Racjonalista - Strona głównaDo treści
Odrzuciłem ateizm z rozsądku

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
01-10-2010 09:07nieateista (18 punktów)Odrzuciłem ateizm z rozsądku
Ocena -8 na 16
Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku.
Odrzucenie istnienia Boga jest bardzo ryzykownym wyborem. O jakie ryzyko chodzi? Nie tylko o utratę szansy na życie wieczne. Jest jeszcze jedna konsekwencja, o wiele poważniejsza, o której nie chce wiedzieć większość "walczących o prawdę i ludzką godność" ateistów. Gdyby jednak, jakimś cudem Bóg istniał?. A jeżeli to ja mam rację odrzucając ateizm i w przyszłości wszyscy ludzie staną przed obliczem Boga na dzień sądu? Co wówczas? Osoba niezapisana w księdze żywota utraci życie wieczne świadoma tej straty!
Odwołaj się do swojej wyobraźni i pomyśl jak przerażający byłby to moment w życiu człowieka (na krótką chwilę odzyskanym). Stajesz przed Bogiem i słyszysz słowa: Jak widzisz jestem, chociaż byłeś przekonany i innych przekonywałeś do tego, że mnie nie ma. Jak widzisz śmierć nie jest ostateczna, lecz tylko nieliczni ją pokonają. Ty jednak tej wspaniałej nagrody nie otrzymasz, ponieważ dokonałeś takiego a nie innego wyboru, ponieważ żyłeś tak a nie inaczej.
Śmierć sama w sobie jest przerażająca, jest czymś bardzo trudno się pogodzić. A śmierć w sytuacji, gdy się dowiadujemy, iż nie była konieczna, gdy mamy świadomość, że mogło być inaczej ale nie ma już odwrotu?
Wielu ateistów podkreśla, że wybór takiej a nie innej drogi jest wyrazem ich odwagi, świadczy o tym, że pogodzili się ze śmiercią. Jeszcze raz podkreślę - być może tak jest w istocie. Ateiści powtarzają - Śmierć to nie problem. Nie ma się czego bać. Niektórzy ubierają to w naprawdę pięknie brzmiące wyjaśnienia. Nie mam pojęcia czy te słowa wypływają z głębokiej akceptacji śmierci czy są jedynie dowodem wyjątkowej elokwencji. To nie ma większego znaczenia.
Spójrzmy jeszcze raz na pytanie - Czy Bóg istnieje? Odpowiadamy prawie zawsze jednoznacznie: Tak - gdy jesteśmy osobami wierzącymi lub Nie - gdy jesteśmy ateistami. Ja uważam, że nie mogę tego rozstrzygnąć. Nie można udowodnić jak jest w rzeczywistości. Nie chodzi wyłącznie o to, że jest to kwestia właśnie wiary a nie jednoznacznego dowodu. O wiele ważniejsza jest odpowiedź na dodatkowe pytanie, które każdy powinien sobie zadać - Jakie byłyby konsekwencje mojej pomyłki? Jaki koszt poniosę ja i inne osoby, na których mi zależy, gdybym jednak się pomylił? I co się okazuje? W moim przypadku ten koszt jest żaden! Pomyłka nie ma dla mnie znaczenia. Przecież nie przekonam się o tym nigdy. Umierając, pomimo nadziei, nigdy nie zostanę wskrzeszony i nie stanę przed Bogiem w dniu Sądu Ostatecznego. Umarłem, moje ciało zgniło i pozostały po mnie tylko wspomnienia u moich dzieci i wnuków. Problem rozwiązuje się sam. Prawda była po stronie ateistów. Ale mnie nie obchodzi "ta prawda". Ona nie jest żadną wartością. To się już nie liczy, bo mnie już nie ma i nigdy nie będzie. W chwili śmierci, jeżeli miałem świadomość tego, że za chwilę nastąpi, po prostu będę się bał mniej niż osoba niewierząca i tym samym moje skończone, w sumie bezsensowne życie, będzie dla mnie mniej bolesne. Nie odczuję jednak goryczy pomyłki.
A czy ateista może mieć podobne wątpliwości? Myślę, że nie. Ateista nie może dopuścić do siebie myśli - A co jeżeli się pomylę w swoich poglądach i Bóg naprawdę istnieje? Skąd taki brak rozsądku? To nie ma nic wspólnego z rozsądkiem, ale właśnie z emocjami. Ateista nie może przyjąć do świadomości pomyłki, nie może mieć najmniejszej wątpliwości co do swoich racji, ponieważ w przeciwnym wypadku nie tylko przerażą go konsekwencje błędu ale nigdy nie będzie czuł się dobrze ze swoim światopoglądem, ze swoimi wartościami. A wręcz czułby się strasznie.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której naukowiec o uznanej pozycji w swoim środowisku, będący, tak jak zdecydowana większość naukowców, ateistą, słyszy pytanie: - Czy brał pan pod uwagę to, że Bóg może jednak istnieć, że może się pan mylić? Przypuszczalnie w 99 na 100 przypadków usłyszymy odpowiedź - To niemożliwe. Mamy mnóstwo dowodów na to, że Boga nie ma. Takie założenie jest zupełnie nieracjonalne, głupie, infantylne. Na koniec, część osób dodałaby argumentację moralną (aby jeszcze dalej odsunąć od siebie myśl o ryzyku pomyłki): - Wiara w Boga jest nie tylko dziecinadą ale także czymś złym - i przywołując odpowiednie przykłady z historii a nawet z Biblii kiedy w imię Boga mordowano setki, tysiące ludzi.
Każdy naukowiec (ateista) odpowiada: To niemożliwe abym się mylił. Bóg na pewno nie istnieje nie dlatego, że istnieje całe mnóstwo dowodów na to że Bóg to zwykły wymysł naszej wyobraźni (chociaż tak sobie i innym wmawia). Według mnie istnieje zupełnie inny powód: w przypadku pomyłki, niemal każdy aspekt życia ateisty, jego wartości ległyby w gruzach. To właśnie strach przed konsekwencjami, strach przed utratą własnej pozycji, utratą wysokiego mniemania o sobie, powoduje, że z o wiele większą determinacją bronią swoich racji ateiści w porównaniu do osób wierzących. Ateista dopowie jeszcze, że poświęca życie poszukiwaniu prawdy, udowodnieniu, że świat powstał przez przypadek, w wyniku takich a nie innych zjawisk, ale w rzeczywistości u podstaw poszukiwań nie jest prawda ale potrzeba udowodnienia sobie, że nie mogę się mylić, zwykły ludzki strach przed niewyobrażalnymi konsekwencjami pomyłki.
moc.atsietaein@leinad
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

01-10-2010 09:35
 Ocena 35 na 35
Alicja Duda (25557 punktów)Odp: Odzruciłem ateizm z rozsądku
Strasznie dużo żeś napisał a całość można streścić:
- Ateista musi bać się śmierci.
- Ateista musi gorliwie nawracać.
A wszystko to w oparciu o dowód Pascala.

Ateista nie boi się śmierci bardziej niż wierzący. Jeżeli mowa o strachu przed śmiercią to boi się zdecydowanie mniej. Nie ma grzechów za które miałby być skazany na "męki piekielne".
Ja boję się bólu, długiego umierania, dezorganizacji życia moim bliskim z powodu mojej niesprawności... ale na pewno nie śmierci.
Ateista wcale nie musi innych nawracać. Nie ma fobii które go męczą. Nie ma potrzeby narzucać swojego stylu życia innym.
To wierzący uważają, że muszą narzucać innym wymogi swojej wiary. A ponieważ sami są zbyt słabi by je spełnić wymagają by prawo wymuszało ich stosowanie.
To w myśl zasady skoro mnie wiara zabrania to innym tez niech nie będzie wolno.
01-10-2010 11:28 
 Ocena 9 na 9
Gosia (9452 punktów)

>To w myśl zasady skoro mnie wiara zabrania to innym tez niech nie będzie wolno.

Raczej w myśl zasady, skoro nic sobie nie robicie z księdza dobrodzieja to niech was za tyłek weźmie prokurator.

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
01-10-2010 22:41 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Raczej w myśl zasady "ćpam opium "Chrystus" lecz czuję, że to ułuda. Gdy wszyscy wokół ćpają, wtedy wierzę w moje opium". A wszystko to nie z miłości do urojonej istoty boskiej, lecz z obłędnie wyrachowanej rządzy przeżycia własnej śmierci. Fuj!

To, że chodzi tu o opium "Chrystus" jest dla mnie ewidentne. Zresztą wychodzi w trakcie rozmowy.
01-10-2010 09:41
 Ocena 26 na 26
Marszalik (733 punktów)Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku
Powodzenia.
Tu masz listę bardziej popularnych religii:
pl.wikipedia.org/wiki/Religia#Religie_.C5.9Bwiata

Życzę powodzenia, ze spełnianiem wszystkich ich wymagań, aby otrzymać ową "nagrodę życia wiecznego". Bo chyba nie chcesz po śmierci dowiedzieć się, że wierzyłeś nie w tego boga, co powinieneś?
01-10-2010 09:51 
 Ocena-2 na 2
nieateista (18 punktów)
>Powodzenia.
>Tu masz listę bardziej popularnych religii:
>pl.wikipedia.org/wiki/Religia#Religie_.C5.9Bwiata
>Życzę powodzenia, ze spełnianiem wszystkich ich wymagań, aby otrzymać ową "nagrodę życia wiecznego". Bo chyba nie chcesz po śmierci dowiedzieć się, że wierzyłeś nie w tego boga, co powinieneś?



Oczywiście, że nie. To kolejny problem, a tak naprawdę - najważniejszy.
daniel
01-10-2010 12:01 
 Ocena 7 na 7
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Danielu, stosuj się do regulaminu. Przeczytaj go. Bo ostrzeżenia będę sadził bez wyjaśniania.

Ad rem:
Jehowa to bóg dość zapalczywy i srogi. Gdyby faktycznie jakimś cudem istniał to oczyma wyobraźni widzę scenkę, w której staje przed nim typowy katolik po 2 tysiącach lat teologicznego mielenia wierzeń żydowskich, i Jehowa do niego wypala: Bredziłeś na mój temat niemiłosiernie, do piekła!
01-10-2010 12:32 
 Ocena 11 na 11
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
Jest taki dowcip w tym temacie:

Umiera papież. U wrót raju św. Piotr go pyta:
- Ktoś ty?
- Ja? biskup Rzymu.
- Biskup Rzymu? Nie kojarzę.
- No, namiestnik Pański na Ziemi.
- To Bóg ma namiestnika? Nic mi o tym nie wiadomo.
- Jestem głową kościoła katolickiego!
- A co to takiego? - .... - Dobra. Czekaj tu, idę spytać szefa. (tup, tup, tup) - Panie Boże, masz chwilkę? Jest tu taki jeden, mówi, że jest
papieżem, Twoim namiestnikiem na Ziemi, głową czegoś tam..
- Nie kojarzę. Ale moment... Jezusie, może ty coś o tym wiesz? - Nie, tato, nie kojarzę. Ale pójdę z nim pogadać.
Po chwili wraca Jezus zwijając się ze śmiechu i mówi:
- Pamiętacie to kółko rybackie, które zakładałem 2000 lat temu?
- No, i?
- Oni do tej pory działają!


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
01-10-2010 23:06 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A więc ów problem wymaga od ciebie znajomości świętych języków - sanskrytu (wymagane w hinduizmie), arabskiego (wymagane w islamie), palijskiego (wymagane w buddyzmie), staroegipskiego (Amon nie lubi jak ktoś go nie zna), babilońskiego (Szamasz absolutnie tego wymaga), chińskiego (bogowie tao nie gadają inaczej), azteckiego (z tym może być problem). Ile języków już znasz, człowieku "rozsądny"?

Oczywiście, ktoś może zauważyć, że wielu muzułmanów uważa, że wystarczy umieć biernie arabski (pamiętać trochę tekstów), podobnie hinduiści, ale wielu też uważa inaczej. Musisz "rozsądnie" uwzględniać zawsze obie opcje. Zważywszy na wyzwania, jakie stoją przed tak "rozsądnym" podejściem dziwię się, że masz czas na to forum. Nawet jeśli jesteś językowym geniuszem, to i tak każdą chwilkę życia powinieneś poświęcać na naukę świętych języków. I na wspieranie archeologii, bo niektóre są jeszcze nieodczytanie (czy nie "rozsądnie" jest przyjąć, iż w ten właśnie sposób jakiś bóg skrył się przed profanami być nagrodzić tych nielicznych - może to Szamasz, a może Asztarte, a może Nut? Kto wie? Twój "rozsądek" wymaga od ciebie wiele. Pracuj, pracuj, chyba nas nie oszukujesz, prawda?).

W wielu religiach "szczera wiara" nie była istotna, lecz istotne było poprawne operowanie świętym językiem. Jeden błąd w odmianie i game end.
PKowalski (1042 punktów)
Rozumiem, że rozwijasz po swojemu 'zakład Pascala'. Znany większości dyskutantów od lat.
01-10-2010 11:47 
 Ocena 12 na 12
Vytautas (4394 punktów)
>Rozumiem, że rozwijasz po swojemu 'zakład Pascala'. Znany większości dyskutantów od lat.
   Nie ma nic złego w tym, że przyjmujemy za prawdę coś, co jest znane od lat. Jeśli jest prawdziwe, to się nie starzeje. Z zakładem (interesem) Pascala problem jest ten, że jest on niemoralny, wynika z oportunizmu i asekuranctwa. Zgodnie z rozumowaniem Pascala należy przyjmować za prawdę istnienie każdego wymysłu, o którym się mówi, że niewiara w niego grozi jakimiś sankcjami.
01-10-2010 14:20 
 Ocena-2 na 2
nieateista (18 punktów)
>>Rozumiem, że rozwijasz po swojemu 'zakład Pascala'. Znany większości dyskutantów od lat.
>   Nie ma nic złego w tym, że przyjmujemy za prawdę coś, co jest znane od lat. Jeśli jest prawdziwe, to się nie starzeje. Z zakładem (interesem) Pascala problem jest ten, że jest on niemoralny, wynika z oportunizmu i asekuranctwa. Zgodnie z rozumowaniem Pascala należy przyjmować za prawdę istnienie każdego wymysłu, o którym się mówi, że niewiara w niego grozi jakimiś sankcjami.
>

Trochę źle zrozumiano mój post. Tu nie chodzi o zakład Pascala. Większość ludzi myśli, że najgorsze w życiu człowieka jest śmierć. Ja natomiast uważam, że może być coś 1000 razy gorszego: świadomość tego, że za chwilę się umrze ostatecznie i tego, że inni będą żyć wiecznie. To chciałem pokazać a także, że jest to w sumie niemożliwe do zaakceptowania.
To byłaby tak powtorna kara dla każdego, że nie trzeba już nikogo smażyć w piekle. Stąd uważam, że nie ma żadnego piekła tylko właśnie śmierć ostateczna.
01-10-2010 15:02 
 Ocena 7 na 7
Ratatoskr (4439 punktów)
>Trochę źle zrozumiano mój post. Tu nie chodzi o zakład Pascala. Większość ludzi myśli, że najgorsze w życiu człowieka jest śmierć. Ja natomiast uważam, że może być coś 1000 razy gorszego: świadomość tego, że za chwilę się umrze ostatecznie i tego, że inni będą żyć wiecznie (...)
>To byłaby tak powtorna kara dla każdego

A nie obawiasz się, że inni:

- Będą co rano staczać krwawe bitwy, co wieczór zaś ucztować przy stole Odyna, tobie zaś nie dane będzie, bo nie zginąłeś w boju, jako bóg nakazał?

- Osiągną ostateczne oświecenie, ty zaś po wieczność kręcić się będziesz w cyklu samsary od robaka do bydlęcia, bo nie spełniałeś wymogów karmy?

- Bzykać będą codziennie 44 dziewice, tobie zaś nie dane będzie, bo nie zginąłeś śmiercią samobójczą, krzewiąc wiarę w Allacha?

seksualnosc-kobiet.pl
Artaso (380 punktów)
>- Bzykać będą codziennie 44 dziewice, tobie zaś nie dane będzie, bo nie zginąłeś śmiercią samobójczą, krzewiąc wiarę w Allacha?

Jakie 44? 72! Co najmniej!
01-10-2010 19:48 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ja natomiast uważam, że może być coś 1000 razy gorszego: świadomość tego, że za chwilę się umrze ostatecznie i tego, że inni będą żyć wiecznie. To chciałem pokazać a także, że jest to w sumie niemożliwe do zaakceptowania.
>To byłaby tak powtorna kara dla każdego, że nie trzeba już nikogo smażyć w piekle. Stąd uważam, że nie ma żadnego piekła tylko właśnie śmierć ostateczna.

Przyjmuję tą "powtorna kara" mężnie "na klatę" i z wdzięcznością Panu Bogu Wiekuistemu, iż dał mi taki stopień inteligencji abym w żadne religijne bzdury nie musiał wierzyć.

@@@
.
słota (6553 punktów)
>świadomość tego, że za chwilę się umrze ostatecznie i tego, że inni będą żyć wiecznie. To chciałem pokazać a także, że jest to w sumie niemożliwe do zaakceptowania.
A ja nie mam siły na życie wieczne, jeśli inni mają ochotę, ich sprawa. Nie mam problemów z zaakceptowaniem tego, że kiedyś mnie nie będzie.
Vytautas (4394 punktów)
>Trochę źle zrozumiano mój post. Tu nie chodzi o zakład Pascala. Większość ludzi myśli, że najgorsze w życiu człowieka jest śmierć. Ja natomiast uważam, że może być coś 1000 razy gorszego: świadomość tego, że za chwilę się umrze ostatecznie i tego, że inni będą żyć wiecznie.
   No, więc właśnie zakład Pascala -- warto wierzyć w Boga i w życie pozagrobowe które jest darem boskim, bo tylko ci, którzy w to wierzą, będą żyć wiecznie . Proponuję, abyś zaczął wierzyć w takiego boga, który swoim wiernym przepowiada przyszłość o choćby dzień na przód. Będziesz wtedy mógł bezbłędnie typować numerki w totku.
kika (1657 punktów)
Dla mnie śmierć nie jest żadnym piekłem ani karą. Jest równie naturalna jak narodziny.
kika (1657 punktów)
Usunięte przez moderatora
11-10-2010 15:05 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Zgodnie z rozumowaniem Pascala należy przyjmować za prawdę istnienie każdego wymysłu, o którym się mówi, że niewiara w niego grozi jakimiś sankcjami.

hej,
Dokładnie tak !
Cały wywód naszego kolegi ugruntowany jest na przerażeniu konsekwencjami kary !
Ale też szansą na nagrodę , nie zapominajmy o nagrodzie !
Zastanawiam się nad tym czy daniel rzeczywiście nie zdaje sobie sprawy z tego w co wierzy , jeżeli jego bóg będzie karał ludzi za to , że w niego nie wierzyli , nie złożyli mu pokłonu i nie śpiewali hymnów pochwalnych ?
Chciałbym jeszcze raz przypomnieć też o tym , że wiara w życie wieczne jest czymś całkowicie absurdalnym , w coś takiego można wierzyć właściwie tylko jeśli nie ma się za grosz wyobraźni .
O życiu wiecznym marzą zwykle ludzie którzy nie wiedzą co mogą zrobić z niedzielnym popołudniem !
pozdrawiam
makuś
01-10-2010 13:38 
 Ocena 1 na 1
nieateista (18 punktów)
>Rozumiem, że rozwijasz po swojemu 'zakład Pascala'. Znany większości dyskutantów od lat.

