 |
Czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym...? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-09-2010 14:57 | drHaust (737 punktów) | Czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym...?
2 na 4 | czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, żeby żyć szczęśliwie?
nie, czyli tak...?
nie, bo - potrzebujemy tylko poczucia, że to co tak pieczołowicie gromadzimy i zdobywamy, nie zostanie nam pewnego dnia o pewnej godzinie - zabrane, bo tak to trzeba nazwać. mam wszystko, absolut posiadania. i ?i właśnie moje poczucie posiadania cały czas jest w lekkim strachu bo? tak. bo tak... jutro, po jutrze, w środę, niedziele - wybija moja godzina i wszystko co z takim trudem zdobywałem, co tak bardzo sprawiało mi przyjemność po prostu znika. nieuchronnie i nieodwracalnie. absolutnie. nie ma i juz. czyli... czy to - zdobywanie - traci sens?
...a my cały czas posiadamy ogromny egoizm, mamy bardzo wybujale poczucie wartości. jesteśmy wspaniali najlepsi, niezniszczalni. wieczni i wszechmocni. i co ? i negujemy to ze to bajka. bo realnie potrafimy jednak to ocenić. czasem... wiec? więc.. potrzebujemy boga który przedłuży nasze marzenia o tę nieskończoność o życie wieczne..amen.. i bóg jest tak wymyślony, idealnie wymyślony ze ciężko go zanegować, bo jak udowodnić ze boga nie ma. jak udowodnić ze nie ma tego czego nie ma. bo skoro ja wierze ze jest, to udowodnij mi ze .... i zaczyna sie nakręcanie spiralki absurdu... a przecież i tak wiadomo ze ja mam racje więc i tak nie będę zważał na twoje zdanie... i juz...
więc? tak, tak! - potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, ale - potrzebujemy swojego boga. który tylko nas/mnie uczyni szczęśliwym. i kilku pociotków... bo reszta powinna szczęznąć w piekle. choćby ubóstwa... jeśli nie duchowego to materialnego... wtedy dopiero jesteśmy szczęśliwi.
dlaczego?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >tak, tak! - potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, ale - potrzebujemy swojego boga. który tylko nas/mnie uczyni szczęśliwym.
Nie lubię gier słownych, kiedy ktoś pyta czy potrzeba boga żeby być szczęśliwym, a później nazywa coś innego tym samym słowem "bóg", żeby niby było spójnie. Zmień to po prostu na np. POWÓD:
"tak, tak! - potrzebujemy powodu żeby być szczęśliwym, ale - potrzebujemy swojego powodu, który tylko nas uczyni szczęśliwymi"
I od razu wszystko jasne.
>sprawiało mi przyjemność po prostu znika. nieuchronnie i nieodwracalnie. absolutnie. nie ma i juz. czyli... czy to - zdobywanie - traci sens?
Polecam książkę Władysława Tatarkiewicza "O szczęściu".
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | drHaust (737 punktów) | cyt: > tak, tak! - potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, ale - potrzebujemy swojego boga. który tylko nas/mnie uczyni szczęśliwym.Nie lubię gier słownych, kiedy ktoś pyta czy potrzeba boga żeby być szczęśliwym, a później nazywa coś innego tym samym słowem "bóg", żeby niby było spójnie. Zmień to po prostu na np. POWÓD: "tak, tak! - potrzebujemy powodu żeby być szczęśliwym, ale - potrzebujemy swojego powodu, który tylko nas uczyni szczęśliwymi" I od razu wszystko jasne. > sprawiało mi przyjemność po prostu znika. nieuchronnie i nieodwracalnie. absolutnie. nie ma i juz. czyli... czy to - zdobywanie - traci sens?Polecam książkę Władysława Tatarkiewicza "O szczęściu". .................................................................................... ...no tak, spójny to ja nie jestem, wiem... ale - tam ma być słowo bóg, chociaż może nie potrafię tej spójności wytłumaczyć... zauważyłem, (powiem to w jako JA, choć niekoniecznie mnie to dotyczy) że "mój bóg" niekoniecznie jest "bogiem mojego sąsiada". Niby łączy nas ta sama religia, być może i kościół ten sam, jako budynek i parafia - ale bóg zawsze powinie być po mojej stronie nieco bardziej, stąd: bóg a nie powód. bardzo często - teoretycznie - dwie walczące strony mają tego samego boga, ale - ich jest po właściwej stronie, powinien być przynajmniej... co do całości oczywiście nie upieram się bo to tylko była taka poranna myśl, a skoro taka był niech będzie niezmieniana, ale nieco okomentowana  wbudzi może nieco wiecej emocji i innych myśii i może czegoś ciekawego jeszcze sie dowiem  ?
Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mnie się spodobał twój wpis. Ująłeś w nim trafnie zjawisko wymyślania i funkcjonowania monoteistycznych bogów. Tatarkiewicza nie polecam, był chyba dość rozmodlony, bo pomijał na przykład filozofię przyrody, a plótł wiele na temat nurtów myśli ćpająco - wymyślającej. Szkoda, że jego prace urosły do rangi polskiego podręcznika filozofii.
|
|
| |  | 1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Jeśli chodzi o Tatarkiewicza to według mnie najbardziej warte uwagi są jego książki O szczęściu i Dzieje sześciu pojęć, inne jak np. Historia filozofii dają ciekawy obraz postrzegania historii filozofii prawie 6 dekad temu, ale faktycznie w porównaniu z dzisiejszymi opracowaniami wypadają tragicznie. Nie wydaje mi się, żeby był zbyt rozmodlony, ale na pewno był mało rzetelny i obiektywny w porównaniu z dzisiejszymi mniej znanymi autorami. Nie bardzo jestem w stanie wypisać z pamięci wszystkich irytujących rzeczy w jego trzech tomach historii filozofii, ale wystarczy chociażby spojrzeć na rozdział, w którym opisuje Nietschego.
>Szkoda, że jego prace urosły do rangi polskiego podręcznika filozofii.
Również nad tym ubolewam, chociaż te dwie wspomniane wcześniej książki, są według mnie wyjątkowo udane.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nic dodać, nic ująć Arystypie.
|
|
 | | P.R.Wieczorek DSM (207 punktów) | Chętnie poczytam pana Tatarkiewicza. Pozdrawiam!
|
|
| B2BW (3184 punktów) | >czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, żeby żyć szczęśliwie? >nie, czyli tak...? >nie, bo - potrzebujemy tylko poczucia, że to co tak pieczołowicie gromadzimy i zdobywamy, nie zostanie nam pewnego dnia o pewnej godzinie - zabrane jestem szczęśliwy i boga do tego nie potrzebuję. W momencie śmierci zostanie mi zabrane.. no moje życie. Będzie to pewnie smutna chwila, ale cóż? Miliardy ludzi już przez to przeszły!
>nie ma i juz. czyli... czy to - zdobywanie - traci sens? dokładnie, traci sens. najlepiej usiąść na torach i poczekać na najbliższy pociąg.
>więc.. potrzebujemy boga który przedłuży nasze marzenia o tę nieskończoność o życie wieczne..amen..
niektórzy potrzebują, inni nie. Generalnie byłoby lepiej gdybyś przedstawił rozważania jako własne zdanie
>zaczyna sie nakręcanie spiralki absurdu... dokładnie. Już przeszła mi ochota żeby komentować tego posta. Mimo wszystko pozdrawiam i życzę owocnych poszukiwań sensu życia - poszukiwań w życiu, a nie w metafizyce, zapewniam, że można to zrobić
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:życzę owocnych poszukiwań sensu życia - poszukiwań w życiu, a nie w metafizyce, zapewniam, że można to zrobić  Dobrze powiedziane, ale Cytat:W momencie śmierci zostanie mi zabrane.. no moje życie. Rozumiem, że jest to powtórzenie po autorze topiku, ale czyżby podświadomość? Nikt nam nie zabiera życia. Umieramy przeważnie ze starości.
|
|
2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Cały bajer polega na tym, że szczęście nie jest wyznaczane globalnie. Wprawdzie istnieją powiedzenia, że "do szczęścia mi brakuje" i w tym miejscy litania - kobiety/mężczyzny, mieszkania, fajnej pracy, dziecka itd., co nie znaczy, że i bez tych rzeczy człowiek szczęśliwy być nie może. Szczęście to stan fizjologiczny, który występuje raptem w kilku sytuacjach. W filozofii jednak chciałoby się z tego szczęścia zrobić jakąś stałą. Jak ktoś jest szczęśliwy, to globalnie i już do grobowej deski. To bzdura. Jedna rzecz, że po drodze dochodzą kolejne zachcianki, sytuacja się zmienia, wciąż pragniemy nowych rzeczy. Jak masz szalejące hemoroidy, to ciężko się cieszyć z nowego harleya, choć wcześniej nawet nie myślałeś o żylakach odbytu  Szczęście jest - jak wszystko w organizmie człowieka - stanem chemicznym. Nie jest zależne od sytuacji materialnej (choć ludzie nie mający problemów częściej mają okazję do przeżywania tego stanu), od ciągłości egzystencji, czy innych filozoficznych czarów marów. I wbrew pozorom ten stan nie trwa znowu aż tak długo, jak by się chciało. Ostatnio miałem okazję obserwować kolegę, który na zabój się "zakochał". Laska jest z innego miasta i czasem do Warszaway wpada służbowo - koleś wniebowzięty, skacze pod sufit, opowiada o tym, jaki to jest