Racjonalista - Strona głównaDo treści
Najlepszy zawód w Polsce?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
06-10-2014 01:05kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Najlepszy zawód w Polsce?
Ocena 9 na 9
(12 x 50 zł + 12 x 40 zł) x 5 = 5400 zł dziennie, czyli 162000 zł miesięcznie.
Kto tyle zarabia w Polsce? Fiakrzy wożący turystów "fasiongami" do i z Morskiego Oka.
Do "fasionga" mieści się 12 osób, za przejazd "do" płaci się 50 zł, za przejazd "z" płaci się 40 zł. Dziennie średnio wypada po 5 kursów "do" i "z". Kasa bez płacenia podatków, ale jak najbardziej legalna, bo każdy z fiakrów płaci 1300 zł miesięcznie na rzecz Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Przychody TPN z tego tytułu wynoszą ok. 1 mln zł rocznie. Dlatego nikogo w TPN nie obchodzi, że koń ciągnący "fasiongi" żyje przeciętnie zaledwie 9 miesięcy, bo po tym czasie jest tak schorowany, że do pracy się nie nadaje i trafia do rzeźni. Niektóre z tych koni są kupowane przez różne organizacje, którym los zwierząt nie jest obojętny. To oznacza, że fiakier dostaje ok. 6000 zł za konia, bo tyle sobie życzy.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arminius (25555 punktów)rżnięcie ceprów na kasie
Opisywany przypadek wpisuje się - także - w generalny problem góralskiej chciwości, rżnięcia ceprów na kasie i porażającej drożyzny panującej w Zakopanem i jego najbliższej okolicy. Naprzeciwko dworca PKS w Zakopanem jest bar, podobno wcale kultowy. Jednakże skorzystanie z toalety w tym barze kosztuje 3 złote. I nie ma znaczenia, że jest się klientem tego baru. Tłumaczenie kierownikowi lokalu że jest to w obecnej dobie irytujący anachronizm przynosi skutek podobny do tłumaczenia właścicielowi bryki morskoocznej, że koń się może trochę zmęczyć ciągnąc puszystych ceprów w górę. Dlatego polecam pobliską Słowację. Góry piękniejsze, turystów znacznie mniej, infrastruktura nie gorsza, ceny - mimo tego że jest tam euro - wcale nie wyższe. Nie jest to zanadto patriotyczny postulat ale być może należałoby się wreszcie upomnieć o patriotyzm górali - w ramach którego winni oni skórować trochę łagodniej swoich pobratymców
06-10-2014 09:04 
 Ocena 8 na 8
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
Odp: rżnięcie ceprów na kasie
> Nie jest to zanadto patriotyczny postulat ale być może należałoby się wreszcie upomnieć o patriotyzm górali - w ramach którego winni oni skórować trochę łagodniej swoich pobratymców

Pobratymców,powiadasz?

Nie wiem jak jest dziś, ale dzięki zamiłowaniu mojej mamy do gór w dzieciństwie każde ferie spędzałam w Zakopanym. Zanim skończyłam 12 lata miałam "w nogach" wszystkie tatrzańskie trasy nie wymagające specjalistycznego sprzętu.
Wyprawy w Tatry skończyły się gdy jako starsza nastolatka w końcu stanęłam okoniem (bo ja nigdy nie lubiłam gór, a Zakopanego wręcz nienawidziłam).
Zdążyłam poznać naszych górali.
Podstawowa rzecz, które mi utkwiła w pamięci, to traktowanie nas, ceprów, jak inny naród.
Byliśmy obcy, nawet kiedy 8 rok z rzędu zatrzymywaliśmy się u tej samej gaździny.

Górale traktują turystów jak dojne krowy, bo dla Górala rodakiem jest Góral, reszta to inni, obcy, nie nasi - Cepry. Można ich wycyckać bez skrupułów.
Sam fakt ze istnieje w gwarze podhalańskiej określenie na osobę spoza góralskiej społeczności (porównaj: goj, gadzio) pokazuje jak bardzo Górale nie czuja się pobratymcami "nizinnych" Polaków.

A obcego skubie się bez wyrzutów sumienia.

Sto lat nie byłam w Tatrach, ale z tego co słyszę od znajomych i czytam w prasie, wiele się nie zmieniło.

"We live in times of smart phones and stupid people"
06-10-2014 09:49 
 Ocena 1 na 1
Arminius (25555 punktów)Zakopane, Zakopane
"Wyprawy w Tatry skończyły się gdy jako starsza nastolatka w końcu stanęłam okoniem (bo ja nigdy nie lubiłam gór, a Zakopanego wręcz nienawidziłam)".

Zakopanego także organicznie nie toleruję. Traktuję go jako węzeł komunikacyjny umożliwiający podróż do innych miejsc. Ale gór tak a priori i hurtowo wszystkich nie warto odrzucać.
06-10-2014 10:28 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
mały off topic
> Ale gór tak a priori i hurtowo wszystkich nie warto odrzucać.

Poza Tatrami odbębniłam jeszcze wszystkie inne Polskie góry - w ramach kolonii letnich.
Beskidy wszystkich smaków, Bieszczady, Karkonosze, co tam chcesz. Taka była polityka zakładowych kolonii - dzieciaki z północy jadę na południe i odwrotnie. Wyboru nie było.

Nie cierpię gór. Organicznie. Może dlatego, że wysłano mnie tam na siłę, kiedy ja marzyła o koloniach w Bachotku albo Rowach bo uwielbiam pływać. Brodzenie w lodowatym górskim potoku to nie pływanie.

