Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czas wg STW?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
22-05-2014 11:54Aaltonen (85 punktów)
(zablokowany)
Czas wg STW?
Ocena 4 na 4
Mam takie pytanie, skoro STW traktuje czas jako dodatkowy wymiar, to powinniśmy móc poruszać w tym wymiarze w przód i w tył.

Czy fakt, że nic nie jest w stanie poruszać się wstecz w czasie, nie jest wystarczającym powodem, żeby odrzucić założenia TW?


Wg mnie czas jest tylko i wyłącznie miarą ruchu.
Gdy absolutnie nic się nie porusza, nie istnieje żaden sposób na zmierzenie upływu czasu.

Tu niektórzy mogą zaprotestować: "Ale przecież jabłko stojące sobie spokojnie na stole nie porusza się, a jednak po jakimś czasie zgnije, czyli podda się upływowi czasu." Zgoda, jabłko jako całość nie porusza się. Ale jeśli przyjrzysz mu się uważniej pod mikroskopem, to zauważysz, że spaceruje w nim całe mnóstwo żyjątek (bakterii), które powodują jego rozkład. A jeszcze głębiej znajdziesz całe mnóstwo różnych cząsteczek chemicznych zbudowanych z atomów, które zmieniają położenie i rekonfigurują się.
Tak więc wewnątrz jabłka zachodzi bardzo wiele różnych drobnych ruchów, i to właśnie one ukazują nam upływ czasu.
Dlatego podtrzymuję moją tezę: jeśli nic się nie porusza, czas nie płynie. Musi istnieć ruch, by stan Wszechświata mógł ulegać zmianie, a TE ZMIANY NAZYWAMY UPŁYWEM CZASU.

Czas nie jest więc oddzielnym wymiarem: znajduje się już pośród tych trzech wymiarów przestrzennych, które znamy. Dlatego też nie można w nim podróżować. I dlatego nie możemy zmienić kierunku jego biegu.

Co o tym sądzicie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

TyDraniu (6569 punktów)
> Czy fakt, że nic nie jest w stanie poruszać się wstecz w czasie, nie jest wystarczającym powodem, żeby odrzucić założenia TW?

Nie, jeżeli upraszcza to obliczenia i pozwala przewidzieć i opisać zjawiska fizyczne. Np. antycząstki poruszają się tak samo, jak materia poruszająca się wstecz w czasie w lustrzanym wszechświecie (symetria CPT).


Aaltonen (85 punktów)
(zablokowany)
No tak ,ale te symetrie to tylko pewien model fizyczny.
Przecież nikt nigdy nie wykazał istnienia ani lustrzanego wszechświata, ani poruszających się w nim wstecz w czasie cząstek, a antycząstki w naszym wszechświecie poruszają się w czasie w takim samym kierunku jak i zwykłe cząstki.
Mnie interesuje bardziej pytanie dlaczego przestrzeń Minkowskiego ma określony, taki a nie inny, kierunek upływu czasu.
Jacholek (5699 punktów)
>Co o tym sądzicie?
Nie jest to nowe pytanie jakie zadają sobie fizycy no i filozofowie. Głównie dyskusja toczy się wokół kwestii czy czas jest wielkością pierwotną, mającą samodzielny byt, czy jest jedynie efektem emerdżentnym (emergent). Pewne światło na ten problem rzucają ostatnio ciekawe eksperymenty z zakresu fizyki kwantowej, np.
science.sl(*)an-emergent-quantum-phenomenon
Aaltonen (85 punktów)
(zablokowany)
I właśnie o to mi chodzi. Zakładam iż czas nie istnieje, a wprowadziliśmy to pojęcie sztucznie, aby pomóc sobie opisać otaczającą nas rzeczywistość.
Przecież gdy mówimy, że coś zajęło "rok czasu", to tak naprawdę mamy na myśli fakt, że Ziemia przemieściła się dookoła całej swojej orbity. Gdy mówimy, że coś zajęło "dobę", to chodzi nam o to, że jakiś punkt na powierzchni Ziemi zatoczył pełne koło wokół jej osi obrotu. Gdy mówimy, że spotkamy się "za godzinę", to znów chodzi o obrót Ziemi o 15 stopni kątowych, lub jedno pełne okrążenie dużej wskazówki na tarczy naszego zegarka. Jeśli Twój zegarek nie ma wskazówek, lecz wyświetla cyferki, to mówiąc "za godzinę" mówisz tak naprawdę o kilku miliardach drobnych oscylacji kryształu kwarcu i miliardach okrążeń elektronów w rezonansowym obwodzie elektrycznym, w którym płyną.

Tak więc w tych wszystkich metodach pomiaru za każdym razem, gdy mierzysz czas, tak naprawdę mierzysz przestrzeń! Mierzysz ruch jakiegoś wzorcowego obiektu (np. Ziemi, wahadła zegara, wskazówki na jego tarczy, elektronu w atomie itp.), a następnie porównujesz inne ruchy z tym wzorcowym ruchem.
Do czego zmierzam?
A no to tego, że kompletnie nie potrzebujemy używania pojęcia czasu. Równie dobrze możemy mierzyć czas w jednostkach przestrzeni, jeżeli użyjemy jakiegoś uniwersalnego wzorca ruchu. Co nim będzie? Oczywiście ruch fal elektromagnetycznych w otaczającej przestrzeni (próżni), które rozchodzą się z prędkością c.

Tak więc gdy podajemy wzór na prędkość, jako v = S / t (prędkość to stosunek przebytej drogi do czasu, jaki był na to potrzebny), i mierzymy go w metrach na sekundę, to tak naprawdę moglibyśmy równie dobrze zapisać go tak: v = S1 / S2, gdzie S1 to odległość, jaką przebyło badane ciało, a S2 to odległość, jaką przebył nasz wzorcowy obiekt wyznaczający czas (np. fala światła). Moglibyśmy też równie dobrze wyrazić prędkość w metrach na metr: metrach przebytych przez np. samochód, przypadających na każdy metr przebyty przez falę światła.

W prawie w każdym wzorze fizycznym, w którym coś się zmienia lub porusza, możemy znaleźć gdzieś tę literkę t oznaczającą czas! Jak wiele nieporozumień może to budzić, i jak bardzo zaciemniać sprawę, gdy się nie wie, że owa literka oznacza tak naprawdę miarę odległości przebywanej przez wzorcowy obiekt, z którym porównujemy wszystkie inne poruszające się obiekty.

Czas nie jest więc oddzielnym wymiarem: znajduje się już pośród tych trzech wymiarów przestrzennych, które znamy. Dlatego też nie można w nim podróżować. I dlatego nie możemy zmienić kierunku jego biegu. Również dlatego czas jest pojęciem względnym: zależy od tego, jak dobrze chodzą nasze zegary, i czy nic nie zaburza ich ruchu. Bo gdyby coś np. spowolniło ruch wszystkich naszych zegarów, zauważylibyśmy nagle, że wszystko inne przyspieszyło, bo mierzymy ruch tych innych rzeczy za pomocą ruchu naszych zegarów. Jeśli jakieś zjawisko spowolniłoby ruch wszystkiego dookoła (zarówno zegarów, jak i całej reszty poruszających się obiektów), gdyby nagle wszystko we Wszechświecie zaczęło się z jakiegoś tajemniczego powodu poruszać wolniej, to nie bylibyśmy w stanie zauważyć takiej zmiany, bo proporcja tych ruchów do ruchu naszych zegarów pozostałaby niezmieniona.

I tu przy okazji warto zauważyć pewną ciekawostkę, związaną z prędkością światła.
Wynosi ona 299 792 458 [m/s]. Ale gdybyśmy używali innych jednostek miar dla przestrzeni i czasu, zmierzylibyśmy zupełnie inną wartość prędkości światła! Czy to znaczy, że światło zaczęło poruszać się inaczej? Nie. Bo nadal w stosunku do jego ruchu, inne ruchy zachowałyby swoje proporcje, i ich wartości też wyszłyby nam zupełnie inne, ale stosunki tych wartości pozostałyby te same.
Skoro tak, to może istnieje taki zestaw jednostek dla czasu i przestrzeni, w którym prędkość światła wynosi dokładnie 1? Oczywiście, że tak!
Każdą inną wartość prędkości każdego ciała wyrażalibyśmy wtedy jako liczbę rzeczywistą z przedziału <0,1)
Przy takich założeniach, kompletnie pozbywamy się sekundy, jako jednostki.
Powstaje zatem pytanie, jak bez pojęcia czasu zdefiniować jednostkę odległości?
Tutaj moglibyśmy przyjąć jakąś niezmienną wartość odległości. np. stałą Plancka =1
W związku z powyższym całą przestrzeń i wszystko co się w niej dzieje możemy wyrazić za pomocą znanej nam jednostki miary przestrzeni hp=1(długość Plancka) oraz za pomocą miary ruchu czyli, stałej c=1.
Przy okazji upraszcza się nam mnóstwo znanych wzorów, gdzie długość Plancka, i prędkość światła =1, a czas Plancka nie istnieje. Wszystkie równania falowe w tym równanie Schrödingera również da się zapisać niezależnie od czasu za pomocą współrzędnych x,y,z, c=1.
Czy to rozumowanie ma sens?
Jacholek (5699 punktów)

>Czy to rozumowanie ma sens?
>
Jest to całkiem sensowne i w duchu tego co starają się niektórzy fizycy sformułować już od pewnego czasu. Przykładem ten artykuł i zawarte w nim referencje:
phys.org/n(*)sh-fourth-dimension-space.html
Wyobraźmy sobie że ewolucja jakiegoś systemu jest opisana przez system równań sparametryzowanych poprzez czas (tzn z czasem jako parametrem). Formalnie czas ten możemy wyeliminować (matematycznie) i opisywać dynamikę systemu jako skorelowane zmiany czy ruchy jego elementów, przyjmując jako punkt odniesienia położenia wybranego składnika. W ten sposób formalnie przynajmniej wyeliminowaliśmy czas, który był tylko wygodna formą sparametryzowania równań ruchu i nic więcej.
Aaltonen (85 punktów)
(zablokowany)
Dzięki za linka. Aż dziwne, że fizycy dopiero teraz się za to biorą...
kaganiec (155 punktów)
>Tak więc w tych wszystkich metodach pomiaru za każdym razem, gdy mierzysz czas, tak naprawdę mierzysz przestrzeń!

W zasadzie to nic nowego...
pl.wikipedia.org/wiki/Zdrowaśka

>Jak wiele nieporozumień może to budzić, i jak bardzo zaciemniać sprawę, gdy się nie wie, że owa literka oznacza tak naprawdę miarę odległości przebywanej przez wzorcowy obiekt

To co? Pozbywamy się literki 't' i od dziś mówimy:
"piłem kawę przez pół metra"
"po pięciu metrach będę miał czas"
"przepłynąłem 100 metrów w czasie trzech metrów" (?)

>Skoro tak, to może istnieje taki zestaw jednostek dla czasu i przestrzeni, w którym prędkość światła wynosi dokładnie 1?

No nie, tak nie można. Zaraz by się sprawa rypła. No bo weźmy taki, skądinąd dość
znany wzór C+C=C. I co by było? Ano 1+1=1 by było

To trzeba zrobić sprytniej. O! Np. tak jak tutaj:
www.pinopa.republika.pl/Udalosie.html
03-06-2014 15:41 
 Ocena-1 na 1
Aaltonen (85 punktów)
(zablokowany)
>W zasadzie to nic nowego...
>pl.wikipedia.org/wiki/Zdrowaśka
Nasze mózgi są w stanie odmierzać w pewien sposób czas. To również miara ruchu. Jest związana z ruchem elektronów w sieci neuronowej w naszych mózgach. Każdy posiada taki zegar w swojej głowie.
I stąd pewnie złudzenie czasu jako coś rzeczywistego.
>To co? Pozbywamy się literki 't' i od dziś mówimy:
>"piłem kawę przez pół metra"
>"po pięciu metrach będę miał czas"
>"przepłynąłem 100 metrów w czasie trzech metrów" (?)
Dla wygody pozostańmy przy standardowym układzie SI.
Chciałem tylko pokazać, że czas to złudzenie, a rzeczywistość może się doskonale bez niego obejść.
>No nie, tak nie można. Zaraz by się sprawa rypła. No bo weźmy taki, skądinąd dość
>znany wzór C+C=C. I co by było? Ano 1+1=1 by było
Na jedno wychodzi. Zarówno C+C=C jak i 1+1=1 nie przystaje do naszej rzeczywistości.
uxbridge (5980 punktów)
>Mam takie pytanie, skoro STW traktuje czas jako dodatkowy wymiar,
Wcale nie. Można się w STW (szczególnie na podstawowym poziomie) doskonale obejść bez traktowania czasu jako wymiaru. Czasoprzestrzeń i jej cztery wymiary są wygodnym matematycznym narzędziem przy analizowaniu zjawisk zachodzących w układach poruszających się względem siebie.
>to powinniśmy móc poruszać w tym wymiarze w przód i w tył.
Czas w przestrzeni Minkowskiego nie jest po prostu dodatkowym wymiarem przestrzennym, ale ma 'specjalne' właściwości. W związku z tym oczekiwanie, że będzie się zachowywał analogicznie do pozostałych wymiarów jest nieuzasadnione.
>Czy fakt, że nic nie jest w stanie poruszać się wstecz w czasie, nie jest wystarczającym powodem,
>żeby odrzucić założenia TW?

Czas nie ma nic wspólnego z założeniami STW (a założenia są jedynie dwa - znajdź sobie jakie). Żeby odrzucić założenia STW trzeba wykazać doświadczalnie, że bezpośrednio są nieprawdziwe, lub prowadzą do sprzeczności z wynikami. Żadne naiwne spekulacje, a już szczególnie te nie poparte znajomością STW nie mogą im zaprzeczyć.
smelig (435 punktów)
Żeby odrzucić założenia STW trzeba wykazać doświadczalnie, że bezpośrednio są nieprawdziwe, lub prowadzą do sprzeczności z wynikami. Żadne naiwne spekulacje, a już szczególnie te nie poparte znajomością STW nie mogą im zaprzeczyć.

Nie trzeba tu wykonywać żadnych specjalnych eksperymentów bo to już wiadomo od dosyć dawna. Dobrze o tym wiedzą inżynierowie praktycy od GPS-u, że zasadę względności można spokojnie odłożyć do lamusa. Weźmy na przykład dylatację czasu. Znamy dwie:

1. Grawitacyjną - znajdujące się w silnym polu grawitacyjnym, zegary chodzą wolniej niż zegary w słabym polu lub poza nim. Z kolei zegary w słabym polu grawitacyjnym chodzą szybciej niż te w silnym polu. Występuje tu całkiem logiczna i udwodniona eksperymentalnie zależność:

Jeśli zegar A idzie wolniej względem zegara B, to zegar B idzie szybciej względem zegara A,

2. Kinematyczną - biorąc pod uwagę założenia i wnioski z STW to takiej logiki już nie ma. Wierzyć się nie chce ale przy zegarach poruszających się względem siebie, STW twierdzi, że:

Jeśli zegar A idzie wolniej względem zegara B, to zegar B idzie wolniej względem zegara A

Takiej zależności jak dotychczas, nikt i nigdzie nie zaobserwował ale wręcz przeciwnie - zegary pokazują czas logicznie. Jeśli jeden się opóźnia to drugi względem niego się śpieszy. Zegary na satelitach idą wolniej niż na Ziemi ze względu na swoją prędkość (dylatacja kinematyczna)ale zegary na Ziemi nie idą wolniej niż na satelitach. Dylatację czasu grawitacyjną tu pomijam.
Do fizyków teoretyków jakoś to nie dociera bo próbują po swojemu dorabiać fakty do teorii. Na oko widać, że względność ruchu znana z STW nie ma nic wspólnego z grawitacją więc nie może być jej szczególnym przypadkiem.
smelig.sal(*)ometryczny-wstep-do-grawitacji
31-05-2014 09:14 
 Ocena 3 na 3
uxbridge (5980 punktów)
> Wierzyć się nie chce ale przy zegarach poruszających się względem siebie, STW twierdzi, że:
>Jeśli zegar A idzie wolniej względem zegara B, to zegar B idzie wolniej względem zegara A
Wierzyć się nie chce, ale:
Jeśli bliźniaki Stefek i Rysiu znajdują się w pewnej odległości od siebie, to względem Stefka Rysiu jest mniejszy a względem Rysia, mniejszy jest Stefek.

A jeśli ktoś podniesie zastrzeżenie, że to tylko złudzenie optyczne, a Rysio i Stefan tak 'naprawdę' nie różnią się wzrostem, to pytam - a jak to sprawdzić? Postawić Rysia i Stefka w tym samym miejscu i porównać, prawda?
Podobnie, żeby wiarygodnie porównać tempo dwóch zegarów, trzeba je zrównać prędkością. I wtedy okaże się, że chodza tak samo.

Ta analogia nie jest idealna, unaocznia natomiast jak pozornie sprzeczne stwierdzenia są zupełnie sensowne gdy je się rozpatrzy w kontekście układów odniesienia.
smelig (435 punktów)

>Podobnie, żeby wiarygodnie porównać tempo dwóch zegarów, trzeba je zrównać prędkością. I wtedy okaże się, że chodza tak samo.

Przecież zegary na Ziemi poruszają się z tą samą prędkością względem zegarów na orbicie co zegary na orbicie względem zegarów na Ziemi. W STW nie może być inaczej. A mimo to zegary na orbicie chodzą wolniej i cały czas ta różnica rośnie.
31-05-2014 11:27 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Przecież zegary na Ziemi poruszają się z tą samą prędkością względem zegarów na orbicie co zegary na orbicie względem zegarów na Ziemi. W STW nie może być inaczej.

Jest inaczej. W STW zegary mają się poruszać jednostajnym ruchem prostoliniowym, a nie po zakrzywionych orbitach.

Rozważ dwa statki kosmiczne mijające się z wyłączonymi silnikami gdzieś w kosmosie z dala od gwiazd i planet. Na którym statku zegar się śpieszy, a na którym się spóźnia?
smelig (435 punktów)
>>
>Jest inaczej. W STW zegary mają się poruszać jednostajnym ruchem prostoliniowym, a nie po zakrzywionych orbitach.
>Rozważ dwa statki kosmiczne mijające się z wyłączonymi silnikami gdzieś w kosmosie z dala od gwiazd i planet. Na którym statku zegar się śpieszy, a na którym się spóźnia?

Wobec tego co powoduje wolniejszy upływ czasu w satelitach, pomijając dylatację od grawitacji? W eterze wszystko jest proste i jasne - czas upływa wolniej w obiektach poruszających się szybciej w nieruchomym układzie odniesienia (eterze).
31-05-2014 16:41 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
>> Rozważ dwa statki kosmiczne mijające się z wyłączonymi silnikami gdzieś w kosmosie z dala od gwiazd i planet. Na którym statku zegar się śpieszy, a na którym się spóźnia?

Odpowiedz na pytanie.

> Wobec tego co powoduje wolniejszy upływ czasu w satelitach, pomijając dylatację od grawitacji?

Zmiany (inercjalnego) układu odniesienia konieczne do porównania wskazań zegarów na satelitach i na Ziemi.

> W eterze wszystko jest proste i jasne - czas upływa wolniej w obiektach poruszających się szybciej w nieruchomym układzie odniesienia (eterze).

Gdyby tak było, to można by znaleźć ten nieruchomy układ odniesienia: to ten, w którym zegar tyka najszybciej. No ale nie da się - wszystkie układy inercjalne są równoważne.
smelig (435 punktów)

>> Wobec tego co powoduje wolniejszy upływ czasu w satelitach, pomijając dylatację od grawitacji?
>Zmiany (inercjalnego) układu odniesienia konieczne do porównania wskazań zegarów na satelitach i na Ziemi.

To chyba jakiś nowy (trzeci) rodzaj dylatacji czasu. Czy można trochę jaśniej?

>> W eterze wszystko jest proste i jasne - czas upływa wolniej w obiektach poruszających się szybciej w nieruchomym układzie odniesienia (eterze).
>Gdyby tak było, to można by znaleźć ten nieruchomy układ odniesienia: to ten, w którym zegar tyka najszybciej. No ale nie da się

A skąd takie przeświadczenie? Gdyby ktoś spróbował to może by się dało. Wiele rzeczy wydawało się kiedyś niemożliwe.

>wszystkie układy inercjalne są równoważne.

No ja właśnie to kwestionuję
31-05-2014 19:41 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>>> Wobec tego co powoduje wolniejszy upływ czasu w satelitach, pomijając dylatację od grawitacji?
>> Zmiany (inercjalnego) układu odniesienia konieczne do porównania wskazań zegarów na satelitach i na Ziemi.
> To chyba jakiś nowy (trzeci) rodzaj dylatacji czasu. Czy można trochę jaśniej?

Żaden nowy. To stary paradoks bliźniąt. Ponieważ satelita nie porusza się po linii prostej, to musisz wykonać szereg pchnięć Lorentza (ang. boost) aby obliczyć czas jaki upłynął na satelicie po jednym okrążeniu. Jest to opisane tu w rozdziałach 2.7 i 9.12. Chyba polecałem Ci ten skrypt kilka lat temu, ale wyraźnie nie pofatygowałeś się aby go zrozumieć.

>> Gdyby tak było, to można by znaleźć ten nieruchomy układ odniesienia: to ten, w którym zegar tyka najszybciej. No ale nie da się
> A skąd takie przeświadczenie? Gdyby ktoś spróbował to może by się dało.

Próbowano wiele razy, zaczynając od doświadczenia Michelsona-Morleya.

> Wiele rzeczy wydawało się kiedyś niemożliwe.

No to wykaż doświadczalnie istnienie absolutnie spoczywającego układu odniesienia, a nagrodę Nobla masz murowaną.
smelig (435 punktów)

>Próbowano wiele razy, zaczynając od doświadczenia Michelsona-Morleya.

Przy odpowiedniej interpretacji to doświadczenie może potwierdzać istnienie eteru. W przypadku tego eksperymentu wymyślono sobie prawo Przyrody którego zapewne nie ma. Chodzi o kontrakcję przestrzenną, której istnienia dotychczas nikt nigdzie nie potwierdził a jedynie dopasował do teorii. Dlaczego to kontrakcja przestrzenna ma być prawdziwa a nie np. kontrakcja czasowa? Jeśli czas płynie wolniej w kierunku ruchu obiektu niż w kierunkach ortogonalnych to eksperyment nabiera zgoła innego znaczenia. Opisałem to dokładnie na swoim blogu:
smelig.sal(*)eryment-m-m-pierwsze-starcie,1

>> Wiele rzeczy wydawało się kiedyś niemożliwe.
>No to wykaż doświadczalnie istnienie absolutnie spoczywającego układu odniesienia, a nagrodę Nobla masz murowaną.

Takie doświadczenie zrobiono już dawno. Tylko znów sprawa interpretacji. Ideą eksperymentu Sagnaca było porównanie prędkości światła biegnącego po tej samej drodze, lecz w przeciwnych kierunkach. Czyli jest to ten sam eksperyment co M-M, tylko z ramionami równoległymi do siebie a nie prostopadłymi


Eksperyment Michelsona-Morleya

Eksperyment Sagnaca

Jeśli światło miałoby rozchodzić się z tą samą prędkością we wszystkich kierunkach, to wynik tych dwóch doświadczeń powinien być identyczny. A nie jest. Interferometr Sagnaca wykazuje dużą wrażliwość na obrót w przestrzeni. Dla pewności należałoby przeprowadzić eksperyment z ramionami ustawionymi pod kątem:

O ile mi wiadomo to nikt jeszcze takiego eksperymentu nie przeprowadził. A szkoda. Mogłoby to wyjaśnić sprawę raz na zawsze.
Szerzej opisane w moim artykule:
smelig.sal(*)michelson-i-co-z-tego-wynika,1
01-06-2014 08:24 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli czas płynie wolniej w kierunku ruchu obiektu niż w kierunkach ortogonalnych...

Nie rozumiem tej propozycji. Co ona znaczy?

Powiedzmy, że jest eter. Jesteś w laboratorium poruszającym się w eterze, powiedzmy, w kierunku drzwi. Na ścianach wisi mnóstwo bardzo dokładnych zegarów. Co one pokazują? Ten sam czas? Czy też niektóre się śpieszą a niektóre spóźniają? A jak tak to jak?
smelig (435 punktów)
>> Jeśli czas płynie wolniej w kierunku ruchu obiektu niż w kierunkach ortogonalnych...
>Nie rozumiem tej propozycji. Co ona znaczy?
>Powiedzmy, że jest eter. Jesteś w laboratorium poruszającym się w eterze, powiedzmy, w kierunku drzwi. Na ścianach wisi mnóstwo bardzo dokładnych zegarów. Co one pokazują? Ten sam czas? Czy też niektóre się śpieszą a niektóre spóźniają? A jak tak to jak?

Znane nam zegary nic Ci nie pokażą, ponieważ nie mierzą czasu kierunkowo. Tu trzeba trochę wyobraźni. Jeśli czas płynie wolniej w kierunku ruchu obiektu to znaczy, że wszystkie procesy zachodzące w tym kierunku będą się działy wolniej niż w kierunkach poprzecznych. Na przykład izotop promieniotwórczy będzie wysyłał mniej promieniowania w kierunku ruchu. W kierunkach poprzecznych czas płynie maksymalnie szybko. Szybciej nie płynie nigdzie.
Natura nie dba o to, czy my ją rozumiemy. Posługuje się swoim własnym językiem.
01-06-2014 22:42 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli czas płynie wolniej w kierunku ruchu obiektu to znaczy, że wszystkie procesy zachodzące w tym kierunku będą się działy wolniej niż w kierunkach poprzecznych.

Dalej jest to mętne. Co to znaczy "proces zachodzący w kierunku poprzecznym"? Coś tam ma prędkość poprzecznią? Składasz prędkości? Przedstaw to ilościowo.

> Na przykład izotop promieniotwórczy będzie wysyłał mniej promieniowania w kierunku ruchu.

Pokaż doświadczalnie, że tak jest, a dostaniesz Nobla.
02-06-2014 07:04 
 Ocena-1 na 1
smelig (435 punktów)
>> Jeśli czas płynie wolniej w kierunku ruchu obiektu to znaczy, że wszystkie procesy zachodzące w tym kierunku będą się działy wolniej niż w kierunkach poprzecznych.
>Dalej jest to mętne. Co to znaczy "proces zachodzący w kierunku poprzecznym"? Coś tam ma prędkość poprzecznią? Składasz prędkości? Przedstaw to ilościowo.

No to ja już nie wiem jak Ci to wytłumaczyć. Tutaj wyobraźnia potrzebna. Powiedzmy, że mamy obiekt poruszający się w eterze. Składa się on z drgających cząstek w różne strony. Te cząstki będą drgały inaczej w kierunku ruchu niż poprzecznie do niego (z inną częstotliwością).

>> Na przykład izotop promieniotwórczy będzie wysyłał mniej promieniowania w kierunku ruchu.
>Pokaż doświadczalnie, że tak jest, a dostaniesz Nobla.

Zajmuję się fizyką z zamiłowania a nie dla kariery i pieniędzy. Mam gdzieś waszego Nobla. Nie będę odwalał roboty za fizyków. Daję tylko pomysły.
kaganiec (155 punktów)
>Powiedzmy, że mamy obiekt poruszający się w eterze. Składa się on z drgających cząstek w różne strony. Te cząstki będą drgały inaczej w kierunku ruchu niż poprzecznie do niego (z inną częstotliwością).

No dobrze. Widzę tę cząstkę, a nawet dwie. Jedną w jednym ramieniu interferometru, a drugą w drugim. I teraz widzę jak ten interferometr płynie przez morze eteru.
Ale już nie widzę różnicy pomiędzy tymi cząstkami. Która z nich porusza się "w kierunku ruchu", a która "w poprzek"?
03-06-2014 04:42 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> No to ja już nie wiem jak Ci to wytłumaczyć... Daję tylko pomysły.

Dziękuję, już rozumiem. Po prostu dajesz pomysły na tematy, o których nie masz pojęcia.
kaganiec (155 punktów)
>Ideą eksperymentu Sagnaca było porównanie prędkości światła biegnącego po tej samej drodze, lecz w przeciwnych kierunkach.

Niezupełnie. U Sagnaca nie ma czegoś takiego jak "po tej samej drodze".
Tam wiązki biegną w przeciwnych kierunkach, a ze względu na obrót
interferometru droga jednej wiązki jest krótsza, a drugiej dłuższa.

>Czyli jest to ten sam eksperyment co M-M, tylko z ramionami równoległymi do siebie a nie prostopadłymi

Nie. Jw. - nie jest to ten sam eksperyment co M-M. W M-M obracamy interferometr po to żeby porównać
wiązki przed i po obrocie. U Sagnaca ciągły obrót interferometru stanowi o istocie eksperymentu.
Być może dałoby się wykryć eter w wolno obracającym się int. Sagnaca, ale byłyby to
prawdopodobnie jakieś dobowe wahania w eksperymencie Michelson-Gale-Pearson.

>Dla pewności należałoby przeprowadzić eksperyment z ramionami ustawionymi pod kątem
>O ile mi wiadomo to nikt jeszcze takiego eksperymentu nie przeprowadził.

Obawiam się, że wyszedłby z tego jedynie klon eksperymentu Thorndike-Kennedy.
smelig (435 punktów)

>Niezupełnie. U Sagnaca nie ma czegoś takiego jak "po tej samej drodze".
>Tam wiązki biegną w przeciwnych kierunkach, a ze względu na obrót
>interferometru droga jednej wiązki jest krótsza, a drugiej dłuższa.
Eee tam. Trollujesz. Najtęższe głowy nie wiedzą jakie prawa Natury działają w tym eksperymencie

>Nie. Jw. - nie jest to ten sam eksperyment co M-M. W M-M obracamy interferometr po to żeby porównać
>wiązki przed i po obrocie. U Sagnaca ciągły obrót interferometru stanowi o istocie eksperymentu.
W obu eksperymentach jest ciągły powolny obrót.

>Obawiam się, że wyszedłby z tego jedynie klon eksperymentu Thorndike-Kennedy.
Wogóle nie załapałeś o co w tym eksperymencie chodzi.
kaganiec (155 punktów)
>>Niezupełnie. U Sagnaca nie ma czegoś takiego jak "po tej samej drodze".
>>Tam wiązki biegną w przeciwnych kierunkach, a ze względu na obrót
>>interferometru droga jednej wiązki jest krótsza, a drugiej dłuższa.
>Eee tam. Trollujesz. Najtęższe głowy nie wiedzą jakie prawa Natury działają w tym eksperymencie

Ja wiem. Tam działa prawo odbicia
Mitologizujesz ten eksperyment zupełnie niepotrzebnie czemu specjalnie się nie dziwię, ponieważ wyjmując z tego interferometru dwa lusterka dostrzegamy ten sam problem co
w jednym ramieniu interferometru M-M (tym "płynącym" jak drewniana kłoda rzeką), a więc całą tę szopkę z eterem, brakiem eteru, skróceniem Lorentzowskim itp.

>W obu eksperymentach jest ciągły powolny obrót.

Pozornie.
W M-M obracamy interferometr podobnie jak obracamy wiatromierz szukając
kierunku skąd wieje wiatr. U Sagnaca sami wywołujemy ten wiatr podobnie jak dziecko
machające odpustowym wiatraczkiem coby się zakręcił kiedy nie ma wiatru. A dokładniej (ta analogia do wiatraczka niespecjalnie mi się podoba) kiedy obracamy
interferometr Sagnaca to zanim wiązka biegnąca od jednego lusterka dotrze do drugiego, to drugie lusterko obróci się o pewien kąt przez co wiązka skraca swą drogę. Ta druga rzecz jasna wydłuża.

>>Obawiam się, że wyszedłby z tego jedynie klon eksperymentu Thorndike-Kennedy.
>Wogóle nie załapałeś o co w tym eksperymencie chodzi.

Mówisz jakbyś załapał o co chodzi w eksperymencie T-K.
A jeśli nie chodzi o to o co chodzi w T-K to o co chodzi?
Halo, czy ktoś tu wie o co chodzi? No bo jak nikt nie wie o co chodzi
to zachodzi taka możliwość, że nieczytelnie opisałeś zarówno swój problem jak i to co chcesz wykazać swoim eksperymentem.
03-06-2014 16:39 
 Ocena-1 na 1
Aaltonen (85 punktów)
(zablokowany)
>>Próbowano wiele razy, zaczynając od doświadczenia Michelsona-Morleya.
>Przy odpowiedniej interpretacji to doświadczenie może potwierdzać istnienie eteru. W przypadku tego eksperymentu wymyślono sobie prawo Przyrody którego zapewne nie ma. Chodzi o kontrakcję przestrzenną, której istnienia dotychczas nikt nigdzie nie potwierdził a jedynie dopasował do teorii. Dlaczego to kontrakcja przestrzenna ma być prawdziwa a nie np. kontrakcja czasowa?
Albo istnieje tylko przestrzenna. A czasowa wynika z przestrzennej.

Jeżeli założymy, że sama materia również składa się z fal rozchodzących się w przestrzeni, to skrócenie ramion interferometru Michelsona w kierunku ruchu względem eteru będzie naturalnym efektem.
Ramiona skrócą się o czynnik 1/((c-v)/c) , gdzie v prędkość względem eteru.
To mogłoby tłumaczyć dlaczego pomiary Michelsona, nic nie wykazały (albo prawie nic).
kaganiec (155 punktów)
>Ramiona skrócą się o czynnik 1/((c-v)/c) , gdzie v prędkość względem eteru.
>To mogłoby tłumaczyć dlaczego pomiary Michelsona, nic nie wykazały (albo prawie nic).

Pomiary Thorndike-Kennedy również nic nie wykazały, a w szczególności
nie wykazały tego skrócenia. Po cóż więc wciąż przywoływać to skrócenie?
Nie ma go i już

Całość tych rozważań na temat eksperymentu M-M to jakaś totalna paranoja.
Nie wykryto eteru. Nie wykryto skrócenia. A wmawia się wszystkim, że tak i owszem, czemu nie, ramię zawsze skraca się. A o ile się skróciło, skoro się skróciło? Ktoś wie?
Chyba już nikt nawet nie pamięta gdzie wziął się początek całego tego cyrku.

A przecież eksperymenty, zarówno M-M, T-K jak i Sagnac jasno pokazują, że mamy tu do czynienia z klasyką galileuszowsko newtonowską...
kaganiec (155 punktów)
>>> Rozważ dwa statki kosmiczne mijające się z wyłączonymi silnikami gdzieś w kosmosie z dala od gwiazd i planet. Na którym statku zegar się śpieszy, a na którym się spóźnia?

Ma być rozsądnie czy komediowo?
No bo rozsądnie będzie tak: oba zegary taktują tak samo.
Komediowo będzie zaś tak: oba zegary względnie jednocześnie śpieszą i spóźniają.
31-05-2014 19:53 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>>>> Rozważ dwa statki kosmiczne mijające się z wyłączonymi silnikami gdzieś w kosmosie z dala od gwiazd i planet. Na którym statku zegar się śpieszy, a na którym się spóźnia?
> Ma być rozsądnie czy komediowo?

Ważne jest jak jest a nie jak "ma być". Świata nie da się nagiąć do naiwnych o nim wyobrażeń, na czym już Arystoteles się wyłożył.

> Komediowo będzie zaś tak: oba zegary względnie jednocześnie śpieszą i spóźniają.

Jest komediowo.
kaganiec (155 punktów)
>Ważne jest jak jest a nie jak "ma być".

