Racjonalista - Strona głównaDo treści
Redaktor "Nature" kwestionuje naukę... ale czy NAUKĘ

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
25-09-2013 08:09Koraszewski (82900 punktów)Redaktor "Nature" kwestionuje naukę... ale czy NAUKĘ
Stanisław Smuga-Otto przesłał uwagi do artykułu Jerrego Coyna:

A nawet jeśli to czyni, to warto byłoby się zastanowić... dlaczego??? Co skłoniło tak szacowny autorytet do tak szokujących stwierdzeń i konkluzji. Do kwestionowania ... NAUKI?
Po przeczytaniu tłumaczenia felietonu Jerry’ego C. dokonanego przez panią Małgorzatę (wyrazy wdzięczności i uznania za celność wyboru i trud przekładu!) miałem natychmiast odruch wyciśnięcia ikonki z komentarzem – ale nie znalazłem takowej na mym ekraniku. Potem przyszła refleksja, że tematu i tak nie dałoby się skomentować w 1300tu znakach. Więc – albo dać sobie spokój, albo... nagryzmolić własny mikro-felietonik.
Wybrałem tę drugą opcję z nadzieją, że Wy, szanowni Czytelnicy, zmyjecie mi głowę i wytłumaczycie, jakimi to imbecylami jesteśmy... znany wszystkim w naukowym wszechświecie Mr. Henry Gee z „Nature” i ja, nikomu nieznany autor niniejszego tekstu. Zachęcam, bo poglądy i tego pierwszego –naukowego celebryty i moje, choć nie zupełnie identyczne, to jednak czasami okazały się być jakoś zbieżne.
Te jego - choć to tylko fragmenty opatrzone niezbyt entuzjastycznym komentarzem p. Jerry’ego C. z Chicago – ze świetnego przekładu pani Koraszewskiej - już poznaliście. Teraz kolej na moje.
Nauka...nie mam zamiaru kwestionować osiągnięć tejże. Wyjaśnianie zagadek otaczającej nas rzeczywistości, próby jej tłumaczenia, logika stosowana do zrozumienia procesów doprowadzających do tego, czym jesteśmy, co doświadczamy i widzimy. Krocie wynalazków z dziedzin chemii, fizyki, biologii... Wspaniały rozwój i postęp w naukach teoretycznych. Jak to kwestionować? Jak przeciwstawiać popperowską logikę i metodę naukireligijnym bredniom opartym na ślepej wierze??? Więc nie w tym rzecz i problem.
Problem jednak w tym, że bardzo wielu – również niestety i tych z nas, co to Racjonalistami się samozwą – przyjmuje naukę jako „prawdę objawioną”.
Naukowe tytuły wyrobników różnych uniwersytetów czy instytutów kreują ich w opinii publicznej na nieomylnych. Przykłady można by mnożyć. Zwrócę Wam tylko uwagę na popularność (ponoć aż 40 % społeczeństwa III Rzplitej) bredni głoszonych przez „ekspertów” Macierewicza. A uwiarygadniają te brednie ich stopnie naukowe, ich pozycje w uniwersytetach i politechnikach, no i... wiara tłumów w NAUKĘ.
Czy wiecie, jak ogromna ilość półgłówków uzyskuje obecnie stopnie naukowe? Wystarczyim wszak upór, zaparcie się i pracowitość, i już pan Macierewicz będzie miał swego profesora – eksperta. A tłumy – swego świętego w religii pt. „nauka”.
I tu dochodzimy do sedna: NAUKA, racjonalne myślenie wg. znanej Wam wszystkim formuły „na chłopski rozum” – osiągnęły status religii. Ludziska wierzą w NAUKĘ, ufają swemu, no i naukowców też, chłopskiemu rozumowi.
Skoro coś widzą, to to coś jest. Skoro czują, to też musi być. Jak coś się wydarza, musi być tego przyczyna, no i przyczyny pra-przyczyna. Czy to czegoś Wam nie przypomina? Bingo! Religia... oczywiście. I wszystko się zgadza.
Tłumy w małych polskich – i nie tylko polskich – miasteczkach widzą płaczące żywymi łzami i krwawiące malowanki i wydłubanki. Widma Przenajświętrzych, z Lechem włącznie, na brudnych i spconych szybach. Wszystko więc też im się zgadza. No nie?...
Bo wszak nasze ludzkie, a więc też i wielomilionowej rzeszy masowo wyprodukowanych naukowców zmysły są wielce ograniczone i niezbyt wiarygodne. Możliwości ludzkiej percepcji pozwalają przyjmować i oceniać zaledwie niewielki fragment wszechświata. I na tym to fragmencie usiłują zbudować całość. Religie są im w tym pomocne. Te „scientologiczne” również.
A nauka, ta zmistyfikowana przez media i nierozumiana przez tłumy, niestety – powtarzam – traktowana jest tak, jak religie tego świata.
Na tym zadufaniu potknęły się nie tylko miliony nas, „prostaczków”, ale i zdarzyło się to ongiś słynnym naukowcom Kraju Rad, kwestionującym dziwaczne i nielogiczne tezy ogólnej teorii względności. Potknął się na tym intelektualnym proguniezaprzeczalnie wielki umysł, Albert Einstein, gdy kwestionował logikę mechaniki kwantowej.