Może dziś podobałoby mi się w Alpach albo Dolomitach, ale jakoś nie chce mi się sprawdzać.


"We live in times of smart phones and stupid people"
06-10-2014 10:54 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: rżnięcie ceprów na kasie

>A obcego skubie się bez wyrzutów sumienia.
Równie bezlitośnie eksploatuje się konie. Jest to bowiem kwestia pazerności, co jest w istocie tylko wyższym stopniem przedsiębiorczości.

Swoją drogą jakiś tachograf chyba pomógłby rozwiązać problem koni pociągowych.
.
06-10-2014 13:15 
 Ocena 4 na 4
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>A obcego skubie się bez wyrzutów sumienia.
> Równie bezlitośnie eksploatuje się konie. Jest to bowiem kwestia pazerności, co jest w istocie tylko wyższym stopniem przedsiębiorczości.

Najgorsze jest to, że to nie są konie "górskie".
W wielu górskich regionach hoduje się konie przystosowane do warunków - rasy zwykle małe i krępe, ale silne i bardzo wytrzymałe - różne kuce i rasy zimnokrwiste.
A nasi górale używają koni tzw. gorącokrwistych - one się lepiej prezentują, są większe, smuklejsze, ładniejsze (to jednak kwestia gustu, dla mnie końska piękność to perszeron albo szetland), ale przystosowane do intensywnego ruchy na płaskim terenie a nie żmudnej wspinaczki pod górę.

Warto też dodać, że ciężkie wozy konne nie są tradycyjnym środkiem transportu w górach, przez setki lat koń był na terenach górskich zwierzęciem jucznym i wierzchowym a jedynie sporadycznie pociągowym, bo drogi dla wozów były nieliczne.
Jak słyszę obronę fasiągów z użyciem słowa "tradycja" to mi się drobne nie zgadzają.

Na Podhalu nigdy nie było wielkich tradycji hodowli koni (stąd króluje koń małopolski) i to widać w podejściu do zwierząt.
Okrucieństwo wobec zwierząt - piękna tradycja.

>Swoją drogą jakiś tachograf chyba pomógłby rozwiązać problem koni pociągowych.
Trzeba by je koniom chyba wszczepiać, żeby górale nie mogli majstrować.


"We live in times of smart phones and stupid people"
06-10-2014 13:28 
 Ocena 2 na 2
Pan Cogito (182 punktów)
>Sam fakt ze istnieje w gwarze podhalańskiej określenie na osobę spoza góralskiej społeczności (porównaj: goj, gadzio) pokazuje jak bardzo Górale nie czuja się pobratymcami "nizinnych" Polaków.
Na śląsku też jest określenie na osoby spoza śląska. Ślązacy często też krytykują tych spoza swojego regionu aczkolwiek nie wiem czy jest to tak widoczne jak w górach..


Sapere Aude
06-10-2014 15:09 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Nie wiem jak jest dziś, ale dzięki zamiłowaniu mojej mamy do gór w dzieciństwie każde ferie spędzałam w Zakopanym. Zanim skończyłam 12 lata miałam "w nogach" wszystkie tatrzańskie trasy nie wymagające specjalistycznego sprzętu.

Byłaś na Orlej?

>(bo ja nigdy nie lubiłam gór, a Zakopanego wręcz nienawidziłam).

A ja Zakopane lubiłem, ale tylko przez pryzmat Witkacego, Hasiora i reszty ferajny z tej branży. Ale dwa lata temu pojechałem tam, żeby zobaczyć co i jak i miałem wrażenie, że cofnąłem się do lat 70-tych.

>Podstawowa rzecz, które mi utkwiła w pamięci, to traktowanie nas, ceprów, jak inny naród.

Celna uwaga - potwierdzam. Ale tak mają górale na całym świecie. To specyfika izolacji w dolinach górskich.

>Sto lat nie byłam w Tatrach, ale z tego co słyszę od znajomych i czytam w prasie, wiele się nie zmieniło.

Oj, zmieniło się. Łączki pod reglami są pocięte ogrodzeniami i do szlaku dochodzi się jak między barierkami do kolejki przy kasie. No i te łatwiejsze bliskie szlaki do dolinek reglowych są tak straszliwie rozdeptane, że żal patrzeć. To jest normalna dewastacja, nad którą władze TPN w ogóle nie panują.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
06-10-2014 15:48 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Nie wiem jak jest dziś, ale dzięki zamiłowaniu mojej mamy do gór w dzieciństwie każde ferie spędzałam w Zakopanym. Zanim skończyłam 12 lata miałam "w nogach" wszystkie tatrzańskie trasy nie wymagające specjalistycznego sprzętu.
>Byłaś na Orlej?

Nie pamiętam. Naprawdę. Może byłam. Wyparłam. Znam nazwę, ale wszystkie tatrzański nazwy brzmią mi znajomo, nasłuchałam się w dzieciństwie.
Jak się tam da przejść w zimie bez specjalistycznego sprzętu, to byłam.
Moja mama nie próbowała mnie zabić, tylko pokazać piękno gór. Dostosowywała trasy do naszych możliwości ale już nie do chęci.
Rozumu jej nigdy nie brakowało, niestety czasem zrozumienia.
Ani ja ani mój brat dobrowolnie nie jeździmy w góry, od kiedy mamy coś do powadzenia w tej sprawie.

