Racjonalista - Strona głównaDo treści
Realizm, konceptualizm i nominalizm

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
20-10-2010 16:55Eleuthere (26 punktów)Realizm, konceptualizm i nominalizm
Biedzę się nad tym i muszę z kimś na ten temat porozmawiać, z kimś kto wie o co chodzi. Czy jest tutaj ktoś taki?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

coreless (16088 punktów)
Jeśli przerabiasz program historii filozofii na I roku studiów, chodzi pewnie o filozofię średniowiecza, tak?

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
zachaj (5239 punktów)
>Biedzę się nad tym ...

"Inaczej niż w realizmie skrajnym, przedmioty te nie istnieją jako byty realne i niezależne od podmiotu, lecz jako byty idealne, tj. będąc zależnymi w istnieniu od podmiotu poznającego rzeczywistość." Wiki

Przez Ciebie ja się będę teraz biedził nad tym. Eh...
20-10-2010 18:16 
 Ocena 3 na 3
coreless (16088 punktów)

Realizm: powszechniki naprawdę istnieją (tak, jak idee u Platona) niezależnie od rzeczy; w wersji umiarkowanej - naprawdę istnieją, ale tylko w powiązaniu z rzeczami

Konceptualizm: powszechniki istnieją, ale tylko w umyśle

Nominalizm: istnieją terminy ogólne i/lub abstrakcyjne oraz predykaty, lecz ani powszechniki, ani idealne, abstrakcyjne obiekty, które im odpowiadają, nie istnieją

Realista: "Czerwień naprawdę istnieje. Róża jest czerwona i jest czerwona naprawdę".
Konceptualizm: "Posiadam wrażenie czerwieni, choć czerwień naprawdę nie istnieje".
Nominalizm: "Kolor tej róży podpada pod termin 'czerwieni'".


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
20-10-2010 18:42Nie na temat
Wojciech Hawryluk (784 punktów)
Może mały boczny wątek. Czy może ktoś wskazać mi lekturę, z której dowiem się dlaczego Ajdukiewicz "przeszedł" z konwencjonalizmu na empiryzm?
Eleuthere (26 punktów)
niczego nie przerabiam, tak sobie czytam dla siebie na szczęście ))
tak chodzi mi o powszechniki, dziękuję Paniom/Panom
Pani/Panie Coreless, o to mi właśnie chodziło. Czyli dobrze zrozumiałam. Acha, proszę o rozwinięcie nominalizmu (czyli zostaje nam tylko termin czerwień, a skąd wziął się w takim razie ten termin, skoro nie ma czerwieni?)
coreless (16088 punktów)

>Pani/Panie Coreless, o to mi właśnie chodziło. Czyli dobrze zrozumiałam. Acha, proszę o rozwinięcie nominalizmu (czyli zostaje nam tylko termin czerwień, a skąd wziął się w takim razie ten termin, skoro nie ma czerwieni?

Po pierwsze nie 'Panie/Pani Coreless', ale 'coreless', a najlepiej bezosobowo, bo żaden 'coreless' przecież nie istnieje. Po drugie - 'aha' zgodnie z obowiązującą w języku polskim konwencją pisze się przez 'h'. Po trzecie - nie lubię być wywoływany do odpowiedzi przez podejrzanych nieznajomych. Po czwarte: jeżeli coreless, który nie istnieje, ma brać dalszy udział w tej dyskusji, która dopiero się zaczęła, ale może się szybko skończyć, wskazana byłaby zmiana tonu przez autora wątku. Po piąte: w seminariach duchownych nie uczą już zasad savoir vivre?