I takich potknięć będzie jeszcze bardzo wiele, bo NAUKA nie jest religią, nie głosi i nigdy głosić nie będzie prawd oczywistych. A logika, którą my wyznajemy i uznajemy jest logiką opartą na naszych, ograniczonych zmysłach. Nie jest to „logika wszechświata”.
I może właśnie to p. H.G. miał na myśli, po wieloletnim doświadczeniu bezkrytycznych hołdów i uwielbienia przez czytelników „Nature” i „Science”, co to dopiero na emeryturze mają odwagę zabrać głos i popowątpiewywać?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Koraszewski (82900 punktów)
Jeśli Henry Gee miał cokolwiek innego na myśli niż to co wyczytał Jerry Coyne, to znaczy, że redaktor "Nature" nie umie formułować swoich myśli. Artykuł Coyna ma juz szereg uzupełnień i dokładnie tak samo odczytał tekst doktora Gee Steven Pinker. Sam Gee zaczął się nagle wykręcać, pisząc, że to była ironia. Najlepiej wrócić do tekstu Gee w "Guardianie": www.thegua(*)nce-religion-not-be-questioned i ocenić samemu.
Co do meritum, Trudno o wątpliwości, że nauka jest przeciwieństwem religii, rozwija się przez krytykę,nie ma w niej miejsca na żadne dogmaty, niczego nie da się w niej zadekretować.
Inna kwestia to nauka w odbiorze społecznym. Trudno, żeby laicy tacy jak ja na poważnie dyskutowali o teorii kwantów czy bozonie Higgsa, Czy zatem laicy muszą patrzeć na tajemną naukę jak na religię? Nie jest dobrze kiedy kompletny ignorant próbuje nas przekonywać o czymś o czym sam nie ma zielonego pojęcia. Większość z nas jest po prostu skazana na dowiadywanie się o osiągnięciach, których technicznej strony nie rozumiemy. Dlatego potrzebni dobrzy dziennikarze naukowi.
Nie czyni to nauki religią, droga do poznania jest otwarta, wymaga tylko wysiłku. Ale żaden wysiłek nie pozwala na ogarniecie wszystkiego i wybitny fachowiec w jednej dziedzinie pozostaje laikiem w dziesiątkach innych i jest uzależniony od jakości informacji.
Nie mówmy jednak głupstw o porównywalności nauki do religii.
25-09-2013 18:26 
 Ocena 2 na 2
Jacholek (5699 punktów)
>Inna kwestia to nauka w odbiorze społecznym. Trudno, żeby laicy tacy jak ja na poważnie dyskutowali o teorii kwantów czy bozonie Higgsa, Czy zatem laicy muszą patrzeć na tajemną naukę jak na religię?
Popularyzacja nauki pozostawia wiele do życzenia, stała się komercyjna (patrz okładki niektórych czasopism), pełna sensacjolizmu, skrótowa, spłycająca, deformująca itd...
Brak rzetelnych artykułów pokazujących trudy dochodzenia do obiektywnej prawdy naukowej. Powiększa się więc rozdźwięk pomiędzy tą prawdziwą, trudna nauką a jej obrazem popularnym, komercyjnym. Oczywiście jest to źródło wielu nieporozumień i mylnych interpretacji u szerokiego odbiorcy nauki. Oby szło ku lepszemu w tej materii !
25-09-2013 21:31 
 Ocena 2 na 2
Koraszewski (82900 punktów)
Popularyzacja nauki jest sztuką ale i rzemiosłem. W krajach anglosaskich sami naukowcy nie brzydzą się kontaktów z nami śmiertelnikami, u nas powoli naukowcy zaczynają się uczyć opowiadania o nauce dla laików. Mamy również trochę dobrych dziennikarzy informujących o nauce, ale wszyscy odczuwamy niedosyt na tym polu. Są to zazwyczaj samoucy, bo o ile się orientuję nie ma szkoły korespondentów naukowych. Spotkałem kilka fenomenalnych talentów, ale to nie jest rozchwytywana specjalizacja.
26-09-2013 20:56 
 Ocena 4 na 4
Jan Grabiński (1015 punktów)
>... o ile się orientuję nie ma szkoły korespondentów naukowych. Spotkałem kilka fenomenalnych talentów, ale to nie jest rozchwytywana specjalizacja.
Z rozrzewnieniem wspominam Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego z ich rewelacyjną Sondą. Od pozostałych programów popularyzujących naukę, ich popularyzował technikę. Na własny użytek stosuję uproszczenie: nauka - to teoria, technika, to praktyka. Sukces "Kopernika" pokazał, że głód wiedzy jest. Nauka jest już jakoś pokazywana. Brakuje jeszcze pokazywania techniki. Taki smartfon czy USG, to nie jest jedna dziedzina nauki, to praktyczne rozwiązanie kompromisowe, uwzględniające wiedzę z różnych dziedzin. I te powiązania fajnie byłoby przedstawiać. Jeżeli utrzymuje się "Galileo" w TV4, to coś pokroju "Sondy" też by się utrzymało.
Ech, trochę się rozmarzyłem.
29-09-2013 17:48 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Z rozrzewnieniem wspominam Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego z ich rewelacyjną Sondą. Od pozostałych

