 |
Nietolerancja katolickich rodziców potrafi uprzykrzyć życie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-12-2011 23:01 | stoya89 (16 punktów) | Nietolerancja katolickich rodziców potrafi uprzykrzyć życie
4 na 4 | Witajcie!
Mam niemały problem z przyznaniem się przed moimi rodzicami, że nie wierzę w Boga. Niby rozwiązanie jest proste: najlepiej powiedzieć prawdę, ale niestety nie wszyscy katolicy są przygotowani psychicznie na tego typu nowiny. Nieraz próbowałam zacząć rozmowę o moim stosunku do wiary, jednakże zawsze brakowało mi odwagi do postawienia sprawy jasno, gdyż już same napomknięcia kończyły się płaczem albo obrażaniem. Żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć mi życie rodzice często "przypominają" mi o wiecznym potępieniu niewierzących, głupocie ateistów, a także zasypują mnie katolickimi gazetkami, książkami, broszurami, itd. ażebym pogłębiała wiarę. Zrezygnowana, godzę się na chodzenie do kościoła "dla świętego spokoju". W święta nawet przyjmuję komunię (bez spowiedzi - do tego nie dam się zmusić nawet siłą), byle mi rodzice nie biadolili nad głową. Oczywiście czuję się z tym bardzo źle.
Powiedzcie proszę, czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście?
Powiedzcie jak Wasze otoczenie przyjęło wiadomość o zerwaniu z kościołem, jeśli wywodzicie się z katolickich rodzin?
Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Każdy człowiek jest inny, ludzie z którymi żyjemy są różni, sytuacje życiowe w relacjach z bliskimi, z którymi mieszkamy zawsze choć nieco odmienne, złożone i często skomplikowane. Trudno doradzać, a nuż ktoś z Twoich rodziców jest słabego zdrowia i zła rada... no nie będę kończył (pewnie aż tak źle nie jest), wstrząsa mną jednak to, że Ty masz 22 lata, jak podałaś. Gdybyś miała z piętnaście... 22... kiedyś trzeba dorosnąć i wziąć swoje sprawy w swoje ręce. Możesz czekać aż rodzice się zestarzeją i pomrą, ale gdzie Ty w tym wszystkim i Twoja wolność, Twoje prawo samostanowienia o sobie, Twoje poczucie spełnienia jako osoby, czyli prawo do bycia szczęśliwą sama ze sobą? A problem pewnie sam nie zniknie. Ja nie lubię kompromisów, zwłaszcza w takich tematach wyobraźni mi brakuje. Ja zawsze i wszędzie - kawa na ławę i zawsze było mi z tym dobrze. Ale ja to ja. To moje życie. O swoim, sama musisz zdecydowac i rozważyć. Może tutejsze panie Ci coś doradzą, bo mnie prowadzi podwojony testosteron w takich sytuacjach i zwyczajnie się nie cackam.
|
|
6 na 6 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Powiedzcie proszę, czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście?Nie ma. Dla prawdziwie katolickiej rodziny jedyny "kompromis" to sytuacja, w której zbłąkana owieczka powróci do wspólnej zagrody. Moja matka od 20 lat nie traci nadziei i nadal potrafi powtarzać, że "przecież jestem ochrzczona". Ostatnio ubzdurała sobie nawet, że - jak Szaweł - muszę być początkującym świętym, bo przecież to niemożliwe, żeby JEJ dziecko było ateistą ot tak po prostu bez głębszego metafizycznego sensu tegoż ateizmu. > Powiedzcie jak Wasze otoczenie przyjęło wiadomość o zerwaniu> z kościołem, jeśli wywodzicie się z katolickich rodzin?Przyjęło źle, płakało, straszyło, zaklinało się, wyzywało od komunistów, dzikusów, odmieńców itp. Odpowiadałam konsekwentnie, że: Ja nie wierzę w tego twojego boga, nie będę chodzić do kościoła, spowiadać się, modlić i czynić znaku krzyża. Po kilku miesiącach matka przestała próbować mnie zmuszać, chociaż do dziś próbuje mi wciskać jakieś książki religijne itp. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
 | 2 na 2 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > Moja matka od 20 lat nie traci nadziei i nadal potrafi powtarzać, że "przecież jestem ochrzczona".Ochrzczona - zawłaszczona. Cóż za piękny dar przymusowego chrztu nieprawdaż? Magiczne kropelki wody, hokus-pokus i świat już nie jest taki sam.  > Przyjęło źle, płakało, straszyło, zaklinało się, wyzywało od komunistów, dzikusów, odmieńców itp.Psychologia grupy. Każdy akt odstępstwa od pewnej konwencji obowiązującej w grupie jest odbierany jako zamach. Trwanie w morzu bzdur określanym mianem "tradycji" umacnia więź istniejącą w danej grupie i zwiększa jej urojone poczucie bezpieczeństwa. Każdy renegat budzi zaniepokojenie grupy i jej silną reakcję obronną. Opisana przez Ciebie reakcja osób religijnych wiąże się z tym, że mają oni zdefiniowany sens życia - czego racjonalista będzie unikał z uwagi na brak wiedzy. Ludzie religijni żyją w urojeniu, że życie ma konkretny cel, którego finałem ma być spotkanie z Bogiem. Jeśli negujesz ich koncepcję to zarazem kreujesz alternatywny dla nich wariant rzeczywistości. Gdy wierzący zabierają się za analizę Twojej wersji rzeczywistości to zaczynają miewać refleksje w rodzaju: "Przecież to niemożliwe, że zmarnowałem całe swoje życie żyjąc urojeniami". Wniosek: "Zatem muszę mieć rację i Bóg istnieje."> Po kilku miesiącach matka przestała próbować mnie zmuszać, chociaż do dziś próbuje mi wciskać jakieś książki religijne itp.Gorzej jeśli ktoś z rodziny panicznie się boi, że zostaniesz potępiona i spać przez to nie może. Niestety mam tak w mojej sytuacji i chwilami tracę rozum od tego szaleństwa. Co do książek... weź, a za każdą otrzymaną podaruj jedną od siebie. Trochę dyplomacji nie zaszkodzi
|
|
3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | - Tato, nie chodzę do kościoła. - Dobrze, że jesteś szczery.
Mój ojciec zawsze uważał, że szczerość jest bardzo ważna, a robienie czegoś na pokaz albo tylko dlatego, że ktoś tak chce jest bez sensu.
I jest normalnie. Zresztą dziadek i babcia też nigdy nie chodzą do kościoła i to dziadek lubił snuć historie o tym, który to papież zmarł na schodach burdelu. Nie wiem czy w mojej rodzinie jest coś katolickiego poza chodzeniem do kościoła i przyjmowaniem księdza po kolędzie. Moi rodzice są raczej typowymi wierzącymi umiarkowanymi antyklerykałami.
Dlatego właściwie nie wiem jak się odnieść do Twojej sytuacji. Moja dobra przyjaciółka miała podobną sytuację i po prostu chodzi do kościoła jak musi (zawsze rodzice ją zmuszali) i po prostu stara się utrzymywać status quo do czasu, aż się wyprowadzi.