Truizm. A Ty wiesz jak jest?
kaganiec (155 punktów)
>A jeśli ktoś podniesie zastrzeżenie, że to tylko złudzenie optyczne, a Rysio i Stefan tak 'naprawdę' nie różnią się wzrostem, to pytam - a jak to sprawdzić? Postawić Rysia i Stefka w tym samym miejscu i porównać, prawda?

Można wynik pomiaru przesłać drogą radiową, prawda?

>Podobnie, żeby wiarygodnie porównać tempo dwóch zegarów, trzeba je zrównać prędkością.I wtedy okaże się, że chodza tak samo.

Tu tak samo można informację przesłać drogą radiową.
A w paradoksie bliźniąt zegary nie chodzą tak samo.
I nic w tym dziwnego, bo to przecież paradoks

Ale okazuje się, że już rozwiązano paradoks bliźniąt (bodaj po raz setny )
studentnew(*)radoks-blizniat-rozwiazany.htm

Jak widać, za każdym razem jest równie komicznie
02-06-2014 17:25 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)
>>A jeśli ktoś podniesie zastrzeżenie, że to tylko złudzenie optyczne, a Rysio i Stefan tak 'naprawdę' nie różnią się wzrostem, to pytam - a jak to sprawdzić? Postawić Rysia i Stefka w tym samym miejscu i porównać, prawda?
>Można wynik pomiaru przesłać drogą radiową, prawda?
Można nawet dyliżansem pocztowym, to niczego nie zmieni. Stefek się najwyżej dowie, jaki jest wzrost Rysia zmierzony przez Rysia lub kogoś kto stał obok Rysia. Chodzi o to, żeby Stefek zmierzył wiarygodnie wzrost Rysia nie stając obok niego i porównał ze swoim.

>>Podobnie, żeby wiarygodnie porównać tempo dwóch zegarów, trzeba je zrównać prędkością.I wtedy okaże się, że chodza tak samo.
>Tu tak samo można informację przesłać drogą radiową.
No i tak samo, to nie jest istota problemu. Rysio w bardzo szybkim pociągu może sfilmować swój zegar a kartę pamięci wyrzucić przez okno. Stefan na peronie podniesie kartę, obejrzy film i zobaczy, że zegar w pociągu chodzi normalnie. Tą metodą nie da się porównać tempa upływu czasu w dwóch układach. I właśnie w tym momencie analogia zawodzi, bo da się wymyśleć eksperyment który pozwoli wiarygodnie zmierzyć wzrost Rysia przez oddalonego Stefana i wynik będzie taki sam jak gdyby stali obok siebie. Natomiast jak wymyślisz jakikolwiek sensowny eksperyment pozwalający zmierzyć tempo zegarów u ruchomego Rysia przez nieruchomego Stefka i odwrotnie, to okaże się że wynik będzie inny niż gdyby nie poruszali się względem siebie.

>A w paradoksie bliźniąt zegary nie chodzą tak samo.
>I nic w tym dziwnego, bo to przecież paradoks
>Ale okazuje się, że już rozwiązano paradoks bliźniąt (bodaj po raz setny )
>studentnew(*)radoks-blizniat-rozwiazany.htm
>Jak widać, za każdym razem jest równie komicznie
Artykuł z linka jest bzdurą.
kaganiec (155 punktów)
>Chodzi o to, żeby Stefek zmierzył wiarygodnie wzrost Rysia nie stając obok niego i porównał ze swoim.

Chodzi Ci o to pewnie, że nawet linijka wysłana przez Stefka do Rysia zmniejsza się proporcjonalnie
do wzrostu Rysia. Tak to oczywiście możemy sobie pogwizdać, bo niczego nie zmierzymy.
Ale pozostaje nam zaufanie do naszych zmysłów, logiczne wnioskowanie, nasza wiedza na temat optyki i zdrowy rozsądek.
No bo kiedy będąc Rysiem udasz się do miejsca w którym znajduje się Stefek i nie zauważysz żadnych "cudów", to rozsądnym będzie uznać, że "świat tam" niczym nie różni się od "świata tu".

> Natomiast jak wymyślisz jakikolwiek sensowny eksperyment pozwalający zmierzyć tempo zegarów u ruchomego Rysia przez nieruchomego Stefka i odwrotnie, to okaże się że wynik będzie inny niż gdyby nie poruszali się względem siebie.

Przecież to jest tak samo jak z tą linijką. Tego nie da się zmierzyć, więc pozostaje rozsądek

>Artykuł z linka jest bzdurą.

Podobnie jak wszystkie wyjaśnienia pradoksu bliźniąt.
Z tą różnicą, że Ty nazywasz to bzdurą, bo wdarła się tam
odrobina rozsądku w postaci uznania odległych gwiazd za absolutny układ
odniesienia.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Ale okazuje się, że już rozwiązano paradoks bliźniąt (bodaj po raz setny )

W LET, znaczy w Lorentz Ether Theory, nie ma takiego paradoksu.
kaganiec (155 punktów)
>W LET, znaczy w Lorentz Ether Theory, nie ma takiego paradoksu.

Za to największym paradoksem w Lorentza teorii eteru jest jego brak

Te wszystkie próby rozwiązywania paradoksów STW przypominają jako żywo liczenie aniołów na główce od szpilki. O, tu mamy jeszcze jeden do kolekcji:
en.wikipedia.org/wiki/Bell's_spaceship_paradox
Tylko po co te paradoksy rozwiązywać? Czy nie jest rozsądniej uznać, że teoria, która rodzi tyle paradoksów jest teorią błędną?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>W LET, znaczy w Lorentz Ether Theory, nie ma takiego paradoksu.
>Za to największym paradoksem w Lorentza teorii eteru jest jego brak

W LET eter jest podstawą, więc nie ma paradoksu.

>Te wszystkie próby rozwiązywania paradoksów STW przypominają jako żywo liczenie aniołów na główce od szpilki. O, tu mamy jeszcze jeden do kolekcji:
>en.wikipedia.org/wiki/Bell's_spaceship_paradox

W LET nie ma takiego paradoksu:
struna pęknie z powodu kontrakcji obu rakiet (ich środki masy są w stałej odległości, zatem nie ich końce).
04-06-2014 20:31 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Tylko po co te paradoksy rozwiązywać? Czy nie jest rozsądniej uznać, że teoria, która rodzi tyle paradoksów jest teorią błędną?

Błędem byłoby tak uznać. W naukach przyrodniczych właściwie nie ma prawdziwych paradoksów - są jedynie paradoksy pozorne, wynikające z nieudolnego sposobu myślenia, który nie przystaje do rzeczywistości. Jak Ci się uda kiedyś zrozumieć szczególną teorię względności, to jak na dłoni zobaczysz tę rzeczywistość z nowej perspektywy. I będziesz mógł wrócić to tego wątku i bez trudu będziesz widział gdzie obalacze STW się mylą.
04-06-2014 21:24 
 Ocena-1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>Jak Ci się uda kiedyś zrozumieć szczególną teorię względności, to jak na dłoni zobaczysz tę rzeczywistość z nowej perspektywy.

Nieodmiennie budzi mą wesołość taki protekcjonalny ton. Naprawdę

>I będziesz mógł wrócić to tego wątku i bez trudu będziesz widział gdzie obalacze STW się mylą.

"tylko ten neguje teorię względności, kto ją naprawdę zrozumiał" - wiesz kto to powiedział? Zatem kiedy ją naprawdę zrozumiesz, wróć do tego wątku i bez trudu będziesz
widział gdzie relatywiści się mylą
05-06-2014 00:04 
 Ocena 2 na 2
Ebvalaim (2787 punktów)
>"tylko ten neguje teorię względności, kto ją naprawdę zrozumiał" - wiesz kto to powiedział?
Brzmi jak atto. Albo kaganiec.

>Zatem kiedy ją naprawdę zrozumiesz, wróć do tego wątku i bez trudu będziesz
>widział gdzie relatywiści się mylą
Ech, wiem, że marnuję tylko słowa w tym miejscu, ale i tak napiszę - STW da się sformułować czysto geometrycznie. Negowanie jej przypomina negowanie skrócenia perspektywicznego (jak popatrzysz na płaski obiekt z daleka pod kątem, to się pozornie skraca).

Z punktu widzenia matematycznego, jest konsekwencją dwóch prostych założeń. Negowanie STW jest równoważne albo negowaniu, że przestrzeń jest jednorodna i izotropowa (który punkt albo który kierunek jest wyróżniony?), albo że nie ma bezwzględnego ruchu (co rzeczywiście próbujecie tutaj robić, z tego co widzę). Jeśli przyjmiemy te dwa założenia i zażądamy zgodności z eksperymentem, wychodzi STW.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Z punktu widzenia matematycznego, jest konsekwencją dwóch prostych założeń.

Jednego uproszczenia.

> Negowanie STW jest równoważne albo negowaniu, że przestrzeń jest jednorodna i izotropowa (który punkt albo który kierunek jest wyróżniony?)

Przestrzeń nie istnieje fizycznie więc to nie są założenia, lecz fakty.
Z tego otrzymasz klasykę - szeroko rozumianą.

> albo że nie ma bezwzględnego ruchu (co rzeczywiście próbujecie tutaj robić, z tego co widzę). Jeśli przyjmiemy te dwa założenia i zażądamy zgodności z eksperymentem, wychodzi STW.

Truizm, bo prędkość jest relacją.
Faktycznie zakładasz brak medium dla fal Maxwell, oddziaływań, itd.
czyli arcypotężne uproszczenie - pełne odrealnienie!

A zgodności są tylko przybliżone, ale i wystarczające dla obecnego poziomu, technologi.
kaganiec (155 punktów)
>STW da się sformułować czysto geometrycznie.

Sekunda "czysto geometryczna" to bezsens.

> (jak popatrzysz na płaski obiekt z daleka pod kątem, to się pozornie skraca).

Toć mówię, że teoria względności to pozoranctwo i absurd goniący absurd.

>Negowanie STW jest równoważne albo negowaniu, że przestrzeń jest jednorodna i izotropowa

To żaden argument, to ogólnik, który mówi tylko, że negowanie STW jest be.

>albo że nie ma bezwzględnego ruchu

To nieprawda. Ja uważam, że nie ma bezwzględnego ruchu.

>Jeśli przyjmiemy te dwa założenia i zażądamy zgodności z eksperymentem, wychodzi STW

To tylko pobożne życzenia. Wspominane eksperymenty M-M, T-K, Sagnac zaprzeczają STW i
jednocześnie potwierdzają względność ruchu.
Vytautas (4394 punktów)
>> Tylko po co te paradoksy rozwiązywać? Czy nie jest rozsądniej uznać, że teoria, która rodzi tyle paradoksów jest teorią błędną?
>Błędem byłoby tak uznać. W naukach przyrodniczych właściwie nie ma prawdziwych paradoksów - są jedynie paradoksy pozorne, wynikające z nieudolnego sposobu myślenia, który nie przystaje do rzeczywistości.
   Kiedy tylko ta teoria powstała, została w ojczyźnie Einsteina uznana za chory twór żydowskiego, a w ZSRR za chory twór burżuazyjnego umysłu.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
> Jak Ci się uda kiedyś zrozumieć szczególną teorię względności, to jak na dłoni zobaczysz tę rzeczywistość z nowej perspektywy. I będziesz mógł wrócić to tego wątku i bez trudu będziesz widział gdzie obalacze STW się mylą.

Nie ma nic do rozumienia w modelu.

Zrozumieć można teorię, czyli w tym przypadku tę Lorentza-Poincarego.

Po tym etapie będziesz już wiedział jakie naiwne błędy popełniają interpretatorzy STW, i nie tylko.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
qerfy (677 punktów)
>Wg mnie czas jest tylko i wyłącznie miarą ruchu.
>Gdy absolutnie nic się nie porusza, nie istnieje żaden sposób na zmierzenie upływu czasu.

Już Leibniz twierdził, że czas jest wtórny wobec ruchu, a TW potwierdziła ten fakt.

>Tu niektórzy mogą zaprotestować: "Ale przecież jabłko stojące sobie spokojnie na stole nie porusza
>się, a jednak po jakimś czasie zgnije, czyli podda się upływowi czasu." Zgoda, jabłko jako całość
>nie porusza się. Ale jeśli przyjrzysz mu się uważniej pod mikroskopem, to zauważysz, że spaceruje w
>nim całe mnóstwo żyjątek (bakterii), które powodują jego rozkład. A jeszcze głębiej znajdziesz całe
>mnóstwo różnych cząsteczek chemicznych zbudowanych z atomów, które zmieniają położenie i
>rekonfigurują się.
>Tak więc wewnątrz jabłka zachodzi bardzo wiele różnych drobnych ruchów, i to właśnie one ukazują nam
>upływ czasu.

Dokładnie tak, "jabłko" jest procesem, a nie obiektem. Język naturalny narzuca fałszywe intuicje.

>Dlatego też nie można w nim podróżować. I dlatego nie możemy zmienić kierunku jego biegu.

>Co o tym sądzicie?

TW traktuje wszechświat jako istniejący niezależnie od czasu i przestrzeni zbiór zdarzeń (wektorów z czasoprzestrzeni), natomiast sama przestrzeń i czas to współrzędne tych wektorów w wybranym układzie odniesienia. Wydaje się więc, że teoretycznie, w ramach TW, powinno być możliwe dotarcie do dowolnego zdarzenia, z przeszłości i przyszłości, a tym samym podróże w czasie. To dlatego, że cała przeszłość i przyszłość "już" istnieje, tak jak istnieje np. zbiór punktów na płaszczyźnie.
lipschitz (1674 punktów)
>Gdy absolutnie nic się nie porusza, nie istnieje żaden sposób na zmierzenie upływu czasu.

...lub gdy wszystko się porusza z szybkością światła także nie istnieje żaden sposób zmierzenia upływu czasu.
Jarek Duda (1185 punktów)
>Dlatego podtrzymuję moją tezę: jeśli nic się nie porusza, czas nie płynie.
Czas to jest po prostu 4 wymiar - np. punktowa cząstka byłaby puntem gdyby nie było czasu, jednak tak naprawdę jest swoją trajektorią - jest jednowymiarową pordrozmaitością czasoprzestrzeni.
Także gdyby stała - dalej byłaby swoją trajektorią. Szczególnie że wg STW wszystkie układy są równoważne - wystarczy spojrzeć na nią z innej perspektywy (boost) i okazuje się że jednak się porusza.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Mam takie pytanie, skoro STW traktuje czas jako dodatkowy wymiar, to powinniśmy móc poruszać w tym
>wymiarze w przód i w tył.
>Czy fakt, że nic nie jest w stanie poruszać się wstecz w czasie, nie jest wystarczającym powodem,
>żeby odrzucić założenia TW?

Nie albowiem jak porusza się tylko w przód TO SIĘ PORUSZA!

>Wg mnie czas jest tylko i wyłącznie miarą ruchu.
>Gdy absolutnie nic się nie porusza, nie istnieje żaden sposób na zmierzenie upływu czasu.

Czyli jak? Czy czas czasem nie jest żywotnie związany z materią? Nie ma czasu gdy nie ma materii. Tylko i li tylko. Ruch nie jest związany z czasem w sensie jego nierozerwalnej symbiozy? Jest co najwyżej istniejącym dowodem na istnienie czasu.

>Tu niektórzy mogą zaprotestować: "Ale przecież jabłko stojące sobie spokojnie na stole nie porusza
>się, a jednak po jakimś czasie zgnije, czyli podda się upływowi czasu." Zgoda, jabłko jako całość
>nie porusza się.

Ale jabłko jest nieruchome względem stołu, a stół względem Ziemi. Ale czy Ziemia się nie porusza? Układ inercjalny to jabłko, stół i Ziemia. Jabłko więc się porusza. Mierząc w ten sposób nigdy nie dojdziemy do sprawdzalnych wniosków. Czas pędzącej cząstki materii jest inny dla tej cząstki, jak i inny dla obserwatora tej cząstki w określonym układzie inercjalnym. Dla kogo czas upływa szybciej? Im bliżej prędkości światła tym czas dla obserwatora z "zewnątrz" upływa szybciej w stosunku do cząstki (przysłowiowego jabłka) pędzącej z szybkością podświetlną. W tym sensie czas jest związany z prędkością (ruchem). Ale proszę zauważyć, że rośnie wtedy masa tej cząstki (niekoniecznie atomu) materii. A więc czas nie jest związany z prędkością ruchu ale z materią. Teoretyczne rozważania wymyśliły sytuację gdy ciało materialne wpada w obręb działania czarnej dziury (ciała którego grawitacja nie "wypuszcza" światła czyli ciała doskonale czarnego). Co my z zewnątrz będziemy widzieć? Otóż ciało będziemy widzieć jak spada, lecz w pewnym momencie zobaczymy jakby ciało spadające będzie "zamrożone", czyli będziemy je widzieli bardzo długo, jakby przestało spadać, mimo iż wiemy, że grawitacja czarnej dziury będzie ten spadek bardzo szybko przyspieszała. Dla spadających na czarną dziurę czas płynący "normalnie", dla obserwatora z zewnątrz zaczyna być długi. Dla nas czas upływa szybciej. To wynika z potężnej grawitacji a więc masy związanej z tą grawitacją. Ziemia by stać się czarną dziurą powinna w swej masie skurczyć się do ok 5 cm średnicy. Nie wiemy co to za stan fizyczny bo to jest niewyobrażalne. Fizycy określają to stanem osobliwym materii. Jej istoty nigdy nie zbadamy, a możemy tylko domniemywać na modelach matematycznych.

>Ale jeśli przyjrzysz mu się uważniej pod mikroskopem, to zauważysz, że spaceruje w
>nim całe mnóstwo żyjątek (bakterii), które powodują jego rozkład. A jeszcze głębiej znajdziesz całe
>mnóstwo różnych cząsteczek chemicznych zbudowanych z atomów, które zmieniają położenie i
>rekonfigurują się.

To nie odnosi się do ruchu i pośrednio czasu w pojęciu fizyki.

>Tak więc wewnątrz jabłka zachodzi bardzo wiele różnych drobnych ruchów, i to właśnie one ukazują nam
>upływ czasu.

Vide wyżej.

>Dlatego podtrzymuję moją tezę: jeśli nic się nie porusza, czas nie płynie. Musi istnieć ruch, by
>stan Wszechświata mógł ulegać zmianie, a TE ZMIANY NAZYWAMY UPŁYWEM CZASU.

Przykro, ale czas wtedy mimo wszystko upływa. Jest czynny bo jest materia. Poza tym, gdyby wszystko było w bezruchu, to w skutek sił grawitacji powstałaby bardzo szybko potężna (na miarę Kosmosu) czarna dziura. Ruch jest istotą Wszechświata ale nie istotą czasu.

>Czas nie jest więc oddzielnym wymiarem: znajduje się już pośród tych trzech wymiarów przestrzennych,
>które znamy. Dlatego też nie można w nim podróżować. I dlatego nie możemy zmienić kierunku jego
>biegu.

Nad istotą czasu zastanawiają się najtęższe umysły, lecz prócz modeli matematycznych nie stworzono żadnego urządzenia do sterowania czasem, choćby odrobinkę. Może dlatego, ze nasz układ planetarny to jest jeden układ inercjalny? A może nasza Galaktyka? A może grupa galaktyk?

>Co o tym sądzicie?

Ja to co napisałem.


Ich bin besser als mein Ruf
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Mam takie pytanie, skoro STW traktuje czas jako dodatkowy wymiar, to powinniśmy móc poruszać w tym wymiarze w przód i w tył.

Nie zauważam żadnej różnicy pod tym względem pomiędzy STW i innymi modelami.
Czas wymiarem geometrycznym... dobry kawał - prawie jak te głupoty z kwantowej o splątaniach i uzgodnieniach zeznań z dystansu, i bez używania komunikacji.

W klasyce też oznaczają na osi często czas - t, żeby pokazać zmiany czegoś w czasie y = f(t); np. napięcie w gniazdku to ponoć taka fala: u = Um * sin(wt)
a stały rysujemy np. tak: ... albo sam sobie narysuj.
24-05-2014 11:37 
 Ocena 1 na 1
uxbridge (5980 punktów)
>Nie zauważam żadnej różnicy pod tym względem pomiędzy STW i innymi modelami.
Więc nie masz pojecia o STW... Ależ oczywiście że masz, tylko rżniesz głupa.
>Czas wymiarem geometrycznym... dobry kawał - prawie jak te głupoty z kwantowej o splątaniach i uzgodnieniach zeznań z dystansu, i bez używania komunikacji.
>W klasyce też oznaczają na osi często czas - t, żeby pokazać zmiany czegoś w czasie y
Róznica między linią świata w diagramie Minkowskiego a zależnością jakiejś wielkości od czasu jest fundamentalna. I znowu atto, wiesz o tym tylko trollujesz.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Mówisz o jakichś pochopnych interpretacjach równań.

Wzory, równania zawsze można czytać tak dosłownie, ale to nie ma żadnego znaczenia dla ich rzeczywistego sensu.

W klasyce też są równania z 4-ma koordynatami, co nie ma nic wspólnego z przestrzenią 4D (pomijając samo to 'dosłowne czytanie' wzorów, rzecz jasna).

...

A odnośnie tych 'linii świata' no to już zupełnie insza sprawa... znacznie cięższej kategorii, np. w biblii możesz znaleźć coś na ten temat:
zebrowski.(*)i-ja-byem-czy-ja-jestem,32.htm

Sam Jehowa podobnie mówił z ognistego krzaka do Mojżesza:
"Ja jestem ten, który jest(em)",
czyli bezpośrednia deklaracja ponadczasowości.

To taka wielopiętrowa logika, bardzo popularna w różnych religiach - zwłaszcza tych żydowskich... chociaż nie do końca jest jasne czy przypadkiem nie było to zapożyczone, przeniesione żywcem z hinduizmu.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> czas jako dodatkowy wymiar, to powinniśmy móc poruszać w tym
>wymiarze w przód i w tył.

Dodatkowym wymiarem nie jest czas, ale iloczyn czasu i prędkości światła. To, co postrzegamy jako jedną sekundę, jest w czwartym wymiarze odległością 300 000 km. Wyobraź sobie, że masz jakiś inny zmysł i odpowiednią zdolność umysłową, pozwalającą Ci to widzieć i rozumieć. Próby zmiany ruchu w czasie dają słabe efekty, zgodnie ze wzorem na interwał czasowy Lorentza, dopiero ruch z prędkością bliską światła może go znacząco spowolnić.

Uważaj na intuicję, gdyż odległość w czasoprzestrzeni maleje, gdy wzrasta odległość w czwartym wymiarze. Efekt jest taki, że wzrost prędkości oznacza automatycznie zmniejszenie prędkości w wymiarze prostopadłym

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Wyłącz tę swoją podwórkową antyintuicyję i oblicz cokolwiek sensownie, a wtedy pogadamy.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Wyłącz tę swoją podwórkową antyintuicyję i oblicz cokolwiek sensownie, a wtedy pogadamy.

To są już rzeczy dawno policzone, możesz to łatwo znaleźć nawet w Internecie. Dla mnie ważniejsze jest rozumienie. Jak mawiał Feynman, fizyk, kóry nie potrafi bez matematyki wyjaśnić teorii fizycznych, tak aby zrozumiał je laik, sam ich nie rozumie i matematyką tylko tuszuje ten fakt.

Po prostu spróbuj napisać coś sensownego.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>To są już rzeczy dawno policzone, możesz to łatwo znaleźć nawet w Internecie.
> Dla mnie ważniejsze jest rozumienie.

Sam widzisz: inni to liczyli, rozwiązywali, analizowali ale nie ty, więc co chcesz zrozumieć?

> Jak mawiał Feynman, fizyk, kóry nie potrafi bez matematyki wyjaśnić teorii fizycznych, tak aby zrozumiał je laik, sam ich nie rozumie i matematyką tylko tuszuje ten fakt.

Tego co on natworzył akurat nie potrafił wytłumaczyć nikomu, w tym i siebie samemu.
TW też nie specjalnie tłumaczył...

Jeśli ktoś twierdzi, że natura działa sprzecznie ze zdrowym rozsądkiem, no to przecież to jest nic innego jak deklaracja autora o pełnej rezygnacji ze zrozumienia.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> co chcesz zrozumieć?

Zapomniałeś już, kto stworzył wątek. Ja tu wystąpiłem w roli tego, kóry objaśnia. Nie prosiłem nikogo o objaśnienia, jestem popularyzatorem. Mógłbyś krytykować mój sposób popularyzacji, ale najpierw musiałbyś temat zrozumieć. A na razie nie widzę u Ciebie żadnych merytorycznych prób, poza stwierdzeniem, że istnieją obliczenia - tak udawać mądralę każdy potrafi. Ale spóbuj napisać coś od siebie, jak Ty to rozumiesz. Dopóki tego nie zrobisz, Twoje krytykanctwo jest tylko żenujące.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Wielokrotnie mówiłem czym jest faktycznie STW, oraz skąd się wzięła ta niby zasada względności, i po co tam ten pomysł z c = const, skoro nawet dziecko zgadnie (dzięki zdrowemu rozsądkowi), że gdy jedziemy do nadbiegającej fali no to będzie już c + v... co po Dopplerze ładnie widać.



I nic tu stworzysz bez tego c + v... nawet zespolony czas w tym ci nie pomoże.
kaganiec (155 punktów)
>I nic tu stworzysz bez tego c + v... nawet zespolony czas w tym ci nie pomoże.



Jest tylko jeden poważny problem. Układy podwójne gwiazd.
en.wikipedia.org/wiki/Emission_theory

Sitter ponoć udowodnił, że obserwacja tych układów zaprzecza c+v potwierdzając tym samym TW. No, ale to był dobry kumpel Einsteina
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Jest tylko jeden poważny problem. Układy podwójne gwiazd.
>en.wikipedia.org/wiki/Emission_theory

Tak, ale ta 'emission theory' to taka w której źródło wystrzeliwuje fotony zawsze z prędkością c (względem siebie), czyli to jest dokładnie takie samo c = const, które właśnie masz w STW.

To jest odwrócone c + v, czyli tak:

Z->v -----> c ======> c+v taka byłaby wypadkowa prędkość fotonu ze źródła o pr. v.
względem Z jest c

A obecnie sytuacja wygląda tak:

Z-> v ----> c-v ====> c

czyli względem Z jest c - v (bo źródło goni swoją falę, która biegnie swoim c).
kaganiec (155 punktów)
>Tak, ale ta 'emission theory' to taka w której źródło wystrzeliwuje fotony zawsze z prędkością c (względem siebie), czyli to jest dokładnie takie samo c = const, które właśnie masz w STW.

No, powiedzmy pół STW, bo na odbiorniku łapiemy już c+v - blue shift.

>Z-> v ----> c-v ====> c
>czyli względem Z jest c - v (bo źródło goni swoją falę, która biegnie swoim c).

I tu leży pies pogrzebany, bo pies ten ma na imię Eter. Z-> v ----> c-v ====> c to właśnie eter. Ok, powiedzmy, że analiza układów podwójnych gwiazd potwierdza istnienie eteru, więc to jest ten brakujący eksperyment, to brakujące ogniwo. Ale te podwójne układy + inne, wcale nie takie oczywiste eksperymenty, to byłby ledwie 1% eksperymentów potwierdzających istnienie eteru. A co z pozostałymi 99% eksperymentami, które zaprzeczają istnieniu eteru z M-M na czele? Co z Sagnakiem (tu również nie wykryto eteru), co z aberracją astronomiczną (kąt powinien być zależny od prędkości w eterze, a nie jest) itd.? M-m i Sagnac potwierdzają z kolei c+v z 'emission theory'. Nie ma więc lekko...
atto (627 punktów)
(zablokowany)
To jest proste.

Na odbiorniku mamy prędkość c + v, bo ta prędkość fali jest zależna od prędkości odbiornika, tylko i wyłącznie, nigdy źródła.

Ale to nie ma żadnego praktycznego znaczenia, bo jednokierunkowe prędkości są niewidoczne w eksperymentach.

Ta prędkość wyrażona w lokalnych jednostkach byłaby inna, oczywiście - zegary zwalniają, itd.

Nieistotne co tam będzie, powiedzmy że: c' = k.c, k - jakaś liczba, która zależy od kąta - kierunku, i naszej prędkości v;
tych wszystkich skomplikowanych parametrów oczywiście nie chcemy znać, zatem przyjmujemy: c' = c, czyli skalujemy sobie jakby: c'/k = c.

No co teraz się dzieje?
Nic, podczas wszelkich eksperymentów z interferometrami będziemy automatycznie skalować długości fali: l'/k = l.

Ostatecznie mamy taką sytuację: l*f = c - tradycyjnie.
a faktycznie jest tu tak: lk*f = ck;

No a to jest przecież równoważne matematycznie:
lk f = kc ; i dzielą stronami przez k
l f = c
długość fali x częstotliwość = prędkość fazowa, no i to jest przecież prawda - fazowa fali jest równa c z definicji.

Wszelkie prążki z interferencji, maksima, minima są tu zachowane jakby faktycznie było c, czyli jest to niezależne od tego k - ono jest tu nieważne.

A Sagnac pokazuje wprost c +/- v ale tylko zmienne v - dookoła, po krzywej zamkniętej, zwykle z rotacji. Tym nie można wykryć prędkości stałej - prostoliniowej, o którą chodziło w eksperymentach MM.
kaganiec (155 punktów)
>Na odbiorniku mamy prędkość c + v, bo ta prędkość fali jest zależna od prędkości odbiornika, tylko i wyłącznie, nigdy źródła.

To oczywiste dla stacjonarnego eteru.

>Ale to nie ma żadnego praktycznego znaczenia, bo jednokierunkowe prędkości są niewidoczne w eksperymentach

Niewidoczne są tylko dlatego, że eteru brak. Byłyby niewidoczne gdyby np. eter był lokalnie związany z Ziemią i poruszał się wraz z nią lub wtedy gdyby Ziemia stała nieruchomo w eterze co jest tak mało prawdopodobne, że aż niedorzeczne jak geocentryzm. A ten eter związany z Ziemią, obracający się wraz z nią, wykluczyli Gale-Pearson. Z kolei ruch Ziemi przez morze eteru wyklucza M-M, który z kolei nie wyklucza tego co wykluczyli Gale-Pearson. Summa summarum więcej przemawia za brakiem eteru.

>Wszelkie prążki z interferencji, maksima, minima są tu zachowane jakby faktycznie było c

Nie ma na to szans kiedy jest choćby ślad eteru.

>A Sagnac pokazuje wprost c +/- v ale tylko zmienne v - dookoła, po krzywej zamkniętej, zwykle z rotacji. Tym nie można wykryć prędkości stałej - prostoliniowej, o którą chodziło w eksperymentach MM.

Można podobnie jak w M-M próbować wykryć eter. Gale-Pearson (to właśnie Sagnac) wykryli ruch obrotowy Ziemi tym samym grzebiąc eter, bo gdyby Ziemia pokryta była grubą warstwą eteru w postaci żelatyny (eter związany z Ziemią) to rzecz jasna nie dałoby się tego ruchu wykryć.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>Ale to nie ma żadnego praktycznego znaczenia, bo jednokierunkowe prędkości są niewidoczne w eksperymentach
>Niewidoczne są tylko dlatego, że eteru brak.

Nie, tam masz wyłożone formalnie, że to nie ma znaczenia dla dowolnych fal.

> Summa summarum więcej przemawia za brakiem eteru.

Naprawdę? A wiesz że grawitację zauważono gdzieś tak z 400 lat temu?
Ona wcześniej nie istniała, i była oczywiście całkowicie niewykrywalna... jak powietrze, którego do dziś nie widać.

>Nie ma na to szans kiedy jest choćby ślad eteru.

Mów za siebie, o tak:
'Ja nie masz szans, bo jestem za słaby - mam za małe doświadczenie w tej dziedzinie'.

No, i tak trzymaj.
kaganiec (155 punktów)
>>Niewidoczne są tylko dlatego, że eteru brak.
>Nie, tam masz wyłożone formalnie, że to nie ma znaczenia dla dowolnych fal.

To wywód dla jednego nieruchomego ramienia interferometru M-M.
To jest ta Twoja "jednokierunkowość" i tu masz rację, że ta jednokierunkowość
na nic. Ale w M-M mamy dwukierunkowość albo raczej wielokierunkowość i dwa ramiona
i tu sytuacja zmienia się diametralnie, czego nie chcesz widzieć, albo nie widzisz.
I tu odpowiedz sobie własnymi słowy dlaczego: "mam za małe doświadczenie w tej dziedzinie" I tak trzymaj

>> Summa summarum więcej przemawia za brakiem eteru.
>Naprawdę? A wiesz że grawitację zauważono gdzieś tak z 400 lat temu?
>Ona wcześniej nie istniała, i była oczywiście całkowicie niewykrywalna... jak powietrze, którego do dziś nie widać.

Naprawdę? A wiesz, że krasnoludki do dziś są niewykrywalne?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>To jest ta Twoja "jednokierunkowość" i tu masz rację, że ta jednokierunkowość
>na nic. Ale w M-M mamy dwukierunkowość albo raczej wielokierunkowość i dwa ramiona
>i tu sytuacja zmienia się diametralnie, czego nie chcesz widzieć, albo nie widzisz.

Pewnie że nie chcę, bo niby dlaczego miałbym 117 razy to samo gadać, skoro 116 nic nie dało?

>>Ona wcześniej nie istniała, i była oczywiście całkowicie niewykrywalna... jak powietrze, którego do dziś nie widać.
>Naprawdę? A wiesz, że krasnoludki do dziś są niewykrywalne?

Oczywiście, tylko że znowu nie raczyłeś odrobić lekcji i wciąż nie wiesz, że ma niestety formalniej teorii, która dowodzi istnienia krasnoludków.
kaganiec (155 punktów)
>Pewnie że nie chcę, bo niby dlaczego miałbym 117 razy to samo gadać, skoro 116 nic nie dało?

A niby dlaczego miałoby coś dać skoro jest bez sensu?
Zaplątałeś się w eterze, którego eksperymenty nie potwierdzają.
Apelujesz o rozsądek, a negujesz c+200.
Jeszcze trochę, a wymyślisz STW. No bo nic innego Ci nie pozostanie
jak tylko zdylatować sekundę w tym niby-eterze który niby jest, a niby nie ma
Zatem zrobisz to samo co Einstein - nic nowego...

>wciąż nie wiesz, że ma niestety formalniej teorii, która dowodzi istnienia krasnoludków.

Przecież ja nie mówię o krasnoludkach tylko o eterze

>tylko że znowu nie raczyłeś odrobić lekcji

Ja być może, a Ty na pewno
pl.wikipedia.org/wiki/Metafora
atto (627 punktów)
(zablokowany)
STW nie wymyślono, lecz postawiono to w ramach formalnej teorii - tego stacjonarnego eteru Lorentza, stosując prosty zabieg idealizacji, bo tak zawsze tworzymy modele.