szczęśliwy. Ale tylko wtedy, kiedy ona jest, bądź zaraz ma być, bądź coś do niego napisze. Bo inaczej jest nieszczęśliwy - tęskni, nie może spać... jednak w ujęciu globalnym uważa, że jest szczęśliwy (mimo iż statystycznie rzecz biorąc więcej czasu tęskni, niż się raduje). Taki społeczny przekaz. Jesteś zakochany (ale z wzajemnością)- automatycznie musisz być szczęśliwy. Druga rzecz - człowiek nie może być rozpatrywany globalnie, bo zazwyczaj ludzie w ten sposób nie myślą. Mówisz, że zbieranie nie ma sensu, bo w rezultacie wszystko się traci. To jest myślenie właściwe dla ludzi z depresją. Zdrowy człowiek jara fajki, bo nie zastanawia się nad rakiem. Żre ponad miarę, bo gdzieś ma zawał serca, który go niechybnie czeka. Dupczy bez kondoma, bo nie myśli nawet 9 miesięcy naprzód  Szczęście trwa krótko. W skali życia nie ma sensu, ale człowiek rzadko myśli w takiej skali. Dwie godziny do przodu starczy. W skali życia żadna aktywność nie ma sensu, ale w skali doby, miesiąca, dwóch - jak najbardziej. I w tej skali odbywa się rozumowanie. "Zarobię kasę przez wakacje to sobie kupię komputer". No niby po co, skoro do grobu go nie wezmę, ale nikt tak tego nie rozpatruje. Jako plan trzymiesięczny zdarzenie to ma sens i człowiek z komputerem będzie przez jakiś czas szczęśliwy. Innymi słowy - im bardziej człowiek krótkowzroczny, im mniejsze cele sobie stawia, tym więcej ma możliwości gratyfikacji. Tym częściej, a więc i dłużej, jest szczęśliwy. Bóg nie ma nic do tego - Boga nie stworzono do szczęścia. Boga stworzono wpierw do tłumaczenia zjawisk, a następnie do straszenia piekłem i trzepania kasy. Owszem - księdzu Bóg do szczęścia jest niewątpliwie bardzo potrzebny, bez niego strumień forsy by się urwał. Zwykłemu człowiekowi starczą zwykłe, krótkotrwałe momenty. Seks, wysiłek fizyczny, kąpiel, urżnięcie się z kolegami, nowy samochód, mieszkanie i w ten deseń.
|
|
Stadnina Egzystencji (126 punktów) (zablokowany) | Pytanie jest bardzo głupie. Wystarczy podać przykład jednego ateisty który jest szczęśliwy aby obalić to pytanie.
Nie ma reguł, że to i to jest konieczne potrzebne do szczęścia. Pewnymi potrzebnymi "rzeczami" dla człowieka jest powietrze, woda, jedzenie.
Można jedynie mówić o tym że coś ułatwia lub utrudnia osiągnięcie szczęścia. Należy też pamiętać że pewne rzeczy wykorzystane do szczęścia nie mogą współistnieć z innymi.
Wiara w boga to rzecz która prawie zawsze zwiększa poczucie szczęścia, choć zależy jaki mamy obraz tego boga. Najczęściej ateizm racjonalistów wynika po prostu z antypatii do boga spowodowanej poczuciem że bóg jest okrutny, niesprawiedliwy etc. Ateistom nie podoba się taki bóg dlatego go sobie likwidują aby czuli się szczęśliwsi, świat bez boga jest dla nich przyjemniejszy niż świat z okrutnym bogiem.
|
|
 | 1 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja, jako ateista, lubię prawdę. Nie szukam jej dla szczęścia czy do nieszczęścia. Na prawdę boga nie ma.
|
|
|  | -1 na 1 Stadnina Egzystencji (126 punktów) (zablokowany) | Ale czy możesz wykluczyć że zainteresowałeś się prawdą racjonalizmem bo dawał możliwości wykluczenia boga?
Lubisz prawdę? Wiec jeśli twoja córka zostanie brutalnie zgwałcona ale po tym uderzona w głowę co spowodowało jej amnezję na tą sytuację to czy opowiesz jej o tym gwałcie ze szczegółami czy pozwolisz żyć w nieprawdzie? Jeśli odpowiesz twierdząco, to czy lubisz sprawiać osobom które kochasz przykrość?
|
|
| |  | 2 na 2 | basia66 (5 punktów) | >Ale czy możesz wykluczyć że zainteresowałeś się prawdą racjonalizmem bo dawał możliwości wykluczenia boga? >Lubisz prawdę? Wiec jeśli twoja córka zostanie brutalnie zgwałcona ale po tym uderzona w głowę co spowodowało jej amnezję na tą sytuację to czy opowiesz jej o tym gwałcie ze szczegółami czy pozwolisz żyć w nieprawdzie? >Jeśli odpowiesz twierdząco, to czy lubisz sprawiać osobom które kochasz przykrość? > No tak, czy jesteśmy w stanie określić, czy zawsze warto znać prawdę? A co to znaczy prawda? Wykluczenie Boga nie oznacza, że to co jest, jest prawdą. Prawdą jest ewolucyjna potrzeba chronienia bliskich. Tak więc powiedzenie osobie bliskiej o tym, że nie pamięta o okrucieństwie, nie jest wskazane. Nie ma to jednak żadnego związku z wiarą lub jej brakiem.
