Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy możemy wyeliminować impulsy religijne z życia?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
29-05-2010 22:33strawberry (18 punktów)Czy możemy wyeliminować impulsy religijne z życia?
Ocena 4 na 4
Witam
Od dłuższego czasu nurtowało mnie pytanie zamieszczony w tytule tego wątku,choć nie wyznaję żadnej religii.Impuls religijny rozumiem bardzo szeroko, jako wykraczający daleko poza domenę religii jako takiej.Rozumiem go jako poszukiwanie siły wyższej, niezależnej od człowieka, dającej mu oparcie (zwłaszcza w momentach kryzysu), dodającej mu skrzydeł.Wydaje mi się, że takie impulsy istnieją w dziedzinie nauki, sztuki czy filozofii. Stwierdzenie to nie jest oczywiście niczym odkrywczym.
W okresie pozytywizmu, gdy próbowano wyrugować religię i metafizykę z działalności naukowej, światopogląd scjentystyczny obdarzył naukę taką estymą, że nabrała cech religii (póżna filozofia Augusta Comte'a).Zarliwie wierzono w to, że uczony - przyrodnik ma kontakt z nagą rzeczywistością faktów, z quasi sacrum. Kontakt z tą rzeczywistością w konsekwencji ma dobroczynny wpływ na ludzkość, przyczynia się do postępu, doskonali także moralnie.Póżniej, po rozczarowaniu tą nadmierną wiarą w moc nauki, w okresie modernizmu,kapłanem stał się artysta, którego sztuka miała być nośnikiem ponadczasowych znaczeń (symbolizm), triumfującym wyrazem jakiejś prawdy (ekspresjonizm).U Witkacego odbiorca w kontakcie ze sztuką odzyskuje utracone poczucie straszliwej metafizycznej tajemnicy, co, choćby na chwilę w przeddzień katastrofy, daje mu poczucie sensu. W filozofii częściowo zrehabilitowano metafizykę ( Bergson).Pragmatyzm Wiliama Jamesa dowartościowuje wiarę religijną, proponuje nową nie-monistyczną metafizykę.Fenomenologia proklamuje powrót do rzeczy, do żródeł, do trudno uchwytnej rzeczywistości, do której można dotrzeć dokonując czegoś na kształt platońskiego "drugiego żeglowania".
Potem Sartre uznał siłę wyższą,tj. świat, w który zostaliśmy wrzuceni bez naszej zgody za żródło zagrożenia i opresji i uznał, że jednostka sama może stanowić dla siebie oparcie snując projekty autokreacji.
Osobowy Bóg chrześcijaństwa, czy bezosobowa prawda absolutna buddyzmu, Idealny Rodzic, (Freud) którego poszukujemy w pracy, w konfesjonale, w szkole, w gabinecie terapeuty, czy w końcu siła zbiorowości ludzkiej, to też według mnie rodzaje siły wyższej, która może dawać oparcie (choć nie muszą).
Może zanadto generalizuję,bo poza tym domniemanym podobieństwem między nauką, sztuką czy filozofią istnieją zasadnicze różnice. Uważam jednak, że impulsów religijnych nie da się tak łatwo wyeliminować z życia; człowiekowi trudno znależć oparcie w sobie samym. Szukamy czegoś zewnętrznego wobec nas samych (wspólnoty, drugiego człowieka, Boga, przyrody). Truizmem jest stwierdzenie,że szukanie siły wyłącznie w sobie może wynikać z rozczarowania czy zranienia.
według mnie ze zranienia.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Odp: czy możemy wyeliminować impulsy religijne z życia?
Już wszystko rozumiem. Ponieważ jesteś kobietą ,więc szukasz oparcia. Kobieta tak ma, że nie umie znaleźć oparcia w sobie samej, tylko musi się oprzeć na jakimś silnym męskim ramieniu i niekoniecznie musi to być boskie ramię. Mężczyźni zaś niekoniecznie szukają wsparcia i oparcia i dlatego to oni są ateistami. Nie słyszałam o wielu kobietach ateistkach.
29-05-2010 23:32 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
> Nie słyszałam o wielu kobietach ateistkach.

Na Naszym forum jest dużo kobiet - ateistek. Rzeczywiście nie słyszałem o ateistce sławnej jak np. prof. Dawkins.

Coś ostatnio Doda , wspominała o apostołach jarających zioło
30-05-2010 00:59 
 Ocena 6 na 6
Autografka (10638 punktów)
>Już wszystko rozumiem. Ponieważ jesteś kobietą ,więc szukasz oparcia. Kobieta tak ma, że nie umie znaleźć oparcia w sobie samej, tylko musi się oprzeć na jakimś silnym męskim ramieniu i niekoniecznie musi to być boskie ramię. Mężczyźni zaś niekoniecznie szukają wsparcia i oparcia i dlatego to oni są ateistami. Nie słyszałam o wielu kobietach ateistkach.

Co to za bzdury?

Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
30-05-2010 01:48 
 Ocena 2 na 8
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Co to za bzdury?
Pani jak rozumiem szę pita, dlaczego człowiek poszukuje absolutu. Czegoś na czym mógłby szę oprzeć. "Szukamy czegoś zewnętrznego wobec nas samych (wspólnoty, drugiego człowieka, Boga, " i dalej "szukanie siły wyłącznie w sobie może wynikać z rozczarowania czy zranienia,według mnie ze zranienia."
Pani się rozczarowała na skutek zranienia. A kto może kobietę zranić jak nie mężczyzna?
Dlatego Pani szuka siły w sobie samej, ale jej tam znaleźć nie może, bo jest kobietą, która potrzebuje oparcia. Dawniej mówiono kobieta-bluszcz, że tak jak bluszcz się oplata wokół mężczyzny. Dziś niby są różne bizneswomen i manager, ale natura kobiety przez wieki pozostała ta sama. Jak pisał Otto Weininger, kobieta dla swego istnienia potrzebuje mężczyzny. I dlatego szuka czegoś na zewnątrz. Czasami nie wie, że to chodzi o mężczyznę i wydaje się jej, że szuka Boga, jak św. Faustyna, autorka "Dzienniczka". Dlatego kobiecie trudno jest wyeliminować takie impulsy z życia. Co innego zaś mężczyzna. On ma naturę wojownika! Ma poczucie, że to on stanowi oparcie. Dlatego Bóg jest mężczyzną. I dlatego większość mężczyzn przyznaje się do ateizmu, bo oni nie potrzebują żadnego wsparcia. Zresztą zauważmy, że większość popleczników ojca Rydzyka stanowią kobiety, tzw. moherowe berety. Samotne, zagubione, stare, lekceważone, szukają wsparcia w mężczyźnie-ojcu symbolizującym jednocześnie Boga.
30-05-2010 02:41 
 Ocena 8 na 8
Autografka (10638 punktów)
Co to za seksistowskie bzdury?


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
30-05-2010 08:57 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Co to za seksistowskie bzdury?

Hm

Głodnemu chleb na myśli?


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
30-05-2010 11:30 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>Hm
>Głodnemu chleb na myśli?

Sądzisz, że jakaś kobitka daje komuś popalić?
No chyba, że ktoś ma po prostu przestarzałe informacje na temat spożywania chleba.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
30-05-2010 23:10 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>>Hm
>>Głodnemu chleb na myśli?
>Sądzisz, że jakaś kobitka daje komuś popalić?
>No chyba, że ktoś ma po prostu przestarzałe informacje na temat spożywania chleba.