Nie wolno próbować wyjaśniać, tłumaczyć, czy interpretować faktów w ramach modelu - od tego są teorie.
kaganiec (155 punktów)
>i po co tam ten pomysł z c = const

No właśnie, po co?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Głównie dla wygody, ale i z konieczności, bo przecież nie potrafili wykryć swojej prędkości w tym eterze, więc musieli zaakceptować że jest v = 0, czyli c = const zawsze.
kaganiec (155 punktów)
>Głównie dla wygody, ale i z konieczności, bo przecież nie potrafili wykryć swojej prędkości w tym eterze, więc musieli zaakceptować że jest v = 0, czyli c = const zawsze.
>

A może z rozpaczy do której doprowadziły sprzeczne eksperymenty?
c = const wygląda właśnie na akt rozpaczy, bo też i w rozpaczy
człek może palnąć sobie w łeb, albo zwariować
29-05-2014 13:07 
 Ocena 5 na 5
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> nawet dziecko zgadnie (dzięki zdrowemu rozsądkowi), że gdy jedziemy do nadbiegającej fali no to będzie już c + v

To tylko skutek złej edukacji. Dziecko, gdy dowiaduje się, co to jest c, powinno dowiedzieć się, że jest to obserwowana prędkość światła w próżni. A z wynikami pomiarów fizycznych się nie polemizuje, bo to jest dokładnie to, co naoczne świadectwo, tylko że jeszcze bardziej wiarygodne. Ględzenie o zdrowym rozsądku niczego nie wnosi, jeśli każdy widzi, jak na dłoni, że prędkość światła w próżni jest zawsze taka sama.

Zamiast uczyć dzieci religii, należy uczyć je ufać zmysłom i przyrządom pomiarowym. Przyrządy pomiarowe fizyków są przedłużeniem zmysłów, jak okulary i mikroskop. Każde dziecko może zobaczyć, że mikroskop widzi to samo, co oko, tylko w powiększeniu. To samo lornetka, luneta i teleskop... fizyka jest po prostu bezbłędnym opisem zwyczajnych obserwacji i pomiarów lepszych niż obserwacje.

c+v=c choćbyś zebrał tysiąc dzieci z milionem teleskopów zawsze wszyscy zobaczą, że c+v=c i żadne zgadywanie (dzięki zdrowemu rozsądkowi) tego faktu nie zmieni.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Niestety, nie obserwujemy wprost jednokierunkowych prędkości światła.

Dlatego jest tu konieczny rozsądek, który mówi że jest tam c + v;
i nie jest przypuszczenie, ani hipoteza z sufitu, lecz fakt geometryczny.

No i takie coś tam właśnie jest, bez nawet najbladszego cienia wątpliwości... a czy można, potrzeba i wolno nam to sprawdzać, no to już zupełnie inna sprawa.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> fakt geometryczny

To jest jakaś nowa sekta. Czy ta Wasza wiara opiera się na geometrii euklidesowej, czy mogą też istnieć fakty wklęsłe (siodłowe) i fakty wypukłe (kuliste)?

doku (Tomasz Kamiński)
30-05-2014 20:44 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Obawiam się że Euklides znał kule i siodła - wątpisz w to?
Nie odkrywaj Ameryki, bo ci jeszcze... Europa ucieknie.
kaganiec (155 punktów)
>A z wynikami pomiarów fizycznych się nie polemizuje, bo to jest dokładnie to, co naoczne świadectwo, tylko że jeszcze bardziej wiarygodne.

Dokładnie. Nie ma tu z czym polemizować. Eksperyment wykonywany na Ziemi w rurach z
próżnią wykaże c. Zatem biorąc pod uwagę że ta rura ustawiona jest w kierunku ruchu orbitalnego Ziemi (v=30km/s) mamy już c+30. Kiedy weźmiemy pod uwagę, że Ziemia wraz tą rurą jest ustawiona w kierunku ruchu US (220km/s) wokół centrum galaktyki to mamy już c+200 - i tego faktu już nie zmienisz
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Eksperyment wykonywany na Ziemi w rurach z
>próżnią wykaże c.

I tyle. Całą reszta to magia już dawno obalona przez naukę.

> biorąc pod uwagę że ta rura ustawiona jest w kierunku ruchu orbitalnego Ziemi (v=30km/s) mamy już c+30

Nie mamy niczego takiego - to jest tylko dawna wiara w jakieś idealne dodawanie prędkości. W tamtych czasach nie znano prawdziwego wzoru na sumowanie prędkości, więc sumowano po dziecinnemu, jak na palcach. Ale teraz już wiemy i rozumiemy, jak się składają prędkości w prawdziwym świecie.

Dla ułatwienia, wyobraź sobie dodawanie wektorów. Zastanów się, kiedy długość c+v będzie się równać długości c. Albo kiedy długość v+v będzie się równać długości v*1,1. Czy nie kojarzy Ci się to z relatywistycznym skróceniem długości? Wrażenie jest takie, że im większe prędkości do siebie dodajesz, tym bardziej ta prędkość skręca w bok, a Ty skręcasz razem z nią nic o tym nie wiedząc. Ale możesz to skręcanie zobaczyć, gdyż czas w takim szybkim pojeździe zaczyna płynąć coraz wolniej - to znaczy, że pojazd skręcił w bok od osi czasu. A Ty patrzysz na niego prawie z boku, więc wydaje Ci się, że jest krótszy.

Po prostu wyobraź sobie, że im większe są prędkości, tym bardziej są nierównoległe. Wyobraź sobie, że w wagonie jadącym z prędkością v1=290000km/s jest armata, z której pocisk wylatuje z v2=200000km/s. Patrzyszz więc na ten pocisk i widzisz, że porusza się z v=295000km/s, a więc oddala się od armaty z V=5000km/s. Ale przecież my wiemy, że pocisk wylatujący z tej armaty ma 200000 a nie tylko 5000. Jednak widzimy na własne oczy i dokonujemy pomiaru i wiemy na pewno, że to tylko 5000.

No więc jak? 200000 czy 5000? Skąd "złudzenie", że jest 5000? Może stąd, że tam w wagonie czas płynie wolniej (ten fakt też widzimy), więc wszystko wolniej się porusza? A może dlatego, że wagon się skrócił (ten fakt też widzimy) pod wpływem prędkości własnej? Kto chce, niech sobie policzy, że obydwa te czynniki nie wystarczają. Spowolnienie czasu i skrócenie długości wagonu są zbyt małe, że z 200000 zrobić 5000. Tak drastyczne zmniejszenie prędkości pocisku wymaga jakiegoś innego tłumaczenia - najproszym jest wyobrażenie, że pocisk odlatuje w bok w czwarty wymiar - skutkiem tego jest o wiele mocniejsze spowolnienie czasu płynącego w tym pocisku niż płynącego w wagonie. Zauważ, że już wagon miał wektor prędkości odchylony w bok. Teraz dodajesz do niego wektor pocisku odchylony w bok od wektora wagonu, czyli w sumie odchylenia te składają się na kąt większy niż 90, więc suma wektorów, jak ją widzimy, wychodzi 290+200=295.

Zresztą wyobrażaj sobie to, jak chcesz. Ważne żebyś zapamiętał, że prędkości nie dodają się tak, jak zwyczajne liczby.

doku (Tomasz Kamiński)
30-05-2014 19:15 
 Ocena-1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>> Eksperyment wykonywany na Ziemi w rurach z
>>próżnią wykaże c.
>I tyle. Całą reszta to magia już dawno obalona przez naukę.

2+2=4 to magia? Nauka obaliła rozsądek? Dziwne jak na portal było nie było "racjonalista".

Cały Twój wywód to właśnie magia. c+200 to oczywistość i rozsądek.

>Ważne żebyś zapamiętał, że prędkości nie dodają się tak, jak zwyczajne liczby.

Ty jak widzę zapamiętałeś.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Ty jak widzę zapamiętałeś.

To nic trudnego. Przypomnij sobie, co to jest "wektor"

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>>Ty jak widzę zapamiętałeś.
>To nic trudnego.

No widzę, skoro zapamiętałeś.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Zresztą wyobrażaj sobie to, jak chcesz. Ważne żebyś zapamiętał, że prędkości nie dodają się tak, jak zwyczajne liczby.

Nie, prędkości dodają się zwyczajnie, bo o jest transformacja geometryczna: prosta translacja.

W STW jest inaczej, bo to tam te 'prędkości' są po prostu też relatywistyczne.

A co to są te prędkości relatywistyczne?
To są takie liczby...
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Zresztą wyobrażaj sobie to, jak chcesz. Ważne żebyś zapamiętał, że prędkości nie dodają się tak, jak zwyczajne liczby.
>Nie, prędkości dodają się zwyczajnie, bo o jest transformacja geometryczna: prosta translacja.
>W STW jest inaczej, bo to tam te 'prędkości' są po prostu też relatywistyczne.
>A co to są te prędkości relatywistyczne?
>To są takie liczby...
Jak złożysz dwa obroty wokół jednej osi, to tangensy kątów obrotu też się nie dodają i jakoś nikt nie robi o to wielkiego halo. Po prostu tangens to nie ta najbardziej naturalna wielkość.

Polecam poczytać o takim pojęciu jak "pospieszność" (ang. "rapidity").
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>To są takie liczby...
>Jak złożysz dwa obroty wokół jednej osi, to tangensy kątów obrotu też się nie dodają i jakoś nikt nie robi o to wielkiego halo. Po prostu tangens to nie ta najbardziej naturalna wielkość.

W takim razie wytłumacz teraz dlaczego w STW obowiązuje nadal tradycyjna trygonometria, co np. dobrze widać w obliczeniach aberracji gwiazd.

Nie należałoby tam przypadkiem stosować tej hiperbolicznej odmiany?
Skoro cała akcja dzieje się w hiperbolicznej przestrzeni, więc trzeba się tego trzymać - być konsekwentnym...

>Polecam poczytać o takim pojęciu jak "pospieszność" (ang. "rapidity").

Słyszałeś o zasadzie brzytwy?
Chodzi o tę drugą brzytwę - łapaną przez tonącego.

Podobnie te spiny-momenty magnetyczne Diraca powstały:
gdy masa-energia elektronu się zmienia, wówczas przyspieszenia tam się automatycznie pozmieniają, co widać w każdym układzie - w tym i tego elektronu, no ale lokalnie masa jest przecież niezmiennicza, więc cóż tu można stworzyć (w ramach STW), żeby wyjaśnić te obserwowane zmiany w układzie lokalnym?
Ebvalaim (2787 punktów)
>W takim razie wytłumacz teraz dlaczego w STW obowiązuje nadal tradycyjna trygonometria, co np. dobrze widać w obliczeniach aberracji gwiazd.
>Nie należałoby tam przypadkiem stosować tej hiperbolicznej odmiany?
>Skoro cała akcja dzieje się w hiperbolicznej przestrzeni, więc trzeba się tego trzymać - być konsekwentnym...
Masz 4-wymiarową przestrzeń i tylko jeden przeciwny znak w metryce. To oznacza, że nadal masz całą rodzinę 3-wymiarowych podprzestrzeni, w których obowiązuje geometria euklidesowa (w STW globalnie, w OTW tylko lokalnie). Hiperboliczna odmiana jest potrzebna dopiero gdy wychodzisz poza podprzestrzenie z tej rodziny.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Masz 4-wymiarową przestrzeń i tylko jeden przeciwny znak w metryce.

Przecież to nie jest metryka - nie spełnia warunków metryki.

> To oznacza, że nadal masz całą rodzinę 3-wymiarowych podprzestrzeni, w których obowiązuje geometria euklidesowa (w STW globalnie, w OTW tylko lokalnie). Hiperboliczna odmiana jest potrzebna dopiero gdy wychodzisz poza podprzestrzenie z tej rodziny.

Kolejne amatorskie interpretacje.
Precesja Thomasa jest typowa dla przestrzeni hiperbolicznych (Łobaczewskiego), a przecież ten bajer masz ponoć w Minkowskiego, zatem tam nie może obowiązywać klasyczna trygonometria, co przeczy twoim domniemaniom.
Tam nawet oczywiste sprawy są pozmieniane, np. tgf = sinf/cosf, w STW formalnie nie obowiązuje!
06-06-2014 20:14 
 Ocena 1 na 1
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Masz 4-wymiarową przestrzeń i tylko jeden przeciwny znak w metryce.
>Przecież to nie jest metryka - nie spełnia warunków metryki.
A sqrt(-1) to nie liczba - nie spełnia warunków liczby rzeczywistej.

>> To oznacza, że nadal masz całą rodzinę 3-wymiarowych podprzestrzeni, w których obowiązuje geometria euklidesowa (w STW globalnie, w OTW tylko lokalnie). Hiperboliczna odmiana jest potrzebna dopiero gdy wychodzisz poza podprzestrzenie z tej rodziny.
>Kolejne amatorskie interpretacje.


>Precesja Thomasa jest typowa dla przestrzeni hiperbolicznych (Łobaczewskiego), a przecież ten bajer masz ponoć w Minkowskiego, zatem tam nie może obowiązywać klasyczna trygonometria, co przeczy twoim domniemaniom.
Może, dopóki nie zaczniesz przeprowadzać transformacji mieszających czas. Precesja Thomasa bierze się z boostów wzdłuż różnych osi - czyli jak najbardziej transformacji mieszających czas. Nie dziwne, że wychodzi coś ciekawego.

>Tam nawet oczywiste sprawy są pozmieniane, np. tgf = sinf/cosf, w STW formalnie nie obowiązuje!
>
Co gorsza, STW zjada kociaki i robi macę z krwi chrześcijańskich niemowląt. Oraz zatruwa studnie. I powoduje AIDS.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>>Masz 4-wymiarową przestrzeń i tylko jeden przeciwny znak w metryce.
>>Przecież to nie jest metryka - nie spełnia warunków metryki.
>A sqrt(-1) to nie liczba - nie spełnia warunków liczby rzeczywistej.

Oczywiście, bo to są aż dwie pary liczb i do kupy.

>Może, dopóki nie zaczniesz przeprowadzać transformacji mieszających czas. Precesja Thomasa bierze się z boostów wzdłuż różnych osi - czyli jak najbardziej transformacji mieszających czas. Nie dziwne, że wychodzi coś ciekawego.

Nie ma żadnych bustów, nistety, podobie jak i impulsów Diraca.
Jeździsz bezmyślnie po tych matematycznych pojęciach... jak krowa dookoła Słońca.

>Co gorsza, STW zjada kociaki i robi macę z krwi chrześcijańskich niemowląt. Oraz zatruwa studnie. I powoduje AIDS.

Przede wszystkim ogłupia szczeniaków.
confessus (324 punktów)
>W takim razie wytłumacz teraz dlaczego w STW obowiązuje nadal tradycyjna trygonometria, co np. dobrze widać w obliczeniach aberracji gwiazd.

Tradycyjna trygonometria obowiązuje w podprzestrzeni rozpiętej na "rzeczywistych" wektorach.
W STW obowiązuje mało znana i prawie w ogóle nie propagowana trygonometria Minkowskiego (tak ją sobie roboczo nazywam).
Np. mechanice klasycznej prędkość jest tangensem kąta nachylenia wykresu do osi czasu a w STW jest tangensem hiperbolicznym!

>Nie należałoby tam przypadkiem stosować tej hiperbolicznej odmiany?
>Skoro cała akcja dzieje się w hiperbolicznej przestrzeni, więc trzeba się tego trzymać - być konsekwentnym...
Przestrzeń Minkowskiego nie jest hiperboliczna. Jest płaska jak piersi Conchity Wurst.
kaganiec (155 punktów)
>W STW obowiązuje mało znana i prawie w ogóle nie propagowana trygonometria Minkowskiego

Na przykładzie aberracji widać jaka to trygonometria:
s8.postimg.org/5gelbs23p/fakerelativistic.png
Ponieważ c' przekracza prędkość światła (czego zabrania pod groźbą kary śmierci religijny dogmat c=const) przerabia się c' na c mnożąc c*gamma.
Tą prostacką sztuczką dogmat pozostaje nienaruszony, a że tam
prędkość światła spada poniżej c? Nie, no skąd, nie spada, DYLATUJE
To nie żadna trygonometria, to fakematria
11-06-2014 11:59 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
>>W STW obowiązuje mało znana i prawie w ogóle nie propagowana trygonometria Minkowskiego
>Na przykładzie aberracji widać jaka to trygonometria:

Co widać? Nic nie widać! Tu kąty są mierzone w podprzestrzeni rozpiętej na prostych-wektorach przestrzeniopodobnych, a w tej podprzestrzeni obowiązuje zwykła trygonometria euklidesowa.
Tymczasem mówimy o trygonometrii w przestrzeni wymiaru o 1 większego od 3-wymiarowej przestrzeni, którą postrzegamy zmysłami i w której dokonujemy jakichś pomiarów linijkami i kątomierzami. W tej 3+1 wymiarowej przestrzeni z dodanym czwartym czasowym wymiarem punktami są zdarzenia a prostymi są linie świata jakiegoś obiektu. I właśnie w tej większej, 4-wymiarowej przestrzeni mierzymy długości i kąty trygonometrii Minkowskiego.

Odwołam się do swojego własnego przykładu.
Kiedy autko startuje o godz. 9.00, jedzie ze stałą prędkością i w każdej godzinie pokonuje 60 km, to upraszczasz tę klasyczną czasoprzestrzeń do dwóch wymiarów: na jednej osi odkładasz jednostki czasu w godzinach, na drugiej jednostki odległości w km. I robisz wykres obrazujący ruch samochodu tzn. pokonane kilometry w zależności od czasu. Czyli wyznaczasz linię świata tego samochodu, Ta linia świata jest prostą naszej czasoprzestrzeni (klasycznej) a kąt między tą prostą (czyli wykresem) jest informacją o "szybkości".

I jeśli chodzi o ten kąt, to gdzie chciałbyś tego kąta szukać w 3-wymiarowym świecie ? No gdzie? W kącie pochylenia wycieraczek na szybach, w kącie pochylenia kolumny kierownicy, w kącie wychylenia oparć foteli, w kącie stromizny drogi, w kącie przechylenia bocznego tej drogi??? Nigdzie go nie znajdziesz. Tutaj kątomierz na nic Ci się nie przyda. Bo ten kąt jest poza naszym 3-wymiarowym światem. Złośliwie mógłbyś powiedzieć, że co to za kąt, który jest tylko na papierze, a ja to tylko potwierdziłbym - tak on jest tylko na papierze (i świecie abstrakcji).

Jeśli zaś chodzi o wyznaczanie tzw. "prędkości", to oczywiście praktyka jest taka, że nie posługujemy się kątem nachylenia, ale jego tangensem. Kto chodził do szkoły, to wie, że ten tangens to pochodna funkcji określającej zależność położenia od czasu. I tenże tangens jest długością tzw. wektora prędkości. Przyzwyczailiśmy się w naszym 3-wymiarowym świecie przy określaniu prędkości do posługiwania się wyłącznie długością wektora czyli tangensem odpowiedniego kąta. Prędkościomierze w samochodzi podają nam właśnie taką liczbę. Powodem takiego wyboru jest pewnie to, że w klasycznej mechanice wektory tworzą przestrzeń liniową.

Ale - może to dziwnie zabrzmi - zarówno kąt nachylenia wykresu jak i jego tangens (czyli pochodna, czyli długość wektora) są równie abstrakcyjne i sztucznie "dodane" do naszej 3-wymiarowej przestrzeni.

W zreatywizowanej czasoprzestrzeni (STW) wszystko jest tak samo. Z jednym wyjątkiem - zmieniamy metrykę (dokł. formę kwadratową). W efekcie zamiast kątów eliptycznych (tzn. tych zwykłych mierzonych kątomierzem) mamy kąty hiperboliczne (tych kątomierzem nie zmierzymy), zamiast tangensa kąta mamy tangens hiperboliczny kąta hiperbolicznego. Korzyścią jest to, że zgodnie z doświadczeniem mamy zakazane niektóre kąty (te tutaj mają wartości urojone) a przy składaniu prędkości (celowo używam określenia składanie a nie dodawanie) dodają się nie tangensy kątów ale same kąty!

P.S. Z góry dziękuję za Twoje życzliwe komentarze w stylu Nie potrzebnie się trudziłeś, ja i tak swoje wiem.
kaganiec (155 punktów)
>rozpiętej na prostych-wektorach przestrzeniopodobnych, a w tej podprzestrzeni

Yhy, "wektory przestrzeniopodobne", "podprzestrzenie"...
Baju baju będziesz w raju. Nie ma czegoś takiego jak
"wektory przestrzeniopodobne". Google nie kłamie:
www.google(*)l#q=wektor+przestrzeniopodobny
A podprzestrzenie istnieją jedynie w wyobraźni matematyków, po drugiej
stronie lustra etc, czyli w złudzeniach

>W tej 3+1 wymiarowej przestrzeni z dodanym czwartym czasowym wymiarem punktami są zdarzenia a prostymi są linie świata jakiegoś obiektu. I właśnie w tej większej, 4-wymiarowej przestrzeni mierzymy długości i kąty trygonometrii Minkowskiego.

Mierzcie sobie, mierzcie. Mnie nic do tego. Przynajmniej jest się z czego pośmiać.
No bo to śmieszne jest, kiedy z tych waszych pomiarów wynika, że
jeden bliźniak starzeje się szybciej niż drugi, a ten drugi szybciej niż ten pierwszy, mimo
że ten pierwszy szybciej niż ten drugi... eee....tzn, ten który starzeje się szybciej niż ten pierwszy...
A już przy c+c=c, co ponoć wynika "z pomiarów" to można boki zrywać

>I robisz wykres obrazujący ruch samochodu tzn. pokonane kilometry w zależności od czasu. Czyli wyznaczasz linię świata tego samochodu

Kurde, nie wiedziałem, że jakaś kreska na zwykłym wykresie to "linia świata".
Od dziś na wykresy będę patrzył z nabożną czcią

>Ta linia świata jest prostą naszej czasoprzestrzeni (klasycznej)

"Klasyczna" to jest przestrzeń. "Czasoprzestrzeń" nie jest klasyczna.
Chyba, że to klasyka fantazy w której nie gustuję.

>a przy składaniu prędkości (celowo używam określenia składanie a nie dodawanie) dodają się nie tangensy kątów ale same kąty!

No pewnie, że tak. 10km/h+10km/h=20 stopni. Fajne... Celsjusza może?

>P.S. Z góry dziękuję za Twoje życzliwe komentarze w stylu Nie potrzebnie się trudziłeś, ja i tak swoje wiem.

To nie w moim stylu. Ja bym raczej napisał "Niepotrzebnie"...
confessus (324 punktów)
>Kurde, nie wiedziałem, że jakaś kreska na zwykłym wykresie to "linia świata".
>Od dziś na wykresy będę patrzył z nabożną czcią
No! A dwie zwykłe kreski, jedna pozioma a druga pionowa przecinające się w środku! Te to dopiero wywołują nabożną cześć. Może też spróbujesz tak na nie popatrzeć?

>>a przy składaniu prędkości (celowo używam określenia składanie a nie dodawanie) dodają się nie tangensy kątów ale same kąty!
>No pewnie, że tak. 10km/h+10km/h=20 stopni. Fajne... Celsjusza może?

Skoro już błaznujesz, to błaznuj trochę inteligentniej. I uważniej czytaj to, co chcesz wyszydzać.

W klasycznej czasoprzestrzeni tzn. czasoprzestrzeni z klasyczną mechaniką dodajemy tangensy:
15 [km/h] + 10[km/h] = (15+10) [km/h]
I w wyniku dostajemy tangens kąta nachylenia wykresu do osi czasu.

W "zrelatywizowanej" czasoprzestrzeni dodajemy kąty (hiperboliczne):
arctgh(X) + arctgh(Y) = arctgh (X+Y)/(1+X*Y)
gdzie X=15/3600c [km/s], Y=10/3600c [km/s]
I w wyniku dostajemy kąt (hiperboliczny) nachylenia wykresu do osi czasu.
kaganiec (155 punktów)
>Skoro już błaznujesz, to błaznuj trochę inteligentniej.

Twojej "kątowej" błazenadzie z pewnością to nie grozi.

>I uważniej czytaj to, co chcesz wyszydzać.

Po co mam czytać "uważniej" jakieś bzdety? Z bajek dawno wyrosłem w przeciwieństwie do Ciebie.

>W "zrelatywizowanej" czasoprzestrzeni dodajemy kąty (hiperboliczne):

Nie ma żadnej "czasoprzestrzeni". Możesz sobie dodawać, mnożyć kąty
śmąty itp. Nie obchodzą mnie Twoje urojenia
kaganiec (155 punktów)
>Jak złożysz dwa obroty wokół jednej osi, to tangensy kątów obrotu też się nie dodają i jakoś nikt nie robi o to wielkiego halo.

No właśnie. Po cóż więc dodawać kąty podając w wyniku sumę tangensów podobnie jak to się robi w STW gdzie dodajemy prędkości, a otrzymujemy "prędkości relatywistyczne"?
05-06-2014 23:45 
 Ocena 1 na 1
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Jak złożysz dwa obroty wokół jednej osi, to tangensy kątów obrotu też się nie dodają i jakoś nikt nie robi o to wielkiego halo.
>No właśnie. Po cóż więc dodawać kąty podając w wyniku sumę tangensów podobnie jak to się robi w STW gdzie dodajemy prędkości, a otrzymujemy "prędkości relatywistyczne"?
Co to niby są "prędkości relatywistyczne"? O co chodzi? Jeszcze raz, po kolei, łopatologicznie.

Prędkość jest analogiczna do tangensa, zmiana układu odniesienia - do obrotu. Jak masz przejście z układu A do B, a potem z B do C, to tg(A->C) =/= tg(A->B) + tg(B->C), ale kąt(A->C) = kąt(A->B) + kąt(B->C).

Tak samo v(A wzgl. C) =/= v(A wzgl. B) + v(B wzgl. C), bo prędkości są jak tangensy.

tg(a+b) = (tg(a)+tg(b))/(1-tg(a)tg(b))
"u+v" = (u+v)/(1+uv)

Analogia jak widać nie jest idealna, bo znak w mianowniku nie ten. Robi się idealna, jak zamiast tangensa użyje się tangensa hiperbolicznego, i stąd właśnie bierze się pojęcie pospieszności.

Gdy v=tgh(y), to mamy y(A wzgl. C) = y(A wzgl. B) + y(B wzgl. C).
kaganiec (155 punktów)
>Co to niby są "prędkości relatywistyczne"?

Niech więc będzie łopatologicznie: to był z mojej strony tylko taki żart pokazujący
absurdalność dodawania relatywistycznego prędkości...
Niepotrzebnie się trudziłeś. Wbiłeś sobie do głowy (i nie tylko Ty)
że jak ktoś neguje teorię względności to na pewno jej nie rozumie i dawaj
ją tłumaczyć. Ile razy mam powtarzać, że nie potrzebuję niczyich tłumaczeń?
No bo co Ty mi chcesz wytłumaczyć? Że nonsens ma sens? Że przestrzeń
jest powyginana jak banany, a sekundy kurczą się jak bałwan na wiosnę?

No więc właśnie dowiedziałeś się co to są te "prędkości relatywistyczne" - to nonsens
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Co to niby są "prędkości relatywistyczne"?
>Niech więc będzie łopatologicznie: to był z mojej strony tylko taki żart pokazujący
>absurdalność dodawania relatywistycznego prędkości...
>Niepotrzebnie się trudziłeś. Wbiłeś sobie do głowy (i nie tylko Ty)
>że jak ktoś neguje teorię względności to na pewno jej nie rozumie i dawaj
>ją tłumaczyć. Ile razy mam powtarzać, że nie potrzebuję niczyich tłumaczeń?
No cóż, skoro twierdzisz, że to nonsens, to najwyraźniej potrzebujesz tłumaczeń

>No bo co Ty mi chcesz wytłumaczyć? Że nonsens ma sens? Że przestrzeń
>jest powyginana jak banany, a sekundy kurczą się jak bałwan na wiosnę?
Próbuję pokazać inną perspektywę, bo zdaję sobie sprawę, że z niektórych punktów widzenia STW wygląda bzdurnie i bez sensu. Ale dzięki za powiedzenie jasno, że nie jesteś zainteresowany zrozumieniem, o czym właściwie rozmawiasz.

>No więc właśnie dowiedziałeś się co to są te "prędkości relatywistyczne" - to nonsens
Aha, czyli wymyślasz nonsensowne pojęcia. Ok, masz do tego prawo, ale co to ma wspólnego z tematem dyskusji to ja nie wiem.
kaganiec (155 punktów)
>No cóż, skoro twierdzisz, że to nonsens, to najwyraźniej potrzebujesz tłumaczeń

Podobną retoryką posługują się obrońcy Boga i inni Rycerze Niepokalanej

>Próbuję pokazać inną perspektywę, bo zdaję sobie sprawę, że z niektórych punktów widzenia STW wygląda bzdurnie i bez sensu.

To musisz się bardziej postarać, bo krasnoludki z każdej perspektywy wyglądają bzdurnie i bez sensu.

>Ale dzięki za powiedzenie jasno, że nie jesteś zainteresowany zrozumieniem, o czym właściwie rozmawiasz.

Za to rozumiem o czym Ty rozmawiasz. O dodawaniu krasnoludków. O tak:
Kr1 = gamma*Kr2

>No więc właśnie dowiedziałeś się co to są te "prędkości relatywistyczne" - to nonsens
>Aha, czyli wymyślasz nonsensowne pojęcia.

Prędkości relatywistyczne wymyślił Einstein, nie ja
Ebvalaim (2787 punktów)
>>No cóż, skoro twierdzisz, że to nonsens, to najwyraźniej potrzebujesz tłumaczeń
>Podobną retoryką posługują się obrońcy Boga i inni Rycerze Niepokalanej
Czekam z niecierpliwością aż okażę się nazistą.

>>Próbuję pokazać inną perspektywę, bo zdaję sobie sprawę, że z niektórych punktów widzenia STW wygląda bzdurnie i bez sensu.
>To musisz się bardziej postarać, bo krasnoludki z każdej perspektywy wyglądają bzdurnie i bez sensu.
To nie patrz na krasnoludki, tylko spróbuj zrozumieć STW.

>>Ale dzięki za powiedzenie jasno, że nie jesteś zainteresowany zrozumieniem, o czym właściwie rozmawiasz.
>Za to rozumiem o czym Ty rozmawiasz. O dodawaniu krasnoludków. O tak:
>Kr1 = gamma*Kr2
Nieuważnie czytasz.

>>No więc właśnie dowiedziałeś się co to są te "prędkości relatywistyczne" - to nonsens >Aha, czyli wymyślasz nonsensowne pojęcia.
>Prędkości relatywistyczne wymyślił Einstein, nie ja
Chyba jednak Ty. Siedzę w teorii względności dość mocno i do tej pory nie słyszałem o pojęciu "prędkości relatywistycznej", które pasowałoby do zdania, w którym go użyłeś.
kaganiec (155 punktów)
>Czekam z niecierpliwością aż okażę się nazistą.

A co? Nie głosowałeś na Korwina?

>To nie patrz na krasnoludki, tylko spróbuj zrozumieć STW.

STW to właśnie takie krasnoludki i elfy. Zatem Ty je rozumiesz i pewnie nawet rozmawiasz z nimi?
Tylko już daruj sobie dowód eksperymentalny na istnienie krasnoludków. Ja go znam:
"wynik eksperymentu M-M=null, ponieważ elfy unoszą interferometr, a krasnoludki go skracają, zatem eksperyment M-M potwierdza istnienie krasnoludków i elfów" - zgadza się?

>Siedzę w teorii względności dość mocno

To nie siedź, tylko myśl.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Prędkość jest analogiczna do tangensa, zmiana układu odniesienia - do obrotu. Jak masz przejście z układu A do B, a potem z B do C, to tg(A->C) =/= tg(A->B) + tg(B->C), ale kąt(A->C) = kąt(A->B) + kąt(B->C).
>Tak samo v(A wzgl. C) =/= v(A wzgl. B) + v(B wzgl. C), bo prędkości są jak tangensy.
>tg(a+b) = (tg(a)+tg(b))/(1-tg(a)tg(b))
>"u+v" = (u+v)/(1+uv)
>Analogia jak widać nie jest idealna, bo znak w mianowniku nie ten. Robi się idealna, jak zamiast tangensa użyje się tangensa hiperbolicznego, i stąd właśnie bierze się pojęcie pospieszności.
>Gdy v=tgh(y), to mamy y(A wzgl. C) = y(A wzgl. B) + y(B wzgl. C).

No i co to ma wspólnego z fizyką?

Nic, i dlatego to nie jest poprane wyprowadzenie wzoru na składanie prędkości z STW.

Poprawnie robimy to np. z Dopplera:

f'/f = (1-vs)/(1+v0) gamma(v0)/gamma(vs); gdzie vs, vo - prędkość źródła i odbiornika.
I to jest poprawny wzór na efekt Dopplera wg klasycznej teorii Lorentza.

A w stw masz taki wzorek: f'/f = sqrt[(1-v)/1+v)]

czyli tylko jeden parametr: v, który właśnie należy określić - czym on jest, jak jest powiązany z fizycznymi wielkościami - realnymi?

No więc wystarczy przyrównać oba te wzory a wtedy otrzymasz właśnie:
v = (vs + vo)/(1 + vs.vo), czyli ten składak z stw.

Zatem czym jest v w sensie fizycznym?
Po prostu jedną liczbą, którą można wyrazić efekt Dopplera.
Doppler jest symetryczny... co matematycznie znaczy, że mamy tu funkcję dwóch zmiennych, ale zdegenerowaną: f(vs,vo) = g(v).
mirask (152 punktów)
>Wrażenie jest takie, że im większe prędkości do siebie dodajesz, tym bardziej ta prędkość skręca w bok, a Ty skręcasz razem z nią nic o tym nie wiedząc. Ale możesz to skręcanie zobaczyć, gdyż czas w takim szybkim pojeździe zaczyna płynąć coraz wolniej - to znaczy, że pojazd skręcił w bok od osi czasu. A Ty patrzysz na niego prawie z boku, więc wydaje Ci się, że jest krótszy.

Czy przypadkiem takie rozumowanie nie jest potwierdzeniem tego, że w poruszających się z prędkościami w pobliżu "c" obiektach czas jednak nie zwalnia, tylko jest tak postrzegany przez postronnego obserwatora i że "skracanie" jest tylko widoczne, czyli że jest jedynie wynikiem obserwacji?
Czyli że skręcający "w bok" z "osi czasu" obiekt 'skraca się' tylko dla obserwatora z zewnątrz, bo to w stosunku do jego "osi czasu" obiekt ten skręcił w bok, no i oczywiście dla siebie samego, ale tylko w porównaniu z dotychczasową "osią czasu"...?
Obiekt ten zmieniając swoją "oś czasu" w stosunku do poprzedniej, czyli lecąc tą nową, odkształconą przez prędkość osią nie wpadł przecież w "oś czasu" płynącego w zwolnionym tempie, mimo że tak to wygląda z pozycji obserwatora...
Czy na pewno istnieją różne osie czasu w których czas płynie z różnymi prędkościami?

>Tak drastyczne zmniejszenie prędkości pocisku wymaga jakiegoś innego tłumaczenia - najproszym jest wyobrażenie, że pocisk odlatuje w bok w czwarty wymiar - skutkiem tego jest o wiele mocniejsze spowolnienie czasu płynącego w tym pocisku niż płynącego w wagonie.

Czy przypadkiem nie jest tak, że nie odlatuje w czwarty wymiar, tylko w inną "oś czasu" i po co komu oraz do czego potrzebna jest ta wiedza o spowolnieniu upływu czasu w pocisku...?

>...już wagon miał wektor prędkości odchylony w bok. Teraz dodajesz do niego wektor pocisku odchylony w bok od wektora wagonu, czyli w sumie odchylenia te składają się na kąt większy niż 90, więc suma wektorów...

