Racjonalista - Strona głównaDo treści
Niekatolik na wsi

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
10-05-2012 20:54Marius Apostata (292 punktów)Niekatolik na wsi
Ocena 4 na 4
Przeczytałem dzisiaj artykuł w Dużym Formacie (przykro mi, ale w internecie jest tylko streszczenie: SZEDŁ GRZECH PRZEZ WIEŚ wyborcza.p(*)680112,W__Duzym_Formacie_.html) o trudnym życiu na wsi chłopaka molestowanego przez księdza i jego rodziny, po tym, jak zgłosił on całą sprawę na policję i podejrzanego tymczasowo zamknięto. Jak łatwo się domyślić, wieś stanęła po stronie uwielbianego kapłana, co oznaczało i nadal oznacza prawdziwą gehennę dla poszkodowanego i jego najbliższych.
Tekst ten skłonił mnie do zastanowienia się nad sprawą, jak radzą sobie w realiach polskiej wsi (dodam, że chodzi mi o małą wieś) ludzie, którzy weszli w zatarg ze wszechwładnym KK? Nie chodzi tutaj o tak drastyczną sprawę, jaką przedstawiono w DF. Interesują mnie bardziej kwestie nieuczestniczenia w życiu KK, rozwody, a nawet oficjalne wystąpienia z KK. Czy można funkcjonować na polskiej wsi nie będąc katolikiem?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

bafiozo (717 punktów)
>Czy można funkcjonować na polskiej wsi nie będąc katolikiem?

Owszem, można.
10-05-2012 23:09 
 Ocena 6 na 6
niewiarygodny (524 punktów)
>>Czy można funkcjonować na polskiej wsi nie będąc katolikiem?
>Owszem, można.
>

Wszystko zależy od asertywności człowieka. Ja chodziłem do gimnazjum o bardzo złej sławie, byłem jedyną osobą nie pijącą alkoholu oraz nie palącą papierosów w klasie, znaczna większość okazjonalnie używała jeszcze innych wspomagaczy. Na dodatek pojawiłem się w tej szkole dopiero w ostatniej klasie, mimo to nie miałem żadnego problemu, proponowali fajkę za 1 razem powiedziałem że nie pale, za drugim to samo, a za trzecim nie pytali i po sprawie. Jeżeli jest się konsekwentnym i mówi się wyraźnie jakie ma się stanowisko w danej sprawie to właśnie tak to wygląda.
11-05-2012 00:42 
 Ocena 2 na 2
Marius Apostata (292 punktów)
>Wszystko zależy od asertywności człowieka. Ja chodziłem do gimnazjum o bardzo złej sławie, byłem jedyną osobą nie pijącą alkoholu oraz nie palącą papierosów w klasie, znaczna większość okazjonalnie używała jeszcze innych wspomagaczy. Na dodatek pojawiłem się w tej szkole dopiero w ostatniej klasie, mimo to nie miałem żadnego problemu, proponowali fajkę za 1 razem powiedziałem że nie pale, za drugim to samo, a za trzecim nie pytali i po sprawie. Jeżeli jest się konsekwentnym i mówi się wyraźnie jakie ma się stanowisko w danej sprawie to właśnie tak to wygląda.
Czasami to nie wystarcza. Nie bierz tego do siebie, ale jedną klasę można wytrzymać, natomiast większość, jeśli nie całość, życia, to już nie tak łatwo. W efekcie wielu ludzi ucieka z wiosek i małych miasteczek przed niedającą się zmienić rzeczywistością. I nie jest to tylko kwestia rynku pracy, oj nie. To coś więcej.
11-05-2012 00:22 
 Ocena 1 na 1
Marius Apostata (292 punktów)
>>Czy można funkcjonować na polskiej wsi nie będąc katolikiem?
>Owszem, można.
Domyślałem się tego. A można jakiś przykład?
Sam znam rodzinę, która na wsi przeszła od KK do światków Jehowy. Na początku się z tym nie odnosili. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. W końcu jednak jedno z dzieci miało pójść do komunii i wtedy się wydało. Oczywiście sąsiedzi zaczęli na nich patrzeć, jak na trędowatych. Dalszego ciągu nie znam, bo to stosunkowo niedawno się wydarzyło.
11-05-2012 00:30 
 Ocena 3 na 3
niewiarygodny (524 punktów)
>>>Czy można funkcjonować na polskiej wsi nie będąc katolikiem?
>>Owszem, można.
>Domyślałem się tego. A można jakiś przykład?
>Sam znam rodzinę, która na wsi przeszła od KK do światków Jehowy. Na początku się z tym nie odnosili. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. W końcu jednak jedno z dzieci miało pójść do komunii i wtedy się wydało. Oczywiście sąsiedzi zaczęli na nich patrzeć, jak na trędowatych. Dalszego ciągu nie znam, bo to stosunkowo niedawno się wydarzyło.

