Racjonalista - Strona głównaDo treści
Brak boga = brak szacunku?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
26-08-2010 02:49neurosurgery (2484 punktów)Brak boga = brak szacunku?
Ocena 7 na 7
Witam,

jestem w dosyć trudnej sytuacji rodzinnej i chciałbym się poradzić Was - drodzy Racjonaliści. Mianowicie, chodzi mi o opisanie doświadczeń związanych z porzuceniem idei boga oraz reakcji rodziny. Jestem młody i cały czas na utrzymaniu rodziców, którzy są żarliwymi katolikami. Po powiadomieniu ich o byciu ateistą zostałem obrzucony inwektywami, a nawet dostałem 'propozycję' opuszczenia rodzinnego domu. Dyskusji nie ma końca, chociaż trochę przywykli do tego, że hańbię ich nazwisko... Za brak szacunku uważają nawet nie pójście do kościoła na mszę za zmarłego dziadka. Czy uważacie, że postrzeganie moich rodziców przeze mnie jako ograniczonych umysłowo ludzi jest złe w takiej sytuacji? Nigdy nie przypuszczałem, że w 2010 roku rodzice będą traktowali mnie jak średniowiecznego heretyka. Wszelkie próby spokojnej dyskusji kończą się słowami - "skończ gadać głupoty, zamknij się!". Czy wciąż rodzicom, którzy uważają mnie za kretyna należy się szacunek? Mam zamiar poinformować uprzejmie o swojej decyzji również drugą babcią, która utrzymuje, że doznała objawienia. W mojej rodzinie traktowana jest jak bóstwo - żadnych wad, absolutnie nie można powiedzieć nic złego na jej temat... Mam dosyć tego koloryzowania jej osoby! Czy uważacie, że powinienem iść i powiedzieć tak po prostu - jestem ateistą? Wiem, że mnie odrzucą i potępią, ale czy to nie jest lepsze od udawania kogoś kim nie jestem? Proszę o odpowiedź, pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Scorp (5381 punktów)
> Czy uważacie, że powinienem iść i powiedzieć tak po prostu - jestem ateistą? Wiem, że mnie odrzucą i potępią, ale czy to nie jest lepsze od udawania kogoś kim nie jestem? Proszę o odpowiedź, pozdrawiam.

Nie odważyłbym się dawać Ci dobrych rad w Twoim nieciekawym położeniu, sugeruję tylko, żebyś w określony sposób spojrzał na całą sytuację.

Piszesz o ważnym konflikcie i przedstawiasz go jako konflikt osobowy: z jednej strony Ty, z drugiej rodzice, babcia i w tle inni ludzie, generalnie katolicy. Tymczasem jest to w gruncie rzeczy konflikt wartości, albo idei, memów. Osoby są tylko ich reprezentantami.

Przyjęcie takiego punktu widzenia pozwala powiększyć dystans do osób, ich wypowiedzi i emocji. Spojrzenie z takiej perspektywy umożliwia szerszy ogląd, łatwiej zachować rozsądek.

Jeżeli chodzi o sposób rozwiązania konfliktu, to chyba nie istnieje żaden w pełni skuteczny, natomiast złagodzeniu go służy odwołanie się do wartości, które są - mimo wszelkich różnic - wspólne. Uważam, że taka strategia byłaby dla Ciebie najlepsza.
-
coreless (16088 punktów)

W życiu każdego młodego człowieka przychodzi taki moment, w którym z całą ostrością zaczyna dostrzegać, że rodzice też mogą być niebezpiecznymi idiotami - co nie jest wcale takie rzadkie. Inteligentny kilkulatek potrafi już nieźle manipulować rodzicami, o ile wie, czego chce.
Moja rada: jeżeli jeszcze jesteś w pełni zależny ekonomicznie od rodziców, mów prawdę wtedy, gdy ci się to opłaca. A jeśli ci się to nie opłaca, kłam lub milcz. Nie obnażaj swoich prawdziwych uczuć przed tumanami, bo to się tylko na tobie zemści.
Jest tysiące powodów, dla których nie można pójść do kościoła na mszę - ból głowy, ból nogi, kaszel, temperatura, bo ksiądz się tak dziwnie na mnie patrzy.
Po co od razu wystawiać siebie na ataki sfrustrowanych furiatów i religijnych histeryków, skoro można skutecznie wykorzystywać ich ograniczenia? Zdziwiłbyś się, ilu duchownych doi tę krowę bez litości i na zimno.
Słowem, zacznij ich wykorzystywać i przejmować kontrolę nad sytuacją. A jak będziesz wystarczająco samodzielny, to wtedy do dzieła!


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 07:35 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Moja rada: jeżeli jeszcze jesteś w pełni zależny ekonomicznie od rodziców, mów prawdę wtedy, gdy ci się to opłaca. A jeśli ci się to nie opłaca, kłam lub milcz. Nie obnażaj swoich prawdziwych uczuć przed tumanami, bo to się tylko na tobie zemści.

...wystartuj w wyborach, zostań politykiem, wydupcz wszystkich frajerów...

Coreless, to jest przerażające (chociaż logicznie, jest to jedna z możliwości). Trzeba się tylko stać takim właśnie ateistą, jakiego obawiają się jego rodzice.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 08:28 
 Ocena 4 na 4
coreless (16088 punktów)

Metody należy stosować adekwatnie do sytuacji. Z palantami ramy w palanta, a z filozofami prowadzimy filozoficzną pogawędkę.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 09:27 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Metody należy stosować adekwatnie do sytuacji. Z palantami ramy w palanta, a z filozofami prowadzimy filozoficzną pogawędkę.

A z rodzicami?
Wątpię, by byli tylko palantami (filozofami raczej nie są). Może są tylko zagubieni, przerażeni postawą syna i przekonani, że zszedł na złą drogę?

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 09:56 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Jak mawiał Jezus "mężczyzna zostawi swoich rodziców itd."
Dlaczego nie chcesz uwierzyć w siłę Słowa Bożego? Porzucenie rodziców, choćby tylko w sensie mentalnym, może być dla dorastającego człowieka bardzo korzystnym doświadczeniem.

Warto też odróżnić "okazywanie szacunku" od rzeczywistego szacunku. "Staruszkowie" są w końcu w swoim mentalnym ograniczeniu przyzwyczajeni do sprawowania kontroli.


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 10:20 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Jak mawiał Jezus "mężczyzna zostawi swoich rodziców itd."
>Dlaczego nie chcesz uwierzyć w siłę Słowa Bożego?

Skoro szermujesz słowem bożym, to pierwszeństwo ma przykazanie "Czcij ojca swego i matkę swoją".

>Porzucenie rodziców, choćby tylko w sensie mentalnym, może być dla dorastającego człowieka bardzo korzystnym doświadczeniem.

Rozwijanie empatii jest równie korzystnym doświadczeniem.
Ale jedno nie wyklucza drugiego.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 10:59 
 Ocena 3 na 3
coreless (16088 punktów)

>Skoro szermujesz słowem bożym, to pierwszeństwo ma przykazanie "Czcij ojca swego i matkę swoją".

Czyż wykorzystywanie i oszukiwanie rodziców musi od razu oznaczać nieokazywanie im szacunku?

>Rozwijanie empatii jest równie korzystnym doświadczeniem.
>Ale jedno nie wyklucza drugiego.

Zanim zaczniesz opowiadać baśnie o empatii poczytaj sobie coś współuzależnieniu np. w chorobie alkoholowej, a później spróbuj to odnieść do sytuacji dziecka, nad którym znęcają się psychicznie fanatyczni religijnie rodzice.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 11:09 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)

>Czyż wykorzystywanie i oszukiwanie rodziców musi od razu oznaczać nieokazywanie im szacunku?

Tak - oszukiwanie wyklucza szacunek.

>Zanim zaczniesz opowiadać baśnie o empatii poczytaj sobie coś współuzależnieniu np. w chorobie alkoholowej, a później spróbuj to odnieść do sytuacji dziecka, nad którym znęcają się psychicznie fanatyczni religijnie rodzice.

Zaraz się okaże, że trzymają go w piwnicy na łańcuchu, głodzą i czytają mu na głos encykliki papieskie po łacinie.
Nie dorabiaj czegoś, czego chłopak nie napisał.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 11:19 
 Ocena 3 na 3
coreless (16088 punktów)

>Zaraz się okaże, że trzymają go w piwnicy na łańcuchu, głodzą i czytają mu na głos encykliki papieskie po łacinie.

