Racjonalista - Strona głównaDo treści
Skandal.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
30-04-2009 20:15jimmy_88gno (1653 punktów)Skandal.
Ocena 4 na 4
Istny hit urabiania:

www.listmotywacyjny.pl/info.html

"Podczas rozmowy przez CB-radio" - nawoływanie do sprowokowania wypadku samochodowego?

"Od piętnastu lat, sześciu miesięcy i dwudziestu czterech dni pracuję jako kierowca ciężarówek i ciągników siodłowych" - perfidne zaproszenie do pokazywania desperacji?

"padnie ofiarą przejęcia (niektórzy mówią "kupna") przez zagraniczne konsorcjum, a ja bardzo nie chcę pracować dla obcych imperialistów' - posłuszeństwo wobec Polaczków i wrogość do ludzi innych narodowości?

"Słyszałem - i dobrze to sprawdziłem - że Wasza firma jest całkowicie polska, z polskim kapitałem i polskimi kierowcami" - wszczepiona niby nienawiść do kapitału zagranicznego, aby podlegać rzekomo polskiemu?

"Wiem, że uczciwie płacicie ZUS i inne świadczenia, dbacie o tabor, bazę transportową, a przede wszystkim o "żywe złoto" jakimi są kierowcy TIR-ów" - ciekawe skąd to kandydat miałby wiedzieć? może wierzy... żywe złoto - rzeczywiście: pracodawcy zarobią na niewolnikach, a więc pracownicy są dla nich żywym złotem

"Praca ma zapewnić mi chleb, ale nie jest dla mnie środkiem do wzbogacenia się" - a niby dlaczego nie ma być środkiem do wzbogacenia się? tylko jeść chleb przez całe życie? wcinać i non-stop pracować? śmierć za życia

Co za nawoływanie do błagania o zatrudnienie. Uczenie dziadowskich, niegodnych człowieka postaw.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

jad11 (18783 punktów)

>"Podczas rozmowy przez CB-radio" - nawoływanie do sprowokowania wypadku samochodowego?

Nie rozumiem. Nawoływanie do sprowokowania wypadku?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
30-04-2009 21:32 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Nie rozumiem. Nawoływanie do sprowokowania wypadku?

O takich rzeczach przez CB-radio rozmawiali? Z tego co wiem to kierowcy mogą sobie od czasu do czasu przez to pożartować itd., ale dłuższa rozmowa rozkojarza.

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
30-04-2009 21:47 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
>>Nie rozumiem. Nawoływanie do sprowokowania wypadku?
>O takich rzeczach przez CB-radio rozmawiali? Z tego co wiem to kierowcy mogą sobie od czasu do czasu przez to pożartować itd., ale dłuższa rozmowa rozkojarza.

Zawodowi kierowcy, połykający tysiące kilometrów, rozmawiają przez CB jak my na tym forum.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
30-04-2009 22:05 
 Ocena 2 na 2
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Zawodowi kierowcy, połykający tysiące kilometrów, rozmawiają przez CB jak my na tym forum.

To ja poszukam badania z wynikami wpływu takiego zachowania na bezkolizyjną jazdę


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
jad11 (18783 punktów)
>>Zawodowi kierowcy, połykający tysiące kilometrów, rozmawiają przez CB jak my na tym forum.
>To ja poszukam badania z wynikami wpływu takiego zachowania na bezkolizyjną jazdę

Słyszałem ostatnio gdzieś, że rozmowa przez telefon podczas jazdy rozprasza bardziej niż kilka głębszych przed jazdą. Nawet jeśli kierowca używa zestawu głośnomówiącego, bo problem nie w trzymaniu słuchawki a w podzielności uwagi albo raczej w braku tej podzielności. U mężczyzn szczególnie. Pewnie coś w tym jest.
Z drugiej strony jednak (to już mój domysł), taka rozmowa utrzymuje kierowcę przy świadomości; facet skupia się na niej i przy okazji trochę na drodze. Pomyśl, jak długo może wytrzymać kierowca w pełnym skupieniu gapiący się przed siebie. Myślę, że tym krócej może wytrzymać im droga wygodniejsza.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
30-04-2009 23:30 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Słyszałem ostatnio gdzieś, że rozmowa przez telefon podczas jazdy rozprasza bardziej niż kilka głębszych przed jazdą. Nawet jeśli kierowca używa zestawu głośnomówiącego, bo problem nie w trzymaniu słuchawki a w podzielności uwagi albo raczej w braku tej podzielności. U mężczyzn szczególnie. Pewnie coś w tym jest.
>Z drugiej strony jednak (to już mój domysł), taka rozmowa utrzymuje kierowcę przy świadomości; facet skupia się na niej i przy okazji trochę na drodze. Pomyśl, jak długo może wytrzymać kierowca w pełnym skupieniu gapiący się przed siebie.

Zgadzam się zarówno z jednym, jak i z drugim argumentem. I proponuję rozwiązanie: niech kierowca pracuje tyle czasu, żeby nie musieć się zapracowywać i żeby spokojnie zarabiać rozsądnymi godzinami pracy na godne życie; na życie na wysokim poziomie. Należy mu się. Wymogiem jest sam fakt świadczenia pracy, natomiast nadmiar pracy przypadający na jednostkę to istotne uchybienie w organizacji społecznego życia. Wtedy też rozwiąże się kwestia pierwsza: kierowca ten będzie miał czas, żeby sobie pogadać z kolegę, kiedy będzie miał na to i czas i ochotę.

>Myślę, że tym krócej może wytrzymać im droga wygodniejsza.

Tym dłużej.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
01-05-2009 00:31 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
>>Słyszałem ostatnio gdzieś, że rozmowa przez telefon podczas jazdy rozprasza bardziej niż kilka głębszych przed jazdą. Nawet jeśli kierowca używa zestawu głośnomówiącego, bo problem nie w trzymaniu słuchawki a w podzielności uwagi albo raczej w braku tej podzielności. U mężczyzn szczególnie. Pewnie coś w tym jest.
>>Z drugiej strony jednak (to już mój domysł), taka rozmowa utrzymuje kierowcę przy świadomości; facet skupia się na niej i przy okazji trochę na drodze. Pomyśl, jak długo może wytrzymać kierowca w pełnym skupieniu gapiący się przed siebie.
>Zgadzam się zarówno z jednym, jak i z drugim argumentem. I proponuję rozwiązanie: niech kierowca pracuje tyle czasu, żeby nie musieć się zapracowywać i żeby spokojnie zarabiać rozsądnymi godzinami pracy na godne życie; na życie na wysokim poziomie.

Jeśli chodzi o kierowców TIR-ów to mniej więcej tak jest, całkiem niedawno wspominałem o tym na forum. Jakąś normę musi jednak wyrabiać, bo inaczej transport drogowy byłby zupełnie nieopłacalny. Pensje w tej branży nie są złe.

Kierowcy BUS-ów jeżdżą za to zdecydowanie za dużo (najczęściej), często nawet nie mają czasu się wyspać, nie wspominając już o pogadankach z kolegami. Różnie więc bywa ale nie w tym rzecz. Siedząc za kółkiem zwyczajnie się nudzisz, bo co więcej możesz robić? Dla wprawnego kierowcy jazda przed siebie z bardzo bezpieczną prędkością nie jest jakimś ekscytującym zajęciem tylko czymś, co wykonuje mechanicznie. Póki na drodze nie wydarzy się coś zaskakującego to jazda jest monotonna i tę monotonię trzeba czymś zabić. Rozmowy z innymi, którzy również nie mają nic lepszego do roboty wydają mi się jak najbardziej naturalne. Są chyba bardziej pożyteczne niż szkodliwe.

>>Myślę, że tym krócej może wytrzymać im droga wygodniejsza.
>Tym dłużej.

