Racjonalista - Strona głównaDo treści
Epistemologiczny dowód na niewystarczalność nauki

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
08-02-2010 00:42Szemal (122 punktów)Epistemologiczny dowód na niewystarczalność nauki
Ocena 2 na 4
Czołem!

Z góry przepraszam, jeżeli już było. Szukałem po archiwum forum, ale nie znalazłem takiego wątku, a jestem ciekaw, jak się tu rozkładają głosy.

Z grubsza sprawa przedstawia się następująco:

Rozpocznijmy od modelu dedukcyjno-nomologicznego wyjaśnienia naukowego, przyjmując, że dobrze oddaje on intuicyjne rozumienie wyjaśnienia. W ramach tego modelu wyjaśnienie zajścia pewnego stanu rzeczy X polega na podaniu:
* zdania opisującego dany stan rzeczy: x
* zdania opisującego wcześniejszy stan rzeczy: y
* prawa ogólnego, tj. zdania pozwalającego na wydedukowanie x z y.

Prawem ogólnym będziemy nazywać dowolne zdanie zawierające terminy ogólne, które może być użyte do przeprowadzenia wyjaśnienia naukowego. Potwierdzanie praw ogólnych następuje poprzez predykcje, tj. generowanie zdań x-podobnych i obserwacje stanów y-podobnych, eksperymenty, tj. generowanie stanów rzeczy y-podobnych itd. W najogólniejszym sensie prawa ogólne zyskują ważność poprzez konfrontację z mnogością jednostkowych stanów rzeczy - dalej można rozróżniać na modele konfirmacyjne, falsyfikacyjne, modele a la verisimilitude Poppera itd., ale to nie ma tutaj większego znaczenia.

Problem 1. W ramach takiego modelu nie istnieje wyjaśnienie dla praw ogólnych, innymi słowy możliwe jest tylko wyjaśnienie, dlaczego zachodzi określony stan rzeczy, a nie przeciwny stan rzeczy, nie zaś, dlaczego działa jakiekolwiek prawo ogólne, a nie prawo przeciwne. Wyjaśnienie prawa ogólnego miałoby sens tylko wtedy, gdyby uznać prawo ogólne jako stan rzeczy, co prowadzi do - z grubsza - platonizmu.

Problem 2. W ramach takiego modelu nie jest możliwe mówienie o prawie ogólnym dotyczącym tylko jednego jednostkowego stanu rzeczy. Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy. (Nawet jeśli będziemy postulować "mnogość Wszechświatów" w modelach a la multiverse, wciąż - aby było sensowne w ogóle używanie pojęcia "mnogości Wszechświatów" - muszą mieć one coś wspólnego, co pozwala na orzekanie o nich wspólnie, przez co tworzą pewnego typu jedność logiczną, którą będziemy nazywać Wszechświatem.) Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata.

Inne problemy oraz ew. doprecyzowania później. To tylko luźna wersja spisana "na gorąco".

Pozdrowionka!
Szemal
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Marian (5438 punktów)

   A Twój problem to...?

   Pozdrawiam.
Marcus Platonicus (617 punktów)
Witam.

Podejmujesz ważne kwestie. I rzeczowo.
Zapraszam na Spotkania Kawiarni Filozoficznej PSR, a tymczasem do poczytania Protokołów z poprzednich Spotkań - np.
Protokół ze spotkania Kawiarni Filozoficznej P.S.R., z dnia 22 grudnia 2009 r. . Są od czerwca 2009 r.
A także poczytania innych moich wcześniejszych wypowiedzi. Jest na temat.

Tymczasem pokrótce nt. zadany:

>... W ramach tego modelu wyjaśnienie zajścia pewnego stanu rzeczy X polega na podaniu:
>* zdania opisującego dany stan rzeczy: x
>* zdania opisującego wcześniejszy stan rzeczy: y
>* prawa ogólnego, tj. zdania pozwalającego na wydedukowanie x z y.
>Prawem ogólnym będziemy nazywać dowolne zdanie zawierające terminy ogólne, które może być użyte do przeprowadzenia wyjaśnienia naukowego.

Nie tak. Prawem ogólnym jest pewna Relacja, zachodząca w Stanach Świata. Naszą Wiedzą możemy ją objąć, formułując abstrakcyjny Model, będący idealizacją - przybliżeniem własności Świata, zawierający jednak tą Relację. Opis w dowolnym (wystarczająco dobrym) języku tego Modelu - to jego Teoria. Są w nim i zdania opisu tej Relacji. Sposobów sformułowania tych Opisów (jak i języków) może być bardzo wiele. Prawo - Relacja jest natomiast jedno.

Tak samo przyczynowo - czasowe ujecie ww. jest zbytnim uproszczeniem.

>Problem 1. W ramach takiego modelu nie istnieje wyjaśnienie dla praw ogólnych, innymi słowy możliwe jest tylko wyjaśnienie, dlaczego zachodzi określony stan rzeczy, a nie przeciwny stan rzeczy, nie zaś, dlaczego działa jakiekolwiek prawo ogólne, a nie prawo przeciwne. Wyjaśnienie prawa ogólnego miałoby sens tylko wtedy, gdyby uznać prawo ogólne jako stan rzeczy, co prowadzi do - z grubsza - platonizmu.

Nieprawda. Dedukcyjne wyjaśnienia Praw bardziej szczegółowych ogólniejszymi, są powszechne. Np. spadek jabłek Prawami Galileusza, te Prawami Newtona, te Prawami Einsteina, te np. Prawami Teorii Strun. Prawa Ogólne, jako Relacje, są stanami rzeczy (rozumianymi szerzej - nie jako punkt, ale zbiór punktów). Platon temu nie szkodzi, a pomaga.

>Problem 2. W ramach takiego modelu nie jest możliwe mówienie o prawie ogólnym dotyczącym tylko jednego jednostkowego stanu rzeczy. Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy. (Nawet jeśli będziemy postulować "mnogość Wszechświatów" w modelach a la multiverse, wciąż - aby było sensowne w ogóle używanie pojęcia "mnogości Wszechświatów" - muszą mieć one coś wspólnego, co pozwala na orzekanie o nich wspólnie, przez co tworzą pewnego typu jedność logiczną, którą będziemy nazywać Wszechświatem.) Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata.

Nieprawda. Nasz Wszechświat jest jeden, ale w każdej chwili w innym Stanie (punktowym). Pozwala to tworzyć Wiedzę (jw.) o jego Prawach. Stąd - wyjaśniać jego wewnętrzną ewolucję (niedarwinowską!). Więcej - Modele są tworami czysto intelektualnymi. Stąd, mogą obyć się bez Wnioskowania Indukcyjnego z jakiejś licznej populacji. Na tej zasadzie można też wyjaśnić "Zajście Wszechświata". Oczywiście - tylko w sensie Modelu zmniejszającego liczbę stopni swobody - redukującego jego Aksjomatykę. Co wcale nie wyklucza możliwości wskazania Relacji weryfikowalnych empirycznie!

Również jest możliwe mówienie o Prawie Ogólnym dotyczącym tylko jednego jednostkowego Stanu Rzeczy. Przez Wnioskowanie Indukcyjne w populacji składników.

Przy okazji - nie nazywaj tym samym terminem całości i jej części ("Wszechświat")! To fatalny błąd metodologiczny.

I na koniec zasadnicza sprawa. Twój tytuł wątku to "dowód na niewystarczalność Nauki". Brzmi to niepokojąco. Tak standardowo zaczynają Teiści swój "dowód na wystarczalność Wiary". I Ty Brutusie? Jeśli tak - cofam zaproszenia.

    Pozdrawiam Racjonalistów, Marcus Platonicus.
08-02-2010 11:07 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Podejmujesz ważne kwestie.

Taaaa... że czemu istnieje raczej coś niż nic? A to mi ważna kwestia... .

>I rzeczowo.

Taaaa... bardzo:

>>... W ramach tego modelu wyjaśnienie zajścia pewnego stanu rzeczy X polega na podaniu:
>>* zdania opisującego dany stan rzeczy: x
>>* zdania opisującego wcześniejszy stan rzeczy: y
>>* prawa ogólnego, tj. zdania pozwalającego na wydedukowanie x z y.
>>Prawem ogólnym będziemy nazywać dowolne zdanie zawierające terminy ogólne, które może być użyte do przeprowadzenia wyjaśnienia naukowego.

1. Że żaba siedzi.
2. Że 5 minut temu też siedziała.
3. Że jak żaba siedzi, to potem też siedzi - wypisz-wymaluj: prawo ogólne wg Szemala.

>Przy okazji - nie nazywaj tym samym terminem całości i jej części ("Wszechświat")! To fatalny błąd metodologiczny.

Miło, że ktoś zauważył .

>I na koniec zasadnicza sprawa. Twój tytuł wątku to "dowód na niewystarczalność Nauki". Brzmi to niepokojąco. Tak standardowo zaczynają Teiści swój "dowód na wystarczalność Wiary". I Ty Brutusie?

No, przecież, Marcusie .
08-02-2010 14:14 
 Ocena 1 na 1
Szemal (122 punktów)
>>Podejmujesz ważne kwestie.
>Taaaa... że czemu istnieje raczej coś niż nic? A to mi ważna kwestia... .

Większość rozsądnych ludzi pogodziła się z niesatysfakcjonującym charakterem narracji religijnych. Większość rozsądnych matematyków pogodziła się z niezupełnością matematyki. Większość rozsądnych epistemologów pogodziła się z niewystarczalnością metody naukowej. Coś jednak powstrzymuje ludzi przed wyciągnięciem odpowiednich konsekwencji światopoglądowych - znacznie prościej jest przyjąć na wiarę którąś z dostępnych na rynku bajeczek: "Dobry Bóg domyka świat", "Nie ma tajemnic, są tylko zagadki dotychczas nierozwiązane przez naukę" itp.

>>I rzeczowo.
>Taaaa... bardzo:
>>>... W ramach tego modelu wyjaśnienie zajścia pewnego stanu rzeczy X polega na podaniu:
>>>* zdania opisującego dany stan rzeczy: x
>>>* zdania opisującego wcześniejszy stan rzeczy: y
>>>* prawa ogólnego, tj. zdania pozwalającego na wydedukowanie x z y.
>>>Prawem ogólnym będziemy nazywać dowolne zdanie zawierające terminy ogólne, które może być użyte do przeprowadzenia wyjaśnienia naukowego.
>1. Że żaba siedzi.
>2. Że 5 minut temu też siedziała.
>3. Że jak żaba siedzi, to potem też siedzi - wypisz-wymaluj: prawo ogólne wg Szemala.

Mniej więcej tak. Ani trochę lepsze i ani trochę gorsze niż "jak rzucisz kulkę, to potem spadnie". I nie wg Szemala, a wg Carla Hempla. W google trzeba wpisać "Hempel" i już jesteś erudyta.
08-02-2010 17:20 
 Ocena 1 na 1
Wojciech Hawryluk (784 punktów)

Witaj! Twoje wypowiedzi:
dlaczego działa jakiekolwiek prawo ogólne, a nie prawo przeciwne

Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata


mają nieco sugerujące znaczenie. A mianowicie sugerują, że istnieje jakaś przyczyna owych praw i zajścia wszechświata oraz że wszechświat miał początek. Na razie wiemy, co prawdopodobnie się działo ułamek sekundy po Wielkim Wybuchu. Chyba też nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Wielki Wybuch to jakiś absolutny początek, to raczej prawdopodobny początek znanego nam wszechświata. Nie wiemy czy wszechświat i zachodzące w nim prawidłowości miały jakąś przyczynę, mogły nie mieć.

Nie ma tajemnic, są tylko zagadki dotychczas nierozwiązane przez naukę

Cóż, raczej nigdy nie będziemy w pełni pewni swojej wiedzy empirycznej, gdyż jest ona tylko prawdopodobna - nie wiemy co się wydarzy w przyszłości z absolutną pewnością. Ale jak na razie nie ma skuteczniejszej od metody naukowej. Z osiągnięć nauki należy się cieszyć - taki banał. Historia pokazuje, że dawne tajemnice okazywały się zagadkami naukowymi, a że jak wspominałem przyszłości nie znamy... Także Twoje powyższe twierdzenie wcale nie jest dla mnie bajeczką. Raczej odwrotnie: twierdzenie, że istnieją tajemnice uważam za dogmatyczną bajeczkę. Pozdrawiam!
Szemal (122 punktów)
>Witaj! Twoje wypowiedzi:
> dlaczego działa jakiekolwiek prawo ogólne, a nie prawo przeciwne
>Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata

>mają nieco sugerujące znaczenie. A mianowicie sugerują, że istnieje jakaś przyczyna owych praw i zajścia wszechświata oraz że wszechświat miał początek. Na razie wiemy, co prawdopodobnie się działo ułamek sekundy po Wielkim Wybuchu. Chyba też nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Wielki Wybuch to jakiś absolutny początek, to raczej prawdopodobny początek znanego nam wszechświata. Nie wiemy czy wszechświat i zachodzące w nim prawidłowości miały jakąś przyczynę, mogły nie mieć.

OK. To bardzo po mojej myśli - nasze poznanie właśnie na tym polega, że cofamy się krok po kroczku w kierunku coraz dziwniejszych stanów rzeczy. Warto sobie jednak zadać pytanie, czy w ogóle teoretycznie możliwa jest sytuacja, że w tym cofaniu się dotrzemy do członu, który domknie nam powstający ciąg przyczyn i skutków w sposób naukowo satysfakcjonujący. Nie znam np. żadnej koncepcji wyjaśnienia naukowego, w której za sensowne uznaje się zajście stanu rzeczy, który nie miał przyczyny. Czy więc rzeczywiście "wszechświat i zachodzące w nim prawidłowości" mogły nie mieć przyczyny?
Jakkolwiek będziesz próbował "domknąć" system opisu świata, zasady skonstruowane z myślą o zjawiskach zachodzących *wewnątrz* tego świata okażą się załamywać. Z innych motywacji, ale na podobnej zasadzie, Wittgenstein skonstruował swoją tezę 5.61: "Logika wypełnia świat; granice świata są też jej granicami"; a później: "[aby orzec coś o świecie] logika musiałaby wyjść poza granice świata; musiałaby móc spojrzeć na nie także z drugiej strony".
Gdy pisałem wyżej, że musi z konieczności istnieć Tajemnica, miałem właśnie na myśli to, że dowolny system posiada swoje granice, których nie jest w stanie wytłumaczyć. To nie wydaje się zaskakujące w przypadku systemu aksjomatyczno-dedukcyjnego, który na tym fakcie pasożytuje; jeśli potraktuje się tą samą miarą nauki przyrodnicze traktowane jako składnik światopoglądu - i jeśli się zrówna wyjaśnienie z wyjaśnieniem naukowym - pojawi się dylemat: życie z niedomkniętym systemem albo uznanie istnienia niewyjaśnialnego.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pomyśl, że być może czas nie istniał od zawsze, lecz jest konkretnym układem poszczególnych elementów. A wtedy będziesz miał początek czasu "przed" (wraz i obok (?)) czasem i zupełnie inne pytania.
spray (5875 punktów)
>Pomyśl,
Dobra rada.
Zwłaszcza gdy chodzi o twierdzenie Goedla.
Szemal (122 punktów)
>Pomyśl, że być może czas nie istniał od zawsze, lecz jest konkretnym układem poszczególnych elementów. A wtedy będziesz miał początek czasu "przed" (wraz i obok (?)) czasem i zupełnie inne pytania.

