Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateizm, protestantyzm a cel życia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
14-05-2011 10:37Marian W. (28 punktów)Ateizm, protestantyzm a cel życia
Ocena 2 na 2
Hej, jako nowy na forum zacznę od przedstawienia się:

Zostałem wychowany w wierze chrześcijańskiej w rozumieniu protestanckim, jestem członkiem jednego z kościołów. Na forum przybyłem żeby podzielić się z wami moimi przemyśleniami i myślę, że i czegoś nauczyć . Mam nadzieję że nasze wspólne dyskusje będą odbywać się na wysokim poziomie.
Jestem osobą, która poszukuje prawdy o sobie, o świecie, celu życia i śmierci.

Od razu uprzedzam, że moje myśli często są ukształtowane przez czytanie Biblii, słuchanie nauczań protestantów, niektóre książki, wychowanie. I nie widzę w tym nic dziwnego. Bowiem nikt nie rodzi się i nie wychowuje na księżycu, każdy wzrasta w jakimś środowisku, które ma na niego wpływ. Ale w tym wszystkim staram się mieć otwarty umysł, dlatego też jestem tutaj.

Ateizm, a cel życia.

Czy ateista, będąc człowiekiem uczciwym co do swoich poglądów, może naprawdę znaleźć konkretny, "wyższy" cel w swoim życiu? Przyznam się, że wczoraj postanowiłem popatrzeć na świat z perspektywy ewolucji w rozumieniu ateistycznym. I nie tak jak pewnie myślicie, w stylu: "Ach, jaki ten świat ateistów jest nudny, a Bóg taki wspaniały!". Spojrzałem na niebo, akurat trafiłem na zachód Słońca, majestatyczne chmury- to wszystko było piękne. I pomyślałem tak: "Moja świadomość jest wynikiem przypadkowej ewolucji mózgu. W sumie był to szczęśliwy przypadek (tak się mówi), mamy ogólnie szczęście, że wobec tego nieświadomego świata my staliśmy się świadomi i możemy poznawać jego piękno i niesamowitość. Wiecie- natura, zwierzęta, ich przystosowanie, gwiazdy, planety, inne obiekty kosmiczne itd. itd. Ale czy to jest wystarczające? Czy ten szczęśliwy przypadek może wystarczyć jako cel życia?

Pamiętam rozmowę z moim kolegą, który bynajmniej nie jest protestantem (nie wiem czy nawet katolikiem). Rozmawialiśmy na temat sensu ludzkiego istnienia i on powiedział takie świetne zdanie (parafrazuję, bo dokładnie nie pamiętam): "Czajnik nie myśli, a człowiek tak. Dlatego czajnik na zawsze zostanie czajnikiem (no chyba że ktoś "bez jego wiedzy" zmieni jego przeznaczenie"). Człowiek jednak ma świadomość i może sam wybierać, zmieniać się.". Oprócz tego obaj jesteśmy tego samego zdania, że człowiek, żyje jakby "w amoku". Nie ma świadomości śmierci, nie doszukuje sensu w swoim istnieniu. Jednak czasami chwilowo ma takie przebłyski. Mogą być spowodowane utratą bliskiej osoby, katastrofą, groźną, śmiertelną chorobą. I wtedy człowiek mówi do siebie: Co ja tutaj robię?! Czasami owocuje to zmianą takiej osoby, stara się być od tego momentu lepszą dla innych (całkiem jak Scrooge z "Opowieści wigilijnej"). Jednak czy służenie innym jest wystarczającym celem dla życia człowieka? Czy ktoś kto pomaga innym, będzie dłużej żył i będzie mu się powodziło? Czy uniknie śmierci? Co będzie myślał skonfrontowany ze śmiercią? "Cóż za wspaniałe chwile miałem pomagając innym"? Ale czy to będzie miało jakieś znaczenie wobec śmierci, która jest definitywnym końcem wszystkiego, i dobrego, i złego? I zły człowiek, i dobry, i stary kundel, i prezydent, wszyscy umierają tak samo (nie chodzi o okoliczności śmierci, ale o samą śmierć). "Umiera się samemu".
Swoją drogą, co to jest dobro? Pomaganie innym? Ale dlaczego, kto to ustala?

Co do tej doskonałości, to poprowadziłem mojego kolegę w pewnym ciągu myślowym.
1. Ludzie mają świadomość, dlatego dążą do celów wyższych niż zwierzęta (przynajmniej niektórzy z nich)
2. Ludzi chcą doskonałości, szukają jej w różnych rzeczach (muzyka, seks, miłość, nauka, pomoc innym itp.), nie znajdują jej i albo udają, że ją znaleźli albo szukają nadal czegoś innego, nie są w pełni szczęśliwi
I teraz:
3. Bóg jest doskonały.
4. Bóg jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.

Oczywiście to rozumowanie nie ma na celu udowodnienia istnienia Boga, ale raczej nakierowanie człowieka na poszukiwanie Go.

I powracając do pierwszego opowiadanka- piękno świata utworzonego przypadkowo, chemicznej miłości, wytworzonej przez lata ewolucji stosunków międzyludzkich moralności nie wystarcza mi jako świadomej osobie. W sumie z tego co słyszałem to naukowcy twierdzą, że nawet koncepcja wolnej woli nie jest prawdziwa. Czyli mam jakąś tam świadomość, dzięki której nie mogę nawet decydować o sobie, żyję otoczony przez bezduszny świat i inne osoby takie jak ja, których i tak do końca nie rozumiem. Niezbyt optymistyczna wizja człowieka, dla mnie to taki człowiek w pułapce ciała.

Niektórzy ewolucjoniści wierzą inaczej- każdy sam poszukuje sobie celu życia. Ale zaraz, zaraz, to chyba nie do końca zgadza się z ewolucyjno-ateistyczną wizją człowieka. No bo co to jest cel w życiu? Ewolucja gwiazd jest bezcelowa, wybuch supernowej jest bezcelowy, ukształtowanie się Układu Słonecznego jest bezcelowe, ewolucja chemiczna, organiczna, życia, człowieka - chyba każdy powie są bezcelowa. Ewolucja mojego mózgu także jest bezcelowa. Powstanie mojej świadomości także jest bezcelowe. Zatem dlaczego akurat moje życie, powstałe w wyniku niesamowitej ilości bezcelowych przypadków, ma mieć cel?

Można powiedzieć, że człowiekowi nie jest potrzebny cel w życiu. Ale ja jestem osobą, która poszukuje takiego celu i jest wielu innych, którzy mają podobny problem.

A teraz z punktu widzenia chrześcijańskiego:
Bóg stworzył człowieka. Bóg jest doskonały i jest pełnią szczęścia dla swojego stworzenia. Zatem cel życia, pełnię szczęścia i doskonałość człowiek odnajduje się w Bogu.

I jeszcze zagadka dla was, czym zaczyna i kończy się Biblia (w kanonicznej kolejności ksiąg)? Chodzi mi o stosunek człowieka i Boga.

Oczywiście to, że jakiś pogląd daje mi lepsze perspektywy, nie oznacza, że jest prawdziwy, od razu to zaznaczam! Ale myślę, że warto się nad tym zastanowić.

A swoją drogą, z tego co wiem, bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą, nie determinuje też bycia ateistą (jeśli wikipedia nie kłamie).

Zapraszam was do miłej dyskusji, jestem ciekaw waszych opinii na ten temat.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

coreless (16088 punktów)

No cóż, wybujała potrzeba 'sensowności' czy też 'celowości' jest symptomem wielu rodzajów obłędu. Patologiczne formy przyjmuje między innymi w niektórych nerwicach, w paranoi i schizofrenii.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
14-05-2011 11:26 
 Ocena 1 na 1
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
>No cóż, wybujała potrzeba 'sensowności' czy też 'celowości' jest symptomem wielu rodzajów obłędu. Patologiczne formy przyjmuje między innymi w niektórych nerwicach, w paranoi i schizofrenii.

Wybujała potrzeba sensowności...
Jasne, możesz żyć swoim życiem, chodzić do pracy, spotykać się ze znajomymi, później emeryturka (pewnie jeszcze o niej nie myślisz), później śmierć (co pewnie też cię nie zastanawia, ale nie przesądzam sprawy), ale musisz umieć zrozumieć drugiego człowieka. Oczywiście, że możesz sobie nazywać to jak chcesz, ale nie zmienisz faktu, że są ludzie, którzy poszukują czegoś lepszego. Nie możesz z góry powiedzieć, że nie mają racji, bo to jest jakaś tam choroba.
Myślę, że umiejętność zrozumienia świata to też umiejętność zrozumienia drugiego człowieka. I mam wrażenie, że trochę cię rozumiem- bo można żyć nie zastanawiając się nad celem istnienia, zapomnieć o "celowości". Ty jednak stawiasz mur przed zrozumieniem kogoś innego. Odrzucić pytanie jest łatwo, trudno jest na nie odpowiedzieć. Możesz zasłaniać się czym chcesz, ale nie zmienisz faktu, że takie pytanie w świadomości wielu ludzi istnieje.
14-05-2011 11:49 
 Ocena 13 na 13
liebes (612 punktów)
>I mam wrażenie, że trochę cię rozumiem- bo można żyć nie zastanawiając się nad celem istnienia, zapomnieć o "celowości".

Może i trudno jest pogodzić się z faktem, że celu wyższego rzędu nie ma - żyjemy po to, by się rozmnażać. Są ludzie, którym trudno jest w to uwierzyć i uparcie poszukują czegoś większego kalibru - boga, wniebowstąpienia, cokolwiek. Ale celowość żuka gnojarza to ulepić kulkę gnoju dla ukochanej i spłodzić z nią małe żuczki. Celowość słonia to znaleźć miłą słoniową i spłodzić małe słoniątko. Celowość człowieka - spłodzić następnego człowieka. Nasze istnienie, nasza "celowość" - w porównaniu do celowości innych organizmów jest - niestety - taka sama. Tylko że człowiek ma rozum i świadomość i to dlatego chce czegoś więcej. Na dobrą sprawę - to bardzo przykre. Jakie fajne jest życie żuka gnojarza, który instynktownie wypełnia swój los, bez tracenia czasu na filozoficzne rozterki! Człowiek taki już jest, że prostota to "zawsze za mało".


Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
14-05-2011 16:30 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>No cóż, wybujała potrzeba 'sensowności' czy też 'celowości' jest symptomem wielu rodzajów obłędu. Patologiczne formy przyjmuje między innymi w niektórych nerwicach, w paranoi i schizofrenii.
>Wybujała potrzeba sensowności...
>Jasne, możesz żyć swoim życiem, chodzić do pracy, spotykać się ze znajomymi, później emeryturka (pewnie jeszcze o niej nie myślisz), później śmierć (co pewnie też cię nie zastanawia, ale nie przesądzam sprawy), ale musisz umieć zrozumieć drugiego człowieka.
Zrozumienie drugiego człowieka nie musi oznaczać przyjęcia Twoich założeń. A co, jeśli naprawdę zrozumienie oznacza uznanie, że ktoś ma objawy "niepokojące" albo wynikające z wpojonych lub spontanicznych urojeń?
Znałam kiedyś kobietę chorą na schizofrenię, która wierzyła w boga w sposób obsesyjny, szczególnie w okolicy "zaostrzeń" choroby. Rozumiem przyczyny jej stanu, ale nie podzielam jej wiary. Być może najpełniej zrozumie wierzącego ten, który odkryje źródło jego obsesji, niespełnienia i pesymizmu?

>Oczywiście, że możesz sobie nazywać to jak chcesz, ale nie zmienisz faktu, że są ludzie, którzy poszukują czegoś lepszego. Nie możesz z góry powiedzieć, że nie mają racji, bo to jest jakaś tam choroba.
Hmm... czasami tak.
>Myślę, że umiejętność zrozumienia świata to też umiejętność zrozumienia drugiego człowieka. I mam wrażenie, że trochę cię rozumiem- bo można żyć nie zastanawiając się nad celem istnienia, zapomnieć o "celowości". Ty jednak stawiasz mur przed zrozumieniem kogoś innego. Odrzucić pytanie jest łatwo, trudno jest na nie odpowiedzieć. Możesz zasłaniać się czym chcesz, ale nie zmienisz faktu, że takie pytanie w świadomości wielu ludzi istnieje.
A wciskanie za każdym razem, że życie nie ma sensu bez bajeczki o sile wyższej i o głębszym sensie, który jest dla nas nie do ogarnięcia daje odpowiedź?
Weź przeczytaj jeszcze raz na spokojnie, to może zrozumiesz, o czym mówimy.
Scorp (5381 punktów)
>Wybujała potrzeba sensowności...

Pytania o sens czy cel życia są oparte na głęboko zakorzenionej intuicji, powszechne i trudne. Łamali nad nim głowę filozofowie i ludzie niewykształceni też. Ciągle jest stawiane od nowa.

Na forum Racjonalisty, co dziwne, pytania takie nie znajdują większego zrozumienia. Jedni wzruszają ramionami, inni wykpiwają, a większość przyjmuje banalne odpowiedzi. Może dlatego, że większośc tutaj to ludzie młodzi, którym w szkole na religii przedstawiano jako jedyne słuszne te uproszczone, ideologiczne wyjaśnienia religijne o służeniu Bogu itp. To rzeczywiście jest trudne do przyjęcia w dobie informacji i genetyki.

>... można żyć nie zastanawiając się nad celem istnienia, zapomnieć o "celowości".

Nie stawiać trudnych pytań jest łatwiej i wygodniej. W pewnym sensie nawet... racjonalniej, choc z racjonalizmem we właściwym rozumieniu nie wydaje się mieć wiele wspólnego.

>Odrzucić pytanie jest łatwo, trudno jest na nie odpowiedzieć.

Dlatego nie oczekuj tu zbyt wiele.
-
14-05-2011 11:11
 Ocena 12 na 12
Koraszewski (82900 punktów)
Cel a świadomość - jaki jest cel życia muchy lub osy? Czy toto ma świadomość? Żeby się o tym przekonać najlepiej spróbować złapać. Ucieka przed zagrożeniami, złości się, potrafi być wściekłe. Kamień tego nie robi, możemy z nim robić co chcemy, pozostaje obojętny. Mucha, czy osa dąży do jakiegoś celu - szuka pożywienia, ciepła, szuka partnera.
W momencie, w który uświadomimy sobie, że jesteśmy częścią ogromnego łańcuch żywych istot, łatwiej uświadomić sobie jak to jest z tym "celem" życia. Między świadomością mrówki i człowieka jest cała paleta stopni rozumienia otaczającego nas świata. Studia nad naturą uczą piękniejszej pokory niż teologia. Z "punktu widzenia" natury jesteśmy tylko maszynami przetrwania dla naszych genów. Z naszego punktu widzenia możemy z życiem robić dużo więcej. Możemy również zatłuc tę możliwość zmierzając do doskonałości na rzecz wiecznego życia i pracy w celu zdobycia 72 dziewic w raju lub uczestnictwa w chórze śpiewającym psalmy na chwałę Pana. Moim zdaniem liche to cele.
14-05-2011 11:30 
 Ocena 2 na 2
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
> Możemy również zatłuc tę możliwość zmierzając do doskonałości na rzecz wiecznego życia i pracy w celu zdobycia 72 dziewic w raju lub uczestnictwa w chórze śpiewającym psalmy na chwałę Pana. Moim zdaniem liche to cele.

Wydaje mi się, że nie rozumiesz na czym polega wiara i bazujesz tylko na zabawnych, ale w sumie nieprawdziwych przedstawieniach wiary w Boga. Jest to na poziomie rysunków małpy z głową Darwina. Wyśmianie czegoś nie dowodzi, że to jest nieprawdą.
14-05-2011 11:36 
 Ocena 9 na 9
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Wydaje mi się, że nie rozumiesz na czym polega Jedi i bazujesz tylko na zabawnych, ale w sumie nieprawdziwych przedstawieniach Mocy. Jest to na poziomie rysunków dziecka z głową Yody. Wyśmianie czegoś nie dowodzi, że to jest nieprawdą.

May the Force be with you!

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
14-05-2011 11:43 
 Ocena-1 na 1
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Akurat ja nie pisałem nic o StarWars, ty za to temat religii w taki sposób poruszałeś. Więc w tym kontekście twoja wypowiedź nie ma żadnego sensu, już nie mówiąc, że nic nie wnosi do dyskusji.

A co do pokory, to się nie zgodzę. Teologia protestancka mówi, że człowiek jest zły, a przyznanie się do tego jest chyba największą pokorą.
14-05-2011 11:51 
 Ocena 17 na 17
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>A co do pokory, to się nie zgodzę. Teologia protestancka mówi, że człowiek jest zły, a przyznanie się do tego jest chyba największą pokorą.

Nie wiem co mówi teologia protestancka. Wiem że Moc jest wszechobecna i człowiek musi żyć zgodnie z nią po dobrej stronie Mocy. Przyznawanie się do bycia złym to oddawanie się Złej Stronie i prosta droga do zostania niegodziwcem, a nawet Sithem. Nie wolno się tak łatwo poddawać manipulacji Ciemnej Strony. Może ten cały protestantyzm jest właśnie przez nią zwiedziony?

Trzeba być sprawiedliwym, cierpliwym, pogodzonym z naturą, żeby kroczyć Jasną Stroną Mocy. Nie przyznawać się do własnych słabości, ale walczyć z nimi!

Obejrzyj Star Wars, żebyś wiedział o czym mówię!


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Scorp (5381 punktów)
> Z "punktu widzenia" natury jesteśmy tylko maszynami przetrwania dla naszych genów.

Metafora człowieka jako maszyny przetrwania jest zbyt upraszczająca i tylko częściowo trafna. W takim stopniu mniej więcej jak twierdzenie, że ludzie pochodzą od małpy.

>Z naszego punktu widzenia możemy z życiem robić dużo więcej.

Właśnie m. in. to dowodzi, że nie jesteśmy tylko maszynami przetrwania, ba, żadnymi maszynami nie jesteśmy.
-
14-05-2011 11:12
 Ocena 11 na 11
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Bóg mi powiedział, że nie jest doskonały, skoro stworzył ateistów.
Bóg mi powiedział, że nie jest pełnią szczęścia, bo musi martwić się o grzeszników.

Wogóle powiedział, żeby nie zawracać mu d... duperelami i być po prostu dobrym człowiekiem nie tracąc czasu na lizanie mu d...

Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
14-05-2011 21:07 
 Ocena 4 na 4
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Boga nie ma. Gdyby był, to by ci powiedziała, że pisze się "w ogóle".


Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
14-05-2011 21:12 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>Boga nie ma. Gdyby był, to by ci powiedziała, że pisze się "w ogóle".

   Witam Kulkę serdecznie, i nie uwierzysz, ale się cieszę

"Historia przyznała rację papieżowi. Afryka doznała jedzenia."
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Witam Kulkę serdecznie, i nie uwierzysz, ale się cieszę
Ależ wierzę. Ja to wogule taki bardziej wierzący jestem. Na przykład w prawo i sprawiedliwość. Że gdzieś tam są stosowane. I że nie wyłącznie w obronie "republiki kolesiów".


Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
MarcinK (9189 punktów)
1. Ludzie mają świadomość, dlatego dążą do celów wyższych niż zwierzęta (przynajmniej niektórzy z
nich)
2. Ludzi chcą doskonałości, szukają jej w różnych rzeczach (muzyka, seks, miłość, nauka, pomoc
innym itp.), nie znajdują jej i albo udają, że ją znaleźli albo szukają nadal czegoś innego, nie są
w pełni szczęśliwi
I teraz:
3. Sernik jest doskonały.
4. Sernik jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
No twoja parodia mojego sposobu myślenia jest zabawna, ale trochę chyba nie zrozumiałeś sensu mojej wypowiedzi.
Chodziło o to, że wielu ludzi poszukuje szczęścia w czymś doskonałym. I w tym rozumowaniu z góry zakładam, że istnieje Bóg i jest On doskonały. To rozumowanie ma na celu ukazanie, że jeśli istnieje doskonały Bóg to jest pełnią szczęścia dla człowieka. Jeśli istnieje doskonały sernik to też może być tą pełnią, bo wtedy pełni rolę tego "Boga". Tylko, że nie wziąłeś pod uwagę (ja też tego nie zaznaczyłem), że człowiek jako istota osobowa może poszukiwać Osoby.
14-05-2011 11:40 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Mylisz się.

Wiele osób poszukuje szczęścia w czymś doskonałym. W tym rozumowaniu z góry zakładam, że istnieje Moc i to Ona jest doskonała. To rozumowanie ma na celu ukazani, że jeśli istnieje wszechobecna Moc to jedność z nią jest pełnią szczęścia dla człowiek.a Jeśli istnieje wszechobecny sernik to może być też wszechobecną Mocą, bo wtedy pełni rolę tej "Mocy". Tylko że nie wziąłeś pod uwagę, że człowiek jako istota osobowa może poczuć, manipulować Mocą!


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
14-05-2011 11:48 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Chodziło o to, że wielu ludzi poszukuje szczęścia w czymś doskonałym.

Doskonały sernik ma tą przewagę na "doskonałym" bogiem, że nie jest urojeniem ale można go realnie doświadczyć.

> I w tym rozumowaniu z góry zakładam, że istnieje Bóg i jest On doskonały.