Nie, nie pomyliłem się. Jazda autostradą czyli wygodną, prostą drogą, jest strasznie nudna, nie trzeba wiele, by zasnąć. Nie zaśniesz za to próbując omijać dziury czy pokonując miejskie, obce Ci skrzyżowania.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
01-05-2009 15:59 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Jeśli chodzi o kierowców TIR-ów to mniej więcej tak jest, całkiem niedawno wspominałem o tym na forum. Jakąś normę musi jednak wyrabiać, bo inaczej transport drogowy byłby zupełnie nieopłacalny. Pensje w tej branży nie są złe.

2500 złotych za całkowite rozstrojenie organizmu to według Ciebie dużo?

>Nie, nie pomyliłem się. Jazda autostradą czyli wygodną, prostą drogą, jest strasznie nudna, nie trzeba wiele, by zasnąć. Nie zaśniesz za to próbując omijać dziury czy pokonując miejskie, obce Ci skrzyżowania.

Zupełnie się nie zgodzę. Na niemieckich, zadbanych drogach notuje się 150 proc. mniej wypadków niż na polskich, dziurawych. Tutaj chodzi o życie. Potrzebne są udogodnienia, a przynajmniej normalność. Dziurawa droga jest odchyłem; patologią. Myślę ponadto, że mniej wypadków ma miejsce na drogach dobrze kierowcom znanych.

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Na niemieckich, zadbanych drogach notuje się 150 proc. mniej wypadków niż na polskich, dziurawych
   Wow, pobiłeś samego Lecha Wałęsę - on chciał obniżyć ceny tylko o 100%.
01-05-2009 16:32 
 Ocena 2 na 2
jimmy_88gno (1653 punktów)
>   Wow, pobiłeś samego Lecha Wałęsę - on chciał obniżyć ceny tylko o 100%.

150 procent mniej wypadków = o 50 proc. mniej.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
jad11 (18783 punktów)

>2500 złotych za całkowite rozstrojenie organizmu to według Ciebie dużo?

A kto mówi o 2500zł? Tyle może zarabiają kierowcy w transporcie krajowym, którzy codziennie wracają do domu i nie wypruwają się bardziej niż kierowca autobusu komunikacji miejskiej na przykład.

Ja mówię o zarobkach zaczynających się od 5000zł miesięcznie a dochodzących czasem do 8000 i więcej. Podstawowa stawka to jedno ale do tego dochodzą jeszcze diety i na tym są już niezłe pieniądze. Im więcej zagranicznych kilometrów albo dni (zależnie od umowy z pracodawcą) tym wyższy zarobek. Tyle zarabiają moi znajomi kierowcy w transporcie międzynarodowym, wożący substancje uznane za niebezpieczne.

Z tym rozstrojeniem organizmu, to też przesada. Każdy sam wybrał sobie taki styl życia i dla niektórych ta kierownica jest całym życiem.
Co zresztą rozumiesz przez całkowite rozstrojenie organizmu? Praktycznie każdy kto nie pracuje od siódmej do piętnastej ma rozstrój organizmu. Popatrz ilu ludzi pracuje nocami. Lekarze, strażacy, policjanci, kolejarze, piekarze, barmani.... Długo tak można wymieniać. Weźmy taką ekspedientkę w sklepie całodobowym. Sądzisz, że zarabia więcej niż te 2500zł za to, że jej organizm jest rozstrojony?

>>Nie, nie pomyliłem się. Jazda autostradą czyli wygodną, prostą drogą, jest strasznie nudna, nie trzeba wiele, by zasnąć. Nie zaśniesz za to próbując omijać dziury czy pokonując miejskie, obce Ci skrzyżowania.
>Zupełnie się nie zgodzę. Na niemieckich, zadbanych drogach notuje się 150 proc. mniej wypadków niż na polskich, dziurawych. Tutaj chodzi o życie. Potrzebne są udogodnienia, a przynajmniej normalność. Dziurawa droga jest odchyłem; patologią. Myślę ponadto, że mniej wypadków ma miejsce na drogach dobrze kierowcom znanych.

No tak ale nie o to mi chodziło. Ja też jestem zwolennikiem płaskich, szerokich i wygodnych nawierzchni a nie takich, na których w terenówkach siada zawieszenie. Pomyśl, że jadący po tych niemieckich drogach też umilają sobie jakoś czas jazdy, robią coś aby nie zasnąć.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
02-05-2009 12:33 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Weźmy taką ekspedientkę w sklepie całodobowym. Sądzisz, że zarabia więcej niż te 2500zł za to, że jej organizm jest rozstrojony?

W Gnieźnie takie ekspedientki zarabiają na rękę około 1000 złotych.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
01-05-2009 00:47 
 Ocena 3 na 3
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Zawodowi kierowcy, połykający tysiące kilometrów, rozmawiają przez CB jak my na tym forum.
Pewnie też wskakują im na częstotliwość Miłujący Prawdę traktorzyści z pobliskiego PGR-u...
Satyr (4285 punktów)

>Co za nawoływanie do błagania o zatrudnienie. Uczenie dziadowskich, niegodnych człowieka postaw.

Nieźle nabiłeś piany
Jak się jest miłym, to i pracodawca chętniej zatrudni. Teraz, kiedy zatrudnienie pracownika jest tak drogie pracodawcy są ostrożni w doborze ludzi. Nikt o zdrowych zmysłach nie zatrudni faceta, który z impertynencją stawia żądania jakby to, na co jeszcze nie zapracował, było już jego.

Możesz oczywiście stworzyć swój poradnik pisania listów motywacyjnych ale nie przypuszczam, żeby odniósł sukces

Pozdrawiam
30-04-2009 21:59 
 Ocena 2 na 2
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Nieźle nabiłeś piany

A Ty dałeś niezły popis swojej nieznajomości zasad rynkowych.

>Jak się jest miłym, to i pracodawca chętniej zatrudni.

Być miłym a płaszczyć się to zupełnie co innego. Ten list ma niby ludziom służyć na wzór, tymczasem stara się nabić ich w butelkę. Nic dziwnego, że mamy później dosłownie niewolnictwo oraz bogaczy. Chodzi mi zwłaszcza o prace fizyczne. Gdyby kierowcy inaczej stawiali sprawę niż w takim liście, to byliby bardziej szanowani. Wywalczyliby sobie lepszą organizację pracy, nie byliby zmuszani do pracowania nielegalnie i ponad siły. Otrzymywaliby ponadto większe wynagrodzenia. A taką postawą sami stwarzają okazję do tego, aby ich wykorzystywać.

>Teraz, kiedy zatrudnienie pracownika jest tak drogie pracodawcy są ostrożni w doborze ludzi.

Kryzys został wymyślony przez średnich przedsiębiorców, ponieważ najwięcej tracili oni na wzrastających roszczeniach pracowniczych. To, że tracili, nie znaczy, że przestawał im się biznes opłacać. Przebicia np. na sprzedaży jednej ramy okularów sięgają rzędu 500 procent czystego zysku. "Tym Polakom chyba się w d*pach poprzewracało"... - jak to powiedział pewien pan, któremu zapewne dobrobyt innych jest nie w smak. W zasadzie przedsiębiorczość innych świadomie krępują ci, którzy na jej braku u innych zarabiają. Tymczasem rywalizacja pomiędzy prawdziwymi markami powinna wskoczyć na wyższy pułap: byłoby to korzystne ogólnospołecznie, a to nie jest nieracjonalne. Być może zmęczony kierowca zamorduje w wypadku samochodowym żonę bądź córkę pracodawcy tego kierowcy. A może jego przyjaciela.

>Nikt o zdrowych zmysłach nie zatrudni faceta, który z impertynencją stawia żądania jakby to, na co jeszcze nie zapracował, było już jego.

Oczywiście, lecz nie przechodźmy od skandalu do skandalu. Chodzi o promowanie zdrowej sytuacji, a nie popieranie prymitywnej dezorganizacji życia społecznego. Później taki kierowca, który musiał się płaszczyć założy własną firmę i sam będzie sadystą. Nie mówiąc o tym, ile obaj (kierowca, sadysta-pracodawca) szkód społecznych narobią po drodze; ile popełnią wykroczeń przeciwko prawu.

