Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bóg, a Diabeł.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
02-07-2011 01:19kacperdecz. (2 punktów)Bóg, a Diabeł.
Ocena 1 na 1
Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmogącością" Boga. Doszedłem do pytania na które cieżko mi odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy myśliciele. Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

02-07-2011 02:09
 Ocena 10 na 10
maruda (5550 punktów)
Szatan powstał jako kompilacja postaci z wcześniejszych mitologii. Gdy przyjrzeć się dokładniej to bogowie w parze dobry bóg - zły bóg są tak samo silni, blisko spokrewnieni. Często są braćmi bliźniakami. Ludzie to dla bogów zupełnie inny gatunek, nic nie znaczący, jak przykładowe muchy dla nas. Czy zgładziłbyś brata za to że znęca się nad muchami, no zastanów się chwilę sam.
02-07-2011 10:59 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz (5685 punktów)
> Czy zgładziłbyś brata za to że znęca się nad muchami, no zastanów się chwilę sam.
Kłótnie w rodzeństwie często zaczynają się o byle co, a potem trudno jest dociec kto pierwszy zabrał łopatkę i kto komu nabił guza. Zresztą, Dobra Księga zaczyna się historią jak brat zgładza brata za podobne drobnostki
02-07-2011 16:41 
 Ocena 6 na 6
Amai (3012 punktów)
>Gdy przyjrzeć się dokładniej to bogowie w parze dobry bóg - zły bóg są tak samo silni, blisko spokrewnieni. Często są braćmi bliźniakami.

I tak by zostało - gdyby nie fakt, że Żydzi, przejmując motyw przeciwstawnych sił Dobra i Zła, nie byli dość bystrzy, żeby zrozumieć, że kiedy jedną z nich wyposażą we wszechmoc, to cała idea się posypie. Po prostu w wychwalaniu wcielenia dobra trochę za daleko się zapędzili.

A wizja Szatana najbardziej mi się podobała w "Mistrzu i Małgorzacie". W zasadzie to on wychodzi na tego, który pilnuje, żeby zaprowadzić na świecie jakiś w miarę sprawiedliwy porządek.
02-07-2011 17:40 
 Ocena 5 na 5
Anna Salman (16360 punktów)
>A wizja Szatana najbardziej mi się podobała w "Mistrzu i Małgorzacie".
I w ogóle lepiej napisane, niż PŚ ...
astrotaurus (12445 punktów)
> Doszedłem do pytania na które cieżko mi odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła?
Nie zachodź od d.... strony, tylko idź prostą drogą: zapytaj tych co głoszą te niedorzeczności - teologia jest pełna "odpowiedzi" na tytułowe pytanie. I dopiero wtedy patrz czy to się trzyma kupy, a nie że sam próbujesz dopasować co się dopasować nie da.
Chyba że jesteś wierzący - wtedy takie pytania dają szanse na Twoje ozdrowienie, codajboże, enter.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmocą" Boga. Doszedłem do pytania na które ciężko mi odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze parę synonimów) to dlaczego nie mógłby zgładzić Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mógłby zniszczyć swojego wroga przez którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy myśliciele.
Myśliciele, to bardziej zastanawiają się nad teodyceą, która jest gałęzią teologii zajmującą się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła.

Leibniz zastanawia się, dlaczego na świecie jest tyle zła, skoro został on stworzony przez doskonałego i dobrego Boga? Najpierw jednak próbuje dociec, czym jest zło, a czym dobro: "Spytajmy najpierw, skąd zło pochodzi? Si Deus est, unde malum? Si non est, unde bonum? [Jeśli jest Bóg, to skąd się wzięło zło? Jeśli go nie ma, to skąd dobro?]". Leibniz odcina się od twierdzenia starożytnych filozofów, którzy pochodzenia zła upatrywali w materii. Według nich to z niej Bóg, czy też Demiurg stworzył, a raczej wykreował, zbudował nasz świat. Materia nie była więc przez niego stworzona i od niego zależna - stąd też zły pierwiastek.

Pan - zupełnie słusznie - pragnie rozpocząć od początku.
Proponuję więc rozpocząć od przeczytania i przemyślenia poniższego artykułu:
www.racjon(*)s,5022/q,Szatanskie.propozycje

Z życzeniem satysfakcji z lektur pozdrawiam.

@@@
.
diogenes (42753 punktów)
>Kieruje je do was drodzy myśliciele.

Pomyliłeś adresy. To nie ta parafia.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
Świadkowie Jehowy odpowiedzieliby tak (a oni się na tym znają są, bowiem świadkami najwyższego):
"Całe zło na świecie nie pochodzi od Boga, ale od Diabła. Bóg dopuszcza jego istnienie, aby ludzie stali się lepsi - tj. "poznali zło i tym samym nauczyli się że jest złe i następnym razem już dobro wybrali" (ewangelia wg. Zdzicha rozdział 6 werset 66)."
i dalej:
"Bóg dopuszcza istnienie Diabła a tym samym trzęsień ziemi, chorób, morderstw, wojen, Jarosława Kaczyńskiego, bo sam najwyraźniej nie chce sobie brudzić świętych rączek - ktoś musi sprawiać te wszystkie nieszczęścia, a Bóg jak wiadomo to czyste dobro i zła czynić nie może (czasem tylko pozwala, aby ludzie zakatowali jego syna - ale to wszystko w imię wyższego dobra). Szatan to takie "hardcorowe" narzędzie wychowawcze - Bóg liczy na to, że jak ludzie poznają zło w końcu będą tak zdesperowani, że wybiorą dobro"

PS Jeżeli "dobro" oznacza religię lub inne podobne całkowite zniewolenie ciała i umysłu to już wolę Jarosława Kaczyńskiego.
kadykianus (557 punktów)
> Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła?

Bóg nie walczy z Szatanem w ten sposób. To bardziej eleganckie. Chodzi o to, że OBAJ zabiegają o to, co dla nich najdroższe i najwspanialsze: CZŁOWIEKA.

Szatan szepcze Ci z jednej strony a Bóg (poprzez sumienie) z drugiej. Ale to od Ciebie zależy, czy będziesz się porządnie zachowywał czy nie. Człowiek jest takim żetonem w grze Boga i Diabła o to, który uzbiera najwięcej żetonów. Problem polega na tym, ze te cholerne żetony mają wolną wolę, więc nikt nie rzuca kostką - żetony same lezą gdzie chcą. Problem drugi polega na tym, że Bóg swoje żetony uwielbia a Szatan ma je w dupie, dlatego żeton, który trafi do Szatana nie będzie szczęśliwy a ten, który trafi do Boga - tak. Szatan nie uszczęśliwia, bo to by go czyniło istotą w jakiejś mierze dobrą, a on jest wyłącznie zły. Jest złem absolutnym.

Leszek Kołakowski w jednym z opowiadań opisuje scenkę, w której Bóg - wielki, kudłaty facet w jakiejś nocnej koszuli, popijając solankę gada przy barze z Diabłem - szczupłym, eleganckim mężczyzną w meloniku, pijącym koniak

Tak to mniej więcej wygląda.
02-07-2011 12:59 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>Problem drugi polega na tym, że Bóg swoje żetony uwielbia a Szatan ma je w dupie, dlatego żeton, który trafi do Szatana nie będzie szczęśliwy a ten, który trafi do Boga - tak. Szatan nie uszczęśliwia, bo to by go czyniło istotą w jakiejś mierze dobrą, a on jest wyłącznie zły. Jest złem absolutnym.

Hmmm... pomyślmy. Szatan daje wiedzę i wolność, bóg - ogłupiający narkotyk wiecznego szczęścia.
Pytanie, co naprawdę jest większym darem?
02-07-2011 13:20 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Leszek Kołakowski w jednym z opowiadań opisuje scenkę, w której Bóg - wielki, kudłaty facet w jakiejś nocnej koszuli, popijając solankę gada przy barze z Diabłem - szczupłym, eleganckim mężczyzną w meloniku, pijącym koniak
>Tak to mniej więcej wygląda.
Tak to mniej więcej wygląda w opowiadaniu Kołakowskiego. W Biblii jak całkiem równi sobie kolesie pastwią się pospołu nad Hiobem (z inicjatywy Boga!).
W dodatku religijni, jak to religijni, wyciągają paranoiczne wnioski z tej opowiastki.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Hodża (11172 punktów)
> Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmogącością" Boga. Doszedłem do pytania na które cieżko mi
>odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez
>którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy
>myśliciele. Pozdrawiam.

Jeśli podchodzi się do tego od tej strony, z dużą dozą prawdopodobieństwa puścimy umysł w błędne koło co może nawet w skrajnych przypadkach doprowadzić delikwenta przed oblicze Najświętszej Panienki.
   Problem polega na tym, że religie swoją historią dowodzą wszystkich tych cech, które tradycyjnie przypisywane są diabłu: kłamstwo (kłamstwem jest choćby żądanie przyjmowania stwierdzeń na wiarę - a nie mówię tu o fundamentach wiary, lecz o wypowiedziach o dużo niższej randze teologicznej, akcydentalnych i jak najbardziej doczesnych), morderstwa (każde zgładzenie człowieka z powodu motywów religijnych, jak choćby pogromy Żydów), homoseksualizm (zapewne stanowiący jedną z odwiecznych uciech zdrowych, dobrze odżywionych byków w habitach, których nigdy nie wyczerpywała praca fizyczna), krzywoprzysięstwo (przyrzeczenia dane kacerzom nie obowiązują) itd., itp. Aby nie zamulać sobie jaźni tymi wszystkimi sprzecznościami, przed którymi stoi ktoś, kto jakoś próbuje pomieścić w jednej głowie i Boga, i diabła i dobro i zło, warto spojrzeć na człowieka i jego historię z perspektywy ewolucyjnej - ciągłego "wychodzenia", "wyłaniania" tego, co sobie definiujemy jako człowieka ze świata zwierzęcego. Wtedy przede wszystkim dostrzegamy, że obiektywnie rzecz ujmując, nie istnieje coś takiego jak "dobro" czy "zło"; obiektywnie- czyli niezależnie od człowieka. Istotnie, te kategorie pojęciowe dotyczą tylko i wyłącznie człowieka i ponad wszelką wątpliwość były przez niego (a raczej przez kulturę, którą tworzył) kształtowane i zmienne, nie mają więc charakteru absolutnego.
I to jest właśnie pięta Achillesowa wszelkich religii - mamy dowody (które dzieją się na naszych oczach), że pojęcie dobra i zła jest zmienne nawet w obrębie systemów wierzeń religijnych. Zamiast zastanawiać się, jak to jest, że Bóg pozwala działać diabłu, jako wstęp do tej dyskusji wolałbym rozpatrzyć np. taki problem - czy zmiana stanowiska Kościoła w kwestii np. kremacji zwłok (która teraz jest przez Kościół dopuszczana, a przed Vaticanum II była zagrożona grzechem ciężkim) sprawia, że ci, którzy byli skremowani przed zmianą magisterium zostali oczyszczeni z tego grzechu, czy też w ogóle nigdy go nie mieli? Ale - jeśli go nie mieli, to by oznaczało z kolei, że magisterium Kościoła nie jest wskazówką dla wiernych, co jest grzechem, a co nie, więc - z logiki samej wynika, że sam Kościół, zmieniając czy likwidując nakazy, których nieprzestrzeganie skutkowało popadnięciem w stan grzechu sam implicite wskazuje wiernym na tę prawdę (oczywistą dla ewolucjonistów), że to człowiek definiuje dobro i zło i że nie jest ono (przynajmniej w rozumieniu takim, jakie je nam przedstawiają religie) niczym absolutnym.
A to z kolei każe nam zdeabsolutyzować i Boga i diabła, jako wzajemnie sobie potrzebne koncepty stanowiące narzędzia psychotechniki; najpotężniejszą broń psychologiczną, jaką stworzyła ewolucja religii. Co w niczym nie zmienia faktu, że człowiek - w procesie socjalizacji - uzyskuje wiedzę na ten temat, co jest, a co nie jest dobre.
   Problem z religią jest więc taki, że w gruncie rzeczy przyczynia ona się w większym stopniu do relatywizmu moralnego, niż światopogląd uwolniony z religii (dlatego, że tam człowiek nie jest zagrożony przesterowaniem przez jakiegoś idiotę w purpurze, który z dnia na dzień mu powie, że to, co było złe teraz już jest ok).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Jan Rylew (3965 punktów)
Masz rację Hodża, pomyślałem także jak łatwo wchodzimy w dyskusje teologiczne starając się odpowiedzieć na proste pytania.
Myślę, że podstawowym złem jest niedoskonałość człowieka, ale mamy szansę zminimalizowania go zmierzając ku doskonałości. Po drodze jest wiele problemów.
12-09-2011 15:58 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Myślę, że podstawowym złem jest niedoskonałość człowieka, ale mamy szansę zminimalizowania go zmierzając ku doskonałości.

No... tylko - co to znaczy ta "doskonałość", "niedoskonałość"... Dla mnie zło jest w całości opisywalne w terminach biologii, bierze się z pewnej antynomii świadomości (niektórych) ludzi i naszej biologicznej natury.
Ciało posiada określony program działania, w którym występują tylko kategorie popędów a jedynym wyznacznikiem sensowności jego istnienia jest przenoszenie genów.
Umysł posiada nieskończenie bogatszy zbiór uwarunkowań i pojęć, istotnie wpływających na jego stan. Stąd owa niekompatybilność, czasem - jak u Pawła - określana jako "drzazga, wysłannik szatana" czy jakoś tak, innym razem po prostu jako zło czy uwikłanie w materię. Może po prostu wystarczy zrozumieć zamiast karmić się narkotykiem "wiedzy" objawionej.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
12-09-2011 18:35 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
Dążenie do doskonałości może być sensownym drogowskazem dla człowieka (ludzkości).
Doskonałość może oznaczać mądrość i nieśmiertelność. Czym jest jednak mądrość ?
Można ją definiować jako zdolność przewidywania przyszłości i umiejętność tworzenia dobra. Problemem jest, że na razie nie bardzo wiemy czym jest dobro.
Nieśmiertelność należy rozumieć jako wolność od konieczności śmierci jako determinacji biologicznej. Zacząłem kiedyś tutaj o tym pisać, ale nie było zainteresowania.

Życie to wielka gra w ciemno, a w tej grze nie tylko nie wiemy jak grać, kiedy będzie koniec gry, ale nawet nie wiemy o co gramy.
Dlatego ciągle próbujemy pomóc sobie "światłem wiary".
DEMONICON (4893 punktów)
> Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmogącością" Boga. Doszedłem do pytania na które cieżko mi
>odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła?

Dlatego, gdyż ta zabawa przestałby mieć wtedy sens. Bóg, bądź jak kto woli Bożyszcze, nie miałby po prostu potrzeby bytu.

>Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez
>którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?

Bo o ten właśnie problem chodzi. Problem jest koniecznością, istnienie problemu nadaje sensowność bezsensownemu.
Niewiedza jest furtką do manipulacji.

Pozdrawiam
panTeista (6808 punktów)
>"Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga...?

Nie może bo tak chcieli twórcy tych postaci literackich- nieistniejących poza ludzką wyobraźnią, tak samo jak krasnoludki.

Kaczyński i PiS to groźba rządów autorytarnych i państwa wyznaniowego.
setarkos (10757 punktów)
Dzięki zawartym w tytule skrajnościom teiści mogą się realizować w opozycji do satanistów i vice versa. A jedni drugich równo warci, bo reprezentują jednakowe dążenia (tyle, że odwrotne).
W ten sposób, przez wzajemne wysycenie się wspomnianych skrajności, powstaje wolne miejsce dla wolnej myśli - droga dla "drogich myślicieli".
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Ja już kiedyś o tem pisałam.
Po co Bóg stworzył szatana?
Wedle religii chrześcijańskiej Bóg, oprócz innych rzeczy, stworzył też aniołów, jako byty nieco mniej doskonałe niż On sam. Pośród owych aniołów był też i Lucifer, osobnik prawie równy Bogu.
Jednakże zbuntował się on przeciwko Niemu, pociągając za sobą szereg swoich popleczników.
Powstaje więc w tym miejscu pytanie, skoro Bóg jest wszechdobry
i wszechwiedzący to dlaczego nie zapobiegł buntowi Lucifera? Innymi słowy - dlaczego stworzył istotę tak ułomną, o której wiedział, że przysporzy Mu kłopotów.
Są oczywiście inne jeszcze koncepcje mówiące np. iż światem rządzą dwie siły - jedna dobra a druga zła. Lecz wedle naszej wiary Bóg jest stwórcą wszystkiego, a więc także i diabła. Być może nie bezpośrednio, ale jako wszechwiedzący musiał wiedzieć, że Lucifer się zbuntuje. Gdyby zaś skonstruował Lucysia inaczej, a mógł przecież to łatwo zrobić, będąc wszechmogącym, tak aby ten się nie zbuntował, nie byłoby tej całej tragedii zbawienia. Nie byłoby grzechu pierworodnego,
bo wąż- szatan nie skusiłby Ewy w raju. Poza tym, skoro Lucifer był podobno prawie równy Bogu to kiepsko to jakoś wygląda, albowiem zdaje się, że został stworzony jako facet niedojrzały emocjonalnie. Albowiem osoba emocjonalnie dojrzała zna swoje miejsce w szeregu
i nie ma przerostów ambicjonalnych oraz żądzy władzy.
Gdyby Bóg nie stworzył szatana, Chrystus nie musiałby umierać na krzyżu za nasze grzechy i nie byłoby tego całego krwawego horroru ze skazaniem, męką, biczowaniem i ukrzyżowaniem, tak plastycznie przedstawionego przez Mela Gibsona w "Pasji". Żylibyśmy sobie dzisiaj w raju - piękni, młodzi i szczęśliwi. I KOMU TO PRZESZKADZAŁO? Po co dobry Bóg wszystko to pokomplikował? Po co miłosierny Bóg stworzył Lucifera, o którym wiedział, że się znarowi i narobi na świecie takiego bigosu, że potem Syna swego jednorodzonego będzie musiał dać na krwawą ofiarę, aby to wszystko naprawić. A swoją drogą,
co to za jakaś mania dawania na ofiarę swoich synów - Izaaka przez Abrahama a potem Jezusa? Jedyną, jak się spodziewam odpowiedzią na to pytanie jest, że nasz (mój?) rozum ludzki jest zbyt (słaby?, wątły?, ograniczony?) na to aby pojąć zamysły i plany boże. Odpowiedź taka jednak nie jest dla mnie satysfakcjonująca.
Wszystko to pięknie-ładnie. Ktoś może jednak powiedzieć, że opowieści o stworzeniu świata, aniołach i diabłach, rajskim ogrodzie, Adamie i Ewie to symbole, alegorie, przypowieści, parabole itp. - jednym słowem - bajki. Że to tak ludzie nieudolnie starają się słowami wyrazić tajemnicę stworzenia. Ale, że za tymi naiwnymi opowieściami kryje się jakaś głębsza, nadprzyrodzona, niewidzialna rzeczywistość. Jednak kościół, o ile się orientuję, w diabła wierzy, realnego, a nie jako alegorię. Zadać można więc pytanie, czy czart jest jakimś symbolem zła, czy też realnym bytem, postacią mającą konkretne imię i powierzone sobie zadania? Kościół skłania się raczej do uznawania złego ducha za byt realny, duchowy, chociaż niewidzialny. Moje pytanie więc pozostaje
w mocy. Po co Bóg stworzył szatana?
Poza tym jest jeszcze jedna kwestia. Jak wiemy Lucifer był prawie tak doskonały jak Bóg. Okazał się jednak osobnikiem niedojrzałym, łasym na wpływy i władzę. Jeśli faktycznie był tylko nieco mniej doskonały od swego Stwórcy, to byłby tylko - mniej dobry, mniej wszechwiedzący
( a jak można być mniej wszechwiedzącym??) i w ogóle mniej coś tam,
coś tam.
Ale byłby mniejszy tylko w doskonałościach, bo Bóg - jego stwórca -doskonałym jest.
Z którejkolwiek więc strony wzięlibyśmy się do kwestii szatana, natrafiamy na sprzeczność i absurd.
Bo albo istniał odwiecznie razem z Bogiem, albo został przez niego stworzony, albo w ogóle go nie ma, a wtedy Biblia traci sens. Przynajmniej taki, jaki nadają jej chrześcijanie - księgi świętej i natchnionej. Pozostaje jedynie literaturą, taką jak Iliada czy Odyseja.
Koncepcja, że szatan istnieje niejako obok Boga - odwiecznie- prowadzi do wniosku, że Bóg nie jest wcale jedynym i najważniejszym bytem we wszechświecie, skoro jest ktoś, kto skutecznie stawia mu czoła. Natomiast stwierdzenie, że Bóg stworzył diabła, stawia Boga w niekorzystnym świetle. No bo po co Dobro miałoby stwarzać zło??


Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
maruda (5550 punktów)
Jehowa miał swojego diabła dla równowagi, nagle pojawia się Jezus i nie ma swojego "złego brata bliźniaka". Walka Jezusa z demonami jest nierówna, przewyższa je on pod każdym względem. Opowieść nie może być pełna bez negatywnej postaci i tu na scenę wchodzi Judasz. To Judasz pokazuje prawdziwą siłę Jezusa, to on jest jego Nemezis. Judasz jest jak najbardziej człowiekiem i fakt że człowiek poprzez swoje ułomności, nawet nie wysilając się specjalnie pokonał boga źle chyba świadczy o sile boga.

Ja niewierzącego traktuję delikatnie, bardziej delikatnie niż chorego umysłowo. - Znalezione
06-07-2011 18:10 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>Opowieść nie może być pełna bez negatywnej postaci i tu na scenę wchodzi Judasz.
Pytanie, czy Judasz był negatywną postacią. Według chrześcijań, wielbiących Jezusa - jak najbardziej. Patrząc z boku - pomógł tylko w realizacji boskiego planu. Może ktoś musiał?

>Judasz jest jak najbardziej człowiekiem i fakt że człowiek poprzez swoje ułomności, nawet nie wysilając się specjalnie pokonał boga źle chyba świadczy o sile boga.
Nie pokonał, Jezus zgodził się na jego zdradę, a nawet ją przewidział (albo i zaplanował). Krótko mówiąc, ktoś tu wybrał sobie kozła ofiarnego, chociaż wcale nie było to konieczne. Można było przecież sprawę załatwić inaczej, nauczyciela tak popularnego, wszędzie otaczanego przez tłum, nietrudno chyba było znaleźć i rozpoznać.
Nie żeby absurdy czy niekonsekwencja w tym akurat dziele były szczególnie zaskakujące...
06-07-2011 20:29 
 Ocena 3 na 3
jasenka (1863 punktów)
[color=blue]>Pytanie, czy Judasz był negatywną postacią. Według chrześcijań, wielbiących Jezusa - jak najbardziej. Patrząc z boku - pomógł tylko w realizacji boskiego planu. Może ktoś musiał?[/color

A tekstach apokryficznych właśnie tak to jest przedstawione. To jeden z najlepszych przykładów niekonsekwencji całej tej historii - narzędzie w boskim planie zostaje potem uznane za słabość planu. Ale myślę, że wiele bzdurstw ma źródło w wybiórczym traktowaniu przez Kościół spisanych ksiąg. Może gdyby tak nie cenzurowali w popłochu i po omacku, to wyszłaby w Biblii spójniejsza fabuła i nie denerwowałyby tak te uproszczenia i absurdy.
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
> >Pytanie, czy Judasz był negatywną postacią.

>Ale myślę, że wiele bzdurstw ma źródło w wybiórczym traktowaniu przez Kościół spisanych ksiąg. Może gdyby tak nie cenzurowali w popłochu i po omacku, to wyszłaby w Biblii spójniejsza fabuła i nie denerwowałyby tak te uproszczenia i absurdy.

polecam "Ostatnie kuszenie Chrystusa". I jako książkę i jako film (tu nawet sama ścieżka dźwiękowa jest fajna-P.Gabriel)
i np: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6627/k,2

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
06-07-2011 18:48 
 Ocena 5 na 5
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>To Judasz pokazuje prawdziwą siłę Jezusa
A znasz taki dowcip.
Wychodzi Jezus z IPN i mówi: "Kuźwa, przez dwa tysiące lat byłem przekonany, że to był Judasz!"


Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
21-07-2011 22:34 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>Po co Bóg stworzył szatana?

Bo bóg myśli i tworzy w logice dwuwartościowej: skoro jest bóg, to niech się stanie niebóg. Nawet Jezus to potwierdził: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:33-37). Słowem - myślcie zero-jedynkowo, komputerowo. Tak więc wszelka inna sfołocz, inne logiki, trójwartościowe, kwantowe, n-wartościowe, modalne, rozmyte, statystyki, prawdopodobieństwa, itd., to wynalazek czarta. Zgodnie z tym wywodem informatyka wyparła teologię, nawet samo Pismo.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Dawid81 (121 punktów)
Osobiście nie wierzę ani w boga ani w szatana jako istot duchowych. Jedynie w lucyfera (lux ferre), który jest symbolem oświecenia ludzkich umysłów. Uważam się za "zabójcę" tego co inni nazywają dobrem i złem ponieważ dla mnie istnieją jedynie różne formy świadomości i podejścia do sprawy. To co dla jednych jest dobre dla innych może być negatywne. Dylematy moralne są w naszych umysłach.
Ludzie nie pojmując pewnych aspektów życia czy praw natury przypisali je transcendentalnej sile, której również nie potrafili opisać więc dodali wzniosłe i charakterystyczne słowa ujmujące jej wielkość (niewidzialny, wszechmocny itd.) Jednak by bóg był bogiem, musiał mieć stworzenie, które by go tak nazywało - aniołów i ludzi. Bajka o upadku szatana nie klei się w Biblii wogóle. Jako tako zły oddźwięk szatana występuje dopiero w NT a wszechmoc boga można również zakwestionować infantylnym może stwierdzeniem ale jednak: czy bóg może przestać być bogiem? Jak czynił Budda "niech będzie milczenie o tym, który nigdy nie mówi".
Jeżeli masz wątpliwości co do tego jaki jest bóg to idź do księdza, pastora itp. a jeśli chcesz poczytać o demonach, diabłach w każdej możliwej kulturze i tradycji religijnej to polecam poniższy link:
www.eioba.(*)-czorty-dziny-asury-i-opetania
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
Doszedłem do pytania na które cieżko mi
>odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez
>którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy
>myśliciele. Pozdrawiam.


   A gdyby "zgładził", to czy byłbyś wolnym człowiekiem?
Według mnie my-ludzie nie mamy problemu ze stwierdzeniem, co jest dobre a co złe. Mamy problem, ze stwierdzeniem czy chcemy popełniać zło. Niby nie chcemy...
Ale... Bzyknąć seksowną małolatę? Niezłe... A jeśli Ci się znudzi? Cóż, coś trzeba z tym zrobić. Masz dwie opcje:
- Przyznać przed samym sobą, że jesteś sk....
- uznać, że "takie jest życie", "Bóg nie istnieje", więc "jakoś trzeba sobie radzić", zwłaszcza, że rzeczona małolata ma mnóstwo koleżanek...

Chciałbyś być "odgórnie sterowanym" robotem, który nie może "wybrać źle" ? Pewnie byś się buntował. Masz więc całkowitą swobodę wyboru... Jeśli chcesz się pogrążyć w piekle, to z jakiej racji Bóg miałby Ci zabronić?

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
07-07-2011 10:36 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Ale... Bzyknąć seksowną małolatę? Niezłe... A jeśli Ci się znudzi? Cóż, coś trzeba z tym zrobić. Masz dwie opcje:
>- Przyznać przed samym sobą, że jesteś sk....
>- uznać, że "takie jest życie", "Bóg nie istnieje", więc "jakoś trzeba sobie radzić", zwłaszcza, że rzeczona małolata ma mnóstwo koleżanek...
Zaraz, zaraz. Równie dobrze pierwsza opcja może zawierać stwierdzenie "Bóg nie istnieje", jak i druga "Bóg istnieje". Z tego, co wiem, to całkiem sporo takich "bogoistniejących" mówi w tej sytuacji "takie jest życie", po czym idzie do spowiedzi, przysięga księdzu, że więcej tej małolaty nie bzyknie, dostaje rozgrzeszenie i dotrzymuje słowa. Bzyka inną małolatę.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
07-07-2011 13:41 
 Ocena 2 na 2
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
> Z tego, co wiem, to całkiem sporo takich "bogoistniejących" mówi w tej sytuacji "takie jest życie", po czym idzie do spowiedzi, przysięga księdzu, że więcej tej małolaty nie bzyknie, dostaje rozgrzeszenie i dotrzymuje słowa. Bzyka inną małolatę.

ech...
nie macie jak widzę litości, dla tych co już na brzegu..........

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
07-07-2011 14:30 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>Zaraz, zaraz. Równie dobrze pierwsza opcja może zawierać stwierdzenie "Bóg nie istnieje", jak i druga "Bóg istnieje". Z tego, co wiem, to całkiem sporo takich "bogoistniejących" mówi w tej sytuacji "takie jest życie", po czym idzie do spowiedzi, przysięga księdzu, że więcej tej małolaty nie bzyknie, dostaje rozgrzeszenie i dotrzymuje słowa. Bzyka inną małolatę.


   Oczywiście masz rację, są niewierzący którzy starają się mimo wszystko postępować według dekalogu a są i "wierzący", dla których nieważne jak się żyje, ważne, czy się zdąży do spowiedzi przed śmiercią bo uważają Boga za jełopa którego łatwo można rolować przy pomocy wyklepania trzech zdrowasiek. Chciałem zwrócić uwagę na zależność:
-Nie ma Boga - wszystko wolno bo przecież nikt nas nie "rozliczy", więc nie uwzględniłem wszystkich ewentualności, co mogło sprawić wrażenie, że uważam wierzących za "świętych".
Nie uważam
Nikt nie jest bez grzechu, ja też (chociaż się staram):

"Mateusza 7:21  Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie."

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
07-07-2011 14:54 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>   Oczywiście masz rację, są niewierzący którzy starają się mimo wszystko postępować według dekalogu
Rozumiem, że pod pojęciem "dekalogu" kryje się pewien zestaw uniwersalnych, ogólnoludzkich zasad, które m.in. nakazują szanować ludzi starszych, zwłaszcza rodziców, nie zabijać (bez wyraźnej konieczności), nie kraść dobytku innym ludziom, nie odbijać sobie nawzajem żon/mężów itd., a nie to, co Katechizm Kościoła Katolickiego zwie "dziesięciorgiem przykazań"?
>-Nie ma Boga - wszystko wolno bo przecież nikt nas nie "rozliczy"
O nie, tak dobrze to nie ma. To, że uważam, iż Boga nie ma, nie znaczy jeszcze, że zaraz pójdę na gościniec kraść i mordować. Jest jeszcze coś takiego, jak lustro.
>Nikt nie jest bez grzechu, ja też (chociaż się staram):
Ja to nazywam "nikt nie jest bez wad". Jakoś mi to zgrabniej brzmi, niż grzech

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-07-2011 01:32 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>Rozumiem, że pod pojęciem "dekalogu" kryje się pewien zestaw uniwersalnych, ogólnoludzkich zasad, które m.in. nakazują szanować ludzi starszych, zwłaszcza rodziców, nie zabijać (bez wyraźnej konieczności), nie kraść dobytku innym ludziom, nie odbijać sobie nawzajem żon/mężów itd., a nie to, co Katechizm Kościoła Katolickiego zwie "dziesięciorgiem przykazań"?

   Jasne, sam nie chodzę "do kościoła" bo według mnie to bałwochwalstwo.
Miałem na myśli raczej to:
"A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania.
18. Zapytał Go: Które? Jezus odpowiedział: Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie,
19. czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!"

Tak to rozumiem i tyle Co prawda niektórzy mówią, że "z tym miłowaniem bliźniego to przesada" ale jakoś nie mam z tym problemów. Rozumiem, że to się może wydawać dziwne
Ale prawda jest taka, że kocham Ciebie, Kowalską a nawet Big_Zyda, chociaż często stara się sprawić mi przykrość. Ty jesteś moją siostrą a On bratem bo zostaliśmy wrzuceni w świat którego do końca nie rozumiemy i musimy w nim znaleźć swoją drogę. Dodatkowo nie mam zamiaru na nikim się "mścić" ani walczyć o "swoje prawa" bo przecież wierzę, że istnieje sędzia który ma znacznie więcej doświadczenia ode mnie i to On na końcu oceni kto miał rację...

Cytat:
>>-Nie ma Boga - wszystko wolno bo przecież nikt nas nie "rozliczy"
>O nie, tak dobrze to nie ma. To, że uważam, iż Boga nie ma, nie znaczy jeszcze, że zaraz pójdę na gościniec kraść i mordować. Jest jeszcze coś takiego, jak lustro.

   Obawiam się, że mnóstwo ludzi jakoś się nie brzydzi swojego obrazu w lustrze, obojętnie jak potworny by nie był. Może dla Ciebie jest to ważne - chwała Ci za to ale według mnie niewielu ludzi przejmuje się swoim odbiciem.

Cytat:
>>Nikt nie jest bez grzechu, ja też (chociaż się staram):
>Ja to nazywam "nikt nie jest bez wad". Jakoś mi to zgrabniej brzmi, niż grzech

   Jak zwał, tak zwał. Grzech-błąd-uchybienie-nieprawość-niegodziwość, zdaje mi się, że mimo dzielących nas różnic rozumiesz to pojęcie...

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
elfir (1058 punktów)
Znając tylko dobro, nie doceniałbyś go. Dlatego musisz poznać i zło.
is that any matter? (14 punktów)
(zablokowany)
> Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmogącością" Boga. Doszedłem do pytania na które cieżko mi
>odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez
>którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy
>myśliciele. Pozdrawiam.
>
Zależy o którym bogu mówimy, chrześcijanie wierzą, z resztą słusznie, że aby istaniało dobro musi istnieć i antagonizm dobra. Swoją drogą mają wytłumaczenie na wszystko, wiele rzeczy też tłumaczą transcendentalnością - a to już kończy dyskusje.
A tak odbiegając od tematu to uważam że religia nie jest żadną zmorą cywilizacji tylko następstwem jej rozwoju, czymś pozytywnym. Pojawia się ona wśród wszystkich narodów, jeśli na jakiejś planecie w kosmosie istnieją istoty rozumne to jestem pewien że i one wynalazły przestrzeń duchową.
13-07-2011 15:54 
 Ocena 3 na 3
i.czaplicka (5782 punktów)

> A tak odbiegając od tematu to uważam że religia nie jest żadną zmorą cywilizacji tylko następstwem jej rozwoju, czymś pozytywnym. Pojawia się ona wśród wszystkich narodów, jeśli na jakiejś planecie w kosmosie istnieją istoty rozumne to jestem pewien że i one wynalazły przestrzeń duchową.
W języku polskim "religia" to to samo co "przestrzeń duchowa"? Serio pytam.
is that any matter? (14 punktów)
(zablokowany)
>> A tak odbiegając od tematu to uważam że religia nie jest żadną zmorą cywilizacji tylko następstwem jej rozwoju, czymś pozytywnym. Pojawia się ona wśród wszystkich narodów, jeśli na jakiejś planecie w kosmosie istnieją istoty rozumne to jestem pewien że i one wynalazły przestrzeń duchową.
>W języku polskim "religia" to to samo co "przestrzeń duchowa"? Serio pytam.
nie to samo ale istnieje bezpośrednia korelacja
maceox (6766 punktów)
>"Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a >co złe?"
Bo gdyby to zrobił, to byłaby wtedy inna opowieść.
Jednak mitologie i religie nie zupełnie przypadkowo przekazują właśnie takie, a nie inne treści, lecz one odpowiadają pewnej psychicznej potrzebie. Niektórzy nawet twierdzą, że poprzez przekaz symboliczny opisują one psychologiczną sytuację człowieka w świecie. Konkretnie w tej kwestii chodzi o odwieczną walkę dobra ze złem. W psychologii głębii przyjmuje się za Jungiem, że osobowość składa się między innymi z tak zwanego "cienia", którego zresztą nigdy nie można się pozbyć w pełni - w ujęciu biblijnym byłby to szatan.

Preferuję właśnie taką psychologiczną interpretację religii - jako opowieści odnoszące się do struktury naszej psychiki. W tym sensie Bóg i szatan nie są koniecznie jakimiś osobami istniejącymi wprost w przyrodzie, stanowią natomiast elementy naszej własanej psychiki - być może chodzi o jaźń połączoną ze zbiorową nieświadomością i o cień, aczkolwiek nie chcę się tu wypowiadać w roli eksperta. Jest parę ciekawych książek na ten temat.

Kto natomiast lubi weryfikować religie poprzez więdzę zaczerpniętą z nauk przyrodniczych, może pewnie czerpać wiele satysfakcji ze stwierdzania rozbieżności, zarówno logicznych, jak i faktycznych, jakie między nimi zachodzą. Obraz symboliczny rozumiany dosłownie jest bowiem tak bardzo odmienny od realnego świata, że możliwości wyliczania robieżności są w zasadzie nieskończone. Tym, którzy się w tym lubują życzę wiele radości i dalszego, pełnego zadowolenia z siebie i ze swoich odkryć.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
14-07-2011 08:30 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Kto natomiast lubi weryfikować religie poprzez więdzę zaczerpniętą z nauk przyrodniczych, może pewnie czerpać wiele satysfakcji ze stwierdzania rozbieżności, zarówno logicznych, jak i faktycznych, jakie między nimi zachodzą. Obraz symboliczny rozumiany dosłownie jest bowiem tak bardzo odmienny od realnego świata, że możliwości wyliczania robieżności są w zasadzie nieskończone. Tym, którzy się w tym lubują życzę wiele radości i dalszego, pełnego zadowolenia z siebie i ze swoich odkryć.

Ty możesz sobie robić wydumane, pseudofilozoficzne kombinacje alpejskie i być z siebie zadowolonym. Na potrzeby pseudointelektualnego bełkotu nazywać elementy psychiki Bogiem, szatanem, krasnoludkiem, zatrzaskiem, kwiatkiem - wolnoć, Tomku...

Weryfikacja religii poprzez wiedzę - taką zwyczajną, rzetelną wiedzę zaczerpniętą z nauki , a nie wyssaną z palucha - odbywa się (pomijając już zwyczajną ciekawość świata) nie z przyczyny nazewnictwa elementów psychiki, ale z przyczyny warcholstwa religijnych. Warcholstwa spowodowanego ich upośledzeniem poznawczym i nieumiejętnością rozróżnienia co elementem psychiki, a co elementem (w dodatku sprawczym!!) świata rzeczywistego.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-07-2011 10:54 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Cieszę się, że podjęliśmy dyskusję, bo kiedyś jej nie skończyliśmy poprzez wkroczenie do akcji moderatora. Liczę na to, że nawet na te tematy można rozmawiać spokojnie, co nie wyklucza pewnych dobitnych, retorycznych sformułowań, które nie zawsze muszą być super miłe dla współrozmówcy, skoro spieramy się co do naszych poglądów.
>Ty możesz sobie robić wydumane, pseudofilozoficzne kombinacje alpejskie i być z siebie zadowolonym.
Niestety nie jestem z siebie w pełni zadowolonym, ale traktuję to jako wyzwanie. Nie mogę też zaprzeczyć temu, że moje wpisy są pewnie tylko pseudofilozoficzne, bo nie jestem z zawodu filozofem, ani psychologiem. Wskazałem natomiast w mojej wypowiedzi Junga, a dodam jeszcze Eliade i Josepha Campbella, bo to jest trójka moich ulubionych myślicieli spośród tych, którzy wypowiadali się na tematy religii. Jeśli oni są dla Ciebie pseudofilozofami, to trudno, każdy ma prawo do własnego osądu.

>nazywać elementy psychiki Bogiem, szatanem, krasnoludkiem, zatrzaskiem, kwiatkiem - wolnoć, Tomku...
nie, nie wolnoć - czym innym jest Bóg, czym innym szatan, czym innym krasnoludek, czym innym zatrzask, a jeszcze czym innym kwiatek. Każde z tych słow ma swoję definicję i odmienną funkcję w ludzkiej kulturze. Wspólne dla nich jest to, że pojawiają się w ludzkim umyśle - z różnych przyczyn. Oczywiście warto tych przyczyn szukać i je wyjaśniać.

Przy okazji trochę szkoda, że nie wymieniłeś jeszcze Yody i Luke'a Skywalkera z gwiezdnych wojen, z czym gdzie indziej na tym forum się spotkałem. Akurat w tym przypadku mamy doczynienia z recepcją pradawnych mitów w nowoczesnej kulturze masowej, o czym można przeczytać właśnie w książce - wywiadzie z Campbellem pod tytułem "Potęga mitu". Tak więc tak zamierzona ironia byłaby zupełnie chybiona.