A ani Witkacy ani Hasior nie wzbudza mojego szczególnego podniecenia, tym bardziej nie interesowali mnie, kiedy byłam w podstawówce.

"We live in times of smart phones and stupid people"
Hodża (11172 punktów)
>Jak się tam da przejść w zimie bez specjalistycznego sprzętu, to byłam.

To znaczy, że nie byłaś

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
07-10-2014 09:18 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Jak się tam da przejść w zimie bez specjalistycznego sprzętu, to byłam.
>To znaczy, że nie byłaś

Miło mi że sprawiłam Ci satysfakcje, ale przecież znałeś odpowiedź od początku.

Skoro napisałam ze każde ferie spędzałam w Zakopanym i obeszłam wszytko, co nie wymagało specjalistycznego sprzętu, to nie wiem co pozostało do powiedzenia?

A co takiego jest na Orlej Perci, że matka z dwójką dzieci w wieku szkolnym, w tym jedno które rzyga górami, miałaby się tam pchać?

Myślałam że się tego od Ciebie dowiem, a dostałam uśmieszek z podtekstem "a, nie była (tu wstaw dowolne ulubione górskie cudo) znaczy nie zna gór i nie wie o czym mówi".
Jakbym dostała dychę za każdego miłośnika gór od którego to słyszałam, to by mnie tu dziś nie było, leżałabym na samoańskiej plaży.

"We live in times of smart phones and stupid people"
07-10-2014 09:51 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>To znaczy, że nie byłaś
>Miło mi że sprawiłam Ci satysfakcje, ale przecież znałeś odpowiedź od początku.

Tak, sprawiłaś mi satysfakcję, bo ja też nie byłem

>A co takiego jest na Orlej Perci, że matka z dwójką dzieci w wieku szkolnym, w tym jedno które rzyga górami, miałaby się tam pchać?

www.youtube.com/watch?v=uDDjxaWH4rg

To by z pewnością przełamało Twoje opory Na marginesie - pod tą drabinką jest jakieś 150 metrów powietrza do piargów. Nie wiem, czy liczba w jednym z komentarzy - 50 - jest prawdziwa, ale rzeczywiście, kilka osób tam zginęło.
W rzeczywistości nie jest to aż takie ekstremum, jak się wydaje z tego filmiku, gdyż drabinka nie jest pionowa, tylko trochę nachylona tak, że grawitacja nie "odrywa". Polecam oglądanie ful screen z włączonym dźwiękiem.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
07-10-2014 13:16 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>>To znaczy, że nie byłaś
>>Miło mi że sprawiłam Ci satysfakcje, ale przecież znałeś odpowiedź od początku.
>Tak, sprawiłaś mi satysfakcję, bo ja też nie byłem

A byłeś na Wyspach Wielkanocnych?
Ja nie, więc jak Ty też nie, to masz kolejny powód do radości.


>To by z pewnością przełamało Twoje opory

Och tak, bo jestem zawsze oddalona zaledwie o jedne uroczy widoczek od zakochania się z górach. Po prostu jeszcze nie widziałem tego co najlepsze.

ps. Zbieram na to Samoa, zbieram...


"We live in times of smart phones and stupid people"
07-10-2014 14:38 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>A byłeś na Wyspach Wielkanocnych?

Nie, bo jest tylko jedna taka wyspa.

>Ja nie, więc jak Ty też nie, to masz kolejny powód do radości.

Tak! Bo trzeba umieć się cieszyć nawet z drobiazgów.

>Och tak, bo jestem zawsze oddalona zaledwie o jedne uroczy widoczek od zakochania się z górach. Po prostu jeszcze nie widziałem tego co najlepsze.

Ten "widoczek" nie jest aż taki uroczy. Próbuję podbudować Twój nastrój, ale wcale mi nie pomagasz.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Marszalik (733 punktów)Odp: Najlepszy zawód w Polsce?
>Dziennie średnio wypada po 5 kursów "do" i "z". Kasa bez płacenia podatków, ale jak najbardziej
>legalna, bo każdy z fiakrów płaci 1300 zł miesięcznie na rzecz Tatrzańskiego Parku Narodowego.
>Przychody TPN z tego tytułu wynoszą ok. 1 mln zł rocznie.

12x1300 = 15600zł rocznie na jednego "fasionga" na rzecz TPN. Aby zarobić ok. 1mln, takich fasiongów musiałoby być ok. 62 sztuki, wydaje mi się to mało prawdopodobne. A jeśli jednak to prawda, to nie pracują one w pełnym wymiarze godzin, co pewnie znacznie obniży wyliczoną kwotę zarobku. (wjazd trwa ok. 60min, w dół szybciej, ale powiedzmy że kurs trwa 2h. Przy 60 wozach, odjazdy byłyby co 2 minuty)

Dodatkowo, wydaje mi się (bo nie miałem przyjemności), że sezon zimowy jest tam sezonem martwym, co również znacznie obniża potencjalne możliwości zarobkowe. (z tego co wiem, przeważająca większość turystów odwiedza góry między czerwcem a wrześniem, co jest 1/3 roku)

Myślę, że realistyczny zarobek miesięczny powinien być gdzieś w połowie wyliczonej przez Ciebie, co i tak, oczywiście, jest kosmicznie wysoką kwotą jak na jedno/dwuosobowy biznes.