|
|
| |  | | orchidea78 (385 punktów) | zawsze prawda? | Do pewnego momentu, uważałam, że należy "głosić prawdę", nie udawać, że jest jest inaczej, niż jest.Nie wolno ranić prawdą głoszoną-najlepiej zachować to dla siebie . Prawda, która czyni zło i jest okrutna, powinna,jednak, zostać nieujawniona. No tak-tylko jak to się ma do "najprawdziwszej prawdy"? Ktoś kto pyta, powinien być przygotowany na to, że uzyskana odpowiedź nie będzie dla niego miła, więc może czasem nie warto, po prostu, drążyć tematu"? Czy zawsze lepiej wiedzieć? Bóg nie ma z tym nic wspólnego-człowiek mówi prawdę (lub kłamie) niezależnie od swoich "preferencji religijnych". Często zależne to jest od sytuacji. Można na to spojrzeć tak:postępuję dobrze, bo lękam się, że spotka mnie kara. Rozumując w ten sposób, uznajemy, iż "ktoś/coś) sprawuje kontrolę nad naszym postępowaniem i każe (nagradza) gdy potrzeba. A nie ma nikogo takiego! Osoby wierzące, patrzą na to inaczej,ale portal ten jest to miejscem dla tych którzy odrzucili Boga.Lub dla tych którzy nigdy nie mieli z nim dobrych układów  . Lub "dla wątpiących" Przyjęło się używanie zwrotów "Dzięki Bogu", "O Boże!", ale ludzie używają ich,raczej, z przyzwyczajenia i nie kryje się pod tym,wiara.
|
|
1 na 1 | basia66 (5 punktów) | Odp: Czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym...? | Szczęście jest pojęciem tak samo abstrakcyjnym jak niebo... To jak co nazywamy ,wiąże się z tym jaką definicję poznamy. Dla katolików szczęście wiąże się nierozerwalnie ze śmiercią, bo dopiero po śmierci może spotkać nas zasłużona nagroda..religia w tym momencie wykorzystuje czynnik tkz: życzeniowy, zapisany w naszej psychice tzn: życzymy zawsze sobie tego co najlepsze. Jak wiadomo, w to co nie znane najłatwiej człowiek wierzy, jeżeli ktoś nam po trzech miesiącach pracy obieca podwyżkę, nie mamy powodu, żeby mu nie wierzyć, dopiero po tym okresie możemy sprawdzić czy mówił prawdę, czy nie. Religia wyklucza możliwość weryfikacji. Co za tym idzie... katolicy uczą się od małego, że szczęście to = BÓG, bo on nas zabierze do nieba,, czytaj: wierzyć w Boga to byc szczęśliwym, a to oczywiste kłamstwo. Tak naprawdę to, że jesteśmy szczęśliwi możemy stwierdzić w naszym tkz. doczesnym życiu, co oznacza, że możemy być szczęśliwi, tylko dlatego, że sami mamy takie poczucie i mam taką cichą nadzieję, że ludzie zrozumieją, że ich życie to oni sami i ich własna teoria szczęścia zgodna z wewnętrznym przekonaniem poczucia prawdziwej radości.. nie oparta na w indokrynowanej im teorii religii. Życie jest jedno, przyzwyczajmy się do tego i sprawmy, żeby było dla nas szczęśliwe na ZIEMI.
