Racjonalista - Strona głównaDo treści
Obrzydliwość rzeczywistości, czyli...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
05-05-2010 17:34devares (605 punktów)Obrzydliwość rzeczywistości, czyli...
... jak człowiek onanizuje swój umysł.

Spotkaliście się kiedy ze stwierdzeniem 'świat to za mało!' lub 'musi istnieć coś więcej!' czy też 'jak ja nie cierpię tej monotonnej codzienności'? Zapewne sami z frustracji niemożności spędzenia czasu w sposób ekscytujący – zwłaszcza, jeśli prowadzi się stosunkowo regularny tryb życia (wstaję o tej i o tej, robię to i siamto, idę tam, przedtem sram, pracuję gdzieś, koledzy mówią 'cześć', wracam później tam, jestem chwilę sam, obgryzam kurczaka kość, wreszcie mam dość, idę spać, przedtem jeszcze lać, itd.) - wymawialiście podobne zdania określające niechęć do swoistego bezsensu takich dni, które może dobre są dla firmy, w której ewentualnie pracujecie, ale was nieraz napawają odrazą i smutkiem; częstokroć do samych siebie, czego rezultat później można znaleźć w wypowiedziach rodziców ostrzegających dzieci, w obawie, że ich młodzieńcze marzenia także zostaną stłamszone przez rutynę i nieudolność podjęcia ryzyka.
Uczucie te, zwane przez Nietzschego „instynktem (być może to nieco przestarzałe określenie) nienawiści do rzeczywistości”, które wręcz absolutnie oczarowało mnie swą przejrzystością.
Jak ktokolwiek mógłby wymyślić życie po śmierci, gdyby nie naturalny szok wywołany odejściem naszych bliskich – nawet słowo 'odejście' okazuje się eufemizmem przez te uczucie zrodzonym, które domyślnie miałoby oznaczać możliwość 'przejścia' bliskiej nam osoby 'gdzieś' – byle tylko nie dopuścić do świadomości oczywistego faktu zgonu oraz ich konsekwencji, w tym odoru gnijących ciał, który kazał pierwotnym ludziom zakopywać ciała zmarłych głęboko w ziemi, a przedtem przyozdabiać je pachnącymi przecie kwiatami. A wszystko by połechtać swe własne sumienie! Wszakże nie ich – oni nawet nie mają tego w głębokim poważaniu – nie mogą mieć – bo w czym?
Szacunek dla zmarłych! Oddawanie czci zjawisku, którego ówczesny przedstawiciel naszego gatunku nie potrafił pojąć – ba! – w większości wciąż uciekamy od oczywistego skutku życia – śmierci! Skąd wzięło się pojęcie nieśmiertelności? Z potężnego pragnienia przezwyciężenia natury, z żądzy władania ją i podporządkowania sobie – z egoizmu, najczystszego i najzdrowszego sposobu na życie.
Jednak czy to wystarczający pretekst ażeby negować otaczający nas świat? By okłamywać tak perfidnie i wyszukanie siebie oraz innych, by nieść złudne pocieszenie słabym osobowościom, które okazują się na tyle wygodne, by wierzyć w debilizm przeczący jakiekolwiek prawdzie? Pojęliśmy wszakże, że to nie Zeus pierdzi w nas błyskawicami z Olimpu, a zjawisko atmosferyczne okazuję się być – nie do końca zbadaną – przyczyną, iż to nie bogowie płodzą dzieci gdy ziemia się trzęsie, a płyty tektoniczne napierają na siebie, wreszcie to nie Szatan winny jest złu, a dobro; iż oba te zjawiska – które sami oznaczamy, nieraz wedle uznania – częścią są jednego – nas! Wynikiem myślenia, metodą przetrwania – zło to śmierć, unikasz zła – Twa egzystencja trwa!
Czy aż tak nędzny okazał się człowiek by dla śmierci upodobniać się do niej? By umartwiać się, biadolić o tym, że cierpienie cnotą, a radość odnaleźć winno się przez łzy w ukończeniu tego wspaniałego błysku samoświadomości jakim jest życie? Gówniarstwo i niedojrzałość – oto ucieczka przed samym sobą, przed konsekwencją swej egzystencji. Chrześcijaństwo, które swym absurdem przekracza wszystko na tej planecie, przeciwstawne jest aborcji czy eutanazji – jednakże to właśnie najszybsze metody ku niebu! A dzieje się tak, ponieważ w głębi natury, dokładnie zdają sobie sprawę, iż życie, którym tak gardzą, to prawdziwa świętość – o ile nie zagraża trwającemu już życiu; zdarza się też, że w wyniku losowych zdarzeń istnienie mamy kategorycznie w dupie – ponieważ nie daje nam korzyści.
Jednakże wybraliśmy tchórzostwo! Rozpaczliwy ratunek przed poznaniem, nadaliśmy sens tak wielu rzeczom, które okazały się być całkowitą bzdurą – wampiryzm, gobliny, zombie, anioły, opętanie, demony, wróżki, horoskopy, przewidywanie przyszłości, droga przeznaczenia; samo przeznaczenie to żałosna próba usprawiedliwiająca działanie lub jego brak, moc czy niemoc, tłumaczące wybór! Ponieważ aby wybrać, musimy coś stracić, podjęcie decyzji to wykluczenie innej możliwości – a z braku pewności, z powodu wątpliwości (które są bezcenne!) - musimy odwołać się do głupoty by poprzeć siebie samych, podać eksplanację swemu sumieniu, które niepewne jest przyszłości.
(Ciąg dalszy niżej)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

devares (605 punktów)
Sama idea Boga to wręcz patologiczny pomysł rozumu (tak, rozumu!), zwichrowanego pojęcia odpowiedzialności, wstrząsającego strachu! To także próba kreacji systemu, który zapewniłbym rozwój - 'żyjmy, rozwijajmy się, nie zabijajmy się i jednoczmy w Bogu by tworzyć siebie, by być bezpiecznym', ale też 'czujmy bicz piekła na karku, przerażenie, by robić, co nam karzą' - co sami sobie rozkazaliśmy! Bowiem wzięcie na siebie - na swe własne barki - odpowiedzialności za losy własnego gatunku - to nie przelewki, to wymaga odwagi, bohaterstwa, woli i umiejętności korygowania swojego postępowania, która nieraz ugnie się pod łańcuchem prób i błędów, z którego zmuszeni jesteśmy się wyzwolić. Lepiej zwalić wszystko na Boga, na Diabła, na głupie przeświadczenie o niższości człowieka, o jego podłości - chrześcijaństwo woli pokutować i cierpieć za to, że ludzkość cierpi, woli pomstować i nękać się samo za swoją własną niedoskonałość! I to jest zbrodnia, ohydztwo i fałsz - karać się za naturę, miast ją kształtować, miast poznawać - miast doskonalić się i żyć!

To jakakolwiek religia, to najczarniejsza tępota, najbardziej bluźniercze gówno jakie kiedykolwiek pojawiło się w naszym umyśle - marnotrawić egzystencję za to, że życie kończy się śmiercią, za nieumiejętność pogodzenia się z rzeczywistością, za bycie człowiekiem!, a nie Bogiem, do stanu którego każdy chce dojść! A w którym OBECNIE nie potrafiłby wytrzymać - jak wielka rewolucja naszej moralności musiałaby zajść by pogodzić się i wytłumaczyć sobie życie wieczne w przyszłości! Odkrywanie wszechświata, genetykę - tworzenie własnego ciała - panowanie nad sobą! Obłąkańcze przerażenie wynikające z tego to efekt niezdolności przystosowania się do takowych warunków, to nieelastyczność, to kolejna skończona gałąź ewolucji.

I jakże monumentalna wręcz hipokryzja, idiotyczne zestawienie kłamstwa, pragnień i tłumaczeń - czego wyraz mamy w Biblii, tej książce historyczno-fantastycznej, która stanowi - doprawdy marny - fundament cierpiętników. Na dodatek jak kretyńsko oczywisty w swych intencjach: (Księga Izajasza, 26; 4.-6.) "On bowiem powala tych, którzy mieszkają wysoko, w mieście wyniosłym; poniża je aż do ziemi, rzuca je w proch, i depcą je nogi, nogi nędzarza, kroki ubogich", ponieważ (Księga Psalmów, 94, 1-3; 23) "Bogiem pomsty jest Pan, Boże pomsty, ukaż się! Powstań, Sędzio ziemi, Oddaj pysznym to, na co zasługują! Jak długo bezbożni, Panie, Jak długo bezbożni radować się będą?" (nawet już pośmiać się, psiakrew, nie można) (...) "On odpłaci im za niegodziwość, A z powodu złości wytraci ich; Wytraci ich Pan, Bóg nasz."
A jeszcze grzech pierworodny? (Ewa, to cwana suka, wybrała i skusiła Adama, by poznał Poznanie; jednakże Bóg się iście wzburzył, iż mu konkurencja rośnie, że ludzie, którymi włada nie będą debilami - że zmądrzeją - więc wygnał ich z raju. Czy jest bardziej ewidentny przykład na to, czego najbardziej boi się religia? Rozumu i nauki!)
Nowy testament także lśni jako ostoja krwiożerczej tępoty. (Ewangelia św. Mateusza, 10; 34.-39.) "Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego. (Zaiste!) Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien. (Sekta pełną pytą.) I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je." A ktokolwiek dziwi się terrorystom-samobójcom? Przecież oni są jedynie wierni swym przekonaniom, które wpoili im ich poronieni rodzice oraz kultura! Ba, z ich perspektywy to z pewnością godne, zginąć dla 'sprawy'.
(Ewangelia św. Mateusza, 23; 1.-7.) "Wtedy Jezus przemówił do ludu i do uczniów swoich tymi słowy: Na mównicy Mojżeszowej zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, ale według uczynków ich nie postępujcie; mówią bowiem, ale nie czynią. Bo wiążą ciężkie brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem swoim nie chcą ich ruszyć. (No, czasem ruszą - wierne dzieci na spowiedzi - i to nie tylko palcem...) A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat swoich. Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi. (A może Proszę Księdza? Ojcze?) Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie." Wniosek z tego nadmiernie jasny, że każdy ksiądz na ziemi to kłamca, debil, pierdoła i wyznaje wartości księgi, której ni cholery nie czytał - a nawet jeśli, zrozumiał tyle co schizofrenik - czyli nic. I żadnego mi tutaj sprzeciwu! Zadajcie sobie pytanie "What would Jesus do?" (Co zrobiłby Jezus?) No? Pamiętacie kawałek o mieczu, a nie pokoju? Hajda na wroga Pisma Świętego! Przecie faryzeusze! O przecie, na Miłość Boską, Papież! Cham i kłamca, karze się zwać - o trwogo! - Ojcem Świętym!

