 |
Chrześcijaństwo to nie teizm, lecz zaświatyzm. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-09-2010 04:39 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chrześcijaństwo to nie teizm, lecz zaświatyzm.
16 na 18 | Obserwowałem przed chwilą heroiczne zmagania forumowiczów z Teresą na wątku "W jakiego Boga bym uwierzył". Dzielni dyskutanci usiłowali wyjaśnić Teresie jak absurdalna i pod każdym kątem nielogiczna była śmierć Jezusa na krzyżu przy założeniu, że jego tata jest miłym facetem, albo przy założeniu że są jednym i tym samym (nie wszyscy chrześcijanie tak sądzą). Nie tędy droga. Chrześcijanie nie są teistami, lecz zaświatowcami. Ich głównym celem jest gwarancja przeżycia własnej śmierci. Bóg służy im za gwaranta umowy. Nie chodzi im o miłość do Jahwe, Jezusa etc. Chcą żyć po zgonie. Stąd absurdalność ukrzyżowania i jego naczelne miejsce w liturgii. Msza święta nie polega na wychwalaniu boga, lecz na powtarzaniu misterium śmierci i zmartwychwstania. Najważniejszym świętem chrześcijańskim jest Wielkanoc, którą kończy dzień zmartwychwstania. Gdy zapytać chrześcijanina, czy wierzyłby w Jezusa Chrystusa, gdyby ten nie gwarantował mu życia po śmierci, odpowiedź będzie brzmiała "nie". Nie znajdziecie ani jednego chrześcijanina, który skłonny byłby wielbić boga nie gwarantującego mu życia po śmierci. Dlatego nie warto zastanawiać się nad logiką tej wiary. Jej jedynym celem jest pozostawanie przekonanym o własnej nieśmiertelności. Nieraz za cenę cierpienia zadawanego innym ludziom - heretykom, innowiercom etc. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Logik (812 punktów) | Każda wiara/religia ma taki sam cel: przetrwanie śmierci ...
Po sensem wiary jest poradzenie sobie za życia ze śmiercią ...
... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie zgadzam się z tobą logiku. Na przykład wiara Homera nie zakładała atrakcji w postaci życia po śmierci. Natomiast chrześcijaństwo kładzie najsilniejszy nacisk na zaświaty ze wszystkich znanych mi religii. Porównajmy chociaż z islamem. Mahomet nie przynosi w nim zaświatów, one są, były zawsze. Modlitwa muzułmańska nie składa się z powtórzenia historii o śmierci i zmartwychwstaniu (do tego boga (?!?)), podobnie piątkowe nabożeństwo.
Symbolem muzułmanów są księżyc i gwiazda, lub zieleń i miecz, natomiast chrześcijan krzyż, jako narzędzie zmartwychwstania.
|
|
|  | | zachaj (5239 punktów) | >Nie zgadzam się z tobą logiku. .... Mahomet nie przynosi w nim zaświatów, one są, były zawsze. Modlitwa muzułmańska nie składa się z powtórzenia historii o śmierci i zmartwychwstaniu (do tego boga (?!?)), podobnie piątkowe nabożeństwo.
Mahomet nie zginął na krzyżu i dożył sędziwego wieku. Ci wszyscy samobójcy według dogmatów idą wprost do "nieba". Islam poniekąd wywodzi się z chrześcijaństwa , więc kusi tymi samymi urojonymi zaświatami.
Już bliżej prawdy jest wiara w reinkarnacje - w filozoficzno - symbolicznym sensie. Jeżeli patrzymy na "nieśmiertelną" energię i materię nieożywioną krążącą we wszechświecie , tworzącą nasze organizmy.
|
|
| |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście, że islam też kusi zaświatami. Mniej niż chrześcijaństwo i bardziej niż hinduizm, czy buddyzm. Przekłada się to na ilość wyznawców. Jeśli macie wątpliwości, to proponuję wam prosty eksperyment.
1. Wpisać się na stronę chrześcijańską/muzułmańską/judaistyczną. 2. Zadać pytanie - czy wierzylibyście w swojego boga, gdyby nie obiecywał wam zmartwychwstania. 3. Czekać na odpowiedź.
Oczywiście to niewygodne pytanie dla narkomanów, odpowiedzi będą nieźle zakręcone, ale myślę, że nie jedna osoba usłyszała na swoją deklarację bycia ateistą odpowiedź typu - "to co będziesz robił po śmierci?". To jest najważniejsze, cała reszta teologii chrześcijańskiej trzyma się na tym, klei się do tego, w dowolny sposób przebudowując raj oraz "natchnione prawdy swojego boga".
|
|
2 na 2 | Kowalski (762 punktów) | Trudno byłoby mi powiedzieć kim są 'chrześcijanie' -- postawy są bardzo, ale to bardzo różne, a bardzo niewielki odsetek dokonuje przemyśleń teologicznych, czy filozoficznych. Większość chrześcijan, których znam, jest chrześcijanami, bo wychowali się w rodzinach, gdzie rodzice są chrześcijanami, w kraju, który jest chrześcijański. Wyobrażenie sobie, że mogą być kimś innym jest dla nich trudne, bądź niemożliwe. Owszem, dla stosunkowo wielu chrześcijan pociecha, jaką znajdują w Bogu, ucieczka od lęku przed przemijaniem jest istotna. Ale nie jest to jakiś wyróżnik akurat chrześcijan. A i sama forma wiary w zaświaty nie zawsze jest chrześcijańska -- chrześcijanie bawią się, np. w seanse spirytystyczne, choć praktycznie są one sprzeczne z teologią (nie tylko katolicką). Pozostaje jeszcze jedna motywacja chrześcijańska, najbardziej zalecana przez Kościół -- miłość do Boga. Wobec Boga nie można stawiać żądań, należy Go kochać bezwarunkowo -- 'zaświatowość' nie jest tu jakimkolwiek czynnikiem.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A symbol krzyża? Dlaczego symbolem nie jest bóg zajęty czymś innym?
|
|
|  | | kognitywista (3391 punktów) | >A symbol krzyża? Dlaczego symbolem nie jest bóg zajęty czymś innym? Chrześcijanie nie kwestionują kluczowej roli śmierci-zmartwychwstania dla ich wiary.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Są w stanie zakwestionować inne rzeczy, Adama, 7 dni, piekło, męskość i heteroseksualność kapłaństwa, ale nie krzyżyk z obietnicą. Niektórzy z nich uważają, że można sobie malować karykatury Jahwe etc., ale nie wolno wątpić w zmartwychwstanie. Dlatego uważam, iż osoba, która uważa się za śmiertelną jest mniej chrześcijaninem, niż antyklerykał wciąż pielęgnujący w sobie nadzieję zmartwychwstania. A nie brakuje nawet "ateistów" (tak się deklarują), którzy wierzą w zaświaty. Zwłaszcza w krajach zachodnich.
|
|
| | |  | 3 na 3 | jangryps (36 punktów) | >A nie brakuje nawet "ateistów" (tak się deklarują), którzy wierzą w zaświaty. Zwłaszcza w krajach zachodnich.
Na tym forum też bym kilku znalazł. Kilku, którzy nie wierzą.
Czym innym są pisemne deklaracje, a co innego wyziera z podtekstów literek np. w opisach własnych pogrzebów, albo w dbałości o to, co po sobie zostawią. Wprawdzie tłumaczą to chęcią doczesnej radochy, ale windoktrynowana chęć nieśmiertelności wyziera wielkimi szparami braku logiki. No bo po co ateiście zadowolenie z tego, co będzie gdy jego już nie będzie?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moim zdaniem nieprzetrawiony zaświatyzm niektórych ateistów objawia się kultem "świętej irracjonalności człowiek-nie-jest-maszyną". To wątek obecny we wszystkich Hollywoodzkich filmach o robotach etc. Wiara w to, że mamy w sobie coś "co nie da się nigdy wytłumaczyć", "co czyni każdego z nas zupełnie innym" to taki lekki zaświatyzm, namiastka duszy, która w trudnych chwilach "duszy się" całą gębą  . Jeśli chodzi o troskę niektórych ateistów o to, co po nich zostanie, to masz całkowitą rację, że po śmierci żadne z nas nie będzie miał zmartwień (ani braku zmartwień). Jak coś nie istnieje, to nie istnieje. Ale chęć bycia pośmiertnie sławnym nie koniecznie ma związek z zaświatyzmem. Nasze instynkty odnoszą nas do stada Homo sapiens. Zależy nam na pozycji, możemy nawet zrezygnować z własnego potomstwa i wspomagać resztę grupy. Część grupy będzie trwała nadal, kiedy my umrzemy. Po drugie, można być obojętnym wobec przyszłości której się nie doczeka, ale zauważ, że jednak interesuje nas historia, czyli czas, kiedy nas nie było. Prawie każdy wie choć trzy rzeczy o tym czasie, nawet jeśli szczerze nie cierpi historii. Przejmowanie się tym, co będzie po nas (w ramach teraźniejszości) uważam za sensowniejsze, niż rozmyślanie o tym, co było przed nami. A obydwie rzeczy mają ogromne znaczenie dla teraźniejszości (teoria ewolucji to przecież superhistoria).
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) |
> Czym innym są pisemne deklaracje, a co innego wyziera z podtekstów literek np. w opisach własnych pogrzebów, albo w dbałości o to, co po sobie zostawią.> Wprawdzie tłumaczą to chęcią doczesnej radochy, ale windoktrynowana chęć nieśmiertelności wyziera wielkimi szparami braku logiki.> No bo po co ateiście zadowolenie z tego, co będzie gdy jego już nie będzie?A po co wszelkie działanie, skoro się wie o swej nieuniknionej śmierci? To nie lepiej przełamać swój strach biologiczny, popełnić samobójstwo etc? Argumenty ze stada nie powinny nas przekonywać, przecież wszelkie organizmy w końcu wymrą w wyniku kosmicznej entropii. W końcu "skuteczność", czy też "nieuchronność" jest słuszna i świadczy o dużej wartości... . Na przykład scjentyzm, który głosi, że nauka jest bezcenna w aspekcie poznawczym, co się przekłada na jej skuteczność i wszyscy, którzy nie zauważają, że z niej korzystają są obłudnikami. Wielu chrześcijan i post-chrześcijan może być zszokowanych, ale istnieje chrześcijaństwo bez zmartwychwstania - tak się daje interpretować na przykład nietzscheanizm, jego twórca celowo sięgał po język "para-teologiczny" i "kaznodziejski". forum.histmag.org/
|
|
| | | | |  | | natalia_88poz (817 punktów) | > Wielu chrześcijan i post-chrześcijan może być zszokowanych, ale istnieje chrześcijaństwo bez zmartwychwstania - tak się daje interpretować na przykład nietzscheanizm, jego twórca celowo sięgał po język "para-teologiczny" i "kaznodziejski".Nietzsche chyba w ogóle nie rozczulał się nad tą kwestią, chyba, że coś przeoczyłam 
"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary" Jan Meslier - "Testament".
