Och, kobieto!
Tyyy, o - Ty - muzo poety, której wad nie godzi się nam opisywać, bo to nie miejsce ani czas, więc jeszcze raz.
O! muzo, Muzo poety, jak Wenus z Milo delikatną dłonią odganiaj ciemne chmury Armagedonów reform. Bądź hufcem walecznym i - ha ha! - - niech w Twym kielichu nigdy nie zabraknie wina.
O, dzięki Ci, o, władcza Pani za wszystkie radosne wzruszenia i geniusz, któregoś figlarną krotochwilą tchnęła w te wersy, no, proszę. Ehe!
Twoje wdzięki niech zawsze będą jak prawo grawitacji wielkiego Izaaka (chodzi o tego angielskiego fizyka, który dostał w ryja jabłkiem z ogrodu Hesperyd) bądź , och , bądź - zawsze taka, tylko taka. Godna wszystkich przewag boskiej Wenery, i to mało powiedziane.
Jednak kończę tu swą laudację by nie wpaść w kicz i profanację Twej świątobliwej istoty dla której rozkosznej cnoty nigdy nie dość pochwał.
O, pochwał nigdy nie dość Dla rozkosznej cnoty Twej Istoto boska, świątobliwa Bądź zawsze, ach, zawsze, szczęśliwa I niech dopisuje Ci zdrowie. Hej! |