Racjonalista - Strona głównaDo treści
Naukowcy: warto czekać z seksem do ślubu.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
01-01-2011 16:23Witold Losek (800 punktów)Naukowcy: warto czekać z seksem do ślubu.
Ocena -3 na 5
Jak można przeczytać TU naukowcy amerykańscy odkryli, że w związkach osób czekających z seksem do ślubu, można zauważyć większą o około 22% stabilność ich związków, osiągają oni o około 20% większą satysfakcję z ich związku. Co więcej jak piszą autorzy Cytat:
"seksualna jakość" tych związków zyskiwała ocenę o 15 proc. lepszą i o 12 proc. wyżej oceniano komunikację pomiędzy partnerami.

Ponieważ na decyzje o rozpoczęciu współżycia często wpływa religia, badacze uwzględnili jej wpływ na wybory badanych ludzi.
Cytat:
Niezależnie od religijności, czekanie pomaga wytworzyć w związku lepsze procedury komunikacji. Te zaś pomagają poprawić stabilność oraz zadowolenie ze związku na długą metę

Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.


Vitam perdidit qui nemini prodidit"
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Matix (5786 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od
>wieków.

To jest raczej czysty przypadek.
01-01-2011 16:33 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Ale co mianowicie jest czystym przypadkiem??


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
Według mnie z tych badań wynika, że nie ma co się śpieszyć z seksem. Lepiej poczekać i budować swój związek na czymś innym niż na bzykanku. Ślub - czyli magiczny rytułał zapewniający opiekę bóstwa na wieki wiekijów nie ma tu nic do rzeczy; zwykła nadinterpretacja wyników badań.
01-01-2011 17:00 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Takie zdanie znalazłem w angielskim opisie badania:
Cytat:
For couples who became sexually involved later in a relationship but prior to marriage, the benefits were about half as strong.

(pogrubienie moje)


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 11:04 
 Ocena 1 na 1
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
Mogę prosić o link do cytowanego tekstu.
02-01-2011 14:28 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Oczywiście. Bardzo proszę
www.webmd.(*)in-delaying-sex-until-marriage


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 16:01 
 Ocena 3 na 3
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
Według mnie autorzy tych badań wyciągają pochopne wnioski - bo z prezentowanych wyników ja wnioskuje jedynie że istnieje związek między trwałością związku i czasem kiedy rozpoczęto współżycie.
01-01-2011 17:07
 Ocena 16 na 16
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Wcale nie widzisz ani kwestionariusza, ani wyników, ani nawet informacji, kto wziął udział (wiek badanych, długość małżeństwa, ilość małżeństw).
Równie dobrze może wychodzić na to, że 'stare pary' wychowane w odmiennych od dzisiejszych przekonaniach (nastawione/wychowane prorodzinnie) bardziej doceniają swoje małżeństwa.

Jak używasz czegoś, jako argumentu - to sprawdź skąd on się wziął.

Z drugiej strony to nie chrześcijaństwo wpadło na to, że 'szmacenie się' nie jest dobrą podstawą dla długofalowego związku.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
01-01-2011 17:12 
 Ocena 26 na 26
liliac (147340 punktów)
Ten sam problem pojawiał się przy poprzedniej "naukowej" rewelacji autora wątku, kiedy to rozpisał się o rzekomo prześwietnym wpływie religijności na rekonwalescencję po przeszczepie wątroby, zaś po skrytykowaniu oryginalnej publikacji przez forumowiczów i wytknięciu jej niedociągnięć merytorycznych, starannie zignorował wszystkie rzeczowe zastrzeżenia i zachowywał się, jakby żadnych merytorycznych uwag nie było.
W moich oczach takie podejście nieco dyskwalifikuje dyskutanta.
01-01-2011 17:26 
 Ocena-4 na 6
Witold Losek (800 punktów)
Pomijąc mijanie się z prawdą, w kwestii ignorowania przeze mnie uwag, jest to typowy argument "ad personam"... Też w moich oczach dyskwalifikuje dyskutanta.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 17:29 
 Ocena 14 na 14
liliac (147340 punktów)
>Pomijąc mijanie się z prawdą, w kwestii ignorowania przeze mnie uwag

Proszę- zacytuj mi swoją odpowiedź na moje zarzuty względem linkowanego badania albo przeproś za kłamstwo.

>jest to typowy argument "ad personam"

Nie. Jest to ocena dotychczasowej działalności w zakresie propagowania "nauki" na forum. Taki przyczynek do oceny wiarygodności dyskutanta.
01-01-2011 17:33 
 Ocena-3 na 3
Witold Losek (800 punktów)
Udowodnij, że starannie zignorowałem wszystkie rzeczowe zastrzeżenia, to Cię przeproszę kilka razy!


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 17:43 
 Ocena 16 na 16
liliac (147340 punktów)
>Udowodnij, że starannie zignorowałem wszystkie rzeczowe zastrzeżenia, to Cię przeproszę kilka razy!

Zignorowałeś te odnoszące się konkretnie do niedociągnięć merytorycznych pracy- np. te dotyczące doboru grupy badanej, jej podziału, definiowania podstawowych pojęć używanych w artykule i sposobu interpretacji wyników. Próba wykpienia się z tego jest tyleż nieporadna i przez to nieco pocieszna, ile jednocześnie nierozważna, bo wątek jest na portalu wciąż dostępny.

PS
Rozumiem, że tylko zignorowanie wszystkich rzeczowych zastrzeżeń jest niewłaściwe- wybiórcze ignorowanie części merytorycznych zastrzeżeń jest właściwą i godną pochwały praktyką
01-01-2011 17:49 
 Ocena-3 na 5
Witold Losek (800 punktów)
Ten wątek miał coś 150 odpowiedzi. Nie mam obowiązku, ani nawet chęci odpowiadania literalnie na wszystkie wypowiedzi. Niektóre pozostawiam otwarte, tak jak i czasem moje wypowiedzi pozostają bez odpowiedzi, i nie robię afery. To jest dyskusja, która polega na przedstawianiu swoich opinii,ja mówię swoje, ktoś inny swoje. Czytający oceniają.
To co, że wątek jest dostępny? Te wątki, które są przedawnione,. też można poczytać, więc co to niby jest za różnica.
Najłatwiej - oprócz stosowania argumentów "ad personam", ( będę sie upierał, że to jest typowy przykład takiego argumentu) - dać jeszcze minusa, zamiast, tak jak inni wyrazić swoją opinię w danym termacie...


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 17:57 
 Ocena 14 na 14
liliac (147340 punktów)
I właśnie o tym mówię, merytoryczny kolego.

>Nie mam obowiązku, ani nawet chęci odpowiadania literalnie na wszystkie wypowiedzi.

Otóż to, otóż to. Pogadałeś sobie, pocieszyłeś się niczym przysłowiowy obywatel do sera z wyników niby potwierdzających twoje koncepty, a to, co pokazywało jak bardzo rzekome było to "udowodnienie", olałeś, bo nie bardzo miałeś argumenty Wiem, rozumiem, wytykam.

>To co, że wątek jest dostępny?

To, że każdy może sobie poczytać, jakie jest twoje rzeczywiste podejście do aspektów naukowych badań, którymi się podpierasz.
01-01-2011 18:13 
 Ocena-4 na 4
Witold Losek (800 punktów)
Dobrze, żebyś nie myślał - Kolego - że Cię ignoruję, to odpowiadam, przeczytałem, odpisałem i proponuję podyskutować na temat wątku, a nie mnie, bo na dyskusje o mnie, to chyba nie jest najlepsze miejsce. Zadowolony Kolega jest?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 18:18 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Dobrze, żebyś nie myślał - Kolego - że Cię ignoruję, to odpowiadam, przeczytałem, odpisałem i proponuję podyskutować na temat wątku, a nie mnie, bo na dyskusje o mnie, to chyba nie jest najlepsze miejsce. Zadowolony Kolega jest?

Nie bądź żenujący- na tym portalu panuje piękny zwyczaj stosowania w stosunku do rozmówców poprawnych form gramatycznych.

A porozmawiać można będzie po dostarczeniu dokładnych danych- może cytaty z artykułu?
01-01-2011 18:28 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Z wielkim strachem i wstydem, proszę o wskazanie mi błędu w formie gramatycznej, żebym na przyszłość mógł się poprawić!
A może wystarczy - na początek - przeczytać artykuł pod podanym przeze mnie linkiem?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 18:43 
 Ocena 14 na 14
liliac (147340 punktów)
>Z wielkim strachem i wstydem, proszę o wskazanie mi błędu w formie gramatycznej, żebym na przyszłość mógł się poprawić!

"Zadowolony Kolega jest" brzmi przekomicznie w odniesieniu do kobiety. Ale rozumiem, że świadczy tylko o lenistwie bądź niedbałości, które nie pozwalają sprawdzić np. płci rozmówców.

>A może wystarczy - na początek - przeczytać artykuł pod podanym przeze mnie linkiem?

"Sarkastyczne" uwagi sugerujące, że rozmówcy nie przeczytali komentowanego tekstu także są nieco żenujące w sytuacji, w której dotychczasowy przebieg rozmowy nie wskazuje na nic takiego.

Linkowany opis nie pozwala ocenić poprawności metodologicznej badania i ktoś choć trochę mający kontakt z nauką powinien być tego świadom.
01-01-2011 19:30 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>"Zadowolony Kolega jest" brzmi przekomicznie w odniesieniu do kobiety. Ale rozumiem, że świadczy tylko o lenistwie bądź niedbałości, które nie pozwalają sprawdzić np. płci rozmówców.
No, teraz to mi autentycznie głupio jest...

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 20:40 
 Ocena-1 na 5
Thorvoy (6588 punktów)
>"Zadowolony Kolega jest" brzmi przekomicznie w odniesieniu do kobiety. Ale rozumiem, że świadczy tylko o lenistwie bądź niedbałości, które nie pozwalają sprawdzić np. płci rozmówców.

Dla mnie "liliac" brzmi jak męska ksywa i sam pisałbym do Ciebie jako faceta. Jeśli ktoś nie chce być mylony, zamiast wymagać wertowania przez rozmówcę swojego życiorysu, powinien używać takich pseudonimów, które wskazują na płeć.
01-01-2011 23:20 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Dla mnie "liliac" brzmi jak męska ksywa i sam pisałbym do Ciebie jako faceta. Jeśli ktoś nie chce być mylony, zamiast wymagać wertowania przez rozmówcę swojego życiorysu, powinien używać takich pseudonimów, które wskazują na płeć.

Dla mnie Thorvoy brzmi nijako- zatem postanawiam odtąd się do ciebie odzywać, używając form nijakich, OK? Ewentualnie mogę jeszcze cię dyplomatycznie traktować niczym Dukajowe phoebe. Istnienie "Thorvoy" jako ksywki żeńskiej też nie jest ponad moją wyobraźnię Naprawdę to, jak coś dla kogoś brzmi, jest mało istotne- lepiej i bezpieczniej jest operować danymi sprawdzonymi.
Póki co- dostępne są profile publiczne użytkowników i uznany powszechnie forumowy obyczaj zaleca sprawdzanie danych rozmówcy w razie wątpliwości.

PS
Rozumiem, że równie męsko brzmią dla ciebie np. Meretseger czy Alpha Phoenicis, a sceptymucha za to podejrzanie żeńsko? Twoje prywatne skojarzenia niekoniecznie pokrywają się ze skojarzeniami innych użytkowników forum- dlatego właśnie warto nie bazować tylko na swoich odczuciach dotyczących pseudonimu.
02-01-2011 00:29 
 0 na 2
Thorvoy (6588 punktów)
W języku polskim przyjęło się rozumieć jako męskie te nazwy, które kończą się spółgłoską, jako żeńskie te, które kończą się samogłoską "a", a jako nijakie te, których ostatnia głoska to "ę" lub "o", przy czym niewiele chyba jest osób, które życzyłyby sobie, by zwracać się do nich w rodzaju nijakim, o czym za chwilę.

Inne końcówki, jeśli nazwa nie jest powszechnie kojarzona tak dobrze jak np. Dante bądź Hekate, stanowią utrudnienie w odbiorze i dopiero wtedy można pokusić się o sprawdzenie płci, żeby nie popełnić drobnego faux pas przed interlokutorem.

>Dla mnie Thorvoy brzmi nijako- zatem postanawiam odtąd się do ciebie odzywać, używając form nijakich, OK?

Odnoszenie się do kogoś w rodzaju nijakim jest obraźliwe, gdyż sugeruje odczłowieczenie/uprzedmiotowienie rozmówcy. Dlatego nie OK.

> Ewentualnie mogę jeszcze cię traktować niczym Dukajowe phoebe. Istnienie "Thorvoy" jako ksywki żeńskiej też nie jest ponad moją wyobraźnię Naprawdę to, jak coś dla kogoś brzmi, jest mało istotne- lepiej i bezpieczniej jest operować danymi sprawdzonymi.

Owszem, jest istotne. Nie będę każdego rozmówcy wypytywał o płeć, jeśli jego pseudonim jest w wystarczającym stopniu nacechowany rodzajowo.

>Póki co- dostępne są profile publiczne użytkowników i uznany powszechnie forumowy obyczaj zaleca sprawdzanie danych rozmówcy w razie wątpliwości.

Właśnie: w razie wątpliwości. Jeśli użytkownik nadaje sobie nie wieloznaczny, a mylący pseudonim, robi to na własne ryzyko.

>PS
>Rozumiem, że równie męsko brzmią dla ciebie np. Meretseger czy Alpha Phoenicis, a sceptymucha za to podejrzanie żeńsko? Ubóstwo wyobrażeń.

Są to faktycznie mylące pseudonimy. Z wyjątkiem Alphy Phoenicis, bowiem Phoenicis występuje tu w roli przydawki, podmiotem zaś jest wybitnie żeńska Alpha. Reszta nie powinna wyrażać pretensji, że ktoś zwraca się do nich w niewłaściwej formie, chyba, że tożsamość płciowa wynika jasno z ich wypowiedzi.

Rozumiem, że Twoje ubóstwo wyobrażeń nie pozwoliło Ci wybrać sobie pseudonimu, który sprawiłby, że nie będziesz mylona z płcią przeciwną.

Jeśli facet umaluje się, założy kiecę i zrobi sobie warkoczyki, nie może mieć komuś za złe, że pomyli go z kobietą, bo ten ktoś przecież wcześniej mógł go na wszelki wypadek pomacać w kroczu.
02-01-2011 00:40 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>W języku polskim przyjęło się rozumieć jako męskie te nazwy, które kończą się spółgłoską, jako żeńskie te, które kończą się samogłoską "a"

A znakomitymi przykładami tychże są chociażby takie słowa, jak:
-kądziel
-broń
-rękojeść
-pięść
-powięź
-gałąź
-narośl
-twarz
-przestrzeń
-torbiel
(...długo tak można )

>>Dla mnie Thorvoy brzmi nijako- zatem postanawiam odtąd się do ciebie odzywać, używając form nijakich, OK?
>Odnoszenie się do kogoś w rodzaju nijakim jest obraźliwe, gdyż sugeruje odczłowieczenie/uprzedmiotowienie rozmówcy. Dlatego nie OK.

Tobie sugerują, mnie- nie. Ty się upierasz przy swoich ubogich skojarzeniach, ja pozostanę przy moich, drogie Thorvoy.

>Owszem, jest istotne. Nie będę każdego rozmówcy wypytywał o płeć, jeśli jego pseudonim jest w wystarczającym stopniu nacechowany rodzajowo.

Masz prawo, jakkolwiek delikatnie uprzedzam, że na tym forum jest to dość często uznawane za przejaw chamstwa. Chamstwo względem współforumowiczów miewa konsekwencje.

>>Rozumiem, że równie męsko brzmią dla ciebie np. Meretseger czy Alpha Phoenicis, a sceptymucha za to podejrzanie żeńsko? Ubóstwo wyobrażeń.
>Są to faktycznie mylące pseudonimy. Z wyjątkiem Alphy Phoenicis, bowiem Phoenicis występuje tu w roli przydawki, podmiotem zaś jest wybitnie żeńska Alpha.

Zwłaszcza w odniesieniu do jakże częstego określenia "samiec alfa" tudzież dość powszechnie kojarzonego cytatu:
Cytat:
Jam jest Alfa i Omega


>Rozumiem, że Twoje ubóstwo wyobrażeń nie pozwoliło Ci wybrać sobie pseudonimu, który sprawiłby, że nie będziesz mylona z płcią przeciwną.

Przeszacowałam część populacji po prostu, zakładając nieco szersze horyzonty; tymczasem powinnam była pamiętać o krzywej Gaussa

>>Inne końcówki, jeśli nazwa nie jest powszechnie kojarzona tak dobrze jak np. Dante bądź Hekate, stanowią utrudnienie w odbiorze i dopiero wtedy można pokusić się o sprawdzenie płci, żeby nie popełnić drobnego faux pas przed interlokutorem.

Naprawdę- nie chełpiłabym się tym, że akurat imię Hekate budzi we mnie poważniejsze wątpliwości względem płci danej osoby (jakkolwiek sprawdzić zawsze warto) To raczej zasługujące na współczucie zjawisko.
01-01-2011 23:54 
 Ocena 6 na 8
Adam Gliniany (398 punktów)
>Dla mnie "liliac" brzmi jak męska ksywa i sam pisałbym do Ciebie jako faceta. Jeśli ktoś nie chce być mylony, zamiast wymagać wertowania przez rozmówcę swojego życiorysu, powinien używać takich pseudonimów, które wskazują na płeć.

Co dowodzi jedynie tego, że jesteś aż tak leniwy, że nie chce Ci się kliknąć na login danej osoby w celu sprawdzenia, kto zacz. Minus za lenistwo.

EDYCJA: po namyśle, minus dodatkowo jest za lekceważenie rozmówcy. Bo przecież tak trywialna czynność jak sprawdzenie, z kim się rozmawia, nie wymaga wysiłku wcale. Jeśli się tego nie robi tylko pyszczy, że nick taki i owaki - jest to objawem lekceważenie drugiej osoby. I do tego kobiety. Nieładnie, wstydź się.
02-01-2011 00:43 
 Ocena-1 na 3
Thorvoy (6588 punktów)
Jak już odpisałem Liliac, jeśli przebierasz się w damskie ciuszki (nie będąc transseksualny), nie możesz mieć pretensji, że ktoś kiedyś da się nabrać.

Na podobnej zasadzie: chcesz być uznany za mądrego? Pisz mądrze. Chcesz, żeby traktowano Cię jak pieniacza? Dalej stawiaj minusy zamiast najpierw podyskutować.

>EDYCJA: po namyśle, minus dodatkowo jest za lekceważenie rozmówcy. Bo przecież tak trywialna czynność jak sprawdzenie, z kim się rozmawia, nie wymaga wysiłku wcale. Jeśli się tego nie robi tylko pyszczy, że nick taki i owaki - jest to objawem lekceważenie drugiej osoby. I do tego kobiety. Nieładnie, wstydź się.

Moje stanowisko wyjaśniłem w odpowiedzi dla Liliac.

Po namyśle, sądzę, że za "pyszczyć" należy Ci się ostrzeżenie na forum. Wódki z Tobą, kolego, nie piłem. Zanim zaczniesz uczyć innych kultury, sam trochę jej przyswój.
02-01-2011 01:57 
 Ocena 5 na 7
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Skoro już zjechaliśmy do tego poziomu językowego- "ksywy" to ma się w pierdlu, w internecie nazywa się to nick, ew. żeby unikać zbędnych zapożyczeń- pseudonim.
01-01-2011 20:12 
 Ocena 4 na 4
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> prześwietnym wpływie religijności na rekonwalescencję po przeszczepie wątroby
Mnie by się już przydał przeszczep, ale za cholerę nie jestem religijna, więc się chyba nie przyjmie. Po prostu muszę przestać pić.
01-01-2011 17:15 
 Ocena 7 na 7
MareKandre (45 punktów)
Jesli to jest prawda to interpretacja wcale nie jest jednoznaczna.
Dla osoby ktora "czeka" na seks do slubu, seks wcale nie musi byc wazny. Wiec jest sklonna zaakceptowac ewentualne zdrady ze strony malzonka, bo przecie seks nie jest taki wazny.
Poza tym osoby tzw. wierzace sa bardziej sklonne wybaczyc zdrady, bo przeciez koscielna przysiega malzenska zobowiazuje, na dobre i na zle.
Dlatego bylbym ostrozny z wnioskami.
01-01-2011 17:22 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Ani bym się nie ośmielił odbierać Wam przyjemności obalenia prawdziwości tego badania. To jest, że tak powiem, Wasza broszka. Powiem tylko, że badano coś ok. 2050 zamężnych (żonatych) osób, i próbka była reprezentatywna dla społeczeństwa amerykańskiego.
>Pozdrawiam
Również pozdrawiam

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 17:34 
 Ocena 7 na 7
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie ma czego więcej obalać - w temacie nie zamieściłeś dalszych informacji, ani teraz ich nie zamieszczasz.

Skoro nie bronisz, ja świętuje zgaszenie następnego trolla.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
01-01-2011 17:42 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Nie ma czego więcej obalać - w temacie nie zamieściłeś dalszych informacji, ani teraz ich nie zamieszczasz.
A to:
Losek:
Powiem tylko, że badano coś ok. 2050 zamężnych (żonatych) osób, i próbka była reprezentatywna dla społeczeństwa amerykańskiego

to przypadkiem nie są "dalsze informacje"?
Albo TO
>Skoro nie bronisz, ja świętuje zgaszenie następnego trolla.
Ludzie świętują różne rzeczy...
Pozdrawiam

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 19:31 
 Ocena 4 na 4
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Co to znaczy reprezentatywna próbka, w tym przypadku (losowa próbka?, inna?)?
Poproszę o źródło, jeśli podajesz cytat.

Nie wymagam od Ciebie niczego, co nie jest zwykłym postępowaniem, a Ty zachowujesz się, jakbyś mi robił łaskę. Ponieważ tak się zachowujesz nie oczekuję zbyt wiele po rozmowie z Tobą.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
spellbinder (8577 punktów)
Innymi słowy - powstrzymywanie się od współżycia - a więc rzecz nienaturalna, powoduje dalsze uszkodzenia psychiki. Zamiast zdrowego poligamisty zmieniającego kobiety co dwa lata - scenariusz najbardziej zbliżony do naturalnych potrzeb człowieka - mamy ciepłoklucha, który siedzi w domu z żonką i nie ma nawet nadziei na szersze rozprzestrzenienie swoich genów.

Silni samcy (o pożądanych cechach) zamiast natłuc dzieci zostają wyrównani w szansach do motłochu, do miernot, słabeuszy, idiotów, którzy w naturalnym środowisku nie mieliby szans pobaraszkować. Wskutek obecnych "ustaleń" społecznych nakazujących dobieranie się w pary cierpi niestety nasz gatunek.
01-01-2011 17:31 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Z punktu widzenia samca i czystej genetyki, może i masz rację, ale ciekawe co na to Szanowne Racjonalistki?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
Matix (5786 punktów)
>Z punktu widzenia samca i czystej genetyki, może i masz rację, ale ciekawe co na to Szanowne Racjonalistki?

Jak to co? Głosu nie mają. Do garów i prania. W końcu poligamiczny samiec nie jest odpowiedzialny za efekty swych niesnasek, czyli dzieci. Oznacza to że kobiety muszą same je wychowywać kiedy ich były partner hasa w najlepsze z innymi. Ot egoista.
spellbinder (8577 punktów)
>Jak to co? Głosu nie mają. Do garów i prania. W końcu poligamiczny samiec nie jest odpowiedzialny za efekty swych niesnasek, czyli dzieci. Oznacza to że kobiety muszą same je wychowywać kiedy ich były partner hasa w najlepsze z innymi. Ot egoista.

Ja tam uważam, że dobry zestaw genów jest jednak cenniejszy niż stabilizacja rodzinna.
Matix (5786 punktów)
:D Może niech jednak lepiej się wypowiedzą kobiety.
diogenes (42753 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.

Załóżmy, że z badań tych można faktycznie wyciągnąć taki wniosek (co w ogólnej skali uważam za wysoce problematyczne).

Morał jest jeden: nie trzeba się powoływać tylko na chrześcijaństwo, aby nie praktykować przedmałżeńskiego seksu. To nie tyle potwierdzenie nauk chrześcijańskich, co uchylenie potrzeby odwołania się do religijnej argumentacji.

To, co w religiach jest racjonalne, może obyć się bez wszelkich odniesień do boga. Jak również może obyć się bez przydawek typu :chrześcijański, islamski, buddyjski, itd.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Witold Losek (800 punktów)
A jak odróżnisz to, co w religiach racjonalne, od tego co nieracjonalne?
Czy da się wszystkie nakazy i zakazy stawiane przez religię sprawdzić, żeby ustalić ich wartość?
Jaki nieracjonalny nakaz, lub zakaz widzisz np. w Dekalogu?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 18:00 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>A jak odróżnisz to, co w religiach racjonalne, od tego co nieracjonalne?

Myśląc i eksperymentując .


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-01-2011 18:24 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
OK.
Ludzkość zrobiła taki eksperyment. Za dopuszczalną metodę kontroli urodzeń uznano wyskrobywanie dzieci, tj. chciałem rzec płodów, do 12 tyg ciąży (swoją drogą, ciekawe skąd akurat ten dwunatotygodniowy termin?). Ileś tam takich zabiegów wykonano, zanim doszli mądrzy ludzie do wniosku, że jest to najgorszy z możliwych sposobów kontroli urodzeń, szkodzi, jest ryzykowny, drogi itp. Ilość skrobanek w takich krajach jak Holandia nie jest w związku z tym zbyt duża, ciążom zapobiega się inaczej.
Zamiast propagować wstrzemięźliwość seksualną i wierność partnerom, propaguje się prezerwatywy i "uświadamianie" od przedszkola. Następny "eksperyment".
O "in vitro" całej prawdy też dowiemy się za jakiś czas...
Może za niedługo zbadają , że ci którzy się kochają tylko "po ciemku" są szczęśliwsi. Co mnie zresztą wcale by nie zdziwiło. A kościół mówi to już dawno.
Są takie eksperymenty, w których niepowodzenia, nie pozostają bezkarne.
Pozdrowenia.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 20:39 
 Ocena-1 na 3
de Vill (1165 punktów)
Skoro propagujesz to pewnie wstrzemięźliwość praktykujesz?
A onanizm też był i jest ci obcy?
Witold Losek (800 punktów)
Ja akurat żeniaty jestem od wielu lat...
I z trudem, bo z trudem, ale w monogamii żyję.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 23:38 
 Ocena 5 na 5
Thorvoy (6588 punktów)
>Zamiast propagować wstrzemięźliwość seksualną i wierność partnerom, propaguje się prezerwatywy i "uświadamianie" od przedszkola. Następny "eksperyment".

Nie zgadzam się. Wierność partnerom jest, wespół z prezerwatywami, jak najbardziej propagowana jako czynnik, pozwalający uniknąć ryzyka zarażeń. Wtrzemięźliwość nie może być propagowana, ponieważ brak wystarczających dowodów, że w czymkolwiek pomaga.

>O "in vitro" całej prawdy też dowiemy się za jakiś czas...

Jakiej prawdy? Zapłodnień in vitro dokonano mnóstwo i jakoś nikt jeszcze nie podniósł larum, że np. powstałe w ich wyniku dzieci obciążone są jakimiś szczególnymi wadami. Co prawda metoda jest dla mnie w pewnym sensie zgubą dla ludzkości, podobnie jak cały rozwój medycyny, bowiem pozwala rozmnażać się osobnikom do tego nieprzystosowanym, jako humanista jestem jednak zdania, że ludzie powinni mieć swoją szansę na posiadanie potomstwa.

>Może za niedługo zbadają , że ci którzy się kochają tylko "po ciemku" są szczęśliwsi. Co mnie zresztą wcale by nie zdziwiło. A kościół mówi to już dawno.

Tego nie znałem.
Się obśmiawszy.
Witold Losek (800 punktów)
>Jakiej prawdy? Zapłodnień in vitro dokonano mnóstwo i jakoś nikt jeszcze nie podniósł larum, że np. powstałe w ich wyniku dzieci obciążone są jakimiś szczególnymi wadami. Co prawda metoda jest dla mnie w pewnym sensie zgubą dla ludzkości, podobnie jak cały rozwój medycyny, bowiem pozwala rozmnażać się osobnikom do tego nieprzystosowanym, jako humanista jestem jednak zdania, że ludzie powinni mieć swoją szansę na posiadanie potomstwa.
No popatrz, jak Ty mało wiesz o "in vitro"... Trochę nie na temat, ale sam wywołałeś. Miejmy nadzieję że cerberzy nam nie zmienią koloru...
prof. Stanisław Cebrat, kierownik Zakładu Genomiki na Uniwersytecie Wrocławskim:

- Duża liczba opracowań statystycznych wskazuje, że co najmniej 9 procent dzieci po in vitro rodzi się z ciężkimi wadami wrodzonymi, to jest ponaddwukrotnie więcej niż w grupie dzieci naturalnie poczętych - mówi. Powołuje się na dane Centrum Kontroli Chorób i Prewencji w Atlancie (CDCP), które pełni funkcję głównego obserwatora rozprzestrzeniania się różnych chorób w świecie. Centrum wydało takie oświadczenie prasowe: "Badania wykazują, że wady wrodzone występują częściej u dzieci poczętych drogą zapłodnienia pozaustrojowego.

Chociaż mechanizm ich powstawania nie jest jasny, to pary rozważające ART [zapłodnienie in vitro] powinny być informowane o potencjalnym ryzyku". - Na przykład ciężkie wrodzone wady serca 2,1 razy częściej występują u dzieci po ART niż u dzieci poczętych drogą naturalną. Rozszczepienie wargi i/lub podniebienia: 2,4 razy częściej. Atrezja (zarośnięcie) przełyku: 4,5 razy częściej. Zarośnięcie odbytu: 3,7 razy częściej. Z innych badań wynika, że u dzieci po ART do lat 5 wykonuje się niemal dwukrotnie więcej zabiegów chirurgicznych niż u dzieci poczętych drogą naturalną - wylicza. - Towarzystwa, które w różnych krajach promują in vitro, odpowiadają na to: "tak, zdajemy sobie z tego sprawę, należy prowadzić dalsze badania, ale ta liczba defektów to i tak jest niewiele" - dodaje.


Ty się tak nie śmiej, bo nie ma z czego
Pozdrowienia.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 15:41 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
Ależ owszem- niektóre wady występują częściej u dzieci z zapłodnienia "in vitro"- ale też niezwykle rzadko rodzice decydujący się na posiadanie potomstwa w taki sposób są ludźmi w pełni zdrowymi i nader nieczęsto ludźmi młodymi, a już badań oceniających częstość powstawania wad u dzieci z "in vitro" pod kątem stanu zdrowia rodziców- o ile mi wiadomo- nie ma. Jeśli takowe istnieją- poproszę o namiar. Bez uwzględnienia tego zastrzeżenia szafowanie takimi statystykami jest trochę jakby niepełne

Jednocześnie warto też poza danymi statystycznymi operować jednak również danymi bezwzględnymi- informacja, że zarośnięcie przełyku występuje u dzieci z "in vitro" dwukrotnie częściej niż w populacji dzieci robionych "po bożemu" wpływa na niemedycznego słuchacza nieco inaczej niż informacja ta sama podparta informacją, że w tej "normalnej" populacji wada zdarza się z częstotliwością ok. 1/3000.

Dla zainteresowanych szerszymi danymi nieco już może starawy, ale wciąż dość wartościowy (i dostępny bezpłatnie w formie pełnotekstowej) artykuł:
humrep.oxfordjournals.org/content/16/3/504.long
Cytat:
Infants born after IVF have an increased risk for a congenital malformation. This risk increase, which is close to 50%, is an effect of the characteristics of the women undergoing IVF: age, parity, and period of involuntary childlessness. Involuntary childlessness of 4 years or more has previously been shown to increase the risk for a congenital malformation in the infant but the risk estimate was only a 17% increase of major malformations-in this study only few women had received IVF


Cytat:
Infants conceived through IVF have a slightly higher rate of major birth defects. More birth defects are noted among children born to infertile couples treated with IUI, although this difference is not statistically significant. Larger studies of infants conceived by infertile couples after all types of infertility treatment are needed to definitively determine whether the increased risk of birth defects is secondary to problems inherent in the infertile couple and/or factors associated with some aspect of the treatment.

Cytat:
In conclusion, the present study verifies an excess risk for a congenital malformation in infants born after IVF. The general excess risk seems to be explainable by maternal characteristics. For some specific conditions, a more marked risk increase is seen. For neural tube defects this may at least partly be an effect of attitudes to selective induced abortion, for hypospadias it may be an effect of confounding from paternal subfertility (perhaps on a genetic basis), and for alimentary atresia it may be associated with the same type of disturbance which increases the risk for monozygotic twinning. The latter may be a direct effect of the IVF procedure. The absolute risk for a serious malformation to occur after an IVF procedure is small.


Z innych doniesień:
Cytat:
Ninety of 1,462 IVF-conceived children (6.2%) and 17 of 343 IUI-conceived children (5.0%) had a major birth defect, compared with 369 of 8,422 naturally conceived children (4.4%). The adjusted odds ratio of a major birth defect in all IVF-conceived children was 1.30 (95% confidence interval [CI] 1.00-1.67) and 1.11 (95% CI 0.67-1.84) for IUI-conceived children.


Jednocześnie mamy już także nowsze doniesienia (2010) sugerujące spadek ryzyka wystąpienia części z tych wad wraz z biegiem czasu (ergo- doskonaleniem metody):
Cytat:
Increased risks of a similar magnitude were found for most cardiovascular malformations and limb reduction defects for both study periods. For neural tube defects, cardiac septal defects, and esophageal atresia, there was still an increased risk, but it was lower during the second than during the first period. For small bowel atresia, anal atresia, and hypospadias, the risk increase observed during the first study period had disappeared during the second period.

02-01-2011 15:26 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)

>... Co prawda metoda jest dla mnie w pewnym sensie zgubą dla ludzkości, podobnie jak cały rozwój medycyny, bowiem pozwala rozmnażać się osobnikom do tego nieprzystosowanym, jako humanista jestem jednak zdania, że ludzie powinni mieć swoją szansę na posiadanie potomstwa.

To się zdecyduj bo nie wiem czy minus czy plus wlepić.

Dla mnie osobnikami nieprzystosowanymi , którzy wychowają swoje dzieci na polskich talibów są typki z frondy i powinni mieć zakaz rozmnażania , jednak z drugiej strony jestem humanistą...

Dwa kryteria ale ten sam ciasny punkt widzenia...
02-01-2011 15:33 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
P.S.

>jako humanista jestem jednak zdania, że ...
Humanizm stawia sobie za cel człowieka....

.... podobnie robi pluton egzekucyjny!




"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
04-01-2011 16:19 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>ci którzy się kochają tylko "po ciemku" są szczęśliwsi. Co mnie zresztą wcale by nie zdziwiło. A kościół mówi to już dawno.

Jeśli dobrze rozumiem, to kochanków powinna zawsze dzielić czarna sutanna. To byłoby jedno z przykazań Kamasutry dla katolików, którą powinieneś czym prędzej napisać.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
DEmonizer (4893 punktów)
Przyjmijmy, że jakaś para czeka z seksem do ślubu.
Tak się w ich życiu ułożyło, że jednak muszą ten ślub odłożyć na niekonkretną przyszłość. Niech to będzie dziesięć lat. I teraz tych doje ludzi jest bardzo szczęśliwymi, w ogóle nie czują "oddechu rozkoszy" w genitaliach, nie ma mowy o żadnym popędzie, są bardzo, ale to bardzo zafascynowani ćwierkaniem ptaszków, wschodem i zachodem Słońca, pełni radości z życia, a ich organizmy nie podpowiadają niczego, co by z seksem było związane.
Oto dwa niezwykłe stany duchowe w tych cielesnych osobowościach, żyją tylko buddyjskimi uniesieniami, czystą medytacją.
Myśleć o seksie - wykluczone, a po pierwsze - co to tak właściwie jest?
Od zawsze wszystkie badania naukowe pokazują, że dzieci powstają w kapuście , albo bociany pociechy przynoszą.
W braku seksu nie ma żadnej nerwicy, wszyscy są "wyluzowani", prawie jak w stanie narkotycznym.
Tylko jak to się stało, że ja nie byłem takim ascetą,
moje szerokie grono znajomych także,
a wszyscy mają jakoś w miarę szczęśliwe związki?
Wszystkiemu winny brak łaski bożej.
Bo jaki to niezwykły związek musi być, skoro przeżył seksualne katusze, i trawa dalej, pewnie się nadrabia stracony czas zacnymi wynikami w liczbie potomstwa.
Pozdrawiam.
Witold Losek (800 punktów)
Statystyka, Demonizerze Szanowny! Statystyka!
Statystyka sprawdza się na większych liczbach. Twój przypadek, może być właśnie wyjątkiem od reguły.
Pozdrowienia.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 18:26 
 Ocena 5 na 5
DEmonizer (4893 punktów)
Możliwe, nie wykluczam takiej opcji
Czytałem ten artykuł i wydaje mi się, że jest mocno nacechowany "boską ekonomią myślenia".
Próba "naukowego" zachwalenia celibatu lub czegoś podobnego.
Seks po ślubie cacy, przed ślubem fuj.
Najpierw odpowiedź dogmatyczna na pytanie, potem dorabianie do tego odpowiednich badań.
Wydaje mi się, że na stabilność związków bardziej wpływa umysłowość w podejściu do seksualności, niż sama seksualność bez umysłowości.
A po pierwsze, skąd ten pan profesor wie, że ci ludzie mówili prawdę, mogli przecież mówić o ideale seksualności wg np. ich wyznania. Religijne udawanie szczęścia, aby nikt nie posądził o niereligijność.
Dwa tysiące małżeństw, to chyba za mała próba, aby coś potwierdzić.
Po drugie jest przecież mnóstwo przypadków niezadowolenia seksualnego, bo "kupiło się kota w worku", bo mamy inne oczekiwania seksualne, czy tak trudno wtedy o frustrację?
A co te badania mogą powiedzieć o ludziach, którzy żyją "na kocią łapę" przez np. kilkanaście lat i są szczęśliwi?
Dla mnie jest to zbyt zawężone badanie, aby mówić poważnie o seksualności.
Wybrana grupa społeczna o określonych z góry cechach.
Ideałem związku jest ślub i to pewnie jeszcze kościelny.
Pozdrawiam
01-01-2011 18:39 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
W angielskiej wersji artykułu napisano, że była to próbka reprezentatywna dla społeczeństwa amerykańskiego. O ile jeszcze zrozumiałbym, że możesz nie ufać badaczom, choć trzeba by to podeprzeć jakimś argumentem, to zupełnie nie wiem, czemu badający mieli by fałszować odpowiedzi w jakimś jednym kierunku, gloryfikując "czekanie". Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem umysłowości w podejściu do seksualności. Mnie się wydaje, że ludzie, którzy sprawdzili, że łączy ich bardzo wiele rzeczy - oprócz seksu - podejmując decyzję o małżeństwie, opartą na wielu pozaseksualnych aspektach, mają dużą szansę na sukces. Inaczej mówiąc, świetny seks ich nie "zamroczył" i w związku z tym, podjęli decyzję o ślubie, może nieco bardziej świadomie. (Oczywiście, nie twierdzę, że wstrzemięźliwość cokolwiek gwarantuje. Mówimy tu o statystyce.) To nam załatwia jeszcze jedną sprawę. Ludzie w małżeństwie mogą oczywiście być "niedopasowani" pod względem seksualnym, np. rozmiarów narządów płciowych, defektów, deformacji, apetytu na seks, itp., ale po pierwsze nie demonizowałbym tego, bo np. długość członków mężczyzn danej rasy, rozkłada się zgodnie z krzywą Gaussa, i rozmiary te nie różnią się zasadniczo w większości przypadków. A poza tym, oprócz niedopasowania seksulanego, mamy też do czynienia z wieloma innymi "niedopasowaniami", np. charakterów, i te inne niedopasowania może być łatwiej wykryć, jeśli nie będziemy z naszym przyszłym małżonkiem, zamroczeni seksem. Zawsze jest "coś za coś".
Pozdrawiam.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 22:52 
 Ocena 4 na 4
DEmonizer (4893 punktów)
Angielskiej wersji nie czytałem i bardzo możliwe, że polska wersja jest ureligijniona, że tak to ujmę, a przynajmniej tak ją odbieram.
Czy ufam badaczom? Raczej tak, ale nie zawsze, nie wszystkim, nie w każdych okolicznościach. Są pewne tematy, do których podchodzę dość sceptycznie, szczególnie jeśli dotyczy to spraw mocno nakolorowanych przez np. kościoły. Chociaż mogą także mieć w czymś rację. Bajającym trudniej uwierzyć na słowo, trudniej uwierzyć w ich "naukowość". Podobną konsekwencję mogą ponosić ci, którzy poruszają tematy poruszane przez bajających, muszą się bardziej napracować przy udowadnianiu, aby zminimalizować sceptycyzm społeczny.
Cóż, jest nauka i "nauka".
Jest Nagroda Nobla i Nagroda Templetona.
Z drugiej strony: Czym jest nauka? Zbiorem hipotez opartych na badaniach, które wytrzymały wszelką krytykę do tego momentu. Nauka opiera się na sceptycyzmie.
Jeśli specjalista powiedział, że homeopatia działa tak samo, jak typowy lek przechodzący wszelkie możliwe testy, to powinienem mu ufać?
Rzeczywistość jest chyba inna.
Dla mnie ten temat brzmi nieklarownie, więc sceptycyzm mam wyostrzony.
Ale także nie uważam, że wszystkie pary nieuprawiające seksu przed ślubem są nieszczęśnikami losu.
Z jednej strony biologia i ewolucjonizm, z drugiej memy wstrzemięźliwości, jednak chyba biologia jest górą, skoro przetrwaliśmy dotąd, a powyższe memy "z punktu widzenia" natury są "wybrykiem".
Seks nie musi przecież "zamroczyć" potencjalnych przyszłych małżonków. Podejście do seksu może być równie nieistotne, istotnym może być "coś", co nie zostało uwzględnione lub dostrzeżone w badaniu, czyli pominięte.
Umysłowość w podejściu do seksualności - światopogląd, podejście do drugiego człowieka, jakość relacji i w konsekwencji jakość seksualności. (Choć oczywiście jest to wrażenie myślowe, dla rzeczywistości nie ma znaczenia między wzniosłym erotyzmem, a brutalnym gwałtem, to ma znaczenie tylko dla ludzi.)
Seksualność bez umysłowości - popęd, sam seks w sobie w celu prokreacyjnym i nic ponad.
Sposób patrzenia ludzi na seks, zależy od kultury w jakiej ci ludzie są "zanurzeni".
W świecie islamu będzie sprawa wyglądała inaczej, w świecie katolickim inaczej,a w świecie skrajnie liberalnym jeszcze inaczej.
Ludzie mogą także uważać, że łączy ich bardzo wiele, bez rezygnacji z seksu przedślubnego.

Czy tydzień postu bezmięsnego sprawi, że będę lepszym człowiekiem?
Może sprawić, jeśli umysł nastroję tak, abym czuł się lepszym człowiekiem po tygodniu bezmięsnego postu.
Czy jedzenie mięsa w trakcie tygodnia bezmięsnego postu sprawi, że będę lepszym człowiekiem?
Może sprawić, jeśli umysł nastroję tak, abym czuł się lepszym człowiekiem po jedzeniu mięsa w czasie tygodnia bezmięsnego postu.

Pozdrawiam
Witold Losek (800 punktów)
>Czy tydzień postu bezmięsnego sprawi, że będę lepszym człowiekiem?
Nie wiem czy lepszym, ale na pewno zdrowszym.
Kolejny przykład czegoś, co chrześcijaństwo wiedziało od dawna Że nie należy się obżerać!!!!
Pozdrawiam

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 23:42 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>W angielskiej wersji artykułu napisano, że była to próbka reprezentatywna dla społeczeństwa amerykańskiego.

Czy to znaczy, że dysponujesz pełną wersją oryginalnego artykułu? Bo jeśli tak, to świetnie- można zacząć rozmawiać o konkretach. Czy zatem- zamiast linkować do przeżutych przez kogoś wstępnie polskich doniesień opisujących artykuł- mógłbyś po prostu wkleić cytat opisujący metodę doboru grupy badanej i jej dokładne parametry? Abstrakt niestety tego nie opisuje.

Nota bene- z pewnością byłbyś inaczej nieco odbierany, gdybyś- chcąc poważnie rozmawiać- linkował nie tylko polskie newsy "na temat", ale także powszechnie dostępne abstrakty (wszak ten także można znaleźć, choć trzeba trochę pogrzebać), linki do wersji pełnotekstowych bądź fragmenty cytatów.

>Mnie się wydaje, że ludzie, którzy sprawdzili, że łączy ich bardzo wiele rzeczy - oprócz seksu - podejmując decyzję o małżeństwie, opartą na wielu pozaseksualnych aspektach, mają dużą szansę na sukces.

Zapewne mają- zwłaszcza jeśli wywodzą się ze środowisk kładących znaczny nacisk na trwałość pożycia, a bagatelizujących pożycie seksualne. Niestety- na razie dostępne dane nie próbują poszukiwać związków pomiędzy ponoć wykazanymi zależnościami a innymi elementami światopoglądu badanych osób.

>Mówimy tu o statystyce.

Właśnie na razie nie mówimy- bez pełnego tekstu nie możemy nawet ocenić co tak naprawdę badali pracownicy tej religijnej instytucji i z czego tak naprawdę wyciągali wnioski. Rozumiem, że drażni cię ponowne odnoszenie się do artykułu o wątrobie, ale jest on właśnie znakomitym przykładem sytuacji, kiedy to dane ściśle wynikające z przedstawionych danych były dość zauważalnie inne od wniosków oficjalnie podanych.
02-01-2011 02:07 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Mój ojciec mawiał: "statystyka jest jak bikini- ważniejsze od tego, co pokazuje, jest to, co pozostaje niewidoczne". Chyba nie muszę rozwijać?
02-01-2011 17:30 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Statystyka, Demonizerze Szanowny! Statystyka!
Chyba będę się powtarzać... Ty i Twój pies macie po trzy nogi. Statystycznie.
>Statystyka sprawdza się na większych liczbach.
Nawet biorąc pod uwagę 10000 psów i 10000 ich panów, statystycznie zawsze to będą trzy nogi.
W takich sprawach jak udane małżeństwo plus seks lub jego brak przed ślubem statystyka jest do niczego. Oczywiście można sobie prowadzić takie czy inne badanie, dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić, ale wyniki o niczym nie świadczą. W grę wchodzi zbyt wiele innych czynników, by uzależniać trwałość/szczęśliwość/zgodność/inne zalety małżeństwa tylko od tego, czy się współżyło przed ślubem, czy nie. Gorzej - te inne czynniki (tu: wiara religijna) zaciemniają wynik. Bo ja tak do końca wcale nie jestem pewna, czy ta próba była naprawdę reprezentatywna. Masz dojście do oryginalnego raportu?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
Autorzy twierdzą, że uwzględnili fakt przynależności religijnej i jego wpływ. A zresztą, nawiasem mówiąc, gdyby się nawet okazało, ( choć tak raczej nie jest, o ile wierzyć autorom), że ludzie religijni z samego faktu przynależności do jakiegoś kościoła, mają o tę 1/5 większe szanse na trwały związek, to byłoby chyba jeszcze lepiej dla mnie, nie?
Do całego raportu niestety nie mam dostępu, ale abstrakt jest publikowany na stronie American Psychological Assosiation, ( psycnet.apa.org/journals/fam/24/6/766/ ) i
znalazłem kilka streszczeń na amerykańskich stronach (m.in. na Medline, czyli serwisie Narodowej Bilblioteki Medycznej USA i Narodowego Istytutu Zdrowia. www.nlm.ni(*)lus/news/fullstory_107136.html ), znacznie obszerniejszych niż Onet...

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 17:57
 Ocena 16 na 16
diogenes (42753 punktów)
Myślę, że powinieneś poinformować nas nieco bliżej o źródle informacji. Jeśli dobrze zidentyfikowałem owo źródło, to:
Badania prowadzone były na Brigham Young University:

www.byu.edu/webapp/home/index.jsp

W ramach tej placówki działa m.in. Family Study Center:

familycenter.byu.edu/

którego wiodącym dokumentem jest:

The Family: A Proclamation to the World

The First Presidency and Council of the Twelve Apostles of The Church of Jesus Christ of Latter-day Saints

We, the First Presidency and the Council of the Twelve Apostles of The Church of Jesus Christ of Latter-day Saints, solemnly proclaim that marriage between a man and a woman is ordained of God and that the family is central to the Creator's plan for the eternal destiny of His children. (...)

lds.org/library/display/0,4945,161-1-11-1,00.html

Tak więc kontekst prowadzonych badań mówi sam za siebie.
(Swoją drogą inne media powinny były o tym również wspomnieć).

(Mam nadzieję, że dobrze zidentyfikowałem źródło)

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Witold Losek (800 punktów)
Oczywiście, że dobrze zidentyfikowałeś źródło.

Czyli uważasz, że mniej ważny od uzyskanych wyników, jest światopogląd badacza? To znaczy, ściślej mówiąc, światopogląd badacza z góry unieważnia niektóre ( czy może wszystkie ) wyniki jego badań?
To mi przypomina ( trochę nie na temat będzie ale na czasie) metodologię Jana Tomasza Grossa, w uzyskiwaniu danych do jego pseudohistorycznych książek. Źródła "polskie", czyli świadkowie Polacy, mówiący o stosunkach polsko-żydowskich, są z definicji, z samego faktu bycia polakami niewiarygodni, a źródła żydowskie, z definicji są słuszne?
P.S.
Poza tym, przytoczony w tym artykule jest również komentarz socjologa Marka Regnerusa z University of Texas w Austin, niezaangażowanego w to badanie.
01-01-2011 18:37 
 Ocena 11 na 11
diogenes (42753 punktów)
>Czyli uważasz, że mniej ważny od uzyskanych wyników, jest światopogląd badacza?

Stawiasz sprawę zbyt radykalnie.
Elementy światopoglądowe odgrywają różną rolę w zależności od dyscypliny naukowej. Nie muszę wiedzieć, jakiego wyznania był Cantor, czy Goedel (logika, matematyka), aby sprawdzić poprawność ich rozumowań, chociaż już w koncepcjach z filozofii logiki sprawa może wyglądać różnie. Podobnie jest np. w fizyce czy chemii.
Ale w wielu naukach, zwłaszcza zaś w naukach o człowieku, rola światopoglądu bywa ważna, zwłaszcza przy interpretacji danych (np. statystycznych). Dotyczy to nie tylko nauki, ale również potocznych rozumowań, bowiem nie można pominąć wpływu postaw na rozumowania. Mogę np. generalnie być nastawiony na afirmującą wobec religii rolę nauki (uczelnie religijne), ale mogę podejść do sprawy jak rasowy ateista: jeśli coś zostało wyjaśnione przez naukę, to wyjaśnienie religijne mogę traktować jako etap przejściowy i odesłać do diabła.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Witold Losek (800 punktów)
Jeśli coś zostało udowodnione naukowo, z zastosowaniem metod naukowych, i jest sprzeczne z jakąś religią, trzeba zmienić religię.
Już św Augustyn coś takiego mówił, tylko może innymi słowami.
Pozdro.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 19:06 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Jeśli coś zostało udowodnione naukowo...i jest sprzeczne z jakąś religią, trzeba zmienić religię.