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) | > >Wielu chrześcijan i post-chrześcijan może być zszokowanych, ale istnieje chrześcijaństwo bez zmartwychwstania - tak się daje interpretować na przykład nietzscheanizm, jego twórca celowo sięgał po język "para-teologiczny" i "kaznodziejski".> Nietzsche chyba w ogóle nie rozczulał się nad tą kwestią, chyba, że coś przeoczyłam Trochę jaśniej, bo nie rozumiem. Wczesny Nietzsche pisał tak: Cytat:(...) Tylko chrzescijanski sposób widzenia moze wywołac taki, fatalistycznemu nader odległy, ból istnienia. Nie jest to utrata wiary we własne siły, słabosc niezdolna do tego, by zdecydowanie kształtowac swój los. Dopiero, gdy rozpoznamy, ze jestesmy odpowiedzialni tylkoprzed samymi soba, ze niewłasciwe zycie obciaza tylko nas, nie zadne wyzsze moce, dopiero wtedy zasadnicze idee chrzescijanstwa zrzuca wierzchnie szaty i przybiora postac z krwi i kosci. Chrzescijanstwo jest z istoty sprawa serca, dopiero gdy sie w nas ucielesni, gdy zaistnieje w nas dusza, staje sie człowiek prawdziwym chrzescijaninem. Główne nauki chrzescijanstwa wypowiadaja tylko prawdy ludzkiego serca, sa symbolami, tak jak cos najwyzszego musi zawsze byc tylko symbolem czegos wyzszego jeszcze. Uszczesliwienie przez wiare nie oznacza nic prócz starej prawdy, ze tylko serce moze uszczesliwic, nie wiedza. Fakt, ze Bóg stał sie człowiekiem, wskazuje tylko na to, ze człowiek nie powinien szukac szczescia, w nieskonczonosci, lecz opierac swoje niebo na ziemi. Iluzja ponadziemskiego swiata przywiodła ludzkie duchy do fałszywego stosunku do swiata ziemskiego. Iluzja ta była płodem dzieciectwa ludów. Płonaca, młodziencza dusza ludzka z uniesieniem podejmuje te idee i przepowiada tajemnice, która oparta na przeszłosci, wkorzenia sie w przyszłosc, ze Bóg stał sie człowiekiem. Wsród powaznych rozterek i ciezkich walk staje sie ludzkosc meska: rozpoznaje w sobie "poczatek, centrum i kres religii". Cytat znalazłem w "Pismach pozostałych. Mamy tu ewidentny dowód na to, że Nietzsche przez resztę życia udawał, że oskarża chrześcijaństwo, udawał, że nie jest chrześcijaninem. Bo w tych słowach syna oszalałego pastora, już widać wiele tego, co będzie pozytywną (konstruktywną) treścią nietzscheanizmu. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Uważasz, że Nieztsche wołając "bóg umarł" rzeczywiście wierzył w umarłego boga? Jeśli tak, to był szalony od samego początku i nie warto go czytać. Może brzmi to brutalnie, ale szczerze.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) | > Uważasz, że Nieztsche wołając "bóg umarł" rzeczywiście wierzył w umarłego boga?Nietzsche jest uznawany za wybitnego stylistę, dwuznaczności jakie zamieścił w swych pismach uznaje się za "celowe". W oryginale sformułowanie jest dwuznaczne i można je czytać jako: "bóg jest martwotą", nie zaś "umarłego boga". Niewątpliwie "śmierć boga" uważał za wielkie wydarzenie w dziejach świata, które nie ujdzie ludziom na sucho. Z jednej strony chciał ową śmierć, przedstawić jako "dobrą nowinę", z drugiej strony kpił z "cynicznych" ateistów... . Nawet jeśli był nie wierzył, to czynił w bardzo oryginalny sposób - uznawał, że "śmierć Boga" to upadek najwyższej z wartości.wydaje się też, że rozróżniał dobrą i złą wiarę w bóstwa. Ta pierwsza jest emanacją świadomości własnej siły zbiorowej lub jednostkowej. Motyw takiej dobrej dobrej wiary rozwija m.in. współczesny Sloterdijk. > Jeśli tak, to był szalony od samego początku i nie warto go czytać. Może brzmi to >brutalnie, ale szczerze.A to jest już twoja opinia, studenci dalej tłumnie go czytają a zajęć zwykle nie prowadzą racjonaliści. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wgryzłeś się tak starannie w Nietzschego, że nie mam zamiaru całkowicie podważać twoich argumentów. Nie jest to zresztą potrzebne w tej dyskusji. Nie sądzę, aby istniał choć 0,01% chrześcijan myślących tak jak Nietzsche o swojej religii. Nie wiem, jaką najwyższą wartość zresztą mógłby utracić Nietzsche wraz ze śmiercią chrześcijańskiego boga. Równie dobrze można stwierdzić, iż żałuje utraty wiary w Jowisza Olimpijskiego (nota bene politeizujący Niemcy, tacy jak Ryszard Strauss (bynajmniej nie teista Hitler) szli za Nietschem. Jakieś współmyślenie z Nietzschem można też odnaleźć w "Pierścieniu Nibelungów" Wagnera, z tym, że poglądy genialnego kompozytora i zarazem autora libretta wydają mi się bardziej spójne i być może głębsze od tych Nietzschego (wiem, że nie wypada mi tak pisać, ale jednak).
Wagner opisuje boga Wotana, który ściągnął na siebie klątwę i aby jej uniknąć musi stworzyć istotę kompletnie niezależną od siebie. Nie udaje mu się, następuje zagłada świata. Bóg który nie umie stworzyć czegoś, co nie jest jego zabawką to bardzo odważna polemika z ideą monoteizmu.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | Za nim się odniosę zaserwuję cytat z prof. Żelaznego, który jest niewątpliwie znawcą Nietzschego. Cytat: Po raz pierwszy o śmierci Boga pisze Nietzsche w 125 fragmencie "Wiedzy radosnej", zatytułowanym "Człowiek szalony". Przypomnijmy treść tego bardzo ważnego fragmentu w pełnym brzmieniu. "Człowiek szalony. - Czyż nie słyszeliście o tym człowieku szalonym, który w jasne przedpołudnie zapala latarnię, biegnie na rynek i nieustannie krzyczy: "Szukam Boga! Szukam Boga!" - Wielu spośród tam zgromadzonych nie wierzy w Boga, dlatego (krzyczący) wywołuje szalony śmiech. A więc on się zgubił? mówi jeden. Czy zabłąkał się jak dziecko? mówi inny. A może się schował? Boi się nas? Odpłynął okrętem? Wywędrował? - tak krzyczą i śmieją się wszyscy. Szalony człowiek skoczył między nich i wiercił ich swym wzrokiem. "Gdzie jest Bóg? wołał, chcę wam to powiedzieć! Uśmierciliśmy go - wy i ja! Wszyscy jesteśmy jego mordercami! Ale jak tego dokonaliśmy? Czyż mogliśmy wypić morze? Kto dał nam gąbkę, aby zetrzeć cały horyzont? Co zrobimy, skoro oderwiemy tę Ziemię z łańcucha jej słońca? Dokąd biegnie teraz? Dokąd biegniemy my? Precz od wszystkich słońc? Czy nie spadalibyśmy ciągle? I w tył, w bok, w przód, na wszystkie strony? Jest jeszcze jakaś góra i dół? Czy nie błądzimy jak przez jakąś nieskończoną nicość? Czy nie wionęłaby ku nam pusta przestrzeń? Nie stałoby się zimniej? Czy nie nadciągnęłaby noc, noc coraz mroczniejsza? Czy przed południem nie musiałyby zapłonąć latarnie? Nie słyszymy jeszcze lamentu grabarzy śmierci, którzy pogrzebali Boga? Czy nie czujemy jeszcze bożego rozkładu? - bogowie również gniją! Bóg jest martwy! Bóg pozostaje martwy! I my go uśmierciliśmy! Jak pocieszymy się, mordercy nad mordercami? To, co świat dotychczas posiadał jako najświętsze i wszechmocne, wykrwawiło się pod naszymi nożami - kto zmyje z nas tę krew? Jaką wodą możemy się oczyścić? Jakie święto pojednania, jaką świętą grę będziemy musieli wynaleźć? Czy wielkość tego czynu nie jest dla nas zbyt wielka? Czy nie musimy sami stać się bogami, by się go okazać godnymi? Nie było nigdy większego czynu - i kto tylko po wsze czasy po nas się narodzi, będzie dzięki niemu należeć do dziejów wyższych niż wszelkie dzieje, jakie były dotychczas!" - Tutaj umilkł człowiek szalony i spojrzał znów na swych słuchaczy: również i oni milczeli, i patrzyli zdziwieni na niego. W końcu rzucił swą latarnię na ziemię, aż się rozprysła i zgasła. "Przychodzę za wcześnie", powiedział wtedy, "jestem jeszcze nie na czasie. To niesamowite wydarzenie jest jeszcze w drodze i wędruje - nie dotarło jeszcze do uszu ludzkich. Błyskawice i pioruny niesie czas, niesie blask gwiazd, niesie czyny nawet wtedy, gdy są one czynione po to, by je widziano i słyszano. Czyn ten jest od nich wciąż jeszcze bardziej odległy, jak najdalsze gwiazdy - a jednak oni go dokonali!" - Mówią jeszcze, że szalony człowiek tego samego dnia wchodził do różnych kościołów i intonował w nich swe Requiem aeternam deo. Wyprowadzany i zmuszany do mówienia, odpowiadał zawsze tylko tyle: "Czym więc są jeszcze te kościoły, jeśli nie są one grobami i nagrobkami Boga?" (...) Słowa Lainga można chyba interpretować w następujący sposób: w społeczeństwie, w którym powszechnie odczuwano obecność Boga, problem ateizmu nie istniał, i to nie dlatego, że niewiara karana była instytucjonalnie, lecz dlatego, że nieprzestrzeganie praw bożych było równoznaczne ze skazaniem się na zagładę w sposób naturalny. Analogicznie jak np. we współczesnym społeczeństwie industrialnym nieprzestrzeganie praw ekonomicznych. W porównaniu z mocą Boga odczuwaną w czasach przedchrześcijańskich, to, co dziś stanowi obiekt kultu religijnego, jest zaledwie godną politowania karykaturą. Tak w każdym razie należy rozumieć martwotę Boga w filozofii Nietzschego. " - Nie to nas oddziela, że nie odnajdujemy Boga ani w dziejach, ani w przyrodzie, ani poza przyrodą - pisze on - lecz że tego, co jako Bóg czczone było, nie odczuwamy jako "boskie", lecz jako politowania godne, jako niedorzeczne, jako szkodliwe, nie tylko jako błąd, lecz jako zbrodnię względem życia ... Zaprzeczamy Boga jako Boga...". (...) Najtrudniejszym pytaniem przy rekonstrukcji nietzscheańskiej koncepcji śmierci Boga nie jest jednak pytanie o to, co Nietzsche miał na myśli mówiąc, że Bóg jest martwy, lecz o to, co miał na myśli twierdząc, że Bóg kiedykolwiek żył. W "Tako rzecze Zaratustra" informacje na temat żywego Boga sprowadzają się do kilku niejasnych wzmianek. Nieco obszerniejszą relację w tym względzie odnajdujemy w "Antychryście". Brzmi ona: "Lud, który jeszcze w siebie sam wierzy, ma też jeszcze swego własnego Boga. Czci w nim warunki, dzięki którym jest górą, swoje cnoty, - przerzuca swą radość z siebie, swe poczucie mocy w istotę, której dziękczynić za to można. Kto bogaty, chce oddawać; lud dumny potrzebuje Boga, by składać ofiary ... Religia w obrębie takich założeń, jest formą wdzięczności. Jest się wdzięcznym za samego siebie: po to potrzebuje się Boga. Taki Bóg musi umieć pomagać i szkodzić, musi umieć być przyjacielem jak wrogiem, - podziwia się go w dobrym jak w złym. Przeciwnaturalna kastracja Boga na Boga dobra tylko leżałaby tu poza obrębem pożądaności. Potrzebuje się Boga złego tak, jak dobrego: zawdzięcza się przecież istnienie własne chyba nie tolerancji, nie życzliwości dla ludzi... Cóż by zależało na Bogu, który by nie znał gniewu, zemsty, zawiści, szyderstwa, chytrości, gwałtu? który by nie znał może nawet zachwycających ardeurs zwycięstwa i zniszczenia?". [4] Wielokrotnie powtarzające się w różnych pismach Nietzschego wzmianki o starym Bogu, który umarł - zachłysnąwszy się miłosierdziem, gdy wysłał swego syna na krzyż, każą się doszukiwać śladów zmarłego Boga ze "wschodnich krain" w dawnych wierzeniach żydowskich. miroslaw.zelazny.webpark.pl/smiercbo.htm forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję za ten obszerny fragment. Dla mnie Nietzsche nie jest guru, podniecającym wyobraźnię poetą etc. Mawiam sobie - "może być", bez większego entuzjazmu. Oczywiście przytoczone zdania można rozumieć wielorako, ale ja zawsze się pytam, czy jakiekolwiek ich rozumienie może prowadzić do rezultatów w pełni wartościowych.
I z innej beczki. Fascynacja śmiercią boga ma w sobie odcień chrześcijaństwa. W końcu krzyż etc. W hinduizmie, w buddyzmie większość bogów to istoty śmiertelne i nikt tego nie oznajmia z wypiekami na twarzy.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | apud (4399 punktów) | >Wgryzłeś się tak starannie w Nietzschego, że nie mam zamiaru całkowicie podważać twoich argumentów.
A moze lepiej Lema Stasia dzielą studiować zamiast sie takim jednostronnym Nietzschem zajmować? Lem jest dobry na wszystko!
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | > >Wgryzłeś się tak starannie w Nietzschego, że nie mam zamiaru całkowicie podważać twoich argumentów.> A moze lepiej Lema Stasia dzielą studiować zamiast sie takim jednostronnym Nietzschem zajmować?> Lem jest dobry na wszystko!Mówisz o tym Lemie, co opowiedział następującą bajeczkę, przypowiastkę filozoficzną? Przyszedł gość do szalonego i niedocenianego naukowca, co sobie potworzył skrzynie, które zawierają całe, mini światy wraz ze swymi, niezależnymi istotami. W jednej z takich skrzyń mieszkają sobie teista i ateista, którzy kłócą się o to, czy zostali przez kogoś stworzeni. Ateista oczywiście ma w dyskusji wszytko, co potrzebuje ateista do debatowania... Ma teleskop i dowody na to, że życie w "skrzyni" powstało na drodze ewolucji... . To jedno z lepszych opowiadań o przygodach Tichego )niestety nie pamiętam tytułu) pokazuje, że.... metafizyka pozwala na zadanie pytań, sformułowanie stanowisk, których nie da się racjonalnie zaspokoić, usunąć etc. Nie zgodzę się, że jest dobry na wszystko, też był tylko człowiekiem i w latach dziewięćdziesiątych, na starość, znów "wieszczył zagładę" swoim pesymizmem. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | apud (4399 punktów) | . Nie zgodzę się, że jest dobry na wszystko, też był tylko człowiekiem i w latach dziewięćdziesiątych, na starość, znów "wieszczył zagładę" swoim pesymizmem.
Przeczytaj wszystko co napisał, potem pogadamy. Zacznij od Cyberiady i Bajek Robotów, jak masz....opory!
Zdaje sie ze to Skrzynie prof Korkorana z którejś podroży Ijona Tichego, ja tu polskich oryginałów nie mam/ A zal!