>Weryfikacja religii poprzez wiedzę - taką zwyczajną, rzetelną wiedzę zaczerpniętą z nauki , a nie wyssaną z palucha - odbywa się (pomijając już zwyczajną ciekawość świata) nie z przyczyny nazewnictwa elementów psychiki, ale z przyczyny warcholstwa religijnych. Warcholstwa spowodowanego ich upośledzeniem poznawczym i nieumiejętnością rozróżnienia co elementem psychiki, a co elementem (w dodatku sprawczym!!) świata rzeczywistego.
no cóż, z warcholstwem należy walczyć. Nie uogólniałbym jednak i nie nazywałbym w ten sposób każdej możliwej interpretacji myśli religijnej. Byłoby to moim zdaniem zbytnie uproszczenie. Uważam, że istnieje możliwość interpretacji pozytywnej i konstruktywnej. Ale jeśli ktoś lubi powtarzać, że Zeus NAPRAWDĘ nie mógł rzucać piorunami, bo to niezgodne z nauką, to pewni znajdą się tacy, którzy będą mu za to stwierdzenie bili brawo. Myślałem, że ten poziom dyskusji mieliśmy już XIX wieku, i że już wtedy ta sprawa została wyjaśniona, ale skoro ktoś jeszcze dzisiaj odczuwa potrzebę udowadniania, co już dawno wykazane, to jego sprawa. Można nawet czepiać się tego, że ziemia przecież NAPRAWDĘ kręci się wokół slońca, a nie na odwrót - czy to będzie dobry argument przeciwko religii, pewnie kwestia gustu.
Jeśli chodzi o element sprawczy świata rzeczywistego, to akurat z tym atrybutem Boga mam najmniejszy problem, bo w przeciwnym razie jesteśmy skazani na nieskończony regres - przyczyna przyczyny kolejnej przyczyny - w nieskończoność. Ale nie będę się spierał - w tym zakresie oczywiście należy odróżniać filozofię od nauki i przyczyny fizyczne pozostawić naukowcom, co jednak wydaje mi się równie oczywiste, jak to, że ZEUS naprawdę nie rzucał piorunów.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
astrotaurus (12445 punktów)

>nie, nie wolnoć - czym innym jest Bóg, czym innym szatan, czym innym krasnoludek, czym innym zatrzask, a jeszcze czym innym kwiatek. Każde z tych słow ma swoję definicję i odmienną funkcję w ludzkiej kulturze. Wspólne dla nich jest to, że pojawiają się w ludzkim umyśle - z różnych przyczyn.
I to jest kwintesencja.
Bóg to jest postać z opowieści religijnych, a nie element psychiki.
I choć pojawia się w umysłach wyobrażenie szatana, Boga, zatrzasku i kwiatka jednak relacje tych wyobrażeń ze światem rzeczywistym są tak skrajnie różne, że nie wolno mieszać tych pojęć w specjalistycznych rozmowach.

> Wskazałem natomiast w mojej wypowiedzi Junga, a dodam jeszcze Eliade i Josepha Campbella, bo to jest trójka moich ulubionych myślicieli spośród tych, którzy wypowiadali się na tematy religii. Jeśli oni są dla Ciebie pseudofilozofami, to trudno,
Spekulacje Twoich idoli też mają często podłoże teologiczne.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
20-07-2011 17:56 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Bóg to jest postać z opowieści religijnych, a nie element psychiki.
Tu Ci muszę przyznać rację.
Aczkolwiek opowieści religijne stanowiąc element kultury również kształtują psychikę.
Taki jest też sens mojej odpowiedzi na pytanie zadane w wątku (chodzi o całą opowieść i o mit walki dobra ze złem, obecny chyba w każdej religii i kulturze, który musi najpierw zostać odpowiednio opowiedziany - a gdyby od razu Bóg pokonał szatana, to nie byłoby w ogóle opowieści).
>I choć pojawia się w umysłach wyobrażenie szatana, Boga, zatrzasku i kwiatka jednak relacje tych wyobrażeń ze światem rzeczywistym są tak skrajnie różne, że nie wolno mieszać tych pojęć w specjalistycznych rozmowach.
zgadzam się, przy czym zauważ, ze zdefiniowanie świata rzeczywistego nie musi być proste.
>> Wskazałem natomiast w mojej wypowiedzi Junga, a dodam jeszcze Eliade i Josepha Campbella, bo to jest trójka moich ulubionych myślicieli spośród tych, którzy wypowiadali się na tematy religii.
>Spekulacje Twoich idoli też mają często podłoże teologiczne.
Idole to chyba jednak za dużo powiedziane. Podłoże teologiczne? No tak - byli to ludzie wierzący, ale potrafili mówić o religii na tyle rozsądnie - próbując rozszyfrowywać ich symbolikę i porównując różne religie i mitologie, a także wskazując ich sens psychologiczny - że wolałem czytać ich, niż chodzić do kościoła, w którym najczęściej wszystko polegało na paru słowach wytrychach bez większego sensu.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>W psychologii głębii przyjmuje się za Jungiem, że osobowość składa się między innymi z tak zwanego "cienia", którego zresztą nigdy nie można się pozbyć w pełni - w ujęciu biblijnym byłby to szatan.
Mnie bardzo zastanawiają efekty naszej umysłowości np. filozofia w kontekście naszej rosnącej wiedzy o mózgu.
Na przykład czy większą głębię odnajduje filozof zdrowy psychicznie, czy chory. Jakie cienie potrafią położyć na naszej umysłowości wrodzone i nabyte uszkodzenia. Jak nasz umysł broni się (racjonalizuje) irracjonalne doznania fikcyjne, często bardziej realnie doświadczane od realnej rzeczywistości. Jak sobie radzi móżg wykształconego inteligenta z chorobą i jak poważnie możemy analizować wypowiedzi psychicznie chorego inteliktualisty.

Od dziecka bardzo lubię przesłanie baśni "Nowe szaty cesarza", a ostatnio przeglądałem - szkoda, że nie po polsku -"Czerwoną księgę" Junga.
Już tylko to, co zdołałem zrozumieć daje dużo do myślenia.
www.google(*)CNFA6uqYldegDOZJHmXNXooJG27DcQ

Choć już nie wiem, czy myślenie nie szkodzi?

Pozdrawiam.

@@@
.
14-07-2011 13:42 
 Ocena 2 na 2
jasenka (1863 punktów)
>Na przykład czy większą głębię odnajduje filozof zdrowy psychicznie, czy chory.

Wypowiedzi i wywody osób chorych psychicznie (mam na mysli poważne schorzenia - schizofreniczne) na pozór zawierają większą głębię, ale po próbie zrozumienia przesłania zauważamy szybko, że były to tylko "efekty specjalne".
Pozornie odkrywcze skojarzenia, neologizmy, po wgłębieniu się w tekst okazują się nielogiczne. Nie ma w nich metody.
Dlatego uważam, że choroba psychiczna jak najbardziej może służyć sztuce (liczne przykłady w historii sztuki), ale raczej nie filozofii ani nauce. Są wyjątki typu John Nash, ale i jemu choroba bardziej przeszkodziła, niż pomogła. Nie da się jednak ukryć, że geniusz jest bardzo bliski obłędowi. Ale choroba blokuje wykorzystanie praktyczne tych odkrywczych "przebłysków" z rejonów mózgu, które nie są dostępne zdrowym ludziom.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Wypowiedzi i wywody osób chorych psychicznie (mam na myśli poważne schorzenia - schizofreniczne) na pozór zawierają większą głębię, ale po próbie zrozumienia przesłania zauważamy szybko, że były to tylko "efekty specjalne".
Wszystko co Pani napisała jest rozwinięciem mojego pytania, ale oprócz poważnych uszkodzeń mamy drobniejsze.
Uczymy się, uczymy innych, pozostawiamy dorobek. Pozostaje "głębia" naszych myśli i następnie inni tą "głębię" "pogłebiają".
"Ach jako głębia myśli jest w przekazie tego głębokiego myśliciela, jeżeli tej głębi nie rozumiesz, to znaczy, że alboś niedouczonym, albo płytkim".
Powstaje "głębocka" literatura, są "głębockie" konferencje itd. itp.

Ja nie wiem, co o tym myśleć?
Ja się tylko zastanawiam?


Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Zetsu (89 punktów)
To Bóg stworzył Diabła ( który był wcześniej aniołkiem )a pozwala mu istnieć tylko z jednego prostego powodu:
żeby koleś w sukience mógł straszyć nas piekłem, i wskazywać tylko jedyną słuszną drogę do nieba jaką jest KK.
Ten system jest stary jak świat. Od wieków kapłani straszyli złem a jednocześnie dawali ochronę przed nim w postaci jedynej i słusznej wiary jaką propagowali.
Jak działa na umysł ludzki wizja piekła jaką KK zafundował nam w okresie średniowiecza - smoła kotły, płomienie itd. ( żywcem przeniesione tortury jakie inkwizycja stosowała do walki z szatanem
Jaką traumę pozostawiła ta wizja piekła do czasów dzisiejszych w naszych umysłach.
Śmiem twierdzić że jeszcze dziś jeżeli zapytać dorosłego polaka o piekło opisze go tak jak wyżej opisałem. Mało ludzi wie że KK zmienił w ostatnich latach wizję piekła i obecnie piekło to odosobnienie niemożliwość przebywania z Bogiem. O szatanie i diabłach już się nie mówi. Zresztą KK próbuje zmieść pod dywan postać wysłużonego już Szatana ( murzyn zrobił swoje murzyn może odejść ) Bo po co komu szatan jak nikt już się go nie boi. W dzisiejszych czasach samotność przeraża bardziej
14-07-2011 16:53 
 Ocena 2 na 2
jasenka (1863 punktów)
>Bo po co komu szatan jak nikt już się go nie boi. W dzisiejszych czasach samotność przeraża bardziej

Z czego wniosek, że jak już wylądować w piekle, to tylko w dobrym towarzystwie
A poważnie, to pojęcie dobrego i złego królestwa w religiach istnieje po to, aby dać złudzenie ludziom, że wyznając religię mają jakiś wybór i gdy odrzucą to "złe", zostaną nagrodzeni. Przy czym nie zawsze występuje w kulturze infantylny wizerunek Szatana z rogami, wręcz jest on często charyzmatyczny i piękny, to ma podnieść poprzeczkę w konkurencji pt. "A my wolimy do bozi".
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mało ludzi wie że KK zmienił w ostatnich latach wizję piekła i obecnie piekło to odosobnienie niemożliwość przebywania z Bogiem. O szatanie i diabłach już się nie mówi. Zresztą KK próbuje zmieść pod dywan postać wysłużonego już Szatana ( murzyn zrobił swoje murzyn może odejść )
Oj chyba sporo Pan przesadził z tym, że O szatanie i diabłach już się nie mówi. Mówi się, mówi i to jak ciekawie:
Szatan istnieje; Ks. Andrzej Ziółkowski CM ostrzega: "diabeł lubi, gdy się o nim mówi, pisze, rozważa, snuje ciekawe domysły, studiuje, rysuje, maluje, rzeźbi... Wierzymy, że on istnieje, ale nienawidzimy go. Diabeł boi się czystego sumienia, dobroci, miłości do Boga i bliźniego. Ci, którzy pragną studiować demonologię (nauka o szatanie), powinni najpierw mieć silną wiarę i poznać bardzo dobrze angelologię (nauka o aniołach)." "- toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności." (Gaudium et spes. II Sobór Watykański). Przypominają o jego istnieniu ostatni papieże, Kongregacja Doktryny Wiary oraz jej prefekt. "Zło nie jest więc jakimś brakiem, lecz siłą działającą, istnieje w postaci żywej istoty duchowej, istoty przewrotnej (...) Jest to rzeczywistość straszna, tajemnicza, budząca grozę (...)" Szatan i jego wpływ, jaki wywierać może na poszczególne jednostki i na zbiorowości, na całe społeczeństwa - to mógłby być jeden z ważniejszych rozdziałów nauki katolickiej, który należałoby na nowo studiować. (Paweł VI (15. 11. 1972)). "Istnienie szatana i jego demonów nie stało się wprawdzie w ciągu wieków wyraźnie przedmiotem wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego, kto jednak sprzeciwia się przyjęciu tej rzeczywistości, ten opuszcza teren nauki biblijnej i kościelnej". (Dokument Kongregacji Doktryny Wiary z 26 czerwca 1975 r.). "Są już oznaki powrotu ciemnych sił, a w zlaicyzowanym świecie rozwija się kult szatana (...) Diabeł to obecność tajemnicza, lecz realna, cielesna, a nie symboliczna. I jest istotą potężną książę tego świata - jak go nazywa "Nowy Testament", który wielokrotnie przypomina o jego istnieniu". (Joseph Ratziger). "Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego". (Jan Paweł II, środowe katechezy w 1985 r.). "Książe tego świata, Beele, Belzebub, Belial, Duch nieczysty, Kusiciel, Zły i wreszcie Antychryst. Jest porównywalny do lwa, smoka, lub węża. Tak mówi Pismo święte". (Jan Paweł II (15. 08. 1986)).>www.racjon(*)s,5022/q,Szatanskie.propozycje

Pozdrawiam.

@@@
.
14-07-2011 18:14 
 Ocena 1 na 1
Zetsu (89 punktów)
>.
>>Mało ludzi wie że KK zmienił w ostatnich latach wizję piekła i obecnie piekło to odosobnienie niemożliwość przebywania z Bogiem. O szatanie i diabłach już się nie mówi. Zresztą KK próbuje zmieść pod dywan postać wysłużonego już Szatana ( murzyn zrobił swoje murzyn może odejść )
>Oj chyba sporo Pan przesadził z tym, że O szatanie i diabłach już się nie mówi. Mówi się, mówi i to jak ciekawie:
>[color=navy] Szatan istnieje; Ks. Andrzej Ziółkowski CM ostrzega: "diabeł lubi, gdy się o nim mówi, pisze, rozważa, snuje ciekawe domysły, studiuje, rysuje, maluje, rzeźbi...

Tak mówi się i mówić będzie. Ale w KK diabłem straszą pojedyncze jednostki, polityka kościoła jako całości już nie stawia diabła na pierwszym miejscu, sama nazwa -diabeł, szatan, Lucyfer kiedyś tak często używana podczas kazań dziś już w zasadzie pada z ust księdza sporadycznie. Głównymi wojownikami z szatanem stali się mnisi, księża diabła wyrzucili z kazań już jakiś czas temu. Oczywiście wyjątki się zdarzają, ale KK nie składa się z indywidualności - a prawda jest taka, diabeł odchodzi do lamusa. Dlaczego ?
Odpowiedź jest prosta - bo przestał być dochodowy.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Odpowiedź jest prosta - bo przestał być dochodowy.
Ani nic specjalnego na ten temat nie czytałem, ani badań nie prowadziłem, ale znając mentalność kleru, to chyba ma Pan rację.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Witam Panie Andrzeju. Cieszę się, że podjął Pan dyskusję.
>Mnie bardzo zastanawiają efekty naszej umysłowości np. filozofia w kontekście naszej rosnącej wiedzy o mózgu.
Wiedza o mózgu rośnie i wiem, że Pana wiedza w tej dziedzinie jest znacznie większa od mojej. Jednak nawet wiedząc tylko tyle co ja, myślę że mogę sobie jednak pozwolić na pewne uogólnienie, któremu trudno będzie zaprzeczyć osobom bardziej zapoznanym z tym tematem:

Nie wiemy jeszcze w jaki sposób procesy w mózgu przekładają się na świadomość i umysł.

Kiedyś wspomniałem w rozmowie z Panem o książce autora Alva Noe. Oczywiście tezy stosunkowo młodego autora nie muszą przesądzać w dyskusji, jednak jego członkowstwo w Institute of Cognitive and Brain Sciences i profesura w Berkeley pozwalają przyjąć, że nie powinien on być uprzedzony do nauk o mózgu, a w każdym razie zna i rozumie wyniki badań w tej dziedzinie. W książce pod tytułem "out of our heads", którą miałem okazję przeczytać w języku niemieckim (w tej wersji przyjęty tytuł: "Du bist nich Dein Gehirn" - nie jesteś Twoim mózgiem) opisuje on wiele różnych badań neuroscience i wskazuje, w jakim stopniu są one często nadinterpretowane.
Przykład: fakt, że poprzez przyłożenie elektrod do określonych miejsc w mózgu można spowodować pojawienie się w umyśle osoby badanej konkretnego obrazu oznacza tyle tylko, że w ten sposób RÓWNIEŻ można - w sztuczny sposób, poprzez ingerencję z zewnątrz - uzyskać ten właśnie efekt. Nie przesądza to natomiast w żaden sposób o tym, skąd ten obraz bierze się w umyśle, gdy nie przykładamy do mózgu żadnych elektrod, a szczególności nie wiadomo w jaki sposób się to wówczas odbywa.
Autor pisze wręcz, że ograniczanie źródeł świadomości do samego tylko mózgu jest zbytnim redukcjonizmem.
Mocną stroną tej książki są wszystkie te fragmenty, w których wskazuje on w jaki sposób z badań nad mózgiem wywodzone są najczęściej zbyt pochopne wnioski - w rzeczywistości o sposobie powstawania świadomości wiemy bardzo niewiele i wiedza w tym zakresie wcale nie posuwa się szczególnie do przodu. Pojawiające się stosunkowo często nowinki, o kolejnych osiągnięciach naukowców w tej dziedzinie są tylko rzekomo rewolucyjne - w dalszym ciągu działamy tu jego zdaniem "po omacku".

>Na przykład czy większą głębię odnajduje filozof zdrowy psychicznie, czy chory. Jakie cienie potrafią położyć na naszej umysłowości wrodzone i nabyte uszkodzenia. Jak nasz umysł broni się (racjonalizuje) irracjonalne doznania fikcyjne, często bardziej realnie doświadczane od realnej rzeczywistości. Jak sobie radzi móżg wykształconego inteligenta z chorobą i jak poważnie możemy analizować wypowiedzi psychicznie chorego inteliktualisty.

Jeśli chodzi konkretnie o choroby psychiczne, to pewnie należałoby zapytać psychiatrów, aczkolwiek domyślam się - tak zupełnie na wyczucie, bo mało się na tym znam - że aby stwierdzić chorobę psychiczną muszą wystąpić jej objawy. Są one tak wyraźne, że psychiatrzy na podstawie symptomów potrafią odróżniać osobę cierpiącą np. na psychozę, od schizofrenika, a w ramach psychozy potrafią odróżnić kilka jej rodzajów. Domyślam się, że "dużą głębię" - jak Pan pisze - może odnajdywać każdy z nich, ale również człowiek, u którego objawy choroby psychicznej nie występują. Natomiast śmiem twierdzić, że wyłącznie osoba zdrowa potrafi tę "dużą głębię" opisać i opublikować, zyskać tytuł profesorski, prowadzić wykłady i pracować jako lekarz, a poza tym prowadzić życie rodzinne (i pozarodzinne) i mieć piątkę dzieci. Oczywiście osoba taka może mieć swoje drobne, czy większe ułomności, a przede wszystkim może się oczywiście mylić - ale raczej nie jest chora. Choroba psychiczna wiąże się bowiem - z tego co słyszałem - z niemożnością nawiązania "normalnego" kontaktu z otoczeniem, co trudno stwierdzić w przypadku Junga.

>Od dziecka bardzo lubię przesłanie baśni "Nowe szaty cesarza"
"Król jest nagi"? - oczywiście możliwe, że Jung się w pewnych kwestiach mylił. Jednak na razie w każdym razie nie da się tego stwierdzić na podstawie badań mózgu. Jego teorie dotyczą treści umysłowych, do których nauka jeszcze od strony neuronów nie doszła.

Teorie Junga sprawdzają się natomiast w praktyce (choć niektórzy są co do tego sceptyczni). W każdym razie pochodząca od niego szkoła psychologii analitycznej ma wiele zwolenników i praktyków, w tym wielu psychiatrów, a wielu pacjentom pomogła.

"Czerwonej księgi" akurat nie znam, natomiast więcej obrazków podobnych do tego z podanego przez Pana linka znajduje się w książce Jolande Jacobi "Psychologia C.G. Junga".
W ogóle mnie te obrazki nie szokują, natomiast - co ciekawe - podobne rzeczy były już malowane od zawsze (por. chociażby mandale w kulturze buddyjskiej). Główne założenie jest takie: marzenia senne i te na jawie, wizje krótko przed zasypianiem, albo te pojawiające się podczas głębszego zamyślenia, a także - bardziej uniwersalnie - treści mityczne i religijne, symbole i obrazy nie są produktem ubocznym, nie są tylko "odpadem" ludzkiej psychiki, uchylają natomiast drzwi nieświadomości, co może umożliwiać dalszy rozwój naszej osobowości. W związku tego rodzaju obrazy jak w "Czerwonej księdze", podobnie jak choćby "luźne skojarzenia", albo "ecriture automatique" są w psychoanalizie czymś zupełnie normalnym.

A propos mitów weźmy np. słynnego Edypa - opierając się na tezach religioznawców korzystających z odkryć psychoanalizy twierdzę, że mit Edypa nie jest historią li tylko wyssaną z palca, ale mówi prawdę o pewnym fragmencie ludzkiej osobowości, więc nie jest przypadkowy, co bardzo dobitnie zinterpretował Freud - faktem jest, że był on później krytykowany za swoją fiksację seksualną przez późniejszych psychoanalityków, takich jak chociażby Erich Fromm, co jednak nie umniejsza moim zdaniem jego zasadniczego odkrycia - odkrycia podświadomości.

c.d. w kolejnym wpisie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Panie Macieju w swoim poście napisałem:
Ja nie wiem, co o tym myśleć?
Ja się tylko zastanawiam?

I proszę tu wziąć to pod uwagę.
-----------------------------------
>Nie wiemy jeszcze w jaki sposób procesy w mózgu przekładają się na świadomość i umysł.
Ogromnie dużo jeszcze nie wiemy, ale i odwrotnie wiemy już sporo.

>W książce pod tytułem "out of our heads", którą miałem okazję przeczytać w języku niemieckim
Więc choćby z tego powodu książki nie przeczytam. Mam sporo książek po polsku, których chyba do śmierci nie zdążę przeczytać, abym przy słabej znajomości językowej zastanawiał się dlaczego raz autorowi chodzi o głowę, a drugi raz o mózg.
Ale jak sądzę po jej przeczytaniu został Pan uzbrojony w argumenty, które Pan nam tu przedstawi.

>Przykład: fakt, że poprzez przyłożenie elektrod do określonych miejsc w mózgu można spowodować pojawienie się w umyśle osoby badanej konkretnego obrazu oznacza tyle tylko, że w ten sposób RÓWNIEŻ można - w sztuczny sposób, poprzez ingerencję z zewnątrz - uzyskać ten właśnie efekt. Nie przesądza to natomiast w żaden sposób o tym, skąd ten obraz bierze się w umyśle, gdy nie przykładamy do mózgu żadnych elektrod, a szczególności nie wiadomo w jaki sposób się to wówczas odbywa.
Z Pana wypowiedzi tutaj - zupełnie nie rozumiem, o co uczonemu chodziło. Tak są różne metody uzyskania tych samych efektów i nie do końca wiemy dlaczego określone bodźce wywołują określone stany świadomości. (Najwięcej wiemy o widzeniu).
To nie tak rach ciach i wszystko jasne: W mózgach mamy upakowane kilkadziesiąt (źródła podają od 15 do 150, ale za każdym razem jest bardzo dużo) miliardów neuronów. Oczywiście liczba połączeń między nimi idzie jeszcze parę rzędów wyżej. Aby to zobrazować, Susan Greenfield, autorka monograficznej pracy o mózgu, porównuje ten układ z liczbą drzew rosnących na 600 tysiącach hektarów dżungli amazońskiej. Gdyby każdemu drzewu odpowiadał jeden neuron, to połączeń (synaps) jest w przybliżeniu między nimi tyle, ile liści na owych drzewach. A jest to dopiero początkiem złożoności procesów, gdyż synapsy tworzą sieć wzajemnych połączeń na całe gamy sposobów i liczba możliwych połączeń jest właściwie nieskończona.
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
Tylko jak ja swój - prościutki przy moim mózgu - komputer od wewnątrz zobaczę, to nie bardzo wiem o co w tym wszystkim chodzi.

>Autor pisze wręcz, że ograniczanie źródeł świadomości do samego tylko mózgu jest zbytnim redukcjonizmem.
Różni autorzy różne rzeczy piszą. Jakie przedstawia argumenty?

>Jeśli chodzi konkretnie o choroby psychiczne, to pewnie należałoby zapytać psychiatrów,
a jak psychiatra sam chory to kogo ma i kogo chce zapytać?

>aczkolwiek domyślam się - tak zupełnie na wyczucie, bo mało się na tym znam - że aby stwierdzić chorobę psychiczną muszą wystąpić jej objawy.
To nie polecę Panu książek o chorobach psychicznych - większość objawów odkryłby Pan u siebie. Lepiej mieć spokój.

>Są one tak wyraźne, że psychiatrzy na podstawie symptomów potrafią odróżniać osobę cierpiącą np. na psychozę, od schizofrenika, a w ramach psychozy potrafią odróżnić kilka jej rodzajów.
Czasem objawy są ewidentne, a czasem mocno zgadują.

>Natomiast śmiem twierdzić, że wyłącznie osoba zdrowa potrafi tę "dużą głębię" opisać i opublikować, zyskać tytuł profesorski, prowadzić wykłady i pracować jako lekarz, a poza tym prowadzić życie rodzinne (i pozarodzinne) i mieć piątkę dzieci. Oczywiście osoba taka może mieć swoje drobne, czy większe ułomności, a przede wszystkim może się oczywiście mylić - ale raczej nie jest chora.
Nie pisałem o Jungu, pisałem tak ogólnie o wpływie uszkodzeń mózgu i chorób psychicznych na ludzką twórczość. Jung to Pański domysł, ale racjonalistom polecam:
forumzn.ka(*)arla_Gustava_Junga-t13401.html

>Choroba psychiczna wiąże się bowiem - z tego co słyszałem - z niemożnością nawiązania "normalnego" kontaktu z otoczeniem, co trudno stwierdzić w przypadku Junga.
Zdecydowanie mało Pan wie o chorobach psychicznych. Ostre psychozy rzeczywiście trzyma się w szpitalach, ale nowoczesna psychiatria dąży aby jak najwiecej chorych mogło prowadzić normalne życie i pracować zawodowo.
Wielu, geniuszy - nie wiem nawet czy nie większość - miało mniejsze, a czasem bardzo duże odchyłki psychiczne.

>>>>Od dziecka bardzo lubię przesłanie baśni "Nowe szaty cesarza"
>"Król jest nagi"? - oczywiście możliwe, że Jung się w pewnych kwestiach mylił. Jednak na razie w każdym razie nie da się tego stwierdzić na podstawie badań mózgu. Jego teorie dotyczą treści umysłowych, do których nauka jeszcze od strony neuronów nie doszła.
Jego teorie są filozoficznymi spekulacjami, a nauka biegnie po zupełnie innych drogach.

>Teorie Junga sprawdzają się natomiast w praktyce (choć niektórzy są co do tego sceptyczni).
Należę do tych sceptycznych, a nawet z wiekiem i postępem nauki coraz bardziej.

> "Czerwonej księgi" akurat nie znam, natomiast więcej obrazków podobnych do tego z podanego przez Pana linka znajduje się w książce Jolande Jacobi "Psychologia C.G. Junga".
Książkę pani Jacobi czytałem prawie czterdzieści lat temu, gdy miałem przyjemność słuchać wykładów zafascynowanego wówczas Jungiem Jerzego Prokopiuka. Tylko od tamtego czasu nauka o mózgu zrobiła większy postęp, jak w całej perspektywie czasów. (Do lat 70 ubiegłego wieku). Nie, nie uważam spekulacji intelektualnych za bezwartościowe, odwrotnie zaliczam go do mędrców, ale ja wolę w podstawie opierać się o naukę i zdecydowanie bardziej odpowiadające mi odpowiedzi znajduję np. u Damasio: www.google(*)CNFP7jti970PIXXbkheKENPMdAXqJA niż u Junga.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
> Ja nie wiem, co o tym myśleć?
>Ja się tylko zastanawiam?
I proszę tu wziąć to pod uwagę.

Rozumiem. Jeśli o mnie chodzi, również nie chciałbym stwarzać wrażenia, że w tym zakresie poza kwestiami wykazanymi przez naukę cokolwiek wiem na pewno. Interesują mnie te sprawy, ale przyznaję, że w kwestiach naukowo ostatecznie nierozsztrzygniętych takich jak sposób funkcjonowania umysłu, raczej mogę tylko stawiać pytania (aczkolwiek niektóre zjawiska i zależności trzeba dla normalnego funkcjonowania przyjąć w praktyce jako pewnik, choć nie są one wykazane, jak np. to, że inni ludzie poza mną też mają świadomość, o czym też pisze Alva Noe).

>W książce pod tytułem "out of our heads" [...]. Mam sporo książek po polsku, których chyba do śmierci nie zdążę przeczytać, abym przy słabej znajomości językowej zastanawiał się dlaczego raz autorowi chodzi o głowę, a drugi raz o mózg.
>Ale jak sądzę po jej przeczytaniu został Pan uzbrojony w argumenty, które Pan nam tu przedstawi.
Mieszkam poza granicami Polski, tutejsze księgarnie dysponują w przeważającej mierze książkami francuskimi i niemieckimi. Będąc ostatnio w Trewirze wstąpiłem do księgarni i ta książka przypadkowo wpadła mi w ręce akurat w czasie, kiedy poruszaliśmy na forum te tematy. Wolałbym się powoływać na polskim forum na literaturę istniejącą w języku polskim, jednak ta pozycja nie została dotychczas przetłumaczona. Nie czyni to prostszym mojego zadania przedstawienia argumentów z tej książki. Na obszerne tłumaczenie fragmentów, ani nawet na opracowanie rozsądnego streszczenia nie mam niestety czasu. Tak duży skrót argumentów autora, na jaki mogę sobie tu pozwolić może natomiast pozostać niezrozumiały, albo też może okazać się zwykłym banałem. (Nie mówiąc już o tym, że nie jestem specjalistą i zapewne sam wiele mogę poprzekręcać.)
Alva Noe jest zresztą filozofem, a nie naukowcem, więc żadnych nowych badań nie przedstawia, ani też nie kwestionuje ściśle pojętych rezultatów już przeprowadzonych badań. Kwestionuje on natomiast pewne wnioski z tych badań i pewien utarty sposób mówienia o świadomości i mózgu, w sytuacji kiedy jego zdaniem o relacji jednego z drugim nie wiemy praktycznie nic.
> Z Pana wypowiedzi tutaj - zupełnie nie rozumiem, o co uczonemu chodziło. Tak są różne metody uzyskania tych samych efektów i nie do końca wiemy dlaczego określone bodźce wywołują określone stany świadomości.
Rozwinął on tę myśl w ten sposób, że nawet gdybyśmy dysponowali techniką, która pozwala wytworzyć poprzez ingerencję z zewnątrz złożone halucynacje, które odpowiadałyby wszystkim naszym zwykłym doświadczeniom zmysłowym, to również wtedy nie oznaczałoby to, że sam mózg wystarcza, by doznawać te halucynacje, a już w ogóle nie oznaczałoby to, że świadomość wynika tylko i wyłącznie z mózgu. W najlepszym przypadku eksperyment ten dowodziłby jedynie, że mózg wraz z ingerencją dokonaną przez naukowców może wytworzyć halucynacje w świadomości. W takim układzie mielibyśmy do czynienia jedynie z systemem składającym się z mózgu osoby badanej i ingerującego weń naukowca. Wyobrażenie tego rodzaju systemu jest jednak odmienne od wyobrażenia systemu, w którym świadomość powstaje wyłącznie z procesów zachodzących w mózgu.
>(Najwięcej wiemy o widzeniu).
Alva Noe dużo miejsca poświęca badaniom Hubela i Wiesela, by następnie stwierdzić, że fakt, iż odnaleziono w korze wzrokowej reprezentację niektórych bodźców, tzn. że określone neurony "reagowały" na określone kształty, a inne tego nie czyniły w żaden szczególny sposób nie zbliża nas do poznania tego, w jaki sposób my tak naprawdę w swej świadomości widzimy. Nie wiadomo bowiem w jaki sposób te "informacje" przekazane do kory wzrokowej są następnie przetwarzane na nasze świadome widzenie. Zdaniem Noego, nawet gdyby nauce udało się przyporządkować wszystkie ludzkie doświadczenia określonym obszarom w mózgu, czy też określonym neuronom - to w dalszym ciągu nie mielibyśmy zielonego pojęcia o tym, czym jest świadomość i w jaki sposób miałaby się ona z tych określonych obszarów mózgu "wyłaniać".
Noe pisze, że podobnie jak zegarek nie wie, która jest godzina, również materia, z jakiej składa się mózg nic nie wie, ani nie przypisuje niczemu jakichkolwiek znaczeń. Brak jest podstaw, by przypuszczać, że pojęcia, jakimi posługują się ludzie są atrybutami ściśle związanymi (intrinsic) z jakimś fragmentem materii mózgu. Te pojęcia i znaczenia są zależne od kontekstu, a nie właściwe materii, z jakiej składa się mózg.
Mózg tak naprawdę niczego nie widzi - to człowiek widzi. W jaki sposób człowiek widzi w dalszym ciągu nie wiadomo.

Dla Noego mózg jest oczywiście niezbędnym elementem, by istniała nasza świadomość, ale nie jest elementem jedynym. Wedle niego świadomość nie jest - wbrew powszechnemu mniemaniu - procesem, który możnaby wytłumaczyć w podobny sposób, jak tłumaczy się proces trawienia. Noe posługuje się porównaniem, że bardziej niż jak procesy trawienne świadomość jest jak taniec - chodzi o to, że sam opis funkcji mięśni nie prowadzi do zrozumienia tego co w rzeczywistości robimy, gdy tańczymy. Chodzi mu także o to, że tancerz wykonuje ruchy ciała w danym otoczeniu i na podobnej zasadzie świadomość nie wynika tylko z mózgu, ale ze współdziałania ze światem - i to nie tylko poprzez bodźce przetwarzane przez mózg, lecz być może również bezpośrednio.

c.d. w kolejnym wpisie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
19-07-2011 19:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Alva Noe jest zresztą filozofem, a nie naukowcem, więc żadnych nowych badań nie przedstawia, ani też nie kwestionuje ściśle pojętych rezultatów już przeprowadzonych badań. Kwestionuje on natomiast pewne wnioski z tych badań i pewien utarty sposób mówienia o świadomości i mózgu, w sytuacji kiedy jego zdaniem o relacji jednego z drugim nie wiemy praktycznie nic.
Panie Macieju, bardzo dziękuję za opowiedzenie o książce Alva Noego. Z dużym sceptycyzmem podchodzę do twierdzeń filozofów dotyczących świadomości. Twierdzenia filozofa Noego można przeciwstawić twierdzeniom filozofa Dennetta, czy nawet Pinkera - filozofującego uczonego i niewiele z tego wyniknie.
Z filozofią już tak jest, że każdy baje jak mu się zdaje, a jak jest przy tym mędrcem to udaje mu się do swoich koncepcji wielu przekonać.

>Dla Noego mózg jest oczywiście niezbędnym elementem, by istniała nasza świadomość, ale nie jest elementem jedynym.
Ja Noego przeciwstawiam uczonym. Wspomnianym już António Rosa Damásio, Williamowi H Calvinowi, Jay Ingram i innym zajmującym się bezpośrednio badaniami mózgu.
Filozofowie mogą tylko spekulować na bazie tego co wiadomo (tak czynią przynajmniej ci odpowiedzialni) o tym czego jeszcze nie wiadomo. Filozofowie z inspiracji teologicznych zapychają wszelkie luki możliwością ingerencji w tym miejscu duszy, Boga, a przynajmniej tajemnicy. Zostało to nawet ochrzczone "Bogiem Zapchajdziurą" Można i tak odsuwać prawdę, ale po co?

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
19-07-2011 16:39 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)

Teza Noego jest taka, że świadomość jest tym co ROBIMY (there is nothing inside us that thinks and feels and is conscious. Consciousness is not something that happens in us. It is something we do).
Jego zdaniem potrzebny jest do tego nie tylko mózg, ale również nasze ciało i nasze otoczenie - świat zewnętrzny. Uważa on, że nasze otoczenie nie charakteryzuje się tym, że jest nam obce i dopiero przetwarzane przez mózg, lecz tym, że jest ono dla nas bezpośrednio dostępne. Świadomość nie tworzy się w zamkniętej próbówce, jaką wedle powszechnego mniemania miałby być mózg. Wedle Noego nie ma również żadnych podstaw, żeby przyjmować, że dla świadomości znaczenie mają tylko ta relacje między materią, które zachodzą wewnątrz naszej czaszki, a relacje między materią znajdująca się poza naszą czaszką miałaby mieć znaczenie tylko poprzez bodźce przetwarzane przez mózg. Jego zdaniem czaszka niekoniecznie musi tworzyć w tym względzie "magiczną membranę".

To tylko niektóre z jego argumentów, w wielkim skrócie, niestety pewnie zbyt wielkim, bo przedstawione powyżej twierdzenia czasem wyłaniają się z argumentacji, która ciągnie się przez parę stron, a poza tym Noe powołuje się co chwilę na różne konkretne badania naukowe.

Odsyłam jednocześnie do wywiadów z samym autorem, wprawdzie po angielsku, ale dla grona czytelników (do którego sam się zaliczam) niewładających tym językiem w sposób perfekcyjny wywiad ma tą przewagę nad książką, że jest krótszy:
www.salon.(*)2009/03/25/alva_noe/print.html
www.edge.org/3rd_culture/noe08/noe08_index.html
Ten drugi nawet z filmem i krytycznym komentarzem.
Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
19-07-2011 20:12 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Teza Noego jest taka, że świadomość jest tym co ROBIMY (there is nothing inside us that thinks and feels and is conscious. Consciousness is not something that happens in us. It is something we do). Jego zdaniem potrzebny jest do tego nie tylko mózg, ale również nasze ciało i nasze otoczenie - świat zewnętrzny.

Niestety, ta teza jest błędna, co jest łatwo wykazać na przykładzie snów: jak śnimy to jesteśmy odizolowani od otoczenia choć jesteśmy świadomi tych snów.
19-07-2011 21:14 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>jak śnimy to jesteśmy odizolowani od otoczenia choć jesteśmy świadomi tych snów.
W jakim sensie jesteśmy odizolowani od otoczenia podczas snu?
Co to znaczy, że jesteśmy świadomi snów?



Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
20-07-2011 07:44 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> jak śnimy to jesteśmy odizolowani od otoczenia choć jesteśmy świadomi tych snów.

> W jakim sensie jesteśmy odizolowani od otoczenia podczas snu?

Podczas snu wrażenia zmysłowe nie docierają do świadomości. Są one blokowane przez układy podświadome, które je odblokowują gdy się budzimy, np. z powodu hałasu. Podobnie układ motoryczny jest normalnie sparaliżowany podczas snu.

> Co to znaczy, że jesteśmy świadomi snów?

Jest nawet nazwa "świadomy sen". Sam takich doświadczyłem.
maceox (6766 punktów)
>Niestety, ta teza jest błędna, co jest łatwo wykazać na przykładzie snów: jak śnimy to jesteśmy odizolowani od otoczenia choć jesteśmy świadomi tych snów
Być może przyłapałeś Noego na słówku.
Aczkolwiek on przewidział Twój kontrargument i poświęcił mu cały mały podrozdział w książce, o której pisałem.
Znów w wielkim skrócie:
To że śnimy w żaden sposób nie dowodzi, że nasze pozostałe doświadczenia na jawie pochodzą wyłącznie z naszego mózgu. Jest raczej tak, że śniąc nasz mózg reaguje właśnie na odizolowanie przetwarzając to co świadomie doznaliśmy, gdy na jawie współdziałaliśmy ze światem.
Sen jest więc raczej wyjątkiem, a nie pełnym zaprzeczeniem jego tezy.

Ale na pewno ja sam się przy tej jego tezie upierać nie będę. Brzmi ona dla mnie dość banalnie. Natomiast bardzo przypadła mi do gustu jego krytyka nadinterpretacji badań nad mózgiem.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
20-07-2011 07:45 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Niestety, ta teza jest błędna, co jest łatwo wykazać na przykładzie snów: jak śnimy to jesteśmy odizolowani od otoczenia choć jesteśmy świadomi tych snów

> Być może przyłapałeś Noego na słówku. Aczkolwiek on przewidział Twój kontrargument i poświęcił mu cały mały podrozdział w książce, o której pisałem.

Przyznaję, że niewiele z jego wypowiedzi przeczytałem. Przestałem czytać, gdy zaczął przedstawiać chybione argumenty przeciw programowi poszukiwań neuronowych korelatów świadomości. Mam wrażenie, że Noe chce bronić idei o nadprzyrodzonej naturze świadomości przed postępem nauki.
maceox (6766 punktów)
>Przestałem czytać, gdy zaczął przedstawiać chybione argumenty przeciw programowi poszukiwańneuronowych korelatów świadomości.
które z jego argumentów są według Ciebie chybione, i dlaczego?
sam nie odbieram jego tez bezkrytycznie i ciekawy jestem zdania innych.
>Mam wrażenie, że Noe chce bronić idei o nadprzyrodzonej naturze świadomości przed postępem nauki.
w książce, którą przeczytałem całą, nie pisze ani słowa o "nadprzyrodzoności", ale rozumiem, że takie wrażenie można odnieść.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
21-07-2011 22:24 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> które z jego argumentów są według Ciebie chybione, i dlaczego?

Alva Noë pisze:
Cytat:
Imagine that we find the Holy Grail of neurobiology, the patterns of neural activation that correlate perfectly with different events in our mental lives. We would still never understand or make sense of why those correlations exist. There is no intrinsic relationship between the experience and the neural substrates of the experience.

Jest takie powiedzenie: nigdy nie mów "nigdy". W tym wypadku jeszcze większa ironia mówienia, że "nigdy nie zrozumiemy dlaczego aktywność pewnych ośrodków mózgowych jest skorelowana z pewnymi myślami", polega na tym, że to akurat już wiemy. Istnieje bogata literatura o mechanizmach uczenia się sieci neuronowych, zarówno naturalnych jak i sztucznych, i w ogólności dobrze wiemy jak powstają neuronowe reprezentacje świata zewnętrznego.