Nie jest to problem nauki, istotowo autonomicznej wobec religii.
Ponadto: nie chodzi tylko o tezy nauki, ale przede wszystkim o metodę, metanaukę.
Co byś np. powiedział o sprzeczności objawienia (tez odwołujących się do objawienia jako ostatecznego źródła obowiązywalności) z dopuszczonymi przez naukę źródłami poznania?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Witold Losek (800 punktów)
>Nie jest to problem nauki, istotowo autonomicznej wobec religii.
Oczywiście.
>Co byś np. powiedział o sprzeczności objawienia (tez odwołujących się do objawienia jako ostatecznego źródła obowiązywalności) z dopuszczonymi przez naukę źródłami poznania?
Tutaj chyba nie ma problemu. Są dwie możliwości.
1) Objawienie jest nieprawdziwe, tzn. jest oszustwem, efektem choroby umysłowej, omamem, itp. Wtedy nie jest sprzeczne z nauką.
2) Objawienie jest prawdziwe. Jeżeli objawienie jest prawdziwe, to znaczy, że jest Bóg, króry coś komuś objawia. Ten Bóg, jako istota nie z tego świata, nie podlega z definicji badaniom naukowym. Nie może zostać zbadany metodami naukowymi. Ale to, że coś jest nie do udowodnienia metodami dostępnymi w danym systemie logicznym, - zgodnie z Twierdzeniem Gödla - nie znaczy, że nie może być prawdą.
Jeżeli teraz prawdziwe objawienie ( bo nieprawdziwe już mamy załatwione ) będzie sprzeczne z prawami fizyki, np. o ile pamiętam w czasie objawień w Fatimie, działy się różne dziwne rzeczy ze słońcem, znów mamy dwie możliwości.
1) Siła wyższa, Bóg, zaingerował w świat, zmieniając zasady.
2) System logiczny jest niespójny ( system jest niespójny wtedy, gdy istnieją w jego obrębie twierdzenia, które jednocześnie można udowodnić i obalić ).
Czy coś przeoczyłem?
Pozdro.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 19:58 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Przepraszam, że wchodzę w słowo, ale że coś podpada pod twierdzenie Goedla też trzeba wykazać. Inaczej w sądzie każdy morderca by się nim podpierał, by udowodnić swoją niewinność.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Witold Losek (800 punktów)
Twierdzenie Gödla mówi, że w spójnym systemie logicznym istnieją takie twierdzenia, których prawdziwości nie da się dowieść, ani też nie da się dowieść prawdziwości twierdzeń przeciwnych, a które to twierdzenia mimo to mogą być prawdą. Czyli mówiąc inaczej, z faktu nieudowadnialności jakiegoś twierdzenia, przy użyciu dostęnych w danym systemie narzędzi, nie można wnioskować, że dane twierdzenie jest nieprawdziwe. Powtarzam dla uściślenia: nie twierdzę, że coś jest prawdziwe, twierdzę, że może być prawdziwe. Pod twierdzenie Gödla podpadają literalnie wszystkie nieudowadnialne twierdzenia w danym systemie.
Tak?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 22:38 
 Ocena 7 na 7
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Zasadniczo, co do literalności - NIE.
Nie chodzi o systemy logiczne, ale systemy zawierające aksjomatykę liczb naturalnych (logika operować może na samych tylko zbiorach, 'nie potrzebuje' liczb naturalnych).
Nie istnieje wyrażenie "spójny system logiczny", z naciskiem na spójny w kontekście twierdzenia Goedla.

Ale dla naszej dyskusji przyjmijmy, że nauka jest systemem podpadającym w spornym wycinku pod twierdzenie Goedla, ponieważ pomiary przeprowadza się "za pomocą" liczb naturalnych.
By twierdzenie podpadało pod Goedla musisz wykazać, że nie jest udowadnialne w ramach systemu nauki! Innymi słowy, musisz udowodnić istnienie "cudu" w naukowy sposób!
Więcej, musisz wykazać, że postęp nauki nie sprawi, że dane zdarzenie nie stanie się udowadnialne - czyli pokazać, które aksjomaty zostały naruszone.
Wszystko powyższe nie opiera się na wierze! Wiara w Objawienie nie jest z punktu widzenia twierdzeń Goedla argumentem!

Zajrzyj tu: pl.wikipedia.org/wiki/Twierdzenie_GĂśdla
Na samym dole jest paragraf "Błędne interpretacje", ze zdaniem: Wyraźnie więc odróżnia się tu prawdziwość zdania od możliwości samego jego dowodzenia.
Na polski to tłumaczy się mniej więcej tak: da się powiedzieć, co jest prawdą, a co nie; słabością systemu jest, że nie da się udowodnić, że rzecz wynika z systemu, mimo że z niego wynika! I to działa dla liczb naturalnych z ich aksjomatami!
Nie potrzeba przy tym wychodzić poza system!
Oczywiście skoro nie możemy czegoś udowodnić w ramach systemu nie potrafimy powiedzieć, czy rzecz jest "spoza" systemu, czy jest z systemu, ale nie potrafimy jej udowodnić.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
02-01-2011 00:44 
 Ocena 1 na 1
webmaster (moderator)
Trzeba też dodać, że tym ograniczeniem nie są objęte typowe twierdzenia naukowe, ale raczej 'sztuczne' konstrukcje.
Witold Losek (800 punktów)
Dokładnie to napisałem.
Twierdzenie Godla zastosowałem w rozmowie z Diogenesem ( pozdrowienia Diogenes ) do tych możliwych wytłumaczeń zjawiska objawienia, które są nieudowadnialne, czyli do Boga, a nie do udowadnialnych, takich jak obłędy, choroby psychiczne. Napisałem też, że do Godla można przypiąć literalnie wszystkie nieudowadnialne twierdzenia.. I tego się będę trzymał.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 16:03 
 Ocena 3 na 3
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Bue, niedobrze mi się robi, kiedy podobne instytucje ze swoimi "credo" próbują w para-naukowy sposób przemycać do szerszej opinii publicznej, trwającej w kulcie naukowca- eksperta, wątpliwe treści.
LadyTilly (613 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od
>wieków.
To jest tak jak z udowodnieniem czegoś np. w matematyce 2+2=4 niby wszyscy intuicyjnie wiedzą ale naukowcowi to nie wystarczy- trzeba tego dowieść.
Witold Losek (800 punktów)
Acha. I badanie na 2050 ludziach, reprezentatywne dla amerykańskiego społeczeństwa ludzi zamężnych/żonatych, takim dowodem nie jest? To co byłoby dowodem?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 19:39 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
>Acha. I badanie na 2050 ludziach, reprezentatywne dla amerykańskiego społeczeństwa ludzi zamężnych/żonatych, takim dowodem nie jest?

Jak wynika z artykułu badaniem objęto ponad dwa tysiące małżeństw.To trochę więcej ludzi niż 2050.Chyba, że ktoś nie zalicza do ludzi np: kobiet.
Z tych małżeństw wybrano tych którzy reprezentowali "żonatą i zamężną część".(ciekawe jakie były kryteria?).
I co może oznaczać, że jakiś małżonek jest nieżonaty/niezamężny?

> To co byłoby dowodem?

Rzetelne badania.
01-01-2011 19:49 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Rzetelne badania.

Cytat:
Pierwsza zasada matematyki stosowanej:

Dziewięćdziesiąt osiem procent wszystkich danych statystycznych jest sfabrykowanych.

A.Bloch. Prawa Murphy'ego


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Witold Losek (800 punktów)
Czy jak mi kiedyś ktoś tu napisze, że np. nauka jest sprzeczna z wiarą, bo naukowcy w iluśtam procentach są niewierzący, to mogę się na Ciebie powołać?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 10:08 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)
>Czy jak mi kiedyś ktoś tu napisze, że np. nauka jest sprzeczna z wiarą, bo naukowcy w iluśtam procentach są niewierzący, to mogę się na Ciebie powołać?

Nikt tutaj, poza panem, panie Witoldzie Losek, nie stosuje takiej "logiki".
01-01-2011 21:58 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>Dziewięćdziesiąt osiem procent wszystkich danych statystycznych jest sfabrykowanych.

Te pewno też.
Matix (5786 punktów)
W takim razie jestem już pewny, że PO wygrała dzięki sfabrykowanym sondażom, które miały wpływ na opinię publiczną.
lukaszewicz (5674 punktów)
>Cytat:
"seksualna jakość" tych związków zyskiwała ocenę o 15
>proc. lepszą i o 12 proc. wyżej oceniano komunikację pomiędzy partnerami.
>


Gdybym nie miał następnych też bym twierdził, że "seksualna jakość" i "komunikacja z moją pierwszą partnerką była doskonała.
A i ona mogłaby się nie zorientować, że ma inne preferencje co do płci.

>Cytat:
Niezależnie od religijności, czekanie pomaga wytworzyć w związku lepsze procedury
>komunikacji. Te zaś pomagają poprawić stabilność oraz zadowolenie ze związku na długą metę

W takich tradycyjnych związkach szczególnie istotna jest komunikacja między kuchnią a salonem.Jeżeli szwankuje, mąż może nie osiągnąć wystarczającego zadowolenia.
W końcu ile można czekać na zupę.

>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od
>wieków.

Od wieków to chrześcijaństwo wiedziało, że seks jest grzechem i najlepiej go nie uprawiać.A jeśli już to bez przyjemności.
Co do komunikacji była dosyć jednostronna.Żona ma słuchać .
01-01-2011 19:37 
 Ocena 4 na 4
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Diogenes pokazał, że badanie przeprowadzali "naukowcy", co do których można mieć podejrzenia o stronniczość wobec światopoglądu chrześcijańskiego.
Informacje można traktować jako kolejne "pierdnięcie" w naukowym świecie spowodowane religijnym światopoglądem "badaczy".

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
01-01-2011 21:46 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Diogenes pokazał, że badanie przeprowadzali "naukowcy", co do których można mieć podejrzenia o stronniczość wobec światopoglądu chrześcijańskiego.
Kiedyś pogotowie przywiozło mi na chirurgię całkiem pijanego faceta, bez żadnych widocznych urazów. Jak spytałem ratowników, czemu uważają, że dany chory powinien trafić akurat na chirurgię, to mi powiedzieli, że jak go znaleźli, to leżał z głową na krawężniku, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że jak padał, to mógł się uderzyć...
>Informacje można traktować jako kolejne "pierdnięcie" w naukowym świecie spowodowane religijnym światopoglądem "badaczy".
Gdy nie potrafi się atakować myśli, atakuje się jej autora.
Pozdrawiam

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 22:42 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Miałeś szanse bronić tezy, którą postawiłeś - skoro tego nie zrobiłeś uznałem ją za pozbawioną podstaw, do czego przyczynkiem jest wiedza o "naukowcach", którzy wywiedli tezę i wmieszali w jej interpretację religię (chrześcijaństwo z 12latkami w Średniowieczu zostającymi żonami - ohyda).

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
02-01-2011 02:19 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Diogenes pokazał, że badanie przeprowadzali "naukowcy", co do których można mieć podejrzenia o stronniczość wobec światopoglądu chrześcijańskiego.

"Można mieć podejrzenia o stronniczość". Z całym szacunkiem, ale to brzmi jak wyjątek z "The Guardian"! Prześlicznie delikatny i subtelny eufemizm! Mi w tej sytuacji trudniej zachować tyle taktu, prawdę powiedziawszy mam ochotę nazwać tę "rewelację" krzepkim "religianckie sr...nie w banię!".

Pozdrawiam i gratuluję stoickiego iście spokoju!
Witold Losek (800 punktów)
"Jak się nie potrafi zaatakować myśli, to się atakuje jej autora"

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 15:53 
 Ocena 3 na 3
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>"Jak się nie potrafi zaatakować myśli, to się atakuje jej autora"
Nie atakuję autora. Myśli z resztą też nie- sama się pogrąża. Statystyka to niebezpieczne narzędzie, łatwo nim manipulować. Przebadano ponad 2 tys. par małżeńskich. Jakich? Jakiego wyznania? Czy są to pary po ślubie kościelnym? Czy uwzględniono możliwość wpływu rodzaju ślubu na poglądy dotyczące pożycia seksualnego? Dlaczego nie przeprowadzono podobnych badań jako próby kontrolnej na grupie osób żyjących w nieformalnych związkach z długim stażem? Im więcej takich pytań, tym bardziej wątpliwy jest wynik tego "badania".
Witold Losek (800 punktów)
>Nie atakuję autora. Myśli z resztą też nie- sama się pogrąża. Statystyka to niebezpieczne narzędzie, łatwo nim manipulować. Przebadano ponad 2 tys. par małżeńskich. Jakich? Jakiego wyznania? Czy są to pary po ślubie kościelnym? Czy uwzględniono możliwość wpływu rodzaju ślubu na poglądy dotyczące pożycia seksualnego? Dlaczego nie przeprowadzono podobnych badań jako próby kontrolnej na grupie osób żyjących w nieformalnych związkach z długim stażem? Im więcej takich pytań, tym bardziej wątpliwy jest wynik tego "badania".
>
No, teraz atakujesz myśl. Bardzo się cieszę. Jest o czym pogadać.
Przynajmniej na część pytań mogę odpowiedzieć:
Cytat:
The study says 21% of respondents were Catholic, 39% Protestant, 6% Latter-Day Saints (Mormon), 17% members of "another religion," and 17% who indicated no religious affiliation

Badano nie 2000 par, tylko o ile dobrze zrozumiałem 2000 osób.
Muszę też skorygować własną wypowiedż. Przeczytałem, że autorzy przyznają, iż w stosunku do przekroju społeczeństwa amerykańskiego, badana próba była "za bardzo biała" i bardziej wykształcona niż średnia i zapowiadają dalsze badania.
Pozdrowienia.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
W ogóle to najlepiej jest nie współżyć seksualnie, bo to raz , że nieczyste, a dwa że grzeszne. A poza tym strata nasienia. A jak już współżyć, to jak najrzadziej i bez przyjemności. W nocnych koszulach i po ciemku! Tylko w celu prokreacji. No bo po co inaczej? Małżeństwu służy wstrzemięźliwość seksualna i czystość! Najtrwalsze są tak zwane białe małżeństwa, czyli nie skonsumowane. Np. małżeństwo Andre Gide`a. Albo św. Józefa i Maryi. I dziwię się w ogóle, że naukowcy amerykańscy tego jeszcze nie odkryli!
01-01-2011 23:04 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
Iluż to ludzi na świecie jest brudnych seksem.
Ilu przez ten brud się od bogów oddaliło.
Ale cóż, tak się składa, że nie Święci "garnki lepią".
04-01-2011 12:50 
 Ocena 1 na 1
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>W ogóle to najlepiej jest nie współżyć seksualnie, bo to raz , że nieczyste, a dwa że grzeszne. A poza tym strata nasienia. A jak już współżyć, to jak najrzadziej i bez przyjemności. W nocnych koszulach i po ciemku! Tylko w celu prokreacji. No bo po co inaczej? Małżeństwu służy wstrzemięźliwość seksualna i czystość! Najtrwalsze są tak zwane białe małżeństwa, czyli nie skonsumowane. Np. małżeństwo Andre Gide`a. Albo św. Józefa i Maryi. I dziwię się w ogóle, że naukowcy amerykańscy tego jeszcze nie odkryli!

1 Kor 7,8-9:
Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć.



Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
Adam Gliniany (398 punktów)
Uuu, Onet jako źródło wiedzy naukowej. Następny będzie Fakt czy Super Express?
Tak czy siak pofatygowałem się na strony cytowanego przez portal "Journal of Family Psychology" i w ostatnim półroczu nie znalazłem żadnej publikacji na wspomniany przez Ciebie temat. Co nasuwa mi dwa pytania:
1) Zadałeś sobie trud sięgnięcia do źródeł czy padłeś ofiarą typowo polskiej "portalozy" (której klasyczny przykład można znaleźć tutaj: remotesens(*)stara-tragedie-w-nowej-formie/ oraz tutaj: miskidomle(*)10/09/09/straszymy-samolotami/ a na wesoło-smutno tutaj: migg.wordp(*)/05/26/dziennikarstwo-naukowe/ )?
2) "Na żywca" podnieciłeś się niesprawdzonym newsem z portalu o wątpliwej jakości naukowej.

Jeśli 1), to poproszę linki do abstraktu z pracy. Powinien być dostępny, jak wszystkie abstrakty JFP. Jeśli 2) to przeproś ładnie, pozbieraj zabawki i do domu.
Witold Losek (800 punktów)
>Tak czy siak pofatygowałem się na strony cytowanego przez portal "Journal of Family Psychology" i w ostatnim półroczu nie znalazłem żadnej publikacji na wspomniany przez Ciebie temat.
Jakoś słabo szukałeś... Przecież jak wół stoi napisane...
psycnet.apa.org/journals/fam/24/6/

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 17:57 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Jakoś słabo szukałeś... Przecież jak wół stoi napisane...
>psycnet.apa.org/journals/fam/24/6/
Jak wół stoi napisane, że by dobrać się do treści, trzeba zapłacić $11.95. I tylko tyle tam stoi, niestety.
Miałeś rację, nie 2035 par, tylko osób.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
NIe, no. Adam Gliniany zarzucił mi że nie sprawdziłem źródeł. Napisał, że wszedł na stronę czasopisma i w ostatnim półroczu nie znalazł nawet wzmianki o takim artykule, kazał mi przeprosić, zabrać zabawki i spadać na swoje podwórko. A tymczasem na wskazanej przeze mnie stronie, jest spis treści grudniowego wydania pisma i jest tam tytuł: "Compatibility or restraint? The effects of sexual timing on marriage relationships." i jak się w niego kliknie, to jest dostęp do abstraktu! Tak, czy nie? Stoi jak wół, czy nie stoi?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 18:49 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Widzisz, z tego abstraktu nijak nie wynika "seks dopiero po ślubie".
Naukowcy (?) zbadali,
Cytat:
how soon they became sexually involved as a couple and how this timing is related to their current sexual quality, relationship communication, and relationship satisfaction and perceived stability.

O ślubie ani słowa. Tyle, że badano "2035 married individuals".
I sam badacz ostrzega przed przekłamaniem jego wyników.
Cytat:
Busby cautioned against concluding that premarital sex necessarily leads to a bad marriage, however.

Krótko mówiąc - w sumie nie ma znaczenia, czy uprawiasz seks przed, czy dopiero po ślubie. Ważne jest, by nie opierać związku tylko na seksie. Czyli żadna rewelacja. Nazywa się to wyważaniem otwartych drzwi bądź odkrywaniem Ameryki, przykrytej szmatą do kurzu na globusie. Jak wół.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
Nie, z abstraktu nic takiego nie wynika, ale na stronach Medline, znalazłem taki fragment a'propos tego badania:
Cytat:
Trying to find out if the timing of sex in a relationship had a lasting impact on the eventual marriages, the study divided 2,035 participants into three groups: those who had sex within a month of meeting (776), those who had sex after a month but within two years (923), and those who waited until they were married (336) to have sex.

The longer sex was delayed, the more participants in the study reported better quality of sex, communication, relationship satisfaction and perceived relationship stability. Waiting until marriage to have sex had the strongest correlations with positive outcomes



"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
> Cytat:
Trying to find out if the timing of sex in a relationship had a lasting impact on the eventual marriages, the study divided 2,035 participants into three groups: those who had sex within a month of meeting (776), those who had sex after a month but within two years (923), and those who waited until they were married (336) to have sex.
>The longer sex was delayed, the more participants in the study reported better quality of sex, communication, relationship satisfaction and perceived relationship stability. Waiting until marriage to have sex had the strongest correlations with positive outcomes

Could You translate this, please?
Czy mogłbyś przetłumaczyc?
zob. regulamin forum.
04-01-2011 19:16 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Czy mogłbyś przetłumaczyc?
>zob. regulamin forum.

Regulamin pozwala na pozostawianie cytowanych oryginalnych danych w pierwotnej formie. Obawiam się zresztą, że niejednokrotnie odbywa się to z wielką korzyścią dla tych danych, nie każdy bowiem ma talent do tłumaczenia

Cytat:
§ 22. Wypowiadamy się w języku polskim. W tekście wypowiedzi dopuszczalne jest zamieszczanie cytatów w języku oryginału.
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Regulamin pozwala na pozostawianie cytowanych oryginalnych danych w pierwotnej formie. Obawiam się zresztą, że niejednokrotnie odbywa się to z wielką korzyścią dla tych danych, nie każdy bowiem ma talent do tłumaczenia
> Cytat:
§ 22. Wypowiadamy się w języku polskim. W tekście wypowiedzi dopuszczalne jest zamieszczanie cytatów w języku oryginału.

Jasne. Ok
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Klasyczny błąd wnioskowania (z braku oryginału trudno stwierdzić czy samych badaczy, czy komentatorów).
Istnienie korelacji pomiędzy zmiennymi nie jest dowodem na istnienie zależności przyczynowo - skutkowej.
Niestety w tym konkretnym przypadku nie jest możliwe przeprowadzenie eksperymentu, dlatego należy być niezwykle ostrożnym wyciąganiu wniosków.
Ja raczej słaniałbym się ku wyjaśnieniu, że konkretne cechy osobowości ułatwiają zarówno zachowanie "czystości przedmałżeńskiej" jak i dodatnio wpływają na trwałość związku.
03-01-2011 20:15 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
>Ja raczej słaniałbym się ku wyjaśnieniu, że konkretne cechy osobowości ułatwiają zarówno zachowanie "czystości przedmałżeńskiej" jak i dodatnio wpływają na trwałość związku.
ooo, to całkiem możliwe. Jeśli do tego uwzględnić, że seks jest silnie więziotwórczy, to rzeczywiście w badaniach lepiej powinny wypaść małżeństwa "czyste" przed ślubem. W sensie, że działanie tych cech osobowości, które pozwoliły im zbudować więź przed ślubem, dodatkowo wspomógł poślubny seks.
Zostaje jeszcze pytanie jak długo w takich badaniach kontrolować staż małżeński, żeby sprawdzić czy na pewno małżeństwo jest trwałe (moi rodzice rozstali się trzy dni przed dwudziestą rocznicą ślubu; co do czystości przedmałżeńskiej - brak danych ))
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od
>wieków.

Pan zdaje się prowokować, z całym szacunkiem, na poziomie swojego źródła. Otóż chrześcijaństwo wiedziało nie, że seksualna jakość związków z wstrzemięźliwymi do ślubu parnterami jest lepsza od tych którzy spółkowali wcześniej, ale że stosunek poza małżeństwem jest grzechem przeciwko Bogu. Poza tym chrześcijaństwo do czasu rewolucji seksualnej, która odbyła się tak szacunkowo na przestrzeni ostatniej dekady, w takim np. kościele katolickim dopuszczało seks jedynie jako prokreację, a nie źródło iście zwierzęcej przyjemności, więc głupotą byłoby tu mówić o jakiejś satysfakcji płynącej z samego zwierzęcego popędu.

Spójrzmy dalej. Te badania wykazują, że Ci ludzie są bardziej zadowoleni z... "seksualnej jakości" i posiadają "lepszą komunikację". Co to znaczy, że posiadają lepszą komunikację? I na czym ta seksualna jakość polega?

Myślę że dał się pan nabrać na marną prowokację, która porusza temat seksualizmu i jedynie dostarczy onetowi większej liczby odsłon. Bo co do tego "potwierdzania" chrześcijańskich prawideł oczywiście nie ma Pan racji.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Thorvoy (6588 punktów)
Może to i prawda z tą większą satysfakcją, ale z drugiej strony należałoby się zastanowić ile takich małżeństw upada tylko z tego powodu, że nagle okazuje się, iż w łóżku zupełnie sobie nie radzą. Albo są niedopasowani, albo się okazuje, że panu nie bryka, albo pani po rozebraniu się nie przejawia zainteresowania ciągiem dalszym.
Witold Losek (800 punktów)
No, pewnie tak bywa, ale jak już pisałem powyżej, ile razy bywa tak, że ludzie przed ślubem doświadczają niesamowitego seksu, który im całkiem zaćmiewa obraz partnera, a po ślubie okazuje się, że kluczyk do zamka pasuje - i owszem, chęci na seks są, ale poza sypialnią nic się nie układa? Zawsze jest coś za coś.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
01-01-2011 23:05 
 Ocena 2 na 2
Thorvoy (6588 punktów)
Wtedy ludzie sami są sobie winni. Nie dlatego, że uprawiali seks, a dlatego, że nie potrafili spojrzeć na partnera inaczej niż pod kątem atrakcyjności seksualnej.

Zgadzam się natomiast, że czystość przed ślubem może zwiększać satysfakcję, ale tylko względem stanu sprzed rozpoczęcia współżycia. Słowem: jeśli wcześniej relacje partnerskie były niepełne, po ślubie zaczynają być pełne, a co za tym idzie bardziej satysfakcjonujące.

//Poddałem tekst edycji, ponieważ rozpisałem się na temat zanim przeczytałem artykuł i wysnułem jeden błędny wniosek.//
01-01-2011 23:24 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
A, dodam coś jeszcze!

Trwałość związku bierze się również z udanego pożycia, które z czasem staje się rutyną i słabnie jako spoiwo. Mówiłem o punkcie odniesienia, który jest istotny, ponieważ nie wiadomo ile z przebadanych "czystych" małżeństw straci "zwiększoną satysfakcję" po ślubie w uśrednionym czasie, który w innych przypadkach oznacza przedział OD rozpoczęcia współżycia DO ślubu.

Żeby nieco uprościć, pokażę uproszczoną prezentację mojego poglądu na sprawę w przedziałach czasowych.

N - niższa satysfakcja ze związku
W - wyższa satysfakcja ze związku
"-" - brak współżycia
"|" - moment wzięcia ślubu

Osoby "czyste":
--NNN| WWWWWWNN--

Grzesznicy (tfu!):
-- WWW|WWWNNNNN--

Seksualna jakość też przez pewien czas będzie znacznie lepsza. Nie od dziś wiadomo, że kiedy jesteś głodny, wszystko lepiej smakuje.
01-01-2011 23:59 
 0 na 2
Adam Gliniany (398 punktów)
A tu bredzisz niczym student.
Powiedz, jesteś studentem? Czegoś (c)humanistycznego?
02-01-2011 01:17 
 Ocena 2 na 2
Thorvoy (6588 punktów)
Byłem, ale z przyczyn osobistych musiałem zrezygnować. Weterynaria nie należy do dziedzin humanistycznych, więc tu nie trafiłeś.

Przy innej okazji uczyłeś mnie kultury. Czy mógłbyś się nią wreszcie sam pochwalić?
03-01-2011 18:14 
 Ocena 1 na 1
Kuba Śruba (3184 punktów)
>A tu bredzisz niczym student.
>Powiedz, jesteś studentem? Czegoś (c)humanistycznego?
Uważam, ze jest to argument ad personam i dlatego dałem minusa

Klasycznym jest to, co zdrowe; romantycznym jest to, co chore. - Goethe
Witold Losek (800 punktów)
Gdybyś wszystkim, którzy używają argumentów "ad personam" dawał minusy, to musiałbyś ich tylko w tym wątku dać nieco więcej niż jeden...
Pozdrowienia.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
Witold Losek (800 punktów)
>Seksualna jakość też przez pewien czas będzie znacznie lepsza. Nie od dziś wiadomo, że kiedy jesteś głodny, wszystko lepiej smakuje.
Święte słowa. A pisałeś w innym miejscu, że wstrzemięźliwość nie jest pożądana

Moim zdaniem to co napisałeś ( te NNN WWWW) to wcale nie są brednie. Szczerze mówiąc jest to jedna z kilku odpowiedzi, których autor - według mnie - znalazł możliwe logiczne i "niechrześcijańskie", albo raczej "nieboskie" wytłumaczenie wyników, zamiast a priori wieszać psy na naukowcach tylko dlatego, że są być może wierzący i na mnie, bo ja jestem wierzący, albo czepiaćsię różnych nieistotnych szczegółów.
Natomiast nie zgodziłbym, się z tym:
>Wtedy ludzie sami są sobie winni. Nie dlatego, że uprawiali seks, a dlatego, że nie potrafili spojrzeć na partnera inaczej niż pod kątem atrakcyjności seksualnej.
W tym właśnie rzecz, że wczesny seks, zaćmiewa prawdopodobnie obraz. Więc właśnie ci są sami sobie winni, którzy od razu wskakują do łóżka, bo od razu wskakują do łóżka.
Pozdrawiam.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 14:53 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>albo czepiać się różnych nieistotnych szczegółów.

Czy czepianiem się nieistotnych szczegółów są dotąd ignorowane apele kilkorga użytkowników o podanie dokładnych informacji na temat przeprowadzonego badania?
02-01-2011 15:17 
 Ocena-3 na 3
Witold Losek (800 punktów)
>Czy czepianiem się nieistotnych szczegółów są dotąd ignorowane apele kilkorga użytkowników o podanie dokładnych informacji na temat przeprowadzonego badania?
>
Uderz w stół, a nożyce się odezwą....


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 16:15 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
Czyli owszem- żądanie konkretów w rzekomo okołonaukowej dyskusji nazywasz nieuzasadnionym czepianiem się. Cóż- to tylko potwierdza moją wcześniejszą opinię o twojej naukowej "rzetelności", którą, jak zresztą widzę podziela całkiem spora część forumowiczów.

Smutne to, panie Losek, gdy osoba z pretensjami do naukowości tak się kompromituje.
02-01-2011 17:07 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>Czyli owszem- żądanie konkretów w rzekomo okołonaukowej dyskusji nazywasz nieuzasadnionym czepianiem się. Cóż- to tylko potwierdza moją wcześniejszą opinię o twojej naukowej "rzetelności", którą, jak zresztą widzę podziela całkiem spora część forumowiczów.
>Smutne to, panie Losek, gdy osoba z pretensjami do naukowości tak się kompromituje.
Nie. Nie o żądanie chodzi, ale o jego formę. Przeczytaj sobie swoją własną wypowiedż, pierwszą w tym wątku. Klasyczny argument ad personam, minus; to są Twoje metody dyskusji. A pisząc o nożycach nie miałem na myśli "żądania konkretów", tylko Twoją osobę. Widocznie poczułaś się winna, skoro uznałaś za słuszne się odezwać.
Zwróć uwagę, że toczą się tu w tym wątku ciekawe dyskusje z niektórymi ludźmi,jak Dionegens, Thorvoy, Demonizer i inni, a ci którzy prosili, otrzymali ilnki. Ja mam wolny wybór w kształtowaniu swoich wypowiedzi.
Na koniec ostatnie - retoryczne - pytanie. Nie przypominam sobie, bym w regulaminie forum, znalazł punkt zobowiązujący mnie do odpowiadania na wszystkie wypowiedzi, obowiązek dyskutowania z wszystkimi piszącymi. I z niektórymi nie mam ochoty. Dlatego, nie odpowiem na wszystkie żądania, żądania niektórych pozostaną bez odpowiedzi. M.in. Twoje.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 17:14 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Ja mam wolny wybór w kształtowaniu swoich wypowiedzi.
>Na koniec ostatnie - retoryczne - pytanie. Nie przypominam sobie, bym w regulaminie forum, znalazł punkt zobowiązujący mnie do odpowiadania na wszystkie wypowiedzi, obowiązek dyskutowania z wszystkimi piszącymi. I z niektórymi nie mam ochoty. Dlatego, nie odpowiem na wszystkie żądania, żądania niektórych pozostaną bez odpowiedzi. M.in. Twoje.

W regulaminie nie ma takiego obowiązku i twoje wypowiedzi absolutnie zgodnie z regulaminem mogą pozostać niekompetentne i pozbawione merytorycznych podstaw. Masz prawo także ignorować żądanie podawania danych w tematach naukowych- wszak rzeczowość i kompetencja w tematach poruszanych na forum jest tylko dobrym zwyczajem, nie oficjalnym wymogiem. To, że nie podajesz konkretnych danych sprawia tylko, że nie jesteś wiarygodny, ale forum to nie praca zawodowa- jeśli chcesz, masz pełne prawo być niewiarygodnym i niemerytorycznym rozmówcą

>Widocznie poczułaś się winna, skoro uznałaś za słuszne się odezwać.

Poczułam się zobowiązana z różnych względów piętnować brakoróbstwo i niechlujstwo, których wyrazem jest uporczywe odmawianie podawania rzeczowych podstaw do dyskusji. W tym przypadku dość jaskrawym przykładem są niemożność oceny metodologii "omawianej" pracy i brak znajomości oryginalnego tekstu.
01-01-2011 23:59 
 Ocena 1 na 1
Adam Gliniany (398 punktów)
Przynajmniej w części bredzisz.
02-01-2011 16:16 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>ile razy bywa tak, że ludzie przed ślubem doświadczają niesamowitego seksu, który im całkiem zaćmiewa obraz partnera

No ile?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Witold Losek (800 punktów)
>>ile razy bywa tak, że ludzie przed ślubem doświadczają niesamowitego seksu, który im całkiem zaćmiewa obraz partnera
>No ile?
Dużo razy?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 17:29 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Dużo razy?
"Dużo" to jest ile? Pięć przypadków na 100? 20/100?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-01-2011 23:11 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Dużo razy?

W takim razie cofam pytanie. Myślałem, że Pan wie, co Pan napisał. Brzmiał Pan na przekonanego.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
01-01-2011 23:54 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Może to i prawda z tą większą satysfakcją, ale z drugiej strony należałoby się zastanowić ile takich małżeństw upada tylko z tego powodu, że nagle okazuje się, iż w łóżku zupełnie sobie nie radzą. Albo są niedopasowani, albo się okazuje, że panu nie bryka, albo pani po rozebraniu się nie przejawia zainteresowania ciągiem dalszym.
>

Ciekawe mogłoby być przeprowadzenie takiego badania wśród rozwodników.
Ot i właśnie- w na razie zaserwowanych nam doniesieniach brakuje chociażby grup porównawczych rozmaitych. USA to duży kraj- bez trudu można by znaleźć reprezentatywne grupy par żyjących w konkubinatach tudzież pary po rozwodach.
Poniecki (7132 punktów)
>Jak można przeczytać
>TU
> naukowcy amerykańscy odkryli
>
Kiedyś to się powoływano na tych najlepszych. I każdy wiedział o których mowa.
Ale ad rem: po tym jak naukowcy oraz pracownicy naukowi i naukawi rozmnożyli się jak kiedyś króliki w Australi, to zawsze można znaleźć kogoś odkrywającego coś nam do czegoś przydatnego. Jest to właśnie przykład takich psu-na-budę-nie-nadających-się odkryć.
Pozostając przy temacie, wolę pozostać przy odkryciach publikowanych w prestiżowym magazynie Playboy.
02-01-2011 16:09 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Pozostając przy temacie, wolę pozostać przy odkryciach publikowanych w prestiżowym magazynie Playboy.

Hm, tak. Odkrywa się tam prawdziwe cuda przyrody, jestem dogłębnie zafascynowany tym, jakież estetyczne formy potrafi przybierać Natura... Ale! Przede wszystkim! Istnieją udokumentowane przypadki, kiedy ktoś badał je empirycznie!


P.S. Przepraszam za off-top, choć uważam, że zasłużyłem sobie na humorystyczny przerywnik w cierpkiej dyskusji.
coreless (16088 punktów)

Czy warto czekać ze ślubem do seksu?
Co na to chrześcijaństwo?


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
DEmonizer (4893 punktów)
:D
Trafne pytanie.
Madman (7811 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.
Chyba żartujesz. Chrześcijaństwo dopiero niedawno odkryło, że w małżeństwie może być komunikacja i zadowolenie z seksu. A stabilność jest już passé, teraz na topie są kościelne rozwody.
Pa™an (745 punktów)
Jak zwykle pochopne wyciąganie wniosków. A może osoby o niższym popędzie płciowym mają również mniejszy temperament? W efekcie mogą później rozpocząć współżycie oraz są bardziej ugodowe i skłonne do utrzymywania nawet nie do końca trafionego związku małżeńskiego. Fajna interpretacja? Śmiać mi się chce z pseudo-wniosków pseudo-naukowców zwanych socjologami.

Człowiek to marionetka, za której sznurki pociągają inne marionetki
VaeSapiens (237 punktów)
>Jak zwykle pochopne wyciąganie wniosków. A może osoby o niższym popędzie płciowym mają również mniejszy temperament? W efekcie mogą później rozpocząć współżycie oraz są bardziej ugodowe i skłonne do utrzymywania nawet nie do końca trafionego związku małżeńskiego. Fajna interpretacja? Śmiać mi się chce z pseudo-wniosków pseudo-naukowców zwanych socjologami.
>
Człowiek to marionetka, za której sznurki pociągają inne marionetki


Jakbym Feynman'a czytał
spellbinder (8577 punktów)
I jak zwykle z tego badania nie można wyciągać wniosków. Dlaczego? Ano dlatego, że jak została zmierzona ta różnica w "szczęściu"? Na zasadzie pytania i odpowiedzi. Zamiast więc sprawdzać testami, sprawdzili pytaniem... niby ok, ale porównywane są dwie różniące się między sobą grupy ludzi i nie można wykluczyć, że ci, którym zależało na zachowywaniu "tradycji", dla których ważna jest instytucja rodziny, kłamali przy odpowiedzi na to pytanie.

Absurdem jest również pytanie ich o zadowolenie z życia seksualnego - ci co się seksili po ślubie nie mają porównania, nie wiedzą być może nawet co to jest dobry seks.
zachaj (5239 punktów)
Pewnie , nie bez wpływu na te badania miało religijne lobby tak silne w USA. Zgadzam się , że seks na trzecim spotkaniu nie zrobi niczego dobrego w relacji między kochankami , jednak z drugiej strony czy na pewno czekanie do ślubu z tą eksploracją jest odpowiednim posunięciem ? Może się okazać , że dwóch ludzi nie pasuje do siebie i nie daje sobie należytej satysfakcji. Pewnych rzeczy można się nauczyć , a pewne mogą zostać już do końca problemem. Temat jest otwarty.

Co chrześcijaństwa to zrobiło ono już wystarczająco dużo złego w relacjach między kobietą i mężczyzną aby teraz przypadkowo stało się jasną kartą historii. Ofiary kalendarzyka i absolutny zakaz aborcji to tylko dwa przykłady kiedy religia odbiera należytą godność kobiecie.
Witold Losek (800 punktów)
>Pewnie , nie bez wpływu na te badania miało religijne lobby tak silne w USA.
Po raz kolejny napiszę to zdanie:
"Jak się nie potrafi zaatakować myśli, to się atakuje jej autora"
>Zgadzam się , że seks na trzecim spotkaniu nie zrobi niczego dobrego w relacji między kochankami , jednak z drugiej strony czy na pewno czekanie do ślubu z tą eksploracją jest odpowiednim posunięciem ? Może się okazać , że dwóch ludzi nie pasuje do siebie i nie daje sobie należytej satysfakcji. Pewnych rzeczy można się nauczyć , a pewne mogą zostać już do końca problemem. Temat jest otwarty.
Na ten konkretny argument też już w tym konkretnym wątku pisano, i to dużo...
>Co chrześcijaństwa to zrobiło ono już wystarczająco dużo złego w relacjach między kobietą i mężczyzną aby teraz przypadkowo stało się jasną kartą historii. Ofiary kalendarzyka i absolutny zakaz aborcji to tylko dwa przykłady kiedy religia odbiera należytą godność kobiecie.
Acha. Czyli dzieci urodzone, jako wynik niedokładności kalendarzyka, to są Twoim zdaniem ofiary, a dzieci wyskrobane dodają godności kobietom?
Gdyby to nie było takie przerażające, jakie jest, to może bym się nawet uśmiał...


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 15:28 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)

>Acha. Czyli dzieci urodzone, jako wynik niedokładności kalendarzyka, to są Twoim zdaniem ofiary, a dzieci wyskrobane dodają godności kobietom?

Oczywiście i z cała mocą TAK !
Witold Losek (800 punktów)
>>Acha. Czyli dzieci urodzone, jako wynik niedokładności kalendarzyka, to są Twoim zdaniem ofiary, a dzieci wyskrobane dodają godności kobietom?
>Oczywiście i z cała mocą TAK !
No, to ładnie...
Czyli, że to jest taki "humanizm racjonalistyczny", tak?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 15:58 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
>Czyli, że to jest taki "humanizm racjonalistyczny", tak?

A po cóż te wzniosłe słowa , ja po prostu użyłem mózgu.
Witold Losek (800 punktów)
>>Czyli, że to jest taki "humanizm racjonalistyczny", tak?
>A po cóż te wzniosłe słowa , ja po prostu użyłem mózgu.
>
Myślisz, że określeniu "humanizm racjonalistyczny" jest coś wzniosłego?
Przymiotnik racjonalistyczny coraz bardziej przypomina mi przymiotnik socjalistyczny, ponieważ tak jeden jak i drugi, postawiony przy rzeczowniku, odwraca znaczenie rzeczownika o 180 stopni. Np. "ekonomia socjalistyczna" była przeciwieństwem ekonomii jako takiej. Podobnie jest z "racjonalistycznym humanizmem". Nie twierdzę wcale, że racjonalizm jako taki, ma cokolwiek wspólnego z socjalizmem, a tylko że oba przymiotniki tak samo działają
A co do mózgu, to jeśli użyjesz mózgu, do zbadania sprawy aborcji, to niewątpliwie dojdziesz do wniosku, że aborcja jest najgorszym z możliwych sposobów kontroli urodzeń, ponieważ jest ryzykowna, często prodwadzi do poważnych powikłań, jest droga, ponieważ, do jej wykonania, potrzebnych jest dwóch lekarzy, sala operacyjna, leki anestetyczne itp., oraz wątpliwa moralnie ( choć jak rozumiem tan ostatni argument nie przemawia do Twojego racjonalnego rozumowania).
Wobec tyh wszystkich wad, w krajach w których jest dozwolona, jest stosunkowo mało używana, ponieważ są inne, lepsze, tańsze, łagodniesze dla kobiet sposoby kontroli urodzeń. Co nie przeszkadza niektórym uparcie dodawać kobietom godności, poprzez pozwalanie na zabijanie dzieci, albo jak wolisz płodów.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 18:38 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>aborcja jest najgorszym z możliwych sposobów kontroli urodzeń
Jasne, że tak. Chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości.
>Wobec tych wszystkich wad, w krajach w których jest dozwolona, jest stosunkowo mało używana, ponieważ są inne, lepsze, tańsze, łagodniejsze dla kobiet sposoby kontroli urodzeń.
Właśnie, właśnie! Zauważyłeś? Tak, gdzie przyjęto bardzo liberalne prawo aborcyjne, jest zazwyczaj też wysoko rozwinięta i powszechnie dostępna antykoncepcja. Tam, gdzie obowiązuje surowe prawo antyaborcyjne, antykoncepcja kuleje. Zadziwiająca zależność i mam takie wrażenie, że jest to jakoś związane z poziomem religijności. Polska, Irlandia, niektóre stany USA, kraje muzułmańskie... Aż bije po oczach, prawda?
Wszystkiego najlepszego w nowym roku

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-01-2011 18:47 
 Ocena 10 na 10
Alicja Duda (25557 punktów)
> Tam, gdzie obowiązuje surowe prawo antyaborcyjne, antykoncepcja kuleje. Zadziwiająca zależność i mam takie wrażenie, że jest to jakoś związane z poziomem religijności. Polska, Irlandia, niektóre stany USA, kraje muzułmańskie... Aż bije po oczach, prawda?
Bo nie o to chodzi by złapać króliczka tylko by gonić go....
Kościołowi jak obie dobrze wiemy nie chodzi o to by nie było aborcji ale by wpędzić jak najwięcej kobiet w kompleksy i permanentny stres.
Protestuje równie gorąco przeciwko oświacie , antykoncepcji i aborcji.
Czasem myślę, że to dlatego, iż większość księży to ukryci homoseksualiści i ich te konsekwencje seksu nie dotyczą.
Dużo zdrowia w Nowym Roku!

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
Witold Losek (800 punktów)
>>aborcja jest najgorszym z możliwych sposobów kontroli urodzeń
>Jasne, że tak. Chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości.
Chyb nawet w tym portalu można znaleźć dowody na coś wręcz przeciwnego Ot choćby TU
>Wszystkiego najlepszego w nowym roku
Wzajemnie Wszystkiego Dobrego
Czy Ty też twierdzisz, jak Alicja poniżej, że kościołowi walczącemu z aborcją, chodzi o to żeby wpędzać kobiety w kompleksy i stres? Czy Ty też uważasz, że dzieci wyskrobane dodają kobietom godności, a niektóre dzieci urodzone to ofiary, jak uważa Zachaj?
Bo ja bym zrozumiał, że można propagować antykoncepcję, ale czy da się racjonalnie propagować aborcję, wiedząc to wszystko, co oboje wiemy na jej temat? Chodzi o to, żeby dawać możliwość antykoncepcji dla tych, co chcą, ale i mówić ludziom, a zwłaszcza dzieciom prawdę, czyli m.in. to, że poczekanie z seksem do ślubu, albo chociaż nie włażenie do łóżka zbyt szybko, zwiększa szansę na dobry związek! Że nie jest dowodem miłości pojść z chłopakiem do łóżka, na drugiej randce, i nie jest objawem zacofania wstrzemięźliwość przed ślubem!
Żeby udowodnić związek miedzy religijnością, a kulejącą antykoncepcją, to też trzeba by przeprowadzić jakieś badania, bo to chyba nie jast takie proste i oczywiste jak piszesz. Przyczyn może być więcej.
Pozdrowienia.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 20:18 
 Ocena 12 na 12
Alicja Duda (25557 punktów)
Nikt nie propaguje aborcji.
Rozumiesz z dyskusji to co jest Ci wygodne.
Sam przytoczyłeś kraj gdzie aborcji jest najmniej. Holandia.
Tam państwo duży nacisk położyło na oświatę i środki antykoncepcyjne oraz na pomoc kobiecie jeżeli chciałaby urodzić a równocześnie aborcje wykonuje się bezpłatnie na życzenie kobiety. I to jest jedyny sposób by zmniejszyć ilość aborcji, którą wszyscy uważamy za zło. Zakaz oświaty , drogie i niedostępne środki antykoncepcyjne, oraz brak pomocy dla kobiet chcących urodzić jest przyczyną, że Polki zmuszone do ponad 100 -150 tysięcy aborcji roczne.
Ale w imię kretyńskiej doktryny katolickiej uważa się, że wszystko jest w porządku bo gówna nie widać. Zmusza się kobiety do ryzykowania swoim zdrowiem. Bo aborcje sprowadzono do podziemia. Bo pozostawia się je z tym problemem same.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
02-01-2011 21:10 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Przyznam, że się trochę gubię...
Jeśli dobrze zrozumiałem, Ty nie propagujesz aborcji, bo tak napisałaś w pierwszym zdaniu, uważasz ją za zło, tak?
Tak samo, jak kretyńska katolicka doktryna, która też uważa aborcję za zło?
Jednocześnie podajesz przykład Holandii, jako wzór, i piszesz, że tam wykonuje się aborcję bezpłatnie na żądanie kobiety, tak?
To znaczy Twoim zdaniem dobrze, że w Holandii jest dopuszczalna aborcja, czy nie dobrze? Chcesz aborcji na żądanie w Polsce, czy nie chcesz?
Bo już zupełnie nic z tego nie czaję...
P.S.
Bardzo, ale to bardzo chciałbym poznać źródło, w/g którego w Polsce dokonuje 100-150 tyś aborcji rocznie!!

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 21:17 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)
>Przyznam, że się trochę gubię...

>Bo już zupełnie nic z tego nie czaję...

Nareszcie jakieś prawdziwe twierdzenia.
02-01-2011 21:35 
 Ocena 7 na 7
zachaj (5239 punktów)

>Bo już zupełnie nic z tego nie czaję...

To widać.

>P.S.
>Bardzo, ale to bardzo chciałbym poznać źródło, w/g którego w Polsce dokonuje 100-150 tyś aborcji rocznie!!

Wystarczy sprawdzić ile Polek dokonuje tego w UK. To daje wgląd na porażające statystyki. Osobiście znam taką przynajmniej jedną.

Trzeba jasno powiedzieć , aborcja jest zjawiskiem niebezpiecznym i szkodliwym. Racjonaliści i ludzie niereligijni uważają jednak , że panem życia i śmierci kobiet na pewno nie powinien być klecha impotent lub wyznacznikiem naszej moralności jakaś starożytna książka napisana przez kilku nawiedzonych Nomadów. Tylko tyle i aż tyle.

Wiem do czego próbujesz nas przekonać ale niestety nie uda Ci się to. Gdyby choć jeden argument z Twojej strony byłby racjonalny , byłby automatycznie naszym argumentem. Widzisz naszego światopoglądu nie spaja żaden dogmat , żadne przykazanie , żadne rozkazy czy nakazy , a jednak wszystko jest spójne i logiczne. Jak to możliwe spytasz ? Jak to możliwe , że grupa ludzi nie należąca do żadnego ugrupowania , do żadnej instytucji , nie posiadająca żadnego charyzmatycznego przywódcy , który mówi nam co mamy myśleć i mówić , wyraża się w podobny sposób ? To proste , właśnie to , że myślimy samodzielnie doprowadza nas do podobnych , racjonalnych wniosków. I Tobie też tego życzę.

Pozdrawiam
Witold Losek (800 punktów)
>>Bo już zupełnie nic z tego nie czaję...
>To widać.
Cóż za racjonalistyczny argument...
>Wystarczy sprawdzić ile Polek dokonuje tego w UK. To daje wgląd na porażające statystyki. Osobiście znam taką przynajmniej jedną.
Aborcja w UK jest legalna. W jaki sposób liczba aborcji w UK, ma się do podziemia aborcyjnego w Polsce? Sprawdzasz, ile Polek dokonało aborcji w UK i co dalej?

>Trzeba jasno powiedzieć , aborcja jest zjawiskiem niebezpiecznym i szkodliwym. Racjonaliści i ludzie niereligijni uważają jednak , że panem życia i śmierci kobiet na pewno nie powinien być klecha impotent lub wyznacznikiem naszej moralności jakaś starożytna książka napisana przez kilku nawiedzonych Nomadów. Tylko tyle i aż tyle.
No, to jesteś za dopuszczeniem aborcji na żądanie, czy nie? Ja nie, a Ty?
Pozdrawiam

P.S. Ja uważam, że panem życia i śmierci dziecka, nie powinna być kobieta, nawet jego matka.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 22:08 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)

>P.S. Ja uważam, że panem życia i śmierci dziecka, nie powinna być kobieta, nawet jego matka.

Najlepiej Radio Maryja lub lokalna parafia , tak ?

O NIE !
02-01-2011 22:19 
 Ocena-5 na 5
Witold Losek (800 punktów)
>>P.S. Ja uważam, że panem życia i śmierci dziecka, nie powinna być kobieta, nawet jego matka.
>Najlepiej Radio Maryja lub lokalna parafia , tak ?
>O NIE !
Nie. Nie radio Maryja, ani lokalna parafia.
Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg.
A co z resztą pytań?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 22:34 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)

>Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg.

A gdzie ta pana ulubiona "wolna wola" człowiecza?

To już w łeb sobie palnąć nie można?

>A co z resztą pytań?

Czekamy na odpowiedzi.
02-01-2011 22:43 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)
>Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg

Teraz z czystym sumieniem mogę Ci wlepić minus i tym zakończyć dyskusję.
03-01-2011 17:57 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Widzę, że minusy to jest to co umiesz robić najlepiej.
Pewnie że to łatwiej niż odpowiedzieć na proste pytania dotyczące swojej własnej opinii na temat aborcji i żródła danych o ilości aborcji...


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 23:36 
 Ocena 8 na 8
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg.

Pytanie tylko, który.

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 17:40 
 Ocena-4 na 4
Witold Losek (800 punktów)
>>Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg.
>Pytanie tylko, który.
Myślę, że w naszym kręgu kulturowym, kandydat do objęcia posady jest Jeden.
Pozdrawiam,


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 17:56 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>>>Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg.
>>Pytanie tylko, który.
>Myślę, że w naszym kręgu kulturowym, kandydat do objęcia posady jest Jeden.

A czy swoje zarządzenia, orzeczenia, wyroki itp. będzie ogłaszał w formie przykazań osobiście, w sposób jednoznacznie zrozumiały również dla niewierzących, czy też za pośrednictwem jakiegoś gremium mającego wyłączne uprawnienia do interpretacji i egzekwowania Jego objawień? Bo mam wrażenie, że ten sam pan życia i śmierci mówi co innego protestantom, co innego katolikom, a co innego np. świadkom Jehowy. Albo te wspólnoty różnie rozumieją Jego wypowiedzi. W jaki sposób proponujesz dojść z tym do ładu?

PS. Rozumiem, że w innych kręgach kulturowych władzę tę powinni sprawować odpowiednio inni kandydaci?
PPS. Czy "nasz krąg kulturowy" obejmuje kraje z przewagą wyznawców religii monoteistycznych o korzeniach judeochrześcijańskich (w tym islamu), czy też wyłącznie kraje z przewagą chrześcijan? A może tylko kraje o tradycjach głównie katolickich?

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 18:24 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>A czy swoje zarządzenia, orzeczenia, wyroki itp. będzie ogłaszał w formie przykazań osobiście, w sposób jednoznacznie zrozumiały również dla niewierzących, czy też za pośrednictwem jakiegoś gremium mającego wyłączne uprawnienia do interpretacji i egzekwowania Jego objawień?
Widzisz, zupełnie poważnie mówiąc, miejsce sporu między Tobą, a mną leży w pewnym konkretnym punkcie. Zakładam, że jako rozsądna osoba, za słuszne uznajesz takie zasady, jak: nie kradnij, nie zabijaj, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca swego i matkę swoją, tak? Czyli dokonałeś selekcji, wybrałeś sobie z Dekalogu pewne prawa, które uznajesz za słuszne i godne przestrzegania, natomiast inne, subiektywnie uznałeś za niewarte uwagi (np. nie cudzołóż, pamiętaj abyś dzień święty święcił, nie będziesz miał Bogów cudzych...)
Ja uznałem je za słuszne w całości. Ty w części. Tylko pytanie, którę chcę Ci postawić brzmi: skąd wiesz, Drogi Haracy Dżyngisie Dołgorukij de Boubonie, które zasady należy uznać, a które nie?
>PS. Rozumiem, że w innych kręgach kulturowych władzę tę powinni sprawować odpowiednio inni kandydaci?
No, chyba tak. Nie wymagam, by mahometanin przyjmował akurat zasady głoszone przez chrześcijaństwo, jak jego własne. On ma swoje niewiele gorsze.
Pozdrawiam,
Witold Losek.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 19:24 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)
> skąd wiesz, Drogi Haracy Dżyngisie Dołgorukij de Boubonie, które zasady należy uznać, a które nie?