Skąd pewność, że suma odchyleń wektorów prędkości będzie składała sie na kąt "większy niż 90" stopni i czy można przyjąć, że odchylenia każdego z wektorów wynoszą po ok. 45 stopni?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Skąd pewność

Znikąd. Chyba wpadłeś na koniec dyskusji. To, co opisuję, to przykład intuicji, mogącej pomóc uruchomić wyobraźnię i rozumienie pseudometryki w czterowymiarowej czasoprzestrzeni, a może nawet nie tyle zrozumienie, ile zaakceptowanie faktu, że pędkości nie dodają się tak, jak zwyczajne liczby. Nie jest łatwo wyobrazić sobie konsekwencje faktu, że w twierdzeniu "Pitagorasa" mamy minus zamiast plusa między kwadratami przyprostokątnych.

doku (Tomasz Kamiński)
confessus (324 punktów)
>Nie jest łatwo wyobrazić sobie konsekwencje faktu, że w twierdzeniu "Pitagorasa" mamy minus zamiast plusa między kwadratami przyprostokątnych.
Można to inaczej ująć: twierdzenie Pitagorasa ma identyczną postać tzn. c2 = a2 + b2, natomiast jedna z przyprostokątnych ma długość rzeczywistą dodatnią (!) a druga ma "długość" urojoną.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> jedna z przyprostokątnych ma długość rzeczywistą dodatnią (!) a druga ma "długość" urojoną.

Tak to próbuję przedstawić, nazywając oś urojoną czwartym wymiarem, gdyż "urojony" to tylko nazwa, niezręcznie sugerująca, że czasoprzestrzeń jest urojeniem. Tymczasem czasoprzestrzeń jest realnym polem grawitacyjnym

doku (Tomasz Kamiński)
10-06-2014 13:32 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
Określenie "urojony" dla liczb zespolonych jest jedną z najbardziej chybionych w historii matematyki, zawsze wywoływała podejrzliwość wobec liczb zespolonych i do dzisiaj źle się kojarzy osobom postronnym.
Zresztą określenie "rzeczywisty" dla liczb rzeczywistych (real number) też nie jest zbyt trafne, bo co mają wspólnego z "realną rzeczywistością" liczby niewymierne, lub - co gorsza - przestępne?
Z punktu widzenia matematyki nie ma nic urojonego w liczbach urojonych, w każdym razie nie są one bardziej urojone od rzeczywistych.
>czasoprzestrzeń jest realnym polem grawitacyjnym
... w którym wektory światłopodobne spełniają |x|2=0, czasopodobne |x|2>0, przestrzeniopodobne |x|2<0.
A dla tych ostatni było nie było zachodzi |x|=it czyli mają długość urojoną. Zgoda, powinienem napisać "długość", ale analogia aż ciśnie się na usta (na klawiaturę).

Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zresztą określenie "rzeczywisty"

I tu też jestem przeciwnikiem użycia tego słowa, gdy trzeba, żeby ktoś zrozumiał coś na ten temat, np. czym się różni zbiór gęsty od zwartego.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
> Eksperyment wykonywany na Ziemi w rurach z próżnią wykaże c.

Zatem źle wykaże - jakikolwiek tzw. zerowy wynik z testu nie ma żadnej mocy w teorii.

Taki wynik świadczy jedynie o niedostatecznych kompetencjach eksperymentatorów.

Podobnie było, czy też jest, w kwantowej, gdzie próbowali łamać prawa arytmetyki... empirycznie, no i do czego doszli - co takiego osiągnęli, odkryli?

Gdzie są te komputery kwantowe, które rozwiązują problemy NP-complete w czasie liniowo zależnym od ilości operacji, zamiast zwyczajnie - wykładniczo?
kaganiec (155 punktów)
>> Eksperyment wykonywany na Ziemi w rurach z próżnią wykaże c.
>Zatem źle wykaże - jakikolwiek tzw. zerowy wynik z testu nie ma żadnej mocy w teorii.

Nie taki znowu zerowy wynik - 300000km/s.
Ale fakt, zerowy wynik może być wynikiem wieloznacznym.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
'Null result' znaczy że eksperyment nic nie wnosi do sytuacji - nie jest za, ani przeciw tezie.
To jest wynik negatywny, czyli brak potwierdzenia czegokolwiek.

Ważne są jedynie pozytywy, czyli wyniki niezerowe, które przewiduje dany model.

Cóż takiego szczególnego i konstruktywnego przewiduje fakt c = const, co byłoby niekompatybilne z innymi koncepcjami w fizyce (pomijając stronę ściśle formalną, że takie coś jest normalnie niemożliwe)?
kaganiec (155 punktów)
>'Null result' znaczy że eksperyment nic nie wnosi do sytuacji - nie jest za, ani przeciw tezie.
>To jest wynik negatywny, czyli brak potwierdzenia czegokolwiek.

Aha, popłyń w poprzek rzeki i z powrotem, a następnie wzdłuż rzeki i z powrotem.
Porównaj czasy i ogłoś wszem i wobec, że wynik null oznacza iż prąd rzeki jest, ale go nie widać. Bardzo rozsądne.

>Cóż takiego szczególnego i konstruktywnego przewiduje fakt c = const

Oczywiście, że nic nie przewiduje i do niczego się nie nadaje. No, może do straszenia dzieci w przedszkolu
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Aha, popłyń w poprzek rzeki i z powrotem, a następnie wzdłuż rzeki i z powrotem.

W tym przypadku wynik będzie niezerowy.

>Porównaj czasy i ogłoś wszem i wobec, że wynik null oznacza iż prąd rzeki jest, ale go nie widać. Bardzo rozsądne.

No właśnie, sam widzisz, że takie zero to kompletna pomyłka.

Zresztą Lorentz to wyjaśnił w ramach swojej teorii eteru, zatem o co ci chodzi?

Jaką masz alternatywę, co proponujesz w zamian... może logikę czary mary, abrakadabra, w stylu:

jestem ślepy, zatem nie ma mnie... no bo zgodnie z II zasadą Newtona akcja = reakcja?
kaganiec (155 punktów)
>No właśnie, sam widzisz, że takie zero to kompletna pomyłka.

Nie, to Ty widzisz pomyłkę. Widzisz rzekę której nie ma.
To się nawet jakoś tak nazywa... aha... fatamorgana

>Zresztą Lorentz to wyjaśnił w ramach swojej teorii eteru, zatem o co ci chodzi?

W ramach poprawki do swojej teorii absolutnego eteru, czyli fizycznego skrócenia, którego nigdy nie udowodniono. Co więc wyjaśnił?

>Jaką masz alternatywę, co proponujesz w zamian... może logikę czary mary, abrakadabra, w stylu:
>jestem ślepy, zatem nie ma mnie... no bo zgodnie z II zasadą Newtona akcja = reakcja?

Halucynacje to zdaje się Twoja domena?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Nie, to Ty widzisz pomyłkę. Widzisz rzekę której nie ma.

Szkoda tylko że fale pozostały, no i pływasz sobie całkiem normalnie.

>To się nawet jakoś tak nazywa... aha... fatamorgana

Fatamorgana jest faktem, i dobrze opisanym matematycznie jak i wyjaśnionym fizycznie.

>W ramach poprawki do swojej teorii absolutnego eteru, czyli fizycznego skrócenia, którego nigdy nie udowodniono. Co więc wyjaśnił?

Jak to nie ma?
Gdyby nie było wówczas mierzyłbyś te różnice bez problemu, i wielkie jak byk, bo nie lecimy przecież 30 km/s, lecz znacznie lepiej... Michelson pewnie pogubiłby się kompletnie w skaczących prążkach!

>Halucynacje to zdaje się Twoja domena?

Twoja dziedzina to chyba coś w stylu: co by to było gdyby nic nie było... pewnie całe c wszędzie - nawet wektorowo.
kaganiec (155 punktów)
>Szkoda tylko że fale pozostały, no i pływasz sobie całkiem normalnie.

Nie tylko. Są jeszcze korpuskuły. Stąd "korpuskularno-falowa", a nie wyłącznie falowa
teoria światła.

>Fatamorgana jest faktem, i dobrze opisanym matematycznie jak i wyjaśnionym fizycznie.

Nie przeczę. Ale to kobieta była. La Fata (wróżka) Morgana

>Twoja dziedzina to chyba coś w stylu: co by to było gdyby nic nie było... pewnie całe c wszędzie - nawet wektorowo.

Wektorowo c masz w STW. To tak, żebyś wiedział, skoro ku niej zmierzasz
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Nie tylko. Są jeszcze korpuskuły. Stąd "korpuskularno-falowa", a nie wyłącznie falowa
>teoria światła.

Niby gdzie są te korpuskuły światła?
W przestrzeni fazowej, czyli po transformacie Fouriera.

Stąd też ten wzór: E = hf, co jest przecież tylko zapisem zwyczajnej fali sinusoidalnej (tylko jedna częstotliwość) w przestrzeni częstotliwości (znaczy po tr. Fouriera).

>Wektorowo c masz w STW. To tak, żebyś wiedział, skoro ku niej zmierzasz

Nie, tam jest formalnie tak: |c| = inv, znaczy wartość jest niezmiennikiem, a nie wektor.
kaganiec (155 punktów)
>Niby gdzie są te korpuskuły światła?

No, na slajdach...
images.slideplayer.pl/1/434078/slides/slide_19.jpg

>Nie, tam jest formalnie tak: |c| = inv, znaczy wartość jest niezmiennikiem, a nie wektor.

A to nie to samo co "wektor relatywistycznie inwariantny"?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>Niby gdzie są te korpuskuły światła?
>No, na slajdach...
>images.slideplayer.pl/1/434078/slides/slide_19.jpg

Błędne informacje.
Sam Ramann - ten od efektu Ramanna, chyba już z 70 lat temu obliczył efekt Comptona za pomocą teorii fal.

>>Nie, tam jest formalnie tak: |c| = inv, znaczy wartość jest niezmiennikiem, a nie wektor.
>A to nie to samo co "wektor relatywistycznie inwariantny"?

Nie, bo gdy światło leci skosem wtedy już masz: c' = c*cos(f) <> c,
co się zresztą jest często wykorzystywane do wyprowadzenia 'dylatacji czasu' za pomocą modelowego zegara świetlnego Einsteina.

Tam masz tak:
cosf = sqrt(1 - sinf^2) = sqrt(1-(v/c)^2) = 1/gamma;
czyli zegar zwalnia gamma razy - czas jest tu całkowicie nienaruszony, oczywiście.
Zatem można śmiało napisać, że te wyprowadzenia przyjmują niejawnie: t = inv, co jest drastycznie sprzeczne z wnioskami o względności czasu.
kaganiec (155 punktów)
>Sam Ramann - ten od efektu Ramanna, chyba już z 70 lat temu obliczył efekt Comptona za pomocą teorii fal.

Co nie zmienia faktu, że Compton to policzył za pomocą korpuskuł, za co zresztą
dostał Nobla. A zjawisko fotoelektryczne Raman też policzył za pomocą
teorii fal? A odwrotny efekt Comptona również?

>Zatem można śmiało napisać, że te wyprowadzenia przyjmują niejawnie: t = inv, co jest drastycznie sprzeczne z wnioskami o względności czasu.

Kolejny paradoks. I dlaczego mnie to nie dziwi?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Co nie zmienia faktu, że Compton to policzył za pomocą korpuskuł, za co zresztą
>dostał Nobla. A zjawisko fotoelektryczne Raman też policzył za pomocą
>teorii fal? A odwrotny efekt Comptona również?

Fotoefekt nawet w szkołach liczą z równań falowych... bo inaczej źle wychodzi.
Tam jest zależność kierunkowa wylotu elektronów: w kierunku wektora E, co w wersji z fotonami znaczyłoby że foton uderza jakoś prostopadle w elektron przelatując obok niego... wyobrażasz to sobie?

Jest nawet taki zabawny pomysł w związku z tym: foton eksploduje obok elektronu - jak np. rura ze sprężonym powietrzem, i stąd tam ten odrzut prostopadły zamiast na wprost.
kaganiec (155 punktów)
>co w wersji z fotonami znaczyłoby że foton uderza jakoś prostopadle w elektron przelatując obok niego... wyobrażasz to sobie?

No w końcu to ma być "wybicie". A wybicie to zderzenie i odbicie.
kaganiec (155 punktów)
>Dodatkowym wymiarem nie jest czas, ale iloczyn czasu i prędkości światła.

Aha, t*S/t. Zatem dodatkowym wymiarem jest S - droga
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Dodatkowym wymiarem nie jest czas, ale iloczyn czasu i prędkości światła.
>Aha, t*S/t. Zatem dodatkowym wymiarem jest S - droga

A dokładnie, droga ponywana przez światło w swoim własnym układzie odniesienia. W każdym innym układzie nie jest to droga, ale "droga".


doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>A dokładnie, droga ponywana przez światło w swoim własnym układzie odniesienia. W każdym innym układzie nie jest to droga, ale "droga".

Tak, pod warunkiem, że z "układu odniesienia" zrobimy "Układ Odniesienia" nadając mu rangę bajkowej wyjątkowości i odrębności od innych Układów Odniesienia. Tylko po co?
mirask (152 punktów)
>Dodatkowym wymiarem nie jest czas, ale iloczyn czasu i prędkości światła. To, co postrzegamy jako jedną sekundę, jest w czwartym wymiarze odległością 300 000 km.

Czyli że w czwartym wymiarze nie ma czasu jako takiego...? Gdyby tak było w istocie, to czwarty wymiar nie może być materialny a więc nie będzie dla nas dostrzegany, przynajmniej na jawie.

>Wyobraź sobie, że masz jakiś inny zmysł i odpowiednią zdolność umysłową, pozwalającą Ci to widzieć i rozumieć.

Nie jest do tego potrzebny żaden inny zmysł i zdolności umysłowe od tych, które posiadamy, bo wystarczy jedynie odpowiednia odległość i... teleskop do obserwacji.

>Próby zmiany ruchu w czasie dają słabe efekty, zgodnie ze wzorem na interwał czasowy Lorentza, dopiero ruch z prędkością bliską światła może go znacząco spowolnić.

Próby zmiany ruchu w czasie nie dają żadnych "słabych efektów", tylko takie, jakie dawać mogą i powinny a czy ruch z prędkością bliską światła może cokolwiek spowolnić nie jest takie pewne, ale jeśli nawet, to przecież spowolnienie to podobno nie jest
widoczne tylko dla postronnego obserwatora, ale i dotyczy samego obiektu poruszającego sie z tą prędkością . Czyli również zwalnia czas 'obiegu' elektronów w okół atomowych jąder, jak też i ruch samych jąder - czy były przeprowadzane jakieś symulacje (nie mówiąc o próbach doświadczeń) na temat tego, co będzie się działo z atomami, gdy spowolni się obroty ich elektronów i ruch samych atomów?
Czy na pewno będą to te same atomy i ta sama - zbudowana z nich materia...?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Czyli że w czwartym wymiarze nie ma czasu jako takiego...?

W modelu, zwanym czasoprzestrzenią, nie ma czasu, ale jeden z wymiarów wyróżnia się tym, że zamiast dokładać się do "odległości", pomniejsza ją. Czy ten model jest adekwatny?

Już Kant dowodził, że czas jest atrybytem koniecznym każdego obserwatora, ale nie płynie w świecie fizycznym. Zasada komplementarności Bohra mówi, że niemożliwe jest opisanie świata fizycznego bez obserwatorów.

Wydaje się więc, że model czasoprzestrzeni jest w pewnym przybliżeniu adekwatny, ale dopóki nie powstanie dobry (bezczasowy) model kwantowy grawitacji, dopóty nie będziemy tego wiedzieć na pewno.

>Nie jest do tego potrzebny żaden inny zmysł i zdolności umysłowe od tych, które posiadamy, bo wystarczy jedynie odpowiednia odległość i... teleskop do obserwacji.

Ale nie umiemy go skierować w czwarty wymiar, czyli prostopadle do naszej przestrzeni. Wyobraź sobie, że tak przekręciłeś teleskop, że cały niemal zniknął, pozostał tylko po nim dwuwymiarowy ślad miejsca, do którego przykłada się oko.

>nie dają żadnych "słabych efektów", tylko takie, jakie dawać mogą i powinny

Słabe z porównaniu z tym, ile trzeba, żeby móc się cofać w czasie. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś, iż wyjaśniamy tu intuicyjnie, dlaczego nie jest możliwe cofanie się w czasie. Nie wystarczy znać wzory, trzeba rozumieć ich fizyczne znaczenie.

> spowolnienie to podobno nie jest
>widoczne tylko dla postronnego obserwatora, ale i dotyczy samego obiektu poruszającego sie z tą prędkością.

To akurat jest nieprawda. Obserwacje są symetryczne. Każdy obserwator inercjalny widzi swój zegar idący szybciej niż cudzy.

Ale wróćmy do cofania w czasie. Nawet jeśli wyobrazimy sobie prędkości większe niż światło, to ze wzoru na interwał czasoprzenny widać, że jego kwadrat staje się dodatni i można wyciągnąć z niego pierwiastek kwadratowy, jak w twierdzeniu Pitagorasa. Interwał staje się zwyczajną odległością, tyle tylko, że w euklidesowej przestrzeni czterowymiarowej. Znika więc ślad po czasie i po prędkoći światła - świat jest martwą niezmienną geometrią. Można by więc ująć to w taki sposób, że z chwilą przekroczenia prędkości światła przez obserwatora, następuje automatyczne wyciągnięcie się samo pierwiastka z interwału i obserwator zastyga w bezczasowej czterowymiarowej wieczności.

doku (Tomasz Kamiński)
mirask (152 punktów)
>W modelu, zwanym czasoprzestrzenią, nie ma czasu, ale jeden z wymiarów wyróżnia się tym, że zamiast dokładać się do "odległości", pomniejsza ją.

Skoro w modelu czasoprzestrzennym czas nie istnieje, to dowodzi nam, że w tym modelu nie może istnieć nic, co ma związek z materią lub też antymaterią, więc nigdy nie będzie on dla nas dostępny.

>...nie umiemy go skierować w czwarty wymiar, czyli prostopadle do naszej przestrzeni. Wyobraź sobie, że tak przekręciłeś teleskop, że cały niemal zniknął, pozostał tylko po nim dwuwymiarowy ślad miejsca, do którego przykłada się oko.

Może jeszcze nie umiemy a może jest to w naszej, trójwymiarowej przestrzeni niemożliwe, bo wygląda na to, że... jako 'płaszczaki' chcemy podskoczyć.
Czy w taki sam sposób nie można by równie dobrze modelować i obliczać położenia w tym czwartym wymiarze... duchów?

>Słabe z porównaniu z tym, ile trzeba, żeby móc się cofać w czasie. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś, iż wyjaśniamy tu intuicyjnie, dlaczego nie jest możliwe cofanie się w czasie.

Intuicyjnie, to możemy zaprzęgnąć do pracy tachiony i problem będzie z głowy...

>> spowolnienie to podobno nie jest widoczne tylko dla postronnego obserwatora, ale i dotyczy samego obiektu poruszającego sie z tą prędkością.
>To akurat jest nieprawda. Obserwacje są symetryczne. Każdy obserwator inercjalny widzi swój zegar idący szybciej niż cudzy.

A więc i w pojeździe lecącym z prędkością bliską "c" dla pilota i całego jego otoczenia czas również powinien płynąć szybciej, więc jak to się ma do wypowiedzi z 30 maja (15:53) w której było takie zdanie:"...możesz to skręcanie zobaczyć, gdyż czas w takim szybkim pojeździe zaczyna płynąć coraz wolniej..."
Więc szybciej, czy też wolniej a może jednak wszystkim czas upływa tak samo...?

>Ale wróćmy do cofania w czasie. Nawet jeśli wyobrazimy sobie prędkości większe niż światło, to ze wzoru na interwał czasoprzenny widać, że jego kwadrat staje się dodatni i można wyciągnąć z niego pierwiastek kwadratowy, jak w twierdzeniu Pitagorasa. Interwał staje się zwyczajną odległością, tyle tylko, że w euklidesowej przestrzeni czterowymiarowej. Znika więc ślad po czasie i po prędkoći światła - świat jest martwą niezmienną geometrią.

Skoro znika ślad po czasie, to wraz z nim znika znany nam materialny świat, ale skoro przyczyną tego stanu ma być prędkość miroskopijnego w skali chociażby naszego US pojazdu, to może oznaczać tylko jedno - nasz świat znika tylko dla tego pojazdu i jego pilota. Dla obserwatora z zewnątrz -dla nas- pojazd ten wraz z pilotem przestaje istnieć, ale my z naszym US, galaktyką a nawet całym wszechświatem istniejemy nadal w niezmienionym stanie.

>Można by więc ująć to w taki sposób, że z chwilą przekroczenia prędkości światła przez obserwatora, następuje automatyczne wyciągnięcie się samo pierwiastka z interwału i obserwator zastyga w bezczasowej czterowymiarowej wieczności.

Ja bym to ujął w taki sposób, że podczas przekraczania "c" przez obiekt, zastyga on w "bezczasowej czterowymiarowej wieczności", ale tylko dla obserwatora i być może leci sobie dalej, czyli... w przeszłosć.
03-06-2014 09:52 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Obserwacje są symetryczne. Każdy obserwator inercjalny widzi swój zegar idący szybciej niż cudzy.
>A więc i w pojeździe lecącym z prędkością bliską "c" dla pilota i całego jego otoczenia czas również powinien płynąć szybciej, więc jak to się ma do wypowiedzi z 30 maja (15:53) w której było takie zdanie:"...możesz to skręcanie zobaczyć, gdyż czas w takim szybkim pojeździe zaczyna płynąć coraz wolniej..."

To jest to samo. Cudzy zegar zawsze idzie wolniej niż mój. Mój zegar zawsze idzie szybciej niż cudzy.

A ręce opadają... Co może być niejasne w tak prostym zagadnieniu?!

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>To jest to samo. Cudzy zegar zawsze idzie wolniej niż mój. Mój zegar zawsze idzie szybciej niż cudzy.

To jest fałsz.
Ta relacja jest przechodnia, a nie symetryczna... w sumie antysymetryczna.

Np. równość jest przechodnia: A = B <=> B = A.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>To jest to samo. Cudzy zegar zawsze idzie wolniej niż mój. Mój zegar zawsze idzie szybciej niż cudzy.
>To jest fałsz

Chcesz nas rozśmieszyć? Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś prawo fizyki nazwał "fałsz". Tego nawet religijni w większości nie robią.


doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Chcesz nas rozśmieszyć? Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś prawo fizyki nazwał "fałsz".

Fałsz to fałsz... no i to też jest fałsz w tej twojej radosnej twórczości.

> Tego nawet religijni w większości nie robią.

Prawidłowo: kruk krukowi oka nie wykole.
kaganiec (155 punktów)
>Fałsz to fałsz... no i to też jest fałsz

Bez dwóch zdań to jest fałsz. Tu nie ma nawet nad czym dyskutować.

www.wolfra(*)ut/?i=xx>y
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Tam jest także wynik zgodny z STW:

solutions:
(no solutions exist)

No, i tak trzymać.
kaganiec (155 punktów)
>Tam jest także wynik zgodny z STW:
>solutions:
>(no solutions exist)

Uuuu niedobrze, oj niedobrze.
To już nawet Święty Mikołaj lepiej wypada
www.wolfra(*)ke+curve&dataset=&equal=Submit
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Chcesz nas rozśmieszyć? Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś prawo fizyki nazwał "fałsz".
>Fałsz to fałsz... no i to też jest fałsz

Wróg fizyki na portalu racjonalistów, to rzadkość tak wielka, że wcześniej nawet mi to nie przyszło do głowy. Oczywiście, teraz już zapamiętam, z kim mam do czynienia. Ciekawe jaka jest Twoja misja, pewnie prędzej czy później ujawnisz się i spróbujesz nawracać.

doku (Tomasz Kamiński)
Ebvalaim (2787 punktów)
>>To jest to samo. Cudzy zegar zawsze idzie wolniej niż mój. Mój zegar zawsze idzie szybciej niż cudzy.
>To jest fałsz.
>Ta relacja jest przechodnia, a nie symetryczna... w sumie antysymetryczna.
>Np. równość jest przechodnia: A = B <=> B = A.
>
To akurat nie jest przechodniość, tylko symetria. Ale byłeś blisko.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Oczywiście: relacja '>' jest symetryczna w stw (w tej naiwnej interpretacji), czyli taka nieskuteczna - niedorobiona chyba... konsekwencja rezygnacji z obiektywizmu - brak punkt odniesienia, oparcia, bazy, czyli po prostu rzeczywistości.
mirask (152 punktów)
>Każdy obserwator inercjalny widzi swój zegar idący szybciej niż cudzy.
Czyli oznacza to, że zegar obserwatora idzie nawet szybciej od zegara obiektu poruszającego się z prędkością podświetlną - jeśli dobrze zrozumiałem.

>Cudzy zegar zawsze idzie wolniej niż mój. Mój zegar zawsze idzie szybciej niż cudzy.
Wydaje się to takie proste a jednak przeprowadzano doświadczenia w szybko latających samolotach z atomowymi zegarami na pokładach - ciekawe w jakim celu, skoro to jest oczywiste?
Aż ciśnie się na usta jeszcze jedno, ale za to podstawowe pytanie: skoro w szybko poruszających się obiektach - dla nich samych, ich czas płynie szybciej od czasu obserwatora, to co jest powodem ich skracania, skoro skracają się realnie a nie tylko z jego punktu widzenia?
Przecież obserwator na ziemi nie skróci się, pomimo tego, że z obiektu w locie będzie widziany jako skrócony...

>A ręce opadają... Co może być niejasne w tak prostym zagadnieniu?!
Dobrze, że tylko opadają a nie odpadają, mimo że powinny, bo... skoro czas praktycznie płynie tak samo dla siebie samych, to cała ta dyskusja jest jałowa a na dodatek podważa przyjęte powszechnie i "sprawdzone doświadczalnie naukowe dowody".
Chyba że znowu czegoś nie rozumiem...
Ebvalaim (2787 punktów)
>Aż ciśnie się na usta jeszcze jedno, ale za to podstawowe pytanie: skoro w szybko poruszających się obiektach - dla nich samych, ich czas płynie szybciej od czasu obserwatora, to co jest powodem ich skracania, skoro skracają się realnie a nie tylko z jego punktu widzenia?
>Przecież obserwator na ziemi nie skróci się, pomimo tego, że z obiektu w locie będzie widziany jako skrócony...
Mam wrażenie, że źle rozumiesz sformułowanie, że skrócenie Lorentza jest "realne".

Obiekty zawsze skracają się z czyjegoś punktu widzenia. Powiedzmy, że jakaś rakieta ma 10 m długości. Gdy rozpędzi się do 0,8 c względem jakiegoś obserwatora, tenże obserwator zmierzy jej długość jako 6 m. Załoga jednak nadal będzie twierdziła, że rakieta, którą lecą, ma długość 10 m.

Realność skrócenia Lorentza polega na tym, że jeśli obserwatorowi z zewnątrz uda się w jakiś sposób dokonać doskonałego, równoczesnego pomiaru pozycji przodu i tyłu rakiety, to odległość między nimi wyjdzie mu 6 m, a nie, że obiekty skracają się jakoś bezwzględnie.

Obserwator na ziemi będzie krótszy dla obiektu w locie, ale nie będzie krótszy dla samego siebie, podobnie jak obiekt w locie będzie krótszy dla niego, ale nie dla samego siebie.
mirask (152 punktów)
>Mam wrażenie, że źle rozumiesz sformułowanie, że skrócenie Lorentza jest "realne".

Nie wiem jak inaczej można rozumieć słowo "realne", realne w moim mniemaniu może być tylko coś, co jest rzeczywiste, co na pewno w danej sytuacji ma miejsce - nie wchodząc w takie szczegóły, że każdy może widzieć coś innego...

>Obiekty zawsze skracają się z czyjegoś punktu widzenia.

To na pewno, tylko że jest to tylko widzenie, czyli dostrzeganie czegoś w dany sposób z różnych względów, np.... z powodu niedoskonałości wzroku a tym czasem rozpatruje się owo "skrócenie", a nawet je wylicza i to tak realnie, jak by brak tych obliczeń powodował pewną katastrofę w świecie, w którym prędkości te będą już... realnie dostępne.

>Realność skrócenia Lorentza polega na tym, że jeśli obserwatorowi z zewnątrz uda się w jakiś sposób dokonać doskonałego, równoczesnego pomiaru pozycji przodu i tyłu rakiety, to odległość między nimi wyjdzie mu 6 m, a nie, że obiekty skracają się jakoś bezwzględnie.

Czyli że realność skrócenia Lorentza polega na tym, że... jest nierealna.
Nie twierdzę, że obiekty "skracają" się bezwzględnie, bo podobno... skrócenie ich następuje jedynie w czołowej części i równie podobno są na to dowody naukowe, które opisują zderzenia w akceleratorach cząstek rozpędzanych niemal do "c" i... cząstki te zderzają się (podobno) później, niż wynikało by to z obliczeń.

>Obserwator na ziemi będzie krótszy dla obiektu w locie, ale nie będzie krótszy dla samego siebie, podobnie jak obiekt w locie będzie krótszy dla niego, ale nie dla samego siebie.

I na te zdanie czekałem, bo jasno z niego wynika, że "Realność skrócenia Lorentza" jest tylko iluzoryczna i do niczego nie będzie potrzebna, nawet w tej odległej dla nas przyszłości, w której prędkości podświetlne będą już tylko... bułką z masłem.
Ebvalaim (2787 punktów)
>Nie wiem jak inaczej można rozumieć słowo "realne", realne w moim mniemaniu może być tylko coś, co jest rzeczywiste, co na pewno w danej sytuacji ma miejsce - nie wchodząc w takie szczegóły, że każdy może widzieć coś innego...
"nie wchodząc w takie szczegóły, że każdy może widzieć coś innego" - czyli mówisz o efektach bezwzględnych. Skrócenie Lorentza jest względne.

>To na pewno, tylko że jest to tylko widzenie, czyli dostrzeganie czegoś w dany sposób z różnych względów, np.... z powodu niedoskonałości wzroku a tym czasem rozpatruje się owo "skrócenie", a nawet je wylicza i to tak realnie, jak by brak tych obliczeń powodował pewną katastrofę w świecie, w którym prędkości te będą już... realnie dostępne.
Właśnie ta realność skrócenia Lorentza oznacza, że nie ma nic wspólnego z niedoskonałościami wzroku itp. Zakładając doskonały pomiar długości poruszającego się obiektu, otrzymamy wynik skrócony.

>Nie twierdzę, że obiekty "skracają" się bezwzględnie, bo podobno... skrócenie ich następuje jedynie w czołowej części i równie podobno są na to dowody naukowe, które opisują zderzenia w akceleratorach cząstek rozpędzanych niemal do "c" i... cząstki te zderzają się (podobno) później, niż wynikało by to z obliczeń.
Co to znaczy "w czołowej części"?

>I na te zdanie czekałem, bo jasno z niego wynika, że "Realność skrócenia Lorentza" jest tylko iluzoryczna i do niczego nie będzie potrzebna, nawet w tej odległej dla nas przyszłości, w której prędkości podświetlne będą już tylko... bułką z masłem.
To znaczy, że skrócenie Lorentza jest względne, ale nie że jest iluzoryczne, jak już pisałem wyżej. A czy będzie do czegoś potrzebne, to już jest osobna bajka.

Zresztą przydaje się już teraz. Skrócenie Lorentza doskonale wyjaśnia pochodzenie siły Lorentza (siły działającej na ładunek poruszający się w polu magnetycznym).
confessus (324 punktów)
>I na te zdanie czekałem, bo jasno z niego wynika, że "Realność skrócenia Lorentza" jest tylko iluzoryczna i do niczego nie będzie potrzebna, nawet w tej odległej dla nas przyszłości, w której prędkości podświetlne będą już tylko... bułką z masłem.
>

Realność skrócenia Lorentza nie jest ani bardziej ani mniej iluzoryczna od długości przedmiotów, które nie poruszają się względem Ciebie. Możesz oczywiście wymiary nieporuszającego się obiektu nazywać "prawdziwymi", jednak przy ustalaniu tych "prawdziwych" wymiarów musisz stosować różne zabiegi i obliczenia i tu również możesz ulegać różnym iluzjom. Chyba że dla Ciebie jedynym uwiarygodnieniem jest np. wzięcie przedmiotu do ręki.

Gdybyś chciał uwięzić w klatce muchę latającą z predkością podświetlną, to budując taką klatkę musiałbyś ją uczynić odpowiednio większą od wymiarów latającej muchy. Klatkę musisz mieć gotową zanim muchę złapiesz i wymiary latającej muchy są jedynymi "realnymi" danymi dotyczącymi muszki.
09-06-2014 12:31 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Powiedzmy, że jakaś rakieta ma 10 m długości. Gdy rozpędzi się do 0,8 c względem jakiegoś obserwatora, tenże obserwator zmierzy jej długość jako 6 m. Załoga jednak nadal będzie twierdziła, że rakieta, którą lecą, ma długość 10 m.

Bo załodze taśma do mierzenia też się skróciła.
09-06-2014 12:48 
 Ocena 1 na 1
Ebvalaim (2787 punktów)
>> Powiedzmy, że jakaś rakieta ma 10 m długości. Gdy rozpędzi się do 0,8 c względem jakiegoś obserwatora, tenże obserwator zmierzy jej długość jako 6 m. Załoga jednak nadal będzie twierdziła, że rakieta, którą lecą, ma długość 10 m.
>Bo załodze taśma do mierzenia też się skróciła.
Można tak powiedzieć, ale to nie wyjaśnia, czemu dla załogi to świat zewnętrzny się skrócił
09-06-2014 14:04 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>> Powiedzmy, że jakaś rakieta ma 10 m długości. Gdy rozpędzi się do 0,8 c względem jakiegoś obserwatora, tenże obserwator zmierzy jej długość jako 6 m. Załoga jednak nadal będzie twierdziła, że rakieta, którą lecą, ma długość 10 m.
>> Bo załodze taśma do mierzenia też się skróciła.
> Można tak powiedzieć, ale to nie wyjaśnia, czemu dla załogi to świat zewnętrzny się skrócił

Spytałem się załogi. Załoga twierdzi, że to tylko złudzenie spowodowane dylatacją czasu. Są przekonani, że się skrócili. Ponoć mają na to dowody.
Ebvalaim (2787 punktów)
>Spytałem się załogi. Załoga twierdzi, że to tylko złudzenie spowodowane dylatacją czasu. Są przekonani, że się skrócili. Ponoć mają na to dowody.
Szczerze powiedziawszy, ten post mnie zdezorientował, ale spróbuję kontynuować

Czemu załoga tak twierdzi? Jakie mają dowody? Gdy ostatnio wybrałem się swoją rakietą na przejażdżkę po kosmosie trasą, wzdłuż której co 100 000 km rozstawiono boje, po rozpędzeniu się do dozwolonej prędkości 0,8 c zauważyłem, że każdej sekundy za moim oknem przelatywały 4 boje. Nie wyglądało mi, żebym był skrócony - to raczej boje wyglądały na ustawione gęściej, niż powinny być.
confessus (324 punktów)
>...każdej sekundy za moim oknem przelatywały 4 boje
hm... to znaczyłoby, że gnałeś z prędkością 400000 km/s !!!

albooo.... okno Twojego wehikułu miało długość 100000 km i w każdej sekundzie widziałeś w tym oknie jednocześnie 4 boje. Wtedy mógłbyś mieć dylemat: świat się skrócił czy ty się wydłużyłeś. Ale skoro:
>Nie wyglądało mi, żebym był skrócony
więc pewnie wydłużyłeś się

Pozdrawiam
10-06-2014 16:29 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Spytałem się załogi. Załoga twierdzi, że to tylko złudzenie spowodowane dylatacją czasu. Są przekonani, że się skrócili. Ponoć mają na to dowody.
> Szczerze powiedziawszy, ten post mnie zdezorientował...