Dziękuję, że dodałeś: po swojemu.

Chciałbym też wyjaśnić, że nie było moim zamiarem nikogo atakować ani krytykować. Chciałem zwrócić jedynie uwagę na najczęściej pomijany aspekt w kwestii wiary lub jej odrzucenia. Duża część dyskusji toczy się na płaszczyźnie racji i argumentów. Ateiści powołują się na zdobycze nauki, na wielkich naukowców: Darwin, Hawkins, Dawkins i inni. Ale są też inni naukowcy. I nie mam wcale na myśli zwolenników kreacjonizmu.
Chodzi mi o zupełnie inną dziedzinę nauki: psychologię społeczną. Znam się trochę na tym, bo jestem szkoleniowcem i specjalizuję się w sprzedaży oraz w wywieraniu wpływu na ludzi. I co twierdzą psychologowie społeczni? Że jesteśmy niewolnikami potrzeb, własnych emocji. Liczne badania wskazują a nawet wnikliwa obserwacja innych ludzi, nawet samego siebie, udowadnia, że najważniejsze w naszym życiu decyzje zaczynają się od emocji. A nie ulega wątpliwości, że kwestia wiary lub jej odrzucenia to jedna z najważniejszych naszych decyzji.
To jest pierwotny impuls opowiedzenia się po stronie wiary lub ateizmu. Jednak nikt z nas nie chce się do tego przyznać. I większość z nas nie zgadza się z tym. Dlatego momentalnie racjonalizujemy swoje decyzje, poszukujemy wytłumaczenia. Większość psychologów społecznych twierdzi wręcz, że nie ma nic racjonalnego w sposobie w jaki ludzie postępują i dokonują wyborów. Używa się nawet określenia: człowieka jako istota racjonalizująca.
Większość z nas próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie czy bóg istnieje? A ja myślę, że ono powinno pojawić się dopiero później, do podjęciu decyzji w pełni akceptowalnej emocjonalnie. Co mam na myśli? Proponuję nabrać nieco więcej pokory wobec samego siebie, a także więcej wyrozumiałości i bardzo poważnie przemyśleć wszystkie konsekwencje.
I zacząć od zupełnie innego pytania: Czy istnieje jakakolwiek szansa na to, że Bóg istnieje? Czy człowiek może w 100% wykluczyć istnienie Boga? Jeżeli odpowiem sobie z wielką pokorą - Nie, takiej pewności nie mogę mieć, to wówczas, proponuję w największej ciszy, z dala od wszystkich, zadać sobie bardzo ważne pytanie: Co by było gdy jednak Bóg istniał? Jakie to może mieć dla mojego życia konsekwencje? Czy jestem przygotowany na taką ewentualność?
Jeżeli wówczas powiem sobie: Wybieram ateizm, jest OK. To był wybór świadomy.
Moim skromnym zdaniem, każdy z nas powinien pozostawić "Humów", "Dawkinsów", "Einsteinów" a nawet naukowców kreacjonistów, bo wszyscy oni są tacy sami jak każdy z nas: niewolnikami emocji i ich decyzja tak samo jak wszystkich zaczęła się do emocji. Ich przewaga polega na tym, że potrafili o wiele lepiej i skuteczniej zracjonalizować swoje decyzje.
Myślenie w kategoriach Jestem ateistą bo Boga nie ma. Jestem ateistą bo ludzie wierzący popełniają większe zbrodnie od ateistów. Wierzę w Boga bo przecież świat, wszechświat nie mógł powstać przez przypadek, to iluzja. Wierzę, Nie wierzę, bo chcę, ... bo tak mi wygodnie, ... bo mam ku temu swoje prywatne emocjonalne powody: bo się boję śmierci, bo bez Boga jest mi dobrze i nie mam zamiaru nakładać na siebie ograniczeń. To jest pierwotna przyczyna podejmowanych decyzji. Wszystko inne to racjonalizacja, wynikająca, jak to ładnie tłumaczą psycholodzy: z potrzeby trafności spostrzeżeń.
01-10-2010 15:24 
 Ocena 9 na 9
Marian (5438 punktów)
>Chciałbym też wyjaśnić, że nie było moim zamiarem nikogo atakować ani krytykować.
   To chyba było dość jasne. Ja nie dostrzegłem takiego zamiaru.

>Ateiści powołują się na zdobycze nauki, na wielkich naukowców: Darwin, Hawkins, Dawkins i inni.
   Masz pewnie na myśli Hawkinga. Hawkins to kolega Scherfingera
   Może i tak robią, ale to jest argument pozamerytoryczny – argument z autorytetu. Nie ważne z której strony pada.

>I zacząć od zupełnie innego pytania: Czy istnieje jakakolwiek szansa na to, że Bóg istnieje? Czy człowiek może w 100% wykluczyć istnienie Boga?
   To zależy, co masz na myśli mówiąc „bóg”. Jeśli to miałaby być bliżej nieokreślona istota, która stworzyła Wszechświat, to pewnie każdy się z Tobą zgodzi. Nie można tego wykluczyć.
   Ale co to implikuje? Jakie mamy powody, by przypuszczać, że owy stwórca Wszechświata żąda od nas łatwowierności i posłuszeństwa? Jakie mamy powody, by przypuszczać, że ma dla nas specjalne miejsce po śmierci? Jakie mamy powody, by przypuszczać, że możemy przeżyć własną śmierć, aby trafić to tego miejsca?
   Dalej, jeśli masz na myśli boga którejś z religii, to tu już nie jest tak łatwo. Religie wysuwają rozmaite twierdzenia na temat tej istoty, czy świata i tutaj jak najbardziej na miejscu jest stwierdzenie „To nie ma sensu, nie kupuję tego”.
   Trzeba wiedzieć, że ateiści nie są tymi, którzy definiują boga i twierdzą, że ten nie istnieje; raczej, odpowiadają sceptycyzmem na twierdzenia teistów.
   Może i masz rację, że człowiek jest istotą racjonalizującą i z reguły najpierw podejmuje decyzje, a racjonalizuje potem. Taki charakter ma właśnie zakład Pascala. Ale nie wiem w jaki sposób może to być istotne w dyskusji.
   Każdy człowiek na podstawie swojej wiedzy i doświadczeń kształtuje pewną heurystykę, według której ocenia twierdzenia, czy są wiarygodne czy nie. Jak wiarygodne jest, że ten lek mnie wyleczy? Albo jak wiarygodne jest to, że Księżyc jest z sera? Tego typu rzeczy. Przydatne w życiu codziennym. To, co uznajemy za prawdziwe, może mieć poważne konsekwencje na nasze życie, zdrowie, czy nawet finanse. I na gruncie tej heurystyki, to o czym mówisz jest po prostu niewiarygodne, przynajmniej dla mnie.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
01-10-2010 19:46 
 Ocena 9 na 9
Alicja Duda (25557 punktów)
Jeżeli jakiś bóg istnieje to nie jest na pewno bogiem :katolickim, chrześcijańskim, islamskim......
Może to być bóg, który bawi się galaktykami. Stwory takie jak ludzie czy zwierzęta, czy też rośliny opanowały jedną z jego piłek jak bakterie czy pleśń.
Nie wymaga więc takich rzeczy jak modlitwa czy inne egzorcyzmu. Nie przygotowuje hotelików w zaświatach. Co najwyżej może zakażoną planetę zniszczyć wytrącając ją z orbity słońca trafiając meteorytem lub powodując wybuch wulkanu w Yellowstone. A te dziwne robaczki które budują dziwne mrowiska na ziemi mało go interesują.
01-10-2010 20:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy istnieje jakakolwiek szansa na to, że Bóg istnieje?
Jaki Bóg? Co Pan rozumie pod tym pojęciem? Jakąś definicję Boga poproszę.

>Czy człowiek może w 100% wykluczyć istnienie Boga?
Nie wiem co może człowiek. Ja w stu procentach wykluczam Bogów wszelkich religii. Wszystkich razem i każdego osobno i w 99,99% Boga spekulacyjno-filozoficznego, a na dokładkę nie uważam się za ateistę tylko naturalistę ontologicznego. Nigdy i nigdzie nie stwierdzono najmniejszych naukowych przesłanek dla istnienia ponad-naturalnej inteligencji i mnie to całkowicie wystarcza, ale ponad 90% ludzkości w coś tam wierzy, a przecież miliardy nie mogą się mylić.
**********************************************
Na poparcie Pańskich tez polecę Panu wybitnego polskiego uczonego prof. Zbigniewa Jacynę Onyszkiewicza.

www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/Metakosmologia.htm

Miłej lektury życzę!

@@@
.
01-10-2010 10:20
 Ocena 17 na 17
i.czaplicka (5782 punktów)
>Jakie byłyby konsekwencje mojej pomyłki? Jaki koszt
>poniosę ja i inne osoby, na których mi zależy, gdybym jednak się pomylił? I co się okazuje? W moim
>przypadku ten koszt jest żaden!
Nieprawda. W imię przyszłej nagrody niszczysz sobie i innym życie "doczesne" czyli to, które jest pewne. Bo teraz cierpisz, ale będzie to wynagrodzone. Zadajesz cierpienia innym, ale dla ich dobra- uratowania "duszy". Czyli niszczysz jedyne, co jest pewne, w imię czegoś, czego istnienia nikt nie umie udowodnić.
Byłam wychowana na katoliczkę, wiem, co pisze. Odrzucenie poczucia winy, strachu przed "wielkim bratem" którego nigdy pokochać nie mogłam, jest wspaniałe. Jako dziecko wiedziałam, ze Bóg zna moje myśli, wiec co bym nie robiła, i tak pójdę do piekła.Po prostu nie mogłam pokochać kogoś, kto mi mówi- albo mnie kochasz, albo wieczyste męki. Pokochałbyś rodzica, który by taki warunek stawiał?
I jeszcze to idiotyczne przekonanie, ze człowiek jest czymś lepszym, wybranym, stworzonym na podobieństwo Boga. A jest to zwykle świństwo, które pozwala wierzącym traktować zwierzęta jak przedmioty- bo nie maja "duszy". Czyli znowu w imię czegoś, czego istnienia nie można udowodnić, uzyskuje się pozwolenie na czynienie zła.
01-10-2010 12:13 
 Ocena 7 na 7
Vytautas (4394 punktów)
>I jeszcze to idiotyczne przekonanie, ze człowiek jest czymś lepszym, wybranym, stworzonym na podobieństwo Boga. A jest to zwykle świństwo, które pozwala wierzącym traktować zwierzęta jak przedmioty- bo nie maja "duszy". Czyli znowu w imię czegoś, czego istnienia nie można udowodnić, uzyskuje się pozwolenie na czynienie zła.
   Podobieństwo bogów i ludzi jest ewidentne, ale to bogowie zostali wymyśleni na podobieństwo ludzi. Potężnych, mądrych, panujących nad światem.
   Bardzo wielu wierzących uważa zwierzęta za coś lepszego, niż ludzi. W Egipcie czczono byki, krowy, ibisy, nawet cuchnące sępy. Nawet u chrześcijan komplementem jest nazywać wiernych owcami i barankami. Starotestamentowy prorok Kohelet wyraźnie wątpi w to, że bydlęta duszy nie mają. Nasi przodkowie, pogańscy Słowianie rozumieli duszę jako oddech, który oddziela się od 'właściciela' i wędruje po świecie. Tym 'właścicielem' nie musi byś człowiek -- kot, czy świnia też mają dusze, bo oddychają.
   Ludzie miewali różne pomysły, zwłaszcza gdy tego, co wymyślili nie dało się sprawdzić doświadczalnie.
   Nie rozumiem tylko, dlaczego zaprzeczenie istnienia duszy u zwierząt ma pozwalać na czynienie zła, zwłaszcza, że nie wiadomo, co to słowo znaczy, bo każdy z wymyślaczy inaczej to słowo rozumie.
01-10-2010 12:42 
 Ocena 6 na 6
i.czaplicka (5782 punktów)

>   Nie rozumiem tylko, dlaczego zaprzeczenie istnienia duszy u zwierząt ma pozwalać na czynienie zła, zwłaszcza, że nie wiadomo, co to słowo znaczy, bo każdy z wymyślaczy inaczej to słowo rozumie.
Ja rozumiem to tak, jak twierdza katolicy. Kilka lat temu w jakimś fachowym czasopiśmie (Medycynie Weterynaryjnej?) były artykuły jakiegoś księdza. Oficjalna wykładnia jest taka- nie wolno zadawać zwierzętom cierpień bez potrzeby. Ale jeżeli zajdzie taka potrzeba( np, ekonomiczna) to można. Czyli np, nie opłaca się ogłuszać przed ubojem- to nie trzeba. Było tez coś o wyimaginowanych cierpieniach kaczek tuczonych na stłuszczoną wątrobę- jak można się nimi zajmować, gdy giną ludzkie embriony.
01-10-2010 10:46
 Ocena 20 na 20
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)Popieram ateizm z rozsądku
Też miałem kiedyś problem z zakładem pascala. Wtedy poradziłem sobie z nim w ten sposób:
Wyobraź sobie, że podchodzi do Ciebie na ulicy jakiś facet i mówi:
"Upatrzyłem sobie Ciebie i mam propozycję - za 20 lat przeleję na Twoje konto miliard dolarów, mam jednak warunki:
1. Ustawisz sobie 50 gipsowych krasnali w ogródku
2. Za każdym razem gdy zobaczysz czerwony samochód zrobisz 5 pompek
3. Codziennie przed pójściem spać przeczytasz całego "Małego Księcia"
Do zobaczenia za 20 lat!"
I co byś zrobił? Zaczął kupować krasnale ogrodowe?
To oczywisty absurd. Jeżeli w coś nie wierzysz i jesteś do tego przekonany, to po prostu nie wierzysz. Mam robić jakieś bzdurne rzeczy typu śpiewanie "Hosanna na wysokości" tylko dla tego, że w pewnej książce opisany jest facet, który podawał się za "syna boga"? Nie, dziękuję. Po prostu tego nie kupuję!

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
01-10-2010 13:54 
 Ocena-5 na 7
Logik (812 punktów)Odp: Popieram ateizm z rozsądku
dlaczego chodzisz do kina ? przecież tam jest kłamstwo ... to, co oglądasz NIE WYDARZYŁO SIĘ ... Albo - dlaczego oglądasz filmy animowane ?

Odpowiedź: BO CHCĘ ... Bo filmy dają emocje, wypoczynek itp.

I tak samo jest z wiarą/religią ... widać one COŚ DAJĄ ludziom ... i im się to OPŁACA .... bilans emocjonalny jest dla nich POZYTYWNY ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:05 
 Ocena 8 na 8
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
>dlaczego chodzisz do kina ? przecież tam jest kłamstwo ... to, co oglądasz NIE WYDARZYŁO SIĘ ...
>Odpowiedź: BO CHCĘ ... Bo filmy dają emocje, wypoczynek itp.

Tak i dla tego chodzę tylko na te filmy, które zapowiadają się ciekawie. Takie obrzydlistwa jak "Pasja" Gibsona mnie odstraszą i nie oglądam. W kościele nie masz wyboru - trzeba się gapić na rzeźbę trupa powieszonego na krzyżu. Co to za przyjemność? To dla ciebie rozrywka słuchać co tydzień prawie tego samego?

>Albo - dlaczego oglądasz filmy animowane ?
Hmmm, no raczej już nie oglądam.

>I tak samo jest z wiarą/religią ... widać one COŚ DAJĄ ludziom ... i im się to OPŁACA .... bilans emocjonalny jest dla nich POZYTYWNY ...
Zwłaszcza jak mają wyrzuty sumienia gdy przez pomyłkę zjedli w piątek kotleta albo przeżywają dramat gdy ich dziecko okaże się homoseksualistą.
Ludzie uczą dzieci powtarzać "moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina" - to jest pozytywne?

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
01-10-2010 14:19 
 0 na 4
Logik (812 punktów)
pozwól KAŻDEMU Z OSOBNA zadecydować, co dla NIEGO jest pozytywne, ok ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:32 
 Ocena 13 na 13
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
>pozwól KAŻDEMU Z OSOBNA zadecydować, co dla NIEGO jest pozytywne, ok ?
Nie mam nic przeciwko temu, żeby ludzie wierzyli w Jahwe, Zeusa czy Jednorożce.
Ale emocjonuje się gdy np. faszerują religijnymi dogmatami swoje dzieci.
Córeczka koleżanki-ateistki wróciła z państwowego przedszkola i oznajmiła:
"Symbolami Polski są flaga, godło i krzyż!"
Daje do myślenia, prawda?


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
01-10-2010 14:57 
 Ocena-3 na 3
nieateista (18 punktów)
>>pozwól KAŻDEMU Z OSOBNA zadecydować, co dla NIEGO jest pozytywne, ok ?
>Nie mam nic przeciwko temu, żeby ludzie wierzyli w Jahwe, Zeusa czy Jednorożce.
>Ale emocjonuje się gdy np. faszerują religijnymi dogmatami swoje dzieci.
>Córeczka koleżanki-ateistki wróciła z państwowego przedszkola i oznajmiła:
>"Symbolami Polski są flaga, godło i krzyż!"
>Daje do myślenia, prawda?
>
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen


Domyślam się, że jesteś młodym człowiekiem. Też miałem kiedyś 18 lat i trochę więcej. I mam równie krytyczny stosunek do wiary moich rodziców.
Człowiek w wieku 18 lat odwraca się od Boga, bo widzi go jako zgrzybiałego, nietolerancyjnego starca, który nie rozumie jego potrzeb i problemów, który stawia nakazy i zakazy, który mówi o miłości ale w którym nie ma miłości, który przekonuje, że go rozumie ale widzi, że nawet nie stara się zrozumieć.
Młody człowiek jest otwarty, wolny, wnikliwy w obserwacji. Dużo bardziej niż w życiu dorosłym, gdy niestety zostaje już zaprogramowany na bycie dorosłym, gdy nie stać go już na krytyczną ocenę, gdy staje się naśladowcą, konformistą. Młody człowiek widzi wreszcie jakie owoce wydaje wiara w Boga - jak postępują ludzie, którzy najgłośniej krzyczą o swojej wierze i miłości do Boga. S
kąd pochodzi taki obraz Boga? Młody człowiek niestety widzi go w kościele, na obrazach i obrazkach wszelkiego rodzaju. To przykre. Ale niestety tak jest. Bóg kościelny jest Bogiem, który widzą młodzi ludzie najczęściej i myślą, że to jedyny jego obraz. Widzą niewolnicze przywiązanie do tradycji, pozbawiony życia i autentyczności ceremoniał. Słyszą wielkie słowa ale wypowiadane bez uczucia i nie do nich. Widzą kamienie, splendor i spotykają mnóstwo takich samych pozbawionych żarliwej wiary ludzi. Widzą, że Bóg kościelny jest martwy, bez miłości. Doskonale rozumiem to masowe odchodzenie młodych ludzi od wiary moich przodków, bo przecież w przeszłości to samo przeżywałem - wielkie rozczarowanie.
Ale można wyciągnąć z tego także inne wnioski niż ten: BOGA NIE MA.
01-10-2010 15:08 
 Ocena 6 na 6
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
>Domyślam się, że jesteś młodym człowiekiem. Też miałem kiedyś 18 lat i trochę więcej. I mam równie krytyczny stosunek do wiary moich rodziców.
>Człowiek w wieku 18 lat odwraca się od Boga
Z mojej wypowiedzi wywnioskowałeś, że mam około 18 lat. Mogłeś spojrzeć na mój profil z którego dowiedziałbyś się, że mam 29. No cóż, widocznie uznałeś moją odpowiedź za niedojrzałą.
>Ale można wyciągnąć z tego także inne wnioski niż ten: BOGA NIE MA.
Można ze wszystkiego wyciągać przeróżne wnioski, ale miałbym więcej ochoty do dyskusji gdybyś pozbył się protekcjonalnego tonu
PS Ja ostatecznie odwróciłem się od boga w wieku 16 lat po przeczytaniu "przepisu na człowieka" - książki dot. ewolucji. Nie uważałem już wtedy boga za "zgrzybiałego starca", zapewne w odróżnieniu od Ciebie


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
słota (6553 punktów)
>Hmmm, no raczej już nie oglądam.
Ale dlaczego... Pingwiny z Madagaskru, na przykład - "lodzio-miodzio".
01-10-2010 14:07 
 Ocena 4 na 4
zachaj (5239 punktów)

>I tak samo jest z wiarą/religią ... widać one COŚ DAJĄ ludziom ... i im się to OPŁACA .... bilans emocjonalny jest dla nich POZYTYWNY ...

