie mówi nieprawdę, zamierzając tym kogoś wprowadzić w błąd i oszukać. Kościół katolicki sądzi, że ujdzie mu to na sucho.
Zapomnieli, że Jehowa jest Bogiem sprawiedliwości, i z nim ciemność i grzech nie ma nic wspolnego. Pomsta należy do Boga.
Wyrok na fałszywa religie został już dawno wydany.
Kłamstwa i prawdy nie da się z sobą pogodzić.
Jan był niezmiennie lojalny względem prawdy.
Wiedział, że " żadne kłamstwo z prawdy nie wypływa"(1 Jana 2:21).
To ten konflikt, miedzy kłamstwem w religii dominującej na ziemi, a prawdą, której wyczucie każdy z ludzi ma wszczepione, to on jest powodem dramatów wszelkiego rodzaju, między ludźmi i w rodzinach.
Jeszcze tylko chwilka.
Pozdrawiam
08-12-2009 09:22 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>>> Znajomy dopiero po naprawdę karczemnej odpowiedzi i zruganiu księdza jak burą sukę - cytat dosłowny - odzyskał spokój. Wcześniej co dziennie był regularnie pytany o spowiedź, a po odmowie następowała seria pytań o przyczyny i argumentów mających go przekonać. A mówią, że tylko świadkowie są nachalni...
>>
>Zainteresowała mnie ta wasza rozmowa. Sam mam takie przeżycia z księżmi.
>Leżałem w łóżku przed operacją. Miałem rozłożoną Biblię i studiowałem ją, a obok kilka innych książek. W tym momencie wszedł ksiądz.
>Zobaczył to wszystko i pyta:
>"Kapłan! Czy tak?"
>Odpowiedziałem: "Nie! Świadek Jehowy".
>On na to odwrócił się na piecie i wybiegł z pokoju.
>Było to tuż po poznaniu i przyjęciu chrztu jako świadek Jehowy.
>Po operacji na kręgosłupie bylem przywiązany do łóżka.
>Leżałem sobie na łóżku, a rano przychodził ksiądz. On dokładnie wiedział, że jestem świadkiem Jehowy, ale stale proponował mi spowiedź i komunie. Jednego razu skinieniem dłoni zaprosiłem go do mnie. Nachylił się jak do spowiedzi, a wówczas mu powiedziałem:
>"Idź precz Szatanie!"
>Już więcej nie proponował mi tych swoich sakramentów.
>Zastanawiałem się nad tym wiele razy, bo ta moja reakcja była spontaniczna.
>Ci duchowi przewodnicy ponoszą wielokrotnie większą winę od innych ludzi, naukowców czy tzw.: racjonalistów, filozofów, ateistów itp., itd., w tworzeniu fałszywych religii i tworzeniu religii fałszywych, obrażaniu Boga.
>Ludzie nie znający prawdy i prawdziwego Boga, dostawali przez wieki całe fałsz i kłamstwo.

Właśnie o tolerancję o to by takie sytuacje nie powtarzały się walczy nasz Klub, także podejmując te kwestie na naszym forum dyskusyjnym.
www.kkwitolerancji.com

A co do winy to ujmując tę kwestię w tej kategorii, oczywiście wina księży w nagabywaniu ludzi jest większa niż świadków Jehowy, bo oni wykorzystują instytucje państwowe i publiczne, a świadkowie Jehowy "tylko" nagabują nas w prywatnych mieszkaniach, co także denerwuje jednak w takich przypadkach jestem gospodarzem sytuacji.
I tym sposobem zakończyliśmy dyskusję.
Pozdrawiam
08-12-2009 14:49 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

> Właśnie o tolerancję o to by takie sytuacje nie powtarzały się walczy nasz Klub, także podejmując te kwestie na naszym forum dyskusyjnym.
>www.kkwitolerancji.com
>
Nie ma tolerancji dla kłamstw i kilku ważnych kwestii.
Pokazuje to Biblia:
" Ale co do tchórzów i tych bez wiary, i obrzydliwych w swej plugawości, i morderców, i rozpustników, i uprawiających spirytyzm, i bałwochwalców, i wszystkich kłamców - ich dział będzie w jeziorze płonącym ogniem i siarką.
To oznacza drugą śmierć
"(Objawienie 21:8).
Nie ma tolerancji dla fałszujących Biblie, zmieniających Słowo Boże według swego widzi mi się. I na przykład w Biblii nic nie ma o spowiedzi.
Czytasz:
" Ja świadczę każdemu, kto słyszy słowa proroctwa tego zwoju [całej Biblii]:
Jeżeli ktoś doda coś do tych rzeczy, Bóg doda mu plag zapisanych w tym zwoju;
 a jeżeli ktoś odejmie coś ze słów zwoju tego proroctwa, Bóg odejmie jego dział w drzewach życia i w mieście świętym - rzeczach opisanych w tym zwoju
"(Objawienie 22:18,19)..
Ci co wprowadzają ludzi w błąd muszą się mieć na baczności.
Pozdrawiam
01-12-2009 22:02 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Jest jeszcze jeden aspekt tego problemu. Zwykły strach człowieka doświadczonego chorobą, który - niestety - bywa wykorzystywany w szpitalach przez księży /na szczęście sporadycznie/.

Bywa gorzej.
Ja jestem wredna małpa, jeśli chodzi o szpitale. I to nawet nie dlatego, że ich nie lubię. Ja się w nich po prostu namieszkałam za wszystkie czasy, a wiem, że będzie tego więcej, więc staram się nie utrudniać życia personelowi i pilnuję, żeby on nie utrudniał życia mnie.

Ostatnio leżałam krótko, ale intensywnie - z kolejnym podejrzeniem raka (czwarty raz! No zdecydowaliby się wreszcie!), z kompletnie pochrzanionymi wynikami badań, żadne nie pasowało do dowolnego innego. Niby już się przyzwyczaiłam, ale nienawidzę testów, a kroiło się ich mnóstwo, więc lekki stres.

Pierwszy odgłos naciąganych nerwów: tuż po wpisie na oddział. Na ścianie, tuż przy telefonie i jedynych fotelach, ogromna tablica z ogłoszeniami "parafialnymi". Ja rozumiem, trzeba udostępniać wierzącym kontakt do kapłana. Ale czemu w rozmiarze 100 na 180?? Nie wystarczy ogłoszenie o mszach i telefon? Muszą być obrazki, krzyże i wydrukowane modlitwy?
Następny - kapłan się po oddziałach plątał jak chciał, bez restrykcji, bez godzin, bez obuwia ochronnego. Czemu pielęgniarka pogoniła mojego kumpla, który wlazł jedną nogą na teren oddziału (żeby mi zamachać, że już jest i żebym się ewakuowała poza klinikę), a księdza to nie obowiązywało? Księża są antyseptyczni z zasady?

A potem miałam już takie badania, że myślałam, że się przekręcę, więc nie zwracałam uwagi Może i dobrze. Moją znajomą ksiądz wyekspediował z kroplówką z sali, bo miał zamiar spowiadać babkę z łóżka obok. Pacjentkę w dobrym stanie, dodajmy, nieunieruchomioną. Ja bym go wyśmiała, znajoma była w takim szoku, że wyszła.

A co do kwestii wiary w chorobie. Może ja już się przyzwyczaiłam, z całym tym moim doświadczeniem umierania, straszliwych diagnoz i złych wyników, szuflad pełnych leków i opinii o śmierci przed czterdziestką. Mnie mało co rusza. W gruncie rzeczy, zazwyczaj znajduję się w takiej paranoicznej sytuacji, że to ja pocieszam rodzinę i znajomych, zestresowanych moją kolejną wizytą w szpitalu. How weird is that?
W trakcie tego ostatniego pobytu najbardziej bałam się, że trafiłam tam z kompletnie niezwiązanym z pobytem zapaleniem płuc, znów biorę horrendalne dawki antybiotyków, a jak szybko nie zadziałają (trzeci tydzień kuracji) to lekarze dołożą mi znów sterydy. A ja nie lubię sterydów. Ciężka choroba? Znów prawdopodobieństwo raka? A, to będą leczyć. Umrze się, albo się nie umrze. Tego to ja się nie boję. Leczenia się nie boję. Bólu też się nie boję. Tylko testów (szczególnie z krwi) i dokładania nowych leków nie lubię.. Reszta mi wisi. Wierzę w moich specjalistów

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
02-12-2009 08:52 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>
>Pierwszy odgłos naciąganych nerwów: tuż po wpisie na oddział. Na ścianie, tuż przy telefonie i jedynych fotelach, ogromna tablica z ogłoszeniami "parafialnymi". Ja rozumiem, trzeba udostępniać wierzącym kontakt do kapłana. Ale czemu w rozmiarze 100 na 180?? Nie wystarczy ogłoszenie o mszach i telefon? Muszą być obrazki, krzyże i wydrukowane modlitwy?

Niestety w szpitalach tego typu sytuacja to norma. Na uwagi i wątpliwości co do stosownośći takiego afiszowania praktyk religijnych, odpowiedź jest jedna. Chorzy tego oczekują. Jest to oczywiście wredne tłumaczenie. Głównymi animatorami tych sytuacji są nie tylko księża, ale także i nawiedzony personel. Takie fakty staram się ignorować, bo nie mam innego wyjścia.

Następny - kapłan się po oddziałach plątał jak chciał, bez restrykcji, bez godzin, bez obuwia ochronnego.

Natomiast nachalność, wręcz chamstwo księży oczywiście trudno ignoroawać. Ja w sytuacjach, kiedy trzeba zareagować, staram się być spokojny, kulturalny i tym zbijam ich z pantałyku. Raz tylko, kiedy bezceremonialnie ksiądz przystawił krzesło przy moim łóżku, zwracająć się:"Słucham cię synu", powiedziałęm mu: "Chłopcze to ty mógłbyś być moim synem." Poskutkowało

W gruncie rzeczy, zazwyczaj znajduję się w takiej paranoicznej sytuacji, że to ja pocieszam rodzinę i znajomych, zestresowanych moją kolejną wizytą w szpitalu. How weird is that?
. Ciężka choroba? Znów prawdopodobieństwo raka? A, to będą leczyć. Umrze się, albo się nie umrze. Tego to ja się nie boję.

Takie postawy są symptomatyczne. Chory pociesza rodzinę. Jednak nie oszukuj się /i mnie także/, chory mimo wszystko czeka, jak kania dżdżu, pociechy. Taka desperaja umrę albo nie, przeplata się z nadziejami. Niestety takim zmiennym nastrojom podlegamy co jest naturalne. Nie zmienia to jednak faktu, że od lekarzy oczekuję prawdziwych informacji, bez owijania w bawełnę. A te brzmią: 'My panu życia nie uratujemy, ale postaramy się by pan jak najmniej cierpiał." I to dobra.
Życzę zdrowia.
Joachim Patryas
Ania... (14138 punktów)

> Natomiast nachalność, wręcz chamstwo księży oczywiście trudno ignoroawać. Ja w sytuacjach, kiedy trzeba zareagować, staram się być spokojny, kulturalny i tym zbijam ich z pantałyku. Raz tylko, kiedy bezceremonialnie ksiądz przystawił krzesło przy moim łóżku, zwracająć się:"Słucham cię synu", powiedziałęm mu: "Chłopcze to ty mógłbyś być moim synem." Poskutkowało

O ile afiszki można łatwo zignorować, to nachalność jest gorsząca.

>W gruncie rzeczy, zazwyczaj znajduję się w takiej paranoicznej sytuacji, że to ja pocieszam rodzinę i znajomych, zestresowanych moją kolejną wizytą w szpitalu. How weird is that?
Niestety - średnio weird. Ja jestem w takiej samej sytuacji, od dziecka, że każdy ciężki stan przechodzi się w rodzinie na moim ramieniu. Taka osobowość widać.

Nie zmienia to jednak faktu, że od lekarzy oczekuję prawdziwych informacji, bez owijania w bawełnę. A te brzmią: 'My panu życia nie uratujemy, ale postaramy się by pan jak najmniej cierpiał." I to dobra.
>Życzę zdrowia.
Ja również
>
Patryas (87 punktów)
>> Natomiast nachalność, wręcz chamstwo księży oczywiście trudno ignoroawać. Ja w sytuacjach, kiedy trzeba zareagować, staram się być spokojny, kulturalny i tym zbijam ich z pantałyku. Raz tylko, kiedy bezceremonialnie ksiądz przystawił krzesło przy moim łóżku, zwracająć się:"Słucham cię synu", powiedziałęm mu: "Chłopcze to ty mógłbyś być moim synem." Poskutkowało
>O ile afiszki można łatwo zignorować, to nachalność jest gorsząca.
>>W gruncie rzeczy, zazwyczaj znajduję się w takiej paranoicznej sytuacji, że to ja pocieszam rodzinę i znajomych, zestresowanych moją kolejną wizytą w szpitalu. How weird is that?
>Niestety - średnio weird. Ja jestem w takiej samej sytuacji, od dziecka, że każdy ciężki stan przechodzi się w rodzinie na moim ramieniu. Taka osobowość widać.
> Nie zmienia to jednak faktu, że od lekarzy oczekuję prawdziwych informacji, bez owijania w bawełnę. A te brzmią: 'My panu życia nie uratujemy, ale postaramy się by pan jak najmniej cierpiał." I to dobra.
>>Życzę zdrowia.
>Ja również
>>
Na temat zdrowia nic więcej już nie da się powiedzieć
Pozdrawiam /i tu właśnie jest życzenie zdrowia/
>
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Niestety w szpitalach tego typu sytuacja to norma. Na uwagi i wątpliwości co do stosownośći takiego afiszowania praktyk religijnych, odpowiedź jest jedna. Chorzy tego oczekują. Jest to oczywiście wredne tłumaczenie. Głównymi animatorami tych sytuacji są nie tylko księża, ale także i nawiedzony personel. Takie fakty staram się ignorować, bo nie mam innego wyjścia.

.. ale co się człowiek zestresuje, to jego. A mnie, dla przykładu, denerwować się nie wolno. Takie zalecenie lekarskie.

> Natomiast nachalność, wręcz chamstwo księży oczywiście trudno ignoroawać. Ja w sytuacjach, kiedy trzeba zareagować, staram się być spokojny, kulturalny i tym zbijam ich z pantałyku. Raz tylko, kiedy bezceremonialnie ksiądz przystawił krzesło przy moim łóżku, zwracająć się:"Słucham cię synu", powiedziałęm mu: "Chłopcze to ty mógłbyś być moim synem." Poskutkowało

Rewelacja

>Takie postawy są symptomatyczne. Chory pociesza rodzinę. Jednak nie oszukuj się /i mnie także/, chory mimo wszystko czeka, jak kania dżdżu, pociechy. Taka desperaja umrę albo nie, przeplata się z nadziejami. Niestety takim zmiennym nastrojom podlegamy co jest naturalne. Nie zmienia to jednak faktu, że od lekarzy oczekuję prawdziwych informacji, bez owijania w bawełnę. A te brzmią: 'My panu życia nie uratujemy, ale postaramy się by pan jak najmniej cierpiał." I to dobra.

Nie zaprzeczę. Miewam momenty, kiedy się podłamuję. Ale one nie wynikają z chorób jako takich. Ja mam już takie podejście do życia - choroba jest. Nie zniknie, bo jest przewlekła, nieuleczalna - chwilowo czepiają się mnie głównie takie, upierdliwe, utrudniające życie wampiry energetyczne i finansowe - nic się z nią nie zrobi. Dobija mnie czasem, kiedy zdaję sobie sprawę, że żyję pod zegarek. Jem, śpię i odpoczywam zgodnie z nie moim rytmem, ale rytmem leków. Czasem sama nie daję rady nic zrobić, ale mam przyjaciela, który zazwyczaj mi pomaga. To też trochę upokarzające. Ale co można zrobić?
Dobił mnie ostatnio test z glukagonem. Prawie się przy nim przekręciłam. Głupia strzykawka czegoś zredukowała mnie do trzęsącego się kawałka mięsa. Upokarzające, a do tego dochodziłam do siebie dwa dni. Wkurzają mnie takie epizody.
Dobiło mnie, że przez dwa tygodnie czekałam na lepsze USG, bo pierwsze pokazało masę, która mogła być gruczolakorakiem nadnerczy - najpierw gorsze, dopiero jak jest źle, to zasługuje się na lepsze. Okazało się, że to przerost. Nowe leki (grrrr!), może operacja, jeśli terapia nie da oczekiwanych skutków. Czekam na wyniki prześwietleń płuc, bo mam na nich blizny. Może część to nie blizny, więc badają. Nich badają. Coś znajdą, to będzie nowe leczenie. Tak jest i będzie, nie inaczej. Nic z tym nie zrobię, więc się nie przejmuję.

Raz miałam epizodzik depresji "chorobowej". Szybko zniknął, bo miałam termin oddania prac zaliczeniowych. Terapeutka była pełna podziwu, że się tak sama wyciągnęłam ze stanu, który ona za chwilę chciała poprawiać farmakologicznie. A ja po prostu zrozumiałam, że histeryzowanie na temat stanu zdrowia jest bez sensu, kiedy wykładowcy pokładają we mnie nadzieję na jedne z najlepszych prac w grupie, a ja mam dostęp do jednych z najlepszych źródeł w Europie. Jakie załamywanie się?
Wiesz, ja zawsze byłam uparta i "na nie". Pan Ojciec zawsze się śmiał, że ja jestem z tych, co to jak im pokarzesz "białe", to dla samej frajdy i zasady mówią "czarne". Dla mnie pocieszanie się, bo jestem chora jest tak samo zasadne, jak pocieszanie się, że jestem brunetką. Cóż, kiedyś bardzo chciałam być ruda, nawet farbowałam włosy - taki tymczasowy środek dla poprawienia samopoczucia. Ale farba schodzi. Z faktem, że jestem brunetką nie da się nic zrobić. Pogodziłam się z tym. Kupiłam nowe ciuchy zgodne z tym typem urody. I jest świetnie.

>Życzę zdrowia.
>Joachim Patryas

Nawzajem. Na tyle, na ile się da
Elka

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
02-12-2009 19:23 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>
>>Takie postawy są symptomatyczne. Chory pociesza rodzinę. Jednak nie oszukuj się /i mnie także/, chory mimo wszystko czeka, jak kania dżdżu, pociechy. Taka desperaja umrę albo nie, przeplata się z nadziejami. Niestety takim zmiennym nastrojom podlegamy co jest naturalne. Nie zmienia to jednak faktu, że od lekarzy oczekuję prawdziwych informacji, bez owijania w bawełnę. A te brzmią: 'My panu życia nie uratujemy, ale postaramy się by pan jak najmniej cierpiał." I to dobra.
Dobija mnie czasem, kiedy zdaję sobie sprawę, że żyję pod zegarek. Jem, śpię i odpoczywam zgodnie z nie moim rytmem, ale rytmem leków.

Tak życie pod zegarkiem jest upierdliwe, lepiej jedanak tak, niż pod klepsydrą tu jest dopiero spokojnie i monotonnie.

Czasem sama nie daję rady nic zrobić, ale mam przyjaciela, który zazwyczaj mi pomaga. To też trochę upokarzające. Ale co można zrobić?

Można, np. pomóc przyjacielowi. Marnee szansee? Wymyśl coś.
>Dobił mnie ostatnio test z glukagonem. Prawie się przy nim przekręciłam. Głupia strzykawka czegoś zredukowała mnie do trzęsącego się kawałka mięsa. Upokarzające, a do tego dochodziłam do siebie dwa dni. Wkurzają mnie takie epizody.
>Dobiło mnie, że przez dwa tygodnie czekałam na lepsze USG, bo pierwsze pokazało masę, która mogła być gruczolakorakiem nadnerczy - najpierw gorsze, dopiero jak jest źle, to zasługuje się na lepsze. Okazało się, że to przerost. Nowe leki (grrrr!), może operacja, jeśli terapia nie da oczekiwanych skutków. Czekam na wyniki prześwietleń płuc, bo mam na nich blizny. Może część to nie blizny, więc badają. Nich badają. Coś znajdą, to będzie nowe leczenie. Tak jest i będzie, nie inaczej. Nic z tym nie zrobię, więc się nie przejmuję.

Właśnie człowiek w takich sytuacja przekonuje się jak niewiarygodnie dużo znaczą zwykłe zabiegi. Po ciężkie operacji płuc /sporo mi usunęli/ nawet zwykła dziura w łóżku stała się przyczyną sporych komplikacji. Wypadły drenaże, krwawienie itp.
A wkurza mnie to, że nigdy nie paliłem, a palaczy zwyczajnie zwalczałem a rak płuc przypałętał się.

>Raz miałam epizodzik depresji "chorobowej". Szybko zniknął, bo miałam termin oddania prac zaliczeniowych. Terapeutka była pełna podziwu, że się tak sama wyciągnęłam ze stanu, który ona za chwilę chciała poprawiać farmakologicznie. A ja po prostu zrozumiałam, że histeryzowanie na temat stanu zdrowia jest bez sensu, kiedy wykładowcy pokładają we mnie nadzieję na jedne z najlepszych prac w grupie, a ja mam dostęp do jednych z najlepszych źródeł w Europie. Jakie załamywanie się?

I chyba o to chodzi. A tak nawiasem to miałem dwa seanse z psychologiem i podczas tych rozmów zastanawiałem się kto tu komu pomaga.

>Wiesz, ja zawsze byłam uparta i "na nie". Pan Ojciec zawsze się śmiał, że ja jestem z tych, co to jak im pokarzesz "białe", to dla samej frajdy i zasady mówią "czarne". Dla mnie pocieszanie się, bo jestem chora jest tak samo zasadne, jak pocieszanie się, że jestem brunetką. Cóż, kiedyś bardzo chciałam być ruda, nawet farbowałam włosy - taki tymczasowy środek dla poprawienia samopoczucia. Ale farba schodzi. Z faktem, że jestem brunetką nie da się nic zrobić. Pogodziłam się z tym. Kupiłam nowe ciuchy zgodne z tym typem urody. I jest świetnie.

To prawda, że choroba nie zna emocji i nie wie czy jesteśmy uparci, ale w chorobie można być upartym, a właściwie w tym co się robi.
Amen
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Tak życie pod zegarkiem jest upierdliwe, lepiej jedanak tak, niż pod klepsydrą tu jest dopiero spokojnie i monotonnie.

Ghehe, u mnie nie było monotonne. Parę lat temu miałam wypadek. Niby duperela, kilka połamanych kości, ale wiadomo - ze mną nic nie może być normalnie. I się zaczęło - komplikacje komplikacji. A to nerki stanęły, a to serce nie chciało pracować z jakichś dziwnych powodów, a to gorączka ponad 40 stopni i znów padnięte nerki, a żadnych salicylanów ani paracetamolu podać nie można, bo uczulenie ostre, z reakcją anafilaktyczną... Weź i lecz taki ewenement. Umarło mi się po drodze. Ostatnia rzecz, jaką robiłam przez większość czasu, to było nudzenie się.
Potem, jak się okazało, że mam zaburzenia pamięci i koncentracji, jak przyszła rehabilitacja, bo niektóre części ciała nie chciały podjąć współpracy - o, wtedy było nudno, przyznaję. No, może na części rehabilitacji nie było - rozruszanie zwapniałych ścięgien nie może być nudne z definicji, za bardzo boli Dwa lata w szpitalu, spora część w łóżku. Tak, to potrafi być nudne, przyznaję. Laptop i książki pomagają. Przynajmniej częściowo. Nawet w sytuacji, kiedy lecisz na lekach przeciwbólowych podawanych w kroplówkach, nie jesteś całkiem przytomny i jeszcze nie wiadomo, czy się z tego wykręcisz. Mnie pomagało, nie mogę się skarżyć.