Wiele razy byłem w Morskim Oku, w sumie ani razu nie wsiadłem na te dorożki. To też jest kwestia znieczulicy turystów - nikt ich przecież nie zmusza do korzystania. Przecież gołym okiem widać, że te konie są tam zamęczane na śmierć - nie wierzę, że choć raz ludzie na takiej przejażdżce nie pomyślą o koniu.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Fiakrów jest właśnie ok. 60-ciu. Jasne, że zimą jest mniejszy ruch do i z Morskiego Oka, tym niemniej jest. Wozy na kołach zastępowane są saniami, oczywiście mniej ładownymi, ale fiakrzy i tak dobrze na tym wychodzą. Odliczyłeś haracz na rzecz TPN, można odliczyć kolejne kwoty np. na utrzymanie konia i zaprzęgu, tylko że ja nie wnikam w budżet fiakra, podaję tylko jego średnie, miesięczne przychody.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
Góralska chciwość swoją drogą, ale mnie zastanawia jeszcze jedno - jakim trzeba być człowiekiem, żeby po tych wszystkich reportażach, informacja w wiadomościach, artykułach w prasie, wsiadać na ten wóz?

Raz na Krecie podchodziliśmy dość stromą górą do jakiejś jaskini (fajna była). Moje kolana już nie te więc wolno mi szło. Mogłam sobie wynająć osiołka. Ale jak sobie pomyślałam że mam wsadzić cały mój rubensowski ciężar na takie maleństwo... I ie ważne że podobno miały one 120kg "ładowności". Nie mogłabym dosiąść czegoś, co mi sięga kłębem ledwie do pasa.

Oślich poganiaczy było trzech, osłów chyba z 8 (na ile rozumiem każdy poganiacz miał co najmniej dwa, żeby chodziły na zmianę), przez całe podejście i zejście (w sumie ponad godzina) minął mnie tyko jeden osiołek, z dzieciakiem na grzbiecie, rodzice szli piechotą.
Nie wyglądało, żeby wielki biznes na tych osiołkach był. A ruch na ścieżce był naprawdę duży, dziesiątki ludzi w górę i w dół, na wejście do jaskini trzeba było odczekać w kolejce.

Z krótkiej pogadanki z właścicielem baru na dole (żona Polka, nasz najlepszy towar eksportowy) dowiedziałam się, że osiołkowi poganiacze liczą już głownie na Rosjan, reszta turystów na osiołki prawie nie wsiada.

Dlatego to już sami staruszkowie (ale jacy dziarscy, oni za tymi osiołkami muszą zaiwaniać pod górę pieszo za każdym razem) i tylko ich kilku, dla młodzieży to nie biznes.
Pewnie jeszcze trochę, Rosjanie się ucywilizują i osiołki stracą pracę całkowicie.

Sprawa zaprzęgów do Morskiego Oka jest naprawdę nagłośniona, trzeba żyć chyba w środku Puszczy Białowieski, żeby być nieświadomym. Górale powinni zbankrutować, a ciągle maja pełne składy.

Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem ludzkiej głupoty i okrucieństwa.
Przecież gdyby większość turystów przestała wsiadać na te wozy, problem sam by się rozwiązał.

"We live in times of smart phones and stupid people"
DyktaFon (9281 punktów)

>Kto tyle zarabia w Polsce? Fiakrzy wożący turystów "fasiongami" do i z Morskiego Oka.

Ja tam nikomu do kieszeni nie zaglądam. Niech sobie zarabiają nawet milion zł dziennie, jeśli potrafią. Znam zresztą lepiej płatne zawody i dodatkowo mniej męczące (ksiądz, polityk).

Natomiast zgadzam się, że zamęczanie koni to rzecz naganna i dobrze by było temu przeciwdziałać. Ale nie wywołując oburzenie "ile to ci pazerni górale zdzierają z turystów". Jak turyści dobrowolnie płacą, to niech zdzierają nawet 5x tyle. Niby dlaczego nie? Czy jest przymus jeżdżenia do Zakopanego? Nie wiedziałem.... Kogo stać, ten jeździ.

Zostańmy więc przy ochronie zwierząt. Turyści niech się sami ochraniają.
bass (4786 punktów)
(zablokowany)
Jeśli zarobki sa nielegalne - interwencja skarbowa.
Jeśli zwierzęta sa męczone - interwencja weterynaryjna.

