 |
Czy istnieją negatywne aspekty usunięcia tytułów naukowych? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-05-2009 11:54 | Bożydar (2279 punktów) | Czy istnieją negatywne aspekty usunięcia tytułów naukowych?
4 na 4 | Zdałem sobie sprawę, że wszelkie tytuły naukowe są dość wątpliwej jakości, że kreują powstawanie nowej pseudoarystokracji i że bardziej szkodzą rozwojowi nauki niż się do jej rozwoju przyczyniają.
Oto są moje zarzuty :
1 Zachęcają do działań czysto formalnych dla udokumentowania kariery 2 Kreują i wzmacniają rolę autorytetu, a przywiązanie do autorytetów było przez całe stulecia elementem hamującym rozwój nauki. 3 Przyczyniają się do budowania świata pozorów, w którym bardziej liczą się dokumenty niż rzetelna wiedza. 4 Utrudniają pozytywną selekcję, a ugruntowują negatywną selekcję ludzi na kierowniczych stanowiskach. 5 Promują bezpośrednio biurokrację 6 Odciągają od uprawiania rzetelnej nauki w celu spełniania formalnych wymogów.
Czy ktoś z was zna jakiś obiektywnie pozytywny aspekt istnienia tytułu naukowego? Pojawi się pytanie jak weryfikować czyjeś kompetencje, odpowiem tylko że tytuł nie jest jakąkolwiek weryfikacją, wprowadza tylko jakiś porządek z klucza. Znam trochę ten klucz i twierdzę, że przydałoby się Polsce i światu zmienić ten zardzewiały wytrych. Uważam, że świadectwo ukończenia uczelni i praca na podstawie umowy oraz dokonane osiągnięcia, są całkowicie wystarczające. Czy zdajecie sobie sprawę, jaka ilość energii naukowca jest marnowana dla uzyskania jakiegoś tytułu naukowego i jak łatwo pseudonaukowcy kryją się za uzyskanymi tytułami?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | Michał Kostaś (2046 punktów) | Na początek uwaga formalna: trzeba rozróżnić tytuły od stopni naukowych. Tytuły to: magister, mgr inż., licencjat, inżynier - mają związek z zawodem. Natomiast stopnie naukowe to: doktor, dr hab. i prof.
Domyślam się, że chodzi o stopnie naukowe.
>1 Zachęcają do działań czysto formalnych dla udokumentowania kariery >2 Kreują i wzmacniają rolę autorytetu, a przywiązanie do autorytetów było przez całe stulecia >elementem hamującym rozwój nauki. >3 Przyczyniają się do budowania świata pozorów, w którym bardziej liczą się dokumenty niż rzetelna >wiedza. >4 Utrudniają pozytywną selekcję, a ugruntowują negatywną selekcję ludzi na kierowniczych >stanowiskach. >5 Promują bezpośrednio biurokrację >6 Odciągają od uprawiania rzetelnej nauki w celu spełniania formalnych wymogów.
Trudno się z tymi zarzutami nie zgodzić. Myślę, że do tej pory rozwój nauki jest hamowany przez restrykcje związane ze stopniami naukowymi.
>Czy ktoś z was zna jakiś obiektywnie pozytywny aspekt istnienia tytułu naukowego?
"Jakiś" się znajdzie - motywacja. Osiąganie kolejnych stopni naukowych jest motywacją dla naukowców, którzy dzięki swym osiągnięciom mogą zdobyć większy prestiż. O to chyba w tym wszystkim chodzi. Oczywiście generuje to też skutki uboczne, typu: osiadanie na laurach czy wykorzystywanie stopnia naukowego do zaspokajania niezdrowych ambicji. No i trzeba mieć jakiś element decyzyjny przy podziale środków finansowych i zarządzaniu jednostką naukową. System stopni wskazuje na osobę z wyższym doświadczeniem w branży. To również niesie problemy, np. opór przeciw nowym pomysłom itp.
>Pojawi się pytanie jak weryfikować czyjeś kompetencje, odpowiem tylko że tytuł nie jest jakąkolwiek >weryfikacją, wprowadza tylko jakiś porządek z klucza. >Znam trochę ten klucz i twierdzę, że przydałoby się Polsce i światu zmienić ten zardzewiały >wytrych.
Zwłaszcza polski system przydałoby się zmienić.
>... i jak łatwo pseudonaukowcy kryją się za uzyskanymi tytułami?