To Ty zakładasz. Ja dalej preferuję sernik.

> To rozumowanie ma na celu ukazanie, że jeśli istnieje doskonały Bóg to jest pełnią szczęścia dla człowieka.

Dalej sernik.

> Jeśli istnieje doskonały sernik to też może być tą pełnią, bo wtedy pełni rolę tego "Boga".

I tu się zgadzamy.

>Tylko, że nie wziąłeś pod uwagę (ja też tego nie zaznaczyłem), że człowiek jako istota osobowa może poszukiwać Osoby.

To Ty możesz poszukiwać osoby. Szerzej - wolę poszukiwać doskonałości w bytach realnie istniejących niż urojonych. Znacznie to zdrowsze i znacznie bardziej produktywne.

Jedno pytanie - czy doskonały Bóg może tworzyć niedoskonałe rzeczy?
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Odpowiedź na pytanie:
Rzeczy były doskonałe, ale na skutek odwrócenia się człowieka od Boga stały się niedoskonałe.

Widzisz, dla ciebie koncepcja samoistnego powstania świata jest logiczna, dla mnie nie, wolę ją wytłumaczyć ingerencją czegoś wyższego.

Oczywiście ty od razu założyłeś, że Bóg jest istotą urojoną.
14-05-2011 12:18 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)
>Odpowiedź na pytanie:
>Rzeczy były doskonałe, ale na skutek odwrócenia się człowieka od Boga stały się niedoskonałe.
Tu jest jakiś błąd logiczny.Doskonałe to takie, które się nie psują. Jeśli twierdzisz, że coś lub ktoś , było doskonałe,to ta doskonałość wyklucza stanie sie niedoskonałym.Czyli jeśli Bóg stworzył DOSKONAŁEGO człowieka, to ten człowiek przez swą doskonałość nie mógł stać sie niedoskonały . Doskonałośc to proces skończony . Jeśli więc człowiek stał sie niedoskonały to tylko dlatego , że nigdy nie był tak naprawę doskonały . uff,ale nakręciłem
14-05-2011 12:42 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>Rzeczy były doskonałe, ale na skutek odwrócenia się człowieka od Boga stały się niedoskonałe.

Poproszę o przykłady. Ekran jest cierpliwy i zniesie wszystko.
14-05-2011 12:47 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
>Odpowiedź na pytanie:
>Rzeczy były doskonałe, ale na skutek odwrócenia się człowieka od Boga stały się niedoskonałe.

Ta koncepcja jest niezwykle interesują tyle, że na bakier z logiką. Istota doskonała nie może tworzyć czegoś niedoskonałego. Ergo - nie jest doskonała.

Twierdzisz zatem, że wskutek odwrócenia się człowieka od Boga zafundowaliśmy sobie choćby choroby zakaźne czy klęski żywiołowe - jak to się ma do idei miłosierdzia bożego to już mi nie sposób oceniać.

>Widzisz, dla ciebie koncepcja samoistnego powstania świata jest logiczna, dla mnie nie, wolę ją wytłumaczyć ingerencją czegoś wyższego.

To jest jedna z hipotez. Ja, w odróżnieniu od Ciebie, nie zakładam, że znam na to odpowiedź.

>Oczywiście ty od razu założyłeś, że Bóg jest istotą urojoną.

Bo wszelkie dostępne dowody na to wskazują.
14-05-2011 23:38 
 Ocena 3 na 3
DyktaFon (9281 punktów)
>Jedno pytanie - czy doskonały Bóg może tworzyć niedoskonałe rzeczy?
>
Oczywiście.... podobnie, jak po doskonałym serniku można dostać s.aczki. Dla boga to pryszcz.
14-05-2011 15:39 
 Ocena 2 na 2
Scarabaeus (2198 punktów)
>Chodziło o to, że wielu ludzi poszukuje szczęścia w czymś doskonałym.

Spotkałem, kiedyś mężczyznę stojącego na szlaku górskim. Na pytanie dlaczego nie idzie dalej, otrzymałem odpowiedź. Jedna droga idzie w górę druga w dół. Obie mi nie odpowiadają. Ty możesz iść byle jaka drogą ja poszukuję drogi doskonałej i będę stał i rozmyślał tak długo aż ją znajdę.
14-05-2011 12:32 
 Ocena 5 na 5
PanBuk (6257 punktów)
>3. Sernik jest doskonały.
>4. Sernik jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.

Ateistyczny Sernik contra Wadowickie kremówki - mniemam?

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
14-05-2011 12:53 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)

>Ateistyczny Sernik contra Wadowickie kremówki - mniemam?

www.e-comm(*)emowki-Papieskie-58392-big.jpg

Autentyk. Muszę spróbować. Może też okaże się doskonały?


Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
MarcinK (9189 punktów)

>Ateistyczny Sernik contra Wadowickie kremówki - mniemam?

Mówisz jadłospis ateistyczny?
14-05-2011 13:41 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)

>Mówisz jadłospis ateistyczny?

Całkiem elegancka kontra dla WWJE


Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
14-05-2011 11:33
 Ocena 12 na 12
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Można powiedzieć, że człowiekowi nie jest potrzebny cel w życiu. Ale ja jestem osobą, która poszukuje takiego celu i jest wielu innych, którzy mają podobny problem.

Hmm, ja pójdę poszukać latającego jednorożca. Czy Wam szukającym nie przyszło do głowy, że takiego celu może nie być?

Czy można powiedzieć, że człowiekowi nie jest potrzebny cel w życiu? Oczywiście że jest. Tylko szukanie go jest bezcelowe, to tak jakby szukać rozwiązań zadań, zamiast rozwiązywać. Cele ludzie wyznaczają samym sobie. To się nazywa odpowiedzialność.

Za dzieci cele wyznaczają rodzice, więc to rodzice ponoszą odpowiedzialność za swoje dzieci. Jak ktoś oczekuje, że znajdzie "swój" cel w czyichś pismach, naukach to będzie co najwięcej niewolnikiem osoby, która wyznaczy mu tę ścieżkę. Oczywiście nie każdy musi umieć pogodzić się z tym, że jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Każdy może preferować dryfowanie z prądem jakiejś doktryny, przyjmować autorytarnie aksjomaty, nie myśląc.

Wolny wybór.

>Czy ateista, będąc człowiekiem uczciwym co do swoich poglądów, może naprawdę znaleźć konkretny, "wyższy" cel w swoim życiu?

Bynajmniej, wolnomyśliciel po to myśli, żeby ukonstytuować cele. Jakby chciał je znajdywać byłby wolnocelownikiem, a nie myślicielem.
Nie wspominając już o tym, że na próżno oczekiwać jakiejkolwiek oczywistej hierarchii celów. Monizm jest domeną religii. Konstruktywizm nie ma problemu z relatywną etyką.

>Czy ktoś kto pomaga innym, będzie dłużej żył i będzie mu się powodziło?

A czemu ma dłużej żyć? Czemu ma się mu powodzić? To są jakieś istotne wskaźniki jakości życia? Lepiej żyć siedemdziesiąt lat niż dziewiętnaście? Da się w ogóle porównać, czyje życie jest lepsze? To nie zależy od punktu widzenia?

>1. Ludzie mają świadomość, dlatego dążą do celów wyższych niż zwierzęta (przynajmniej niektórzy z nich)

Wyższych celów? Może miałeś na myśli "celi"? Bo jak tu ocenić, który cel jest wyższy, a który niższy? Cóż za arystotelizm.

>2. Ludzi chcą doskonałości, szukają jej w różnych rzeczach (muzyka, seks, miłość, nauka, pomoc innym itp.), nie znajdują jej i albo udają, że ją znaleźli albo szukają nadal czegoś innego, nie są w pełni szczęśliwi

Tu widzę platonizm w czystej formie. Chyba porządnego seksu nigdy nie miałeś. By Ci się odechciało szukać doskonałości...

Poważnie - skąd wiesz że chcą doskonałości i skąd wiesz, że jej nie znajdują? Czym jest doskonałość? Dla mnie to pier****sz od rzeczy, ujmując to kolokwialnie.

>3. Bóg jest doskonały.

Seks jest doskonały!

>4. Bóg jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.

Zatem Bóg jest LSD.

>Oczywiście to rozumowanie nie ma na celu udowodnienia istnienia Boga, ale raczej nakierowanie człowieka na poszukiwanie Go.

Podziwiam ludzi, poszukujących Boga tak samo, jak ludzi poszukujących Czajniczka Russella.

>I jeszcze zagadka dla was, czym zaczyna i kończy się Biblia (w kanonicznej kolejności ksiąg)? Chodzi mi o stosunek człowieka i Boga.

Bóg to stosunek miał chyba tylko z Marią Dziewicą.

>A swoją drogą, z tego co wiem, bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą

Z założenia wyklucza bycie idiotą.

>Zapraszam was do miłej dyskusji, jestem ciekaw waszych opinii na ten temat.

A ja jestem ciekaw uszatek w zoo. Mam nadzieję, że zdążę na pokaz. Tudzież raczę spędzić życie żyjąc, a nie kontemplując istnienie mitologicznych istot.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
14-05-2011 11:41 
 Ocena 1 na 1
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Przykro mi, spodziewałem się trochę wyższego poziomu wypowiedzi (nie mówię o całości). Nawet jeśli moje rozumowanie jest błędne, to wykazać to można w bardziej kulturalny sposób.
Ten tekst o stosunku Boga z Marią, przepraszam, nie jestem jakimś dewotą, ale naprawdę mnie obraża. Jeśli to jest twoja taktyka, by wyśmiać religię w taki sposób, to nie świadczy o twoim wysokim poziomie.
14-05-2011 11:47 
 Ocena 8 na 8
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Proszę mi wybaczyć. Nie jestem jakimś teologiem, tylko zwykłym Jedi. Słyszałem, że Jezus to syn Boga, a Maryja to jego matka. W szkole na biologii mnie uczyli, że żeby dzieci się rodziły to musi być stosunek. Dwa tysiące lat temu nie było in vitro. Nie chciałem Cię obrazić, po prostu nie rozumiem jak on może być czyimś synem jeśli nie było stosunku?

Mógłbyś mi to wyjaśnić? Czytałem Biblię i piszą tam o niepokalanym poczęciu, ale to przecież niemożliwe, więc musiał być stosunek. Bo jak inaczej zrobić dziecko bez stosunku? Myślałem, że w ewangeliach, pisząc o "niepokalanym" mają na myśli to, że ona tego nie odczuła czy coś.

Jeśli czujesz się obrażony tym, że nie rozumiem Twojej religii, to tylko świadczy o Twojej arogancji. Nie każdy przecież musi wiedzieć o co tam chodzi. Jeśli Bóg bawił się w in vitro, to napisz mi to, zamiast się obrażać i mi ujmować. Tak robią małe dzieci.

Myślę że tak naprawdę moje argumenty zbiły Cię z tropu i teraz specjalnie "strzelasz focha", żeby się nie ustosunkować.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
14-05-2011 12:30 
 Ocena 6 na 6
PanBuk (6257 punktów)
>po prostu nie rozumiem jak on może być czyimś synem jeśli nie było stosunku?

a to bardzo jest proste, odpowiem przypowieścią:
Siedzą dwa dzięcioły na wierzbie, a tu idzie żółwik, po drzewie w górę i co chwila wali główką w korę. Na co jeden z dzięciołów mówi: niechże mu w końcu ktoś powie ze on test ADOPTOWANY!

pozdrawiam!

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
14-05-2011 12:31 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

Mógłbyś mi to wyjaśnić? Czytałem Biblię i piszą tam o niepokalanym poczęciu, ale to przecież niemożliwe, więc musiał być stosunek. Bo jak inaczej zrobić dziecko bez stosunku? >Zaprawdę powiadam Ci Arystypie , że nie jest konieczny stosunek sex . aby zrobić dziecko. Nie wnikając w szczegóły chodzi o to , żeby sperma dostała sie do dróg rodnych kobiety. Wtedy nawet będąc dziewicą, może zajść w ciążeA ...spermę można tam umieścić niekoniecznie w tradycyjny sposób
14-05-2011 12:35 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>...spermę można tam umieścić niekoniecznie w tradycyjny sposób

Wiem, ale nie chciałem urażać jeszcze bardziej nowego użytkownika. Jeśli obraża go spółkowanie, to co dopiero nasienie w jakimś niekonwencjonalnym miejscu...

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
14-05-2011 20:06 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>nasienie w jakimś niekonwencjonalnym miejscu...

Miejsce musi być konwencjonalne jak najbardziej. Inaczej się nie da.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 18:20 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Mógłbyś mi to wyjaśnić? Czytałem Biblię i piszą tam o niepokalanym poczęciu, ale to przecież niemożliwe, więc musiał być stosunek.
Niepokalane poczęcie dotyczy Marii. Ona się wprawdzie poczęła w tradycyjny sposób, ale w jej przypadku ten tradycyjny sposób nie został obarczony grzechem pierworodnym. Na tym polega niepokalane poczęcie, a nie na tym, że niepokalanie poczęła Jezusa.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
14-05-2011 20:11 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
Dwa pytania.

Dlaczego w jej przypadku poczęcie nie zostało obarczone grzechem pierworodnym?
Więc Jezus został spłodzony w tradycyjny sposób?
Aha, i skąd masz te ploteczki?


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 20:16 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Dlaczego w jej przypadku poczęcie nie zostało obarczone grzechem pierworodnym?
>Więc Jezus został spłodzony w tradycyjny sposób?
>Aha, i skąd masz te ploteczki?
Co do Jezusa, to nie mam informacji, jak to było, zaś co do ploteczek o Marii, to mam je choćby stąd


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
14-05-2011 20:59 
 Ocena 7 na 7
-jad- (18783 punktów)
> zaś co do ploteczek o Marii, to mam je choćby stąd

Cytat:
Choć Pismo Święte nigdzie nie mówi o niepokalanym poczęciu Maryi...


To wyjaśnia, dlaczego tej ploteczki nie znałem. Czasem się zastanawiam, po co ja to głupie Pismo Święte w ogóle czytałem skoro i tak nijak ma się Ono do prawdy coraz to objawianej.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
15-05-2011 10:40 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Religia chrześcijańska jest jak policyjne śledztwo. Coraz to wychodzą na jaw nowe fakty i dowody

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Ania... (14138 punktów)
>>Mógłbyś mi to wyjaśnić? Czytałem Biblię i piszą tam o niepokalanym poczęciu, ale to przecież niemożliwe, więc musiał być stosunek.
>Niepokalane poczęcie dotyczy Marii. Ona się wprawdzie poczęła w tradycyjny sposób, ale w jej przypadku ten tradycyjny sposób nie został obarczony grzechem pierworodnym. Na tym polega niepokalane poczęcie, a nie na tym, że niepokalanie poczęła Jezusa.
To skąd potem "Maria zawsze dziewica"?
15-05-2011 12:23 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>To skąd potem "Maria zawsze dziewica"?
A, to zupełnie inna sprawa i inny dogmat.
"Biez wodki nie razbieriosz".

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
15-05-2011 13:12 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>To skąd potem "Maria zawsze dziewica"?
>A, to zupełnie inna sprawa i inny dogmat.
>"Biez wodki nie razbieriosz".
Ano racja!
Gdzieś nie przyuważyłam...
Oczywiście, to MAria jest niepokalanie poczęta, a potem ona poczęła atypowo.
Ale dzieworództwo możemy od razu wykluczyć, to musiał być ktoś z Y
15-05-2011 13:32 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)
>Ale dzieworództwo możemy od razu wykluczyć, to musiał być ktoś z Y

Niezupełnie. Oglądałam kiedyś bardzo mądry film, opowiadał o utopijnym świecie, w którym dzieworództwo było faktem. Film tytuł nosił "Seksmisja"....

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 13:42 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Ale dzieworództwo możemy od razu wykluczyć, to musiał być ktoś z Y
>Niezupełnie. Oglądałam kiedyś bardzo mądry film, opowiadał o utopijnym świecie, w którym dzieworództwo było faktem. Film tytuł nosił "Seksmisja"....
Nie o to chodzi. Dzieworodnie kobieta może urodzić wyłącznie córkę, a nigdy syna. Y musi się skądś wziąć. Przypo,mnij sobie, że na filmie pokazali to trafnie - mężczyźni wyginęli, a laseczki dzieworodnie rodziły same córeczki, dopiero panowie namieszali swoją "dokładką" do probówek
liebes (612 punktów)
> Przypo,mnij sobie, że na filmie pokazali to trafnie - mężczyźni wyginęli, a laseczki dzieworodnie rodziły same córeczki, dopiero panowie namieszali swoją "dokładką" do probówek

Faktycznie! Co nie zmienia faktu, że całkiem fajny taki świat
Choć tak to niestety jest.. z chłopami źle, a bez nich - jeszcze gorzej...

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 12:44 
 Ocena 6 na 6
Alicja Duda (25557 punktów)
>To skąd potem "Maria zawsze dziewica"?
W chrześcijaństwie stosunek seksualny jest czymś ohydnym, brudnym i złym. Bóg musiał się więc urodzić bez stosunku seksualnego. Maria została więc zapłodniona sztucznie bez stosunku (inseminacja jakowaś)i pozostała dziewicą do końca życia, gdyż matka boga nie mogła zostać czymś tak ohydnym jak seks zbrukana.
Ale matka boga też nie mogła się urodzić w wyniku zwykłej zwierzęcej procedury. Została więc poczęta bez grzechu pierworodnego. Wielcy teologowie doszli bowiem do wniosku, że poczęta została bez przyjemności z seksu, czyli bez grzechu zwierzęcości, a więc jej poczęcie zostało niepokalane. I dlatego jest "niepokalana"
Jak zdążyłam się zorientować to z 80% katolików nie ma o tym zielonego pojęcia.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
15-05-2011 14:00 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

> Jak zdążyłam się zorientować to z 80% katolików nie ma o tym zielonego pojęcia.
Zgadza się, większość uważa, że "niepokalane poczęcie" odnosi się do "bezseksowego" poczęcia Jezusa. Znajomość zasad własnej religii jest zaiste zdumiewająca

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
15-05-2011 21:05 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>> Jak zdążyłam się zorientować to z 80% katolików nie ma o tym zielonego pojęcia.
>Zgadza się, większość uważa, że "niepokalane poczęcie" odnosi się do "bezseksowego" poczęcia Jezusa. Znajomość zasad własnej religii jest zaiste zdumiewająca

Największa większość po prostu nie rozumie różnicy, reszta łyka gładko cokolwiek "niepokalanego" .
pozdrawiam
kogut59 (3090 punktów)
>Zaprawdę powiadam Ci Arystypie , że nie jest konieczny stosunek sex . aby zrobić dziecko. Nie wnikając w szczegóły chodzi o to , żeby sperma dostała sie do dróg rodnych kobiety. Wtedy nawet będąc dziewicą, może zajść w ciążeA ...spermę można tam umieścić niekoniecznie w tradycyjny sposób
Czy ktoś pamięta historie Angela Ermakova i Borysa Beckera
Skradła spermę w usta, następnie umieściła gdzie potrzeba. Ona pozostała dziewica niepokalana, on ojcem biedniejszym o ponad 20 mln Euro. Pewnie inspirowała ja Biblia.
14-05-2011 13:23 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
> Nie chciałem Cię obrazić, po prostu nie rozumiem jak on może być czyimś synem jeśli nie było stosunku?

To jeszcze nic. Dołóż tu jeszcze Trójcę Świętą i wychodzi niezły bigos. Ten stosunek odbył Bóg Ojciec, Jego Syn Jezus i Duch Święty jednocześnie. W skutek tego "grupen sexu" urodził się Jezus, który już żył w odwiecznej Trójcy.

Jak się rozbija na czynniki pierwsze tą całą teologię to aż podziw bierze, że te bzdury i nonsensy wciąż tak dobrze funkcjonują.
14-05-2011 11:48 
 Ocena 4 na 4
IllusiveMan (2786 punktów)
>Przykro mi, spodziewałem się trochę wyższego poziomu wypowiedzi (nie mówię o całości). Nawet jeśli moje rozumowanie jest błędne, to wykazać to można w bardziej kulturalny sposób.
>Ten tekst o stosunku Boga z Marią, przepraszam, nie jestem jakimś dewotą, ale naprawdę mnie obraża. Jeśli to jest twoja taktyka, by wyśmiać religię w taki sposób, to nie świadczy o twoim wysokim poziomie.
>

Kolega wykazał to w bardzo zabawny i ironiczny sposób i nie sądzę żeby pisząc tego posta rozmyślał nad tym by był jak najgorszy i szyderczy. A ten tekst jest bardzo dobry , aż musiałem znajomym wysłać , ale tak naprawdę to w czym cię obraża ? Maryja została zapłodniona przez boga bo innej możliwości nie ma by Dżizas przyszedł na świat.

I PROSZĘ CIĘ ZMIEŃ TEN NICK BO JAK WIDZĘ TE DWA SŁOWA OBOK SIEBIE TO NOSI MNIE BARDZIEJ NIŻ PO WCZORAJSZEJ IMPREZIE Z OKAZJI ZAKOŃCZENIA MATUR ;]


Godzenie takiej sprzeczności, jak uprawianie nauki przez cały tydzień i chodzenie do kościoła w niedzielę, jest intelektualnie nieuczciwe. R.D.
14-05-2011 12:38 
 Ocena 3 na 3
liebes (612 punktów)
>Maryja została zapłodniona przez boga bo innej możliwości nie ma by Dżizas przyszedł na świat.