Jak widzicie, nic w tym nie ma, prócz najwyższej klasy głupoty. Mamy XXI wiek. Czy to naprawdę wszystko na co stać większość naszego świata?
Wreszcie, okłamujcie siebie samych i umierajcie - cytując klasyka, "I don't give a f**k"- nie musząc znosić KONSEKWENCJI tych makabrycznych idiotyzmów. Ale miejcie, że litość! Nie pieprzcie innym życia przez wasze własne urojenia!
Amen, cytując kolejnego klasyka, "Dżizus k***a Ja p*****lę".

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
kognitywista (3391 punktów)
>Sama idea Boga to wręcz patologiczny pomysł rozumu
Patologiczny ? Jeden ze znamienitszych psychologów ewolucyjnych, Pascal Boyer, uważa religijność za zjawisko naturalne. Podobnie David Buss, Daniel Dennett. To, że coś jest błędne lub nawet szkodliwe (jak religie) nie dowodzi patologii. Skąd ten dziwny pomysł ? Idea Boga to przykład fałszywej interpretacji rzeczywistości ale jak najbardziej naturalnej. Steven Pinker w swoich książkach podaje setki innych , podobnych przykładów. To nie są patologie. Tak działa (niestety) nasz fizjologiczny umysł ...
devares (605 punktów)
Już wyjaśniam - otóż wedle definicji (psycho)patologii, idea Boga idealnie wręcz pasuje do określenia jej mianem zaburzenia psychicznego - z czym, jak sądzę, zgodzisz się - jednakże w związku z tym, iż normy i dewiacje są relatywistyczne, a żyjemy w społeczeństwie przedkładającym fałsz nad rzeczywistość, postanowiłem nazwać ten pomysł nieco bardziej expressis verbis.
Wnioskuję z tego, iż patologia zależy od subiektywności ocen, a jako, że obecnie poniekąd zgadzam się z postulatem Nietzschego ("Przewartościowanie wszystkich wartości!..."), tak uznałem użycie tego sformułowania za stosowne.

A w kwestii Stevena Pinkera, staram się położyć me spragnione łapska na jego dziele "Tabula Rasa" - acz wciąż widzę jeno "Produkt niedostępny".

I o ile tak dotąd działa nasz umysł, nie musi przecie trwać to dłużej. Przynajmniej żywię taką, (nie)skromną dosyć, nadzieję.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
kognitywista (3391 punktów)
Zgadzam się, że określenie "patologia" to worek bez dna. Ale osobiście ostrożnie podchodzę do nazywania patologią zjawisk dotyczących np. 80 % populacji.

>I o ile tak dotąd działa nasz umysł, nie musi przecie trwać to dłużej. Przynajmniej żywię taką, (nie)skromną dosyć, nadzieję.
Ależ jak najbardziej. Czasem pożądany jest na przykład większy biust (nie tylko przez jego właścicielkę). Ale to tamten mniejszy jest naturalny, a ewentualnie ten z implantem będzie "patologią".
devares (605 punktów)
Cóż, jeżeli patologia zależy od ilości (czyli tego, czego więcej - normalne; tego, czego mniej - nienormalne), to nie waham się by określić tym wszystko - ponieważ wszystko = nic, a słowo, które można dewaluować i zmieniać wedle widzimisię grupy społecznej akuratnie przy mocy - to jeno gówno.

Dlatego, jako, że prosty ze mnie chwat, staram się poruszać w wytyczonych przez siebie granicach - i nawet jeśli 95% kobiet nagle wstawi sobie (idąc za analogią) obfite implanty - tak czy siak zdefiniuję to jako służalczość płci pięknej udowadniająca, że tezy postulowane przez feministki są śmierdzącą kupkę wartę - skoro najważniejsze są 'atrybuty pomagające w reprodukcji'.
Serio - pomagające? Lordy Lord f**king Christ!
Przerażająca wizja!

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>'jak ja nie cierpię tej monotonnej codzienności'?

Chińczycy mają takie przekleństwo: "Obyś żył w ciekawych czasach!". Zgadzam się z nimi. Wydaje mi się też, że "nienawiść do rzeczywistości" jest cechą kultury Zachodu, nie zaś ogólnoludzką.

>Jednak czy to wystarczający(...)by nieść złudne pocieszenie(...)

Być może. Zależnie od osobowości presja rzeczywistości może być zbyt przytłaczająca. A co jeśli na tyle, by normalne funkcjonowanie, a minimum normalności z punktu ewolucji to normalność niezbędna do przekazania genów, nie było możliwe? Czy nie jest możliwym, że kłamstwa podnoszące komfort psychiczny POPRAWIAJĄ szanse przekazania genów?

Podobnie można potraktować podejście człowieka do ryzyka - posiadamy imponującą zdolność ignorowania zagrożeń. Zazwyczaj tych odległych w przestrzeni decyzyjnej lub losowych. Jednak ludzie, którzy tej zdolności nie posiadają, zamykają się w czterech ścianach, nie wychodzą, unikają kontaktu. Ostatecznie - nie rozmnażają się. A przecież rachunek ryzyka jaki podejmują jest prawdziwy. Mimo tego to oszukujący się ignoranci wygrywają w wyścigu rozmnażania.

>(...)Bowiem wzięcie na siebie - na swe własne barki - odpowiedzialności za losy własnego gatunku - to nie przelewki, to wymaga odwagi(...)

Masz rację. Niewielu jednak powie: wszystko co zrobiłem, zrobiłem ostatecznie z własnej woli. Zazwyczaj, niezależnie od wyznania, usłyszysz usprawiedliwienia, powoływanie się okoliczności czy naciski.

>(...)Lepiej zwalić wszystko na Boga(...)

Na pewno wiąże się to z większym komfortem psychicznym i poczuciem bezpieczeństwa. Być może więc... (patrz wyżej)?

>(...)To jakakolwiek religia(...)
Zdaje się uparcie wiążesz pojęcie religii i Boga. A co z transcendentnym podejście do wszechświata charakterystycznym dla dalekiego wschodu?

>(...)A ktokolwiek dziwi się terrorystom-samobójcom?(...)

Nikt się nie dziwi. Ba, gdybym miał rzeczywistą gwarancję raju sam bym chętnie do nich dołączył. Z czystego egoizmu. I jedynie mojej immanentnej niemożności uwierzenia na słowo gro ludzi zawdzięcza to, że jeszcze żyją.

>(...)Ale miejcie, że litość! Nie pieprzcie innym życia przez wasze własne urojenia!(...)

I w zasadzie byłoby pięknie. Niestety, stanowimy społeczeństwo i jako takie powiązani jesteśmy związkami przyczynowo-skutkowymi. Jest więc to ideał nie do osiągnięcia. Zarówno urojenia schizofreników, Jerzego Urbana, ojca Rydzyka czy moje lub Twoje odcisną nieuchronnie wzajemne piętno na współobywatelach.

Trzeba więc pamiętać, by prócz żądania wolności od cudzych urojeń nie rozprzestrzeniać nachalnie i w poczuciu głoszenia prawdy własnych.

A, i tak na marginesie. Połamanie Twojego tekstu na wyraźne akapity zdecydowanie podniosłoby czytelność.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
05-05-2010 21:32 
 Ocena 1 na 1
devares (605 punktów)
Te przekleństwo czasem okazuje się błogosławieństwem, a nienawiść do rzeczywistości to - według mnie - cecha ludzkości. Wzgarda i niechęć wywołana cierpieniem, mająca swój wydźwięk np. w Ośmiorakiej ścieżce czy Czterech Szlachetnych Prawdach buddyzmu; przy czym masz rację w tym, że akurat ta religia jawi się wysoce doskonalszą i dojrzalszą niż prostackie w gruncie rzeczy chrześcijaństwo.
Nietzsche stwierdził, iż to wierzenie cywilizacji pełnej, u kresu, przed upadkiem, która swą dostojnością znacznie przewyższała zachodnie bujdy.

