 |
Dlaczego dokopujemy wierzącym Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-02-2011 09:24 | piotao (913 punktów) | Dlaczego dokopujemy wierzącym
3 na 3 | Hej!
Tak mnie z rana, po wyjściu jedną nogą z łóżka oświeciło, że być może wielu z tzw. ateistów nawróconych z katolicyzmu DLATEGO tak gnębi wiarę i jej przejawy, oraz wyśmiewa dogmaty, że wcześniej w to wierzyło właśnie!
Taka reakcja w drugą stronę. Odreagowanie i pewna forma zemsty. Na zasadzie, że jak kiedyś waliłem pokłony, cierpiałem w milczeniu, ponosiłem ofiary dla - jak się okazało - zmyślonego boga - to teraz znajdę przyjemność w tym, że będę postępował na przekór, na dowód, że go nie ma, czyli pożerał mięcho w piątek, śmiał się z ludzi zasuwających w niedzielę tłumnie do świątyni oraz obrażał katolików dla beczki.
Pamięta ktoś swoje 'uwolnienie' i jego moralno-duchowe następstwa? Poczucie wolności, zerwanie więzów, nagłe 'odzyskanie' życia tu i teraz? Jak to było? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 4 | coreless (16088 punktów) |
Nic z tych rzeczy. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że sobie na to zasłużyli!
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Pamięta ktoś swoje 'uwolnienie' i jego moralno-duchowe następstwa? Poczucie wolności, zerwanie> więzów, nagłe 'odzyskanie' życia tu i teraz? Jak to było?Ech, czuję się jakiś uboższy, że nie mam podobnych wspomnień. Od małego byłem sceptyczny, na lekcjach religii przed Pierwszą Komunią ksiądz potrafił wyrzucić mnie z lekcji za pytania... Do Pierwszej Komunii przystąpiłem bez rozgrzeszenia - widać byłem zbyt szczery przy spowiadaniu się z prób odkrywania tajemnicy płci.  W każdym razie czynnik ludzki w Kościele miałem rozpracowany negatywnie, potem z samym Bogiem już poszło łatwo. A teraz? Znam trochę katolików, którzy ładnie, w sposób godny uznania odnoszą się do swej wiary, nawet w świetle trudnych pytań. Wiem jak działa wiara i trudno ludzi za nią potępiać. Nie lubię postawy bezczelnych nieuków, bandytów (nieważne czy wymusza haracz mafioso czy ksiądz) itp.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | -1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | >Od małego byłem sceptyczny, Ze mną było podobnie. Natomiast dzisiaj często mnie śmieszy ateizm walczący, to nawracanie ludzi na ateizm. Ateizm powinien być obojętny, Boga nie ma i już. Ten walczący kojarzy mi się to z katolicyzmem walczącym, dewocją, itp.
|
|
|  | 7 na 7 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Natomiast dzisiaj często mnie śmieszy ateizm walczący, to nawracanie ludzi na ateizm. Ateizm powinien być obojętny, Boga nie ma i już. Ten walczący kojarzy mi się to z katolicyzmem walczącym, dewocją, itp. No bo ateizm jest obojętny. I, jeśli sam walczę, to nie w imię ateizmu, tylko w imię haseł wolnościowych, oświeceniowych, humanistycznych... I nie walczę z ludźmi, którzy są religijni, tylko z ludźmi, którzy ze swej religii czynią oręż bojowy, którzy na podstawie swej religii wynoszą się nad innych. To duża różnica.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >I, jeśli sam walczę, to nie w imię ateizmu, tylko w imię haseł wolnościowych, oświeceniowych, humanistycznych... >I nie walczę z ludźmi, którzy są religijni, Ludzie którzy walczą z ludźmi religijnymi, krytykują ich, ośmieszają, oskarżają itp., także nie czynią tego w imię ateizmu tylko w imię swoich przekonań, antypatii lub fobii. "Ateizm walczący" jak ja to widzę, to zjawisko obejmujące ludzi, którzy walczą przeciw religii traktując jak wyżej ludzi religijnych. Trudno jest walczyć z religią, nie walcząc z ludźmi ją wyznającymi. Może nawet trudno jest zachować szacunek dla ludzi wierzącch będąc ateistą ?
Ja w ogóle nie walczę, ani z religią, ani z Kościołem, jeśli wyrażanie swojego zdania o konieczności rozdziału Kościoła od państwa i krytykowanie pewnych poczynań niektórych ludzi Kościoła to nie walka. Czasami myślę, że potrzeby ludzkie jakie leżą u podstaw religijności stopniowo słabną, więc i rola religii i Kościołów będą dalej malały jeśli nie potrafią zmienić racji swego bytu.
