Myślę, że jest to doskonały przykład na to, jak postęp intelektualny społeczeństw ściera się ze "nienaruszalnością" świętości. Przecież recenzja i ocenianie to chyba najprostsza metoda na przybliżenie innym swojej opinii na temat danego produktu czy, jak w tym przypadku, dzieła literackiego. Patrząc na Biblię jak na książkę (którą niewątpliwie jest), mamy więc pełne prawo ją oceniać (i nie bać się piorunującej reakcji Kościoła). Z drugiej strony ciekawe, czy każdy ksiądz oceniłby ją jako wciągającą, interesującą i świetnie oraz logicznie napisaną. Pewnie tak. Ale czy naprawdę tak by myślał? Wątpię.
|