 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-10-2010 00:27 | Artaso (380 punktów) | Szczęście a egzystencja
2 na 2 |
Wersja długa: W granicach uniwersum, w którym żyje człowiek, można wyznaczyć pewne ramy, w których zawiera się jego suma wrażeń z obecnego stanu świadomości (rozumianej abstrakcyjnie jako "ja", nie jako funkcja "techniczna"). Jesteśmy najedzeni bądź nie, wyspani, odczuwamy przyjemność z właśnie odbytej erekcji, cieszymy się szacunkiem jako uznany kompozytor etc. Bądź nie. Po raz kolejny w ramach pewnych subiektywnych kryteriów każdy człowiek może określić stan swojego spełnienia w danej dziedzinie, a więc odczuwanie szczęścia. Przy czym cały układ jest całkowicie zależny od tymczasowych warunków; biedak głodujący na dworcu stwierdzi, że odczuwa szczęście, kiedy może zjeść bułkę z masłem, człowiek stojący od kilku godzin w autobusie odczuwa pewien rodzaj krótkotrwałego szczęścia (rzućcie okiem odnośnie "trwałości szczęścia" na pytanie "na marginesie" pod spodem) kiedy może usiąść i dać odpocząć plecom - i tak dalej. No a co w takim razie z tymi, którzy nie muszą już zaspokajać czegokolwiek żeby odczuwać szczęście - albo raczej: nie odczuwać nieszczęścia? Jeśli kategorie spełnienia przestają obowiązywać to nie możemy stwierdzić, że śmierć jest nieszczęściem. Wraz z końcem świadomości kończy się doznawanie tego wahadłowego systemu, w związku z czym powstaje pytanie czy czasem uwalniając (się?) z tych ram uniwersum nie osiąga się jedynego stanu szczęścia wiecznego, jaki jest bądź będzie dostępny człowiekowi - czyli nieświadomość.
I "pytanie na marginesie": w jaki sposób wy, przyjmując na chwilę perspektywę wierzącego, wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia, którymi to większość religii kusi? Jeśli stan X - ludzka egzystencja szeroko rozumiania - zostanie ulepszona na stałe do stanu X+1 - czyli te Pola Elizejskie - to stan X+1 stanie się "normą" i ponownie stanem X. Twierdzenie o istnieniu świadomie odczuwanego "wiecznego szczęścia" jest wynikiem błędnego pod względem logiczno-materiałowym rozumowania.
Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | spray (5875 punktów) | >W granicach uniwersum, w którym żyje człowiek, można wyznaczyć pewne ramy, w których >zawiera się jego suma wrażeń z obecnego stanu świadomości (rozumianej abstrakcyjnie jako "ja", nie >jako funkcja "techniczna").
A mnie sie wydaje cos wręcz przeciwnego. Być może Universum jest poznawalane absolutnie, ale absolutnie człowiek sam siebie nie poznał, wiec ramy, o których mówisz, są niedookreślone. Tym samym : niepewne. Suma wrażeń jest czymś jeszcze bardziej nieokreślonym, choćby z tego powodu, że wrażenia sa selekcjonowane i to wg kryteriów, nad którymi panujemy tylko częściowo. A czasem wcale...
Wyrzuć te ramy na śmietnik, albo spróbuj je sprzedać. Albo zostaniesz handlarzem, albo kapłanem. Obie profesje są dość popłatne. A nawet dają możliwość skrojenia ram na życzenie!
|
|
 | 1 na 1 | Artaso (380 punktów) | >Być może Universum jest poznawalane absolutnie, ale absolutnie człowiek sam siebie nie poznał, wiec ramy, o których mówisz, są niedookreślone. Tym samym : niepewne. >Suma wrażeń jest czymś jeszcze bardziej nieokreślonym, choćby z tego powodu, że wrażenia sa selekcjonowane i to wg kryteriów, nad którymi panujemy tylko częściowo.