|
|
| | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | > Trudno jest walczyć z religią, nie walcząc z ludźmi ją wyznającymi.Tak, jasne, trudno rozdzielić człowieka i jego czyny, bo o ile człowiek bez czynów może sobie istnieć, to one bez niego nijak...  Rzecz w celach. Ja znam ludzi religijnych, żyjących uczciwie i godnie - ich religia mi nie przeszkadza. I znam pyszałków rozpychających się ze swoim nieuctwem - ich religia mi też nie przeszkadza, ale przeszkadzają ich próby panoszenia się w moim życiu. Gdyby dało się z takimi ludźmi rozmawiać jedynie na gruncie Konstytucji, praw obywatelskich itp. można by religii nie tykać w ogóle. Jest to niemożliwe ze względu ich nasiąknięcia religią, ale nie religia jest celem walki,jedynie pycha religijnych na religii zbudowana i system władzy na religii zbudowany. Pewna skrótowość, hasłowość codziennej komunikacji ma swoje prawa... > Może nawet trudno jest zachować szacunek dla ludzi wierzącch będąc ateistą ?Bo szacunek należy się ich prawu do dowolnego wyznania, ale trudno szanować bzdury przez nich głoszone. Sami ludzie zaś - w zależności od przyjętej postawy. Ja tam szanuję postawę religijną kilkorga znajomych wierzących, ale to wyjątki w masie "mechanicznej" bezmyślności. > Ja w ogóle nie walczę, ani z religią, ani z Kościołem, jeśli wyrażanie swojego> zdania o konieczności rozdziału Kościoła od państwa i krytykowanie pewnych> poczynań niektórych ludzi Kościoła to nie walka.A co na to kościelni...? 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | W zasadzie myślę podobnie, ale... > >Może nawet trudno jest zachować szacunek dla ludzi wierzącch będąc ateistą ?> Bo szacunek należy się ich prawu do dowolnego wyznania, ale trudno szanować bzdury przez nich głoszone.Zgoda, rzeczywiście trudno szanować bzdurne poglądy, ale mnie chodzi o szacunek dla ludzi. Kiedyś na forum KP pewien gość napisał : "Odróżniajmy jednak ludzi od ich poglądów!" I to jest chyba dobre wskazanie, bo ludzi można szanować za ich postawy, związane ("jest dziesięć dobrych powodów, aby iść za Panem Bogiem") albo i nie związane z ich religijnością, a poglądy które z różnych względów aktualnie mają, które mogą naruszać nasze zapatrywania, a nawet budzić naszą odrazę powinniśmy tolerować jeśli nie potrafimy wpłynąć na ich zmianę. Problemy powstają wtedy gdy nie potrafimy tolerować poglądów innych niż własne lub gdy za ich poglądami idą czyny, które my uważamy za szkodliwe, a oni za całkowicie uprawnione. Wtedy kończy się Wersal, a zaczyna pranie po pyskach  . > Sami ludzie zaś - w zależności od przyjętej postawy.No właśnie! Podobnie mogą myśleć także "kościelni"o ateistach, chociaż jest tutaj także wiele fałszywych stereotypów. > Ja tam szanuję postawę religijną kilkorga znajomych wierzących, ale to wyjątki w masie "mechanicznej" bezmyślności.No tak, ale warto się zastanowić w jakim stopniu my tą masę znamy. > A co na to kościelni...?  Ci których znam myślą na ogół podobnie.
|
|
3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | > Hej! Oj makuś, makuś... To Twoje "hej" to jakbyś odciski palców zostawiał. Wiesz, że Cię nawet lubię, ale dlaczego Ty nie myślisz? 
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
 | | piotao (913 punktów) | > >Hej!> Oj makuś, makuś... To Twoje "hej" to jakbyś odciski palców zostawiał. Wiesz, że CięMakuś? Że kto?  Nie kojarzę, jestem piotao :0
-pio-
|
|
2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >Hej! >Tak mnie z rana, po wyjściu jedną nogą z łóżka oświeciło, że być może wielu z tzw. ateistów nawróconych z katolicyzmu DLATEGO tak gnębi wiarę i jej przejawy, oraz wyśmiewa dogmaty, że wcześniej w to wierzyło właśnie! Nie wiem? Ksiądz Meslier pozostał kapłanem do końca życia. Wielki poprzednik Karola Wojtyły na na katedrze etyki na KUL-u ks. prof. dr hab. Józef Keller napisał najbardziej ostrą, acz ogromnie merytoryczną, krytykę etyki katolickiej zaraz po rozstaniu się z Kościołem "Szkice o moralności katolickiej". Osobiście, choć jestem nominalnym katolikiem, wierzącym nie byłem nigdy. Racjonaliści, to indywidualiści i każdy idzie własną drogą.
>Pamięta ktoś swoje 'uwolnienie' i jego moralno-duchowe następstwa? Poczucie wolności, zerwanie więzów, nagłe 'odzyskanie' życia tu i teraz? Jak to było? Pamiętam, miałem kilkanaście lat i zrozumiałem, jak dobrze mieć "dobrego ojca w niebie". Próbowałem jemu zawierzyć i uwierzyć, ale już rozbudzony intelektualnie mózg (bardzo lubiłem czytać), nie chciał się skurczyć aż tak bardzo.
Jeżeli Pan poczyta moje posty, to dostrzeże Pan, że nie atakuję teistów, tylko głupotę - ateistyczną także. Nie moją już jest winą, że wśród wszelkich fideistów jest jej najwięcej.
@@@ .
|
|
1 na 1 | rhotax7 (3947 punktów) | >Hej! >nawróconych z katolicyzmu DLATEGO tak gnębi wiarę i jej przejawy, oraz wyśmiewa >dogmaty, że wcześniej w to wierzyło właśnie! Ależ skąd jestem tolerancyjny w stosunku do innych wiar i traktuję je tak samo.