Następnie Noë postuluje:
Cytat:
We always need to look at what factors bring the two together. The environment, other people, our needs and desires -- all these things exist outside the brain and have to be seen as essential parts of our selves and consciousness. So we aren't just our brains, we're not locked inside our craniums; we extend beyond our skulls, beyond our skin, into the world we occupy.

No i tu się zagalopował. Bo chociaż wpływ otoczenia na kształtowanie się świadomości jest prawdą, wręcz oklepaną, to jednak powiedzieć, że "rozciąga się ona poza naszą czaszkę" jest naiwną pomyłką. To, że świadomość modeluje świat zewnętrzny, nie znaczy, że model ten istnieje w jakimkolwiek sensie poza modelującą do siecią neuronową.

W sumie, ignorancja z poplątaniem.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To, że świadomość modeluje świat zewnętrzny, nie znaczy, że model ten istnieje w jakimkolwiek sensie poza modelującą do siecią neuronową.
Całkowita zgoda.

>No i tu się zagalopował. Bo chociaż wpływ otoczenia na kształtowanie się świadomości jest prawdą, wręcz oklepaną, to jednak powiedzieć, że "rozciąga się ona poza naszą czaszkę" jest naiwną pomyłką.
Muszę powiedzieć, że nie do końca Pana tu rozumiem.
Sieć neuronowa jest rozłożona w całym organizmie (ciele) i nie jest ograniczona tylko do mózgu. Mózg - jak pisze Izdebski - jest zwieńczeniem układu nerwowego, który uczestniczy w rejestrowaniu, przekazywaniu i analizie napływających pobudzeń oraz bierze udział w realizacji prawidłowych reakcji adaptacyjnych na zmieniające się warunki świata zewnętrznego i środowiska wewnętrznego. Mózg potrafi magazynować i przetwarzać informacje, samemu pozostając ślepym, głuchym i nieczułym. Wszystkie dane otrzymuje przez kanały sensoryczne z układów nerwowych. Z układu ośrodkowego (centralnego) za pośrednictwem narządów zmysłów: dotyku, wzroku, słuchu, węchu i smaku ze świata zewnętrznego oraz z układu obwodowego (zwanego też autonomicznym lub wegetatywnym), z wnętrza organizmu przez zakończenia czuciowe. Bodźce te są przyczyną reakcji odruchowych, których podłożem fizjologicznym jest łuk odruchowy. Łuk odruchowy składa się z drogi doprowadzającej, która przewodzi pobudzenia od receptora do ośrodka scalającego (jakim jest rdzeń kręgowy i wyżej mózg) oraz drogi odprowadzającej, przenoszącej pobudzenia do narządu wykonawczego (mięśni, gruczołów wydzielania).

Z 26 kręgów rdzeniowych wychodzi 31 nerwów. Wiele z nich łączy się potem w sploty. Po obu stronach kręgosłupa istnieje po pięć splotów. Najsławniejszy z nich to splot słoneczny, stanowiący część współczulnego układu nerwowego. Splecione nerwy rozgałęziają się, łączą i ponowne rozdzielają, tworząc coraz to mniejsze wiązki (co komplikuje zadanie prześledzenie drogi i celu, do którego zmierzają). Ogólny ich schemat jesteśmy w stanie uchwycić dzięki wielu latom doświadczeń chirurgów. Jak pisze Anthony Smit: "Nie ma innych większych połączeń pomiędzy 1,5 kilogramami mózgu i 28 gramami rdzenia a resztą sieci nerwowej. Otrzymywane informacje i wysyłane instrukcje niemal w całości podążają wymienionymi 12 nerwami czaszkowymi lub 31 nerwami rdzeniowymi. Spośród 43 (par) nerwów 3 są wyłącznie odbiorcze (czuciowe), 6 wyłącznie wykonawczych (ruchowych), a reszta, czyli 34 wysyłają i odbierają. Właśnie przez te 37 dróg czuciowych ośrodkowy układ nerwowy dowiaduje się o sytuacji, a przez 40 wysyła do mięśni bodźce, wynikające z tych obserwacji". Nie wyczerpuje to tematu unerwienia ciała. Istnieje jeszcze autonomiczny układ nerwowy z łańcuchem zwojów. Są też inne sploty z rozgałęzieniami pozwalającymi na łączenie wszystkich części ciała z mózgiem. Ale nas w tym króciutkim szkicu najbardziej interesuje to, co mamy w głowach.

Wiele czynności odbywa się bez udziału wysoko wyspecjalizowanych ośrodków w półkulach mózgowych. Oddychamy, przystosowując częstotliwość oddechu do potrzeb aktualnych potrzeb organizmu, czynne są ruchy przewodu pokarmowego, trwa regulacja szarości naczyń krwionośnych, wydziela się ślina, powstaje pot, obkurcza się śledziona, gruczoły zwiększają lub zmniejszają wydzielanie i wykonywane są inne - choć nie wszystkie - prace utrzymania stałego środowiska wewnętrznego. Zawdzięczamy je obwodowemu układowi nerwowemu, składającemu się w istocie z dwu systemów, współczulnego i przywspółczulnego. Układy są sobie przeciwstawne. Każdej funkcji układu współczulnego przeciwstawia się funkcja przywspółczulnego. Gdy działanie jednego z układów przyspiesza bicie serca, to drugi je spowalnia. Układ autonomiczny działa na zasadzie ściągania i popuszczania, wagi i przeciwwagi, pociągania w jedną lub drugą stronę. Obie struktury stanowią odrębne jednostki, kontrolowane przez odrębne okolice mózgu i wychodzą poprzez inne odcinki rdzenia kręgowego. Układ współczulny sterowany jest głównie przez podwzgórze mózgu i rdzeń przedłużony, a układ przywspółczulny podlega kontroli śródmózgowia, mostu i rdzenia przedłużonego. Wszystkim, co pozostaje pod kontrolą tych dwóch układów steruje 4,5 gramowe podwzgórze.

Podwzgórze także kieruje przysadką, a ta kontroluje nadnercza. Zasadniczo zarządza ono wszystkimi funkcjami organizmu, które nazywa się prymitywnymi, jak przemiana tłuszczów, przemiana węglowodanów (cukrów), regulacja ilości wody i odczuwanie pragnienia, sen i czuwanie, wzrastanie, cykle układu rozrodczego, łaknienie, sterowanie temperaturą, zmiany średnicy naczyń krwionośnych, wydzielanie w przewodzie pokarmowym, w znacznym stopniu - zachowania, emocje.
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi

Podobnie - choć bardziej szczegółowo - pisze Damasio - którego nie mam tu pod ręką, aby dosłownie przytoczyć - że nie można świadomości ograniczać tylko do mózgu, że uczestniczy w niej całe ciało.

Bardzo proszę o doprecyzowanie swoich twierdzeń, gdyż chciałbym je właściwie zrozumieć.

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
22-07-2011 11:13 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> No i tu się zagalopował. Bo chociaż wpływ otoczenia na kształtowanie się świadomości jest prawdą, wręcz oklepaną, to jednak powiedzieć, że "rozciąga się ona poza naszą czaszkę" jest naiwną pomyłką.

> Sieć neuronowa jest rozłożona w całym organizmie (ciele) i nie jest ograniczona tylko do mózgu.

Tak, ale te rozgałęzienia układu nerwowego po całym organizmie są nieświadome. Świadomość jest związana z aktywnością mózgu i to tylko jego części. Główny cel obecnych badań nad nerwowymi korelatami świadomości jest skierowany na uściślenie jakie to części mózgu i czym się różnią od nieświadomych jego części, jeżeli czymkolwiek.

Największy postęp w tym kierunku został zrobiony przez badania funkcjonowania wzroku i świadomości wzrokowej. Czerpiąc z pojęć rewolucji komputerowo-telewizyjnej spodziewano się, że obrazy rejestrowane przez siatkówkę są analizowane przez coraz to wyższe i wyższe układy nerwowe w mózgu aż w końcu owocują szczytem abstrakcji w postaci świadomości. Pogląd ten nadal szeroko rozpowszechniony, również wśród filozofów, bo dobrze pasuje do odwiecznych przekonań o istnieniu duszy związanej z tym szczytem abstrakcji i jego braku u zwierząt.

Początkowo wszystko się zgadzało. Hubel i Wiesel i następcy rzeczywiście odkrywali coraz dalsze rejony kory mózgowej reagujące na coraz to ogólniejsze cechy obrazu: poczynając od kropek, poprzez brzegi, ich ruch, kierunek ruchu, stereoskopowe różnice, itd. Nieco tylko niepokojące było to, że ilość informacji przenoszonej przez nerw wzrokowy jest znacznie mniejsza niż ilość infomacji potrzebna do generowania tych wszystkich cech.

Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym. Działa to zaskakująco dobrze, ale nie idealnie, o czym świadczą złudzenia optyczne.

Całość świadomości wydaje się być takim modelem. Jest to model zewnętrznego świata generowany przez część mózgu. Pozostała część, włącznie z nerwami prowadzącymi od zmysłów, jest nieświadoma i służy do sprawdzania i korygowania tego modelu. Samoświadomość natomiast jest modelem tego modelu - z konieczności uproszczonym wyobrażeniem o samym sobie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak, ale te rozgałęzienia układu nerwowego po całym organizmie są nieświadome. Świadomość jest związana z aktywnością mózgu i to tylko jego części.
Dziekuję już trochę rozumiem, choć zainspirował mnie Pan do dalszych lektur, aby ułożyć sobie, że Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym. Gdyż nie wiem na podstawie jakich informacji i jak dostarczanych mózg generuje dynamiczne modele?

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-07-2011 14:05 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.
Tzn, że wrażenia z zewnątrz bez modelu 'za oczami' pozwalającego je rozpoznawać, są jakby niewidoczne?
Czyli dla najwrażliwszych nawet oczu nie ma np. słonia bez wyobrażenia/nazwy 'słonia'?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Czyli dla najwrażliwszych nawet oczu nie ma np. słonia bez wyobrażenia/nazwy 'słonia'?

Mam bardzo zasadnicze pytanie do Pana, dlaczego Pan kieruje do mnie swoje zapytanie, skoro w moim poście napisałem tylko: Dziękuje już trochę rozumiem, choć zainspirował mnie Pan do dalszych lektur, aby ułożyć sobie, gdyż nie wiem na podstawie jakich informacji i jak dostarczanych mózg generuje dynamiczne modele?
A więc stwierdziłem, że muszę doczytać, aby właśnie to stwierdzenie Pana Fizyka zrozumieć.

PS. Na razie dotarłem do "Mózgu i jego modele", Michaela A. Arbiba, gdzie autor do badań Hubela i Wiesela się odwołuje. Czytam i staram się zrozumieć.
Wydaje się, że nie jest tak zupełnie proste. W świadomości następuje interakcja zwrotna. Np. mając zakodowany w świadomości model węża jako wroga potrafimy dostrzec węża nawet w korzeniu, ale tak bez korzenia, to raczej nie da rady.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-07-2011 16:54 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.

> Tzn, że wrażenia z zewnątrz bez modelu 'za oczami' pozwalającego je rozpoznawać, są jakby niewidoczne?

Zupełnie niewidzialne.

> Czyli dla najwrażliwszych nawet oczu nie ma np. słonia bez wyobrażenia/nazwy 'słonia'?

Słoń (a dokładniej goryl) może Ci przejść przed nosem, a Ty go nie zauważysz jak go sobie nie wyobrazisz. Nie wierzysz? mamzdrowie.pl/zagadka-niewidzialnego-goryla/
22-07-2011 15:37 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Dziekuję już trochę rozumiem, choć zainspirował mnie Pan do dalszych lektur

Bardzo miło. Po polsku wybór dobrych publikacji z kognitywistyki jest ograniczony. Polecam notatki z wykładów Włodzisława Ducha, który ma zdrowe podejście do tematu.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bardzo miło. Po polsku wybór dobrych publikacji z kognitywistyki jest ograniczony. Polecam notatki z wykładów Włodzisława Ducha, który ma zdrowe podejście do tematu.
Bez lektur (nie tylko "Notatek z wykładów", które już tu też polecałem) publikacji prof. Ducha, to bałbym się nawet odezwać.
Szukam materiałów i staram się doczytać, ale z tymi modelami, to nie tak prosto jest, o czym świadczą także przedstawione tu wątpliwości panów Astrotaurusa i Setakosa.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-07-2011 12:51 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.
Świat, który widzimy wokół siebie jest światem wokół nas, a model generujemy na podstawie informacji z tego świata odbieranych.
To tak, dla ścisłości.... wielu ludzi nie potrafi odróżnić modelu od świata, a również w tym wątku już nieco transcendencją zalatywało.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-07-2011 16:36 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.

> Świat, który widzimy wokół siebie jest światem wokół nas, a model generujemy na podstawie informacji z tego świata odbieranych. To tak, dla ścisłości.... wielu ludzi nie potrafi odróżnić modelu od świata, a również w tym wątku już nieco transcendencją zalatywało.

Wiem co chcesz powiedzieć, ale ściśle mówiąc... nie masz racji. Świata wokół siebie nie widzisz bezpośrednio (tak, tak - filozofowie mówiąc o niepoznawalności rzeczy "samych w sobie" mają w zasadzie rację, chociaż z tą transcendencją nie jest tak źle jak to niektórzy sugerują). To co widzisz bezpośrednio, to wytwór Twojego mózgu, Twojej wyobraźni. Postaram się Ci to udowodnić.

Jest takie złudzenie optyczne:

Jak patrzysz na tę maskę od strony wewnętrznej (po prawej na tym zdjęciu), to nie jest możliwe widzenie tej twarzy takiej jak jest, wklęsłej. Z odległości kilku metrów (lub zamykając jedno oko żeby nie widzieć stereoskopowo) zawsze widzisz twarz normalną, wypukłą. A to dlatego bo Twój mózg wyewoluował do modelowania tylko takich i nie jest w stanie wymodelować wynicowanej twarzy.

Możesz sobie jeszcze obejrzeć film z tą maską, choć nic nie zastąpi oglądania tego złudzenia w naturze, bo wtedy nie ma już żadnej wątpliwości gdzie jest model twarzy, a gdzie rzeczywista maska twarzy.

No więc ustaliliśmy, że jak patrzysz na wklęsłą stronę maski to to co widzisz nie jest tam przed Tobą ale w Twojej głowie. Ale tak samo jest gdy patrzysz na normalną, wypukłą stronę maski! I tak samo jest jak patrzysz na Twoje otoczenie, na ruch na ulicy, na chmury na niebie. Gdziekolwiek spojrzysz Twój mózg generuje niezwykle bogaty, zmieniający się model świata. Widzisz tylko ten model, nic innego.

QED
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Ciekawe, że ja widzę wklęsłość maski do chwili, gdy nie pojawi się wyraźne "oko". Od tego momentu widzę dwie wypukłe maski, jakby "cielista" wysuwała się z pomalowanej:






Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ciekawe, że ja widzę wklęsłość maski do chwili, gdy nie pojawi się wyraźne "oko". Od tego momentu widzę dwie wypukłe maski, jakby "cielista" wysuwała się z pomalowanej.
Ciekawość idzie dalej. Gdy oglądałem zdjęcie, to widziałem dwie wypukłe maski - pomalowaną i niepomalowaną, ale gdy oglądałem filmik, to już wyraźnie zauważałem wklęsłość. Ciekawe co bym widział, gdybym oglądał obracającą się maskę bezpośrednio?

To, że nasz wzrok można oszukać wiedzieli już starożytni.
Natomiast zrozumienie, że (Tu za Fizykiem) Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym. Działa to zaskakująco dobrze, ale nie idealnie, o czym świadczą złudzenia optyczne. Jest znacznie trudniejsze.

Gdyż powstanie zdarzenia umysłowego wymaga rezonansu pomiędzy stanami zapamiętanymi (oczekiwaniami) i stanem bieżącym (np. doświadczeniem zmysłowym), czyli aktualizacji potencjalnych stanów wewnętrznych które ulegają modyfikacji przez zewnętrzne bodźce; rezultaty przechowywane są są jako nowe ślady pamięci. (W.Duch)

Bez zwrócenia tu szczególnej uwagi na szybkość (dynamikę) weryfikacji modelu przez informację płynącą ze wzroku, proces jest trudny do zrozumienia. Modele, pomimo możliwości zafałszowań naszego oglądu, przyspieszają nasze reakcje i chyba o to właśnie chodziło w procesie ewolucyjnym.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-07-2011 18:42 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Wiem co chcesz powiedzieć, ale ściśle mówiąc... nie masz racji. Świata wokół siebie nie widzisz bezpośrednio (tak, tak - filozofowie mówiąc o niepoznawalności rzeczy "samych w sobie" mają w zasadzie rację, chociaż z tą transcendencją nie jest tak źle jak to niektórzy sugerują). To co widzisz bezpośrednio, to wytwór Twojego mózgu, Twojej wyobraźni. Postaram się Ci to udowodnić.

Wiem co chcesz powiedzieć, ale ściśle mówiąc... nie masz racji.
Zacytowałem z Ciebie to "widzenie wokół" i nieporozumienie poleciało dalej, choć celowo mówiłem o generowaniu modelu na podstawie informacji ze świata.

>No więc ustaliliśmy, że jak patrzysz na wklęsłą stronę maski to to co widzisz nie jest tam przed Tobą ale w Twojej głowie.
Ba! Poszedłbym dalej i palmę pierwszeństwa w ustalaniu takich rzeczy przyznał Demokrytowi, że tam nie ma nawet żadnych masek - są tylko atomy (w zaktualizowanym rozumieniu) i przestrzeń, a reszta to interpretacje.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
maceox (6766 punktów)
> Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym. Działa to zaskakująco dobrze, ale nie idealnie, o czym świadczą złudzenia optyczne.
>Całość świadomości wydaje się być takim modelem. Jest to model zewnętrznego świata generowany przez część mózgu. Pozostała część, włącznie z nerwami prowadzącymi od zmysłów, jest nieświadoma i służy do sprawdzania i korygowania tego modelu. Samoświadomość natomiast jest modelem tego modelu - z konieczności uproszczonym wyobrażeniem o samym sobie.
Jest kwestią niezwykle istotną, czy coś się "okazało", a więc zostało wykazane ponad wszelką wątpliwość, czy też się tylko "wydaje".
Dla mnie powstaje pytanie, co z cytowanej powyżej Pana wypowiedzi opiera się na bezpośrednim dowodzie naukowym, a co stanowi tylko hipotezę opartą na pewnych obserwacjach omyłek przy postrzeganiu.

Noe w swojej książce odnosi się również do tej właśnie teorii "wielkiej iluzji" i odrzuca ją w pełni, aczkolwiek jego argumenty są w zasadzie też tylko filozoficzne, więc nie ma nawet o czym mówić.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
26-07-2011 07:28 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>> Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.

> Jest kwestią niezwykle istotną, czy coś się "okazało", a więc zostało wykazane ponad wszelką wątpliwość, czy też się tylko "wydaje".

Coś pomiędzy: mniej niż "ponad wszelką wątpliwość" ale więcej niż tylko wydawanie (mi) się.

> Dla mnie powstaje pytanie, co z cytowanej powyżej Pana wypowiedzi opiera się na bezpośrednim dowodzie naukowym, a co stanowi tylko hipotezę opartą na pewnych obserwacjach omyłek przy postrzeganiu.

Te dwa niebieskie dwa zdania są moją hipotezą. Zdziwiłbym się jednak, gdyby to była nowa hipoteza. Modele neuronowe są powszechnie znane wśród specjalistów, choć z tak dobitnym sformułowaniem jak to zrobiłem powyżej nigdzie się nie spotkałem.

Obawiam się, że dowieść tej hipotezy nigdy się nie uda. Dowody twierdzeń są możliwe tylko w matematyce. Teorie fizyczne na zawsze pozostają hipotezami, mniej lub bardziej potwierdzonymi. Jednoznacznie hipotezę fizyczną można tylko sfalsyfikować, natomiast zgodność z nowymi faktami czyni ją jedynie bardziej prawdopodobną.

Hipotezę tę wypowiedziałem na szeregu konferencji naukowych (chociaż nie jako głowny temat refaratu) i nikt jeszcze nie zaprotestował. Jak znajdziesz argument ją obalający to chętnie wysłucham.
maceox (6766 punktów)
>>> Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.
>Te dwa niebieskie dwa zdania są moją hipotezą. Zdziwiłbym się jednak, gdyby to była nowa hipoteza [...] choć z tak dobitnym sformułowaniem jak to zrobiłem powyżej nigdzie się nie spotkałem.
>Jak znajdziesz argument ją obalający to chętnie wysłucham.
Wobec powyższego bardzo proszę o weryfikację moich wątpliwości:
Przyjmując Pana hipotezę:
Gdy zamkniemy oczy mózg generuje taki model widzialnego świata, że praktycznie niczego wówczas nie odbieramy jako "widzianego" (ewentualnie poza tym, co interpretujemy jak światło przebijające się przez powieki, gdy oświetli nam twarz słońce wychodzące zza chmury). Gdy otworzymy oczy, wówczas ten model widzialnego świata diametralnie się zmienia - dostrzegamy wszystko ze szczegółami.
Tak więc to sprawdzanie przez oczy zgodności modelu ze światem fizycznym jest na tyle istotne, że rozstrzyga o tym, czy w ogóle coś widzimy.
Gdy mamy zamknięte oczy bardzo trudno jest nam się poruszać - generowany wówczas w naszym mózgu model świata jest niewystarczający, by obserwować świat zewnętrzny. W poruszaniu mogą nam wówczas pomóc inne zmysły (np. dotyku).
Przy zamnkniętych oczach nasz model świata rzeczywistego wytworzony w mózgu jest więc na tyle ograniczony, że bardzo łatwo się nam potknąć o wystający korzeń, którego oczy nie "zweryfikowały".
Jednak gdy otworzymy oczy, poruszanie staje się o wiele łatwiejsze - oczy tak dalece sprawdzają wówczas model świata rzeczywistego istniejący w naszym mózgu, że można powiedzieć, że "widzimy" świat - generalnie dostrzegamy istniejące w nim przedmioty.
Tak więc nawet, jeśli widziany świat jest tylko modelem generowanym przez mózg, a oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym - to właśnie to SPRAWDZANIE decyduje o tym, czy cokolwiek dostrzegamy wzrokowo.
Ponadto gdy mamy otwarte oczy, model świata, który wówczas powstaje w mózgu jest potwierdzany poprzez pozostałe zmysły - widzę okrągły talerz, co potwierdzam poprzez dotyk, a w talerzu widzę gorącą zupę, co potwierdzam poprzez węch.
Mogę oczywiście powiedzieć, że wszystkie zmysły służą tylko do sprawdzenia zgodności wygenerowanego przez mózg modelu świata rzeczywistego. Tyle tylko, że przy wyłączeniu wszystkich zmysłów nie mam niczego, co pozwalałoby mi w mózgu utworzyć jakikolwiek model poza fikcją opartą częściowo na pamięci (jeśli dysponowałem zwysłami wcześniej), a częściowo na zupełnym wyobrażeniu.
Tak więc można oczywiście powiedzieć, że oczy służą tylko do sprawdzenia modelu wygenerowanego przez mózg, ale jest to tylko kwestia nazewnictwa - w dalszym ciągu pozostaje bowiem do wytłumaczenia, w jaki sposób odbywa się to "sprawdzanie". Tzn. oczy nie widzą świata a tylko go sprawdzają - nie widzę przeszkód, żeby językowo tak ująć sprawę, tyle tylko, że w takim razie zamiast problemu "jak widzimy" mamy problem "jak sprawdzamy", a w rzeczywistości jest to dokładnie ten sam problem, tylko, że inaczej nazwany.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
24-08-2011 14:26 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>>> Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.

> Gdy mamy zamknięte oczy bardzo trudno jest nam się poruszać - generowany wówczas w naszym mózgu model świata jest niewystarczający, by obserwować świat zewnętrzny.

Tak, zgadza się. Ma to także sens: przy zamkniętych oczach lepiej jest generować ograniczony ale prawdziwy model, niż pełny ale fałszywy.

> Tak więc nawet, jeśli widziany świat jest tylko modelem generowanym przez mózg, a oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym - to właśnie to SPRAWDZANIE decyduje o tym, czy cokolwiek dostrzegamy wzrokowo.

Myślę, że nie. Świadczą o tym złudzenia optyczne i sny, kiedy to widzimy fałszywy model świata. W przypadku złudzeń optycznych sprawdzanie szwankuje, a w przypadku snów jest ono wręcz nieobecne. Tak więc sprawdzanie wydaje się być funkcją wtórną, niekonieczną dla świadomości wzrokowej (choć oczywiście niezwykle ważną dla przeżycia).

> Tak więc można oczywiście powiedzieć, że oczy służą tylko do sprawdzenia modelu wygenerowanego przez mózg, ale jest to tylko kwestia nazewnictwa - w dalszym ciągu pozostaje bowiem do wytłumaczenia, w jaki sposób odbywa się to "sprawdzanie".

Uważam, że jest to więcej niż kwestia nazewnictwa, bo to sprawdzanie można zrealizować stosunkowo prosto. Wystarczy monitorować różnice jasności, kolorów, krawędzi, itd. pomiędzy modelem a tym co oczy rejestrują i używać te różnice jako synały do korekty generowanego modelu. Ponadto globalna suma tych różnic może służyć jako miara prawdziwości modelu. Nie wiem czy na pewno jest to tak zrealizowane w naszych mózgach, ale jest to zgodne z tym jak działają sieci neuronowe. Myślę, że generowanie modelu jest trudniejsze do rozpracowania niż sprawdzanie.
maceox (6766 punktów)
Alva Noë pisze[/url]:
> Cytat:
Imagine that we find the Holy Grail of neurobiology, the patterns of neural activation that correlate perfectly with different events in our mental lives. We would still never understand or make sense of why those correlations exist. There is no intrinsic relationship between the experience and the neural substrates of the experience.

>Jest takie powiedzenie: nigdy nie mów "nigdy". W tym wypadku jeszcze większa ironia mówienia, że "nigdy nie zrozumiemy dlaczego aktywność pewnych ośrodków mózgowych jest skorelowana z pewnymi myślami", polega na tym, że to akurat już wiemy.
Jednak bezpośredniego związku przyczynowego w sensie wytłumaczenia krok po kroku, w jaki sposób z konkretnego oddziaływania neuronów miałaby się wyłaniać jakaś myśl, czy cała świadomość chyba jednak jeszcze nie znamy. Noe mówi w tym miejscu właśnie tylko tyle, że nawet gdybyśmy poznali korelaty wszystkich możliwych doświadczeń, to sama ta wiedza nie oznaczałaby jeszcze, w jaki dokładnie sposób z neuronów wyłania się świadomość.
>Istnieje bogata literatura o mechanizmach uczenia się sieci neuronowych, zarówno naturalnych jak i sztucznych, i w ogólności dobrze wiemy jak powstają neuronowe reprezentacje świata zewnętrznego.
Słowa "uczenie się" należałoby napisać w cudzysłowiu. Jesto to antropomorfizacja zjawiska fizycznego. Myślę, że "dobrze wiemy" to jest za dużo powiedziane. Ja bym powiedział, że wiemy trochę o tym, jak powstają neuronowe reprezentacje świata zewnętrznego. Jednak praktycznie nic nie wiemy o tym, w jaki sposób, poprzez jakie oddziaływanie, poprzez jakie związki przyczynowe z neuronów powstaje świadomość - nawet jeśli zaobserwowano, że przy niektórych ludzkich doświadczenia aktywują się określone neurony. To jest bardziej obserwacja jednoczesnego występowania jednego i drugiego, a nie wyjaśnienie związku przyczynowego między nimi. To chyba miał na myśli Noe.

>Następnie Noë postuluje:
> Cytat:
We always need to look at what factors bring the two together. The environment, other people, our needs and desires -- all these things exist outside the brain and have to be seen as essential parts of our selves and consciousness. So we aren't just our brains, we're not locked inside our craniums; we extend beyond our skulls, beyond our skin, into the world we occupy.

>No i tu się zagalopował. Bo chociaż wpływ otoczenia na kształtowanie się świadomości jest prawdą, wręcz oklepaną, to jednak powiedzieć, że "rozciąga się ona poza naszą czaszkę" jest naiwną pomyłką. To, że świadomość modeluje świat zewnętrzny, nie znaczy, że model ten istnieje w jakimkolwiek sensie poza modelującą do siecią neuronową.
Tak zgadzam się, uważam, że brak jest podstaw dla tej jego tezy. Natomiast rzeczywiście podstawy dla przyjęcia, że świadomość pochodzi z aktywności neuronów (albo poprzez aktywność neuronów) rzeczywiście istnieją, bo znaleziono korelaty. Pozostaje pytanie "jak?"

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
24-07-2011 18:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jednak bezpośredniego związku przyczynowego w sensie wytłumaczenia krok po kroku, w jaki sposób z konkretnego oddziaływania neuronów miałaby się wyłaniać jakaś myśl, czy cała świadomość chyba jednak jeszcze nie znamy. Noe mówi w tym miejscu właśnie tylko tyle, że nawet gdybyśmy poznali korelaty wszystkich możliwych doświadczeń, to sama ta wiedza nie oznaczałaby jeszcze, w jaki dokładnie sposób z neuronów wyłania się świadomość.
Zostały zbudowane komputerowe sieci neuronowe, dzięki którym możemy poznać symulację niektórych procesów mózgowych. Pokazują jak specyficzna mózgo-podobna substancja przetwarzania informacji prowadzi do zachowań, które znamy z introspekcji. Pozwala to nam coraz lepiej rozumieć mechanizm tworzenia subiektywnych odczuć i powstawania myśli.

Z drugiej strony obserwacje funkcjonowania żywego mózgu w czasie rzeczywistym pozwalają na stwierdzenie, że najpierw występuje pobudzenie mózgu, a potem odczuwamy chęć działania, co jest dowodem, że to materia tworzy świadomość (ducha), a nie odwrotnie. Tak byłoby, gdybyśmy najpierw odczuwali intencję działania, a dopiero później obserwowali aktywację mózgu.

Tak, że nie jest koniecznym: krok po kroku, w jaki sposób z konkretnego oddziaływania neuronów miałaby się wyłaniać jakaś myśl, czy cała świadomość chyba jednak jeszcze nie znamy ani poznanie korelatów wszystkich możliwych doświadczeń, to sama ta wiedza nie oznaczałaby jeszcze, w jaki dokładnie sposób z neuronów wyłania się świadomość.
Do całkowitej pewności, że świadomość jest funkcją wysoko zorganizowanej materii, jaką są mózgi wielu zwierząt z człowiekiem na czele.

Pozdrawiam

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Jego zdaniem potrzebny jest do tego nie tylko mózg, ale również nasze ciało i nasze otoczenie - świat zewnętrzny. Uważa on, że nasze otoczenie nie charakteryzuje się tym, że jest nam obce i dopiero przetwarzane przez mózg, lecz tym, że jest ono dla nas bezpośrednio dostępne. Świadomość nie tworzy się w zamkniętej próbówce, jaką wedle powszechnego mniemania miałby być mózg. Wedle Noego nie ma również żadnych podstaw, żeby przyjmować, że dla świadomości znaczenie mają tylko ta relacje między materią, które zachodzą wewnątrz naszej czaszki, a relacje między materią znajdująca się poza naszą czaszką miałaby mieć znaczenie tylko poprzez bodźce przetwarzane przez mózg. Jego zdaniem czaszka niekoniecznie musi tworzyć w tym względzie "magiczną membranę".
Damásio twierdzi, że nasza świadomość nie jest funkcją tylko mózgu, ale całego ciała i wszystkie procesy fizyko-chemiczne dziejące się w naszym ciele mają odbicie w świadomości.
Nie bardzo rozumiem odwołanie się do relacji między materią a materią. W filozoficznych kategoriach materia jest daną człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich, a więc osobiście bym napisał: substancją mózgową a światem zewnętrznym i tu zgadzam się całkowicie z Noem, że czaszka nie tworzy żadnej "magicznej membrany", jest co najwyżej centrum urządzenia zwanego zwierzeciem. Całe nasze ciało przetwarza różnorodne bodźce docierające do niego z otoczenia, a bodźców tych jest niepoliczalna ilość, choć wszystkie są naturalne.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
zanim podejmą rozmowę dotyczącą tez Noego, pozwoli Pan, że powrócę do kwestii poruszonych w poprzednich wpisach, bo są to ciekawe tematy.
>>Jeśli chodzi konkretnie o choroby psychiczne, to pewnie należałoby zapytać psychiatrów,
>a jak psychiatra sam chory to kogo ma i kogo chce zapytać?
w psychoanalizie zwykle psychoanalityk ma również swojego psychoanalityka, przy czym raczej nie chodzi wówczas o chorobę, a o rozwój osobowościowy (np. tzw. indywiduację). A przy okazji - w razie czego - jest kontrola specjalisty, który w przypadku wystąpienia objawów chorobowych może zareagować. Wśród psychiatriów niebędących zwolennikami psychoanalizy takiej kontroli już nie ma - więc mając na uwadze codzienną rutynę tych lekarzy pozostaje mieć tylko nadzieję, że mimo wszystko nie zawsze obowiązuje zasada "z jakim się wdajesz, takim się stajesz"
>>aczkolwiek domyślam się - tak zupełnie na wyczucie, bo mało się na tym znam - że aby stwierdzić chorobę psychiczną muszą wystąpić jej objawy.
>To nie polecę Panu książek o chorobach psychicznych - większość objawów odkryłby Pan u siebie. Lepiej mieć spokój.
zdaję sobie z tego sprawę, pod warunkiem, że mówi Pan to ogólnie o wszystkich ludziach, a ja jestem tylko przykładem
>Nie pisałem o Jungu, pisałem tak ogólnie o wpływie uszkodzeń mózgu i chorób psychicznych na ludzką twórczość. Jung to Pański domysł, ale racjonalistom polecam:
>forumzn.ka(*)arla_Gustava_Junga-t13401.html
Z zaciekawieniem przeczytałem ten artykuł. Wiem, że nie pisał Pan o Jungu, choć mam już pewność, że prawidłowo zrozumiałem aluzję - myślał Pan o Jungu Trochę znając jego tezy i tak się nie dziwię, aczkolwiek nie wiedziałem, że takie jego doznania były tak silne. Mówiąc jego językiem - być może zbytnio się otworzył na zalanie przez jaźń. A tak po prostu - może nawet był chory. Ale widzi Pan - mimo to nie odbiera Pan mu statusu mędrca. Różne osobistości mają przeróżne doświadczenia - pozostaje po nich ich dzieło.
>>Choroba psychiczna wiąże się bowiem [...] z niemożnością nawiązania "normalnego" kontaktu z otoczeniem
>[...] Ostre psychozy rzeczywiście trzyma się w szpitalach, ale nowoczesna psychiatria dąży aby jak najwiecej chorych mogło prowadzić normalne życie i pracować zawodowo.
Tak, ale najpierw muszą wystąpić objawy, a te objawy są na ogół dotkliwe dla otoczenia. W przeciwnym razie, gdyby otoczenie nic nie dostrzegało, mało kto by się dobrowolnie poddał leczeniu psychiatrycznemu, a przede wszystkim w braku objawów psychiatra odesłałby takiego pacjenta do domu, ale nie po to, żeby się tam leczył, tylko po to, żeby mu nie zawracał głowy.
Zupełnie inaczej w psychoanalizie - korzystają z niej też ludzie zdrowi, albo też tacy, którzy tylko twierdzą, że są chorzy.
>Wielu, geniuszy - nie wiem nawet czy nie większość - miało mniejsze, a czasem bardzo duże odchyłki psychiczne.
A ja się w związku z tym zastanawiam, czy zawsze warto stawiać na racjonalizm. Jeśli odchyłka jest ceną geniuszu, to może warto tą cenę ponieść? Może nawet nie ma wyboru?
>Jego teorie [Junga] są filozoficznymi spekulacjami, a nauka biegnie po zupełnie innych drogach.
ale opierał się przecież na swej praktyce lekarskiej, więc taka "czysta" filozofia w tradycji, powiedzmy, Kanta, to to chyba jednak nie jest. Jego wnioski są przynajmniej częściowo oparte na doświadczeniu - oczywiście pytanie tylko, czy rzeczywiście spełnił wymogi weryfikacji naukowej. Ale był on w zasadzie praktykiem, tak jak psychoanalitycy są praktykami. Faktem jest, że odnoszą się oni bezpośrednio do treści umysłowych, do uczuć, a także do sfer "irracjonalnych", takich jak sny. Siłą rzeczy gdybania w tym dużo, a gwarancji na zdrowie i szczęście też nie dają, ale ja ich lubię, bo odnoszą się bezpośrednio do człowieka, a nie tylko do materii, z której się składa.
>Książkę pani Jacobi czytałem prawie czterdzieści lat temu, gdy miałem przyjemność słuchać wykładów zafascynowanego wówczas Jungiem Jerzego Prokopiuka.
Mimo, że jest Pan oddany ideałom racjonalizmu, to z tego względu, że pisze Pan tu - myślę, że nie przypadkowo o przyjemności (a nie wszystkie przyjemności da się wytłumaczyć racjonalnie) - ja sam z przyjemnością polecę Panu stronę firmowaną przez Prokopiuka:
www.gnosis.art.pl/
choć sam się przyznam, że w połowie lektury niektórych artykułów mam bardzo racjonalistyczną tendencję do poczytania czegoś bardziej zrozumiałego.
jednak zakładkę "iluminatoria" polecam każdemu - dużo tam sztuki.
pozdrawiam serdecznie


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>zdaję sobie z tego sprawę, pod warunkiem, że mówi Pan to ogólnie o wszystkich ludziach, a ja jestem tylko przykładem.
Mówiłem o ludziach ogólnie, a konkretnie to myślałem o własnych doświadczeniach - podczas studiowania psychiatrycznych dzieł.

>choć mam już pewność, że prawidłowo zrozumiałem aluzję - myślał Pan o Jungu
Tak, jak ja mam pewność, że mam do czynienia z inteligentnym i oczytanym partnerem do rozmowy.

>Trochę znając jego tezy i tak się nie dziwię, aczkolwiek nie wiedziałem, że takie jego doznania były tak silne. Mówiąc jego językiem - być może zbytnio się otworzył na zalanie przez jaźń. A tak po prostu - może nawet był chory. Ale widzi Pan - mimo to nie odbiera Pan mu statusu mędrca. Różne osobistości mają przeróżne doświadczenia - pozostaje po nich ich dzieło.
Myślę tu podobnie do Pana, ale świadomości o możliwości oddziaływania choroby nie wolno ani odrzucać, ani lekceważyć.

>Tak, ale najpierw muszą wystąpić objawy, a te objawy są na ogół dotkliwe dla otoczenia.
Wcale nie. Objawy mogą być albo wcale, albo w niewielkim stopniu dostrzegane przez otoczenie. Wszyscy jesteśmy trochę dziwaczni, a z wiekiem jeszcze bardziej dziwaczejemy.

>W przeciwnym razie, gdyby otoczenie nic nie dostrzegało, mało kto by się dobrowolnie poddał leczeniu psychiatrycznemu, a przede wszystkim w braku objawów psychiatra odesłałby takiego pacjenta do domu, ale nie po to, żeby się tam leczył, tylko po to, żeby mu nie zawracał głowy.
Tak się zdarza częściej niż Pan przypuszcza, gdyż co jest jeszcze normą a co już odchyłkiem. Jak w większości przypadków tak i tu najtrudniej wyznaczyć granice.

>Zupełnie inaczej w psychoanalizie - korzystają z niej też ludzie zdrowi, albo też tacy, którzy tylko twierdzą, że są chorzy.
W tym przypadku nie jest tak zupełnie inaczej. Z pomocy psychiatrycznej chętniej korzystają ludzie zdrowi niż chorzy. Zresztą podobne jest doświadczenie życiowe. Mało Pan obrazi człowieka zdrowego epitetem "wariat", czy "idiota", ale chory odbierze to jako agresję i agresją odpowie.

>A ja się w związku z tym zastanawiam, czy zawsze warto stawiać na racjonalizm. Jeśli odchyłka jest ceną geniuszu, to może warto tą cenę ponieść? Może nawet nie ma wyboru?
Właśnie! Czy Pan na coś postawił?
Mnie to tylko tak się przydarzyło, zestaw genów, proces socjalizacji, przeczytane książki itd.

>>>>Jego teorie [Junga] są filozoficznymi spekulacjami, a nauka biegnie po zupełnie innych drogach.
>ale opierał się przecież na swej praktyce lekarskiej, więc taka "czysta" filozofia w tradycji, powiedzmy, Kanta, to to chyba jednak nie jest. Jego wnioski są przynajmniej częściowo oparte na doświadczeniu - oczywiście pytanie tylko, czy rzeczywiście spełnił wymogi weryfikacji naukowej. Ale był on w zasadzie praktykiem, tak jak psychoanalitycy są praktykami.
Z tym czym była i jest filozofia, to jest kłopot nawet przez filozofów nierozstrzygnięty. Powiedzmy, ze jest umiłowaniem mądrości, a do mądrości jak Pan wie dochodzi się w przeróżny sposób. Moim zdaniem, jeżeli ktoś chce uprawiać odpowiedzialnie filozofię to powinien znać intelektualny (w tym naukowy) dorobek ludzkości w zajmowanym się przez filozofa temacie.
Jung wypowiada się ciekawie o umyśle człowieka, ale nie wolno zapominać, że urodził się w 1875 roku, studia ukończył w 1900, zmarł w 1961 roku. Wiedza o budowie i funkcjach mózgu jeszcze w połowie XX wieku stała na takim poziomie, że trudno było wyjść poza filozoficzne spekulacje.
Czy opierał się na praktyce i doświadczeniu? Zapewne tak. Uważam, że szamani się opierają, to dlaczego nie miałby robić tego profesor.

