 |
Rozmowy o KK chwilową modą, czy początkiem poważnej dyskusji? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-04-2012 14:18 | Marius Apostata (292 punktów) | Rozmowy o KK chwilową modą, czy początkiem poważnej dyskusji?
5 na 5 | W najnowszym "Dużym Formacie" ukazał się tekst "Zeszyt goryczy księdza" autorstwa Adama Szarego (krótkie streszczenie: wyborcza.p(*)509473,W__Duzym_Formacie_.html). Artykuł omawia problem radzenia (a raczej nie radzenia) sobie przez duchownych z celibatem. Gdy próbowałem zacząć dyskusję o tym problemie w pracy, usłyszałem od koleżanek i kolegów, którzy są w zasadzie wrogo nastawione do KK, że ta tematyka zaczyna ich powoli męczyć. Taka reakcja zainspirowała mnie do postawienia pytania. Czy mówienie o problemach KK ma u nas charakter tymczasowy (taka moda) i po jakimś czasie zniknie, czy jesteśmy świadkami złamania tabu na ten temat i początku poważnej dyskusji o przywilejach KK, mogącej zapoczątkować proces przemiany Polski w świeckie państwo? Szkoda, że nie można wstawić tutaj ankiety. Osobiście pragnąłbym początku poważnej dyskusji. Jestem jednak z natury pesymistą i przeczuwam, że to tylko chwilowa moda, która za jakiś czas się skończy. Oczywiście jako "chodliwy" temat będzie to wracać jak bumerang, ale w krótkiej perspektywie nie przyniesie poważniejszych zmian. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
10 na 10 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Czy mówienie o problemach KK ma u nas charakter tymczasowy (taka moda)Nie sądzę. Przez ostatnich kilkanaście lat podejście mediów i społeczeństwa do KK przypominało analogiczne podejście mediów i społeczeństwa do komunizmu w latach 80-tych. W mediach nadal mówiono o "przodującym ustroju", rocznicach Polski Ludowej, rocznicach Rewolucji Październikowej, spędzano ludzi ze szkół i zakładów pracy na marsze pierwszomajowe itp. Jednocześnie w domu wszyscy mówili, co naprawdę myślą. Mówili co naprawdę myślą w grupach znajomych, w zakładach pracy i nikt nawet nie próbował już nawet za bardzo tępić tej myślozbrodni, byle w oficjalnych publikatorach nadal szedł oficjalny przekaz. Z KK było podobnie, a apogeum zjawiska przypadło na okres "IV RP". Rozchodzenie się "prawdy ekranu" i tego, co mówiła ulica stawało się wręcz kosmiczne. Tyle tylko, że przez te wszystkie lata głównonurtowe media i politycy, jakoś się bali poruszyć sprawę, bo wydawało się, że reakcja kościoła będzie miażdżąca, a społeczny odzew niewielki. Sukces Ruchu Palikota pokazał jednak, że bać się wcale nie trzeba. Ba! Że na antyklerykalizmie zbierać można punkty wyborcze. Po kilkunastu latach tłamszenia w sobie antyklerykalnych niechęci społeczeństwo wreszcie może je głośno wyartykułować. Ludzie zaczynają o tym ze sobą rozmawiać i często są szczerze zdziwieni ilością osób podzielających ich antyklerykalne nastawienie. Kościół dokłada do tego swoją, niezbyt racjonalną reakcję, podgrzewając jeszcze atmosferę. Nie sądzę, żeby o sprawie dało się zapomnieć. Moim zdaniem dyskurs antyklerykalny w Polsce tak naprawdę dopiero się zaczyna. www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
 | 2 na 2 | Marius Apostata (292 punktów) | Cytat:Nie sądzę, żeby o sprawie dało się zapomnieć. Moim zdaniem dyskurs antyklerykalny w Polsce tak naprawdę dopiero się zaczyna. Obyś miała rację.
|
|
4 na 4 | Czarny (262 punktów) | Według mnie kościół powoli traci na znaczeniu w Polsce i ten trend będzie się utrzymywać. Zauważyłem to już w moim liceum, gdzie choć tylko ja miałem pisemko od matki bym nie uczęszczał na religię, to przedmiot ten był najbardziej olewanym przedmiotem ze wszystkich. I z tego co mi wiadomo to nie było tylko w mojej klasie.
