Bardzo lubię surowe warzywa. Marchewka, pietruszka, buraczek, brokuł, kalarepa, cebula, wszystkie te warzywa dużo bardziej smakują mi surowe niż gotowane. Jest jednak jedno warzywo, którego nigdy nie odważyłam się zjeść na surowo. Jest to ziemniak. Owszem, znam jego smak, bo zdarzało mi się ugryźć kawałeczek, ale nigdy nie zrobiłam tego śmiało, pełnym gryzem. Przeanalizowałam mój lęk przed konsumpcją świeżo obranego ziemniaczka i chyba wiem, skąd mi się to wzięło. Od kiedy byłam mała, mama, babcie, ciocie ostrzegały mnie przed jedzeniem surowych ziemniaków. Miały być one źródłem wszelkich dolegliwości żołądkowych, gorączki, bólów głowy itd. W szkole podstawowej krążyły opowieści o tym, jakim dobrym są one sposobem na uniknięcie wszelkich sprawdzianów i klasówek (ponoć byli nawet śmiałkowie, którzy w ten sposób uratowali się przed złą oceną, ale nigdy osobiście nikogo takigo nie spotkałam. Być może swoją odwagę przypłacili życiem???). Nigdy nie spotkałam także przepisu na danie z surowych ziemniaków. Nawet najbardziej fanatyczni weganie nie jadają ziemniaków w postaci niegotowanej. I tutaj moje pytanie do Was: czy ktoś z Forumowiczów zjadł całego, średniej wielkości kartofelka na surowo, czy doznał z tego powodu jakichś dolegliwości, czy ktoś może mi wytłumaczyć ogólnoludzką (w krajach, z których ziemniaczki pochodzą też zwykle się je poddaje obróbce termicznej) niechęć do ziemniaków na surowo, czy istnieje jakieś naukowe wytłumaczenie (toksyny, reakcje niegotowanej skrobii ziemniaczanej z płynami fizjologicznymi człowieka itp.)? Będę wdzięczna za odpowiedź. Jeśli jej nie uzyskam, będę musiała przeprowadzić eksperyment na własnym, żywym organizmie, więc jeśli są jakieś niebezpieczeństwa, to wolałabym wiedzieć wcześniej. |