Racjonalista - Strona głównaDo treści
czy weganizm jest racjonalny?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
28-05-2014 20:54adamcopper (64 punktów)
(zablokowany)
czy weganizm jest racjonalny?
Ocena -4 na 8
jestem wegetarianinem i weganinem od 15lat i ciagle spotykam sie z opinia ze jestem irracjonalny, szalony, ryzykuje wlasne zycie, specjalnie prowokuje i wzbudzam anarchie lol

powaznym problemem wsrod wegan jest sadowne odbieranie im praw rodzicielskich, np na wniosek lekarza opiekujacego sie dzieckiem lub miesozernej rodziny wegan


w moim przekonaniu jest oczywiscie dokladnie na odwrot, bo to jedzenie miesa jest szalone, gnije ono w wnetrznosciach gdyz czlowiek ma zbyt dlugie jelita by byc miesozerca, a przetwory mleczne rowniez nie powinnismy spozywac gdyz dorosle ssaki nie trawia laktozy

zawsze tez miesozercy stwierdzaja ze nie beda mieli dostatecznej ilosci kalorii a co za tym idzie sily by pracowac zyc, a tymczasem nasiona sa zwykle 2 razy bardziej kaloryczne w 100 gramach niz 100 gram miesa...


wreszcie kwestia niedoboru witamin i mineralow, zawieraja je wlasnie nasiona, produkty roslinne a nie mieso, wiec znowu chybiony argument


przemysl miesno-mleczny generuje miliardy dolarow zysku rocznie i sa w stanie sobie oplacic najbardziej znanych profesorow medycyny czy zywienia, aby ci napisali negatywne opinie na temat weganizmu,promowali miesozernosc w swoich ksiazkach i artykulach, wypowiadali sie w telewizji


przypomne tylko ze w latach 1960ych lobby tytoniowe przeprowadzilo kampanie ogolnoswiatowa i naukowcy udowodnili ze palenie papierosow nie szkodzi, a jeszcze wczesniej tyton uzawano powszechnie za lekarstwo


zatem kto jest racjonalny?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

hamp (3461 punktów)
Weganizm jest racjonalny, ale rozpoczynanie wątku bezsensowne, bo weganie nie wykorzystują zwierzątek (czyli nieuczciwie zdobywają przewagę moralną nad wszystkożercami już na początku dyskusji, z definicji). Weganizm to tabu - sprawdziłem.

Gratuluję wyboru, ja nie potrafię sobie odmówić mleka w kawie

[offtop]
Ostatnio miałem ochotę na fast-food'a i znalazłem w jednej budce hamburgera wegetariańskiego, w którym zamiast mięsa znajdował się placek ziemniaczany. Połączenie wydaje się dziwne, ale zaskoczenie było miłe - polecam! Jest bardzo smaczne i z pewnością dużo zdrowsze od "mięsa" oferowanego w tego typu lokalach
[/offtop]
29-05-2014 00:33 
 Ocena 9 na 9
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Weganizm jest racjonalny
Jest całkowicie irracjonalny, gdyż opiera się na kłamstwach odnośnie zdolności i potrzeb żywieniowych człowieka oraz na ideologii, która nie ma nic wspólnego z tymi potrzebami.
29-05-2014 12:05 
 Ocena 8 na 8
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>[offtop]
>Ostatnio miałem ochotę na fast-food'a i znalazłem w jednej budce hamburgera wegetariańskiego, w którym zamiast mięsa znajdował się placek ziemniaczany. Połączenie wydaje się dziwne, ale zaskoczenie było miłe - polecam! Jest bardzo smaczne i z pewnością dużo zdrowsze od "mięsa" oferowanego w tego typu lokalach
>[/offtop]

Dużo zdrowsze, powiadasz?

W ziemniakach od wpływem smażenia powstają niebezpieczne dla zdrowia związki - akrylamidy. Powstają we wszystkich produktach zawierających skrobię (wystarczy je podgrzać powyżej 120st C), ale ziemniaki smażone to prawdziwa bomba akrylamidowa.

Do tego smażona skrobia ziemniaczana ma bardzo wysoki IG. Dla zdrowego to jest lekki szok insulinowy, o ile nie zje do tego podobnej ilości białka.
Dla cukrzyka (mamy ich w Polsce prawie 2 miliony) placek ziemniaczany to cios prosto w trzustkę.

Ja bym się tak zdrowotnością placka ziemniaczanego nie zachwycała.


"We live in times of smart phones and stupid people"
31-05-2014 20:03 
 Ocena 1 na 1
Hrihorij (1723 punktów)

>W ziemniakach od wpływem smażenia powstają niebezpieczne dla zdrowia związki - akrylamidy. Powstają we wszystkich produktach zawierających skrobię (wystarczy je podgrzać powyżej 120st C), ale ziemniaki smażone to prawdziwa bomba akrylamidowa.
>Do tego smażona skrobia ziemniaczana ma bardzo wysoki IG. Dla zdrowego to jest lekki szok insulinowy, o ile nie zje do tego podobnej ilości białka
>Ja bym się tak zdrowotnością placka ziemniaczanego nie zachwycała.

Ciekawa informacja.
Nigdy się specjalnie dietami nie interesowałem. W żywieniu stosuję zasadę, że jem to na co mam ochotę. W przypadku placków ziemniaczanych zawsze je spożywam z dużą ilością mleka. Fajnie czasem usłyszeć, że tzw. "chłopski rozum" to nie fanaberia a głęboka mądrość ukryta w podglebiu.

29-05-2014 22:18 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>ja nie potrafię sobie odmówić mleka w kawie
Dobrą kawę chcesz mlekiem zapaskudzać?
29-05-2014 22:54 
 Ocena 1 na 1
hamp (3461 punktów)
>Dobrą kawę chcesz mlekiem zapaskudzać?
No tak, ludzie dzielą się na inteligentnych i pijących kawę z mlekiem
Na swoją obronę powiem, że tylko połowa moich kaw jest 'zapaskudzona'!
Episode_2 (3284 punktów)
>Na swoją obronę powiem, że tylko połowa moich kaw jest 'zapaskudzona'!
A w dodatku kłamiesz brzydko, że nie potrafisz sobie odmówić mleka do kawy.
I to miało być na Twoją obronę.
31-05-2014 22:33 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
>>Na swoją obronę powiem, że tylko połowa moich kaw jest 'zapaskudzona'!
>A w dodatku kłamiesz brzydko, że nie potrafisz sobie odmówić mleka do kawy.
>I to miało być na Twoją obronę.
>
Ja popieram. Też tylko połowa moich kaw jest zapaskudzona mlekiem. (Dolewam mianowicie połowę mleka do każdej kawy... czyli racjonalnie dedukując - połowa jest czystą kawą, jak łza...)
Episode_2 (3284 punktów)
>Ja popieram. Też tylko połowa moich kaw jest zapaskudzona mlekiem. (Dolewam mianowicie połowę mleka do każdej kawy... czyli racjonalnie dedukując - połowa jest czystą kawą, jak łza...)
Ty chyba liczyć nie umiesz.
Albo masz wszystko zapaskudzone, jak zamieszasz kawę, albo masz całą czystą kawę, jak nie zamieszasz.
01-06-2014 02:08 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
>>Ja popieram. Też tylko połowa moich kaw jest zapaskudzona mlekiem. (Dolewam mianowicie połowę mleka do każdej kawy... czyli racjonalnie dedukując - połowa jest czystą kawą, jak łza...)
>Ty chyba liczyć nie umiesz.
>Albo masz wszystko zapaskudzone, jak zamieszasz kawę, albo masz całą czystą kawę, jak nie zamieszasz.
>
Umiem! Liczę tak: mieszając - liczę do 10. W ten sposób mam dwa w jednym: ćwiczę się w matematyce i jednocześnie mam czystą kawę - bo ona się brudzi dopiero przy liczeniu powyżej 10.
29-05-2014 00:29
 Ocena 21 na 21
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>jedzenie miesa jest szalone, gnije ono w wnetrznosciach gdyz czlowiek ma zbyt dlugie jelita by byc miesozerca
To kłamstwo nr 1.
Mięso nie gnije we wnętrznościach. Mięso jest trawione przez enzymy.
Gnicie jest rozkładem pod wpływem działania bakterii i grzybów. Rozkładowi pod wpływem bakterii podlegają cukry, skrobia i błonnik czyli składniki warzyw i owoców.
Zatem jeśli coś gnije w naszych przewodach pokarmowych, są to właśnie warzywa i owoce.
Czy ktoś widział w normalnym kale kawałki kiełbasy albo kotleta? Nie. A kawałki warzyw np. marchewki, fasoli, grochu? No oczywiście!
Zatem to warzywa nie są trawione do końca, gniją w jelitach i niestrawione do końca są wydalane.
Budowa układu pokarmowego człowieka jednoznacznie wskazuje, że nie jest on roślinożercą. Nie trzeba od razu porównywać naszych wnętrzności do wnętrzności takiej np. krowy, wystarczy zauważyć różnice między nami, a tak bliskim nam szympansem.
Inne fakty również pokazują, że nie jesteśmy przede wszystkim roślinożercami - np. budowa naszych szczęk (nie żujemy na boki jak krowa, koń czy żyrafa).


>a przetwory mleczne rowniez nie powinnismy spozywac gdyz dorosle ssaki nie trawia laktozy
To kłamstwo nr 2.
Nietolerancja laktozy rozkłada się różnie pośród różnych grup etnicznych. Aborygeni, Chińczycy, Azjaci z Dalekiego Wschodu - wśród tych ludów większość faktycznie nie ma wystarczającej ilości laktazy (enzymu trawiązego laktozę). W innych regionach świata ludzie ci stanowią mniejszość.


>zawsze tez miesozercy stwierdzaja ze nie beda mieli dostatecznej ilosci kalorii a co za tym idzie sily by pracowac zyc, a tymczasem nasiona sa zwykle 2 razy bardziej kaloryczne w 100 gramach niz 100 gram miesa...
To ile gramów owsa czy żyta wcinasz dziennie i ile z tego trawi twój organizm?

>wreszcie kwestia niedoboru witamin i mineralow, zawieraja je wlasnie nasiona, produkty roslinne a nie mieso, wiec znowu chybiony argument
Witamina B12 odpowiada m. in. za kondycję naszego układu nerwowego oraz wspomaga regenerację i metabolizm. Jej niedobór prowadzić może do anemii i niebezpiecznych zaburzeń układu nerwowego.
Witamina B12 występuje wyłącznie w mięsie i nabiale.


>zatem kto jest racjonalny?
No właśnie.
29-05-2014 10:21 
 Ocena 4 na 4
eveeoU (280 punktów)
No. To jest poważna i rzeczowa odpowiedź.