Kolejny przejaw tego, że Polska powoli przestaje być katolicką: Halloween. Ciężko mi stwierdzić czy to faktycznie wchodzące do naszej kochanej ojczyzny święto, czy tylko chwilowy trend w modzie lansowany przez media. Ale do czego piję? Otóż kiedyś w Polsce istniało podobne święto o nazwie Dziady. Wiem co nieco o tym święcie od mojej babci, od której wiem też, że owe święto zanikło bo księża wykrzykiwali z ambon by tego nie świętować bo "pogańskie święto". I jak widać wtedy ludzie usłuchali. Od tej samej babci wiem, że teraz również wielebni nawołują do tego by nie świętować Halloween. I co? I nic. Jak widać ludzie już nie są tacy usłużni wobec kleru.
Należało by również zwrócić uwagę na tzw. wierzących, ale nie praktykujących. Kiedyś podobno się zdarzało, że pytano kogoś po wyjściu z kościoła, czy jest wierzący i odpowiadał, że nie, a zapytany po co w takim razie był na mszy - odpowiadał: "A na złość komunistom." Kiedyś wiara była przejawem buntu wobec władzy i dlatego przyciągała młodych. Teraz wiara dla większości jest tylko czymś, z czym nie rozstają się bo wpojono im to w dzieciństwie i bez tego czuliby się dziwnie, ale też nie zamierzają tego pielęgnować bo im zwyczajnie nie jest potrzebne. Ot takie piąte koło u wozu.
I ostatnie na co chciałem zwrócić uwagę to Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków. Przeglądając ją można odnieść wrażenie, że jest w niej pełno uczniów i studentów. Wygląda więc na to, że przyszłość tego narodu coraz bardziej odchodzi od wiary katolickiej.
|
|
 | 5 na 5 | -jad- (18783 punktów) | > Wygląda więc na to, że przyszłość tego narodu coraz bardziej odchodzi od wiary katolickiej.Też lubię tak myśleć ale z drugiej strony ostatnio ze smutkiem zauważam, że jeszcze mnóstwo ludzi wierzy w różne gusła a olewanie lekcji religii czy niedzielnej mszy o niczym nie świadczy. Można być na bakier z klerem a jednocześnie wierzyć, że "coś tam jest" albo nawet tu jest. Czym wytłumaczyć popularność wróżek, leczenia na odległość bioprądami. spotkań z duchami itp? Jeśli Kościół straci na znaczeniu to będzie to sukces ale może też zamiana siekierki na kijek. Zombie
|
|
|  | 7 na 7 | Menel de Lux (3111 punktów) | > Czym wytłumaczyć popularność wróżek, leczenia na odległość bioprądami. spotkań z duchami itp?
Głupotą, czym innym? Warto byłoby przeprowadzić ankietę w salonie wróżki. Znam jedną taką i wiem że 100% jej klientów to katolicy właśnie. Racjonalnie myślący człowiek nie po to odcina się od dyrdymałów religijnych aby uczestniczyć w hokus= pokus.
|
|
 | | Mikuś Frąckiewicz (616 punktów) | >Według mnie kościół powoli traci na znaczeniu w Polsce i ten trend będzie się utrzymywać. Zauważyłem to już w moim liceum, gdzie choć tylko ja miałem pisemko od matki bym nie uczęszczał na religię, to przedmiot ten był najbardziej olewanym przedmiotem ze wszystkich. I z tego co mi wiadomo to nie było tylko w mojej klasie. W mojej szkole podstawowej też religia jest olewany. Praktycznie niewiele osób lubi chodzić do kościoła, choć ciągle zdecydowana większość deklaruje się jako wierzący.