Mnie też ta wypowiedź załogi zafrapowała. Poszedłem się z nimi spotkać (już wrócili). Stąd moja zwłoka w odpowiedzi.

> Czemu załoga tak twierdzi? Jakie mają dowody?

Okazało się, że lecieli w dwie rakiety. W dodatku mieli w planie doświadczenie mające wykazać nie tylko rzeczywistość, ale wręcz namacalność skrócenia Lorentza.

Rakiety były identyczne, A i B, i startowały z bazy kosmicznej C z dala od planet. Ustawione jedna za drugą, pierwsza rakieta A a za nią B w odległości 100 m, wystartowały jednocześnie na znak obserwatora C utrzymując identyczne przyśpieszenia. Załogi rozciągnęły między rakietami taśmę mierniczą. Obserwator C twierdzi, że patrząc przez teleskop widział jak taśma się skraca i coraz więcej jej musi się odwijać z bębna aby utrzymać ją rozpiętą pomiędzy rakietami będącymi w stałej odległości od siebie. Co dziwniejsze, załogi też twierdzą, że taśma się skracała. Jeden z kosmonautów powiedział, że dotknął tej taśmy i wręcz czuł jak się wysuwa z bębna. Mówi prawdę?
11-06-2014 14:07 
 Ocena 1 na 1
Ebvalaim (2787 punktów)
>Okazało się, że lecieli w dwie rakiety. W dodatku mieli w planie doświadczenie mające wykazać nie tylko rzeczywistość, ale wręcz namacalność skrócenia Lorentza.
>Rakiety były identyczne, A i B, i startowały z bazy kosmicznej C z dala od planet. Ustawione jedna za drugą, pierwsza rakieta A a za nią B w odległości 100 m, wystartowały jednocześnie na znak obserwatora C utrzymując identyczne przyśpieszenia. Załogi rozciągnęły między rakietami taśmę mierniczą. Obserwator C twierdzi, że patrząc przez teleskop widział jak taśma się skraca i coraz więcej jej musi się odwijać z bębna aby utrzymać ją rozpiętą pomiędzy rakietami będącymi w stałej odległości od siebie. Co dziwniejsze, załogi też twierdzą, że taśma się skracała. Jeden z kosmonautów powiedział, że dotknął tej taśmy i wręcz czuł jak się wysuwa z bębna. Mówi prawdę?
Podejrzewam, że mówi prawdę. Proszę przekazać załodze, żeby następnym razem spróbowali również sprawdzić, czy ta druga rakieta przypadkiem nie zaczęła się od nich oddalać i czy wyłączyła silniki w tym samym momencie, co ich rakieta. Stawiam, że przez okres rozpędzania się rakiety się od siebie oddalały i wyłączyły silniki według ich załóg w różnych momentach, nawet jeśli obserwator C powie, że zrobiły to równocześnie
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Można tak powiedzieć, ale to nie wyjaśnia, czemu dla załogi to świat zewnętrzny się skrócił

Zgodnie z Lorentzem wydłuży się, czyli nie ma tu problemu.
mirask (152 punktów)
>Bo załodze taśma do mierzenia też się skróciła.

Rozumiem, że to był żart, bo obiekt jak i jego załoga a więc i ich miarka skróceniu nie uległa, lecz wszyscy ulegli, ale... tylko z punktu widzenia obserwatora.
Czyli jednak "skrócenie Lorentza" jest tylko jego wyimaginowanym skróceniem, bo "realnym", to ono jest tylko dla obserwatora z zewnątrz.
13-06-2014 15:55 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Bo załodze taśma do mierzenia też się skróciła.
> Rozumiem, że to był żart, ...

Nie był.

> ... bo obiekt jak i jego załoga a więc i ich miarka skróceniu nie uległa, lecz wszyscy ulegli, ale... tylko z punktu widzenia obserwatora.

Nie tylko. Załoga naocznie sprawdziła, że miarka uległa skróceniu, a więc i oni sami też.

> Czyli jednak "skrócenie Lorentza" jest tylko jego wyimaginowanym skróceniem, bo "realnym", to ono jest tylko dla obserwatora z zewnątrz.

Niekoniecznie. Można równie dobrze uznać, że skrócenie Lorentza jest realne, choć trudne do wykrycia bo wszystko się skraca. Niemniej nawet w poruszającym się układzie skrócenie to można wykryć, na co przykład podałem.
spectre (67 punktów)
>Załoga naocznie sprawdziła, że miarka uległa skróceniu, a więc i oni sami też.
Mam nadzieję, że moje pytanie nie będzie bardzo głupie.

Dlaczego nie skróciła się odległość między rakietami?
Ja potraktowałem te dwie rakiety jako jeden układ.

Rakieta uległa skróceniu. Co się właściwie skróciło? Jeśli odległości między cząstkami, to dlaczego nie odległości między rakietami?
kaganiec (155 punktów)
>Co się właściwie skróciło? Jeśli odległości między cząstkami, to dlaczego nie odległości między rakietami?

No, ale to co jest pomiędzy rakietami, czyli nic, nie mogło się skrócić.
Nie mogło, bo nic to nic, a skracać może się jedynie coś. W dodatku to
"coś" musi się poruszać, żeby się skrócić. Paradoks jednak leży gdzie
indziej. Otóż jeśli obie rakiety oddalają się od Słońca z prędkością 0.9c
a Słońce względem centrum galaktyki ma prędkość 200km/s, z kolei
galaktyka pędzi z prędkością 700km/s to mamy już trzy skrócenia wynikające z:
1. 0.9c
2. 0.9c + 200km/s
3. 0.9c + 200km/s + 700km/s
Zatem od tego, w które miejsce kosmosu spogląda "bębnowy",
zależy skrócenie
To cała STW, czyli absurd, paradoks, bezsens
16-06-2014 07:43 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> To cała STW, czyli absurd, paradoks, bezsens...

... dla kogoś, kto jej nie rozumie.
kaganiec (155 punktów)
>> To cała STW, czyli absurd, paradoks, bezsens...
>... dla kogoś, kto jej nie rozumie.
>

Klasyka
"Bo ty nie rozumiesz", "bo paradoks nie jest paradoksem", "bo bezsens jest sensem", "bo tu obowiązuje inna logika"... itd. itd. Nuuuuuda
16-06-2014 07:41 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Mam nadzieję, że moje pytanie nie będzie bardzo głupie.

Jest wręcz przeciwnie: dotyczy ono sedna sprawy.

> Rakieta uległa skróceniu. Co się właściwie skróciło? Jeśli odległości między cząstkami, to dlaczego nie odległości między rakietami?

Odległości między cząsteczkami rakiety zmniejszyły się, bo skrócenie Lorentza dotyczy oddziaływań elektromagnetycznych, w tym wiązań chemicznych i międzycząsteczkowych. (Przypominam tytuł oryginalnej pracy Einsteina: "O elektrodynamice ciał w ruchu".)

Natomiast odległość między rakietami nie zmniejszyła się bo takich wiązań między nimi nie ma, a stałość tej odległości została narzucona takim samym programem przyśpieszeń obu rakiet.
kaganiec (155 punktów)
>Odległości między cząsteczkami rakiety zmniejszyły się, bo skrócenie Lorentza dotyczy oddziaływań elektromagnetycznych

Ja tylko tak nieśmiało przypomnę,że eksperyment Thorndike-Kennedy w którym jedno z ramion interferometru było krótsze niż drugie, NIE WYKAZAŁ SKRÓCENIA.
Takie rzeczy chyba Fizyk powinien wiedzieć
spectre (67 punktów)
Dziękuję za odpowiedź.

>Jest wręcz przeciwnie: dotyczy ono sedna sprawy.
Bardziej miałem na myśli, czy nie pytam o coś, o czym wszyscy wiedzą.

>Odległości między cząsteczkami rakiety zmniejszyły się, bo skrócenie Lorentza dotyczy oddziaływań elektromagnetycznych, w tym wiązań chemicznych i międzycząsteczkowych.
Zaryzykuję jeszcze pytanie - czy atomy spłaszczają się, czy tylko wiązania między atomami się skracają?
18-06-2014 05:17 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Zaryzykuję jeszcze pytanie - czy atomy spłaszczają się, czy tylko wiązania między atomami się skracają?

Tak. Atomy mając strukturę elektromagnetyczną też sie spłaszczają.
18-06-2014 23:33 
 Ocena 1 na 1
spectre (67 punktów)
>Tak. Atomy mając strukturę elektromagnetyczną też sie spłaszczają.
Zastanawia mnie teraz, dlaczego astronauci nie widzą, że zmieniły się proporcje przedmiotów.
Gdyby położyli jedną dłoń palcami w kierunku lotu, a drugą w poprzek to nie widzieliby, że one różnią się kształtem?
19-06-2014 00:01 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>> Tak. Atomy mając strukturę elektromagnetyczną też się spłaszczają.
> Zastanawia mnie teraz, dlaczego astronauci nie widzą, że zmieniły się proporcje przedmiotów. Gdyby położyli jedną dłoń palcami w kierunku lotu, a drugą w poprzek to nie widzieliby, że one różnią się kształtem?

Nie, nie widzieliby, bo siatkówki ich oczu też byłyby spłaszczone w kierunku lotu.
spectre (67 punktów)
>Nie, nie widzieliby, bo siatkówki ich oczu też byłyby spłaszczone w kierunku lotu.
A czy duże skrócenie byłoby groźne dla żywych organizmów?
19-06-2014 09:33 
 Ocena-1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>Gdyby położyli jedną dłoń palcami w kierunku lotu, a drugą w poprzek to nie widzieliby, że one różnią się kształtem?

Nie nie widzieliby.



Wskutek "spłaszczenia Lorentza" spłaszczona gałka oczna zwiększyłaby ogniskową.
Zwiększona ogniskowa skutkuje dalekowzrocznością, a dłonie są blisko...
Zatem nie widzieliby różnicy, bo w ogóle niewiele by widzieli.
No chyba, że w okularach

P.S. Nawet już nie pytam tych "wybitnych znawców STW" czy atom spłaszczony od frontu aby nie rozdyma się na boki jak przygnieciona butem ropucha, bo od tych ichnich ad hoc wymyślanych bredni dostaję kolki
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Tak. Atomy mając strukturę elektromagnetyczną też sie spłaszczają.
>Zastanawia mnie teraz, dlaczego astronauci nie widzą, że zmieniły się proporcje przedmiotów.
>Gdyby położyli jedną dłoń palcami w kierunku lotu, a drugą w poprzek to nie widzieliby, że one różnią się kształtem?
>
Wyobraź sobie, że Słońce stoi w zenicie. Wyciągasz przed siebie kartkę i ustawiasz ją poziomo. Na ziemi, dokładnie pod kartką pojawia się jej cień - ma taki sam rozmiar.

Teraz wyobraź sobie, że kartkę przekrzywiasz w bok, tak że już nie jest poziomo, tylko lekko na skos. Cień na ziemi się skróci, choć sama kartka rozmiaru nie zmienia. W skrajnym przypadku, jeśli ustawisz ją w pionie, cień może w ogóle zniknąć.

I to jest z grubsza dokładna analogia skrócenia Lorentza - zmiany prędkości są analogiczne do zmian kąta ułożenia kartki, a spoczywający obserwator zawsze mierzy długości "równolegle do powierzchni ziemi", więc wychodzą mu różne wartości w zależności od tego, jak kartka jest ustawiona. Tymczasem obserwator związany z kartką zawsze będzie mierzył długość wzdłuż kartki, więc żadnych zmian nie zaobserwuje.
spectre (67 punktów)
Ciekawe spojrzenie. To tak jakby przedmiot częściowo znikał w innym wymiarze.
A właśnie się zastanawiałem, jak sobie to wyobrazić.
Tylko jak wytłumaczyć ten przykład z dwiema rakietami, które skróciły się, mimo że obie leciały z taką samą prędkością?
confessus (324 punktów)
>Tylko jak wytłumaczyć ten przykład z dwiema rakietami, które skróciły się, mimo że obie leciały z taką samą prędkością?

Argumentacją stosowaną w STW raczej tego nie wytłumaczysz, bo rakiety są poddane przyśpieszeniu. Układy z nimi związane nie są więc inercjalne.
Nie jestem nawet pewny czy można w takiej sytuacji ich zegary zsynchronizować a tym samym twierdzić, że "w każdym momencie" ich prędkości są identyczne.

pozdrawiam
27-06-2014 10:37 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Tylko jak wytłumaczyć ten przykład z dwiema rakietami, które skróciły się, mimo że obie leciały z taką samą prędkością?
> Argumentacją stosowaną w STW raczej tego nie wytłumaczysz, bo rakiety są poddane przyśpieszeniu. Układy z nimi związane nie są więc inercjalne.

Można tu użyć STW wprowadzając szereg inercjalnych układów, w których przyśpieszany obiekt jest chwilowo nieruchomy. Ewolucję tego obiektu śledzimy wykonując transformację Lorentza z jednego układu inercjalnego do następnego.

> Nie jestem nawet pewny czy można w takiej sytuacji ich zegary zsynchronizować a tym samym twierdzić, że "w każdym momencie" ich prędkości są identyczne.

Obserwator w bazie startowej nie ma problemu z synchronizacją tych zegarów.
27-06-2014 21:42 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>> Tylko jak wytłumaczyć ten przykład z dwiema rakietami, które skróciły się, mimo że obie leciały z taką samą prędkością?
>> Argumentacją stosowaną w STW raczej tego nie wytłumaczysz, bo rakiety są poddane przyśpieszeniu. Układy z nimi związane nie są więc inercjalne.
>Można tu użyć STW wprowadzając szereg inercjalnych układów, w których przyśpieszany obiekt jest chwilowo nieruchomy. Ewolucję tego obiektu śledzimy wykonując transformację Lorentza z jednego układu inercjalnego do następnego.

Błąd dyskretyzacji będzie równy tej precesji Thomasa, której w ogóle nie ma, bo to jest efekt znany z przestrzeni Łobaczewskiego, tj. przestrzennie hiperbolicznej.

Dlatego też Sommerfeld wyliczył poprawnie atom wodoru bez żadnych spin-orbit, i korygowanej jeszcze precesją Thomasa o 50% i do tyłu.

>Obserwator w bazie startowej nie ma problemu z synchronizacją tych zegarów.

Z tym nie ma problemów, bo zdrowy rozsądek rządzi w praktyce, a nie jakieś te improwizacje amatorów od pseudogeometrii bez metryki.
confessus (324 punktów)
>Można tu użyć STW wprowadzając szereg inercjalnych układów, w których przyśpieszany obiekt jest chwilowo nieruchomy. Ewolucję tego obiektu śledzimy wykonując transformację Lorentza z jednego układu inercjalnego do następnego.

Poszedłem za Twoją radą. Faktycznie STW tu wystarczy...

>> Nie jestem nawet pewny czy można w takiej sytuacji ich zegary zsynchronizować a tym samym twierdzić, że "w każdym momencie" ich prędkości są identyczne.

>Obserwator w bazie startowej nie ma problemu z synchronizacją tych zegarów.

Ja też z tym nie miałem problemu, dopóki rozważałem rakiety w "dołkach startowych" tzn. gdy obie rakiety i obserwator w bazie startowej były we wspólnym układzie inercjalnym. Moja niepewność dotyczyła możliwości synchronizacji, gdy rakiety nabiorą prędkości. Czy załogi rakiet (z ewentualną pomocą stacjonarnego obserwatora) miałyby możliwości synchronizacji, gdyby w której z nich zegar się zepsuł lub wydał się podejrzany?
Po namyśle doszedłem do wniosku, że to jest ten sam problem, jak z synchronizacją zegarów w różnych układach inercjalnych - generalnie jest to niemożliwe. Jest jednak możliwe, gdy znane są parametry wzajemnego ruchu układów współrzędnych. W naszym przypadku wystarczy, aby załogi rakiet nie bawiły się beztrosko pedałem gazu.

Pozdrawiam
01-07-2014 13:41 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Obserwator w bazie startowej nie ma problemu z synchronizacją tych zegarów.
> Czy załogi rakiet (z ewentualną pomocą stacjonarnego obserwatora) miałyby możliwości synchronizacji, gdyby w której z nich zegar się zepsuł lub wydał się podejrzany? Po namyśle doszedłem do wniosku, że to jest ten sam problem, jak z synchronizacją zegarów w różnych układach inercjalnych...

Dokładnie!

> ... - generalnie jest to niemożliwe.

Dlaczego nie? Z użyciem impulsów światła jest to prosta procedura.

> Jest jednak możliwe, gdy znane są parametry wzajemnego ruchu układów współrzędnych. W naszym przypadku wystarczy, aby załogi rakiet nie bawiły się beztrosko pedałem gazu.

Aby uniemożliwić synchronizację, załoga musiałaby uskutecznić taką zabawę, że jej by nie przeżyła.
mirask (152 punktów)

>Natomiast odległość między rakietami nie zmniejszyła się bo takich wiązań między nimi nie ma, a stałość tej odległości została narzucona takim samym programem przyśpieszeń obu rakiet.

Odległość między rakietami to sama z siebie musiała by się wydłużyć, skoro rakiety zostały skrócone - przynajmniej o wielkość ich skrócenia... rozumiem, że gdyby osiągnęły one tą "graniczną prędkość", to skróciły by się do wielkości punktu i znalazły by się w pierwszym wymiarze...?
spectre (67 punktów)
>Odległość między rakietami to sama z siebie musiała by się wydłużyć, skoro rakiety zostały skrócone - przynajmniej o wielkość ich skrócenia...
Chyba tak, ale nadal zwiększone zapotrzebowanie na taśmę świadczy o skróceniu przedmiotów.
mirask (152 punktów)

>Chyba tak, ale nadal zwiększone zapotrzebowanie na taśmę świadczy o skróceniu przedmiotów.
>
Zwiększone zapotrzebowanie na taśmę może być powodem tylko tego, że przedmioty te zwiększają swoją prędkość a zwiększać ją mogą tylko do "c", bo gdy ją osiągną... przepadną w pierwszym wymiarze.
mirask (152 punktów)
> Załoga naocznie sprawdziła, że miarka uległa skróceniu, a więc i oni sami też.

A w jaki sposób załoga sprawdziła, że miarka uległa skróceniu, skoro oni sami temu skróceniu również ulegli? Przecież gdyby ktoś/coś zatrzymało upływ czasu np. na godzinę, to nikt nie był by w stanie tego nawet zaobserwować...

>> Czyli jednak "skrócenie Lorentza" jest tylko jego wyimaginowanym skróceniem, bo "realnym", to ono jest tylko dla obserwatora z zewnątrz.
>Niekoniecznie. Można równie dobrze uznać, że skrócenie Lorentza jest realne, choć trudne do wykrycia bo wszystko się skraca.

Ono nie tyle jest trudne do wykrycia, co na pewno niemożliwe a czy przypadkiem nie jest tak, że skoro wszystko się skraca, to tak, jakby nic się nie skracało?
Podobno nie wszystko jednak ulega temu skróceniu, nie ulega skróceniu przestrzeń między dwoma 'bliźniaczymi' obiektami...

Czyli że gdyby obiekty te połączyć liną, to lina ta powinna się... zerwać?
18-06-2014 04:59 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Załoga naocznie sprawdziła, że miarka uległa skróceniu, a więc i oni sami też.
> A w jaki sposób załoga sprawdziła, że miarka uległa skróceniu, skoro oni sami temu skróceniu również ulegli?

Opisałem to powyżej.

>> Niekoniecznie. Można równie dobrze uznać, że skrócenie Lorentza jest realne, choć trudne do wykrycia bo wszystko się skraca.
> Ono nie tyle jest trudne do wykrycia, co na pewno niemożliwe

Gdyby było całkiem niemożliwe do wykrycia, to nie mielibyśmy tego pojęcia (brzytwa Ockhama).

> Czyli że gdyby obiekty te połączyć liną, to lina ta powinna się... zerwać?

Tak właśnie.
mirask (152 punktów)

>> Ono nie tyle jest trudne do wykrycia, co na pewno niemożliwe
>Gdyby było całkiem niemożliwe do wykrycia, to nie mielibyśmy tego pojęcia (brzytwa Ockhama).

O ile mnie pamięć nie myli, to pojęcie "brzytwa Ockhama" mówi o tym, żeby nie mnożyć bytów ponad miarę, więc jak ono się ma do możliwości dokonania pomiaru "skrócenia"?
20-06-2014 16:56 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>> Ono nie tyle jest trudne do wykrycia, co na pewno niemożliwe
>> Gdyby było całkiem niemożliwe do wykrycia, to nie mielibyśmy tego pojęcia (brzytwa Ockhama).
> O ile mnie pamięć nie myli, to pojęcie "brzytwa Ockhama" mówi o tym, żeby nie mnożyć bytów ponad miarę, więc jak ono się ma do możliwości dokonania pomiaru "skrócenia"?

Ponieważ skrócenie Lorentza jest mierzalne, to brzytwa Ockhama się go nie ima.
mirask (152 punktów)

>Ponieważ skrócenie Lorentza jest mierzalne, to brzytwa Ockhama się go nie ima.
>
A ja raczej śmiem twierdzić, że taki właśnie sposób pomiaru skrócenia podpada pod brzytwę Ockhama i prosił bym o jakiś przykład mierzalności skrócenia Lorentza bardziej zbliżony do realiów naszego świata - dalmierze laserowe są w powszechnym użyciu już od dawna...
22-06-2014 15:48 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>> Ponieważ skrócenie Lorentza jest mierzalne, to brzytwa Ockhama się go nie ima.
> A ja raczej śmiem twierdzić, że taki właśnie sposób pomiaru skrócenia podpada pod brzytwę Ockhama...

Rzeczywiście, to śmiałe stwierdzenie.

> ... i prosił bym o jakiś przykład mierzalności skrócenia Lorentza bardziej zbliżony do realiów naszego świata

Zależy w jakich realiach żyjesz. Jeżeli powozisz furmanką, skrócenie Lorentza faktycznie może być dla Ciebie nieistotne. Ale jeżeli kiedykolwiek jechałeś tramwajem, to realności skrócenia Lorentza niewątpliwie doświadczyłeś. A to dlatego, bo siły magnetyczne są niczym innym, tylko siłami elektrostatycznymi wynikającymi ze skrócenia Lorentza przewodników z prądem będących w ruchu (Andrzej Dragan, Niezwykle Szczególna Teoria Względności, rozdział 2.6). Bez skrócenia Lorentza żadne silniki elektryczne by nie działały i do tramwaju trzeba by zaprzęgać konie.
mirask (152 punktów)
>> A ja raczej śmiem twierdzić, że taki właśnie sposób pomiaru skrócenia podpada pod brzytwę Ockhama...
>Rzeczywiście, to śmiałe stwierdzenie.

Te stwierdzenie nie tyle jest śmiałe, co racjonalne, bo ten przykład zmierzenia skrócenia jest niewykonalny, więc... po co mnożyć byty ponad miarę?

>Zależy w jakich realiach żyjesz. Jeżeli powozisz furmanką, skrócenie Lorentza faktycznie może być dla Ciebie nieistotne.

Czy nieistotnym będzie również, gdy ową furmankę rozpędzę do prędkości, w której te skrócenia... stają się już "realne"?

>Ale jeżeli kiedykolwiek jechałeś tramwajem, to realności skrócenia Lorentza niewątpliwie doświadczyłeś. A to dlatego, bo siły magnetyczne są niczym innym, tylko siłami elektrostatycznymi wynikającymi ze skrócenia Lorentza przewodników z prądem będących w ruchu (Andrzej Dragan, Niezwykle Szczególna Teoria Względności, rozdział 2.6).

Właśnie te opracowanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że to skrócenie jest tylko iluzoryczne, a rozpatrując przynajmniej powyższe, w którym czytamy:
"Przede wszystkim musimy stanowczo stwierdzić, że ładunek elementarny e nie zależy od prędkości niosącej go cząstki. Gdyby e zmieniał się wraz prędkością, to podgrzewane ciała ładowałyby się elektrycznie, bo część ciepła przekazywana jest swobodnym, lekkim elektronom, a część ciężkim jonom sieci. W związku z różnicą mas, elektrony nabierają o wiele większej prędkości niż jony i dlatego każda, choćby najmniejsza zależność e od prędkości spowodowałaby powstanie nadwyżki (lub zmniejszenia) ujemnego ładunku wewnątrz ciała, co byłoby łatwe do zaobserwowania, a obserwowane nie jest."
- mam pytanie: skąd u autora tego tekstu przekonanie, że "e" nie jest zależne od prędkości, skoro błędnie założył, że podgrzewane ciała nie ładują się elektrycznie? Przecież nie potrzeba laboratorium, żeby się o tym przekonać, wystarczy uderzyć kilka razy stalowym prętem o kamień, żeby pręt ten został namagnesowany i... raczej trudno tego nie zaobserwować.

A swoją drogą, to ciekawe, dlaczego mówiąc o prędkości wypowiada się na temat temperatury, czyżby chodziło o tarcie i to w przestrzeni, która pozbawiona jest jakichkolwiek oddziaływań...?
28-06-2014 09:39 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> wystarczy uderzyć kilka razy stalowym prętem o kamień, żeby pręt ten został namagnesowany

A niby jak to wykazuje zależność ładunku elementarnego od prędkości?

> A swoją drogą, to ciekawe, dlaczego mówiąc o prędkości wypowiada się na temat temperatury, czyżby chodziło o tarcie i to w przestrzeni, która pozbawiona jest jakichkolwiek oddziaływań?

No przecież masz to wyjaśnione w urywku, który zacytowałeś:
Cytat:
Gdyby e zmieniał się wraz prędkością, to podgrzewane ciała ładowałyby się elektrycznie, bo część ciepła przekazywana jest swobodnym, lekkim elektronom, a część ciężkim jonom sieci. W związku z różnicą mas, elektrony nabierają o wiele większej prędkości niż jony i dlatego każda, choćby najmniejsza zależność e od prędkości spowodowałaby powstanie nadwyżki (lub zmniejszenia) ujemnego ładunku wewnątrz ciała, co byłoby łatwe do zaobserwowania, a obserwowane nie jest.
Czego tu nie rozumiesz?
mirask (152 punktów)

>> wystarczy uderzyć kilka razy stalowym prętem o kamień, żeby pręt ten został namagnesowany
>A niby jak to wykazuje zależność ładunku elementarnego od prędkości?

Stwierdzenie w powyższym cytacie stawia prędkość ciała w przestrzeni na równi z jego podgrzewaniem a uderzając stalowym prętem o kamień powodujemy miejscowe jego nagrzewanie, co skutkuje wystąpieniem efektu magnetycznego.

Magnetyzm powodowany jest przez przepływ prądu - ruch elektronów w tym pręcie wywołany przez uderzenia, które spowodowały podwyższenie jego temperatury.

Podwyższenie temperatury musiało skutkować zmianą ładunku "e", co jest niezgodne ze "stanowczym stwierdzeniem" zawartym w cytacie, bo w przeciwnym razie elektrony atomów w pręcie nie zostały by pobudzone - zmuszone do ruchu i nie wywołały by przepływu prądu el. a ten z kolei nie wytworzył by efektu magnetycznego, który niestety, ale jest bardzo łatwo zauważalny.

>> A swoją drogą, to ciekawe, dlaczego mówiąc o prędkości wypowiada się na temat temperatury, czyżby chodziło o tarcie i to w przestrzeni, która pozbawiona jest jakichkolwiek oddziaływań?
>No przecież masz to wyjaśnione w urywku, który zacytowałeś

Niestety, wyjaśnienia nie widzę, domniemam jednak, że lot w przestrzeni powoduje rozgrzewanie a przestrzeń ta nie musi być próżnią...
29-06-2014 14:15 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>>> wystarczy uderzyć kilka razy stalowym prętem o kamień, żeby pręt ten został namagnesowany
>> A niby jak to wykazuje zależność ładunku elementarnego od prędkości?
> Stwierdzenie w powyższym cytacie stawia prędkość ciała w przestrzeni na równi z jego podgrzewaniem a uderzając stalowym prętem o kamień powodujemy miejscowe jego nagrzewanie, co skutkuje wystąpieniem efektu magnetycznego.

Nie, mechanizm magnesowania jest inny, czysto mechaniczny. Struktura miękkiej stali składa się z drobnych kryształków żelaza będącym małymi magnesami, normalnie ułożonymi bezładnie. Ale mocne wstrząśnięcie prętem potrafi zmienić kierunek pola tych magnesów, a pole magnetyczne Ziemi ustawia je bardziej w jednym kierunku niż w innych powodując częściowe namagnetyzowanie pręta. Nie ma to nic wspólnego z ogrzewaniam.
mirask (152 punktów)
>Nie, mechanizm magnesowania jest inny, czysto mechaniczny. Struktura miękkiej stali składa się z drobnych kryształków żelaza będącym małymi magnesami, normalnie ułożonymi bezładnie. Ale mocne wstrząśnięcie prętem potrafi zmienić kierunek pola tych magnesów, a pole magnetyczne Ziemi ustawia je bardziej w jednym kierunku niż w innych powodując częściowe namagnetyzowanie pręta. Nie ma to nic wspólnego z ogrzewaniam.

No dobrze, tylko dlaczego uderzając prętem stalowym o kamień w poprzek linii ziemskiego pola magnetycznego, to pręt ten nie namagnesuje się wzdłuż jego osi, tak żeby pół przekroju posiadało biegun N a druga połowa S, tylko zawsze w poprzek, czyli bieguny ustawią się na jego końcach?
Gdyby faktycznie magnesowanie było zależne od "ziemskiego magnesu", czy też jakiegokolwiek innego (mimo że ten sposób sprawdza się w praktyce) i zależało od ustawienia tych drobnych kryształków, to nie było by problemu w namagnesowaniu stalowej kulki...

Czy udało się komuś tak uderzać stalowym prętem, żeby wypadły z niego te magnetyczne kryształki, czy to raczej wysoka temperatura doprowadzi ten pręt do "Punktu Curie"?
cmos (1664 punktów)
>Gdyby faktycznie magnesowanie było zależne od "ziemskiego magnesu", czy też jakiegokolwiek innego (mimo że ten sposób sprawdza się w praktyce) i zależało od ustawienia tych drobnych kryształków, to nie było by problemu w namagnesowaniu stalowej kulki...

Tak już od pewnego czasu śledzę podwatek o magnesowaniu przez uderzanie i jako inżynier się wtrącę. Chciałbym zwrócić uwagę, że magnesów nie można uderzać czy upuszczać na podłogę, bo się rozmagnesowują.
Taki mały reality check dla Waszych teorii.
kaganiec (155 punktów)
>Taki mały reality check dla Waszych teorii.

Nie czytałeś Moby Dicka?

www.nowaer(*)nauki/kompas-z-gwozdzia-3.html
cmos (1664 punktów)
>Nie czytałeś Moby Dicka?

Szczerze mówiąc jakoś mnie ominęło, miałem mnóstwo innych rzeczy do czytania.

Ale ja nie przeczę, że nie namagnesowany pręt można trochę namagnesować uderzając w niego. Tyle że to nie uderzanie ani rozgrzewanie się pręta jest przyczyną magnesowania tylko to, że ten uderzany pręt znajduje się w słabym polu magnetycznym Ziemi, więc przez uderzanie można jego domeny magnetyczne trochę uporządkować.
Ale jeżeli te domeny są trochę bardziej uporządkowane, to uderzanie spowoduje "rozjechanie" się tego uporządkowania i rozmagnesowanie pręta.
mirask (152 punktów)
>>Gdyby faktycznie magnesowanie było zależne od "ziemskiego magnesu", czy też jakiegokolwiek innego (mimo że ten sposób sprawdza się w praktyce) i zależało od ustawienia tych drobnych kryształków, to nie było by problemu w namagnesowaniu stalowej kulki...
>Tak już od pewnego czasu śledzę podwatek o magnesowaniu przez uderzanie i jako inżynier się wtrącę. Chciałbym zwrócić uwagę, że magnesów nie można uderzać czy upuszczać na podłogę, bo się rozmagnesowują.
>Taki mały reality check dla Waszych teorii.
>
A po ponownym upuszczeniu namagnesowują się ponownie, czy rozmagnesują się jeszcze bardziej aż... do zaniku magnetyzmu?
08-07-2014 07:06 
 Ocena 1 na 1
cmos (1664 punktów)
>A po ponownym upuszczeniu namagnesowują się ponownie, czy rozmagnesują się jeszcze bardziej aż... do zaniku magnetyzmu?

Będzie dążył do osiągnięcia jakiegośtam stanu równowagi z zewnętrznym polem magnetycznym - w tym przypadku z polem magnetycznym Ziemi. Tak przynajmniej wynika z praktyki.
02-07-2014 20:49 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> No dobrze, tylko dlaczego uderzając prętem stalowym o kamień w poprzek linii ziemskiego pola magnetycznego, to pręt ten nie namagnesuje się wzdłuż jego osi, tak żeby pół przekroju posiadało biegun N a druga połowa S, tylko zawsze w poprzek, czyli bieguny ustawią się na jego końcach?

Bo machając prętem rzadko Ci się udaje ustawić go wystarczająco dokładnie w poprzek ziemskiego pola magnetycznego. A jak Ci się przypadkiem uda, to pręt namagnesuje się bardzo słabo.
mirask (152 punktów)

>Bo machając prętem rzadko Ci się udaje ustawić go wystarczająco dokładnie w poprzek ziemskiego pola magnetycznego. A jak Ci się przypadkiem uda, to pręt namagnesuje się bardzo słabo.
>
Dokładność względem ziemskiego pola nie ma większego wpływu, bo pręt i tak magnesuje się tylko w taki sposób, że bieguny ma na końcach.
To, że pręt ten nie będzie miał właściwości magnesu neodymowego jest jasne, jednak żeby namagnesować go wzdłuż poprzez uderzanie...? Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem, jak i z namagnesowaną stalową kulką - co było by możliwe zakładając, że magnesowanie jest spowodowane czynnikami czysto mechanicznymi.
uxbridge (5980 punktów)
>- mam pytanie: skąd u autora tego tekstu przekonanie, że "e" nie jest zależne od prędkości, skoro błędnie założył, że podgrzewane ciała nie ładują się elektrycznie? Przecież nie potrzeba laboratorium, żeby się o tym przekonać, wystarczy uderzyć kilka razy stalowym prętem o kamień, żeby pręt ten został namagnesowany i... raczej trudno tego nie zaobserwować.

Namagnesowany, ale nadal obojętny elektrycznie. Zresztą również przewód z prądem jest elektrycznie obojętny, chociaż przejawia silne właściwości magnetyczne. Elektromagnes, choćby nie wiem jak silny, nie odziaływuje z nieruchomymi ładunkami elektrycznymi.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Namagnesowany, ale nadal obojętny elektrycznie. Zresztą również przewód z prądem jest elektrycznie obojętny, chociaż przejawia silne właściwości magnetyczne. Elektromagnes, choćby nie wiem jak silny, nie odziaływuje z nieruchomymi ładunkami elektrycznymi.

To jest akurat nieprawda:

dryfujący elektron w przewodniku wytwarza pole mag., więc pojawia się tam siła na inne elektrony, i jest ona prostopadła do drutu: vxB i chyba w kierunku do środa.

Zatem to doprowadzi do naładowania powierzchni przewodu dodatnio, tym samy taki drut przyciągnie elektrony z powierza, i dopiero wówczas powstanie tam równowaga:
Er - vxB = 0
Er - osiowe pole elektryczne z powodu naładowania przewodu.
mirask (152 punktów)

>Namagnesowany, ale nadal obojętny elektrycznie. Zresztą również przewód z prądem jest elektrycznie obojętny, chociaż przejawia silne właściwości magnetyczne. Elektromagnes, choćby nie wiem jak silny, nie odziaływuje z nieruchomymi ładunkami elektrycznymi.