Tak jak z seksem i masturbacją , bilans jest pozytywny...
01-10-2010 10:51
 Ocena 14 na 14
Marian (5438 punktów)Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku
   Cała Twoja wypowiedź streszcza się do zakładu Pascala, który jest wyjątkowo kiepskim argumentem:

  • To fałszywa dychotomia; ignoruje wszystkich innych bogów innych religii, inne piekła i nieba. Unikając piekła jednej religii wierząc w jej boga, możesz trafić do piekła innego boga.
  • Zakłada, że wiara jest jedyną rzeczą potrzebną do „zbawienia” i bóg jest wystarczająco naiwny, żeby kupić taką „bezpieczną” zagrywkę.
  • Zakłada, że wiara może być wynikiem decyzji. Innymi słowy, że można po prostu zdecydować o akceptacji jakiegoś poglądu na zasadzie zwykłego chciejstwa.
  • Zakłada, że wierzenie nic nie kosztuje, podczas gdy nieistnienie boga oznacza, że każda minuta, którą się spędziło na wierzeniu, praktykowaniu, modleniu się, jest stracona.

   Zakład Pascala może przekonać tylko tych, którzy już wierzą w jakieś boga z innych powodów i akceptują powyższe założenia. To typowe petitio principii. Dlatego nawet przez sekundę nie wierzyłem, że faktycznie kiedyś byłeś ateistą i to zakład Pascala skłonił Cię do zmiany zdania.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
02-10-2010 12:30 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo mądra wypowiedź. Szczególnie mocny akcent na życie pozagrobowe wskazuje na chrześcijaństwo nieateisty. Podobnie było u Pascala i ogólnie, takich ludzi ta wiara przyciąga. Kramarzy zaświatów. Dlatego śmieję się szczerze gdy słyszę "bóg miłości". Mało jest tak nie kochanych urojonych bogów jak Jezus, czy Jahwe. Na przykład muzułmanie roją sobie Allacha też trochę dla marzenia o "super cudownym" prawie i poczuciu własnej ważności w realnym życiu (czyli jedynym życiu na Ziemi). Hinduiści z kolei (podobnie jak Grecy, RZymianie) mają tony opowieści o ich bogach i obok kramu lubią też posłuchać.
jankw (453 punktów)
Skoro działamy na prawdopodobieństwie i rachunku zysków i strat, to wypadałoby to nieco pokomplikować: może jednak lepiej być ateistą, bo co będzie jak trafi się bóg, który niewiarę zniesie - a zdrady w postaci wyznawania innego już nie? I Ty wyznając np. boga chrześcijańskiego przepadniesz u Zeusa, a ateiści może niekoniecznie?
01-10-2010 11:13
 Ocena 11 na 11
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
Czy jesteś obrzezany? Bo jeśli nie jesteś, to nie wejdziesz do Królestwa.
Pamiętaj też o koszernych potrawach i wszystkich innych nakazach i zakazach judaizmu - w końcu nie wiadomo, co okaże się naprawdę istotne przy przydzielaniu dusz do Nieba i Piekła.
A Prawo, jak stwierdził Jezus, jest nieomylne i niezmienne.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
lotrek (14275 punktów)
>Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku. Odrzucenie istnienia Boga jest bardzo ryzykownym wyborem.
Pewnie...jak to mówią: "kto nie ryzykuję, ten w pierdlu nie siedzi". Nie zapomnij tylko zapalić diabłu ogarek..tak na wszelki wypadek.

"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nawet bym Cię nie krytykował, gdybyś wyraźnie powiedział:
Odrzucenie ateizmu NIE skutkuje wyborem religii!

W przeciwnym razie uznaje Cię za osobę niedojrzałą.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
01-10-2010 12:19
 Ocena 18 na 18
plodzien (7378 punktów)
Twoja sytuacja jest ciężka.
Jeśli za życia spełniałeś wszystkie oczekiwania Jezusa, to na wszystkich tych żałośnie nudnych i uciążliwych uroczystościach, na których traciłeś cenny czas - całowałeś stópki Jezuska a w domu czyniłeś sobie rzeźby i wizerunki, którym oddawałeś cześć. Tego nie daruje ci Jahwe. Na sądzie ostatecznym radzę więc tak lawirować w tłumie, żeby się trzymać od niego z daleka.
Jeśli do sali sądowej wejdzie Allach, to dopiero masz przewalone. Bóg jest jeden a Mahomet jest jego prorokiem. Nie dość, że przepadłeś z zasadniczych powodów, to jeszcze będziesz pluć se w brodę, że całe życie spędziłeś z jedną marudną i upierdliwą babą, a mogłeś mieć dwie, trzy abo i więcej.
A bogów może być tysiące.
Trzeci nie daruje ci, że jadłeś mięso. Czwarty, że nie jadłeś. Następny, - czy ja wiem - że nosiłeś skarpetki do sandałów?
A gdy pomyli się ateista, będzie mógł powiedzieć: żyłem zgodnie ze swoim sumieniem, wolny od waszych kretyńskich nakazów i zakazów i tym samym czuję się spełniony. Każdego z osobna i wszystkich Was razem miałem w dupie, i jak teraz widzę - jesteście tego warci, bo każdy z Was miał wobec mnie inne wykluczające się wymagania.
01-10-2010 14:13 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)

>A gdy pomyli się ateista, będzie mógł powiedzieć: żyłem zgodnie ze swoim sumieniem, wolny od waszych kretyńskich nakazów i zakazów i tym samym czuję się spełniony.

Niezłe zabicie ćwieka. Widzę , że jesteś przygotowany na wszelkie ewentualności
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Po co wierzyć w boga skoro bóg nie istnieje?
01-10-2010 14:02 
 Ocena-3 na 3
Logik (812 punktów)
a po co chodzić do kina, skoro tam jest fikcja ?

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:15 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)
>a po co chodzić do kina, skoro tam jest fikcja ?

Przynajmniej coś widzisz. Filmy dokumentalne czy oparte na faktach to nie fikcja.
01-10-2010 14:16 
 Ocena-2 na 2
Logik (812 punktów)
np. dokumentalny film o szturmie na Pałac Zimowy ?

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:21 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
>np. dokumentalny

Hubble 3D albo "Soviet Story" bardzo dobry
01-10-2010 14:22 
 Ocena-2 na 2
Logik (812 punktów)
no i CO NOWEGO dowiesz się z tego filmu ? Jaką nową WIEDZĘ pozyskasz ?
(oprócz zwykłych EMOCJI)

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:37 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
>no i CO NOWEGO dowiesz się z tego filmu ? Jaką nową WIEDZĘ pozyskasz ?

Obejrzyj to się dowiesz. Filmy to nie tylko emocje , to też wiedza ale zależy co się ogląda.
01-10-2010 14:41 
 Ocena-6 na 6
Logik (812 punktów)
nie nazywajmy "wiedzą" tego, że zobaczę z bliska mgławicę pyłów ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 15:01 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)
>nie nazywajmy "wiedzą" tego, że zobaczę z bliska mgławicę pyłów ...

Oczywiście dla Ciebie pył nic nie znaczy. Przykro mi.
02-10-2010 11:02 
 Ocena 1 na 1
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>no i CO NOWEGO dowiesz się z tego filmu ? Jaką nową WIEDZĘ pozyskasz ?
>(oprócz zwykłych EMOCJI)
Do kina chodzi się dla rozrywki. To, że o czymś się mówi lub coś się lubi nie znaczy, że to musi istnieć, np o takim bogu się mówi dużo, a ono nie istnieje.
01-10-2010 14:18 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>a po co chodzić do kina, skoro tam jest fikcja ?

Żeby się najeść POPCORNU i popić COLĄ, to przecież LOGICZNE!
Na FILMIE wiem, że to FIKCJA i dobrze się bawię.

A ty chodzisz na mszę żeby przekąsić KOMUNIKANTEM? A wiesz, że scenariusz mszy to taka sama FIKCJA?

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
01-10-2010 14:27 
 Ocena-2 na 2
Logik (812 punktów)
no więc dlaczego:
- nie chcecie zakazać chodzenia do kina ?
lub
- dlaczego krytykujecie to, że są ludzie, którzy zamiast do kina idą po emocje do kościoła ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:37 
 Ocena 7 na 7
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
Krytykował bym chodzenie do kina, gdyby ludzie np. oglądali z dziećmi horrory i tłumaczyli im, że to co widać na ekranie to NAJPRAWDZIWSZA PRAWDA
Albo gdyby wierzyli w to co pokazane w filmach akcji i przechodzili do rękoczynów w imię wyimaginowanych konfliktów


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
01-10-2010 14:38 
 Ocena-1 na 1
Logik (812 punktów)
i kino i kościół ludzie wybierają dla EMOCJI i niech każdy sam o tym decyduje ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:42 
 Ocena 4 na 4
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
>i kino i kościół ludzie wybierają dla EMOCJI i niech każdy sam o tym decyduje ...
Papierosy też ludzie wybierają dla emocji i każdy ma prawo o tym decydować.
A czy widziałeś w sieci filmy o palącym papierosy 2-latku albo matce, która podała kilkuletniemu dziecku skręta?

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>i kino i kościół ludzie wybierają dla EMOCJI i niech każdy sam o tym decyduje ...

hej,
Zgadza się ... emocje są ważne
Jest jednak różnica ... i to poważna
W kinie jest tak , że nikt i nic nie zmusza nas o tego aby bezwarunkowo wierzyć , ze względu na karę i nagrodę
Odwrotnie ... kino często zachęca i prowokuje do refleksji i namysłu
W kościele natomiast jest to podstawą ! fundamentem
Wiara jest przymusem . bezalternatywnym przymusem
I dlatego całkowicie nie etycznym , amoralnym
Bezalternatywność jest amoralna
I taka właśnie jest wiara
Amoralna
makuś
01-10-2010 15:07 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>no więc dlaczego:
>- nie chcecie zakazać chodzenia do kina ?

A dlaczego chcesz, żeby KTOKOLWIEK zakazywał chodzenia do KINA?

Była niejedna akcja środowisk religijnych, by zakazać wyświetlania w kinach jakiegoś filmu. Nie słyszałem nigdy o akcji środowisk ateistycznych, by zakazać odprawiania mszy w kościele.

>lub
>- dlaczego krytykujecie to, że są ludzie, którzy zamiast do kina idą po emocje do kościoła ?

KTO krytykuje? Niech chodzą po emocje do kościoła, ale niech nie zmuszają innych do przeżywania tych emocji publicznie (celebracja religijna każdej uroczystości państwowej, pouczenia ze strony kleru na każdy temat itd.). To przecież LOGICZNE. Nie każdego rajcuje tajemnica eucharystyczna.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
02-10-2010 09:54 
 Ocena 2 na 2
maciek666 (1053 punktów)
>no więc dlaczego:
>- nie chcecie zakazać chodzenia do kina ?
>lub
>- dlaczego krytykujecie to, że są ludzie, którzy zamiast do kina idą po emocje do >kościoła ?

Nie chcemy i nie zamierzamy nikomu zabraniać chodzenia do kościoła ani do kina.
Nie chcemy tylko obecności religii w życiu publicznym, kleru na uroczystościach państwowych, religii w szkołach, krzyży w miejscach publicznych itp.
02-10-2010 11:10 
 Ocena 1 na 1
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>no więc dlaczego:
>- nie chcecie zakazać chodzenia do kina ?
a) Bo Darth Vader nie istnieje i dzieciaki nie będą przechodziły na ciemną stronę Mocy
w tej sytuacji nic się nie dzieje.
b) Bóg nie istnieje ale dzieciaczki przechodzą na ciemną stronę mocy.
w tym przypadku dzieje się coś niedobrego

>lub
>- dlaczego krytykujecie to, że są ludzie, którzy zamiast do kina idą po emocje do kościoła ?
Bo kościół nie dostarcza żadnych emocji i robi papkę z mózgu, gdyż mówi, że bóg istnieje, a przecież nie istnieje.
Jeśli chcesz mieć kościelniane emocje to nagraj sobie mszę z ukrytej kamery i puszczaj codziennie na video, nie zauważysz różnicy
02-10-2010 11:01 
 Ocena 5 na 5
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>a po co chodzić do kina, skoro tam jest fikcja ?
Pumba nie nakazuje mi jeść tłustych larw co sobotę, Mała syrenka nie nakazuje mi nurkowania dopóki nie ukończę 20 lat, Albus Dumbledore nie zakazuje mi używania magii w pobliżu mugola, Frodo nie każe mi chodzić po żwirze i kamieniach bez obuwia...

Tysiące wielbicieli Pumby nie jedzą z nakazu tłustych larw co sobotę, Miłośnicy małej syrenki nie nurkują przez całe swoje życie, aż do ukończenia 20 lat, Miłośnicy Dumbledora tylko czasem mają głupie pomysły udają, że latają na miotłach, fani Władcy Pierścieni mogą nie widzieć świata poza Tolkienem, ale i tak nie są tak pokręceni jak fanklub Jezusa, bogini Maryi, boga Szatana, i innych pomniejszych bogów zwanych aniołami i demonami.

Jest jeszcze jedna, dość spora różnica:
Miliony wielbicieli takiego czy innego bohatera WIEDZĄ, że on nie istnieje Tylko niektórzy mają z tym jakiś problem... Zaraz, jak im było? A, już pamiętam, fankluby Allaha, Jezusa itp itd.
01-10-2010 14:10
 Ocena 11 na 11
Maximus Decimus Meridius (316 punktów)

Wiesz z jakiego założenia ja wychodzę i jakich zasad się trzymam?

Nawet gdyby jakimś cudem okazało się, że po śmierci trafię przed oblicze wyższej istoty, stwórcy bądź innego supermajestatu i będę przez niego sądzony - staram się tak żyć, bym mógł mu (jej?) spokojnie spojrzeć w oczy i z czystym sumieniem powiedzieć: "Boże, widzisz, choć w ciebie nie wierzyłem, całe życie starałem się być porządnym człowiekiem".

Pozdrawiam

"Kto sieje memy, ten trafia do encyklopedii ..."
01-10-2010 14:12 
 Ocena-6 na 6
Logik (812 punktów)
a Bóg na to:

"Jeżeli w wyborach nie głosowałeś na socyalizm, to usiądź po MOJEJ prawicy ..."


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
02-10-2010 11:12 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>a Bóg na to:
>"Jeżeli w wyborach nie głosowałeś na socyalizm, to usiądź po MOJEJ prawicy ..."
..
Facio kurde o co ci chodzi bo twojego dowcipnego dowcipu pojąć nie mogę, hej!
02-10-2010 11:36 
 Ocena 1 na 1
apud (4399 punktów)
>>a Bóg na to:
>>"Jeżeli w wyborach nie głosowałeś na socyalizm, to usiądź po MOJEJ prawicy ..."
>..
>Facio kurde o co ci chodzi bo twojego dowcipnego dowcipu pojąć nie mogę, hej!

Ja myśle, ze na lewicy lewacy siedzą, co MI sie logiczne wydaje. Ale z czego sie śmiać to jest faktycznie, tajemnica.
02-10-2010 12:11 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
A co on ma kurde z tymi lewakami i prawakami? Jakieś fobie, czy co? Ja mam SWOJE poglądy, a nie jakieś prawe, lewe, wsteczne czy środkowe...
02-10-2010 13:34 
 Ocena 1 na 1
apud (4399 punktów)
>A co on ma kurde z tymi lewakami i prawakami? Jakieś fobie, czy co? Ja mam SWOJE poglądy, a nie jakieś prawe, lewe, wsteczne czy środkowe...

jak bys zamiast Phoenicis byl zwykła omega, to bys skapował, ze logik przy stole musi siedzieć z lewakami bo bozia tak gości rozsadziła. Logiczne, no nie?
01-10-2010 14:18 
 Ocena 5 na 5
zachaj (5239 punktów)
>Wiesz z jakiego założenia ja wychodzę i jakich zasad się trzymam?
>Nawet gdyby jakimś cudem okazało się, że po śmierci trafię przed oblicze wyższej istoty, stwórcy bądź innego supermajestatu i będę przez niego sądzony - staram się tak żyć, bym mógł mu (jej?) spokojnie spojrzeć w oczy i z czystym sumieniem powiedzieć: "Boże, widzisz, choć w ciebie nie wierzyłem, całe życie starałem się być porządnym człowiekiem".

Właśnie tak myśli każdy porządny człowiek !

Katolicy nie czynią zła tylko dlatego , że boją się kary. Jeżeli czynią zawsze mogą się wyspowiadać.
01-10-2010 14:20 
 Ocena-3 na 3
Logik (812 punktów)
chciałbyś żyć wśród ludzi, którzy nie boją się kary ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:33 
 Ocena 4 na 4
zachaj (5239 punktów)
>chciałbyś żyć wśród ludzi, którzy nie boją się kary ?

Kara spotyka ludzi jedynie za życia. Prawo ustanawia normy moralne obowiązujące w danym państwie.
01-10-2010 14:37 
 Ocena-1 na 3
Logik (812 punktów)
pamiętaj, że w dawnych czasach, gdy tworzyły się religie, państwo miało minimalny wpływ na porządek społeczny. Ludzie musieli "sami z siebie" się jakoś normalnie zachowywać, bo nie było kamer, odcisków palców i innych metod dochodzenia do prawdy. Można było w środku miasta kogoś zabić i udawać jeszcze, że się go ratuje ...

Dlatego najlepsza metodą był strach przed Bogiem. Tak samo "władza pochodząca od Boga" minimalizowała ryzyko walk o władzę ...

Religia była po prostu bardzo praktyczna ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-10-2010 14:45 
 Ocena 7 na 7
Ratatoskr (4439 punktów)
>Dlatego najlepsza metodą był strach przed Bogiem.
>Religia była po prostu bardzo praktyczna ...

Oczywiście i zauważono to już dawno:

"Dla ludu religia jest prawdą, dla mędrców fałszem, a dla władców jest po prostu użyteczna." Seneka Młodszy

seksualnosc-kobiet.pl
01-10-2010 14:46 
 Ocena 5 na 5
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
>Religia była po prostu bardzo praktyczna ...
Może i masz rację, nie wykluczam. Dzisiaj jest natomiast bardzo niepraktyczna - weźmy przykład Czechów: większość ateistów, a jakoś w Pradze z siekierami się nie ganiają!