Od patrzenia chyba jeszcze nikt nie umarł. Opinie większości co do mniejszości zawsze wyglądają tak samo, obojętnie w jakiej kwestii. Poza tym ludzie boją się tego czego nie znają lub nie rozumieją.
11-05-2012 00:44 
 Ocena 2 na 2
Marius Apostata (292 punktów)
>Od patrzenia chyba jeszcze nikt nie umarł.
Nie, nie umarł, ale lepszego dłuższego i lepszego życia również nie miał.
11-05-2012 00:47 
 Ocena 1 na 1
niewiarygodny (524 punktów)
>>Od patrzenia chyba jeszcze nikt nie umarł.
>Nie, nie umarł, ale lepszego dłuższego i lepszego życia również nie miał.

No niestety uroki życia w społeczeństwie, każdy kto się wyróżnia będzie traktowany inaczej. Pytanie po co się tym przejmować? Jeżeli jest to tylko "patrzenie" czy "szemranie".
11-05-2012 20:59 
 Ocena 2 na 2
bafiozo (717 punktów)
>Domyślałem się tego. A można jakiś przykład?

Jam ci jest - wydaje mnie się - dobrym przykładem:
- zatwardziały ateusz,
- formalnie wykreślony (z tej dziwnej czarnej książki, która znajduje się "tajemniczej gablocie" parafialnej),
- abstynent mszalny,
- publicznie afirmujący lewacko-liberalno-szatańską cywilizację śmierci,
- uparcie trwający w grzechu pożycia pozamałżeńskiego,
- etc.

Recepta na sukces? Nie użalać się nad sobą, patrzeć ludziom prosto w oczy i robić swoje.
11-05-2012 08:50
 Ocena 10 na 10
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Tekst ten skłonił mnie do zastanowienia się nad sprawą, jak radzą sobie w realiach polskiej wsi
>(dodam, że chodzi mi o małą wieś) ludzie, którzy weszli w zatarg ze wszechwładnym KK?

Tu mamy przykład jak funkcjonują ludzie którzy "walczą z Kościołem" o całkiem przyziemne sprawy.
wyborcza.p(*),Komu__nazbyt__bije_dzwon.html

Co mnie uderzyło w wypowiedziach proboszcza i osób "prokościelnych" - jak nie chodzisz do kościoła albo w ogóle "nie jesteś stąd" to nie masz prawa się wypowiadać.
Innymi słowy może uszy Twoje ale dzwon katolicki i nic Ci do tego.
Jest w tym swego rodzaju paragraf 22 - jak nie jesteś katolikiem (albo jesteś nie dość pobożnym katolikiem "do kościoła nie chodzą, niech się nie wtrącają")
to wara od dzwonów, bo jakbyś był porządnym katolikiem to by ci dzwony nie przeszkadzały a wiec skoro ci przeszkadzają, to nie jesteś katolikiem.

Religia podobno spaja społeczeństwa. Ja bym powiedziała, że wręcz raczej betonuje.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
Marius Apostata (292 punktów)
Cytat:
Tuż przed Bożym Narodzeniem policja prosi sąd o ukaranie księdza za hałasowanie w nocy. (...) Jeśli sąd w Rawie Mazowieckiej uzna, że ksiądz Wróbel zakłócił dzwonami spoczynek mieszkańców Lewina, grożą mu: grzywna albo prace społeczne. Tylko teoretycznie: miesiąc więzienia. Wyrok dziś.

Ciekawy, jaki wyrok?
Kaszman (396 punktów)