Nie wiem czy jest możliwe kompromisowe życie. Jak rodzice nie respektują tego, że możesz mieć inne poglądy od nich... pozostaje chyba tylko czekać, aż dojrzeją do tego, żeby zrozumieć, że to nie koniec świata.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Zresztą dziadek i babcia też nigdy nie chodzą do kościoła i to dziadek lubił snuć historie o tym, który to papież zmarł na schodach burdelu.<
Jeżeli dziadek nadal snuje swoje historie to powiedz mu że żaden. Ale wielu było właścicielami burdelu. Na pocieszenie możesz podać mu te dwie autentyczne historie. 1.Jan X zmarł zadźgany nożem przez zazdrosnego męża który przyłapał go in flagranti gdy ojciec święty dorabiał mu rogi. 2.Paweł II (1464 bis 1471) zamiast Viagry przyglądał się torturowaniu nagich mężczyzn, dopiero wtedy zabierał się za swoich chłopczyków. Zmarł na skutek mors in paedicatio, śmierć w czasie stosunku homoseksualnego. Niektórzy historycy sądzę że był to zawał serca. Hhmmm... medycyna nie była jeszcze na dzisiejszym poziomie a hormony "grały".
|
|
|  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > Jeżeli dziadek nadal snuje swoje historie to powiedz mu że żaden.Jeśli żaden to zapewne ja źle zapamiętałem, a nie on źle opowiedział 
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
6 na 6 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Powiedzcie proszę, czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście? Nie ma. Wierzący nigdy nie zrozumieją niewierzącego. To im się w głowie nie mieści, że można nie zaklinać rzeczywistości przy byle okazji. A jak masz sobie poradzić w Twojej sytuacji? Wszystko zależy od Twojej samodzielności. Jeżeli mieszkasz z rodzicami i jesteś od nich zależna to nie radzę Ci zaczynać wojny. Żaden bóg nie jest tego wart. A jak się usamodzielnisz to będziesz mogła selekcjonować wydarzenia religijne w których weźmiesz udział. Jeżeli powiesz im, że nie wierzysz to najpierw stwierdzą ,że jesteś głupia, że to moda, że sama nie wiesz co mówisz, że ktoś ci zawrócił w głowie itd. Następnym etapem będzie wymuszanie podstępem udział w obrzędach typu: zamówiłam mszę za naszą babcię, źle się czuję ale chcę iść do kościoła więc chodź ze mną jako asekuracja, co ci szkodzi pójść do kościoła itd. Będą próbować do końca życia zmusić cię do wiary choć z czasem coraz rzadziej. Wszelkie otwarte wojny na temat boga powodują tylko niesmak i niesnaski, które przenoszą się potem na inne dziedziny życia. Potrafią zniszczyć wszelkie uczucia rodzinne. Najlepszą metodą jest usamodzielnić się i nie rozmawiać na temat religii. Pomijać milczeniem, robić uniki, ucinać dyskusję ale nie wypowiadać wojny.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
 | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >Nie ma. Wierzący nigdy nie zrozumieją niewierzącego. To im się w głowie nie mieści, że można nie zaklinać rzeczywistości przy byle okazji.
Alicjo, proszę nie generalizuj tak, to zwyczajna nieprawda.
|
|
|  | 4 na 4 | Alicja Duda (25557 punktów) | >>Nie ma. Wierzący nigdy nie zrozumieją niewierzącego. To im się w głowie nie mieści, że można nie zaklinać rzeczywistości przy byle okazji. >Alicjo, proszę nie generalizuj tak, to zwyczajna nieprawda. A spotkałeś wierzącego, który by zaakceptował na 100% twój ateizm i się z nim pogodził? Mam na myśli wierzących i praktykujących katolików. Bo ja nie. Mój ateizm jest ogólnie znany i to od wielu, wielu lat, ale i tak w tym roku dostałam masę życzeń świątecznych z odniesieniem do boga. Z zamawianiem mszy katolickiej za zmarłego tylko w tym roku spotkałam się w dwóch przypadkach(za jednego ateistę i jednego ewangelika). Nawet tym najbardziej wydawałoby się tolerancyjnych od czasu do czasu wyskakuje bóg jako straszak czy dobroczyńca.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>A spotkałeś wierzącego, który by zaakceptował na 100% twój ateizm i się z nim pogodził? >Mam na myśli wierzących i praktykujących katolików. Bo ja nie.
Ja tak. Raczej nie zadaję się z ludźmi, którzy maja pragnienie naprowadzania mnie na właściwą ścieżkę w jakiejkolwiek sprawie. Jeśli już coś, to niektórzy moi biedni wierzący znajomi muszą od czasu do czasu znosić wciąż jeszcze odzywającego się we mnie ewangelizującego bucerskiego ateusza, ale coraz skuteczniej z tym (mam nadzieję) walczę.
>Mój ateizm jest ogólnie znany i to od wielu, wielu lat, ale i tak w tym roku dostałam masę życzeń świątecznych z odniesieniem do boga. Z zamawianiem mszy katolickiej za zmarłego tylko w tym roku spotkałam się w dwóch przypadkach(za jednego ateistę i jednego ewangelika).
Że się nawet to często zdarza, to nie znaczy, że zawsze.
>Nawet tym najbardziej wydawałoby się tolerancyjnych od czasu do czasu wyskakuje bóg jako straszak czy dobroczyńca.
E. Cóż, ja zwyczajnie znam przypadki, że wcale nie. Dlatego dla mnie jest to nieuprawnione generalizowanie.
|
|
| |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | >>Alicjo, proszę nie generalizuj tak, to zwyczajna nieprawda. >A spotkałeś wierzącego, który by zaakceptował na 100% twój ateizm i się z nim pogodził? >Mam na myśli wierzących i praktykujących katolików. Bo ja nie.
Ja spotkałam. Mam takie osoby wśród znajomych.
Może to pochodna okolicy, w której mieszkasz lub kręgu znajomych?
|
|
 | 4 na 4 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Jeżeli powiesz im, że nie wierzysz to najpierw stwierdzą (...) że to moda (...)
Jak to słyszę to łapię się za głowę bo skrajna absurdalność niniejszego wywodu osób wierzących potrafi być bardzo przygnębiająca. Niestety ten argument pojawia się bardzo często. Wierzący nie potrafią przyjąć do wiadomości, że jeśli ktoś kładzie lachę na religię to ma do tego żelazne i w pełni racjonalne podstawy - dla nich odstępstwo od wiary to albo szczeniacki wybryk (bo to modne) albo ingerencja Szatana.
|
|
|  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) |
Cytat:Ci, którzy nazywają się ateistami, nie negują Boga, lecz wyznają, że Go stracili. Boją się Boga i chlubią się tym, że Go zabili, mając przy tym nadzieję, iż uśmiercili swój własny lęk. Nie czują Go już w swoim wnętrzu i ta wewnętrzna samotność każe im wyjść z siebie. Ale Bóg jest w nich, jak w każdym innym. Opoka - Materiały katechetyczne (za: Gabriella Biader, 50 pytań do Pana Boga) www.opoka.org.pl/
|
|
| |  | 5 na 5 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Ja sobie wypraszam, ja nikogo nie zabiłam - nie morduję jednorożców, krasnoludków ani żadnych innych mityków. Z pretensjami o bogobójstwo to do Kratosa, nie do ateistów.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | > Ja sobie wypraszam, ja nikogo nie zabiłam - nie morduję jednorożców, krasnoludków ani żadnych innych mityków.Ciężkie do ugryzienia raczej. Ateista to zagubiony wierzący. W dodatku wedle mody.  Zapytać takiego mądralę cytowanego przez liliac czy uśmiercił swój lęk mimo obecności w nim Allaha i tysięcy innych Bogów... to dopiero jest przygnębiające! Najczęściej wierzący NIE SŁYSZĄ takich pytań mimo wielokrotnych nagabywań, a kiedy już się ich przymusi do usłyszenia rozmowa się urywa, a potem wraca normalna katarynka. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52274 punktów) | . > Cytat:Ci, którzy nazywają się ateistami, nie negują Boga, lecz wyznają, że Go stracili. Boją się Boga i chlubią się tym, że Go zabili, mając przy tym nadzieję, iż uśmiercili swój własny lęk. Nie czują Go już w swoim wnętrzu i ta wewnętrzna samotność każe im wyjść z siebie. Ale Bóg jest w nich, jak w każdym innym. > Opoka - Materiały katechetyczne (za: Gabriella Biader, 50 pytań do Pana Boga)> www.opoka.org.pl/Żeby tylko tyle. Przecież nasze kochane katoliki, to mimozy wrażliwe na krytykę wszelaką i czują się obrażone jak ich wypociny bełkotem się nazywa. Jeden Boży Baranek się popisuje, a drugi pieje w zachwycie. Ło Boze! Jakie to mądre! Ciekawym co czuje Gabriella we wnętrzu swoim. Chyba nic i dlatego przychodzą na świat niepokalane intelektem różne materiały katechetyczne. "Naukowa" - (choć teraz już naukowa, gdyż można za taki bełkot nawet profesurę otrzymać) literatura katolicka w 3/4 składa się z takich mądrości, a jedna czwarta to publikacje katolickich intelektualitów, którzy poprzez parananaukowy ezoteryczny jezyk zaciemniają istotę ewidentnej głupoty. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