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) |
Nie bądź taki prędki w mówieniu com czytał a czego nie.  Wiele rzeczy z niego czytałem, tyle że trochę czasu już minęło odkąd to robiłem.  Teraz mam inne lektury na głowie... jak trochę wiecej poczytasz innych autorów i ta fascynacja czytelnicza pewnie Ci przejdzie.  forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | > Wgryzłeś się tak starannie w Nietzschego, że nie mam zamiaru całkowicie podważać twoich >argumentów. Nie jest to zresztą potrzebne w tej dyskusji. Nie sądzę, aby istniał choć 0,01% >chrześcijan myślących tak jak Nietzsche o swojej religii.Nie mniej twoja teza została skutecznie podważona i pozostało Ci ją osłabić, teraz twierdzisz, że większość. Zgodzę się z tym. Ale na tej samej zasadzie większość chrześcijan, której nie znasz (część z niej żyje w trzecim świecie) wierzy w istnienie piekła. > Nie wiem, jaką najwyższą wartość zresztą mógłby utracić Nietzsche wraz ze śmiercią >chrześcijańskiego boga.Może zapodany cytat coś wyjaśni. Owszem można go różnie interpretować, w tym tak, że preferował wschód a greckich bogów wykorzystywał literacko. > Wagner opisuje boga Wotana, który ściągnął na siebie klątwę i aby jej uniknąć musi stworzyć >istotę kompletnie niezależną od siebie. Nie udaje mu się, następuje zagłada świata. Bóg który >nie umie stworzyć czegoś, co nie jest jego zabawką to bardzo odważna polemika z ideą >monoteizmu.Nietzsche w końcu jednak pogniewał się na Wagnera za jego Parsifala. Może jest tu współmyślenie, ale raczej na zasadzie polemicznej, ponieważ Nietzsche chwali takich bogów, co zsyłają dobro i zło - w konsekwencji traktują świat jak plac zabaw. Ogólnie śliski temat, ponieważ balansuje się tu na braku precyzji, metaforze "bycia zabawką". Ponadto Wotan "żyje" w świecie politeistycznym, nie monoteistycznym. W monoteizmie chrześcijańskim bardziej to przypomina pewien rodzaj irracjonalnego dyskursu o miłości, gdzie obie strony chcą się w całości posiadać. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | apud (4399 punktów) |
>Nietzsche w końcu jednak pogniewał się na Wagnera za jego Parsifala. Może jest tu współmyślenie,
Eeeee, to wszystko przez ta babska ciekawość! O zonie Lotta nie uczyli na religii? PS A Parsifal ma prześliczne leitmotivy co?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też się pogniewałem na Wagnera za jego Parsifala. Rzeczywiście przepiękne tematy przewodnie, ale treść parachrześcijańska z odrobiną ostrej (ale niezauważalnej dla naćpanych) herezji. Sens "Pierścienia" jest zupełnie inny. Gdy Wagner komponował Parsiwala w dużej mierze, aby rozleklamować swoją operę (bo "Pierścień" okazał się za trudny), był pod silnym wpływem swojej małżonki, nie wolnej od dewocji. Cytat:Nie mniej twoja teza została skutecznie podważona i pozostało Ci ją osłabić, teraz twierdzisz, że większość. Zgodzę się z tym. Ale na tej samej zasadzie większość chrześcijan, której nie znasz (część z niej żyje w trzecim świecie) wierzy w istnienie piekła. Nie została. Zauważ, że twój argument opiera się na twierdzeniu iż Nietzsche był być może chrześcijaninem w jakiś szczególny sposób. Równie "być może" dotyczy jego wiary w zaświaty. Jeśli był jednak chrześcijaninem, który wierzył w zaświaty, Nietzsche jest w tej dyskusji po nic. I tu uwaga natury ogólnej, dotycząca całej naszej rozmowy. Język, którym myślimy, żyjemy etc. jest WYTWOREM EWOLUCJI. Nasze mózgi rozwijały się w dużej mierze dzięki komunikacji w obrębie stada. Zjawiamy się w sieci języka, znikami - sieć nadal trwa. Stąd horacjańskie "Exegi monumentum", które nie jest postulatem zaświatów. Sam Horacy wierzył zapewne w Pola Elizejskie (nie te paryskie), bo kryzys chrześcijaństwa nie wziął się znikąd. Starożytni coraz częściej ćpiali zaświaty (w przeciwieństwie do Homera, Demokryta etc).
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) |
> Cytat:Nie mniej twoja teza została skutecznie podważona i pozostało Ci ją osłabić, teraz twierdzisz, że większość. Zgodzę się z tym. Ale na tej samej zasadzie większość chrześcijan, której nie znasz (część z niej żyje w trzecim świecie) wierzy w istnienie piekła. > Nie została. Zauważ, że twój argument opiera się na twierdzeniu iż Nietzsche był być może >chrześcijaninem w jakiś szczególny sposób. Równie "być może" dotyczy jego wiary w zaświaty. >Jeśli był jednak chrześcijaninem, który wierzył w zaświaty, Nietzsche jest w tej dyskusji po >nic.Czyli dyskusja nam się strasznie rozmyła, bo sam zacząłeś łagodzić to, co powiedziałeś. Zeszliśmy w spór kogo i jak można zinterpretować. Zaczyna robić się jałowo. > I tu uwaga natury ogólnej, dotycząca całej naszej rozmowy. Język, którym myślimy, żyjemy etc. >jest WYTWOREM EWOLUCJI.Istotnie jest wytworem ewolucji. Ale zauważ, że jest nim również układ oddechowy bez którego mowa i inne formy języka nie powstałyby. A jednak znaczenia i sensy słów są w nikłym stopniu determinowane przez nasze uwarunkowania fizyczne, biologiczne, czy formalne aspekty języka. Możemy więc bagatelizować ów fakt, ponieważ w biologii istnieją aż tak nikłe związki i w tym przypadku mamy z takim związkiem do czynienia. Doprawdy nie czujemy się workami na geny i nie wiemy, co to znaczy dać komuś geny, skoro tego kogoś jeszcze nie ma. Albo przeceniać, ale wtedy uwikłamy się w problem ewolucyjnej, gatunkowej subiektywności naszego poznania a co za tym idzie, obiektywności samej teorii ewolucji. > Nasze mózgi rozwijały się w dużej mierze dzięki komunikacji w obrębie stada. Zjawiamy się w >sieci języka, znikami - sieć nadal trwa.Do momentu, gdy nie zniknie ostatni, który wie jak się do owej sieci dobrać. Nie trzeba wcale fantazjować, wiemy o istnieniu różnych martwych języków, które pojawiły się w historii, pozostawiły po sobie ślady w postaci pisma, ale nie wiemy jak je rozszyfrować i możemy się nigdy o tym nie dowiedzieć. Zauważ też, że żyjemy w czymś znacznie większym niż stado a nasze rozpoznanie czasu (np. Ziemi, wszechświata) sięga (w tył i w przód) o wiele dalej niż potrzeby stada. Możesz to sobie nazwać negatywnym wartościowaniem, wskazywaniem na niedostosowanie - ale ja podaję wyłącznie fakty. > Stąd horacjańskie "Exegi monumentum", które nie jest postulatem zaświatów. Sam Horacy >wierzył zapewne w Pola Elizejskie (nie te paryskie), bo kryzys chrześcijaństwa nie wziął się >znikąd. Starożytni coraz częściej ćpiali zaświaty (w przeciwieństwie do Homera, Demokryta >etc).Nie zależnie od tego, jak było przyznasz, że nie mógł znać twojej racjonalizacji jego postawy. On zapewne chciał jakoś istnieć po śmierci, pocieszyć się, że kogoś będzie obchodził, gdy odejdzie w zaświat lub w nicość. Jak jednak skutecznie zracjonalizować ową chęć na gruncie egzystencji, nie wiem. Wiem, że jest ona wspólna teistom i ateistom i nie sądzę, aby pomagały tu naukowe tłumaczenia - one nas aksjologicznie nie zobowiązują. forum.histmag.org/
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Poczytaj, co Nietzsche uważał o chrześcijaństwie... Owszem, wielu postchrześcijan uważa się za czystej wody niechrześcijan, ale Nietzsche udeżał w najczulsze punkty memu chrześcijaństwa, nie zawsze konsekwentnie, to fakt, ale jednak.
Chrześcijanie, którzy się uważają za chrześcijan niekiedy traktują niektóre fragmenty swoich świętych księg jako alegorie, bywa, że niektóre kwestionują. Bywa nawet, że wszystko kwestionują i (czując się nadal chrześcijanami) piszą historię Jezusa od nowa, tak jak to nieraz robiono. Czy znasz choć jedną osobę tego typu, która kwestionuje pośmiertny hotelik? Bo moim zdaniem Nietzsche "był" tak samo chrześcijaninem jak Budda, Mahomet, czy Homer. Owszem, miał nos (tak jak chrześcijanie) a nawet dwie stopy. Coś więcej?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) | > Poczytaj, co Nietzsche uważał o chrześcijaństwie... Owszem, wielu postchrześcijan uważa się za czystej wody niechrześcijan, ale Nietzsche udeżał w najczulsze punkty memu chrześcijaństwa, nie zawsze konsekwentnie, to fakt, ale jednak.Zapewniam Cię, że czytałem, a powyżej umieszczony przeze mnie cytat z "Pism pozostałych" Nietzschego pewnie Cię zaskoczy, ale go znajdziesz, jeśli się postarasz (otwiera je). Jeśli idzie o konsekwencje i ataki, to Nietzsche jak sam deklaruje w "Ecce Homo", nie atakuje tego, co jest łatwym przeciwnikiem, atakuje to, co jest wygrane i z założenia jego ataki mają go "ośmieszać". Nietzsche nie jest racjonalistą, niezależnie od tego ile napisano mu apologii na "Racjonaliście". Ci zaś, co go studiują w ramach zajęć na filozofii, słyszą na "dzień dobry": są dwie opcje, Nietzsche sobie z nas żartuje, albo próbujemy się dokopać głębszych sensów... które później okazują się swobodnymi impresjami na temat filozofa. . forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Rozumiem, że w kontekście naszej rozmowy tu prowadzonej podajesz Nietzchego jako przykład chrześcijanina nie wierzącego w zaświaty, a także przedstawiciela większej grupy tego typu osób. Nie zgadzam się z tobą, żadna z moich lektur, ani żadno z moich doświadczeń polemiczno - towarzyskich nie sugeruje mi takiego wniosku. Nota bene równie dobrze można "udowodnić", że Nietzche jednak wierzył w zaświaty. Nawet łatwiej to zrobić, niż przypisać mu to, co ty mu przypisujesz.
Natomiast do Nietzchego nie mam jakiegoś wielkiego sentymentu. Napisał wiele nietrafionych rzeczy, bywało też, że na barokową miarę dekorował myśli proste, które można wyrazić lepiej. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, iż żył w XIX wieku, kiedy niemal wszyscy byli chrześcijanami, często też musieli być chrześcijanami (nie można było pełnić żadnych stanowisk uniwersyteckich nie wyznając tej religii). Dlatego cenię Nietzchego jako bardzo odważnego człowieka, który ośmielał się zrywać z jedynymi prawdami. Jego wrogość wobec "zaświatowców" była niemal genialna, jednakże niekiedy można go zrozumieć jako twórcę nowych zaświatów.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) | > Rozumiem, że w kontekście naszej rozmowy tu prowadzonej podajesz Nietzchego jako >przykład chrześcijanina nie wierzącego w zaświaty,Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Nietzsche, który napisał zacytowane przeze mnie słowa jeszcze uważał się za chrześcijanina.. . Zwłaszcza, że wychował się w takim a nie innym środowisku. Potem znajdzie to swoje echo w "ecce homo", gdzie wynalazł sobie sposób, aby pochwalić ojca pastora.  > a także przedstawiciela większej grupy tego typu osób.Nie on jeden taki był, na przykład L. Tołstoj, Franklin Beniamin którzy wprost robił z Jezusa humanistę, który nie zmartwychwstał. Dzisiaj też się tacy znajdą na przykład Tomasz Węcłowski vel Polak. > Nie zgadzam się z tobą, żadna z moich lektur, ani żadno z moich doświadczeń >polemiczno - towarzyskich nie sugeruje mi takiego wniosku.Ja mam inaczej, może dlatego, że odmiennie interpretujemy i określamy postawy pewnych osób. Cóż..., spotkałem osoby, (jedną w necie i jedną w realu), które się podawały za katolickich ateistów.  Swoją drogą uciekłeś się trochę do wykrętu z tym piekłem, nawet jeśli dzisiaj większość twych chrześcijańskich znajomych w nie wierzy w je, to jak zinterpretujesz dawniejsze chrześcijaństwo, które w nie wierzyło. Hmm, ponieważ owo chrześcijaństwo trudniej byłoby Ci krytykować, gdyby uznawało istnienie piekła..., przypomniał mi się artykuł Harrisa. www.racjon(*)hp/s,7183/q,Problem.z.ateizmem Jest w num taki ciekawy kawałek: Cytat:Po pierwsze, te różnice sprawiają, że wszystkie religie wyglądają na przygodne, a przez to niemądre. Rozważmy unikalne cechy mormonizmu, które mogą mieć znaczenie w nadchodzących wyborach prezydenckich. Wydaje mi się, iż mormonizm jest - obiektywnie rzecz ujmując - tylko trochę bardziej idiotyczny niż chrześcijaństwo. Musi taki być: ponieważ stanowi on chrześcijaństwo wzbogacone o kilka bardzo głupich pomysłów. Na przykład mormoni wierzą, że Jezus powróci rządzić na Ziemi w czasie Tysiącletniego Królestwa i przynajmniej przez część tego czasu będzie rządzić ze stanu Missouri. Harris dalej dowodzi, że twierdzenie to potęguje irracjonalność... . Mnie jednak zaciekawiło, co innego, Otóż..., twój wątek dowodzi tego, że więcej "irracjonalnych założeń" utrudnia krytykę a nie ułatwia ją. Sytuację odwrotną sugeruje autor artykułu. Ot.., taka obserwacja na temat sprzeczności między różnymi ateistami i krytykami religii, które lubię wyłapywać.. > Nota bene równie dobrze można "udowodnić", że Nietzche jednak wierzył w zaświaty. Nawet >łatwiej to zrobić, niż przypisać mu to, co ty mu przypisujesz.Czekam na dowód.., problem z Nietzschem jest taki, że "można z jego pismami zrobić wszystko lub prawie wszystko" - jak wynikało z praktyki zajęć o nim. Niby racja ale.. druga połowa i końcówka XIX wieku to nie jest początek wieku. Gdyby Nietzsche żył wcześniej, pewnie nie mówiłby o "śmierci Boga" (termin ten miał odnosić się do rzeczywistości społecznej)..., tylko byłby kimś w rodzaju Kierkegaarda. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Masz rację, że dodawanie kolejnych udogodnień do narkotyku tej czy innej religii czyni ją jeszcze bardziej irracjonalną, ale też utrudnia jej krytykę. Ciekawa jest tu postać Nietzschego - być może przykład takiego utrudnienia. Nie wiem, czym mógłby być katolicki ateista. Słowo katolik wywodzi się ze słowa "powszechny". Jako, że należę do trzech stowarzyszeń ateistycznych, jestem w ten sposób potrójnie katolicki, ale nie ma to nic wspólnego z Kościołem, tak jak może być bazylika będąca halą targową (sądową) a nie kościołem. Taka była pierwotna funkcja budowli na planie bazyliki.