Ostatnio też słyszałem, że dieta wege jest zgodna z anatomią i fizjologią org ludzkiego . Uznałem więc, że chyba ewolucja się na nas obraziła. (m.in brak zdolności do rozkładu wiązań w celulozie).
29-05-2014 13:28 
 Ocena 7 na 7
Appenzeller (3118 punktów)
>Budowa układu pokarmowego człowieka jednoznacznie wskazuje, że nie jest on roślinożercą.
Dorzuciłbym jeszcze to, co podaje Szarski w "Historii zwierząt kręgowych". W każdej nowopowstającej grupie dominowała początkowo mięsożerność, a roślinożerność jest efektem dość skomplikowanego przystosowania, różnie udającego się różnym gatunkom, które pojawia się później. Szarski uważa parzystokopytne za doskonale przystosowane do roślinożerczości, za grupę, która odniosła w tym sukces. Stada gnu przeciągające przez Serengeti są niezłą tego ilustracją.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
Heremis (587 punktów)
Nie żebym się czepiał, ale takie pytania co jest racjonalne aspiruje mi do jakiejś obsesji. Jeśli dobrze Ci z weganizmem, odżywiaj się w ten sposób, a dywagacje na temat racjonalności takie postawy porzuć, szkoda na to czasu
Jestem wegetarianinem, jednak na weganizm mnie nie stać, trzeba czymś zastępować białko zwierzęce, z moich obserwacji wynika, ze to droższa sprawa. Poza tym kocham żółty ser

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
dejna (257 punktów)
>jestem wegetarianinem i weganinem od 15lat i ciagle spotykam sie z opinia ze jestem irracjonalny, szalony, ryzykuje wlasne zycie

Wegetarianizm wegetarianizmowi nie równy. Pod tą nazwą kryje się co najmniej kilka systemów żywieniowych. Najgłupszym "stopniem wtajemniczenia" o jakim słyszałem jest frutarianizm więc mam nadzieję, że nie upadłeś na głowę do tego stopnia by zjedzenie sałaty było dla ciebie równoznaczne z "zamordowaniem" jej

Jeżeli nie kierujesz się idiotycznymi pobudkami ideologicznymi, praktykujesz swój wegetarianizm uzbrojony w odpowiednią wiedzę dietetyczną jak wartość odżywcza produktów, sposoby ich łączenia itd. możesz sporo zyskać bez uszczerbku na zdrowiu. W przeciwnym razie konsekwencje niedouczenia mogą być tragiczne dla twojego organizmu i lepiej dać sobie spokój.
29-05-2014 11:29
 Ocena 13 na 13
Appenzeller (3118 punktów)
>jestem wegetarianinem
Ja na razie trzymam z rosiczkami.

Ale plantacje befsztykowe powitałbym z zadowoleniem.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
Vytautas (4394 punktów)
>zawsze tez miesozercy stwierdzaja ze nie beda mieli dostatecznej ilosci kalorii a co za tym idzie
>sily by pracowac zyc, a tymczasem nasiona sa zwykle 2 razy bardziej kaloryczne w 100 gramach niz 100
>gram miesa...
   A jaki sofizmat wymyślisz, aby wyjaśnić, dlaczego kopytne muszą jeść prawie bez przerwy, a drapieżnikom wystarczy, że upolują sobie takiego trawożercę raz na trzy dni, albo jeszcze rzadziej?
>wreszcie kwestia niedoboru witamin i mineralow, zawieraja je wlasnie nasiona, produkty roslinne a
>nie mieso, wiec znowu chybiony argument
   Są takie witaminy, które rozpuszczają się w wodzie i ich źródłem jest pokarm roślinny, ale są też takie, które rozpuszczają się w tłuszczach, a one są w mięsie, głównie tłustym.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
> a przetwory mleczne rowniez
>nie powinnismy spozywac gdyz dorosle ssaki nie trawia laktozy

Primo "przetworów mlecznych" - dopełniacz.

Secundo - kto nie powinien ten nie powinien. Homo sapiens jest niezbyt jednorodnym gatunkiem.
Twierdzenie o szkodliwości mleka i nabiału bierze się z fascynacji tzw. medycyną Wschodu. A ta powstała w społeczeństwach o niemal zerowej tolerancji laktozy.
Stąd tezy, że mleko "zaśluzowuje" organizm.

Zdolność do trawienia laktozy jest uwarunkowana genetycznie i rozkłada się w populacji ludzkiej bardzo nierówno.
Od 95% Chińczyków, którzy jej nie nietolerującą, do 95% Skandynawów, którzy mogą wszytko popijać mlekiem i im nie szkodzi.
Mój mąż musi mieć skandynawskich przodków, bo on mlekiem może popić nawet bigos i śledzie - ja od samego patrzenia na to dostaję biegunki.
Sama toleruję dobrze wszystkie przetwory, tylko ze słodkim mlekiem mam trochę kłopotu - wypite wieczorem leży mi na żołądku i nie daje spać. Jestem więc typem kaukasko-środziemnomorskim.

Jesteśmy pod tym względem po prostu bardzo zróżnicowanym gatunkiem. Społeczeństwa w których przez wieki spożywanie mleka to było być albo nie być to np. własnie Skandynawowie. Im mleko było mniej istotne dla przeżycia, tym niższy poziom tolerancji w grupie, aż do społeczeństw, w których nie było w ogóle dostępu do mleka i nietolerancja jest powszechna.

Ale nie tylko my tak mamy.
Drugim takim gatunkiem są psy. Tutaj zróżnicowanie jest powiązane z użytkową wartością rasy.
Większość ras pasterskich bardzo dobrze toleruje laktozę.

Sama mam corgi, to stara rasa używana przez wieki do wypasania bydła.
Mała cholera uwielbia mleko, jogurt, maślankę, da się pokroić za ser (zwłaszcza parmezan i pleśniowy) i nic jej nie szkodzi. Wszystko najchętniej zagryzłaby chlebem i marchewką. Jakbyśmy jej pozwolili.
Za to nadmiar białka zwierzęcego w diecie nie dość, że powoduje biegunki, to jeszcze na dłuższa metę uszkadza nerki.

A dla odmiany psy ras myśliwskich to drugi biegun, potrzebują sporo białka i zwykle nie tolerują nabiału w ogóle. Podobnie psy ludów północy (husky, samojedy, malamuty).
Między nimi sporo ras z pośrednią tolerancja laktozy, zapotrzebowaniem na białko czy efektywnością trawienia skrobi.

Psy przez wieki jadły to, co właściciele. Psy pasterzy jadły to co pasterze, psy myśliwych to co myśliwi. Dostosowywały się do tego pokarmu, który był najłatwiej dostępny i zwykle było to to, czego nie dojedli ludzie. Jakie by to nie było, wymagało mniej wysiłku niż polowanie.

"Dorosłe ssaki nie trawią laktozy" to taki sam argument jak "ssaki nie uprawiają seksu w celach innych niż reprodukcyjne".


"We live in times of smart phones and stupid people"
29-05-2014 20:20 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Psy pasterzy jadły to co pasterze, psy myśliwych to co myśliwi. Dostosowywały się do tego pokarmu, który był najłatwiej dostępny i zwykle było to to, czego nie dojedli ludzie.
To samo wynika z moich obserwacji. Mam kundla jorko-podobnego. Mięso wiadomo, rasa wyhodowana podobno do tępienia szczurów w kopalniach, z owoców i warzyw weźmie jabłko, gruszkę, kalarepę, większośc lokalnych, ale cytrusa nie ruszy - żadnej pomarańczy, kiwi, czy banana.
Meretseger (61860 punktów)
Mój poprzedni kot (maine coon po syberyjskiej babci) prócz mięsa jadał ryby, ryż i truskawki. Mleka i jego przetworów nie tykał od 6 miesiąca życia, za to czasem łaskawie zjadł kocią karmę z puszki, a nocami słyszałam, jak chrupał suchą. Obecny (europejski krótkowłosy, czyli mówiąc po ludzku dachowiec) żywi się wyłącznie mięsem, mlekiem i twarogiem. Żadnych puszek ani chrupek, żadnych węglowodanów i zieleniny. Ciekawa jestem, czy to wynik przystosowania, czy indywidualnych upodobań.
30-05-2014 10:18 
 Ocena 2 na 2
ziemiojad (338 punktów)
A ja przygarnęłam porzucone kocię, które musiało być mocno doświadczone przez los, bo od razu jadło wszystko - bułkę z dżemem, banany, makarony, pizzę, fasolę, marchewki, brokuły, nabiał wszelki - w zasadzie wszystko co dzieci zrzucą ze stołu. Raz tylko kocica olała zielonego ogórka. Karmę każdą, psią też. Ale przede wszystkim mięcho w każdej postaci, najlepiej świeże. Codziennie znosi do domu myszy, norniki, zające, wróble, derkacze i jaskółki. Bo jednak to mięsożerca. "Przystosowanie" do innego rodzaju pokarmu wynika moim zdaniem z tego, że raz - "gdy się nie ma co się lubi, to się lubi to się ma", bo przeżyć trzeba, a dwa - że nawet najbardziej typowi mięsożercy muszą trochę suplementować dietę pokarmem roślinnym. Zjadając roślinożerców zjadają też zawartości ich przewodu pokarmowego i stąd czerpią brakujące w czysto mięsnej diecie składniki. Kot trzymany w domu ma ograniczoną możliwość wyboru swojej diety, stąd instynktownie poszukuje brakujących elementów w innych produktach. Ważne też są nawyki z młodości - np. krowa, która pół życia pasła się na kiepskim z punktu widzenia człowieka pastwisku (rośliny trudno strawne, mało odżywcze) przeniesiona na pastwisko "dobre" i tak będzie wybierała te rośliny, które zna. Podobnie u ludzi - "programujemy" żywieniowo dziecko w pierwszych 3 latach życia. Nie na darmo mawia się, że czym skorupka za młodu nasiąknie...
30-05-2014 15:32 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Podobnie u ludzi - "programujemy" żywieniowo dziecko w pierwszych 3 latach życia. Nie na darmo mawia się, że czym skorupka za młodu nasiąknie...
Nie jest tak. Pamiętam jak matka mnie usiłowała zaprogramować do różnych rzeczy, których nie znoszę do dzisiaj. A w czasach mojego dzieciństwa nikt jeszcze nie słyszał o bezstresowym wychowywaniu. Było: nie odejdziesz od stołu, dopóki nie zjesz. Prędzej czy później i tak nie zjadłem i odchodziłem, ale co się naryczałem przedtem to pamiętam do dziś.
30-05-2014 15:50 
 Ocena 3 na 3
ziemiojad (338 punktów)
>>Podobnie u ludzi - "programujemy" żywieniowo dziecko w pierwszych 3 latach życia. Nie na darmo mawia się, że czym skorupka za młodu nasiąknie...
>Nie jest tak. Pamiętam jak matka mnie usiłowała zaprogramować do różnych rzeczy, których nie znoszę do dzisiaj. A w czasach mojego dzieciństwa nikt jeszcze nie słyszał o bezstresowym wychowywaniu. Było: nie odejdziesz od stołu, dopóki nie zjesz. Prędzej czy później i tak nie zjadłem i odchodziłem, ale co się naryczałem przedtem to pamiętam do dziś.
Skoro to pamiętasz to miałeś więcej niż 3 lata. Poza tym miałam na myśli nie terror rodzicielski co raczej przyzwyczajenia, upodobania smakowe itp. Ale w ogóle "programowanie żywieniowe" oznacza programowanie metabolizmu człowieka www.1000dn(*)2525e2%2580%2593-czym-jest
finerbijk (17282 punktów)
>Skoro to pamiętasz to miałeś więcej niż 3 lata.
Moje najwcześniejsze potwierdzone wspomnienie jest z wieku 2 lat. Musiałem wtedy przeżyć traumę, ciągnęli mnie obachutanego na sankach zimą po skraju stoku i sanki się wywróciły na wyboju a ja przekoziołkowałem w dół kilkadziesiąt metrów. Nic mi się nie stało, ale pewnie się bardzo bałem, że mnie już nie znajdą.

Co do żywienia przyznaję ci rację częściowo, Europejczyk nie będzie raczej entuzjastą manioku. Ale to nie jest tak, że zawsze się je co się jadło w domach rodzinnych. Czasem zmieniając klimat, zmienia się też nawyki żywieniowe.
30-05-2014 16:33 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
>to nie jest tak, że zawsze się je co się jadło w domach rodzinnych. Czasem zmieniając klimat, zmienia się też nawyki żywieniowe.<
Nie trzeba zmieniać klimatu by zmieniać nawyki. Człowiek uczy się przez cale życie, (zresztą krowa z mojego przykładu na tym lepszym pastwisku też się nauczy) - pewne zmiany dyktuje rozsądek- dbanie o zdrowie, linię itd., inne- nowe możliwości, np. dostęp do różnych kuchni świata, o co te parę lat temu w Polsce było zdecydowanie trudniej. Ale pewne smaki i zapachy z dzieciństwa pamięta się całe życie. Poza tym chodzi też o to "programowanie metabolizmu" organizmu, chodzi o wpajanie zdrowych nawyków - częste posiłki, na spokojnie, w gronie rodzinnym, niepodjadanie, niejedzenie słodyczy, przyzwyczajanie do warzyw, jedzenie tylko tyle ile trzeba, a nie "wszystko z talerza" - to można przeprowadzić bez znanego Ci "terroru", najlepiej własnym przykładem. Tak to widzę, i tak wpajam moim dzieciom. A jeśli chodzi o przekonywanie dziecka do nowych potraw i smaków, to kiedyś przeczytałam i ta zasada mi się sprawdza - jeżeli podasz coś kilka-kilkanaście razy na stół to dzieciaki w końcu spróbują i polubią. W ten sposób moje nauczyły się jeść bardzo dużo naprawdę "dziwnych" rzeczy, bo ja często eksperymentuję z kuchnią jarską (rzadko jemy mięso), a więc wszelkiego rodzaju kotlety z kasz, strączkowych, rozmaite placki i mieszanki warzywne w różnych konfiguracjach, na które dzieci znajomych nawet nie spojrzą.
30-05-2014 16:49 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Nie trzeba zmieniać klimatu by zmieniać nawyki.
Prawda, czasem wystarczy dostępność i chęć spróbowania.

