Racjonalista - Strona głównaDo treści
Polaków picie codzienne.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
13-04-2009 09:22Adamiak (36436 punktów)Polaków picie codzienne.
Ocena 6 na 6
   Przeczytałem zdanie o niepokojących wynikach badań nad spożywaniem alkoholu przez Polaków:

"Jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA), Polacy piją coraz więcej i coraz rzadziej się do tego przyznają."...
   ... ale już po następnym zdaniu:

"Aż 40 procent badanych zataiło przed ankieterami fakt spożywania przez nich alkoholu."...

   ... zgłupiałem trochę, bo prima aprilis już za nami, choć zgadzam się na podstawie obserwacji własnych z dyrektorem agencji Krzysztofem Brzózką, który przekonuje, że "alkohol pije systematycznie jedna czwarta społeczeństwa, i to ostro."

   Pomijając wyraźnie humorystyczny lapsus autora tekstu, mogę stwierdzić, że sporo moich znajomych bardzo ostro i systematycznie nadużywa alkoholu nie zdając sobie sprawy, że są już w zaawansowanym, trzecim stadium choroby, albo znajdują się na wątłej granicy tuż przed, nie dopuszczając myśli, że "takie coś" może ich również dotyczyć.
14.pl/Polak_pije
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

jezus _mahomet (324 punktów)
No niestety taki już ten kraj. Kto nie pije ten jest wywrotowcem. Mamy to chyba w genach zapisane...
13-04-2009 12:42 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>No niestety taki już ten kraj. Kto nie pije ten jest wywrotowcem. Mamy to chyba w genach zapisane...

   Owszem, skłonności do alkoholizmu genetyczne tez są zapisane, ale zmartwię cię... nie u całej populacji.

   Ja piłem a teraz nie piję, choć wywrotowcem byłem i jestem cały czas. Cholera, teraz sam się zmartwiłem...?
14-04-2009 15:21 
 Ocena 5 na 5
lotrek (14275 punktów)

>Ja piłem a teraz nie piję,
Ja dalej pije, niestety tylko okazjonalnie. Z wiekiem gorzej znoszę kace, niestety nie potrafię leczyć się "klinem", na drugi dzień alkohol mi nie służy
Wychodzę też z założenia, że "jak była zbrodnia, to musi być i kara".
Niewątpliwie dużo pijąc, daje się przykład postawy patriotycznej, więcej kasy z akcyzy wpływa do budżetu a ten "akcyzą" stoi. Z paliw, tytoniu i alkoholu. Polski sposób picia, czyli pić, aż sponiewiera , z pewnością cieszy polskich eurosceptyków, gdyż oni bardzo martwią się o polską tradycje i tożsamość narodową. Spoko chłopaki....duch w narodzie nie zginie.


Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
14-04-2009 16:42 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>>Ja piłem a teraz nie piję,
>Ja dalej pije, niestety tylko okazjonalnie.
   Rozumiem, wolałbyś codziennie... niestety .

>Z wiekiem gorzej znoszę kace, niestety nie potrafię leczyć się "klinem", na drugi dzień alkohol mi nie służy
   Bo widocznie za mało masz samozaparcia... niestety .

>Wychodzę też z założenia, że "jak była zbrodnia, to musi być i kara".
   Ja wyszedłem z założenia, że nie będzie mną piwo rządziło - przedtem chciałem pić, a teraz chcę nie pić, po prostu robię to, co chcę.
15-04-2009 08:47 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Oj żebyś Finów w akcji zobaczył, Ci to chleją na umór. Pracowałem w firmie polsko-fińskiej i szefostwo miało przyjechać na uroczystość w ramach przeniesienia siedziby w bardziej atrakcyjne miejsce. Nie chciało mi się iść na imprezkę ale koledzy z większym stażem namawiali mnie, ponieważ główną atrakcją będą napierdzieleni jak meserszmity Finowie .
15-04-2009 00:30 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>No niestety taki już ten kraj. Kto nie pije ten jest wywrotowcem. Mamy to chyba w genach zapisane...
>   Owszem, skłonności do alkoholizmu genetyczne tez są zapisane, ale zmartwię cię... nie u całej populacji.
>   Ja piłem a teraz nie piję, choć wywrotowcem byłem i jestem cały czas. Cholera, teraz sam się zmartwiłem...?