> Czasem sama nie daję rady nic zrobić, ale mam przyjaciela, który zazwyczaj mi pomaga. To też trochę upokarzające. Ale co można zrobić?
>Można, np. pomóc przyjacielowi. Marnee szansee? Wymyśl coś.

Dokarmiam go, bo się tego domaga, jak większość przyjaciół. Z Warszawy się fatygują na kolacje u mnie Ma u mnie drugi dom, kiedy chce i potrzebuje, a często potrzebuje - z wielu względów. No, ale co to zmienia, skoro ostatnio miałam jakiś dziwny wygibas astmy i przyjaciel (zdecydowanie najlepszy na świecie, bo od dłuższego czasu jest moją ochotniczą cywilną pielęgniarką) musiał przyjechać pilnować mnie przy kąpieli, bo bałam się, że się utopię? W nocy obudziłam się z atakiem duszności takim, że kaszląc spadłam z łóżka i spędziłam tam dobre kilka kwadransów. W sumie tyle mojego szczęścia, bo ostry atak kaszlu potrafi doprowadzić człowieka do wymiotów, a materac trudno się pierze. A cała ta zabawa mnie nie ominęła, bo za oknem zrobiło się nagle zimno i powietrze podrażniło mi oskrzela. Taka duperela, a tyle problemów. Pół biedy w łóżku, w wannie pełnej wody mogłabym się utopić. A powietrze w trakcie kąpieli robi się wilgotne, to też może spowodować atak. Więc trzeba było mnie nafaszerować lekami i pilnować. Żałoba... Jak się za takie coś odpowiednio odwdzięcza?

>Właśnie człowiek w takich sytuacja przekonuje się jak niewiarygodnie dużo znaczą zwykłe zabiegi. Po ciężkie operacji płuc /sporo mi usunęli/ nawet zwykła dziura w łóżku stała się przyczyną sporych komplikacji. Wypadły drenaże, krwawienie itp.
>A wkurza mnie to, że nigdy nie paliłem, a palaczy zwyczajnie zwalczałem a rak płuc przypałętał się.

Hm.. Tak. Skąd ja to znam. Gdyby nie pielęgniarka w cywilu, leżąca dwa łóżka obok, istnieje szansa, że bym teraz nie pisała. Miałam taki teścik, trzygodzinny. Co pół godziny pobierano mi krew, w dużej ilości. Samo założenie, że mam mieć ten test było ryzykowne, bo mam potwornie niskie ciśnienie i potrafię zemdleć przy zwykłym pobieraniu, bo mi organizm histeryzuje. I w ogóle mam problem z krwią, dłuższa historia. I co? I okazało się, że jedna z oddziałowych specjalistek nie dokręciła mi wenflonu przy kolejnym pobieraniu i zostawiła rękę wiszącą z łóżka. A ja już byłam lekko przytomna, więc co mi tam, że robi mi się coraz zimniej i odpływam, wcześniej już i tak czułam się jak wyżęta ścierka. Kobita zauważyła, jak jej moja krew podpłynęła pod kapcie, kiedy wstawała. Ghyhyhy, panika na oddziale, alarm i tylko kawalerii brakowało. Niby nic, ale uzupełnianie płynów było, 24h dyżuru na zaostrzonym monitorowaniu też. Nie mówiąc o geniuszu, który mi kiedyś w kartę nie spojrzał i zaordynował w panice na gorączkę powyżej 40 zastrzyk z jakiegoś świństwa, chyba pyralginy. Prawie chłopakowi umarłam. A wystarczyło zamiast lecieć po normie przeczytać kilka literek - "zakaz podawania NLPZ". Ech.

Był ostatnio artykuł o raku płuc w Polityce (zwróciłam szczególną uwagę, bo moją ostatnią ulubioną diagnozą był owsianokomórkowy rak płuca - okazało się, że go nie ma, ale owies w płucach jakoś do tej pory mi został jako bezwiedne skojarzenie) - pisali też o animozji między palącymi i niepalącymi pacjentami z rakiem płuc. Faktycznie tak jest?

>I chyba o to chodzi. A tak nawiasem to miałem dwa seanse z psychologiem i podczas tych rozmów zastanawiałem się kto tu komu pomaga.

No jasne, że Ty jemu - pisać pracę naukową.

>To prawda, że choroba nie zna emocji i nie wie czy jesteśmy uparci, ale w chorobie można być upartym, a właściwie w tym co się robi.

No coś Ty, wszyscy moi specjaliści trąbią mi o nastawieniu w chorobie, że im bardziej pozytywne nastawienie, tym lepsze wyniki, lepsze rezultaty. Tobie nie?
Niby nie wiadomo, na ile to faktycznie działa (chociaż coś mi świta, że robili na ten temat badania), ale jeśli patrzeć na mnie, to idzie nieźle. Moja karta chorób niedługo będzie grubsza niż niektóre moje podręczniki, stażyści w szpitalu przychodzą mnie sobie oglądać jak raroga, jak się tam pojawiam i za każdym razem słyszę, że się trzymam zaskakująco dobrze jak na kogoś, kto ma organizm siedemdziesięciolatki.

>Amen

Ano, niech będzie

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Patryas (87 punktów)

>Był ostatnio artykuł o raku płuc w Polityce (zwróciłam szczególną uwagę, bo moją ostatnią ulubioną diagnozą był owsianokomórkowy rak płuca - okazało się, że go nie ma, ale owies w płucach jakoś do tej pory mi został jako bezwiedne skojarzenie) - pisali też o animozji między palącymi i niepalącymi pacjentami z rakiem płuc. Faktycznie tak jest?

Tak był. Odpisałem do Redakcji "Polityki". Fragmenty artykułu "Nie karać za raka" i moją odpowiedź zamieściłem na naszej stronie Nowym Forum w "Co w prasie piszczy". Nawiasem na mój list odpowiedział bardzo ciepło autor artykułu. Także na naszej stronie ale nie na forum tylko na podstronie: Publicystyka klubowiczów" jest zamieszczony mój list publikowany w "Pzeglądzie" " NIe bójmy się raka"
Adres strony: www.kkwitolerancji.com

Jak wynika z towich informacji, jesteś osobą, jak to się mówi, u progu życia. Jedak życie ten próg postawiło Ci wysoko i potykasz się o niego.
Ciężko w tej sytuacji coś więcej powiedzieć. Ja znam życie już od wielu lat, które nie zawsze mnie kochało, ale za Anną/?/ Geppert mogę powtórzyć, że, "Życie kocham cię nad życie".
Życzę zdrowia, które jak przyjaciel nie tylko wykąpie, ale szczerze utuli.
Joachim Patryas
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Tak był. Odpisałem do Redakcji "Polityki". Fragmenty artykułu "Nie karać za raka" i moją odpowiedź zamieściłem na naszej stronie Nowym Forum w "Co w prasie piszczy". Nawiasem na mój list odpowiedział bardzo ciepło autor artykułu. Także na naszej stronie ale nie na forum tylko na podstronie: Publicystyka klubowiczów" jest zamieszczony mój list publikowany w "Pzeglądzie" " NIe bójmy się raka"
>Adres strony: www.kkwitolerancji.com

A tak, czytałam. Chodziło mi raczej co Ty sam widziałeś - czy to tylko dziennikarska fantazja, czy faktycznie palący i niepalący pacjenci tak się nie lubią.

>Jak wynika z towich informacji, jesteś osobą, jak to się mówi, u progu życia. Jedak życie ten próg postawiło Ci wysoko i potykasz się o niego.
>Ciężko w tej sytuacji coś więcej powiedzieć. Ja znam życie już od wielu lat, które nie zawsze mnie kochało, ale za Anną/?/ Geppert mogę powtórzyć, że, "Życie kocham cię nad życie".

Edytą. Pan Ojciec jest jej fanem

Mam dziwne wrażenie, że trochę mi naddajesz nie moich uczuć, wiesz? Jasne, mam 27 lat i raczej odliczam sobie ile mi jeszcze zostało, niż patrzę na długie lata świetlanej przyszłości, ale mnie to nie przeraża. Ani nie zasmuca. Nie wiem, jak to dokładnie nazwać, ale dla mnie to pogodzenie się, takie głębokie i kompletne, z tym, co mnie czeka (rany, ale patos! ) Nadal, jeśli daję radę, jeżdżę na rowerze, planuję kwiaty na balkon, imprezy ze znajomymi, pracę naukową, dalsze studia, jeszcze jedno stypendium naukowe, spróbuję się zebrać w sobie i może odłożyć na ponowne odwiedziny Irlandii. Może się uda. Nie uda się - trudno.
Wczoraj chciałam umyć podłogę, ale za bardzo mnie bolało. Trudno, może dziś się uda. Nie załamuję rąk ani nie żałuję, że się nie udało - bo to nie ma sensu. Albo uda się dziś, albo przełknę moją niezdrową ambicję i poproszę o pomoc. Trudno się mówi, idzie się dalej! Większość czasu żyję w bólu - do tego się człowiek przyzwyczaja. Ja się przynajmniej przyzwyczaiłam. Nie będę płakać, że ledwo jestem w stanie stać. Poczekam, aż mi trochę przejdzie (próbuję nie brać leków, kiedy czuję, że dam radę) i pójdę się spotkać z przyjaciółką na kawie. Tak chcę żyć - a nie jojczyć, że boli, że żołądek wysiada, że moja własna Babcia jest zdrowsza, że może nawet pożyje dłużej niż ja. Trudno! Dziś, jak będę szła na tą kawę (mam zamiar pospacerować, bo jest ładna pogoda) może mnie trafić przysłowiowy "osiemnastokołowy bolid MPO" i tyle będzie z moich planów. Czym ja się mam przejmować? Na większość zdrowotnych porażek w moim życiu nauczyłam się reagować wzruszeniem ramion. Bo co da moje załamywanie się? Robię, ile się da, co tam się będę przejmować takimi szczegółami.
Próg, o którym mówisz, gdzieś tam jest, ale ja chwilowo zwracam na niego na tyle uwagi, na ile potrzeba, żeby się o niego nie potknąć - bo to przeszkadza w tańcu.

A że zbliża się weekend, to udostępnię swoją kuchnię i mieszkanie Bratu i Przyjacielowi, bo chcą zrobić imprezę. Brat przyprowadzi koleżanki, Przyjaciel przywiezie filmy, będziemy siedzieć i krytykować.

>Życzę zdrowia, które jak przyjaciel nie tylko wykąpie, ale szczerze utuli.
>Joachim Patryas

Przytulają, klepią po głowie i robią kawę, jak proszę. Nie jest źle. Żeby jeszcze tylko pamiętali i do filmu kupowali solone chipsy, a nie te obrzydliwe paprykowe... Ech.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Patryas (87 punktów)
>>
>>Ciężko w tej sytuacji coś więcej powiedzieć. Ja znam życie już od wielu lat, które nie zawsze mnie kochało, ale za Anną/?/ Geppert mogę powtórzyć, że, "Życie kocham cię nad życie".
>Edytą. Pan Ojciec jest jej fanem
>Tak, tak Edyta. Edyta też potrafi śpiewać z uczuciem. A Anna German śpiewała najlepiej z uczuciem.
>A że zbliża się weekend, to udostępnię swoją kuchnię i mieszkanie Bratu i Przyjacielowi, bo chcą zrobić imprezę. Brat przyprowadzi koleżanki, Przyjaciel przywiezie filmy, będziemy siedzieć i krytykować.

Życzę miłego weekendu i satysfakcji z krytyki.
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>A że zbliża się weekend, to udostępnię swoją kuchnię i mieszkanie Bratu i Przyjacielowi, bo chcą zrobić imprezę. Brat przyprowadzi koleżanki, Przyjaciel przywiezie filmy, będziemy siedzieć i krytykować.
>Życzę miłego weekendu i satysfakcji z krytyki.

Dziękuję i nawzajem. Zapowiada się przynajmniej jedna amerykańska komedia dla nastolatków, pożremy ją żywcem..


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Patryas (87 punktów)

>Dziękuję i nawzajem. Zapowiada się przynajmniej jedna amerykańska komedia dla nastolatków, pożremy ją żywcem..

A tak na marginesie, jak to jest, że krytykujemy zalew amerykańskich filmów w telewizji, a potem oglądamy je.
Przestaliśmy oglądać inne kinematografie. Niestety te inne nie są już tak ambitne jak dawniej.
Za czsów mojej młodości oglądało się filmy francuskie, włoskie, polskie, no i wiadomo radzieckie /ja tylko te ambitne - a były takie/. Oczywiście chodziło się do kina, bo telewizji nie było. Pojawiła się dopiero w 1956 r.
Oj,oj, to były czasy.
Wnuk kiedyś spytał sie mnie. Co wyście robili jak nie było telewizji? Odpowiedziałem jemu. Wymyślaliśmy ją, tylko na inne sposoby. No i czytało się dużo.
Jeszcze raz pozdrawiam i życzę tacie przyjemnego słuchania EDYTY Geppert.
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Dziękuję i nawzajem. Zapowiada się przynajmniej jedna amerykańska komedia dla nastolatków, pożremy ją żywcem..
> A tak na marginesie, jak to jest, że krytykujemy zalew amerykańskich filmów w telewizji, a potem oglądamy je.
>Przestaliśmy oglądać inne kinematografie. Niestety te inne nie są już tak ambitne jak dawniej.
>Za czsów mojej młodości oglądało się filmy francuskie, włoskie, polskie, no i wiadomo radzieckie /ja tylko te ambitne - a były takie/. Oczywiście chodziło się do kina, bo telewizji nie było. Pojawiła się dopiero w 1956 r.

A, w tym przypadku komedia to tylko zabawa. Głównym daniem będzie film z Bollywood, bo się dorwaliśmy do nowego i jakaś powtórka z najlepszych fragmentów największych hitów, jak zwykle. I jak znam życie, jak zwykle, będziemy usiłowali w pewnym momencie tańczyć razem z filmem

Co do telewizora to rozumiem - ja nie mam telewizora. Tak jakoś się samo zrobiło, że jak planowałam mieszkanie, to nie zaplanowałam telewizora.

>Oj,oj, to były czasy.
>Wnuk kiedyś spytał sie mnie. Co wyście robili jak nie było telewizji? Odpowiedziałem jemu. Wymyślaliśmy ją, tylko na inne sposoby. No i czytało się dużo.

Zdrowsza alternatywa, zdecydowanie. Moje trzy biblioteczne szafy się zgadzają

>Jeszcze raz pozdrawiam i życzę tacie przyjemnego słuchania EDYTY Geppert.

A, to z Panem Ojcem, dziękuję. Może w weekend coś puści, jak się spotkamy

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Patryas (87 punktów)

>>Jeszcze raz pozdrawiam i życzę tacie przyjemnego słuchania EDYTY Geppert.
>A, to z Panem Ojcem, dziękuję. Może w weekend coś puści, jak się spotkamy
><

Przypominam, że do mikrofonu także wywołałem - niestety już nieżyjącą - Anne German.
Cudowny głos, myślę, ze na skalę światową.
W latach 60-tych zaśpiewała w San Remo, czyli na festiwalu o światowej renomie. To był szok dla Włochów, którzy ze zdziwieniem stwierdzili, że jest taka artystka, która ma głos jak nikt na świecie /takie były recenzje/. Jednak miała wadę. Mierzyła sobie 182 cm, co dla zakompleksionych małych włoskich zapowiadaczy było stanowczo za dużo. nie chcieli jej więcej widzieć na festiwalu.
We Włoszech German uległa wypadkowi, po którym już się nie pozbierała. Cierpiała i na przemian śpiewała. Jednak zmarła przedwcześnie.
To tyle ewangelii na dzień dzisiejszy.
30-11-2009 15:06 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Epitety nic nie dają. Nie przyczyniają się do rzeczowej dyskusji.

W kwestii teizmu-ateizmu tzw. rzeczowa dyskusja dała tyle samo, co epitety, czyli nic.

>w przypadku ciężkich doświadczeń życiowych...
> Właśnie w takich sytuacjach głęboka refleksyność i wynikający z tego dystans do problemu czyni dyskusje rzeczowe.

Głęboka refleksyjność znosi przede wszystkim hierarchizowanie życia na przypadki lekkie (np. zabawa w piaskownicy) i ciężkie (powiedzmy śmierć). Ludziom marzy się demokracja polityczna bez "demokracji" ontologicznej: wszystkie zdarzenia są równie ważne i nieważne: to zależy wyłącznie od ich ujęcia, od sensu, jaki im nadamy.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
30-11-2009 16:00 
 Ocena 2 na 2
Patryas (87 punktów)
>>
>Głęboka refleksyjność znosi przede wszystkim hierarchizowanie życia na przypadki lekkie (np. zabawa w piaskownicy) i ciężkie (powiedzmy śmierć). Ludziom marzy się demokracja polityczna bez "demokracji" ontologicznej: wszystkie zdarzenia są równie ważne i nieważne: to zależy wyłącznie od ich ujęcia, od sensu, jaki im nadamy.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.


Podejmując oderwane od rzeczywistości jakieś dywagacje filozoficzne można i tak myśleć.
Jednak życie często trzyma nas na krótkiej uwięzi. Zapewniam, że nie jestem w stanie swoich doświadczeń życiowych ująć tak lekko i nadać im krańcowo odmienny sens. Są takie doświadczenia ludzkie do których można podejść tylko zwyczajnie, po ludzku. Przykładowo, gdy w stanie dużej niepewności, przeżywałem katusze w czsie chemioterapii, a także potem, nie myślałem o nadawaniu temu doświadczeniu jakiegoś filozoficznego sensu. Oczywiście nie jest moim zamiarem swoiste terroryzowania Pana moim doświadczeniem i pokazywanie "przewagi" w dyskusji /bo adwersarz prawdopodobnie nie miał takiego doświadczenia/. Jednak moja propozycja do dyskusji wokół problemów egzystencjalnych właśnie z tych doświadczeń wyszła.
A wracając do nadawania określonym zdarzeniom sensu. Przekraczając granicę cierpienia, człowiek zastanawia się: czy to ma jeszcze sens. Na szczęście jestem przekonany, że to co ja robię i co na gruncie medycznym mi się proponuje - ma sens.
Joachim Patryas
www.kkwitolerancji.com
30-11-2009 16:55 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Podejmując oderwane od rzeczywistości jakieś dywagacje filozoficzne można i tak myśleć.

Jakiej rzeczywistości? Wietrzę, że masz na myśli jakąś bliżej nieokreśloną wspólną rzeczywistość. Każdy, cokolwiek robi, tworzy swoją rzeczywistość.

> Przykładowo, gdy w stanie dużej niepewności, przeżywałem katusze w czsie chemioterapii, a także potem, nie myślałem o nadawaniu temu doświadczeniu jakiegoś filozoficznego sensu.

I słusznie. Filozofia to (m.in.) analiza nadawania czemukolwiek jakiegokolwiek sensu. Jeśli poddałeś się chemioterapii był w tym już egzystencjalny wybór życia, jako pewnego sensu, wartości, o którą warto zabiegać nawet za cenę narażania go. Znam ludzi, którzy odrzucili chemioterapię mówiąc sobie: niech natura działa. Taka decyzja odsłania inny sens, inny świat. Ani lepszy, ani gorszy.

>Oczywiście nie jest moim zamiarem swoiste terroryzowania Pana moim doświadczeniem i pokazywanie "przewagi" w dyskusji /bo adwersarz prawdopodobnie nie miał takiego doświadczenia/.

Nawet jeśli nie miałem tego rodzaju doświadczeń, mogę prześledzić argumentację (by np. wychwycić argumentum ad misericordiam). Tylko nawiasem dodam, że nic co ludzkie, nie jest mi obce - cierpienie również. To dobry nauczyciel, ale jak każdego belfra, trzeba go w końcu posłać do diabła.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Patryas (87 punktów)
>> Jeśli poddałeś się chemioterapii był w tym już egzystencjalny wybór życia, jako pewnego sensu, wartości, o którą warto zabiegać nawet za cenę narażania go. Znam ludzi, którzy odrzucili chemioterapię mówiąc sobie: niech natura działa. Taka decyzja odsłania inny sens, inny świat. Ani lepszy, ani gorszy.
>>
Tak to jest dylemat, bowiem chemioterapia także zabija, często szybciej niż rak.
Niemniej jednak wybór chemioterapia czy czekanie na to co zrobi "natura" nie jest wyborem egzystencjalnym, lecz racjonalnym. I do końca nie wiadomo który dramatyczny wybór jest dobry.
J.P.
30-11-2009 19:42 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...chemioterapia czy czekanie na to co zrobi "natura" nie jest wyborem egzystencjalnym, lecz racjonalnym.

Jak chcesz jedno (wybór egzystencjalny) oddzielić od drugiego (racjonalność)?

>I do końca nie wiadomo który dramatyczny wybór jest dobry.

Wiadomo. Ten, który z punktu widzenia chorego kończy się pożądanym przez niego stanem: niektórzy wybierają śmierć.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Patryas (87 punktów)
>>...chemioterapia czy czekanie na to co zrobi "natura" nie jest wyborem egzystencjalnym, lecz racjonalnym.
>Jak chcesz jedno (wybór egzystencjalny) oddzielić od drugiego (racjonalność)?
>>I do końca nie wiadomo który dramatyczny wybór jest dobry.
>Wiadomo. Ten, który z punktu widzenia chorego kończy się pożądanym przez niego stanem: niektórzy wybierają śmierć.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.


Nie chodzi mi o statystykę. W zbiorze bezosobowych ludzi są także niektórzy. Jednak ja jestem jeden i nie wybieram decyzje niektórych. Oczywiście pożądany stan to zdrowie. Jednak w moim przypadku jest to stan wyjątkowo deficytowy na co mam medyczne potwierdzenie.
J.P.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Znów. Brawo! Też miałem zamiar zauważyć (a tak tylko rozwinę to co ty powiedziałeś), że umieramy z każdą chwilą. Nie trzeba być chorym na raka, żeby kiedyś umrzeć, a jest wiele innych spraw znacznie ważniejszych od śmierci. Niedawno wzruszyła mnie biografia Pucciniego, który był chory na raka (palił jak smok) i jego jedynym zmartwieniem gdy konał, była kwestia dokończenia Turandot (jego najpiękniejsza opera).. Realistycznie domagał się tygodnia życia. Niestety, lekarze zawiedli, ale przyjaciele dokończyli dzieło.
02-12-2009 21:45 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>Znów. Brawo! Też miałem zamiar zauważyć (a tak tylko rozwinę to co ty powiedziałeś), że umieramy z każdą chwilą. Nie trzeba być chorym na raka, żeby kiedyś umrzeć, a jest wiele innych spraw znacznie ważniejszych od śmierci. Niedawno wzruszyła mnie biografia Pucciniego, który był chory na raka (palił jak smok) i jego jedynym zmartwieniem gdy konał, była kwestia dokończenia Turandot (jego najpiękniejsza opera).. Realistycznie domagał się tygodnia życia. Niestety, lekarze zawiedli, ale przyjaciele dokończyli dzieło.