>pewne zmiany dyktuje rozsądek- dbanie o zdrowie, linię itd., inne- nowe możliwości,
Albo wręcz przeciwnie, przyjmowanie złych nawyków, fast foody, opychanie się byle czym.

>Ale pewne smaki i zapachy z dzieciństwa pamięta się całe życie.
Jednak nie zawsze pozytywnie. Mnie pewne smaki i zapachy z dzieciństwa zdecydowanie odrzucają. Powiedzenie, że kuchnia mamy zawsze najlepsza, uważam za grubo przesadzone.

>jeżeli podasz coś kilka-kilkanaście razy na stół to dzieciaki w końcu spróbują i polubią.
No może jak zgłodnieją na maksa to zjedzą, ale nie zgodzę się, że muszą polubić. Myślę, że lubienie pewnych potraw jest równie wrodzone, co nabyte. To moje czysto osobiste doświadczenie, ale nie uważam się za jakiś wyjątek, więc myślę, że nie tylko ja tak mam
30-05-2014 17:03 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
>No może jak zgłodnieją na maksa to zjedzą, ale nie zgodzę się, że muszą polubić <
Sugerujesz, że je głodzę? Zmuszam? Absolutnie nie, wszak chodzi o wpajanie dobrych nawyków żywieniowych Nie do końca rozumiem jak to działa, ale działa. Nie muszą uwielbiać danej potrawy, ważne że zjadają ją ze smakiem, bez marudzenia.

>Myślę, że lubienie pewnych potraw jest równie wrodzone, co nabyte.<

Ulubione potrawy to już inna kwestia, każdy ma swoje. Ale właśnie skoro lubienie może być "nabyte" to można na nie wpływać. W ten sposób dzieci jedzą różnorodnie i zdrowo, choć wcale nie są przez to bardziej otwarte na nowe smaki (moje generalnie na tym polu od zawsze są wyjątkowo nieufne i niechętne nowościom, i ja też taka byłam).
30-05-2014 17:27 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Sugerujesz, że je głodzę? Zmuszam?
No coś ty.

>Ale właśnie skoro lubienie może być "nabyte" to można na nie wpływać. W ten sposób dzieci jedzą różnorodnie i zdrowo, choć wcale nie są przez to bardziej otwarte na nowe smaki (moje generalnie na tym polu od zawsze są wyjątkowo nieufne i niechętne nowościom, i ja też taka byłam).
To chyba mamy coś wspólnego, problem w tym, że to "zdrowo" jest rozumiane całkiem różnie. Diety (rozumiane jako sposób odżywiania, nie odchudzania) są prawie jak religie, jest wiara, niechęć do herezji, i podporządkowanie nakazom. Nie jedz po 18, unikaj tego i owego, jedz to i tamto. Można dostać kręćka. Ale wydaje mi się, że prosta zasada jedz, aby żyć, a nie żyj, aby jeść, jest nadal aktualna.
30-05-2014 18:58 
 Ocena 3 na 3
ziemiojad (338 punktów)
>problem w tym, że to "zdrowo" jest rozumiane całkiem różnie. Diety (rozumiane jako sposób odżywiania, nie odchudzania) są prawie jak religie, jest wiara, niechęć do herezji, i podporządkowanie nakazom.<
W przypadku dzieci jest trochę inaczej - one mają coś co myśmy już zatracili - instynkt. One jedzą wtedy kiedy są głodne, tylko dotąd aż się nasycą - nie więcej, nie dlatego, że wypada, że inaczej ciocia się obrazi, że pora obiadu itd, I jedzą to czego potrzebują - jednego dnia omijają mięso, innego wcinają aż im się uszy trzęsą. Trzeba im zaufać. Tu coś ciekawego w temacie liliija.bl(*)lez-moje-dziecko-nie-chce.html

Jest też taka fajna metoda rozszerzania diety niemowlakom - BLW. Żadnych zupek-papek, dziecko je od razu stałe pokarmy, czasem wręcz z talerza rodzica, przy stole ze wszystkimi i samo wybiera co chce. Moje dwie młodsze w zasadzie żywiły się wg tej metody (choć przy tej starszej jeszcze nie wiedziałam, że to się tak nazywa I widzę same plusy w porównaniu z tym, co było przy pierwszej córce - przy trzymaniu się jakichś schematów żywienia niemowląt i kalendarza rozszerzania diety. Podobno, wg jakichś badań, nawet jeśli dziecko wybiera w czasie posiłku tylko jeden składnik, to w skali miesiąca okazuje się, że idealnie bilansuje sobie dietę.
Ja dzieci nie zmuszam do niczego, ale proponuję - niech próbują różności i wybierają co chcą.
30-05-2014 19:14 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>W przypadku dzieci jest trochę inaczej - one mają coś co myśmy już zatracili - instynkt. One jedzą wtedy kiedy są głodne, tylko dotąd aż się nasycą - nie więcej,
Właśnie. To jest to z czym walczyłem od zawsze z różnym skutkiem, bo talerz trzeba wyczyścić do czysta, bo nie wypada coś zostawiać, jedzenia się nie marnuje, i podobne bzdury, skutkujące wyrabianiem złych nawyków.

>Ja dzieci nie zmuszam do niczego, ale proponuję - niech próbują różności i wybierają co chcą.
Niewątpliwie w tym masz o wiele większą wiedzę i doświadczenie ode mnie i nie próbuję się nawet ustosunkowywać, bo nie mam żadnych sensownych argumentów (ponad powyższe). Pozdrawiam
31-05-2014 00:44 
 Ocena 2 na 2
GrzeTor (1279 punktów)

>Właśnie. To jest to z czym walczyłem od zawsze z różnym skutkiem, bo talerz trzeba wyczyścić do czysta, bo nie wypada coś zostawiać, jedzenia się nie marnuje, i podobne bzdury, skutkujące wyrabianiem złych nawyków.

U Azjatów jest odwrotnie - niektóre grupy etniczne (np. z Okinawy) mają tradycję jedzenia do 80% sytości, jedzenie do pełna jest niezgodne z ich zywczajami. Inni Azjaci np. Koreańczycy mają w tradycji najpierw wyjadać najwartościowsze składniki z potrawy, a tylko jeżeli to nie pomoże w zaspokojeniu głodu - na samym końcu zjadają wypełniacze np. ryż. W wyniku tego ich odżywianie jest bardziej bogate w składniki odżywcze niż gdyby jeść średnią tego co jest na talerzu.
30-05-2014 19:22 
 Ocena 2 na 2
ziemiojad (338 punktów)
>to "zdrowo" jest rozumiane całkiem różnie. <
Nie trzeba aż tak komplikować - niezależnie od diety pewne kwestie są oczywiste i zupełnie obiektywne. Wiadomo, że niezdrowe są słodycze, żywność przetworzona, z konserwantami i barwnikami, gazowane słodzone napoje, używki, niewskazane potrawy smażone, ciężkostrawne, obciążające nerki dziecka, solone itd. Oczywiście bez przegięcia w drugą stronę - lody od czasu do czasu czy czekolada jeszcze nikogo nie zabiły.
31-05-2014 23:04 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
>>to "zdrowo" jest rozumiane całkiem różnie. <
>Nie trzeba aż tak komplikować - niezależnie od diety pewne kwestie są oczywiste i zupełnie obiektywne. Wiadomo, że niezdrowe są słodycze, żywność przetworzona, z konserwantami i barwnikami, gazowane słodzone napoje, używki, niewskazane potrawy smażone, ciężkostrawne, obciążające nerki dziecka, solone itd. Oczywiście bez przegięcia w drugą stronę - lody od czasu do czasu czy czekolada jeszcze nikogo nie zabiły.
>
Hmmmmm.... ja bym się z tym nie zgodził To wszystko, przedstawione jako "nie zdrowe" nie ma sensu. Właśnie słodycze, żywność przetworzona, z konserwantami, z barwnikami jest zdrowa (może dalej wymieniane, jak gazowane napoje, już tak zdrowa nie jest). Problem jest w ilości, nie w rodzaju. Jak ktoś się opycha zdrowiutkimi i świeżymi owocami, to też może mu zaszkodzić. Dlatego lubimy słodycze i tłuste jedzenie, bo one dostarczają kalorii. I do czasu, gdy jedzenia było mało (a wręcz za mało) - to były rarytasy. Dopiero dziś, gdy teoretycznie moglibyśmy cały dzień jeść czekoladę na przemian z cukierkami, bo większość ludzi (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym) na to stać - okazało się, że nasze organizmy nie są do tego przystosowane ewolucyjnie. Nasi przodkowie byli najczęściej głodni, nie opchani do granic wytrzymałości ścianek żoładka (co jest standardem dziś).
Także produkty konserwowane są zdrowsze od nie konserwowanych - bo inaczej by się zepsuły i nie nadawały do jedzenia w ogóle Tylko, że dziś konserwowane jest wszystko. I to już za dużo dodatków, jak na jeden układ pokarmowy. Barwniki - chętniej jemy rzeczy kolorowe i "dobrze wyglądające". Wtedy układ pokarmowy pracuje lepiej.
01-06-2014 07:35 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
Słodycze słodyczom nierówne. Zamiast kupować dziecku barwionego sztucznie lizaka, po którym dostanie wysypki (średnia córka tak czasem reaguje na barwniki w żywności), wolę upiec dzieciakom drożdżówki z serem, ciasto z truskawkami czy ciasteczka owsiane lub prawdziwe kruche. I to właśnie zrobić samemu - wiem z czego - jaki tłuszcz, jaki cukier (nie musi być sacharoza, mogą być na miodzie, fruktozie itd.), tego cukru może być mniej - sklepowe produkty są przesłodzone i przyzwyczajają do coraz wyższego poziomu cukru, są świeże! - nie leżą długo i są bez konserwantów. Do tego mogę użyć produktów rolnictwa ekologicznego i proszę - sama zdrowa słodycz - bo przecież i drożdże są zdrowe. I tak w sumie robię, choć nie oznacza to, że całkowicie wyeliminowałam z diety moich dzieci "niezdrowe" słodycze, bo przecież przychodzą goście i coś przynoszą, my chodzimy w gości, przyjeżdżają dziadki i ciotki i podkarmiają Ale wtedy właśnie jest to bardziej okazjonalne spożycie.

Konserwanty da się spokojnie ominąć jeżeli kupujesz produkty świeże, a nie żywność przetworzoną. Mogę z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że w chwili obecnej nie mam w domu nic do jedzenia z konserwantami, a mam pełną lodówkę i spiżarnię (wyłączając te produkty gdzie konserwantem jest cukier-np. dżemy, sól-kiszonki, czy ocet).