Sądzę, że nie wpadłem na najwłaściwsze powiedzenie dot. bezpodstawnego przypisywania komuś własnych stanów emocjonalnych


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
30-05-2010 23:20 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>Sądzę, że nie wpadłem na najwłaściwsze powiedzenie dot. bezpodstawnego przypisywania komuś własnych stanów emocjonalnych

Ależ dlaczego? Po prostu inaczej postrzegamy tego kogoś. Najoględniej mówiąc, znacznie częściej można spotkać mężczyznę, który ględzi na temat kobiet tak, jak pani profesor, niż kobietę. Zdarzają się takie, owszem, ale są to naprawdę rzadkie przypadki.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
30-05-2010 09:43 
 Ocena 1 na 5
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>Co to za seksistowskie bzdury?
Kobieta jest do końca spełniona w roli żony i matki. Bo tak została stworzona. Jest szczęśliwa, gdy u boku ma męża, silnego ,zaradnego, opiekuńczego, a wokół biegają jej dziateczki. Natomiast jest zgorzkniała i sfrustrowana, cierpka i ponura gdy jest samotna i bez oparcia. Wtedy często choruje fizycznie, ma ciągłe dolegliwości, różne spazmy, migreny i globusy (łac. globus hystericus). Albo szaleje i popada w paranoia religiosa, którą opisywał Richard Freiherr von Krafft-Ebing ". Wszystkie pamiętniki świętych mistyczek opisujące ich "spotkania" z Bogiem, jako żywo przypominają stosunki seksualne pełne uniesienia i zachwytów. Tak więc baba chłopa potrzebuje, a nie impulsów religijnych.
01-06-2010 23:31 
 Ocena 4 na 4
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>>Co to za seksistowskie bzdury?
>Kobieta jest do końca spełniona w roli żony i matki.

Aha. Jak cholera.

>Bo tak została stworzona.

Jeśli faktycznie została stworzona, to chyba tylko jako dzieło sztuki.

>Jest szczęśliwa, gdy u boku ma męża, silnego ,zaradnego, opiekuńczego, a wokół biegają jej dziateczki.

Skąd Ty kobieto czerpiesz takie "rewelacje" ? Z przedwojennego numeru "Rycerza Niepokalanej" chyba.
Ja mam u boku słabego, ciężko chorego męża, który wskutek choroby z dnia na dzień został inwalidą i to ja muszę się nim opiekować. I dzieci, które biegają tam, gdzie je wyślę, głównie po zakupy i ze śmieciami, bo ja mam tysiąc innych obowiązków i takie pierdoły zostawiam młodzieży. Ale wierz mi, jestem szczęśliwa. Naprawdę. Bo on żyje, a mogło być już po wszystkim.

>Natomiast jest zgorzkniała i sfrustrowana, cierpka i ponura gdy jest samotna i bez oparcia.

Królestwo za chwilę samotności. I spokoju.

>Wtedy często choruje fizycznie, ma ciągłe dolegliwości, różne spazmy, migreny i globusy (łac. globus hystericus). Albo szaleje i popada w paranoia religiosa, którą opisywał Richard Freiherr von Krafft-Ebing ".

Ja nawet kataru nie zauważam, bo nie mam czasu chorować.

>Wszystkie pamiętniki świętych mistyczek opisujące ich "spotkania" z Bogiem, jako żywo przypominają stosunki seksualne pełne uniesienia i zachwytów. Tak więc baba chłopa potrzebuje, a nie impulsów religijnych.

Te mistyczki pewnie dostałyby ataku padaczki w zetknięciu z żywym chłopem. Ale nie należy szydzić z psychicznie chorych, bo to naprawdę ciężko chore osoby. I często nieuleczalnie.
30-05-2010 14:07 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Co to za seksistowskie bzdury?

A nic, to tylko Grabowska. Taki folklor, rozumiesz
30-05-2010 14:55 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>A nic, to tylko Grabowska. Taki folklor, rozumiesz
   Zbieg ze skansenu makak-makumba.
30-05-2010 03:53 
 Ocena 12 na 12
apud (4399 punktów)

>Pani jak rozumiem szę pita, dlaczego człowiek poszukuje absolutu. Czegoś na czym mógłby szę oprzeć.

Jak nie można znaleźć Absolutu to polecam Finlandia. Cena ta sama a moim zdaniem ciut lepsza.
01-06-2010 23:35 
 Ocena 1 na 1
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>>Pani jak rozumiem szę pita, dlaczego człowiek poszukuje absolutu. Czegoś na czym mógłby szę oprzeć.
>Jak nie można znaleźć Absolutu to polecam Finlandia. Cena ta sama a moim zdaniem ciut lepsza.

Popieram !!!!! Dla zaawansowanych polecam spirytus. Kwintesencja absolutu.
Myflowers (2721 punktów)
>>Czasami nie wie, że to chodzi o mężczyznę i wydaje się jej, że szuka Boga, jak św. Faustyna, autorka "Dzienniczka".
>
Pani tak na poważnie, że tak ( przepraszam za wyrażenie), profesór?
A moze jest pani również cyklofreniczką, jak niejaka Faustyna? Ołtarza się zachciewa?

(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
02-06-2010 00:24 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
No dobrze,ale tak na poważnie, co Pani się nie podoba w moich wynurzeniach? Nawet w punktach może być, to się ustosunkuję, bo na takie enigmatyczne dictum to nawet nie wiem co mam odpowiedzieć.
Głąbiński (3538 punktów)
>Co to za bzdury?
Ten post jest zrozumiały, ale dalsze to już były karmieniem trolla.

Stach M. G.
Autografka (10638 punktów)
>>Co to za bzdury?
>Ten post jest zrozumiały, ale dalsze to już były karmieniem trolla.
>
Stach M. G.


A czy resztę wypowiedzi w tym wątku też w taki sposób skomentujesz, czy z jakichś względów tylko mnie postanowiłeś tu obsztorcować?


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
02-06-2010 11:25 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>... czy z jakichś względów tylko mnie postanowiłeś tu obsztorcować?
Nie zgadzam się na to, by zwrócenie uwagi na bezprzedmiotowość (trollowatość) komentowanej przez ciebie wypowiedzi (w tym wypadku chodzi o posty podpisane prof. G.) traktować jako "obsztorcowanie" nie trolla lecz komentatora. Uważam za obowiązek przypominanie o tym, by posty demonstrujące złośliwą, pozbawioną rzeczowości przekorą pozostawiać bez odpowiedzi. Podtrzymanie wymiany uwag w tym wypadku jedynie daje podnietę do dalszej produkcji pustosłowia, jest "karmieniem trolla". Po pierwszym postcie słusznie zwróciłaś uwagę na jego brak rzeczowości. Gdy w odpowiedzi, zamiast próby objaśnienia mamy dalszy słowotok, wiemy już, że autorowi/ce chodzi nie o racjonalną dyskusję, lecz o przekomarzanie się. Już nieraz na tym forum omawialiśmy tą kwestię, za każdym razem dochodząc do wniosku, że na pozbycie się trolli najlepszym sposobem jest ich lekceważenie w myśl hasła: nie karmić trolli! zagłodzone zdechną.

Stach M. G.
02-06-2010 11:45 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
Ale dlaczego akurat mnie obrałeś główną "karmicielką" pani profesor? Czy to był losowy wybór?


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
Głąbiński (3538 punktów)
>Ale dlaczego akurat mnie obrałeś główną "karmicielką" pani profesor? Czy to był losowy wybór?
Nie twierdzę, że wybór wynikał z analizy pretendującej do ścisłości. Po prostu z reakcji pp. odniosłem wrażenie, że twoja odpowiedź w sposób decydujący podtrzymała zapał pp. do dalszej produkcji postów.

Stach M. G.
30-05-2010 01:36 
 Ocena 5 na 5
J.Szulc (5723 punktów)
Ech, Grabowska.... Ogrodnik z Ciebie nie lada...
Przesadzasz, gdzie tylko się da
Czy Ty choć czasem czytasz samą siebie?
30-05-2010 12:16 
 Ocena 4 na 4
Madman (7811 punktów)
>Ech, Grabowska.... Ogrodnik z Ciebie nie lada...
A nie ogrodniczka? Ogrodnica? Zresztą...
Też uważam, że Troll Grabowska jest facetem.
31-05-2010 12:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie słyszałam o wielu kobietach ateistkach.
To może więcej czasu należy poświęcić czytaniu, jak pisaniu.
>
31-05-2010 17:08 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>>Nie słyszałam o wielu kobietach ateistkach.
>To może więcej czasu należy poświęcić czytaniu, jak pisaniu.
Może źle się wyraziłam. Chodziło mi o SŁAWNE, ZNANE, ateistki. ateizm.50webs.com/ Proszę spojrzeć. Większość to faceci. cbdu.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>Nie słyszałam o wielu kobietach ateistkach.
>>To może więcej czasu należy poświęcić czytaniu, jak pisaniu.
>Może źle się wyraziłam. Chodziło mi o SŁAWNE, ZNANE, ateistki. ateizm.50webs.com/ Proszę spojrzeć. Większość to faceci. cbdu.
Rozumiem takie jak: Bjork, Foster, Hepburn, a nie a takie mądralińskie jak Hypatia.
Feministki, wbrew temu co Pani sobie wyobraża, walczą nie o prawo do aborcji, a o równouprawnienie. Co mądrzejsze walczą o równą wartość obu płci z zachowaniem oczywistych różnic.
Kobiety przez wieki były kulturowo dyskryminowane i w historii ludzkiej musi myśli ich być mniej.

