 |
Istnienie konfliktów a gęstość zaludnienia Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-07-2010 14:05 | setarkos (10757 punktów) | Istnienie konfliktów a gęstość zaludnienia
3 na 3 | Dzień Dobry
Konflikty międzyludzkie istnieją od zawsze, przypuszczalnie istniały też w świecie przedludzkim - możliwe, że są naszym dziedzictwem. Na ile jednak musimy, lubimy lub powinniśmy owe dziedzictwo pielęgnować? Czy poziom konfliktowości jest niezależny od czasu? Niedawna historia uczy (o ile uczy czegokolwiek), że kolejne wojenki i wojny stawały się coraz brutalniejsze, bardziej zabójcze. Wśród przyczyn ostatniej wojny światowej wymienia się niedobór przestrzeni życiowej (dla jej inicjatorów). Taka przyczyna zdaje się podstawą konfliktu w każdej skali. Odnoszę wrażenie, że współcześnie takie powody lokalnie znikają. Nie przybywa wprawdzie przestrzeni ale ubywa ludzi. W niektórych krajach europejskich, także niedawno w Polsce, występuje ujemny przyrost naturalny. Może się to wydawać dziwne, bo dotyczy społeczności bogatych jak Niemcy czy Skandynawowie - mniejsza jednak o szczegóły zjawiska - co jednak będzie gdy tendencja malejąca się rozprzestrzeni i utrwali (po raz pierwszy chyba w historii!)? Czy przy rosnącej odległości między ludźmi stalibyśmy się dla siebie przyjaźniejsi? Czy to w ogóle możliwe, bo może mając konfliktowość we krwi, zanudzilibyśmy się na śmierć?
Jak Państwo to widzicie? Czy - inny od wskazań etyczno-moralnych - taki bezduszny, rachunkowy wskaźnik jak gęstość zaludnienia, może mieć istotne znaczenie dla pokojowości międzyludzkich stosunków?
Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | Chęć pozyskania przestrzeni życiowej to tylko jedna z przyczyn konfliktów. Znanych jest z historii wiele hord grabieżców, którzy pożądali tylko ruchomego dobytku. Gęstość zaludnienia nie jest decydująca.
Ogólna populacja świata rośnie i to szybko. Maleje tylko w niektórych krajach i grupach etnicznych, raczej zbytnie oddalenie od siebie ludziom nie grozi. Przeważnie konflikty są wszczynane, kiedy ktoś ma nadzieję na tym dobrze zarobić. Zimna wojna się skończyła, a wyścig zbrojeń trwa w najlepsze. Lasery, samoloty bezzałogowe, roboty - fajnie by było gdzieś te zabawki użyć.
|
|
 | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Znanych jest z historii wiele hord grabieżców, którzy pożądali tylko ruchomego dobytku. Gęstość zaludnienia nie jest decydująca. Owe historyczne hordy uganiały się pewnie po ziemi niczyjej - dziś takiej już nie ma. Dodatkowo, gdyby wytwórców dobytku było wystarczająco mało albo/i mieli mocne granice, to sami łupieżcy musieliby się wziąć do roboty.
> wyścig zbrojeń trwa w najlepsze. A utylizacja .. hehe "broni" jest podobno kosztowniejsza niż jej użycie zgodnie z przeznaczeniem.
|
|
|  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Owe historyczne hordy uganiały się pewnie po ziemi niczyjej - dziś takiej już nie ma.Jest, Antarktyda, ale co miałyby zagrabiać na ziemi niczyjej? Tatarzy się uganiali po całej nie niczyjej wschodniej Europie i nie w celu zajęcia terytoriów. Koczujący Indianie ciągle prowadzili wojenki przy niskim zaludnieniu i braku przywiązania do ziemi. > Dodatkowo, gdyby wytwórców dobytku było wystarczająco mało albo/i mieli mocne granice, to sami łupieżcy musieliby się wziąć do roboty.Na tę okoliczność człowiek wymyślił wojny domowe
|
|
 | | Cehe (103 punktów) | Ja tam myślę, iż gęstość króluje.
Jeżeli uznać grabieże, za wynik biedoty, która często jest wynikiem, zbyt dużej gęstości (gęstości w odniesieniu do warunków: ile osób jest wstanie "wykarmić" 1km2, np. w Afryce ta gęstość wcale nie musi być taka względnie niska.).
Problemy etniczne, również często wynikają, z musu życia osób o różnych poglądach blisko siebie.
Imho, większość sporów, przed 2 wojną światową miała podłoże w gęstości zaludnienia, zaś po to nie mam pojęcia co, chodź rozszerzoną wersje gęstość zaludnienia, można było by podpiąć, ale to już było by zbyt dużym nagięciem.