Np. prof. Maciej Giertych wykorzystuje swój stopień do uwiarygodnianie swoich bajek kreacjonistycznych.
Pozdrawiam.
|
|
 | 2 na 2 | Bożydar (2279 punktów) | Tytuły to: magister, mgr inż., licencjat, inżynier - mają związek z zawodem. Natomiast stopnie naukowe to: doktor, dr hab. i prof.
Dziękuję za sprostowanie
Przeciwnicy wskazywaliby na brak możliwości weryfikacji umiejętności, ale dla mnie jest to argument obosieczny i dlatego do pominięcia.
Podobnie motywacja. Co to za naukowiec, który ma we własnej karierze motywację? Przy braku stopni i tytułów liczyłyby się świadectwa ukończenia konkretnych uczelni i zajmowane stanowisko.
Zniknie wiele chorych motywacji, a liczyć się zaczną umiejętności i rzetelna wiedza.
Najgłośniej krzyczeć i protestować będą ci ukrywający brak kompetencji za stopniem naukowym.
|
|
 | 2 na 2 | waldeck77 (4307 punktów) | >Na początek uwaga formalna: trzeba rozróżnić tytuły od stopni naukowych. >Tytuły to: magister, mgr inż., licencjat, inżynier - mają związek z zawodem. >Natomiast stopnie naukowe to: doktor, dr hab. i prof.
Tytuł zawodowy (nie naukowy): licencjat, magister, inżynier Stopień naukowy: doktor, doktor habilitowany Tytuł naukowy: profesor
|
|
|  | 1 na 1 | Michał Kostaś (2046 punktów) | >Tytuł zawodowy (nie naukowy): licencjat, magister, inżynier >Stopień naukowy: doktor, doktor habilitowany >Tytuł naukowy: profesor
Racja. Przepraszam za błąd.
Pozdr.
|
|
|  | | xarion (917 punktów) |
>Tytuł naukowy: profesor Jesli juz dzielimy wlos na czworo, to nie nalezy zapominac, ze profesorowie dziela sie jeszcze na zwyczajnych i nadzwyczajnych....(i konia z rzedem temu, kto uzasadni, ze "zwyczajny" jest lepszy od "nadzwyczajnego")....
|
|
2 na 2 | Matix (5786 punktów) | >Pojawi się pytanie jak weryfikować czyjeś kompetencje, odpowiem tylko że tytuł nie jest jakąkolwiek >weryfikacją, wprowadza tylko jakiś porządek z klucza.
Tak. Np. budownictwo, po ukończeniu studiów idziesz do jakiejś firmy na praktyki na jakiś okres, jeśli widzą, że dajesz radę, że dobrze Ci idzie, że szybko się uczysz to masz pracę, zasłużyłeś na tytuł inżyniera. Dlatego jak już napisałem w swoim wątku, powodem dla którego powinno się wybierać kierunek studiów powinno być nic innego jak pasja, zainteresowanie. (oczywiście w pewnym stopniu także predyspozycje)
> Czy zdajecie sobie sprawę, jaka ilość energii naukowca jest marnowana dla uzyskania jakiegoś >tytułu naukowego i jak łatwo pseudonaukowcy kryją się za uzyskanymi tytułami?
Tak. I tak samo ilu było i pewnie jest genialnych wynalazców bez wielkich tytułów. A zabija ich kretyńskie prawo patentowe, które wyrządziło ludzkości wiele złego.
|
|
 | | Bożydar (2279 punktów) | zabija ich kretyńskie prawo patentowe, które wyrządziło ludzkości wiele złego.
Kiedyś myślałem,że prawo patentowe jest liberalną zdobyczą ludzkości, ale teraz wiem że tak nie jest. USA nie przyszłoby nawet do głowy opatentować w 1945r bombę atomową. Może to zasluguje na osobny wątek? Nie jestem tu przekonany do końca, ale wydaje się że ochrona praw autorskich w znacznej części jest również motywowanym zyskiem nadużyciem i robi równie wiele złego co dobrego.
|
|
 | 2 na 2 | Michał Kostaś (2046 punktów) | >I tak samo ilu było i pewnie jest genialnych wynalazców bez wielkich tytułów. A zabija ich kretyńskie prawo patentowe, które wyrządziło ludzkości wiele złego.
A mogę zapytać w jaki sposób prawo patentowe ich "zabija"? I w jaki sposób prawo patentowe wyrządza ludzkości wiele złego?