Religię wynaleźli słabi ludzie, którzy bali się śmierci. Amen!
|
|
1 na 1 | deili (1140 punktów) | Kropla drąży skałę, dyskusja która ma miejsce obecnie, przycichnie, ale po niej kościół już będzie słabszy, potem znów powróci odbierając mu kolejne "kawałki władzy". Jak by nie było jest to instytucja licząca sobie blisko 2000 lat, ona nie runie z dnia nadzień, będzie się sypała powolutku.
|
|
7 na 7 | Miłosz Michałowski (1657 punktów) | Sprawa niestety i jak to zwykle bywa nie jest prosta. Obserwując swoich przyjaciół i znajomych z pracy widać, że ateiści swobodnie się ujawniają, a sympatycy jawnie krytykują KK - dość klasycznie krytykują np. księdza uczącego ich dziecko religii, same lekcje religii, treści kazań etc. Ale nic z tym nie robią - dziecko wciąż traci czas na lekcjach religii, oni tracą czas i nerwy słuchając kazań, z którymi się nie zgadzają. Normalka, niestety. Wciąż jednak krytyka KK i relgii jest tematem tabu. Ostatnio w czasie lunchu w pracy rozmawialiśmy o religii/ateizmie: mój szef jest mocno antyklerykalnym ateistą. Mówił o przecyztanej niedawno książce (nie pamiętam tytułu, bodaj "Wirus religii") i zaczęliśmy rozmowę o Dawkinsie, Hitchensie etc i o absurdach religii, które oni wskazują. Nikogo nie obrażaliśmy, nie przezwaliśmy od głupich czy naiwnch; wskazałem między innymi na paradoks podnoszony przez któregoś z "jeźdźców" o tym, jak to np. po katastrofie przeżycie 1 osoby uznawane jest za cud, a śmierć pozostałych 100 "jest milczeniem". Nasza koleżanka (wierząca na "nowoczesny" zindywidualizowany sposób, ale jednak w ramach KK) uznała, że to "haterstwo". I wytłumacz tu: dlaczego krytyka jest "hatertswem"? Dlaczego można uzasadniać absurdy, dziury itp. np. w teorii psychoanalitycznej, a to samo w przypakdu idei chrześcijaństwa to haterstwo? Wydaję mi się, że tutaj jest jeszcze sporo do zrobienia. Ludzie, nawet wierzący, potrafią krytykować KK, potrafią nawet dostrzec absurdy w swoich wierzeniach. Brakuje im jeszcze (odwagi?), aby zrobić kolejny logiczny krok. Duża w tym, moim zdaniem, zasługa w przypisywanej religii "nietykalności", o czym pisał też Dawkins. Widać to "wśród" ludzi, widać to w mediach, które wciąż lukrują wizerunek KRK - wczorajsze Fakty; materiał o kilku klerykach, którzy zamierzają ewangelizować w czasie Euro. Oczywiście przedstawieni jako "fajne chłopaki", którzy to w piłkę sobie grają, a ponadto będą opowiadać kibicom o Bogu, pocieszać ich po porażce ich drużyny oraz mówić, że piłka to nie wszystko... Kleryk, na podsumowanie, mówi, że chodzi im o to, by zdobyć kolejną duszyczkę dla Boga - tak jak przypuszczałem, Bóg jest duszożernym zombie  W każdym razie ani Panowie klerycy zbyt sensownie nie mówili ani cała akcja zbyt wielkiego sensu nie ma. I tak Kościół będzie miał swoje przedstawicielstwa w strefach kibica (czy dostał licencję UEFA, tzn. katolicyzm jest oficjalną religią UEFA Euro 2012?  i nie jest to nawet spłycanie wiary, ani jej banalizowanie, ale jest to "cool" akcja i super sprawa, bo taka na czasie, dla ludzi i wśród ludzi. Gdyby podobną akcję zorganizowała grupa ateistów, to byłby to zapewne "bezpardonowy atak na wiarę" i promocja "relatywizmu" i, że to nie miejsce, nie czas. Na szczęście zawsze jest odpowiednia pora, by zdobywać duszyczki dla głodnego Boga...  A media zawsze ładnie to nam przedstawią.