Sonda jest na Youtube. Oglądam niemal ze wzruszeniem.
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Zdecydowanie brakuje nam środków opisu problemu, stąd porównanie nauki do religii - raczej nieudane. Ale jak wyrazić wątpliwość np. w takim aspekcie:

W literaturze i artykułach dot. medycyny, różni autorzy z tytułami naukowymi, wyrażają diametralnie różne opinie na temat mleka, cukru, mięsa i.t.d. Jak ma czytelnik-niespecjalista ocenić, czy rację ma dr.prof.X, nazywający mleko "pokarmem bogów", czy dr.prof.Y, nazywający je "białą śmiercią"? Obaj przytaczają statystykę, wyniki badań, przywołują inne, znane autorytety...

Podobnie jest z GMO, ochroną środowiska, historią, każdą dziedziną wiedzy! Jedynie matematyka, fizyka i chemia bronią się przed manipulacją, chociaż i tam zdarzają się tego próby ( casus brzozy smoleńskiej)....

Co ma robić laik, patrząc na ścierających się "naukowców"? Nie mając możliwości weryfikacji ich twierdzeń, musi wierzyć jednemu z nich.
I jakoś tak jest, że daje się wiarę temu, kto głośniej wrzeszczy.
A od wiary do religii droga niedaleka...
25-09-2013 11:47 
 Ocena 7 na 7
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>W literaturze i artykułach dot. medycyny, różni autorzy z tytułami naukowymi, wyrażają diametralnie różne opinie na temat mleka, cukru, mięsa i.t.d. Jak ma czytelnik-niespecjalista ocenić, czy rację ma dr.prof.X, nazywający mleko "pokarmem bogów", czy dr.prof.Y, nazywający je "białą śmiercią"? Obaj przytaczają statystykę, wyniki badań, przywołują inne, znane autorytety...
-A wszystko przez to, że nie ma (całe szczęście) jednej, jedynie słusznej, świętej nauki. Nie zmienia to faktu, że wszystko co wiemy to tylko dzięki nauce, a wszelkie jej błędy, wypaczenia, niedociągnięcia i przegięcia może poprawić i robi to....też nauka. "Nauka stwarza problemy, ale ignorancja ich nie rozwiąże".