Pięknie i romantycznie. Tak to wygląda z boku.
Jednak gdy choroba nas dotyczy mniej w tym jest romantyzmu. Jest natomiast proza życia. Ohydna szpitale szpitale i takowe łoża, wielogodzinne kolejki, często dzień w dzień przez wiele tygodni /radioterapia/ i mówiąc o chemioterapii.
Właśnie to "kiedyś umrzeć" to nie to samo co teraz.
A tak na marginesie. choruję na raka płuc, mimo iż nigdy nie paliłem.
Życzę optymizmu Pucciniego.
Joachim Patryas
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo mi przykro Patryasie. Ja raka znam ze śmierci bliskich, ale znam też przypadki wyzdrowienia. Każdy ludzki organizm jest inny i niektóre są w stanie pokonać nawet najbardziej złośliwe typy raka. Czego twojemu życzę . Natomiast szpitale... Zawsze pojawia się problem, czy czynić wszystko, aby szanse przeżycia były jak największe, czy tak jak Puccini starać się żyć jak najlepiej, nawet jeśli krócej. Puccini celowo odłożył leczenie na ostatnią chwilę i to tylko dlatego, że chciał dokończyć operę. Ale jego decyzja mu zaszkodziła. Gdyby został w domu, skończyłby ją bez problemu. Mogło być inaczej, mógł zyskać na czasie, albo nawet zostać wyleczonym. Ale stało się tak.

A życie ma taką wartość jaką mu dajemy. Czasem warto dla tej wartości nie dbać o długość materiału... Są chwile piękniejsze od długich miesięcy... Można przeżyć dzień bardzo intensywnie, a można obudzić się dopiero wracając pod wieczór z pracy. To trochę tak jak z mózgiem osy. Ten owad najpewniej włącza ten organ od czasu do czasu. Wtedy liczy i orientuje się w otoczeniu tak, że nie jeden ssak mógłby pozazdrościć. Lecz gdy mózg jest wyłączony, mamy doczynienia z prostym użądzeniem o nazwie "osa", które leci przed siebie. Czasem zdaje mi się, że i my, ludzie, mamy trochę podobnie. Wydaje mi się, że każdemu się chyba zdarzyło robić coś i nagle "przebudzić się" godzinę później, po wykonaniu kilku rutynowych czynności. Bez takiego atomatyzmu życie staje się naprawdę piękne, niezależnie od tego, ile trwa
Patryas (87 punktów)
> Z ogólnymi tezami zgadzam się, że życie można przeżyć na różne sposoby, ale nie każdy jest wirtuozem życia.
Myślę jednak, że swojego życia nie marnuję.
Pozdrawiam
30-11-2009 10:08 
 Ocena 1 na 1
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)
Twórcza, pierwotna postawa religijnych polega na tym, że ponoć pole elektromagnetyczne jest tajemnicze, więc nie wolno jeść kiełbasy w wielki piątek, trzeba męczyć dzieci lekcjami z religii i palić heretyków na stosach.
Co do z natury przedwczesnej śmierci każdego z nas, gdyby mnie nie było, też wydawałoby mi się, że jestem.

Ludomir Tulko
30-11-2009 12:01 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>
>Co do z natury przedwczesnej śmierci każdego z nas, gdyby mnie nie było, też wydawałoby mi się, że jestem.
>
Ludomir Tulko


Jeśli komuś coś się wydaje, to znaczy, że żyje, czuje i myśli. Chyba nie o to chodziło?
Niestety, gdy nas zabraknie pozostaje pamięć po nas. I chyba właśni o to chodzi min. aby nasze życie odcisnęło się w pamięci naszego otoczenia.
Jednak najważniejszą rzeczą jest abyśmy sami spożytkowali swoje życie dla siebie. Oczywiście bez egoizmu, ale to chyba jest truizm jeśli kwesii nie rozwiniemy.
Joachim Patryas
www.kkwitolerancji.com
30-11-2009 16:44 
 Ocena 1 na 1
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)
>Chyba nie o to chodziło?

Chodziło. Wszechświat to wszystkie możliwości.


Ludomir Tulko
30-11-2009 21:16 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Wszechświat to wszystkie możliwości.

A nie tylko te zrealizowane?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-12-2009 00:43 
 Ocena 1 na 1
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)
>A nie tylko te zrealizowane?

Realność nie koniecznego, ale i niesprzecznego jest względna. Każdy możliwy świat jest dla siebie empirycznie realny, jak każdy chwilowy jest dla siebie teraźniejszy.

Ludomir Tulko
01-12-2009 01:30 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Widzę zdania twierdzące, ale bez podstawy.
01-12-2009 09:13 
 Ocena 1 na 1
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)
>Widzę zdania twierdzące, ale bez podstawy.

Jakie byłoby z podstawą? Tu wszystko zależy od umowy terminologicznej.


Ludomir Tulko
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Takie, które nie opiera się na subiektywnym, nieweryfikowalnym poglądzie.
02-12-2009 17:10 
 Ocena 1 na 1
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)
>Takie, które nie opiera się na subiektywnym, nieweryfikowalnym poglądzie.

Czyli?

Ludomir Tulko
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zasada zachowania energii i masy. Model standardowy. Mejoza. Reakcja termonuklearna (czytaj "Słońce", nasz jedyny akumulator).
03-12-2009 18:18 
 Ocena 1 na 1
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)
>Zasada zachowania energii i masy. Model standardowy. Mejoza. Reakcja termonuklearna (czytaj "Słońce", nasz jedyny akumulator).

To wszystko może się przyśnić.


Ludomir Tulko
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pod waruniem, że i ja się mogłem tobie przyśnić. A wtedy nie ma potrzeby rozmawiać.
04-12-2009 11:55 
 Ocena 1 na 1
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)
>Pod waruniem, że i ja się mogłem tobie przyśnić. A wtedy nie ma potrzeby rozmawiać.

Dlaczego nie? Potrzeba rozmowy też może się przyśnić.


Ludomir Tulko
01-12-2009 08:57 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Każdy możliwy świat jest dla siebie empirycznie realny...

Co to znaczy dla siebie empiryczny świat? Czyżby fikcyjne lwy pożerałby w nim fikcyjne antylopy?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
30-11-2009 17:53 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>gdy nas zabraknie pozostaje pamięć po nas.

To słodka iluzja. Bezwładne mózgi mielą jeszcze przez jakiś czas wspomnienia, które nie mają żadnego związku ze zmarłymi. Czy jeśli dowodzisz twierdzenie Pitagorasa sądzisz, że go w ten sposób wspominasz? Gdy nas nie ma, to nas nie ma. Nie pocieszaj się wspomnieniami cudzych mózgów.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Miło dokonać czegoś wielkiego i umierać jako bohater a nie szaraczek. Prosty atawizm, ale wartościowy. Ambicje nie zawsze są złe.
01-12-2009 09:05 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Miło dokonać czegoś wielkiego i umierać jako bohater a nie szaraczek. Prosty atawizm...

Nie sądzę, aby był to atawizm. Związane to jest z odkryciem ego w dziejach, co nastąpiło stosunkowo późno: Burckhard lokuje to w Renesansie. Oczywiście znamy wiele indywidualności z przeszłości, ale na masową skalę człowiek odkrył swoje ego stosunkowo późno. W każdym razie zjawisko odróżnienia się od stada (grupy) jest uwarunkowane historycznie. Nie jest też wykluczone, że powrócimy kiedyś do anonimowości (np. poprzez całkowitą standaryzację homo sapiens).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-12-2009 12:15 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Nie sądzę, aby był to atawizm. Związane to jest z odkryciem ego w dziejach, co nastąpiło stosunkowo późno: Burckhard lokuje to w Renesansie.
Ach, jak ja lubię sprowadzać podniebne filozoficzne rozważania w pył przyziemnych biologicznych wyjaśnień...

Dlaczego zależy nam na tym by o nas pamiętano? Skąd potrzeba zostawienia czegoś po sobie?
Bo to wielce korzystne dla naszych genów, których trochę po sobie zostawiamy w dzieciach i wnukach. Nie chodzi tu o pozostawione dobra materialne, tzn to też, ale najbardziej interesujący jest "spadek psychologiczny". Jaki to wspaniały prezent od zmarłego pradziada, że był bohaterskim powstańcem, budowniczym mostu, sławnym muzykiem... To wielki zastrzyk pewności siebie, motywacji, łatwiejsze znalezienie życiowej drogi - inaczej mówiąc usprawnienie działania tej maszyny, która -już po naszej śmierci- będzie nosić nasze geny.
Bardzo korzystna ewolucyjnie rzecz, takie planowanie przyszłości, która nas nie dotyczy.

>Nie jest też wykluczone, że powrócimy kiedyś do anonimowości (np. poprzez całkowitą standaryzację homo sapiens).
Po pierwsze, jaka z tego korzyść, po drugie jeśli wszyscy są identyczni, anonimowości nie ma wcale.
01-12-2009 17:20 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Dlaczego zależy nam na tym by o nas pamiętano?...
>Bo to wielce korzystne dla naszych genów...

Taki determinizm genetyczny jest równie abstrakcyjny jak teoria poznania Husserla. Skąd wiesz, że nasze przeżywane świadomie potrzeby są potrzebami pewnych białek?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
02-12-2009 10:17 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Taki determinizm genetyczny jest równie abstrakcyjny jak teoria poznania Husserla.
Dobór naturalny nie jest abstrakcją.

>Skąd wiesz, że nasze przeżywane świadomie potrzeby są potrzebami pewnych białek?
"Potrzeby pewnych białek" sprowadzają się do reprodukcji i zmuszenia/zachęcenia ich "nosiciela" by im w tym pomógł. Świadome myśli które "nosiciel" generuje są istotne tylko pod jednym względem- czy pomagają czy przeszkadzają "pewnym białkom".
02-12-2009 07:31 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Ach, jak ja lubię sprowadzać podniebne filozoficzne rozważania w pył przyziemnych biologicznych wyjaśnień...
>Dlaczego zależy nam na tym by o nas pamiętano? Skąd potrzeba zostawienia czegoś po sobie?
>
Ludzie mają poczucie faktu, iż po nich - gdy umrą - życie będzie trwać na ziemi nadal. I bardzo by chcieli by o nich, ktoś pamiętał.
Dlaczego?
W ludziach jest stale pewność możliwości życia wiecznego, maja to zapisane w genach, co ujawnia się, to tu, to tam. Z tego się nie da wyzwolić..
>Bo to wielce korzystne dla naszych genów, których trochę po sobie zostawiamy w dzieciach i wnukach.
>
Korzystne dla genów? A któż to taki?
Przecież to nie Ty je kształtowałeś, ani dobierałeś. To przypadkowe - zależne od rodziców, dziadków i wszystkich przodków kombinacja, Ty nie miałeś najmniejszego w tym udziału. Jedynie efekt - jesteś.
Tu widać wyraźne zabarwienie opinii ewolucjonizmem. A więc cofasz się!
>Nie chodzi tu o pozostawione dobra materialne, tzn to też, ale najbardziej interesujący jest "spadek psychologiczny". Jaki to wspaniały prezent od zmarłego pradziada, że był bohaterskim powstańcem, budowniczym mostu, sławnym muzykiem... To wielki zastrzyk pewności siebie, motywacji, łatwiejsze znalezienie życiowej drogi - inaczej mówiąc usprawnienie działania tej maszyny, która -już po naszej śmierci- będzie nosić nasze geny.
>
Inaczej bym to nazwał!
To umacnianie kultury i tradycji, cech ludzkich często wypaczonych i złych.
Gdy dowiadujesz sie o swoim dziadku, ktory był powstańcem - to jak widzę cieszysz sie, bo oddał życie, albo inni oddali zycie, a on tamtym życie zabrał.
Chyba jednak warto rozważyć:
Tak naprawde nie jest ważne jaka sprawa, lecz co innego.
Czy było to konieczne? Czy ludzie nie powinni się dogadywać? czy nie powinni pielęgnować wzajemnej miłości? Czy nie powinni odrzucic broń i razem - jako bliźni iść do celu - wspólnego celu?
Czy nie powinni odrzucić śmiercionośne argumenty?
Dlaczego w tym systemie jest to niemożliwe?
Radość z tego, że dziad był powstańcem, a także inne elementy porozumiewania się przez zabijanie - to elementy kultury śmierci, chrześcijańskiej - czytaj: katolickiej - kultury śmierci, apoteozy śmierci, najokrutniejszej i najgłupszej kultury.
Kulminacja? Hitlerowcy popierani przez katolickich biznesmenów, papieża, ludzkie autorytety, z napisem "God mit uns" budują obozy masowej zagłady. Po co?
By zabijać i likwidować innych katolików i nie tylko.
Cel samolubstwo i śmierć.
Typowo ewolucyjne podejście - zwierzęca zachowania.
Takie sobie rozważania.
Pozdrawiam
02-12-2009 07:51 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>z napisem "God mit uns"
"Gott", człowieku, GOTT! Sprawdź, o czym piszesz.
>Typowo ewolucyjne podejście - zwierzęca zachowania.
Bzdura.
>Takie sobie rozważania.
Tak, takie bleblanie.
>Pozdrawiam
Minus za całokształt, bo zupełnie nie na temat.
02-12-2009 09:44 
 0 na 2
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>z napisem "God mit uns"
>"Gott", człowieku, GOTT! Sprawdź, o czym piszesz.
>
Masz rację.
God Mit Uns - Bóg Mit Uns.
Ale zrozumiałaś? To dobrze.
Ciesze się, a przy okazji masz radość.
To i ja się cieszę.
Widzisz ile radości, chociaż nie lubisz mnie.
Ja Ciebie lubię.
I czy GOTT czy GOD to i tak lubię Ciebie!
>>Typowo ewolucyjne podejście - zwierzęca zachowania.
>Bzdura.
>
Pominę!!!
>>Takie sobie rozważania.
>Tak, takie bleblanie.
>
Jak wyżej.
>>Pozdrawiam
>
jeszcze raz.
01-12-2009 14:27 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A Starożytni Grecy, Rzymianie? Całkiem możliwe, że byli dużo silniejszymi indywidualistami, niż ludzie renesansu.
01-12-2009 17:15 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>A Starożytni Grecy, Rzymianie? Całkiem możliwe, że byli dużo silniejszymi indywidualistami, niż ludzie renesansu.

Tu nie chodzi o siłę, lecz o sposób określania człowieczeństwa. Czy człowiek rozpoznaje się jako jednostka (uomo singolare), czy też jedynie w kategoriach jakiejś ogólności typu rasa, naród, partia, korporacja, miasto, rodzina, kościół czy gang. Grecy mieli swą indywidualność, ale była to indywidualność ogólna, której punktem odniesienia był barbarzyńca. Można to prześledzić na różnych przykładach. Np. we Florencji ok. 1390 nie było żadnej panującej męskiej mody: każdy szukał swego indywidualnego wyrazu. Zwróć uwagę, że godność człowieka, o której teraz tyle się mówi, abstrahuje od ogólności typu rasa, narodowość czy religia. O daty można się spierać, ale nie o to, że ów proces miał i ma jeszcze miejsce: nie wszyscy zdają się go rozumieć. Oczywiście pojedyncze przypadki świadomości tego zjawiska można znaleźć dużo wcześniej. Cynicy (Diogenes) czy stoicy (Chryzyp) np. głosili indywidualistyczną teorię, która widziała w człowieku nie tyle obywatela polis, lecz całego świata (kosmopolityzm).


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-12-2009 20:36 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Starożytni opisując inne kraje czuli się dużo mniej wyobcowani, niż podróżnicy z XIX wieku. Dużo łatwiej też akceptowali odmienne od ich własnych obyczaje innych. W greckim słowie "barbarzyńca" nie kryło się nic negatywnego. Wielu Greków podziwiało Persów, a gdy ich zwyciężyli, swoimi dramatami dowiedli, iż rozumieją uczucia zwyciężonych, co na początki XXI wieku w tak zwanej cywilizacji zachodniej praktycznie nie istnieje.
02-12-2009 07:19 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Starożytni opisując inne kraje czuli się dużo mniej wyobcowani, niż podróżnicy z XIX wieku.

Ateńczycy chcąc pozbyć się niewygodnych obywateli wyrzucali ich z kraju (ostracyzm), co było najsurowszą karą. Powrót przed upływem wyroku groził śmiercią.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W Europie do XIX wieku obowiązywała kara banicji, a od biedy można ją jeszcze dziś znaleźć.
03-12-2009 13:29 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>W Europie do XIX wieku obowiązywała kara banicji, a od biedy można ją jeszcze dziś znaleźć.
Na forum - ban.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
01-12-2009 22:34 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
> Można to prześledzić na różnych przykładach. Np. we Florencji ok. 1390 nie było żadnej panującej męskiej mody: każdy szukał swego indywidualnego wyrazu.

Możesz podrzucić jakieś źródło? Wg Carole Collier Frick (Dressing Renaissance Florence: families, fortunes, & fine clothing) moda była powodem nawet 40% wydatków budżetu mężczyzny w tamtych czasach, około XV wieku osiągając prawie poziom histerii. Z ciekawości się pytam.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To prawda. Moda w tamtych czasach była wybujała i ekscentryczna. Zwłaszcza we Florencji . Wystarczy obejrzeć miniatury. A jakiej muzyki słuchali... Ars Nova to prawie Schoenberg... Italia późnego średniowiecza była na swój sposób zajadle postmodernistyczna. Renesans oznaczał uproszczenie szaleństwa gustów.
02-12-2009 06:58 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Możesz podrzucić jakieś źródło?

Proszę:

Jacob Burckhardt, Die Kultur der Renaissance in Italien, s.124,Leipzig 1925

Sprawdź, czy książka ta była tłumaczona na polski. Jeśli potrzeba, stosowny fragmencik mogę Ci przełożyć.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Możesz podrzucić jakieś źródło?
>Proszę:
>Jacob Burckhardt, Die Kultur der Renaissance in Italien, s.124,Leipzig 1925
>Sprawdź, czy książka ta była tłumaczona na polski. Jeśli potrzeba, stosowny fragmencik mogę Ci przełożyć.

Spokojnie, z tłumaczeniem dam radę, z egzemplarzem będzie trudniej
Kurka, 1925? Nic nowszego nie ma? Uoj... Ale się poszuka. Od czego są ciotki-bibliotekarki!

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
02-12-2009 06:52 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Miło dokonać czegoś wielkiego i umierać jako bohater a nie szaraczek. Prosty atawizm, ale wartościowy. Ambicje nie zawsze są złe.
>
W przeciwieństwie do zwierząt my, ludzie, mamy możliwość zastanawiania się nad pytaniami:
Jaki sens ma moje życie?
Czy odzwierciedla jedynie niezmienny cykl, w którym jest czas narodzin i czas śmierci?
W związku z tym jaka prawda zawarta jest w wypowiedzi Salomona o ludziach i zwierzętach:
" Wszystko znowu w proch się obraca".
Czy to znaczy, że w chwili śmierci całkowicie przestajemy istnieć?
Biblia wskazuje, że człowiek nie posiada nieśmiertelnej duszy, rzekomo mającej żyć dalej po śmierci ciała. Ludzie są duszami, a dusza, która grzeszy, umiera.
Salomon wyjaśnił:
" Wiedzą bowiem żywi, że muszą umrzeć, lecz umarli nic nie wiedzą i już nie ma dla nich żadnej zapłaty, g dyż ich imię idzie w zapomnienie. Na co natknie się twoja ręka, abyś to zrobił, to zrób według swojej możności, bo w krainie umarłych, do której idziesz, nie ma ani działania, ani zamysłów, ani poznania, ani mądrości" (Kaznodziei 9:5, 10).
Rozważ wiec słowa:
" Lepsze jest dobre imię niż wyborny olejek i lepszy dzień zgonu niż dzień narodzenia. Lepiej iść do domu żałoby, niż iść do domu biesiady; bo tam widzi się kres wszystkich ludzi, a żyjący powinien brać to sobie do serca" (Kaznodziei 7:1, 2).
Musimy przyznać, że śmierć stanowi "kres wszystkich ludzi". Żadne eliksiry, preparaty witaminowe, diety ani ćwiczenia gimnastyczne nikomu z ludzi nie zapewniły życia wiecznego.
I zazwyczaj " ich imię idzie w zapomnienie" niezbyt długo po śmierci. Dlaczego zatem " lepsze jest dobre imię niż wyborny olejek i lepszy dzień zgonu niż dzień narodzenia"?
Wszystko to oznacza, że dzień śmierci może być lepszy niż dzień narodzin,
jeśli dany człowiek wyrobił sobie wcześniej dobre imię u Jehowy, który wierne osoby może wskrzesić z martwych.

Kto chełpi się sławą wśród ludzi, a ma w nienawiści Boga?
Tylko nierozumni!
Pozdrawiam
30-11-2009 14:48 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
To jedna z gorszych i bardziej bezsensownych tez jakie w życiu słyszałam. Jest bezpośrednio po "rozszerzenie praw człowieka na inne naczelne jest po to wprowadzane, aby zoofile mogli brać śluby ze zwierzętami".

Po pierwsze - określenie miernotami tysięcy ludzi, których się nigdy nie poznało, a w tym ogromna przewaga osób najwyższej półki nauki, oraz np. noblistów trąci (co by nie powiedzieć bije po oczach) egocentryzmem i zwykłą złośliwością.

A po drugie - ateizm jest tak samo odbiciem religii, co religia odbiciem ateizmu. Tym samym rozumowaniem "niewiara w krasnoludki to echo wiary w nie", albo "niewiara w smoki to echo wiary w nie". Ludzie tworzyli niezłe fantazje w czasie rozwoju naszych społeczeństw. Z czasem te fantazje weryfikowano, stąd nagle okazało się że nie ma smoków a ósma córka nie jest strzygą. No i że opalanie w piecu nie leczy gorączki.
Odrzucanie kolejnej fantazji określać miernotą tylko dlatego, że sami w tą fantazję wierzymy (lub czujemy tylko do niej irracjonalną cześć) - fajnie brzmi? Nie sądzę.
30-11-2009 15:56 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>To jedna z ... bardziej bezsensownych tez jakie w życiu słyszałam.
>Jest bezpośrednio po "rozszerzenie praw człowieka na inne naczelne jest po to wprowadzane, aby zoofile mogli brać śluby ze zwierzętami".

Nie uważam wypowiedzi o istnieniu czy nieistnieniu boga za sensowne. Pojęcia religijne wprowadzane są wbrew logice i empirii, co jeszcze nie znaczy, że nie można nimi operować zgodnie z pewną pragmatyką. To, czy robi to noblista (z panem bogiem w klapie marynarki), czy idiota, jest bez znaczenia dla ich statusu logicznego. A co do ślubów zoofilii ze zwierzętami: nie ma w tym nic nielogicznego, a więc czy ci się to podoba, czy nie, jest to możliwe, a dla niektórych być może pożądane.

>Po pierwsze - określenie miernotami tysięcy ludzi, których się nigdy nie poznało,...

Oceniłem pogląd przypisujący negacji istnienia boga jakąś wyższość nad wypowiedzią o jego istnieniu: jedno i drugie stanowisko w warstwie teoretycznej to bełkot. Nie przeczę, że towarzysko miły.