>Możesz oczywiście stworzyć swój poradnik pisania listów motywacyjnych ale nie przypuszczam, żeby odniósł sukces

Zależy o jakie stanowisko kandydat by się ubiegał. Niech się kierowcy bardziej szanują, a inni też zaczną ich bardziej szanować. I niech nikt nie uprawia czarnego PR-u przez które ktoś cierpi.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
30-04-2009 22:17 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Jimmy, czy Ty kiedykolwiek gdzieś pracowałeś? Tak pytam, bo szwankuje mi percepcja tego, co powyżej napisałeś.
30-04-2009 23:34 
 Ocena 2 na 2
jimmy_88gno (1653 punktów)
>   Jimmy, czy Ty kiedykolwiek gdzieś pracowałeś? Tak pytam, bo szwankuje mi percepcja tego, co powyżej napisałeś.

Staram się po prostu pracować komfortowo I na razie mi to całkiem nieźle wychodzi

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
30-04-2009 23:58 
 Ocena 8 na 8
Przemysław Biegański (845 punktów)
Komfortem może być pobieranie socjala...

Ja na przykład w pewnym sensie pracuję komfortowo - bo w swoim domu, przy swoim biurku, na swoich komputerach i w godzinach jakie sobie sam wyznaczę. Och, komfort się kończy gdy niebezpiecznie przybliża się deadline ukończenia projektu a ja sobie zanadto folgowałem wcześniej w korzystaniu z tego komfortu.
Różnie też bywa z płacą za moją pracę. I ten aspekt mojej pracy nie jest zbyt komfortowy, z pewnością dla psychiki . A całkowicie wyprany jest z komfortu moment każdego miesiąca gdy trzeba się spowiadać przed fiskusem i uiszczać haracz ZUSowi
01-05-2009 00:09 
 Ocena 2 na 2
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Ja na przykład w pewnym sensie pracuję komfortowo - bo w swoim domu, przy swoim biurku, na swoich komputerach i w godzinach jakie sobie sam wyznaczę. Och, komfort się kończy gdy niebezpiecznie przybliża się deadline ukończenia projektu a ja sobie zanadto folgowałem wcześniej w korzystaniu z tego komfortu.

Plus za organizację i komfort pracy.

>Różnie też bywa z płacą za moją pracę. I ten aspekt mojej pracy nie jest zbyt komfortowy, z pewnością dla psychiki . A całkowicie wyprany jest z komfortu moment każdego miesiąca gdy trzeba się spowiadać przed fiskusem i uiszczać haracz ZUSowi

Przynajmniej zwrot niedługo

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
30-04-2009 23:45 
 Ocena 2 na 2
Przemysław Biegański (845 punktów)
Heh, Robercie, podczas czytania tej wypowiedzi też nasunęło mi się to pytanie...
01-05-2009 00:03 
 Ocena 7 na 7
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Gdyby kierowcy inaczej stawiali sprawę niż w takim liście, to byliby bardziej szanowani. Wywalczyliby sobie lepszą organizację pracy, nie byliby zmuszani do pracowania nielegalnie i ponad siły. Otrzymywaliby ponadto większe wynagrodzenia. A taką postawą sami stwarzają okazję do tego, aby ich wykorzystywać.
   Kolega prowadzi hurtownię napojów. Kiedy dawał ogłoszenie w sprawie pracy dla kierowców, to dostawał jakieś 200 ofert. A że nikt nie był w stanie tego choćby przeczytać, to zmienił zasadę. Podawał nr telefonu i godzinę od której będą przyjmowane zgłoszenie. O podanej godzinie włączał telefon i zapraszał na rozmowę pierwszych trzech kierowców spełniających wymogi formalne. Po czym wyłączał ten telefon na parę dni, bo by mu stale dzwonił. Sądzę, że powinieneś organizować jakieś kursy dla tych kierowców, na których będziesz im tłumaczył, jak powinni się bardziej szanować.

>Kryzys został wymyślony przez średnich przedsiębiorców, ponieważ najwięcej tracili oni na wzrastających roszczeniach pracowniczych. To, że tracili, nie znaczy, że przestawał im się biznes opłacać.
   Jak wiadomo właściciele MSP nie mają nic lepszego do roboty od wymyślania kryzysów.

>Przebicia np. na sprzedaży jednej ramy okularów sięgają rzędu 500 procent czystego zysku. "Tym Polakom chyba się w d*pach poprzewracało"... - jak to powiedział pewien pan, któremu zapewne dobrobyt innych jest nie w smak
   Dlaczego nie zajmiesz się sprzedażą tych okularów, skoro to taki fajny biznes?
01-05-2009 16:02 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Dlaczego nie zajmiesz się sprzedażą tych okularów, skoro to taki fajny biznes?

A kto mówi, że jest mi źle, żebym miał cokolwiek zmieniać? Mam identyczną sytuację jak Pan Przemysław B. i daje mi to dużo satysfakcji.

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
Beatus (2528 punktów)
Z drugiej strony też to czasem wygląda ciekawie.
Nie zapomniana jest dla mnie aplikacja, którą otrzymałam kilka lat temu. Potrzebowałam do pracy kogoś kto potrafiłby się wysławiać poprawnie po polsku, znał podstawy obsługi komputera i odróżniał xls od przedłużacza. Wymagania nie wielki i realnie potrzebne, płaca godziwa, dałam ogłoszenie.
W gromadce aplikacji jedna od razu rzuciła mi się w oczy. Podwójna kartka wyrwana z zeszytu A4, nieco wymięta. A na kartce nasmarowane, mniej więcej:
_______________________
Adam Kowalski

W lato miałem okazję porobić w barze nad morzem. To była dobra praca.

Teraz udało mi się zaczepić na stadionie, ale mi się nie podoba i chciałbym znaleźć coś lepszego.
_______________________

Treść krótka ale jakże treściwa. Nie wiem do końca czy uznać to za list motywacyjny czy CV. Może nawet z czystej ciekawości zaprosiłabym tego pana na rozmowę, niestety nie podał kontaktu.

Z innej, jeśli można tak powiedzieć, półki. Kilka miesięcy temu dostałam aplikację młodego człowieka poszukującego pracy. Nie była to odpowiedź na ogłoszenie, ale własna inicjatywa. Dokumenty przesłane na maila ze strony internetowej. Było i CV i LM. Zaczęłam od LM, tak zwykle robię. Wynikało z niego, że młody człowiek zgłasza swoją kandydaturę na stanowisko prezesa lub dyrektora. Generalnie chciał zarządzać firmą. Fajnie. Spoglądam więc na CV. 25 latek, który właśnie dobrnął szczęśliwie do zakończenia studiów i otrzymał tytuł mgr zarządzania, marketingu i czegoś tam jeszcze. Uczelnia (bez nazw) Wyższa Szkoła Wszystkiego aby Kasa Była. Doświadczenie zawodowe - brak, przecież chłopak się uczył. Był jednak przewodniczącym klasy w szkole średniej, organizował też jakieś wycieczki w szkole i coś jeszcze w tym guście.
Tak się zastanawiam, czy to na tej uczelni tak go pozytywnie wzmacniali, czy miałam okazję zetknąć się z tak interesującą osobowością. Tyle się teraz mówi o tym aby wierzyć w siebie