Mnie też już nie wolno... chociaż mnie to nie martwi jakoś strasznie, hmmm.
Po prostu jakiś czas temu mi się znudziło. Teraz wyskakujemy z kumplami na "łyskacza" do jakiegoś klubu albo - co znacznie bardziej okazjonalnie się zdarza - na jakąś zgrabną wódeczkę. Ale to bardziej na zasadzie: "Jaka? Gruszkowa? A, pokaż to!".
Kieeeedyś mnie to bawiło - przepić czterech facetów, wepchnąć ich do taksówek do domu, wrócić do domu, prysznic, książeczka, spać. Potem to zaczęło być nudne. A potem przyszła Straszna Pani Doktor i zrobiła reglamentację...

Fakt, że czasem, w trakcie czytania forum, muszę się wspomóc malutkim Baileys'em na lodzie, ale to sytuacja awaryjna, jak już gdzieś pisałam...


and that's it.
15-04-2009 15:25 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Ja piłem a teraz nie piję, choć wywrotowcem byłem i jestem cały czas. Cholera, teraz sam się zmartwiłem...?
>Mnie też już nie wolno...
   Niepotrzebnie szukasz wspólników - mnie nikt nie jest w stanie zabronić picia, wolno mi pić ile chcę, ale nie chcę.

>A potem przyszła Straszna Pani Doktor i zrobiła reglamentację...
   Jw, mi nikt alkoholu nie reglamentuje.

>Fakt, że czasem, w trakcie czytania forum, muszę się wspomóc malutkim Baileys'em na lodzie, ale to sytuacja awaryjna, jak już gdzieś pisałam...
   Ja niczego nie muszę, nawet w sytuacjach awaryjnych.
15-04-2009 15:48 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Mnie też już nie wolno...
>   Niepotrzebnie szukasz wspólników - mnie nikt nie jest w stanie zabronić picia, wolno mi pić ile chcę, ale nie chcę.

I po co wycinasz? Napisałam, że mi nie szkoda. Bo to nigdy nie było nic specjalnego. Czasami - wygłup, owszem, ale nigdy nic naprawdę istotnego.

>>A potem przyszła Straszna Pani Doktor i zrobiła reglamentację...
>   Jw, mi nikt alkoholu nie reglamentuje.

A mnie muszą reglamentować, bo jestem ciężko chora. I tyle. Mam ustaloną dawkę, którą mi wolno, jeśli mam ochotę i tak to wygląda. Zdrowy nie zrozumie chorego ;P

>>Fakt, że czasem, w trakcie czytania forum, muszę się wspomóc malutkim Baileys'em na lodzie, ale to sytuacja awaryjna, jak już gdzieś pisałam...
>   Ja niczego nie muszę, nawet w sytuacjach awaryjnych.

Ty chyba piszesz ze sponsorem na ramieniu, co? Widziałeś ten uśmiech co tam jest na końcu zdania? A Baileys'a lubię ze względu na smak i nim głównie wypełniam moje "minimum".

Nadgorliwość...

and that's it.
15-04-2009 17:11 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>>Mnie też już nie wolno...
>>   Niepotrzebnie szukasz wspólników - mnie nikt nie jest w stanie zabronić picia, wolno mi pić ile chcę, ale nie chcę.
>I po co wycinasz? Napisałam, że mi nie szkoda. Bo to nigdy nie było nic specjalnego. Czasami - wygłup, owszem, ale nigdy nic naprawdę istotnego.

   Wyciąłem to, co nieistotne. Powtórzę, napisałaś:
>Mnie też już nie wolno... chociaż mnie to nie martwi jakoś strasznie, hmmm.
   ... i w tym odniosłem się tylko do słów " Mnie też już nie wolno", czym postawiłaś mnie w jednakowej sytuacji z sobą... mnie wolno i zawsze było wolno.

>>>A potem przyszła Straszna Pani Doktor i zrobiła reglamentację...
>>   Jw, mi nikt alkoholu nie reglamentuje.
>A mnie muszą reglamentować, bo jestem ciężko chora. I tyle.
   Nie znam choroby na którą lekarstwem jest alkohol, ale jeśli reglamentują lek... to przepraszam.