Potrafię dyskutować ze ŚJ i pokazywać na ich własnej bibli bzdury. A to zdaje się nie katolicy. Piszę do satanistów wyśmiewając ich dogmaty i czary. A to mogą nie być katolicy-zapytam księdza pierwszego lepszego czy sataniści to katolicy czy nie (przecież wierzą w boga i byli ochrzczeni i w Jezusa wierzą). Lubię pytać księży o poważne sprawy dotyczące ich nie poważnej wiary.
Księża są pod ręką na mormonów trzeba zapolować ale telefonicznie też są do trafienia.
Problem jest ze scientologami jakoś ich nie namierzyłem a mają super fajną wiarę jak czytałem ich święte txt to już było zabawnie. Podobno organizują spotkania i można ich tam odwiedzić i przy okazji spotkać jakąś naszą gwiazdę filmu czy estrady ale lepiej nie iść samemu. To ostrzy wariaci po konkretnym praniu mózgu.
Nie zająłem się jeszcze muzułmanami ale przyjdzie czas i na nich.
Bahai jest strasznie mdłe i mało zabawne.
Najnowszym hitem są egzorcyści rozmowa z nimi to musi być coś wspaniałego. Ciekawe czy są egzorcyści w innych wyznaniach zarejestrowanych w kraju a jest ich 180 coś. Jednym z pierwszych pytań jakie im zadam to jakie są najskuteczniejsze egzorcyzmy i jakiej wiary bo szukam do egzorcyzmowania mej siostry ateistki i ciężko orzec jaki demon ją opętał bo jest paręset tysięcy wyznań na świecie i mają one swoje własne złe duchy a lepiej byłoby się nie pomylić.
Nie pisałem jeszcze na wiara.pl i takich tam ale jak znajdę czas i ochotę to czemu nie. Pisanie na forum to co innego niż zadzwonienie gdzie w parę minut ma się odpowiedż na zabawne pytanie.
|
|
 | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Pisanie na forum to co innego niż zadzwonienie gdzie w parę minut ma się odpowiedż na zabawne pytanie.> O kurde, a jak to robisz? Ja swego czasu, zainspirowany właśnie rozmową na wiara.pl wysłałem mejla do iluś-tam uczelni i wydziałów teologicznych oraz do kilku "książąt Kościoła". Przedstawiłem się jako zaskoczony ateizmem dorastającego syna katolik i jako jedną z głównych zagadek zadanych przez syna przedstawiłem kwestię grzechu pierworodnego w świetle ewolucji itp. Prosiłem o namiar na jakieś lektury, seminaria czy coś, żebym mógł zrozumieć co w "naszej" religii jest faktem, a co alegorią... Dostałem odpowiedź wyłącznie od sekretarza kard.Dziwisza. I było to tylko wskazanie odpowiadających na Boga Urojonego książek Berlinskiego i McGratha. Znikąd ratunku. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 2 na 2 | rhotax7 (3947 punktów) | >O kurde, a jak to robisz? Wpada mi do głowy jakiś problem związany z obłędem religijnym. I go z pomocą googla i tel. rozwiązuję.
Na przykład: chciałem kiedyś pójść do sekty w związku z tym że jestem ateistą to każda sekta powinna być zainteresowana mną jako czystym umysłem gdzie mogą sobie swojego boga zareklamować i wszczepić. Zacząłem szukać fajnych sekt w sieci - najlepsza była sekta Rodzina bo przewiduje ona poznanie boga przez sex z różnymi sekciarkami-extra idę na dwa tygodnie przelecę parę i wracam do rzeczywistości z sex wakacji. A homosexualizm uznają za grzech i karę bożą więc wiem że guru mnie nie zaatakuje. Namierzyłem info że mają dom sekciarski w Piasecznie i w Wiśle. Ale adresu nie mam.Ani tel. to szukam po Dominikanach i innych tych co walczą z sektami fundacjach. Stary żadna z tych organizacji nie ma adresu żadnej sekty a z parę obdzwoniłem podając im różne bajki od dziennikarza po rodzica szukającego dziecka. Ta banda oszustów wyciąga tylko pieniądze i nic nie robi. A kilka ich obdzwoniłem. Najlepszy był prezes jednej po paru zdaniach wyczułem że to zwykły oszust naciągacz ale i cynik. Więc powiedziałem mu prawdę to i on mi powiedział, uśmiał sie i mówi że ta cała walka z sektami to pic na wodę-nie wprost ale jasno. Oczywiście też nic nie wiedział o sektach i ich siedzibach. Jedyną sektą jaka ma siedzibę to Bahai ale to zwykłe biuro a nie dom sekciarski no i brak sex oferty dla poznania miłości Jezusa. Dzwonię na Policję to mi mówią że tego od sekt to nie ma i wogle to oni nie podają takich inforamcji a jak sekta nie popełniła przestępstwa to oni nic nie wiedzą. No to lipa. Dzwonię do ministerstwa spraw wewn. do działu związków wyznaniowych i łączy mnie z ochroną raz drugi aż pytam się o co chodzi. To mi ktoś tam powiedział że 2 miesiące wcześniej zmienili centralkę czy coś tam i to pewnie przez to . No dobra to czemu tego nie naprawiliście a bo nikt nie dzwonił jeszcze do tego wydziału i nie wiedzieliśmy. Dostałem sie do tego wydziału poprzez jakieś tam połączenia okrężne i uwaga ta pani tylko wpisuje do rejestru wyznania i nic więcej nie robi a kiedy Pani kogoś wpisała 2 lata temu--ale ma robotę szok nic nie robi a wypłatę ma. Nie potrafiła mi powiedzieć gdzie mogą być dane adresowe sekt i wyznań. Tragedia strona Realian milczy ( po miesiącu mi odpisali z Francji ale ich olałem). Co tu zrobić? Dzwonię do telewizji w Piasecznie internetowej ode mnie się dowiadują o tej sekcie są zieloni. Dzwonię do dwóch parafii odbiera jeden ksiądz i mówi że nic nie wie, to ja mu od razu jak to, to gdzie słudzy szatana mają siedzibę ksiądz nie wie? Proszę popytać wiernych i Policjantów i pikietę urządzić. Pomyślałem że jak w TV pokażą to ich namierzę. Ale cisza. W drugiej księdza nie było ale też nie słyszeli. W Faktach i Mitach też nie wiedzieli. Tragedia na komendzie w Piasecznie też nie. A ich mail tej Rodziny też nie odpowiadał dopiero po miesiącu mi przysłali swoje założenia programowe. Standardowy obłęd biblijny. Ale adresu mi nie podali to świnie.