Ciekawe skąd pan Witold Losek wie z którego zbioru zasad należy wybierać?

> Nie wymagam, by mahometanin przyjmował akurat zasady głoszone przez chrześcijaństwo, jak jego własne. On ma swoje niewiele gorsze.

A może lepsze?
03-01-2011 19:27 
 Ocena 8 na 8
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>Ja uznałem je za słuszne w całości. Ty w części. Tylko pytanie, którę chcę Ci postawić brzmi: skąd wiesz, Drogi Haracy Dżyngisie Dołgorukij de Boubonie, które zasady należy uznać, a które nie?

1. Za Twoim pytaniem stoi ukryta przesłanka (moim zdaniem fałszywa), że podstawowe prawa moralne typu zakaz kradzieży, morderstwa itp. muszą wywodzić się z Dekalogu i że wszelkie systemy moralne, które nie pokrywają się całkowicie z Dekalogiem, są tylko jego okrojoną lub rozbudowaną wersją, bo powstały na zasadzie wybiórczego potraktowania Dekalogu jako swojego źródła. Tymczasem cała Tora (w tym również Dekalog) powtarza wiele praw obecnych już w kodeksach prawnych, ustanowionych przez władców dawniejszych od Mojżesza i oddających cześć innym bogom. Skąd wiadomo, że ten akurat zespół praw jest autentycznie objawiony przez Boga, a inne są arbitralnie ustanowione przez ludzi? Po czym to poznać? Nie wiedzę przekonujących przesłanek, by uznać, że systemy prawne i moralne są czymś więcej niż wytworem społecznym, nawet jeśli często bywają podpierane jakimś nadprzyrodzonym autorytetem (podobnie zresztą jak władza).

2. Gdyby całą etykę dało się sprowadzić do kilku prostych zasad w rodzaju "nie zabijaj", "nie kradnij", "nie mów fałszywego świadectwa", kwestia moralnego życia byłaby prosta i oczywista. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Załóżmy, że Bóg powiedział "nie zabijaj". Nie zawarł jednak w swoich objawieniach jednoznacznego i precyzyjnego stwierdzenia, czy dotyczy to aborcji - bo nie wiadomo, czy ludzki embrion jest już osobą ludzką, czy ma się do niej tak jak jajko do kurczaka albo żołądź do dębu. W takich sytuacjach niezbędna jest interpretacja. I tutaj wkraczają instancje religijne uprawnione do oficjalnej wykładni, ale niestety nie są one zgodne co do tego, jak rozumieć poszczególne Boskie wskazania, a Bóg sam nie kwapi się, by tego rodzaju kontrowersje rozstrzygnąć - i tak według jednych chrześcijan aborcja jest morderstwem, dla innych niekoniecznie. Jedni chrześcijanie uznają antykoncepcję za grzech, inni nie widzą w niej nic złego. Jedni chrześcijanie uważają, że zbawić się można dzięki łasce Boskiej, wierze i dobrym uczynkom, inni, że liczy się tylko wiara, a uczynki nie mają znaczenia. Jedni uważają, że homoseksualizm jest bezwzględnie zły, a inni, że biblijne potępienie homoseksualizmu jako element "pedagogii Bożej" miało przejściową wartość jedynie w swojej epoce, a w obecnych czasach nie ma mocy obowiązującej, podobnie jak np. prawo lewiratu czy przepisy prawa Mojżeszowego regulujące kwestie niewolnictwa. Idąc dalej, Żydzi uważają Jeszuę z Nazaretu za heretyka i bluźniercę, w związku z czym nie uznają też Ewangelii, a chrześcijanie, w oparciu o te same proroctwa - uważają go za Mesjasza, a Ewangelię za objawione słowo Boga. Po czym poznajesz, które z tych interpretacji są słuszne i poprawnie oddają Boży zamysł, a które są jedynie owocami ludzkiej myśli?
Nie sądzisz, że kluczem jest tu kwestia autorytetu religijnego? Że treść Słowa Bożego zależy w gruncie rzeczy od tego, kto dysponuje takim autorytetem i jest uprawniony w danej wspólnocie religijnej do udzielania wiążących interpretacji i do wypowiadania się w imieniu bóstwa?

>>PS. Rozumiem, że w innych kręgach kulturowych władzę tę powinni sprawować odpowiednio inni kandydaci?
>No, chyba tak. Nie wymagam, by mahometanin przyjmował akurat zasady głoszone przez chrześcijaństwo, jak jego własne. On ma swoje niewiele gorsze.

Czyżby panowała między nami zgoda, że bogowie są wytworem kultury? Skoro panem życia i śmierci ma być bóstwo czczone w danym kręgu kulturowym, znaczy to, że bóstwa są ustanawiane na mocy ludzkiej decyzji, a panów życia i śmierci jest tyle, ile bóstw będących przedmiotem kultu w ramach aktualnie czynnych religii? Innymi słowy - panem życia i śmierci dla chrześcijan jest Bóg w Trójcy Jedyny, a panem życia wyznawców innych religii - bóstwa skrojone na miarę ich metafizycznych potrzeb?


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 19:31 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Zakładam, że jako rozsądna osoba, za słuszne uznajesz takie zasady, jak: nie kradnij, nie zabijaj, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca swego i matkę swoją, tak? Czyli dokonałeś selekcji, wybrałeś sobie z Dekalogu pewne prawa, które uznajesz za słuszne i godne przestrzegania, natomiast inne, subiektywnie uznałeś za niewarte uwagi (np. nie cudzołóż, pamiętaj abyś dzień święty święcił, nie będziesz miał Bogów cudzych...)
Problem polega na tym, że owe prawa, które niby to Horacy sobie "wybrał z Dekalogu", są o wiele starsze niż sam Dekalog. Imaginuj sobie Waćpan, że to właśnie twórca Dekalogu, kimkolwiek był, pozbierał stare uniwersalne normy etyczne (nie kradnij, nie zabijaj etc.), inne staranie wyselekcjonował, tak przerobił, by pasowały do tego jednego bóstwa i skompilował zestaw. To, że akurat judeochrześcijański Dekalog tu i ówdzie się zgadza z normami uniwersalnymi, nie powinno dziwić. Tych samych norm przestrzegają Masajowie, Indianie Hopi, Ujgurzy i jeszcze inne rozsiane po całym świecie ludzkie społeczności.
>Ja uznałem je za słuszne w całości.
Masz do tego prawo.
>Ty w części.
W tej najbardziej uniwersalnej części.
>On ma swoje niewiele gorsze.
Ale jednak gorsze, co? Tak myślałam. Ech, ci chrześcijanie... Jesteście większymi megalomanami niż Amenhotep III. Pępki świata, no!
>Pozdrawiam,
Pozdrawiam.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-01-2011 20:03 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Problem polega na tym, że owe prawa, które niby to Horacy sobie "wybrał z Dekalogu", są o wiele starsze niż sam Dekalog. Imaginuj sobie Waćpan, że to właśnie twórca Dekalogu, kimkolwiek był, pozbierał stare uniwersalne normy etyczne (nie kradnij, nie zabijaj etc.), inne staranie wyselekcjonował, tak przerobił, by pasowały do tego jednego bóstwa i skompilował zestaw. To, że akurat judeochrześcijański Dekalog tu i ówdzie się zgadza z normami uniwersalnymi, nie powinno dziwić.

Ciekaw jestem, czy zostaniemy zaraz oświeceni jakimś pouczającym wywodem na temat Prawa Naturalnego

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 21:12 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Ale już na przykład Aztekowie, Olmekowie, starożytni Rzymianie i Kartagińczycy i wszyscy inni ci, którzy składali ofiary z ludzi, to już dla przykładu nie przestrzegali zasady nie zabijaj, co?
Co to zmienia, że były cywilizacje, które przestrzegały pewnych praw. Czyni to Dekalog mniej ważnym, mniej uniwersalnym?
>>Ja uznałem je za słuszne w całości.
>Masz do tego prawo.
>>Ty w części.
>W tej najbardziej uniwersalnej części.
Subiektywna ocena uniwersalności.
>>On ma swoje niewiele gorsze.
>Ale jednak gorsze, co? Tak myślałam. Ech, ci chrześcijanie... Jesteście większymi megalomanami niż Amenhotep III. Pępki świata, no!
Moja subiektywna ocena. Jak ja subiektywnie oceniam moje i islamskie zasady, to piszesz "ech chrześcijanie", a jak Ty sobie dobierasz subiektywnie swoje zasady, to co? "Ech ateiści?"
Pozdrawiam,

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 22:17 
 Ocena 6 na 6
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>Ale już na przykład Aztekowie, Olmekowie, starożytni Rzymianie i Kartagińczycy i wszyscy inni ci, którzy składali ofiary z ludzi, to już dla przykładu nie przestrzegali zasady nie zabijaj, co?

Wyznawcy biblijnego boga też mają swoje za uszami, jeśli chodzi o mordowanie bliźnich w imię Bożych nakazów. Nie trzeba się rozwodzić na temat wypraw krzyżowych jako "wojen pokutnych", w ramach których każdemu, kto pójdzie zabijać Saracenów, odpuszczone będą grzechy - wystarczy poczytać Biblię. Księga Jozuego jest w tym względzie nieoceniona

>Co to zmienia, że były cywilizacje, które przestrzegały pewnych praw. Czyni to Dekalog mniej ważnym, mniej uniwersalnym?

Nie - oznacza to tylko, że wywodzenie uniwersalnych praw moralnych wyłącznie z Dekalogu jest bezpodstawne.


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 22:26 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Wyznawcy biblijnego boga też mają swoje za uszami, jeśli chodzi o mordowanie bliźnich w imię Bożych nakazów.

Wyznawcy biblijnego boga poszli jeszcze dalej.Zabili jego samego.
03-01-2011 22:34 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Wyznawcy biblijnego boga poszli jeszcze dalej.Zabili jego samego.

Ich zdania w tej kwestii są podzielone


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 22:47 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)

>Ich zdania w tej kwestii są podzielone

Dlatego od dwóch tysięcy lat, ci co twierdzą że tak, próbują wyrżnąć tych, co twierdzą że nie.
I tylko tych pierwszych nazywamy chrześcijanami.
03-01-2011 22:35 
 Ocena 5 na 5
Madman (7811 punktów)
>Ja uznałem je za słuszne w całości. Ty w części. Tylko pytanie, którę chcę Ci postawić brzmi: skąd wiesz, Drogi Haracy Dżyngisie Dołgorukij de Boubonie, które zasady należy uznać, a które nie?
Bo moralność nie ma swojego źródła w Biblii. Trzeba mieć już wcześniej naprawdę porządny kręgosłup moralny, żeby z Biblii wybrać tylko te dobre zasady. Chyba, że komuś się nie chce myśleć i bierze wszystko jak leci. Tylko że te zasady są już nieco przestarzałe, a na dodatek nieco dziwne w naszym kręgu kulturowym. Wypadałoby na przykład dowiedzieć się, jakie znaczenie miało imię dla Semitów i dlaczego z tego powodu dla nas przykazanie drugie jest bez sensu.
To, co parę tysięcy lat temu trzymało w ryzach brodatych pasterzy bydła, niekoniecznie musi się sprawdzać w XXI wieku. A Ty skąd wiesz, które zasady należy uznawać? Uznajesz cały dekalog? Razem z zakazem wytwarzania i używania dewocjonaliów? A jak przewrócisz dwie kartki dalej i tam też będzie jakieś przykazanie - uznasz je i będziesz się stosować? Czy też subiektywnie stwierdzisz, że mordowanie czarownic jest trochę passé ?
03-01-2011 18:29 
 Ocena 10 na 10
Alicja Duda (25557 punktów)

>Myślę, że w naszym kręgu kulturowym, kandydat do objęcia posady jest Jeden.
>Pozdrawiam,
Światowid??

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Światowid??
lukaszewicz (5674 punktów)

>Światowid??

Chyba chodziło o SwaRydzyka.
03-01-2011 08:14 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg.
A który? Jest ich coś około 20 000.
Aaaa... tak, chodzi Ci o tego staronowotestamentowego? Żydowskiego? Możliwe, że dla Ciebie jest najważniejszy, ale dla mnie znaczy tyle samo, co Zeus, Hathor i Amaterasu. Tak mało istotnej mitycznej postaci nie uczynię panem mojego życia i mojej śmierci. Zbyt wiele dla siebie znaczę.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-01-2011 17:23 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Ok. Nie ma obowiązku. Nie chcesz przyjmować boskich praw, to nie. Komu więc chcesz dać władzę nad życiem i śmiercią dzieci? Ludzi w ogóle?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 19:11 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
>Komu więc chcesz dać władzę nad życiem i śmiercią dzieci? Ludzi w ogóle?
Ludziom.
Ale co to w ogóle za sformułowanie "władza nad życiem i śmiercią"? Brzmi okropnie, zaraz mam przed oczami rzesze czarnych niewolników na plantacji bawełny w którymś z południowych stanów na początku XIX wieku.
Każdy jest sobie panem. Każdy o sobie sam decyduje i nikomu nic do tego.
A co do zapłodnionego jaja - dysponuje nim właścicielka owego jaja, kobieta, która decyduje (po konsultacji z właścicielem zapładniającego plemnika), czy chce, by się rozwinęło w dziecko, czy nie.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-01-2011 19:27 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Każdy jest sobie panem. Każdy o sobie sam decyduje i nikomu nic do tego.
Ale codziennie, wielokrotnie jedni decydują o życiu innych, np. wsiadając do auta po pijanemu, albo usuwając ciążę...
>A co do zapłodnionego jaja - dysponuje nim właścicielka owego jaja, kobieta, która decyduje (po konsultacji z właścicielem zapładniającego plemnika), czy chce, by się rozwinęło w dziecko, czy nie.
OK. Tylko kiedy Twoim zdaniem to zapłodnione jajo staje sie dzieckiem? W jakim momecie?
I jak się owo decydowanie o tym jaju ma do tego, co sama przyznałaś, że aborcja jest najgorszym z możliwych sposobów kontroli urodzeń?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 19:43 
 Ocena 7 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Ale codziennie, wielokrotnie jedni decydują o życiu innych, np. wsiadając do auta po pijanemu
Dlatego są za to karani.
>albo usuwając ciążę
To jest zupełnie inny temat, niż pijani kierowcy.
>OK. Tylko kiedy Twoim zdaniem to zapłodnione jajo staje sie dzieckiem? W jakim momencie?
Nie ma takiego "momentu". To jest proces. Ale jak chcesz, to proszę - moim zdaniem w chwili wykształcenia się centralnego ośrodka nerwowego. To jest dość długa chwila, jako lekarz z pewnością to wiesz.
>I jak się owo decydowanie o tym jaju ma do tego, co sama przyznałaś, że aborcja jest najgorszym z możliwych sposobów kontroli urodzeń?
Bo widzisz, jak już inne metody zawiodą, pozostaje ta ostateczność. Zresztą nie w kontroli urodzeń rzecz, bo tu sprawdza się głównie antykoncepcja, tylko w takim fanaberyjnym moim wymaganiu, by ściśle przestrzegano choćby i tej restrykcyjnej ustawy, jaką nam lewica zafundowała. Żeby nie było kaprysów, że ktoś tam ciąży kobiecie nie usunie, chociaż ewidentnie powstała ona w wyniku przestępstwa, co stwierdzono w protokole policyjnym. Żeby w sytuacji zagrożenia zdrowia nikt nie odsyłał kobiety od jednego biblijnego Annasza do drugiego biblijnego Kajfasza, aż będzie za późno. W takich sytuacjach to ona decyduje, musi mieć do tego prawo bez kościelnych kręceń nosem i chciałabym, żebym została zrozumiana właściwie.
Aborcja jako podstawowa metoda kontroli urodzeń - nie. Aborcja jako wyjście z trudnej sytuacji - tak.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-01-2011 21:06 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Ja jestem legalistą. W związku z tym, uważam, że cokolwiek bym nie myślał o aborcji, prawa trzeba przestrzegać, w tym prawa do legalnej aborcji!


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
21-01-2011 15:51 
 Ocena-1 na 1
hulajduszka (20 punktów)
>Ja jestem legalistą.

To w klasyfikacji Kohlberga za wysoko sie nie plasujesz.
dajmonion (3663 punktów)
>Ja jestem legalistą. W związku z tym, uważam, że cokolwiek bym nie myślał o aborcji, prawa trzeba przestrzegać, w tym prawa do legalnej aborcji!

Nie zgadzam się. Ustawa jest zbyt liberalna. Gdy ciąża powstała w wyniku gwałtu nie wolno jej usuwać. Ewentualne trudności powstałe wskutek narodzin dziecka i jego śmierć to nie rzeczy tego samego rzędu. W hierarchii ważności są na zupełnie różnych poziomach.

"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
31-01-2011 14:04 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Ja jestem legalistą. W związku z tym, uważam, że cokolwiek bym nie myślał o aborcji, prawa trzeba przestrzegać, w tym prawa do legalnej aborcji!
>Nie zgadzam się. Ustawa jest zbyt liberalna. Gdy ciąża powstała w wyniku gwałtu nie wolno jej usuwać. Ewentualne trudności powstałe wskutek narodzin dziecka i jego śmierć to nie rzeczy tego samego rzędu. W hierarchii ważności są na zupełnie różnych poziomach.
A efekty stresu pourazowego dla matki to pies?
I druga sprawa - efekty świadomości pokrewieństwa z draniem, psycholem i gwałcicielem to pies? Czy miła byłaby świadomość, że powstałeś w wyniku krzywdy matki przez ojca zwyrodnialca i zastanawianie się, czy przypadkiem nie odziedziczysz jakiegoś problemu genetycznego, czy też brak świadomości zupełnie? I co później? Mamy oddać dziecko do adopcji? Gdzie dziecko powstałe w wyniku gwałtu może napotkać podobne problemy jak dziecko z obciążeniem medycznym - wybacz, ale większość osób będzie zastanawiać się nad możliwością problemów psychicznych, które nie są pewne, ale i są możliwe, co oznacza, że adopcji może nie być. Czy też ma być wychowywane przez matkę, która patrząc w oczy dziecka będzie widziała oczy oprawcy?
Przyjemne perspektywy? Moim zdaniem nie.
Ciekawe, czy gdyby ktoś wyrządził Tobie osobiście takie kuku, zaimplantował bez Twojej wiedzy i zgody ciało rozwijające się Twoim kosztem przez dziewięć miesięcy i w perspektywie będziesz miał paskudnie bolesny proces wydalenia tego obcego z siebie - to naprawdę będziesz tak samo zdecydowany?

Ciekawe, że w sprawach aborcji panowie, których problem gwałtu i ciąży z gwałtu raczej nie dotyczy, mają często bardziej radykalne poglądy.
31-01-2011 14:13 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Nie zgadzam się. Ustawa jest zbyt liberalna. Gdy ciąża powstała w wyniku gwałtu nie wolno jej usuwać. Ewentualne trudności powstałe wskutek narodzin dziecka i jego śmierć to nie rzeczy tego samego rzędu. W hierarchii ważności są na zupełnie różnych poziomach.

Proponuję być konsekwentnym i grzebać embriony na cmentarzach komunalnych. Wywalczyć też im prawo do posiadania numeru pesel i dziedziczenia majątku jako pełnoprawnym dzieciom.

Kobieta ma pełne prawo decydować o swoim ciele i usunąć ciążę do jakiejś umownej niskiej granicy, bo jak widać nie mamy do czynienia z człowiekiem, tylko zlepkiem komórek. Podkreślam, że żeby nie być gołosłownym, uznając już emrbion za człowieka, musi on posiadać pełnię praw obywatelskich! Prawda jest taka, że to coś do 21 tygodnia jest całkowicie zależne od matki i bez niej nie przeżyje, więc trudno nazywać to coś człowiekiem.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
31-01-2011 14:38 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Proponuję być konsekwentnym i grzebać embriony na cmentarzach komunalnych.

To akurat nie jest do końca dobra riposta, bo embriony - i owszem - grzebie się na cmentarzach komunalnych, a niedoszli rodzice mają prawo do zasiłku pogrzebowego normalnej wysokości. Nie wszyscy po prostu z prawa do pochówku korzystają.

Z resztą wywodu się zgadzam
31-01-2011 18:37 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Proponuję być konsekwentnym i grzebać embriony na cmentarzach komunalnych.
>To akurat nie jest do końca dobra riposta, bo embriony - i owszem - grzebie się na cmentarzach komunalnych, a niedoszli rodzice mają prawo do zasiłku pogrzebowego normalnej wysokości. Nie wszyscy po prostu z prawa do pochówku korzystają.
>Z resztą wywodu się zgadzam
Tylko od określonego momentu.
31-01-2011 18:42 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Tylko od określonego momentu.

Tzn? To zbyt lakoniczne dla mnie.

Edit:
Jeśli chodzi o pogrzeb, to od czasu nowelizacji ustawy o szczątkach ludzkich (za Religi, zdaje się) nie ma "od określonego momentu"- jest "od poczęcia". Możliwy jest odbiór wyskrobin po poronieniu niezależnie od czasu trwania ciąży- mam z tym kontakt niejako zawodowy, więc jest to informacja sprawdzona w praktyce.
31-01-2011 19:08 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Tylko od określonego momentu.
>Tzn? To zbyt lakoniczne dla mnie.
>Edit:
>Jeśli chodzi o pogrzeb, to od czasu nowelizacji ustawy o szczątkach ludzkich (za Religi, zdaje się) nie ma "od określonego momentu"- jest "od poczęcia". Możliwy jest odbiór wyskrobin po poronieniu niezależnie od czasu trwania ciąży- mam z tym kontakt niejako zawodowy, więc jest to informacja sprawdzona w praktyce.

Zwyczajnie. Początkowe tygodnie ciąży oznaczają poronienie bez możliwości identyfikacji zarodka, przepraszam za wyrażenie, ale zarodek często ląduje na bieliźnie lub w toalecie. Później szpital nie zawsze wydaje zarodek, szczególnie, że przy łyżeczkowaniu trudno odróżnić właściwe szczątki od początkowego łożyska. Albo endometrium. Później formalnie akt urodzenia i zgonu wystawia się od 22 tygodnia ciąży, ale teraz coraz częściej wystawia się je na żądanie rodziców. No i ostatnia - znajomi mieli problem z pochowaniem dziecka urodzonego w terminie, martwego, z powodu braku chrztu.
31-01-2011 19:17 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Zwyczajnie. Początkowe tygodnie ciąży oznaczają poronienie bez możliwości identyfikacji zarodka, przepraszam za wyrażenie, ale zarodek często ląduje na bieliźnie lub w toalecie.

No przecież wiem. Ale:
W związku z nie do końca jasną wykładnią prawną nasz szpital wydaje wyskrobiny do pogrzebu niezależnie od faktu znalezienia bądź nie tkanek zarodka. Podejrzewam, że wystarczająco uparci "rodzice" wymuszą odbiór w dowolnej placówce. IMHO trochę bez sensu, bo - w istocie - pochówek skrzepów i fragmentów endometrium (a niechby i nawet kosmków) jest nieco absurdalny, a idący za tym zasiłek absurdalny jeszcze bardziej.

>Później szpital nie zawsze wydaje zarodek, szczególnie, że przy łyżeczkowaniu trudno odróżnić właściwe szczątki od początkowego łożyska. Albo endometrium.

Wyskrobiny po to właśnie poddaje się badaniu histopatologicznemu, żeby to odróżnić (i pod mikroskopem, o ile zarodek się znajdzie tam, a nie na bieliźnie, nie jest to trudne). Jakkolwiek - jak napisałam wyżej - u nas niekoniecznie uzależnia się od tego wydanie materiału.

>Później formalnie akt urodzenia i zgonu wystawia się od 22 tygodnia ciąży, ale teraz coraz częściej wystawia się je na żądanie rodziców.

O, właśnie chciałam napisać, że jeśli rodzice chcą, to się wystawia, bo wydanie karty zgonu nie jest uzależnione od czasu trwania ciąży już od jakiegoś czasu.

>No i ostatnia - znajomi mieli problem z pochowaniem dziecka urodzonego w terminie, martwego, z powodu braku chrztu.
>

A to już do KK pretensje.Ale do konkretnych jego lokalnych przedstawicieli, ponieważ oficjalnie, jak podaje jedna z rozlicznych oficjalnych katolickich stron pochówkiem "nienarodzonych" się zajmujących:
Cytat:
Pogrzeb dziecka nieochrzczonego, w tym zmarłego wskutek poronienia, albo wczesnego porodu. Prawo kanoniczne rozróżnia pogrzeb dziecka, które zostało ochrzczone i dziecka nieochrzczonego. Kodeks prawa kanonicznego w kanonie 1183 § 2 podaje, że ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których rodzice mieli zamiar je ochrzcić, a jednak zmarły przed chrztem. Jest to norma ogólna dla całego Kościoła. W Polsce natomiast Konferencja Episkopatu Polski pozwoliła na katolicki pogrzeb dzieci, które zmarły przed chrztem, jeżeli rodzice pragnęli je ochrzcić. Tak więc w przypadku śmierci dziecka nieochrzczonego, w Polsce nie ma konieczności udawania się z prośbą do biskupa o pozwolenie na taki pogrzeb. Ogólnego pozwolenia udzieliła bowiem Konferencja Episkopatu Polski. Możliwy jest zatem pogrzeb dziecka, które rodzice stracili na skutek poronienia, nawet na bardzo wczesnym etapie ciąży. Obrzędy pogrzebu dziecka zarówno ochrzczonego jak i nieochrzczonego, znajdują się w Obrzędach pogrzebu w rozdziałach VII-IX. W takich sytuacji nie należy używać pojęcia "pokropek", ale "pogrzeb dziecka".Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że Kościół nie traktuje obowiązku religijnego pochowania dzieci poronionych i zgadza się na to, aby dzieci zmarłe w okresie płodowym mogły być pochowane bez religijnego obrzędu, wszakże w sposób godny osoby ludzkiej.


Uzupełniam wykładnię prawną, bom sie doszukała

Cytat:
Na podstawie art. 20 ust. 3 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych (Dz. U. z 2000 r. Nr 23, poz. 295 i Nr 120, poz. 1268) zarządza się, co następuje:
§ 1. Rozporządzenie określa pojęcie zwłok, sposób postępowania ze zwłokami i szczątkami, warunki ekshumacji oraz przewozu zwłok i szczątków.
§ 2.[1] Za zwłoki uważa się ciała osób zmarłych i dzieci martwo urodzonych, bez względu na czas trwania ciąży.


Cytat:
§ 1. W rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2001 r. w sprawie wzoru karty zgonu oraz sposobu jej wypełniania (Dz. U. Nr 153, poz. 1782) w § 1 ust. 2 otrzymuje brzmienie:

"2. Karta zgonu jest wypełniana dla:

1) osób zmarłych,

2) dzieci martwo urodzonych, bez względu na czas trwania ciąży, na wniosek osób uprawnionych do pochowania, o których mowa w art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych, zwanej dalej "ustawą".".

03-01-2011 21:16 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)

>Bo widzisz, jak już inne metody zawiodą, pozostaje ta ostateczność. Zresztą nie w kontroli urodzeń rzecz, bo tu sprawdza się głównie antykoncepcja, tylko w takim fanaberyjnym moim wymaganiu, by ściśle przestrzegano choćby i tej restrykcyjnej ustawy, jaką nam lewica zafundowała.
Dla ścisłości to nie lewica wymyśliła tę ustawę. Lewica jedynie jej nie zmieniła mimo że mogła, bo wolała przehandlować kobiety w zamian za zgodę kościoła na wejście do Unii.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
dajmonion (3663 punktów)
>Nie ma takiego "momentu". To jest proces. Ale jak chcesz, to proszę - moim zdaniem w chwili wykształcenia się centralnego ośrodka nerwowego. To jest dość długa chwila, jako lekarz z pewnością to wiesz.

Generalna zasada jest taka, że niewinnych istot ludzkich się nie kasuje. Twoje kryterium jest hedonistyczne, a nie humanistyczne. Swoją drogą ciekawe, czy wszyscy ci, co stosują podejście hedonistyczne domagaliby się z równą determinacją wprowadzenia ustawy zakazującej zabijania wszelkich zwierząt mogących doznać bólu fizycznego.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
03-01-2011 19:44 
 Ocena 4 na 6
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>OK. Tylko kiedy Twoim zdaniem to zapłodnione jajo staje sie dzieckiem? W jakim momecie?




Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 21:05 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
No, to zadam Ci to samo pytanie co Meretseger: kiedy "not a person" became a person?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 21:52 
 Ocena 5 na 7
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>No, to zadam Ci to samo pytanie co Meretseger: kiedy "not a person" became a person?

I uzyskasz podobną odpowiedź, bo i ja uważam, że za bezpieczny etap rozgraniczający można uznać stadium rozwoju, w którym zostaje wykształcony centralny układ nerwowy.

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
dajmonion (3663 punktów)
Nikt nie ma prawa podnosić ręki na drugiego niewinnego człowieka w sytuacji, gdy nie wykształcił jeszcze układu nerwowego.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
29-01-2011 12:33 
 Ocena 6 na 8
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>Nikt nie ma prawa podnosić ręki na drugiego niewinnego człowieka w sytuacji, gdy nie wykształcił jeszcze układu nerwowego.

Wyrażenie "podnosić rękę na niewinnego człowieka" w tym kontekście oczywiście ma zasugerować "morderczy" charakter aborcji (a swoich poglądów na jej dopuszczalność, swoją drogą, tutaj wcale nie wypowiadałem). Rzecz jednak w tym, że już samo określenie "niewinny człowiek" w odniesieniu do ludzkiego zarodka jest dyskusyjne. Ja uważam, że zarodek ludzki we wczesnym stadium rozwoju nie jest osobą ludzką, podobnie jak jajko nie jest kurczakiem. System prawny niektórych państw słusznie, moim zdaniem, odróżnia "istotę ludzką" od "osoby ludzkiej". Dla mnie granica wynikająca z tego rozróżnienia między osobą ludzką a istotą ludzką przebiega tak, że za osobę jestem skłonny uznać dopiero organizm posiadający układ nerwowy, który może się stać siedliskiem świadomości i umożliwia odczuwanie bólu, a nie każdy zalążek ludzkiego organizmu, począwszy od pierwszego podziału zygoty.

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
29-01-2011 14:12 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>System prawny niektórych państw słusznie, moim zdaniem, odróżnia "istotę ludzką" od "osoby ludzkiej".
Słuszne uwagi, ale wolałbym zacząć od jakiś definicji, gdyż, gdy wypowiada się ktoś, kto został zakodowany i potrafi tylko klepać jedno nagranie, to chyba "nie warto rozmawiać".
Proszę wziąć pod uwagę.
****************************

Np, że istotę można tak zdefiniować:
"Istota ludzka jest częścią całości, którą nazywamy wszechświatem, częścią ograniczoną przez czas i przestrzeń.
Człowiek doświadcza samego siebie - swoich myśli i uczuć - jako czegoś oddzielonego od reszty zjawisk. Jest to rodzaj iluzji świadomości - złudzenie to jest dla nas pewnego rodzaju więzieniem, ograniczającym nas do osobistych pragnień i "przypisującym" nas do kilku najbliższych osób. Musimy wyzwolić się z tego więzienia, rozszerzając krąg naszego współczucia tak, by objął wszystkie żyjące istoty i całą naturę w jej pięknie. "


A Katechizm Kościoła Katolickiego podaje taką definicję:
Osoba ludzka, obdarzona duszą duchową, rozumem i wolą, od chwili swego poczęcia jest zwrócona do Boga i przeznaczona do szczęścia wiecznego. Swoją doskonałość osiąga w "poszukiwaniu i umiłowaniu tego, co prawdziwe i dobre" (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 15).

Nauka ma taką definicję człowieka:

Jedną z cech odróżniających niektórych ludzi od innych zwierząt jest wrodzona zdolność do opanowania umiejętności przekazywania informacji, w tym emocji. /.../ Według współczesnej antropologii głównym czynnikiem pozwalającym człowiekowi na tworzenie świata kultury była i jest, o wiele bardziej niż u innych gatunków pofałdowana, kora mózgowa.

A taką definicję ludzkiego zarodka:

Wkrótce po powstaniu, zygota zaczyna się dzielić, rozpoczynając z chwilą pierwszego podziału okres zarodkowy. Zarodek jeszcze w jajowodzie przechodzi stadium moruli (pierwsze 3-4 dni od zapłodnienia) i jako blastula trafia do macicy. Tu "leżakuje" przez następne 3-4 dni przechodząc stadium blastocysty z maksymalnym blastocelem wewnątrz a po zaniku osłonki przejrzystej (zona pellucida) w stadium trofoblastu (zmiana funkcjonalna). Komórki na biegunie zarodkowym (zwykle tam gdzie jest mniej materiałów zapasowych), bardzo szybko się mnożą tworząc wewnątrz węzeł zarodkowy a na powierzchni, początkowo syncytialny trofoblast. Po uzyskaniu bezpośredniego kontaktu ze śluzówką macicy, zwykle ok. 10-12 dnia od zapłodnienia, trofoblast wżera się w jej miąższ (koniec etapu jaja płodowego) i stopniowo pokrywa się kosmkami (kosmówka kosmata). Macica ze swej strony tworzy doczesną podstawową. Gdy w to miejsce po stronie zarodka dołączą komórki mezodermy (naczynia krwionośne, krew i tkanka łączna) powstanie w 4. tygodniu łożysko typu krwiokosmówkowego (typowe dla gryzoni).

Tymczasem węzeł zarodkowy rozwarstwia się tak że od strony trofoblastu (tej wgłębiającej się w macicę) pojawia się kolejna przestrzeń wypełniona płynem i na całej powierzchni pokryta ektodermą - to początek owodni. Po stronie blastocysty, pod ektodermą leży drugi listek zarodkowy - endoderma. W tym momencie te dwie, w sumie niewielkie warstwy komórek, stanowią właściwy zarodek w stadium gastruli. W dalszej kolejności pojawiają się komórki mezodermy i wciskają się między warstwę ektodermy a endodermy. Około 15. dnia zarodek ma już trzy listki zarodkowe (zobacz rysunek Różnicowanie listków zarodkowych na tkanki). Endoderma rozwija się tworząc pęcherzyk żółtkowy wtórny (pusty gdyż jajo człowieka jest oligolecytalne) oraz omocznię, natomiast owodnia rozrasta się otaczając zarodek i pozostałe błony płodowe. Tymczasem zarodek rośnie a przy okazji postępuje różnicowanie tkankowe i organogeneza kończąca się w 8-9 tygodniu, powstaniem szpiku w kości ramieniowej (koniec etapu zarodka, początek etapu płodu (niektórzy kończą tę fazę dopiero w 75 dniu).

Później zaczyna się okres płodowy. Ludzkim dzieckiem stajemy się od chwili narodzin.

Idt. Itp.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-01-2011 17:25 
 Ocena-2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>Dla mnie granica wynikająca z tego rozróżnienia między osobą ludzką a istotą ludzką przebiega tak, że za osobę jestem skłonny uznać dopiero organizm posiadający układ nerwowy, który może się stać siedliskiem świadomości i umożliwia odczuwanie bólu, a nie każdy zalążek ludzkiego organizmu, począwszy od pierwszego podziału zygoty.

Człowiekiem jest całość, a nie część czy jakaś własność (zdolność odczuwania bólu, świadomość, inteligencja, charakter, orientacja seksualna, kolor skóry, przynależność rasowa) i właśnie ta całość jest podmiotem moralnym. Nikt nie ma prawa decydować za ten podmiot o jego życiu czy śmierci, tym bardziej gdy powstał wskutek nieodpowiedzialnych zachowań. Nikt nie ma prawa rozkładać sobie człowieka na czynniki pierwsze, wybierać któryś z nich i stwierdzać, że to on decyduje o początku człowieczeństwa.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 17:32 
 Ocena 9 na 11
liliac (147340 punktów)
Cała ta argumentacja będzie mieć sens wtedy, gdy twój "podmiot moralny" nie będzie samym swoim istnieniem ingerować w integralność fizyczną drugiego "podmiotu moralnego".
Mówiąc językiem prostym- wara ci od mojego endometrium "podmiocie moralny", bo to endometrium, tak jak moje nerki, tętnice maciczne czy wątroba są moje i tylko mnie wolno o nich i ich zastosowaniu decydować.
30-01-2011 18:09 
 Ocena 4 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Cała ta argumentacja będzie mieć sens wtedy,/.../
Proszę wybaczyć, ale argumentacja Pana "Dajmoniona" ma sens, gdy podejmuje się z nim dyskurs w jego języku i jego rozumieniu pojęć. On używa teologicznej ezoteryki, a Pani próbuje odpowiedzieć Mu naukowym językiem.
Reasumując - zgodnie z językiem polskim "człowiekiem" jest się dopiero po urodzeniu. Wcześniej jest zarodek i płód. Może być z przymiotnikiem "ludzki".
O ile mogę zastanawiać się nad istotą człowieczeństwa, to osoba ludzka jest teologiczno-tautologiczną bzdurą językową. Więc naprawdę nie "warto rozmawiać".
Proszę przejrzeć choćby wypowiedzi fideistów na naszym forum. Oni cały czas klepią te same formułki nic, albo niewiele, znaczące w naukowym dyskursie i racjonalnym obrazie świata.

Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo psychicznego zdrowia w walce z wiatrakami.
(Z szacunkiem dla wiatraków, gdyż one wykonują pożyteczną pracę, a te tylko mielą wiatr).

@@@
.
30-01-2011 18:21 
 Ocena 10 na 12
liliac (147340 punktów)
Jestem tego świadoma, miałam już bowiem wątpliwą przyjemność konwersować z tym forumowiczem- w wątku dotyczącym zapłodnienia "in vitro" bodajże- i w sposób absolutnie czarujący ignorował wszelkie odnośniki do danych naukowych, podręczników, etc, jednocześnie absolutnie poważnie linkując stronki "dla młodych mam"
Całe wnętrze jednak wzdraga mi się przed przyzwoleniem, by dyskutanci tego pokroju zdominowali dyskurs forumowy w pewnych tematach.
30-01-2011 18:41 
 Ocena-3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>On używa teologicznej ezoteryki, a Pani próbuje odpowiedzieć Mu naukowym językiem.

W tym co piszę nie ma ani jednego określenia teologicznego. Nie pojawiają się też postacie Maryi czy Józefa. Jeżeli ktoś je widzi, to, no cóż...


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 18:45 
 Ocena 6 na 6
Sylwek (15472 punktów)
Jedynie "dusza" zastąpiona została "osobą ludzką", obie rzeczy cudownie spływają na plemnik i oocyt w momencie ich połączenia...
30-01-2011 19:00 
 Ocena-1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>Jedynie "dusza" zastąpiona została "osobą ludzką", obie rzeczy cudownie spływają na plemnik i oocyt w momencie ich połączenia...
Nie, chodzi o zauważenie, że obiekt jest ten sam.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 19:05 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
> Nie, chodzi o zauważenie, że obiekt jest ten sam.

Ani "ten sam", ani "taki sam".

Ale przecież dusza, tfu, osoba...
dajmonion (3663 punktów)
Można na ten temat dyskutować, tym niemniej nie musi to być teologia.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 20:00 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>>On używa teologicznej ezoteryki, a Pani próbuje odpowiedzieć Mu naukowym językiem.
> W tym co piszę nie ma ani jednego określenia teologicznego. Nie pojawiają się też postacie Maryi czy Józefa. Jeżeli ktoś je widzi, to, no cóż...
No cóż!
Zamiast tu zajmować się nawracaniem i zawracaniem nam ....głowy, może lepiej zajrzeć do np "Słownika teologicznego" pod red. ks. Zuberbiera; "Nowego leksykonu teologicznego", Vorgrimlera; "Wprowadzenia do teologii", Moralesa czy "Teologii filozoficznej" Schmidta.
A może poczytać także wypociny teologiczne "Naszego Papieża".

Wielce Szanowny Panie, nie wszyscy ograniczają się tu do klepania tych samych bzdur, są też tacy, którzy czytają książki.
Także teologiczne.

@@@
.
30-01-2011 20:22 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>>On używa teologicznej ezoteryki, a Pani próbuje odpowiedzieć Mu naukowym językiem.
> W tym co piszę nie ma ani jednego określenia teologicznego. Nie pojawiają się też postacie Maryi czy Józefa. Jeżeli ktoś je widzi, to, no cóż...

Maryja i Józef nie są potrzebni, by danemu wywodowi nadać charakter teologiczny. W tym przypadku czynią to, łatwe skądinąd do wskazania, ukryte przesłanki.

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
30-01-2011 20:19 
 Ocena 3 na 3
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>O ile mogę zastanawiać się nad istotą człowieczeństwa, to osoba ludzka jest teologiczno-tautologiczną bzdurą językową.

Niekoniecznie. Może być też precyzyjnie zdefiniowaną, solidnie uzasadnioną, a do tego użyteczną kategorią prawną.

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Niekoniecznie. Może być też precyzyjnie zdefiniowaną, solidnie uzasadnioną, a do tego użyteczną kategorią prawną.
Zapewne może, tak jak dobrze zdefiniowane "masło maślane".
Czego to ludzie nie wymyślą!

Ale chętnie zapoznał bym się z precyzyjnie zdefiniowaną, solidnie uzasadnioną, a do tego użyteczną kategorią prawną wraz z jej źródłem.
Lubię wiedzieć.

Pozdrawiam.

@@@
.
30-01-2011 22:54 
 Ocena 2 na 2
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>>Niekoniecznie. Może być też precyzyjnie zdefiniowaną, solidnie uzasadnioną, a do tego użyteczną kategorią prawną.
>Zapewne może, tak jak dobrze zdefiniowane "masło maślane".
>Czego to ludzie nie wymyślą!
>Ale chętnie zapoznał bym się z precyzyjnie zdefiniowaną, solidnie uzasadnioną, a do tego użyteczną kategorią prawną wraz z jej źródłem.

Dzięki wprowadzeniu tego rodzaju rozróżnień w większości współczesnych systemów prawnych aborcja nie jest już traktowana na równi z morderstwem: embrionowi bądź płodowi (istocie ludzkiej lub potencjalnej osobie ludzkiej) przysługuje pewna ochrona prawna, ale w innym zakresie niż w pełni ukształtowanemu człowiekowi, który opuścił organizm matki (osobie ludzkiej). W prawie rzymskim istniało np. pojęcie nasciturus, oznaczające potencjalnego człowieka, któremu warunkowo przysługiwało prawo do dziedziczenia (o ile urodzi się zdrowy). Dekret Gracjana uznawał, że aborcja jest morderstwem tylko wtedy, gdy dotyczy w pełni ukształtowanego płodu. Nie chodzi więc o jałowe dzielenie włosa na czworo, bo znaczenie pojęcia osoby (lub "osoby fizycznej") w pewnych przypadkach wymaga doprecyzowania i pociąga za sobą poważne konsekwencje.

Źródłem rozróżnienia między "person" a "potential human being" (potentiality of human life / potential future human life) na gruncie prawa amerykańskiego jest casus Roe v. Wade z 1973 r.:

Cytat:
The Constitution does not define "person" in so many words. Section 1 of the Fourteenth Amendment contains three references to "person." The first, in defining "citizens," speaks of "persons born or naturalized in the United States." The word also appears both in the Due Process Clause and in the Equal Protection Clause. "Person" is used in other places in the Constitution (...) But in nearly all these instances, the use of the word is such that it has application only post-natally. None indicates, with any assurance, that it has any possible pre-natal application. (...) All this, together with our observation, supra, that, throughout the major portion of the 19th century, prevailing legal abortion practices were far freer than they are today, persuades us that the word "person," as used in the Fourteenth Amendment, does not include the unborn. This is in accord with the results reached in those few cases where the issue has been squarely presented.



"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
31-01-2011 10:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
Ale chętnie zapoznał bym się z precyzyjnie zdefiniowaną, solidnie uzasadnioną, a do tego użyteczną kategorią prawną wraz z jej źródłem.

>Dzięki wprowadzeniu tego rodzaju rozróżnień w większości współczesnych systemów prawnych aborcja nie jest już traktowana na równi z morderstwem: embrionowi bądź płodowi (istocie ludzkiej lub potencjalnej osobie ludzkiej) przysługuje pewna ochrona prawna, ale w innym zakresie niż w pełni ukształtowanemu człowiekowi, który opuścił organizm matki (osobie ludzkiej).
Każdy system prawny jest zbudowany na dominującej ideologii i dlatego często posługuje się terminologią z tej ideologii przeniesioną. Oczywiście prawnie definiując jakiś termin możemy nadać mu znaczenie inne od znaczenia obowiązujacego jezykowo. Na gruncie teologii użycie terminu "osoba ludzka" jest logicznie uzasadnionione, gdyż odróżnia ją od "osoby boskiej". Na gruncie prawnym termin "osoba" ma już bliskie znaczenie "człowiekowi". Osoba prawna i człowiek prawny, to z punktu logiki językowej bardzo bliskie sobie terminy.
Znaczenie terminu "osoba" wcale w języku polskim nie przekłada się na termin "potencja". Nawet "siatki znaczeniowe"
tych terminów są różne.
Za mało znam angielski abym podjął się dyskusji na jego płaszczyźnie o rozróżnieniu między "person" a "potential human being" , choć wydaje mi się dosyć zwodniczym określanie zarodka "potencjalną istotą (jednak nie osobą) ludzką".

Dalej uważam za nielogiczne i szkodliwe używanie (poza teologią) terminu "osoba ludzka" - nawet najlepiej zdefiniowanego.
Jezyk polski jest wystarczająco logiczny i bogaty, aby można było korzystać z języka naukowo-literackiego, bez kościelnych zapożyczeń.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem religijnego zawłaszczania języka, ale co ja biedny mogę!
Siła złego na jednego.

Pozdrawiam.

@@@
.
30-01-2011 17:51 
 Ocena-5 na 5
dajmonion (3663 punktów)
>Cała ta argumentacja będzie mieć sens wtedy, gdy twój "podmiot moralny" nie będzie samym swoim istnieniem ingerować w integralność fizyczną drugiego "podmiotu moralnego".
>Mówiąc językiem prostym- wara ci od mojego endometrium "podmiocie moralny", bo to endometrium, tak jak moje nerki, tętnice maciczne czy wątroba są moje i tylko mnie wolno o nich i ich zastosowaniu decydować.

Nie wolno ci o nich tak decydować by pozbawić kogoś życia z błahych względów jak warunki społeczne, czy nawet gwałt. Dlatego aborcja na życzenie jest niemoralna.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 18:09 
 Ocena 7 na 9
liliac (147340 punktów)
>>Mówiąc językiem prostym- wara ci od mojego endometrium "podmiocie moralny", bo to endometrium, tak jak moje nerki, tętnice maciczne czy wątroba są moje i tylko mnie wolno o nich i ich zastosowaniu decydować.
> Nie wolno ci o nich tak decydować by pozbawić kogoś życia z błahych względów jak warunki społeczne, czy nawet gwałt. Dlatego aborcja na życzenie jest niemoralna.

Nie wolno ci o nich tak decydować, by pozbawiać kogoś życia z tak błahych względów, jak (biiip biiiip biiiip- nic nikomu do tego, jakie powody do decydowania o własnym ciele są dlań błahe; błahość to rzecz wielce względna). Dlatego odmowa oddania nerki do przeszczepu jest niemoralna.

Edit: Minus za minus, oczywiście.
30-01-2011 18:48 
 Ocena-3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>błahość to rzecz wielce względna).

Bynajmniej. Istnieje hierarchia ważności spraw i życie ludzkie jest w niej bardzo wysoko, dużo wyżej niż wiele innych rzeczy.

"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 18:54 
 Ocena 3 na 5
Sylwek (15472 punktów)
>Bynajmniej. Istnieje hierarchia ważności spraw i życie ludzkie jest w niej bardzo wysoko, dużo wyżej niż wiele innych rzeczy.

Zapominasz chyba, że hierarchia ta kształtowała się w czasach gdy nikomu się nie śniło traktować zarodki i płody jak ludzi. Ba gdy nie wiedziano, że takie twory jak zygoty, morule i temu podobne istnieją.

Nie, możemy uznać zygotę za człowieka, ale w takim razie do lamusa należy odłożyć "świętość życia ludzkiego". Inaczej staniemy się potworami gotowymi mordować i dręczyć w imię prawa galaret. Co zresztą pomyleni prolajfowcy już robią...
dajmonion (3663 punktów)
>Nie, możemy uznać zygotę za człowieka, ale w takim razie do lamusa należy odłożyć "świętość życia ludzkiego". Inaczej staniemy się potworami gotowymi mordować i dręczyć w imię prawa galaret. Co zresztą pomyleni prolajfowcy już robią...
Nawet jeśli zgodzimy sie na aborcję w takim przypadku, to nie wynika z niego, że należy dać tu pełną swobodę.

"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 19:36 
 Ocena-1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Bynajmniej. Istnieje hierarchia ważności spraw i życie ludzkie jest w niej bardzo wysoko, dużo wyżej niż wiele innych rzeczy.
>Zapominasz chyba, że hierarchia ta kształtowała się w czasach gdy nikomu się nie śniło traktować zarodki i płody jak ludzi. Ba gdy nie wiedziano, że takie twory jak zygoty, morule i temu podobne istnieją.
Ta hierarchia jest stosowana także dzisiaj w większości kwestii etycznych, a wyłom w niej próbują zrobić permisywne środowiska o hedonistycznej mentalności.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 19:39 
 Ocena 5 na 5
Sylwek (15472 punktów)

> Ta hierarchia jest stosowana także dzisiaj w większości kwestii etycznych

I właśnie to jest nieetyczne. Próba mieszania systemu wartości i pojęć sprzed BARDZO wielu lat, z pojęciami i systemem wartości współczesnego świata.
30-01-2011 20:11 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>>błahość to rzecz wielce względna).
>Bynajmniej. Istnieje hierarchia ważności spraw i życie ludzkie jest w niej bardzo wysoko, dużo wyżej niż wiele innych rzeczy.

Oj, to tym bardziej powinieneś poprzeć program przymusowego poboru nerek od dawców zgodnych tkankowo. W imię ratowania życia, które wyżej stoi przecież w twojej hierarchii niż subiektywna niewygoda.
30-01-2011 23:00 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Oj, to tym bardziej powinieneś poprzeć program przymusowego poboru nerek

Albo wątrób


"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
30-01-2011 18:14 
 Ocena 5 na 5
Sylwek (15472 punktów)

> Nie wolno ci o nich tak decydować by pozbawić kogoś życia z błahych względów jak warunki społeczne, czy nawet gwałt. Dlatego aborcja na życzenie jest niemoralna.

Naprawdę nie powinieneś używać słów, których nie rozumiesz.

Owszem, możliwe, że jest niemoralna - w kontekście zdehumanizowanej moralności jakiś religijnych fanatyków.

BTW, należysz do osób bredzących nieustannie o godności ludzkiej "od poczęcia" jako momentu "powstania" indywidualnej osoby ludzkiej. Odkładam na bok takie wątpliwości jak na przykład pretensja większości filozofów zajmujących się tematem by bycie osobą wyznaczało coś więcej niż gatunkowistyczne kryterium ludzkiego genomu ubogacone o ciemną i niezrozumiałą paplaninę związaną z "naturalnym potencjałem rozwoju zygoty".

Chciałbym się skupić na samym sednie tego magicznego myślenia: iż w momencie zapłodnienia następuje cud, w wyniku którego garstka plazmy nabiera wartości tak wielkiej, że wedle pomyleńców można nawet zabić kobietę, a już na pewno poniżyć i zadać jej dowolne fizyczne i psychiczne cierpienie, byleby uchronić godność tej plazmatycznej garstki.

Otóż, jak ładnie zauważa (lemingarni(*)dy-polak-katolik-wiedziec.html) autorka pewnego bloga (prawda, że ma w tym interes - jest pro-in-vitro-siepaczem-cywilizacji-śmierci-i-pewno-ostatnio-wydzierała-dzieciaczki-z-objęć-terlikowskiego-by-oddać-je-homoseksualnej-parze), po syngamii jądra komórkowe plemnika i oocytu pozostają przestrzennie i funkcjonalnie odizolowane. Cóż to znaczy? Mimo usilnych prób "uściślania" momentu powstania "osoby ludzkiej" z oślim uporem zdecydowanie godnym lepszej sprawy prolajfowcy jak ty uprawiają bezmyślne i zwyczajnie fałszywe p*****lolo. Pokazuje to dwie rzeczy: "empatia" dla galarety jest w najlepszym razie zmyślona, w najgorszym patologicznym stanem w którym emocjonalny stosunek do nieludzkiego tworu zainicjowany został przez ideologiczne pranie mózgu. To w końcu nic nowego. Ludzie mogą się zabijać w zamach i przy okazji mordować setki niewinnych osób bo kochają "Boga", to mogą i przyczyniać się do cierpień i śmierci, skoro wymaga to z ich strony jedynie wyłączenia mózgu.

