 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-09-2012 10:00 | slavec2723 (1 punktów) | Kant - śady aprioryczne | Witam. Mam jedno małe pytanie. Czy ktoś może mi przytoczyć w jaki sposób Immanuel Kant w "Krytyce czystego rozumu" wywiódł, że suma kątów trójkąta (geometria Euklidesa) ma zawsze 180 stopni? Dla niego był to przykład na wiedzę aprioryczną, nie wymagającą doświadczenia. Szukam tego i szukam, a nigdzie nie mogę znaleźć. Będę bardzo wdzięczny za pomoc. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | Dokładnego wywodu nie pamiętam, ale chodziło o to, suma kątów w trójkącie ma zawsze 180 stopni, bo to wynika z samej definicji trójkąta. Nie trzeba korzystać z doświadczenia, żeby to wiedzieć, bo wiedza ta wynika z analizy definicji trójkąta. Dlatego jest to wiedza aprioryczna.
|
|
 | | confessus (324 punktów) | >suma kątów w trójkącie ma zawsze 180 stopni, bo to wynika z samej definicji trójkąta. Nie trzeba korzystać z doświadczenia, żeby to wiedzieć, bo wiedza ta wynika z analizy definicji trójkąta.
Zakładam, że streściłeś poprawnie ideę wywodu Kanta. A jeśli u Kanta ten wywód właśnie tak wygląda, to jest to przykład naukowego bełkotu. Owszem, z doświadczenia korzystać nie trzeba, dedukcja wystarczy. Ale dedukcja poprawna i oparta na odpowiednio sformalizowanych przesłankach a nie na intuicji i przekonaniu, że nie może być inaczej, niż mi się wydaje.
|
|
5 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > w jaki sposób Immanuel Kant w "Krytyce czystego rozumu" wywiódł, że suma kątów trójkąta (geometria Euklidesa) ma zawsze 180 stopni? Dla niego był to przykład na wiedzę aprioryczną, nie wymagającą doświadczenia.
Nie warto szukać bo taki wywód jest niewątpliwie błędny. Dziś znamy geometrie nieeuklidesowe, w których suma kątów w trójkącie różni się od 180 stopni.
O ile mi wiadomo, nie ma wiedzy całkowicie apriorycznej. W najlepszym razie może to być wrodzona wiedza, zakodowana w strukturach naszych mózgów przez pokolenia ewolucji naturalnej. Taką wiedzę nazywamy intuicją lub zdrowym rozsądkiem.
|
|
 | 1 na 1 Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | >> w jaki sposób Immanuel Kant w "Krytyce czystego rozumu" wywiódł, że suma kątów trójkąta (geometria Euklidesa) ma zawsze 180 stopni? Dla niego był to przykład na wiedzę aprioryczną, nie wymagającą doświadczenia. >Nie warto szukać bo taki wywód jest niewątpliwie błędny. Dziś znamy geometrie nieeuklidesowe, w których suma kątów w trójkącie różni się od 180 stopni.
Niewątpliwie jest poprawny. Wtedy też znali takie krzywoliniowe 'trójkąty', których właściwości nie podważają twierdzeń dla figur płaskich.
|
|
|  | 1 na 1 | confessus (324 punktów) | >Niewątpliwie jest poprawny.
A skąd masz pewność, że poprawny? Bo tezę uważasz za poprawną? Implikacja "Jeśli kogut znosi jaja, to krowa ma duszę" też jest poprawna.
>Wtedy też znali takie krzywoliniowe 'trójkąty', których właściwości nie podważają twierdzeń dla figur płaskich.
Owszem, w czasach Kanta znali takie trójkąty, ale służyły one wtedy do dyskredytowania pomysłów z geometriami nieuklidesowymi. Podważały bowiem powszechnie znane twierdzenia dla figur płaskich. Np. twierdzenie o przecinaniu się środkowych trójkąta, twierdzenie o istnieniu okręgu opisanego na dowolnym trójkącie albo twierdzenie o istnieniu trójkątów podobnych ale nieprzystających itd. A ponieważ tak skutecznie podważały "oczywiste" twierdzenia, więc uznawano te trójkąty za "niemożliwe" , zaś geometrię euklidesową za jedyną możliwą.
|
|
| |  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | >A skąd masz pewność, że poprawny? Bo tezę uważasz za poprawną? Implikacja "Jeśli kogut znosi jaja, to krowa ma duszę" też jest poprawna.
Każdy to wie ale niektórzy chcą się popisać oryginalnością, więc stale powtarzają różne zasłyszane rewelacje.
>>Wtedy też znali takie krzywoliniowe 'trójkąty', których właściwości nie podważają twierdzeń dla figur płaskich. >Owszem, w czasach Kanta znali takie trójkąty, ale służyły one wtedy do dyskredytowania pomysłów z geometriami nieuklidesowymi. Podważały bowiem powszechnie znane twierdzenia dla figur płaskich. Np. twierdzenie o przecinaniu się środkowych trójkąta, twierdzenie o istnieniu okręgu opisanego na dowolnym trójkącie albo twierdzenie o istnieniu trójkątów podobnych ale nieprzystających itd. A ponieważ tak skutecznie podważały "oczywiste" twierdzenia, więc uznawano te trójkąty za "niemożliwe" , zaś geometrię euklidesową za jedyną możliwą.
Normalnie obliczasz te figury z linii geodezyjnych i nie potrzeba tego nazywać nową geometrią... ponieważ tu nie ma nic nowego.
|
|
| | |  | | confessus (324 punktów) | >Każdy to wie Ciekawe podejście. Jeśli ktoś przeprowadzi rozumowanie, w którym popełni 20 błędów rachunkowych, powoła się na 10 nieistniejących twierdzeń, po drodze zrobi 5 błędów logicznych (np. powoła się na jakieś twierdzenie, ale zamienią się mu założenie z tezą, albo pomylą się mu kwantyfikatory, albo źle zastosuje prawa de Morgana) a na końcu triumfalnie ogłosi tezę: 2+2=4, to Ty uznasz taki wywód za poprawny?? Bo przecież z końcową tezą się zgadzasz? A potem skomentujesz, że w zasadzie po co tego dowodzić, skoro każdy to wie?
>ale niektórzy chcą się popisać oryginalnością, więc stale powtarzają różne zasłyszane rewelacje. Ja jestem oryginalny? Ja tylko powtarzam jak papuga coś, co jest pisane od 200 lat we wszystkich źródłach traktujących o geometrii (od publikacji naukowych do popularnych tygodników). Oryginalny jesteś Ty ( a raczej bardzo starasz się).
>nie potrzeba tego nazywać nową geometrią... ponieważ tu nie ma nic nowego. Ano nie trzeba. W ogóle nic nie trzeba. Wystarczy umiejętność liczenia owiec w stadzie albo przeliczania włók na morgi.
|
|
| | | |  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | >Ciekawe podejście. Jeśli ktoś przeprowadzi rozumowanie, w którym popełni 20 błędów rachunkowych, powoła się na 10 nieistniejących twierdzeń, po drodze zrobi 5 błędów logicznych (np. powoła się na jakieś twierdzenie, ale zamienią się mu założenie z tezą, albo pomylą się mu kwantyfikatory, albo źle zastosuje prawa de Morgana) a na końcu triumfalnie ogłosi tezę: 2+2=4, to Ty uznasz taki wywód za poprawny?? Bo przecież z końcową tezą się zgadzasz? A potem skomentujesz, że w zasadzie po co tego dowodzić, skoro każdy to wie?
Często tak obliczają w QM - słynne słowa: 'licz i nie myśl', a potem Feynman jeszcze dolewał oliwy do ognia.
Z tym że w QM próbują takimi metodami udowadniać również coś takiego: 2 + 2 = 5; ponieważ te nierówności Bella są arytmetycznymi tautologiami.
>Ja jestem oryginalny? Ja tylko powtarzam jak papuga coś, co jest pisane od 200 lat we wszystkich źródłach traktujących o geometrii (od publikacji naukowych do popularnych tygodników). Oryginalny jesteś Ty ( a raczej bardzo starasz się).
Najwyraźniej nie czytałeś wszystkich prac na ten temat, lecz tylko te popularne, o ile nie populistyczne.
Są formalne dowody, że nawet gdyby istniały te nieeuklidesowa przestrzenie (pokrzywione jakoś wsobnie) byłaby one i tak równoważne z normalnymi (hiper)przestrzeniami i odpowiednio zanurzonymi (jak sfera w 3D).
Krzywizna wewnętrzna (rozumiana jako cecha własna przestrzeni - niezależna od zanurzenia) jest de facto 6-tym postulatem, czyli nadmiarowym i zbytecznym - teorie budujemy na minimalnym zbiorze postulatów.
|
|
 | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) | >O ile mi wiadomo, nie ma wiedzy całkowicie apriorycznej.
A priori znaczy "przed doświadczeniem". Rozumie się przez to, ze można pewne rzeczy wiedzieć bez pomocy przeprowadzonego doświadczenia. Przykładowo nie potrzebny nam jest eksperyment, żeby wiedzieć, że nie istnieje największa liczba naturalna.
Oczywiście - żeby nie było nieporozumień - nie istnieje wiedza bez żadnej domieszki konwencjonalności (oczywiście o konwencjonalności sam Kant nic nie mówił), jednak gdy przyjmiemy pewny system i reguły (np. algebrę), to możemy do pewnych rzeczy w ramach tego systemu dochodzić bez pomocy eksperymentu (np. że nigdy się nie doliczy do największej liczby naturalnej).
|
|
|  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | >> O ile mi wiadomo, nie ma wiedzy całkowicie apriorycznej. > A priori znaczy "przed doświadczeniem".
Zgadza się.
> Rozumie się przez to, ze można pewne rzeczy wiedzieć bez pomocy przeprowadzonego doświadczenia.
Właśnie to kwestionuję.
> Przykładowo nie potrzebny nam jest eksperyment, żeby wiedzieć, że nie istnieje największa liczba naturalna.
A potem robimy eksperyment, a tu klops: nieskończoności nie istnieją w świecie rzeczywistym i abstrakcja nieskończonego ciągu liczb naturalnych okazuje się tylko fikcją świata platonicznego. W moim rozumieniu hipotetyczną wiedzę aprioryczną należy konfrontować ze światem rzeczywistym, a nie platonicznym.
> [...] gdy przyjmiemy pewny system i reguły (np. algebrę), to możemy do pewnych rzeczy w ramach tego systemu dochodzić bez pomocy eksperymentu (np. że nigdy się nie doliczy do największej liczby naturalnej).
Tak, ale to jest wciąż tylko konstrukcja myślowa, która może ale nie musi pasować do świata rzeczywistego. Ponadto zwróć uwagę na te założenia, które zawsze są tak dobierane aby były "oczywiste". Skąd się ta ich oczywistość bierze? Ano stąd, że już wielokrotnie sprawdziliśmy ich poprawność w doświadczeniu zanim ich użyliśmy jako punktu wyjścia.
Podobnie jest z regułami wnioskowania, które prowadzą nas od założeń do rzekomej wiedzy a priori. Zostały one wbudowane w strukturę naszych mózgów przez ewolucję naturalną, która przez doświadczenia pokoleń eliminowała błędne metody.
Zarówno założenia jak i "czysty rozum" niosą w sobie ogromny bagaż doświadczenia. Wątpię, czy Kant zdawał sobie z tego sprawę.
|
|
| |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | > >A potem robimy eksperyment, a tu klops: nieskończoności nie istnieją w świecie rzeczywistym i abstrakcja nieskończonego ciągu liczb naturalnych okazuje się tylko fikcją świata platonicznego. W moim rozumieniu hipotetyczną wiedzę aprioryczną należy konfrontować ze światem rzeczywistym, a nie platonicznym.
Na tej samej zasadzie logika jest bezsensownym, platonizującym tworem, bo dotyczy reguł procesu poprawnego wnioskowania w świecie ludzkich słów, a nie w "świecie rzeczywistym" (w końcu nie znajdujemy słów pod mikroskopem). Ponadto nie wiem jak mielibyśmy konfrontować założenie nieistnienia największej liczby naturalnej z "światem rzeczywistym". Pan zdaje się zakładać, że liczba 1 to to samo co jedno krzesło, jeden kamień, a nie myślowy sposób porządkowania przedmiotów doświadczenia (nawet nie tylko porządkowania, ale i także wyodrębniania ze strumienia wrażeń). Nie ma znaczenia, czy istnieje nieskończona ilość kwarków czy też nie, żeby stwierdzić, że w ramach algebry nie istnieje największa liczba naturalna.
>> [...] gdy przyjmiemy pewny system i reguły (np. algebrę), to możemy do pewnych rzeczy w ramach tego systemu dochodzić bez pomocy eksperymentu (np. że nigdy się nie doliczy do największej liczby naturalnej). >Tak, ale to jest wciąż tylko konstrukcja myślowa, która może ale nie musi pasować do świata rzeczywistego.
Do końca nie wiem na czym to "pasowanie" miałoby polegać. Z jednej strony mamy świat myśli, z drugiej strumień doświadczenia. To nie jest tak, że mamy czyste doświadczenie, niczym niezapośredniczone, które narzuca się konstrukcji myślowej. Raczej oddziaływanie idzie z obu stron, nie mamy nigdy niezapośredniczającego dostępu do "czystego doświadczenia", (tudzież: "świata rzeczywistego"). Ten problem "pasowania" to problem klasycznej teorii prawdy.
>Ponadto zwróć uwagę na te założenia, które zawsze są tak dobierane aby były "oczywiste". Skąd się ta ich oczywistość bierze? Ano stąd, że już wielokrotnie sprawdziliśmy ich poprawność w doświadczeniu zanim ich użyliśmy jako punktu wyjścia.
Nie wiem w jaki sposób sprawdziliśmy nie istnienie największej liczby naturalnej w doświadczeniu. Proszę mnie oświecić.
>Podobnie jest z regułami wnioskowania, które prowadzą nas od założeń do rzekomej wiedzy a priori. Zostały one wbudowane w strukturę naszych mózgów przez ewolucję naturalną, która przez doświadczenia pokoleń eliminowała błędne metody. >Zarówno założenia jak i "czysty rozum" niosą w sobie ogromny bagaż doświadczenia. Wątpię, czy Kant zdawał sobie z tego sprawę.
Błędnie utożsamił Pan kontekst odkrycia z kontekstem uzasadnienia, a to nie jest to samo.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Na tej samej zasadzie logika jest bezsensownym, platonizującym tworem, bo dotyczy reguł procesu poprawnego wnioskowania w świecie ludzkich słów, a nie w "świecie rzeczywistym".
Jak na mój gust, to jest to w dużym stopniu prawdą: matematyka to tylko tautologie. Ale nie jest bezsensowna, bo struktura niektórych z tych tautologii odpowiada rzeczywistym strukturom.
>Nie wiem w jaki sposób sprawdziliśmy nie istnienie największej liczby naturalnej w doświadczeniu. Proszę mnie oświecić.
Nie stwierdziliśmy, bo twierdzenie o nieistnieniu takiej liczby, choć poprawne matematycznie, nie sprawdza się w praktyce: każdy konkretny zbiór ma skończoną liczbę elementów.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>> Nie wiem w jaki sposób sprawdziliśmy nie istnienie największej liczby naturalnej w doświadczeniu. Proszę mnie oświecić.
>Nie stwierdziliśmy, bo twierdzenie o nieistnieniu takiej liczby, choć poprawne matematycznie, nie sprawdza się w praktyce: każdy konkretny zbiór ma skończoną liczbę elementów.
Zupełnie nie chwyciłem tego argumentu. Nieistnienie największej liczby naturalnej jest oczywiste zarówno z formalno-matematycznego, jak i z intuicyjnego (zdroworozsądkowego) punktu widzenia. To, co konstytuuje liczby naturalne, to możliwość dodania jedynki do każdej możliwej liczby. Tymczasem, gdyby istniała liczba największa, to nie istniałaby liczba o jeden od niej większa; a więc do czegoś nie wolno byłoby jedynki dodać, co przeczy definicji liczby naturalnej.
To prawda, że każdy konkretny (tj. - jak rozumiem - materialny) zbiór jest skończony, ale to nie przeczy idei nieograniczoności, ponieważ zarazem dla każdego konkretnego zbioru istnieje inny zbiór od niego większy, a również konkretny. Można się spierać co do akceptowalności pojęcia nieskończoność, ale trudno się spierać co do pojęcia nieograniczoność. A przecież to właśnie pojęcie (nie pojęcie nieskończoności) dobrze ilustruje konstrukcja zbioru liczb naturalnych. Zresztą nieograniczony jest też zbiór różnych zdań, jakie człowiek jest w stanie skonstruować ze skończonej ilości słów.
Czy może czegoś w Twojej wypowiedzi nie zrozumiałem? *
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > >> Nie wiem w jaki sposób sprawdziliśmy nie istnienie największej liczby naturalnej w doświadczeniu.> > Nie stwierdziliśmy, bo twierdzenie o nieistnieniu takiej liczby, choć poprawne matematycznie, nie sprawdza się w praktyce: każdy konkretny zbiór ma skończoną liczbę elementów.> [...] Czy może czegoś w Twojej wypowiedzi nie zrozumiałem?Wygląda na to, że zrozumiałeś, oprócz odmiennego pojmowania co to znaczy "istnieć". > Zupełnie nie chwyciłem tego argumentu. Nieistnienie największej liczby naturalnej jest oczywiste zarówno z formalno-matematycznego, jak i z intuicyjnego (zdroworozsądkowego) punktu widzenia.Mówisz o "istnieniu liczby" jako "istnieniu idei pewnej liczby". Dla mnie "istnienie" musi odnosić się do świata rzeczywistego. Idee obiektów matematycznych istnieją tylko jako konstrukcje umysłowe. Platon się mylił. > To prawda, że każdy konkretny (tj. - jak rozumiem - materialny) zbiór jest skończony, ale to nie przeczy idei nieograniczoności, ponieważ zarazem dla każdego konkretnego zbioru istnieje inny zbiór od niego większy, a również konkretny.Rozważając potencjalne zbiory zamiast tylko rzeczywistych, opuszczasz rzeczywistości na rzecz świata idei. Jak się zapytam: "Ile mam ołówków w szufladzie biurka, przy którym teraz siedzę?", to odpowiedź jest: "Trzy" i żadnych nieskończoności ani nieograniczoności tu nie ma. Branie świata idei za świat rzeczywisty to coś więcej niż tylko kwestia definicji słów. Na tej pomyłce opierają się niemal wszystkie religie. Podobnie jak Platon głoszą one, że to świat idei jest tym "prawdziwym" światem, a nasza codzienna rzeczywistość jest jedynie jego namiastką. Wbudowanie tej pomyłki w teologię jest niezbędne - stąd moje podejrzenia co do przyczyn tego wątku.
|
|
| | | | | |  | | Grimar (1210 punktów) |
> Mówisz o "istnieniu liczby" jako "istnieniu idei pewnej liczby". Dla mnie "istnienie" musi odnosić się do świata rzeczywistego. Idee obiektów matematycznych istnieją tylko jako konstrukcje umysłowe. Platon się mylił.Nie trzeba być realistą w sporze o uniwersalia, aby dochodzić do spójnych wniosków, gdy już przyjmiesz reguły matematyczne (nie ważne czy są konstruktem umysłu, czy "zamieszkują" inny, logiczny świat). Poza ty bardzo zawężasz termin "istnienie" i dlatego się nie dogadujemy. > Rozważając potencjalne zbiory zamiast tylko rzeczywistych, opuszczasz rzeczywistości na rzecz świata ideiTrochę nie bardzo wyobrażam sobie jak mielibyśmy rozważać zbiory rzeczywiste bez abstrakcji w postaci reguł matematycznych, które wyznaczają potencjalności i mówią, co w ramach danej matematyki jest uprawnione a co nie. I nie trzeba tu wierzyć w jakąś platońską, twardą ontyczność matematyki
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Poza ty bardzo zawężasz termin "istnienie" i dlatego się nie dogadujemy.
Tak, tu jest kość niezgody. Ale z mojego puntu widzenia, to Ty nadmiernie rozszerzasz pojęcie istnienia.
Doskonale rozumiem Twoje stanowisko. Chyba większość matematyków jest platonistami (włącznie z tymi, którzy nie wiedzą co to słowo znaczy). No ale ja jestem fizykiem.
|
|
| | | | | | | |  | | Grimar (1210 punktów) | >> Poza ty bardzo zawężasz termin "istnienie" i dlatego się nie dogadujemy. >Tak, tu jest kość niezgody. Ale z mojego puntu widzenia, to Ty nadmiernie rozszerzasz pojęcie istnienia. >Doskonale rozumiem Twoje stanowisko. Chyba większość matematyków jest platonistami (włącznie z tymi, którzy nie wiedzą co to słowo znaczy). No ale ja jestem fizykiem. >
Moje stanowisko nie jest platoniczne i wiem co platonizm znaczy. Jesteś fizykiem, natomiast dyskusja jest filozoficzna, bo dotyczy zarówno ontologii jak i epistemologii.
|
|
| | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > Branie świata idei za świat rzeczywisty to coś więcej niż tylko kwestia definicji słów. Na tej pomyłce opierają się niemal wszystkie religie. Podobnie jak Platon głoszą one, że to świat idei jest tym "prawdziwym" światem, a nasza codzienna rzeczywistość jest jedynie jego namiastką. Wbudowanie tej pomyłki w teologię jest niezbędne - stąd moje podejrzenia co do przyczyn tego wątku.> Postawiłem + za próbę wyjaśnienia co to znaczy, że idee istnieją. I dostrzeżenie, że "istnienie" liczb ma wiele wspólnego z "istnieniem" Boga. Zresztą boski charakter matematyki był już postulowany od dawna. Ale jeszcze bardziej spodobał mi się manifest neo-neo-platonizmu który świat Platońskich idei umiejscawia w naszych umysłach. Przyznaję, że sam stałem się wyznawcą tego neo-kierunku filozoficznego. Ciekaw jestem, czy pojawi się więcej zwolenników .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | confessus (324 punktów) | Jeśli można się wtrącić...
>To, co konstytuuje liczby naturalne, to możliwość dodania jedynki do każdej możliwej liczby. Dodawanie jedynki do dowolnej liczby naturalnej jest pojęciem-czynnością abstrakcyjną. Nie można jej "umaterialnić", bo to 'umaterialnienie' zawsze oznacza wzięcie do garści kolejnego jabłka, kamyka czy atomu i w którymś momencie pula się wyczerpie a w garści nic nie będzie. Nieskończoność jest więc abstrakcyjnym pojęciem, zresztą liczby 1, 2, 3, ... też. Bo istnieją trzy krowy, trzy drzewa, trzy palce. Ale trzy?
>dla każdego konkretnego zbioru istnieje inny zbiór od niego większy Dla zbiorów abstrakcyjnych tak, ale dla materialnych nie - jeśli wezmę zbiór wszystkich atomów we Wszechświecie, to już go nie powiększę. To tylko w abstrakcji mogę tworzyć nowe zbiory z niczego np. Ø, {Ø}, {{ Ø}}... (tzn. zbiór pusty; zbiór, którego elementem jest zbiór pusty; zbiór, którego elementem jest zbiór, którego elementem jest zbiór pusty;...) albo mając zbiór jabłek tworzę zbiór podzbiorów tego wyjściowego zbioru, a z tego ostatniego tworzę kolejny zbiór podzbiorów itd. Śmiem twierdzić, że zbiory podzbiorów zbioru jabłek jednak istnieją jakoś inaczej (mniej materialnie) od zbioru jabłek. Właściwie to nawet zbiór jabłek nie istnieje, bo istnieją tylko poszczególne jabłka a zbiór czegokolwiek jest formą porządkowania obserwowanego świata wg arbitralnie dobranych kryteriów.
|
|
| | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
Moja polemika z Fizykiem dotyczyła dwóch spraw: 1) istnienia bądź nieistnienia największej liczby naturalnej; 2) ograniczoności bądź nieograniczoności mocy zbiorów "materialnych". W kwestii pierwszej, na moją uwagę, iż
>>To, co konstytuuje liczby naturalne, to możliwość dodania jedynki do każdej możliwej liczby.
odpowiedziałeś następująco:
>Dodawanie jedynki do dowolnej liczby naturalnej jest pojęciem-czynnością abstrakcyjną. Nie można jej "umaterialnić"
Nie wiem, co może oznaczać "umaterialnienie" działań arytmetycznych, ale aby dyskutować o liczbach, trzeba niewątpliwie oprzeć się na jakiejś definicji. Jedyna nienaganna formalnie definicja zbioru liczb naturalnych, jaką znam, jest następująca: jest to najmniejszy zbiór, do którego należy zero i który jest domknięty na operację następnika (ta właśnie operacja jest intuicyjnie interpretowana jako dodawanie jedynki, przy czym jedynka jest interpretowana jako następnik zera). Z osobą, która liczby naturalne rozumie jakoś inaczej, nie potrafiłbym dyskutować.
> 'umaterialnienie' zawsze oznacza wzięcie do garści kolejnego jabłka, kamyka czy atomu i w którymś momencie pula się wyczerpie a w garści nic nie będzie. >Nieskończoność jest więc abstrakcyjnym pojęciem, zresztą liczby 1, 2, 3, ... też. Bo istnieją trzy krowy, trzy drzewa, trzy palce. Ale trzy?
Rozumiem z tego, że podobnie jak Fizyk nie przyjmujesz istnienia liczb. Wolno Wam. Skoro jednak liczby w ogóle nie istnieją, to tym bardziej nie istnieje liczba największa, co rozwiązuje problem nr 1) na moją korzyść!
>>dla każdego konkretnego zbioru istnieje inny zbiór od niego większy >Dla zbiorów abstrakcyjnych tak, ale dla materialnych nie - jeśli wezmę zbiór wszystkich atomów we Wszechświecie, to już go nie powiększę.
Owszem, można go powiększyć bez trudu, ale mniejsza z tym. Jeżeli to ma być dowód, że nie istnieją materialne zbiory nieskończone, to przede wszystkim musiałbyś wpierw dowieść, że zbiór atomów we wszechświecie nie jest nieskończony. O ile wiem, przeprowadzenie bezwzględnego dowodu tego rodzaju w tej chwili nie jest możliwe.
Z pozdrowieniami - M *
|
|
| | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >Nie wiem, co może oznaczać "umaterialnienie" działań arytmetycznych Oznacza, że działanie odbywa się poza Twoją, moją, czyjąkolwiek świadomością. Jeżeli widzisz ciąg drzew przy drodze, to możesz myślowo uznać drzewo najbliższe sobie za następnik tego z lewej. Ja zaś uznam go za następnik tego, które jest 50m dalej po prawej. Tymczasem drzewa mało przejmą się naszymi myślowymi zabiegami. Tym bardziej Wszechświat. Działanie umaterialnia się np. w konstrukcji starej jak świat - w ciągu kostek domina, w którym każda przewracająca się kostka uderza w kolejną. To się odbywa naprawdę a nie tylko w naszych myślach.
>Z osobą, która liczby naturalne rozumie jakoś inaczej, nie potrafiłbym dyskutować. Natomiast Twoja pomyślana definicja liczb naturalnych pokrywa się z moją pomyślaną definicją. Nasze myśli na temat liczb naturalnych są takie same.
>Skoro jednak liczby w ogóle nie istnieją, to tym bardziej nie istnieje liczba największa, co rozwiązuje problem nr 1) na moją korzyść! Zabieg rozumowy, który zastosowałeś, przypomina błyskotliwy dowód na nieistnienie boga. A podobno racjonaliści nie potrzebują takich dowodów!