Pytam ponieważ: Zgłoszenie wynalazku do Urzędu Patentowego nie wymaga posiadania jakiegokolwiek tytułu naukowego. Chyba, że chodziło Ci o konieczność pomocy prawnej rzecznika patentowego, ale to jest analogiczne do pomocy adwokata w sprawach cywilnych czy karnych. Ponadto prawo patentowe umożliwia ochronę nakładów finansowych wynalazcy, który poniósł koszty projektu. Bez prawa patentowego firmy nie chciałyby łożyć gigantycznych pieniędzy na projekty nowych leków, nowych technologii itp, ponieważ zaraz ich pomysły zostałyby wykorzystywane przez innych. Czas ochrony patentowej jest niezbyt długi (w Polsce 10 lat), co napędza tworzenie nowych pomysłów. Inna kwestia to badania finansowane ze sfery budżetowej - one zazwyczaj mają na celu publikowanie wyników, dla ludzkości, co jednocześnie wyklucza opatentowanie (każdy może korzystać).
Pozdr.
|
|
|  | | Bożydar (2279 punktów) | Ja mam wątpliwości co do prawa autorskiego w ogóle, bo jest bardzo trudno ekzekwowalne. Nie jest to jednak dla mnie temat, w którym skłonny byłbym kruszyć kopie. Osobiście to nie wiem co kolega Matix miał na myśli, pisząc aż tak źle o prawie patentowym.
Bez prawa patentowego firmy nie chciałyby łożyć gigantycznych pieniędzy na projekty nowych leków, nowych technologii itp, ponieważ zaraz ich pomysły zostałyby wykorzystywane przez innych. Czas ochrony patentowej jest niezbyt długi (w Polsce 10 lat), co napędza tworzenie nowych pomysłów.
Znam ten argument, dlatego wspomniałem ironicznie o bombie atomowej Pozostaje on dyskusyjny. Trzeba by spróbować, żeby ocenić, bo jest dużo niewiadomych. Technologii nie trzeba patentować, gdy jest wystarczająco trudna do skopiowania. Wykonalność i zdolność do produkcji jest o wiele uczciwszym kryterium. Osobiście nie lubię ograniczeń i staram się ich unikać. Większość czasu nie było ochrony patentowej. Kradzież materialna jest dla mnie jakoś bardziej uchwytna i namacalna. Prawo powinno unikać sprzeczności ze społecznym odczuciem sprawiedliwości.
|
|
| |  | 1 na 1 | Michał Kostaś (2046 punktów) | >Ja mam wątpliwości co do prawa autorskiego w ogóle, bo jest bardzo trudno ekzekwowalne.
Ja zdaję sobie sprawę z ograniczeń i możliwych nadużyć związanych z prawem patentowym. Czasami myślę sobie, że prawo jest pisane tak, aby prawnicy mieli co jeść (może przesadzam). Nie rozumiem natomiast jak miałoby ono robić krzywdę ludzkości (dlatego to zapytanie do Matixa).
>Technologii nie trzeba patentować, gdy jest wystarczająco trudna do skopiowania.
Nie tylko nie trzeba - firmy ostatnimi czasy dostrzegają w tym lepszą ochronę swoich technologii niż patenty. Ale czy to nie daje drogi do nadużyć? Dziś istnieją firmy, które trzymają swoje technologie w jak największej tajemnicy. Skutkiem jest obecność produktów, o których wiemy bardzo mało, np. są leki p/nowotworowe, których natura chemiczna jest znana tylko producentowi. W ten sposób tworzy się silny monopol i producent może narzucać wysokie ceny, wykorzystując wielkie zapotrzebowanie na swój produkt (np. ludzie umierają na nowotwory). Konkurenci nie mają nawet punktu zaczepienia do alternatywnych rozwiązań (tajemnica producenta), dlatego możliwość wdrożenia nowych technologii jest zahamowana. Wszytko bez prawa patentowego, ale czy wszystko w tym układzie jest tak jak byśmy tego chcieli?
W przypadku ochrony patentowej, konkurenci mogą monitorować, co się w danym czasie patentuje. W ten sposób mają możliwość znalezienia alternatywnego rozwiązania. W ten sposób wilk syty (jego technologia opatentowana) i owca cała (konsument ma dostęp do produktów substytucyjnych, produkowanych alternatywnymi technologiami). Jest więc jakiś plus.