@@@
01-06-2010 19:35 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Kobiety przez wieki były kulturowo dyskryminowane i w historii ludzkiej musi myśli ich być mniej.
Ale już ze sto lat nie są, a jakoś nie widzę aby tryskały gejzery kobiecego geniuszu. Nie mówię oczywiście o mojej skromnej osobie, ale to wyjątek.
02-06-2010 00:14 
 Ocena 1 na 1
Myflowers (2721 punktów)
>>Kobiety przez wieki były kulturowo dyskryminowane i w historii ludzkiej musi myśli ich być mniej.
>Ale już ze sto lat nie są, a jakoś nie widzę aby tryskały gejzery kobiecego geniuszu. Nie mówię oczywiście o mojej skromnej osobie, ale to wyjątek.
>



(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
rhotax7 (3947 punktów)
Kochane ty moje moim marzeniem jest eliminacja wiary jako takiej we wszelakie bzdury typu Bóg (napisałem z dużej też mem mi się władował szacunku dla tego który nie istnieje).Jedynie Dawkins( Son ov Satan)może nam pomóc i poruszyć umysły światłe Mensan takich jak ja czy innych i razem korzystając z sieci możemy podjąć zaplanowaną akcję likwidacji religi i wiary w głupoty typu wróżby ,homeopatia,dusza,duchy ,czy inne tego typu czary.
rhotax7 (3947 punktów)
Pani profesor Ty która nie uznajesz Allacha za jedynego Boga i nie uważasz że Mahomet jest ważniejszy niż Twoja rodzicielka.Jak zawsze piszesz ale nie na temat i krytykujesz i na odważną pania napadasz(to chyba Pani).Popraw się.Mistrzyni ty moja ucz mnie logiki błagam.Zadawaj mi zadania.Ucz mnie.
rudyment (3233 punktów)
>Witam
>Od dłuższego czasu nurtowało mnie pytanie zamieszczony w tytule tego wątku,choć nie wyznaję żadnej
>religii.

Pewnie, że nie możemy czegoś takiego usunąć - jesteśmy wszak zwierzątkami społecznymi. Stale będziemy się rozglądać za kimś, kto za drobną opłatą podejmie się rozwiązać problemy, z którymi my sobie nie radzimy.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)Odp: Czy możemy wyeliminować impulsy religijne z życia?
>Impuls religijny rozumiem bardzo szeroko, jako wykraczający daleko poza domenę religii jako
>takiej.Rozumiem go jako poszukiwanie siły wyższej, niezależnej od człowieka, dającej mu oparcie
>(zwłaszcza w momentach kryzysu), dodającej mu skrzydeł.Wydaje mi się, że takie impulsy istnieją w
>dziedzinie nauki, sztuki czy filozofii.

Ignotum per ignotum. Ta definicja jak dla mnie nie trzyma się przysłowiowej kupy. Kojarzy mi się to za bardzo z metafizyką. Jeżeli kierujesz to pytanie do filozofów (a chyba lepiej byłoby do psychologów) to definicja powinna być bardziej spójna. Gdyby tak zapytać o to "co to jest szczęście" to by można bardzo ciekawie o tym porozmawiać, ale właśnie... taki "impuls religijny".

Przytaczasz tu Sartre'a, który właśnie nie znalazł oparcia w niczym zewnętrznym. Chyba że w absurdzie, który był osnową jego filozofii... Tylko jego nazwisko jest całkowitym zaprzeczeniem religijności... Czy heroizm etyczny całkowicie nie eliminuje "impulsu religijnego", który nazywasz szukaniem sensu w czymś transcendentnym? Skoro to człowiek sam sobie nadaje sens?

Wydaje mi się, że Twój problem jest związany tylko i wyłącznie z samym rozumieniem pojęcia, którym jest "impuls religijny".


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Scorp (5381 punktów)
>Wydaje mi się, że Twój problem jest związany tylko i wyłącznie z samym rozumieniem pojęcia, którym jest "impuls religijny".

A mi się wydaje, że rozumienie pojęcia 'impulsy religijne' to Twój problem, a nie truskawki.

Dlaczego ludzie chodzą do kościoła? Dlaczego wierzą w nieprawdopodobnego Boga? Błąd? Głupota? Ale dlaczego popełniają tak masowo ten błąd i wyznają tę głupotę?

Nazwij przyczyny tych 'błędów i głupot' impulsem religijnym i będziesz miał sprawną, młodzieżowo-ateistyczną definicję pojęcia. Pytanie strawberry jest celne i konkretne.
>
30-05-2010 08:40 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Nazwij przyczyny tych 'błędów i głupot' impulsem religijnym i będziesz miał sprawną, młodzieżowo-ateistyczną definicję pojęcia.

   Tylko, że "impuls religijny" jest skutkiem, a nie przyczyną. Jest wtórny do przyczyn tkwiących w mózgu.

>Pytanie strawberry jest celne i konkretne.
   Już nie.
30-05-2010 09:10 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>>Nazwij przyczyny tych 'błędów i głupot' impulsem religijnym i będziesz miał sprawną, młodzieżowo-ateistyczną definicję pojęcia.
>   Tylko, że "impuls religijny" jest skutkiem, a nie przyczyną. Jest wtórny do przyczyn tkwiących w mózgu.

Owszem, jest skutkiem jednych rzeczy ale też jest przyczyną innych.
-
30-05-2010 09:15 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Owszem, jest skutkiem jednych rzeczy ale też jest przyczyną innych.
   Tak sobie, niezdarnie usiłowałem dotrzeć do źródełka.
30-05-2010 09:57 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>>Wydaje mi się, że Twój problem jest związany tylko i wyłącznie z samym rozumieniem pojęcia, którym jest "impuls religijny".
>A mi się wydaje, że rozumienie pojęcia 'impulsy religijne' to Twój problem, a nie truskawki.
>Dlaczego ludzie chodzą do kościoła? Dlaczego wierzą w nieprawdopodobnego Boga? Błąd? Głupota? Ale dlaczego popełniają tak masowo ten błąd i wyznają tę głupotę?

Psychologia sensownie odpowiada na te pytanie.

1) Ma to bezpośredni związek z naturalnym dla człowieka "uzależnieniem" od autorytetów.
2) Również wpływ mają na to inne zjawiska psychologiczne, np. to, że ludzie poddają się wpływowi grupy, sami utwierdzają się w przekonaniu, że coś jest słuszne jeśli oni i ich ojcowie poświęcili temu czas i pieniądze itd. itd.

Normalne ludzkie psychiczne potrzeby i zależności są, więc według Ciebie impulsem religijnym? Bo jeżeli tak to nie da się ich wyeliminować... (a skoro to po co pytać?) Natomiast jeżeli nie są to czym jest "impuls religijny"?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Scorp (5381 punktów)
>Psychologia sensownie odpowiada na te pytanie.
>1) ... naturalnym dla człowieka "uzależnieniem" od autorytetów.
>2) ... wpływowi grupy,

Jest więcej takich uniwersalnych ludzkich skłonności, które uwalniają się w okolicznościach związanych z religią, ale nie tłumaczą one fenomenu wiary religijnej, która bez tych 'impulsów' trwałaby niewiele dłużej niż wiara w Świętego Mikołaja i nie dłużej niż to, że bocian nosi dzieci. Mimo autorytetów. Wiara religijna to zjawisko innego gatunku niż inne rodzaje wiar, o czym świadczy powszechność i trwałość - często do końca życia, jak widać po moherach (z których większość prawdopodobnie zgodzi się z poglądem, że jedynym autorytetem dla nich jest Bóg).

