Kardynał Sin tak powiedział o tych wydarzeniach: Myślę, że cały scenariusz tamtych wydarzeń był pisany przez samego Boga. Myślę, ze całością akcji kierowała Najświętsza Maryja Panna. Byliśmy tylko aktorami Ale nasza moc pochodziła od Boga. Jestem przekonany, że cała cześć, cale uznanie i cała wdzięczność powinny być oddane Najświętszej Maryi Pannie, a przez Nią Jej Synowi i z Nim Ojcu w niebie, bo Bóg naprawdę patrzył na nas łaskawym okiem, naprawdę błogosławił Filipiny i wszystkich nas dotknął swoją łaską. Kto jak kto, ale Filipińczycy nie powinni dawać przykładu skutecznej modlitwy, ani nie powinni wierzyć w niczyją łaskę. Bóg gniewa się na nich przecież raz po raz. Ostatnio parę miesięcy temu uznał, że zabije wielu Filipińczyków na kilka dni przed świętem swojego narodzenia: 16 grudnia zginęło w ponad 1000 osób utopionych w deszczu i błocie (i nie byli to ateiści) a ponad 500 000 zostało pozbawionych domu. A "Palec Boży" nawet nie kiwnął w obronie tych nieszczęśników. Takich rzeczy już kardynałowie nie komentują jako boskiego działania, bo ono jest tylko wtedy, gdy coś się udaje lub gdy na patelni biednego Filipińczyka spalone jajko przybierze kształt Maryi.
|