"Mówić trzeba prosto, a myśleć w sposób skomplikowany - nie na odwrót" Franz Josef Strauss
Jacholek (5699 punktów)

>Co ma robić laik, patrząc na ścierających się "naukowców"? Nie mając możliwości weryfikacji ich twierdzeń, musi wierzyć jednemu z nich.
Wierzyć to tyle co pójść na łatwiznę, nie próbować nawet ocenić, porównać, krytykować.
Życie z wątpliwościami jest psychologicznie trudniejsze ale o ile bardziej gratyfikujące, satysfakcjonujące, o czym tak dobrze mówi Richard Feynman w podanym tu linku.
zszokowany1 (-17 punktów)
(zablokowany)
>>Co ma robić laik

Nie myśleć o tym.
farmer (22440 punktów)

> A logika, którą my wyznajemy i uznajemy jest logiką opartą na naszych,
>ograniczonych zmysłach. Nie jest to "logika wszechświata".
>I może właśnie to p. H.G. miał na myśli, po wieloletnim doświadczeniu bezkrytycznych hołdów i
>uwielbienia przez czytelników "Nature" i "Science", co to dopiero na
>emeryturze mają odwagę zabrać głos i popowątpiewywać?

Nie byle kto bo Richard Feynman. 4 minuty warto posłuchać:
www.youtube.com/watch?v=MPShz5TOffk
myprecious (7170 punktów)
Zrówno pan Gee jak i pan Smuga-Otto, wypowiadają się jakby nagle zapomnieli co jest fundamentem nauki - sceptycyzm. Wierzę w naukę nie dlatego, że karmi mnie niekwestionowanymi teoriami, ale temu, że to właśnie nauka jest mechanizmem, który kwestionuje. Kontestacja tego mechanizmu jest kwestionowaniem kwestionowania.

"To you, I'm an atheist.
To God, I'm the loyal opposition."
sinapis (1725 punktów)
Już starożytni Rzymianie (ale może tylko powtórzyli po jeszcze starożytniejszych Grakch czy Etruskach) powiadali, że władza demoralizuje, zaś absolutna demoralizuje absolutnie. Władza pana Gee tez z nim tak zrobiła Jako ostateczna instancja karier naukowych poczuł się absolutnym władcą - a stąd krok tylko do statusu boga.
26-09-2013 05:19 
 Ocena 1 na 1
Staszek Smuga-Otto (50 punktów)Odp: Redaktor "Nature" kwestionuje naukę... ale czy NAUKĘ ?
Drodzy Dyskutanci. Spodziewałem się, przyznaję, znacznie ostrzejszej Waszej reakcji. I ... nieco jednak bardziej merytorycznej. Tych "kubłów pomyj" na mą i na p. Henry Gee głowy wylanych - do czego Was zachęcałem.
Panu Gee oberwało się nieco mocniej, ja - prawie że nie poczułem. Myślę jednak, że w obu przypadkach krytyczne uwagi dyskutantów - zarówno sz. panów, jak i prof. Coyne'a i celebryty Pinkera w to wliczając - spowodowane zostały niezbyt uważnym przeczytaniem tekstów, co zaowocowało niezrozumieniem zasadniczych ich tez.
Pisze pan Koraszewski: "Jeśli Henry Gee miał cokolwiek innego na myśli niż to co wyczytał Jerry Coyne, to znaczy, że redaktor "Nature" nie umie formułować swoich myśli. "
A może, panie Andrzeju, to p. Coyne niezbyt uważnie czyta teksty? Może i celebrycie Pinkerowi to się czasami zdarza?
A może pan Gee, będąc świetnym redaktorem, nie jest idealnym komunikatorem i nie wykłada swych tez "kawa na ławę", licząc na domyślność i inteligencję czytających - co niewątpliwie jest jego błędem? Prawda pewnie, jak zwykle, gdzieś tam po środku.
Czytając oryginalny tekst artykułu p. Gee - a'propos, ilu z Was, drodzy internauci zadało sobie ten trud, by przeczytać oryginał? - dosyć wyraźnie przebija się intencja autora.
A więc, dlaczego zdecydował się go opublikować w ogólnie dostępnym i popularnym Guardian'ie, a nie w swym elitarnym Nature lub konkurencyjnych Science lub Scientific American? Przecież każdy z tych szacownych publikatorów udzielił by mu swych łamów. Wybrał jednak nienaukowy Guardian. Czy przyszło Wam do głowy, kto jest adresatem jego spostrzeżeń, przemyśleń, uwag?
Ależ tak, oczywiście, szeroka publiczność, tysiące wyrobników nauki w to wliczając. To do nich chciał dotrzeć ze swymi przemyśleniami. I też do rzeszy dziennikarzy piszącej na naukowe tematy i o naukowych hipotezach, odkryciach. Odczytuję jego intencję pokazania szerokiej publice, że nauka to nie katedra, to nawet nie kapliczka, przed którą należy klękać. Ze wyrobnicy nauki to nie nieomylni święci, a ich odkrycia naukowe to nie prawdy objawione. Że pojęcie absolutnej PRAWDY jest jedynie abstraktem.
Pisze Autor (p. Gee): "...Statistics, and therefore science, can only advise on probability - they cannot determine The Truth. And Truth, with a capital T, is forever just beyond one's grasp. None of this gets through to the news pages. When pitching a science story to a news editor, a science correspondent soon learns that the answer that gets airtime is either "yes", or "no"...".
Pisze dalej p. Andrzej K.: "...Sam Gee zaczął się nagle wykręcać, pisząc, że to była ironia...".
Robię to i ja, też "się wykręcam" - usiłując przekonać Was, że nigdy - przenigdy ani mi do głowy nie przyszło by nazwać naukę religią. Jeśli nawet tak można było odczytać me bazgroły, to... ironizowałem.
(Nb. W tytule tekstu przekazanego p. Koraszewskiemu do publikacji, był znak zapytania po słowie "Naukę?". Gdzieś się jednak zagubił - co pewnie zdezorientowało niektórych czytelników).
Wszak w swym wprowadzeniu do dyskusji wyraźnie podsumowałem: "...A nauka, ta zmistyfikowana przez media i nierozumiana przez tłumy, niestety - powtarzam - traktowana jest tak, jak religie tego świata...".
Zwóćcie, proszę, uwagę na to "niestety".
Komentarzy do wpisów Szanownych Dyskutantów, tłumaczących mi w pocie czoła wyższość nauki nad religią, oszczędzę sobie tym razem.
A w tekście pana redaktora Gee zawartych jest jeszcze sporo innych przemyśleń i spostrzeżeń. Zainteresowanym polecam kliknięcie linku na tekst w Guardian'ie podanego w pierwszym wpisie p. Andrzeja Koraszewskiego. Warto!
26-09-2013 10:13 
 Ocena 4 na 4
myprecious (7170 punktów)
Zatem z jednej strony chciałby pan bardziej intensywnej reakcji, z drugiej sam pan twierdzi, że nie ma powodu by bić w tarabany. Dokładnie dlatego, że nauka religią nie jest obrony nie potrzebuje - skoro czytelnicy racjonalisty to rozumieją - to chyba dobrze?