>>jeśli wezmę zbiór wszystkich atomów we Wszechświecie, to już go nie powiększę. > Owszem, można go powiększyć bez trudu, ale mniejsza z tym Jestem zaintrygowany. Zdradzisz ten sposób?
>musiałbyś wpierw dowieść, że zbiór atomów we wszechświecie nie jest nieskończony No dobrze, uściślę. Atomy w widzialnym wszechświecie (tj. wewnątrz horyzontu)
|
|
| | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
> Jeżeli widzisz ciąg drzew przy drodze, to możesz myślowo uznać drzewo najbliższe sobie za następnik tego z lewej. Ja zaś uznam go za następnik tego, które jest 50m dalej po prawej.
Oczywiście. Modeli arytmetyki jest nieskończenie wiele.
>> Owszem, można go powiększyć bez trudu, ale mniejsza z tym >Jestem zaintrygowany. Zdradzisz ten sposób? >>musiałbyś wpierw dowieść, że zbiór atomów we wszechświecie nie jest nieskończony >No dobrze, uściślę. Atomy w widzialnym wszechświecie (tj. wewnątrz horyzontu)
No to teraz dodaj do swojego zbioru choćby jeden atom z niewidzialnej części kosmosu i będziesz miał zbiór większy. Jeżeli weźmiesz wszystkie atomy, będziesz musiał udowodnić, że jest ich skończenie wiele; a jeśli nie weźmiesz wszystkich, to - jak widzisz - taki zbiór da się łatwo powiększyć. *
|
|
| | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > Oczywiście. Modeli arytmetyki jest nieskończenie wiele.Dokładniej: modele arytmetyki (te przeliczalne) są izomorficzne tj. istnieje jeden model z dokładnością do izomorfizmu. Model w Twojej głowie jest identyczny (izomorficzny) z modelem w mojej głowie. Ale tu zupełnie nie o to chodzi. - przy drodze rosną drzewa a nie modele. My dwaj widzimy modele (a właściwie jeden model), bo chcemy. Malarz zachwyci się kształtem tych drzew i krajobrazem w tle, stolarz zobaczy trumnę z tego drzewa, a pies obiekt do obsikania. A drzewa jak stoją, tak stoją... > No to teraz dodaj do swojego zbioru choćby jeden atom z niewidzialnej części kosmosu i będziesz miał zbiór większy.Nie wezmę, bo nie ma go w stożku mojego świata (i Twojego). Więc nie istnieje. Eeee, myślałem, że mnie czymś zaskoczysz... > Jeżeli weźmiesz wszystkie atomy, będziesz musiał udowodnić, że jest ich skończenie wiele;Skoro już wziąłem, to znaczy, że jest ich skończenie wiele. Koniec dowodu.  > a jeśli nie weźmiesz wszystkich, to - jak widzisz - taki zbiór da się łatwo powiększyć.No to powiększam, powiększam aż... dotrę do ostatniego możliwego atomu.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >>Nie wiem, co może oznaczać "umaterialnienie" działań arytmetycznych >Oznacza, że działanie odbywa się poza Twoją, moją, czyjąkolwiek świadomością. Jeżeli widzisz ciąg drzew przy drodze, to możesz myślowo uznać drzewo najbliższe sobie za następnik tego z lewej. Ja zaś uznam go za następnik tego, które jest 50m dalej po prawej. Tymczasem drzewa mało przejmą się naszymi myślowymi zabiegami. Tym bardziej Wszechświat.
problem z "umaterialnieniem" polega na tym, iż do świata mamy poznawczy dostęp w największym stopniu za pomocą abstrakcyjnych działań (choćby dlatego, ze słowa ktorych używamy są ogólne), dlatego nigdy nie wiemy co w naszym doświadczeniu jest z doświadczenia, a co z nas samych. Sprowadzając matematyke do materii, uznając, iż moga istnieć obiektywne, materialne zbiory niezależnie od naszego abstrakcyjnego sposobu konstruuowania i wyodrebiania za pomocą matematyki przedmiotów doświadczenia, stoisz bliżej platonizmu niż Ci się wydaje.
|
|
| | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >problem z "umaterialnieniem" polega na tym, iż do świata mamy poznawczy dostęp w największym stopniu za pomocą abstrakcyjnych działań (choćby dlatego, ze słowa których używamy są ogólne), dlatego nigdy nie wiemy co w naszym doświadczeniu jest z doświadczenia, a co z nas samych. W pełni zgadzam się, Lepiej nie ująłbym tego.
>Sprowadzając matematykę do materii, uznając, iż mogą istnieć obiektywne, materialne zbiory niezależnie od naszego abstrakcyjnego sposobu konstruowania i wyodrębniania za pomocą matematyki przedmiotów doświadczenia, stoisz bliżej platonizmu niż Ci się wydaje. Jesteś pewien, że jest to komentarz pod moim adresem? Dwa piętra wyżej zaprzeczyłem materialnemu istnieniu nieskończoności i istnieniu poszczególnych liczb naturalnych. Napisałem też "Właściwie to nawet zbiór jabłek nie istnieje, bo istnieją tylko poszczególne jabłka a zbiór czegokolwiek jest formą porządkowania obserwowanego świata wg arbitralnie dobranych kryteriów" (przepraszam, że muszę siebie samego cytować).
|
|
| | | | | | | | | |  | | Grimar (1210 punktów) | >Jesteś pewien, że jest to komentarz pod moim adresem? Dwa piętra wyżej zaprzeczyłem materialnemu istnieniu nieskończoności i istnieniu poszczególnych liczb naturalnych. Napisałem też "Właściwie to nawet zbiór jabłek nie istnieje, bo istnieją tylko poszczególne jabłka a zbiór czegokolwiek jest formą porządkowania obserwowanego świata wg arbitralnie dobranych kryteriów" (przepraszam, że muszę siebie samego cytować).
W odpowiedzi na pytanie jak miałoby wyglądać "umaterialnienie" działań arytmetyczncyh napisałeś: "Oznacza, że działanie odbywa się poza Twoją, moją, czyjąkolwiek świadomością". Do tego piłem, bo uważam, ze działanie arytmetyczne zależne jest od naszej świadomości, z czym się powyżej zgodziłeś. Może się nie zrozumieliśmy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | confessus (324 punktów) | No właśnie - wieszcz pisał: " Aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa". A mój język ciągle nie chce być dość giętki. Więc znowu muszę doprecyzować. W zdaniu " Oznacza, że działanie odbywa się poza Twoją, moją, czyjąkolwiek świadomością" pisząc ' działanie' miałem na myśli zjawiska fizyczne, procesy materialne, które mogą - choć nie muszą - odwzorować się w naszej świadomości w działania arytmetyczne na obiektach abstrakcyjnych. - Przewracanie się kolejnych kostek domina może się nam odwzorować w działanie arytmetyczne brania następnika.
- Zlewanie się dwóch rzek do jednego koryta może się nam odwzorować w działanie arytmetyczne dodawania np. objętości wód.
- Topnienie (ubywanie) lodu może się nam odwzorować w działanie arytmetyczne odejmowania.
- Łamanie się patyka pod stopą może się nam odwzorować w działanie arytmetyczne dzielenia długości tego patyka.
Itd. itd. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Grimar (1210 punktów) | ok. również pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. nieograniczony jest też zbiór różnych zdań, jakie człowiek jest w stanie skonstruować ze skończonej ilości słów. Jeśli zakładać, że każdy wyraz składa się ze skończonej liczby liter oraz każde zdanie składa się ze skończonej liczby wyrazów, to i ilość wszystkich zdań będzie skończona (nieskończoność nie pojawi się). Chyba, że dopuścić dowolnie długie wyrazy czy zdania lub dysponować nieskończonym alfabetem. W szczególności nieskończoność pojawiłaby się wtedy, gdyby uznać wielokrotne powtórzenia fragmentów zapisu - ale to z kolei łatwo prowadzi do 'legalizacji' konstrukcji typu: "huuu...rrr...aaa..." obok zwykłego "hurra" albo wręcz do sensowności "bleblebleblebleble...".
|
|
| | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
>Jeśli zakładać, że każdy wyraz składa się ze skończonej liczby liter oraz każde zdanie składa się ze skończonej liczby wyrazów, to i ilość wszystkich zdań będzie skończona (nieskończoność nie pojawi się). >Chyba, że dopuścić dowolnie długie wyrazy czy zdania lub dysponować nieskończonym alfabetem.
Nie, nie... To może wyglądać na paradoks, ale już dość dawno temu udowodniono, że nawet w tak skrajnie uproszczonym modelu języka, jakim jest gramatyka frazowa Chomsky'ego, ze skończenie wielu słów można zbudować nieskończenie wiele różnych zdań, z których każde będzie miało skończoną długość. Chomsky zaobserwował to jako pierwszy w Syntactic structures z r. 1957 (choć formalny dowód został przeprowadzony później) i ten wynik uważa się za jego ważny wkład do językoznawstwa. *
|
|
| | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >ze skończenie wielu słów można zbudować nieskończenie wiele różnych zdań, z których każde będzie miało skończoną długość. W zasadzie tak, ale musielibyśmy w języku naturalnym dopuścić jako sensowne (a raczej jako przydatne) zdania w rodzaju: "Znam sąsiadkę", "Znam kolegę sąsiadki", "Znam sąsiadkę kolegi sąsiadki", "Znam kolegę sąsiadki kolegi sąsiadki", "Znam sąsiadkę kolegi sąsiadki kolegi sąsiadki" itd. gdzie fraza "kolegi sąsiadki" występuje dowolnie wiele razy (choć w skończonej ilości).
|
|
| | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
> musielibyśmy w języku naturalnym dopuścić jako sensowne (a raczej jako przydatne) zdania w rodzaju: >"Znam sąsiadkę kolegi sąsiadki kolegi sąsiadki" itd.
Wcale niekoniecznie (choć w gramatyce ogólnej rzeczywiście przyjmuje się dowolne iteracje jako dopuszczalne). Aby uznać rozumowanie Chomsky'ego za przekonywające wystarczy uświadomić sobie, że z zaledwie dziesięciu symboli cyfrowych 0,1,2,...,9 można utworzyć nieskończenie wiele nazw liczb, z których każda jest istotnie różna od pozostałych. *
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. z zaledwie dziesięciu symboli cyfrowych 0,1,2,...,9 można utworzyć nieskończenie wiele nazw liczb, z których każda jest istotnie różna od pozostałych.
Zauważ w jaki sposób dekodujemy nazwy liczb. Otóż poszczególne cyfry to tylko mnożniki dotyczące kolejnych potęg liczby dziesięć (podstawy zapisu). Zatem faktyczny alfabet zapisu pozycyjnego to zbiór potęg całkowitych, w którym jest jakby przemycona wyobrażana nieskończoność. Ze skończonego zbioru potęg dałoby się otrzymać jedynie skończoną ilość nazw liczb i - co za tym idzie - wartości liczb (z uwagi na jednoznaczność zapisu).
|
|
| | | | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
>Zauważ w jaki sposób dekodujemy nazwy liczb. Otóż poszczególne cyfry to tylko mnożniki dotyczące kolejnych potęg liczby dziesięć (podstawy zapisu). Zatem faktyczny alfabet zapisu pozycyjnego to zbiór potęg całkowitych, w którym jest jakby przemycona wyobrażana nieskończoność.
Masz całkowitą słuszność. A jednak nie wpływa to na poprawność rozumowania Chomsky'ego. Każdy język ma dwa aspekty - syntaktyczny (budowa wyrażeń) i semantyczny (znaczenie wyrażeń). Rozważania Chomsky'ego należą do pierwszej z tych dziedzin (co zostało podkreślone w tytule jego najbardziej znanej książki: Syntactic structures), a w tej dziedzinie wyrażenia to po prostu skończone ciągi elementów słownika. Choć w naszym przykładzie słownik składa się z zaledwie dziesięciu symboli cyfr od 0 do 9, to oczywiście ciągów takich jest nieskończenie wiele. Oczywiście, aby te ciągi zinterpretować semantycznie (czyli zrozumieć), musimy zastosować procedurę, o której piszesz, choćby po to, żeby wiedzieć, która liczba jest większa od której; ale sposób, w jaki rozumiemy symbole arytmetyczne to sprawa osobna i nieistotna z punktu widzenia składni.
> Ze skończonego zbioru potęg dałoby się otrzymać jedynie skończoną ilość nazw liczb i - co za tym idzie - wartości liczb (z uwagi na jednoznaczność zapisu).
Jasne, że tak, ale - por. wyżej.
Pozdrawiam - M *
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. w naszym przykładzie słownik składa się z zaledwie dziesięciu symboli cyfr od 0 do 9 Otóż nie. Jak próbowałem wyżej pokazać, alfabet zapisu liczb składa się z całkowitych potęg, których wykładniki przebiegają zbiór {..., 3, 2, 1, 0}, a dla liczb ułamkowych dodatkowo {-1,-2,-3,...}. Wartość liczby to suma iloczynów cyfry przez 10numer pozycji, gdzie numery na lewo od cyfry jedności są dodatnie a na prawo ujemne. Poszczególne cyfry pokazują tylko w sposób skrócony krotność użycia 'liter' (potęg) w danej pozycji zapisu. >.. sposób, w jaki rozumiemy symbole arytmetyczne to sprawa osobna i nieistotna z punktu widzenia składni. Skoro arytmetyka nie jest istotna dla składni, to nie należy się nią posługiwać w dowodzie na (rzekome) istnienie nieskończonej ilości zdań ze skończonego alfabetu i skończonego słownika. Mógłbyś pokazać szkic takiego dowodu lub podające go źródła?
Również pozdrawiam.
P.S. >.. Każdy język ma dwa aspekty - syntaktyczny (budowa wyrażeń) i semantyczny (znaczenie wyrażeń). Rozważania Chomsky'ego należą do pierwszej z tych dziedzin Być może język matematyki tym się wyróżnia, że stara się zachować powiązanie między syntaktyką a semantyką. Jeśli inne języki o to nie dbają, to łatwo mogą 'budować' wyrażenia pozbawione znaczenia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
> >.. Każdy język ma dwa aspekty - syntaktyczny (budowa wyrażeń) i semantyczny (znaczenie wyrażeń). Rozważania Chomsky'ego należą do pierwszej z tych dziedzin> Być może język matematyki tym się wyróżnia, że stara się zachować powiązanie między syntaktyką a semantyką. Jeśli inne języki o to nie dbają, to łatwo mogą 'budować' wyrażenia pozbawione znaczenia. Nie tylko mogą, ale intensywnie to czynią - por. język PiS-u. > Mógłbyś pokazać szkic takiego dowodu lub podające go źródła? Nie jestem w stanie odgrzebać żadnego konkretnego dowodu (zresztą nawet Syntactic structures gdzieś mi zaginęły), ale po pobieżnym przejrzeniu sieci doszedłem do wniosku, że nieskończoność zbiorów generowanych przez typowe gramatyki jest traktowana jako rodzaj folkloru, tzn. nikt się już nawet nie fatyguje, aby tego dowodzić. Najczęściej w piśmiennictwie znajdujemy sformułowania podobne do następującego (z konspektu M. Witka, pod adresem mwitek.univ.szczecin.pl/tkj 2011 w1.pdf): DWA FAKTY: • tworczy charakter zwykłej praktyki językowej (ang. the creative aspect of normal language use) zatem: użyciem języka rządzą reguły rekurencyjne, ktore generują nieskończony zbior wszystkich i tylko zdań tego języka Takich stwierdzeń znajdziesz od groma. Np.pod adresem: www.logika.uw.edu.pl/ng/NGpszfh.pdf, na stronach 4-5 (paragraf Podstawowe definicje) znajdziesz potrzebne pojęcia. Z treści stron dalszych jednoznacznie wynika, że reguły generowania wyrażeń (z punktem S jako startowym) prowadzą wg autorki do (nieskończonego) zbioru rekurencyjnie przeliczalnego. Przykro mi, ze nie podaję adresu konkretnego dowodu. Ale swoją drogą jestem zaskoczony, że nie przekonuje Cię - chyba niepodważalny - fakt istnienia nieograniczonej ilości liczb. *
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. nie przekonuje Cię - chyba niepodważalny - fakt istnienia nieograniczonej ilości liczb. Ależ nie przeczę temu faktowi. Twierdzę tylko, że wniosek o nieskończonej liczbie liczb wynika z przyjęcia (przez domniemanie) nieskończonego alfabetu lub nieskończonej długości wyrazów.
Weźmy liczby naturalne zapisane dwójkowo: {1, 10, 11, 100, 101, 110, 111, 1000, ...}. Dowolny ciąg zero-jedynkowy reprezentuje jakąś liczbę naturalną (dodatkowo: po pominięciu początkowych zer każdej liczbie odpowiada dokładnie jeden ciąg). Jeśli nawet za "alfabet" uznać zbiór {0, 1}, to o nieograniczonej liczbie liczb można mówić tylko przy dopuszczeniu nieskończonej długości zapisów. Gdyby ograniczyć wielocyfrowość (długość zapisu) do np. tysiąca, to da się uzyskać, co prawda, liczby potwornie wielkie - przy których ilość wszystkich atomów obserwowanego wszechświata, to pestka - ale nadal skończone.
Zatem dla otrzymania nieskończonej ilości zdań trzeba by było nieskończonej ilości "liter" lub "wyrazów" o nieskończonej długości, których nikt nie zdąży przeczytać.
[Wygląda na to, że nie sposób skończoną metodą ze skończonych środków 'wyprodukować' nieskończoności - możemy co najwyżej podyskutować o różnych jej koncepcjach.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >Twierdzę tylko, że wniosek o nieskończonej liczbie liczb wynika z przyjęcia (przez domniemanie) nieskończonego alfabetu lub nieskończonej długości wyrazów. Ani jedno ani drugie - alfabet jest skończony (są to cyfry 0123456789), długości wszystkich wyrazów są skończone (każdą liczbę naturalną możesz zapisać w skończonym czasie, być może dłuższym niż czas jaki został do wygaśnięcia słońca).
>o nieograniczonej liczbie liczb można mówić tylko przy dopuszczeniu nieskończonej długości zapisów. Myślę, że mylisz pojęcie nieskończoności z nieograniczonością. Korzystając z Twojego przykładu: {1, 10, 11, 100, 101, 110, 111, 1000, ...}. Powyższy ciąg jest nieskończony, każdy jego wyraz ma skończoną długość, ale jakiej nie wziąłbym liczby n znajdę w tym ciągu wyraz dłuższy niż n. Czyli długość wyrazów jest z góry nieograniczona.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. alfabet jest skończony (..) długości wszystkich wyrazów są skończone Skąd więc nieskończoności? >Myślę, że mylisz pojęcie nieskończoności z nieograniczonością. Może faktycznie powinienem był precyzyjniej dobierać wyrażenia, ale dla ciągów niezbieżnych i monotonicznych (jakim jest N) powyższe pojęcia bodaj wzajem się implikują (chyba że wolno powiedzieć, iż ciąg liczb naturalnych jest zbieżny do |N|).
>Korzystając z Twojego przykładu: > {1, 10, 11, 100, 101, 110, 111, 1000, ...}. >Powyższy ciąg jest nieskończony, każdy jego wyraz ma skończoną długość, ale jakiej nie wziąłbym liczby n znajdę w tym ciągu wyraz dłuższy niż n. Czyli długość wyrazów jest z góry nieograniczona. Chyba nie można powiedzieć, że każdy wyraz ma długość ograniczoną z góry - lecz tylko tyle, że każdy wybrany ma skończoną postać.
[Wybierzmy z przywołanego zbioru taki podzbiór: L={1, 10, 100, 1000, 10000, ...} Jeśli rozważyć jego podzbiory pod względem (zwykłej) sumy elementów, to można otrzymać liczby naturalne: {(1, 10, (10+1), 100, (100+1), (100+10), (100+10+1), 1000, (1000+1), (1000+10), ...} w sposób jednoznaczny i wyczerpujący wszystkie elementy L. Czy wolno twierdzić, że N jest równoliczny ze zbiorem wszystkich podzbiorów L?]
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >>.. alfabet jest skończony (..) długości wszystkich wyrazów są skończone >Skąd więc nieskończoności? Z twierdzenia, które przytoczyłem w innym miejscu. A nie przekonuje Cię Twój własny przykład? Alfabet składa się z dwóch znaków {0,1}, długości każdego wyrazu są skończone a ciąg {1, 10, 11, 100, 101, 110, 111, 1000, ...} jest nieskończony.
>Chyba nie można powiedzieć, że każdy wyraz ma długość ograniczoną z góry Nie można i ja tak nie powiedziałem. Jeśli powiedziałem, że długość wyrazów jest nieograniczona z góry, to oznaczało długość wszystkich wyrazów razem wziętych czyli funkcję długości określoną na zbiorze wyrazów. I właśnie ta funkcja jest nieograniczona z góry.
>Czy wolno twierdzić, że N jest równoliczny ze zbiorem wszystkich podzbiorów L? Nie wolno. Ze zbioru L wybrałeś tylko podzbiory skończone a tych faktycznie jest przeliczalnie wiele. Pominąłeś zaś wszystkie podzbiory nieskończone (np. zbiór elementów z parzystymi indeksami ), tych jest continuum i żaden z nich nie ma odpowiednika w zbiorze N.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. długości każdego wyrazu są skończone a ciąg {1, 10, 11, 100, 101, 110, 111, 1000, ...} jest nieskończony. Tzn, że ciąg długości: {1, 2, 2, 3, 3, 3, 3, 4, 4, 4, 4, 4, 4, 4, 4, 5, ...} jest skończony, a ciąg wyrazów nie jest? Wnioskuję, że oba są nieskończone (i niezbieżne do liczby skończonej), ponieważ - jak dalej piszesz - chodzi o: >funkcję długości określoną na zbiorze wyrazów. I właśnie ta funkcja jest nieograniczona z góry. [Chyba nie jest istotny fakt skończonej reprezentacji wybranych wyrazów, skoro nic to nie mówi o liczebności obejmującego je zbioru?]
> Ze zbioru L wybrałeś tylko podzbiory skończone Zbiór L to tylko potęgi dwójki, których różne podzbiory (przez sumę ich elementów) jednoznacznie wyznaczają każdą liczbę naturalną. Chodziło mi o wszystkie podzbiory (stąd trzy kropki w określeniu L), >Pominąłeś zaś wszystkie podzbiory nieskończone (np. zbiór elementów z parzystymi indeksami ), tych jest continuum i żaden z nich nie ma odpowiednika w zbiorze N. To by znaczyło, że można otrzymać continuum liczb naturalnych - więcej niż |N|?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne | >Tzn, że ciąg długości: {1, 2, 2, 3, 3, 3, 3, 4, 4, 4, 4, 4, 4, 4, 4, 5, ...} jest skończony, a ciąg wyrazów nie jest? Nie, powyższy ciąg długości jest nieskończony (sugerują to trzy kropki), zaś poszczególne długości są skończone (przecież je wypisałeś, są to konkretne liczby np. 1,2,3,4,5,... ). I oczywiście jest to ciąg nieograniczony, bo nieograniczenie rośnie do nieskończoności. W przeciwieństwie np. do ciągu {1,2,1,2,1,2,1,2,1,2,1,2,1,2,....}, który jest nieskończony ale ograniczony (z dołu i z góry).
>To by znaczyło, że można otrzymać continuum liczb naturalnych - więcej niż |N|? Udało Ci się znaleźć odpowiedniość między poszczególnymi liczbami zbioru N a poszczególnymi podzbiorami SKOŃCZONYMI zbioru L. To tylko potwierdza prawdę, że zbiór SKOŃCZONYCH podzbiorów zbioru przeliczalnego L jest przeliczalny (ogólniejsze twierdzenie mówi o zbiorze SKOŃCZONYCH ciągów). Ale zbiór SKOŃCZONYCH podzbiorów dalece nie wyczerpuje wszystkich możliwości - jak dorzucisz podzbiory NIESKOŃCZONE ze zbioru L, to zbiór tych podzbiorów spuchnie do nieprzeliczalności - w Twoim przypisaniu podzbiory nieskończone z L nie mają odpowiednika w postaci jakiejkolwiek liczby z N. I choćbyś nie wiem, jak się starał, to takiej odpowiedniości nie znajdziesz - zbiór podzbiorów NIESKOŃCZONYCH jest o wiele liczniejszy od N (tzn. jest nieprzeliczalny).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Odp: Kant - śady aprioryczne | >>> Weźmy zbiór: L={1, 10, 100, 1000, 10000, ...} Jeśli rozważyć jego podzbiory pod względem (zwykłej) sumy elementów, to można otrzymać liczby naturalne: {(1, 10, (1+10), 100, (1+100), (10+100), (1+10+100), 1000, (1+1000), (10+1000), ...} w sposób jednoznaczny i wyczerpujący wszystkie elementy L. Czy wolno twierdzić, że N jest równoliczny ze zbiorem wszystkich podzbiorów L? >Nie wolno. Ze zbioru L wybrałeś tylko podzbiory skończone a tych faktycznie jest przeliczalnie wiele. Czyli dokładnie |N|? > Pominąłeś zaś wszystkie podzbiory nieskończone (np. zbiór elementów z parzystymi indeksami), Nie bardzo rozumiem - podzbiory złożone z elementów o parzystych indeksach: {10+1000, 10+100000, 1000+100000, 10+1000+100000, ...} nie zostały pominięte. Wystarczy wypisać odpowiednio wiele wyrazów ciągu podzbiorów L, by się wśród nich znalazły.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Myślałem, że to wszystko Ci już wyjaśniłem. I że mamy to już za sobą Przecież chodziło o znalezienie bijekcji między zbiorem podzbiorów zbioru L={2 0,2 1,2 2,2 3,2 4,2 5,2 6,...} a zbiorem N liczb naturalnych. Takimi przykładowymi podzbiorami zbioru L są {2 0,2 1}, {2 1}, {2 0,2 3,2 4} albo {2 1,2 3,2 6}. Twój całkiem niezły pomysł polegał na tym, aby każdemu takiemu podzbiorowi przypisać sumę arytmetyczną jego elementów. Dostaniemy wtedy dla różnych podzbiorów za każdym razem inną liczbę i każdą liczbę możemy w ten sposób otrzymać dobierając odpowiedni podzbiór zbioru L. Kłopot polega na tym, że nie zauważyłeś, iż podzbiorami L są także podzbiory nieskończone. Takimi są np. podzbiory {2 0,2 2,2 4,2 6,2 8,2 10,2 12,...} (o wskaźnikach parzystych ) {2 1,2 3,2 5,2 7,2 9,2 11, 2 13,2 15,...} (o wskaźnikach nieparzystych ) {2 2,2 3,2 5,2 7,2 11,2 13,2 17,...} (o wskaźnikach pierwszych ) Jest nim nawet sam zbiór L={2 0,2 1,2 2,2 3,2 4,2 5,2 6,...} I każdemu z tych zbiorów wypadałoby też przypisać jakąś liczbę! Ale nie da się, bo - Każda liczba jest już przypisana jakiemuś podzbiorowi (skończonemu)
- Twój pomysł przypisywania podzbiorowi sumy arytmetycznej jego elementów nie działa dla podzbiorów nieskończonych. Jak tu przypisać liczbę następującej sumie 20+22+24+26+28+210+212+... albo sumie 20+21+22+23+24+25+26+...