>Faktem jest, że odnoszą się oni bezpośrednio do treści umysłowych, do uczuć, a także do sfer "irracjonalnych", takich jak sny.
O snach to warto przeczytać rozdział "Dlaczego sny są tak oniryczne" w książce Roberta Sapolskiego pt "Małpie amory". (Jest tam dalsza bibliografia).

>Mimo, że jest Pan oddany ideałom racjonalizmu, to z tego względu, że pisze Pan tu - myślę, że nie przypadkowo o przyjemności (a nie wszystkie przyjemności da się wytłumaczyć racjonalnie) - ja sam z przyjemnością polecę Panu stronę firmowaną przez Prokopiuka:
Nie jestem oddanym ideałom racjonalizmu, choć staram się racjonalność w swym myśleniu zachować. Pisuje na naszym forum trochę z nudów, trochę dla zabawy, ale co najważniejsze to spotykam tu wspaniałych partnerów do rozmów, dzięki którym mój umysł musi pracować i nadal się intelektualnie rozwijam. Stronę Prokopiuka znam od wielu lat i przeczytałem większość tekstów tam umieszczonych, tak jak przecztałem wszystkie jego tłumaczenia i książki.

>choć sam się przyznam, że w połowie lektury niektórych artykułów mam bardzo racjonalistyczną tendencję do poczytania czegoś bardziej zrozumiałego.
Miewamy bardzo podobne odczucia, ale znajduję tam też rzeczy sensowne. Na przykład dotyczące dawnych wierzeń i tłumaczenia religijnych perełek literackich.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Proponuję krótki cytat książki Ericha Fromma pt. "Zerwać okowy iluzji":
"Treści nieświadome nie są więc ani dobre, ani złe, racjonalne, ani irracjonalne, są takie i takie - a wszystko to razem jest bez reszty ludzkie. Nieświadomość jest to cały człowiek, oprócz tej jego części, która odpowiada społeczeństwu. Świadomość reprezentuje człowieka społecznego, przygodne ograniczenia ustanowione przez sytuację dziejową, w którą jednostka została rzucona. Nieświadomość reprezentuje człowieka uniwersalnego, człowieka pełnego, zakorzenionego w kosmosie [...]. Zdolność uświadomienia sobie tych jakości tożsama jest z realizacją własnej pełni człowieczeństwa i zniesieniem barier, jakie społeczeństwo wzniosło w każdym człowieku oraz, konsekwentnie, między człowiekiem a jego bliźnim [...]. Nacjonalizm i ksenofobia stanowią opozycyjne bieguny humanistycznego doświadczenia, które można odrzucić uświadamiając sobie własną nieświadomość"

Cytat ten z badaniem mózgu ma niewiele wspólnego, jest w zasadzie prawie że poezją - jednak jest to poezja wynikła z obserwacji i zmierza (jak cała psychoanaliza) do psychicznego rozwoju człowieka. Ja bym ani Frommowi, ani Jungowi nie zarzucał słabego poparcia w badaniach laboratoryjnych - dopóki nie wiemy jak powstaje w nas świadomość, ich tezy tworzą dla mnie (i dla wielu specjalistów) całkiem ciekawe poszukiwania, i co ważne mające zastosowanie w leczeniu.

Nawet jeśli cały sens psychoanalizy miałby się sprowadzać tylko do "wygadania się" pacjenta i do jego lepszego dzięki temu samopoczucia, to było jednak warto, skoro pomaga.

Można się co do tego spierać, natomiast w każdym razie istnienie nieświadomości zostało, jak rozumiem wykazane ponad wszelka wątpliwość, poprzez zjawisko hipnozy, a także w związku z takimi procesami jak treści przekazywane podprogowo.

Oczywiście mówimy cały czas o rzeczywistości umysłu, a nie o realnej, namacalnej przyrodzie. Jednak podobnie, jak Pan, wcale nie jestem pewien co jest bardziej realne. Ludziom chodzi natomiast jak sądzę ostatecznie o dobre samopoczucie - również psychiczne - i jak sądzę psychoanaliza ma tu pewną przewagę nad naukami przyrodniczymi, bo odwołuje się właśnie bezpośrednio do treści psychicznych i współdziała z pacjentem, a nie tylko z materią, z której jest stworzony.
>Choć już nie wiem, czy myślenie nie szkodzi?
W tradycji zen (a Jung wiele czerpał z buddyzmu) dyskursywne, "dwoiste" myślenie wręcz zdecydowanie szkodzi. Dużo lepsze jest - patrz za okno - tam gałąź drzewa!
Ale zdaję sobie sprawę z tego, że takie postawienie sprawy na pierwszy rzut oka, bez dalszego wyjaśnienia może się wydawać co najmniej głupie.
Pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
14-07-2011 19:08 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>W tradycji zen (a Jung wiele czerpał z buddyzmu) dyskursywne, "dwoiste" myślenie wręcz zdecydowanie szkodzi. Dużo lepsze jest - patrz za okno - tam gałąź drzewa!
>Ale zdaję sobie sprawę z tego, że takie postawienie sprawy na pierwszy rzut oka, bez dalszego wyjaśnienia może się wydawać co najmniej głupie.

To zen mówi o świadomości:

Shoyoroku - Case 72: Chuyu's "Monkey"
Kyozan [1] asked Chuyu,
"What does buddha-nature mean?"
Chuyu said,
"I will explain it for you by allegory. Suppose there is a room with six
windows. Inside there is a monkey. Outside, someone shouts, 'Monkey!
monkey!' It immediately responds. If someone calls, 'Monkey!' through any
of the windows, it responds just the same. It is just like that."
Kyozan said,
"How about when the monkey is asleep?"
Chuyu descended from his Zen seat, grasped Kyozan and said,
"O monkey, monkey, there you are!"
[1]: At this time Kyozan was about 13 years old.

Przy czym "buddha-nature" znaczy mniej więcej to, co masz za "czystą świadomość", lub jej potencjał ( en.wikipedia.org/wiki/Buddha-nature ).
Można badać samą "małpę", dlaczego nie?

Pozdrawiam

Jesteśmy wynikiem wykorzystania błędów ewolucji przez ewolucję.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja bym ani Frommowi, ani Jungowi nie zarzucał słabego poparcia w badaniach laboratoryjnych - dopóki nie wiemy jak powstaje w nas świadomość, ich tezy tworzą dla mnie (i dla wielu specjalistów) całkiem ciekawe poszukiwania, i co ważne mające zastosowanie w leczeniu.
A ja zarzucam, choć pierwszy powód - nie mogli ze względu na poziom ówczesnej nauki - usprawiedliwiam, to drugi nie chcieli ze względu na swój wybór, oceniam negatywnie.

>Można się co do tego spierać, natomiast w każdym razie istnienie nieświadomości zostało, jak rozumiem wykazane ponad wszelka wątpliwość, poprzez zjawisko hipnozy, a także w związku z takimi procesami jak treści przekazywane podprogowo.
Myślę, że niezbyt dalej wiemy czym jest świadomość, a co dopiero nieświadomość. Jeżeli nie możemy zjawiska zdefiniować, to jak możemy wykazać jego istnienie ponad wszelką wątpliwość? Myślę, że jedyne co się w sposób naukowo uprawniony stwierdzić to to, że istnieją procesy świadome i nieświadome. Tych drugich jest więcej.

>Oczywiście mówimy cały czas o rzeczywistości umysłu, a nie o realnej, namacalnej przyrodzie. Jednak podobnie, jak Pan, wcale nie jestem pewien co jest bardziej realne.
Nie bardzo rozumiem co to znaczy "rzeczywistość umysłu" to jakaś filozoficzna spekulacja.
Wolę jednak realne, namacalne stwierdzenia nauki.

>Ludziom chodzi natomiast jak sądzę ostatecznie o dobre samopoczucie - również psychiczne - i jak sądzę psychoanaliza ma tu pewną przewagę nad naukami przyrodniczymi, bo odwołuje się właśnie bezpośrednio do treści psychicznych i współdziała z pacjentem, a nie tylko z materią, z której jest stworzony.
Wydaje mi się, że jednak nauki przyrodnicze - po minięciu mody - mają zdecydowaną przewagę. Świadczą o tym dobre wyniki ze sprzedaży leków.

>>>>Choć już nie wiem, czy myślenie nie szkodzi?
>W tradycji zen (a Jung wiele czerpał z buddyzmu) dyskursywne, "dwoiste" myślenie wręcz zdecydowanie szkodzi. >Dużo lepsze jest - patrz za okno - tam gałąź drzewa!
Nie wypowiadam się ani o tradycji zen, ani o buddyzmie. Jakoś mój racjonalny umysł nie pozwalał mi na "wczucie się" w ich myślenie, choć dziwne, ale jakoś tam np. mistycyzm żydowski trawiłem. Tu lepszy będzie Pan Jacek Tabisz.
On coś na ten temat wie.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Ja bym ani Frommowi, ani Jungowi nie zarzucał słabego poparcia w badaniach laboratoryjnych - dopóki nie wiemy jak powstaje w nas świadomość, ich tezy tworzą dla mnie (i dla wielu specjalistów) całkiem ciekawe poszukiwania, i co ważne mające zastosowanie w leczeniu.
>A ja zarzucam, choć pierwszy powód - nie mogli ze względu na poziom ówczesnej nauki - usprawiedliwiam, to drugi nie chcieli ze względu na swój wybór, oceniam negatywnie.
Myślę, że dziedzina którą się zajmowali jest po prostu nie w pełni naukowa. Opierali się wprawdzie na praktyce, jednak wnioski wyciągali nieweryfikowalne. Trudno zweryfikować prawidłowość interpretacji snu, skojarzenia czy omyłki. Jednak z czasem, po kilku spotkaniach pewną prawidłowość u pacjenta psychoanalityk zauważa, a pacjent staje się świadomy tego, co w nim tkwiło, a czego sam nie wiedział. Pozostaje pytanie, czy to, co przy tym wyjdzie to tylko przypadkowe "byle co", czy też coś, co ma znaczenie. Ostatecznie wiele zależy do pacjenta. Mało to wszystko naukowe - ale jak na mój gust odpowiada potrzebom człowieka, który z natury nie jest wyłącznie racjonalny. Psychoanaliza patrzy na niego całego - nie lubię tego słowa, ale niech będzie - "holistycznie" i nie omija jego wewnętrznych sprzeczności i paradoksów, ale właśnie bezpośrednio je naświetla - odkrywa ludzki irracjonalizm, co ma przynajmniej w założeniu prowadzić do jego uświadomienia, a więc do racjonalizacji. Czy psychoanaliza - nastawiona na całego człowieka i odkrywająca przed nim to co ukryte nie jest więc właśnie narzędziem racjonalizacji? Może więc racjonaliści powinni ją popierać?
>Oczywiście mówimy cały czas o rzeczywistości umysłu, a nie o realnej, namacalnej przyrodzie. Jednak podobnie, jak Pan, wcale nie jestem pewien co jest bardziej realne.
>Nie bardzo rozumiem co to znaczy "rzeczywistość umysłu" to jakaś filozoficzna spekulacja.
Miałem na myśli to, co Pan ujął w ten sposób: "Jak nasz umysł broni się (racjonalizuje) irracjonalne doznania fikcyjne, często bardziej realnie doświadczane od realnej rzeczywistości"
>Wydaje mi się, że jednak nauki przyrodnicze - po minięciu mody - mają zdecydowaną przewagę. Świadczą o tym dobre wyniki ze sprzedaży leków.
Trochę Pana już na forum poznałem i dlatego to zdanie zupełnie mnie zadziwiło. Nie wiem do końca jak na nie odpowiedzieć, bo jeśli jest pojęte nieco żartobliwie, to w takim razie przyłączam się do tej gorzkiej ironii. Jeśli jednak jest napisane zupełnie poważnie, to czy rację ma ta koncepcja, która się lepiej sprzeda? Argument ten oznacza co najwyżej, że opłaca się być aptekarzem.
Jestem pełen szacunku dla osiągnięć medycyny i cieszę się, że dysponujemy lekami coraz to nowszej generacji, które skuteczniej leczą i wywołują mniej skutków ubocznych. Czy oznacza to jednak, że jesteśmy zdrowsi? Wiele zależy od definicji zdrowia, a my tu mówimy o zdrowiu psychicznym. Obserwując jaką bolączką społeczeństw "ucywilizowanych" jest neuroza potrzebujemy psychoterapii, jak nigdy dotąd.
pl.wikiped(*)Zaburzenia_nerwicowe#Przyczyny
i skutki:
"Wtórnymi skutkami nerwicy może być: zaniżone poczucie własnej wartości i dążenie do kompensowania go szczególnymi osiągnięciami, czy nadmiernym zaangażowaniem w pracę. Szczególną uwagę zwrócił na ten aspekt Alfred Adler. Współcześnie za podstawowy skutek nerwicy uważa się zgeneralizowaną utratę radości życia. Szczegółowo może to być np. wypadanie z ról społecznych i rodzinnych, nadużywanie systemu medycznego, zbędnie podejmowana diagnostyka, zbędne uzależniające stosowanie farmakoterapii, spadek aktywności i wydolności zawodowej, izolacja w domu, samobójstwa"
>Nie wypowiadam się ani o tradycji zen, ani o buddyzmie. Jakoś mój racjonalny umysł nie pozwalał mi na "wczucie się" w ich myślenie, choć dziwne, ale jakoś tam np. mistycyzm żydowski trawiłem. Tu lepszy będzie Pan Jacek Tabisz.
>On coś na ten temat wie.
Z Jackiem Tabiszem trochę już rozmawiałem, również na ten temat. Cieszę się też, że mamy w gronie forumowiczów sceptymuchę, który zawsze znajdzie jakiś ciekawy cytat.
Myślę, że wiele zależy od przedstawienia tematu. Np. wykład Suzuki w książce "Buddyzm zen a psychoanaliza" zupełnie mi nie leży. Natomiast bardzo polecam książkę Alana Wattsa "Droga zen". Jest pisana przez człowieka zachodu, więc przynajmniej tok wykładu w miarę logiczny.
Pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
21-07-2011 20:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Myślę, że dziedzina którą się zajmowali jest po prostu nie w pełni naukowa.
Chciałem odwołać się do książki i znalazłem taką uwagę dr Krzysztofa Chudzyńskiego:
W znakomitej książce Czarownicy i psychiatrzy E. Fuller Torres głosi tezę, że do leczenia zaburzeń umysłowych nie jest potrzebna wiedza akademicka, a jedynie umiejętność słuchania i wczuwania się w problemy drugiej osoby. Przytoczona poniżej opowieść jest tego dobitnym dowodem.

Pewnemu mężczyźnie wydawało się, że pod jego łóżkiem przyczaiły się potwory. Udał się więc do psychiatry, ale po wielu sesjach terapeutycznych (płacił po 100 dolarów za godzinę) nie odczuł żadnej poprawy. Potwory nadal okupowały podłogę pod jego łóżkiem jak gdyby nigdy nic. Wówczas zwierzył się ze swojego problemu kucharce, która w tygodniu gotowała mu obiady. Kobieta wysłuchała go uważnie, po czym dla pewności zapytała:

- One siedzą pod łóżkiem, tak?
Mężczyzna skinął głową.
- A to łóżko stoi na czterech nogach?
- Tak.
- Myślę, że jak pan obetnie te nogi, żaden potwór już tam nie wejdzie - dokończyła kobieta.


Myślę, że to dobrze oddaje mój stosunek do psychiatrii, a szczególnie do wszelkich metod psychoterapeutycznych.

>Opierali się wprawdzie na praktyce, jednak wnioski wyciągali nieweryfikowalne.
Już wspomniałem, że każdy z nas ma jakieś doświadczenia i jakąś praktykę, ale choć praktyka jest najwyższą weryfikacją nauki, to nasza praktyka wcale nie jest naukową.

>Trudno zweryfikować prawidłowość interpretacji snu, skojarzenia czy omyłki.
Są prowadzone poważne naukowe badania nad snem. Jeszcze ogromnie dużo nie wiemy, ale już wiemy, że jak ci się śni sex to wcale nie myślisz o szafie, czy też odwrotnie.

>Jednak z czasem, po kilku spotkaniach pewną prawidłowość u pacjenta psychoanalityk zauważa, a pacjent staje się świadomy tego, co w nim tkwiło, a czego sam nie wiedział. Pozostaje pytanie, czy to, co przy tym wyjdzie to tylko przypadkowe "byle co", czy też coś, co ma znaczenie. Ostatecznie wiele zależy do pacjenta. Mało to wszystko naukowe - ale jak na mój gust odpowiada potrzebom człowieka, który z natury nie jest wyłącznie racjonalny. Psychoanaliza patrzy na niego całego - nie lubię tego słowa, ale niech będzie - "holistycznie" i nie omija jego wewnętrznych sprzeczności i paradoksów, ale właśnie bezpośrednio je naświetla - odkrywa ludzki irracjonalizm, co ma przynajmniej w założeniu prowadzić do jego uświadomienia, a więc do racjonalizacji. Czy psychoanaliza - nastawiona na całego człowieka i odkrywająca przed nim to co ukryte nie jest więc właśnie narzędziem racjonalizacji? Może więc racjonaliści powinni ją popierać?
Może, ale ja zbyt szybko przeczytałem (w połowie lat 70) książkę Włodzimierza Szewczuka "Wstęp do antypsychoanalizy". To chyba najpoważniejsze dzieło krytykujące psychoanalizę napisane oryginalnie po polsku. Mało już kto o niej pamięta, a szkoda. Sięgnąłem po nią aby zacytować i widzę, że krytyka niewiele się zestarzała. (Ostrzegam co bardziej wrażliwych - prof. Szewczuk należał do PZPR.)
Warto też, przed poparciem, zajrzeć do książki Ernesta Gellnera "Uwodzicielski urok psychoanalizy".

>>Wydaje mi się, że jednak nauki przyrodnicze - po minięciu mody - mają zdecydowaną przewagę. Świadczą o tym dobre wyniki ze sprzedaży leków.
>Trochę Pana już na forum poznałem i dlatego to zdanie zupełnie mnie zadziwiło. Nie wiem do końca jak na nie odpowiedzieć, bo jeśli jest pojęte nieco żartobliwie, to w takim razie przyłączam się do tej gorzkiej ironii.
Nie, zdanie jest zupełnie poważne. Zdecydowanie bardziej jestem przekonany o skuteczności pomocy farmakologicznej od psychoterapeutycznej, a rzetelność i wypaczenia zdarzają się z obu stron. Oczywiście przypadki podłego złodziejstwa koncernów farmaceutycznych, czy szkodliwość leków jest nam bardziej znaną.
www.zdrowi(*)les/File/luty pdfy/28uty.pdf

>Argument ten oznacza co najwyżej, że opłaca się być aptekarzem.
Widocznie już dawno Pana w Polsce nie ma - teraz u nas to bank przeplata się z apteką, a księgarni to musi Pan długo poszukać. Tak opłaca się być aptekarzem, a jeszcze bardziej leki produkować.

>Jestem pełen szacunku dla osiągnięć medycyny i cieszę się, że dysponujemy lekami coraz to nowszej generacji, które skuteczniej leczą i wywołują mniej skutków ubocznych. Czy oznacza to jednak, że jesteśmy zdrowsi?
Tak, takim podstawowym miernikiem jest przeciętna długość życia, a ona rośnie.

>Wiele zależy od definicji zdrowia, a my tu mówimy o zdrowiu psychicznym.
Tak, np. depresyjność społeczeństwa polskiego wzrosła ogromnie. Zupełnie nie wierzę, że problem rozwiążą psychiatrzy ani lekami, ani psychoterapią, czy też psychoanalizą.
Trzeba podwyższyć poziom samorealizacji, czyli standard życia i depresyjność spadnie.

>Współcześnie za podstawowy skutek nerwicy uważa się zgeneralizowaną utratę radości życia. Szczegółowo może to być np. wypadanie z ról społecznych i rodzinnych, spadek aktywności i wydolności zawodowej, izolacja w domu, samobójstwa"
Dokładnie o to chodzi, a tu sama medycyna ma bardzo ograniczone możliwości.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Trzeba podwyższyć poziom samorealizacji, czyli standard życia i depresyjność spadnie.
zastanawiam, się tylko jak rozumieć "standard życia" i o jaki standard na prawdę chodzi. Jeśli przyjmiemy, zgodnie z powszechną chyba opinią, że najwyższy obecnie standard życia panuje w krajach niegdyś zwanych pierwszym światem, tzn. w zasadzie głównie w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej (chyba ciągle jeszcze tam właśnie) - to nie wiem, czy nie należałoby tego standardu raczej obniżyć. Nie dysponuję tu szczegółowymi badaniami, ale o ile się nie mylę, to właśnie w tych krajach największy jest odsetek ludzi cierpiących na depresję i nerwicę.

Jeszcze w szkole dość mocno wpłynęła na mnie książka Aldousa Huxleya "Nowy wspaniały świat". Huxley prawie 30 lat po jej publikacji napisał książkę "Nowy wspaniały świat poprawiony". Analizował w niej jak bardzo i jak szybko spełniała się jego powieściowa wizja. Ciekawe, co by powiedział dzisiaj.

pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Trzeba podwyższyć poziom samorealizacji, czyli standard życia i depresyjność spadnie.
>zastanawiam, się tylko jak rozumieć "standard życia" i o jaki standard na prawdę chodzi.
Mierniki społecznego dobrobytu opierają się na wskaźnikach ilościowych, a głównym celem ich twórców było pokazanie stopnia zaspokojenia potrzeb. W tym celu, na podstawie mierników poszczególnych potrzeb, tworzy się agregaty obejmujące grupy potrzeb, które z kolei mogą być dalej agregowane do postaci jednego syntetycznego wskaźnika. Z reguły jego wyrazem są punkty w przedziale od 0 do 100. Poszczególne propozycje różnią się między sobą doborem zmiennych, charakteryzujących zaspokojenie poszczególnych potrzeb oraz metodami agregacji. Obecnie do najczęściej stosowanych mierników dobrobytu społecznego, zgodnie z zaleceniami UNCTAD, należą wskaźniki: długości życia, dostępu do edukacji, poziomu wykształcenia i dostępności usług medycznych.

Mierniki psychicznego dobrobytu opierają się na badaniach subiektywnych odczuć członków danego społeczeństwa. Ich wyniki są przydatne głównie dla polityków. Ze względu na przyjęte założenia, metody te uniemożliwiają jednak obiektywne porównanie poziomu dobrobytu między różnymi społeczeństwami.
I szerzej:
www.univ.r(*)cje/nierownosci/wyklady/02.doc

>Jeśli przyjmiemy, zgodnie z powszechną chyba opinią, że najwyższy obecnie standard życia panuje w krajach niegdyś zwanych pierwszym światem, tzn. w zasadzie głównie w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej (chyba ciągle jeszcze tam właśnie) - to nie wiem, czy nie należałoby tego standardu raczej obniżyć. Nie dysponuję tu szczegółowymi badaniami, ale o ile się nie mylę, to właśnie w tych krajach największy jest odsetek ludzi cierpiących na depresję i nerwicę.
Nie bezpośredniej korelacji pomiędzy wysokim PKB, a społecznymi odczuciami dobrobytu. Tym bardziej między PKB, a powszechnymi odczuciami możliwości samorealizacji.

>Jeszcze w szkole dość mocno wpłynęła na mnie książka Aldousa Huxleya "Nowy wspaniały świat". Huxley prawie 30 lat po jej publikacji napisał książkę "Nowy wspaniały świat poprawiony". Analizował w niej jak bardzo i jak szybko spełniała się jego powieściowa wizja. Ciekawe, co by powiedział dzisiaj.
Wszystkie poznane utopie wywoływały we mnie wrogie nastawienie do prze-ideologizowanej rzeczywistości. Tak ogólnie jestem niewierzącym, więc tym bardziej nie mogę uwierzyć w żadne raje zbudowane przez ludzi. Znam przerażającą historię chrześcijaństwa, znam historię komunizmu stalinowskiego i pol-potowskiego. Nie wierzę nigdy i nikomu w żadne najpiękniejsze idee.
Pragmatyzm i jak największa i jak najszersza kontrola społeczna, a więc demokracja - schodząca do najniższych szczebli - pozwala na zmniejszenie tych zagrożeń, ale ich wcale nie niweczy.
W społeczeństwie (szczególnie polskim) ciągle jest potrzeba na dobrego sprawiedliwego przywódcę, który załatwi wszystko.
Jak nie może być rzeczywistym, to chociaż Chrystusa na króla powołajmy.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>>>>Trzeba podwyższyć poziom samorealizacji, czyli standard życia i depresyjność spadnie.
>>zastanawiam, się tylko jak rozumieć "standard życia" i o jaki standard na prawdę chodzi.
>[color=blue]Mierniki społecznego dobrobytu Obecnie do najczęściej stosowanych mierników dobrobytu społecznego, zgodnie z zaleceniami UNCTAD, należą wskaźniki: długości życia, dostępu do edukacji, poziomu wykształcenia i dostępności usług medycznych.

Ale te kryteria społecznego dobrobytu są w największym stopniu spełnione właśnie w tych częściach świata, w których zdecydowanie najwyraźniej występuje problem depresji i nerwic. Te dolegliwości są wręcz zaliczane do chorób cywilizacyjnych:

" Nerwica jest nierozłącznie związana z rozwojem cywilizacji. W ostatnich czasach obserwuje się wzrost liczby objawów nerwicowych w populacji ludzkiej. Istotna rolę odgrywają potęgujące się czynniki nerwicogenne, do których zalicza się:
stały pośpiech, narastającą rywalizację, narastającą potrzebę osiągnięcia sukcesu, urbanizację, pociągającą za sobą zmniejszenie przestrzeni życiowej, konieczność kontaktu z bardzo wieloma ludźmi, hałas i różnego rodzaju wpływy fizyczne i chemiczne, kryzys więzi rodzinnych.
Czynniki jatrogenne nerwicy:
zbyt łatwe i częste przepisywanie leków, wiara w to, że na każdą dolegliwość (nawet błahą) można zastosować jakiś preparat wiąże się ze skutkami ubocznymi takimi jak: bezsenność, uzależnienie od leków
".

>Nie [ma] bezpośredniej korelacji pomiędzy wysokim PKB, a społecznymi odczuciami dobrobytu. Tym bardziej między PKB, a powszechnymi odczuciami możliwości samorealizacji.
I otóż to! W pełni zgadzam się z tym, że trzeba podnieść poziom samorealizacji, by spadła depresyjność. Jednak najwyraźniej podane przez Pana i powszechnie stosowane kryteria mierniki społecznego dobrobytu (długość życia, dostęp do edukacji, poziom wykształcenia i dostępność usług medycznych) nie gwarantują samorealizacji, a wręcz tam, gdzie są spełnione, problem, o którym mówimy występuje z największym nasileniem.
Oczywiście moja propozycja, by w takim razie tak rozumiany standard życia obniżyć jest ironiczna. Nie można na poważnie postulować zmniejszenia długości życia, dostępu do edukacji, poziomu wykształcenia i dostępności usług medycznych. Trzeba natomiast szukać innego standardu, który pozwoliłby przy zachowaniu tych bezsprzecznie pozytywnych osiągnięć nowoczesnej cywilizacji wyeliminować jej skutki uboczne.
W pełni zgadzam się z Panem, że należy podwyższyć poziom samorealizacji. Pozostaje natomiast aktualne pytanie, jak to uczynić.
Uważam, że jakkolwiek problem ten ma wymiar społeczny, to jego rozwiązanie jest możliwe tylko na poziomie każdej poszczególnej jednostki.
" Samorealizacja, samourzeczywistnianie, samoaktualizacja - w psychologii to stałe dążenie do realizacji swojego potencjału, rozwijania talentów i możliwości, proces stawania się "tym, kim się chce być" (a nie tym, kim się jest), dążeniem do wewnętrznej spójności, jedności z samym sobą, spełnienia swojego przeznaczenia lub powołania."
Kwestią podwyższenia poziomu samorealizacji zajmują się właśnie psychologowie - u nich w największym stopniu szukałbym odpowiedzi na to pytane, na pewno bardziej niż u polityków, duchownych, czy uczonych w naukach przyrodniczych.
Powołam tu tytułem przykładu chociażby samego tylko Ericha Fromma i jego książki takie, jak "Mieć czy być". Moim zdaniem tego rodzaju podejście do tematu trafia najdokładniej w problem potrzeb człowieka w nowoczesnym społeczeństwie (wcale niekoniecznie nieaktualnie, w każdym razie jeśli chodzi o sam sposób analizy). Tak więc w kwestiach samorealizacji oddałbym głos właśnie jednak psychologom (przy czym nie widzę tu szczególnego pola popisu dla psychologii poznawczej, a raczej właśnie dla szeroko pojętej psychoterapii i psychologii humanistycznej).

>Wszystkie poznane utopie wywoływały we mnie wrogie nastawienie do prze-ideologizowanej rzeczywistości.
>Pragmatyzm i jak największa i jak najszersza kontrola społeczna, a więc demokracja - schodząca do najniższych szczebli - pozwala na zmniejszenie tych zagrożeń, ale ich wcale nie niweczy.
Jeśli chodzi o kwestię totalitaryzmu, a w więc bezpośredniego zniewolenia przez władzę, to powołałbym bym raczej Orwella. Książkę Huxleya "Nowy wspaniały świat" odebrałem bardziej jako przestrogę przed tym, do czego może doprowadzić postęp cywilizacyjny poza efektami zamierzonymi.
>W społeczeństwie (szczególnie polskim) ciągle jest potrzeba na dobrego sprawiedliwego przywódcę, który załatwi wszystko.
>Jak nie może być rzeczywistym, to chociaż Chrystusa na króla powołajmy.

Przy zagrożeniach dzisiejszego świata spowodowanych przez samego człowieka, gdzie obstawiać można, co nastąpi prędzej - unicestwienie człowieka w wyniku wojny jądrowej, czy też w wyniku zniszczenia środowiska naturalnego - to ta potrzeba silnego przywódcy, o której Pan pisze jest tak bardzo naiwna, że aż romantyczna i wręcz łezka się od niej w oku kręci. Aczkolwiek również tu nie należy bagatelizować. Zanim ludzkość wyginie może się nam przytrafić jeszcze paru niezłych dyktatorów.

Oczywiście naiwnością byłoby z kolei twierdzić, że tym globalnym zagrożeniom bezpośrednio zapobiegną psychologowie. Jednak gdyby w znacznej mierze podnieść stopień dobrze pojętej samorealizacji - samorealizacji nieegoistycznej, a uwzględniającej innych i świat - to może coś tam mogliby oni jednak zdziałać. Tak przy okazji - nauka może zarówno pomóc, jak i przeszkodzić - wszystko zależy od jej zastosowania. To człowiek decyduje o tym zastosowaniu. W każdym razie ja w to wierzę.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ale te kryteria społecznego dobrobytu są w największym stopniu spełnione właśnie w tych częściach świata, w których zdecydowanie najwyraźniej występuje problem depresji i nerwic.
Tylko w dużym uogólnieniu. W różnych krajach różnie to wygląda i zależy to zarówno od instrumentów społecznych, jak i ilości światła słonecznego.

>Te dolegliwości są wręcz zaliczane do chorób cywilizacyjnych:
Tak.

>" Nerwica jest nierozłącznie związana z rozwojem cywilizacji. W ostatnich czasach obserwuje się wzrost liczby objawów nerwicowych w populacji ludzkiej. Istotna rolę odgrywają potęgujące się czynniki nerwicogenne, do których zalicza się:
>stały pośpiech, narastającą rywalizację, narastającą potrzebę osiągnięcia sukcesu, urbanizację, pociągającą za sobą zmniejszenie przestrzeni życiowej, konieczność kontaktu z bardzo wieloma ludźmi, hałas i różnego rodzaju wpływy fizyczne i chemiczne, kryzys więzi rodzinnych.
Wikipedia: Zaburzenia nerwicowe zwane potocznie nerwicami (albo: neurozami) - grupa zaburzeń psychicznych o bardzo rozmaitej symptomatyce, definiowana jako zespoły dysfunkcji narządów, psychogennych zaburzeń emocjonalnych, zakłóceń procesów psychicznych i patologicznych form zachowania występujących w tym samym czasie i powiązanych ze sobą wzajemnie.

Charakterystyczne jest to, że chory często zdaje sobie sprawę z absurdalności swoich objawów (natręctw, fobii) czy braku podstaw swoich objawów somatycznych, jednakże zmuszony jest do ich powtarzania. Między innymi ta cecha - krytycyzm wobec swoich objawów - różni nerwicę od psychozy.


>Czynniki jatrogenne nerwicy: zbyt łatwe i częste przepisywanie leków, wiara w to, że na każdą dolegliwość (nawet błahą) można zastosować jakiś preparat wiąże się ze skutkami ubocznymi takimi jak: bezsenność, uzależnienie od leków".
W uogólnieniu - to tylko propaganda zwolenników psychoterapii, choć w konkretnych przypadkach tak mogło się zdarzyć.

>Trzeba natomiast szukać innego standardu, który pozwoliłby przy zachowaniu tych bezsprzecznie pozytywnych osiągnięć nowoczesnej cywilizacji wyeliminować jej skutki uboczne.
Trzeba.
Tylko brak tym zainteresowanych. Zgodnie z kapitalistyczną ideologią motorem ludzkich działań jest zysk.
Kto za to ma zapłacić?

>W pełni zgadzam się z Panem, że należy podwyższyć poziom samorealizacji. Pozostaje natomiast aktualne pytanie, jak to uczynić.
Tylko i wyłącznie politycznie. Przez wybory społeczne zgodne z własnymi interesami, a nie interesami propagowanymi przez media. Wiem, że to większa utopia niż komunizm, ale pomarzyć dobra rzecz.

>Uważam, że jakkolwiek problem ten ma wymiar społeczny, to jego rozwiązanie jest możliwe tylko na poziomie każdej poszczególnej jednostki.
Zupełnie się z tym nie zgadzam. Jednostki sobie realizację załatwiają jak mogą w określonej rzeczywistości i jest to ich indywidualna sprawa. Politycznie jest konieczność zwiększenia tych indywidualnych możliwości. Są to wybory polityczne, a polityków wybiera społeczeństwo. Rzadko we własnym interesie.

* * * * *
>"Samorealizacja, samourzeczywistnianie, samoaktualizacja - w psychologii to stałe dążenie do realizacji swojego potencjału, rozwijania talentów i możliwości, proces stawania się "tym, kim się chce być" (a nie tym, kim się jest), dążeniem do wewnętrznej spójności, jedności z samym sobą, spełnienia swojego przeznaczenia lub powołania."
Dokładnie o taką samorealizację mi chodzi.

>Kwestią podwyższenia poziomu samorealizacji zajmują się właśnie psychologowie - u nich w największym stopniu szukałbym odpowiedzi na to pytane, na pewno bardziej niż u polityków, duchownych, czy uczonych w naukach przyrodniczych.
Zupełnie się z tym nie zgadzam.
Zajmowanie się psychologią to tylko jedna z możliwości. Zostanie kapłanem - drugą.
Zrealizowali się, to Szczęść im Boże!

Zwiększenie potencjału samorealizacji jednostek zależy tylko i wyłącznie od społecznych decyzji politycznych.
Na przykład zwiększenia wydatków na powszechną oświatę, naukę, zdrowie - zdecydowanie zwiększa procent samorealizacji i zmniejsza zapotrzebowanie na różnego rodzaju psychiczne terapie.

>Tak więc w kwestiach samorealizacji oddałbym głos właśnie jednak psychologom (przy czym nie widzę tu szczególnego pola popisu dla psychologii poznawczej, a raczej właśnie dla szeroko pojętej psychoterapii i psychologii humanistycznej).
Właśnie jest to dla mnie tylko propagandowym oszustwem. Plastrem na poważną wewnętrzną chorobę kapitalistycznych społeczeństw.
Tylko proszę o nieodebranie tego jako mojego ataku na psychologię i psychiatrię. Uważam, że są bardzo potrzebne i w ich ramach dokonywane jest bardzo dużo społecznie użytecznych działań, nie mówiąc już o aspektach poznawczych. Ja tylko tu twierdzę, że nie są w stanie załatwić społecznego problemu indywidualnej samorealizacji - to mogą załatwić tylko i wyłącznie decyzje polityczne.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Trzeba natomiast szukać innego standardu, który pozwoliłby przy zachowaniu tych bezsprzecznie pozytywnych osiągnięć nowoczesnej cywilizacji wyeliminować jej skutki uboczne.
>Tylko brak tym zainteresowanych. Zgodnie z kapitalistyczną ideologią motorem ludzkich działań jest zysk.
>Kto za to ma zapłacić?
Od jakiegoś już czasu niektórzy z bardziej perspektywicznie myślących kapitalistów dostrzegają konieczność samorealizacji klasy pracowniczej, gdyż zadowolony i w miarę dobrze wynagrodzony pracownik będzie po pierwsze lepiej pracował, a po drugie więcej kupował.
W niektórych rozwiniętych państwach psychoterapia jest finansowana w ramach publicznej służby zdrowia.
Ale: nie twierdzę, że psychoterapia jest konieczna do samorealizacji - takim przesadystą znów nie jestem.
>>Uważam, że jakkolwiek problem ten ma wymiar społeczny, to jego rozwiązanie jest możliwe tylko na poziomie każdej poszczególnej jednostki.
>Zupełnie się z tym nie zgadzam. Jednostki sobie realizację załatwiają jak mogą w określonej rzeczywistości i jest to ich indywidualna sprawa. Politycznie jest konieczność zwiększenia tych indywidualnych możliwości. Są to wybory polityczne, a polityków wybiera społeczeństwo. Rzadko we własnym interesie.
Być może nie wyraziłem się zbyt precyzyjnie. Postarajmy się to rozłożyć na czynniki pierwsze:
Moim zdaniem państwo powinno zapewnić obywatelom możliwość samorealizacji.
Państwu nie wolno natomiast ani zmuszać obywatela do samorealizacji, ani narzucać mu jakiegoś konkretnego jej sposobu. Gdyby to robiło (zakładając, że to w ogóle możliwe), to byłby to totalitaryzm.
Podstawą samorealizacji są indywidualne predyspozycje jednostki i tylko jednostka może sama tej samorealizacji dokonać. Państwo nie może jednostce w tym przeszkadzać, a powinno ją wręcz wspierać.
Przyjrzyjmy się teraz sposobom samorealizacji jednostki:
moim zdaniem wybór zaczyna się już od wychowania i pierwszych klas szkoły, ale kończy pewnie dopiero przy wyborze zawodu, a dla niektórych trwa całe życie - jakie są moje predyspozycje? czy mam zdolności w jakiejś dziedzinie? jak zarobić na życie? jak poznać odpowiednią partnerkę lub partnera? jakie widzę dla siebie miejsce w społeczeństwie? z czego czerpię zadowolenie? co chciałbym osiągnąć? jak postępować w zgodzie z moim sumieniem i wymogami otoczenia?
Sądzę Panie Andrzeju, że tego rodzaju pytania mają właśnie dokładnie charakter psychologiczny. Chodzi o samookreślenie się jednostki względem siebie i społeczeństwa. Oczywiście nie trzeba z tym od razu iść do specjalisty, ale chodzi o to, że charakter tych pytań jest psychologiczny - każdy sam w swojej psychice musi na nie odpowiedzieć, a są to pytania, od których zależy życiowa ścieżka.
>Zajmowanie się psychologią to tylko jedna z możliwości. Zostanie kapłanem - drugą.
>Zrealizowali się, to Szczęść im Boże!
Obydwie osoby z Pana przykładu w oparciu o swoją decyzję - w swej psychice - wyboru dokonali świadomi tego, co ich pociąga i co chcą osiągnąć w życiu, ale mogło też być tak, że tego wyboru dokonali zupełnie przypadkowo, wręcz nieświadomie i wtedy powiedziałbym, że szanse na samorealizację się nieco zmniejszą.
Krótko mówiąc chodzi o to, żeby człowiek był na tę decyzję przygotowany - żeby był świadom pytań podobnych do tych, które wskazałem, i żeby znał na nie odpowiedzi, przynajmniej te, które są istotne dla jego własnej samorealizacji.
Te kwestie człowiek powinien sobie uświadomić i są one natury psychologicznej.
Ponadto dla samorealizacji niezbędne są również takie kwestie jak pewność siebie, czy umiejętności interpersonalne.
Być może mniej psychologiczne są również istotne sprawy takie jak chociażby sprawność fizyczna i zdrowie, ale i one opierają się na świadomym (lub mniej świadomym) wyborze.
Dlatego uważam, że wychowanie i szkolnictwo powinno tego uczyć. Chodzi nie tylko o przekazanie dzieciom suchej wiedzy, ale o odkrycie ich predyspozycji, wzbudzenia w nich wiary w siebie i we własne siły, nauczenie ich radzenia sobie ze stresem przy jednoczesnym wychowaniu do współodpowiedzialności za innych i za świat.
W tym sensie to są kwestie pedagogiczne - a uwzględniając również ludzi dorosłych i mówiąc szerzej - psychologiczne. Z tych właśnie względów przypisuję dużą rolę psychologom. Niekoniecznie poprzez psychoterapię, ale w każdym razie przy nauczaniu, wychowaniu, kształtowaniu programów szkolnych, kształtowaniu postaw również poprzez literaturę - niech nawet będą podręczniki rozwoju osobistego (niech ktoś wreszcie usystematyzuje ten chłam podręczników od osiągania szczęścia zalegający półki, bo większość zawartej w nim wiedzy jest wielce użyteczna, gdyby tylko została uporządkowana!)
>Zwiększenie potencjału samorealizacji jednostek zależy tylko i wyłącznie od społecznych decyzji politycznych.
Tak, zwiększenie tego potencjału zależy od decyzji politycznych - ja bym wybierał tych, którzy wprowadzą podręcznik nauczania seksualnego i na tym nie poprzestaną, ale wprowadzą też podręcznik rozwoju osobistego i zajęcia z psychologami (lub ułożone przez psychologów) zmierzające do przekazania młodym ludziom pewnych praktycznych prawd życiowych - pewnych umiejętności psychologicznych. Do wolności wyboru trzeba dorosnąć i tego też można uczyć. W ogóle możliwości samorealizacji można uczyć.
>Właśnie jest to dla mnie tylko propagandowym oszustwem. Plastrem na poważną wewnętrzną chorobę kapitalistycznych społeczeństw.
wprowadziłbym w szkole zajęcia z umiejętności psychologicznych właśnie po to, żeby uświadomić młodzieży swój potencjał i w przyszłości możliwość decydowania o kształcie jeszcze lepszego społeczeństwa
>Ja tylko tu twierdzę, że [psychologowie] nie są w stanie załatwić społecznego problemu indywidualnej samorealizacji - to mogą załatwić tylko i wyłącznie decyzje polityczne.
Ale politycy muszą zostać wybrani przez ludzi mających odpowiednią świadomość co do możliwości wyboru. Ta świadomość to kwestia psychologiczna (w tym również pedagogiczna)
serdecznie pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
25-07-2011 18:10 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Od jakiegoś już czasu niektórzy z bardziej perspektywicznie myślących kapitalistów dostrzegają konieczność samorealizacji klasy pracowniczej, gdyż zadowolony i w miarę dobrze wynagrodzony pracownik będzie po pierwsze lepiej pracował, a po drugie więcej kupował.
Myślę, że zaczęto to zauważać w kilka lat po eksperymencie H. Forda w 1903r. wprowadzającym taśmę w jego fabryce samochodów, kiedy rewolucyjna w zakresie wydajności metoda stała się przedmiotem krytyki i bodźcem do szukania nowych rozwiązań. Wprowadzania nowych metod oceny i wynagradzania za pracę. Zdecydowanie pracę nad nowymi metodami wspomógł strach przed komunizmem. Są różne ciekawe rozwiązania w różnych krajach, ale po upadku krajów "komunistycznych" nastąpił spory regres tych rozwiązań.