Skąd z kolei wiesz, że ewolucja zmierza w dobrym kierunku? Nie znamy jej celu, ni zamiarów, których nie można jej przepisać - to oznaczałoby personifikację, a to byłoby pozbawione sensu. Być może, a raczej nawet na pewno, jesteśmy kolejną gałęzią eksperymentu natury - przy czym każda gałąź w końcu ma swój kres i schnie, a wyrasta nowa, zdrowsza i lepiej usytuowana by czerpać korzyści z energii słonecznej. Wreszcie, czy geny, które przekazujemy, a które jakoby kłamstwo poprawia, przydadzą się w rzeczywistości nam? Skoro tą rzeczywistość fałszujemy przez bzdurę, która kreuje nową, zupełnie niepowiązaną z realiami.

Wreszcie, skoro okłamywanie siebie miałoby jakoby długofalowo służyć większemu rozmnażaniu się to te cechy byłyby przekazywane dalej - a to oznacza, że nasz ateizm nie miałby sensu, ponieważ - jakoby - nie rozmnażamy się tak skutecznie jak wierzący. Co uważam za pewną niedoskonałość ewolucji.
Zauważ jednak, że to ryzyko, niebezpieczeństwo i cierpienie sprawia, że musimy wysilać swój mózg, nasz umysł, by pokonać je! Nie musimy go ignorować - winniśmy je docenić, ale nie czcić, ponieważ to hamuje rozwój intelektualny.

Przeciwny jestem komfortowi psychicznemu, który aprobuje głupotę. A urojenia me, czy Twe, mogą niesamowicie zmienić lub ukształtować na nowo, postrzeganie świata innych. Chrystus także przecie był wariatem negującym rzeczywistość, tyle, że głosił swe poglądy w czasach, gdy inne grupy społeczne je akceptowały, a następnie powieliły i na swój sposób udoskonaliły.
Wystarczy, że trafi się na podatny grunt. Sądzę więc, że warto.

Na marginesie odpowiadam, że chciałem - ale gdy wkleiłem drugi kawałek, przy czym tylko go - niestety - mogłem edytować. Z kolei poprawienie jednej części jeno tekstu wydało mi się bezcelowe.
Ważne, że dobrze ułożony tekst mam na komputerze w Open Office.
Pozdrawiam.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
05-05-2010 22:23 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Skąd z kolei wiesz, że ewolucja zmierza w dobrym kierunku?

Jak słusznie piszesz - nie personifikując ewolucji w ogóle nie można jej przypisywać pojęcia dobra czy zła. To pojęcie "od-ludzkie". Ewolucja definiuje pojęcia dobra i zła przez samą siebie - dobre jest to co przetrwa, złe to co nie przetrwa. Przy czym nie ma ona problemu by to co raz dobre za chwilę stało się złym i odwrotnie.

>(...)Wreszcie, skoro okłamywanie siebie miałoby jakoby długofalowo służyć większemu rozmnażaniu się to te cechy byłyby przekazywane dalej - a to oznacza, że nasz ateizm nie miałby sensu, ponieważ - jakoby - nie rozmnażamy się tak skutecznie jak wierzący. Co uważam za pewną niedoskonałość ewolucji.

A to z kolei oznacza, że rzutujesz na rzeczywistość pewną ideologię. W tym wypadku ideologię kultu rozumu. Używając moim zdaniem jedynego obiektywnego, bo nie wymagającego obserwatora ani systemu moralnego kryterium dobra i zła - czyli przetrwania - rozum wcale nie musi być najwyższym dobrem. Owszem - byłoby fajnie - jednak nie musi tak być.

Jak już jednak wspominałem (www.racjonalista.pl/forum.php/s,284083#w284368 ) jest to kryterium bezużyteczne jako że sprawdzalne dopiero post-factum w nieskończonym horyzoncie czasowym.

>Zauważ jednak, że to ryzyko, niebezpieczeństwo i cierpienie sprawia, że musimy wysilać swój mózg, nasz umysł, by pokonać je! Nie musimy go ignorować - winniśmy je docenić, ale nie czcić, ponieważ to hamuje rozwój intelektualny.

Zgoda.

>Przeciwny jestem komfortowi psychicznemu, który aprobuje głupotę.

Zgoda. Jest to jednak kwestia odporności psychicznej. Fakty bolesne, utrudniające bezpośrednio życie, można ukryć za mgłą bajek, wiary czy głupoty. Jest to pomocne tak długo, póki to co za nimi ukrywamy nie ma istotnego wpływu na nasze przetrwanie. Przekonanie że nie trzeba oddychać doprowadzi błyskawicznie do śmierci. Przekonanie, że 1 pesso jest wart 100 dolarów.... to w zasadzie kwestia gustu.

>(...)A urojenia me, czy Twe, mogą niesamowicie zmienić lub ukształtować na nowo, postrzeganie świata innych (...) Sądzę więc, że warto.

Z jednej więc strony głupota... z drugiej warto... wytwarzać na przykład nową urojoną religię?

Nie sądzisz, że to trochę logika Kalego: urojenia chrześcijan są be ( (....)chrześcijaństwo, które swym absurdem przekracza wszystko na tej planecie,(...)), urojenia ateisty cacy? Jeśli oba to urojenia, a w pewnym stopniu na pewno, to tylko jakieś inne, w domyśle - ideologiczne - kryterium pozwala Ci je różnie wartościować.

Czy nie wpadasz tu w pułapkę wartościowania jednej ideologii inną? A jeśli tak, bo wydaje mi się, że to nieuniknione, czy nie rozumnym właśnie będzie się do tego w prost przyznać?

Nie zrozum mnie źle - nie bronię tu religii czy też nie atakuję rozumu. Wymagam jednak, by propagując rozumowe podejście do świata stosować je także do samych siebie. W tym wypadku, stawiając wymaganie czysto rozumowej oceny rzeczywistości, propagując rozwój intelektu, samooceny i odpowiedzialności należy przede wszystkim wykazać się zastosowaniem tych metod do własnego myślenia.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
05-05-2010 23:06 
 Ocena 1 na 1
devares (605 punktów)
>Jak słusznie piszesz - nie personifikując ewolucji w ogóle nie można jej przypisywać pojęcia dobra czy zła. To pojęcie "od-ludzkie". Ewolucja definiuje pojęcia dobra i zła przez samą siebie - dobre jest to co przetrwa, złe to co nie przetrwa. Przy czym nie ma ona problemu by to co raz dobre za chwilę stało się złym i odwrotnie.

Otóż to, tyle, że wspominałem o tym w głównym wątku pisząc: "oba te zjawiska (dobro i zło) - które sami oznaczamy, nieraz wedle uznania - częścią są jednego - nas! Wynikiem myślenia, metodą przetrwania - zło to śmierć, unikasz zła - Twa egzystencja trwa!"
Także więc, wiem.

>A to z kolei oznacza, że rzutujesz na rzeczywistość pewną ideologię. W tym wypadku ideologię kultu rozumu. Używając moim zdaniem jedynego obiektywnego, bo nie wymagającego obserwatora ani systemu moralnego kryterium dobra i zła - czyli przetrwania - rozum wcale nie musi być najwyższym dobrem. Owszem - byłoby fajnie - jednak nie musi tak być.

Z tego także doskonale zdaję sobie sprawę: "Być może, a raczej nawet na pewno, jesteśmy kolejną gałęzią eksperymentu natury - przy czym każda gałąź w końcu ma swój kres i schnie, a wyrasta nowa, zdrowsza i lepiej usytuowana by czerpać korzyści z energii słonecznej." I o ile bezużyteczne jest teraz, zakładam ciągły wzrost długości życia ludzkiego, przez co - nie można tego wykluczyć - kryterium te stałoby się nieco użyteczniejsze, acz wciąż mogłoby stanowić źródło cierpienia wielu, pod postacią nieco bardziej 'dokładnej' eugeniki.

>Nie sądzisz, że to trochę logika Kalego: urojenia chrześcijan są be ( (....)chrześcijaństwo, które swym absurdem przekracza wszystko na tej planecie,(...)), urojenia ateisty cacy? Jeśli oba to urojenia, a w pewnym stopniu na pewno, to tylko jakieś inne, w domyśle - ideologiczne - kryterium pozwala Ci je różnie wartościować.

W takim razie, co nie jawi się urojeniami oraz czy istnieje możliwość ich wartościowania bez wpadania w 'pułapkę' ideologiczną? Do czego mam się także przyznać - do mej aprobaty i ustanowienia rozumu jako czegoś znacznie bardziej skutecznego w poznawaniu i wykorzystywaniu rzeczywistości? Być może musiałbym to zrobić, gdybym zaprzeczał lub kłamał, że tak nie jest - gdzie więc to uczyniłem?

I nie, nie uważam to za logikę (?!) Kalego, który ocenia coś 'cacy' lub 'be' bez dowodów, które to przytoczyłem cytując Pismo Święte oraz wykazując, jak absurdalne są zasady rządzące chrześcijaństwem - przytaczając jeno niewielkie fragmenty. Po całość możesz się sięgnąć w każdej chwili i porównać.

Propagując (ale nie czcząc) rozum nie stworzę nowej, urojonej religii - nauka przecież taką nie jest, to wręcz przeciwieństwo jej - napisałem w mej pracy głównej w tym wątku: "Bowiem wzięcie na siebie - na swe własne barki - odpowiedzialności za losy własnego gatunku - to nie przelewki, to wymaga odwagi, bohaterstwa, woli i umiejętności korygowania swojego postępowania, która nieraz ugnie się pod łańcuchem prób i błędów, z którego zmuszeni jesteśmy się wyzwolić."
A na tym przecież polega nauka - na korygowaniu swego postrzegania rzeczywistości, czego religia absolutnie wzbrania, ponieważ to oznaczałoby jej upadek.