Przeglądam artykuł, szukam sam nie wiem czego i w końcu jadę na górę, a tu napis "Witamy w Polsce". Taki ironiczny śmiech mnie dopadł...
wafelos (517 punktów)
Osobiście nie mieszkam na wsi ale często odwiedzałem tam moją rodzinne. W tej wsi jest 600 mieszkańców a 30 z nich to moja rodzinna dalsza i bliższa. Z tego powodu moje nazwisko jest tam dobrze znane i kiedy dowiedziano się na wsi że jestem ateistą i chcę studiować fizykę to nagle wielkie oburzenie. Jak to moja babcia pozwoliła mnie tak wychować etc. Na jej pogrzebie jako jedyny nie poszedłem do komunii i nie śpiewałem pieśni religijnych. Pół wsi się na mnie gapiło jakbym kogoś zabił. A jak nie dałem na tace to myślałem że ksiądz wywierci mi dziurę w głowie tym świdrującym spojrzeniem. Nie mówię już o tym jak się wkurzyłem jak to 50 minut wychwalał wielkiego boga , 5 minut mówił jakim to grzesznikiem była moja babcia a może 3 minuty coś tam dobrego wspomniał. Na szczęście odwiedzam to miejsce raz na pół roku więc może zapomną, choć ludność ze wsi jest strasznie pamiętliwa...
Marius Apostata (292 punktów)
>Na szczęście odwiedzam to miejsce raz na pół roku więc może zapomną, choć ludność ze wsi jest strasznie pamiętliwa...
Masz szczęście, jesteś tam tylko gościem. Gdybyś tam mieszkała na stałe, to byłoby gorzej.
jarekland (142470 punktów)
> Czy można funkcjonować na
>polskiej wsi nie będąc katolikiem?
Tak, można. Ja żyje poza miastem ale jest to duża osada (1300 mieszkańców) a Tobie chodzi o sytuację w małych wsiach, tam niewątpliwie jest gorzej ale przy odrobinie samozaparcia i wytrwałości podejrzewam że da się życ.
Tohver (1287 punktów)
Babcia mojej dziewczyny mieszka we wsi w podkarpackim. Sołtysem w tej wsi jest transseksualista. Opuścił wieś w młodości jako Halina, po latach wrócił jako Andrzej. Nie znam sprawy na tyle dobrze żeby powiedzieć coś więcej. Może sołtys jest gorliwym katolikiem? Może księży pedofilii broni jednak mniejszość a większość do kościoła chodzi ale proboszcza nie słucha? Może to jakiś ewenement w skali kraju? Najdziwniejsza wieś na Podkarpaciu? Nie wiem ale jak dla mnie sam fakt sołtysa transseksualisty na Podkarpaciu pokazuje, że są różne wsie i różni ludzie w nich mieszkają.

Właśnie znalazłem jeszcze jeden przykład:
www.polity(*)418,1,jedyny-gej-w-wiosce.read
11-05-2012 13:41 
 Ocena 1 na 1
Marius Apostata (292 punktów)
>Właśnie znalazłem jeszcze jeden przykład:
>www.polity(*)418,1,jedyny-gej-w-wiosce.read
Dzięki za link. Tekst pokazuje, że nie każda polska wieś jest ciemnogrodem.
rados (462 punktów)
>Przeczytałem dzisiaj artykuł w Dużym Formacie (przykro mi, ale w internecie jest tylko
>streszczenie: SZEDŁ GRZECH PRZEZ WIEŚ
>wyborcza.p(*)680112,W__Duzym_Formacie_.html) o trudnym życiu na wsi
>chłopaka molestowanego przez księdza i jego rodziny, po tym, jak zgłosił on całą sprawę na policję i
>podejrzanego tymczasowo zamknięto. Jak łatwo się domyślić, wieś stanęła po stronie uwielbianego
>kapłana, co oznaczało i nadal oznacza prawdziwą gehennę dla poszkodowanego i jego najbliższych.
>Tekst ten skłonił mnie do zastanowienia się nad sprawą, jak radzą sobie w realiach polskiej wsi
>(dodam, że chodzi mi o małą wieś) ludzie, którzy weszli w zatarg ze wszechwładnym KK? Nie chodzi
>tutaj o tak drastyczną sprawę, jaką przedstawiono w DF. Interesują mnie bardziej kwestie
>nieuczestniczenia w życiu KK, rozwody, a nawet oficjalne wystąpienia z KK. Czy można funkcjonować na
>polskiej wsi nie będąc katolikiem?