Pozdrawiam
30-04-2009 23:52 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
Co do doświadczenia to mam nieco odmienne zdanie. Podchodzę do tego z dystansem. Chłopak chciał po studiach godnie zarabiać i nic w tym dziwnego. Pewnie natknął się na takie listy "motywacyjne" jak ten nieszczęsny rodem z tego wątku, a już na pewno natknął się na fatalną organizację życia społecznego w tym kraju; słyszał o rozmaitych machlojkach i korupcji; być może jego rówieśnik miał bogatego ojca i ten ojciec zapewnił swojemu synowi od razu stanowisko menedżera, chłopak był zdolniejszy i stwierdził, że to niesprawiedliwe itd... Możemy hermetyzować dowoli. W każdym razie - według mnie - ten chłopak miał po części rację. Prawdopodobnie nie chciał wykonywać prymitywnych prac, bo nie widział w nich sensu i się do nich nie nadawał. Może zdawał sobie sprawę, że tak "sprawę urządzają" ci, którzy już są starymi wyjadaczami: pognać młodych do roboty za darmochę, nawet po studiach. Nie oszukujmy się, bo wymogi rynku pracy nie są zdrowe, a najlepiej nie zarabiają wyłącznie najmądrzejsi. W zasadzie rzadko kiedy najmądrzejsi zarabiają najlepiej, bo nie mają oni zwykle zmysłu organizatora i ten organizator potrafi z ich pomysłów czerpać równie dobrze, a może nawet lepiej, co oni. Poza tym chodzi o sprzedaż: towaru bądź usługi, a to tego należy być zorientowanym w niekoniecznie czcigodnym biznesie. Niekiedy naprawdę wielcy ludzie mogą polec na tym placu. Warto dawać im szanse wbrew obiegowym zasadom i narzuconym wymogom formalnym. Jest jeszcze jedno: uczelnie bardzo naciskają pracodawców na stawianie wysokich wymogów. Gdy jeszcze na studiach nie było informatyki, informatycy już wymiatali! Czego to dowodzi? Są równi i równiejsi. Niekiedy próby legitymowania kończą się porażką ogólnospołeczną. Warto iść pod prąd, a już tym bardziej jako pracodawca. Wielu wysokich dziś rangą ludzi ma jedynie na koncie... wykształcenie średnie i kilka lekcji wizerunku. No, może jeszcze retoryki.

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
01-05-2009 00:10 
 Ocena 5 na 5
Przemysław Biegański (845 punktów)
Jimmy - czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego co to oznacza kierowanie nawet niewielkim, kilkuosobowym zespołem ludzi?
I nie chodzi tylko o wydawanie poleceń ale także a raczej przede wszystkim o umiejętność podejmowania decyzji oraz bycia za te decyzje odpowiedzialnym.
Także bycia odpowiedzialnym wobec, jeśli takowy jest, zwierzchnika - za pracę podległych ludzi. Odpowiedzialnym wobec klienta, zleceniodawcy za efekt pracy całego zespołu. Odpowiedzialnym wobec podległych osób za to aby otrzymały zapłatę za wykonaną pracę. Odpowiedzialnym wobec urzędów nadzorujących z ramienia państwa sprawy fiskalne, ubezpieczeniowe i pracownicze.

Czy tego uczą w jakichś "wyższych" szkołach marketingu i zarządzania "NoName"?
01-05-2009 16:26 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Jimmy - czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego co to oznacza kierowanie nawet niewielkim, kilkuosobowym zespołem ludzi?
>I nie chodzi tylko o wydawanie poleceń ale także a raczej przede wszystkim o umiejętność podejmowania decyzji oraz bycia za te decyzje odpowiedzialnym.
>Także bycia odpowiedzialnym wobec, jeśli takowy jest, zwierzchnika - za pracę podległych ludzi. Odpowiedzialnym wobec klienta, zleceniodawcy za efekt pracy całego zespołu. Odpowiedzialnym wobec podległych osób za to aby otrzymały zapłatę za wykonaną pracę. Odpowiedzialnym wobec urzędów nadzorujących z ramienia państwa sprawy fiskalne, ubezpieczeniowe i pracownicze.

Tak, ale co to ma do nędznego listu motywacyjnego nawołującego do irracjonalnych postaw? Bo kandydatowi chodzi o pracę i ma być on wynagrodzony stanowiskiem m.in. za list motywacyjny. Treść tego listu obnaża kandydata i każe mu nienawidzić zagraniczny kapitał, dzięki któremu ludzie w Polsce mają lepsze warunki pracy i płacy. Każe również nienawidzić obce narodowości; tzw. "zachodnie". Można to rozciągnąć dalej: kandydat ma nienawidzić zachodnią organizację pracy będącą na wysokim poziomie na rzecz bycia wykorzystywanym przez lokalnych przedsiębiorców i co najmniej słabej organizacji pracy, którą ci lokalni przedsiębiorcy promują przez swoje własne niegodne szacunku postawy.

>Czy tego uczą w jakichś "wyższych" szkołach marketingu i zarządzania "NoName"?

Jeśli miało być to pytanie osobiste, to źle jest ono zaadresowane. Natomiast sprawa wyższych szkół rzeczywiście jest interesującym tematem do rozmów. Najlepsze jest to, że w odpowiednich warunkach materialnych i rozwojowych każdego stać nie tylko na podjęcie studiów, ale też na to, aby być kierownikiem/kierowniczką. Śmieciarz miał po prostu wielkiego pecha. Został załatwiony przez zbiór zależności wynikłych z wielu mechanizmów pozostających ze sobą w dalekim związku przyczynowo-skutkowym. Gdyby rozum sinej z przemęczenia sklepikarki miał radykalnie inną przeszłość niż ta, która jej mózg zdeterminowała do akceptowania nieludzkich warunków, usadowiłby ją na wysokim społecznie stanowisku. Historia organizacji pracy zmierza na szczęście w kierunku równości szans. Z drugiej strony hołota deprawuje intelektualistów. Intelektualiści najwidoczniej za mało zrobili na rzecz hołoty, by i z niej uczynić intelektualistów. Specjaliści chowali swój kunszt przed uczniami, bo bali się rywalizacji. Ponad 50 proc. osób w wieku 19-20 lat studiuje. Należy stworzyć masę krytyczną rozwoju intelektualnego oraz masę krytyczną jakości czy też wielości posiadanych umiejętności.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Jimmy, z pracodawcą jest jak z kobietą - musi usłyszeć to co chce usłyszeć. I wtedy jest dobrze!
01-05-2009 17:48 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>   Jimmy, z pracodawcą jest jak z kobietą - musi usłyszeć to co chce usłyszeć. I wtedy jest dobrze!

Nie zgodzę się. Może tak jest przy pracach gorzej płatnych i mniej prestiżowych, natomiast przy pracach umysłowych jest wręcz odwrotnie. Trzeba pokazać silną osobowość i błysnąć intelektem, bo to oznacza, że kandydat wiele wniesie do firmy. Lanie wody jest tutaj nieopłacalne według mnie. Ale to może zależeć jeszcze od indywidualnej specyfiki firmy, nawet nie branży.

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
01-05-2009 18:07 
 Ocena 1 na 1
Przemysław Biegański (845 punktów)
Ależ tu nie chodzi o "lanie wody"! I pracy intelektualnej dotyczy to jak najbardziej.
"Błyskanie intelektem" i pokazywanie "osobowości" gdy pracodawca właśnie stracił na kontrakcie parę tysięcy, musi pokryć straty albo podwykonawca nie odprowadził watu a US za to zaczął ścigać właśnie twojego pracodawcę (sytuacje hipotetyczna) - może skończyć się tym że twoja umowa zostanie rozwiązana z końcem miesiąca...
01-05-2009 18:21 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>"Błyskanie intelektem" i pokazywanie "osobowości" gdy pracodawca właśnie stracił na kontrakcie parę tysięcy, musi pokryć straty albo podwykonawca nie odprowadził watu a US za to zaczął ścigać właśnie twojego pracodawcę (sytuacje hipotetyczna) - może skończyć się tym że twoja umowa zostanie rozwiązana z końcem miesiąca...

Każdy ma inne doświadczenia. Może Ty napisałeś w liście motywacyjnym to, co pracodawca chciał usłyszeć, nie przeczę...

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
01-05-2009 19:22 
 Ocena 1 na 1
Przemysław Biegański (845 punktów)
List motywacyjny w życiu napisałem jeden... I jak sobie przypominam było to coś sztampowego, wedle jakiegoś gotowca... Zresztą w tamtej pracy posiedziałem chyba pół roku i o pół roku za długo. Ale to dłuższa opowieść wpasowująca się w historie o młodych polskich "rekinach byznesu" z połowy lat 90.