W wieku dojrzewania wyrasta się z autorytetów i często wtedy wchodzi się w poszanowanie autorytetów religijnych. Nie wydaje się, żeby uzależnienie od autorytetów było przyczyną religijności. Raczej odwrotnie - autorytety przyjmuje się, bo się wierzy.

>Normalne ludzkie psychiczne potrzeby i zależności są, więc według Ciebie impulsem religijnym?

Tak nie twierdzę.

> Bo jeżeli tak to nie da się ich wyeliminować... (a skoro to po co pytać?) Natomiast jeżeli nie są to czym jest "impuls religijny"?

Temat na inny wątek.
-
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>W wieku dojrzewania wyrasta się z autorytetów i często wtedy wchodzi się w poszanowanie autorytetów religijnych. Nie wydaje się, żeby uzależnienie od autorytetów było przyczyną religijności. Raczej odwrotnie - autorytety przyjmuje się, bo się wierzy.

Właśnie moim zdaniem błędne jest rozgraniczanie autorytetów religijnych od np. naukowych. Społeczeństwo kształtuje człowieka tak, że on ufa przeróżnym autorytetom i w ten sposób w zależności od tego kto i z jaką charyzmą na niego wpłynie uzna go za autorytet. Ludzie mają skłonność do ufania nie tylko księżom, ale również np. filozofom, czy mistykom. Człowiek potrzebuje kogoś kto będzie mu wskazywał drogę, niezależnie od tego czy ma to być autorytet naukowy jak kiedyś Bohr, czy kiedyś i wciąż religijny Jan Paweł II.

Ja bym za socjologami przyjął, że najważniejsza jest dla ludzi ta potrzeba zrzeszania się i akceptacji. Religie stwarzają możliwość odnalezienia się w nich (obecnie) osób słabych, a subkultury np. skinheadów osób silnych. Dla każdego coś pysznego. Z tym że dla mnie ideały nacjonalistów to taki sam wymysł jak jakiś idealny Bóg. Oczywiście formalnie ideologia i religia to coś innego i nie każdy je przyjmuje.

Warto zauważyć, że najwybitniejsze jednostki z czasem same odrzucały autorytety. Oczywiście to już daleko idąca dygresja, bo mi przecież chodzi o to, że potrzeba autorytetu jest czymś normalnym, a to że staje się nim ksiądz to tylko powszechny u nas w Polsce wyjątek od reguły. W mniej zamkniętych społecznościach ludzie mają za autorytety Che Guevarę, czy Kurta Cobaina, co wynika z naturalnej ludzkiej potrzeby posiadania kogoś 'kto wie lepiej'. W młodości tym kimś jest rodzic. Zdecydowanie nie jest to kwestia potrzeby zawierzania czemuś, a raczej prosty mechanizm społeczny wytworzony na przestrzeni wieków kształtowania się kultury.

Tak więc wierzyć można jeśli autorytety tego od nas wymagają, nie na odwrót. Zresztą takie twierdzenie, że wiara poprzedza autorytet byłoby sprzeczne z ogólnie przyjętą definicją religii, która mówi, że człowiek wierzy w oparciu o autorytet!

>>Normalne ludzkie psychiczne potrzeby i zależności są, więc według Ciebie impulsem religijnym?
>Tak nie twierdzę.
>> Bo jeżeli tak to nie da się ich wyeliminować... (a skoro to po co pytać?) Natomiast jeżeli nie są to czym jest "impuls religijny"?
>Temat na inny wątek.

Dla mnie to jednak niezmiernie istotne, ponieważ jeżeli nie zdefiniujemy w pełni pojęcia możemy rozmawiać o tym w nieskończoność, bo każdy z nas będzie interpretował to pojęcie inaczej.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
30-05-2010 18:00 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Ja bym za socjologami przyjął, że najważniejsza jest dla ludzi ta potrzeba zrzeszania się i akceptacji.

Potrzeba zrzeszania się i akceptacji zamiast 'impulsu religijnego'? Tłumaczenie niewystarczające, bo nie wyjaśnia dlaczego ta potrzeba przyjmuje w religii tak wyjątkowo i jednoznacznie formę wyznawania wiary w cos transcendentnego. Znajdować akceptację można w Kółku Gospodyń Wiejskich i w PSR, ale modlić się i wierzyć - zachowania religijne - to tylko w religii. Zrzeszanie się i akceptacja to daleko nie wszystko. Nie byłoby religii, gdyby chodziło tylko o to, wystarczyłaby rodzina, przyjaciele i instytucje państwowe. A tymczasem instytucje religijne mają się świetnie na całym świecie.

I nie przywołuj mi przykładu laicyzujacych się Czech, bo w krótkim czasie może okazać się, że religijność tam się odbuduje jako jakieś dziwne hobby polegające na chrzczeniu dzieci i spędzaniu czasu na wspólnych (choć bez księdza) modłach. Dla jakiejś niezrozumiałej przyjemności.

>Tak więc wierzyć można jeśli autorytety tego od nas wymagają, nie na odwrót.

Nieprecyzyjnie powiedziałem, że autorytety przyjmuje się, bo się wierzy. Lepiej byłoby: autorytety religijne. Mimo tego: dlaczego wierzyć autorytetom? Bo się wierzy (albo ufa), że dobrze mówią! No i wiara znów na początku.

> Zresztą takie twierdzenie, że wiara poprzedza autorytet byłoby sprzeczne z ogólnie przyjętą definicją religii, która mówi, że człowiek wierzy w oparciu o autorytet!

Nie znam takiej definicji. Sprzeciwia się jej zjawisko powrotu do wiary z ateizmu, po odrzuceniu wszelkich autorytetów. Tacy 'nowonawróceni', szczególnie ważni dla Kościoła.

>>Temat na inny wątek.
>Dla mnie to jednak niezmiernie istotne, ponieważ jeżeli nie zdefiniujemy w pełni pojęcia możemy rozmawiać o tym w nieskończoność, bo każdy z nas będzie interpretował to pojęcie inaczej.

Zostaw już to precyzowanie definicji. 'To, co obraca magnes na północ' wystarczy, jako definicja pola magnetycznego ziemskiego, do zbudowania podstaw nawigacji morskiej. Nie musisz do tej definicji włączać mechaniki kwantowej. Nie wiesz, czym jest, a mimo tego 'to' działa.
-
30-05-2010 18:59 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>>Ja bym za socjologami przyjął, że najważniejsza jest dla ludzi ta potrzeba zrzeszania się i akceptacji.
>Potrzeba zrzeszania się i akceptacji zamiast 'impulsu religijnego'? Tłumaczenie niewystarczające, bo nie wyjaśnia dlaczego ta potrzeba przyjmuje w religii tak wyjątkowo i jednoznacznie formę wyznawania wiary w cos transcendentnego. Znajdować akceptację można w Kółku Gospodyń Wiejskich i w PSR, ale modlić się i wierzyć - zachowania religijne - to tylko w religii. Zrzeszanie się i akceptacja to daleko nie wszystko. Nie byłoby religii, gdyby chodziło tylko o to, wystarczyłaby rodzina, przyjaciele i instytucje państwowe. A tymczasem instytucje religijne mają się świetnie na całym świecie.
>I nie przywołuj mi przykładu laicyzujacych się Czech, bo w krótkim czasie może okazać się, że religijność tam się odbuduje jako jakieś dziwne hobby polegające na chrzczeniu dzieci i spędzaniu czasu na wspólnych (choć bez księdza) modłach. Dla jakiejś niezrozumiałej przyjemności.

"Wiara" w coś transcendentnego jest obecna w życiu każdego człowieka. Żeby u chociaż wymienić miłość, czas, przestrzeń, idee itd. a to że czasem jest Bogiem, absolutem niekoniecznie od razu nakłada na niego określoną formę. Kosmologiczny argument na istnienie Boga utożsamia absolut z pierwszą przyczyną, a czym to pojęcie różni się od czasu, czy przestrzeni? Podobnież ontologiczny dowód tylko wskazuje na byt, nie robiąc z niego sacrum, czy co tam. Od XVIII wieku świat strasznie przesunął się do przodu, myśliciele tacy jak Nietzsche całkowicie odrzucili koncepcję dwóch światów, skłaniając się ku naukowemu opisowi świata. Mimo tego wciąż spierano się, że można dowieść istnienia Boga jak tego dokonał chociażby Goedel. Pomstowano jak Einstein, że Bóg nie gra w kości. Zasadniczo sprowadziło się to do tego, że wskazywali oni na, tak nieimmanentny, a zewnętrzny byt, co nie miało ŻADNEGO związku z religią. To forma poszukiwania arche.