Co do barwności żywności - mnie osobiście mocno przekoloryzowane produkty wręcz odstraszają. Może to kwestia "nienaturalności" tych barw, może świadomości, może już jednak organizm się nauczył, że te sklepowe wcale nie są smaczne/smaczniejsze niż domowe. Ale zasady "kolorystyczne" stosuję jak najbardziej - na talerzu ma być kolorowo-zielony brokuł, pomarańczowa marchewka, czerwony pomidor itp.
Omijam sztuczne barwniki jak mogę-raz, że ryzyko reakcji alergicznej, dwa - niektóre mają niekorzystny wpływ na zachowanie dzieci - powodują brak koncentracji, nadpobudliwość.
01-06-2014 12:37 
 Ocena 1 na 1
Appenzeller (3118 punktów)
>derkacze
Ło Zeusie, chyba nie derkacze, to rzadkość nad rzadkościami.

Mój kot, pardon, kot mający mnie, przyniósł kiedyś w zimie kuropatwę, to był rekord rozmiarów - na żurawia ani bociana nie liczę, bo nawet szpak go kiedyś pobił.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
01-06-2014 12:47 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
mam derkaczy od cholery, nawet dopłaty mi dają za to. Spać nie dają, bo derkają niemal na podwórku i jeszcze idzie echem od obory ;D Mój pies też kiedyś jednego złapał, młodego. To właśnie młode derkacze padają łupem mojego kota, i młode zające, choć już takie duże nieraz jak on sam (to drobna kotka).
01-06-2014 12:54 
 Ocena 1 na 1
Appenzeller (3118 punktów)
>mam derkaczy od cholery, nawet dopłaty mi dają za to. Spać nie dają, bo derkają niemal na podwórku i jeszcze idzie echem od obory ;D Mój pies też kiedyś jednego złapał, młodego. To właśnie młode derkacze padają łupem mojego kota, i młode zające, choć już takie duże nieraz jak on sam (to drobna kotka).
Współczuję, ale się cieszę, że derkacz nie jest tak nieliczny, jak straszą. U mnie na wsi pod Warszawą jednego słyszałem kilka lat temu przez kilka dni i to było święto. I ciebie, i zdolną kotkę pozdrawiam.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
01-06-2014 14:14 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)

>Współczuję, ale się cieszę, że derkacz nie jest tak nieliczny,

oczywiście, nie przynosi po derkaczu codziennie, ale raz na jakiś czas. Codziennie w dostawie mam norniki i polne myszy, zając to też tak raczej od święta.

>I ciebie, i zdolną kotkę pozdrawiam.
Pozdrawiam również
I cieszę się, że zdarzają się jeszcze ludzie, którzy czytają tak dokładnie i ze zrozumieniem, bo np. autor wątku chyba nie za bardzo ;D
GrzeTor (1279 punktów)
Dla ludzi, w tym Europejczyków problemem w mleku nie jest laktoza, ale kazeina - białko mleczne, stanowiące 80% białka w mleku, z którego produkuje się m.in. klej. W związku z klejowatą charakterystyką jest ono słabo i powoli trawi (w przeciwieństwie do białka z mięsa), w wyniku czego najpierw zalega w żołądku, a potem spora jego część przedostaje się do jelita grubego, gdzie fermentują ją beztlenowe bakterie. Niestety akurat bakterie fermentujące kazeinę wytwarzają toksyny - stąd nie warto jej spożywać.

Przykład pozytywnego efektu po odstawieniu kazeiny:
www.youtube.com/watch?v=iL4SD5f2toQ

Z drugiej strony białka serwatkowe (około 20% białka w mleku) z mleka są najbardziej kompletnym, najlepiej przyswajalnym i najbardziej wartościowym białkiem. Można je kupić w postaci drogiego suplementu (ulubione białko sportowców i kulturystów), w którym są same białka serwatkowe, bez kazeiny.

Wracając ogólnie do fermentacji bakteryjnej w jelicie grubym - tematu który jest trochę zapomniany przez propagatorów odżywiania, choć jest ważny. Otóż z punktu widzenia jelita grubego nasz zestaw bakterii jelitowych najbardziej przypomina bonobo (bardziej niż zwykłego szympansa) - który jest owocożercą. Różni się znacząco od dedykowanych drapieżców, które mają zestaw bakterii rozkładających białka. Z drugiej strony w toku ewolucji jelito grube stawało się mniej istotne niż u naszych kuzynów - my z fermentacji mamy z 6% energii, podczas gdy np. goryl z fermentacji bakteryjnej w jelicie grubym uzyskuje 57% energii... Za to my mamy proporcjonalnie d wielkosci ciała bardziej rozbudowane jelito cienkie i żołądek, m.in. właśnie do trawienia dużych ilości mięsa.

Czyli człowiek jest pewnego rodzaju pokraczną hybrydą w związku z ewolucją, która nie wiedziała, w którym kierunku pójść: mamy połączenie pierwszej, dominującej części układu pokarmowego przystosowanej do trawienia mięsa i drugiej części układu pokarmowego przystosowanej do fermentacji roślin, źle reagującej na trafiające tam białka zwierzęce...

Rozwiązanie jest dość oczywiste - jeść obowiązkowo białka zwierzęce, ale dobrej jakości (a nie kazeinę), takie, które nie powodują problemów w jelicie grubym. A jelito grube odżywiać pokarmami roślinnymi - błonnikiem, odporną skrobią.

Ostatnio najwięcej się mówi o tzw. odporna skrobia, odmianie skrobii nie trawionej w pierszej części układu pokarmowego, lecz trafiającej do jelita grubego. Jej fermentacja przez bakterie jelitowe jest prostsza i łatwiejsza od zwykłego błonnika (potrzebne jest tylko kilka enzymów, a nie kilkaset). Skutkiem takiej fermentacji jest produkcja przez bakterie jelitowe korzystnych krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które odżywiają komórki ścianki jelita grubego, wątrobę i mózg. Przykładowe strony z dalszymi informacjami:

freetheanimal.com/tag/resistant-starch
www.npr.org/series/218987212/microbiome
ziemiojad (338 punktów)
>Dla ludzi, w tym Europejczyków problemem w mleku nie jest laktoza, ale kazeina - białko mleczne, stanowiące 80% białka w mleku, z którego produkuje się m.in. klej. W związku z klejowatą charakterystyką jest ono słabo i powoli trawi (w przeciwieństwie do białka z mięsa), w wyniku czego najpierw zalega w żołądku, a potem spora jego część przedostaje się do jelita grubego, gdzie fermentują ją beztlenowe bakterie. Niestety akurat bakterie fermentujące kazeinę wytwarzają toksyny - stąd nie warto jej spożywać.
>Przykład pozytywnego efektu po odstawieniu kazeiny:
>www.youtube.com/watch?v=iL4SD5f2toQ
>Z drugiej strony białka serwatkowe (około 20% białka w mleku) z mleka są najbardziej kompletnym, najlepiej przyswajalnym i najbardziej wartościowym białkiem. Można je kupić w postaci drogiego suplementu (ulubione białko sportowców i kulturystów), w którym są same białka serwatkowe, bez kazeiny.
ejże, czytałam gdzieś, że właśnie dzięki tej swojej kleistości i długiemu czasowi zalegania w jelicie kazeina JEST ŚWIETNĄ ODŻYWKĄ DLA SPORTOWCÓW (sporo w sprzedaży). To jak to w końcu jest?
DyktaFon (9281 punktów)

>ejże, czytałam gdzieś, że właśnie dzięki tej swojej kleistości i długiemu czasowi zalegania w jelicie kazeina JEST ŚWIETNĄ ODŻYWKĄ DLA SPORTOWCÓW (sporo w sprzedaży). To jak to w końcu jest?

Podejrzewam, że to zależy kto z czego żyje: producenci kazeinowych odżywek chwalą swoje, producenci innych odżywek chwalą swoje (podobnie, jak producenci margaryny i masła). Ideologia rządzi! (bardziej pieniądz )
adamcopper (64 punktów)
(zablokowany)
jak do tej pory mieliscie racje w swoich postach jedynie co do witaminy b12, tyle ze to akurat zaden problem, bo jest dostepna tanio w aptece

tutaj sa odpowiedzi expertow na pytania o weganizm/wegetarianizm :
www.vege.pl/str.php?dz=7

a tutaj lista znanych wegan/wegetarian : wolfpunk.most.org.pl/vegeslaw.htm

jesli chcecie przejsc na taka diete to mozna to zorbic jedynie stopniowo, najpeirw zostac jaroszem, potem wegetarianinem, a na koniec weganinem

ostatnim etapem procesu jest odzywianie sie prana, czyli swiatlem duchowym ( nie slonecznym), - breatharianizm , od razu sie oczywiscie podniosa glosy sprzeciwu, ze to niemozliwe, tyle ze akurat jest to w 100% udowodnione naukowo ze jednak mozliwe ( zamknieto w labolatoriach bretarian i po wielokrotnych badaniach medycznych przez dluzszy okres czasu udowodniono ze rzeczywiscie nic nie jedza )

news.bbc.co.uk/2/hi/south_asia/3236118.stm - Prahlad Jani , max znany na swiecie breatharianin

kloci sie z racjonalnoscia naszego swiata co



29-05-2014 13:38 
 Ocena 3 na 3
Appenzeller (3118 punktów)
www.skepdic.com/inedia.html

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
29-05-2014 14:12 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>www.skepdic.com/inedia.html

Ech, spóźniłam się, a miałam pod ręką ten sam link.

To dlatego, że się zastanawiałam, czy ktoś mógł coś takiego napisać na poważnie. Niedowierzanie mnie sparaliżowało.

"We live in times of smart phones and stupid people"
29-05-2014 14:04 
 Ocena 5 na 5
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>a tutaj lista znanych wegan/wegetarian : wolfpunk.most.org.pl/vegeslaw.htm

Argument z autorytetu jeszcze rozumiem. Ale argument "z celebryty"? To już jest przesuwanie bandy.


"We live in times of smart phones and stupid people"
29-05-2014 14:53 
 Ocena 5 na 5
KORUND (4922 punktów)
>jesli chcecie przejsc na taka diete to mozna to zorbic jedynie stopniowo, najpeirw zostac jaroszem, potem wegetarianinem, a na koniec weganinem
>ostatnim etapem procesu jest odzywianie sie prana, czyli swiatlem duchowym

-Jest jeszcze witarianizm, a ostatnim etapem jest kompletne skretynienie albo/i mogiła.

szybkajazd(*)ace_do_smierci,6988,1,1,1.html

-I coś z prof. Gregosiewicza:

www.racjonalista.pl/kk.php/s,7982
29-05-2014 15:38 
 Ocena 7 na 7
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>jak do tej pory mieliscie racje w swoich postach jedynie co do witaminy b12, tyle ze to akurat zaden problem, bo jest dostepna tanio w aptece

To tyle jeżeli chodzi o naturalne przystosowanie człowieka do wegetarianizmu.
Tanie suplementy z apteki, od tysięcy lat dostępne dla homo sapiens.

"We live in times of smart phones and stupid people"
DyktaFon (9281 punktów)
>>jak do tej pory mieliscie racje w swoich postach jedynie co do witaminy b12, tyle ze to akurat zaden problem, bo jest dostepna tanio w aptece
>To tyle jeżeli chodzi o naturalne przystosowanie człowieka do wegetarianizmu.
>Tanie suplementy z apteki, od tysięcy lat dostępne dla homo sapiens.

Ostatnio niektórzy przekształcają się w "homo apthecus" To stanowi najnowszy dowód na istnienie ewolucji.
30-05-2014 00:38 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>jesli chcecie przejsc na taka diete to mozna to zorbic jedynie stopniowo, najpeirw zostac jaroszem, potem wegetarianinem, a na koniec weganinem

Jarosz i wegetarianin to czasem nie synonimy?
30-05-2014 02:48 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Jarosz i wegetarianin to czasem nie synonimy?
I owszem, ale czy oczekujesz od fanatyka rzetelnej wiedzy?
On tu zawitał, aby siać propagandę, którą nasiąknął i próbować ośmieszać racjonalne myślenie, z którym nie ma nic wspólnego.
30-05-2014 12:03 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>I owszem, ale czy oczekujesz od fanatyka rzetelnej wiedzy?