|
|
| drHaust (737 punktów) | ha, pięknie, ale drobne wyjaśnienia: jestem w takim samym stopniu wrzącym jak i niewierzącym. Raczej opcja nie "mam zdania" - z drobnym ALE. To, ż e ni mam zdanie nie zwalnia mnie z poszukiwania drogi rozwoju, ha-patetycznie ale "etycznie czystej" coś na zasadzie "żyj i pozwól żyć" obserwuje i wyciągam wnioski. obserwuje i myślę i wybieram drogę dla siebie, która pozwala iść z tymi zasadami. Wiem, brzmi jak kazanie wiejskiego proboszcza, ale trudno. Czasem tak wychodzi  a teraz drobna odpowiedź: > Druga rzecz - człowiek nie może być rozpatrywany globalnie, bo zazwyczaj ludzie w ten sposób nie myślą. Mówisz, że zbieranie nie ma sensu, bo w rezultacie wszystko się traci. To jest myślenie właściwe dla ludzi z depresją. Zdrowy człowiek jara fajki, bo nie zastanawia się nad rakiem. Żre ponad miarę, bo gdzieś ma zawał serca, który go niechybnie czeka. Dupczy bez kondoma, bo nie myśli nawet 9 miesięcy naprzódPodoba mi sie powiedzenie, myśl, że to myślenie dla ludzi z depresją. ALE... Znam troszkę ludzi którzy, nie "jarają fajek", niczego nie "jarają" zresztą, choć może maja raka  nie "żrą ponad miarę", zawał i tak nastąpi, i prokreują sie na milion sposobów ALE lub I - nie maja depresji. Fakt nie odczuwania potrzeby zbierania nie musi być depresją. Tak naprawdę nie ma sensu zbierania rzeczy, bo się je jednego dnia traci ALE - i tu inny cytat  : > Prawdą jest ewolucyjna potrzeba chronienia bliskich.A z tą prawdą nie dyskutuję, nawet jeżeli globalnie nie ma sensu. Dla mnie ma. Tyle, ze to chyba na nowy watek. Wracam jeszcze do tej depresji, bo mi sie bardzo podoba. Nie wiem ilu w sumie tak naprawdę ludzi na świecie wierzy w coś, nazwę to Bogiem - ale - większość społeczeństw u władzy ma osoby które - deklarują, bo nie wiem jak jest naprawdę - wiarę. Wierzenie. W jakiegoś Boga. Oczywiście swojego, w swoim kraju poprawnego politycznie. Którego wyznawcy stanowią demokratyczna wiekszość... hm? Zakładając, że jak gdzieś sie twierdzi Polska to kraj w 80%? 90%? powiedzmy religijny bo ta część ludzi wierzy - oddajemy swoje losy w ręce ludzi którzy... i tu będzie wojna - wciskają mi swoja wątpliwą teorię o życiu wiecznym, wedle której w strachu przed śmiercią żyją? To nie depresja? A co? zbiorowe obłąkanie? Dość ciekawe  Kiedyś ktoś napisał: Jeśli rozmawiasz z Bogiem to modlitwa, jeżeli Bóg z Tobą to schizofrenia... Dla mnie to, oczywiście spłycam: palisz bibułkę z narkotykiem to źle, palisz z tytoniem (plącąc podatek/haracz) jest wporzatku! Dlaczego nikt nie zakaże palenia... w ogóle? A tu odsyłam do Napoleona. Ma taka genialna odpowiedź. Tak wiec. Wydajemi sie że nie ja mam depresje  tylko za dużo czasu w sobotę  co spowodowało że pozwalam sobie na wolne myśli... co niestety może doprowadzić do depresji ;P Pytanie:Czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym...? nie jest głupie, bo nie ma głupich pytań... Są tylko zwykłe ludzki wątpliwości. Ludzkie. Bogowie ich pewnie nie maj ale na tym zna sie lepiej psychiatria... I myślę, że jezeli jednak jakiś miły kosmita zwany przez Ojców Kościoła Bogiem istnieje, to ceni sobie nie tylko bezmyślnych popleczników ale i opozycyjnych wyznaniowych terrorystów  ) amen?
Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
|
|
1 na 1 | Alicja Duda (25557 punktów) | >czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, żeby żyć szczęśliwie? >nie, czyli tak...? Jakoś w swoim życiu byłam szczęśliwa czasem bardziej czasem mniej, czasem bardziej lub mniej nieszczęśliwa ale nigdy żaden bóg nie był mi do niczego potrzebny. Odczuwam szczęście gdy moi bliscy są bezpieczni, zdrowi, zadowoleni ze swojego życia a mnie też tych przymiotów nie brakuje. I odczuwam nieszczęście gdy któryś z tych przymiotów zawodzi. Co do zgromadzonych dóbr też pozostawienie ich na ziemi nie spędza mi snu z oczu. Mam spadkobierców, którzy po mnie odziedziczą i po mojej śmierci pewnie część z pozostawionego spadku (dla mnie będącą ważną część) po prostu wyrzucą. Zdaję sobie sprawę, że pielęgnowany przeze mnie ogród po mojej śmierci zdziczeje albo ktoś powycina rośliny, które posadziłam ale tu i teraz sprawia mi dużo radości. Takie jest życie. A istnienie czy nieistnienie jakiegoś boga w niczym mi nie przeszkadza. ( Już prędzej gotowa jestem uznać istnienie krasnoludków. No bo w końcu kto wysiewa mi rośliny w różnych dziwnych miejscach?).
|
|
 | ancykryst przegrzeszony (526 punktów) (zablokowany) | A kto tak naprawdę w tym kraju przejmuje się istnieniem czy nieistnieniem Boga? Polacy to animiści; ich religijność sprowadza się do prymitywnych obrzędów. Potańczyć z dzidą wokół ogniska, sypnąć 2 zł na tacę, podyrdać do Częstochowy - i Pan Bóg, stwórca Wszechświata, jest już cały szczęśliwy. Czy polscy katolicy - wzorem protestantów - analizują swe postępowanie, zastanawiając się, czy nie naruszają zasad Dekalogu? I dlatego ja szanuję protestantów o wiele bardziej niż katolików (zwłaszcza polskich), mimo że do białej gorączki doprowadza mnie ich fundamentalizm i kreacjonizm. Ta cała rzekoma polska ,,religijność'' już od dawna jest na świecie przedmiotem kpin. Moim zdaniem, aby być szczęśliwym, potrzebujemy gorzały, nie Boga.