Jeśli mowa o pojęciach transcendentnych - nie da się żyć bez posługiwania się nimi. Nawet odrzucając wszelką metafizykę. Samo jednak wskazywanie na istnienie Boga - nie jest przejawem religijności i z religią nie ma nic wspólnego.

Samo modlenie się jeśli przyjmuje formę klepania formułek nie jest niczym innym jak przyjmowaniem narzuconych przez autorytety konwenansów, podobnie jak to ma miejsce w szkole 'pani profesor'. Jeśli natomiast jest to raczej rozmowa, to warto zauważyć, że wielu psychoterapeutów zaleca takie właśnie techniki relaksacyjne! Uzewnętrznianie swoich emocji, ba nawet mówienie do lustra to wszystko ma określony wpływ na naszą psychikę.

>>Tak więc wierzyć można jeśli autorytety tego od nas wymagają, nie na odwrót.
>Nieprecyzyjnie powiedziałem, że autorytety przyjmuje się, bo się wierzy. Lepiej byłoby: autorytety religijne. Mimo tego: dlaczego wierzyć autorytetom? Bo się wierzy (albo ufa), że dobrze mówią! No i wiara znów na początku.
>> Zresztą takie twierdzenie, że wiara poprzedza autorytet byłoby sprzeczne z ogólnie przyjętą definicją religii, która mówi, że człowiek wierzy w oparciu o autorytet!
>Nie znam takiej definicji. Sprzeciwia się jej zjawisko powrotu do wiary z ateizmu, po odrzuceniu wszelkich autorytetów. Tacy 'nowonawróceni', szczególnie ważni dla Kościoła.

Przytoczmy więc definicję: Religia - "zespół wierzeń dotyczących istnienia Boga lub bogów, pochodzenia i celu życia człowieka, powstania świata oraz w związane z nimi obrzędy, zasady moralne i formy organizacyjne"

O formie i treści religii dowiadujemy się od autorytetu. Autorytetom ufamy w wyniku takiego przystosowania społecznego jak już pisałem. Wielu domorosłych filozofów nadużywa słowa "wiara". Wierzymy nie tylko w to, że autorytety mają rację. My wierzymy we wszystko, począwszy od tego, że inne byty poza nami samymi również istnieją, a nie są jedynie ułudą naszych zmysłów. Nikt nie jest w stanie empirycznie udowodnić istnienia innych bytów inteligentnych, czyli istnienia innego człowieka. Ba, racjonalistycznie nie da się udowodnić istnienia świata. Wierzymy więc nie tylko w autorytety, ale wierzymy w świat, innych ludzi, nasze zmysły, ciąg przyczynowo skutkowy, matematykę. Wszystko jest wiarą!

Oczywiście takie rozumowanie niesie za sobą szereg implikacji, których nie mam czasu rozważyć w tej chwili. Problemem jest to, że nadużywanie pojęcia "wierzenie" w tak szerokim kontekście moim zdaniem od czasów Kanta graniczy z impotencją intelektualną. Wierzyć można w Boga i tak - wierzyć można drugiemu człowiekowi na słowo. Z tym, że nauka w przeciwieństwie do religii jest weryfikowalna. Z psychologicznego punktu widzenia ufanie autorytetom wynika z natury ludzkiej społeczności, sam nauka zaś różni się znacznie od religii i tego nie wolno kwestionować.

Tak więc można całkiem wyeliminować impuls religijny jeśli ma on cokolwiek z religią wspólnego i nie jest równoznaczny z naturą psychofizyczną każdego z nas.

>>>Temat na inny wątek.
>>Dla mnie to jednak niezmiernie istotne, ponieważ jeżeli nie zdefiniujemy w pełni pojęcia możemy rozmawiać o tym w nieskończoność, bo każdy z nas będzie interpretował to pojęcie inaczej.
>Zostaw już to precyzowanie definicji. 'To, co obraca magnes na północ' wystarczy, jako definicja pola magnetycznego ziemskiego, do zbudowania podstaw nawigacji morskiej. Nie musisz do tej definicji włączać mechaniki kwantowej. Nie wiesz, czym jest, a mimo tego 'to' działa.
>-

Ale "impuls religijny" nie działa! Nie czuję go w ogóle.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Scorp (5381 punktów)
>>-
>Ale "impuls religijny" nie działa! Nie czuję go w ogóle.

Porównaj:
- mój odbiornik nie odbiera tej radiostacji (a inne odbierają)

Są różne możliwości, dlaczego nie odbierasz, a główna alternatywa to:
- albo ta radiostacja nadaje, albo nie

Jeżeli nadaje, a Ty nie odbierasz, kiedy inni odbierają, to Twój odbiornik nie ma czułości na tych długościach fal.
Jeżeli nie nadaje, to Twój odbiornik jest ok, - ale wtedy powstaje pytanie: dlaczego inni relacjonują jakieś impulsy?

Po odpowiedzi na to pytanie rozróżniam rodzaj ateizmu.
>
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>dlaczego inni relacjonują jakieś impulsy?

Dlaczego inni relacjonują UFO?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Scorp (5381 punktów)
>>dlaczego inni relacjonują jakieś impulsy?
>Dlaczego inni relacjonują UFO?

Z różnych przyczyn, to samo dotyczy religii.

Ale skoro porównujesz wiarę w Boga z wiarą w UFO, to porównaj jeszcze jedno: ilość budowli inspirowanych religią, różnych kościołów, meczetów, cerkwi, bóżnic, także starożytnych, słowiańskich chramów, greckich świątyń, itd, itd, - miliony - z ilością budowli inspirowanych wiarą w UFO - zero.

Wierzyć można, jak wiadomo, we wszystko, nawet w to, że żona nie zdradza (ilość nieświadomych rogaczy jest chyba nawet większa niż tych co wierzą w UFO!), ale ile z powodu tych 'wiar' namalowano arcydzieł i wzniesiono budynków?

Patrząc badawczym okiem, bez emocji i uprzedzeń, na te porównania można zaryzykować twierdzenie, że wiara w Boga nie ma wiele wspólnego z wiarą w jakiekolwiek inne ziemskie okoliczności.
-
01-06-2010 23:44 
 Ocena 3 na 3
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>Psychologia sensownie odpowiada na te pytanie.
>1) Ma to bezpośredni związek z naturalnym dla człowieka "uzależnieniem" od autorytetów.

To prawda. Człowiek ze swej natury dąży do związku z jakimś autorytetem deontycznym. Niestety głównie deontycznym, bo już potrzeba autorytetu epistemicznego nie jest tak wyrazista.

>2) Również wpływ mają na to inne zjawiska psychologiczne, np. to, że ludzie poddają się wpływowi grupy, sami utwierdzają się w przekonaniu, że coś jest słuszne jeśli oni i ich ojcowie poświęcili temu czas i pieniądze itd. itd.

A także bezpiecznie czują się w tzw .tradycji, czyli schematach zachowań, które przejęli od otoczenia i poprzednich pokoleń. Poczucie bezpieczeństwa to także silna potrzeba naturalna człowieka.

>Normalne ludzkie psychiczne potrzeby i zależności są, więc według Ciebie impulsem religijnym? Bo jeżeli tak to nie da się ich wyeliminować... (a skoro to po co pytać?) Natomiast jeżeli nie są to czym jest "impuls religijny"?

Może ekspresją lęków egzystencjalnych ?
01-06-2010 23:54 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Może ekspresją lęków egzystencjalnych ?

Takiego określenia mi brakowało!

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Adamiak (36436 punktów)
>... człowiekowi trudno znależć oparcie w sobie samym.
   Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, nawet człowiekowi.

>Szukamy czegoś zewnętrznego wobec nas samych (wspólnoty, drugiego człowieka, Boga, przyrody).
   Szukajcie, strawberry.