A miałem fajny biznes plan sekta ta dba o higienę i naucza angielskiego i przy okazji ewangelizuje oraz naucza profilaktyki Aids więc fajnie nic nie złapię. A dla guru miałem nawet historię że dostanę kredyt za dwa tygodnie 40.000 i oczywiście wesprę sektę-pewnie podsunąłby mi sam trochę sexciarek. A tu lipa Panie. Ale może jeszcze ich namierzę. Tylko żebym się nie roześmiał przy jakiś bałaganiarskich czarach.
Także dzwonić, podawać bajkę adekwatną do pytania, być zawsze uprzejmym i miłym ja to jeszcze głos stosuję nawiedzonego wiernego i zero sarkazmu same pytania i tak pobudzą ich do zastanowienia i po telefonie zobaczą co za bzdury wygadują.
Pozdrawiam-to moja najdłuższa akcja z telefonowaniem.
|
|
| |  | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | >Zacząłem szukać fajnych sekt w sieci - najlepsza była sekta Rodzina bo przewiduje ona poznanie boga przez sex z różnymi sekciarkami-extra idę na dwa tygodnie przelecę parę i wracam do rzeczywistości z sex wakacji. Wstrętne jest dla mnie gdy mężczyzna posługuje się słowami 'przelecę parę' w odniesieniu do uprawiania seksu z kobietą. Zatem tylko domyślać się kim dla Ciebie są kobiety... Sadziłam, że jesteś kimś innym.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | |  | 2 na 2 | rhotax7 (3947 punktów) | >Sadziłam, że jesteś kimś innym. Jestem, jestem necromantyczny i liryczny. A jedyne co mnie odróżnia to to że napisałem prawdę-jak zabawa to zabawa.
|
|
| pawel9308 (104 punktów) | Kiedyś byłem katolikiem ale tą wiarę w jakiegoś dziwnego Boga wmówili mi rodzice i dziadkowie. Bałem się nie wierzyć, bo myślałem że spotka mnie "kara piekielna". Przestałem wierzyć w Boga jak miałem ok 14-15 lat zacząłem się wtedy interesować historią. Wtedy właśnie kupiłem sobie Mitologie Parandowskiego. Przeczytałem wstęp i coś we mnie " pękło". Początek był o starożytnych religiach, jak powstawały, ale przede wszystkim o wioskach które wierzyły w róźnych bogów. Dużo o tym myślałęm i doszłem do wniosku że BÓG jest wymysłem ludzi.
|
|
| DEmonizer (4893 punktów) | Nie pamiętam siebie jako wierzącego. Bóg nie istniał w mojej głowie, może przez to, że mam podejście atomistyczne do rzeczywistości i stąd konsekwencją jest ateizm. Pierwszą rzeczą jaka się we mnie sześcioletnim wyrobiła, to był atomizm. Staram się ludziom pokazać atomistyczne podejście, o ateizmie mówić już nie trzeba. Moje przyszłe dziecko też chciałbym zafascynować atomizmem (istnieją elementy i relacje między nimi, a rzeczywistość jest tego konsekwencją). Z otoczeniem (szczególnie religijnym) staram się nie paplać o bogach, bo temat jest nie warty paplania. Jeśli ktoś zaczyna, odpowiadam "Są ważniejsze sprawy." Choć dość dużo piszę o bogach, ale staram się spojrzeć na temat z dystansem i uniwersalnie. Aktualnie się skupiam na świecie poreligijnym. Pozdrawiam
|
|
2 na 2 | Rafaela (2059 punktów) | >Tak mnie z rana, po wyjściu jedną nogą z łóżka oświeciło, że być może wielu z tzw. ateistów nawróconych z katolicyzmu DLATEGO tak gnębi wiarę i jej przejawy, oraz wyśmiewa dogmaty, że wcześniej w to wierzyło właśnie! Przyznam, że ja nigdy nie pochwalałam gnębienia kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu. Jeśli ktoś ma ochotę słuchać nauk kościoła, to jego wybór, natomiast, gdy ktoś dojdzie do wniosku, że wiara nasuwa wiele wątpliwości i będzie o nich chciał porozmawiać, to znajdzie drogę do właściwych ludzi. Nie uważam, że mam na siłę przekonywać kogokolwiek, że droga, która kroczą ateiści jest najwłaściwsza. Uważam, że ateiści są elitą i to zobowiązuje ich do kultury, tolerancji inności, otwartości do przybliżania prawdy osobom poszukującym. Ateistom nie przystoi zniżanie się do poziomu niektórych katolików i ich argumentowania wyższości religii nad otwartym umysłem.
