Racjonalista - Strona głównaDo treści
I po kolędzie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
02-01-2012 11:18romaro (25211 punktów)I po kolędzie
Ocena 23 na 23
Piszę to. bo akurat mamy kościelne dni kolędowania. Zwykle coś bym tam dodał, by to w jakiś sposób wyśmiać. Dzisiaj jakoś mi się nie chce. Opiszę to co pamiętam z mojego dzieciństwa. Można to potraktować jako przestrogę, by dzieciom zaoszczędzić tego co mnie spotkało.
Otóż, moi rodzice odwiedziny w kościele zaliczali od święta i to nie każdego. Na państwowy sposób wzięli ślub (zwany wtedy cywilny), bo na swój sposób byli wierzący.
Na jednej z około świątecznych wizyt święconego pana, ja chodzący już na religię, usłyszałem, że RODZICE NIE MAJĄ ŚlUBU. Człowiek, pokroju tych którzy dzisiaj uczą religii w szkołach, jednocześnie usilnie zabiegający by im i lekcje etyki powierzono, zadał moim rodzicom pytanie - kiedy w końcu zamierzają wziąć ślub?! Zadał to pytanie w mojej obecności. Możecie sobie wyobrazić jak się mogłem poczuć słysząc to. Przecież ten sam, czy też inny wyświęcony (już teraz nie pamiętam), na religii mówił, że my dzieci jesteśmy owocem miłości naszych rodziców. Miłości poświęconej sakramentem małżeńskim. Lata mijały, a że parafia była duża to i świętoszkowaci mężowie się zmieniali, a pytanie pozostawało niezmienne - kiedy w końcu zamierzają wziąć ślub?! Rodzice wytłumaczyli mi jak to jest z tym ich związkiem, jednak czarni ślad niepewności w dziecięcym umyśle zasiali. Ten ślad niepewności został zmazany, o ironio, przez łajdaka w kiecce. Wybaczcie, ale nie potrafię inaczej nazwać tej kanalii, bo to dzięki niemu przy następnych wizytach "pytanie kolędowe" mnie nie przerażało.
Było to w czwartej lub piątej klasie szkoły podstawowej. Pod konfesjonał zwykle podchodziliśmy w grupie i wspólnie z kolegami grzecznie czekaliśmy na swoją kolej czyszczenia. Przyszła kolej na mnie. Jak zwykle przed spowiedzią zastanawiałem się co takiego mam na sumieniu. Tych "grzechów" zwykle się nazbierało i musiałem, zachowując twarz, wybrać w miarę odpowiednie, by spowiedź nie trwała za krótko, ale i nie za długo. Miałem chyba wtedy gorszy dzień, bo za słabo się skoncentrowałem. Tylko trzy występki nadawały się na wyjawienie.
Pamiętam jak dziś podszedłem do konfesjonału odwaliłem formułkę. Jednym tchem wypaplałem, że biłem się z bratem, pyskowałem, i dwa razy brzydko się wyraziłem (to były zawsze podstawowe zbrodnie), a na koniec - więcej grzechów nie pamiętam a za resztę żałuję. Klecha wtedy do mnie bym w ławce usiadł jakieś tam paciorki powiedział, które pomogą mi przypomnieć resztę. Ze wstydem wróciłem do ławki. Przeczekałem aż paru chłopców zakończy rytuał czyszczenia i znowu stanąłem. Teraz już na końcu kolejki. Przyszła moja kolej. Odwaliłem formułkę do poprzednich dołożyłem parę nowych przestępstw i na koniec - Więcej grzechów nie pamiętam a za resztę żałuję. Myślałem że teraz będę już miał czyste serduszko, ale gdzież tam. Temu chamowi było mało. Pyta - czy to wszystko co mam na sumieniu? - tak. Parę razy zapytał czy nie miałem brudnych, albo nieczystych myśli, teraz dokładnie nie pamiętam. Pamiętam że czułem się bardzo (dzisiaj bym to nazwał skrępowany) zawstydzony. Wiedziałem o jakie mu myśli chodziło, aż tak naiwny nie byłem. Odpowiedziałem, że nie, nie miałem brudnych myśli. Zezłościł się. Kazał mi iść do domu i nie wracać aż nie zdecyduję się mówić prawdy. Była to moja ostatnia spowiedź. Po "konsultacji" z rodzicami było to też moje ostatnie spotkanie z profesjonalistą z zakresu religii.Tak stałem się małym antyklerykałem. Z nadania kościoła. Długo jeszcze byłem wierzącym, ale nie wiernym.
To doświadczenie pozwoliło mi na zbudowanie własnej tezy odnośnie tajemnicy spowiedzi. Ta tajemnica ma chronić spowiednika. Jest to swoisty parasol ochronny, parasol pod którym można zadawać najbardziej wyuzdane pytania potencjalnym ofiarom.
Zdaję sobie sprawę że znajdą się tutaj obrońcy kościelnych "ideałów". W tym wypadku pozwolę sobie użyć ich broni - Tak jak oni stawiają tezę na istnienie boga, mnie każąc udowodnić, że go nie ma, tak ja stawiam tezę, że większość księży jest taka, z jakimi ja się spotkałem i niech mi udowodnią, że się mylę.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