A to nie była sprawka Archanioła Gabriela?

Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
14-05-2011 12:56 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
>>Maryja została zapłodniona przez boga bo innej możliwości nie ma by Dżizas przyszedł na świat.
>A to nie była sprawka Archanioła Gabriela?
Raczej to sprawka Zeusa .Zeus bardzo lubił robić dzieci ziemskim kobietom (wcale mu się nie dziwię )Jeśli potrafił zamienić się w łabędzia , żeby bzyknąc Lede to myslę , że nie miał problemu z tym , aby zamienić się w Archanioła Gabriela, żeby hmm obcować z Marią
14-05-2011 20:13 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>A to nie była sprawka Archanioła Gabriela?

Do dzisiaj tak sądziłem ale teraz sam już nie wiem.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
IllusiveMan (2786 punktów)
>A swoją drogą, z tego co wiem, bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą, nie determinuje też
>bycia ateistą (jeśli wikipedia nie kłamie).
>Zapraszam was do miłej dyskusji, jestem ciekaw waszych opinii na ten temat.

Pominę tutaj korzystanie z wszechwiedzącej wikipedii ( a tak przy okazji , dlaczego nikt się nie modli do wikipedii ? Przecież jest wszechwiedząca i wszechobecna ;]) , a przejdę od razu do sprawy. Racjonalizm wyklucza teizm ponieważ wiara nie jest racjonalna ( wierzenie w coś na co nie ma nawet nikłych dowodów, a wiele jest przeciwko jest NIERACJONALNE) i tak racjonalizm determinuje ateizm ponieważ racjonalnie dochodzimy do wniosku, że boga nie ma , nie było i nie będzie i stajemy się ateistą.

A co do celu życia - każdy sam go sobie ustanawia , my ateiści nie wierzymy w życie po śmierci dlatego realizujemy swoje cele , a wielu teistów próbuje zrobić wszystko by spełnić wymogi przyjęcia do klubu niebiańskiego i traci na to większość życia. Ateista to nie tchórz jak teista, który nie może pogodzić się z tym że ma tylko 1 życie i po śmierci nie ma wieczności. Jest tylko wieczna nicość .

A tak to witam

Godzenie takiej sprzeczności, jak uprawianie nauki przez cały tydzień i chodzenie do kościoła w niedzielę, jest intelektualnie nieuczciwe. R.D.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Wydaje mi się że dodajesz do nauki to czego w niej nie ma.

Gdy powiem, że w nauce można poszukiwać Boga, zaraz wyskoczy ktoś z naturalizmem metodologicznym i oskarży mnie o koncepcję Boga- łatacza dziur naszej niewiedzy.
Gdy powiem, że naukę trzeba uprawiać bez Boga, a oprzeć się na doświadczeniu duchowym, powiesz, że nie ma na to dowodów.
??

Nauka wcale nie wyklucza koncepcji Boga i musisz się z tym zgodzić, bo wielu naukowców ma takie poglądy (i nie mówię wcale o kreacjonistach).
14-05-2011 12:14 
 Ocena 3 na 3
IllusiveMan (2786 punktów)
>Wydaje mi się że dodajesz do nauki to czego w niej nie ma.
>Gdy powiem, że w nauce można poszukiwać Boga, zaraz wyskoczy ktoś z naturalizmem metodologicznym i oskarży mnie o koncepcję Boga- łatacza dziur naszej niewiedzy.
>Gdy powiem, że naukę trzeba uprawiać bez Boga, a oprzeć się na doświadczeniu duchowym, powiesz, że nie ma na to dowodów.
>??
>Nauka wcale nie wyklucza koncepcji Boga i musisz się z tym zgodzić, bo wielu naukowców ma takie poglądy (i nie mówię wcale o kreacjonistach).
>

Nauka to nie jest coś co sobie pomyśli naukowiec tylko to co zostanie udowodnione lub przynajmniej jest na to duże prawdopodobieństwo ( życie na innych planetach). Naukowcy również uważają , nie wszyscy , że UFO naprawdę porywa krowy i farmerów w Ameryce i przeprowadza na nich badania . A to nie znaczy że tak naprawdę jest bo nie ma na to dowodów. Einstein fizykę nazywał bogiem , ale nie wierzył w boga osobowego lub cokolwiek temu podobne , a wielu wierzących właśnie jego dzisiaj wyciąga jako wierzącego. Nie muszę się z niczym zgodzić. Nauka wyklucza istnienie boga ponieważ nie jest on do niczego potrzebny w naszym świecie i w całym teoretycznym megawersum. Jest zbędny i pogódź się z tym że nie dość że nieistnieje to jeszcze nauka go wykluczyła.

I zmień nick bo aż mnie oczy bolą jak patrze na niego .

Godzenie takiej sprzeczności, jak uprawianie nauki przez cały tydzień i chodzenie do kościoła w niedzielę, jest intelektualnie nieuczciwe. R.D.
14-05-2011 12:40 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
> I zmień nick bo aż mnie oczy bolą jak patrze na niego.
Bo ma boleć, to taki kolejny kij wsadzony w oko. Skoro nie można ich nawrócić to choć ich podenerwuję.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Chodzi mi o to, że z góry (jak mniemam) wykluczasz koncepcję Boga, nie próbując popatrzeć na świat z perspektywy ludzi wierzących (ale tego nie przesądzam). Widzisz, jestem głupi czy nie, młody czy stary, mam IQ 60 czy 160, wierzę w kreacjonizm Młodej Ziemi czy ewolucję ateisyczną- ja stawiam pytania. Myślę, że to jest najważniejsze w poszukiwaniu prawdy. Nawet jeśli uznasz moje poglądy za idiotyczne to wiedz, że one ewoluują.

Uważam, że przed wypracowaniem swojego światopoglądu należy poznać argumenty różnych stron.

W takim razie proszę Ciebie o opracowanie naukowe (może są takie?, nie wykluczam) dotyczące dowodu na nieistnienie Boga i to te, na którym oparłeś swoje poglądy, a nie te które sobie teraz wygooglujesz.
14-05-2011 22:04 
 Ocena 2 na 2
IllusiveMan (2786 punktów)
Czekaj , już odpalam google .... ale strasznie wolno chodzi ... no dobra chyba muszę sobie sam poradzić.

Po pierwsze na wstępie dodam że będę wykluczał istnienie boga wymyślonego przez ludzi , a w temacie początków wszechświata to zostanę przy tezie megawersum bez boga, ale nie zamierzam dowodzić dlaczego bo w tej kwestii jak na razie można być tylko agnostykiem .

Wracając do bogów wymyślonych przez ludzi. Wszystkie religie są do siebie ponieważ ludzie zawsze zadawali podobne pytania w czasach rozwoju religii. Chcieli wiedzieć co jest po śmierci , jak powstał świat oraz wiele innych rzeczy, a nie mając możliwości jakie my mamy dzisiaj wyjaśniali sobie to wszystko koncepcją wszech-inteligentnego oraz wszechobecnego twórcy.
Lata biegły sobie dalej, a nauka poczyniła postępy i wykreśliła koncepcję boga jako twórcy człowieka ( ewolucja i proszę cię nie każ mi wypisywać każdego odkrytego gatunku, który był formą pośrednią pomiędzy ssakami ,płazami, gadami i rybami oraz coraz to mniejszymi stworzeniami. Warto wspomnieć 98% procent zgodności dna człowieka i szympansa , szkielety i skamieliny ukazujące coraz to nowe gatunki pochodzące ze starszych , laboratoryjnie potwierdzona dziedziczność i dobór naturalny , oraz przystosowanie się organizmów do innych warunków poprzez wykształcenie się nowych cech , które zastąpiły stare).

Ziemia również powstała bez pomocy boga co widać na podstawie jej budowy oraz obserwacji przeprowadzonych na ciałach niebieskich. A tak zahaczając o ten temat , powiedz mi, gdyby hipotetycznie bóg stworzył to wszystko to po kiego stworzył tyle gwiazd , planet , galaktyk skoro ludzi umieścił na jednej planecie ?

Wiec jak zauważyłeś bóg nie był potrzebny do stworzenia człowieka ani do stworzenia wszystkiego co nas otacza więc powiedz mi gdzie jest ten bóg ? Że niby on stworzył wszechświat/megawersum ? To jest pomnażanie bytów nad byty. Mamy wszechświat nieskończony w przestrzeni oraz czasie jaki znamy ( jak wiemy coś co wybuchło musiało już istnieć wiec to był początek obecnego wszechświata, ale nie znaczy że nic nie było wcześniej - megawersum).

A na koniec przyznam się uczciwie, że nie ważne co powiesz katolikowi to i tak zacznie się dziur doszukiwać , trzeba by mu pokazać nagranie z początku wszechświata i ewolucję w trybie przyśpieszonym to może zacznie powątpiewać.

Zmień nick


Godzenie takiej sprzeczności, jak uprawianie nauki przez cały tydzień i chodzenie do kościoła w niedzielę, jest intelektualnie nieuczciwe. R.D.
15-05-2011 11:21 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)

>W takim razie proszę Ciebie o opracowanie naukowe (może są takie?, nie wykluczam) dotyczące dowodu na nieistnienie Boga i to te, na którym oparłeś swoje poglądy, a nie te które sobie teraz wygooglujesz.
Opracowanie naukowe przedstawione osobie, która wierzy, że da się udowodnić nieistnienie, natomiast zapomina, że obowiązek udowodnienia tezy stoi po stronie stawiających tą tezę, i to mówię wyłącznie o "pozytywnym" udowodnieniu, czyli o udowodnieniu istnienia, mija się chyba z celem.

Naukowo nie mogę powiedzieć, że struktura X nie istnieje. Mogę powiedzieć, że w badaniu które przeprowadziłam nie stwierdziłam jej oznak. Jednak jeśli nie powstanie badanie, które wykaże obecność struktury X i ją udowodni, nauka zakłada, że tej struktury nie ma. Z uwagi na powyższe śmiem twierdzić, że naukowe opracowanie niewiele by Ci powiedziało, bo jest Ci temat zbyt obcy, a czytanie tekstów naukowych wymaga pewnej praktyki, szczególnie, że te wartościowsze prace są angielskojęzyczne.
15-05-2011 11:44 
 Ocena 2 na 2
kika (1657 punktów)
Mówisz o koncepcji Boga, ale żeby zbudować jakąś koncepcję potrzebne są udokumentowane fakty np. istnieje życie na ziemi, wiemy jakie warunki są niezbędne aby istniało, budujemy koncepcję, że gdzieś w kosmosie też jest życie.
Jakie są fakty potrzebne do stworzenia koncepcji Boga? Znasz jakieś? Jeśli nie, to jest to tylko "chciejstwo", bajka, mitologia, fantazja. Podporządkować całe swoje życie bajce, którą ktoś wymyślił? Nie, dziękuję. Taki sztuczny cel istnienia mi nie odpowiada. Już wolę nagą prawdę, tym bardziej, że nie wydaje mi się ona taka okrutna, jeśli się weźmie pod uwagę, że człowiek jest częścią natury. Dlaczego miałby mieć większe przywileje niż pozostałe części? Arogancja i zarozumiałość, która go cechuje, to za mało.
17-05-2011 16:17 
 Ocena 3 na 3
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>W takim razie proszę Ciebie o opracowanie naukowe (może są takie?, nie wykluczam) dotyczące dowodu na nieistnienie Boga
Widzisz tego niebieskiego smoka za tobą? Tak, tego, co ma różowe skrzydła, zielony ogon, jest wszechwiedzący, niewidzialny, niewykrywalny i wie o czym myślisz.

Podaj mi dowody na jego NIEISTNIENIE

Moje (Nasze?) dowody na nieistnienie boga będą brzmiały tak samo jak twoje na tego smoka.

Aha, i boga się pisze z małej litery, tak samo jak krzesło, noga, okulary, kot i pies
finerbijk (17282 punktów)
Jeśli sensem życia ma być zbawienie, to po co w ogóle tu jesteśmy? Czy nie prościej by było urodzić się od razu w raju?
Jeżeli mamy się doskonalić dla Boga, to czyż Bóg istota wszechmocna nie mógł sobie od razu stworzyć doskonałych kumpli? Po co te wszystkie szopki?

Jeśliby nawet taki Bóg sędzia/egzaminator/coach/tester istniał, to ja Mu mówię - dzięki Ci bardzo Panie za ten świat, ale teraz odp...l się ode mnie łaskawco, bo nie mam ochoty się bawić w twoje gierki. Jeśli komuś sprawia przyjemność podlizywanie się wyższym istotom wątpliwego autoramentu i proweniencji, to proszę bardzo, ale nie doszukujmy się w tym jakiegoś sensu.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Można to wytłumaczyć tak:

Bóg stworzył człowieka jako istotę z możliwością wyboru (drzewo poznania dobra i zła). Nie chciał żeby ludzie kochali go maszynowo, bo kto bardziej kocha jak nie ten, który ma wybór i wybiera miłość? Ludzie jednak wybrali zło i zgodnie z Bożym Prawem są skazani na potępienie. Dlatego posłał On Jezusa, by ludzie mogli mieć ratunek od tego stanu. Pozostawił ich na Ziemi, by świadczyli o tym innym i oczekiwali Jego powrotu.

A jeśli "Bóg sędzia/egzaminator/coach/tester istniał" i istnieje, to to co ty na Niego nawrzucasz nie ma na Niego wpływu.

Lojalne służenie komuś od zawsze było uznawane za cnotę i wcale nie musi być utożsamiane z "podlizywaniem".
14-05-2011 12:30 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>Można to wytłumaczyć tak: [...]
Tłumaczenie jest dostosowywane do aktualnej sytuacji. Podczas tłumaczenia trzeba trzymać tyłek boga daleko ponad ludźmi, a ludzi ewentualnie "wrogich bogów" kopać i obarczyć winą. Tłumaczyć możesz sobie na tysiące sposobów, byle byś trzymał się tych podstawowych wskazówek.

>Lojalne służenie komuś od zawsze było uznawane za cnotę i wcale nie musi być utożsamiane z "podlizywaniem".
Lojalność jest cnotą, ponieważ bardzo ułatwia kontrolę nad poszczególnymi osobnikami. Niezależny i samodzielnie myślący musi być tylko osobnik na samej górze drabiny decyzyjnej. Cnotę lojalności kształtuje się też odpowiednimi działaniami, najlepiej przy pomocy powrozów i żelaza, dzisiaj przy pomocy pieniędzy.
14-05-2011 12:39 
 Ocena 7 na 7
finerbijk (17282 punktów)
>Bóg stworzył człowieka jako istotę z możliwością wyboru (drzewo poznania dobra i zła).
Sorry, mnie tak nie stworzył. Nie odpowiadam za to co się stało w raju. Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej jest według mnie oznaką niskiej kultury i niemoralne. Nie czuję się winny za grzechy dziadków.

>Ludzie jednak wybrali zło i zgodnie z Bożym Prawem są skazani na potępienie.
Nic nie wybierałem, nie dał mi wyboru, więc nie czuję żadnej odpowiedzialności wobec niego.

>Lojalne służenie komuś od zawsze było uznawane za cnotę i wcale nie musi być utożsamiane z "podlizywaniem".
Hodowca jest odpowiedzialny za swoją hodowlę, podopieczni nie mogą głodować, ani się zagryzać wzajemnie. Bóg swoje stado (w końcu miał być niby pasterzem) zostawił samym sobie na pastwę losu. Wolna wola nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niego. Istoty wyższe powinny być odpowiedzialne za istoty niższe będące pod ich opieką. Patrząc na historię jest nie tylko przestępcą, ale zbrodniarzem. Naprawdę, czułbym się zażenowany służąc lojalnie Twojemu Panu. Niezależnie od tego, że uważam iż go nie ma, sądząc po tym co o Nim piszą, służbę u Niego uważałbym za uwłaczającą ludzkiej godności.
14-05-2011 12:46 
 Ocena 6 na 6
liebes (612 punktów)

>Lojalne służenie komuś od zawsze było uznawane za cnotę i wcale nie musi być utożsamiane z "podlizywaniem".

Bez boga też można być dobrym. Można być cnotliwym i służyć komuś realnie i namacalnie. Można starej matce okna umyć, czcić i kochać swoją żonę/męża, można "wychwalać pod niebiosa" swoje dzieci. A co z krzyczącymi wierzącymi, którzy uczęszczają na mszę co niedziela, a w domu biją swoje dzieci? Mam wokół siebie mnóstwo wierzących-praktykujących, których psy i koty chodzą zagłodzone, a krowy stoją na pastwiskach po kolana w śniegu zimą. I to jest dobre? Pan bóg raczy wybaczyć, ale ja pieprzę takich "cnotliwych" fanatyków religijnych.
Oczywiście- nie chcę generalizować. Nie wszyscy tacy są. Ale chcę tylko podkreślić, że to, czy człowiek jest dobry czy zły nie musi wynikać z wierzenia czy niewierzenia.
Poza tym wystarczy przestudiować stary testament - no cóż, bóg już nie wydaje się taki dobry.

Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
14-05-2011 20:47 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Mam wokół siebie mnóstwo wierzących-praktykujących, których psy i koty chodzą zagłodzone, a krowy stoją na pastwiskach po kolana w śniegu zimą.

Niegdyś wyjaśniła mi to nauczycielka języka polskiego (!) przy okazji sprawdzania mojej pracy, w której napisałem, że nikt nie ma moralnego prawa oceniać czy ważniejsze jest życie zwierzęcia czy człowieka.
Adnotacja na marginesie- "jeżeli jesteś chrześcijaninem, to masz prawo, bo Bóg nakazał czynić ludziom Ziemię sobie poddaną". Powaliło mnie to ze stołka więc na następnej lekcji wyznałem, że nie jestem chrześcijaninem. Zgodnie z wszelkimi zasadami logiki wyszło na to, że ja nie mam prawa oceniać a nauczycielka, owszem. Prawda, że proste?

Dbaj o swoje zwierzęta a psy i koty sąsiadów zostaw Bogu.

Aha. I nie bądź taka mądra!
Nie wiem czy to była rada, groźba czy prośba ale dostałem to to od wykształconej i oczytanej kobiety więc życzliwie tym się dzielę.

Pozdrawiam.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 21:20 
 Ocena 2 na 2
liebes (612 punktów)
>Dbaj o swoje zwierzęta a psy i koty sąsiadów zostaw Bogu.

Miałam do tej pory dwa koty - domowe. Od niedawna mam już 5. Dwa koty przyszły od jednej sąsiadki, jeden od drugiej. Chude takie toto, bojaźliwe... Od tamtej pory trochę im się przytyło, no i kochają "na rączki". Karmimy, więc tak już zostały. Za to w stodole myszy nie uświadczysz.
A poważnie mówiąc - ja od dziecka mam tendencję do bardzo szybkiego oceniania ludzi właśnie przez pryzmat ich stosunku do zwierząt. Do tej pory moja teoria sprawdzała się za każdym razem.

>Aha. I nie bądź taka mądra!
>Nie wiem czy to była rada, groźba czy prośba ale dostałem to to od wykształconej i oczytanej kobiety więc życzliwie tym się dzielę.

Tak, to wystarczający argument pokornie chylę czoło.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
14-05-2011 13:09 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
>Można to wytłumaczyć tak:
Bóg stworzył człowieka jako istotę z możliwością wyboru (drzewo poznania dobra i zła). Nie chciał żeby ludzie kochali go maszynowo, bo kto bardziej kocha jak nie ten, który ma wybór i wybiera miłość? Ludzie jednak wybrali zło i zgodnie z Bożym Prawem są skazani na potępienie. _. .............................................................. To ja chyba korzystałem z innej Bibli. W mojej jest napisane , że Bóg ZABRONIŁ ludziom poznać dobro i zło . Gdy namówił ludzi do zerwania owocu z drzewa poznania dobra i zła wąż, ludzie zostali ukarani za ten czyn.Dokładnie zostali ukarani za NIEPOSŁUSZEŃSTWO Bogu.Ludzie nie mieli wyboru , nie mogli wybierac zła lub dobra bo nie mieli WIEDZY . Żeby móc wybierać zło lub dobro, najpierw trzeba mieć wiedze,co jest złem a co dobrem . A Bóg zabonił ludziom poznania dobra i złą . Nie dał im wiedzy .Ukarał ich za nieposłuszeństwo choć nie wiedzieli , że będąc nieposłusznymi, czynią zło . Dopiero po zjedzeniu owocu z tego drzewa poznali co to zlo a co dobro .Od tego czasu wiemy , że bieganie nago po ogrodzie jest złem . I ukrywamy naszą nagość tak jak Ewa i Adam zaczeli ukrywać nagość przed bogiem PO ZJEDZIENIU tego owocu .Tak jest napisane w mojej BIbli
14-05-2011 15:51 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
>Można to wytłumaczyć tak:
>Bóg stworzył człowieka jako istotę z możliwością wyboru (drzewo poznania dobra i zła). Nie chciał żeby ludzie kochali go maszynowo, bo kto bardziej kocha jak nie ten, który ma wybór i wybiera miłość? Ludzie jednak wybrali zło i zgodnie z Bożym Prawem są skazani na potępienie.