|  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | > >Jeżeli powiesz im, że nie wierzysz to najpierw stwierdzą (...) że to moda (...)> Jak to słyszę to łapię się za głowę bo skrajna absurdalność niniejszego wywodu osób wierzących potrafi być bardzo przygnębiająca.A ja się już nie łapię, choć rzeczywiście niezmiennie mnie to przygnębia. Sam raz w życiu uległem modzie kiedy jako 15-latek wydałem cały zarobek z wakacji na modne spodnie - wyć mi się chciało długie miesiące. Teraz wchodzę do sklepu po spodnie jak mi te z tyłka się podrą czy co i wychodzę po prostu w nowych jakie tam można nabyć. To taki przykład mojego ogólnego stosunku do mód wszelakich - celem wyjaśnienia. Kiedy zatem ktoś przy mnie zarzuci parcie na "ateistyczną modę" mówię (z przygnębieniem  ) coś w stylu: Człowieku, popatrz na siebie: masz kurtkę "jaką się nosi", szalik wiążesz "jak się wiąże", mało się nie skichasz jak zobaczysz, że nowa wersja samochodu ma światełka "jakie się wozi"... Tej "mody na ateizm" też sam nie wymyśliłeś tylko jak papuga powtarzasz to co jest modne do powtarzania w twoim kościele, do którego walisz w modnym tłumie... I ty śmiesz komuś zarzucać uleganie modom?!Kiedy zarzut mody jest skierowany pod moim adresem jest szczególnie zabawnie jako żem ateista z urodzenia. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | Wygląda to nieciekawie, skoro Ty nie dokonałaś coming-outu, a rodzice faszerują Cię agitkami i strachami. I chociaż sam namawiam najchętniej do postawy asertywnej, godnej i pogodnej tutaj raczej poprę wszystko o powiedziała Alicja Duda. I nie musisz sobie robić zbyt wielu wyrzutów - pamiętaj jak straszliwym upośledzeniem poznawczym i społecznym umysłu jest wiara. Wielu rodziców potrafi wykląć swoje własne dziecko (może nawet i zabić jak chciał to zrobić Abraham) nie mając szansy z racji słabości swych umysłów uwolnić się od tego zakażenia. Nie wiem jaki jest stan Twej wiedzy na tematy religii i wszystkich spraw okołoreligijnych, na pewno ugruntowana wiedza pozwoli łatwiej wypracować stanowisko, które nie będzie Cię kosztowało tyle wewnętrznych zgrzytów. Wesołych Świąt! 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | 4 na 4 | Miłosz Michałowski (1657 punktów) | To straszne, ale i zabawne w pewien makabryczny sposób, że z powodu absurdalnych idei (tak się składa, że zazwyczaj religii) ludzie potrafią odwrócić się od bliskiej osoby. Mógłbym w sumie podpisać się pod postem darkside'a. Też byłbym za pełną asertywnością - już w dzieciństwie bojkotowałem Kościół i religię. Nawet, jeśli poszedłem na mszę, to nigdy bez odpowiednio wyraźnego wyrażenia sprzeciwu, a później znudzenia. Ale samo dojście do ateizmu i późniejszy coming out były proste, bo moja matka nie jest zbyt wierząca. Oczywiście były typowe reakcje: - najpierw: "Jak to? To w co wierzysz?" - później: "Ale po ci to (apostazja), a jak będziesz chciał wziąć ślub. Po co robić "szum" i kłopoty? Ale kurz szybko opadł, matka była moim świadkiem w apostazji. Sprawę ułatwiła też jej niechęć do Kościoła (oparta na doświadczeniu), którą postawa proboszcza w trakcie apostazji tylko wzmocniła  . Moja babcia też nieźle zniosła sprawę, sama też nigdy specjalnie katolicka nie była, jest raczej wierząca "na ludowo". Za księżmi też nie przepada: wieloletnie doświadczenie  PS. To chyba temat na osobny post, ale skoro już wspomniałem: w bloku mojej babci zamieszkała młoda nauczycielka (ok. 30 lat), wynajmując mieszkanie dobrych znajomych babci, którzy się przeprowadzili. Wszyscy trochę się dziwili, że samotna, młoda kobieta wynajmuje 3 pokojowe mieszkanie za circa 1300-1400 zł/mc. Znajomi/sąsiedzi babci postanowili sprzedać mieszkanie, a pani nauczycielka stwierdziła, że nie muszą szukać kupca, ona je kupi. Dziwne, ale przecież możliwe. Niedawno jednak pani pedagog się rozmyśliła i rozpłakawszy się wyjaśniła sprawę: otóż mieszkanie opłacał jej ksiądz (albo dwóch, nie pamiętam  , który się z nią w nim spotykał  (Pani ta miała też bliżej nieokreśloną "posadę" w parafii, z której tez dostawała wynagrodzenie). Sprawa wyszła na jaw, ludzie się po cichu gotowali, notując każde odwiedziny księdza. Ale czar prysł, ksiądz z nią zerwał  i musiała się wyprowadzić, bo nie miała na czynsz i opłaty. Pardon dygresję. Wracając do tematu. Pójście na barykady nie jest raczej najlepszym wyjściem w twojej sytuacji. Niemniej optowałbym za tym, byś zachowała się dojrzalej od rodziców, którym religia przyćmiewa rozsądek; zadeklarowała się jasno jako niewierząca, przeczekała burzę, wyjaśniła, że twoja niewiara nie oznacza, że będziesz zjadać noworodki na śniadanie, że wartości moralne i etyczne czerpiesz spoza nauki Kościoła i nie są one gorsze, a wręcz wymagają większej (samo)odpowiedzialności (bez obietnicy jakiejkolwiek nagrody). Ale, ty znasz rodziców i sytuację najlepiej i musisz wybrać najlepsze dla siebie rozwiązanie. Ewidentnie jednak dotychczasowa sytuacja ci nie leży. Oczywiście należy brać pod uwagę rodziców, jak to zniosą etc. Ale musisz też brać pod uwagę siebie - dla mnie równanie wygląda tak - rodzice zachowują się niedojrzale i próbują ograniczać twoją wolność, uniemożliwiając, tudzież utrudniając decydowanie o sobie. Pewnie robią to w dobrej "wierze" i nie są świadomi skąd bierze się ta ich dobra "wiara o twe zbawienie". I pewnie nie dostrzegą tego sprytnego mechanizmu - swego czasu moja, jeszcze wierząca, dziewczyna argumentowała chęć ochrzczenia dziecko tak; to dla jego dobra=zbawienia. Na szczęście była w stanie dostrzec, że dobrobyt dziecka nie ma nic do rzeczy, chodzi o jej lepsze samopoczucie wynikające z zaspokojenia zachcianek jej wiary/Kościoła. Podobnie działa to z twoimi rodzicami. Mają tak silnie wpojone zasady ewangelizacji, że utrzymanie cię "w Kościele" uznają za działanie "z własnego serca" i dla twojego dobra. Możesz starać się to im wyperswadować, ale to raczej przegrana bitwa. Niemniej potraktuj ich jak dorosłych: nikt im nie narzuca postaw, ty też nie chcesz by oni tobie narzucali. Zatem: czy wolą byś była nieszczęśliwa po ich myśli, czy szczęśliwa po swojej myśli? Myślę, że rozsądek w końcu w nich wygra  Powodzenia.
|
|
|  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Ale kurz szybko opadł, matka była moim świadkiem w apostazji. Piękne, po prostu.
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) | >I nie musisz sobie robić zbyt wielu wyrzutów - pamiętaj jak straszliwym upośledzeniem poznawczym i społecznym umysłu jest wiara.
Po prawdzie - wydaje się być konsekwencją zupełnie normalnych i sprawnych cech kognitywnego aparatu człowieka.
>Wielu rodziców potrafi wykląć swoje własne dziecko (może nawet i zabić jak chciał to zrobić Abraham) nie mając szansy z racji słabości swych umysłów uwolnić się od tego zakażenia.