Jednak został namagnesowany, co było by niemożliwe, bez zmiany wartosci ładunku elektrycznego - a tylko o tą zmianę chodziło, bo w omawianej pracy jest ona kategorycznie wykluczona, chyba że... znowu czegoś nie zrozumiałem?
29-06-2014 09:05 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)
>Jednak został namagnesowany, co było by niemożliwe, bez zmiany wartosci ładunku elektrycznego - a tylko o tą zmianę chodziło, bo w omawianej pracy jest ona kategorycznie wykluczona, chyba że... znowu czegoś nie zrozumiałem?
Zmiana ładunku elektrycznego źródłem pola magnetycznego?! To teraz ja nie rozumiem. Równania Maxwella pokazują wyraźnie co może być żródłem pola B, a jest nim przepływ ładunku oraz zmiana pola E. Sama ilość ładunku nie ma tu nic do rzeczy. Poza tym póki co, obowiązuje zasada zachowania ładunku. Ładunek (netto) się w pręcie nie pojawi znikąd. A sugerowanie zmiany wartości ładunku elementarnego to już odlot normalnie.
Nb. magnesowanie ferromagnetyka poprzez uderzenie, nie jest spowodowane ruchem elektronów, czy to orbitalnym czy dryfem. To skutek uporządkowania domen magnetycznych pręta w ziemskim polu.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
> Ładunek (netto) się w pręcie nie pojawi znikąd.

Ale pojawi się - z otoczenia.

> A sugerowanie zmiany wartości ładunku elementarnego to już odlot normalnie.

Żaden problem zrobić sobie model bez tego założenia zachowania ładunku.
W końcu ten ładunek jest tylko pojęciem abstrakcyjnym, a nie jakąś tam substancją o magicznych właściwościach.

>Nb. magnesowanie ferromagnetyka poprzez uderzenie, nie jest spowodowane ruchem elektronów, czy to orbitalnym czy dryfem. To skutek uporządkowania domen magnetycznych pręta w ziemskim polu.

Ale te domeny wynikają z uporządkowania ruchu elektronów - polaryzacja tzw. spinów, czyli momentów orbitalnych po prostu...
uxbridge (5980 punktów)
>>Ładunek (netto) się w pręcie nie pojawi znikąd.
>Ale pojawi się - z otoczenia.
Taa... z betonu przepłynęły. I się parking naładował przeciwnie do pręta.

>Ale te domeny wynikają z uporządkowania ruchu elektronów - polaryzacja tzw. spinów, >czyli momentów orbitalnych po prostu...

atto bredzi jak zwykle. Momenty spinowe mu się, biedakowi utożsamiły z orbitalnymii...
atto (627 punktów)
(zablokowany)
> Taa... z betonu przepłynęły. I się parking naładował przeciwnie do pręta.

Wszystko tu jest nieźle naładowane - aż pioruny błyskają niekiedy.
Warunki równowagi decydują o tym ładunku, i np. drut z prądem nie pozostaje neutralny, z powodu tego wewnętrznego efektu Halla, o którym mówiłem.

> Momenty spinowe mu się, biedakowi utożsamiły z orbitalnymii...

Nie ma żadnych momentów spinowych, co pokazałem wyraźnie w innym temacie:
modele atomu Sommerfelda jak i Diraca mają identyczne rozwiązania.
mirask (152 punktów)

>Zmiana ładunku elektrycznego źródłem pola magnetycznego?! To teraz ja nie rozumiem. Równania Maxwella pokazują wyraźnie co może być żródłem pola B, a jest nim przepływ ładunku oraz zmiana pola E. Sama ilość ładunku nie ma tu nic do rzeczy.

Równania Maxwella może i pokazują wyraźnie... ale nie są wyrocznią a ilość ładunku ma to do rzeczy, że nie może ona być stała, bo zmienia sie wraz z każdym oddziaływaniem, a przepływ ładunku jest właśnie tą zmianą wartości, tak jak przepływ prądu el. spowodowany różnicą potencjałów.

>Poza tym póki co, obowiązuje zasada zachowania ładunku. Ładunek (netto) się w pręcie nie pojawi znikąd. A sugerowanie zmiany wartości ładunku elementarnego to już odlot normalnie.

Zasada zachowania ładunku dotyczy abstrakcyjnego układu izolowanego, którego nie da się znaleźć w naszej rzeczywistości a i wartość samego ładunku jest równie abstrakcyjna - no, chyba że w izolowanym układzie...

>Nb. magnesowanie ferromagnetyka poprzez uderzenie, nie jest spowodowane ruchem elektronów, czy to orbitalnym czy dryfem. To skutek uporządkowania domen magnetycznych pręta w ziemskim polu.

A skąd pewność, że te domeny magnetyczne nie są "zwykłymi" atomami z przewagą i niedowagą elektronów, przecież nie widać ich nawet pod mikroskopem...?
mirask (152 punktów)

>Namagnesowany, ale nadal obojętny elektrycznie. Zresztą również przewód z prądem jest elektrycznie obojętny, chociaż przejawia silne właściwości magnetyczne. Elektromagnes, choćby nie wiem jak silny, nie odziaływuje z nieruchomymi ładunkami elektrycznymi.

Zakładając efekt magnetyczny spowodowany przepływem prądu również po namagnesowaniu (nasyceniu) będzie elektrycznie obojętny, tak jak i przewód z prądem, jednak przewód do którego nie podłączono jeszcze prądu a będący w polu magnetycznym to raczej odchyli się w momencie podłączenia prądu, więc...?
27-06-2014 01:36 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
Jeśli mogę kontynuować wątek...

Trochę czuję się zdezorientowany.

>>>Odległości między cząsteczkami rakiety zmniejszyły się, bo skrócenie Lorentza dotyczy oddziaływań elektromagnetycznych, w tym wiązań chemicznych i międzycząsteczkowych. (Przypominam tytuł oryginalnej pracy Einsteina: "O elektrodynamice ciał w ruchu".)

>>>Natomiast odległość między rakietami nie zmniejszyła się bo takich wiązań między nimi nie ma, a stałość tej odległości została narzucona takim samym programem przyśpieszeń obu rakiet.

....

>>Podobno nie wszystko jednak ulega temu skróceniu, nie ulega skróceniu przestrzeń między dwoma 'bliźniaczymi' obiektami... Czyli że gdyby obiekty te połączyć liną, to lina ta powinna się... zerwać?

>Tak właśnie.

Czy to jest to samo skrócenie Lorentza, o którym mówi STW?

Może się myliłem, ale sądziłem, że skrócenie jest efektem tego, iż ja pędzący z prędkością podświetlną widzę podprzestrzeń rozpiętą na wektorach przestrzeniopodobnych w pewnym sensie "pod skosem". Zmienia to geometrię oglądanej przestrzeni. Całej przestrzeni - obiekty ulegają skróceniu i odległości między nimi też.
Tymczasem ta lina, która wg Ciebie się zrywa...

Przepraszam, ale czy mam to rozumieć w ten sposób:

Umieszczamy dwie rakiety w pewnej odległości i wiążemy je sznurkiem, rakiety unoszą się swobodnie w przestrzeni (w układzie inercjalnym) i są względem siebie nieruchome. Ja przelatuję z prędkością 0.9c obok (ale równolegle do sznurka) i widzę (wskutek skrócenia Lorentza) rakiety skrócone i zrywający się w wyniku skrócenia sznurek. Po odbytej przejażdżce spotykam z pasażerami obu rakiet i opowiadam, co widziałem. A oni w śmiech.

Wiem, wiem. W Twojej opowieści o rakietach dochodzi przyspieszenie, w mojej tego nie ma. Ale i tam i tu działało skrócenie Lorentza. No chyba że to są różne zjawiska, różne skrócenia Lorentza.

A może to jest tak, że STW jest tylko pewną idealizacją nie uwzględniającą tego, że "realna" przestrzeń jest "rozpięta" na obiektach masowych? W STW zaś przestrzeń to po prostu R4 upstrzone poruszającymi się inercjalnie punkcikami materialnymi. Czasoprzestrzeń Minkowskiego byłaby czymś w rodzaju przestrzeni stycznej do 4-wymiarowej rozmaitości powyginanej grawitacją wszystkich obiektów masowych, o której mówi OTW. A tym samym STW nadawałaby się jedynie do opisu lokalnych (w sensie topologii) zjawisk, co tu oznacza opis mikroświata cząstek elementarnych.
27-06-2014 10:06 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Trochę czuję się zdezorientowany.

Moje gratulacje! Właśnie dostrzegłeś pewną subtelność STW.

> Czy to jest to samo skrócenie Lorentza, o którym mówi STW?

To samo.

> Przepraszam, ale czy mam to rozumieć w ten sposób: Umieszczamy dwie rakiety w pewnej odległości i wiążemy je sznurkiem, rakiety unoszą się swobodnie w przestrzeni (w układzie inercjalnym) i są względem siebie nieruchome. Ja przelatuję z prędkością 0.9c obok (ale równolegle do sznurka) i widzę (wskutek skrócenia Lorentza) rakiety skrócone i zrywający się w wyniku skrócenia sznurek.

Zdecydowanie nie.

> Wiem, wiem. W Twojej opowieści o rakietach dochodzi przyspieszenie, w mojej tego nie ma.

No właśnie: przecież wiesz. A teraz poukładaj to sobie w sensowną całość.

> W STW zaś przestrzeń to po prostu R4 upstrzone poruszającymi się inercjalnie punkcikami materialnymi.

Ta R4 czasoprzestrzeń jest statyczna: te punkciki to zdarzenia, których współrzędne nie zmieniają się.

> Czasoprzestrzeń Minkowskiego byłaby czymś w rodzaju przestrzeni stycznej do 4-wymiarowej rozmaitości powyginanej grawitacją wszystkich obiektów masowych, o której mówi OTW. A tym samym STW nadawałaby się jedynie do opisu lokalnych (w sensie topologii) zjawisk, co tu oznacza opis mikroświata cząstek elementarnych.

To prawda, ale mało to mówi o naturze skrócenia Lorentza.
30-06-2014 20:02 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
>> Wiem, wiem. W Twojej opowieści o rakietach dochodzi przyspieszenie, w mojej tego nie ma.
>No właśnie: przecież wiesz. A teraz poukładaj to sobie w sensowną całość.

Najpierw próbowałem wyobrazić sobie rakietę długości - powiedzmy - 100000km rozpędzającą się ze stałym przyśpieszeniem. I wyszła mi katastrofa - przecież zgodnie z tym co napisałeś, powinna ona ulec kompletnej dezintegracji. Powinna zostać rozerwana na kawałki a każdy jej bardziej masywny fragment (ulegając skróceniu wg Lorentza) ściągałby do siebie pobliską mniej masywną strukturę. Trochę to dziwne. Ale może moje intuicje są błędne - w STW musimy z rezerwą traktować swoje intuicje.

Zrobiłem więc coś innego.

Wymyśliłem pociąg z wieloma wagonami powiązanymi sznurkiem i puściłem ten pociąg w ruch ze stałym przyśpieszeniem. Wagony są ponumerowane ...-3,-2,-1,0,1,2,3,... W wagonie nr 0 umieściłem obserwatora O' i próbowałem odgadnąć, co on widzi. W tym celu wykonałem pewną pracę rachunkową. Poniżej ilustracja do rachunków:



Linia świata każdego wagonu jest hiperbolą. W punkcie O' (w zdarzeniu O') następuje pomiar przez obserwatora O', oś czasowa t' jego układu współrzędnych jest oczywiście styczna do "jego" hiperboli, oś przestrzenna x' przecina pozostałe hiperbole w pewnych punktach. Pozostaje obliczyć współrzędne tych punktów przecięcia a następnie obliczyć odległość czasoprzestrzenną między tymi kolejnymi punktami.

Otóż po wyliczeniach dostałem krzywą zagęszczania/rozszerzania przestrzeni w postaci
   f(x) = 1 + t2*x/sqrt(t2+1/a2)/sqrt(t2*x2+1/a4)
Tu x odpowiada numerom wagonów, t jest proporcjonalny do czasu dokonania pomiaru, a jest proporcjonalny do przyśpieszenia.
Każda wartość funkcji f(x) jest współczynnikiem powiększenia wagonu x względem wagonu 0.
Funkcja f(x) ma kształt:



Obserwator O' patrząc w przód widzi wagony (i sznurek) rozciągnięte, patrząc w tył widzi pociąg ściśnięty! A im dalej od niego w przód tym bardziej się rozciągają osiągając asymptotycznie pewną wartość współczynnika powiększenia (w skrajnym wypadku 2 tzn. dwukrotnie) i im bardziej z tyłu się tym bardziej się ściskają osiągając asymptotycznie pewną wartość dodatnią współczynnika powiększenia (w skrajnym przypadku 0 tzn. osiągają grubość zero). Dla x=0 (wagon nr 0) wartość jest równa 1 tzn. obserwator O' porównuje się sam ze sobą.

Wmawianie obserwatorowi O', że się skurczył jest trochę bez sensu. Niby względem czego miał się skurczyć? Tym bardziej to dziwne, że wyglądając przez okno wagonu w kierunku obserwatora stacjonarnego O zobaczy go skurczonego! Typowa względność w STW!

Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi). On sam nie ma powodu czuć się ani powiększony ani pomniejszony.

Aha! Wyszło mi jeszcze jedno. Jeśli w pociągu będzie dwóch obserwatorów, to ten z tyłu powie o tym z przodu, że się rozciągnął. A ten z przodu powie o tym z tyłu, że się ścisnął. I tu będą zgodni!

pozdrawiam
01-07-2014 14:11 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Najpierw próbowałem wyobrazić sobie rakietę długości - powiedzmy - 100000km rozpędzającą się ze stałym przyśpieszeniem. I wyszła mi katastrofa - przecież zgodnie z tym co napisałeś, powinna ona ulec kompletnej dezintegracji.

Niezupełnie: pisałem o dwóch rakietach.

> Powinna zostać rozerwana na kawałki...

Tak by się musiało stać, gdyby dziób i rufa rakiety miały identyczne przyśpieszenia. Jak pozwalasz rakiecie skracać się jako całość (wykorzystując spójność metalu), to te przyśpieszenia nieco się różnią.

> Wymyśliłem pociąg z wieloma wagonami powiązanymi sznurkiem i puściłem ten pociąg w ruch ze stałym przyśpieszeniem.

To powinny być nie wagony a lokomotywy, każda przyśpieszająca jednakowo.

> Linia świata każdego wagonu jest hiperbolą.

OK.

> W punkcie O' (w zdarzeniu O') następuje pomiar przez obserwatora O', oś czasowa t' jego układu współrzędnych jest oczywiście styczna do "jego" hiperboli, oś przestrzenna x' przecina pozostałe hiperbole w pewnych punktach.

No ale gdy jedna z lokomotyw jest w O', to pozostałe lokomotywy nie są w tych punktach, które zaznaczyłeś czarnymi kropkami. Musisz to poprawić.

> Otóż po wyliczeniach dostałem krzywą zagęszczania/rozszerzania przestrzeni w postaci
>    f(x) = 1 + t2*x/sqrt(t2+1/a2)/sqrt(t2*x2+1/a4)

Gratulacje! Wyprowadziłeś współrzędne Rindlera.

> Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi).

Raczej nie. Jak to zrobisz poprawnie to powinno Ci wyjść, że wszystkie sznurki między lokomotywami pourywały się.

> On sam nie ma powodu czuć się ani powiększony ani pomniejszony.

Zacznie podejrzewać, że lokomotywy, sznurki oraz on sam skróciły się.
confessus (324 punktów)
>Niezupełnie: pisałem o dwóch rakietach.
Aj tam! To są szczegóły techniczne - moja rakieta była wielostopniowa, modułowa, każdy moduł miał swój własny napęd, moduły były połączone lekką ażurową konstrukcją drabinkowo-sznurkową

>> Powinna zostać rozerwana na kawałki...
>Tak by się musiało stać, gdyby dziób i rufa rakiety miały identyczne przyśpieszenia...
No przecież mają identyczne przyśpieszenia! (z punktu widzenia stacjonarnego obserwatora O)

>...jak pozwalasz rakiecie skracać się jako całość (wykorzystując spójność metalu), to te przyśpieszenia nieco się różnią.
Dla zewnętrznego stacjonarnego obserwatora O cała rakieta skraca wg geometrycznego podobieństwa. W każdej chwili skala pomniejszenia wynika z prędkości rakiety (względem obserwatora O) w danej chwili.
Dla ruchomego O' umieszczonego gdzieś w środkowym module część tylna skraca się - trochę nierównomiernie, część przednia wydłuża się - też trochę nierównomiernie. Wszystko wg wzorów, które uroczo nazwałeś współrzędnymi Rindlera. Tu wszystko się wydłuża/skraca i moduły i sznurki i przestrzeń, w której są te sznurki z modułami. No to i przyśpieszenia poszczególnych fragmentów dla O' różnią się minimalnie. Ale to jest skutek jego nieinercjonalności. On sam o tym wie ("coś" go wgniata w fotel), więc nie powinien się dziwić, że jego rakieta zachowuje się jak dżdżownica - tu się kurczy, tam rozciąga. Trochę to wygląda jakby rakieta była z gumy, napęd był tylko na dzobie i rufie a on na skutek siły bezwładności ugniatał sobą cały tył i rozciągał przód

>To powinny być nie wagony a lokomotywy, każda przyśpieszająca jednakowo.
sorry, oczywiście, to moje niedopatrzenie.

>> W punkcie O' (w zdarzeniu O') następuje pomiar przez obserwatora O', oś czasowa t' jego układu współrzędnych jest oczywiście styczna do "jego" hiperboli, oś przestrzenna x' przecina pozostałe hiperbole w pewnych punktach.
>No ale gdy jedna z lokomotyw jest w O', to pozostałe lokomotywy nie są w tych punktach, które zaznaczyłeś czarnymi kropkami. Musisz to poprawić.
A w których punktach? Nie rozumiem! Mają być wyżej, niżej, w lewo, w prawo?. Podpowiedz, wytłumacz. Przecież robiłem to zgodnie ze sztuką - przeciąłem linie światów poszczególnych lokomotyw osią x'.

>> Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi).
>Raczej nie. Jak to zrobisz poprawnie to powinno Ci wyjść, że wszystkie sznurki między lokomotywami pourywały się.
???

>> On sam nie ma powodu czuć się ani powiększony ani pomniejszony.
>Zacznie podejrzewać, że lokomotywy, sznurki oraz on sam skróciły się.
A nie przeszkadza Ci to, że on tzn. O' zobaczy, jak mu się rozpada rakieta a jednocześnie zobaczy, jak obserwator stacjonarny O kurczy się i kurczy (nie chodzi oczywiście o perspektywę)?
A gdyby tak na chwilę wyłączył ciąg silników? To co? nagle pstryk i on sam wróci do normalnych rozmiarów? To znaczy do jakich? No bo ten zewnętrzny dalej będzie dla niego mikrusem!

Pozdrawiam
03-07-2014 12:45 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Niezupełnie: pisałem o dwóch rakietach.
> Aj tam! To są szczegóły techniczne - moja rakieta była wielostopniowa, modułowa, każdy moduł miał swój własny napęd, moduły były połączone lekką ażurową konstrukcją drabinkowo-sznurkową

OK.

>>> Powinna zostać rozerwana na kawałki...
>> Tak by się musiało stać, gdyby dziób i rufa rakiety miały identyczne przyśpieszenia...
> No przecież mają identyczne przyśpieszenia! (z punktu widzenia stacjonarnego obserwatora O)

Dobra, trzymamy się tego założenia.

>> ...jak pozwalasz rakiecie skracać się jako całość (wykorzystując spójność metalu), to te przyśpieszenia nieco się różnią.
> Dla zewnętrznego stacjonarnego obserwatora O cała rakieta skraca wg geometrycznego podobieństwa.

Nie! Dla O odległość dziób-rufa nie może się zmieniać bo mają identyczne przyśpieszenia.

>> No ale gdy jedna z lokomotyw jest w O', to pozostałe lokomotywy nie są w tych punktach, które zaznaczyłeś czarnymi kropkami. Musisz to poprawić.
> A w których punktach? Nie rozumiem!

Przepraszam, moja pomyłka, lokomotywy dobrze zaznaczyłeś, błąd w rozumowaniu masz gdzie indziej...

>>> Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi).
>> Raczej nie. Jak to zrobisz poprawnie to powinno Ci wyjść, że wszystkie sznurki między lokomotywami pourywały się.
> ???

To prawda, że dla O' odległości do kolejnych lokomotyw są coraz większe w kierunku dodatnich x'. Ale te odległości w kierunku ujemnych x' też są większe niż były w chwili startu. Policz to sobie (albo odczytaj z rysunku).

>>> On sam nie ma powodu czuć się ani powiększony ani pomniejszony.
>> Zacznie podejrzewać, że lokomotywy, sznurki oraz on sam skróciły się.
> A nie przeszkadza Ci to, że on tzn. O' zobaczy, jak mu się rozpada rakieta a jednocześnie zobaczy, jak obserwator stacjonarny O kurczy się i kurczy (nie chodzi oczywiście o perspektywę)?

A dlaczego ma mi przeszkadzać? Dla mnie to chleb powszedni.

> A gdyby tak na chwilę wyłączył ciąg silników? To co? nagle pstryk i on sam wróci do normalnych rozmiarów?

Nie, nie wróci, bo skrócenie Lorentza zależy od prędkości a nie od przyśpieszenia.
confessus (324 punktów)
>>> ...jak pozwalasz rakiecie skracać się jako całość (wykorzystując spójność metalu), to te przyśpieszenia nieco się różnią.
>> Dla zewnętrznego stacjonarnego obserwatora O cała rakieta skraca wg geometrycznego podobieństwa.
>Nie! Dla O odległość dziób-rufa nie może się zmieniać bo mają identyczne przyśpieszenia.
Tak! Zmienia się.
Sam pisałeś wcześniej, że badanie ciała przyśpieszanego sprowadzamy do metody poklatkowej:
"Można tu użyć STW wprowadzając szereg inercjalnych układów, w których przyśpieszany obiekt jest chwilowo nieruchomy. Ewolucję tego obiektu śledzimy wykonując transformację Lorentza z jednego układu inercjalnego do następnego."
W każdej klatce obiekt jest nie tyle nieruchomy, ale ma jakąś konkretną dla tej klatki prędkość, która to prędkość w następnej klatce będzie większa ale też jakaś będzie.
No więc w każdej chwili skrócenie (co pisałem w swoim poprzednim tekście) jest efektem tego, że każdy kawałek rakiety/pociągu/składu_ lokomotyw ma jakąś prędkość. I identyczną dla nich wszystkich!

>>>> Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi).
>>> Raczej nie. Jak to zrobisz poprawnie to powinno Ci wyjść, że wszystkie sznurki między lokomotywami pourywały się.
>> ???
>To prawda, że dla O' odległości do kolejnych lokomotyw są coraz większe w kierunku dodatnich x'. Ale te odległości w kierunku ujemnych x' też są większe niż były w chwili startu. Policz to sobie (albo odczytaj z rysunku).
Oł noł! Co to to nie!
Ja to już sobie policzyłem - widziałeś te wzory. I tam napisałem:
"Pozostaje obliczyć współrzędne tych punktów przecięcia a następnie obliczyć odległość czasoprzestrzenną między tymi kolejnymi punktami".
A odległość czasoprzestrzenna oznacza "odległość" liczoną wg formy kwadratowej y2 - x2. Przyłożenie linijki do rysunku nie da nam odczytu szukanej odległości czasoprzestrzennej ale nieprzydatną odległość euklidesową.
No i te odległości czasoprzestrzenne trzeba jeszcze znormalizować wg wersora wystawionego w punkcie O'
Jakby nie patrzeć i jakby nie liczyć znowu wyjdzie to:


>> A gdyby tak na chwilę wyłączył ciąg silników? To co? nagle pstryk i on sam wróci do normalnych rozmiarów?
>Nie, nie wróci, bo skrócenie Lorentza zależy od prędkości a nie od przyśpieszenia.
Wiem, że nie wróci. Jedyne co odczuje to to, że przestanie go wciskać w fotel a oglądana przez niego jego własna rakieta rozłoży się równomiernie wzdłuż całej swojej długości. Zaś obserwator zewnętrzny O skurczony w wyniku osiągniętej przez O' prędkości przestanie się dalej kurczyć.

pozdrawiam
04-07-2014 10:06 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie! Dla O odległość dziób-rufa nie może się zmieniać bo mają identyczne przyśpieszenia.
> Tak! Zmienia się. Sam pisałeś wcześniej, że badanie ciała przyśpieszanego sprowadzamy do metody poklatkowej:
> "Można tu użyć STW wprowadzając szereg inercjalnych układów, w których przyśpieszany obiekt jest chwilowo nieruchomy. Ewolucję tego obiektu śledzimy wykonując transformację Lorentza z jednego układu inercjalnego do następnego."

Owszem, można użyć tę metodę jeśli opisujemy zjawisko w układzie przyśpieszanym. Ale teraz opisujemy rakiety z punktu widzenia obserwatora O, który nie rusza się z punktu startowego, więc ta metoda poklatkowa nie ma sensu (transformacje Lorentza między klatkami są trywialnymi identycznościami). Odległość między rakietami w układzie O nie zmienia się, bo po prostu jest ona narzucona identycznym kształtem obu ich trajektorii.

>>>>>
>>>>> Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi).
>>>> Raczej nie. Jak to zrobisz poprawnie to powinno Ci wyjść, że wszystkie sznurki między lokomotywami pourywały się.
>>> ???
>> To prawda, że dla O' odległości do kolejnych lokomotyw są coraz większe w kierunku dodatnich x'. Ale te odległości w kierunku ujemnych x' też są większe niż były w chwili startu. Policz to sobie (albo odczytaj z rysunku).
> Co to to nie!
> Ja to już sobie policzyłem - widziałeś te wzory. I tam napisałem:
> "Pozostaje obliczyć współrzędne tych punktów przecięcia a następnie obliczyć odległość czasoprzestrzenną między tymi kolejnymi punktami".
> A odległość czasoprzestrzenna oznacza "odległość" liczoną wg formy kwadratowej y2 - x2. Przyłożenie linijki do rysunku nie da nam odczytu szukanej odległości czasoprzestrzennej ale nieprzydatną odległość euklidesową.
> No i te odległości czasoprzestrzenne trzeba jeszcze znormalizować wg wersora wystawionego w punkcie O'

Zgoda, tak należy zrobić.

> Jakby nie patrzeć i jakby nie liczyć znowu wyjdzie to:
>

Ewidentnie masz gdzieś błąd - w obliczeniach lub w ich interpretacji. Chyba w początku tego wykresu, (x,y) = (0,0), jest nie obserwator O', ale punt przecięcia osi x i x'? I wtedy wszystkie odległości między lokomotywami są rozciągane: y>1 dla x>0, a dla x<0 opis jest niefizyczny.
confessus (324 punktów)
>Owszem, można użyć tę metodę jeśli opisujemy zjawisko w układzie przyśpieszanym. Ale teraz opisujemy rakiety z punktu widzenia obserwatora O, który nie rusza się z punktu startowego, więc ta metoda poklatkowa nie ma sensu (transformacje Lorentza między klatkami są trywialnymi identycznościami).
Obserwator O obserwuje poruszający się względem niego inny układ ruchem zmiennym. W momencie t1 porusza się ten układ z prędkością chwilową v1 (co wymusza odpowiednie skrócenie Lorentza), w momencie t2 porusza się ten układ z prędkością chwilową v2 (co wymusza odpowiednie dla tej kolejnej prędkości skrócenie Lorentza), w momencie t3 porusza się ten... itd.

>Odległość między rakietami w układzie O nie zmienia się, bo po prostu jest ona narzucona identycznym kształtem obu ich trajektorii.
No chyba żartujesz!.
Na poniższym rysunku trzy obiekty/rakiety/lokomotywy albo rufa, środek i dziób jednej rakiety zasuwają ze stałą prędkością podświetlną względem nieruchomego O. I mają identyczne kształty trajektorii!



Czy to znaczy, że nie ma w ogóle żadnego skrócenia?! Nie ma czasoprzestrzeni?! Nie ma STW?!
?!

>> Jakby nie patrzeć i jakby nie liczyć znowu wyjdzie to:
>>
>Ewidentnie masz gdzieś błąd - w obliczeniach lub w ich interpretacji.
A może nie ma błędu? I z czym właściwie się nie zgadzasz?

>Chyba w początku tego wykresu, (x,y) = (0,0), jest nie obserwator O', ale punt przecięcia osi x i x'? I wtedy wszystkie odległości między lokomotywami są rozciągane: y>1 dla x>0, a dla x<0 opis jest niefizyczny.
Ja skorzystałem z jakiegoś gotowego edytora wykresów i nie chciało mi się bawić w opisywanie osi. Ale powinno być na poziomej osi x' a na pionowej skala podobieństwa (tzn współczynnik powiększenia). I tak jak wcześniej pisałem - wartość funkcji dla x'=0 jest równa 1 tzn. obserwator O' postrzega siebie takiego, jakim jest, z tyłu (dla x'<0) wymiary się kurczą, bo skala jest <1, a z przodu (dla x'>0) wymiary się rozciągają, bo skala jest >1. Funkcja jest po prostu rozkładem zagęszczania/rozrzedzania przestrzeni x', w której przebywa O'. Oczywiście - czego wcześniej nie akcentowałem - to rozciąganie/kurczenie pojawia się wyłącznie wzdłuż wektora przyśpieszenia.
04-07-2014 19:43 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Odległość między rakietami w układzie O nie zmienia się, bo po prostu jest ona narzucona identycznym kształtem obu ich trajektorii.
> No chyba żartujesz!.

Chyba nie.

> Na poniższym rysunku trzy obiekty/rakiety/lokomotywy albo rufa, środek i dziób jednej rakiety zasuwają ze stałą prędkością podświetlną względem nieruchomego O. I mają identyczne kształty trajektorii!

OK.

> Czy to znaczy, że nie ma w ogóle żadnego skrócenia?!

Trajektorie nie skracają się, bo same trajektorie nie poruszają się, bo są tylko śladem poruszającego się obiektu. Tak jak kropelki mgły w komorze Wilsona.

>> Ewidentnie masz gdzieś błąd - w obliczeniach lub w ich interpretacji.
> A może nie ma błędu?

Musi być.

> I z czym właściwie się nie zgadzasz?

Z tym:

>>>>> Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi).

Nie może tak być, bo to prowadzi do sprzeczności. Twierdzisz, że O' widzi następną lokomotywę, tę w stronę dodatnich x', coraz dalej. A więc sznurek ją łączący urywa się. No ale też twierdzisz, że obserwator w tej lokomotywie widzi O' coraz bliżej. A więc sznurek ją łączący nie urywa się. Nonsens.
confessus (324 punktów)
>> Czy to znaczy, że nie ma w ogóle żadnego skrócenia?!
>Trajektorie nie skracają się, bo same trajektorie nie poruszają się, bo są tylko śladem poruszającego się obiektu. Tak jak kropelki mgły w komorze Wilsona.
O czym Ty w ogóle piszesz?
Jeszcze raz: w poprzednim Twoim tekście napisałeś, że identyczność trajektorii na płaszczyźnie Minkowskiego jakichś obiektów w ruchu gwarantuje niezmienność ich odległości dla stacjonarnego obserwatora (sic!).
No to ja dałem Ci przykład trajektorii trzech obiektów poruszających się takim samym ruchem jednostajnym. Czyli trajektorii będących identycznymi liniami prostymi. Są to wręcz szkolne ilustracje pokazujące skrócenie Lorentza. Liczyłem na to, że Ty widząc ten rysunek dorysujesz brakujące elementy, oznaczenia



... i dokonasz następującej konstatacji (dokładnie przeczącej temu, co w poprzednio napisałeś):

  • Odległość czasoprzestrzenna między punktami A,B (pomiar w układzie O) jest mniejsza od odległości czasoprzestrzennej A',B' (pomiar w układzie O')
  • Proste AA' oraz BB' (niebieskie linie) są identycznymi trajektoriami dwóch różnych obiektów

A Ty mi tu wyskoczyłeś z jakimiś komorami Wilsona...

>> I z czym właściwie się nie zgadzasz?

>Z tym:

>>>>>> Podsumowując: wyszło mi z obliczeń, że za obserwatorem O' wszystko się kurczy (wagony i przestrzeń między nimi), przed obserwatorem O' wszystko się rozszerza (wagony i przestrzeń między nimi).

>Nie może tak być, bo to prowadzi do sprzeczności. Twierdzisz, że O' widzi następną lokomotywę, tę w stronę dodatnich x', coraz dalej. A więc sznurek ją łączący urywa się. No ale też twierdzisz, że obserwator w tej lokomotywie widzi O' coraz bliżej. A więc sznurek ją łączący nie urywa się. Nonsens.

Co Ty znowu z tym sznurkiem.?
Ja tylko na początku naszej miłej pogawędki użyłem w mojej opowiastce sznurka. Potem, jeśli się pojawiał, to tylko jako element konstrukcji "pracujący" z całą tą konstrukcją i otaczającą przestrzenią. Przecież wyraźnie napisałem, że i wagony i przestrzeń między nimi kurczy się/rozszerza się!!! Ani ten sznurek urywałem ani go nie urywałem, starałem się za to przekonać Cię, że dzieję się coś innego - dzieje się coś z geometrią przestrzeni widzianej przez O'.

Chcesz znaleźć błąd? To ja Ci go wskażę:


Przyśpieszany skład wygląda tak, jak w drugim wierszu. A ty uparłeś się, że ciuchcie skracają się tak jak w trzecim. Bazowałeś na błędnych intuicjach geometrycznych i dlatego coś ci się ciągle urywa.

Oczywiście, ten cholerny sznurek może się urwać, ale tylko wtedy, gdy siła przyśpieszająca przewyższy jego wytrzymałość (on sam nie ma silniczków, więc nie jest przyśpieszany).

pozdrawiam
06-07-2014 07:10 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Jeszcze raz: w poprzednim Twoim tekście napisałeś, że identyczność trajektorii na płaszczyźnie Minkowskiego jakichś obiektów w ruchu gwarantuje niezmienność ich odległości dla stacjonarnego obserwatora (sic!).

Podtrzymuję tę wypowiedź.

> No to ja dałem Ci przykład trajektorii trzech obiektów poruszających się takim samym ruchem jednostajnym. Czyli trajektorii będących identycznymi liniami prostymi.
>
> Odległość czasoprzestrzenna między punktami A,B (pomiar w układzie O) jest mniejsza od odległości czasoprzestrzennej A',B' (pomiar w układzie O')

Nie zgadzam się z tym zdaniem, i to z dwóch powodów:
1. Terminologia. Nie rozumiem wyrażenia "odległość czasoprzestrzenna". Mówimy o odległości normalnej, przestrzennej, czyli |x_A - x_B| a nie o interwale czasoprzestrzennym, czy czymś innym.
2. Interpretacja diagramu Minkowskiego. Jeżeli obserwator O mierzy odległość między obiektami A i B, to mierzy ją wzdłuż linii poziomej, t = const, a nie nachylonej jak oś t'.

Na resztę odpowiem jak zgodzimy się co do elementarza STW (choć spodziewam się, że wtedy reszta kontrowersji też zniknie).
confessus (324 punktów)
>> Odległość czasoprzestrzenna między punktami A,B (pomiar w układzie O) jest mniejsza od odległości czasoprzestrzennej A',B' (pomiar w układzie O')

>Nie zgadzam się z tym zdaniem, i to z dwóch powodów:
>1. Terminologia. Nie rozumiem wyrażenia "odległość czasoprzestrzenna". Mówimy o odległości normalnej, przestrzennej, czyli |x_A - x_B| a nie o interwale czasoprzestrzennym, czy czymś innym.