Ty naprawdę wierzysz w tak prymitywną "binarność" z kijem i marchewą ?
I w taki przymus "kochania", a jak nie kocha (bo ma wybór) to wiadomo co ?

Służenie komuś i swiadomośc służalczości zawsze stawia w roli głupiego wasala, łacznie z podlizywaniem i dbaniem aby suweren był zawsze zadowolony , szczególnie kosztem wasala - dodatkowy bonus za poświęcenie.
Feudalizm.
Czyli Bóg to taki król średniowieczny na tronie, jednemu piekło, drugiemu nagrodę,no ale zawsze mas zwybór - tu złośliwy boski uśmeiszek.

Tak się zastanawiam i dochodze do wniosku że bardzo dużo wiernych (tak ogólnei) ma tego swojego Boga za durnia, pomimo reklamy jego nieskończonej mądrości i w ogóle wszelkich pryzmiotów, tymczasem przedstawiaja go jak jakiegoś dajmy na to normańskeigo barona z Anglii.
15-05-2011 00:50 
 Ocena 4 na 4
Scarabaeus (2198 punktów)
>Można to wytłumaczyć tak:
>Bóg stworzył człowieka jako istotę z możliwością wyboru (drzewo poznania dobra i zła). Nie chciał żeby ludzie kochali go maszynowo...

Zaraz zaraz, to przecież nie tak było. Ktoś wprowadził Cię w błąd.
Bóg stworzył mamuty. Były one mądre łagodne i miłujące boga. Wtedy przyszedł człowiek i wybił wszystkie mamuty. Teraz bóg prześladuje ludzi. Ta historia dużo lepiej tłumaczy sens grzechu pierworodnego.

W wielu miejscach jesteś sceptyczny jeżeli chodzi o naukę po czym całkowicie bezkrytycznie serwujesz nam historyjkę, której nijak nie da się obronić.
Bóg?
Stworzył?
drzewo poznania dobra i zła?
Nie chciał? żeby ludzie kochali go maszynowo?

To wszystko zawarłeś w jednym zdaniu! Podaj jakiekolwiek uzasadnienie na to co napisałeś. Przecież to fikcja w czystej postaci.
kika (1657 punktów)
To jest mentalność niewolnika. Wspaniały materiał na posłuszną marionetkę.
16-05-2011 16:42 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Można to wytłumaczyć tak:

Ludzi obdarzeni są wyobraźnią, więc "można to wytłumaczyć" na tysiące sposobów.

>Bóg stworzył człowieka jako istotę z możliwością wyboru (drzewo poznania dobra i zła).

Czy uważasz tę opowieść o drzewie za fakt, czy za metaforę?

>Nie chciał żeby ludzie kochali go maszynowo, bo kto bardziej kocha jak nie ten, który ma wybór i wybiera miłość?

Człowiek jednak nie ma wolnego wyboru w kwestii miłości do Boga. Za niekochanie Boga grozi wieczne potępienie, a za kochanie wieczna nagroda. To żaden wolny wybór, jeśli ktoś grozi mi miotaczem ognia piekielnego!

>Ludzie jednak wybrali zło i zgodnie z Bożym Prawem są skazani na potępienie. Dlatego posłał On Jezusa, by ludzie mogli mieć ratunek od tego stanu. Pozostawił ich na Ziemi, by świadczyli o tym innym i oczekiwali Jego powrotu.

Jacy "ludzie"??? Ja nie wybierałem zła - czy Ty wybrałeś zło? Pamiętasz może moment podejmowania tej ważnej decyzji??? Żaden człek nic nie wybierał - dałeś sobie wmówić winę i karę za którą nie jesteś odpowiedzialny!

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
kinemator (151 punktów)
>A teraz z punktu widzenia chrześcijańskiego:
>Bóg stworzył człowieka. Bóg jest doskonały i jest pełnią szczęścia dla swojego stworzenia. Zatem
>cel życia, pełnię szczęścia i doskonałość człowiek odnajduje się w Bogu.
Czyli jak to Hitchens powiedział: Niebiańska Korea Północna.

Jeżeli potrzebujesz celu w życiu to go sobie wymyśl. Zastanów się co cię interesuje, co chcesz osiągnąć, czego nie wiesz, a chcesz się dowiedzieć. Rusz tyłek i idź na Noc Muzeów.

> I powracając do pierwszego opowiadanka- piękno świata utworzonego przypadkowo, chemicznej miłości, wytworzonej przez lata ewolucji stosunków międzyludzkich moralności nie wystarcza mi jako świadomej osobie.
Rozumiem to ci wystarcza jako świadomiej osobie:
"Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu" Św. Faustyna Kowalska
Podejrzewam, że może się nudzić po kilku miliardach lat. Mój dzisiejszy dzień był bardziej ekscytujący i pełen życia.
maruda (5550 punktów)
Szukasz czy już znalazłeś "wyższy cel życia"?
Skoro ciało jest tylko więzieniem dla duszy to po co się samo-ograniczać?
Polemicznie powiedz mi ile przetrwa dusza o ile uprzesz się i przestaniesz oddychać, a jeść i pić? Jeżeli nie umiesz uciec od tych trywialnych potrzeb ciała to oznacza że nie jesteś stworzony do niczego innego. Zawsze możesz się oszukiwać, tego żadne prawo nie zabroni, ani ziemskie, ani boskie.

Celem w znaczeniu końcem drogi życia jest śmierć, kropka. Nic tego nie odmieni.
setarkos (10757 punktów)
>.. czy służenie innym jest wystarczającym celem dla życia człowieka?
Służenie komukolwiek w sensie służalczości moim zdaniem nie jest. Miałkie się zdaje zwłaszcza służenie komuś (tylko) dla Jego wielkości, bo skrywa hipokryzję chęci w Niej udziału.

>Czy ktoś kto pomaga innym, będzie dłużej żył i będzie mu się powodziło? Czy uniknie śmierci?
Pomaganie słabszym, np. opieka nad chorymi czy przekazywanie młodzieży swych umiejętności i wiedzy, może z pewnością przyczyniać się do ICH większego powodzenia. Chrześcijaninowi zapewne nie idzie tylko o własną pomyślność (chyba że z boską ją myli, a to możliwe skoro mawia "Mój boże").

>.. Ludzi chcą doskonałości, szukają jej (..) Bóg jest doskonały.
Skoro już znaleźli, to szukać im się nie chce - pomyślą "Bóg" i już 'doskonali' w swej byle jakiej łatwiźnie - ot wtórne zdziczenie.

>.. bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą,
Podobnie jak rozumność nie wyklucza snu.
Scarabaeus (2198 punktów)
Jak smutne i tragiczne musi być życie człowieka, mającego rodziców, którzy go wychowali, bliskich, z którymi dzieli swoje życie, dzieci i osobę, którą kocha by szukać sensu i celu życia w wymyślonym bycie? Religia wypacza tak niesamowicie umysł, że czasem nie mogę w to uwierzyć.

Mylisz pojęcie "przypadku" w ewolucji. Przypadek zdecydował, że oddychamy tlenem. Niemożliwe jednak jest by przypadek w ewolucji zdecydował, że będziemy oddychać pierwiastkiem, którego nie ma w atmosferze, bo tak się przypadkowo wylosowało. Nie do końca jest tak, że to co nas otacza odbieramy jako piękne przez zwykły przypadek.

1. Ludzie lubią krzywdzić innych
2. Ludzie chcą mieć władzę nad innymi i starają się ją znaleźć różnymi drogami.
I teraz:
1. Bóg krzywdzi
2. Bóg ma pełnię władzy by realizować punkt 1.

oczywiście takie rozumowanie nie ma żadnego celu ani sensu.

Celem niektórych ateistów(tych zwanych wojującymi) jest potrząśnięcie innymi ludźmi by wyrwać ich z amoku w jaki wpędza ich narkotyk religii. Bo jaki sens ma życie bez picia? jaki cel ma życie bez ćpania?

Uzależnienie zwłaszcza religijne to potężna siłą, której nie można lekceważyć.

Jeżeli założyć, że przecież nie wszyscy bogowie są prawdziwi, to jakże wielu ludzi marnuje swe życie w realizowaniu celu narzuconego przez wymyślony, nieistniejący byt.

>Zatem cel życia, pełnię szczęścia i doskonałość człowiek odnajduje się w Bogu

Odnalazłeś i co dalej? co z tego wynika? jaki następny cel? Czy może po odnalezieniu boga, życie staje się bezcelowe?
15-05-2011 10:46 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Jak smutne i tragiczne musi być życie człowieka, mającego rodziców, którzy go wychowali, bliskich, z którymi dzieli swoje życie, dzieci i osobę, którą kocha by szukać sensu i celu życia w wymyślonym bycie? Religia wypacza tak niesamowicie umysł, że czasem nie mogę w to uwierzyć.
>Mylisz pojęcie "przypadku" w ewolucji. Przypadek zdecydował, że oddychamy tlenem. Niemożliwe jednak jest by przypadek w ewolucji zdecydował, że będziemy oddychać pierwiastkiem, którego nie ma w atmosferze, bo tak się przypadkowo wylosowało. Nie do końca jest tak, że to co nas otacza odbieramy jako piękne przez zwykły przypadek.
Z tym to a się nie zgodzę. To był ciekawy proces i nie tak do końca to się odbyło (sporo wiemy i powtarzam znane mi hipotezy).
Wiemy, że na początku było sporo związków organicznych, które jak udowodniono, powstawały w tamtych warunkach spontanicznie. Na początku komórki (na pewno prokariotyczne) były heterotrofami, czyli zjadały dostępne związki. Później na pewno w którymś momencie musiał wyczerpać się pokarm. Poskutkowało to gigantycznym wymieraniem, które przetrwały te komórki, które jakoś nauczyły się radzić sobie. Wygrały wyścig na jakiś czas autotrofy, czyli takie, które nauczyły się pozyskiwać inne rodzaje energii, czy to chemicznej, czy świetlnej. Heterotrofy przetrwały tylko dzięki nim. No ale najwydajniejszym sposobem okazał się ten rodzaj autotrofii, gdzie pozyskiwały sobie elektron potrzebny do pracy przenośników (i pomp jednocześnie) pobierały z wody (wiemy, bo taka forma autotrofii zdecydowanie rozpanoszyła się na Ziemi), no a jak z wody, to w efekcie powstał paskudny i toksyczny tlen (tak wiem, dziwnie to brzmi, ale taka jest prawda). I znowu nastąpiło wielkie wymieranie. Te organizmy, które nie nauczyły się radzić sobie z problemem tlenu w ich otoczeniu padły albo zostały zepchnięte na margines i do dziwnych siedlisk, bezpiecznych, bo bez tlenu. No i mamy różne bakterie anaerobowe, i wiemy, że dla nich tlen jest zabójczy. Zostały głównie te, które miały możliwość pozbycia się tlenu.

Przypuszczam, że najpierw pojawiły się peroksysomy, usuwające wolne rodniki. Jest hipoteza mówiąca, że są to najstarsze organizmy endosymbiotyczne w komórkach eukariotycznych. Coś w tym jest, ale póki co jest nieudokumentowana w pełni, bo niektórzy donosili, że RE robi sobie od nowa peroksysomy. (Dla mniej wtajemniczonych, peroksysomy to takie małe pęcherzyki w komórkach, które mają zestaw enzymów usuwający trucizny).

No a potem okazało się, że tlen można wykorzystać również w łańcuchu oddechowym, bo równie chętnie przyjmuje elektron. Ale czy oddychanie tlenowe od początku związane było ze zużyciem tlenu, tego nie wiemy. Możliwe też, że inne formy przegrały z kretesem. Na pewno ta rywalizacja odbyła się nie na poziomie eukariota, ale znacznie wcześniej, u bakterii, bo to z bakterii zrobiły się nasze mitochondria.

Możliwe, że chodziło nie tylko o zysk energetyczny, ale właśnie o to, że w oddychaniu tlenowym jednocześnie zmniejszamy problem tlenu w naszych komórkach.

>Jeżeli założyć, że przecież nie wszyscy bogowie są prawdziwi, to jakże wielu ludzi marnuje swe życie w realizowaniu celu narzuconego przez wymyślony, nieistniejący byt.
Ładnie powiedziane. I trafne.
Ania... (14138 punktów)
>Czy ateista, będąc człowiekiem uczciwym co do swoich poglądów, może naprawdę znaleźć konkretny,
>"wyższy" cel w swoim życiu?

A co rozumiesz przez pojęcie wyższy cel?
Jeśli rozumiesz przez to oczekiwanie na zgon i przejście do tego prawdziwego świata, to nie. Takiego celu ateista (z definicji) nie znajdzie.
Ale życie jest celem samo w sobie - samorealizacja, bliscy, praca, przyjaciele, wszystko to ma znaczenie, dla każdego troszkę inne, więc nie mogę generalizować, co ważniejsze. Dla mnie rodzina i bliscy są bardzo ważni, ale praca również. Może jednak kogoś czegoś nauczę... Ale już pozostawiłam po sobie malutki ślad, mam nadzieję, że z biegiem lat ślad będzie bardziej istotny...
Czy zgłębianie tajemnic życia może być celem samo w sobie? Dla mnie tak.
> Spojrzałem na niebo, akurat trafiłem na zachód Słońca,
>majestatyczne chmury- to wszystko było piękne. I pomyślałem tak: "Moja świadomość jest wynikiem
>przypadkowej ewolucji mózgu. W sumie był to szczęśliwy przypadek (tak się mówi), mamy ogólnie
>szczęście, że wobec tego nieświadomego świata my staliśmy się świadomi i możemy poznawać jego piękno
>i niesamowitość. Wiecie- natura, zwierzęta, ich przystosowanie, gwiazdy, planety, inne obiekty
>kosmiczne itd. itd. Ale czy to jest wystarczające? Czy ten szczęśliwy przypadek może wystarczyć jako
>cel życia?
Jeśli uważałabym, że nie wystarcza, to nie doceniałabym tego, co mi się trafiło.
Poza tym szczęśliwy przypadek nie jest celem życia. W taki sposób powstałam, mogłam się nigdy nie urodzić. Wiesz, ile możliwych dzieci mogli mieć moi i Twoi rodzice? Miliardy miliardów! A jednak to właśnie na mnie padło. Oczywiście, skoro moi rodzice urodzili dziecko, to któraś wersja musiała to być, więc oceniam to z odwrotnej perspektywy, ale jednak cieszy mnie to.
> Nie ma świadomości śmierci, nie doszukuje sensu w swoim
>istnieniu.
Nie generalizuj. Niektórzy pamiętają o przemijaniu. Ale co z tego? Co drugi tydzień wracam do domu ze śmiercią w oczach (pozdrowienia dla kierowcy . A tak serio, to właśnie to uczyniło mnie chyba tak szczęśliwą - świadomość, że jutro mogę być martwa. Nie mam na to wpływu, nie potrafię przewidzieć kiedy ani jak, nawet nie potrafię temu zapobiec, bo może za chwilę na mój dom spadnie samolot, tak na przykład. Dlatego staram się żyć tak, jakby jutro miało nie nadejść, co nie oznacza orgii i hulanek, przeciwnie - staram się nie zostawiać za sobą łez i krzywdy.
Nie tak dawno śniło mi się, że byłam w spadającej windzie. W śnie pomyślałam, że w takiej chwili ludzie się modlą. Ale o co? Krzyknęłam sama do siebie :K... niczego nie żałuję. Po przebudzeniu przemyślałam sen, ale faktycznie taka jest prawda. Dokonując wyborów starałam się, aby wybierać dobrze i nie żałuję niczego.
>Czy ktoś kto pomaga innym, będzie dłużej żył i będzie mu się powodziło? Czy uniknie śmierci? Co
>będzie myślał skonfrontowany ze śmiercią? "Cóż za wspaniałe chwile miałem pomagając innym"?
Oczywiście, że nie będzie żył dłużej. Ale ja naprawdę mam komfort psychiczny, kiedy wiem, że nie zostały mi niedokończone sprawy (nie mówię o trywialnych problemach dnia codziennego, ale o tych ważniejszych). Moi bliscy wiedzą, ile dla mnie znaczą. Nie mam nikogo, kogo chciałabym przeprosić za coś, co zrobiłam. Staram się żyć uczciwie, zapracować na to, co osiągam, nie podkładać świni itd i myślę, że mi to wychodzi. Tu nie chodzi o zasłużenie na nagrodę (co dla osoby wierzącej jest może trudne do zrozumienia, bo cale życie uczono Was, że życie ma sens wtedy, kiedy służy do zapracowania na iście niebiańską nagrodę) ale o prosty spokój i pogodę.

>3. Bóg jest doskonały.
>4. Bóg jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.
>Oczywiście to rozumowanie nie ma na celu udowodnienia istnienia Boga, ale raczej nakierowanie
>człowieka na poszukiwanie Go.
A po co?
Po drugie, czytałam kiedyś opowiadanie SF. Nie pamiętam autora. Było o facecie, który czuł potrzebę znalezienia pewnej doliny, bo tam miało czekać na niego szczęście zjawione. No i szukał, porzucił wszystko, co miał. Poświęcił całe życie na szukanie. W końcu znalazł (tam był jakiś ufoludek chyba, ale to mało istotne). Jego cel został osiągnięty, ale wtedy okazało się, że zaprzepaścił wszystko, co było istotne, a ten cel stracił sens. No i poszedł znowu, szukać tym razem utraconego życia.
No i do tego zmierzam - po co szukać czegoś, co nie jest potrzebne i najprawdopodobniej nie istnieje? Ta idea spowodowała, że trudno Ci uwierzyć, że ktoś, kto nie szuka jest szczęśliwy, żyje godnie, czuje się spełniony i widzi sens życia. Czy to nie jest przerażające?
>I powracając do pierwszego opowiadanka- piękno świata utworzonego przypadkowo, chemicznej miłości,
>wytworzonej przez lata ewolucji stosunków międzyludzkich moralności nie wystarcza mi jako świadomej
>osobie.
No właśnie tutaj mam problem. Mi wystarcza. Co z tego, że miłość to efekt neurologiczno - hormonalny. Czy to umniejsza piękno tego, co czuję? Nie! Strach też jest takim efektem, ale czy przez to mniej nas rusza?
Czy potrzebujesz nimbu świętości, aby kochać? Ja nie.
14-05-2011 15:57 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>W sumie z tego co słyszałem to naukowcy twierdzą, że nawet koncepcja wolnej woli nie jest
>prawdziwa.
Oczywiście, że możesz decydować. Tyle, że w tamtej koncepcji Twoje wybory są ukierunkowane przez Twoje doświadczenie. Trudno się z tym kłócić, natomiast zawsze warto uświadomić sobie przyczyny naszych wyborów. Jeśli wiem, że reaguję paskudnie, bo cośtam, to mogę efektywnie z tym walczyć i poprawić to, co mnie irytuje w samej sobie. W każdej sensownej tezie można znaleźć jasną stronę, albo ciemną. Ja widzę jasne.
>Niezbyt optymistyczna wizja człowieka, dla mnie to taki człowiek w pułapce ciała.
Dla mnie człowiek to ciało.
>Ewolucja mojego mózgu także jest bezcelowa. Powstanie mojej świadomości także jest
>bezcelowe. Zatem dlaczego akurat moje życie, powstałe w wyniku niesamowitej ilości bezcelowych
>przypadków, ma mieć cel?
W tym ujęciu oczywiście, nie ma celu. Ale to nie oznacza, że ja nie mogę wizieć dla siebie sensu istnienia.
Poza tym zastanów się. To nie jest kwestią naszych poglądów. Albo bóg jest, albo nie. Albo nas ocenia, albo nie. Jeśli nas ocenia, to nie wiemy co pochwali, a co zgani. I Ty też nie wiesz, bo nie ma żadnych wymiernych wskazówek co do tego (pomijając brak podstaw, aby w niego wierzyć). Dlatego gdybym wierzyła, żyłabym w panice, że nie trafiam w jego enigmatyczny gust i zamiast nagrody, będzie kara.
Jeśli bóg jest, to nie wiesz, czy doceni mój optymizm, czy też Twoją wiarę. Czy egocentryczny bóg byłby miłosierny? Nie sądzę. A co zrobisz, jeśli powie - stary, tyle dostałeś, a nie doceniałeś tego i nie widziałeś sensu życia w samym życiu - niewdzięczniki idą do piekła! Może to o to chodzi, żeby zająć sięwłasnym życiem tu i teraz, a odpuścić bajki o niebie?