Współczuję dorastania w otoczeniu w którym zdarzali się tacy rodzice. Jesteś z Afganistanu?
|
|
2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >Powiedzcie proszę, czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście? Wydaje mi się, że najlepiej stosować metodę małych kroków. Powoli oswajać ich z tą myślą, wydzierać sobie przestrzeń po kawałku, łagodząc szok. Na początek można wspomnieć o wątpliwościach przy jednoczesnej deklaracji chęci pozostania przy praktykowaniu - to ich uspokoi, dla katolika samo praktykowanie jest ważniejsze od wiary - a potem stopniowo redukować te praktyki od minimum do zera.
|
|
6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > Żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć mi życie rodzice często "przypominają" mi> o wiecznym potępieniu niewierzących, głupocie ateistówSporządź sobie listę ateistów (uczonych, filozofów, ludzi znanych i szanowanych) i na każde napomknięcie o głupocie ateistów pytaj: "A XX też jest głupi?" Dodaj do tego, że niewierzący nie podlegają "wiecznemu potępieniu", tylko katoliccy zatwardziali grzesznicy. Jak kto sobie pościele... To religijni wymyślili piekło, niech więc mają, czego chcieli. > zasypują mnie katolickimi gazetkami, książkami, broszurami, itd. ażebym pogłębiała wiarę.Nie czytaj. Nie masz czasu, musisz się uczyć, masz inne lektury etc. Tak na marginesie - współczuję. Te piśmidła są niestrawne. > Zrezygnowana, godzę się na chodzenie do kościoła "dla świętego spokoju".Jeśli co tydzień, to rzeczywiście może być pewna uciążliwość. > Powiedzcie proszę, czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście?Niestety, nie. Nie można tego zrobić z rodzicami na zasadzie "ja przeczytam biografię ojca Pio, a wy 'Boga urojonego'". To nie zadziała. Rozumiem, że wciąż mieszkasz z rodzicami i jesteś od nich ekonomicznie zależna? To bardzo utrudnia odejście od niechcianych praktyk religijnych. Na razie rób to powoli, małymi kroczkami. Możesz czasem pójść z rodzicami do kościoła, jeśli sytuacja nie powtarza się co tydzień. Ja też bywam na ślubach i pogrzebach, z powodu więzi rodzinnych. Ba! Nawet łażę na wigilie rodzinne, składam życzenia, rodzina łamie się opłatkiem, a ja wyżeram resztki  Bardzo mi smakuje. > Powiedzcie jak Wasze otoczenie przyjęło wiadomość o zerwaniu z kościołem, jeśli wywodzicie się z katolickich rodzin?Przyjęło do wiadomości, aczkolwiek bez skakania pod sufit ze szczęścia. Nic nie mogli zrobić, postawiłam ich przed faktem dokonanym. Od 40 lat wiedzą, że jestem niereformowalna i żadne "nawracanie" na mnie nie działa, więc nawet nie próbują. Próbowali tylko nakłonić mnie do ślubu kościelnego, ale się uparłam, że nie i co mi mogli zrobić? Na temat ślubu mojej córki już nikt nic nie mówi (teściowie próbowali, ale się ich spacyfikowało  ). Jak już się usamodzielnisz, będzie Ci łatwiej.
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
4 na 4 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | Wiele powiedzieli moi przedmówcy, ja dodam od siebie tylko to: czytać, spotykać podobnych sobie i przede wszystkim odwiedzać Racjonalista.pl. Czytać artykuły, dyskutować na forum. Jest to doskonała odskocznia od codziennej dawki religijnej matni, o której piszesz. No i poznasz niebanalnych ludzi... Odwagi, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście?
Nawet dwa: panu bogu świeczka, a diabłu ogarek.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| asmodai (2845 punktów) | Daj, im do przeczytania Boga urojonego
|
|
 | 1 na 1 | Kamil1838 (521 punktów) | >Daj, im do przeczytania Boga urojonego > Katolicy są tacy, że wolą zginąć niż przeczytać bardzo inteligentną książkę jak "Bóg Urojony". Wolą czytać książki, które im niszczą mózg i wmawiają bzdury.
|
|
| wafelos (517 punktów) | Niestety mam tak samo. Teksty typu :'' Jak możesz być ateistą, jesteś niewdzięczny naszemu stwórcy, za dużo ze znajomymi spędzasz czasu , bierzesz od nich bezmyślne przykłady''. Szkoda że wśród mych znajomych jest tylko 3 ateistów i to ja byłem 1 z nich a pozostałą 2 namówiłem na ateizm.No ale cóż nie mogę jej winić , niedawno mojej mamie zmarła ciocia i brat w młodym wieku.Wiara że jest coś po śmierci że jest sprawiedliwość w postaci Boga to jedyna możliwość żeby nie zwariowała. Ona chce bym wierzył dlatego bo się boi o mnie że mogę zostać potępiony.
|
|
| Hubert Koziński (2 punktów) | Miałem ten sam problem z dziadkami od strony ojca, którzy są mocno prawicowi i religijni. Dla nich jest rzeczą niemożliwą i niepojętą, że ktoś "może w nic nie wierzyć". Powiedziałem prosto z mostu, nie wierze w boga, moje dzieci nie zostaną ochrzczone dopóki nie będą w pełni świadome tego na co się porywają i kropka.Dziadkowie byli wręcz oburzeni, ciągle chcieli przekonać mnie do wiary, jednak po kilku miesiącach odpuścili i znów jest "normalnie".
|
|
1 na 1 | stoya89 (16 punktów) |
Przez ukrywanie mojego prawdziwego stosunku do wiary, kłamstwa i robienie dobrej miny do złej gry, czuję się w jakiś sposób upokorzona, niedorosła, a także bezradna. Sprawa komplikuje się też z powodu mojego partnera, który chce dokonać apostazji. Matka odmawia w naszej intencji koronki, poza tym "współczuje głupoty" mojego chłopaka, przy czym właśnie ta katolicka troska i litość najbardziej mnie męczy. Natomiast ojciec z góry zapowiada, że jeśli w przyszłości miałoby dojść do ślubu cywilnego, to nie chce mnie więcej widzieć na oczy. Tak więc, mój związek dodatkowo powoduje ich wzmożoną czujność i mobilizuje do aktywnego przekonywania o wspaniałości wiary. Na szczęście, studiuję w innym mieście, dlatego mogę tam odetchnąć od tego katolickiego fanatyzmu.
Żałuję bardzo, że nie mam w rodzicach oparcia, a także partnerów do rozmowy. Szczerość póki co nie wchodzi w grę, bo pomimo tego, że ja jestem poszkodowaną stroną, nie chcę im sprawić bólu, a sobie przysporzyć dodatkowych nieprzyjemności. Na razie postaram się przeboleć tę trudną dla mnie sytuację. Będę dalej się uśmiechać, milczeć, słuchać, a w duchu myśleć swoje... W końcu nadejdzie moment, że zupełnie się usamodzielnię i...i wtedy powoli zacznę działać. Bardzo, bardzo Wam dziękuję za wszystkie opinie i rady. Pozdrawiam!
|
|
 | 1 na 1 | Lucas Nav (55 punktów) | >Przez ukrywanie mojego prawdziwego stosunku do wiary, kłamstwa i robienie dobrej miny do złej gry, czuję się w jakiś sposób upokorzona, niedorosła, a także bezradna. > Rozumiem tą sytuację doskonale. Moja matka o moim ateizmie dowiedziała się na Wielkanoc. Mimo że przygotowywałem ją do tego stopniowo to i tak zaniemówiła. Od jakiegoś czasu dawałem jej delikatnie do zrozumienia jak mnie irytuje religia, spowiedź, msze, głupota księdza w parafii itd. aż w końcu przestałem chodzić do kościoła (tak przed Bożym Narodzeniem zeszłego roku), matka jakoś to przebolała chociaż jak powiedziałem jej że nie chce chodzić do kościoła to zachowywała się jakbym kogoś zamordował dla paczki fajek :/ . W końcu przywykła, a później na Wielkanoc przyznałem się że jestem ateistą. Na początku myślałem że nie wytrzymam - to cholernie ciężkie wytrzymać uczucie zawodu jakie rodzic może żywić, ale wiedziałem, że jeśli chce być wolny muszę żyć samemu (brzmi to patetycznie jak w amerykańskim filmie, ale cóż). Teraz już traktuje mnie chyba normalnie.
>Żałuję bardzo, że nie mam w rodzicach oparcia, a także partnerów do rozmowy. > Tutaj nic nie mogę Ci poradzić. Mój ojciec religią się nie interesuje - do kościoła nie chodzi, chyba że jest chrzestnym czy coś takiego. Matka jest wierząca, ale nie fanatyczna więc jakoś przeszło.
