Racjonalista - Strona głównaDo treści
Spór

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
27-02-2011 07:37maceox (6766 punktów)Spór
Ocena -2 na 2
Gdy słyszę, jak spierają się wierzący z ateistami, po krótkiej chwili mam ochotę trzasnąć książką, telewizorem, czy jakimkolwiek innym medium, w którym ten pseudo-spór się akurat toczy.

Zacznijmy od tego, że "Bóg" jest jednym ze słów występujących w języku, którym się posługujemy. Słowo to, podobnie jak każde inne ze słów ma swoją definicję - opis znaczenia - wystarczy sięgnąć do słownika, czy encyklopedii. Nie róbmy tego jednak w tej chwili. Niech to będzie pierwsze zadanie dla uczestników naszego sporu.

Proszę więc strony sporu, aby opisały w co wierzą, lub odpowiednio, w co nie wierzą nie używając jednak słowa "Bóg", do woli korzystając jednak z pozostałych słów naszego języka - niech spróbują zdefiniować podstawowe pojęcie, o które toczą spór.

Wierzący: - Harmonia, miłość, dobro
Ateista: - To tylko słowa, naprawdę istnieje tylko biologia i atomy
Wierzący: - To są słowa, ale przecież nie wzięły się znikąd, te słowa opisują uczucia ludzi, które zostały nam dane. Biologia i atomy, to tylko zewnętrzna obserwacja, a przecież musimy dokonywać wyborów moralnych i wiedza o atomach nam w tym nie pomoże.
Ateista: - Wybory moralne to tylko rozwinięta funkcja biologii, widocznie czemuś służy w ewolucji.
Wierzący: - No dobra, ale muzykę lubisz? I szczerych ludzi?
Ateista: - No lubię, ale to nie znaczy od razu, że ta Twoja harmonia jest wszędzie, na świecie jest raczej więcej bałaganu niż harmonii
Wierzący: - A to, że w układzie słonecznym jest planeta, na której mogło się wykształcić życie?
Ateista: - To przypadek
Wierzący: - To Twoim zdaniem lepiej postępować dobrze, czy to wszystko jedno?
Ateista: - Lepiej dobrze, ale to tylko dlatego, że na dłuższą metę się opłaca, ale to nie ma nic wspólnego z Twoją harmonią
Wierzący: - No dobra, a wracając do atomów - to skąd one się wzięły?
Ateista: - Wielki wybuch
Wierzący: - A wielki wybuch skąd?
Ateista: - Myślisz, że harmonia jest wyjaśnieniem?

Nasi rozmówcy niby nie doszli do porozumienia, a gdy przyjrzymy się bliżej, okazuje się, że w zasadzie widzą świat i zadany problem podobnie. Ateista nie neguje w pełni istnienia harmonii, tyle tylko, że się na niej nie skupia w takim stopniu, jak czyni to wierzący. Wierzący natomiast nie neguje materialnej wizji Ateisty, bo sam wie, że składa się również z ciała i kości. Każdy z nich uznaje więc istnienie wszystkich elementów, o których mówi drugi uczestnik dialogu, tyle tylko że przypisuje im nieco inną wagę. To już jest zasadniczo odmienny rezultat od spodziewanego wówczas, gdyby uczestnicy dyskusji przekrzykiwali się tylko słowami "Bóg" i "Niebóg" lub gdyby powoływali się co chwilę na jakieś konstrukcje zaczerpnięte z systemu konkretnej wiary. Obydwoje nie wiedzą natomiast tak naprawdę, skąd wziął się świat, ani skąd oni sami się na tym świecie znaleźli, co tym bardziej przybliża ich stanowiska, choć Wierzącego pewnie bardziej korci, by użyć zakazane słowo.

Mimo to na razie powiedziałbym, że 1:0 dla Ateisty, bo wszystko co mówi brzmi racjonalnie i w zasadzie zbił on każdy argument Wierzącego.

Jednak czas na kontratak:

Wierzący: - Ty, Ateista, no dobra, to w takim razie powiedz, w co Ty w takim razie nie wierzysz, skoro jesteś taki mądry?
Ateista: - Nie wierzę w te wszystkie bajki o jakimś dziadku z brodą, który gdzieś siedzi w niebie.
Wierzący: - No nie, no w takiego dziadka to ja też nie wierzę, choć nie można również wykluczyć, że właśnie tak jednak jest.