>Mam ustaloną dawkę, którą mi wolno, jeśli mam ochotę i tak to wygląda.
   To już zupełnie coś innego... na lekarstwa ma się ochotę lub nie? Więc się zdecyduj - reglamentują, czy spożywasz jak masz ochotę.

>Zdrowy nie zrozumie chorego ;P
   Zależy jaką chorobę masz na myśli.

>>>Fakt, że czasem, w trakcie czytania forum, muszę się wspomóc malutkim Baileys'em na lodzie, ale to sytuacja awaryjna, jak już gdzieś pisałam...
>>   Ja niczego nie muszę, nawet w sytuacjach awaryjnych.
>Ty chyba piszesz ze sponsorem na ramieniu, co?
   Nie mam sponsora i nigdy nie miałem.

>Widziałeś ten uśmiech co tam jest na końcu zdania? A Baileys'a lubię ze względu na smak i nim głównie wypełniam moje "minimum".
   Nie rozumiem co ma uśmiech do "przymusu" w piciu? Oznacza lekki przymus, czy śmieszny bardziej? Albo jest przymus, albo go nie ma.

>Nadgorliwość...
   W czym?
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Mnie też już nie wolno... chociaż mnie to nie martwi jakoś strasznie, hmmm.
>   ... i w tym odniosłem się tylko do słów " Mnie też już nie wolno", czym postawiłaś mnie w jednakowej sytuacji z sobą... mnie wolno i zawsze było wolno.
No dopsz, nie napisałam tego li i tylko do Ciebie. Zapomniałam dodać, my bad.

>>A mnie muszą reglamentować, bo jestem ciężko chora. I tyle.
>   Nie znam choroby na którą lekarstwem jest alkohol, ale jeśli reglamentują lek... to przepraszam.
>>Mam ustaloną dawkę, którą mi wolno, jeśli mam ochotę i tak to wygląda.
>   To już zupełnie coś innego... na lekarstwa ma się ochotę lub nie? Więc się zdecyduj - reglamentują, czy spożywasz jak masz ochotę.

Reglamentacja wygląda tak, że nie wolno mi spożywać dawek alkoholu większych niż ok 100 ml naraz, częściej niż raz na kilka dni. Mogę wypić kieliszek wina, małą lampkę koniaku, kieliszek Baileys'a itp. Dlaczego? Bo większe dawki gryzą mi się z zażywanymi lekami i mogę sobie zrobić krzywdę. Czyli - reglamentacja jest, ale taka w sumie niestraszna. Element straszności polega na tym, że od kilku lat mam przez ten stan zdrowia ograniczane kolejne drobne przyjemności (siłownia, basen, treningi sztuk walki, nie nosić za dużo, nie to, nie tamto...) i narzucane kolejne problemy (teraz nie jedz tego, teraz zastosuj taką dietę, zwiększamy dawkę leków, zapisuj co i kiedy pijesz i jesz, uważaj co ile i ile pijesz, nie wychodź na słońce itd). Nie lubię tej notorycznej kontroli...

>>Zdrowy nie zrozumie chorego ;P
>   Zależy jaką chorobę masz na myśli.

Kilka łącznie, chcesz listę przypadłości, czy nie muszę siebie i dawkowania leków tłumaczyć?

>>Ty chyba piszesz ze sponsorem na ramieniu, co?
>   Nie mam sponsora i nigdy nie miałem.

Uoj, a piszesz jakbyś miał - przepraszam za pomyłkę.

>>Widziałeś ten uśmiech co tam jest na końcu zdania? A Baileys'a lubię ze względu na smak i nim głównie wypełniam moje "minimum".
>   Nie rozumiem co ma uśmiech do "przymusu" w piciu? Oznacza lekki przymus, czy śmieszny bardziej? Albo jest przymus, albo go nie ma.

Jaki przymus??? Napisałam kiedyś w dyskusji, że jak czytam niektórych na tym forum, to muszę się "wspomóc" czymś mocniejszym - bo mnie gnie i mdli. I na to sposobem jest Baileys. Ale to tylko w drastycznych przypadkach...

>>Nadgorliwość...
>   W czym?