>Truizmem jest stwierdzenie,że szukanie siły wyłącznie w sobie może wynikać z rozczarowania czy zranienia.
>według mnie ze zranienia.
   Truizmem dla was, zapomnieliście dodać, strawberry.
Koraszewski (82900 punktów)
Potrzebujemy oparcia w partnerze czy partnerce, w poezji, w pasji, w przyjaźni, sam onanizm nie wystarcza. Tylko, dlaczego nazywać to impulsem religijnym? Jeśli religia jest wiarą w cudaki i cuda, to impuls zewnętrznego świata, innych ludzi, jest wszystkim tylko nie impulsem religijnym.
Scorp (5381 punktów)
>Potrzebujemy oparcia w partnerze czy partnerce, w poezji, w pasji, w przyjaźni, sam onanizm nie wystarcza. Tylko, dlaczego nazywać to impulsem religijnym? Jeśli religia jest wiarą w cudaki i cuda, ...

Nie przypuszczałem, że ateizm w stylu Wańki Morozowa odrodzi się na forum Racjonalisty, w interpretacji tak ważnej postaci w tym środowisku. Trzymaj Waćpan poziom, chciałoby się powiedzieć.
-
Scorp (5381 punktów)
>Witam
Witaj

>Od dłuższego czasu nurtowało mnie pytanie zamieszczony w tytule tego wątku,choć nie wyznaję żadnej
>religii.Impuls religijny rozumiem bardzo szeroko, jako wykraczający daleko poza domenę religii jako
>takiej.Rozumiem go jako poszukiwanie siły wyższej, niezależnej od człowieka, dającej mu oparcie
>(zwłaszcza w momentach kryzysu), dodającej mu skrzydeł.

Odpowiedź: nie możemy wyeliminować tych impulsów, bo ich przyczyny leżą głębiej niż dolny brzeg sfery psychicznej. Możemy ich działanie minimalizować, ale to jest niekonieczne, albo niecelowe. Lepiej jest starać się je zrozumieć, co jest możliwe, bo te przyczyny są naturalne, a nie nadprzyrodzone.

>Wydaje mi się, że takie impulsy istnieją w dziedzinie nauki, sztuki czy filozofii. Stwierdzenie to nie jest oczywiście niczym odkrywczym.

Działają w tych dziedzinach (może najmniej w dziedzinie nauki i filozofii...), ale najwięcej ich jest w dziedzinie uczuć.

> Osobowy Bóg chrześcijaństwa, czy bezosobowa prawda absolutna buddyzmu, Idealny Rodzic, (Freud)
>którego poszukujemy w pracy, w konfesjonale, w szkole, w gabinecie terapeuty, czy w końcu siła
>zbiorowości ludzkiej, to też według mnie rodzaje siły wyższej, która może dawać oparcie (choć nie
>muszą).

>Szukamy czegoś zewnętrznego wobec nas samych (wspólnoty, drugiego człowieka, Boga, przyrody).

Kładziesz akcent na szukanie oparcia, ok. "Impulsy religijne" składają się jednak z dwu niezależnych części: jedną najlepiej charakteryzuje to, co jest przypisywane Bogu: wszechmoc, potęga, bezgraniczne miłosierdzie, jednym słowem sacrum. Druga jest sublimacją opiekuńczości, afiliacji, dawaniem oparcia.

Pierwszy rodzaj impulsów motywuje uduchowionych kapłanów (są tacy!), pobożnych mnichów, mistyków, anachoretów wyłączających sie ze społeczności i szukających kontaktu z Bogiem.

Drugi rodzaj: impulsy 'wspólnotowe', są charakterystyczne dla działania religii zinstytucjonalizowanych, które mają szeroką ofertę w tym kierunku potrzeb. Większość wizyt w kościele (albo u grzybka) jest powodowana tym drugim impulsem. Mohery drepcą do kościoła głównie dla przeżycia afiliacji; próby odebrania im tego, nie oferując czegoś podobnego w zamian, są w pewnym stopniu niehumanitarne i oczywiście nieskuteczne.
-
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Otóż najpierw przepuściłem Twoją wypowiedź przez gilotynę Hume'a, by następnie nadziać ją na widły Hume'a i ostatecznie wrzucić ją w ogień Hume'a. Oto co się ostało po tych zabiegach:

>>Witam
>Witam

Z całym szacunkiem, nie mogę przyjąć Twojego rozumowania, ponieważ nie wiem czym jest "impuls religijny". Definicja Strawberry jak już zauważyłem jest niepoprawna.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Scorp (5381 punktów)
>Otóż najpierw przepuściłem Twoją wypowiedź przez gilotynę Hume'a, by następnie nadziać ją na widły Hume'a i ostatecznie wrzucić ją w ogień Hume'a. Oto co się ostało po tych zabiegach:

A ja, jako że nie jestem zbyt biegły w operowaniu osiemnastowiecznymi narzędziami, to ich nie używam, mogę natomiast, obserwując Twoje wysiłki podważenia sensu ważnego problemu postawionego przez truskawkę, sformułować taki oto do Twojej metody zarzut:

Zamiast przedstawić swoją [opinię analizę ocenę] problemu, uciekasz od niego chowając głowę w niedokładność definicji. Nie jesteś w tym specjalnie oryginalny, to jest metoda szeroko stosowana w utarczkach słownych na tym forum (daj mi definicję Boga, a ja ci powiem to, czy tamto. Nic dziwnego, że niewielu fideistów chce uczciwie rozmawiać z takimi racjonalizatorami dyskusji). W kwestii traktowania definicji odsyłam do Poppera.

>Z całym szacunkiem, nie mogę przyjąć Twojego rozumowania, ponieważ nie wiem czym jest "impuls religijny".
>Definicja Strawberry jak już zauważyłem jest niepoprawna.

A tutaj zachowałeś się jak obserwator, któremu gdy proponują zagranie w szachy odpowiada 'z całym szacunkiem dziękuję, ponieważ nie wiem w co gracie'. A gdy jeden z uczestników próbuje mu wyjaśnić, dodaje 'pańska definicja gry ma braki formalne, więc nie będę w to grał!'

Graj w kółko i krzyżyk.
>
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Zamiast przedstawić swoją [opinię analizę ocenę] problemu, uciekasz od niego chowając głowę w niedokładność definicji.

Po prostu jestem fanem mistrza Russella i jego ucznia Wittgensteina. Znając pojęcie czajniczka Russella i gry słowne Ludwiga, chcę jedynie zwrócić Ci uwagę, że Twoje:

nie możemy wyeliminować tych impulsów, bo ich przyczyny leżą głębiej niż dolny brzeg sfery psychicznej. Możemy ich działanie minimalizować, ale to jest niekonieczne, albo niecelowe. Lepiej jest starać się je zrozumieć, co jest możliwe, bo te przyczyny są naturalne, a nie nadprzyrodzone.

nie różni się dla mnie niczym od

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.

Mówisz, że nie możemy wyeliminować impulsów, które nie wiemy czym są, bo przecież ignorancją jest głoszenie redundancji tego terminu. Więc skoro termin musi istnieć na jakichś zasadach, które nie spełniają klasycznych definicji naukowych, tak że nie można ich w żaden sposób falsyfikować to nie tylko Popper, ale również wspomnieni Russell i Wittgenstein popukaliby się w głowę.

Głoszę zbędność wprowadzania tego terminu, gdyż uważam, że nauka obecnie stoi na takim poziomie, że jest w stanie bez trudu wyjaśnić te zjawiska w oparciu o psychologię i socjologię.

I szczerze radzę Ci się zastanowić nad krytyką metafizyki i religii jaką poczynił Hume.

>A tutaj zachowałeś się jak obserwator, któremu gdy proponują zagranie w szachy odpowiada 'z całym szacunkiem dziękuję, ponieważ nie wiem w co gracie'. A gdy jeden z uczestników próbuje mu wyjaśnić, dodaje 'pańska definicja gry ma braki formalne, więc nie będę w to grał!'
>Graj w kółko i krzyżyk.