Metody nękania psychicznego bywają rzeczywiście bardziej wyrafinowane i mają miejsce w wielu pozornie normalnych domach.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Jestem młody i cały czas na utrzymaniu rodziców, którzy są żarliwymi katolikami. Po
>powiadomieniu ich o byciu ateistą zostałem obrzucony inwektywami, a nawet dostałem 'propozycję'
>opuszczenia rodzinnego domu.

Współczuję, nie jest łatwo, zwłaszcza gdy jest się zależnym materialnie lub emocjonalnie. Podziwiam, że mimo to miałeś dość odwagi, by "wychylić się".

>Dyskusji nie ma końca, chociaż trochę przywykli do tego, że hańbię ich
>nazwisko... Za brak szacunku uważają nawet nie pójście do kościoła na mszę za zmarłego dziadka.

Bo z ich punktu widzenia jest to brak szacunku. Nie znam prostej recepty - chodzenie na msze z okazji uroczystości bez wiary jest bez sensu, to tylko pokazywanie się i udawanie. Jeśli zaczniesz temu ulegać, to stracisz szacunek do siebie samego i przestaniesz na szacunek zasługiwać - jako tchórz i pozorant.
Pomyśl, w jaki sposób można okazać pamięć o dziadku bez mszy. Jeśli w takim dniu obejrzysz sobie rodzinne albumy i poprosisz rodziców o opowiedzenie jakichś rodzinnych historii, na pewno to zauważą i docenią.

>Czy uważacie, że postrzeganie moich rodziców przeze mnie jako ograniczonych umysłowo ludzi jest złe w takiej sytuacji?

Tak, jest bardzo złe. Chociaż trudno zwalczyć w sobie takie myśli.
Im jest jeszcze trudniej niż tobie - boją się, że syn odrzucił wszystko co dobre i etyczne, okazują więc swój strach i dezaprobatę, próbując za wszelką cenę zawrócić cię ze "złej drogi".
Im jest równie trudno zrozumieć twoje rozumowanie, jak i tobie byłoby trudno teraz pójść na mszę, wyspowiadać się szczerze i uwierzyć w boga ponownie i całym sercem.

Pomyśl: dziecko nauczy się języka i zwyczajów dowolnego kraju z łatwością. A ile wysiłku trzeba, by dorosły Polak nauczył się biegle języka chińskiego? To nie świadczy o jego ograniczeniu umysłowym - po prostu to, co już raz uformowane, strasznie trudno jest zmienić.

>Nigdy nie przypuszczałem, że w 2010 roku rodzice będą traktowali mnie jak
>średniowiecznego heretyka. Wszelkie próby spokojnej dyskusji kończą się słowami - "skończ gadać
>głupoty, zamknij się!".

Więc po prostu nie zaczynaj sam żadnych dyskusji na tematy religijne. Oni chcą tego słuchać tak samo, jak ty miałbyś ochotę słuchać o ich współżyciu seksualnym ze szczegółami...

>Czy uważacie, że
>powinienem iść i powiedzieć tak po prostu - jestem ateistą? Wiem, że mnie odrzucą i potępią, ale czy
>to nie jest lepsze od udawania kogoś kim nie jestem?

Nie ma sensu udawać, trzeba mówić. Może niekoniecznie bez okazji lecieć do babci, by ją zszokować, ale jeśli sama zacznie mówić o objawieniach? A może nigdy, w końcu to Twoje sprawy a nie jej?

Kiedyś rodzice i babcie umrą. Zostaniesz wtedy Ty, ze swoimi myślami. Do końca życia będziesz wstydził się przed sobą, jeśli stchórzysz i zaczniesz udawać nawróconego wiernego. Ale też do końca życia będziesz żałował, że nie możesz już naprawić błędów wobec rodziców czy babci.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
coreless (16088 punktów)

Powinieneś pisać wzniosłe melodramaty. Nawiedzone babunie je uwielbiają; oczywiście pod warunkiem, że zadbasz też o parę momentów z konkretnym mięsiwem.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 09:35 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Powinieneś pisać wzniosłe melodramaty. Nawiedzone babunie je uwielbiają; oczywiście pod warunkiem, że zadbasz też o parę momentów z konkretnym mięsiwem.

Nie wszyscy ludzie są tak głupi, jak może Ci się wydawać.

Twoje rady są skuteczne. Znam takie metody, ale nie potrafię ich dobrze stosować - kiepski ze mnie aktor (nie to co JP II), nie umiem zachować pokerowej twarzy, przed makiawelicznymi sposobami potrafię się tylko świetnie bronić. Doradzam więc to, co sam bym zrobił - a na pewno nie poszedłbym na wojnę z bliskimi o kasę i władzę.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 09:54 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Sam Jezus mówił, że "nie nalewa się młodego wina do starych bukłaków".
Mózgi "staruszków" poruszają się zazwyczaj po wyjeżdżonych koleinach i w dodatku rzadko zatrzymują się na stacjach, których nie mają w rozkładzie.
Nie idealizujmy rodziców, jeśli na to nie zasługują.


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 10:23 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Sam Jezus mówił, że "nie nalewa się młodego wina do starych bukłaków".
>Mózgi "staruszków" poruszają się zazwyczaj po wyjeżdżonych koleinach i w dodatku rzadko zatrzymują się na stacjach, których nie mają w rozkładzie.
>Nie idealizujmy rodziców, jeśli na to nie zasługują.

W dorosłym życiu on również nie będzie spotykał samych idealnych ludzi.

Strategia "wykorzystaj ich i porzuć" jest skuteczna, ale prymitywna.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 11:01 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Czy ja mówię, że trzeba rodziców od razu porzucać?
Preferowane przeze mnie metody niektórzy nazywają prymitywnymi. Inni powiedzieliby, że proste rozwiązania są najlepsze.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 11:19 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Czy ja mówię, że trzeba rodziców od razu porzucać?
>Preferowane przeze mnie metody niektórzy nazywają prymitywnymi. Inni powiedzieliby, że proste rozwiązania są najlepsze.

Twoje metody są skuteczne i prymitywne, ale nie są proste. Do bycia skutecznym oszustem i kłamcą trzeba mieć talent i doświadczenie.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 11:55 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Nie przesadzajmy. Nie przekraczają możliwości każdego przeciętnie rozgarniętego nastolatka. Poza tym talent i doświadczenie nabywa się w praktyce, toteż kiedyś trzeba zacząć, nawet ryzykując niepowodzenie.

No i po co od razu mówić o oszustwie? Przecież nikomu nie dzieje się żadna krzywda. Przeciwnie - co najmniej jedna osoba zyskuje święty spokój.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 12:12 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Nie przesadzajmy. Nie przekraczają możliwości każdego przeciętnie rozgarniętego nastolatka.

To, co łatwe dla przeciętnie rozgarniętego człowieka, może być trudne dla rozgarniętego ponadprzeciętnie...

Neurosurgery ma więc kilka możliwości - wybierze co woli (może jakąś kombinację metod Twoich i moich?).


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 12:24 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Ujmę to tak. Kilka miesięcy temu pewien japoński nastolatek uzależniony od internetu wyrżnął nożem całą swoją rodzinę po tym, jak odcięto mu dostęp do sieci. Fakt autentyczny. Żeby było jasne - takiego rozwiązania nie polecam, choć jak wskazuje życie, zdarzają się osoby gotowe na wszystko.

Z takiego punktu wiedzenia "złoty środek" polega na wybraniu mojego wysoce umiarkowanego podejścia, a nie na szukaniu czegoś pośredniego między moimi i twoimi propozycjami.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 12:36 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Ujmę to tak. Kilka miesięcy temu pewien japoński nastolatek uzależniony od internetu wyrżnął nożem całą swoją rodzinę po tym, jak odcięto mu dostęp do sieci.

Neurosurgery nie pisze nigdzie o swoim uzależnieniu od internetu - chociaż... sądzisz że jego nick może wynikać z podświadomych ciągot do użycia ostrych narzędzi???

>Z takiego punktu wiedzenia "złoty środek" polega na wybraniu mojego wysoce umiarkowanego podejścia, a nie na szukaniu czegoś pośredniego między moimi i twoimi propozycjami.

Nie ja wybieram. Dostał rady o jakie prosił, zrobi z nimi co uzna za słuszne lub możliwe.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 14:14 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Nie udzielam tu żadnych poprad.
Rozpatruję po prostu pewne możliwości w świetle pewnych uwag natury ogólnej.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
26-08-2010 14:23 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Nie udzielam tu żadnych poprad.
>Rozpatruję po prostu pewne możliwości w świetle pewnych uwag natury ogólnej.