W doszukiwaniu się uzależnienia, gdzie go nie ma. Stąd też pomysł o sponsorze.

and that's it.
16-04-2009 07:24 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Jaki przymus??? Napisałam kiedyś w dyskusji, że jak czytam niektórych na tym forum, to muszę się "wspomóc" czymś mocniejszym - bo mnie gnie i mdli. I na to sposobem jest Baileys. Ale to tylko w drastycznych przypadkach...
   Dostrzegam lekkie zniecierpliwienie w podtekście - nie czytałem wszystkich Twoich tekstów, a nawet gdybym czytał, to możliwość zapamiętania takich drobiazgów jest znikoma ze względu na obszerność moich lektur.

>>>Nadgorliwość...
>>   W czym?
>W doszukiwaniu się uzależnienia, gdzie go nie ma. Stąd też pomysł o sponsorze.
   Twoje (ani niczyje) uzależnienie lub jego brak są mi zupełnie niepotrzebne, ale zauważyłem jego symptomy w Twoich tekstach, więc się nie dziw: piszesz - czytam, więc się odnoszę.
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
Ja tam myślę, że zacytowany przez Lotreka tekst z "Polityki" choć tylko publicystyczny, bardzo celnie opisuje gorzałkowy stan narodu. Pokrywa się to z moimi osobistymi obserwacjami: niewielka mniejszość załatwia ogromną większość statystycznych hektolitrów gorzałki. Czyli i tu mamy rosnące rozwarstwienie, jak z dochodami. Widocznie tak ma ta zachodnia "cywilizacja".
Za młodu (szczególnie na studiach) większość z nas śmiało eksperymentowała z piciem. Wraz z pierwszym własnym autem i rozwojem kariery zawodowej (bywa, że i z pogarszającym się zdrowiem) hamowaliśmy z gorzałkowaniem.
Dla mnie jedynym naprawdę poważnym problemem są pijani kierowcy. Cała reszta nich pije co i ile chce i mieszka sobie na dworcu. Ich cyrk, ich małpy.
17-04-2009 08:41 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Ja tam myślę, że zacytowany przez Lotreka tekst z "Polityki" choć tylko publicystyczny, bardzo celnie opisuje gorzałkowy stan narodu. Pokrywa się to z moimi osobistymi obserwacjami: niewielka mniejszość załatwia ogromną większość statystycznych hektolitrów gorzałki.
   Mam trochę inny obraz, ale być może więcej widzę, jako "zainteresowany" tematem. Wg mnie ok. 20% ma przeróżne kłopoty wynikające ze spożywania alkoholu z tym, że ja za "kłopoty" uważam też niecykliczne wyskoki i związane z tym przeróżne perturbacje w sferze rodzinnej, towarzyskiej, zawodowej lub prawnej. Alkoholik to nie tylko ten/ta, co upija się codziennie lub co weekend.
14.pl/uzaleznienie

>Czyli i tu mamy rosnące rozwarstwienie, jak z dochodami. Widocznie tak ma ta zachodnia "cywilizacja".
   Też trochę inaczej to postrzegam - po prostu ta "niewielka mniejszość" pijących codziennie pod sklepem jest najbardziej widoczna i nie stanowi największej grupy alkoholików. Największa grupa uzależnionych funkcjonuje na pozór "normalnie" w życiu społecznym, lecz bardziej im zależy na wizerunku i mają powody oraz środki do tego, by nie rzucać się w oczy.

   Najbardziej spektakularnym obrazkiem alkoholika jest ten 2% marginesik, leżący zarzygany w rynsztoku,, cała reszta jest postrzegana jako ci, co sobie czasami "lubią wypić" i chodzą czysto ubrani, zawsze pachnący i gładko ogoleni z tym, że to "czasami" jest codziennie.

>Dla mnie jedynym naprawdę poważnym problemem są pijani kierowcy. Cała reszta nich pije co i ile chce i mieszka sobie na dworcu. Ich cyrk, ich małpy.
   Jasne, tak samo jak cukrzyków albo nadciśnieniowców.
17-04-2009 20:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>
>>Dla mnie jedynym naprawdę poważnym problemem są pijani kierowcy. Cała reszta nich pije co i ile chce i mieszka sobie na dworcu. Ich cyrk, ich małpy.
>   Jasne, tak samo jak cukrzyków albo nadciśnieniowców.