Uniwersum i ramy z biologicznego punktu widzenia miałem na myśli, szczęśliwość jako pewien proces bądź stan mózgu. Który jest nietrwały, albo skończy się z przyczyn zewnętrznych albo będzie trwał aż zostanie uznany za normę i punkt wyjściowy.
|
|
1 na 1 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | Zaintrygowała mnie, ta przyjemność z "odbytej erekcji". A cóż to za diabeł ? Owszem i erekcja potrzebna by przyjemności doznać ale z niej samej ją czerpać ?
|
|
 | 1 na 1 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > Zaintrygowała mnie, ta przyjemność z "odbytej erekcji". A cóż to za diabeł ? Owszem i erekcja potrzebna by przyjemności doznać ale z niej samej ją czerpać ?  De gustibus... Ludzie czerpią przyjemność z takich rzeczy, że czasem włos się jeży  Czerpanie przyjemności z samej erekcji to przy niektórych innych sposobach robienia sobie dobrze upodobanie wręcz niewinne. Ja np. uwielbiam piec drożdżowe ciasta. Sprawia mi wielką satysfakcję zapach zaczynu, patrzenie, jak to ciasto rośnie, jego konsystencja przy wyrabianiu (jak się przekonałam, można ciasto wyrobić za dobrze), zaplatanie chały itp. Bardzo mnie to uspokaja i odpręża. Zjedzenie tego nie jest już takie istotne, coś tam sobie skubnę, resztę rozdaję po rodzinie i znajomych. Każdy ma swoje małe perwersje. Moją podsyca rodzina, mam zamówienie na dwie chały na niedzielę. Yupiiii! Trzeba dokupić drożdży. 
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
|  | | Artaso (380 punktów) | No bez jaj. Co wy mi tu chcecie wmówić, że erekcja sama w sobie nie jest przyjemna, nawet jeśli po niej nie następuje ciąg dalszy?
Herezje.
|
|
| |  | 1 na 1 | Gwarownik (18 punktów) | Cytat: Herezje.
Heretycy miewają czasem rację.
|
|
| |  | 1 na 1 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > No bez jaj.> Co wy mi tu chcecie wmówić, że erekcja sama w sobie nie jest przyjemna, nawet jeśli po niej nie następuje ciąg dalszy?> Herezje.Ja tam się nie znam. Ja to od drugiej strony znam tylko. Chociaż nie zaprzeczę, z mojego punktu widzenia dobrze wykorzystana erekcja może być bardzo przyjemna sama w sobie 
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
| |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) | >No bez jaj. >Co wy mi tu chcecie wmówić, że erekcja sama w sobie nie jest przyjemna, nawet jeśli po niej nie następuje ciąg dalszy?
Tak czy inaczej, sformułowanie "odbyta erekcja" wydaje się dość karkołomne.
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Madame de Montsegur (1910 punktów) | > >No bez jaj.> >Co wy mi tu chcecie wmówić, że erekcja sama w sobie nie jest przyjemna, nawet jeśli po niej nie następuje ciąg dalszy?> Tak czy inaczej, sformułowanie "odbyta erekcja" wydaje się dość karkołomne.Przykro zalatuje niespełnieniem. A to nie najmocniejszy argument w dyskusji o szczęściu.
|
|
1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > W granicach uniwersum, w którym żyje człowiek, można wyznaczyć pewne ramy, w których zawiera się jego suma wrażeń z obecnego stanu świadomościwyklucza > trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy.gdyż trup nie jest człowiekiem zgodnie z maksymą epikurejczyków "gdy jest śmierć to nie ma nas". > No a co w takim razie z tymi, którzy nie muszą już zaspokajać czegokolwiek żeby odczuwać szczęście - albo raczej: nie odczuwać nieszczęścia?Do tego według epikurejczyków miał dążyć człowiek - do zaspokojenia własnych potrzeb. Ale później np. Camus w Micie Syzyfa odpowiada bardziej w ten sposób: > biedak głodujący na dworcu stwierdzi, że odczuwa szczęście> Wraz z końcem świadomości kończy się doznawanie tego wahadłowego systemu, w związku z czym powstaje pytanie czy czasem uwalniając (się?) z tych ram uniwersum nie osiąga się jedynego stanu szczęścia wiecznego, jaki jest bądź będzie dostępny człowiekowi - czyli nieświadomość.Tak jak odpowiedziałem na początku - jeśli świadomość implikuje możność doznawania szczęścia, tak