Po drugie, próba konceptualnego poradzenia sobie z tym faktem wymagałaby od prolafowców istnej ekwilibrystyki. No bo skoro "ludzka" zygota przez przynajmniej dobę nie różni się genetycznie ani funkcjonalnie od tworzących ją gamet, to albo trzeba jednak uznać gamety za też ludzi, albo coś wykombinować z zygotą. Można na przykład osunąć się w totalne szaleństwo i łączenie się błon gamet (co samo w sobie jest przykładem myślenia kategoriami wudu) zastąpić wymieszaniem chromosomów - jako momentem decydującym o zyskaniu praw ludzkich.

Oczywiście, ktoś kto ma głowę na karku nie będzie robił takich niedorzeczności - on wie, iż coś takiego jak "początek człowieka" zwyczajnie nie ma miejsca.
31-01-2011 14:24 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Cała ta argumentacja będzie mieć sens wtedy, gdy twój "podmiot moralny" nie będzie samym swoim istnieniem ingerować w integralność fizyczną drugiego "podmiotu moralnego".
>>Mówiąc językiem prostym- wara ci od mojego endometrium "podmiocie moralny", bo to endometrium, tak jak moje nerki, tętnice maciczne czy wątroba są moje i tylko mnie wolno o nich i ich zastosowaniu decydować.
> Nie wolno ci o nich tak decydować by pozbawić kogoś życia z błahych względów jak warunki społeczne, czy nawet gwałt. Dlatego aborcja na życzenie jest niemoralna.
Czyli dowiadując się, że ktoś może przeżyć kosztem Twojego zdrowia, albo i życia bez wahania poświęcisz własne życie?
Hmm... znam wiele osób oczekujących na serduszko, sprawdzimy Twoją zgodność tkankową?
30-01-2011 18:29 
 Ocena 2 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ale można sobie pogadać:
Jedni o podmiocie realnym, drudzy o podmiocie moralnym. Jedni o człowieku inni o osobie ludzkiej.
Jedni mówią o zarodku, drudzy o religijnym smrodku.
Rozmawiać można tylko w jednym języku.

Człowiekiem jest się także, gdy tylko mózg jest sprawnym, a nie jest się nim, gdy brak tylko mózgu, a wszystko inne już powstało lub jeszcze pozostało.
****************************************************************
To, że ktoś mi wstawia minusa za podanie definicji dla uporządkowania rozmowy, dla mnie jest świadectwem, że on ma mózg inaczej skonstruowany i że nie pogada sobie człowiek z osobą ludzką.
Śmiało może Pan walnąć następne.
*********************
Ja Panu minusa nie postawiłem i nie postawię.
Zupełnie nie warto.

@@@
.
30-01-2011 20:12 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> Człowiekiem jest całość, a nie część czy jakaś własność

Ale człowiekiem jest się ze względu na jakąś własność. I to również wedle doktryny katolickiej - bo w końcu jakaś cecha/własność musi człowieka definiować i odróżniać od innych istot czy obiektów, nawet w ujęciu teologicznym. Dla kościoła katolickiego taką definiującą własnością jest posiadanie nieśmiertelnej duszy, której istnienia niepodobna ani empirycznie dowieść, ani nawet logicznie uprawdopodobnić (tym bardziej, że samo Objawienie nie wydaje się w tej kwestii wypowiadać kategorycznych sądów, vide Koh 3,20-21). Dla mnie taką własnością jest posiadanie ludzkiej świadomości, której istnienie, jeśli nawet nie jest obiektywnie dowodliwe, to przynajmniej intersubiektywnie komunikowalne, za przeproszeniem. Ponieważ zaś, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, siedliskiem świadomości jest mózg, uważam, że wykształcenie się układu nerwowego w takim stopniu, jaki umożliwia zaistnienie świadomości, stanowi odpowiednią cezurę, od której można na serio rozważyć nazywanie danej istoty człowiekiem.

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
30-01-2011 18:16 
 Ocena-1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>który może się stać siedliskiem świadomości
Istotny czynnik człowieczeństwa to dla Ciebie potencjał świadomości, który jest obecny przez cały okres rozwoju.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 20:16 
 Ocena 1 na 1
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> potencjał świadomości, który jest obecny przez cały okres rozwoju.

To założenie, które jest jednocześnie wnioskiem, petitio principii.

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
31-01-2011 14:12 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>który może się stać siedliskiem świadomości
> Istotny czynnik człowieczeństwa to dla Ciebie potencjał świadomości, który jest obecny przez cały okres rozwoju.
Co to za dziwadełko??
Jaka świadomość może tkwić na etapie rozwoju porównywalnym do jamochłona? Albo pojedynczej komórki wręcz? No dobrze, zaszalejmy - na etapie porównywalnym do larwy rybiej?
Potencjał świadomości to coś, co raczej trudno nam określić, skoro mamy problem z określeniem świadomości w ogóle.

W pierwszych tygodniach rozwoju samoczynnie dochodzi do poronienia (w tym nie dochodzi do implantacji zarodków) ponad połowy zarodków. Czy to wystarczający potencjał? Nie! Do pewnego momentu nie wiemy, co się wydarzy z danym zarodkiem.

Po drugie - nasze prawo mimo wszystko otacza ochroną nawet te "podejrzane" zarodki, za wyjątkiem pewnych, zrozumiałych sytuacji. Sytuacji, które oznaczają zwykle więcej problemów i krzywdy dla każdej ze stron, niż korzyści.
29-01-2011 14:02 
 Ocena 7 na 9
jkl; (5859 punktów)
>Nikt nie ma prawa podnosić ręki na drugiego niewinnego człowieka w sytuacji, gdy nie wykształcił jeszcze układu nerwowego.

A kto dał prawo niewinnemu człowiekowi z niewykształconym układem nerwowym pasożytować na innym niewinnym człowieku? Pasożytować, przysparzać dolegliwości zdrowotnych i bólu, albo i poważniejszych zagrożeń dla zdrowia? A nierzadko daleko idących konsekwencji społecznych.
Jak ktoś krzywdzi bezmyślnie, to nie można się bronić?
30-01-2011 17:45 
 Ocena-3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>>Nikt nie ma prawa podnosić ręki na drugiego niewinnego człowieka w sytuacji, gdy nie wykształcił jeszcze układu nerwowego.
>A kto dał prawo niewinnemu człowiekowi z niewykształconym układem nerwowym pasożytować na innym niewinnym człowieku?

Jeżeli ktoś używa określeń biologicznych, a nie humanistycznych (o dziecku - pasożyt, o kobiecie suka czy samica), to kryją się za tym jakieś negatywne uczucia. Skąd u Ciebie te negatywne uczucia w odniesieiu do niewinnego człowieka?
>Jak ktoś krzywdzi bezmyślnie, to nie można się bronić?

Dziecko nie jest krzywdzicielem. Jest to niewinna istota. Nie mamy tu do czynienia z aktem agresjii z jego strony.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 18:16 
 Ocena 4 na 6
liliac (147340 punktów)
Fascynująca interpretacja Jeśli ktoś używa określeń biologicznych, muszą się za tym kryć negatywne uczucia. I tak to jest, gdy pewni humaniści (nie wszyscy na szczęście) dorwą się do tematów okołobiologicznych

>>Jak ktoś krzywdzi bezmyślnie, to nie można się bronić?
> Dziecko nie jest krzywdzicielem. Jest to niewinna istota. Nie mamy tu do czynienia z aktem agresjii z jego strony.

Jak to nie mamy? Pierwsze co robi taki zarodek to nadtrawianie ściany macicy. Robi dziurę w tkankach żywicielki. Rozpuszcza je. Szczęśliwie można temu aktowi agresji w miarę skutecznie zapobiegać
30-01-2011 18:33 
 0 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>Jeśli ktoś używa określeń biologicznych, muszą się za tym kryć negatywne uczucia.
Nie ma takiej generalnej zasady. Nic takiego nie wynika z tego co napisałem.
W odniesieniu do ludzi nie wypada używać określenia pasożyt, nawet jeśli z biologicznego punktu widzenia tak jest. Mówi się o kimś pasożyt, gdy negatywnie ocenia się czyjeś postępowanie. Pojawia sie zatem pytanie, co jest powodem niechęci w stosunku do niewinnej istoty ludzkiej.
>>>Jak ktoś krzywdzi bezmyślnie, to nie można się bronić?
>> Dziecko nie jest krzywdzicielem. Jest to niewinna istota. Nie mamy tu do czynienia z aktem agresjii z jego strony.
>Jak to nie mamy? Pierwsze co robi taki zarodek to nadtrawianie ściany macicy. Robi dziurę w tkankach żywicielki. Rozpuszcza je. Szczęśliwie można temu aktowi agresji w miarę skutecznie zapobiegać

Agresja jest wtedy, gdy ktoś zamierza wyrządzić komuś krzywde. Dziecko nie jest w żadnym wypadku agresorem czy krzywdzicielem. Stosowanie takich określeń stawia nienarodzonych na równi z przestępcami, co jest skrajną manipulacją, czy wręcz cynizmem. Że też niektórzy się w język nie ugryzą.

"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 18:39 
 Ocena 5 na 5
Sylwek (15472 punktów)

> Agresja jest wtedy, gdy ktoś zamierza wyrządzić komuś krzywde. Dziecko nie jest w żadnym wypadku agresorem czy krzywdzicielem. Stosowanie takich określeń stawia nienarodzonych na równi z przestępcami, co jest skrajną manipulacją, czy wręcz cynizmem.

Masz na myśli takich "błahych" przestępców jak gwałciciele?

> Że też niektórzy się w język nie ugryzą.

Prawda...
30-01-2011 18:55 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>W odniesieniu do ludzi nie wypada używać określenia pasożyt, nawet jeśli z biologicznego punktu widzenia tak jest.

A cóż to znaczy "nie wypada"? Ja szanownego kolegi humanisty nie rozumiem. Jeśli coś z punktu biologicznego jakieś jest, kryterium "nie wypada" nie bardzo wchodzi w rachubę w racjonalnej dyskusji.

>Mówi się o kimś pasożyt, gdy negatywnie ocenia się czyjeś postępowanie.

Mówi się o czymś tudzież kimś jako o pasożycie, gdy wyczerpuje pewne cechy definiujące to pojęcie. I tyle. A że humaniści (niektórzy) muszą wszystko koniecznie wartościować...

>Pojawia sie zatem pytanie, co jest powodem niechęci w stosunku do niewinnej istoty ludzkiej.

Dziwne pytanie- skoro szkodzi nosicielowi w jakiś wymierny sposób, to czegóż kolega właściwie nie rozumie?

> Agresja jest wtedy, gdy ktoś zamierza wyrządzić komuś krzywde.

I dlatego mówimy o chorobach z autogresji (taki żarcik)
A nie zauważył kolega może, że przedmówczyni o bezmyślnej agresji pisała, nie o celowej. Bezmyślną agresję nadal można agresją nazwać, a bezmyślnie uczynioną krzywdę nadal krzywdą nazywamy.

>Dziecko nie jest w żadnym wypadku agresorem czy krzywdzicielem.

Oczywiście, że niekiedy bywa i agresorem i krzywdzicielem- po prostu ty się z tym nie zgadzasz, ale w żaden sposób twoja niezgoda nie uczyni tego twierdzenia obiektywnym.

>Stosowanie takich określeń stawia nienarodzonych na równi z przestępcami, co jest skrajną manipulacją, czy wręcz cynizmem.

Określenie cynizm mnie nie przeraża, za to bawi mnie niezmiernie czynienie zeń czegoś potwornego i skrajnego

Ciąża jest zjawiskiem biologicznym, często związanym z rozmaitymi niepożądanymi skutkami dla ciężarnej- rozpatrywanie ewidentnej szkody dla ciężarnej w kategorii winy, kary czy przestępstwa to skutek twojej retoryki próbującej na siłę uczłowieczać zarodek czy płód.

>Że też niektórzy się w język nie ugryzą.

A gryź się do woli. Nikt ci nie broni
30-01-2011 19:45 
 Ocena-1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>W odniesieniu do ludzi nie wypada używać określenia pasożyt, nawet jeśli z biologicznego punktu widzenia tak jest.
>A cóż to znaczy "nie wypada"? Ja szanownego kolegi humanisty nie rozumiem.
Zrozumie koleżanka jak ktoś kiedyś taki termin w odniesieniu do koleżanki zastosuje.

>>Pojawia sie zatem pytanie, co jest powodem niechęci w stosunku do niewinnej istoty ludzkiej.
>Dziwne pytanie- skoro szkodzi nosicielowi w jakiś wymierny sposób, to czegóż kolega właściwie nie rozumie?
Można powiedzieć, że dzieci pasożytuja na rodzicach. Nie nazywa się ich z tego powodu pasożytami, bo naturalna kolej rzeczy.

>A nie zauważył kolega może, że przedmówczyni o bezmyślnej agresji pisała, nie o celowej. Bezmyślną agresję nadal można agresją nazwać, a bezmyślnie uczynioną krzywdę nadal krzywdą nazywamy.
Nie jest to agresja we właściwym tego słowa znaczeniu, tylko w przenośnym. Używa się tu jednak tego słowa aby zdehumanizować nienarodzonych. Język kształtuje świadomość i postawy.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
30-01-2011 20:00 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
> Zrozumie koleżanka jak ktoś kiedyś taki termin w odniesieniu do koleżanki zastosuje.

Żenująco niemerytoryczne Tak, jak i uwagi typu "Ojej, nie wypada"

> Można powiedzieć, że dzieci pasożytuja na rodzicach. Nie nazywa się ich z tego powodu pasożytami, bo naturalna kolej rzeczy.

Skala pasożytnictwa jest nieco inna w przypadku pasożyta obligatoryjnego, nieodłączalnego fizycznie od gospodarza

> Nie jest to agresja we właściwym tego słowa znaczeniu, tylko w przenośnym. Używa się tu jednak tego słowa aby zdehumanizować nienarodzonych. Język kształtuje świadomość i postawy.

Ech, "humaniści". Nie ma czego dehumanizować, a i nie bardzo jest z kim rozmawiać- przecież ni z dzielnym "humanistą", który wyobraża sobie, że trzeba sobie trudne, dehumanizujące słowa znajdować, by w płodzie widzieć... no właśnie- płód, a w moruli- morulę Niepotrzebnie Sylwek się trudzi i "skomplikowanych" określeń używa. Dla niektórych są nauka, morule, blastule, syngamia, dla innych dusze i niezbywalna godność ludzka (pod warunkiem, że nienarodzona, ta wszak jest żelazną podstawą światopoglądową, przedmurzem chrześcijaństwa, etc). I to by było na tyle. Na szczęście bilety autobusowe nie są aż tak drogie, a i zabieg u sąsiadów naszych w cenach osiągalnych- szkoda tych kobiet, których na to nie stać i muszą kombinować po różnych portalach celem nabycia pigułek wczesnoporonnych.
31-01-2011 14:33 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>>W odniesieniu do ludzi nie wypada używać określenia pasożyt, nawet jeśli z biologicznego punktu widzenia tak jest.
>>A cóż to znaczy "nie wypada"? Ja szanownego kolegi humanisty nie rozumiem.
> Zrozumie koleżanka jak ktoś kiedyś taki termin w odniesieniu do koleżanki zastosuje.
Jeśli zastosowanie będzie zasadne, to cóż zrobić...
31-01-2011 14:22 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Jak to nie mamy? Pierwsze co robi taki zarodek to nadtrawianie ściany macicy. Robi dziurę w tkankach żywicielki. Rozpuszcza je. Szczęśliwie można temu aktowi agresji w miarę skutecznie zapobiegać
> Agresja jest wtedy, gdy ktoś zamierza wyrządzić komuś krzywde. Dziecko nie jest w żadnym wypadku agresorem czy krzywdzicielem. Stosowanie takich określeń stawia nienarodzonych na równi z przestępcami, co jest skrajną manipulacją, czy wręcz cynizmem. Że też niektórzy się w język nie ugryzą.
Czyli zrzucenie na głowę przechodnia doniczki i zabicie go to nie agresja? Uuups, nie wiedziałam, że pan tam szedł...
A wiruski? Przecież one niewinne, nie zamierzają nas zabić, tylko chcą przetrwać!

Ciąża często wiąże się z poważnymi problemami zdrowotnymi matki. Najczęstsza to problemy z zakrzepami - potencjalnie śmiertelne zagrożenie.
31-01-2011 12:31 
 Ocena 7 na 7
jkl; (5859 punktów)
> Jeżeli ktoś używa określeń biologicznych, a nie humanistycznych (o dziecku - pasożyt, o kobiecie suka czy samica), to kryją się za tym jakieś negatywne uczucia.
Więc powinno się mówić, że człowiek ulega intensywnym podziałom, turla się jajowodem i wżera się w ścianę macicy?

>Skąd u Ciebie te negatywne uczucia w odniesieiu do niewinnego człowieka?
Skąd u Ciebie takie pozytywne wobec pasożyta? Co to za moralność, która stoi po stronie wykorzystującego?

A teraz serio. Mój poprzedni post był lekko ironiczny, z intencją byś zobaczył jak wygląda słowna żonglerka w drugą stronę.
Mimo, że zarodek/płód jak najbardziej wyczerpuje definicję pasożytnictwa, zdrowy rozsądek podpowiada by nie stawiać go na równi z tasiemcem. Ale też, mimo że zarodek/płód jest niewątpliwe ludzki, ten sam zdrowy rozsądek mówi by nie stawiać go na równi z człowiekiem, nie dawać mu tych samych praw.
Cieszy, że w pierwszym przypadku umiałeś użyć zdrowego rozsądku. Martwi, że w drugim przypadku ideologia Ci go blokuje.

Proponuję Ci takie ćwiczenie wyobraźni:
Przychodzi do Ciebie kobieta w 6 tygodniu ciąży i mówi: "Albo pan, panie Dajmonionie, weźmie moje dziecko do siebie i zobowiąże się je wychowywać, albo jutro jadę do Niemiec na zabieg." Teraz Ty wybierasz czy ten "niewinny człowiek" będzie żył (twoim kosztem) czy nie.
Ciekawi mnie, przy którym "ocalonym" Twoje dotychczasowe życie wydałoby Ci się cenniejsze. Przy dwunastym czy już przy pierwszym.

A potem wyobraź sobie, że nie masz nic do gadania.
31-01-2011 12:49 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>A teraz serio. Mój poprzedni post był lekko ironiczny, z intencją byś zobaczył jak wygląda słowna żonglerka w drugą stronę.
Ironia może zbyt drastyczna, ale logiczność Pani wywodu jest nieubłagalnie słuszna.
Nie wolno się godzić na zawłaszczenie języka, a boję się, że po zlikwidowaniu niesławnej pamięci "komisji majątkowej" powstanie "komisja językowa".

Kler i media już nad zawłaszczaniem języka pracują.

Pozdrawiam.

@@@
.
31-01-2011 14:26 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>>Nikt nie ma prawa podnosić ręki na drugiego niewinnego człowieka w sytuacji, gdy nie wykształcił jeszcze układu nerwowego.
>>A kto dał prawo niewinnemu człowiekowi z niewykształconym układem nerwowym pasożytować na innym niewinnym człowieku?
> Jeżeli ktoś używa określeń biologicznych, a nie humanistycznych (o dziecku - pasożyt, o kobiecie suka czy samica), to kryją się za tym jakieś negatywne uczucia. Skąd u Ciebie te negatywne uczucia w odniesieiu do niewinnego człowieka?
Skąd taka paranoidalna teza?
Czy określenia medyczne stosowane w prowadzeniu ciąży, w procesie leczenia, w toku operacji i rehabilitacji również dowodzą negatywnych uczuć wobec pacjenta?
Oczywistym dla mnie jest, że omawiając temat stosuje się swoiste dla tematu słownictwo i definicje. Przebieg ciąży to proces jak najbardziej biologiczny i humanistyczne definicje mają się tutaj jak pięść do oka.
30-01-2011 18:23 
 Ocena 6 na 6
Sylwek (15472 punktów)
>No, to zadam Ci to samo pytanie co Meretseger: kiedy "not a person" became a person?

Kiedy dusza ludzko zostanie przez boga umieszczona w ciele płodu gdy naturalnie wydostanie się na zewnątrz ciała kobiety drogami rodnymi.

Płody wyjęte cesarskim cięciem to bezduszne monstra i je można do woli mordować w dowolnym momencie ontogenezy...
30-01-2011 19:21 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>No, to zadam Ci to samo pytanie co Meretseger: kiedy "not a person" became a person?

   Usera o nicku Jacek Tabisz zapytaj. On wie.

EDIT: Sorry Sylwek, podpięłam się pod Twojego posta, a odpowiedź jest do Witolda Loska. No, i łelkambek

"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
30-01-2011 19:30 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>EDIT: Sorry Sylwek, podpięłam się pod Twojego posta, a odpowiedź jest do Witolda Loska. No, i łelkambek

E, cały czas tu jestem a tylko czasu brakowało do pisania.
03-01-2011 21:33 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)

>Każdy jest sobie panem. Każdy o sobie sam decyduje i nikomu nic do tego.
>A co do zapłodnionego jaja - dysponuje nim właścicielka owego jaja, kobieta, która decyduje (po konsultacji z właścicielem zapładniającego plemnika), czy chce, by się rozwinęło w dziecko, czy nie.
To prawda, że każdy powinien mieć prawo decydowania o własnym losie, choć to bardzo trudne do zrealizowania w praktyce. I nie chodzi mi tu o kwestię aborcji, ale w ogóle o wszystkie czynniki ograniczające człowieka na wiele różnych sposobów (prawo, pochodzenie, płeć, społeczeństwo itp.). Sama zaś kwestia aborcji jest dla mnie mocno skomplikowana i trudno mi opowiedzieć się jednoznacznie za którąkolwiek ze stron. Kiedyś, kiedy byłam bardzo młoda, byłam absolutnie za, teraz, kiedy sama mam dzieci, mam wiele wątpliwości. Jednak zgadzam się z Tobą, że prawo jest prawem, że w określonych przepisami przypadkach nikt nie ma prawa zabraniać i utrudniać kobiecie wykonania zabiegu. Ponadto zdaję sobie sprawę, że każdy człowiek jest inny, ma inną osobowość, inne przekonania i w zależności od tego łatwiej lub trudniej zaakceptować mu fakt aborcji. Dlatego też chciałabym, żeby każda kobieta, która z pewnych powodów chce lub musi poddać się temu zabiegowi, była otoczona należytą opieką medyczną, w tym przede wszystkim psychologiczną! Bo konsekwencje zabiegu są znaczące nie tylko dla tego usuwanego płodu, ale też dla jej ciała i psychiki. W obecnych realiach - odmawiania zabiegu, odsyłania pacjentki, zastraszania, piętnowania - nikt o to nie dba.
03-01-2011 07:23 
 Ocena 10 na 12
Alicja Duda (25557 punktów)
Co ja chcę? Normalności!!
Aborcja na życzenie kobiety do 12 tygodnia ciąży, dofinansowane środki antykoncepcyjne, uświadomienie młodzieży, pomoc kobietom w ciąży: psychologiczna i socjalna.
Gdyby biskupom chodziło o zmniejszenie ilości aborcji to dawno by się zgodzili na zmianę kretyńskiej ustawy ale nie o "dzieci niedorobione" im chodzi.

>Bardzo, ale to bardzo chciałbym poznać źródło, w/g którego w Polsce dokonuje 100-150 tyś aborcji rocznie!!
Znam dwa sposoby obliczeń. Jeden bierze pod uwagę ilość kobiet w wieku rozrodczym i ilość środków antykoncepcyjnych zużywanych na tym terenie, drugi statystyki medyczne.
Według pierwszego Polki usuwają nawet 180 tysięcy ciąż, według drugiego na podstawie danych szpitali z Anglii, Niemiec, Szwecji... ponad 100 tysięcy +540 sztuk z Polski.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
03-01-2011 17:48 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>Co ja chcę? Normalności!!
>Aborcja na życzenie kobiety do 12 tygodnia ciąży, dofinansowane środki antykoncepcyjne, uświadomienie młodzieży, pomoc kobietom w ciąży: psychologiczna i socjalna.
>Gdyby biskupom chodziło o zmniejszenie ilości aborcji to dawno by się zgodzili na zmianę kretyńskiej ustawy ale nie o "dzieci niedorobione" im chodzi.
Czyli, jeśli dobrze zrozumiałem, uważasz aborcję za zło, jednocześnie postulując jej prawne dopuszczenie, li tylko na podstawie życzenia matki? Z, praktycznie, dowolnych powodów? I nazywasz to "normalnością"?
A z kolei Kościół Katolicki, który - jak Ty - uznaje aborcję za zło, jednocześnie bedący przeciwnikiem dopuszczenia do wykonywania skrobanek na żądanie matki, jest przez to - według Ciebie - instytucją zbrodniczą, której zależy na - cytuję - zwiększeniu ilości aborcji w celu wpędzenia kobiet w stres?
Coś przeoczyłem?
To jest właśnie "racjonalistyczna normalność"...
>Według pierwszego Polki usuwają nawet 180 tysięcy ciąż, według drugiego na podstawie danych szpitali z Anglii, Niemiec, Szwecji... ponad 100 tysięcy +540 sztuk z Polski.
Aborcje z Niemiec, Anglii i Szwecji są chyba prowadzone w niezłych warunkach, więc nie ma mowy o zagrożeniu życia i zdrowia, charakterystycznym dla tzw. podziemia? Ale mniejsza o to.
Prosiłbym o wskazanie źródła Twej wiedzy o ilości wykonywanych zabiegów, chyba, że Ty osobiście zbierałaś te dane...

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 18:25 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)

>Czyli, jeśli dobrze zrozumiałem, uważasz aborcję za zło, jednocześnie postulując jej prawne dopuszczenie, li tylko na podstawie życzenia matki? Z, praktycznie, dowolnych powodów? I nazywasz to "normalnością"?
>A z kolei Kościół Katolicki, który - jak Ty - uznaje aborcję za zło, jednocześnie bedący przeciwnikiem dopuszczenia do wykonywania skrobanek na żądanie matki, jest przez to - według Ciebie - instytucją zbrodniczą, której zależy na - cytuję - zwiększeniu ilości aborcji w celu wpędzenia kobiet w stres?
>Coś przeoczyłem?
Istotę czyli sens.
Jeżeli kobieta ma prawo do wykonania aborcji i równocześnie może skorzystać z porady fachowców, oraz ma zagwarantowaną pomoc istnieje duża szansa, że będzie chciała urodzić.
Natomiast gdy jest w sytuacji przymusu, nie ma możliwości uzyskania porady i pomocy łatwiej zdecyduje się na aborcję bo to rozwiązuje jej problem natychmiast.
Kobiety w Polsce są zmuszane do rodzenia.
>To jest właśnie "racjonalistyczna normalność"...
To jest właśnie racjonalność. Tak ustalić warunki żeby aborcji było jak najmniej. Ale przecież nie o to biskupom chodzi.....

>Prosiłbym o wskazanie źródła Twej wiedzy o ilości wykonywanych zabiegów, chyba, że Ty osobiście zbierałaś te dane...
Dane te były publikowane w prasie w ubiegłym roku. Ze względu na to , że aborcje w Anglii są bezpłatne ilość Polek które zwiększały statystyki angielskich szpitali spowodowała nawet dyskusję w ichniejszym parlamencie.
Niedawno był wywiad z polskim lekarzem zatrudnionym po niemieckiej stronie który potwierdzał te dane.
A w całości te dane były publikowane przez organizacje zajmujące sie tym problemem.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
03-01-2011 19:16 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>Istotę czyli sens.
>Jeżeli kobieta ma prawo do wykonania aborcji i równocześnie może skorzystać z porady fachowców, oraz ma zagwarantowaną pomoc istnieje duża szansa, że będzie chciała urodzić.
Niestety nie zgadzam się z twierdzeniem, że możliwość wyboru spowoduje z automatu większą skłonność do rodzenia zamiast skrobania. Uważam, że to jest demagogia.
>Natomiast gdy jest w sytuacji przymusu, nie ma możliwości uzyskania porady i pomocy łatwiej zdecyduje się na aborcję bo to rozwiązuje jej problem natychmiast.
Jestem za udzielaniem pomocy. I za łatwym dostępem do antykoncepcji. Ale nie zgadzam się, że dopuszczenie prawne aborcji zmniejszy ich ilość automatycznie.
>Kobiety w Polsce są zmuszane do rodzenia.
Powtórzę do znudzenia. Rozumiem doskonale potrzebę niesienia pomocy kobietom i tym co zaszły w niechcianą ciążę i tym co nie są jeszcze w ciąży. Przez tę pomoc rozumiem, zarówno uświadamianie co do sposobów antykoncepcji, jak i np. propagowanie wstrzemięźliwości seksualnej. Ale nie mogę zgodzić się z twierdzeniem, jakoby można było zmniejszyć to zło jakim jest aborcja, przez jej zalegalizowanie!
>To jest właśnie racjonalność. Tak ustalić warunki żeby aborcji było jak najmniej. Ale przecież nie o to biskupom chodzi.....
O co chodzi biskupom, to już zupełnie nie mamy szans na uzgodnienie....
>Dane te były publikowane w prasie w ubiegłym roku. Ze względu na to , że aborcje w Anglii są bezpłatne ilość Polek które zwiększały statystyki angielskich szpitali spowodowała nawet dyskusję w ichniejszym parlamencie.
>Niedawno był wywiad z polskim lekarzem zatrudnionym po niemieckiej stronie który potwierdzał te dane.
>A w całości te dane były publikowane przez organizacje zajmujące się tym problemem.
No, to poproszę o jakiś link, jeśli można.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 19:29 
 Ocena 8 na 8
Alicja Duda (25557 punktów)
>Niestety nie zgadzam się z twierdzeniem, że możliwość wyboru spowoduje z automatu większą skłonność do rodzenia zamiast skrobania. Uważam, że to jest demagogia.
To się sprawdza we wszystkich krajach w których to wprowadzono. Po Holandii dołączyła Francja , Hiszpania, Belgia...
Taka jest zależność. Możesz się nie zgadzać ale faktów nie zmienisz.

>>A w całości te dane były publikowane przez organizacje zajmujące się tym problemem.
>No, to poproszę o jakiś link, jeśli można.
Podawałam już linki przy okazji dyskusji o aborcji w innych watkach. Jak będę miała czas to odszukam.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
03-01-2011 19:43 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>To się sprawdza we wszystkich krajach w których to wprowadzono. Po Holandii dołączyła Francja , Hiszpania, Belgia...
>Taka jest zależność. Możesz się nie zgadzać ale faktów nie zmienisz.
Nie możesz być pewna, że jedynym czynnikiem sprawczym, zmniejszającym ilość aborcji było jej prawne dopuszczenie. Przyczyny mogły być, i moim zdaniem były, inne. Podejrzewam, że gdyby to dokładnie sprawdzić, mogłoby sie okazać, że np. Państwo, doszło do wniosku, że aborcje są drogie, niebezpieczne itp. i poprzez odpowiednie działania np. zwiększenie dostpności antykoncepcji, spowodowało spadek ilości skrobanek. Nie dam się niestety przekonać, że "danie wyboru", spowoduje rezygnację z zabiegu. Równie dobrze moglibyśmy dać wybór złodziejom, by kradli, lub nie, licząc, że dojdą do wniosku, że nie. ( Bardzo Cię proszę, nie myśl, że stawiam jakikolwiek znak równości, między złodziejem, a kobietą w ciąży. Broń Boże nie! Chodzi mi tylko o porównanie mechanizmów rządzących wyborami dokonywanymi z różnych przyczyn przez różnych ludzi.)
Czy musimy przechodzić przez ten etap? Nie lepiej skorzystać z doświadczeń krajów które wymieniłaś i skupić się na rzeczywistej pomocy, na różnych płaszczyznach i sposobach, niż promować to - jak sama przyznałas - zło?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 20:00 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Po pierwsze - aborcji jako takiej nikt nie "promuje". Promować można nowy proszek do prania. Po drugie - nie ma mowy o "legalizacji" aborcji, bo prawnie rzecz biorąc, w pewnych wypadkach aborcja jest legalna, chodzi tylko o rozszerzenie pola legalności. Chodzi też o to, by w wypadkach, gdy aborcję dopuszcza polskie prawo, mogła ona być wykonywana bez dąsów ze strony okołokościelnej, zwlekania, mnożenia biurokratycznych i nie tylko kłód pod nogami kobiet, chcących z tego prawa skorzystać. Po trzecie - owszem, trzeba skorzystać z doświadczeń innych krajów i skupić się na rzeczywistej pomocy, a zacząć należy od właściwej edukacji i upowszechnienia antykoncepcji, co jak wiadomo, w Polsce idzie jak po grudzie ( proszę, żeby nie było, że sobie zmyślam), a już powszechna edukacja to generalnie leży.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-01-2011 21:04 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Aborcję też można promować, jako dobry środek na niechciane ciąże. Ale niech będzie. że nie promują aborcji, tylko starają się ją zalegaliaować, tzn. rozszerzyć jej stosowanie i pozwolić na jej wykonanie, praktycznie na życzenie kobiety. To caś zasadniczo zmienia? O moim stosunku do legalnych aborcji pisałem przed chwilą. Prawo musi być przestrzegane!

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
dajmonion (3663 punktów)
>Aborcję też można promować, jako dobry środek na niechciane ciąże. Ale niech będzie. że nie promują aborcji, tylko starają się ją zalegaliaować, tzn. rozszerzyć jej stosowanie i pozwolić na jej wykonanie, praktycznie na życzenie kobiety. To caś zasadniczo zmienia? O moim stosunku do legalnych aborcji pisałem przed chwilą. Prawo musi być przestrzegane!

Generalna filozofia części osób jest taka: Pozwólmy zabijać ludzi na życzenie, bo zależy nam na tym, aby ich zabijano jak najmniej. Ponieważ Europa Zachodnia jest na wskroś zdemoralizowana i dekadencka pod tym względem, więc chce się leczyć dżumę cholerą, czyli wmawia się ludziom, że nie ma innego wyjścia jak tylko pozwolić zabijać do woli, bo w ten sposób ludzie zechcą zabijać mniej. Spora część (ta uważajaca, że najważniejszy jest nie człowiek a brak bólu) pewnie nie zechce i do pewnego momentu (powstanie układu nerwowego) będzie skrobała równo.
Zanim się przyjrzymy proponowanym rozwiązaniom warto wpierw sprawdzić jaka hierarchię wartości posiadają pomysłodawcy.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
29-01-2011 15:25 
 Ocena 7 na 7
jkl; (5859 punktów)
>Generalna filozofia części osób jest taka: Pozwólmy zabijać ludzi na życzenie, bo zależy nam na tym, aby ich zabijano jak najmniej.
Po pierwsze: nie ludzi.
Płód człowieka znacząco różni się od człowieka, nie jest tym samym.
Po drugie: nie zabijać.
Płód nie jest zdolny do samodzielnego życia. Odcinając sobie żywy palec nie nazwałbyś zabiciem go. Zabicie czegoś/kogoś to przerwanie strumienia świadomości, a nie zamach na dowolną żywą materię.

Nazywanie płodów ludźmi a ich usuwanie zabijaniem jest czystą manipulacją, bazującą na zwiększeniu ładunku emocjonalnego wypowiedzi, która przez to nie staje się ani trochę bardziej merytoryczna. Nie z nami te numery.

Teza więc brzmi: Pozwólmy usuwać płody na życzenie, bo zależy nam na tym, aby ich usuwano jak najmniej.
Tu nie ma sprzeczności.
Myślisz, że jeśli kobieta CHCIAŁA urodzić, to możliwość usunięcia ciąży zmieni jej decyzję? Niby czemu- z ciekawości jak to jest jak Cię skrobią? Wśród ciężarnych chcących urodzić, zmiana prawa byłaby równie zachęcająca do zmiany decyzji jak możliwość darmowych elektrowstrząsów.
Pozostają te co nie chcą urodzić. W tej chwili, w temacie niechcianych dzieci, w społeczeństwie panuje myślenie "zrobił jej bachora to ma". W przypadku gdy wiadomo, że matka czy to z racji wieku, niezamężności lub sytuacji materialnej (lub wszystkiego naraz) raczej matką być nie chciała, dziecko postrzegane jest jako kara za grzech nieuwagi.
Sytuacja zmienia się, gdy istnieje wybór. Wtedy na nastolatkę w ciąży nie będzie się patrzeć jak na skazańca, ale kogoś kto tak wybrał. Nawet jeśli poczęcie było przypadkowe, to urodzenie jest decyzją świadomą i dobrowolną. To ogromna różnica, znacznie zmieniająca odbiór społeczny takich kobiet. A skoro zmniejszy się napiętnowanie, a może nawet pojawi się jakiś rodzaj szacunku (mimo niesprzyjających okoliczności ZDECYDOWAŁA się urodzić)to będzie to silna motywacja by się aborcji nie poddawać.
Teraz rozumiesz ten mechanizm?

>Ponieważ Europa Zachodnia jest na wskroś zdemoralizowana i dekadencka pod tym względem,
Nie uważam Europy Zachodniej za zdemoralizowaną i dekadencką.

>Wmawia się ludziom, że nie ma innego wyjścia jak tylko pozwolić zabijać do woli, bo w ten sposób ludzie zechcą zabijać mniej.
W przeciwieństwie do tych, którzy łudzą się, ze ZAKAZ wpływa na CHĘĆ. Co to za moralność, której narzędziem jest przymus?

>Spora część (ta uważajaca, że najważniejszy jest nie człowiek a brak bólu)
Dokończ zdanie- Najważniejszy jest nie człowiek a brak bólu innego człowieka- widzisz w tym sens?

>Zanim się przyjrzymy proponowanym rozwiązaniom warto wpierw sprawdzić jaka hierarchię wartości posiadają pomysłodawcy.
Następnie należy ją zignorować i uczciwie przyjrzeć się skutkom społecznym tych rozwiązań.
02-01-2011 20:54 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
> ale i mówić ludziom, a zwłaszcza dzieciom prawdę, czyli m.in. to, że poczekanie z seksem do ślubu, albo chociaż nie włażenie do łóżka zbyt szybko, zwiększa szansę na dobry związek!

W linkowanych badaniach nic nie było o "dobrym związku" tylko o długim związku.

>Żeby udowodnić związek miedzy religijnością, a kulejącą antykoncepcją, to też trzeba by przeprowadzić jakieś badania, bo to chyba nie jast takie proste i oczywiste jak piszesz. Przyczyn może być więcej.

Podstawową przyczyną jest zacofanie kleru, ich brak empatii itd.
Wystarczy poczytać "nauki' Karola W.
03-01-2011 08:07 
 Ocena 3 na 5
i.czaplicka (5782 punktów)
>>> urodzeń, ponieważ jest ryzykowna, często prodwadzi do poważnych powikłań, jest droga, ponieważ, do jej wykonania, potrzebnych jest dwóch lekarzy, sala operacyjna, leki anestetyczne itp., oraz wątpliwa moralnie ( choć jak rozumiem tan ostatni argument nie przemawia do Twojego racjonalnego rozumowania).
Cytat:
Jak każdy zabieg medyczny o charakterze inwazyjnym - również aborcja wiąże się z pewnym ryzykiem dla zdrowia kobiety. Jednakże z całą odpowiedzialnością mogę zapewnić, że nie jest ono większe od ryzyka związanego z porodem, a w przypadku aborcji wczesnej - to jest przeprowadzanej nie później niż w 10 - 11 tygodniu ciąży - jest znacząco mniejsze, wręcz nieporównanie mniejsze.
Z tego też względu - zalecałbym jak najwcześniejsze poddanie się aborcji - zabieg przeprowadzony w okolicach 6 - 8 tygodnia jest właściwie niczym innym, jak zabiegiem oczyszczenia macicy - dokładnie takim samym, jaki często wykonuje się u kobiet w okresie menopauzy, gdy spadek poziomu hormonów żeńskich i osłabienie czynności gruczołów płciowych powodują zaburzenia cyklu miesiączkowego oraz mniejszą efektywność złuszczania i ewakuacji ściółki macicy. Pod względem technicznym nie ma żadnej istotnej różnicy.

tu masz linka
www.tak-dla-aborcji.blogspot.com/
03-01-2011 17:56 
 Ocena-1 na 3
Witold Losek (800 punktów)
Dziękuję za linka, pozwól, że przedstawię swoje dwa:
www.pro-li(*)_Zyciu&n=skutki&a=6_powiklania
www.roik.p(*)zwiekszaja-ryzyko-raka-piersi/
Pozdrawiam.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 20:04 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>www.pro-li(*)_Zyciu&n=skutki&a=6_powiklania
>www.roik.p(*)zwiekszaja-ryzyko-raka-piersi/
Rozczuliłeś mnie swoimi linkami.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-01-2011 19:05 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>>www.pro-li(*)_Zyciu&n=skutki&a=6_powiklania
>>www.roik.p(*)zwiekszaja-ryzyko-raka-piersi/
>Rozczuliłeś mnie swoimi linkami.

Mnie nie rozczulił, a zniesmaczył, bo to żenujące gdy kolega z branży medycznej (w sumie- wypluć to "kolega" z ust i przeszczotkować zęby ) prymitywnie próbuje manipulować słuchaczami, mając wszak dostęp do rzetelnych źródeł medycznych, najświeższych danych i warsztatu naukowego Żałosne i żenujące.

"Najlepsze" z tego wszystkiego jest chyba powoływanie się na dane o potransfuzyjnych zarażeniach wirusem HIV i wirusami HBV/HCV pochodzące z lat osiemdziesiątych (dla współczesnej medycyny to naprawdę szmat czasu). Tym bardziej żenujące, że choć ma służyć zniechęcaniu do aborcji- dotyczy przecież rozlicznych procedur medycznych i do nich jednocześnie także zniechęcać może

W ramach działalności edukacyjnej i czyszczenia bałaganu tworzonego przez pana ponoć chirurga Loska czuję się zobowiązana uaktualnić nieco dane, którymi dezinformuje forumowiczów. Zgodnie z niedawnym raportem Centers for Disease Control and Prevention (CDC):

Cytat:
The risk for acquiring HIV infection through blood transfusion today is estimated conservatively to be one in 1.5 million, based on 2007-2008 data. This report describes the first U.S. case of transfusion-transmitted HIV infection reported to CDC since 2002.

Tutaj, proszę, wykresik:


Cytat:
The figure above shows the number of cases of transfusion-transmitted HIV infection from contaminated blood products, by transfusion year, in the United States during 1985-2008


Z danych europejskich (niemieckich):
Cytat:
The proportion of seroconversions/100,000 donations was 0.6 for HIV, 1.1 for HCV, 0.6 for HBV, and 1.7 for syphilis. The analysis showed a very low incidence of HIV, HBV, and syphilis with marginal changes compared to previous years. The prevalence and incidence of HCV among blood donors was once again declining.


Z danych amerykańskich o "nagłowypadkowych", wojskowych transfuzjach (ergo- związanych z większym nić w warunkach standardowych ryzykiem):
Cytat:
Current US military clinical practice guidelines permit emergency transfusions of non-Food and Drug Administration (FDA)-compliant freshly collected blood products in theaters of war. This investigation aimed to characterize the risks of transfusion-transmitted infections (TTIs) associated with battlefield transfusions of non-FDA-compliant blood products.(...) Of 761 US Service members who received emergency transfusion products, 475 were tested for HCV, 472 for HIV, and 469 for HBV. One transfusion-transmitted HCV infection (incidence rate of 2.1/1000 persons) was identified.


Żeby wrócić do danych mniej niszowych- Cleveland Clinic Journal of Medicine pisze:
Cytat:
Screening of blood has reduced the rate of posttransfusion hepatitis C by a factor of about 10,000, to a current rate of 1 per million transfusions.53 The few cases that still occur are due to newly infected people donating blood before they have developed antibodies to the virus, which can take up to 8 weeks.


Powiem więcej- linkowane przez Loska (Loseka?) dane były nieaktualne już dziesięć lat temu (wszak programy kontroli dawców zmieniły się drastycznie wskutek w tej branży technik już w latach dziewięćdziesiątych), kiedy to British Medical Journal podawał:
Cytat:
Before this study, UK estimates of transfusion transmitted hepatitis B and C virus were 1 in 20 000 and 1 in 13 000 units,5 respectively, compared with 1 in 200 000 and 1 in 3300 in the United States.6 Recent UK estimates suggest the risk for hepatitis B virus is 1 in 50 000 to 170 000; for hepatitis C virus is <1 in 200 000; and for HIV is <1 in 2 million units (Barbara J and Soldan K, personal communication,1999). Current US estimates are 1 in 63 000, 1 in 103 000, and 1 in 493 000, respectively.3 In Canada, there was no transmission of hepatitis B virus to 4588 patients and four to six transmissions of hepatitis C virus per 10 000 units transfused at introduction of "first generation" screening for antibodies to hepatitis C virus.


Niekiedy odnoszę wrażenie, że panu Loskowi wydaje się, że trafił na portal dla durniów niezdolnych do weryfikacji "rewelacji" przezeń podawanych Niesmaczne to, zwłaszcza w wykonaniu lekarza.
04-01-2011 20:34 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
Możemy też się popastwić nad drugim linkiem, gdyż jakkolwiek wspomina o rzeczywiście prowadzonym badaniu i podaje prawdziwe dane epidemiologiczne, jednocześnie przemilcza wiele.

Choćby to, że w badaniu brały udział kobiety diagnozowane w latach 1983-1992, a dawki hormonów podawane w ramach antykoncepcji od tego czasu uległy znacznym zmianom. Nie wspomina też o tym, że rak potrójnie negatywny (taki, który nie wykazuje w swoich komórkach receptorów estrogenowych i progesteronowych ani nie posiada na ich powierzchni receptorów dla czynnika wzrostu HER2, które to receptory są potencjalnym punktem uchwytu części środków terapeutycznych) jest podtypem dość rzadkim (ok. 10-15% wszystkich raków piersi), a dla pozostałych typów raka sutka badanie nie wykazało istotnego statystycznie związku z antykoncepcją doustną. Co więcej ten konkretny podtyp raka jest szczególnie częsty u kobiet obciążonych mutacją genu BRCA1, którą wszak można odpowiednimi testami wykrywać (i zgadzam się- mogłaby zostać uznana za czynnik skłaniający do odradzania antykoncepcji doustnej) Zależność od antykoncepcji doustnej nie jest zresztą szczególnie zaskakująca, nowotwór ten bowiem jest silnie hormonozależny i jego ryzyko wzrasta także o kobiet otyłych, kobiet, które wcześniej rozpoczęły miesiączkowanie tudzież później przebyły menopauzę, spada zaś np. u wieloródek.

Natomiast, skoro Losek straszy już wzrostem ryzyka zachorowania na raka sutka u kobiet stosujących antykoncepcję, winien jednocześnie, by zachować pozory obiektywności, wspomnieć o jej zbawiennym wpływie na ryzyko raka jajnika i raka endometrium (i dodatkowo postraszyć nieco większym ryzykiem raka szyjki macicy)

Co do aborcji, autor winien był zauważyć, że dane dla różnych populacji zdają się być niejednoznaczne- jej wpływ na ryzyko raka sutka ocenia się jako różny zależnie od wieku, czasu od zabiegu oraz od dzietności- ponadto logika nakazuje podejrzewać także różny wpływ zależnie od czasu wykonania zabiegu (ie zaawansowania ciąży) i zastosowanej metody, zaś rozliczne badania wykazują niezmiernie rozbieżne dane. Co do rozbieżności- cytaty z kilku raportów:
jnci.oxfordjournals.org/content/86/21/1584.short
Cytat:
Our data support the hypothesis that an induced abortion can adversely influence a woman's subsequent risk of breast cancer. However, the results across all epidemiologic studies of this premise are inconsistent-both overall and within specific subgroups. The risk of breast cancer should be re-examined in future studies of women who have had legal abortion available to them throughout the majority of their reproductive years, with particular attention to the potential influence of induced abortion early in life. [J NatI Cancer Inst 86:1584-1592, 1994]


aje.oxfordjournals.org/content/144/4/373.full.pdf
Cytat:
Some studies (but not all) have suggested that there may be an increase in the risk of breast cancer associated with a prior induced abortion. The risk, if present, may vary according to the duration of the pregnancy in which the abortion occurred, or to a woman's age or parity at that time.(...)Among women who had been pregnant at least once, the risk of breast cancer in those with a prior induced abortion was 20% higher than that in women with no history of abortion (...). This small increase in risk varied little according to number of abortions or a woman's current age. The association was present primarily among nulliparous women whose abortions occurred prior to 9 weeks' gestation (estimated relative risk = 2.0, 95% confidence interval 1.2-3.3). There was no excess risk of breast cancer associated with induced abortion among parous women. These data support the hypothesis that there may be a small increase in the risk of breast cancer related to a history of induced abortion among young women of reproductive age. However, the data from this study and others do not permit a causal interpretation at this time; neither do the collective results of the studies suggest that there is a subgroup of women in whom the relative risk associated with induced abortion is unusually high.


www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15051280
Cytat:
The overall relative risk of breast cancer, comparing women with a prospective record of having had one or more pregnancies that ended as a spontaneous abortion versus women with no such record, was 0.98 (95% CI 0.92-1.04, p=0.5). The corresponding relative risk for induced abortion was 0.93 (0.89-0.96, p=0.0002). Among women with a prospective record of having had a spontaneous or an induced abortion, the risk of breast cancer did not differ significantly according to the number or timing of either type of abortion. Published results on induced abortion from the few studies with prospectively recorded information that were not available for inclusion here are consistent with these findings. Overall results for induced abortion differed substantially between studies with prospective and those with retrospective information on abortion (test for heterogeneity between relative risks: chi2(1) =33.1, p<0.0001).

Pregnancies that end as a spontaneous or induced abortion do not increase a woman's risk of developing breast cancer. Collectively, the studies of breast cancer with retrospective recording of induced abortion yielded misleading results, possibly because women who had developed breast cancer were, on average, more likely than other women to disclose previous induced abortions.


www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12646509
Cytat:
Early studies of breast cancer raised substantial concern regarding risk associated with induced abortion and miscarriage. Literature reviews suggest that study findings depend heavily on the comparison group and that the use of parous women as a reference group for nulliparous women may artificially inflate risk. To examine the individual effects of induced abortion and miscarriage on breast cancer risk of parous and nulliparous women, 744 patients < or =40 years of age and diagnosed from 1983-1988 were matched by parity, age, and race with controls living in the same neighborhood (...). In-person interviews were conducted to obtain a detailed reproductive history. Risk estimates were obtained by conditional logistic regression using nulligravid women as the reference group for nulliparous women with a history of incomplete pregnancy and parous women with no incomplete pregnancies as the reference group for parous women with a history of incomplete pregnancy. Breast cancer risk of parous women was unrelated to a history of miscarriage or induced abortion. Breast cancer risk was reduced among nulliparous women with a history of induced abortion relative to nulligravid women, although the risk estimate was imprecise. Risk declined as the number of induced abortions increased(...). Our results do not support the hypothesis that induced abortion or miscarriage increase the breast cancer risk of young women.


erc.endocr(*).org/cgi/content/full/14/4/907
Cytat:
The relationship between miscarriage, pregnancy termination, and breast cancer risk has been the subject of extensive research beginning in the late 1950s. Until the mid-1990s, the evidence was inconsistent. Findings from some studies suggested that there was no increase in risk of breast cancer among women who had undergone a termination, while findings from other studies suggested there was an increased risk. For most of these studies, only small numbers of women were included and data were collected retrospectively, after the diagnosis of breast cancer.(...) More recent studies have examined large numbers of women, and collected data prospectively. Medical history information was gathered from medical records rather than from self-reports. These studies consistently showed no association between induced terminations and an elevated breast cancer risk.