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
20-10-2010 22:27 
 Ocena-2 na 4
Eleuthere (26 punktów)
??? Szanowny Wielce Drażliwy Panie! Jeśli chodzi o zasady savoir vivre to ma Pan duże, jeśli nie ogromne zaległości. Forma Pani/Pan jest formą adekwatną w języku polskim dla osób nie znających się. Form bezosobowych używamy dla zwierząt i rzeczy. W związku z tym wykluczył się Pan automatycznie z kręgu osób, do których kieruję moje wypowiedzi, co z pewnością Pana usatysfakcjonuje. Ja, w przeciwieństwie do Pana, szanuję siebie i inne osoby, i nie życzę sobie form bezosobowych (oraz form nieoficjalnych jak "ty")w stosunku do mnie na tym czy na jakimkolwiek innym forum. A kierowałam do Pana moją wypowiedź tylko dlatego, że udzielił mi Pan pomocnej odpowiedzi na moje wcześniejsze pytanie filozoficzne. I moje acha pisze się przez ch!
20-10-2010 22:45 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>??? Szanowny Wielce Drażliwy Panie! Jeśli chodzi o zasady savoir vivre to ma Pan duże, jeśli nie ogromne zaległości. Forma Pani/Pan jest formą adekwatną w języku polskim dla osób nie znających się. Form bezosobowych używamy dla zwierząt i rzeczy. W związku z tym wykluczył się Pan automatycznie z kręgu osób, do których kieruję moje wypowiedzi, co z pewnością Pana usatysfakcjonuje. Ja, w przeciwieństwie do Pana, szanuję siebie i inne osoby, i nie życzę sobie form bezosobowych (oraz form nieoficjalnych jak "ty")w stosunku do mnie na tym czy na jakimkolwiek innym forum. A kierowałam do Pana moją wypowiedź tylko dlatego, że udzielił mi Pan pomocnej odpowiedzi na moje wcześniejsze pytanie filozoficzne.

Minus. Za chamstwo.

>I moje acha pisze się przez ch!

No, i ch... .
maruda (5550 punktów)
Czy wulgaryzm wykropkowany pozostaje nadal wulgaryzmem?
20-10-2010 23:34 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Czy wulgaryzm wykropkowany pozostaje nadal wulgaryzmem?

Realista: tak.
Konceptualista: nie.
Nominalista: może... .

Czy jakoś tak... .
21-10-2010 01:00 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Poeta miał na myśli

"No i chacha".

Niech nie zmylą was inne wypowiedzi.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Eleuthere (26 punktów)
zgadzam się! dla tego Pana minus za chamstwo-a propos wykropkowanego.
20-10-2010 23:32 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Acha, proszę o rozwinięcie nominalizmu (czyli zostaje nam tylko termin czerwień, a skąd wziął się w takim razie ten termin, skoro nie ma czerwieni?)

Cytat:
Nominalizm pojęciowy - pogląd filozoficzny odmawiający realnego (to znaczy poza umysłem i poza mową ludzką) istnienia pojęciom ogólnym (uniwersaliom), uznający je za nazwy, służące jedynie komunikacji językowej. Nominalizm często wiąże się z empiryzmem oraz pozytywizmem. Przeciwstawnym poglądem jest realizm pojęciowy. Według nominalistów każdemu pojęciu odpowiadają jednostkowe konkretne przedmioty, czyli desygnaty.

W IX wieku Ibrahim al-Nazzam prezentuje arabski nominalizm. Należąc do skrajnej grupy mutazylitów, odrzuca wszechmoc Boga i uczy o równości ludzi ze zwierzętami, które według niego też mogą mogą zostać zbawione.


   Twoja krew jest czerwona.


Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
Eleuthere (26 punktów)
Dziękuję Pani za wypowiedź dot. filozofii! Ja rozumiem samą różnicę, tylko zastanawiam się skąd nominaliści, skoro odrzucają przedmioty i pojęcia wzięli w tym przypadku kolor czerwony. Jak to uzasadniają? Nie znam niestety poglądów al-Nazzama.
Na marginesie jestem trochę speszona ostrością niektórych wypowiedzi (to mój 1 wątek), czy na tym forum to normalne? Jeśli tak, to się przygotuję na 2 raz.
21-10-2010 00:26 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Dziękuję Pani za wypowiedź dot. filozofii!

   Ja o filozofii nie mam zielonego pojęcia, więc nie ma za co dziękować.

>Ja rozumiem samą różnicę, tylko zastanawiam się skąd nominaliści, skoro odrzucają przedmioty i pojęcia wzięli w tym przypadku kolor czerwony. Jak to uzasadniają? Nie znam niestety poglądów al-Nazzama.