|
|
| Łukasz Romanowicz (128 punktów) | ja nie potrzebuje i o :*
Subiektywny obraz nieobiektywnej rzeczywistości.
|
|
1 na 1 | P.R.Wieczorek DSM (207 punktów) | >bo reszta powinna szczęznąć w piekle. >choćby ubóstwa... >jeśli nie duchowego to materialnego... >wtedy dopiero jesteśmy szczęśliwi. >dlaczego? >
Hm, wtedy dopiero jesteśmy szczęśliwi? Być może Ty jesteś wtedy szczęśliwy, ale, na szczęście, na świecie jest wielu ludzi, którym czyjeś nieszczęście nie przynosi szczęścia. Szczęście jest zupełnie czymś innym. Ja jestem szczęśliwy wtedy, gdy widzę i czuję, jak się rozwijam, czynię postęp, staję się lepszym człowiekiem - dla siebie i dla świata. Według mnie Twoje pojęcie szczęścia jest mocno wypaczone.
|
|
 | | drHaust (737 punktów) | > >bo reszta powinna szczęznąć w piekle.> >choćby ubóstwa...> >jeśli nie duchowego to materialnego...> >wtedy dopiero jesteśmy szczęśliwi.> >dlaczego?> >> Hm, wtedy dopiero jesteśmy szczęśliwi? Być może Ty jesteś wtedy szczęśliwy, ale, na szczęście, na świecie jest wielu ludzi, którym czyjeś nieszczęście nie przynosi szczęścia.> Szczęście jest zupełnie czymś innym. Ja jestem szczęśliwy wtedy, gdy widzę i czuję, jak się rozwijam, czynię postęp, staję się lepszym człowiekiem - dla siebie i dla świata.> Według mnie Twoje pojęcie szczęścia jest mocno wypaczone. ja nie jestem szczęśliwy patrząc na to co w Państwie, ale nie wchodzę w politykę tylko we własne obserwacje. Temat powstał bo widzę, że ten jakby mechanizm się powtarza. Nie, ja nie jestem wtedy szczęśliwy, to tylko moja obserwacja. To nie moje pojecie szczęścia a ... trochę obserwacja, trochę nieładny eksperyment, na ludziach. Mało elegancki... Na szczęście jest jeszcze dużo ludzi których martwi nieszczęście a nie cieszy, ale mam wrażenie że ich liczba jednak maleje... Ale ciekawi mnie zdanie innych. Generalnie chciałbym się pomylić. Tyle, że taka tu dyskusja to jedno, a spacer po realnym mieście... Cóż niekoniecznie nastraja do optymistycznych obserwacji, a nie chce mi się bez przerwy siedzieć w domu 
Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
|
|
 | | orchidea78 (385 punktów) | Sądzę, że poczucie szczęścia jest uzależnione nie tylko od zaspokajania własnych aspiracji,dążeń, ale również od kontaktów interpersonalnych, od wymiany społecznej, ale na pewno nie od wiary w boga,która jest tylko tym, co nam wpojono. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka-obojętnie, co mówi. Oczywiście-na każdym etapie rozwoju ma on różne potrzeby: dziecku wystarczą do szczęścia rodzice, którzy potrafią się nim zaopiekować i którzy dadzą mu miłość, bo bez tego uczucia w dzieciństwie, rozwój młodego człowieka, może zostać zaburzony. Gdy "jesteśmy już zaspokojeni"(mówię o potrzebie bliskości i uczuć),to wchodzimy w okres dzieciństwa,mniej lub bardziej szczęśliwego. W końcu pojawia się w nas potrzeba samorealizacji, Dorastamy, zaspokajamy nasze ambicje ,kochamy,tworzymy związki,pojawiają się dzieci (w różnej kolejności). Gdy zostaliśmy wychowani w katolickiej rodzinie-nasz stosunek do Boda,czyli do kogoś, kto "jest dyrektorem naszych myśli"-nie ulega zmianie-chyba, że w nasz światopogląd,wkrada się zwątpienie. Gdy,natomiast, już w kołysce, głosiliśmy nasz ateizm, to małe są szanse, aby ktoś nas nawrócił. Wierzący w Boga, są dzięki temu złudzeniu szczęśliwi. Gdy tak na to spojrzymy, to faktycznie-wiara w Boga, daje szczęście. To, że zbudowane na iluzjach i zaufaniu do w wytworów naszej wyobraźni-nieistotne, gdyż nie wszyscy potrzebują dowodów, naukowo potwierdzonych twierdzeń. To jest do szczęścia niepotrzebne. Istnienie/nieistnienie Boga,wiara lub jej brak, nie mają żadnego znaczenia,jeśli chodzi o nasze poczucie szczęścia, satysfakcji z życia. Ośmielam się tak myśleć  .
|
|
1 na 1 | Logik (812 punktów) | Wiara w Boga daje ludziom poczucie sensu życia ... Sensem tym na pewno nie są gromadzone dobra materialne i to wydaje MI się być jasne dla większości ludzi.