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
30-11-2009 16:15 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>To jedna z ... bardziej bezsensownych tez jakie w życiu słyszałam.
>>Jest bezpośrednio po "rozszerzenie praw człowieka na inne naczelne jest po to wprowadzane, aby zoofile mogli brać śluby ze zwierzętami".
>Nie uważam wypowiedzi o istnieniu czy nieistnieniu boga za sensowne.
A o czym ty mówisz? Teza o której mówię to stwierdzenie, że ateiści to miernoty, a ateizm to echo religii. To już jest sprawa namacalna. W przeciwieństwie do boga, ateizm, religie i ludzie o takich lub innych poglądach istnieją, a tezy dotyczące ich powinny być sensowne. Powyższa - nie jest. Podobnie jak inna, np. osoby religijne są z zasady durniami. Pomimo mojego ateizmu widzę głupotę takiego twierdzenia.
>Pojęcia religijne wprowadzane są wbrew logice i empirii, co jeszcze nie znaczy, że nie można nimi operować zgodnie z pewną pragmatyką. To, czy robi to noblista (z panem bogiem w klapie marynarki), czy idiota, jest bez znaczenia dla ich statusu logicznego. A co do ślubów zoofilii ze zwierzętami: nie ma w tym nic nielogicznego, a więc czy ci się to podoba, czy nie, jest to możliwe, a dla niektórych być może pożądane.
| znowu oceniasz tezy wywracając ich kontekst. Teza lekko do przodu jest absurdalna, bowiem zakłada dziwaczne priorytety grupy ludzi, w dodatku tak, aby ją zdyskredytować, podczas, gdy istnieje inne i sensowne jej uargumentowanie.
>>Po pierwsze - określenie miernotami tysięcy ludzi, których się nigdy nie poznało,...
>Oceniłem pogląd przypisujący negacji istnienia boga jakąś wyższość nad wypowiedzią o jego istnieniu: jedno i drugie stanowisko w warstwie teoretycznej to bełkot. Nie przeczę, że towarzysko miły.
Czyli wiarę bez dowodów uważasz za tak samo nielogiczne jak brak wiary bez dowodów. A to ciekawe. Myślałam, że brak wiary do momentu jakiejś sensownej przesłanki jest naturalnym procesem myślowym - logicznym i racjonalnym.
30-11-2009 17:38 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>W przeciwieństwie do boga, ateizm, religie i ludzie o takich lub innych poglądach istnieją, a tezy dotyczące ich powinny być sensowne.

Ateiści i religie obracają się więc wokół tego, czego nie ma. To uważam za nonsens powiedzmy ontologiczny: radosne tworzenie wokół nicości. Taka postawa ma sens, ale nie poprzez to, co stanowi jej zasadnicze odniesienie -bóg. Tak więc religię może badać psycholog, socjolog, psychiatra wskazując jej naturalne uwarunkowania.

>osoby religijne są z zasady durniami. Pomimo mojego ateizmu widzę głupotę takiego twierdzenia.

Masz rację pod warunkiem, że jasno określimy obszary, w których do głosu dochodzi konkretna opcja. I tak fizyk może być mędrcem w laboratorium i durniem w kościele: odcedź ze słowa dureń nastawienie emocjonalne i otrzymasz to, o co chodzi.

>...Teza lekko do przodu jest absurdalna...

Co to jest teza lekko do przodu?

>Czyli wiarę bez dowodów uważasz za tak samo nielogiczne jak brak wiary bez dowodów. A to ciekawe. Myślałam, że brak wiary do momentu jakiejś sensownej przesłanki jest naturalnym procesem myślowym - logicznym i racjonalnym.

Dowody mają tezy, nie wiara. Wiara to dla mnie emocja (emocje) i nie widzę powodów, by dowodzić jej istnienie. Zdanie Wierzę, że p. jest więc pewnym miksem uczuć i lingwistyki. Wiara nie dowodzi, że p. Zanim zaczniesz dowodzić p rozważ, w jaki sposób zostały wprowadzone terminy i czy przysługuje im przedmiotowe odniesienie. To, co piszesz o wierze, jest słuszne, o ile ograniczymy się do świata doświadczenia. Brak wiary w boga nie jest oczekiwaniem na sensowną przesłankę wiary w boga. To inny dyskurs.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-12-2009 01:34 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przesadzasz Diogenesie. Sytuacja jest prosta. Większość ludzkości wierzy w te same głupawe zabobony, w które wierzyła 500 i 1000 lat temu. I coraz mniej ma do tego prawo. Spytasz może - "prawo wobec czego"?
"Wobec siebie samej" - odpowiem.
01-12-2009 10:52 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)

>Ateiści i religie obracają się więc wokół tego, czego nie ma.
Nie - ukłaają swoje życie tak, aby nie koncentrować się na tym, czego nie ma. To domena osób wierzących, spędzających czas na modlitwie, wyszeptywaniu grzeszków itd. Ateiści koncentrują się na realiach, na tym, co istnieje i jest istotne.
>To uważam za nonsens powiedzmy ontologiczny: radosne tworzenie wokół nicości.
I znowuż - skąd założenie, że ateista każdą chwilę spędza na radosnym przekonywaniu się że boga nie ma? To zwyczajnie dziecinna myśl. Ateizm to celebracja świata jaki jest. Obraca się wokół tego, co jest, odrzucając właśnie tezy absurdalne.

>>Czyli wiarę bez dowodów uważasz za tak samo nielogiczne jak brak wiary bez dowodów. A to ciekawe. Myślałam, że brak wiary do momentu jakiejś sensownej przesłanki jest naturalnym procesem myślowym - logicznym i racjonalnym.
>Dowody mają tezy, nie wiara. Wiara to dla mnie emocja (emocje) i nie widzę powodów, by dowodzić jej istnienie. Zdanie Wierzę, że p. jest więc pewnym miksem uczuć i lingwistyki. Wiara nie dowodzi, że p. Zanim zaczniesz dowodzić p rozważ, w jaki sposób zostały wprowadzone terminy i czy przysługuje im przedmiotowe odniesienie. To, co piszesz o wierze, jest słuszne, o ile ograniczymy się do świata doświadczenia. Brak wiary w boga nie jest oczekiwaniem na sensowną przesłankę wiary w boga. To inny dyskurs.
Wierzyć możemy w oparciu o przesłanki lub bez tych przesłanek. Ja wybieram wiarę, ale podpartą przesłankami - np. wierzę w miłość mojego męża, bowiem daje mi ku temu powody.
01-12-2009 22:15 
 Ocena 1 na 3
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Ateiści to miernota, która potrzebuje czegoś do zanegowania

Używanie słów naturalnie superlatywnych w funkcji obelgi jest orydynarną sztuczką, nieomylnie demaskującą wrogość z pozycji ideologii. Podobnie wykorzystywane są słowa takie jak "liberał" czy "eutanazja". Na szczęście tutaj nikogo nie nabierzesz. Ateiści są najświatlejszymi z ludzi - to elita wśród elit, na którą inni patrzą z podziwem lub zawiścią.

Szczególnie jednak zniesmaczyło mnie to, jak bardzo niestosownie wybrałeś sobie wątek, aby znów zaatakować ateistów - w moim odczuciu takim wybrykiem nietolerancji religijnej sprofanowałeś temat, tak pięknie zainicjowany - jakbyś nagle zaczął przeklinać w salonie pełnym dam.

doku
02-12-2009 17:37 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Używanie słów naturalnie superlatywnych w funkcji obelgi jest orydynarną sztuczką, nieomylnie demaskującą wrogość z pozycji ideologii.

Jeśli świadomie miałbym przyznać się do jakiejś ideologi, to wskazałbym mistrza zenu Tokusana: jeśli coś powiesz - trzydzieści batów, jeśli nic nie powiesz -też trzydzieści batów. To ideologia wyjścia poza dwuwartościową logikę bytu-niebytu, życia-śmierci, teizmu-ateizmu, słowa i milczenia wreszcie.

>Ateiści są najświatlejszymi z ludzi - to elita wśród elit,...

No cóż, na dźwięk słowa elita cofa mi się...

>jakbyś nagle zaczął przeklinać w salonie pełnym dam.

Dobre... Salon pełen dam...
Skojarzył mi się z geniuszem Pollocka, który wszedł do salonu, po czym odlał się do kominka...


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
02-12-2009 23:00 
 Ocena 1 na 3
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>No cóż, na dźwięk słowa elita cofa mi się...

Kolejne piękne słowo w Twoich ustach brzmi brzydko.

doku
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Używanie słów naturalnie superlatywnych w funkcji obelgi jest orydynarną sztuczką, nieomylnie demaskującą wrogość z pozycji ideologii.
>Jeśli świadomie miałbym przyznać się do jakiejś ideologi, to wskazałbym mistrza zenu Tokusana: jeśli coś powiesz - trzydzieści batów, jeśli nic nie powiesz -też trzydzieści batów. To ideologia wyjścia poza dwuwartościową logikę bytu-niebytu, życia-śmierci, teizmu-ateizmu, słowa i milczenia wreszcie.
>>Ateiści są najświatlejszymi z ludzi - to elita wśród elit,...
>No cóż, na dźwięk słowa elita cofa mi się...
>
Zobacz tę kwestie.
Trzeba przyznać, że ludzie mają bardzo rozbieżne poglądy na temat Tego, którego określa się mianem "Boga". Tym faktem chociaż jest on bardzo wyraźnie dostrzegalny i jaskrawo widoczny, większość ludzi w ogóle się nie interesuje.
Anty religijnie nastrojeni ateiści mają swój pogląd na Boga, albo nie mają, bo odrzucają Go. Tak zwany świat chrześcijański, czyli po prostu nominalne chrześcijaństwo, ma w tym względzie własny punkt widzenia. Świat muzułmański po swojemu zapatruje się na swego Allacha. Z kolei Żydzi hołdują jeszcze innym poglądom. A pozostałe narody niechrześcijańskie mają u siebie wiele dalszych typów religii i własne, osobliwe sądy o Bogu.
Nie dziwi kolejna myśli, że każde ugrupowanie religijne bądź niereligijne może mieć własne zdanie o tym, co w przyszłości mogłoby dla ludzi oznaczać "Boskie zwycięstwo".
Czytasz:
" I usłyszałem donośny głos w niebie, mówiący: "Teraz nastało wybawienie["zwycięstwo" Biblia Jeruzalemska] i moc, i królestwo naszego Boga, i władza jego Chrystusa, ponieważ zrzucony został oskarżyciel braci naszych, który dniem i nocą oskarża ich przed naszym Bogiem!"(Objawienie 12:10).

Przecież teraz w tej sytuacji nie można oczekiwać zbieżności owych rozlicznych poglądów na to "Boskie zwycięstwo". Nie byłoby również w tym nic dziwnego, gdyby zbliżająca się rzeczywistość, jaką będzie Boskie zwycięstwo, różniła się w ogóle od wszystkiego, czego się po tym określeniu spodziewają poszczególne grupy.
Obawy, niepokój i stały niepokój, w dobie obecnej rozprzestrzenione w skali międzynarodowej niezaprzeczalnie powinny zmuszać nas - ludzi, mieszkańców ziemi - do wysiłku w kierunku właściwego zrozumienia tej sprawy.
Tu jesteśmy postawieni w sposób jednoznaczny prze konkretnym faktem, że w kwestii walki, która zostanie ukoronowana Boskim zwycięstwem, należy się zwrócić do autorytatywnego źródła wiadomości, pochodzących od Boga - do Biblii, jako autorytetu.
Powinien pobudzać nas do myślenia fakt, iż to właśnie Ona została rozpowszechniona po całej ziemi w miliardach egzemplarzy i w setkach ważniejszych języków, jakimi się posługują ludzie. Czy jest to bez znaczenia?

Na całym świecie tylko ta jedna Księga omawia sprawę wszechświatowej wojny, w której Bóg, Stwórca niebios i ziemi, zdecydowanym zwycięstwem potwierdzi swoją niepodważalną wyższość. To właśnie nią na całej zamieszkanej ziemi, Boży świadkowie posługują sie dla głoszenia dobrej nowiny.
Właśnie do świętych zapisków zawartych w Biblii musimy się udać, aby znaleźć miarodajne informacje na ten tak ważny temat.
Ale ile z tych różnych ugrupowań religijnych daje Biblii pierwszeństwo w orzekaniu charakteru przyszłego wybawienia, czy zwycięstwa od Boga?
Raczej niewiele.
Co jest tego powodem? Kto wie?
Pozdrawiam
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
   Dwie kwestie:

   1. Na jakiej podstawie generalizujesz, uogólniasz? Podaj źródło uprawniające do takich stwierdzeń.

   2. Nie spotkałem jeszcze teisty, choćby nawet i fanatyka, któremu by się spieszyło do jego boga, raju i obiecanej wiecznej szczęśliwości; jakimś dziwnym trafem wszyscy oni chcą żyć za wszelką cenę tu i teraz. Czy to nie jest symptomatyczne? Czy nie świadczy o sile ich wiary?

fides ex necessitate esse non debet
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Nie spotkałem jeszcze teisty, choćby nawet i fanatyka, któremu by się spieszyło do jego boga, raju i obiecanej wiecznej szczęśliwości; jakimś dziwnym trafem wszyscy oni chcą żyć za wszelką cenę tu i teraz. Czy to nie jest symptomatyczne? Czy nie świadczy o sile ich wiary?
To kwestia instynktu. Nie mieszałbym do tego wiary. Bóg nie jest za skracaniem życia, nie zabrania radować się nim(oczywiście w ramach obowiązującego Prawa Bożego.)

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Spotkajmy się w Pobierowie.

Wiara kończy się wtedy, gdy zaczynają się wątpliwości.
30-11-2009 19:19 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>To kwestia instynktu. Nie mieszałbym do tego wiary. Bóg nie jest za skracaniem życia, nie zabrania radować się nim(oczywiście w ramach obowiązującego Prawa Bożego.)

   Czyżby? Jeśli brać Biblię literalnie, to Bóg osobiście pozbawił życia kilkaset tysięcy jednostek ludzkich (szacuję "na oko", bo danych w tej książce brak). Trudno więc przypuszczać, że osobiście ma coś przeciwko skracaniu życia. Jeśli do tego dodamy płomienne apele do ludzi, by się wzajemnie mordowali w imię urażonej boskiej ambicji, to liczby będą jeszcze wyższe.
   "Radowanie się życiem w ramach obowiązującego Prawa Bożego", to nic innego jak stosowanie niekończących się umartwień, ascez, postów i poddawanie się zakazom i nakazom. I wmawianie sobie i innym, że w tym tkwi piękno i pełnia życia i człowieczeństwa. Zdanie z cudzysłowu nie jest niczym innym, jak tylko złagodzeniem wrażenia okrutności boskiej natury. To posypanie krwi na asfalcie piaskiem.

   Instynkty temperujemy kulturą, by przybierały postać wysublimowanych potrzeb - jak pisał był Freud. Możemy więc stłumić także i instynkt samozachowawczy. Widać to doskonale na przykładzie ludzi ratujących innych w ekstremalnie niebezpiecznych sytuacjach. Nazywamy ich bohaterami.
   Logiczną więc konsekwencją głębokiej wiary w szczęśliwość wieczną, wiary w absolutne dobro i piękno "tamtego świata", w nieograniczoną niczym miłość bożą powinno być dążenie do jak najszybszego wyzbycia się powłoki cielesnej i opuszczenia tago łez padołu, by zjednoczyć się ze swoim bogiem. Tymczasem tak nie jest. Nikomu się "tam" nie spieszy. Wyjątek stanowią samobójcy, ale oni najczęściej nie kierują się kwestiami doktrynalnymi.

   Wniosek nasuwa się sam - lepsze jest to, co znane, choć może i złe, niż to, co nieznane i niepewne, choć doskonałe. Zatem wiara nie jest stuprocentowa, nie jest dość silna.
   I nie chodzi tu o to, by wierzący popełniali masowe samobójstwa z miłości do swoich bóstw - wystarczy jeśli będą skwapliwie korzystali z każdej naturalnej okazji przeniesienia się w zaświaty; by nie podejmowali prób (nieraz rozpaczliwych) utrzymywania się przy życiu za wszelką cenę. Taka postawa czyni ich wiarę śmieszną i niewiarygodną.

> Pozdrawiam - Zbyszek

Wzajemnie - Michał

fides ex necessitate esse non debet
30-11-2009 19:32 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>lepsze jest to, co znane, choć może i złe, niż to, co nieznane i niepewne, choć doskonałe.

Nieznane i doskonałe zarazem?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
30-11-2009 20:24 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Nieznane i doskonałe zarazem?

   Też się nad tym zastanawiałem. Na pewno niepewne. A czy nieznane? Jeśli oprzemy się na tekstach biblijnych, to znane, ale jeśli oprzemy się na kościelnej interpretacji ("oto wielka tajemnica wiary"), to znanym być przestaje.    Doświadczenie i badania mówią, że zdecydowana większość nie wierzy w opis biblijny i ma własne wyobrażenia "zaświatów". Zatem powszechnie nieznane.
   Nie ma jedynie wątpliwości co do ich (tych "zaświatów") doskonałości.

   Przyjmij więc to sformułowanie, drogi diogenesie, z dobrodziejstwem inwentarza. Lepsze mi nie przychodzi do głowy.

fides ex necessitate esse non debet
01-12-2009 01:38 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
"Radowanie się życiem w ramach obowiązującego Prawa Bożego", to nic innego jak stosowanie niekończących się umartwień, ascez, postów i poddawanie się zakazom i nakazom. I wmawianie sobie i innym, że w tym tkwi piękno i pełnia życia i człowieczeństwa. Zdanie z cudzysłowu nie jest niczym innym, jak tylko złagodzeniem wrażenia okrutności boskiej natury. To posypanie krwi na asfalcie piaskiem.


W pełni się zgadzam. Programowe samozakłamanie czyni życie podłym. Jeśli człowiek szanuje sam siebie, jest wtedy szczęśliwszy.
01-12-2009 09:47 
 Ocena-2 na 4
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Nie spotkałem jeszcze teisty, choćby nawet i fanatyka, któremu by się spieszyło do jego boga, raju i obiecanej wiecznej szczęśliwości; jakimś dziwnym trafem wszyscy oni chcą żyć za wszelką cenę tu i teraz. Czy to nie jest symptomatyczne? Czy nie świadczy o sile ich wiary?
>
Jest to jedna z kwestii z którą ludzie - nie znający prawdy, nie umieją poradzić!
Tzw. racjonaliści całkowicie się zagubili, nie potrafią właściwie ocenić rzeczywistość.
A że nie znają prawdy otaczają się różnego rodzaju teoriami i hipotezami, a potem dziwią się, że im nic nie pasuje.
Ta obiecana wieczna szczęśliwość ma być tu na ziemi, a będzie to po 1000 latach po Armagedonie. Ten kto zna prawdę wie, jakim wspaniałym darem jest życie tu na ziemi i teraz. Jehowa dał ludziom ten skarb, a wierzący prawdziwie nie wzgardzą tym skarbem, ani nikomu go nie odbierają. Tylko Jehowa jest uprawniony dawać i odbierać życie.
On jest źródłem życia. Z tym wiąże się jeszcze inna kwestia.
Napisano:
" Każdą rzecz pięknie uczynił w jej czasie. Nawet czas niezmierzony włożył w ich serce, żeby człowiek nigdy nie zgłębił dzieła, które prawdziwy Bóg uczynił od początku do końca"(Kaznodziei 3:11)
Nasi prarodzice niczym rozpędzona auto rozmyślnie przełamali ochronną barierę prawa Bożego i pogrążyli się w bagnie, w którym obecnie żyjemy - nękani chorobami, starością i śmiercią.
Taką jednak zagadką dla ewolucjonistów jest fakt, że ludzie nie chcą się tak po prostu pogodzić ze śmiercią, nawet gdy wydaje się ona czymś naturalnym i nieuniknionym.
Pragnienie "życia bez końca" - "po czasy niezmierzone", jest wszczepione do ludzkich serc przez Stwórce. Każdemu człowiekowi.
Tak więc i pod tym względem ludzie - wszyscy są przygotowani by zrozumieć zamierzenie Boga w tym temacie.
Nierozsądne i niemądre są filozoficzne, katolickie i innych wyznań, rozważania o duszy nieśmiertelnej - zaprowadzają ludzi w ślepy zaułek.
>To kwestia instynktu. Nie mieszałbym do tego wiary. Bóg nie jest za skracaniem życia, nie zabrania radować się nim(oczywiście w ramach obowiązującego Prawa Bożego.
> Pozdrawiam - Zbyszek
>
Pięknie Zbyszku.
Tak to można określić. Coś co jest głęboko w sercu człowieka, a jest jednocześnie zgodne z zamierzeniem Boga, pragnienia miłości, ma ścisły związek z pochodzeniem ludzi. Człowiek nie pochodzi od małp, lecz od Boga - Jego rąk.
Napisano:
" Z niebios spojrzał Jehowa,
zobaczył wszystkich synów ludzkich.
Z ustalonego miejsca, gdzie mieszka,
przyjrzał się wszystkim mieszkającym na ziemi.
On kształtuje ich serca, wszystkie razem;
rozważa wszystkie ich dzieła
"(Psalm 33:13-15).

Każdy "prawdziwy racjonalista" powinien dostrzegać, że są dzisiaj na ziemi czyny i zachowania ludzi z którymi się nie zgadza, które odrzuca, uznaje za uwłaczające ludzkości, sprowadzające ludzi do poziomu "bezrozumnych zwierząt".
Do tego jednocześnie, gdy słyszy o rzeczach pokrywających się z ludzkimi pragnieniami szczęśliwego życia, dla siebie i rodziny. Jakiego, konkretnie?
Takiego:
" Wtedy usłyszałem donośny głos od tronu, mówiący:
"Oto namiot Boga jest z ludźmi i On będzie przebywać z nimi, a oni będą jego ludami. I będzie z nimi sam Bóg.
I otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie.
To, co poprzednie, przeminęło
"(Objawienie 21:3-4)
Lud będący z Jehowa po czasy niezmierzone jest ludem szczęśliwym:
" Szczęśliwy naród, którego Bogiem jest Jehowa,
lud, który on sobie wybrał na dziedzictwo
"(Psalm 33:12).
Na ziemi maja być tylko ludzie prawi, chodzący w świetle Jehowy.
Pozdrawiam
01-12-2009 13:07 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>Człowiek nie pochodzi od małp, lecz od Boga - Jego rąk.
Pochodzi od wspólnego przodka małp i ludzi.

>Każdy "prawdziwy racjonalista" powinien dostrzegać, że są dzisiaj na ziemi czyny i zachowania ludzi z którymi się nie zgadza, które odrzuca,
Oczywiście, na przykład Twoje.

>uznaje za uwłaczające ludzkości, sprowadzające ludzi do poziomu "bezrozumnych zwierząt".
Rozumnych zwierząt brzmi lepiej.

>Do tego jednocześnie, gdy słyszy o rzeczach pokrywających się z ludzkimi pragnieniami szczęśliwego życia, dla siebie i rodziny. Jakiego, konkretnie?
Zmartwychwstania przodków i wegetarianizmu?