04-01-2011 22:22 
 Ocena 4 na 4
sukulent (2309 punktów)
>Natomiast, skoro Losek straszy już wzrostem ryzyka zachorowania na raka sutka u kobiet stosujących antykoncepcję

Muszę tu nieśmiało nadmienić, jako matka trojga dzieci, że ryzyko to oceniam jako godziwą zapłatę za wysoko skuteczną metodę antykoncepcji. Coś za coś, a jak wiadomo "there is no free lunches"


"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
05-01-2011 12:43 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Natomiast, skoro Losek straszy już wzrostem ryzyka zachorowania na raka sutka u kobiet stosujących antykoncepcję
>Muszę tu nieśmiało nadmienić, jako matka trojga dzieci, że ryzyko to oceniam jako godziwą zapłatę za wysoko skuteczną metodę antykoncepcji. Coś za coś, a jak wiadomo "there is no free lunches"
Co więcej, środki te mają pewne "ryzyka", ale i mają pewne "zyski". Bardziej od raka sutka obawiałam się zakrzepów lub problemów z wątrobą. Ale nie paląc i nie wcinając innych leków można się przed tym bronić.
A ryzyko raka sutka jest i tak mniejsze (wielokrotnie) niż ryzyko raka przy paleniu. Kiedy słyszę takie komentarze pytam o palenie, picie alkoholu w ilości większej niż kieliszek na dobę, no i oczywiście leki przeciwbólowe. Zwykle osoby przerażone nieco wyższym ryzykiem raka sutka przy tabletkach antykoncepcyjnych nie widzą problemu w paleniu na przykład.
03-01-2011 20:18 
 Ocena 5 na 5
i.czaplicka (5782 punktów)
Nie twierdze, ze aborcja jest całkowicie bezpieczna. W końcu można umrzeć przy wyrywaniu zęba. Rzecz w tym, ze jest bezpieczniejsza niż kontynuowanie ciąży, która zawsze jest obciążeniem dla organizmu, i potem poród czy rozwiązanie chirurgiczne.
To chyba logiczne, ze łatwiej usunąć coś wagi kilku- kilkudziesięciu gramów niż kilku kilogramów. I poki macica nie jest powiększona (głownie chodzi o naczynia- możliwość krwotoku).
Czy mam Cie skierować do podręczników położnictwa?









02-01-2011 16:08 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
>
"Vitam perdidit qui nemini prodidit"


"Quidquid delirant reges , plectuntur Achivi"

"Nomina stultorum scribuntur ubique locorum"
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> "Vitam perdidit qui nemini prodidit"
> "Quidquid delirant reges , plectuntur Achivi"
> "Nomina stultorum scribuntur ubique locorum"

Quidquid latine dictum sit altum videtur.

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
Głąbiński (3538 punktów)
>... w związkach osób czekających z seksem do ślubu, można zauważyć większą o około 22% stabilność ... większą satysfakcję ... komunikację pomiędzy partnerami.
Przypuszczalnie chodzi tu nie o ceremonię, lecz o decyzję założenia trwalego związku (w przeciwieństwie do "przygody", chwilowego zaspokojenia popędu itp.), co rzeczywiście, w kręgu cywilizacji europejskiej bardzo często wyraża się uroczystą deklaracją (ślubem).
>... czekanie pomaga wytworzyć w związku lepsze procedury komunikacji.
Gdy dwie osoby natychmiast po spotkaniu decydują się na seks, naogół wynika to stąd, że zależy im tylko na doznaniu rozkoszy, podczas gdy więź rodzinna obejmuje o wiele większy zestaw czynności umysłu. Wola utworzenia wspólnoty rodzinnej wymaga uświadomienia sobie przynajmniej zaczątków tych pragnień. Czas (czekanie) nie jest tu więc czynnikiem sprawczym, lecz odgrywa rolę wtórną: naogół jest potrzebny do uformowania się tej złożonej więzi składającej się z popędu, emocji i intelektu. Mówimy, że przyszli małżonkowie muszą się poznać, a to prawie zawsze wymaga czasu zbędnego, gdy chodzi o chwilę przyjemności.
>... po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.
To zdanie szczególnie budzi sprzeciw, bowiem choć z pozoru, formalnie wyraża jedynie oczywistą prawdę, że wiele wskazań doktryny kościelnej zawiera stwierdzenia słuszne, to jego rzeczywisty sens jest polemiczny, wyraźnie skierowany przeciw "naukowcom", a zarazem promujący chrześcijaństwo. Odbywa się to zarazem w sposób pokrętny, typowy dla demagogii. Któż to np. są wspomniani "naukowcy"? Przecież, znakomity astronom ks. Heller jest chyba naukowcem? A zarazem, kto konkretnie przeczył, czy przeczy temu, że urzędowe zatwierdzenie małżeństwa zwiększa szansę trwałości związku? Np. najostrzejsza znana mi krytyka stanowiska zajmowanego przez Kościół (Uta Ranke-Heinemann "Eunuchy do raju") w sprawach obejmujących małżeństwo, tej kwestii w ogóle nie porusza. Więc cytowane zdanie insynuuje oskarżanie chrześcijaństwa przez jakieś nieokreślone środowisko (przypuszczalnie założono domyślność czytelnika wskazującą na ludzi areligijnych), co ma być działaniem typowym ("po raz kolejny"), powtarzanym w wielu innych sprawach, a końcówka ma charakter stwierdzenia fundamentalnej ("wiedziało od wieków") wyższości chrześcijaństwa nad wszelkie inne idee. Przypominam: Kościół katolicki w kwestii małżeństwa jest potępiany wyłącznie za uporczywe, obejmujące najbardziej oczywiste przypadki tragicznych tego skutków, wymuszanie nierozerwalności, rozciągane nb. (na szczęście ostatnio niezbyt skutecznie) na osoby z poza jego wiernych.
Tu muszę dodać, że mam jak najgorsze zdanie o każdym, kto zamiast jasno postawić swoje przekonanie ucieka się do niedopowiedzeń i insynuacji.

Stach M. G.
02-01-2011 17:43 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>Przypuszczalnie chodzi tu nie o ceremonię, lecz o decyzję założenia trwalego związku (w przeciwieństwie do "przygody", chwilowego zaspokojenia popędu itp.), co rzeczywiście, w kręgu cywilizacji europejskiej bardzo często wyraża się uroczystą deklaracją (ślubem).
Myślę, że masz rację. O to przecież chodzi kościołowi, żeby poczekać z seksem do trwałego awiązku. O tym dokładnie jest tutaj mowa. Gdy tymczasem w kręgu cywilizacji nie tylko europejskiej, seks przedmałżeński uznaje się za coś normalnego, zwykłego. Wbrew temu co mówi kościół, prawda?
>Gdy dwie osoby natychmiast po spotkaniu decydują się na seks, naogół wynika to stąd, że zależy im tylko na doznaniu rozkoszy, podczas gdy więź rodzinna obejmuje o wiele większy zestaw czynności umysłu. Wola utworzenia wspólnoty rodzinnej wymaga uświadomienia sobie przynajmniej zaczątków tych pragnień. Czas (czekanie) nie jest tu więc czynnikiem sprawczym, lecz odgrywa rolę wtórną: naogół jest potrzebny do uformowania się tej złożonej więzi składającej się z popędu, emocji i intelektu. Mówimy, że przyszli małżonkowie muszą się poznać, a to prawie zawsze wymaga czasu zbędnego, gdy chodzi o chwilę przyjemności.
Trzeba by chyba podzielić spotykających się ze sobą ludzi, na tych, którzy rzeczywiście planują tylko seks. I jest to chyba złożony problem, gdyż sądzę, że spora grupa takich ludzi składa się z jednej osoby ( chyba częściej mężczyzny) która szuka seksu, i drugiej, która liczy na coś więcej...
A druga, jak myślę niemała grupa, to ci, którym sie wydaje, że znaleźli drugą połówkę pomarańczy i nie czekając na okrzepnięcie związku i ślub, idą od razu do łóżka. I do tych drugich odnosi się to wszystko o czym tu rozmawiamy. Ten zysk wynikający z poczekania.
>>... po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.
>To zdanie szczególnie budzi sprzeciw, bowiem choć z pozoru, formalnie wyraża jedynie oczywistą prawdę, że wiele wskazań doktryny kościelnej zawiera stwierdzenia słuszne, to jego rzeczywisty sens jest polemiczny, wyraźnie skierowany przeciw "naukowcom", a zarazem promujący chrześcijaństwo. Odbywa się to zarazem w sposób pokrętny, typowy dla demagogii. Któż to np. są wspomniani "naukowcy"? Przecież, znakomity astronom ks. Heller jest chyba naukowcem? A zarazem, kto konkretnie przeczył, czy przeczy temu, że urzędowe zatwierdzenie małżeństwa zwiększa szansę trwałości związku? Np. najostrzejsza znana mi krytyka stanowiska zajmowanego przez Kościół (Uta Ranke-Heinemann "Eunuchy do raju") w sprawach obejmujących małżeństwo, tej kwestii w ogóle nie porusza. Więc cytowane zdanie insynuuje oskarżanie chrześcijaństwa przez jakieś nieokreślone środowisko (przypuszczalnie założono domyślność czytelnika wskazującą na ludzi areligijnych), co ma być działaniem typowym ("po raz kolejny"), powtarzanym w wielu innych sprawach, a końcówka ma charakter stwierdzenia fundamentalnej ("wiedziało od wieków") wyższości chrześcijaństwa nad wszelkie inne idee. Przypominam: Kościół katolicki w kwestii małżeństwa jest potępiany wyłącznie za uporczywe, obejmujące najbardziej oczywiste przypadki tragicznych tego skutków, wymuszanie nierozerwalności, rozciągane nb. (na szczęście ostatnio niezbyt skutecznie) na osoby z poza jego wiernych.
Chyba nie przeciw naukowcom, tylko zlaicyzowanemu społeczeństwu, któremu np. zdaje się, że pewne zachowania, w tym wypadku mówię o seksie przedmałżeńskim, ale jest takich wiele, są bezkarne. Nie mówię, że ktoś przeczył, że instytucjonalne zatwierdzenie małżeństwa sprzyja trwałości związku, tylko, że seks przed tym zatwierdzeniem, zmniejsza szansę na tę trwałość. A to jest chyba różnica, co?
Chyba zgodzisz się ze mną, że współczesna cywilizacja, zamiast np. propagować wstrzemięźliwość seksualną przez ślubem, skłania się raczej, do dostarczania prostych rozwiązań ( np. wprowadznie nauczania o antykoncepcji od wczesnych lat szkolnych, które miało miejsce jakiś czas temu, o ile dobrze pamiętam w Wielkiej Brytani?), które jednak - jak wynika z badania, o którym mówimy, nie są najlepsze. A kościół po prostu mówi coś wręcz przeciwnego, to chyba też jest poza dyskuzsją?
>Tu muszę dodać, że mam jak najgorsze zdanie o każdym, kto zamiast jasno postawić swoje przekonanie ucieka się do niedopowiedzeń i insynuacji.
Że to niby ja Przecie ja dosyć jasno stawiam sprawę moich przekonań....


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
02-01-2011 18:16 
 Ocena 10 na 10
Alicja Duda (25557 punktów)
>Myślę, że masz rację. O to przecież chodzi kościołowi, żeby poczekać z seksem do trwałego awiązku. O tym dokładnie jest tutaj mowa. Gdy tymczasem w kręgu cywilizacji nie tylko europejskiej, seks przedmałżeński uznaje się za coś normalnego, zwykłego. Wbrew temu co mówi kościół, prawda?
Wyniki tych badań zakłóca inna zależność. Osoby bardzo religijne ( takie co czekały do ślubu ) nie akceptują tez rozwodów. Może nic ich nie łączyć ale i tak będą tkwić w chorym związku.

>A druga, jak myślę niemała grupa, to ci, którym sie wydaje, że znaleźli drugą połówkę pomarańczy i nie czekając na okrzepnięcie związku i ślub, idą od razu do łóżka. I do tych drugich odnosi się to wszystko o czym tu rozmawiamy. Ten zysk wynikający z poczekania.
Wszystko zależy od tego jak silny mają pociąg seksualny. Są ludzie co bez seksu obyć się mogą i tacy co nie mogą. Dla tych dla których seks przed ślubem nie jest ważny nie będzie tez ważny po ślubie więc ślub zawierają mając inne podejście do małżeństwa.

>Chyba zgodzisz się ze mną, że współczesna cywilizacja, zamiast np. propagować wstrzemięźliwość seksualną przez ślubem, skłania się raczej, do dostarczania prostych rozwiązań ( np. wprowadznie nauczania o antykoncepcji od wczesnych lat szkolnych, które miało miejsce jakiś czas temu, o ile dobrze pamiętam w Wielkiej Brytani?), które jednak - jak wynika z badania, o którym mówimy, nie są najlepsze. A kościół po prostu mówi coś wręcz przeciwnego, to chyba też jest poza dyskuzsją?

Nie da się wszystkich ludzi zmusić by zrezygnowali z seksu przed czy poza małżeńskiego.
A młodym trzeba dostarczyć informację jak mają się ustrzec przed konsekwencjami przypadkowego seksu.
Bo przedmałżeński seks istniał (jak uczy Biblia i przykład matki Jezusa)i istnieje dalej mimo, że za to groziło ukamieniowanie, wyklęcie i inne takie szykany.
Żyjemy w czasach gdy na naszej szerokości geograficznej już nie morduje się kobiet za seks przedmałżeński wraz z jego skutkiem jakim była ciąża, ale jeszcze zdarzają się przypadki wyrzucania z domu, ostracyzmu społecznego itd.
I właśnie dlatego należy uświadamiać młodzież, żeby przypadkowych ciąż nie było.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
dajmonion (3663 punktów)
>Wyniki tych badań zakłóca inna zależność. Osoby bardzo religijne ( takie co czekały do ślubu ) nie akceptują tez rozwodów. Może nic ich nie łączyć ale i tak będą tkwić w chorym związku.

Albo skorzystają z instytucji separacji, dzięki której przemyślą sprawę i dojdą do wniosku, że jednak się kochają.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
31-01-2011 14:08 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Wyniki tych badań zakłóca inna zależność. Osoby bardzo religijne ( takie co czekały do ślubu ) nie akceptują tez rozwodów. Może nic ich nie łączyć ale i tak będą tkwić w chorym związku.
> Albo skorzystają z instytucji separacji, dzięki której przemyślą sprawę i dojdą do wniosku, że jednak się kochają.
Optymista.

W rzeczywistości częstotliwość rozwodów w rodzinach katolickich nie jest mniejsza od innych rodzin, a wręcz jest nieco wyższa od większości innych grup. Może to efekt właśnie dużego nacisku na czystość przedmałżeńską? Nie wiemy.
Wiemy jednak, że statystycznie ateiści (którzy z zasady nie mają większych oporów przeciwko aktywności seksualnej przed podpisaniem papierka) mają statystyki lepsze od katolików.
02-01-2011 23:28 
 Ocena 3 na 3
Głąbiński (3538 punktów)
>.. przeciw ... zlaicyzowanemu społeczeństwu, któremu np. zdaje się, ... mówię o seksie przedmałżeńskim, ale jest takich wiele, są bezkarne.
Nie rozumiem. Chyba chodzi o to, że seks przedmałżeński jest zły sam z siebie i powinien być karany? Taki pogląd trudno zaakceptować.
>Nie mówię, że ktoś przeczył, że instytucjonalne zatwierdzenie małżeństwa sprzyja trwałości związku, tylko, że seks przed tym zatwierdzeniem, zmniejsza szansę na tę trwałość. A to jest chyba różnica, co?
Żadne z obu tych twierdzeń nie jest kwestionowane.
>... współczesna cywilizacja ... skłania się raczej, do ... np. wprowadznie nauczania o antykoncepcji ...
Nie "raczej", tylko "oprócz" = dodatkowo. I nie chodzi tu o jakąś "współczesną cywilizację", tylko o zdrowy rozsądek: na podstawie doświadczeń całej historii ludzkości wiemy, że jakkolwiek będziemy pouczać młodzież o potrzebie zachowania wstrzemięźliwości, popęd zrobi swoje. Tak więc należy propagować panowanie nad instynktem, ale niezależnie od tego dbać, by trudne do uniknięcia odstąpienie od zasad nie powodowało tragedii (choroby weneryczne, prowadząca do aborcji niechciana ciąża itd.).
>>... mam jak najgorsze zdanie o każdym, kto zamiast jasno postawić swoje przekonanie ucieka się do niedopowiedzeń i insynuacji.
>Że to niby ja. Przecie ja dosyć jasno stawiam sprawę moich przekonań....
Nie chodzi o przekonania. Moim zdaniem orzekasz (w sposób zakamuflowany), że Kościół jest przez kręgi laickie wielokrotnie atakowany za przypisywane mu przewinienia, które okazują się rozwiązaniami prawidłowymi tak, jak to jest w przytoczonym przykładzie i dopowiadasz, że z tego wynika doskonałość jego doktryny w porównaniu z innymi ideologiami, a czynisz to w sposób pokrętny, na podstawie insynuacji sformułowanej w sposób utrudniający nieuważnemu czytelnikowi spostrzeżenie błędu (sposób stosowany przez demagogów). Przekonania każdy ma takie jakie ma, ale swoje sądy należy przedstawiać otwarcie i opierać je na prawidłowo przedstawionych faktach. Nie jesteś zresztą odosobniony. Klerykałowie wciąż narzekają, że są prześladowani niesłuszną krytyką, a podstawę do tego znajdują w insynuowaniu kołom laickim, lewicowym i liberalnym stawiania fałszywych danych dotyczących spraw majątkowych, aborcji, seksualności itd.

Stach M. G.
03-01-2011 17:38 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>Nie rozumiem. Chyba chodzi o to, że seks przedmałżeński jest zły sam z siebie i powinien być karany? Taki pogląd trudno zaakceptować.
Ależ nikt nie mówi o karaniu.
>>Nie mówię, że ktoś przeczył, że instytucjonalne zatwierdzenie małżeństwa sprzyja trwałości związku, tylko, że seks przed tym zatwierdzeniem, zmniejsza szansę na tę trwałość. A to jest chyba różnica, co?
>Żadne z obu tych twierdzeń nie jest kwestionowane.
No właśnie myślę, że jest. Już choćby w reakcji Waszej, racjonalistów, wyrażonej w tym wątku, można znaleźć liczne przykłady na kwestionowanie drugiego z twierdzeń. Przeczytaj dokładnie odpowiedzi, a sam się przekonasz.
>Nie "raczej", tylko "oprócz" = dodatkowo.
Gdyby to napradę było oprócz, to nie miałbym o co kruszyć z Tobą kopii. Ale - miom zdaniem to raczej jest raczej. No, tu się wyraźnie różnimy, i chyba nie będzie łatwo przekonać drugiego.
>Nie chodzi o przekonania. Moim zdaniem orzekasz (w sposób zakamuflowany), że Kościół jest przez kręgi laickie wielokrotnie atakowany...
Myślę, że kościół wielokrotnie jest atakowany za różne rzeczy, ale w tym konkretnym przypadku, nic takiego nie napisałem. Twierdziłem, i nadal twierdzę, że chrześcijaństwo od dawna wiedziało, że wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest korzystna, a współczesna laicka cywilizacja twierdziła coś wręcz przeciwnego. Twierdziła, - to jest oczywiście pewne uogólnienie - że nie ma niczego złego w uprawianiu seksu z licznymi partnerami, i w miejsce wstrzemięźliwości, oferowała gotowe i proste rozwiązania, jak np. ogólnodostępne prezrwatywy. Które może i rozwiązują problem AIDS, ale nie rowiazują innych problemów. Kościół wcale nie musi, nie musiał być wprost atakowany, żebym ja mógł napisać, że miał rację. Ponieważ znam kilka elementów doktryny chrześcijańskiej, które wbrew laickiej cywilizacji uważam za słuszne, dla tego napisałem że po raz kolejny tak jest. Narzekanie klerykałów, abstrachując chwilowo od ich słuszności, czy niesłuszności, to nie jest coś, za co osobiście odpowiadam...
Pozdrawiam. WL


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 19:02 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
> Twierdziłem, i nadal twierdzę, że chrześcijaństwo od dawna wiedziało, że wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest korzystna,

Twierdzenia dobrze jest poprzeć dowodem.
A tego brak.
Jeżeli się twierdzi że dłuższy związek jest korzystny to wypada powiedzieć dla kogo.

> i w miejsce wstrzemięźliwości, oferowała gotowe i proste rozwiązania, jak np. ogólnodostępne prezrwatywy.
Antykoncepcja nie jest przeciwieństwem wstrzemięźliwości.
Tak jak pas bezpieczeństwa nie jest przeciwieństwem rezygnacji podróży samochodem.

> Które może i rozwiązują problem AIDS, ale nie rowiazują innych problemów.

Już sam problem AIDS jest wystarczającym powodem aby prezerwatywę stosować.

>Kościół wcale nie musi, nie musiał być wprost atakowany, żebym ja mógł napisać, że miał rację.

Może pan pisać co tylko panu do głowy przyjdzie.Dobrze by było to jednak udowodnić.Bo to racjonalista.pl jest

> Ponieważ znam kilka elementów doktryny chrześcijańskiej, które wbrew laickiej cywilizacji uważam za słuszne, dla tego napisałem że po raz kolejny tak jest.

Jak wyżej.

Pozdrawiam.
03-01-2011 19:59 
 Ocena 2 na 2
Głąbiński (3538 punktów)
>Ależ nikt nie mówi o karaniu.
Jak inaczej rozumieć (obecnie usunięte) słowo "bezkarne" użyte przez ciebie w formie zarzutu?
>... Przeczytaj dokładnie odpowiedzi, a sam się przekonasz.
A może jednak pomożesz mi i wskażesz przykład?
>Gdyby to napradę było oprócz, to nie miałbym o co kruszyć z Tobą kopii.
Znasz przypadek rozdawania prezerwatyw z pouczaniem o nieszkodliwości seksu poza związkiem osób dojrzałych i odpowiedzialnym parterstwem?
>... ogólnodostępne prezrwatywy. Które może i rozwiązują problem AIDS, ale nie rowiazują innych problemów.
Jakich niby problemów nie rozwiązuje? A czy zakaz udostępniania prezerwatyw rozwiązuje te czy jakiekolwiek inne problemy?

Stach M. G.
03-01-2011 20:43 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Jak inaczej rozumieć (obecnie usunięte) słowo "bezkarne" użyte przez ciebie w formie zarzutu?
To jest chyba kwestia rozumienia znaczenia słów. Jeśli powiem, że nie mogę bezkarnie skoczyć z dziesiątego piętra, to czy to znaczy automatycznie, że jak skoczę, to ktoś konkretny mnie ukarze? Czy to oznacza, że nawołuję do karania tych co skoczyli?
>>... Przeczytaj dokładnie odpowiedzi, a sam się przekonasz.
>A może jednak pomożesz mi i wskażesz przykład?
No, przecież większość z ludzi w tym wątku poddaje w wątpliwość prawdziwość tego, co ogłosili naukowcy. Nie dalej jak przed chwilą dostałem od jednego gościa Klapacjusza 10 minusów, dla zasady.
>>Gdyby to napradę było oprócz, to nie miałbym o co kruszyć z Tobą kopii.
>Znasz przypadek rozdawania prezerwatyw z pouczaniem o nieszkodliwości seksu poza związkiem osób dojrzałych i odpowiedzialnym parterstwem?
Oczywiście. Rozdawano prezerwatywy w Afryce, chcąc w ten sposób zapobiegać rozprzestrzenianiu się AIDS. To spowodowało paradoksalnie wzrost liczby zachorowań, bo ludzie, pewni, że już nic im zupełnie nie grozi tym bardziej uprawiali seks na prawo i lewo, a przecież prezerwatywa ma ograniczoną, skończoną skuteczność.
>>... ogólnodostępne prezrwatywy. Które może i rozwiązują problem AIDS, ale nie rowiazują innych problemów.
>Jakich niby problemów nie rozwiązuje? A czy zakaz udostępniania prezerwatyw rozwiązuje te czy jakiekolwiek inne problemy?
Nie jestem zwolennikiem ustawowego zakazu używania prezerwatyw, niech każdy wybiera, jestem tylko przeciwnikiem ograniczania się do prezerwatyw. Prezerwatywa np. nie rozwiązuje problemu jakości związku między mężczyzna i kobietą, którą to jakość poprawia nieco wstrzemięźliwość.
WL.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 22:41 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>No, przecież większość z ludzi w tym wątku poddaje w wątpliwość prawdziwość tego, co ogłosili naukowcy.

Mylisz się. Większość dyskutantów w tym wątku podaje w wątpliwość twoje niepoparte rzetelnymi argumentami wnioski na temat rzekomego związku między ogólnikowo przedstawionymi wynikami badań a tym, co uważasz (nie zawsze słusznie) za doktrynę chrześcijańską

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 23:51 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Mylisz się. Większość dyskutantów w tym wątku podaje w wątpliwość twoje niepoparte rzetelnymi argumentami wnioski na temat rzekomego związku między ogólnikowo przedstawionymi wynikami badań a tym, co uważasz (nie zawsze słusznie) za doktrynę chrześcijańską

Obawiam się, że będziesz kolejnym forumowiczem, na którego Losek się obrazi i którego zignoruje ze względu na "czepianie się drobiazgów"
04-01-2011 16:49 
 Ocena 2 na 2
Głąbiński (3538 punktów)
>... Jeśli powiem, że nie mogę bezkarnie skoczyć z dziesiątego piętra, to czy to znaczy automatycznie, że jak skoczę, to ktoś konkretny mnie ukarze?
Od początku wypominam ci, że zamiast wypowiadać się jasno i wprost, stosujesz przenośnie, niedopowiedzenia itp.
>... Rozdawano prezerwatywy w Afryce, chcąc w ten sposób zapobiegać rozprzestrzenianiu się AIDS. To spowodowało paradoksalnie wzrost liczby zachorowań ...
Przypuszczam, że te rewelacje zdobyłeś z jakiegoś pobożnego źródła fabrykującego dane o zgubnych skutkach użycia prezerwatyw. Rzetelnie prowadzone badania statystyczne wykazują wysoką skuteczność tego środka ochronnego zarówno przeciw zarazkom, jak i w zapobieganiu ciąży. Równie wątpliwa jest teza, że posiadanie prezerwatywy powoduje niepohamowaną aktywność seksualną, którą jakoby w skali istotnej ogranicza strach przed skutkami.
>... jestem tylko przeciwnikiem ograniczania się do prezerwatyw...
Bardzo ładnie, ale czemu insynuujesz "laickiej cywilizacji" głoszenie sprzecznego z tym poglądu? Jeszcze raz powtarzam: jedyne znane mi przekonanie (nie jakiejkolwiek cywilizacji, lecz po prostu ludzi rozsądnych) w omawianej kwestii da się streścić: seks uprawiaj z jedną osobą w możliwie ustalonym związku, lecz jeśli nie zdobędziesz się na to trudne w praktyce dla większości ludzi ograniczenie, to przynajmniej używaj prezerwatywy.
>... Prezerwatywa np. nie rozwiązuje problemu jakości związku między mężczyzna i kobietą, którą to jakość poprawia nieco wstrzemięźliwość.
Jednym słowem twierdzisz, że np. gdy będąca w okresie płodności, unikająca ciąży kobieta, napalonemu małżonkowi zamiast kazać założyć kondoma, odmówi, a ten nie mogąc się opanować pobiegnie do burdelu, to będzie to miało zbawienny wpływ na jakość małżeństwa. Jeszcze raz powtarzam: nie chodzi o traktowanie użycia prezerwatywy jako normy, lecz jedynie jako środka zapobiegania nieszczęściu w sytuacjach - o ile to realne - wyjątkowych.

Stach M. G.
Witold Losek (800 punktów)
>>... Jeśli powiem, że nie mogę bezkarnie skoczyć z dziesiątego piętra, to czy to znaczy automatycznie, że jak skoczę, to ktoś konkretny mnie ukarze?
>Od początku wypominam ci, że zamiast wypowiadać się jasno i wprost, stosujesz przenośnie, niedopowiedzenia itp.
Stachu, chyba nie chcesz w dyskusji zabronić stosowania przenośni, przecież takie środki wyrazu czynią język piękniejszym. A co do niedomówień, to raczej staram się unikać.
>Bardzo ładnie, ale czemu insynuujesz "laickiej cywilizacji" głoszenie sprzecznego z tym poglądu? Jeszcze raz powtarzam: jedyne znane mi przekonanie (nie jakiejkolwiek cywilizacji, lecz po prostu ludzi rozsądnych) w omawianej kwestii da się streścić: seks uprawiaj z jedną osobą w możliwie ustalonym związku, lecz jeśli nie zdobędziesz się na to trudne w praktyce dla większości ludzi ograniczenie, to przynajmniej używaj prezerwatywy.
Gdyby tak było, to było by OK... Moje zdanie jest inne, ale tego tu chyba nie rozstrzygniemy.
>Jednym słowem twierdzisz, że np. gdy będąca w okresie płodności, unikająca ciąży kobieta, napalonemu małżonkowi zamiast kazać założyć kondoma, odmówi, a ten nie mogąc się opanować pobiegnie do burdelu, to będzie to miało zbawienny wpływ na jakość małżeństwa. Jeszcze raz powtarzam: nie chodzi o traktowanie użycia prezerwatywy jako normy, lecz jedynie jako środka zapobiegania nieszczęściu w sytuacjach - o ile to realne - wyjątkowych.
Myślę, że zbawienny wpływ na jakość seksu, jak się jej już okres płodny skończy, będzie miało jeśli mąż jednak poczeka, ale ja nie jestem ortodoksem i nie twierdzę, że trzeba zakazać używania prezeratyw. Niech ci co chcą używają. Trzeba tylko ludzkości dawać wszystkie prawdziwe dane.
Pozdrowienia.
WL.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od
>wieków.

Pozwolę sobie zgłosić zastrzeżenie do tezy, jakoby "naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków" (tym bardziej nie rozumiem, dlaczego miałoby tak się stać "po raz kolejny"). Bo nie bardzo wiadomo, jaki konkretnie punkt chrześcijańskiej doktryny miałyby potwierdzać te badania? Stwierdzenie, że "wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest o 20-22% korzystniejsza niż jej brak", nie pokrywa się chyba z treścią nauczania żadnego z Kościołów.

O ile mi wiadomo, chrześcijaństwo nigdy nie głosiło, jakoby małżeństwa osób, które czekają z seksem do ślubu, były trwalsze albo bardziej satysfakcjonujące. Chrześcijaństwo nie przyzwalało ani nie przyzwala na seks pozamałżeński (w tym "przedmałżeński"), to znaczy - poza związkiem zawartym rytualnie w ramach wspólnoty kościelnej i przez nią usankcjonowanym, powołując się przy tym na boskie przykazania, nie zaś (a już na pewno nie "od wieków") na to, że spośród osób wstrzemięźliwych 1/5 jest bardziej zadowolona ze swoich związków.

Seks w małżeństwie cywilnym jest równie naganny, co przed nim, i traktowany jako "nierząd" lub "cudzołóstwo" (nie ma więc w chrześcijańskim nauczaniu mowy o dobroczynnym działaniu abstynencji przedślubnej "niezależenie od religijności"). Z podlinkowanego artykułu nie wynika, jakoby grupa dwóch tysięcy przebadanych mażeństw obejmowała wyłącznie małżeństwa "kościelne" (a tylko takie są w chrześcijaństwie uważane za małżeństwa w sensie ścisłym).

Podsumowując - nie widzę związku między podlinkowaną notatką prasową a tezą, jakoby przedstawione tam wnioski z badań potwierdzały doktrynę chrześcijańską. Nie znajduję też odpowiedzi na pytanie, w jakim zakresie miałyby one być z sobą zbieżne?


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 18:17 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>Pozwolę sobie zgłosić zastrzeżenie do tezy, jakoby "naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków" (tym bardziej nie rozumiem, dlaczego miałoby tak się stać "po raz kolejny"). Bo nie bardzo wiadomo, jaki konkretnie punkt chrześcijańskiej doktryny miałyby potwierdzać te badania? Stwierdzenie, że "wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest o 20-22% korzystniejsza niż jej brak", nie pokrywa się chyba z treścią nauczania żadnego z Kościołów.
A ja myślę, że jasno od dawna dawał do zrozumienia wiernym, że wstrzemięźliwość przedmałżeńska jest korzystna.
A czemu "po raz kolejny"? Niech np. wolne niedziele i post w piątek będą przykładami.
>O ile mi wiadomo, chrześcijaństwo nigdy nie głosiło, jakoby małżeństwa osób, które czekają z seksem do ślubu, były trwalsze albo bardziej satysfakcjonujące. Chrześcijaństwo nie przyzwalało ani nie przyzwala na seks pozamałżeński (w tym "przedmałżeński"), to znaczy - poza związkiem zawartym rytualnie w ramach wspólnoty kościelnej i przez nią usankcjonowanym, powołując się przy tym na boskie przykazania, nie zaś (a już na pewno nie "od wieków") na to, że spośród osób wstrzemięźliwych 1/5 jest bardziej zadowolona ze swoich związków.
Co nie zmienia faktu, że propagując wstrzemięźliwość przed ślubem, przyczyniało się do wzrostu tej trwałości.
>Seks w małżeństwie cywilnym jest równie naganny, co przed nim, i traktowany jako "nierząd" lub "cudzołóstwo" (nie ma więc w chrześcijańskim nauczaniu mowy o dobroczynnym działaniu abstynencji przedślubnej "niezależenie od religijności"). Z podlinkowanego artykułu nie wynika, jakoby grupa dwóch tysięcy przebadanych mażeństw obejmowała wyłącznie małżeństwa "kościelne" (a tylko takie są w chrześcijaństwie uważane za małżeństwa w sensie ścisłym).
Tak, rzeczywiście byli tam i niewierzący.
>Podsumowując - nie widzę związku między podlinkowaną notatką prasową a tezą, jakoby przedstawione tam wnioski z badań potwierdzały doktrynę chrześcijańską. Nie znajduję też odpowiedzi na pytanie, w jakim zakresie miałyby one być z sobą zbieżne?
Jasne, że nie potwierdza całej doktryny, nigdzie tak nie napisałem. Napisałem tylko, że chrześcijaństwo miało rację co do wstrzemięźliwości.
Pozdrawiam,

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 18:37 
 Ocena 2 na 2
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> Napisałem tylko, że chrześcijaństwo miało rację co do wstrzemięźliwości.

Obawiam się, że to gruba nieścisłość, bo nauka chrześcijańska w ogóle nie mówi ludziom, jak się dobrze urządzić w życiu doczesnym, tylko jak postępować, by się podobać Bogu, osiągnąć świętość i pójść do nieba. Chrześcijaństwo nie twierdzi, że seks poza małżeństwem jest NIEKORZYSTNY, tylko że jest NIEMORALNY (stanowi grzech, tzn. nie podoba się Bogu i jest przeszkodą na drodze do wiecznego zbawienia). W tej kwestii chrześcijaństwo nie posługuje się kategoriami LEPSZE-GORSZE, tylko DOBRE-ZŁE: nie twierdzi, że wstrzemięźliwość przedmałżeńska jest NIECO lepsza (o 20-22%) od braku wstrzemięźliwości, tylko że seks przedmałżeński jest z gruntu zły, a małżeński dobry.

Nadal więc nie rozumiem, jaki to element chrześcijańskiej doktryny moralnej miały te badania rzekomo potwierdzić? Że osoby zachowujące wstrzemięźliwość przedmałżeńską bez względu na to, czy są wierzące, czy nie, i czy zamierzają zawrzeć małżeństwo kościelne, muzułmańskie, czy cywilne, o 22% lepiej spełniają wolę Bożą?

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 19:07 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Myślę, że nie do końca pojmujesz istotę chrześcijaństwa. Obawiam się, że nie doceniasz mądrości boskiej zakładając, że wszystkie te zasady, które nam dał np. w Dekalogu, są li tylko po to, by zapewnić nam wieczny żywot w niebie. Przecież my chrześcijanie wierzymy w nieskończenie miłosiernego Boga, który choćbyś nie wiem co nawyrabiał na ziemi i tak nie spuści Cię do piekła, o ile tylko Ty sam, choćby w ostatnim momencie, nie poprosisz go o wybaczenie. Jak mówią mistycy, i ci którzy przeżyli życie po życiu, gdy stajesz po śmierci przed Chrystusem, i on pokazuje ci Twoje życie, m.in. to co w nim zrobiłeś źle, to wszystko zastaje ci wybaczone. Jestem bardzo głęboko przekonany, że te wszystki nakazy i zakazy, nie służą tylko temu, by osiągnąć niebo, ale są pomyślane przez Nego głównie po to, by ułatwić nam życie w miejscu, gdzie się z jakiegoś powodu znaleźliśmy, czyli na ziemi. Dekalog jest po by na ziemi się żyło lepiej i to też nie głównie po to, by lepiej żyło się temu, kto Dekalogu przestrzega, ale by lepiej żyło się bliźnim tego człowieka.Mottem życiowym prawdziwego chrześcijanina powinno być: "ja jestem trzeci". Najważniejszy jest Bóg, na drugiem miejscu stawiam moich bliźnich, innych ludzi, bez wyjątku, przyjaciół i nieprzyjaciół. Chrystus powiedział: "będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego". A Jan Paweł II powiedział kiedyś: " jeden drugiego cierpienia noście"!To jest istota chrześcijaństwa! Dopiero na trzecim miejscu jestem ja sam.
Nie wiem, czy masz dzieci. Ale ja mam. Jeśli stawiam im pewne zakazy i nakazy, ustalam pewne reguły, robię to m.in. po to, by się ze sobą nie kłóciły, by się wzajemnie kochały, by były bezpieczne, by bezpiecznie osiągnęły dorosłość. Podobnie jest z Bogiem i z nami.
Pozdrawiam,


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 19:37 
 Ocena 6 na 6
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>Myślę, że nie do końca pojmujesz istotę chrześcijaństwa. Obawiam się, że nie doceniasz mądrości boskiej zakładając, że wszystkie te zasady, które nam dał np. w Dekalogu, są li tylko po to, by zapewnić nam wieczny żywot w niebie.

O ile mi wiadomo, Jezus nie obiecywał nikomu życia w pomyślności i dostatku na tej ziemi, ale raczej mówił o Królestwie Niebieskim (patrz Osiem Błogosławieństw).

Gdyby w chrześcijaństwie chodziło o jak najlepsze urządzenie się w życiu doczesnym, wówczas wszelka asceza nie miałaby sensu, a św. Augustyn albo nie wypędziłby swojej partnerki i matki swojego syna, albo nie zostałby świętym

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 19:44 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)
>a św. Augustyn albo nie wypędziłby swojej partnerki i matki swojego syna, albo nie zostałby świętym

To nie wina Augustyna.
To przez ten seks przedmałżeński.
03-01-2011 19:56 
 Ocena 3 na 3
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>To nie wina Augustyna.
>To przez ten seks przedmałżeński.

Rozumiem. Miał pecha, że załapał się do tej grupy niewstrzemięźliwych, którzy radzą sobie w małżeństwie gorzej niż 20% wstrzemięźliwych

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 20:29 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>O ile mi wiadomo, Jezus nie obiecywał nikomu życia w pomyślności i dostatku na tej ziemi, ale raczej mówił o Królestwie Niebieskim (patrz Osiem Błogosławieństw).
Ja nie mam wykształcenia teologicznego, i nie potrafię sypać cytatami, ale jak już pisałem, moim zdaniem życie chrześcijanina, zgodne z zasadami wiary, niekoniecznie jest łatwe i przyjemne dla niego, ono służy innym. Takie życie ułatwia życie innym.
>Gdyby w chrześcijaństwie chodziło o jak najlepsze urządzenie się w życiu doczesnym, wówczas wszelka asceza nie miałaby sensu, a św. Augustyn albo nie wypędziłby swojej partnerki i matki swojego syna, albo nie zostałby świętym
Chrześcijaństwo niekogo nie namawia do ascezy. Matka Teresa z Kalkuty, zapytana kiedyś przez świeżo nawróconego milionera o to, co ma on zrobić z majątkiem, rozdać, sprzedać i wstąpić do zakonu?, odparła, że umiejętność robienia pieniędzy jest również dana mu przez Boga i żeby zajął się robieniem pieniędzy w dalszym ciągu, tworząc np. miejsca pracy i wydawał te pieniądze na zbożne cele.
Pozdrawiam,

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 20:52 
 Ocena 7 na 7
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

> Chrześcijaństwo niekogo nie namawia do ascezy.

Czyżby?

Katechizm Kościoła katolickiego, 2015:
Droga do doskonałości wiedzie przez Krzyż. Nie ma świętości bez wyrzeczenia i bez walki duchowej [Por. 2 Tm 4]. Postęp duchowy zakłada ascezę i umartwienie, które prowadzą stopniowo do życia w pokoju i radości błogosławieństw


Katechizm Kościoła katolickiego, 2340:
Kto chce pozostać wierny przyrzeczeniom chrztu i przeciwstawić się pokusom, podejmie w tym celu środki takie, jak: poznanie siebie, praktykowanie ascezy odpowiedniej do spotykanych sytuacji, posłuszeństwo przykazaniom Bożym, ćwiczenie się w cnotach moralnych i wierność modlitwie. "Czystość integruje nas na nowo i prowadzi do jedności, którą utraciliśmy, rozpraszając się w wielości" [Św. Augustyn, Confessiones, X, 29, 40].


> Matka Teresa z Kalkuty, zapytana kiedyś przez świeżo nawróconego milionera o to, co ma on zrobić z majątkiem, rozdać, sprzedać i wstąpić do zakonu?, odparła, że umiejętność robienia pieniędzy jest również dana mu przez Boga i żeby zajął się robieniem pieniędzy w dalszym ciągu, tworząc np. miejsca pracy i wydawał te pieniądze na zbożne cele.

A czy nie brzmią ci znajomo takie słowa?

Cytat:
Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. (...) Nikt nie może dwóm panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował, albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!.


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 21:01 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Jest różnica pomiędzy "niesłużeniem mamonie", a ascezą.
Ale dobrze, niech Ci będzie. Kościół nikogo nie zmusza do ascezy. Nie warunkuje ascezą zbawienia. Może być?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 21:36 
 Ocena 7 na 7
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Ale dobrze, niech Ci będzie. Kościół nikogo nie zmusza do ascezy.

A czy łamanie przykazań kościelnych (np. czwartego: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych" itd.) nie jest grzechem śmiertelnym, zagrożonym karą wiekuistego potępienia? Tak czy inaczej, chrześcijaństwo uważa ascezę za rzecz chwalebną i wartościową. Chrześcijaństwo od wieków zaleca post, jałmużnę i modlitwę jako trzy filary dobrego życia. Jak to jest, że większość chrześcijan tak mgliście orientuje się, czego naucza ich Kościół?

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
Witold Losek (800 punktów)
>>Ale dobrze, niech Ci będzie. Kościół nikogo nie zmusza do ascezy.
>A czy łamanie przykazań kościelnych (np. czwartego: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych" itd.) nie jest grzechem śmiertelnym, zagrożonym karą wiekuistego potępienia?
No, nie jest grzechem śmiertelnym.
>Tak czy inaczej, chrześcijaństwo uważa ascezę za rzecz chwalebną i wartościową. Chrześcijaństwo od wieków zaleca post, jałmużnę i modlitwę jako trzy filary dobrego życia. Jak to jest, że większość chrześcijan tak mgliście orientuje się, czego naucza ich Kościół?
Że niby wstrzymywanie się od mięsa w piątek, to asceza? Nie wiedziałem, że jestem ascetą, ( ale głupi ci chrześcijanie...)
Pozdrawiam,

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 12:01 
 Ocena 2 na 2
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>>>Ale dobrze, niech Ci będzie. Kościół nikogo nie zmusza do ascezy.
>>A czy łamanie przykazań kościelnych (np. czwartego: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych" itd.) nie jest grzechem śmiertelnym, zagrożonym karą wiekuistego potępienia?
>No, nie jest grzechem śmiertelnym.

To znaczy, że prawowierny katolik może co piątek obżerać się szynką, urządzić sobie libację z potańcówką w popielec i nie będzie to stanowiło przeszkody, by mógł ze spokojnym sumieniem przystępować do komunii? Ciekawe

> Że niby wstrzymywanie się od mięsa w piątek, to asceza?

To forma umartwienia. A czym jest umartwienie jeśli nie ascezą?

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
Witold Losek (800 punktów)
>To znaczy, że prawowierny katolik może co piątek obżerać się szynką, urządzić sobie libację z potańcówką w popielec i nie będzie to stanowiło przeszkody, by mógł ze spokojnym sumieniem przystępować do komunii? Ciekawe
Jak już mówiłem, nie jestem teologiem, ale wydaje mi się że libacje w popielec, nie kwalifikują się do grzechów śmiertelnych.
Mk 10,17-30:

17 Kiedy już wybierał się w drogę, przybiegł ktoś i padając przed Nim na kolana, pytał Go: "Nauczycielu dobry, co mam zrobić, aby stać się dziedzicem życia wiecznego?" 18 Jezus mu odpowiedział: "Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Nikt dobry, tylko jeden Bóg. 19 Przykazania znasz: "Nie zabij, nie popełnij cudzołóstwa, nie ukradnij, nie złóż fałszywego zeznania, nie dopuść się grabieży, czcij ojca swego i matkę"".

>To forma umartwienia. A czym jest umartwienie jeśli nie ascezą?
Kolejny przykład na mąrdość chrześcijaństwa. Post w piątek, jest dużo bardziej potrzebny wiernym, niż Bogu. Bo to dla wiernych jest zdrowo raz na jakiś czas się nie obżerać...

Pozdro.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 14:45 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)

>Kolejny przykład na mąrdość chrześcijaństwa. Post w piątek, jest dużo bardziej potrzebny wiernym, niż Bogu. Bo to dla wiernych jest zdrowo raz na jakiś czas się nie obżerać...

Chrześcijanie jak chcą uchodzić za mądrych powinni wiedzieć co piszą.

Post w piątek to nie powstrzymanie się od obżarstwa lecz od jedzenia mięsa pewnych gatunków zwierząt.

Obżarstwo zaś to jeden z grzechów głównych i jako takie jest zakazane zawsze.
10-01-2011 15:31 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

> Jak już mówiłem, nie jestem teologiem, ale wydaje mi się

Podobnie jak wydaje ci się, że religia chrześcijańska jest sposobem na ułatwienie sobie życia doczesnego, a niekoniecznie na osiągnięcie zbawienia i życia wiecznego, oraz że Jan Paweł II jest autorem słów z listu do Galacjan i że chrześcijanie od wieków wiedzieli, że przedmałżeńska wstrzemięźliwość płciowa jest o 22% korzystniejsza od współżycia przed ślubem, bez względu na wyznawaną religię oraz stopień religijności, co z kolei jednoznacznie potwierdzają badania Amerykańskich Naukowców, opisane w Artykule, którego istnienie podajesz nam do wierzenia. Cudownie

> że libacje w popielec, nie kwalifikują się do grzechów śmiertelnych.

Jeżeli oprócz różnorakich ułatwień w życiu ziemskim chciałbyś też mimo wszystko osiągnąć wieczne zbawienie, proponuję, byś niezwłocznie udał się w tej sprawie na konsultacje do swojego proboszcza. Zaprawdę, powiadam ci, ratuj duszę swoją od ognia piekielnego!

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
Witold Losek (800 punktów)
Ułatwienie sobie? Że niby ja uważam, że religia jest sposobem na ułatwienie sobie życia na ziemi? Czy ja tak napisałem? Jeśli napisałem to się myliłem, przejęzyczyłem, czy coś podobnego. Religia ułatwia życie ludziom, to znaczy jest po to, by ludziom żyło się łatwiej ze sobą. Inaczej mówiąc, jeśli żyjesz jak chrześcijanin, to innym jest łatwiej z tobą żyć na ziemi, ale nie znaczy to wcale, że tobie jest łatwiej! Tobie właśnie bywa trudniej. Nie wolno Ci robić niektórych rzeczy, jak skrobanie płodów, jazda po pijanemu, sypianie z kim popadnie itp.
Co do innych Twoich zastrzeżeń, ja nie powiedziałem, że Jan Paweł II jest autorem listu do Galacjan. Ja napisałem, że powiedział kiedyś, jesli mnie pamięć nie myli było to na Westerplatte, "jeden drugiego cierpienia noście" i to podtrzymuję mimo Twoich - niezbyt dorzecznych zastrzeżeń w tym temacie.
Myśłisz, że Bogu zależy, czy Ty, albo ja obżeramy się mięsem w piątek? Jeśli Go to obchodzi, to tylko ze względu na dobro obżartuchów! A nieco z innej beczki, że niby ułatwianie życia jest zakazane? A kto Ci takich bzdur naopowiadał? Jakby było zakazane ułatwanie sobie życia na ziemi, to by znaczyło, że do nieba pójdą tylko ci co pieszo zasuwają, a ci co jeżdżą autami, to do piekła, a ci co tramwajką, to do czyścia? No, prosżę Cię bardzo...


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
11-01-2011 15:03 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Kolejny przykład na mąrdość chrześcijaństwa. Post w piątek, jest dużo bardziej potrzebny wiernym, niż Bogu. Bo to dla wiernych jest zdrowo raz na jakiś czas się nie obżerać...
Tak, szczególnie, że post jest jakościowy a nie ilościowy. A więc obżeranie się jajkami i rybami albo makaronem z serem jest zdrowe, ale kanapka z szynką już nie jest.
No i oczywiście piątek - bo dzień tygodnia jest tutaj niezmiernie istotny.
03-01-2011 20:13 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> Chrystus powiedział: "będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego".

To powiedział autor Księgi Kapłańskiej (Kpł 19,18).

> A Jan Paweł II powiedział kiedyś: " jeden drugiego cierpienia noście"!

Rozumiem, że Jan Paweł II Wielkim Papieżem Był, ale to jest akurat lekko przekręcony cytat ze św. Pawła:

Gal 6,2:
Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe.


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 20:57 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>> Chrystus powiedział: "będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego".
>To powiedział autor Księgi Kapłańskiej (Kpł 19,18).
A mnie się wydawało że jednak Chrystus:
Mk 12, 29-31:
Na pytanie, jakie jest pierwsze przykazanie, Jezus odpowiada: "Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych" .

>> A Jan Paweł II powiedział kiedyś: " jeden drugiego cierpienia noście"!Rozumiem, że Jan Paweł II Wielkim Papieżem Był, ale to jest akurat lekko przekręcony cytat ze św. Pawła:
> Gal 6,2:
Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe.

A to coś zmienia w sensie wypowiedzi?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 21:29 
 Ocena 8 na 8
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>A mnie się wydawało że jednak Chrystus:

Cytował Torę. Księgę Powtórzonego Prawa 6,4-5 oraz Księgę Kapłańską 19,18. Sam nie był autorem tego przykazania. Na tej samej zasadzie można by przytoczyć innego klasyka: "Jak powiedział Aleksander Kwaśniewski, mądry Polak po szkodzie".

>A to coś zmienia w sensie wypowiedzi?

W sensie wypowiedzi nic nie zmienia, ale pokazuje, że twoja znajomość Objawienia jest dość pobieżna (podobnie jak doktryny katolickiej). Poza tym - jw.


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 20:28 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> Jestem bardzo głęboko przekonany, że te wszystki nakazy i zakazy, nie służą tylko temu, by osiągnąć niebo, ale są pomyślane przez Nego głównie po to, by ułatwić nam życie w miejscu, gdzie się z jakiegoś powodu znaleźliśmy, czyli na ziemi.

Mamy więc nową Prawdę Wiary Chrześcijańskiej: "Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu po to, by ułatwić ludziom życie na ziemi". Obawiam się, że tego przekonania nie podzieliłoby Magisterium Kościoła

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
03-01-2011 21:07 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Obawiam się, że tego przekonania nie podzieliłoby Magisterium Kościoła
A ja nie jestem taki pewny.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 21:30 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>>Obawiam się, że tego przekonania nie podzieliłoby Magisterium Kościoła
>A ja nie jestem taki pewny.

Tego się, niestety, obawiałem

Na dobry początek proponuję Ci opanować podstawowe dane katechizmowe, a w dalszej kolejności możesz zaznajamiać się z Katechizmem Kościoła katolickiego. Bo dobrze jest znać doktrynę, której się broni albo próbuje ją uzasadniać


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
Klapaucjusz (3379 punktów)
Witam Ponownie.
Widzę że Pana przyzwyczajenia się nie zmieniły, więc i ja wracam do swoich.

Tak przy okazji czy ma Pan też link do artykułu jakichś "naukowców", którzy zachwalają zalety obcowania z księżmi pedofilami?
Choć de-facto wystarczyłoby to zdanie zakończyć wyrazem "księżmi", bo obecnie ksiądz i pedofil znaczy to samo.

-10 (tylko dlatego że istnieje ograniczenie, ale obiecuję nadrobić to przy następnej okazji)
03-01-2011 20:33 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Witam Ponownie.
>Widzę że Pana przyzwyczajenia się nie zmieniły, więc i ja wracam do swoich.
>Tak przy okazji czy ma Pan też link do artykułu jakichś "naukowców", którzy zachwalają zalety obcowania z księżmi pedofilami?
Ilość pedofilów wśród księży nie jest statystycznie większa od ilości pedofilów wśród szewców, krawców itp/
>-10 (tylko dlatego że istnieje ograniczenie, ale obiecuję nadrobić to przy następnej okazji)
>
Bardzo racjonalne....