>Na razie postaram się przeboleć tę trudną dla mnie sytuację. Będę dalej się uśmiechać, milczeć, słuchać, a w duchu myśleć swoje... W końcu nadejdzie moment, że zupełnie się usamodzielnię i...i wtedy powoli zacznę działać. > Nie radzę Ci się poddawać. Kiedy zobaczą, że wcześniej Ci przeszkadzały ich agitki, a teraz nie, to pomyślą, że wygrali i później będzie jeszcze gorzej. Dawaj im delikatnie (najsubtelniej jak możesz!) do zrozumienia, że religia nie jest dla Ciebie. Usamodzielnienie nic Ci nie da, chyba że zamierzasz odciąć się od rodziców i zerwiesz z nimi kontakty.
|
|
 | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | >Natomiast ojciec z góry zapowiada, że jeśli w przyszłości miałoby dojść do ślubu cywilnego, to nie chce mnie więcej widzieć na oczy. To bardzo, bardzo przykre, gdy rodzice nie kochają i nie akceptują dziecka... Bo ja to tak rozumiem - jako brak miłości. Gdyby moja córka zechciała nagle wywinąć numer i "nawrócić się" na wiarę katolicką, że ślubem i wszystkimi obrzędami, byłabym pewnie rozczarowana, ale nigdy, przenigdy nie powiedziałabym jej, że "nie chcę jej widzieć na oczy". Ja ją kocham i akceptuję jej wybory (zgodne z prawem). Starotestamentowy Jahwe, tatuś niejakiego Jezusa, nakazywał kamienować u bram miasta nieposłusznych synów. Ktoś, kto przedkłada tego psychopatę nad własne dziecko, jest niegodny szacunku. Wybacz, że tak rąbnęłam z wielkiego kalibru, być może Twój ojciec chce dla Ciebie dobrze, ale pamiętajmy, co jest wybrukowane dobrymi chęciami.
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
 | 1 na 1 | Karrien (5 punktów) | >Przez ukrywanie mojego prawdziwego stosunku do wiary, kłamstwa i robienie dobrej miny do złej gry, czuję się w jakiś sposób upokorzona, niedorosła, a także bezradna.
Ja też Cię rozumiem, bo sama jestem zmuszana do pójścia do bierzmowania. Już kilka miesięcy temu moi rodzice dowiedzieli się, jaki jest mój stosunek do wiary. I co zrobili? Od tamtej pory wymagają, żebym co niedziela chodziła do kościoła. Nie chodziłam. Tą godzinę spędzałam np. u koleżanki, w parku albo jeszcze gdzie indziej. Wiem, że tak nie mogłoby być wiecznie, ale zauważyłam, że chyba powoli ustępują. Sytuacja skomplikowała się, gdy nagle okazało się, że będzie u nas bierzmowanie (a miało być za 2 lata). Powiedziałam mamie, że nie chcę iść, a ona się rozpłakała. Ojciec nic o tym nie wiedział (nawet o bierzmowaniu). Minęło kilka miesięcy, a ja nie uzupełniałam indeksu (Ba! Ja go nawet nie miałam). Kilka dni temu wszystko wyszło na jaw i zaczęły się wyzwiska, najróżniejsze groźby (nawet moją śmiercią) itp. Powiedzieli nawet, że "nie chcą widzieć w tym domu" mojej przyjaciółki, która też do bierzmowania nie idzie. Tyle, że jej rodzice są niewierzący, więc się w pełni zgadzają. Oczywiście moi rodzice nazwali ich głupcami i mówili, że ich bardzo zła sytuacja finansowa wynika z ich niewiary. Skończyło się tak, że mam dalej uzupełniać indeks, zakupiony u księdza, chodzić na te wszystkie msze i dodatkowo w piątki rano, chociaż rzekomo nie muszę (wg księdza), choć dobrze by było.
Też czuję się przez to upokorzona. Przecież ja również płakałam i było mi bardzo przykro. Bierzmowanie to dla mnie nie tylko głupi papier i godziny stracone w kościele i na naukę pytań. To jest naruszenie mojej godności i zniewalanie mnie (tak, tak to właśnie nazywam).
Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, mówiąc im o mojej niewierze. Gdyby o tym nie wiedzieli, nie kazaliby mi tak często chodzić do kościoła. Bierzmowanie odbyło by się bez krzyków i płaczu. Tylko czy po kilku latach nie gryzłby mnie wewnętrzny psychiczny dyskomfort? Że nawet nie próbowałam się bronić...
Teraz chcą "zwiększyć kontrolę nade mną" - jak sami to nazwali. Usłyszałam, że mi ufali, a teraz to nie wiedzą czego mogą się już po mnie spodziewać. Że mogę nawet zacząć ćpać, a może już ćpam (a to ciekawe) albo coś jeszcze gorszego (zastanawiam się, co...).
Wracając do Twojej wypowiedzi, chyba każdy byłby zawiedziony. Ale bezradna nie jesteś. Jeśli rozmowy z nimi nie pomagają, to pozostaje Ci zerwać lub częściowo ograniczyć z nimi kontakt. To trudne, ale powinnaś wiedzieć, że jeśli jesteś już dorosła, masz partnera, a Twoi rodzice nadal chcą o Tobie decydować, to moim zdaniem będzie tak już zawsze (o ile Cię nie posłuchają). Kiedy (jeśli) będziesz miała dzieci, zażądają pewnie ich chrztu, potem komunii i tak dalej, a twojego partnera (jeśli nie weźmie z Tobą ślubu kościelnego) chyba nigdy nie będą akceptować ani być może tolerować. Z resztą, Twój ojciec już ci o tym dość dosadnie powiedział...
|
|
| Frank Holman (5897 punktów) | proponuje na poczatek wyszukiwac z internetu i prasy wszelkich mozliwych wiesci dyskredytujacych: niestety jest ich cale mnostwo: najbardziej znane pedofilia, komisja majatkowa itd. i zameczac rodzicow zobowiazaniami do rozmowy na ten temat, np. w stylu wytlumaczcie mi jak mozecie chodzic i modlic sie do takiego kosciola w ktorym sie dzieja takie rzeczy, ja nie daje rady mnie to obrzydza, slucham ! co macie mi do powiedzenia....?
|
|
| tom2010 (352 punktów) | A dlaczego twoi rodzice są wierzący? Czy wynika to z jakiś cech charakteru, czy jest to traktowane przez nich jako przynależność do klubu towarzyskiego, czy może "bo wszyscy tak robią"?
Np. moja mama ogólnie przyjmuje wiele informacji "nadprzyrodzonych" na "raczej tak", włącznie z jakimiś cudownymi uzdrowieniami, specjalnymi mocami niektórych ludzi, a także pozytywnym podejściem do innych religii. Można powiedzieć że to typ naturalnej tolerancyjnej politeistki. Co najciekawsze powyższe nie dotyczy spraw komercyjnych.
Mój tata natomiast z natury domyślnie nie wierzy w nic co mu się powie, jest nastawiony bardzo sceptycznie do wszystkiego. To że wierzy w religię katolicką to musi być jakaś pozostałość indoktrynacji w dzieciństwie. Wg mnie trzyma się ona dzięki stanom lękowym przed nieodbyciem formalności religijnych - udziału we mszy itp. Bez większego zainteresowania samą treścią merytoryczną przesłania katolicyzmu. Plus tak samo lękowej blokadzie umysłowej przed argumentami przeciwnymi religii.
Z tego co widzę, to chyba u większości ludzi jest to na zasadzie posłuszeństwa: Mieszko pierwszy nakazał ich ówczesnym przodkom być katolikami -> oni kazali być katolikami swoim dzieciom -> [...] -> dziadkowie danych osób kazali być katolikami ich rodzicom -> rodzice danych osób kazali im być katolikami.
|
|
 | | stoya89 (16 punktów) | >A dlaczego twoi rodzice są wierzący? Czy wynika to z jakiś cech charakteru, czy jest to traktowane przez nich jako przynależność do klubu towarzyskiego, czy może "bo wszyscy tak robią"?