Mam nieodparte wrażenie, że ma wypowiedź z powodów niestety mi nieznanych została albo błędnie albo mylnie zinterpretowana i stąd te niejasności. A nuż to przez ten brak wyraźnych akapitów i nieczytelność?
Wreszcie, w którym momencie nie zastosowałem 'rozumowego podejścia', które staram się rozpowszechniać, do siebie?

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
sztejkat (4743 punktów)
>(...)W takim razie, co nie jawi się urojeniami oraz czy istnieje możliwość ich wartościowania bez wpadania w 'pułapkę' ideologiczną? (...)

Nie ma. Jak napisałem poprzednio (...)Czy nie wpadasz tu w pułapkę wartościowania jednej ideologii inną? A jeśli tak, bo wydaje mi się, że to nieuniknione,(...)

Stąd lubię, by w dyskusji jasno i kawa na ławę stawiać ideologię, której się używa. I niejako - z samego początku. Stąd moje zastrzeżenia, związane z emocjonalną treścią Twojej pierwotnej wypowiedzi, którą odebrałem jako "rozum góra - na religię hura!" z pozycji "prawdy objawionej".

Zaś moja uwaga na temat kolejnej religii urojonej wynikała z połączenia w jednym akapicie urojeń "moich i Twych" i Chrystusowych oraz pozytywnego efektu. Uznałem, że warto wskazać, że produktem urojeń była, a więc i ponownie może, być kolejna religia. Przy czym religię Chrystusową oceniasz ostatecznie negatywnie, a mimo to - piszesz, że warto (w domyśle moim - roić sobie). Konsekwentnie - produktem urojeń może być kolejna religia. Czyli - taka którą "warto". Z treści twojej wypowiedzi wynika, że "warto rozum". Co zasugerowało mi by wyzłośliwić się urojoną religią ( w domyśle: rozumu).

Logika Kalego to dla mnie nie "bez dowodów". Bez dowodów ( lub choćby myślenia) - to nie logika. Logika Kalego to dla mnie ocena wyłącznie z jednego punktu widzenia, szczególnie gdy z definicji jest on przeciwstawny do punktu widzenia obiektu ocenianego. Przecież stwierdzenie: "Kali ukraść krowę - dobrze. Kalemu ukraść krowę - źle" jest jak najbardziej logiczne i poparte dowodami! Istotą jest tu punkt widzenia wybrany do oceny: punkt widzenia Kalego.

Dlatego też pierwotnie uznałem zasadnym przestawić pewne argumenty za religią.

Zaś moje uwagi co do rozumowego podejście zasadzają się na jednostronnej ocenie religii i nazwę to "kultury rozumu". Uważam za rozsądne rozważenie także dobrych stron religii i złych rozumu. Miłym jest memu pomyślunkowi, a i uważam - rozwojowi rozumu - gdy autor wypowiedzi przytacza argumenty za prezentowaną tezą ale też i wynikające z analizy problemu jawiące się mu wątpliwości.

Nie mam więc wątpliwości co do, że tak powiem, "ideowej słuszności" prezentowanych przez Ciebie poglądów. W większości nawet zgodzę się z nimi. Chcę jednak wymusić, w formie dyskusji, także rzetelne rozważenie argumentów "przeciw".

Tym bardziej, że Twoje otwarcie wątku jest dla mnie raczej manifestem niż przedstawieniem jakiejś tezy do dyskusji. Kusi mnie więc wtykać koło w szprychy.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
devares (605 punktów)
Napisałem wspaniale długą wypowiedź, lecz gdy naiwnie click'nąłem "Odpowiedz", wyskoczyła informacja, iż nie mam uprawnień - widocznie czas minął.
A żeby komuś płuca zgniły i wyciekły przez odbyt!
(Ochłonięcie.)

Reasumując, emocjonalna treść miała wywołać emocjonującą reakcję! No właśnie, miała.

Argumenty za religią? Proszę bardzo, jakieś wynajdę: poczucie bezpieczeństwa w idei nieba oraz opiekuna dbającego by wszystko było dobrze; mściwa satysfakcja na wrogach, którym się upiekło w rzeczywistości, iż zdechną po nieskończoność w piekle; ukojenie osobowości o delikatnej psychice; działalność charytatywna z jednej strony, a z drugiej jednocześnie...
... absurdalna indoktrynacja od małego, której skutkiem były i są ...
Gdy tylko wyobrażę sobie, iż w imię czystej ułudy miliony wyrzynały się w pień z modlitwą na ustach, szepcząc ją w barakach, wrzeszcząc na polach bitew - odczuwam bezbrzeżną odrazę do swego gatunku - aj, ale to chyba niezbyt zdrowy objaw, nieprawdaż? W tym także niemal wszystkie ideologie - ta niesamowita chęć człowieka do zdominowania drugiego w takim stopniu by mordować innych, z prostego powodu, iż nie zgadza się z nim.
Stąd wniosek płynący w czasie poznawania historii, który wyklarował się po przeczytaniu 'Antypodręcznika filozofii' Michela Onfray'a, iż przemoc jest akuszerką naszych dziejów. Nie opisywano dobra, jeno zło - nie czasy pokoju, a wojny, nieważny był okres bez problemów a ilość martwych, im więcej, tym trwalej wpisane w karty przeszłości. Newsy obecnie w przeważającej części polegają na informowaniu ludzkości co też znowu człowiek przeskrobał, kogo kropnął, jak się urżnął, ile stracił, kogo zabił.

Nie potrafię zrozumieć pychy narodowej, patriotyzm jako wymóg by dążyć do ekspansji swoich wpływów bez uwzględnienia innych to przejaw naszych ledwie wysuniętych z dżungli popędów śmierci - a te są potężne, nader kuszące w dodatku - zwalniają od myślenia, od wątpliwości.
Podobnie z religią, tą polityką wpieprzania się wszędzie, od narodzin do śmierci. Logika Kalego, jak tak ją przedstawiasz, nie zmienia faktu - "Kali woli umartwiać siebie i wkurzać się na innych gotując im piekło, bo mają zdanie" czy "Kali woli myśleć, zastanawiać się nad tym czy głupota naprawdę musi być przeważającą podstawą naszego życia". Zgodzę się, że w skrajność nie należy popadać, ale wybór wciąż okazuje się prosty - przynajmniej dla mnie taki był.

"Dobrych stron religii i złych rozumu"? Cóż, rzeczywistość przez nas postrzegana zależy od perspektyw, z których na nią patrzymy. Można je modyfikować, indoktrynować, zmieniać, a przez to poznawać więcej. Kolejnym mym oskarżeniem religii jest to, iż pozostawia tylko jeden punkt widzenia - a więc zaprzecza postulowanemu przez Ciebie szukaniu zarówno dobra jak i zła we wszystkim co nas otacza - nie szarości, wierzenia pozostawiają świat czarno biały, który znów - jest zakłamaniem. Wierzący nie dostrzeże pozytywnego skutku ateizmu - pytałem się paru osób, niestety, bez efektu.
I w tym tkwi debilizm.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
sztejkat (4743 punktów)
>Napisałem wspaniale długą wypowiedź, lecz gdy naiwnie click'nąłem "Odpowiedz", wyskoczyła informacja, iż nie mam uprawnień - widocznie czas minął.

A ja mam w domu czołg na pedały i słonia na biegunach...

Bardziej serio - w sensownej przeglądarce "wstecz" odtwarza zawartość formularzy. Ja na przykład nie mam w takiej sytuacji problemu.

>(...)

No i jest bardziej racjonalnie. Parę zdań, a widać, że nie walisz by walić, bez przemyślenia za i przeciw.

"Adwokat diabła" to stara i moim zdaniem dobra metoda postępowania, stąd pozwoliłem sobie co nieco w niej zagrać.

Tak więc spierać się nie będę - bo nie ma o co. Podchodzę do sprawy ostrożniej może i mniej emocjonalnie ale zgodzić się z Tobą - zgodzę.

Pozdrawiam i dziękuję za dyskusję.


Tomasz Sztejka
devares (605 punktów)
Nie lekceważ potęgi słonia na biegunach. A bardziej serio, Mozilla Firefox 3.6.3. to świetna przeglądarka i bronić jej będę!

Także dziękuję za dyskusję - sprawiła mi przyjemność w formie rozruszania myśli - a to zacny stan, dobry wielce.
Pozdrawiam takoż!

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
oportunista (1711 punktów)
"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."