nieświadomość nie może zapewniać odczuwania czegokolwiek, bo nie istnieje podmiot! Szczęście należy do ludzi żywych. Polecam "O szczęściu" Tatarkiewicza, w którym można napotkać garść naprawdę ciekawych refleksji na ten temat. > I "pytanie na marginesie": w jaki sposób wy, przyjmując na chwilę perspektywę wierzącego, wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia, którymi to większość religii kusi?Bóg np. rzymsko-katolicki podobno zbawia duszę, a nie ciało, więc jeśli mówimy o świecie pozamaterialnym, to nasze zmysłowe postrzeganie nie byłoby tam czymś skutecznym, czy właściwym, a że nasze słowa i myśli wiążą się z właśnie materią, z którą obcujemy na co dzień, nie możemy prawdopodobnie snuć żadnych wniosków o tym jakby miał wyglądać nasz raj. Inna sprawa, że wiele osób fantazjuje na ten temat, ale zawsze są to refleksje wtórne wobec umysłu. Ktoś sobie raj wyobraża jako rajski ogród, ale ogród to coś materialnego, a Bóg chrześcijański nie obiecuje zabrać niczyich oczków na tamten świat. Oczywiście tacy "myśliciele" jak Augustyn mieli zgoła inne zdanie na ten temat, co znajduje swoje odbicie w ostatnim tomie Opowieści z Narnii Lewisa (czytałem to jako dziecko i wciąż jestem pod wrażeniem jego interpretacji, ciekawe czy on w to całkiem wierzył?). Ale tacy zwykli wierni przecież nie zastanawiają się nad związkiem ich ciała z duszą, który jest jedną z najbardziej absurdalnych rzeczy w każdej religii 
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | 1 na 1 | Artaso (380 punktów) | > >biedak głodujący na dworcu stwierdzi, że odczuwa szczęście> >Wraz z końcem świadomości kończy się doznawanie tego wahadłowego systemu, w związku z czym powstaje pytanie czy czasem uwalniając (się?) z tych ram uniwersum nie osiąga się jedynego stanu szczęścia wiecznego, jaki jest bądź będzie dostępny człowiekowi - czyli nieświadomość.> Tak jak odpowiedziałem na początku - jeśli świadomość implikuje możność doznawania szczęścia, tak nieświadomość nie może zapewniać odczuwania czegokolwiek, bo nie istnieje podmiot! Szczęście należy do ludzi żywych. Polecam "O szczęściu" Tatarkiewicza, w którym można napotkać garść naprawdę ciekawych refleksji na ten temat.Po to mi były te ramy żeby pokazać, że osiąganie szczęścia polega na spełnieniu obecnych potrzeb i wyeliminowaniu cierpienia. Po śmierci następuje stan zerowy, brak świadomości siebie i swoich potrzeb, ergo potrzeby zostają zredukowane do zera, czyli de facto zaspokojone albo wyelimininowane. A Tatarkiewicz leży na półce i patrzy smętnie, bo od dłuższego czasu się do niego zabieram i zabrać na poważnie nie mogę. > >I "pytanie na marginesie": w jaki sposób wy, przyjmując na chwilę perspektywę wierzącego, wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia, którymi to większość religii kusi?> Bóg np. rzymsko-katolicki podobno zbawia duszę, a nie ciało, więc jeśli mówimy o świecie pozamaterialnym, to nasze zmysłowe postrzeganie nie byłoby tam czymś skutecznym, czy właściwym, a że nasze słowa i myśli wiążą się z właśnie materią, z którą obcujemy na co dzień, nie możemy prawdopodobnie snuć żadnych wniosków o tym jakby miał wyglądać nasz raj.To też ironizowałem przecież.  Zawsze mnie ciekawiło w takich "klasycznych" wizjach Raju: czy jeśli kogoś w życiu zadowalało zabijanie ludzi i z jakichś powodów zbawiony został to czy jego Raj będzie pełen ludzi do zabicia? PS. Aha: > >jeśli świadomość implikuje możność doznawania szczęścia, tak nieświadomość nie może zapewniać odczuwania czegokolwiekA dlaczego świadome odczuwanie jest niezbędne? Świadomość zawsze właśnie wiąże się z bodźcami in minus i in plus, jak się tego pozbędziemy to pozbędziemy się problemu, i ona zawsze będzie implikować stan niezaspokojenia całkowitego i nieszczęścia.
|
|
| MUZGOJAD (276 punktów) | >No a co w takim razie z tymi, którzy nie muszą już zaspokajać czegokolwiek żeby odczuwać szczęście >- albo raczej: nie odczuwać nieszczęścia?