Czy podjąłeś próbę wyjaśnienia mi czym jest "impuls religijny"? Szachy w przeciwieństwie do Twojego wywodu o impulsach o przyczynie głębszej niż sfera świadomości są grą logiczną, a jej zasady nie są definiowane na zasadzie idem per idem, czy ignotum per ignotum... Kółko krzyżyk podobnie.

Dlatego Twoje porównanie jest niezwykle nietrafne. Chyba, że ktoś tłumaczyłby mi grę w szachy w sposób "pionek porusza się jak pionek" albo "hetman porusza się zarówno jak wieża i goniec" (uprzednio nie wyjaśniwszy jak poruszają się dwie ostatnie figury).

Swoją drogą z Popperem niezwykle celny strzał w stopę.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Scorp (5381 punktów)
>nie możemy wyeliminować tych impulsów, bo ich przyczyny leżą głębiej niż dolny brzeg sfery psychicznej. Możemy ich działanie minimalizować, ale to jest niekonieczne, albo niecelowe. Lepiej jest starać się je zrozumieć, co jest możliwe, bo te przyczyny są naturalne, a nie nadprzyrodzone.
>nie różni się dla mnie niczym od
>Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo..

Niedorzeczność. To dwa zupełnie inne sposoby opisu. 'dla mnie' jest tu kluczem

>Mówisz, że nie możemy wyeliminować impulsów, które nie wiemy czym są, bo przecież ignorancją jest głoszenie redundancji tego terminu. Więc skoro termin musi istnieć na jakichś zasadach, które nie spełniają klasycznych definicji naukowych, tak że nie można ich w żaden sposób falsyfikować to nie tylko Popper, ale również wspomnieni Russell i Wittgenstein popukaliby się w głowę.

Chyba bardzo chcesz mi udowodnić, że nie mam racji. Przecież nie powiedziałem, że nie wiemy, czym są, tylko że to temat na inny wątek. W tym wątku jest tylko pytanie truskawki, czy możemy je wyeliminować. Odpowiadam, że nie. I dlaczego 'termin' musiałby istnieć na jakichś wątpliwych zasadach? Dyskutuj z tym, co czytasz, a nie z własnymi wnioskami! - a imienia Russela nie używaj nadaremno.

>Głoszę zbędność wprowadzania tego terminu, gdyż uważam, że nauka obecnie stoi na takim poziomie, że jest w stanie bez trudu wyjaśnić te zjawiska w oparciu o psychologię i socjologię.

Termin funkcjonuje już od dawna, ma się dobrze i znaczy coś rzeczywistego. Głoszenie jego zbędności przez Ciebie wcale mu nie szkodzi.

>I szczerze radzę Ci się zastanowić nad krytyką metafizyki i religii jaką poczynił Hume.

Dziękuję za radę, choć wcale nie uprawiam jednego ani drugiego.

>Czy podjąłeś próbę wyjaśnienia mi czym jest "impuls religijny"?

Głębiej niż sfera świadomości leży podświadomość (psychologia), jeszcze głębiej procesy przetwarzania informacji (teoria informacji, kogniwistyka), jeszcze głębiej struktura neuronalna (fizjologia). Czy owe 'impulsy' nie mogą brać się stamtąd? Uważasz, że tak się zagłębiając, dojdziemy do metafizyki?

Próby wyjaśnienia nie mam zamiaru podejmować, skoro z góry odrzucasz sens tego pojęcia. Poza tym: to nie jest raczej temat na forum.

>Dlatego Twoje porównanie jest niezwykle nietrafne.
>Swoją drogą z Popperem niezwykle celny strzał w stopę.

Mylisz się, lecz... niech Ci będzie
Pozostań w swoim błędzie
-
diogenes (42753 punktów)
> W okresie pozytywizmu, gdy próbowano wyrugować religię i metafizykę z działalności naukowej,...

Nie tylko naukowej. 1861, Courbet:
Cytat:

Uważam, że malarstwo jest w istocie sztuką konkretną...Jest to język całkowicie fizykalny....Przedmiot abstrakcyjny, niemożliwy do ujrzenia, nie istniejący, nie należy do dziedziny malarstwa.


To tak na marginesie. Pozytywizm był czymś więcej niż rewoltą metodologiczną.

>w okresie modernizmu,kapłanem stał się artysta,...

Oczywiście nie w polskich parafiach.

>Uważam jednak, że impulsów religijnych nie da się tak łatwo wyeliminować z życia;

Nie widzę powodów, aby to, co przekracza człowieka (a przekracza: nie wszystko wszak podlega naszej woli) wikłać w kontekst religijny. Kiedy po kilku dniach głodówki sięgniesz po owoc, wcale nie musisz temu aktowi nadać religijnego znaczenia. W twoim ujęciu jedyną niereligijną filozofią byłby subiektywny idealizm w wydaniu np. Fichtego (wczesnego). Albo, w logicznym ujęciu, relacja należenia do zbioru miałaby religijny charakter (zbiór przekracza swoje elementy). Dość dziwaczne ujęcie.

>Szukamy czegoś zewnętrznego wobec nas samych (wspólnoty,...

Od kiedy to wspólnota jest czymś zewnętrznym wobec nas? Człowiek jest w swej istocie istotą społeczną. To nie jest tak, że jakiś czysty ludzki duch (w sensie iskierki bożej?) szuka sobie towarzysza, boga, czy przyrody. Model wrzucenia w świat jest równie naiwny (niby kto lub co i kiedy zostaje wrzucone w świat?). To raczej bycie w świecie jest sytuacją wyjścia i dojścia. W kategoriach plastycznych przychodzi mi na myśl ta rzeźba:



Nikt nas do świata nie wrzuca. Problemem jest to, by z niego elegancko wyjść.

>Truizmem jest stwierdzenie,że szukanie siły wyłącznie w sobie może wynikać z rozczarowania czy zranienia. ...według mnie ze zranienia.

Paradoks polega na tym, że szukając w sobie, szukasz jednak na zewnątrz: nie sposób odrzucić świata, który zawsze pozostanie korelatem naszych myśli (np. wspomnień o zranieniu): człowiek jest świadomością świata, a nie czystym duchem. Samotność bywa zresztą pozorna: dopóki myślisz, czujesz, śnisz - nie jesteś sama.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
30-05-2010 09:07 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Od kiedy to wspólnota jest czymś zewnętrznym wobec nas?

A nie jest czymś zewnętrznym? To może wewnętrznym?

>Model wrzucenia w świat jest równie naiwny (niby kto lub co i kiedy zostaje wrzucone w świat?).

Kto lub co? Każdy człowiek. W pewnym momencie życia zostajemy brutalnie wypchnięci, wyrzuceni z ochronnej kapsuły. To pierwsze doświadczenie nie pozostawia śladów w świadomej pamięci, ale jest pierwowzorem wszystkich innych wypchnięć i wyrzuceń, których doświadczamy, gdy sami opuszczamy grupę, albo grupa opuszcza nas.

>To raczej bycie w świecie jest sytuacją wyjścia i dojścia.

Wyjścia i dojścia?

>Nikt nas do świata nie wrzuca.

Matka, diogenesie. Spójrz na swój pępek, to skojarzysz.

>Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Rzeczywiście.
-
30-05-2010 10:05 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>W pewnym momencie życia zostajemy brutalnie wypchnięci, wyrzuceni z ochronnej kapsuły. To pierwsze doświadczenie nie pozostawia śladów w świadomej pamięci, ale jest pierwowzorem wszystkich innych wypchnięć i wyrzuceń, których doświadczamy, gdy sami opuszczamy grupę, albo grupa opuszcza nas.

Trzeba mieć dużo teoretycznej wyobraźni, aby np. w wykopaniu przez bramkarza z wiejskiej dyskoteki widzieć "wyrzucenie z ochronnej kapsuły". W jakim sensie jest ona ochronna? Kiedy brzemienna kobieta chleje i pali to też jest ochronną kapsułą? Nie zaczynam myślenia od "braku śladów w świadomej pamięci", ale od tu i teraz świadomości, wyobraźni, wrażliwości. Komórki płodu nie rozważają problemu zygoty, tylko odpowiednio reagują na zmienne środowiska (w którym np. co jakiś czas rośnie stężenie wyborowej): rozwijają się tak lub siak.

>Matka, diogenesie. Spójrz na swój pępek, to skojarzysz.