Pochodzę z małej miejscowości na Zamojszczyźnie (od 3 lat mieszkam z Rzeszowie) i jako osoba coraz bardziej skłaniająca się ku ateizmowi, muszę przyznać, że nie jest łatwo fukcjonować wśród społeczności stricte katolickiej i zamkniętej na wszelkie nowiny z wielkiego świata. Jeśli chodzi o osoby z tej miejscowości, to szczerze powiedziawszy swiatopogląd mój zna jedynie jeden kolega i rodzina. W stosunku do reszty zachowuję się neutralnie i unikam tematów związanych z wiarą i kościołem. Nieoficjalnie wiem, że sąsiedzi podejrzewają mnie o kontakty ze Świadkami Jehowy, a wynika to z faktu, że we wsi albo jesteś katolik albo "jehowiec (batysta)"-jeżeli nie uczestniczysz w życiu parafialnym. Zgodzę się ze stwierdzeniem, że na wsiach parafianie stają murem za kapłanem, bez względu na fakty jakie przeciw niemu przemawiają, ponieważ uważają go za najwyższy autorytet, wręcz za prawą rękę Boga i zadzierać z księdzem, to zadzierać z Najwyższym. Nieoficjalnie jednak krążą rózne historie o prowadzeniu się proboszcza, np. zamiłowania do hazardu, chędorzenie z gosposią lub nieslubne dziecko. A wracając do meritum, to jednak ciągle dla społeczności wiejskiej bardziej liczy się czy okazujesz pobozność i czy przyjmujesz księdza po kolędzie (nawet jeśli ów pobożny parafianin bije żonę czy złopie tanie winko przez 20/24h), niż to w jaki sposób postępujesz wobec bliźniego. Dlatego też z mojego punktu widzenia nie jest wskazane dokonywanie "coming out'u", jeżeli nie znajdziesz w takiej społeczności bratnich dusz, ponieważ bardzo szybko można zostać skazanym na ostracyzm. Ciekaw jestem, czy "wiejscy racjonaliści" z innych części kraju mają podobne doświadczenia?
11-05-2012 22:48 
 Ocena 3 na 3
trzykrotka (38 punktów)
Mieszkam w małej wioseczce na katolickim Podhalu. Nie spotykają mnie żadne nieprzyjemności z racji nieuczęszczania na msze. Rodzina i osoby, które mnie znają nie dają mi odczuć, że robię coś nie tak - akceptują mnie i nie pouczają/ nawracają, mimo że sami są praktykującymi katolikami. Trochę się bałam ich reakcji przed zawieraniem związku małżeńskiego - ślub w USC + wesele, ale ogólnie było ok, przyjęcie wyszło świetnie. To była w pewnym sensie manifestacja dystansu do KK.
Ogólnie dobrze się czuję w moim miejscu zamieszkania, nikt mi krzywdy nie robi, 'coming out' był raczej bezbolesny .
To, czy jestem przedmiotem plotek mnie nie obchodzi - mogę sobie pozwolić na takie podejście, bo nie jestem w żaden sposób zależna od lokalnej społeczności. I tu chyba tkwi sedno problemu. Wierzący sąsiedzi (w tym proboszcz - mieszkam przy kościele ) nawet gdyby chcieli, nie mają możliwości utrudniania mi życia. Może, gdyby mój los od nich jakoś zależał rzecz wyglądałaby inaczej. A może nie
Moje doświadczenia pokazują, ze twierdzenie "ważniejsze jest czy przyjmujesz księdza po kolędzie od tego jak postępujesz względem innych" nie jest prawdą.
Nie taka straszna ta katolicka wieś, jak ją malują
bafiozo (717 punktów)
>Mieszkam w małej wioseczce na katolickim Podhalu.

Miło spotkać krajankę na forum.
Koraszewski (82900 punktów)
Cała ta dyskusja przypomniała mi artykuł w New York Timesie, gdzie autorka długo odpowiadała na pytanie czytelniczki, co mają robić młodzi niewierzący rodzice wychowujący swoje dzieci w małych amerykańskich miasteczkach. Ostatecznie odpowiedź można było sprowadzić do jednego słowa: wyjechać (do dużego miasta). Mieszkam w maleńkiej polskiej mieścinie i obserwuję jak młodzi ludzie wyrywają się powoli z łap Kościoła. Wydaje się, że Kościół jest mniejszym problemem niż rodzice i grupa rówieśnicza. I tu niespodzianka, bo na obydwu polach obserwuje się pozytywne zmiany. Mam wrażenie, że dziś jest to znacznie łatwiejsze niż 10 lat temu. Przełom z reguły następuje w liceum (które jest w większym mieście), ostateczne rozstanie z religią na ogół ma miejsce studiach. Wracają na weekendy i zaczyna się taniec jak wyjaśnić rodzicom dlaczego nie chcą iść na mszę. Czasem decydują się na wykręty, czasem mają odwagę powiedzieć wprost. Obserwuję wszystkie możliwe kombinacje i muszę przyznać, że to bardzo ciekawe. Ten świat się naprawdę zmienia. (Co nie znaczy, że obraz pokazany w "Wyborczej" jest nieprawdziwy.)
Lodowy (1486 punktów)
>Czy można funkcjonować na polskiej wsi nie będąc katolikiem?
Tak, można bez problemu. Piszę na podstawie własnych obserwacji. Do kościoła we wsi mojej babci chodzi niewiele osób.
Marius Apostata (292 punktów)
>Tak, można bez problemu. Piszę na podstawie własnych obserwacji. Do kościoła we wsi mojej babci chodzi niewiele osób.
Widzę, że nie jest tak źle.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365