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
02-10-2010 11:25 
 Ocena 1 na 1
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
No cóż, jeśli ty nie ruszyłeś się od tamtego czasu ani o milimetr to spoko
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)

>Religia była po prostu bardzo praktyczna ...

hej,
Owszem ... strach bywa praktyczny ...
Dzięki niemu dzieci rzadko wypadają z okien
Ale od jakiegoś czasu zamiast strachu mamy filozoficzną , etyczną refleksję .
makuś
01-10-2010 15:11 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>chciałbyś żyć wśród ludzi, którzy nie boją się kary ?

Żyjesz wśród ludzi, którzy boją się tylko jednego: żeby zdążyć ze spowiedzią świętą PRZED ŚMIERCIĄ. Przed śmiercią Bóg wybacza WSZYSTKO. Każde ŚWIŃSTWO. To przecież LOGICZNE.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
02-10-2010 11:24 
 Ocena 4 na 4
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>chciałbyś żyć wśród ludzi, którzy nie boją się kary ?
Chciałbyś żyć wśród
a) skurczysynów, którzy nie zabiją cię tylko dlatego, że boją się kary, czy
b) ludzi, którzy czynią dobrze, bo to lubią?

Jeśli ktoś jest dobry tylko dlatego, że się boi czegoś to dla mnie jest on nic niewartym śmieciem (pod względem moralności, oczywiście)
nieateista (18 punktów)
Dobre. Jestem wolnym człowiekiem. Uznałem, że Boga nie ma, bo tak mi jest wygodnie. Ale gdyby jednak jakimś cudem się okazało, że Bóg jest, to chyba jednak nie powie mi SPADAJ, BO WE MNIE NIE WIERZYŁEŚ.
Czy można liczyć, że odrzucając Boga jednocześnie mieć nadzieję, że mi wybaczy? czy Bóg musiałby być psychopatą aby cię nie przyjąć do siebie? Wszystko można sobie wytłumaczyć.
Myślę
01-10-2010 16:24 
 Ocena 2 na 2
Kowalski K. (26 punktów)
>Jestem wolnym człowiekiem. Uznałem, że Boga nie ma, bo tak mi jest wygodnie.

Ja tak uznałem nie dlatego, że tak jest mi wygodnie, tylko dlatego, że argumenty za istnieniem Boga (filozofów) są zbyt słabe i nie potrafię na ich podstawie uwierzyć. A zresztą w deizmie nie ma mowy o jakimś Absolucie, który by karał ludzi po śmierci za to, że w niego nie wierzyli.
A z kolei argumenty teistów za istnieniem ich (chrześcijan, muzułmanów itd.) poszczegónych Bogów są już dla mnie zupełnie niedorzeczne. Ja w to wszystko PO PROSTU nie wierzę, a nie dlatego, że mi tak wygodnie. Co to zresztą za argument?

>Czy można liczyć, że odrzucając Boga jednocześnie mieć nadzieję, że mi wybaczy? czy . Bóg musiałby być psychopatą aby cię nie przyjąć do siebie? Wszystko można sobie wytłumaczyć.

Jak się ma Twój argument wobec nieskończonej miłości bożej do ludzi, jak twierdzą chrześcijanie? To raczej Twoja wersja (chrześcijańska) opisuje jakiegoś Boga-psychopatę.
nieateista (18 punktów)
Mi chodzi tylko o konsekwencję i odpowiedzialność za dokonany wybór. Jesteś ateistą. A więc odrzucasz istnienie Boga i życia po śmierci. Nie zastanawiasz się czy Bóg ci wybaczy czy nie, i nie zadajesz sobie pytania o to czy jest nieskończenie miłosierny bo w niego nie wierzysz.
A skoro nie wierzysz to powinieneś przyjąć wszystkie konwencje swojego wyboru, a więc także tę, że możesz się pomylić a wówczas stracić życie na zawsze, ze świadomością tej straty i tego, że inni ludzie będą żyć wiecznie.

Jeżeli nie jesteś w stanie przyjąć tego do świadomości, to coś jest nie tak. To chyba najprostrzy dowód na to, że wewnętrznie nie akceptujesz tej decyzji. Wybacz mi ale tak to wygląda.

Według mnie PRAWDZIWY ATEISTA musi być świadomy błędu i musi powiedzieć sobie: tak, jestem w 100% świadom tego, że jeżeli jakimś cudem Bóg istnieje i będzie sąd ostateczny to z godnością przyznam się do błędu i oczywiście nie będę na nic liczył a tym bardziej na miłosierdzie Boga

Ja jako nieateista w 100% godzę się z pomyłką i przyjmuje wszystkie konsekwencje mojej pomyłki. Nawet nie śmiem nazywać siebie osobą wierzącą bo wiara to oczywiście 1000 razy więcej niż powiedzenie wierzę. Ja nawet pójdę jeszcze dalej: wiem, że mam niewielkie szanse na to aby Bóg powiedział mi: zostałeś zapisany w księdze żywota.
Jakbyś odrzucił ateizm to zacząłbyś poszukiwać nadziei na życie wieczne i jeżeli w swoich poszukiwaniach byłbyś szczery to prawdopodobnie byś znalazł dowody na to, że szanse na przejście "przez wąską bramę" mają nieliczni, że większość tzw. wierzących nie będzie miała tam wstępu.

Przecież życie wieczne to niewyobrażalna nagroda. Wierzysz, że można, gdyby byłą, tak sobie ją dostać bez żadnego wysiłku? To niemożliwe. To nieracjonalne
pozdr.
02-10-2010 11:52 
 Ocena 3 na 3
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Cześć, jestem Ola i lubię vqrwiać ludzi

>Jesteś ateistą. A więc odrzucasz istnienie Boga i życia po śmierci.
Jak można odrzucić coś, co nie istnieje? Wiarę w jakiś szit można dopiero przyjąć, np wszystkie niemowlęta rodzą się aTeistami, aGrzybiarzami, aWędkarzami, aBędęRolnikami... wymieniaj sobie nieskończoność rzeczy i dodawaj przed nimi "a".
Bóg nie istnieje, bo nie ma na nie dowodów, tak samo jak nie istnieje Flogiston, Eter, i cośtam jeszcze. Wszystkie dowody udowadniały istnienie innych rzeczy niż wyżej wymienione: Tlenu, Próżni. Z bogiem jest tak samo.

A życie po śmierci jest idiotyczne, tak samo jak nieskończona plansza po ukończeniu gry, albo obiad po obiedzie, albo lekcje po napisaniu egzaminu i ukończeniu szkoły. Na razie nic innego mi do głowy nie przychodzi.

> Nie zastanawiasz się czy Bóg ci wybaczy czy nie, i nie zadajesz sobie pytania o to czy jest nieskończenie miłosierny bo w niego nie wierzysz.
Bla bla bla... Ty też się nie zastanawiasz, czy bogini ci wybaczy.

>A skoro nie wierzysz to powinieneś przyjąć wszystkie konwencje swojego wyboru, a więc także tę, że możesz się pomylić a wówczas stracić życie na zawsze, ze świadomością tej straty i tego, że inni ludzie będą żyć wiecznie.
Buahahahaha!! *Spada z krzesła* LOL *podnosi się i siada na nim*
Nie wiem w jak nielogicznym świecie żyjesz, ale to ty się mylisz cały czas. Tak wiec w skrócie: Mylisz się, tracisz swoje jedyne życie na zawsze, bez świadomości tej straty i tego, że ludzie nie żyją wiecznie i urządzasz im piekło.

>Jeżeli nie jesteś w stanie przyjąć tego do świadomości, to coś jest nie tak.
Przyganiał kocioł garnkowi

>Według mnie PRAWDZIWY ATEISTA musi być świadomy błędu i musi powiedzieć sobie: tak, jestem w 100% świadom tego, że jeżeli jakimś cudem Bóg istnieje i będzie sąd ostateczny to z godnością przyznam się do błędu i oczywiście nie będę na nic liczył a tym bardziej na miłosierdzie Boga
Wg mnie PRAWDZIWY WIERZĄCY musi być świadomy błędu i musi powiedzieć sobie: tak, jestem w 100% świadom tego, że jeżeli Bóg nie istnieje, co jest bardzo prawdopodobne i zmarnowałem całe moje jedyne życie na jakieś bzdety to z godnością przyznam się do błędu i oczywiście nie będę na nic liczył bo będę konsumowany przez przeróżne larwy i robale.

>Ja jako nieateista
OMFG xD
Nie ma to jak podwójne zaprzeczenie xD

>w 100% godzę się z pomyłką i przyjmuje wszystkie konsekwencje mojej pomyłki.
Tak więc czemu nadal wierzysz, skoro szansa na istnienie twojego wyimaginowanego świata wynosi jedną gugolową?

>Nawet nie śmiem nazywać siebie osobą wierzącą bo wiara to oczywiście 1000 razy więcej niż powiedzenie wierzę.
Ej, czy tym ludziom wydaje się, że będą fajniejsi jak będą filozofować filozofiami na lewo i prawo? "Tak, to ja, mała, władająca światem i pokorna, wybrana przez boga kruszynka, która jest najważniejsza na świecie i uniżenie służy swojemu panu, na malutkiej planecie, która jest najważniejszym centrum wszechświata/ów..."

> Ja nawet pójdę jeszcze dalej: wiem, że mam niewielkie szanse na to aby Bóg powiedział mi: zostałeś zapisany w księdze żywota.
Racja. Jak ma ci powiedzieć coś, skoro nie istnieje?

>Jakbyś odrzucił ateizm to zacząłbyś poszukiwać nadziei na życie wieczne i jeżeli w swoich poszukiwaniach byłbyś szczery to prawdopodobnie byś znalazł dowody na to, że szanse na przejście "przez wąską bramę" mają nieliczni, że większość tzw. wierzących nie będzie miała tam wstępu.
Ale przecież życie po śmierci nie istnieje, więc jak ktokolwiek miałby się dostać gdziekolwiek?

>Przecież życie wieczne to niewyobrażalna nagroda.
Dlatego nie istnieje.

>Wierzysz, że można, gdyby byłą, tak sobie ją dostać bez żadnego wysiłku? To niemożliwe. To nieracjonalne

Ok, to ty się idź wysilaj, a ja sobie w tym czasie zrobię zieloną herbatkę
I będę ją sobie pić, o!
I będę miała przez to dobry humorek
I jeszcze pogłaskam sobie mojego króliczka.
Wysiliłeś się już?
Bo ja robię następnego łyka...
No już zasługujesz na tą musztardę po obiedzie, czy jeszcze nie? Aha, i masz nie odpoczywać, bo masz na nią zasłużyć
Ale dobra ta herbatka...
14-10-2010 18:39 
 Ocena 1 na 1
maciejo (3492 punktów)
>Mi chodzi tylko o konsekwencję i odpowiedzialność za dokonany wybór. Jesteś ateistą. A więc odrzucasz istnienie Boga i życia po śmierci. Nie zastanawiasz się czy Bóg ci wybaczy czy nie, i nie zadajesz sobie pytania o to czy jest nieskończenie miłosierny bo w niego nie wierzysz.
>A skoro nie wierzysz to powinieneś przyjąć wszystkie konwencje swojego wyboru, a więc także tę, że możesz się pomylić a wówczas stracić życie na zawsze, ze świadomością tej straty i tego, że inni ludzie będą żyć wiecznie.

Nie dość, że jesteś obłudnikiem to jeszcze tchórzem. Ja wiem, że mnie po śmierci zjedzą robale i się tym nie przejmuje. Trudno. Smacznego. Ciebie też zjedzą nie martw się. A jak istnieje piekło to trafisz do jego najgłębszego kręgu bo wierzyć obłudnie jest gorzej niż nie wierzyć. Nawet jak mnie ominie życie wieczne to co z tego. Nie chciał bym nieskończenie długo klęczeć przed bogiem i go zachwalać... gorzej jak to islam jest prawdziwy bo jednak szkoda by nie zaliczyć tych 72 dziewic.

>Jeżeli nie jesteś w stanie przyjąć tego do świadomości, to coś jest nie tak. To chyba najprostrzy dowód na to, że wewnętrznie nie akceptujesz tej decyzji. Wybacz mi ale tak to wygląda.

Wybaczam. Wewnętrznie akceptuje i wiem, że może mnie to minąć. Tylko co z tego?

>Według mnie PRAWDZIWY ATEISTA musi być świadomy błędu i musi powiedzieć sobie: tak, jestem w 100% świadom tego, że jeżeli jakimś cudem Bóg istnieje i będzie sąd ostateczny to z godnością przyznam się do błędu i oczywiście nie będę na nic liczył a tym bardziej na miłosierdzie Boga

Jeśli, co daj boże- boga nie ma- to dzięki bogu. Jeśli, co nie daj boże- bóg jest- to niech nas ręka boska chroni.

>Ja jako nieateista w 100% godzę się z pomyłką i przyjmuje wszystkie konsekwencje mojej pomyłki. Nawet nie śmiem nazywać siebie osobą wierzącą bo wiara to oczywiście 1000 razy więcej niż powiedzenie wierzę. Ja nawet pójdę jeszcze dalej: wiem, że mam niewielkie szanse na to aby Bóg powiedział mi: zostałeś zapisany w księdze żywota.
>Jakbyś odrzucił ateizm to zacząłbyś poszukiwać nadziei na życie wieczne i jeżeli w swoich poszukiwaniach byłbyś szczery to prawdopodobnie byś znalazł dowody na to, że szanse na przejście "przez wąską bramę" mają nieliczni, że większość tzw. wierzących nie będzie miała tam wstępu.

Nie ma żadnych dowodów na istnienie życia po życiu, życia przed życiem, życia wiecznego, czy jakiegokolwiek innego niż to, które tu jest. Powinieneś się z tym pogodzić i starać się żyć tu jak najlepiej. Wtedy masz szanse na życie wieczne ale w rozumieniu Horacego.

>Przecież życie wieczne to niewyobrażalna nagroda. Wierzysz, że można, gdyby byłą, tak sobie ją dostać bez żadnego wysiłku? To niemożliwe. To nieracjonalne
>pozdr.

Życie wieczne to niewyobrażalna głupota. Jestem w stanie pojąć idee boga jako siły, która ruszyła ten wszechświat, ale zaakceptowanie boga w rozumieniu jakiejkolwiek religii jest naiwne!!!
01-10-2010 19:21 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Czy można liczyć, że odrzucając Boga jednocześnie mieć nadzieję, że mi wybaczy? czy Bóg musiałby być psychopatą aby cię nie przyjąć do siebie? Wszystko można sobie wytłumaczyć.
Zeus, Jehowa, Allah, Quetzalcoatl, To postacie psychopatów z horrorów, poszukaj sobie jakiś bardziej "friendly" takiego bezwarunkowego.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Dobre. Jestem wolnym człowiekiem. Uznałem, że Boga nie ma, bo tak mi jest wygodnie. Ale gdyby jednak jakimś cudem się okazało, że Bóg jest, to chyba jednak nie powie mi SPADAJ, BO WE MNIE NIE WIERZYŁEŚ.
>Czy można liczyć, że odrzucając Boga jednocześnie mieć nadzieję, że mi wybaczy? czy Bóg musiałby być psychopatą aby cię nie przyjąć do siebie? Wszystko można sobie wytłumaczyć.
>Myślę

hej,
SPADAJ, BO WE MNIE NIE WIERZYŁEŚ.
Tak może powiedzieć wyłącznie zdegenerowany psychopata !!!
makuś
MUZGOJAD (276 punktów)
Nie jest mi szkoda autora tematu, tylko tych wszystkich ludzi, którzy przeczytali jego post i mu odpowiedzieli. Ja po kilku zdaniach nie byłem w stanie. A może jestem po prostu pod wrażeniem.
Marian (5438 punktów)
>Nie jest mi szkoda autora tematu, tylko tych wszystkich ludzi, którzy przeczytali jego post i mu odpowiedzieli. Ja po kilku zdaniach nie byłem w stanie. A może jestem po prostu pod wrażeniem.
   Ja po kilku zdaniach chciałem odpowiedzieć, więc przeczytałem do końca, bo nie lubię odpowiadać nie zrobiwszy tego

   Pozdrawiam.


Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
lipschitz (1674 punktów)
Rozsądek podpowiada Ci, że może istnieć bóg, który zemści się na niewierzących? Najinteligentniejsza istota będzie karać za to, że ktoś nie doświadczający jej obecności nie wierzył w nią?

Naukowiec dokonuje odkrycia. Nikt mu nie wierzy, w końcu jednak dowodzi swoich racji, udaje się postawić innych przed faktami, po czym pojawia się w nim myśl, aby jakoś ukarać tych, którzy nie wierzyli. Myślę, że wręcz przeciwnie, ucieszy się, że mógł w końcu dowieść prawdy, a Ty twierdzisz, że bóg miałby mieć sadystyczny odlot? No nie wiem czy go właśnie porządnie nie obraziłeś takimi insynuacjami

Ale rzecz jasna nie można udowodnić, że nie istnieje bóg psychopata.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku.

W sumie nie z rozsądku, ale ze STRACHU, że ewentualny Bóg okaże się właśnie takim s...synem, jak go przedstawiają w Piśmie Świętym.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przykre, że prawda o rzeczywistości nie dla ciebie żadnego znaczenia. Albo też, że uważasz, iż "rzeczywistość powinna ciebie słuchać". Gdy zechce ci się, aby Ziemia była bananem, to tym się stanie. Ciekawa postawa... Tyle że zalecana dla bardzo przestraszonych istot, które jednocześnie czują się bogami. Przestraszony samobóg - ciekawe... Nie zazdroszczę w każdym bądź razie.
nieateista (18 punktów)
>Przykre, że prawda o rzeczywistości nie dla ciebie żadnego znaczenia. Albo też, że uważasz, iż "rzeczywistość powinna ciebie słuchać". Gdy zechce ci się, aby Ziemia była bananem, to tym się stanie. Ciekawa postawa... Tyle że zalecana dla bardzo przestraszonych istot, które jednocześnie czują się bogami. Przestraszony samobóg - ciekawe... Nie zazdroszczę w każdym bądź razie.

Prawda o rzeczywistości nie będzie miała dla mnie żadnego znaczenia, bo jeżeli okaże się inna niż ja zakładałem, to już po mojej śmierci. A skoro będzie to po mojej śmierci to chyba nie może mieć znaczenia?

Ja w przeciwieństwie do wielu osób, nie wmawiam sobie, że poszukuję prawdy. Jestem niewolnikiem emocji. Moje emocje odpychają mnie od ateizmu a innej osoby emocje odpychają ją od wiary w Boga. A reszta to wyłącznie racjonalizacja.
Ja trzymam inny kij niż zapewne ty trzymasz. I ja wiem, że kij który trzymam jest mniej wiecej tej samej grubości na obu końcach: jest tyle samo agrumentów za istnieniem Boga jak i przeciw. I wiem, że ten kij mogą trzymać tak długo jak będę patrzył tylko na jego jeden koniec. Wiem, że nie jestem obietywny, bo nie mogę być obiektywny, Wiem, że nie chodzi o żadną prawdę ale o moje emocje. Tylko i aż.

pozdr
01-10-2010 19:53 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Prawda o rzeczywistości nie będzie miała dla mnie żadnego znaczenia, bo jeżeli okaże się inna niż ja zakładałem, to już po mojej śmierci. A skoro będzie to po mojej śmierci to chyba nie może mieć znaczenia?

Sporo miejsca i czasu poświęciłeś przekonywaniu publiki, że powinna myśleć inaczej. Niech Ci będzie - nie spodziewam się po Tobie konsekwencji w myśleniu.

>Ja w przeciwieństwie do wielu osób, nie wmawiam sobie, że poszukuję prawdy. Jestem niewolnikiem emocji.

Se bądź.