Od tamtej pory nie zdarzyło mi się pisać listów motywacyjnych bo pracodawcy zatrudniali mnie albo z polecenia albo sami zwracali się o zatrudnienie mnie. To właśnie luksus bycia specjalistą, choć też nie od razu tylko po wypracowaniu sobie pewnej renomy i zdobyciu doświadczenia.
Ale nie będę ukrywał że bywało różnie, kwadratowo i podłużnie, jak to w życiu i jak to w kraju w którym społeczeństwo uczy się tego co sąsiedzi z Zachodu mają od kilkudziesięciu lat... Z niejednego pieca chleb jadłem, mimo że jestem grafikiem komputerowym, specjalistą DTP, webdesignerem, zdarzyło się pracować jako barman i na linii makaronu, klepałem podeszwy do butów i sadziłem tulipany. Zwłaszcza pod koniec lat 90 i na początku tego dziesięciolecia.
02-05-2009 10:39 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Nie zgodzę się. Może tak jest przy pracach gorzej płatnych i mniej prestiżowych, natomiast przy pracach umysłowych jest wręcz odwrotnie. Trzeba pokazać silną osobowość i błysnąć intelektem, bo to oznacza, że kandydat wiele wniesie do firmy. Lanie wody jest tutaj nieopłacalne według mnie. Ale to może zależeć jeszcze od indywidualnej specyfiki firmy, nawet nie branży.
Nie zgadzam się. Dobry specjalista, ten który nie pisze listów motywacyjnych bo nie musi, to ktoś kto precyzyjnie i spokojnie (bez gwiazdorstwa, na pewnym poziomie ono jest nie potrzebne a nawet nie przystoi) potrafi określić zakres swoich kompetencji. Ważniejsze jednak, że równie precyzyjnie i spokojnie potrafi określić zakres swoich braków. Jest na bieżąco z własną specjalizacją. Ma plan jak i po co te braki wypełni. Specjalizacja z 4 zerami na comiesięcznym wpływie gotówkowym, to osoba która nie zasiada na laurach, ale taka, która bezustannie się doskonali, kształci i poszukuje.
Taki specjalista rozmawiając z potencjalnym pracodawcą wie nie tylko co sam potrafi, ale wie jak to co potrafi wykorzysta dla firmy i ile to jest realnie warte. Na takiej podstawie określa warunki finansowe, a nie dlatego, że chce dobrze zarabiać.
Pozdrawiam
Przemysław Biegański (845 punktów)
To nie było w żadnym razie pytanie osobiste tylko retoryczne. Szczerze.
01-05-2009 18:16 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>To nie było w żadnym razie pytanie osobiste tylko retoryczne. Szczerze.

Tak też starałem się do tego ustosunkować. Natomiast zastanawiające są jeszcze okoliczności, na podstawie których - np. - Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu uchodzi za bardziej prestiżowy od innych uczelni wyższych. Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu spełnia wymogi dla uniwersytetu i nim nie jest. Niektóre akademie nie chcą być uniwersytetami, bo to wywołałoby burzę podążań szkół wyższych za tytułem, a tak niektórym akademiom się "fuksnęło" i uchodzą za lepsze szkoły od innych. Jak sądzę, wykorzystują przy tym działania marketingowe. Niektórzy uczniowie Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu skarżą się na.... przeciekający dach. Brakuje powszechnie obowiązujących, dobrze dopracowanych i inteligentnych kryteriów i to się wykorzystuje. Uczelnie stanowią biznes.

"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
02-05-2009 10:53 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
Wyraz uniwersytet może być używany w nazwie uczelni, której jednostki organizacyjne posiadają uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora co najmniej w dwunastu dyscyplinach, w tym przynajmniej po dwa uprawnienia w dziedzinach nauk humanistycznych, społecznych lub teologicznych, matematycznych, fizycznych lub technicznych, przyrodniczych oraz prawnych lub ekonomicznych. Uprawnienia takie mogą zaś mieć tylko jednostki, które dysponują odpowiednimi w odpowiedniej ilości wydziałami, adekwatną kadrą wykładowców z odpowiednimi tytułami.
Poszczególne kierunki studiów w szkole wyższej podlegają akredytacji, polegającej na sprawdzeniu, czy dany kierunek odpowiada przewidzianym dla niego standardom kształcenia. Instytucją odpowiedzialną za akredytację szkolnictwa wyższego w Polsce jest Państwowa Komisja Akredytacyjna.
Akademia to taka szkoła wyższa, która ma określony profil edukacji, w odróżnieniu od uniwersytetu nie jest uniwersalna Musi jednak też spełniać określone warunki.
Założeni wyższej szkoły czegoś tam, wymaga jedynie akredytacji do nauczania określonego kierunku.
Jak widać, w tych nazwach nie chodzi o jakość dachu ale o jakość i zakres nauczania, który jest regulowany prawnie.
Pozdrawiam
02-05-2009 12:28 
 Ocena 2 na 2
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Wyraz uniwersytet może być używany w nazwie uczelni, której jednostki organizacyjne posiadają uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora co najmniej w dwunastu dyscyplinach,

A nie w sześciu?

>Jak widać, w tych nazwach nie chodzi o jakość dachu ale o jakość i zakres nauczania, który jest regulowany prawnie.