Ergo - taka bijekcja nie istnieje! Nie da się ustalić bijekcji między zbiorem podzbiorów (wszystkich, skończonych i nieskończonych) zbioru L z jednej strony a zbiorem liczb naturalnych z drugiej. A w podanym przez Ciebie przykładzie zbioru: {10+1000, 10+100000, 1000+100000, 10+1000+100000, ...} kolejne elementy są odpowiednikami podzbiorów kolejno: {10,1000}, {10,100000}, {1000,100000), {10,1000,100000}, ... Wszystkie one są skończone! Nie ma wśród nich podzbioru {10,1000,100000,10000000,1000000000,...}. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. chodziło o znalezienie bijekcji między zbiorem podzbiorów zbioru L={20,21,22,23,24,25,26,...} a zbiorem N liczb naturalnych.OK (zdawało mi się chwilami, że o co innego ale OK - idźmy tym tropem). > .. całkiem niezły pomysł polegał na tym, aby każdemu takiemu podzbiorowi przypisać sumę arytmetyczną jego elementów.Można też podać zbiór L 2 wraz z takim działaniem na jego elementach, że zbiór podzbiorów L 2 jednoznacznie wyznacza L. > .. nie zauważyłeś, iż podzbiorami L są także podzbiory nieskończone.Wcześniej o tym wspomniałeś (co zauważyłem). Ale niech to nie będą nieskończone elementy - bo na razie nie budujemy zbioru alefów - lecz nieskończone ilości zwykłych liczb (tu podzbiorów skończonych), z którymi dopiero gdzieś tam w nieskończonościach dzieją się ciekawe rzeczy. [Proponuję nie wpuszczać w maliny.  ] > Takimi są np. podzbiory o wskaźnikach parzystych (..) o wskaźnikach pierwszych..> Jest nim nawet sam zbiór L={20,21,22,23,24,25,26,...}Dla każdego z wymienionych podzbiorów można podać ilość podzbiorów L, które trzeba wypisać, by uzyskać wskazany przez Ciebie podzbiór. > .. pomysł przypisywania podzbiorowi sumy arytmetycznej jego elementów nie działa dla podzbiorów nieskończonych.Masz inne propozycje przypisania podzbiorom elementów zbioru wykładniczego? > Ergo - taka bijekcja [między 2L a N] nie istnieje!To znaczy, że istniałyby liczby naturalne, których nie da się zapisać dwójkowo? Albo, że istniałby więcej niż jeden zapis dwójkowy dla jednej liczby naturalnej? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Dodam do tego, co napisał już Martok. Omówię to na przykładzie arytmetyki. Tu alfabet składa się z cyfr, znaków działań i nawiasów (i symboli zmiennych) Otóż syntaktykę można traktować jako nauką o budowaniu poprawnych składniowo napisów. Definicja poprawnego napisu jest indukcyjna tj. przyjmuje się jako takie ciągi cyfr i symbole zmiennych oraz przyjąwszy, że jeden lub dwa napisy są poprawne tworzy się jako poprawny kolejny napis z dołożeniem symbolu działania (np. +). Dostajemy w ten sposób zbiór tzw. termów. Rozciągając definicję poprawnego napisu o symbole relacyjne np. = lub < powiększamy zbiór poprawnych napisów do zbioru formuł (atomowych). Te także indukcyjnie powiększamy do zbioru wszystkich formuł za pomocą operacji logicznych i kwantyfikatory. W przypadku arytmetyki napisy: 5, 4/5, 5*2-7, (8+1)/3 są poprawnymi termami zaś napisy: 6-, (2, 8+)1)/3 są niepoprawne.
Semantyka zaś jest nauką o interpretacji poprawnych napisów tj. o odwzorowaniu ich w zbiory, funkcje i operacje. I o ich wartościowaniu, które prowadzi do pojęcia spełniania formuły.
Z punktu widzenia syntaktyki napis '12345356' jest tylko napisem. Z punktu widzenia semantyki może być w zależności od przyjętej interpretacji liczbą w zapisie dziesiętnym. Ale też liczbą w zapisie dwunastkowym, w której nie użyto cyfry powyżej '9'. Równie dobrze może być zakodowanym cyfrowo tekstem zdania z języka potocznego albo numerem konta.
>Skoro arytmetyka nie jest istotna dla składni, to nie należy się nią posługiwać w dowodzie na (rzekome) istnienie nieskończonej ilości zdań ze skończonego alfabetu i skończonego słownika. Nieprawda, syntaktyka bada napisy korzystając z całej potęgi teorii mnogości (a więc także z arytmetyki). Jeżeli alfabet zaproponowany przez Martoka składa się ze znaków 0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 i gramatyka definiuje słowa jako 'sklejanie' tych znaków, to możemy je i tylko je w napisach umieszczać. Pojęcie skończoności lub nieskończoności pojawia się w tzw. metajęzyku, w którym dowodzimy własności zbioru napisów.
>Mógłbyś pokazać szkic takiego dowodu lub podające go źródła? Tu chyba wystarczy wspomnieć twierdzenie: Jeśli mamy zbiór (co najwyżej) przeliczalny, to zbiór wszystkich skończonych ciągów elementów z tego zbioru jest przeliczalny (nieskończony). (np. u H.Rasiowej) Clou tego twierdzenia i dowodu polega na tym, że teza ogranicza zbiór ciągów nie tyle z dołu (że musi być tych zdań nieskończenie wiele) ale na ograniczeniu z góry (że jest ich najwyżej przeliczalnie wiele). Bo to ograniczenie z dołu jest właściwie dla każdego jest oczywiste - wystarczy wziąć nieskończony ciąg napisów 'a', 'aa', 'aaa', 'aaaa', 'aaaaa',... . To drugie takie oczywiste i intuicyjne nie jest.
>Być może język matematyki tym się wyróżnia, że stara się zachować powiązanie między syntaktyką a semantyką. Jeśli inne języki o to nie dbają, to łatwo mogą 'budować' wyrażenia pozbawione znaczenia. W matematyce też tworzy się (lub tworzyło) takie zdania, w których miesza się język z metajęzykiem (to taka analogia mieszania syntaktyki z semantyką). Ot, choćby klasyczny paradoks kłamcy: "Wszystko, co mówię, jest kłamstwem". Analiza takich tworów jest (i była) poznawcza i uświadamia konieczność utrzymywania dużej dyscypliny w myśleniu i definiowaniu pojęć.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. syntaktyka bada napisy korzystając z całej potęgi teorii mnogości Skoro syntaktyka zajmuje się badaniem języków zawierających 'zawczasu' nieskończone mnogości, to oczywiście nie mam żadnych obiekcji co do nieskończonej liczby zdań możliwych do sformułowania w tych językach. [Więcej nawet - powinna zawierać co najmniej dwa pojęcia 'ostro' różnych nieskończoności.]
>Jeśli mamy zbiór (co najwyżej) przeliczalny, to zbiór wszystkich skończonych ciągów elementów z tego zbioru jest przeliczalny To twierdzenie można uogólnić na dowolny nieskończony zbiór X. Ilość jego skończonych podzbiorów łatwo oszacować z 'nadmiarem' na: |X|k, gdzie k to moc największego podzbioru - ale wynik i tak będzie równy |X| (rachunek na liczbach kardynalnych).
> Analiza takich tworów [językowo-metajęzykowych] jest (i była) poznawcza i uświadamia konieczność utrzymywania dużej dyscypliny w myśleniu i definiowaniu pojęć. Słuszna uwaga. Chyba dla utrzymania takiej dyscypliny języka i myślenia należałoby wyraźnie dookreślić poszczególne 'warstwy abstrakcji', by przynajmniej mieć świadomość, co z czym się miesza.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >Skoro syntaktyka zajmuje się badaniem języków zawierających 'zawczasu' nieskończone mnogości... Nie. Języki nie zawierają 'zawczasu' żadnej nieskończonej mnogości - alfabet jest zbiorem skończony.
> [Więcej nawet - powinna zawierać co najmniej dwa pojęcia 'ostro' różnych nieskończoności.] Tu trochę za ostro szarżujesz - zbiór zdań/formuł jest przeliczalny tj. nie może być nieprzeliczalny.
>To twierdzenie można uogólnić na dowolny nieskończony zbiór X. Faktycznie można. Twierdzenie miałoby postać: Jeśli mamy zbiór mocy k, to zbiór wszystkich skończonych ciągów elementów z tego zbioru jest mocy k Ale uwaga: jest to prawda dla zbiorów nieskończonych. Jeśli zbiór jest skończony ( k jest liczbą naturalną), to zbiór wszystkich ciągów skończonych elementów tego zbioru jest jednak nieskończony (ale przeliczalny). W teorii języków formalnych ta własność jest jednak zupełnie nieprzydatna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Języki nie zawierają 'zawczasu' żadnej nieskończonej mnogości - alfabet jest zbiorem skończonym. Jeśli także wyrazy są skończenie długie, zdania składają się ze skończonej ilości wyrazów, każda książka jest zamkniętym zbiorem zdań a każda biblioteka skończonym księgozbiorem, i jeśli istnieje skończenie wiele bibliotek - to również cała informacja liczy sobie skończoną mnogość znaków.
>.. zbiór zdań/formuł jest przeliczalny tj. nie może być nieprzeliczalny. Przypuszczam, że można w sposób niesprzeczny wprowadzić istnienie nieskończonych zbiorów mocy mniejszej niż |N| (np. takiego, którego zbiór potęgowy byłby równoliczny z N). [Tak, zdaję sobie sprawę jaki to heretycki pomysł, ale mnie się podoba.] > Jeśli zbiór jest skończony ( k jest liczbą naturalną), to zbiór wszystkich ciągów skończonych elementów tego zbioru jest jednak nieskończony Chyba nie bardzo rozumiem.. Zdaje się, że jeśli w zbiorze k-elementowym wyróżnić podzbiory co najwyżej k-elementowe, to wszystkich takich podzbiorów będzie nie więcej niż kk. Jeśli nawet uwzględnić permutacje, to co najwyżej wstawi się k! zamiast k. W każdym razie o ile można zapisać (w sposób skończony) oszacowanie 'górne' i w tym zapisie każdy znak odpowiada skończoności, to wynik zapisu również jest skończony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
>> Jeśli zbiór jest skończony ( k jest liczbą naturalną), to zbiór wszystkich ciągów skończonych elementów tego zbioru jest jednak nieskończony
>Chyba nie bardzo rozumiem.. >Zdaje się, że jeśli w zbiorze k-elementowym wyróżnić podzbiory co najwyżej k-elementowe, to wszystkich takich podzbiorów będzie nie więcej niż kk. Jeśli nawet uwzględnić permutacje, to co najwyżej wstawi się k! zamiast k. > W każdym razie o ile można zapisać (w sposób skończony) oszacowanie 'górne' i w tym zapisie każdy znak odpowiada skończoności, to wynik zapisu również jest skończony.
Skończony zbiór k-elementowy ma dokładnie 2k podzbiorów, ale jeśli k>0, to liczba ciągów skończonych, zbudowanych z elementów tego zbioru, jest nieskończona. Tego dość elementarnego twierdzenia teorii mnogości w żaden sposób się nie przeskoczy. *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Skończony zbiór k-elementowy ma dokładnie 2k podzbiorów Tak, dokładnie, ale każde wyrażenie postaci 2k ma wartość skończoną dla skończonych k. >.. liczba ciągów skończonych, zbudowanych z elementów tego zbioru nie jest większa niż 2k! (! to tylko silnia a nie wykrzyknik).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
>>.. liczba ciągów skończonych, zbudowanych z elementów tego zbioru >nie jest większa niż 2k! (! to tylko silnia a nie wykrzyknik).
Widzę, że próbujesz zrewolucjonizować teorię mnogości. Życzę powodzenia i pozdrawiam - M *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Widocznie popełniłem gdzieś błąd rachunkowy albo nie dość dokładnie zrozumiałem Twoje wpisy, skoro odnosisz wrażenie rewolucji. O żadnych niezwykłościach dotyczących zbiorów ograniczonych nie może być mowy, bo tu już wszystko policzone. Natomiast wśród (wyobrażanych) nieskończoności owszem - widać możliwość ich lekkiego uporządkowania (polegającego w szczególności na rezygnacji z pojęcia nieskończoności najmniejszej (bo że nie ma największej, to chyba się zgodzimy)).
Również pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
> wśród nieskończoności - widać możliwość ich lekkiego uporządkowania (polegającego w szczególności na rezygnacji z pojęcia nieskończoności najmniejszej (bo że nie ma największej, to chyba się zgodzimy)).
Nieskończoności zostały już dość dawno temu "lekko uporządkowane" tak zwaną skalą alefów. Najmniejszą nieskończonością jest alef zero. Jest ona najmniejsza w tyn sensie, że w standardowej teorii mnogości można udowodnić, iż każdy zbiór nieskończony ma moc co najmniej alef zero, tzn. albo jest równoliczny ze zbiorem liczb naturalnych, albo większy. Gdybyśmy chcieli zrezygnować z "najmniejszej nieskończoności" musielibyśmy w istotny sposób naruszyć standardowe aksjomatyki - na pewno dałoby się to jakoś zrobić, tylko czy skórka byłaby warta wyprawki? *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. w standardowej teorii mnogości można udowodnić, iż każdy zbiór nieskończony ma moc co najmniej alef zero, tzn. albo jest równoliczny ze zbiorem liczb naturalnych, albo większy. Tak wszyscy mówią. Zdaje się jednak, że wspomniany dowód bazuje na numerowaniu elementów innego zbioru indeksami z N, wobec czego staje się oczywiste, iż każdy zbiór mocy mniejszej niż alef zero da się ponumerować. Stawiam natomiast pytanie o istnienie takiego (nieskończonego) podzbioru liczb naturalnych, którego elementami traktowanymi jako indeksy nie sposób "ponumerować" całego N. [Chyba klasyczne metody tu zawodzą (są zbyt .. rewolucyjne?), bo dowodziłyby jakby własnych założeń.] Moc poszukiwanego zbioru (powiedzmy: |L1|) byłaby taka, że 2|L1|=|N| - zaś kolejne zbiory "lajtowe" takie, że 2|L2|=|L1|, 2|L3|=|L2|, itd.. [Należy zauważyć, że L1, L2, L3, .. nie mogą być zbiorami skończonymi.]
>.. tylko czy skórka byłaby warta wyprawki? Może inaczej wówczas wyglądałyby twierdzenia Goedla..
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne | >[Należy zauważyć, że L1, L2, L3, .. nie mogą być zbiorami skończonymi.] Skoro nie są skończone, więc są nieskończone. A tym samym ich elementy można bez końca numerować liczbami naturalnymi. Są więc (co najmniej) przeliczalne. Wszystkie Twoje "definicje" typu 2|L1|=|N|, 2|L2|=|L1|, 2|L3|=|L2| są zwykłą numerologią. Każda bez wyjątku definicja wymaga dowodu istnienia definiowanego obiektu. Tutaj tego brak, jest nawet gorzej - mamy dowód, że takich zbiorów nie ma.
>Może inaczej wówczas wyglądałyby twierdzenia Goedla Gödla raczej zostaw w spokoju, to już wyższa szkoła jazdy...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. ich elementy można bez końca numerować liczbami naturalnymi. To oczywiste. Pytam czy może istnieć nieskończony podzbiór N, którego elementami potraktowanymi jako indeksy, nie da się ponumerować całego N (tak jak liczbami naturalnymi nie da się ponumerować continuum). [I nie widzę niemożliwości istnienia takiego podzbioru, o ile tylko nie "wiedzieć" zawczasu, jakoby |N| było najmniejszą nieskończonością.]
> Są więc (co najmniej) przeliczalne. Bez przesady. Chodzi o podzbiory N - można zatem powiedzieć, że są co najwyżej mocy |N|.
>Każda bez wyjątku definicja wymaga dowodu istnienia definiowanego obiektu. Może warto spróbować.. [Na początek przydałoby się chyba ustalenie, że nie ma liczb naturalnych większych od |N|.]
>Gödla raczej zostaw w spokoju, to już wyższa szkoła jazdy... O.K. - na razie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >To oczywiste. Pytam czy może istnieć nieskończony podzbiór N, którego elementami potraktowanymi jako indeksy, nie da się ponumerować całego N No niby oczywiste, ale nie oczywiste. Skoro ustaliłem poprzednio funkcję 1-1 między zbiorem N a jakimś nieskończonym podzbiorem M zbioru N, to działa to w obie strony. Tzn. elementami podzbioru M numeruję kolejne liczby zbioru N. Jest to typowa konstrukcja potwierdzająca typowe twierdzenie, że każdy nieskończony podzbiór zbioru N jest równoliczny z N.
>[Na początek przydałoby się chyba ustalenie, że nie ma liczb naturalnych większych od |N|.] To jakiś żart? Jeśli wezmę dowolną liczbę naturalną n, to istnieje większa od niej (np. n+1). A tym samym n<|N| (w tej nierówności traktuję liczbę n jako moc zbioru skończonego).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | >To jakiś żart? Jeśli wezmę dowolną liczbę naturalną n, to istnieje większa od niej (np. n+1). A tym samym n<|N| (w tej nierówności traktuję liczbę n jako moc zbioru skończonego).
Cantor zrobił wam żart, a potem Hilbert kilka innych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >>[Na początek przydałoby się chyba ustalenie, że nie ma liczb naturalnych większych od |N|.] >To jakiś żart? Chodziło tylko o to, że skoro liczby naturalne są równe co do wartości swoim numerom w bijekcji N<->N, to ew. mówienie o liczbach większych od |N| byłoby tak samo pozbawione sensu jak twierdzenie, że liczb naturalnych jest więcej niż ich jest.
>Jeśli wezmę dowolną liczbę naturalną n, to istnieje większa od niej (np. n+1). Z nierównościami dla liczb skończonych nie ma problemu. Dla nieskończonych x+1=x, 2x=x oraz x2=x (ale już 2x>x). To całkiem odmienne rachunki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > Chodziło tylko o to, że skoro liczby naturalne są równe co do wartości swoim numerom w bijekcji N<->N, to ew. mówienie o liczbach większych od |N| byłoby tak samo pozbawione sensu jak twierdzenie że liczb naturalnych jest więcej niż ich jest.No właśnie! Sam widzisz, że w zasadzie nie ma potrzeby sprawdzać tego. Chociaż mogę dać Ci przykład bijekcji f:N↔N, która nie poddaje się tak łatwej argumentacji: - Jeśli p jest liczbą pierwszą, to f(p)=p2
- Jeśli n=p2 i p jest liczbą pierwszą, to f(n)=p
- dla pozostałych n f(n)=n.
W tej bijekcji (myślę, że nie wątpisz w to, iż jest to bijekcja) łatwo wskazać dowolnie duże liczby naturalne, które są o wiele większe od swojego numeru. > Z nierównościami dla liczb skończonych nie ma problemu. Dla nieskończonych x+1=x, 2x=x oraz x2=x (ale już 2x>x). To całkiem odmienne rachunki.Zbiór liczb naturalnych N zawiera wyłącznie liczby skończone, dlatego pytanie o liczbę naturalną większą od | N| potraktowałem jak żart.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. łatwo wskazać dowolnie duże liczby naturalne, które są o wiele większe od swojego numeru. Tak. Wartości podanej funkcji nie są jednak większe niż wartości funkcji f(n)=n2, które dla n dążących do |N| dążą do |N|2=|N|.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > >.. łatwo wskazać dowolnie duże liczby naturalne, które są o wiele większe od swojego numeru.> Tak. Wartości podanej funkcji nie są jednak większe niż wartości funkcji f(n)=n2, które dla n dążących do |N| dążą do |N|2=|N|.A co powiesz na taką funkcję? - Jeśli p jest liczbą pierwszą, to f(p)=p p
- Jeśli n=p p i p jest liczbą pierwszą, to f(n)=p
- dla pozostałych n f(n)=n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Poczucie humoru Cię nie opuszcza  Jeśli podana funkcja ma mieć wartości w N, to w wyrażeniu p p nie sposób rozważać p bliskich |N|, ponieważ dla p dążących do |N| wartości wyrażenia dążą do |N| |N|=c, co prowadzi do sprzeczności (bo istniałyby liczby naturalne bliskie c>|N|). To samo dotyczy dziedziny. Zatem podana przez Ciebie funkcja ma (dla n pierwszych) sens tylko gdy n nie większe niż log 2|N|.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > Poczucie humoru Cię nie opuszczaPotraktowałeś to jako żart? Niesłusznie! Ja chciałem tym wymyślonym przeze mnie i dość wyszukanym przykładem pokazać, że bijekcja N↔N zupełnie nie narzuca zależności między wartością wyrazu i jego numerem. Nie przyszło mi jednak do głowy, że można tak bałamutnie to skomentować. > Jeśli podana funkcja ma mieć wartości w N, to w wyrażeniu pp nie sposób rozważać p bliskich |N|, ponieważ dla p dążących do |N| wartości wyrażenia dążą do |N||N|=c, co prowadzi do sprzeczności (bo istniałyby liczby naturalne bliskie c>|N|).Po pierwsze: z Twoich rozważań wynika, że w ogóle nie uważasz funkcji f za bijekcję N↔N Po drugie: x x → ∞, gdy x → ∞ i jest to jedna z prostszych granic (niewłaściwych) do wyliczenia Po trzecie: Kto Cię prosił o liczenie jakiś granic i grzebanie się w jakiś nieskończonościach? Dałem Ci prosto zdefiniowaną funkcję o argumentach i wartościach naturalnych. Po czwarte: Tu nie ma żadnej sprzeczności a raczej jest dowód na błędne rozumienie i stosowanie pojęcia funkcji. > To samo dotyczy dziedziny.> Zatem podana przez Ciebie funkcja ma sens jedynie dla n nie większych niż log2|N|.Funkcja x x jest dobrze określona dla wszystkich liczb rzeczywistych dodatnich (a więc tym bardziej dla liczb naturalnych).
Wnioskuję, że prawdopodobnie masz problemy ze zwykłymi funkcjami wykładniczymi 2 x, e x . One też pewnie są określona tylko dla x<log 2|N|. Bo dla dowolnych argumentów ich wartości mogłyby uciekać diabli wiedzą gdzie np. do 2 alef0. Czyli poza liczby rzeczywiste? do jakiegoś continuum? Żeby pokazać Ci, jak niespójny jest ten Twój rachunek na liczbach kardynalnych wymieszanych z rzeczywistymi skorzystam z rozwinięcia w szereg potęgowy funkcji eksponencjalnej e |N| = |N| 0/0! + |N| 1/1! + |N| 2/2! + |N| 3/3! + ... Po lewej stronie jest to Twoje continuum. Po prawej zaś stronie masz przeliczalną ilość składników, z których każdy jest potęgą |N| podzieloną przez pewną liczbę czyli każdy z nich jest równy |N|. Ich przeliczalna suma jest równa |N|*|N|. Prawa strona jest więc równa |N|. I nagle to continuum widniejące po lewej stronie znika! Chociaż przypuszczam, że jesteś gotów wmawiać, iż tych składników powinno być odpowiednio więcej (ile dokładnie? - tyle ile trzeba. Np. continuum  ). Podobnie wyjdzie przy obliczaniu logarytmu Ln|N| = |N|/1 - |N| 2/2 + |N| 3/3 - |N| 4/4 + ... = |N|/1 - |N|/2 + |N|/3 - |N|/4 + ...= ln2*|N| = |N|  Przepraszam z góry, jeśli to Cię dotknie, ale uważam, że masz fatalnie spaczone intuicje liczb naturalnych N, zbioru liczb rzeczywistych R, ciągów liczbowych i funkcji rzeczywistych. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Potraktowałeś to jako żart? Niesłusznie!Widocznie zmylił mnie znaczek  w Twej poprzedniej wypowiedzi. > .. bijekcja N↔N zupełnie nie narzuca zależności między wartością wyrazu i jego numerem.Wybacz - przypuszczałem, że celowo a przewrotnie wskazujesz konstrukcję, w której trudniej oszacować od góry wartości funkcji jako nie większe niż |N|. > .. z Twoich rozważań wynika, że w ogóle nie uważasz funkcji f za bijekcję N↔Dla każdego skończonego podzbioru N Twoja funkcja wyczerpuje cały podzbiór i daje różne wartości przy różnych n - jest zatem jedno-jednoznaczna. Produkuje jednak przy okazji wymyślne twory wymykające się ograniczeniu do |N| liczebności N. Za chwilę przy użyciu n n gotowiśmy ponumerować n-ami całe continuum (albo i więcej, jeśli za mieszczące się w N uznać wyrażenie 2 2n dla n bliskich alef 0). Zmierzamy do wniosku, że w zasadzie istnieje jedna tylko nieskończoność? Jeśli tak, to nie ma sprawy. > Po drugie: xx → ∞, gdy x → ∞Jeśli uznajemy istnienie więcej niż jednej nieskończoności, to proponuję w dalszych rozważaniach każdą nazywać 'po imieniu', by ich nie mylić. W takim ujęciu limes przy n dążącym do alef zero dla wyrażenia n n wynosi 2 |N|= c, zaś x x dla x dążących do c daje 2 c, itd... > Po trzecie: Kto Cię prosił o liczenie jakiś granic i grzebanie się w jakiś nieskończonościach? Dałem Ci prosto zdefiniowaną funkcję o argumentach i wartościach naturalnych.Jeśli podany przez Ciebie przykład ma dotyczyć liczb skończonych, to naprawdę nie staję w opozycji.  ... > e|N| = |N|0/0! + |N|1/1! + |N|2/2! + |N|3/3! + ...Raczysz Waść dworować sobie ze mnie (ale wolno Ci, bo masz za sobą ogrom matematycznych autorytetów). Nigdzie nie twierdzę, jakoby rachunek na (nieskończonych) liczbach kardynalnych stosował się do liczb skończonych - przeciwnie - są to całkiem inne rachunki (z wyjątkiem operacji eksponowania/logarytmowania, gdzie widać podobny mechanizm). Skoro już jednak raczyłeś podać rozwinięcie używające silni, to pozwolę sobie dolać oliwy do ognia i wyrazić następującą herezję: Zbiór (wszystkich) liczb wymiernych nie tworzy ciała, ponieważ nie jest zamknięty ze względu na dodawanie - suma niektórych elementów: odwrotności silni (jak najbardziej wymiernych) daje w efekcie e (które wymierne bynajmniej nie jest). P.S. Proponuję zachowanie dystansu wobec omawianych tu kwestii i unikanie wynurzeń dewaluujących interlokutora - zajmujemy się wszak tylko nie mającą praktycznej wartości próbą porządkowania wyobrażeń, z których żaden piekarz chleba nie upiecze. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > >Potraktowałeś to jako żart? Niesłusznie!> Widocznie zmylił mnie znaczek w Twej poprzedniej wypowiedzi.Dopowiem. Śmiałem się sam do siebie zacierając ręce, że tym przykładem z dziecinną radością obalę Twoją argumentację. Tobie powinienem dać wtedy znaczek  . Kiedy jednak zobaczyłem Twoją replikę, to targnęły mną sprzeczne emocje  . > >.. bijekcja N↔N zupełnie nie narzuca zależności między wartością wyrazu i jego numerem.> Wybacz - przypuszczałem, że celowo a przewrotnie wskazujesz konstrukcję, w której trudniej oszacować od góry wartości funkcji jako nie większe niż |N|.Nie, moja konstrukcja miała być bijekcją, w której wartość wyrazu i jego numer mogą "rozjeżdżać" się z szybkością eksponencjalną. A mimo to cały czas OBIE SĄ LICZBAMI NATURALNYMI. > Dla każdego skończonego podzbioru N Twoja funkcja wyczerpuje cały podzbiór i daje różne wartości przy różnych n - jest zatem jedno-jednoznaczna. Produkuje jednak przy okazji wymyślne twory wymykające się ograniczeniu do |N| liczebności N. Za chwilę przy użyciu nn gotowiśmy ponumerować n-ami całe continuum (albo i więcej, jeśli za mieszczące się w N uznać wyrażenie 22n dla n bliskich alef0). Zmierzamy do wniosku, że w zasadzie istnieje jedna tylko nieskończoność? Jeśli tak, to nie ma sprawy.Dwója z arytmetyki liczb naturalnych > Jeśli uznajemy istnienie więcej niż jednej nieskończoności, to proponuję w dalszych rozważaniach każdą nazywać 'po imieniu', by ich nie mylić. W takim ujęciu limes przy n dążącym do alef zero dla wyrażenia nn wynosi 2|N|=c, zaś xx dla x dążących do c daje 2c, itd...Dwója z analizy matematycznej > > Dałem Ci prosto zdefiniowaną funkcję o argumentach i wartościach naturalnych.> Jeśli podany przez Ciebie przykład ma dotyczyć liczb skończonych, to naprawdę nie staję w opozycji.A znasz jakąś nieskończoną liczbę naturalną? > >e|N| = |N|0/0! + |N|1/1! + |N|2/2! + |N|3/3! + ...> Nigdzie nie twierdzę, jakoby rachunek na (nieskończonych) liczbach kardynalnych stosował się do liczb skończonychJa nie twierdzę, że twierdzisz. Ja tylko powielam Twoją argumentację użytą do funkcji f(n)=n 2 choćby w wypowiedzi 10-10-2012 23:01 gdzie pisałeś |N| 2=|N|. Oczywiście w odniesieniu do liczby kardynalnej jest to prawdą, więcej |N| n=|N| dla każdego n naturalnego. Prawdą jest też, że k|N|=|N| gdzie k jest dowolnym współczynnikiem liczbowym. Zatem każdy składnik sumy z prawej strony jest równy |N|. Przed czym więc tak się wzbraniasz? Stosując Twoje rachunki dostałem równość e |N|=|N|  > Zbiór (wszystkich) liczb wymiernych nie tworzy ciała, ponieważ nie jest zamknięty ze względu na dodawanieZbiór liczb wymiernych jest ciałem, nie jest jednak przestrzenią zupełną. Nie, nie, takimi "zaczepkami" nie sprowokujesz mnie. > Proponuję zachowanie dystansu wobec omawianych tu kwestii i unikanie wynurzeń dewaluujących interlokutora - zajmujemy się wszak tylko nie mającą praktycznej wartości próbą porządkowania wyobrażeń, z których żaden piekarz chleba nie upiecze.Wszystkie wojny religijne, wszystkie stosy z płonącymi heretykami też były "próbą porządkowania wyobrażeń". Nie dziw się więc, że czasami i ja tracę dystans do omawianego tematu. Przepraszam, jeśli coś skomentuję za ostro. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Stosując Twoje rachunki dostałem równość e|N|=|N|  Musiało się coś pomylić, bo wg moich rachunków e ln|N|=|N|. [Ale ty wzbraniasz się przed liczbą ln|N|, więc pewnie stąd błąd.] > .. stosy z płonącymi heretykami też były "próbą porządkowania wyobrażeń".Jednakowoż matematycy przedkładają chyba rozum nad dogmatyczny fanatyzm, dzięki czemu unikają ślepej furii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > > Stosując Twoje rachunki dostałem równość e|N|=|N|> Musiało się coś pomylić, bo wg moich rachunków eln|N|=|N|.> [Ale ty wzbraniasz się przed liczbą ln|N|, więc pewnie stąd błąd.]No wiesz!? Proszę, nie traktuj mnie jak kogoś bardziej nierozgarniętego, niż faktycznie jestem! Przecież dotarliśmy wspólnie do miejsca, w którym widać jak na dłoni sprzeczność w całej wymyślonej przez Ciebie konstrukcji. Tak trudno się przyznać? Dopominałeś się przecież, abym Ci wskazał jakąkolwiek sprzeczność w Twoich wywodach. Zacznijmy jeszcze raz od początku: - Powołałem się na ogólnie znane rozwinięcie funkcji wykładniczej
ex = x0/0! + x1/1! + x2/2! + x3/3! + ... wzór jest prawdziwy dla dowolnego rzeczywistego x (więcej - dla dowolnego zespolonego).