Moja matka jest osobą przepobożną i wynika to z potrzeb duchowych, a nie z naśladownictwa sąsiadów czy przyzwyczajenia. Jeszcze nie tak dawno temu, zmusiła mnie do przeczytania wizji piekła św. Jana Bosko, abym wiedziała co czeka po śmierci niewierzących i grzeszników. Z wielką niecierpliwością oczekiwała mojej reakcji, ja tymczasem byłam zszokowana, że w takie fantastyczne rewelacje można wierzyć bez cienia wątpliwości i jeszcze oczekiwać od drugiej osoby, że się tym przejmie, ba, ulęknie! Poczułam niesmak i cała sytuacja była dla mnie żałosna. Co do ojca, to matka zaraziła go swoją dewocją. Raz próbowałam na poważnie porozmawiać z nimi o wierze i poprzez zadawanie pytań chciałam, aby sami dostrzegli, że wiara katolicka nie jest wolna od wad i nieścisłości. Pragnęłam, aby chociaż przez chwilkę zastanowili się nad sensem tego co wyznają. Jednak moje wysiłki były bezskuteczne - za argumenty brali dogmaty, które miały wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Przy tej rozmowie towarzyszyło obu stronom wiele nieprzyjemnych emocji: ja czułam się znużona, rodzice zniecierpliwieni i poirytowani, że muszą tłumaczyć oczywistości. Ich ignorancja i zaślepienie mnie przeraża, a także bezwzględność w szafowaniu złych opinii i ocen wobec ludzi o odmiennych przekonaniach. Nie jestem już nastolatką zdaną na łaskę rodziców, a jednak czuję lęk przed odrzuceniem, nawet jeśli nie mam w nich dostatecznego oparcia.
|
|
|  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | To musisz to wszystko jednak wziąć na przeczekanie, szkoda zdrowia. Później robić właśnie swoje, nie chce mi się wierzyć, że Cię odrzucą, chociaż pewnie będą mieć długo, jak nie zawsze, jakieś anse. Studiujesz w innym mieście, to nie jest tak źle. Olej to po prostu, nie wszczynaj dyskusji, z taką dewocją nie da rady. Jedno mnie zaciekawia, jak Ty się w tych obłąkanych warunkach uwolniłaś od wiary? Tata został totalnie zarażony, a Ty jak ocalałaś, czy raczej wyzwoliłaś się?
|
|
| |  | 5 na 5 | stoya89 (16 punktów) | > Jedno mnie zaciekawia, jak Ty się w tych obłąkanych warunkach uwolniłaś od wiary? Tata został totalnie zarażony, a Ty jak ocalałaś, czy raczej wyzwoliłaś się?Eh... Ja też byłam zarażona wirusem dewocji i to bardzo poważnie  Fakt, że wzrastałam w "obłąkanych warunkach" sprawił, że zachowywałam się przez pewien czas jak ascetka. Będąc nastolatką, zamiast cieszyć się życiem, wzięłam sobie na barki ciężar walki z szatanem i uwolnienia od mąk dusz czyśćcowych. Efekt tego postanowienia był taki, że pościłam o chlebie i wodzie w każdy piątek, spędzałam godziny na modlitwie i biegałam do konfesjonału z każdym najmniejszym grzechem byle mnie ksiądz uwolnił od tego nieznośnego ciężaru przewinienia. W końcu miałam tak wyprany mózg, ze dosłownie wszystko co mnie spotkało w życiu tłumaczyłam bożą opatrznością. Potem zaczęło się źle dziać z moją psychiką. Dążenie do duchowej świętości i walka ze złem doprowadziły, że żyłam w napięciu, nie opuszczało mnie poczucie winy (ciągle czułam się "niedoskonała"), a nawet zaczęły mnie dręczyć koszmary. Było więc bardzo źle. Od zagłady uratował mnie mój chłopak. Spotykałam się z nim wiedząc, że jest ateistą, ale zacierałam ręce z uciechy, że uda mi się go nawrócić. Wyprawa do Częstochowy, modlitwy, nagabywanie nie dawały jednak żadnego efektu - on nadal trwał przy swoim. Zaczęliśmy rozmawiać na temat wiary. Przez ponad rok docieraliśmy się ze sobą na tej płaszczyźnie. Efekt tych rozmów był taki, że on zasypywał mnie argumentami, których ja nie potrafiłam odeprzeć (tak, czułam się głupia). Okazało się też, że znajomi mojego chłopaka będący ateistami są świetnymi osobami, z którymi można porozmawiać na wiele interesujących tematów. Następnie podsunięto mi pod nos Dawkinsa i on też zrobił swoje... Proces wyzwolenia był długi, ale przynajmniej teraz mogę cieszyć się życiem bez widma ukrzyżowanego Jezusa przed oczami. Szkoda tylko, że jak wracam do domu to ciągle panuje tam ta duszna atmosfera katolicyzmu..
|
|
| | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Super, że na takiego chłopaka trafiłaś. Zrobiłaś bardzo dużo, z czegoś takiego szalonego wrócić na jasną stronę... niewielu się to udaje. Ja Ci radzę nie szarpać się z rodzicami, bo to nie ma sensu, układaj wasze relacje w miarę możliwości na innych płaszczyznach, a Twoje przyszłe życie, to, mam nadzieję, ten fajny chłopak. W końcu z rodzicami żyjemy tylko ze dwadzieścia parę lat, a później już zwykle kilkadziesiat z kim innym i to ta osoba jest numerem jeden w życiu, rodzice już wtedy zwykle z doskoku i okazjonalnie, choć oczywiście ważni. Ale już inaczej. Są sytuacje, układy w życiu, których nie da się zmienić i to warto dość szybko przyjąć do wiadomości i sobie odpuścić, a Twoi rodzice nie wyglądają w żaden sposób na osoby, choćby minimalnie reformowalne. Zwykle można się postawić, dyskutować, kłócić, powalczyć, ale tutaj to raczej nie ma sensu. Jak czytam o Twoich rodzicach, to narzuca mi się osoba Roberta Tekielego i... to po prostu, czuję niemoc. I nie ma sensu też żywić do nich jakieś żale. Tak czasami bywa. Trzeba z tym żyć. Osobiście cieszę się, że są osoby, które wracają z tak dalekiej podroży, to pomimo Twoich kłopotów bardzo optymistyczna historia. Pomyśl o tych, którzy nie mają tyle szczęścia, by wrócić z podobnego obłędu. Pozdrawiam i trzymaj się ciepło. Głowa do góry.