02-01-2012 11:47
 Ocena 15 na 15
Gosia (9452 punktów)
Jesteś potwierdzeniem wypowiedzi ks. J.Tischnera:

Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę czytając Marksa, za to widzę wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.

("Niewierzący też człowiek" GW lipiec 1999}
02-01-2012 12:17 
 Ocena 6 na 6
romaro (25211 punktów)
>Jesteś potwierdzeniem wypowiedzi ks. J.Tischnera:
> Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę czytając Marksa, za to widzę wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.

Wielu próbuje ks. J.Tischnera stawiać za wzór. Był to żarliwy obrońca wiary, idealista.
jego myślenie mniej więcej tak można streścić: wiara jest dobra tylko ludzie często są do d..y.
Zresztą to stwierdzenie jest tyle warte ile prawdy w nim. Mnie to akurat nie dotyczy, bo jak napisałem, długo jeszcze byłem wierzącym, ale nie wiernym.
03-01-2012 12:00 
 Ocena 3 na 3
kika (1657 punktów)
>Wielu próbuje ks. J.Tischnera stawiać za wzór. <

Mam wątpliwości czy ktoś, kto stworzył określenie "homo sovieticus" jest taki pełen miłości do bliźniego, jak to nakazuje im ich religia. Ta nazwa jest pogardliwa i złośliwa, przypomina określenie "mohery". Tak nie powinien zachowywać się wzór.
03-01-2012 13:35 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Mam wątpliwości czy ktoś, kto stworzył określenie "homo sovieticus" jest taki pełen miłości do bliźniego, jak to nakazuje im ich religia. Ta nazwa jest pogardliwa i złośliwa, przypomina określenie "mohery". Tak nie powinien zachowywać się wzór.
W takich sprawach Tischner był przytomny nad wyraz. Kochający ludzi, choć nie w sposób głupio nabolały czy ckliwy.
Jeśli nie czytałaś "Historii filozofii po góralsku" to serdecznie polecam.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
03-01-2012 20:03 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>wiara jest dobra tylko ludzie często są do d..y.

To sedno chrześcijaństwa.
Remedium jest proste: walmy w te dupy, ewangelizujmy je, uświęcajmy.
I tak niektóre dupy zamieniono w latawce, a nieliczne, te wybrane,
zostały wniebowzięte.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
02-01-2012 19:30 
 Ocena 7 na 7
leszekk (90 punktów)
Stracił,czy zyskał?
"Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę czytając Marksa, za to widzę wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi."
Byłby ostrożny w przytaczaniu tego cytatu. Wyraźnie sugeruje on z arogancką wręcz butą jakoby wiara byłaby czymś wartościowym. Zamiast przytaczać cytaty, proponuje na prędce spreparować parafrazę o może taką: "Jeszcze nie spotkałem nikogo, kto uwolniłby się z kajdan religii czytając Marksa, za to widzę wielu, którzy zyskali wolność intelektualną przez kontakt z księżmi."
Pozdrawiam
03-01-2012 05:56 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Stracił,czy zyskał?
Stracił, stracił... jeno nie chodzi tu o stratę, ale o stracenie (jak na stosie na przykład).


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
finerbijk (17282 punktów)
> Tylko trzy występki nadawały się na wyjawienie.
Chciałeś klechę zbyć byle czym a on cię przejrzał i postanowił dać nauczkę. Przynajmniej dałeś sobie wcześnie spokój z dalszą zabawą w katolika. Większego pecha mają ci, którzy napotykają miłych, kulturalnych i wyrozumiałych księży - trudniej im przejrzeć na oczy, chociaż takich (księży) chyba nie ma przesadnie wielu.
02-01-2012 12:59 
 Ocena 10 na 10
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>> Tylko trzy występki nadawały się na wyjawienie.
>Chciałeś klechę zbyć byle czym a on cię przejrzał i postanowił dać nauczkę. Przynajmniej dałeś sobie wcześnie spokój z dalszą zabawą w katolika. Większego pecha mają ci, którzy napotykają miłych, kulturalnych i wyrozumiałych księży - trudniej im przejrzeć na oczy, chociaż takich (księży) chyba nie ma przesadnie wielu.