Oczekiwałem chociaż jakiegoś minimum. Głupio założyłem, że jak ktoś się interesuje tematem, to będzie przynajmniej znał podstawowe nazewnictwo.

>On tu zawitał, aby siać propagandę, którą nasiąknął i próbować ośmieszać racjonalne myślenie, z którym nie ma nic wspólnego.

Czy czasem nie przybywa nam osób, które propagują coś co jest sprzeczne z nauką? Sądząc po programach typu "Matura to bzdura" można winić system edukacji, a może to po prostu pokolenia facebooków i czatów (moje własne prywatne) nie ma czasu na nabycie czegoś takiego jak wiedza ogólna?
30-05-2014 23:00 
 Ocena 3 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Czy czasem nie przybywa nam osób, które propagują coś co jest sprzeczne z nauką?
Trudno powiedzieć. "Za moich czasów" popularne było różdżkarstwo, energoterapia (leczenie dotykiem) i bezkrwawe operacje Filipińczyków. Dziś to wszystko jest już chyba całkiem zapomniane, za to mamy antyszczepionkowców, breatharian i Reptilian.

>Sądząc po programach typu "Matura to bzdura" można winić system edukacji, a może to po prostu pokolenia facebooków i czatów (moje własne prywatne) nie ma czasu na nabycie czegoś takiego jak wiedza ogólna?
Nasz system edukacji jest skoncentrowany sam na sobie, a nie na przekazywaniu wiedzy. Uczniów uczy się jak zdać kolejny test, który pozwala na przejście do kolejnego etapu systemu edukacji. Już na tym forum o tym pisałem, że np. nauka historii od podstawówki przez gimnazjum po liceum sprowadza się do powtarzania tego samego materiału, dodając co najwyżej kilka dat do zapamiętania.
Dostępność do informacji w Internecie oraz łatwość komunikacji przez Internet powodują, że najróżniejsze bzdury propagują się łatwo i szybko. Brak rzetelnej wiedzy powoduje zaś, że przeciętny człowiek nie jest w stanie odróżnić prawdy od fałszu.
"Za moich czasów", gdy nie było Internetu, aby dowiedzieć się jakichś kompletnych bzdur trzeba było kupić w kiosku szmatławca, w którym zamieszczano przedruki zmyślonych historyjek z amerykańskiego szmatławca. Dziś, dzięki Internetowi, dostęp do głupot jest o wiele łatwiejszy.
30-05-2014 02:25 
 Ocena 5 na 5
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>jak do tej pory mieliscie racje w swoich postach jedynie co do witaminy b12, tyle ze to akurat zaden problem, bo jest dostepna tanio w aptece
Wykazałem, że w swoim propagandowym wątku kłamałeś w 100%.
Teraz sam sobie strzeliłeś w stopę przyznając, że wegetarianizm nie jest ani naturalnym, ani zdrowym sposobem odżywiania człowieka, bo wymaga suplementacji witaminą B12.
Możesz wyjaśnić w jakim celu publikujesz na tym forum kolejne swe wypowiedzi, którymi się kompromitujesz?


>tutaj sa odpowiedzi expertow na pytania o weganizm/wegetarianizm :
> www.vege.pl/str.php?dz=7
Och, jakże jestem skłonny dawać wiarę "expertom" uprawiającym wege-propagandę na stronie propagandowej wege...

>a tutaj lista znanych wegan/wegetarian : wolfpunk.most.org.pl/vegeslaw.htm
Można stworzyć dowolną listę przeróżnych znanych ludzi, którzy ulegli dowolnej propagandzie, mniej czy bardziej idiotycznej, niby co z tego ma wynikać?

>ostatnim etapem procesu jest odzywianie sie prana, czyli swiatlem duchowym ( nie slonecznym), - breatharianizm
Ostatnim etapem tego procesu jest nieodżywianie się czymkolwiek.
Ten etap osiąga się po śmierci.
Swoją drogą jak wytłumaczysz, że ludzie umierają? Dlaczego "odżywianie się światłem duchowym" prowadzi do śmierci?


>od razu sie oczywiscie podniosa glosy sprzeciwu, ze to niemozliwe, tyle ze akurat jest to w 100% udowodnione naukowo ze jednak mozliwe
Nie bierz nas tu za kretynów. Wiemy, że naukowo zostało udowodnione, że brak dostarczania pokarmów jest możliwy.

>zamknieto w labolatoriach bretarian i po wielokrotnych badaniach medycznych przez dluzszy okres czasu udowodniono ze rzeczywiscie nic nie jedza
Jeśli dobrze zrozumiałem udowodniono, że ludzie, którzy przez dłuższy czas nie jedzą faktycznie nie jedzą? No to jest rzeczywiście wielkie odkrycie.

>news.bbc.co.uk/2/hi/south_asia/3236118.stm - Prahlad Jani , max znany na swiecie breatharianin kloci sie z racjonalnoscia naszego swiata co
Facet nie jadł przez 10 dni i nie umarł. Co za sukces! Co za dowód na możliwość życia bez pożywienia przez całe życie!

Daruj sobie publikowanie na tym forum tych swoich propagandowych bzdetów.
Chcesz atakować racjonalizm, to znajdź coś lepszego niż kłamstwa i bzdury.
Póki co twoje ataki na racjonalizm ośmieszają ciebie/twoje propagandowe głupoty a nie racjonalizm.
GrzeTor (1279 punktów)

>[color=#330000]Facet nie jadł przez 10 dni i nie umarł. Co za sukces! Co za dowód na możliwość życia bez pożywienia przez całe życie!

Facet głodował przez rok i 17 dni i nie umarł. Ale to nie był breatharianism...

zidbits.co(*)live-off-the-fat-in-your-body/
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Biorąc pod uwagę, że na początku ważył ponad 200 kg nie dziwi, że z głodu nie umarł spalając swój tłuszcz
adamcopper (64 punktów)
(zablokowany)
jak sie produkuje wasze mieso :

www.youtube.com/watch?v=7eoF6w7R9oI

ciekawe czy ktos z miesozercow obejrzy calosc

ps

ziarna typu soczewica, ciecierzyca, soja, fasola, komosa, amarantus zawieraja o wiele wiecej bialka w 100 gramach od jakiegokolwiek miesa

odzywki dla kulturystow tworzone sa na bazie bialka soji
30-05-2014 00:37 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>ciekawe czy ktos z miesozercow obejrzy calosc

Obejrzałem. Bezsensowne praktyki których można uniknąć, a ja dalej lubię kiełbasę.

Kiedyś hodowałem króliki i kury. Moje zwierzęta miały bardzo sympatyczne warunki i były zabijane w bardzo szybki i skuteczny sposób. Kury poprzez odcięcie głowy, to kwestia kilkusekundowego stresu związanego z położeniem kury na pieńku. Króliki chwyta się za tylne łapy i mocno uderza w tył głowy, trwa to kilka sekund i jest bardzo skuteczne. Mocne uderzenie i królik nie żyje. Co więcej, zwierzęta z wolnego chowu przyzwyczajają się do człowieka, tak więc złapanie ich i przytrzymanie nie stanowi problemu, a dla zwierząt stresu. Szczególnie króliki bardzo chętnie wchodzą na ręce, aż szkoda zabijać. Ale rosół z królika jest lepszy

>ziarna typu soczewica, ciecierzyca, soja, fasola, komosa, amarantus zawieraja o wiele wiecej bialka w 100 gramach od jakiegokolwiek miesa

Fasola i mój układ trawienny bardzo się ze sobą nie lubią, reszty nie lubię w smaku.
30-05-2014 03:06 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>ciekawe czy ktos z miesozercow obejrzy calosc
Obejrzałem. Nijak to nie wpłynęło na fakt, że w swojej wege-propagandzie posługujesz się kłamstwami.

>ziarna typu soczewica, ciecierzyca, soja, fasola, komosa, amarantus zawieraja o wiele wiecej bialka w 100 gramach od jakiegokolwiek miesa
Ponawiam pytanie: ile ziaren zjadasz, i ile z nich twój organizm trawi?
30-05-2014 11:44 
 Ocena 2 na 2
ziemiojad (338 punktów)
>jak sie produkuje wasze mieso :
>www.youtube.com/watch?v=7eoF6w7R9oI

no cóż, generalnie film pokazuje prawdę - tak bywało, i tak bywa, ale nie wszędzie i nie zawsze. Przepisy cały czas zmieniają się, doskonalone są technologie, właśnie po to by chów żywca jak najbardziej odpowiadał potrzebom zwierząt, a proces uboju nie wiązał się z cierpieniem. Przykładem mogą być zmienione stosunkowo niedawno przepisy odnośnie chowu klatkowego - zwiększenie powierzchni na jedną kurę, obowiązek zapewnienia w klatce grzędy, gniazda i grzebaliska. Takie przepisy znacząco obniżają opłacalność chowu klatkowego, stąd znacznie więcej powinno pojawiać się w handlu jaj z chowu ściółkowego. Podobnie, ostatnio mogliśmy obserwować w mediach przepychanki w sprawie uboju rytualnego i wypowiedzi co jest humanitarne, a co nie.
Nie możemy nie zauważać, że wciąż prowadzi się badania nad różnymi sposobami chowu i uboju właśnie po to by znaleźć alternatywne wyjścia od tych stosowanych obecnie. Bada się np. czy lepiej ogłuszać prądem czy usypiać gazem. Przepisy zabraniają rolnikowi przeprowadzania samodzielnie pewnych zabiegów, które kiedyś mógł wykonywać prawie każdy - kastracja knurków, usuwanie kiełków, dekornizacja (usuwanie rogów), przycinanie ogonów - na wszystko są odpowiednie regulacje prawne. I tu dochodzimy do kolejnej kwestii - gdzie te przepisy obowiązują. Bo oczywiście inne będą w UE (u nas), inne w USA, jeszcze inne w Australii itd. Akurat te nasze są coraz bardziej restrykcyjne, co, nie oszukujmy się, nie pozostaje bez wpływu na opłacalność produkcji, ale też często wpływa na jej jakość, a już na pewno poprawia dobrostan zwierząt.
Jako zootechnik mogłabym przeanalizować minuta po minucie ten film i wykazać Wam co jest "obecną" prawdą a co już "byłą", co jest "normalne", a co wynikiem ludzkiego błędu czy zaniedbania. Bo kolejna prawda jest taka, że ludzie są różni i jeden będzie postępował ze zwierzęciem humanitarnie i z szacunkiem, a drugi potraktuje je jak rzecz lub będzie wyładowywał na nim swoje frustracje.
I wreszcie - ludzi jest dużo, bardzo dużo, coraz więcej. Technologie produkcji muszą zapewnić wyżywienie wciąż rosnącej populacji, stąd intensywne metody uprawy roślin i chowu zwierząt. Nie ma możliwości, by wszyscy przeszli na żywność eko, tak jak nie ma możliwości wycofania z użytku samochodów i zastąpienia ich z powrotem końmi. Ale przy wciąż rosnącej świadomości konsumentów i wzroście wymagań odnośnie jakości produkcji rynek żywności się zmienia. Stąd apel - jeżeli ktoś chce próbować zmieniać rzeczywistość niech robi zakupy z głową i wspiera takie formy produkcji które dbają o środowisko. Bo światem rządzi pieniądz i to właśnie rosnący popyt na pewne produkty i usługi najskuteczniej wpływa na decyzje produkcyjne producentów.
ziemiojad (338 punktów)
>jak sie produkuje wasze mieso :
>www.youtube.com/watch?v=7eoF6w7R9oI
może znajdziesz jakiś filmik o tym jak się produkuje "wasze" rośliny? Jak są nawożone i pryskane? Kiedyś w polu rosły chabry, maki i kąkole; pojedź na wieś i pokaż mi jakieś. Od miedzy do miedzy zielone łany zboża, ani jednego kwiatka, wszystko spryskane. Jabłko, które kupujesz w sklepie było pryskane około 20 razy. Widzę na co dzień jak wygląda współczesna uprawa i coraz bardziej po drodze mi do eko.
adamcopper (64 punktów)
(zablokowany)
choroby wywolywane przez jedzenie miesa m.in. :

1 artretyzm,
2 miażdżyca,
3 nowotwory (zoladka, jelit, pecherza moczowego ),
4 chorobę Leśniowskiego-Crohna,
5 choroba uchyłkowa jelit,
6 endometrioza,
7 cukrzycę typu 2,
8 choroby sercowo-naczyniowym,
9 chorobie Alzheimera
10 otylosc

a teraz sprobujcie znalezc cos na ten temat w internecie ...wszystko jest usuwane


30-05-2014 00:10 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
Do większości się nie przyczepię, bo nie posiadam na temat tych chorób wystarczająco dużo informacji aby o tym dyskutować, ale kiedy ostatni raz sprawdzałem, to nasza wiedza na temat Alzheimera nie była na tyle kompletna, aby stwierdzić co powoduje tą chorobę.
30-05-2014 10:18 
 Ocena 7 na 7
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Do większości się nie przyczepię, bo nie posiadam na temat tych chorób wystarczająco dużo informacji aby o tym dyskutować, ale kiedy ostatni raz sprawdzałem, to nasza wiedza na temat Alzheimera nie była na tyle kompletna, aby stwierdzić co powoduje tą chorobę.