"To you, I'm an atheist.
To God, I'm the loyal opposition."
26-09-2013 10:33 
 Ocena 7 na 7
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Zatem z jednej strony chciałby pan bardziej intensywnej reakcji, z drugiej sam pan twierdzi, że nie ma powodu by bić w tarabany. Dokładnie dlatego, że nauka religią nie jest obrony nie potrzebuje - skoro czytelnicy racjonalisty to rozumieją - to chyba dobrze?
-Ja pokornie przyznam, że nie wiem co naprawdę autor uwag do artykułu Coyne'a chciał wykazać i czy sam to wie. Podobnie zresztą jak sam Henry Gee, którego chyba broni. Trudno znaleźć w tym sens, a jedynie można podejrzewać intencje. "Ruszyć nerwa" racjonalistom, entuzjastom nauki i krytykom religii, a potem pokazać jacy to oni zacietrzewieni? Do tego trzeba się lepiej przyłożyć. Za cały komentarz niech posłuży moje motto w stopce.

"Mówić trzeba prosto, a myśleć w sposób skomplikowany - nie na odwrót" Franz Josef Strauss
26-09-2013 10:44 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Czytając oryginalny tekst artykułu p. Gee - a'propos, ilu z Was, drodzy internauci zadało sobie ten trud, by przeczytać oryginał? - dosyć wyraźnie przebija się intencja autora.