|
|
|  | 1 na 1 | tom2010 (352 punktów) |
Takie zachowanie zawsze mnie dziwiło. Typowi ludzie dorośli mają sprawnie działający mechanizm wykrywania oszustw i klasyfikacji danych na wiarygodne/niewiarygodne, prawdopodobne/nieprawdopodobne itp. Inaczej ciężko funkcjonować we współczesnym świecie, gdzie ciągle jesteśmy zasypywani różnego rodzaju ofertami i propozycjami. Zastosowanie tego mechanizmu klasyfikacji do informacji religijnych nie może mieć innego wyniku jak niewiarygodne i nieprawdopodobne, choćby ze względu na brak dowodów i łatwe do zidentyfikowania wzorce oszustwa np.: płać mi teraz, towar odbierz w "źaświatach" po śmierci; jestem nieomylny - sam tak twierdzę; jedynie ja mówię prawdę, inni którzy mówią praktycznie to samo co jak kłamią. Dzięki temu wielu ludziom po lepszym poznaniu religii zauważali jej wady i zostawali ateistami. Sławny przypadek to Dan Barker, który był pastorem i twórcą musicali religijnych. en.wikipedia.org/wiki/Dan_BarkerPrzyczyną mocnego światopoglądu mocno religijnego może być indoktrynacja w dzieciństwie. Podobno u ludzkich dzieci wyewoluował mechanizm szybkiego ładowania informacji i zachowań od dorosłych do pamięci, bez kontroli jakości tych informacji. To przyśpiesza zdobywanie umiejętności, ale skutkiem ubocznym braku zabezpieczeń jest możliwość złapania "wirusa myślowego" np. religii. Wycinek z National Geographics "Ape Genius" - dziecko naśladuje, szympans myśli: www.youtube.com/watch?v=pIAoJsS9Ix8 www.youtub(*)?v=nHuagL7x5Wc&feature=relatedJeżeli chodzi o rozmowy z typowymi wierzącymi to dobrym źródłem argumentów jest progam "Atheist Experience", dostępny m.in. na Youtube i w archiwum pod łączem jak poniżej, który polega na tym, że normalni wierzący dzwonią i albo zadają pytania, albo próbują przekonać prowadzących program ateistów. (Uwaga na skutki uboczne: ich poglądy w kwestiach zdrowia są fatalne i nie należy na nie zwracać uwagi). Takie rozmowy ze zwykłymi wierzącymi różnią się od popularnych debat z teologami. www.atheist-experience.com/
|
|
| nobodylikeyou (972 punktów) | > Powiedzcie proszę, czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście?Oczywiście że tak! Na początek radzę pokazać rodzicom ten filmik: www.youtube.com/watch?v=LlrQ4WGulXo  Jeśli mają choć trochę oleju w głowie to powyższy link + poniższe wersety: Ew. Marka 16:15-16 "Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony." Ew. Jana 3:36 "Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży." "Bez wiary nie można podobać się Bogu" - List do Hebrajczyków - dadzą im do zrozumienia że chrześcijaństwo tak jak każda religia powstała by trzymać w ryzach plebs. Albert Einstein - choć to może zły przykład, bo to Żyd przecie  powiedział kiedyś: "Nie wierzę w osobowego Boga i nigdy temu nie przeczyłem, przeciwnie, mówiłem o tym wyraźnie... Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, a którego cele są wzorowane na naszych własnych - krótko mówiąc, Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości." I chyba to powinno styknąć. Jeśli nie, należy zadać pytania i przytoczyć Słowo Boże.  1. Czy to nie św. Paweł nazywa niewolnictwo Wolą Bożą oraz stanem w którym rodzą się powołani do tego przez Boga ludzie? 2. Czy rolą kobiety nie jest służyć w milczeniu mężczyźnie? 3. Czy wreszcie każda władza pochodzi od Boga? (Nerona i Kaliguli pewno też  ) Jeśli dla chrześcijańskiego Boga bycie dobrym, uczciwym- lecz niewierzącym człowiekiem nie ma żadnego znaczenia i oznacza (w razie odejścia jako niewierzący) WIECZNE POTĘPIENIE to tym bardziej trudno mi w tak zawistnego i podejrzanie ludzko narcystycznego osobnika uwierzyć.Mo(j)żesz zacytować twoim bliskim tą odpowiedź. Najwyżej będzie później "tylko płacz i zgrzytanie zębami."
|
|
| Mikuś Frąckiewicz (616 punktów) | >Witajcie! >Mam niemały problem z przyznaniem się przed moimi rodzicami, że nie wierzę w Boga. Niby rozwiązanie >jest proste: najlepiej powiedzieć prawdę, ale niestety nie wszyscy katolicy są przygotowani >psychicznie na tego typu nowiny. Nieraz próbowałam zacząć rozmowę o moim stosunku do wiary, jednakże >zawsze brakowało mi odwagi do postawienia sprawy jasno, gdyż już same napomknięcia kończyły się >płaczem albo obrażaniem. Żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć mi życie rodzice często "przypominają" mi >o wiecznym potępieniu niewierzących, głupocie ateistów, a także zasypują mnie katolickimi gazetkami, >książkami, broszurami, itd. ażebym pogłębiała wiarę. >Zrezygnowana, godzę się na chodzenie do kościoła "dla świętego spokoju". >W święta nawet przyjmuję komunię (bez spowiedzi - do tego nie dam się zmusić nawet siłą), byle mi >rodzice nie biadolili nad głową. Oczywiście czuję się z tym bardzo źle. >Powiedzcie proszę, czy z tej sytuacji jest możliwe jakieś kompromisowe wyjście? >Powiedzcie jak Wasze otoczenie przyjęło wiadomość o zerwaniu z kościołem, jeśli wywodzicie się z >katolickich rodzin? >Pozdrawiam
Hmmm... ja mam 13 lat, ojca liberalnego katolika i mamę teistkę odcinającą się od Kościoła Katolickiego i mój ateizm w pełni zaakceptowali. Choć przyznam, byli nieco zdziwieni. Zresztą skoro masz 22 lata masz prawo robić coś chcesz, a rodzice nie mają prawa zmuszać cię do praktyk religijnych.
|
|
 | | Brzostowski (7067 punktów) | >Hmmm... ja mam 13 lat, ojca liberalnego katolika i mamę teistkę odcinającą się od Kościoła Katolickiego i mój ateizm w pełni zaakceptowali. Choć przyznam, byli nieco zdziwieni. Zresztą skoro masz 22 lata masz prawo robić coś chcesz, a rodzice nie mają prawa zmuszać cię do praktyk religijnych. To Ty ateista, z tolerancyjnej rodziny na religię chodzisz? Koniec świata!
|
|
| Brzostowski (7067 punktów) | Musisz zacząć manipulować rodzicami.
1. Mów im przy okazji rozmów, że bóg jako jakaś istota doskonała zapewne istnieje: miej na myśli np świat, a nie Boga znanego z Biblii. 2. Mów, że codziennie przed snem rozmawiasz z bogiem (modlitwy niekonwencjonalne). 3. Niechodzenie do kościoła zbywaj, późnym młodzieńczym buntem, albo dużą ilością nauki, itp. 4. Utrzymuj, że przekonujesz chłopaka do ślubu kościelnego, może po cywilnym się da przekonać (no wiesz jako żona będziesz miała większą siłę wpływu...) 5. Powtarzaj, że dekalog oraz przykazanie miłości Jezusa jest dla Ciebie kluczowe w życiu i kierujesz się tymi zasadami (co pewnie nie jest za bardzo niezgodne z prawdą), 6. Jeśli nie chcesz uczestniczyć w jakiś mszach, obrzędach itd - mów, że przecież w historii kościoła to sie wiele razy zmieniało i najważniejsze aby wierzyć i postępować wg zasad dekalogu.
Zawsze, przy konfrontacji, utrzymuj jednak że bóg istnieje.
I tak pomalutku, po malutku, wszyscy dadzą Ci spokój.
Znam jednego ucznia, któremu ojciec zabronił czytać racjonalistę. Ten jednak przekonał ojca, że prowadzi "ewangelizację" na forum, pokazując mu kilka swoich postów, które były faktycznie zgodne z przekonaniami chłopaka, ale dyskusyjne dla ateistów. Wyjaśnił, że "tych" aetistów to on tak sposobem podchodzi, żeby się nie zdradzić od razu, bo nie będą wtedy w ogólne czytać (no Ci ateiści). I latami czytał sobie racjonalistę "na legalu".
|
|
7 na 7 | Ronja (626 punktów) | Moja historia jest bardzo podobna do Twojej, stoya89. Też odeszłam od religii z powodu chłopaka, który ze mną dużo rozmawiał o religii - nawet nie z powodu niechęci do religii, tylko ze zdrowej ciekawości osobnika nigdy nie zainfekowanego tym wirusem - i nawet byłam wtedy w podobnym wieku co Ty  Też byłam wcześniej typem religijnej ascetki. Moje doświadczenia są takie: - Prędzej czy później wszystko wyjdzie na jaw. Myślę, że oszczędziłabym sobie dużo stresu, gdybym powiedziała moim rodzicom wcześniej, że porzuciłam katolicyzm. Choć z drugiej strony dobrze mi zrobił taki okres "odwyku", odzwyczajania się od religijnych nawyków i obrzędów, bez nacisków rodziny która nie wiedziała jeszcze wtedy o niczym (na szczęście nie mieliśmy w zwyczaju chodzić do kościoła razem, więc stosunkowo łatwo było udawać). - Możliwie szybko wyprowadzić się od rodziców na stałe i przejść na własne utrzymanie, gdy tylko pojawi się taka szansa. - Nie wdawać się z rodzicami w dyskusje o wierze. Choćbyś miała najlepsze na świecie argumenty, nie przekonasz ich. Takie rozmowy kończą się zwykle tym, że ja mówię o faktach, a oni o tym, czego pragnie bóg i co zaplanował  - Nie iść na żadne ustępstwa typu "pójdę na mszę dla świętego spokoju". Postawić sprawę jasno: nie i koniec. Każde ustępstwo to dla rodziców potężna nadzieja, że jednak wierzysz, tylko chwilowo wątpisz, i utrudnia im zaakceptowanie sytuacji. - Nastawić się na to, że Twoje relacje z rodzicami będą napięte przez dobre kilka lat, a może już zawsze. Że spotka Cię z ich strony dużo bólu, odrzucenie, cierpienie. Ale moim zdaniem to i tak jest zdrowsze i lepsze niż paranoidalny stan udawania. W moim przypadku było tak, że po około 3-4 latach rodzice zaczęli na powrót traktować mnie jak swoją córkę, odwiedzać mnie i mojego męża, zapraszać nas wspólnie do siebie itp., a wizyty nie kończą się już płaczem i histerią. Ale jak wyprowadzałam się od nich, to zabrałam ze sobą pamiątki z dzieciństwa i bliskie sercu inne rupiecie, bo byłam przekonana, że już nigdy tam nie wrócę.