Tatuś już nie? (na co należałoby popatrzeć?) Mamusia trzyma za rączki, tatuś za nóżki (to pozycja z kama sutry) i ...hopsa! Niektórym zapatrzonym w pępek przychodzi na myśl Heidegger, innym Sartre. Myślenie (a nie kojarzenie) zaczyna się wtedy, kiedy przetniesz pępowinę niknącą w przeszłości.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Scorp (5381 punktów)
> Nie zaczynam myślenia od "braku śladów w świadomej pamięci", ale od tu i teraz świadomości, wyobraźni, wrażliwości.

A może zaczynaj myślenie od tej konstatacji, że każda rzecz i każdy proces ma swoją historię i przyczynę, niezależnie od pamięci, wyobraźni, świadomości i wrażliwości obserwatora.

Pozwoli Ci to spostrzegać dużo więcej relacji niż metoda banalizowania, upraszczania i sprowadzania do 'tu i teraz'.
-
30-05-2010 15:30 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>każda rzecz i każdy proces ma swoją historię i przyczynę, niezależnie od pamięci, wyobraźni, świadomości i wrażliwości obserwatora.

Metoda historyczna nie musi kłócić się z innymi. To kwestia osobistych preferencji. Sama konstrukcja pojęcia historii (w ogóle czasu) osadzona jest w teraźniejszości. Ogólne tezy (właśnie przekraczające tu i teraz) zawsze napotykać będą na kłopoty: Czy świat (jeśli każda rzecz) ma swą przyczynę? Czy ta sama zasada przyczynowości leży u podstaw procesów mentalnych i fizycznych? Itd.

>Pozwoli Ci to spostrzegać dużo więcej relacji niż metoda banalizowania, upraszczania i sprowadzania do 'tu i teraz'.

Czy myślisz, że mówiąc każda rzecz dodajesz światu patosu? Skąd wiesz, że sednem świata nie jest właśnie banał?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Appenzeller (3118 punktów)
>Uważam jednak, że impulsów religijnych nie da się tak łatwo
>wyeliminować z życia
Gdzieś na Racjonaliście przemknęła wiadomość o ewentualnym genetycznym podłożu mistycyzmu. Tak, gdzie trzeźwiejsi widzą plamę na szybie, pewne osoby widzą portrety sił wyższych. Tam, gdzie trzeźwiejszym szumi w uszach (to cholerne ciśnienie), mistyk słyszy głosy.
Oczywiście, takie podejście pomija społeczne podłoże religii, chyba jej najważniejszy składnik. Połączyłbym trzy rzeczy - religijne wychowanie (czytaj: indoktrynacja niewinnych umysłów dzieci), słabe wykształcenie (czytaj: brak krytycyzmu, uleganie autorytetom), presja otoczenia. Tak to działa w przypadku osób genetycznie niemistycznych. Genetycznie mistycznie mają zapewne to razy 10.
Inaczej byłoby w przypadku kapłanów. Tutaj liczy się chyba głównie władza nad innymi (w wymiarze dla nie-kapłanów niewyobrażalnym) - tak od niepamiętnych czasów funkcjonowali kapłani. Niemniej pozostałe składniki też są ważne, inaczej nie byłoby, nawet odjąwszy bajki, męczenników za wiarę.
Wydaje się, że religii nie da się wyeliminować, podobnie jak alkoholu. Zabawnie to podobieństwo ujmuje powiedzenie Shawa: The fact that a believer is happier than a skeptic is no more to the point than the fact that a drunken man is happier than a sober one. Jedyna rzecz realna to ograniczenie religii do sfery prywatnej, a i to, przynajmniej w Polsce, to kwestia kilkudziesięciu lat co najmniej.
rhotax7 (3947 punktów)
Bardzo trafnie napisane niestety zgadzam się z panem.Analizując Czechy i ich zaprzaństwo(uwielbiam to słowo) i wszeteczeństwo(piękne słowo-na pewno Boże)to niestety kler u nas zawsze stał w obronie Polskości i takich tam i łączył i nie kolaborował czyli był NASZ a nie okupanta jak u nich.Ateizm u nas można uzyskać jedynie w mej ocenie poprzez akcje uświadamiania społeczeństwa i typowo komercyjne akcje tylko my możemy zaplanować,przeprowadzić akcję od-bożania Polski.Radżmy jak to zrobić nie piszmy tylko że się nie uda że trzeba poczekać cierpliwie ,walczmy już teraz ,radżmy jak a nie po co.
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>Bardzo trafnie napisane niestety zgadzam się z panem.Analizując Czechy i ich zaprzaństwo(uwielbiam to słowo) i wszeteczeństwo(piękne słowo-na pewno Boże)to niestety kler u nas zawsze stał w obronie Polskości i takich tam i łączył i nie kolaborował czyli był NASZ a nie okupanta jak u nich.
Nie zgadzam się .
Kler był i jest watykański, na drugim miejscu stawiając swoją narodowość.
To proste :ksiądz katolik = papież = Watykan.
Ateizm u nas można uzyskać jedynie w mej ocenie poprzez akcje uświadamiania społeczeństwa i typowo komercyjne akcje tylko my możemy zaplanować,przeprowadzić akcję od-bożania Polski.Radżmy jak to zrobić nie piszmy tylko że się nie uda że trzeba poczekać cierpliwie ,walczmy już teraz ,radżmy jak a nie po co.

Przedsięwzięcie na wieki wieków ...zamęt.
Głąbiński (3538 punktów)
>>Uważam jednak, że impulsów religijnych nie da się tak łatwo
>>wyeliminować z życia
>Gdzieś na Racjonaliście przemknęła wiadomość o ewentualnym genetycznym podłożu mistycyzmu. Tak, gdzie trzeźwiejsi widzą plamę na szybie, pewne osoby widzą portrety sił wyższych. Tam, gdzie trzeźwiejszym szumi w uszach (to cholerne ciśnienie), mistyk słyszy głosy.
Kiedyś już ten temat był przerabiany, więc bez uzasadniania podam, że masz fałszywe wyobrażenie o mistycyzmie: doświadczenia mistyczne bywają niezwiązane z religią, a zarazem są one zupełnie czymś innym niż fantazje powodowane przez zjawiska wywołujące u obserwatora jakieś skojarzenia.

Stach M. G.
Appenzeller (3118 punktów)
>Kiedyś już ten temat był przerabiany, więc bez uzasadniania podam, że masz fałszywe wyobrażenie o mistycyzmie: doświadczenia mistyczne bywają niezwiązane z religią, a zarazem są one zupełnie czymś innym niż fantazje powodowane przez zjawiska wywołujące u obserwatora jakieś skojarzenia.
Dzięki za zwrócenie uwagi, może poszukam. Podejrzewam jednak pewne pokrewieństwo takich stanów; ale krytycznie przyznaję, że problemy życia pozaumysłowego nie są moją najmocniejszą stroną, interesuję się nimi w zasadzie wtedy, kiedy pchają się z buciorami w moje życie, i tylko w celu usunięcia tego wpływu. Poza tymi sytuacjami, jak dla mnie, każdy włącznie ze mną może przepracowywać swoją schizofrenię tak, jak sobie tego życzy
oportunista (1711 punktów)
Gdyby jakimś przedziwnym sposobem udało się udowodnić, że Bóg nie istnieje, a wszechświat jest jednym bezsensownym chaosem, bez celu i przeznaczenia, pierwszą rzeczą jaką pozostało by mam zrobić, to Go wymyślić na nowo. Odebranie ludziom wiary w celowość istnienia, byłoby największym ciosem jaki można sobie wyobrazić, pustka wywołana takim stanem byłaby nie do naprawienia.
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>Gdyby jakimś przedziwnym sposobem udało się udowodnić, że Bóg nie istnieje, a wszechświat jest jednym bezsensownym chaosem, bez celu i przeznaczenia, pierwszą rzeczą jaką pozostało by mam zrobić, to Go wymyślić na nowo. Odebranie ludziom wiary w celowość istnienia, byłoby największym ciosem jaki można sobie wyobrazić, pustka wywołana takim stanem byłaby nie do naprawienia.

To się nazywa "niewystarczalność bytowa" człowieka oraz " potrzeba dopełnienia".

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365