Skargi na "pazerność", "niepatriotyczność", "nieestetyczność", "zbyt wysoką opłacalność" - biznesu góralskiego są niepoważne. Chcieliśmy kapitalizmu - to go mamy. Wizytowanie Zakopanego nie jest przymusowe, Tatry, choć niewątpliwie urokliwe, to tylko drobny ułamek gór europejskich, będących w zasięgu przy porównywalnych kosztach.
Andrzej Pawlikowski (24 punktów)
Przepraszam ale muszę się z tym nie zgodzić. Czy ktoś z was pomyślał ile kosztuje utrzymanie konia? Zapewne nie. Po drugie jak już tu ktoś napisał jest to praca sezonowa. Wszyscy uparliście się na chwytliwe slogany typu "Chciwy góral" nie mając pojęcia, że całą aferę napędzają producenci tzw. meleksów (nie jestem pewny pisowni, jeśli błędna przepraszam). Na 60 bryczek jak twierdzisz zmarły tylko trzy konie. Co nie koniecznie mogło być winą fiakrów, a co do jednego zgonu mam pewność. Jeden z koni zmarł na skręt kiszek jest to nie do przewidzenia. Przypadłość ta może dopaść konia utrzymywanego w najlepszych warunkach i rzadko się zdarza żeby koń przeżył. Czy ktokolwiek z was pomyślał ile koni umiera w stadninach i nikt o tym nie wie. Czy ktoś zweryfikował działanie tych organizacji, którym rzekomo los koni nie jest obojętny. Zabraniacie bryczek do Morskiego Oka? Zabrońcie i wyścigów konnych. Trzeba zaprzestać organizować Wielką Pardubicką czy widzieliście ile koni tam potyka się na przeszkodach lub wywraca? Logicznie myśląc, te konie to źródło utrzymania tych fiakrów, więc oni naprawdę dbają o te konie. Jeszcze raz mówię pomyślcie czy ktoś mając jednego, czy dwa konie nie zadba o nie lepiej niż stadnina mająca od 20 do nawet 200 koni, która z powodu oszczędności nie zatrudnia odpowiedniej liczby pracowników, bo takie są realia. Nie zdajecie sobie sprawy ile wkładają w to pracy. Koniowi nie wystarczy założyć homonta na szyje i wio. Trzeba go tego nauczyć, a to kosztuje wiele czasu i poświęcenia.
Druga sprawa to stereotyp chciwego górala. Sprawdźcie najpierw skąd wzięło się określenie "Ceper" i zagłębcie się w historię, jak ludzie z poza Podhala wykorzystywali górali i skąd wzięła się ta nieufność górali. Czemu nie mówi się tak głośno o wybrykach tych właśnie "ceprów" np. w noc Sylwestrową kiedy to witryny sklepów "zabija się deskami" ze strachu, a Krupówki wyglądają jak pole bitwy. Niejednokrotnie też taki dumny obywatel pochodzący spoza Podhala za wielce chwalebny i męski czyn uważa zaczepianie górali, bo przecież jeżeli pobije górala nawet szesnastoletniego to ma się czym chwalić. Bo takie przypadki też występowały. O czym tu w ogóle mówić, narzekacie na pazerność, a ceny w Zakopanem są na tym samym poziomie co w innych rejonach turystycznych. Jak widzę wszyscy tu wolą obrażać i szufladkować zamiast zadać sobie kilka pytań. Te posty jakoś nie idą w parze z nazwą tego portalu bo w większości są to stereotypy i uprzedzania, a nie RACJONALIZM
bass (4786 punktów)
(zablokowany)
> Niektóre z tych koni są kupowane przez różne organizacje, którym los zwierząt nie jest obojętny.

Te organizacje, wrażliwe na trud zwierząt użytkowych, jakoś nie przejmują się losem zwierząt wolnożyjących, będących zabawkami notabli uprawiających "szlachetną sztukę łowiecką" - jak sami lubieją nazywać to, co jest w istocie zaspokajaniem niskich egoistycznych pobudek. Mało tego, "rycerze św. Huberta" przedstawiają się jako działający w majestacie prawa dobroczyńcy i opiekunowie przyrody.
06-10-2014 20:14 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Te organizacje, wrażliwe na trud zwierząt użytkowych, jakoś nie przejmują się losem zwierząt wolnożyjących, będących zabawkami notabli uprawiających "szlachetną sztukę łowiecką" - jak sami lubieją nazywać to, co jest w istocie zaspokajaniem niskich egoistycznych pobudek.

To nie tyle są pobudki egoistyczne, co atawistyczne. Polowanie jest jednym z instynktów człowieka.

>Mało tego, "rycerze św. Huberta" przedstawiają się jako działający w majestacie prawa dobroczyńcy i opiekunowie przyrody.

Jeśli masz jakieś przykłady, które by tym ich twierdzeniom przeczyły, to je przedstaw. Koła myśliwskie współpracują z leśnictwami w dokarmianiu zwierząt, liczeniu zwierzyny czy w zwalczaniu kłusownictwa. To ostatnie jest rzeczywiście wyjątkowo plugawym, godnym pogardy zajęciem. Myśliwi natomiast mają swój kodeks etyczny i ktoś, kto by walnął w zająca robiącego stójkę wypada z towarzystwa.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
06-10-2014 23:23 
 Ocena 4 na 4
bass (4786 punktów)
(zablokowany)
Tłumacząc się atawizmami, niejeden chętnie by sobie postrzelał do odwiecznych wrogów, z prawa lub z lewa, ale - po pierwsze, prawo nie pozwala; po drugie - ta "zwierzyna" potrafiłaby dać skuteczny odpór myśliwskim machos (w odróżnieniu od zajęcy dysponuje silniejszymi narzędziami odwetu, niż "robienie stójki")

Reszta tłumaczeń myśliwskiego lobby - zabijamy z miłości do przyrody i dla dobra zwierzyny, którą przed zabiciem dokarmiamy - dziwnie przypomina nauki kleru, który też z miłości i dla dobra wiernych (a nawet niewiernych) oraz w celu ich zbawienia, ogranicza wolności osobiste, grabi zasoby materialne i stawia się ponad prawem. Czystym przypadkiem koła myśliwskie są popierane przez kościoły, mają swoich kapelanów, wiele imprez zaczyna się i kończy mszą pod patronatem św. Hubertusa ...
Cóż, dobre polowanko wyzwala adrenalinę, pozwala łagodzić kompleksy i pompować ego. I można zabijać dla przyjemności, w majestacie prawa.
07-10-2014 00:14 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>Tłumacząc się atawizmami, niejeden chętnie by sobie postrzelał do odwiecznych wrogów,

No dobrze. Tym tropem idąc zakażmy wielu sportów - w pierwszej kolejności sportów walki... Osobiście to bym z tego powodu nie płakał, ale obawiam się, że prezentujesz tu kliniczny przykład "pięknoduchostwa". Proponuję w takim ujęciu pomyśleć raczej o szczepionce na testosteron.