>Moim zdaniem państwo powinno zapewnić obywatelom możliwość samorealizacji.
Tak i nie jest to żadna łaska władz, a działanie w ogólnym interesie społecznym. Takim ekonomicznym rozwiązaniem dla Polski byłaby realizacja rozwoju przez gospodarkę opartą na wiedzy. Program długofalowy, ale przynoszący wymierne skutki. (Por. reformy fińskie).

>moim zdaniem wybór zaczyna się już od wychowania i pierwszych klas szkoły,
Tak i dlatego konieczne jest zainwestowanie w szkolnictwo, od przedszkola po studia.

>ale kończy pewnie dopiero przy wyborze zawodu, a dla niektórych trwa całe życie - jakie są moje predyspozycje? czy mam zdolności w jakiejś dziedzinie?
W dzisiejszych czasach zawód nie powinien być zdeterminowany, albo wcale, albo najpóźniej jak to możliwe.

>jak zarobić na życie? jak poznać odpowiednią partnerkę lub partnera? jakie widzę dla siebie miejsce w społeczeństwie? z czego czerpię zadowolenie? co chciałbym osiągnąć? jak postępować w zgodzie z moim sumieniem i wymogami otoczenia?
W większości krajów jesteśmy na tym poziomie rozwoju, że stać nas na płacenie minimum socjalnego tylko za obywatelstwo i wynagradzać dopiero za użyteczną pracę. Właśnie za samorealizację na rzecz społeczeństwa.

>Sądzę Panie Andrzeju, że tego rodzaju pytania mają właśnie dokładnie charakter psychologiczny. Chodzi o samookreślenie się jednostki względem siebie i społeczeństwa. Oczywiście nie trzeba z tym od razu iść do specjalisty, ale chodzi o to, że charakter tych pytań jest psychologiczny - każdy sam w swojej psychice musi na nie odpowiedzieć, a są to pytania, od których zależy życiowa ścieżka.
Psychologia (od stgr. ψυχή Psyche = dusza, i λόγος logos = słowo, myśl, rozumowanie) - nauka empiryczna, zajmująca się badaniem mechanizmów i praw rządzących zjawiskami psychicznymi oraz zachowaniami człowieka. Psychologia bada również wpływ zjawisk psychicznych na interakcje międzyludzkie oraz interakcję z otoczeniem.

Psychika (gr. ψυχή, psyche - dusza), termin odnoszący się do całokształtu procesów oraz dyspozycji niematerialnych, psychicznych człowieka.

Nie uważam aby indywidualną psychiką powinni zajmować się specjaliści, dopóki mieści się ono w normie. Uważam, że dobrze by było aby uczestniczyli w przygotowaniu programów.
Natomiast w programach szkolnych powinien być nacisk na ukazywanie różnorodności świata, a więc religioznawstwo i filozofia, a nie religia, a także sztuka dyskusji i rozwiązywania problemów oraz co najważniejsze kształtowane umiejętności samodzielnego uczenia się.
Jednym z najważniejszych problemów jest kształtowanie od najmłodszych lat odpowiedzialności za decyzje, co łączy się ze zwiększeniem wolności i samodzielności i jest ogromnie trudne do uświadomienia rodzicom i pedagogom.
Mamusia i tatuś, dla pięcioletniego "prezesa" przychylą nieba i skrzywdzą kilkoro ludzi, a co - stać ich na to.

>Dlatego uważam, że wychowanie i szkolnictwo powinno tego uczyć. Chodzi nie tylko o przekazanie dzieciom suchej wiedzy, ale o odkrycie ich predyspozycji, wzbudzenia w nich wiary w siebie i we własne siły, nauczenie ich radzenia sobie ze stresem przy jednoczesnym wychowaniu do współodpowiedzialności za innych i za świat.
Tak.

>niech ktoś wreszcie usystematyzuje ten chłam podręczników od osiągania szczęścia zalegający półki, bo większość zawartej w nim wiedzy jest wielce użyteczna, gdyby tylko została uporządkowana!
Biznes jest biznes! Przedsiębiorczy psychologowie zapewniają sobie samorealizację.

>Tak, zwiększenie tego potencjału zależy od decyzji politycznych - ja bym wybierał tych, którzy wprowadzą podręcznik nauczania seksualnego i na tym nie poprzestaną, ale wprowadzą też podręcznik rozwoju osobistego i zajęcia z psychologami (lub ułożone przez psychologów) zmierzające do przekazania młodym ludziom pewnych praktycznych prawd życiowych - pewnych umiejętności psychologicznych.
Tu, się różnimy. Ja wybierał będę takich, którzy powiedzą należy zwiększyć środki na oświatę, ale przygotowaniem optymalnego planu efektywnego wydania środków zgodnych z tym planem niech się zajmą specjaliści.
Mam dosyć posłów - nie mających żadnego przygotowania merytorycznego, a tylko ideologiczne - narzucających swoje bzdurne koncepcje całemu społeczeństwu

>Do wolności wyboru trzeba dorosnąć
Z tym najgłębiej się nie zgadzam.
Już pierwsze decyzje powinny być maksymalnie (oczywiście w granicach rozsądku) wolne.

>i tego też można uczyć.
A najintensywniejsza nauka powinna odbywać pomiędzy gdzieś 2-3 rokiem, a piątym, a kończyć gdzieś na piętnastym.

>Ale politycy muszą zostać wybrani przez ludzi mających odpowiednią świadomość
Zdecydowanie tak, ale muszą mieć świadomość konsekwencji wyboru i poczucia odpowiedzialności za ten wybór.
Proszę zobaczyć jak wielkie preferencje wyborcze dają: miejsce na liście i znane nazwisko. Po tym od razu wiadomo, jak społeczeństwo świadomie wybiera.
Szulkin ciągle się nam kłania.

PS. Są między naszymi poglądami różnice, ale jest też wiele stycznych.

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Noszę się z zamiarem odpowiedzi na Pana ostatni wpis w tym wątku już od chwili, w której go przeczytałem. W międzyczasie pochłonęły mnie trochę inne wątki na forum.
>>moim zdaniem wybór zaczyna się już od wychowania i pierwszych klas szkoły,
>Tak i dlatego konieczne jest zainwestowanie w szkolnictwo, od przedszkola po studia.
dokładnie, ale jest pytanie, co dzieciom i młodym ludziom należy przekazywać i moim zdaniem jest bardzo istotne, aby nie była to tylko sucha wiedza, ale równocześnie, a nawet w pierwszej kolejności "umiejętności psychologiczne", konieczne do dobrego funkcjonawania wśród ludzi i w konsekwencji, do zdrowego społeczeństwa. Myślę tu np. o umiejętności radzenia sobie z emocjami, w tym z agresją, uświadomienie korzyści - również indywidualnych - z postawy altruistycznej, motywacja do konstruktywnego działania poprzez pracę zgodną z własnymi predyspozycjami, wspieranie wyrażania się poprzez twórczość artystyczną itd...
Jako alternatywę wobec aktualnych metod nauczenia ja widzę wiele ciekawych propozycji w modelu szkoły waldorfskiej, choć można się kłócić co do niektórych jej założeń.
"11. Czy szkoły waldorfskie są szkołami światopoglądowymi?
I tak i nie. Nie, w tym sensie, że nie preferuje się w niej żadnego konkretnego światopoglądu. Zadaniem szkoły jest tak wychowywać dzieci, aby potem samodzielnie, na drodze wolnych wyborów mogły wypracować światopogląd, który im najbardziej odpowiada. A nie można stworzyć ku temu solidnych fundamentów, jeśli od samego początku propaguje się jedną wizję świata.
Tak, w tym sensie, że żaden rodzaj nauczania nie jest wolny od elementów światopoglądowych. Naiwne, ale bardzo rozpowszechnione jest bowiem mniemanie, że możliwe jest takie nauczanie, które nie kształtuje światopoglądu. Jeśli wychowanie nie daje dorastającemu człowiekowi umiejętności, wskazówek oraz technik poznawczych za pomocą których będzie on w stanie jako człowiek dorosły świadomie i krytycznie szukać własnej prawdy o świecie, to wówczas procesy kształtujące światopogląd przebiegają pod progiem świadomości. A właśnie standartowe procedury nauczania, chybione metody ewaluacji oraz przenikający wszystko wpływ mass mediów całkowicie uniemożliwiają dorastającemu człowiekowi podejmowanie własnych decyzji i sprawiają, że po osiągnięciu dorosłości jest mu trudno bez uprzedzeń traktować światopoglądy, które wychodzą poza jego własny, tak wcześnie zawężony obraz świata".

szerzej: www.fundacjaantropos.eu/pytania_i_odpowiedzi.php
>Natomiast w programach szkolnych powinien być nacisk na ukazywanie różnorodności świata, a więc religioznawstwo i filozofia, a nie religia, a także sztuka dyskusji i rozwiązywania problemów oraz co najważniejsze kształtowane umiejętności samodzielnego uczenia się.
ja bym koniecznie dodał wspieranie indywidualnej twórczości
>Jednym z najważniejszych problemów jest kształtowanie od najmłodszych lat odpowiedzialności za decyzje, co łączy się ze zwiększeniem wolności i samodzielności i jest ogromnie trudne do uświadomienia rodzicom i pedagogom.
myślę, że pogodzenie wolności z odpowiedzialnością jest u dzieci i młodzieży fikcją, ale jestem skłonny przyznać, że im bardziej będzie ograniczana wolność dziecka, tym mniejszy będzie jego poziom odpowiedzialności, gdy stanie się osobą dorosłą. Aczkolwiek trzebaby tu rozróżnić różne rodzaje wolności, bo czym innym jest egoistyczne widzimisię dziecka niezważającego na żadne zasady, gdy się ich nie ustali, a czym innym wpajanie mu konkretnych, jednoznacznych wzorców światopoglądowych.
>>>niech ktoś wreszcie usystematyzuje ten chłam podręczników od osiągania szczęścia zalegający półki, bo większość zawartej w nim wiedzy jest wielce użyteczna, gdyby tylko została uporządkowana!
>Biznes jest biznes! Przedsiębiorczy psychologowie zapewniają sobie samorealizację.
myślę, że niekiedy pomagają też w samorealizacji innym - w każdym razie w tym celu są pisane, a w najgorszym razie tylko nie zadziałają.
>>Tak, zwiększenie tego potencjału zależy od decyzji politycznych - ja bym wybierał tych, którzy wprowadzą podręcznik nauczania seksualnego i na tym nie poprzestaną, ale wprowadzą też podręcznik rozwoju osobistego i zajęcia z psychologami (lub ułożone przez psychologów) zmierzające do przekazania młodym ludziom pewnych praktycznych prawd życiowych - pewnych umiejętności psychologicznych.
>Tu, się różnimy. Ja wybierał będę takich, którzy powiedzą należy zwiększyć środki na oświatę, ale przygotowaniem optymalnego planu efektywnego wydania środków zgodnych z tym planem niech się zajmą specjaliści.
Tu się nie róznimy. Oczywiście, że specjaliści - posłów piszących samodzielnie podręcznik nauczania seksualnego bym się bał z tego względu, że - nie będąc psychologami - mogliby tam z braku dystansu przemycić własne doświadczenia, czego często należałoby się strzec.
>Mam dosyć posłów - nie mających żadnego przygotowania merytorycznego, a tylko ideologiczne - narzucających swoje bzdurne koncepcje całemu społeczeństwu.
Porównuję tylko posłów polskich do niemieckich i wtedy mam największe wrażenie, jak daleka jeszcze przed nami droga. Nie chodzi, o to, że w aktualnej niemieckiej polityce nigdy nie zdarza się głupota, albo przypadki korupcji. Chodzi tylko o merytoryczny poziom takiej zwykłej dyskusji w programie publicystycznym w telewizji, w poniedziałek wieczorem. Jak bardzo tu odstajemy.
>>Do wolności wyboru trzeba dorosnąć
>Z tym najgłębiej się nie zgadzam.
>Już pierwsze decyzje powinny być maksymalnie (oczywiście w granicach rozsądku) wolne.
no tak, tu muszę się wycofać tego mojego niefortunnego trochę sformułowania, chodziło mi o to, że do opowiedzialnego wyboru trzeba dorosnąć i że wolności wyboru można i należy uczyć, choćby poprzez brak narzucania jedynego słusznego światopoglądu.
pozdrawiam serdecznie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
01-08-2011 14:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jako alternatywę wobec aktualnych metod nauczenia ja widzę wiele ciekawych propozycji w modelu szkoły waldorfskiej, choć można się kłócić co do niektórych jej założeń.
Nie mam ani wiedzy, ani kompetencji aby rzeczowo na temat tej koncepcji się wypowiedzieć.

>>>>Jednym z najważniejszych problemów jest kształtowanie od najmłodszych lat odpowiedzialności za decyzje, co łączy się ze zwiększeniem wolności i samodzielności i jest ogromnie trudne do uświadomienia rodzicom i pedagogom.
>myślę, że pogodzenie wolności z odpowiedzialnością jest u dzieci i młodzieży fikcją,
Przetestowałem to z dobrym skutkiem na własnym dziecku.

>ale jestem skłonny przyznać, że im bardziej będzie ograniczana wolność dziecka, tym mniejszy będzie jego poziom odpowiedzialności, gdy stanie się osobą dorosłą.
Obserwowałem wychowanie dzieci wśród rodziny i przyjaciół oparte na dobrych chrześcijańskich zasadach.
Ani obserwacje, ani skutki nie są dla mnie budujące.

>Aczkolwiek trzebaby tu rozróżnić różne rodzaje wolności, bo czym innym jest egoistyczne widzimisię dziecka niezważającego na żadne zasady, gdy się ich nie ustali,
Przepraszam, a czy Pan jest całkowicie wolnym i może robić co chce. Młody człowiek też musi wiedzieć, że wolność jest ograniczoną i fizycznie i zwyczajowo.

>a czym innym wpajanie mu konkretnych, jednoznacznych wzorców światopoglądowych.
Myśle, że mądry rodzic nie musi niczego dziecku wpajać. Należy tylko być szczerym i przekazywać swoje poglądy, jako własne, a nie jako prawdy ostateczne: "Są różni ludzie, różnie uważaja, ale ja - na takich i takich podstawach - myślę tak i tak". Każdy młody człowiek ma okres protestu, ale później - w większości, gdy dom miał mu coś do zaproponowania poza nakazami - wraca do rodzinnych poglądów, choć z różnymi modyfikacjami.

>no tak, tu muszę się wycofać tego mojego niefortunnego trochę sformułowania, chodziło mi o to, że do opowiedzialnego wyboru trzeba dorosnąć i że wolności wyboru można i należy uczyć, choćby poprzez brak narzucania jedynego słusznego światopoglądu.
Do narzucania dziecku jedynie słusznego światopoglądu, potrzebna jest głęboka wiara w jego niezaprzeczalną słuszność. Nikt nie ma szans wytłumaczenia głęboko wierzącym rodzicom, że się mylą i czynią własnemu dziecku krzywdę. Tu powinna zaczynać się rola świeckiej szkoły, aideologicznej - pokazującej różność świata i różnorodność poglądów. Obrażają intelekt szkoły wyznaniowe prowadzone przez państwo, tak jak się dzieje w Polsce.
Ale to nasz kraj, a przecież tylko muzułmanie są brzydcy i zacofani.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-08-2011 15:04 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>>>Jednym z najważniejszych problemów jest kształtowanie od najmłodszych lat odpowiedzialności za decyzje, co łączy się ze zwiększeniem wolności i samodzielności i jest ogromnie trudne do uświadomienia rodzicom i pedagogom.
>>myślę, że pogodzenie wolności z odpowiedzialnością jest u dzieci i młodzieży fikcją,
>Przetestowałem to z dobrym skutkiem na własnym dziecku.
Gratuluję, ale domyślam się, że zakres jego wolności i odpowiedzialności rósł jednak stopniowo, w miarę rozwoju.
>Obserwowałem wychowanie dzieci wśród rodziny i przyjaciół oparte na dobrych chrześcijańskich zasadach.
>Ani obserwacje, ani skutki nie są dla mnie budujące.
Uważam, że rodzice powini ogromną wagę przywiązać do wychowywania, ale jednocześnie im dziecko starsze tym trudniej przypisywać rodzicom odpowiedzialność za czyny dziecka. Zależności między wychowaniem a decyzją dziecka nie zawsze są ewidentne, czasem dziecko zachowuje się zupełnie na przekór rodzicom.
>>Aczkolwiek trzebaby tu rozróżnić różne rodzaje wolności, bo czym innym jest egoistyczne widzimisię dziecka niezważającego na żadne zasady, gdy się ich nie ustali,
>Przepraszam, a czy Pan jest całkowicie wolnym i może robić co chce. Młody człowiek też musi wiedzieć, że wolność jest ograniczoną i fizycznie i zwyczajowo.
właśnie o tym mówię.
>>a czym innym wpajanie mu konkretnych, jednoznacznych wzorców światopoglądowych.
>Myśle, że mądry rodzic nie musi niczego dziecku wpajać. Należy tylko być szczerym i przekazywać swoje poglądy, jako własne, a nie jako prawdy ostateczne: "Są różni ludzie, różnie uważaja, ale ja - na takich i takich podstawach - myślę tak i tak". Każdy młody człowiek ma okres protestu, ale później - w większości, gdy dom miał mu coś do zaproponowania poza nakazami - wraca do rodzinnych poglądów, choć z różnymi modyfikacjami.
prawda
>>no tak, tu muszę się wycofać tego mojego niefortunnego trochę sformułowania, chodziło mi o to, że do opowiedzialnego wyboru trzeba dorosnąć i że wolności wyboru można i należy uczyć, choćby poprzez brak narzucania jedynego słusznego światopoglądu.
>Do narzucania dziecku jedynie słusznego światopoglądu, potrzebna jest głęboka wiara w jego niezaprzeczalną słuszność. Nikt nie ma szans wytłumaczenia głęboko wierzącym rodzicom, że się mylą i czynią własnemu dziecku krzywdę. Tu powinna zaczynać się rola świeckiej szkoły, aideologicznej - pokazującej różność świata i różnorodność poglądów. Obrażają intelekt szkoły wyznaniowe prowadzone przez państwo, tak jak się dzieje w Polsce.
>Ale to nasz kraj, a przecież tylko muzułmanie są brzydcy i zacofani.
Zgoda. Ja już w tych ostatnich wpisach w tym wątku większych rozbieżności pomiędzy nami nie dostrzegam. Zaczęliśmy ten wątek od Junga i psychologii i skończyliśmy na wychowaniu. Chciałem wykazać, jaką rolę odgrywa psychologia w naszym życiu. Myślę, że na przykładzie kwestii wychowania (pedagogika jako dziedzina psychologii) udało się to nam przynajmniej częściowo przedyskutować.
Pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
02-08-2011 11:59 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Gratuluję, ale domyślam się, że zakres jego wolności i odpowiedzialności rósł jednak stopniowo, w miarę rozwoju.
Jej. Dzisiaj już poważnej pani, na poważnym stanowisku. Tak - zakres wolności i odpowiedzialności rósł stopniowo i do pełnej dorosłości (gdzieś po studiach) nie było tak - abym już się nie obawiał, ale były to tylko wewnętrzne i skrywane obawy.

>Uważam, że rodzice powinni ogromną wagę przywiązać do wychowywania, ale jednocześnie im dziecko starsze tym trudniej przypisywać rodzicom odpowiedzialność za czyny dziecka.
Nie zgadzam się z Panem, gdyż uważam, ze nawet postępowanie staruszka uzależnione jest od domowego wychowania. Oczywiście całe nasze życie jest procesem i ten zakres odpowiedzialności się zmienia.

>Zależności między wychowaniem a decyzją dziecka nie zawsze są ewidentne,
Czy jeżeli coś jest trudno, lub trudniej, dostrzegalne, to jest mniej ewidentne?

>czasem dziecko zachowuje się zupełnie na przekór rodzicom.
A czy przypadkiem wpływu nie miało właśnie jego wychowanie?

>Zgoda. Ja już w tych ostatnich wpisach w tym wątku większych rozbieżności pomiędzy nami nie dostrzegam.
Cieszy mnie to, gdyż nie poszukuję różnic.

>Zaczęliśmy ten wątek od Junga i psychologii i skończyliśmy na wychowaniu. Chciałem wykazać, jaką rolę odgrywa psychologia w naszym życiu. Myślę, że na przykładzie kwestii wychowania (pedagogika jako dziedzina psychologii) udało się to nam przynajmniej częściowo przedyskutować.
Napisałem już Panu, że najbardziej jestem religioznawcą interesującym się judeochrześcijaństwem. Religioznawstwo jest interdyscyplinarną nauką. Mam w domu jeszcze kilkanaście książek z psychologii, które kiedyś musiałem przestudiować. Stare to dzieje, ale coś tam w głowie jeszcze zostało. Ponadto kiedyś musiałem zdać egzamin z pedagogiki aby zdobyć uprawnienia wykładowcy. Też coś zostało.

Dziś mam już inne zainteresowania i staram się zrozumieć inne aspekty naszego człowieczeństwa.
Życie intelektualne też jest procesem, który już powoli zamykam. Oczywiście chciałbym aby to "powoli " trwało jak najdłużej.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Życie intelektualne też jest procesem, który już powoli zamykam.
Tu muszę zaprotestować.
Nie wiem na jakiej podstawie Pan tak twierdzi i nie chcę się dopytywać, ale pozwoli Pan, że pomimo bardzo osobistej i sentymentalnej nuty postaram się tu przemyśleć sprawę racjonalnie, tak jak między innymi tu na forum się uczyłem:
- jeśli rozpatrzyć zakończenie życia intelektualnego ze względu na ewentualną chorobę organów odpowiedzialnych za intelekt, to nawet będąc laikiem jestem w 100% pewien - sądząc po Pana bystrości umysłu, której niejeden małolat mógłby Panu pozazdrościć - że nie ma Pan się absolutnie czego obawiać.
- jeśli rozpatrzyć zakończenie życia intelektualnego ze względu na śmierć, to:
chciałbym się z Panem podzielić jedną z moich refleksji, które nazbierałem w moim średnio długim życiu. Miałem kiedyś do czynienia z wieloma aktami spraw firm ubezpieczeniowych. Naczytałem się trochę o tym, jak ludzie w przeróżnym wieku giną w najróżniejszych wypadkach samochodowych, domowych, a nawet idąc ulicą potrafi zabić ich oderwany od budynku kawałek gzymsu.
Nie mamy żadnej pewności, ani kiedy, ani jak szybko dojdzie do naszej śmierci i tworzenie jakichś prognoz w tym względzie wydaje mi się być wróżeniem z fusów, a czynienie tego wobec własnej osoby uważam za niehigieniczne.
Ja osobiście wolę cieszyć się życiem (również tym intelektualnym), którego nie wiadomo, ile jeszcze pozostało.
>Oczywiście chciałbym aby to "powoli " trwało jak najdłużej.
czego Panu z całego serca jak najbardziej życzę
pozdrawiam serdecznie
P.S. Czy mógłby Pan napisać, jaki przedmiot Pan wykłada?
P.S. II. A o tym, że jest Pan młody duchem - co najważniejsze - świadczy to, że wie Pan kto to jest Chuck Norris.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
02-08-2011 19:54 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Życie intelektualne też jest procesem, który już powoli zamykam.
>Tu muszę zaprotestować.
>Nie wiem na jakiej podstawie Pan tak twierdzi,
Tylko metrykalnego wieku.

>Nie mamy żadnej pewności, ani kiedy, ani jak szybko dojdzie do naszej śmierci.
Dwa lata temu pożegnałem młodszego o ponad cztery lata brata, a ponad dziesięć szwagra młodszego o dziesięć.
Nie wiem kiedy będę musiał odejść. Wiem, że już szybciej jak dłużej i tylko to mnie pociesza, że moi przodkowie zachowywali przyzwoitą sprawność umysłową do końca.

>P.S. Czy mógłby Pan napisać, jaki przedmiot Pan wykłada?
Jestem prawie emerytem i urzędnikiem samorządowym, a za socjalizmu wykładałem coś co się nazywało filozofią marksistowską, a tak naprawdę - przynajmniej w moim wykonaniu - było propedeutyką filozofii, a później religioznawstwo. Za kapitalizmu: marketing i etykę biznesu. Trochę byłem redaktorem (kier. red.) w PWN i nadal jestem współwydawcą - wychodzącego od wielu lat - prawie akademickiego periodyku, ale to wszystko ma średnie znaczenie, gdyż najważniejsze to to, że lubiłem czytać i nie stroniłem od literatury naukowej. Zmieniałem zawody i zainteresowania. Od wielu lat ponad miesiąc rocznie jestem poza granicami naszego kraju, a to też szkoła. Miałem ciekawe życie i oby tak dalej było. Tylko co Panu z tej wiedzy - czy chce Pan pójść w moje ślady? Ma Pan szansę na jeszcze ciekawsze życie. Tylko odwagi - niech Pan się boi samodzielnie myśleć. Rozbicie sobie nosa, to też nauka.

>A o tym, że jest Pan młody duchem - co najważniejsze - świadczy to, że wie Pan kto to jest Chuck Norris.
Przecież to dziadek - bliski mojemu wiekowi. Już bardziej pamiętam go z dowcipów o nim, jak z filmów. Ja kojarzę Jacki Chana i przez chwilę nawet mnie on śmieszy.
Ja jeszcze za dziewczętami się oglądam, tyle tylko, że one już za mną się nie oglądają, a tak nie dawno jeszcze się oglądały.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
03-08-2011 09:12 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
Panie Andrzeju, bardzo fajnie się czyta pana wypowiedzi na forum, ale powyższą uważam za jedną z najlepszych. Bardzo mi się podoba jak w kilku prostych słowach przekazał pan swoją pogodę ducha, ciekawość świata i nieuchronność śmierci.

Nie myślał pan o napisaniu dłuższego artykułu lub książki dotyczącego własnej osoby? Bardzo lubię tego typu publikacje, a po pańskich wypowiedziach na forum i w komentarzach można przypuszczać, że byłaby to wartościowa i ciekawa publikacja.
03-08-2011 10:30 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Panie Andrzeju, bardzo fajnie się czyta pana wypowiedzi na forum, ale powyższą uważam za jedną z najlepszych.
Serdecznie dziękuję.
Pisanie na naszym forum jest dla mnie zabawą, w najlepszym rozumieniu tego słowa. Zmusza do wysiłku intelektualnego, gdyż nawet, gdy wydaje mi się, że coś wiem, to jako człowiek starszego chowu, odpowiedzialny za słowo, lubię sprawdzić, a więc muszę doczytać, czy nawet się czegoś tam douczyć.

>Bardzo mi się podoba jak w kilku prostych słowach przekazał pan swoją pogodę ducha, ciekawość świata i nieuchronność śmierci. Nie myślał pan o napisaniu dłuższego artykułu lub książki dotyczącego własnej osoby?
Myślałem, a po śmierci mojego ojca nawet zacząłem, ale nie zakończyłem i nie kontynuuję.
Jest kilka ciekawych artykułów i książek na temat nieuchronności śmierci, trochę przejrzałem, ale z pamięci bibliografii nie podam. Warto do nich zajrzeć.
www.google(*)CNGEPhiXrBcLQepBBJfbIWHMKaep1Q

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Proszę kontynuować pisanie książki, myślę, że będzie ciekawa. Wcale nie tak dużo się pisze dobrych rzeczy w naszym języku!
maceox (6766 punktów)
>Tylko co Panu z tej wiedzy [...]?
Rozmawiam z Panem tu od dłuższego czasu i odniosłem wrażenie, że ma Pan ponadprzeciętną wiedzę. Ponieważ napisał Pan, że jest wykładowcą, było więc dla mnie całkiem naturalne, żeby dopytać dalej. Dziękuję za ten krótki opis Pana życiowej drogi, poza wiedzą bardziej jeszcze imponuje mi Pańska pogoda ducha.

Bardzo lubię biografie i szczególnie autobiografie ludzi myślących samodzielnie. Najciekawsze są chyba autobiografie nonkonformistów; wspominał Pan o dziewczynach i właśnie przypomniała mi się Helene Grimaud:
www.gandalf.com.pl/b/dzikie-wariacje/
pl.wikipedia.org/wiki/HÊlène_Grimaud

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>>Tylko co Panu z tej wiedzy [...]?
>Rozmawiam z Panem tu od dłuższego czasu i odniosłem wrażenie, że ma Pan ponadprzeciętną wiedzę.
Nigdy i niczym nie należy przesadzać. Jestem wprost przerażony obszarami swojej niewiedzy i brakiem różnych umiejętności. Braki staram się nadrabiać oczytaniem - do którego wszystkich namawiam. Zupełnie ostatnio i zupełnie przypadkiem trafiłem na bardzo ciekawy artykuł Tadeusza Kotarbińskiego. Polecam go Panu, ale także wszystkim racjonalistom, którzy jeszcze go nie przeczytali. To jest kawałek "dobrej filozoficznej roboty":
marcinpiet(*)npietrzak/wdft/kotarbinski.pdf

>Ponieważ napisał Pan, że jest wykładowcą,
Raczej byłym. Teraz, to jak koledzy coś podrzucą i parę złotych można dorobić.

>Dziękuję za ten krótki opis Pana życiowej drogi, poza wiedzą bardziej jeszcze imponuje mi Pańska pogoda ducha.
"Wesołe jest życie staruszka"
(I gdzie te kabarety? Nawet za Tey się łezka kreci!)

>Bardzo lubię biografie i szczególnie autobiografie ludzi myślących samodzielnie.
Kiedyś ze względów ideologicznych wydano broszurę - "Religia i ja", w której Tadeusz Kotarbiński, Leopold Infeld i Bertrand Russel opisują kształtowanie się swojego stosunku do religii - to bardzo dobra książeczka. Polecam.

>Najciekawsze są chyba autobiografie nonkonformistów;
Tak, jak ktoś przez całe życie zbiera cięgi za samodzielne myślenie, to później opis tego może być nawet ciekawym. Przecież najbardziej popularnymi elementami charakterologicznymi jest właśnie konformizm, oportunizm i zwyczajne włazidu.stwo.
Aby dokopywać przegranym, to chętnych bez liku, ale aby skrytykować lub pośmiać się z wygranych, to już rzadkość. Pan zobaczy ilu teraz mamy wrogów PRL wśród byłych aktywistów i działaczy wysokiego szczebla PZPR lub ich dzieci.
Są ludzie, że gdyby nawet 15 razy się kierunek zmieniał, to oni zawsze są w awangardzie, a jak jeszcze należą do tych co się załapali, to już awangarda awangardy.

>wspominał Pan o dziewczynach i właśnie przypomniała mi się Helene Grimaud:
A co Pan powie o takiej jeszcze bardziej odważnej dziewczynie jak - Anais Nin?
"Seksualność jest największym doświadczeniem człowieczej żywotności. Trzeba o nim pisać. Nie mam tabu i daję tym dowód niezależności upragnionej lub istniejącej naprawdę" - notowała Anais i rzucała się w ramiona mężczyzn, a sporadycznie też kobiet. Czasami miewała pięciu kochanków dziennie. Twierdziła, że tym samym żyła kilkoma żywotami równocześnie. [za Mirosław Banasiak]
Jej dzienniki-pamiętniki, też są warte uwagi.

Pozdrawiam serdecznie.
08-08-2011 08:15 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Zupełnie ostatnio i zupełnie przypadkiem trafiłem na bardzo ciekawy artykuł Tadeusza Kotarbińskiego. Polecam go Panu, ale także wszystkim racjonalistom, którzy jeszcze go nie przeczytali. To jest kawałek "dobrej filozoficznej roboty":
>marcinpiet(*)npietrzak/wdft/kotarbinski.pdf
Bardzo dziękuję. Na razie przeczytałem fragment i muszę przyznać, że z jednej strony wprawdzie chyba przeczuwam, co Kotarbiński chciał w tym fragmencie powiedzieć jednak z drugiej strony tak ściśle rzecz biorąc, to niewiele z tego zrozumiałem. Moje niejakie zamiłowanie do filozofowania jest więc tu skutecznie sprowadzane na ziemię. Najwyraźniej czym innym jest zamiłowanie do filozofowania, a czym innym zrozumienie lektury prawdziwych filozofów. Jak się zestawi jedno z drugim, to można nabrać dystansu do własnych pomysłów.
>Kiedyś ze względów ideologicznych wydano broszurę - "Religia i ja", w której Tadeusz Kotarbiński, Leopold Infeld i Bertrand Russel opisują kształtowanie się swojego stosunku do religii - to bardzo dobra książeczka. Polecam.
Ostatnio ktoś tu na forum zamieścił linka do tej pozycji (niestety nie pamiętam gdzie) i zapoznałem się z nią. Tam język Kotarbińskiego jest jakby bardziej literacki i tym samym bardziej zrozumiały. Przypominam sobie takie jego ciekawe sformułowanie (niestety z pamięci pewnie nie powtórzę dokładnie), że jest on wprawdzie ateistą, ale nie jest bezbożnikiem, a to nie to samo.
>>Najciekawsze są chyba autobiografie nonkonformistów;
>Tak, jak ktoś przez całe życie zbiera cięgi za samodzielne myślenie, to później opis tego może być nawet ciekawym. Przecież najbardziej popularnymi elementami charakterologicznymi jest właśnie konformizm, oportunizm i zwyczajne włazidu.stwo.
Z drugiej strony trudno się dziwić. Ja na przykład bardzo staram się żyć z wszystkimi w zgodzie, w każdym razie w tzw. realu (poza internetem). To tylko na tym forum próbuję wtykać kij w mrowisko, ale boję się, że im klarowniejsze staje się moje stanowisko, tym mniej jestem oryginalny.
>Aby dokopywać przegranym, to chętnych bez liku, ale aby skrytykować lub pośmiać się z wygranych, to już rzadkość. Pan zobaczy ilu teraz mamy wrogów PRL wśród byłych aktywistów i działaczy wysokiego szczebla PZPR lub ich dzieci.
>Są ludzie, że gdyby nawet 15 razy się kierunek zmieniał, to oni zawsze są w awangardzie, a jak jeszcze należą do tych co się załapali, to już awangarda awangardy.
Trochę na temat PRL wiem, ale niekoniecznie dlatego, że się jeszcze jako dzieciak na tą epokę załapałem, lecz z tego względu, że parę rzeczy opowiedział mi na temat mój ojciec - chyba nie tylko w moim mniemaniu bardzo mądry i niezależnie myślący człowiek - który urodził się jeszcze przed drugą wojną światową i szkołę, studia i większość część życia zawodowego przeżył w PRL. Należał do partii, co nie przeszkadzało mu opowiadać mi historii Polski, której wówczas nie można było usłyszeć w szkołach, a także wykazywać mi czym się różni PRL-owski socjalizm od ustroju w jego mniemaniu normalnego, jaki panował w Europie Zachodniej. Jak dziś pamiętam jego pytanie, które wtedy (wczesne lata 80-te) wydawało się nie mieć żadnej pozytywnej odpowiedzi, a które brzmiało "ciekawe, kiedy się ten socjalizm rozpiep.zy". Potem, latem 89 roku powiedział już tylko "nie sądziłem, że dożyję tego momentu". Jak widać - w tym układzie, przy tych jego poglądach - jego przynależność do partii może się jawić jako podyktowana pełnym konformizmem. Raz też tak tatę nazwałem, a to dlatego, że byłem wtedy młody i głupi. Dzisiaj znając jego życiorys i decyzje, które podejmował uważam, że nazwanie go konformistą całkowicie mijałoby się z prawdą. Niech to świadczy o tym, że mam pewne wyobrażenie o paradoksach tamtych czasów - i mam wielkie szczęście, że miał mi kto o tym opowiedzieć. Tak samemu z siebie trudno byłoby mi wyobrazić sobie stopień tej paradoksalności i dlatego trochę nie dziwię się dzisiejszym oskarżycielom PRL-u, którzy nie mają o nim zielonego pojęcia, choć ich zdania zupełnie nie podzielam.
>A co Pan powie o takiej jeszcze bardziej odważnej dziewczynie jak - Anais Nin?
>"Seksualność jest największym doświadczeniem człowieczej żywotności. Trzeba o nim pisać. Nie mam tabu i daję tym dowód niezależności upragnionej lub istniejącej naprawdę" - notowała Anais i rzucała się w ramiona mężczyzn, a sporadycznie też kobiet. Czasami miewała pięciu kochanków dziennie. Twierdziła, że tym samym żyła kilkoma żywotami równocześnie. [za Mirosław Banasiak]
>Jej dzienniki-pamiętniki, też są warte uwagi.
Jej postawa jest bardzo bliska memu sercu, aczkolwiek nie jestem pewien, czy nie myśli tu za mnie organ jeszcze bardziej oddalony od mózgu. Z tego względu byłbym tu ostrożny, zanim cokolwiek uogólnię. Wydaje mi się, że każda kobieta może mieć w tym aspekcie bardzo różne potrzeby.
Trudno tu stwierdzić, w jakim stopniu odgrywać tu mogą rolę z jednej strony zakazy i wymogi środowiska prowadzące do wstrzemięźliwości, a z drugiej strony wynikający z różnych przyczyn - niekoniecznie prowadzący do samorealizacji na tym polu - seksoholizm, i jak dalece między tym jednym a drugim ekstremum jest miejsce dla zachowania naturalnego i w psychologicznym aspekcie całkowicie zdrowego.
Zastanawiam się tylko nad tym, czy pomimo tego, że postawa Anais Nin wydaje mi się być godna podziwu i budząca moje spore zainteresowanie, to czy gdybym miał córkę, to chciałbym, żeby poszła w jej ślady. Zastanawiam się również, czy moja odpowiedź na to pytanie wynikałaby tylko z tego, że wiem, jak trudno żyje się nonkonformistom, czy też trochę z mojej ewentualnej podwójnej moralności.
Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Najwyraźniej czym innym jest zamiłowanie do filozofowania, a czym innym zrozumienie lektury prawdziwych filozofów. Jak się zestawi jedno z drugim, to można nabrać dystansu do własnych pomysłów.
Przepraszam w takim razie za polecenie. Poleciłem ponieważ ten tekst ubawił mnie dosyć dobrze, a że jest trochę trudniejszy w odbiorze? No cóż, taka bywa filozofia, a to i tak łatwiejsze od teologicznych rozważań na ten sam temat. Przy których mój mózg wprost tańczył. (Oczywiście jak należy - czyli taniec św. Wita)

>>>>Kiedyś ze względów ideologicznych wydano broszurę - "Religia i ja", w której Tadeusz Kotarbiński, Leopold Infeld i Bertrand Russel opisują kształtowanie się swojego stosunku do religii - to bardzo dobra książeczka. Polecam.
>Ostatnio ktoś tu na forum zamieścił linka do tej pozycji (niestety nie pamiętam gdzie)
Na przykład tu: www.google(*)CNHvfj-T5ETYmQT7kbg_zxk4zMT1lA jest całość.