Ja trafiłam na takiego pod koniec podstawówki - początek liceum.
Zaczęłam grać w zespole kościelnym (gitara prowadząc) i prawie wstąpiłam do oazy.

Prawie, bo znienacka księdza Stanisława wysłali na misję do jakiegoś Urugwaju a na jego miejsce przyszedłszy taki mały wymoczek Franciszek o nadmuchanym ego i zerowej umiejętności kontaktu z młodzieżą.

A, to był czasy kiedy religia była w parafiach i księża jeszcze trochę musieli się starać, bo jak nie to połowa nastolatków idąc na religię "gubiła się" w parku otaczającym kościół.

W każdym razie po zmianie katechety przekonałam się, że do kościoła przyciągał mnie głównie ksiądz Stanisław, ze swoim poczuciem humory, bezpośredniością, życzliwością i aparycją Richarda Chamberlaina (wszystkie dziewczyny miały maślane oczy na religii, nie byłam wyjątkowa).
Ale jakoś tak to szło siła rozpędu.

Jeszcze przed maturą pojechałam modlić się o dobre stopnie (rekolekcje zamknięte w klasztorze Elżbietanek). Ale raczej na zasadzie "jezus maria, chyba jestem ateistką, co mama powie! muszę coś z tym zrobić".
Chciałam pozbyć się wątpliwości.

I udało się, po powrocie nie miałam już wątpliwości, że religia to jeden wielki humbug i bez lobotomii nie jestem w stanie brać tego na poważnie.

Tylko księdza Stanisława szkoda. Tzn. szkoda że został księdzem.


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
02-01-2012 14:07 
 Ocena 5 na 5
finerbijk (17282 punktów)
>Tylko księdza Stanisława szkoda. Tzn. szkoda że został księdzem.
Podobno młode dziewczyny często zakochują się w przystojnych księżach, którzy do tego potrafią nawiązać kontakt, rozbawić i wyluzować. Która by nie chciała być blisko takiego faceta, co za szefa ma samego Boga, a jest często przymilny, delikatny i subtelny.
No i ten dyskretny urok celibatu, igranie z ogniem, kuszenie św. Antoniego, ech.. romantyka. Kościół nie chwali się takimi danymi, ale znane są przypadki wielu księży, którzy padli w ten sposób na placu boju pomiędzy służbą niebieską a ludzkimi potrzebami. I dobrze im tak.
02-01-2012 14:20 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Tylko księdza Stanisława szkoda. Tzn. szkoda że został księdzem.
>Podobno młode dziewczyny często zakochują się w przystojnych księżach, którzy do tego potrafią nawiązać kontakt, rozbawić i wyluzować. Która by nie chciała być blisko takiego faceta, co za szefa ma samego Boga, a jest często przymilny, delikatny i subtelny.

Żeby było zabawniej, to właśnie ten niedorobiony Franciszek zrobił dzieciaka dyrygentce scholi dziecięcej i zrzucił sukienkę.
Chlorella wie kto kogo zbałamucił...


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
02-01-2012 17:08 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Chlorella wie kto kogo zbałamucił...
Jak dyrygentka to pewnie ona dyrygowała a on dostarczył batutę.
02-01-2012 14:57
 Ocena 15 na 15
jasenka (1863 punktów)
>Na jednej z około świątecznych wizyt święconego pana, ja chodzący już na religię, usłyszałem, że
>RODZICE NIE MAJĄ ŚlUBU.