Zauważ, że w poście, na który odpowiadasz, w ogóle nie było mowy o porządku czasowym. Idea, że czas jest "konkretnym układem poszczególnych elementów" (Pomijając już problem, co to sformułowanie właściwie znaczy? Kostka Rubika też jest konkretnym układem poszczególnych elementów.) niewiele tu pomaga. Zresztą, istnieją wcale ciekawe próby skonstruowania domknięcia czasowego "od wewnątrz", czyli z zachowaniem tej jednorodności metodologicznej, o którą mi chodzi, które i tak mają swoje poważne problemy.

Przykładowo, model kosmologiczny Gotta i Liego, gdzie zamiast początku czasu mamy coś a la plątaninę zamkniętych krzywych czasopodobnych i tym samym czas nie posiada dającego się wskazać początku. To już byłby krok do przodu, ale też nie rozwiązujący bardziej podstawowych problemów genetycznych. W tym akurat przypadku na geometrię czasoprzestrzeni musisz nałożyć pewną ilość ograniczeń, aby nie dopuścić do paradoksów fizycznych. W innych modelach "zamkniętych od środka", np. modelu kosmologicznym Hartlego-Hawkinga, tzw. "początek" również definiowany jest "od wewnątrz", w tym wypadku jako tzw. funkcja falowa wszechświata - ale mamy ten sam problem. Skąd niby się właściwie wziął ten propagator, który nam ową funkcję wygeneruje? Itd. itp. To wszystko miłe propozycje, ale najczęściej mają raczej postać matematycznego (żeby chociaż tyle... gorzej się robi, jak ktoś to przeprowadza tylko na poziomie werbalnym) podpierania muru podpórkami, które same domagają się podparcia.
Wojciech Hawryluk (784 punktów)
Nie jestem ani fizykiem ani matematykiem, ale niewiedza z jednej strony nie oznacza, że druga strona od razu ma rację Tak się pocieszam. Zakodowana niewiedza w dziś obowiązującej wiedzy (np. teoria nieoznaczoności) może rodzić pewien dyskomfort, ale nie widzę uzasadnienia, oprócz emocjonalnego, do przeskoku z tego powodu na religijne próby osładzania tej niewiedzy (np. używanie słowa tajemnica, w dodatku z dużej litery). Cóż poradzimy, że światło przy obserwacji elektronów zaburza ich układ. W tym przypadku chyba dosyć precyzyjnie znamy swoją niewiedzę. Wiedzę o prawdopodobnym rozmieszczeniu elektronów świetnie wykorzystujemy. Wkraczając na pole fantastyki - może w przyszłości wynajdziemy metodę obserwacji tej kwestii bez użycia światła... Z tego, że z dziś obowiązującej wiedzy wynika, że czegoś nigdy się nie dowiemy, nie wynika, że tego czegoś nigdy się nie dowiemy Powtórzę się, nie wiemy co przyniesie przyszłość, jakie odkrycia, teorie, rewolucje naukowe - to trochę w duchu Hume'a.
Powtórzę się znów: nie wiemy czy wszechświat miał początek i przyczynę. Wiemy tylko tyle, że prawdopodobnie miał miejsce Wielki Wybuch i znamy stan wszechświata na ułamek sekundy po. To jest wspominana przez Ciebie pokora poznawcza nauki. Rozpad atomu bodajże nie ma przyczyny. Choć, kto wie, może w przyszłości okaże się jednak że ma.
Piszesz o niedomkniętym systemie. Chodzi Ci o twierdzenia Godla? Tu jestem nieco zielony. Dowodzą one niezupełności arytmetyki. Matematykę uważam, za kilkoma filozofami, za narzędzie stworzone przez człowieka. O świecie, sama w sobie, nic nie mówi. Tu myśl zabawna laika. Nie można dowieść prawdziwości matematyki za pomocą matematyki, tak jak za pomocą szpadla nie udowodni się prawdziwości szpadla. Tylko trochę wątpię czy uzasadnione jest przejście ze świata dowodu matematycznego w świat dowodu empirycznego.
Za placownikiem, jestem za niedomknięciem systemu. Problemy nauki świadczą tylko o problemach nauki, nie dają one uzasadnienia do używania języka religijnego - przez swoją nieskuteczność. Przepraszam za lekki chaos wypowiedzi i pozdrawiam.
Szemal (122 punktów)
>Nie jestem ani fizykiem ani matematykiem, ale niewiedza z jednej strony nie oznacza, że druga strona od razu ma rację Tak się pocieszam. Zakodowana niewiedza w dziś obowiązującej wiedzy (np. teoria nieoznaczoności) może rodzić pewien dyskomfort, ale nie widzę uzasadnienia, oprócz emocjonalnego, do przeskoku z tego powodu na religijne próby osładzania tej niewiedzy (np. używanie słowa tajemnica, w dodatku z dużej litery). Cóż poradzimy, że światło przy obserwacji elektronów zaburza ich układ. W tym przypadku chyba dosyć precyzyjnie znamy swoją niewiedzę. Wiedzę o prawdopodobnym rozmieszczeniu elektronów świetnie wykorzystujemy. Wkraczając na pole fantastyki - może w przyszłości wynajdziemy metodę obserwacji tej kwestii bez użycia światła... Z tego, że z dziś obowiązującej wiedzy wynika, że czegoś nigdy się nie dowiemy, nie wynika, że tego czegoś nigdy się nie dowiemy Powtórzę się, nie wiemy co przyniesie przyszłość, jakie odkrycia, teorie, rewolucje naukowe - to trochę w duchu Hume'a.
>Powtórzę się znów: nie wiemy czy wszechświat miał początek i przyczynę. Wiemy tylko tyle, że prawdopodobnie miał miejsce Wielki Wybuch i znamy stan wszechświata na ułamek sekundy po. To jest wspominana przez Ciebie pokora poznawcza nauki. Rozpad atomu bodajże nie ma przyczyny. Choć, kto wie, może w przyszłości okaże się jednak że ma.
>Piszesz o niedomkniętym systemie. Chodzi Ci o twierdzenia Godla? Tu jestem nieco zielony. Dowodzą one niezupełności arytmetyki. Matematykę uważam, za kilkoma filozofami, za narzędzie stworzone przez człowieka. O świecie, sama w sobie, nic nie mówi. Tu myśl zabawna laika. Nie można dowieść prawdziwości matematyki za pomocą matematyki, tak jak za pomocą szpadla nie udowodni się prawdziwości szpadla. Tylko trochę wątpię czy uzasadnione jest przejście ze świata dowodu matematycznego w świat dowodu empirycznego.
>Za placownikiem, jestem za niedomknięciem systemu. Problemy nauki świadczą tylko o problemach nauki, nie dają one uzasadnienia do używania języka religijnego - przez swoją nieskuteczność. Przepraszam za lekki chaos wypowiedzi i pozdrawiam.

Ok. Starałem się unikać skojarzeń z religią. Słowo "Tajemnica" przez duże "T" miało raczej zasugerować "radykalną odmienność brzegu wobec wnętrza". Ja również nie mam nic przeciwko niedomkniętym systemom. Nie chciałbym jednak, żebyśmy pomylili ze sobą dwie rzeczy - (1) pola nieznanych jeszcze wyników naukowych, na które stale się powołujesz oraz (2) pola treści w ogóle nieznajdujących się w zakresie orzekania nauki jako takiej. Ja też jestem optymistą poznawczym. Sądzę, że kwestie typu braku "ostrej" przyczyny rozpadu radioaktywnego mogą zostać niedługo rozwiązane - albo obnażone jako artefakt kiepskiego języka teoretycznego. Z drugiej strony warto pamiętać, że ewentualny rozwój nauki nie sprawi, że będzie ona w stanie omawiać zagadnienia graniczne. Stąd moje uparte odróżnianie nierozwiązanych zagadek od tajemnic.

Może nieco jaśniej; podałeś przykład twierdzenia o niezupełności Goedla, to niech będzie na tym przykładzie. Twierdzenie to nie jest twierdzeniem z zakresu żadnej konkretnej dyscypliny matematycznej; raczej metamatematycznym. Nierozwiązaną zagadką matematyczną może być na przykład dowód hipotezy Riemanna - to fajny przykład, bo ta akurat zagadka jest warta obecnie milion dolarów. Zagadka wyrażona jest w języku matematyki i odpowiedzią na nią jest również pewien ciąg znaków wyrażony w języku matematyki - "z wewnątrz systemu". Nagroda też ma postać matematyczną: 1000000.

Goedel udowodnił twierdzenie głoszące, że każdy aksjomatyzowany system wystarczająco skomplikowany, by zawierać w sobie arytmetykę liczb naturalnych, jest albo niezupełny, albo sprzeczny. Ponieważ nie można mówić o własnościach systemów aksjomatycznych w języku tych systemów - nie możesz np. za pomocą słów "dodać" i "pomnożyć" oraz liczb naturalnych wyrazić logiki - Goedel udowodnił swoje twierdzenie, konstruując własny, baaaardzo abstrakcyjny, język metamatematyczny. Tak czy inaczej wykazał, że w ramach takiego systemu, np. zaksjomatyzowanej arytemtyki, *istnieją* zdania niedające się dowieść.

Goedel był jak taki meta-urzędnik imigracyjny, który wszedł na transatlantyk i powiedział: "Ktoś na tym statku jest nielegalnym imigrantem i jego pesel musi dać się skonstruować wg następujących reguł: ...".

To nie koniec przygody. W latach 70. zaczęły się pojawiać dowody, że OKREŚLONE twierdzenia są nierozstrzygalne w ramach systemu, w którym zostały wyrażone - np. tzw. problem Whiteheada, prościutkie twierdzenie z zakresu algebry abstrakcyjnej. Szlus - nierozstrzygalne. Krótko mówiąc, POŻAR W DOMU WARIATÓW. Zwróć uwagę, że formalna nieroztrzygalność oznacza ni mniej ni więcej, że po prostu NIE DOWIESZ się, czy to twierdzenie jest prawdziwe, czy nie, chociaż masz je napisane na tablicy w zrozumiałym języku sformalizowanej nauki, która chlubi się tym, że posiada formalne mechanizmy dowodzenia prawdziwości zdań. Równie dobrze mógłbyś chcieć zjeść własną twarz. Matematyka zawiera w swoich szeregach po prostu KOSMITÓW Z ANTYMATERII.

I teraz zauważ, że to nie jest coś, co jest po prostu "zagadką do rozwiązania", jak znalezienie współczynników równania kwadratowego. To jest organiczny problem z metapoziomu, który nie ma związku z wewnętrznym rozwojem tej nauki. To nie jest tak, że pewnego dnia ktoś powie: "Kochani, znalazłem rozwiązanie problemu Whiteheada. Trzeba było podstawić (x+1-1) pod (x) i się skróci".

Pewnie, słowo "Tajemnica" jest trochę pretensjonalne - ale znacznie lepiej oddaje istotę sprawy - przede wszystkim kwestię przekraczania poziomów. Myślę, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że wszystkie nasze miłe bezpieczne systemiki epistemologiczne rozłożone są na mokradłach otoczonych przepaścią. Twierdzenia o niezupełności i tym podobne to po prostu dowody na obecność Mrocznego Pasażera (pozdrowienia dla oczekujących na V sezon Dextera). I bądź tu racjonalistą.
12-02-2010 18:07 
 Ocena 1 na 1
Wojciech Hawryluk (784 punktów)
Przyznaję, moja odpowiedź będzie nieco po omacku przez to, że nie znam się zbytnio na matematyce, ale jestem ciekaw Twojej opinii na temat poniższego wywodu. Tym razem ograniczę się do problemu twierdzeń Gödla. Przyjmując, że matematyka jest tylko tworem człowieka (np. za Quine' em), narzędziem, swoistym językiem, a więc o świecie sama nie mówi nic, a tylko niektóre jej "zdania" mogą zostać zaprzęgnięte przez fizykę, problem "tajemnic" w twierdzeniach Gödla nie wydaje się aż tak znaczący. (Oczywiście zdaję sobie sprawę, że istnieją i matematycy - platonicy, sam Gödel nim był) Twierdzenia Gödla przypominają antynomie w języku (także i język sam w sobie nic o świecie nie mówi, a tylko jego niektóre zdania mogą to czynić). Potrafimy wymyślić takie zdania w języku, które także są nierozstrzygalne - jednocześnie fałszywe i prawdziwe, np. paradoks kłamcy. Rozwiązuje się ten problem np. metajęzykiem, ale i w każdym języku wyższego poziomu można zapewne stworzyć takie paradoksy. Pytanie tylko - po co? Z tego powodu, że niektóre zdania języka zdają się skutecznie opisywać świat, a inne właśnie są wewnętrznie sprzeczne, raczej nie wnosimy, że sam język jest jakąś tajemnicą. Puentę mam taką. Paradoksy językowe, dziwaczne twory ludzkie, nie nadają się do opisu świata. Nie wiem czy fizyka posługuje się w swoich teoriach nierozstrzygalnymi twierdzeniami matematycznymi. Jeśli nie, to twierdzenia Gödla wydają się nie tyle problemem nauki, a świadectwem tego że i w języku matematycznym możemy kreować kłopotliwe sformułowania. Można je wyjaśnić w języku wyższego poziomu. Pytanie: po co wymyślać paradoksy w języku tego wyższego poziomu, skoro nie przydadzą się nam one do skutecznego opisu świata? Jeśli natomiast istnieją teorie fizyczne zbudowane na takich twierdzeniach... Teorie fizyczne powinny być raczej wewnętrznie niesprzeczne... Pozdrawiam!
08-02-2010 19:56 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Coś jednak powstrzymuje ludzi przed wyciągnięciem odpowiednich konsekwencji światopoglądowych -

A jak, Twym zdaniem, miałyby wyglądać te odpowiednie konsekwencje światopoglądowe?

> znacznie prościej jest przyjąć na wiarę którąś z dostępnych na rynku bajeczek: (...) "Nie ma tajemnic, są tylko zagadki dotychczas nierozwiązane przez naukę" itp.

Szczerze mówiąc - nikogo poważnego tak twierdzącego nie spotkałem. Każdy, kto jest świadom istnienia horyzontów zdarzeń, nieoznaczoności kwantowej, twierdzenia Goedla, teorii Everetta czy choćby pewnych fundamentalnych ograniczeń języka wie, że pewne rzeczy (jak wszystko na to wskazuje) na zawsze pozostaną poza zasięgiem poznania.
Naukę można rozumieć jako system pozwalający eliminować sądy fałszywe - a to wcale niemało.

>W google trzeba wpisać "Hempel" i już jesteś erudyta.

Doradziłbym Ci używanie jeszcze paru innych sposobów .
Szemal (122 punktów)
>>Coś jednak powstrzymuje ludzi przed wyciągnięciem odpowiednich konsekwencji światopoglądowych -
>A jak, Twym zdaniem, miałyby wyglądać te odpowiednie konsekwencje światopoglądowe?

Jak już pisałem wyżej w odpowiedzi Wojciechowi Hawrylukowi, pojawia się dylemat: życie z niedomkniętym systemem albo uznanie istnienia niewyjaśnialnego. Zajrzyj do tego posta po niezbędny kontekst.
Cały ten wątek ma dotyczyć "niewystarczalności" nauki - jest w zasadzie skonstruowany z myślą o osobach, które zamierzają ufundować swój światopogląd na naukach i mają nadzieję, że to załatwia sprawę. Po lekturze forum zauważyłem, że takich osób jest całkiem sporo. Nic nie robi gorzej na psychikę i na racjonalizm niż poczucie samozadowolenia z wyznawanego systemu światopoglądowego. Mnie osobiście przeraża poziom irracjonalnej antyreligijności na tym portalu; uważam, że decyzja "uznanie istnienia niewyjaśnialnego" jest paradoksalnie racjonalniejsza od powiedzenia "nie widzę problemu".