>Pamięta ktoś swoje 'uwolnienie' i jego moralno-duchowe następstwa? Poczucie wolności, zerwanie więzów, nagłe 'odzyskanie' życia tu i teraz? Jak to byłoż Ja mam tę przyjemność, że nie musiałam się uwalniać, bo od zawsze byłam wolna. Jednak wiele razy zastanawiałam się nad tym, że ludzie, którzy byli kiedyś wierzący jakby wyzwolili się z kajdanów przymusu religii. Taka wolność musi cudownie smakować.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
1 na 1 | Kowalski (2244 punktów) | Zmusiłeś mnie do zadania sobie pytania, czy ja kiedykolwiek wierzyłem. Niestety albo stety nie przypominam sobie takiego stanu. Jak zdecydowana większość dzieci w tym kraju zostałem ochrzczony, później posłany do I komunii i na tym moja przygoda z religią się skończyła. Na szczęście wyrastałem w rodzinie nie opętanej religijną ortodoksją. Owszem, miałem ciotki, które próbowały naciskać na moich rodziców, więc pamiętam parę stresujących sytuacji z dzieciństwa, jednak nie dałem się nigdy przekonać do wiary. Sam się zastanawiam, skąd u dziecka może zrodzić się opór do tradycji, w której wyrasta. Nie byłem typem kontestatora, wręcz przeciwnie, bardziej przesadnie grzecznym mami synkiem. Sądzę, że skłonność do racjonalizmu jest cechą wrodzoną, drzemie w nas i tylko czeka na odpowiedni moment, by móc się w pełni ujawnić. Wielu pewnie się z tym kryje, podobnie jak z orientacją seksualną, sprzeczną - jak to niektórzy uważają - z naturą lub co gorsza wolą bożą. Szczęśliwcami są ci, którzy nie muszą niczego udawać i żyć w środowisku obojętnym dla ich światopoglądu.
|
|
1 na 1 | slik (20011 punktów) | Rozumiem, że postulujesz, abyśmy "dobrymi ateistami", którym nie przeszkadza pacyfikowanie przez Kościół kolejnej sfery przestrzeni publicznej, finansowanie jego działalności z budżetu, przejmowanie kolejnych nieruchomości, robienie przez kler przekrętów na darowiznach, ograbianie biednych ludzi przez "Caritas", a nawet gwałcenie dzieci przez zboczonych kleryków? Powinniśmy siedzieć cicho i nie odzywać się? Za religię podziękowałem w wieku 10 lat. Ksiądz "prowadzący" powiedział, że moim bogiem jest teraz Stalin  - tak przynajmniej przekazali mi moi koledzy
|
|
 | | piotao (913 punktów) | > Za religię podziękowałem w wieku 10 lat. Ksiądz "prowadzący" powiedział, że moim bogiem jest teraz Stalin - tak przynajmniej przekazali mi moi koledzyAle pojechałeś  Ja podziękowałem później... niestety dużo czasu minęło.
-pio-
|
|
2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > DLATEGO tak gnębi wiarę Przecież nikt wiary nie gnębi. Kto chce wierzyć, niech wierzy. My nie chcemy, aby ktoś rzucił wiarę( Ale dobrze by było!) . My nie chcemy , aby nam narzucał wiarę. A to jest teraz tak, że katolicyzm jest wmuszany ludziom. Ateiści są uznawani za gorszych. Krzyże są wieszane w instytucjach państwowych, szkołach, urzędach. To wierzący nam dokopują.
"Pomagaj zawsze, nie czyń krzywdy - nigdy" Sai Baba.
|
|
 | | piotao (913 punktów) | > katolicyzm jest wmuszany ludziom. Ateiści są uznawani za gorszych. Krzyże są wieszane w instytucjach państwowych, szkołach, urzędach. To wierzący nam dokopują.
I dlatego krzyż im na drogę!
-pio-
|
|
 | 1 na 1 | Smoothie (163 punktów) | >Krzyże są wieszane w instytucjach państwowych, szkołach, urzędach.
Parę dni temu, gdy grzecznie siedziałam na lekcji angielskiego w moim liceum, do klasy ostentacyjnym krokiem wszedł dyrektor, aby sprawdzić działanie nowego rzutnika. Rozglądnął się, sokolim wzrokiem przejechał po ścianach. "Oho! Coś jest nie tak" - pomyślał pewnie.
- "A gdzie są symbole religijne?!" - rzekł brutalnie. - "Tak być nie może! Trzeba to natychmiast załatwić." I wyszedł. A mnie podniosło się ciśnienie.
|
|
|  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > A mnie podniosło się ciśnienie. 120/80 to jeszcze dobre.Jak młoda bogini.