>Moje emocje odpychają mnie od ateizmu a innej osoby emocje odpychają ją od wiary w Boga.

I to miałby być argument? Kogo miałyby Twoje emocje obchodzić?

>A reszta to wyłącznie racjonalizacja.

Tabliczkę mnożenia też za wynik racjonalizacji uważasz?

>Ja trzymam inny kij niż zapewne ty trzymasz. I ja wiem, że kij który trzymam jest mniej wiecej tej samej grubości na obu końcach:

Oskrob go troszku z jednego końca, a będziesz miał prawie-że-dzidę . Jak na Ciebie to i tak nieźle.

>jest tyle samo agrumentów za istnieniem Boga jak i przeciw.

A nie mówiłem, że jak na Ciebie, to nieźle? Kto wie, czy Twe prawnuki już pięściaka nie wyłupią .

>I wiem, że ten kij mogą trzymać tak długo jak będę patrzył tylko na jego jeden koniec.

Co też Poeta miał na myśli?...

>Wiem, że nie jestem obietywny, bo nie mogę być obiektywny, Wiem, że nie chodzi o żadną prawdę ale o moje emocje. Tylko i aż.

Jednego najwyraźniej nie pojmujesz (co widać w każdym Twym poście).
Spróbuję wytłumaczyć:
Na zewnątrz Ciebie jest świat.
Ten świat rządzi się pewnymi regułami.
Regułami, które są zupełnie niewrażliwe na to, co o nich myślisz i czy w ogóle myślisz i czy w ogóle istniejesz czy też nie.
Bez Ciebie też Słońce będzie wschodzić i zachodzić, będą kwitły stokrotki, będą jeździć autobusy a pieski będą obsikiwać drzewka.
Twoje istnienie nie jest im do niczego potrzebne.
W Hongkongu nikt się Twego istnienia nawet nie domyśla, a jednak Hongkong "się kręci".
Skoro już jesteś, co długo nie potrwa, to coś tam przeżywasz. Jak sam twierdzisz - emocje Tobą rzucają. Pewnikiem niedawno dotarła do Ciebie deprymująca prawda, że "ideologiczne" poglądy na świat często mówią wiele o niezaspokojonych potrzebach posiadacza poglądów, nic zaś o faktycznych stanach rzeczywistości.
Owszem - tak właśnie jest.
Wcale nie znaczy to jednak, że wszystko, co o świecie się gada, jest równie dobre, a właściwie równie niedobre.
Świat istnieje naprawdę i naprawdę poddaje się (po części przynajmniej) poznaniu.
Naprawdę też można o nim wypowiadać sądy lepiej lub gorzej odzwierciedlające rzeczywistość.
To, że gadanie może być pustym obsługiwaniem kompleksów, nie znaczy, że takim być musi.
Niekiedy na serio nie chodzi o emocje, a o prawdę właśnie (rozumianą jako zgodność sądów z rzeczywistością).
Co do pojęcia obiektywizmu - obiektywny w istocie znaczy: dający się zmierzyć i/lub policzyć.
I czasami chodzi o obiektywizm - żadne emocje nie sprawią, że 2+2 zacznie się równać 17.
To tyle.
01-10-2010 23:17 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pięknie powiedziane! Dziękuję Big_Zydzie

Zgadzam się z tobą w 100%. Ten egotyzm wierzącym (bo w sumie większość z nich traktuje rzeczywistość w sposób, jaki ukazałeś) wydaje się pokorą. I to by było śmieszne, żałośne, godne kliniki psychiatrycznej z pewnością, gdyby takich ludzi nie było tak straszliwie wielu. Ludzi broniących czegoś, co jest niegodne, straszne, odrażające. To, że jakiś piorun nie trzaśnie w taką pychę, jest kolejnym dowodem (nazwijmy go... emocjonalnym) na nie istnienie bogów z monoteistycznymi bogami na czele. Oczywiście w słowniku liczba mnoga słowa monoteistyczny nie istnieje. Ciekawe czemu?
01-10-2010 22:24 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Za nieistnieniem jakiegoś deistycznego boga jest więcej argumentów, natomiast co do bogów czczonych przez ludzi i zapewniających jakieś pośmiertne działania, to oni napewno nie istnieją. Jeśli chodzi o emocje, to istnieje paniczny strach, ale też zachwyt. Ja wolę zachwyt
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Wiem, że nie chodzi o żadną prawdę ale o moje emocje. Tylko i aż.

hej,
Najpierw są emocje a potem refleksja i namysł !!!
Jeżeli rezygnujesz z refleksji i namysłu tym samym dobrowolnie wybierasz egzystencje maszyny , automatu !
makuś
Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów)
>Każdy naukowiec (ateista) odpowiada: To niemożliwe abym się mylił. Bóg na pewno nie istnieje
To najłatwiejsze do obalenia. Przez użycie słowa "każdy" wystarczy podać choćby jeden kontr-przykład i teza pęka.
Weźmy najbardziej znanego naukowca i ateistę Richarda Dawkinsa. W "Bogu urojonym" podpisuje się on pod tezą (przepraszam, że po angielsku, ale tylko taki mam egzemplarz):

Cytat:
'I cannot know for certain but I think God is very improbable,
and I live my life on the assumption that he is not
there.'


przyznając jednak pewną skłonność do tezy

Cytat:
I know there is no God, with the same
conviction as Jung "knows" there is one.


(cytaty za "God delusion", str 50 i 51)

Czy to wg Ciebie jest podpisanie się pod tezą: "To niemożliwe, żebym się mylił"?

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
finerbijk (17282 punktów)
>Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku.
Zakładając, że Bóg istnieje, to nie byłby raczej zadowolony z wyznawców wg zasady "a co tam? może istnieje... niech będzie, że jestem wierzący, tak na wszelki wypadek".

Taka postawa zresztą nie jest czymś wyjątkowym wśród katolików, ot taki umysłowy konformizm. Wiara wynikająca ze strachu przed ewentualną pomyłką to żadna wiara, tylko wyrachowanie i asekuranctwo. Poza tym sama wiara to trochę mało. Trzeba ją przyjąć konsekwentnie z całym dobrodziejstwem inwentarza, przestrzegając tych wszystkich nakazów i zakazów, z których niektóre dla większości rozmijają się z pojęciem zdrowego rozsądku.
nieateista (18 punktów)
Przypuszczam, że strach przed śmiercią jest prawie zawsze pierwotnym impulsem kierującym człowieka w stronę Boga i niestety, bardzo często, pozostaje jedynym przejawem wiary. Tak też było w moim przypadku. Jestem realistą wiem, że nie to nie zadziała.
Wierzę, bo chcę zachować sobie szansę na nieśmiertelność, na życie wieczne. Chodzę na nabożeństwa, czasami nawet uczestniczę w uroczystościach religijnych. Ale w życiu prywatnym, zawodowym, w życiu codziennym nie ma Boga u wielu "wierzących". To dlatego wiem, że bliżej mi do nieateizmu niż do prawdziwej wiary.

Według mnie dla takich ludzi wymyślono czyściec. Zapewnie większość z tych osób jest przekonana, że nie trafi do piekła a jedynie do poczekalni, jaką jest czyściec. Przypuszczam nawet, że tacy sami ludzie wymyślili to miejsce. "Twórcy czyśćca" albo nie mieli najmniejszej ochoty niczego zmieniać w swoim niezbyt pobożnym życiu, albo byli już za starzy aby cokolwiek naprawić, być może leżeli już na łożu śmierci. Zaistniała więc potrzeba udowodnienia sobie, że jest nadzieja, że jest miejsce, w którym można będzie się oczyścić ale będąc już pewnym, że Bóg istnieje. Chcieli pozbawić się wątpliwości, obaw o to, że Bóg może ich nie przepuścić przez "wąską bramę". I domyślam się, że dopiero później zaczęto szukać w Biblii odpowiednich wersów, w których może być mowa o czyśćcu. Czy znaleziono? Oczywiście, bo musiano znaleźć. I jak sprawdziłem, niejeden werset dał tym ludziom nadzieję. I daje po dziś dzień.
Karą za grzeszne życie ma być okres przejściowy, który wydaje się błahostką w porównaniu do wiecznej szczęśliwości w raju. Dlaczego wierzą, że nie trafią bezpośrednio do piekła? Bo inni są jeszcze gorsi: - Są ludzie, którzy mają o wiele większe grzechy na sumieniu: zbrodniarze wojenni, przywódcy państw totalitarnych, czy też zwykli bandyci. Oni są nadzieją w moim życiu, bo to oni pójdą do piekła a nie ja.
Ateiści podają przykład takich osób jako dowód na to, że Bóg nie istnieje. I dlatego ja o wiele bardziej potępiam taką postawę niż ateizm, bo te osoby są siewcami ateizmu.
Ale te osoby, moim skromnym zdaniem, to żaden dowód.
02-10-2010 05:55 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Przypuszczam, że strach przed śmiercią jest prawie zawsze pierwotnym impulsem kierującym człowieka w stronę Boga i niestety, bardzo często, pozostaje jedynym przejawem wiary.
Chrześcijanie często mówią, że Bóg to czysta miłość i dobro. Jeśli taki jest naprawdę, to jak mógłby On karać kogoś tylko dlatego, że w niego nie wierzył za życia, skoro sam nie dał żadnego dowodu na swoje istnienie? Po co ta zabawa w chowanego? Dla mnie to byłaby gra nie fair. Może sprawiedliwość boska jest inna, ale nie wiem czy chciałbym mieć coś wspólnego z takim Bogiem-megalomanem, łasym na poklask i hołdy od maluczkich, których sam sobie zmajstrował. Jeżeli Bóg jest taki boski, to czy może być jednocześnie tak małostkowy?
W każdym ludzkim sądzie sprawa Bóg vs. Ateista byłaby wygrana na korzyść Ateisty, ale czy w boskim będą w ogóle jacyś obrońcy, choćby z urzędu?

>Według mnie dla takich ludzi wymyślono czyściec.
Cała ta sądowa oprawa wydaje się mocno naciągana. Nie podoba mi się odpowiedzialność zbiorowa (tzw. grzech pierworodny), gdzie zamiast domniemania niewinności każdy na starcie już jest przestępcą. Nie dość, że człowiek przez całe nielekkie życie jest narażony na różne paskudne okoliczności na świecie stworzonym przez Niego, to jeszcze po śmierci zamiast przejść na zasłużoną emeryturę ma On ciągać go po czyśćcach za np. niechodzenie do kościoła. Jak widać sprawiedliwość boża z ludzką ma niewiele wspólnego.
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
Z Pana wypowiedzi,argumentacji oraz doboru środków wyrazu wychodzi że jest Pan:
a)duchownym
b)zamierza nim Pan być

Straszenie "śmiercią" ludzi których ona kompletnie nie obchodzi bo zgodnie z ich wiarą "nic po śmierci nie będzie".
To jałowe. Każdy o wykształceniu medycznym który ma kontakt z ludźmi na łożu śmierci wie że słowa nic ni znaczą,Bóg przychodzi w odpowiednim czasie.
Często u schyłku życia.

Lepiej zająć się zwalczaniem szkodliwych stereotypów nt.Kościoła Katolickiego.
01-10-2010 22:28 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Urojenie boga przed śmiercią "przychodzi" do niewdzięcznych tchórzy - tak bym to nazwał.

Fakt jest taki, że rzeczywistość jest piękna i skrajną niewdzięcznością jest nie cieszyć się z niej, tylko zmyślać sobie zaświaty i bogów by je obługiwali. Ta niewdzięczność nikogo nie dotknie, bo rzeczywistość nie jest niczym żywym, ani osobowym, lecz wydaje mi się, że niewdzięcznik sam siebie krzywdzi.
01-10-2010 22:49 
 Ocena-2 na 2
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)

Za PRL odwagą było wierzyć w Boga.

>Urojenie boga przed śmiercią "przychodzi" do niewdzięcznych tchórzy - tak bym to

Urojenie nicości po śmierci dowodzi zawartości życia człowieka.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tego typu wiara nie może być odwagą. To taki wewnętrzny stalinizm. Więc za PRL bywało z "deszczu pod rynnę".

To tak teoretycznie, gdyż w praktyce, z tego co pamiętam z lat młodych, to za PRL było mnóstwo funkcjonujących kościołów.
03-10-2010 09:36 
 Ocena 4 na 6
lotrek (14275 punktów)
>Za PRL odwagą było wierzyć w Boga.
Minus za pisanie bzdur...
Za PRL miałem nawet religie w szkole.

"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
03-10-2010 16:30 
 Ocena 1 na 1
Zella (1321 punktów)
>Za PRL miałem nawet religie w szkole.

    Tak było w szkołach prowadzonych prze Kościół lub stowarzyszenia z różnymi Kościołami związanymi np. Prawosławnym. Również w szkołach żydowskich.
Wiedza powszechnie znana!
03-10-2010 17:34 
 Ocena 7 na 7
lotrek (14275 punktów)

>Tak było w szkołach prowadzonych prze Kościół lub stowarzyszenia z różnymi Kościołami związanymi np. Prawosławnym. Również w szkołach żydowskich.
>Wiedza powszechnie znana!
Oczywiście że znana, lecz niejaka Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia świadomie wprowadza ludzi w błąd. Odwagą było wierzyć za PRL...dobre sobie, ludzi było więcej w kościołach niż dzisiaj. Ciekawe czy z tych kłamstw Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia chociaż się spowiada

"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
04-10-2010 21:35 
 Ocena 1 na 1
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)

PRL zwalczał Kościół Katolicki instytucjonalnie. KK to główny wróg ideologiczny PRL w ramach wprowadzania "światopoglądu naukowego".
Grupa "D" była samodzielną jednostką w Departamencie IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wyodrębnioną w latach siedemdziesiątych,co oznacza że ateiści w PRL ZWALCZALI KOŚCIÓŁ KATOLICKI INSTYTUCJONALNIE za pomocą APARATU PAŃSTWOWEGO.

Dzieci się o tym uczą,ale nie Pan lotrek..
Dziwne.
05-10-2010 02:45 
 Ocena 4 na 4
apud (4399 punktów)
>PRL zwalczał Kościół Katolicki instytucjonalnie. KK to główny wróg ideologiczny PRL w ramach wprowadzania "światopoglądu naukowego".
>Grupa "D" była samodzielną jednostką w Departamencie IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wyodrębnioną w latach siedemdziesiątych,co oznacza że ateiści w PRL ZWALCZALI KOŚCIÓŁ KATOLICKI INSTYTUCJONALNIE za pomocą APARATU PAŃSTWOWEGO.
>Dzieci się o tym uczą,ale nie Pan lotrek..
>Dziwne.

Dzieci wszystkiego można nauczyć. Od wiary w krasnoludki do Świętego Mikołaja.

Ale dzieci dorastają i zadają niewygodne pytania.
05-10-2010 03:31 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Niestety, jak widać, nie wszystkie dorastają
04-10-2010 15:20 
 Ocena-3 na 7
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>>Za PRL odwagą było wierzyć w Boga.
> Minus za pisanie bzdur...Za PRL miałem nawet religie w szkole.
>
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"


Proszę wymienić nazwisko choć jednego ateisty zamordowanego przez księdza tylko dlatego że jest ateistą.

Proszę wskazać "czarną listę" ateistów do zamordowania sporządzoną przez instytucję kościelną. Za PRL była lista księży do zamordowania,m.in: ks Suchowolec,ks Popiełuszko,ks.Zych.
Wszyscy zginęli zamordowani przez ateistów za to że byli księżmi..
04-10-2010 18:38 
 Ocena 5 na 5
lotrek (14275 punktów)
>>>Za PRL odwagą było wierzyć w Boga.
>> Minus za pisanie bzdur...Za PRL miałem nawet religie w szkole.

> Proszę wskazać "czarną listę" ateistów do zamordowania sporządzoną przez instytucję
Co ma piernik do wiatraka, jaką znowu "czarną listę" wykombinowałaś sobie w swoim móżdżku. Co ma wspólnego twoje kłamliwe twierdzenie, że za PRL odwagą było wierzyć w Boga z jakąś wyimaginowaną przez ciebie listą? Nakłamałaś a teraz uciekasz od tego tematu, szukając czegoś zastępczego.
Zaś minus...


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
04-10-2010 22:34 
 Ocena-1 na 1
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>Co ma piernik do wiatraka, jaką znowu "czarną listę"

Ponieważ aparat państwowy ateistycznego państwa PRL miał wydział D w MSW który sporządził "czarną listę" duchownych do ingwilacji i w konsekwencji wymordowania.
Pytam więc kulturalnie:

1.Czy była "czarna lista" ateistów do zabicia stworzona przez Watykan kiedykolwiek?

Np.płk Konrad Straszewski "podpisał w listopadzie 1975 w Moskwie plan wspólnych przedsięwzięć operacyjnych Zarządu V KGB i Departamentu IV MSW w zakresie zwalczania kościoła rzymskokatolickiego oraz rozpracowywania Watykanu."

(Marek Lasota O raporcie Sejmowej Komisji Śledczej poświęconym Grupie "D" w MSW Biuletyn IPN 2003 nr 1)
05-10-2010 03:34 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, że istniała czarna lista heretyków (w tym ateistów) sporządzona przez władze Kościoła Katolickiego i w brutalny, bezwględny sposób wprowadzana w życie przez ponad 1000 lat.

Aparat PRL nie miał zamiaru mordować księży.
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście, że istniała czarna lista heretyków (w tym ateistów) sporządzona przez >władze Kościoła Katolickiego i w brutalny, bezwględny sposób wprowadzana w życie przez >ponad 1000 lat.

>Aparat PRL nie miał zamiaru mordować księży.

Śmieszne.
Nie mieć zamiaru,a jednak mordować.
Dobre.

cyt:
"zadaniem bezpieki w latach 1944-1956 było represjonowanie duchowieństwa, realizacja taktyki zastraszenia. Ginęli księża, którzy nie wahali się publicznie bronić Kościoła przed narzuconym Polsce reżimem. Wywlekani nocą z plebanii i zabijani w lesie - jak ks. Michał Rapacz, przed śmiercią bestialsko torturowani - jak ks. Jan Szczepański, czy mordowani na oczach wiernych - jak ks. Stanisław Ziółkowski zastrzelony w drodze z plebanii do kościoła. W więziennych murach mordowano tych, którzy wspierali podziemie. Karmelita trzewiczkowy br. Kazimierz Łuszczyński za współpracę z podziemiem narodowym został stracony w 1946 roku. Kapelan AK i Narodowych Sił Zbrojnych chrystusowiec ks. Rudolf Marszałek został zamordowany w 1948 roku. Jezuita ks. Władysław Gurgacz skazany za odprawianie Mszy Świętych dla partyzantów Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej zginął zabity strzałem w potylicę w 1949 roku.
Represje osiągnęły apogeum w 1953 roku. Komuniści przeprowadzili wówczas tzw. proces kurii krakowskiej, wprowadzili dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych, skazali w pokazowym procesie ks. bp. Czesława Kaczmarka, a we wrześniu internowali Prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego."

Księża ginęli jeszcze w pod koniec lat 80...
To wiedza powszechnie znana.

>Oczywiście, że istniała czarna lista heretyków (w tym ateistów) sporządzona przez >władze Kościoła Katolickiego i w brutalny, bezwględny sposób wprowadzana w życie >przez ponad 1000 lat.