>A teraz z punktu widzenia chrześcijańskiego:
>Bóg stworzył człowieka. Bóg jest doskonały i jest pełnią szczęścia dla swojego stworzenia. Zatem
>cel życia, pełnię szczęścia i doskonałość człowiek odnajduje się w Bogu.
To tylko teza niczym nie podparta. Twoja opinia. Ja wcale tak nie uważam.
Widzę cel, pełnię szczęścia i dążę do doskonałości, chociaż wiem, że nie istnieje.
Co dowodzi, że nie masz racji.
>I jeszcze zagadka dla was, czym zaczyna i kończy się Biblia (w kanonicznej kolejności ksiąg)?
Też mi zagadka. Czytałeś Biblię? Czytałeś, co Twój doskonały bóg kazał robić np. Jozuemu? I ja ukarał go za okazanie odrobiny miłosierdzia? Jeśli tak, to jak to sobie tłumaczysz?
> Ale myślę, że warto się nad tym zastanowić.
Nie, nie warto. Ja się zastanowiłam i odkryłam ateizm. Gdybyś Ty się faktycznie zastanowił, obstawiam, że też byś do tego doszedł.
>A swoją drogą, z tego co wiem, bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą, nie determinuje też
>bycia ateistą (jeśli wikipedia nie kłamie).
Nie wyklucza, ale zwykle tak to bywa. Np. w naukach biologicznych większość wykształconych osób jakie poznałam nie wierzy w boga lub ewentualnie wierzy w jakiś akt twórczy, czyli coś na kształt boskich sił natury.
15-05-2011 01:09 
 Ocena 2 na 2
Scarabaeus (2198 punktów)
Osoba wierząca nie zrozumie jak łatwo ateiście być dobrym i szczęśliwym człowiekiem a jak bardzo przeszkadza w tym religia.
Ania... (14138 punktów)
>Osoba wierząca nie zrozumie jak łatwo ateiście być dobrym i szczęśliwym człowiekiem a jak bardzo przeszkadza w tym religia.
Ano tak.
Nie zrozumie głodnego syty, bo ich różnią apetyty (J. Sztaudynger i mogłam gdzieś się lekko omsknąć, bo z pamięci podaję).
lipschitz (1674 punktów)
Myśli mogą być kształtowane przez różne rzeczy, przez każdą z religii, przez nauczanie szamana, tradycję, społeczną ideologię, alkohol, przemoc itd. Nie żyjemy na księżycu, co jednak nie oznacza, że nasze wychowanie ma jakąś wartość w sensie zbliżania się do prawdy, przeciwnie, może od niej oddalać, wszystko komplikować.

Na szczęście rozum daje szansę zakwestionowania tej przypadkowej wiedzy, bo zależnej od miejsca wychowania i jego uwarunkowań.

Zadajesz pytania z punktu widzenia własnego uwarunkowania, które dla kogoś uwarunkowanego inaczej albo nie mają sensu, albo ich znaczenie jest odmienne, bo jego myśli poruszają się wedle innego schematu. Różnica uwarunkowań sprawia, że nie jesteśmy zdolni odnaleźć się w tym samym punkcie i prowadzić rozmowy, która mogłaby zaprowadzić nas do podobnych wniosków. Może dogadasz się z wyznawcą innej religii w jakiś kwestiach, ale w wielu innych używając tych samych słów będziecie wyobrażać sobie zupełnie różne rzeczy. Religie i ich odłamy mnożą się jak grzyby po deszczu, nigdy nie znajdują się na tym samym poziomie percepcji, nigdy nie dochodzi do scalenia, połączenia, bo to po prostu niemożliwe, aby ludzie o różnych uwarunkowaniach mogli odnaleźć wspólną płaszczyznę dociekań.

Istnieje jednak uwarunkowanie, które daje szansę porozumienia, bez względu na to, gdzie byśmy się nie urodzili i w jakim środowisku nie funkcjonowali. Dzieje się to tylko w jednym przypadku, kiedy umysł jest warunkowany przez fakty i wykazuje ogromną staranność w ich badaniu. To właśnie dlatego muzułmańska edukacja różni się od chrześcijańskiej, ale naukowcy w Indiach, USA czy Polsce umieją się porozumieć i dojść do podobnych wniosków. Odkrycie jakiegoś faktu w jednym miejscu, będzie zaakceptowane w innym. Nauka stoi na fundamencie, któremu nie grożą trwałe podziały, wcześniej czy później dochodzi do scalenia a ludzie mogą poszerzać obszar na którym trwa dyskusja i stawiane są pytania. Gdyby w to miejsce wprowadzić tego, czy innego boga, granice by wróciły, byłby to rozkład na coraz to mniejsze czynniki, które nie potrafią się ze sobą komunikować i współdziałać, podobnie jak to ma miejsce w przypadku każdej religii, która w końcu dzieli się na katolicką, protestancką, zielonoświątkową, anglikańską, prawosławną, mormońską itd. Rozkład jest w tym wypadku ewidentny i nieunikniony.

Opierając się na faktach trudno powiedzieć cokolwiek wiarygodnego na temat celowości, ale mamy przynajmniej tyle, że tworzy się nić porozumienia pomiędzy ludźmi, a granice tracą na swoim znaczeniu. Człowieka od człowieka dzielą jego wyobrażenia na temat życia, opieranie się na faktach ten podział likwiduje. To wystarczająco korzystna sytuacja, aby iść dalej tym śladem.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Ja jednak będę przekorny i nie zgodzę się, by język "faktów" był ostatnią szansą porozumienia międzyludzkiego. Wzajemna miłość, służenie innym jest językiem zrozumiałym dla wszystkich ludzi, co nie oznacza, że wszyscy to akceptują.

Dla mnie nauka jest bardzo wartościowa, ale nie może być ostatecznym sposobem poznania świata. Nieraz naukowcy narzucali na swoje badania własne przekonania, nie tylko światopoglądowe, co prowadziło do przekręceń w nauce. Ufając nauce ufasz ludziom. I nie mówię, że jest to całkowicie złe. Ale musisz uważać. To jednak zespół ludzi ze swoimi poglądami, a dowodzenie różnych twierdzeń naukowych wcale nie wygląda tak pięknie jak wydaje się po lekcjach w naszych szkołach. To nie jest takie proste.
15-05-2011 11:04 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Ja jednak będę przekorny i nie zgodzę się, by język "faktów" był ostatnią szansą porozumienia międzyludzkiego. Wzajemna miłość, służenie innym jest językiem zrozumiałym dla wszystkich ludzi, co nie oznacza, że wszyscy to akceptują.
Taaak, powiedział misjonarz siedzący w kotle...
A cóż innego przemawia w trakcie tego służenia, niż fakty? Z miłości np. zabierali dzieci rodzinom żydowskim. Ale czy matka też oceniła to jako akt miłości?
Oczywistym jest, że liczą się fakty i tylko fakty. Bo co innego? Miłość... bez faktów nie jest niczym istotnym, dopóki nie zostanie wyrażona faktami.
>Dla mnie nauka jest bardzo wartościowa, ale nie może być ostatecznym sposobem poznania świata.
A co jest lepsze?
>Nieraz naukowcy narzucali na swoje badania własne przekonania, nie tylko światopoglądowe, co prowadziło do przekręceń w nauce. Ufając nauce ufasz ludziom.
Pamiętaj, że interpretacja zawsze wynika z założeń. 800 lat temu pokazałbyś zdjęcie bakterii, to nie potrafiliby powiedzieć, co to jest i wymyślaliby cuda. Były oczywiście hipotezy,które nie sprawdziły się. Tyle, że jeśli mówimy o nauce nowożytnej, to dużych dramatów raczej nie ma, z czasem dyskusja staje się coraz bardziej szczegółowa. Nikt nie wątpi w to, że Ziemia obiega Słońce (nawet kościół w końcu otwarcie się z tym zgodził). Nikt przeciętnie wykształcony w temacie nie wątpi w ewolucję (znowu, kościół też nie widzi z nią problemu). Może toczyć się dyskusja co do pewnych etapów.
No i poza tym - a komu ufać, jak nie ludziom? Oni przynajmniej istnieją na pewno.
>I nie mówię, że jest to całkowicie złe. Ale musisz uważać. To jednak zespół ludzi ze swoimi poglądami, a dowodzenie różnych twierdzeń naukowych wcale nie wygląda tak pięknie jak wydaje się po lekcjach w naszych szkołach. To nie jest takie proste.
A jednak to najlepsze, co mamy. Nierealny twór nawet nie udokumentował swojego istnienia.
17-05-2011 11:01 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Nieraz naukowcy narzucali na swoje badania własne przekonania, nie tylko światopoglądowe, co prowadziło do przekręceń w nauce.

Religie składają się WYŁĄCZNIE z własnych przekonań ludzi tworzących te religie - teologów, duchownych czy "proroków".

> Ufając nauce ufasz ludziom.

ufając jakiejkolwiek religii, ufasz (ślepo) ludziom, którzy przekazują "prawdy objawione" na zasadzie "głuchego telefonu pokoleń". Nikt już nie wie, co jest faktem, co zmyśleniem, co przejęzyczeniem lub błędem w tłumaczeniu, a co jest metaforą. Ale wierzący wierzą, że TO właśnie jest prawdą - bez żadnej możliwości i chęci sprawdzenia.
Wierzący powie, że "czuje prawdę swym sercem" - ale ja odpowiem, że wierzący tylko kieruje się swym instynktem posłuszeństwa wobec starszych, wspieranym swym kompleksem niższości.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Nie mam czasu odpowiadać na każdy post oddzielnie więc postaram się ująć to całościowo.

Po pierwsze, nie myślcie w ten sposób, że ten kto wierzy w Boga nie widzi piękna życia. Powiedziałbym, że jest wręcz odwrotnie (zachęcam do lektury Psalmów), można też patrzeć na życie wierzących osób. Ja właśnie widzę piękno życia, świata.
Dla was gwiaździste niebo to dzieło ewolucji gwiazd, dla mnie to jakby obraz namalowany przez Stwórcę. I dla mnie życie jest radością, ale prowadzi mnie też to do zastanowienie nad jego głębią.

Co do doskonałości, myślę że całkiem logiczna jest sytuacja gdy coś doskonałego staje się niedoskonałym- przykład: mam idealnie białą, gładką kulę. Narysuję na niej kropkę, przestaje być idealnie gładka i biała.

Teraz cele: szukanie celu jest celowe! Jak mam dążyć do czegoś, czego nie znam? Jak mam rozwiązać zadanie, którego nie znam? Najlepiej je poznać, przeczytać. Tak samo jest z celem.

Teraz co do cudów, np. niepokalanego poczęcia, zmartwychwstania. Uważacie że nie mają miejsca (albo jest wielce prawdopodobne że nie mają miejsca), bo nie można ich zbadać itp. No to spójrzmy na to z innej perspektywy. Nasz Wszechświat ma bardzo dobrze dobrane wartości stałych fizycznych (dla powstania życia w znanej nam formie). Naukowcy ID widzą w tym ingerencję Boga. Ateiści często mówią o koncepcji innych światów, każdy z nieco innymi wartościami stałych. Ale istnienia takich światów nie da się i nie będzie dało udowodnić. Zatem nie istnieją? Czyli Wszechświat ma jednak nieprawdopodobnie dobrane współczynniki?

Pytanie: Jak można dążyć do doskonałości, chociaż ona nie istnieje?

Co do Ks. Jozuego to czytałem. Gdy Bóg coś postanowi to trzeba wykonać to w 100%. Bóg jest sprawiedliwy, a nie tylko miłosierny.
Po drugie, Nowy Testament objawia Go w nowy sposób.
14-05-2011 18:13 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Teraz cele: szukanie celu jest celowe! Jak mam dążyć do czegoś, czego nie znam? Jak mam rozwiązać zadanie, którego nie znam? Najlepiej je poznać, przeczytać. Tak samo jest z celem.

A szukanie masła jest masłowe.

Nie możesz dążyć do czegoś czego nie znasz. Tak samo jak nie możesz wiedzieć co chce od Ciebie jakiś wyimaginowany byt.

Było kiedyś przeprowadzone takie badanie - w klatce zamknięto kury. Następnie, w losowym momencie, dawano kurom smakołyka. Doszło do tego, że część kur zauważyła jakąś zależność, i skakały na jednej nodze, kręciły się w kółko, machały łbami.

Tak samo jest z ludźmi i z bogiem. Ludzie łączą jakieś losowe informacje w całość, doszukują się we wszystkim tego ziarenka, i znajdują je tam, mimo iż nie ma w ich zachowaniu sensu.

Szukanie jest bezcelowe.

Chcesz celu? Możesz sobie cel "wybrać". Ale jeśli wolisz czekać na to ziarenko z nieba, to droga wolna, tylko nie mów przy okazji, że to jest piękne rozwiązanie.

>Co do Ks. Jozuego to czytałem. Gdy Bóg coś postanowi to trzeba wykonać to w 100%. Bóg jest sprawiedliwy, a nie tylko miłosierny.

Powiedz mi - ja wiem, że ten Wasz bożek potrafi robić różne sztuczki, ale to już jest jakaś apokalipsa. Jak można być naraz miłosiernym i sprawiedliwym?


>Po drugie, Nowy Testament objawia Go w nowy sposób.

Tak tak - Stary testament się mylił.
14-05-2011 18:43 
 Ocena 2 na 2
liebes (612 punktów)
> Naukowcy ID widzą w tym ingerencję Boga.
Naukowcy? Proszę Cię...

>Po drugie, Nowy Testament objawia Go w nowy sposób.

No tak, skoro NT objawia w nowy, lepszy (new and improved!) sposób, to można ST zbagatelizować. W wierze bierze się wszystko albo nic. Nie ma półśrodków. Każdy może sobie wybrać co lepsze, a na resztę machnąć ręką? Skoro tak - to może 9 na 10 przykazań sobie wybiorę, bo nie jest nic trudnego by je przestrzegać, ale "nie cudzołóż" jest mi akurat nie na rękę, bo żona ostatnio marudna... ale co z tego - bilans i tak wychodzi na plus, wszak 9:1!
Słów brak.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze, głaszcze... ja chyba jestem bogiem!
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Porównałbym to bardziej do odkrycia czegoś nowego, co istniało wcześniej, ale zostało ukazane w nowym świetle (przez Jezusa). Nie odrzucam Starego Testamentu, ale patrzę przez pryzmat Nowego.

Szukanie celu jest moim zdaniem uzasadnione (poprawiam masło maślane

Jeśli istnieją religie to może Bóg objawił się przez którąś z nich. Nie piszcie że mnogość religii dowodzi nieistnienia Boga. To że ktoś przekręca prawdę, nie oznacza, że prawda przestaje być prawdą (staje się kłamstwem)- to jest chyba logiczne.

Co do miłosierdzia i sprawiedliwości- jest w tym pewne wewnętrzne spięcie. Rozwiązaniem właśnie był Jezus. Bóg karząc Go wypełnił sprawiedliwość, jednocześnie okazując ludziom miłosierdzie. Teraz my mamy wybór czy je akceptujemy, czy odrzucamy Boga.

Widzę ułożone puzzle. Prawdopodobniejsze dla mnie jest, że przyszła osoba z zewnątrz i uporządkowała ten układ. Nie wierzę, że one wypadły z pudełka w taki sposób.

Tak samo świat trudno jest wytłumaczyć bez istnienia Boga. Zabierając Boga pozostaje nam suche prawdopodobieństwo, które nie działa na korzyść wielu koncepcji ateistycznej ewolucji. Oczywiście można dodać kosmitów, ale jak powstali kosmici?

Wiem, wiem- zapytacie, jak powstał Bóg? Ale ja uznaję, że On jest niezależny od miejsca, czasu i materii, dlatego nie musi mieć początku (tak jak okrąg czy prosta). Myślę, że jest to logiczna koncepcja.
14-05-2011 20:08 
 Ocena 2 na 2
liebes (612 punktów)
>Jeśli istnieją religie to może Bóg objawił się przez którąś z nich. Nie piszcie że mnogość religii dowodzi nieistnienia Boga. To że ktoś przekręca prawdę, nie oznacza, że prawda przestaje być prawdą (staje się kłamstwem)- to jest chyba logiczne.

To która religia jest prawdziwa? Pewnie chrześcijańska, zgadłam?

>Tak samo świat trudno jest wytłumaczyć bez istnienia Boga. Zabierając Boga pozostaje nam suche prawdopodobieństwo, które nie działa na korzyść wielu koncepcji ateistycznej ewolucji. Oczywiście można dodać kosmitów, ale jak powstali kosmici?

Tak samo jak ludzie. A może inaczej. A czy przez boga? Raczej nie.
I bardzo mnie razi sformułowanie "koncepcja ateistycznej ewolucji". To jest po prostu ewolucja. I doprawdy - naprawdę łatwiej uwierzyć, że stworzył nas bóg, niż w to, że pochodzimy od ryb? Może faktycznie ateiści są głupcami, bo mi zdecydowanie łatwiej zrozumieć i wytłumaczyć sobie darwinowską ewolucję z jej skomplikowanymi słowami, niż w to, że jakiś "byt" siłą... no właśnie czego? Myśli? Woli? Stworzył wszystko, co jest wokół mnie, łącznie ze mną.
Nie. W moim obrazie świata to właśnie TO jest niepojęte, nie zaś to, co mogę wyczytać z "O powstaniu gatunków". I co, nota bene, poparte jest tysiącem (milionem?) innych badań, obserwacji, publikacji.... I własnym doświadczeniem też (bo na co bóg nam dał kość ogonową czy tzw. ósemki, które bolą jak jasna cholera kiedy się wyżynają, a zwykle trzeba je usuwać chirurgicznie).

>Wiem, wiem- zapytacie, jak powstał Bóg? Ale ja uznaję, że On jest niezależny od miejsca, czasu i materii, dlatego nie musi mieć początku (tak jak okrąg czy prosta). Myślę, że jest to logiczna koncepcja.

Nie bardzo.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
14-05-2011 21:42 
 Ocena-1 na 1
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Po pierwsze, kość ogonowa jest funkcjonalnym narządem w naszym ciele (miejsce przyczepu mięśni). Jeśli uważasz, że ci jest niepotrzebna, zawsze możesz ją usunąć- i powodzenia życzę

A to, że coś boli nie świadczy, że jest bezużyteczne.

Nie mówię, że w 100% wierzę w chrześcijaństwo, ale ono daje mi odpowiedź na wiele pytań. Nie daje mi odpowiedzi na wszystkie, dlatego słucham też innych.

Ciekawe jaki dowód na ewolucję miał Darwin w czasie pisania "O powstawaniu.." Raczej nie były to wykopaliska, badania genetyczne, podobieństwo też niekoniecznie dowodzi ewolucji (błędne koło homologii). Nie wiem, bo książki nie czytałem, może wy mi coś w tym względzie wyjaśnicie . Może rekapitulację Heackle'a? Nie mówię teraz, że ewolucja jest nieprawdą ale dopuszczam też do siebie kreacjonistyczny punkt widzenia.
14-05-2011 22:24 
 Ocena 3 na 3
liebes (612 punktów)
>Nie wiem, bo książki nie czytałem, może wy mi coś w tym względzie wyjaśnicie

Przeczytaj. Nie będę przytaczała tutaj całej teorii Darwina. Wykaż się inicjatywą - skoro chcesz poznać przyczyny "ateistycznego" podejścia do ewolucji i przeciwstawiać ją kreacjonistycznej wersji, bądźże na tyle konsekwentny i przeczytaj najważniejszą, wręcz fundamentalną książkę, na której opiera się współczesna nauka biologiczna. Bo widać, że narobiłeś sporo zamieszania, nie mając żadnego pojęcia o tym, o czym piszesz:

> Nie mówię teraz, że ewolucja jest nieprawdą ale dopuszczam też do siebie kreacjonistyczny punkt widzenia.

Skoro jesteś w stanie podejrzewać, że ewolucja jest nieprawdą, zróbże ten wysiłek i zbadaj temat.
A OD NAS wymagasz znajomości biblii. Co za ignorancja!

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 11:26 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Po pierwsze, kość ogonowa jest funkcjonalnym narządem w naszym ciele (miejsce przyczepu mięśni). Jeśli uważasz, że ci jest niepotrzebna, zawsze możesz ją usunąć- i powodzenia życzę
A ogon, który pojawia się w trakcie rozwoju? Albo skrzela? Albo lanugo? Każdy element jest Twoim zdaniem niezbędnie potrzebny?
Zaskoczę Cię. No jasne że tak. Ale tylko w kontekście ewolucyjnym. Zmiana ewolucyjna spowodowała przekształcenie cech w nowe. Skrzela muszą się pojawić w rozwoju, aby potem reszta przebiegła prawidłowo. Jednak dowodzi to wyłącznie zmian, jakie zaszły w toku ewolucji.
Ale np. wyrostek. Może i ma pewne korzyści, ale do ubiegłego wieku ryzyko korzyści przewyższało. Dlaczego w takim razie istnieje? Być może dlatego, że ryzyko zapalenia wzrasta wraz z zacieśnianiem się światła wyrostka, co oznacza, że osobniki z mniejszym wyrostkiem umierały częściej. Ewolucyjnie ma to sens, ale kreacjonistycznie - żadnego. Kreacja osobników z takim tworem byłaby totalnym kretyństwem.

>Nie mówię, że w 100% wierzę w chrześcijaństwo, ale ono daje mi odpowiedź na wiele pytań.
Na jakie dokładnie?