"Pomagaj zawsze, nie czyń krzywdy - nigdy" Sai Baba.
|
|
4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dopóki 90% ludzkości lub więcej będzie wierzyć, z czego znów większość w teizm, dopóki taka będzie demokratyczna wola ludzkości i poszczególnych społeczeństw. Łatwo się o tym przekonać, iż teizm to bzdura. Aby zacząć żyć w normalnym świecie, trzeba walczyć z tym straszliwym nałogiem, który coraz mocniej wstrzymuje rozwój nauki i dostęp do obiektywnej edukacji. Walka z teizmem, poprzez argumenty, jest obowiązkiem każdego, kto chce żyć w normalnym społeczeństwie, gdzie wiara w cuda nie staje się ważniejsza od biologii, medycyny, racjonalnej polityki, ekonomii etc. Katolicyzm jest najpopularniejszym odłamem najbardziej rozpowszechnionego na świecie narkotyku wiary, zwanego chrześcijaństwem. Z pewnością udowadnianie głupot, kłamstw, i nieuczciwości w tej najbardziej popularnej na świecie ideologii jest ważniejsze, niż udowadnianie szaleństw vodou, czy nie robienie niczego.
|
|
| jederman (173 punktów) | > Odreagowanie i pewna forma zemstyPrzyznałem punkt nie tyle za tę odpowiedź, co za bardzo dobre pytanie. Sugeruję jeszcze jedno możliwe rozwiązanie: taki tutejszy esprit de corps. Jest zbiorowość, która pewne rzeczy premiuje, więc to robimy. Proste, prawda? (Mam wrażenie, że w wielu przypadkach to jest trafione ... ale na pewno mnie zaraz ujemnymi punktami przywołacie do porządku - tu przecież sami głęboko myślący indywidualiści, prawda?  )
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
 | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | > ...ale na pewno mnie zaraz ujemnymi punktami przywołacie do porządku - tu przecież sami głęboko myślący indywidualiści, prawda? )A poza tanimi prowokacjami i prostackimi złośliwostkami stać Cię na coś więcej? Czy to jedyna Ewangelia jaką masz do zaoferowania w imieniu swego Boga?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
1 na 1 | zaprawdę (126 punktów) |
> Pamięta ktoś swoje 'uwolnienie' i jego moralno-duchowe następstwa? Poczucie wolności, zerwanie> więzów, nagłe 'odzyskanie' życia tu i teraz? Jak to było?Było dziwnie. Przez 28 lat dojrzewałam do tego kroku, po czym po kolejnych dwóch latach wypowiedziałam pierwszy raz na głos "BOGA NIE MA!". Nie wiem do czego porównać to uczucie wyzwolenia, ale jest baaaaaardzo przyjemne  , daje mi poczucie stabilności, pewności siebie i jest czymś tak naturalnym jak każdy oddech. Wiara/religia od zawsze była dla mnie czymś sztucznym, co nijak nie pozwalało mi na wkomponowanie jej w mój pełen pytań umysł - a były momenty, że miałam jakieś własne chęci ku temu. Ogólnie mówiąc- pochodzę z dramatycznie ortodoksyjnej katolickiej rodziny, która wiarę wtłaczała swym dzieciom "myślą, mową, uczynkiem i wyczynkiem". Znam instytucje KK niejako "od kuchni" (seminaria duchowne i zakony). Nie dokopuję wierzącym, ale walczę o akceptację i szacunek dla własnych przekonań. Staram się czynić to na tyle kulturalnie i taktownie na ile potrafię. Nie jestem mistrzem asertywności. Wciąż się uczę. Jednocześnie ciągle nie mogę się nadziwić, jak ludzie dysponujący mózgiem mogą bezkrytycznie przyjmować religijne fenomeny i nie budzić w sobie nawet iskry racjonalnego myślenia.
|
|
| Maciej Malinowski (353 punktów) | Gnębienie przejawów wiary, raczej nie. Dlatego, że część ateistów wierzyło - chyba też nie. Wielu, jeśli nie większość, pierwsze oznaki braku wiary przejawia w wieku "nastu" lat. Mniej więcej wtedy kiedy rozpoczynamy dojrzewanie emocjonalne. Nie można przecież nazwać dziewięcioletniego dziecka idącego do komunii świadomym katolikiem. Wątpienie kręciło się po głowie od zawsze, najpierw takie dziecięce, na zasadzie "jak to nie widać boga, to skąd ktoś wie, że on jest". Cała katolicka indoktrynacja działa tak byś jako dorosły już nie zadawał mądrych pytań. Wręcz próbuje Ci wmówić, że takie pytania są dziecinne. I nagle, nawet dokładnie nie pamiętam kiedy, chyba jednak był to proces stopniowy, myślę sobie "jakaś ściema". Na początku w ogóle miałem to gdzieś, w młodości były ciekawsze zajęcia niż kościół. Nie szydzę z wiary, choć czasem pewne wydarzenia budzą uśmiech politowania. Fakt lubię rozmawiać z katolikami, lubię (wstyd się przyznać) obserwować jak brakuje im argumentów, jak łapią powietrze, jak zaczynają się denerwować, by w końcu przerwać dyskusję...hmm, jednak chyba masz rację, trochę lubię im dopiec 
Czy nie starczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?
|
|
2 na 2 | Ag-nes (2295 punktów) | > DLATEGO tak gnębi wiarę i jej przejawy, oraz wyśmiewa dogmaty
Przedstawianie racjonalnych, tj. popartych naukowo, argumentów to nie gnębienie. Jeżeli ktoś tak to odbiera, to tylko dlatego, że te dwa punkty widzenia, teizm i ateizm, całkowicie się wykluczają, nie ma żadego punktu, w którym można by je ze sobą pogodzić.
