Chciałbym nawiązać do wątku -
www.racjonalista.pl/forum.php/s,599980 - założonego przez @Hagi. Zacytuję fragment:
"Marzę, żeby Bóg istniał. Nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich których na
ziemi wiąże miłość. Pragnę go dla mojej córki, żony, siostry, rodziców i
wszystkich którzy kiedyś będą musieli się ze sobą rozstać przez nieuniknioną śmierć."
Napisał, że pragnie boga dla córki. Rozumiem, że marzy o takim bogu dla swojej córki którego sam "kocha" i którego jej wybrał nim się jeszcze narodziła. Chociaż napisał, że egoizm jest źródłem wszelkiego zła, śmiem wątpić czy dostrzega, że przemawia przez niego "święty egoizm".
"Bóg jest obecny w moim życiu w niemal każdej chwili" - Wierzę @Hagi i nawet jestem pewny, że jest dla ciebie najlepszym powiernikiem. Żonę pewnie też kochasz ale to nie to samo. Z bogiem można porozmawiać o wszystkim. Można go wykorzystać jako pośrednika - Panie boże spraw żeby żona mnie bardziej kochała, bo ja nie potrafię tak z nią szczerze rozmawiać jak z tobą.
Żona @Hagi, żona jest tą istotą, która powinna być obecna w każdej chwili życia żonatego mężczyzny. Tak jak dla kobiety zwykle najważniejsze są dzieci, dla mężczyzny winna być kobieta. Mam synów i to samo im powtarzam.
@Hagi ja nie marzę o bogu. Moim marzeniem jest, bym to ja mógł być przy mojej żonie, gdy będzie umierać. Nie chcę by przeżywała moją śmierć. Wystarczy, że widziałem jej cierpienie po stracie naszego syna. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wiem,że ucieczka w wiarę jest największym tchórzostwem. Czy w tak trudnych chwilach, które z żoną przeżywaliśmy, czulibyśmy się lepiej wiedząc,że bóg nad nami czuwa? Sarkastycznie - Panbuczek kochany w chwili śmierci mojego syna czuwał nad innymi rodzicami którym akurat umarło dziecko. Dobrze, że nie musiał czuwać nad nami przez to jakieś inne dziecko się uratowało. Nie, nie mam pretensji do boga, mam pretensję, do ludzi,że takiego idiotę wymyśli. Po śmierci mojego syna naszło mnie zwątpienie, że może rzeczywiście ten wymyślony przez ludzi bóg istnieje, i wtedy zdałem sobie jasno jak nigdy przedtem sprawę, że właśnie tak to działa, tak zostało przez cwaniaków wymyślone, bym żył nadzieją, że kiedyś spotkam swojego syna. Może bym wtedy na nowo uwierzył, gdyby nie jeden mały fakt, że ta nadzieja nie będzie mi dana za darmo. Mogłem kupić nadzieję ku uciesze klechów ale czy przekupiłbym rozpacz? Po raz drugi odrzuciłem złudną wiarę. Ani żonie, ani mnie, ani moim pozostałym synom żaden bóg, żaden klecha nie pomógłby tyle ile wzajemnie sobie pomogliśmy. Zwróciliśmy się jeszcze bardziej ku... sobie.
Od tamtych chwil minęły dwa lata. Dzisiaj tym bardziej nie żałuję, że porzuciłem wiarę. Człowiek jest w stanie dostrzec o wiele więcej gdy "bóg" nie stoi na przeszkodzie.
Ten, czy inny @Hagi może zapyta, czy chciałbym spotkać syna na tamtym świecie.
Ja już się pogodziłem z tym, że mam Go tylko w pamięci i niech w niej pozostanie. Dla mnie to jest "tamten świat". "Świat" który będzie istniał póki ja żyję.