To zdanie, jak najbardziej prawdziwe, przygniotłoby mnie, gdybym nie znalazł na nie antidotum, zaskoczę Cię zapewne jego prostotą, lecz mimo pozornego debilizmu, rozwiązanie się sprawdza, a wygląda mniej więcej tak:
Telewizor u mnie gra głównie na życzenie żonki, zauważyłem jednak, że ogląda głównie reklamy, na moje zapytanie w tej kwestii, otrzymałem dziwną odpowiedz. Stwierdziła, że to głównie z powodu braku sensownych programów, godnych obejrzenia. Tak to w poszukiwaniu czegoś ciekawego, zmienia kanały i gdy trafia na reklamy, czeka w nadziei na coś godnego zobaczenia. Zaobserwowałem u mnie ciekawą reakcję na zakupach, produkty mówią do mnie reklamami, nie muszę się zastanawiać nad niczym, dołączony wierszyk wszystko wyjaśnia. Jest to pewnie efekt biernego palenia.
Zafundowałem sobie nawet eksperymentalnie pół godzinną sesję reklamową na żywca, myślałem że jak kiedyś wpadnę w furię po kilku minutach, tymczasem nic, pełen relaks. Na niczym nie można się skupić, nic przemyśleć ani niczego wykombinować. Podobny efekt do czytania małym dzieciom bajek, tych samych na okrągło, nie chcą innych i poprawiają przy najmniejszej pomyłce, polecam może świat stanie się lepszy.
Rigoletto (3891 punktów)
>"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
>To zdanie, jak najbardziej prawdziwe, przygniotło by mnie, gdybym nie znalazł na nie antidotum, zaskoczę Cię zapewne jego prostotą, lecz mimo pozornego debilizmu, rozwiązanie się sprawdza, a wygląda mniej więcej tak:
>Telewizor u mnie gra głównie na życzenie żonki, zauważyłem jednak, że ogląda głównie reklamy, na moje zapytanie w tej kwestii, otrzymałem dziwną odpowiedz. Stwierdziła, że to głównie z powodu braku sensownych programów, godnych obejrzenia. Tak to w poszukiwaniu czegoś ciekawego, zmienia kanały i gdy trafia na reklamy, czeka w nadziei na coś godnego zobaczenia. Zaobserwowałem u mnie ciekawą reakcję na zakupach, produkty mówią do mnie reklamami, nie muszę się zastanawiać nad niczym, dołączony wierszyk wszystko wyjaśnia. Jest to pewnie efekt biernego palenia.
>Zafundowałem sobie nawet eksperymentalnie pół godzinną sesję reklamową na żywca, myślałem że jak kiedyś wpadnę w furię po kilku minutach, tymczasem nic, pełen relaks. Na niczym nie można się skupić, nic przemyśleć ani niczego wykombinować. Podobny efekt do czytania małym dzieciom bajek, tych samych na okrągło, nie chcą innych i poprawiają przy najmniejszej pomyłce, polecam może świat stanie się lepszy.

Popieram. Ci tzw. racjonaliści, najwyraźniej nie rozumieją, że tracą bezproduktywnie czas na chybione, zupełnie niepotrzebne działania. No chyba, że potraktujemy walkę z "zabobonem" za swoiste hobby, coś jak filatelistykę. No cóż rozumiem, że ktoś może się podniecać zbieraniem znaczków i może być to ważny element jego życia, aczkolwiek nie wygląda mi to na zajęcie mniej zabawne, niż działalność w Rodzinie Radia Maryja .
08-05-2010 08:00 
 Ocena-1 na 1
devares (605 punktów)
(Wybucha opętańczym śmiechem)
Żałosne! I jakże głębokiej pogardy godne Twe podejście! Dlaczego? Przeczytaj raz jeszcze, co napisałem - wciąż nic nie dzwoni? - tedy radzę dać sobie spokój - i dalej żyć swym życiem bez życia.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Rigoletto (3891 punktów)
>(Wybucha opętańczym śmiechem)
>Żałosne! I jakże głębokiej pogardy godne Twe podejście! Dlaczego? Przeczytaj raz jeszcze, co napisałem - wciąż nic nie dzwoni? - tedy radzę dać sobie spokój - i dalej żyć swym życiem bez życia.

A w czym to twoje życie "człowieka oświeconego" jest lepsze od życia tych, których wyśmiewasz? Wydaje ci się, że odkryłeś wielką mądrość? No to napisz w czym Twoje życie jest lepsze od życia jakiegoś chrześcijanina?
10-05-2010 00:57 
 Ocena 2 na 2
devares (605 punktów)
Dla mnie? W czym jest lepsze DLA MNIE? Hoo...! W większej ilości wolnego czasu (), lecz przede wszystkim - w braku uczucia wstydu i pokuty za bycie człowiekiem! To tak proste.
Nie potrzebuję umartwiać się by zadowolić jakiegoś strasznego, ograniczonego i niekompetentnego wymysłu pewnych bałwanów paręnaście wieków temu. Odczuwam wolność!
I nie jestem naiwny. Nie straszny mi Szatan, mam w dupie Gniew Boży, olewam z góry do dołu Pomioty Piekielne i Opętania Czar. Nie ulegam złudzeniu, wiem dobrze, że najważniejszą rzeczą, jakiej powinienem się bać, jest drugi człowiek - nie moja fantazja, nie me urojenia - ale przedstawiciel mego własnego gatunku.
Doskonały drapieżca. Przebiegły gad. Najohydniejszy stwór. Zdolny do makabrycznego zła, którego nie lubię sobie wyobrażać. Potwór!
Lecz mimo tego, najwspanialszy.
Wielką mądrość? Absolutnie nie! Jednakże, nie poszukuję jej w zaświatach. Ale tu. Na ziemi.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Rigoletto (3891 punktów)
>Dla mnie? W czym jest lepsze DLA MNIE? Hoo...! W większej ilości wolnego czasu (), lecz przede wszystkim - w braku uczucia wstydu i pokuty za bycie człowiekiem! To tak proste.
>Nie potrzebuję umartwiać się by zadowolić jakiegoś strasznego, ograniczonego i niekompetentnego wymysłu pewnych bałwanów paręnaście wieków temu. Odczuwam wolność!
>I nie jestem naiwny. Nie straszny mi Szatan, mam w dupie Gniew Boży, olewam z góry do dołu Pomioty Piekielne i Opętania Czar. Nie ulegam złudzeniu, wiem dobrze, że najważniejszą rzeczą, jakiej powinienem się bać, jest drugi człowiek - nie moja fantazja, nie me urojenia - ale przedstawiciel mego własnego gatunku.
>Doskonały drapieżca. Przebiegły gad. Najohydniejszy stwór. Zdolny do makabrycznego zła, którego nie lubię sobie wyobrażać. Potwór!
>Lecz mimo tego, najwspanialszy.

Ech pogadamy za parę lat. "Młody, naiwny..." - dobrze to napisałeś w swoim profilu...
(Alicja)Duda (25557 punktów)

§ 14. 3. Cytujmy jedynie krótkie fragmenty, mające przypomnieć, o co chodziło w cytowanej wypowiedzi.
Rigoletto (3891 punktów)
> § 14. 3. Cytujmy jedynie krótkie fragmenty, mające przypomnieć, o co chodziło w cytowanej wypowiedzi.

O.K. Dzięki za przypomnienie i przepraszam za niezastosowanie się do reguł.
devares (605 punktów)
O! (delikatny śmiech pod nosem)
Najwyraźniej mamy inne nieco definicje naiwności! Cóż, to jednak mogę przełknąć, nieco czkając po konsumpcji, acz fraza 'pogadamy za parę lat' to puste, pozbawione argumentów słowa.
A naiwny... Cóż, póki co! Rozumiem, że chciałbyś by się to zmieniło. Bym doświadczył czegoś, co sprawi, że będę myśleć tak jak Ty - bym może ujrzał ogrom cierpienia i skłonił się nisko swoim urojeniom?
Wykluczone.
Na starość nie przybywa mądrości. Zazwyczaj utwardza się owoc, zasianej w niegdyś żyznej glebie, młodości.
Rzadko kiedy, kiełkuje coś na nowo.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Rigoletto (3891 punktów)
>O! (delikatny śmiech pod nosem)
>Najwyraźniej mamy inne nieco definicje naiwności! Cóż, to jednak mogę przełknąć, nieco czkając po konsumpcji, acz fraza 'pogadamy za parę lat' to puste, pozbawione argumentów słowa.
>A naiwny... Cóż, póki co! Rozumiem, że chciałbyś by się to zmieniło. Bym doświadczył czegoś, co sprawi, że będę myśleć tak jak Ty - bym może ujrzał ogrom cierpienia i skłonił się nisko swoim urojeniom?

Nie zrozumiałeś. Nigdzie nie napisałem, że jestem wierzący (gwoli ścisłości jestem agnostykiem). Chodziło mi o to, że zbyt łatwo oceniasz ludzi ze względu na to, w co wierzą lub nie wierzą. Nie żyjesz ich życiem i nie wiesz jakimi pobudkami się kierują. To ich, nie Twój wybór i mają do tego prawo. Nie możesz także wiedzieć czy jesteś od nich szczęśliwszy czy nie. A tym bardziej nie możesz twierdzić czyje życie jest lepsze.

>Wykluczone.
>Na starość nie przybywa mądrości. Zazwyczaj utwardza się owoc, zasianej w niegdyś żyznej glebie, młodości.
>Rzadko kiedy, kiełkuje coś na nowo.

Oby coś wykiełkowało, bo na razie widać tylko brak tolerancji dla ludzi inaczej myślących i zwykłą bufonadę (westchnienie, z odrobiną politowania .
devares (605 punktów)
Ha! Hipokryta!

>Chodziło mi o to, że zbyt łatwo oceniasz ludzi ze względu na to, w co wierzą lub nie wierzą. Nie żyjesz ich życiem i nie wiesz jakimi pobudkami się kierują.

To Twe słowa, czyż nie? - "Ci tzw. racjonaliści, najwyraźniej nie rozumieją, że tracą bezproduktywnie czas na chybione, zupełnie niepotrzebne działania."

Ktoś tu kogoś ocenia w sposób zbyt prosty? Ojojoooj!

I jak dobrze sam siebie ripostujesz! "To ich, nie Twój wybór i mają do tego prawo."

Eureka! Helleluja! Helleluja! (I chórem!)

>No cóż rozumiem, że ktoś może się podniecać zbieraniem znaczków i może być to ważny element jego życia, aczkolwiek nie wygląda mi to na zajęcie mniej zabawne, niż działalność w Rodzinie Radia Maryja.