>Taka reakcja w drugą stronę. Odreagowanie i pewna forma zemsty. Na zasadzie, że jak kiedyś waliłem >pokłony, cierpiałem w milczeniu, ponosiłem ofiary dla - jak się okazało - zmyślonego boga - to teraz >znajdę przyjemność w tym, że będę postępował na przekór, na dowód, że go nie ma, czyli pożerał >mięcho w piątek, śmiał się z ludzi zasuwających w niedzielę tłumnie do świątyni oraz obrażał >katolików dla beczki.
Ja odbieram to wręcz przeciwnie. To katolicy ciągle mnie atakują. W związku z tym, że rodzina i znajomi (czyt. katolicy) znają mój światopogląd, wykorzystują to przy każdej okazji. Taki przykład: jak mnie się coś nie udaje, mam problemy, to oczywiście kara boska. Jak im, to bóg ich doświadcza. W ten sposób nigdy nie dojdziemy do konsensusu.
>Pamięta ktoś swoje 'uwolnienie' i jego moralno-duchowe następstwa? Poczucie wolności, zerwanie >więzów, nagłe 'odzyskanie' życia tu i teraz? Jak to było?
Moje etapy uwalniania umysłu od religijnej indoktrynacji (w ogromnym skrócie): formalnie (tj. chrzest, komunia, bierzmowanie: katolickie), w początkach poszukiwań i rozmyślań: deizm, nastepnie agnostycyzm i ostatecznie ateizm. Od chwili gdy bez niepokoju mogę określić się ateistką, moje poczucie wolności ma się najlepiej od urodzenia. Okazało się, że szacunek do życia i drugiego człowieka może być jeszcze większy. Poza tym to poczucie sprawczości - bezcenne.
Pozdrawiam.
|
|
| zachaj (5239 punktów) | >.. Jak to było?
Jak nowo narodzony...
|
|
1 na 1 | piotao (913 punktów) | Dziękuję Wam za ciekawe odpowiedzi...
Jest oczywiste, że u każdego byłego wierzącego proces ten przebiegał inaczej. Ja znam tylko swój, więc o nim opowiem. Było to moim zdaniem dość ciekawe. Jako zaangażowany ortodoksa zacząłem w pewnym momencie zauważać pewne nieścisłości pomiędzy tym, o czym mówiła wiara, i nauczanie Kościoła (jako instytucji), a tym, co mówiła mi wiedza o świecie, logiczne rozumowanie oraz doświadczenie. Problemy były na etapie interpretacji zjawisk. Przykładowo, czy lekarstwo pomogło, czy to bóg za jego pomocą uleczył? Jeżeli to drugie, to jak na poziomie molekularnym się to odbywało? Czy prawdopodobieństwo i termodynamika dają się sterować na poziomie makroskali (jakim jest człowiek) ale z poziomu mikroskali, jakim są molekuły w jego komórkach, tkankach i narządach? Odpowiedzi na takie pytania teologia ani kościelne tłumaczenia nie dawały żadnej. W ogóle odpowiedzi religijne były rozczarowująco płytkie, gdy przychodziło do wyjaśniania faktów.
W pewnym okresie przeżycia religijne tak mocno wpłynęły na mój odbiór rzeczywistości, że postanowiłem zbadać te zjawiska, i spróbować je zrozumieć. Okazało się to rozczarowującym procesem, którego efektem był dualizm poznawczy (nie wiem, czy mogę to tak nazwać). Chodzi o to, że z jednej strony - tak jakby jednym wątkiem w mojej głowie szły sprawy religijne. Z drugiej strony, równolegle, drugim wątkiem szły sprawy naukowe. Jestem z powołania naukowcem, zatem naukowy sposób myślenia jest moim naturalnym sposobem w jaki funkcjonuje. Kiedyś było to bardzo bolesne, bo spalała mnie żądza poznania rzeczywistości, odkrycia jak funkcjonuje świat (na szczęście teraz, po wielu latach trochę intensywność tych pragnień zmalała). Tak czy inaczej, doszło do rozdwojenia w mojej głowie (tak to czułem) i myślę, że nasilenie tego procesu doprowadzić by mogło do nerwicy eklezjogennej lub innej przykrej choroby psychicznej. Jednak rozum w naturalny sposób zwyciężył, ponieważ lepiej trzymać wróbla w garści, niż gołębia na dachu. Badania fenomenów religii szybko doprowadziły mnie do psychologii, neuropsychologii, wraz z całą gromadą wyjaśnień socjologicznych, behawioralnych, historycznych i innych. Około pół roku twało moje rozczarowanie tym, że religia najwyraźniej nie jest tym, za co się podaje. Natomiast zachwyt nad ludzkim umysłem, nad jego nieprawdopodobną złożonością i możliwościami wpadania w złudzenia odpowiednio rósł. W końcu postawiłem sprawę otwarcie wszystkim swoim znajomym katolikom: pogłębianie wiary doprowadza mnie do ateizmu. Wyjaśniłem niektórym z nich (tym mniej zapuszkowanym) skąd bierze się moja postawa, i żadna z tych osób nie była w stanie zakwestionować uczciwości i rzetelnego postawienia sprawy. Stanowisko moje było tego rodzaju że 'OK, obserwuję dziwne zjawiska, zatem mając rozum, zbadam je i poszukam prawdy'. W przypadku gdy dotyczyło to tradycji, biblii i innych świętości nie zabierałem głosu, stając na miejscu poszukującego 'głębszego zrozumienia'. Wysiłki nie dały na siebie długo czekać i głębsze zrozumienie nastąpiło wraz z jeszcze większym rozczarowaniem. Zrozumiałem, że fenomeny religijne nasz mózg wspaniale umie interpretować akurat tak, jak mu się podoba w świetle wyznawanej ideologii. Zobaczyłem kruchość i absurd praw podawanych jako objawione. Zrozumiałem też, że to nauka daje rzetelne odpowiedzi które możemy przyjąć za prawdziwe tak dalece, jak to jest możliwe i że odpowiedzi te mogą się zmienić, gdy lepiej poznamy świat. Oświeciło mnie to że nauka daje racjonalne rozwiązania, które działają w sposób przewidywalny, w miejsce nieprzewidywalnych efektów modlitw i obrzędów. Na końcu tego długiego procesu zaczęło mnie przerażać związanie myślenia, które dostrzegałem w sobie i zamknięcie umysłu w więzieniu, w którym nie można niczego kwestionować. Teraz myślę o sprawach wiary podobnie jak o zachowaniach jakichś prymitywnych ludów kłaniających się ogniowi, lub ludziach, którzy oddawali cześć zeusowi...