Dziwne to wymaganie aby czytając artykuł redaktora pisma naukowego musieć zgadywać intencje autora ponoć ukryte za jawnymi bzdurami. Przeczytałem ten artykuł i zgadzam się ze wszystkimi zarzutami jakie wysunął Jerry Coyne. Czy z jakimś z tych zarzutów się nie zgadzasz, czy tylko utyskujesz, że "szeroka publiczność" woli łatwą pewność wiary niż trudy studiowania niepewnej wiedzy?
26-09-2013 11:13 
 Ocena 8 na 8
rysiek (4593 punktów)
Byłem zaskoczony czytając, cytowane w artykule Coyne'a, fragmenty artykułu red. Gee. Nie tyle samą treścią, co zagadką intencji autora.
Nie uwierzyłem że człowiek tak obyty z nauką, po latach nagle "odkrył" tak trywialne (niektóre) sprawy i musiał to ogłosić szerokiej publiczności.
Jeśli nie, to jakie były te intencje? Czyżby jakiś masowy fundamentalizm/fanatyzm naukowy a la religia, był jednym z ważniejszych problemów współczesności? Może był taki problem w "erze pary i elektryczności", gdy niektórzy przypuszczali że tuż, tuż, a nauka odkryje wszystkie tajemnice świata i zaradzi wszelkim problemom. Ale obecnie, gdy od dłuższego czasu mamy do czynienia raczej z ekspansją anty-, para-, czy pseudonauk? Nie mówiąc już o coraz intensywniejszej ofensywie fundamentalizmów i ekstremizmów religijnych. Zadziwiające zmartwienie ma pan Gee.

PS
A "prawda", leży tam gdzie leży, niekoniecznie "gdzieś tam po środku".
zszokowany1 (-17 punktów)
(zablokowany)
Odp: Redaktor "Nature" kwestionuje naukę... ale czy NAUKĘ

>A nawet jeśli to czyni, to warto byłoby się zastanowić... dlaczego???

Bo współczesna nauka to jedynie mitologia, za 100 lat będzie zupełnie inna, różna od obecnej. To takie przedszkole.
26-09-2013 14:42 
 Ocena 9 na 9
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>>A nawet jeśli to czyni, to warto byłoby się zastanowić... dlaczego???
>Bo współczesna nauka to jedynie mitologia, za 100 lat będzie zupełnie inna, różna od obecnej. To takie przedszkole.
-Przedszkole to tego typu poglądy. Zmieniają się i będą się zmieniać metody badawcze, a wynalazki będą ulepszane. Ale prawa i procesy, które dzisiaj rządzą światem nie zdezaktualizują się, bo żadna nauka przyszłości nie może zmienić obecnych faktów naukowych. Faktem będzie obieg Ziemi dookoła Słońca, skład chemiczny gwiazd będzie taki sam z uwzględnieniem ich ewolucji, elektroliza wody spowoduje wydzielanie się wodoru i tlenu, a rośliny będą wciąż produkować tlen w procesie fotosyntezy. Już ponad 150 lat temu Darwin opublikował swoją teorię o powstawaniu gatunków na drodze ewolucji. Dzisiaj wiemy nieporównywalnie więcej od niego, ale sam fakt ewolucji nie przestał być faktem i nie przestanie.