"Z tymi"? Nie możesz mówić w ten sposób o kimś, kto już nie żyje. Taki ktoś nie istnieje. Nie odczuwa niczego. Jest jak kamień. Oczywiście dzięki temu śmierć nie jest aż tak straszna. Nigdy nie nazwę jej jednak szczęściem. Nawet pod wpływem tortur. Po prostu nie chciałbym umrzeć. Żaden rozsądny ateista nie chce.
>Wraz z końcem świadomości kończy się doznawanie tego wahadłowego systemu, w związku z czym powstaje pytanie czy czasem uwalniając (się?) z tych ram uniwersum nie osiąga się jedynego stanu szczęścia wiecznego, jaki jest bądź będzie dostępny człowiekowi - czyli nieświadomość.
Sam sobie przeczysz. Nie można czuć szczęścia bądź nieszczęścia, ani nawet być nieświadomym jeśli się niczego nie doznaje. To chyba logiczne.
>I "pytanie na marginesie": w jaki sposób wy, przyjmując na chwilę perspektywę wierzącego, >wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia, którymi to większość religii kusi?
Wystarczy do tego wyobraźnia. Każdy może opisać to w inny sposób. Musiałbym się na prawdę rozpisać, a nie mam za bardzo czasu. W skrócie: w zaświatach byłbym znaczniej mądrzejszy, znał odpowiedzi na "ziemskie" pytania, posiadałbym dostęp do wszystkiego, co bym sobie wymarzył. Najlepiej, to jak bym był wszechmogący, niczym bóg. Jak to pogodzić z miliardami innych wszechmogących ludzi (dusz)? Nie mam pojęcia. Nie będę się próbował na to odpowiedzieć, bo to problem teoretyczny i nie istnieje.
|
|
 | | Artaso (380 punktów) | > >Wraz z końcem świadomości kończy się doznawanie tego wahadłowego systemu, w związku z czym powstaje pytanie czy czasem uwalniając (się?) z tych ram uniwersum nie osiąga się jedynego stanu szczęścia wiecznego, jaki jest bądź będzie dostępny człowiekowi - czyli nieświadomość.> Sam sobie przeczysz. Nie można czuć szczęścia bądź nieszczęścia, ani nawet być nieświadomym jeśli się niczego nie doznaje. To chyba logiczne.Przeczytać, proszę, dokładnie. I interpretować z sensem, pewnie, że mówiąc o szczęściu "po śmierci" nie mam na myśli dosłownie tego samego, co mówiąc o szczęściu za życia. Technicznie rzecz biorąc, powtarzając samego siebie po raz kolejny innymi słowy (bo poprzednie zbyt zamotane były, zdaje się  ), osiąganie szczęścia polega na spełnianiu swoich oczekiwań. Jeśli nie mamy oczekiwań - nawet tych podświadomych czy fizjologicznych - to nie możemy być nieszczęśliwi. Nieszczęście to niezaspokojenie oczekiwań, np. oczekiwanie nieodczuwania bólu. Wraz z końcem świadomości kończą się oczekiwania. Więc dalej nie widzę z logicznego punktu widzenia, dlaczego śmierć miałaby być zła dla umarłego. Co najwyżej dla innych, których oczekiwanie obecności teraźniejszej i przyszłej denata nie zostanie zaspokojone. Stopniowo redukując elementy składowe w życiu dojdziemy w końcu do momentu, w którym pozostaną opcje dwie: egzystencja lub jej brak. I nie jestem przekonany, co sam bym wybrał. > >I "pytanie na marginesie": w jaki sposób wy, przyjmując na chwilę perspektywę wierzącego,> >wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia, którymi to większość religii kusi?> Wystarczy do tego wyobraźnia. Każdy może opisać to w inny sposób. Musiałbym się na prawdę rozpisać, a nie mam za bardzo czasu. W skrócie: w zaświatach byłbym znaczniej mądrzejszy, znał odpowiedzi na "ziemskie" pytania, posiadałbym dostęp do wszystkiego, co bym sobie wymarzył. Najlepiej, to jak bym był wszechmogący, niczym bóg. Jak to pogodzić z miliardami innych wszechmogących ludzi (dusz)? Nie mam pojęcia. Nie będę się próbował na to odpowiedzieć, bo to problem teoretyczny i nie istnieje.Odpowiedz mi, proszę, na pytanie wyżej odnośnie zaświatów dla zabójców. Ciekawi mnie to niezmiernie.