>i zapoznałem się z nią. Tam język Kotarbińskiego jest jakby bardziej literacki i tym samym bardziej zrozumiały. >Przypominam sobie takie jego ciekawe sformułowanie (niestety z pamięci pewnie nie powtórzę dokładnie), że jest on wprawdzie ateistą, ale nie jest bezbożnikiem, a to nie to samo.
Odejście Kotarbińskiego od religii i wiary było - jak sam mówi - nie buntem serca, lecz buntem rozumu. Cytując filozofa, stał się "ateistą, ale nie bezbożnikiem". Dostrzega on w tym zasadniczą różnicę. Ateizm to "postawa intelektualna". Ateista sądzi po prostu, że nie istnieje Bóg i odrzuca wszelkie tego konsekwencje (m.in. interpretację Biblii jako dzieła objawionego Bożego). Bezbożnik natomiast to "arogant w odniesieniu do czcigodnych elementów religii. Jego stosunek do ideałów religijnych jest szyderczy. Nie ma żadnego powodu, by ateista musiał być bezbożnikiem".

Bardzo sobie cenię dorobek i człowieczeństwo profesora i zgadzam się, że ateista nie musi być bezbożnikiem, ale ja nie jestem aż tak wielki, jak ten wielki intelektualista i spokojnie ten epitet też na siebie przyjmuję.
Ponadto - samym "ateistą" to ja jestem tylko wtórnie, gdyż prowadzi mnie do niego naturalizm ontologiczny, a nie przeczenie istnieniu nieistniejącego.

Panu powinien podobać się inny cytat z poleconej książeczki:
"Wielkie to szczęście wierzyć w istnienie Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi, i w ład moralny przezeń ustanowiony w ogromie wszechbytu, i w Jego opiekę stałą i pomoc, i mieć w Nim realny wzór doskonałości, i być przeświadczonym, że prawa rzeczywistości mają sens etyczny, i że przyroda po to istnieje, by człowiek mógł z niej korzystać dla podtrzymania swych sił w pochodzie wzwyż, ku szczytom sublimacji, i że jest od kogo dowiedzieć się o tym na pewno, gdyż Bóg objawił ludziom prawdy o sprawach najważniejszych, i że nasi najbliżsi, nasi ukochani nie poumierają nigdy naprawdę i nie utracimy ich naprawdę, lecz - jeśli zasłużymy na to - spotkamy się z nimi w życiu przyszłym, wspaniałym, radosnym i nieskończonym.
Choć mnie podoba bardzo się ten:
W obliczu ogromu zła na świecie, byłoby bluźnierstwem posądzać Boga o istnienie.
I zestawiam go z działalnością instytucji religinych, a szczególnie Kościoła Katolickiego.
___________________________________________

>>>>A co Pan powie o takiej jeszcze bardziej odważnej dziewczynie jak - Anais Nin?
>>>>Jej dzienniki-pamiętniki, też są warte uwagi.
>Jej postawa jest bardzo bliska memu sercu, aczkolwiek nie jestem pewien, czy nie myśli tu za mnie organ jeszcze bardziej oddalony od mózgu. Z tego względu byłbym tu ostrożny, zanim cokolwiek uogólnię. Wydaje mi się, że każda kobieta może mieć w tym aspekcie bardzo różne potrzeby.
Ja napisałbym tu - każdy człowiek.

>Trudno tu stwierdzić, w jakim stopniu odgrywać tu mogą rolę z jednej strony zakazy i wymogi środowiska prowadzące do wstrzemięźliwości, a z drugiej strony wynikający z różnych przyczyn - niekoniecznie prowadzący do samorealizacji na tym polu - seksoholizm, i jak dalece między tym jednym a drugim ekstremum jest miejsce dla zachowania naturalnego i w psychologicznym aspekcie całkowicie zdrowego.
>Zastanawiam się tylko nad tym, czy pomimo tego, że postawa Anais Nin wydaje mi się być godna podziwu i budząca moje spore zainteresowanie, to czy gdybym miał córkę, to chciałbym, żeby poszła w jej ślady. Zastanawiam się również, czy moja odpowiedź na to pytanie wynikałaby tylko z tego, że wiem, jak trudno żyje się nonkonformistom, czy też trochę z mojej ewentualnej podwójnej moralności.
Prawie całkowicie się tu z Panem zgadzam.

PS. Co do PRL-u, to nie ten wątek. Przeżyłem w w nim coraz bardziej świadomie od 1956 (urodziłem się zaraz po wojnie) do 1989 roku. Interesowałem się nim rodzinnie i naukowo. Mam swoje zdanie i pisałem już na ten temat na naszym forum. To chodziło mi tylko o tzw. naturę ludzką.

Lubię wymieniać z Panem poglądy, gdyż nic na tej wymianie nie tracę, a czasem nawet zyskuję.
Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Wszystkie poznane utopie wywoływały we mnie wrogie nastawienie do prze-ideologizowanej rzeczywistości. Pragmatyzm i jak największa i jak najszersza kontrola społeczna, a więc demokracja - schodząca do najniższych szczebli - pozwala na zmniejszenie tych zagrożeń, ale ich wcale nie niweczy.
>Jeśli chodzi o kwestię totalitaryzmu, a w więc bezpośredniego zniewolenia przez władzę, to powołałbym bym raczej Orwella. Książkę Huxleya "Nowy wspaniały świat" odebrałem bardziej jako przestrogę przed tym, do czego może doprowadzić postęp cywilizacyjny poza efektami zamierzonymi.

A mnie nie chodziło ani o Orwella, ani o Huxleya - chodziło mi o wszystkie próby urządzenia świata - typu: dajcie mi władzę, to ja was urządzę - których próby są permanentnie podejmowane (nawet we współczesnej Polsce), a przez pisarzy jako "utopie" opisane.

Pozdrawiam.

@@@
.
Podkówka (-5 punktów)
> Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmogącością" Boga. Doszedłem do pytania na które cieżko mi
>odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez
>którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy
>myśliciele. Pozdrawiam.
>

Takich głupot w życiu nie czytałam!

Im więcej chorej filozofii, tym mniej wiary.

Wracając do pierwszego posta, wątku:

Pociesze Cię Bracie!

Chrystus pokonał Szatana na krzyżu
Wykonał za nas całą robotę. Jest już po zawodach
O tym jest Dobra Nowina, którą głosi chrześcijaństwo.
Bóg tak bardzo nas ukochał, że umarł, abyśmy żyli na wieki.
Więc teraz cieszmy się życiem i oczekujmy na wieczne
Nie może być nic wspanialszego
15-07-2011 11:45 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Takich głupot w życiu nie czytałam!
>Im więcej chorej filozofii, tym mniej wiary.
>Wracając do pierwszego posta, wątku:
>Pociesze Cię Bracie!
>Chrystus pokonał Szatana na krzyżu
>Wykonał za nas całą robotę. Jest już po zawodach
>O tym jest Dobra Nowina, którą głosi chrześcijaństwo.
>Bóg tak bardzo nas ukochał, że umarł, abyśmy żyli na wieki.
>Więc teraz cieszmy się życiem i oczekujmy na wieczne
>Nie może być nic wspanialszego

Interesujące, szkoda tylko, że zupełnie Błędne i będące w całości Opętania Szatańskiego owocem.
Prawda jest taka, że Jezus jak Najsłuszniej w piekle do końca świata smaży się we wrzących ekskrementach.
Czego i Tobie życzę .

Istotne jest jednak, by język mówienia o Trójcy nie uległ chorobie abstrakcji i oderwania od życia. (kard. Joseph Ratzinger)
15-07-2011 12:21 
 Ocena-2 na 2
Podkówka (-5 punktów)
>>Takich głupot w życiu nie czytałam!
>>Im więcej chorej filozofii, tym mniej wiary.
>>Wracając do pierwszego posta, wątku:
>>Pociesze Cię Bracie!
>>Chrystus pokonał Szatana na krzyżu
>>Wykonał za nas całą robotę. Jest już po zawodach
>>O tym jest Dobra Nowina, którą głosi chrześcijaństwo.
>>Bóg tak bardzo nas ukochał, że umarł, abyśmy żyli na wieki.
>>Więc teraz cieszmy się życiem i oczekujmy na wieczne
>>Nie może być nic wspanialszego
>Interesujące, szkoda tylko, że zupełnie Błędne i będące w całości Opętania Szatańskiego owocem.
>Prawda jest taka, że Jezus jak Najsłuszniej w piekle do końca świata smaży się we wrzących ekskrementach.
>Czego i Tobie życzę .
>
Istotne jest jednak, by język mówienia o Trójcy nie uległ chorobie abstrakcji i oderwania od życia. (kard. Joseph Ratzinger)


Trzeba upaść na samo dno, żeby się opamiętać i zacząć nawracać.
Wszystko przed Tobą, Bracie.
Trzymam kciuki!

Ciebie też Bóg dotknie. Poczujesz to i od tego momentu zaczniesz myśleć.
Powodzenia!
15-07-2011 12:36 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Trzeba upaść na samo dno, żeby się opamiętać i zacząć nawracać.

Dla Ciebie ratunku już nie ma.

>Ciebie też Bóg dotknie.

To, co Cię dotknęło, to akurat Szatan był .

>Poczujesz to

Oj, poczujesz, poczujesz...


Istotne jest jednak, by język mówienia o Trójcy nie uległ chorobie abstrakcji i oderwania od życia. (kard. Joseph Ratzinger)
Manian (950 punktów)
>"Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?"
No właśnie tu aż dowody się pchają na nieistnienie Boga, niby swego pierworodnego na śmieć posłał, a jakiegoś tam diabła nie może unicestwić, wiadomo, że katolicy powiedzą, że Bóg nie jest wróżką, żeby pstryknięciem załatwić wszystko, diabeł to wymysł ludzi, na usprawiedliwienie zła świata... choć z drugiej strony może Bóg czekał na filmy "Adwokat diabła" oraz "Diabeł ubiera się u Prady"... bez istnienia Diabła mogłyby nie powstać.
Uriel_ (360 punktów)
To bardzo proste :

Dlatego, że Szatan zintegrował się z człowiekiem i nie można go zabić nie unicestwiając jednocześnie ludzkości.


Bóg po prostu czeka licząc, że człowiek sam poradzi sobie z własną chorobą poprzez zbawczą (uzdrowicielską) moc Słowa Bożego.

Apokalipsa zapowiada przyjście lekarza przyszłości, który na tyle umiejętnie będzie ludzi leczył, że wykorzeniając debilizm światopoglądowy ( satanizm ) nie dopuści do zgonu czy mordów wzajemnych wśród ludzi, których dzisiejsze szanowane przekonania religijne runą nagle jak wieża Babel.

   
Marek Matejewski (3695 punktów)
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana...?

Gdyby zgładził Szatana to słowacki hokej na lodzie straciłby prawdziwego wojownika i jednego z liderów drużyny narodowej. Szkoda by było...

Gdyby jednak zgładził Szatana - tego z rogami i ogonkiem to stałby się zabójcą. Nieskończenie miłosierny i dobry zabójca? W sumie czemu nie? Przecież jest wszechmogący - to takie super-słowo, które tłumaczy wszystkie bolączki tego świata.

Swoją drogą... Może Bóg w międzyczasie zgładził samego siebie - przecież miał taką możliwość skoro może wszystko. Dlatego teraz jest problem z tym Szatanem i mamy tymczasową odpowiedź na Twoje pytanie.

Ok - już wiem co powiecie... przecież Bóg może wszystko i właśnie się odrodził niczym fenix z popiołów
Groszek91 (102 punktów)
W świecie musi istnieć równowaga w religijnym jak i tym zwykłym. Szatan jest istotą boską tyle że się zbuntował. Nie jest też antonimem Boga, bo nie jest wszechmocny ale za to posiadł boską moc niezniszczalności i bardzo chętnie wspierają go ludzie
08-08-2011 20:07 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>W świecie musi istnieć równowaga w religijnym jak i tym zwykłym.
Ani w jednym, ani w drugim równowagę trudno dostrzec, gdyż człowiek za bardzo miesza.

>Szatan jest istotą boską tyle że się zbuntował. Nie jest też antonimem Boga, bo nie jest wszechmocny ale za to posiadł boską moc niezniszczalności i bardzo chętnie wspierają go ludzie
Gdybym mógł uwierzyć w bajeczki, to też miałby moje wsparcie. Ma ciekawszą ofertę.

No fajnie! Szatan nie jest wszechmocnym, a Bóg tak! Tylko jak w takim razie Dobry Bóg dopuszcza do tak mocnej, że prawie "wszech" mocnej opozycji, albo ten Bóg nie taki "wszech", albo taki nie taki "dobry", albo wprost lubi zło, tylko jest hipokrytą, tak jak jego kapłani.

Równowaga - Szanowna Pani, to jako-taka u zaratusztrian była, skąd Hebrajczycy ogromnie dużo ściągnęli i wymieszali z innymi np. egipskimi mitami i z tej mieszanki postawili swoje prawie jak nowe klocki. Później przyszli chrześcijaninie i znowu klocki poprzestawiali.

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
12-09-2011 00:06 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Równowaga - Szanowna Pani, to jako-taka u zaratusztrian była,


Oni nadal istnieją, w Indiach nazywa się ich Parsami. Przyczynili się do rozwoju kina i teatru XIX wiecznego w tym kraju. Największe ilości występują w Mumbaju. Ważny jest też Gudżarat, gdzie wcześniej żerowali w większych skupiskach. Moje obserwacje - młode Zoroastriańki są bardzo ładne, która to obserwacja denerwuje moją Kaję, choć też jest bardzo ładna i nie miałem nic złego na myśli. Poza tym co bardziej wierzących Parsów cechuje pewna nutka fanatyzmu. Lubią mówić o jakichś armiach światła i ciemności, a ich zęby zgrzytają. Tym niemniej jako zagożała mniejszość (rozmnażają się tylko między sobą, nie można zostać zoroastrianinem, już żydem dużo łatwiej...) starali się być raczej ugodowi. W czasach kolonializmu brytyjskiego, jako wykształceni światowcy, dobrze się dogadywali z rasą białych panów. Często przekraczali granice przyzwoitości w tym, ale też z drugiej strony nie musieli sie przecież utożsamiać z indyjskimi większościami religijnymi. Ich wkład w kulturę Subkontynentu jest bardzo znaczący. Jednym z najbardziej znanych Parsów jest dyrygent Zubin Mehta, jeden z najbardziej znaczących w obecnym świecie muzyki klasycznej zachodniej. Piszę o nim co nieco na www.hanuman.pl w dziale muzyka. Zubin pochodzi z Mumbaju (dawniej Bombaj), wciąż ma obywatelstwo indyjskie, z czego jest dumny, choć większość czasu spędza ze swoimi zagranicznymi orkiestrami. Ogromnie cenią go melomani izraelscy, jest dożywotnim dyrygentem Izraelskiej Orkiestry Symfonicznej, z której zrobił wspaniały zespół. Inny Pars był członkiem zespołu Queen, nazywał się Freddy Mercury. Jestem skupiony na muzyce klasycznej naszej i indyjskiej, ale jak na rockmana artysta ów posiadał rzeczywiście nieprzeciętny głos i wyobraźnię muzyczną. Jednym z najciekawszych filmów oddających filozofię współczesnych Zoroastrian jest "Being Cyrrus" o którym też piszę na wyżej wspomnianej stronie w dziale filmy. W międzywojennej muzyce brytyjskiej był nawet jeden kompozytor Pars! Ale chwilowo nie pamiętam jak się nazywał. Niestety, nie za łatwo dotrzeć do jego muzyki.
12-09-2011 10:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Cytat:
Równowaga - Szanowna Pani, to jako-taka u zaratusztrian była,

>Oni nadal istnieją, w Indiach nazywa się ich Parsami.
Tak, wiem, ale bardzo dziękuję za merytoryczne i ciekawe (sporo jednak nie wiedziałem) uzupełnienie.

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
12-09-2011 12:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Napisałem to, po pod niektórymi względami mam podobne podejście do netu jak pan - to przede wszystkim potencjalne źródło wiedzy, zatem przy okazji wpisałem dygresję o Parsach, bo może ktoś się zainspiruje (jakby na przykład chciał badać dualistyczną religię do jakiejś swojej pracy naukowo - publicystycznej). Pozdrawiam
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Napisałem to, po pod niektórymi względami mam podobne podejście do netu jak pan - to przede wszystkim potencjalne źródło wiedzy, zatem przy okazji wpisałem dygresję o Parsach, bo może ktoś się zainspiruje.
Dwadzieścia lat temu przeczytałem: Mary Boyce, Zaratusztrianie. Wiara i życie, Łódź 1988. Książka zrobiła na mnie dobre wrażenie i dużo wiedzy o zaratusztrianizmie właśnie jej zawdzięczam.

Serdecznie pozdrawiam

@@@
.
ryszarddwieserce (42 punktów)
> Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmogącością" Boga. Doszedłem do pytania na które cieżko mi
>odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to
>dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez
>którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy
>myśliciele. Pozdrawiam.
>

Gdyby chciał go zniszczyć musiałby zniszczyć nośnik zła czyli CZŁOWIEKA.
Szatan, to kolektywna świadomość a jej nośnikiem są ludzie - jedni mniej inni więcej.
Jak myślisz, dla kogo pracuje te 80% mózgu...

Nie chcesz czyba aby Ogrodnik ściął jabłoń bo niektóre jabłka są chore i zagrażają zdrowym....
08-09-2011 08:48 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Gdyby chciał go zniszczyć musiałby zniszczyć nośnik zła czyli CZŁOWIEKA.
>Szatan, to kolektywna świadomość a jej nośnikiem są ludzie - jedni mniej inni więcej.
Skąd Pan wziął takie głębokie przemyślenia teologiczne, bo nie z żadnej teologii chrześcijańskiej?

>Jak myślisz, dla kogo pracuje te 80% mózgu...
Jakie 80% i jakie dwadzieścia, co za geniusz takiego podziału dokonał?

>Nie chcesz czyba aby Ogrodnik ściął jabłoń bo niektóre jabłka są chore i zagrażają zdrowym....
Osobiście, to mam tego Ogrodnika w wielkim poważaniu, nie moje jabłka i nie moja jabłoń.

Szanowny Panie, ten portal jest ukierunkowany na racjonalistyczą inteligencję. Tu trzeba myśleć, ale najpierw trzeba załadować do mózgu materiał do przemyśleń. Czyli dużo czytać.
Moją propozycją jest, aby zaczął Pan np. od tego: www.racjon(*)s,5022/q,Szatanskie.propozycje
Tam znajdzie Pan dalszą bibliografię i jakoś poleci.

Miłego dnia.

@@@
.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>>Gdyby chciał go zniszczyć musiałby zniszczyć nośnik zła czyli CZŁOWIEKA.
>>Szatan, to kolektywna świadomość a jej nośnikiem są ludzie - jedni mniej inni więcej.
>Skąd Pan wziął takie głębokie przemyślenia teologiczne, bo nie z żadnej teologii chrześcijańskiej?
>>Jak myślisz, dla kogo pracuje te 80% mózgu...
>Jakie 80% i jakie dwadzieścia, co za geniusz takiego podziału dokonał?
>>Nie chcesz czyba aby Ogrodnik ściął jabłoń bo niektóre jabłka są chore i zagrażają zdrowym....
>Osobiście, to mam tego Ogrodnika w wielkim poważaniu, nie moje jabłka i nie moja jabłoń.
>Szanowny Panie, ten portal jest ukierunkowany na racjonalistyczą inteligencję. Tu trzeba myśleć, ale najpierw trzeba załadować do mózgu materiał do przemyśleń. Czyli dużo czytać.
>Moją propozycją jest, aby zaczął Pan np. od tego: www.racjon(*)s,5022/q,Szatanskie.propozycje
>Tam znajdzie Pan dalszą bibliografię i jakoś poleci.
>Miłego dnia.
>@@@
>.

A czy gdzieś jest obowiązek brania tylko z teologii? - coś przegapiłem w regulaminie...
Z aproksymacji - średnio wykożystujemy 10% możliwości, Pan 20% więc 80% pozostaje dla sił nadświadomości.
I dlatego to nie Ty jesteś ogrodnikiem.

Od kiedy to racjonalizm=ilośc a nie jakość ?
08-09-2011 11:41 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
1. Kasuj niepotrzebne fragmenty wypowiedzi poprzednika.
2. Dbaj o poprawną pisownię i komunikatywny język.
3. Udzielanie się na forum należy zacząć od przeczytania regulaminu.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-09-2011 14:26 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A czy gdzieś jest obowiązek brania tylko z teologii? - coś przegapiłem w regulaminie...
Sporo przegapił Pan w naszym regulaminie np.:
c) cytować wyłącznie te fragmenty wypowiedzi rozmówcy, na które bezpośrednio udziela się odpowiedzi. Należy wycinać cytaty, do których wypowiedź się nie odnosi,
Choć poza regulaminem istnieją jeszcze pewne powinności intelektualne i kulturalne. Na naszym forum może Pan brać skąd tylko Pan chce, a najlepiej brać z - napełnionej przemyśleniami - własnej głowy. Ale nasz regulamin nie broni również zadawania pytań i dlatego zadałem Panu ważne pytanie: - Skąd Pan wziął takie głębokie przemyślenia teologiczne? Czy takie pytanie jest obrazą majestatu?
Dla zrozumienia sensu Pańskiej wypowiedzi jest bardzo ważnym, czy opiera Pan ten pogląd, na którejś z teologii, czy na własnych spekulacjach.

>Z aproksymacji - średnio wykożystujemy 10% możliwości, Pan 20% więc 80% pozostaje dla sił nadświadomości.
Wikipedia: Aproksymacja - proces określania rozwiązań przybliżonych na podstawie rozwiązań znanych, które są bliskie rozwiązaniom dokładnym w ściśle sprecyzowanym sensie. Przeważnie aproksymuje się byty (np. funkcje) skomplikowane bytami prostszymi.
Już wszystko zrozumiałe, tak rzeczywiście wykorzystuje Pan 10%, ale ja proponuję poczytać trochę z filozofii umysłu i neuronauki, czy kognitywistyki - która jest dziedziną nauki zajmująca się zjawiskami dotyczącymi działania umysłu, w szczególności ich modelowaniem. Na jej określenie używane są też pojęcia nauki kognitywne (ang. Cognitive Science), bądź nauki o poznaniu.
Kognitywistyka jest nauką multidyscyplinarną, znajduje się na pograniczu wielu dziedzin, takich jak: psychologii poznawczej, neurobiologii, filozofii umysłu, sztucznej inteligencji, lingwistyki (lingwistyka kognitywna), oraz logiki i fizyki.
Może uda się Panu wykorzystać trochę więcej. Może nawet 90%.

>I dlatego to nie Ty jesteś ogrodnikiem.
Czy z tego mam wnioskować, że Szanowny Pan jest? Gratuluję, ale jak napisałem, to nie moje jabłka i nie moja jabłoń.

>Od kiedy to racjonalizm=ilośc a nie jakość ?
Racjonalizm ma wiele znaczeń, ale żadne z nich nie mówi ani o jakości, ani o ilości. Z Pańskiego postu też nie zrozumiałem o jakiej jakości Pan chciał tu powiedzieć: 10 : 90 czy 20 : 80 i co z tego ma wyższą jakość?

My tu wyróżnamy: Racjonalizm światopoglądowy ((łac.) ratio - rozum; rationalis - rozumny, rozsądny) - współczesny ruch filozoficzno-światopoglądowy zapoczątkowany w XVIII wieku. Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. A dla mnie racjonalizm, w uproszczeniu, jest sztuką myślenia i stąd napisałem: Szanowny Panie, ten portal jest ukierunkowany na racjonalistyczą inteligencję. Tu trzeba myśleć, ale najpierw trzeba załadować do mózgu materiał do przemyśleń. Czyli dużo czytać. I to stanowisko podtrzymuję nadal. Zresztą stosuję ten wymóg do siebie już od wielu lat.

Miłego dnia.

@@@
.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Dla zrozumienia sensu Pańskiej wypowiedzi jest bardzo ważnym, czy opiera Pan ten pogląd, na którejś z teologii, czy na własnych spekulacjach.
Każda teologia, teoria naukowa była kiedyś spekulacją.
Swój pogląd opieram na przemyśleniach i wiedzy z dziedziny badań nad świadomością - jej wpływu na materię nieożywioną.

>Wikipedia: Aproksymacja - proces określania rozwiązań przybliżonych na podstawie rozwiązań znanych, które są bliskie rozwiązaniom dokładnym w ściśle sprecyzowanym sensie. Przeważnie aproksymuje się byty (np. funkcje) skomplikowane bytami prostszymi.
Rozwiązanie przybliżone - "20%" na bazie znanych obecnej nauce "10%". Nie stosowałem tu "przeważnej" metody.

>Już wszystko zrozumiałe, tak rzeczywiście wykorzystuje Pan 10%, ale ja proponuję poczytać trochę z filozofii umysłu i neuronauki, czy kognitywistyki - która jest dziedziną nauki zajmująca się zjawiskami dotyczącymi działania umysłu, w szczególności ich modelowaniem. Na jej określenie używane są też pojęcia nauki kognitywne (ang. Cognitive Science), bądź nauki o poznaniu.
>Kognitywistyka jest nauką multidyscyplinarną, znajduje się na pograniczu wielu dziedzin, takich jak: psychologii poznawczej, neurobiologii, filozofii umysłu, sztucznej inteligencji, lingwistyki (lingwistyka kognitywna), oraz logiki i fizyki. Może uda się Panu wykorzystać trochę więcej. Może nawet 90%.

Dokładnie to podkreśliłem - sugerowane przeze mnie 80%. Pan umieszcza w nich nauki kognitywne, ja zauważam w nich inteligentne byty kolektywne.
>Czy z tego mam wnioskować, że Szanowny Pan jest? Gratuluję, ale jak napisałem, to nie moje jabłka i nie moja jabłoń.
Nie, to daleko posunięta uszczypliwość. Samo-deklaracja wyjątkowości automatycznie nie skreśla z przynależności.

>Racjonalizm ma wiele znaczeń, ale żadne z nich nie mówi ani o jakości, ani o ilości.
Jeśli nie jakościowe określenie ilości to co? zbiór rozmyty z areną dowolności w interpretacji?

> Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie.
Mam nadzieję, że podobnie podchodzi do dogmatów nauki - aksjomatyka.

Wszystkiego dobrego.
08-09-2011 15:46 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Dla zrozumienia sensu Pańskiej wypowiedzi jest bardzo ważnym, czy opiera Pan ten pogląd, na którejś z teologii, czy na własnych spekulacjach.
>Każda teologia, teoria naukowa była kiedyś spekulacją.
Każda teologia jest spekulacją, ale teologie określonych wyznań mają swój własny porządek aksjomatyczny.
Własne spekulacje - nie wymagają takiego aksjomatycznego uporządkowania i są tyle samo warte, co fantazje.

Zupełnie inaczej jest z teoriami naukowymi, które są ograniczone naturalizmem metodologicznym i nie mogą przeczyć zweryfikowanym przez praktykę zasadom.
Wikipedia: Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska. Jest podsumowaniem wyników szczegółowych pracy naukowej. Wieńczy badania naukowe.

>Swój pogląd opieram na przemyśleniach i wiedzy z dziedziny badań nad świadomością - jej wpływu na materię nieożywioną.
No tak, nie się ukryć - są to głębokie i oparte na wielkiej wiedzy przemyślenia. Bardzo proszę o wskazówki bibliograficzne - kogo warto przeczytać aby osiągnąć porównywalny z Panem poziom?

Wikipedia: Aproksymacja - proces określania rozwiązań przybliżonych na podstawie rozwiązań znanych, które są bliskie rozwiązaniom dokładnym w ściśle sprecyzowanym sensie. Przeważnie aproksymuje się byty (np. funkcje) skomplikowane bytami prostszymi.
>Rozwiązanie przybliżone - "20%" na bazie znanych obecnej nauce "10%". Nie stosowałem tu "przeważnej" metody.
Gdzie jakiej nauce znane obecnej nauce 10 czy 20%? Proszę o poważne źródło, a nie że "Wacek tak uważa".

>Dokładnie to podkreśliłem - sugerowane przeze mnie 80%. Pan umieszcza w nich nauki kognitywne, ja zauważam w nich inteligentne byty kolektywne.
Co i gdzie Pan określił? Kognitywistyka jest jedną z nauk i napisałem jakimi problemami się zajmuje. Natomiast nie mam zielonego pojęcia co znaczą? Inteligentne byty kolektywne. I gdzie Pan je umieszcza?

>Nie, to daleko posunięta uszczypliwość. Samo-deklaracja wyjątkowości automatycznie nie skreśla z przynależności.
To nie jest żadna uszczypliwość!
Pańska spekulacja (fantazja) może sobie tworzyć różne zbiory z różną ich zawartością (w tych Pańskich fantazjach mogę być nawet Dziewicą Orleańską), ale to Pański problem. to nie moje jabłka i nie moja jabłoń.

>>>>Racjonalizm ma wiele znaczeń, ale żadne z nich nie mówi ani o jakości, ani o ilości.
>Jeśli nie jakościowe określenie ilości to co? zbiór rozmyty z areną dowolności w interpretacji?
Pański język jest zbyt hermetyczny, to stwierdzenie przekracza znacznie moje możliwości rozumienia.

>>>>Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie.
>Mam nadzieję, że podobnie podchodzi do dogmatów nauki - aksjomatyka.
Jeżeli coś opiera się lub wywodzi od dogmatów na pewno nie jest nauką.

NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych.
W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
Autor tekstu: Andrzej B. Izdebski; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4867

Miłego dnia.

@@@
.
08-09-2011 12:13 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jak myślisz, dla kogo pracuje te 80% mózgu...

Czyjego?

>Nie chcesz czyba aby Ogrodnik ściął jabłoń bo niektóre jabłka są chore i zagrażają zdrowym....

Nazajutrz, gdy wyszli oni z Betanii, uczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: "Niech nikt nigdy nie je owocu z ciebie!" Słyszeli to jego uczniowie.
(...)
Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: "Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło". Jezus im odpowiedział: "Miejcie wiarę w Boga".

Mk 11, 12-14 i 20-22.

Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Czyjego?
Zakładam, że przynajmniej moich rozmówców.

>[color=navy]Nazajutrz, gdy wyszli oni z Betanii, uczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: "Niech nikt nigdy nie je owocu z ciebie!" Słyszeli to jego uczniowie.
Dokładnie. Odnośnie pytania osoby rozpoczynającej wątek - widocznie znajduje jeszcze coś oprócz liści i nie niszczy.

>
Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)


Nie ma nic bardzie niedorzecznego niż walka niedorzecznościami w innych umysłach - w imie czego? - wspólnego piachu i robaków.
08-09-2011 13:00 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Czyjego?
>Zakładam, że przynajmniej moich rozmówców.

Zakładasz zatem, że każdy z Twych rozmówców jest w czterech piątych przeżarty absolutną niegodziwością, będąc przy tym niczego nieświadomą kukiełką w czyichś rękach? To miłe .

>Dokładnie. Odnośnie pytania osoby rozpoczynającej wątek - widocznie znajduje jeszcze coś oprócz liści i nie niszczy.

Coś do skonsumowania, znaczy się?

>Nie ma nic bardzie niedorzecznego niż walka niedorzecznościami w innych umysłach - w imie czego?

Dalekosiężnego własnego interesu społecznego i politycznego a i nudy opędzenia...

>- wspólnego piachu i robaków.

Robaki zamierzam mieć swoje własne i dzielić się nimi z Tobą nie będę.


Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Zakładasz zatem, że każdy z Twych rozmówców jest w czterech piątych przeżarty absolutną niegodziwością, będąc
przy tym niczego nieświadomą kukiełką w czyichś rękach? To miłe .
Zauważ, że 80% dotyczyło miejsca gdzie operuje nadświadomość, dobra lub zła.
Skoro ekstrapolujesz, że 4/5 mózgu jest poddane niegodziwości to mogę w sumie się z Tobą zgodzić - bo pewnie wynika to z jakichś doświadczeń.

>Coś do skonsumowania, znaczy się?
Robak już konsumuje(Szatan z pierwszego wątku) więc nie rozumiem skąd te obawy, że ogrodnicy zjedzą Ciebie.

>Dalekosiężnego własnego interesu społecznego i politycznego a i nudy opędzenia...
Dalekosiężny, hmm, widzisz coś więcej poza hałdą piachu i własnymi robakami?
08-09-2011 13:31 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Zauważ, że 80% dotyczyło miejsca gdzie operuje nadświadomość, dobra lub zła.

Te procenty to z etykietki na butelce wziąłeś?

>Skoro ekstrapolujesz, że 4/5 mózgu jest poddane niegodziwości to mogę w sumie się z Tobą zgodzić - bo pewnie wynika to z jakichś doświadczeń.

Nie ekstrapoluję, tylko dopowiadam to, co osobiście zasugerowałeś.
Chyba, że nie umiesz nie tylko czytać ale i pisać ze zrozumieniem.

>nie rozumiem skąd te obawy, że ogrodnicy zjedzą Ciebie.

Taż podałem, że z Ewangelii Markowej.

>Dalekosiężny, hmm, widzisz coś więcej poza hałdą piachu i własnymi robakami?

Przyjmuję, że przed piachem i robakami zdarzyć się może niejedno. I nie jest mi wszystko jedno co.


Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Te procenty to z etykietki na butelce wziąłeś?
Z tego forum: www.racjonalista.pl/forum.php/s,96573 i dodałem parę procent dla Ciebie jako bonus.
>Nie ekstrapoluję, tylko dopowiadam to, co osobiście zasugerowałeś.
Procenty dotyczyły nadświadomości, sam w nią włożyłeś tylko zło i obłudę.

>Przyjmuję, że przed piachem i robakami zdarzyć się może niejedno. I nie jest mi wszystko jedno co.
Jak mam rozumieć "przyjmuję", wiara? czy artefakt dowodu?
08-09-2011 14:39 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
Kilka-kilkanaście % mózgu wykorzystujemy świadomie - uczymy się, zapamiętujemy, szacujemy możliwości i zagrożenia, wymyślamy proch i scenariusz "Avatara". Reszta służy do sterowania organizmem - pracą serca, jelit, płuc, nerek, oczu, uszu, a także tej "świadomej" części mózgu. Ponieważ ludzki organizm to skomplikowane urządzenie, to i moc obliczeniowa musi być odpowiednio wielka. Niestety, obawiam się, że dla żadnego szatana miejsca już nie staje.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-09-2011 17:11 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Te procenty to z etykietki na butelce wziąłeś?
>Z tego forum: www.racjonalista.pl/forum.php/s,96573

Czuję się w obowiązku Pouczyć Cię, że nie wszystko, co na forum (Tym Forum) znaleźć można, na uznanie zasługuje.

>i dodałem parę procent dla Ciebie jako bonus.

Z Wdzięczności Niepomiernej tym Cię zwrotnie Ubogacę.

>Procenty dotyczyły nadświadomości, sam w nią włożyłeś tylko zło i obłudę.

Przepraszam - sądziłem po sobie. Zapomniałem, że z Dobrym i Szczerym rozmawiam .

>Jak mam rozumieć "przyjmuję"

Probabilistycznie, Rysiu, probabilistycznie...

Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Czuję się w obowiązku Pouczyć Cię, że nie wszystko, co na forum (Tym Forum) znaleźć można, na uznanie zasługuje.
Mam nadzieję, że to co piszesz jest w tej drugiej, lepszej grupie.

>Z Wdzięczności Niepomiernej tym Cię zwrotnie Ubogacę.
Dziękuję łaskawco.
>Przepraszam - sądziłem po sobie. Zapomniałem, że z Dobrym i Szczerym rozmawiam .
Nawet najgorszym się zdarza - jak mawia powiedzenie.
>Probabilistycznie, Rysiu, probabilistycznie...

To wiele wyjaśnia. Od rzutów kostką zależy Twoje życie. Mam nadzieję, że sprawiłeś sobie właściwą wygrywającą kostkę.

zdrówka,
11-09-2011 10:56 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Czuję się w obowiązku Pouczyć Cię, że nie wszystko, co na forum (Tym Forum) znaleźć można, na uznanie zasługuje.
>Mam nadzieję, że to co piszesz jest w tej drugiej, lepszej grupie.

Ocenę zostawiam czytelnikom.

>>Probabilistycznie, Rysiu, probabilistycznie...
>To wiele wyjaśnia. Od rzutów kostką zależy Twoje życie.

A Twoje nie?


Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
09-09-2011 08:49 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
80% mózgu nieświadomego, niewykorzystanego, pracującego dla kogoś, to popkulturowa klechda. NIe ma odniesienia do rzeczywistości. Mózg jest zajęty tysiącami procesów. To co nazywa się podświadomością (nadświadomość to klechda popowa) jest wynikiem działań podkorowych, opartych na statystycznych doświadczeniach gatunku i dziedziczonym genetycznie. Ale tak czy siak nie jest to żadne 80%. Emocje nie są budowane tylko w korze mózgowej. Emocje tła i bardziej konkretne są niezbędne do właściwego działania. Podświadome kalkulacje mózgu najczęściej wyrażają się w emocjach, ale i tu, poprzez takie a nie inne wychowanie można sobie wdrożyć (po części nieświadomie) takie, a nie inne znaczniki somatyczne (jak uważa Damasio na przykład). Co oznacza, iż ludożerca, w trakcie dorastania, wdraża sobie do swej podświadomości fakt, iż źle jest nie zjeść ciała zabitego wroga i czuje podświadome kłucie w dołku, gdy mięso pokonanego się marnuje. Z kolei chrześcijanin czuje kłucie w dołku, gdy ktoś nie myśli tak samo jak on, albo uważa, iż nie ma podziału na "duszę i ciało". Zło i dobro nie istnieją, nie ma czegoś takiego jak diabeł. Zachowania aspołeczne często nazywamy złem. Dla chrześcijanina złem jest pozwolenie ludziom na myślenie o tym, iż ich bóg jest nieprawdziwy etc. Dla ludożercy niejedzenie pokonanego wroga.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>80% mózgu nieświadomego, niewykorzystanego, pracującego dla kogoś, to popkulturowa klechda.
Problem w tym, że podanie ludowe o wykorzystaniu mózgu tylko w 20% powstało na łamach czasopism naukowych. Ten mit wziął się stąd, że naukowcy, którzy po raz pierwszy badali elektrodami aktywność komórek mózgu, zauważyli, że co tylko piąta jest w danym momencie aktywna.
Więc kto jest "ludowy" i kto "podawał"?

>NIe ma odniesienia do rzeczywistości.
Skąd czerpie Pan przekonanie, że Pańskie myśli w jakikolwiek sposób odnoszą się do rzeczywistości ?

>To co nazywa się podświadomością (nadświadomość to klechda popowa) jest wynikiem działań podkorowych, opartych na statystycznych doświadczeniach gatunku i dziedziczonym genetycznie.

Podświadomość udowodniona naukowo, czy tylko zdefiniowana jako zbiór zjawisk i zachowań? Taki magiczny worek.
Z tymi definicjami proponuję wstrzemięźliwość.
www.youtube.com/watch?v=XH0V_z6v4QE

>Ale tak czy siak nie jest to żadne 80%.
Zgoda. Do tego cały czas zmierzam w dyskusji.

>Co oznacza, iż ludożerca, w trakcie dorastania, wdraża sobie do swej podświadomości fakt, iż źle jest nie zjeść ciała zabitego wroga i czuje podświadome kłucie w dołku, gdy mięso pokonanego się marnuje.
To mnie wielce interesuje. Jak przebiegają procesy przekształcania informacji (indoktrynacji za młodu do ludożerstwa): oko/ucho -> mózg -> podświadomość. Jaką postać informacyjną posiada "czucie kłucia w dołu" ?

zdrówka,
10-09-2011 19:55 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To że mnóstwo procesów logiczno emocjonalnych w naszym mózgu przebiega bez udziału naszej świadomości, lub jest odbierana jako emocja tła można już chyba raczej przyjąć za dość pewny model funkcjonowania mózgu.

Jeśli chodzi o owe 80% nieużywanego mózgu, to pewnie jakiś neurolog wyraził kiedyś tego typu hipotezę, która stała się tak popularna, iż stała się znana niemal każdemu. Ale nie wydaje się to prawdziwe. Choćby dlatego, iż ewolucja naturalna raczej nie cechuje się marnotrawstwem. Gdyby Homo sapiens miał rzeczywiście 80% mózgu za dużo, to jeszcze w czasach przedrolniczych (większa część trwania naszego gatunku) selekcja by szła w stronę osób z mniejszymi mózgami. I owe 80% szybko zaczęłoby zanikać. Mózg jest bardzo kosztownym energetycznie organem. Niepotrzebne utrzymanie 80% mózgu szybko owocowałoby zanikaniem tego błędu. Ktoś tylko z 60% niepotrzebnego mózgu mniej by jadł, mniej by się męczył etc. Miałby więcej dzieci niż 80% marnotrawcy...
ryszarddwieserce (42 punktów)
>To że mnóstwo procesów logiczno emocjonalnych w naszym mózgu przebiega bez udziału naszej świadomości, lub jest odbierana jako emocja tła można już chyba raczej przyjąć za dość pewny model funkcjonowania mózgu.
>Jeśli chodzi o owe 80% nieużywanego mózgu, to pewnie jakiś neurolog wyraził kiedyś tego typu hipotezę, która stała się tak popularna, iż stała się znana niemal każdemu.