>I otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie.
Czy istotę, która nie będzie nigdy odczuwać smutku, bólu, buntu, można nazwać człowiekiem? To raczej robot...
01-12-2009 14:04 
 Ocena-4 na 4
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Pochodzi od wspólnego przodka małp i ludzi.
>
Technicznie niemożliwe.
>>Każdy "prawdziwy racjonalista" powinien dostrzegać, że są dzisiaj na ziemi czyny i zachowania ludzi z którymi się nie zgadza, które odrzuca,
>Oczywiście, na przykład Twoje.
>
Jeśli tak widzisz, to jest to potwierdzeniem Twoich umiejętności rozeznania kwestii.
>>uznaje za uwłaczające ludzkości, sprowadzające ludzi do poziomu "bezrozumnych zwierząt".
>Rozumnych zwierząt brzmi lepiej.
>
Mówisz o ludziach?!
>>Do tego jednocześnie, gdy słyszy o rzeczach pokrywających się z ludzkimi pragnieniami szczęśliwego życia, dla siebie i rodziny. Jakiego, konkretnie?
>Zmartwychwstania przodków i wegetarianizmu?
>
I tak może być.
>>I otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie.
>Czy istotę, która nie będzie nigdy odczuwać smutku, bólu, buntu, można nazwać człowiekiem? To raczej robot...
>
Mało Tobie cierpień, łez i bólu.
Uważasz, że musisz mieć przed oczyma śmierć swej matki, ojca czy kogoś innego bliskiego, którego kochałeś?
Musiałbyś poznać prawdę, bo jedynie w ten sposób rozróżnisz naprawdę, co jest złem a co dobrem.
Ileż ludzi zginęło za jakieś nic nie warte idee, podsunięte ludziom bez rozeznania jako wartościowe. Teraz ludzie działają jak roboty - w niewoli braku prawdziwej wiedzy, fałszywych nauk i braku znajomości Boga.
W imię tej idei odrzucili miłość do bliźnich, a rozwinęli samolubną miłość do siebie..
Nad tymi sprawami warto się zastanawiać.
Pozdrawiam
01-12-2009 14:21 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>>Pochodzi od wspólnego przodka małp i ludzi.
>Technicznie niemożliwe.
Nie uważałeś na lekcjach biologii w szkole? Wagarowało się, co?
Całkowicie możliwe.
02-12-2009 05:52 
 Ocena-4 na 4
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>Pochodzi od wspólnego przodka małp i ludzi.
>>Technicznie niemożliwe.
>Nie uważałeś na lekcjach biologii w szkole? Wagarowało się, co?
>Całkowicie możliwe.
>
Mało Tobie doświadczeń na temat celowego robienia wody z mózgu za czasów komuny i dominacji materializmu?
Czy członkami partii komunistycznych nie była większość ludzi w zakładach pracy i w urzędach, i na uczelniach itp., itd?
Czyżbyś naprawdę przestałaś się rozwijać?
A może jesteś zbyt młoda, by o tamtych czasach pamiętać?
Wspomnienia tamtych czasów, to dobra lekcja i przygotowanie na właściwe widzenie owej jednomyślności ludzi - "fałszywych racjonalistów" na temat ewolucji i pojawienia się człowieka na ziemi oraz, co Bóg zamierza w stosunku do ziemi i ludzi..
Pomyśl. I działaj.
Pozdrawiam
02-12-2009 07:28 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Mało Tobie doświadczeń na temat celowego robienia wody z mózgu za czasów komuny i dominacji materializmu?
Kwestia odporności. Komu wodę zrobiono, temu zrobiono, ze mną się nie udało. Nie udało się tzw. "komunistom", nie uda się i religijnym maniakom.
>Czy członkami partii komunistycznych nie była większość ludzi w zakładach pracy i w urzędach, i na uczelniach itp., itd?
Nie, nie była. Byli w mniejszości, choć przyznaję, dobrze widocznej i nachalnej. Coś mi to przypomina...
>Czyżbyś naprawdę przestałaś się rozwijać?
Z czego wnosisz?
>A może jesteś zbyt młoda, by o tamtych czasach pamiętać?
Żartujesz? Masz mnie za licealistkę? Chyba nigdy nie zaglądałeś do opisu mojej osoby. Sprawdź, może Cię oświeci.
>Wspomnienia tamtych czasów, to dobra lekcja i przygotowanie na właściwe widzenie owej jednomyślności ludzi - "fałszywych racjonalistów" na temat ewolucji i pojawienia się człowieka na ziemi oraz, co Bóg zamierza w stosunku do ziemi i ludzi.
Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Pokręciło Ci się. Ewolucja to fakt, potwierdzony przez naukę wieloma dowodami. A "tamte czasy" nie mogą służyć nieuctwu za wymówkę. To nadużycie.
>Pomyśl. I działaj.
Z myśleniem i działaniem nie mam problemów. Dzięki za dobrą radę. Trochę niewczesna...
>Pozdrawiam
Miłego dnia.
02-12-2009 07:53 
 Ocena-4 na 4
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Kwestia odporności. Komu wodę zrobiono, temu zrobiono, ze mną się nie udało. Nie udało się tzw. "komunistom", nie uda się i religijnym maniakom.
>
Szukaj prawdy i Boga.
>>Czy członkami partii komunistycznych nie była większość ludzi w zakładach pracy i w urzędach, i na uczelniach itp., itd?
>Nie, nie była. Byli w mniejszości, choć przyznaję, dobrze widocznej i nachalnej. Coś mi to przypomina...
>
Nie te historie czytasz i znasz.
W pochodzie 1 - maja uczestniczyłaś?
>>Czyżbyś naprawdę przestałaś się rozwijać?
>Z czego wnosisz?
> Z tego co mówisz!
>>A może jesteś zbyt młoda, by o tamtych czasach pamiętać?
>Żartujesz? Masz mnie za licealistkę?
>
W oparciu o widzenie współczesności i historii czlowieka - Tak!
>>Wspomnienia tamtych czasów, to dobra lekcja i przygotowanie na właściwe widzenie owej jednomyślności ludzi - "fałszywych racjonalistów" na temat ewolucji i pojawienia się człowieka na ziemi oraz, co Bóg zamierza w stosunku do ziemi i ludzi.
>Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Pokręciło Ci się. Ewolucja to fakt, potwierdzony przez naukę wieloma dowodami. A "tamte czasy" nie mogą służyć nieuctwu za wymówkę. To nadużycie.
>
E tam! Szkoda gadać.
Nie widzisz podstawowych prawd, czego wymagać na inny temat.
Przykro mi "dziecko"!
>>Pomyśl. I działaj.
>Z myśleniem i działaniem nie mam problemów. Dzięki za dobrą radę. Trochę niewczesna...
>
Bądź raczej " prędki do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do srogiego gniewu" (Jakuba 1:19).
Apostoł Paweł zachęcał chrześcijan: " Niech każdy szuka korzyści nie swojej własnej, lecz drugiego" (1 Koryntian 10:24).
>>Pozdrawiam
>Miłego dnia.
>
A jednak pomyśl.
Pozdrawiam
02-12-2009 23:18 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Po co, po co choćby sekundę tracić na dyskusję z fanatykiem?
03-12-2009 11:10 
 Ocena 6 na 6
jkl; (5859 punktów)
>Po co, po co choćby sekundę tracić na dyskusję z fanatykiem?
Widzisz, to jest ten sam typ ciekawości, który w dzieciństwie każe szturchać patykiem zdechłą wiewiórkę- niby wiadomo, że nic się nie stanie, ale kto wie...
03-12-2009 11:18 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Widzisz, to jest ten sam typ ciekawości, który w dzieciństwie każe szturchać patykiem zdechłą wiewiórkę- niby wiadomo, że nic się nie stanie, ale kto wie...
Zgadza się. Tygrysa bym jednak nie szturchała
02-12-2009 10:03 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>>Pochodzi od wspólnego przodka małp i ludzi.
>Technicznie niemożliwe.
Wiem, wiem. Ziarno prawdy naukowej nie ukorzeni się na betonie religijnego fanatyzmu.

>>>Każdy "prawdziwy racjonalista" powinien dostrzegać, że są dzisiaj na ziemi czyny i zachowania ludzi z którymi się nie zgadza, które odrzuca,
>>Oczywiście, na przykład Twoje.
>Jeśli tak widzisz, to jest to potwierdzeniem Twoich umiejętności rozeznania kwestii.
Zgadza się. Rozeznaję też, że Ty już dawno zaprzestałeś jakichkolwiek prób w tym kierunku.
Absolutną pewność można osiągnąć tylko automatycznym odrzucaniem wątpliwości.

>>Rozumnych zwierząt brzmi lepiej.
>Mówisz o ludziach?!
Jasne. Przepaść między małpą a dżdżownicą jest daleko większa niż między małpą a człowiekiem, a jednak nie wahasz się zaliczyć dżdżownicy i małpy do wspólnego świata zwierząt, a siebie umieścić poza. Gdzie tu logika?
Mamy zwierzęcą fizjologię, odruchy, popędy, a zdolność kojarzenia i uczenia się też nie jest wyłącznie ludzka. Trochę lepiej nam wychodzi, i tyle.

>>>Do tego jednocześnie, gdy słyszy o rzeczach pokrywających się z ludzkimi pragnieniami szczęśliwego życia, dla siebie i rodziny.
>>Zmartwychwstania przodków i wegetarianizmu?
>I tak może być.
To się nie pokrywa z moimi pragnieniami szczęśliwego życia.

>>>I otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie.
>> Czy istotę, która nie będzie nigdy odczuwać smutku, bólu, buntu, można nazwać człowiekiem? To raczej robot...
>>
>Mało Tobie cierpień, łez i bólu.
Hej, nie mówimy o świecie rzeczywistym i czy jest taki jak powinien.
Mówimy o "raju" i jego widocznej niedoskonałości.
Odpowiedz na pytanie, które zaznaczyłam.
07-12-2009 11:46 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>Pochodzi od wspólnego przodka małp i ludzi.
>>Technicznie niemożliwe.
>Wiem, wiem. Ziarno prawdy naukowej nie ukorzeni się na betonie religijnego fanatyzmu.
>
naukowa prawda - jeśli taka jest, powinna potwierdzać prawdę biblijna pochodzącą od Boga. Jednak ludzie dla swoich samolubnych celów utworzyli wiele swoich poglądów i teorii, a naukę wykorzystali dla tych właśnie celów. Mało tego naginają interpretacje wyników badan dla swoich celów. Nawet potrafią kłamać.
>>>>Każdy "prawdziwy racjonalista" powinien dostrzegać, że są dzisiaj na ziemi czyny i zachowania ludzi z którymi się nie zgadza, które odrzuca,
>>>Oczywiście, na przykład Twoje.
>>Jeśli tak widzisz, to jest to potwierdzeniem Twoich umiejętności rozeznania kwestii.
>Zgadza się. Rozeznaję też, że Ty już dawno zaprzestałeś jakichkolwiek prób w tym kierunku.
>
Możesz podać szczegóły?
>Absolutną pewność można osiągnąć tylko automatycznym odrzucaniem wątpliwości.
>
"Automatyczne odrzucanie wątpliwości"?
I co, myślisz, że ludzie byliby mądrzejsi? Na pewno nie!
Należy dążyć do poznania prawdy, a wątpliwości wyjaśniać, głównie przez zdobywanie wiedzy, jednak nie tylko z ludzkich źródeł..
>>>Rozumnych zwierząt brzmi lepiej.
>>Mówisz o ludziach?!
>Jasne. Przepaść między małpą a dżdżownicą jest daleko większa niż między małpą a człowiekiem, a jednak nie wahasz się zaliczyć dżdżownicy i małpy do wspólnego świata zwierząt, a siebie umieścić poza. Gdzie tu logika?
>
Zwierzęta możesz ze sobą porównywać w każdym układzie i jest dobrze.
Jednak porównywanie człowieka ze zwierzętami nigdy nie da zadowalających efektów, ponieważ różnice są tak ogromne, i w różnych sferach, i poziomach.
>Mamy zwierzęcą fizjologię, odruchy, popędy, a zdolność kojarzenia i uczenia się też nie jest wyłącznie ludzka. Trochę lepiej nam wychodzi, i tyle.
>>>>Do tego jednocześnie, gdy słyszy o rzeczach pokrywających się z ludzkimi pragnieniami szczęśliwego życia, dla siebie i rodziny.
>>>Zmartwychwstania przodków i wegetarianizmu?
>>I tak może być.
>To się nie pokrywa z moimi pragnieniami szczęśliwego życia.
>
Ma być raj na ziemi, a ludzie maja żyć wiecznie.
>>>>I otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie.
>>> Czy istotę, która nie będzie nigdy odczuwać smutku, bólu, buntu, można nazwać człowiekiem? To raczej robot...
>
Ludzie maja być na obraz i podobieństwo Boga. Taką osobą był Jezus. Czy on był automatem?
Tłumy za nim chodziły i słuchały Jego nauk.
Współczuł ludziom, nad zmarłym zapłakał, innych leczył i wzbudzał z martwych.
Za pośrednictwem Izajasza Jehowa zapowiada pojawienie się pewnego "sługi", którego sam wybierze:
" Oto mój sługa, którego mocno trzymam! Mój wybrany, którego moja dusza obdarzyła uznaniem! Włożyłem w niego mego ducha. On przyniesie narodom sprawiedliwość. Nie będzie wołał ani podnosił głosu i nie da słyszeć swego głosu na ulicy. Zmiażdżonej trzciny nie złamie, a gasnącego lnianego knota nie zgasi.
W wierności wobec prawdy przyniesie sprawiedliwość. Nie przygaśnie ani nie będzie zmiażdżony, dopóki nie ustanowi sprawiedliwości na ziemi; a wyspy będą wyczekiwać jego prawa
" (Izajasza 42:1-4).
To o Jezusie. I takim był, a teraz już jest Królem, chociaż teraz panuje wśród nieprzyjaciół, jednak za chwile wszyscy Jego przeciwnicy zgina.
I wówczas będzie realizował konkretne zamierzenia swego Ojca Boga Jehowy.
Czytasz:
" Wtedy usłyszałem donośny głos od tronu, mówiący:
"Oto namiot Boga jest z ludźmi i On będzie przebywać z nimi, a oni będą jego ludami. I będzie z nimi sam Bóg. I otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie. To, co poprzednie, przeminęło"
"(Objawienie 21:3-4)
Tak będzie i to bez względu czy są jacyś ludzie, którym się to nie podoba.
>>>
>>Mało Tobie cierpień, łez i bólu.
>Hej, nie mówimy o świecie rzeczywistym i czy jest taki jak powinien.
>
A o czym chcesz mówić, pozostałe tematy widzisz na żywo.
>Mówimy o "raju" i jego widocznej niedoskonałości.
>
Musiałbyś wziąć pod uwagę Słowo Boże, bo one zawiera pełną informacje i prawdę o zamierzeniach Boga.
>Odpowiedz na pytanie, które zaznaczyłam.
>
Mamy różna wyobrażenia życia w raju na ziemi, inne tez widzenie Boga i Jego działań.
To tak jak w każdej dziedzinie, trzeba zacząć od podstaw - takiego ABC.
Pozdrawiam
01-12-2009 22:28 
 Ocena 2 na 2
Patryas (87 punktów)
>
>Ta obiecana wieczna szczęśliwość ma być tu na ziemi, a będzie to po 1000 latach po Armagedonie.

Z zasady z tego typu argumentacją nie dyskutuję. Także z patrolami, które mnie u drzwi moich odwiedzają

Chciałbym tu jednak z całą powagą powiedzieć, że o Armagedonie słyszałem na początku lat 50-tych. Wtedy jednak nieopatrznie świadkowie Jechowy zapewnial mnie, żę Armagedon będzie blisko. Byli tacy, którzy twierdzili, że za kilka lat, bo "takie są znaki na ziemi i na niebie." Dzisiaj bracia i siostry przezornie przesuneli ten termin. Myślę, że wszyscy uczestnicy tego forum są znacznie młodsi niż ja i warto by o tym wiedzieli, co ja autentyczny staruszek słyszałem i wiem.
Pozdrawiam brata miłującego prawdę, mimo, że jestem ze świata /wszyscy nie ś.J. są ze świata/
02-12-2009 06:38 
 Ocena-2 na 2
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>Ta obiecana wieczna szczęśliwość ma być tu na ziemi, a będzie to po 1000 latach po Armagedonie.
>Chciałbym tu jednak z całą powagą powiedzieć, że o Armagedonie słyszałem na początku lat 50-tych. Wtedy jednak nieopatrznie świadkowie Jechowy zapewnial mnie, żę Armagedon będzie blisko. Byli tacy, którzy twierdzili, że za kilka lat, bo "takie są znaki na ziemi i na niebie." Dzisiaj bracia i siostry przezornie przesuneli ten termin. Myślę, że wszyscy uczestnicy tego forum są znacznie młodsi niż ja i warto by o tym wiedzieli, co ja autentyczny staruszek słyszałem i wiem.
>
Nic nie zostało przesunięte.
Czy więc coś się zmieniło? Nie. Nic się nie zmieniło.
Armagedon stale przed nami.
Człowiek jest zawsze człowiekiem, a każdy żyjący dzisiaj, czy wcześniej, to niedoskonały człowiek.
Dzień ustalony jako koniec tego systemu rzeczy jest już od dawna.
Jednak nikt ani z ludzi, ani z aniołów, ani nawet Syn Boży Jezus - NIKT nie wie kiedy dokładnie. Dlaczego?
Bo o tym dniu wie tylko Jehowa Bóg.
Ustalmy jednak to, co jest pewne.
Ponieważ Bóg jest sprawiedliwy i nie będzie dłużej tolerował niegodziwości - Armagedon musi nadejść.
" Jehowa bowiem jest prawy; miłuje prawe uczynki.
Prostolinijni ujrzą jego oblicze
"(Psalm 11:7).
Organizacja Szatana Diabła złożona z demonów i buntowniczo usposobionych ludzi, odpowiedzialna za całe tysiąclecia zła i nieszczęść, musi ulec zagładzie.
To fakt!
Armagedon odeprze atak na wszechświatowe zwierzchnictwo Jehowy i oczyści Jego imię z zarzutów, którymi od stuleci je obrzucano.
Bóg oświadczył: " Nie pozwolę już bezcześcić mego świętego imienia; i narody będą zmuszone poznać, że ja jestem Jehowa" (Ezechiela 39:7).
Armagedon uratuje ludzkość od zagłady.
Jehowa stworzył naszą planetę po to, żeby była zamieszkana, a nie po to, by człowiek unicestwił ją w wojnie termojądrowej lub zamienił w martwe pustkowie.
Dlatego Bóg ‛wytraci tych, którzy niszczą ziemię'
Patrząc na stan ziemi, bezradność ludzi, całkowity brak koncepcji wyjścia z tej ekologicznej pułapki - samozagłady, tylko Armagedon moze zatrzymać proces niszczenia ziemi, i unicestwic niegodziwych ludzi, i uratowac ludzi prawych, uratować ziemię.
To fakt!
Jednak kto z ludzi ma byc uratowany?
Jedynie Ci, którzy poznali Boga i Ci, którzy są posłuszni Boga, dobrej nowinie o Chrystusie.
Poznanie Boga, to nie jedynie zgromadzenie wiedzy o Nim.
Ta wiedza, dla tych, co gardzą prawdą i potwierdzają swą pogardę uczynkami - jest niedostępna.
A mało tego, jeśli nawet ktoś twierdzi, że wierzy, to ta wiara musi być sprawdzona.
Czy starczy mu na to życia?
Dlatego w każdej dobie głoszenia o Armagedonie mówi się i głosi tak, jak gdyby miał być jutro.
Chociaż wiadomo, iż najbardziej potwierdza to znak, którego opis dał Jezus.
Zobacz:
" A gdy siedział na Górze Oliwnej, podeszli do niego na osobności uczniowie, mówiąc: "Powiedz nam: Kiedy to nastąpi i co będzie znakiem twojej obecności oraz zakończenia systemu rzeczy?"
A Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: "Baczcie, żeby was nikt nie wprowadził w błąd
"(Mateusza 24:3-4)
I dalej wskazał na elementy tego znaku.
Tak więc w miarę jak dzień Jehowy się zbliża, elementy znaku widać coraz pełniej.
Trzeba traktować termin Armagedonu tak, jak gdyby miał być jutro, i poznawać prawdę i Boga, i wszystko o czym się dowiedziałeś natychmiast wprowadzać w życie.
" O dniu owym nie wie nikt - tylko Jehowa".
>Pozdrawiam brata miłującego prawdę, mimo, że jestem ze świata /wszyscy nie ś.J. są ze świata/
>
Taka deklaracja jest istotna. Dlaczego?
Bo ta informacja o terminie przyjścia Armagedonu jest dla wszystkich ludzi.
Jedynie ludzie należący do tego świata - przeciwnego Bogu i Jego świadkom, tej prawdy nie przyjmą.
Wyrok na tych jest już wydany, jeśli się nie zmienią.
Warto przypomnieć słowa Mojżesza:
" Bo to przykazanie, które ci dzisiaj nakazuję, nie jest dla ciebie zbyt trudne ani nie jest daleko.
Nie jest w niebiosach, by trzeba było mówić: ‚ Kto nam wstąpi do niebios i weźmie je dla nas, aby je nam dać do słuchania, żebyśmy mogli je spełniać?'
Nie jest też za morzem, by trzeba było mówić: ‚ Kto się nam przeprawi za morze i weźmie je dla nas, aby je nam dać do słuchania, żebyśmy je mogli spełniać?'
Bo to słowo jest bardzo blisko ciebie, w twoich ustach i w twoim sercu, żebyś je spełniał.
"Oto ja dzisiaj kładę przed tobą życie i dobro oraz śmierć i zło.
[ Jeśli będziesz słuchał przykazań Jehowy, twego Boga], które ci dzisiaj nakazuję,
byś miłował Jehowę, twego Boga,
chodził jego drogami oraz
zachowywał jego przykazania i ustawy oraz jego sądownicze rozstrzygnięcia,
to na pewno pozostaniesz przy życiu i się rozmnożysz,
Jehowa, twój Bóg, będzie ci błogosławił(...)
"(Powt.Prawa 30:11-16).
Warto przemyśleć, a raczej bardziej skupiać swa uwagę na znalezieniu odpowiedzi na pytanie: Dlaczego tak Świadkowie Jehowy głoszą?, nie zaś na drwinach i krytykanctwie, te przecież nie prowadzą do poznania prawdy i uniknięcia zagłady w dniu Armagedonu.
Pozdrawiam
02-12-2009 09:14 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>>>>Ta obiecana wieczna szczęśliwość ma być tu na ziemi, a będzie to po 1000 latach po Armagedonie.
>>Chciałbym tu jednak z całą powagą powiedzieć, że o Armagedonie słyszałem na początku lat 50-tych. Wtedy jednak nieopatrznie świadkowie Jechowy zapewnial mnie, żę Armagedon będzie blisko. Byli tacy, którzy twierdzili, że za kilka lat, bo "takie są znaki na ziemi i na niebie." Dzisiaj bracia i siostry przezornie przesuneli ten termin. Myślę, że wszyscy uczestnicy tego forum są znacznie młodsi niż ja i warto by o tym wiedzieli, co ja autentyczny staruszek słyszałem i wiem.
>>
>Nic nie zostało przesunięte.
>Cz
>To fakt!