Porównanie bardzo odległe, ale efektowne. Generalnie masz rację pochylając się z troską nad różnymi grupami problemowymi, czy zdrowotnymi. Możemy jeszcze pomartwić się o uzależnionych od hazardu, seksu, internetu (to jest lawinowo narastający problem), alergików (miliony ludzi) etc.
Jednak piekielnie trudno jest nakreślić granicę, gdzie kończy się wyłączna odpowiedzialność indywiduum za swoje (przechlapane często) życie, a zaczyna problem społeczny, czyli także Twój i mój. Ludzi niedostosowanych do naszego Nowego Ładu, którzy uciekają w alkohol jest bardzo dużo. Masz rację, że to także "białe kołnierzyki". Czy mamy niejako z urzędu się o nich martwić, czy uznać, że to ich suwerenny wybór?
Myślę, że położenie nacisku na inne wartości, niż li tylko chrześcijańskie, złagodziło by problem. Te inne wartości to na przykład zajęcie się armią wałęsających się bez celu nastolatków, którzy zbyt szybko uczą się przemocy, eksperymentują z narkotykami i mocnym alkoholem. Na poważne i serdeczne zajęcie się tą młodzieżą nie szkoda by mi było żadnych pieniędzy z moich podatków.
17-04-2009 21:47 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>Cała reszta nich pije co i ile chce i mieszka sobie na dworcu. Ich cyrk, ich małpy.
>Jasne, tak samo jak cukrzyków albo nadciśnieniowców.

>Porównanie bardzo odległe, ale efektowne.
   Nie tak odległe jak większość ludzi sądzi - są to choroby w większości uwarunkowane genetycznie, nieuleczalne i śmiertelne, jeśli nieleczone.

>Jednak piekielnie trudno jest nakreślić granicę, gdzie kończy się wyłączna odpowiedzialność indywiduum za swoje (przechlapane często) życie, a zaczyna problem społeczny, czyli także Twój i mój.
   Wyważam otwarte drzwi, ale wspomnę o "dolegliwości społecznej" liczonej w procentach delikwentów z problemem, bo problem społeczny jest wyrażany w złotówkach wydanych na ich leczenie.

>Czy mamy niejako z urzędu się o nich martwić, czy uznać, że to ich suwerenny wybór?
   Często ten wybór nie jest tak suwerenny jak sugerujesz - spora część populacji ma genetyczne inklinacje do uzależnień, np. przyczynami alkoholizmu wydają się głównie skłonności genetyczne i wpływ środowiska.

>Myślę, że położenie nacisku na inne wartości, niż li tylko chrześcijańskie, złagodziło by problem. Te inne wartości to na przykład zajęcie się armią wałęsających się bez celu nastolatków, którzy zbyt szybko uczą się przemocy, eksperymentują z narkotykami i mocnym alkoholem.
   Też bym tak chciał, ale nie w wartościach widzę problem, lecz w sposobie wychowania, edukacji dzieciaków. Myślę o większym nacisku na samodzielne myślenie skutkujące dostrzeganiem relacji między przyczyną a skutkiem zjawisk.

   Mówimy o alkoholu etylowym - nie ma "mocnych" i "słabych" alkoholi, może być tylko mniej lub bardziej rozcieńczony, ale 5% piwo uzależnia tak samo jak 95% spirytus.

>Na poważne i serdeczne zajęcie się tą młodzieżą nie szkoda by mi było żadnych pieniędzy z moich podatków.
   Plus.
18-04-2009 00:01 
 Ocena 1 na 1
Szymańska (191 punktów)
Na poważne i serdeczne zajęcie się tą młodzieżą nie szkoda by mi było żadnych pieniędzy z moich podatków.

I to jest to
Matix (5786 punktów)
Ja nie piję i nie obchodzą mnie pijacy, niech sobie chleją, co mnie to niby ma obchodzić?

Choć w sumie potem za leczenie chorób wywołanych ich piciem płacę jako podatnik. Ech niech już tą służbę zdrowia sprywatyzują!
13-04-2009 12:59 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>Ja nie piję i nie obchodzą mnie pijacy, niech sobie chleją, co mnie to niby ma obchodzić?
>Choć w sumie potem za leczenie chorób wywołanych ich piciem płacę jako podatnik. Ech niech już tą służbę zdrowia sprywatyzują!