Z żywieniowych przyczyn choroby to podejrzewana jest herbata z cytryną.
Podobno po dodaniu cytryny do gorącej herbaty wytraca się jakiś związek aluminium który jest związany z alzheimerem.
Z badań epidemiologicznych wyszła istotność powyżej błędu statystycznego, ale możliwe, że herbata z cytryna tylko przyspiesza proces, który by i tak nadszedł.
To tyle co na razie wiadomo.

Na razie piję herbatę z cytryną, bo bardzo ją lubię, poczekam na bardziej jednoznaczne wyniki.

Tak a propos, ostatni słyszałam z ust rożnych szamanów o "epidemii alzheimera" - winę za nią ponoszą (wybierz ulubione): antybiotyki, pestycydy, GMO, gluten, nabiał i oczywiście mięso.
Mój znajomy lekarz zwrócił mi uwagę, że epidemia Alzheimera jest dziwie skorelowana z inną epidemią - długowieczności.
Jeszcze nigdy w historii tylu ludzi nie dożywało późnej starości a choroby degeneracyjne nasilają się z wiekiem.

"We live in times of smart phones and stupid people"
30-05-2014 11:52 
 Ocena 2 na 2
ziemiojad (338 punktów)
>Tak a propos, ostatni słyszałam z ust rożnych szamanów o "epidemii alzheimera" - winę za nią ponoszą (wybierz ulubione): antybiotyki, pestycydy, GMO, gluten, nabiał i oczywiście mięso.<
ej, a szczepionki wpływu nie mają? Autyzm nie, to może chociaż alzheimer?
30-05-2014 11:56 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>>Tak a propos, ostatni słyszałam z ust rożnych szamanów o "epidemii alzheimera" - winę za nią ponoszą (wybierz ulubione): antybiotyki, pestycydy, GMO, gluten, nabiał i oczywiście mięso.<
>ej, a szczepionki wpływu nie mają? Autyzm nie, to może chociaż alzheimer?

Jak wymyślę jak na tym zarobić, to zacznę mówić, że szczepionki powodują impotencję, no bo kto się tego nie przestraszy
30-05-2014 12:39 
 Ocena 3 na 3
szarley (54906 punktów)
>Jak wymyślę jak na tym zarobić, to zacznę mówić, że szczepionki powodują impotencję, no bo kto się tego nie przestraszy

Banał,
to nawet ja potrafię udowodnić.
Im więcej szczepień tym większy odsetek impotentów.
Maddy udowodniła wpływ szczepionek na czętotliwość alzheimera
Metoda ta sama

Pozdrawiam
GrzeTor (1279 punktów)

>ej, a szczepionki wpływu nie mają? Autyzm nie, to może chociaż alzheimer?

Ciekawa informacja mająca związek ze szczepionkami:

www.npr.or(*)down-to-let-good-microbes-grow

Otóż wg artykułu niemowlęta mają słabszy system odpornościowy w określonym celu - aby umożliwić rozwój korzystnych dla nich (symbiotycznych) bakterii. Wpływ szczepionek jest taki, że pobudzają układ odpornościowy i w związku z tym uniemożliwiają wykonanie tego zadania - a potem jeszcze medycyna ubija symbiotyczne bakterie antybiotykami...

www.youtube.com/watch?v=5DTrENdWvvM
31-05-2014 20:01 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
>Otóż wg artykułu niemowlęta mają słabszy system odpornościowy w określonym celu - aby umożliwić rozwój korzystnych dla nich (symbiotycznych) bakterii. Wpływ szczepionek jest taki, że pobudzają układ odpornościowy i w związku z tym uniemożliwiają wykonanie tego zadania - a potem jeszcze medycyna ubija symbiotyczne bakterie antybiotykami...

Rzeczywiście ciekawe. Ale nawet jeśli założymy, że to prawda, to czy w dzisiejszym świecie dałoby się zrezygnować lub chociaż odwlec w czasie podanie szczepionek? Nie sądzę. Rodzimy się i mieszkamy w warunkach na tyle różnych od naszych pierwotnych niewielkich grup plemiennych, że pozostawienie niemowlęcia samemu sobie, do tego, dajmy na to, jeszcze na mleku modyfikowanym zamiast na piersi, spowodowałoby, że ryzyko poważnych zachorowań byłoby jednak zbyt duże. Już sam szpital to bardzo niebezpieczne środowisko; potem życie w tłoku w mieście, przegęszczenie w przedszkolu, klimatyzowane pomieszczenia i co tam sobie dodatkowo wymyślimy. Że ważna jest kolonizacja tymi "dobrymi" bakteriami zaraz po porodzie to wiadomo, te dobre samą swoją obecnością zajmują miejsce i nie dopuszczają tych "złych". Przy porodzie domowym ta kolonizacja odbywa się naturalnie; w szpitalu inaczej - np. u nas położna podczas porodu poleciła mężowi trzymać tetrową pieluszką pod koszulką na piersiach i po porodzie zaraz zawinęła w nią dziecko (kolonizacja skóry). Z kolei przewód pokarmowy dziecka kolonizują bakterie z mleka matki. Na wszystkie te bakterie z otoczenia matki dziecko dostaje przeciwciała od niej, więc są one bezpieczne, natomiast te szpitalne są dla niego zagrożeniem, na które nie ma ochrony.
No i szkodliwość antybiotyków, znana i dorosłych -spadek odporności, biegunki. Antybiotyk podany noworodkom dodatkowo powoduje, że znacznie częściej cierpią one na "kolki", bo mleko (nawet matki), wskutek zubożenia flory przewodu pokarmowego, gorzej się trawi. Ale należy przyjąć, że lekarze decydują się na podanie antybiotyku takim maluchom tylko w sytuacjach uzasadnionych, stąd, hipotetycznie, również nie sądzę by w dzisiejszych warunkach dało się z nich zrezygnować.
GrzeTor (1279 punktów)

>Z żywieniowych przyczyn choroby to podejrzewana jest herbata z cytryną.

Wyjaśniam: Jeżeli cytynę dodaje się po zakończeniu parzenia, to znaczy po wyjęciu herbaty (torebki, fusów) ze szklanki lub czajniczka, to nie ma wydzielania się aluminium. Aluminium wydziela się tylko gdy równocześnie, w tym samym czasie w wodzie znajdują się: herbata + kwasy. Powyższe oznacza, że:
1) Cytrynę dodaje się dopiero po wyjęciu torebki/zaparzacza lub pozbyciu się fusów herbaty z naczynia.
2) Nie należy korzystać z gotowych miksów do zaparzenia typu herbata + jakieś kwaśne suszone owoce lub kwiaty. Jeżeli chcemy mieć miks to parzymy osobno herbatę i herbatkę owocową, a mieszamy dopiero po pozbyciu sie saszetek lub fusów mieszamy.

Gorsze jest natomiast to, że w wielu herbatach, zwłaszcza z uprzemysłowionych regionów Chin i Indii, jest zawarte za dużo fluoru... Tego się trudno pozbyć jakimiś praktykami - można wprawdzie po prostu skrócić czas pozostawania herbaty w wodzie (nie zostawiać herbaty z zostawionymi fusami lub saszetkami, lecz zaraz po zaparzeniu je wyrzucić), ale chyba najpewniejsze jest znalezienie jakiegoś źródła herbaty o niższej zawartości fluoru. Podobno te z Cejlonu (Sri Lanki) są czystsze niż chińskie, a także niestety herbaty z lepszych firm (droższe) są lepiej testowane na zwartość fluoru...
31-05-2014 20:03 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
>Gorsze jest natomiast to, że w wielu herbatach, zwłaszcza z uprzemysłowionych regionów Chin i Indii, jest zawarte za dużo fluoru... Tego się trudno pozbyć jakimiś praktykami - można wprawdzie po prostu skrócić czas pozostawania herbaty w wodzie (nie zostawiać herbaty z zostawionymi fusami lub saszetkami, lecz zaraz po zaparzeniu je wyrzucić), ale chyba najpewniejsze jest znalezienie jakiegoś źródła herbaty o niższej zawartości fluoru. Podobno te z Cejlonu (Sri Lanki) są czystsze niż chińskie, a także niestety herbaty z lepszych firm (droższe) są lepiej testowane na zwartość fluoru...

O ja cieee, skąd Ty wiesz takie rzeczy? Idę poczytać opakowania
31-05-2014 23:36 
 Ocena 2 na 2
DyktaFon (9281 punktów)
>>Z żywieniowych przyczyn choroby to podejrzewana jest herbata z cytryną.
>Wyjaśniam: Jeżeli cytynę dodaje się po zakończeniu parzenia, to znaczy po wyjęciu herbaty (torebki, fusów) ze szklanki lub czajniczka, to nie ma wydzielania się aluminium. Aluminium wydziela się tylko gdy równocześnie, w tym samym czasie w wodzie znajdują się: herbata + kwasy. Powyższe oznacza, że:
>1) Cytrynę dodaje się dopiero po wyjęciu torebki/zaparzacza lub pozbyciu się fusów herbaty z naczynia.
>2) Nie należy korzystać z gotowych miksów do zaparzenia typu herbata + jakieś kwaśne suszone owoce lub kwiaty. Jeżeli chcemy mieć miks to parzymy osobno herbatę i herbatkę owocową, a mieszamy dopiero po pozbyciu sie saszetek lub fusów mieszamy.
>Gorsze jest natomiast to, że w wielu herbatach, zwłaszcza z uprzemysłowionych regionów Chin i Indii, jest zawarte za dużo fluoru... Tego się trudno pozbyć jakimiś praktykami - można wprawdzie po prostu skrócić czas pozostawania herbaty w wodzie (nie zostawiać herbaty z zostawionymi fusami lub saszetkami, lecz zaraz po zaparzeniu je wyrzucić), ale chyba najpewniejsze jest znalezienie jakiegoś źródła herbaty o niższej zawartości fluoru. Podobno te z Cejlonu (Sri Lanki) są czystsze niż chińskie, a także niestety herbaty z lepszych firm (droższe) są lepiej testowane na zwartość fluoru...

Średnio w to wierzę, choć nie szukałem informacji. Jestem prawie pewien, że w paście do zębów jest więcej fluoru, niż w "najgorszej" herbacie. Tylko, że producenci past i dentyści nie odradzają jej stosowania. Wręcz przeciwnie.
30-05-2014 07:21 
 Ocena 7 na 7
pawel_wr (4297 punktów)
>choroby wywolywane przez jedzenie miesa m.in. :

Taaaa, a Kopernik była kobietą !

W jakim celu wypisujesz takie bzdury ?