Moi też nie mieli kościelnego. Ksiądz chodził po pieniąd... przepraszam... chciałam napisać - po kolędzie i walnął mojej mamie gadkę o tymże ślubie, mówiąc że dziecko skazali na potępienie wieczne i piekło (!). Dziecko - czyli ja - miało pięć lat wtedy i oczy jak spodki ze strachu. Poleciało do dziadka z rykiem, że pójdzie do piekła i boi się diabłów i ognia. Dziadek miał kwadratowe jaja, zjechał księdza i wytłumaczył mi, że on ma wszedzie znajomości, nawet w niebie, i żebym się nie martwiła. Potem poszłam w zaparte i nie chciałam wychodzić do księdza. A teraz już nawet mogę go w ogóle nie wpuszczać
03-01-2012 05:11
 Ocena 11 na 11
Jan Res (4015 punktów)

> ja stawiam tezę, że większość księży jast taka, z jakimi ja się spotkałem i niech mi
>udowodnią, że się mylę.
Miałem 13 lat, gdy czekałem bardzo długo w kolejce na przedwielkanocną spowiedź. Przede mną był sporo starszy ode mnie osiłek, który chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że my mogliśmy wszystko usłyszeć. Wyjątkowo głośno, długo i z detalami opowiadał o tym, jak to się z kolegami zabawiał. W końcu usłyszałem "więcej grzechów nie pamiętam", chłopak pocałował stułę i odszedł. W tym momencie z konfesjonału wyszedł niezwykle piękny, młody ksiądz, o rozpalonej twarzy, załzawionych, błyszczącyh, czarnych oczach i czarnych, kędzierzawych włosach. Zataczając się jak pijany skierował się bez słowa do wyjścia, zostawiając kilkanaścioro dzieciaków oczekujących na rozgrzeszenie.
To była moja ostatnia spowiedź... do której nie doszło )
Katolicka spowiedź "na ucho", to spora frajda dla księży. Kościół wie, że każdy ma w tej materii "za uszami"; jeśli nie w czynach, to w myślach. Seksualność, to nieodłączny atrybut człowieczeństwa. Dlatego też księża tak nastają, aby im o tym opowiadać. Spowiedź i rozgrzeszenie, czyli torowanie wiernym drogi do nieba, to racja bytu Kościoła. Stąd to surowe potępianie seksualności innej, niż prokreacyjna. Grzech "nieczystości", to największy skarb Kościoła katolickiego, bo bez niego straciłby co najmniej 90% swej "przydatności".
Wybitnie perwersyjne jest potępianie homoseksualizmu. Tu Kościół daje młodym chłopakom nie mogącym sobie wyobrazić życia z kobietą jedyne "honorowe" wyjście: seminarium duchowne. Z tego potępienia Kościół nie może zrezygnować, bo podciąłby gałąź, na której siedzi. Im silniejszy ostracyzm względem gejów, tym większy nabór w seminariach (np. w Polsce).
03-01-2012 21:05 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
> Im silniejszy ostracyzm względem gejów, tym większy nabór w seminariach (np. w Polsce).
Nie sądzę. Przy tej "tolerancji obyczajowej" w Polsce? W moim rodzinnym mieście 50% proboszczów ma / miało kochanki i ma dzieci (niewiele ponad 30tys. mieszk. - 4 parafie), w tym jedna mieszka dwie ulice od plebanii. Poprzedni proboszcz z tej parafii, obecnie na emeryturze, też spłodził dwóch synów po sąsiedzku. To jest tajemnica poliszynela.
Dlatego wydaje mi się, że np. problem pedofilii wśród polskiego kleru jest znikomy. To są w większości zdrowi, heteroseksualni mężczyźni, preferujący współżycie seksualne z atrakcyjnymi, młodymi kobietami, najlepiej niezależnymi finansowo lub mężatkami.
04-01-2012 01:32 
 Ocena 1 na 1
Jan Res (4015 punktów)