Oj nie ładnie kłamać. A podobno świadkowie Jechowy nie kłamią. To co słyszałem opowiedziałem, a byłem w pełnej przytomności umysłu, nie tylko z powodu swej ówczesnej młodości.
Zamulanie dyskusji nonsensownymi wywodami i cytatami mija się z celem.
Pozdrawiam
J.P.
www.kkwitolerancji.com
02-12-2009 12:16 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>>Nic nie zostało przesunięte.
>Oj nie ładnie kłamać. A podobno świadkowie Jechowy nie kłamią. To co słyszałem opowiedziałem, a byłem w pełnej przytomności umysłu, nie tylko z powodu swej ówczesnej młodości.
>
Zwróć uwagę na logiczną argumentację w następującym fragmencie:
"‚ O dniu owym i godzinie nie wie żaden człowiek ani aniołowie, którzy są w niebie, ani Syn, tylko OJCIEC'" [Marka 13:32].
Zauważmy, jak uszeregowano tu wymienione istoty. Człowiek, aniołowie, Syn, Ojciec.
Jezus nauczał, że o tym dniu wie tylko Ojciec.
Nie byłoby to jednak prawdą, gdyby jak sądzą niektórzy, Ojciec, Słowo i Duch Święty byli trzema osobami w jednym Bogu - gdyby prawda była Trójca, przecież wówczas Syn wiedziałby to, o czym wie Ojciec.
Czytaj Biblię.
Pozdrawiam
02-12-2009 19:58 
 Ocena 2 na 2
Patryas (87 punktów)
>>>Nic nie zostało przesunięte.
>>Oj nie ładnie kłamać. A podobno świadkowie Jechowy nie kłamią. To co słyszałem opowiedziałem, a byłem w pełnej przytomności umysłu, nie tylko z powodu swej ówczesnej młodości.
>>
>Zwróć uwagę na logiczną argumentację w następującym fragmencie:
>"‚ O dniu owym i godzinie nie wie żaden człowiek ani aniołowie, którzy są w niebie, ani Syn, tylko OJCIEC'" [Marka 13:32].
> Zauważmy, jak uszeregowano tu wymienione istoty. Człowiek, aniołowie, Syn, Ojciec.
>Jezus nauczał, że o tym dniu wie tylko Ojciec.
>Nie byłoby to jednak prawdą, gdyby jak sądzą niektórzy, Ojciec, Słowo i Duch Święty byli trzema osobami w jednym Bogu - gdyby prawda była Trójca, przecież wówczas Syn wiedziałby to, o czym wie Ojciec.
>Czytaj Biblię.
>Pozdrawiam

Ja o niebie ktoś o chlebie.
Co jest logiczne? Czy to co mówił na początku lat 50-tych funkcyjny świadek Jechowy /pionier, czyli jak wiem taki zawodowy od głoszenia prawdy/, czy to ble ble ble jak wyżej?
Trzeba się uczciwie przyznać, jeśli się miłuje prawde. Mamy nowe światło, jak to wy mówicie na coś co kiedyś było inaczej objaśniane ,a dzisiaj inacze.
Przykładowo ponad pół wieku temu nie pozwalalaiście sobie robić zastrzyki, dzisiaj nie ma problemu. Na moje pytanie świadka Jechowy z patrolu głosicieli prawdy dlaczego tak było, młoda osoba była zaskoczona i zaprzeczała. Na szczęśie w moich progach stała także osoba chyba w moim wieku i uczciwie powiedziała, że na tę sprawę mamy nowe światło.
Radzę umiłować prawdę uczciwie, a nie cytować coś od rzeczy i unikać odpowiedzi, bo taka postawa jest przejawem braku szacunku dla adwersarza.
Joachim Patryas
www.kkwitolerancji.com
03-12-2009 10:32 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Co jest logiczne? Czy to co mówił na początku lat 50-tych funkcyjny świadek Jechowy /pionier, czyli jak wiem taki zawodowy od głoszenia prawdy/, czy to ble ble ble jak wyżej?
>
Pisze się "Jehowy".
Poznawanie prawdy, to nie studia uniwersyteckie, gdzie nauczysz się wykładów na pamięć i zdajesz egzamin, i idziesz dalej.
Poznawanie prawdy i Boga to proces, postępujący proces, który uzależniony jest od stanu ujawnienia prawdy przez Boga, w jakim strumieniu czasu jesteśmy, od nastawienia serca osoby poznającej prawdę i od wprowadzenia wszystkich nauk z Biblii w życie.
Ta wiedza, jej potwierdzenie, zmienia się także zależnie od realizowanych proroctw i sytuacji w świecie.
Czytasz:
" Kiedy się zatem zgromadzili, zaczęli go pytać: "Panie, czy w tym czasie przywracasz królestwo Izraelowi?"
Rzekł im: " Nie wasza to rzecz poznać czasy lub pory, które Ojciec objął swoją władzą orzekania; lecz otrzymacie moc, gdy zstąpi na was duch święty, i będziecie moimi świadkami zarówno w Jerozolimie, jak i w całej Judei i Samarii, i aż do najodleglejszego miejsca na ziemi".
A gdy to powiedział i gdy oni się przyglądali, został uniesiony w górę i obłok zabrał go im z oczu
"(Dzieje 1:6-9).
Biblia o szczegółach tych przemian bardzo wyraźnie mówi.

>Trzeba się uczciwie przyznać, jeśli się miłuje prawde. Mamy nowe światło, jak to wy mówicie na coś co kiedyś było inaczej objaśniane ,a dzisiaj inacze.
>
Z ludźmi nie jest tak jak z automatem, szczególnie gdy przez większą część swego życia uznawało się kłamstwo za prawdę, a tradycje za rzecz wartościową, często i głównie dlatego, ze rodzice nam to przekazali.
Jedna z rad biblijnych mówi:
" I te słowa, które ci dzisiaj nakazuję, mają być w twoim sercu; i wpajaj je swym synom, i mów o nich, gdy siedzisz w domu i gdy idziesz drogą, i gdy się kładziesz, i gdy wstajesz. I przywiąż je jako znak do swej ręki, i będą ci służyć za przepaskę między twymi oczami; i wypisz je na odrzwiach swego domu i na swoich bramach"(Powtórzonego Prawa 6:6-9)
Świadek Jehowy stale poznaje prawdę i w niej wzrasta.
Czytasz:
" Synu mój, jeśli przyjmiesz moje wypowiedzi i zachowasz u siebie moje przykazania, aby swym uchem zwracać uwagę na mądrość, tak by skłonić serce ku rozeznaniu; jeśli też przywołasz zrozumienie i wydasz głos za rozeznaniem, jeśli będziesz tego szukał jak srebra i poszukiwał jak ukrytych skarbów, to zrozumiesz bojaźń przed Jehową i znajdziesz poznanie Boga"(Przysłów 2:1-5)
Proces poznawania Boga nie ma końca.
By właściwie oceniać ten proces, także trzeba trochę więcej wiedzieć i mieć właściwe nastawienie umysłu.
Pozdrawiam
03-12-2009 19:15 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>>Co jest logiczne? Czy to co mówił na początku lat 50-tych funkcyjny świadek Jechowy /pionier, czyli jak wiem taki zawodowy od głoszenia prawdy/, czy to ble ble ble jak wyżej?
>>
>Pisze się "Jehowy".
Tak oczywiście, tak pisałem poprzednio tylko raz wskoczyłaliterka "c".
Żle z Tobą jeśli tylko taki problem dostrzegasz.
Odnoszę wrażenie, że grasz w "pomidora". Co ja napiszę, zapytam to ty zawsze "pomidor".
Kultura nakazuje odpowiedzieć: wiem nie wiem, dowiem się i odpowiem.
Zapytałem się: Czy macie nowe światło i tamto twierdzenie z lat 50-tych jest nie aktualne.
O zakazie szczepienia to milczysz.

>Poznawanie prawdy, to nie studia uniwersyteckie, gdzie nauczysz się wykładów na pamięć i zdajesz egzamin, i idziesz dalej.
To stwierdzenie także mnie obraża. Nigdy na studiach nie uczyłem się na pamięć. A za napisanie obszernej samodzielnej pracy magisterskiej dostałem drugą nagrodę /konkurs na najlepszą pracę w kraju/.
Natomiast Biblii, Koranu i Talmudu nie uczyłem się na pamięć i z tych powodow nie cytuje ich jak katarynka, bez odniesienia do pytania.

>Proces poznawania Boga nie ma końca.
>By właściwie oceniać ten proces, także trzeba trochę więcej wiedzieć i mieć właściwe nastawienie umysłu.
>Rozumiem. Ty jesteś depozytariuszem wiedzy i właściwego nastawienia umysłu. A więc proszę o łaske u Ciebie, także u Talibów i kogo tam jeszcze, acha i jeszcze u tych którzy kręcą młynkiem modlitewnym.
Pozdrawiam wszystkich którzy jak u szewca mają prawidła i nastawiają - buty oczywiście, te z lewej nogi, znacznie mądrzejszej niźli mój umysł.
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>>Pisze się "Jehowy".
>Tak oczywiście, tak pisałem poprzednio tylko raz wskoczyłaliterka "c".
>Żle z Tobą jeśli tylko taki problem dostrzegasz.
>
Staram się widzieć wszystko.
Wybacz jeśli to Ciebie uraziło.
>Odnoszę wrażenie, że grasz w "pomidora". Co ja napiszę, zapytam to ty zawsze "pomidor".
>
Nie bawię się tak i nie lubię tej gry.
jedynie sprawy są bardzo poważne. Tak je traktuje.
>Kultura nakazuje odpowiedzieć: wiem nie wiem, dowiem się i odpowiem.
>Zapytałem się: Czy macie nowe światło i tamto twierdzenie z lat 50-tych jest nie aktualne.
>
Jedne są, a inne nie. To nie jest automat. Trzeba umieć na to spojrzeć i widzieć.
Przede wszystkim zrozumieć mechanizm. Prawdę poznaje tylko ten, kto tego bardzo pragnie i wdraża w życie to czego się dowiaduje. Wykonuje od razu wole Jehowy Boga.
>O zakazie szczepienia to milczysz.
>
Nie milczę, jest to kwestia pozostawiona każdemu z osobna.
Wiec nie ma co dyskutować.
>>Poznawanie prawdy, to nie studia uniwersyteckie, gdzie nauczysz się wykładów na pamięć i zdajesz egzamin, i idziesz dalej.
>To stwierdzenie także mnie obraża. Nigdy na studiach nie uczyłem się na pamięć. A za napisanie obszernej samodzielnej pracy magisterskiej dostałem drugą nagrodę /konkurs na najlepszą pracę w kraju/.
>
Gratuluje. To jednak nie to samo.
>Natomiast Biblii, Koranu i Talmudu nie uczyłem się na pamięć i z tych powodow nie cytuje ich jak katarynka, bez odniesienia do pytania.
>>Proces poznawania Boga nie ma końca.
>>By właściwie oceniać ten proces, także trzeba trochę więcej wiedzieć i mieć właściwe nastawienie umysłu.
>>Rozumiem. Ty jesteś depozytariuszem wiedzy i właściwego nastawienia umysłu. A więc proszę o łaske u Ciebie, także u Talibów i kogo tam jeszcze, acha i jeszcze u tych którzy kręcą młynkiem modlitewnym.
>Pozdrawiam wszystkich którzy jak u szewca mają prawidła i nastawiają - buty oczywiście, te z lewej nogi, znacznie mądrzejszej niźli mój umysł.
>
Jak chcesz.
Powodzenia.
05-12-2009 08:58 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)

>>Kultura nakazuje odpowiedzieć: wiem nie wiem, dowiem się i odpowiem.
>>Zapytałem się: Czy macie nowe światło i tamto twierdzenie z lat 50-tych jest nie aktualne.
>>
No i co z tym światłem?

>>O zakazie szczepienia to milczysz.
>>
>Nie milczę, jest to kwestia pozostawiona każdemu z osobna.
>Wiec nie ma co dyskutować.
>>>
Być może teraz tak jest, ale kiedyś to był kategoryczny zakaz, który nie tylko naraził konkretne osoby na śmieszność, ale także jego dzieci na dramat w szkole. Znam to z autopsji, bo takich ludzi mieliśmy w szkole.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>Kultura nakazuje odpowiedzieć: wiem nie wiem, dowiem się i odpowiem.
>>>Zapytałem się: Czy macie nowe światło i tamto twierdzenie z lat 50-tych jest nie aktualne.
>>>
> No i co z tym światłem?
>
Czytasz:
" Poślij swe światło i swoją prawdę. Niech one mnie wiodą" (Psalm 43:3).
Jak więc widzisz psalmista modlił się o światło od Jehowy Boga, które ma go wieść przez życie.
Dlatego w innym miejscu czytasz:
" Słowo twoje jest lampą dla mej stopy i światłem na moim szlaku"(Psalm 119:105).
Kto zna Biblie ten idzie droga prostolinijności, wie dokąd idzie.
Jak jednak to się dzieje?
Dopóki Izraelici byli wierni Jehowie, On pouczał ich o swych drogach.
Później obdarzył ich szczególnym światłem i prawdą.
Uczynił to, posyłając na ziemię swego Syna.
Kiedy Syn Boży stał się człowiekiem, Jezusem Chrystusem, rzeczywiście okazał się "światłem świata" (Jana 8:12). Dlaczego?
Nauczał "wielu rzeczy w przykładach" - i były to nowe rzeczy.
Takim nowym światłem bylo to, co powiedział do Poncjusza Piłata powiedział:
" Moje królestwo nie jest częścią tego świata" (Jana 18:36).
To naprawdę było coś nowego, coś zupełnie nowego dla Rzymianina, a tym bardziej dla nacjonalistycznie nastawionych Żydów, którzy spodziewali się, że Mesjasz powali cesarstwo rzymskie na kolana i przywróci Izraelowi dawną świetność.
Izraelici a dalej Żydzi inaczej widzieli zapisy biblijne, według swego zrozumienia, a tego nie mieli.
Jezus przekazywał światło od Jehowy, ale jego słowa nie podobały się żydowskim władcom, którzy bardziej ‛ umiłowali chwałę ludzką niż nawet chwałę Bożą' (Jana 12:42, 43). Wielu z nich wolało trzymać się ludzkich tradycji, zamiast przyjąć duchowe światło i prawdę od Boga.
Ale ludzie szczerze usposobieni, tak mężczyźni i kobiety z radością przyjęli prawdę głoszoną przez Jezusa.
Stopniowo coraz lepiej rozumieli zamierzenia Boże.
Dokladnie tak jak w ostatnim stuleciu powrotu do czystego wielbienia Boga, do naszych czasów.
Zbliżał się jednak kres ziemskiego życia ich Nauczyciela Jezusa, a oni wciąż musieli się sporo uczyć.
Jezus widząc ich gotowość i pragnienia poznania jego nauk, oznajmił im:
" Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale w tej chwili nie możecie tego znieść" (Jana 16:12).
Uczniowie mieli więc dalej wzrastać pod względem zrozumienia prawdy Bożej.
Przykładów na to, że światło świeciło coraz jaśniej na apostołów i uczniów Jezusa jest wiele.
Duchowe światło dalej więc świeciło w I wieku. Ale wtedy Jehowa nie objawił chrześcijanom wszystkich szczegółów swego zamierzenia.
Apostoł Paweł napisał do ówczesnych współwyznawców:
" Obecnie widzimy w mglistym zarysie za pomocą metalowego zwierciadła" (1 Koryntian 13:12).
Powierzchnia takiego metalowego zwierciadła nie dawała najlepszego odbicia.
A zatem początkowo zrozumienie duchowego światła było ograniczone.
Po śmierci apostołów światło to na pewien okres przygasło, ale w naszych czasach wiedza biblijna znowu stała się szeroko dostępna.
Czytasz:
" Ty zaś, Danielu, okryj te słowa tajemnicą i zapieczętuj księgę aż do czasu końca. Wielu będzie przebiegać i nastanie obfitość prawdziwej wiedzy"(Daniela 12:4).
Jak Jehowa obecnie oświeca swój lud?
Takim wybitnym Badaczem Pisma Świętego był Charles Taze Russell.
Napisał serię sześciu podręczników do studium Biblii, pod wspólnym tytułem
"Wykłady Pisma Świętego".
Brat Russell miał zamiar napisać jeszcze siódmy tom, w którym zamierzał objaśnić księgi Ezechiela i Objawienia.
Jednak powiedział:
" Kiedy znajdę klucz, napiszę siódmy tom".
Dodał jednak:
" Jeśli Pan da klucz komu innemu, to niech on go napisze".
To ciekawa wypowiedź Charlesa T. Russella, bo wskazuje na element bardzo istotny dla zrozumienia pewnych urywków z Biblii - na odpowiedni czas.
Brat Russell wiedział, że nie może wymusić zesłania światła na Księgę Objawienia, tak samo jak niecierpliwy turysta nie może przekonać słońca, by wzeszło przed wyznaczonym czasem.
Stosowanie się do Bożych wymagań zawsze wychodzi nam na dobre. Zobacz:
" Oto, co powiedział Jehowa, twój Wykupiciel, Święty Izraela:
"Ja, Jehowa, jestem twoim Bogiem; uczę cię, byś odniósł pożytek, sprawiam, że idziesz drogą, którą powinieneś kroczyć.
O, gdybyś tylko zważał na moje przykazania! Wtedy twój pokój stałby się jak rzeka, a twoja prawość - jak fale morskie
"(Izajasza 48:17, 18).
Kiedy więc korygowane jest nasze zrozumienie jakiegoś fragmentu biblijnego, cieszmy się z lepszego poznania prawdy!
Okoliczność, iż wciąż jesteśmy oświecani, potwierdza, że znajdujemy się na właściwej drodze.
Jest to " ścieżka prawych", przypominająca " jasne światło, które świeci coraz jaśniej, aż nastanie pełny dzień" (Przysłów 4:18)
To także dotyczy właściwego spojrzenia na wykonywanie woli Boga co do różnych życiowych kwestii, które jako nowe pojawiają się dzisiaj.
CDN
08-12-2009 16:22 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>O zakazie szczepienia to milczysz.
>>>
>>Nie milczę, jest to kwestia pozostawiona każdemu z osobna.
>Być może teraz tak jest, ale kiedyś to był kategoryczny zakaz, który nie tylko naraził konkretne osoby na śmieszność, ale także jego dzieci na dramat w szkole. Znam to z autopsji, bo takich ludzi mieliśmy w szkole.
>
Przeczytaj:
" A czyż nie wiecie, że nieprawi nie odziedziczą królestwa Bożego? Nie dajcie się wprowadzić w błąd. Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani mężczyźni utrzymywani do celów sprzecznych z naturą, ani mężczyźni kładący się z mężczyznami, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani rzucający obelgi, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.
A przecież takimi byli niektórzy z was. Ale zostaliście umyci, ale zostaliście uświęceni, ale zostaliście uznani za prawych w imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa, oraz duchem naszego Boga.

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest korzystne. Wszystko mi wolno, ale ja nie dam się niczemu zagarnąć pod władzę. Pokarmy dla brzucha, a brzuch dla pokarmów, ale Bóg obróci wniwecz i jedno, i drugie. Ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan jest dla ciała. Bóg zaś i Pana wskrzesił, i nas wskrzesi swą mocą
"(1 Koryntian 6:9-14).
Pozdrawiam
05-12-2009 09:14 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>Myślę, że wszyscy uczestnicy tego forum są znacznie młodsi niż ja i warto by o tym wiedzieli, co ja autentyczny staruszek słyszałem i wiem.
No, no, z tym "znacznie" to znaczna przesada, pewnie są i starsi
To, co my słyszeliśmy i wiemy, jest nieistotne, Miłujący Prawdę i tak wie lepiej
No, a grę w pomidora uprawia z pasją i zamiłowaniem od początku.
Pozdrawiam
lukaszewicz (5674 punktów)

>No, no, z tym "znacznie" to znaczna przesada, pewnie są i starsi

Niektórzy faraonów pamiętają, a najstarsi to nawet Foga.

A zamiast tracić czas na "miłujących" lepiej posłuchać tego.

www.youtube.com/watch?v=fvr7nkd_IJM

Przynajmniej na temat.

Marek.
Patryas (87 punktów)
>>No, no, z tym "znacznie" to znaczna przesada, pewnie są i starsi
>Niektórzy faraonów pamiętają, a najstarsi to nawet Foga.

Za Fogiem nie przepadałem, ale gdybym był jeszcze trochę starszy to chyba faraonów bym pamiętał. Oj ta skleroza.
>A zamiast tracić czas na "miłujących" lepiej posłuchać tego.
>www.youtube.com/watch?v=fvr7nkd_IJM
>Przynajmniej na temat.
W Nowym Orleanie nie byłem, muzyki - i to w jakim wykonaniu - posłuchałem. Dzięki.
>Marek.
Patryas (87 punktów)
>>Myślę, że wszyscy uczestnicy tego forum są znacznie młodsi niż ja i warto by o tym wiedzieli, co ja autentyczny staruszek słyszałem i wiem.
>No, no, z tym "znacznie" to znaczna przesada, pewnie są i starsi

Być może. Mam swój wiek, ale jak zwykle jest w tym trochę kokieterii, dla podniesienia ducha

To, co my słyszeliśmy i wiemy, jest nieistotne, Miłujący Prawdę i tak wie lepiej
>No, a grę w pomidora uprawia z pasją i zamiłowaniem od początku.
>Pozdrawiam

Tak, tak, jak pisałem poznałem /przypadkowo, nawiedzili moich krewnych/ miłujących prawdę na początku lat 50-tych i stwierdzam, że w swych zachowniach są niezmienni. A moja dyskusja, to trochę przekory orza test na ich nieprzemakalność. Oczywiście nie spodziewałem się uczciwej i rzeczowej dyskusji.
Pozdrawiam
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Być może. Mam swój wiek, ale jak zwykle jest w tym trochę kokieterii, dla podniesienia ducha
>
Dużo mówisz o sobie i skupiasz uwagę. Lubisz to!
Jesteś może ode mnie starszy o dwa lub cztery lata.
Jednak nie wiek czyni człowieka mądrym. Nie chce nikomu ubliżać, taka jest prawda, że wiek nie świadczy o mądrości.
Myślę, że Ty tego nie rozumiesz, jakim pasjonującym przeżyciem byłaby rozmowa z wiernymi mężczyznami i kobietami z dawnych czasów!
Na przykład z Noem, Abrahamem, Mojżeszem i Janem Chrzcicielem czy też z Sarą, Rachab, Rut i Deborą!
Gdyby opowiadali o niezwykłych wydarzeniach z zamierzchłej przeszłości, których byli naocznymi świadkami, które Ty jedynie znasz z Biblii, to trudno opisać jakbyś reagował. Z zapartym tchem.
A tak przecież będzie!
A czy nawet dzisiaj sprawia wiele przyjemności przysłuchiwanie się, jak wierne osoby w podeszłym wieku opowiadają o przeżyciach swoich i drugich braci, o tym, jak zachowywali prawość wobec Boga w obliczu zakazu, bicia, uwięzienia i innych prób, które znosili w imię sprawiedliwości?
Z pewnością tak!
Czy Ty jesteś wstanie to zrozumieć?! Czy Wy to możecie zrozumieć?!
Teraz na pewno nie, a w przyszłości? Może.
Gdy opowiadają o swych odczuciach, a w szczególności o szczerym docenianiu życzliwej opieki Jehowy, pogłębia to naszą miłość do Boga i szacunek do nich samych.
Wierni mężczyźni i kobiety w podeszłym wieku zawsze byli wśród ludu Bożego szanowani za swe doświadczenie, wiedzę i mądrość.
To osoby warte naśladowania. Wspaniałe wzorce.
Prawo nadane Izraelitom przez Boga zawierało następujące polecenie:
" Przed siwą głową wstaniesz i będziesz szanował osobę starca; tak okażesz swoją bojaźń Bożą; Jam jest Pan" (Kapłańska 19:32).
>To, co my słyszeliśmy i wiemy, jest nieistotne, Miłujący Prawdę i tak wie lepiej
>
Poznaj Boga i prawdę.
>Tak, tak, jak pisałem poznałem /przypadkowo, nawiedzili moich krewnych/ miłujących prawdę na początku lat 50-tych i stwierdzam, że w swych zachowniach są niezmienni. A moja dyskusja, to trochę przekory orza test na ich nieprzemakalność. Oczywiście nie spodziewałem się uczciwej i rzeczowej dyskusji.
>Pozdrawiam
>
Fakt, jak zauważyłeś, że "miłujący prawdę" "w swych zachowniach są niezmienni" poświadcza, że idą stale tą sama drogą. Oni jako świadkowie Jehowy się nie zmieniają, ale zmienia się poznanie Boga i Biblii.
Chodzą ze swym Bogiem:
" I Jehowa da wam chleb udręki oraz wodę uciemiężenia; lecz twój Wspaniały Nauczyciel już nie będzie się ukrywał i twoje oczy zobaczą twego Wspaniałego Nauczyciela. A twoje uszy usłyszą za tobą słowo, mówiące:
" To jest ta droga. Chodźcie nią" - gdybyście poszli w prawo lub gdybyście poszli w lewo"(Izajasza 30:20, 21).
Bóg stale działa, to i Jego świadkowie działają, by ludzi ratować.
Pozdrawiam
Patryas (87 punktów)
>
>    2. Nie spotkałem jeszcze teisty, choćby nawet i fanatyka, któremu by się spieszyło do jego boga, raju i obiecanej wiecznej szczęśliwości; jakimś dziwnym trafem wszyscy oni chcą żyć za wszelką cenę tu i teraz. Czy to nie jest symptomatyczne? Czy nie świadczy o sile ich wiary?
>
fides ex necessitate esse non debet


Przywiązanie do życia jest naturalne dla wszelkich istot żywych. To jest wręcz instynktowne.
Mimo iż sam jestem osobą niewierzącą i oczywiście podchodzę z dystansem do przekonania o raju i innym życiu pozagrobowym, to tego akurat argumentu na nikłość wiary nie zastosowałbym.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
   Patrz: moja odpowiedź Zbyszkowi.