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
NIEPOHAMOWANY ANRZEJ W POSZUKIWANIU JEDYNEJ PRAWDY (-18 punktów)
(zablokowany)

Weganizm jest jedyną słuszną postawą w tej kwestii, bo jak mówi biblia: "Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła", a dziełem Pana są także zwierzęta, więc powinniśmy na ziemi o nie dbać, chociaż Szatan kusi nas bestialskim traktowaniem istot żywych.
Pozdrawiam, ks. Andrzej Bielecki.
30-05-2014 13:20 
 Ocena 4 na 4
H.Kruger (860 punktów)
>Weganizm jest jedyną słuszną postawą w tej kwestii, bo jak mówi biblia: "Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła", a dziełem Pana są także zwierzęta, więc powinniśmy na ziemi o nie dbać, chociaż Szatan kusi nas bestialskim traktowaniem istot żywych.
>Pozdrawiam, ks. Andrzej Bielecki.

A rośliny to nie dzieło boże? Nie powinniśmy powstrzymywac się od ich zjadania? Zresztą tak samo jak od zjadania kamieni czy piasku, przecież oneż też stworzył Jedyny.
A moze rośliny stworzył adwersarz? Powinniśmy sie tym bardziej powstrzymywac od ich jedzenia.

Wielebny, powstrzymaj się od wyrażania poglądów, które są po prostu głupie i nielogiczne.
30-05-2014 14:15 
 Ocena 8 na 8
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Wielebny, powstrzymaj się od wyrażania poglądów, które są po prostu głupie i nielogiczne.
Gdyby rozmaici kapłani mieli się powstrzymać od wyrażania głupich i nielogicznych poglądów, to duża ich część musiałaby zamilknąć.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-05-2014 23:37 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
>>Wielebny, powstrzymaj się od wyrażania poglądów, które są po prostu głupie i nielogiczne.
>Gdyby rozmaici kapłani mieli się powstrzymać od wyrażania głupich i nielogicznych poglądów, to duża ich część musiałaby zamilknąć.

Bardzo duża. Dokładnie 100%
Selanos (12869 punktów)
>bo to jedzenie miesa jest szalone, gnije ono w wnetrznosciach gdyz czlowiek ma zbyt dlugie jelita by byc miesozerca

Z całym szacunkiem i nieszczerą sympatią: co to za bzdury? Człowiek jest wszystkożerny, tudzież jego układ trawienny jest przystosowany m.in. do jedzenia mięsa. Ciocia ewolucja odwaliła kawał dobrej roboty, bo mięso to świetne źródło białka.

>a przetwory mleczne rowniez nie powinnismy spozywac gdyz dorosle ssaki nie trawia laktozy

Ja nie trawię, nawet więcej, ja po wypiciu większej ilości mleka je zwracam, ale inni piją i im to nie szkodzi. Są nawet ludzie dla których mleko i przetwory mleczne to podstawa diety.

>wreszcie kwestia niedoboru witamin i mineralow, zawieraja je wlasnie nasiona, produkty roslinne a nie mieso

Jeśli dobrze pamiętam tabelki z witaminami które są w programie nauczania gimnazjum, to prawie wszędzie jest tam wątroba, a trochę rzadziej jaja.

>przemysl miesno-mleczny generuje miliardy dolarow zysku rocznie i sa w stanie sobie oplacic najbardziej znanych profesorow medycyny czy zywienia

Albo generują miliardy dolarów zysku dlatego, że większość ludzi lubi mięso.

>promowali miesozernosc w swoich ksiazkach i artykulach

Z tego co ostatnio widzę, to wegetarianizm i weganizm jest częściej promowany. Jeszcze nie widziałem kampanii pod tytułem "jedz mięso - będziesz silny i zdrowy". Aczkolwiek widziałem "pij mleko - będziesz wielki/a".

>zatem kto jest racjonalny?

Ja. Jem to co lubię.

Jeszcze chciałbym dodać, że polskie literki, deklinacja, znaki interpunkcyjne oraz wielka litera na początku zdania to są bardzo fajne rzeczy. To nie SMS.
GrzeTor (1279 punktów)

>Jeśli dobrze pamiętam tabelki z witaminami które są w programie nauczania gimnazjum, to prawie wszędzie jest tam wątroba, a trochę rzadziej jaja.

Z nowych tabelek:
Mat Lalonde "Nutrient Density: Sticking to the Essentials"
www.youtube.com/watch?v=HwbY12qZcF4
ziemiojad (338 punktów)
Kwestia "racjonalności" odżywiania to wg mnie sprawa wieloaspektowa. Przede wszystkim, moim zdaniem, zdrowe odżywianie to zwrócenie uwagi na odpowiednie proporcje między sobą różnych grup produktów i ich jakość. Jestem z wykształcenia zootechnikiem, z racji wykonywanej pracy - urzędnikiem, a z racji miejsca zamieszkania rolnikiem. Nie opieram swoich poglądów na informacjach z netu, a na wiedzy i doświadczeniu, do "nowości" podchodzę ostrożnie i staram się weryfikować je u źródła. Widzę co się dzieje na polu, w chlewni/oborze/kurniku, wiem co się dzieje w ubojni, wiem jak powinno być i jak czasem bywa. Nie da się zaprzeczyć, że produkt produktowi nierówny - inaczej smakuje mięso z fermy, inaczej z podwórka, co innego zawiera jabłko z sadu konwencjonalnego, a co innego z ekologicznego (a właściwie czego nie zawiera). Teoretycznie substancje, którymi są pryskane zboża, drzewka, warzywa itd., i którymi karmi się zwierzęta są bezpieczne - pod warunkiem dochowania ich jakości, norm, okresów karencji itp. Czyli wiele zależy tu od uczciwości producenta - czy dochowa warunków, czy nie poda paszy zepsutej (mikotoksyny), dodatków paszowych, leków, czy nie popryska, albo odpowiednio rozcieńczy itd.
Dopuszczam myśl, że jednak wpływ poszczególnych środków ochrony roślin, dodatków paszowych jeszcze nie do końca został dokładnie poznany, jak np. niedawno okazało się, że glifosat nie jest tak bezpieczny jak początkowo sądzono. Nie wiadomo dokładnie jak pozostałości takich środków zachowują się w organizmie człowieka, czy się kumulują itd. Co dopiero mówić o sytuacji, kiedy producent nie przestrzega norm i zaleceń - wtedy zwykła fasola może szkodzić.
Podobnie mięso, owoce, zboża. Czy wiecie, że rzepak, grykę itp. na dwa tygodnie przed zbiorem pryska się by równomiernie obeschły? Wykorzystuje się wtedy desykanty na bazie glifosatu, czyli substancji czynnej np. preparatu Roundup. A niedługo potem zbiór i my to jemy - w kaszy, w chlebie i oleju. Przetwarzanie płodów rolnych to kolejny etap, na którym można "popsuć" produkt. Przykładami świadomego "oszukiwania" społeczeństwa niech będą niemal bezmięsne wędliny, seropodobny ser, śmietana z mączkami, jogurt "naturalny" z żelatyną wieprzową. Do tego czasem zdarzają się niezamierzone uchybienia i błędy w produkcji. Można wyprodukować produkt zdrowy, wartościowy, i można wyprodukować byle co, byle się sprzedało. Odnoszę wrażenie, że w sklepach znacznie łatwiej znaleźć to "byle co".
Kolejnym aspektem jest dobór produktów tak, by zapewnić wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Przy czym tu również ważna jest jakość produktu, bo proces produkcji (np. nawożenie, rodzaj pasz) wpływa też na końcowy skład produktu (zawartość witamin, proporcje białka i tłuszczu w mięsie itp.). Budowa naszego przewodu pokarmowego wskazuje na wszystkożerność człowieka, stąd idealnie moim zdaniem jest kierować się zasadą wszystkiego po trochu, z umiarem. Oczywiście, że można (w imię różnych zasad) zrezygnować z pewnych produktów i zastąpić je innymi. Czy to będzie "racjonalne" to zależy od naszej wiedzy i umiejętności komponowania diety, to oczywiste. Możemy przecież nie jeść mięsa, ale żreć dziennie tonę batoników - też nam to na zdrowie nie wyjdzie. Ale też wydaje mi się, że o "racjonalności" wyboru można rozmawiać w kontekście przyczyn tego wyboru, a więc z jakich pobudek coś czynimy i jakie efekty chcemy przez to osiągnąć. Przykładowo, jeśli wyłączamy pewne produkty jak np. mleko, to czy opieramy się na wiarygodnych badaniach, że mleko szkodzi, czy na stwierdzeniu, że NAM szkodzi, czy na opinii koleżanki, która zrezygnowała i "dlatego czuje się lepiej", czy dlatego, że jakiś oszołom napisał w necie, że nabiał powoduje raka? Albo - nie jemy mięsa "bo zwierzęta cierpią" - w jaki sposób wpłynie to na poprawę losu tych zwierząt? Statystycznie - w ciągu roku nie zginie przez nas kilkadziesiąt kurzych brojlerów, ćwierć świni i jakiś malusi ułamek krowy i promil owcy. Czy nie skuteczniej i uczciwiej byłoby się dodatkowo zaangażować w kampanie na rzecz poprawy warunków życia zwierząt, wzrostu świadomości konsumentów lub zmiany przepisów (jak np. w przypadku chowu klatkowego i wolnowybiegowego u kur)?
Podsumowując, racjonalne odżywianie to dla mnie wybór świadomy, zgodny z aktualnym stanem wiedzy, dokonany ze znajomością potrzeb i ograniczeń własnego organizmu (tu alergie, nietolerancje), z racjonalnych pobudek i zbilansowany pod kątem zysków i strat. Bo też nie warto tracić zbyt wiele czasu, sił i środków na sprowadzanie bóg wie jak ekologicznej pomarańczy, jeśli z dużym prawdopodobieństwem ta jedna konwencjonalna, spożyta od czasu do czasu, do grobu nas nie wpędzi.
ziemiojad (338 punktów)
>powaznym problemem wsrod wegan jest sadowne odbieranie im praw rodzicielskich, np na wniosek lekarza
>opiekujacego sie dzieckiem lub miesozernej rodziny wegan
Nie wiem czy to jest aż tak POWAŻNY problem, bo jakoś nie słychać o takich przypadkach na co dzień; ja chyba w ogóle nie słyszałam o żadnym (może coś podlinkujesz?). Ale czy to nie jest przypadkiem tak, że spora część wegan stara się ogólnie prowadzić bardzo "naturalny" tryb życia i często ulega przeróżnym teoriom spiskowym i wpływowi oszołomów? Np. rezygnacja z obowiązkowych szczepień lub stosowanie się do zaleceń znachorów i pseudolekarzy w miejsce korzystania ze standardowej opieki pediatrycznej? Coś takiego jak głośny ostatnio przypadek półrocznej Magdy z Brzeznej www.gazeta(*)dziewczynki,id,t.html?cookie=1
Bo żeby sam fakt weganizmu powodował odebranie dzieci to wątpię. Dziecko musiałoby mieć jakieś objawy zaniedbania i niedożywienia, żeby lekarz zaczął wnikać co jada. Mi osobiście nie zdarzyło się żeby w przychodni ktoś z personelu o to pytał (z wyjątkiem pytania czy karmię piersią), a mam już dzieci trójkę, w tym jedną córkę chudą jak szkielet ;D

Dlatego wydaje mi się, że w takich przypadkach ogólny stan dziecka, a nie sama dieta decydowałby o ograniczeniu praw rodzicielskich.
adamcopper (64 punktów)
(zablokowany)
nom, odebranie dziecka rodzicom weganom, to rzeczywiscie drobnostka
30-05-2014 20:09 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>nom, odebranie dziecka rodzicom weganom, to rzeczywiscie drobnostka

Jeżeli dieta wegańska wprowadzona w propagowany przez Pana sposób, tj. pełen ignorancji krzywdzi dzieci, to jak najbardziej powinno się odebrać dziecko rodzicom.