|
|
 | 1 na 1 | Marius Apostata (292 punktów) | Cytat:Sprawa niestety i jak to zwykle bywa nie jest prosta. Obserwując swoich przyjaciół i znajomych z pracy widać, że ateiści swobodnie się ujawniają, a sympatycy jawnie krytykują KK - dość klasycznie krytykują np. księdza uczącego ich dziecko religii, same lekcje religii, treści kazań etc. Ale nic z tym nie robią - dziecko wciąż traci czas na lekcjach religii, oni tracą czas i nerwy słuchając kazań, z którymi się nie zgadzają. Normalka, niestety. Ja widzę i słyszę dokładnie to samo. Niby wiele osób krytykuje KK, ale jak przyjdzie co do czego, np. ślub, pogrzeb, komunia dziecka, itd., to wszyscy są głęboko wierzącymi i praktykującymi katolikami. Niestety, zjawisko to obserwuję odkąd pamiętam.
|
|
2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Jestem jednak z natury pesymistą i przeczuwam, że to tylko chwilowa moda, która za jakiś czas się skończy.
Jako realista uważam, że ludzie lubią mieć przede wszystkim "święty spokój". Nie zastanawiać się, nie myśleć i nie dyskutować o czymś, co jest średnio atrakcyjne i nie jest niezbędne do codziennego życia. Na tym od dawna bazuje Kościół: ludziom łatwiej jest przyjąć zestaw gotowych, tradycyjnych i wygodnych poglądów (nie powodujących konfliktów z otoczeniem), niż wypracować w pocie czoła własny światopogląd.
Z "komuną" ludzie chcieli walczyć, bo mieli puste półki w sklepach, bezwartościowe pieniądze w portfelu i "wspaniały, bogaty zachód" za szklaną szybą. Po co im walczyć z KK - przecież nic im od tego się nie poprawi materialnie, a jedynie spadnie komfort psychiczny.
No i jednak w dodatku Jezus może się zemścić...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
 | 3 na 3 | Marius Apostata (292 punktów) | Cytat:Z "komuną" ludzie chcieli walczyć, bo mieli puste półki w sklepach, bezwartościowe pieniądze w portfelu i "wspaniały, bogaty zachód" za szklaną szybą. Po co im walczyć z KK - przecież nic im od tego się nie poprawi materialnie, a jedynie spadnie komfort psychiczny. Krytykując KK jestem bardzo często postrzegany jako radykał, starający się zaburzyć idealny porządek. Mam znajomego, który jest gorąco wierzącym katolikiem, i często się z nim spieram na różne światopoglądowe tematy. Kiedyś od osoby przysłuchującej się naszej rozmowie usłyszałem, że obydwaj jesteśmy nazbyt radykalni. Według tej trzeciej osoby idealną postawą jest nieprzejmowanie się naukami KK, przy jednoczesnym chodzeniu co tydzień do kościoła i przyjmowaniu kolędy. Takich osób - przeświadczonych, że wszystko jest ok. - mamy w kraju mnóstwo.
|
|
|  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Według tej trzeciej osoby idealną postawą jest nieprzejmowanie się naukami KK, przy jednoczesnym chodzeniu co tydzień do kościoła i przyjmowaniu kolędy. Takich osób - przeświadczonych, że wszystko jest ok. - mamy w kraju mnóstwo.
Jeśli wiec ludzi kiedykolwiek masowo będą odchodzić od KK, to z lenistwa i bezmyślności. Wygodniej jest siedzieć przed TV, niż marznąć w kościele. Prościej jest w razie potrzeby zapytać znajomych na Facebooku, gdzie najbliższy kościół - bo dziecko trzeba ochrzcić, bo to podobno chroni od pecha w życiu. Dobrze mieć Biblię na półce - ale jest napisana tak drobnymi literkami, że nigdy tego się nie czyta.