> Reszta tłumaczeń myśliwskiego lobby - zabijamy z miłości do przyrody i dla dobra zwierzyny, którą przed zabiciem dokarmiamy - dziwnie przypomina nauki kleru, który też [color=blue]z miłości i dla dobra wiernych

Błądzisz w tym rozumowaniu. Odstrzał jest konieczny dla utrzymania zwierzyny na optymalnym poziomie. Za szkody w uprawach wyrządzanych przez dziki płaci skarb państwa. Mniej oczywista sprawa - okazało się, że sarny i daniele są głównym rezerwuarem kleszczy, więc - o ile chcesz w miarę spokojnie spacerować sobie w lesie, to wiedz, że świat jest tak dziwnie urządzony, że przeciwieństwem życia nie zawsze jest śmierć, ale czasem też inne życie. Wplatanie w te rozumowania od razu Kościoła jest trochę na wyrost.

> Cóż, dobre polowanko wyzwala adrenalinę, pozwala łagodzić kompleksy i pompować ego. I można zabijać dla przyjemności, w majestacie prawa.

Cóż, mój tata był myśliwym i zrezygnował z tego "sportu" z przyczyn, o których tu piszesz. Mnie też widok ustrzelonego zająca bynajmniej nie radował, jako dziecka, o, nie.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
07-10-2014 08:19 
 Ocena 5 na 5
bass (4786 punktów)
(zablokowany)
> Odstrzał jest konieczny dla utrzymania zwierzyny na optymalnym poziomie. Za szkody w uprawach wyrządzanych przez dziki płaci skarb państwa. Mniej oczywista sprawa - okazało się, że sarny i daniele są głównym rezerwuarem kleszczy, ...

Do takich działań są służby leśne i inni zawodowcy, którzy muszą wykonywać nieprzyjemne, choć niezbędne zadania.
Sporty walki, cokolwiek by o nich sądzić, odbywają się na zasadzie "chcącemu nie dzieje się krzywda".
Myśliwstwo było kiedyś niezbędne, bo zaspokajało potrzeby bytowe. Na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego, myśliwstwo to hobby, a myśliwi zabijają dla przyjemności - jakiekolwiek by przywoływali argumenty.
A że ktoś wierzy, że różne Szwedy, Niemce, Anglicy polują w polskich lasach z miłości do polskiej przyrody i zwierząt, albo że się martwią, że Polaków kleszcze zjedzą - to cóż, na wiarę nie ma lekarstwa...
07-10-2014 11:06 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Pawlikowski (24 punktów)
>Do takich działań są służby leśne i inni zawodowcy, którzy muszą wykonywać nieprzyjemne, choć niezbędne zadania
>Myśliwstwo było kiedyś niezbędne, bo zaspokajało potrzeby bytowe.

No i wlasnie takimi innymi zawodowcami sa kola lowieckie. Czlowiek jest czescia przyrody i dlatego gdy dawniej polowano dla zaspokojenia potrzeb bytowych rownowaga w przyrodzie byla zachowana. Teraz mysliwi zabijaja dlatego zeby ta rownowage zachowac bo nikt juz nie idzie do lasu z dzida po pozywienie. I nie jest to zabijanie na oslep, tylko wczesniej prowadzone sa obserwacje i wybierana jest zwierzyna ktorej odstrzal nie jest zagrozeniem dla rownowagi.
Przepraszam za brak polskich znakow ale nie mam polskiej klawiatury w telefonie.
07-10-2014 12:04 
 Ocena 3 na 3
KORUND (4922 punktów)
>>Myśliwstwo było kiedyś niezbędne, bo zaspokajało potrzeby bytowe.
>No i wlasnie takimi innymi zawodowcami sa kola lowieckie. Czlowiek jest czescia przyrody i dlatego gdy dawniej polowano dla zaspokojenia potrzeb bytowych rownowaga w przyrodzie byla zachowana.
-Nie szarżowałbym słowem równowaga. Nigdy nie było w przyrodzie takiego stanu by ilość gatunków i liczebność osobników była zbyt długo stała. Między innymi dlatego gatunki wymierały i zachodzi taki proces jak ewolucja. I przecież ta tzw. równowaga była o wiele łatwiejsza do zachowania, zanim pojawił się polujący homo sapiens, czyli przez zdecydowaną większość czasu istnienia życia na tej planecie. Jest taki okres zwany "wielkim zabijaniem". Tam gdzie pojawiał się człowiek, zasiedlając kolejne kontynenty i wyspy, tam po pewnym czasie ginęły duże gatunki zwierząt, np. ssaków Ameryki Płn. czy ptaków wysp Oceanii, Nowej Zelandii, Madagaskaru. Duże zwierzęta Afryki niejako nauczyły się koegzystować z człowiekiem bo miały na to najwięcej czasu. Oczywiście dopóki nie pojawili się biali myśliwi, lepiej uzbrojeni. Gdyby nie ostre zakazy polowań....nie uświadczylibyśmy już np. słonia, ani nosorożca na wolności.