Nie udzielasz porad?

To dlaczego Twoja pierwsza wypowiedź w tym wątku zawiera takie słowa:

> Moja rada: jeżeli jeszcze jesteś w pełni zależny ekonomicznie od rodziców, mów prawdę wtedy, gdy ci się to opłaca. A jeśli ci się to nie opłaca, kłam lub milcz.

i dalej:

>Słowem, zacznij ich wykorzystywać i przejmować kontrolę nad sytuacją. A jak będziesz wystarczająco samodzielny, to wtedy do dzieła!

Cóż to, nie wie lewica, co czyni prawica?

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
coreless (16088 punktów)

A mimo to jeszcze raz powtarzam, że nie udzielam tu nikomu żadnych porad.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>A mimo to jeszcze raz powtarzam, że nie udzielam tu nikomu żadnych porad.

OK, rozumiem. Nikt Ci nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne... jesteś konsekwentny.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 14:55 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

W podejściu pragmatycznym liczą się przede wszystkim konsekwencje, a nie konsekwencja.
Konsekwencja w poglądach jest szkodliwym przesądem.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>W podejściu pragmatycznym liczą się przede wszystkim konsekwencje, a nie konsekwencja. Konsekwencja w poglądach jest szkodliwym przesądem.

Pod warunkiem, że się nie brnie się w kłamstwie, w konfrontacji z twardymi dowodami na piśmie - wtedy konsekwencją jest ośmieszenie się.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-08-2010 17:36 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

>Pod warunkiem, że się nie brnie się w kłamstwie, w konfrontacji z twardymi dowodami na piśmie - wtedy konsekwencją jest ośmieszenie się.

Nadal utrzymuję, że nie udzielam tu nikomu żadnych porad. I to jest moje ostateczne stanowisko, nawet kosztem ośmieszenia się. A co mi tam! Stać mnie na to!

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
aniab (12 punktów)
Trochę ta wypowiedź nie trzyma się kupy:
> Nie znam prostej recepty - chodzenie na msze z okazji uroczystości bez wiary jest bez sensu, to tylko pokazywanie się i udawanie. Jeśli zaczniesz temu ulegać, to stracisz szacunek do siebie samego i przestaniesz na szacunek zasługiwać - jako tchórz i pozorant.
Z tym tchórzem i pozorantem to przesada. Ileż to razy w życiu musimy być tam, gdzie naprawdę nie mamy ochoty i udajemy dla świętego spokoju (np.mąż z żoną na zakupach), albo dla pieniędzy (w pracy płaszczymy się przed szefem)? Czy przez to udawanie tracimy szacunek do siebie samego? Nie, bo robimy to na pozór, a w głębi myślimy co innego. Więc, co szkodzi pójść raz na ruski rok na mszę za dziadka, odpękać to, a myśleć i tak po swojemu? Ja tam nie afiszuję się ze swoim brakiem wiary w Boga, pewnie moje dzieci tak jak i ja pójdą do komunii, ale ja to traktuję po swojemu, jako obrzędy ludowe, historyczne, tradycję-coś w tym stylu. Znalazłam swój sposób, by odnaleźć się w tym zagorzale katolickim kraju,nie zwracając specjalnie na siebie uwagi.Nie chodzę do kościoła, ale jak koleżanka ma ślub, to przecież byłoby jej przykro, że nie mogę odpękać tej godziny w kościele dla niej. Mi też byłoby przykro,więc idę. Kościoła się nie boję i nie boję się tam wejść, a to że jak czasem tam wejdę i posłucham tych śmiesznych księży, utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że to jeden wielki ograniczony, zacofany, nudny stek bzdur.
Może teraz racjonaliści mnie pojadą, ale mam więcej przyziemnych problemów na głowie, niż zwierzanie się rodzicom i wszystkim na około, że jestem ateistką.Kiedyś im tam napomknęłam przy jakimś grilu i piwku, udawali, że nie zwracają uwagi, ale wiem, że zwrócili. To mi wystarczy. Nie chcę też afiszować się przed innymi, jestem szczęśliwa, że nikt do kościoła chodzić mi nie każe co niedzielę, nie interesuje mnie też to, co myślą o mnie mieszkańcy małego bardzo katolickiego miasteczka, w którym mieszkam, trochę nie chce mi się brać ślubu katolickiego z moim narzeczonym, ale jak trzeba będzie, to potraktuję to jak jakiś obrządek ludowy, bez wczuty i tyle. W takim niestety społeczeństwie byłam wychowa, ale zdałam sobie z tego sprawę, i się odsączam z tych całych kościelno-katolickich oparów, które we mnie wpajano od małego.
>Więc po prostu nie zaczynaj sam żadnych dyskusji na tematy religijne. Oni chcą tego słuchać tak samo, jak ty miałbyś ochotę słuchać o ich współżyciu seksualnym ze szczegółami...
Tu piszesz nie zaczynaj dyskusji, a dalej piszesz: jednak trzeba mówić
>Nie ma sensu udawać, trzeba mówić. Może niekoniecznie bez okazji lecieć do babci, by ją zszokować, ale jeśli sama zacznie mówić o objawieniach? A może nigdy, w końcu to Twoje sprawy a nie jej?
No te porady też jakieś kupy się nie trzymające.
Do neurosurgery :poczekaj faktycznie aż odejdziesz spod płaszczyka rodziców, jakoś to przebolej, a później hulaj dusza...
10-09-2010 15:53 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Z tym tchórzem i pozorantem to przesada. Ileż to razy w życiu musimy być tam, gdzie naprawdę nie mamy ochoty i udajemy dla świętego spokoju (np.mąż z żoną na zakupach), albo dla pieniędzy (w pracy płaszczymy się przed szefem)? Czy przez to udawanie tracimy szacunek do siebie samego? Nie, bo robimy to na pozór, a w głębi myślimy co innego.

Masz inne standardy niż ja - pewnie dlatego, że jesteś młodsza. Nie lubię kompromisów moralnych, nie znoszę kłamstwa "dla świętego spokoju", nie lubię obojętności, cenię aktywną walkę.

>Więc, co szkodzi pójść raz na ruski rok na mszę za dziadka, odpękać to, a myśleć i tak po swojemu?

Tobie nic nie szkodzi, bo Tobie jest to obojętne. Mnie przeszkadza fakt, że dziadek nie miał duszy - więc modlenie się za nią nie ma sensu. A myśleć po swojemu i tak mogę - tylko że ja wolę również czynić po swojemu.

>Ja tam nie afiszuję się ze swoim brakiem wiary w Boga, pewnie moje dzieci tak jak i ja pójdą do komunii, ale ja to traktuję po swojemu, jako obrzędy ludowe, historyczne, tradycję-coś w tym stylu. Znalazłam swój sposób, by odnaleźć się w tym zagorzale katolickim kraju,nie zwracając specjalnie na siebie uwagi.

No cóż, konformizm. Można temu ulegać, można z tym walczyć. Ja wolę walczyć.

> >Więc po prostu nie zaczynaj sam żadnych dyskusji na tematy religijne. Oni chcą tego słuchać tak samo, jak ty miałbyś ochotę słuchać o ich współżyciu seksualnym ze szczegółami...
>Tu piszesz nie zaczynaj dyskusji, a dalej piszesz: jednak trzeba mówić

To tak samo jak "nie zaczynaj bójki, ale jeśli ktoś cie uderzy to mu oddaj cios".

>Do neurosurgery :poczekaj faktycznie aż odejdziesz spod płaszczyka rodziców, jakoś to przebolej, a później hulaj dusza...

Jako ten pies, co się urwał z łańcucha...
Ale co racja, to racja. Niezależność materialna (i terytorialna) wiele zmienia.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
aniab (12 punktów)

>>Więc, co szkodzi pójść raz na ruski rok na mszę za dziadka, odpękać to, a myśleć i tak po swojemu?
>Tobie nic nie szkodzi, bo Tobie jest to obojętne. Mnie przeszkadza fakt, że dziadek nie miał duszy - więc modlenie się za nią nie ma sensu. A myśleć po swojemu i tak mogę - tylko że ja wolę również czynić po swojemu.
Ależ ja nie mówiłam, żeby szedł i modlił się za duszę dziadka, tylko, żeby szedł, odpękał swoje, postał z godzinkę i tyle...byle by rodzinka się nie przypieprzała, a jak dorośnie i się wyprowadzi, to wtedy hulaj dusza..
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Wyjedź na studia do innego miasta.