> Kradzież materialna jest dla mnie jakoś bardziej uchwytna i namacalna. Prawo powinno unikać sprzeczności ze społecznym odczuciem sprawiedliwości.
A czy kradzież pomysłu też nie jest namacalna? Jeśli coś wymyślisz, to masz prawo z tego czerpać zyski lub przekazać ludzkości.
Pozdr.
|
|
| | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Tak, wiem, nie upieram się przy tym pomyśle, to jest sprawa drugorzędna, ale widzę kolosalną różnicę w dobrach materialnych i informacji. Ogromna rzesza ludzi też nie czuje, że wykorzystanie upublicznionej informacji jest jej kradzieżą.
|
|
| | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | >Dziś istnieją firmy, które trzymają swoje technologie w jak największej tajemnicy. Skutkiem jest obecność produktów, o których wiemy bardzo mało, np. są leki p/nowotworowe, których natura chemiczna jest znana tylko producentowi.
Ale ich działanie jest generalnie jawne. Który z nich budzi twoje wątpliwości? Być może zdołam je rozwiać?
>W ten sposób tworzy się silny monopol i producent może narzucać wysokie ceny, wykorzystując wielkie zapotrzebowanie na swój produkt (np. ludzie umierają na nowotwory). Konkurenci nie mają nawet punktu zaczepienia do alternatywnych rozwiązań (tajemnica producenta), dlatego możliwość wdrożenia nowych technologii jest zahamowana.
Primo- skoro wiele zainwestowali w wytworzenie produktu, mają święte chronić go i oczekiwać zwrotu kosztów z nawiązką.
Secundo- skoro mechanizm działania leku jest jawny, a publikacji naukowych na temat dajmy na to środków hamujących działanie proteasomów jest bez liku, któż broni konkurentom firmy opracować inny środek chemiczny inhibujący te struktury? Kto broni im produkcji innych inhibitorów kinaz tyrozynowych? Niech opracowują i produkują.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Michał Kostaś (2046 punktów) | > >Dziś istnieją firmy, które trzymają swoje technologie w jak największej tajemnicy. Skutkiem jest obecność produktów, o których wiemy bardzo mało, np. są leki p/nowotworowe, których natura chemiczna jest znana tylko producentowi.> Ale ich działanie jest generalnie jawne. Który z nich budzi twoje wątpliwości? Być może zdołam je rozwiać?Nie pisałem, że jakiś lek budzi moje wątpliwości. Pisałem o praktyce pewnych firm. Podam przykład: seria produktów NanoTherm(R) firmy MagForce(R) Nanotechnologies AG Produkt MO1 z tej serii w zaawansowanym stadium badań klinicznych. Jest to środek p/nowotworowy, oparty na nanocząstkach magnetycznych z elementami rozpoznającymi nowotwór i umożliwiające cieplną destrukcję nowotworu w polu magnetycznym. Mechanizm wyrafinowany, palce lizać. Nic dziwnego, że producent ujawnia tylko charakter rdzenia nanocząstki: ferryt. Nie ujawnione pozostają: - elementy targetingu (czym są, co rozpoznają) - czym opłaszczony jest rdzeń nanocząstki Te dwie informacje (a zwłaszcza pierwsza) to "święty Gral" nanotechnologii przeciwnowotworowej. Publikacje na temat tych leków dotyczą tylko mechanizmu termoablacji i efektów działania, diabeł natomiast tkwi w szczegółach, które są utajnione. Do utajnienia tego firma ma prawo. Ja abslutnie nie mówię, że to źle. > Primo- skoro wiele zainwestowali w wytworzenie produktu, mają święte chronić go i oczekiwać zwrotu kosztów z nawiązką.Ja temu nie jestem przeciwny ochronie dóbr intelektualnych (zarówno przez patenty czy tajemnice), czytaj ten post: www.racjonalista.pl/forum.php/s,204312#w204405Chciałem natomiast pokazać, że ochrona technologii przez tajemnice podobnie jak patentowanie prowadzi do pewnych ograniczeń (a niekiedy jeszcze większych), więc usunięcie ochrony patentowej nie rozwiąże problemów z ograniczeniami. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Matix (5786 punktów) | Patenty i prawa autorskie powinny obowiązywać przez max 10 lat. Tak zresztą kiedyś było - chodziło o to aby wynalazca czy twórca dzieła miał czas "ochronny" by zarobić na tym co zrobił. Po upływie tego czasu jego prawo autorskie przemijało - i bardzo dobrze, inaczej do dziś musielibyśmy płacić za każda kopię Chopina czy Matejki. Niestety w XXI wieku doczekaliśmy czasów, że patenty i prawa autorskie nie należą już do osób indywidualnych lecz do korporacji. I dziś patenty obowiązują już nierzadko na 100 lat. Nie wspominając o tym że urzędy patentowe przyznają patenty na rzeczy które już ktoś inny wcześniej wymyślił, tylko nie zdążył albo nie miał chęci/środków opatentować... ewentualnie nigdy nie przyszło mu do głowy żeby patentować coś tak banalnego. Jedną z pierwszych ustaw jaką przyjął parlament Iraku po podbiciu przez USA było wydłużenie czasu obowiązywania patentów. Niedawno UE przyjęła jakąś legislację, że prawo autorskie będzie obowiązywać przez 70 lat od wydania dzieła. Oficjalny powód: aby chronić interesy "artystów"  jeśli korporacja jest artystą to ja jestem księdzem.