   A co z pytaniem pierwszym???

fides ex necessitate esse non debet
02-12-2009 18:26 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>    2. Nie spotkałem jeszcze teisty, choćby nawet i fanatyka, któremu by się spieszyło do jego boga, raju i obiecanej wiecznej szczęśliwości;

Ci, którzy mieli "szczęście" takich spotkać, też są już w raju.

Marek.
08-12-2009 17:29 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
> Dwie kwestie:
> 2. Nie spotkałem jeszcze teisty, choćby nawet i fanatyka, któremu by się spieszyło do jego boga, raju i obiecanej wiecznej szczęśliwości; jakimś dziwnym trafem wszyscy oni chcą żyć za wszelką cenę tu i teraz. Czy to nie jest symptomatyczne? Czy nie świadczy o sile ich wiary?
>
Ciekawą kwestie poruszasz.
I masz racje, że świadczy to z jednej strony o sile ich wiary, a z drugiej o posiadaniu głębokiej wiedzy. Jednak nie mówimy tu o wszystkich ludziach uznawanych przez ten świat za wierzących, ale o prawdziwie wierzących.
O tych, którzy swą wiarę opierają na poznaniu Boga, na znajomości Biblii.
Dlaczego tak mówię?
Otóż Biblia wyraźnie mówi o tym, co się dzieje z człowiekiem po śmierci.
Po prostu wraca do prochu ziemi. Ulega rozkładowi.
Przecież Jehowa, Stwórca mózgu, dobrze wie, co się dzieje z ludźmi po śmierci.
Gdy człowiek nie oddycha mózg umiera.
Prawdę o stanie umarłych Bóg wyjawia ją w swoim Słowie, Biblii.
Zawarł tam prostą naukę: Kiedy człowiek umiera, przestaje istnieć.
Śmierć jest przeciwieństwem życia. Umarli nie widzą, nie słyszą ani nie myślą.
Po śmierci ciała nie pozostaje żywa żadna cząstka człowieka. Ludzie nie mają duszy nieśmiertelnej.
Do czego więc miałby się spieszyć człowiek dokładnie znający te prawdę?
Czy Łazarz, który po czterech dniach od chwili śmierci, został wskrzeszony, cos powiedział i wychwalał stan śmierci?
Nie!
Jezus jego stan śmierci przyrównał do snu.
Ten zaś obudzony, nie wiedział, co z nim się działo po śmierci.
I nikt nie wie, bo nie ma takiej wiedzy - umarłych po prostu nie ma wśród żywych, ani tez żadnej ich cząstki.
Dla Boga oni nie umarli. Jezus oświadczył:
" A że umarli są wskrzeszani, wyjawił nawet Mojżesz w sprawozdaniu o ciernistym krzewie, nazywając Jehowę ‚Bogiem Abrahama i Bogiem Izaaka, i Bogiem Jakuba'.
Nie jest on Bogiem umarłych, lecz żywych, bo dla niego oni wszyscy żyją
" (Łukasza 20:27, 37, 38; Wyjścia 3:6)

Prawdziwą radość i chwałę mogą ludzie oddać Bogu gdy żyją.
Nazwał ich swoimi świadkami.
Jedynie żyjąc mogą to czynić.
Dlatego ludzie prawdziwie wierzący cenią życie od Boga jako najwspanialszy dar i bardzo starają się być przydatni w dziele samego Boga, w realizacji Jego zamierzeń.
By ziemię zamieszkiwali ludzie prawi, których trzeba wyszukać z pośród wszystkich mieszkańców ziemi.
I tym są dzisiaj zajęci.
Nie ma czasu myśleć o śmierci, jej już nie ma - wyrok wydany..
Pozdrawiam
lukaszewicz (5674 punktów)

Nie do końca mogę załapać o czym ten wątek ma być
O stosunku do śmierci, o umieraniu czy też o życiu.
O samej śmierci niewiele można powiedzieć ,nikt z nas jej nie przeżył i nie przeżyje.
Umieranie jest czymś znacznie ciekawszym ,nad nim się zastanawiać można,a nawet nie bardzo mogę sobie wyobrazić kogoś kto tego nie robił nigdy.
Szczególnie w obliczu choroby .
A przecież umieramy od momentu poczęcia.Dzień po dniu.Umarło raczkujące niemowlę ,goniący za piłką chłopczyk, zbuntowany nastolatek, młody mężczyzna.Byli, ale ich nie ma.Zamiast nich siedzi przed kompem pięćdziesięciolatek, ale i on zaraz odejdzie aby mógł zastąpić go ktoś starszy.
Można twierdzić, to byłem JA.Ale przecież JA to właśnie ten pięćdziesięciolatek, a nie tamten trzydziestolatek.Wystarczy spojrzeć w lustro.
Wielu wydaje się, że to ostateczne umieranie przychodzi zbyt wcześnie.Że gdyby nie to lub tamto, byłoby inaczej i lepiej.Ale to tylko gdybanie.Jeżeli coś się wydarza, znaczy musiało się wydarzyć.Pudełko jest otwarte i stan kotka znany.
Rzeczywistość jest jedna.
Zresztą czy jest jakiś czas dobry żeby umrzeć. Zbyt wczesny albo zbyt późny.Co, oprócz instynktów, każe nam się kurczowo życia trzymać.Czeka nas starość, utrata zmysłów,trupienie ciała.Może odejście teraz to lepsze wyjście.
To żeśmy się urodzili to wielkie wyróżnienie.Wszyscy obecni na tym forum przeżyli przynajmniej tyle, żeby zdążyć nauczyć się czytać.Większość zdecydowanie dłużej.To zwykle najlepsze lata.Potrzeba nam więcej?
Sprawa teistycznego podejścia do jakiegokolwiek tematu nie wydaje się interesująca.Co wartościowego może narodzić się z urojeń?

Łukaszewicz.
Patryas (87 punktów)
>Nie do końca mogę załapać o czym ten wątek ma być
>O stosunku do śmierci, o umieraniu czy też o życiu.
>
O życiu w cierpieniu i o naszym stosunku do umierania. Jednak nie tak ogólnie, lecz wtedy gdy choroba przymierza nas do tego problemu. Także o naszych postawach w sytuacjach ekstremalnych. O naszym życiu i przemijaniu.
Jednak bez popadania w katastroficzne nastroje. Może z iskierką nadzieji.
30-11-2009 23:22 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)

>O życiu w cierpieniu i o naszym stosunku do umierania.

Nie trzeba siedzieć do końca balu.To nasz wybór i nasze umieranie.Jasne, że żal nie dożyć przyszłości.Ale, jak mnie ostatnio uświadomił Adamiak, przyszłość nie istnieje.Nie ma czego żałować.

> Jednak nie tak ogólnie, lecz wtedy gdy choroba przymierza nas do tego problemu.

Nie muszę walczyć z chorobą żeby wiedzieć że umrę.Wiem to od bardzo dawna.Ta wiedza to niezbędna przyprawa życia.
Jak można byłoby je cenić gdyby nie było śmierci.
Gdyby istniała szansa na nieśmiertelność, pojawiłby sie prawdziwy strach. Strach by nie zrobić czegoś co by je narażało.Jakiś koszmar.
Tak jak jest, jest O.K.

> Także o naszych postawach w sytuacjach ekstremalnych.

Nie wiem dlaczego nazywasz umieranie sytuacją ekstremalną.Każdemu się zdarza.

> O naszym życiu i przemijaniu.

O życiu świadomie nie pisałem. To jednak chyba inny temat.A przemijanie? No cóż.Przemijamy.

>Jednak bez popadania w katastroficzne nastroje. Może z iskierką nadziei.

Na co mielibyśmy mieć nadzieję? Że odwleczemy nieuchronne o kilka dni, miesięcy, lat?
Życie jest zbyt piękne żeby zajmować się duperelami.Po prostu nie ma na to czasu.

Łukaszewicz.
01-12-2009 07:46 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)

Gratuluję "luzackiej" postawy. Mam nadzieję, że zawsze tak będzie
J.P
02-12-2009 01:35 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)
>Gratuluję "luzackiej" postawy. Mam nadzieję, że zawsze tak będzie

Dlaczego "luzackiej"? Po prostu racjonalnej.

Wiem.
Łatwo jest mówić o śmierci siedząc z kufelkiem przy klawiaturze.Ale spotkałem ją kilka razy w zupełnie innych okolicznościach.
Odbyłem z nią raz rozmowę, wysoko w górach,w kominie pod Rohatką.
Najpierw pojawił się strach.
Nie.
Pierwszy był ból.Pojawił się gdzieś za mostkiem, piekący, ostry, świdrujący..Wędrował ku górze, wzdłuż barku, zaatakował szczękę.Strach pojawił się później.Wypełz ze szczelin skalnych, oblepił mnie swoim wilgotnym, oślizłym czymś,pozbawił oddechu.
Strach, zmora przestrzeni.
K***a, tylko nie tu i nie teraz przemknęło mi przez głowę.
Świat zamazał się na moment by chwilę później wyostrzyć się jak nigdy.
Przed nosem miałem brązowy but, widoczna była każda skaza wibramowej podeszwy, poszarpane sznurowadło, beżowa, wełniana skarpeta,niebieskie żyłki nad kostką, długa umięśniona łydka.
Czas stanął w miejscu.
Adrenalina.
Buty znikły gdzieś za załomem skalnym a razem z nimi ich właścicielka, urocza Czeszka, Lenka.
Poczucie samotności.
W dole, w wylocie komina, pojawia się jasna czupryna syna, a niżej majaczą pokryte krą stawki mijane niecałą godzinę wcześniej.
Rany, jeżeli polecę pociągnę go z sobą.
Nie leć.
Kamzik*, kamzik, słyszę dobiegający z góry wibrujący głos Lenki, niemalże go widzę jak podskakuje na półeczkach skalnych razem z tupotem kozich kopytek, odbija się gdzieś od Jagnięcego, wraca cichym echem spod turni Łomnicy.
Kocham tą kobietę.
To mobilizuje.Zbieram się w sobie,odrywam spoconą rękę od chwytu,przerzucam wyżej, prawa noga do przodu, przenieść ciężar,teraz lewa, podciąg i już jestem kawałek wyżej, znowu to samo, droga kładzie się, przełączka, i już można wygodnie usiąść.Uff.Serce wyskoczyło na zewnątrz, puls prawie dwieście czterdzieści.Ale spoko.
Zawał.
Sam sobie stawiam diagnozę, garść aspiryny, niczego innego nie mam, już tylko w dół, Wielka Studena Dolina zaprasza, płat śniegu, zjazd, piwo na zgliszczach schroniska, koniec.
A Lenka?
Nie ma już długonogiej Lenki.Zakończyła swoją wędrówkę razem z furkotem kamiennej lawinki, gdzieś w odległych górach na innym kontynencie.Samotny grób w cieniu wyniosłych Andów dekorują szmatkami stare Indianki.
Nie ma też Gabi, pulchniutkiej Słowaczki z Czerwonego Klasztoru, przystani przemytników.Zostało tylko wspomnienie Pienińskich burz,zapachu ozonu,falowania firanek o świcie, smaku śliwowicy.
Zadeptały ją konie pędzone nocą przez Dunajec, co miały być jej posagiem dla jakiegoś Laszo, pogranicznika.
Nie ma już wielu postaci z przeszłości, zacierają się wspomnienia.
Kocham życie.
Jeżeli śmierć jest ceną za nie ,- z przyjemnością zapłacę.
Jest tego warte.

Łukaszewicz.
Ps.
Wrażliwych przepraszam za grafomaństwo, ale nie potrafiłem inaczej.

*kozica
Patryas (87 punktów)
>>Gratuluję "luzackiej" postawy. Mam nadzieję, że zawsze tak będzie
>Dlaczego "luzackiej"? Po prostu racjonalnej.
>Wiem.
>Łatwo jest mówić o śmierci siedząc z kufelkiem przy klawiaturze.Ale spotkałem ją kilka razy w zupełnie innych okolicznościach.
> Odbyłem z nią raz rozmowę, wysoko w górach,w kominie pod Rohatką.
>Najpierw pojawił się strach.
>Nie.
>Pierwszy był ból.Pojawił się gdzieś za mostkiem, piekący, ostry, świdrujący..Wędrował ku górze, wzdłuż barku, zaatakował szczękę.Strach pojawił się później.Wypełz ze szczelin skalnych, oblepił mnie swoim wilgotnym, oślizłym czymś,pozbawił oddechu.
>Strach, zmora przestrzeni.
>K***a, tylko nie tu i nie teraz przemknęło mi przez głowę.
>Świat zamazał się na moment by chwilę później wyostrzyć się jak nigdy.
>Przed nosem miałem brązowy but, widoczna była każda skaza wibramowej podeszwy, poszarpane sznurowadło, beżowa, wełniana skarpeta,niebieskie żyłki nad kostką, długa umięśniona łydka.
>Czas stanął w miejscu.
>Adrenalina.
>Buty znikły gdzieś za załomem skalnym a razem z nimi ich właścicielka, urocza Czeszka, Lenka.
>Poczucie samotności.
>W dole, w wylocie komina, pojawia się jasna czupryna syna, a niżej majaczą pokryte krą stawki mijane niecałą godzinę wcześniej.
>Rany, jeżeli polecę pociągnę go z sobą.
>Nie leć.
>Kamzik*, kamzik, słyszę dobiegający z góry wibrujący głos Lenki, niemalże go widzę jak podskakuje na półeczkach skalnych razem z tupotem kozich kopytek, odbija się gdzieś od Jagnięcego, wraca cichym echem spod turni Łomnicy.
>Kocham tą kobietę.
>To mobilizuje.Zbieram się w sobie,odrywam spoconą rękę od chwytu,przerzucam wyżej, prawa noga do przodu, przenieść ciężar,teraz lewa, podciąg i już jestem kawałek wyżej, znowu to samo, droga kładzie się, przełączka, i już można wygodnie usiąść.Uff.Serce wyskoczyło na zewnątrz, puls prawie dwieście czterdzieści.Ale spoko.
>Zawał.
> Sam sobie stawiam diagnozę, garść aspiryny, niczego innego nie mam, już tylko w dół, Wielka Studena Dolina zaprasza, płat śniegu, zjazd, piwo na zgliszczach schroniska, koniec.
>A Lenka?
> Nie ma już długonogiej Lenki.Zakończyła swoją wędrówkę razem z furkotem kamiennej lawinki, gdzieś w odległych górach na innym kontynencie.Samotny grób w cieniu wyniosłych Andów dekorują szmatkami stare Indianki.
>Nie ma też Gabi, pulchniutkiej Słowaczki z Czerwonego Klasztoru, przystani przemytników.Zostało tylko wspomnienie Pienińskich burz,zapachu ozonu,falowania firanek o świcie, smaku śliwowicy.
>Zadeptały ją konie pędzone nocą przez Dunajec, co miały być jej posagiem dla jakiegoś Laszo, pogranicznika.
>Nie ma już wielu postaci z przeszłości, zacierają się wspomnienia.
>Kocham życie.
>Jeżeli śmierć jest ceną za nie ,- z przyjemnością zapłacę.
>Jest tego warte.
>Łukaszewicz.
>Ps.
>Wrażliwych przepraszam za grafomaństwo, ale nie potrafiłem inaczej.
>*kozica
>
Jest jednak pewna różnica. Ta opisana adrenalina /jeśli przeżywa się coś autentycznie a potem opisze to nie jest to grafomaństwem/ jest wywołana na zapotrzebowanie, przeżycia życia.
Cierpienia w ponurej chorobie nie dadzą się opisać, a tym bardziej przeżyć, radośnie, ekspresyjnie z adrenaliną.
A poza tym wszystko jest OK
oportunista (1711 punktów)
Czy ktokolwiek z nas tak serio dopuszcza do siebie myśl, iż oto jutro albo za chwilę może mnie nie być wśród żyjących. Przecież tak na prawdę takiej opcji nie bierzemy w ogóle pod uwagę, jesteśmy wieczni i niezniszczalni, nieszczęścia przytrafiają się innym a nie mnie. Wypijam flaszkę wódki, wsiadam za kierownicę samochodu i gnam na złamanie karku przed siebie, niemożliwe by spotkało mnie coś złego. Refleksja jest dla nas czymś ulotnym, chwilowym, wymuszonym przez strach. Strach i ból jest fizyczny namacalny, determinuje nasze zachowania, wymusza podejmowanie nawet najbardziej absurdalnych decyzji. Strach i euforia oto w co wyposażyła nas natura, uciekając przed pierwszym i goniąc za drugim, brniemy w światy religii i przedziwnych światopoglądów. Tworzymy sobie tak absurdalne złudzenia, że samemu niejednokrotnie trudno nam je zaakceptować, więc powielamy powszechnie akceptowalne schematy. Choroba i starość niewątpliwie sprzyjają naszej twórczości.
Wierzący, niewierzący, mądry czy głupi, ładny lub brzydki, te cechy nie określają usposobienia człowieka, nie mają więc wpływu na przeżywanie sytuacji kryzysowych. Natura wspaniałomyślnie wyposażyła nas w mechanizm nieprzejmowania się śmiercią w życiu codziennym a świadomość jej nieuchronności, zaciemniła nam naszą twórczością egzystencjalną.
01-12-2009 16:47 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Czy ktokolwiek z nas tak serio dopuszcza do siebie myśl, iż oto jutro albo za chwilę może mnie nie być wśród żyjących.

Może nie jest to postawa powszechna, natomiast fajnie się żyje z taką świadomością.
Każdy dzień jest wtedy ważny.
Patryas (87 punktów)
> Właśnie o tych problemach starałem się coś napisać, jednak w ujęciu człowieka, który - jak stwierdzili medycy - nie ma gdzie uciekać, bo jest na krótkiej uwięzi.
Jednak to jest prawda, że najczęściej nie myślimy o naszej śmierci, liczymy na to ,że wszystkich to spotyka, ale mnie -jeczcze nie.
Jednak, mimo wszystkich moich zagrożeń, staram się myśleć pozytywnie.
Pozdrawiam
Joachim Patryas
08-12-2009 22:02 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Czy ktokolwiek z nas tak serio dopuszcza do siebie myśl, iż oto jutro albo za chwilę może mnie nie być wśród żyjących. Przecież tak na prawdę takiej opcji nie bierzemy w ogóle pod uwagę, jesteśmy wieczni i niezniszczalni, nieszczęścia przytrafiają się innym a nie mnie.
>
Kto nie bierze, to nie bierze. Ja biorę.
Jest takich kilka wspaniałych wersetów na ten temat.
Ten: " I jeszcze raz zobaczyłem pod słońcem, że nie szybkim przypada zwycięstwo w wyścigu ani mocarzom - zwycięstwo w bitwie, ani mądrym - pokarm, ani tym, którzy się odznaczają zrozumieniem - bogactwo, ani nawet odznaczającym się wiedzą - łaska; gdyż wszystkich ich dosięga czas i nieprzewidziane zdarzenie"(Kaznodziei 9:11)
I ten: " Wszystko, co twoja ręka ma sposobność zrobić, rób całą swą mocą, bo nie ma pracy ani snucia planów, ani poznania, ani mądrości w Szeolu - w miejscu, do którego idziesz."(Kaznodziei 9:10)
Spojrzenie na całe życie:
" Lepsze jest imię niż wyborny olejek, a dzień śmierci niż dzień narodzin.
Lepiej iść do domu żałoby, niż iść do domu biesiadnego, gdyż taki jest kres wszystkich ludzi; a żyjący powinien wziąć to sobie do serca.
Lepsze jest strapienie niż śmiech, bo wskutek zasępienia oblicza serce staje się lepsze
"(Kaznodziei 7:1-3).
Już za życia ludzie powinni myśleć o tym, by swoim życiem dać dowody swej miłości do Boga, by w odpowiedniej chwili wzbudzić nas z martwych gdy umrzemy.
Gdyż jako martwi nic więcej nie zrobimy, a umrzeć możemy w każdej chwili.
> Wypijam flaszkę wódki, wsiadam za kierownicę samochodu i gnam na złamanie karku przed siebie, niemożliwe by spotkało mnie coś złego. Refleksja jest dla nas czymś ulotnym, chwilowym, wymuszonym przez strach.
>
Przede wszystkim jest to głupie. To dotyczy głupców, którzy stają się mordercami.
A co z tymi, których przy okazji zabijesz?
>Strach i ból jest fizyczny namacalny, determinuje nasze zachowania, wymusza podejmowanie nawet najbardziej absurdalnych decyzji. Strach i euforia oto w co wyposażyła nas natura, uciekając przed pierwszym i goniąc za drugim, brniemy w światy religii i przedziwnych światopoglądów.
>
Te uczucia należy zastąpić miłością.
To właśnie miłość, jej widzenie w praktyce, pokazuje prawdziwa religia. Biblia powiada: " Bóg jest miłością", a " miłość nie w tym się przejawia, że my umiłowaliśmy Boga, lecz że on nas umiłował i posłał swego Syna jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy".
Jakże ważny to zatem obowiązek, by się wzajemnie miłować!
óg pozostaje w jedności z tymi, którzy okazują drugim miłość, toteż jest ona wydoskonalona, żeby " mieli swobodę mowy" i odrzucili bojaźń.
" My zaś miłujemy", oświadcza Jan, " ponieważ on pierwszy nas umiłował". " Kto miłuje Boga, powinien miłować również swego brata".