Pozdrawiam

Jednakże wraz z lepszym poznaniem budowy i zjawisk mikroświata okazało się, że pole magnetyczne nie jest realnie istniejącym obiektem, a tylko teoretycznym tworem ułatwiającym opis zjawisk dokonujących się w zmiennym polu elektrycznym.
zachaj (5239 punktów)
Nie warto walczyć z rodzicami , jacy by niebyli.

Musisz wiedzieć , że urojenia części ludzi są bardzo silne i nie możliwe jest ich "wybudzenie". Z pewnymi faktami będziesz musiał się pogodzić. Nikt Ci nie zabierze Twojego światopoglądu , możesz robić i myśleć co chcesz. Niektórych ludzi , żadne płacze i krzyki nie przekonają , że białe jest białe ...
26-08-2010 11:57 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Czasami jednak warto się chociaż potargować. A oni i tak będą kochać swoje dziecko. W końcu od tego są rodzice.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
27-08-2010 00:31 
 Ocena 2 na 2
neurosurgery (2484 punktów)
> A oni i tak będą kochać swoje dziecko. W końcu od tego są rodzice.

Po dzisiejszym dniu nie byłbym tego taki pewien. Poinformowałem uprzejmie rano ojca, że chce powiedzieć babci 'o wszystkim'. Spotkała mnie spora agresja i uwaga - zakaz rozmów z 7-letnim bratem! Mam mu nie mówić niczego, co by spowodowało zawahanie... Idzie się załamać! Jak ma wybrać skoro będzie znał tylko jedną stronę? Przeczytałem wszystkie odpowiedzi i chyba przemilczę niektóre kwestie. Nie warto z nimi walczyć, bo nic nie zwojuję. A co do brata, który jest nader inteligenty jak na swój wiek, nie zamierzam ustępować. Nie wiem czy przez to nie będzie miał podobnych problemów, ale uważam, że powinien być świadomy swojego przyszłego wyboru...
27-08-2010 07:44 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

To był sarkazm.
Jeśli jesteś niepełnoletni możesz spróbować zgłosić sprawę we wrześniu do pedagoga lub psychologa szkolnego.

Dla młodzieży funkcjonuje również telefon zaufania 116111.

www.116111.pl/

Sprawa wygląda jak znęcanie się psychiczne. Niestety, nie jesteśmy Szwecją i nie mamy państwa opiekuńczego, tylko skrzyzowanie kurnika z cyrkiem i straganem z dewocjonaliami, więc nie wiem jak się sprawa dla Ciebie skończy.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
28-08-2010 00:28 
 Ocena 1 na 1
neurosurgery (2484 punktów)
>To był sarkazm.
>Jeśli jesteś niepełnoletni możesz spróbować zgłosić sprawę we wrześniu do pedagoga lub psychologa szkolnego.
>Dla młodzieży funkcjonuje również telefon zaufania 116111.
>www.116111.pl/
>Sprawa wygląda jak znęcanie się psychiczne. Niestety, nie jesteśmy Szwecją i nie mamy państwa opiekuńczego, tylko skrzyzowanie kurnika z cyrkiem i straganem z dewocjonaliami, więc nie wiem jak się sprawa dla Ciebie skończy.

Poczekam, zobaczę. Spróbuję po prostu na razie nie prowokować żadnych napiętych sytuacji. Być może nie mogą tego przełknąć 'na raz'... Niedługo opuszczę dom żeby studiować. Powinno to być zbawienne dla obu stron.
libertyn (3006 punktów)
>...Po powiadomieniu ich o byciu ateistą...

Ateizm czy innowierstwo nie powinno oznaczać alergii w dziedzinie religii. Będąc ateistą możesz pójść do kościoła. Często się to zdarza - ateiści idą na ślub znajomych czy rodziny do kościoła i nic złego się im nie dzieje. Trzeba tylko efektownie się zaprezentować. Ja gdy byłem na ślubie znajomych to usiadłem sobie z tyłu i: nie klękałem, nie wstawałem, nie robiłem żadnych katolickich gestów etc. Na ślubie byłem, bo lubię moich znajomych. Na mszę za "duszę dziadka" to już bym nie poszedł, bo to irracjonalne.

>Czy uważacie, że postrzeganie moich rodziców przeze mnie jako ograniczonych umysłowo ludzi jest złe w
>takiej sytuacji?

Tak. Myślę, że przerysowujesz. Twoi rodzice nie są ograniczeni umysłowo. Są po prostu katolikami bezkrytycznymi ale nie nienormalnymi. Dbają o Ciebie, wychowali Cię. Opiekowali się Tobą gdy jeszcze byłeś bezradny.

>Nigdy nie przypuszczałem, że w 2010 roku rodzice będą traktowali mnie jak
>średniowiecznego heretyka. Wszelkie próby spokojnej dyskusji kończą się słowami - "skończ gadać
>głupoty, zamknij się!".

To nie dyskutuj z nimi. Musisz wytyczyć dziedziny w które nie wkracza katolicka ideologia i bezwzględnie bronić tych granic ale nie bądź fanatycznym ateistą.

>Czy wciąż rodzicom, którzy uważają mnie za kretyna należy się szacunek?

Tak.

>Mam zamiar poinformować uprzejmie o swojej decyzji również drugą babcią

Olej to. Jeszcze dostanie zapaści.

>, która utrzymuje, że doznała
>objawienia.

Często się zdarza. Czym starszy człowiek tym ma więcej objawień

>Czy uważacie, że
>powinienem iść i powiedzieć tak po prostu - jestem ateistą?

Nie. Powiedz to przy okazji ale nie specjalnie.

>Wiem, że mnie odrzucą i potępią, ale czy
>to nie jest lepsze od udawania kogoś kim nie jestem?

To jest lepsze. Nigdy nie udawaj kogoś kim nie jesteś.

Trzymaj się. Będę się za Ciebie modlił

Racjonaliści śmieją się w Sejmie
Nie klękamy przed bakterią
coreless (16088 punktów)

Słodziutkie, różowiutkie i mięciutkie...
Gdyby tylko wszystkie rozmowy z fanatycznymi rodzicami odbywały się w takim klimacie; no chociaż 10% tych rozmów, to by było fajnie, ale w życiu bywa czasami zupełnie inaczej niż w zaledwie poprawnych poradnikach dla grzecznych dziewczynek i chłopców.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Sakura (114 punktów)
Witaj.
Jestem w podobnej sytuacji z tą różnicą że ja w boga wierzę tylko inaczej go odbieram niż moja katolicka rodzina. Wiem z doświadczenia że nie warto mówić po dzień dobry że się ma inne poglądy czy też jak w twoim przypadku że jesteś ateistą. To raczej ci w niczym nie pomoże. Jeżeli podczas rozmowy zejdziecie na tematy religii po prostu w spokojny sposób wytłumacz co sądzisz i dlaczego na dany temat gdy zaś wyczujesz że rozmowa zaszła za daleko w spokoju zakończ dyskusję i wyjdź. Wiem że to nie jest łatwe ale życie nie należy do najprostszych czynności. Po pewnym czasie rodzina powinna trochę ustąpić, już nie będą nimi targały takie emocje jak na początku chociaż nawet później będą myśleli że ich dziecko kroczy złą ścieżką. Pomimo tego co mówią zawsze będą ciebie kochać bo jesteś ich dzieckiem a ty nie stracisz do nich szacunku ponieważ to oni ciebie wychowali byli przy tobie gdy chorowałeś czy nawet jak stłukłeś sobie kolano.
Jeśli chodzi o fakt chodzenia do kościoła lub raczej o fakt nie chodzenia mogę ci zaproponować sposób jaki sama stosuję. U mnie niedzielny poranek zaczyna się od rozkazu marszu do kościoła (to i tak jakiś postęp bo kiedyś to była dyskusja o niezbyt dobrym charakterze na temat moich poglądów która i tak kończyła się słowami "przestań gadać głupoty i masz iść do kościoła" teraz zaś dyskutować już nie chcą gdyż wiedzą że światopoglądu nie zmienię więc próbują mnie zbawić na siłę ) więc aby bardziej nie denerwować rodzinki idę na mszę tylko zamiast usiąść z rodzinką w ławeczce idę w inną cześć kościoła i wychodzę bocznymi drzwiami i udaję się na spacerek. Zdaję sobie sprawę że jest to okłamywanie bliskich mi osób ale jakbym uczestniczyła w mszy to okłamywałabym siebie a to jest o wiele gorsze gdyż wtedy straciłabym szacunek do samej siebie. A jak można szanować kogoś nie szanując siebie? Jeśli masz problem z okłamywaniem rodziców to możesz pomyśleć o tym jak o np wypiciu piwa będąc niepełnoletnim. Rodzice nie muszą wiedzieć wszystkiego dla ich własnego spokoju.
To jest twoje życie więc musisz przeżyć je sam. Nikt za ciebie tego nie zrobi ani rodzice ani babcia z objawieniami ani ja ani nikt inny. Inni ludzie mogą ci tylko podpowiadać. Ja więc życzę TOBIE abyś został przy swoim światopoglądzie a z czasem wszystko się ułoży.
coreless (16088 punktów)

>Ja więc życzę TOBIE abyś został przy swoim światopoglądzie a z czasem wszystko się ułoży.

