 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Świat
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-11-2024 18:21 | okragly (21676 punktów) | usazyd mym panem jest 0 na 2 | w Gruzji odbyły sie wybory, wygrała partia pro rosyjska, usazyd powiedział że były nie demokratyczne, nałożył sankcje, za nimi cała demokracja świata
za 2 dni będa wybory w USA, czy one będą demokratyczne? (już trwają miesiąc, procedura nie jest jasna, w każdym stanie inna i wyborcy nie mają nic do gadania, decydują pośrednicy, elektorzy)
Czy demokratycznie jest gdy wybory w USA, czyli 1% populacji świata może decydowac o Ukrainie, Polsce, Europie, o całym świecie, czy to demokratyczne? dla nas libków tak, dlatego śpiewajmy wszyscy razem usazyd mym panem jest, największa demokracja świata, mym panem jest usazyd mym panem jest, wszyscy razem, nie wstydzcie się USAZYD MYM PANEM JEST USAZYD MYM PANEM JEST ...
j***ć ruska, szable w dłoń, na koń, na koń, na koń, ... USAZYD MYM PANEM JEST ... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | okragly (21676 punktów) | ostatnio poleciał do swego pana rado sław, nasz przedstawiciel, prosic o możliwość strzelania do rosyjskich rakiet lecących w naszą stronę, usazyd odpowiedział, nie psie, czekaj na moje polecenia
każdy kto ma psy wie, że nie można pozwolić by cokolwiek robił bez naszego pozwolenia usazyd naszym panem jest, śpiewajmy wszyscy razem
potrzebujemy żyć w małych oazach, gdzie tętni życie i braterstwo
|
|
1 na 1 | quick (6853 punktów) | > w Gruzji odbyły sie wybory, wygrała partia pro rosyjska, usazyd powiedział że były nie> demokratyczne, nałożył sankcje, za nimi cała demokracja światamyslpolska.info/2024/10/30/majdan-w-gruzji/Tego można się było spodziewać. Obecna opozycja, zwłaszcza post-saakaszwilowska, nie raz próbowała już wpływać na proces polityczny z poziomu ulicy, czego w jaskrawy sposób byliśmy świadkami wiosną, gdy zdołała zmobilizować znaczne liczby zwolenników, przede wszystkim tbiliskiej młodzieży, do gwałtowanych protestów przeciwko uchwalonej w maju ustawie o przejrzystości zagranicznych wpływów. Jednak nowej dynamiki nadała sytuacji postawa prezydent Salome Zurabiszwili, która próbowała już blokować ustawę o przejrzystości zagranicznych wpływów. Nie uznając wyników podawanych przez komisję wyborczą prezydent dała ersatz legitymacji ewentualnym działaniom rewolucyjnym wychodzącym z wnętrza kraju i z zewnątrz. Dodajmy, że Zurabisziwli kończy kadencję za około 40 dni i być może wyjście z roli neutralnej głowy państwa jest objawem szukania przez nią nowego miejsca na gruzińskiej scenie politycznej. Na zagranice nie trzeba było długo czekać. Głos zabrał szef amerykańskiej dyplomacji potępiając "wszelkie naruszenia norm międzynarodowych" i przyłączając się do "apelów międzynarodowych i lokalnych obserwatorów o przeprowadzenie pełnego dochodzenia w sprawie wszystkich doniesień o naruszeniach związanych z wyborami". Oskarżył on zarazem władze Gruzji o "nadużywanie środków publicznych przez partię rządzącą, kupowanie głosów i zastraszanie wyborców, co przyczyniło się do nierównych warunków gry i podważyło zaufanie społeczeństwa i społeczności międzynarodowej do możliwości sprawiedliwego wyniku". Jednocześnie amerykański sekretarz stanu Antony Blinken napisał na platformie X, że "gruzińscy przywódcy polityczni" muszą szanować praworządność, zająć się "niedociągnięciami" w procesie wyborczym i prowadzić kraj ku "euroatlantyckiej przyszłości". Te stwierdzenia praktycznie równoznaczne są z uznaniem wyborów. Iwaniszwili może odetchnąć z ulgą. Grupa europejskich parlamentarzystów oraz parlamentarzystów z Ukrainy i Kanady wystosowała szumny manifest, w którym stwierdziła, że "wybory nie były ani wolne, ani uczciwe" i postulowała - "Unia Europejska nie może uznać ich rezultatu". Parlamentarzyści ci nawet nie ukrywali, że stoją po jednej ze stron gruzińskiego sporu politycznego wyrażając "solidarność z wieloma oddanymi Europejczykami w Gruzji". "Jesteśmy przekonani, że Gruzja zasługuje, aby być w samym sercu zjednoczonej Europy" - napisali politycy... jakby zapomnieli, że decydujące znacznie ma tu przekonanie większości gruzińskiego