Niektórzy intelektualiści skrywają swoją chuć wiecznego istnienia za różnymi metaforami. W niektórych pismam Nietzschego widać taki zabieg, choćby w końcowym partiach "Tako rzecze Zaratustra". Autor krytykujący zaświatowców nagle węszy "za czymś dalej". A może po prostu robi się zbyt poetycki?
Jesteś pewien, iż na przykład Tołstoj uważał się w pełni za istotę śmiertelną?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) | O ateizmie katolickim masz tutaj. www.iwkip.org/bezdogmatu/71 Ogólnie ateista katolicki to ktoś, kto zgadza się z większością społecznych i moralnych nauk kościoła, przy jednoczesnym odrzucaniu istnienia Boga i w konsekwencji zmartwychwstania. Cóż.., ateistów katolickich nie są specjalnie cenione w środowisku ateistów. Cóż.., prof. Stanosz chce i może grać rolę "papieża" ateistów, więc ją gra względem pewnego autora. Mówisz teraz o religii jako narkotyku, wydaje mi się, że w ten sposób omijasz sedno sprawy w kontekście tego wątku. Okazuje się przecież, że religia oferuje "kija i marchewkę" a nie tylko marchewkę. Sprzeczność między tobą a Harrisem pokazuje mi niedogodność takich uogólnień, które zastosowałeś. W przypadku rozpatrywanym przez Harrisa, nie jest tak, że kolejne irracjonalne założenie - trudniejsza krytyka. W twoim zaś tak jest - ale oczywiście jedynie w kontekście argumentu, który chciałbyś wysunąć - jesteś do niego przywiązany - nie raz wałkowałeś ten pogląd na forum. Mnie zaś nie interesuje rozstrzyganie, która wersja niewiary jest słuszniejsza, bo nie wierząc w niewiarę jej nie podzielam. Jeśli idzie o Tołstoja, musiałbym poszperać, jeśli idzie o Franklina Benjamina trudno mieć wątpliwości, skoro sporządził wydanie przeróbkę Ewangelii, z której wyciął sceny zmartwychwstania. Ogólnie w XIX wieku była masa niewierzących, mniej lub bardziej zmanych, którzy bardzo sanowali przesłanie nowego testamentu. Nie będziesz chyba nazywał każdego, kto odczuwa zaświatową "chuć" (czyżby ateizm był formą kastracji?) chrześcijaninem? Bo wedle takiego kryterium i Horacy był chrześcijaninem, skoro chciał postawić sobie pomnik trwalszy od spiżu. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Horacy chciał, aby pamiętano go po jego śmierci, co nie jest jednoznaczne z wiarą w zaświaty. Obecnie niemal wszystkie religie silnie eksponują obietnice kontinuum egzystencji po śmierci, lecz chyba się zgodzisz, że żadna popularna religia nie stawia aż tak silnego akcentu na zmartwychwstanie. Fakty są ewidentne, a czołowym wśród nich - symbol krzyża i rola zmartwychwstania w czołowym punkcie liturgii (tego nie ma na przykład w islamie sunickim, szyicki ma pod tym względem silne prowieniencje chrześcijańskie).
Na tym topiku mówię - wiele religii czerpie zyski z obietnicy życia po śmierci (również w formie reinkarnacji), lecz w chrześcijaństwie owa obietnica stoi przed wyznawanym bogiem. Stąd zdarzają się osoby odrzucające wiarę w boga i nadal wierzące w zmartwychwstanie - wśród nich zapewne wielu katolickich ateistów. Spotykam niekatolickich ateistów wierzących gorąco w zaświaty, przypuszczam zatem, iż wśród katolickich ateistów to zjawisko jest jeszcze powszechniejsze.
Definicja, do której przytoczyłeś linka, nie odnosi się do przedstawionego przeze mnie w tym miejscu problemu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | Dziękuję za ściślejsze przedstawienie tematu. Cóż, dla mnie to nie jet problemem, podobnie jak inne absurdy ateizmu, który można rozpatrywać jako szereg ambiwalentnych, mniej lub bardziej racjonalnych sposobów radzenia sobie z istnieniem religii. Jeśli idzie o Horacego, zgadzam się, że chciał on być pamiętany po śmierci, to nie jest tożsame z wiarą w zaświaty. Napisałem o nim skoro zacząłeś pisać o metaforach, sugestiach wśród różnych autorów. Otóż..., taka chęć mienia pomnika pachnie wiarą w zaświaty, albo wiarą w taką wiarę. Przecież po cóż pomnik umarłemu? A chęć wzniesienia pośmiertnego pomnika za życia, też niekoniecznie prowadzi do poklasku u bliźnich. Może zostać odczytana na przykład jako megalomania, albo źródło niebezpiecznych pomysłów. Byli tacy, co dla zapamiętania przez potomnych sięgali po desperackie i niszczycielskie kroki, jak pewien Grek, co w starożytności podpalił świątynię bodaj Afrodyty. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kot domowy nie jest zwierzęciem stadnym, natomiast wilk i owszem. My jesteśmy zwierzętami stadnymi. Działamy w grupie. Podejmujemy rozpoczęte przez innych wątki i zostawiamy innym wątki do dokończenia. Nie ma w tym chuci wiecznego istnienia. Natomiast Horacy napisał, iż wystawił sobie pomnik trwalszy od brązowych odlewów. I miał rację.
Ponad 90% Homo sapiens ćpa tę, lub inną religię. Ateizm jest słuszną postawą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | > Kot domowy nie jest zwierzęciem stadnym, natomiast wilk i owszem.O ile lwy nie są kotami, miłośniku uproszczeń.  Oraz o ile istotnie podejmowanie pewnych wątków wymaga stada, zapewne dokończenie posiłku po cudzym polowaniu, gdy się odpędziło rywala, nie stanowi dla kota problemu, nawet jeśli nie żyje w stadzie. > My jesteśmy zwierzętami stadnymi. Działamy w grupie. Podejmujemy rozpoczęte przez innych wątki >i zostawiamy innym wątki do dokończenia. Nie ma w tym chuci wiecznego istnienia.W kontekście tego wątku, traktujesz ów biologiczny fakt jako usprawiedliwienie, czy namiastkę jednej z jej postaci. A to dlatego, że ten "biologiczny program", nie musi determinować naszej aksjologii. Nie ma żadnego powodu, aby pozytywnie wartościować proces, który widzie znikąd w nicość - zarówno w kontekście jednostki jak i gatunku. Powstało całkiem sporo różnych nihilizmów i filozoficznych pochwał samobójstwa. I miał rację. > Ponad 90% Homo sapiens ćpa tę, lub inną religię. Ateizm jest słuszną postawą.No cóż, tę metaforykę też już słyszałem, dla mnie to, co tu mówisz, stanowi jedynie ciekawe zjawisko językowe i nic więcej. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) |
Cytat:O ile lwy nie są kotami, miłośniku uproszczeń.  Oraz o ile istotnie podejmowanie pewnych wątków wymaga stada, zapewne dokończenie posiłku po cudzym polowaniu, gdy się odpędziło rywala, nie stanowi dla kota problemu, nawet jeśli nie żyje w stadzie. Napisałem "kot domowy" a nie "lew". To są dwa różne gatunki. Uproszczenie sobie wynalazłeś dla potrzeb "polemiki". Nieładnie... Cytat:>W kontekście tego wątku, traktujesz ów biologiczny fakt jako usprawiedliwienie, czy namiastkę jednej z jej postaci. A to dlatego, że ten "biologiczny program", nie musi determinować naszej aksjologii. Nie ma żadnego powodu, aby pozytywnie wartościować proces, który widzie znikąd w nicość - zarówno w kontekście jednostki jak i gatunku. Powstało całkiem sporo różnych nihilizmów i filozoficznych pochwał samobójstwa. Ale nie ma też żadnego powodu, aby ten proces wartościować negatywnie. Obie opcje są równie uzasadnione. A jeśli ktoś nie popełnia samobójstwa, oznacza to, iż ocenił ów proces pozytywnie. Jeśli nie popełniwszy samobójstwa mimo to ocenia go negatywnie - jest niespójnym hipokrytą. Cytat:>>Ponad 90% Homo sapiens ćpa tę, lub inną religię. Ateizm jest słuszną postawą. >No cóż, tę metaforykę też już słyszałem, dla mnie to, co tu mówisz, stanowi jedynie ciekawe zjawisko językowe i nic więcej. A wojny religijne? Inkwizycja? Dogmaty religijne przyczyniające się do nie udzielenia transfuzji dziecku? To nie tylko zjawiska językowe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) |
> Napisałem "kot domowy" a nie "lew". To są dwa różne gatunki. Uproszczenie sobie wynalazłeś dla potrzeb "polemiki". Nieładnie...Musiałem przeoczyć, za co przepraszam. > Ale nie ma też żadnego powodu, aby ten proces wartościować negatywnie. Obie opcje są równie >uzasadnione.Brak wartościowania sam jest już pewną negatywnością, która jest uznana za istotny aspekt naukowości. Tezy o zmienności genetycznej nie mają żadnego ładunku aksjologicznego. Inna sprawa, że owa nauka w formie spopularyzowanej niejako siłą rozpędu nasuwa nam różne pesymistyczne, negatywnie wartościujące metafizyki, czy metaforyki typu: "śmierć Boga", "ewolucja to ślepy zegarmistrz" - (jakby chcieć można zrobić z tego pozytywną metaforę, czemu niewidomy nie miałby być znakomitym zegarmistrzem? - ale zauważ, że będzie to wbrew intencjom jego twórcy) itp. Jako zwolennik scjentyzmu na tobie spoczywa ciężar przeciwstawiania się owej naturalnej, krytycznej tendencji. To Ty chcesz, abym pozytywnie wartościował ewolucję, albo to, że ludzie korzystają z samochodów. Nie możesz mojej odmowy uznania tego wartościowania, czynić mi zarzutu, albo wmawiać mi, że przeprowadzam negatywne wartościowanie, podsuwam krytyczne uwagi etc. W ostateczności, w analogiczny sposób domagać się od Ciebie ateisty dowodu na istnienie Boga. > A jeśli ktoś nie popełnia samobójstwa, oznacza to, iż ocenił ów proces pozytywnie. Jeśli nie >popełniwszy samobójstwa mimo to ocenia go negatywnie - jest niespójnym hipokrytą.Dawkins jest hipokrytą? Metafora "ślepego zegarmistrza" ma wydźwięk aksjologicznie negatywny. A owo "z "znikąd donikąd" też zaczerpnąłem z jakiejś popularnonaukowej książki. > A wojny religijne? Inkwizycja?Nigdzie nie twierdziłem, że słowa nie pociągają za sobą najróżniejszych chwalebnych lub gorszących skutków. Religia jest jednak zasadniczo zjawiskiem językowym, tym bardziej jest nim ateizm wszelkiej maści. > Dogmaty religijneAby coś było dogmatem, to coś musi być określone. Tezy religii zaś nie są zaś dobrze określone, jak słusznie podnosiło to wielu krytyków, są one niejasne, wieloznaczne etc. > przyczyniające się do nie udzielenia transfuzji dziecku? To nie tylko >zjawiska językowe. Będę się streszczał, to jest konsekwencja pewnego zjawiska językowego, czyli tego, że ktoś wypowiedział pewne tezy a ktoś inny je przyjął. Jeśli idzie o aksjologie świeckie versus religijne, podziały mogą przebiegać w najróżniejszy sposób. Na przykład niejeden chrześcijanin zgodzi się z Tobą, że naganny jest zakaz przetaczania krwi dziecku. Ale prawdopodobnie nie zgodzi się z Tobą w kwestii aborcji i eutanazji, podobnie nie zgodziłby się na przykład Albert Camus. Istnieje jakaś część wspólna, co do której większość ludzi wierzących i niewierzących się zgadza. I obie strony na podstawie owej części, co do której się zgadzają, próbują z pomocą sofistycznych argumentów, przeciągnąć oponentów na swoją stronę. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Brak wartościowania sam jest już pewną negatywnością, która jest uznana za istotny aspekt naukowości. Tezy o zmienności genetycznej nie mają żadnego ładunku aksjologicznego. Inna sprawa, że owa nauka w formie spopularyzowanej niejako siłą rozpędu nasuwa nam różne pesymistyczne, negatywnie wartościujące metafizyki, czy metaforyki typu: "śmierć Boga", "ewolucja to ślepy zegarmistrz" - (jakby chcieć można zrobić z tego pozytywną metaforę, czemu niewidomy nie miałby być znakomitym zegarmistrzem? - ale zauważ, że będzie to wbrew intencjom jego twórcy) itp. Jako zwolennik scjentyzmu na tobie spoczywa ciężar przeciwstawiania się owej naturalnej, krytycznej tendencji. To Ty chcesz, abym pozytywnie wartościował ewolucję, albo to, że ludzie korzystają z samochodów. Nie możesz mojej odmowy uznania tego wartościowania, czynić mi zarzutu, albo wmawiać mi, że przeprowadzam negatywne wartościowanie, podsuwam krytyczne uwagi etc. W ostateczności, w analogiczny sposób domagać się od Ciebie ateisty dowodu na istnienie Boga. Spieszę się, na razie więc odniosę się do tego. Rzeczywistość nie jest modelką na wybiegu, ani wymyślonym bogiem. To, czy nam się podoba, czy też nie, nie ma znaczenia. Instynktownie oczekujemy dialogu ze wszystkim. To błędne przekonanie. Rzeczywistość ani mówi, ani milczy (wszystkie słowa i formy w niej się zawierają). Zalecam optymizm, bo sprzyja w życiu. Rzeczywistości nie muszę bronić, a optymizmu nie traktuję jako prawdy możliwej do obrony (czy do obalenia). To tylko moja rada do odrzucenia. I tyle.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | > Spieszę się, na razie więc odniosę się do tego. Rzeczywistość nie jest modelką na wybiegu, ani >wymyślonym bogiem.Nie jest też "prawdziwym bogiem", jest czymś bardzo elastycznym jak dowodzi historia, różnorodność ludzkich kultur, nauka i technika. > To, czy nam się podoba, czy też nie, nie ma znaczenia.Żeby się to mogło nam podobać lub nie, musielibyśmy mieć absolutną wiedzę. Wiem, że scjentysta często raz bierze naukę w sensie aktualnego stanu wiedzy i niepostrzeżenie zmienia mu się to w wiedzę naukową w ogóle, ale jest to zwykła ekwiwokacja. > Instynktownie oczekujemy dialogu ze wszystkim.Jesteś buddystą?  Dla mnie to jest jakaś metafizyczna hipoteza, językowa nadinterpretacja pewnych dziecięcych zachowań? Ogólnie religie oparte na zaświecie, nie podzielają ufną wiarę w wschodu we wszech-dialog rzeczywistości. To, co dialoguje a raczej monologuje ma dobywać się z poza, co się przekłada na zakazy sporządzania wizerunków itp. > To błędne przekonanie. Rzeczywistość ani mówi, ani milczy (wszystkie słowa i formy w niej się >zawierają).Nie rozumiem... nigdzie nie mówiłem, że rzeczywistość mówi. > Zalecam optymizm, bo sprzyja w życiu.Cóż.. podobno dlatego, że jest ślepotą. Tatarkiewicz zaś dowodził, że spór między nim a pesymizmem jest nierozstrzygalny. A swoją drogą zalecam odróżnić teoretyczne rozważania na cierpliwym, wirtualnym papierze od życia.  To zaś, że bawię się w podważanie cudzych źródeł filozoficznego optymizmu, nie znaczy, że nie mam własnych, o których teraz nie rozmawiamy. > Rzeczywistości nie muszę bronić,Ja też, twierdzę tylko, że wygląda ona inaczej niż Ci się zdaje.  Jest na przykład zapośredniczona przez język, który jest trochę jak skafander, którego nie można zdjąć. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:>Nie jest też "prawdziwym bogiem", jest czymś bardzo elastycznym jak dowodzi historia, różnorodność ludzkich kultur, nauka i technika. Zmieniło się. Darwin najpierw przedstawił teorię ewolucji, a później odkryto geny, co oznaczało iż miał OBIEKTYWNĄ rację (choć w szczegółach mylił się, jak i my dziś z pewnością jeszcze się mylimy). Oznacza to, iż teoria ewolucji jest faktem niezależnym od ludzkich kultur. Kultura proponująca idee niezgodne z ewolucją będzie się mylić, ta która zaakceptuje przesłanki płynące z darwinizmu, będzie mieć więcej racji. Cytat:To, czy nam się podoba, czy też nie, nie ma znaczenia. Żeby się to mogło nam podobać lub nie, musielibyśmy mieć absolutną wiedzę. Wiem, że scjentysta często raz bierze naukę w sensie aktualnego stanu wiedzy i niepostrzeżenie zmienia mu się to w wiedzę naukową w ogóle, ale jest to zwykła ekwiwokacja. Jeśli chodzi o altualny stan wiedzy, znamy trochę zjawisk z pewnością pewnych w skromnie przyjętym zakresie (mechanika działa przy stawianiu budynków, zawodzi przy gwiazdach). Pisałeś coś o pesymizmie, ja podjąłem wątek. Skoro uważasz, iż nie masz prawa do pesymizmu, gdyż musiałbyś mieć absolutną wiedzę, czemu o nim pisałeś? Moim zdaniem pozytywna, lub negatywna ocena nie wymaga wiedzy o całości zjawisk. Może być błędna, to wszystko. Cytat:Instynktownie oczekujemy dialogu ze wszystkim. Jesteś buddystą?  Dla mnie to jest jakaś metafizyczna hipoteza, językowa nadinterpretacja pewnych dziecięcych zachowań? Ogólnie religie oparte na zaświecie, nie podzielają ufną wiarę w wschodu we wszech-dialog rzeczywistości. To, co dialoguje a raczej monologuje ma dobywać się z poza, co się przekłada na zakazy sporządzania wizerunków itp. Dialog ze wszystkim nie został przeze mnie zaczerpnięty z buddyzmu. To naturalna cecha ludzkiego mózgu. Gdy coś się dzieje (a zawsze coś się dzieje), mamy ochotę animować zjawiska. Wystarczy spojrzeć na małe dzieci (i niektóre inne młode kręgowce). Mocno zaświatowe monoteizmy, moim zdaniem, blokują tą naturalną, dziecięcą chęć dialogu ze światem. Gdy ktoś ćpa mocne narkotyki szybko staje się starzeje psychicznie. Cytat:To błędne przekonanie. Rzeczywistość ani mówi, ani milczy (wszystkie słowa i formy w niej się >zawierają). Nie rozumiem... nigdzie nie mówiłem, że rzeczywistość mówi. Ale sugerujesz, że rzeczywistość jako taka zależy od naszej oceny. Oczywiście nie zależy. Cytat:> >Zalecam optymizm, bo sprzyja w życiu.> Cóż.. podobno dlatego, że jest ślepotą. Tatarkiewicz zaś dowodził, że spór między nim a pesymizmem jest nierozstrzygalny. A swoją drogą zalecam odróżnić teoretyczne rozważania na cierpliwym, wirtualnym papierze od życia. To zaś, że bawię się w podważanie cudzych źródeł filozoficznego optymizmu, nie znaczy, że nie mam własnych, o których teraz nie rozmawiamy.Zalecam optymizm na zasadzie osobistej rady, która nie ma w sobie nic z ogólnego twierdzenia. Nie zalecam wirtualnego optymizmu, lecz zupełnie realny. Z pewnością wzrok Tatarkiewicza był urażony rozmazanym mirażem raju. Dlatego ślepota wydawała mu się mieć związek z łatwym optymizmem. Ale nie ma ani raju, ani ślepoty a la Tatarkiewicz. Cytat:> >Rzeczywistości nie muszę bronić,> Ja też, twierdzę tylko, że wygląda ona inaczej niż Ci się zdaje. Jest na przykład zapośredniczona przez język, który jest trochę jak skafander, którego nie można zdjąć.Język jest elementem rzeczywistości, wyewoluował tak samo jak kształt naszych kończyn. Język zniekształca rzeczywistość, ale nie jest najbardziej krzywym zwierciadłem z dostępnych na rynku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. teoria ewolucji jest faktem niezależnym od ludzkich kultur. Wypada jednak zauważyć, że rozwój wiedzy biologicznej, także genetyka, nie były i chyba nie są możliwe bez pewnego poziomu rozwoju kultur ludzkich.
[W przedmiotowym wątku dodałbym, że "zaświatyzm" jako taki jest faktem, ponieważ żyjemy w zaświatach naszych zmarłych przodków i prawdopodobnie przyszłe pokolenia będą żyć w 'naszych' zaświatach. Na ile błędem wyznawców religii jest myślenie, że zaświaty będą zawsze ich udziałem - nie wiem - pozostaje mieć nadzieję, że nie są aż tak głupi. Prywatnie np. darzę sentymentem Jezusa (choćby nie był postacią historyczną). Potrafię odróżniać pojęcie 'własne-własne' od 'cudze-własne', a skończoności własnego-własnego jestem świadom. Nie przypuszczam, bym miał z powodu sentymentu do niektórych podstaw Chrześcijaństwa powątpiewać we własne człowieczeństwo.]