Proszę o udostępnienie takiej listy..
05-10-2010 19:52 
 Ocena 1 na 1
maciek666 (1053 punktów)
>1.Czy była "czarna lista" ateistów do zabicia stworzona przez Watykan kiedykolwiek?
Watykanowi nie były potrzebne żadne listy. "Zabijcie wszystkich. Bóg ich odróżni".
ahia (83 punktów)

>Ponieważ aparat państwowy ateistycznego państwa PRL miał wydział D w MSW który sporządził "czarną listę" duchownych do ingwilacji i w konsekwencji wymordowania.
>Pytam więc kulturalnie:
>1.Czy była "czarna lista" ateistów do zabicia stworzona przez Watykan kiedykolwiek?

rozumiem, że Pani dzielnie obroni każdą, byle duchowną, osobę. Usprawiedliwi ze wszystkich działań, jeśli tylko zadeklaruje, że działa w imię kościoła - to wystaczy...
spray (5875 punktów)

>Np.płk Konrad Straszewski "podpisał ...
A to idiota!
Żaden normalny ksiądz nigdy niczego zdrożnego by nie podpisał na papierze, gdyby nie było ono AMDG...
A ten Straszewski chyba wierzył? W sprawiedliwość ?
Fail...
04-10-2010 19:44 
 Ocena 4 na 4
maciek666 (1053 punktów)
>
>Proszę wymienić nazwisko choć jednego ateisty zamordowanego przez księdza tylko dlatego że jest ateistą.
Giordano Bruno
>Proszę wskazać "czarną listę" ateistów do zamordowania sporządzoną przez instytucję kościelną. Za PRL była lista księży do zamordowania,m.in: ks Suchowolec,ks Popiełuszko,ks.Zych.
>Wszyscy zginęli zamordowani przez ateistów za to że byli księżmi..
Coś krótka ta lista.
A tak na poważnie,Popiełuszko zginął za politykę nie za wiarę. Co do pozostałych dwóch morderstwa te nie zostały wyjaśnione.
04-10-2010 22:24 
 Ocena-3 na 3
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>Giordano Bruno

Dominikanin,kapłan,magik i ezoteryk ateistą??????????????????

Niech Pan się publicznie nie ośmiesza.
>Coś krótka ta lista

Ateistom nigdy dość przelanej krwi kapłańskiej?
Pytam bo Pana zdanie brzmi jak narzekanie...

>Popiełuszko zginął za politykę nie za wiarę

Zginął za wiarę w prawdę,wolność,miłość i niepodległość Polski.
Zaangażowanie KK oraz kilku ateistów("odwróconych marksistów") w opozycję demokratyczną to powód do dumy.
05-10-2010 03:35 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Dominikanin,kapłan,magik i ezoteryk ateistą??????????????????

Niech Pan się publicznie nie ośmiesza.
>Coś krótka ta lista


I co fajnie, że go zabili? Gratuluję "moralności".
12-10-2010 15:05 
 Ocena-2 na 4
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)

>I co fajnie, że go zabili? Gratuluję "moralności".

Miał szansę na to aby żyć.
Takie było prawo.
Poza tym cyt:

"mógł rozmawiać ze współwięźniami, miał prawo do zmiany bielizny (pościeli, obrusa i ręczników, których w więzieniach świeckich w ogóle nie było), dwa razy w tygodniu mógł korzystać z łaźni, pralni i fryzjera, przysługiwało mu prawo do naprawy i wymiany odzieży, jadłospis był urozmaicony, do posiłków podawano nawet wino. Każde święto kościelne wiązało się z przywilejami (więcej wina, dodatkowa łaźnia i wizyta administratora, któremu można było składać wnioski i skargi."
12-10-2010 17:28 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jasne... . Jak mówią, wiara czyni cuda.
14-10-2010 02:17 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>>I co fajnie, że go zabili? Gratuluję "moralności".
>Miał szansę na to aby żyć.
>Takie było prawo.
>Poza tym cyt:
>"mógł rozmawiać ze współwięźniami, miał prawo do zmiany bielizny (pościeli, obrusa i ręczników, których w więzieniach świeckich w ogóle nie było), dwa razy w tygodniu mógł korzystać z łaźni, pralni i fryzjera, przysługiwało mu prawo do naprawy i wymiany odzieży, jadłospis był urozmaicony, do posiłków podawano nawet wino. Każde święto kościelne wiązało się z przywilejami (więcej wina, dodatkowa łaźnia i wizyta administratora, któremu można było składać wnioski i skargi."

Przekupstwo? Bo jak nie, to na deser żadnych kremówek, tylko kremacja.
Och... takie drobne przejęzyczenie...
05-10-2010 19:47 
 Ocena 1 na 1
maciek666 (1053 punktów)
>>Giordano Bruno
>Dominikanin,kapłan,magik i ezoteryk ateistą??????????????????
>Niech Pan się publicznie nie ośmiesza.
Masz rację. Nie był ateistą, co nie zmienia faktu,że spłonął na stosie. W tamtych czasach trudno było o ateistów. Natomiast heretyków i innowierców zginęło sporo.
12-10-2010 15:09 
 0 na 4
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>Natomiast heretyków i innowierców zginęło sporo.

Przy ludziach którzy zginęli w XX w. z rozkazu ateistów w celu szerzenia poglądu ateistycznego te liczby są nieporównywalne.
Przy liczbie duchownych wymordowanych w Hiszpanii w latach 30 np.
Nasze dzieci i wnuki uczą się tego,a Pan nie potrafi przyswoić podstawowej wiedzy?
12-10-2010 19:08 
 Ocena 2 na 2
maciek666 (1053 punktów)
> >Natomiast heretyków i innowierców zginęło sporo.
>Przy ludziach którzy zginęli w XX w. z rozkazu ateistów w celu szerzenia poglądu ateistycznego te liczby są nieporównywalne.
Ludzie którzy ginęli w XX w. nie ginęli zazwyczaj z powodów religijnych. A poza tym, co to za licytowanie się kto zabił więcej. Komunizm był złym systemem, tego nikt nie neguje. Natomiast Kościół jest rzekomo organizacją miłości, więc to żaden argument, że zabił mniej,ani to jakie luksusy miał Giordano Bruno w celi.
ahia (83 punktów)

>>Przy ludziach którzy zginęli w XX w. z rozkazu ateistów w celu szerzenia poglądu ateistycznego te liczby są nieporównywalne.
>Ludzie którzy ginęli w XX w. nie ginęli zazwyczaj z powodów religijnych. A poza tym, co to za licytowanie się kto zabił więcej. Komunizm był złym systemem, tego nikt nie neguje. Natomiast Kościół jest rzekomo organizacją miłości, więc to żaden argument, że zabił mniej.

wszystko uwarunkowane jak zwykle politycznie. trudno powiedzieć o św.inkw. że byli ludźmi wierzącymi - raczej podszywającymi się pod takowych. komuniz - działania inkwiz. - każdy terror' -> jeden ch*j...
14-10-2010 13:24 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>trudno powiedzieć o św.inkw. że byli ludźmi wierzącymi - raczej podszywającymi się pod takowych. komuniz - działania inkwiz. - każdy terror' -> jeden ch*j...

Cudooooowne...
I tym prostym sposobem zostało dowiedzione, że Mater Ecclesia nie miała nic wspólnego ze Świętą Inkwizycją, a za wszystkim zawsze stoją wiadome siły

Ha!
Ale nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!
www.youtube.com/watch?v=FytQkOosE9s

Cytat:
nasza metoda, to zaskoczenie

14-10-2010 08:12 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
> >Natomiast heretyków i innowierców zginęło sporo.
>Przy ludziach którzy zginęli w XX w. z rozkazu ateistów w celu szerzenia poglądu ateistycznego te liczby są nieporównywalne.

Wszytkie liczby sa porównywalne!

>Przy liczbie duchownych wymordowanych w Hiszpanii w latach 30 np.
>Nasze dzieci i wnuki uczą się tego,a Pan nie potrafi przyswoić podstawowej wiedzy?

Nie moje. Moje przyswajały sobie podstawowa wiedzę.
05-10-2010 20:22 
 Ocena 1 na 3
maciek666 (1053 punktów)
>
>>Popiełuszko zginął za politykę nie za wiarę
>Zginął za wiarę w prawdę,wolność,miłość i niepodległość Polski.
Popiełuszko zginął za politykę. Nawet nie za własną, gdyż jego śmierć była prawdopodobnie elementem rozgrywek między komunistami. Nie wiemy niestety, czy była to prowokacja wymierzona w Kiszczaka, czy prowokacja Kiszczaka.
14-10-2010 07:01 
 Ocena 4 na 4
apud (4399 punktów)
>>Giordano Bruno
>Dominikanin,kapłan,magik i ezoteryk ateistą??????????????????
>Niech Pan się publicznie nie ośmiesza.

Swojego zabili? Dlatego ze inaczej myślał?
Kto to tu sie ośmiesza?

>>Coś krótka ta lista
>Ateistom nigdy dość przelanej krwi kapłańskiej?

Ateisci nie sa krwiopijcami, ja tam wole martela.

>Pytam bo Pana zdanie brzmi jak narzekanie...
>>Popiełuszko zginął za politykę nie za wiarę
>Zginął za wiarę w prawdę,wolność,miłość i niepodległość Polski.

tej, nawiedzona, słyszałaś ty kiedyś kazania Popiełuszki? Ja tak, raz.
Uzywal bardzo brzydkich slow, "kopac w dupę czerwonego" było, chyba najbardziej katolickie.

Ni mniej ni więcej namawiał do mordowania wszystkich, którzy mu sie nie podobali. jakieś krucjaty mu sie ubzdurały.

>Zaangażowanie KK oraz kilku ateistów("odwróconych marksistów") w opozycję demokratyczną to powód do dumy.

Kosciol opozycja demokratyczna? Tobie sie cos popierdoliło. Mogłabym Parę przypadkow
tej koscielnej opozycyjnosci opowiedziec, ale gorszyc maluczkich nie bede.

PS
paru ksiezom mordy obito to fakt. za molestowanie, czyli wymuszanie posluszenstwa w spelnianiu ich sexualnych zachcianek. Tych tez wliczamy do meczennikow w walce z ateizmem?
Myflowers (2721 punktów)
>>>Proszę wymienić nazwisko choć jednego ateisty zamordowanego przez księdza tylko dlatego że jest ateistą.
>Giordano Bruno
>
Taki przykład jak "I Maria Curie - Skłodowska też?"/Sekmisja/
A bo cię zmyliła ta Elżbieta

>A tak na poważnie,Popiełuszko zginął za politykę nie za wiarę. Co do pozostałych dwóch morderstwa te nie zostały wyjaśnione.

A tak na poważnie - Wszystkie do końca wyjaśnione nie zostały... no cóż, "Tam zbrodnia gdzie interes', a święty był bardzo potrzebny i męczennik do tego, tylko komu, no, komu?


(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
05-10-2010 02:33 
 Ocena 5 na 7
apud (4399 punktów)

>Proszę wymienić nazwisko choć jednego ateisty zamordowanego przez księdza tylko dlatego że jest ateistą.

Jak sie jest to nie jest sie zamordownym.

>Proszę wskazać "czarną listę" ateistów do zamordowania sporządzoną przez instytucję kościelną. Za PRL była lista księży do zamordowania,m.in: ks Suchowolec,ks Popiełuszko,ks.Zych.
>Wszyscy zginęli zamordowani przez ateistów za to że byli księżmi..

Jezus Maria, to reszta niezamordowanych księży była ateistami?
12-10-2010 15:27 
 Ocena 1 na 1
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>Jak sie jest to nie jest sie zamordownym.

Ucieczka od pytania,wciąż.

Wciąż czekam na ujawnienie nazwiska ateisty zamordowanego przez duchownych katolickich za sam fakt bycia ateistą.
Może wystarczy przyznać się że takiego...nie było?
Chyba że idziesz w zaparte,publicznie na forum
13-10-2010 14:06 
 Ocena 6 na 6
apud (4399 punktów)
>>Jak sie jest to nie jest sie zamordownym.
>Ucieczka od pytania,wciąż.
>Wciąż czekam na ujawnienie nazwiska ateisty zamordowanego przez duchownych

Z protokołu sadu polowego

Za szerzenie ateizmu i udział w zabójstwie, Calvo Sotelo
Carlo Zambazzi ur. w Salamance rozstrzelany przez księdza Xawiera Freneire.

z Confederación Española de Derechas Autónomas archives
05-10-2010 03:32 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Słyszała Pani na przykład o reżimie Franco, albo o inkwizycji? Liczba ludzi zamordowanych przez księży jest przeogromna.
12-10-2010 15:40 
 Ocena-2 na 2
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>Słyszała Pani na przykład o reżimie Franco, albo o inkwizycji? Liczba ludzi >zamordowanych przez księży jest przeogromna.

To są puste hasła bez pokrycia w faktach,przed Franco ateiści mordowali brutalnie duchownych. Jeśli się mylę proszę o nazwisko takiego księdza który BEZSPORNIE zamordował jakiegokolwiek ateistę..


" (...) Rewolucja zaczęła się wszędzie wielką fala morderstw, zniszczeń i rabunków (...). W całej republikańskiej Hiszpanii bez różnicy palono i rabowano kościoły i klasztory (...)"
(Hugh Thomas, "The Spanish Civil War"

Zauważyłam że niektórzy użytkownicy forum Racjonalista posługują się obrzydliwymi hasłami wyprodukowanymi przez skrajnych antyklerykałów hiszpańskich.
Przypominam Kościół był w Hiszpanii NAJWIĘKSZĄ instytucją charytatywną.

Udokumentowana liczba zamordowanych przez ateistów duchownych to:

7937 duchownych: 12 biskupów, 283 zakonnice, 5255 księży, 2492 zakonników i 249 osób przechodzących okres nowicjatu.

Spalono ponad 20 000 kościołów, bibliotekę w Cuenca z 10 000 manuskryptów..

Oto obraz "postępu" i ateizacji.
12-10-2010 17:34 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Kościół de facto rządził Hiszpanią, doprowadzając kwitnące imperium do skraju bankructwa. Rządził nią w sposób wynaturzony i skrajnie sadystyczny, z pomocą inkwizycji. Ostatni Habsburgowie Hiszpańscy byli nędznymi kukiełkami w rękach kleru. 20 000 kościołów - skąd pani to wzięła. I niech się pani zastanowi, kto zapoczątkował przemoc w Hiszpanii? Kościół czy przedstawiciele lewicy?
12-10-2010 19:16 
 Ocena 1 na 1
maciek666 (1053 punktów)
>Zauważyłam że niektórzy użytkownicy forum Racjonalista posługują się obrzydliwymi hasłami wyprodukowanymi przez skrajnych antyklerykałów hiszpańskich.
>Przypominam Kościół był w Hiszpanii NAJWIĘKSZĄ instytucją charytatywną.
>Udokumentowana liczba zamordowanych przez ateistów duchownych to:
>7937 duchownych: 12 biskupów, 283 zakonnice, 5255 księży, 2492 zakonników i 249 osób przechodzących okres nowicjatu.
>Spalono ponad 20 000 kościołów, bibliotekę w Cuenca z 10 000 manuskryptów..
>Oto obraz "postępu" i ateizacji.
Za to generał Franco był wspaniałym, miłującym bliźniego katolikiem i nikt z jego rozkazu nie zginął.
13-10-2010 14:59 
 Ocena 3 na 3
apud (4399 punktów)

>" (...) Rewolucja zaczęła się wszędzie wielką fala morderstw, zniszczeń i rabunków (...). W całej republikańskiej Hiszpanii bez różnicy palono i rabowano kościoły i klasztory (...)"

Zgadza sie, ale guzik nie rewolucja tylko przemiana ustrojowa. Chodzilo o legalnie wybranych przedstawicieli rządu republikańskiego.

Kapujesz, tak jak Kaczyści przgrali wybory i zaczęli ignorować i mordować legalnie wybrane władze. I nawzajem sie wyzynac zaczeli. Obie strony tak samo.

>(Hugh Thomas, "The Spanish Civil War"
Hemingwaya poczytaj, Komu bije dzwon. moze zrozumiesz czym jest wojna.

>Zauważyłam że niektórzy użytkownicy forum Racjonalista posługują się obrzydliwymi hasłami wyprodukowanymi przez skrajnych antyklerykałów hiszpańskich.

I na wzajem.

>Przypominam Kościół był w Hiszpanii NAJWIĘKSZĄ instytucją charytatywną.

W Polsce tez jest no nie? niezły biznes.

>Udokumentowana liczba zamordowanych przez ateistów duchownych to:
>7937 duchownych: 12 biskupów, 283 zakonnice, 5255 księży, 2492 zakonników i 249 osób przechodzących okres nowicjatu.

A zgwałcono je chociaż?
Ciebie jakoś trupy duchownych podniecają, zwykłych ludzi nie.

>Spalono ponad 20 000 kościołów, bibliotekę w Cuenca z 10 000 manuskryptów..
>Oto obraz "postępu" i ateizacji.

Ale tam musiało byc tych kościołów cholera, u nas wystarczyło spalic dwa komitety aby Gierek sie załapał.

A nie masz danych ilu cywili tak przypadkiem i bez powodu zabito? Jako obraz postępu klerykalizmu?
11-10-2010 15:56 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>>Za PRL odwagą było wierzyć w Boga.
>> Minus za pisanie bzdur...Za PRL miałem nawet religie w szkole.
>>
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"

>Proszę wymienić nazwisko choć jednego ateisty zamordowanego przez księdza tylko dlatego że jest ateistą.
>Proszę wskazać "czarną listę" ateistów do zamordowania sporządzoną przez instytucję kościelną. Za PRL była lista księży do zamordowania,m.in: ks Suchowolec,ks Popiełuszko,ks.Zych.
>Wszyscy zginęli zamordowani przez ateistów za to że byli księżmi..

hej,
Niestety ...
Ludzie wierzący wymordowali miliony ludzi inaczej wierzących !
Stosy płonęły !
A i teraz w wielu krajach praktykuje się mordowanie w imię pana !
makuś
12-10-2010 15:02 
 Ocena-4 na 4
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>Ludzie wierzący wymordowali miliony ludzi inaczej wierzących !

Ale nie ateistów.. Chyba że ateiści to "inaczej wierzący"

>Stosy płonęły !

W jakiej ilości,konkrety proszę.
Niech się Pan nie ośmiesza.. Świąta Inkwizycja przy ateiście Stalinie?

>A i teraz w wielu krajach praktykuje się mordowanie w imię pana !

Chrześcijanie mordują w "imieniu pana"?
Którzy i gdzie?
12-10-2010 17:08 
 Ocena 7 na 7
drHaust (737 punktów)
>>Ludzie wierzący wymordowali miliony ludzi inaczej wierzących !
>Ale nie ateistów.. Chyba że ateiści to "inaczej wierzący"

cóż może warto poczytać?

>>Stosy płonęły !
>W jakiej ilości,konkrety proszę.
>Niech się Pan nie ośmiesza.. Świąta Inkwizycja przy ateiście Stalinie?
>>A i teraz w wielu krajach praktykuje się mordowanie w imię pana !
>Chrześcijanie mordują w "imieniu pana"?
>Którzy i gdzie?

czy to będzie odpowiedź wystarczająca?
articles.e(*)people-have-been-killed-by.php

możemy licytować się dalej... choć w myśl nauki kk to jedna niewinnie zabita istota powinna zamknąć taką dyskusje...
nieprawdaż?

Dla Ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
12-10-2010 21:45 
 Ocena-4 na 4
Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów)
(zablokowany)
>czy to będzie odpowiedź wystarczająca?
>articles.e(*)people-have-been-killed-by.php

Jest to marna publicystyka antychrześcijańska.
Może Pan zna choć JEDNEGO ateistę lub JEDYNĄ ateistkę zamordowaną bezpośrednio przez osobę duchowną?