|
|
| | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) |
>Niedawno UE przyjęła jakąś legislację, że prawo autorskie będzie obowiązywać przez 70 lat od wydania dzieła. Zgadza się, parę lat temu. Przedtem w Polsce było to 50 lat. Prawa autorskie przysługują artystom, ich spadkobiercom lub osobom, na które oni sami lub ich spadkobiercy te prawa przenieśli. Jeśli przenieśli na korporacje, to i korporacjom, czemu nie. Faktem jest, że to kłopotliwe bywa czasami...
|
|
| | | | | |  | | Michał Kostaś (2046 punktów) | > Patenty i prawa autorskie powinny obowiązywać przez max 10 lat. Tak zresztą kiedyś było - chodziło o to aby wynalazca czy twórca dzieła miał czas "ochronny" by zarobić na tym co zrobił.Zgadzam się z tym. Obecnie czas ochronny 10 lat obowiązuje w ustawodawstwie polskim i europejskim w stosunku do patentów. Ściśle mówiąc, patent jest ważny 10 lat od zgłoszenia wynalazku do Urzędu Patentowego (nawet nie od zatwierdzenia patentu, tylko od zgłoszenia). Natomiast prawo autorskie jest odrębne od prawa patentowego i rządzi się własnymi prawami, niebotycznymi okresami ochronnymi (całe życie autora i 70 lat od jego śmierci!), niejasnymi i pogmatwanymi zasadami. Co do przesady w prawie autorskim, zgadzam się całkowicie. > I dziś patenty obowiązują już nierzadko na 100 lat.Patenty? Nie znam państwa z tak długim okresem ochronnym dla patentów. W Polsce jest to 10 lat (w USA chyba 25 lat, ale nie jestem pewien). > Nie wspominając o tym że urzędy patentowe przyznają patenty na rzeczy które już ktoś inny wcześniej wymyślił, tylko nie zdążył albo nie miał chęci/środków opatentować... ewentualnie nigdy nie przyszło mu do głowy żeby patentować coś tak banalnego.No cóż, tu trzeba przyznać, że taki wynalazca sam jest sobie winien (skąd inni mieli wiedzieć, że to wynalazł). Tu jest zasada: kto pierwszy zgłosi. Zresztą, gdyby wynalazca opublikował wynalazek (choćby w internecie), patent nie mógłby już zostać przyznany nikomu. > Niedawno UE przyjęła jakąś legislację, że prawo autorskie będzie obowiązywać przez 70 lat od wydania dzieła. Oficjalny powód: aby chronić interesy "artystów" jeśli korporacja jest artystą to ja jestem księdzem.Jest jeszcze gorzej niż piszesz. Okres ochronny w prawie autorskim to: całe życie autora + 70 lat od jego śmierci (spadkobiercy mogą się jeszcze obłowić). W prawie patentowym tak nie jest.
|
|
| | | | | | |  | | Matix (5786 punktów) | hmm miałem więc jakieś stare informacje
|
|
| | | | | | |  | | Matix (5786 punktów) | Czy to prawda, że GM opatentowali "samochód elektryczny", a teraz ich nie produkują, bo się nie opłaca, ale przynajmniej mają patent?
|
|
| | | | | | | |  | | Michał Kostaś (2046 punktów) | >Czy to prawda, że GM opatentowali "samochód elektryczny", a teraz ich nie produkują, bo się nie opłaca, ale przynajmniej mają patent?