Ja tu odległością czasoprzestrzenną nazywam pierwiastek kwadratowy z interwału czasoprzestrzennego.
Rozciągnąłem pojęcie odległości na pierwiastek kwadratowy z formy kwadratowej. Dowolnej formy. Dla formy kwadratowej dodatnio określonej jest to nasza zwykła odległość euklidesowa sqrt(x2+y2+z2+...) a dla formy z sygnaturą 1 mamy to, o czym mówimy.
Wielkie rzeczy! Interwał czasoprzestrzenny jest (udaną) próbą połączenia w jedno pojęcie "odległości" czasowej i przestrzennej. Tyle że wartości podane są z kwadratem. A ponieważ mogą być i dodatnie i ujemne, więc przy pierwiastkowaniu raz mamy liczby rzeczywiste a innym razem urojone.
Ale to naprawdę nieistotne szczegóły, bo warto jednak pierwiastkować. Przecież lepiej jest podać długość kija od miotły jako 1.2m zamiast 1.44m2 a długość doby jako 24h zamiast 576h2.

>2. Interpretacja diagramu Minkowskiego. Jeżeli obserwator O mierzy odległość między obiektami A i B, to mierzy ją wzdłuż linii poziomej, t = const, a nie nachylonej jak oś t'.

Gwarantuję, że on to tak właśnie mierzy . Możemy i my!


Współrzędne punktów (zdarzeń) A,B,A',B' są następujące (dla B' trzeba rozwiązać prościutki układ równań):
A=(3; 0) B=(5; 0)
A'=(5; 3) B'=(8.6; 5.4)

Liczymy najpierw interwały czasoprzestrzenne:
d2 (A,B) = (0-0)2 - (5-3)2 = -4
d2 (A',B') = (5.4-3)2 - (8.6-5)2 = -7.2

stąd mamy odległości czasoprzestrzenne d(A,B) = 2i d(A',B')=2.6833i

Czyli mamy ewidentną różnicę w pomiarach wykonanych przez obserwatora O ( d(A,B)=2 ) i obserwatora O' ( d(A',B')=2.6833 ). Jak łatwo widać pozbyłem się niepotrzebnego już współczynnika i.

Czy jest jeszcze coś, z czym się nie zgadzasz?

pozdrawiam
07-07-2014 17:15 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie rozumiem wyrażenia "odległość czasoprzestrzenna".
> Ja tu odległością czasoprzestrzenną nazywam pierwiastek kwadratowy z interwału czasoprzestrzennego.

Acha, teraz rozumiem: "odległość czasoprzestrzenna" to "odległość przestrzenna między zdarzeniami w układzie gdzie są one jednoczesne". Ale nijak to pojęcie nie wykazuje fałszywości mojego stwierdzenia:

>> Odległość między rakietami w układzie O nie zmienia się, bo po prostu jest ona narzucona identycznym kształtem obu ich trajektorii.
> No chyba żartujesz!

Przecież odległość między rakietami mierzymy w układzie O, a z Twojego rysunku ewidentnie widać, że jest ona stała, tak jak to pomarańczowe odcinki pokazują:


> Czy jest jeszcze coś, z czym się nie zgadzasz?

Podobnie odległość między identycznie przyśpieszającymi rakietami czy lokotywami jest stała (narysuj sobie takie poziome odcinki łączące Twoje hiperbole), a więc łączące je sznurki muszą się urwać bo skracają się lorentzowsko, co pracowicie wyliczyłeś ostatniej nocy.
confessus (324 punktów)
Mogę jeszcze? Jeśli tak i nie nadużywam Twojej cierpliwości, to...

Nie ma co ukrywać - zapędziłem się w kozi róg. Z Twoją wydatną pomocą. Dziękuję!
Za wszelką ceną chciałem zilustrować z pomocą diagramów Minkowskiego opisaną sytuacją. I wyszło, jak wyszło. Chciałem konsekwentnie traktować skrócenie Lorentza jako efekt geometryczny tj. skracający zarówno obiekty w przestrzeni jak i przestrzeń zawierającą te obiekty. Udało mi się osiągnąć dla obserwatora O' to, co chciałem tj. deformację jego przestrzeni, ale niestety moja radość była przedwczesna, bo przeoczyłem brak skrócenia dla obserwatora O.

Próbowałem przez kilka dni (w miarę dostępnego czasu) wyjść z doznanego szoku i podejść do zagadnienia inaczej (i nieco rozważniej):

Ruchy przyśpieszone można ilustrować za pomocą hiperbol. Nie odkrywam tu Ameryki, ale fakt, że to są hiperbole, można łatwo i elementarnie uzasadnić: hiperbola jest krzywą, która w geometrii Minkowskiego ślizga się sama po sobie bez zmiany kształtu tzn. w każdym układzie ortonormalnym, w którym jedna z osi jest styczna do tej hiperboli wygląda ta hiperbola tak samo (ma to samo równanie analityczne, ma tę samą krzywiznę czyli z taką samą "prędkością" się odchyla, vide przyśpieszenie). Podobnie jak okrąg w geometrii euklidesowej ( w końcu hiperbola jest okręgiem w geometrii Minkowskiego).

Jeśli wszystkie punkty (markery) jakiegoś obiektu, (np. długiej rakiety, składu lokomotyw itd.) poruszają się z przyśpieszeniem (niekoniecznie identycznym), to linie światów tych punktów MUSZĄ być pękiem hiperbol "współśrodkowych" tj. hiperbol mających wspólną parę asymptot (prawda?).

Dla takich hiperbol idealnie działa skrócenie Lorentza dla obserwatora stacjonarnego O.
Niech B=A+δA
t= sqrt(x2-A2), t= sqrt(x2-B2),
xA' =sqrt(t2+A2), xB'= sqrt( t2+B2),
xA' - xB' = sqrt( t2+B2) - sqrt(t2+A2) = AδA/sqrt(t2+A2) = A/xA' δA = sqrt(xA'2-t2)/xA' δA = sqrt(1-(t/xA')2 ) δA
gdzie t/xA' jest jak łatwo zauważyć prędkością w chwili t.
Oczywiście dla odległości nieinfinitezymalnych trzeba całkować, bo w różnych miejscach rakiety (składu lokomotyw) mamy różne prędkości więc i różne skrócenia.



Zobaczmy teraz, co widzi obserwator O'. Ponieważ oś x' przechodzi przez początek układu O (prawda?), więc odległość czasoprzestrzenna (odległość w geometrii Minkowskiego) między AB jest identyczna jak A'B'. Co to oznacza? Ano to, że obserwator O' i jego otoczenie przestrzenne nie ulega żadnym deformacjom!!


Co z tego wynika?

1. W takim ujęciu niestety niektóre z punktów (te odpowiednio daleko z lewej strony) nie mają swojej historii świata, (natychmiast przekraczają prędkość światła? uciekają poza horyzont?)
2. Obserwator przesunięty w poziomie względem O ( z synchronizowanym zegarem) widzi co innego. A powinien widzieć to samo.
3. Obserwator O' wcale się nie kurczy, co mnie nie dziwi i nie martwi. Ani on ani żadne sznurki. Niestety - a to mnie już martwi - jego świat nie ulega deformacji, a powinien. Powinien to być krzywoliniowy układ współrzędnych (konforemny tzn. wszystkie osie czasu powinny być prostopadłe w sensie Minkowskiego do wszystkich osi przestrzennych). Przecież to jest nieuchronny efekt przyśpieszenia a więc przeciążenia. Coś nie wychodzi na diagramach Minkowskiego, albo obserwator O widzi to, co powinien, ale wtedy O' tego nie widzi. Albo odwrotnie (jak w moich poprzednich wpisach).
4. Przecież bez uwzględnienia masy, siły i bezwładności nawet paradoks bliźniąt pozostanie paradoksem, ciekawostką, śmiesznostką (tak jak dla niektórych te zegary, z których pierwszy wyprzedza drugi a drugi wyprzedza pierwszy). Żaden problem narysować na diagramie Minkowskiego podróżującego drugiego bliźniaka (obserwator O') jako pogiętą trajektorię, po czym na drugim diagramie przechodząc do układu współrzędnych O' wykreślić podróżującego bliźniaka pierwszego (obserwator O) z trajektorią odbitą środkowo symetrycznie względem pierwszej trajektorii. I sytuacja obu bliźniaków jest dokładnie symetryczna. Widać diagramy Minkowskiego źle znoszą ruchy niejednostajne...
5. Może więc jest tak, jak to sugerowałem gdzieś na początku, że bez OTW nie da rady tego opisać? A diagramy Minkowskiego należy stosować jedynie do małych obszarów (otoczeń) w sensie interwału czasoprzestrzeni, gdzie można zaniedbać krzywiznę historii świata?

pozdrawiam
15-07-2014 06:40 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli wszystkie punkty (markery) jakiegoś obiektu, (np. długiej rakiety, składu lokomotyw itd.) poruszają się z przyśpieszeniem (niekoniecznie identycznym), to linie światów tych punktów MUSZĄ być pękiem hiperbol "współśrodkowych" tj. hiperbol mających wspólną parę asymptot (prawda?).

To jest prawda jeśli ten obiekt porusza się jak ciało sztywne (według definicji Borna).

>

W porządku. Zauważ jednak, że jest to inny problem niż nasz początkowy bo teraz te hiperbole mają różne krzywizny.

> Co z tego wynika?
> 1. W takim ujęciu niestety niektóre z punktów (te odpowiednio daleko z lewej strony) nie mają swojej historii świata, (natychmiast przekraczają prędkość światła? uciekają poza horyzont?)

Owszem, dla pilota rakiety w początku układu współrzędnych jest horyzont zdarzeń.

> 2. Obserwator przesunięty w poziomie względem O ( z synchronizowanym zegarem) widzi co innego. A powinien widzieć to samo.

Widzi to samo. Dlaczego miałby widzieć co innego?

> 3. Obserwator O' wcale się nie kurczy, co mnie nie dziwi i nie martwi. Ani on ani żadne sznurki.

Jak to nie kurczy się? Pilot rakiety nie tylko się się kurczy, a może sam to kurczenie się wykryć. Może przejść się z dziobu na rufę rakiety i zmierzyć, że ma ona nieco większe przyśpieszenie niż dziób, a więc rakieta się kurczy. A ponieważ rozmiary pilota w stosunku do rakiety są stałe, więc i on się kurczy.

> ... Coś nie wychodzi na diagramach Minkowskiego ...

Nie wiem co Ci tu nie gra. Jak przetransformujesz powyższy rysunek z układu O do O', to zdarzenia A' i B' zajmą miejsca A i B, ale hiperbole nie zmienią się.

> 4. ... Widać diagramy Minkowskiego źle znoszą ruchy niejednostajne...

Nie widzę problemu. Diagram Minkowskiego w zupełności tu wystarcza.


> 5. Może więc jest tak, jak to sugerowałem gdzieś na początku, że bez OTW nie da rady tego opisać?

Użycie OTW do opisania tego problemu jest niepotrzebną komplikacją.
confessus (324 punktów)
>> 2. Obserwator przesunięty w poziomie względem O ( z synchronizowanym zegarem) widzi co innego. A powinien widzieć to samo.
>Widzi to samo. Dlaczego miałby widzieć co innego?
To może inaczej.
Jeśli koniec przyśpieszającej w prawo rakiety ma współrzędne (3,0) a początek (7,0) to obserwator O zobaczy trajektorie końca i początku (i oczywiście wszystkich elementów pośrednich) jako hiperbole, z tym że im bardziej w lewo tym hiperbola ma większą krzywiznę informującą o większym przyśpieszeniu).
Jeśli koniec ma współrzędne (0,0) a koniec (4,0), to będzie tak samo z tym, że samego końca obserwator O już nie zobaczy (natychmiast mu zniknie).
Jeśli jednak koniec ma współrzędne (-5,0) a początek (5,0), to obserwator zobaczy tylko przednią połowę rakiety, tylna połowa natychmiast zniknie.
Jak widać, w przestrzeni (osi) x jest wyróżniony punkt niezależny od tego, kto go obserwuje (punkt absolutny?). Jest niestety kłopot z ilustracją (wymodelowaniem) ruchu przyśpieszonego na diagramie Minkowskiego. Dobór układu współrzędnych na osi x decyduje o tym, czy coś widać albo nie widać!
p.s. nie chcę zgadywać, co zobaczy obserwator O, gdy koniec i początek mają współrzędne odpowiednio (-9,0) i (-4,0).

>> 3. Obserwator O' wcale się nie kurczy, co mnie nie dziwi i nie martwi. Ani on ani żadne sznurki.
>Jak to nie kurczy się? Pilot rakiety nie tylko się się kurczy, a może sam to kurczenie się wykryć. Może przejść się z dziobu na rufę rakiety i zmierzyć, że ma ona nieco większe przyśpieszenie niż dziób, a więc rakieta się kurczy. A ponieważ rozmiary pilota w stosunku do rakiety są stałe, więc i on się kurczy.
A o tym kurczeniu się to wiesz skądinąd, czy z analizy diagramu? Bo z mojej analizy nijak to nie wynika!

>> ... Coś nie wychodzi na diagramach Minkowskiego ...
>Nie wiem co Ci tu nie gra. Jak przetransformujesz powyższy rysunek z układu O do O', to zdarzenia A' i B' zajmą miejsca A i B, ale hiperbole nie zmienią się.
No właśnie! Dokładnie o tym poprzednio pisałem!
Odległość (czaso)przestrzenna między A i B jest pomiarem długości rakiety w spoczynku przez O.
Natomiast odległość (czaso)przestrzenna między A' i B' jest pomiarem długości lecącej rakiety przez pilota O' !
I są to dokładnie te same wartości.
A gdyby ten ostatni pomiar porównać z pomiarem przez O rozpędzonej już rakiety, to wyjdzie, że rakieta jest dłuższa. A miała się skrócić!
To po pierwsze.
Po drugie: transformacja na rysunku z układu O do O' rzeczywiście spowoduje, że A' i B' zajmą miejsca A i B, ale nieprawdą jest, jakoby hiperbole się nie zmienią. Owszem, jak pilot O' będzie sobie wędrować od dziobu do rufy, to stwierdzi, że trajektorie dziobu i rufy (i wszystkiego pośredniego) są prostopadłe do jego osi przestrzennej x' . I w tym będzie zgodny z obserwatorem O, który dokładnie tak samo to widzi.
Ale czy stwierdzi różnicę w przyśpieszeniach? Czyli czy potwierdzi tę różnicę widzianą przez obserwatora O? Wątpię. Przecież układ O' jest nieinercjalny! A dokładniej - jest związany z przyśpieszającą rakietą. Toteż, jeśli pilot jest np. w sterowni, dlaczego trajektoria tejże sterowni ma być w jego układzie współrzędnych hiperbolą??? Przecież ta hiperbola się wyprostuje!!! Stanie się osią czasu w jego układzie. Idąc tym tropem i pamiętając, że odległości wzdłużne w rakiecie widziane zarówno przez O jak i przez O' są zachowane, dochodzimy do wniosku, że hiperbole końca, początku, sterowni, kotłowni, kaplicy pokładowej itd. w układzie O' wyprostują się i staną prostymi równoległymi pionowymi. Piękna transformacja krzywoliniowa. A w konsekwencji różnice krzywizny a więc różnice przyśpieszeń znikną, te krzywizny i przyśpieszenia w jego układzie wyzerują się. W dalszej konsekwencji, proste pionowe w układzie O zamienią się w hiperbole. Nie jestem pewien, co dzieje się prostymi poziomymi (przestrzennymi) w układzie O - czy pozostaną prostymi, czy też może także zmienią się w hiperbole?
Słowem, nie załatwisz tego zwykłą transformacją (obrotem hiperbolicznym) z jednego układu inercjalnego do innego układu inercjalnego. Jeden nich nie jest przecież inercjalny!
P.S. Zaniepokoiła mnie myśl, co się dzieje z prostymi reprezentującymi trajektorie światła? Przecież przy takiej krzywoliniowej transformacji one przestaną być prostymi. Inaczej mówiąc w układzie O' światło przestanie biec po prostej? Ale moja druga myśl napełniła mnie spokojem - układ przyśpieszany podlega przeciążeniu, które dla O' jest nieodróżnialne od grawitacji a grawitacja - wiadomo - dość skutecznie zmienia tory światła. I znowu kłania się OTW!

>W porządku. Zauważ jednak, że jest to inny problem niż nasz początkowy bo teraz te hiperbole mają różne krzywizny.
Inny i nie inny. Ta "inność" jest chyba pozorna i wynika z niewydolności diagramów Minkowskiego przy modelowaniu ruchów przyśpieszonych. Chyba.

>> 4. ... Widać diagramy Minkowskiego źle znoszą ruchy niejednostajne...
>Nie widzę problemu. Diagram Minkowskiego w zupełności tu wystarcza.
>
Piękna ilustracja pokazująca, że przestrzeń (ta rozpięta na wektorach przestrzeniopodobnych) przy ruchu obserwatora ulega przekształceniom afinicznym. Nie wiem, czy te mijane przez podróżnika kropki są kępkami trawy, gwiazdami czy grupami galaktyk i nie widać, czy one w trakcie ruchu podróżnika kurczą się/rozciągają się (ciągle wyglądają jak identyczne kropki). Ale widać, jak kurczy się/rozciąga się pusta przestrzeń między nimi.
16-07-2014 19:15 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>> Obserwator przesunięty w poziomie względem O ( z synchronizowanym zegarem) widzi co innego. A powinien widzieć to samo.
>> Widzi to samo. Dlaczego miałby widzieć co innego?
> To może inaczej.

Inaczej... poniżej opisujesz inną sytuację niż powyżej. Mnie to nie przeszkadza, ale nie zaplącz się.

> Jeśli koniec przyśpieszającej w prawo rakiety ma współrzędne (3,0) a początek (7,0) to obserwator O zobaczy trajektorie końca i początku (i oczywiście wszystkich elementów pośrednich) jako hiperbole, z tym że im bardziej w lewo tym hiperbola ma większą krzywiznę informującą o większym przyśpieszeniu).

Zgoda.

> Jeśli koniec ma współrzędne (0,0) a koniec (4,0), to będzie tak samo z tym, że samego końca obserwator O już nie zobaczy (natychmiast mu zniknie).

Nie, nie zniknie. W tym granicznym przypadku rufa będzie mieć bardzo duże przyśpieszenie i szybko osiągnie prędkość światła; dziób porusza się wolniej a różnica ich prędkości idzie na coraz większe skrócenie Lorentza.

> Jeśli jednak koniec ma współrzędne (-5,0) a początek (5,0), to obserwator zobaczy tylko przednią połowę rakiety, tylna połowa natychmiast zniknie.

Też nie. W tym wypadku rakieta rozerwie się w połowie, bo w zerze jest osobliwość.

> Jak widać, w przestrzeni (osi) x jest wyróżniony punkt niezależny od tego, kto go obserwuje (punkt absolutny?).

Nie. Obserwator O może być w dowolnym punkcie na osi x. Natomiast osobliwość w miejscu przecięcia się asymptot hiperbol jest narzucona wymaganiem, że rakieta ma poruszać się jak ciało sztywne. Jak zmienisz przyśpieszenie nie zmieniając położenia startowego (lub na odwrót), to położenie tej osobliwości na osi x zmieni się.

> p.s. nie chcę zgadywać, co zobaczy obserwator O, gdy koniec i początek mają współrzędne odpowiednio (-9,0) i (-4,0).

Rakieta przyśpiesza w przeciwną stronę lecąc rufą naprzód.

>>> 3. Obserwator O' wcale się nie kurczy, co mnie nie dziwi i nie martwi. Ani on ani żadne sznurki.
>> Jak to nie kurczy się? Pilot rakiety nie tylko się się kurczy, a może sam to kurczenie się wykryć. Może przejść się z dziobu na rufę rakiety i zmierzyć, że ma ona nieco większe przyśpieszenie niż dziób, a więc rakieta się kurczy. A ponieważ rozmiary pilota w stosunku do rakiety są stałe, więc i on się kurczy.
> A o tym kurczeniu się to wiesz skądinąd, czy z analizy diagramu? Bo z mojej analizy nijak to nie wynika!

Owszem, wynika: przecież sam napisałeś, że "im bardziej w lewo tym hiperbola ma większą krzywiznę informującą o większym przyśpieszeniu", co teoretycznie pilot może zmierzyć stając na wadze łazienkowej.

>>> ... Coś nie wychodzi na diagramach Minkowskiego ...
>> Nie wiem co Ci tu nie gra. Jak przetransformujesz powyższy rysunek z układu O do O', to zdarzenia A' i B' zajmą miejsca A i B, ale hiperbole nie zmienią się.
> No właśnie! Dokładnie o tym poprzednio pisałem!
> Odległość (czaso)przestrzenna między A i B jest pomiarem długości rakiety w spoczynku przez O. Natomiast odległość (czaso)przestrzenna między A' i B' jest pomiarem długości lecącej rakiety przez pilota O'! I są to dokładnie te same wartości.

Zgoda.

> A gdyby ten ostatni pomiar porównać z pomiarem przez O rozpędzonej już rakiety, to wyjdzie, że rakieta jest dłuższa.

Nie! O mierzy ją krótszą. Dalej robisz ten sam błąd. Obserwator O mierzy długość rakiety wzdłuż pomarańczowych odcinków a nie wdłuż linii A'B':
>> >

> Ale czy [pilot rakiety] stwierdzi różnicę w przyśpieszeniach? Czyli czy potwierdzi tę różnicę widzianą przez obserwatora O? Wątpię.

Ja nie wątpię.

> Przecież układ O' jest nieinercjalny! A dokładniej - jest związany z przyśpieszającą rakietą.

Żaden problem. Umieszczamy pilota na chwilę w układzie inercjalnym, w którym rakieta jest chwilowo w spoczynku. Pilot może to łatwo zrobić po prostu podskakując.

> Toteż, jeśli pilot jest np. w sterowni, dlaczego trajektoria tejże sterowni ma być w jego układzie współrzędnych hiperbolą??? Przecież ta hiperbola się wyprostuje!!!

Nie, nie wyprostuje się. hiperbole dziobu i rufy mają różne krzywizny. Jak pilot podskoczy na dziobie i na rufie, to (teoretycznie) zauważy, że spada z różnym przyśpieszeniem. A więc długość rakiety zmienia się.

>>

> Nie wiem, czy te mijane przez podróżnika kropki są kępkami trawy, gwiazdami czy grupami galaktyk ...

To są zdarzenia, np. wybuchy supernowych. Na osi pionowej jest czas własny obserwatora lecącego wdłuż kropkowanej trajektorii.
confessus (324 punktów)

>Inaczej... poniżej opisujesz inną sytuację niż powyżej. Mnie to nie przeszkadza, ale nie zaplącz się.

Masz rację! Punkt znikania zależy od położenia rakiety i jej przyśpieszenia. Inaczej mówiąc, pilot ustalając przyśpieszenie swojej rakiety może wyliczyć, jaki kawałek jego rakiety mu odpadnie mu za jego plecami w chwili startu.
Przyznaję, że się nieco zaplątałem. Ale przyznasz też, że punkt osobliwy (osobliwość) brzmi baaardzo egzotycznie w STW! Pasuje jak pięść do nosa. Podejrzewam, że ta osobliwość jest produktem ubocznym takiego a nie innego matematycznego modelowania ruchu przyśpieszonego, jest pojęciem wymyślonym ad hoc, dla uniknięcia popadnięcia w jakąś większą sprzeczność.
Bo o mniejsze sprzeczności dość łatwo. Na przykład - weźmy długą, bardzo długą rakietę wyposażoną na całej swojej długości w moduły napędzające. Cała konstrukcja jest sztywna, nie jakieś tam sznurki. Odpowiednia gęstość rozmieszczenia napędów zapobiega naprężeniom konstrukcji. Obsługa synchronizuje zegary i uruchamia wszystkie moduły napędowe dbając o identyczne przyśpieszenie w identycznym czasie. Pilot1 w jakimś tam segmencie tuż przed startem wyliczy, że mu zniknie z tyłu wszystko w odległości powyżej np. 100000 km, tymczasem pilot2 umieszczony za pilotem1 200000km powie "chwila, chwila, to mnie wszystko odpadnie 100000 km za mną! "
A co tak naprawdę komu odpadnie? Jeśli w ogóle coś odpadnie? Co poleci do przodu a co do tyłu?

>Nie, nie zniknie. W tym granicznym przypadku rufa będzie mieć bardzo duże przyśpieszenie i szybko osiągnie prędkość światła;.

Tak matematycznie, to "w tym granicznym przypadku" rufa będzie mieć od razu prędkość światła a nie dopiero ją osiągać . Ale to szczegół.

>Rakieta przyśpiesza w przeciwną stronę lecąc rufą naprzód.
Facecje, facecje! Równie dobrze możesz napisać, że nadleci z przyszłości od strony nieskończoności.

>> A gdyby ten ostatni pomiar porównać z pomiarem przez O rozpędzonej już rakiety, to wyjdzie, że rakieta jest dłuższa.

>Nie! O mierzy ją krótszą. Dalej robisz ten sam błąd. Obserwator O mierzy długość rakiety wzdłuż pomarańczowych odcinków a nie wdłuż linii A'B':

To jakaś Twoja sztuczka erystyczna? Liczysz, że się pogubię w tej polemice? A może nie zauważyłeś, że jesteśmy już dwa etapy dalej? Przypomnę Ci rysunek bardziej odpowiedni od Twojego dla bieżącego tematu:

Jak widzisz "obserwator O mierzy długość rakiety wzdłuż pomarańczowych odcinków". Widać to? Wyżej też wykazałem, jak tu pięknie działa skrócenie Lorentza. Jeśli zechcesz, sam to wyżej odnajdziesz. No to gdzie ten błąd, który niby dalej robię?

>> Ale czy [pilot rakiety] stwierdzi różnicę w przyśpieszeniach? Czyli czy potwierdzi tę różnicę widzianą przez obserwatora O? Wątpię.

>Ja nie wątpię.

Ok. zgoda. Ja też już nie wątpię.

>> Przecież układ O' jest nieinercjalny! A dokładniej - jest związany z przyśpieszającą rakietą.

>Żaden problem. Umieszczamy pilota na chwilę w układzie inercjalnym, w którym rakieta jest chwilowo w spoczynku. Pilot może to łatwo zrobić po prostu podskakując.

A kto mówi, że jest jakiś problem? A jak pilot kręciłby się na karuzeli, to też nie miałby żadnego problemu z uznaniem, że jest w układzie nieinercjalnym?
Pilot nie musi nawet podskakiwać, wystarczy, że - za przeproszeniem - splunie i będzie obserwować paraboliczny lot plwocin. Z punktu widzenia zewnętrznego stacjonarnego (inercjalnego) obserwatora O lot plwocin wskaże chwilowy wektor prędkości styczny do trajektorii (wektor ten jest rzutem na rzeczywistą przestrzeń osi czasowej chwilowego układu inercjalnego w czasoprzestrzeni). Z kolei z punktu widzenia pilota plwociny polecą zgodnie z wektorem siły bezwładności (siły inercji).
Ale ani podskakiwanie ani plucie nie zmieni sytuacji: dopóki pilot nie zerwie mechanicznych powiązań z rakietą, jest on w układzie nieinercjalnym.

>> Toteż, jeśli pilot jest np. w sterowni, dlaczego trajektoria tejże sterowni ma być w jego układzie współrzędnych hiperbolą??? Przecież ta hiperbola się wyprostuje!!!

>Nie, nie wyprostuje się. hiperbole dziobu i rufy mają różne krzywizny.
Ale to jest prosta myślowa operacja! Gdziebyśmy nie byli, w spadającej windzie, w wirującej karuzeli, automatycznie, bezwiednie tworzymy w myślach siatkę przestrzenną (z układem wektorów ortonormalnych). Musimy wiedzieć, gdzie jest góra i dół, przód i tył, lewo i prawo. Najbardziej pokręcone niewidzialne krzywe widzimy jako proste!
A tak matematycznie, to jaki problem napisać wzór funkcji R2 → R2 przenoszącą jeden układ krzywoliniowy na inny? każdą prostą można wykrzywić i każdą krzywą można wyprostować (no może nie każdą, ale np.homeomorficzny obraz odcinka)

cdn
21-07-2014 01:41 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Bo o mniejsze sprzeczności dość łatwo.

Wątpię, czy Ci się uda choć jedną znaleźć.

> Na przykład - weźmy długą, bardzo długą rakietę wyposażoną na całej swojej długości w moduły napędzające. Cała konstrukcja jest sztywna, nie jakieś tam sznurki. Odpowiednia gęstość rozmieszczenia napędów zapobiega naprężeniom konstrukcji. Obsługa synchronizuje zegary i uruchamia wszystkie moduły napędowe dbając o identyczne przyśpieszenie w identycznym czasie. ...

Dalej nie warto czytać, bo podkreślone założenia są sprzeczne. W STW końce takiej sztywnej konstrukcji muszą mieć różne przyśpieszenia; a jak mają identyczne przyśpieszenia, to nie jest to konstrukcja sztywna. Jest to prosty wniosek z poniższego rysunku.

>
> No to gdzie ten błąd, który niby dalej robię?

Teraz dobrze narysowałeś. Odległość A'B' jest mniejsza niż AB, a więc rakieta skróciła się. Choć jest sztywna, to rufa ma większe przyśpieszenie niż dziób.
confessus (324 punktów)
>> Na przykład - weźmy długą, bardzo długą rakietę wyposażoną na całej swojej długości w moduły napędzające. Cała konstrukcja jest sztywna, nie jakieś tam sznurki. Odpowiednia gęstość rozmieszczenia napędów zapobiega naprężeniom konstrukcji. Obsługa synchronizuje zegary i uruchamia wszystkie moduły napędowe dbając o identyczne przyśpieszenie w identycznym czasie. ...
>Dalej nie warto czytać,
A szkoda, bo dalej jest już tylko ciekawiej.

> ...bo podkreślone założenia są sprzeczne.
Przepraszam, ale co tu jest sprzecznego i z czym?
Wisi sobie w przestworzach długa rakieta, unosi się bezwładnie. Zgoda, że pojęcie sztywności jest w STW iluzoryczne, ale pojęcie kształtu chyba dalej ma sens? Odległość, kąt, prostoliniowość, prostopadłość, równoległość? Na rakietę nie działają żadne siły, sama nie podlega rotacjom ani drganiom, no to i kształt ma niezmienny!
A dbałość o identyczne przyśpieszenia to dbałość o przyłożenie identycznej siły na każdą jednostkę masy.
I co? To mają być sprzeczne rzeczy? Przecież po odpaleniu silników w umówionym czasie zanim rakieta osiągnie prędkość Concorde'a wcześniej musi osiągnąć prędkość kolejki bieszczadzkiej, a wcześniej konduktu pogrzebowego, a wcześniej ślimaka, a jeszcze wcześniej rosnącego paznokcia. Doprawdy nie są to prędkości relatywistyczne!
Tymczasem kiedy rakieta osiągnie prędkość rosnącego paznokcia, już jest po wszystkim. (patrz obrazek dalej)

>W STW końce takiej sztywnej konstrukcji muszą mieć różne przyśpieszenia;...
Może muszą, może nie muszą. To tylko wynika z modelu matematycznego, nad którym się męczymy, a który to model dba jedynie o to, aby stacjonarny obserwator miał przyjemność oglądania skrócenia Lorentza (to nic, że trochę nierównego - tył bardziej się skraca, przód mniej ale w sumie liczbowo się zgadza)

>...a jak mają identyczne przyśpieszenia, to nie jest to konstrukcja sztywna.
Może nie jest, może jest. Ale zanim te identyczne przyśpieszenie ewentualnie zdążą zdeformować (odkształcić) rakietę, nastąpi totalna demolka, bo tak wynika z modelu matematycznego.

Piloci w poszczególnych segmentach zanim odpalą silniki próbują przewidzieć przyszłość. Każdy z nich ma przed nosem broszurkę "Elementy STW, poradnik dla pilotów" otwartą na stronie z ilustracją jak ta poniżej:

Każdy z pilotów na wszelki wypadek odszukuje na ilustracji 'swoją' linię życia, tj. tę niebieską pionową linię, która odpowiada planowanemu przyśpieszeniu (oczywiście identycznego dla wszystkich).
Z ich punktu widzenia w czasie t=0 każdy segment rakiety jest w identycznej sytuacji, a tu zgodnie z poradnikiem nie wiedzieć czemu:

  • dowolny z pilotów zostaje na wejściu 'skasowany' przez jakiegoś sąsiada z przodu, tymczasem wg obliczeń tegoż pilota powinien 'zniknąć' ktoś z tyłu a nie on sam.
  • skasowany kawał rakiety ma zniknąć w niebycie albo ruszyć w tył (!).
  • różni piloci w różnych segmentach (oczywiście tych, które nie znikną) mają odczuwać różne przeciążenia, mimo że przykładają te same siły na jednostkę masy.

Mamy do czynienia ze skończoną (niewielką) ilością procesów i obiektów w płaskiej przestrzeni skończenie wymiarowej z bardzo prostą formą metryczną i model nie może przewidzieć dalszej historii układu na podstawie danych początkowych albo proponuje jakieś fantastyczne scenariusze, których elementy wykluczają się.
To nie jest mechanika kwantowa ani termodynamika, to jest czysta niemal elementarna geometria i wydać jak się nie "domyka".

pozdrawiam
27-07-2014 15:54 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>>> Na przykład - weźmy długą, bardzo długą rakietę wyposażoną na całej swojej długości w moduły napędzające. Cała konstrukcja jest sztywna, nie jakieś tam sznurki. Odpowiednia gęstość rozmieszczenia napędów zapobiega naprężeniom konstrukcji. Obsługa synchronizuje zegary i uruchamia wszystkie moduły napędowe dbając o identyczne przyśpieszenie w identycznym czasie. ...
>> Dalej nie warto czytać,
> A szkoda, bo dalej jest już tylko ciekawiej.

Błędne spekulacje słabo mnie ciekawią.

>> ...bo podkreślone założenia są sprzeczne.
> Przepraszam, ale co tu jest sprzecznego i z czym?

Założenia jakie robisz przeczą fundamentalnej geometrii czasoprzestrzeni (Andrzej Dragan "Niezwykle Szczególna Teoria Względności", Apokryf 12.1). Byłyby one uprawnione, gdyby czasoprzestrzeń była euklidesowa (nieskończona prędkość graniczna).

> Tymczasem kiedy rakieta osiągnie prędkość rosnącego paznokcia, już jest po wszystkim.

"Po wszystkim" jest tylko teoretycznie, tzn. któreś z tych dwóch założeń zostało złamane. W praktyce to oznacza, że albo przyśpieszenia dziobu i rufy są identyczne ale rakietę trzeba nieco naciągnąć aby skompensować skrócenie Lorentza, albo siły sprężystości utrzymują konstrukcję rakiety w równowadze ale wtedy wymuszają one różne przyśpieszenia.

> Każdy z pilotów na wszelki wypadek odszukuje na ilustracji 'swoją' linię życia, tj. tę niebieską pionową linię, która odpowiada planowanemu przyśpieszeniu (oczywiście identycznego dla wszystkich).

Źle narysowałeś hiperbole. Jeśli przyśpieszenia mają być identyczne, to i hiperbole muszą być identyczne, a wtedy nic nie stoi na przeszkodzie, aby je narysować je na tym pytajniku, tak jak to zrobiłeś prawie miesiąc temu.