Dwa pierwsze linki jakie wygooglowałem nt. szkodliwości źle wprowadzonej diety wegańskiej:

11 miesięczne dziecko z Francji

Matka która na szczęście zorientowała się że coś jest nie tak
31-05-2014 11:11 
 Ocena 2 na 2
GrzeTor (1279 punktów)
Tylko dlaczego cały ten "wymiar sprawiedliwości" jest tak bardzo antyludzki? Tzn. w wyrokach zawsze winny jest człowiek, a prawie nigdy ideologia (tylko dla komunizmu i faszyzmu zrobili wyjątki), nawet jeżeli problem wyniknął bezpośrednio ze stosowania przez danego człowieka danej ideologii. Wówczas "wymiar sprawiedlowiści" surowo karze człowieka, a sama ideologia nie ponosi uszczerbku w sądzie, czekając na nowe ofiary...

Dotyczy to zarówno ideologii świeckich jak i religijnych - np. islam jako ideologia jest u nas legalny, a jako religia cieszy się wręcz specjalnymi przywilejami, ale jak jakiś człowiek wdroży go w życie i np. zacznie walczyć z niewiernymi, zabijać apostatów itp. to obwini się go jako człowieka, skaże, a ideologia islamu nadal będzie nadal mieć specjalne przywileje - mimo, że to przecież ona jest przyczyną postępowania tego skazanego człowieka!
GrzeTor (1279 punktów)
Weganizm powoli umiera. Sztucznie podtrzymuje go przy życiu garstka fanatycznych ideologów.

Co się stało od czasów dużej popularności tego ruchu?

1) Ci którzy odnoszą korzyści zdrowotne z jedzenia w większości warzyw i owoców przechodzą na tzw. odżywianie oparte o rośliny (ang. plant based diet). Które dopuszcza jedzenie mięsa i innych produktów zwierzęcych, lecz w niewielkiej ilości. W ten sposób równocześnie mogą mieć korzyści z jedzenia dużej ilości warzyw i owoców, bez ryzyka deficytów białek, witamin i minerałów, na jakie cierpią weganie.

Ogólnie to jest odwrotne podejście niż w naszej tradycyjnej polskiej kulturze, gdzie wielbione jest mięso - w odżywianiu opartym o rośliny myśli się przede wszystkim o tym jakie rośliny się będzie spożywać, a mięso jest gdzieś na drugim planie.

2) Ci którzy chcą jeść "naturalnie" odchodzą w kierunku odżywiania typu Paleo, karmionego trawą bydła itp. Podobno z weganizmu do Paleo przechodzi 3 razy więcej ludzi niż w odwrotnym kierunku... Okazuje się, że na świecie nie istnieje żadne plemię pierwotne, które byłoby weganami... Wszystkie plemiona jedzą produkty zwierzęce, w tym mięso, nawet gdy mają rośliny do wyboru (np. mieszkańcy puszczy amazońskiej Ache większość kalori pobierają z miesa). Procent zależności od roślin i zwierząt się różni w zależności od plemienia czy miejsca zamieszkania, ale konsumpcja mięsa jest elementem wspólnym wszystkich ludzi pierwotnych. Czyli ogólnie - weganizm nie jest naturalny, nie jest tym, do czego jesteśmy przystosowani itp.

3) Ekolodzy powili zdają sobie sprawę, że hodowla bydła, zwłaszcza normalnie, na trawie nie jest szczególnie szkodliwa, może nawet użyźnić glebę, natomiast przyczyną niszczenia ekosystemów jest rolnictwo. Rolnictwo to jest taki "holocaust ekosystemu" - aby zaistniało, istniejący ekosystem, np. las, z wieloma żyjącymi tam natywnymi gatunkami roślin i zwierząt zostaje całkowicie zniszczony (wypalanie, wycinka, potraktowanie chemią), a w jego miejsce powstaje jednogatunkowa monokultura, sztucznie utrzymywana przy życiu np. przy pomocy "broni chemicznej" typu środki zabijające owady, środki zabijające inne rośliny itp.

Ogólnie - cała bioróżnorodność ekosystemu, jego natywne, lokane gatunku muszą zostać zniszczone dla jednej wybranej, najczęściej pochodzącej z zewnątrz (np. zboża z Bliskiego Wschodu) rośliny. To jest właśnie rolnictwo - destrukcja ekosystemów. Na ogromną skalę - rolnictwo potrafi zmieść z powierzchni ziemi ekosystem np. na 1/3 powierzchni kraju.

4) Aktualnie dużym plusem jest to, że problem odżywiania jest w większości rozwiązany. W przeciwieństwie do czasów przeszłych, gdzie było dużo zamieszania z jakimiś wadliwymi piramidami żywieniowymi, promocją obżerania dużą ilością pełnoziarnistej pszenicy itp. teraz mamy np. Perfect Health Diet państwa Jaminetów, która jest dużo bardziej rozsądnym, racjonalnym i dobrze dopracowanym sposobem odżywiania, dla normalnych ludzi (nie jest to dieta lecznicza, dla sportówców itp.).

Należy zwrócić uwagę, że żadne z nowych, współczesnych sposobów odżywiania się, które są znacznie lepsze od tego co było dawniej, nie jest wegański. Ani Perfect Health Diet, ani Wahls Protocol, ani Smarter Science of Slim, ani Zone, ani Paleo/Primal...

Niektóre z nich są oparte o rośliny - np. protokół Wahls polega na jedzeniu 9-ciu kubków warzyw i owoców dziennie; ale produkty zwierzęce są jego integralną, częścią, z tym że mniej ważną od ww. roślin.

5) Zwolennicy jedzenia "czystego", bez toksyn mają już dostępne mięso organiczne, bio, ekologiczne, z bydła karmionego trawą, importowane z czystszych krajów np. Nowej Zelandii itp., wiedzą czego szukać i gdzie to znaleźć.

6) Mamy Internet, a na nim dużo informacji o tym, że spory procent wegan ma problemy zdrowotne związane z tym odżywianiem. Takich informacji nie da się już ukryć. Jedną z najgorszych zmór weganizmu są byli weganie, którzy ponieśli przez weganizm szkody.
adamcopper (64 punktów)
(zablokowany)
i teraz prosze bardzo wszyscy spojrza na napisane posty, wniosek --- ani jednej pozytywnej wypowiedzi za weganizmem oraz calkowite potweirdzenie mojego 1 postu tematycznego

moj wniosek, jako racjonalisci i uzytkownicy tego portalu macie sie zapewne za elite intelektualna spoleczenstwa a nie odbiegliscie od sredniej spolecznej standardowego kiepskiego i boczka nawet na 10 %

pozdrawiam, i smacznego kotleta, chociaz dzis to pewnie rosol z nafaszerowanego sterydami i antybiotykami kurczaka bo sobota haha

ps

proponuje zamknac juz ten temat, sluzy jedynie do nabijania sobie punktow przez userow
31-05-2014 16:04 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>i teraz prosze bardzo wszyscy spojrza na napisane posty, wniosek --- ani jednej pozytywnej wypowiedzi za weganizmem oraz calkowite potweirdzenie mojego 1 postu tematycznego
Wiesz, jest takie powiedzonko: Gdy trzy osoby ci mówią, że jesteś pijany, to idź spać.
Nie wydaje Ci się, że taka krytyka weganizmu skądś się bierze i ma podstawy?
>moj wniosek, jako racjonalisci i uzytkownicy tego portalu macie sie zapewne za elite intelektualna spoleczenstwa a nie odbiegliscie od sredniej spolecznej standardowego kiepskiego i boczka nawet na 10 %
Twój wniosek jest nieuprawniony, a ponadto chamski. Chcesz, żebym Cię zgłosiła do moderacji z powodu wyraźnego braku kultury?
>pozdrawiam, i smacznego kotleta, chociaz dzis to pewnie rosol z nafaszerowanego sterydami i antybiotykami kurczaka bo sobota haha
Jest na to jakiś przepis, że w sobotę ma być rosół? A może tak się jada w Twoim domu?
> proponuje zamknac juz ten temat
To po coś go otwierał?
PS. Zaczniesz wreszcie przestrzegać regulaminu czy nie?
31-05-2014 19:22 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
>i teraz prosze bardzo wszyscy spojrza na napisane posty, wniosek --- ani jednej pozytywnej wypowiedzi za weganizmem
Nieprawda, jest przynajmniej jedna - hamp, 28-05-2014, 23:46

No i nie wiem jak ty, ale ja dowiedziałam się z tej dyskusji kilku ciekawych rzeczy. Trzeba tylko chcieć ;P
31-05-2014 21:45 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>i teraz prosze bardzo wszyscy spojrza na napisane posty, wniosek --- ani jednej pozytywnej wypowiedzi za weganizmem

O weganizmie mógłbym powiedzieć coś pozytywnego, ale to co Pan wygaduje o weganizmie, to obraza inteligentnych wegan.

>moj wniosek, jako racjonalisci i uzytkownicy tego portalu macie sie zapewne za elite intelektualna spoleczenstwa a nie odbiegliscie od sredniej spolecznej standardowego kiepskiego i boczka nawet na 10 %

Nie, nie wierzę w takiego zwierza jak elity intelektualne, bo to nadużywane określenie szczególnie wobec tych, którzy na nie nie zasługują. Za to na tym forum mamy pewne minimum jeżeli chodzi o wartości intelektualne. Radzę się dostosować.

>pozdrawiam, i smacznego kotleta, chociaz dzis to pewnie rosol z nafaszerowanego sterydami i antybiotykami kurczaka bo sobota haha

Rosół mam w niedzielę, dzisiaj nic nie jadłem, bo w soboty nie jadam. Cieszę się, że interesuje się Pan naszymi nawykami żywieniowymi, ja poczułem się taki zauważony

>ps
> proponuje zamknac juz ten temat, sluzy jedynie do nabijania sobie punktow przez userow

Na tym forum rzadko zamyka się tematy. Po prostu jak temat nie cieszy się zainteresowaniem, to jest coraz niżej na liście.
adamcopperr (1 punktów)
(zablokowany)

Parę tysięcy lat temu ludzie twierdzili, że Ziemia jest płaska i spoczywa na 4 krokodylach, a spierano się, czy są to właśnie te 4 krokodyle, czy może jednak sześć słoni.

JA was obrażam?! Co najmniej w połowie tych postów obrażony mnie, a jakoś nic nie powiedziałem, bo my weganie jesteśmy przyzwyczajeni do agresywnych reakcji mięsożerców.

Wasza agresja ma nawet uzasadnienie fizjologiczne, gdyż spożywanie krwi, potęguje własnie agresywne zachowania człowieka, prowokuje do ataków.

W moi przypadku skończyło się to blokada konta na forum, i zamknięciem mi ust w oparciu o punkt regulaminu dotyczący poprawności języka polskiego.

Cóż, rzuciła się wataha wilków i zjadła biednego kurczaczka.

ps

nie dostałem ani jednego posta od moderatora, że obraziłem któregokolwiek użytkownika forum racjonalista


Jedną z wielu teorii tłumaczących ciągłe występowanie wojen , jest dokładnie spożywanie mięsa przez ludzi, które potęguje agresje i chęć do walki, radze to przemyśleć na przykładzie powyższego forum.

ps 2

Mięsożercy strofują brak wiedzy, weganina praktyka od 10 lat ( wegetarianina od 15 lat ) To tylko na forum racjonalista możliwe, egzaltacja, brak pokory, zadufanie w sobie....pycha, hmm, wymieniać dalej?
31-05-2014 22:37 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Jedną z wielu teorii tłumaczących ciągłe występowanie wojen , jest dokładnie spożywanie mięsa przez ludzi

Hitler nie był czasem wegetarianinem?

>Mięsożercy strofują brak wiedzy, weganina praktyka od 10 lat

Który nie wie, że jarosz i wegetarianin to synonimy.

>To tylko na forum racjonalista możliwe, egzaltacja, brak pokory, zadufanie w sobie....pycha, hmm, wymieniać dalej?

Wykazuje Pan braki wiedzy o diecie którą Pan stosuje i o diecie w ogóle. Radzę skonsultować się z dietetykiem, bo może sobie Pan nieświadomie zaszkodzić.

Pozdrawiam.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365