>Ciekawe jaki dowód na ewolucję miał Darwin w czasie pisania "O powstawaniu.." Raczej nie były to wykopaliska, badania genetyczne, podobieństwo też niekoniecznie dowodzi ewolucji (błędne koło homologii). Nie wiem, bo książki nie czytałem, może wy mi coś w tym względzie wyjaśnicie . Może rekapitulację Heackle'a? Nie mówię teraz, że ewolucja jest nieprawdą ale dopuszczam też do siebie kreacjonistyczny punkt widzenia.
Może warto zacząć czytać? Darwin może nie, to trudne dzieło i w wielu miejscach się przeterminował, obecnie nauka wie o niebo więcej niż wtedy. Ale polecam "Samolubny gen" czy "Ślepy zegarmistrz" lub "Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa" - dopiero wtedy zrozumiesz odpowiedzi na pytania dotyczące rozwoju życia na Ziemi.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Rekapitulacja Haeckle'a jest historyczną koncepcją ewolucyjną. Nie ma "stadiów Haeckle'a". Jego rysunki były naciągane, jeśli nie sfałszowane. To nie są skrzela.
Co do lanugo to nie mam informacji.
Z tego co wiem to zapalenie wyrostka jest bardziej domeną krajów zachodnich, co może być związane z naszym stylem życia.

Pytania:
pochodzenie człowieka
sens życia człowieka
przyszłość człowieka
15-05-2011 20:33 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Rekapitulacja Haeckle'a jest historyczną koncepcją ewolucyjną. Nie ma "stadiów Haeckle'a". Jego rysunki były naciągane, jeśli nie sfałszowane. To nie są skrzela.
A co to jest?
Proponuję się dokształcić.
Oczywiście, prawo Haeckla zostało "dopracowane" jak i inne hipotezy naukowe (to duża przewaga nauki, cały czas jest poprawiana). Jednak nieprawdą jest zdanie, że jest odłożona do lamusa, jakie możnaby postawić na podstawie Twoich słów. Została odpowiednio uszczegółowiona, mianowicie wiemy, że stadia rozwojowe spokrewnionych gatunków przebiegają do pewnego etapu podobnie.
I tak, to są normalne zawiązki łuków skrzelowych.
Link awe.mol.uj(*)Powstanie_i_ewolucja_zycia.pdf
Jeśli masz dane, że to nie są łuki skrzelowe, to poproszę.

>Co do lanugo to nie mam informacji.

>Z tego co wiem to zapalenie wyrostka jest bardziej domeną krajów zachodnich, co może być związane z naszym stylem życia.
Jasne. A wcześniej na to nie umierali. To dlaczego umierają i inne gatunki zwierząt?
>Pytania:
>pochodzenie człowieka
>sens życia człowieka
>przyszłość człowieka
Nauka to dość dobrze rozwiązuje. Czy religia daje odpowiedzi pełniejsze?
Ja tego tak nie widzę, ale proszę, podaj mi te odpowiedzi, o ile wynikają z jakiegoś faktu, a nie tylko domysłu, to przemyślę sprawę.
15-05-2011 20:45 
 Ocena 1 na 1
kinemator (151 punktów)
>Rekapitulacja Haeckle'a jest historyczną koncepcją ewolucyjną. Nie ma "stadiów Haeckle'a". Jego rysunki były naciągane, jeśli nie sfałszowane. To nie są skrzela.
Bo to są łuki skrzelowe. Bardziej szczegółowy opis co w co się przekształca i jest wynikiem ewolucji można przeczytać w "Nasza wewnętrzna menażeria" Neila Shubina.
15-05-2011 22:43 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Bardziej szczegółowy opis co w co się przekształca i jest wynikiem ewolucji można przeczytać w "Nasza wewnętrzna menażeria" Neila Shubina.

A dobrze się to czyta? Mam w kolejce i nie wiem jaki priorytet nadać
16-05-2011 08:18 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>A dobrze się to czyta? Mam w kolejce i nie wiem jaki priorytet nadać
Bardzo dobrze się czyta. Książka jest niewielka, pochłonęłam ją w jeden wieczór. Na bazie historii odkrycia tiktaalika zawiera opis ewolucji poszczególnych narządów, np. jak rybia płetwa przekształciła się w ludzką rękę. Pasjonujące, nie będziesz żałować.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Ania... (14138 punktów)
>>Rekapitulacja Haeckle'a jest historyczną koncepcją ewolucyjną. Nie ma "stadiów Haeckle'a". Jego rysunki były naciągane, jeśli nie sfałszowane. To nie są skrzela.
>Bo to są łuki skrzelowe. Bardziej szczegółowy opis co w co się przekształca i jest wynikiem ewolucji można przeczytać w "Nasza wewnętrzna menażeria" Neila Shubina.
Faktycznie, uprościłam, dziękuję.
Niemniej jednak łuki skrzelowe również nie pasują do koncepcji ID, a właśnie do TE, co na pewno i Ty podobnie odbierasz.
Podobnie ogonek, który później zanika (niekiedy nie) albo atawistyczne wielokrotne sutki.
Każda z tych cech wynika z toku ewolucji i w tym ujęciu jest wyjaśnialna. Ale nie w ujęciu kreacji.

Podobnie - czy okulista wyjaśni, dlaczego niby oczy inwertowane są korzystniejsze? Na tym stopniu rozwoju oka już chyba nie jest o istotne.
15-05-2011 10:58 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Porównałbym to bardziej do odkrycia czegoś nowego, co istniało wcześniej, ale zostało ukazane w nowym świetle (przez Jezusa). Nie odrzucam Starego Testamentu, ale patrzę przez pryzmat Nowego.
Czyli dosłownie.Bóg literalnie nakazał zabić całe miasto. Kobiety, dzieci, starców, zwierzęta.
Jak patrzysz na to przez pryzmat NT?

>Tak samo świat trudno jest wytłumaczyć bez istnienia Boga.
A z jego istnieniem cokolwiek łatwo wytłumaczyć? To największa ściema wszechczasów. Nie i nie. Wytłumaczyć to znaczy przedstawić tak, żeby było wiadomo o co chodzi, jak to się dzieje. Nauka tłumaczy wiele. Nie wszystko, póki co przynajmniej, ale bardzo dużo. Rozumiemy losy wszechświata od WW, rozumiemy zasady ewolucji życia. Domyślamy się z grubsza, jak powstało życie. Rozumiemy, jakie założenia można w tych hipotezach postawić, możemy do pewnego stopnia coś przewidzieć i później to weryfikować. A co daje odpowiedź "bo bóg tak chciał"? Czy stwierdzenie, że wszechświat czy życie stworzył bóg i tyle jest odpowiedzią? Nie! To nie jest żadna informacja! Jaki bóg, jak stworzył, jak to się działo, jakie były mechanizmy stworzenia? Odpowiesz mi i wykażesz, że to prawda, czyli udowodnisz, to przyznam Ci rację. Ale religia wmawia, że udowodnienie jest zbyteczne, bo to przecież kwestia wiary. Nie widzisz różnicy?Gdyby nauka tak zrobiła, to wyśmiałbyś ją. Nawet udowodnione z ogromną pewnością hipotezy są negowane (tak, niektórzy nadal odrzucają ewolucję, podczas gdy to pewnik i naczej się zwyczajnie nie da) a co dopiero hipoteza, gdzie powiedzieliby "tak jest, bo siła życiowa tak robi i tyle".
>Zabierając Boga pozostaje nam suche prawdopodobieństwo, które nie działa na korzyść wielu koncepcji ateistycznej ewolucji. Oczywiście można dodać kosmitów, ale jak powstali kosmici?
Biogeneza nie rusza kosmitów. Wiemy z grubsza, jak powstało życie. Hipotezy są stale weryfikowane. W przyszłości mam nadzieję, będziemy wiedzieć znacznie więcej. Przypomnę, że jeden z zaangażowanych badaczy dostał niedawno Nobla!
>Wiem, wiem- zapytacie, jak powstał Bóg? Ale ja uznaję, że On jest niezależny od miejsca, czasu i materii, dlatego nie musi mieć początku (tak jak okrąg czy prosta). Myślę, że jest to logiczna koncepcja.
No właśnie. Skoro bóg mógł, to dlaczego nie wszechświat?
Jeśli bóg miałby się różnić od materii wszechświata która też może jest wieczna i tylko uległa przemianie w WW, to wykaż, dlaczego miałby się różnić.
16-05-2011 18:16 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Widzę ułożone puzzle. Prawdopodobniejsze dla mnie jest, że przyszła osoba z zewnątrz i uporządkowała ten układ. Nie wierzę, że one wypadły z pudełka w taki sposób.
Czy widząc ułożone ślicznie atomy w krysztale również widzisz osobę, która je poukładała?
No i drugie: my WIEMY że całkowicie naturalne jest samoczynne powstawanie związków organicznych. Czy w tym procesie tworzenia również widzisz za każdym razem rękę "organizatora"?
perun (8610 punktów)

>Co do doskonałości, myślę że całkiem logiczna jest sytuacja gdy coś doskonałego staje się niedoskonałym- przykład: mam idealnie białą, gładką kulę. Narysuję na niej kropkę, przestaje być idealnie gładka i biała.
Nie potrafisz wyobrazić sobie doskonałości.Piszesz o nieoskonałej kuli , którą możesz zniszczyć , doskonała regenerowałaby się sama, lub nie przyjmowałaby niczego na swoja doskonałą biel.Swojego boga nazywacie doskonałym ...sprobój tę kule wyobrażic sobie tak doskonałą jak Twoj Bóg
15-05-2011 14:57 
 Ocena 1 na 1
Necrisss (60 punktów)
>Co do doskonałości, myślę że całkiem logiczna jest sytuacja gdy coś doskonałego staje się niedoskonałym- przykład: mam idealnie białą, gładką kulę. Narysuję na niej kropkę, przestaje być idealnie gładka i biała.

Chciałbym zwrócić uwagę na to, że w przypadku z kulą istnieje ingerencja czegoś/kogoś z zewnątrz w wygląd tej kuli.
Wcześniej mówiłeś o tym, że człowiek był doskonały lecz sam z siebie i przez swoje działanie stracił doskonałość. Nie było w tym ingerencji kogoś z zewnątrz. Jeśli chcesz pokazać, że coś/ktoś może stracić doskonałość sam z siebie to podaj przykład, w którym nie ingerują żadne czynniki zewnętrzne.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Ingerencja istoty zewnętrznej. Myśli które doprowadziły Ewę do zerwania owocu, nie były jej własnymi. Ona miała wybór. Postanowiła zerwać owoc, bo miała wybór: zerwać/ nie zerwać.
Miała zakaz zrywania. Tak samo jak mam zakaz wyprzedzania na podwójnej ciągłej. Ale mogę na niej wyprzedzić- ale może czekać mnie za to kara.

Chociaż w sumie trudno jest mi obsesyjnie obstawiać przy twierdzeniu że pierwsi ludzie (jakkolwiek ich rozumieć) byli doskonali. Po prostu byli bardzo dobrzy.

Wszechmocna Osoba ma to do siebie, że może stworzyć wszystko. To taki aksjomat.
15-05-2011 19:20 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Myśli które doprowadziły Ewę do zerwania owocu, nie były jej własnymi. Ona miała wybór. >Postanowiła zerwać owoc, bo miała wybór: zerwać/ nie zerwać.
>Miała zakaz zrywania.

Ojej, fascynujące. Ty naprawdę traktujesz dosłownie tę opowieść o jakiejś Ewie, która zerwała zakazany owoc i sprowadziła karę na ludzkość? Super
15-05-2011 19:45 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Ingerencja istoty zewnętrznej. Myśli które doprowadziły Ewę do zerwania owocu, nie były jej własnymi. Ona miała wybór. Postanowiła zerwać owoc, bo miała wybór: zerwać/ nie zerwać.
>Miała zakaz zrywania. Tak samo jak mam zakaz wyprzedzania na podwójnej ciągłej. Ale mogę na niej wyprzedzić- ale może czekać mnie za to kara.
>Chociaż w sumie trudno jest mi obsesyjnie obstawiać przy twierdzeniu że pierwsi ludzie (jakkolwiek ich rozumieć) byli doskonali. Po prostu byli bardzo dobrzy.
>Wszechmocna Osoba ma to do siebie, że może stworzyć wszystko. To taki aksjomat.
Ty wierzysz w Adama i Ewę jako osoby?
Przecież normalny ksiądz mówi, że to postaci alegoryczne! Nikt w zasadzie nie traktuje tego poważnie, poza fanatycznymi kreacjonistami, których opinie raczej nie są zbyt wiarygodne.
17-05-2011 12:09 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> mam idealnie białą, gładką kulę. Narysuję na niej kropkę, przestaje być idealnie gładka i biała.

Byłaby doskonała, gdyby była samoczyszcząca! A tak to jest tylko biała kula.

Wyobraź sobie doskonały samochód, który zepsuł się jeszcze w fabryce (jak człowiek w raju).

> Nasz Wszechświat ma bardzo dobrze dobrane wartości stałych fizycznych (dla powstania życia w znanej nam formie).

Zastanawiamy się nad tym, bo istniejemy. Miliard lat temu nie było ludzi, by podziwiać stałe fizyczne.
To tak, jakbym uważał za cudowne zrządzenie Boga, że urodziłem się akurat w Polsce a nie w Japonii, bo w języku polskim najlepiej mi się myśli i mówi a japońskiego ni w ząb nie rozumiem!

> Naukowcy ID widzą w tym ingerencję Boga.

Więc nie są naukowcami, kropka.

> Gdy Bóg coś postanowi to trzeba wykonać to w 100%. Bóg jest sprawiedliwy, a nie tylko miłosierny.

Wyobraź sobie ojca, który ustanawia prawo: za zjedzenie cukierka bez pozwolenia - Śmierć! I kładzie cukierek na stole. Po czym zabija - sprawiedliwie - swoją trzyletnią córeczkę, która go zjadła, przekroczyła więc Prawo i wybrała Zło! Bo przecież przy mądrości Boga ludzie są niczym więcej jak malutkie dzieci, prawda?

>Po drugie, Nowy Testament objawia Go w nowy sposób.

Tak, wyobraźnia ludzka nie zna granic.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jestem osobą, która poszukuje prawdy o sobie, o świecie, celu życia i śmierci.

Nie znajdziesz, bowiem prawda/fałsz to właściwości konkretnych sądów wyrażonych w języku i tyle.

>Czy ateista, będąc człowiekiem uczciwym co do swoich poglądów, może naprawdę znaleźć konkretny,
>"wyższy" cel w swoim życiu?

Nie.

>pomyślałem tak: "Moja świadomość jest wynikiem przypadkowej ewolucji mózgu.

Nie jest. Byłżebyś stotysięcypięćsetosiemdziesiątymósmym na tym tu Forumie przygłupem nie pojmującym różnicy między przypadkiem a doborem naturalnym?

>W sumie był to szczęśliwy przypadek (tak się mówi), mamy ogólnie szczęście,

W sumie.

>Ale czy to jest wystarczające? Czy ten szczęśliwy przypadek może wystarczyć jako cel życia?

Nie wiem, co to cel życia.

>on powiedział takie świetne zdanie (parafrazuję, bo dokładnie nie pamiętam): "Czajnik nie myśli, a człowiek tak. Dlatego czajnik na zawsze zostanie czajnikiem (no chyba że ktoś "bez jego wiedzy" zmieni jego przeznaczenie").

Jak czajnik czajnikiem, tak i człowiek człowiekiem pozostanie. Myślisz czy nie - moczarką kanadyjską się nie zrobisz.

>jednak ma świadomość i może sam wybierać, zmieniać się.".

Niby w co?

>Oprócz tego obaj jesteśmy tego samego zdania, że człowiek, żyje jakby "w amoku". Nie ma świadomości śmierci,

Ja mam.

>Jednak czy służenie innym jest wystarczającym celem dla życia człowieka?

Ponawiam - nie wiem, co to cel życia.

>Swoją drogą, co to jest dobro?

To, co Ci akurat pasuje. Dopóki na następnym etapie rozwoju nie nazwiesz tego samego złem.

>Ale dlaczego, kto to ustala?

Władza. Ale nie musisz jej przekazu uwewnętrzniać.

>Co do tej doskonałości, to poprowadziłem mojego kolegę w pewnym ciągu myślowym.
>1. Ludzie mają świadomość, dlatego dążą do celów wyższych niż zwierzęta (przynajmniej niektórzy z
>nich)

Nie dążą.

>2. Ludzi chcą doskonałości,
>I teraz:
>3. Bóg jest doskonały.
>4. Bóg jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.

Nie rozumiem pojęcia doskonałości. Jedyne, co potrafię wymyślić, by móc przypisać mu jakiekolwiek znaczenie to: pełna zgodność z uprzednio założonym wzorcem.
Nie mam żadnego założonego wzorca szczęścia.

>Oczywiście to rozumowanie nie ma na celu udowodnienia istnienia Boga, ale raczej nakierowanie człowieka na poszukiwanie Go.

Władza robi to lepiej .

>I powracając do pierwszego opowiadanka- piękno świata utworzonego przypadkowo, chemicznej miłości,
>wytworzonej przez lata ewolucji stosunków międzyludzkich moralności nie wystarcza mi jako świadomej
>osobie.

Świata nie obchodzi, co Ci wystarcza, co nie.

>W sumie z tego co słyszałem to naukowcy twierdzą, że nawet koncepcja wolnej woli nie jest
>prawdziwa. Czyli mam jakąś tam świadomość, dzięki której nie mogę nawet decydować o sobie, żyję
>otoczony przez bezduszny świat i inne osoby takie jak ja, których i tak do końca nie rozumiem.

W czym problem?

>Niezbyt optymistyczna wizja człowieka,

No i co?

>dla mnie to taki człowiek w pułapce ciała.

Aż dotąd się nie połapałeś, że zależysz od byle cegły, która przypadkiem może Ci spaść na głowę, albo nie?

>Niektórzy ewolucjoniści wierzą inaczej- każdy sam poszukuje sobie celu życia. Ale zaraz, zaraz, to
>chyba nie do końca zgadza się z ewolucyjno-ateistyczną wizją człowieka. No bo co to jest cel w
>życiu? Ewolucja gwiazd jest bezcelowa, wybuch supernowej jest bezcelowy, ukształtowanie się Układu
>Słonecznego jest bezcelowe, ewolucja chemiczna, organiczna, życia, człowieka - chyba każdy powie są
>bezcelowa.

Ahaaaa....

>Ewolucja mojego mózgu także jest bezcelowa.

Powstrzymam się od komentarza...

>Powstanie mojej świadomości także jest bezcelowe.



>Zatem dlaczego akurat moje życie, powstałe w wyniku niesamowitej ilości bezcelowych przypadków, ma mieć cel?

Właśnie?

>Można powiedzieć, że człowiekowi nie jest potrzebny cel w życiu. Ale ja jestem osobą, która
>poszukuje takiego celu i jest wielu innych, którzy mają podobny problem.

Masz (macie) problem.

>A teraz z punktu widzenia chrześcijańskiego: Bóg stworzył człowieka. Bóg jest doskonały i jest pełnią szczęścia dla >swojego stworzenia. Zatem cel życia, pełnię szczęścia i doskonałość człowiek odnajduje się w Bogu.

Dużo już odnalazłeś?

>I jeszcze zagadka dla was, czym zaczyna i kończy się Biblia (w kanonicznej kolejności ksiąg)?
>Chodzi mi o stosunek człowieka i Boga.

1. Księgą Rodzaju, z której wynika, że człowiek jest Zły i dostanie Bęcki.
2. Apokalipsą św. Jana, z której też wynika, że człowiek jest Zły i dostanie Bęcki.

>Oczywiście to, że jakiś pogląd daje mi lepsze perspektywy, nie oznacza, że jest prawdziwy, od razu to zaznaczam!

Dzięki, Łaskawco .
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
No dobra, przepraszam, pomyliłem się. Mówiąc przypadkowa rzeczywiście nie byłem ścisły- chodzi o dobór naturalny.
Ale teraz tak- skoro dobór naturalny wyselekcjonował takie mózgi, że ludzie mają rozum i mogą sobie zadać pytanie o cel swojego istnienia, to czemu ci ludzie mają być schizofrenikami albo przynajmniej religijnymi matołami?
Pewnie uważasz, że ludzi myślący tak ateistycznie jak ty są lepiej przystosowani do środowiska w którym żyjemy (bo lepiej rozumieją świat). Ale z jakichś powodów dobór naturalny wyselekcjonował (nieprzypadkowo przecież) mózgi ludzkie które zadają sobie takie pytania.

Co do tego co napisałeś o Ks. Rodzaju i Objawieniu św. Jana. Zaczyna się stworzeniem świata, ogród Eden człowiek jest przy Bogu. Kończy się, niebo- człowiek jest przy Bogu. I bynajmniej chodzi to o udowodnienie chrześcijaństwa, raczej zastanowienia się nad tym co mówi.
Bo dla mnie pogląd- szczęście znajdujemy w Bogu nie jest głupi. Ale co nie przesądza, że jest prawdziwy.
14-05-2011 22:26 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>No dobra, przepraszam, pomyliłem się. Mówiąc przypadkowa rzeczywiście nie byłem ścisły- chodzi o dobór naturalny.

OK.

>Ale teraz tak- skoro dobór naturalny wyselekcjonował takie mózgi, że ludzie mają rozum i mogą sobie zadać pytanie o cel swojego istnienia, to czemu ci ludzie mają być schizofrenikami albo przynajmniej religijnymi matołami?