- Następnie skorzystałem z Twojej beztroskiej para-matematyki i podstawiłem pod x liczbę kardynalną |N|
e|N| = |N|0/0! + |N|1/1! + |N|2/2! + |N|3/3! + ...
- Przechodząc do arytmetyki na liczbach kardynalnych stwierdzam, że prawa strona jest sumą równą |N|+ |N|+ |N|+ |N|+ ... czyli |N|. A lewa tyle ile jest , tzn. e|N|.
- Ostatecznie e|N| = |N|. No a w arytmetyce liczb kardynalnych e|N| lewituje gdzieś w okolicy c. Czyli c=alef0
Wnioski z powyższej nieprawdy są następujące: - Nie wolno we wzorach / funkcjach zdefiniowanych dla liczb rzeczywistych/naturalnych podstawiać liczb kardynalnych. I nic tu nie pomogą rozpaczliwe próby ograniczania dziedziny do jakichś zmyślonych fantazyjnych nieskończoności mniejszych od alef0. Nie wolno i już. Bo to prowadzi poza obszar definicji tych wzorów/funkcji.
- Funkcja zdefiniowana dla liczb rzeczywistych/naturalnych o wartościach rzeczywistych/naturalnych ma ZAWSZE wartości rzeczywiste/naturalne. Nawet jeśli wartość ucieka eksponencjalnie w stosunku do argumentu (np. f(x)=2x ).
> >.. stosy z płonącymi heretykami też były "próbą porządkowania wyobrażeń".> Jednakowoż matematycy przedkładają chyba rozum nad dogmatyczny fanatyzm, dzięki czemu unikają ślepej furii.Chyba przeceniasz pod tym względem matematyków. Owszem, mają tresurę w ścisłym wyrażaniu myśli, w czystości i precyzji rozumowań, zdarza im się pewnie częściej niż u innych błyskotliwe dostrzeganie zależności, związków między elementami zjawiska. Ale z nimi chyba jest podobnie jak z poetami - matematykiem się bywa. Może częściej i łatwiej niż u poetów, ci drudzy muszą czekać na tzw. natchnienie. W życiu codziennym matematycy jednak też mają poglądy, ulegają emocjom. Jak wszyscy. Zdarzają się tacy (nazwisko znam, ale nie napiszę go publicznie), co nie stronili od usług wróżek. A Newton twórca nowoczesnej mechaniki i współtwórca rachunku różniczkowego napisał poradnik, w którym był instruktaż, jak w kobiecie rozpoznać czarownicę. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >Nie wolno we wzorach / funkcjach zdefiniowanych dla liczb rzeczywistych/naturalnych podstawiać liczb kardynalnych. Zgoda. Z reguły nie wolno. Ale nie było to moim zamiarem. Poszerzam tylko zakres stosowalności wzoru: c=2alef0, by w ten sposób konstruować większe i mniejsze moce nieskończone. Dodatkowo próbuję badać korelacje między zbiorami różnych mocy a określonymi w nich (na podzbiorach) działaniami, przeprowadzającymi do innej skali. Odnoszę wrażenie, że to się powinno jakoś nieprzypadkowo poukładać. >.. matematykiem się bywa. Trafna uwaga. Czasami można nawet odnieść wrażenie, że i człowiekiem tylko się bywa.. [Tu jednak zajmują mnie raczej te 'fragmenty' matematyków, które są matematyczne.]
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >Powołałem się na ogólnie znane rozwinięcie funkcji wykładniczej >ex = x0/0! + x1/1! + x2/2! + x3/3! + ... >Następnie skorzystałem z Twojej beztroskiej para-matematyki i podstawiłem pod x liczbę kardynalną |N| >e|N| = |N|0/0! + |N|1/1! + |N|2/2! + |N|3/3! + ... >Przechodząc do arytmetyki na liczbach kardynalnych stwierdzam, że prawa strona jest sumą równą |N|+ |N|+ |N|+ |N|+ ... czyli |N|.
To błędne stwierdzenie, ponieważ n-ty wyraz szeregu po podstawieniu oszacowania Stirlinga na n! przyjmuje postać: en . (|N|n/nn) . (2pi n)-0,5, co w granicy (przy n dążącym do |N|) daje: e|N|/|N|1/2, czyli istotnie więcej, niż "stwierdzone" przy użyciu Twoich para-rachunków |N|. [Skąd taka beztroska w ocenianiu ciągu czy szeregu na podstawie początkowych wyrazów, podczas gdy dalsze wymykają się naiwnym (klasycznym?) intuicjom?]
> A lewa tyle ile jest , tzn. e|N|. Tak - tyle co continuum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne (para-rachunki) | > ...przy użyciu Twoich para-rachunków |N|To nie są moje para-rachunki ani moja para-matematyka. Bawię się w Twoją grę i nawet mnie to trochę śmieszy, Ty zaś traktujesz to śmiertelnie poważnie. Ciągle mnie zaskakujesz różnymi kwiatkami, które kwitną w tej para-matematyce. Oto dwa z nich - Zbudowałeś szereg, którego n-tym wyrazem jest en . (|N|n/nn) . (2pi n)-0,5 . Następnie obliczyłeś 'granicę' tego czegoś. Czy zauważyłeś, że każdy wyraz szeregu jest taki sam i ma wartość |N| (wystarczy opanować elementarny rachunek na liczbach kardynalnych, aby to stwierdzić)? Czyli mamy ciąg stały (no, może od drugiego wyrazu począwszy)!
Moje pytanie: czy nie przeszkadza Ci, że ta tzw. 'granica' ciągu ma inną wartość niż poszczególne wyrazy ciągu stałego? Naprawdę? Bo jeśli znasz poprawną definicję granicy, to nie powinieneś używać tego pojęcia w tym kontekście.
- Widzę, że intensywnie stosujesz nowe, nikomu jeszcze nie znane
prawa arytmetyki liczb kardynalnych - prawo rozdzielności potęgowania względem dzielenia: (x/y)n=xn/yn oraz prawo skracania liczb kardynalnych w ułamkach. Myślę, że wyśledzisz w Twoich para-obliczeniach miejsca, w których użyłeś tych praw. Ja zaś stosując Twoje prawa udowodnię, że np. dla dowolnej nieskończonej liczby kardynalnej X zachodzi X=1: X = X*1 = X*(X/X) = (X*X)/X = X2/X = X/X = 1. Stąd w szczególności c=1, alef0=1. Jak widać znając wcześniej te prawa nie musiałbym się tak wysilać z funkcją wykładniczą ex i jej rozwinięciami.
> [Skąd taka beztroska w ocenianiu ciągu czy szeregu na podstawie początkowych wyrazów, podczas gdy dalsze wymykają się naiwnym (klasycznym?) intuicjom?]A te dalsze to niby które? Te od milionowego począwszy? A może od trylionowego? Gdzie zaczynają się te dalsze wyrazy??? Czy Ty w ogóle rozumiesz definicję ciągu? Co to jest zasada indukcji matematycznej? Co to jest zbiór liczb naturalnych? Które to niby wyrazy wymykają się naiwnym intuicjom? Ty naprawdę wierzysz, że w N oprócz liczb 1,2,3,.. siedzą jeszcze pochowane gdzieś jakieś "smugi cienia", za którymi zmieniają się prawa arytmetyki!!! I tam, do badania trzeba dysponować jakąś nie-naiwną (nieklasyczną) intuicją.  pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Ciągle mnie zaskakujesz różnymi kwiatkami, To miłe. Dziękuje za zainteresowanie. >Zbudowałeś szereg, którego n-tym wyrazem jest en . (|N|n/nn) . (2pi n)-0,5 . Następnie obliczyłeś 'granicę' tego czegoś. Czy zauważyłeś, że każdy wyraz szeregu jest taki sam i ma wartość |N| Nie do końca. >.. udowodnię, że np. dla dowolnej nieskończonej liczby kardynalnej X zachodzi X=1: >X = X*1 = X*(X/X) = (X*X)/X = X2/X = X/X = 1. Nie wiem czego dowodzisz - chyba własnych naditerpretacji. >A te dalsze to niby które? Te od milionowego począwszy? Większe od ln|N|. [Dla n dążących do ln|N| wyjdzie |N|, czyli tyle, ile intuicyjnie oczekujesz.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >>Czy zauważyłeś, że każdy wyraz szeregu jest taki sam i ma wartość |N| >Nie do końca. Do końca, do końca. Każdy wyraz tego ciągu ma "wartość" |N|. Każdy tzn. o dowolnym numerze naturalnym n. Innych wyrazów w ciągu nie ma! o jakichś dziwacznych numerach w rodzaju alef0, albo za przeproszeniem ln2alef0. Każdy wyraz ciągu ma jakiś konkretny numer naturalny!
>>.. udowodnię, że np. dla dowolnej nieskończonej liczby kardynalnej X zachodzi X=1: >>X = X*1 = X*(X/X) = (X*X)/X = X2/X = X/X = 1. >Nie wiem czego dowodzisz - chyba własnych naditerpretacji. Dowodzę (przez reductio ad absurdum), że wykorzystane przez Ciebie w Twoich rachunkach ze wzorem Stirlinga skracanie liczb kardynalnych jest niedopuszczalną operacją (nie istnieje pojęcie dzielenia liczb kardynalnych nieskończonych). Przyjmując taką operację jako poprawną mogę dowieść różnych bzdur, np. alef0=1. Właśnie to zrobiłem w moich rachunkach! Przyjrzyj się im uważnie i bez uprzedzeń - użyłem tam wyłącznie arytmetyki liczby kardynalnych oraz "Twoje" prawo skracania liczb kardynalnych. I do czego dochodzę?
>>A te dalsze to niby które? Te od milionowego począwszy? >Większe od ln|N|. Nie istnieje liczba naturalna ln|N|, czy jak ją tam sobie nazwiesz. KAŻDA LICZBA NATURALNA jest skończona!! Jest ona konkretna i można ją zapisać choćby w systemie dziesiętnym z użyciem skończonej ilości cyfr.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >>>Czy zauważyłeś, że każdy wyraz szeregu jest taki sam i ma wartość |N| >>Nie do końca. >Do końca, do końca. Każdy wyraz tego ciągu ma "wartość" |N|. Każdy tzn. o dowolnym numerze naturalnym n. Innych wyrazów w ciągu nie ma! Jeśli byłaby mowa o numerach skończonych, to pełna zgoda. Skoro jednak numeracja nie ma końca, to powstaje pytanie o rodzaj owego 'nie_mania_końca'* - np. zbiór o mocy 2|N| nie ma końca w inny (mocniejszy?) sposób niż alef_zerowy. Przypuszczam, że mogą też istnieć 'słabsze' niż naturalne sposoby uzyskiwania "dowolnie" wielkiej wielkości.
>.. wykorzystane przez Ciebie w Twoich rachunkach ze wzorem Stirlinga skracanie liczb kardynalnych jest niedopuszczalną operacją No może popełniłem nadużycie tak sobie lekko skracając, a powinienem był podkreślić rolę czynnika en - bo to, przyznasz, fundamentalnie co innego, gdy numerki występują w wykładniku.
>.. "Twoje" prawo skracania liczb kardynalnych. I do czego dochodzę? Dzięki za uzasadnioną krytykę. >Nie istnieje liczba naturalna ln|N|, czy jak ją tam sobie nazwiesz. KAŻDA LICZBA NATURALNA jest skończona! Skoro mowa o liczbach skończonych, to pełna zgoda. Jeśli jednak chodziłoby o nieskończone, to np. ln|R|=log2|R|=lnc=alef0 (każda >1 podstawa logarytmu jest równie dobra). Przepraszam, jeśli zbyt uproszczoną notacją wprowadziłem zamieszanie.
>.. Jest ona [liczba naturalna] konkretna i można ją zapisać choćby w systemie dziesiętnym z użyciem skończonej ilości cyfr. Też mi się zdaje, że ze skończonej ilości cyfr można budować co najwyżej konkretne (skończone) liczby.
[(*)Daruj nie dość precyzyjne sformułowania, ale mówimy nie o 'rzeczach rzeczywistych' (w sensie: mierzalnych fizycznie), lecz jeno wyobrażanych. Mimo to próbuję zdyscyplinować wyobraźnię przy użyciu tejże wyobraźni.]
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > Jeśli byłaby mowa o numerach skończonych, to pełna zgoda.Przepraszam, ale o tym już kilka razy była mowa a Ty ciągle tkwisz w oparach jakiejś nadświadomości. Numery są zawsze skończone. Nie ma czegoś takiego jak numer nieskończony. Każdy numer, jaki weźmiesz, jest konkretny i skończony. Wprawdzie może być dowolnie duży, ale zawsze skończony. Dałem Ci kiedyś ćwiczenie z kwantyfikatorów dla oswojenia się z tymi pojęciami, ale go nie zrobiłeś. > Skoro jednak numeracja nie ma końca, to powstaje pytanie o rodzaj owego 'nie_mania_końca'* - np. zbiór o mocy 2|N| nie ma końca w inny (mocniejszy?) sposób niż alef_zerowy.Czym innym jest wartość liczby a czym innym jest liczność zbioru, z którego bierzesz te liczby. Jeśli myślisz, że zbiór liczb rzeczywistych ma inny koniec albo w inny sposób ma brak tego końca (dżisis! co ja tu wypisuję!!!), to jesteś w głębokim błędzie. Pojęcie końca lub braku tego końca ma związek wyłącznie z uporządkowaniem tego zbioru a nie jego licznością. I zbiory N i R mają niestety (a może "stety") taki sam "brak końca": - Dla każdej liczby rzeczywistej istnieje liczba naturalna większa od niej
- Dla każdej liczby naturalnej istnieje liczba rzeczywista większa od niej (choćby ona sama powiększona o 1)
Żadna liczba rzeczywista nie jest w stanie "przeskoczyć" zbioru N i odwrotnie - żadna liczba naturalna nie jest w stanie "przeskoczyć" zbioru R !!! A jeden z tych zbiorów ma moc c, drugi alef 0. > Skoro mowa o liczbach skończonych, to pełna zgoda.> Jeśli jednak chodziłoby o nieskończone, to...Nie ma liczb nieskończonych, liczby to liczby tzn. elementy zbioru liczbowego (całkowit, wymierne , rzeczywiste, zespolone...). Są też liczby kardynalne (skończone lub nieskończone). Ale liczba kardynalna nieskończona nie jest żadną liczbą (wbrew nazwie) i nie podlega regułom arytmetyki liczbowej, ale co najwyżej arytmetyce liczb kardynalnych. Od miesiąca nasz dialog mniej więcej wygląda tak: Setarkos: Widziałem wczoraj krowę z pazurami. Confessus: Niemożliwe! Nie istnieje krowa z pazurami. Setarkos: Pełna zgoda. Nie istnieje, o ile nie ta krowa nie jest misiem. No bo jeśli ta krowa jest misiem, to jednak ta krowa może mieć pazury.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - śady aprioryczne | >>.. liczba ciągów skończonych, zbudowanych z elementów tego zbioru >nie jest większa niż 2k! (! to tylko silnia a nie wykrzyknik). Jest dużo większa, bo od razu nieskończona. Zapominasz, że w ciągu (w przeciwieństwie do zbiorów) elementy możesz brać wielokrotnie. Tyle razy, ile chcesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >Jeśli także wyrazy są skończenie długie, >zdania składają się ze skończonej ilości wyrazów, >każda książka jest zamkniętym zbiorem zdań >a każda biblioteka skończonym księgozbiorem, >i jeśli istnieje skończenie wiele bibliotek - >to również cała informacja liczy sobie skończoną mnogość znaków. Pierwsze cztery linijki są definicjami: - Wyraz jest skończonym ciągiem znaków, - Zdanie jest skończonym ciągiem wyrazów, - Książka jest skończonym ciągiem zdań, - Biblioteka jest skończonym ciągiem książek. Piąta linijka jest niestety postulatem-własnością. Skoro bierzesz skończoną ilość bibliotek, to i znaków jest skończona. Gdybyś wziął wszystkie możliwe do pomyślenia biblioteki, to byłoby ich nieskończenie wiele (tym bardziej znaków byłoby nieskończenie wiele).
>Przypuszczam, że można w sposób niesprzeczny wprowadzić istnienie nieskończonych zbiorów mocy mniejszej niż |N| (np. takiego, którego zbiór potęgowy byłby równoliczny z N). Nie można. Żaden zbiór nie jest równoliczny ze swoim zbiorem potęgowym (tw. Cantora). Jeśli zbiór jest skończony, to jego zbiór potęgowy też. Jeśli nieskończony, to ma moc co najmniej alef0 (sic!) i jego zbiór potęgowy ma moc co najmniej continuum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. Gdybyś wziął wszystkie możliwe do pomyślenia biblioteki, to byłoby ich nieskończenie wiele (tym bardziej znaków byłoby nieskończenie wiele). Pełna zgoda. Wystarczy uzupełnić podany ciąg o: {zbiór bibliotek, zbiór zbiorów bibliotek, zbiór zbiorów zbiorów bibliotek, ...}. Ale czy to nie przemycenie domniemania nieskończoności do wykazania jej "konstrukcji" ze skończoności? >.. Jeśli nieskończony, to ma moc co najmniej alef0 (sic!) Dlaczego nie mogą istnieć mniejsze alefy - np. alef-1=log2alef0?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >Wystarczy uzupełnić podany ciąg o: {zbiór bibliotek, zbiór zbiorów bibliotek, zbiór zbiorów zbiorów bibliotek, ...}. Ale czy to nie przemycenie domniemania nieskończoności do wykazania jej "konstrukcji" ze skończoności? Nie przesadzaj! Po co tak uzupełniać. Wystarczy w Twoim opisie zdanie "i jeśli istnieje skończenie wiele bibliotek" zastąpić zdaniem "jeśli mamy wszystkie możliwe do pomyślenia biblioteki". I niczego w ten sposób nie przemycam - tu wprost, jak na talerzu mamy nieskończenie liczne możliwości.
>Dlaczego nie mogą istnieć mniejsze alefy Bo nie ma takich zbiorów. Najmniejszą mnogością nieskończoną jest zbiór liczb naturalnych N. Wszystkie "mniejsze" są już skończone.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Najmniejszą mnogością nieskończoną jest zbiór liczb naturalnych N. Wszystkie "mniejsze" są już skończone. Skoro to pewne, to chyba stanowi dobry przykład na istnienie sądów syntetycznych a priori. [Takiej pewności nie podzielam.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > > Najmniejszą mnogością nieskończoną jest zbiór liczb naturalnych N. Wszystkie "mniejsze" są już skończone.> Skoro to pewne, to chyba stanowi dobry przykład na istnienie sądów syntetycznych a priori.W pewnym sensie tak. Stwierdzenie "Najmniejszą mnogością nieskończoną jest zbiór liczb naturalnych N" nie wyraża żadnej wiedzy o świecie ani nie można go skonfrontować ze światem żadnym doświadczeniem. Jest więc dużo gorzej niż z kantowską sumą kątów w trójkącie (bo tę sumę to nawet małe dziecko może próbować konfrontować za pomocą kątomierza) . Na szczęście dzięki logice i matematyce wiele sądów a priori możemy porządkować względem wynikania jednych z drugich. A jest tak z omawianym sądem - jest on prostym wnioskiem z prostego rozumowania bazującego na "pojęciach a priori" zbioru, równoliczności i nieskończoności (tu nawet nie potrzeba sformalizowanej aksjomatyki Zermelo-Fraenkla teorii mnogości). - Biorę dowolny zbiór X.
- Są dwie możliwości: zbiór X jest skończony lub nieskończony
- Jeśli zbiór X jest skończony, to koniec dowodu (bo nie ma czego dowodzić)
- Jeśli zbiór X nieskończony, to mogę w nieskończoność 'pobierać' jego elementy numerując każdy kolejny pobrany element kolejną liczbą naturalną.
- W efekcie ustaliłem funkcję różnowartościową, która każdej liczbie naturalnej przypisała jakiś oddzielny element zbioru X. Nazywa się ta funkcja zanurzeniem (iniekcją) N w zbiorze X.
- Skoro N zanurza się w X, więc X ma moc co najmniej |N|
- Koniec.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >W efekcie ustaliłem funkcję różnowartościową, która każdej liczbie naturalnej przypisała jakiś oddzielny element zbioru X. Nazywa się ta funkcja zanurzeniem (iniekcją) N w zbiorze X. Szanowny kolega raczy żartować. Korzystając z szablonu takiego dowodu pokazalibyśmy za chwilę, że istnieje np. iniekcja zbioru o mocy c w zbiór o mocy alef0, która automatycznie staje się bijekcją. Tak nie jest.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne (nieskończoność) | > Szanowny kolega raczy żartować. Korzystając z szablonu takiego dowodu pokazalibyśmy za chwilę, że istnieje np. iniekcja zbioru o mocy c w zbiór o mocy alef0, która automatycznie staje się bijekcją.> Tak nie jest.Wcale mi nie do żartów. W szablonie naszkicowałem iniekcję N→ X zbioru N w jakiś dowolny nieskończony zbiór X. Nie możesz tego szablonu zastosować dla dowolnego zbioru argumentów zamiast N. Tzn. nie uda Ci się np. znaleźć funkcji R→ N różnowartościowej, która każdej liczbie rzeczywistej przypisze jakąś za każdym razem inną liczbę naturalną. A dlaczego? Tajemnica tkwi w zdaniu linijka wyżej: "mogę w nieskończoność 'pobierać' jego elementy numerując każdy kolejny pobrany element kolejną liczbą naturalną". Użyte tu słowa "numerując", "kolejna liczba natura" sugerują wyraźnie, że chodzi o zbiór argumentów N. Bo też tylko w N (i w każdym zbiorze przeliczalnym) istnieje (da się zdefiniować) pojęcie następnika i obowiązuje własność, że dla dowolnych dwóch liczb naturalnych można od jednej do drugiej przejść stosując następnik skończoną ilość razy. To jest dobra okazja, aby wejść o jeden stopień wyżej w naszych rozważaniach. Używamy w naszej polemice niemal od początku pojęć "nieskończoność", "nieskończony" itd. Daruję sobie w tym miejscu filozoficzne rozważania nad tymi pojęciami, ich umocowaniem wśród sądów "a priori" i ich nie przystawalnością do świata materialnego. Zwrócę tu raczej uwagę na to, że każdy, kto ma maturę, operuje tymi pojęciami i ma w miarę dobre intuicje z nimi związane. Gdyby jednak tego "każdego" zapytać, co przez pojęcie "NIESKOŃCZONY" rozumie, to zacząłby się korowód zastępczych słów i pojęć: "taki, co nie ma końca", "taki, co się nigdy nie kończy", "taki, który można kontynuować nieskończenie długo", "taki, który można powtarzać dowolnie wiele razy" itd. itp. W języku potocznym to oczywiście wystarczy, w matematyce nie. Matematyka dysponuje kilkoma definicjami nieskończoności definiowanej w języku teorii mnogości. Wśród nich: - Zbiór jest nieskończony, jeśli jest równoliczny z pewnym swoim podzbiorem właściwym.