   Ja też nie wiem. Dla mnie czerwony to czerwony.

>Na marginesie jestem trochę speszona ostrością niektórych wypowiedzi (to mój 1 wątek), czy na tym forum to normalne? Jeśli tak, to się przygotuję na 2 raz.

   Dobra, a teraz poważnie. Proszę się nie przejmować, a już tym bardziej mną. I pisać. Naprawdę trzeba tu świeżej i mądrej krwi (nomen omen). Ja zawsze jestem pokręcona i piszę po swojemu.

Zatem witam


Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
Eleuthere (26 punktów)
Miło mi. ))
21-10-2010 01:04 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Dziękuję Pani za wypowiedź dot. filozofii! Ja rozumiem samą różnicę, tylko zastanawiam się skąd nominaliści, skoro odrzucają przedmioty i pojęcia wzięli w tym przypadku kolor czerwony. Jak to uzasadniają? Nie znam niestety poglądów al-Nazzama.
>Na marginesie jestem trochę speszona ostrością niektórych wypowiedzi (to mój 1 wątek), czy na tym forum to normalne? Jeśli tak, to się przygotuję na 2 raz.

Proponuję przeczytać Pani wypowiedź, za którą Pani dziękuje. Wtedy dowie się Pani, że nominaliści nie odrzucają pojęć, a wręcz przeciwnie twierdzą, iż istnieją one jedynie w umyśle i w mowie.

Co ma Pani na myśli, mówiąc o ostrości wypowiedzi? Chodzi o ostre definicje?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Eleuthere (26 punktów)
no widzi Pan, czyli jednak odrzucają, skoro istnieją te pojęcia jedynie jako iluzja, a nie w realnym świecie. Zostawili sobie tylko nazwy.
I dalej nie wiem, jak to by było z tym kolorem czerwonym... Jakoś musieli z tego wybrnąć, a może też, tak jak realiści z powszechnikami, dali odpowiedź wymijającą?
Co do ostrości wypowiedzi wolałabym już nie poruszać tego tematu, jako nie związanego z filozofią.
21-10-2010 11:00 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Nie istnieją jedynie jako iluzja, bo istnieją w naszym rozumie, czyli istnieją. Są do pomyślenia i wypowiedzenia. Działa to podobnie do natywizmu. Jeśli jednak ma Pani odrobinę zacięcia to proszę zacząć od zgłębienia przyczynowej teorii odniesienia przedmiotowego Kripke'a i Putnama, żeby dogłębniej zrozumieć wagę tego problemu.

Mimo że obecnie twierdzimy, że istnieje jakaś próbka czerwonego to jest to tylko i wyłącznie umowne. To znaczy i tak to co stanowi, że kolor A jest czerwony, to tylko umowna granica między mną, Panią i resztą użytkowników języka. Bo przecież dla Anglika czerwień to będzie redness, a dla Niemca das Rot.

Nie ma realnego, czyli namacalnego pojęcia między pojęciem, a rzeczą.

Konceptualiści i nominaliści wbrew pozorom myśleli "w lepszą stronę" niż realiści


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Eleuthere (26 punktów)
Czyli dla Pana jak coś istnieje w Pańskim umyśle to istnieje naprawdę?

Miesza Pan 2 rzeczy: istnienie i pojęcia. Dla Anglika nominalisty nie ma znaczenia nazwa redness czy inaczej (musi jej użyć, aby być zrozumianym przez innych Anglików), ma znaczenie czy wierzy, że istnieje w ogóle kolor czerwony.

Ja chyba skłaniam się ku konceptualizmowi, ale za mało jeszcze znam temat.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Czyli dla Pana jak coś istnieje w Pańskim umyśle to istnieje naprawdę?

Moje myśli nie istnieją? ;> Jak mogą nie istnieć skoro myśl pobudza to podniesienia szklanki z herbatą!

>Miesza Pan 2 rzeczy: istnienie i pojęcia. Dla Anglika nominalisty nie ma znaczenia nazwa redness czy inaczej (musi jej użyć, aby być zrozumianym przez innych Anglików), ma znaczenie czy wierzy, że istnieje w ogóle kolor czerwony.