Gorzej, że Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu otrzyma dotację unijną rzędu 250 mln złotych i nie ma zamiaru naprawić tego dachu. Poza tym, estetyka też jest niezwykle ważna. Badania wykazały np., że kolorowe ściany w szpitalach sprzyjają rehabilitacji pacjentów. Chciałem ponadto zwrócić uwagę na fakt, że wiele obiektów, w których mieszczą się uczelnie wyższe, to obiekty zaniedbane, a nie powinno tak być.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
Beatus (2528 punktów)
>>Wyraz uniwersytet może być używany w nazwie uczelni, której jednostki organizacyjne posiadają uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora co najmniej w dwunastu dyscyplinach,
>A nie w sześciu?
Uniwersytet, uniwersytet, taki prawdziwy w dwunastu - Art.3 p.1 Ustawa z 27 lipca 2005 Prawo o szkolnictwie wyższym
Uniwersytet z profilem, czyli taka lepsza akademia w sześciu - tamże p.3
Akademia dwa - tamże p.5
Proszę link jakbyś chciał poczytać: www.pka.edu.pl/strony/ustawa.pdf
>>Jak widać, w tych nazwach nie chodzi o jakość dachu ale o jakość i zakres nauczania, który jest regulowany prawnie.
>Gorzej, że Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu otrzyma dotację unijną rzędu 250 mln złotych i nie ma zamiaru naprawić tego dachu.
Zgaduję, że nie tyle nie zamierza co prawdopodobnie nie może. Nie jest tak, że unia spogląda swym bogatym okiem i myśli, "o, tej uczelni damy pieniądze, niech bidulki mają". Uczelnia, przedsiębiorstwo, stowarzyszenie czy cokolwiek to będzie musi zwrócić się z "prośbą" o takie pieniądze do odpowiedniej jednostki wdrażania, tj. instytucji, która ma prawo gospodarować częścią funduszy unijnych. Unijne pieniądze są obecnie "rozdawane" zgodnie z NSRO (Narodowe Strategiczne Ramy Odniesienia). Taka "prośba" jest wnioskiem o dofinansowanie w którym musi być czarno na białym napisane ile i na co się chce. Trzeba też opisać jak się te pieniądze wyda, kiedy i jakie będą rezultaty takiej inwestycji. Wszystkie te elementy muszą być zgodne z NSRO, czyli z takim ogólnopolskim planem jak, gdzie i na co przeznaczać środki aby było dobrze. Przyznam, że tego kawałka NSRO, który dotyczy wprost szkolnictwa wyższego nie znam. Wiem jednak, że przyznawanie środków na infrastrukturę nie jest ostatnimi czasy zbyt popularne. Powodem są negatywne wyniki długofalowych rezultatów netto takiego finansowania. Znacznie łatwiej jest dostać pieniądze na B+R (badania i rozwój), na innowacyjność i generalnie edukację w różnych zakresach. Ponieważ UE ma taki plan, że państwa członkowskie będą tzw. społeczeństwem wiedzy, inwestowanie w naukę jest bardzo dobrze widziane, w dachy bardzo niedobrze. Uniwersytet nie w ciemię bity, złożył wniosek, który dawał możliwość uzyskania tych pieniędzy. Dostali, a teraz muszą zgodnie z planem wydać i wszystko ładnie rozliczyć. Nie mogą sobie poprzesuwać pieniędzy tam, gdzie im się wydaje.
Jest wręcz możliwe, że otrzymane środki opóźnią remont dachu. Wydawanie pieniędzy, szczególnie publicznych, jest bardzo absorbujące. Trzeba pilnować terminów, zbierać papierki, raportować. Ktoś i kiedyś musi to robić. Mogą zwyczajnie nie mieć czasu na remont. Może być też tak, że we wniosku wskazali, że ileś tam pieniędzy będzie z dotacji, a ileś sfinansują sami na np. utworzenie jakiegoś kierunku, czy jakieś badania. Teraz więc faktycznie mogą nie mieć kasy na remont.
>Poza tym, estetyka też jest niezwykle ważna.
Oczywiście, że tak. Tutaj jednak nie chodzi o to co jest bardzo ważne, ale co jest ważniejsze. Nie wiem czy masz, ale załóżmy, że masz swój dom. Okazuje się, że trafia się nie lada gratka, możesz inwestując jedynie 5tyś. wyposażyć cały swój dom z nowoczesne, energooszczędne ogrzewanie podłogowe zasilane bateriami słonecznymi. Promocja. Te 5 tyś. chciałeś przeznaczyć na malowanie, bo wszystko brudne i tynk w kilku miejscach odpada. Jednak wiesz, że na takie ogrzewanie za nic cię nie stać w normalnej cenie, a jest na prawdę korzystnym rozwiązaniem. Co wybierasz? Ja wybrałabym ogrzewanie, a malowanie przełożyłabym na za rok lub dwa, tym czasem łatając tylko mniej więcej aby było. Od razu przeliczyłabym, że oszczędność na ogrzewaniu pozwoli mi pomalować potem dom i nie tylko to. Co pomyśli jednak o tobie sąsiad nie wtajemniczony w arkana przedsięwzięcia? Durny jakiś, tynk mu odłazi, bród aż w oczy kole, a on podłogi zrywa i wstawia jakieś cuda techniki. Zawali mu się rudera na głowę i będzie siedział z tymi cudami.
Pozdrawiam
01-05-2009 09:12 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
>Co do doświadczenia to mam nieco odmienne zdanie. Podchodzę do tego z dystansem.
Dystans zdrowa rzecz. Jednak jakoś bardziej ufam doświadczeniu niż wykształceniu jeśli chodzi o zarządzanie. Oczywiście nawet ci którzy mają naturalny talent mogą tylko zyskać dokształcając się, ale nie wyobrażam sobie dobrego zarządcy mającego jedynie wykształcenia, sytuacja odwrotna jest znacznie bardziej godna zaufania.
>Chłopak chciał po studiach godnie zarabiać i nic w tym dziwnego.
Tylko, że zarządzanie nie polega na tym aby dobrze zarobić i zwinąć żagle w odpowiednim momencie. Sukcesem jest takie zarządzanie aby firma utrzymywała dobrą kondycję finansową i to długofalowo.
>natknął się na fatalną organizację życia społecznego w tym kraju;
Tak, i wierzy w to, że sam zorganizowałby to lepiej. Tylko, że ta wiara nie jest podparta niczym poza wewnętrznym przekonaniem. Prawdopodobieństwo, że udałoby się mu, jest niższe niż wielkość błędu statystycznego.
>słyszał o rozmaitych machlojkach i korupcji;
I sam chce być praworządny? Może. Nie wróżę sukcesu.
>być może jego rówieśnik miał bogatego ojca i ten ojciec zapewnił swojemu synowi od razu stanowisko menedżera, chłopak był zdolniejszy i stwierdził, że to niesprawiedliwe itd...
Chyba nie wiele zdolniejszy, skoro nie potrafił ogarnąć zakresu niezbędnych do zarządzania umiejętności i zauważyć jak się je nabywa.
>Możemy hermetyzować dowoli.
Nie wiem jakie miał intencje. Nie wykluczam, że dobre. Intencje to jednak za mało, trzeba jeszcze mieć umiejętności. Pierwszej i bardzo istotnej na stanowisku kierowniczym nie posiadał - prawidłowej oceny możliwości własnych. Jak ktoś taki mógłby prawidłowo ocenić możliwości swojego pracownika?
>W każdym razie - według mnie - ten chłopak miał po części rację.
Dobry zarządca nie powinien mieć racji po części
>Prawdopodobnie nie chciał wykonywać prymitywnych prac, bo nie widział w nich sensu i się do nich nie nadawał.
Co dla kogo jest prymitywne to już inna sprawa. Nie wiem do czego się nadawał i on moim zdaniem też tego nie wie, tylko mu się wydaje.
>Może zdawał sobie sprawę, że tak "sprawę urządzają" ci, którzy już są starymi wyjadaczami: pognać młodych do roboty za darmochę, nawet po studiach.
I to jest archaiczny system zarządzania, który nie wróży długofalowego sukcesu firmy. Nie dbając o ludzi zbiera się tych, którzy już nie mają gdzie pójść. Duża rotacja na stanowiskach specjalistów, jest zabójstwem dla firmy.
>Nie oszukujmy się, bo wymogi rynku pracy nie są zdrowe, a najlepiej nie zarabiają wyłącznie najmądrzejsi. W zasadzie rzadko kiedy najmądrzejsi zarabiają najlepiej...
Co kto uważa za mądrość. Zgaduję, że chodzi ci o tzw. specjalistów. Zarabiają zależnie od specjalizacji. Dobry analityk nawet nie spojrzy na propozycję bez 4 zer. Dla dobrego handlowca 4 zera to rzadki sukces. Znam osoby, które na stanowiskach menadzerskich dostaję 2-3 tyś. Wniosek, bardziej opłaca się być dobrym fachowcem, niż miernym szefem.
>bo nie mają oni zwykle zmysłu organizatora i ten organizator potrafi z ich pomysłów czerpać równie dobrze, a może nawet lepiej, co oni.
Często tak jest. I dobrze, bo inaczej owe światłe pomysły nie ujrzałyby światła dziennego.
>Poza tym chodzi o sprzedaż: towaru bądź usługi, a to tego należy być zorientowanym w niekoniecznie czcigodnym biznesie.
A wcześniej te produkty lub usługi trzeba: wymyślić, dostarczyć, przemieszczać. Wszystko łącznie ze sprzedażą trzeba zorganizować i dbać o płynność finansową. I wiele, wiele innych...
>Jest jeszcze jedno: uczelnie bardzo naciskają pracodawców na stawianie wysokich wymogów. Gdy jeszcze na studiach nie było informatyki, informatycy już wymiatali! Czego to dowodzi? Są równi i równiejsi.
Nie rozumiem. Co mają do tego uczelnie? Jaki one mają wpływ na opinie i wymogi pracodawców?
>Niekiedy próby legitymowania kończą się porażką ogólnospołeczną.
O tym właśnie pisałam.
01-05-2009 14:33 
 Ocena 3 na 3
Przemysław Biegański (845 punktów)
Przypomniały mi się "zasady" pełnienia funkcji kierowniczych z zaprzeszłego systemu (och - nie to że znałem je z osobistego doświadczenia...). Najlepiej zostały scharakteryzowane w komedii "Poszukiwany, poszukiwana" (chyba taki był tytuł), w osobie pewnego towarzysza-decydenta u którego pracował główny bohater. Decydent określał się:
"- z zawodu dyrektor".

Teraz obserwuję właśnie tabuny absolwentów przeróżnych szkół menedżerskich z licencjatem lub magistrem czegoś, w wieku 24-25 lat, chcących zarabiać minimum 5000 na stanowisku kierowniczym. I nie ważne czy to będzie biuro projektowe czy kurza ferma, ludzie ci uważają że będą tam wyśmienitymi zarządcami bo mają magistra z "zarządzania", zaliczone kolosy z podstaw rachunkowości i obkute wykresy z "krzywą sprzedaży". Acha - no i umieją korzystać z Worda...