I oczywiście rozumiem, iż nie wszystkie wojny miały taki charakter, ale zdecydowana większość, szczególnie lokalnych.
|
|
|  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Imho, większość sporów, przed 2 wojną światową miała podłoże w gęstości zaludnienia, zaś po to nie mam pojęcia co, chodź rozszerzoną wersje gęstość zaludnienia, można było by podpiąć, ale to już było by zbyt dużym nagięciem. Można przyjąć, że częściowo gęstość zaludnienia wpłynęła na rozwój kolonializmu, jednak decydującym czynnikiem było pożądanie zysku, a nie ziemi. Przykład - Australia, którą trzeba było zaludniać skazańcami.
Przy dzisiejszych stosunkach międzynarodowych trudno sobie wyobrazić, żeby jeden przeludniony kraj napadł na inny i rozdzielił jego ziemie wśród swoich, co wymagałoby uprzedniej eksterminacji ludności lokalnej.
|
|
| |  | 1 na 1 | Cehe (103 punktów) | Przyjąłem , że właśnie gęstość zaludnia, zmuszała ludzi do szukania zysku poza granicami państwa/plemienia, o ile na jakimś obszarze istniała pewna granica, do której znacznej większości żyło się dobrze, ze względu na dostatek dóbr, itp. Bo komu chciało by się walczyć w sytuacji, gdy żyje się się co najmniej dobrze?
Z tego wynika, że istnieje optymalna liczba i rozmieszczenie ludności, po którym wszyscy będą szczęśliwi ;p.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | >Bo komu chciało by się walczyć w sytuacji, gdy żyje się się co najmniej dobrze? Temu, któremu chce się jeszcze lepiej.
>Z tego wynika, że istnieje optymalna liczba i rozmieszczenie ludności, po którym wszyscy będą szczęśliwi ;p. Takie założenie przyjąłbym w stosunku do zwierząt o mniej rozwiniętych mózgach, które nie znają treści modlitwy do Boga o to, że jeśli sąsiad ma lepszą krowę, to niech ona mu zdechnie. Bo jak nie, to się wyprowadzę.
|
|
| | |  | | lukaszewicz (5674 punktów) |
>Z tego wynika, że istnieje optymalna liczba i rozmieszczenie ludności, po którym wszyscy będą szczęśliwi .
Mogłaby to być liczba "jeden", ale:
"Nie da się zabawić, aby kogo nie zabić".
|
|
4 na 4 | Celtyk (3337 punktów) | > Wśród przyczyn ostatniej wojny światowej wymienia się niedobór przestrzeni życiowej (dla jej inicjatorów)Czy pisząc "przestrzeń życiowa" miałeś na myśli Lebensraum?Dla mnie to polityczny bełkot mający na celu uzasadnić wysuwane przez Niemcy kolejne roszczenia terytorialne wobec swoich sąsiadów na przełomie XIX i XX w. Do tego ów zwrot jest określany jako "niemieckie pojęcie polit.-publicystyczne". A więc sami sobie na własne polityczne potrzeby je stworzyli i do celów znanych nam z historii... > Taka przyczyna zdaje się podstawą konfliktu w każdej skali.Uważam, że w każdej skali bardziej prawdziwą przyczyną konfliktów jest chęć zdobycia władzy większej od aktualnie posiadanej przez jednostki, które wywołują owe konflikty w celu osiągnięcia założonego celu... Władzę rozumiem tu wieloznacznie poczynając od władzy nad określonym terytorium poprzez prawo do zarządzania zasobami naturalnymi, możliwością wywierania nacisków na innych ludzi/kraje itp. działania. > Czy przy rosnącej odległości między ludźmi stalibyśmy się dla siebie przyjaźniejsi? Nie. Uważam, że odległość ma tu zdecydowanie mniejsze znaczenie od osobniczych ambicji poszczególnych osób. W średniowieczu ludzi było zdecydowanie mniej a i tak konflikty zbrojne były bardzo częste. Pozdrawiam
Szczęśliwe zakończenie to luksus na jaki może pozwolić sobie fikcja. *---*Trudi Canavan*---*
|
|
 | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > na własne polityczne potrzeby je stworzyli i do celów znanych nam z historii... Możliwe, że była to akcja głównie propagandowa, ale i poparta czynem. Trochę jednak dziwne, że akurat w RFN chyba już w latach siedemdziesiątych zanotowano przyrost naturalny ujemny. Dziś wiele krajów broni się przed niechcianą imigracją - czy nie stoi za tym chęć uniknięcia konfliktów wewnętrznych?