Czyżbyś uważał, że Twoje życie wygląda na zajęcie mniej zabawne, niż działalność Radia Maryja? Ho, nieładnie, nieładnie! "A tym bardziej nie możesz twierdzić czyje życie jest lepsze."

Innymi słowy, gówno prawda, jak to zwykle bywa.

Proponuję zamknąć dyskusję, zdaje się być nieco - czcza! Niemniej, dzięki za coś w rodzaju rozmowy.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Rigoletto (3891 punktów)
>Proponuję zamknąć dyskusję, zdaje się być nieco - czcza! Niemniej, dzięki za coś w rodzaju rozmowy.

Niech Ci będzie ancymonku .
Brzostowski (7067 punktów)
'świat to za mało!', 'musi istnieć coś więcej!

Czym różnią się poszukiwacze Boga od poszukiwaczy cząstki Higgsa?

Jedni i drudzy mówią że coś tam musi być, bo to by wiele tłumaczyło, czemu jednych wychwalać, a drugich krytykować, ich poszukiwania nie są pewne,a przedmiot poszukiwań wymysłem, który jakoś tam tłumaczy pewne obszary rzeczywistości.
devares (605 punktów)
Czym, mówisz, się różnią?
Ano, zaiste, co za pytanie - tym, że koncepcja Boga to skutek ludzkiej głupoty oraz strachu przez nieznanym, a hipotetyczna cząstka Higgsa to wynik badań oraz wniosek wstępnych eksperymentów, jak również prac używających za kryterium nie tylko wiarę, ale i (w głównej mierze) rozsądek.
Co więcej, jeżeli owa elementarna jakoby cząsteczka zostanie udowodniona jako nieistniejąca, nic się nie stanie - po prostu wykluczona zostanie kolejna fałszywa teoria. Natomiast o religii nie powiesz wiernym, iż można ją zdyskredytować czy obalić - wszakże to prawda ostateczna i nie może być nic poza nią.
Wątpię szczerze, byś ujrzał różnicę, skoroś napisał, co wyżej.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Brzostowski (7067 punktów)
>Czym, mówisz, się różnią?
>Ano, zaiste, co za pytanie - tym, że koncepcja Boga to skutek ludzkiej głupoty oraz strachu przez nieznanym, a hipotetyczna cząstka Higgsa to wynik badań oraz wniosek wstępnych eksperymentów, jak również prac używających za kryterium nie tylko wiarę, ale i (w głównej mierze) rozsądek.
>Co więcej, jeżeli owa elementarna jakoby cząsteczka zostanie udowodniona jako nieistniejąca, nic się nie stanie - po prostu wykluczona zostanie kolejna fałszywa teoria. Natomiast o religii nie powiesz wiernym, iż można ją zdyskredytować czy obalić - wszakże to prawda ostateczna i nie może być nic poza nią.

Koncepcja Boga, jak piszesz, to skutek głupoty i strachu? Udowodnij to! To co piszesz jest tylko pewną koncepcją, która próbuje wyjaśnić dlaczego każda cywilizacja wykształciła, lub "stworzyła" boga. To nie jest udowodnione, bo dowodów brak. Inna koncepcja mówi o tym że bóg jest, bo jest, faktycznie też bez dowodów. Jest próbą wyjaśniania świata. Jesteś w błędzie twierdząc, że jedynym kryterium jest wiara, wierzący czują, komunikują się, itd. To jest dla nich realne, tak jak dla innych to co pokaże szkiełko i oko. Tyle tylko że nie mogą tego powtórzyć, zbadać, bo ich "eksperyment" nie da się "osaczyć" warunkami i parametrami znanej rzeczywistości.

W innym obszarze tegoż wyjaśniania świata pojawia się cząstka Higgsa, czym to się różni? Jest jakaś hipotetyczna cząstka, która może jest, a może jej nie ma, jak nie ma będzie zawód i dalej poszukamy, jak jest będzie sukces. Postrzegasz problem istnienia boga razem z religią, co prowadzi Cię do błędnych wniosków, jak sądzę. Patrzysz na religię i boga z punktu widzenia wierzącego, popatrz z punktu widzenia wątpiącego. Jaka jest dla takiego czlowieka różnica pomiędzy koncepcją cząstki Higgsa i jej słusznością lub nie, a koncepcją boga z głupoty i strachu lub boga "od zawsze" i ich słusnością lub nie? Ot po prostu jakaś koncepcja upadnie. A że poszukiwać jej (tej boskiej) warto świadczy fakt, że kilka miliardów ludzi twierdzi że jakiśtam bóg jest, miliony mówią że czują, inni że widzieli. To trochę tak jak z tymi cząstkami, nikt jej nie widział, nie zbadał, ale we wzorze występuje. Niektórzy mają w swoich wzorach parametr boski, być może nigdy go nie zinterpretują, nie zmierzą, nie zobaczą, tak jak inni wielu parametrów we wzorach fizycznych. Taki sposób na wyjaśnianie świata, czemu jeden jest lepszy, a drugi gorszy?
>Wątpię szczerze, byś ujrzał różnicę, skoroś napisał, co wyżej.
Więcej wiary!
devares (605 punktów)

>>Wątpię szczerze, byś ujrzał różnicę, skoroś napisał, co wyżej.

A jednak! I jednocześnie - niestety.

"To nie jest udowodnione, bo dowodów brak", czyż to nie wspaniały i paradoksalny argument, który dopiero zakrawa i obraża inteligencję? Odpowiedziałem już na takowy, w innym wątku, cytując:
"Czy ktokolwiek, kiedykolwiek dowiódł, że Bóg nie istnieje?

A czy ktokolwiek kiedykolwiek udowodnił, że na obrzeżach naszej galaktyki nie dryfuje w próżni różowy, maksymalnie wypasiony wibrator, którego nie sposób dostrzec żadnym teleskopem ni obecną techniką?
Nie.
Ale czy to oznacza, że musimy zakładać Kościoły Przenajświętszego Dildo?
"

Wychodzi według Ciebie, że musimy, ponieważ to jeno " próbą wyjaśniania świata." Tyle, że mylna! Ohydna i tępa, na dodatek. Wyznawcy owego Kultu Wibratora także WIERZĄ, iż to " realne, tak jak dla innych to co pokaże szkiełko i oko. Tyle tylko że nie mogą tego powtórzyć, zbadać, bo ich "eksperyment" nie da się "osaczyć" warunkami i parametrami znanej rzeczywistości." A da się? Obecnie nie!
Teraz wyobraź sobie, że napisano księgę o tym zjawisku, o objawieniach ludzi, spisywaną i ustnie przekazywaną, która ma w obecnej chwili ok. 2000 lat. Teraz wyobraź sobie, że od małego mówiono Ci o tym, iż to prawda - a dziecko wierzy (!) we wszystko, co mu rodzic powie, ponieważ zakłada, że dzięki temu przetrwa. Widzisz obrazy Przenajświętszego Dildo wszędzie, Jego wizerunki, ikony i Kościoły mu poświęcone, uczęszczasz na msze i zostajesz wchłonięty przez społeczność - i, jak mówisz, czujesz, komunikujesz się - nie przeszkadza to jednak faktowi, iż oddajesz część całkowitemu debilizmowi - co czyni Cię także, w tym wypadku idiotą! - niewinnym, bo niezawinionym; nie miałeś wszakże wpływu na to - ale mimo wszystko!

Postrzegam " problem istnienia Boga" - łącznie z religią - jako hańbę na historii ludzkości. Tak z perspektywy wierzącego, wątpiącego, jak i niewierzącego.

"A że poszukiwać jej (tej boskiej) warto świadczy fakt, że kilka miliardów ludzi twierdzi że jakiśtam bóg jest, miliony mówią że czują, inni że widzieli."
Właśnie nie(!) świadczy o niczym! Kiedy ludzkość pojmie, że wraz z upływem czasu głupota nie przestaje być głupotą, a bzdurne wierzenia - bzdurą! Podobnie ilość wiernych danej idei nie daje pewności, iż przyjęty światopogląd jest słuszny, ba - wręcz przeciwnie nieraz!
W takim razie dlaczego walczyliśmy z nazizmem i komunizmem, z niewolnictwem i patriarchalnością, skoro tak wiele osób tak głęboko było przekonanych o tym, iż czynią dobrze? Ponieważ głupota to fundament naszej cywilizacji! To ohydnie trudne do przełknięcia, ale znacznie łatwiej pozwala oddzielić od siebie pewne kwestie oraz tym bardziej kłamstwa.

"Taki sposób na wyjaśnianie świata, czemu jeden jest lepszy, a drugi gorszy?"
(Wzdycha) Serdecznie zapraszam do ponownego przeczytania początku tego wątku.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Brzostowski (7067 punktów)
>A jednak! I jednocześnie - niestety.
>"To nie jest udowodnione, bo dowodów brak", czyż to nie wspaniały i paradoksalny argument, który dopiero zakrawa i obraża inteligencję?
Kompletnie się nie rozumiemy. Nie chodzi o to czy da się udowodnić, że Bóg nie istnieje, tylko o to co napisałeś, czyli, że:

"koncepcja Boga to skutek ludzkiej głupoty oraz strachu przez nieznanym".

Skąd to wiesz? Czy ktoś to zbadał i są jakieś przekonujące wnioski z tych badań? To ważne, bo jak rozumiem to jest powód że nie warto się zastanawiać nad tym czy "jest coś więcej".