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | Cóż, nie przypadkiem różne świeckie filozofie postępu i utopijne projekty nazywa się czasem świeckimi, zlaicyzowanymi eschatologiami. Pozdrawiam. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | A czy eschatologie religijne mają coś wspólnego z kanibalizmem?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat: .. teoria ewolucji jest faktem niezależnym od ludzkich kultur. Wypada jednak zauważyć, że rozwój wiedzy biologicznej, także genetyka, nie były i chyba nie są możliwe bez pewnego poziomu rozwoju kultur ludzkich. Masz rację. Moja wypowiedź padła w innym kontekście. Załóżmy, że jakiś szaman uważa, iż księżyc jest garnkiem unoszącym się w powietrzu. Prawda jego kultury nie jest prawdziwa wobec prawdy naszej kultury, która stanęła na Księżycu, przebadała go i przywiozła nawet jego kawałek. Mam wrażenie, że już o tym pisałem, ale powtórzę. Cytat:[W przedmiotowym wątku dodałbym, że "zaświatyzm" jako taki jest faktem, ponieważ żyjemy w zaświatach naszych zmarłych przodków i prawdopodobnie przyszłe pokolenia będą żyć w 'naszych' zaświatach. Ziemia po której chodzimy, powietrze którym oddychamy, topografia terenu etc. etc. są starsze od nas i wiele z tego okaże się trwalsze od nas. Sprowadzanie tego tylko do czynnika ludzkiego może być mylące. Cytat:Na ile błędem wyznawców religii jest myślenie, że zaświaty będą zawsze ich udziałem - nie wiem - pozostaje mieć nadzieję, że nie są aż tak głupi. A co być pomyślał o osobie, która bezgranicznie wierzy w luźny zbiór opowieści sprzed 2000 - 3000 lat? I jak myślisz, robi to z przywiązania do ESTETYKI tych opowieści? Cytat:Prywatnie np. darzę sentymentem Jezusa (choćby nie był postacią historyczną). Twoje prawo. Ja nie dażę sympatią osoby powtarzającej co drugie zdanie "życie wieczne daję wam", oraz grożącej wiecznymi torturami osobom, które nie uważają iż ta osoba jest Drogą, Prawdą i Życiem. "Kto nie jest ze mną ten jest przeciwko mnie" - takie motto nie wzbudza we mnie życzliwych odczuć. Cytat:Potrafię odróżniać pojęcie 'własne-własne' od 'cudze-własne', a skończoności własnego-własnego jestem świadom. Nie przypuszczam, bym miał z powodu sentymentu do niektórych podstaw Chrześcijaństwa powątpiewać we własne człowieczeństwo.. A dlaczego miałbyś powątpiewać we własne człowieczeństwo?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | >Zmieniło się. Darwin najpierw przedstawił teorię ewolucji, a później odkryto geny, co >oznaczało iż miał OBIEKTYWNĄ rację (choć w szczegółach mylił się, jak i my dziś z pewnością >jeszcze się mylimy). Oznacza to, iż teoria ewolucji jest faktem niezależnym od ludzkich >kultur. Kultura proponująca idee niezgodne z ewolucją będzie się mylić, ta która zaakceptuje >przesłanki płynące z darwinizmu, będzie mieć więcej racji. _______________________________________________________________________ Szczerze nie rozumiem, jak dotąd wszystkie kultury w mniejszym lub większym stopniu działały tak, aby nie wchodzić w kolizję z teorią ewolucji i innymi wymogami przetrwania. Myślę, że tak będzie dalej. Nie da się odgórnie sterować kulturą lub też narzucić jej absolutnie pozytywnego wartościowania przetrwania, bo wszystkie przeminą . Poza tym perspektywa ewolucyjna jest zbyt odległa, niepewna (zmienność warunków zewnętrznych)i minimalistyczna z perspektywy tego, jak odczuwamy świat i jak w nim działamy. W pewnym sensie jest ona abstrakcją, gdyż realne znaczy dla nas to, co możemy na różne, odmienne sposoby doznawać. > Jeśli chodzi o altualny stan wiedzy, znamy trochę zjawisk z pewnością pewnych w skromnie >przyjętym zakresie (mechanika działa przy stawianiu budynków, zawodzi przy gwiazdach).Jasne, jeśli uwzględnimy odpowiednią jej samointerpretację, która odpowiednio ujmie historię samej siebie. W kwestii nauki nie jestem realistą, lecz konwencjonalistą. > Pisałeś coś o pesymizmie, ja podjąłem wątek. Skoro uważasz, iż nie masz prawa do pesymizmu, >gdyż musiałbyś mieć absolutną wiedzę, czemu o nim pisałeś?Niczego takiego chyba nie pisałem. Chciałem dać do zrozumienia, że użyłem pesymistycznych argumentów, aby pokazać Ci chybotliwość twego rozumowania, jego zapośredniczenie w aksjologii, która nie jest oczywista. Nie muszę przy tym uważać je za rozstrzygające. > Moim zdaniem pozytywna, lub negatywna ocena nie wymaga wiedzy o całości zjawisk. Może być >błędna, to wszystko.Chyba zgubiłeś kontekst i źle zinterpretowałeś moją dygresję. > Dialog ze wszystkim nie został przeze mnie zaczerpnięty z buddyzmu. To naturalna cecha >ludzkiego mózgu. Gdy coś się dzieje (a zawsze coś się dzieje), mamy ochotę animować >zjawiska. Wystarczy spojrzeć na małe dzieci (i niektóre inne młode kręgowce).I tam, to tylko pochodna gramatyki, wyobraź sobie taki język, gdzie nie ma rozróżnienia na "coś" i "kogoś". > Mocno >zaświatowe monoteizmy, moim zdaniem, blokują tą naturalną, dziecięcą chęć dialogu ze >światem. Gdy ktoś ćpa mocne narkotyki szybko staje się starzeje psychicznie.Dorośleje bardziej by pasowało, ale Ty chcesz mieć pejoratywny język opisu religii i tym sposobem nieco pod-progowo oddziaływać na rozmówcę.  Hm..., teraz będę musiał zrelatywizować tę retorykę opartą na absolutyzmie aksjologicznym, odsyłając do stron organizacji "wolne konopie" lub im podobnych.  > Nie rozumiem... nigdzie nie mówiłem, że rzeczywistość mówi.[/cytat]> Ale sugerujesz, że rzeczywistość jako taka zależy od naszej oceny. Oczywiście nie zależy.Owszem zależy, choć niecałkowicie. W pewnych sferach, typu wiara i niewiara, bardziej niż w innych. > Zalecam optymizm na zasadzie osobistej rady, która nie ma w sobie nic z ogólnego >twierdzenia. Nie zalecam wirtualnego optymizmu, lecz zupełnie realny.Mówiąc o wirtualności miałem na myśli to, że różne teoretyczne dywagacje na forum średnio lub wcale nie przekładają się na życie. > Z pewnością wzrok Tatarkiewicza był urażony rozmazanym mirażem raju. Dlatego ślepota >wydawała mu się mieć związek z łatwym optymizmem. Ale nie ma ani raju, ani ślepoty a la >Tatarkiewicz.To on był wierzący? Nie wiedziałem o tym. Ja go nie cytowałem tutaj, tylko relacjonowałem. Całkiem ładnie wykazał nierozstrzygalność sporu i tyle. > Język jest elementem rzeczywistości, wyewoluował tak samo jak kształt naszych kończyn. Język >zniekształca rzeczywistość, ale nie jest najbardziej krzywym zwierciadłem z dostępnych na >rynku  To są twoje opinie, ja uważam, że niewiara a dokładniej ateizm jest rodzajem pasożytowaniem na tworze językowym zwanym religią. Cóż, nie wiem jak u Ciebie, ale dla mnie kamień nie jest ateista, musi istnieć negatywne, wyróżniające odniesienie do religii zmierzające do porzucenia owego wyróżniania i obniżenia jej językowego znaczenia. Ot, powalczyłem o swoje poglądy jako neosceptycyzm vel noesceptyk na przykład tu: kowalczyk.blog.polityka.pl/?p=90#comments forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat: >Szczerze nie rozumiem, jak dotąd wszystkie kultury w mniejszym lub większym stopniu działały tak, aby nie wchodzić w kolizję z teorią ewolucji i innymi wymogami przetrwania. Myślę, że tak będzie dalej. Nie da się odgórnie sterować kulturą lub też narzucić jej absolutnie pozytywnego wartościowania przetrwania, bo wszystkie przeminą
To, że teoria ewolucji dotyczy osób tworzących dane kultury jest oczywiste. Chodziło mi o sytuację, w której religijność staje się ważniejsza od tego, co jest naprawdę, a tak się często dzieje. Na przykład świat islamu, który w średniowieczu świetnie się rozwijał, w czasach nowożytnych zbyt często stawiał "religijne" przed "rzeczywistym". To muzułmanie stworzyli optykę. A jednak w pewnym momencie doszli do wniosku, iż patrzenie oczami "stworzonymi przez ALlacha" przez soczewkę jest grzechem. CO ciekawe, robili dalej świetne obserwatoria, możliwie najlepsze, do obserwacji nieba gołym okiem (Jantar Mantar w Indiach). Ale oko ma ograniczone możliwości. Cytat:>. Poza tym perspektywa ewolucyjna jest zbyt odległa, niepewna (zmienność warunków zewnętrznych)i minimalistyczna z perspektywy tego, jak odczuwamy świat i jak w nim działamy. W pewnym sensie jest ona abstrakcją, gdyż realne znaczy dla nas to, co możemy na różne, odmienne sposoby doznawać. Uważam, że trudna abstrakcja jest lepsza od prostego narkotyku. Niestety (i na szczęście) rzeczywistość "lubi" trudne abstrakcje (my całkiem niedawno byliśmy bardzo podobni do szympansów, Ziemię uprawiamy tylko od 10.000 lat). Rządzą nami w dużym stopniu atawizmy zwierząt zamieszkujących przez 300.000 lat sawannę. Spontaniczne czucie sawanny to coś, co odczuwamy bez trudu, dalej zaczynają się schody. Cytat:>>Jeśli chodzi o altualny stan wiedzy, znamy trochę zjawisk z pewnością pewnych w skromnie >przyjętym zakresie (mechanika działa przy stawianiu budynków, zawodzi przy gwiazdach). >Jasne, jeśli uwzględnimy odpowiednią jej samointerpretację, która odpowiednio ujmie historię samej siebie. W kwestii nauki nie jestem realistą, lecz konwencjonalistą. Most stoi bez słów. Cytat:>>Pisałeś coś o pesymizmie, ja podjąłem wątek. Skoro uważasz, iż nie masz prawa do pesymizmu, >gdyż musiałbyś mieć absolutną wiedzę, czemu o nim pisałeś? >Niczego takiego chyba nie pisałem. Chciałem dać do zrozumienia, że użyłem pesymistycznych argumentów, aby pokazać Ci chybotliwość twego rozumowania, jego zapośredniczenie w aksjologii, która nie jest oczywista. Nie muszę przy tym uważać je za rozstrzygające. Ani razu nie napisałem, iż uważam optymizm wobec rzeczywistości za platońską, uniwersalną ideę. Moja uwaga o optymizmie była podobna do rady jednego rowerzysty udzielonej drugiemu rowerzyście, a dotyczącej ładnych krajobrazów na rowerowym szlaku. Cytat:>>Moim zdaniem pozytywna, lub negatywna ocena nie wymaga wiedzy o całości zjawisk. Może być >błędna, to wszystko. >Chyba zgubiłeś kontekst i źle zinterpretowałeś moją dygresję. W takim razie ją rozwiń, o ile ci na niej zależy. Cytat:>>Dialog ze wszystkim nie został przeze mnie zaczerpnięty z buddyzmu. To naturalna cecha >ludzkiego mózgu. Gdy coś się dzieje (a zawsze coś się dzieje), mamy ochotę animować >zjawiska. Wystarczy spojrzeć na małe dzieci (i niektóre inne młode kręgowce). >I tam, to tylko pochodna gramatyki, wyobraź sobie taki język, gdzie nie ma rozróżnienia na "coś" i "kogoś". Czasem coś staje się kimś. Zbiór "kogoś" często bywa obszerniejszy niż katalog istot żywych w otoczeniu. Cytat:> >Mocno >zaświatowe monoteizmy, moim zdaniem, blokują tą naturalną, dziecięcą chęć dialogu ze >światem. Gdy ktoś ćpa mocne narkotyki szybko staje się starzeje psychicznie.> Dorośleje bardziej by pasowało, ale Ty chcesz mieć pejoratywny język opisu religii i tym sposobem nieco pod-progowo oddziaływać na rozmówcę. Hm..., teraz będę musiał zrelatywizować tę retorykę opartą na absolutyzmie aksjologicznym, odsyłając do stron organizacji "wolne konopie" lub im podobnych.  Celowo użyłem słowa "starzenie" a nie "dorastanie". Można z biegiem czasu ulegać intelektualnej degradacji, lub rozwojowi - o to mi chodziło. Cytat:>>Nie rozumiem... nigdzie nie mówiłem, że rzeczywistość mówi. > >Ale sugerujesz, że rzeczywistość jako taka zależy od naszej oceny. Oczywiście nie zależy.> Owszem zależy, choć niecałkowicie. W pewnych sferach, typu wiara i niewiara, bardziej niż w innych.[/cytat]Odbiór rzeczywistości to nie rzeczywistość. Cytat:>>Zalecam optymizm na zasadzie osobistej rady, która nie ma w sobie nic z ogólnego >twierdzenia. Nie zalecam wirtualnego optymizmu, lecz zupełnie realny. >Mówiąc o wirtualności miałem na myśli to, że różne teoretyczne dywagacje na forum średnio lub wcale nie przekładają się na życie. Nie tylko na forum i nie tylko teoretyczne. Ale co z tego? Jeśli adresujesz swoje wątpliwości do mnie, to ja się świetnie czuję czytając np. książki biologiczne. Nie łudzenie się co do własnej, w pełni organicznej struktury sprawia mi wyraźną satysfakcję. Ze śmiercią zetknąłem się nie raz, straciłem bardzo bliskie mi osoby i ogromnie się cieszę, iż nie robię z tego nadzieji na zaświaty. Nie zapomniałem o osobach bliskich, które odeszły, ale wiem, iż nigdy ich nie spotkam. W świecie naćpanym zaświatowcami uczciwe zdawanie sobie sprawy ze śmiertelności nas wszystkich daje odczucie przestrzeni i wolności od panicznego utwierdzania się w nieprawdzie. Cytat:>>Z pewnością wzrok Tatarkiewicza był urażony rozmazanym mirażem raju. Dlatego ślepota >wydawała mu się mieć związek z łatwym optymizmem. Ale nie ma ani raju, ani ślepoty a la >Tatarkiewicz. >To on był wierzący? Nie wiedziałem o tym. Ja go nie cytowałem tutaj, tylko relacjonowałem. Całkiem ładnie wykazał nierozstrzygalność sporu i tyle. Nic nie wykazał. Przedstawił swoją tezę, bez żadnego dowodu. [cytat]> >Język jest elementem rzeczywistości, wyewoluował tak samo jak kształt naszych kończyn. Język >zniekszt
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) |