   Za chorych na cukrzycę też płacisz... i na grypę. Dopóki sam nie zachorujesz, wtedy ja płacę za Ciebie.
13-04-2009 13:24 
 Ocena 3 na 3
Szymańska (191 punktów)
>>Ja nie piję i nie obchodzą mnie pijacy, niech sobie chleją, co mnie to niby ma obchodzić?
>>Choć w sumie potem za leczenie chorób wywołanych ich piciem płacę jako podatnik. Ech niech już tą służbę zdrowia sprywatyzują!
>   Za chorych na cukrzycę też płacisz... i na grypę. Dopóki sam nie zachorujesz, wtedy ja płacę za Ciebie.

Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale leczenie odbywa się raczej z odsetek otrzymanych za używanie przez banki lub inne instytucje w/w składek na służbę zdrowia, a i to z części tylko.
Przyjmując rzecz statystycznie przeciętnie płacimy ok. 200 zł miesięcznie na Fundusz. Powiedzmy, że przychodnia obsługuje populację 25 000 osób. Daje to kwotę 5 000 000 zł/m-c. Z tego przychodnia otrzymuje ok.200 000 - 300 000 zł. Utrzymuje z tego lokal, inwestuje w sprzęt, opłaca badania wykonywane pacjentom i wypłaca wynagrodzenie lekarzom i jeszcze od tegoż składki na ZUS i NFZ, i podatki. Różnica, co miesiąc pozostaje w NFZ.
To jest tylko jeden przykład dla bardzo skromnej przychodni.
Ile takich jest w Polsce ?
Zdecydowanie rozwiązanie tej sytuacji nie leży tylko w prywatyzacji służby zdrowia
Powtarzanie : ja za to płacę, jak dla mnie, jest śmieszne. Też za to i na to płacę. I będę, niestety, nadal płaciła.
13-04-2009 16:57 
 Ocena 5 na 5
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Biorąc pod uwagę kwotę podatków, w tym akcyzy, w cenie alkoholu, to trzeba uczciwie stwierdzić, że pijacy płacą za siebie, a nawet i za abstynentów.
13-04-2009 19:33 
 Ocena 7 na 7
Adamiak (36436 punktów)
>   Biorąc pod uwagę kwotę podatków, w tym akcyzy, w cenie alkoholu, to trzeba uczciwie stwierdzić, że pijacy płacą za siebie, a nawet i za abstynentów.

   Mało tego... alkoholicy są potrzebni abstynentom jak rybie woda - są jedynym warunkiem istnienia abstynentów, bez alkoholików abstynenci tracą rację bytu.
15-04-2009 14:58 
 Ocena 1 na 1
Sledziu (1058 punktów)
>Ja nie piję i nie obchodzą mnie pijacy, niech sobie chleją, co mnie to niby ma obchodzić?

To co Ty, do cholery, robisz w wolnym czasie? Wiersze czytasz?

>Choć w sumie potem za leczenie chorób wywołanych ich piciem płacę jako podatnik. Ech niech już tą służbę zdrowia sprywatyzują!

Taaa. Jak pomyślisz, że opłacasz leczenie otyłości u amatorów kebabu z dworca, to też odczuwasz taki gniew? Bawią mnie takie wynurzenia, bez względu na to, czy odnoszą się do palaczy, pijaków, grubasów, czy do kogokolwiek innego.

Pozdrawiam.
15-04-2009 15:40 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>Ja nie piję i nie obchodzą mnie pijacy, niech sobie chleją, co mnie to niby ma obchodzić?
>To co Ty, do cholery, robisz w wolnym czasie? Wiersze czytasz?
>>Choć w sumie potem za leczenie chorób wywołanych ich piciem płacę jako podatnik. Ech niech już tą służbę zdrowia sprywatyzują!
>Taaa. Jak pomyślisz, że opłacasz leczenie otyłości u amatorów kebabu z dworca, to też odczuwasz taki gniew? Bawią mnie takie wynurzenia, bez względu na to, czy odnoszą się do palaczy, pijaków, grubasów, czy do kogokolwiek innego.
>Pozdrawiam.
>
I dlatego pięknie będzie, kiedy każdy będzie płacił tylko za siebie
15-04-2009 16:53 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Bawią mnie takie wynurzenia, bez względu na to, czy odnoszą się do palaczy, pijaków, grubasów, czy do kogokolwiek innego.

