 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-01-2011 13:01 | Rafaela (2059 punktów) | nie dzięki Bogu
31 na 31 | Życie po życiu nie jest zarezerwowane li tylko dla wierzących. Ateista i każdy inny człowiek może dostać drugą szansę od losu. Gdy obudziłam się ze śmierci klinicznej lekarz powiedział, że chęć życia we mnie zwyciężyła i mój powrót 'stamtąd' w dużej mierze zawdzięczam właśnie sobie, rzecz jasna łącznie ze zdobyczami medycyny. Być może, mimo delikatnej budowy ciała, wydałam się mu osobą silną psychicznie, ale gdy w nocy ten sam lekarz podszedł do mnie zaniepokojony, widząc, iż patrzę w sufit mimo podania morfiny, zapytał dlaczego nie śpię, już mniej wierzył w moją moc. Odpowiedziałam, że nie mogę pozwolić sobie na zaśnięcie, by nie przespać własnej śmierci. Gdy po dwóch tygodniach opuszczałam OIOM przypomniał mi te słowa, bo zrobiły na nim duże wrażenie. Nie pytałam dlaczego. Tamta noc była dowodem na to, że człowiek, że ja miałam chwilę zwątpienia w dalsze życie. Poza tym ta chwila była podyktowana bez wątpienia inną chwilą sprzed kilku lat, kiedy to 'umierałam' razem z tatą Wydawało mi się, że mógł to być ten czas, w którym miałam poczuć to co on wtedy. To się czuje tylko raz. Zaraz po przyjęciu na oddział zapytała pielęgniarka męża, czy życzę/życzymy sobie księdza, lecz stanowcza odmowa ten temat zamknęła. Dziwię się, choć pewnie dla wielu to zbyt osobiste byłoby, ale skoro podpisuje się przy przyjęciu do szpitala stertę papierów, tak naprawdę nie będąc świadomym pod czym składa się te podpisy, powinna być też rubryka 'duchowny' i wybór - TAK lub NIE. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że żyję dzięki Bogu, choć niektórzy ludzie uważają, że w obliczy śmierci składa się ręce na piersi i wzrok kieruje ku górze, czyli jak trwoga to do Boga (no właśnie dlaczego do góry? Bo tam jest 'ładnie' czy może stamtąd lepiej widać doły?). Nie w moim przypadku, bo osoba, taka jak ja, tj. niewierząca przez całe życie, nie zmieni swojego światopoglądu w obliczu zagrożenia, ot tak, w jednej sekundzie i nie zwróci się o pomoc do sił nadprzyrodzonych, jeśli przez całe życie kroczyła bez nich. Na tym polega odpowiedzialność światopoglądowa, odpowiedzialność przed sobą, przed najbliższymi. Przecież ona (odpowiedzialność) ma wpływ na formę pożegnania się z tym światem, formę pasująca do żegnanego. Gdyby ktoś zafundował mi pogrzeb katolicki, bez wątpienia stanowczo sprzeciwiłabym się temu chyba wstając z grobu  Na szczęście obok mnie są ludzie odpowiedzialni, dla których czyjś wybór jest najważniejszy, bo wzajemnie się szanujemy. Gdy leżałam na stole w pracowni hemodynamiki pielęgniarka pomagająca lekarzowi spytała mnie czy czytałam 'Księgę Hioba'. Oczywiście, jak łatwo się domyśleć, nie czytałam i tak też odpowiedziałam. Była zdziwiona, lecz niemal natychmiast dodałam, że jestem osobą niewierzącą. Matko, jakie to przykre, że na każdym kroku muszę o tym informować świat, jakby to dla kogoś oprócz mnie miało jakieś znaczenie. Jeszcze bardziej niedowierzała, że w obliczu takiej choroby, w obliczu niepewnego jutra nie chcę się nawrócić. Na co ja ją zapytałam, a pani jutro jest pewne? Czy pani Bóg dał na to gwarancje? Zrezygnowała z dalszej dyskusji. Widziałam ją jeszcze kilkakrotnie podczas następnych pobytów w szpitalu i w tej pracowni, jednak nigdy już nie wróciła do tej tematyki. Z resztą nie było sensu wracać, gdyż stanowczo stwierdziłam, iż moja chęć życia, medycyna, wsparcie rodziny w zupełności mi wystarczą za całą resztę. Tekst powyższy ma podłoże osobiste, lecz nie chodziło mi o osobiste przeżycia towarzyszące mi w chorobie, lecz pokazanie do czego wiara jest potrzebna wielu ludziom i jak trudno zrozumieć osobę, która jej nie ma przez osobę wierzącą. Natomiast problemu nie ma, jak sadzę, osoba niewierząca ze zrozumieniem dlaczego ktoś wierzy, bowiem ta ostatnia wie, że każdy z nas ma wybór, ma prawo do niego. Trzeba zacząć uczyć się akceptacji dla wyboru drugiego człowieka, bez względu na to czego dotyczy. Rozumiem, że wiara nadaje pewne ramy światopoglądowe wierzącemu, ale nie rozumiem dlaczego ogranicza mu logiczne myślenie lub pozbawia go. Paradoksalnie i ateistę ramy ograniczają, choć w innym wymiarze, bo on ma otwarty umysł na całokształt złożoności świata. Właśnie logika pozwala mu na poznawanie, wnioskowanie, odrzucanie, wybieranie poprzez rozum etc. Nie jest proste do zrozumienia nawet przez otwarty umysł dlaczego wysiłek wszystkich ludzi walczących o uratowanie/wyzdrowienie człowieka jest przypisywany tak łatwo Bogu? Nawet jeśli ratuje się osobę niewierzącą. Bóg ma tyle swoich owieczek, więc po co mu jeszcze te, które jego istnienie odrzucają? Ja zawsze wyznawałam i nadal wyznaję zasadę 'nic na siłę', ale coraz częściej zaczynam wątpić w jej słuszność. Ja żyję nie dzięki Bogu! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
10 na 10 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Nie jest proste do zrozumienia nawet przez otwarty umysł dlaczego wysiłek wszystkich ludzi walczących o uratowanie/wyzdrowienie człowieka jest przypisywany tak łatwo Bogu?
-Nie jest tez łatwe do zrozumienia dlaczego wierzący tak bardzo trzymają się doczesnego żywota, dlaczego się modlą, proszą, skamlą, błagają swego boga, aby jeszcze trochę pochodzić po Ziemi; przecież TAM ma być tak pięknie i fajnie ! Na dodatek gdy tysiące umierają codziennie to jest to wola boża, a gdy jednemu się uda przeżyć to od razu jest to cud i wszystko dzięki bogu. No cóż, analizowanie złożoności ludzkiej głupoty nie jest proste. Może przydałoby się więcej lekarzy w stylu serialowego Dra Housa, który przed każdym zabiegiem mówiłby do pacjenta: "Tylko się nie módl, chcę mieć całą zasługę dla siebie !"
|
|
 | 5 na 5 | Rafaela (2059 punktów) | >-Nie jest tez łatwe do zrozumienia dlaczego wierzący tak bardzo trzymają się doczesnego żywota, dlaczego się modlą, proszą, skamlą, błagają swego boga, aby jeszcze trochę pochodzić po Ziemi; przecież TAM ma być tak pięknie i fajnie !
Wiesz, ja staram się nie wnikać dlaczego komuś potrzebna jest wiara i co ta wiara nakłada na wierzącego, co mu daje, bo ma do tego prawo, tak samo jak ja mam prawo żyć bez religii. Nie interesuje mnie w co i po co wierzą, ale obchodzi mnie, że ciągle w tę wiarę mieszają osoby niewierzące. Wciąż jestem zmuszana, by mówić, czy chcę czy nie, jaki jest mój światopogląd, a ja nie mam potrzeby o tym krzyczeć. To moja osobista sprawa. Dlaczego z tamtej strony nie ma zrozumienia?
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
|  | 8 na 8 | lukaszewicz (5674 punktów) | > Dlaczego z tamtej strony nie ma zrozumienia?
Nie ma zrozumienia bo jest wiara.Tego zrozumienia zaprzeczenie.
|
|
| |  | 3 na 3 | Rafaela (2059 punktów) | >Nie ma zrozumienia bo jest wiara.Tego zrozumienia zaprzeczenie. > Wszystko rozumem, wierzy się i już. I niech sobie ludzie wierzą, to ich, a nie mnie dotyczy. Jest jednak jeszcze rozsadek. Jeśli ja wierzę, to nie znaczy, że wszyscy muszą wierzyć, jeśli ja nie wierzę to też nie znaczy, że wszyscy nie wierzą. Jeśli tego się nie rozumie to nie wiara jest tego przyczyną, lecz zwykła głupota.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | |  | 6 na 6 | lukaszewicz (5674 punktów) | > I niech sobie ludzie wierzą, to ich, a nie mnie dotyczy.
Tylko że oni wierzą, że Twoja niewiara ich dotyczy. Według biblii tolerowanie niewierzących ściąga gniew boży na całą społeczność. Wystarczył jeden faraon aby bóg wymordował wszystkich pierworodnych w Egipcie.
A dlaczego trzeba było wyrzucić Jonasza za burtę? Aby bóg nie zatopił całego statku.