> Teraz myśliwi zabijaja dlatego zeby ta rownowage zachowac bo nikt juz nie idzie do lasu z dzida po pozywienie.
-Nie zapominaj o drapieżnikach i samej konkurencji pomiędzy gatunkami. To dzięki temu istniała ta "równowaga" na długo przed człowiekiem. To człowiek najbardziej ją zachwiał, wybijając drapieżniki i te gatunki, które mu najbardziej smakowały i/lub najłatwiej dawały się zabić oraz zajmując ich siedliska. A odkąd człowiek nauczył się hodować zwierzęta i uprawiać rolę nie musi już chodzić z dzidą. Reasumując, najlepiej się mają te ekosystemy, które człowiek zostawi w spokoju i niczego w nich nie reguluje.
07-10-2014 13:03 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
> >Do takich działań są służby leśne i inni zawodowcy, którzy muszą wykonywać nieprzyjemne, choć niezbędne zadania
>>Myśliwstwo było kiedyś niezbędne, bo zaspokajało potrzeby bytowe.
>No i wlasnie takimi innymi zawodowcami sa kola lowieckie. Czlowiek jest czescia przyrody i dlatego gdy dawniej polowano dla zaspokojenia potrzeb bytowych rownowaga w przyrodzie byla zachowana.

Jak ludzie zaczęli zaspokajać swoje potrzeby bytowe w Ameryce, to mega fauna zniknęła szybciej nie dinozaur po upadku meteorytu. A mieli tylko dzidy i proce.
W Europie tez trochę "zrównoważyliśmy" parę gatunków.

>Teraz mysliwi zabijaja dlatego zeby ta rownowage zachowac bo nikt juz nie idzie do lasu z dzida po pozywienie.

A szkoda. Zabijanie w celu zjedzenia jest przynajmniej sensowne a polowanie z dzidą, np. na dzika, wprowadza pewną równowagę.
A jeżeli nie potrafisz oprawić i ugotować tego co zabijesz, nie chcesz tego potem jeść, nie jesteś myśliwym.

Zachowaniem równowagi zawsze zajmowały się drapieżniki, pasożyty i drobnoustroje chorobotwórcze. I klimat.
Równowagę zaburzył człowiek, teraz nie pozwala jej się odrodzić (nie daj bóg gdzieś mignie wilk, od razu popłoch i nawoływanie do odstrzału) i obłudnie twierdzi, że to on ją utrzymuje.

Czego świetnym przykładem jest strzelanie do zwierząt przy paśnikach i lizawkach albo odstrzał w otulinach parków narodowych (bo przecież jeleń powinien wiedzieć, gdzie jest granica i nie wyłazić). Wbrew prawu, ale kto bogatemu zabroni?

>I nie jest to zabijanie na oslep, tylko wczesniej prowadzone sa obserwacje i wybierana jest zwierzyna ktorej odstrzal nie jest zagrozeniem dla rownowagi.

A nad kominkami myśliwych wiszą wypchane głowy chorych jeleni z kikutami rogów i starych, wyłysiałych odyńców z połamanymi kłami.

W jednym masz racje, to nie jest zabijanie na oślep. Padają najdorodniejsze, najsilniejsze osobniki. W końcu za prawo do odstrzału każdej sztuki się płaci, kto za swoje pieniądze chce dostać chorego pół-umarlaka z egzemą?

Osobna bajka to umiejętności strzelecki większości naszych "myśliwych" i ich skutki. Jest większa szansa, że postrzelą kolegę niż zwierzynę. Albo żonę - podobno żona myśliwego łudząco przypomina jenota.

"We live in times of smart phones and stupid people"
09-10-2014 09:40 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Pawlikowski (24 punktów)
>Jak ludzie zaczęli zaspokajać swoje potrzeby bytowe w Ameryce, to mega fauna zniknęła szybciej nie dinozaur po upadku meteorytu. A mieli tylko dzidy i proce.
>W Europie tez trochę "zrównoważyliśmy" parę gatunków.

No dobrze być może użycie słowa równowaga nie było zbyt trafne zgadzam się, ale wy popadacie w skrajności i nie potrafię zrozumieć dlaczego wy traktujecie człowieka jakby nie był częścią tej przyrody i ekosystemu. Mówicie tak jakby spadł z kosmosu, albo stworzył go bóg z niczego i sieje sobie taki człowiek zniszczenie na świecie. Jeżeli ci "barbarzyńcy" nie "zrównoważyliby" (tak jak to ładnie ujęłaś)kilku gatunków dziś nie siedzielibyśmy sobie i nie rozmawiali, tylko rozstawiali ostrokół koło swoich sadyb.

>A szkoda. Zabijanie w celu zjedzenia jest przynajmniej sensowne a polowanie z dzidą, np. na dzika, wprowadza pewną równowagę.
>A jeżeli nie potrafisz oprawić i ugotować tego co zabijesz, nie chcesz tego potem jeść, nie jesteś myśliwym.
>Zachowaniem równowagi zawsze zajmowały się drapieżniki, pasożyty i drobnoustroje chorobotwórcze. I klimat.

Ja nie bronię zabijania w dzisiejszych czasach wyłącznie dla ozdoby dla pozyskania kości słoniowej czy futer ładnych zwierząt. Bardzo lubię zwierzęta i lubię z nimi przebywać. Jednak pomijamy tu fakt, że nie zawsze człowiek zabijał zwierzęta po to by je zjeść. Czasem robił to właśnie w obronie przed drapieżnikami i w celu zdobycia terenu. Na świecie pojawił się gatunek homo sapiens i ewolucja wykształciła u niego większy intelekt, zamiast kłów i szponów i to stało się jego bronią. Możemy jedynie winić ewolucję że nie wyposażyła nas tak abyśmy mieli równe szanse. Człowiek po prostu stał się jednym z drapieżników.
Odnośnie twojej wypowiedzi mam nadzieję że gdy jesteś chora to nie przyjmujesz leków, bo w ten sposób zabijasz drobnoustroje chorobotwórcze.