Pojęcie też musi istnieć. Rzekłbym nawet, że istnienie jest cechą praktycznego pojęcia, bo jaki byłby pożytek z nieistniejącego pojęcia? I właśnie... nominalista twierdzi, że pojęcie istnieje tylko w umyśle i posiada swój desygnat, przy czym nie ma związku innego między pojęciem, a desygnatem.

Poza tym skoro nawet sugeruje Pani, że istnienie i pojęcie to dwie różne rzeczy, to chyba logiczna jest teza, że "gatunki nie mogą być realnymi rzeczami, to są tylko - wytworami mowy"*

*Tatarkiewicz, Historia Filozofii T1, Wydanie 21, s.265 (nic innego nie miałem pod ręką)

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Eleuthere (26 punktów)
Nie chodzi mi o myśli, tylko np. o pojęcie biały Pegaz. Czy on istnieje poza Pańskim umysłem dla Pana? Czy myśli istnieją to już inny wątek. Ale podnosi Pan szklankę ręką, nie myślą.

Oczywiście, że muszą istnieć słowa (pojęcia), by ludzie się porozumieli. Nominalista nie twierdzi, że pojęcie ma swój desygnat, bo odrzuca pojęcia. Czyli czerwony nie ma swojego desygnatu w rzeczywistości.

No właśnie, czy np. kot istnieje poza kotem, nawet gdyby nigdy nie było żadnego kota?
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Nominalista nie odrzuca pojęć! Wręcz przeciwnie. Czerwony istnieje tylko w umyśle. Ma swój umowny desygnat, ale to, że to i tylko to jest czerwień to kwestia umowy między ludźmi.

Kwestia czy Biały Pegaz istnieje właśnie według nominalistów będzie rozwiązana w sposób raczej następujący:

Co nazywamy białym pegazem - białego skrzydlatego konia. Czyli pojęcie istnieje Inna sprawa z samym pegazem, ale przecież brak dowodów na istnienie, nie jest dowodem na nieistnienie. Swoją drogą ot urok sporu o uniwersalia, że dowodzono wtedy praktycznie wszystko. Liczyła się jasność wywodu, a nie logika. Stąd też mogli i udowodnić, że pegaz istnieje, chociaż kto ich tam wie. Po "intelektualistach" typu Anzelma można się spodziewać nawet dowodu na ekspiację za pomocą wału korbowego!

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Eleuthere (26 punktów)
Czy umowny desygnat jest jeszcze desygnatem? Nie jest.

Dobrze, załóżmy, że nie ma dowodu na istnienie Pegaza i nie ma dowodu na nieistnienie Pegaza, czyli tak czy siak Pegaz nie egzystuje, nie istnieje. Jest w zawieszeniu w naszym umyśle jako słowo Pegaz.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Czy umowny desygnat jest jeszcze desygnatem? Nie jest.

Jeśli jabłko nazywamy jabłkiem to chyba nazywamy je umownie. Przynajmniej mi się zawsze wydawało, że denotacje nie implikują desygnatów, wręcz przeciwnie desygnaty denotacji są umowne. Nawet składnia naszego języka to podkreśla ponieważ "nazywamy coś", a "coś" jest przez nas nazwane. Nie na odwrót, że "nazywamy coś" bo to "się tak nazywa". Się (ale zajedzie Heideggerem) jest raczej domeną podmiotów mogących wykonywać na sobie dane czynności, czyli "nazwać się" może tylko człowiek, a nie szafa, czy krzesło, ani nawet taki pies. Nazwę nadaje więc człowiek i to jedynie on stanowi o połączeniu desygnatu z denotacją! Oczywiste jest więc, że desygnat jest czymś umownym. Bo oczywiście język działa w oparciu o formę pewnej umowy, mianowicie wszyscy uważamy, że A to nazwa dla rzeczy A. Co w tym niezrozumiałego?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
setarkos (10757 punktów)
> .. denotacje nie implikują desygnatów, wręcz przeciwnie desygnaty denotacji są umowne.
Mógłbyś rozwinąć powyższe zdanie? (przy założeniu, że nazwy (notacje) są właśnie umowne)
>A to nazwa dla rzeczy A.
Nie. Nazwą A jest 'A', a nazwą nazwy A jest "A". (Słoń to nie 'słoń', a język to nie 'język'.)
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> .. denotacje nie implikują desygnatów, wręcz przeciwnie desygnaty denotacji są umowne.
>Mógłbyś rozwinąć powyższe zdanie? (przy założeniu, że nazwy (notacje) są właśnie umowne)