- Zbiór jest nieskończony, jeśli można w nim zanurzyć zbiór N
Obie te definicje są równoważne na gruncie teorii mnogości (włącznie z aksjomatem wyboru). Pierwsza z nich jest o tyle lepsza, że nie odwołuje się do żadnego uprzednio zdefiniowanego zbioru. Druga odwołuje się do N i dzięki temu jest wygodniejsza do stosowania. Ja 90% swoich wpisów mogłem sobie darować i zamiast bajdurzyć o nieskończoności używając języka potocznego (te moje "pobieranie", "numerowanie", "kolejne elementy") mogłem krótko powołać się na tę drugą definicję i zakończyć wymianę poględów. Nie wiem, jak Ty, ale kiedy pytasz o nieskończoność "mniejszą" od | N| mieszasz intuicje potoczne z pojęciami matematycznymi, a gdybym Cię zapytał o tę nieskończoność od czegoś mniejszą, to też byłbyś w kłopocie przy próbach wyjaśnienia, o co właściwie pytałeś. A moje dowody na nieistnienie zbioru, którego zbiór potęgowy byłby nieskończony przeliczalny, zupełnie zbywasz, podobnie jak (wcześniej wprost nie napisany) komunikat ode mnie, że pytanie o "nieskończoność mniejszą od | N|" jest z mojego punktu widzenia zupełnie bez sensu (patrz: druga definicja nieskończoności). Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. w każdym zbiorze przeliczalnym istnieje (da się zdefiniować) pojęcie następnika Chyba pojęcie następnika nie jest tu najistotniejsze. Jeśli np. próbować znaleźć iniekcję ze zbioru liczb rzeczywistych z przedziału (0, 1) w zbiór liczb wymiernych z tego przedziału (czyli ułamków właściwych (a tych jest tyle samo co |N|)), to nadal wolno się posiłkować wyobrażeniem pobierania kolejnych elementów. Podobnie można rozważać funkcje ze zbioru ułamków właściwych w podzbiór o mniejszej mocy (co też się nie uda) pomimo że między ułamkami trudno wskazać "sąsiednie". [Spróbuję w najbliższym czasie ubrać w słowa model różnych nieskończoności wśród ułamków, ale to może potrwać, bo czasu własnego skończenie wiele.]
>.. Gdyby jednak tego "każdego" zapytać, co przez pojęcie "NIESKOŃCZONY" rozumie, to zacząłby się korowód zastępczych słów i pojęć: Słuszna uwaga. Pojęcie nieskończoności niespecjalnie nadaje się do jego intuicyjnego traktowania - z drugiej strony bez zastępczego (bo skończonego) opisu trudno się porozumieć.
>.. Zbiór jest nieskończony, jeśli można w nim zanurzyć zbiór N Chyba lepsze byłoby określenie, że nieskończony jest wtedy, gdy można w nim zanurzyć inny nieskończony. Taka definicja jest ogólniejsza i nie narzuca intuicji o istnieniu nieskończoności najmniejszej.
>.. gdybym Cię zapytał o tę nieskończoność od czegoś mniejszą, to odpowiem, że dla każdej nieskończonej liczby kardynalnej alfa istnieje mniejsza od niej nieskończona liczba kardynalna wyrażona wzorem log2alfa.
>.. dowody na nieistnienie zbioru, którego zbiór potęgowy byłby nieskończony przeliczalny, zupełnie zbywasz, Zdaje się, że bazują one na spostrzeżeniu, że zbiór potęgowy jest liczniejszy niż sam zbiór. Innymi słowy dziedzina (np. zbiór wyrazów) ma mniejszą moc niż zbiór funkcji określonych określonych na dziedzinie (np. zbiór zdań). O ile dobrze rozumiem, to twierdzenie o skończonej liczbie słów stojących jakoby za nieskończoną liczbą zdań wykorzystuje pogląd o istnieniu nieskończoności minimalnej, który tu staram się pomijać.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne (nieskończoność jeszcze raz) | > Chyba pojęcie następnika nie jest tu najistotniejsze.Jest istotne. Jest wręcz fundamentalne. W pojęciu następnika kryje się pojęcie indukcji nieskończonej, która równie dobrze charakteryzuje zbiór N (np. każdy podzbiór N ma element najmniejszy). Każdy zbiór zawierający pewien ustalony element i zawierający wraz z dowolnym jakimś elementem także jego następnik (różny od wszystkich wcześniejszych) jest równoliczny z N. > Jeśli próbować znaleźć iniekcję ze zbioru liczb rzeczywistych (...),to nadal wolno się posiłkować wyobrażeniem pobierania kolejnych elementówOwszem wolno, ale ustalisz wtedy jedynie jakiś ciąg liczb rzeczywistych. Niestety nieprzeliczalny zbiór liczb rzeczywistych pozostanie poza tym ciągiem. W jakiej kolejności nie brałbyś te liczby rzeczywiste, zawsze nieprzeliczalna ilość liczb rzeczywistych nie będzie miała swojego następnika. Twierdząc inaczej będziesz twierdził, że liczb rzeczywistych przeliczalnie wiele. Z liczbami wymiernymi to jest możliwe, bo jest efektywna metoda ustawienia wszystkich liczb wymiernych w ciąg, dzięki czemu dla dowolnej liczby wymiernej można podać jej następnik. > Chyba lepsze byłoby określenie, że nieskończony jest wtedy, gdy można w nim zanurzyć inny nieskończony. Taka definicja jest ogólniejsza i nie narzuca intuicji o istnieniu nieskończoności najmniejszej.Nie! Taka definicja nie przejdzie - robisz błędne koło. Definiujesz nieskończony zbiór za pomocą nieskończonego zbioru > odpowiem, że dla każdej nieskończonej liczby kardynalnej alfa istnieje mniejsza od niej nieskończona liczba kardynalna wyrażona wzorem log2alfa.Funkcja log jest zdefiniowana dla liczb rzeczywistych (z rozszerzeniem na liczby zespolone). To, co piszesz z tym log 2alef, jest pozbawione sensu. Podobnie jak pierwiastek stożka, logarytm długopisu albo odwrotność krowy. Napisać można wszystko, ale niewiele z tego ma sens. Twoje niewzruszone przekonanie, że dla każdej liczby kardynalnej istnieje mniejsza od niej (mimo że wcześniej podałem Ci dowód na nieistnienie nieskończoności mniejszej alef 0) świadczy tylko o tym, że niektóre Twoje intuicje (i nie tylko Twoje) stoją w jaskrawej sprzeczności z aksjomatami teorii mnogości. Tylko nie mów, że to tym gorzej dla aksjomatów! Za przeproszeniem, to tym gorzej dla Ciebie - intuicje wyrobione dla liczb rzeczywistych po prostu Cię oszukują, gdy je próbujesz stosować dla innych obiektów matematycznych. > >.. dowody na nieistnienie zbioru, którego zbiór potęgowy byłby nieskończony przeliczalny, zupełnie zbywasz,> Zdaje się, że bazują one na spostrzeżeniu, że zbiór potęgowy jest liczniejszy niż sam zbiór.Tak, ale inne są konsekwencje, gdy działamy na zbiorze skończonym a inne gdy na zbiorze nieskończonym: - Zbiór podzbiorów z elementów zbioru skończonego jest skończony.
- Zbiór podzbiorów z elementów zbioru nieskończonego przeliczalnego jest nieprzeliczalny mocy c
Wchodząc na zbiór nieskończony przeliczalny od razu "produkujemy" moc c. > Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale twierdzenie o skończonej liczbie słów stojących jakoby za nieskończoną liczbą zdań wykorzystuje bodaj pogląd o istnieniu nieskończoności minimalnej, który tu staram się pomijać.Proste pytanie: jak jest ilość napisów w rodzaju a, aa, aaa, aaaa, aaaaa, aaaaaa, ... skończona ilość czy nieskończona, I drugie pytanie: ile znaków użyłem do produkowania każdego z elementów powyższego ciągu. Jeśli na pierwsze pytanie odpowiesz NIESKOŃCZONA, to zadam drugie: czy mogę te napisy ponumerować liczbami naturalnymi. Jeśli odpowiesz TAK, to masz odpowiedź: najmniejszą nieskończonością jest | N|. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. Niestety nieprzeliczalny zbiór liczb rzeczywistych pozostanie poza tym ciągiem. Jasne - nie sposób zanurzyć R w każdy nieskończony podzbiór R. >.. dla dowolnej liczby wymiernej można podać jej następnik. Podpowiesz gdzie o tym poczytać? >.. robisz błędne koło. Pardon - zapędziłem się - niech zostanie pierwsza definicja. >.. log2alef, jest pozbawione sensu. Zapis: log2c=alef0 definiuję jako równoważny zapisowi: 2alef0=c.
>.. wcześniej podałem Ci dowód na nieistnienie nieskończoności mniejszej alef0 Tyle, że podany przez Ciebie dowód zawiera błędne koło, ponieważ zakłada możliwość zanurzenia N w każdy nieskończony podzbiór N, podczas gdy to właśnie miałby pokazać. >.. intuicje (..) po prostu Cię oszukują Możliwe. Możliwe też, że nie tylko mnie. W tm jednak wypadku staram się zachować pozycje sceptyczne i nie wprowadzać (aksjomatycznie) nowych intuicji, lecz niektóre z dotychczas obowiązujących porzucić.
>.. a, aa, aaa, aaaa, aaaaa, aaaaaa, ... Po trzech kropkach przypuszczam, że masz na myśli więcej niż skończenie długie wyrazy.. >.. najmniejszą nieskończonością jest |N|. Skoro wyobrażasz sobie od razu "aż tyle", to nie dziwię się, że to dla Ciebie znaczy jednocześnie "tylko tyle". [Widocznie dysponuję istotnie skromniejszą wyobraźnią.]
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne (nieskończoność + dowód ) | > >.. dla dowolnej liczby wymiernej można podać jej następnik.> Podpowiesz gdzie o tym poczytać?Choćby tu w części z przykładami. > Zapis: log2c=alef0 definiuję jako równoważny zapisowi: 2alef0=c.No niech Ci będzie. Ale kiedy definiujesz np. funkcję f(x)= 1/x, musisz uważać, jakie wartości możesz podstawiać pod x których zaś nie możesz. Podobnie definiując - jak wyżej - ten Twój logarytm powinieneś uważać, jakie wartości podstawiać pod zmienną. Bo nie możesz np. logarytmować alef 0, bo nie ma takiej liczby kardynalnej x, dla której 2 x =alef 0Samo napisanie log 2alef 0 nie kreuje żadnego obiektu. I podobnie jak 1/0 jest napisem bez sensu. Przy okazji - w teorii mnogości definiuje się pojęcie zbioru potęgowego z danego zbioru X. Odpowiada mu 2 |X| na mocach tych zbiorów. Ale nie da się zdefiniować operacji odwrotnej, tzn. zbioru, którego zbiór potęgowy jest równy danemu. Dlatego też logarytmowanie liczb kardynalnych jest jakimś egzotycznym wymysłem. > podany przez Ciebie dowód zawiera błędne koło, ponieważ zakłada możliwość zanurzenia N w każdy nieskończony podzbiór N, podczas gdy to właśnie miałby pokazać.Tak to jest, gdy raz używa się intuicyjnej definicji zbioru nieskończonego (te pobierania kolejnych elementów itp.) to znowu porządnej definicji z zanurzaniem N. Starałem się to wytłumaczyć w mojej wypowiedzi 07-10-2012 21:32. Przepraszam, ale jeśli tropiąc u mnie błędne koło masz moją wypowiedź z 06-10-2012 11:42, to może łaskawie wskazałbyś miejsce, w którym założyłem możliwość zanurzenia N w każdy nieskończony podzbiór N? O ile ja rozumiem swoje własne rozumowanie, to nie zakładałem istnienia tego zanurzenia, ale ja to zanurzenie właśnie konstruowałem. Jedyną moją niedoróbką było to, że tam jeszcze używałem potocznej definicji zbioru nieskończonego (skoro nie jest skończony, to jest nieskończony. A więc można pobierać...). W dalsze części przedstawiam Ci dowód, w którym w ogóle nie użyję ani razu słowa "nieskończony". Jest on precyzyjną wersją szkicu z dnia 06-10-2012 11:42 > ...staram się zachować pozycje sceptyczne i nie wprowadzać (aksjomatycznie) nowych intuicji lecz niektóre z dotychczas obowiązujących porzucić.Jak na sceptyka to wyjątkowo beztrosko mnożysz w świecie abstraktów różne dziwotwory nie troszcząc się ani o ich logiczną niesprzeczność ani o możliwość ich skonstruowania lub chociaż wykazania ich istnienia. Te Twoje logarytmy z liczb kardynalnych, te Twoje nieskończoności czające się wśród liczb naturalnych ... > >.. a, aa, aaa, aaaa, aaaaa, aaaaaa, ...> Po trzech kropkach przypuszczam, że masz na myśli więcej niż skończenie długie wyrazy..Czy Ty na pewno rozumiesz konwencję z trzema kropkami? Tak trudno domyślić się, że po sześciu wypisanych elementach pojawiłby się (gdyby mi się chciało to dalej pisać) element aaaaaaa a po nim element aaaaaaaa itd. (albo trzy kropki - jak wolisz). Czy któryś z nich jest "więcej niż skończenie długi"??? A na 140 miejscu pojawi się "więcej niż skończenie długi" element, czy może element długości 140?
Przypomnę najpierw zasadę minimum ZM jednoznacznie charakteryzującą zbiór liczb naturalnych: ZM: Dowolny podzbiór N ma element najmniejszy. Z tej zasady będę nieco niżej intensywnie korzystać. Niech teraz X⊂ N będzie dowolnym zbiorem zawartym w N. Określam dwa wzajemnie sprzeczne zdania tzn. A jest zaprzeczeniem B i odwrotnie: A: ∃n∊N ∀x∊X (x≤n) B: ∀n∊N ∃x∊X (x>n) Oczywiście z dwóch zdań A,B zachodzi dokładnie jedno. A oznacza, że zbiór X jest ograniczony z góry a tym samym ma skończoną ilość elementów. Czyli każdy zbiór X spełniający A można dla wygody nazywać skończonym podzbiorem zbioru N. TWIERDZENIE Jeśli zbiór X spełnia B (czyli nie jest skończony), to można w nim zanurzyć zbiór N. Dowód Na mocy ZM istnieje w X element najmniejszy, oznaczmy go x 1. Definiuję zbiór X1={x: x>x 1, x∊X }. Na mocy ZM istnieje w X1 element najmniejszy, oznaczmy go x 2. Oczywiście x 1<x 2. Definiuję zbiór X2={x: x>x 2, x∊X }. Na mocy ZM istnieje w X2 element najmniejszy, oznaczmy go x 3. Oczywiście x 2<x 3. Definiuję zbiór X3={x: x>x 3, x∊X }. Itd. Na mocy ZM istnieje w Xi element najmniejszy, oznaczmy go x i+1. Oczywiście x i<x i+1. Definiuję zbiór Xi+1={x: x>x i+1, x∊X }. Indukcyjnie zdefiniowana funkcja f: i→x i jest określona dla dowolnego i oraz jest jak widać różnowartościowa, bo dla każdego i zachodzi x i<x i+1. Czyli f: N→ X jest zanurzeniem zbioru N w zbiór X. Koniec dowodu. Ostatecznie: dla dowolnego zbioru X⊂N albo X jest skończony albo można w nim zanurzyć zbiór NZbiory, w których można zanurzyć N dla wygody nazywane są nieskończonymi. WNIOSEK Nieskończony zbiór X⊂ N jest przeliczalny. Dowód Skoro N można zanurzyć w X, więc | N|<| X|, jednocześnie X⊂ N więc | X|<| N|. Stąd więc | N|=| X|. WNIOSEK Nie istnieje podzbiór X⊂ N, którego zbiór potęgowy jest przeliczalny. Dowód Jeśli zbiór X jest skończony, to jego zbiór potęgowy też jest skończony. Niech więc X jest nieskończony tzn. jest przeliczalny. Ponieważ jego zbiór potęgowy nie jest z nim równoliczny, więc ma moc continuum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. nie możesz np. logarytmować alef0, bo nie ma takiej liczby kardynalnej x, dla której 2x =alef0Jeśli się z tym zgodzić, to dalsza dyskusja znika. Podjąłem ją dla rozważenia istnienia (nieskończonych) liczb kardynalnych x<alef 0. > .. w teorii mnogości definiuje się pojęcie zbioru potęgowego z danego zbioru X. Odpowiada mu 2|X| na mocach tych zbiorów.Może trafniej byłoby nazwać zbiór podzbiorów danego zbioru eksponencjalnym zamiast potęgowym (eksponentą?) - dość stwierdzić, że logiczne się wydaje przypisanie mu mocy ostro większej niż wyjściowemu (co do tego się bodaj zgadzamy). > .. Ale nie da się zdefiniować operacji odwrotnej, tzn. zbioru, którego zbiór potęgowy jest równy danemu.Nie bardzo rozumiem - chyba równanie definiujące operację zawsze (automatycznie) definiuje operację odwrotną. Jeśli np. zdefiniować eksponentę pewnej macierzy: M 1=e M, to jednocześnie ma sens wyrażenie: lnM 1, dające na powrót M. > .. logarytmowanie liczb kardynalnych jest jakimś egzotycznym wymysłem.Jako przeciętny użytkownik rozumu mogę Cię zapewnić, że nie ma tu żadnej egzotyki  W rachunku na dowolnych liczbach kardynalnych ich logarytmy nie wprowadzają sprzeczności (w szczególności logarytm przy podstawie 2 z liczby naturalnej określa (z małym błędem) po prostu długość zapisu tej liczby w systemie dwójkowym), a mogą być przydatne. Policzmy np. x y (gdzie x, y nieskończone) - jaki wynik proponujesz? > Jak na sceptyka to wyjątkowo beztrosko mnożysz w świecie abstraktów różne dziwotwory? Czemu się wzbraniać przed ich zbadaniem? Z obawy przed naruszeniem misternie zbudowanego 'gmachu' powielanych konstrukcji o "absolutnych" fundamentach? > .. nie troszcząc się ani o ich logiczną niesprzecznośćMocny zarzut - jeśli widzisz wewnętrzną sprzeczność, wskaż ją (tylko nie atakuj mnie proszę jeszcze bardziej bestroską klasyką, z której próbuję wyłączyć potencjalnie nadmiarowe aksjomaty). > .. ani o możliwość ich skonstruowania lub chociaż wykazania ich istnienia.Cóż.. liczyłem na włączenie się matematyków zachowujących krytycyzm wobec zastanych teorii, bo nie będąc profesjonalistą sam nie dam rady - jeśli się przeliczyłem, to trudno. > .. te Twoje nieskończoności czające się wśród liczb naturalnych ..."Moje" w odróżnieniu od "wasze"? Jeśli każda liczba naturalna jest mniejsza od jakiejś liczby skończonej, to nie wnoszę żadnych zastrzeżeń. > >>.. a, aa, aaa, aaaa, aaaaa, aaaaaa, ...> .. Czy któryś z nich jest "więcej niż skończenie długi"???Powiedz po prostu, że jest krótszy niż "coś tam" i wskaż owe "coś tam". Pozdrawiam [Dalszą dyskusję odkładam na później, ponieważ odnoszę wrażenie, że nie zmierzamy do zbadania rzeczy. Nie powinno być tak, by język matematyki nie znajdował wspólnego języka z powodu drobnej zmiany aksjomatyki. Kto jak kto, ale matematycy nie powinni się posądzać o fundamentalizm (typu religijnego?), lecz umieć 'na zimno' rozważać konsekwencje różnych założeń, w tym dotyczących wyobrażanych nieskończoności (jak trafnie zauważyłeś: nieweryfikowalnych fizycznie).].
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > >.. nie możesz np. logarytmować alef0, bo nie ma takiej liczby kardynalnej x, dla której 2x =alef0> Jeśli się z tym zgodzić, to dalsza dyskusja znika. Podjąłem ją dla rozważenia istnienia (nieskończonych) liczb kardynalnych x<alef0.Rozumiem, że to "JEŚLI..." ? oznacza, iż mój dowód masz za nic. A tak się napracowałem  > Może trafniej byłoby nazwać zbiór podzbiorów danego zbioru eksponencjalnym zamiast potęgowym (eksponentą?)Tu się zgadzam. Lepszą nazwą byłaby nazwa "zbiór wykładniczy" (przez analogię do zbiorów skończonych i ich mocy). Nie ja tę nazwę wymyśliłem, taka jest tradycyjna terminologia i nie ma sensu z nią walczyć. > >.. Ale nie da się zdefiniować operacji odwrotnej, tzn. zbioru, którego zbiór potęgowy jest równy danemu.> Nie bardzo rozumiemMiałem na myśli operację na zbiorach - nie istnieje zbiór, którego zbiór potęgowy będzie zbiorem {1,2,3,4,5}. Albo zbiorem N. > Nie bardzo rozumiem - chyba równanie definiujące operację zawsze (automatycznie) definiuje operację odwrotną. Jeśli np. zdefiniować eksponentę pewnej macierzy: M1=eM, to jednocześnie ma sens wyrażenie: lnM1, dające na powrót M.Taaak? A ile jest ln M gdzie M=[[-1,0],[0.1]]. A spróbuj znaleźć operację odwrotną do y=[x] gdzie [ ] oznacza część całkowitą liczby rzeczywistej. Jak sobie przeanalizujesz te przykłady, to zrozumiesz, gdzie są słabe strony tej konstrukcji i kiedy można a kiedy nie można mówić o operacji odwrotnej. A jeśli już można, to z jakimi ograniczeniami. > >.. logarytmowanie liczb kardynalnych jest jakimś egzotycznym wymysłem.> Jako przeciętny użytkownik rozumu mogę Cię zapewnić, że nie ma tu żadnej egzotyki> W rachunku na dowolnych liczbach kardynalnych ich logarytmy nie wprowadzają sprzeczności, a mogą być przydatne. Policzmy np. xy (gdzie x, y nieskończone) - jaki wynik proponujesz?Żadnego nie zaproponuję, bo nie wiem, ile to jest. Gorzej - nikt na świecie tego nie wie. To jest zagadnienie dużego kalibru wymagające prawdopodobnie nierekurencyjnego poszerzenia aksjomatyki teorii mnogości ZF. Pewnie wyobrażasz sobie alefy ułożone jak paciorki po kolei, a każdy z nich (wyjątkiem alef0) jest eksponencjałem swojego poprzednika. Nic bardziej mylnego. Jest to bardzo skomplikowany zbiór, owszem uporządkowany, ale mający po drodze nieskończoną ilość tzw. alefów nieosiągalnych tzn. takich, które nie są esponencjałem żadnego mniejszego alefa. Czyli trafiają się między nimi kosmiczne "dziury" podobne do "dziury" między wszystkimi liczbami naturalnymi a alef0. I logarytmami możesz straszyć dzieci w szkole ale nie te alefy. > >Jak na sceptyka to wyjątkowo beztrosko mnożysz w świecie abstraktów różne dziwotwory> ? Czemu się wzbraniać przed ich zbadaniem? Z obawy przed naruszeniem misternie zbudowanego 'gmachu' powielanych konstrukcji o "absolutnych" fundamentach?To co jest warte przebadania, badane jest od dawna. Zaproponuj coś faktycznie niebanalnego i przede wszystkim sensownego. Bo to, co poddajesz pod badanie wynika - powiem to najdelikatniej, jak umiem- z pewnego niezrozumienia omawianej materii. > >.. nie troszcząc się ani o ich logiczną niesprzeczność> Mocny zarzut - jeśli widzisz wewnętrzną sprzeczność, wskaż ją (tylko nie atakuj mnie proszę jeszcze bardziej bestroską klasyką, z której próbuję wyłączyć potencjalnie nadmiarowe aksjomaty).Hm. Hm. Klasyka jest beztroska? Myślałem, że beztroskie może być (choć nie musi) majstrowanie w klasycznych konstrukcjach, pojęciach, teoriach. A wewnętrzna sprzeczność? Ciągłe ją wskazuję. Aż mnie klawiatura boli! dalszy ciąg niżej...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. mój dowód masz za nic. To nie tak. W tym, co piszesz znajduję kawał dobrej roboty (w ramach klasycznej wykładni teorii mnogości). Jeśli wiele istotnych kwestii pomijam, to dlatego, by zmierzać do istoty sporu. >.. nie istnieje zbiór, którego zbiór potęgowy będzie zbiorem {1,2,3,4,5}. Dla zbioru {0,1,2,3,4,5,6,7} można wskazać zbiór hmm.. logarytmiczny np. w postaci {1,2,4}, a jego podzbiory: {_},{1},{2},{1,2},{4},{1,4},{2,4},{1,2,4} utożsamić z wyjściowym. >To jest zagadnienie dużego kalibru A tu mnie zaskakujesz, bo YlnX nietrudno oszacować. >Pewnie wyobrażasz sobie alefy ułożone jak paciorki po kolei, a każdy z nich (wyjątkiem alef0) jest eksponencjałem swojego poprzednika. Chyba z grubsza tak sobie wyobrażam, tyle że bez wyjątku. >.. trafiają się między nimi kosmiczne "dziury" podobne do "dziury" między wszystkimi liczbami naturalnymi a alef0. Możliwe. Zwłaszcza dziura między mocami skończonymi a nieskończonymi jest nie do załatania. Co do pozostałych nieskończoności "pomiędzy", to się nimi nie zajmuję - próbuję uchwycić tylko najogólniejszy szkic struktury, a dylematów w rodzaju hipotezy continuum nie rozstrzygam. >.. logarytmami możesz straszyć dzieci w szkole ale nie te alefy. Uważam, że logarytmów i eksponencjałów powinno się uczyć od przedszkola, by dzieci odróżniały wielkość od rzędu wielkości i arytmetyka nie wzbudzała w nich obaw. O alefy się nie martwię, a że są wrażliwe na operację eksponowania/logarytmowania, to same sobie winne. > Klasyka jest beztroska? A kto ją tam wie, skoro potrafi namnożyć więcej twierdzeń niż dowodów..