Cytat:> >Język jest elementem rzeczywistości, wyewoluował tak samo jak kształt naszych kończyn. Język >zniekształca rzeczywistość, ale nie jest najbardziej krzywym zwierciadłem z dostępnych na >rynku  > To są twoje opinie,To, że język nie został wymyślony, ale wyewoluował jest faktem niezależnym od twoich, czy moich opinii. Bez tego dzieci nie uczyłyby się instynktownie języka. Cytat:ja uważam, że niewiara a dokładniej ateizm jest rodzajem pasożytowaniem na tworze językowym zwanym religią. Cóż, nie wiem jak u Ciebie, ale dla mnie kamień nie jest ateista, musi istnieć negatywne, wyróżniające odniesienie do religii zmierzające do porzucenia owego wyróżniania i obniżenia jej językowego znaczenia. Ot, powalczyłem o swoje poglądy jako neosceptycyzm vel noesceptyk na przykład tu: kowalczyk.blog.polityka.pl/?p=90#comments> forum.histmag.org/> Ciekawie walczysz, ciekawa rozmowa. Kamień nie jest ateistą, ale jest ateistyczny. Nie ma religijnych kamieni. Ateistyczność kamienia polega na tym, że żaden bóg go nie wyrzeźbił.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | >To, że język nie został wymyślony, ale wyewoluował jest faktem niezależnym od twoich, czy >moich opinii. Bez tego dzieci nie uczyłyby się instynktownie języka. _________________________ Jeśli w biologii istnieją tak słabe związki jak między ewolucyjnie wykształconym aparatem mowy a przedmiotem mowy (który w ogóle pozwolił nam zobiektywizować teorię ewolucji), może nam to w kontekście rozważań egzystencjalnych zwisać. Owszem istnieje element instynktu w nauce języka, ale on sam nie wystarczy. Dziecko bez językowego otoczenia, języka nie wykształci. Zresztą ja się już tu dostatecznie obszernie wypowiadałem, Ty zaś zaczynasz się powtarzać. > Ciekawie walczysz, ciekawa rozmowa. Kamień nie jest ateistą, ale jest ateistyczny. Nie ma >religijnych kamieni. Ateistyczność kamienia polega na tym, że żaden bóg go nie wyrzeźbił.Tak, pojęta ateistyczność wymaga założenia, że ateizm jest słuszny, jak wiesz, ja to założenie odrzucam. Kamienie nie są ateistami, ani nie są ateistyczne, analogicznie nie są religijne. forum.histmag.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | > To, że teoria ewolucji dotyczy osób tworzących dane kultury jest oczywiste. Chodziło mi o >sytuację, w której religijność staje się ważniejsza od tego, co jest naprawdę, a tak się >często dzieje.Nie sądzę, aby z jednej strony istniało "to, co jest na prawdę" a z drugiej "religia". Zwyczajnie "to co jest na prawdę" nie wymusza deterministycznie na nikim takiego podejścia, jakie przyjęto w naszej kulturze - umożliwia np "stagnację". My możemy je na obecnym etapie ocenić pozytywnie, ale absolutyzowanie tej oceny i rzutowanie jej na przyszłość, jest czystą spekulacją i naiwnością. > Na przykład świat islamu, który w średniowieczu świetnie się rozwijał, w czasach nowożytnych >zbyt często stawiał "religijne" przed "rzeczywistym".Albo jeśli chcemy te fakty inaczej opisać, postawił na inne postacie religii niż Europejczycy. Te postacie skłoniły do postaw, które w konsekwencji spowodowały zacofane. Ale zauważ, jego by nie było bez Europy i jej odmiennej drogi rozwoju. > To muzułmanie stworzyli optykę. A jednak w pewnym momencie doszli do wniosku, iż patrzenie >oczami "stworzonymi przez ALlacha" przez soczewkę jest grzechem.Problem polega na tym, że takie poglądy nie są na gruncie teologicznym dobrze uzasadnione, na pewno na gruncie chrześcijańskim można głosić przeciwne... . Chcesz dowodzić, że są one istotą religii a wszystko, co od niej odstaje nieświadomie zmierza ku ateizmowi? Ale wiesz między ateizmem a dowolną "herezją" jest przepaść. > Uważam, że trudna abstrakcja jest lepsza od prostego narkotyku. Niestety (i na szczęście) >rzeczywistość "lubi" trudne abstrakcje (my całkiem niedawno byliśmy bardzo podobni do >szympansów, Ziemię uprawiamy tylko od 10.000 lat). Rządzą nami w dużym stopniu atawizmy >zwierząt zamieszkujących przez 300.000 lat sawannę. Spontaniczne czucie sawanny to coś, co >odczuwamy bez trudu, dalej zaczynają się schody.Nie twierdziłem, że abstrakcje nie są potrzebne, sugerowałem raczej, że nie potrzebne są redukcjonizmy. Zresztą kolejne redukcjonistyczne programy naukowe, przez wzajemną rywalizację, raczej pogłębiają jej pluralizm a nie ograniczają. > Most stoi bez słów.Ale bez słów, nie wiedziałbym, co to jest: "most", "stanie", "bez", nic nie mógłbym powiedzieć, podlegałbym czemuś i nie umiałbym tego w żaden sposób określić, nawet w najbardziej ogólnikowy sposób - który gdy mówię sam się nasuwa. > Ani razu nie napisałem, iż uważam optymizm wobec rzeczywistości za platońską, uniwersalną >ideę. Moja uwaga o optymizmie była podobna do rady jednego rowerzysty udzielonej drugiemu >rowerzyście, a dotyczącej ładnych krajobrazów na rowerowym szlaku.Ok te krajobrazy są ładne z "siebie"? To mi ich piękno udowodnij. Jeśli zaś z tego, co w nas, to masz przykład jak rzeczywistość zależy od nas. > >I tam, to tylko pochodna gramatyki, wyobraź sobie taki język, gdzie nie ma rozróżnienia na >"coś" i "kogoś".[/cytat]> Czasem coś staje się kimś. Zbiór "kogoś" często bywa obszerniejszy niż katalog istot żywych >w otoczeniu.Zgadza się. Kiedyś całkiem dorośli ludzie brali bursztyn za żywy, bo potarty potrafił przyciągać kawałki materiału. Owi dorośli sądzili, że być żywym, znaczy mieć zdolność do ruchu. My jednak mamy inne kryteria bycia kimś niż oni, jasne jest, że dzieci posługują się nimi w niedoskonały sposób. Należy też tu zaważyć, że i my czasem z owego "błędu" korzystamy w: poezji, skrótach myślowych, przez zapomnienie o pierwotnym antropomorficznym źródle danego słowa. Na przykład słowo "prawo" miało ongiś sens ludzki i wewnątrz-ludzki, dopiero potem zostało przeniesione na świat nieożywionej przyrody. Nie znaczy to jednak, abyś musiał uważać, że istnieje jakiś jej prawodawca. > Odbiór rzeczywistości to nie rzeczywistość.Masz odbiór nieistnienia Boga? Bo dla mnie wiara i niewiara jest jedynie sposobem odbioru rzeczywistości, ewentualnie sposobem wyrazu naszego doń stosunku. To, że szaman chcąc deszczu, bije w bębny w porze suchej a nie deszczowej (gdzie bez trudu uzyskałby "techniczny" efekt) świadczy o tym, że w jego wywoływaniu deszczu nie idzie o technikę - gdy o nią idzie, człowiek pierwotny doskonale wie, co ma zrobić, buduje czółno lub szałas. > Nie tylko na forum i nie tylko teoretyczne. Ale co z tego? Jeśli adresujesz swoje >wątpliwości do mnie, to ja się świetnie czuję czytając np. książki biologiczne.Ja też..., chociaż sądzę, że dałoby się popracować nad językiem popularyzacji ewolucji. Bo czasem autorzy sugerują, że istnieje coś takiego jak: dawanie czegoś (genów) komuś, kogo jeszcze nie ma. > Nie łudzenie się co do własnej, w pełni organicznej struktury sprawia mi wyraźną >satysfakcję.Fajnie, tylko, że ja odrzucam to, co uznajesz za prawdę. I mogę powiedzieć, że kierujesz się resentymentem w tym całym pomstowaniu na zaświatyzm. > Nic nie wykazał. Przedstawił swoją tezę, bez żadnego dowodu.Czy odnosimy się do tych samych fragmentów "O szczęściu" W. Tatarkiewicza? Mi się wydaje, że dość klarownie pokazuje ich dialektyzm i nierozstrzygalność, > Celowo użyłem słowa "starzenie" a nie "dorastanie". Można z biegiem czasu ulegać >intelektualnej degradacji, lub rozwojowi - o to mi chodziło.Mi zaś o to, że skoro żeśmy skrytykowali stan "dialogowania ze wszystkim" jako błąd, to wydobycie się z niego jest postępem. Zatem owo niedookreślenie było celowym zabiegiem, mającym na celu uniknięcie wypowiedzenia "pochwały" w odniesieniu do jednego z aspektów religii monoteistycznych. I tylko o to mi chodziło. forum.histmag.org/
|
|
|  | | Kowalski (762 punktów) | >A symbol krzyża? Dlaczego symbolem nie jest bóg zajęty czymś innym? Gdybym bronił Twojej tezy raczej wskazałbym na kluczowe znaczenie Męki dla kanonu Nowego Testamentu -- Bóg jako odkupiciel, przez śmierć i zmartwychwstanie. (Z drugiej strony odkupienie to pozwalało też zerwać z niektórymi, krępującymi prawami Starego Testamentu.) Krzyż nie od razu stał się symbolem chrześcijaństwa, a stał się nim także przez swoją prostotę.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A na czym polega odkupienie? Nie na życiu wiecznym? Posłuchaj sobie tekstu mszy świętej. Poczytaj sobie katechizm. Nawet ryba to symbol życia. I jajko. Są różne symbole. Gwiazdy, księżyce, litery, trójkąty, oczy.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Kowalski (762 punktów) | W komentowanej notce napisałem: "Gdybym bronił Twojej tezy"  To znaczy, że widzę możliwość jej obrony. Tyle, że widzisz (moim zdaniem) chrześcijaństwo zbyt jednoznacznie. Ja mam głębokie wątpliwości, czy można nawet dla dowolnych dwóch wierzących wskazać, że wierzą tak samo i w to samo, a tu chcesz jednego określenia dla religii, która obejmuje ok. 2 miliardów ludzi  Ktoś ładnie powiedział o partiach politycznych, że są 'polifoniczne', to znaczy reprezentują różne wizje, co pozwala się odnaleźć większej liczbie wyborców. Myślę, że to samo dotyczy religii, w tym chrześcijaństwa. Owszem -- dla wielu istotny jest czynnik 'zaświatowy' (jak go nazywasz) i ma on bardzo głębokie uzasadnienie teologiczne. (I nawet zbuntowani teolodzy potrafią się powołać na słowa Jezusa, iż "Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych", dla uzasadnienia swojej, wiary mimo wszystko.) Ale czy każdy chrześcijanin musi być taki? Przecież Jezus naucza także pewnego kanonu etycznego, sposobu rozumienia Starego Testamentu, stara się związać człowieka z Bogiem emocjonalnie... > Są różne symbole. Gwiazdy, księżyce, litery, trójkąty, oczy.Trójkąt i koło są mniej więcej tak proste jak krzyż. Gwiazdy, księżyce, litery, oczy są już bardziej złożone
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Spotkałem tysiące, dziesiątki tysięcy chrześcijan. Osobiście, albo w ich dziełach - książkach, filmach, librettach do utworów sakralnych. Nie spotkałem się nigdy ze zjawiskiem pomijania chuci wiecznego istnienia. I przypuszczam, że ciężko mi się będzie z nim spotkać. Nie przypadkowo piszę tutaj o tym wprost, przeglądają te strony chrześcijanie (jak doskonale wiemy). W każdej chwili ktoś się może wpisać i stwierdzić - "kocham gorąco Boga i nie wierzę w życie wieczne".
Może to brzmi paradoksalnie, przecież krzyż męki i zmartwychwstania jest symbolem tej religii (właśnie, właśnie...), ale wiemy doskonale, że większość współczesnych chrześcijan uważa ich sporą część Biblii należy traktować w formie alegorii, nie dosłownie. Zatem nie jest niczym dziwnym postawa - "kocham gorąco Boga i nie wierzę w życie wieczne". Nie jest niczym dziwnym teoretycznie, gdyż praktycznie...
Zresztą, tylu się wypisywało intelektualistów chrześcijańskich. Powinno być łatwo znaleźć takiego, który nie wierzy w życie wieczne, a nadal jest chrześcijaninem. Albo takiego, dla którego ten element nie jest istotny.
|
|
 | | kognitywista (3391 punktów) | To prawda. Kluczową determinantą jest wychowanie i wczesna indoktrynacja. Do wiary chrześcijańskiej nie dochodzi się drogą egzystencjalnych przemyśleń, dlatego jest ona tak odporna na logiczne argumenty. Gdyby akceptacja takich(elementarnych przecież) absurdów, jak te przedstawione w wątku, świadczyła o kwalifikacjach umysłowych wierzącego, Lemaitre czy Heller nie ukończyliby szkoły podstawowej.
|
|
|  | | zachaj (5239 punktów) | >To prawda. ...świadczyła o kwalifikacjach umysłowych wierzącego, Lemaitre czy Heller nie ukończyliby szkoły podstawowej.
Wyciągasz biednego Hellera , ten koleś to jeden na milion , a wyjątek tylko potwierdza regułę. Tu niema z czym polemizować , 80% największych naukowców to ateiści.
|
|
| |  | | Logik (812 punktów) | Na forum racjonalistów nie ILOŚĆ a JAKOŚĆ argumentów powinna być istotna. Powoływanie się na ilość w ogóle nie powinno mieć miejsca ...
Ponadto zwracam uwagę na fakt, że większość naukowców (jako naukowców rozumiem wyłącznie przedstawicieli nauk ścisłych i przyrodniczych, a nie jakichś "psychologów" itp.) to nie "ateiści" tylko AGNOSTYCY ...
... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
|
|
| | |  | 3 na 3 | Marian (5438 punktów) | > Ponadto zwracam uwagę na fakt, że większość naukowców [...] to nie "ateiści" tylko AGNOSTYCY ... Piszesz tak, jakby te terminy się wykluczały. Większość naukowców, przynajmniej członków Narodowej Akademii Nauk w USA, to jednocześnie ateiści (nie wierzą w osobowego boga) i agnostycy (nie wierzą w możliwość zdobycia wiedzy na temat bytów nadnaturalnych). Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
| |  | | kognitywista (3391 punktów) | Oj, bo się nam wątek przekręca w niezdrową licytację. Heller był tylko przykładem na to, że jeden umysł jest w stanie pomieścić i niełatwą wiedzę kosmologiczną (z pewnym wkładem własnym w postaci badań nad nielokalnością) i zdyscyplinowanie naukowca ... i ewidentne logiczne absurdy na poziomie przedszkola. Religia jest zjawiskiem psychologiczno-społecznym a nie poglądem.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale potrzebna jest marchewka, aby ktoś doznawał rozdwojenia jaźni dla potrzeb swoich wierzeń. Tą marchewką są zaświaty. Liturgia chrześcijańska absolutnie tego nie ukrywa. A ile jest w niej na temat wspaniałości boga (tak na przykład jak w hinduizmie)? Praktycznie nic. Nie mówi się o pięknych oczach Jezusa, o jego lotosowych stopach etc. Ja nic do tego nie mam, jestem ateistą, ale teizm, który zachwyca się pięknem zmyślonego boga mniej mnie razi (aczkolwiek razi) niż brutalny zaświatowy deal, gdzie bóg jest tylko podpórką dla chuci wiecznego istnienia.
|
|
| | | |  | | kognitywista (3391 punktów) | Nie jestem pewny, czy hinduizm byłby pociągający bez błogiej nirwany. Przypominam też o niepokojącej opcji piekła. Nie wierząc znikam. Wierząc (i zakładając moc sprawczą myślenia życzeniowego) trafiam do nieba lub do piekła. Te warianty się co najmniej równoważą. Nie wiem, czy marchewka w sprzedaży wiązanej z kijem-samobijem to kusząca oferta.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nigdzie nie pisałem, że nirwana nie jest pokusą dla buddystów (hinduistom nic do tego - mają mokszę).