>A czy ktokolwiek kiedykolwiek udowodnił, że na obrzeżach naszej galaktyki nie dryfuje w próżni różowy, maksymalnie wypasiony wibrator, którego nie sposób dostrzec żadnym teleskopem ni obecną techniką?
>Nie.
>Ale czy to oznacza, że musimy zakładać Kościoły Przenajświętszego Dildo?"

Nie musimy, ale nie odbieraj prawa i rozumu tym, którzy to robią. Stawianie sobie pytania "czy jest coś więcej (poza tzw naszym światem)" jest próbą zrozumienia świata, a nie onanizowaniem umysłu. Tak jak naukowcy każdego dnia testują jakieś tam modele, przyjmują, zakładają coś, nie wychodzi? Testujemy nowe, itd. Dlaczego stawianie pytania czy jest "coś więcej" jest gorsze od pytania "czy jest tam jakiś inny parametr?", zważywszy na fakt, że miliony ludzi twierdzi że doświadcza czegoś "poza tym światem"

>Wychodzi według Ciebie, że musimy, ponieważ to jeno " próbą wyjaśniania świata." Tyle, że mylna! Ohydna i tępa, na dodatek.
To chyba już ideologia? Skąd wiesz że ta koncepcja jest mylna? Gdybyś napisał mało prawdopodobna, to bym się zgodził, ale mylna? Nawet Dawkins oszacował istnienie Boga na 1%? JEsteś świętszy niż święci?
Wyznawcy owego Kultu Wibratora także WIERZĄ, iż to " realne, tak jak dla innych to co pokaże szkiełko i oko. Tyle tylko że nie mogą tego powtórzyć, zbadać, bo ich "eksperyment" nie da się "osaczyć" warunkami i parametrami znanej rzeczywistości." A da się? Obecnie nie!
Jeżeli czegoś nie da się udowodnić lub powtórzyć, mamy przyjać że tego nie ma? Bo nie bardzo rozumiem? No to koniec cywilizacji! Samo dążenie do osiągniecia powtarzalności, zakłada że prawdopodbnie da sie ją uzyskać.
>Teraz wyobraź sobie ... ,
Znowu mielesz Boga i religie, nie chodzi o to czy ten Bóg jest chrześcijański, muzułmański czy inny i nieważne, że religie prowadzą do czegoś tam, że ogłupiają, itd. Tutaj w ogóle nie oto chodzi. To czy istnieje taka czy inna religia nie oznacza że bóg jest dobry, zły, czy istnieje czy nie i co jest istotą twego wątku, nie ma to znaczenia dla twierdzenia że pytanie czy jest coś poza światem jest onanizowaniem rozumu. Uwolnij się od tych systemów religijnych!
>"Taki sposób na wyjaśnianie świata, czemu jeden jest lepszy, a drugi gorszy?"
>(Wzdycha) Serdecznie zapraszam do ponownego przeczytania początku tego wątku.

Dążenie do wyjaśniania świata jest normalną oznaką zdrowego rozsądku i inteligentnego umysłu. To że spotykamy się z czymś trudnym do wyjaśnienia lub w danej chwili niemożłiwym nie oznacza, że tego nie ma! Nie oznacza, że zadawanie takich z pozoru durnych pytań nie ma sensu. Popatrz na wzór:
E=mc2

Czy pytanie, jak zmienić kawałek drewna w energię, a potem tę energię zamienić na wątrobę jest głupie?

Teraz wyobraź sobie pytanie Greka w IV w p.n.e. który stracił penisa:

Czy nie można przyszyć od jakiegoś świeżego nieboszczyka?

albo lepiej:

Czy nauka kiedyś rozwikła fenomen stygmatyków?

Czy te pytania są głupie? Wg mnie to pytania o "coś więcej", przed którymi Ty się tak bronisz?

Poza tym onanizm jest zdrowy, o ile zachowa się rozsądek.
10-05-2010 02:06 
 Ocena 2 na 2
devares (605 punktów)
Skąd wiem, że koncepcja Boga to skutek ludzkiej głupoty oraz strachu przed nieznanym? Ponieważ wiara w bóstwa rośnie odwrotnie proporcjonalnie do dobrobytu czy szeroko pojętego szczęśliwego żywota. Im radośniejszy jesteś, tym głębiej w miękkich pośladkach masz wiarę; a im gorzej Ci, tym bardziej szukasz ukojenia w ramionach czegokolwiek - byle polepszyć swoje samopoczucie.

Widzisz, rezygnacja z tej miałkiej idei to nie powód by nie zastanawiać się nad tym, czy jest coś więcej - tak myśleć może jedynie osoba, która przez całe swoje życie niczego prócz wierzeń nie miała - a świat to przebogate i cudowne miejsce, pełne naturalnych cudów i nieprawdopodobnych fenomenów.
Zaś pytania tyczące się kwestii boskiej to nie 'coś więcej' a 'mniej'. Szukanie 'czegoś więcej poza naszym światem' to ucieczka od rzeczywistości i skupianie się na swoich fantazjach. To próba odgraniczenia się od cierpienia słabego umysłu. To szukanie ŁATWYCH wytłumaczeń! Najprostszych, najbardziej pasujących do w gruncie rzeczy durnego człowieka - takich, które pozwoliłoby dalej tkwić w błogiej nieświadomości i żyć w nadziei na niebo; którego nie uświadczysz! Jak genialne musiały być pokolenia wymyślające hipotezę, że coś można ujrzeć po śmierci - a jak głupie i spragnione pocieszenia tłumy, które w to uwierzyły! Wierzyć to nie myśleć, to nie zadawać pytań. Nie szukać prawdy - to zakładać coś wbrew wszystkiemu.

Skąd wiem, że koncepcja przewidująca dryfujący w przestrzeni kosmicznej różowy wibrator jest mylna? Ponieważ gdybym nie przyjął, iż tak nie jest, musiałbym wierzyć (!), że tuż za tym dildo podąża kolejny. I kolejny. I że na każdym 'progu' jakiejkolwiek planety bądź gwiazdy znajduje się wianuszek uroczych zabawek erotycznych. A obok nich, w odległości jednego roku świetlnego, lecą sobie fikuśne koronkowe majteczki. Ciut dalej za to, urżnięte w czasie rytualnego, religijnego obrzezania kobiet łechtaczki. Z nimi tańczą walca pinezki w kolorach tęczy.

Mówisz, wiara w podobne rzeczy to nie onanizowanie umysłu, a próba zrozumienia świata? Fakt, może wyraziłem się zbyt finezyjnie - to nie masturbacja intelektu - to jego absolutna hańba (!), przyznawać rozum (?) podobnym pierdołom.

Jeśli czegoś nie da się udowodnić lub powtórzyć, nie należy stwierdzić, że tego nie ma - winno się przeprowadzić możliwie więcej eksperymentów bądź badań nad daną dziedziną, aż do skutku - a jeśli ówczesna technika czy możliwości nie pozwalają - zawiesić kwestię do uzyskania rozstrzygającej odpowiedzi. Ale nie czcić braku odpowiedzi! Poszukiwać, i owszem - ale nie w formie 'prawd ostatecznych'!

"Dążenie do wyjaśniania świata jest normalną oznaką zdrowego rozsądku i inteligentnego umysłu. To że spotykamy się z czymś trudnym do wyjaśnienia lub w danej chwili niemożłiwym nie oznacza, że tego nie ma!"
"Niemożłiwe"! Pewnie, że nie oznacza - ale nie oznacza też, że jest! Co wtedy zrobić? Patrz akapit wyżej.
Przy czym, nie zgadzam się, iż to cecha 'zdrowego rozsądku i inteligentnego umysłu' - człowieka, tak, tu się zgodzę - ale 'inteligencja i ZDROWY rozsądek' pojawia się wtedy, gdy te wyjaśnienia nie odbiegają od rzeczywistości oraz mają autentyczny sens. Czyli, w gruncie rzeczy, nader rzadko.

Pierwsze pytanie olewam - nie znam się, ale szanuję fizyków, zwłaszcza po lekturze " Jeszcze krótszej historii czasu", więc spojrzenie i następnie powiązanie wzoru przez Ciebie przytoczonego z tym pytaniem określę delikatnie jako niepoprawność.
Drugie pytanie mnie rozbawiło - świeży nieboszczyk? To pewnie ten z erekcją pośmiertną wywołaną stężeniem pośmiertnym? Klawe!
Trzecie pytanie? (Ryk oszalałego śmiechu!) Stygmaty! A to dobre! To Jezus w końcu został przybity w dłonie czy nadgarstki? Skoro w te drugie, dlaczego pojawiają się w tych pierwszych? W lewy czy prawy bok trafiła niesławna 'Włócznia Przeznaczenia'? Pewnie w oba, skoro zdarzają się przypadki i tu i tam! O, mówisz, 'Bóg tak chciał'? To ja już, ee, tyle!

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Brzostowski (7067 punktów)
>Skąd wiem, że koncepcja Boga to skutek ludzkiej głupoty oraz strachu przed nieznanym? Ponieważ wiara w bóstwa rośnie odwrotnie proporcjonalnie do dobrobytu czy szeroko pojętego szczęśliwego żywota. Im radośniejszy jesteś, tym głębiej w miękkich pośladkach masz wiarę; a im gorzej Ci, tym bardziej szukasz ukojenia w ramionach czegokolwiek - byle polepszyć swoje samopoczucie.