W tym momencie jeszcze większe wrażenie od uzyskania (chwilowej na razie) zgody między rozmówcami sprawia fakt, że to Wierzący nagle posługuje się językiem zwykle typowym dla racjonalistów - znamienne są słowa, że "czegoś nie można wykluczyć" - Wierzący odwołuje się do języka naukowców, by trafić Ateistę jego własna bronią.

Wierzący wyrównuje na 1:1. Na razie każdy z uczestników sporu zdobywa punkty tylko poprzez obalenie tez przeciwnika, nigdy poprzez przekonanie do własnych tez.

Ateista, trafiony, próbuje jeszcze: - No dobra, ale nie wierzę w te opowieści o niesprawdzonej, nieudowodnionej naukowo sile, która niby miałaby wszystko stworzyć i w te wszystkie opowieści, jak niby dokładnie się to stało.

Wierzący: - Niesprawdzonej naukowo? A co - niby naukowe jest twierdzenie, że coś na pewno nie istnieje, choć nauka nie znalazła dowodów ani na poparcie, ani na obalenie danej tezy?? A poza tym czego oczekujesz od nauki, której punktem wyjścia są tylko ludzkie zmysły i umysły, i która nie czyni nic innego poza opisywaniem ruchu i zależności występujących pomiędzy przedmiotami świata materialnego nie zadając sobie trudu zbadania, skąd ten ruch się w ogóle wziął? Czego oczekujesz od nauki, która bazuje na obserwacji powtarzalności doświadczenia i na racjonalności? A skoro właśnie nauka jest racjonalna to uczeni powinni z pokorą spuścić głowę i powiedzieć - nie możemy z absolutną pewnością stwierdzić, że nasze doświadczenie jutro znów się uda powtórzyć, możemy jedynie tak przypuszczać, że tak będzie, ale równie dobrze mogą przestać działać prawa przyrody, których byliśmy świadkami do tej pory. Cała nauka to tylko historia materii, w dodatku w ujęciu człowieka, więc oparta na bardzo niewiarygodnym źródle.
Ateista: - Ok., zgodzę się z tym, że nauka nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, ale dlaczego miałbym uwierzyć w jakieś opowieści dziwnej treści, o których tym bardziej nie wiadomo, czy się zgadzają?

Dialog naszych uczestników sporu powoli traci tempo. W dalszym ciągu w zasadzie dochodzą oni do zgodnych wniosków, co w tej chwili nie jest już niespodzianką. Obydwoje dostrzegają, że nie są w stanie wykazać drugiemu absolutności obowiązywania swych początkowych stanowisk. W zasadzie mogliby się zgodzić na pozycję agnostyczną - że właściwie nie wiadomo jak to jest - a w każdym razie byłby do tego skłonny Ateista, jednak nie poprzestaną na tym, bo Wierzący jest jednak przywiązany do swych pojęć - w tym również do tego jednego, zakazanego.

By pobudzić naszych oponentów do dalszego dialogu najwyższy czas na kolejne zadanie dla nich: Niech wezmą parę głębokich oddechów, niech zamkną oczy i niech na chwilę zapomną o tym, co ich w tej chwili otacza, i niech po chwili w myślach zadadzą sobie pytanie: "skąd jestem?"

Wierzący: - A skąd istniejesz? Skąd się wzięła Twoja świadomość, tego, kto w Tobie mówi i myśli?
Ateista: - (po zastanowieniu) nie wiem, nie zastanawiam się nad tym.
Wierzący: - ja też nie wiem, ale mam na to swoje słowo, którego w tym dialogu nie mogę użyć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Można kwestionować istnienie Boga, jednak nie można kwestionować samego istnienia. Po co więc kwestionować istnienie Boga?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kogut59 (3090 punktów)Odp: SPÓR
>i niech po chwili w myślach zadadzą sobie pytanie: "skąd jestem?"
Bakteria ewolucji jestem a skąd to jeszcze nie wiem bom jeszcze za głupi !
prawdopodobnie zawsze na ziemi już bylem bo jestem ziemi pierwiastkiem.

maceox (6766 punktów)
>Bakteria ewolucji jestem a skąd to jeszcze nie wiem bom jeszcze za głupi !
>prawdopodobnie zawsze na ziemi już bylem bo jestem ziemi pierwiastkiem.