>> znacznie prościej jest przyjąć na wiarę którąś z dostępnych na rynku bajeczek: (...) "Nie ma tajemnic, są tylko zagadki dotychczas nierozwiązane przez naukę" itp.
>Szczerze mówiąc - nikogo poważnego tak twierdzącego nie spotkałem. Każdy, kto jest świadom istnienia horyzontów zdarzeń, nieoznaczoności kwantowej, twierdzenia Goedla, teorii Everetta czy choćby pewnych fundamentalnych ograniczeń języka wie, że pewne rzeczy (jak wszystko na to wskazuje) na zawsze pozostaną poza zasięgiem poznania.
>Naukę można rozumieć jako system pozwalający eliminować sądy fałszywe - a to wcale niemało.
>>W google trzeba wpisać "Hempel" i już jesteś erudyta.
>Doradziłbym Ci używanie jeszcze paru innych sposobów .
No dobra.
08-02-2010 22:10 
 Ocena 6 na 6
placownik (17853 punktów)

>uważam, że decyzja "uznanie istnienia niewyjaśnialnego" jest paradoksalnie racjonalniejsza od powiedzenia "nie widzę problemu".

   Jeśli obydwie decyzje nie pociągają za sobą żadnych konsekwencji - nie widzę sensu w opatrywaniu którejkolwiek z nich etykietką racjonalnej. Można co najwyżej mówić o ich spójności z danym światopoglądem.

   Widzę problem "niedomykania się", ale nie widzę w tym problemu. Gdybym uznał "istnienie niewyjaśnialnego" mój światopogląd nie to, żeby się nie domykał. On były otwarty na przestrzał, a bogowie, boginki i strzygi leśne hulałyby po nim bez żadnych ograniczeń.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Szemal (122 punktów)
>>uważam, że decyzja "uznanie istnienia niewyjaśnialnego" jest paradoksalnie racjonalniejsza od powiedzenia "nie widzę problemu".
>   Jeśli obydwie decyzje nie pociągają za sobą żadnych konsekwencji - nie widzę sensu w opatrywaniu którejkolwiek z nich etykietką racjonalnej. Można co najwyżej mówić o ich spójności z danym światopoglądem.
>   Widzę problem "niedomykania się", ale nie widzę w tym problemu. Gdybym uznał "istnienie niewyjaśnialnego" mój światopogląd nie to, żeby się nie domykał. On były otwarty na przestrzał, a bogowie, boginki i strzygi leśne hulałyby po nim bez żadnych ograniczeń.
Niekoniecznie. Minimum, które z tego wynika, to zdrowa pokora poznawcza, która skutecznie blokuje rakowacenie zdrowego racjonalnego światopoglądu w irracjonalny fundamentalizm typu "nie istnieje nic poza materią" albo "nauka kiedyś wszystko wytłumaczy" albo "wszystkie systemy religijne są głupie". Boginki i strzygi leśne są wciąż poza bramami miasta z zupełnie innych powodów epistemologicznych.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To zależy jak definiować materię. Jeśli materia ma być przeciwieństwem "duchowego eteru", stwierdzenie, iż nie istnieje nic poza materią jest jak najbardziej prawdziwe. Zapewniam cię, że żadne duchowe etery (czy to biblijne, czy to koraniczne, czy to pseudopostchrześcijańskofilozoficzne) nie unoszą się nad nami. Ergo - są zagadki i absurdy. Zagadki lubię, absurdy odrzucam, chyba, że chcę napisać groteskę. Ale wiele już ich napisano.
Szemal (122 punktów)
>To zależy jak definiować materię. Jeśli materia ma być przeciwieństwem "duchowego eteru", stwierdzenie, iż nie istnieje nic poza materią jest jak najbardziej prawdziwe. Zapewniam cię, że żadne duchowe etery (czy to biblijne, czy to koraniczne, czy to pseudopostchrześcijańskofilozoficzne) nie unoszą się nad nami.

A jakoś uzasadniasz to zapewnienie, czy tylko tak mnie zapewniasz "po ojcowsku"?
09-02-2010 20:58 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Minimum, które z tego wynika, to zdrowa pokora poznawcza, która skutecznie blokuje rakowacenie zdrowego racjonalnego światopoglądu w irracjonalny fundamentalizm typu "nie istnieje nic poza materią" albo "nauka kiedyś wszystko wytłumaczy" albo "wszystkie systemy religijne są głupie".

   Rakowacenie zastąpiłbym rogowaceniem. Zjawisko jest mi znane, a Twoja ocena przyczyn nieodległa od mojej.

>Boginki i strzygi leśne są wciąż poza bramami miasta z zupełnie innych powodów epistemologicznych.

   I bogowie... Nie wiem jak w Twoim mieście, ale do mojego, mimo stale niedomkniętych bram, stwory te nie mają wstępu. Jest to mój, arbitralny i niezawisły wybór. Wybór ontologiczny. Jestem ateistą. Nie oczekuję od nauki wsparcia dla mojego wyboru. W zupełności wystarcza mi, że nie jest z nią sprzeczny. To różni mnie od agnostyka, który nauce "zawierza" w zupełności i nie znajdując w niej wsparcia, swój osąd/wybór "zawiesza".

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
setarkos (10757 punktów)
> (..) Gdybym uznał "istnienie niewyjaśnialnego", mój światopogląd nie to, żeby się nie domykał. On byłby otwarty na przestrzał, a bogowie, boginki i strzygi leśne hulałyby po nim bez żadnych ograniczeń.

Oj tam zaraz by hulały.. może ich wcale nie ma i bunkrów budować nie warto, może nie są ekspansywne, może wreszcie to je można tam, gdzie powstają pozamykać nieco.. ciekawe skąd się biorą..

Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>> (..) Gdybym uznał "istnienie niewyjaśnialnego", mój światopogląd nie to, żeby się nie domykał. On byłby otwarty na przestrzał, a bogowie, boginki i strzygi leśne hulałyby po nim bez żadnych ograniczeń.
>Oj tam zaraz by hulały.. może ich wcale nie ma

   Gdybym uznał ich istnienie?

>i bunkrów budować nie warto,

   Nie uznaję ich istnienia! W związku z tym nie muszę trudzić się budową żadnych bunkrów.

>może nie są ekspansywne, może wreszcie to je można tam, gdzie powstają pozamykać nieco..

   To naprawdę nie są moje problemy.

>ciekawe skąd się biorą..

   A to już pytanie, ciekawe, nie przeczę, do tych, którzy ich istnienie uznają.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Szemal (122 punktów)
>Witam.
>Podejmujesz ważne kwestie. I rzeczowo.
>Zapraszam na Spotkania Kawiarni Filozoficznej PSR, a tymczasem do poczytania Protokołów z poprzednich Spotkań - np.
> Protokół ze spotkania Kawiarni Filozoficznej P.S.R., z dnia 22 grudnia 2009 r. . Są od czerwca 2009 r.
>A także poczytania innych moich wcześniejszych wypowiedzi. Jest na temat.
>Tymczasem pokrótce nt. zadany:
>>... W ramach tego modelu wyjaśnienie zajścia pewnego stanu rzeczy X polega na podaniu:
>>* zdania opisującego dany stan rzeczy: x
>>* zdania opisującego wcześniejszy stan rzeczy: y
>>* prawa ogólnego, tj. zdania pozwalającego na wydedukowanie x z y.
>>Prawem ogólnym będziemy nazywać dowolne zdanie zawierające terminy ogólne, które może być użyte do przeprowadzenia wyjaśnienia naukowego.
>Nie tak. Prawem ogólnym jest pewna Relacja, zachodząca w Stanach Świata. Naszą Wiedzą możemy ją objąć, formułując abstrakcyjny Model, będący idealizacją - przybliżeniem własności Świata, zawierający jednak tą Relację. Opis w dowolnym (wystarczająco dobrym) języku tego Modelu - to jego Teoria. Są w nim i zdania opisu tej Relacji. Sposobów sformułowania tych Opisów (jak i języków) może być bardzo wiele. Prawo - Relacja jest natomiast jedno.

Hm. Piszesz, że Prawo ogólne jest Relacją zachodzącą "w Stanach Świata"; przypuszczam, że chodzi po prostu o tzw. stany rzeczy, czyli jakieś tam elementarne atomy ontologii, i relacje zachodzące między nimi? Wygląda też na to, że umiejscawiasz te relacje raczej po stronie świata niż po stronie opisu. Czyli np. pomiędzy dwoma cząstkami posiadającymi ładunek elektryczny występuje Relacja oddziaływania elektromagnetycznego, a Model Maxwella to Opis tejże Relacji, tak? Hm, a ta relacja istnieje materialnie? Czy ta relacja może być czegoś przyczyną lub czegoś skutkiem, tzn. czy można powiedzieć sensownie, że ta relacja coś spowodowała?

>Tak samo przyczynowo - czasowe ujecie ww. jest zbytnim uproszczeniem.
>>Problem 1. W ramach takiego modelu nie istnieje wyjaśnienie dla praw ogólnych, innymi słowy możliwe jest tylko wyjaśnienie, dlaczego zachodzi określony stan rzeczy, a nie przeciwny stan rzeczy, nie zaś, dlaczego działa jakiekolwiek prawo ogólne, a nie prawo przeciwne. Wyjaśnienie prawa ogólnego miałoby sens tylko wtedy, gdyby uznać prawo ogólne jako stan rzeczy, co prowadzi do - z grubsza - platonizmu.
>Nieprawda. Dedukcyjne wyjaśnienia Praw bardziej szczegółowych ogólniejszymi, są powszechne. Np. spadek jabłek Prawami Galileusza, te Prawami Newtona, te Prawami Einsteina, te np. Prawami Teorii Strun. Prawa Ogólne, jako Relacje, są stanami rzeczy (rozumianymi szerzej - nie jako punkt, ale zbiór punktów). Platon temu nie szkodzi, a pomaga.

Pomyliłeś poziomy. To, co piszesz, wciąż zachodzi na poziomie opisu - podałeś parę przykładów, gdy jeden opis został powszechnie uznany za szczególną wersję opisu ogólniejszego, trochę w sensie redukcji Nagela. To nie są wyjaśnienia działania pewnych praw (w przeciwieństwie np. do praw przeciwnych), lecz tylko językowe wyprowadzenia tych praw z innych praw.

>>Problem 2. W ramach takiego modelu nie jest możliwe mówienie o prawie ogólnym dotyczącym tylko jednego jednostkowego stanu rzeczy. Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy. (Nawet jeśli będziemy postulować "mnogość Wszechświatów" w modelach a la multiverse, wciąż - aby było sensowne w ogóle używanie pojęcia "mnogości Wszechświatów" - muszą mieć one coś wspólnego, co pozwala na orzekanie o nich wspólnie, przez co tworzą pewnego typu jedność logiczną, którą będziemy nazywać Wszechświatem.) Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata.
>Nieprawda. Nasz Wszechświat jest jeden, ale w każdej chwili w innym Stanie (punktowym). Pozwala to tworzyć Wiedzę (jw.) o jego Prawach. Stąd - wyjaśniać jego wewnętrzną ewolucję (niedarwinowską!). Więcej - Modele są tworami czysto intelektualnymi. Stąd, mogą obyć się bez Wnioskowania Indukcyjnego z jakiejś licznej populacji. Na tej zasadzie można też wyjaśnić "Zajście Wszechświata". Oczywiście - tylko w sensie Modelu zmniejszającego liczbę stopni swobody - redukującego jego Aksjomatykę. Co wcale nie wyklucza możliwości wskazania Relacji weryfikowalnych empirycznie!

Piszesz, że Modele są tworami czysto intelektualnymi i mogą się obyć bez poparcia indukcyjnego. Powołujesz się na pojęcie aksjomatyki, które dotyczy systemów aksjomatyczno-dedukcyjnych, które faktycznie nie mają żadnego związku z potwierdzaniem empirycznym. OK. Ale w jaki sposób chcesz zaprząc tego typu apriorycznie proponowane modele do wyjaśnienia "Zajścia Wszechświata"? Pamiętaj, że mówimy o konkretnym Wszechświecie: tym, który nam jest dostępny empirycznie, a nie o pewnego typu konstrukcie teoretycznym.

Chciałbym też wiedzieć, co masz na myśli, pisząc o modelu wyjaśniającym zajście Wszechświata opisującym "zmniejszanie się liczby stopni swobody" czy też "redukcję aksjomatyki". Czy w takim modelu istnieje jakieś wyjaśnienie dla treści tych aksjomatów, które pozostaną po redukcji?

>Również jest możliwe mówienie o Prawie Ogólnym dotyczącym tylko jednego jednostkowego Stanu Rzeczy. Przez Wnioskowanie Indukcyjne w populacji składników.

Mógłbyś podać jakiś przykład takiego prawa ogólnego?

>Przy okazji - nie nazywaj tym samym terminem całości i jej części ("Wszechświat")! To fatalny błąd metodologiczny.

Hm? Co tu jest częścią, a co całością?

>I na koniec zasadnicza sprawa. Twój tytuł wątku to "dowód na niewystarczalność Nauki". Brzmi to niepokojąco. Tak standardowo zaczynają Teiści swój "dowód na wystarczalność Wiary". I Ty Brutusie? Jeśli tak - cofam zaproszenia.

A tam zasadnicza. To tylko tytuł.
Marcus Platonicus (617 punktów)
Witam.

>Hm. Piszesz, że Prawo ogólne jest Relacją zachodzącą "w Stanach Świata"; przypuszczam, że chodzi po prostu o tzw. stany rzeczy...

Tak, utożsamiam. To tzw. Przestrzeń Stanu, inaczej Przestrzeń Konfiguracyjna. Relacja w niej - to podzbiór właściwy tej przestrzeni. Np. Paraboloida hiperboliczna w R^3. Jej Spełnienie - to występowanie empirycznych Stanów wyłącznie w tym podzbiorze.

>... czyli jakieś tam elementarne atomy ontologii...
A cóż to takiego???

>Wygląda też na to, że umiejscawiasz te relacje raczej po stronie świata niż po stronie opisu. Czyli np. pomiędzy dwoma cząstkami posiadającymi ładunek elektryczny występuje Relacja oddziaływania elektromagnetycznego, a Model Maxwella to Opis tejże Relacji, tak?
Dokładnie tak.

>Hm, a ta relacja istnieje materialnie?
Wedle życzenia. Jeśli Mąż i Żona umówią się, że ich Relacja Małżeńska dziedziczy po nich Materialność - to tak będzie. Ale przymusu nie ma.

>Czy ta relacja może być czegoś przyczyną lub czegoś skutkiem, tzn. czy można powiedzieć sensownie, że ta relacja coś spowodowała?

Nie inaczej. Każde zdarzenie w naszym Wszechświecie (i każdym innym, gdzie obowiązuje choćby jedno Prawo) jest skutkiem takich Relacji. To że myślimy, czytamy, piszemy, żyjemy - w szczególności. Np. każdy ruch jest skutkiem tego, że Relacja: F = m * a tworzy Paraboloidę hiperboliczną w R^3 = [m ⊗ a ⊗ F], przez co ustalenie F i m skutkuje jedyną możliwą wartością a.

Także - Relacje bardziej szczególne są podzbiorami (zanurzone) w bardziej ogólnych. Są więc ich Skutkami.

>Pomyliłeś poziomy. To, co piszesz, wciąż zachodzi na poziomie opisu - podałeś parę przykładów, gdy jeden opis został powszechnie uznany za szczególną wersję opisu ogólniejszego, trochę w sensie redukcji Nagela. To nie są wyjaśnienia działania pewnych praw (w przeciwieństwie np. do praw przeciwnych), lecz tylko językowe wyprowadzenia tych praw z innych praw.

