Ale się narobiło...
Oficjalna wykładnia propagandowa rozbrzmiewająca od Atlantyku po Bug mówi nam, że w
ZSRU (Związek Socjalistyczych Republik Europejskich) panuje niespotykana nigdzie wcześniej demokracja, tolerancja i przestrzeganie praw człowieka.
Aliści, są one (demokracja, tolerancja i prawa człowieka) cokolwiek asymetryczne, choć europiewcy dziwnie tego nie zauważają.
No bo rozważmy...
Demokracja to – z definicji – rządy ludu (czyli społeczeństwa).
To, że w Niemczech konstytucja nie przewiduje REFERENDUM jest historycznie zrozumiałe.
W przeszłości Niemcy demokratycznie wybrali sobie partię NSDAP na partię rządzącą.
Kto wie, co im do łbów strzeli ponownie i dlatego decyzje w imieniu Narodu podejmują wybrani z namaszczenia liderów partyjnych towarzysze parlamentarzyści.
Ale już w Irlandii ludek nigdy w przeszłości faszystów nie wybrał do władzy. W referendum wypowiedział się przeciwko traktatowi lizbońskiemu. A wtedy wśród europejskich „demokratów” zawrzało.
Jak oni śmieli! Kto to widział!
Oczywistością stało się więc, że za dużo demokracji (czyli rządów ludu) nagle okazało się szkodliwe i niebezpieczne (dla Europy a’la Merkel & „demokratyczna” spółka).
Jednakże w ich oficjalnej wykładni oni, a więc „demokraci” europejscy nadal są arcydemokratyczni.
Najlepszym przykładem jest apel Frau Merkel, aby eurosceptykom nie podawać ręki.
Stara, dobra, Honeckerowska szkoła „demokracji socjalistycznej”. Kto „za”, ten jest demokratą, kto „przeciw”, ten sam sobie winny (że zostanie zakneblowany jako „anty”

.
Albo z tą ich „tolerancją” i „prawami człowieka”...
EU walczy o równouprawnienie wszystkich bez względu na narodowść, światopogląd, wyznanie, kolor skóry czy zbocze... sorry, „preferencje” seksualne.
Tyle TEORIA. Nagłaśniana na wszystkich ich spędach, powtarzana codziennie w ichnich gazetach i telewizjach.
Ale w praktyce wygląda to tak trochę asymetrycznie. O równouprawnienie kochających inaczej walczą do upadłego. Ich zapędy w tolerowaniu tej „mniejszości” zaszły tak daleko, że zabraniają oni kochającym normalnie jakichkolwiek krytycznych wypowiedzi pod adresem zboczków.
Zboczki mogą więc głośno samych siebie propagować i reklamować.
Natomiast głosy kochających normalnie zachwalające normalność piętnowane są jako szowinizm homofobów.
prawica.net/node/16706 www.konser(*)tualnosci.php/Ogloszenie/2953/ www.konser(*)tualnosci.php/Ogloszenie/2906/ Zadziwia mnie jedna sprawa.
Według oficjalnej wykładni propagandowej tzw. „eurosceptycy” (czyli ci, którzy chcą, aby o kształcie Europy decydowały społeczeństwa a nie kasta polityków) są w Europie w mniejszości.
Dlaczego więc nie jest ta „mniejszość” - ze względu na ich odmienny światopogląd - objęta taką samą ochroną i tolerancją jak - nie przymierzając - mniejszości seksualne?
nczas.com/wazne/10-unijnych-mitow/ Ciekawe, czy wpadnie ktoś na pomysł, aby Frau Merkel czy innych „demokratów” europejskich podać do trybunału w Strassburgu za nawoływanie do ograniczania praw mniejszości światopoglądowych.
Przecież to jawne łamanie praw człowieka, pachnie cenzurą i szykanowaniem ze względu na odmienny światopogląd.
Puki co, nasi europejscy „demokraci” nadal upajają się swoją arcydemokratycznością, tolerancyjnością, i w ogóle – że są awangardą postępu, humanizmu i cywilizacji.
A mury rosną, rosną, rosną... (a i łańcuch zakołysze się kiedyś u naszych nóg...)