>Nie sądzę.
Nie jestem hierarchą Kr-k, nie mam dostępu do tajnych dokumentów Kościoła, więc nie mogę niczego stwierdzić z pewnością, lecz jeden z mych znajomych księży (stojący wysoko w hierarchii) powiedział mi kilka lat temu, że ocenia się ilość polskich duchownych-homoseksualistów na ponad 70% (!!!).
Nie chciał, czy nie potrafił mi powiedzieć, jaki jest procent księży-pedofilów, lecz w Stanach (wg BXVI) udowodnionych przestępstw pedofilskich popełnionych przez księży Kr-k jest "zaledwie 4,5%". Jeśli jednak tych księży jest 44 500 (czyli wg Watykanu 0,013% społeczeństwa USA), to nasycenie pedofilami w amerykańskim kościele jest przerażająco wysokie. Jak to wygląda w Polsce trudno powiedzieć, lecz nie sądzę, aby ich procentowo było mniej, niż w pozostałej części społeczeństwa, ponieważ Kościół stworzył system pozwalający na ich ochronę i skrywanie ich przestępczości. To prawda, że w PRL-u nie było szkół prowadzonych przez księży, więc i możliwości kontaktów z dziećmi były ograniczone, lecz np. jeden z mych kolegów odkrył swe "powołanie" w wieku 13 lat w łóżku swego spowiednika. W innych krajach pedofilia kwitła w szkołach i internatach prowadzonych przez duchownych. Można przypuszczać, że trwało to od bardzo dawna, ponieważ wzmiankują o tym niektórzy pisarze (np. Pietro Aretino) w swych książkach.
Anna Salman (16360 punktów)
>>Nie sądzę.
>Nie jestem hierarchą Kr-k, nie mam dostępu do tajnych dokumentów Kościoła, więc nie mogę niczego stwierdzić z pewnością, lecz jeden z mych znajomych księży (stojący wysoko w hierarchii) powiedział mi kilka lat temu, że ocenia się ilość polskich duchownych-homoseksualistów na ponad 70% (!!!).
Ja znałam takie statystyki jedynie z USA i prawdę powiedziawszy nie bardzo dowierzam tym polskim. Być może księdzu łatwiej jest przyznać się przełożonym do homoseksualizmu (tłumionego oczywiście), niż do tego, że utrzymuje kontakty seksualne z kobietami. Za to drugie można wylecieć - jeżeli nie z kościoła, to na jakąś parafię na zadupiu, o bardzo niskim standardzie życia (używany opel zamiast nowiutkiego mercedesa), gdzie kobiet prawie nie ma - statystyki mówią, że na wsiach, zwłaszcza ściany wschodniej są nadwyżki starych kawalerów (jak mi resztka zębów wypadnie pomyślę o migracji), a tolernacja dla niektórych zachowań zdecydowanie niższa, niż np. w Polsce centralnej. Poza tym drogę do kariery mieliby zamkniętą.
>Nie chciał, czy nie potrafił mi powiedzieć, jaki jest procent księży-pedofilów, ... Jak to wygląda w Polsce trudno powiedzieć, lecz nie sądzę, aby ich procentowo było mniej, niż w pozostałej części społeczeństwa, ...
Tu się znowu nie zgodzę. W krajach takich, jak Irlandia, gdzie państwo przekazało szkoły i sierocińce w zarząd kościoła bez żadnej kontroli - tak. W USA, poza tym, że są dość zamknięte społeczności Włochów, Irlandczyków, Polaków - z założenia bezkrytycznych wobec krk, a szkoły katolickie uchodzą za ekskluzywne może statystyki tak wyglądają. W Polsce, aż do ostatniej wojny - wiejskiej (70%) i siłą rzeczy antyklerykalnej (największy antyklerykalizm panuje na wsiach - badania Instytutu Katolickiego) ci ludzie byli bardziej na cenzurowanym, niż są w tej chwili. Za komuny natomiast - instytucje wychowawcze w ręku państwa, kościół (oficjalnie) niezbyt lubiany. Obawiam się, że jeżeli mamy przypadki nadreprezentacji zjawiska pedofilii w Polsce, to efekt ostatnich kilkunastu lat, gdy pozwolono im na zbyt wiele.
Grzegorz (5685 punktów)
>> Im silniejszy ostracyzm względem gejów, tym większy nabór w seminariach (np. w Polsce).
>Nie sądzę. Przy tej "tolerancji obyczajowej" w Polsce? W moim rodzinnym mieście 50% proboszczów ma / miało kochanki i ma dzieci (...)
No właśnie, 50% w porównaniu do (strzelam) jakiegoś 90% wśród reszty społeczeństwa. Nie wydaje Ci się że "coś jest na rzeczy"?
04-01-2012 16:37 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>No właśnie, 50% w porównaniu do (strzelam) jakiegoś 90% wśród reszty społeczeństwa. Nie wydaje Ci się że "coś jest na rzeczy"?
Nie. Duża część księży chce awansować, więc ukrywa swoje kontakty seksualne. Niektórzy korzystają z usług agencji towarzyskich.
Wielu rzeczywiście tłumi popęd - jedni z przekonania (np. ks. Tischner, który nie krył ubolewania z tego powodu), inni popadają w nałogi. Zrozum - to jest walka nie tylko o stanowiska, ale również o lepsze (zamożniejsze) parafie. To jest gwarancja mieszkania (i posiadania służby), to jest gwarantowana emerytura, to jest prestiż społeczny. Większość obecnych księży, to bidoki z Polski B, wychowani czasem w obejściu bez sławojki. Dla tego, co mają, warto się powstrzymać (ograniczyć do samoobsługi). A im bliżej wierzchołka, tym więcej do stracenia.
Zauważyłeś, że wszyscy, a przynajmniej większość hierarchów to straszne spaślaki? A przecież przyjmują jedynie młodych, sprawnych mężczyzn, często wysportowanych. Moim zdaniem oni kompensują sobie później obżarstwem niedostatki w innej dziedzinie życia. Alkoholem rzadziej, bo to zbyt ryzykowne - można wylecieć z interesu.