Nie rozumiem. "jakiś neurolog wyraził kiedyś tego typu hipotezę" i " można już chyba raczej przyjąć za dość pewny model funkcjonowania mózgu". Hipoteza neurologa mniej wiarygodna od " można już chyba raczej przyjąć za dość pewny" ? Co to za reguła wnioskowania: Można_raczej_chyba->przeświadczenie->przekonanie->wiara->dowód_naukowy ?
11-09-2011 12:53 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Polecam książki Damasio i zawartą w nich bibliografię.
Poza tym celowo przeoczył pan moje wyjaśnienie oparte na ergonomii ewolucyjnej. Najpewniej wogóle nie doszłoby do powstania gatunku, który nie używa 80% najbardziej wymagającego energetycznie organu. Jeśli chce pan zapoznać się z mechanizmami ewolucji - "Samolubny gen" + poszerzyć o wybrane pozycje z zamieszczonej w książce bibliografii. Bez tego pańskie tezy są jak mówienie o płaskiej ziemi.
10-09-2011 21:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>80% mózgu nieświadomego, niewykorzystanego, pracującego dla kogoś, to popkulturowa klechda.
>Problem w tym, że podanie ludowe o wykorzystaniu mózgu tylko w 20% powstało na łamach czasopism naukowych. Ten mit wziął się stąd, że naukowcy, którzy po raz pierwszy badali elektrodami aktywność komórek mózgu, zauważyli, że co tylko piąta jest w danym momencie aktywna.
>Więc kto jest "ludowy" i kto "podawał"?
No właśnie! Podaj Pan swoje źródła z łamów czasopism naukowych (chociaż lepiej z książek), ale raczej nie z "youtube", gdyż tam trzeba robić przesiew ogromny.

>Z tymi definicjami proponuję wstrzemięźliwość.
>www.com/watch?v=XH0V_z6v4QE
Tak zdecydowaną:
Wraz z rozwojem badań nad patogenezą chorób psychicznych, poglądy głoszone przez Szasza, Foucaulta i Szeffa'a na temat wątpliwości co do istnienia chorób psychicznych, nie zostały potwierdzone przy pomocy metod naukowych z zakresu epidemiologii, genetyki i psychofarmakologii. Wraz z rozwojem neuropsychologii odkryto zależności w funkcjonowaniu mózgu, o których wiedza była niedostępna w latach rozwoju antypsychiatrii.

>Zgoda. Do tego cały czas zmierzam w dyskusji.
A o czym?

@@@
.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Wraz z rozwojem badań nad patogenezą chorób psychicznych, poglądy głoszone przez Szasza, Foucaulta i Szeffa'a na temat wątpliwości co do istnienia chorób psychicznych, nie zostały potwierdzone przy pomocy metod naukowych z zakresu epidemiologii, genetyki i psychofarmakologii. Wraz z rozwojem neuropsychologii odkryto zależności w funkcjonowaniu mózgu, o których wiedza była niedostępna w latach rozwoju antypsychiatrii.
Jeśli nie jesteśmy w stanie stwierdzić co jest normą w działaniu mózgu to równie dobrze można założyć, że obecne neuropsychologiczne definicje chorób opisują prawidłowe działanie mózgu. Aby być racjonalnym w badaniach naukowych nie można odrzucić i takiej hipotezy: "biochemiczne zmiany w mózgu chorego są skutkiem choroby a nie jej przyczyną", "przyczyna jest natury psychologiczno-informacyjnej i ma swoje źródło w rzeczywistości społeczno-psychologicznej"

Jeśli jednak zakłada się wzorzec -profesor, inteligentny, stabilny emocjonalnie, czysty genetycznie - to każde inne zachowanie łatwo podpiąć pod chorobę.
Takie założenie przeczy teorii ewolucji, która opiera się na mutacjach i błędach - kto powie, że zachowania profesora są lepsze z punktu widzenia ewolucji od zachowań kryminalisty....
>A o czym?

O 'toksoplazmozie" neuro-informacyjnej.
11-09-2011 09:14 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jeśli nie jesteśmy w stanie stwierdzić co jest normą w działaniu mózgu
Jesteśmy w stanie stwierdzić, że najprawdopodobniej nie istnieją dwa identyczne mózgi.

>to równie dobrze można założyć,
Założyć można wszystko, ale po co?

>że obecne neuropsychologiczne definicje chorób opisują prawidłowe działanie mózgu.
A jakie jest prawidłowe? Co jest normą?

>Aby być racjonalnym w badaniach naukowych nie można odrzucić i takiej hipotezy: "biochemiczne zmiany w mózgu chorego są skutkiem choroby a nie jej przyczyną", "przyczyna jest natury psychologiczno-informacyjnej i ma swoje źródło w rzeczywistości społeczno-psychologicznej"
Trzeba być nieracjonalnym, ale po dodaniu: "niektóre" i "mogą być", taką hipotezę można rozpatrywać.

>Jeśli jednak zakłada się wzorzec -profesor, inteligentny, stabilny emocjonalnie, czysty genetycznie - to każde inne zachowanie łatwo podpiąć pod chorobę.
Kto i gdzie założył taki wzorzec?

> Takie założenie przeczy teorii ewolucji, która opiera się na mutacjach i błędach - kto powie, że zachowania profesora są lepsze z punktu widzenia ewolucji od zachowań kryminalisty....
Jeżeli o czymś się pisze, dobrze choć trochę wiedzieć na czym to polega. Proponuję zacząć od tego prostego, ale dobrego podręcznika.
www.google(*)eUtxDXHQcwLlETZg22dqug&cad=rja

>>A o czym?
>O 'toksoplazmozie" neuro-informacyjnej.
Co to w ogóle znaczy?

Toksoplazmoza - pasożytnicza choroba ludzi i zwierząt spowodowana zarażeniem pierwotniakiem. www.pjph.eu/artykul/pobierzPdf/id/2661

Zdecydowanie nie jestem w stanie prowadzić z Panem żadnej merytorycznej rozmowy. Wrzucanie tu powyrywanych kontekstu cytatów - nawet bez podania ich źródeł, w żadnym przypadku nie świadczy, że Pan do takiej rozmowy jest przygotowany.
Proponuję jasno tu powiedzieć - co Pana interesuje, a sądzę że będziemy umieli podpowiedzieć Panu co warto w tym temacie przeczytać i przemyśleć. Ale jak widać jeszcze sporo musi Pan przeczytać.
Internet może być uzupełnieniem naszej wiedzy, ale nie może być jej podstawą.

Miłego dnia.

@@@
.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Jesteśmy w stanie stwierdzić, że najprawdopodobniej nie istnieją dwa identyczne mózgi.
I na tej zasadzie definiujemy jednostki chorobowe, które dotyczą całej populacji?
>Założyć można wszystko, ale po co?
Równie dobrze można podważyć pierwotne założenie.
>A jakie jest prawidłowe? Co jest normą?
To w jaki sposób psychiatria definiuje choroby, skoro nie wie co jest zdrowiem?
>Trzeba być nieracjonalnym, ale po dodaniu: "niektóre" i "mogą być", taką hipotezę można rozpatrywać.
Przedmówca nie podał źródeł "niektórych, które mogą być", które są tak wymagane na forum.
>Kto i gdzie założył taki wzorzec?
Mój przykład. Jeśli Pan posiada inne wzorce adekwatne do rozpatrywanej tu sytuacji to poproszę źródła.
>Jeżeli o czymś się pisze, dobrze choć trochę wiedzieć na czym to polega. Proponuję zacząć od tego prostego, ale dobrego podręcznika.
To gdzie popełniłem błąd w założeniach?

>Co to w ogóle znaczy?Toksoplazmoza - pasożytnicza choroba ludzi i zwierząt spowodowana zarażeniem pierwotniakiem. www.pjph.eu/artykul/pobierzPdf/id/2661
Pragnę zauważyć, że słowo toksoplazmoza umieściłem cudzysłowie. Zwróciłem uwagę na pasożytnicze znaczenie.
Prosze zwrócić uwagę na efekty bechawioralne u osób które są nosicielami tegoż pierwotniaka.
Linku nie przytoczę. Program w planette. Badania medyczne dowodzą, że prawie 80% motocyklistów, którzy zgineli w 'szarżujących' wypadkach było nosicielami toksoplazmozy - im wydawało się, że są odważni, czuli wiatr we włosach i wolność szosy. Niestety to pierwotniak podpięty do sieci neuronowej mózgu był sprawcą ich przekonań.
W omawianych tu 80% widzę miejsce dla pasożyta informacyjnego.
>Zdecydowanie nie jestem w stanie prowadzić z Panem żadnej merytorycznej rozmowy. Wrzucanie tu powyrywanych kontekstu cytatów - nawet bez podania ich źródeł, w żadnym przypadku nie świadczy, że Pan do takiej rozmowy jest przygotowany.
Rozumiem. To może być trudne. Doczytanie przeze mnie lub przez Pana niewiele zmieni. Operujemy na pojęciach abstrakcyjnych, które po pierwsze; nie mają wspólnego dla nas obu rzeczywistego źródła; po drugie, są wypadkową odrębnych uwarunkowań.
>Proponuję jasno tu powiedzieć - co Pana interesuje, a sądzę że będziemy umieli podpowiedzieć Panu co warto w tym temacie przeczytać i przemyśleć. Ale jak widać jeszcze sporo musi Pan przeczytać.
Interesuje mnie ugor 80% i samodzielne byty po części świadome w sieci neuronowej mózgu.
zdrówka,
11-09-2011 21:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Zdecydowanie nie jestem w stanie prowadzić z Panem żadnej merytorycznej rozmowy. Wrzucanie tu powyrywanych kontekstu cytatów - nawet bez podania ich źródeł, w żadnym przypadku nie świadczy, że Pan do takiej rozmowy jest przygotowany.
>Rozumiem. To może być trudne.
Po przeczytaniu tego posta już wiem, że jest to zupełnie niemożliwym.

>Doczytanie przeze mnie lub przez Pana niewiele zmieni.
Niech Pan mówi za siebie. Mnie moje lektury ukształtowały i cały czas kształtują.

>Operujemy na pojęciach abstrakcyjnych, które po pierwsze; nie mają wspólnego dla nas obu rzeczywistego źródła; po drugie, są wypadkową odrębnych uwarunkowań.
Tak, dają się zauważyć zdecydowanie odrębne uwarunkowania. Trzymam się metodologii naukowej i jestem naturalistą ontologicznym, a więc twardo trzymam się rzeczywistości dostępnej ludzkim zmysłom.
Czasem oczywiście posługuję się pojęciami abstrakcyjnymi, ale operacje na pojęciach abstrakcyjnych są zdecydowanie obce mojej umysłowości.
Nawet, gdy potrafię zrozumieć - o co autorowi tych operacji chodziło.

>Interesuje mnie ugor 80% i samodzielne byty po części świadome w sieci neuronowej mózgu.
W niewielkim stopniu, to co Pan pisze, jestem w stanie zrozumieć, a powyższe zdanie to już dalece przekracza moje możliwości rozumienia.

Tak! Przepraszam Pana za niemożliwe do realizacji obietnice, ale po tym poście już jasno widzę, że jakakolwiek moja pomoc Panu zdecydowanie przekracza obszar mojej kompetencji.

Musi Pan się zwrócić do innych specjalistów. Może są tacy na naszym forum. Ja nie mam - w "Pańskich tematach" - nic do powiedzenia.
Wyłączam się z rozmowy z Panem.

Dużo zdrowia Panu życzę.

@@@
.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Po przeczytaniu tego posta już wiem, że jest to zupełnie niemożliwym.
To zdanie jest czysto subiektywnym odczuciem. Nie dysponuje Pan wszelkimi niezbędnymi danymi do wyciągnięcia takiego wniosku. A skoro nie wziął Pan wszystkiego co istnieje i tylko tego to złamał Pan swoją wiarę w naturalizm ontologiczny.
>Niech Pan mówi za siebie. Mnie moje lektury ukształtowały i cały czas kształtują.
Skoro ciągle kształtują to nie może być Pan pewien że wiatr nowych teorii nie zmieni Pańskiego krytycznego podejścia i do mnie.
>Tak, dają się zauważyć zdecydowanie odrębne uwarunkowania.
Pan moich nie zna. Skąd więc wniosek o zdecydowanej odrębności?
>Trzymam się metodologii naukowej i jestem naturalistą ontologicznym, a więc twardo trzymam się rzeczywistości dostępnej ludzkim zmysłom.
Która (metodologia) zakłada, że ludzkie zmysły odzwierciedlają w swoich procesach poznawczych reczywistość?
>Czasem oczywiście posługuję się pojęciami abstrakcyjnymi, ale operacje na pojęciach abstrakcyjnych
są zdecydowanie obce mojej umysłowości.
Nigdy nie porównywał Pan obwodu koła do obwodu kwadratu?
Całe Pańskie życie to operowanie pojąciami abstrakcyjnymi. Nie wierzę że ontologia w Pańskiej wyobraźni ma odzwierciedlenie w rzeczywistości.
>W niewielkim stopniu, to co Pan pisze, jestem w stanie zrozumieć, a powyższe zdanie to już dalece przekracza moje możliwości rozumienia.
>Musi Pan się zwrócić do innych specjalistów. Może są tacy na naszym forum. Ja nie mam - w "Pańskich tematach" - nic do powiedzenia.
Proszę nie schlebiać sobie z tymi "innymi specjalistami".
zdrówka,
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Po przeczytaniu tego posta już wiem, że jest to zupełnie niemożliwym.
>To zdanie jest czysto subiektywnym odczuciem.
Zdecydowanie tak - czy to wymagało aż specjalnego zaznaczenia.

>>>>Niech Pan mówi za siebie. Mnie moje lektury ukształtowały i cały czas kształtują.
>Skoro ciągle kształtują to nie może być Pan pewien że wiatr nowych teorii nie zmieni Pańskiego krytycznego podejścia i do mnie.
Nie tylko ja prosiłem Pana o informacje o źródła do tych nowych teorii, a Pan odpowiada, że koledzy Panu opowiadali lub, ze przeczytał Pan w żurnalach.

>>>>Tak, dają się zauważyć zdecydowanie odrębne uwarunkowania.
>Pan moich nie zna. Skąd więc wniosek o zdecydowanej odrębności?
Tylko z lektury Pańskich tekstów. Mnie - na tutejsze potrzeby - jest to całkowicie wystarcającym źródłem.

>>>>Trzymam się metodologii naukowej i jestem naturalistą ontologicznym, a więc twardo trzymam się rzeczywistości dostępnej ludzkim zmysłom.
>Która (metodologia) zakłada, że ludzkie zmysły odzwierciedlają w swoich procesach poznawczych reczywistość?
Napisałem "naturalizm", a także szczególowa wiedza jaką jest kognitywistyka, czy neuronauka.

>>>>Czasem oczywiście posługuję się pojęciami abstrakcyjnymi, ale operacje na pojęciach abstrakcyjnych są zdecydowanie obce mojej umysłowości.
>Nigdy nie porównywał Pan obwodu koła do obwodu kwadratu?
Nie pamiętam, ale napisałem przecież, że "czasem". Tak, nasza świadomość jest odzwierciedleniem i procesy w niej przebiegające można nazwać w nomenklaturze filozoficznej są operacjami na pojęciach abstrakcyjnych (Ale wyciął Pan tu moje pierwsze zdanie, w nim twardo trzymam się rzeczywistości dostępnej ludzkim zmysłom, co jednak zmieniło kontekst wypowiedzi.)

Chodziło mi tu bardziej o czystą abstakcję wyrażoną np. w takich pojęciach jak: bóg, moralność, dusza. Jako tako wiem jak się tymi pojęciami posługiwać, mam trochę pojęcia o filozofii i teologii, ale i tu wolę schodzenie do konkretnych odniesień w rzeczywistości. Abstrakcja jest pojęciem filozoficznym - ważnym w teorii poznania, ale chyba zdecydowanie mniej ważnym w neuronauce.
Pomimo tego za swoją niekomunikatywność przepraszam. Trzeba wyrażać się jasno, a ja tu sporo poplątałem.

>Całe Pańskie życie to operowanie pojąciami abstrakcyjnymi.
Mam dosyć bogate życie i dużo w nim konkretów, o których myślę abstrakcyjnie, ale w stałym przełożeniu na konkrety.

>Nie wierzę że ontologia w Pańskiej wyobraźni ma odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Dobrze Pan zaczyna. Ja doszedłem do tego, że już w nic nie wierzę. Natomiast jestem przekonanym, że rzeczywistość znajduje odzwierciedlenie w mojej świadomości. Nie bardzo interesuje mnie nauka o bycie, gdy byt w moich koncepcjach niema alternatywy. Wszystko co istnieje jest bytem, a o abstrakcjach "nieistnienia" w nauce mówić trudno.

>>>>W niewielkim stopniu, to co Pan pisze, jestem w stanie zrozumieć, a powyższe zdanie to już dalece przekracza moje możliwości rozumienia.
>>>>Musi Pan się zwrócić do innych specjalistów. Może są tacy na naszym forum. Ja nie mam - w "Pańskich tematach" - nic do powiedzenia.
>Proszę nie schlebiać sobie z tymi "innymi specjalistami".
Wydawało mi się, że mówiąc o braku kompetencji do rozmowy z Panem - wykazuję raczej swoją skromność i realizm, niż schlebianie sobie, ale skoro Pan tak uważa. To Pan stara się tu robić za omnibusa, a więc Pan wie lepiej.

Dużo zdrowia.

@@@
.
11-09-2011 23:44 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Interesuje mnie ugor 80%


Chyba jednak pana nie interesuje, skoro nie jest pan w stanie przyjąć do wiadomości, iż to ludowa hipoteza mająca się nijak do rzeczywistego ludzkiego mózgu. Padły argumenty, są tony opracowań, a pan dalej swoje powtarza. Bo fajnie być mądrym na siłę. Pewnie jest to jakaś frajda, ale ja mam inny gust.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Chyba jednak pana nie interesuje, skoro nie jest pan w stanie przyjąć do wiadomości, iż to ludowa hipoteza mająca się nijak do rzeczywistego ludzkiego mózgu.
Jeszcze raz podkreślam, to nie jest ludowa hipoteza - chyba że dla Pana ludowy znaczy pochodzący z laboratoriów naukowych.

>Padły argumenty, są tony opracowań, a pan dalej swoje powtarza. Bo fajnie być mądrym na siłę. Pewnie jest to jakaś frajda, ale ja mam inny gust.
Czy nie nadwyrężę Pańkiego intelektu prosząc o dwa linki - nie dwie tony, podkreślam?
Gdyby droga do bycia mądrym była taka łatwa, ewolucja zmajstrowałaby Pana 200mln lat wcześniej.
12-09-2011 13:03 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja podałem choćby Damasio na poparcie mojego poglądu iż 80% niewykorzystanego mózgu to fałszywa hipoteza. Na jakich autorach pan się opiera? Chciałbym przeczytać atykuł naukowy uzasadniający pańską tezę i się do niego odnieść na bazie mojej wiedzy i lektur. Mam nadzieję, iż moje podejście nie przeraża pana swoim egzotyzmem.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Ja podałem choćby Damasio na poparcie mojego poglądu iż 80% niewykorzystanego mózgu to fałszywa hipoteza. Na jakich autorach pan się opiera? Chciałbym przeczytać atykuł naukowy uzasadniający pańską tezę i się do niego odnieść na bazie mojej wiedzy i lektur. Mam nadzieję, iż moje podejście nie przeraża pana swoim egzotyzmem.

Przerażają mnie swoim egzotyzmem słowa Damasio ""I have a difficult time seeing scientific results, especially in neurobiology, as anything but provisional approximations" i Pańskie przekonanie do tych tymczasowych przybliżeń.

Wyznaję ścisłą zasadę naukową która brzmi: Falsyfikacja kluczem do racjonalnej teorii.
12-09-2011 17:47 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tym niemniej to, co podałem nie dotyczy głównych tez Damasio. Aby je wprowadzić, mówi ogólnie o funkcjonowaniu mózgu, wykorzystując przyjętą, sprawdzoną empirycznie wiedzę. Do tego pana zachęcałem. Tylko do owej powszechnie przyjętej wiedzy. Na ile emocje pełnią rolę w powstawaniu jaźni i na ile emocje są związane z mapą ciała - to już czysty Damasio i z tym się pan może zgadzać, lub nie, ale nie o tym mowa.

Wciąż czekam na pańskie źródła. Jaki szanowany naukowiec stwierdza, przytaczając dane doświadczalne, iż nie wykorzystujemy 80% mózgu?
12-09-2011 09:00 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Badania medyczne dowodzą, że prawie 80% motocyklistów, którzy zgineli w 'szarżujących' wypadkach było nosicielami toksoplazmozy - im wydawało się, że są odważni, czuli wiatr we włosach i wolność szosy. Niestety to pierwotniak podpięty do sieci neuronowej mózgu był sprawcą ich przekonań.
Człowieku, opamiętaj się. Jestem nosicielką toksoplazmozy. Prawdopodobnie złapałam to od kotów, bo całe życie byłam taką "kocią ciocią". Nawet nie wiedziałam, że przebyłam zakażenie, dopóki przy badaniach przedciążowych nie wyszedł mi słaby dodatni wynik. Jakoś nie czuję, by coś było podpięte pod sieć neuronową w moim mózgu (raczej przetrwalniki w mięśniach siedzą, najwyżej kanibalom zaszkodzę), a "wolność szosy" zawsze była mi obca, aż tak odważna nie jestem. Toksoplazmoza nabyta to pikuś, najczęściej kończy się nosicielstwem i w ogóle nie przeszkadza, objawy choroby występują bardzo rzadko, natomiast ludzie z toksoplazmozą wrodzoną na ogół nie zostają motocyklistami, bo albo mają problemy z mózgiem, albo z oczami, albo z jednym i drugim, czasem też z wątrobą, śledzioną i paroma innymi narządami. Wodogłowie, zapalenie siatkówki i naczyniówki, mikroftalmia, zwapnienia śródczaszkowe, padaczka i rozmaite inne schorzenia i objawy są skutecznym przeciwwskazaniem przy staraniu się o prawo jazdy. To, że 80% motocyklistów było nosicielami Toxoplasma gondii, to żaden dowód na jakiegoś pasożyta w mózgu, co ich podjudzał, by jechali za szybko.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Człowieku, opamiętaj się. Jestem nosicielką toksoplazmozy. Prawdopodobnie złapałam to od kotów, bo całe życie byłam taką "kocią ciocią". Nawet nie wiedziałam, że przebyłam zakażenie, dopóki przy badaniach przedciążowych nie wyszedł mi słaby dodatni wynik.
Toksoplazmoza - Co łączy kocie odchody ze schizofrenią?
Leki stosowane w terapii schizofrenii łagodzą u szczurów objawy toksoplazmozy, pasożytniczej choroby przenoszonej przez koty i ich odchody - wskazują brytyjskie badania. "Proceedings of the Royal Society B", dostarcza dowodów potwierdzających teorię, że niektóre przypadki schizofrenii są wywołane przez toksoplazmozę.
Pod wpływem infekcji u gryzoni dochodzi do specyficznych zaburzeń zachowania, które można określić jako "samobójcze". Zwierzęta przejawiają bowiem nienormalny pociąg do kotów, który często muszą przypłacić życiem.

>Jakoś nie czuję, by coś było podpięte pod sieć neuronową w moim mózgu (raczej przetrwalniki w mięśniach siedzą, najwyżej kanibalom zaszkodzę), a "wolność szosy" zawsze była mi obca, aż tak odważna nie jestem.
Cała specyfika toksoplazmozy polaga na tym, że nosiciel jest pewny swoich przekonań. Wszelkie odczucia, wnioski i poglądy bierze za swoje.
12-09-2011 13:05 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Link, autorzy badań. Proszę o podanie.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Link, autorzy badań. Proszę o podanie.
Can the common brain parasite, Toxoplasma gondii, influence human culture?
Proc. R. Soc. B November 7, 2006 273:2749-2755; doi:10.1098/rspb.2006.3641

M. Berdoy, J. P. Webster, and D. W. Macdonald
Fatal attraction in rats infected with Toxoplasma gondii
Proc. R. Soc. Lond. B August 7, 2000 267:1591-1594; doi:10.1098/rspb.2000.1182

J.P Webster, P.H.L Lamberton, C.A Donnelly, and E.F Torrey
Parasites as causative agents of human affective disorders? The impact of anti-psychotic, mood-stabilizer and anti-parasite medication on Toxoplasma gondii's ability to alter host behaviour
12-09-2011 17:57 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja z panem rozmawiam o tych 80% bezpańskiego mózgu. Z tytułów tych prac nie wynika, że zawierają takie informacje. To, że istnieją pasożyty mózgu, nie jest dla mnie kontrowersyjne.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Ja z panem rozmawiam o tych 80% bezpańskiego mózgu. Z tytułów tych prac nie wynika, że zawierają takie informacje. To, że istnieją pasożyty mózgu, nie jest dla mnie kontrowersyjne.

Research Report
Dormancy of the Human Brain
Dormant Brain Research and Development Laboratory

Cytaty:
In England, John Lorber did autopsies on hydrocephalics. This illness causes all but the 1/6th inch layer of brain tissue to be dissolved by acidic spinal fluid. He tested the IQ's of patients before and during the disease. His findings showed that IQ remained constant up to death. Although over 90% of brain tissue was destroyed by the disease, it had no impact on what we consider to be normal intelligence.

Russian neurosurgeon Alexandre Luria proved that the 1/3 bulk of frontal lobes are mostly dormant. He did this by performing ablation experiments on persons. He gave physiological and psychological tests before, cut out parts and whole frontal lobes, the re-tested after. His conclusion: removal of part or all of frontal lobes causes no major change in brain function, (some change in mood alteration). The frontal lobes are mostly dormant, asleep. (Luria, A.R. "Frontal Lobes and the Regulation of Behavior." In: K.H. Pribram and A.R. Luria, Editors, Psychophysiology of the Frontal Lobes. New York, and London, Academic Press, 1973)

The point is this: There is no dispute among honestly rational experts about the latent potential of the human think box. There is only friendly dispute about how much and what still awaits us, patiently to be self-discovered between each set of ears. Hence, the wisdom of intuitive folksay was correct: "The human brain is only 10% functional." John Eccles thinks that number is too high. "How can you calculate a percentage of infinity?"
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No i tutaj znów polecam panu Damasio "Błąd Kartezjusza" w którym opisuje on spory ubytek mózgu nie prowadzący pozornie u ofiary do żadnych reperkusji, a jednak były one znaczne.
21-09-2011 14:38 
 Ocena 1 na 1
ryszarddwieserce (42 punktów)
>No i tutaj znów polecam panu Damasio "Błąd Kartezjusza" w którym opisuje on spory ubytek mózgu nie prowadzący pozornie u ofiary do żadnych reperkusji, a jednak były one znaczne.

Ja ze swojej strony polecam zapoznać się z badaniami Johna Lorber'a i innych.
Mózg wielkości orzecha włoskiego, reszta wodogłowie - IQ od 70 do 100.

Group with 95% of the cranial cavity filled with cerebrospinal fluid. He also has said that he would not make such a claim without evidence. In answer to attacks that he has not precisely quantified the amount of brain tissue missing, he added, "I can't say whether the mathematics student has a brain weighing 50 grams or 150 grams, but it is clear that it is nowhere near the normal 1.5 kilograms."

Many neurologists feel that this is a tribute to the brain's redundancy and its ability to reassign functions. Others, however, are not so sure. Patrick Wall, professor of anatomy at University College, London states "To talk of redundancy is a cop-out to get around something you don't understand."

Anthony Smith The Mind New York Viking Press, 1984, page 230

Of the 253 subjects in the study, 9 were found to have approximately only 5% of the normal amount of brain tissue. Despite this, 4 had IQ's of above 100, the national average, and another 2 had IQ's of above 126, while one of the subjects proved to be as intelligent as those studying him, he had a first-class degree in maths.

Wyjaśnij mi. Brak 90% mózgu czasami skutkuje obniżeniem IQ o średnio 40 jednostek a czasami nie ma zauważalnej różnicy względem "normy".

To jak, wykorzystujemy w pełni potencjał naszego mózgu ?
21-09-2011 14:49 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>Mózg wielkości orzecha włoskiego, reszta wodogłowie - IQ od 70 do 100.

Przecież to humbug. Nad czym się zastanawiać?
21-09-2011 23:05 
 Ocena 2 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>>Mózg wielkości orzecha włoskiego, reszta wodogłowie - IQ od 70 do 100.
>Przecież to humbug. Nad czym się zastanawiać?

Jeszcze raz potwierdza się, że racjonalizm to jedna z wiar - "nad czym tu się zastanawiać", wszystko już wiadomo. Jeśli by jednak trafiło się coś co gryzie nasz światopogląd to sprytnie, jednym zdaniem umieścimy to w bajkach.

Remarkable story of maths genius who had almost no brain
Irish Times, 11/09/2006; Abstract: Under the Microscope Prof William Reville Look up brain in a standard reference. It will tell you that the vertebrate brain is that part of the nervous system that resides within the skull. In humans it is an approximately 1.3kg mass of pinkish-grey tissue composed of about 10 billion nerve cells linked to each other and responsible for the control of all mental functions. (AN 9FY4147145177)
William Reville is associate professor of biochemistry and public awareness of science officer at UCC, understandingscience.ucc.ie
źródło: EBSCO
21-09-2011 23:15 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>>>Mózg wielkości orzecha włoskiego, reszta wodogłowie - IQ od 70 do 100.
>>Przecież to humbug. Nad czym się zastanawiać?
>Jeszcze raz potwierdza się, że racjonalizm to jedna z wiar

Stwierdziłem tylko że przytaczasz pewną "miejską legendę", a ty wyciągasz na zamówienie kolejną tylko tym razem podpisaną imieniem pewnego profesora którego istnienie potrafisz udowodnić. Kolejna nieprawdziwa opowieść nie spowoduje, że poprzednia będzie bardziej prawdziwa. Nie udowodni także prawdziwości aktualnej. Teraz mamy dwie nieprawdziwe opowieści zamiast jednej. Możemy to kontynuować tylko w jakim celu?
21-09-2011 23:19 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
A nie mógłbyś po prostu linkować prac naukowych publikowanych w recenzowanych czasopismach naukowych? To nieco wzmogłoby twoją wiarygodność w oczach forumowiczów.

Bo - tak szczerze rzekłszy - co kogo obchodzi, co pisze w kwestiach naukowych Irish Times?
22-09-2011 08:11 
 0 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>A nie mógłbyś po prostu linkować prac naukowych publikowanych w recenzowanych czasopismach naukowych? To nieco wzmogłoby twoją wiarygodność w oczach forumowiczów.
>Bo - tak szczerze rzekłszy - co kogo obchodzi, co pisze w kwestiach naukowych Irish Times?
>
"How Much Brain Is Really Necessary?" A Case of Complex Cerebral Malformation and Its Clinical Course
J Child Neurol 1 June 2007: 756-760.

Is your brain really necessary?
R Lewin
Science 12 December 1980: 1232-1234. [DOI:10.1126/science.7434023]

Ageing, Neuronal Connectivity and Brain Disorders: An Unsolved Ripple Effect [electronic resource].
, Bano, Daniele , Molecular neurobiology, 2011 Apr., v. 43, no. 2, p. 124-130., New York

A teraz obchodzi? Czy masz już wyrobione zdanie i nic tego nie zmieni ?
22-09-2011 08:59 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>A teraz obchodzi?

Rozumiem, że masz kłopot z rozumieniem słowa pisanego albo nie znasz słowa link Wytłumaczyć?

Ja ci - na razie uprzejmie - tłumaczę dlaczego nie jesteś traktowany jak poważny rozmówca, jeśli ci na poważnej konwersacji nie zależy, cytuj sobie Timesa i cokolwiek jeszcze chcesz

>Czy masz już wyrobione zdanie i nic tego nie zmieni ?

Może nie zauważyłeś, ale nie udzielam się zasadniczo w tym temacie. Zabrałam głos w kwestii - powiedzmy - technicznej (tak jak poniżej uzupełniłam twoje brakoróbstwo). Ale widzę, że i tak nie zrozumiałeś o co chodziło.
A zdanie sobie wyrobię, jeśli znajdę czas, by zapoznać się z literaturą.
26-09-2011 10:42 
 0 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Rozumiem, że masz kłopot z rozumieniem słowa pisanego albo nie znasz słowa link Wytłumaczyć?
>Ja ci - na razie uprzejmie - tłumaczę dlaczego nie jesteś traktowany jak poważny rozmówca, jeśli ci na poważnej konwersacji nie zależy, cytuj sobie Timesa i cokolwiek jeszcze chcesz
> Ale widzę, że i tak nie zrozumiałeś o co chodziło.
>A zdanie sobie wyrobię, jeśli znajdę czas, by zapoznać się z literaturą.
To zapoznaj się i nie pisz na prędce stwierdzeń typu "miejskie legendy".

Jeśli masz dostęp do komercyjnych baz czasopism naukowych to mogę podesłać linki. Nie są dostępne ot tak dla każdego tylko dla środowisk naukowych.
To ty opierasz się w swoich przekonaniach na czasopismach popularnonaukowych. Z sieczki dla mas snujesz swoje przekonania.
26-09-2011 15:53 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
Człowieku dobry, czy ty aby na pewno potrafisz czytać? Ze zrozumieniem?

Uprzejmie radzę - przeczytaj jeszcze raz moją wypowiedź - ze szczególnym uwzględnieniem fragmentu (który odpowiadając, strategicznie postanowiłeś zignorować):

Cytat:
Może nie zauważyłeś, ale nie udzielam się zasadniczo w tym temacie. Zabrałam głos w kwestii - powiedzmy - technicznej (tak jak poniżej uzupełniłam twoje brakoróbstwo). Ale widzę, że i tak nie zrozumiałeś o co chodziło.


Rozumiem, że wielce się zacietrzewiłeś, konwersując z marudą, ale twoje zacietrzewienie nie usprawiedliwia ślepoty, która sprawia, że mnie z nim mylisz. Sprawdzaj czasem czy na pewno odpowiadasz tej osobie, z którą wcześniej rozmawiałeś, bo wychodzi, hmmm... dyplomatycznie powiem - śmiesznie

>Jeśli masz dostęp do komercyjnych baz czasopism naukowych to mogę podesłać linki.

To nie jest kwestia twojej dobrej woli ani żadna - kolokwialnie mówiąc - "łaska", dobry człowieku. Chcesz rozmawiać, powołując się na jakieś opracowania naukowe? Linkuj do nich. Nie ma ogólnodostępnej wersji pełnotekstowej? Linkuj do abstraktów. Podawaj cytaty. Nie czytałeś? Nie powołuj się.

Zapisując listę artykułów w taki sposób, jak powyżej, budzisz uzasadnione podejrzenia, że po prostu przepisujesz skądś bibliografię.

>Nie są dostępne ot tak dla każdego tylko dla środowisk naukowych.

Jest takie powiedzenie - Nie ucz ojca dzieci robić

Poza tym akurat bazy czasopism są dostępne bezpłatnie dla wszystkich. Niektóre czasopisma zresztą też.
27-09-2011 12:03Nie na temat 
 0 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Jest takie powiedzenie - Nie ucz ojca dzieci robić
>Poza tym akurat bazy czasopism są dostępne bezpłatnie dla wszystkich. Niektóre czasopisma zresztą też.
Wybacz ojcze. A przy okazji sprawdź DNA czy oby twoje - bo ja widzę że raczej wszystko przyjęte na wiarę lub zapożyczone.

No to podaj fragment z "Specification and Prediction of Net Income using by Generalized Regression Neural Network (A Case Study)." by Taboli, Hamid; Paghaleh, Morteza Jamali; Jahanshahi, Asghar Afshar; Gholami, Raoof; Gholami, Rashid.
Tu masz twój ogólnodostępny link: search.ebscohost.com/
27-09-2011 12:22 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>No to podaj fragment z "Specification and Prediction of Net Income using by Generalized Regression Neural Network (A Case Study)."

Kompletnie nie rozumiem jak do bieżącego tematu, który sam zapoczątkowałeś, dotyczącego wykorzystania mózgu ma się publikacja Irańskich naukowców na temat prognozowania zysków netto przy pomocy komputerowych sieci neuronowych. Jeżeli bardzo potrzebujesz tej konkretniej publikacji to jest ona publicznie dostępna. Kolejna kwestia dostępność publikacji medycznych i publikacji technicznych nie musi odbywać się na takich samych zasadach. Niczego nie udowodniłeś, ale ciągle zarzucasz posługiwanie się wiarą zamiast rozumem.
27-09-2011 15:42 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Uprzejmie informuję, że twoje kolejne tak absurdalne i pozbawione związku z tematem wypowiedzi będą przenoszone na Oślą Ławkę. Zalecam też unkanie uwag typu "ad personam".
26-09-2011 17:58 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
Jest mi ciebie strasznie żal.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
27-09-2011 11:56Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Jest mi ciebie strasznie żal.
>
Atheism is a non-prophet organization.

>George Carlin
Jeśli strasznie to na pewno nie żal. Popraw myślenie i formułowanie zdań.

"Okrutnie ciebie kocham", "strasznie mi przyjemnie", "strasznie łagodna jesteś"
27-09-2011 15:02 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
Idź, lwie herbowy z Sapkowskiego, idź. Poczytaj sobie regulamin. Jako forum nie będziemy musieli się męczyć, ja nie będę musiała omdlewać ze śmiechu (to niebezpieczne jest), a Ty zrobisz coś pożytecznego. Wreszcie.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
27-09-2011 20:00 
 Ocena 1 na 1
rdest (2492 punktów)

>>Jest mi ciebie strasznie żal.
>Jeśli strasznie to na pewno nie żal. Popraw myślenie i formułowanie zdań.
To kalka z języka angielskiego, podobnie jak popularne "dokładnie". Polszczyzna w odwrocie.
28-09-2011 14:06 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>To kalka z języka angielskiego, podobnie jak popularne "dokładnie". Polszczyzna w odwrocie.

I to wiele wyjaśnia. Ja raczej mało posługuję się polskim w codziennym życiu. Tak naprawdę to głównie słucham radia i piszę na forum


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
23-09-2011 03:52 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Szczerze - zniszczenie pokaźnych obszarów mózgu może wywołać brak motywacji emocjonalnej, o którym pisze Damasio. Osobę z poważnym ubytkiem mózgu należy przebadać pod względem nawet bardzo subtelnych interakcji społecznych. Znacznie większa od "racjonalnej" część mózgu odpowiada za emocje. Bez emocjonalnych motywatorów trudno podejmować właściwe decyzje społeczne, ale nie od razu to widać. Uszkodzenia są tak naprawdę potworne, ale nie wpływają na papierowe testy inteligencji.
26-09-2011 10:36 
 Ocena 1 na 1
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Szczerze - zniszczenie pokaźnych obszarów mózgu może wywołać brak motywacji emocjonalnej, o którym pisze Damasio. Osobę z poważnym ubytkiem mózgu należy przebadać pod względem nawet bardzo subtelnych interakcji społecznych. Znacznie większa od "racjonalnej" część mózgu odpowiada za emocje. Bez emocjonalnych motywatorów trudno podejmować właściwe decyzje społeczne, ale nie od razu to widać. Uszkodzenia są tak naprawdę potworne, ale nie wpływają na papierowe testy inteligencji.

Czyli większa część mózgu odpowiada za procesy emocjonalne a nie racjonalne myślenie. Wniosek. Racjonalizm -> żyłowanie fragmentu mózgu do granic możliwości wraz z odrzuceniem emocjonalnych motywatorów. Zawężanie percepcji świata tylko do ścieżek logiki.
26-09-2011 11:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W sumie ma Pan sporo racji - można to tak ująć! Jedyną rzeczą, której nie wziął Pan pod uwagę jest fakt, iż ewolucja nie jest celowa. Jej jedynym założeniem jest zapewnienie genom dalszej replikacji. I - pomimo rozrostu kultury - nadal pod tym względem wygrywają osoby kierujące się przeczuciami i nie marnujące czasu na ich analizę. Takie osoby mają najwięcej wnuków. Oczywiście - tak jak wspomniałem - ewolucja jest ślepa. Zbyt wielki sukces populacyjny danego gatunku przynosi w końcu dla niego kataklizm - zniszczenie jego niszy biologicznej, głód, wzmożoną rywalizację o pożywienie.
27-09-2011 12:08 
 Ocena-2 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>W sumie ma Pan sporo racji - można to tak ująć! Jedyną rzeczą, której nie wziął Pan pod uwagę jest fakt, iż ewolucja nie jest celowa.

Ewolucja jest celowa. Rekombinacje, mutacje, zapożyczenia działają celowo dlatego że przewidują przyszłość. Ewolucja w jakiś magiczny, obecnie nie znany sposób ma zdolności paranormalnego jasnowidzenia. Ślepe zegarmistrze to bywają jedynie w probówkach laboratoryjnych.
27-09-2011 12:21 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
To jest sarkazm czy głupota?
27-09-2011 12:57 
 Ocena-2 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>To jest sarkazm czy głupota?