Stój sobie na deszczu. Po co szukać parasola? Kiedyś w koncu przestanie padać, a ty przecież nie jesteś z cukru!


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Mainmen (13 punktów)
>Za brak szacunku uważają nawet nie pójście do kościoła na mszę za zmarłego dziadka.

Proponuje żebyś ubrał się ładnie ale na mszy stal przed kościołem - za to potem poszedł z posesja pożegnać go. Pokażesz szacunek po swojemu - możesz ich też zaskoczyć bywając na grobie częściej od nich - pokaż im że się mylą i ateista nie znaczy osoba zła.

>Czy uważacie, że postrzeganie moich rodziców przeze mnie jako ograniczonych umysłowo ludzi jest złe w takiej sytuacji?

Nie koniecznie muszą być ograniczeni, mogą być indoktrynowani i zaślepieni. Ale rzeczywiście powinieneś przestać patrzeć na nich jako osoby do dyskusji.

>Nigdy nie przypuszczałem, że w 2010 roku rodzice będą traktowali mnie jak
średniowiecznego heretyka. Wszelkie próby spokojnej dyskusji kończą się słowami - "skończ gadać głupoty, zamknij się!".

A próbowałeś zapytać ich czego się boją w tej dyskusji ? Jeśli uda ci się ich sprowokować to pamiętaj że musisz dyskutować bardzo spokojnie - polecam spokojny monotonny głos (jak ksiądz) - to uspokaja

>Czy wciąż rodzicom, którzy uważają mnie za kretyna należy się szacunek?\

Szacunek za to co dla ciebie zrobili a nie za to jakimi są osobami - tak.

>Czy uważacie, że powinienem iść i powiedzieć tak po prostu - jestem ateistą?

Straszny pomysł. Nie mając poparcia armii nie atakuj takiej fortecy!

>Wiem, że mnie odrzucą i potępią, ale czy to nie jest lepsze od udawania kogoś kim nie jestem? Proszę o odpowiedź, pozdrawiam.

W idealnym świecie byłoby leprze mówić prawdę - ale to bajki - puki co omijaj w ogóle temat religii - skup się na tym co Cie łączy z rodziną. Ale jednocześnie zacznij się przygotowywać życiowo do rychłego odseparowania od nich - studia w innym mieście to świetny pomysł.

Wiem że to zabrzmi dziwnie ale jeśli masz księdza którego lubiłeś (takiego jacy powinni być księża) powinieneś z nim pogadać.

Co do brata to jest za młody - poczekaj aż będzie miał jakieś12 lat - wtedy i tak sie będzie buntował i będziesz mu wtedy służył pomocą.

A tak już żartem - przyjdź do domu i oznajmij - Mamo, Tato jestem gayem ! - poczekaj na reakcje i powiedz - żartowałem tylko ateistą
lipschitz (1674 punktów)
Zmieniasz zasady funkcjonowania środowiska, w którym się znalazłeś, zaburzasz dotychczasowy porządek tworząc zarazem nowy, który musi uwzględnić nowe okoliczności. Jeśli masz rację, a oni jej nie mają, wtedy wnosisz pewną wartość, która będzie oddziaływać na otoczenie i także je kształtować. I według mnie tyle wystarczy, nie trzeba domagać się niczego więcej a już na pewno domagać się zrozumienia.
27-08-2010 17:05 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Nie bierzesz chyba pod uwagę, że sytuacja może istotnie wpływać na aktualną, realną jakość życia "odszczepieńca". Dziecko potrzebuje rodziców - rozumiejących, tolerancyjnych, stwarzających poczucie bezpieczeństwa.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Maximus Decimus Meridius (316 punktów)
>to nie jest lepsze od udawania kogoś kim nie jestem? Proszę o odpowiedź, pozdrawiam.

Osobiście polecam książkę "TOKSYCZNI RODZICE" SUSAN FORWARD

zacytuję fragment recenzji owej książki:

"Bolesna spuścizna po toksycznych rodzicach jest udziałem wielu z nas. Przejawia się ona w postaci trudności w układaniu sobie życia z partnerem, w podejmowaniu decyzji i karierze zawodowej, a także w różnych formach depresji. Niektórzy z nas obarczani są brzemieniem wstydu po alkoholizmie w rodzinie, po porzuceniu lub opuszczeniu, znieważeniu fizyczną przemocą. Są wśród nas zarówno dotknięci zbrodnią kazirodztwa jak i subtelnie uwodzeni w dzieciństwie tak, iż nie zdają sobie sprawy z dokonanego na nich seksualnego nadużycia. Wielu ludzi miało rodziców nadmiernie kontrolujących, zachłannych, nad opiekuńczych, którzy udaremnili rozwinięcie skrzydeł, stanięcie mocno na nogach i afirmację własnego ja."

Pozdrawiam
Mariusz Pracki (436 punktów)
Wydoroślej, znajdź pracę, wyprowadź się i będziesz miał spokój. Takie to trudne?

www.moherowo.pl
Turniak (52 punktów)
>Wydoroślej, znajdź pracę, wyprowadź się i będziesz miał spokój. Takie to trudne?
>
www.moherowo.pl


a jeśli się uczysz wyjedź do szkoły z internatem lub na uczelnię z akademikiem. Tak zrobiłem i nie miałem problemów
Turniak (52 punktów)
>>Wydoroślej, znajdź pracę, wyprowadź się i będziesz miał spokój. Takie to trudne?
>>
www.moherowo.pl

>a jeśli się uczysz wyjedź do szkoły z internatem lub na uczelnię z akademikiem. Tak zrobiłem i nie miałem problemów
>
Warto abyś sięgnął po książkę "Poza wiarą" ( www.racjonalista.pl/ks.php/k,1883) - znajdziesz tam kilka dobrych wskazówek
oportunista (1711 punktów)
Gdy czytam tego typu teksty, wiem już że będę nieprzyjemny. Uznawanie rodziny za idiotów, nawet gdyby to była prawda, nie najlepiej świadczy o twoim intelekcie, inaczej, jesteście siebie warci, a listonosz się nie mieszał. Sam nie wiem czy nie odciąłbym od koryta potomka, który mną gardzi i się jeszcze tym szczyci, tego typu relacje nie mają sensu i mogą być uzasadnione niepoczytalnością czasową lub trwałym kalectwem. W wymienionych przypadkach dorośli z reguły zachowują się nieracjonalnie.
19-09-2010 02:22 
 Ocena 1 na 1
MUZGOJAD (276 punktów)
>Gdy czytam tego typu teksty, wiem już że będę nieprzyjemny.

Gdy czytam tego typu posty, wiem już że będę nieprzyjemny.

>Uznawanie rodziny za idiotów, nawet gdyby to była prawda, nie najlepiej świadczy o twoim intelekcie, inaczej, jesteście siebie warci, a listonosz się nie mieszał. Sam nie wiem czy nie odciąłbym od koryta potomka, który mną gardzi i się jeszcze tym szczyci, tego typu relacje nie mają sensu i mogą być uzasadnione niepoczytalnością czasową lub trwałym kalectwem.