Przy okazji, statystyki krajowe co do dzieci są inne - ok. 10-15% (reszta się zabezpiecza?!). W mojej gminie jest dokładnie 50/50, bo obaj panowie mają dzieci, ponoć bardzo udane.
Przypadek homoseksualizmu? - Jeden, w przeszłości, niepotwierdzony. Z niejasnych przekazów prasowych wynikało, że były nasz wikary został zamordowany na plaży w Sopocie (na pewno), gdzie (podobno) umawiał się z młodymi mężczyznami, nie wiadomo w jakim celu ... Sprawy nie wyjaśniono, szybko umorzono ...
Nabyłam książkę "Życie seksualne księży", to może znajdę bardziej reprezentatywne dane.
04-01-2012 20:40 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz (5685 punktów)
>>No właśnie, 50% w porównaniu do (strzelam) jakiegoś 90% wśród reszty społeczeństwa. Nie wydaje Ci się że "coś jest na rzeczy"?
>Nie. Duża część księży chce awansować, więc ukrywa swoje kontakty seksualne.
Myślisz że to ma wpływ na awans? Np. w świetle takich rewelacji jak ta:
gdansk.nas(*)z-miroslaw-b-nadal-w,id,t.html . A przecież w artykule chodzi o kontakty seksualne z gatunku tych które naruszają nie tylko wewnętrzny regulamin KRK, ale również prawo karne.

Myślę że również zbyt optymistyczne jest Twoje stwierdzenie że "im wyżej szczytu tym więcej do stracenia". Patrząc na sprawę choćby Paetza, wychodzi na to że co najwyżej większa bezkarność - gość przez długie lata molestował kleryków (znów, sprawa zahaczająca o kodeks karny), a afera w końcu się w dużej mierze rozmyła. Za to ci którzy ją wyciągnęli zostali pozbawieni stanowisk (Węcławski) ewentualnie pojechali na "zesłanie misyjne" do Afryki. A nie jest to jedyny taki przypadek w episkopacie.
04-01-2012 21:55 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>Myślisz że to ma wpływ na awans? Np. w świetle takich rewelacji jak ta:
>... A przecież w artykule chodzi o kontakty seksualne z gatunku tych które naruszają nie tylko wewnętrzny regulamin KRK, ale również prawo karne.
Eee tam, jednostkowy przypadek. Jak w każdej organizacji - plecy miał, to mu się upiekło. Gdyby był trzeźwy wolałby sprowadzić prostytutkę, przecież są też nieletnie. A dyskrecja zapewniona. Poza tym jak najbardziej heteroseksualny.

>Myślę że również zbyt optymistyczne jest Twoje stwierdzenie że "im wyżej szczytu tym więcej do stracenia". Patrząc na sprawę choćby Paetza...
Wszędzie działa ta sama zasada - ci, co mają dobry układ "kolesiowski" zawsze wyjdą obronną ręką. Ci, co są poza układem - wypadają.

Skrajny przykład? Wzmiankowany w artkule abp. SLG (pseudo Flaszka) przez lata był wnoszony po balangach do domu (relacja naoczna sąsiadki - on głosił "dobrą nowinę" na Pradze, w Warszawie), a dostawał wciąż kopa w górę. W moim rodzinnym mieście kilka miesięcy temu przed kościołem pojawiło się ogłoszenie, że ks. ...(imię i nazwisko było podane - ciekawe, co na to GIODO) został zwolniony ze stanu kapłańskiego z powodu alkoholizmu. Ot, jakiś prosty proboszczyna, co nie znał uniwersalnych zasad życiowych, a brzmią one:
1) nieważne, ile pijesz, ważne z kim,
2) nieważne z kim współżyjesz, ważne, kto wam przy tym "trzyma świecę".
annah (115 punktów)
"Kolędowanie" to zwykły akt sponsorowania Kościoła przez jego owieczki. Nie ma nic wspólnego z "odwiedzaniem" parafian... To pewnego rodzaju proceder ogłupiania i manipulowania ludźmi.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365