Uwalniających jest kilka rzeczy. Pierwsza, to fakt, że ma się jedno życie, tu i teraz, które jest niesamowitym zbiegiem okoliczności (bo wcale nie musiałem się JA urodzić). To życie, tu i teraz jest cenne, ponieważ jest wyjątkowe, jest jedno i miałem szczęście wygrać je na loterii. Jest to niesamowity fakt. Kolejna sprawa to uwolnienie od czekania na 'lepsze życie w przyszłości', na które w dodatku musiałbym tutaj harować. Nie będzie niczego! Tu i teraz jest czas cudu. Kolejne jeszcze uwolnienie, to odczucie pełnej odpowiedzialności za swoje czyny. Nie jakiś duch święty czy inny anioł daje mi natchnienie, tylko sam działam, świadomie, i nieświadomie we wszystkich przejawach swojej aktywności i sam za to odpowiadam. Nie ma że narozrabiam, pójdę do faceta w kapturze czy sukience, i on mi powie 'jest OK, teraz idź i więcej nie rozrabiaj'. Teraz żyję w pełni, i żyję na poważnie, bez 'sejwów' czy innych sposobów na uniknięcie odpowiedzialności. Teraz też pracuję nad swoim życiem, bo wiem, że mam tylko jedno. Poprzednio marnowałem je, czekając na obiecane lepsze, i nie mając pewności, czy je dostanę. Kolejne uwolnienie wiąże się z organizacją czasu: nie muszę już zasuwać na te wszystkie nudne obrzędy, brać udziału w sabatach i spędach, a procesje bożego ciała mogę oglądać przez okno, jeżeli chciałbym widzieć stado baranów (przepraszam, owieczek). Uwolnienie z brzemienia grzechów, winy, nieczystości i innego syfu, jaki wmawiano mi od maleńkości. Teraz wiem, że gdy złamię rękę, to nie bozia mnie pokarała, tylko sam byłem gapa i pchałem się gdzie nie trzeba.
Tego typu rzeczy mogą nie być zbyt odkrywcze dla kogoś, kto nigdy nie przeszedł porządnej formacji religijnej. Myślę, że takie osoby jak ja, po zdradzie swoich ideałów, ale na tyle odważne, aby poddać rewizji cały swój światopogląd, swoją osnowę istnienia, są dla ortodoksyjnych katolików równie niewygodne, co oni dla nas.
|
|
 | 1 na 1 | piotao (913 punktów) | Tak samo modlący się, podnoszący ręce, roniący łzy i 'odlatujący' byliby dla mnie niesmaczni, gdybym miał z nimi przebywać w jednym pomieszczeniu, jak ja dla nich. Dlatego się unikamy i nikt nie psuje sobie krwi, ani nie wzbudza niepotrzebnej niechęci. Mogę też powiedzieć o tym, że moja postawa wzbudziła wielką agresję, wręcz nienawiść osób blisko ze mną związanych, ponieważ sprzeciwiłem się temu w co one wierzą. Nie było to przyjemne, ale pokazało mi, jak religia potrafi poróżnić ludzi, i jak długie mogą być pazury tych wierzących, którzy nie lubią kwestionowania swojego światopoglądu. Cały ten proces był rozczarowujący, uwalniający, czasami dołujący, ponieważ pokazywał małość ludzi, i bzdurność tego co uważają za wielkie. Trochę chyba tak, jak pozbywała się ludzkość powoli geocentryzmu a potem innych mrzonek. Wspaniałym jest to, że racjonalne myślenie i nauka dają niesamowitą radość z poznawania świata i dziwienia się temu, co nas otacza. Warto! No to kończę. Chętnie poczytałbym Wasze odpowiedzi, gdyby ktoś jeszcze chciał się zwierzyć, ale 'nie moja to rzecz'  To chyba mój pierwszy post, który nie zmieścił się za jednym razem  pio
-pio-
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|