A więc myślisz, że poprawna dedukcja w poprawnych Opisach może doprowadzić do konkluzji niepoprawnej? Nie. Implikacje śledzą Inkluzje! Relacje są pierwotne. Jak powyżej.

>Piszesz, że Modele są tworami czysto intelektualnymi i mogą się obyć bez poparcia indukcyjnego. Powołujesz się na pojęcie aksjomatyki, które dotyczy systemów aksjomatyczno-dedukcyjnych, które faktycznie nie mają żadnego związku z potwierdzaniem empirycznym. OK. Ale w jaki sposób chcesz zaprząc tego typu apriorycznie proponowane modele do wyjaśnienia "Zajścia Wszechświata"? Pamiętaj, że mówimy o konkretnym Wszechświecie: tym, który nam jest dostępny empirycznie, a nie o pewnego typu konstrukcie teoretycznym.

Jakoś pamiętam. Tak, jak robią to Badacze od tysiącleci. Np. Ptolemeusz, np. Sherlock Holmes. Wymyśla (odgaduje) Model: "Browna zabił Smith" (konkretny, konkretnego) i go sprawdza. Każdy Opis Modelu to jego Teoria, ufundowana na pewnej Aksjomatyce - zdaniach opisujących Relacje konstytutywne tego Modelu.

>Chciałbym też wiedzieć, co masz na myśli, pisząc o modelu wyjaśniającym zajście Wszechświata opisującym "zmniejszanie się liczby stopni swobody" czy też "redukcję aksjomatyki".

Np. to, co z powodzeniem (na swoje czasy!) zrobił Ptolemeusz - z wyjaśnieniem kinetyki ciał niebieskich (nie zajścia Wszechświata).

>Czy w takim modelu istnieje jakieś wyjaśnienie dla treści tych aksjomatów, które pozostaną po redukcji?

Dać palec, a głowę odgryzą!!! A nie wystarczy wyjaśnienie tych zredukowanych?!!! W psychiatrii to się nazywa Reakcja Kompulsywna. W społecznościach fundamentalistycznych teistycznie powodowana imprintingiem wczesnodziecięcej forsownej indoktrynacji.

>>Również jest możliwe mówienie o Prawie Ogólnym dotyczącym tylko jednego jednostkowego Stanu Rzeczy. Przez Wnioskowanie Indukcyjne w populacji składników.
>Mógłbyś podać jakiś przykład takiego prawa ogólnego?

Oczywiście. Np. wszystkie prawa ewolucji fizycznej gwiazd. Obserwacje widmowe, fotometryczne, paralaktyczne, itp. prowadzi się od półtora wieku - czyli w jednej chwili wobec miliardów lat ich życia. Wiedzę uzyskano przez Wnioskowanie Indukcyjne w populacji miliardów gwiazd - znajdujących się w różnych stadiach ewolucyjnych.

>>>... multiverse, ... "mnogości Wszechświatów" - ... tworzą pewnego typu jedność logiczną, którą będziemy nazywać Wszechświatem.
>>Przy okazji - nie nazywaj tym samym terminem całości i jej części ("Wszechświat")! To fatalny błąd metodologiczny.
>Hm? Co tu jest częścią, a co całością?

"Multiverse" - to całość, złożona z składowych Wszechświatów, którą również nazwałeś Wszechświatem.

>A tam zasadnicza. To tylko tytuł.
Zobaczymy.

    Pozdrawiam Racjonalistów, Marcus Platonicus.
Szemal (122 punktów)
>Witam.
>>Hm. Piszesz, że Prawo ogólne jest Relacją zachodzącą "w Stanach Świata"; przypuszczam, że chodzi po prostu o tzw. stany rzeczy...
>Tak, utożsamiam. To tzw. Przestrzeń Stanu, inaczej Przestrzeń Konfiguracyjna. Relacja w niej - to podzbiór właściwy tej przestrzeni. Np. Paraboloida hiperboliczna w R^3. Jej Spełnienie - to występowanie empirycznych Stanów wyłącznie w tym podzbiorze.
A, taki masz system. No ok.
>>... czyli jakieś tam elementarne atomy ontologii...
>A cóż to takiego???
Coś nie tak?
>>Wygląda też na to, że umiejscawiasz te relacje raczej po stronie świata niż po stronie opisu. Czyli np. pomiędzy dwoma cząstkami posiadającymi ładunek elektryczny występuje Relacja oddziaływania elektromagnetycznego, a Model Maxwella to Opis tejże Relacji, tak?
>Dokładnie tak.
>>Hm, a ta relacja istnieje materialnie?
>Wedle życzenia. Jeśli Mąż i Żona umówią się, że ich Relacja Małżeńska dziedziczy po nich Materialność - to tak będzie. Ale przymusu nie ma.
A tak serio?
>>Czy ta relacja może być czegoś przyczyną lub czegoś skutkiem, tzn. czy można powiedzieć sensownie, że ta relacja coś spowodowała?
>Nie inaczej. Każde zdarzenie w naszym Wszechświecie (i każdym innym, gdzie obowiązuje choćby jedno Prawo) jest skutkiem takich Relacji. To że myślimy, czytamy, piszemy, żyjemy - w szczególności. Np. każdy ruch jest skutkiem tego, że Relacja: F = m * a tworzy Paraboloidę hiperboliczną w R^3 = [m ⊗ a ⊗ F], przez co ustalenie F i m skutkuje jedyną możliwą wartością a.
F = m * a tworzy paraboloidę hiperboliczną? Jak?

>Także - Relacje bardziej szczególne są podzbiorami (zanurzone) w bardziej ogólnych. Są więc ich Skutkami.
Ale to jednak inny typ skutkowania niż to odnoszące się do stanów rzeczy, tylko nazwa ta sama. Konsekwencje aksjomatów też można nazywać ich skutkami...

>>Pomyliłeś poziomy. To, co piszesz, wciąż zachodzi na poziomie opisu - podałeś parę przykładów, gdy jeden opis został powszechnie uznany za szczególną wersję opisu ogólniejszego, trochę w sensie redukcji Nagela. To nie są wyjaśnienia działania pewnych praw (w przeciwieństwie np. do praw przeciwnych), lecz tylko językowe wyprowadzenia tych praw z innych praw.
>A więc myślisz, że poprawna dedukcja w poprawnych Opisach może doprowadzić do konkluzji niepoprawnej? Nie. Implikacje śledzą Inkluzje! Relacje są pierwotne. Jak powyżej.
Chyba mnie nie zrozumiałeś. Nie twierdzę, że poprawna dedukcja z poprawnych zdań może doprowadzić do niepoprawnej konkluzji (Gdzie?! ), tylko że poprawna dedukcja praw z innych praw nie może wygenerować zdania gwarantującego zachodzenie tych praw.

>>Piszesz, że Modele są tworami czysto intelektualnymi i mogą się obyć bez poparcia indukcyjnego. Powołujesz się na pojęcie aksjomatyki, które dotyczy systemów aksjomatyczno-dedukcyjnych, które faktycznie nie mają żadnego związku z potwierdzaniem empirycznym. OK. Ale w jaki sposób chcesz zaprząc tego typu apriorycznie proponowane modele do wyjaśnienia "Zajścia Wszechświata"? Pamiętaj, że mówimy o konkretnym Wszechświecie: tym, który nam jest dostępny empirycznie, a nie o pewnego typu konstrukcie teoretycznym.
>Jakoś pamiętam. Tak, jak robią to Badacze od tysiącleci. Np. Ptolemeusz, np. Sherlock Holmes. Wymyśla (odgaduje) Model: "Browna zabił Smith" (konkretny, konkretnego) i go sprawdza. Każdy Opis Modelu to jego Teoria, ufundowana na pewnej Aksjomatyce - zdaniach opisujących Relacje konstytutywne tego Modelu.

Zaczynam przypuszczać, że kompletnie różnie używamy pojęć.

>>Chciałbym też wiedzieć, co masz na myśli, pisząc o modelu wyjaśniającym zajście Wszechświata opisującym "zmniejszanie się liczby stopni swobody" czy też "redukcję aksjomatyki".
>Np. to, co z powodzeniem (na swoje czasy!) zrobił Ptolemeusz - z wyjaśnieniem kinetyki ciał niebieskich (nie zajścia Wszechświata).
OK.
>>Czy w takim modelu istnieje jakieś wyjaśnienie dla treści tych aksjomatów, które pozostaną po redukcji?
>Dać palec, a głowę odgryzą!!! A nie wystarczy wyjaśnienie tych zredukowanych?!!! W psychiatrii to się nazywa Reakcja Kompulsywna. W społecznościach fundamentalistycznych teistycznie powodowana imprintingiem wczesnodziecięcej forsownej indoktrynacji.
Kurde. Trafiłem na jakiś czuły punkt? Niech zgadnę - to wszystko wina matki?
>>>Również jest możliwe mówienie o Prawie Ogólnym dotyczącym tylko jednego jednostkowego Stanu Rzeczy. Przez Wnioskowanie Indukcyjne w populacji składników.
>>Mógłbyś podać jakiś przykład takiego prawa ogólnego?
>Oczywiście. Np. wszystkie prawa ewolucji fizycznej gwiazd. Obserwacje widmowe, fotometryczne, paralaktyczne, itp. prowadzi się od półtora wieku - czyli w jednej chwili wobec miliardów lat ich życia. Wiedzę uzyskano przez Wnioskowanie Indukcyjne w populacji miliardów gwiazd - znajdujących się w różnych stadiach ewolucyjnych.

I prawa ewolucji fizycznej gwiazd dotyczą tylko jednego jednostkowego stanu rzeczy? Jaki to stan rzeczy?

>>>>... multiverse, ... "mnogości Wszechświatów" - ... tworzą pewnego typu jedność logiczną, którą będziemy nazywać Wszechświatem.
>>>Przy okazji - nie nazywaj tym samym terminem całości i jej części ("Wszechświat")! To fatalny błąd metodologiczny.
>>Hm? Co tu jest częścią, a co całością?
>"Multiverse" - to całość, złożona z składowych Wszechświatów, którą również nazwałeś Wszechświatem.

Cóż, Multiversy są praktycznie tak spekulatywne jak cykle życia Brahmy w hinduizmie - czy jeden z nich to "Wszechświat", czy ich zbiorowość...? komu zależy;> A tak serio to chodziło mi o nazwanie najszerszej możliwej jednostki właśnie słowem "Wszechświat".
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>dedukcyjno-nomologicznego wydedukowanie x z y poprzez predykcje, tj.
>generowanie zdań x-podobnych i obserwacje stanów y-podobnych, eksperymenty, tj. generowanie stanów
>rzeczy y-podobnych modele konfirmacyjne,
>falsyfikacyjne, modele a la verisimilitude Poppera itd. platonizmu.

Też bym się napił .

>Inne problemy oraz ew. doprecyzowania później. To tylko luźna wersja spisana "na gorąco".

Miłosierdzie Boże, nieogarniony przymiocie Stwórcy, ufamy Tobie
Miłosierdzie Boże, Najwyższa doskonałości Odkupiciela
Miłosierdzie Boże, niezgłębiona miłości Uświęciciela
Miłosierdzie Boże, niepojęta tajemnico Trójcy Świętej
Miłosierdzie Boże, wyrazie największej potegi Pa...

...hmmm... jednak się napiję .
08-02-2010 03:27 
 Ocena 5 na 5
awitu (7627 punktów)

>...hmmm... jednak się napiję .

Big to i mi polej...
08-02-2010 08:13 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Miłosierdzie Boże, nieogarniony przymiocie Stwórcy, ufamy Tobie
>
Big, no coś Ty???

Ty to się napijesz, a co ja mam zrobić, jak mi nie wolno?
-
08-02-2010 10:42 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ty to się napijesz, a co ja mam zrobić, jak mi nie wolno?
A nie wolno? Co to za łobuzy nie pozwalają?
08-02-2010 12:52 
 Ocena 4 na 4
Scorp (5381 punktów)

>A nie wolno? Co to za łobuzy nie pozwalają?

Rozumu Wielkiego malutki odłamek
Co nade mną trzyma osobiście pieczę
Swoje przykazania twarde, wciąż te same
przy takich okazjach do ucha mi rzecze
Nie pij, nie pal, nie bierz, zostaw, bo to cudze
Dalej już nie będę, bo Cię tym zanudzę
I na koniec jedno, słuszne oczywiście
Nie wypuszczaj głupot na Racjonaliście!
-
08-02-2010 16:55 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A nie wolno? Co to za łobuzy nie pozwalają?

Oj, Scorp, Scorp...

>Rozumu Wielkiego malutki odłamek
>Co nade mną trzyma osobiście pieczę
>Swoje przykazania twarde, wciąż te same
>przy takich okazjach do ucha mi rzecze
>Nie pij, nie pal, nie bierz, zostaw, bo to cudze

Rzecz zatem nie w żadnym "nie wolno", a w wyborze Twoim. Chyba, że Twój osobisty rozum faktycznie uważasz za ułamek Większej Świadomości... .
Ale wtedy to:

>Dalej już nie będę, bo Cię tym zanudzę
>I na koniec jedno, słuszne oczywiście
>Nie wypuszczaj głupot na Racjonaliście!



Pozdrawiam.
08-02-2010 18:15 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
>Chyba, że Twój osobisty rozum faktycznie uważasz za ułamek Większej Świadomości... .

Nie rób takich oczu, ja się wytłumaczę
Rozum się lokuje, tak albo inaczej
W świecie informacji, zatem - będę szczery
Jest częścią całości, Wielkiej Noosfery
Rad jestem jej cząstkę hołubić w swej głowie
Nie zważając na to, co Wielki_Z powie

Ale to już temat jest na inny wątek
Gdzie nie będzie jak tu - piąte przez dziesiąte
-
sukulent (2309 punktów)
Jak powiedziała z zabójczym brakiem prawidłowego akcentu niezapomniana Izabella Scorupco we właściwym "Bondzie" - "boys with toys"


"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
Scorp (5381 punktów)
>Jak powiedziała z zabójczym brakiem prawidłowego akcentu niezapomniana Izabella Scorupco we właściwym "Bondzie" - "boys with toys"

A czego to dotyczy w tym wątku?
-
10-02-2010 06:41 
 Ocena 1 na 1
sukulent (2309 punktów)
Hi, Hi. Pytanie słuszne, bo potraktowałam cały wątek skrótem myślowym, a Ciebie uczyniłam tego skrótu adresatem.
Oderwałam się od roboty, zajrzałam na "Racjonalistę" i trafiłam prosto od konkretu do tych rozważań. Powyższa uwaga jest po prostu wynikiem przeżytego zderzenia.
A że do Ciebie - to efekt Twego ożywczego wierszyka, wysepki humoru w morzu poważnych rozważań o niczym

Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
09-02-2010 16:49 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A i mnie. Ponoć ukraińskie wino mszalne jest niezłe
Scorp (5381 punktów)
>Czołem!

Cześć!

Jeżeli poniższe dwa problemy mają stanowić dowód (a może tylko podejrzenie?) na niewystarczalność nauki, to rzućmy na nie okiem.

>Problem 1. ... Wyjaśnienie prawa ogólnego miałoby sens tylko wtedy, gdyby uznać prawo ogólne jako stan rzeczy, co prowadzi do - z grubsza - platonizmu.