"Mówić trzeba prosto, a myśleć w sposób skomplikowany - nie na odwrót" Franz Josef Strauss
27-09-2013 03:59 
 Ocena 1 na 1
Staszek Smuga-Otto (50 punktów)
"Mówić trzeba prosto, a myśleć w sposób skomplikowany - nie na odwrót" Franz Josef Strauss.
Fascynacja Koriusa tym bon motem bawarskiego mędrca jest wzruszająca. Ten słynny niemiecki chrześcijański demokrata, sprytny polityk, co to z rzeźni taty wdrapał się na polityczne szczyty - urzekł swą skutecznością. Był, niewątpliwie, pragmatykiem. Jego dewiza sprawdziła się w politycznej walce o głosy wyborców.
Tak, świetnie sprawdzała się w walce politycznej, ale czy jest prawdą uniwersalną? Czy w nieco, odrobinę tylko bardziej intelektualnym dyskursie też? Może wprowadzenie tzw. "drugiego dna", podtekstów, ironii, a czasami nawet łagodnego sarkazmu zmusza czytelników i dyskutantów do pewnego wysiłku - a to może zaowocować.
Nie znam osobiście pana Gee. Nie mam żadnego interesu w obronie jego - może i nie do końca zgrabnie wygryzmolonego artykułu w The Guardian. Starałem się jedynie odczytać intencje Autora. A wydały mi się tego warte, bo poruszył temat naprawdę istotny.
By nie pozostać w tyle za Koriusem i szanownymi dyskutantami, i ja zacytuję mój ulubiony bon mot, tym razem autorstwa innego mędrca, co to też się wdrapał:
"jestem za, a nawet przeciw".
Jestem za...: nauką, jej metodom, jej dążeniem do obiektywizowania rzeczywistości, jej sceptycyzmem, wątpieniem w ostateczną prawdę, jej potrzebie weryfikowalności już otrzymanych wyników badań. Jestem za uczciwym i rzetelnym dziennikarstwem naukowym, opisującym kierunki naukowych eksploracji, wyniki osiągnięte, pola niepewności, intuicje badaczy...
Ale też jestem "nawet przeciw": deifikacji nauki, przypisywaniu jej atrybutów prawdy ostatecznej, kanonizowaniu znanych postaci w świecie nauki i przypisywaniu im ponadludzkich cech, np. nieomylności w ich sądach o sprawach odległych od ich dziedziny (vide: Einstein o Bogu.. i wiele innych takich). Jestem "nawet" przeciw głupocie i prymitywizmowi ludzi, co to w swym zadufaniu wykluczają jakiekolwiek inne drogi poznania, poza swymi ułomnymi wszak i ograniczonymi zmysłami. Jestem przeciw tłumom na klęczkach, bo to właśnie oni tworzą z nauki religię.
Dalszych wpisów komentować nie będę, bo odcinam się chwilowo od tej "globalnej wioski", pakuję plecak i udaję się w wysokie, śniegiem już pokryte Góry Skaliste w poszukiwaniu... ABSOLUTU.
Post scriptum - do p. Koraszewskiego. Myli się Pan pisząc, że nie ma na świecie "szkoły korespondentów naukowych", programów uczących dziennikarstwa naukowego. Takie programy istnieją na kilku, conajmniej, uniwersytetach amerykańskich (Wisconsin, NY, Boston, NC, California, etc.) - i to nawet na poziomie "masters". Może i gdzie indziej też.
W tym nasza nadzieja.
27-09-2013 08:40 
 Ocena 6 na 6
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> "jestem za, a nawet przeciw".
>Jestem za...: nauką, jej metodom, jej dążeniem do obiektywizowania rzeczywistości,...
- Cytat:
Ale czym jest nauka? I tutaj jest rzecz, z której niewielu ludzi zdaje sobie sprawę. W rzeczywistości nie różni się od tego, co robimy w życiu codziennym.
Tysiące lat ludzkiego doświadczenia dowiodło poza wszelką wątpliwość, że obserwacja - zmysłami albo przy pomocy instrumentów - jest najbardziej godnym zaufania źródłem wiedzy o świecie. Pokaż lepsze źródło, a naukowcy z radością go użyją. Boskie objawienie jednak z pewnością całkowicie zawiodło.
- to z art. Victora Stengera.

>Ale też jestem "nawet przeciw": deifikacji nauki, przypisywaniu jej atrybutów prawdy ostatecznej, kanonizowaniu znanych postaci w świecie nauki i przypisywaniu im ponadludzkich cech, np. nieomylności w ich sądach o sprawach odległych od ich dziedziny (vide: Einstein o Bogu.. i wiele innych takich). Jestem "nawet" przeciw głupocie i prymitywizmowi ludzi, co to w swym zadufaniu wykluczają jakiekolwiek inne drogi poznania, poza swymi ułomnymi wszak i ograniczonymi zmysłami. Jestem przeciw tłumom na klęczkach, bo to właśnie oni tworzą z nauki religię.

-Kto deifikuje naukę? Jakiemu naukowcowi przyszło do głowy uznać coś za prawdę ostateczną? Jaką prawdę, o czym? Komu przypisano ponadludzkie możliwości? To z jakiegoś kazania? I o jakie INNE drogi poznania konkretnie chodzi? Poznania czego? Nikt nikomu nie zabrania wybierania dowolnej drogi i poznawania czego chce. Nauka to tysiące dróg poznania. Do wielu odkryć różnymi drogami. Poważni naukowcy nigdy nie twierdzą, że już wszystko zostało odkryte i nie ma nic do roboty. Zawsze są kolejni którzy chcą wiedzieć więcej i lepiej. Inaczej przestaliby być potrzebni. I gdzie są te tłumy na klęczkach, jeśli nie w kościołach?