ale pocieszę Cię, że Wierzący wcale też więcej nie wie. Kieruje natomiast uwagę na symboliczne, archetypowe opowieści, które oddziaływują na niego w sensie psychologicznym. Innego sensu zresztą nie ma. Materię też jesteśmy w stanie dostrzec jedynie poprzez nasz umysł.
Nie widzę natomiast potrzeby dlaczego mielibyśmy się pożegnać z akurat tą częścią dorobku ludzkiej myśli, która pyta o swe pochodzenie.
Redukowanie prawdziwej egzystencji jedynie do tej części myśli, która koncentruje się na materii - a więc pochodzi bezpośrednio z wrażeń zmysłowych - odbiera wręcz wolność myślenia.

Tak więc w tym sensie się z Tobą zgadzam, tym bardziej, że zamieściłeś fajny rysunek - ksiądz oczywiście również chodzi po omacku, ale ateista nie ma nawet laski.
27-02-2011 19:02 
 Ocena 1 na 1
kogut59 (3090 punktów)
>Redukowanie prawdziwej egzystencji jedynie do tej części myśli, która koncentruje się na materii - a więc pochodzi bezpośrednio z wrażeń zmysłowych - odbiera wręcz wolność myślenia.
>Tak więc w tym sensie się z Tobą zgadzam, tym bardziej, że zamieściłeś fajny rysunek - ksiądz oczywiście również chodzi po omacku, ale ateista nie ma nawet laski.
Myślę ze wolność myślenia odbiera księdzu właśnie ta laska - tania doktryna. "Prawdziwa egzystencja" co to jest ? Brzmi jak jedyna prawda. Istnieje nieprawdziwa egzystencja ? Korzystanie z naszych wszystkich zmysłów daje wystarczająco dużo wrażeń nie materialnych Mam "laskę" (przepraszam z góry wszystkie kobiety)
maceox (6766 punktów)
Istnieje nieprawdziwa egzystencja ?
Ok, istnieje tylko egzystencja, przyłapałeś mnie na słowie, które miało być tylko podkreśleniem.
Jednak dlaczego doktryna, która rozwijała się od wieków, i na której - chcąc, czy nie - opieramy się kulturowo, ma być tania?
28-02-2011 01:16 
 Ocena 2 na 2
Drobner (19539 punktów)
To na obrazku w ręce tej zmaskulinizowanej Pani, to krzyż?
Jakoś tak do miecza (mieczyka) podobny.

Od dawna miałem takie skojarzenia: "Pod TYM znakiem zwyciężysz" (ponoć sen Konstantyna), i parę tekstów z Apokalipsy (np. "miecz z ust').

Drobner, ogólnie pesymista , ale na cmentarzu widzący wkoło same PLUSY...
27-02-2011 09:42
 Ocena 13 na 13
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Skąd się wzięła Twoja świadomość, tego, kto w Tobie mówi i myśli?


Polecam o tym inny wątek (Lęk przed naukowym opisem świadomości, dział światopogląd i filozofia), jeśli powyższy wpis komuś wydał się naiwny... Mnie się wydał naiwny, dlaczego - odpowiedż w powyższym wątku.

Natomiast nie wiem, skąd ci się wzięło "wierzący - dobro, harmonia, miłość".

Raczej - myślcie tak samo jak ja bo chcę żyć wiecznie.

Dalej się nie wczytywałem, bo na jakiej podstawie wziąłeś tę harmonię? Na podstawie rywalizacji pomiędzy religiami o ich bożków? Na podstawie zabójstw na tym tle i totalnej niechęci do myślenia, do otwartości na inne modele rzeczywistości, z gruntu lepsze, gdyż poddające się krytycznemu myśleniu?

Odmalowałeś jako przykład nieprawdziwego teistę.
27-02-2011 18:19 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Polecam o tym inny wątek (Lęk przed naukowym opisem świadomości, dział światopogląd i filozofia)
Zrobiłem ten test, podobał mi się. Moje odpowiedzi zamieściłem w odpowiednim wątku.