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > Jeśli wiele istotnych kwestii pomijam, to dlatego, by zmierzać do istoty sporu.O! tak łatwo nie próbuj się wymigać. Ten dowód właśnie precyzyjnie dotyczy istoty sporu. Nie udawaj, że go nie ma ani że Ciebie nie dotyczy. A Ty tymczasem dalej będziesz snuł swoje fantazje o logarytmie z alef 0... > >.. nie istnieje zbiór, którego zbiór potęgowy będzie zbiorem {1,2,3,4,5}.> Dla zbioru {0,1,2,3,4,5,6,7} można wskazać zbiór hmm.. logarytmicznyAleż Ty jesteś sprytny! No to teraz "zlogarytmuj" mi wyżej wspomniany zbiór {1,2,3,4,5} > A tu mnie zaskakujesz, bo YlnX nietrudno oszacować.Przy założeniu, że ustalisz lnX, to też Ci podam oszacowanie Y ≤ Y lnX ≤ Y X . Tylko że to jest tak banalne aż wstyd! > Chyba z grubsza tak sobie wyobrażam, tyle że bez wyjątku.No to - bez urazy - wyobraźni Ci nie staje. > Co do pozostałych nieskończoności "pomiędzy", to się nimi nie zajmujęNo tak, nimi się nie zajmujesz, ale napisać to łatwo X Y nie zająknąwszy się nawet, z którego kosmosu możliwych nieskończoności, z którego kręgu piekielnego wziąłeś X albo Y. > Uważam, że logarytmów i eksponencjałów powinno się uczyć od przedszkolaBez przesady. Wystarczy, że dzieciaki na początku II gimnazjalnej powinny już znać notację wykładniczą. Wcześniej to chyba nie ma sensu, bo np. w IV klasie podstawówki liczba 42167700 i 10 500 są "tak samo" duże. > O alefy się nie martwięI słusznie, one też się Tobą nie przejmują, ani twoimi logarytmami  > > Klasyka jest beztroska?> A kto ją tam wie, skoro potrafi namnożyć więcej twierdzeń niż dowodów..Ano tak to już jest. I klasyka nic tu nie ma do rzeczy. Tak jest zbudowana matematyka. A zasługą Goedla jest właśnie to, że uświadomił powszechność teorii nierozstrzygalnych tzn., takich, w których twierdzenia/zdania/formuły można wręcz maszynowo mnożyć, zaś ich dowody wymagają twórczej pracy, bo procesu tworzenia tych dowodów nie da się zautomatyzować.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. będziesz snuł swoje fantazje o logarytmie z alef0...Mogę nie snuć i zakładać klasycznie, że wyższe moce można logarytmować uzyskując niższe, zaś nagle następuje bariera, która tego zabrania. Łatwo się też wymigam od zarzutu nieelegancji takiego rozwiązania, obejmując małe moce wytrychem przeliczalności i stając w zwartym szeregu z tymi, których podany przez Ciebie dowód jak najbardziej dotyczy. > >Dla zbioru {0,1,2,3,4,5,6,7} można wskazać zbiór hmm.. logarytmiczny> Ależ Ty jesteś sprytny!Dzięki za komplement. > No to teraz "zlogarytmuj" mi wyżej wspomniany zbiór {1,2,3,4,5}Wolałbym 4-elementowy lub 16-to.. trochę się chyba 'czepiasz' szczegółu zamiast zasady, bo mówiliśmy o zbiorach na tyle licznych, że dokładność do mnożnika (tu 2) byłaby wystarczająca. > .. to jest tak banalneTrochę tracę orientację co banalne - chyba po prostu X Y=X dla X>Y oraz 2 Y w sytuacji przeciwnej. > .. z którego kosmosu możliwych nieskończoności, z którego kręgu piekielnego wziąłeś X albo Y.No przecież z tych koralików, które mi przed chwilą raczyłeś Waść podsunąć.  > .. w IV klasie podstawówki liczba 42167700 i 10500 są "tak samo" duże.Może i tak, ale mówienie np. o masie Ziemi: sześć milionów miliardów miliardów, to większy bełkot, niż informacja o rzędzie wielkości 24. Poza tym pokazanie samej istoty pozycyjnego zapisu liczb, gdzie cecha logarytmu idzie w parze z ilością cyfr koniecznych do zapisu, dawałoby chyba wyrobienie niezłych intuicji. > .. zasługą Goedla jest właśnie to, że uświadomił powszechność teorii nierozstrzygalnych tzn., takich, w których twierdzenia/zdania/formuły można wręcz maszynowo mnożyć, zaś ich dowody wymagają twórczej pracy, bo procesu tworzenia tych dowodów nie da się zautomatyzować.Ładnie powiedziane. [Wyrażam jednak nadzieję, że nie musimy podlegać przymusowi pomnażania chaosu.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne (kręgi piekielne ) | > >.. będziesz snuł swoje fantazje o logarytmie z alef0...> Mogę nie snuć i zakładać klasycznie, że wyższe moce można logarytmować uzyskując niższe, zaś nagle następuje bariera, która tego zabrania.Dla mnie aż tak nie musisz się poświęcać. Dziwi mnie tylko Twój brak poszukiwań poprzednika liczby 1 tj. tej pierwszej liczby naturalnej. No wiesz, każda liczba naturalna ma swój poprzednik czyli niższą liczbę naturalną. Z WYJĄTKIEM TEJ CHOLERNEJ JEDYNKI! A może ona też, tylko nikt o tym nie wie? Nikt nie zauważył tej niekonsekwencji!?!? Tylko nie wchodź na liczby całkowite ujemne, szukaj czegoś naturalnego między 0 i 1. > > No to teraz "zlogarytmuj" mi wyżej wspomniany zbiór {1,2,3,4,5}> Wolałbym 4-elementowy lub 16-to.. trochę się chyba 'czepiasz' szczegółu zamiast zasady...Celowo czepiam się szczegółów, żeby pokazać, że cała zasada jest do bani. Nie każdy zbiór można "zlogarytmować" (zarówno skończony jak i nieskończony). > >.. to jest tak banalne> Trochę tracę orientację co banalne - chyba po prostu XY=X dla X>Y oraz 2Y w sytuacji przeciwnej.Jest owszem X Y = 2 Y dla X≤Y Ale X Y = X jest oczywiste tylko dla Y skończonych. Dla Y nieskończonych jest wiadome dla niektórych konkretnych X,Y. W ogólności nie wiadomo. Jest to problem szczególnie trudny dla X lub Y kardynalnych nieosiągalnych. Dziwne, że nie używasz tu żadnych logarytmów. Jeszcze niedawno utrzymywałeś, że są niezastąpione do tych rachunków  > >.. z którego kosmosu możliwych nieskończoności, z którego kręgu piekielnego wziąłeś X albo Y.> No przecież z tych koralików, które mi przed chwilą raczyłeś Waść podsunąć.Ja Tobie podsunąłem koraliki??? Ja tylko domyśliłem się kształtu Twoich wyobrażeń, a zaraz w zdaniu następnym wyjaśniłem, że jest bardzo mylne. Zbyłeś zupełnie to drugie zdanie. Widzę, że będę musiał Cię przeprowadzić przez te piekielne kręgi nieskończoności niczym Wergiliusz. Może wyglądać np. tak. Zacznijmy od przypomnienia, że zbiór potęgowy dowolnego zbioru X oznaczamy 2 XZanim wejdziemy wgłąb piekła w bramie spotykamy następujące znane zbiory: N, 2 N, 2 2N, 2 22N, ... Dalej jest już tylko gorzej... Zdefiniujmy zbiory: A 1 = N ∪ 2 N ∪ 2 2N ∪ 2 22N ∪ ... A 2 = A1 ∪ 2 A1 ∪ 2 2A1 ∪ 2 22A1 ∪ ... A 3 = A2 ∪ 2 A2 ∪ 2 2A2 ∪ 2 22A2 ∪ ... Itd. Każdy z A i jest nieosiągalny, bo nie jest zbiorem potęgowym żadnego z poprzednich zbiorów. A 1, A 2, A 3,.. tworzą nieskończenie wiele kolejnych piekielnych kręgów. Mogę teraz zdefiniować ober kręgi ober piekła. Np. B 1 = A1 ∪ 2 A2 ∪ 2 2A3 ∪ 2 22A4 ∪ ... B 2 = B1 ∪ 2 B1 ∪ 2 2B1 ∪ 2 22B1 ∪ ... Itd. Potem definiujemy C i, D i itd. Dla każdej hierarchii nieskończoności mogę zdefiniować kolejną nadhierarchię, a dla niej kolejną nadnadhierarchię. I tak w nieskończoność. Czasami mówi się o hierarchii liczb kategorycznych jako o zbiorze, w którym są ciągi, a te ciągi są ułożone w ciągi wyższego rzędu. Z kolei te ciągi ciągów ułożone są w ciągi jeszcze wyższego rzędu itd. Każdy element (liczba kardynalna) ma swój następnik, ale (i to jest ważne) każdy liczba kardynalna będąca początkiem ciągu, ciągu ciągów, ciągu ciągu ciągów itd. nie ma swojego poprzednika (jest to liczba nieosiągalna)Przypominają te liczby kardynalne ni to zbiór Cantora ni to fraktal - dla dowolnie dużej skali obserwacji zbioru tych nieskończoności widzimy to samo. Pewnym wyobrażeniem mogą być ilustracje na tej stronie. To naprawdę nie jest żaden sznur koralików! > sześć milionów miliardów miliardów, to większy bełkot, niż informacja o rzędzie wielkości 24.Toteż nikt tak nie mówi, mówi się za to o kwadrylionach. > pokazanie samej istoty pozycyjnego zapisu liczb, gdzie cecha logarytmu idzie w parze z ilością cyfr koniecznych do zapisu, dawałoby chyba wyrobienie niezłych intuicji.Masa Ziemi jest poza wyobraźnią tak małych dzieci. Na miarę ich wyobraźni jest masa (waga) samochodu albo słonia. A jak już trzeba, to wystarczy mówić o ilości cyfr. Mówiąc o logarytmach i ich cechach wyrobiłbyś tylko nocne lęki zamiast intuicji. pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > >.. wyższe moce można logarytmować uzyskując niższe, zaś nagle następuje bariera, która tego zabrania.> .. brak poszukiwań poprzednika liczby 1 Nie rozumiem analogii. Mowa była o mocach nieskończonych. Zgodziłeś się łaskawie na zapis log 2c=alef 0. Kategorycznie zabraniasz zapisów definiujących L 1, L 2, ... jako: log 2|N|=L 1, log 2(L 1)=L 2, itd, podczas gdy liczby L 1, L 2, ... tworzą ciąg malejący i nie są skończone. > Nie każdy zbiór można "zlogarytmować" (zarówno skończony jak i nieskończony).Dla zobrazowania pokazałem przykład logarytmowania zbiorów skończonych (fakt, że o mocach będących potęgą), spośród mocy nieskończonych mówię tylko o takich, które podlegają operacji 'eksponowania' (i logarytmowania). Przy użyciu tych operacji konstruuję nowe moce, bo to niezłe kryterium (jest inne?) dla ich odróżniania. > .. utrzymywałeś, że [logarytmy] są niezastąpione do tych rachunkówUtrzymuję, że logarytmy są przydatne. Tutaj moc o stopień niższa: Y .lnX jest równa czynnikowi niemniejszemu, co wobec X>Y daje jej równość z lnX. Po powrotnym wyeksponowaniu dostajemy e lnX=X i już. > .. będę musiał Cię przeprowadzić przez te piekielne kręgi nieskończonościChętnie się rozejrzę, ale to chyba wymaga anielskiej cierpliwości  . [Proponuję ograniczenie tematu do klasyfikacji liczebności (mocy) piekielnych kręgów.] > .. fraktal - dla dowolnie dużej skali obserwacji zbioru tych nieskończoności widzimy to samo.A w mniejszych skalach nie? Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > Nie rozumiem analogii.To była tak żartobliwa próba uświadomienia Ci, że alef 0 nie jest jedyną liczba kardynalną nieosiągalną tzn. niemającą swego poprzednika. Przecież 1 także nie ma swojego poprzednika. Obok tych dwóch inną taką jest liczba kardynalna oznaczana alef 𝜔. Żeby ułatwić Ci wyobrażenie sobie, co to jest liczba nieosiągalna, proponuję przeanalizować następujący zbiór: {1 - 1/n, n=1,2,3...} ∪ {2 - 1/n, n=1,2,3,...} ∪ {3 - 1/n, n=1,2,3...}. W zbiorze tym każdy element, powtarzam KAŻDY, ma swój następnik. Jednak nie każdy element ma swój poprzednik: nie mają swojego poprzednika elementy 0, 1 oraz 2. Element 0 z oczywistych względów - jest najmniejszym elementem powyższego zbioru. Ale 1 i 2 nie, bo są punktami skupienia, granicami pewnego ciągu rosnącego zbieżnego. Nie są więc następnikiem żadnego mniejszego od nich. Gdyby przyjąć analogię z liczbami kardynalnymi, to można byłoby elementy 0, 1 i 2 nazwać elementami nieosiągalnymi. > Utrzymuję, że logarytmy są przydatneNie dość, że nic nie wnoszą do teorii, to jeszcze są źle określone, bo mają źle określoną dziedzinę i mają logiczną wadę - brak zbioru, w którym to działanie określamy (patrz niżej). Są jedynie banalnym formalizmem, który można porównać z zastąpieniem zapisu x:y zapisem x/y > Proponuję ograniczenie tematu do klasyfikacji liczebności (mocy) piekielnych kręgówNie da się. Liczby kardynalne istnieją samodzielnie, tylko wtedy, gdy uzna się je jako klasy abstrakcji zbiorów równolicznych ze sobą. Żeby "mieć" liczbę kardynalną trzeba "mieć" choć jeden zbiór, z którym skojarzymy tę liczbę kardynalną. Liczby kardynalne nie powstają w wyniku jakichś działań arytmetycznych (dodawania |A|+|B| , mnożenia |A|*|B| czy operacji potęgowania |A| |B|). Liczbę kardynalną produkujemy produkując odpowiedni zbiór z innych zbiorów (odpowiednikami są operacje na zbiorach: suma zbiorów A∪B, iloczyn kartezjański zbiorów A×B oraz zbiór funkcji B→A) i tak utworzonemu zbiorowi przypisując liczbę kardynalną. Jest tu wyraźnie inna sytuacja niż z liczbami rzeczywistymi (wymiernymi itd.), bo dla nich możesz wziąć zbiór ich wszystkich naraz i definiować jakieś działania (jako funkcję np. 2-argumentową o wartościach w tym zbiorze, np. dodawanie, mnożenie itd). Nie można czegoś takiego zrobić z liczbami kardynalnymi, bo zbiór wszystkich liczb kardynalnych po prostu NIE ISTNIEJE (podobnie jak nie istnieje zbiór wszystkich zbiorów . ). Owszem, istnieją poszczególne liczby kardynalne, istnieją zbiory zawierające jakieś liczby kardynalne, ale nigdy wszystkie naraz. > A w mniejszych skalach nie?Nie! Liczby kardynalne wykazują - że tak powiem - "ziarnistość". Między dwiema "sąsiednimi" liczbami kardynalnymi jest "pusto". Oglądając je pod mikroskopem zobaczysz ewentualnie jakąś liczbę kardynalną i wokół niej ciemność (patrz hipoteza continuum). Ciekawie jest dopiero, gdy oglądasz je z "dużego oddalenia". pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. liczba kardynalna oznaczana alef𝜔.Czy to taka, że jej logarytm byłby równy jej samej podobnie jak eksponenta? Jeśli tak, to być może ln(ln(ln...( alef 𝜔 ))...) byłby osiągalny przy osiągalnej liczbie logarytmowań. > [logarytmy] nic nie wnoszą do teorii,Tzn, że rachunek: X Y=X (dla X,Y nieskończonych i X>Y) jest błędny? > >Proponuję ograniczenie tematu do klasyfikacji liczebności (mocy) piekielnych kręgów> Nie da się.Niemożliwe - zawszeć wszak da się zrobić mniej zamiast więcej.  > Liczbę kardynalną produkujemy produkując odpowiedni zbiór z innych zbiorów (odpowiednikami są operacje na zbiorach: suma zbiorów A∪B, iloczyn kartezjański zbiorów A×B oraz zbiór funkcji B→A) i tak utworzonemu zbiorowi przypisując liczbę kardynalną.Zgadza się, przy czym dwie pierwsze operacje nie zwiększają mocy. > .. zbiór wszystkich liczb kardynalnych po prostu NIE ISTNIEJEToteż chodzi mi tu tylko o (wszystkie!) te, które są 'czułe na eksponowanie'. > Liczby kardynalne wykazują - że tak powiem - "ziarnistość". Między dwiema "sąsiednimi" liczbami kardynalnymi jest "pusto". Oglądając je pod mikroskopem zobaczysz ewentualnie jakąś liczbę kardynalną i wokół niej ciemnośćŁadnie powiedziane. Chyba widzę to podobnie - dodaję/odejmuję k skończone do takiego X nieskończonego i nic, mnożę/dzielę i też nic, potęguję/pierwiastkuję a nadal tkwię w X. Ale można chyba wyróżnić taką grupę X-ów, że eksponowanie/logarytmowanie któregoś X-a (przy skończonej podstawie k>1) daje przeskok na całkiem inny poziom Y czy W. [Pewnie wg klasycznych kanonów byłaby to półgrupa..] > Ciekawie jest dopiero, gdy oglądasz je z "dużego oddalenia".Dla zachowania dystansu, za pozwoleniem, nie będę przesadnie wnikać w piekielną gmatwaninę.  Pozdrawiam > [Żeby "mieć" liczbę kardynalną trzeba "mieć" choć jeden zbiór, z którym skojarzymy tę liczbę kardynalną.Do tego zmierzam, by podać spektrum zbiorów wraz z działaniami "produkującymi" wyższe/niższe moce.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > ln(ln(ln...( alef𝜔 ))...)Nie wypisuj symboli czegoś, czego wprzódy nie zdefiniowałeś poprawnie. Te "Twoje" logarytmy na liczbach kardynalnych są jak bajki o żelaznym wilku. Równie dobrze możesz pisać o pierwiastku stożka, logarytmie długopisu albo odwrotności krowy (już to wcześniej pisałem). > >[logarytmy] nic nie wnoszą do teorii,> Tzn, że rachunek: XY=X (dla X,Y nieskończonych i X>Y) jest błędny?Tak, jest błędny! Wcześnie to już pisałem. Ta równość zachodzi tylko dla Y skończonych. > Niemożliwe - zawszeć wszak da się zrobić mniej zamiast więcej.Nie da się opowiadać jedynie o wiertłach nic nie wspominając o wiertarkach.  > Toteż chodzi mi tu tylko o (wszystkie!) te, które są 'czułe na eksponowanie'.Wszystkie są czułe! Bez wyjątku. I nic z tego nie wynika. > [Pewnie wg klasycznych kanonów byłaby to półgrupa..]jeśli półgrupa, to nie ma działań odwrotnych. Tym samym mówienie o odejmowaniu i dzieleniu jest bzdurą. (już to poruszyłem - nie wolno używać dzielenia wśród liczb kardynalnych). > dodaję k skończone do takiego X nieskończonego i nic, mnożę i też nic, potęguję a nadal tkwię w X.Nieprawda, jeśli potęgujesz z wykładnikiem nieskończonym, to już nie tkwisz w X A eksponowanie sprowadza się do potęgowania. (poszukaj sobie definicji w podręcznikach szkolnych) > ...podać spektrum zbiorów wraz z działaniami produkującymi wyższe/niższe moce.]Od miesiąca tłumaczę, że to jest niemożliwe. Nie "wyprodukujesz" ze zbioru N zbioru o mocy bezpośrednio niższej. Z żadnego zbioru "mniejszego" niż N nie "wyprodukujesz" zbioru przeliczalnego. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. logarytmy na liczbach kardynalnych są jak bajki o żelaznym wilku.Wolne żarty. Ustaliliśmy chyba, że logarytm z continuum = alef_zero. > >>Tzn, że rachunek: XY=X (dla X,Y nieskończonych i X>Y) jest błędny?> Tak, jest błędny!Podasz kontrprzykład? > Nie da się opowiadać jedynie o wiertłach nic nie wspominając o wiertarkach.  Hmm.. wiertarki bez wierteł tracą funkcjonalność, zaś wiertła trochę jej zachowują nawet bez wiertarek. > .. które są 'czułe na eksponowanie'.> Wszystkie są czułe! I nic z tego nie wynika.Wynika uzyskanie innej mnogości. Przyznaj po prostu, że klasyczna teoria mnogości nie daje odpowiedzi na pytanie: "czego eksponentą jest |N|?", zamiast się zasłaniać pierwiastkami z baranów. > >>[Pewnie wg klasycznych kanonów byłaby to półgrupa..]> jeśli półgrupa, to nie ma działań odwrotnych.Według mojej teorii jest to 'grupa' (bez wyróżnionego elementu neutralnego) z eksponentą i logarytmem. [Jakąś analogią byłby np. zbiór całkowitych potęg dwójki z mnożeniem i dzieleniem, w którym dowolnie wybrany element nazwiesz "jedynką".] pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >Wolne żarty. Ustaliliśmy chyba, że logarytm z continuum = alef_zero. Zgodziłem się z litości i dla świętego spokoju (i od razu tego pożałowałem). I co najważniejsze - zgodziłem się z dużymi zastrzeżeniami. Te zastrzeżenia dotyczyły Twojej beztroski wobec konieczności ustalenia dziedziny definiowanej funkcji (powinieneś pamiętać takie pojęcie ze szkoły średniej)
>>>Tzn, że rachunek: XY=X (dla X,Y nieskończonych i X>Y) jest błędny? >Tak, jest błędny! >Podasz kontrprzykład? Xalef0 dla dowolnego X nieosiągalnego Problem z Tobą (przepraszam za ten protekcjonalny ton) jest taki, że prawdopodobnie wg Ciebie wszystkie liczby kardynalne tworzą ciąg |N|, 2|N|=c, 22|N|, 222|N|, 2222|N|,... Twoim wielce oryginalnym "wkładem" w matematykę jest rozciągnięcie tego ciągu w drugą stronę (za pomocą zabawnych logarytmów) W czymś takim oczywiście można sobie śmiało logarytmować i "eksponencjować". I tu oczywiście nie zobaczysz niemiłych dla Ciebie niespodzianek w postaci liczb kardynalnych nieosiągalnych. I nie zobaczysz ani głębi ani całej pikanterii teorii mnogości i teorii liczb kardynalnych. Szkoda!
>... wiertarki bez wierteł tracą funkcjonalność, zaś wiertła trochę jej zachowują nawet bez wiertarek. No niby racja, podkowa i bez konia może służyć do przybijania pinezek, przyciskania papierów na biurku, a powieszona nad progiem przynosi szczęście. Faktycznie, ona też trochę swojej funkcjonalności zachowuje.
>Wynika uzyskanie innej mnogości. >Przyznaj po prostu, że klasyczna teoria mnogości nie daje odpowiedzi na pytanie: "czego eksponentą jest |N|?", zamiast się zasłaniać pierwiastkami z baranów. Ależ klasyczna teoria mnogości dawno odpowiedziała na to pytanie: NICZEGO. Coś takiego nie istnieje. Albo inaczej - coś takiego istnieje dokładnie tak samo, jak pierwiastek sześcienny z barana. Albo - za przeproszeniem - Bóg w Trójcy Jedyny.
>Według mojej teorii jest to 'grupa' (bez wyróżnionego elementu neutralnego) z eksponentą i logarytmem. >[Jakąś analogią byłby np. zbiór całkowitych potęg dwójki z mnożeniem i dzieleniem, w którym dowolnie wybrany element nazwiesz "jedynką".] tutaj wystarczy posłużyć się bardzo wygodnym i ważnym w matematyce pojęciem zwanym izomorfizmem struktur. To, co w ten sposób opisujesz, jest izomorficzne z grupą liczb całkowitych. Odpowiednikiem Twojego mnożenia jest dodawanie ( w końcu i tak dodajesz wykładniki) odpowiednikiem dzielenie jest odejmowanie (w końcu i tak odejmujesz wykładniki)
pozdrawiam i przepraszam za długą przerwę w naszej polemice.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >Zgodziłem się z litości i dla świętego spokoju (i od razu tego pożałowałem). Wolisz święty spokój od dociekliwości? > prawdopodobnie wg Ciebie wszystkie liczby kardynalne tworzą ciąg: |N|, 2|N|, 22|N|, ... Nie wszystkie, lecz większe od innych nieskończonych, dających się odróżnić. >Twoim wielce oryginalnym "wkładem" w matematykę jest rozciągnięcie tego ciągu w drugą stronę (za pomocą zabawnych logarytmów) Tak - oryginalnym, tak - "wkładem" (bo próbą skrótu), nie - nie mniej zabawne niż eksponowanie. >>> klasyczna teoria mnogości nie daje odpowiedzi na pytanie: "czego eksponentą jest |N|?" >Ależ klasyczna teoria mnogości dawno odpowiedziała na to pytanie: NICZEGO. Nie możesz zatem twierdzić (by wrócić do początku dyskusji), jakoby nieskończoną mnogość napisów można było wytworzyć ze skończonej liczby liter, wyrazów, zdań, ... Taki pomysł bierzesz z "NICZEGO", co >istnieje dokładnie tak samo, jak pierwiastek sześcienny z barana. Albo - za przeproszeniem - Bóg w Trójcy Jedyny.
>wystarczy posłużyć się bardzo wygodnym i ważnym w matematyce pojęciem zwanym izomorfizmem struktur. Tak. Należy się zająć co najmniej strukturą zbiór+działanie - w 'gołych' zbiorach nic się nie dzieje.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Nie "wyprodukujesz" ze zbioru N zbioru o mocy bezpośrednio niższej. Z żadnego zbioru "mniejszego" niż N nie "wyprodukujesz" zbioru przeliczalnego. W mojej teorii istnieją zbiory nieskończone, których zbiory potęgowe są przeliczalne. Według bronionej przez Ciebie klasyki zbiory potęgowe byłyby albo skończone albo od razu co najmniej mocy c. Jeśli zaś rozważyć zbiory potęgowe zbudowane na zbiorach potęgowych (eksponentę eksponenty), to nie wyprodukujesz ani alef_zero ani continuum.
Nadal Cię dziwią moje zastrzeżenia do standardowych kanonów teorii mnogości?
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne (nieskończoność + dowód ) | kontynuacja
>>.. ani o możliwość ich skonstruowania lub chociaż wykazania ich istnienia. >Cóż.. liczyłem na włączenie się matematyków zachowujących krytycyzm wobec zastanych teorii, bo nie będąc profesjonalistą sam nie dam rady - jeśli się przeliczyłem, to trudno. Nie licz na to! Dwadzieścia kilka linijek dalej spisałem tego powody.
>>.. te Twoje nieskończoności czające się wśród liczb naturalnych ... >Jeśli każda liczba naturalna jest mniejsza od jakiejś liczby skończonej, to nie wnoszę żadnych zastrzeżeń. Tak, każda liczba naturalna n jest mniejsza od liczby naturalnej n+1. I co z tego? Pięć linijek dalej masz do przeanalizowania przykład z kwantyfikatorami.
>>>>.. a, aa, aaa, aaaa, aaaaa, aaaaaa, ... >>.. Czy któryś z nich jest "więcej niż skończenie długi"??? >Powiedz po prostu, że jest krótszy niż "coś tam" i wskaż owe "coś tam". Nie. Tego nie mogę powiedzieć. Poćwicz to w wolnym czasie na kwantyfikatorach. W poniższych dwóch zdaniach zamieniłem kwantyfikatory: ∃y ∀x (x<y) tzn. Istnieje liczba y taka, że dla każdej liczby x zachodzi x<y ∀x ∃y (x<y) tzn. Dla każdej liczby x istnieje liczba y taka, że x<y Domagasz się, abym uznał prawdziwość pierwszego zdania dla liczb naturalnych. Tymczasem z tych dwóch zdań prawdziwe jest tylko drugie.
>[Dalszą dyskusję odkładam na później, ponieważ odnoszę wrażenie, że nie zmierzamy do zbadania rzeczy. Nie powinno być tak, by język matematyki nie znajdował wspólnego języka z powodu drobnej zmiany aksjomatyki. Kto jak kto, ale matematycy nie powinni się posądzać o fundamentalizm (typu religijnego?), lecz umieć 'na zimno' rozważać konsekwencje różnych założeń, w tym dotyczących wyobrażanych nieskończoności (jak trafnie zauważyłeś: nieweryfikowalnych fizycznie).]. Zapewniam cię, że matematykom odeszła chęć majstrowania przy aksjomatyce ZF już przeszło pół wieku temu. Z chwilą powstania w XIX w. tzw. naiwnej teorii mnogości i serii paradoksów matematycy zaczęli się uważnie przyglądać samej matematyce, zaczęli się zastanawiać nad naturą powstających na jej gruncie pojęć i twierdzeń. Kwintesencją tego było najpierw stworzenie pojęcia teorii formalnej, aksjomatyzowanie niemal wszystkich teorii matematycznych a skończyło się badaniem pojęcia prawdy, dowodliwości twierdzeń. Z wielkim zawodem a u niektórych z przerażeniem zauważono wątłość narzędzi jakimi matematyka się posługuje, niemożność zaksjomatyzowania całej matematyki jako takiej i zautomatyzowania dowodzenia twierdzeń. Po takiej przygodzie matematycy wolą uprawiać dyscypliny matematyczne wewnątrz.