Miałem w firmie w której pracowałem, młodego człowieka na stażu, któremu zlecono odpowiedzialność za marketing i kontakty z klientami. W swoim "zespole" miał tylko jednego pracownika w podobnym wieku. Bardzo się zdziwił, gdy klienci wobec których zaczął stosować swoją wytresowaną przebojowość i sztuczki marketingowe, zaczęli stawiać mu niewygodne pytania dotyczące detali technicznych oferowanego zakresu usług, organizacji, realizacji i dostarczania projektów. Chłopak w ciągu miesiąca został zmuszony do przyswojenia sobie w trybie ekspresowym, choć ogólnie technik drukarskich, podstaw grafiki komputerowej, obsługi dwóch platform (PC i Mac), znajomości oprogramowania specjalistycznego.
Ale najważniejsze czego się musiał nauczyć - to zasad współpracy z ludźmi na co dzień. Tego że kobiety miewają okres a faceci miewają kaca ...
01-05-2009 14:58 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Tego że kobiety miewają okres a faceci miewają kaca ...
   A poza tym jedni i drudzy czasem mają większe problemy prywatne, których nijak nie potrafią się pozbyć ze swojej świadomości, nawet przychodząc do pracy i czasem warto im pomóc w rozwiązaniu tych problemów, a przynajmniej wysłuchać i starać się rozumieć. Czasem można kogoś uszczęśliwić przesuwając mu o kwadrans godziny pracy, bo dzięki temu nie musi czekać 1.5h na następny pociąg do domu... Ale do tego wszystkiego potrzebna jest umiejętność rozmowy, a z tym u młodych ludzi bywa krucho.
01-05-2009 15:06 
 Ocena 1 na 1
Przemysław Biegański (845 punktów)
Dokładnie. Ja to uprościłem do okresu i kaca, ale z myślą o całym wachlarzu przeróżnych sytuacji życiowych o których taki 25-latek ma tylko (o ile w ogóle) mgliste wyobrażenie.
No i dołożę jeszcze to, że nasz stażysta musiał uświadomić sobie że z pracy wychodzi się wtedy gdy się wykona zadane obowiązki a nie punkt 16, bo tak. Zwłaszcza na stanowisku wymagającym odpowiedzialności, zwłaszcza kierowniczym.
01-05-2009 16:02 
 Ocena 5 na 5
Autografka (10638 punktów)
>Przypomniały mi się "zasady" pełnienia funkcji kierowniczych z zaprzeszłego systemu (och - nie to że znałem je z osobistego doświadczenia...). Najlepiej zostały scharakteryzowane w komedii "Poszukiwany, poszukiwana" (chyba taki był tytuł), w osobie pewnego towarzysza-decydenta u którego pracował główny bohater. Decydent określał się:
>"- z zawodu dyrektor".
>Teraz obserwuję właśnie tabuny absolwentów przeróżnych szkół menedżerskich z licencjatem lub magistrem czegoś, w wieku 24-25 lat, chcących zarabiać minimum 5000 na stanowisku kierowniczym. I nie ważne czy to będzie biuro projektowe czy kurza ferma, ludzie ci uważają że będą tam wyśmienitymi zarządcami bo mają magistra z "zarządzania", zaliczone kolosy z podstaw rachunkowości i obkute wykresy z "krzywą sprzedaży". Acha - no i umieją korzystać z Worda...

Faktycznie, pokutuje niestety przekonanie, że umiejętności menadżerskie wystarczą do sprawnego zarządzania przedsiębiorstwem (i nie chodzi tu tylko o profil wykształcenia, ale o doświadczenie na stanowiskach kierowniczych w innych firmach), a znajomość branży niekoniecznie jest już potrzebna. Pracuję w dużej korporacji i w trakcie mojej kilunastoletniej pracy miałam okazję obserwować zmieniające się korowody menadżerów, którzy pochodzili z branż czasami całkowicie w stosunku do naszej egzotycznych i których głównym atutem wydawała się być pewność siebie.
Czasami udawało się im coś poprawić, ale tylko czasami i niektórym. Ci, którym się nie udało, znajdowali później miejsce w innej firmie, oczywiście na menadżerskim stanowisku. I tak to się toczy.
Zjawisko "dyrektora z zawodu" absolutnie nie jest przeżytkiem minionej epoki, co więcej - myślę, że będzie zawsze miało miejsce tam, gdzie trudno o znalezienia właściela, który by o tę firmę dbał, a więc w firmach państwowych, gdzie o obsadzie stanowisk często decydują względy polityczne, czy dużych korporacjach (gdzie właściciel jest pojęciem dość rozmytym), tutaj częstsze są względy towarzyskie.
Oczywiście daleka jestem od generalizowania i twierdzenia, że "dyrektor z zawodu" zawsze musi być dyrektorem złym. Być może zresztą umiejętności menadżerskie wystarczą do osiągnięcia sukcesu przez firmę, ale musiałyby to być umiejętności nie byle jakie
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Zjawisko "dyrektora z zawodu" absolutnie nie jest przeżytkiem minionej epoki, co więcej - myślę, że będzie zawsze miało miejsce tam, gdzie trudno o znalezienia właściela, który by o tę firmę dbał, a więc w firmach państwowych, gdzie o obsadzie stanowisk często decydują względy polityczne, czy dużych korporacjach (gdzie właściciel jest pojęciem dość rozmytym), tutaj częstsze są względy towarzyskie.
   Jeden plus to za mało - dołączam jeszcze wirtualnego buziaka.
Przemysław Biegański (845 punktów)
Być może zresztą umiejętności menadżerskie wystarczą do osiągnięcia sukcesu przez firmę, ale musiałyby to być umiejętności nie byle jakie

Tacy menedżerowie mają własnych agentów, reprezentują ich światowe firmy headhunterskie a ich wypłaty mają minimum 4 zera, najczęściej w EUR lub dolarach...
01-05-2009 17:57 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Zjawisko "dyrektora z zawodu" absolutnie nie jest przeżytkiem minionej epoki

Zgadzam się w zupełności. Najlepiej pokazuje tego typu zjawiska Wikipedia. Wystarczy wpisać PRL w Polsce, czy też komunizm w Polsce i mamy czarno na białym wymienione "specyficzne" cechy komunizmu. Tak się składa, że są one w 99 proc. ewidentnie pokrewne z cechami dzisiejszego systemu obowiązującego w Polsce, tak przecież przeciwnemu komunizmowi. Zmienili się jedynie politykierzy. A teraz najlepsze: badania dowiodły, że wysoko postawiona osoba w czasach PRL-u miała o wiele większe szanse na założenie własnej firmy w Polsce po 1989 roku.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
02-05-2009 10:18 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
Niestety dużo w tym prawdy.

Na osłodzenie przykład dobrych praktyk.
Pracuję obecnie w firmie gdzie ZZL jest niemal w wersji idealnej. Nastawienie na coaching, mentoring i potencjał pracownika. Nic na siłę rób to co lubisz, a jeśli firmie z tym po drodze, są pieniądze na szkolenia, na materiały itp. Zarządzanie przez cele, dużo miejsca na własną inicjatywę. Jednak jest to mała firma w której wiadomo kto jest właścicielem.
Bez wątpienia jest to trudny sposób zarządzania. Bardzo nastawiony na indywidualizm. Nie dla każdego też jest to dobre miejsce do pracy. Fakt można liczyć na wszelką pomoc, opiekę i wsparcie. Trzeba jednak samemu coś chcieć, samemu wymyślać itd. Wiem, że nie wszyscy dobrze czują się w takim systemie, wiele osób woli mieć jasny i prosty grafik.
Pozdrawiam
01-05-2009 16:42 
 Ocena 2 na 2
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Przypomniały mi się "zasady" pełnienia funkcji kierowniczych z zaprzeszłego systemu (och - nie to że znałem je z osobistego doświadczenia...). Najlepiej zostały scharakteryzowane w komedii "Poszukiwany, poszukiwana" (chyba taki był tytuł), w osobie pewnego towarzysza-decydenta u którego pracował główny bohater. Decydent określał się:
>"- z zawodu dyrektor".