>Natomiast nie wiem, skąd ci się wzięło "wierzący - dobro, harmonia, miłość".
>Raczej - myślcie tak samo jak ja bo chcę żyć wiecznie.

to zależy od tego, do czego przykłada wagę dany wierzący. Akurat ten w moim dialogu kładzie akcent na te cechy - jego zdaniem dobrego Boga. W każdym razie wcale nie każdy wierzący musi mówić "myślcie tak samo jak ja bo chcę żyć wiecznie", to już zależy od jego religii. Ani życie wieczne, ani konieczność, by inni myśleli tak samo nie jest koniecznym atrybutem każdej osoby wierzącej.

>Dalej się nie wczytywałem, bo na jakiej podstawie wziąłeś tę harmonię?

To proszę, żebyś się najpierw jednak wczytał, a potem wypowiadał o moim tekście, bo w ten sposob masz jednak niepełny obraz tego, co chciałem przekazać.

Na podstawie rywalizacji pomiędzy religiami o ich bożków? Na podstawie zabójstw na tym tle i totalnej niechęci do myślenia, do otwartości na inne modele rzeczywistości, z gruntu lepsze, gdyż poddające się krytycznemu myśleniu?

Nie. Wcale nie na tej podstawie.
1. Religie nie muszą rywalizować między sobą. Odsyłam do lektury Jospepha Campbella, Eliadego i Junga.
2. Nie na podstawie zabójstw na tym tle - zabójstwa są indywidualnym przestępstwem karanym na podstawie k.k. - również te na tym tle.
3. Też nie na tle totalnej niechęci do myślenia - moim zdaniem totalną niechęć do myślenia wykazują raczej ci, którzy tak po prostu - dla zasady - pewnie dlatego, że ich zdaniem nie przynosi zamierzonych skutków - odrzucają cały wielki fragment ludzkiej myśli rozwijanej przez całe wieki od początku istnienia ludzi, twierdząc jednocześnie, że tylko jakiś inny zbiór myśli jest jedynie prawidłowy - jak np. tzw. nauka ograniczająca w rzeczywistości obserwację do wycinku rzeczywistości, o ile oczywiście - co jednak częste - jest źle pojęta jako obserwacja wyłącznie tzw. materii.
4. Nie na podstawie niechęci do otwartości, z tych samych względów, co powyżej pkt. 3
5. Dlaczego religie nie miałyby się poddawać krytycznemu myśleniu? Odsyłam do dzieł Jospeha Campbella, Eliadego i Junga
6. Dlaczego te modele, które poddają się krytycznemu myśleniu mają być LEPSZE od tych, które tego nie czynią? Krytycznie myśleć - nie przeczę - czasem warto, jednak również warto czasem bezkrytycznie doświadczać (np. życia, wrażeń, lektury). Dlaczego jedno ma być lepsze od drugiego?
27-02-2011 19:21 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dziękuję za szeroką wypowiedź. Ja dziś jestem strasznie śpiący, więc staram się odpowiadać/dopowiadać krótko.

. Cytat:
Religie nie muszą rywalizować między sobą. Odsyłam do lektury Jospepha Campbella, Eliadego i Junga.


A jednak to robią, niezależnie od tego, co owi jegomościowie pisali. Każdy z nich miał ciekawe przemyślenia, może najbardziej Jung. Ale raczej nie o religiach. Co z tego, że oni stwierdzili, iż religie nie muszą realizować? Musieliby usunąć większość z nich, bo praktycznie każda głosi albo, że jest lepsza od innych, albo że jest jedyna. Każda religia ma swoją prawdę, której broni z użyciem przemocy, fizycznej, bądź intelektualnej (misjonarstwo, nauczanie dzieci).


Cytat:
Dlaczego te modele, które poddają się krytycznemu myśleniu mają być LEPSZE od tych, które tego nie czynią?


Ano dlatego, iż nie stawia się swojego widzimisię (któremu czasem służy narzędzie przemocy) ponad rzeczywistością, która jest międzyinnymi domem ludzi o różnych poglądach, niekoniecznie misjonarzy. Też dlatego iż w przypadku religii o tym, co sobie myśli dany człowiek decyduje przeważnie penis ojca i wagina matki. Ktoś się urodzi w rodzinie muzułmanów, to będzie miał prawdę muzułmańską, chrześcijan - chrześcijańską. Obok penisa i waginy jako mocy sprawczej i punktu odniesienia, można nazwać to też kultem dowodu osobistego. W Polsce jedyną prawdą dla wielu jest katolicyzm, na Sri Lance - buddyzm. NIe uważam, iżby to nie było gorsze od poglądów poddających się krytycznej konfrontacji z rzeczywistością.