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 21:51 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)

>Ilość pedofilów wśród księży nie jest statystycznie większa od ilości pedofilów wśród szewców, krawców itp/

Może jakiś link do badań na których pan opiera to twierdzenie. Czy też chrześcijanie mogą podawać dane statystyczne "z sufitu"?
04-01-2011 09:02 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)
>Ilość pedofilów wśród księży nie jest statystycznie większa od ilości pedofilów wśród szewców, krawców itp/
Jak dobrze poszukasz to znajdziesz na stronie Racjonalisty wyliczenia Big-zyda oraz artykuł Andrzeja Koraszewskiego na ten temat. Na podstawie danych kościelnych wyszło że wśród katolickich księży jest 50x więcej pedofilii niż w całej populacji.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
04-01-2011 09:38 
 Ocena 12 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jak dobrze poszukasz to znajdziesz na stronie Racjonalisty wyliczenia Big-zyda oraz artykuł Andrzeja Koraszewskiego na ten temat. Na podstawie danych kościelnych wyszło że wśród katolickich księży jest 50x więcej pedofilii niż w całej populacji.

Żeby się szukaniem trudzić nie musiał: www.racjonalista.pl/forum.php/s,315095 .


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
04-01-2011 19:16 
 Ocena 1 na 1
Klapaucjusz (3379 punktów)
>Ilość pedofilów wśród księży nie jest statystycznie większa od ilości pedofilów wśród szewców, krawców itp
Miałem właśnie szukać link do wypowiedzi big_zyd'a, ale się spóźniłem.

>Bardzo racjonalne....
To się okaże.
Ostatnio zadziałało.
Witold Losek (800 punktów)
>>Ilość pedofilów wśród księży nie jest statystycznie większa od ilości pedofilów wśród szewców, krawców itp
>Miałem właśnie szukać link do wypowiedzi big_zyd'a, ale się spóźniłem.
>>Bardzo racjonalne....
>To się okaże.
>Ostatnio zadziałało.
Mój drogi Racjonalisto Klapacjuszu. Ostatnio nic nie zadziałało. Ostatnio jeden z bardziej, dużo bardziej racjonalnych w swym postępowaniu racjoinalistów, Zbyszek Bryłowski, widząc Twoje nieracjonalne zachowanie, dla świętego (sic! ) spokoju, aby uniknąć niepotrzebnych problemów, oddawał mi dokładnie tyle plusów, ile Ty mi dawałeś minusów...
Pozdrowienia.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
Klapaucjusz (3379 punktów)
Widzę że cały czas nie dotarło, a przecież wcześniej wprost powiedziałem o co mi chodzi.
Aby było wszystko jasne: teraz też zadziałało.
Kazek (15 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od
>wieków.

A co ma piernik do wiatraka?.. Żydzi też od zawsze zakazywali cudzołożenia, a patrząc na ich podejście do roli kobiety można mieć podejrzenie, że nie chodziło o "komunikację pomiędzy partnerami".
Podobnie i chrześcijaństwo... Nie wybiegając daleko wstecz: Moi chrześcijańscy rodzice ledwo się znali kiedy się pobierali, więc o ile czystość przedmałżeńska może wynikać z BRAKU komunikacji, to na pewno komunikacja nie wynika z czystości.
To, że te dwie rzeczy występuję często razem nie oznacza, że jedna wynika z drugiej.
03-01-2011 20:50 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Ale co to zmienia. Co zmienia to wszystko o czym piszesz? Czy to coś zmienia w wynikach badań? Czy na podstawie jednostkowego przypadku, Twoich szanownych rodziców chcesz coś konkretnego udowodnić?
Właśnie na pewno - zgodnie z wynikami badań nie, na jednych rodzicach, nawet najfajniejszych, tylko na 2000 osób, czystość powoduje o około 1/5 lepszą komunikację! Takie są właśnie wyniki badań!


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
03-01-2011 21:18 
 Ocena 7 na 7
lukaszewicz (5674 punktów)
> czystość powoduje o około 1/5 lepszą komunikację! Takie są właśnie wyniki badań!

Wyniki badań pokazują, że 1/5 lepiej ocenia komunikację, a nie, że jest ona lepsza.
Proszę nie kręcić.
ziemiojad (338 punktów)przewrotnie ;)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od
>wieków.
Niezależnie od wiarygodności przytoczonych badań zastanawiam się dlaczego w ogóle poruszyłeś ten problem. Czy szukasz potwierdzenia "racjonalności" chrześcijaństwa, czy też jakichś wskazówek co do swojego postępowania w życiu. Jeśli chodzi o to pierwsze, to już dosyć wyczerpująco odpowiedzieli Ci inni forumowicze. Jeśli chodzi zaś o to drugie, to wydaje mi się, że w tak skomplikowanej dziedzinie jaką jest życie człowieka, nie powinno się kierować statystyką. Ludzie są tak różni pod każdym względem, a co dopiero mówić o relacjach jakie tworzą między sobą! Przy rozpatrywaniu przypadku pojedynczego człowieka statystyka nie ma nic do rzeczy, niezależnie od tego czy zajmiemy się jego relacjami z żoną, doświadczeniem seksualnym, możliwościami umysłowymi czy stanem zdrowia.
09-01-2011 12:24 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)Odp: przewrotnie ;)
Rozumiem, że pokładasz większą wiarę ( sic! ) w to, co mówią czy piszą racjonaliści i "racjonaliści" na tym forum. niż w artykuły naukowe, które figurują m.in. w tzw. Medline, ( jest to amerykańska Narodowa Biblioteka Medyczna, Narodowego Instytutu Zdrowia.). To, w co pokładasz swą wiarę, to jest Twoja sprawa, nic mi do tego.
To, że chrześcijaństwo jest racjonalne, to jest dla mnie oczywiste. Jako ateista ( jesteś ateistą?) zapewne nie wierzysz, że powstało wskutek boskiego objawienia, a wobec tego, musiało wyewoluować w drodze ewolucji. Wszystko, co powstało w drodze ewolucji, jest racjonalne. a już na pewno coś, to trwa dwa tysiące lat. Ale nie to jest powodem, dla którego założyłem ten i inne wątki. Piszę takie rzeczy tu, bo lubię się spierać, lubię dyskutować. Jak zerkniesz w moje posty, to zobaczysz, że staram się to robić grzecznie i kulturalnie. Dlatego pomimo tego, że tacy ludzie jak Klapacjusz, nie czytając wlepiają mi seryjnie minusy, przedkładając argument siły, nad siłę argumentu, to jednak było tu parę fajnych dyskusji, i mam nadzieję, że zanim ludzie pokroju Klapacjusza całkiem mnie wykończą, jeszcze kilka takich sporów się z moim udziałem odbędzie. Pozdrawiam i w razie ochoty czekam na dalsze "zaczepki" z Twojej strony.
Witek Losek.
P.S. Pomimo swych wad, statystyka to dział nauki, który ma swoje osięgnięcia.
P.P.S. Jeszcze słowo, o wskazówkach co do mojego postępowania. Ja jasno wiem, co mam w życiu robić, i jak postępować. Niestety nie zwsze daję radę, będąc tylko zwykłym grzesznym człowiekiem. Mam swoje wady i swoje winy, ale - choć nie zawsze robię co trzeba - zawsze wiem co trzeba zrobić.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
09-01-2011 12:35 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Rozumiem, że pokładasz większą wiarę ( sic! ) w to, co mówią czy piszą racjonaliści i "racjonaliści" na tym forum. niż w artykuły naukowe, które figurują m.in. w tzw. Medline

Nie bądź śmieszny. W tej dyskusji nie dysponujesz niczym poza własną niekompetencją. Nie masz dostępu do pełnego tekstu artykułu, o którym chcesz dyskutować, nie posiadasz pełnych danych metodologicznych, nie dysponujesz nawet kwestionariuszami użytymi w badaniu, które są niezbędne by ocenić sens wyciągniętych przez badaczy wniosków, co więcej deklarujesz, że wszystkie te rzeczy są niepotrzebne. Taka próba "dyskusji" nad danymi naukowymi ze strony lekarza wydaje mi się mocno żenująca. Zrozumiałabym niedouczonego laika, ale człowieka, który ma obowiązek kontaktu z profesjonalną literaturą branżową? Kpina, kolego.
09-01-2011 12:59 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Liliac, odpowiem Ci jeszcze raz. Nie chcesz nie wierz. Nie wierzysz, że artykuł istnieje, nie wierz. Nie wierzysz Medline'owi, który daje obszerne streszczenie, trudno, choć jako medyczka powinnaś choć sprawdzić co piszą, zamiast mnie minusować i opieprzać bez namysłu. Już sam fakt, że Medline o tym pisze powinien dać Ci do myślenia.
Atakujesz autorów myśłi ( naukowców, którzy ogłosili artykuł), atakujesz posłańców ( mnie) zamiast atakować myśl. Możesz się z nią nie zgadzać. Twoja sprawa. Ale nie odbieraj mi prawa do wyrażania moich poglądów. Ty wiesz lepiej, i dobrze. Niech Ci będzie. Nie czytaj moich wypocin. Czy nie widzisz, że - abstrahując od początku, od samej treści artykułu - ten wątek, jak i inne moje rowadzą do wielu ciekawych sporów, które prowadzą ze mną z własnej woli, tacy ludzie jak Diogenes, Fizyk, Meretseger, Horacy de Bourbon i wielu innych, których serdecznie pozdrawiam, i których będzie mi brakowało, jak Ty i Klapacjusz i podobni Wam "racjonaliści" wyminusujecie mi te moje 780 pkt...?
Ty wolisz stawiać sprawę jak Klapacjusz. Minusy bo nie myślę, jak Ty_
Trudno....Koleżanko...
I jeszcze ta masa osobistych wycieczek, kolejne argumenty "ad personam", jak ten o obowiązku uczenia się... Co ty wiesz o moim dokształcaniu? Tu nie Akademia Medyczna.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
09-01-2011 13:15 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Nie wierzysz, że artykuł istnieje, nie wierz.

Ależ wiem, że istnieje, bom go sobie wyguglała (choć to twoim jako przedstawiającego streszczenie było obowiązkiem), widzę natomiast, że brak danych, by dokładnie ocenić jego zawartość.

>Nie wierzysz Medline'owi, który daje obszerne streszczenie, trudno, choć jako medyczka powinnaś choć sprawdzić co piszą, zamiast mnie minusować i opieprzać bez namysłu. Już sam fakt, że Medline o tym pisze powinien dać Ci do myślenia.

Ależ sprawdzam, sprawdzam i dlatego cię minusuję, bo wiele tupetu trzeba, by upierać się, że można w pełni kompetentnie oceniać artykuł naukowy na podstawie streszczenia

>Atakujesz autorów myśłi ( naukowców, którzy ogłosili artykuł), atakujesz posłańców ( mnie) zamiast atakować myśl.

Atakuję ciebie, bo chcesz oceniać myśl bez dokładnej jej znajomości, a dokładnych danych metodologicznych Medline ani streszczenia nie podają. A jak sprawdziły się dokładne dane w ostatniej z tobą rozmowie, pamiętam. Okazały się bzdurą mimo twoich pień na ich temat, ale dało się to ocenić dopiero po przeczytaniu oryginału artykułu i konfrontacji kwestionariusza z rzekomo wyciągalnymi wnioskami.

>Ale nie odbieraj mi prawa do wyrażania moich poglądów.

Nikt ci go nie odbiera- ty swoje poglądy przekazujesz, a ja tłumaczę, dlaczego to, co piszesz jest lub może być bzdurą. Najlepszym w tym wątku przykładem niekompetencji było linkowanie danych transfuzjologicznych opartych na statystykach z lat osiemdziesiątych. Ciekawam, jak linkowanie ich przez lekarza mogło być możliwe bez spalenia się rzeczonego ze wstydu.

>Nie czytaj moich wypocin.

Ten portal pełni poza wszystkimi innymi także funkcję edukacyjną. Nie mogę się zgodzić na to, by promował kłamliwe czy wątpliwe dane medyczne. Nie zgadzam się też, by promował dane niepełne czy niesprawdzone bez wyartykułowania istniejących wątpliwości i nieścisłości.

>Ty wolisz stawiać sprawę jak Klapacjusz. Minusy bo nie myślę, jak Ty_
>Trudno....Koleżanko...

Nie kłam. Minusy są za kłamstwa i pomijanie milczeniem pytań o wątpliwości. Wszelkie mniej lub bardziej abstrakcyjne korzyści wynikające z linkowania twoich "rewelacji" to jedna strona medalu, druga, to dezinformacja, którą siejesz. W tym zakresie możesz być pewien, że spokoju ci nie dam.

>I jeszcze ta masa osobistych wycieczek, kolejne argumenty "ad personam", jak ten o obowiązku uczenia się... Co ty wiesz o moim dokształcaniu? Tu nie Akademia Medyczna.

Wiele o twoim dokształcaniu się mogę wnioskować ze sposobu, w jaki traktujesz kwestię metodologii linkowanych badań oraz ze stronek. które linkujesz jako "argumenty" w dyskusji. Zwłaszcza ten żenujący link o transfuzjach.
To nie jest "ad personam"- to ocena powstająca (i nieustannie potwierdzająca się, niestety) na podstawie tego, co piszesz na forum.
Witold Losek (800 punktów)
Jaki link o transfuzjach?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
09-01-2011 18:40 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Jaki link o transfuzjach?

Antyaborcyjny, chłopie- nie wiesz, co linkujesz?
09-01-2011 19:23 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Acha, czyli mój link jest do niczego? No, pewnie że jest do niczego. Tak jak link czaplickiej za aborcją, w którym podpiera się m.in. "zeznaniami" emerytowanego ginekologa. Jej jest OK, bo jest po Twojej myśłi? Mój jest zły bo się ze mną nie zgadzasz? Stosujesz inne miary do wierzących i do niewierzących?
Medline'owi też nie ufasz, bo ośmiela się pisać coś niezgodnego z Twoim pojmowaniem świata?
Można się podpierać tylko tymi badaniami, z których wynika, że Ty masz rację? Po raz kolejny to napiszę w tym wątku, ale przypomina mi to argumentację Jana Tomasza Grossa, który w swych pseudohistorycznych książkach fałszuje historię, a zapytany o źródła, twierdzi, że z definicji żródła "polskie" są niewiarygodne, a "żydowskie" wiarygodne...
Przeczytaj sobie dokłądnie Swoje własne teksty i zobacz z ręką na sercy ile w nich agrumentów osobistych.
Ja tu wchodzę, żeby podyskutować na pewne tematy, a Ty piszesz mi, że na tej podstaiwe jesteś w stanie stwierdzić, że moje kompetencje zawodowe, są takie, czy inne? To jest poparte jakimiś badaniami, czy to tylko Twoja opnia?
Czy Ty czytasz to co napiszesz?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
09-01-2011 19:52 
 Ocena 8 na 8
i.czaplicka (5782 punktów)
> Tak jak link czaplickiej za aborcją, w którym podpiera się m.in. "zeznaniami" emerytowanego ginekologa.
Przepraszam, ale to Ty twierdzisz, ze aborcja jest szkodliwa. Wiec proszę, porównaj śmiertelność w czasie ciąży/porodów/poronień ze śmiertelnością w czasie aborcji. Masz jakieś źródła?
Bo ciąża ma to do siebie, ze nie wyparuje.
Twój sposób rozumowania- np, w zeszłym roku dwie osoby zmarły w czasie usuwania zęba. Wniosek- nie usuwać. Nie bierzesz pod uwagę, co się dzieje, jeżeli taki zepsuty ząb zostawić.
09-01-2011 22:09 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Ależ moja droga, ja na prawdę nic do Ciebie nie mam, chętnie z Tobą podyskutuję, ale jak widzisz, Liliac i Klapacjusz, wiedzą lepiej, i starają się metodami "administracyjnymi" uniemożliwić mnie i Tobie dyskusje. Oni wiedzą lepiej, co wolno, a czego nie tutaj pisać. Ty posłużyłaś się linkiem, do strony promującej aborcję, ja linkiem do strony przeciwników aborcji.
Myślę, że możnaby o tym podyskutować, ale może w nowym wątku?
I nie wiem, czy zdążymy, bo Liliac i Klapacjuszowi bardzo przeszkadza moja tu osoba. I to co piszę.
Pozdrowienia.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 10:48 
 Ocena 5 na 5
i.czaplicka (5782 punktów)
Liliac wykazuje dużą cierpliwość. Klapaucjusz nie jest moderatorem, a za minusy nie można nikogo zbanować. Wiec nie rozumiem tematu.
Co do aborcji- nie znam się na ludzkiej ginekologii. Moze mnie uświadomisz, co takiego niebezpiecznego jest w stosunkowo prostym zabiegu? Przecież coś takiego odbywa się często w naturze, a kobieta nie tylko, ze nie cierpi, to nawet pojęcia o poronieniu nie ma? Tylko proszę o konkrety- dlaczego usuniecie płodu o wadze kilku-kilkudziesięciu gramów ma być bardziej niebezpieczne niż wydostanie na zewnątrz dziecka o wadze kilku kg?
Jak na razie ustaliliśmy, ze stan ciąży jest niebezpieczny sam w sobie, bez względu, jak się skończy.
09-01-2011 20:43 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Mój jest zły bo się ze mną nie zgadzasz?

Najprościej mówiąc- twój jest po prostu zły, bo kłamie. Ale rozwinę:
Twój jest zły, bo primo- jesteś ponoć lekarzem ( teoretycznie osobą kompetentną w zakresie kwestii zdrowotnych) i m.in. dlatego jest podwójnym skandalem linkowanie przez ciebie czegoś takiego, secundo- nie jest tylko argumentacją anegdotyczną (jaką są czyjekolwiek "zeznania"), ale argumentacją w jawny sposób kłamliwą, podającą statystyki fałszywe w świetle współczesnej wiedzy i wprowadzające w błąd w obrzydliwy sposób. Pochwal się, kolego, w środowiskach medycznych, jak to rozpowszechniasz linki straszące szkodliwością transfuzji za pomocą danych z lat osiemdziesiątych i deklarujące eg, że "w krajach rozwiniętych 200 do 400 osób rocznie nadal zakaża się (ed.: wirusem HIV) na skutek transfuzji". I koniecznie przekaż nam relację. To żałosne i żenujące, jak już mówiłam.

>Stosujesz inne miary do wierzących i do niewierzących?

Stosuję inną miarę w stosunku do ludzi mieniących się specjalistami w jakiejś branży i stosuję inną miarę wobec dowodów anegdotycznych oraz celowo podawanych fałszywych danych. Podając taki link, stajesz się niekompetentnym, nieprofesjonalnym kłamcą Ciekawość, co na to etyka lekarska... Och, zapomniałam- katolicy mają własną

>Medline'owi też nie ufasz, bo ośmiela się pisać coś niezgodnego z Twoim pojmowaniem świata?
>Można się podpierać tylko tymi badaniami, z których wynika, że Ty masz rację?

Można, a nawet należy (jeśli chce się poważnie dyskutować, a nie tylko pokrzykiwać w piaskownicy) się posługiwać badaniami w sposób kompetentny, a ty- jak widać- tego nie potrafisz bądź nie chcesz. Co więcej pytania o elementy niezbędne, by fachowo dyskutować o badaniach naukowych zbywasz. Żałosne. Jeśli czujesz się pokrzywdzony- wróć z pełnymi danymi metodologicznymi, a inaczej pogadamy.

>Przeczytaj sobie dokłądnie Swoje własne teksty i zobacz z ręką na sercy ile w nich agrumentów osobistych.

Ale jakże doskonale udokumentowanych Pogrążasz się.

>Ja tu wchodzę, żeby podyskutować na pewne tematy, a Ty piszesz mi, że na tej podstaiwe jesteś w stanie stwierdzić, że moje kompetencje zawodowe, są takie, czy inne? To jest poparte jakimiś badaniami, czy to tylko Twoja opnia?

Zakładając, że nie robisz z siebie celowo niekompetentnego (bip bip bip autocenzura), to wiele o twoim podejściu do rzetelnej wiedzy, także z zakresu wiedzy zawodowej, wywnioskować mogę Np. w zakresie transfuzjologii twoja wiedza znajduje się na poziomie ucznia podstawówki, sądząc po twoich linkach- na pewno nie na poziomie lekarza. Oczywiście widzę, że w pierwszym zdaniu sugerujesz, że świadomie podajesz wprowadzające w błąd linki, ale tym samym tylko potwierdzasz moje kiepskie mniemanie o tobie

>Czy Ty czytasz to co napiszesz?

Zawsze. Zastanawiam się czy ty czytasz, bo świadectwo, jakie sobie wystawiasz... Ech, pominę milczeniem
24-01-2011 04:46 
 Ocena 7 na 7
Ignorancja (4718 punktów)
>Acha, czyli mój link jest do niczego? No, pewnie że jest do niczego. Tak jak link czaplickiej za aborcją, w którym podpiera się m.in. "zeznaniami" emerytowanego ginekologa. Jej jest OK, bo jest po Twojej myśłi? Mój jest zły bo się ze mną nie zgadzasz? Stosujesz inne miary do wierzących i do niewierzących?

Dotarłam prawie do końca tego wątku, kopiując sobie niektóre kwiatki, którymi nas raczysz i chciałam sie jutro odnieść niejako kompleksowo, ale właśnie zmieniłam zdanie, gdyż twój tupet przekroczył masę krytyczną, jaką jestem w stanie znieść. Będzie mniej kompleksowo.
Emerytowany ginekolog posiada spore doświadczenie, którym się dzieli, jeżeli zauważyłeś jednak nieścisłości to je wykaż.
Ty przytoczyłeś link, na którego przekłamania Liliac wyraźnie wskazała.

>Ja tu wchodzę, żeby podyskutować na pewne tematy, a Ty piszesz mi, że na tej podstaiwe jesteś w stanie stwierdzić, że moje kompetencje zawodowe, są takie, czy inne? To jest poparte jakimiś badaniami, czy to tylko Twoja opnia?

Wchodzisz, żeby podyskutować? Wyśmienicie. Może jeszcze postaraj się o większą rzeczowość. Na razie gros twych argumentów taka nie jest, a wskazywanie ci ich niedociągnięć merytorycznych skutkuje miast refleksji i wykazania sie choć odrobiną pokory uciekaniem do sugestii, mających zdeprecjonować wiarygodność i rzetelność adwersarza:
>Stosujesz inne miary do wierzących i do niewierzących?

To taki sam atak na dyskutanta, jak napisanie: jesteś durniem.

>Czy Ty czytasz to co napiszesz?

A ty?
>Ja jasno wiem, co mam w życiu robić, i jak postępować.

Zabrzmiało groźnie, zwłaszcza w kontekście innej wypowiedzi, tej mianowicie:
>Panem życia i śmierci człowieka powinien być tylko Bóg.

Opierasz zatem swe postępowanie na racjach bytu nieudowodnionego. Zatem przejrzenie jego zamiarów i jeszcze zakwalifikowanie ich jako prawdy absolutne jest tym bardziej irracjonalne, albowiem prawdy te wątpliwymi są, więc może spuść z tonu w wypowiadaniu sądów kategorycznych typu: jasno wiem jak postępować. Nie wiesz, a jeśli to tylko subiektywnie, czyli nieobligatoryjnie.
Ponadto przypomnę ci (chrześcijaństwo, papiści w czołówce), których "mądrość" tak afirmujesz, a którzy to z bezczelną pewnością twierdzą, że wiedzą, co słuszne i dobre, bo rzekomo boskie, wychodząc właśnie z cytowanego założenia walili ok. sto lat temu gromy w tych, co wynaleźli szczepionki. Paweł VI potępił antykoncepcję bez pardonu, co jest kontynuowane do dziś. Co prawda (obłudnie moim zdaniem) próbujesz sie przedstawiać jako katolickiego nieradykała, uznającego antykoncepcję, ale jednym tchem wydalasz z siebie to:

>Chyba zgodzisz się ze mną, że współczesna cywilizacja, zamiast np. propagować wstrzemięźliwość seksualną przez ślubem, skłania się raczej, do dostarczania prostych rozwiązań ( np. wprowadznie nauczania o antykoncepcji od wczesnych lat szkolnych, które miało miejsce jakiś czas temu, o ile dobrze pamiętam w Wielkiej Brytani?), które jednak - jak wynika z badania, o którym mówimy, nie są najlepsze. A kościół po prostu mówi coś wręcz przeciwnego, to chyba też jest poza dyskuzsją?

1. Słabość badania, którym sie podnieciłeś i podpierasz nieustająco, wykazano juz na wiele sposobów.
2. W związku z pkt 1 konkluzja, że współczesna cywilizacja dostarcza prostych i jednocześnie nie najlepszych rozwiązań jest nadużyciem, zwłaszcza, gdy poddałeś jednocześnie tym, co wyartykułowałeś w wątpliwość słuszność edukacji seksualnej, której nierozerwalnym elementem jest uświadamianie o antykoncepcji.
Czyżby brak edukacji seksualnej był korzystniejszy? Dla kogo?

Jeśli masz jeszcze wątpliwości, co do słabości badań to zwracam ci uwagę (co już inni czynili przede mną, ale bez echa z twej strony), że wartość wniosków, jakie zostały wyciągnięte jest mizerna, bo badający przeprowadzili je tylko na osobach zamężnych bez uwzględnienia grupy rozwodników. Palące pytanie: w jakim procencie okazałoby się, że do rozpadu małżeństwa doszło poprzez niedopasowanie seksualne? Na razie pozostaje w świetle tych badań bez odpowiedzi. Ale zapewne jest jakiś odsetek, czemu zapewne bez problemu daliby wyraz seksuolodzy. W związku z tym:
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.

jest półprawdą, a raczej gównoprawdą, tym samym bezsprzeczna słuszność nauk katolickich o dobrodziejstwie wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem wali się w gruzy.
Nota bene. Statystyka nieźle sprawdza się w ekonomii, gdzie na podstawie danych o spożyciu poszczególnych gatunków alkoholi można prognozować intratność inwestycji w np. browarnictwo. Twoja statystyka (metodologia inklusive) + wnioski z niej wyglądają następująco:
- statystyka: statystyczny Polak chla
- wniosek: picie jest zbawienne.
Poza tym w omawianych przez ciebie z wypiekami na twarzach badaniach zabrakło kolejnej grupy: osoby pozostające w związkach nieformalnych.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
24-01-2011 04:49 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)

A teraz już jawne idiotyzmy, jakie wypisujesz, a potem nawet nie raczysz się choć trochę pokajać.
>Ewolucja z zasady nie może utrwalić niekorzystej dla danego gatunku cechy! Nie może, nie może, nie może!

Gówno prawda. Jak ci już bodajże Michał zwrócił uwagę, jest taki element, który omawiają ewolucjoniści, mianowicie dryf genetyczny. W jego wyniku dochodzi częstokroć do utrwalenia cech niekorzystnych, których skutkiem sa choroby o podłożu genetycznym.
To tez pozostało bez refleksji z twej strony.

>Celowość utrwalonych zmian jest jedną z naczelnych, kardynalnych cech i zasad ewolucji. Z mechanizmu działania ewolucji wynika, że utrwaleniu mogą ulec wyłącznie cechy korzystne dla danego gatunku!

Gówno prawda. Patrz wyżej. Poza tym coś ci brzęczy, tylko niedokładnie. Pewien mechanizm nacechowany celowością można, w rozumieniu utrwalania poprzez preferencję cech KORZYSTNYCH, przypisać doborowi naturalnemu. Ale oprócz doboru naturalnego jest jeszcze wspomniany dryf genetyczny, który jest integralnym faktorem powstawania mutacji, ale zmiany te nie charakteryzują się absolutnie utrwaleniem cech tylko korzystnych, więc nie ma mowy o żadnej, absolutnie żadnej celowości, ani racjonalności w odniesieniu do całości mechanizmów, jakie zawiera w sobie rozwój na drodze przekształceń ewolucyjnych.

I to w zasadzie przesądza, że powątpiewam w rzetelność twej wiedzy biologicznej. Dziwne u podobno lekarza.
Ach. Żyrafa i jej nerw. Zdaje się nie zrozumiałeś o co chodzi ze zbędna długością. Nie chodzi o niezbędne przystosowanie długości nerwu do długości szyi żyrafy. Chodzi o nieekonomiczne, ale niedające się wyeliminować jako konstrukcja oparta na spadku po przodkach, meandry, którymi ten nerw się prowadza. Jako chirurg (podobno) wiesz dobrze, a przynajmniej powinieneś, o czym mowa. Przykład nerwu jedynie dowodzi słuszności wniosku Darwina, że jedne gatunki powstały z innych. I koniec interpretacji.

Jak się wyśpię i znajde czas to jeszcze ci kilka uwag dołożę do recenzji twej radosnej twórczości.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
10-01-2011 10:27 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>Liliac, odpowiem Ci jeszcze raz. Nie chcesz nie wierz. Nie wierzysz, że artykuł istnieje, nie wierz. Nie wierzysz Medline'owi, który daje obszerne streszczenie, trudno, choć jako medyczka powinnaś choć sprawdzić co piszą, zamiast mnie minusować i opieprzać bez namysłu. Już sam fakt, że Medline o tym pisze powinien dać Ci do myślenia.

Ty to piszesz poważnie? Chcesz namówić kogoś do rzetelnej dyskusji na temat artykułu, w oparciu o samą wiarę w jego istnienie? Sola fide?

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
Witold Losek (800 punktów)
Ja wiem, że on istnieje, podawałem wielokrotnie linki do abstraktu i do streszczenia na Medline. A Liliac i tak wie lepiej, i uparcie pisze, że ja nic nie mam, że jestem śmieszny,że jestem niedouczonym lekarzem, że się nie dokształcam i tym podobne... Widocznie pomimo linków nie wierzy w istnienie artykułu.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 15:16 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Ja wiem, że on istnieje, podawałem wielokrotnie linki do abstraktu i do streszczenia na Medline. A Liliac i tak wie lepiej, i uparcie pisze, że ja nic nie mam, że jestem śmieszny,że jestem niedouczonym lekarzem, że się nie dokształcam i tym podobne... Widocznie pomimo linków nie wierzy w istnienie artykułu.

Marny z ciebie manipulator, oj, marniutki, kolego Zwłaszcza, że czarno na białym (a w każdym razie na beżowym ) wielokrotnie już wytknięto czego ci brakuje, by podjąć poważną dsykusję I zapewniam cię, że w żadnej sensownej dyspucie naukowej podstawą rozważań nie będzie tylko streszczenie, zwłaszcza gdy artykuł porusza kwestie natury psychologicznej.

Tymczasem ty, miast przyznać, że dostępne na temat artykułu dane są nazbyt skąpe, by wyciągać ostateczne wnioski, brniesz coraz głębiej i głębiej, coraz bardziej się przy tym pogrążając.

A przeprosisz w końcu forumowiczów za link podający fałszywe dane transfuzjologiczne? Czy wolisz pozostać z etykietką oszusta?
10-01-2011 15:32 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)
> uparcie pisze, że ja nic nie mam, że jestem śmieszny,że jestem niedouczonym lekarzem, że się nie dokształcam i tym podobne...

Mamo.Ona mnie bije.Łaaaa...
11-01-2011 15:06 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Ja wiem, że on istnieje, podawałem wielokrotnie linki do abstraktu i do streszczenia na Medline. A Liliac i tak wie lepiej, i uparcie pisze, że ja nic nie mam, że jestem śmieszny,że jestem niedouczonym lekarzem, że się nie dokształcam i tym podobne... Widocznie pomimo linków nie wierzy w istnienie artykułu.
Problemem nie jest istnienie lub nieistnienie artykułu, tylko jego wiarygodność i dane niezbędne do oceny tej wiarygodności. A nie znając treści artykułu, tylko luźne przytoczenia, nie można ocenić danych w nim zawartych.

Dla przykładu: ja mówię, że istnieje artykuł X. Podaję linka w którym piszą o artykule X. Podaję nawet jego tytuł. Ale czy te dane w jakikolwiek sposób sprawią, że moje pomysły zawarte w X są wiarygodne? Nie - co najwyżej przekonają ludzi o istnieniu samego artykułu.

Jest artykuł, ale nie można określić tego, co facet opisał.
09-01-2011 17:46 
 Ocena 2 na 2
ziemiojad (338 punktów)
>Rozumiem, że pokładasz większą wiarę ( sic! ) w to, co mówią czy piszą racjonaliści i "racjonaliści" na tym forum. niż w artykuły naukowe,

nie pokładam, nie ufam nikomu. Czasem daję się przekonać jakimś naukowym dowodom, ale zawsze dopuszczam myśl, że może jednak jest inaczej. W końcu kiedyś atom był niepodzielny...

>To, że chrześcijaństwo jest racjonalne, to jest dla mnie oczywiste.

Chyba każda wiara/religia od zawsze pełniła pożyteczną funkcję - spajała ludzkie gromady, wyznaczała normy zachowań, pozwalała i pomagała przetrwać kryzysy. Pod tym względem każda religia wydaje mi się "racjonalna".

>Jako ateista ( jesteś ateistą?) zapewne nie wierzysz, że [chrześcijaństwo] powstało wskutek boskiego objawienia, a wobec tego, musiało wyewoluować w drodze ewolucji. Wszystko, co powstało w drodze ewolucji, jest racjonalne. a już na pewno coś, to trwa dwa tysiące lat.

nie rozumiem o co chodzi i jak to się ma do tematu

>Piszę takie rzeczy tu, bo lubię się spierać, lubię dyskutować. Jak zerkniesz w moje posty, to zobaczysz, że staram się to robić grzecznie i kulturalnie.

świetnie, tak właśnie powinno być

>P.S. Pomimo swych wad, statystyka to dział nauki, który ma swoje osięgnięcia.

Nie zaprzeczam, tylko nie wydaje mi się żeby w życiu pojedynczego człowieka można było kierować się statystyką. W pewnym sensie oczywiście tak - statystyka może być pomocna kandydatowi na prezydenta, który wiedząc, że lepiej postrzegane są osoby bez okularów może zamienić je na szkła kontaktowe. Jednak to znowu odnosi się do ogółu i zawsze znajdą się jednostki, dla których ten kandydat byłby bardziej wiarygodny w okularach.
Jak skorzystać z badań statystycznych dokonując życiowych wyborów? Może lepiej w ogóle nie brnąć w związki małżeńskie skoro jakiś tam procent małżeństw kończy się rozwodem? Albo czy można założyć, biorąc pod uwagę niski wskaźnik wykrywalności przestępstw, że właśnie nam uda się napaść na bank i nie zostać złapanym? A zapadalność na choroby? U mojego dziecka lekarze diagnozują bardzo rzadki (i niedziedziczny) zespół - 1 przypadek na 50 000 urodzeń. Czy myślisz, że dla mnie i mojego dziecka ta statystyka ma jakieś znaczenie? Czy może powinnam wcześniej założyć, że mogę urodzić chore dziecko i nie decydować się na posiadanie dzieci?
Każdy z nas stanowi zupełnie odrębną jednostkę, z własnym życiem duchowym, z indywidualnym bagażem życiowych doświadczeń. A co dopiero mówić o relacjach międzyludzkich takich odrębnych jednostek! I między innymi dlatego podzielam wątpliwości innych forumowiczów odnośnie metodyki i interpretacji przytoczonych przez ciebie badań.
Teraz zaczynam się zastanawiać po co w ogóle naukowcy przeprowadzili te badania i jakie cele chcieli osiągnąć ;D

>P.P.S. Jeszcze słowo, o wskazówkach co do mojego postępowania. Ja jasno wiem, co mam w życiu robić, i jak postępować. Niestety nie zwsze daję radę, będąc tylko zwykłym grzesznym człowiekiem. Mam swoje wady i swoje winy, ale - choć nie zawsze robię co trzeba - zawsze wiem co trzeba zrobić.

Podziwiam i zazdroszczę, ja zazwyczaj mam wiele wątpliwości i często zdarza mi się zastanawiać czy dokonuję/dokonałam słusznych wyborów.
Witold Losek (800 punktów)
>nie rozumiem o co chodzi i jak to się ma do tematu
Dokładnie o to, co sama napisałaś o religii. Że jest racjonalna, bo albo powstała w skutek objawienia, albo wskutek ewolucji.
>Nie zaprzeczam, tylko nie wydaje mi się żeby w życiu pojedynczego człowieka można było kierować się statystyką. W pewnym sensie oczywiście tak - statystyka może być pomocna kandydatowi na prezydenta, który wiedząc, że lepiej postrzegane są osoby bez okularów może zamienić je na szkła kontaktowe. Jednak to znowu odnosi się do ogółu i zawsze znajdą się jednostki, dla których ten kandydat byłby bardziej wiarygodny w okularach.
>Jak skorzystać z badań statystycznych dokonując życiowych wyborów? Może lepiej w ogóle nie brnąć w związki małżeńskie skoro jakiś tam procent małżeństw kończy się rozwodem? Albo czy można założyć, biorąc pod uwagę niski wskaźnik wykrywalności przestępstw, że właśnie nam uda się napaść na bank i nie zostać złapanym? A zapadalność na choroby? U mojego dziecka lekarze diagnozują bardzo rzadki (i niedziedziczny) zespół - 1 przypadek na 50 000 urodzeń. Czy myślisz, że dla mnie i mojego dziecka ta statystyka ma jakieś znaczenie? Czy może powinnam wcześniej założyć, że mogę urodzić chore dziecko i nie decydować się na posiadanie dzieci?
>Każdy z nas stanowi zupełnie odrębną jednostkę, z własnym życiem duchowym, z indywidualnym bagażem życiowych doświadczeń. A co dopiero mówić o relacjach międzyludzkich takich odrębnych jednostek! I między innymi dlatego podzielam wątpliwości innych forumowiczów odnośnie metodyki i interpretacji przytoczonych przez ciebie badań.
Grasz w brydża?
Gracz w brydża, chcąc zagrać dobrze, jeśli jest dobrym graczem, to musi znać rachunek prawdopodobieństwa. Nie mając pełnych danych, gra się "na największe prawdopodobieństwo". W realnym życiu, jeśli nie możesz czegoś przewidzieć robisz to, co statystycznie wydaje Ci się najbezpieczniejsze. Myślę, że często nawet nieświadomie stosujemy statystykę. Założę się, że złodziej zdecyduje się okraść ten bank, w którym ma większą szansę na dużą gotówkę i mniejszą szansę na wpadkę.
Sstatystyka jest narzędziem. To narzędzie, można zastosować w pewnych sytuacjach. Meretseger (pozdrowienia M.) gnębiła mnie tu pisząc że ja i mój pies mamy statystycznie trzy nogi, i to jej zdaniem dowodzi tego, że nie da się zastosować statystyki do seksu i małżeństwa. A przecież dobrze zastosowana statystyka pozwala z dość dużym prawdopodobieństwem przewidzeć pewne wyniki. Jeśli ilość prób będzie dość duża, to przy rzutach monetą około 50% razy wypadnie reszka, a około 50 orzeł. Dokładność tego około zależy od ilości powtórzeń. Im większa, tym mniejsze około. I to są fakty.
A co do chorób, to oczywiście częstość występowania danej choroby, nie ma dla osoby chorej żadnego znaczenia, ale jeśli chodzi o leczenie, to każda metoda leczenia ma swe wady i zalety. Operacje czasem się udają, czasem nie. Dopuszczamy do stosowania tylko te metody, w których szansa na sukces, jest zasadniczo większa od szansy na niepowodzenie.
>Teraz zaczynam się zastanawiać po co w ogóle naukowcy przeprowadzili te badania i jakie cele chcieli osiągnąć ;D
Ja mam nadzieję, że po to, by uświadomić ludziom, że zbyt wczesne pójście do łóżka, zmniejsza nieco szanse na trwałość związku. Moim zdaniem, artykuł publikowany na stronach Medline ( dokładnie jego streszczenie) nie może być pozbawiony całkiem sensu, ani skłamany, ze względu na moim zdaniem dobrą renomę Medline'a. Więc jeśli badacze mają rację, to może ileś tam osób to przeczyta, jakiś procent uwierzy, jakiś odsetek zastosuje w praktyce i część związków między ludzmi przetrwa, co będzie z korzyścią dla nich i dla ich dzieci.
>Podziwiam i zazdroszczę, ja zazwyczaj mam wiele wątpliwości i często zdarza mi się zastanawiać czy dokonuję/dokonałam słusznych wyborów.
Życie, choć zasadniczo skomplikowane, jest proste, jeśli stosuje się proste zasady i się ich przestrzega.

Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia Tobie i dziecku! Jeśłi zechcesz, mogę się wstawić za nim "u góry", (choć pewnie za to pytanie mi się dostanie od tych co to wiedzą lepiej...)

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
09-01-2011 20:01 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)

>Dokładnie o to, co sama napisałaś o religii. Że jest racjonalna, bo albo powstała w skutek objawienia, albo wskutek ewolucji.
Znowu wkłada pan swoje urojenia w cudze usta.ZIEMIOJAD takiego czegoś nie powiedziała.
To pan wyciągnął ten kuriozalny wniosek.Dokładnie o 12:24 w tym wątku.
A może już wcześniej i żyje pan z tym jakiś czas.

> Więc jeśli badacze mają rację, to może ileś tam osób to przeczyta, jakiś procent uwierzy, jakiś odsetek zastosuje w praktyce i część związków między ludzmi przetrwa, co będzie z korzyścią dla nich i dla ich dzieci.

Nic o korzyściach w badaniach nie było.Myli pan długość z satysfakcją.Jak nastolatka.

>Życie, choć zasadniczo skomplikowane, jest proste.

Kolejna perełka.
09-01-2011 18:26 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)
>zapewne nie wierzysz, że ( chrześcijaństwo ) powstało wskutek boskiego objawienia, a wobec tego, musiało wyewoluować w drodze ewolucji.

Strasznie lubię tego Loska i jego niezawodną logikę.
10-01-2011 08:44 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Wszystko, co powstało w drodze ewolucji, jest racjonalne.
Z czego wyciągasz taki wniosek? Bo jest fałszywy.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
A co nieracjonalnego powstało w drodze ewolucji?

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 11:08 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>A co nieracjonalnego powstało w drodze ewolucji?
Miliony rzeczy. Na przykład nerw krtaniowy u żyrafy (wiem, przykład oklepany, ale bardzo dobry). Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby popukać się w głowę - co ta ewolucja nawyprawiała?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
10-01-2011 11:51 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Miliony rzeczy. Na przykład nerw krtaniowy u żyrafy (wiem, przykład oklepany, ale bardzo dobry).

Mniej oklepanym, a przepociesznym przykładem mogą być zachowania godowe papugi kakapo
10-01-2011 21:30 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Zapewne chodzi Ci nie tyle o nerw krtaniowy wsteczny jako taki, bo on jest żyrafie potrzebny zapewne do tego samego celu co i człowiekowi, czyli do sterowania strunami głosowymi, tylko o jego długość i przebieg?
Czy tak?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
11-01-2011 07:06 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>Czy tak?
Nie inaczej. Nie jest to racjonalne, a powstało w wyniku ewolucji.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
A wiesz czemu nerw krtaniowy wsteczny nie tylko u żyrafy, ale i u człowieka i innych ssaków biegnie trochę dziwnie? Znasz szczegóły? Mam to opisać dokładnie ( jako że jestem chirurgiem, ludzki nerw krtaniowy wsteczny widziałem nieraz na własne oczy ), czy przejść od razu do istoty sprawy?
WL.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
12-01-2011 16:49 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>A wiesz czemu nerw krtaniowy wsteczny nie tylko u żyrafy, ale i u człowieka i innych ssaków biegnie trochę dziwnie?
Tak, wiem.
"Trochę" dziwnie? Idiotycznie! Ale tak biegł u naszych rybich przodków i tak mu zostało.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
No, właśnie mu "nie zostało". U ryb, nerw biegł najkrótszą z możliwych dróg, ale wskutek obniżenia trzewi u następnych doskonalszych gatunków, naczynia pociągnęły za sobą nerw w dół, ponieważ tak się przypadkiem złożyło, że nerw u ryb krzyżował duże pnie naczyniowe, od dołu, przechodził poniżej nich. I dlatego u ludzi i jak sądzę u wszystkich ssaków, nerw krtaniowy wsteczny lewy odchodząc od nerwu błędnego krzyżuje od przodu i od dołu - łuk aorty po stronie lewej a prawy krzyżuje prawą tętnicę podobojczykową po stronie prawej. Ewolucja działa w ten sposób, że wychodząc z przypadkowych losowych zmian, mutacji - te które okazały się korzystne - pozostawia, a niekorzystne odrzuca. Przodkowie żyraf, żyli w środowisku w którym zaczęło się opłacać mieć długą szyję, by sięgać do wyższych gałęzi drzew niż inne zwierzęta. Stąd szyja przodków żyraf zaczęła się wydłużać i zajęły one nową niszę ekologiczną, niedostępną dla niższych zwierząt. Sytuacja wtedy wyglądała tak, że nerwy krtaniowe wsteczne już były skrzyżowane z naczyniami, od - pechowo - złej strony, czyli od dołu i - ponieważ ewolucja nie miała innego wyjścia ( wybacz mi tę personifikację ewolucji ) musiała te nerwy powydłużać, ponieważ były one potrzebne. Przecięcie nerwu krtaniowego wstecznego po jednej stronie, (np. przy źle przeprowadzonej operacji tarczycy) powoduje porażenie jednej struny głosowej i chrypkę, a przecięcie obydwu - wymaga tracheostomii, inaczej jest duża szansa, że się taki ktoś udusi, ponieważ obie struny głosowe ulegną porażeniu. Można więc sobie wyobrazić, że u jakiegoś przodka żyrafy nerw np. się nie wydłużył, tylko urwał. Nie muszę tłumaczyć, czemu linia ta wymarła bezpotomnie...
Tak więc, reasumując, czterometrowy nerw krtaniowy u żyrafy, jest taki jaki jest, bo jest niezbędny do życia, a jego "dziwny" przebieg wynika stąd, że ewolucja, ze względu na mechanizmy które nią rządzą ( nieodwracalność zmian i losowy charakter przyczyny zmian, czyli mutacji ) nie miała innego wyboru, aniżeli te nerwy w zaistniałej sytuacji wydłużyć.
Są takie cechy fizyczne i psychiczne u organizmów, co do których nauka nie do końca wie, czemu powstały i się utrwaliły, ale to, że musiały być korzystne, by przetrwać, nie jest do podważenia.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
14-01-2011 08:00 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>No, właśnie mu "nie zostało".
Ależ właśnie zostało. Sam to piszesz
>Tak więc, reasumując, czterometrowy nerw krtaniowy u żyrafy, jest taki jaki jest, bo jest niezbędny do życia, a jego "dziwny" przebieg wynika stąd, że ewolucja, ze względu na mechanizmy które nią rządzą ( nieodwracalność zmian i losowy charakter przyczyny zmian, czyli mutacji ) nie miała innego wyboru, aniżeli te nerwy w zaistniałej sytuacji wydłużyć.
Dobrze. Co nie zmienia faktu, że jego przebieg jest z punktu widzenia obdarzonego nim gatunku kompletnie nieracjonalny. Nerw jest niezbędny do życia, ale nie droga, którą musi pokonać.
> Są takie cechy fizyczne i psychiczne u organizmów, co do których nauka nie do końca wie, czemu powstały i się utrwaliły, ale to, że musiały być korzystne, by przetrwać, nie jest do podważenia.
Oczywiście. Takie cechy niewątpliwie istnieją. Nie widzę jednak niczego korzystnego w akurat takim przebiegu omawianego nerwu. Zdecydowanie korzystniejsza byłaby zupełnie inna droga, taka, żeby nie musiał się krzyżować z naczyniami od dołu i wracać. Niestety, z powodu nieodwracalności zmian rybi przebieg pozostał. Trzeba więc było nadrobić absurdalną długością.
Tak zupełnie przy okazji - może wiesz, czemu służy plamka ślepa i skąd się wzięła?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
>Ależ właśnie zostało. Sam to piszesz
Nie zostało, bo został pociągnięty przez naczynia i już nie biegnie najkrótszą drogą.
>Dobrze. Co nie zmienia faktu, że jego przebieg jest z punktu widzenia obdarzonego nim gatunku kompletnie nieracjonalny. Nerw jest niezbędny do życia, ale nie droga, którą musi pokonać.
Jego przebieg jest nieracjonalny tylko dla tej części populacji obdarzonego nim gatunku, która nie zna jego onto- i filogenezy. Cała reszta wie, że on tak biegnie bo musi.
>Oczywiście. Takie cechy niewątpliwie istnieją. Nie widzę jednak niczego korzystnego w akurat takim przebiegu omawianego nerwu. Zdecydowanie korzystniejsza byłaby zupełnie inna droga, taka, żeby nie musiał się krzyżować z naczyniami od dołu i wracać. Niestety, z powodu nieodwracalności zmian rybi przebieg pozostał. Trzeba więc było nadrobić absurdalną długością.
Nie absurdalną długością, tylko konieczną długością.
Celowość utrwalonych zmian jest jedną z naczelnych, kardynalnych cech i zasad ewolucji. Z mechanizmu działania ewolucji wynika, że utrwaleniu mogą ulec wyłącznie cechy korzystne dla danego gatunku!
>Tak zupełnie przy okazji - może wiesz, czemu służy plamka ślepa i skąd się wzięła?
Plamka ślepa to miejsce na siatkówce, które pozostało "ślepe", tzn. na którym nie wykształciły się fotoreceptory ( czopki i pręciki). Najpewniej z powodu tego, że w tym właśnie miejscu do gałki ocznej wnika nerw wzrokowy.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
15-01-2011 22:12 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)

> Z mechanizmu działania ewolucji wynika, że utrwaleniu mogą ulec wyłącznie cechy korzystne dla danego gatunku!

Ewolucja działa na poziomie osobniczym, jeszcze pewniej genetycznym ale nie gatunkowym.
Jest całe mnóstwo cech , które gatunkom wyraźnie szkodzą.Np:Wielkość samców słoni morskich, ubarwienie samców ptaków, czy poroże jeleni.
Nie mówiąc już o absurdalnej proporcji płci 1/1.

>>Tak zupełnie przy okazji - może wiesz, czemu służy plamka ślepa i skąd się wzięła?
>Plamka ślepa to miejsce na siatkówce, które pozostało "ślepe", tzn. na którym nie wykształciły się fotoreceptory ( czopki i pręciki). Najpewniej z powodu tego, że w tym właśnie miejscu do gałki ocznej wnika nerw wzrokowy.
Skąd się wzięła wiemy , ale czemu służy?
Ania... (14138 punktów)
>>>Tak zupełnie przy okazji - może wiesz, czemu służy plamka ślepa i skąd się wzięła?
>>Plamka ślepa to miejsce na siatkówce, które pozostało "ślepe", tzn. na którym nie wykształciły się fotoreceptory ( czopki i pręciki). Najpewniej z powodu tego, że w tym właśnie miejscu do gałki ocznej wnika nerw wzrokowy.
>Skąd się wzięła wiemy , ale czemu służy?
Odwrócenie układu tak, aby ciała komórek osłaniały elementy światłoczułe ponoć zabezpieczało te ostatnie przed uszkodzeniem, np. przed nadmiernym oświetleniem. Ponoć.
15-01-2011 23:10 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Celowość utrwalonych zmian jest jedną z naczelnych, kardynalnych cech i zasad ewolucji.

Celowość jest akurat tą cechą która obaliłaby darwinizm.Widzą ją tylko ci, którzy chcą wprowadzić tylnymi drzwiami do TE jakąś siłę wyższą.
16-01-2011 00:16 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Celowość utrwalonych zmian jest jedną z naczelnych, kardynalnych cech i zasad ewolucji. Z mechanizmu działania ewolucji wynika, że utrwaleniu mogą ulec wyłącznie cechy korzystne dla danego gatunku!
Chyba o czymś różnym mówimy.
Celowość oznacza wprowadzenie czegoś z jakiegoś powodu. Czyli dla jakiegoś celu. No - ja przynajmniej tak to rozumiem. To coś innego niż "przydatność", o jakiej możemy mówić w przypadku cech, które są utrzymywane w procesie selekcji.

Kierunek zmienności jest totalnie przypadkowy. Pojawia się to, co przypadkiem się pojawia. Nie ma w tym procesie celowości.