Jedno i drugie. Tyle że nie moje tylko ewolucji i ewolucjonistów.
27-09-2011 13:08 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Jedno i drugie. Tyle że nie moje tylko ewolucji i ewolucjonistów.
Może zechcesz wyjaśnić szerzej, bo na razie z Twoich wynurzeń wynika tylko jedno - nie masz bladego pojęcia, czym jest ewolucja i jak działa. Nie żeby jakiś wstyd to był - każdemu wolno nie wiedzieć. Ale skoro z taką pewnością upierasz się, że ewolucja jest celowa, przewidująca przyszłość i twierdzisz, że jest to zdanie ewolucjonistów, to przytocz, proszę, jakiś cytat na potwierdzenie tej opinii.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>>Jedno i drugie. Tyle że nie moje tylko ewolucji i ewolucjonistów.
>Może zechcesz wyjaśnić szerzej, bo na razie z Twoich wynurzeń wynika tylko jedno - nie masz bladego pojęcia, czym jest ewolucja i jak działa. Nie żeby jakiś wstyd to był - każdemu wolno nie wiedzieć. Ale skoro z taką pewnością upierasz się, że ewolucja jest celowa, przewidująca przyszłość i twierdzisz, że jest to zdanie ewolucjonistów, to przytocz, proszę, jakiś cytat na potwierdzenie tej opinii.
>
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.


Szacowana ilośc atomoów w obserwowalnym wszechświecie wynosi 10^88
Ilość podstawowych reakcji chemicznych w obserwowalnym wszechświecie od jego powstania wynosi około 10^150
Ilość możliwych ustawień genów u podstawowej bakterii wynosi 10^90000
Wszechświat nie miał czasu ani mocy obliczeniowej aby wypróbować choć ułamek tych możliwości gdyby działo się to tak jak sugerują ewolucjoniści.
Ewolucja 'świadomie' omijała ślepe uliczki. To że na jakimś etapie jakaś zmiana/mutacja/cokolwiek była przydatna nie niosło informacji że ta droga w następnym 'pokoleniu' okaże się też przydatna.

04-10-2011 08:07 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Szacowana ilośc (...)
A do czego mają służyć te wyliczenia?
>Wszechświat nie miał czasu ani mocy obliczeniowej aby wypróbować choć ułamek tych możliwości gdyby działo się to tak jak sugerują ewolucjoniści.
A to tylko tak Ci się wydaje. Wszechświat miał masę czasu. Poza tym kręcisz. Najpierw twierdzisz, że ewolucjoniści mówią tak, a potem, że inaczej. To jak w końcu mówią i kto konkretnie?
>Ewolucja 'świadomie' omijała ślepe uliczki.
Nieprawda. Historia życia na Ziemi pełna jest "ślepych uliczek". Jest ich więcej, niż dwupasmowych arterii. Powiedziałabym wręcz, że tych "dwupasmówek" jest znikoma liczba w porównaniu z liczbą zaułków, kończących się w malinach, skoro już jesteśmy przy nomenklaturze drogowej. Cechy przydatne się utrwalały, gatunki dobrze przystosowane ewoluowały, a to, co się okazało niepotrzebne lub nieprzystosowane, zanikało bądź wymierało.
>To że na jakimś etapie jakaś zmiana/mutacja/cokolwiek była przydatna nie niosło informacji że ta droga w następnym 'pokoleniu' okaże się też przydatna.
Nie bardzo rozumiem. Jeśli coś było przydatne, to się utrwalało. Potem warunki mogły się zmienić i rozwijała się inna cecha przystosowawcza, a poprzednia zanikała bądź pozostawała jako relikt (jak ogon u człowieka - obejrzyj jakiś rentgenogram, zobaczysz, że człowiek wciąż ma szczątkowy ogon). Nikt i nic nie było w stanie przewidzieć, co się "kiedyś" przyda, a co nie. Ewolucja działa na ślepo i w zależności od aktualnych potrzeb, nie przewiduje, nie planuje.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-10-2011 09:40 
 Ocena 2 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>A do czego mają służyć te wyliczenia?
Nie podejrzewam Ciebie o to że chcesz odrzucić aparat matematyczny w analizie zasadności teorii ewolucji.
Jeśli teoria ewolucji ma być nauką ścisłą a nie nekrofilną to przynajmniej powinna opierać się na zasadach logiki i nie podważać prawdopodobieństw.
>A to tylko tak Ci się wydaje. Wszechświat miał masę czasu. Poza tym kręcisz. Najpierw twierdzisz, że ewolucjoniści mówią tak, a potem, że inaczej. To jak w końcu mówią i kto konkretnie?
Zwróć uwagę na ciekawy aspekt który świadomie lub nie omijamy.
Powiadasz wszechświat miał czas. Co to nam mówi. Albo że powstawanie materii ożywionej jest łatwe i dostępne mocy obliczeniowej każdej galaktyki albo że powstało np. 4 mld temu gdzieś tam i używając napędu warp rozeszło się po innych galaktykach.
Żeby być uczciwym i działać racjonalnie w szacunkach podane wcześniej liczby trzeba zawęzić do galaktyki.
Nawet jeśli życie powstało na jednym krańcu naszej drogi mlecznej to nie miało czasu aby dotrzeć do nas ponieważ nie dysponuje napędem nadświetlnym.
Wniosek jest prosty: Albo powstawanie materii ożywionej jest łatwe i powszechne albo ziemia jest ewenementem w skali wszechświata.
>Nieprawda. Historia życia na Ziemi pełna jest "ślepych uliczek". Jest ich więcej, niż dwupasmowych arterii. Powiedziałabym wręcz, że tych "dwupasmówek" jest znikoma liczba w porównaniu z liczbą zaułków, kończących się w malinach, skoro już jesteśmy przy nomenklaturze drogowej. Cechy przydatne się utrwalały, gatunki dobrze przystosowane ewoluowały, a to, co się okazało niepotrzebne lub nieprzystosowane, zanikało bądź wymierało.
Dinozaury też są ślepą uliczką? Twoje "ślepe uliczki" mogą być tylko i wyłącznie wyginięciem wynikającym ze zmian środowiska.
>Nie bardzo rozumiem. Jeśli coś było przydatne, to się utrwalało. Potem warunki mogły się zmienić i rozwijała się inna cecha przystosowawcza, a poprzednia zanikała bądź pozostawała jako relikt (jak ogon u człowieka - obejrzyj jakiś rentgenogram, zobaczysz, że człowiek wciąż ma szczątkowy ogon). Nikt i nic nie było w stanie przewidzieć, co się "kiedyś" przyda, a co nie. Ewolucja działa na ślepo i w zależności od aktualnych potrzeb, nie przewiduje, nie planuje.
Jeśli przyjżysz się dokładniej zauważysz, że dziwnym trafem 'to co było przydatne' skutkowało tym, że jego (tego przydatnego) potomstwo też było przydatne - po prostu seria ciągłych trafień 6 w lotka.
To że jakaś zmiana, okazuje się przydatna nie niesie w sobie informacji że zmiana za ileś tam pokoleń też będzie przydatna.
04-10-2011 11:05 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Wróćmy może do tematu, co?
>>Najpierw twierdzisz, że ewolucjoniści mówią tak, a potem, że inaczej. To jak w końcu mówią i kto konkretnie?
>Zwróć uwagę na ciekawy aspekt który świadomie lub nie omijamy.
Zwracam uwagę, że nie odpowiadasz na pytanie. Omijasz je świadomie, czy nie?
>Dinozaury też są ślepą uliczką? Twoje "ślepe uliczki" mogą być tylko i wyłącznie wyginięciem wynikającym ze zmian środowiska.
Niekoniecznie ze zmian środowiska, są także inne przyczyny.
Zależy które dinozaury. Niektóre wyewoluowały we współczesne gady i ptaki. Nie były ślepą uliczką. Reszta wymarła bezpotomnie, czyli okazała się ślepą uliczką, tyle tylko, że bardzo długą. Większość terapsydów też wymarła, na szczęście nie wszystkie, inaczej byśmy tu nie siedzieli. Za "ślepą uliczkę" można także uznać np. gatunek Paranthropus aethiopicus. Pojawił się i znikł po niespełna 200 000 lat. W nic nie wyewoluował. Był jednym z kilku "obiecujących" gatunków, ale niestety nie dość obiecującym. Albo taka Cascoplecia insolitis, gatunek kompletnie bezsensowny, mucha z wyrastającym z głowy "rogiem", zakończonym trojgiem oczu. Ewolucja robi różne sztuki zupełnie bez powodu i czasem te sztuki są trafione, a czasem nie. Ale nigdy nie wiadomo z góry, która będzie jaka. Weź sobie do ręki "Wspinaczkę na szczyt nieprawdopodobieństwa" R. Dawkinsa, jest tam chyba najlepiej i najjaśniej wytłumaczona ta sprawa. Szczególnie obrazowe jest porównanie do góry o wielu szczytach. Jak gatunek wlezie na niewłaściwy szczyt, to już tam zostaje, ale nigdy nie wie, czy z tego szczytu jest wejście na następny, czy nie.

Zwracam też uwagę na nieścisłość.
>Jeśli teoria ewolucji ma być nauką ścisłą a nie nekrofilną to przynajmniej powinna opierać się na zasadach logiki i nie podważać prawdopodobieństw.
Teoria ewolucji nie jest "nauką ścisłą". W ogóle nie jest nauką. Jest teorią naukową w obrębie nauk przyrodniczych, na tyle dobrze udokumentowaną, że możesz te wyliczenia atomów wziąć i schować, bo do niczego nie są przydatne na tym etapie poznania.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-10-2011 13:51 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Szacowana ilośc atomoów w obserwowalnym wszechświecie wynosi 10^88

A przez kogo szacowana? W literaturze przedmiotu najczęściej pojawia się liczba 1080 (o 8 rzędów wielkości - a więc, bagatela, sto milionów razy - mniejsza) i zwykle odnosi się ją do cząstek elementarnych - a to zdecydowanie nie to samo, co atomy .

>Ilość podstawowych reakcji chemicznych w obserwowalnym wszechświecie od jego powstania wynosi około 10^150

Jakim cudem??? Gdyby nawet przyjąć za dobrą monetę podawaną liczbę atomów i założyć, że każdy z nich przez cały okres od początku wszechświata co sekundę wchodził w jakąś reakcję chemiczną (co jest znaaaaacznie przesadzone) wówczas liczbę 1088 należałoby pomnożyć przez 432 339 120 000 000 000 (tyle dotąd upłynęło sekund przy założeniu, że Wszechświat liczy sobie 13,7 mld lat) wykładnik potęgi podnosząc o 18, co dałoby w przybliżeniu 4,3 x 10106 reakcji. Czyli (z dokładnością do rzędu wielkości) sto milionów miliardów miliardów miliardów miliardów razy mniej niż podawane przez Ciebie 10150.

>Ilość możliwych ustawień genów u podstawowej bakterii wynosi 10^90000

Długo tak możesz?
Pytam retorycznie . Wiem, że lubisz Duuuuuuuuuuuuuuuuże Liczby .

>Wszechświat nie miał czasu ani mocy obliczeniowej aby wypróbować choć ułamek tych możliwości

Toteż wcale nie wypróbował.

>gdyby działo się to tak jak sugerują ewolucjoniści.

Czyli, Twym zdaniem, jak?

>Ewolucja 'świadomie' omijała ślepe uliczki.

Jak widzę, przynajmniej w jednym wypadku fatalnie się jej nie powiodło...


Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron. (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
05-10-2011 07:55 
 Ocena-3 na 3
ryszarddwieserce (42 punktów)
>A przez kogo szacowana? W literaturze przedmiotu najczęściej pojawia się liczba 1080 (o 8 rzędów wielkości - a więc, bagatela, sto milionów razy - mniejsza) i zwykle odnosi się ją do cząstek elementarnych - a to zdecydowanie nie to samo, co atomy .
>Jakim cudem??? Gdyby nawet przyjąć za dobrą monetę podawaną liczbę atomów i założyć, że każdy z nich przez cały okres od początku wszechświata co sekundę wchodził w jakąś reakcję chemiczną (co jest znaaaaacznie przesadzone) wówczas liczbę 1088 należałoby pomnożyć przez 432 339 120 000 000 000 (tyle dotąd upłynęło sekund przy założeniu, że Wszechświat liczy sobie 13,7 mld lat) wykładnik potęgi podnosząc o 18, co dałoby w przybliżeniu 4,3 x 10106 reakcji. Czyli (z dokładnością do rzędu wielkości) sto milionów miliardów miliardów miliardów miliardów razy mniej niż podawane przez Ciebie 10150.
>Pytam retorycznie . Wiem, że lubisz Duuuuuuuuuuuuuuuuże Liczby .
>>Wszechświat nie miał czasu ani mocy obliczeniowej aby wypróbować choć ułamek tych możliwości
>Toteż wcale nie wypróbował.
>>gdyby działo się to tak jak sugerują ewolucjoniści.
>Czyli, Twym zdaniem, jak?
Zawyżyłem aby tacy jak ty nie czepiali się że nie doszacowałem - jak widać sens jest nieistotny, ważna jest precyzja oszacowania. Wystarczy zawyżyć - na korzyść ewolucji - a i tak znajdą się tacy co zmniejszą je i wykorzystają na rzecz ewolucji.
Jak? - tornado przechodzi przez lotnisko i ze złomu buduje samolot.

Gdyby materia miała skłonność do budowy materii ożywionej, tak jak sugerujesz - poprzez "nie wypróbowywanie" to ciągle mielibyśmy rozkwit nowych form (teraz łatwiej ze względu na dostępność materiału genetycznego) a i w laboratoriach z łatwością dochodziłoby do tworzenia życia z kamienia.
05-10-2011 09:01 
 Ocena 7 na 7
Przemek J. (3008 punktów)
W jednym zdaniu jednoznacznie pokazałeś, że wypowiadasz się na temat, o którym nie masz zielonego pojęcia:

>Jak? - tornado przechodzi przez lotnisko i ze złomu buduje samolot.

Dziwię się osobom, które jeszcze coś do Ciebie piszą, bo już dawno wykazałeś, że jesteś ignorantem głuchym na argumenty. Teraz jeszcze do tego dorzuciłeś trollowanie (pieniactwo) - czyli zajmowanie stanowiska w dyskusjach, o których temacie nie masz nawet wiedzy na poziomie podstawowym.
05-10-2011 11:36 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Jak? - tornado przechodzi przez lotnisko i ze złomu buduje samolot.
Po pierwsze - ewolucja tak nie działa.
Po drugie - tego typu "argumenty" już dawno skrytykowano, obalono i obśmiano.
P trzecie - zgadzam się z Przemkiem J. - nie masz pojęcia o ewolucji. Zacznij czytać coś prócz stronek kreacjonistycznych, a będziemy mogli pogadać.
Na razie miłego dnia i bez odbioru.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>>Jak? - tornado przechodzi przez lotnisko i ze złomu buduje samolot.
>Po pierwsze - ewolucja tak nie działa.
>Po drugie - tego typu "argumenty" już dawno skrytykowano, obalono i obśmiano.
>P trzecie - zgadzam się z Przemkiem J. - nie masz pojęcia o ewolucji. Zacznij czytać coś prócz stronek kreacjonistycznych, a będziemy mogli pogadać.
>Na razie miłego dnia i bez odbioru.
>
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

Gadacie jak kobiety tuż przed. "Ty mnie nie rozumiesz, to nie tak jak myślisz, jesteś nieczuły na moją literaturę"

Jedno pytanie,( z którym gdzieś zetknąłem się) do Was, znawców literatury przedmiotu:

Skoro ufasz teorii ewolucji, znaczy że przyjmujesz za prawdę stwierdzenia naukowców/filozofów, znaczy, niejawnie mówisz - są mądrzejsi ode mnie - a z tego wynika że jesteś mniej mądry od nich. Dalej, skoro twój umysł jest słabszy od ich umysłów to skąd pewność że dokonałeś słusznej oceny ich wiarygodności swoim słabym umysłem ?
07-10-2011 07:53 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Gadacie jak kobiety tuż przed. "Ty mnie nie rozumiesz, to nie tak jak myślisz, jesteś nieczuły na moją literaturę"

Dowcip ciężkawy raczej, powiedziałbym...

>Jedno pytanie,( z którym gdzieś zetknąłem się) do Was, znawców literatury przedmiotu:
>Skoro ufasz teorii ewolucji, znaczy że przyjmujesz za prawdę stwierdzenia naukowców/filozofów, znaczy, niejawnie mówisz - są mądrzejsi ode mnie - a z tego wynika że jesteś mniej mądry od nich. Dalej, skoro twój umysł jest słabszy od ich umysłów to skąd pewność że dokonałeś słusznej oceny ich wiarygodności swoim słabym umysłem ?

W ogóle nie przychodzi Ci do głowy, że ktoś może opowiadać się za teorią ewolucji nie dlatego, że "ufa" autorytetom, ale dlatego, że tę teorię po prostu rozumie?


Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron. (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
08-10-2011 20:13 
 Ocena-2 na 4
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Dowcip ciężkawy raczej, powiedziałbym...
Taki miał być. Zrozum, ciężko jest dyskutować z kolektywem Borg. Przychodzi jeden, obrywa, przychodzi następny itd.
Ciężko jest utrzymać logiczną ciągłość wypowiedzi skoro jeden kładzie nacisk na to następny na coś innego.
>W ogóle nie przychodzi Ci do głowy, że ktoś może opowiadać się za teorią ewolucji nie dlatego, że "ufa" autorytetom, ale dlatego, że tę teorię po prostu rozumie?

Meretseger twierdzi że teoria ewolucji nie jest teorią naukową. Więc co masz na myśli mówiąc, że "rozumiesz" ? - popularnonaukową legendę?

Primo: Musi ufać autorytetom - przynajmniej w zakresie prawdziwości faktów które przytaczają (a bywały fałszerstwa) - nie sądzę, że sprawdziłeś wszystkie wykopaliska i kości na które powołuje się prasa popularnonaukowa.
Secundo: 'Naukowcom' zajęło wiele lat doprowadzenie teorii ewolucji do obecnego stanu poznania. Tobie zrozumienie jak widać znacznie mniej.

Dla mnie każda nauka, która nie jest ścisła nie jest nauką. Stara sprawdzona metoda falsyfikacji jest jedyną na której w miarę racjonalnie można oprzeć poznawanie świata.
08-10-2011 20:49 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Zrozum, ciężko jest dyskutować z kolektywem Borg. Przychodzi jeden, obrywa, przychodzi następny itd.
Rozumiem, że mówisz o apostołach kreacjonizmu.
>Meretseger twierdzi że teoria ewolucji nie jest teorią naukową.
No i przesadziłeś. Tak jawne kłamstwo wymaga minusa.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
ryszarddwieserce (42 punktów)
>>Zrozum, ciężko jest dyskutować z kolektywem Borg. Przychodzi jeden, obrywa, przychodzi następny itd.
>Rozumiem, że mówisz o apostołach kreacjonizmu.
>>Meretseger twierdzi że teoria ewolucji nie jest teorią naukową.
>No i przesadziłeś. Tak jawne kłamstwo wymaga minusa.

Przyznaję, przesadziłem. Miałem na myśli -teorią nauk ścisłych - mój błąd.

Zwracam honor.
08-10-2011 22:02 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Dowcip ciężkawy raczej, powiedziałbym...
>Taki miał być.

Zważywszy autorstwo - obawiam się, że wręcz inny być nie mógł .

>Ciężko jest utrzymać logiczną ciągłość wypowiedzi

Widzę .

>Meretseger twierdzi że teoria ewolucji nie jest teorią naukową.

Nie zauważyłem, by gdziekolwiek tak twierdziła, a śledzę jej wypowiedzi bacznie.

>Primo: Musi ufać autorytetom - przynajmniej w zakresie prawdziwości faktów które przytaczają (a bywały fałszerstwa) - nie sądzę, że sprawdziłeś wszystkie wykopaliska i kości na które powołuje się prasa popularnonaukowa.

Środowisko naukowe wykształciło prawdopodobnie najlepsze, jakie istnieją, mechanizmy wzajemnej kontroli. Naprawdę nie ma potrzeby (nie mówiąc o tym, że nie sposób sobie nawet wyobrazić możliwości) własnoręcznego sprawdzania wszystkich doniesień.

>Secundo: 'Naukowcom' zajęło wiele lat doprowadzenie teorii ewolucji do obecnego stanu poznania.

Jak każdej.

>Tobie zrozumienie jak widać znacznie mniej.

Bo ona - co do ogólnych zasad - bardzo prosta jest.

>Dla mnie każda nauka, która nie jest ścisła nie jest nauką.

Jak bardzo cenisz sobie ścisłość, pokazałeś już przedstawiając swoje "oszacowania" liczbowe. Czterdzieści cztery rzędy wielkości w tę czy we w tę...
Dlatego właśnie dogadza Ci tłumaczenie, że ewolucja w jakiś magiczny sposób posiada zdolności jasnowidzenia?

>Stara sprawdzona metoda falsyfikacji jest jedyną na której w miarę racjonalnie można oprzeć poznawanie świata.

Nigdzie nie jest napisane, że tej falsyfikacji każdorazowo trzeba dokonywać osobiście - gdyby tak było, każdy - poza tuzinem amerykańskich astronautów - mógłby sobie twierdzić, że księżyc zrobiony jest z zielonego sera i nie sposób mu przeczyć byłoby.


Stopka specjalna, okolicznościowa, wyborcza
11-10-2011 14:02 
 Ocena 1 na 1
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Nigdzie nie jest napisane, że tej falsyfikacji każdorazowo trzeba dokonywać osobiście - gdyby tak było, każdy - poza tuzinem amerykańskich astronautów - mógłby sobie twierdzić, że księżyc zrobiony jest z zielonego sera i nie sposób mu przeczyć byłoby.
Ależ jest napisane. Podręcznik logiki. Rozumowa, zgodna z logiką i uczciwa wewnętrznie.
Wystarczy, że rozumem zweryfikujesz podawaną ci wiedzę i na pałę nie uwierzysz że ząb świni jest pasującym zębem do czaszki człowieka a odciski stóp człowieka obok odcisków stóp dinozaura niosą ważną informację.
12-10-2011 13:04 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Wystarczy, że rozumem zweryfikujesz podawaną ci wiedzę i na pałę nie uwierzysz że ząb świni jest pasującym zębem do czaszki człowieka
Wiedzy o tym, jakoby zęby świni pasowały do czaszki człowieka, jako żywo nikt nigdzie nie podaje.
>a odciski stóp człowieka obok odcisków stóp dinozaura niosą ważną informację.
Widziałeś takie? Bo ja nie. Widywałam jedne i drugie, ale nigdy obok.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
12-10-2011 20:14 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Widziałeś takie? Bo ja nie. Widywałam jedne i drugie, ale nigdy obok.
Bo nie była Pani w muzem kreacjonizmu w Kentucky
07-10-2011 08:08 
 Ocena 5 na 5
Przemek J. (3008 punktów)
Twoje wypowiedzi są tak żenujące, że nie widzę możliwości kontynuowania dyskusji z Tobą.

Pozdrawiam
07-10-2011 08:53 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Skoro ufasz teorii ewolucji,....
Spróbuj pojąć, że nie chodzi tu w żadnej mierze o zaufanie jakim np. wierzący obdarzają swoich guru i swoje wymyślone bóstwa. Spróbuj pojąć, że teoria ewolucji to jest opis (teoria) istniejącego procesu (ewolucji). Takie samo "zaufanie" ma tokarz do "teorii obróbki skrawaniem": jak da za duży skok noża to złamie czy spali nóż, albo tokarka stanie itp. I opis tych efektów (pożądanych czy nie) to jest teoria toczenia na tokarce.
Kumasz nareszcie?
I tak samo jak możesz stanąć przy tokarce i sprawdzić wszystko co mówi teoria o doborze parametrów toczenia (rodzaj i budowa tokarki, rodzaj noża, prędkości obrotów i posuwu, kąt natarcia itp.) tak samo możesz zostać naukowcem dowolnej dziedziny okołoewolucyjnej (genetykiem, paleontologiem, biologiem) i SPRAWDZIĆ jak to działa w rzeczywistości.

I pytanie za 100 punktów: nie wiesz czemu wierzący naukowcy katoliccy nie badają wafelka i zachodzących w nim zmian, choć to przecie dobry Bóg ich z Łaski wielkiej obdarza kawałkami swego penisa?
I, żebyś się nie męczył: głupawe gadki o Przeistoczeniu to nie jest teoria rzeczywistych procesów (nawet najcudowniejszych) - jakakolwiek zmiana zachodzi wyłącznie w głowach tych, którzy w te głupawe gadki wierzą (a nawet wśród katolików odsetek tak ciężkich naiwniaków maleje i maleje).

Wierzący nie mają żadnych dowodów na istnienie i działanie swojego Boga i nie mają żadnych dowodów na kreację czy stworzenie. Dlatego biedni, ogłupieni przez swych guru ludzie powtarzają jedyne na co ich intelektualnie stać - tę debilną historyjkę o samolocie na złomowisku.
PS. Jakbyś nie wiedział to poszerz zasób swoich "argumentów": jest jeszcze powiastka o zegarku znalezionym na pustyni.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
09-10-2011 16:48 
 0 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Spróbuj pojąć, że nie chodzi tu w żadnej mierze o zaufanie jakim np. wierzący obdarzają swoich guru i swoje wymyślone bóstwa. Spróbuj pojąć, że teoria ewolucji to jest opis (teoria) istniejącego procesu (ewolucji). Takie samo "zaufanie" ma tokarz do "teorii obróbki skrawaniem": jak da za duży skok noża to złamie czy spali nóż, albo tokarka stanie itp. I opis tych efektów (pożądanych czy nie) to jest teoria toczenia na tokarce.
>Kumasz nareszcie?
Skoro stosujesz analogię do tokarki to zapytam, gdzie jest konstruktor tejże? Sama się zrobiła i stworzyła procedury toczenia na sobie ?

>I pytanie za 100 punktów: nie wiesz czemu wierzący naukowcy katoliccy nie badają wafelka i zachodzących w nim zmian, choć to przecie dobry Bóg ich z Łaski wielkiej obdarza kawałkami swego penisa?

Nigdzie nie spotkałem się aby katolicki filozof czy nawet proboszcz uwłaczał w taki sposób oponentom. Zastąpie ich.
Nie wiesz czemu ateistyczni naukowcy tak namiętnie ssą penisa ewolucji?

>I, żebyś się nie męczył: głupawe gadki o Przeistoczeniu to nie jest teoria rzeczywistych procesów (nawet najcudowniejszych) - jakakolwiek zmiana zachodzi wyłącznie w głowach tych, którzy w te głupawe gadki wierzą (a nawet wśród katolików odsetek tak ciężkich naiwniaków maleje i maleje).

Tyle że te mechanizmy opisują nauki ścisłe. Nie znajdziesz ich w opracowaniach genetyków, paleontologów itp a to znaczy że Twoja literatura przedmiotu jest uboga. Jak na takiej skromnej wiedzy dochodzisz do tak potężnych wniosków egzystencjalnych jest wielką tajemnicą zacietrzewienia.
10-10-2011 11:45 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
> Skoro stosujesz analogię do tokarki to zapytam, gdzie jest konstruktor tejże? Sama się zrobiła i stworzyła procedury toczenia na sobie ?

Jak to się ma do tematu dyskusji? Zaczyna Ci brakować argumentów i zaczynasz pisać cokolwiek?

> Nigdzie nie spotkałem się aby katolicki filozof czy nawet proboszcz uwłaczał w taki sposób oponentom.

Widocznie masz bardzo mały kontakt ze światem rzeczywistym. Wystarczy przejrzeć to forum, żeby zobaczyć jak katolicy często i chętnie uwłaczają wszystkim, których nie potrafią przekonać swoim brakiem rzeczowych argumentów. Ty ich nie musisz zastępować, po prostu pokazałeś, że jesteś na podobnym, chamskim poziomie.

> Tyle że te mechanizmy opisują nauki ścisłe. Nie znajdziesz ich w opracowaniach genetyków, paleontologów itp a to znaczy że Twoja literatura przedmiotu jest uboga. Jak na takiej skromnej wiedzy dochodzisz do tak potężnych wniosków egzystencjalnych jest wielką tajemnicą zacietrzewienia.

O czym Ty w ogóle piszesz? Literatura dotycząca genetyki jest uboga? Jakie publikacje temu poświęcone znasz i jaką kontrargumentacją dysponujesz, żeby je podważać?
11-10-2011 09:36 
 Ocena 2 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Jak to się ma do tematu dyskusji? Zaczyna Ci brakować argumentów i zaczynasz pisać cokolwiek?
Co będąca środowiskiem sztucznym, precyzyjnie zbudowana tokarka , utworzona z wielu przemyślanych elementów,
wypełniona smarem i chłodziwem, starannie dobranymi wymiarami, równomiernie dostarczaną energią elektryczną, ma wspólnego z brutalnymi środowiskami naturalnymi, w których materia kształtowana jest na wszelkie możliwe sposoby...

>Widocznie masz bardzo mały kontakt ze światem rzeczywistym. Wystarczy przejrzeć to forum, żeby zobaczyć jak katolicy często i chętnie uwłaczają wszystkim, których nie potrafią przekonać swoim brakiem rzeczowych argumentów. Ty ich nie musisz zastępować, po prostu pokazałeś, że jesteś na podobnym, chamskim poziomie.
Kali pluje - wielce dowcipny erudyta, kalego opluwają - chamy i nieuki.

>O czym Ty w ogóle piszesz? Literatura dotycząca genetyki jest uboga? Jakie publikacje temu poświęcone znasz i jaką kontrargumentacją dysponujesz, żeby je podważać?

To i tak nic w twoim pojmowaniu rzeczywistości nie zmieni.
27-09-2011 17:47 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ewolucja jest celowa. Rekombinacje, mutacje, zapożyczenia działają celowo dlatego że przewidują przyszłość. Ewolucja w jakiś magiczny, obecnie nie znany sposób ma zdolności paranormalnego jasnowidzenia.

Wpadają tu na Forum różne nawiedzone oryginały i różniste, często już doprawdy Nieprzytomne, Idiotyzmy wypisują, ale Coś Takiego naprawdę trudno będzie przebić komukolwiek.
Gratulacje - naprawdę zasłużone Gratulacje .


Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron. (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
10-10-2011 09:02 
 0 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>>Ewolucja jest celowa. Rekombinacje, mutacje, zapożyczenia działają celowo dlatego że przewidują przyszłość. Ewolucja w jakiś magiczny, obecnie nie znany sposób ma zdolności paranormalnego jasnowidzenia.
>Wpadają tu na Forum różne nawiedzone oryginały i różniste, często już doprawdy Nieprzytomne, Idiotyzmy wypisują, ale Coś Takiego naprawdę trudno będzie przebić komukolwiek.
>Gratulacje - naprawdę zasłużone Gratulacje .
>
Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron. (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)

>
Przykładem celowości działania ewolucji jest eugenika

Budując podstawowe struktury enzymatyczne ewolucja wiedziała, że na ich bazie w przyszłości da się wykształcić istotę rozumną, która przeniesie mechanizmy doboru na wyższą płąszczyznę - poziom transcendentny względem biologi - EUGENIKĘ.
10-10-2011 11:37 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
Człowieku (zakładam, że nim jesteś), czy to w ogóle przeczytałeś co to jest ta eugenika?
Jak niby celowe działanie ludzi ma dowodzić celowości ewolucji?
To tak jakbyś napisał, ze woda gdy powstawała to wiedziała (sic!), że powstaną czajniki do jej gotowania.

> Budując podstawowe struktury enzymatyczne ewolucja wiedziała, że na ich bazie w przyszłości da się wykształcić istotę rozumną, która przeniesie mechanizmy doboru na wyższą płąszczyznę - poziom transcendentny względem biologi - EUGENIKĘ.

Zderzając ze sobą dwa atomy wodoru i jeden tlenu, gwiazda wiedziała, że w przyszłości powstanie czajnik, żeby można było tą cząsteczkę wody zagotować

Ewolucja to bardzo prosty proces (ten proces nie ma świadomości, nie potrafi świadomie przetwarzać informacji i podejmować celowych decyzji na podstawie przeprowadzonej analizy). Działa to (w pewnym uproszczeniu) tak:

1) Cecha A
2) Losowo pojawia się mutacja i powstaje A'
3) Osobnik z A' nie jest wstanie przetrwać w aktualnym środowisku i umiera, a tym samym A' znika, pozostają tylko osobniki z A wracamy do 1).
4) Osobnik z A' przeżył wystarczająco długo, żeby przekazać potomkowi geny z A'.
5) A' jest w tej samej sytuacji co cecha wyjściowa, wracamy do 1) z nowym założeniem : A'=A.

Nikt nie planuje. Nie ma założeń, analizy i wniosków. Albo coś na daną chwilę jest wystarczająco dobre, żeby przeżyć albo nie. Do tego dochodzi oczywiście cały łańcuch zależności, który powoduje, ze jedne geny (mutacje) propagują się szybciej inne wolniej, jedne się powielają coraz liczniej inne zanikają.
11-10-2011 09:56 
 0 na 2
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Człowieku (zakładam, że nim jesteś), czy to w ogóle przeczytałeś co to jest ta eugenika?
>Jak niby celowe działanie ludzi ma dowodzić celowości ewolucji?
Byłem lekko ironiczny. Wybacz że wprowadziłem w błąd.
Z jednej strony ewolucja wytwarza eugeników aby udoskonalić materiał genetyczny z drugiej religię i miłosierdzie dla ułomnych.
Niech ona się zdecyduje bo na razie to jedzie na wariackich papierach.

>To tak jakbyś napisał, ze woda gdy powstawała to wiedziała (sic!), że powstaną czajniki do jej gotowania.
>Zderzając ze sobą dwa atomy wodoru i jeden tlenu, gwiazda wiedziała, że w przyszłości powstanie czajnik, żeby można było tą cząsteczkę wody zagotować
Uproszczenie aby można było wejśc w obszar kpiny.

>Ewolucja to bardzo prosty proces (ten proces nie ma świadomości, nie potrafi świadomie przetwarzać informacji i podejmować celowych decyzji na podstawie przeprowadzonej analizy). Działa to (w pewnym uproszczeniu) tak:
>1) Cecha A
>2) Losowo pojawia się mutacja i powstaje A'
>3) Osobnik z A' nie jest wstanie przetrwać w aktualnym środowisku i umiera, a tym samym A' znika, pozostają tylko osobniki z A wracamy do 1).
>4) Osobnik z A' przeżył wystarczająco długo, żeby przekazać potomkowi geny z A'.
>5) A' jest w tej samej sytuacji co cecha wyjściowa, wracamy do 1) z nowym założeniem : A'=A.

Kompletna teoria abiogenezy powinna zawierać:
1. Powstanie pierwszych związków organicznych.
2. Ewolucja chemiczna, w wyniku której z prostych związków powstają polimery.
3. Samoorganizacja powstałych związków organicznych w replikujące się struktury.
4. Ewolucja biologiczna prowadząca do dzisiejszego zróżnicowania życia.
U kogo pojawia się cecha A - związek nieorganiczny?
A' pojawia się i automatycznie nosiciel posiadł metabolizm ?
Podaj przykład nabycia (wieloetapowo ale bez magicznych skrzynek) przez strukturę nieorganiczną cech metabolicznych.

Co było pierwsze metabolizm czy replikator?

Pamiętaj, nagromadzenie danych to jeszcze nie nauka.
11-10-2011 10:25 
 Ocena 2 na 2
Przemek J. (3008 punktów)
Co prawda już się pożegnałem, ale dorzuciłeś kolejny częsty błąd (bzdurę), który wymaga poprawienia: mylisz abiogenezę z ewolucją, po raz kolejny dowodząc swoje nieznajomości tematu.

Bywaj.
11-10-2011 10:56 
 0 na 4
ryszarddwieserce (42 punktów)
>Co prawda już się pożegnałem, ale dorzuciłeś kolejny częsty błąd (bzdurę), który wymaga poprawienia: mylisz abiogenezę z ewolucją, po raz kolejny dowodząc swoje nieznajomości tematu.
>Bywaj.
... powiedział profesor Antony Flew legendarny propagator ateizmu, główne ogniwo w ateistycznym łańcuchu łączące Bertranda Russella z Richardem Dawkinsem a na koniec powiedział "moja pielgrzymka od ateizmu do teizmu".

Korzystaj ile się da z Dawkinsa bo jak się nawróci będziesz musiał wykluczyć kolejnego nauczyciela z panteonu.

Solly Zuckerman po trwajacych całe dziesieciolecia badaniach dowodów kopalnianych dotyczacych ewolucji człowieka doszedł on do wniosku, że nie istnieje ludzkie drzewo rodowe - według niego, nauki dziela sie na bardziej i mniej "naukowe"; opierajace sie na konkretach lub tylko hipotezach. Do najbardziej konkretnych zaliczył dziedziny takie jak chemia i fizyka, niżej znalazła sie biologia i nauki społeczne. Po stronie "nienaukowej" umiescił on dyscypliny opierajace sie na "postrzeganiu pozazmysłowym", takie jak telepatia, koncepcja szóstego zmysłu i... ewolucja człowieka.
"Przechodzimy z pola prawd obiektywnych w takie dziedziny nauk biologicznych, jak
postrzeganie pozazmysłowe czy interpretowanie dowodów kopalnianych, gdzie dla wierzacych
wszystko jest możliwe - i gdzie głeboko wierzacy jest nawet w stanie uwierzyc w dwie wykluczajace sie rzeczy."

Paleoantropolog Tim White "Wszystkich nas frustruja pytania, na które nie potrafimy odpowiedziec - jak widać ty znasz odpowiedzi.

Henry Gee. W swojej ksiaące z 1999 roku, In Search of deep time, podaje on wiele przykładów ewolucjonistycznych
intryg dotyczacych ewolucji człowieka, która jest "jedynie wynalazkiem ludzi - stworzonym pózniej i uformowanym w oparciu o ludzkie uprzedzenia". Nie może byc ona niczym wiecej, ponieważ "wszystkie dowody na <ewolucje>, która odbywała sie 5-10 mln lat temu, zmiesciłyby sie w jednym małym pudełku."
"Wyszukanie kilku kopalin i stwierdzenie, że istnieje pomiedzy nimi pokrewienstwo, nie jest naukowa hipoteza, która może zostac przebadana. To tylko przypuszczenie, którego wartosc równa sie walorom bajki dla dzieci: dostarcza rozrywki, może byc pouczajaca, ale na pewno nie naukowa."
27-09-2011 19:45 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To, że zmiany ewolucyjne są ślepe, łatwo zaobserwować na licznych przykładach. Jak choćby zanik i powtórny powrót widzenia u niektórych gatunków ryb, które oślepły z uwagi na ciemność środowiska i znów wróciły do jasnego. Oczy, które zanikły nie mogły się znów otworzyć, musiały wyewoluować nowe, większym nakładem kosztów i najpewniej mniej doskonałe.
12-09-2011 17:46 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Cała specyfika toksoplazmozy polega na tym, że nosiciel jest pewny swoich przekonań. Wszelkie odczucia, wnioski i poglądy bierze za swoje.

Dobrze, byś miast opisywać opisane zależności jako pewnik, zacytował autora wymienionej pracy podkreślającego ich dyskusyjność (i na przyszłość podawał linki do cytowanych prac - ten obowiązek spoczywa na tobie, jako prace przywołującym):

Cytat:
These results are thought-provoking, but several caveats are important to consider when interpreting the data. Since this study is correlative, it is impossible to confirm causation (e.g. the analysis cannot reject the alternative interpretation that aggregate personality or cultural dimension alters risk of exposure), or to exclude the possibility of spurious results (i.e. non-causal correlations between aggregate personality and aspects of climate and culture that influence T. gondii transmission). In addition, the results only explain a fraction of the variation in two of the four cultural dimensions, suggesting that if T. gondii does influence human culture, it is only one among many factors. Studies on the effects of genetics and environment have found strong effects of both on individual personality (Eysenck 1990), and history is often thought to exert a strong influence on culture (Hofstede & McCrae 2004).
Furthermore, while using nations as a unit of replication is convenient and expedient, most nations are sufficiently ethnically diverse to be multimodal in personality and have within-country variation in prevalence.


Sama korelacja nie jest tożsama ze związkiem przyczynowo-skutkowym, chociaż - rzeczywiście - badania wciąż się na tym polu toczą.

Jednocześnie, jeśli chciałeś wspomnieć o postulowanym współudziale T.gondii w patogenezie schizofrenii, to istnieją już nowsze i pełniejsze źródła tematem się zajmujące, chociażby taki oto dostępny bezpłatnie tekst:

Cytat:
A number of questions remain concerning a role for Toxoplasma in the aetiology of schizophrenia, including the roles of strain variation, the timing and source of infection, and the role of host genes in determining disease susceptibility. The establishment of a firm association between Toxoplasma and the aetiology of schizophrenia and related disorders would represent a major breakthrough in the understanding of these disorders and would lead to novel methods for their treatment and prevention.


...z następującą konkluzją:

Cytat:
There is a growing body of epidemiological evidence indicating the likelihood of an association between exposure to T. gondii and increased risk of schizophrenia. Furthermore, recent studies of the genetics and neurobiology of Toxoplasma have started to unravel the physiological and evolutionary mechanisms by which Toxoplasma replication within the brain can lead to altered behaviour in mammals, thus providing the theoretical framework for the association between Toxoplasma infection and human neuropsychiatric diseases. There remain a number of unanswered questions regarding this association, most of which are related to the question of why most individuals with serological evidence of Toxoplasma infection are asymptomatic while a small number manifest the behaviour of psychiatric disorders. Likely factors are the genetic makeup of the host, the virulence of the infecting Toxoplasma organism, and the timing and route of infection. It is also possible that T. gondii is merely one of a number of possible stressors that can affect the developing brain in utero or during childhood development and lead to later psychosis in genetically susceptible individuals. The elucidation of these factors remains an important goal in the understanding of the overall role of Toxoplasma infection in human neuropsychiatric diseases and an important step in the eventual treatment of these disorders by anti-Toxoplasma agents.


Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365