Takie masz przeczucia? Tak Ci się wydaje? Może to nawet prawda, ale cały czas pogląd iluś tam ludzi. Inni twierdzą że doświadczają Boga, też jest ich wielu. Dlaczego to Ty masz rację, a nie oni?

>Zaś pytania tyczące się kwestii boskiej to nie 'coś więcej' a 'mniej'.
Cały czas się nie rozumiemy. Ale o tym dalej.
>Skąd wiem, że koncepcja przewidująca dryfujący w przestrzeni kosmicznej różowy wibrator jest mylna?
Faktycznie, każda cywilizacja wykształciła w czasie swojego rozwoju "koncepcję dryfującego w przestrzeni kosmicznej różowego wibratora", miliony ludzi twierdzą niezależnie od kontynentów i obyczajów, że gdzieś tam jest ten "dryfujący w przestrzeni kosmicznej różowy wibrator", itd...

Zrozum, że koncepcja Boga funkcjonuje w przestrzeni rozwoju cywilizacji w różnych formach praktycznie od zawsze. A setki milionów ludzi wierzy, ufa i doświadcza (po swojemu) jego obecności, nie można tego ot tak sobie zbyć porównaniem do wymyślonego na wprędce dryfującego wibratora!

>Pierwsze pytanie olewam - nie znam się, ale szanuję fizyków, zwłaszcza po lekturze " Jeszcze krótszej historii czasu", więc spojrzenie i następnie powiązanie wzoru przez Ciebie przytoczonego z tym pytaniem określę delikatnie jako niepoprawność.
A dlaczego? Czyli są pytania których nie można zadawać? To pytanie miało Ci uświadomić, że fizyka może być tak samo absurdalna jak koncepcja Boga. Dziś pytanie czy z kawałka drewna da się zrobić wątrobę jest tak samo absurdalne (mimo że jest wzór) jak to czy Bóg da się wyjaśnić naukowo.

>Drugie pytanie mnie rozbawiło - świeży nieboszczyk? To pewnie ten z erekcją pośmiertną wywołaną stężeniem pośmiertnym? Klawe!

To pytanie miało Ci pokazać, ze zadane kilka tysięcy lat temu zostało by wyśmiane, być może tak jak dzisiaj koncepcja Boga lub sprawa wątroby. Życie płynie, nauka się rozwija. To co kiedyś było "nie z tego świata", dzisiaj jest "z tego", to co dzisiaj jest "nie z tego", może być jutro "z tego". A Ty próbujesz onanizować rozum tylko z tej strony, którą uważasz za właściwą.

>Trzecie pytanie? (Ryk oszalałego śmiechu!) Stygmaty! A to dobre! To Jezus w końcu został przybity w dłonie czy nadgarstki? Skoro w te drugie, dlaczego pojawiają się w tych pierwszych? W lewy czy prawy bok trafiła niesławna 'Włócznia Przeznaczenia'? Pewnie w oba, skoro zdarzają się przypadki i tu i tam! O, mówisz, 'Bóg tak chciał'? To ja już, ee, tyle!

Nie rozumiemy się, cały czas. Nie chodzi o to czy Jezus żył, tylko o to czy postawione pytanie o stygmaty jest onanizowaniem umysłu? Jest czy nie? Bo Tobie przecież o pytania chodzi i czy można je stawiać? Np takie:

Czy czas może biec raz wolniej, a raz szybciej? Dzisiaj może być co? Ale dwa tysiące lat temu byłoby gwałtem na rozumie, tak? A np w XIX wieku czym byłoby takie pytanie?
10-05-2010 15:08 
 Ocena 1 na 1
devares (605 punktów)

>Takie masz przeczucia? Tak Ci się wydaje? Może to nawet prawda, ale cały czas pogląd iluś tam ludzi. Inni twierdzą że doświadczają Boga, też jest ich wielu. Dlaczego to Ty masz rację, a nie oni?

Że tak brzydko zaklnę, za przeproszeniem, Jezu Chryste! Nie, nie mam takich przeczuć - czytam historię, widzę, obserwuję, porównuję! Co z tego, że inni TWIERDZĄ (to kluczowe słowo), iż doświadczają Boga, i że jest ich wielu? Jeszcze inni TWIERDZĄ, że są Napoleonem Bonaparte czy określają siebie jako Juliusz Cezar - z kolei niektórzy mienią się Zbawicielami - jedno, drugie i trzecie to wynik dysfunkcji umysłu, problemów emocjonalnych czy najpospolitszej choroby psychicznej. Wiedziałeś o tym, że ślepe osoby (ok 10% populacji) w zazwyczaj podeszłym wieku WIDZĄ przeróżne rzeczy? Nazywa się toto Syndrom Charlesa Bonneta.
A dlaczego ja mam rację? To naprawdę proste. Widzisz, myślę - od czasu do czasu, z różnym skutkiem, ALE - staram się nie brać niczego na wiarę! Analizuję rzeczywistość; kiedy widzę mężczyznę ubranego w czarny wór mówiącego, że zna 'Plan Boży' proszę o list uwierzytelniający - potwierdzenie jego słów - inaczej jakie mam niby przesłanki by ufać jakiemuś hipokrycie oszukującym swą naturę celiBATEM? To kwestia przetrwania, cecha wykształcona w procesie ewolucji człowieka - nie ufać idiotom, nie wierzyć durnotom - OSTRZEŻENIE! - możesz dać się wyruchać bądź zdechnąć za nic.

>Zrozum, że koncepcja Boga funkcjonuje w przestrzeni rozwoju cywilizacji w różnych formach praktycznie od zawsze. A setki milionów ludzi wierzy, ufa i doświadcza (po swojemu) jego obecności, nie można tego ot tak sobie zbyć porównaniem do wymyślonego na wprędce dryfującego wibratora!

Ojej! Kobiety były całkowite podległe mężczyznom od zarania dziejów, w wielu kulturach - a setki milionów facetów wciąż wierzy, ufa i sądzi, że płeć piękna to jeno inkubator! No i co? Pisałem już wcześniej, że głupoty i błędów nie leczy historia! Podobnie rzecz tyczy się z niewolnictwem - przecież istnieje 'od zawsze' (co za kretyńskie sformułowanie!), ale czy chciałbyś tego nawrotu?
Prócz tego, to nie 'koncepcja Boga' a 'bogów' ma miejsce w naszej kulturze od tysięcy lat! Teraz także. Większość ma swego. A wynikała ona właśnie z ówczesnych prób zrozumienia świata, ech - jak pisałem w otwarciu wątku - grzmi, Zeus ino pierdzi, bo jakże inaczej mógł to sobie nasz prehistoryczny przodek wytłuścić...

>A dlaczego? Czyli są pytania których nie można zadawać?

(Rwie szaty i drapie się palcem serdecznym u lewej nogi za szyją.) Powiedziałem, że nie czuję się kompetentny by na te pytanie odpowiadać, psiakrew!

>Nie rozumiemy się, cały czas.

O, to to, tak! Jawohl! Hijoputada!!

>Bo Tobie przecież o pytania chodzi i czy można je stawiać?

Tak sąąądziiiiiisz? Zerkając z ukosa na mój tutaj wpis, mam pewne, powiedziałbym nawet skromnie, że - uzasadnione - wątpliwości, czy faktycznie, o to mi chodzi - no, ale jeśliś tego pewien! O tak, tak, wieelka duża tak!
A tak właściwie, to ni chuja.

>To co kiedyś było "nie z tego świata", dzisiaj jest "z tego", to co dzisiaj jest "nie z tego", może być jutro "z tego". A Ty próbujesz onanizować rozum tylko z tej strony, którą uważasz za właściwą.

Otóż to! O ile ja onanizuję mego ambitnego 'brejna' pod różnymi kątami (bo przyjemniej!), to właśnie Ty nie dostrzegasz (też) swej jedno-perspektywicznej masturbacji. Przecie to właśnie pomysł bożka może okazać się bezpłodny - a zaczynał już od dawna mieć problemy z erekcją!

Tyle, że tryskał krwią.

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
Brzostowski (7067 punktów)
Nie rozumiemy się, co do podstawowych spraw ogarniania rzeczywistości. Ja myślę że mam rację oczywiście, a moc jest ze mną!

Ja uważam, że znana nam rzeczywistość materialna nie jest jedynym nośnikiem informacji o świecie: E=mc2.

Stąd wniosek, że pytania o coś "poza światem" jest jak najbardziej rozsądne, bo to "poza światem" dotyczy nieznanego nam świata lub nieistniejącego świata i wszystkie stwierdzenia muszą być wyrażane z prawdopodobieństwem. Nie ma rzeczy pewnych na 100%. A Ty, mimo że jak sam piszesz historię znasz, zakładasz, że niekórych rzeczy nie ma na 100%, mimo że historia pokazuje Ci wyraźnie, że to może być błąd.
devares (605 punktów)
Si, senior - nie rozumiemy się, ni w kuku ole!

Na tym więc zamykamy dyskusję, nieco radości mi sprawiła, a w kwestii mocy - mylisz się, rzecz jasna, niepewny padawanie! Moc, choć leciwa i ledwie dostrzegalna, leci dziś na TVP o 20: 00!

Uważam też, że nim zabierzemy się za poznawanie 'nieznanego lub nieistniejącego świata', lepiej nam będzie uporać się z tym bliższym - rzeczywistym! I tak, bez fantazji, jest tego od groma i więcej!
Adiós!

"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
diogenes (42753 punktów)
>... jak człowiek onanizuje swój umysł.

W tym wypadku nie działa wojskowe porzekadło: najlepsza baba to własna graba.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365