Oczywiście każdy powinien szukać szczęścia na własną rękę.
Natomiast wy zdaje się ciągle zapominacie, że religia (w sensie instytucjonalnym) nie jest potrzebna indywidualnym osobom do poczucia szczęścia, tylko PAŃSTWO do ISTNIENIA ...
Dopóki tego nie zrozumiecie, to nie będziecie rozumieli, z czym walczycie ...
Każda ideologia, która walczy z Kościołem, po zdobyciu władzy zaczyna od tworzenia własnej celebry religijnej ... tego się nie da uniknąć.
Jesteście jak małe dzieci, które chcą uciec przed własnym cieniem ... A tymczasem ten znienawidzony przez was cień to wy sami ...
... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
|
|
| Iwona Przybyła (801 punktów) | Ja potrzebuję odrobiny zrozumienia dla swoje intelektualnego kalectwa, związanego z moją wiarą w pana Buczka, ale nikt mnie tutaj nie chce zrozumieć. Tak mi smutno! Żywię jeszcze nadzieję, że Ci panowie choć mnie uratują nim dosięgnie mnie rozpacz totalna: www.youtube.com/watch?v=OdUhCFs5SGAŚwiat jest takim ponurym i złym miejsce dla wierzących. Ech...
|
|
 | | Łukasz Romanowicz (128 punktów) | Zenek to lek na wszelkie zmartwienie 
Subiektywny obraz nieobiektywnej rzeczywistości.
|
|
 | | setarkos (10757 punktów) | > Świat jest takim ponurym i złym miejsce dla wierzących. Ech...Niechby zatem budowali świat takim, jakim chcą go widzieć, zamiast wyręki w modłach szukać. W końcu to oni są kreacjonistami. [Proszę nie rozpaczać - emocje skrzywiają rozum - bardzo proszę trzymać się dzielnie.] >
|
|
|  | | drHaust (737 punktów) | > >Świat jest takim ponurym i złym miejsce dla wierzących. Ech...> Niechby zatem budowali świat takim, jakim chcą go widzieć, zamiast wyręki w modłach szukać. W końcu to oni są kreacjonistami.> [Proszę nie rozpaczać - emocje skrzywiają rozum - bardzo proszę trzymać się dzielnie.]> > > Ha - Bóg chce by byli - ale nie są! Właśnie postęp jest jakby wyhamowywany poprzez... pewne instytucje? Lub delikatnie kontrolowany z przewagą na nie? Pomimo deklarowanej radości przeważa smutek i nostalgia, przynajmniej to moja obserwacja...
Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
|
|
|  | | Iwona Przybyła (801 punktów) |
> [Proszę nie rozpaczać - emocje skrzywiają rozum - bardzo proszę trzymać się dzielnie.]> > Postaram się, ale będzie trudno. Sama pośród ludzi i to od tysięcy lat. >
|
|
2 na 2 | Sally (28 punktów) | > czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, żeby żyć szczęśliwie?Szczęście jest pojęciem względnym. Mi osobiście istnienie jakiegokolwiek "świata nadprzyrodzonego" jest zbędne do osiągnięcia tego stanu. Jestem młoda, zdrowa, żyję w wolnym kraju, mam nieograniczony dostęp do dobrodziejstw cywilizacji, mogę zrobić ze swoim życiem co tylko mi się spodoba etc. Nie potrzebny mi Wielki Wścibski, który będzie osądzał moje życiowe wybory. Chyba nerwicy bym dostała. A co do powszechnego stwierdzenia, że bóg nadaje życiu sens. Rozumiem, że każdy potrzebuje jakichś głębszych duchowych doznań, ale - tu nie potrzeba żadnej religi, wystarczy spojrzeć na ten wspaniały świat, starać się zgłebić jego mechanizmy, poznać piękno sztuki, literatury i codziennego życia... Jest przecież tyle dobrego do zrobienia
|
|
 | | drHaust (737 punktów) | > >czy potrzebujemy boga żeby być szczęśliwym, żeby żyć szczęśliwie?> Szczęście jest pojęciem względnym.> Mi osobiście istnienie jakiegokolwiek "świata nadprzyrodzonego" jest zbędne do osiągnięcia tego stanu.> Jestem młoda, zdrowa, żyję w wolnym kraju, mam nieograniczony dostęp do dobrodziejstw cywilizacji, mogę zrobić ze swoim życiem co tylko mi się spodoba etc. Nie potrzebny mi Wielki Wścibski, który będzie osądzał moje życiowe wybory. Chyba nerwicy bym dostała.> A co do powszechnego stwierdzenia, że bóg nadaje życiu sens. Rozumiem, że każdy potrzebuje jakichś głębszych duchowych doznań, ale - tu nie potrzeba żadnej religi, wystarczy spojrzeć na ten wspaniały świat, starać się zgłebić jego mechanizmy, poznać piękno sztuki, literatury i codziennego życia... Jest przecież tyle dobrego do zrobienia  > no oczywiście ale, piękno i młodość niestety.. podobnie jak dobre samopoczucie, zdrowie... przemijają lub po prostu nie są stałe  a wtedy się szuka "winnego", lub "pocieszyciela"...? chyba  ? chociaż z tym zrobieniem z życiem wszystkiego... no ale to inny temat 
Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
|
|
|  | | Stylion (113 punktów) | Za paręset lat może za kilkadziesiąt, dzieci w szkołach będą sie uczyć o religiach na lekcjach historii jak my obecnie o niewolnictwie okresu kolonizacji, czy o gladiatorach na rzymskich arenach. Obecny rozwój techniki zniweluje i wykosi wszystkie nie materializmy. Pozostanie nam niczym nieskażony materialny Świat taki jaki jest w rzeczywistości, a emocje będziemy kierować wyłącznie tam gdzie będzie nam to sprawiało przyjemność. Będziemy życ trochę dłużej i zdrowiej bez ciężkich chorób ponieważ rozwój genetyki będzie nieustannie postępował. Religią zostanie w końcu sam człowiek jako byt niezależny mający własne potrzeby by godnie i z przyjemnością przeżyć ten krótki odcinek drogi jaką jest życie.
|
|
|  | 1 na 1 | Sally (28 punktów) | > no oczywiście ale, piękno i młodość niestety.. podobnie jak dobre samopoczucie, zdrowie... przemijają lub po prostu nie są stałe a wtedy się szuka "winnego", lub "pocieszyciela"...?To wszystko kwestia piorytetów w życiu. Rozsądniej jest lokować szczęście w jego bardziej stałych aspektach (pasja, praca, rodzina, działalność na rzecz innych itp.) Wiadomo, że jak ktoś "ma dołka" to szuka pocieszyciela, a jeśli nie znajduje go pośród osób realnych, to sięga po "boga" . Jednak takie postępowanie wielu ludzi jest tylko dowodem na to, że wszelkie wierzenia religijne są dziećmi naszych słabości.
|
|
2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >...a my cały czas posiadamy ogromny egoizm, mamy bardzo wybujale poczucie wartości. jesteśmy >wspaniali najlepsi, niezniszczalni. wieczni i wszechmocni. i co ? i negujemy to ze to bajka. bo >realnie potrafimy jednak to ocenić. czasem... >wiec? >więc.. potrzebujemy boga który przedłuży nasze marzenia o tę nieskończoność o życie wieczne..amen.. Głownie ci, którzy nie są nic warci, nic nie umieją i nie potrafią chcą mieć powód do dumy. Dlatego należą do Kościoła o jedynie słusznej ideologii miłości bliźniego. Do tych, którzy znają PRAWDĘ i dlatego na innych mogą patrzeć z góry.
|
|
 | | apud (4399 punktów) |
> Głownie ci, którzy nie są nic warci, nic nie umieją i nie potrafią chcą mieć powód do dumy. Dlatego należą do Kościoła o jedynie słusznej ideologii miłości bliźniego. Do tych, którzy znają PRAWDĘ i dlatego na innych mogą patrzeć z góry. > Czyli jesteś Miłującym Prawdę!
|
|
|  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >> Głownie ci, którzy nie są nic warci, nic nie umieją i nie potrafią chcą mieć powód do dumy. Dlatego należą do Kościoła o jedynie słusznej ideologii miłości bliźniego. Do tych, którzy znają PRAWDĘ i dlatego na innych mogą patrzeć z góry. >> >Czyli jesteś Miłującym Prawdę! Po to, abyś mógł zrozumieć, co piszę, powinienem przed każdą sarkastyczną wypowiedzią pisać ostrzeżenie: 'Uwaga, teraz będzie do śmichu!'.
|
|
| |  | | apud (4399 punktów) | >>> Głownie ci, którzy nie są nic warci, nic nie umieją i nie potrafią chcą mieć powód do dumy. Dlatego należą do Kościoła o jedynie słusznej ideologii miłości bliźniego. Do tych, którzy znają PRAWDĘ i dlatego na innych mogą patrzeć z góry. >>> >>Czyli jesteś Miłującym Prawdę! > Po to, abyś mógł zrozumieć, co piszę, powinienem przed każdą sarkastyczną wypowiedzią pisać ostrzeżenie: 'Uwaga, teraz będzie do śmichu!'.
Ach wybacz, bo byl tu taki miłujący prawdę, a ja mam zawsze fatalne skojarzenia!
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|