Wydaje mi się, że współcześni chrześcijanie nie boją się piekła, często w nie nie wierzą, albo robią jak Bułchakow, który w narkotycznym i rozmodlonym "Mistrzu i Małgorzacie" stworzył sobie takie nowoczesne i modne parachrześcijaństwo z hotelikiem rzecz jasna. Współcześni chrześcijanie chcą przeżyć własną śmierć i żyć dalej. Starają się wierzyć w wiarę.
|
|
1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | Widoczny rozdźwięk pomiędzy z jednej strony pogardą dla doczesności, a oczywistą gonitwą za ziemskimi mamonami przez kler można obserwować już od czasów Konstantyna, kiedy nastąpił ostateczny ożenek władzy nad duszyczkami z władzą nad kieszenią. Potem już było coraz gorzej.
Pewnym postępem był Protestantyzm, który próbował zerwać z tą dychotomią poprzez większe skupienie się na sprawach tego świata, wyzbywając się świecidełek i blichtru i mniejszy nacisk kładąc na życie wieczne. Jednak KK nadal wynosi cierpienie i ubóstwo do rangi cnoty. Kościół nie uczy jak z nimi walczyć, ale jak z nich czerpać masochistyczną przyjemność z nadzieją na lepsze życie "tam". Należy ciągle przypominać o śmierci i marności tego świata, bo wtedy ludek potulniejszy i skupi się bardziej na sprawach duchowych - czytaj chętniej się rozstanie z groszem na rzecz swoich pasterzy.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Owszem, lecz przypuszczam, iż większość księży bezgranicznie podziela chuć wiecznego istnienia swoich owieczek. A owieczki żądają nadzieji na zaświaty. Dobrze by było, gdyby większość kleru była tylko cynicznymi politykami, gdyż wtedy opium marki "Chrystus" miałoby szansę odejść do lamusa historii. Niestety, cieszy się ogromnym wzięciem i wśród pasterzy i wśród bydła.
|
|
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów) (zablokowany) | >Jej jedynym celem jest pozostawanie przekonanym o własnej nieśmiertelności
Gdy Pan spróbuje wyobrazić stan w którym Pan nie istnieje to Pan zrozumie czym jest ta "mityczna" dla niektórych umysłów nieśmiertelność.
|
|
 | | Humanożerca (481 punktów) | > >Jej jedynym celem jest pozostawanie przekonanym o własnej nieśmiertelności> Gdy Pan spróbuje wyobrazić stan w którym Pan nie istnieje to Pan zrozumie czym jest ta >"mityczna" dla niektórych umysłów nieśmiertelność.Niestety tego się nie da wyobrazić, mogę sobie wyobrazić, że znika po kolei wszystko wokół mnie ale pozostaję ja. Mogę wyobrazić sobie, że znikam, rozpuszczam się w świecie, ale nie mogę sobie wyobrazić jednego i drugiego na raz! Nawet jeśli takie wyobrażenie jest dostępne nie da się przełożyć na język zobiektywizowanego doświadczenia. forum.histmag.org/
|
|
|  | Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów) (zablokowany) |
>nie da się przełożyć na język zobiektywizowanego doświadczenia
Czyli istnieje JA które obiektywnie przecież JEST,bo z doświadczenia niemożliwe jest NIE ISTNIENIE.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Można sobie wyobrazić "nie wprost". Czytając na przykład o Napoleonie i otaczającym go środowisku społeczno - przyrodniczym. Jest sobie historia, która była przed nami, a nas wtedy nie było. Napoleon i wszyscy nasi praprzodkowie radzili sobie świetnie bez naszej obecności, tak samo jak będą to czynić nasi prawnukowie. Stan, kiedy nas nie ma istnieje dla innych, lecz nie dla nas.
|
|
| LadyTilly (613 punktów) | Czy w ogóle istnieje religia, która by nie obiecywała czegokolwiek co "działoby" się po śmierci? chyba nie. Generalnie wynika to z tego, że ludzi nie mogą pogodzić się z myślą, że umrą, że śmierć wiąże się z końcem, że śmierć jest przeciwieństwem życia.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bywają takie religia i bywały. U Homera to co się dzieje po śmierci to tylko poetycki cień zjawiający się na chwilę i znikający w mroku. Piszę o Homerze, bo to ważna postać dla kultury europejskiej.
Obecnie w większości religii są zaświaty. Ja zauważam tu tylko, iż w chrześcijaństwie bóg jest dodatkiem do zaświatów. Żeby coś napisać, potrzebny jest papier. Chrześcijański bóg jest takim papierem dla "jego" wiernych. Istnieje głównie w formie obietnicy zmartwychwstania.
|
|
1 na 1 | SceptykPL (2 punktów) | Jeżeli to nie jest rażącym naruszeniem zasad obowiązujących na niniejszym portalu, to pragnę zamieścić link do debaty, jaka miała miejsce jakiś czas temu w Collegu New Jersey pomiędzy Dr Frankiem Turkiem a Christopherem Hitchensem. Pojawia się w niej wiele wątków będących, jak mniemam, dodatkiem do tej dyskusji. Tłumaczenia dokonałem sam - dalsze części (w sumie 14) w przygotowaniu. Życzę miłego oglądania i czekam na komentarze. www.youtube.com/watch?v=NDl_AYfdEQA
|
|
| stonehenge (103 punktów) | >Nie tędy droga. >Chrześcijanie nie są teistami, lecz zaświatowcami.
Na czym polega w takim razie teizm, wg pana?
>Ich głównym celem jest gwarancja przeżycia >własnej śmierci.
To nie gwarancja, ale przekonanie (ale przecież też nie pewność) iż na tym wszystkim się jednak nie kończy. Jest to związane z wiarą w istnienie stwórcy, Boga. Człowiek wierzy w Boga nie dlatego iż ten mu coś obiecał, albo zagwarantował. Jeśli nie wierzy to przecież też nie dlatego iż Bóg mu czegoś nie zagwarantował itd. Można wierzyć, albo nie wierzyć. Jedno i drugie od czego zależy?
>Msza święta nie >polega na wychwalaniu boga, lecz na powtarzaniu misterium śmierci i zmartwychwstania.
Rzecz w tym iż polega na jednym i na drugim. Ale nie boga, tylko Boga. Bóg nie jest imieniem na tej samej zasadzie co Jacek. Jest jednak określeniem o znaczeniu osobowym. To też warto zrozumieć.
>Najważniejszym >świętem chrześcijańskim jest Wielkanoc, którą kończy dzień zmartwychwstania.
Zgadza się.
>Gdy zapytać >chrześcijanina, czy wierzyłby w Jezusa Chrystusa, gdyby ten nie gwarantował mu życia po śmierci, >odpowiedź będzie brzmiała "nie".
Jakie to ma znaczenie? Przecież i tak nie wierzysz. Mam więc rozumieć iż dostałeś mniejsze gwarancje niż inni? I dlatego nie wierzysz?
>Nie znajdziecie ani jednego chrześcijanina, który skłonny byłby >wielbić boga nie gwarantującego mu życia po śmierci.
Już powiedziałem: jak znajdziesz mi jednego ateistę, który ma gwarancję iż nie ma żadnego życia po śmierci, żadnego Boga itd., będziesz mógł zadawać podobne pytania wierzącym.
>Dlatego nie warto zastanawiać się nad logiką >tej wiary. Jej jedynym celem jest pozostawanie przekonanym o własnej nieśmiertelności.
Dlatego nie warto zastanawiać się nad logiką tej niewiary. Jej jedynym celem jest pozostawanie przekonanym o własnej śmiertelności.
>Nieraz za >cenę cierpienia zadawanego innym ludziom - heretykom, innowiercom etc.
Z całym szacunkiem, ale zadających cierpienie innym ludziom jest tyle samo wśród wierzących co i niewierzących. Po drugie to chrześcijanie od początku najczęściej padali ofiarą fanatyzmu. Również niewierzących. No chyba że wśród niewierzących nie ma fanatyków. Są jak najbardziej. Mają własne idee, którymi próbują "zmieniać", "ulepszać" świat. Często te idee stały w sprzeczności z wiarą w ogóle, albo jakąś konkretną. To są rzeczy, których w zasadzie nie trzeba wyjaśniać nikomu. Oczywiście nikomu mającemu uczciwe, obiektywne, a nie jakieś pokręcone, wynikające z celowej ignorancji pewnych stron i spraw, podejście.
nemo sine vitiis est
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Słowo "bóg" jest rzeczownikiem pospolitym. Gdyby słownik zalecał pisownię "Bogowie", a nie "bogowie" należałoby pisać słowo "Bóg" wielką literą. Ale tak nie jest. Słownik pisali ludzie uznający tylko jedną religię. Nie będę ich wspierał w tej nieuczciwości (słownika używają wyznawcy wielu religii, w tym ateiści).
Powtórzę - głównym symbolem chrześcijaństwa jest symbol męki i zmartwychwstania. Głównym elementem mszy jest obietnica życia wiecznego. Inne teizmy nie eksponują aż tak bardzo zaświatów i nadziei na nie. Jeśli nie zgadzasz się z tym co piszę, to zapoznaj się z treścią mszy.
|
|
 | | drHaust (737 punktów) |
>>Ich głównym celem jest gwarancja przeżycia >>własnej śmierci. >To nie gwarancja, ale przekonanie (ale przecież też nie pewność) iż na tym wszystkim się jednak nie kończy. Jest to związane z wiarą w istnienie stwórcy, Boga. zaczęło sie nieźle... >Człowiek wierzy w Boga nie dlatego iż ten mu coś obiecał, albo zagwarantował. ho ho - a to "przekonanie" to nie jest towarem w tej transakcji? coś dużo gorszego od "gwarancji" - to kupczenie czystą złudą... dopalaczem? emocjonalnym? warto być w kościele dla życia po śmierci... a dlaczego nie tylko dla zwykłego bezinteresownego dobra?
>Jeśli nie wierzy to przecież też nie dlatego iż Bóg mu czegoś nie zagwarantował itd. a dlaczego nie? a może tak gwarancja uczciwości?
>Można wierzyć, albo nie wierzyć. Jedno i drugie od czego zależy? od tego na jakich księży się trafi. Jak na dobrych i uczciwych - szansa na wiarę duża. Kłopot w tym, że co jakiś czas wylewają dziecko z kąpielą... na chwalę pana... Ciekawe, że w kraju w którym indoktrynacja religijna jest od kolebki - tak wiele osób jednak myśli inaczej. A co by było gdyby indoktrynacja religijna była dozwolona od 21 roku życia?
Dla Ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
|
|
| ELOELO (-34 punktów) | > Chrześcijanie nie są teistami, lecz zaświatowcami. Ich głównym celem jest gwarancja przeżyciaNie celem tylko jedną z obietnic danych człowiekowi. To jest dar- życia wiecznego, dla kaźdego kto uwierzy w Jezusa Chrystusa. > własnej śmierci. Bóg służy im za gwaranta umowy. Nie chodzi im o miłość do Jahwe, Jezusa etc. ChcąO miłość teź chodzi, bo to przecieź Bóg jest miłością. > żyć po zgonie. Stąd absurdalność ukrzyżowania i jego naczelne miejsce w liturgii. Msza święta nie> polega na wychwalaniu boga, lecz na powtarzaniu misterium śmierci i zmartwychwstania. Najważniejszym> świętem chrześcijańskim jest Wielkanoc, którą kończy dzień zmartwychwstania. Gdy zapytaćNie wszyscy chrześcijanie tak czynią, chyba tylko pseudochrześć... > chrześcijanina, czy wierzyłby w Jezusa Chrystusa, gdyby ten nie gwarantował mu życia po śmierci,Trudno powiedzieć co by było gdyby,... Kiedy Bóg obiecuje życie wieczne. > odpowiedź będzie brzmiała "nie". Nie znajdziecie ani jednego chrześcijanina, który skłonny byłby> wielbić boga nie gwarantującego mu życia po śmierci. Dlatego nie warto zastanawiać się nad logiką> tej wiary. Jej jedynym celem jest pozostawanie przekonanym o własnej nieśmiertelności. Nieraz za> cenę cierpienia zadawanego innym ludziom - heretykom, innowiercom etc.Takie rzeczy czynią tylko pseudochrześcijanie Cytat:
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Możliwe, możliwe, ale dlaczego msza tak bardzo się uczepiła tego jednego daru? I gdzie hymny do piękna Jezusa nie mające nic wspólnego ze śmiercią i zmartwychwstaniem? Pewnie jakieś się znajdą, ale na ile są popularne wobec tych handlowych?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|