Nic o tym nie słyszałem.
|
|
4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
>Pojawi się pytanie jak weryfikować czyjeś kompetencje, odpowiem tylko że tytuł nie jest jakąkolwiek >weryfikacją, wprowadza tylko jakiś porządek z klucza. W miarę obiektywnym kryterium jest liczba publikowanych prac i liczba cytowań tych prac przez innych naukowców.
|
|
 | | xarion (917 punktów) |
>W miarę obiektywnym kryterium jest liczba publikowanych prac Ilosc..? a nie JAKOSC..?
> i liczba cytowań tych prac przez innych naukowców. Taaak...to chyba na bazie ugruntowanego pogladu, ze im wiecej odnosnikow, przypisow... im obszerniejsza bibliografia - tym "wartosciowsza" publikacja... chociazby jedynym widocznym wkladem pracy autora bylo...kolekcjonerstwo
|
|
|  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | >>W miarę obiektywnym kryterium jest liczba publikowanych prac > Ilosc..? a nie JAKOSC..? >> i liczba cytowań tych prac przez innych naukowców. > Taaak...to chyba na bazie ugruntowanego pogladu, ze im wiecej odnosnikow, przypisow... im obszerniejsza bibliografia - tym "wartosciowsza" publikacja... >chociazby jedynym widocznym wkladem pracy autora bylo...kolekcjonerstwo > Mówimy o pracach NAUKOWYCH i poważnych NAUKOWYCH periodykach. Nic nie wiem o opisywanym przez Ciebie "ugruntowanym poglądzie". Kto taki pogląd prezentuje?
|
|
| |  | | xarion (917 punktów) |
> Mówimy o pracach NAUKOWYCH i poważnych NAUKOWYCH periodykach. Oczywiscie pelna zgoda..  niemniej uwazam za otwarta kwestie weryfikacji... (zakwalifikowania danej pozycji do naukowych przez duze "N"..) Mam prawo (mozliwe, ze tylko uzurpuje sobie) do wlasnych pogladow i nie postawie znaku rownosci pomiedzy dzielem np Einsteina (nawet bez jednego przypisu czy cytatu) a dowolnym (prawie) wynikiem jakiegos przewodu doktorskiego, chocby nie wiem jak naszpikowanego jednym i drugim...(co nie oznacza, ze KWESTIONUJE jego wartosc naukowa...) Sorry, (w pospiechu) zle sie wyrazilem...
"jesli oddasz swoje prawa w rece sedziow..." G.B.shaw
|
|
| | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) |
> Mam prawo (mozliwe, ze tylko uzurpuje sobie) do wlasnych pogladow i nie postawie znaku rownosci pomiedzy dzielem np Einsteina (nawet bez jednego przypisu czy cytatu) a dowolnym (prawie) wynikiem jakiegos przewodu doktorskiego, chocby nie wiem jak naszpikowanego jednym i drugim...(co nie oznacza, ze KWESTIONUJE jego wartosc naukowa...) > Sorry, (w pospiechu) zle sie wyrazilem... Nie wiem, czy się dobrze rozumiemy. Einstein nie musiał nikogo cytować, jego gołe równanie wystarczy. Natomiast rangę jego pracy podnosi między innymi (prócz wartości samej w sobie) fakt, że jest cytowany przez niezliczoną liczbę innych naukowców. Naukowiec X pisze pracę (obojętne z jakiej dziedziny), jest ona uznana przez innych za na tyle wartościową, że powołują się na nią w swoich pracach. Im więcej osób uzna ją za wartościową, tym bardziej jest ona wartościowa. Nieważne, ile przypisów zawiera praca X, ważne, ile razy on sam pojawia się w cudzych bibliografiach. O to mi chodziło.
|
|
| | | |  | | xarion (917 punktów) | Pozostało mi jeszcze rozwiać wątpliwości: > Nie wiem, czy się dobrze rozumiemy. Tak, bardzo dobrze... > O to mi chodziło. Dokładnie o to samo... 
"jesli oddasz swoje prawa w rece sedziow..." G.B.Shaw
|
|
| | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) | > Pozostało mi jeszcze rozwiać wątpliwości:> >Nie wiem, czy się dobrze rozumiemy.> Tak, bardzo dobrze...> >O to mi chodziło.> Dokładnie o to samo...  No to się cieszę
|
|
|  | | Michał Kostaś (2046 punktów) | > Ilosc..? a nie JAKOSC..? >> i liczba cytowań tych prac przez innych naukowców. > Taaak...to chyba na bazie ugruntowanego pogladu, ze im wiecej odnosnikow, przypisow... im obszerniejsza bibliografia - tym "wartosciowsza" publikacja...