I jeszcze raz - dajmy spokój ELiademu - religie nie muszą rywalizować - tak sobie powiedział, bo lubił sobie wierzyć. Ja też mogę powiedzieć, iż pistolety nie muszą strzelać, bo mam kolekcję broni. I co z tego?
maceox (6766 punktów)
Nie uważam, iżby to nie było gorsze od poglądów poddających się krytycznej konfrontacji z rzeczywistością.
A czym jest rzeczywistość i konfrontacja z nią?
Religie współtworzą obraz świata, współtworzą nasze pojęcia, bo od początku ludzkości towarzyszyły człowiekowi przy budowaniu cywilizacji i zespołu norm, na których jest oparta. Trudno się tego wyprzeć tylko na tej podstawie, że ktoś rozumuje logicznie i opiera sądy tylko na obserwacji materii.
Tak na prawdę, te wszystkie rzeczy, które są ciekawe i ważne w życiu - są tym ciekawsze i lepsze, im mniej materialne. Przyjaźń, miłość, głęboka refleksja, medytacja, zadowolenie, radość, żart. Samymi atomami, czy biologią trudno to wytłumaczyć. Natomast na kształt, pojmowanie i znaczenie tych pojęć, tak jak je odbieramy wpływają nasze uwarunkowania kulturowe, a te są ściśle związane z religią.
Oczywiście, że religie są różne, w różnych zakątkach świata - wszystkie metaforycznie, poprzez symbole i archetypy przekazują ludziom podobną prawdę psychologiczną o nich samych - polecam jednak Campbella.
28-02-2011 21:04 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6808 punktów)
>bo od początku ludzkości

Tak na prawdę nie ma początku ludzkości, bo nie było pierwszej pary ludzi. Powstawanie ludzkości to proces ewolucyjny pokoleń.

Kaczyński i PiS to groźba rządów autorytarnych i państwa wyznaniowego.
setarkos (10757 punktów)Odp: Spór
>.. nie wiem, ale mam na to swoje słowo
Zatem posiadane przezeń słowo-klucz afirmuje niewiedzę, będąc z pozycji wiedzy swoistą "zapchaj-dziurą".
maceox (6766 punktów)
Zatem posiadane przezeń słowo-klucz afirmuje niewiedzę, będąc z pozycji wiedzy swoistą "zapchaj-dziurą".
>
Nie. Nie afirmuje niewiedzy. Z pozycji wiedzy po prostu nie unika tych fragmentów dorobku ludzkiej myśli, które posługują się tym słowem.
27-02-2011 20:32 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>Z pozycji wiedzy

Wiedzy???

> po prostu nie unika tych fragmentów dorobku ludzkiej myśli, które posługują się tym słowem.

Dobrze, że unika tych, które się nim nie posługują.
maceox (6766 punktów)
>>Z pozycji wiedzy
>Wiedzy???


Tak, z pozycji wiedzy. Czym jest wiedza, jeśli nie tym wszystkim, co obejmuje umysł?
Głąbiński (3538 punktów)
>... Czym jest wiedza, jeśli nie tym wszystkim, co obejmuje umysł?
Nie podejmę się zdefiniowania słowa "wiedza", ale stanowczo nie wypełnia ona umysłu w całości. Wielu sądzi o umyśle, że (mens ... pars eius maior ac melior in occultis est) najcenniejszą jego składową są produkty emocji, fantazji i nieświadomych wyobrażeń czyli memów.

Stach M. G.
maceox (6766 punktów)
>Nie podejmę się zdefiniowania słowa "wiedza", ale stanowczo nie wypełnia ona umysłu w całości. Wielu sądzi o umyśle, że (mens ... pars eius maior ac melior in occultis est) najcenniejszą jego składową są produkty emocji, fantazji i nieświadomych wyobrażeń czyli memów.
>
Stach M. G.