To niestety w następnych pokoleniach powoduje powrót neofitów na łono KK.
Z własnego doświadczenia pamiętam, jakim szokującym i fascynującym odkryciem było dla mnie przeczytanie ilustrowanego przedwojennego chyba Katechizmu dla dzieci, znalezionego u dziadka na strychu. W domu rodzinnym rodzice nigdy o Bogu i religii nie wspominali, a tu niespodzianie dziecko "samo" odkryło świat niesamowitych opowieści biblijnych, pełen kochającego i cierpiącego dla nas BOGA...
Dlatego - nie można milczeć "z grzeczności", trzeba siać, siać...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
|  | 2 na 2 | niestadny (2492 punktów) |
>Według tej trzeciej osoby idealną postawą jest nieprzejmowanie się naukami KK, przy jednoczesnym chodzeniu co tydzień do kościoła i przyjmowaniu kolędy. Według mnie najlepiej dać sobie spokój z Krk i żyć po swojemu - wierząc, bądź nie. Miłą moim oczom konsekwencją byłoby wspólne działanie na rzecz świeckiego państwa.
stado czyni myślących bezmyślnymi
|
|
2 na 2 | kriskap (49 punktów) | > to tylko chwilowa moda, która za jakiś czas się skończy. Oczywiście jako "chodliwy" temat będzie to> wracać jak bumerang, ale w krótkiej perspektywie nie przyniesie poważniejszych zmian.Według mnie to będą, co jakiś czas, takie większe fale odejścia od KK. Być może, że to pokolenie, które teraz, na złość rodzicom, włóczy się miedzy ławkami podczas mszy będzie tym ostatnim dającym się tak nabierać. Wielu dziś chodzących do kościoła robi to z przyzwyczajenia. Na wsiach powodem chodzenia do kościoła takich "niedzielnych wierzących" jest strach przed tym "co ludzie powiedzą". Przykładem niech będzie mój ojciec: na mszy (nie licząc pogrzebów i ślubów) był jakieś 30 lat temu. Mimo to jak chodzi klecha po kolędzie to wpuści do domu, kopertę da a nawet jak wypada jego kolej na sprzątanie kościoła to daje kasę na kwiaty! Jak się go zapytam po co to robi, to właśnie zasłania się opinią u sąsiadów mimo ze kontakt utrzymuje z góra 5 osobami, które i tak by się nie obraziły na niego gdyby olał KK. W miastach też za dobrej frekwencji już nie długo nie będzie. Za dużo tam alternatywnych zajęć w niedzielno-świąteczne dni (kino, galeria, basen). Zresztą jakość tych którzy są wierzący i praktykujący tez nie jest jakoś wysoka: nie wiedzą np. że pismo święte i biblia to to samo, albo nie są w stanie wymienić imion ewangelistów. Gdybym był lekarzem a KK moim pacjentem to powiedziałbym "jedz pan na plaże przyzwyczajać się do piachu"
|
|
 | 1 na 1 | julek (1527 punktów) | Rozmowa rozwinęła się tak że /choć może to banalne/ potrzeba chyba rozdzielić dwie rzeczy, wiarę i kościół jako instytucję. Wydaje się, że trudno to zrobić, ale trzeba podjąć próbę. Przekonywanie ludzi o niezgodności nauki i wiary jest trudne, wiara jest jak nazwa wskazuje tylko wiarą i z tym trudno dyskutować.Choć "przyjemne " jest wskazywać na oczywiste bzdury, to z czasem staje się to nudne, a często niebezpieczne z uwagi na możliwą utratę przyjaciół. Niech ludzie "sobie" wierzą, ale wierzą " do wewnątrz " tak jak poniekąd protestanci czy np wyznawcy Buddy. Nasze nieszczęście, KrK to "system" za pomocą którego nie osiagniesz celu bez udziału instytucji Koscioła i jego urzędników i tu się "dobrze urządzili". Czyli pozostają wysiłki których celem jest oddzielenie wiary od Koscioła i Koscioła od państwa. Rzecz w rękach polityków, którym trzeba zapewnić poparcie w "elektoracie" i w mediach. Jeżeli uda się oddzielić ludzi z ich wlasną, osobistą wiarą od urzędników KrK to wszystko będzie dobrze. Trzeba też zaspokoić naturalną ludzką potrzebę przebywania w bezpiecznej społeczności, co też po części zapewnia kościół. Może zrobią to facebook i internetowe portale społecznosciowe ? Nasze uświadamianie głupoty jest też ważne, ale czy aż tak ważne? Proszę potraktować to co napisałem " z przymrużeniem oka " ,pozdrawiam Julek.