Prawo wszelkie, ogólne i ogólniejsze w istocie jest (zalicza się do), stanem rzeczy, ponieważ opisuje relacje, które, jeżeli odrzucamy ich nadprzyrodzony charakter, są związkami rzeczywistymi, wchodzącymi w zakres możliwego do opisania ogólnego stanu rzeczy badanej rzeczywistości.

>Problem 2. W ramach takiego modelu nie jest możliwe mówienie o prawie ogólnym dotyczącym tylko
>jednego jednostkowego stanu rzeczy.

Jeżeli dobrze zrozumiałem, Twoje określenie 'stanu rzeczy' dotyczy stanu w jednym 'punkcie czasowym', o zerowej długości. Nazbyt to, jak dla mnie, idealizujące założenie, w sobie zawierające założenia co do struktury czasu, a z tym, wiadomo, trzeba ostrożnie.

>Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy.

Zgoda, jest. Ale

>Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata.

Nie jest też konieczne, bo domniemany przez niektórych fakt 'zajścia' wszechświata, sam jest tylko założeniem, a o dowód sensowności założenie niech się martwią ci, którzy go czynią. Zarzut niewystarczalności nauki dlatego, że nie potrafi udowodnić dowolnego założenia, nie jest poważny.

Natomiast 'dojście' wszechświata do stanu, w jakim my go widzimy, łącznie z przekształceniami, jakie miał na dostępnym naszym wyobrażeniom początku podlega takim czy innym prawom ogólnym i nie ma z tym chyba większego 'epistemologicznego' kłopotu, prawda?
-
08-02-2010 14:24 
 Ocena 1 na 1
Szemal (122 punktów)
>>Czołem!
>Cześć!
>Jeżeli poniższe dwa problemy mają stanowić dowód (a może tylko podejrzenie?) na niewystarczalność nauki, to rzućmy na nie okiem.
>>Problem 1. ... Wyjaśnienie prawa ogólnego miałoby sens tylko wtedy, gdyby uznać prawo ogólne jako stan rzeczy, co prowadzi do - z grubsza - platonizmu.
>Prawo wszelkie, ogólne i ogólniejsze w istocie jest (zalicza się do), stanem rzeczy, ponieważ opisuje relacje, które, jeżeli odrzucamy ich nadprzyrodzony charakter, są związkami rzeczywistymi, wchodzącymi w zakres możliwego do opisania ogólnego stanu rzeczy badanej rzeczywistości.

Prawo jest stanem rzeczy, ponieważ jest opisem? Przemyśl to jeszcze raz.

>>Problem 2. W ramach takiego modelu nie jest możliwe mówienie o prawie ogólnym dotyczącym tylko
>>jednego jednostkowego stanu rzeczy.
>Jeżeli dobrze zrozumiałem, Twoje określenie 'stanu rzeczy' dotyczy stanu w jednym 'punkcie czasowym', o zerowej długości. Nazbyt to, jak dla mnie, idealizujące założenie, w sobie zawierające założenia co do struktury czasu, a z tym, wiadomo, trzeba ostrożnie.

Nie, niekoniecznie musi być to zdarzenie czasoprzestrzenne.

>>Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy.
>Zgoda, jest. Ale
>>Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata.
>Nie jest też konieczne, bo domniemany przez niektórych fakt 'zajścia' wszechświata, sam jest tylko założeniem, a o dowód sensowności założenie niech się martwią ci, którzy go czynią. Zarzut niewystarczalności nauki dlatego, że nie potrafi udowodnić dowolnego założenia, nie jest poważny.

Tu raczej chodzi o niemożność wyjścia dowolnie daleko wstecz. Nauka, pracując od wewnątrz porządku wyjaśniania, automatycznie wyznacza sobie zakres zdań, które może wyjaśniać, pozostając w zgodzie z własną metodą.

>Natomiast 'dojście' wszechświata do stanu, w jakim my go widzimy, łącznie z przekształceniami, jakie miał na dostępnym naszym wyobrażeniom początku podlega takim czy innym prawom ogólnym i nie ma z tym chyba większego 'epistemologicznego' kłopotu, prawda?

Kłopoty zawsze są, ale na pewno znacznie mniejsze. Im dalej w las, tym więcej wilków.
08-02-2010 18:48 
 Ocena 3 na 3
Scorp (5381 punktów)
>Prawo jest stanem rzeczy, ponieważ jest opisem? Przemyśl to jeszcze raz.

Chętnie. Bardzo lubię przemyśliwać. Jeżeli to kwestionujesz, to oznacza, że oddzielasz opis od 'stanu faktycznego', takiego, który istnieje przed i - poza opisem. Od stanu faktycznego 'samego w sobie'. Ok, też można, taka fenomenologia stosowana do epistemologii.
Tylko że ja w tym momencie głupieję, ponieważ nie wyobrażam sobie, że można mówić o czymkolwiek, co nie jest opisane. Posługujemy się wyłącznie opisami: praw, faktów, rzeczy, idei. Rzeczy nieopisane w myśleniu nie istnieją, można wprawdzie nieopisanym młotkiem dostać po głowie, ale to będzie doświadczenie pozarozumowe.
I mam nadzieję, że Twoje 'stany rzeczy' też są opisami stanów rzeczy.

>Nie, niekoniecznie musi być to zdarzenie czasoprzestrzenne.

Żałuję, ale nie wyobrażam sobie zdarzeń nie-czasoprzestrzennych. Taka ułomność. A może w zakresie znaczeniowym zdarzenia jest koniecznie jego czasoprzestrzenność i ja się niepotrzebnie martwię?

>Tu raczej chodzi o niemożność wyjścia dowolnie daleko wstecz. Nauka, pracując od wewnątrz porządku wyjaśniania, automatycznie wyznacza sobie zakres zdań, które może wyjaśniać, pozostając w zgodzie z własną metodą.

Czy chodzi Ci o to, że nie można przesunąć granicy naukowego poznania poza początek wszechświata? Czy ja wiem...? Problemem jest raczej ów początek: kiedy udowodnisz, że był, to zacznę się martwić, czy nauka sięgnie poza niego. Ale nie wcześniej.
-
Szemal (122 punktów)
>>Prawo jest stanem rzeczy, ponieważ jest opisem? Przemyśl to jeszcze raz.
>Chętnie. Bardzo lubię przemyśliwać. Jeżeli to kwestionujesz, to oznacza, że oddzielasz opis od 'stanu faktycznego', takiego, który istnieje przed i - poza opisem. Od stanu faktycznego 'samego w sobie'. Ok, też można, taka fenomenologia stosowana do epistemologii.
>Tylko że ja w tym momencie głupieję, ponieważ nie wyobrażam sobie, że można mówić o czymkolwiek, co nie jest opisane. Posługujemy się wyłącznie opisami: praw, faktów, rzeczy, idei. Rzeczy nieopisane w myśleniu nie istnieją, można wprawdzie nieopisanym młotkiem dostać po głowie, ale to będzie doświadczenie pozarozumowe.
>I mam nadzieję, że Twoje 'stany rzeczy' też są opisami stanów rzeczy.

Nie wyobrażasz sobie, że można mówić o czymkolwiek, co nie jest opisem?
Hm. Czy widzisz różnicę między pojęciami "jabłko" a "opis jabłka"? Na czym polega dokładnie ta różnica?
Tak przy okazji: nigdy nie miałeś doznania, które jest nieopisywalne?

A w moim przykładowym opisie wyjaśnienia naukowego wyraźnie zaznaczyłem, że chodzi o zdania.

>>Nie, niekoniecznie musi być to zdarzenie czasoprzestrzenne.
>Żałuję, ale nie wyobrażam sobie zdarzeń nie-czasoprzestrzennych. Taka ułomność. A może w zakresie znaczeniowym zdarzenia jest koniecznie jego czasoprzestrzenność i ja się niepotrzebnie martwię?

A wyobrażasz sobie stan rzeczy niebędący zdarzeniem czasoprzestrzennym? Bo o to chodziło - chciałem zdystansować się od konkretnej teorii czasu; w oryginale u neopozytywistów stan rzeczy mógł się wiązać z dowolnego typu ontologią, czy to relatywistyczną - i wtedy atomem systemu byłoby zdarzenie czasoprzestrzenne - czy jakąkolwiek inną, choćby i procesualizmem Whiteheada.

>>Tu raczej chodzi o niemożność wyjścia dowolnie daleko wstecz. Nauka, pracując od wewnątrz porządku wyjaśniania, automatycznie wyznacza sobie zakres zdań, które może wyjaśniać, pozostając w zgodzie z własną metodą.
>Czy chodzi Ci o to, że nie można przesunąć granicy naukowego poznania poza początek wszechświata? Czy ja wiem...? Problemem jest raczej ów początek: kiedy udowodnisz, że był, to zacznę się martwić, czy nauka sięgnie poza niego. Ale nie wcześniej.

Chodzi raczej o to, że metodologia naukowa zakłada pewne swoje składniki jako dane i nie nadaje się do ich wyjaśniania, nie może być przez to samowystarczalną teorią świata. W mniej więcej z podobnych pobudek Tarski rozwinął teorię poziomów języka - do orzekania prawdziwości o zdaniu wyrażonym w pewnym języku potrzebny jest język nadrzędny (metajęzyk). To samo zastrzeżenie można zastosować do poziomu przedmiotowego nauk przyrodniczych - członem wyjaśnienia naukowego, który domaga się poziomu meta są zdania ogólne = prawa. Nawet przypuszczając, że powołamy do życia prawa wyższego rzędu - które generują prawa z praw - (co jednak prowadzi do wielkich trudności ontologicznych) uzyskujemy ostatecznie regres do nieskończoności, który jest słabym wyjaśnieniem już nie tylko na gruncie nauk przyrodniczych, ale w ogóle w dowolnym racjonalnym systemie myślowym.

Żeby było śmieszniej, sądzę, że religie radzą sobie z tym problemem lepiej - przynajmniej dopóki nie bawią się w egzegezę mitologii - bo uznają radykalną logiczną odmienność członu domykającego. Wynalazki typu Nieporuszonego Poruszyciela, który Porusza, nie będąc Poruszanym; albo coincidentia oppositorum, albo Zrodzonego, a nie Stworzonego - są lepsze metodologicznie, bo uznają konieczność wyjścia poza system naturalny dla jego uzasadnienia. Mogą być co najwyżej gorsze przedmiotowo lub estetycznie. Co zwykle ma miejsce.
Scorp (5381 punktów)
>Nie wyobrażasz sobie, że można mówić o czymkolwiek, co nie jest opisem?
>Hm. Czy widzisz różnicę między pojęciami "jabłko" a "opis jabłka"? Na czym polega dokładnie ta różnica?

Hm, widzę. Desygnatem pojęcia 'jabłko' jest owoc, który zjem po obraniu ze skórki. Desygnatem 'opis jabłka' jest wypowiedź, którą mogę zapisać lub wygłosić. Desygnat nie jest nazwą i odwrotnie. Nazwa, podobnie jak opis, umożliwia identyfikację przedmiotu, więc też jest - takim minimalnym, najkrótszym - opisem.

>Tak przy okazji: nigdy nie miałeś doznania, które jest nieopisywalne?

Nie. 'Nieopisywalne' oznacza, że nie da się tego opisać w ogóle, a tego wiedzieć nie mogę. Mogę najwyżej nie umieć tego zrobić w danej chwili. To mi się zdarzało.

>Chodzi raczej o to, że metodologia naukowa zakłada pewne swoje składniki jako dane i nie nadaje się do ich wyjaśniania, nie może być przez to samowystarczalną teorią świata.

Zaczynam rozumieć Twoje wątpliwości, choć zapewne nie tak dobrze jak Ty. Zwiódł mnie tytuł: 'niewystarczalność'. To słowo domaga się dookreślenia, którego nie było, bez niego oznacza coś w rodzaju ułomności, niesprawności. Ponieważ wydaje mi się, że myślenie naukowe to najlepsze, co posiada homo, takie potraktowanie 'nauki' wzbudza sprzeciw i próbę obrony.

Metoda naukowa ma nie tylko takie słabości, jak opisałeś przed chwilą. Do tego jest używana przez nasze nieprecyzyjne umysły poprzez rozmyte i redundantne języki, a jednak odnosi sukcesy. Ale mniejsza o te oczywistości.

>Chodzi raczej o to, że metodologia naukowa...

No właśnie. Traktujesz tu 'metodologię' jako synonim jednolitej, konsekwentnej, spójnej nauki. Tymczasem owa 'metodologia' jest zawsze lokalna, odnosząca się do wyodrębnionych problemów. W każdej konkretnej teorii rzeczywiście dzieje się tak jak piszesz: zakłada się dane składniki (i potem weryfikuje siebie samą i te założenia). Ale na szczęście na każdy problem można stworzyć - i tak się nieustannie zdarza - dowolną ilość teorii, z innymi, niezależnymi założeniami, w ramach tej teorii nieweryfikowalnymi, ale w ramach innej jak najbardziej. Założenia jednej teorii są wyjaśniane przez inną.

W ten sposób znika problem 'niewyjaśnialności' założeń metodologii. Zmyłka polegała na uogólnieniu: 'całość' za 'wszystkie'.

>Żeby było śmieszniej, sądzę, że religie radzą sobie z tym problemem lepiej - przynajmniej dopóki nie bawią się w egzegezę mitologii - bo uznają radykalną logiczną odmienność członu domykającego.

No tak, ale człon domykający nie jest potrzebny. Jeżeli do 'metodologii naukowej' włączymy wzajemną weryfikowalność teorii, to ona będzie domknięciem umożliwiającym weryfikację wszystkich założeń, bez wyślizgiwania się w nieskończoność. Zresztą z nieskończonym rozwojem nauki chyba trzeba się pogodzić.
-
Szemal (122 punktów)
>>Nie wyobrażasz sobie, że można mówić o czymkolwiek, co nie jest opisem?
>>Hm. Czy widzisz różnicę między pojęciami "jabłko" a "opis jabłka"? Na czym polega dokładnie ta różnica?
>Hm, widzę. Desygnatem pojęcia 'jabłko' jest owoc, który zjem po obraniu ze skórki. Desygnatem 'opis jabłka' jest wypowiedź, którą mogę zapisać lub wygłosić. Desygnat nie jest nazwą i odwrotnie. Nazwa, podobnie jak opis, umożliwia identyfikację przedmiotu, więc też jest - takim minimalnym, najkrótszym - opisem.

Czyli można mówić o przedmiotach?

>>Tak przy okazji: nigdy nie miałeś doznania, które jest nieopisywalne?
>Nie. 'Nieopisywalne' oznacza, że nie da się tego opisać w ogóle, a tego wiedzieć nie mogę. Mogę najwyżej nie umieć tego zrobić w danej chwili. To mi się zdarzało.

OK.

>>Chodzi raczej o to, że metodologia naukowa zakłada pewne swoje składniki jako dane i nie nadaje się do ich wyjaśniania, nie może być przez to samowystarczalną teorią świata.
>Zaczynam rozumieć Twoje wątpliwości, choć zapewne nie tak dobrze jak Ty. Zwiódł mnie tytuł: 'niewystarczalność'. To słowo domaga się dookreślenia, którego nie było, bez niego oznacza coś w rodzaju ułomności, niesprawności. Ponieważ wydaje mi się, że myślenie naukowe to najlepsze, co posiada homo, takie potraktowanie 'nauki' wzbudza sprzeciw i próbę obrony.

Cóż, tytuł to tylko tytuł. I to raczej nie chodzi o to, że ja mam wątpliwości. Ja raczej po prostu nie mam złudzeń, natomiast wiele osób nie ma tych wątpliwości, które moim zdaniem powinny mieć. Wątek założyłem po lekturze kilkunastu ostatnich wątków na forum z myślą o pewnego typu klimacie "zrzucania" wszystkich problemów na plecy nauki z przekonaniem, że to załatwia sprawę.