Jak można NIE UZNAWAĆ kogoś za idiotę, jeśli jest idiotą? Trzeba chyba być idiotą. Ślepym i niefrasobliwym idiotą.
Nie chcę obrażać jego rodziców, tym bardziej, że ich nie znam, ale jeśli nie potrafią zaakceptować tego, że nie wierzy w Boga, to znaczy, że mają problemy. Problemy, które powinni leczyć u psychologa. Problemy, których nie mają normalni ludzie. Już nie wspominam nawet o fakcie, że są ludźmi wierzącymi, a to też coś o nich świadczy.
Jestem pewien, że autor tematu na pewno sobie ceni to, że rodzice go utrzymują i zapewniają mu odpowiednie warunki do życia. Na pewno jest im za to wdzięczny. Nie znaczy to, że musi uznawać ich za autorytet, za kogoś, kogo powinien się lekkomyślnie słuchać i naśladować. Rodzina to tylko LUDZIE. Spora część ludzi to IDIOCI. Rodzina nie jest objęta żadną "ulgą", przynajmniej nie dla racjonalisty. Nikomu nie karzę mówić w twarz drugiej osobie, że jest głupia, a już na pewno nie w ten sposób, jednak uświadomienie sobie takiej rzeczy i zatrzymanie jej dla siebie wynika z procesu samodzielnego myślenia, użycia własnego rozumu - chyba najważniejszej z kolumn racjonalizmu.
27-10-2010 12:09 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>Spora część ludzi to IDIOCI. Rodzina nie jest objęta żadną "ulgą", przynajmniej nie dla racjonalisty. Nikomu nie karzę mówić w twarz drugiej osobie, że jest głupia, a już na pewno nie w ten sposób, jednak uświadomienie sobie takiej rzeczy i zatrzymanie jej dla siebie wynika z procesu samodzielnego myślenia, użycia własnego rozumu - chyba najważniejszej z kolumn racjonalizmu.
   Nie mówienie ludziom przyłapanym na głupocie, że są głupi, to nie tylko brak kultury. to niezrozumienie faktu, że nawet geniusze nie są omnipotencjalni. Losy mego ojca tak nim pokierowały były, że edukację skończył w drugiej klasie szkoły podstawowej, bo dalszą naukę uniemożliwiła mu I Wojna Światowa. Uważam, że był człowiekiem bardzo inteligentnym. Oto po pięćdziesięciu latach braku kontaktu z rosyjskim czytał ze zrozumieniem tekst w tym języku, a kiedyś dyskutując z nim na temat obliczania objętości brył odkryłem, że rozumie, na czym polega całkowanie (oczywiście, on tak tego nie nazywał).
   Dziesięć razy się zastanów, zanim nazwiesz kogoś idiotą. Czy jesteś w stanie dyskutować na każdy temat? Na pewno nie. Czy stąd wniosek, że jesteś idiotą -- też nie, bo przecież są dziedziny i tematy, w których potrafisz wnieść coś ciekawego, a może nawet odkrywczego. Nie nazwę Cię idiotą nawet z tego powodu, że kazanie mylisz z karaniem.
MUZGOJAD (276 punktów)
>Nie mówienie ludziom przyłapanym na głupocie, że są głupi, to nie tylko brak kultury.
Nie wiem skąd wziąłeś tę komiczną zasadę. Bycie tolerancyjnym należy do kulturalnego zachowania. Ja nie mam nic przeciwko dyskusji o moich wadach lub wadach osób drugich czy trzecich, ale tylko pod warunkiem, że obie strony się na taką dyskusję zgadzają. Spróbuj podyskutować sobie z łysym kibolem o tym, że jego klub jest gorszy od Twojego, to się przekonasz, że to nie Ty wyznaczasz normy dobrego wychowania i że lepiej było siedzieć cicho. Zresztą mało mnie to obchodzi, ja bym się nie odzywał i nic by mi się nie stało, a ty byś, za przeproszeniem, dostał w ryj. Twoja sprawa.
>Losy mego ojca tak nim pokierowały były, że edukację skończył w drugiej klasie szkoły podstawowej, bo dalszą naukę uniemożliwiła mu I Wojna Światowa. Uważam, że był człowiekiem bardzo inteligentnym. Oto po pięćdziesięciu latach braku kontaktu z rosyjskim czytał ze zrozumieniem tekst w tym języku, a kiedyś dyskutując z nim na temat obliczania objętości brył odkryłem, że rozumie, na czym polega całkowanie (oczywiście, on tak tego nie nazywał).
Ok. Tylko czemu bronisz swojego ojca? Nie mam pojęcia kim jest i nic o nim nie powiedziałem. Jeśli już tak nalegasz na to, żebym go osądził, to postaram się to zrobić. Idiotą nazwać go nie mogę, bo go nie znam. Geniuszem też nie. Jeśli to, co napisałeś jest prawdą, to rzeczywiście jest inteligentny. Sam fakt, że o nim wspomniałeś odnosząc się do mojej wypowiedzi o idiotach i obraz jego osobowości, który, celowo czy też nie, mi wytworzyłeś, wskazują jednak na to, że to człowiek ciężko pracujący, ktoś kto wiele przeszedł, dbający o zapewnienie dobrych warunków do życia rodzinie. Nie znaczy to jednak, że jest inteligentny na równi z niektórymi ludźmi, którzy mieli możliwość edukacji i których ominęła wojna. Psa, który potrafi przynieść piwo z lodówki też można uznać za inteligentnego.
Nie chodziło mi jednak o taką inteligencję. Miałem na myśli błędne poglądy ludzi, które niektórzy rodzice mają zwyczaj narzucać swoim dzieciom. Tacy rodzice to dla mnie idioci i tyczy się to każdego rodzica, również moich. Wolałbym nie używać słowa "idioci", mimo że sam to wcześniej zrobiłem, bo jest nieodpowiednie i na pewno Cię zmyliło. Dlatego właśnie się teraz tłumaczę.
>Dziesięć razy się zastanów, zanim nazwiesz kogoś idiotą. Czy jesteś w stanie dyskutować na każdy temat? Na pewno nie. Czy stąd wniosek, że jesteś idiotą -- też nie, bo przecież są dziedziny i tematy, w których potrafisz wnieść coś ciekawego, a może nawet odkrywczego. Nie nazwę Cię idiotą nawet z tego powodu, że kazanie mylisz z karaniem.
Mam nadzieję, że już mnie zrozumiałeś. Rodzice autora tematu idiotami może i nie są, (Twój ojciec też pewnie nie) ale są ludźmi, którzy uniemożliwiają mu bycie sobą, nie tolerują go, a na dodatek są "żarliwymi katolikami", co zdrowe dla ich rozumu ani dla rozumu syna, gdyby miał podążyć ich śladami nie jest. Posiadana wiedza, szybkość wykonywania obliczeń matematycznych, wyobraźnia i reszta czynników składających się na inteligencję to już inna bajka. Ja odnosiłem się tylko do poprawności poglądów.
Vytautas (4394 punktów)
>Posiadana wiedza, szybkość wykonywania obliczeń matematycznych, wyobraźnia i reszta czynników składających się na inteligencję to już inna bajka. Ja odnosiłem się tylko do poprawności poglądów.
   Poprawność wiedzy -- rozumiem. Poprawność poglądów -- nie.
MUZGOJAD (276 punktów)
Byłem pewien, że przyczepisz się do tego określenia. Wiem, że każdego z poglądów nie da się uznać za poprawny lub błędny ("o gustach się nie dyskutuje"), ale niektóre, w sensie logicznym, rozumnym jak najbardziej można. Myślę, że wiara w eteryczne zjawiska jest jednym z nich. Jeszcze ważniejszą kwestią (w tym temacie) od stwierdzenia czy wiara w niematerialne stworzenia jest logicznie poprawna czy też nie, jest określenie czy logicznie poprawne jest przekonanie o tym, że najlepszym sposobem na wychowanie dziecka (zważając na JEGO dobro) jest narzucanie mu swojej religii i potępianie go, jeśli mu się to nie podoba. Już rozumiesz?
Vytautas (4394 punktów)
>Byłem pewien, że przyczepisz się do tego określenia.
   Jakiego? Nie wiem, bo nie zostawiłeś owego mojego rzekomego czepiania się.

>Wiem, że każdego z poglądów nie da się uznać za poprawny lub błędny ("o gustach się nie dyskutuje"), ale niektóre, w sensie logicznym, rozumnym jak najbardziej można.
   Czy pytanie o prawdziwość to kwestia gustu? Co to jest logiczny, rozumny sens? Co można, czemu można?

>Myślę, że wiara w eteryczne zjawiska jest jednym z nich.
   Co nazywasz zjawiskami eterycznymi?