Według chrześcijan Ty jesteś takim Jonaszem oddalającym się od boga.
>Jest jednak jeszcze rozsadek.
W przypadku wierzących właśnie wchodzenie z butami w Twoje życie jest rozsądne.
Bo przez twoje grzeszki dzieciątko Jezus płacze.
A czyż nierozsądnym jest obrona dzieci przed krzywdzicielami?
> Jeśli tego się nie rozumie to nie wiara jest tego przyczyną, lecz zwykła głupota.
Głupota jest właśnie przyczyną wiary.
|
|
| | | |  | | Rafaela (2059 punktów) | >Głupota jest właśnie przyczyną wiary. Trudno jest nie przyznać Ci racji, ale przecież wśród wierzących są ludzie z głupotą nie mający nic wspólnego. Także naukowcy, którym pewnie do pięt nie dorastam. Więc jak to pogodzić?
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | lukaszewicz (5674 punktów) | > Więc jak to pogodzić?
Nie da się pogodzić.
Część naukowców nie spotyka się w swojej pracy z faktami podważającymi wiarę.Oni nie mają problemu.
Część jednak spotyka.
Reakcje są trzy.
1.Udawanie, że nic się nie stało i życie z rozdwojeniem jaźni.
2.Naginanie faktów aby pasowało.Stąd dinozaury biegające po wawelskim wzgórzu czy serca żydowskich proroków na podłodze w Sokółce.
3.Porzucenie nauki.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) |
>Reakcje są trzy. Jest jeszcze czwarta, najrzadsza - porzucenie wiary.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | |  | | CHOH (5 punktów) | > >Reakcje są trzy.> Jest jeszcze czwarta, najrzadsza - porzucenie wiary.Reakcji jest wiele. Można zmienić wiarę, wyprzeć się jej, można wyprzeć się nauki, zwariować, itp.  Jak na racjonalistyczne argumenty, to jednak czuję się zawiedziona. Proszę się bardziej wysilać
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > Proszę się bardziej wysilać Proszę dać mi dobry powód.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | CHOH (5 punktów) | > > Więc jak to pogodzić?> Nie da się pogodzić.> Część naukowców nie spotyka się w swojej pracy z faktami podważającymi wiarę.Oni nie mają problemu.> Część jednak spotyka.> Reakcje są trzy.> 1.Udawanie, że nic się nie stało i życie z rozdwojeniem jaźni.> 2.Naginanie faktów aby pasowało.Stąd dinozaury biegające po wawelskim wzgórzu czy serca żydowskich proroków na podłodze w Sokółce.> 3.Porzucenie nauki.Jeśli to jest argumentacja racjonalna, to proszę wybaczyć, ale nie dla mnie. Jako naukowiec spotykam się w takim samym zakresie z faktami podważającymi wiarę jak każdy inny, mimo iż jestem humanistą  I mam problem. Fakty, to jednak jak wiadomo też kwestia interpretacji. Jeżeli widzę dziecko z krótszą móżką, pomodlę się i na własne oczy widzę, że noga rośnie, to cóż, i ja mam problem, i dziecko i obecni. Proszę choć o 1 przykład faktu podważającego wiarę, to chętnie zareaguję na ten problem. Proszę zareagować na mój przykład. Mówiłam o swoich oczach i modlitwie. Przykłady mogę mnożyć. Co do naginania faktów, to wystarczy zgooglować "Fałszowanie badań", a głowa boli. To kto naginać musi? Wiara ma o tyle wygodnie, że nic udowadniać nie musi, ani nawet nie powinna. Ale ma szukać prawdy, cieszyć się nią, poznawać świat, dobrze nim zarządzać, bo po to ten świat jest dany. Faktem jest, że jest problem z dinozaurami i śladami człowieka, z niektórymi skamieniałościami, kolejnością warstw z epok, itp. Ja zawierzam nauce, że sobie z tym wreszcie poradzi i ujrzy światło  Porzucenie nauki? A to ciekawe, bo to Bóg wziął mnie do nauki wsadził, dał kasę na studia, pomógł pisać pracę (sorry, był trzecim nie w pełni jawnym promotorem), a teraz pomaga mi żyć ze świadomością, że stan edukacji na każdym etapie w Polsce jest tragiczny (duużo na ten temat by mowić, ale sza!) Reakcja, której Szanowny rozmówca nie przewidział, to szukanie Tertium Comparationis dla obu tych sfer życia, patrzenie, jak sobie z tym radzą, badanie świata dalej, a przecież wyniku badań założyć z góry nie powinniśmy, więc dopóki ktoś mi nie udowodni, że Bóg, to tylko projekcja mej jaźni, nie mogę się wyprzeć tej istotnej sfery mego życia, do której doszłam mimo tego, iż od dziecka byłam świadomie niewierząca. Niektórzy koledzy mówili mi "Pani Profesor" w czasie LO, więc coś w tym było  Jeśli chodzi o porzucenie nauki, to prędzej uczyni to rozczarowany niewierzący naukowiec, niż wierzący. Taka jest moja hipoteza, ale badać nie będę. Mogę się mylić. Tak jak nie interesuje mnie co i jak, ktoś robi w łóżku (i dlatego zwalczać chciałabym wszelkie demonstracje, manifestacje, parady publiczne), tak samo to, w co wierzy naukowiec nie jest moim interesem, o ile "robi naukę, jak trza". Jeśli się tym podzieli, to OK, ale lepiej nie. Po co? Chyba, że w gronie, które go o to prosi. Podobnie jak nie życzyłabym sobie, by ktoś przesyłał mi kartki świąteczne, gdy wie, że świąt nie obchodzę. Porzucenie nauki, porzucenie wiary. Nie interesuje mnie ani porzucanie nauki, ani wiary, bo nie jednostka ma znaczenie, ale efekt działania. Widzimy ponownie, jak wiele te sfery życia mają wspólnego  Błędem i w wierze, i w nauce jest opieranie się na człowieku, który jest słaby i omylny. Cenię sobie Einsteina, ale co to ma do jego teorii? To teorię mam poznać, a nie jego. Nawet, gdyby się jej wyparł bez podania argumentacji, to niech sobie robi, co chce. Nadal go cenić będę/mogę. Mnie jednak interesuje jego myśl i jej racjonalność.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | DEmonizer (4893 punktów) |
> Jeżeli widzę dziecko z krótszą móżką, pomodlę się i na własne oczy widzę, że noga rośnie, to cóż, i ja mam problem, i dziecko i obecni.Faktycznie jest problemem, ale chyba z pijanym przemieszaniem się fotonów w przestrzeni.  > Proszę choć o 1 przykład faktu podważającego wiarę, to chętnie zareaguję na ten problem. Proszę zareagować na mój przykład. Mówiłam o swoich oczach i modlitwie. Przykłady mogę mnożyć.Udowodnijcie mi, że boga nie ma? Dowód leży po stronie niewierzących? Wierzący wierzą, więc do czego się przyczepiać? - Zielony Doberman istnieje. - Udowodnij mi to. - Nie, to ty udowodnij mi, że go nie ma? - ... (tu opadają ręce) ... > Co do naginania faktów, to wystarczy zgooglować "Fałszowanie badań", a głowa boli. To kto naginać musi? Wiara ma o tyle wygodnie, że nic udowadniać nie musi, ani nawet nie powinna. Ale ma szukać prawdy, cieszyć się nią, poznawać świat, dobrze nim zarządzać, bo po to ten świat jest dany.Wiara ma szukać prawdy ... Czego można szukać przyjmując coś na wiarę? Szukać Znalezionego Niepojętego Niepojmowalnego? Deizacja Racjonalisty.  Nie spodziewałem się, że czegoś takiego się doczekam.  > Faktem jest, że jest problem z dinozaurami i śladami człowieka, z niektórymi skamieniałościami, kolejnością warstw z epok, itp. Ja zawierzam nauce, że sobie z tym wreszcie poradzi i ujrzy światło  Jaki problem? Teologiczny? Biblijny? Coś z Nieredukowalnej Złożoności ... > Porzucenie nauki? A to ciekawe, bo to Bóg wziął mnie do nauki wsadził, dał kasę na studia, pomógł pisać pracę (sorry, był trzecim nie w pełni jawnym promotorem), a teraz pomaga mi żyć ze świadomością, że stan edukacji na każdym etapie w Polsce jest tragiczny (duużo na ten temat by mowić, ale sza!)Człowiek jak marionetka ciągana za sznureczki, bez dyrygenta nic nie może się udać. Może lepiej jest żyć ze bez świadomości, że stan edukacji na każdym etapie w Polsce jest tragiczny, bóg by świadomość tego faktu wymazał i od razu lepiej. > Reakcja, której Szanowny rozmówca nie przewidział, to szukanie Tertium Comparationis dla obu tych sfer życia, patrzenie, jak sobie z tym radzą, badanie świata dalej, a przecież wyniku badań założyć z góry nie powinniśmy, więc dopóki ktoś mi nie udowodni, że Bóg, to tylko projekcja mej jaźni, nie mogę się wyprzeć tej istotnej sfery mego życia, do której doszłam mimo tego, iż od dziecka byłam świadomie niewierząca. Niektórzy koledzy mówili mi "Pani Profesor" w czasie LO, więc coś w tym było  Proszę zapoznać się z dziedziną Nauki zwaną Psychologią ewolucyjną. polecam książki Daniela Dennetta. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | CHOH (5 punktów) | > - ... (tu opadają ręce) ...dziękuję za odpowiedzi. Miło było, ale i mi ręce opadają. Nie można rozmawiać, gdy nie ma chęci zrozumienia. Obecnie na czytanie i pisanie nie mam czasu, ... życie. Książek i dziedzin, które warto poznać jest tyle, że życia mało. A nie każdy może sobie pozwolić na wieczną lekturę. Dam sobie na luz na jakiś czas, bo jednak system odpowiadania tutaj jest męczący. Straciłam już 2 posty. Muszę coś powtarzać, bo ktoś czegoś nie przeczytał. Traci to sens. Pozdrawiam i dziękuję za wkład w moje życie
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Madman (7811 punktów) | > Proszę choć o 1 przykład faktu podważającego wiaręCytat:Wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój, Bo tu już nie ma chleba, To Bóg, to Jezus mój! Co począć z wiarą wobec faktu, że chleb dalej jest chlebem, a wino winem?
|
|
| | | | | | | |  | | CHOH (5 punktów) | >Co począć z wiarą wobec faktu, że chleb dalej jest chlebem, a wino winem?