>Metoda naukowa ma nie tylko takie słabości, jak opisałeś przed chwilą. Do tego jest używana przez nasze nieprecyzyjne umysły poprzez rozmyte i redundantne języki, a jednak odnosi sukcesy. Ale mniejsza o te oczywistości.
>>Chodzi raczej o to, że metodologia naukowa...
>No właśnie. Traktujesz tu 'metodologię' jako synonim jednolitej, konsekwentnej, spójnej nauki. Tymczasem owa 'metodologia' jest zawsze lokalna, odnosząca się do wyodrębnionych problemów. W każdej konkretnej teorii rzeczywiście dzieje się tak jak piszesz: zakłada się dane składniki (i potem weryfikuje siebie samą i te założenia). Ale na szczęście na każdy problem można stworzyć - i tak się nieustannie zdarza - dowolną ilość teorii, z innymi, niezależnymi założeniami, w ramach tej teorii nieweryfikowalnymi, ale w ramach innej jak najbardziej. Założenia jednej teorii są wyjaśniane przez inną.
>W ten sposób znika problem 'niewyjaśnialności' założeń metodologii. Zmyłka polegała na uogólnieniu: 'całość' za 'wszystkie'.
Hm, sprytne. Z drugiej strony gołym okiem widać, gdzie tego typu 'piggybacking' ma swoje granice. Trochę jak z baronem Muenchhausenem i problemem wyciągania się z bagna za własne sznurówki.

>>Żeby było śmieszniej, sądzę, że religie radzą sobie z tym problemem lepiej - przynajmniej dopóki nie bawią się w egzegezę mitologii - bo uznają radykalną logiczną odmienność członu domykającego.
>No tak, ale człon domykający nie jest potrzebny. Jeżeli do 'metodologii naukowej' włączymy wzajemną weryfikowalność teorii, to ona będzie domknięciem umożliwiającym weryfikację wszystkich założeń, bez wyślizgiwania się w nieskończoność. Zresztą z nieskończonym rozwojem nauki chyba trzeba się pogodzić.

Oj, chyba właśnie nie. Nie wszystkie założenia możliwe są do zbadania przy pomocy metodologii naukowej. Trochę już poruszałem problem założeń dotyczących samej struktury zdań prawo-podobnych (law-like). Ale tak zupełnie z innej strony: zwróć uwagę, że istnieją bardzo konkretne ograniczenia związane z koniecznością przeprowadzenia obserwacji, aby teoria mogła wejść do całokształtu nauki jako człon wyjaśniający. Tymczasem są "limity na obserwowalność", związane z ograniczeniami narzucanymi przez szczególną teorię względności. Nauki fizyczne same sobie wyznaczają własne granice. Zwróć dalej uwagę na pojęcie "Wszechświata obserwowalnego". Samo to pojęcie zawiera w sobie niemożność obserwacji czegokolwiek znajdującego się poza nim - a jednak fizycy chętnie odróżniają Wszechświat "jako taki" od "W. obs.". Jak to się ma do postulatu potwierdzalności empirycznej?

To nie są problemy "dramatyczne", tzn. nie coś, co by rozwalało naukę od środka. To są raczej problemy "graniczne" - tzn. zarysowujące granice, do których nauka w swoim wyjaśnianiu nie może organicznie przekroczyć, jeśli ma pozostać sobą. Kto wie - może piękne założenie, że potwierdzenie obserwacyjne to fundament orzekania naukowego zostanie kiedyś zarzucone, żeby nie blokować rozwoju teorii fundamentalnych? Ale co by to za otchłanie otworzyło?
09-02-2010 18:35 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Wątek założyłem po lekturze kilkunastu ostatnich wątków na forum z myślą o pewnego typu klimacie "zrzucania" wszystkich problemów na plecy nauki z przekonaniem, że to załatwia sprawę.

Owszem, załatwia. A to z tej prostej przyczyny, że jeżeli jakikolwiek problem choćby tylko uda się sformułować sensownie, to automatycznie staje się on obiektem zainteresowania nauki. Przykład: przez stulecia teolodzy cieszyli się, że wiara i Bóg są poza zasięgiem nauki - a tu masz babo placek - sformułowano hipotezę genu wiary w Boga. Mówiąc krótko: poza nauką są tylko problemy bezsensowne.
09-02-2010 19:59 
 Ocena 1 na 1
Szemal (122 punktów)
>> Wątek założyłem po lekturze kilkunastu ostatnich wątków na forum z myślą o pewnego typu klimacie "zrzucania" wszystkich problemów na plecy nauki z przekonaniem, że to załatwia sprawę.
>Owszem, załatwia. A to z tej prostej przyczyny, że jeżeli jakikolwiek problem choćby tylko uda się sformułować sensownie, to automatycznie staje się on obiektem zainteresowania nauki. Przykład: przez stulecia teolodzy cieszyli się, że wiara i Bóg są poza zasięgiem nauki - a tu masz babo placek - sformułowano hipotezę genu wiary w Boga. Mówiąc krótko: poza nauką są tylko problemy bezsensowne.

Postawmy sprawę jasno. Propozycja "God gene", zwłaszcza w kontekście problemu relacji nauka-wiara, to intelektualna tandeta.
09-02-2010 21:54 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Postawmy sprawę jasno. Propozycja "God gene", zwłaszcza w kontekście problemu relacji nauka-wiara, to intelektualna tandeta.

Tandeta? Czyby? Jak ta hipoteza zostanie potwierdzona to będzie to pierwszy sensowny dowód na istnienie Boga.

A tak wracając do tematu, czy potrafisz podać przykład sensownego problemu, który nie może być badany naukowo? Bo jak nie, to cały ten Twój wątek jest... bez sensu.
Smith (10069 punktów)
>Tandeta? Czyby? Jak ta hipoteza zostanie potwierdzona to będzie to pierwszy sensowny dowód na istnienie Boga.
A co myślisz na temat teorii Todd'a Murphy'ego i Dr. Michael'a Persinger'a ?
10-02-2010 04:38 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> A co myślisz na temat teorii Todd'a Murphy'ego i Dr. Michael'a Persinger'a ?

Zerknąłem na trzy ich strony:
www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7675591?dopt=Abstract - to jakaś pomyłka. Mózg ludzki nie jest w stanie reagować na pola magnetyczne na poziomie kilkudziesięciu nanotesli.
www.shaktitechnology.com/evaglasses.htm - żałosne. Autor zdaje się nie mieć pojęcia o optyce ani o fizjologii oka. Nie potrafi zrozumieć zmian akomodacji przy robieniu zeza.
www.shakti(*)winshakti/rotating/pricing.htm - to jest prymitywna szarlataneria.
Myślę, że reszty nie warto czytać.
10-02-2010 11:42 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Myślę, że reszty nie warto czytać.
Dziękuję bo tak tylko miałem wątpliwości co do "jedyny".
Szemal (122 punktów)
>> Postawmy sprawę jasno. Propozycja "God gene", zwłaszcza w kontekście problemu relacji nauka-wiara, to intelektualna tandeta.
>Tandeta? Czyby? Jak ta hipoteza zostanie potwierdzona to będzie to pierwszy sensowny dowód na istnienie Boga.

Nie. Nie będzie.

"Gen Boga" koduje białko, które jest najprawdopodobniej niezbędne przy transporcie błonowym, który jest najprawdopodobniej niezbędny przy transmisji sygnałów w neuronach, które są być może aktywne przy odczuwaniu charakterystycznego typu wrażenia subiektywnego nazywanego przez niektórych psychologów "doświadczeniem duchowym", a które dla niektórych osób wiąże się w niektórych przypadkach z czymś, co nazywają "doświadczeniem religijnym".

Równie dobrze można mówić o Posejdonie na podstawie znalezionego w stoczni planu budowy śruby, która prawdopodobnie bierze udział w napędzaniu statków, którymi wozi się owce w poprzek Oceanu Atlantyckiego.

Tego typu rozumowanie można z grubsza przedstawić następująco: Skoro mądry pan X, który chodzi w białym kitlu, użył słowa "gen" i słowa "Bóg" w tym samym zdaniu, to już niedługo nauka wyjaśni fenomen wiary.

>A tak wracając do tematu, czy potrafisz podać przykład sensownego problemu, który nie może być badany naukowo? Bo jak nie, to cały ten Twój wątek jest... bez sensu.

Oczywiście. Tylko chciałbym się upewnić, czy mamy podobne intuicje odnośnie "metody naukowej". Co właściwie odróżnia twoim zdaniem badanie naukowe od nienaukowego?
10-02-2010 13:56 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> "Gen Boga" koduje białko, które jest najprawdopodobniej niezbędne przy transporcie błonowym, który jest najprawdopodobniej niezbędny przy transmisji sygnałów w neuronach, które są być może aktywne przy odczuwaniu charakterystycznego typu wrażenia subiektywnego nazywanego przez niektórych psychologów "doświadczeniem duchowym", a które dla niektórych osób wiąże się w niektórych przypadkach z czymś, co nazywają "doświadczeniem religijnym".

No niestety, Bóg zdaje się być czymś zupełnie innym niż miał być. Smutne, nie?

>> A tak wracając do tematu, czy potrafisz podać przykład sensownego problemu, który nie może być badany naukowo? Bo jak nie, to cały ten Twój wątek jest... bez sensu.

> Oczywiście. Tylko chciałbym się upewnić, czy mamy podobne intuicje odnośnie "metody naukowej". Co właściwie odróżnia twoim zdaniem badanie naukowe od nienaukowego?

Z grubsza, ignorancja + myślenie życzeniowe. W szczegółach jest tu. Przykłady są tu. (Sprawdź tę ostatnią listę zanim podasz swój przykład )
Szemal (122 punktów)
>> "Gen Boga" koduje białko, które jest najprawdopodobniej niezbędne przy transporcie błonowym, który jest najprawdopodobniej niezbędny przy transmisji sygnałów w neuronach, które są być może aktywne przy odczuwaniu charakterystycznego typu wrażenia subiektywnego nazywanego przez niektórych psychologów "doświadczeniem duchowym", a które dla niektórych osób wiąże się w niektórych przypadkach z czymś, co nazywają "doświadczeniem religijnym".
>No niestety, Bóg zdaje się być czymś zupełnie innym niż miał być. Smutne, nie?

W definicjach autorów tych badań - najwyraźniej tak. To jednak stawia pod znakiem zapytania raczej te badania, niż samą "hipotezę Boga". Kiepsko zdefiniować można wszystko.

>>> A tak wracając do tematu, czy potrafisz podać przykład sensownego problemu, który nie może być badany naukowo? Bo jak nie, to cały ten Twój wątek jest... bez sensu.
>> Oczywiście. Tylko chciałbym się upewnić, czy mamy podobne intuicje odnośnie "metody naukowej". Co właściwie odróżnia twoim zdaniem badanie naukowe od nienaukowego?
>Z grubsza, ignorancja + myślenie życzeniowe. W szczegółach jest tu. Przykłady są tu. (Sprawdź tę ostatnią listę zanim podasz swój przykład )

No to nie pogadamy.
Scorp (5381 punktów)
>Oj, chyba właśnie nie. Nie wszystkie założenia możliwe są do zbadania przy pomocy metodologii naukowej.

Nieco apriorycznie to zabrzmiało, nie uważasz?

> istnieją bardzo konkretne ograniczenia związane z koniecznością przeprowadzenia obserwacji,
> są "limity na obserwowalność", związane z ograniczeniami narzucanymi przez szczególną teorię względności.

Przecież obserwacje takie, jak Achilles obserwował lecącą strzałę, dawno już odeszły do historii. Obserwujemy wyłącznie przyrządy, nie zjawiska. I nie obiekty obserwacji, ale wpływ jaki wywierają na otoczenie, naturalne lub sztucznie stworzone.

Słowem, obserwacje naukowe są wyłącznie pośrednie. Czy jest limit na ilość zjawisk pośredniczących w obserwacji? Nie słyszałem o takim. Zatem: jeżeli jakieś zjawisko występuje, to oddziałuje na swoje otoczenie, więc może być zaobserwowane. A Ty zdajesz się sugerować, że istnieje jakaś inna granica, do której sięgnie nasze poznanie. Za nią będzie jakieś ' tamto', niedostępne ani teorii ani doświadczeniu.

Zgodzę się z Tobą, że można mówić o czymś, co jest takim 'tamtym', ale według mnie jest nim nieistnienie. Prawdziwą granicą obserwacji wydaje się taka okoliczność, że to co chcemy zaobserwować (bo tak wynika z teorii), nie występuje.

>Zwróć dalej uwagę na pojęcie "Wszechświata obserwowalnego". Samo to pojęcie zawiera w sobie niemożność obserwacji czegokolwiek znajdującego się poza nim - a jednak fizycy chętnie odróżniają Wszechświat "jako taki" od "W. obs.". Jak to się ma do postulatu potwierdzalności empirycznej?

U źródła tej kwestii widzę zwykłą dziecinadę. Mamo, co to jest bromba? A skąd to wziąłeś? Sam wymyśliłem! Otóż pojęcia można tworzyć i mnożyć, ale to o niczym nie świadczy. Wszechświat? Proszę bardzo! Wszechświat materii ciemnej, ładnie brzmi. Czy jednak z tego pojęcia (jak z pojęcia w. nieobserwowalnego) cokolwiek wynika, w szczególności to, że takowy istnieje?

>Kto wie - może piękne założenie, że potwierdzenie obserwacyjne to fundament orzekania naukowego zostanie kiedyś zarzucone, żeby nie blokować rozwoju teorii fundamentalnych? Ale co by to za otchłanie otworzyło?

Nie zostanie porzucone tak długo, jak długo nauka będzie dotyczyła rzeczywistości. A co do blokowania: żadna materialna okoliczność nie blokuje istotnie rozwoju matematyki. Być może nawet otwierają się tam otchłanie.
-
Szemal (122 punktów)
>>Oj, chyba właśnie nie. Nie wszystkie założenia możliwe są do zbadania przy pomocy metodologii naukowej.
>Nieco apriorycznie to zabrzmiało, nie uważasz?

Oczywiście, że apriorycznie. Ale w tym nie ma nic nadzwyczajnego. Na przykład zasady, że się nie robi eksperymentów na ludziach bez ich zgody, nie można analizować przy pomocy metody naukowej. Bo to zasada etyczna.
>> istnieją bardzo konkretne ograniczenia związane z koniecznością przeprowadzenia obserwacji,
>> są "limity na obserwowalność", związane z ograniczeniami narzucanymi przez szczególną teorię względności.
>Przecież obserwacje takie, jak Achilles obserwował lecącą strzałę, dawno już odeszły do historii. Obserwujemy wyłącznie przyrządy, nie zjawiska. I nie obiekty obserwacji, ale wpływ jaki wywierają na otoczenie, naturalne lub sztucznie stworzone.
>Słowem, obserwacje naukowe są wyłącznie pośrednie. Czy jest limit na ilość zjawisk pośredniczących w obserwacji? Nie słyszałem o takim. Zatem: jeżeli jakieś zjawisko występuje, to oddziałuje na swoje otoczenie, więc może być zaobserwowane. A Ty zdajesz się sugerować, że istnieje jakaś inna granica, do której sięgnie nasze poznanie. Za nią będzie jakieś ' tamto', niedostępne ani teorii ani doświadczeniu.

Nie chodzi o limit ilości. Chodzi o stożek świetlny, spoza którego oddziaływanie zjawiska na otoczenie nie może dobiec. Więc zgodnie z tym kryterium efektywnym zakresem orzekania dowolnej nauki obserwacyjnej jest wnętrze stożka świetlnego.