dziękuję, za to sprecyzowanie. Masz rację. Aczkolwiek wiele zależy od tej definicji wiedzy. Jeśli coś odczuwamy, to czynimy to świadomie, a skoro tak, to znaczy, że mamy świadomość danej emocji czy danego odczucia. Skoro mamy ich świadomość, to znaczym, że wiemy, że istnieją (w naszym umyśle - tak jak zresztą wszystko inne w nim istnieje). Wówczas nie wymykają się one z kategorii wiedzy.
Co innego w przypadku nieświadomych wyobrażeń - co do nich masz już całkowicie rację. Są w umyśle, ale trudno ich nazwać wiedzą. Aczkolwiek, jeśli mamy do nich jakiś klucz (patrz choćby Jung), to oznacza to, że coś jednak o nich wiemy.
Drobner (19539 punktów)
Ateista - (...)* mnie obchodzi, w co wierzysz, co myślisz, jak myślisz, Twój światopogląd, filozofia itp. Tylko nie chcij wprowadzać swoich partykularnych religijnych praw w ustawy parlamentarne, kodeksy prawne państwa, którego jestem obywatelem. Mam prawo być tutaj**, taki jaki jestem, ze swoimi myślami, przekonaniami i ze swoim pomysłem na życie.

Wtedy będę zadowolony, jeśli powiesz, że (...)* Cię obchodzą moje poglądy. A nie, jak jest teraz, przy państwowej ewangelizacji.

* wpierw wykropkowałem słowo 'gówno'. Dla wrażliwszych: wykropkowałem 'Nieprawda, że'.
** Desiderata (ponoć chrześcijańska). A i bez niej mam to prawo.

Drobner, daleki od narzucania czegokolwiek komukolwiek...
maceox (6766 punktów)
Tylko nie chcij wprowadzać swoich partykularnych religijnych praw w ustawy parlamentarne, kodeksy prawne państwa, którego jestem obywatelem.
nie chcę

>Wtedy będę zadowolony, jeśli powiesz, że (...)* Cię obchodzą moje poglądy.
nie powiem tak, bo skoro rozmawiamy o Twoich poglądach, to nie po to, żeby Ci powiedzieć, że mnie nie obchodzą. Zadowolony?
28-02-2011 07:58 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>nie po to, żeby Ci powiedzieć, że mnie nie obchodzą.
W jakim sensie Cię obchodzą? Tylko życzliwe zainteresowanie czy chęć zmiany poglądów Drobnera na własne?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
maceox (6766 punktów)
jako życzliwe zainteresowanie
Jan Rylew (3965 punktów)
>Wierzący: - Harmonia, miłość, dobro
Po prostu miodzik, jak tu nie być wierzacym .
A tak serio to ciekawe jak TO ewoluuje. Kiedyś był to surowy i mściwy Jahwe, potem omnipotentny starszy pan który widocznie z nudów stworzył ludzików żeby zabawić się w Big Brothera, potem pierwsza przyczyna, najwyższa symetria itd.

Kościół trzymał formę przez wieki, a teraz okazuje się, że tamta mentalność już nie pasuje. Stąd gorączkowe próby budowania mostu nad przepaścią jaka dzieli prawdy wiary od wspólczesnej świadomości człowieka kształtowanej coraz bardziej przez naukę.

Ten wierzący wygląda mi na agnostyka .
Tibor (1012 punktów)
>Zacznijmy od tego, że "Bóg" jest jednym ze słów występujących w języku, którym się posługujemy.
>Słowo to, podobnie jak każde inne ze słów ma swoją definicję - opis znaczenia - wystarczy sięgnąć do
>słownika, czy encyklopedii.
podobnie jak słowo "dupa" jednak nikt go nie pisze z wielkiej litery. Tylko chyba dlatego, że w przypadku dupy nie ma potrzeby używać wielkiej litery by podkreślić emocjonalny do tej dupy stosunek.
Ateista nie spiera się z wierzącymi w "Boga" lecz w boga.
Skoro słownik języka polskiego nie dopuszcza słowa "Bóg" w grach to chyba coś jest na rzeczy. Nazywanie boga "Bogiem" jest ewidentnym przykładem obskurantyzmu i całkowitym zaprzeczeniem egalitarności wiary w "Boga". Bóg jest jeden i ten sam ma tylko różne imiona - tak mawiają fideiści. Jednak mój "Bóg" jest zajebistszy od Twojego boga, bo Twój musi mieć imię by wiadomo było o co chodzi a mój nawet imienia nie potrzebuje taki jest zajebisty.
ehhh

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365