|
|
4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | O Kościele w Polsce przestanie się mówić gdy zmaleje do normalnych wymiarów. Gdy zmaleje buta patriarchów, postawienie kleru ponad prawem, obecność na każdym kroku. Strategią Kościoła było chrystianizować Europę z Polski. Tendencja jest odwrotna. Fala sekularyzacji dotarła do Odry i Nysy. Winna jest przede wszystkich nachalność polskiego Kościoła. Ludzie mają więcej kontaktów z zachodem, bywają tam służbowo lub na urlopie i widzą że idzie żyć również bez obecności biskupa przy każdej uroczystości. Na Mallorce stoi kościółek, żaden ksiądz w niedzielę nie przyjeżdża, czasami przebiegnie pies i go obsika...a zaćmienia słońca nie ma. Bóg się nie obraża. Kto ma chęć wejdzie do środka, pomodli się i koniec. Z tych wiernych, wielu coraz więcej albo ma własną koncepcję Boga, bez pośredników, albo pragnie Kościoła chrystusowego. Ilu kapłanów zechce służyć takiemu Kościołowi? Na spotkaniu młodzieży w Madrycie było sporo młodzieży. Próbowano przekupstwa odpustem dla uczestników. Jedna z młodych dziewcząt, z Berlina, mogła zadać pytanie papieżowi. W polskich mediach nie spotkałem tego pytania które brzmiało: po co potrzebny jest nam Kościół? Po spotkaniu młodzieży w Rzymie, gdy likwidowano miasteczko namiotowe, pole usłane było prezerwatywami. Nie wszystko co głosił Wojtyła brano za nakaz boży. Wierni niech sobie wierzą. Problemem jest rozdział Kościoła od państwa. Taki religijny naród jak Hiszpania, potrafił w 72 przeprowadzić zmianę konkordatu Franco, liczba wiernych wynosi ok.30%. Te paniczne apele, straszenia, pochody, rozpaczliwe głosy papieża, świadczą że liczba wiernych maleje. Są sukcesy w Afryce ale strata jednego katolika niemieckiego wymaga 72 nowych katolików w Afryce żeby finansowo wyjść na zero. Jedynym ratunkiem byłaby poważna reforma KK. Ale ta zaskorupiała struktura nie jest zdolna do reform. Dlatego moja prognoza, KK wróci tam skąd przyszedł - stanie się sektą. Nie dziś, nie jutro, ale jeszcze w tym stuleciu. najtrudniej jest wyjąć pierwszą cegiełkę i to już zrobiono. Nie można też mówić, Kościół istnieje 2000 lat. Wolny wybór mamy dopiero od ok. lat 200. W tym czasie zrobiono dużo, porównując władzę Kościoła do lat wcześniejszych. Dlatego namawiam wszystkich antyklerykałów: siać, siać, siać.