W spadku po tamtych czasach mamy wspaniale zaksjomatyzowaną teorię mnogości Zermelo-Fraenkela. I na niej oparta jest cała współczesna matematyka. Chociaż to paskudna teoria, jest niekategoryczna, niezupełna, nierekurencyjna. Nie wiadomo nawet, czy jest niesprzeczna, gorzej - wiadomo, że tego nie można ustalić. Ale jest jedyną, jaką mamy. A bawiąc się nią przez wyjmowanie jakiegoś aksjomatu albo tylko przez przerabianie go pozbawimy się jedynego narzędzia, żeby badać to, co pozostało po tych przeróbkach. Gmach matematyki wisi nad przepaścią i uczepienie się teorii mnogości Zermelo-Fraenkla jest jak chwycenie się jedynego wbitego w pionową ścianę haka. Nawet jeśli się bada logiki wielowartościowe, to narzędziem badawczym jest klasyczna logika 2-wartościowa. Nawet jeśli bada się modele alternatywne ubogie teorii mnogości, narzędziem badawczym jest teoria mnogości ZF. Jeśli chcesz badać myślenie, to sam musisz przy tym myśleć. A to swoje meta-myślenie też musisz badać meta-meta-myśleniem. To jest zaklęte koło, z którego nie ma wyjścia. Tyle że w teorii mnogości ten problem jakby sam się rozwiązuje, tu wchodząc na kolejne poziomy "meta" tkwimy w tym samym miejscu - teoria mnogości ZF jest właściwie swoją własną meta-teorią. I choćby z tego powodu nie da się w niej grzebać.
>Doprawdy staram się nie mnożyć, jak to zgrabnie raczyłeś ująć, "różnych dziwnotworów" - przeciwnie - poszukuję minimalistycznego opisu, który zapobiegałby "coraz większym wodospadom informacji codziennie nas zalewających". /za Kołakowskim/ No to powodzenia w swych poszukiwaniach! Matematyków tym apelem nie musisz zachęcać - - oni to zadanie domowe już dawno odrobili. Kieruj swój apel do poetów, filozofów, publicystów, polityków. Może oni zechcą popracować nad "minimalistycznym opisem". Mogą czerpać z najlepszych wzorców: z Euklidesa i Moritza Pascha. Pierwszy z nich stworzył pierwszą aksjomatykę, drugi dał podwaliny pod pojęcie teorii formalnej. Bardziej "minimalistycznie" już się nie da.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. mamy wspaniale zaksjomatyzowaną teorię mnogości Zermelo-Fraenkela. I na niej oparta jest cała współczesna matematyka. Chociaż to paskudna teoria, jest niekategoryczna, niezupełna, nierekurencyjna. Nie wiadomo nawet, czy jest niesprzeczna, gorzej - wiadomo, że tego nie można ustalić. Ale jest jedyną, jaką mamy. A bawiąc się nią przez wyjmowanie jakiegoś aksjomatu albo tylko przez przerabianie go pozbawimy się jedynego narzędzia, żeby badać to, co pozostało po tych przeróbkach. Gmach matematyki wisi nad przepaścią i uczepienie się teorii mnogości Zermelo-Fraenkla jest jak chwycenie się jedynego wbitego w pionową ścianę haka. >Nawet jeśli się bada logiki wielowartościowe, to narzędziem badawczym jest klasyczna logika 2-wartościowa. Nawet jeśli bada się modele alternatywne ubogie teorii mnogości, narzędziem badawczym jest teoria mnogości ZF. >Jeśli chcesz badać myślenie, to sam musisz przy tym myśleć. A to swoje meta-myślenie też musisz badać meta-meta-myśleniem. To jest zaklęte koło, z którego nie ma wyjścia. Tyle że w teorii mnogości ten problem jakby sam się rozwiązuje, tu wchodząc na kolejne poziomy "meta" tkwimy w tym samym miejscu - teoria mnogości ZF jest właściwie swoją własną meta-teorią. I choćby z tego powodu nie da się w niej grzebać. Przepiękny opis matematyki.
[Podziwiam Twoją jej znajomość, która pozwala kochać królową nauk pomimo niedostatków. Podzielam myśl, iż jest i powinna pozostać ostoją rozumności. Daruj proszę impertynencje z mojej strony, wynikłe z niedostatecznego rozeznania.]
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne (małe nieskończoności, błąd w dowodzie) |
>Na mocy ZM istnieje w X element najmniejszy, oznaczmy go x1. >Definiuję zbiór X1={x: x>x1, x∊X }. >Na mocy ZM istnieje w X1 element najmniejszy, oznaczmy go x2. Oczywiście x1<x2. >Definiuję zbiór X2={x: x>x2, x∊X }. >Na mocy ZM istnieje w X2 element najmniejszy, oznaczmy go x3. Oczywiście x2<x3. >Definiuję zbiór X3={x: x>x3, x∊X }. >Itd.
Popełniasz błąd przy indeksowaniu! Milcząco i bezpodstawnie zakładasz, że do numerowania kolejnych elementów X dysponujemy kolejnymi liczbami naturalnymi, podczas gdy może ich być istotnie mniej. Oczywiste się co prawda wydaje, żeby liczyć tak, jak od dziecka uczą: jeden, dwa, trzy, ... - spróbuj sobie jednak wyobrazić skromniejszy zestaw liczebników (albo przynajmniej rozważ taką możliwość). To dość trudne, bo wbrew oczywistej intuicji - jednak przemycając aż tak bogaty jak naturalny zbiór indeksów dowodzisz tylko numerowalności zbioru X elementami z N a nie odwrotnie.
[Przypuszczam, że np. taki zestaw numerów: L={1, 10, 100, 1000, ...} byłby niewystarczający do poindeksowania całego N. Przepraszam, że nie podaję (jeszcze) eleganckiego dowodu formalnego, ale i dla mnie sprawa pozostaje na granicy wyobraźni (zwalczającej własne "oczywiste" intuicje).]
Pozdrawiam (i podziwiam za cierpliwość))
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - ślady aprioryczne ( błąd?? litości!!) | LITOŚCI!!!
>Popełniasz błąd przy indeksowaniu! >Milcząco i bezpodstawnie zakładasz, że do numerowania kolejnych elementów X dysponujemy kolejnymi liczbami naturalnymi, podczas gdy może ich być istotnie mniej. Milcząco ale zasadnie założyłem, że do numerowania kolejnych elementów X dysponuję kolejnymi liczbami naturalnymi. A jest ich dokładnie tyle, ile jest. A niby czym miałem numerować? Przecież miałem zanurzyć w zbiorze X CAŁY zbiór N a nie jakiś jego "kawałek". Zupełnie nie rozumiem tego zarzutu!
>przemycając aż tak bogaty jak naturalny zbiór indeksów dowodzisz tylko numerowalności zbioru X elementami z N a nie odwrotnie.
Świadomie dowodziłem tylko "numerowalności" zbioru X elementami z N. "Numerowalność" drugą stronę omówiłem w pierwszym wniosku po twierdzeniu, chociaż to jest łatwe do zauważenia w samym dowodzi - skonstruowana funkcja jest po prostu bijekcją.
>Przypuszczam, że np. taki zestaw numerów: L={1, 10, 100, 1000, ...} byłby niewystarczający do poindeksowania całego N. Spokojniutko wystarczy. Wystarczy też zestaw {21, 210, 2100, 21000,...} i zestaw {221, 2210, 22100, 221000,...} i następne w tym stylu.
> dla mnie sprawa pozostaje na granicy wyobraźni (zwalczającej własne "oczywiste" intuicje). I tu jest (za przeproszeniem) pies pogrzebany. Chyba słabo zwalczasz własne "oczywiste" intuicje. Mam ciche podejrzenie, że dla Ciebie zbiór liczb naturalnych tak naprawdę przebiega numerki 1,2,3,... itd. i w którymś momencie kolejnymi następnikami dobiega do ostatniej tajemniczej "liczby" |N| , a dalej ani rusz. Bo ta "liczba" |N| nie chce mieć własnego następnika, ale ma swój poprzednik (może to ten równie tajemniczy log2|N| ?)! I stosując poprzednik możesz cofnąć się do liczby 0. Nic dziwnego, że nakładając na liczby jakąś funkcję o wartościach naturalnych masz ciągłe obawy, że wartości tej funkcji wyskoczą poza ten ostatni element zbioru N czyli "liczbę" |N|. A właściwie nie obawy ale pewność, bo spokojnie akceptujesz wmówione sobie przekonanie, że 2n dla odpowiednio dużych n przestaje być liczbą naturalną. A to już na pierwszy rzut oka jest kompletnym absurdem. Proponuję, abyś przemyślał tę swoją koncepcję liczb naturalnych. Przełam swoje paskudne stereotypy!!!
Idź za radą Kartezjusza i odrzuć to, co niepewne i niejasne, a do budowania użyj tylko tego, co pewne i oczywiste.
Pewnym i oczywistym w odniesieniu do liczb naturalnych jest to, że jaką dużą nie wziąłbyś liczbę naturalną, to zawsze dalej "na prawo" od niej jest nieskończenie więcej liczb niż tych, które zostały "po lewej". Tam "na prawo" jest zawsze pełna kopia liczb naturalnych. Tam naprawdę nie ma czegoś dziwnego, żadnego alefa, żadnej nieskończoności. Tylko liczby, liczby i liczby. Coraz większe, większe i większe...
Niepewnym i niejasnym a wręcz zmyślonym jest to Twoje pojęcie "leżeć blisko alef0". Wymyśliłeś sobie takiego humbuga i sam padłeś jego ofiarą. Liczba naturalna może być dowolnie duża, ogromna, super-mega-gigantyczna, ale nigdy nie leży koło jakiejś nieistniejącej nieskończoności, od tej wyimaginowanej nieskończoności dzieli ją zawsze i nieustająco nieskończenie wiele kolejnych liczb. A ty uczepiłeś się (za przeproszeniem) tego Twojego alefa0 i pleciesz jakieś niestworzone historie, że funkcja o wartościach naturalnych raz przeskoczy tego alefa0 a innym razem nie przeskoczy w zależności od funkcji i obranego argumentu. Jeśli wziąłeś wyrażenie 5n, n3 albo 7n, to podstawiając pod n jakąkolwiek liczbę naturalną dostaniesz wartość naturalną. Nie podstawiaj jednak pod n jakiegoś |N|, bo to nie jest liczba naturalna (ale kardynalna) ani jakiegoś n bliskiego alef0, bo to jest wymyślony przez Ciebie nieistniejący dziwotwór! Jeśli zaś chcesz policzyć granicę tych wyrażeń, to licz tę granicę jak należy i rozumiejąc przy tym, co robisz! A w końcu, jeśli chcesz uprawiać arytmetykę na liczbach kardynalnych, to musisz zrozumieć, że ta arytmetyka nie jest "przedłużeniem" arytmetyki na liczbach naturalnych (rzeczywistych), że te działania definiuje się zupełnie od nowa; a mieszanie tych działań prowadzi do różnych komicznych pseudo-wyników.
pozdrawiam i przepraszam, jeśli coś napisałem za ostro.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. A niby czym miałem numerować?Elementami X a nie z N (bo jak inaczej zauważysz, że n-ów jest zdecydowanie za dużo?). > Przecież miałem zanurzyć w zbiorze X CAŁY zbiór N.Nie - chodziło o niemożność ew. zanurzenia. Podobnie jak nie da się zanurzyć całego R w N lub całego 2 R w R, lecz tylko > .. jakiś jego "kawałek".> "Numerowalność" w drugą stronę omówiłemNawet nie wziąłeś takiej pod uwagę, bo numerujesz co najmniej n-ami. > Wystarczy też zestaw, 221000,...} i następne w tym stylu.W końcu dojdzie się do skończonego alfabetu, na którym budując kolejne zbiory wykładnicze uzyskamy wreszcie nieskończoną mnogość zdań? > Mam ciche podejrzenie,Proponuję darować sobie "ciche podejrzenia" o cudzych domysłach, bo stąd więcej słów się namnoży niż warto zapisać. > zbiór liczb naturalnych tak naprawdę przebiega numerki 1,2,3,... itd.Wygląda na identyczny z tymi numerkami. > i w którymś momencie kolejnymi następnikami dobiega do..Nie dobiega - podobnie jak ułamki 1/n nie dobiegają do kresu dolnego. > Idź za radą Kartezjusza i odrzuć to, co niepewne i niejasne, a do budowania użyj tylko tego, co pewne i oczywiste.To radzisz mi pozostać bezkrytycznym wobec jego "czystego rozumu"? Niedoczekanie  Dzięki za krytyczne opinie. > pozdrawiam i przepraszam, jeśli coś napisałem za ostro.No problem - moje emocje nie są istotne - chyba akurat w matematyce chodzi bardziej o dyscyplinę myśli niż o prywatny (dys)komfort. ["Nie ma królewskiej drogi do matematyki". /Euklides/] Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > >.. A niby czym miałem numerować?> Elementami X (a nie N) (bo jak inaczej zauważysz, że n-ów jest zdecydowanie za dużo?)..Ty to piszesz poważnie? Miałem numerować zbiór X zbiorem X ??? > > Przecież miałem zanurzyć w zbiorze X CAŁY zbiór N.> Nie - chodziło o niemożność ew. zanurzenia. Podobnie jak nie da się zanurzyć całego R w N lub całego 2R w R, lecz tylko jakiś jego "kawałek".Pamiętam, o co Tobie chodziło. Ale ja jednak dałem Ci dowód, którego wprawdzie nie rozumiesz, ale z którego wynika, że N da się zanurzyć w każdym nieskończonym X⊂N. Z doświadczenia wiem  , że z dwóch wzajemnie sprzecznych zdań A i -A dokładnie jedno jest prawdziwe. Ja już przedstawiłem swój dowód, Ty zaś chcesz mieć dowód na przeciwną tezę. Jak Serbowie w 1999 zestrzelili amerykański niewidzialny F-117A, to przeprosili amerykanów: "przepraszamy, nie wiedzieliśmy, że jest niewidzialny". Ja też Cię przepraszam, że udowodniłem przeciwną tezę do tej, której oczekiwałeś ode mnie. Ale już udowodniłem. Stało się. Ale wiesz co?. Nie trać nadziei! Popytaj gdzieś na forach, ogłoś może przetarg. Za pieniądze ludzie są gotowi zrobić wszystko, to może i taki dowód wymyślą  . A za dopłatą są gotowi podjąć się udowodnienia, że 2=37.  > >"Numerowalność" w drugą stronę omówiłem> Nawet nie wziąłeś takiej pod uwagę, bo numerujesz co najmniej n-ami.Skoro funkcja jest bijekcją, więc "działa" w obie strony. Dzięki tej bijekcji mogę numerować X zbiorem N i mogę numerować N zbiorem X. > Wystarczy też zestaw, 221000,...} i następne w tym stylu.> W końcu dojdzie się do skończonego alfabetu, na którym budując kolejne zbiory wykładnicze uzyskamy wreszcie nieskończoną mnogość zdań?Zupełnie nie rozumiem tego, co piszesz. Z przedstawionego mojego dowodu wynika, że zbiór {2 21, 2 210, 2 2100, 2 21000,...} jako nieskończony podzbiór N jest równoliczny z N. Nie walcz z tym, nie daj się ciągle oszukiwać swoim intuicjom wyniesionym ze skończonego świata skończonych przedmiotów. Zachowaj się jak matematyk albo przynajmniej jak ktoś, kto kompetentnie komentuje matematykę. Dostrzeż w tym jakiś niesamowity urok nieskończoności, tej najmniejszej z możliwych. Nie oczekuję od Ciebie, abyś rozumiał wszelkie subtelności mojego dowodu. Ale przyjmij do wiadomości jego tezę. Pogódź się z nią, albo przestań zabawiać się matematyką. Jest tyle innych pięknych dziedzin, w których Twoje zaciekawienie i wnikliwość mogą okazać się czymś wspaniałym. Przy okazji. Ja wiem, że spodobało Ci się określenie "zbiór wykładniczy". Zalecam jednak używać określenia "zbiór potęgowy" Nie każdy ma takie poczucie humoru jak Ty (i ja  ) i po prostu nie będzie wiedział, o czym mówisz. Staraj się używać terminologii oficjalnej i międzynarodowej. > > ...i w którymś momencie kolejnymi następnikami dobiega> Nie dobiega - tak jak ułamki 1/n nie dobiegają do ograniczającego je kresu dolnego.Brawo! Idźmy tym tropem... No to może 1/2 n osiągnie 0? Albo 1/2 2n ? A może jest taka liczba L "w pobliżu alef 0", że 1/2 L = 0 ? skoro wg Ciebie odwrotność tego wyrażenia czyli 2 L ma zdolność przeskoczenia nieskończoności alef 0  > >Idź za radą Kartezjusza i odrzuć to, co niepewne i niejasne, a do budowania użyj tylko tego, co pewne i oczywiste.> To radzisz mi pozostać bezkrytycznym wobec jego "czystego rozumu"? NiedoczekanieGdzież mnie Tobie doradzać, zrobisz, jak będziesz chciał. Poradzę Ci jednak nie wierzyć w zabobony typu ln 2alef 0 Proponuję Ci odróżniać liczenie granic funkcji/ciągów właściwych i niewłaściwych dla x → ∞ lub x → -∞ od rachunków na liczbach kardynalnych, bo to są naprawdę różne światy. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >>>.. jak inaczej zauważysz, że n-ów jest zdecydowanie za dużo? >Miałem numerować zbiór X zbiorem X? No dobrze - tylko tymi elementami N, które należą do przeciwdziedziny operacji numerowania (a nie wiadomo czy wszystkimi). >.. dałem Ci dowód, którego wprawdzie nie rozumiesz, Zechciałbyś dla jasności podać szkic dowodu na nierównoliczność pewnych dwu zbiorów nieskończonych?
[Albo np. pokazać równoliczność zbioru liczb naturalnych ze zbiorem ich logarytmów przy podstawie 2?]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | > >Miałem numerować zbiór X zbiorem X?> No dobrze - tylko tymi elementami N, które należą do przeciwdziedziny operacji numerowania (a nie wiadomo czy wszystkimi).Każdy element zbioru X "dostaje" dokładnie po jednej liczbie naturalnej, więcej - każda liczba naturalne jest do tego wykorzystana i to dokładnie raz. To wynika z przebiegu dowodu. > Zechciałbyś dla jasności podać szkic dowodu na nierównoliczność pewnych dwu zbiorów nieskończonych?Dowód nierównoliczności zbioru liczb naturalnych N i zbioru liczb rzeczywistych R można przeczytać tu. Zbiorem "jeszcze bardziej licznym" od R może być np. zbiór wszystkich podzbiorów zbioru R oznaczany 2 R lub równoliczny z nim zbiór wszystkich najzupełniej dowolnych funkcji R→R. W ogólności możliwość budowania coraz bardziej licznych zbiorów wynika z twierdzenia Cantora mówiącego, że dla dowolnego zbioru X zbiór podzbiorów zbioru X oznaczany 2 X jest nierównoliczny ze zbiorem X (czyli "jest bardziej liczny"). To natychmiast daje możliwość budowania nieskończonego ciągu coraz bardziej licznych zbiorów X, 2 X, 2 2X, 2 22X, ... . To jest łańcuszek koralików głęboko schowany w całej skali alefów. Ale tak otrzymane kolejne liczby są "osiągalne". Te nieosiągalne łatwo dostajemy, gdy zastosujemy potęgowanie zbiorów A X tzn. zbiór wszystkich funkcji X→A dla X nieskończonego. Ot, wystarczy stworzyć zbiór (wcześniej taki Ci pokazałem) X ∪ 2 X ∪ 2 2X ∪ 2 22X ∪ ... > [Albo np. pokazać równoliczność zbioru liczb naturalnych ze zbiorem ich logarytmów przy podstawie 2?]Kłopot w tym, że logarytmy (przy podstawie 2) z liczb naturalnych są (na ogół) niewymierne. Musisz jakoś inaczej zadać pytanie. Chociaż, jeśli Tobie to nie przeszkadza, to i mnie nie musi. Wystarczy, że te logarytmy z liczb naturalnych sprytnie i jednoznacznie przybliżę jakimiś liczbami wymiernymi i te przybliżenia wrzucę do zbioru liczb wymiernych. Te ostatnie tworzą zbiór przeliczalny i po kłopocie. Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Mamy do ponumerowania zbiór X (o mocy być może <|N|), będący podzbiorem N.. > Każdy element zbioru X "dostaje" dokładnie po jednej liczbie naturalnej,zgoda > .. więcej - każda liczba naturalna jest do tego wykorzystanaa to już nieoczywiste > i to dokładnie raz.dokładniej: co najwyżej raz. > To wynika z przebiegu dowodu.który zakłada minimalną (addytywną?) numerowalność n-ami, podczas gdy 'numerów' ze zbioru X jest być może mniej.. > Dowód nierównoliczności zbioru liczb naturalnych N i zbioru liczb rzeczywistych R można przeczytać tu. > Zbiorem "jeszcze bardziej licznym" od R może być np. zbiór wszystkich podzbiorów zbioru R oznaczany 2R lub równoliczny z nim zbiór wszystkich najzupełniej dowolnych funkcji R→R.> W ogólności możliwość budowania coraz bardziej licznych zbiorów wynika z twierdzenia Cantora O.K. Powiedzmy, że co nieco prześledziłem te rozumowania i je z grubsza rozumiem. Tu chodziło o porównanie dowodów (krok po kroku) dla rozpoznania w czym tkwi 'szpil' nierozumienia dowodu na alef_zerowość_X. > .. To jest łańcuszek koralików głęboko schowany w całej skali alefów.Gdyby zatem przenicować skalę alefów, to koraliki byłyby na wierzchu? > Kłopot w tym, że logarytmy (przy podstawie 2) z liczb naturalnych są (na ogół) niewymierne. Musisz jakoś inaczej zadać pytanie.Chyba prawie wszystkie nie są algebraiczne. Nie pytam jakie one są, lecz ile ich jest. > .. logarytmy z liczb naturalnych sprytnie i jednoznacznie przybliżę jakimiś liczbami wymiernymiSprytnie  ale czy jednoznacznie? Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >>.. więcej - każda liczba naturalna jest do tego wykorzystana >a to już nieoczywiste Jak to nie! Dowód, w którym to jest przeprowadzone, jest klasycznym dowodem indukcyjnym. W każdym kolejnym kroku biorę kolejną liczbę naturalną i wyczerpuję w ten sposób wszystkie te liczby.
>> To wynika z przebiegu dowodu. >który zakłada minimalną (addytywną?) numerowalność n-ami, podczas gdy 'numerów' ze zbioru X jest być może mniej.. Dowód niczego nie zakłada poza jedną rzeczą - zbiór X nie jest skończony (ograniczony).
>Tu chodziło o porównanie dowodów (krok po kroku) dla rozpoznania w czym tkwi 'szpil' nierozumienia dowodu na alef_zerowość_X. Tak krok po kroku nie da się, bo te, które prześledziłeś i z grubsza rozumiesz, są dowodami a contrario (przez zaprzeczenie), ten zaś, w którym szukasz "szpila", jest dowodem konstruktywnym, bo wprost konstruującym bijekcję między X i N.
>Gdyby zatem przenicować skalę alefów, to koraliki byłyby na wierzchu? Dobre! Widzę, że u Ciebie też kryją się pokłady wesołości.
>>Kłopot w tym, że logarytmy (przy podstawie 2) z liczb naturalnych są (na ogół) niewymierne. >Według moich rachunków jest ich istotnie więcej niż |N|.] A niby dlaczego? Jest ich dokładnie tyle, ile jest liczb naturalnych: an = log2n. znaczy to, że wszystkie logarytmy z kolejnych liczb naturalnych można ustawić w ciąg nieskończony.
>ale czy jednoznacznie? Oczywiście że jednoznacznie. Wystarczy, że zastosuję rozwinięcie w szereg: Ln n = 2/1*(n-1)1/(n+1)1 + 2/3*(n-1)3/(n+1)3 + 2/5*(n-1)5/(n+1)5 + ... zbieżny dla każdego n dodatniego. Teraz ln n przybliżam liczbą wymierną biorąc np. 2n wyrazów powyższego szeregu. I już. Każdy ln n ma przybliżenie wymierne i za każdą liczbą naturalną n jest ono inne (dowód tego - wbrew pozorom - wcale nie jest łatwy). Zbiór tych przybliżeń jest podzbiorem liczb wymiernych. A skoro liczb wymiernych jest przeliczalnie wiele, więc i logarytmów naturalnych z kolejnych liczb naturalnych jest przeliczalnie wiele.
Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. W każdym kolejnym kroku biorę kolejną liczbę naturalną i wyczerpuję w ten sposób wszystkie te liczby.Jeśli mowa o każdej skończonej liczbie, to oczywiście tak. > >Według moich rachunków jest ich istotnie więcej niż |N|.]> A niby dlaczego? Jest ich dokładnie tyle, ile jest liczb naturalnych: an = log2n.Według klasycznego dowodu indukcyjnego można pokazać, że ilość wyrazów ciągu a n niewiększych od pewnego naturalnego k (nazwijmy ją I(k)) wynosi dokładnie: I(k) = 2 kdla każdej liczby naturalnej k. [Zauważmy, że dla każdego k naturalnego: 2 k>k. Podobną nierówność: 2 |N|>|N|) mamy też dla liczb nieskończonych. Czy to przypadek?] > Każdy ln n ma przybliżenie wymierne i za każdą liczbą naturalną n jest ono inne (dowód tego - wbrew pozorom - wcale nie jest łatwy).Akurat tym, że musi być .. zagmatwany, nie czuję się zaskoczony  > Zbiór tych przybliżeń jest podzbiorem liczb wymiernych. A skoro liczb wymiernych jest przeliczalnie wiele, więc i logarytmów naturalnych z kolejnych liczb naturalnych jest przeliczalnie wiele.A może podobnym zbiorem przybliżeń dałoby się określić liczby rzeczywiste, skoro się je definiuje ciągami Cauchy'ego.. [Żałuję doprawdy, że nie zająłem się kiedyś dokładniej matematyką, by dziś móc z Tobą dyskutować na odpowiednio konkretnym poziomie.] Ukłony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | >Według klasycznego dowodu indukcyjnego można pokazać, że ilość wyrazów ciągu an niewiększych od pewnego naturalnego k (nazwijmy ją I(k)) wynosi dokładnie: > I(k) = 2kdla każdej liczby naturalnej k. To prawda. I co z tego ma wynikać? A może chciałbyś dowieść, że liczb parzystych jest dwa razy mniej niż wszystkich liczb naturalnych? Skoro to prawda dla każdego skończonego zbioru {1,2,3,4,...,n}
>[Zauważmy, że dla każdego k naturalnego: 2k>k. >Podobną nierówność: 2|N|>|N|) >mamy też dla liczb nieskończonych. Czy to przypadek?] Przypadek? Hm! Ani przypadek ani konieczność. Ot, po prostu dwa twierdzenia, które nam się jakoś ładnie kojarzą. Chociaż są z różnych światów i wymagają odrębnego aparatu pojęciowego a tym samym zupełnie różnych dowodów. Podobnie nie jest ani przypadkiem ani koniecznością, że następujące własności (prawdziwe dla każdego k naturalnego): k+1>k, 7k+1>k k3+2>k2+1>k 4k>3k>2k, itd. nie chcą zachodzić dla liczb kardynalnych.
>> Zbiór tych przybliżeń jest podzbiorem liczb wymiernych. A skoro liczb wymiernych jest przeliczalnie wiele, więc i logarytmów naturalnych z kolejnych liczb naturalnych jest przeliczalnie wiele. >A może podobnym zbiorem przybliżeń dałoby się określić liczby rzeczywiste, skoro się je definiuje ciągami Cauchy'ego.. Nie da się! Nie można przybliżać liczb rzeczywistych liczbami wymiernymi wg zasady: różnym liczbom rzeczywistym odpowiadają różne liczby wymierne.