>I dlatego pięknie będzie, kiedy każdy będzie płacił tylko za siebie

   Jasne - z wyjątkiem tych, którzy takiej możliwości nie mają z przyczyn od siebie niezależnych.
15-04-2009 17:28 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>>>Bawią mnie takie wynurzenia, bez względu na to, czy odnoszą się do palaczy, pijaków, grubasów, czy do kogokolwiek innego.
>>I dlatego pięknie będzie, kiedy każdy będzie płacił tylko za siebie
>   Jasne - z wyjątkiem tych, którzy takiej możliwości nie mają z przyczyn od siebie niezależnych.

Zawsze, gdy w grę wchodzi tzw. solidarność społeczna pojawia się problem granic tej solidarności :/ Tzn. komu dawać i w jakim zakresie, a przede wszystkim- od jakiego momentu to są rzeczywiście przyczyny niezależne.
Adamiak (36436 punktów)
>>   Jasne - z wyjątkiem tych, którzy takiej możliwości nie mają z przyczyn od siebie niezależnych.
>Zawsze, gdy w grę wchodzi tzw. solidarność społeczna pojawia się problem granic tej solidarności :/ Tzn. komu dawać i w jakim zakresie, a przede wszystkim- od jakiego momentu to są rzeczywiście przyczyny niezależne.

   Masz jakiś pomysł?
liliac (147340 punktów)
>>>   Jasne - z wyjątkiem tych, którzy takiej możliwości nie mają z przyczyn od siebie niezależnych.
>>Zawsze, gdy w grę wchodzi tzw. solidarność społeczna pojawia się problem granic tej solidarności :/ Tzn. komu dawać i w jakim zakresie, a przede wszystkim- od jakiego momentu to są rzeczywiście przyczyny niezależne.
>   Masz jakiś pomysł?
>

Ech Temat rzeka- już gdzieś tu na forum była debata o publicznej opiece zdrowotnej
15-04-2009 19:36 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>>Zawsze, gdy w grę wchodzi tzw. solidarność społeczna pojawia się problem granic tej solidarności :/ Tzn. komu dawać i w jakim zakresie, a przede wszystkim- od jakiego momentu to są rzeczywiście przyczyny niezależne.
>>   Masz jakiś pomysł?
>>
>Ech Temat rzeka- już gdzieś tu na forum była debata o publicznej opiece zdrowotnej

   No coś Ty...? I nie wpadli na to...??? Ja wiem to od dawna - trzeba sprawdzić, kto potrzebuje z przyczyn niezależnych.
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Za leniwy jestem dziś, aby sprawdzić dane statystyczne, ale jeśli dobrze pamiętam, to spożycie alkoholu w przeliczeniu na 100% w Polsce spada i jest mniejsze od tego w innych krajach. Nie przeczy to temu, że spora część ma "problem" z alkoholem.

   W czasie stanu wojennego, czyli w moich czas licealnych i pierwszych studenckich wypijaliśmy morze mocnego alkoholu. W liceum piliśmy w każdy weekend, a na studiach parę razy na tydzień. Jeśliby prawdą było, że alkohol zabija mózg, to byłbym już dawno bezmózgowcem, a w tym zakresie raczej nie narzekam.
   Teraz, raz na jakieś pół roku lub rok, zdarza mi się "reset". Ostatnio na pierwszym spotkaniu z kumplami z podstawówki. Na bieżąco zdarza mi się wypić piwo, zwłaszcza latem do grilla. Często wino lub wiśniówkę podajemy też do obiadu. Niektórzy pewnie okrzykną mnie pijakiem, ale patrząc na zwyczaje moich znajomych z Czech i Francji, to jestem wręcz abstynentem!
13-04-2009 13:07 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>   Za leniwy jestem dziś, aby sprawdzić dane statystyczne...
>Niektórzy pewnie okrzykną mnie pijakiem, ale patrząc na zwyczaje moich znajomych z Czech i Francji, to jestem wręcz abstynentem!

   Pisząc posta nie miałem na myśli wywoływanie ekspiacji poświątecznych.
lotrek (14275 punktów)
>   Przeczytałem zdanie o niepokojących wynikach badań nad spożywaniem alkoholu przez Polaków:

Skan artykułu z dodatku do tygodnika "Polityka", nr.13 ("Sztuka życia").
Ku pokrzepieniu serc...



Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365