Bo się to - na pewien sposób - ewolucyjnie opłaca. Ludzkie mózgi ewoluowały jako maszyny przetrwania a nie maszyny rozumienia - rozumienie świata (na tyle, na ile jest to człowiekowi dostępne) jest produktem ubocznym. Ale przetrwać i bez mózgu się daje - paprotniki czy bakterie przykładem.

>Pewnie uważasz, że ludzi myślący tak ateistycznie jak ty są lepiej przystosowani do środowiska w którym żyjemy (bo lepiej rozumieją świat).

Nie.

>Ale z jakichś powodów dobór naturalny wyselekcjonował (nieprzypadkowo przecież) mózgi ludzkie które zadają sobie takie pytania.

Tzn. - jakie?

>Co do tego co napisałeś o Ks. Rodzaju i Objawieniu św. Jana. Zaczyna się stworzeniem świata, ogród Eden człowiek jest przy Bogu. Kończy się, niebo- człowiek jest przy Bogu.

Świat pełen jest narracji opartych na schemacie: najpierw Dobrze->potem Pierdót->potem Przygody->na Końcu znowu Dobrze - całe Holiłódy na tym zbudowano.

>Bo dla mnie pogląd- szczęście znajdujemy w Bogu nie jest głupi. Ale co nie przesądza, że jest prawdziwy.

Nie szukam szczęścia.
15-05-2011 09:18 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Bo dla mnie pogląd- szczęście znajdujemy w Bogu nie jest głupi. Ale co nie przesądza, że jest prawdziwy.
Życzę Ci więc abyś znalazł swoje szczeście w Bogu.Ja swojego nadal będę szukał w Boginiach ...i to tych ziemskich .Coż,nie mam aż tak wysokich wymagań,aby szukac szczęścia w niebie jak Ty.Może mam zbyt skromne wymagania , ale być może to czyni mnie szczęśliwym człowiekiem...
15-05-2011 11:32 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>No dobra, przepraszam, pomyliłem się. Mówiąc przypadkowa rzeczywiście nie byłem ścisły- chodzi o dobór naturalny.
>Ale teraz tak- skoro dobór naturalny wyselekcjonował takie mózgi, że ludzie mają rozum i mogą sobie zadać pytanie o cel swojego istnienia, to czemu ci ludzie mają być schizofrenikami albo przynajmniej religijnymi matołami?
Weź to jeszcze raz przemyśl. Ewolucja nie przygotowuje gatunków na przyszłość, w nowej sytuacji zawsze wszystko dzieje się "na bieżąco", dlatego nie mogła przygotować nas tak, abyśmy w dobie kultury "intelektualnej" sprawdzali się dobrze. Myślimy dlatego, że w przeszłości myślenie się opłacało ewolucyjnie. Co nie znaczy, że ewolucja dążyła do powstania tej cechy - to tylko jedna z milionów strategii na przetrwanie.
>Pewnie uważasz, że ludzi myślący tak ateistycznie jak ty są lepiej przystosowani do środowiska w którym żyjemy (bo lepiej rozumieją świat). Ale z jakichś powodów dobór naturalny wyselekcjonował (nieprzypadkowo przecież) mózgi ludzkie które zadają sobie takie pytania.
Istnieją hipotezy wyjaśniające, dlaczego powstała "łatwowierność religijna". Warto znowu doczytać trochę. Mogę zaznaczyć, że bierze w tym udział m.in. zdolność do generowania wzorców i łatwowierność wobec rodziców i "starszych", każda z nich służyła do czegoś innego, ale jako efekt uboczny powstała przypadłość religii. Jednak przyczyny mogły i pewnie były bardziej złożone.
>Co do tego co napisałeś o Ks. Rodzaju i Objawieniu św. Jana. Zaczyna się stworzeniem świata, ogród Eden człowiek jest przy Bogu. Kończy się, niebo- człowiek jest przy Bogu. I bynajmniej chodzi to o udowodnienie chrześcijaństwa, raczej zastanowienia się nad tym co mówi.
No ale co mówi?
Dla mnie to bajka, jak i wiele. Nie widzę żadnego głębszego sensu w tym, nie czuję potrzeby wracania na łono boże.
>Bo dla mnie pogląd- szczęście znajdujemy w Bogu nie jest głupi. Ale co nie przesądza, że jest prawdziwy.
Dla mnie niestety jest niebezpieczny. Np. powoduje, że przestajesz widzieć sens życia w życiu.
15-05-2011 18:57 
 Ocena 2 na 2
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Mi się wydaje, że to właśnie jest sens życia, służyć Komuś. Ale to trudno jest zrozumieć, po prostu trzeba tego doświadczyć. Tak samo Neil Armstrong nie wytłumaczy mi w pełni jak to jest położyć stopę na Księżycu, muszę sam tego doświadczyć aby zrozumieć.

Myślę, że wiele przemyśleń na temat religii jest trafnych. Rzeczywiście, ludzie są zbyt łatwowierni w stosunku do przywódców religijnych (z tego powodu narodził się katolicyzm, również sekty w obrębie protestantyzmu). Ale zaufanie nie oznacza łatwowierności. Tu się zgadzamy. Mogę ufać mojemu pastorowi, ale jednocześnie czytać Biblię z otwartym umysłem.
W sumie tak samo jest z nauką. Dla przeciętnego obywatela oznacza po prostu zaufanie naukowcom. Bo wiele twierdzeń naukowców nie może on po prostu empirycznie sprawdzić. Trudno jest mu np. doświadczalnie zmierzyć prędkość światła w jakiś porządny sposób.

Myślę że właściwa postawa życiowa polega na umiejętnym dobraniu zaufania i badania.

Chrześcijaństwo nie oznacza rezygnacji z radości z życia codziennego. Ono dodaje nam dodatkowe spojrzenie z zewnątrz (bo coś otrzymujemy jako dar od Boga), ale rzeczy są piękne same w sobie (bo stworzył je Bóg). Asceza to nie chrześcijaństwo. Ap. Paweł mówił, żeby oczy skierowane na Chrystusa, że nasza ojczyzna jest w niebie. Ale mamy świadomość że samo życie jest darem od Boga i każdy dzień jest dla nas czymś nowym i niesamowitym.

Nie można osądzać chrześcijan, że to hołota podążająca za twierdzeniami zgrai oszustów czerpiących kasę z datków (mam nadzieję że tak nie myślisz, posty niektórych wskazują na takie myślenie). Tak samo nie każdy ateista idzie z pistoletem i zabija kogoś za to, że przyznaje się do wiary w Boga. Dla mnie chrześcijaństwo daje silniejszy fundament do życia i moralności. Znam wasze argumenty na temat Starego Testamentu. Nie raz czytałem fragmenty które podajecie. Ale dla mnie gniew Boży nie oznacza tego, że Bóg jest zły dla człowieka. Po prostu dla mnie taki jest Bóg. Jak On czegoś chce, to tak ma być. I On wcale nie zabiera mi mózgu, mojej osobowości.

Podam wam przykład wpływu chrześcijańskiej moralności na ludzi. Moi rodzice zwiedzali Szkocję. Znajomy z Wlk. Brytanii, notorycznie zostawiał otwarty samochód z kluczami na siedzeniu, otwarty dom. Nie bał się kradzieży. Okazało się, że kilkadziesiąt lat temu było tam przebudzenie (tak nazywamy masowe nawracanie się ludzi do Jezusa). Wtedy wszyscy uczęszczali do Kościołów, a większość ludzi żyła prawdziwą wiarą w Boga. I aż po tylu latach widać skutki- niewiarygodnie niska przestępczość.

I jeszcze coś. Przeciętny chrześcijanin (w biblijnym rozumieniu tego słowa) to nie katolik na mszy. To też nie jest Amerykanin w kościele baptystycznym czy zielonoświątkowym. Przeciętny chrześcijanin to kobieta w Nigerii (pewnie dla ciebie takie osoby łatwiej zmanipulować). Ale nie zmienisz faktu, że chrześcijaństwo ma w sobie to coś, że zmieniło życie wielu złodziei, pijaków itp (możesz poszukać świadectw w internecie). Wiem że w Polsce, w USA, często dochodzi do nadużyć. Ludzie widząc ten ruch religijny chcą sobie też na nim skorzystać. Ale i tak nie zmienią jego sedna. ono pozostaje to samo- Jezus jest tym który może uratować grzesznego człowieka.

Chrześcijaństwo nie jest już religią europejską. Zarzuty które często tutaj są dotyczą mojego wychowania religijnego i zapewne jakiejś formy indoktrynacji (szmatex?). Jednak więcej chrześcijan znajdziesz w Chinach (gdzie są prześladowani przez komunistów- pewna forma ateizmu), Indiach (przez hindusów), w Turcji (przez islamistów). I ci ludzi nie są zdziczeni, mają własne mózgi i są normalnymi ludźmi, którzy twierdzą, że w swoim życiu znaleźli coś tak cennego, że są gotowi za to oddać życie.
15-05-2011 19:28 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Mi się wydaje, że to właśnie jest sens życia, służyć Komuś. Ale to trudno jest zrozumieć, po prostu trzeba tego doświadczyć. Tak samo Neil Armstrong nie wytłumaczy mi w pełni jak to jest położyć stopę na Księżycu, muszę sam tego doświadczyć aby zrozumieć.
No właśnie, ale czy przypadkiem nie KOMUŚ, co dla mnie oznacza, komuś istniejącemu. Czy służenie własnemu wyobrażeniu nie jest troszkę paranoiczne?

>Chrześcijaństwo nie oznacza rezygnacji z radości z życia codziennego.
A jak zrozumieć Twoje zdziwienie tym, że ateista czerpie wystarczającą satysfakcję z życia? Gdybyś cieszył się życiem tak jak ja, nie dziwiłbyś się. Czyli...
>Ono dodaje nam dodatkowe spojrzenie z zewnątrz (bo coś otrzymujemy jako dar od Boga), ale rzeczy są piękne same w sobie (bo stworzył je Bóg).
Co tak naprawdę otrzymałeś?

> Dla mnie chrześcijaństwo daje silniejszy fundament do życia i moralności.
Czyli gdybym Ci udowodniła, że boga nie ma, to przestałbyś żyć uczciwie, zaczął mordować i kraść?
>Znam wasze argumenty na temat Starego Testamentu. Nie raz czytałem fragmenty które podajecie. Ale dla mnie gniew Boży nie oznacza tego, że Bóg jest zły dla człowieka. Po prostu dla mnie taki jest Bóg. Jak On czegoś chce, to tak ma być. I On wcale nie zabiera mi mózgu, mojej osobowości.
Że co? Że w gniewie bożym kazał zabić całe miasta?
Weź to jakoś wyjaśnij, bo ja dalej nie rozumiem, jak można ludobójstwo uzasadnić moralnie. A o tym mówimy, bóg w ST nakazywał ludobójstwo tylko dlatego, żeby jego naród mógł zająć jakieś terytorium. Czy zrozumiałbyś takie przesłanie znajdujące się w świętej księdze innej religii, opisującej, że ich bóg kazał im tak wybić np. chrześcijan?
>Podam wam przykład wpływu chrześcijańskiej moralności na ludzi. Moi rodzice zwiedzali Szkocję. Znajomy z Wlk. Brytanii, notorycznie zostawiał otwarty samochód z kluczami na siedzeniu, otwarty dom. Nie bał się kradzieży. Okazało się, że kilkadziesiąt lat temu było tam przebudzenie (tak nazywamy masowe nawracanie się ludzi do Jezusa). Wtedy wszyscy uczęszczali do Kościołów, a większość ludzi żyła prawdziwą wiarą w Boga. I aż po tylu latach widać skutki- niewiarygodnie niska przestępczość.
No cóż. Ateizm też tak działa. Statystyka nie kłamie i w więzieniu jest niewielu ateistów, w porównaniu z populacją. Pisałam o tym kilka razy, ale zawsze starannie omijasz ten temat. Czy to niczego nie dowodzi?
>
Jednak więcej chrześcijan znajdziesz w Chinach (gdzie są prześladowani przez komunistów- pewna forma ateizmu)
Co do tego prześladowania, to troszkę przesadzają. Znam osobiście troszkę ludzi z Chin (kontakty zawodowe), i wiem, że tak po prawdzie to póki nie wmieszają się w politykę, to są sobie kim chcą. Zdecydowanie bardziej niebezpieczny jest dla Chin (dla rządu w sumie) buddyzm. Wiesz dlaczego? Buddyzm uczy samodzielnego myślenia, a chrześcijaństwo głównie posłuszeństwa.
>, Indiach (przez hindusów), w Turcji (przez islamistów).
W Indiach również całkiem dobrze sobie żyją. W dodatku pamiętaj, że Indie to kraj regionów, gdzie raz dominuje islam, a raz hindu lub hindu mieszane z chrześcijaństwem. W Turcji nie wiem, bo nie mam kontaktu z tym krajem.
No ale czego to dowodzi? Z liczy osób wnioskujesz cokolwiek? Kiedyś wszyscy wierzyli w mitologię grecką / rzymską. Kwestia czasów...
16-05-2011 18:19 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Podam wam przykład wpływu chrześcijańskiej moralności na ludzi. Moi rodzice zwiedzali Szkocję. Znajomy z Wlk. Brytanii, notorycznie zostawiał otwarty samochód z kluczami na siedzeniu, otwarty dom. Nie bał się kradzieży. Okazało się, że kilkadziesiąt lat temu było tam przebudzenie (tak nazywamy masowe nawracanie się ludzi do Jezusa). Wtedy wszyscy uczęszczali do Kościołów, a większość ludzi żyła prawdziwą wiarą w Boga. I aż po tylu latach widać skutki- niewiarygodnie niska przestępczość.
No i po raz kolejny proszę o ustosunkowanie się do statystyk, wykazujących, że ateizm sprzyja "braku przestępczości", bowiem w więzieniach jest znacząco mniej ateistów niż wynika z rozkładu tej cechy w populacji.
Po raz kolejny proszę, i po raz kolejny cisza.
diogenes (42753 punktów)
>moje myśli często są ukształtowane przez czytanie Biblii, słuchanie nauczań
>protestantów, niektóre książki, wychowanie.

No to nie są to twoje myśli, tylko myśli z drugiej ręki, taki intelektualny szmatex.

>każdy wzrasta w jakimś środowisku, które ma na niego wpływ.

Do czasu. Kiedyś trzeba przeciąć pępowinę intelektualną.

>...znaleźć konkretny, "wyższy" cel w swoim życiu?

Oczywiście, pod jednym wszelako warunkiem: że cel ten nie leży poza życiem. Należy przede wszystkim dobrze zrozumieć pytanie: cel w swoim życiu. W a nie poza, lub po.

>Czy ten szczęśliwy przypadek może wystarczyć jako cel życia?

Mijamy się z pytaniem. Chodzi o cel w życiu, np. sex, sztuka, kariera, prestiż, bogactwo, słowem - jakiś życiowy cel. Tobie chodzi zdaje się nie tyle o cel w życiu, co coś, co z życiem nie ma już nic wspólnego.

>Człowiek jednak ma świadomość i może sam wybierać, zmieniać się.

Oczywiście, ale zmiany te mają swe granice: tylko niektórzy świadomie wybierają bycie osłem.

>czy służenie innym jest wystarczającym celem dla życia człowieka?

A kto powiedział, że ten cel ma być jeden? W ramach religii monoteistycznych człowiek ubzdurał sobie jeden cel.

>1. Ludzie mają świadomość, dlatego dążą do celów wyższych niż zwierzęta

Co ma świadomość do celów? Mam świadomość, mam pęcherz moczowy, mam pryszcza na nosie, mam kilka książek.

>3. Bóg jest doskonały.
>4. Bóg jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.
>Oczywiście to rozumowanie....

Gdzie tu masz rozumowanie? Bóg pojawia się w dyskursach jak deus ex machina.

>człowiek w pułapce ciała.

Było, nawet gorzej: ciało jest grobem duszy (Platon). Literatura: metafory, porównania.

>człowiekowi nie jest potrzebny cel w życiu.

Oczywiście. Zamień cel życia na cele cząstkowe. Jak jest ci duszno, otwórz okno. I to jest w tej sytuacji cel życia. A jak ktoś chwyci cię za gardło, będziesz wiedział, co będzie celem życia.

>Bóg stworzył człowieka.

Wracamy do szmateksu, czyli do prawd z drugiej ręki.

>myślę, że warto się nad tym zastanowić.

Warto nie dać się wrabiać. Warto nie myśleć w cudzych myślach. To kwestia higieny. Tak jak mycie zębów własną szczoteczką.

>bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą,...

Logika to dziwka obsługująca wszystkich.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Cel w życiu może dotyczyć życia pośmiertnego i być celem w życiu.
Cel w życiu może przecież mieć konsekwencje w życiu pośmiertnym. Zatem jest celem w życiu. Mówię tak: chcę służyć Bogu. To nie oznacza, że zabijam się by mu służyć w niebie, oznacza raczej robienie czegoś za życia.

Przykład: chodzę do szkoły, by dostać się na studia. Dlatego że jestem w szkole, a nie na uniwersytecie, mój cel nie jest celem na studiach, ale celem w szkole. Ale dotyczy przyszłości (życia poszkolnego).

Te cele w życiu które podałeś, są straszne miałkie, jeśli to ci wystarcza to okej, ale są ludzie którym taki materializm już obrzydł. I nie są wcale religijnymi osłami.

Rzeczy, które napisałem o Bogu wyrywasz z kontekstu, przeczytaj następne zdanie. To nie był dowód na istnienie Boga. Raczej myśl, że jeśli On istnieje to może być wartościowym celem dla człowieka.

14-05-2011 22:25 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Cel w życiu może dotyczyć życia pośmiertnego...

Życie pośmiertne...Co w tym zwrocie rozumiesz przez życie? No bo chyba nie trawienie, chodzenie, myślenie, emocje, gotowanie, zmywanie, itd. Zdajesz się przywiązywać do życia pośmiertnego dużą wagę, a mówisz o nim jak o kwadracie po zaokrągleniu.

>chcę służyć Bogu.

To twoje pragnienie, czy parafialna wtyczka?

>dotyczy przyszłości (życia poszkolnego).

Idąc za tego typu słowotwórstwem, dlaczego nie mówisz o życiu cmentarnym, a pośmiertnym?

>Te cele w życiu które podałeś, są straszne miałkie,...

Gdybyś nie realizował miałkich celów, w ogóle byś nie żył. Kiedy piszesz lub mówisz, (nieświadomym) celem jest litera za literą, słowo za słowem.

>są ludzie którym taki materializm już obrzydł.

Zwykłe czynności życiowe nie mają nic wspólnego z materializmem. Ktoś podlewa kwiatki. Gdzie tu widzisz materializm?

>jeśli On istnieje...

Jeśli. A tym czasem zajmijmy się czymś, co nie poprzedza jeśli.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Tak swoją drogą zauważ, że sam nic nowego nie mówisz. Witam w intelektualnym szmatexie . Ale chyba stoimy przy różnych stoiskach.
Swoją drogą, w second-hand'ach też można kupić fajne ubrania, często lepsze niz w normalnych sklepach

Ludzie, książki, internet mają na nas wpływ. Ważne jest by go widzieć i umieć go dobrze wykorzystać. I umieć odróżnić dobre wpływy od złych.

Zwykłe czynności życiowe są zwykłymi czynnościami życiowymi . Ale jeśli ograniczasz się tylko do nich to już jest to pewna forma materializmu.

Swoją drogą nigdy nie należałem do żadnej parafii. Służenie Bogu to nie puste słowa ale czytanie jego Słowa i wypełnianie ich w życiu połączone z posłuszeństwem Duchowi Świętemu, a nie chodzenie do kościółka czy dawanie na tace. Nie mamy na myśli tego samego chrześcijaństwa.

Życie:
-można żyć bez nóg
-można żyć bez jedzenia i gotowania
-w sumie przez pewien czas można żyć bez trawienia, a nawet oddychania
To są części które nie są obligatoryjne

Ja bym raczej łączył życie z myśleniem i emocjami- myślisz że koncepcja nieba je wyklucza w życiu pośmiertnym?

Co do życia poszkolnego po prostu udowodniłem ci, że cel, który dotyczy życia po śmierci, jest celem w życiu.
17-05-2011 15:24 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Mówię tak: chcę służyć Bogu.

Powiedz mi - a po co służyć Bogu? Po co robić cokolwiek ponad absolutne minimum (jeśli się wierzy w Boga)? Przecież w raju nie dostaniesz lepszych miejscówek niż ci ludzie, co trochę gorzej służyli Panu? Jedyną nagrodą jest przecież brak kary (czyli piekła).

Służenie Bogu - to trochę tak, jakby celem życia miało być płacenie podatków i przestrzeganie przepisów administracyjnych. Tu też jedyną nagrodą jest brak kary, a życie nędzne.

>Przykład: chodzę do szkoły, by dostać się na studia.

Uniwersytety istnieją w rzeczywistości.
A Boga nie widział ani nie słyszał nikt ze znanych Ci osób - każdy tylko przeczytał albo usłyszał, że kiedyś żył ktoś, kto napisał o kimś, kto twierdzi, że z Bogiem się komunikował. I na takiej zasadzie funkcjonują wszelkie religie.