>[Żałuję doprawdy, że nie zająłem się kiedyś dokładniej matematyką, by dziś móc z Tobą dyskutować na odpowiednio konkretnym poziomie.] Nic straconego. Jeśli masz dość ciekawości i zapału, to gorąco zachęcam!
wzajamne ukłony. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. liczb parzystych jest dwa razy mniej niż wszystkich liczb naturalnych? Jeśli masz na myśli liczby nieskończone, to |P|=|N|/2=|N|. >.. nie jest ani przypadkiem ani koniecznością, że następujące własności (..) nie chcą zachodzić dla liczb kardynalnych. Tak. Podane własności nie są istotne dla tematu. >>>.. podobnym zbiorem przybliżeń dałoby się określić liczby rzeczywiste, skoro się je definiuje ciągami Cauchy'ego.. >Nie da się! Wiemy, wiemy.. tylko czy Twój dowód nie jest na tyle 'podrasowany', by takie błędne mniemanie wykazać.
> Jeśli masz dość ciekawości i zapału, to gorąco zachęcam! Proszę Pana, gdyby Galois był w moim wieku, to przez większość swego życia już by nie żył. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | | confessus (324 punktów) | Odp: Kant - śady aprioryczne | >Wcale niekoniecznie Co niekoniecznie? Przecież tylko to potwierdzasz, a Twój przykład jest bliźniaczo podobny do mojego. W moim alfabecie występują trzy znaki "znam", "sąsiadki", "sąsiadkę", "kolegi", "kolegę" dałem kilka początkowych skończonych zdań z całego nieskończonego ciągu.
>choć w gramatyce ogólnej rzeczywiście przyjmuje się dowolne iteracje jako dopuszczalne Jeszcze prościej: przynajmniej jeden znak z alfabetu nie może mieć ograniczenia na ilość wystąpień. Bardziej formalnie: ∃ znak a ∀ dowolnie dużego n ∃ zdanie, w którym znak a wystąpił częściej niż n
|
|
| | | |  | | Grimar (1210 punktów) |
>Nie stwierdziliśmy, bo twierdzenie o nieistnieniu takiej liczby, choć poprawne matematycznie, nie sprawdza się w praktyce
No właśnie, nie potrzebujemy doświadczenia żeby dojść do takiego wniosku w ramach wiedzy matematycznej.
|
|
| | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>Nie stwierdziliśmy, bo twierdzenie o nieistnieniu takiej liczby, choć poprawne matematycznie, nie sprawdza się w praktyce >No właśnie, nie potrzebujemy doświadczenia żeby dojść do takiego wniosku w ramach wiedzy matematycznej. Tak. Potrzebujemy jednak pewne założenia wstępne, które sobie wymyślimy - jak na przykład co to jest liczba całkowita i co to jest dodawanie. Cała reszta to już jest logiczna konsekwencja.
I teraz: czy sądzisz, że idea "liczby całkowitej" (i w ogóle matematyki), a także ta konsekwencja i logika mogłyby powstać w umyśle w całkowitym oderwaniu od świata rzeczywistego i empirii?
To ludzkie umysły stworzyły światy abstrakcyjne - oderwane od rzeczywistości - takie jak matematyka. Należy jednak pamiętać o tym, że było to możliwe dzięki ewolucji mózgu. To mózg doświadczających życia ludzi w ten sposób umysłowo przetworzył empiriczne doświadczenia kreując ów świat abstrakcyjny. Owo oderwanie od świata przyrody nie jest jednak zupełne. Gdyby było zupełne, wówczas matematyka nie miałaby zastosowania w fizyce.
Sądzę więc, że matematyka jest idealizacją świata przyrody - jest ideowym uogólnieniem - sprowadzeniem rzeczywistych zależności przyrodniczych do nierzeczywistej perfekcji ideowej. Sukces matematyki polega jednak na tym, że wyniki jej działań można powrotnie i skutecznie zastosować do świata przyrody. Nie byłoby to możliwe, gdyby owo oderwanie matematyki od przyrody było zupełne.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >>>Nie stwierdziliśmy, bo twierdzenie o nieistnieniu takiej liczby, choć poprawne matematycznie, nie sprawdza się w praktyce >>No właśnie, nie potrzebujemy doświadczenia żeby dojść do takiego wniosku w ramach wiedzy matematycznej. >Tak. >Potrzebujemy jednak pewne założenia wstępne, które sobie wymyślimy - jak na przykład co to jest liczba całkowita i co to jest dodawanie. Cała reszta to już jest logiczna konsekwencja. >I teraz: czy sądzisz, że idea "liczby całkowitej" (i w ogóle matematyki), a także ta konsekwencja i logika mogłyby powstać w umyśle w całkowitym oderwaniu od świata rzeczywistego i empirii? >To ludzkie umysły stworzyły światy abstrakcyjne - oderwane od rzeczywistości - takie jak matematyka. Należy jednak pamiętać o tym, że było to możliwe dzięki ewolucji mózgu. To mózg doświadczających życia ludzi w ten sposób umysłowo przetworzył empiriczne doświadczenia kreując ów świat abstrakcyjny. Owo oderwanie od świata przyrody nie jest jednak zupełne. Gdyby było zupełne, wówczas matematyka nie miałaby zastosowania w fizyce. >Sądzę więc, że matematyka jest idealizacją świata przyrody - jest ideowym uogólnieniem - sprowadzeniem rzeczywistych zależności przyrodniczych do nierzeczywistej perfekcji ideowej. Sukces matematyki polega jednak na tym, że wyniki jej działań można powrotnie i skutecznie zastosować do świata przyrody. Nie byłoby to możliwe, gdyby owo oderwanie matematyki od przyrody było zupełne.
czym innym kontekst odkrycia (jak ta wiedza sie u nas pojawiła), a czym innym kontekst uzasadnienia (jak uzasadniamy daną wiedzę). To jasne, ze w poznaniu mamy pewne przed-założenia, nie kwestionuje tego, a nawet bardzo często to podkreślam. Podkreslam również, że teorie i empiria wzajamnie się przenikają, nie jest tak, że istnieją "czyste zdania obserwacyjne", na podstawie których tworzymy teorie, bo pewne założenia teoretyczne też wpływają na rozumienia "czystych zdań obserwacyjnych". Choćby dlatego, że nie istniejemy w próżni, lecz jako gatunek mamy dany, niedoskonały aparat poznawczy, a także jako jednostki jesteśmy wrzucenie w dane przestrzeń kulturowa. >
|
|
 | 1 na 1 | confessus (324 punktów) | >Nie warto szukać bo taki wywód jest niewątpliwie błędny.
Niekoniecznie, mógłby być poprawny, gdyby Kant powołał się w dowodzie na postulat o prostych równoległych uznawszy go za wiedzę aprioryczną. Wątpliwe jest jednak , aby Kant był w stanie przeprowadzić takie rozumowanie. Założycielowi wątku proponuję poszukać takiego dowodu w jakimś współczesnym podręczniku do geometrii. M. Kordos w swojej Historii matematyki pisze, że Kant swoimi dywagacjami na temat geometrii euklidesowej trochę namieszał, bo sprowokował szyderstwa wobec tych, którzy podejmowali próby dowodzenie aksjomatu Euklidesa (co jeszcze byłoby do przełknięcia) ale także tych, którzy ośmielali się podejrzewać, że ten aksjomat można równie dobrze i bez szkody dla teorii zaprzeczyć. Na szczęście matematycy w końcu odcięli się od pouczeń wszechwiedzącego filozofa.
|
|
|  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | >Niekoniecznie, mógłby być poprawny, gdyby Kant powołał się w dowodzie na postulat o prostych równoległych uznawszy go za wiedzę aprioryczną.
Mógłby zakładać że proste się przecinają? Byłoby to sprzeczne z tym jego 'czystym rozumem' (dzisiaj chyba ze zwyczajnym formalizmem).
Jedynie w praktyce albo przy specjalnych założeniach, można uzyskać inną sumę kątów. A ponadto: jeśli nawet tak się stanie, np. w geodezji można łatwo uzyskać powyżej 180 stopni dla sumy kątów w trójkącie, wówczas po prostu uzyskujemy dodatkową informację o osadzeniu: stwierdzamy że nasz 'trójkąt' nie jest płaski.
Sama przestrzeń nie ma żadnych cech (wsobnych), dzięki którym linia geodezyjna mogłaby odbiegać od prostej - krzywić się. Względem czego miałaby się krzywić?
Dlatego nie ma do dziś pojęcia krzywizny wewnętrznej dla krzywych - przestrzeni jednowymiarowych.
Powierzchnie mogą być krzywe (lokalnie), ponieważ są zawsze osadzone w 3D... no i to jest właśnie informacja o tym osadzeniu.
|
|
| |  | 1 na 1 | confessus (324 punktów) | > >Niekoniecznie, mógłby być poprawny, gdyby Kant powołał się w dowodzie na postulat o prostych równoległych uznawszy go za wiedzę aprioryczną.> Mógłby zakładać że proste się przecinają?> Byłoby to sprzeczne z tym jego 'czystym rozumem' (dzisiaj chyba ze zwyczajnym formalizmem).Jestem w kłopocie, bo bardzo chciałbym skomentować ten komentarz. Jednak komentarz Twój wygląda tak, jakbyś nie znał / nie pamiętał aksjomatu o równoległości i dlatego strasznie tu pływasz. > Sama przestrzeń nie ma żadnych cech (wsobnych), dzięki którym linia geodezyjna mogłaby odbiegać od prostej - krzywić się.> Względem czego miałaby się krzywić?Nieprawda. Jej 'wsobną' cechą może być po prostu metryka konstytuująca jej wewnętrzną geometrię. Mając tę metrykę można definiować izometrie, symetrie, długości krzywych, kąty między krzywymi i wreszcie pojęcie geodezyjnej. Oczywiście, geodezyjna nie ma względem czego się krzywić, gdyż ona sama jest wzorcem 'prostości'. Ale to wystarczy, aby umieć zbadać, czy geometria jest płaska, czy nie (np. czy działa twierdzenie Pitagorasa). > Powierzchnie mogą być krzywe (lokalnie), ponieważ są zawsze osadzone w 3D... no i to jest właśnie informacja o tym osadzeniu.Są zawsze osadzone? A po co i dlaczego zawsze? One mogą być osadzone odpowiednim zanurzeniem, ale nie muszą. I 'krzywość' wewnętrzna nie musi być równoczesna z 'krzywością' zewnętrzną. Weźmy 2 przykłady. - Zwijam kartkę papieru w trąbkę (stożek) albo w rulonik (walec) i oglądam ją w mojej 3-wymiarowej przestrzeni. I widzę, że ta kartka jest krzywa jak cholera (chociaż jej krzywizna Gaussa jest zerowa). Tymczasem jej wewnętrzna geometria jest dalej płaska.
- Zanurzam (osadzam) model Poincere geometrii hiperbolicznej na zwykłej płaszczyźnie. Teraz ta osadzona powierzchnia (tj. płaszczyzna hiperboliczna) jest płaska jak naleśnik, ale jej wewnętrzna geometria jest zakrzywiona (jej proste są łukami z punktu widzenia euklidesowej płaszczyzny).
|
|
| | |  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | > Jestem w kłopocie, bo bardzo chciałbym skomentować ten komentarz. Jednak komentarz Twój wygląda tak, jakbyś nie znał / nie pamiętał aksjomatu o równoległości i dlatego strasznie tu pływasz.Mówiłem już: piąty postulat nie jest dodatkowym założeniem, lecz konsekwencją samej rezygnacji z dodatkowych założeń. W nieeuklidesowej postuluje się szczególne właściwości przestrzeni, czyli tu jest 5-ty postulat. > Są zawsze osadzone? A po co i dlaczego zawsze? One mogą być osadzone odpowiednim zanurzeniem, ale nie muszą. I 'krzywość' wewnętrzna nie musi być równoczesna z 'krzywością' zewnętrzną. Weźmy 2 przykłady.> > Zwijam kartkę papieru w trąbkę (stożek) albo w rulonik (walec) i oglądam ją w mojej 3-wymiarowej przestrzeni. I widzę, że ta kartka jest krzywa jak cholera (chociaż jej krzywizna Gaussa jest zerowa). Tymczasem jej wewnętrzna geometria jest dalej płaska.> Zanurzam (osadzam) model Poincere geometrii hiperbolicznej na zwykłej płaszczyźnie. Teraz ta osadzona powierzchnia (tj. płaszczyzna hiperboliczna) jest płaska jak naleśnik, ale jej wewnętrzna geometria jest zakrzywiona (jej proste są łukami z punktu widzenia euklidesowej płaszczyzny).> Krzywizna Gaussa jest iloczynem krzywizn głównych, więc nie jest dziwne, że dla walca jest ona równa zero. Drugi przykład jest już z 5-tym postulatem - w postaci z góry zadanej metryki. Sama płaszczyzna nie ma żadnych cech własnych - jak każda przestrzeń (nawet taka pokrzywiona jak np. sfera).
|
|
|  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | >> Nie warto szukać bo taki wywód jest niewątpliwie błędny. > Niekoniecznie, mógłby być poprawny, gdyby Kant powołał się w dowodzie na postulat o prostych równoległych uznawszy go za wiedzę aprioryczną.
Byłby poprawny w sensie matematycznym, ale po skonfrontowaniu ze światem rzeczywistym mógłby okazać się błędny. Obecnie kosmologowie rutynowo mierzą trójkąty, w których suma kątów przewyższa 180 stopni.
> Założycielowi wątku proponuję poszukać takiego dowodu w jakimś współczesnym podręczniku do geometrii.
Oczywiście, dowód ten można znaleźć w podręczniku szkolnym. (Nie wiem jak jest teraz, ale w moim był.) Ale zdaje się, że termin egzaminu poprawkowego już minął i autora wątku sprawa ta już nie interesuje. Niech zgadnę - studiuje teologię?
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Niech zgadnę - studiuje teologię?
Takie rzeczy na teologii? Czyżbym miał niesłusznie zaniżone mniemanie o tym szacownym przedmiocie?
|
|
| | |  | 1 na 1 |
| |  | | Grimar (1210 punktów) | > Niech zgadnę - studiuje teologię?
teolog? Dlaczego od razu nie reptylianin?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > > Niech zgadnę - studiuje teologię?> teolog? Dlaczego od razu nie reptylianin?Bo krytykuję teologię a nie personalnie autora wątku.
|
|
| | | |  | | Grimar (1210 punktów) | > >> Niech zgadnę - studiuje teologię?> > teolog? Dlaczego od razu nie reptylianin?> Bo krytykuję teologię a nie personalnie autora wątku.> Nie widzę, co w tym wątku jest teologicznego. Chyba, że każda filozofię, która nie jest radykalnym empiryzmem nazwać teologią. Ciężko wtedy racjonalnie dyskutować.
|
|
| |  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | >Byłby poprawny w sensie matematycznym, ale po skonfrontowaniu ze światem rzeczywistym mógłby okazać się błędny. Obecnie kosmologowie rutynowo mierzą trójkąty, w których suma kątów przewyższa 180 stopni.
Jesteś niepoważny. Już starożytni wiedzieli, że światło zmienia kierunek w niejednorodnym medium.
Kosmos jest jednorodny dopiero w skali globalnej.
No i co tu zmierzyli - jaka jest ta krzywizna globalna? Zerowa.
Przestrzeń (ta fizyczna) nie istnieje w sensie materialnym, nie ma sensu mówić o jej właściwościach, i stąd ten postulat równoległość.
To nie jest założenie czegoś, lecz odwrotnie - niczego, pełna monotonia. Potem mówimy o jednorodność i izotropowości, ale one są tu konsekwencją braku czegoś, a nie czymś.
|
|
| |  | 1 na 1 | confessus (324 punktów) | > Byłby poprawny w sensie matematycznym, ale po skonfrontowaniu ze światem rzeczywistym mógłby okazać się błędny.Kant przyjął, że cała aksjomatyka geometrii Euklidesa jest ('wbudowaną' w mózg) wiedzą aprioryczną wiernie opisującą świat materialny. Toteż wnioski matematyczne z tych aksjomatów także wiernie opisywały (wg niego) świat materialny. I ani on ani nikt jemu współczesnych nie widział potrzeby konfrontować twierdzenia o sumie kątów ze światem rzeczywistym. Pierwszym, o którym słyszałem, że poczuł taką potrzebę, był Gauss. Ale z tych jego prób nic nie mogło wyjść z powodu błędów pomiarowych (z których sam Gauss zdawał sobie sprawę). > Niech zgadnę - studiuje teologię?A może KK zorganizował przyspieszony kurs dla geodetów? Ktoś te odzyskane latyfundia kościelne musi pomierzyć
|
|
| | |  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | > Pierwszym, o którym słyszałem, że poczuł taką potrzebę, był Gauss. Ale z tych jego prób nic nie mogło wyjść z powodu błędów pomiarowych (z których sam Gauss zdawał sobie sprawę).
Geometrię sferyczną, a pewnie i wielu innych powierzchni, znali już starożytni.
Gauss podał jedynie wzory na obliczanie krzywizny powierzchni (albo raczej: pewnych konsekwencji krzywizny) za pomocą samej metryki, czyli z pomiarów odległości wykonywanych tylko na tej rozpatrywanej powierzchni.
Czyli bez odwoływania się wprost do trzeciego wymiaru, w którym się powierzchnia deformuje.
Ale nie ma tu mowy o tym, że ten trzeci wymiar nie istnieje, a powierzchnia krzywi się sama w sobie.
Obecnie są popularne różne mity w matematyce. Prawdopodobnie są to skutki eliminowania religii z życia, która dość skutecznie zaspokajała takie ciągoty do mitów i cudów.
|
|
| | | |  | | confessus (324 punktów) | >Geometrię sferyczną, a pewnie i wielu innych powierzchni, znali już starożytni. Mylisz geometrię sferyczną z eliptyczną.
>Gauss podał jedynie wzory na obliczanie krzywizny powierzchni Zrobił więcej tj. stworzył rzeczy, których istnieniu Ty zaprzeczasz.
>Obecnie są popularne różne mity w matematyce. >Prawdopodobnie są to skutki eliminowania religii z życia, która dość skutecznie zaspokajała takie ciągoty do mitów i cudów.' Jestem Ci szczerze wdzięczny za tę wnikliwą psychoanalizę...
|
|
| | | | |  | Hetman Twardowski (482 punktów) (zablokowany) | > >Geometrię sferyczną, a pewnie i wielu innych powierzchni, znali już starożytni.> Mylisz geometrię sferyczną z eliptyczną.Próbujesz tworzyć zbędne pojęcia. Sfera jest szczególnym przypadkiem elipsoidy. Np. przestrzeń w OTW (dookoła masy) jest sferyczna, ale niepełna (dla obserwatora w 3D), stąd tam te pomysły że obwód koła jest różny od 2pi r. > >Gauss podał jedynie wzory na obliczanie krzywizny powierzchni> Zrobił więcej tj. stworzył rzeczy, których istnieniu Ty zaprzeczasz.W amatorskich interpretacjach i w pracach podwórkowych matematyków. mathpages.com/rr/s5-03/5-03.htmen.wikipedia.org/wiki/Theorema_Egregiumen.wikiped(*)ferential_geometry_of_surfacesRiemann też nic nowego nie stworzył. To są metody obliczania zwyczajnych powierzchni, czy przestrzeni, ale ograniczone do pomiarów lokalnych. Czyli to jest zaledwie podzbiór pełnej geometrii - tradycyjnej, ponieważ ta nie ogranicza się do badania jedynie cech lokalnych.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >>Byłby poprawny w sensie matematycznym, ale po skonfrontowaniu ze światem rzeczywistym mógłby okazać się błędny. >Kant przyjął, że cała aksjomatyka geometrii Euklidesa jest ('wbudowaną' w mózg) wiedzą aprioryczną wiernie opisującą świat materialny. Toteż wnioski matematyczne z tych aksjomatów także wiernie opisywały (wg niego) świat materialny. I ani on ani nikt jemu współczesnych nie widział potrzeby konfrontować twierdzenia o sumie kątów ze światem rzeczywistym.
Owszem, Kant obracał się tylko wokół geometrii Euklidesa. jednak popełniasz błąd twierdząc, iż Kant sądził, że jego wnioski "wiernie" opisywały świat materialny. Do świata "twardego", "rzeczywistego", inaczej noumenalnego nie mamy według niego dostępu, jedynie do "świata dla nas". Ale w związku z tym, iż jako gatunek mieliśmy mieć podobne wrodzone kategorie na podstawie których konstruujemy "świat dla nas", to możliwa była wiedza obiektywna. Jednak nie dotyczyła ona "świata samego w sobie", lecz "świata dla nas".
|
|
| | | |  | | confessus (324 punktów) | >popełniasz błąd twierdząc, iż Kant sądził, że jego wnioski "wiernie" opisywały świat materialny. No tak, zapomniałem o tych "rzeczach samych w sobie". Powinienem napisać ostrożniej "jego wnioski trafnie opisywały geometrię świata"
|
|
 | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) |
>O ile mi wiadomo, nie ma wiedzy całkowicie apriorycznej. W najlepszym razie może to być wrodzona wiedza, zakodowana w strukturach naszych mózgów przez pokolenia ewolucji naturalnej. Taką wiedzę nazywamy intuicją lub zdrowym rozsądkiem. > Postawiłem minus, żeby zasygnalizować błąd w wypowiedzi. Wiedza aprioryczna być może istnieje. I nie wykluczone, że powstała ona w toku ewolucji i przystosowania się do środowiska. Lecz nie jest to wiedza intuicyjna a tym bardziej zdroworozsądkowa.
Zwierzęta dysponują wiedzą "wrodzoną", dotyczącą zachowania w typowych okolicznościach. (Np zaraz po urodzeniu, szukanie matki, miejsc lęgowych, dążenie do środowiska naturalnego, np. wody, lub torby u torbaczy itp itd.). Nie jest to wiedza intuicyjna lecz instynktowna. Jednakże u zwierząt o wysokiej inteligencji i początkach świadomości dominuje wiedza zdobyta w trakcie uczenia i zdobywania doświadczeń. Im wyższa inteligencja, tym proporcja pomiędzy wiedza wyuczoną a aprioryczną, instynktowną jest wyższa. Podstawowa wiedza nabyta zgromadzona w wyniku powszechnych doświadczeń życiowych dotykających wszystkie osobniki może być nazywana " zdrowym rozsądkiem". Ta wiedza obejmuje elementarne relacje wynikania, kojarzenia, asocjacji i kategoryzacji o niskiej hierarchii.
Jednakże osobniki o bardzo dużym doświadczeniu życiowym, olbrzymiej zgromadzonej wiedzy, dużej wrażliwości i zdolnościach intelektualnych w skomplikowanych sytuacjach życiowych mogą posłużyć się intuicją. Jest to jedna z najwyższych form poznania. Mamy z nią do czynienia, gdy problem wymaga uwzględnienia zbyt wielu czynników, z których część może być nie znana lub nieprzewidywalna. Wówczas umysł szuka dalekich analogii, szacuje różne wpływy, stara się wyłowić najlżejsze symptomy szans powodzenia. To "wyczuwanie" najlepszego sposobu zachowania, nie do końca uświadomione wybieranie optymalnej decyzji, to jest właśnie intuicja. Intuicja daje tym lepsze efekty, im większe jest doświadczenie i wiedza osobnika.
|
|
|  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | >> O ile mi wiadomo, nie ma wiedzy całkowicie apriorycznej. W najlepszym razie może to być wrodzona wiedza, zakodowana w strukturach naszych mózgów przez pokolenia ewolucji naturalnej. Taką wiedzę nazywamy intuicją lub zdrowym rozsądkiem.
> Postawiłem minus, żeby zasygnalizować błąd w wypowiedzi.
Ach dziękuję. Obawiam się jednak, że sygnalizacja ta jest błędna.
> Wiedza aprioryczna być może istnieje. I nie wykluczone, że powstała ona w toku ewolucji i przystosowania się do środowiska. Lecz nie jest to wiedza intuicyjna a tym bardziej zdroworozsądkowa. [...] Nie jest to wiedza intuicyjna lecz instynktowna.
Wrodzonych mamy szereg pojęć uważanych za "wyższe", a do takich określenie instynktu nie pasuje. Na przykład, wrodzone mamy pojęcia dobra i zła, czasu i przestrzeni, logiki, gramatyki, przyczynowości, a nawet Boga. Na upartego można powiedzieć, że chodzenie do kościoła jest instynktem, ale wierzący raczej by powiedział, że istnienie Boga intuicja mu podpowiada i na zdrowy rozsądek religia ma sens.
|
|
| |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > > Wiedza aprioryczna być może istnieje. I nie wykluczone, że powstała ona w toku ewolucji i przystosowania się do środowiska. Lecz nie jest to wiedza intuicyjna a tym bardziej zdroworozsądkowa. [...] Nie jest to wiedza intuicyjna lecz instynktowna.> Wrodzonych mamy szereg pojęć uważanych za "wyższe", a do takich określenie instynktu nie pasuje. Na przykład, wrodzone mamy pojęcia dobra i zła, czasu i przestrzeni, logiki, gramatyki, przyczynowości, a nawet Boga. Na upartego można powiedzieć, że chodzenie do kościoła jest instynktem, ale wierzący raczej by powiedział, że istnienie Boga intuicja mu podpowiada i na zdrowy rozsądek religia ma sens.> Nowoczesne poglądy kognitywistyczne kwestionują psychologiczne interpretacje pojawiania się pojęć abstrakcyjnych, w tym moralnych w naszym umyśle, według których są one wrodzone lub przekazywane metafizycznie przez kontakt "duchowy". Pojęcia te wykształcają się w procesie uczenia (trening sieci neuronowej bez nadzoru, samouczenie) w wyniku funkcjonowania specyficznych heurystyk sieci neuronowej. Istotą tej heurystyki jest obliczanie funkcji podobieństwa konfiguracji pobudzeń neuronowych generowanych przez nasze zmysły z pobudzeniami wydobywanymi z naszej pamięci. Wysoka wartość tej funkcji podobieństwa odczuwana jest jako satysfakcja. Odpowiada to zaspokojeniu instynktu rozumienia. Ponieważ ta heurystyka jest jedyną funkcja psychiczną, którą wykonuje sieć neuronowa, to nazywamy ją instynktem. Umysł ma przymus, żeby to robić. W istocie część korowa, poza funkcjami homeostatycznymi, nie wykonuje nic innego. Jeśli poznanie tego rodzaju dotyczy reprezentacji mentalnych wyższych funkcji psychicznych, to przejawia się to w poczuciu dobra-zła, piękna, poczuciu moralnym, estetycznym itp. Więcej na ten temat można poczytać tutajlub po polsku popularnie tutaj. Także ucieczka do mistycyzmu została wyjaśniona przez kognitywistykę neurologicznie poprzez instynkt rozumienia, czy jak to nazywa Perlowski instynkt wiedzy. Konieczność objaśnienia niepojmowalnego skutkuje albo ignorowaniem problemu poprzez wyjaśnienie: "tak już jest..", albo przez strategię: "nie wiem o co chodzi, jestem za głupi żeby to zrozumieć", albo przez odłożenie na potem: "pewnie kiedyś się tego dowiem", albo przez wyjaśnienie mistyczne: "to cud, palec Boży, czary". Więcej na ten temat można przeczytać i tutaj. Zgodzę się natomiast, że choć poczucie Boga nie jest wrodzone, to decyzja o chodzeniu do kościoła może być efektem logicznego rozumowania, analiz logicznych na podstawie posiadanej wiedzy czy też tzw. "zdrowego rozsądku", np. na zasadzie "zakładu Pascala". Ale też może to być efekt działania intuicji. Tak jak w poprzednim poście opisałem, brak nam ścisłej wiedzy - kierujemy się intuicyjnym przeczuciem na podstawie dotychczasowych doświadczeń i wiedzy dostępnej.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|