>Jeszcze ważniejszą kwestią (w tym temacie) od stwierdzenia czy wiara w niematerialne stworzenia jest logicznie poprawna czy też nie, jest określenie czy logicznie poprawne jest przekonanie o tym, że najlepszym sposobem na wychowanie dziecka (zważając na JEGO dobro) jest narzucanie mu swojej religii i potępianie go, jeśli mu się to nie podoba. Już rozumiesz?
   Nic, a nic, cały ten tekst wydaje mi się jednym wielkim bełkotem.
   Mógłbyś jaśniej?
MUZGOJAD (276 punktów)
>   Jakiego?
"Poprawność poglądów". Przecież w swoim poprzednim poście napisałeś, że nie rozumiesz pojęcia "poprawność poglądów".
>Nie wiem, bo nie zostawiłeś owego mojego rzekomego czepiania się.
Tego zdania już nie rozumiem. Domyślam się jednak, że odnosi się do pytania "jakiego?", więc to chyba nieważne.
>   Czy pytanie o prawdziwość to kwestia gustu? Co to jest logiczny, rozumny sens? Co można, czemu można?
Wszystko to (oprócz pytania czy "prawdziwość to kwestia gustu?", bo jest dla mnie niezrozumiałe i nieadekwatne) wyjaśniam w dalszej części mojego poprzedniego postu. Uznałeś ją za bełkot. Postaram się sprostować.
>   Co nazywasz zjawiskami eterycznymi?
Miałem na myśli bogów, różne bajkowe postaci i zdarzenia typowe dla religii.
>   Nic, a nic, cały ten tekst wydaje mi się jednym wielkim bełkotem.
>   Mógłbyś jaśniej?
Przekonanie, że Bóg jest prawdziwy i/lub szansa na jego istnienie jest równa/większa z szansą na to, że nie istnieje jest przykładem niepoprawnego logicznie poglądu. POPRAWNY pogląd polegałby na stwierdzeniu, że szansa na to, że Bóg istnieje jest bardzo niewielka. To tylko jeden przykład. Dlatego uważam, że można stwierdzić poprawność niektórych poglądów.
Czy rozumiesz już w końcu czym jest ta poprawność poglądów?
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
Nie szarp się z rodzicami, ty i tak już wygrałeś. Pomyśl że kiedyś umrą. Co ci ta myśl przywołuje?
Co chciałbyś im powiedzieć zanim odejdą?

Relacje z rodzicami są bardzo ważne. Bardzo, bardzo. Jesteś swoimi rodzicami, po 50% z każdego, i tworzysz teraz sam nową jakość, ale nie przeskoczysz tego że jesteś ich synem.

Okazuj szacunek, rób swoje kiedy masz możliwość, nie twórz niepotrzebnie konfliktów, szukaj wspólnych rzeczy.

Ale być może pójdziesz na ostro i będzie wielka granda, która się ułoży za wiele lat. Może musisz się nauczyć na błędach.

Jeżeli czujesz się prześladowany szukaj pomocy psychologów, pedagogów, terapeutów.

I tak wygrałeś.

Pozdrawiam
Adam
boney (9 punktów)
osobiscie jest zbyt prywant a sprawa zebys sie kierował tu czyims zdaniem...

Jestem w sytuacji podobnej - tylko ze moi rodzice nic nie wiedzą o tym ze jestem ateistą i puki co sam nie wiem czy im powiem czy nie.
Nawet mialem juz ochote im powiedziec to w klutni, ale stwerdzilem ze zły moment na takie gadanie... lepiej na spokojnie.

Zamiast do kosciola chodze do empiku poczytac "boga urojonego" (lol) i wracam za godzinke, albo ide na piwo z kumplem... zawsze jest jakas alternatywa.

Wiem ze to hiporyzja ale ja szczerze nie wiem jak zareagują moi starzy - osobiscie wydaje mi sie ze jakos to przełkną - ale z 2giej strony czuje jakis wewnetrzny lęk - w koncu synus mamusi i tatusia chodzil w niedziele i swieta do kosciola, na procesje, nabozenstwa .... TRAGEDIA :/

swietnie Cie rozumie i pozdrawiam - proponuje zebys mowil to co chcą usłyszeć jedoczesnie milncząc z tym czego nie chcą uslyszec - przy utrzymywaniu swoich przekonan oczywiscie

sadze ze zrozumieją - ... kiedys.
Alicja Duda (25557 punktów)
Proszę korzystać z funkcji podgląd. Następne takie teksty będę kasować.
Jay-G (178 punktów)
Plus za odwagę. To mało, ale zawsze coś.

Spodobało mi się to co napisałeś, bo wydaje mi się, że jeszcze nie tak dawno temu byłem w sytuacji podobnej. Ale właściwie rzecz rozbiła się o niechodzenie do Kościoła. Przekazując rodzicom informacje na ten temat, powiedziałem zwyczajnie, że mam dośc tego cyrku. Zwyczajnie czuje się niedobrze słuchając kapłana, uczestnicząc w nudnym, pesymistycznym, monotonnym i archaicznym obrzędzie w kościele. Powiedziałem zwyczajnie, że tego nie czułem. Protestom nie było końca, ale cóż, po prostu jak ktoś mógł mnie na siłę wepchac do kościoła. Mimo partyzantki ostracyzmu w całej rodzinie przez dłuższy okres czasu, nic więcej się nie wydarzyło. Najzwyczajniej w świecie, nikt nie miał argumentów by mnie zachęcic do uczęszczania na Mszę. W czasem wynikło, że nie chodząc do kościoła jestem w oczach rodziny ateistą. Ucieszyłem się i potwierdziłem.

Cóż, po ponad 5 latach od tamtych dni, muszę Ci powiedziec, że moje życie wygląda tak jak kiedyś, przy czym rodzina traktuje mnie jako dorosłego człowieka, w pełni świadomego i ukształtowanego obywatela, inteligentnego studenta, który za siebie odpowiada, kochanego członka rodziny i jedynego w niej pełnowartościowego ateistę.

To nie jest model standardowy ujawniania swojego ateizmu rzecz jasna. To tylko pewna historia budowana na prawdzie od początku, tak jak Twoja

Powodzenia.

Nothing in biology makes sense, except in the light of Evolution
neurosurgery (2484 punktów)
Witam ponownie

Jestem na świeżo po rozmowie z moją katolicką ciotką (ba, studiowała teologię!). Właśnie się dowiedziała o moim ateizmie i chciała ze mną 'porozmawiać'. Oczywiście okazałem się bardzo 'płytki' i mi współczuje, że jestem tylko zwierzęciem. Moje życie według niej jest bardzo ubogie i jestem nieszczęśliwy. Cóż, żeby to chociaż miało odzwierciedlenie w rzeczywistości... Stwierdziła, że (uwaga!) powinienem przeprosić babcię i jej wybaczyć za to, że napluła mi w twarz (dwa razy) za bycie ateistą. Przecież to starsza osoba! I co z tego się pytam? Jak można dawać się poniżać i jeszcze prosić o wybaczenie (typowo katolickie)?! Ech, po tym zaczęliśmy temat wolnej woli. Według niej to bóg obrał mi taką ścieżkę do nieba. Mam przecież wolną wolę i mogłem tak wybrać! No, ale zaraz. Gdzie ta wolna wola się pytam? Jak można mieć wolną wolę skoro bóg wie wszystko, zna każdy mój ruch! On wiedział, że nie będę wierzył jeszcze zanim stworzył świat (bo zawsze był wszechwiedzący - chyba). Powiedziałem, że można to porównać do myszy w labiryncie. Ona też 'wybiera' drogi - to w prawo, to w lewo. Ale co z tego skoro i tak dojdzie do jedynego wyjścia? Ja o tym wiem, ale ona nie. Ależ jest wolna! Oczywiście spotkałem się z ironicznym uśmiechem i słowami - Ale ja nie jestem myszą! Fajnie, naprawdę... A nawiązując do tematu tego wątku, czyli do szacunku. Powiedzcie mi, jak można szanować kogoś kto Ci ubliża i jeszcze czeka na przeprosiny? Według niej wyrzekam się rodziny, uraziłem ją swoim wyborem. No tak, jak mogłem wybrać i nie urazić? Nie bardzo rozumiem, przecież każdy wybór inny niż ich własny jest idiotyczny. Chyba powinniśmy usiąść przy stole i zdecydować w co powinienem wierzyć lub nie... To tylko ułamek tego co się dziś wydarzyło. Było też o tym, że ewolucją kieruje bóg, człowiek to nie zwierzę (to człowiek!) i o tym, że można być szczęśliwym w raju widząc członków rodziny smażących się w piekle (podobno tak można, ludzie przekonują się po śmierci - ponoć). Nie można też głośno mówić o ateizmie, bo nie! A kogo to obchodzi w co TY wierzysz?! Może i nikogo, ale to jak traktuje się ateistów w niektórych miejscach wymaga podniesienia głosu. Poza tym to chyba wolny kraj, ale nie jestem pewien... Czekam na wasze opinie i pozdrawiam serdecznie tych, dla których świat nie kończy się razem z ideą osobowego boga.
24-10-2010 17:49 
 Ocena 2 na 2
Medieval (3004 punktów)
Powtórzę się za klasykiem ale chyba warto. Ciotka też jest niewierząca. Nie wierzy przecież w Zeusa, Wodana, Re, Allaha, Krisznę, Tora, Mitrę, Baala. Ty poszedłeś o jednego boga dalej.

