Ostatnio wydano szeroko komentowany na łamach racjonalisty wyrok w sprawie obrazy uczuć religijnych kogoś tam przez Dodę. Były postulaty pikiet, również propozycje skarg na sędzię (tak to się powinno pisać?). Wg mnie sytuacja nie powstała z winy sądu, czy sędzi, choć może zabrakło nieco dobrej woli z jej strony. Winne jest raczej prawo, a dokładnie zapis art. 196 kodeksu karnego.
Jestem świeżo po lekturze stenogramu z posiedzenia sejmu, na którym odrzucony został projekt ustawy (2 projekty), likwidującej Fundusz Kościelny. Jestem pod wrażeniem (negatywnym) poziomu intelektualnego naszych wspaniałych parlamentarzystów. Widząc takie rozumowanie tych ludzi i mając świadomość, że mnóstwo ich wyborców myśli podobnie, wydaje się bezcelowa debata na temat zmiany niektórych przepisów (które w ich mniemaniu godziłyby w Kościół Katolicki). Merytoryczne argumenty raczej nie trafią.
Stąd mam pomysł, żeby pewne przepisy, które faworyzują kościoły w pewnym sensie kompromitować również w oczach obrońców tych przepisów. Wtedy może większą ilość ludzi zacznie uwierać ten, czy inny przepis, który teraz jest dla nich w miarę obojętny. Jeśli byłaby to zmasowana akcja - może odniosłoby to zamierzony skutek.
Przykład (sytuacja analogiczna do sprawy Dody):
Niewątpliwie znajdzie się w mediach katolickich recenzja lub opinia nt książki jakiejkolwiek, w której używa się może niewybrednych słów, najlepiej na temat autora. Zbiera się, powiedzmy, 100 osób, znajduje 50 takich recenzji, żeby każde 2 osoby z tej grupy poczuły się obrażone religijnie na tę recenzję. I składają wnioski do prokuratury. Prokuratura ma obowiązek, zdaje się, zajmować się tymi sprawami z urzędu. Nasi obrażeni mogą wystąpić jako świadkowie własnych uczuć religijnych.
Już nie wspominam o innych pomysłach z tego "worka", jak zadeklarowanie kawałka terenu jako świętego i stwierdzenie, że jazda samochodem w tym miejscu będzie znieważeniem miejsca kultu (może to być np. kawałek autostrady). Żaden normalny sąd nie powinien rozpatrzyć takich wniosków pozytywnie, ale chodzi o sam fakt, że nasze prawo dopuszcza taką możliwość - ludzie lubią przykłady.
Inne przepisy:
Zupełnie nieetycznym byłaby odmowa leczenia, powołując się na klauzulę sumienia, zwłaszcza tylko w celu zamanifestowania sprzeciwu dla bzdurnej ustawy. Ale już niesprzedanie jakiegoś mało ważnego środka (jak witamina C, czy coś), gdyby podobna klauzula została wprowadzona dla farmaceutów, to już mogłoby działać. To tylko takie moje luźne myśli, niekoniecznie do zrealizowania, z różnych względów. Chcę jednak zwrócić uwagę i zaproponować przykłady. Może wymyślicie coś jeszcze, co warto będzie realnie wprowadzić. Ot, na przykład coś
takiego.
Kolejny pomysł wymagałby zarejestrowania związku wyznaniowego, co powoduje pewne trudności formalne. Sądzę, że dopisanie Kościoła FSM lub IPU byłoby możliwe, ale założenie nowego związku wyznaniowego również jest ciekawe. Mogłoby to (występowanie jako kościół/ związek wyznaniowy) dać dość dużo korzyści. Jak chociażby wzięcie udziału w debacie o Funduszu Kościelnym jako strona. Wytrąciłoby to też argument posłom, którzy twierdzą, że wszystkie kościoły w Polsce są wyznacznikiem moralności, a ateiści nie, byłoby to zwyczajnie sprzeczne. Lub inne, jak brak konieczności uzyskania pozwolenia na marsz, wystarczy zgłosić, jak każdą inną procesję. Mało tego, przeszkodzenie takiemu marszowi podchodziłoby pod artykuł 195 kodeksu karnego.
I chyba najlepsze - lekcje religii w szkołach.
Może dziwne, może niełatwo byłoby zebrać chętnych, ale teoretycznie wystaczą tylko 3 chętne osoby, żeby samorząd (czy jednostka prowadząca szkołę) musiał zorganizować lekcje religii. Wielu rodziców zwyczajnie nie stać na opłacenie zajęć dodatkowych. Organizowanie takich zajęć pod szyldem związku wyznaniowego, jako nieobowiązkowe lekcje religii nie byłoby chyba złym pomysłem?
Spodziewam się, że po jakimś czasie pojawiłyby się głosy oburzenia, zwłaszcza, gdyby takich kościołów pojawiło się więcej. Musiałyby one mieć takie same prawa, jak inne kościoły (przynajmniej formalnie), a to niewątpliwie nie podobałby się niektórym, nawet (albo zwłaszcza) najbardziej konserwatywnym. No, ale konieczne byłoby upominanie się głośne o respektowanie tych praw. Widziałbym też istotną rolę mediów w tym przedsięwzięciu (choćby jako sensacji; pamiętam, że sensacją było zarejestrowanie Kościoła Szatana w USA).
Wady - wzmocniłoby to argument niektórych teistów, że ateizm też jest religią; wiarą w Nieboga... tzn. wiarą w nieistnienie, ...
Chociaż w sumie nie zaszkodziło to naszemu koledze z Austrii, wyraźnie jest podkreślone, że jest ateistą i chyba każdy rozumie jego żart.
No dobra, zapewne nie każdy. Pytanie, ile osób zrozumiałoby takie akcje zaczepne (w sensie żartu), a ile byłoby święcie oburzonych i czy w związku z tym warto. Bo przekonanych nie trzeba przekonywać, a nieprzekonanych... cóż, może innymi metodami?
W ostateczności rzeczony związek wyznaniowy możnaby organizacyjnie i personalnie odciąć od ateistów i racjonalistów, chociaż z drugiej strony ich (wasze) wsparcie byłoby wartościowe.
Może to, co napisałem jest nieco chaotyczne, może zbyt daleko posunięte są moje pomysły, ale liczę na rozwój dyskusji, bardziej merytorycznie.