To nominalne chrześcijaństwo z Kościołem katolickim na czele, to religia śmierci, ubrani na czarno - stale w żałobie, oparta na ateistycznych i filozoficznych poglądach dających przyzwolenie na śmierć. To popiera świat.
Wysyłają wojska na wojnę, by zaprowadzić pokój. Tą metodą nigdy nie udało się i nie uda zaprowadzić pokój. Ludzie muszą chcieć okazywać sobie ,m,ilość nawzajem.
Jak to przejawia sie na praktyczne stosunki miedzy ludźmi?
Dzieci Boga okazujące miłość przestrzegają Boga przykazań, a to prowadzi do odniesienia nad światem zwycięstwa dzięki wierze.
O wierzących w Jego Syna Bóg składa świadectwo, że dał im " życie wieczne, a życie to jest w jego Synu".
Mogą więc żywić ufność, iż wysłuchuje ich, o cokolwiek proszą zgodnie z Jego wolą.
Czy dostrzegasz jak bardzo różne jest to myślenie, od tego co zauważasz?
>Tworzymy sobie tak absurdalne złudzenia, że samemu niejednokrotnie trudno nam je zaakceptować, więc powielamy powszechnie akceptowalne schematy. Choroba i starość niewątpliwie sprzyjają naszej twórczości.
>
Świat daleki od Boga.
>Wierzący, niewierzący, mądry czy głupi, ładny lub brzydki, te cechy nie określają usposobienia człowieka, nie mają więc wpływu na przeżywanie sytuacji kryzysowych. Natura wspaniałomyślnie wyposażyła nas w mechanizm nieprzejmowania się śmiercią w życiu codziennym a świadomość jej nieuchronności, zaciemniła nam naszą twórczością egzystencjalną.
>
Jest empatia!
A jaka natura?
Pomyślmy jeszcze, że przecież posiadanie przez człowieka wrodzonej świadomości istnienia Boga, świadczy o istnieniu duchowej natury człowieka, która u zwierząt nie występuje.
Od zarania dziejów w każdej epoce i kulturze ludzie w poszukiwaniu sensu życia sięgali do religii. Skąd pochodzi ta - jak się wydaje - wrodzona świadomość istnienia Boga?
Jeżeli człowiek jest jedynie przypadkowym zlepkiem kwasu nukleinowego i cząsteczek białka, to dlaczego rozwinął w sobie umiłowanie sztuki i piękna, stał się religijny i rozmyśla o wieczności?
Nie można teorią ewolucji wytłumaczyć pojawienia się każdego z nas jako niepowtarzalnej jednostki, świadomej własnego istnienia.
Im więcej wiemy o działaniu naszego mózgu i umysłu, tym łatwiej nam zrozumieć miliony osób przekonanych, że nasz świadomy byt jest dowodem istnienia troskliwego Stwórcy.
Nie musimy się zamartwiać o swą przyszłość gdy chodzimy z Bogiem każdego dnia.
Pozdrawiam.
oportunista (1711 punktów)
Jakoś niewiele zrozumiałem z Twych wywodów, przepraszam wywody chyba nie są jednak Twoje, posługujesz się cytatami aby zamaskować niezdolność samodzielnego myślenia, cóż ludzie dzielą się na manipulujących i manipulowanych, myślących i markujących myślenie, nie zawsze mamy dość mądrości aby dokonywać właściwych wyborów i ocen.
Chętnie podyskutowałbym gdybyś przypadkiem miał własne przemyślenia, z odnajdywaniem cytatów nie mam problemów i pomocnika nie potrzebuje.
09-12-2009 20:24 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Jakoś niewiele zrozumiałem z Twych wywodów, przepraszam wywody chyba nie są jednak Twoje, posługujesz się cytatami aby zamaskować niezdolność samodzielnego myślenia, cóż ludzie dzielą się na manipulujących i manipulowanych, myślących i markujących myślenie, nie zawsze mamy dość mądrości aby dokonywać właściwych wyborów i ocen.
>
Myślisz, że kierowca samochodu, który nie zna znaczenia znaku drogowego, będzie psioczył na fakt postawienia go w nieprawidłowym miejscu?
Myślisz, że potrafi wskazać właściwe miejsce?
Trzeba Ciebie pochwalić, że śmiało i zgodnie z prawdą przyznajesz, że nie rozumiesz o czym piszę. Tu jednak nie ma nic straconego, musisz tylko zechcieć i zrobić konkretny krok.
>Chętnie podyskutowałbym gdybyś przypadkiem miał własne przemyślenia, z odnajdywaniem cytatów nie mam problemów i pomocnika nie potrzebuje.
>
Chcąc prawdziwie wierzyć, chcąc poznać prawdę, trzeba mieć własne zdrowe przemyślenia oparte na Słowie Boga - Biblii.
Jakieś amatorskie spekulacje zawsze prowadzą do coraz to większych błędów.
Przykładem Kościół Katolicki, tam nic a nic nie pochodzi ze Słowa Bożego - tylko mądrość ludzka - odrzucająca mądrość Boga, i tradycje pogańskie.
Warto o tym porozmyślać, czego się trzymasz, a czego trzymać się powinieneś.
Gdy dojdziesz do słusznych wniosków, to sam wszystko zrozumiesz.
Pozdrawiam.
08-12-2009 22:03 
 Ocena-2 na 2
Miłujący prawdę (1541 punktów)
" Jehowa jest moim Pasterzem.
Niczego mi nie zabraknie.
Daje mi się kłaść na pastwiskach obfitujących w trawę; prowadzi mnie przez dobrze nawodnione miejsca odpoczynku.  
Duszę moją pokrzepia. Wiedzie mnie szlakami prawości przez wzgląd na swe imię.  
Nawet gdy chodzę doliną głębokiego cienia, nie boję się niczego złego, bo ty jesteś ze mną; rózga twoja i twa laska - te mnie pocieszają.  
Stół przede mną zastawiasz wobec wszystkich, którzy okazują mi wrogość. Oliwą natłuściłeś mą głowę; kielich mój jest napełniony po brzegi.  
Zaiste, dobroć i lojalna życzliwość będą za mną podążać przez wszystkie dni mego życia; ja zaś mieszkać będę w domu Jehowy przez długie dni
"(Psalm 23:1-6)

Pozdrawiam
08-12-2009 23:07 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
>" Jehowa jest moim Pasterzem.
>Niczego mi nie zabraknie.
>Daje mi się kłaść na pastwiskach obfitujących w trawę; prowadzi mnie przez dobrze nawodnione miejsca odpoczynku.  
>Duszę moją pokrzepia. Wiedzie mnie szlakami prawości przez wzgląd na swe imię.  
>Nawet gdy chodzę doliną głębokiego cienia, nie boję się niczego złego, bo ty jesteś ze mną; rózga twoja i twa laska - te mnie pocieszają.  
>Stół przede mną zastawiasz wobec wszystkich, którzy okazują mi wrogość. Oliwą natłuściłeś mą głowę; kielich mój jest napełniony po brzegi.  
>Zaiste, dobroć i lojalna życzliwość będą za mną podążać przez wszystkie dni mego życia; ja zaś mieszkać będę w domu Jehowy przez długie dni
"(Psalm 23:1-6)
>Pozdrawiam

Krowa takie psalmy odmawia czy owca?
ziggas (81 punktów)
Myślę że osoby wierzące nie tyle są lepiej przygotowane co bardziej pogodzone,choć co do tego też mam wątpliwości,bo czy to iż ktoś jest wierzący wymazuje z jego psychiki zakorzenione w ludzkości uczucia niepewności egzystencjalnej,moim zdaniem wmawiają sobie one iż "przecież są nie śmiertelni".Zachodzi tu pytanie czy opłaca się wierzyć tylko dla tego spokoju ducha??.Moim zdaniem nie.
Patryas (87 punktów)
>Myślę że osoby wierzące nie tyle są lepiej przygotowane co bardziej pogodzone,choć co do tego też mam wątpliwości,bo czy to iż ktoś jest wierzący wymazuje z jego psychiki zakorzenione w ludzkości uczucia niepewności egzystencjalnej,moim zdaniem wmawiają sobie one iż "przecież są nie śmiertelni".Zachodzi tu pytanie czy opłaca się wierzyć tylko dla tego spokoju ducha??.Moim zdaniem nie.

Właśnie o tym pisałem, jednak nie byłbym skłonny twierdzić, że osoby wierzące są bardziej pogodzone ze śmiercią. Tu nie ma reguły. A proszę mi wierzyć. Spotkałem tylu różnych ludzi w okresie terminalnym choroby, że w tych sprawach stałem się swoistym "ekspertem".
Pozdrawiam
Joachim patryas
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> refleksji nad przemijaniem. I nie
>godzenie się na trywialne stawianie sprawy, z czym się często spotykałem, sprowadzone do pytania:
>czy osoby wierzące są bardziej przygotowane do śmierci, bo wierzą w życie pozagrobowe niż osoby
>niewierzące. Dla mnie ten dylemat jest obcy. Jego roztrzyganie to oznaka ucieczki od tego co jest
>ważne w życiu człowieka, tu i teraz

Ponieważ jestem wielbicielem nauki i mam naukowe poglądy, moja refleksja na temat gotowości na śmierć jest pochodną mojej wiedzy z psychologii ewolucyjnej, która podpowiada mi, że najważniejszym zwykle czynnikiem jest liczba udanych wnuków i prawnuków. Drugim ważnym czynnikiem jest wkład w pomoc na rzecz innych dzieci w rodzinie: siostrzeńcom, siostrzenicom i innym niedalekim krewnym z młodszych pokoleń. Instynkty samozachowawcze wygasają w miarę satysfakcjonującego poświęcania się na rzecz sukcesu reprodukcyjnego, niezależnie od tego, czy jest się wierzącym czy nie. Ważne tu i teraz zawsze jest to samo - pracować na rzecz przyszłych pokoleń. Jeżeli dokonamy wiele, będziemy umierać szczęśliwi.

doku
Patryas (87 punktów)

>Ponieważ jestem wielbicielem nauki i mam naukowe poglądy, moja refleksja na temat gotowości na śmierć jest pochodną mojej wiedzy z psychologii ewolucyjnej, która podpowiada mi, że najważniejszym zwykle czynnikiem jest liczba udanych wnuków i prawnuków. Drugim ważnym czynnikiem jest wkład w pomoc na rzecz innych dzieci w rodzinie: siostrzeńcom, siostrzenicom i innym niedalekim krewnym z młodszych pokoleń. Instynkty samozachowawcze wygasają w miarę satysfakcjonującego poświęcania się na rzecz sukcesu reprodukcyjnego, niezależnie od tego, czy jest się wierzącym czy nie. Ważne tu i teraz zawsze jest to samo - pracować na rzecz przyszłych pokoleń. Jeżeli dokonamy wiele, będziemy umierać szczęśliwi.

Mam wspaniałego syna i wspaniałych wnuków. I to mnie bardzo cieszy. Syn często występuje w radiu i telawizja jako osoba sukcesu. I ma to po tacie.
Joachim Patryas
09-12-2009 20:11 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Mam wspaniałego syna i wspaniałych wnuków. I to mnie bardzo cieszy. Syn często występuje w radiu i telawizja jako osoba sukcesu. I ma to po tacie.
>Joachim Patryas
>
Znowu się chwalisz!
Każdy ma, jeśli chciał i przyszedł na to czas.
Pochwal innych!
Pozdrawiam
apud (4399 punktów)

>Ponieważ jestem wielbicielem nauki i mam naukowe poglądy, moja refleksja na temat gotowości na śmierć jest pochodną mojej wiedzy z psychologii ewolucyjnej, która podpowiada mi, że najważniejszym zwykle czynnikiem jest liczba udanych wnuków i prawnuków. Drugim ważnym czynnikiem jest wkład w pomoc na rzecz innych dzieci w rodzinie: siostrzeńcom, siostrzenicom i innym niedalekim krewnym z młodszych pokoleń. Instynkty samozachowawcze wygasają w miarę satysfakcjonującego poświęcania się na rzecz sukcesu reprodukcyjnego, niezależnie od tego, czy jest się wierzącym czy nie. Ważne tu i teraz zawsze jest to samo - pracować na rzecz przyszłych pokoleń. Jeżeli dokonamy wiele, będziemy umierać szczęśliwi.
>
do


Mozna by krócej!

Neutralny światopoglądowo wielbiciel nauki, dziecioróbstwa i nepotyzmu.
09-12-2009 08:14 
 Ocena 1 na 1
Patryas (87 punktów)
>>Ponieważ jestem wielbicielem nauki i mam naukowe poglądy, moja refleksja na temat gotowości na śmierć jest pochodną mojej wiedzy z psychologii ewolucyjnej, która podpowiada mi, że najważniejszym zwykle czynnikiem jest liczba udanych wnuków i prawnuków. Drugim ważnym czynnikiem jest wkład w pomoc na rzecz innych dzieci w rodzinie: siostrzeńcom, siostrzenicom i innym niedalekim krewnym z młodszych pokoleń. Instynkty samozachowawcze wygasają w miarę satysfakcjonującego poświęcania się na rzecz sukcesu reprodukcyjnego, niezależnie od tego, czy jest się wierzącym czy nie. Ważne tu i teraz zawsze jest to samo - pracować na rzecz przyszłych pokoleń. Jeżeli dokonamy wiele, będziemy umierać szczęśliwi.
>>
d


>Mozna by krócej!
>Neutralny światopoglądowo wielbiciel nauki, dziecioróbstwa i nepotyzmu.

Mogę dodać. Czy można szczęśliwie umierać? Ale z tym dziecioróbstwem i nepotyzmem to chyba zbyt dosadnie.
apud (4399 punktów)

>>Neutralny światopoglądowo wielbiciel nauki, dziecioróbstwa i nepotyzmu.
>Mogę dodać. Czy można szczęśliwie umierać? Ale z tym dziecioróbstwem i nepotyzmem to chyba zbyt dosadnie.
>
Doskonala riposta.
Cheers
Patryas (87 punktów)
>>>Neutralny światopoglądowo wielbiciel nauki, dziecioróbstwa i nepotyzmu.
>>Mogę dodać. Czy można szczęśliwie umierać? Ale z tym dziecioróbstwem i nepotyzmem to chyba zbyt dosadnie.
>>
>Doskonala riposta.
>Cheers
>
Dziękuję, zarumieniłem się, ale tylko trochę.
J.P.
09-12-2009 22:34 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Mozna by krócej!

Ale bez zrozumienia

>Neutralny światopoglądowo wielbiciel nauki, dziecioróbstwa i nepotyzmu.

Na wzór słowa "dziecioróbstwo" ukuję neologizm "dzieciochowstwo", które powinno być użyte, żeby było krócej. Dzieciochowstwo jest przeciwieństwem dziecioróbstwa, tak jak w świecie zwierząt istnieją dwie przeciwne strategie rozmnażania:

1. Wielka liczba dzieci, gorsza jakość opieki nad potomstwem - w skrajnych przypadkach rodzice porzucają swoje dzieci jeszcze przed ich urodzeniem się - przeżywa mniej niż 1%

2. Mała liczba dzieci, długotrwała opieka nad potomstwem, a w skrajnych przypadkach nawet nad wnukami - przeżywa większość dzieci.

Gdybyś przeczytała mój post ze zrozumieniem, zauważyłabyś, że jestem przeciwnikiem dziecioróbstwa.

Zarzut nepotyzmu jest przedwczesny. Popieranie swoich można nazwać nepotyzmem dopiero wtedy, gdy zostanie odrzucony dobry kandydat obcy i przyjęty swój nielepszy, ale nawet wtedy nie zawsze oznacza to nepotyzm. Przykładowo, w prywatnym biznesie korzystniej jest obsadzać swoimi miejsca w zarządzie i inne ważne stanowiska, bo swoim można ufać, podczas gdy obcy mogą zacząć działać w interesie konkurencji. W praktyce użycie tego pojęcia ogranicza się więc tylko do obsadzania stanowisk we władzach państwowych i administracji. Zauważ teraz, że większość ludzi nie ma wpływu na obsadzanie stanowisk państwowych, a mimo to mogą troszczyć się o przyszłość swoich dzieci i wnuków bez pokusy nepotyzmu.

Podobnie mamy w genach (mężczyźni) skłonność do mordowania, wspólną z szympansami. Nie można jednak nazwać mordercą kogoś, kto nikogo nie zamordował, tylko dlatego, że nauki biologiczne opisały tego rodzaju odziedziczony wzorzec zachowań. Podobnie mamy w genach (kobiety) wspólną z bonobo skłonność do miłości lesbijskiej, ale nie można nazwać lesbijką kobiety, która nigdy nie miała okazji do uprawiania tego rodzaju seksu.

Skłaonność do nepotyzmu jest faktem równie oczywistym, a więc wg Twojej logiki, jesteś "wielbicielką nepotyzmu" taką samą jak ja, a nawet większą, gdyż nauki biologiczne mówią wyraźnie, że kobiety częściej od mężczyzn i silniej preferują jakość opieki niż wielka liczbę dzieci. Jesteś też wielbicielką miłości lesbijskiej (mam nadzieję, że nie trafiłem przypadkiem w Twoją sferę intymności, jeśli tak, to przepraszam).

"Wielbiciel nauki" nie oznacza od razu wielbiciela wszystkiego, co nauka odkrywa.

doku
09-12-2009 20:07 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Ponieważ jestem wielbicielem nauki i mam naukowe poglądy, moja refleksja na temat gotowości na śmierć jest pochodną mojej wiedzy z psychologii ewolucyjnej, która podpowiada mi, że najważniejszym zwykle czynnikiem jest liczba udanych wnuków i prawnuków.
>
Niemożliwe nie wierzę, jest ktoś, kto przywiązuje wagę do efektów głoszonych przez niby naukę - Psychologii ewolucyjnej. Dla mnie to skandal, wstyd dla ludzi podających się za naukowców, to obraza dla ludzi, wykroczenie przeciw racjonalnemu myśleniu, to zaprzeczenie zdolności ludzkiego rozumu.
Uznawać Psychologie Ewolucyjną za naukę - według której ocenia się prawidłowość postępowania ludzi, to nieporozumienie - delikatnie rzecz ujmując.
Przykład?
Proszę.
Ewolucja stawiając człowieka na równi ze zwierzętami wpływa na to, co ludzie myślą o sobie. I tak wyniki pewnych badań wskazują, że liczba samic, z którymi parzy się samiec, jest uzależniona od różnicy w rozmiarach ciała między osobnikami przeciwnych płci.
Wysnuto stąd wniosek, twórcy Psychologii Ewolucyjnej, iż ludzkie zachowania seksualne powinny przypominać zachowanie szympansów, u których podobnie jak u ludzi męskie osobniki są tylko trochę większe od żeńskich. Niektórzy uważają więc, że na wzór owych zwierząt ludziom powinno być dozwolone utrzymywanie stosunków płciowych z więcej niż jednym partnerem.
I wiele osób rzeczywiście tak postępuje.
Czy jednak takie działanie i myślenie może dać dobre efekty, szczęśliwsze społeczeństwo? Nie! Dlaczego?
Bo teoria teorią, a życie życiem.
To co jest dobre dla szympansów, w wypadku ludzi okazuje się katastrofalne w skutkach.
Fakty dowodzą, że częste zmiany partnerów stanowią prostą drogę do nieszczęścia, o czym świadczą rozbite rodziny, aborcje, choroby, wstrząsy psychiczne i emocjonalne, zazdrość, przemoc w rodzinach oraz porzucone dzieci, które wyrastają na nieprzystosowanych do życia ludzi, przedłużających tylko ten tragiczny cykl.
Czy w tym kontekście mądrość ludzi pochodzi od nierozumnych zwierząt?
Mądrość zwierząt to instynkt, ten zaś ukształtowany przez Stwórcę, chociaż na działanie zwierząt wywiera zdecydowany wpływ doświadczenie.
Twierdzi ona, Psychologia Ewolucyjna, że
" Ludzki umysł, podobnie jak każdy inny organ, ma służyć przekazywaniu genów następnemu pokoleniu; rodzące się w nim uczucia i myśli najlepiej rozpatrywać w tych kategoriach". Inaczej mówiąc, jedynym celem naszego życia, narzuconym przez geny i widocznym w funkcjonowaniu umysłu, jest rozmnażanie się.
Posuwa się jeszcze dalej, bo uważa, że " Większość cech natury ludzkiej" w rzeczywistości " sprowadza się do bezwzględnego genetycznego samolubstwa".
W książce The Moral Animal (Moralne zwierze) powiedziano:
' Dobór naturalny "chce", by mężczyźni odbywali stosunki płciowe z niezliczoną liczbą kobiet'.
Nauka ta wdziera się do poradników dla psychologów i psychiatrów, według niej mają leczyć ludzi.
Sama ewolucja to bzdura.

>Drugim ważnym czynnikiem jest wkład w pomoc na rzecz innych dzieci w rodzinie: siostrzeńcom, siostrzenicom i innym niedalekim krewnym z młodszych pokoleń. Instynkty samozachowawcze wygasają w miarę satysfakcjonującego poświęcania się na rzecz sukcesu reprodukcyjnego, niezależnie od tego, czy jest się wierzącym czy nie. Ważne tu i teraz zawsze jest to samo - pracować na rzecz przyszłych pokoleń. Jeżeli dokonamy wiele, będziemy umierać szczęśliwi.
>
Straszne!
Czy byłbyś szczęśliwy, gdyby jedynym celem twego życia było jedzenie, sen i rozmnażanie się? Na taką myśl wzdrygają się nawet zagorzali ewolucjoniści.
Zaprzeczając istnieniu Stwórcy, człowiek przecież nie przybliża się do kresu swych poszukiwań sensu życia. Szuka go nadal.
I zasadnicze pytania na temat natury ludzkiej, naszego pochodzenia i duchowości wciąż pozostają bez odpowiedzi.
Dlaczego? Bo człowieka od zwierząt dzieli ogromna przepaść.
Na Twoim przykładzie widać krańcowo szkodliwe skutki ogólnego przyjęcia teorii ewolucji, bo ewolucja stawiając człowieka na równi ze zwierzętami, a nawet niżej, wpływa na to, co ludzie myślą o sobie.
Myślą o sobie jak o zwierzętach i żyją jak zwierzęta.
Nie ma miłości, a jedynie agresja, rywalizacja, samolubstwo i kłamstwo.
Na każdym kroku widać ową zwierzęcą moralność.
I Ty twierdzisz:
"Ponieważ jestem wielbicielem nauki i mam naukowe poglądy"?
Zaprzeczasz sobie!
Pozdrawiam
09-12-2009 23:05 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>to skandal, wstyd dla ludzi podających się za naukowców, to obraza dla ludzi, wykroczenie przeciw racjonalnemu myśleniu, to zaprzeczenie zdolności ludzkiego rozumu.

Tego rodzaju emocjonalna argumentacja jest dla człowieka myślącego bardzo podejrzana.

>Wysnuto stąd wniosek, twórcy Psychologii Ewolucyjnej, iż ludzkie zachowania seksualne powinny przypominać zachowanie szympansów, u których podobnie jak u ludzi męskie osobniki są tylko trochę większe od żeńskich. Niektórzy uważają więc, że na wzór owych zwierząt ludziom powinno być dozwolone utrzymywanie stosunków płciowych z więcej niż jednym partnerem.

Zmyliły Cię słowa "powinny" i "powinno", które sam niezręcznie wplątałeś w dyskusję. Psychologia ewolucyjna, jako nauka biologiczna, nie opisuje, jak być powinno, ale jak jest.

>I wiele osób rzeczywiście tak postępuje.

Oczywiście nie możesz zaprzeczyć, że opisuje dobrze ludzką naturę.

>Fakty dowodzą, że częste zmiany partnerów stanowią prostą drogę do nieszczęścia

Psychologia ewolucyjna nie unika opisywania ludzi nieszczęśliwych, zresztą co chcesz tu zasugerować?

>Czy w tym kontekście mądrość ludzi pochodzi od nierozumnych zwierząt?

W tym kontekście to jest pomieszanie z poplątaniem. W dobrym kontekście sprawa jest prosta, mądrość ludzi pochodzi od mniej mądrych praludzi. Tobie najwyraźniej biologia pomieszała się z etyką. Ludzie niemoralni zakładają haremy nie dlatego, że nauczyli się biologii.

>Mądrość zwierząt to instynkt, ten zaś ukształtowany przez Stwórcę

Dalsza dyskusja nie ma sensu, nie dyskutuję z kreacjonistami o nauce. Odsyłam do lektur, np. "Ślepy zegarmistrz" pozwoli Ci zrozumieć jakość rzekomego dzieła stworzenia.


doku

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365