Selekcja jest bardziej "celowa", chociaż i tutaj sensu nie ma. To, co nie sprawdziło się w konkretnym momencie, jest eliminowane. Ale czy możemy opisać to jako celowy proces? Nie sądzę. Irracjonalne jest prowadzenie np. do karykaturalnych cech, jak rzeczony już paw, albo monstrualne rozmiary niektórych organizmów. Wiemy już, że takie zwierzęta zwykle stosunkowo szybko przegrywają wyścig ewolucyjny. Więc po co wchodzić na tą ścieżkę? A jednak wchodzimy (jako organizmy). A to dlatego, że nie tworzymy sobie racjonalnie celu ewolucji. Ewolucja nie prowadzi do niczego, ona się "przydarza". A potem, patrząc na sprawy wstecznie, możemy wyjaśnić, dlaczego tak akurat się przydarzyła.
Witold Losek (800 punktów)
>Kierunek zmienności jest totalnie przypadkowy. Pojawia się to, co przypadkiem się pojawia. Nie ma w tym procesie celowości.
Ewolucja na samym początku w chwili powstawania mutacji nie ma żadnego kierunku. Mutacje następują losowo w "każdym kierunku". Dopiero presja środowiska powoduje że jedne cechy przetrwają inne nie.
>Selekcja jest bardziej "celowa", chociaż i tutaj sensu nie ma. To, co nie sprawdziło się w konkretnym momencie, jest eliminowane. Ale czy możemy opisać to jako celowy proces? Nie sądzę. Irracjonalne jest prowadzenie np. do karykaturalnych cech, jak rzeczony już paw, albo monstrualne rozmiary niektórych organizmów. Wiemy już, że takie zwierzęta zwykle stosunkowo szybko przegrywają wyścig ewolucyjny. Więc po co wchodzić na tą ścieżkę? A jednak wchodzimy (jako organizmy). A to dlatego, że nie tworzymy sobie racjonalnie celu ewolucji. Ewolucja nie prowadzi do niczego, ona się "przydarza". A potem, patrząc na sprawy wstecznie, możemy wyjaśnić, dlaczego tak akurat się przydarzyła.
Podasz przykład jakiegoś monstrualnego zwierzęcia, które stosunkowo szybko przegrało wyścig ewolucyjny?
Od ilu tysiaćleci na ziemi żyją słonie, hipopotamy, wieloryby? A np. mamuty, wyginęły nie dlatego, że były duże, tylko dlatego, że drastycznie i nagle zmieniły się warunki życia. Przy tak drastycznych zmianach waurunków życia, jak te, które spowodowały wyginięcie dinozaurów, też nie ich wielkość była powodem wyginięcia. Wtedy wymarło cos 95% wszystkich organizmów i małych i dużych!
Jeżeli celem gatunku jest przeżycie, przekazanie genów potomstwu, to wszystko to, co prowadzi do uzyskania przewagi nad konkurencją jest celowe/przydatne/skuteczne/racjonalne.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
17-01-2011 15:25 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Kierunek zmienności jest totalnie przypadkowy. Pojawia się to, co przypadkiem się pojawia. Nie ma w tym procesie celowości.
>Ewolucja na samym początku w chwili powstawania mutacji nie ma żadnego kierunku. Mutacje następują losowo w "każdym kierunku". Dopiero presja środowiska powoduje że jedne cechy przetrwają inne nie.
Oczywiście. I patrząc z perspektywy możemy oceniać, jakie były korzyści każdej cechy. Ale korzystna cecha nie oznacza, że byłą w tym procesie jakakolwiek celowość.
>Podasz przykład jakiegoś monstrualnego zwierzęcia, które stosunkowo szybko przegrało wyścig ewolucyjny?
>Od ilu tysiaćleci na ziemi żyją słonie, hipopotamy, wieloryby? A np. mamuty, wyginęły nie dlatego, że były duże, tylko dlatego, że drastycznie i nagle zmieniły się warunki życia.
No i właśnie. Duże rozmiary sprawdzały się przez jakiś czas, ale jednak w chwili kryzysu duże nie przetrwały. Zastanówmy się, dlaczego duże zwierzęta na większości kontynentów nie przetrwały? No i gady - ile znamy dużych gadów, które przetrwały?
Wielkość nie ułatwia przetrwania na długą metę, chociaż zdarzają się wyjątki, oczywiście. Tyle, że każdy duży gatunek jest obecnie zagrożony wymarciem.

>Przy tak drastycznych zmianach waurunków życia, jak te, które spowodowały wyginięcie dinozaurów, też nie ich wielkość była powodem wyginięcia. Wtedy wymarło cos 95% wszystkich organizmów i małych i dużych!
Ale z dużych ile zostało? W przypadku gadów - żaden.
Zastanów się, dlaczego. Miały ogromne wymagania np. w ilości pokarmu, przez co ich przegrana w tj ostrej selekcji była niemal gwarantowana. I o tym mówię. Celowy proces wybiera najlepszą opcję. Celowa ewolucja nie wpadła by w taką pułapkę.

>Jeżeli celem gatunku jest przeżycie, przekazanie genów potomstwu, to wszystko to, co prowadzi do uzyskania przewagi nad konkurencją jest celowe/przydatne/skuteczne/racjonalne.
Wydaje mi się że użyłeś słowa "celowość" bez zastanowienia i teraz brniesz dalej przez upór.
Przydatne i skuteczne albo korzystne, nie oznacza racjonalne i celowe. Co do przydatnego / skutecznego / korzystnego się zgadzam - i chyba inni też. Co do celowego / racjonalnego - nie zgadzam się kategorycznie.
15-01-2011 22:16 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
> ale to, że musiały być korzystne, by przetrwać, nie jest do podważenia.

Nie musiały być korzystne.Mogły być "tylko" konieczne.
15-01-2011 22:46 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
>Widzisz, ale pozostałość ewolucyjna po przodkach nie jest racjonalna. Racjonalne byłoby "przewidzenie" co byłoby prostsze i korzystniejsze i wprowadzenie takiej zmiany.

Racjonalność w moim rozumieniu wymaga analizy sytuacji i oceny jej. Nie sądzę, aby można było być "racjonalnym wyjściem", bez takiego planu. Dlatego my możemy personifikować do pewnego stopnia naturę, zafascynowani efektami selekcji, jednak określanie dzieł ewolucji racjonalnymi jest troszkę na wyrost.

Racjonalny mógłby być w tym ujęciu tylko projekt. A projektu nie ma. Dlatego odziedziczone po przodkach dyrdymałki stają się "logiczne" dopiero po zrozumieniu, jaką drogą dostały się nosicielom w spadku. Np. totalnie irracjonalne ruszanie uszami, gęsia skórka, wyrostek robaczkowy (wszystkie funkcje, jakie podejrzewa się że u nas pełni mógłby pełnić z powodzeniem bez narażania nas na stany zapalne, perforacje i zapalenia otrzewnej, bo jako grudki limfatyczne nie wymaga przecież "bycia uchyłkiem").

Owszem, cechy niekorzystne są eliminowane. Ale zostają cechy obojętne, które wcale nie muszą być racjonalne.

Co więcej - dobór utrwala często cechy, które korzystne dla przetrwania nie są. Jak inaczej wyjaśnić np. pawi ogon albo zachowania godowe wielu zwierząt, które narażają je na zostanie czyimś obiadem, niż irracjonalnym doborem płciowym? Bo babom się tak podoba - to moim zdaniem racjonalne nie jest.
Jest zrozumiałe, potrafimy to wyjaśnić, ale gdybym ja to projektowała, to zrobiłabym to inaczej.
Witold Losek (800 punktów)
>Racjonalność w moim rozumieniu wymaga analizy sytuacji i oceny jej. Nie sądzę, aby można było być "racjonalnym wyjściem", bez takiego planu. Dlatego my możemy personifikować do pewnego stopnia naturę, zafascynowani efektami selekcji, jednak określanie dzieł ewolucji racjonalnymi jest troszkę na wyrost.
Jak możesz wymagać analizy sytuacji od ślepego mechanizmu ewolucji? A nawet, gdyby nadać ewolucji cechy takie jak inteligencja, to jak możesz wymagać od Ewolucji tego, by na etapie projektowania nerwu krtwaniowego wstecznego u ryb, przewidziała że za miliony lat zajdzie potrzeba wydłużenia szyi u żyrafy? Oprócz tego, że inteligenta, musiała by być jeszcze jasnowidzem! Przecież punktem wyjścia zmian w genach organizmów jest losowość. Zmiany są losowe. Zmiany wyjściowe są przypadkowe, trudno mówić w tym przypadku o racjonalności, o jakimkolwiek wyborze! Dopiero pod wpływem presji środowiska naturalnego, losowe zmiany na lepsze zostają utrwalone, a zmiany na gorsze usunięte, gdyż posiadzacze tych pierwszych przetrwają, a tych drugich wyginą!
>Owszem, cechy niekorzystne są eliminowane. Ale zostają cechy obojętne, które wcale nie muszą być racjonalne.
>Co więcej - dobór utrwala często cechy, które korzystne dla przetrwania nie są. Jak inaczej wyjaśnić np. pawi ogon albo zachowania godowe wielu zwierząt, które narażają je na zostanie czyimś obiadem, niż irracjonalnym doborem płciowym? Bo babom się tak podoba - to moim zdaniem racjonalne nie jest.
Jeśli powiesz coś takiego w towarzystwie jakiegoś ewolucjonisty, np. przy kolacji, to gotów się zakrztusić i udławić, więc raczej tego nie rób!
Ewolucja z zasady nie może utrwalić niekorzystej dla danego gatunku cechy! Nie może, nie może, nie może!
Na pewno wśród samic przodków pawi, były takie, które preferowały dłuższe i piękniejsze ogony u samców, jak i te, które wolały mniejsze. Przetrwały tylko te, które wybierały ładniejszych, co już oznacza, że ich wybór był trafny. Że miały racje. To, że samicom podobał się długi ogon samca też jest wynikiem ewolucji!
Piękny długi ogon samca, świadczy o jego zdrowiu, to że on przetrwał wśród drapieżników mając tak długi i piękny ogon, też świadczy o jego sile, odporności, zdrowiu, umiejętności przetrwania. A te właśnie geny, są z punktu widzenia przetrwania gatunku porządane!
Zrozum - z definicji ewolucji wynika, że wzmocnieniu ulegają cechy korzystne w danym środowisku, że przetrwają najlepiej przystosowani!
>Jest zrozumiałe, potrafimy to wyjaśnić, ale gdybym ja to projektowała, to zrobiłabym to inaczej.
Z jednej pojedyńczej komórki prabakterii powstały dzięki ewolucji miliony gatunków, które zasiedliły całą ziemię, wszystkie możliwe nisze ekologiczne, nawet te, zdawałoby się niemozliwe do zasiedlenia. I to bez żadnego projektu. I to w sytuacji, w której warunki życia tych wszystkich organizmów stale się zmieniały! Jej celem, było zasiedlenie wszystkich nisz ekologicznych i tak się stało. A ty piszesz, że trudno jej działania nazwać racjonalnymi? To jest tak, jakbyś poleciła zaprojektowanie domu, który nie wiadomo gdzie stanie, nie wiadomo kto w nim zamieszka, nie wiadomo kiedy i do czego przydadzą się poszczególne pokoje, ba, w tym domu dany pokój raz będzie łazienką a za chwilę sypialnią, a potem jeszcze jadalnią. Ewolucja sobie z tym poradziła bez projektu, a Ty twierdzisz, że zrobiłabyś to lepiej??

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
16-01-2011 10:50 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
racjonalny (łc. rationalis 'racjonalny, rozsądny' od ratio 'obliczenie; sposób myślenia, rozum') 1. oparty na najnowszych metodach naukowych, dających dobre efekty; przemyślany, rozsądny. 2. oparty na rozumie, kierujący się nim, wyrozumowany.

Pawie ogony nie są racjonalne. Oczywiście muszę dodać z czyjego punktu widzenia. Z punktu widzenia samców pawia (muszą się z nimi męczyć, a żadnej przyjemności z seksu nie mają). Z punktu widzenia człowieka, który rozumie, że przeszkadzają w życiu tych ptaków.
Natomiast są racjonalne z punktu widzenia samic pawia - mówią, że pawia stać na niepotrzebny wydatek energetyczny, więc ma zapasy energii.
Aha, widoczny ogon jest racjonalny z punktu widzenia drapieżnika, bo łatwiej mu polować i łatwiej przeżyć.

Zakładamy oczywiście, że można antropomorfizować ewolucję, pawie i inne procesy czy organizmy żywe, które rozumu nie mają.

Pozdrawiam

W końcu wypoczęty
Witold Losek (800 punktów)
Z punktu widzenia samców pawia też są racjonalne ( dające dobre efekty ), bo pozwalają posiadaczom ładnych ogonów przekazać swoje geny. Generalnie są racjonalne ( dające dobre efekty ) z punktu widzenia pawi jako gatunku.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
16-01-2011 11:29 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Z punktu widzenia samców pawia też są racjonalne ( dające dobre efekty ), bo pozwalają posiadaczom ładnych ogonów przekazać swoje geny.
Samce pawia nie interesują się swoim potomstwem. Nie wydaje się, by interesowały się też tym, czy je mają. Nie potrafią rozróżnić swego od nieswojego. Powyższy Pański argument odpada.

> Generalnie są racjonalne ( dające dobre efekty ) z punktu widzenia pawi jako gatunku.
Potrafisz to udowodnić? Ja stawiam tezę, że gdyby pawie miały ogony, jak bażanty, to byłoby lepsze dla ich gatunku - dlaczego?, bo bażanty radzą sobie lepiej! A ponieważ jest coś lepszego (w tej samej grupie stworzeń [spokrewnionej blisko]), to znaczy, że ewolucyjnie ogon pawia jest generalnie zły.

Pozdrawiam

W końcu wypoczęty
Witold Losek (800 punktów)
>Samce pawia nie interesują się swoim potomstwem. Nie wydaje się, by interesowały się też tym, czy je mają. Nie potrafią rozróżnić swego od nieswojego. Powyższy Pański argument odpada.
Nie muszą się interesować swoim potomstwem. Interesuje je zapłodnienie samicy. W ogóle świadomość samców pawia, nie ma absolutnie żadnego znaczenia dla rozważania pożyteczności, czy zbędności pięknych pawich ogonów. Piękny ogon powstał u samców pawi ponieważ samice wolą piękne ogony. Świadomość samców nie ma nic do rzeczy. Czynnikiem wywołującym piękny ogon, jest wybór dokonywany przez samicę. Wiele zwierząt nie interesuje ich własne potomstwo. Np. jeleń zdobywa prawo do pokrycia samic, przepędzając innych rywali, przy pomocy dużych rogów i siły fizycznej. Nie interesuje go później co się dzieje z jego potomstwem, co nie zmienia faktu, że siła fizyczna i poroże jest dlaniego korzystne.
W związku z tym to Twój argument odpada.
>Potrafisz to udowodnić? Ja stawiam tezę, że gdyby pawie miały ogony, jak bażanty, to byłoby lepsze dla ich gatunku - dlaczego?, bo bażanty radzą sobie lepiej! A ponieważ jest coś lepszego (w tej samej grupie stworzeń [spokrewnionej blisko]), to znaczy, że ewolucyjnie ogon pawia jest generalnie zły.
Dowody na skuteczność pawiego ogona jako czynnika pozwalającego na zapłodnienie samicy i przekazanie swoich genów, chodzą na dwóch nogach i skrzeczą obrzydliwie w wielu parkach. To że pawie żyją i mają się nieźle jako gatunek, to jest jedyny i wystarczający dowód. Argument z bażantem byłby może niezły, gdyby bażanty i pawie zamieszkiwały dokładnie tę samą niszę ekologiczną, i konkurowały ze sobą.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
16-01-2011 15:35 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jeśli masz problem ze zrozumieniem słów "z punktu widzenia", to jest to Twoja przypadłość.
Ja nie mam z tym problemu, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko skończyć dyskusję w tym miejscu.

Powodzenia życzę w dociekaniach.

Pozdrawiam

W końcu wypoczęty
Witold Losek (800 punktów)
>Jeśli masz problem ze zrozumieniem słów "z punktu widzenia", to jest to Twoja przypadłość.
Nie mam problemu.
>Ja nie mam z tym problemu, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko skończyć dyskusję w tym miejscu.
>Powodzenia życzę w dociekaniach.
Wzajemnie
Pozdrawiam

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
16-01-2011 12:15 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>> Racjonalność w moim rozumieniu wymaga analizy sytuacji i oceny jej.

> Jak możesz wymagać analizy sytuacji od ślepego mechanizmu ewolucji?
[CIACH]
> Przecież punktem wyjścia zmian w genach organizmów jest losowość. Zmiany są losowe. Zmiany wyjściowe są przypadkowe, trudno mówić w tym przypadku o racjonalności

Może przypomnę, że to ty wprowadziłeś do dyskusji wątek racjonalności w ewolucji

Witold Losek:
Wszystko, co powstało w drodze ewolucji, jest racjonalne.



"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
Witold Losek (800 punktów)
No, personifikując ewolucję, można powiedzieć, że na ślepo wypróbowywuje różne rozwiązania, a te które się sprawdzą, te które są racjonalne z punktu widzenia przetrwania gatunku, te pozostają. Reszta wymiera. Na tym to polega.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
16-01-2011 19:54 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)
>>Racjonalność w moim rozumieniu wymaga analizy sytuacji i oceny jej. Nie sądzę, aby można było być "racjonalnym wyjściem", bez takiego planu. Dlatego my możemy personifikować do pewnego stopnia naturę, zafascynowani efektami selekcji, jednak określanie dzieł ewolucji racjonalnymi jest troszkę na wyrost.

>Jeśli powiesz coś takiego w towarzystwie jakiegoś ewolucjonisty, np. przy kolacji, to gotów się zakrztusić i udławić, więc raczej tego nie rób!
>Ewolucja z zasady nie może utrwalić niekorzystej dla danego gatunku cechy! Nie może, nie może, nie może!
Trzykrotne powtórzenie zaklęcia nie zmieni rzeczywistości.
Może.
Bardzo wiele gatunków brnie wskutek działania ewolucji w ślepą uliczkę i wymiera.
Nawet więcej niż wiele.Prawie wszystkie.
Dobrym przykładem są wzmiankowane wcześniej słonie morskie.Monstrualnej wielkości samce rywalizujące z pięciokrotnie mniejszymi samicami o te same,ograniczone zasoby.
Samce tak gigantyczne, że ok. 10% samic ginie w czasie kopulacji a ok 30% młodych jest przez nie miażdżonych w czasie niekończących się bójek.(Dane procentowe mogą być niedokładne,podaje je z pamięci)
W dodatku jest ich za dużo.Rozmnaża się jedynie co pięćdziesiąty.
Jeśli słonie morskie są zbyt odrażające można przyjrzeć się pandzie wielkiej.Zabrnęła w swojej ewolucyjnej wędrówce na granicę wyginięcia.
>Piękny długi ogon samca, świadczy o jego zdrowiu, to że on przetrwał wśród drapieżników mając tak długi i piękny ogon, też świadczy o jego sile, odporności, zdrowiu, umiejętności przetrwania. A te właśnie geny, są z punktu widzenia przetrwania gatunku porządane!

Geny na zdrowie, odporność czy umiejętność przetrwania mogą występować również bez wspaniałego ogona.

>Zrozum - z definicji ewolucji wynika, że wzmocnieniu ulegają cechy korzystne w danym środowisku, że przetrwają najlepiej przystosowani!

Niestety dane środowisko cały czas się zmienia więc najlepiej przystosowane gatunki są cały czas eliminowane.

>Jej celem, było zasiedlenie wszystkich nisz ekologicznych i tak się stało. A ty piszesz, że trudno jej działania nazwać racjonalnymi?

Nic nie wiadomo aby ewolucja miała jakiś cel.Czyżby i to znajdowało się w jej definicji?

> Ewolucja sobie z tym poradziła bez projektu, a Ty twierdzisz, że zrobiłabyś to lepiej??

Ewolucja z niczym sobie nie poradziła bo nie miała żadnego celu z którym miałaby sobie radzić.
Gdyby na Ziemi występowały same glony, albo byłaby pozbawiona życia byłoby to tak samo racjonalne jak to co jest.
16-01-2011 20:20 
 Ocena 6 na 6
Michał (2046 punktów)
>Piękny długi ogon samca, świadczy o jego zdrowiu, to że on przetrwał wśród drapieżników mając tak długi i piękny ogon, też świadczy o jego sile, odporności, zdrowiu, umiejętności przetrwania.

   A skąd pewność, że model "dobrych genów" jest w tym wypadku właściwy? To tylko jeden z modeli, spośród których żaden nie uzyskał statusu jedynego właściwego, a w sumie może istnieć kilka mechanizmów obok siebie. Model Fishera (na który tak się obruszyłeś) nie został obalony, a co więcej są dane potwierdzające ten model. Sukces reprodukcyjny pawi z długimi ogonami mógł wynikać wyłącznie z obecności samic preferujących takich samców, a sukces samców później pociągnął sukces reprodukcyjny samic o takiej preferencji. Taki mechanizm jest samonapędzający się i nie wymaga istnienia związku wielkości ogona z kondycją osobnika.

>Ewolucja z zasady nie może utrwalić niekorzystej dla danego gatunku cechy! Nie może, nie może, nie może!
Witold Losek:
Z mechanizmu działania ewolucji wynika, że utrwaleniu mogą ulec wyłącznie cechy korzystne dla danego gatunku!


   Przy wyłącznym działaniu doboru naturalnego - tak. Silny dobór naturalny występuje jednak tylko w populacjach o liczebności bliskiej nieskończoności, między którymi występuje losowe krzyżowanie się. Sytuacja taka jest możliwa tylko teoretycznie. W warunkach naturalnych występuje jedynie silny dobór negatywny, natomiast dobór pozytywny jest słaby. W małych populacjach dochodzi dryf genetyczny, który utrwala całą gamę mutacji neutralnych i "przepuszcza" mutacje niekorzystne.

   Z analizy sekwencji genów wynika, że dobór naturalny działa wyłącznie obok dryfu, przy czym wkład dryfu w ilość zmian sekwencyjnych jest większy. Skutki doboru pozytywnego są jedynie lepiej widoczne fenotypowo i ważne z punktu widzenia pojawiania się nowych cech.

   Ludzki genom zawiera mnóstwo "śmieci" takich, jak pseudogeny czy samoreplikujące się elementy transpozycyjne. Ich istnienie jest dla nas, jako organizmów, niekorzystne, ponieważ musimy ponosić spore koszty energetyczne związane z ich replikacją. Elementy te nie ulegają jednak zanikaniu.

Witold Losek:
Celowość utrwalonych zmian jest jedną z naczelnych, kardynalnych cech i zasad ewolucji.


   Ewolucja ma charakter mechanistyczny i nie ma mowy o celowości. Są ludzie, którzy próbują pogodzić swoje wierzenia religijne z ewolucją, nadając jej teleologiczny wymiar. Kłóci się to jednak z "mechanicznością" procesu ewolucji.

   Określenie ewolucji mianem racjonalnej jest dosyć osobliwe, ponieważ jest to określenie podejścia ludzi opartego na rozumowaniu - metody. Nie wiadomo, w jaki sposób odnieść to do procesu biologicznego.
17-01-2011 15:39 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>>Racjonalność w moim rozumieniu wymaga analizy sytuacji i oceny jej. Nie sądzę, aby można było być "racjonalnym wyjściem", bez takiego planu. Dlatego my możemy personifikować do pewnego stopnia naturę, zafascynowani efektami selekcji, jednak określanie dzieł ewolucji racjonalnymi jest troszkę na wyrost.
>Jak możesz wymagać analizy sytuacji od ślepego mechanizmu ewolucji?
No i ja nie wymagam!
To ty na siłę wciskasz ewolucji celowość, a to słowo właśnie to oznacza!
Dlatego właśnie się taki rwetes podniósł.
Dalsze punkty to kontynuacja tej samej myśli.
Ewolucja robi rzeczy nieracjonalne, bowiem proces ten nie jest celowy. Gdyby był, to takie dziwaczne rozwiązania nie powstałyby. Ale powstały dlatego, że zmiany są "ślepe" i przetrwały tylko dlatego, że nie było lepszych rozwiązań.
Doszukiwanie się celowości oznacza właśnie oczekiwanie przewidywania i odszukiwania rozwiązań. :
celowość
1. «przydatność do jakichś potrzeb»
2. «świadome zmierzanie do celu»
3. filoz. «taki przebieg zjawisk, zdarzeń, działań ludzkich, jakby w swym rozwoju zmierzały one do określonego celu»
za PWN.
Znacznie lepszym określeniem jest właśnie przydatność, albo korzyść.
>>Co więcej - dobór utrwala często cechy, które korzystne dla przetrwania nie są. Jak inaczej wyjaśnić np. pawi ogon albo zachowania godowe wielu zwierząt, które narażają je na zostanie czyimś obiadem, niż irracjonalnym doborem płciowym? Bo babom się tak podoba - to moim zdaniem racjonalne nie jest.
>Jeśli powiesz coś takiego w towarzystwie jakiegoś ewolucjonisty, np. przy kolacji, to gotów się zakrztusić i udławić, więc raczej tego nie rób!
Wiesz - ja jestem biologiem. Nie powiesz mi, że ogon pawia ułatwia przetrwanie osobnicze - osobnik niezdarny, rzucający się w oczy drapieżnikom. Jest korzystny tylko dlatego, że umożliwia znalezienie ochoczej partnerki, ale życia pawiom nie ułatwia. Śpiew ptaków nie ułatwia przetrwania osobnika - sygnalizuje wręcz "tu jestem, zjedz mnie", ale podobnie - umożliwia znalezienie partnerki. Został utrwalony pewnie dlatego, że co któremuś atrakcyjnemu udało się, a nieatrakcyjni nie byli wybierani przez partnerki.
>Ewolucja z zasady nie może utrwalić niekorzystej dla danego gatunku cechy! Nie może, nie może, nie może!
Cecha korzystna dla przekazania genów dalej, a korzystna dla osobnika to dwie różne często rzeczy. J.w.
>Na pewno wśród samic przodków pawi, były takie, które preferowały dłuższe i piękniejsze ogony u samców, jak i te, które wolały mniejsze. Przetrwały tylko te, które wybierały ładniejszych, co już oznacza, że ich wybór był trafny. Że miały racje. To, że samicom podobał się długi ogon samca też jest wynikiem ewolucji!
Ale jak wyżej - pawiom samcom ten długi ogon przysparzał nie lada problemów i powodował na pewno ich przedwczesne zgony. Utrwalenie cechy to bilans korzyści i strat, jednak te korzyści nie są tożsame z ułatwieniem przetrwania osobnika. Racjonalnym zatem byłoby, aby samice wybierały samce na innej podstawie. Wybór kolorowych i długich ogonów nie jest racjonalny, a powinien być, aby ewolucja była racjonalna. Skoro ewolucja opiera się na takich absurdalnych kryteriach selekcji, to sama w sobie nie jest i nie może być racjonalna. Racjonalna może być jedynie jako "spójna teoria", czyli nasze rozumienie ewolucji, a nie sam proces.
I o tym cały czas Ci się wałkuje. Korzyść to nie to samo co celowość i racjonalność.
>Zrozum - z definicji ewolucji wynika, że wzmocnieniu ulegają cechy korzystne w danym środowisku, że przetrwają najlepiej przystosowani!
Tak, to oczywiste. Nie musisz tego tłumaczyć.
>Z jednej pojedyńczej komórki prabakterii powstały dzięki ewolucji miliony gatunków, które zasiedliły całą ziemię, wszystkie możliwe nisze ekologiczne, nawet te, zdawałoby się niemozliwe do zasiedlenia. I to bez żadnego projektu. I to w sytuacji, w której warunki życia tych wszystkich organizmów stale się zmieniały! Jej celem, było zasiedlenie wszystkich nisz ekologicznych i tak się stało. A ty piszesz, że trudno jej działania nazwać racjonalnymi?
Dlaczego stale personifikujesz ewolucję?
Może nie jesteś tego świadomy, ale taki sposób opisywania ewolucji sprowadza ją właśnie do inteligentnego projektu. Dlatego osoby, które czują coś w tym temacie - a ja mam nadzieję, że coś czuję, w końcu biologia to mój zawód - nie mogą powstrzymać okrzyków sprzeciwu.
>To jest tak, jakbyś poleciła zaprojektowanie domu, który nie wiadomo gdzie stanie, nie wiadomo kto w nim zamieszka, nie wiadomo kiedy i do czego przydadzą się poszczególne pokoje, ba, w tym domu dany pokój raz będzie łazienką a za chwilę sypialnią, a potem jeszcze jadalnią. Ewolucja sobie z tym poradziła bez projektu, a Ty twierdzisz, że zrobiłabyś to lepiej??
Gdyby cokolwiek miało działać w sposób celowy, a o to cały czas się upominasz, to właśnie byłoby tak, jakbym poleciła zaprojektowanie domu. Czyli powinna przewidzieć konsekwencje własnych wyborów.
Ewolucja nie działa - ona się przydarza, dzieje. Nie planuje, nie analizuje, nie wybiera.
12-01-2011 17:09 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>A wiesz czemu nerw krtaniowy wsteczny nie tylko u żyrafy, ale i u człowieka i innych ssaków biegnie trochę dziwnie? Znasz szczegóły? Mam to opisać dokładnie ( jako że jestem chirurgiem, ludzki nerw krtaniowy wsteczny widziałem nieraz na własne oczy ), czy przejść od razu do istoty sprawy?
Ja poproszę, to będzie ciekawe.
Witold Losek (800 punktów)
Czy to co napisałem powyżej, jako odpowiedź dla Meretseger, wystarczy, czy mam coś jeszcze napisać?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 11:30 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)

> Bo jest fałszywy.

To taka cecha wniosków Loska.
10-01-2011 14:54 
 Ocena 3 na 3
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>To, że chrześcijaństwo jest racjonalne, to jest dla mnie oczywiste. Jako ateista ( jesteś ateistą?) zapewne nie wierzysz, że powstało wskutek boskiego objawienia, a wobec tego, musiało wyewoluować w drodze ewolucji. Wszystko, co powstało w drodze ewolucji, jest racjonalne.

Jak rozumiesz to ostatnie zdanie? Chcesz przez to powiedzieć, że chrześcijaństwo jest racjonalne w takim samym sensie, w jakim za istoty racjonalne można uznać amebę, pantofelka, ślimaka czy glistę ludzką? Czy może uważasz, że wszystko, co powstało w toku ewolucji, siłą faktu musi być od razu racjonalne?



> a już na pewno coś, to trwa dwa tysiące lat.

Jak np. astrologia albo wiara w feralną trzynastkę? Serio uważasz, że długowieczność pewnych przekonań jest wystarczającą przesłanką, by uznać je za racjonalne?

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
10-01-2011 21:48 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Oczywiście. Trwałość oraz powszechność danej cechy jest dowodem na skuteczność rozwiązania. Ja osobiście wierzę w Objawienie, jako przyczynę powstania religii, ale jeśli założymy, że nie ma Boga, ani Objawienia, to znaczy, że wszystko, łącznie z religiami, jest efektem ewolucji. Ewolucja działa w ten sposób, że "wypróbowywuje" pewne rozwiązania. Drogą losowych mutacji, dochodzi do drobnych zmian w budowie organizmów. Jeśli zmiany są korzystne w danym środowisku, to są utrwalane, ponieważ osobniki z korzystnymi cechami ( fizycznymi i psychicznymi ) mają większe szanse na przeżycie, ponieważ są lepiej przystosowane do środowiska. Ich dzieci dziedziczą ich cechy i w ten sposób dana cecha, np. długość dzioba u bociana, długość szyi u żyrafy, z pokolenia na pokolenie się zwiększają, aż do pewnej granicy, poza którą dalszy wzrost staję się z jakichś powodów niepożądany i nieopłacalny. Przy okazji powstają i zmiany na gorsze. Zgodnie z krzywą Gaussa, w populacji przodków bocianów, pojawić się musiały tak osobniki z nieco dłuższymi dziobami, jak i z nieco krótszymi. W danym środowisku, w danej niszy ekologicznej, przetrwały te z dłuższymi. Czyli te z krótszymi były aberracją, były błedem. I dlatego wymarły, bo miały mniej dzieci. Taką aberracją jest wiara w trzynastkę i astrologia. Społeczeństwa ewoluowały podobnie jak gatunki, w konkurencji ze sobą. Ci, którzy nie uwierzyli, wymarli. Bo mieli mniej dzieci. Bo ich małżeństwa się szybciej rozpadały, na przykład.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 23:05 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> Przy okazji powstają i zmiany na gorsze. Zgodnie z krzywą Gaussa, w populacji przodków bocianów, pojawić się musiały tak osobniki z nieco dłuższymi dziobami, jak i z nieco krótszymi. W danym środowisku, w danej niszy ekologicznej, przetrwały te z dłuższymi. Czyli te z krótszymi były aberracją, były błedem. I dlatego wymarły, bo miały mniej dzieci. Taką aberracją jest wiara w trzynastkę i astrologia.

Idąc twoim tokiem rozumowania, skoro zarówno numerologia jak i astrologia trwają dłużej niż chrześcijaństwo i jak dotąd trzymają się świetnie, znaczy to, że chrześcijaństwo z większym prawdopodobieństwem niż astrologia może się okazać ewolucyjną aberracją

"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
10-01-2011 23:14 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>> Przy okazji powstają i zmiany na gorsze. Zgodnie z krzywą Gaussa, w populacji przodków bocianów, pojawić się musiały tak osobniki z nieco dłuższymi dziobami, jak i z nieco krótszymi. W danym środowisku, w danej niszy ekologicznej, przetrwały te z dłuższymi. Czyli te z krótszymi były aberracją, były błedem. I dlatego wymarły, bo miały mniej dzieci. Taką aberracją jest wiara w trzynastkę i astrologia.
>Idąc twoim tokiem rozumowania, skoro zarówno numerologia jak i astrologia trwają dłużej niż chrześcijaństwo i jak dotąd trzymają się świetnie, znaczy to, że chrześcijaństwo z większym prawdopodobieństwem niż astrologia może się okazać ewolucyjną aberracją
No, ja - jako się rzekło kilkukrotnie, wierzę w Objawienie. Ale co do Twojego pytania, to myślę, że jednak astrologów i numerologów, jest mniej niż wyznawców którejś z wielkich religii, i było ich również zdecydowanie mniej w całej historii ludzkości, łącznie, niż tych drugich. A że byli wcześniej? No, cóż, ewolucja poprawia cechy organizmów, stąd najpierw były religie animistyczne, druidzi, itp., a teraz chrześcijanie, mahometanie, itd.
q.e.d.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
11-01-2011 15:23 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
> Ale co do Twojego pytania, to myślę, że jednak astrologów i numerologów, jest mniej niż wyznawców którejś z wielkich religii, i było ich również zdecydowanie mniej w całej historii ludzkości, łącznie, niż tych drugich. A że byli wcześniej? No, cóż, ewolucja poprawia cechy organizmów, stąd najpierw były religie animistyczne, druidzi, itp., a teraz chrześcijanie, mahometanie, itd.
Ale niemal każdy wyznawca religii "wielkiej" jednocześnie wierzy w koty, horoskopy, rozsypane sole i stłuczone lusterka. Albo przynajmniej całowanie się przez próg.
No, a jak do tego się ma większość zwyczajów typowo religijnych, jak oczapkowanie, gdzie i kiedy się klęka, kiedy w czasie mszy się wstaje itd., pokropywanie wodą i inne? To są irracjonaolne i całkowicie bezpodstawne zabobony, mające na celu "zadowolenie" nadnaturalnej istoty, oparte na przekonaniu, że jest na tyle łatwowierna, że da się nabrać na nasze "techniki".
Witold Losek (800 punktów)
>> Ale co do Twojego pytania, to myślę, że jednak astrologów i numerologów, jest mniej niż wyznawców którejś z wielkich religii, i było ich również zdecydowanie mniej w całej historii ludzkości, łącznie, niż tych drugich. A że byli wcześniej? No, cóż, ewolucja poprawia cechy organizmów, stąd najpierw były religie animistyczne, druidzi, itp., a teraz chrześcijanie, mahometanie, itd.
>Ale niemal każdy wyznawca religii "wielkiej" jednocześnie wierzy w koty, horoskopy, rozsypane sole i stłuczone lusterka. Albo przynajmniej całowanie się przez próg.
Nie wiem skąd niby wiadomo, że niemal każdy... Ja na przykład nie...
>No, a jak do tego się ma większość zwyczajów typowo religijnych, jak oczapkowanie, gdzie i kiedy się klęka, kiedy w czasie mszy się wstaje itd., pokropywanie wodą i inne? To są irracjonaolne i całkowicie bezpodstawne zabobony, mające na celu "zadowolenie" nadnaturalnej istoty, oparte na przekonaniu, że jest na tyle łatwowierna, że da się nabrać na nasze "techniki".
>
Religie - o ile nie są pochodzenia boskiego w co osobiście wierzę, też ze sobą konkurowały i ewoluowały. Widocznie korzystne było stworzenie rytuału. Widocznie ludzie, obdarzeni cechą podatności na wiarę, łatwiej poddawali się tej wierze, jeśli wokół niej zaistniał odpowiedni, nieraz tajemniczy rytuał. Zresztą o słuszności takiego rozumowania, świadczy fakt, że rytuały nie są zarezerwowane li tylko dla religii. Uroczyste wciąganie flagi na maszt, parady wojskowe, orędzia do narodów, śluby cywilne, pasowanie na przedszkolaka, oraz cała masa różnych zabobonnych rytuałów, którym ludzie wierzący w Boga nie powinni się poddawać, świadczą, że po prostu lubimy rytuał i łatwiej nas jako masę, jako społeczeństwo do czegoś namówić przy pomocy rytuału.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Religie - o ile nie są pochodzenia boskiego w co osobiście wierzę, też ze sobą konkurowały i ewoluowały. Widocznie korzystne było stworzenie rytuału. Widocznie ludzie, obdarzeni cechą podatności na wiarę, łatwiej poddawali się tej wierze, jeśli wokół niej zaistniał odpowiedni, nieraz tajemniczy rytuał. Zresztą o słuszności takiego rozumowania, świadczy fakt, że rytuały nie są zarezerwowane li tylko dla religii.
Im dluzej czytam, tym mniej rozumiem.
>Uroczyste wciąganie flagi na maszt, parady wojskowe, orędzia do narodów, śluby cywilne, pasowanie na przedszkolaka, oraz cała masa różnych zabobonnych rytuałów, którym ludzie wierzący w Boga nie powinni się poddawać, świadczą, że po prostu lubimy rytuał i łatwiej nas jako masę, jako społeczeństwo do czegoś namówić przy pomocy rytuału.
Tu rozumiem ze racjonalizujesz swoje cwiczenia gimnastyczne ktore uprawiasz podczas mszy.
15-01-2011 22:52 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>> Ale co do Twojego pytania, to myślę, że jednak astrologów i numerologów, jest mniej niż wyznawców którejś z wielkich religii, i było ich również zdecydowanie mniej w całej historii ludzkości, łącznie, niż tych drugich. A że byli wcześniej? No, cóż, ewolucja poprawia cechy organizmów, stąd najpierw były religie animistyczne, druidzi, itp., a teraz chrześcijanie, mahometanie, itd.
>>Ale niemal każdy wyznawca religii "wielkiej" jednocześnie wierzy w koty, horoskopy, rozsypane sole i stłuczone lusterka. Albo przynajmniej całowanie się przez próg.
>Nie wiem skąd niby wiadomo, że niemal każdy... Ja na przykład nie...
Ja też. Ale podawali tutaj gdzieś link do danych obop. W ewolucję wierzy 53%, a ponad 70 wierzy w takie gusła.

>Religie - o ile nie są pochodzenia boskiego w co osobiście wierzę, też ze sobą konkurowały i ewoluowały. Widocznie korzystne było stworzenie rytuału.
Rytuał można stworzyć "świecki".
Istnieje kilka hipotez wyjaśniających podatność na religię. Ja osobiście lubię hipotezy o doszukiwaniu się wzorca oraz wrodzonej łatwowierności w wieku dziecięcym. Do tego dodaję znaczenie snów w tworzeniu obrazu życia po śmierci i duszy.
Z faktu istnienia religii jako memu nie musi wynikać, że sama religia jest potrzebna. Często jest tak, że właściwa korzyść to jedno, a pojawiające się efekty uboczne to inna sprawa. Przykład - większość ludzi w układzie plam może doszukać się twarzy. To cecha ewolucyjna. Ale korzyścią ewolucyjną nie było odnajdywanie twarzy M.M. w plamach, ale odnajdywanie i identyfikowanie zagrożenia. Teraz to straciło na znaczeniu, ale cecha została. Podobnie może być i pewnie jest z religią. Kiedyś potrzebowaliśmy doszukiwać się wzorców, aby móc funkcjonować w niezrozumiałym świecie.
16-01-2011 19:58 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
> No, cóż, ewolucja poprawia cechy organizmów, stąd najpierw były religie animistyczne, druidzi, itp., a teraz chrześcijanie, mahometanie, itd.
Rozumiem, że itd. to ateiści.
10-01-2011 23:18 
 Ocena 5 na 5
Michał (2046 punktów)
>Trwałość oraz powszechność danej cechy jest dowodem na skuteczność rozwiązania.

   Skuteczność pod względem powielania się. Chrześcijaństwo (jak i wiara w pechową trzynastkę) nie jest cechą, lecz ideą, przekazywaną w sposób kulturowy.

   Pozytywny aspekt biologiczny mogą mieć cechy, które ułatwiają/umożliwiają powstawanie lub podatność na religię, np. zdolność do rozpoznania postawy intencjonalnej. W ten sposób idee religijne mogą występować jako skutek uboczny pozytywnej cechy biologicznej. Pod względem ewolucyjnym jest to chyba najbardziej prawdopodobna wersja.

>Ci, którzy nie uwierzyli, wymarli. Bo mieli mniej dzieci.

   Osobniki wyznające daną ideę musiałyby podlegać silnemu doborowi grupowemu, co jest raczej wątpliwe. W każdym razie brak danych popierających taki scenariusz.

>Bo ich małżeństwa się szybciej rozpadały, na przykład.

   Wysoce wątpliwa hipoteza. Małżeństwa mogą się rozpadać, ale to może zwiększać różnorodność genetyczną populacji (więcej dzieci z innymi partnerami).

>Ja osobiście wierzę w Objawienie, jako przyczynę powstania religii

   Rozumiem, że wszystkim religiom objawił się ich Bóg/bogowie?
10-01-2011 23:30 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>>Trwałość oraz powszechność danej cechy jest dowodem na skuteczność rozwiązania.
>   Skuteczność pod względem powielania się. Chrześcijaństwo (jak i wiara w pechową trzynastkę) nie jest cechą, lecz ideą, przekazywaną w sposób kulturowy.
Ściślej mówiąc cechą osobniczą jest podatność na wiarę. Obserwowana jest ona u wszystkich znanych cywilizacji, co więcej, są pewne doświadczenia wskazujące, że w pewnych sytuacjach niektóre zwierzęta, ( o ile dobrze pamiętam w doświadczeniu chodziło o gęsi ) kierują się pewnym rodzajem wiary.
>   Pozytywny aspekt biologiczny mogą mieć cechy, które ułatwiają/umożliwiają powstawanie lub podatność na religię, np. zdolność do rozpoznania postawy intencjonalnej. W ten sposób idee religijne mogą występować jako skutek uboczny pozytywnej cechy biologicznej. Pod względem ewolucyjnym jest to chyba najbardziej prawdopodobna wersja.
Możliwe, Ale możliwe też, że to religijność jako taka jest tą determinującą cechą.
>>Ci, którzy nie uwierzyli, wymarli. Bo mieli mniej dzieci.
>   Osobniki wyznające daną ideę musiałyby podlegać silnemu doborowi grupowemu, co jest raczej wątpliwe. W każdym razie brak danych popierających taki scenariusz.
Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że religijność może być klasycznym przykładem cechy powodującej silny dobór grupowy! Ponieważ religia doskonale nadaje się do porządkowania społeczeństwa. Ułatwia wprowadzanie i egzekwowanie nakazów i zakazów, itp.
>>Bo ich małżeństwa się szybciej rozpadały, na przykład.
>   Wysoce wątpliwa hipoteza. Małżeństwa mogą się rozpadać, ale to może zwiększać różnorodność genetyczną populacji (więcej dzieci z innymi partnerami).
Niewykluczone. Ale możliwe też, że stabilny związek, pozwala lepiej wychować dzieci.
>>Ja osobiście wierzę w Objawienie, jako przyczynę powstania religii
>   Rozumiem, że wszystkim religiom objawił się ich Bóg/bogowie?
Średnio znam się na innych religiach. Wierzę, że Objawienie było początkiem mojej.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 23:37 
 Ocena 2 na 2
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>Ściślej mówiąc cechą osobniczą jest podatność na wiarę. Obserwowana jest ona u wszystkich znanych cywilizacji, co więcej, są pewne doświadczenia wskazujące, że w pewnych sytuacjach niektóre zwierzęta, (o ile dobrze pamiętam w doświadczeniu chodziło o gęsi) kierują się pewnym rodzajem wiary.

O, ciekawe. A czym się to przejawiało? Składały jakieś ofiary albo odprawiały modły?


"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
10-01-2011 23:45 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Niestety dokładnie nie pamiętam. Nie chodziło oczywiście o wiarę w jakiegoś Boga, ale o zachowania, które dało się wytłumaczyć tylko tym, że ta gęś wierzyła, że coś tam się stanie, jeśli coś zrobi. Opis doświadczenia jest najpewniej w książce Waltera Burkerta "Stwarzanie Świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych".
Nie mogę go ( opisu doświadczenia ) znaleźć, a nie chce mi się czytać jeszcze raz całej.

"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
16-01-2011 20:05 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
>Niestety dokładnie nie pamiętam.

To u pana typowe.

> Nie chodziło oczywiście o wiarę w jakiegoś Boga, ale o zachowania, które dało się wytłumaczyć tylko tym, że ta gęś wierzyła, że coś tam się stanie, jeśli coś zrobi.

Pewno chodziło o psy.One często wierzą, że nie zostaną ukarane jak coś zrobią.

Bo koty to wiedzą.
Ania... (14138 punktów)Odp: Naukowcy: warto czekać z seksem do ślubu.
Czy mamy gdzieś artykuł źródłowy?
Ten podany w linku jest bezwartościowy.

A co do interpretacji - to najbardziej niebezpieczna część opracowywania wyników.

Jak można zinterpretować podobne wyniki?
1) Pary czekające z rozpoczęciem współżycia mają lepsze szanse, a ślub to przypadek. Bez danych źródłowych nie możemy zobaczyć, czy odczekanie 6-12-36 miesięcy miało podobny efekt.
2) Pary monogamiczne nie potrafią ocenić jakości współżycia tymi samymi kategoriami, co pary z przeszłością. Dlatego ich sposób oceny jest nieporównywalny. Zwyczajnie - nie mając porównania trudno coś porównywać.
3) Pary żyjące w tzw. wartościach chrześcijańskich mogą być nieobiektywne w całej ocenie. Mogą odczuwać silniejszą presję do nieprzyznawania się do niezadowolenia lub utajenia zdrad.

Mogę wymieniać dalej.

Co ciekawe - wiem, że przynależność do religii nie zwiększa trwałości małżeństwa, wręcz przeciwnie, często ją zmniejsza. Podaję póki co za "Samolubnym genem", w razie W poszukam źródła.
04-01-2011 20:43 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>Czy mamy gdzieś artykuł źródłowy?

Nie mamy. Autor wątku pytany o takowy stwierdził, że się czepiamy drobiazgów.
04-01-2011 20:46 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Czy mamy gdzieś artykuł źródłowy?
>Nie mamy. Autor wątku pytany o takowy stwierdził, że się czepiamy drobiazgów.
Czyli coś świta, ale w nosie mamy wiarygodność te wypowiedzi. Ważne, że pasuje do mojego światopoglądu, więc już się cieszymy

Troszkę niepoważne.
09-01-2011 12:38 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Troszkę niepoważne.
Jak pisałem całości w oryginale nie udało mi się znaleźć, ale obszerny opis artykułu można - jak już pisałem - znaleźć np na Medline czyli serwisie Narodowej Bilblioteki Medycznej USA i Narodowego Istytutu Zdrowia.
www.nlm.ni(*)lus/news/fullstory_107136.html


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
11-01-2011 14:57 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Troszkę niepoważne.
>Jak pisałem całości w oryginale nie udało mi się znaleźć, ale obszerny opis artykułu można - jak już pisałem - znaleźć np na Medline czyli serwisie Narodowej Bilblioteki Medycznej USA i Narodowego Istytutu Zdrowia.
>www.nlm.ni(*)lus/news/fullstory_107136.html
Nadal nie możemy się do tego ustosunkować.

Podaję dane artykułu:
Compatibility or restraint? The effects of sexual timing on marriage relationships.
Busby, Dean M.; Carroll, Jason S.; Willoughby, Brian J.
Journal of Family Psychology, Vol 24(6), Dec 2010, 766-774. doi: 10.1037/a0021690
psycnet.ap(*)DDB&resultID=1&page=1&dbTab=pa
I wszystko, co udało się wygrzebać:
"Very little is known about the influence of sexual timing on relationship outcomes. Is it better to test sexual compatibility as early as possible or show sexual restraint so that other areas of the relationship can develop? In this study, we explore this question with a sample of 2035 married individuals by examining how soon they became sexually involved as a couple and how this timing is related to their current sexual quality, relationship communication, and relationship satisfaction and perceived stability. Both structural equation and group comparison analyses demonstrated that sexual restraint was associated with better relationship outcomes, even when controlling for education, the number of sexual partners, religiosity, and relationship length. (PsycINFO Database Record (c) 2010 APA, all rights reserved)"

Czyli - coś zadźwięczało, ale mam za mało danych, aby określić mój pogląd. A już na pewno daleka jestem od wyrażania kategorycznych opinii, w stylu autora tematu.
04-01-2011 20:45 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
A co mi tam:
www.religioustolerance.org/chr_dira.htm
i lista na dole strony. Przykład:
"Christians are more likely to experience divorce than are non-Christians," Barna Research Group, 1999-DEC-21, at: www.barna.org/ Barna no longer has this report online. However, a review of the report is at: www.adherents.com/
10-01-2011 22:46 
 Ocena 5 na 5
Michał (2046 punktów)
>Czy mamy gdzieś artykuł źródłowy?

   Cały artykuł można znaleźć tu i tam.

   Pomiar opierał się na kwestionariuszu RELATE, na podstawie którego autorzy ocenili poszczególne zmienne. "Lepsza komunikacja" oznacza uzyskanie większej ilości punktów w kwestionariuszu. Na uwagę zasługuje zwłaszcza "postrzegana stabilność", która nie jest rzeczywistą stabilnością związku, lecz postrzeganiem stabilności przez uczestnika badania.

   Autorzy przede wszystkim wnioskują, że ich badania nie wspierają "kompatybilności seksualnej", ponieważ wstrzymanie się z rozpoczęciem współżycia też może mieć pozytywne skutki. Zastrzegają jednak, że ich badania są mało reprezentatywne, pewne grupy są nadreprezentowane, nie obserwuje się silnego związku badanych zmiennych z rozpoczęciem współżycia, a na funkcjonowanie związku większy wpływ mogą być inne zmienne.

   Powodów do zachwytu autora wątku nad tą publikacją jakoś nie widzę po zapoznaniu się z artykułem. Ogólne przesłanie autorów to: nie musisz spieszyć się z rozpoczęciem współżycia. Chrześcijaństwo natomiast utrzymuje: musisz się wstrzymywać do ślubu. Gdzie tu zbieżność?
10-01-2011 23:00 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
> Ogólne przesłanie autorów to: nie musisz spieszyć się z rozpoczęciem współżycia. Chrześcijaństwo natomiast utrzymuje: musisz się wstrzymywać do ślubu. Gdzie tu zbieżność?
Nie ma tu zbieżności????


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 23:15 
 Ocena 3 na 3
Michał (2046 punktów)
>Nie ma tu zbieżności????

   Jeśli jest, to ją wykaż.
11-01-2011 07:35 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Nie ma tu zbieżności????
Ano nie ma. Brak pośpiechu w podejmowaniu współżycia nie oznacza braku współżycia do ślubu.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
sukulent (2309 punktów)
Szukam sobie tej pracy i szukam w podanym czasopiśmie i znaleźć nie mogę. Wobec zaś braku oryginalnego tekstu publikacji - trudno merytorycznie dyskutować. Onet jako źródło naukowe sprawdza się nienajlepiej.
Pewne zastanowienie wzbudza we mnie fakt, że owi "naukowcy" potwierdzili w Twym odczuciu jedynie "odwieczną wiedzę" chrześcijaństwa. A co z islamem? i hinduizmem? Od macochy?