Przepraszam, wymiękam. Nie sposób się powtarzać. Proponuję, by Racjonalista zmienił system odpowiadania na posty, bo to irytujące. Wcięło mi już 2 odpowiedzi, bo mnie wylogowuje.
NIE JESTEM KATOLICZKĄ, dlaczego mam odpowiadać na zarzuty do wiary katolickiej? Biblia nie przeczy, że chleb, to chleb. Jeśli dojdzie do zamiany wody w wino na Pańskich oczach, to OK. Jeśli nie, to też OK. Ja nie mogę takiego doświadczenia ani obalić, ani potwierdzić. Mogę ew. zaufać lub odrzucić. Mam wolną wolę. Odrzucam ten wierszyk, tak samo jak odrzuciłam wiarę katolicką, poznając GO. Wiara zaczyna się od wiary, ale się na niej nie kończy. Wiara powinna prowadzić do wiedzy, poznania, rozwoju, wzrostu... Cóż, nie mogę na ten wierszyk racjonalnie odpowiedzieć, bo nie odwołuje się ani do rozumu, ani do mojej wiary (biblijnej).
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | Madman (7811 punktów) | >Cóż, nie mogę na ten wierszyk racjonalnie odpowiedzieć, bo nie odwołuje się ani do rozumu, ani do mojej wiary (biblijnej). Więc chodzi o fakt podważający wiarę w ogóle, czy Twoją wiarę (biblijną)? Jeśli ogólnie, to domaganie się takiego faktu nie ma sensu. Ja podałem przykład podważający wiarę, w tym przypadku katolicką. Jeśli chodzi o Twoją wiarę, to co to jest wiara biblijna? W co takiego wierzysz? Ciężko podważać nie wiadomo co.
|
|
| | | | | | | | | |  | | CHOH (5 punktów) | > Więc chodzi o fakt podważający wiarę w ogóle, czy Twoją wiarę (biblijną)?Prosiłam o FAKT podważający wiarę w ogóle. A tu wierszyk o wierze katolickiej dostaję > Jeśli ogólnie, to domaganie się takiego faktu nie ma sensu. Ja podałemOczywiście, że nie, ale w kontekście tekstu, na kt. odpowiadałam taka odpowiedź sensowna się wydawała, choćby dla swojej sarkastycznej natury > przykład podważający wiarę, w tym przypadku katolicką. Jeśli chodzi o Twoją wiarę, to co to jest wiara biblijna? W co takiego wierzysz? Ciężko podważać nie wiadomo co.Jeśli ktoś chce podważyć wiarę, musiałby podważyć człowieka, to jaki/kim jest. Wiara jest podstawą życia. Zawsze w coś się wierzy. Nie znam osobiście nikogo, kto nie wierzy W NIC. Wiara w KOGOŚ osobowego i "niewidzialnego", jest trudna do udowodnienia, chyba że nastąpią fakty, które da się zweryfikować. Jednakże, jak już pisałam, być może są powody, dla których to niemożliwe. Gdyby Boga można dowolnie wywoływać do odpowiedzi w celu sprawdzenia, zmierzenia, ocenienia, to wiara stałaby się nauką. I tu jest problem. Nie wiem wielu rzeczy, ale wiem, że Bóg jest. Jest to jedyna osoba, która mnie bezwarunkowo i cudownie kocha, choć mam rodzinę, fajnego męża, cudowną córkę. Jaki sens ma udowadnianie tej relacji, czy sensu (sic!) tejże wiary, skoro to moja wiara. Moja wiara nic nie da twojej (załóżmy) wierze czy niewierze, bo wiarę trzeba znaleźć samemu. W co wierzę? Nie wierzę w nic, ale w KOGOŚ. Ba, tak bardzo realne to dla mnie doświadczenie i na tyle długo trwa i na tyle wiele się zdarzało, że już nie tylko wierzę, ale i sporo wiem, choć wiele nie rozumiem, ale się staram  Dla mnie Bóg Biblii niemal oczekuje z mej strony wysiłku umysłowego, poznawczego, badawczego, czeka na błysk świadomości, ale to wynik, a nie przyczyna tejże naszej relacji. Wiem, już scyzoryki się otwierają, a rozum się burzy. Cóż, mój też. Ale trudno odrzucić coś, co jest,.. choć nie jest na zamówienie i od ręki. Wiara wymyka się pomiarom, ale brak możliwości pomiaru nie obala faktu istnienia. Są rzeczy na świecie, które wymykają się nauce, co nie oznacza, że je negujemy. W sumie, to nawet nie wiem do czego mi Bóg potrzebny, ale na pewno nie chciałabym już bez niego żyć. Podobnie jak bez nauki, wiedzy, i natchnienia.Tyle miałam sytuacji w życiu, których mój rozum nie ogarnia, że jak Job musiałam uznać, że są wyjątki od reguły i niektóre sprawy, dopóki ich nie obalę czy racjonalnie nie wyjaśnię, muszę zaakceptować, czyli nie zaprzeczać doświadczeniu, wnioski zostawiając na później. Czyż nie taką postawę winien mieć naukowiec? Ileż to razy nauka wyciągała stare badania z lamusa, i nareszcie je rozumiała? Nie pojmuję, jak to możliwe, ale uznaję możliwość istnienia rzeczy, których nie pojmuję. W sumie, to jestem zaskoczona wieloma wypowiedziami na forum. Powinny być z czasem selekcjonowane (moje by też usunięto i byłby spokój) przy pomocy jakiegoś współczynnika racjonalności  Oto mój wkład w dyskusję. Do widzenia na forum, kiedyś. Cenię sobie te negatywne punkty. W sumie mnie cieszą, bo zawsze to jakaś reakcja. Brak komentarza przy punkcie sprawia, że ocena traci sens.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Madman (7811 punktów) | > >Jeśli ogólnie, to domaganie się takiego faktu nie ma sensu. Ja podałem> Oczywiście, że nie, ale w kontekście tekstu, na kt. odpowiadałam taka odpowiedź sensowna się wydawała, choćby dla swojej sarkastycznej naturyPisałaś o odrastających nóżkach, więc moja sarkastyczna natura dała o sobie znać katolickim wierszykiem.  > Wiara jest podstawą życia. Zawsze w coś się wierzy. Nie znam osobiście nikogo, kto nie wierzy W NIC.Ale nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka. Myślałem, że rozmawiamy o wierze religijnej. 'Wierzę w drugiego człowieka' czy 'wierzę w dobro' i tak dalej to chyba coś innego od 'wierzę w odrastające nóżki'... W języku angielskim odróżnia się belief i faith ( mwillett.org/atheism/faith1.htm). > I tu jest problem. Nie wiem wielu rzeczy, ale wiem, że Bóg jest.Nie wiesz, tylko wierzysz. Wiedza opiera się na faktach, natomiast wiara trwa pomimo ich braku, a nawet na braku dowodów się opiera. > Jest to jedyna osoba, która mnie bezwarunkowo i cudownie kocha, choć mam rodzinę, fajnego męża, cudowną córkę.Współczuję Twojej rodzinie, naprawdę. Jeżeli miłość Twojego męża i córki to dla Ciebie za mało i musisz jeszcze wymyślać niewidzialne osoby, by Cię kochały, to masz poważny problem natury emocjonalnej. Nie jest to złośliwość z mojej strony. > Tyle miałam sytuacji w życiu, których mój rozum nie ogarnia, że jak Job musiałam uznać, że są wyjątki od reguły i niektóre sprawy, dopóki ich nie obalę czy racjonalnie nie wyjaśnię, muszę zaakceptować, czyli nie zaprzeczać doświadczeniu, wnioski zostawiając na później. Czyż nie taką postawę winien mieć naukowiec?Naukowiec w takiej sytuacji powinien powiedzieć proste i zwykłe 'nie wiem'. Jeżeli ktoś nie ma pojęcia, jakie procesy chemiczne zachodzą w kwaśniejącym mleku, to nie uznaje automatycznie, że przyczyną kwaśnienia są krasnoludki, które do tego mleka sikają. A fakt, że czyjś rozum nie ogarnia równania sumarycznego właściwej fermentacji mlekowej, nie każe nikomu zaakceptować istnienia krasnoludków.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | CHOH (5 punktów) | > Ale nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka. Myślałem, że rozmawiamy o wierze religijnej. 'Wierzę w drugiego człowieka' czy 'wierzę w dobro' i tak dalej to chyba coś innego od 'wierzę w odrastające nóżki'Cóż, zgoda. Co do nogi (dbajmy o dokładność), to nie była wiara, ale doświadczenie życiowe. > ... W języku angielskim odróżnia się belief i faith (mwillett.org/atheism/faith1.htm).Jako anglista  dziękuję za douczenie, ale prawda, jak zwykle nie jest aż tak prosta: Faith is the confident belief or trust in the truth or trustworthiness of a person, concept or thing.