> Władzę rozumiem tu wieloznacznie poczynając od władzy nad określonym terytorium poprzez prawo do zarządzania zasobami naturalnymi, Taka władza konfliktu na zewnątrz nie powoduje. > .. możliwością wywierania nacisków na innych ludzi/kraje itp. Tak, wywieranie nacisków na innych już tak. Tyle, że z daleka można co najwyżej pogrozić palcem. Także wojny ekonomiczne są tylko 'papierowe'.
>>>Czy przy rosnącej odległości między ludźmi stalibyśmy się dla siebie przyjaźniejsi? >Nie. Uważam, że odległość ma tu zdecydowanie mniejsze znaczenie od osobniczych ambicji poszczególnych osób. Chodziło o "odległość" średnią. Wiadomo, że są osoby bardziej lub mniej towarzyskie. Mnie ludzie mniej drażnią, gdy stykam się z nimi nie częściej niż chcę.
Pozdrawiam
|
|
|  | | Celtyk (3337 punktów) | >Dziś wiele krajów broni się przed niechcianą imigracją - czy nie stoi za tym chęć uniknięcia konfliktów wewnętrznych? Uważam, że tak. Pierwsze konflikty już chyba miały miejsce - choćby we Francji. Co prawda osobiście uważam, że problem jest o wiele bardziej skomplikowany i wielowątkowy niż tylko przynależność narodowa. Bo na pewno trzeba wziąć pod uwagę czynnik ekonomiczny i religijny, który w przypadku mniejszości muzułmańskich jest chyba istotniejszy niż ekonomiczny i narodowościowy razem wzięte.
>> Władzę rozumiem tu wieloznacznie poczynając od władzy nad określonym terytorium poprzez prawo do zarządzania zasobami naturalnymi, >Taka władza konfliktu na zewnątrz nie powoduje. Czyżby? Oficjalnie wojna w Iraku była związana z podejrzeniem (bo trudno to teraz nazwać dowodami) o produkcję/posiadanie broni atomowej/chemicznej (nie śledziłem dokładnie więc nie mam pewności). A faktycznie chyba jednak chodziło o dostęp do złóż ropy naftowej. Czy aktualna wojna w Afganistanie jest wyłącznie prowadzona po to by zaprowadzić tam demokrację? Szczerze w to powątpiewam. Jeśli tak by było to dlaczego nikt nie Walczy z Kubą i wieloma innymi krajami gdzie demokracji nie ma i nie będzie, ale też nie ma nic do wzięcia.
>Tak, wywieranie nacisków na innych już tak. Tyle, że z daleka można co najwyżej pogrozić palcem. Także wojny ekonomiczne są tylko 'papierowe'. Pogrozić palcem... USA ma "rzut kamieniem" do Afganistanu... W dzisiejszej dobie globalizacji nawet szaremu obywatelowi wszędzie "blisko". Pojęcie "daleko" to w mojej ocenie bardzo często brak chęci bądź determinacji a nie problem dotarcia nawet w odległe miejsce na globie.
>Chodziło o "odległość" średnią. Wiadomo, że są osoby bardziej lub mniej towarzyskie. Mnie ludzie mniej drażnią, gdy stykam się z nimi nie częściej niż chcę. Czyli tzw. prywatną przestrzeń życiową. Ja osobiście też nie przepadam za tym jak mi ktoś niepowołany na moje podwórko zagląda (dosłownie i w przenośni) Pozdrawiam
Szczęśliwe zakończenie to luksus na jaki może pozwolić sobie fikcja. *---*Trudi Canavan*---*
|
|
| |  | | setarkos (10757 punktów) |
>>> Władzę rozumiem tu wieloznacznie poczynając od władzy nad określonym terytorium poprzez prawo do zarządzania zasobami naturalnymi, >>Taka władza konfliktu na zewnątrz nie powoduje. >Czyżby? Oficjalnie wojna w Iraku (..) faktycznie chyba jednak chodziło o dostęp do złóż ropy naftowej. No tak, ale gdy komuś nie wystarcza "prawo do zarządzania zasobami naturalnymi" na własnym "określonym terytorium", to już nie jest sytuacja sprzed konfliktu lecz pozaprawna. Póki Jankesi czy inne nacje siedzą u siebie (chyba, że im za ciasno), to wojny nie ma.
> .. nie problem dotarcia nawet w odległe miejsce na globie. Pewnie, że to dziś nie problem - chodzi raczej o to, czy oczekują tam "gości" (bo może mają wystarczającą gęstość zaludnienia).