społeczeństwa. Charakterystyczne, że zachodni politycy nie odważyli się wprost napisać o domniemanym fałszowaniu. Napisali jedynie o "nieuczciwym wpływie" (co to znaczy?), "zastraszaniu" i "groźbach" wobec zwolenników opozycji. By podeprzeć swoją argumentację autorzy tego oświadczenie uciekli się do tak ogólnikowej przewiny jak "przedwyborczy klimat polityczny niekompatybilny z europejskimi standardami uczciwości". Trudno traktować poważnie tego rodzaju zarzuty, szczególnie jeśli mają być podstawą do nieuznania wyborów parlamentarnych w jakimś kraju, a szczególnie nakładania sankcji na jego urzędników, jak chcą autorzy. Pod tym oświadczeniem podpisało się dwóch polskich polityków - Bogdan Klich z Koalicji Obywatelskiej i Radosław Fogiel z Prawa i Sprawiedliwości. Znamienne, że tak konfliktujące się na pokaz kraju siły polityczna po tym względem znalazły się zgodnie w głównym politycznym nurcie. Tylko nieco dziwi fakt, że PiS popiera wobec Gruzji działania o charakterze takiej presji politycznej, prawnej, a wkrótce być może ekonomicznej, które zastosowane przez eurokratów wobec Polski za ich rządów, przyczyniły się do tychże rządów zakończenia. Czym jest samostanowienie? Czym jest wola narodowa? Teraz trzeba wspierać ruch atlantycki, ale jutro sytuacja może być inna. Kto jest na to gotowy? Wiem, że nic nie wiem
|
|
1 na 1 | Thoter (6650 punktów) | >w Gruzji odbyły sie wybory, wygrała partia pro rosyjska, usazyd powiedział że były nie >demokratyczne, nałożył sankcje, za nimi cała demokracja świata > Gruzinów czeka teraz to samo co nas. CIA założy im tzw. solidarność. Potem jakiego klechę, co się wyrzekł wiary zamordują i oskarżą o to tych co dzisiaj bronią narodu gruzińskiego. Jeszcze im nakręcą film, w jakiej to żyją niewoli i jaki kolonialiści rozdają dobrobyt. Sami się "wyzwolą". Zjawią się szkoleni przez CIA wysoko opłacani zdrajcy i będą zakładać kolejna demonkrację. Resztki pauperyzowanej lokalnej inteligencji oddzielą od wpływów poziomą warstwą uprzywilejowanych, z racji ilości, demokratycznych idiotów. Ulice będą nazywać, tak jak w Polsce, nazwiskami zdrajców, którym medale poprzypinała obca agentura.
|
|
1 na 1 | quick (6853 punktów) |
> za 2 dni będa wybory w USA, czy one będą demokratyczne? (już trwają miesiąc, procedura nie jest> jasna, w każdym stanie inna i wyborcy nie mają nic do gadania, decydują pośrednicy, elektorzy)myslpolska(*)c-misyjnego-internacjonalizmu/Dzisiejsza Ameryka staje przed zadaniem tak głębokiego przewartościowania swojej roli w świecie, jakiego nie dokonano od czasów II wojny światowej. Walka wyborcza nie toczy się wyłącznie o wygraną tego czy innego kandydata na prezydenta. Idzie o coś więcej. Czy Ameryka w dotychczasowym kształcie przetrwa jako największe mocarstwo i czy taka Ameryka doprowadzi świat do katastrofy? Fanatyczni obrońcy "liberalnego szaleństwa" uszczęśliwiania innych narodów i państw przez Stany Zjednoczone, których nad Wisłą nie brakuje, są przekonani, że misją Ameryki jest "wieczyste" odgrywanie przywódczych ról międzynarodowych. Nie widzą jednak negatywnych skutków wewnętrznego pęknięcia w establishmencie amerykańskim, który przez to nie może uzgodnić swoich prawdziwych i spójnych interesów. Filoamerykańscy politycy i komentatorzy nie chcą dostrzec negatywnych skutków hegemonii amerykańskiej, poczucia wyższości i aroganckiego globalistycznego posłannictwa, a także napływu prymitywnej kultury masowej oraz wzorców zachowań, szkodliwych dla narodowych tożsamości. Problem ten nie wybrzmiał wystarczająco w kończącej się kampanii prezydenckiej w USA, ale na świecie coraz więcej obserwatorów zauważa, że narastające podziały w społeczeństwie amerykańskim na tle zakresu i charakteru zaangażowania za granicą mogą określić charakter następnej prezydentury. Nawet gdyby wybory wygrała Kamala Harris, to przed nią także stanie konieczność udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy dotychczasowa "internacjonalistyczna strategia" jest do utrzymania na dłuższą metę. W przypadku Donalda Trumpa sprawa wydaje się bardziej oczywista, gdyż mimo rozmaitych niespójności w jego wypowiedziach, opowiada się on jednak za zerwaniem z "misyjnym