|
|
 | 3 na 3 | Miłosz Michałowski (1657 punktów) | Pełna zgoda. Zobaczymy, jak długo Kościół wytrzyma na wolnym rynku idei  Odpływ na rzecz ateizmu jest niestety raczej niewielki, przeważa trend do atomizacji; każdy sobie wierzy w Chrystusa lub jakiegoś tam nadboga, olewając przy tym z grubsza Kościół, choćby w kwestiach związanych z moralnością. Niemniej wciąż duży jest odsetek bezwładnych, tzn. Kościół zagospodarowuje te sfery życia, które "tradycyjnie" opanował: chrzciny, śluby, pogrzeby. Głównie ryty przejścia - to będzie najtrudniej odebrać, choć może to kwestia pokolenia, dwóch, kiedy umrą "mamy, babcie, ciocie" i już nie trzeba będzie być ateistą, aby się odważyć wziąc ślub cywilny, nie chrzcić dziecka i nie posyłać go na komunię. Zawsze, kiedy ktoś narzeka na Kościół, a mimo tego "gra z nim w tę gierkę" staram się delikatnie wykazać mu/jej niespójność w postępowaniu - co oczywiste wielu źle znosi taką "konfrontację", ale drobne sukcesy są i warto próbować. Pierwszym polem oporu jest tabuizacja, bo przecież "nie wolno rozmawiać o wierze i Kościele i mówić o nich źle - zwłaszcza tak na serio i na argumenty, takie tam "psioczenie" jakoś ujdzie - to pierwsza "niespójność" w myśleniu wielu  Niemniej, gdy ktoś narzeka na lekcje religii, msze rekolekcyjne etc (a zdarza mi się to często słyszeć: "co ten ksiądz dzieciom opowiada, zadaje pokazuje" itp)., na które uczęszcza jego/jej dziecko warto spytać: w takim razie, dlaczego je tam posyłasz? Zgadzasz się z tym, co głosi Biblia albo KK - w kwestii roli kobiet, w kwestii in vitro, homoseksualistów (jesli tak to powiedz to tej i temu, z którymi tu pracujesz, na pewno będzie im 'miło" i pewnie chętnie się dowiedzą, co o nich myślisz). Nie zgadzasz się? A wiesz, że KK to nie supermarket idei? Bóg nie powiedział: ok, no to macie Biblię, co to ją sobie napisałem, jak coś wam się spodoba, to się do mnie odezwijcie i spełnię wasze modlitwy. Uważasz, że należy wymordować narody niewiernych (Pwt 20:10-16)? Zabić tych, którzy pracują w niedzielę? (Wj 35:2-3) Albo spalić córkę, która uprawiała "nierząd" i zaszła w ciążę? (Rdz 38:24) PS. Czy to aby nie aborcja? Rozumiesz istotę "trualizmu" Boga? Myślisz, że dziecko ją zrozumie? Że zrozumie pojęcie grzechu albo to, że można grzeszyć myślą? Sądzisz, że wpajanie mu tego i związanego z tym lęku wyjdzie mu/jej na dobre? Czy uważasz, że jak dorośnie to samo sobie nie zdecyduje, czy wierzy albo nie wierzy? Cóż to za religia i cóż to za Bóg, którego trzeba wpajać od małego, nie pachnie ci to totalitaryzmem i praniem mózgu: dorosły człowiek nie "kupi" już tych mitów? Hmm... czy to nie daje do myślenia... Czy gdybyś urodziła się w innej kulturze, to obrzezałabyś córkę, by nie kusił ją grzech (orgazm) albo wydałabyś ją w wieku 12 lat za sąsiada, bo ma stado dorodnych prosiąt i twój mąż zdecydował, że to się opłaci? Nie, to dlaczego uważasz, że chrześcijańskie, plemienne archaizmy są lepsze od innych? I dlaczego, na Boga, sądzisz, że dziecku przyjdzie cokolwiek dobrego z ich nauki? Zapewne pojawi się riposta w stylu: ale jak nie chrześcijaństwo, to skąd moralność etc? Tu, koleżanki i koledzy racjonaliści mamy wiele odpowiedzi omawianych na forum wieokrotnie. Ja osobiście lubię odwoływać się do filozofii, ale gdy potrzeba sięgnąć także do ewolucji. Reasumując, choć ludzie w moim lub podobnym wieku masowo "odchodzą" od Kościoła, to nie odchodzą do końca - co gorsza nie czynią tego formalnie, bo tradycja, bo przyzwyczajenie, bo mama lub babcia, bo co mi szkodzi. Myślę, że należy przeciwstawiać się takiej właśnie postawie i wykazywac jej konsekwencje. Bo to czy ktoś wierzy w Boga interwencjonistę czy boga poruszyciela to już jej/jego sprawa i zwykle takową pozostaje.