(...) Faith is in general the persuasion of the mind that a certain statement is true, belief in and assent to the truth of what is declared by another, based on his or her supposed authority and truthfulnes Informal usage can be quite broad, and the word is often used as a mere substitute for trust or belief' ( en.wikipedia.org/wiki/Faith) > >I tu jest problem. Nie wiem wielu rzeczy, ale wiem, że Bóg jest.> Nie wiesz, tylko wierzysz. Wiedza opiera się na faktach, natomiast wiaraCóż, w takim razie wierzę, że żyję i tak samo wierzę, że Bóg jest. Wiem, że żyję, i to samo z Bogiem. Gdzie się mylę? Kto wie lepiej ode mnie? Do kogo mam się udać, aby to stwierdzić? Nie mogę opowiedzieć tu swego życia, bo oskarży się mnie o nawracanie, nie mogę udowodnić tego, co widziałam kiedyś, słyszałam kiedyś, przeżyłam wewnętrznie i zewnętrznie. Fakt, z braku dowodu jest wiara. A więc wierzę, że żyję i to mi odpowiada. Nie starczy to natomiast na projekt badawczy. Z takimi nieuchwytnymi rzeczami jak relacje z innymi zawsze jest kwestia sporna, jak to zbadać. Jakie kryteria przyjąć, jakie wskaźniki zastosować  Nauka też wielokrotnie musi się oprzeć na wierze. Wierzymy, że nasza nauka o świecie i wszechświecie jest oparta na faktach, ale przecież jest możliwe, że co do wszechświata mamy niepoprawny punkt odniesienia, że przyjęliśmy niewłaściwe założenia, które owszem dają wyniki, które są sprawdzalne, ale mogą mimo to być błędne. Jesteśmy jak rybki w akwarium próbujące poznać świat spoza szyby... Ciężka sprawa, ale robimy co możemy, ufając, że jest jak myślimy i jak wskazują mierniki. Jednakże z pomiarami bywa, że ten sam wynik można na różne sposoby interpretować w zależności od przyjętej metodologii. > Współczuję Twojej rodzinie, naprawdę. Jeżeli miłość Twojego męża i córki to dla Ciebie za mało i musisz jeszcze wymyślać niewidzialne osoby, by Cię kochały, to masz poważny problem natury emocjonalnej. Nie jest to złośliwość z mojej strony.Proszę Pana, problem w tym, że NIC wymyślać nie muszę, niczego nie chciałam i niczego nie wymyślałam, bo 1) to oszukiwanie samego siebie, 2) niepotrzebne, 3) wiara więcej przynosi utrudnień niż ułatwień, 4) itd. A męża i córkę mam takich, że wszyscy mi zazdroszczą, im mnie też. A co do tego, co dla kogo jest mało, a co dużo, a co w sam raz: Każdy pije inne ilości wody, by się nasycić. Ja nie współczuję innym, którzy inne potrzeby mają. Moja jest zaspokojona, co mi do cudzej? > Naukowiec w takiej sytuacji powinien powiedzieć proste i zwykłe 'nie wiem'. Jeżeli ktoś nie ma pojęcia, jakie procesy chemiczne zachodzą w kwaśniejącym mleku, to nie uznaje automatycznie, że przyczyną kwaśnienia są krasnoludki, które do tego mleka sikają.Ponownie poziom kultury jest niewłaściwy. Daruję już sobie wszelkie komentarze, O wszystko najlepiej wiedzący. Krasnoludki-sikają-mleko. Czuję niesmak.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Madman (7811 punktów) | > Ponownie poziom kultury jest niewłaściwy. Daruję już sobie wszelkie komentarze, O wszystko najlepiej wiedzący. Krasnoludki-sikają-mleko. Czuję niesmak.Ja też nie lubię kwaśnego mleka. Nie lubię także zarzucania mi niewłaściwego poziomu kultury, rzucania grochem o ścianę i naiwnego chciejstwa, stosowanego do usprawiedliwiania mezaliansu rozumu i wiary. Dlatego też z mojej strony koniec dyskusji. > Jesteśmy jak rybki w akwarium próbujące poznać świat spoza szyby...Na pożegnanie dedykuję: Tim Minchin - Storm
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Iwona Przybyła (801 punktów) | Ja mam okazję pracować ostatnio z osobami niepełnosprawnymi.
Dla większości z nich wiara jest motorem do działania. Ci ludzie mają niesamowitą chęć dokonania zmian w swoim życiu. Realizuję z nimi projekt terapeutyczny i widzę jak po każdym spotkaniu wzrastają, doceniają moją pracę, wykonują wszystkie ćwiczenia.
Motorem ich działania jest szczera wiara. Po raz pierwszy w życiu mam wrażenie, że obcuję z aniołami, z ważnymi dla mnie drogowskazami. Powoli gubię proporcje kto tutaj komu pomaga. Chyba oni uczą mnie wiary, która po prostu pokonuje trudności w życiu. To nie jest wiara w czajniczek, ani w osobowego Boga, ani w niebieski orszak, co przychodzi po duszę. To jest wiara w pokój na Ziemi, w dobre relacje między ludźmi, w pracę, która ma sens i wartość.
Sama określam siebie jako agnostyczkę, co nie zmienia faktu, że chyba umiem budować kompromis z każdym, kto wyznaje podobną wiarę do mojej, tj. z każdym, kto jest w stanie wątpić...
Ufam ludziom, którzy szukają, nie wierzę tym, którzy znaleźli.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | DEmonizer (4893 punktów) | Mam pytanie: Czy Pani na portalu Racjonalista szuka utwierdzenia się w swojej wierze? Czy może stara się ugruntowaną już wiarę "rozsiać" po hektarach umysłów forumowiczów? Chyba o wymianie wiedzy nie ma mowy? Zadaję takie pytanie, bo wydaje mi się, że wypowiedzi i kontrwypowiedzi spacerują po diametralnie innych drogach, a także chcę bardziej zrozumieć świat Pani umysłu. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | CHOH (5 punktów) | > Mam pytanie: Czy Pani na portalu Racjonalista szuka utwierdzenia się w swojej wierze?Sorki znów mnie wymeldowało w trakcie pisania. Wiara jak jest nie musi się utwierdzać. > Czy może stara się ugruntowaną już wiarę "rozsiać" po hektarach umysłów forumowiczów?ale rolniczo: grunt, rozsiać, hektary. Bez przesady, wypowiadających sie tu jest ledwie garstka chyba. Ewangelizować nie mam zamiaru, bo i po co? Wiara, to sprawa osobista. Cudza mnie nie interesuje zbytnio, chyba, że ktoś chce się dzielić, a ja mam ochotę posłuchać > Chyba o wymianie wiedzy nie ma mowy?Skąd, wymiana zakłada chęć porozumienia, zrozumienia, wzięcia i dania, a jak na razie niewiele mam do wzięcia, prócz potrzeby definicji "potrzeby"  > Zadaję takie pytanie, bo wydaje mi się, że wypowiedzi i kontrwypowiedzi spacerują po diametralnie innych drogach, a także chcę bardziej zrozumieć świat Pani umysłu.Oj, nie chce Pan, ale dziękuję za uprzejmość. "Diametralnie różne" do czegoś zobowiązuje, ale ja się nie poczuwam, y w sobie nie znajduje  Nie odczuwam, bym odpowiadała niestosownie, nieadekwatnie do poziomu wypowiedzi, czy nielogicznie. A że o sprawach wiary i nauki tu mowa, więc cóż... Jest problem. Jak o tym mówić, gdy wiarę z religią się miesza? Otrzymawszy ileś tam linków można się pogubić, ale staram sie nawiązywać do cudzej wypowiedzi w kontekście: Nauka-Rozum-Wiedza-Wiara-Bóg-Biblia. I na tym już naprawdę kończę i Dziękuję.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Dziękuję za odpowiedź. Mogę ją zaliczyć do kolejnej lekcji w moim życiu. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > >> Więc jak to pogodzić?Do licha... jak na dr nauk humanistycznych wypowiedź odpowiednio długa, ale bardzo niespójna. 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Miśko (113 punktów) | ...więc dopóki ktoś mi nie udowodni, że Bóg, to tylko projekcja mej jaźni, nie mogę się wyprzeć tej istotnej sfery mego życia, do której doszłam mimo tego, iż od dziecka byłam świadomie niewierząca. Niektórzy koledzy mówili mi "Pani Profesor" w czasie LO, więc coś w tym było... ...Jeśli chodzi o porzucenie nauki, to prędzej uczyni to rozczarowany niewierzący naukowiec, niż wierzący. Taka jest moja hipoteza, ale badać nie będę.... ...Błędem i w wierze, i w nauce jest opieranie się na człowieku, który jest słaby i omylny...