> Raczej myśl, że jeśli On istnieje to może być wartościowym celem dla człowieka.

Ale celem powinno być to, co jest prawdziwe - podążanie za fatamorganą może zmarnować życie. Mądry człowiek powinien więc szukać dowodów, że to w co wierzy jest prawdą - a jeśli takich dowodów nie znajdzie lub znajdzie dowody przeciwne, powinien swe przekonania porzucić, by nie trwać w fałszu. Wiesz przecież, że gdyby Twoi rodzice byli muzułmanami, to najprawdopodobniej Ty też wyznawałbyś islam, a gdybyś urodził się 3 tysiące lat temu w Grecji, to czciłbyś greckie bóstwa itd.

Wiesz, w sumie bardzo mi się podoba Twój sposób myślenia. Pierwszy post był irytujący, ale następnymi pokazałeś, że więcej w Tobie racjonalności niż religii. Potrafisz zdystansować się od dogmatów i tradycji i spojrzeć na nie "z zewnątrz". To rzecz praktycznie nieosiągalna dla typowego chrześcijanina. Dobrze więc, że trafiłeś na to forum.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Selanos (12869 punktów)
Właściwie to dalej nie wiem o co chodzi z tym celem w życiu.
Mam jakieś priorytety, najpierw chce dostać się na studia, etc.
Mam jakieś zasady: bardzo krótkie, trzeba żyć ze sobą w zgodzie i starać się żyć w zgodzie z ludźmi, przyzwoicie itd.
Ale cel w życiu? To strasznie ograniczające. Dążę do różnych celów, sam sobie je stawiam, ale jakiś jeden cel, sens czy jak to się jeszcze nazywa, na całe życie wykracza poza moje zrozumienie.

I jest mi z tym całkiem dobrze.
15-05-2011 19:01 
 Ocena 1 na 1
Racjonalistyczny chrześcijanin (28 punktów)
Dostanie się na studia też jest jednym z moich celów. Ale są zwykłe cele, są też i te priorytetowe. To jest zwykły cel. Znalezienie wspaniałej żony dałbym do celów niemalże priorytetowych. Ale ograniczanie się do studiów, pracy, czy nawet rodziny (chociaż te rzeczy są WAŻNE) jest niewystarczające. Musisz zdać sobie sprawę, że te rzeczy możesz utracić. Gdy to będą fundamenty twojego życia, utrata ich może spowodować twoje załamanie. Ludzie popełniali samobójstwa po kryzysie Czarnego Piątku. I nie wydaje mi się żeby to byli ludzie niezrównoważeni. Po prostu opierali się na kasie, czymś co jest za słabym fundamentem by stanowić podwalinę naszego życia.
15-05-2011 22:26 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Dostanie się na studia też jest jednym z moich celów. Ale są zwykłe cele, są też i te priorytetowe.

Za priorytetowy cel mógłbym postawić sobie trzymanie się własnych zasad. To jest coś czego raczej nie mogę łatwo stracić. Jednak to i tak jeden z wielu celów i niekoniecznie na całe życie. Zasady się zmieniają, czasem są też błędne.

>Znalezienie wspaniałej żony dałbym do celów niemalże priorytetowych. Ale >ograniczanie się do studiów, pracy, czy nawet rodziny (chociaż te rzeczy są WAŻNE) >jest niewystarczające.

To właściwie nie tyle cel, co plan, a z planami jest tak, że z reguły powinno mieć się jeszcze awaryjne ;D Dlaczego niewystarczające? Dla kogoś być może jest to wystarczające. Są rodzice którzy całe swoje życie poświęcają swoim dzieciom i nie wmówisz im, że rodzina nie jest najważniejsza.

>Musisz zdać sobie sprawę, że te rzeczy możesz utracić. Gdy to będą fundamenty >twojego życia, utrata ich może spowodować twoje załamanie.

Kiedy wierzący i praktykujący tracą swoje rodziny, pieniądze, karierę też się załamują. Co ciekawe, często wtedy obwiniają o wszystko Boga... A już najgorsze dla tych ludzi jest trzymanie się zasady: pomodlę się, wszystko przejdzie!

>Ludzie popełniali samobójstwa po kryzysie Czarnego Piątku. I nie wydaje mi się >żeby to byli ludzie niezrównoważeni. Po prostu opierali się na kasie, czymś co >jest za słabym fundamentem by stanowić podwalinę naszego życia.

Więc najwyraźniej mieli tylko jeden cel w swoim życiu. Albo nie wyobrażali sobie życia bez pieniędzy. Szczerze - nie wiem, ale zgadzam się z tym, że pieniądze to nie wszystko.
17-05-2011 14:17 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Prawisz komunały.

Nie przyszło Ci do głowy, że uczą tego już w przedszkolu?

Każdy hierarchizuje swoje cele po swojemu. Jeśli uważa, że pieniądze są ważniejsze, niż rodzina to jego sprawa. Niema złotego środka pomiędzy różnymi priorytetami. To że dla kogoś najważniejsza jest rodzina, to nie znaczy, że dla drugiego nie może być najważniejsza firma. Ludzie załamują się tak samo po utracie firmy jak i rodziny. Kwestia przywiązania.

Humanizm postuluje człowieka jako najwyższą wartość. Tam gdzie religia widzi Boga, tam racjonalista człowieka. To osoby wierzące reifikują ludzi, w przeciwieństwie do deifikujących ich ateuszy. Co jest gorsze?

Dla mnie gorsze jest konstytuowanie Boga przed człowiekiem. To usprawiedliwia wszelkie krzywdy wyrządzane ludziom w jego imieniu. Jeśli Bóg jest celem to ten cel uświęca środki.

Jeśli jednak uważasz, że Bóg nie jest arbitralny i zostawił Ci wolną wolę, to musisz pogodzić się z tym, że to człowiek jest panem dobra i zła, czego chyba żadna religia nie zniesie.

>Znalezienie wspaniałej żony dałbym do celów niemalże priorytetowych.

Niby po co jak spółkowanie Cię obraża? Nie lepiej pomoc domową wynająć?

Poważnie - czemu żona jest dla Ciebie ważniejsza niż studia? I dlaczego jedna, a nie np. dwie?

Widzę u Ciebie problem z ciągłym szukaniem. Masz zamiar szukać żony, co jest skrajnym idiotyzmem. Skąd niby masz wiedzieć z kim będzie Ci dobrze życie spędzić? Na karteczce wypisałeś cechy swojej a priori żony? To takie infantylne.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Uriel_ (360 punktów)
Witaj,

>Zostałem wychowany w wierze chrześcijańskiej w rozumieniu protestanckim, jestem członkiem jednego z
>kościołów.

To rokuje wyższą kulturę wypowiedzi i ciekawsze spojrzenie na wiarę/y zbudowaną na Piśmie Świętym NT.

>Na forum przybyłem żeby podzielić się z wami moimi przemyśleniami i myślę, że i czegoś nauczyć .

Służę uprzejmie.

>Mam nadzieję że nasze wspólne dyskusje będą odbywać się na wysokim poziomie.
>Jestem osobą, która poszukuje prawdy o sobie, o świecie, celu życia i śmierci.

Dokładna analiza zapisów NT w dowolnej wersji dostępnych w masowej sprzedaży oraz logiczne powiązanie zawartych tam informacji pozwala na wydobycie spójnej, sensownej idei/przepisu na człowieka doskonałego zwanego Bogiem, czyli osoby, która daje jedną z możliwych odpowiedzi na Twoje pytanie o Ciebie, świat, cel i sens życia do przyjęcia na wiarę. Tak czy nie ?

>Od razu uprzedzam, że moje myśli często są ukształtowane przez czytanie Biblii, słuchanie nauczań
>protestantów, niektóre książki, wychowanie. I nie widzę w tym nic dziwnego. Bowiem nikt nie rodzi
>się i nie wychowuje na księżycu, każdy wzrasta w jakimś środowisku, które ma na niego wpływ. Ale w
>tym wszystkim staram się mieć otwarty umysł, dlatego też jestem tutaj.

Czy w związku z tym możesz mi coś ciekawego powiedzieć o Bogu Chrześcijańskim, jego cechach, własnych fascynacjach nad zgodnością opisu tego modelu w działaniu jakie powstały już przeszło 2000 lat temu i do dziś nie tracą niczego na aktualności, są ponadczasowe i życie dostatecznie weryfikuje ich "prawdziwość" w tym sensie, że możesz świadomie powiedzieć " tak, w taką prawdę warto wierzyć, poznaję ją nie tylko po owocach" czy raczej niesiesz bagaż niedosytu intelektualnego, którego to środowisko nie było w stanie w żaden sposób zaspokoić ?

>Ateizm, a cel życia.

Jezus jest ateistą gdyż nie ma Bogów cudzych poza sobą jak przystało na autentyczny ideał Człowieka przez duże C, takiego wiesz Człowieka z klasą co to przed nikim i niczym bałwochwalczo nie klęka.

>Czy ateista, będąc człowiekiem uczciwym co do swoich poglądów, może naprawdę znaleźć konkretny,
>"wyższy" cel w swoim życiu?

Tak, łącznie ze zbawieniem świata i zaprowadzeniem Królestwa Niebieskiego.

>Przyznam się, że wczoraj (...)
>(...) Czy ten szczęśliwy przypadek może wystarczyć jako cel życia?

Ideał człowieka - Bóg - jest ciągiem informacji o Nim samym. Informacja jest strukturą niezależną od ewolucji mózgu, świata, religijnego bełkotu. Informacja jest wieczna i nieśmiertelna jako część bytu, a ta szczególna zwana Słowem Bożym może uczynić jednostkę samowystarczalną na wzór Syna Bożego.

Mózg jest podrzędnym obiektem względem informacji, wyewoluował tak szczęśliwie, że uzyskał do niej dostęp przenosząc organizm zwierzęcy na wyższą, podmiotową formę egzystencji.

Ten przełomowy w ewolucji etap życia na Ziemii zburzył istniejący raj gdyż pojawiło się Zło. Tu zaczyna się Biblia i stawia pytanie - Czy to Zło skazane jest na wieczne potępienie? Czy Człowiek udowodni, że jednak można podważyć, zaprzeczyć powyższej czysto obiektywnej ocenie stanu rzeczy ? Może Jezus ? Ale dlaczego, w czyim imieniu - swoim tak że nikt nie rozumie co zrobił? Czy ogółu, który w jego sytuacji zrobiłby to samo głęboko przekonująco i do bólu merytorycznie to uzasadniając ?

>Jednak czy służenie innym jest wystarczającym celem dla życia człowieka?

Doskonały podporządkowuje sobie wszystko wokół siebie i dla siebie. Jest Panem Wszechświata i modyfikuje go do swoich potrzeb. Można się w Niego wcielać realizując potrzebę uwartościowienia własnej egzystencji, pokazania przed sobą a i innymi, że nie jest się zwykłym, pospolitym bydlakiem. Co tam komu w duszy gra potrzeby tzw. wyższe czasem też pojawić się mogą i dobrze wtedy właściwie a nie fałszywie je zagospodarować. Bez przygotowania to może być klasyczne błądzenie po stereotypach owczych zachowań mogące przynieść odwrotny skutek od zamierzonego, dlatego tak ważny jest duchowy rozwój ku zmartwychwstaniu, które skutkować będzie wiedzą co jest dobre a co złe z punktu widzenia Boga czyli omawianego tu pobieżnie chrześcijańskiego ideału Człowieka.

>Czy ktoś kto pomaga innym, będzie dłużej żył i będzie mu się powodziło?

Nie. Może zostać np. opluty za szczerość.

>Czy uniknie śmierci?

Nie.

>Co będzie myślał skonfrontowany ze śmiercią?

Ideał nie umiera nigdy. Człowiek, który go nosi jest świadomy swojego końca i oswaja się z tym już za życia. Można powiedzieć, że umiera a zgon staje się formalnością. Człowiek ten szanuje czas, który mu pozostał i stara się go właściwie zagospodarować. Jezus na przykład wiedział, że zostanie zabity ale poprosił Judasza by ten wykonał Jego wolę i jak jest napisane ów ją uszanował czyli mówiąc irracjonalnie bo po katolicku - "zdradził" . Miłość IC do Ideału, poczucie własnej i Jego wartości sprawiły, że nie zszedł (mimo pełnej możliwości zawrócenia) ze świadomie obranej drogi Zbawienia Rodzaju Ludzkiego. Piękno "Bożego Ducha" jest dla jednostki źródłem olbrzymiej siły, wartością ważniejszą nawet od własnego życia choć po śmierci Jezusa nie ma obowiązku na oświeconych by musieli to udawadniać.

>"Cóż za wspaniałe chwile miałem pomagając innym"? Ale czy to będzie miało jakieś znaczenie wobec śmierci, która jest definitywnym końcem wszystkiego, i dobrego, i złego?

Osoba oświecona zgodnie z Pismem Świętym czyli ten, któremu Jezus zechce objawić ten co szukał i znalazł, kopał i wykopał etc brzydzi się poglądem jakoby po jej śmierci miała czegokolwiek doświadczać.

>I zły człowiek, i dobry, i stary kundel, i prezydent, wszyscy umierają tak samo
>(nie chodzi o okoliczności śmierci, ale o samą śmierć). "Umiera się samemu".

Nauka opisuje to wyczerpująco. Chrześcijanin wie, że z prochu powstał i w proch się obróci. Jesty tylko tu i teraz a obok leży książka nadająca życiu sens, który skrywa "tajemnica wiary" (czytaj : lęki pierwotne cementowane indolencją intelektualną itp).

cz1
Uriel_ (360 punktów)
>Co do tej doskonałości, (...) 1. Ludzie mają (...) 2. Ludzie chcą doskonałości, szukają jej w różnych rzeczach (muzyka, seks, miłość, nauka, pomoc innym itp.), nie znajdują jej i albo udają, że ją znaleźli albo szukają nadal czegoś innego, nie są w pełni szczęśliwi.

Tak jest.

>I teraz: >3. Bóg jest doskonały.>4. Bóg jest pełnym szczęściem człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych rzeczy.

Skąd wiesz?

>Oczywiście to rozumowanie nie ma na celu udowodnienia istnienia Boga, ale raczej nakierowanie
>człowieka na poszukiwanie Go.

Szukajcie a znajdziecie. Ktoś znalazł?

>I powracając do pierwszego opowiadanka- piękno świata (...) powstałe w wyniku niesamowitej ilości bezcelowych
>przypadków, ma mieć cel?

Cele bytu nawet jeśli istnieją nie są naszymi celami bo my nie jesteśmy bytem.

>Można powiedzieć, że człowiekowi nie jest potrzebny cel w życiu. Ale ja jestem osobą, która
>poszukuje takiego celu i jest wielu innych, którzy mają podobny problem.

OK, to zrozumiałe.

>A teraz z punktu widzenia chrześcijańskiego:
>Bóg stworzył człowieka.

Jedynym znanym powszechnie Człowiekiem jakiego stworzył Bóg był Jezus, bo jako tako on miał z nim bezpośredni kontakt. Odbajkowując ( = uściślając ) Stworzenie polegało na wejściu w relację jednostki ludzkiej z właściwym dla niej według Prawa Naturalnego Ideałem jej samej. Rozumiesz?

>Bóg jest doskonały i jest pełnią szczęścia dla swojego stworzenia.

Sądząc po tym co mówił Jego Syn nawet jak umierał zaszczuty przez żydów czuł się szczęśliwy i dumny z tego kim jest i kim jest Jego Ojciec ( konieczna gra słów stworzona na potrzebę nawracania żydów i im podobnych )

>Zatem cel życia, pełnię szczęścia i doskonałość człowiek odnajduje się w Bogu.

I co z tego ? Sama wiara w to nic tu nie da, niczego takiego nie doświadczysz jeśli pozostanie to tylko pustosłowiem.

>A swoją drogą, z tego co wiem, bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą, nie determinuje też bycia ateistą (jeśli wikipedia nie kłamie).

Wiem jedno : brak wiedzy o Bogu wyklucza możliwość wypowiadania się na jego temat a także potwierdzanie czy zaprzeczanie przez nią skutków jakie ta wiedza wywiera na ludzką jednostkę jeśli takowa tej wiedzy NIE POSIADA.

>Oczywiście to, że jakiś pogląd daje mi lepsze perspektywy, nie oznacza, że jest prawdziwy, od razu
>to zaznaczam! Ale myślę, że warto się nad tym zastanowić.

Załóżmy że się mylę, że nie mam racji...

>Zapraszam was do miłej dyskusji, jestem ciekaw waszych opinii na ten temat.

A ja Twojej odpowiedzi.

   
Ania... (14138 punktów)
>Wiem jedno : brak wiedzy o Bogu wyklucza możliwość wypowiadania się na jego temat a także potwierdzanie czy zaprzeczanie przez nią skutków jakie ta wiedza wywiera na ludzką jednostkę jeśli takowa tej wiedzy NIE POSIADA.
Ja się wetnę, jak to mam w zwyczaju (chcecie czy nie .
Najbardziej spodobało mi się właśnie to stwierdzenie.
Uriel_ (360 punktów)
>Ja się wetnę, jak to mam w zwyczaju (chcecie czy nie .

Ależ wcinaj się do woli, chleba starczy dla wszystkich.
Pamiętaj też, że najlepsze wino podaję na końcu uczty a to ledwie zakąska

   
Ania... (14138 punktów)
>>Ja się wetnę, jak to mam w zwyczaju (chcecie czy nie .
>Ależ wcinaj się do woli, chleba starczy dla wszystkich.
>Pamiętaj też, że najlepsze wino podaję na końcu uczty a to ledwie zakąska
Ale coś czuję, że zostaniemy sami na tej uczcie, bo odpowiedzi jakoś nie widać
Uriel_ (360 punktów)
>Ale coś czuję, że zostaniemy sami na tej uczcie, bo odpowiedzi jakoś nie widać

A może kolacyjka we dwoje, hmm czyż to nie brzmi smacznie ?

   
Ania... (14138 punktów)
>>Ale coś czuję, że zostaniemy sami na tej uczcie, bo odpowiedzi jakoś nie widać
>A może kolacyjka we dwoje, hmm czyż to nie brzmi smacznie ?
Hmm... to zależy co będzie na talerzu

Jak na reklamie "nie jesteśmy zaproszeni, jesteśmy z menu!"
rajcelem (383 punktów)
"Racjonalistyczny chrześcijanin" to też ty! (?)
Ja skróciłem: "Ra" - racjonalny, "cel" - szukam, "em" od "ekhem"

>Czy ateista, będąc człowiekiem uczciwym co do swoich poglądów, może naprawdę znaleźć konkretny,
>"wyższy" cel w swoim życiu?

Przypuszczam, że nie. Ostatnio był taki wątek, w którym wyimaginowany ktoś starał się tylko przeżyć, jak zwierzę, i nikt nie potrafił mu pomóc.

> W sumie z tego co słyszałem to naukowcy twierdzą, że nawet koncepcja wolnej woli nie jest prawdziwa.

O nie, nawet naturaliści przyznają, że wolna wola jednak jest, chociaż nazywają ja np "drugie piętro", by podkreślić, że nie wiadomo tak naprawdę skąd się bierze ani czym jest.

>I jeszcze zagadka dla was, czym zaczyna i kończy się Biblia (w kanonicznej kolejności ksiąg)?

Początek jest całkiem jasny: Bóg istniał już w momencie stworzenie świata, stworzył też człowieka.
Zacytujesz czym się kończy biblia?

>A swoją drogą, z tego co wiem, bycie racjonalistą nie wyklucza bycia teistą, nie determinuje też bycia ateistą (jeśli wikipedia nie kłamie).

Też tak sądzę, ale ciężko to udowodnić, więc jest remis, pat
Każdy może mieć swoją opinię i wiele osób staje się niewierzącymi albo wierzącymi, zależnie od swojego humoru czy też ostatnio przeczytanej książki/księgi.
16-05-2011 22:57 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Co czytasz, jeśli można spytać?

Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
17-05-2011 08:59 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Mniemam, że rajcelem czytał ostatnio Księgę Urantii, bo strasznie się rwał do jej omawiania

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
rajcelem (383 punktów)
>Mniemam, że rajcelem czytał ostatnio Księgę Urantii, bo strasznie się rwał do jej omawiania

Zgadłaś. Jak sama zauważyłaś, autorzy poświęcili wiele czasu na rzetelne opisanie spraw.
Na przykład daty, mogę się założyć, że to prawda:

"Kiedy Jezus został ochrzczony, miał prawie trzydzieści jeden i pół roku. Podczas gdy Łukasz twierdzi, że Jezus był ochrzczony w piętnastym roku panowania Cezara Tyberiusza, co oznaczałoby rok 29 n.e. - skoro August umarł w 14 n.e. - należy jednak przypomnieć, że Tyberiusz, przez dwa i pół roku przed śmiercią Augusta był cesarzem wspólnie z Augustem i w październiku, roku 11 n.e., wybito na jego cześć monetę. Piętnasty rok jego faktycznego panowania był właśnie rokiem 26 n.e. - rokiem chrztu Jezusa. Był to także ten rok, w którym Poncjusz Piłat rozpoczął swoje panowanie jako gubernator Judei"

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365