|
|
|  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >Więc dalej nie widzę z logicznego punktu widzenia, dlaczego śmierć miałaby być zła dla umarłego W tym momencie wysiadam. Nie rozumiem dlaczego stan śmierci musi być dla Ciebie zły lub dobry. Taki stan jest zupełnie neutralny, niemożliwy do odczucia. Nie podlega dyskusji. Można jedynie zapytać czy dla kogoś kto cierpi lepszym stanem byłaby śmierć. Nie o to jednak, wydaje mi się, Tobie chodzi. Nieświadomość (taka pośmiertna) nie jest żadnym dającym się odczuć stanem. Jest pustką, nicością. Nie istnieje. Nie widzę wręcz żadnego związku z człowiekiem, z jego umysłem. Zupełnie wykracza poza problematykę egzystencji, odczuwania szczęścia i nieszczęścia. Wybacz, ale ciężko mi Cię zrozumieć. >Odpowiedz mi, proszę, na pytanie wyżej odnośnie zaświatów dla zabójców. Ciekawi mnie to niezmiernie. Mógłbyś sprecyzować? Pytasz o zaświaty dla zabójców z perspektywy zabójcy czy zaświaty dla zabójców z perspektywy człowieka, który nigdy nikogo nie zabił?
|
|
| |  | -1 na 1 | Artaso (380 punktów) | >>Więc dalej nie widzę z logicznego punktu widzenia, dlaczego śmierć miałaby być zła dla umarłego >W tym momencie wysiadam. Nie rozumiem dlaczego stan śmierci musi być dla Ciebie zły lub dobry. Taki stan jest zupełnie neutralny, niemożliwy do odczucia. Nie podlega dyskusji.
Mam tu na myśli tylko to, że mając do wyboru niebieską pigułkę - nie istnieć - lub czerwoną pigułkę - istnieć i żyć z perspektywą braku możliwości osiągnięcia stałego szczęścia to wybór dla mnie byłby oczywisty. Przykład co mam na myśli: w tej chwili kiedy to piszę, za moimi plecami znajduje się wielkie akwarium. W środku jest żółw wodny. Ma bardzo dużo miejsca do pływania, wodę w temperaturze odpowiadającej jego warunkom fizjologicznym, miejsce do wygrzewania się pod lampami, dietę składającą się z krewetek, ryb, żywych dżdżownic, witamin i wszystkich potrzebnych składników. Nie nudzi się. Z chęcią bym się z tym żółwiem zamienił, żeby samemu być żółwiem (i nie wiedzieć, że można być czymś innym i że istnieje coś takiego jak np. staw) i, mając spełnione (przez działalność człowieka) wszystkie swoje oczekiwania, osiągnąć pewien stan szczęścia. Sam człowiek nigdy za życia do tego nie dojdzie, pomijajać redukcję/uszkodzenie samoświadomości.
Ja doskonale rozumiem Wasze wątpliwości odnośnie pisania o szczęściu po śmierci. Nie istnieje, tak samo jak cokolwiek innego. Ale czy to lepsze niż kiedy cokolwiek istnieje?
|
|
| | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >Z chęcią bym się z tym żółwiem zamienił Jeżeli na prawdę tak twierdzisz, to po prostu nie doceniasz piękna i daru życia. Taka nieświadomość wcale nie jest wartościowa. Zamieniając się z żółwiem tracisz wspaniały dar natury. Z Twoich poglądów wynika, że zupełnie nie zadowala Cię bycie rozumną istotą i że jesteś w stanie to poświęcić, tak na prawdę dla niczego, pomimo że człowiek jest wynikiem nieprawdopodobnej koincydencji i bycie nim daje nieograniczone (w pewnym zakresie) możliwości. Jest to całkowicie sprzeczne z Twoim pobytem na tym forum, na forum, które, de facto, propaguje rozumowanie, korzystanie z nadzwyczajnej cechy naszego mózgu. Jeśli tak bardzo zależy Ci na byciu żółwiem, to poddaj się zabiegu lobotomii.
|
|
| | | |  | | Artaso (380 punktów) | >po prostu nie doceniasz piękna i daru życia (...) tracisz wspaniały dar natury (...)