internacjonalizmem" na rzecz uzdrawiania od wewnątrz samej Ameryki. Odchodząca Ameryka? W Polsce mało kto podejmuje problem powrotu USA do izolacjonizmu, w obawie przed pozostawieniem Europy na pastwę losu, a jeszcze gorzej, na pastwę Rosji i Chin. Jednakże w Stanach Zjednoczonych ta tematyka powraca nie tylko w debacie politycznej, ale także w solidnych analizach. Dowodem na to jest opublikowana książka znakomitego badacza amerykańskiej polityki zagranicznej Charlesa A. Kupchana pt. "Izolacjonizm. Jak w swojej historii Ameryka odgradzała się od świata", Warszawa 2024. Dla wielu apologetów Ameryki powinna stać się obowiązkową lekturą, aby choć trochę ostudzili swoje "gorące głowy" w promowaniu jej hegemonii. W ciągu ponad dwustuletniej historii politycznej USA, o czym nie wie większość ludzi na świecie, Stany Zjednoczone dłużej pozostawały z dala od wielu problemów międzynarodowych niż się w nie angażowały. Od początku państwowości w XVIII wieku aż po wojnę z Hiszpanią z 1898 roku unikały ekspansji terytorialnej poza granicami Ameryki Północnej. Same bowiem pozostawały w otoczeniu nieprzyjaznych mocarstw i nie były zdolne do ich pokonania. Rosnącą potęgę ekonomiczną w XIX wieku wykorzystywały do wewnętrznej konsolidacji, stosując dyplomację i siłę do poszerzania zdobyczy terytorialnych (deklarowanie odpowiedzialności za zachodnią hemisferę, ekspansja w stronę Pacyfiku, wojna z Meksykiem 1846-1848 i aneksja jego ziem, odkupienie od Rosji Alaski w 1867 roku). Bezpieczeństwo amerykańskiej "reduty" miało być oparte na "naturalnych granicach", dystansie geograficznym, unilateralizmie i izolacji poprzez nieangażowanie się (czyli deklaratywną neutralność) w sprawy zagranicy. Wydawałoby się, że dystanse geograficzne nie odgrywają już takiej roli w gwarantowaniu dobrobytu i bezpieczeństwa, jak było to w XIX wieku. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych w części elit rządzących utrzymuje się silne przekonanie, że ich "odporność" jest funkcją odległości od Europy, Azji, Bliskiego Wschodu czy Afryki. To właśnie godne pozazdroszczenia położenie z dala od dawnych i współczesnych rywali rodzi co jakiś czas naturalne pokusy do rezygnacji, odwrotu czy wycofania się z sojuszniczych zobowiązań.
W XIX wieku zbudowano ideologiczne podstawy potęgi imperialnej. Wyrażało się to w koncepcji "objawionego przeznaczenia", mesjanistycznego zobowiązania do promowania ideałów demokracji amerykańskiej. USA miały być "światłem przewodnim" wolności, a swoją wyjątkowość oparły na micie unikania trwałych zobowiązań geopolitycznych. Kwitł natomiast handel z wszystkimi możliwymi stronami świata, z wykorzystaniem protekcjonizmu oraz odwoływaniem się do kontynentalizmu (ochrony własnego terytorium i kształtującej się strefy wpływów).
Dopiero na fali krytyki internacjonalistycznego wzmożenia pod koniec XIX wieku i w latach I wojny światowej tę dość skomplikowaną strategię nazwano izolacjonizmem, choć był to raczej selektywny aktywizm, tzn. angażowanie się tylko tam i w takim zakresie, gdzie i w jakim to było korzystne dla USA. Gdy Ameryka nie była jeszcze potęgą, to ważniejszą dla niej strategią było - zgodnie z dyrektywą George'a Washingtona z mowy pożegnalnej (Farewell Address) z 1796 roku - "niewplątywanie się" w zawiłości trwałych sojuszy i zobowiązań.
Wracając jeszcze do historii, warto pamiętać, że kierowanie się ku izolacjonizmowi wynikało często ze słabości wewnętrznej, albo kataklizmów, do których należała w XIX wieku tragiczna wojna domowa (secesyjna), a w pierwszych dekadach XX wieku wielki kryzys lat 20. i 30. Póki Ameryka przoduje pośród wielkich potęg pod względem wzrostu gospodarczego i możliwości uruchamiania swoich zasobów, póty utrzymuje swoją pozycję hegemonicznego mocarstwa. Kto wie, czy w przeciwnym razie nie zacznie się skrywać za barierami ochronnymi?
Stawiam na Trumpa.
Wiem, że nic nie wiem
|
|
 | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) |
>Stawiam na Trumpa.
Jasnowidz?
|
|
|  | 1 na 1 | quick (6853 punktów) | >>Stawiam na Trumpa. >Jasnowidz? Konserwatysta. Przyznam, że miałem przeczucie.
Wiem, że nic nie wiem
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|