>Dalszych wpisów komentować nie będę, bo odcinam się chwilowo od tej "globalnej wioski", pakuję plecak i udaję się w wysokie, śniegiem już pokryte Góry Skaliste w poszukiwaniu... ABSOLUTU.
-Góry Skaliste jak większość, to tylko wynik nasuwania się na siebie płyt kontynentalnych. Nie wiem czy grasuje tam ABSOLUT i gdzie się przechadzał ok. 140 mln lat wcześniej, czy lubi gołe, zimne skały, ale niektórzy poszukują tam Wielkiej Stopy. Używają nawet metod naukowych, ale nie wróżę im sukcesu. Obawiam się że w przypadku ABSOLUTU będzie podobnie.


"Mówić trzeba prosto, a myśleć w sposób skomplikowany - nie na odwrót" Franz Josef Strauss
27-09-2013 10:09 
 Ocena 5 na 5
rysiek (4593 punktów)
>... Ale też jestem "nawet przeciw": deifikacji nauki, przypisywaniu jej atrybutów prawdy ostatecznej, kanonizowaniu znanych postaci w świecie nauki i przypisywaniu im ponadludzkich cech (...) Jestem przeciw tłumom na klęczkach, bo to właśnie oni tworzą z nauki religię.

Zadziwiające stwierdzenia. Chyba wielu by je poparło, gdyby... krytykowane zjawisko miało znaczące miejsce w rzeczywistości.
Czyżby umknęły mi jakieś masowe procesy społeczne zachodzące w USA? "Tłumy na klęczkach" przed nauką? Gdzie?
I to pisze ktoś żyjący, jak rozumiem w Stanach Zjednoczonych, bastionie religijności i kreacjonizmu, "inteligentnego" projektu, dziwacznych sekt typu Raelianie czy wręcz zbrodniczych jak Świątynia Ludu "wielebnego" Jima Jonesa!

>... i przypisywaniu im nadludzkich cech np. nieomylności w ich sądach o sprawach odległych od ich dziedziny (vide: Einstein o Bogu.. i wiele innych takich).

Taak. Powiedzonka Einsteina o bogu jako nieomylne odkrycia???
A niektóre głupie wyskoki naukowców? No cóż, kompromitują przede wszystkim ich samych. Np. ostatnie przypadki "ekspertów" Macierewicza.

>Jestem "nawet" przeciw głupocie i prymitywizmowi ludzi, co to w swym zadufaniu wykluczają jakiekolwiek inne drogi poznania, poza swymi ułomnymi wszak i ograniczonymi zmysłami.

"Pozazmysłowe"? Ciekawe byłoby rozwinięcie przez autora tego stwierdzenia.
A wędrując w "poszukiwaniu ABSOLUTU" lepiej nie zapominać o patrzeniu pod nogi.
Koraszewski (82900 punktów)
Ponieważ wszyscy oburzyli się na zwyczajnie głupawe porównanie nauki i religii mam wrażenie, że umknęła inna kwestia, której redaktor 'Nature" nie miał prawa tak sformułować. Zarzut, że nauka nie jest procesem kumulatywnym, nie jest procesem postępu, jest kompletnie absurdalny. Kolejne pokolenia naukowców budują na fundamencie tego co osiągnięto wcześniej,nowe teorie nie burzą wcześniejszych osiągnięć, aczkolwiek zdarza się oczywiście istotna zmiana spojrzenia na jakiś wycinek rzeczywistości. Jest to zresztą kolejny element różnicy między nauka i religia, Odkrycia w nauce dają nam postęp, odkrycia w religii mogą nam co najwyżej dać kolejnego świętego.
Mody intelektualne, tak wyraźne w naukach społecznych, są marginesem w nauce z prawdziwego zdarzenia.
P.S. Nazwanie Pinkera "celebrytą" wydaje mi się jednak nietaktem, próbę zrównania naprawdę wybitnego naukowca z jakimś grajkiem. Fakt, że pojawia się w mediach, nie zmienia wartości jego publikacji naukowych. Określenie "celebryta" w moim odczuciu ma w tym kontekście wartość deprecjonującą. Tymczasem, tu nie chodzi o autorytet, który możemy sobie podważyć przy pomocy wartościujących określeń, a o jakość argumentacji logicznej.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365