>Zgodzę się z Tobą, że można mówić o czymś, co jest takim 'tamtym', ale według mnie jest nim nieistnienie. Prawdziwą granicą obserwacji wydaje się taka okoliczność, że to co chcemy zaobserwować (bo tak wynika z teorii), nie występuje.

No, trudno się nie zgodzić, ale to jednak trochę banalna granica, nie uważasz?

>>Zwróć dalej uwagę na pojęcie "Wszechświata obserwowalnego". Samo to pojęcie zawiera w sobie niemożność obserwacji czegokolwiek znajdującego się poza nim - a jednak fizycy chętnie odróżniają Wszechświat "jako taki" od "W. obs.". Jak to się ma do postulatu potwierdzalności empirycznej?
>U źródła tej kwestii widzę zwykłą dziecinadę. Mamo, co to jest bromba? A skąd to wziąłeś? Sam wymyśliłem! Otóż pojęcia można tworzyć i mnożyć, ale to o niczym nie świadczy. Wszechświat? Proszę bardzo! Wszechświat materii ciemnej, ładnie brzmi. Czy jednak z tego pojęcia (jak z pojęcia w. nieobserwowalnego) cokolwiek wynika, w szczególności to, że takowy istnieje?

Nie rozumiemy się. Podałem przykład pojęcia "W.obs.", żeby pokazać, że w nauce mówi się nie tylko o przedmiotach obserwowalnych. Gdyby było przeciwnie, nie byłoby potrzeby w ogóle używania pojęcia "W.obs.". Nie wiem, gdzie tu dziecinada.

A "ciemna materia" akurat jest typowym pojęciem obserwacyjnym, chociaż może o nieco niezgrabnie skonstruowanej nazwie.

>>Kto wie - może piękne założenie, że potwierdzenie obserwacyjne to fundament orzekania naukowego zostanie kiedyś zarzucone, żeby nie blokować rozwoju teorii fundamentalnych? Ale co by to za otchłanie otworzyło?
>Nie zostanie porzucone tak długo, jak długo nauka będzie dotyczyła rzeczywistości. A co do blokowania: żadna materialna okoliczność nie blokuje istotnie rozwoju matematyki. Być może nawet otwierają się tam otchłanie.

Nigdy nie mów nigdy. Fizyka teoretyczna rozwija się czasem w dużym oderwaniu od tego, co przynoszą eksperymentatorzy. A co do ograniczeń rozwoju matematyki, sporo już było mowy w tym wątku. Co powiesz na istnienie dowodów nierozstrzygalności określonych twierdzeń matematycznych? Jeśli to nie jest granica, to co nią jest?
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
Może zacznij od poprawnego sformułowania tematu.

Jaki dowód?
To co podajesz, to co najwyżej argument.


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
Szemal (122 punktów)
>Może zacznij od poprawnego sformułowania tematu.
>Jaki dowód?
>To co podajesz, to co najwyżej argument.

Może zacznij od poprawnego sformułowania merytorycznej odpowiedzi.
Jaka merytoryczna odpowiedź?
To, co podajesz, to co najwyżej lakonicznie przypieprzenie się.
08-02-2010 14:33 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Może zacznij od poprawnego sformułowania tematu.
>>Jaki dowód?
>>To co podajesz, to co najwyżej argument.
>Może zacznij od poprawnego sformułowania merytorycznej odpowiedzi.
>Jaka merytoryczna odpowiedź?
>To, co podajesz, to co najwyżej lakonicznie przypieprzenie się.

Piszesz, że masz dowód a podajesz nieprzekonywujące argumenty.

Ja chętnie ocenię merytorycznie Twoje dowody.
Tylko jakieś zaprezentuj. Jeden wystarczy, nie jestem wymagająca.


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
Szemal (122 punktów)
>>>Może zacznij od poprawnego sformułowania tematu.
>>>Jaki dowód?
>>>To co podajesz, to co najwyżej argument.
>>Może zacznij od poprawnego sformułowania merytorycznej odpowiedzi.
>>Jaka merytoryczna odpowiedź?
>>To, co podajesz, to co najwyżej lakonicznie przypieprzenie się.
>Piszesz, że masz dowód a podajesz nieprzekonywujące argumenty.

Co konkretnie cię nie przekonało?
apud (4399 punktów)

O cholera, to znaczy ze taki dowod jest?

No to go zapodaj i bedzie spokoj z problemem raz na zawsze.
diogenes (42753 punktów)
>Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy.

Definicja z definicji jest arbitralna i wcale nie musi być prawdziwa. Jest przesłanką w naszych intelektualnych grach- tyle.
Myślę, że należałoby rozróżnić rodzaje jednostkowości: czy wszechświat jest bytem jednostkowym w tym samym sensie co np. jabłko?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
rexus (2343 punktów)
>>Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy.
>Definicja z definicji jest arbitralna i wcale nie musi być prawdziwa. Jest przesłanką w naszych intelektualnych grach- tyle.
>Myślę, że należałoby rozróżnić rodzaje jednostkowości: czy wszechświat jest bytem jednostkowym w tym samym sensie co np. jabłko?

Tak, jeśli definicja jabłka zawiera też egzystencję robaka wewnątrz jabłka.
Szemal (122 punktów)
>>Wszechświat jest zaś z definicji jednostkowy.
>Definicja z definicji jest arbitralna i wcale nie musi być prawdziwa.

Definicji w ogóle nie ocenia się pod kątem prawdziwości.

>Jest przesłanką w naszych intelektualnych grach- tyle.
>Myślę, że należałoby rozróżnić rodzaje jednostkowości: czy wszechświat jest bytem jednostkowym w tym samym sensie co np. jabłko?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym wiedzieć, jakie rozróżniasz rodzaje jednostkowości.
08-02-2010 21:11 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Definicji w ogóle nie ocenia się pod kątem prawdziwości.

Bywa z tym różnie.

>jakie rozróżniasz rodzaje jednostkowości.

Jednostką jest to, co odróżnisz od tła.
Wszechświat nie ma tła.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
Okej ale niewystarczalności do czego?
Do moich zastosowań mi najzupełniej wystarczy.

Pozdrawiam
Adam
rexus (2343 punktów)
Żeby pojąć tego wszechświata to trzeba zgwałcić mózg.
Platonicus i Diogenes mają w tym sporze cholerną rację.

Z Filozofią jestem trochę pokłócony, ale zaciekawił mnie twój wywód.
Sprostuję może, jak rozumiem pytania:

-Nauka nie wyjaśnia sensu ogólnego zachodzących zdarzeń we wszechświecie, lecz tylko wyjaśnia dlaczego stało się tak a nie inaczej, a także co może stać się dalej,- i przez to jest niewiarygodna.

A co jeśli tym sensem ogólnej teorii istnienia jest istnieć? Żadne po coś tam.
Weźmy rzecz absurdalną,- nieistnienie, nijak nie da się tego pojąć. Ale jeśli już mamy do czynienia z istnieniem. To jakie może temu istnieniu przyświecać prawo?
spray (5875 punktów)
To ja czekam teraz na ontologiczny dowód niewystarczalności bytu.
A co !
08-02-2010 23:04 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>To ja czekam teraz na ontologiczny dowód niewystarczalności bytu.
>A co !
>
Cziźbi metafizyka?
09-02-2010 10:19 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Cziźbi metafizyka?

   Ciepło, ciepło, gorąco!!

   Dlaczego to pojęcie budzi takie emocje? Tak, jak wszyscy mówimy prozą, tak wszyscy myślimy o świecie, badamy świat, żyjemy w nim, w oparciu o pewne założenia metafizyczne, z natury swej nieweryfikowalne. Większość z nas przyjmuje te założenia nieświadomie. Tak jak molierowski Pan Jourdain, wybierając prozę jako formę swoich wypowiedzi.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
09-02-2010 10:42 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>To ja czekam teraz na ontologiczny dowód niewystarczalności bytu.

Parys!!! Parys!!! Hop hop!!! Jesteś tam gdzieś???
09-02-2010 16:55 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja myślę, że ów "dowód", za pozwoleniem autora, powinien się stać jedną z gotowych do wklejenia ikonek. Wielu przybywającym tu osobom by się przydał. Zaoszczędziłby pracy, a może wogóle zaoszczędził.
09-02-2010 19:54 
 Ocena 1 na 1
Szemal (122 punktów)
>Ja myślę, że ów "dowód", za pozwoleniem autora, powinien się stać jedną z gotowych do wklejenia ikonek. Wielu przybywającym tu osobom by się przydał. Zaoszczędziłby pracy, a może wogóle zaoszczędził.

(Mam nadzieję, że to nie była ironia )

Myślę, że raczej niż ten konkretny "dowód" - dość jednak wąsko nakierowany i ze swoimi wadami - lepszy byłby jakiś FAQ w stylu "Co potrafi, a czego nie potrafi nauka".

Uwaga osobista:
Rozpocząłem ten wątek - faktycznie ani nowy ani niezwykły - po przejrzeniu na chybił trafił parunastu wątków z działu "Filozofia i światopogląd". Opadły mi rączki, jak tandentne poglądy potrafią być propagowane na forum z "Racjonalistą" w nazwie. Scjentyzm jest irracjonalny, kropka.

Uważam się za racjonalnie myślącego człowieka, a czuję się tu jak obcy. Nie jestem ateistą (nie jestem też teistą), nie mam w pogardzie ludzi wierzących, nie jestem scjentystą, Dawkinsa uważam za szkodliwego buraka, nie mam nic przeciwko aniołom opiekuńczym i runom ochronnym, nie uważam, żeby słowo placebo tłumaczyło wszystkie gałęzie medycyny alternatywnej, uważam libertarianizm za szkodliwy przesąd... lista jest długa. Lektura tego forum robi trochę przygnębiające wrażenie; w dużym stopniu odniosłem wrażenie, jakby posty pisali tu stereotypowi nastoletni buntownicy zawiedzeni Kościołem Katolickim po lekturze paru książek Dawkinsa i braku racjonalnej przeciwwagi. Nie wiem, czy to koniecznie krzewi ideały Oświecenia; myślę, że raczej równa poziom dyskursu do dołu i utrudnia porozumienie między twardymi sceptykami a bardziej "przewiewnymi" ludźmi.
09-02-2010 23:36 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Szemalu, są rzeczy, które są bzdurami i nie należy ich zestawiać z opiniami przemyślanymi. To co robi Dawkins to wspaniała, pełna pokory praca w celu odkrywania rzeczywistości. Nie porównuj tego z narkotykami Biblii, czy Koranu. Słońce nie jest garnkiem jak wierzą niektóre plemiona. Ziemia nie jest płaska. Wierząc we wszystko i nie uznając wartości żadnych argumentów (wszystko sobie zrównując) jesteś po prostu nieuczciwy. Każdemu i w każdej chwili powiem, że wiara w Biblię, czy w Koran nie przystoi wykształconemu człowiekowi.
10-02-2010 12:30 
 Ocena 1 na 1
Szemal (122 punktów)
>Szemalu, są rzeczy, które są bzdurami i nie należy ich zestawiać z opiniami przemyślanymi. To co robi Dawkins to wspaniała, pełna pokory praca w celu odkrywania rzeczywistości. Nie porównuj tego z narkotykami Biblii, czy Koranu. Słońce nie jest garnkiem jak wierzą niektóre plemiona. Ziemia nie jest płaska. Wierząc we wszystko i nie uznając wartości żadnych argumentów (wszystko sobie zrównując) jesteś po prostu nieuczciwy. Każdemu i w każdej chwili powiem, że wiara w Biblię, czy w Koran nie przystoi wykształconemu człowiekowi.

Oj, Dawkins jest tak daleki od "pełni pokory" jak jutrzenka od zmierzchu, ale to chyba rozmowa na inny wątek.

Czy ja "wierzę we wszystko"? Nie wydaje mi się.

A to, że każdemu powiesz, że wiara w Biblię nie przystoi wykształconemu człowiekowi, zdążyłem już zauważyć. Ja na przykład uważam, że poważne traktowanie Dawkinsa nie przystoi wykształconemu człowiekowi. Tak to się dziwnie wszystko plecie.
10-02-2010 16:49 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Ja na przykład uważam, że poważne traktowanie Dawkinsa nie przystoi wykształconemu człowiekowi.

To wystawiasz świadectwo tylko sobie. Wykształcony człowiek przeczytał "Samolubny gen".
10-02-2010 11:55 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Uważam się za racjonalnie myślącego człowieka, a czuję się tu jak obcy.
Przede wszystkim czujesz się nieomylny. Poznaje się to po tym, że ludziom o innych poglądach zarzucasz głupotę i ciasnotę umysłową.

>Nie jestem ateistą (nie jestem też teistą), nie mam w pogardzie ludzi wierzących, nie jestem scjentystą
Nie, Ty jesteś tylko kimś kto chce Tajemnicy nie zagospodarowanej ani przez naukę ani przez religię. Do czego Ci potrzebna taka Tajemnica, nie-teisto?

Przyznam Ci się, że taki podział rzeczy nieznanych, na "nieznane, które kiedyś poznamy z pomocą nauki" i "nieznane, którego nie poznamy nigdy, bo przekracza możliwości ludzkiego mózgu" też wydawał mi się sensowny i... atrakcyjny.
Tylko jak się dobrze zastanowić, to co niby ma świadczyć, że ten drugi rodzaj niepoznanego w ogóle istnieje? Może to tylko nasza skromność? Taki uprzejmy gest wobec Wszechświata- jakżebyśmy mogli twierdzić bezczelnie, że dowiemy się wszystkiego? Ot, pokora...

A przecież nie ma podstaw, by sądzić, że jego skomplikowanie przekracza możliwości ludzkiego zrozumienia. Może za 1000 lat ludzkość będzie znać Wszechświat równie dobrze jak dziś własną planetę.
Jeśli tak na to spojrzeć, to Twoja postawa to nie racjonalizm, tylko pesymizm.

>Lektura tego forum robi trochę przygnębiające wrażenie; w dużym stopniu odniosłem wrażenie, jakby posty pisali tu stereotypowi nastoletni buntownicy zawiedzeni Kościołem Katolickim po lekturze paru książek Dawkinsa i braku racjonalnej przeciwwagi.
Odwzajemnię Ci się, że moje wrażenie jest takie, jakbyś był nastoletnim buntownikiem zawiedzionym Kościołem, który Dawkinsa nie zrozumiał, a inną "przeciwwagę" dobierał sobie tendencyjnie.
Szemal (122 punktów)
>>Uważam się za racjonalnie myślącego człowieka, a czuję się tu jak obcy.
>Przede wszystkim czujesz się nieomylny. Poznaje się to po tym, że ludziom o innych poglądach zarzucasz głupotę i ciasnotę umysłową.

Nie pamiętam... masz jakiś cytat pod ręką?

>>Nie jestem ateistą (nie jestem też teistą), nie mam w pogardzie ludzi wierzących, nie jestem scjentystą
>Nie, Ty jesteś tylko kimś kto chce Tajemnicy nie zagospodarowanej ani przez naukę ani przez religię. Do czego Ci potrzebna taka Tajemnica, nie-teisto?

Na nic mi. Ja się tylko zastanawiam, co z nią.