Tylko nie pisz jeszcze, że któryś bóg mnie kocha i jestem złym człowiekiem że nie odwzajemniam uczucia.
|
|
| | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | ??? Wybacz, nie rozumiem aluzji.
|
|
3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mam wrażenie, że jesteś trochę pesymistą. Ja uważam, iż trzeba podejść do zagadnienia uczciwie. Jeśli ktoś żyje i nie popełnia samobójstwa, oznacza to, iż jego rachunek zysków i strat jest dodatni, jest bardziej szczęśliwy, niż nieszczęśliwy. Jedynym elementem, który zaburza tę prostą i konstruktywną ocenę egzystencji jest strach. Najczęściej paniczny strach przed nieistnieniem, na którym żeruje większość religii, z chrześcijaństwem na czele, gdzie ideę boga zastąpiła w dużej mierze idea życia pośmiertnego.
Dlatego, aby być uczciwym wobec samego siebie w swoim szczęściu i nie szczęściu trzeba być odważnym. Polega to - moim zdaniem - na:
1. Trzeba sobie jasno i wyraźnie powiedzieć - "jestem istotą śmiertelną i kiedyś nie będę istniał, tak jak mnie nie było w czasach Napoleona, czy Juliusza Cezara. 30 - 100 lat istnienia to przypadkowy dar natury, wielkie bogactwo, które właśnie jest takie - rodzę się, trwam jakiś czas, umieram. Piękne rzeczy nie muszą trwać wiecznie". 2. Tak samo należy to przełożyć na relacje - "moja matka, żona, syn, etc. przyjaciele, kiedyś umrą tak samo jak ja, przede mną, albo po mnie. Umrą na zawsze, nie będzie ich tak samo jak Cezara, czy Napoleona. Nie ma w tym nic złego, gdyż skończone życie nie ma w sobie nic złego. Wręcz przeciwnie." 3. Prawda jest ważna, aby szczęśliwym. Nie należy unikać prawdziwego obrazu rzeczywistości. Nagrodą jest jej złożoność, której nie wymyśliłby żaden człowiek i która jest piękna. Nauka jest wspanialsza od najpiękniejszych mitów. Warto więc być szczerym ze sobą i z jak najbardziej obiektywnym obrazem świata.
|
|
| Mateusz (879 punktów) | >I "pytanie na marginesie": w jaki sposób wy, przyjmując na chwilę perspektywę wierzącego, wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia, którymi to większość religii kusi? Jeśli stan X - ludzka egzystencja szeroko rozumiania - zostanie ulepszona na stałe do stanu X+1 - czyli te Pola Elizejskie - to stan X+1 stanie się "normą" i ponownie stanem X.
Najprościej jest mi sobie wyobrazić taki oto obraz: leżmy sobie na chmurkach (my zbawieni), doświadczamy wszelkich przejawów szczęścia (zależy, co kogo cieszy - z tym jednakowoż ograniczeniem, żeśmy "dobrzy") i kiedy dochodzimy w końcu do przyjemności zbyt trudnej do odczucia, zasypiamy. Tymczasem Jahwe majstruje przy naszych mózgach - blokuje ośrodki krytycyzmu i refleksji, kasuje pamięć dnia poprzedniego. Po takim ożywczym restarcie znowu cieszyć nas będą banały, aż stopniowo dojrzejemy do kolejnego "oczyszczenia". I tak w kółko.
|
|
 | 2 na 2 | Madame de Montsegur (1910 punktów) | >>I "pytanie na marginesie": w jaki sposób wy, przyjmując na chwilę perspektywę wierzącego, wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia, którymi to większość religii kusi? > Najprościej jest mi sobie wyobrazić taki oto obraz: leżmy sobie na chmurkach (my zbawieni), doświadczamy wszelkich przejawów szczęścia (zależy, co kogo cieszy - z tym jednakowoż ograniczeniem, żeśmy "dobrzy") i kiedy dochodzimy w końcu do przyjemności zbyt trudnej do odczucia, zasypiamy. Tymczasem Jahwe majstruje przy naszych mózgach - blokuje ośrodki krytycyzmu i refleksji, kasuje pamięć dnia poprzedniego. Po takim ożywczym restarcie znowu cieszyć nas będą banały, aż stopniowo dojrzejemy do kolejnego "oczyszczenia". I tak w kółko.