|
|
1 na 1 | Ryszard Kluz (-3 punktów) |
Witam cię. To napewno nie jest łatwe. Ja byłem też wychowywany w rodzinie katolickiej.Tak jak ty chodziłem do kościoła dla spokoju.Ale to wsystko było dla mnie martwe.Gdzieś tam wiedziałem,że istnieje Bóg, ale to nie miało znaczenia.Przestałem chodzić do kościoła :skutek rodzina się odwróciła odemnie,poprostu byłem zdrajcą. Pewnego dnia spadłem z dachu z 12 metrów na chodnik,to długa historia.Wtedy Usłyszałem potężny głos;JEŚLI uwierzysz w mojego Syna dam ci nowe życie.Powiedziałem tak chcę tego.Nic mi się nie stało nie byłem nawet u lekarza.
Powiem ci tak;Bóg istnieje ale dał nam wolną wolę i nikogo do niczego nie zmusza.Ja znalazłem Boga ale nie w kościele katolickim.Uwierzyłem w Jeusa ale nie tego na obrazkach, żywego który uratował mi życie. Ja wiem że, Bóg cię kocha i jeśli go będziesz szukać to go znajdziesz ale nie w opłatku. Obawiam się, że tu będzie ciężko o kompromis.Bóg powiedział,że poznacie ich|prawdziwą rodzinę|po MIŁOŚCI.
Ja zostałem odrzucony przez rodzinę i znajomych. Ale zyskałem Boga. To w co wierzą twoi rodzice to jest religia ale prawdziwy Bóg cię nie odrzuci i uszanuje twą decyzję i będzie chciał cię zdobyć ale miłością a nie nakazami i zakazami.
Jeśli będę mógł ci jakoś pomóc to poprostu napisz, ja kiedyś też znalazłem ludzi obcych którzy mi pomogli i dzisiaj jestem szczęśliwym człowiekiem.
Ja życzę ci odwagi i wierzę,że znajdziesz drogę i prawdę tak jak ja znalazłem.
Powodzenia i pamiętaj,że jesteś bardzo cenna i wartościowa. \
|
|
 | 3 na 3 | wafelos (517 punktów) |
> Wtedy Usłyszałem potężny głos;JEŚLI uwierzysz w mojego Syna dam ci nowe życie.Powiedziałem tak chcę tego.Nic mi się nie stało nie byłem nawet u lekarza.Może uderzenie z 12 metrów w głowę spowodowało te ''boskie'' głosy?  Oczywiście za przeproszeniem nie chcę obrazić. No a co do tego lekarza , to że po takim upadku się nie poszło do niego to nie było mądre , mogło to być przecież jakieś uszkodzenie czaszki lub krwotok wewnętrzny.
|
|
 | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) |
Fascynująca historia z happy-endem. Jesteś szczęśliwy i zdrowy. Właściwie szczęście jest celem życia. Żeby je osiągnąć, jedni wspinają się po szczeblach w górę inni spadają w dół. Ty swój cel znalazłeś. Tylko czy jesteś pewien że to ten prawdziwy Bóg. Powiadasz "JEŚLI uwierzysz w mojego Syna dam ci nowe życie". Dlaczego Bóg sądził że nie wierzysz? Przecież ".Gdzieś tam wiedziałem,że istnieje Bóg". Nie pojmuję też Twoich rodziców, odrzucili cię dwa razy, przed i po upadku. Ale ciebie rozumiem. Przedstawiłeś tzw. "świadectwo". Daję ci plusa żebyś nie myślał że mam coś przeciw twojemu Bogu. I chciałem ci powiedzieć że jest tyle konfesji chrześcijańskich że starczy ci na wiele upadków.
|
|
 | | algis (179 punktów) | Gdzie ta sprawiedliwość skoro jedni spadają z dachu z 12 metrów i nawet siniaka na tyłku nie mają a inni giną z powodu braku wody czy jedzenia? Czy jak dziecko w Afryce kona z pragnienia to bóg oferuje mu butelkę wody w zamian za wiarę w syna bożego?
A co jeśli z podobnego dachu spadnie arab i powie, że ujrzał Allaha a ten ofiarował mu nowe życie? Co ma zrobić taki mały biedny ateista wobec tak oczywistych faktów potwierdzających istnienie boga? W którego boga ma wtedy uwierzyć? Może dokładnie zmierzyć wysokość obu dachów i wybrać boga, który interweniował przy tym wyższym?
Co do tematu to naprawdę nie zazdroszczę sytuacji. Sam matce też nie potrafię wytłumaczyć dlaczego chcę dokonać apostazji (mam na myśli, że ona nie potrafi tego zrozumieć). Tylko słyszę "po co ci to?", nie wiem jak do niej dotrzeć i nie proszę o radę bo wszystko co mogłem to jej już powiedziałem. Muszę dodać, że jestem pod wielkim wrażeniem tego, że ze stajnie krytycznego stanu jaki opisałaś wyszłaś na prosto, naprawdę gratuluję.
|
|
 | 1 na 1 | stoya89 (16 punktów) | Dawniej, kiedy byłam jeszcze owieczką chrystusową, prosiłam Boga o różne dowody na to, że jest przy mnie i "słucha" moich modlitw. Rzadko, ale zdarzały się sytuacje, które odczytywałam jako ewidentne znaki od Boga zaadresowane tylko do mnie. Dzisiaj patrzę na to z zupełnej perspektywy i wiem, że było to po części spowodowane zbiegiem okoliczności i nadinterpretacją pewnych zjawisk. Pańska historia niestety mnie nie przekonuje, bo już nie raz słyszałam podobne, ale oczywiście cieszę się, że obyło się bez uszczerbku na zdrowiu.
Parę lat temu, na rekolekcjach szkolnych zaproszono do nas zakonnicę, która miała młodzieży przybliżyć życie siostrzyczek za murami klasztoru. Pamiętam do dzisiaj jak piorunujące wrażenie wywarły na mnie jej słowa, że: czasami przy modlitwie czuje jak Jezus ją przytula (fizycznie!) i wlewa do jej serca ciepło, które rozchodzi się po całym ciele...
Jak widać wiara działa na różne zmysły człowieka: nie tylko wzrokowe i słuchowe, ale dotykowe również...
|
|
| Gapa (597 punktów) | Stoya89, czytam i nie wierze, choc moj tata mowil mi z jakimi problemami borykaja sie osoby "uzaleznione". Jesli dalej zbierasz rady, mnie sie nasuwa drastycznie. Wyprowadz sie z domu, zamieszkaj ze swoim chlopakiem. Najgorzej jest zawsze na poczatku. Pojdz do ksiedza i popros go by pomogl Twoim rodzicom, w uporaniu sie z Twoja odmiennoscia, a przynajmniej, zeby ich bardziej nie dobijal. Przesylaj listy do rodzicow, w ktorych opowiesz im jak bardzo ich kochasz, ale potrzebujesz wolnosci i ze szanujesz (o ile w tym przypadku mozna) ich nastawienie. Jesli, przepraszam, oni bardziej kochaja religie niz Ciebie to szkoda Twojego zycia. Ale jestem prawie pewna, ze po jakims czasie zobacza, ze stracili najwiekszego przyjaciela jakiego moze miec rodzic. Jesli zauwaza, moze bedzie mozna zaczac rozmawiac, albo neutralnie tylko rozmawiac o pogodzie?
Cokolwiek zrobisz powodzenia.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|