>Przyznam Ci się, że taki podział rzeczy nieznanych, na "nieznane, które kiedyś poznamy z pomocą nauki" i "nieznane, którego nie poznamy nigdy, bo przekracza możliwości ludzkiego mózgu" też wydawał mi się sensowny i... atrakcyjny.
>Tylko jak się dobrze zastanowić, to co niby ma świadczyć, że ten drugi rodzaj niepoznanego w ogóle istnieje? Może to tylko nasza skromność? Taki uprzejmy gest wobec Wszechświata- jakżebyśmy mogli twierdzić bezczelnie, że dowiemy się wszystkiego? Ot, pokora...
>A przecież nie ma podstaw, by sądzić, że jego skomplikowanie przekracza możliwości ludzkiego zrozumienia. Może za 1000 lat ludzkość będzie znać Wszechświat równie dobrze jak dziś własną planetę.
>Jeśli tak na to spojrzeć, to Twoja postawa to nie racjonalizm, tylko pesymizm.

Trzeba znać swoje ograniczenia. To nie jest dylemat: pesymizm vs optymizm, tylko rozsądek vs pycha. Czy chcemy, czy nie, w samych systemach myślowych, którymi się posługujemy, zakodowane są poważne ograniczenia. XX wiek to piękny okres rozwoju nauk, ale też fascynujący okres odkrywania i ustalania tych właśnie nieprzekraczalnych granic. Część z nich to granice "miękkie", inne zostały dowiedzione z logicznym rygorem. Nie jest to coś, co można "zagadać" optymizmem.

>>Lektura tego forum robi trochę przygnębiające wrażenie; w dużym stopniu odniosłem wrażenie, jakby posty pisali tu stereotypowi nastoletni buntownicy zawiedzeni Kościołem Katolickim po lekturze paru książek Dawkinsa i braku racjonalnej przeciwwagi.
>Odwzajemnię Ci się, że moje wrażenie jest takie, jakbyś był nastoletnim buntownikiem zawiedzionym Kościołem, który Dawkinsa nie zrozumiał, a inną "przeciwwagę" dobierał sobie tendencyjnie.

A cóż jest takiego wielkiego do zrozumienia w tym Dawkinsie? Facet pisze jak jeden chłop drugiemu chłopu nad piwa szklenicą.

Nawiasem mówiąc, Kościół mnie nie zawiódł, nastolatkiem już od dawna nie jestem, a "przeciwwagi" jeszcze nie wybrałem.
10-02-2010 13:07 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)
>Trzeba znać swoje ograniczenia. To nie jest dylemat: pesymizm vs optymizm, tylko rozsądek vs pycha.
Wyobraziłem sobie świat w którym dysponujemy jedynie gwoździami, młotkami i gumowymi kaczuszkami.
Myślę, że w takim świecie Szemal przeprowadziłby epistemologiczny dowód na niewystarczalność młotków, twierdząc iż moga istnieć takie gwoździe z którymi żaden istniejący, ani nawet możliwy do pomyślenia młotek sobie nie poradzi. Z tego wysnułby wniosek, że zwolennicy młotków są zatwardziałymi dogmatykami, nie przyjmującymi do wiadomości ograniczeń swoich narzędzi.
Rozsądną alternatywą wobec tej pychy, upatrywałby w dopuszczeniu możliwości iż gwoździe w pewnych szczególnych warunkach mogłyby wbić się same. A już na pewno nie lekceważyć ludzi chcących stosować do tego celu gumowe kaczuszki.
10-02-2010 13:59 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Nie pamiętam... masz jakiś cytat pod ręką?
Wymowa poprzedniego postu. A nie zaprzeczysz?

>>Nie, Ty jesteś tylko kimś kto chce Tajemnicy nie zagospodarowanej ani przez naukę ani przez religię. Do czego Ci potrzebna taka Tajemnica, nie-teisto?
>Na nic mi. Ja się tylko zastanawiam, co z nią.
Akurat. Chcesz mieć uniwersalne wyjaśnienie.
Cytat:
Wynalazki typu Nieporuszonego Poruszyciela, który Porusza, nie będąc Poruszanym; albo coincidentia oppositorum, albo Zrodzonego, a nie Stworzonego - są lepsze metodologicznie, bo uznają konieczność wyjścia poza system naturalny dla jego uzasadnienia.

Muszę Ci przyznać pewną oryginalność podejścia. Zazwyczaj jest tak, że człowiek wierzący w istotę nadprzyrodzoną zaczyna szukać dla niej miejsca bezpiecznego od coraz dłuższych macek nauki.
Ty najpierw wymyśliłeś niedostępną rozumowo przestrzeń, a potem doszedłeś do wniosku, że właściwie nie możesz wykluczyć, czy tam jakiś bóg nie siedzi.
To jest to, co Placownik nazwał otwarciem na strzygi...

>Trzeba znać swoje ograniczenia.
Zgadza się! A my swoich nie znamy.
Nie wiesz jak uda nam się udoskonalić zmysły. Czego się jeszcze dowiemy. Nie wiesz co odkryją matematycy, fizycy, biolodzy... Co uprawnia Cię to stawiania tezy, że są jakieś nieprzekraczalne granice nauki? Nawet wspomniany przez Ciebie "logiczny rygor" może ewoluować- już dziś przyszło nam zaakceptować rzeczy niemierzalne.

>To nie jest dylemat: pesymizm vs optymizm, tylko rozsądek vs pycha.
A potrafisz niezbicie udowodnić, że wszechświat jest na wieczność dla człowieka niezrozumiały? Jeśli nie- co rozsądnego w takim podejściu?

>A cóż jest takiego wielkiego do zrozumienia w tym Dawkinsie? Facet pisze jak jeden chłop drugiemu chłopu nad piwa szklenicą.
Jak sam zauważyłeś, jest w stanie oddalić od KK. To już coś

>Nawiasem mówiąc, Kościół mnie nie zawiódł, nastolatkiem już od dawna nie jestem, a "przeciwwagi" jeszcze nie wybrałem.
Och, wrażenia bywają mylne. Mam nadzieję, że też o tym pamiętasz.
10-02-2010 16:45 
 Ocena 1 na 1
Szemal (122 punktów)
>>Nie pamiętam... masz jakiś cytat pod ręką?
>Wymowa poprzedniego postu. A nie zaprzeczysz?
Odważnie zaprzeczę.
>>>Nie, Ty jesteś tylko kimś kto chce Tajemnicy nie zagospodarowanej ani przez naukę ani przez religię. Do czego Ci potrzebna taka Tajemnica, nie-teisto?
>>Na nic mi. Ja się tylko zastanawiam, co z nią.
>Akurat. Chcesz mieć uniwersalne wyjaśnienie.
> Cytat:
Wynalazki typu Nieporuszonego Poruszyciela, który Porusza, nie będąc Poruszanym; albo coincidentia oppositorum, albo Zrodzonego, a nie Stworzonego - są lepsze metodologicznie, bo uznają konieczność wyjścia poza system naturalny dla jego uzasadnienia.


Bo faktycznie takie są. A jednak osobiście uważam, że nie ma żadnego dobrego powodu, że którąkolwiek z tych opcji uznać. Nie chcę żadnego uniwersalnego wyjaśnienia. Ja tylko zauważyłem, że ci, którzy wprowadzili takiego uogólnionego niesprecyzowanego "domykacza" systemów, mieli swoje dobre powody.

>Muszę Ci przyznać pewną oryginalność podejścia. Zazwyczaj jest tak, że człowiek wierzący w istotę nadprzyrodzoną zaczyna szukać dla niej miejsca bezpiecznego od coraz dłuższych macek nauki.
>Ty najpierw wymyśliłeś niedostępną rozumowo przestrzeń, a potem doszedłeś do wniosku, że właściwie nie możesz wykluczyć, czy tam jakiś bóg nie siedzi.

Tu nie chodzi o Boga. Podałem przykład Nieporuszonego Poruszyciela, bo to jest świetna ilustracja ogólnego charakteru "logicznego", jaki musi zostać spełniony dla domknięcia systemu. To tymczasem nie musi mieć żadnego związku z Bogiem, a już tym bardziej wiązać się z jakąkolwiek konkretną pozytywną cechą.

>>Trzeba znać swoje ograniczenia.
>Zgadza się! A my swoich nie znamy.
>Nie wiesz jak uda nam się udoskonalić zmysły. Czego się jeszcze dowiemy. Nie wiesz co odkryją matematycy, fizycy, biolodzy... Co uprawnia Cię to stawiania tezy, że są jakieś nieprzekraczalne granice nauki? Nawet wspomniany przez Ciebie "logiczny rygor" może ewoluować- już dziś przyszło nam zaakceptować rzeczy niemierzalne.

Wydaje mi się, że zupełnie nie rozumiesz, na czym polega problem.
Weźmy jakiś przykład. Czy uważasz, że przyszły rozwój naszych zmysłów czy naszych nauk będzie w stanie zlikwidować problemy związane z dowiedzioną niezupełnością arytmetyki?

>>To nie jest dylemat: pesymizm vs optymizm, tylko rozsądek vs pycha.
>A potrafisz niezbicie udowodnić, że wszechświat jest na wieczność dla człowieka niezrozumiały? Jeśli nie- co rozsądnego w takim podejściu?

To ciekawe, co piszesz. Nasłuchałem się w życiu dziesiątków nagrań z debat spod znaku "nauka-wiara" i w każdym przynajmniej raz padała ta kwestia, tylko zawsze z ust wierzącego:
"Czy potrafisz niezbicie udowodnić, że Bóg nie istnieje?"
Po czym często następowała odpowiedź:
"Nie, ale mnie wystarczy, że nie mam dobrych powodów, by przypuszczać, że Bóg istnieje."

Myślę, że nie mamy dobrego powodu, by przypuszczać, że jesteśmy w stanie zrozumieć Wszechświat. Więcej - mam wiele dobrych powodów, by uważać, że każdy konkretny system wyjaśniania jest niezupełny. To zaś skłania do pozostawienia *otwartości systemu* - nie ze względu na "tymczasowe luki" - bo w nie można co najwyżej wepchnąć "boga dziur" - tylko ze względu na konstrukcyjnie związane z każdym systemem granice jego stosowalności. To jest podstawowa różnica, którą staram się w tym wątku rozjaśnić - różnica między problemami (w ramach danego systemu) jeszcze nierozwiązanymi a a priori nierozwiązywalnymi. Schematycznie można je nazwać, odpowiednio, zagadkami i Tajemnicami.
lontri (16088 punktów)

1) Wykonałeś pewną pracę w kierunku abstrakcyjnego ujęcia pewnych problemów. Powinieneś jednak pamiętać, że trzeba zawsze sobie zostawić możliwość odbycia podróży w przeciwnym kierunku, chociażby po to, by odkryć nieścisłości we własnym rozumowaniu. Ryzyko takiej nieścisłości rośnie, im bardziej abstrakcyjnymi pojęciami się posługujemy. Łatwo wówczas o pewne subtelne przesunięcia w obrębie znaczeń, które w rezultacie wiodą nas na manowce.

2) Inne problemy do doprecyzowania później? Na początek zacznij od doprecyzowania pojęć, jakimi się posługujesz.

3)Całość Twojego wywodu sprowadza się do zdania: "Znamy tylko jeden Wszechświat". Reszta Twoich tez jest sporna.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Szemal (122 punktów)
>1) Wykonałeś pewną pracę w kierunku abstrakcyjnego ujęcia pewnych problemów. Powinieneś jednak pamiętać, że trzeba zawsze sobie zostawić możliwość odbycia podróży w przeciwnym kierunku, chociażby po to, by odkryć nieścisłości we własnym rozumowaniu. Ryzyko takiej nieścisłości rośnie, im bardziej abstrakcyjnymi pojęciami się posługujemy. Łatwo wówczas o pewne subtelne przesunięcia w obrębie znaczeń, które w rezultacie wiodą nas na manowce.

Brzmi jak ogólna przestroga, nie konkretny argument... pozwolę sobie kompletnie olać. Widzisz, mam taką zasadę - mam nadzieję, że się nie obrazisz - że w sytuacjach, w których nie znam rozmówcy, nie przyjmuję ogólnych przestróg, porad osobistych, uczonych rad itp. Bo po prostu nie wiem, czy po drugiej stronie siedzi mędrzec, czy tylko pozer. Gdy kogoś znam osobiście i mu ufam, uwaga typu powyższej jest dla mnie poważnym sygnałem, że coś z moim rozumowaniem jest nie tak. Ale w internecie za taką uwagą może kryć się cokolwiek - w tym najzwyklejsza blaga. Więc ostatecznie mam taką politykę, że traktuję poważnie tylko konkretne argumenty. Mówię serio. To nie jest podpucha, ani próba ucieczki, ani chwyt erystyczny. Tak już mam.

>2) Inne problemy do doprecyzowania później? Na początek zacznij od doprecyzowania pojęć, jakimi się posługujesz.

J.w.

>3)Całość Twojego wywodu sprowadza się do zdania: "Znamy tylko jeden Wszechświat". Reszta Twoich tez jest sporna.

Nie, to co piszę, nie ma związku ze zdaniem "Znamy tylko jeden Wszechświat". A w sprawie innych tez: j.w.
lontri (16088 punktów)

No dobrze. Niech Ci będzie. Jesteś przecież bez wątpienia samorodnym geniuszem, który wydedukował dowód obalający całość kosmologii.
Chyba że cierpisz po prostu na jakąś monomanię. Wtedy nie jesteś geniuszem, ale po prostu tylko wydaje Ci się, że masz coś ciekawego do powiedzenia.
Wierzysz też w jakieś inne cuda?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Szemal (122 punktów)
>No dobrze. Niech Ci będzie. Jesteś przecież bez wątpienia samorodnym geniuszem, który wydedukował dowód obalający całość kosmologii.
>Chyba że cierpisz po prostu na jakąś monomanię. Wtedy nie jesteś geniuszem, ale po prostu tylko wydaje Ci się, że masz coś ciekawego do powiedzenia.
>Wierzysz też w jakieś inne cuda?

Szum, szum, szum... i więcej szumu. Ziew.
Wymyśl coś ciekawszego. Cycki pokaż.
setarkos (10757 punktów)
> (..) jeśli będziemy postulować "mnogość Wszechświatów", wciąż - aby było sensowne w
>ogóle używanie pojęcia "mnogości Wszechświatów" - muszą mieć one coś wspólnego, co >pozwala na orzekanie o nich wspólnie, przez co tworzą pewnego typu jedność logiczną

Niekoniecznie. Weź np. 5 wszechświatów, z których każda para i każda trójka ma "coś wspólnego" ale żadna czwórka ani wszystkie zusamen już przecięcia nie mają. Taki model można nawet narysować i nie wydaje się specjalnie udziwniony, bo nie od dziś wiadomo np., że gdzie trzech Polaków tam siedem opinii.

> Nie jest więc możliwe przedstawienie naukowego wyjaśnienia zajścia Wszechświata.

Może warto się umówić, żeby przedstawiać to co możliwe (bo niemożliwych rzeczy faktycznie jakby przytłaczająca większość)
Szemal (122 punktów)
>> (..) jeśli będziemy postulować "mnogość Wszechświatów", wciąż - aby było sensowne w
>>ogóle używanie pojęcia "mnogości Wszechświatów" - muszą mieć one coś wspólnego, co >pozwala na orzekanie o nich wspólnie, przez co tworzą pewnego typu jedność logiczną
>Niekoniecznie. Weź np. 5 wszechświatów, z których każda para i każda trójka ma "coś wspólnego" ale żadna czwórka ani wszystkie zusamen już przecięcia nie mają. Taki model można nawet narysować i nie wydaje się specjalnie udziwniony, bo nie od dziś wiadomo np., że gdzie trzech Polaków tam siedem opinii.

A jaka wspólna cecha sprawia, że używasz w odniesieniu do nich tego samego słowa "wszechświat"?

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365