To ja wolę do piekła. Tam będzie może lepsza imprezka. I wolność myśli.
|
|
|  | 5 na 5 | Artaso (380 punktów) | >To ja wolę do piekła. Tam będzie może lepsza imprezka. I wolność myśli. Do piekła dostaje się ateista. U bram piekielnych wita go Lucyfer i mówi: - Witam, witam pana. Prosze za mna, pokaże panu pańskie apartamenty. Ateista lekko zdziwiony idzie za Diablem. Spodziewał się czegoś innego. Lucyfer otwiera drzwi i oczom ateisty ukazuje się ekskluzywny apartament, jaccuzi, basen... - Chce pan odpoczać, czy ma pan ochotę zwiedzić Piekło? - pyta Diabeł. -A, chetnie zobacze Piekło - odpowiada zaciekawiony ateista. Ida, ida, a z każdej strony słyszy krzyki, jeki i zawodzenia. Rozgląda się i widzi jak diabły torturuja ludzi i rożne inne okropności, ale najbardziej wstrzasnał nim widok ogromnych kotłów, w których gotowali się ludzie. Lucyfer zobaczył przerażenie na twarzy ateisty i powiedział: - Oh, nie przejmuj się. To tylko chrześcijanie, oni sobie to sami wymyślili.
|
|
|  | 3 na 3 | Mateusz (879 punktów) | > To ja wolę do piekła. Tam będzie może lepsza imprezka. I wolność myśli.Zapraszam zatem na bibkę u Mefistusia, zaczynamy dziś, zaraz po północy. Przynieś tylko akt zgonu
|
|
| |  | 1 na 1 | Madame de Montsegur (1910 punktów) | > >To ja wolę do piekła. Tam będzie może lepsza imprezka. I wolność myśli.> Zapraszam zatem na bibkę u Mefistusia, zaczynamy dziś, zaraz po północy. Przynieś tylko akt zgonu Jak Ty zadeklarujesz, że przyniesiesz pół litra, to biorę akt zgonu i zaraz będę .
|
|
1 na 1 | Madame de Montsegur (1910 punktów) | > Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy.> Trup nie jest bytem, więc nie może być lub nie być jakikolwiek. Jest konglomeratem bytów ( robale i spółka )
|
|
 | 3 na 3 | spray (5875 punktów) | > >Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy.> >> Trup nie jest bytem, więc nie może być lub nie być jakikolwiek. Jest konglomeratem bytów ( robale i spółka )  Jako konglomerat obumierających komórek - jest. Konglomarat nie byle czego, ale konkretnego jestestwa. Wprawdzie jakosciowo inny od tego jestestwa, ale ciągle suma części nie jest tym samym, co całość. Intuicyjnie przodkowie nasi ( którzy na mchu jadali) , czuli tę różnicę między truchłami i dali poczatek kulturze. O ile to prawda, że od tego rozróżnienia się wszystko zaczęło.
|
|
 | 1 na 1 | Artaso (380 punktów) | > >Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy.> >> Trup nie jest bytem, więc nie może być lub nie być jakikolwiek. Jest konglomeratem bytów ( robale i spółka )  No. I nie ma niezaspokojonych potrzeb również. Ciągła świadomość ludzka nigdy nie zostanie ostatecznie usatysfakcjonowana. Natomiast robale, jako przykład świadomości niższej, usatysfakcjonowane mogą być stosunkowo łatwo.
|
|
|  | | Madame de Montsegur (1910 punktów) | > Natomiast robale, jako przykład świadomości niższej, usatysfakcjonowane mogą być stosunkowo łatwo.No pewnie. Taka wyżerka... pełna satysfakcja i nie ma się czemu dziwić.
|
|
2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | >Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy.
Skoro trup niczego nie czuje, to jak może odczuwać szczęście?
Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
|
|
 | | Artaso (380 punktów) | >>Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy. > Skoro trup niczego nie czuje, to jak może odczuwać szczęście? > Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
Skrót myślowy wypływający z zdefiniowania szczęścia jako zaspokojenia oczekiwań.
|
|
|  | 1 na 1 | Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów) | >>>Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy. >> Skoro trup niczego nie czuje, to jak może odczuwać szczęście? >Skrót myślowy wypływający z zdefiniowania szczęścia jako zaspokojenia oczekiwań. Czyli jak np. trup leży w dębowej trumnie wyściełanej aksamitem, to wtedy może mieć zaspokojone oczekiwania?