Meretseger chodziło nie o cytowania i bibliografię w publikacji, ale o cytowanie publikacji w innych pracach. Określa to wpływ naukowca, jaki wywarł na środowisko i że to nie są np. jakieś bzdury, których nikt nie chce komentować.
|
|
| |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | > > Ilosc..? a nie JAKOSC..?> >> i liczba cytowań tych prac przez innych naukowców.> > Taaak...to chyba na bazie ugruntowanego pogladu, ze im wiecej odnosnikow, przypisow... im obszerniejsza bibliografia - tym "wartosciowsza" publikacja...> Meretseger chodziło nie o cytowania i bibliografię w publikacji, ale o cytowanie publikacji w innych pracach. Określa to wpływ naukowca, jaki wywarł na środowisko i że to nie są np. jakieś bzdury, których nikt nie chce komentować.O właśnie
|
|
 | | Michał Kostaś (2046 punktów) | >W miarę obiektywnym kryterium jest liczba publikowanych prac i liczba cytowań tych prac przez innych naukowców.
Uważam, że jest to jedne z lepszych kryteriów. Liczbę cytowań publikacji dobrze odzwierciedla wartość "impact factor" czasopisma.
Wadą tego systemu jest to, że ocenia nie tyle wkład pracy naukowca, ale coś w rodzaju doniosłości czy sensacyjności odkrycia.
|
|
| rudyment (3233 punktów) | > Czy zdajecie sobie sprawę, jaka ilość energii naukowca jest marnowana dla uzyskania jakiegoś >tytułu naukowego i jak łatwo pseudonaukowcy kryją się za uzyskanymi tytułami?
To są koszty tworzenia nauki - a raczej ich część. Nauka musi mieć jakieś hamulce, bo bez nich by się rozleciała. Można sobie oczywiście wyobrazić inne sposoby melioracji działalności naukowej, ale podejrzewam, że byłyby znacznie tragiczniejsze w skutkach.
"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
|
|
| Zyga (1539 punktów) | > Czy zdajecie sobie sprawę, jaka ilość energii naukowca jest marnowana dla uzyskania jakiegoś> tytułu naukowego i jak łatwo pseudonaukowcy kryją się za uzyskanymi tytułami?Zastanawiałem się swego czasu... gdybym od tej chwili, konsekwentnie, wszędzie i zawsze, w mowie i piśmie, tytułował się Dr... ile czasu potrzeba, aby ludzie przyjęli do wiadomości, że jestem doktorem?
|
|
 | | Bożydar (2279 punktów) | Właściwie wszyscy zgadzają się z tezą, że nie spowodowałoby jakiejś zauważalnej szkody, gdyby wszystkie stopnie i tytuły naukowe zlikwidować. Lekarz byłby lekarzem, a wykładowca uniwersytetu profesorem w sensie synonimu tego określenia, tak jak nie ma tytułu prezydenta, ministra, czy dyrektora i ktokolwiek nie ubolewa z tego tytułu. Ciekawe. że są ciągotki aby te funkcje też były tytułami, co w przypadku byłych prezydentów, premierów i ministrów daje się słyszeć. Same plusy, ogromne oszczędności finansowe, a już słyszę ten lament jaki by się podniósł. Rzekomo regulacje Unii Europejskiej i Konstytucja by na to nie pozwoliły.
|
|
 | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | > > Czy zdajecie sobie sprawę, jaka ilość energii naukowca jest marnowana dla uzyskania jakiegoś> >tytułu naukowego i jak łatwo pseudonaukowcy kryją się za uzyskanymi tytułami?> Zastanawiałem się swego czasu... gdybym od tej chwili, konsekwentnie, wszędzie i zawsze, w mowie i piśmie, tytułował się Dr... ile czasu potrzeba, aby ludzie przyjęli do wiadomości, że jestem doktorem?  > Zależy, jacy ludzie... Są takie bestie dociekliwe, które zechcą sobie poszukać Twoich prac, a jak nie znajdą, to będzie larum  I trzeba będzie zmieniać napis na przygotowanym zawczasu nagrobku
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|