Zapytaj jej, kim by była gdyby urodziła się w Pakistanie? Otóż ciotką, w swoim mniemaniu, dobrą muzułmanką, która nawraca Cię na islam. Jedną z miliarda dwustu milionów wyznawców tej religii. To z kolei argument gdy ktoś powie, że tak wielu ludzi nie może się przecież mylić...
neurosurgery (2484 punktów)
>Zapytaj jej, kim by była gdyby urodziła się w Pakistanie? Otóż ciotką, w swoim mniemaniu, dobrą muzułmanką, która nawraca Cię na islam. Jedną z miliarda dwustu milionów wyznawców tej religii. To z kolei argument gdy ktoś powie, że tak wielu ludzi nie może się przecież mylić...

Cóż, ona została 'wybrana'. Tacy ludzie są głusi na jakiekolwiek argumenty. Najbardziej irytuje mnie ta ironia z jaką do mnie mówi. Brzmi to jak - ok, jesteś ateistą, ale jesteś taki biedny, taki płytki i taki nieszczęśliwy. Minie wiele czasu zanim tacy ludzie zaczną traktować ateizm poważnie.
24-10-2010 18:17 
 Ocena 4 na 4
Alicja Duda (25557 punktów)
> Minie wiele czasu zanim tacy ludzie zaczną traktować ateizm poważnie.
To nigdy nie nastąpi. Gdyby mieli potraktować Twój ateizm poważnie musieliby zacząć myśleć a to jest pierwszy krok do ateizmu.
24-10-2010 18:27 
 Ocena 1 na 1
Medieval (3004 punktów)

>Brzmi to jak - ok, jesteś ateistą, ale jesteś taki biedny, taki płytki i taki nieszczęśliwy. Minie wiele czasu zanim tacy ludzie zaczną traktować ateizm poważnie.

Tak, unikaj rozmowy na ten temat. Powiedz jej, że wszystko już sobie powiedzieliście. Nie daj się obrażać. W razie czego dodaj, że czujesz się wolnym i szczęśliwym człowiekiem w przeciwieństwie do wielu katolików których widzisz wokół siebie np. i tu wiesz kto na przykład.

Nie jesteś w stanie uwierzyć w krasnoludki ani w człowieka, który przeżył 3 dni w brzuchu wielkiej ryby, a następnie został wypluty na plażę, jak oznajmia Pismo
neurosurgery (2484 punktów)
Właśnie mi się przypomniał jeszcze jeden fragment tej rozmowy. A mianowicie dotyczył on wiary i potrzeby wiary u dzieci. Stwierdziłem, że każdy się rodzi ateistą. Nie potrzeba dziecku boga, by było szczęśliwe. W odpowiedzi usłyszałem coś co mnie głęboko wzruszyło - "spójrz dziecku w oczy, zobaczysz potrzebę boga". Ha! Niezły dowcip!
25-10-2010 17:41 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>"spójrz dziecku w oczy, zobaczysz potrzebę boga". Ha! Niezły dowcip!

Iiii tam, gadanie. Kiedy ja patrzę w oczy, widzę tęczówkę, rogówkę, źrenicę i parę innych jeszcze rzeczy, ale boskiej potrzeby tam akurat jeszcze nie widziałam.
25-10-2010 18:00 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>>"spójrz dziecku w oczy, zobaczysz potrzebę boga". Ha! Niezły dowcip!

>Iiii tam, gadanie. Kiedy ja patrzę w oczy, widzę tęczówkę, rogówkę, źrenicę i parę innych jeszcze rzeczy, ale boskiej potrzeby tam akurat jeszcze nie widziałam.

   A to spojrzenie? Czyż nie jest boskie? W dodatku potrzebujące?



Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
25-10-2010 18:18 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>A to spojrzenie? Czyż nie jest boskie?

W tej sprawie warto zerknąć tu:

pl.wikipedia.org/wiki/Neurony_lustrzane

Tak na początek.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
25-10-2010 18:30 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>W tej sprawie warto zerknąć tu:
>pl.wikipedia.org/wiki/Neurony_lustrzane

   Czyli mam autyzm. Od dawna się tego spodziewałam.

>Tak na początek.

   Dziękuję.

Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
25-10-2010 19:27 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Czyli mam autyzm. Od dawna się tego spodziewałam.

To chyba pochopny wniosek.
Neurony lustrzane wspierają raczej koncepcję poznania alter ego (przez analogię z naszymi stanami psychicznymi).

A poza tym

koty i spojrzenia pensjonariuszy
przechodzą przez płot
psychiatryka

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
25-10-2010 20:14 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>koty i spojrzenia pensjonariuszy przechodzą przez płot psychiatryka.

   Pocieszył mnie Kolega. Mam kota, którego znalazłam w 1996 roku. Za płotem.


Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
25-10-2010 20:42 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Pocieszył mnie Kolega.
>Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.

Czy to trudno pocieszyć samego siebie?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
25-10-2010 20:50 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>Czy to trudno pocieszyć samego siebie?

   Czyli Kolega jest moim kotem? Chyba naprawdę czas do lekarza......


Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
25-10-2010 23:31 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>>Czy to trudno pocieszyć samego siebie?
>    Czyli Kolega jest moim kotem? Chyba naprawdę czas do lekarza......

Po łacinie to będzie raczej Medice, cura te ipsum całodobowo.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Czy to trudno pocieszyć samego siebie?
1-mężczyzna: zależy od środowiska;
2-kobieta: zależy od ilość środków płatniczych jakie można wydać na cel+czy środowisko ma te środki.
spellbinder (8577 punktów)
>Stwierdziła, że (uwaga!) powinienem przeprosić babcię i jej wybaczyć za to, że napluła mi w twarz (dwa razy) za bycie ateistą. Przecież to starsza osoba! I co z tego się pytam? Jak można dawać się poniżać i jeszcze prosić o wybaczenie (typowo katolickie)?!

Babci się epoki pomieszały. Urodziła się o tysiąc lat za późno.

Ale tak serio. Szacunek - w czasach obecnych - wymagany jest od obydwu stron. To nie jest tak, że starszy ma szacunek, a młodszy nie ma.

Natomiast może zrobić babci psikusa? Weź babci zamontuj w pokoju głośniczek, w nocy jej puść jęki, potrząsanie łańcuchami i oznajmij, że jesteś dziadkiem przemawiającym z piekła. Dziadek ostrzega babcię, że nie ma już dla niej odwrotu, że bluźniła opowiadając rzeczy o objawieniach i też będzie się smażyć w piekle. Efekt murowany
diogenes (42753 punktów)
>Czy wciąż rodzicom, którzy uważają mnie za kretyna należy się szacunek?

Masz wybór: prawda lub krewni. Pośpiesz się, nim problem rozwiąże Alzheimer.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
MartaS (27 punktów)
Witam,

> ...Po powiadomieniu ich o byciu ateistą zostałem obrzucony inwektywami...

Brak akceptacji ze strony najbliższych jest przytłaczający,

> Mam dosyć tego koloryzowania jej osoby!

... ale czy Ty ich akceptujesz? Masz babcię z objawieniami i co z tego.

Nauka, pasje, dorywcza praca, dziewczyna (?) .... masz tyle do zrobienia dla siebie, dla swoje przyszłej niezależności, że zajmowanie się dyskusjami w rodzinie na temat światopoglądu to zwykła strata czasu. Traktuj światopogląd każdej osoby i swój jako coś intymnego. Z tym się nie dzielisz!!! Czy lecisz do mamy/babci by opowiadać na jakim jesteś etapie w kwestiach seksu? NIE. To samo wiara. UCZ SIĘ, PRACUJ, BAW SIĘ - niech to będą Twoje priorytety.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365