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
| |  | | Artaso (380 punktów) | >>>>Wersja krótka: trup niczego nie czuje więc trup jest szczęśliwy/wszy. >>> Skoro trup niczego nie czuje, to jak może odczuwać szczęście? >>Skrót myślowy wypływający z zdefiniowania szczęścia jako zaspokojenia oczekiwań. >Czyli jak np. trup leży w dębowej trumnie wyściełanej aksamitem, to wtedy może mieć zaspokojone oczekiwania?
Jakie oczekiwania?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów) | >Jakie oczekiwania? oczywiście względem trumny!
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
|  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | >> Skoro trup niczego nie czuje, to jak może odczuwać szczęście?
>Skrót myślowy wypływający z zdefiniowania szczęścia jako zaspokojenia oczekiwań.
W takim razie proszę mi zdefiniować oczekiwania trupa.
Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
|
|
| |  | | Artaso (380 punktów) | > >> Skoro trup niczego nie czuje, to jak może odczuwać szczęście?> >Skrót myślowy wypływający z zdefiniowania szczęścia jako zaspokojenia oczekiwań.> W takim razie proszę mi zdefiniować oczekiwania trupa.No przecież właśnie o to chodzi, że nie ma oczekiwań!
|
|
| |  | 4 na 4 | Madame de Montsegur (1910 punktów) | > W takim razie proszę mi zdefiniować oczekiwania trupa.Cisza, spokój, zakaz ekshumacji.
|
|
1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >I "pytanie na marginesie": w jaki sposób ... wyobrażacie sobie zaświaty pełne wiecznego szczęścia ...? Pytanie w XXI wieku pozbawione sensu: przecież, wiemy, że istnienie jest możliwe np. poza czasem i przestrzenią, że możliwe są jakieś "wszechświaty równoległe", że nawet nasza rzeczywistość zawiera elementy niewyobrażalne jak choćby przestrzeń 11-towymiarowa, której poszczególne wymiary zwijają się "w rurkę", czego wyobraźnia nasza przyswoić sobie nie jest w stanie. Tym bardziej więc nie ma sensu wymagać przedstawienia przekonującego obrazu transcendencji, która (jeśli istnieje) z założenia przewyższa wszystko, co należy do świata materialnego? Jak sobie wierzący w życie pozagrobowe z tym radzą? - różnie. Mnie najbardziej do przekonania trafia schemat, wg którego człowieka tworzą dwa elementy: materialny i duchowy, przy tym funkcje tego drugiego są zdominowane i przytłumione przez czynności generowane przez organizm. Po śmierci duch uniezależnia się od fizjologii (w tym także od doznań zmysłowych) i zachowując tą część odczuć, które "mieściły się" w sferze podlegającej prawom natury (w tym m. in. - jednak chyba bardzo silnie powiększonej zdolność odczuwania szczęścia, miłości, piękna i czegoś tam jeszcze) uzyskuje możliwość pojmowania niezależnego od ograniczeń materialnych i dla naszej wyobraźni niedostępnego w skali przewyższającej trudności stawiane przez współczesną kosmologię.
Stach M. G.
|
|
 | | Kowalska (14008 punktów) | >przestrzeń 11-towymiarowa, której poszczególne wymiary zwijają się "w rurkę", czego wyobraźnia nasza przyswoić sobie nie jest w stanie.
Mam prośbę. Mógłbyś rozwinąć tę tezę? Znaczy wyjaśnić mi to trochę prościej?
Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | > ... Mógłbyś rozwinąć tę tezę?...Jedna z prób opisania rzeczywistości świata (teoria strun) przyjmuje, że dający wyniki zgodne z doświadczeniem otrzymamy, gdy uwzględnimy więcej wymiarów niż znane nam 3 (długość, szerokość i wysokość), przy tym niektóre z tych wymiarów są zwinięte tak ciasno (promień zwinięcia mniejszy od granicy możliwości pomiaru wynikającej z nieoznaczoności), że nie możemy ich zaobserwować. Ponieważ modelem takiego zwinięcia uzyskanego w przestrzeni dwuwymiarowej przedstawiony przy pomocy kartki papieru jest rurka, fizycy często odwołują się do tego podobieństwa (np. Mihio Kaku "Hiperprzestrzeń" wyd. Prószyński i s-ka 1994 str. 146 2-gi akapit od dołu, oraz rysunki na sąsiedniej stronie.) Bardzo ładny i przystępny opis tego jest podany na www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/01.asp.
Stach M. G.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|