Na szczęście nauka nie musi udowadniać, że coś nie istnieje. A ja nie mogę sobie wyobrazić, jak może być ktoś naukowcem i katolikiem. To prawie, jak wierzyć w ufo i twierdzić, że ziemia jest płaska. Poza tym nomenklatura kościelna użyta w języku naukowym... Mówi Pani o fałszowaniu badań, a w religii oczywiście nie ma ani jednego kłamstwa??? Ci teologowie, czyli naukowcy w mniemaniu religii, którzy odkryli, jak matka boska znalazła się w niebie, czy o niepokalanym jej poczęciu, czy wreszcie grzechu pierworodnym... Litości!
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >Proszę choć o 1 przykład faktu podważającego wiarę, to chętnie zareaguję na ten problem.
Bóg nie istnieje.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >Fakty, to jednak jak wiadomo też kwestia interpretacji.
Bez podania kontekstu interpretacji (w hermeneutyce horyzontu interpretacji) to nic nie mówiący slogan. Mam w tej chwili 36,6ºC. W jakiej interpretacji tego faktu mam 100ºC?
>Jeżeli widzę dziecko z krótszą móżką, pomodlę się i na własne oczy widzę, że noga rośnie, to cóż, i ja mam problem, i dziecko i obecni. >Mówiłam o swoich oczach i modlitwie. Przykłady mogę mnożyć.
Nie myśl, że na podstawie opisu zdarzeń, ktokolwiek w nie uwierzy. Może umów się z niedowiarkami-racjonalistami i zademonstruj moc swoich modlitw.
>Proszę choć o 1 przykład faktu podważającego wiarę,...
Nie ma takich faktów. Fakt ani nie potwierdza, ani nie przeczy wierze. Ma to być jednak fakt. (Nie jest np. faktem zmartwychwstanie Jezusa ani cudowne uzdrowienie kobiety przez JPII, to raczej ciąg matactw.)
>nie mogę się wyprzeć tej istotnej sfery mego życia, do której doszłam mimo tego, iż od dziecka byłam świadomie niewierząca.
Zawsze zastanawiali mnie ludzie, którzy samodzielnie szukali prawdy, by ją wreszcie znaleźć na pl_ebanii. Opowiedz coś jeszcze o świadomej niewierze dziecka.
>nie jednostka ma znaczenie, ale efekt działania.
Nie zależy ci na zbawieniu? Zapytaj proboszcza albo starszego zboru, czy nie praktykujesz jakiejś herezji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | | pyton357 (125 punktów) |
>> Jeśli tego się nie rozumie to nie wiara jest tego przyczyną, lecz zwykła głupota. >Głupota jest właśnie przyczyną wiary. Nie głupota, raczej chęć dominacji i manipulacja retoryczna, to najpotężniejsza broń krzewicieli - wszelkiej maści - słowa bożego.
|
|
|  | 4 na 4 | Amol (692 punktów) |
>Wiesz, ja staram się nie wnikać dlaczego komuś potrzebna jest wiara i co ta wiara nakłada na wierzącego, co mu daje, bo ma do tego prawo, tak samo jak ja mam prawo żyć bez religii.
Niestety te prawo łamane jest od narodzin dziecka poprzez indoktrynację,gdy już zrobi się z człowieka fundamentalistę,dają jemu "wolny wybór".Myślicie że co wybierze?
|
|
|  | | AGec (48 punktów) | Dlaczego z tamtej strony nie ma zrozumienia? | > Wciąż jestem zmuszana, by mówić, czy chcę czy nie, jaki jest mój światopogląd, a ja nie mam potrzeby o tym krzyczeć. To moja osobista sprawa. Dlaczego z tamtej strony nie ma zrozumienia?
Kiedy widzisz, że ktoś potrzebuje pomocy - zwykle spieszysz z pomocą. To zwykły ludzki odruch. Raczej nie naganny. Problem w tym, czy on tej pomocy chce, i czy nasza ocena, że on tej pomocy potrzebuje, jest poprawna. Kiedy widzimy, że ktoś się topi, to nie uwzględniamy możliwości, że on właśnie chce się utopić. A gdyby nawet, to zakładamy, że gdy dojdzie do siebie (np. wyjdzie z depresji) to będzie jednak zadowolony z naszego ratunku. Wierzący oceniają sytuację według własnych poglądów (jak każdy). Chcą uratować duszę bo uważają to za ważne. Dobrze, że pytają o zgodę, bo mogli by pójść drogą 'ratowania tonącego na siłę'. Odmowę przeżywają podobnie do odmowy tonącego, który jednak woli utonąć. (Zbawienie duszy i życie ma dla nich podobną wartość. To Twoje dobro może być stracone dla Ciebie.) Nie wiem, czy odnajdujesz w sobie to uczucie, chyba tak, bo ono od światopoglądu nie zależy, a jest obecne w normalnym człowieku. Chyba to jest odpowiedź na Twoje pytanie.
|
|
| |  | 3 na 3 | Rafaela (2059 punktów) | Odp: Dlaczego z tamtej strony nie ma zrozumienia? | >Wierzący oceniają sytuację według własnych poglądów (jak każdy). Chcą uratować duszę bo uważają to za ważne. Nie interesuje mnie co jest ważne dla wierzącego i jestem przekonana, że nie interesuje go to co jest ważne dla mnie lub co ważne dla mnie nie jest. Wierzący powinien jednak zdawać sobie sprawę, że na świecie nie żyją tylko tacy ludzie jak on sam. Szanujmy swoje postrzeganie świata, byśmy sami byli szanowani. To nie jest trudne, potrzeba tylko odrobinę dobrej woli.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | |  | | AGec (48 punktów) | >Nie interesuje mnie co jest ważne dla wierzącego - Cyli Twoje pytanie: "Dlaczego z tamtej strony nie ma zrozumienia?" nie jest pytaniem a jedynie wyrazem niezadowolenia z niespełnienia przez nich Twoich oczekiwań. Potwierdza to Twoja zasada: > Szanujmy swoje postrzeganie świata, ... To nie jest trudne, potrzeba tylko odrobinę dobrej woli. Nie prawda, że to wymaga dobrej woli. To wymaga jedynie 'zaufania do siebie', czego zwykłym zdrowym ludziom zwykle nie brakuje, a mniej rozgarnięci mają tego w nadmiarze. Dobrej woli (elementatnej, zresztą) wymaga szanowanie cudzych poglądów, ktorych podstawą nie jest zła wola. A do tego trzeba umieć zrozumieć tego przeciwnika. Wydaje się, że nie masz ochoty wkładać w to wysiłku, wolisz żądać, by przeciwnik Ciebie zrozumiał. Zakładanie tak niesymetrycznej pozycji daje widoczne niesymetryczne efekty: > Wierzący powinien jednak zdawać sobie sprawę, że na świecie nie żyją tylko tacy ludzie jak on sam. A niby z jakich powodów oni pytali o Twoją zgodę na duchownego? Z jakich powodów odstąpili od 'ratownia tonącej'? Masz im za złe, że chcieli Cię ratować? Że zapytali o Toją zgodę? Wyobraź sobie, że koło Ciebie ktoś tonie a Ty możesz go uratować podając mu tyczkę. Czyżbyś uważała, że to jego sprawa i spokojnie patrzyła na to widowisko?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | >Dobrej woli (elementatnej, zresztą) wymaga szanowanie cudzych poglądów, ktorych podstawą nie jest zła wola. Czy choć raz wspomniałam o złej woli? Nie! Mnie nie podoba się narzucanie czyichś poglądów, a to jest zasadnicza różnica, bo narzucając komuś czyjeś poglądy nie szanujemy jego własnych.
>A do tego trzeba umieć zrozumieć tego przeciwnika. Wydaje się, że nie masz ochoty wkładać w to wysiłku, wolisz żądać, by przeciwnik Ciebie zrozumiał. A przeciwnik wysiłek wkłada? Bynajmniej nie wysiłek zrozumienia inaczej myślącego. Właśnie, na istocie zrozumienia polega np. fakt Twojego rozumienia moich słów, a raczej wygodna dla Ciebie ich interpretacja. Mnie nie interesuje to w co i dlaczego ktoś wierzy czy nie wierzy, bo to jest jego indywidualne prawo do wolnego wybory światopoglądu, ale gdy ktoś stara się narzucić mi w jakikolwiek sposób swój światopogląd, we mnie rodzi się sprzeciw, bo ja o to nie proszę i nie chcę. To tak trudno zrozumieć? Jeśli ktoś uważa, że istotą życia jest np. Bóg lub jego nieistnienie i ma potrzebę dzielenia się tym, to niech rozmawia o tym w gronie podobnie myślących lub inaczej myślących, ale chcących o tym rozmawiać. O słuszności swojego wyboru nie musi przekonywać się poprzez narzucanie tych poglądów myślącym inaczej. Nigdy nie pozwoliłabym sobie kogoś wierzącego przekonywać do zmiany poglądów na istnienie świata, a, niestety, za często spotkałam się z próbą dokonywania tego w stosunku do mojej osoby. W tym kontekście nie interesuje mnie w co kto wierzy, bo ja ufam w swoje przekonania.