Nic się do dzisiaj nie zmieniło. Dopracowano jedynie wizerunek.

>Teraz obserwuję właśnie tabuny absolwentów przeróżnych szkół menedżerskich z licencjatem lub magistrem czegoś, w wieku 24-25 lat, chcących zarabiać minimum 5000 na stanowisku kierowniczym. I nie ważne czy to będzie biuro projektowe czy kurza ferma, ludzie ci uważają że będą tam wyśmienitymi zarządcami bo mają magistra z "zarządzania", zaliczone kolosy z podstaw rachunkowości i obkute wykresy z "krzywą sprzedaży".

Dobrze, że chcą dużo zarabiać. Pewnie, że lepiej zarabiać 5000 w kurzej fermie niż dużo mniej gdzie indziej. Za dużo teorii? System nauczania do bani. A może za mało praktyki? Celowo: gdyby jeszcze praktyk było sporo, faktycznie świeży absolwent szybciej nadawałby się na kierownika.

>Miałem w firmie w której pracowałem, młodego człowieka na stażu, któremu zlecono odpowiedzialność za marketing i kontakty z klientami. W swoim "zespole" miał tylko jednego pracownika w podobnym wieku. Bardzo się zdziwił, gdy klienci wobec których zaczął stosować swoją wytresowaną przebojowość i sztuczki marketingowe, zaczęli stawiać mu niewygodne pytania dotyczące detali technicznych oferowanego zakresu usług, organizacji, realizacji i dostarczania projektów. Chłopak w ciągu miesiąca został zmuszony do przyswojenia sobie w trybie ekspresowym, choć ogólnie technik drukarskich, podstaw grafiki komputerowej, obsługi dwóch platform (PC i Mac), znajomości oprogramowania specjalistycznego.

To wygląda na złośliwości wobec ludzi z przyszłością.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
01-05-2009 17:25 
 Ocena 2 na 2
Przemysław Biegański (845 punktów)
>Nic się do dzisiaj nie zmieniło. Dopracowano jedynie wizerunek.
Zgadzam się. Kiedyś był towarzysz dyrektor przesunięty na wysunięty front walki o socjalistyczną przyszłość. Teraz mamy advanced production design team maneger (cokolwiek to oznacza... - tu się wyzłośliwiam) który z zarządzania linią produkcyjną wody mineralnej przeszedł na stanowisko szefa biura faktoringu...

>Dobrze, że chcą dużo zarabiać. Pewnie, że lepiej zarabiać 5000 w kurzej fermie niż dużo mniej gdzie indziej. Za dużo teorii? System nauczania do bani. A może za mało praktyki? Celowo: gdyby jeszcze praktyk było sporo, faktycznie świeży absolwent szybciej nadawałby się na kierownika.
Żeby mógł zarabiać 5000 na kurzej fermie to najpierw musi cokolwiek o tych kurach wiedzieć. I zdecydowanie więcej niż cokolwiek
System nauczania w 99% wszelkich szkółek zarządzania jest sobie a muzom. Żaden świeży absolwent nie nadaje się na kierownika bo w żadnej szkółce, nawet na SGH nie nauczy się zwykłych relacji międzyludzkich. Nie ma zielonego pojęcia o specyfice i branży firmy w której chciałby objąć kierownicze stanowisko. Nie ma zielonego pojęcia o rynku w praktyce, o specyfice klientów i kontrahentów.
Owszem - może taką wiedzę nabyć poprzez praktykę jako np. asystent zarządzającego menedżera czy też kierownika, ale nie za 5000. Najpierw musi się nauczyć cenić pracę i wiedzieć że za piękne oczy i dyplomik to nie dostanie nawet minimum socjalnego. Jego praca musi być opłacalna dla firmy, co najmniej pokrywać koszty jego zatrudnienia.

>To wygląda na złośliwości wobec ludzi z przyszłością.
Nie mam zamiaru się wyzłośliwiać nad ludźmi z przyszłością bo sam się osobiście do takowych zaliczam. Do tej pory pracowałem na etacie jako pracownik, kierownik, teraz zacząłem przygodę z własną działalnością na własny rachunek.
Ludzie to nie manekiny z reklamowych folderów. Mają swoje ułomności, przywary, skłonności, sympatie i antypatie. Tego nie nauczy się nikt w żadnej szkole więc proszę, nie idealizuj młodych "geniuszy" biznesu miesiąc po dyplomie. Świeżutki absolwent z paroma obkutymi trikami nie ma najmniejszych szans z ludźmi którzy siedzą w danej branży od lat, z x liczbą kontaktów, znajomości i relacji w biznesie. Kontrahenci i klienci, konkurencja zjedzą go, elegancko przeżują i z uśmiechem wyplują.
01-05-2009 18:28 
 Ocena 1 na 1
jimmy_88gno (1653 punktów)
>proszę, nie idealizuj młodych "geniuszy" biznesu miesiąc po dyplomie. Świeżutki absolwent z paroma obkutymi trikami nie ma najmniejszych szans z ludźmi którzy siedzą w danej branży od lat, z x liczbą kontaktów, znajomości i relacji w biznesie. Kontrahenci i klienci, konkurencja zjedzą go, elegancko przeżują i z uśmiechem wyplują.

Według mnie z tym status quo należy zerwać. Młoda krew płynie żwawiej niż stara. Póki co nadal prowadzi się akcje na jej upust przez starych wyjadaczy, ale młodzi pomalutku koszą wilków morskich i dzieje się to z pożytkiem dla gospodarki, o czym świadczy choćby Europa Zachodnia.


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
02-05-2009 10:03 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>"Poszukiwany, poszukiwana"
Dokładnie z tym samym filmem mi się skojarzyło. Taki był tytuł, a "zawód dyrektor" to odpowiedz małżonki decydenta na pytanie głównego bohatera o zawód jej męża.
>Teraz obserwuję właśnie tabuny absolwentów przeróżnych szkół menedżerskich z licencjatem lub magistrem czegoś, w wieku 24-25 lat, chcących zarabiać minimum 5000 na stanowisku kierowniczym.
Ja mam generalnie wrażenie, że wśród młodych ludzi bardzo wzrosła roszczeniowa postawa. Myślę tutaj nie o tych z wyższym wykształceniem, bo sytuacja jest różna. Pracowałam wiele lat w firmie, która zatrudniała spore tabuny ludzi po maturze, do obsługi klienta. Kierownicy placówek skarżyli się, że najpierw taki młody człowiek stawa szereg warunków, a następnie sam nie chce przestrzegać żadnych spośród postawionych jemu. A przecież praca to zawsze wymiana. W umowie jest określone co wymaga pracodawca i do czego zobowiązuje się pracownik. Obie strony muszą tej umowy przestrzegać.
O prywatnych uczelniach zarządzania i wszystkiego co modne, mam jak najgorsze zdanie. Z jednej strony widziałam choćby prace pisane tam na zaliczenia, i więcej na obronę tytułu. Poziom marniutki, przepisywane obszerne fragmenty z podręczników tak podstawowych, że równie dobrze można by z encyklopedii. Nawet dbałość o język żadna. Z drugiej strony, znam osoby które pracują jako wykładowcy na uczelniach państwowych i dorabiają na prywatnych. Twierdzą, że zasługują na swoją pensję. Różnica jest i w wiedzy, i w średniej intelektu, i w zaangażowaniu. Typowa jest postawa "ja płacę, ja wymagam, naucz mnie tak abym nic nie musiał robić i umiał". Decydenci na takich uczelniach mówią wprost wykładowcom, że oblewanie studentów jest źle widziane.
Pomijając już wiedzę takiego absolwenta, czego on uczy się jeśli chodzi o prawidłowości społeczne? Nie ważne co umiesz, jak pracujesz, ważne aby kasa była, a będzie wszystko.
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365