Ależ proszę. Miałem na myśli, że nazwa rzeczy A nie jest właściwa (wynika z/jest implikowana przez) A, a wręcz przeciwnie, że nazwa rzeczy A umownie określa A. Dlatego że nazwa taka funkcjonuje tylko w obrębie pewnego języka, tj. jego użytkowników.

>>A to nazwa dla rzeczy A.
>Nie. Nazwą A jest 'A', a nazwą nazwy A jest "A". (Słoń to nie 'słoń', a język to nie 'język'.)

Rozumiem nawiązanie do słynnego obrazu Magritte'a. Jednakże to akurat wydaje mi się świetnym argumentem, potwierdzającym tezę o tym, że desygnaty są tylko formą umowy między ludzi. Magritee sprzeciwia się szablonowemu myśleniu, czyli mówieniu o rzeczach przedstawionych przez obraz jako o rzeczach. Czy jednak to poprawniejsze, rzekłbym fenomenologiczne, spojrzenie na stan rzeczy, jest w jakimkolwiek stopniu praktyczne?

Mówienie o efekcie załamania światła, a nie o złamanej łyżeczce w herbacie komplikuje język, któremu językoznawcy przypisali właściwość stałego upraszczania przez jego użytkowników. Ludzie po to konstruują również slangi, żeby ułatwić porozumiewanie, czego właśnie nie gwarantuje spojrzenie (choć trafne) Magritee'a.

Abstrahując od powyższego akapitu, słusznie zauważa Pani, że nie ma też związku między desygnatem, a tym jak go pomyślimy, czy wypowiemy. Ale nie neguje to tego, że nawet kiedy użytkownicy różnych języków przypisują denotacjom pewne nazwy to nie znajdzie się ktoś kto będzie umiał spojrzeć na to zupełnie inaczej i dokonać innej klasyfikacji tym samym czyniąc nasz desygnat dużo mniej użytecznym, a z czasem całkowicie zapomnianym, co ma miejsce we wszystkich językach.

Czy to nie zastanawiające? Jestem przekonany, że udało mi się już całkowicie wyłożyć dlaczego nazwy rzeczy i/czy stanów rzeczy są jedynie umowne. Obawiam się, że wyczerpałem już wszystkie znane mi argumenty i żałuję, że do Pani nie trafiają.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Eleuthere (26 punktów)
I tak Pan tego nie obroni...
21-10-2010 13:46 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Wtrącę się, jeśli można.

>Czyli dla Pana jak coś istnieje w Pańskim umyśle to istnieje naprawdę?

Zależy w jakim sensie. Dla wszystkich kategorii których używamy w procesie komunikacji istnieją jakieś desygnaty. Istnieją desygnaty dla bytów nie istniejących fizycznie, to oczywiste, jeśli weźmie się pod uwagę także wytwory kultury. Np. wspominany przez Panią biały Pegaz istnieje jako wytwór mitologiczny - więcej nawet - istnieje ten biały Pegaz zapisany tam i tam (w tym a tym micie), lub namalowany tam i tam (na tym lub tym fresku). Istnieje więc pojęcie ("biały Pegaz") i jego desygnat (obraz lub mit) ale "biały Pegaz" jako coś oddzielnego od pojęcia lub jego JEDNOSTKOWEGO przedstawienia (biały Pegaz w ogóle) - już nie.

>Miesza Pan 2 rzeczy: istnienie i pojęcia. Dla Anglika nominalisty nie ma znaczenia nazwa redness czy inaczej (musi jej użyć, aby być zrozumianym przez innych Anglików), ma znaczenie czy wierzy, że istnieje w ogóle kolor czerwony.