>Wyobraź sobie, że koło Ciebie ktoś tonie a Ty możesz go uratować podając mu tyczkę. Czyżbyś uważała, że to jego sprawa i spokojnie patrzyła na to widowisko? Zadając powyższe pytania dajesz dowód, że nie zrozumiałeś sedna mojej wypowiedzi i wolisz tę wypowiedź interpretować tak jak Ci wygodnie. Szkoda. Nie zdarzyło mi się, bym przeszła obojętnie obok kogoś, kto potrzebuje pomocy i Bóg mi do tego nie jest potrzebny, bo do tego wystarczy być porządnym człowiekiem.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | | | |  | | AGec (48 punktów) | >Zadając powyższe pytania dajesz dowód, że nie zrozumiałeś sedna mojej wypowiedzi i wolisz tę wypowiedź interpretować tak jak Ci wygodnie. Szkoda. Artykuł i pierwsza Twoja wypowiedź podobały mi się. Padło pytanie: "Dlaczego z tamtej strony nie ma zrozumienia?" logicznie wynikające z całego toku. Posiadałem na nie odpowiedź, którą się podzieliłem myśląc, że ją zaakceptujesz. Sądziłem, że nic na tym nie ucierpi cały wywód i jego intencja, z którą się zgadzam (jeżeli dobrze rozumiem). Ku mojemu zdumieniu Twoja odpowiedź była całkiem inna od oczekiwanej, tak jakby to pisał kto inny. Może ja, a może Ty czegoś w ostatnich naszych wpisach nie zrozumieliśmy bo coś tu nie pasowało. Wskazałem więc, jak rozumiem Twoją odpowiedź i co z niej wynika, wyraźnie sugerując, ('czyżby'), że nie jestem pewien tej interpretacji, lecz innej nie widzę. Zamiast wyjaśnienia dało to dalszą całkowitą nieprzystawalność przekazów. Też zauważasz, że gdzieś się nie zrozumieliśmy. Można próbować to wyjaśniać do skutku, ale chyba nie warto, poza nami już chyba nikt tego nie śledzi. Na pewno użyta przeze mnie 'zła wola' została przez Ciebie inaczej zrozumiana niż były moje intencje. (= Ja nie postuluję szanowania cudzych poglądów wynikłych ze złej woli.) Przeciwnik wysiłek wkłada: 1- zapytał; 2- po zapytaniu jednak odstąpił od 'ratowania'. Raczej nie 'stara sie narzucić' a 'stara się przekonać' - to dla niego znaczy 'nawrócić' a to w jego mniemaniu jest 'uratowaniem Ciebie' i to w ostatniej chwili. Zgadzam się z Tobą, że jest to irytujące, tak jak namolność 'Świadków J..', ale zrozumieć się da i trudno mieć im to za złe. Też (jak Ty) nie usiłuję wierzącym siać niepewności, chyba, że sami zaczynają dyskusję (oprócz Świadków J. -tym już nic nie pomoże) - w tym nasza słabość.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | cóż, nie jest trudno w rozmowie prowadzonej na forum, do końca się nie zrozumieć. Rzeczywiście wyjaśnianie tego do skutku nie ma sensu. Tematyka religijna nie jest łatwa. Nieraz może dość do innego zrozumienia wypowiadanych słów niż sens jaki chciał przekazać ich autor. To akurat, że wątku nikt nie śledzi nie ma dla mnie znaczenia, bo do dyskusji potrzeba przynajmniej dwie osoby i to kryterium spełniamy. Wszechobecna wiara mnie męczy, bo ja jej nie potrzebuję. Być może dlatego, jakkolwiek rozumiem wybór ludzi odnośnie bycia religijnym, to tak trudno zrozumieć mi narzucanie ich woli mnie. Jeśli czegoś potrzebuję to wiem gdzie tego szukać, a jeśli nie wiem, to będę sama prosić o pomoc, by tam dotrzeć. To musi być moja inicjatywa. Pozdrawiam 
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
3 na 3 | DEmonizer (4893 punktów) | Odp: nie dzięki Bogu | Śmierć - najbardziej intymna chwila w życiu człowieka, wredne jest to, że włażą niektórzy w tą intymność z brudnymi buciorami. Własne refleksje, rodzina, przyjaciele, delektowanie się ulatującą myślą, ostatnim oddechem, ale po jaką cholerę w takiej chwili paplający przeszkadzacze ...
|
|
7 na 7 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >pielęgniarka [...] spytała mnie czy czytałam 'Księgę Hioba'. Oczywiście, jak łatwo się domyśleć, nie czytałam i tak też odpowiedziałam. Mam wrażenie, że 99% chrześcijan, głównie katolików, nie czytała tego fragmentu Biblii (żadnego innego pewnie też), a ci, którzy przeczytali, zrobili to bez zrozumienia. Otóż Księga Hioba, jak żadna inna część Biblii, pokazuje jakim małostkowym, egoistycznym, zarozumiałym, bezwzględnym, podłym, niesprawiedliwym i oszukańczym typkiem jest Bóg. Hiob mu te wszystkie wady wypomina, zaś jego wiara w dobroć i miłość Boga wcale nie przetrwały. Hiob uległ przemocy Boga, bo nie miał innego wyjścia. "Tak, jesteś panem świata, robisz co ci się tylko podoba, za nic masz oddanie człowieka, chodzi ci tylko o bezustanne nadmuchiwanie twego, i tak już nieskończenie rozdętego, ego. Chełpisz się swoją siłą, swoją wyższością nade mną, które każesz mi uznać. Jesteś narcyzem-tyranem, nikim więcej." - tak można streścić wypowiedzi Hioba na temat Boga. Zgnębiony, upokorzony, złamany Hiob - dopiero takiemu Bóg odpuścił i takiego nagrodził.
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
 | -4 na 6 | CHOH (5 punktów) | >Mam wrażenie, że 99% chrześcijan, głównie katolików, nie czytała tego czy wrażenie, to racjonalny argument?
>fragmentu Biblii (żadnego innego pewnie też), a ci, którzy przeczytali, zrobili to bez zrozumienia. Przepraszam, bez obrazy, ale to autor(ka) powyższej wypowiedzi nie ma pojęcia, co czytała. Ale rozumiem, bo księga nie jest łatwa.
>Otóż Księga Hioba, jak żadna inna część Biblii, pokazuje jakim małostkowym, egoistycznym, zarozumiałym, bezwzględnym, podłym, niesprawiedliwym i oszukańczym typkiem jest Bóg. Hiob mu te wszystkie wady wypomina
A ten taki... Bóg mówi. Tylko Job mówił o mnie prawdę. Cóż, już go lubię. Samokrytyka i akceptacja cudzej, to dowód bycia istotą rozumną i... samoświadomą. Czy szczere stwierdzenie, że coś zrobiłam źle, akceptacja krytyki ze strony innych świadczy, że jestem podła i zarozumiała. O, to życzę sobie więcej spotkań z takimi osobami
>zaś jego wiara w dobroć i miłość Boga wcale nie przetrwały. Hiob uległ przemocy Boga, bo nie miał innego wyjścia. To pokazuje, że aby zrozumieć, niektórzy muszą prosić o zrozumienie. Biblia jest zamknięta dla tych, którzy nie są otwarci na nią. Dlaczego? Było coś o rzucaniu pereł przed wieprze...
>"Tak, jesteś panem świata, robisz co ci się tylko podoba, za nic masz To samo można powiedzieć o ludziach. Robią, co chcą, niszczą mój i Jego świat, dla swego nadętego ego. Dozwalają, by przy całym bogactwie tego świata, ludzie z głodu umierali, tak... my jesteśmy lepsi. My mamy prawo krytykować innych.
>więcej." - tak można streścić wypowiedzi Hioba na temat Boga. Oj, nie bardzo. Proszę się wczytać.