>choć w myśl nauki kk to jedna niewinnie zabita istota powinna zamknąć taką dyskusje...
>nieprawdaż?

To znaczy że ateiści się z tym nie zgadzają?
I to jest właśnie fundamentalny problem ateizmu.
13-10-2010 00:04 
 Ocena 7 na 7
drHaust (737 punktów)
>>czy to będzie odpowiedź wystarczająca?
>>articles.e(*)people-have-been-killed-by.php
>Jest to marna publicystyka antychrześcijańska.
oczywiscie, gdy podam drugą - będą to dwie marne publicystyki, przy trzech trzy?
a jakieś ciekawsze wnioski - np ilu ofiar dotyczą? jakieś marne 2 mln ludzi? zapewne - co to za ludzie? ot - poganie...heretycy, toć to nie ludzie - gratuluje samopoczucia. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Pomijam, że nie wierze by to pani przeczytała. Prawda? Przecież chrześcijanin nie kłamie! Oj!
>Może Pan zna choć JEDNEGO ateistę lub JEDYNĄ ateistkę zamordowaną bezpośrednio przez osobę duchowną?
Jeżeli ów lub owa osoba została zamordowana to już ciężko ją znać i tym bardziej poprosić o wywiad dla pani na łamach racjonalisty.
Przy czym, gdy podam jedną osobę będzie to mało i trza będzie modlić się by zamordowano następną... Tego się spodziewam znając poprzednie argumenty.

>To znaczy że ateiści się z tym nie zgadzają?
jasne trzecie oko ich swędzi!
>I to jest właśnie fundamentalny problem ateizmu.
oj, spowiedź będzie ciężka, zero nawróconych i kiepskie rezultaty w dyskusjach. Jak Ty kobieto z nami w tym piekle wytrzymasz? Broń się!
I może takie małe zadanie w celu poprawy działania szarych komórek:
Narutowicz i Pavelic - w aspekcie katolicyzmu. Bo rozumiem że wie Pani kto to był Narutowicz? I jak poznał miłość bliźniego swego? I kto stworzył katolickie państwo i gdzie?

Dla Ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
12-10-2010 17:23 
 Ocena 4 na 4
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>W jakiej ilości,konkrety proszę.
>Niech się Pan nie ośmiesza..

hej,
Przepraszam najmocniej ale zawsze kiedy człowiek wierzący domaga się konkretów zaczyna mi się kręcić w głowie !
Powiem tak :
Holocaust jest nie do pomyślenia , nie mógłby być realizowany bez nienawiści chrześcijan do żydów !
pozdrawiam
makuś
12-10-2010 19:19 
 Ocena 2 na 2
maciek666 (1053 punktów)
>>Stosy płonęły !
>W jakiej ilości,konkrety proszę.
Kobieto, czy ty myślisz, że prowadzono ewidencję ?
13-10-2010 15:03 
 Ocena 3 na 3
apud (4399 punktów)

>Chrześcijanie mordują w "imieniu pana"?
>Którzy i gdzie?

Wszedzie tak gdzie jest kara śmierci.
13-10-2010 22:46 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)

>Ale nie ateistów.. Chyba że ateiści to "inaczej wierzący"

No, tak. Dokładnie tak.
Czy oni z wiary, czy z dedukcji, wsio rawno. Bóg rozpozna swoich. Na miejscu
In spe...

>>Stosy płonęły !
>W jakiej ilości,konkrety proszę.
>Niech się Pan nie ośmiesza.. Świąta Inkwizycja przy ateiście Stalinie?

Elżunia, nie p*****l żałośnie, OK?
Konkrety Ci podano, ale raczyłaś je nazwać żałosnymi.

Tym samym Giordana , dominikanina, do jednego worka wrzucając.

I nie obrażaj Batiuszki, który najpierw się na popa szkolił!
Bo wszystkich obrażasz pospołu...
Szkoła u niewo, zaczyt'sa, priekrasnaja była..
A on sam - chrzczony.

>>A i teraz w wielu krajach praktykuje się mordowanie w imię pana !
>Chrześcijanie mordują w "imieniu pana"?
>Którzy i gdzie?

Krucjaty, to rzecz dawna. Got mit uns , wbrew pozorom , równie dawna...Można nie wiedzieć, gdy ktoś na lekcjach historii przysypiał

Teraz, jako Apud rzekła - kara śmierci.
No... nic, nic! Już jej dzięki wrażym pomiotom szatana nie mamy.
Aleć w krajach najwyżej rozwiniętych czasem sie praktykuje. W imię Pana i z pokropkiem. Oraz ostatnim posiłkiem na życzenie.

Tego ostatniego w ogóle nie rozumiem, ale mniejsza.

Chyba, że ja mam rację: to ten ostatni posiłek wręcz uzasadniony jest, a i to mało - urasta do rangi symbolu większego, niz Ostatnia Wieczerza . Skoro jesteś tym, co jesz.
A zaprzeczyć nie sposób
P.S.
Nie mam nic przeciw kanibalizmowi. W kulturalnych warunkach, rzecz jasna.
Ale tego warunku msza nie spełnia...
14-10-2010 07:23 
 Ocena 5 na 5
apud (4399 punktów)

>Niech się Pan nie ośmiesza.. Świąta Inkwizycja przy ateiście Stalinie?
O to samo chodziło, czyli o utrzymanie władzy.

W konchy Stalin dużo nauczył sie od inkwizycji. Bo uczył sie na popa w jakimś seminarium.
A ze XX wiek, wiec i skala większa.

Zreszta inkwizycja dostępu do Syberii nie miała, a z opozycja w każdym totalitaryzmie trzeba cos zrobić. Albo nastraszyć na śmierć albo na śmierć.

Kochac pana Jezusa ale sie go bac. nawet w trójcy.
Stalina tez kochano i jak go sie nie kochało to ...co prawda skład trójcy za Stalina sie zmieniał, ale Stalin tam zawsze byl.

A pamięta twoje kolko różańcowe jak syreny wyły w Polsce i ludzie mieli lzy w oczach? Z żalu po Stalinie, a nie z Radości, ze go diabli wzięli. malo kto sie do tego przyzna, ale ja pamiętam, chociaż gówniara byłam wtedy.

Sama wiesz, ze kult nieboszczyków w narodzie jest wielki. Ty na przykład trupy wyświeconych uwielbiasz.

Zreszta JPita nie zabalsamowano, i gawiedzi tylko raz pokaz ona obnosząc go jak jaka reklamę na desce.

A Stalina przez cztery lata można było po jego śmierci oglądać.
14-10-2010 07:31 
 Ocena 4 na 4
apud (4399 punktów)
>Za PRL odwagą było wierzyć w Boga.

No to mieliśmy pierwszych sekretarzy i partyjnych niezwykle bohaterskich.

Przeciez z narazeniem życia chrzcili swoje dzieci w konspiracyjnych warunkach.

Z tym faktem to obecna propaganda ma wielki kłopot. Chyba większy niz z księżowskimi podpisami na lojalkach.

Ani tego zweryfikować sie nie chce bo jeszcze żyją, ani spalic, bo sie jeszcze mozę przydać.

Kolko różańcowe rozumie o czym mowie?
02-10-2010 06:21 
 Ocena 9 na 9
spellbinder (8577 punktów)
>Lepiej zająć się zwalczaniem szkodliwych stereotypów nt.Kościoła Katolickiego.

A jeszcze lepiej zająć się tym, żeby Bóg wreszcie zaczął płacić podatki.
01-10-2010 21:41
 Ocena 11 na 11
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku.

Ja jestem ateistką z miłości. Do rozumu.

>Odrzucenie istnienia Boga jest bardzo ryzykownym wyborem.

Aha. Kolejny zwolennik zakładu Pascala.

>Gdyby jednak, jakimś cudem Bóg
>istniał?. A jeżeli to ja mam rację odrzucając ateizm i w przyszłości wszyscy ludzie staną przed
>obliczem Boga na dzień sądu? Co wówczas? Osoba niezapisana w księdze żywota utraci życie wieczne
>świadoma tej straty!

Spiesz się załapać na tę listę, świadkowie Jehowy twierdzą, że przejdzie tylko 144 tysiące

>Stajesz przed Bogiem i słyszysz słowa: Jak widzisz jestem, chociaż byłeś
>przekonany i innych przekonywałeś do tego, że mnie nie ma.

Gdybym usłyszała taką gadkę, upewniłabym się, że gostek, z którym rozmawiam, na pewno nie jest bogiem.

>Jak widzisz śmierć nie jest ostateczna,
>lecz tylko nieliczni ją pokonają. Ty jednak tej wspaniałej nagrody nie otrzymasz, ponieważ dokonałeś
>takiego a nie innego wyboru, ponieważ żyłeś tak a nie inaczej.

Ojejciu. Nie to nie, to spadaj, misiek.

>Śmierć sama w sobie jest przerażająca

I absurdalna. Jak życie.

>A śmierć w sytuacji,
>gdy się dowiadujemy, iż nie była konieczna, gdy mamy świadomość, że mogło być inaczej ale nie ma już
>odwrotu?

Niekonieczna, ale czy za cenę włażenia w d... komuś, kto ewentualnie może istnieć i decydować o moim życiu i śmierci ? Dziękuję, wolę zrezygnować.

>Ateiści
>powtarzają - Śmierć to nie problem. Nie ma się czego bać.

Możesz podać konkretne nazwiska tych ateistów i źródła, z których cytujesz?

>Spójrzmy jeszcze raz na pytanie - Czy Bóg istnieje? Ja uważam, że nie mogę tego
>rozstrzygnąć.

Masz rację. Nawet nie próbuj.

>O wiele ważniejsza jest odpowiedź na dodatkowe
>pytanie, które każdy powinien sobie zadać - Jakie byłyby konsekwencje mojej pomyłki? Jaki koszt
>poniosę ja i inne osoby, na których mi zależy, gdybym jednak się pomylił? I co się okazuje? W moim
>przypadku ten koszt jest żaden! Pomyłka nie ma dla mnie znaczenia.

B. Pascal już to wyłożył, nie musisz go tak uzupełniać.

> A czy ateista może mieć podobne wątpliwości? Myślę, że nie. Ateista nie może dopuścić do siebie
>myśli - A co jeżeli się pomylę w swoich poglądach i Bóg naprawdę istnieje?

Ja myślę, że jeśli Twój bóg istnieje, jego niebo będzie pełne ateistów, a piekło - wierzących praktykujących.

>Każdy naukowiec (ateista) odpowiada: To niemożliwe abym się mylił.

Mylisz się. Każdy naukowiec mówi - udało mi się ustalić, że... ( tu podaje wyniki swoich badań i zastosowane metody ). A jeśli czegoś nie udało mu się ustalić, mówi po prostu : "nie wiem". Pozdrawiam.
01-10-2010 22:15 
 0 na 4
nieateista (18 punktów)
>Ja jestem ateistką z miłości. Do rozumu.
Czy można odczuwać miłość do rozumu? Dobre. Na pewno ładnie brzmi. Chyba nawet ładniej niż: miłość do prawdy. Umiłowałam rozum. A ja miślę, że można kochać żonę, męża, własne dzieci. Ale rozum?

>Ojejciu. Nie to nie, to spadaj, misiek.

Tak na serio powiesz? Chciałbym przy tym być. Jakimś cudem budzisz się po śmierci, na sąd ostateczny (oczywiście widzę, że już się nabijasz z samego słowa Sąd Ostateczny)> Budzisz się nie tylko ty ale też twoje dzieci i inne ukochane osoby i słyszysz: - do wora, spadaj tam. Widziałaś kiedyś człowieka w chwili śmierci? Ja widziałem moją babcię i do końca życia nie zapomnę jak się bała śmierci. Jej potwornej samotności i potwornego strachu. W wieku 20-30 lat łatwo mówić: pogodziłem/łam się ze śmiercią. Ale z każdym dniem jesteś coraz bliżej. Dzień w dzień, po każdej sekundzie coraz bliżej śmierci. Nie chodzi tylko o to, że skraca się twój dystans do tego momentu. W pewnej chwili ta śmierć zacznie żyć w twojej świadomości. Będziesz coraz starsza, życie będzie coraz mniej atrakcyjne. Wielu zatwardziałych ateistów przeprosiło się przed śmiercią. Dlaczego? Bo chyba nie do końca zrozumieli czym jest strach i czym jest śmierć. Wierzysz w to, że w wieku 20-30 lat można pogodzić się z czymś takim, co wydaje się tak odległe?
A nawet gdybyś się pogodziła to i tak to niczego nie zmieniać, bo przecież możesz się pomylić.
Według mnie to takie intelektualne pogaduszki: kocham rozum, dążę do prawdy. Boję się, jest mi wygodnie, nie chcę tego, to są rzeczywiste powody dla których coś robimy a nie dla prawdy, a tym bardziej nie z miłości do prawdy.
01-10-2010 22:38 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czy Ziemia jest płaska, a Słońce rydwanem? Czy wszechświat to Ziemia która powstała w 7 dni? Czy ptaki "nie pracują"? Czy błona dziewicza między nogami jakiejś kobiety to jakaś pasja śliniącego się "Stwórcy" debila? Postaraj się nie wierzyć w takie bzdurne historyjki. Gdy umrzesz, nie będzie dla ciebie nic. Ale życie jest wspaniałą wygraną w ewolucyjnej loterii. Więc ciesz się nim. A jeśli nie potrafisz, to zrezygnuj i sprawdź, czy dla twoich potrzeb Ziemia stanie się płaska, zaś śliniący się zmyślony debil godnym władcą hoteliku zaświatów. Sprawdź.
02-10-2010 10:07 
 Ocena 3 na 3
maciek666 (1053 punktów)
>Ja widziałem moją babcię i do końca życia nie zapomnę jak się bała śmierci. Jej >potwornej samotności i potwornego strachu.
Zapewne była wierząca. Nie powinna zatem bać się śmierci skoro jest życie wieczne.
spellbinder (8577 punktów)
>Tak na serio powiesz? Chciałbym przy tym być. Jakimś cudem budzisz się po śmierci, na sąd ostateczny (oczywiście widzę, że już się nabijasz z samego słowa Sąd Ostateczny)> Budzisz się nie tylko ty ale też twoje dzieci i inne ukochane osoby i słyszysz: - do wora, spadaj tam. Widziałaś kiedyś człowieka w chwili śmierci? Ja widziałem moją babcię i do końca życia nie zapomnę jak się bała śmierci. Jej potwornej samotności i potwornego strachu. W wieku 20-30 lat łatwo mówić: pogodziłem/łam się ze śmiercią. Ale z każdym dniem jesteś coraz bliżej. Dzień w dzień, po każdej sekundzie coraz bliżej śmierci. Nie chodzi tylko o to, że skraca się twój dystans do tego momentu. W pewnej chwili ta śmierć zacznie żyć w twojej świadomości. Będziesz coraz starsza, życie będzie coraz mniej atrakcyjne. Wielu zatwardziałych ateistów przeprosiło się przed śmiercią. Dlaczego? Bo chyba nie do końca zrozumieli czym jest strach i czym jest śmierć. Wierzysz w to, że w wieku 20-30 lat można pogodzić się z czymś takim, co wydaje się tak odległe?

To jest dopiero naiwne podejście. Śmierć czai się na każdym kroku, za każdym rogiem. Wiek nie ma tu nic do rzeczy. A jeszcze gorsze jest podążanie utartymi przez społeczeństwo ścieżkami. Moja babcia, kiedy miała siedemdziesiąt lat uznała, że czas już jej odchodzić. Po co się przeprowadzać, po co jechać na wakacje, po co w ogóle coś robić, skoro za chwilę na pewno umrze. Od dwudziestu lat tak umiera, a sądząc po stanie jej zdrowia, będzie umierać jeszcze przynajmniej kolejne dziesięć lat. Przy czym jej sytuacja nie jest jakoś specjalnie różna od sytuacji człowieka młodego. Każdy może umrzeć jutro. Grunt to nie dać się tej myśli paraliżować.
04-10-2010 22:25 
 Ocena 7 na 7
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>>Ojejciu. Nie to nie, to spadaj, misiek.
>Tak na serio powiesz?Chciałbym przy tym być

Tak właśnie powiem. Ciebie przy tym nie będzie. Będziesz fałszował w chórze lizusów.

>Jakimś cudem budzisz się po śmierci, na sąd ostateczny

Mam czasem takie koszmarne sny : umieram, nie tracę świadomości, patrzę, a tu Jezus. Mój syn ładnie to uzupełnił : :mamo, umierasz, nie tracisz świadomości, patrzysz, a tu Jezus. Pytasz zdziwiona : więc jednak jesteś bogiem? A Jezus odpowiada : spoko, jestem tylko prorokiem, ale zaraz cię zaprowadzę do Allaha "

>Widziałaś kiedyś człowieka w chwili śmierci?

Widziałam galopujące stada umierających. Jestem lekarzem. Mam w życiorysie epizod pracy w hospicjum. Pół rodziny wykosiły mi nowotwory.Teraz mój mąż ma nowotwór mózgu, jeszcze żyje. Ale codziennie zasypiam z myślą, że nie ciekawi mnie, co będzie jutro, więcej - nie chcę znać jutra. Więc nie zaimponujesz mi swoją wiarą w boga z rozsądku.

>Będziesz coraz starsza, życie będzie coraz mniej atrakcyjne.

Wątpię. Atrakcyjność życia wzrasta proporcjonalnie do zbliżającego się jego kresu. Zresztą, zamierzam żyć sto lat i wciąż wyglądać na trzydzieści.

>Wielu zatwardziałych ateistów przeprosiło się przed śmiercią. Dlaczego?

Mięczaki.

>Wierzysz w to, że w wieku 20-30 lat można pogodzić się z czymś takim, co wydaje się tak odległe?

Kotek, nie czaisz, o co biega - w nic nie wierzę. Jestem racjonalistką. Posługuję się rozumem.

>A nawet gdybyś się pogodziła to i tak to niczego nie zmieniać, bo przecież możesz się pomylić.

Niemożliwe. Lekarzom odmawia się prawa do pomyłek.

>Według mnie to takie intelektualne pogaduszki: kocham rozum, dążę do prawdy.

Kocham rozum, kocham prawdę, mówię prawdę. Czemu nie wierzysz ? Coś cieniutki ten Twój rozsądek .

>Boję się, jest mi wygodnie, nie chcę tego, to są rzeczywiste powody dla których coś robimy a nie dla prawdy, a tym bardziej nie z miłości do prawdy.

Na zwierzęcym poziomie pewnie to są rzeczywiste powody. Ja jestem człowiekiem. Pozdrawiam.
02-10-2010 01:35
 Ocena 11 na 11
Klapaucjusz (3379 punktów)
Nie wiem może się już starzeje ale nie rozumiem już motywów ludzi wierzących.
Tak bardzo są nieszczęśliwi tu i teraz że marzą o jakimś życiu po życiu w jakimś bliżej niesprecyzowanym miejscu?
Jak wytłumaczyć to że przedkładają jakąś obietnicę życia po śmierci (cokolwiek to znaczy) ponad życie które mają teraz?
Nie pojmuję tego.
Nie rozumiem też jak można chcieć żyć po śmierci. Jak można godzić się na wieczne męki przebywania w jakimś miejscu bez możliwości opuszczenia tego miejsca. To przecież najgorsze co może spotkać człowieka. Wieczne niewolnictwo.
Zadaję od czasu do czasu pytanie na temat zaświatów do których wierzący chcą tak usilnie trafić, ale odpowiedzi nigdy nie uzyskałem.
Może teraz dostanę odpowiedź.
Przypuśćmy roboczo że jakieś tam zaświaty istnieją i tam trafiamy. Co więcej jest tam sobie jakiś zarządca który może wszytko (niektórzy powiedzą: wszechmocny) i poprosimy go aby wypuścił nas na jakiś czas do dawnego życia na Ziemi. Puści nas?