Pozdrawiam
|
|
| Gołębiewski (850 punktów) | >Jak Państwo to widzicie? Czy - inny od wskazań etyczno-moralnych - taki bezduszny, rachunkowy >wskaźnik jak gęstość zaludnienia, może mieć istotne znaczenie dla pokojowości międzyludzkich >stosunków? >Pozdrawiam
Liczy się jakość ziemi, toteż nie jest to miarodajny wskaźnik.
|
|
1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Dość logiczne, że jeśli ludzi oddzieli kilkadziesiąt kilometrów, to nie będą mieli zbyt wiele okazji do agresji. Ale gęstość zaludnienia nie jest przecież jedynym czynnikiem, o ile w ogóle czynnikiem jest. Zmienność rasowa w obrębie społeczeństwa wzmaga ilość morderstw. Jak ktoś nienawidzi Murzynów, to małą różnicę mu robi czy Murzyn mieszka tuż obok, czy kilka kilometrów dalej. Murzynowi trzeba przywalić, to się podjedzie  Zasady społeczne i przyzwolenia na agresję np. pod wpływem alkoholu - tudzież konkretnej mieszanki alkoholi, jak drink o wdzięcznej nazwie "snakebite" pół na pół piwo z cidrem. Osoby, które wierzą w jego działanie stają się nieracjonalnie agresywne. Agresja może być również częścią "kultury", czy też "obyczaju" niektórych grup społecznych, gdzie podkreślane są cechy stereotypowo związane z siłą, a sama konfrontacja fizyczna jest gloryfikowana. Zastanawialiście się dlaczego niektórzy gówniarze specjalnie obniżają głos? Chcą się wydawać bardziej "męscy", podobnie jak niektórzy dorośli "dżentelmeni", którym przypadłość pozostaje. Dystans dystansem, ale grupy tzw. "pseudokibiców" umawiają się na ustawki mimo funkcjonowania w zupełnie innych miastach.
|
|
4 na 4 | rudyment (3233 punktów) | >Jak Państwo to widzicie? Czy - inny od wskazań etyczno-moralnych - taki bezduszny, rachunkowy >wskaźnik jak gęstość zaludnienia, może mieć istotne znaczenie dla pokojowości międzyludzkich >stosunków?
Jeśli weźmie się pod uwagę, że wewnątrzgatunkowa agresja wcale nie jest ludzkim wynalazkiem, i gdy się poszuka elementów wspólnych, to zostanie tylko jeden powód - wojna jako sposób na pozyskanie zasobów dla propagacji własnych genów.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | | setarkos (10757 punktów) | > .. wojna jako sposób na pozyskanie zasobów dla propagacji własnych genów. Która to propagacja powoduje zagęszczenie ludności, co zmusza do pozyskiwania nowych zasobów, co umożliwia dalszą propagację genów, itd.. w nieskończoność. A zasoby skończone - cóż robić? - zbroić się chyba lub innych planet szukać..
|
|
1 na 1 | Karol Karpiński (76 punktów) | >Konflikty międzyludzkie istnieją od zawsze, przypuszczalnie istniały też w świecie przedludzkim (...)
Ciekaw jestem jak wygląda konflikt międzyludzki w świecie przedludzkim, czyli ex definitione bez ludzi.
|
|
 | | setarkos (10757 punktów) |
> Ciekaw jestem ..Dociekaj zatem
|
|
| homopitek (1536 punktów) | >W niektórych krajach europejskich, także niedawno w Polsce, występuje ujemny przyrost naturalny. Może się to wydawać dziwne, bo dotyczy społeczności bogatych jak Niemcy czy Skandynawowie - mniejsza jednak o szczegóły zjawiska - co jednak będzie gdy tendencja malejąca się rozprzestrzeni i utrwali (po raz pierwszy chyba w historii!)?
Szczegóły są tu najważniejsze, bo to one decydują o jego występowaniu. Pokazują one, że nie ma w tym zjawisku nic dziwnego - kto jest pochłonięty bogaceniem się, ten nie czasu i zasobów na dzieci. A jeśli chodzi o wahania liczby ludności to mieliśmy już w historii naszego gatunku takie okresy, gdy populacja się zmniejszała na wielkich terytoriach (zmiany klimatyczne, wielkie epidemie i wojny). Raz nawet o mało nie wymarliśmy (ale to było baaardzo dawno temu). Dzisiejsza tendencja spadkowa (przy założeniu jej rozprzestrzenienia się na większość globu) może mieć też zupełnie nieoczekiwany skutek - wzrost ilości konfliktów. Spadek liczby ludności będzie odczuwalny dla dalszego rozwoju gospodarczego, co może powodować wzrost agresywności społeczeństw rozwiniętych, które będą potrzebowały zasobów ludzkich (pogłowia) do utrzymania obecnego statusu ekonomicznego, a wykorzystanie przewagi technicznej będzie łatwiejsze i tańsze niż próby poprawienia swojej wewnętrznej sytuacji demograficznej.
Nie stosuję emoticonów
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|