>Zgnębiony, upokorzony, złamany Hiob - dopiero takiemu Bóg odpuścił i takiego nagrodził. Nie, ON pozwolił "przyjaciołom" Hioba powiedzieć, co mieli do powiedzenia. A dopiero potem zganił ich, a Joba pochwalił za stanie po jego stronie. Cóż, każdy pragnie miłości, Bóg też.
|
|
|  | 4 na 4 | Madman (7811 punktów) | >Cóż, każdy pragnie miłości, Bóg też. Pragnienie ma swoje źródło w braku. Doskonałości nie może niczego brakować. Bóg wymięka nawet przy filozofii, co dopiero przy naukach ścisłych...
|
|
| |  | -1 na 1 | CHOH (5 punktów) | > Pragnienie ma swoje źródło w braku. Doskonałości nie może niczego brakować.Być może prawda. O ile definicja pragnienia jest tylko taka. Bóg nie musi być (nie mówię, że nie jest) doskonały. Bóg jest Bogiem, a ja matką, czy chcę czy nie. Nawet wyrzeknięcie się dziecka nie zmieni tego, że je zrodziłam. Jeśli Bóg pragnie miłości i jest to jego słabość, to cóż. Mi to nie przeszkadza. A obecnie na rozważenie konsekwencji takiego założenia nie mam obecnie czasu ani potrzeby. > Bóg wymięka nawet przy filozofii, co dopiero przy naukach ścisłych...To nie on wymięka, ale ludzkie o nim filozofowanie. A co do nauk ścisłych, to jeszcze ich granice nie zostały w pełni określone, ani zamknięte. Przyszłość może nas zadziwić  Proszę zobaczyć, jak zmieniło się pojęcie naukowe o fizyce na przeciągu dziejów! Wiem, że to nie racjonalne odpowiedzi, ale tyle tu takich, że już nie mam siły... Przepraszam.
|
|
| | |  | 5 na 5 | farmer (22440 punktów) |
> To nie on wymięka, ale ludzkie o nim filozofowanie. A co do nauk ścisłych, to jeszcze ich granice nie zostały w pełni określone, ani zamknięte. Przyszłość może nas zadziwić Proszę zobaczyć, jak zmieniło się pojęcie naukowe o fizyce na przeciągu dziejów!> Wiem, że to nie racjonalne odpowiedzi, ale tyle tu takich, że już nie mam siły... Przepraszam.I tak samo zmienia się pojęcie boga na przestrzeni dziejów. Co chwila gdzieś się jakiś rodzi najważniejszy, najpotężniejszy, jedyny ukochany. Może by tak wpadł zapytać co tam? Ciągle tylko jakieś przekazy niczym głuchy telefon. Ten coś słyszał ten coś widział. Potem piszą książkę niezrozumiałą dla reszty ponoć "ON" im to powiedział, mają dowód książkę, potem gdzieś ktoś z żyłką do interesów sprzedaję miejsca w niebie niczym ziemie na księżycu ( choć to bardziej realne). Wszystko jest jak sen, mam boga! tylko czemu sąsiad nie ma. Coś trzeba z tym zrobić. Jak to tak bez boga to ja mam mieć PRZEJE...NE a on nie. O nie ma tak lekko. Już tu dawaj ochrzcimy cię i też się będziesz BAŁ!!!!
|
|
| | | |  | | CHOH (5 punktów) | >Jak to tak bez boga to ja mam mieć PRZEJE...NE a on nie. O nie ma tak lekko. Już tu dawaj ochrzcimy cię i też się będziesz BAŁ!!!!
I to JEST poziom racjonalnej dysputy. Do widzenia i dziękuję. Proszę się przy okazji odciąć od kościoła katolickiego, bo widzi Pan wszystko przez jego pryzmat, a to błąd.
|
|
| | | | |  | 7 na 7 | farmer (22440 punktów) |
>I to JEST poziom racjonalnej dysputy. Do widzenia i dziękuję. Proszę się przy okazji odciąć od kościoła katolickiego, bo widzi Pan wszystko przez jego pryzmat, a to błąd.
A przez czyj pryzmat mam widzieć? Jak to kościół propaguje boga. Bóg do mnie nie przyszedł tylko ksiądz. To że po latach ludzie odcinają się od kościoła to wina instytucji. Ale to w dalszym ciągu oni sprzedają licencję OEM Original Equipment Manufacturer, dosłownie Producent Oryginalnego Wyposażenia). Dlaczego ludzie szczęśliwi są nieszczęśliwi bo inni nie chcą tego produktu? Bo zachwiała by się ich wiara. Bo trzeba mas by potwierdzić produkt?
Bo na tygodniu żyjąc w śród bogobojnych ludzi trzeba walczyć o przetrwanie. Bo z bogobojnym urzędnikiem nie idzie się dogadać. Bo bogobojny kierowca zapluje się za kierownicą jak mu się nie usuniesz z drogi. Bo ci sami ludzie co stali w kościele już w tramwaju walczą o miejsce.
Gdzie jest to świadectwo boga na co dzień? No gdzie. Gdzie ono jest poza kościołem? Chciałbym byście uwierzyli w swojego boga, życzę wam by msza w głowach trwała nie godzinę a cały tydzień.
|
|
 | 3 na 3 | Madman (7811 punktów) | >Otóż Księga Hioba, jak żadna inna część Biblii, pokazuje jakim małostkowym, egoistycznym, zarozumiałym, bezwzględnym, podłym, niesprawiedliwym i oszukańczym typkiem jest Bóg. Co więcej, Bóg dał się skusić szatanowi! Książę Ciemności odnalazł we wszechpotężnym i bezgrzesznym absolucie duszę hazardzisty...
|
|
|  | -2 na 2 | CHOH (5 punktów) | > Co więcej, Bóg dał się skusić szatanowi! Książę Ciemności odnalazł we wszechpotężnym i bezgrzesznym absolucie duszę hazardzisty...Są różne teorie na te tematy, nie chce mi się ich tu poruszać. Hazard ma inne cele. To nie była gra. Cóż, skoro mowa o siłach duchowych, nie znam ich sposobów działania, reguł gry, układów sił, wiem tylko, że jeśli coś jest i jest potężne, to może sobie robić, co chce. Jeśli decyduje się jednak grać wobec mnie fair, to biorę to i sprawdzam w działaniu. Skusić? Biblia mówi, że to nasze pożądliwości nas kuszą. Absolut nie musi być ideałem, ale jeśli jest, to fajnie. Jeśli nie jest, ale ustala zasady współpracy z tym, co stworzył, to uważam, że jest OK. Job nie musiał się zgadzać na to wszystko. Buntował się, mógł umrzeć, poddać się, bluźnić do końca. Gdy jednak Bóg odezwał się do niego, uznał jego racje: Do tej pory znałem cię ze słyszenia, oto oko moje poznało cię, przeto odwołuję słowa moje w prochu i popiele, czy jakoś tak. Warto było? On twierdzi, że tak. Co mi do tego? Ja wyciągnęłam z tej księgi lekcje dla siebie (Polskie tłumaczenie jest kiepskie i przeinacza tekst) i uwielbiam tę księgę, choć jest wiele fajniejszych. Biblia nie ma wybielać Boga. Ona ma o nim opowiedzieć, to list napisany szyfrem, aby bylo ciekawiej go czytać. Nie każdy się potrafi wysilić do tego stopnia, wolna wola
|
|
| |  | 7 na 7 | Madman (7811 punktów) | > Hazard ma inne cele. To nie była gra.Nie? Bóg zawarł zakład z szatanem. Był przekonany, że wygra, więc pobawił się trochę Hiobem dla własnej satysfakcji z triumfu nad swoim zbuntowanym podnóżkiem. > Absolut nie musi być ideałem??? > Biblia nie ma wybielać Boga. Ona ma o nim opowiedzieć, to list napisany szyfrem, aby bylo ciekawiej go czytać. Nie każdy się potrafi wysilić do tego stopnia, wolna wola Cytat:Czy utwory literackie naprawdę stwarzają czytelnikom nieograniczone możliwości interpretacji? A może w naszych odczytaniach powinniśmy jednak zachować zdrowy rozsądek?
Umberto Eco - Interpretacja i nadinterpretacja
|
|
|  | 5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Książę Ciemności dobrze znał charakterek Boga. Wpuścił Go w maliny i wygrał z Nim zakład (o czym świadczą wypowiedzi Hioba). Tylko że nie przetłumaczysz tego pani naukowiec CHOH, która podczas modlitwy widuje wydłużające się nóżki dziecięce?
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
| |  | 8 na 8 | catseye (1381 punktów) | > Książę Ciemności dobrze znał charakterek Boga. Wpuścił Go w maliny i wygrał z Nim zakład (o czym świadczą wypowiedzi Hioba).Uzupełnienie: Cytat:Nie, Pan Bóg Hioba nie karze, Pan Bóg się Hiobem bawi. W sumie mówi mu: nie mędrkuj, bo nic nie wiesz. ... Bóg mu wszelkie dobra zwraca: znowu jest majętny, żyje długo i szczęśliwie i znowu ma dziesięcioro dzieci, ale Dostojewski nie bez racji pyta: czy mógł Hiob o tych dziesięciorgu zbitych zapomnieć? Jakże to, nowe dzieci na miejsce pomarłych przychodzą i dobrze jest? (Leszek Kołakowski, Mini wykłady o maxi sprawach)
|
|
| |  | 4 na 4 | VaeSapiens (237 punktów) | >Książę Ciemności dobrze znał charakterek Boga. Wpuścił Go w maliny i wygrał z Nim zakład (o czym świadczą wypowiedzi Hioba). >Tylko że nie przetłumaczysz tego pani naukowiec CHOH, która podczas modlitwy widuje wydłużające się nóżki dziecięce?