To nie jest takie proste. Polecam zaznajomić się z hipotezą Sapira-Whorfa. Język nie jest tylko prostym odbiciem rzeczywistości - on ją współtworzy. O ile kolor "czerwony" niczym się nie różni dla nas od koloru "red", to już subiektywne postrzeganie tych kolorów przez różnych ludzi różni się i to bardzo (np. to co dla mnie jest czerwone - dla mojej przyjaciółki jest szkarłatne). Jeszcze większe problemy pojawią się, gdy spojrzymy na różnice kulturowe - "śnieg" i "snow" denotują te same zjawisko z powodu bliskości kulturowej. Ale już dla Eskimosa to pojęcie jest puste - zna on ileś pojęć na to co my nazywamy "śnieg" ale samo to pojęcie (jako ogólne) już dla niego nie istnieje. Jak z powyższego wnika - istnienie (rozpoznawanie czegoś jako "istniejącego") i pojęcie (wyrażanie istnienia jakichś zjawisk) są ze sobą ściśle splecione. Żeby to udowodnić wystarczy pomyśleć o czymś poza pojęciami. Nie da się. Istnieje więc to co możemy wyrazić pojęciami - które, z drugiej strony, ograniczają nam to co możemy zakomunikować, a więc postrzegać jako "istniejące".

Pozdrawiam.

Natura dała nam jeden język, a dwoje uszu po to, ażebyśmy słuchali dwa razy więcej, niż mówimy - Zenon z Kition
Eleuthere (26 punktów)
Ależ desygnat musi mieć odbicie w rzeczywistości. Obraz Pegaza nie jest Pegazem. Dostrzegł to np. Magritte w słynnym obrazie fajki z podpisem "to nie jest fajka".

A ja potrafię wyobrazić sobie coś poza pojęciami, co nie istnieje i nigdy nie zostało określone. Może to kwestia wyobraźni?

Pozdrawiam serdecznie
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Ależ desygnat musi mieć odbicie w rzeczywistości. Obraz Pegaza nie jest Pegazem.

Jest - gdyż Pegaz jest wytworem kultury a nie zjawiskiem naturalnym. Poza tym mit czy fresk jest rzeczywistością. W tym sensie Pegaz ma w niej odbicie

>Dostrzegł to np. Magritte w słynnym obrazie fajki z podpisem "to nie jest fajka".

Ale dowcip działa tylko dlatego, iż "fajka" ma swój odpowiednik w rzeczywistości fizycznej, w odróżnieniu od Pegaza, smoków, aniołów, bodhisattvów, dev, czy czego tam jeszcze.

>A ja potrafię wyobrazić sobie coś poza pojęciami, co nie istnieje i nigdy nie zostało określone.

Tak? To jak to sobie zakomunikowałaś? Mogła byś zakomunikować to mi? Z przyjemnością bym się dowiedział co to jest.

Pozdrawiam.


Natura dała nam jeden język, a dwoje uszu po to, ażebyśmy słuchali dwa razy więcej, niż mówimy - Zenon z Kition
Eleuthere (26 punktów)
Nie jest!

(drobna uwaga: zakomunikowała Pani...)
Wiem o co Panu chodzi z moją wyobraźnią. Kiedy zacznę nazywać moje wyobrażenie czegoś nie istniejącego i nie mającego pojęcia, muszę z konieczności użyć jakiś słów znanych Panu (w tym przypadku język polski). Zapomniał Pan jednak o tym, że można stworzyć nowe słowa dla opisania moich wyobrażeń. Mało tego, mogę także to namalować lub inaczej przetworzyć na Pański użytek. Inna sprawa, czy pan by to zrozumiał. )) Ale nie poruszamy tu kwestii rozumienia.
22-10-2010 05:31 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Nie jest!

Argumenty poproszę.

>Wiem o co Panu chodzi z moją wyobraźnią. Kiedy zacznę nazywać moje wyobrażenie czegoś nie istniejącego i nie mającego pojęcia, muszę z konieczności użyć jakiś słów znanych Panu (w tym przypadku język polski). Zapomniał Pan jednak o tym, że można stworzyć nowe słowa dla opisania moich wyobrażeń. Mało tego, mogę także to namalować lub inaczej przetworzyć na Pański użytek.