|
|
|  | | Mikuś Frąckiewicz (616 punktów) | > Uważasz, że należy wymordować narody niewiernych (Pwt 20:10-16)?> Zabić tych, którzy pracują w niedzielę? (Wj 35:2-3)> Albo spalić córkę, która uprawiała "nierząd" i zaszła w ciążę? (Rdz 38:24) PS. Czy to aby nie aborcja?Był jeszcze fajny fragment ewangelii jakiegoś "świętego", chyba Łukasza. Sam Jesus Christ powiedział  . Coś w tym stylu: "Tych zaś, którzy nie przyjmą słowa mego, przyprowadźcie ich i na moich oczach pościnajcie/zamordujcie" Chrześcijańskie miłosierdzie... och, jakie cudowne! :p
Religię wynaleźli słabi ludzie, którzy bali się śmierci. Amen!
|
|
| |  | | Miłosz Michałowski (1657 punktów) | Chrześcijańskie miłosierdzie... och, jakie cudowne! :pSama słodycz
|
|
| | |  | julian (1206 punktów) (zablokowany) | > Chrześcijańskie miłosierdzie... och, jakie cudowne! :pSama słodycz Zwłaszcza my Żydzi coś możemy o tym powiedzieć,niestety
|
|
| | | |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) | > >Chrześcijańskie miłosierdzie... och, jakie cudowne! :pSama słodycz > Zwłaszcza my Żydzi coś możemy o tym powiedzieć,niestety>  Wy Żydzi albo jesteście jak Polacy, albo Polacy są jak Żydzi. Na każdy temat możecie mówić i zawsze będziecie\my pokrzywdzeni  Jak to ''treść wypowiedzi jest zbyt krótka''?
Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują - George Washington
|
|
2 na 2 | szuro (1757 punktów) |
>Gdy próbowałem zacząć dyskusję o tym problemie w pracy, usłyszałem od koleżanek i kolegów, którzy są w zasadzie wrogo nastawione do KK, że ta tematyka zaczyna ich powoli męczyć. Mnie taka reakcja specjalnie nie dziwi. Moim zdaniem chodzi o to że najbardziej słychać radykałów. W związku z tym każdy kto radykalny nie jest po jakimś czasie dyskusji tychże dojdzie do wniosku że ma dość. No i jest jeszcze fakt że jest mnóstwo dyskusji o tym co jest źle ale nie bardzo pojawiają się pomysły jak to zmienić w sposób akceptowalny społecznie.
>Taka reakcja zainspirowała mnie do postawienia pytania. Czy mówienie o problemach KK ma u nas charakter tymczasowy (taka moda) i po jakimś czasie zniknie, czy jesteśmy świadkami złamania tabu na ten temat i początku poważnej dyskusji o przywilejach KK, mogącej zapoczątkować proces przemiany Polski w świeckie państwo?
O ile dobrze zrozumiałem to tak naprawdę mowa tutaj o 2 różnych sprawach. Jeżeli chodzi o uprzywilejowanie kk i walkę o świeckie państwo to jak najbardziej trzeba do to robić. Jeżeli chodzi natomiast o wewnętrzne sprawy kk i jego członków (a więc chodzi o te które nie dotykają życia społecznego i nie propagują poglądów sprzecznych z prawem) to są to tylko i wyłącznie ich sprawy. Uważam że mieszanie tych dwóch rzeczy w dyskusji prowadzi do mniejszej skuteczności działań których celem jest stworzenie jak najbardziej świeckiego państwa.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|