Sam się zastanawiam skąd ten nick CHOH, bo jeśli to formaldehyd to źle, a jak metanol to za mało, może Christian Homeschoolers of Hawaii? Albo na cześć Choh Hao Li, ale to mało prawdopodobne po wypowiedziach wnosząc.
|
|
| | |  | | liliac (147340 punktów) | Staramy się nie bawić nickami współforumowiczów.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | VaeSapiens (237 punktów) |
Proszę o wybaczenie.
|
|
4 na 4 | ramichael (36666 punktów) | > Życie po życiu nie jest zarezerwowane li tylko dla wierzących. Ateista i każdy inny człowiek może> dostać drugą szansę od losu.Podobne przeżycie stało sie udziałem mojego M. Obecny komentarz piszę za jego zgodą i niejako w jego imieniu. 4 lata temu przeszedł on zawał serca - niespodziewany (nigdy "na serce" nie chorował, lat miał niepełne 38). Był to efekt kumulacji wieloletniego przepracowania, stresu permanentnego doświadczanego przez kilka lat (związanego z rozpaczliwymi próbami przetrwania w roli osoby samozatrudnionej w Pięknej Naszej Ojczyźnie, papierosów i dramatycznej sytuacji w jakiej znaleźliśmy się (poza Polską) z powodu naiwnego zaufania do ludzi , uważanych przez nas za przyjaciół i ich podłości. Nie to jednak jest istotne.Jego serce ztrzymało się daw razy przed i podczas reanimacji. Jak relacjonował później: nie było świetlistego tunelu, aniołów ani diałów, boga, boginii ani nawet różowych jednorożców  . Po prostu chcial spokojnie zasnąć, w czym paramedeycy wydatnie mu przeszkadzali. Wtedy poczuł jak ściskam jego dłoń i zapłakanym głosem proszę : nie zostawiaj mnie! Wtedy siłą woli się obudził. Dzięki nie-bogu.
|
|
 | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | >Wtedy poczuł jak ściskam jego dłoń i zapłakanym głosem proszę : nie zostawiaj mnie!Wtedy siłą woli się obudził. Dzięki nie-bogu.
Siła woli jest często napędem do życia w sytuacjach beznadziejnych. Mało ją doceniamy.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
|  | | ramichael (36666 punktów) | >>Wtedy poczuł jak ściskam jego dłoń i zapłakanym głosem proszę : nie zostawiaj mnie!Wtedy siłą woli się obudził. Dzięki nie-bogu. >Siła woli jest często napędem do życia w sytuacjach beznadziejnych. Mało ją doceniamy. > *życie to moja pasja - nie boję się żyć*
Dokładnie tak.
|
|
1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Niedawno pojawił się viral z gościem, który był bezdomnym ex-ćpunem, obdarzonym jak to z angielska brzmi "golden radio voice" - i faktycznie. Głos ma niezły. Ktoś go zauważył na ulicy, nagrał, a po krótkim czasie to wideo uzyskało miliony trafień na yt. tu mamy link do owego materiału: www.youtube.com/watch?v=jaGLDKBE8HoA tu fragment o który mi chodzi: www.youtube.com/watch?v=r0unzjpNaLAPodsumujmy fakty - gość miał dobry głos, szkolił go, potem pracował w zawodzie. Zaczął chlać i ćpać, to go wywalili. Następnie trafił do netu, zwiralował się, dostał robotę, bo z dnia na dzień stał się sławny. On natomiast w tym wszystkim doszukuje się ręki boga. Głównie przez niezrozumienie sytuacji - dla niego to było zaskoczenie. Ale jeśli tak ma być, to bóg chciał również, aby w Polsce rozprzestrzeniły się powiedzenia takie jak "jestem hardkorem", "ale urwał", tudzież już absolutnie specjalnie wypromowane teksty "Hardkorowego Koksika". Niezbadane są jego ścieżki.
|
|
 | | zachaj (5239 punktów) | >Zaczął chlać i ćpać...
Widziałeś tego kolesia ? Tacy to już kilka razy widzieli się z Nim osobiście...
|
|
2 na 2 | zachaj (5239 punktów) | Pozostanę w podobnym tonie. Religia to choroba tocząca swoje śmiertelne żniwo , to kulturowy wirus atakujący słabsze jednostki , zlepek złośliwych memów żerujących na niefortunnej niewiedzy lub celowej ignorancji.
Człowiek może szczerze wierzyć w pomoc Boga i to jest w stanie dać mu pewną dodatkową siłę. Można również wierzyć w niesamowitą zdolność człowieka do pokonywania problemów , zwalczając chorobę równie walecznie. Na czym polega różnica między tymi dwoma drogami ?
|
|
 | | Rafaela (2059 punktów) | >Człowiek może szczerze wierzyć w pomoc Boga i to jest w stanie dać mu pewną dodatkową siłę. Można również wierzyć w niesamowitą zdolność człowieka do pokonywania problemów , zwalczając chorobę równie walecznie. Na czym polega różnica między tymi dwoma drogami ?
Wg mnie różnice, jeśli są, nie mają tutaj znaczenia. Każdy ma prawo wierzyć w co chce oraz w to, że to coś pomogło mu w osiągnięciu danego celu. Natomiast dla mnie niestosowne jest, by umniejszać znaczenia tej wiary. Nie mówię wierzącemu w Boga, że Boga nie ma, ale też nie życzę sobie, by wierzący zapewniał mnie, że Bóg jest, bo wg niego jest, a wg mnie nie ma. Koniec kropka.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| devares (605 punktów) | "What doesn't kill you makes you stronger." Albo i "stranger". Niemniej, wyrażam swój szacunek i gorąco pozdrawiam. 
"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji." mentalrapist.blogspot.com/
|
|
 | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Pozdrawiam 
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Ja żyję nie dzięki Bogu!
Ale myślisz o bogu tak, jakby był wrakiem, który należy omijać. Mam prośbę: napisz ten tekst jeszcze raz bez żadnej wzmianki o bogu.
Bóg to w końcu tylko strata czasu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 2 na 2 | Rafaela (2059 punktów) | >Ale myślisz o bogu tak, jakby był wrakiem, To Ty to powiedziałeś.
>który należy omijać. Ja omijam.
>Mam prośbę: napisz ten tekst jeszcze raz bez żadnej wzmianki o bogu. Wklej tekst do edytora tekstu i usuń niepotrzebne wyrazy. Chyba prościej?
>Bóg to w końcu tylko strata czasu. Z mojego punktu widzenia - tak.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >>Ale myślisz o bogu tak, jakby był wrakiem, >To Ty to powiedziałeś. >>który należy omijać. >Ja omijam.
Skoro omijasz, to nieważne, kto to powiedział. Ważne, że to urojony wrak.
>Wklej tekst do edytora tekstu i usuń niepotrzebne wyrazy. Chyba prościej?
Twój tekst, miejscami znakomity, to typowy produkt ateisty: całości nadaje sens - mimo wszystko - bóg (jako temat negacji). To dość staroświecka perspektywa. Tekst nie jest niestety arytmetyczną sumą ani liter, ani wyrazów. Nie zastosuję więc twojej procedury.
>>Bóg to w końcu tylko strata czasu. >Z mojego punktu widzenia - tak.
Niektórzy negacji boga czepiają się równie mocno jak wierzący w niego. Wydaje mi się to co najmniej podejrzane.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 2 na 2 | Rafaela (2059 punktów) | >Twój tekst, miejscami znakomity, to typowy produkt ateisty: całości nadaje sens - mimo wszystko - bóg (jako temat negacji). To dość staroświecka perspektywa. Być może staroświecka, bo i ja choć nie jestem stara, to w tym temacie rzeczywiście staroświecka jestem.
>Niektórzy negacji boga czepiają się równie mocno jak wierzący w niego. Wydaje mi się to co najmniej podejrzane. Wiesz, nie wspomniałabym Boga, gdyby mi go na siłę nie proponowano, prawie jak towaru. Pozdrawiam.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | Bardzo dziękuję za Twoją wypowiedź. Często spotykam się z komentarzem mojego ateizmu, typu "poczekaj, przyjdzie trwoga...", albo "ciekawe, czy na stare lata...". Nie potrafię przewidzieć moich poglądów na umieranie i życie za 60 lat (o ile dożyję do 90tki  , ale potrafię ocenić stabilność moich poglądów tu i teraz. No, ale moje problemy nie mogą się równać z problemami osoby np. poważnie chorej... No i właśnie dlatego dziękuję, bo dzięki Twojej wypowiedzi troszkę silniejsze jest moje przekonanie, że dalej będę sobą nawet chora. Co prawda moje życie nie jest sielanką, borykam się z pewnymi problemami, ostatnio przyjaciółka doradziła mi modlitwę w bazylice. Odpowiedziałam jej "Słonko, ale ja niewierząca jestem". I tyle. Czy osoba wierząca na wszelki wypadek będzie modlić się do Baala albo Wisznu? Pewnie nie. Tak samo niewierząca nie zacznie modlić się do innego dziwnego boga. A tak BTW - poznałam kiedyś faceta po śmierci klinicznej. Powiedział, że miał ciekawe doznania, ale nie zmieniło to w niczym jego ateizmu. Tyle, że od tamtej pory nie obawiał się już tak silnie śmierci - co nie oznacza, że oczekiwał jej, przeciwnie cenił życie bardzo mocno.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|