Zgadza się. Ale zawsze jest Pani ograniczona możliwością komunikacyjną (komunikuje coś Pani sobie i innym) pojęcia. Muszą być one zrozumiałem tak dla Pani jak i dla odbiorcy. Jest to ograniczenie przed którym stają także poeci, czy artyści. Pojęcia, tak w języku jak i w sztukach plastycznych (środki wyrazu, toposy kultury) mają tylko ograniczoną, kulturowo zdefiniowaną plastyczność.

Co do słów wymyślonych - albo są one podobne do już istniejących i świadczą o plastyczności kategorii zastanych, albo nie są intersubiektywne. W tym drugim przypadku - jak Pani odróżni stany szaleństwa od normalnych stanów postrzegania? Tego typu słowa nie mają użytku nawet osobistego. Mógł bym łatwo Panią przekonać, iż to samo wyrażę lepiej za pomocą znanych mi pojęć i odwołań do kultur.

Pozdrawiam.

Natura dała nam jeden język, a dwoje uszu po to, ażebyśmy słuchali dwa razy więcej, niż mówimy - Zenon z Kition
Eleuthere (26 punktów)
Dobrze Pan to ujął wcześniej: Pegaz namalowany jest odbiciem. Odbicie to nie oryginał. Oryginał=desygnat. Pojęcie Pegaza w Pańskim umyśle nie jest desygnatem. Dla Pana on jest rzeczywisty, bo istnieje w Pańskiej głowie, a dla mnie nie. Chociaż żałuję... ))

Nie zgadzam się z tym ograniczeniami. Taki Norwid, dopiero w XX wieku ludzie zaczęli go rozumieć, i co? Trochę to trwało, ale jednak dostosowali się do jego norwidowskiego pojmowania rzeczywistości. Mamy nieograniczone możliwości w kwestii słów, czy innych środków wyrażania siebie.

Nie odróżni Pan szaleńca od normalnego! Wszyscy po trosze jesteśmy dziwni, jeśli się tak przyjrzeć z bliska. Co w ogóle oznacza termin normalny? Każda definicja lekarska czy naukowa jest już subiektywna.
Wojciech Hawryluk (784 punktów)
Bardzo ciekawa dyskusja "Istnieć" to nadużywane słowo. Proszę zajrzeć do "Dociekań Filozoficznych" Wittgensteina. Mnie już jakiś czas temu zafascynował konwencjonalizm. Polecam też "Dwa dogmaty empiryzmu" Quine'a. Mój ulubiony fragment: "[...] jako laicki naturalista wierzę w przedmioty fizyczne, nie wierzę natomiast w bogów Homera. Jednakże pod względem podstaw epistemologicznych bogowie różnią się od przedmiotów fizycznych tylko co do stopnia, nie zaś co do rodzaju. Obydwa te typy przedmiotów znalazły się w naszym poglądzie na świat jako twory ludzkie, byty postulowane. Mit przedmiotów fizycznych posiada głównie tę epistemologiczną przewagę nad innymi mitami, iż okazał się bardziej niż one skuteczny w roli narzędzia służącego nadaniu operatywnej struktury strumieniowi doświadczenia zmysłowego."
Pozdrawiam!
Eleuthere (26 punktów)
Mity po to są, aby działać na nasze emocje i myśli. Są lepsze od rzeczywistości dla niektórych. To rodzaj odpowiedniego klocka lego, którym manipulujemy, aby osiągnąć zamierzony efekt. Np. taki Apollo...

Pozdrawiam serdecznie
21-10-2010 18:41 
 Ocena 1 na 1
Wojciech Hawryluk (784 punktów)
Quine użył chyba w tym fragmencie słowa "mit" żeby trochę zaszokować, przykuć uwagę - zrównuje przecież tu przedmioty fizyczne z mitami. Gdyby został tylko przy sformułowaniu "byty postulowane" aż takiego efektu by nie uzyskał...

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365