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
10-01-2011 10:15 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Tu jest link do stron czasopisma:
psycnet.apa.org/journals/fam/24/6/
Trzeba kliknąć w tytuł pracy:
"Compatibility or restraint? The effects of sexual timing on marriage relationships."
aby odnaleźć abstrakt.
A tu jest link do Medline'a, gdzie jest streszczenie po angielsku:
www.nlm.ni(*)lus/news/fullstory_107136.html
Jeśłi chodzi o islam, to chyba też to wiedział, ale co do hinduizmu, to się nie wypowiadam, bo słabo się w nim orientuję.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
20-01-2011 00:48 
 Ocena-1 na 1
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>Szukam sobie tej pracy i szukam w podanym czasopiśmie i znaleźć nie mogę. Wobec zaś braku oryginalnego tekstu publikacji - trudno merytorycznie dyskutować. Onet jako źródło naukowe sprawdza się nienajlepiej.
>Pewne zastanowienie wzbudza we mnie fakt, że owi "naukowcy" potwierdzili w Twym odczuciu jedynie "odwieczną wiedzę" chrześcijaństwa. A co z islamem? i hinduizmem? Od macochy?
>
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka") )

Takie pytanie: "Jaka góra była najwyższa na Ziemi zanim odkryto Mount Everest?" Odpowiedź: "Czumolungma". To nie wina góry, że ludzie nie wiedzieli jak jest wysoka.
Co zatem złego, że nauka w końcu potwierdza to, co Kościół katolicki twierdzi od początku swego istnienia? Zatem wiedza ta nie jest odwieczna.
Aha.... Chodzi o to, że to czysta nauka a nie dywagacje "racjonalistów"...
No to mamy problem. "Racjonaliści"!!! Chcecie dowodów? Sami zróbcie takie badania! Tylko, żeby mi to było uczciwe! Bo ja Was już znam....
andrzej grzywacz (151 punktów)
1. Czy w ankiecie pytano kiedy badane osoby rozpoczęły życie seksualne? Czy założenie odgórne było, że każda osoba nie posiadała wcześniej partnerów i liczy się wyłącznie obecny partner. Zakładam teoretyczną sytuację, w której kobieta lub mężczyzna (kolejność nieistotna) posiadali wcześniej partnerów seksualnych i prowadzili "hulaszczy" tryb życia, a jednak współżycie z obecnym partnerem (którego dotyczyła ankieta) rozpoczęte było dopiero po ślubie.
2. Eksperymentowanie w życiu. Jak osoba, która posiadała tylko jednego partnera seksualnego może określić zadowolenie jeśli nie ma porównania? W takiej sytuacji można, moim zdaniem jedynie stwierdzić, że posiadanie partnera seksualnego (przed lub po ślubie) jest lepsze od nieposiadania pantera. Osoby posiadające wielu partnerów mają większe porównanie.
3. Ile procent badanych czekało z seksem do ślubu? Nie mogę dotrzeć do oryginału artykułu.
10-01-2011 10:17 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Na tej stronie:
www.nlm.ni(*)lus/news/fullstory_107136.html
można przeczytać, że:

Cytat:
Trying to find out if the timing of sex in a relationship had a lasting impact on the eventual marriages, the study divided 2,035 participants into three groups: those who had sex within a month of meeting (776), those who had sex after a month but within two years (923), and those who waited until they were married (336) to have sex.


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
10-01-2011 10:58 
 Ocena 1 na 1
andrzej grzywacz (151 punktów)
No tak, ale ja chciałbym się dowiedzieć czy brano pod uwagę fakt, że wcześniej również można było posiadać partnera. Widzę, że eksperyment nie brał wcale pod uwagę możliwości posiadania większej liczby partnerów w przeszłości...
10-01-2011 21:51 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
OK. A jak posiadanie wcześniej patnerów mogłoby wpłynąć na osiągnięte wyniki?


"Vitam perdidit qui nemini prodidit"
11-01-2011 09:54 
 Ocena 1 na 1
andrzej grzywacz (151 punktów)
Z tego co mi się wydaje, osoby posiadające wcześniej więcej partnerów seksualnych trudno będzie zaliczyć do grupy ludzi czekających z seksem do ślubu. Najistotniejsze przesłanie tej pracy to wstrzemięźliwość seksualna do ślubu, dla mnie więc istotna jest informacja jak wyglądało ich życie przed poznaniem partnera, którego dotyczyła ankieta.
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
Przeczytałem początek dyskusji....
Reszty nie chciało mi się.
Tradycyjnie, "argumentami" racjonalistów są osobiste wycieczki i tzw. odwracanie kota ogonem.
Jeden z forumowiczów przedstawił wyniki badań naukowców amerykańskich, ale oczywiście polscy "racjonaliści", którzy znają się na badaniach naukowych jak kura na pieprzu, kwestionują badania NAUKOWCÓW, ponieważ uważają się za racjonalistów... Kupa śmiechu. A dlaczego kwestionują? Tylko dlatego, że wyniki badań naukowych nie zgadzają się z ich poglądami! I znowu kupa śmiechu. ha ha ha
Mało tego. User pisze, że ignoruje głupie "argumenty", bo są głupie, a polski racjonalista obrusza się, bo uważa (ha ha ha ha), że to bardzo racjonalne jest czytanie głupot...
Dlatego nie dokończę lektury tego wątku. Za dużo w nim wypowiedzi głupich.
19-01-2011 14:14 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Przeczytałem początek dyskusji....
>Reszty nie chciało mi się.
>Tradycyjnie, "argumentami" racjonalistów są osobiste wycieczki i tzw. odwracanie kota ogonem.
>Jeden z forumowiczów przedstawił wyniki badań naukowców amerykańskich, ale oczywiście polscy "racjonaliści", którzy znają się na badaniach naukowych jak kura na pieprzu, kwestionują badania NAUKOWCÓW, ponieważ uważają się za racjonalistów... Kupa śmiechu. A dlaczego kwestionują? Tylko dlatego, że wyniki badań naukowych nie zgadzają się z ich poglądami! I znowu kupa śmiechu. ha ha ha
>Mało tego. User pisze, że ignoruje głupie "argumenty", bo są głupie, a polski racjonalista obrusza się, bo uważa (ha ha ha ha), że to bardzo racjonalne jest czytanie głupot...
>Dlatego nie dokończę lektury tego wątku. Za dużo w nim wypowiedzi głupich.
Co to znaczy geniusz!
A pisać, tak mądre i tak przemyślane rzeczy dla tak głupich polskich racjonalistów, to Szanownemu Panu się chciało?
Cosik dziwnym jest to Pańskie chcenie!
Daje się zuważyć, że rzeczywiście jest Pan za mądrym dla naszego forum, lepiej znaleźć sobie takie na odpowiednim dla Pana poziomie.

Miłego dnia.

@@@
19-01-2011 16:12 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
> A dlaczego kwestionują? Tylko dlatego, że wyniki badań naukowych nie zgadzają się z ich poglądami! I znowu kupa śmiechu. ha ha ha
>Mało tego. User pisze, że ignoruje głupie "argumenty", bo są głupie, a polski racjonalista obrusza się, bo uważa (ha ha ha ha), że to bardzo racjonalne jest czytanie głupot...
>Dlatego nie dokończę lektury tego wątku. Za dużo w nim wypowiedzi głupich.
Kwestionują dlatego, że nie mają wglądu do oryginalnych wyników i do metodologii. Albo kwestionują metodologię, np. niewiarygodną ocenę jakości pożycia i trwałości związku.
19-01-2011 19:00 
 Ocena-3 na 5
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>Kwestionują dlatego, że nie mają wglądu do oryginalnych wyników i do metodologii. Albo kwestionują metodologię, np. niewiarygodną ocenę jakości pożycia i trwałości związku.
Nie dlatego kwestionują droga Aniu. Ich negacja badań naukowych nie wynika z racjonalnych pobudek, tylko z niemożności zrozumienia czym są badania naukowe. Te wyniki naukowe, które są dla nich niewygodne są po prostu negowane i kwestionowane ot tak, bez żadnych argumentów, bo oni uważają się za racjonalistów. Takie samozwańcze uważanie się za racjonalistę, jeszcze nikogo racjonalnie myślącym nie uczyniło. To tak jakby koń uważał, że jest traktorem.
Mam powód by sądzić, że większość tzw. "racjonalistów" jest najczęściej po prostu zwykłymi ignorantami. Gdyby byli prawdziwymi racjonalistami, te same kryteria stosowaliby przy ocenie wszystkich badań naukowych. Weźmy na przykład badania prowadzone w USA w latach 60-tych XX wieku nad homoseksualizmem. Okazuje się dziś, że "profesor" prowadzący te badania, sam był dewiantem homoseksualnym i został potem skazany za pedofilię, w dodatku tak dobierał sobie "reprezentatywny" przekrój społeczeństwa do badań, by dobrani ludzie byli homoseksualistami. A to nie wszystko.... Oczywiście, temu co napisałem większość polskich "racjonalistów" zaprzeczy i wcale nie będzie żądała od siebie sprawdzenia, czy to jest prawda.... Po prostu żenada.
A fakt, że wyjątek wśród "racjonalistów" stanowią osoby, które samodzielnie potrafią formułować wnioski z konkretnej tematyki to już inna sprawa. Najłatwiej jest powtarzać wygodne dla siebie tezy. Pozdrawiam.
19-01-2011 19:06 
 Ocena 6 na 6
lukaszewicz (5674 punktów)
> Oczywiście, temu co napisałem większość polskich "racjonalistów" zaprzeczy i wcale nie będzie żądała od siebie sprawdzenia, czy to jest prawda.... Po prostu żenada.

Myślę, że nie tyle zaprzeczy co poprosi o źródło tej informacji.
19-01-2011 19:37 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
Zaczynasz karierę na forum od obrażania jego użytkowników? Nie wróżę Ci długiej.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-01-2011 20:40 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
Ale zauważ- są wśród użytkowników osoby, które dały mu plusy po jego deklaracji, że nie przeczytał wątku, który komentuje
19-01-2011 21:28 
 Ocena 6 na 6
Kowalska (14008 punktów)
>Ale zauważ- są wśród użytkowników osoby, które dały mu plusy po jego deklaracji, że nie przeczytał wątku, który komentuje

   Znaczy się to polityk jest. Nikt tak jak politycy nie komentują czegoś, o czym nie mają zielonego pojęcia. Ze względu na plusujących, wyborców znaczy się, postawiłabym go raczej po prawej stronie sceny politycznej.


"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
19-01-2011 21:45 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Ale zauważ - są wśród użytkowników osoby, które dały mu plusy po jego deklaracji, że nie przeczytał wątku, który komentuje
Zapewne byli to "prawdziwi racjonaliści", którzy "wśród "racjonalistów" stanowią osoby, które samodzielnie potrafią formułować wnioski z konkretnej tematyki to już inna sprawa".
Wydaje mi się, że wśród "plusowaczy" nie było tych, którzy pisali na naszym forum o metodologi naukowej i domagali się jej przestrzegania.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Rafaela (2059 punktów)
>Ale zauważ- są wśród użytkowników osoby, które dały mu plusy po jego deklaracji, że nie przeczytał wątku, który komentuje
Przyznam się bez bicia, że mnie kilka razy zdarzyło się dać komuś plus naprawdę przypadkowo - zamiast wcisnąć 'odpowiedź' wcisnęłam 'plus' Na marginesie - wolałabym, aby oceny były np. po prawej stronie.
Może i on ma takie przypadkowe plusy?

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
19-01-2011 19:51 
 Ocena 4 na 4
Rafaela (2059 punktów)
>Gdyby byli prawdziwymi racjonalistami, te same kryteria stosowaliby przy ocenie wszystkich badań naukowych. Weźmy na przykład badania prowadzone w USA w latach 60-tych XX wieku nad homoseksualizmem. Okazuje się dziś, że "profesor" prowadzący te badania, sam był dewiantem homoseksualnym(...)

Poproszę o podanie źródła, chętnie się z tym zapoznam.


*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
19-01-2011 20:29 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Weźmy na przykład badania prowadzone w USA w latach 60-tych XX wieku nad homoseksualizmem. Okazuje się dziś, że "profesor" prowadzący te badania, sam był dewiantem homoseksualnym i został potem skazany za pedofilię

Uprzejmie proszę ostrożniej szafować słownictwem i podawać źródła, oskarżając o coś (pedofilia) osoby publiczne.
19-01-2011 21:18 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Kwestionują dlatego, że nie mają wglądu do oryginalnych wyników i do metodologii. Albo kwestionują metodologię, np. niewiarygodną ocenę jakości pożycia i trwałości związku.
> Nie dlatego kwestionują droga Aniu. Ich negacja badań naukowych nie wynika z racjonalnych pobudek, tylko z niemożności zrozumienia czym są badania naukowe.
po pierwsze - nie ich, a jak już "wasze", bowiem ja również kwestionuję wiarygodność tych wyników. A właściwie doniesienia.
>Te wyniki naukowe, które są dla nich niewygodne są po prostu negowane i kwestionowane ot tak, bez żadnych argumentów, bo oni uważają się za racjonalistów.
Hmm... nie mogę mówić w imieniu innych, ale ja nie neguję niewygodnych wyników. Dlatego moja praca doktorska wyszła inaczej niż się spodziewałam i ja, i mój promotor. Po prostu - jeśli wyniki pokazują coś, to się je analizuje. Alenie można przeanalizować doniesienia. Podobnie w kwestii metodologii - tutaj są ogromne niedopatrzenia, duże pole do interpretacji.
No i jak się to ma do częstotliwości rozwodów, która jest wyższa w rodzinach katolickich niż ateistycznych?
>Takie samozwańcze uważanie się za racjonalistę, jeszcze nikogo racjonalnie myślącym nie uczyniło. To tak jakby koń uważał, że jest traktorem.
A dziękuję, moja komisja doktorska zapewne byłaby zaskoczona, że jednak nie myślę racjonalnie.
>Mam powód by sądzić, że większość tzw. "racjonalistów" jest najczęściej po prostu zwykłymi ignorantami. Gdyby byli prawdziwymi racjonalistami, te same kryteria stosowaliby przy ocenie wszystkich badań naukowych.
I znowu - nie mogę mówić za wszystkich. Jeśli poznam faktyczne statystyki i okażą się powtarzalne - to zmienię pogląd na tą sprawę.
>Weźmy na przykład badania prowadzone w USA w latach 60-tych XX wieku nad homoseksualizmem. Okazuje się dziś, że "profesor" prowadzący te badania, sam był dewiantem homoseksualnym i został potem skazany za pedofilię, w dodatku tak dobierał sobie "reprezentatywny" przekrój społeczeństwa do badań, by dobrani ludzie byli homoseksualistami.
Ciekawe - proszę dane do pracy źródłowej, oraz dotyczące skazania. Jak zawsze, słowa pędzą, ale za nimi za wiele nie stoi.
20-01-2011 00:29 
 Ocena-3 na 5
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
Jeśli komuś nie podoba się, że wytrąciłem mu pałę bejsbolową z dłoni i na nim samym ćwiczę, czym jest jej ciężar na karku, to bardzo dobrze.
Bo dokładnie właśnie to robię. Posługuję się metodą, jaką stosują tzw. "racjonaliści" w dowalaniu "prawej stronie".
A propos "prawej strony"... Proszę podać źródła, z których wiadomo z której strony sceny politycznej pochodzę i że w ogóle z jakiejkolwiek sceny pochodzę.
Do niejakiego liliac (czy jakoś tak)... Czy wróżba jest "racjonalną" metodą badawczą? Jeśli nie, to skąd u "racjonalisty" w ogóle pojęcie wróżenia komukolwiek i czegokoliwiek?
Wyjaśnię jednak, co Cię boli. Otóż boli Cię po prostu, to co mówię. To nie ja obrażam. Po prostu to Wy się obrażacie, czytając co napisałem. Obrażacie się, bo w głębi Waszych serc nie chcecie przyjąć do wiadomości, że a nuż mogę mieć rację. Wy się z tym nie chcecie zgodzić, za to Wasze sumienia ożywiają się na słowa prawdy. Powstaje dyskomfort psychiczny, za którego istnienie oskarżacie wszystkich, tylko nie siebie.
Jeśli ktoś nazwie mnie durniem, mnie to nie obraża. Nie obraża, ponieważ moje sumienie podpowiada, że to jest nieprawda. Skoro to jest nieprawda, to o co mam się obrażać? O to, że ktoś kłamie i jego wychowanie zostało zmarnowane przez ludzi, którzy byli za to odpowiedzialni? Przecież to nie mój problem!!!
No i oczywiście system punktacji postów... Ciekawa forma dyskryminacji... Zarówno dziś jak i kiedyś tyrani i despoci otaczali się tylko takimi ludźmi, którzy dobrze o nich mówili. Innych eliminowano... Jestem przekonany, że mnie czeka to samo.
Pozdrawiam.
20-01-2011 00:54 
 Ocena 5 na 5
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
W społeczeństwie istnieją pewne reguły zachowań. Nikt nie musi podzielać Pańskiej moralności, ale społeczny konsensus wymaga, by się Pan tych reguł trzymał - forum jest publiczne.

Pozdrawiam

Architekt projektując opiera się na wyliczeniach inżyniera. Inżynier szacuje parametry, opierając się na prawach fizyki. Fizyk korzysta z równań i tożsamości matematyki. Matematyk udowadniał twierdzenia nie zastanawiając się, czy opisują rzeczywistość.
23-01-2011 00:39 
 Ocena-2 na 2
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>W społeczeństwie istnieją pewne reguły zachowań. Nikt nie musi podzielać Pańskiej moralności, ale społeczny konsensus wymaga, by się Pan tych reguł trzymał - forum jest publiczne.
>Pozdrawiam
>
Architekt projektując opiera się na wyliczeniach inżyniera. Inżynier szacuje parametry, opierając się na prawach fizyki. Fizyk korzysta z równań i tożsamości matematyki. Matematyk udowadniał twierdzenia nie zastanawiając się, czy opisują rzeczywistość.

Jeszcze raz przypominam, że to ja dostosowałem swój sposób wypowiedzi do poziomu "racjonalistów". Jeśli komuś to się nie podoba, niech zweryfikuje swój styl i... obieca mocno poprawę.
23-01-2011 07:27 
 Ocena 7 na 7
czes (4083 punktów)
>Jeszcze raz przypominam, że to ja dostosowałem swój sposób wypowiedzi do poziomu "racjonalistów". Jeśli komuś to się nie podoba, niech zweryfikuje swój styl i... obieca mocno poprawę.

Ty TROLLU porąbany !!!
Tak, walnij się pięścią w głowę, a usłyszymy wawelski dzwon Zygmunta.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Wycinaj niepotrzebne cytowania.

Pozdrawiam

Architekt projektując opiera się na wyliczeniach inżyniera. Inżynier szacuje parametry, opierając się na prawach fizyki. Fizyk korzysta z równań i tożsamości matematyki. Matematyk udowadniał twierdzenia nie zastanawiając się, czy opisują rzeczywistość.
20-01-2011 05:32 
 Ocena 9 na 9
czes (4083 punktów)
>Do niejakiego liliac (czy jakoś tak)...
Ty nie jesteś "złośliwcem", ty jesteś GÓWNIARZEM !!!

>Wyjaśnię jednak, co Cię boli. ...
Myślisz, że kogoś tutaj interesują twoje wypociny?

>No i oczywiście system punktacji postów... Ciekawa forma dyskryminacji...
No, zdrowo cię porąbało! Zacytuję klasyka "idź do lekarza psychicznego".

>Zarówno dziś jak i kiedyś tyrani i despoci otaczali się tylko takimi ludźmi, którzy dobrze o nich mówili.
>Innych eliminowano... Jestem przekonany, że mnie czeka to samo.
Czego ci życzę z całego serca.

>Pozdrawiam.
A ja ciebie nie.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
20-01-2011 10:01 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Ty nie jesteś "złośliwcem", ty jesteś GÓWNIARZEM !!!
>Myślisz, że kogoś tutaj interesują twoje wypociny?
>No, zdrowo cię porąbało! Zacytuję klasyka "idź do lekarza psychicznego".
>Czego ci życzę z całego serca.

>>Pozdrawiam.
>A ja ciebie nie.
>
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.




Nie, nie nie!
Nie warto schodzić do poziomu każdego ignorackiego impertynenta wchodzącego na nasze forum aby nas obrazić i sprowokować. Grubiaństwo najczęściej pokrywa brak argumentów merytorycznych. Nasze teksty w znakomitej większości piszą i czytają mądrzy ludzie. Szybko można się poznać - co ktoś sobą reprezentuje.
Dlatego radzę: albo lekceważyć i omijać, albo śmiechem i drwiną, ale bardzo grzecznie, przekłuwać - nadęte przeświadczeniem o swojej wszechwiedzy - baloniki.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum, a szczególnie dla Pana. Na głupotę trzeba reagować, ale czy warto przy tym się pieklić?

@@@
.
22-01-2011 13:50 
 Ocena 1 na 1
simo.hayha. (433 punktów)
Pełna zgoda z p. Andrzejem. Nie ma co pieklić się nad takim człowiekiem. Wszakże ktoś kiedyś powiedział:
>nigdy nie dyskutuj z głupim, bo cię sprowadzi do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem

Nie schodźmy do takiego poziomu.
pozdrawiam, simo
22-01-2011 15:04 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Pełna zgoda z p. Andrzejem. Nie ma co pieklić się nad takim człowiekiem. Wszakże ktoś kiedyś powiedział:
>>nigdy nie dyskutuj z głupim, bo cię sprowadzi do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem.

Czasem warto sięgnąć do biskupiej mądrości:
Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;
Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał,
Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł;
Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął,
Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:
"Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny".

Ignacy Krasicki, bajka "Mądry i głupi"

Pozdrawiam.

@@@
.
23-01-2011 00:26 
 Ocena-3 na 3
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>.
>>Pełna zgoda z p. Andrzejem. Nie ma co pieklić się nad takim człowiekiem. Wszakże ktoś kiedyś powiedział:
>>>nigdy nie dyskutuj z głupim, bo cię sprowadzi do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem.
>Czasem warto sięgnąć do biskupiej mądrości:
>Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;
>Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał,
>Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł;
>Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął,
>Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:
>"Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny".

>Ignacy Krasicki, bajka "Mądry i głupi"
>Pozdrawiam.
>@@@
>.
A teraz jeszcze raz przeczytaj tę bajkę proszę i spójrz w lustro... Założę się, że nie dostrzeżesz tam adresata cytatu.
Czyli wychodzi na to, że mam rację. Tak jak pisałem na początku, zamiast merytorycznej dyskusji "odwracanie kota ogonem". Jeśli akurat słowa biskupa pasują, to tym bardziej nimi można walić. Ale jeśli ten sam biskup powie, że tylko Kościół katolicki zapewnia pełnię środków do zbawienia, to podnosi się larum... Bo jakże to!? Inne wyznania są dyskryminowane". Znamienne, że to "racjonalista" posługuje się bajką...
A sugerowanie mi leczenia psychiatrycznego, wmawianie głupoty, chociaż ani na jedno ani na drugie dowodów nie ma, to jest bardzo "racjonalne". I to są racjonaliści?
Trafiłem na forum, gdzie rozmawiam z frustratami... Czyli nie mam szans, na merytoryczną dyskusję o wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem.... Żal mi Was...
23-01-2011 07:00 
 Ocena 11 na 11
czes (4083 punktów)
>Trafiłem na forum, gdzie rozmawiam z frustratami...
To się przenieś na inne forum, najlepiej do Gabonu.
Nie sadzę aby ktoś tutaj płakał po tobie.

>Czyli nie mam szans, na merytoryczną dyskusję o wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem....
Ty TROLLU paskudny! Ty nie przyszedłeś tutaj dyskutować ale mącić w dyskusji. Cały czas opowiadasz jakieś bzdety nie na temat, pouczasz, wytykasz, opowiadasz o jakichś kijach basebolowych.
Wklejam ci tu w calości twój pierwszy post w tym watku (i zarazem pierwszy na forum):

"19-01-2011 13:52
-2 na 6
złośliwiec007 (-7 punktów)
Pokaż wypowiedzi autora (9)
Przeczytałem początek dyskusji....
Reszty nie chciało mi się.
Tradycyjnie, "argumentami" racjonalistów są osobiste wycieczki i tzw. odwracanie kota ogonem.
Jeden z forumowiczów przedstawił wyniki badań naukowców amerykańskich, ale oczywiście polscy "racjonaliści", którzy znają się na badaniach naukowych jak kura na pieprzu, kwestionują badania NAUKOWCÓW, ponieważ uważają się za racjonalistów... Kupa śmiechu. A dlaczego kwestionują? Tylko dlatego, że wyniki badań naukowych nie zgadzają się z ich poglądami! I znowu kupa śmiechu. ha ha ha
Mało tego. User pisze, że ignoruje głupie "argumenty", bo są głupie, a polski racjonalista obrusza się, bo uważa (ha ha ha ha), że to bardzo racjonalne jest czytanie głupot...
Dlatego nie dokończę lektury tego wątku. Za dużo w nim wypowiedzi głupich."

I gdzie ty niby wyrażasz jakąś chęć prowadzenia "merytorycznej dyskusji" ??????????
Ty TROLLU obrzydły !!!!!!!!!!!!!!

> Żal mi Was...
A mnie ciebie nie!

PS. Uwaga dla Kolegów czytających ten post: informuję Was, że wcale się nie "pieklę".
Piszę z uśmiechem na twarzy, spokojnie, w relaksowym nastroju.
Tylko tak momentami przemyka mi przez myśl pytanie: skąd biorą się gnidy na swiecie?


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
24-01-2011 09:23 
 Ocena 10 na 10
lotrek (14275 punktów)

>Tylko tak momentami przemyka mi przez myśl pytanie: skąd biorą się gnidy na swiecie?
Z nieba spadają Czesiu i jest to najczęściej katolickie niebo


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
23-01-2011 10:02 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Trafiłem na forum, gdzie rozmawiam z frustratami... Czyli nie mam szans, na merytoryczną dyskusję o wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem.... Żal mi Was...
Nie ma obowiązku rozmawiać z "nami" ani z nikim innym. Po następnym obraźliwym poście będzie ban na stałe.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-01-2011 11:10 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>sugerowanie mi leczenia psychiatrycznego, wmawianie głupoty, chociaż ani na jedno ani na drugie dowodów nie ma

Już sama konstrukcja powyższego dowodzi braku umiejętności sensownego posługiwania się językiem polskim.
Chyba, że chodziło Ci o to, iż brak dowodów na to, że leczenie psychiatryczne przeszedłeś - wtedy zwracam honor.
Istotnie - nic nie wskazuje na to, że takowe przechodziłeś (a w każdym razie na to, by - jeśli przechodziłeś - dało ono jakiekolwiek efekty) .
Inne dowody Twej głupoty tutaj.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
21-01-2011 18:27 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Jeśli komuś nie podoba się, że wytrąciłem mu pałę bejsbolową z dłoni i na nim samym ćwiczę, czym jest jej ciężar na karku, to bardzo dobrze.
>Bo dokładnie właśnie to robię. Posługuję się metodą, jaką stosują tzw. "racjonaliści" w dowalaniu "prawej stronie".
Daleki jesteś od "ćwiczenia" kogokolwiek w czymkolwiek.
Po drugie - nie widzę podobieństwa metody dyskusji.

>A propos "prawej strony"... Proszę podać źródła, z których wiadomo z której strony sceny politycznej pochodzę i że w ogóle z jakiejkolwiek sceny pochodzę.
>Do niejakiego liliac (czy jakoś tak)... Czy wróżba jest "racjonalną" metodą badawczą? Jeśli nie, to skąd u "racjonalisty" w ogóle pojęcie wróżenia komukolwiek i czegokoliwiek?
Czy nie pomyliłeś w zacietrzewieniu rozmówców? Nie do mnie ta odpowiedź, a do mnie jest adresowana w porządku tematu.
A źródła, o które prosiłam jak zawsze - nie ma. Typowe.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.

Lubię poważnie podchodzić do naukowej wiedzy i zacząłem w internecie poszukiwać żurnala, w którym opublikowano wyniki i metodologię badań, długo nic nie mogłem znaleźć aż trafiłem na kłamliwą zapewne informację:

"Journal of Family Psychology" jest gazetką parafialną z dętym tytułem, bez żadnej wartości naukowej, nie cytowany przez żadną poważną instytucję naukowo-badawczą. A można w nim znaleźć prawdziwe perełki - np. artykuły udowadniające że wykorzystywanie seksualne dzieci jest dla tych dzieci szkodliwe tylko wtedy gdy po fakcie nie odmawia się z właśnie wykorzystanym dzieckiem modlitwy...

PS. W kontekście chrześcijańskiej wiedzy.
Może ktoś by przypomniał tu badania - przeprowadzone w Stanach (zdaje się, że przez lub pod nazorem Discovery Institute), za duże chrześcijańskie pieniądze - dotyczące wpływu modlitwy na stan zdrowia.

@@@
.
23-01-2011 00:34 
 Ocena-1 na 1
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.
>Lubię poważnie podchodzić do naukowej wiedzy i zacząłem w internecie poszukiwać żurnala, w którym opublikowano wyniki i metodologię badań, długo nic nie mogłem znaleźć aż trafiłem na kłamliwą zapewne informację:
> "Journal of Family Psychology" jest gazetką parafialną z dętym tytułem, bez żadnej wartości naukowej, nie cytowany przez żadną poważną instytucję naukowo-badawczą. A można w nim znaleźć prawdziwe perełki - np. artykuły udowadniające że wykorzystywanie seksualne dzieci jest dla tych dzieci szkodliwe tylko wtedy gdy po fakcie nie odmawia się z właśnie wykorzystanym dzieckiem modlitwy...
>PS. W kontekście chrześcijańskiej wiedzy.
>Może ktoś by przypomniał tu badania - przeprowadzone w Stanach (zdaje się, że przez lub pod nazorem Discovery Institute), za duże chrześcijańskie pieniądze - dotyczące wpływu modlitwy na stan zdrowia.
>@@@
>.
>
To nie jest wątek o wpływie modlitwy na stan zdrowia.
Pozdrawiam.
A jeśli już o tym mowa... to na stan zdrowia ma wpływ nie modlitwa sama w sobie, tylko Ten, z którym człowiek w czasie modlitwy rozmawia. I to jest zgodne z nauką Kościoła. Jeśli głupocie nada się pseudonaukowy tytuł w dodatku podszyty religijnymi akcentami to i tak głupota nie stanie się mądrością.
Pozdrawiam.
23-01-2011 07:20 
 Ocena 11 na 11
czes (4083 punktów)
>To nie jest wątek o wpływie modlitwy na stan zdrowia.
A ty co, cenzorem na naszym forum jesteś? A może na pozycje moderatora masz chętkę?
To jest niby twoja merytoryczna dyskusja?
Nie podoba ci się o czym piszemy i na jakie tematy? To spadaj ... jak ustrzelona kaczka.
(Nie wypowiadam sie na temat braku sensu tej uwagi. Być może odpowie ci pan Andrzej ... jak mu się będzie chciało rozmawiać z takim czymś jak ty.)

>A jeśli już o tym mowa...
To powinieneś zamknąć jadaczkę bo sam stwierdziłeś, że to nie należy do tematu wątku.

> ... to na stan zdrowia ma wpływ nie modlitwa sama w sobie, tylko Ten, z którym człowiek w czasie modlitwy rozmawia.
Potrfisz udowodnić te bzdety? Te pierdoły?

>I to jest zgodne z nauką Kościoła.
Tylko, że to forum nie jest przeznaczone do propagowania nauk kościoła.

PS. Koledzy racjonaliści, ja się nadal nie "pieklę". Piszę z pięknym uśmiechem na twarzy.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
23-01-2011 13:02 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>(Nie wypowiadam się na temat braku sensu tej uwagi.
Inicjator wątku napisał:
Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.
Czyli wpływ modlitwy na rzeczywistość jak najbardziej mieści w tym wątku.

>Być może odpowie ci pan Andrzej ... jak mu się będzie chciało rozmawiać z takim czymś jak ty.)
Nie Bogusławski zrezygnuje z odpowiedzi Panu Złośliwcowi, gdyż poza epitetami nie ma on nic do powiedzenia w temacie wątku.
Proszę się zastanowić.
W miarę normalnemu człowiekowi, gdy powie Pan, że warto skorzystać z usług psychiatry to przyjmie to spokojnie i najprawdopodobniej skorzysta.
Gdy powie Pan to choremu to odrzuci to natychmiast i zwymyśla Pana, a nawet może uderzyć Pana niebezpiecznym przedmiotem.
Spokojnie!
Na nasze forum różni ludzie wchodzą. Nawet tacy, którzy nie mogąc zobaczyć własnego mózgu są pewni, że naszymi poczynaniami kieruje niewidziana dusza, a w przypadku ateistów tą duszę trzyma w sidłach diabeł i podpowiada odpowiedzi na przemyślane myśli fideistów.

Pozdrawiam serdecznie i dużo spokoju życzę.

@@@
.
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>>Proszę się zastanowić.
>W miarę normalnemu człowiekowi, gdy powie Pan, że warto skorzystać z usług psychiatry to przyjmie to spokojnie i najprawdopodobniej skorzysta.
>Gdy powie Pan to choremu to odrzuci to natychmiast i zwymyśla Pana, a nawet może uderzyć Pana niebezpiecznym przedmiotem.
>
Co oznacza " w miarę normalnemu"?
Zróbmy eksperyment.
Ja Pana uważam za "w miarę normalnego". Zatem mówię Panu, żeby Pan skorzystał z usług psychiatry. Liczę, że przyjmie to Pan spokojnie i zaraz po przeczytaniu tego postu najprawdopodobniej skorzysta Pan z tej rady.
Chyba, że jest Pan chory. Wtedy odrzuci Pan ten mój pomysł natychmiast i nie zwymyśla mnie Pan. Tylko dlatego nie zwymyśla mnie Pan, ponieważ, wpadł Pan we własne sidła.
Zatem, piszę to z całą pewnością i mocą, nie skorzysta Pan z rady udania się do psychiatry. Na 100% Pan tego nie zrobi!
Czyli uznajemy Pana za chorego i... wszystkie Pana wypowiedzi uznajemy za chore.
Pozdrawiam.
25-01-2011 18:58 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ja Pana uważam za "w miarę normalnego". Zatem mówię Panu, żeby Pan skorzystał z usług psychiatry.
Zupełnie nie ma dla mnie to znaczenia za kogo Pan mnie uważa, tak jak dla Pana nie ma znaczenia za kogo uważa Pana spora część dyskutantów w tym wątku naszego forum, a wśród nich i ja.

Tu najważniejsze są przedstawiane przez nas teksty, po których nawet bez specjalnej wiedzy psychologiczno-psychiatrycznej dosyć szybko można poznać z jaką patologią lub wprost chorobą mamy do czynienia.

Ja Panu zresztą niczego nie imputowałem. Moje stwierdzenie, odnoszące się do wypowiedzi Pana Czes'ława, było retoryczne i dotyczyło nas wszystkich.
Czyżby należało wnioskować z przysłowia o uderzeniu w stół?

Nie widzę problemu w poddaniu się psychiatrycznemu badaniu i w miarę potrzeby skorzystania z usług psychiatry, ale nikt z tych, z których autorytetem się liczę, do takiego specjalisty mnie nie odsyła, a koledzy psychiatrzy, gdyby coś niepokojącego w moim zachowaniu zauważyli, to wierzę, że namówili by mnie do takiej wizyty.

W czytaniu jest sprzężenie zwrotne. Nie każdy pisze mądrze i nie każdy potrafi każdego zrozumieć.
Dlatego Pana serdecznie przepraszam, ale dla mnie Pańskie teksty - poza epitetami - są zbyt ezoteryczne, a ja jestem tylko profanem. Zaś w epitetach jestem zdecydowanie słabszym od Szanownego Pana i dlatego nie chcę prowadzić z Panem dalszej bezproduktywnej dyskusji.

Spokojnego wieczoru życzę.

@@@
.
25-01-2011 17:23 
 Ocena-1 na 1
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>>Potrfisz udowodnić te bzdety? Te pierdoły?
>>I to jest zgodne z nauką Kościoła.
>Tylko, że to forum nie jest przeznaczone do propagowania nauk kościoła.
>PS. Koledzy racjonaliści, ja się nadal nie "pieklę". Piszę z pięknym uśmiechem na twarzy.
>

Dowodem jest choćby cud, dzięki któremu za kilkadziesiąt dni Karol Wojtyła zostanie wyniesiony na ołtarze.
Jeśli uznać, że psychologia jest dziedziną nauki, to każdy psycholog powie Panu, że używanie wulgaryzmów świadczy o tym, że ich autorowi puszczają nerwy i denerwują się. Jeśli Pan nie wierzy, proszę spytać znajomego psychologa. Polecam.
Nie propaguję nauk kościoła ani Kościoła.
Po prostu logicznie myślę.
A w jednym z pierwszych postów napisałem, że "racjonaliści" boją się prawdy, bo inaczej jak nazwać strach, przed "propagowaniem" tu nauk Kościoła? Jeśli są one błędne, to nie ma się o co bać, że one cokolwiek zmienią w Waszej pewności, że macie rację. Prawda nie boi się kłamstwa. "Racjonaliści" boją się nauki Kościoła. Coś w tym musi być...
25-01-2011 17:53 
 Ocena 7 na 7
czes (4083 punktów)
>>
Dowodem jest choćby cud, dzięki któremu za kilkadziesiąt dni Karol Wojtyła zostanie wyniesiony na ołtarze.

Takie PIERDOŁY to ty se możesz pisać na Frondzie lub Katoliku.

>Jeśli uznać, że psychologia jest dziedziną nauki,
Nie, jest dziedziną sportu ...

>to każdy psycholog powie Panu, że używanie wulgaryzmów świadczy o tym, że ich autorowi puszczają nerwy i denerwują się.
Używanie wulgaryzmów "nie jest tematem tego wątku" jak mawia złośliwiec007.
Poza tym, jak zwykle pleciesz bzdury. (Temat ten był dogłębnie rozpracowany na tym forum, jak chcesz to se poszukaj.)

>Jeśli Pan nie wierzy, proszę spytać znajomego psychologa. Polecam.
Mam głęboko w ... twoje rady. Jak bedę potrzebował pomocy/porady to zwrócę się z prośbą do mych przyjaciół (chociażby tych poznanych na forum racjonalisty), którzy (każdy z nich) są wielokrotnie mądrzejsi od ciebie.

Przy okazji pytanie do do Racjonalistów: czy ktokolwiek z Was odnósł jakieś korzyści (intelektualne, poznawcze) z pobytu złosliwca007 na naszym forum i jego niezwykłych produkcji?
Ja ponawiam sugestię zbanowania tej kreatury, którego nawet nick mówi wyraźnie po co tutaj się pojawił.



Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
23-01-2011 14:17 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Należy wycinać te cytaty z poprzedników, które nie są niezbędne dla zrozumienia wypowiedzi.
25-01-2011 13:24 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)

>>PS. W kontekście chrześcijańskiej wiedzy.
>>Może ktoś by przypomniał tu badania - przeprowadzone w Stanach (zdaje się, że przez lub pod nazorem Discovery Institute), za duże chrześcijańskie pieniądze - dotyczące wpływu modlitwy na stan zdrowia.
>>
>To nie jest wątek o wpływie modlitwy na stan zdrowia.
>Pozdrawiam.
>A jeśli już o tym mowa... to na stan zdrowia ma wpływ nie modlitwa sama w sobie, tylko Ten, z którym człowiek w czasie modlitwy rozmawia. I to jest zgodne z nauką Kościoła. Jeśli głupocie nada się pseudonaukowy tytuł w dodatku podszyty religijnymi akcentami to i tak głupota nie stanie się mądrością.
>Pozdrawiam.
Są również badania wpływu modlitwy "za zdrowie kogoś", czyli pacjenci nie zdają sobie sprawy, że uczestniczą w badaniu, wyznacza się podwójnie ślepe próby, gdzie grupa pacjentów jest objęta modlitwami specjalnie wyznaczonych grup "modlitewników".
Research on the Healing Power of Distant Intercessory
Prayer: Disconnect Between Science and Faith
Kevin S. Masters
Syracuse University
In Press, Journal of Psychology and Theology
Author Note
Kevin S.

Cytat:
A review of the medical and psychological literature reveals that there are presently 12
published controlled trials of IP (Aviles et al., 2001; Byrd, 1988; Cha, Wirth & Lobo, 2001;
Harris et al., 1999; Collipp, 1969; Joyce & Welldon, 1965; Matthews, Marlowe, & MacNutt,
2000; Matthews, Conti & Sireci, 2001; O'Laoire, 1996; Palmer, Katerndahl, & Morgan-Kidd,
2004; Tloczynski & Fritzsch, 2002; Walker, Tonigan, Miller, Comer, & Kahlich, 1996) though
other studies are likely underway.

i przyklad:

Cytat:
Harris and colleagues (1999) conducted a study designed as a more methodologically
stringent replication of Byrd (1988), which is probably the best-known IP study to date. They
utilized a "randomized, controlled, double-blind, prospective, parallel-group trial" (p. 2273) to
test whether IP would reduce overall adverse events and length of stay in a coronary care unit
(CCU). At the time of admission 1013 consecutive patients were randomly assigned to either a
usual care (control) group (n = 529; 52%) or a prayer group (n = 484; 48%). Twenty-three
patients were subsequently eliminated from the sample because their hospital stays were less
than 24 hours. Brief stays did not allow enough time for subjects to be assigned to groups and for
the intercessors to pray for the patients. Consequently 466 patients remained in the prayer group
and 524 in the usual care condition. It is important to note that the patients did not know to which
group they were assigned; in fact, they did not even know that a study was taking place. This was
also true of their physicians and other hospital staff.


i wynik:
Cytat:
The results from this study are typical of the results from other studies that found a
beneficial effect for IP (not all did) in that the benefits were not consistent across measures. For
example, a statistically significant difference favoring the prayer group was found on the global
measure of outcome but none of the 34 individual components of this measure, including death,
showed this same difference. Further, the study specifically failed to replicate the Byrd study as
no differences were found on the measure used by Byrd.
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
Jak subiektywnie zauważyłem, cechą wspólną większości wypowiedzi "racjonalistów" jest domaganie się niezbitych "źródeł".
I tu posłużę się także przykładem z "racjonalistycznej" stajni. Kto z Was jest w stanie dostarczyć dowodu, że ma mózg. Skoro wg Was, coś, czego nie jesteście w stanie zobaczyć na własne oczy nie istnieje, to skąd wiecie że macie mózgi, lub inne organy wewnętrzne? Po prostu przyjmujecie to na "wiarę". Dlaczego zatem domagacie się, namacalnych dowodów na istnienie Boga, skoro nie potraficie dotknąć sami swoich mózgów?
23-01-2011 07:42 
 Ocena 13 na 13
czes (4083 punktów)
>Jak subiektywnie zauważyłem, cechą wspólną większości wypowiedzi "racjonalistów" jest domaganie się niezbitych "źródeł".
Cechą ludzi racjonalnie myślących jest domaganie się podania NIEZBITYCH DOWODÓW i ich ŹRÓDEŁ.

>I tu posłużę się także przykładem z "racjonalistycznej" stajni. Kto z Was jest w stanie dostarczyć dowodu, że ma mózg. Skoro wg Was, coś, czego nie jesteście w stanie zobaczyć na własne oczy nie istnieje, to skąd wiecie że macie mózgi, lub inne organy wewnętrzne? Po prostu przyjmujecie to na "wiarę". Dlaczego zatem domagacie się, namacalnych dowodów na istnienie Boga, skoro nie potraficie dotknąć sami swoich mózgów?
Jestem już na tym forum baaaardzo dlugo. Przeczytałem kilkadziesiąt tysięcy wypowiedzi.
Ale takiego idiotyzmu jeszcze nie spotkałem. I otwarcie przyznaję, że nie zamierzam podejmować "merytorycznej" dyskusji na poziomie psychicznie chorego człowieka.
Bo ty masz coś z głową, o masz !!!

PS. Wprawiłeś mnie w stan takiej wesołości, że aż czkawki dostałem ze śmiechu.
Tak sobie myślę, ż mógłbyś zrobić niezwykłą karierę zawodową ... w cyrku.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
23-01-2011 08:58 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)
Czesiu! Uważaj, bo Ci ten skurcz mięśni twarzy na zawsze zostanie.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
25-01-2011 17:30 
 Ocena-2 na 2
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>>Bo ty masz coś z głową, o masz !!!
>PS. Wprawiłeś mnie w stan takiej wesołości, że aż czkawki dostałem ze śmiechu.
> Tak sobie myślę, ż mógłbyś zrobić niezwykłą karierę zawodową ... w cyrku.
A Ty masz jakieś racjonalne dowody?
Jeśli nie masz, to wyluzuj człowieku...
Najpóźniej w chwili śmierci przekonasz się o tym osobiście, czy miałem coś z głową czy nie.
I jak tu nie przychylić się do mojej tezy, że "racjonaliści" to tylko grupa marzycieli, którzy myślą, że wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć.
A tu tymczasem jeden za drugim po prostu zmyśla i buja w obłokach. A dowodem są ich wypowiedzi.
Pozdrawiam.
25-01-2011 20:11 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>A Ty masz jakieś racjonalne dowody?

   Zablokowany? A ja odpisać chciałam.... Phi...


"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
23-01-2011 15:04 
 Ocena 8 na 8
Rafaela (2059 punktów)
>Kto z Was jest w stanie dostarczyć dowodu, że ma mózg. Skoro wg Was, coś, czego nie jesteście w stanie zobaczyć na własne oczy nie istnieje, to skąd wiecie że macie mózgi, lub inne organy wewnętrzne?
Dziwię się sama sobie, ale dziękuję za Twoją wypowiedź, bo pod jej wpływem zadałam sobie pytanie - czy wszyscy rzeczywiście mają mózgi? Nie! Są także istoty bezmózgie, którym serdecznie współczuję.


*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
25-01-2011 13:27 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Jak subiektywnie zauważyłem, cechą wspólną większości wypowiedzi "racjonalistów" jest domaganie się niezbitych "źródeł".
>I tu posłużę się także przykładem z "racjonalistycznej" stajni. Kto z Was jest w stanie dostarczyć dowodu, że ma mózg. Skoro wg Was, coś, czego nie jesteście w stanie zobaczyć na własne oczy nie istnieje, to skąd wiecie że macie mózgi, lub inne organy wewnętrzne? Po prostu przyjmujecie to na "wiarę". Dlaczego zatem domagacie się, namacalnych dowodów na istnienie Boga, skoro nie potraficie dotknąć sami swoich mózgów?
Przepraszam za uwagę, ale ten argument jest poniżej poziomu.
Proszę - dowolny atlas anatomii pokazuje, że istota ludzka ma mózg (pomijamy nieliczne martwe płody), mój dowód stwierdza, że jestem istotą ludzką. Co więcej, miałam tomografię, na zdjęciach widziałam mózg. No i badanie EEG, rejestruje pracę mózgu. Przedstawienie takich dowodów to banał.
25-01-2011 17:04 
 Ocena-3 na 3
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>>Przepraszam za uwagę, ale ten argument jest poniżej poziomu.
>Proszę - dowolny atlas anatomii pokazuje, że istota ludzka ma mózg (pomijamy nieliczne martwe płody), mój dowód stwierdza, że jestem istotą ludzką. Co więcej, miałam tomografię, na zdjęciach widziałam mózg. No i badanie EEG, rejestruje pracę mózgu. Przedstawienie takich dowodów to banał.
To są wszystko dowody pośrednie. Czyli takie same jakimi dysponują ludzie wierzący na istnienie Boga. Dlatego uważam, że "racjonaliści" to hipokryci, którzy stosują inną miarę do twierdzeń im niewygodnych i inną do twierdzeń, które popierają.
Zdjęcie z tomografu, droga Aniu Twojego (czyżby) mózgu, jest niczym innym jak tylko przetworzonym przez komputer strumieniem elektronów. Wystarczy przeprogramować komputer i mózgu tam już nie ujrzysz. Chcesz zobaczyć Boga? Najpierw swoimi oczyma obejrzyj swoje serce, mózg, nerki, wątrobę... Nie sądzę jednak, abyś była w stanie zrozumieć tę zależność.
25-01-2011 21:17 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>>Przepraszam za uwagę, ale ten argument jest poniżej poziomu.
>>Proszę - dowolny atlas anatomii pokazuje, że istota ludzka ma mózg (pomijamy nieliczne martwe płody), mój dowód stwierdza, że jestem istotą ludzką. Co więcej, miałam tomografię, na zdjęciach widziałam mózg. No i badanie EEG, rejestruje pracę mózgu. Przedstawienie takich dowodów to banał.
>To są wszystko dowody pośrednie. Czyli takie same jakimi dysponują ludzie wierzący na istnienie Boga. Dlatego uważam, że "racjonaliści" to hipokryci, którzy stosują inną miarę do twierdzeń im niewygodnych i inną do twierdzeń, które popierają.
>Zdjęcie z tomografu, droga Aniu Twojego (czyżby) mózgu, jest niczym innym jak tylko przetworzonym przez komputer strumieniem elektronów. Wystarczy przeprogramować komputer i mózgu tam już nie ujrzysz. Chcesz zobaczyć Boga? Najpierw swoimi oczyma obejrzyj swoje serce, mózg, nerki, wątrobę... Nie sądzę jednak, abyś była w stanie zrozumieć tę zależność.
Czy ja wiem? To są dowody weryfikowalne. Wystarczy mała operacyjka - często są robione bez narkozy, przepraszam - znieczulenia ogólnego. Szczególnie kiedy potrzeba zlokalizować określony ośrodek. Albo sekcja.
Pokaż mi proszę jakikolwiek dowód pośredni na istnienie boga. Jakikolwiek weryfikowalny, powtarzalny i opublikowany w recenzowanym piśmie.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.

Ciekawe kiedy naukowcy potwierdzą starą, nomen omen, chrześcijańską mądrość, że "lepiej żałować za grzechy, niż że się nie grzeszyło"?

"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
25-01-2011 17:15 
 Ocena-2 na 2
złośliwiec007 (-19 punktów)
(zablokowany)
>>Ciekawe kiedy naukowcy potwierdzą starą, nomen omen, chrześcijańską mądrość, że "lepiej żałować za grzechy, niż że się nie grzeszyło"?
>

Proszę o niezbity dowód, że to stara, nomen omen,chrześcijańska mądrość!
Z którego wieku pochodzi, co było inspiracją tej mądrości... czyli źródła, źródła, źródła.... Przecież to jest ponoć Wasza siła "racjonaliści".... he he he.
Stawiam jednak, że nie doczekam się źródeł.
Pozdrawiam.
26-01-2011 10:54 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
Odnoszę wrażanie, że rozmawiam z jakimś złośliwcem, hmmm ....
Również pozdrawiam

"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
26-01-2011 12:51 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Ciekawe kiedy naukowcy potwierdzą starą, nomen omen, chrześcijańską mądrość, że "lepiej żałować za grzechy, niż że się nie grzeszyło"?
>Proszę o niezbity dowód, że to stara, nomen omen,chrześcijańska mądrość!
>Z którego wieku pochodzi, co było inspiracją tej mądrości... czyli źródła, źródła, źródła.... Przecież to jest ponoć Wasza siła "racjonaliści".... he he he.
>Stawiam jednak, że nie doczekam się źródeł.

O felix culpa quae talem et tantum meruit habere Redemptorem! (Augustyn. Święty Augustyn)


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
jkl; (5859 punktów)
>naukowcy amerykańscy odkryli, że w związkach osób czekających z seksem do ślubu, można zauważyć większą o około 22% stabilność ich związków, osiągają oni o około 20% większą satysfakcję z ich związku.
>Co więcej jak piszą autorzy "seksualna jakość" tych związków zyskiwała ocenę o 15
>proc. lepszą i o 12 proc. wyżej oceniano komunikację pomiędzy partnerami.

Radosna niekompetencja "amerykańskich naukowców" w korelowaniu wszystkiego ze wszystkim nie ma granic.
Tym co faktycznie sprzyja trwałości i satysfakcji ze związku jest podobieństwo partnerów. Można śmiało założyć, że w większości par, które zdecydowały się czekać z seksem do ślubu (i do ślubu doszło) oboje mieli podobny światopogląd- i to właśnie ta zgodność światopoglądowa, a nie czekanie zaowocowało stabilnym związkiem.
Czyli w sumie nic nowego, a porównywanie ze sobą różnych religii było kompletnie bezsensowne.

>Ponieważ na decyzje o rozpoczęciu współżycia często wpływa religia, badacze uwzględnili jej wpływ na wybory badanych ludzi.
Na decyzję o rozpoczęciu współżycia wpływa też dostępność tzw. wolnej chaty. Badacze tego nie uwzględnili?

>Niezależnie od religijności, czekanie pomaga wytworzyć w związku lepsze procedury
>komunikacji.
Lepsze procedury komunikacji oparte na wspólnym światopoglądzie, niezależnie od religijności, pomagają podejmować wspólne decyzje np. czekania z seksem do ślubu.

>Czyli po raz kolejny współcześni naukowcy potwierdzili coś, o czym chrześcijaństwo wiedziało od wieków.
Jak na zamówienie.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365