>Równowagę zaburzył człowiek, teraz nie pozwala jej się odrodzić (nie daj bóg gdzieś mignie wilk, od razu popłoch i nawoływanie do odstrzału) i obłudnie twierdzi, że to on ją utrzymuje.

Powiem ci z doświadczenia, mieszkałem przez 20 lat w rejonie w którym bardzo blisko żyliśmy z tą dziką częścią przyrody i wierz mi gdy wilki zaczynają podchodzić do domów a robiły to co jakiś czas to nie wypuszczasz dziecka na dwór, żeby się pobawiło. Dzwonisz właśnie do służb leśnych albo do tych wielkich strasznych morderców myśliwych i oni rozważają co trzeba z tym zrobić odstrzał nie zawsze wchodzi w grę ale jest też brany pod uwagę.
Nie wiem czy widziałaś kiedyś pole uprawne na którym pohulał sobie dzik. Co mają powiedzieć ludzie, których plony są notorycznie niszczone, a są ich jedynym źródłem utrzymania. To samo się tyczy wilków i hodowców bydła cz owiec.

>>I nie jest to zabijanie na oslep, tylko wczesniej prowadzone sa obserwacje i wybierana jest zwierzyna ktorej odstrzal nie jest zagrozeniem dla rownowagi.
>A nad kominkami myśliwych wiszą wypchane głowy chorych jeleni z kikutami rogów i starych, wyłysiałych odyńców z połamanymi kłami.
A nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że te piękne poroża na głowach jeleni nad kominkami często pochodzą od innego byka, ponieważ jeleń zrzuca poroże.
A sam wygląd to praca ludzi którzy się zajmują preparowaniem zwierzyny

Na koniec chciałbym powiedzieć jeszcze jedno mam nadzieje, że nikt się o to nie obrazi i nie mówię tu do żadnej konkretnej osoby. W większości przypadków tak wypowiadają się osoby na co dzień żyjące sobie wygodnie w mieszkanku z dala od przyrody a dzikie zwierzęta widzą tylko w telewizji lub raz na jakiś czas na wycieczce do parku narodowego. Nie mają pojęcia o tym jak takie życie wygląda na co dzień, to samo dotyczy tych obrońców koni z Morskiego Oka. Jak te wypowiedzi w ogóle wyglądają "znajomi mi mówili..." w prasie czytałem/łam..." jeśli ma się tylko takie informacje to lepiej się nie wypowiadać. A na zakończeni i rozluźnienie przypomniał mi się wierszyk z dzieciństwa
"Powiem ci w słowach kilku,
Co myślę o tym wilku:
Gdyby nie był na obrazku,
Zaraz by cię zjadł, głuptasku."
Jan Brzechwa
07-10-2014 12:22 
 Ocena 4 na 4
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
> > Niektóre z tych koni są kupowane przez różne organizacje, którym los zwierząt nie jest obojętny.Te organizacje, wrażliwe na trud zwierząt użytkowych, jakoś nie przejmują się losem zwierząt wolnożyjących,

Żal Ci sarenek i dzików a ludzi chorych na SM już nie? A w ogóle w Afryce dzieci głodują!

To takie wygodne - znaleźć sobie ludzi którzy zajmują się jakimś jednym nieszczęściem i zarzucić im, ze nie zajmują się innym, w opinii oceniającego większym, ważniejszym, bardziej wstrząsającym, bardziej godnym zaangażowania itp.
Postawa właściwa ludziom którzy nie zajmują się nikim poza sobą.
Zawsze im mało poświecenia i wrażliwości... u innych.

Jak człowiek się poświęci jakiejś wybranej sprawie, to innym nie wytyka, że poświęcają się nie temu co trzeba.

Trzeba samemu tylko gadać po próżnicy, żeby osobom zaangażowanym w rzeczywiste działania wytykać, że słabo się starają i nie tam, gdzie powinni.
Tacy zarzucają osobom opiekującym się osobami z Alzheimerem, ze nie zajmują się dziećmi z porażeniem mózgowym, opiekunom kotów ze pomijają psy, a opiekunom starych koni, że nie dbają o sarenki w lesie. Bo przecież albo zbawiać cały świat albo tyłka z kanapy nie ruszać, nic pośrodku.

Co Ty zrobiłeś dziś dla sarenek i zajęcy? Czemu oczekujesz, że zajmą się tym inni?


"We live in times of smart phones and stupid people"
07-10-2014 16:02 
 Ocena 1 na 1
bass (4786 punktów)
(zablokowany)
Owszem, drażnią mnie ludzie, dla których pies jest ważniejszy niż dziecko, ochronkę dla starych koni zamiast ich humanitarnej eutanazji uważam za marnotrawienie sił i środków, myśliwstwo uważam za patologię.
I co ?
Czy te poglądy (których nikomu nie narzucam) są gorsze od twoich, na temat Tatr, Zakopanego i Górali?
Ja twoje przyjąłem do wiadomości, nie oceniając cię i nie rozliczając, uznaję że masz do nich prawo. A ty mnie od razu pouczasz i rozliczasz?

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365