Raczej nie puści, bo jak do tej pory nie spotkano człowieka który by twierdził że był już w zaświatach i go stamtąd wypuszczono.

Nie ma przy tym znaczenia zagadnienie istnienia jakiegoś tam boga, bo to temat jałowy i wtórny wobec marzeń o życiu po śmierci.

Mam radę dla wszystkich wierzących. Cieszcie się życiem które macie. Starajcie się wykorzystać każdą chwilę tego życia, bo po śmierci nie będziecie mieć już szansy na:
- poczuć po raz pierwszy co to miłość,
- poczuć radość ze stworzenia czegoś własnoręcznie,
- poczuć jak wszystkie mięśnie bolą po wykonaniu ciężkiej pracy,
- poczuć zachwyt związany z poznaniem przemyśleń tysięcy pokoleń ludzi którzy żyli przed nami,
- poznać drugiego człowieka, który byłby w stanie rzucić się w ogień aby tylko uratować wasze życie,
- poczuć zapach świeżej trawy o poranku..
Tego wszystkiego nie będzie po śmierci. Dlatego też nie warto zajmować się jakimiś bajkami związanymi z zaświatami i lepiej zająć się tym co dzieje się teraz.

Pozdrawiam.
02-10-2010 01:45
 Ocena 13 na 13
Artaso (380 punktów)
Zawsze mnie niezmiernie rozbawiało w takiej postawie i ogólnie dowodzie Pascala założenie, że bóg będzie na tyle głupi, że nie dostrzeże cynizmu w tym twoim wierzeniu "na wszelki wypadek" i nie rozsierdzi go to jeszcze bardziej niż postawa z kręgosłupem i "jajami" uczciwego ateisty. Bądź ateistki.
04-10-2010 23:04 
 Ocena 5 na 5
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>Zawsze mnie niezmiernie rozbawiało w takiej postawie i ogólnie dowodzie Pascala założenie, że bóg będzie na tyle głupi, że nie dostrzeże cynizmu w tym twoim wierzeniu "na wszelki wypadek" i nie rozsierdzi go to jeszcze bardziej niż postawa z kręgosłupem i "jajami" uczciwego ateisty. Bądź ateistki.

Mnie też bawi naiwność tych, którzy myślą, że są cwańsi niż bóg, w którego wierzą.
Ateiści potrafiliby rozmawiać z bogiem szczerze i jak z równym sobie. Wierzący ciągle próbują zrobić z niego idiotę.
14-10-2010 00:44 
 Ocena 1 na 1
ahia (83 punktów)

>Wierzący ciągle próbują zrobić z niego idiotę.

coś w tym racji jest...
spellbinder (8577 punktów)
Stajesz przed Bogiem mówisz? Kimś, kto uczynił twoje życie sensownym, który nadał egzystencji cel? Który zapewnił ci nie tyle miejsce do zamieszkania, ale i cały twój świat? Który wreszcie ma kontrolę nad każdym aspektem twojego życia?

Tego sobie nie trzeba nawet wyobrażać - takich sytuacji codziennie jest mnóstwo. Mają ludzie rozmaite zwierzątka w domu, mrowiska zamknięte w szklanych ściankach. Dbają o te mrówki, obserwują, czasami jakąś wyjmą i się poznęcają.

I myślisz, że dla właściciela takiego terrarium jedna mrówka w tą czy w drugą stronę coś zmienia? Że pojedyncza mrówka się liczy? Obchodzi cię, czy cię nienawidzi, czy ładnie zjada czy nieładnie? Mrówki są fajne jako całość, tak samo rybki, świerszcze i inne karaluchy. Jak rybka zje drugą rybkę, co się zdarza, postępuje nie tak jakby właściciel przykazał, to się jej nie karze, zauważ, ani nawet nie wymienia. Dlatego właśnie, że pojedynczy okaz nie ma znaczenia. Nieważne co się z nim dzieje, ważne dopiero całe jest akwarium.

Pomyśl sobie, czy chciałbyś każdą taką rybkę witać w zaświatach, z każdą rozmawiać i czy obchodziłoby cię, czy ta rybka wierzy w wielką nadprzyrodzoną karmiącą rękę, czy w bociana, który rozrzuca karmę.
Mariusz Pracki (436 punktów)
Porażająca logika wywodu, proszę teraz o listę wszystkich wyznań świata, cobym mógł się do każdego zapisać tak na wszelki wypadek... bo może któryś istnieje, an nie chciałbym znaleźć się przed nim, jeśli na ziemi go zignoruję. Zacznę od latającego potwora z klusek

www.moherowo.pl
DKnoto (982 punktów)
Po przeczytaniu tekstu w takim klimacie zawsze przypomina mi się fraszka Goethego:

Och bogowie, wielcy bogowie,
Nad gwiazd i księżyców mrowiem,
Gdybyście nam tu na Ziemi dali,
Odwagę, miłość, myśl ze stali,
O niebo byśmy nie pytali.

Świadomość swojej mizerii wobec potęgi Wszechświata nie musi wcale
oznaczać, że nasze marzenie o wszechpotężnym, sprawiedliwym i miłującym
opiekunie jest prawdziwa.
marcin kwiek (734 punktów)
Doskonale rozumiem Twoje rozterki Nieateisto.
Ja poradziłem sobie w ten sposób:

Dwa piekła

Cóż, nie jestem wierzący, to pewne,
Więc nie wierzę i w piekło i w niebo,
W boskie sądy okrutne i gniewne,
Wielki potop i arkę Noego.

Lecz gdy mylić bym miał się okrutnie,
Gdyby jednak to wszystko istniało,
By nie było tak do końca smutnie,
To mam taką nadzieję nieśmiałą.

Mam nadzieję, że piekła są dwa,
Że w tym pierwszym są dranie i tchórze,
A w tym drugim, szlachetnym jak łza,
Ci, co siejąc wiatr, zbierali burze.

W takim piekle nie byłoby źle,
Żadnych tortur, ni kotłów z oliwą,
Trochę upał, jak w piekle, się wie,
Ale zawsze w lodówce jest piwo.

W takim piekle to byłoby fajnie,
Już to widzę, gdy oczy przymrużę,
Jak Skłodowska, pod rękę z Einsteinem,
Rozprawiają o świata naturze.

Jak Gombrowicz, Joyce i Vonnegut,
Uzbrojeni w umysłu wędziska,
Na strumienia świadomości brzegu,
Łowią słowa klarowne i czyste.

Jak Frank Zappa, poszarpując struny,
Zasłużone odbiera oklaski,
A Vanini z Łyszczyńskim i Brunem,
W ogniu stosów grillują kiełbaski.

Korczak pisze powiastki dla dzieci,
Siedząc w cieniu, pod prastarym dębem,
Darwin łapie motyle do sieci,
Oraz z pasją hoduje gołębie.

Czas przepływa powoli, gdzieś w tle,
W starej, dobrej, bezbożnej ferajnie,
W takim piekle nie byłoby źle,
W takim piekle to byłoby fajnie.

Lecz dewoci się mogą oburzyć,
Ciężkim grzechem jest przecież niewiara,
Na sielankę to trzeba zasłużyć,
No a w piekle to musi być kara.

Więc by zadość uczynić bojówce,
Różnej maści pobożnych moherów,
Po kolacji w piekielnej stołówce,
Nie dostają sceptycy deseru.

I tylko Lema mi trochę szkoda,
Wszyscy wiemy jak gustował w lodach.
11-10-2010 16:05 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Psalm makusia 01.05.2004
O panie ty mój panie - pozwól wpierw że nazwę cię moim panem jako że ty nazywasz mnie swoim sługą
A więc ja jestem sługą mego pana a pan mój jest panem swego sługi
Panie ty stworzyłeś wszystko co istnieje
I ziarnko piasku i wielkie góry
Łagodny wiatr i ciepło słońca i deszcz i w ogóle wszystko
Trzęsienia ziemi , wulkany , trąby powietrzne , potopy i pożary ,meteoryty , choroby i śpiew ptaków
A przede wszystkim stworzyłeś sobie i mnie wroga
Którego wspólnie pokonać
Zniszczyć i pogrążyć musimy
Wróg to straszny i wiele ma imion
Ale ty panie jesteś jeszcze straszniejszy i miecz twój jest krwawszy
Twoja zemsta boleśniejsza a nagroda słodsza
Mam nadzieje

W swej dobroci i miłosierdziu stworzyłeś mnie nędzną marność nad marnościami
W swej wszechmocy i wszechwiedzy stworzyłeś mnie słabego i kruchego
W swej sprawiedliwości , szczodrobliwości , wspaniałomyślności stworzyłeś mnie grzesznego i śmiertelnego

Dzięki ci panie że wydałeś mnie na świat bezbronnego
Jak w kołysce dziecię
Albowiem orężem mym panie
Jest moja wiara w ciebie
I twoja wiara we mnie
Ja kocham ciebie
A ty kochasz mnie
Mam nadzieje

Jak już wspominałem orężem mym i zbroją moją
Wiara ma jest
Wiara której nie rozumiem , nie potrafię nazwać , opisać czy też scharakteryzować
Prócz tego że jest mi ona podporą i nadzieją i słodyczą niebiańską
W głodzie , chłodzie , rozpaczy i rozterce
Bólu , tęsknocie , męce i lęku
Wiara że jeśli będę ci we wszystkim posłuszny
Będę bezwzględnie i bez zastanowienia wypełniał twe polecenia
A przypominam że ja jestem sługą mego pana a pan jest panem swego sługi
Nie zawaham się poświęcić wszystkiego
Aby - jeśli to możliwe
Przysporzyć tobie o panie chwały , uwielbienia , ubóstwienia
Zachwytu , uniesienia , ekstazy i jeszcze więcej chwały
Ponieważ mój pan jest najlepszy z najlepszych tylko jemu czyli tobie o panie chwała przynależy
I to największa z możliwych chwał
Zresztą cóż ja mam co poświęcić mogę
Skoro nędzarzem i grzesznikiem panie mnie uczyniłeś
Te me grzechy panie i tą mą nędze ci poświęcam
I tą wiarę moją zbrojną i pancerną i niezłomną

Choć przecież wiem
Ale co ja tam wiedzieć mogę
Choć przecież rozumiem
Ale co ja tam rozumieć mogę
Choć przecież wierzę
O tak , wierzę
Że wiara moja tylko twoją zasługą jest
Bo to właśnie ty panie czynisz mą wiarę
Zbrojną i pancerną jak też i niezłomną
Gdybyś chciał o panie
Uczyniłbyś moją wiarę
Pustą i brudną i bezsensowną
Ale nie o panie
Ty chcesz aby moja wiara miała sens
I swym sensem sensownym jedynym i pięknym i szlachetnym i sprawiedliwym
Ciebie o panie
Ma wiara wielbiła i wysławiała

A więc jeżeli będę ci o panie we wszystkim posłuszny
Ugnę swe dumne to znaczy próżne , głupie , egoistyczne , pożądliwe , chore i brudne
Kolana
Przed twoją wspaniałą wspaniałością jedyną i świętą
Jeśli posypie mój durny łeb
Czymkolwiek co mi zaproponujesz
To jak rozumiem a przecież głupi jestem
Oszczędzisz mnie
Przed swoją karą sprawiedliwą
Odstąpisz od sprawiedliwych swych wyroków
Nie wydasz mnie na pastwę twoich
To znaczy naszych wrogów
Nie wydasz mnie na cierpienia wieczne
Sprawiedliwie mi się należące
Ogień , miecz i krew przeznaczysz raczej
Dla wrogów swoich to znaczy naszych
Do których pragnę przypomnieć
Zresztą z wyroków twoich
Ja przecież nie należę
Mam nadzieje

Tak o panie
Ja jestem sługą mego pana a pan jest panem swego sługi
Jeśli sługa nie zapomni o swoim panu
To pan
Nie zapomni o swoim słudze
Mam nadzieję
A nawet gdyby zapomniał
To jako pan ma do tego pełne prawo
I byłoby to dobre a nawet najlepsze
Byłoby sprawiedliwe , słuszne , miłosierne , uczciwe i święte
Bo w końcu pan to pan
A sługa to sługa

Niemniej jednak pozwól panie
Że zaniosę me błagania do stóp twego słonecznego , złotego
Perłowego , gwiaździstego i zresztą jakiego tylko można sobie wyobrazić
Tronu
Uczyń panie dla mnie
Wyjątek

I wybierz sobie innego sługę

Pozwól mi nie mieć wrogów twoich
Pozwól mi nie walczyć w imię twoje
Pozwól mi nie kochać ciebie
A przede wszystkim
Pozwól mi o tobie zapomnieć
Abym wreszcie mógł dostrzec twarz
Drugiego człowieka

A kiedy życie moje pełne trudu i znoju , szczęścia i radości
Skończy się
To pozwól mi o panie po prostu - umrzeć
immune.ltd (1783 punktów)
>Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku.
Sprzeczność jest tak rażąca, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to może kwestia codziennej diety, albo leków. Radzę Panu Panie Danielu niech Pan zmieni na początek dietę
>Odrzucenie istnienia Boga jest bardzo ryzykownym wyborem. O jakie ryzyko chodzi? Nie tylko o utratę szansy na życie wieczne. Jest jeszcze jedna konsekwencja, o wiele poważniejsza, o której nie chce wiedzieć większość "walczących o prawdę i ludzką godność" ateistów. Gdyby jednak, jakimś cudem Bóg istniał?. A jeżeli to ja mam rację odrzucając ateizm i w przyszłości wszyscy ludzie staną przed obliczem Boga na dzień sądu? Co wówczas? Osoba niezapisana w księdze żywota utraci życie wieczne świadoma tej straty!
W tej księdze już za dużo miejsca nie ma z tego co wiem , nieprawdaż ? Na szczęście pocieszę Pana niech się Pan już tym nie martwi to po prostu wymysł jednej z odnóg chrześcijaństwa. Jedna z metod na pozyskanie nowych współwyznawców.
................
To tak powszechne przekonanie i powtarzane słowa wśród świadków Jehowy, że na ich (Waszym) miejscu zmienił bym coś na coś bardziej chwytliwego . Marketing telefoniczny zawodzi chyba, skoro usilnie pisze Pan na tym forum >?
oportunista (1711 punktów)
Twoje myślenie, jak wielu wielu innych, jest jak samolot z wadą konstrukcyjną, wszystkie podzespoły pracują prawidłowo i na pełnych obrotach, jednak ciągle przyklejony do ziemi, nie możesz się oderwać. Bardziej od popełnienia pomyłki, powinna nas niepokoić szansa posiadania racji. Wyobraź sobie tylko jakie konsekwencje dla ludzkości miałaby wizja realizacji któregokolwiek scenariusza z ksiąg nawiedzonych, o ateistach nawet nie wspomnę. Czymże byłyby wojny religijne, w których każda ze stron, dowodzona była przez pragmatyków, targanych wątpliwościami, w obliczu twardych dowodów słuszności jednej opcji.
Sposób w jaki myślimy i to o czym myślimy, determinuje środowisko i walka o przetrwanie, byt kształtuje świadomość, przetoczę za jednym niegrzecznym panem. Nawet zostawiając sobie otwartą furtkę dla Boga, nie masz żadnej pewności, że go nie obrażasz swym Jego uwielbieniem czy odrzuceniem. Jeśli nie zaufasz sobie, obdarzając zaufaniem innych, podważasz doskonałość stwórcy. Działamy na poziomie naszej, ludzkiej wyobraźni, sami ma każdym kroku widzimy swoje niedoskonałości, samo zadawanie sobie pytań, na które nie jesteśmy sobie w stanie odpowiedzieć, jest wystarczającym sygnałem o jakości naszego rozumowania, tylko chyba dzięki przezorności natury się nie zawieszamy.
Boskość kreujemy w zupełnie innym obszarze, nie akceptujemy w niej niedoskonałości, w momencie wkraczania w ten obszar, powinna nam się zapalić lampka alarmowa, zakaz ruchu, przestrzeń dla nas nieosiągalna. Tymczasem zobacz jak wielu już się udało i jak gładko pouczają innych jak się poruszać by jak oni przesiąść się bezproblemowo.
Tak sobie myślę, sztuką jest w zastanych przez nas warunkach, fajnie spędzić nasz żywot doczesny. Jeśli Bóg nas obserwuje, to pewnie spodobają mu się fajni ludzie co to docenić potrafili piękno, które dla nas stworzył, z taką fantazją sam nie może być smutasem, wiec i ich pewnie nie lubi. Nawet gdyby go nie było i tak warto fajnie przeżyć swoje 5 minut. Jak to zrobić? Wiele porad zawierają święte księgi. Czytając je jednak musimy pamiętać, że stosując zbyt dosłownie rady w nich zawarte, możemy sobie też życie nieźle spaprać. Pozdrawiam.
Almentyna (417 punktów)
Sprawdziłam cierpliwie co tu już napisano. Moja koncepcja jest inna, to się podzielę.

Nie wierzę w bogów. Po zastanowieniu co by było, gdyby jednak byli.
Otóż nic.
Pomijając fakt, że wybór trudny wobec tych niezliczonych ofert religijnych, to gdyby byli, powinniby nosić cechy boskie, takie jak wielkoduszność i sprawiedliwość. Ocenialiby człowieka po jego czynach wobec podobnych im ludzi (chociaż to robota dla Tytanów, a nie prawdziwych bogów ;- ). Tu mam raczej do przodu. A gdyby zajmowało ich coś tak błahego jak oddawanie czci, szczególnie ze strachu, przyzwyczajenia lub zapobiegliwości, to powinniby takiego osobnika skreślić, gdyby nie miał innych "zasług".
W sumie to problem tych hipotetycznych bogów, a nie mój.

Wizja ewentualnego raju wydaje mi się nudna, a piekła wredna.
Kiedyś mnie jeszcze nie było, kiedyś mnie już nie będzie. To przykre, ale już dorosłam i pogodziłam się z nieuniknionym.
spray (5875 punktów)
>
>Otóż nic.

Cytat:
samolot z wadą konstrukcyjną, wszystkie podzespoły pracują prawidłowo i na pełnych obrotach, jednak ciągle przyklejony do ziemi, nie możesz się oderwać. Bardziej od popełnienia pomyłki, powinna nas niepokoić szansa posiadania racji. Wyobraź sobie tylko jakie konsekwencje dla ludzkości miałaby wizja realizacji któregokolwiek scenariusza z ksiąg nawiedzonych, o ateistach nawet nie wspomnę. Czymże byłyby wojny religijne, w których każda ze stron, dowodzona była przez pragmatyków, targanych wątpliwościami, w obliczu twardych dowodów słuszności jednej opcji.


I co?

Tak tylko pytam...
Almentyna (417 punktów)
> Czymże byłyby wojny religijne, w których każda ze stron, dowodzona była przez pragmatyków, targanych wątpliwościami, w obliczu twardych dowodów słuszności jednej opcji.[/cytat]

Brak tych twardych dowodów.
A pragmatyk działa po pokonaniu targających nim wątpliwości.

>I co?
Jakoś nic, ten cytat jest za daleko posuniętą metaforą, jak na tak późną porę ;- )

>Tak tylko pytam...

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365