> To nie jest mechanika kwantowa ani termodynamika, to jest czysta niemal elementarna geometria...

No właśnie.

> ... i wydać jak się nie "domyka".

Mnie się domyka.
confessus (324 punktów)
>Założenia jakie robisz przeczą fundamentalnej geometrii czasoprzestrzeni
Argument groźny i efektowny (ta fundamentalna geometria...). Ja jednak nie widzę, gdzie i czym ja te fundamenty rozwalam.

>W STW końce takiej sztywnej konstrukcji muszą mieć różne przyśpieszenia; a jak mają identyczne przyśpieszenia, to nie jest to konstrukcja sztywna. Jest to prosty wniosek z poniższego rysunku (...).
Tak jest, bo tak widać na rysunku?! Przepraszam, ale to jest argument w stylu "koń jaki jest każdy widzi". Proszę, nie powołuj się na rysunek, który ja sobie wymyśliłem chcąc wybrnąć z pewnych kłopotów rachunkowych. I pamiętaj, że rysunek ten modeluje sytuację nie spełniającą wszystkiego, czego od niej oczekujesz.

>Źle narysowałeś hiperbole. Jeśli przyśpieszenia mają być identyczne, to i hiperbole muszą być identyczne, a wtedy nic nie stoi na przeszkodzie, aby je narysować je na tym pytajniku, tak jak to zrobiłeś prawie miesiąc temu.
Narysować można wszystko, ale co bym nie narysował, to i tak coś tu nie zadziała. Rysunek sprzed miesiąca sprawiał mi radość jak dziecku, dopóki nie zaczął mi doskwierać brak skrócenia Lorentza, który powinien być "widziany" przez obserwatora stacjonarnego (inercjalnego). Ale przynajmniej pilot widział mniej więcej to, co powinien (tj. wykoślawioną geometrię). Ten obecny rysunek wprawdzie zachowuje skrócenie Lorentza w oczach obserwatora stacjonarnego (chociaż dziwnie nierówno, bo wprowadza karkołomną asymetrię i jeszcze bardziej karkołomną osobliwość), ale niestety pilot nie zauważa żadnej zmiany geometrii wokół siebie.
Zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że próba narysowania tego eksperymentu na 2-wymiarowej płaskiej kartce papieru jest skazana na niepowodzenie.

pozdrawiam
20-07-2014 00:33 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
kontynuacja

>...rufa będzie mieć bardzo duże przyśpieszenie i szybko osiągnie prędkość światła; dziób porusza się wolniej a różnica ich prędkości idzie na coraz większe skrócenie Lorentza.
>Może przejść się z dziobu na rufę rakiety i zmierzyć, że ma ona nieco większe przyśpieszenie niż dziób, a więc rakieta się kurczy. A ponieważ rozmiary pilota w stosunku do rakiety są stałe, więc i on się kurczy.
>Jak pilot podskoczy na dziobie i na rufie, to (teoretycznie) zauważy, że spada z różnym przyśpieszeniem. A więc długość rakiety zmienia się.
Zebrałem kilka Twoich krótkich rozumowań, podobnych w swej treści. To są przykłady klasycznego rozumowania, które objaśniają klasyczne zjawiska mechaniki klasycznej. Jak końcówka peletonu ma większe przyśpieszenie niż czołówka, to prędzej czy później ją dogoni. Jak odbyt dżdżownicy ma większe przyśpieszenie od otworu gębowego, to z dżdżownicy zrobi się harmonijka. Ale my teraz omawiamy zjawiska relatywistyczne, toteż trzeba zastosować rozumowanie relatywistyczne.
To prawda, że im bardziej do tyłu rakiety, tym większe przyśpieszenie. Stąd jednak wcale nie wynika, że rakieta ma się skracać.
Dlaczego? A dlatego, że pilot znajduje się w przyśpieszającej rakiecie, czyli znajduje się w układzie odniesienia nieustająco podlegającym hiperbolicznemu obrotowi. Czym to skutkuje? Ano tym, że chociaż tył ma większe przyśpieszenie, to przód jest "unoszony" do przodu po "swojej" hiperboli - wprawdzie o nieco mniejszej krzywiźnie - ale do rejonów tej hiperboli o wystarczająco dużej prędkości. To kompensuje większe przyśpieszenie tyłu. Obserwator zewnętrzny O powiedziałby, że przód rakiety coraz szybciej od rufy wybiega w przyszłość. Dla O' oznacza to, że przód zyskuje dodatkowe "uniesienie" w przód w przestrzeni x'. Mógłbym sobie darować całe to pisanie i tłumaczenie językiem geometrii. I zamiast tego wystarczyłoby, gdybym sam siebie zacytował:
Cytat:
Zobaczmy teraz, co widzi obserwator O'. Ponieważ oś x' przechodzi przez początek układu O (prawda?), więc odległość czasoprzestrzenna (odległość w geometrii Minkowskiego) między AB jest identyczna jak A'B'. Co to oznacza? Ano to, że obserwator O' i jego otoczenie przestrzenne nie ulega żadnym deformacjom!!


Ta cholerna rakieta naprawdę nie chce się skrócić!!!

P.S. korzystając po raz trzeci już w naszej miłej pogawędce z interpretacji grawitacyjnej chciałbym zauważyć, że pilot O' widząc przeciążenie skierowane do tyłu i tym większe im bardziej z tyłu jest mierzone uzna, iż znajduje się w polu grawitacyjnym jakiejś pobliskiej planety mieszczącej się w punkcie osobliwym (0,0) tzn. w naszej osobliwości. Czyli stwierdzi, że im bardziej jest z tyłu rakiety, tym bliżej jest do źródła grawitacji.
Gdyby był nieco więcej dociekliwy, to zauważyłby niepokojącą rzecz - ta grawitacja (natężenie pola) rośnie z odwrotnością odległości od owej planety. Tymczasem powinna rosnąć z odwrotnością kwadratu Czyżby znowu dowód na to, że diagram Minkowskiego jest tylko prawie dobry a nie całkiem dobry?

>To są zdarzenia, np. wybuchy supernowych. Na osi pionowej jest czas własny obserwatora lecącego wdłuż kropkowanej trajektorii.
Zdarzenia, które latają jak muchy nad gnojownikiem? A sam gdzieś wcześniej napisałeś "te punkciki to zdarzenia, których współrzędne nie zmieniają się." Przecież to obrazuje podróż obserwatora w przestrzeni 2-wymiarowej (nie czasoprzestrzeni ale przestrzeni !). A celem jest pokazanie, że skrócenie Lorentza działa jedynie wzdłuż wektora prędkości. Dlatego przy robieniu zakrętu przez podróżującego obserwatora zmienia się wektor prędkości (przy zachowanej długości), co powoduje ściśnięcie płaszczyzny wzdłuż bieżącego wektora prędkości i rozciągnięcie wzdłuż wektora prostopadłego (a właściwie nie rozciągnięcia ale przywrócenie do pierwotnych rozmiarów). Typowe przekształcenie ekwiafiniczne !

pozdrawiam
21-07-2014 02:30 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>
> Obserwator zewnętrzny O powiedziałby, że przód rakiety coraz szybciej od rufy wybiega w przyszłość.

Już dobrze narysowałeś w poprzedniej wypowiedzi, a teraz znowu powtarzasz błędy. Chyba nie rozumiesz czegoś elementarnego. Czy wiesz, że rakieta na powyższym diagramie to nie odcinek, ale cały obszar pomiędzy tymi dwoma hiperbolami? I tylko gdy pytamy o położenie rakiety w danej chwili, to rysujemy linię łączącą te dwie hiperbole? I w dodatku te linie są różne dla różnych obserwatorów: dla O są one poziome, a dla O' nachylone? I jeżeli rakieta ma na dziobie i na rufie błyskające światła i te światła błyskają jednocześnie dla obserwatora O, to nie błyskają one jednocześnie dla obserwatora O'? Czy Ty to wszystko rozumiesz? A jeśli tak, to jak to zrozumienie można uzgodnić z nonsensem, że "przód rakiety coraz szybciej od rufy wybiega w przyszłość"?

> ... pilot O' widząc przeciążenie skierowane do tyłu i tym większe im bardziej z tyłu jest mierzone uzna, iż znajduje się w polu grawitacyjnym jakiejś pobliskiej planety mieszczącej się w punkcie osobliwym (0,0) tzn. w naszej osobliwości.

Byłoby to błędne uznanie. Te dwie sytuacje nie są równoważne.

>>
> Zdarzenia, które latają jak muchy nad gnojownikiem? A sam gdzieś wcześniej napisałeś "te punkciki to zdarzenia, których współrzędne nie zmieniają się."

Powiedziałem tak mając na myśli obserwatora w układzie inercjalnym, Tutaj obserwator poryszając się po krzywoliniowej trjaktorii doznaje przyśpieszeń.

> Przecież to obrazuje podróż obserwatora w przestrzeni 2-wymiarowej (nie czasoprzestrzeni ale przestrzeni!).

Nie. To jest diagram czasoprzestrzeni: na osi pionowej jest czas, a na osi poziomej jest jeden z wymiarów przestrzennych. Obserwator porusza się niejednostajnie wdłuż tego jednego wymiaru.
24-07-2014 01:34 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
> Chyba nie rozumiesz czegoś elementarnego.
> Czy Ty to wszystko rozumiesz? A jeśli tak, to jak to zrozumienie można uzgodnić z nonsensem, że "przód rakiety coraz szybciej od rufy wybiega w przyszłość"?
Nie denerwuj się tak! To był taki skrót myślowy.! Nie musisz od razu krzyczeć.
Starałem się wczuć w sytuację obserwatora O, który "widzi", jak obserwatorowi O' obraca się jego przestrzeń x' przez co przód ucieka w przyszłość.
Wiesz co? Z tymi błyskami to świetny pomysł! Albo jeszcze lepiej - niech to będą błyski różnokolorowe, dzięki którym można rozpoznać numer kolejnego wysyłanego błysku. Niech dziób i rufa wysyłają swoje numerowane błyski np. co 0.01 sekundy od chwili startu (oczywiście wg swojego atomowego zegara każde). Niech wreszcie rufa ma trajektorię o wierzchołku (3;0) a dziób o wierzchołku (5;0).
Wybrałem sobie 3 punkty: P na lewej hiperboli (rufa), Q,R na prawej (dziób) tak, aby P,Q oznaczały zdarzenia jednoczesne dla obserwatora O, zaś P,R zdarzenia jednoczesne dla obserwatora O'. Punkty P,Q,R mają następujące współrzędne:
P=(5;4)
Q=(√41;4)=(6,4;4)
R=(25/3;20/3)=(8,33;6,67)
Aby ustalić, jaki numer błysku kryje się pod zdarzeniem P, wystarczy policzyć długość łuku (w sensie Minkowskiego!) lewej hiperboli od jej wierzchołka do P i pomnożyć wyliczoną wartość przez 100 (bo błyskają co 0.01 sekundy). Dostaniemy 330. Podobnie dla pozostałych zdarzeń Q,R. Tutaj 1 na pionowej osi oznacza 1 sekundę, 1 na poziomej oznacza 300000km.



Zastanówmy się teraz, jak tę sytuację będzie analizować obserwator O. Otóż stwierdzi:
• W 4. sekundzie widzę na rufie błysk nr 330 a na dziobie 366
• Ponieważ znam parametry ruchu rufy i dziobu, więc wiem, że pilot O' dostrzegłszy na rufie błysk nr 330 jednocześnie zobaczy na dziobie błysk nr 549. No ale ja ten błysk 549 zobaczę dopiero za niespełna 2 sekundy!
A mój nonsens, który Cię tak oburzył, akcentował, że to wyprzedzenie w przyszłość ustawicznie powiększa się. Nieznacznie, ale jednak.

Proponuję jeszcze raz prześledzić, co widzą obaj obserwatorzy O i O'. Tym razem nie kwiecistą mową ale obrazkami i liczbami.
Zacznijmy od obserwatora stacjonarnego O.
Ustawiłem na lewej hiperboli (rufa) cztery punkty w układzie odniesienia O o współrzędnych t=0,1,2,4
A1=(3;0)
A2=(√10;1)
A3=(√13;2)
A4=(5;4)
Jednoczesne dla O zdarzenia na drugiej hiperboli (dziób) będą miały współrzędne odpowiednio:
B1=(5;0)
B2=(√26;1)
B3=(√29;2)
B4=(√41;4)

Odległości czasoprzestrzenne Ai i Bi liczy się tu bardzo łatwo:
d(A1, B1) = 2
d(A2, B2) = √26-√10 = 1,94
d(A3, B3 )= √29-√13 = 1,78
d(A4, B4) = √41-5 = 1,4
Widać, jak obserwator O ujrzy skracającą się rakietę w miarę jej rozpędzania. Ciekawsze od tych wyliczeń jest pytanie (i odpowiedź na nie): "jak to wyliczone i widziane na wykresie skrócenie ma się do skrócenia Lorentza?". Otóż całkując wzdłuż rakiety skrócenie Lorentza (a jest ono w każdym kawałku rakiety inne) dostaniemy dokładnie te odległości czasoprzestrzenne, które kilka linijek wyżej wypisałem! To skrócenie jest faktycznie skróceniem Lorentza.

Przejdźmy teraz do pilota O'. Ponieważ jest on związany z przyśpieszającą rakietą, jest więc w nieinercjalnym układzie. Z punktu widzenia obserwatora O ( i każdego innego inercjalnego obserwatora) pilot co chwila w istocie znajduje się w zupełnie innym układzie. Weźmy cztery takie chwilowe układy:
O'1, O'2, O'3, O'4. wybrane z całego nieskończonego continuum układów obserwatora O' (osie czasu dla poszczególnych układów narysowałem jako bledsze).
Na lewej hiperboli (rufa) wybieram te same co poprzednio punkty (zdarzenia): A'i = Ai
Natomiast równoczesne do nich dla obserwatora O' są
B'1=(5;0)
B'2=(5/3∙√10;5/3)
B'3=(5/3∙√13;10/3)
B'4=(25/3;20/3)

Dla ustalenia d(A'i, B'i) trzeba policzyć interwał czasoprzestrzenny i spierwiastkować. Wyjdzie za każdym razem to samo:
d(A'i, B'i) = 2 dla i=1,2,3,4
czyli pilot O' widzi swoją rakietę ciągle tak samo! I nie dlatego, że mu się tak wydaje, bo zmniejsza się razem ze swoją rakietą. Ja tu używam najbardziej obiektywnego narzędzia - interwału czasoprzestrzennego.
Oczywiście dla O' zmniejszy się O. Oni siebie nawzajem widzą pomniejszonymi!

>> ... pilot O' widząc przeciążenie skierowane do tyłu i tym większe im bardziej z tyłu jest mierzone uzna, iż znajduje się w polu grawitacyjnym.

>Byłoby to błędne uznanie. Te dwie sytuacje nie są równoważne.

My wiemy, że to są różne sytuacje. Ale pasażer niezorientowany nie ma prawa się w tym połapać. Myślałem, zasada równoważności Einsteina jeszcze obowiązuje (chodzi o nieodróżnialność bezwładności od przyciągania grawitacyjnego).

pozdrawiam
27-07-2014 07:22 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Proponuję jeszcze raz prześledzić, co widzą obaj obserwatorzy O i O'. Tym razem nie kwiecistą mową ale obrazkami i liczbami...

Nie sprawdziłem tego, ale jeśli Ci się wszystko zgodziło, to chyba jest dobrze.

> Myślałem, zasada równoważności Einsteina jeszcze obowiązuje.

Owszem, obowiązuje, ale tylko lokalnie.

> My wiemy, że to są różne sytuacje. Ale pasażer niezorientowany nie ma prawa się w tym połapać.

Jeśli pasażer może spacerować po rakiecie lub po planecie, to może wykryć nielokalne różnice tych dwóch sytuacji.
confessus (324 punktów)
>> Proponuję jeszcze raz prześledzić, co widzą obaj obserwatorzy O i O'. Tym razem nie kwiecistą mową ale obrazkami i liczbami...

>Nie sprawdziłem tego,
Aj, to źle, to bardzo źle! Taką nadzieję miałem, że mi znowu wytkniesz jakieś błędy

>...ale jeśli Ci się wszystko zgodziło, to chyba jest dobrze.
hm, mnie się zgodziło, ale to niestety oznacza zaprzeczenie tezy, którą forsujesz od początku tego podwątku - obserwator (pilot) O' nie stwierdza żadnej zmiany długości swojej rakiety! Przynajmniej tak to wygląda w tym " hiperbolowym" modelu.

>Jeśli pasażer może spacerować po rakiecie lub po planecie, to może wykryć nielokalne różnice tych dwóch sytuacji.
No wiem. Musi tylko zauważyć (o czym wcześniej pisałem), że przeciążenie rośnie z odwrotnością odległości a nie z kwadratem odwrotności od hipotetycznego źródła grawitacji.

pozdrawiam
01-08-2014 04:38 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> obserwator (pilot) O' nie stwierdza żadnej zmiany długości swojej rakiety!

Jak się nie rusza z fotela to nie stwierdza, ale jak się przejdzie po rakiecie, to może stwierdzić.
confessus (324 punktów)
>> obserwator (pilot) O' nie stwierdza żadnej zmiany długości swojej rakiety!
>Jak się nie rusza z fotela to nie stwierdza, ale jak się przejdzie po rakiecie, to może stwierdzić.
Nie może. Jedyne co może, to stwierdzić zmiany przeciążenia (o czym już wiemy) i zmiany tykania zegarów (co trochę liczyłem w jednym z poprzednich postów). I to wszystko.
Jeżeli tego jeszcze nie sprawdziłeś, to teraz masz okazję to zrobić - wszelkie pomiary na bieżącej osi przestrzennej x' dają te same wyniki jak przed startem. Na całej osi dodatniej tzn. na prawo od tej "czarnej dziury" w punkcie (0,0). Chciałoby się powiedzieć, że bieżącą oś x' można otrzymać przez izometryczny obrót z osi x obserwatora O. Tu się nic nie skraca ani nie wydłuża.

pozdrawiam
06-08-2014 07:18 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>> obserwator (pilot) O' nie stwierdza żadnej zmiany długości swojej rakiety!
>> Jak się nie rusza z fotela to nie stwierdza, ale jak się przejdzie po rakiecie, to może stwierdzić.
> Nie może. Jedyne co może, to stwierdzić zmiany przeciążenia (o czym już wiemy) i zmiany tykania zegarów (co trochę liczyłem w jednym z poprzednich postów). I to wszystko.

I to wystarczy. No bo jak wytłumaczyć różnicę przeciążenia na dziobie i na rufie inaczej niż ich wzajemnym ruchem?
confessus (324 punktów)
>To wystarczy. No bo jak wytłumaczyć różnicę przeciążenia na dziobie i na rufie inaczej niż ich wzajemnym ruchem?
W układzie inercjalnym faktycznie może być kłopot z wytłumaczeniem. A w innych układach?
Gdyby rozważyć bardzo głęboką studnię wykopaną na biegunie Ziemi, to wyjdą spore różnice w (prze)ciążeniu mierzonym przez obserwatora na powierzchni i obserwatora opuszczonego w głąb studni, mimo że obaj względem siebie nie poruszają się.
Albo gdyby siedzieć w kręcącej się karuzeli i przyjąć jako układ odniesienia krzesełko tej karuzeli. Wtedy krzesełko jest nieruchome względem osi karuzeli. A przeciążenie na osi i krzesełku? Wiadomo...
Przypomnę, że rakieta też jest układem nieinercjalnym. Mało tego, pojawiają zjawiska relatywistyczne ! Fakt, że rufa mimo większego przyśpieszenia nie może dogonić dziobu, już tłumaczyłem wcześniej kwiecistymi słowami ("dziób ucieka w przyszłość" ) i obliczeniami (przykładowe dane wypisałem i zilustrowałem ).
Myślałem, że mamy to już za sobą.
Może jednak pofatygujesz się i sam to policzysz?

pozdrawiam
07-08-2014 03:57 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Może jednak pofatygujesz się i sam to policzysz?

Co policzyć? To, że rufa ma większe przyśpieszenie niż dziób wskutek skrócenia Lorentza jest chyba oczywiste?
08-08-2014 00:26 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
>> Może jednak pofatygujesz się i sam to policzysz?
>Co policzyć?

To:

W chwili startu rufa i dziób mają współrzędne czasoprzestrzenne odpowiednio (patrz rysunek):
A1=(3;0), B1=(5;0)
liczymy długość rakiety czyli odległość czasoprzestrzenną między rufą dziobem:
d(A1, B1)=√[(0-0)2-(5-3)2] = 2i

Przy drugim pomiarze rufa i dziób mają współrzędne czasoprzestrzenne odpowiednio:
A2=(√10;1), B2=(5/3∙√10;5/3)
liczymy długość rakiety:
d(A2, B2)=√[(5/3-1)2 - (5/3∙√10- √10)2 ] = 2i

Przy trzecim pomiarze:
A3=(√13;2), B3=(5/3∙√13;10/3)
liczymy długość rakiety:
d(A3, B3)=√[ (10/3-2)2 - (5/3∙√13- √13)2 ] = 2i

Przy czwartym pomiarze:
A4=(5;4), B4=(25/3;20/3)
liczymy długość rakiety:
d(A4, B4)=√[ (20/3-4)2 - (25/3-5)2 ] = 2i

Widzisz tu jakieś skrócenie rakiety w trakcie kolejnych pomiarów robionych przez pilota O'?

A teraz mam niespodziankę, która ukazała mi się przy rachunkach robionych za Ciebie. Dla mnie ta niespodzianka jest zabawna, dla Ciebie - to się okaże.

Od kilku postów powtarzasz w kółko:
rufa ma większe przyśpieszenie niż dziób wskutek skrócenia Lorentza
albo
rufa ma większe przyśpieszenie niż dziób powodując skrócenie skrócenia Lorentza
do wyboru w zależności kontekstu.

Ponieważ ciągle mam wrażenie, że traktujesz wymiennie pomiary robione przez obserwatora O i O', więc zajmijmy się chwilowo tylko obserwatorem stacjonarnym O.
Otóż obserwator O także widzi przyśpieszenia rufy i dziobu. Oczywiście, dla niego nie mogą one jednak być stałe, bo inaczej rakieta przekroczyła dowolnie dużą prędkość (także c). Muszą więc te przyśpieszenia maleć. Aby ustalić, jak dokładnie maleją, wystarczy obliczyć drugie pochodne funkcji xR(t)=√[t2+32], xD(t)=√[t2+52] gdzie xR(t) i xD(t) są funkcjami położenia x w czasie t mające wykresy w postaci hiperboli odpowiednio rufy i dziobu.
I ... uwaga... uwaga... NIESPODZIANKA!!! Po 2.72 sekundach przyśpieszenie dziobu przewyższy przyśpieszenie rufy

Dobre co? Uśmiałeś się? Bo ja uśmiałem się po pachy

Podsumujmy:
  • pilot O' ma stałe przyśpieszenia na rufie 1/3, na dziobie 1/5, czyli na rufie jest większe ale rakieta wcale mu się nie skraca
  • obserwator stacj. O po 2.72 sekundach widzi na rufie mniejsze przyśpieszenie niż na dziobie ale rakieta mu się ciągle skraca!!!


To są rachunki, które spokojnie możesz przejrzeć, sprawdzić lub wykonać, nic tu nie oszukałem, nie naciągałem.

pozdrawiam
09-08-2014 14:41 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Co policzyć?
> To:
> W chwili startu... = 2i
> Przy drugim pomiarze... = 2i
> Przy trzecim pomiarze... = 2i
> Przy czwartym pomiarze... = 2i
> Widzisz tu jakieś skrócenie rakiety w trakcie kolejnych pomiarów robionych przez pilota O'?

Policzyłeś, że jak pilot mierzy rakietę taśmą mierniczą, to mu wychodzi zawsze to samo, ale to dlatego bo zarówno taśma jak i rakieta skracają się jednakowo.

> Od kilku postów powtarzasz w kółko:
> rufa ma większe przyśpieszenie niż dziób wskutek skrócenia Lorentza
> albo
> rufa ma większe przyśpieszenie niż dziób powodując skrócenie skrócenia Lorentza
> do wyboru w zależności kontekstu.

No bo w kółko ignorujesz fakt, że pilot może zmierzyć przyśpieszenia dziobu i rufy, i z ich różnicy wywnioskować, że rakieta się skraca.

> Ponieważ ciągle mam wrażenie, że traktujesz wymiennie pomiary robione przez obserwatora O i O'...

Mówię o pomiarach robionych przez pilota (w układzie O'). Opisałem jak to może zrobić ponad 3 tygodnie temu, potem nie chciało mi się powtarzać.

> ... więc zajmijmy się chwilowo tylko obserwatorem stacjonarnym O.

W układzie O sprawa jest prosta.

> Otóż obserwator O także widzi przyśpieszenia rufy i dziobu. Oczywiście, dla niego nie mogą one jednak być stałe, bo inaczej rakieta przekroczyła dowolnie dużą prędkość (także c). Muszą więc te przyśpieszenia maleć.

Tak. Jeśli a i a' są przyśpieszeniami w układzie O i O', to a = a'/gamma3, a więc dla stałego a' przyśpieszenie w układzie O spada asymptotycznie do zera.

> Po 2.72 sekundach przyśpieszenie dziobu przewyższy przyśpieszenie rufy

Zgadza się. Dziękuję za zwrócenie uwagi na tę ciekawostkę.
confessus (324 punktów)
>> Widzisz tu jakieś skrócenie rakiety w trakcie kolejnych pomiarów robionych przez pilota O'?
>Policzyłeś, że jak pilot mierzy rakietę taśmą mierniczą, to mu wychodzi zawsze to samo, ale to dlatego bo zarówno taśma jak i rakieta skracają się jednakowo.
Przepraszam, ale to już jest chwyt poniżej... taśmy. Nie sprowadzał naszej rozmowy do bajkowego poziomu, bo ja za chwilę napiszę Ci, że mój pokój przed chwilą zmniejszył się do rozmiarów talerza zupy grzybowej. Razem ze mną i wszystkim, co w nim się znajduje.
Zwrot "pomiary robione przez pilota O'" był pewną metaforą. Tymczasem czy ktoś tu mierzył to jakąś cholerą taśmą?!?! Czy na dołączonym obrazku widzisz jakąś taśmę?!?! Ja to WYLICZYŁEM pierwiastkując interwał czasoprzestrzenny między dziobem i rufą. A wszystko "dzieje się" na czasoprostej Minkowskiego, czyli na płaszczyźnie z ustaloną formą dwuliniową, obiektywną i zewnętrzną względem obiektów na tej płaszczyźnie latających tj odciskających swoją historię świata. Jeśli więc te obiekty karleją, puchną albo się jakoś obracają, przemieszczają lub deformują, to ta forma pozwala to MIERZYĆ. Dotyczy to położenia, ruchu, kształtu, pola itd. Skoro zgodnie z obliczeniami odległość czasoprzestrzenna między rufą i dziobem jest stała, to nie opowiadaj jakichś miejskich legend, że ona owszem zmniejszyła się ale tego nie widać, bo taśma się skurczyła. Pilot, plomby w zębach i pasek od zegarka też się skurczyły. I gałki oczne pilota też. I prawdopodobnie także zwoje mózgu, którym przelicza jednostki w czasie pomiaru.
Jeśli to zmniejszenie jest fizyczne, to powinno wyleźć na diagramie Minkowskiego. Sam wielokrotnie przekonywałeś mnie, że diagram Minkowskiego jest wystarczającym narzędziem do opisu i analizy omawianego doświadczenia. A skoro nie wychodzi na diagramie, jest zwykłym urojeniem. Przepraszam, nie urojeniem ale sztuczką rachunkową, chytrą podmianą metryki. Takim hokus-pokus. Coś jak denominacja złotego w 1995 - jednego dnia papierosy kosztowały 16000zł a rankiem następnego te same papierosy kosztowały 1.60 zł. Na pytanie, czy papierosy potaniały, trzeba odkrzyknąć NIE, OCZYWIŚCIE NIE!. Zmieniła się tylko metryka tj. miara wartości towaru.
A tak z ciekawości zapytam: jak bardzo wg Ciebie skraca się pilotowi jego rakieta, on sam i taśma. Ile razy i czy to skracanie jest stałe czy postępujące?

>... w kółko ignorujesz fakt, że pilot może zmierzyć przyśpieszenia dziobu i rufy, i z ich różnicy wywnioskować, że rakieta się skraca.
Wykazałem Ci rachunkami a nie machaniem rąk, że związek między przyśpieszeniem poszczególnych elementów rakiety a skróceniem Lorentza jest dość luźny. Dlatego z radością i dumą będę dalej ignorować nieprawdę, która nie wiedzieć czemu jest dla Ciebie faktem.
  • Nie traktuj informacji, że po 2.72 sekundach przyśpieszenie dziobu przewyższy przyśpieszenie rufy, jako jakiejś durnej ciekawostki. Pisząc o tym chciałem, abyś zauważył, że w układzie stacjonarnym O rakieta elegancko i stopniowo skraca się wg współczynnika √[1-(v)2] gdzie v jest prędkością elementu rakiety w chwili t. A skracanie to postępuje jakby niezależnie od przyśpieszeń rufy i dziobu, z tych przyśpieszeń najpierw większe jest na rufie, potem na dziobie. Rozumiesz? Przyśpieszenie na dziobie jest większe a rakieta dalej się skraca!
  • Pilot O' nie tylko nie wywnioskuje, że rakieta się skraca, ale przeciwnie - będzie się obawiać, że rakieta mu się rozciągnie, a może nawet - gdyby konstrukcja nie wytrzymała - rozerwie się. Pilot bowiem potraktuje rozkład przeciążeń wzdłuż rakiety jak swego rodzaju siły pływowe. Gdyby długość rakiety była zaniedbywalna wobec odległości od osobliwości, to przeciążenie malałoby proporcjonalnie w miarę oddalania się od rufy, dla długiej rakiety siły rozciągające będą dużo bardziej 'agresywne'. Gdyby zaś pilot O' miał maturę (z profilem rozszerzonym matematyki/fizyki) i był obznajomiony z STW i diagramami Minkowskiego, to włączy myślenie relatywistyczne i stwierdzi, że rufa mimo większego przyśpieszenia nie dogoni dziobu, bo ten ostatni 'porusza się' po innej hiperboli i jest 'unoszony w przyszłość', co nadaje mu dodatkową prędkość. A jak umie liczyć interwały czasoprzestrzenne, to wyjdzie mu niezmienność długości rakiety. I żadne hokus-pokus tego nie zmieni.


>> Ponieważ ciągle mam wrażenie, że traktujesz wymiennie pomiary robione przez obserwatora O i O'...
>Mówię o pomiarach robionych przez pilota (w układzie O'). Opisałem jak to może zrobić ponad 3 tygodnie temu, potem nie chciało mi się powtarzać.

Link nie działa. Czy chodzi o podskakiwanie pilota w kabinie?

pozdrawiam

P.S. przypominam, że wszystkie obliczenia i analizy robione przeze mnie w tym i poprzednich kilku postach dotyczą modelu hiperbolowego ze współśrodkowymi hiperbolami
11-08-2014 19:34 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> ... Dlatego z radością i dumą będę dalej ignorować nieprawdę, która nie wiedzieć czemu jest dla Ciebie faktem.

Bo znam alternatywną interpretację STW, zupełnie poprawną. [Załącznik]
24-07-2014 01:50 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
>Tutaj obserwator poryszając się po krzywoliniowej trjaktorii doznaje przyśpieszeń.
No to chyba jednak trajektoria jest prostoliniowa, skoro wektor przyśpieszeń jest zawarty w 1-wymiarowym świecie (przestrzeni)? Zaś linia świata tego podróżnika jest pokrzywiona w układzie jakiegoś inercjalnego obserwatora.

>To jest diagram czasoprzestrzeni: na osi pionowej jest czas, a na osi poziomej jest jeden z wymiarów przestrzennych. Obserwator porusza się niejednostajnie wdłuż tego jednego wymiaru.

Ok. chyba rozumiem, co autor tego gifa miał na myśli. Zegar tyka, na górze jest nadchodząca przyszłość, na dole odchodząca przeszłość a opadające kropki ukazują przemijanie czasu. Podróżnik harcuje sobie w swoim 1-wymiarowym świecie, w lewo w prawo, przyśpiesza, zwalnia i na bieżąco sporządza sobie wg swojego aktualnego układu odniesienia diagram Minkowskiego. Dostrzegłem jednak coś, co należałoby uznać za poważny błąd.

Zawsze kiedy podróżnik jedzie prościutko przed siebie tzn. nie bierze "zakrętu czasoprzestrzennego" (nie robi obrotu hiperbolicznego), słowem , gdy nie przyśpiesza ani nie hamuje wzdłuż tego jednego wymiaru, to kropki opadają pionowo. A nie powinny, bo skoro chwilę wcześniej podróżnik przyśpieszył lub hamował w lewo lub w prawo, to zmienił chwilową prędkość w swoim 1-wymiarowym świecie względem tych kropek (wydarzeń). To znaczy względem miejsc, gdzie zdarzenia wystąpiły. A to oznacza, że kropki powinny opadać w lewo lub w prawo pod większym lub mniejszy skosem. W każdym razie inaczej a nie ciągle w pionowo. Jak krople deszczu przy silnym bocznym wietrze. To tak jakby mimo przyśpieszeń i hamowań dalej tkwił w tym samym wyjściowym układzie inercjalnym, skoro linie światów gwiazd, które rozbłysły ciągle są równoległe do jego osi czasu. To chyba nie tak powinno wyglądać. Oglądałem tego gifa dokładnie, niemal klatka po klatce i niestety nie mylę się.

Gdyby - być może wbrew autorowi - potraktować tego gifa jako ilustrację podróży jakiegoś płaszczaka z prędkością relatywistyczną, to nie dostrzegałbym żadnych uchybień. Jest wówczas możliwość zaobserwować, jak działa skrócenie Lorentza lub jak przestaje działać w zależności od kierunku ruchu na płaszczyźnie (2-wymiarowym świecie).

pozdrawiam
27-07-2014 07:30 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Tutaj obserwator poryszając się po krzywoliniowej trajektorii doznaje przyśpieszeń.
> No to chyba jednak trajektoria jest prostoliniowa, skoro wektor przyśpieszeń jest zawarty w 1-wymiarowym świecie (przestrzeni)? Zaś linia świata tego podróżnika jest pokrzywiona w układzie jakiegoś inercjalnego obserwatora.

Tak, masz rację, zamiast słowa "trajektoria" powinienem był napisać "linia świata".

> Dostrzegłem jednak coś, co należałoby uznać za poważny błąd. Zawsze kiedy podróżnik jedzie prościutko przed siebie tzn. nie bierze "zakrętu czasoprzestrzennego" (nie robi obrotu hiperbolicznego), słowem, gdy nie przyśpiesza ani nie hamuje wzdłuż tego jednego wymiaru, to kropki opadają pionowo. A nie powinny, bo skoro chwilę wcześniej podróżnik przyśpieszył lub hamował w lewo lub w prawo, to zmienił chwilową prędkość w swoim 1-wymiarowym świecie względem tych kropek (wydarzeń). To znaczy względem miejsc, gdzie zdarzenia wystąpiły. A to oznacza, że kropki powinny opadać w lewo lub w prawo pod większym lub mniejszy skosem. W każdym razie inaczej a nie ciągle w pionowo. Jak krople deszczu przy silnym bocznym wietrze. To tak jakby mimo przyśpieszeń i hamowań dalej tkwił w tym samym wyjściowym układzie inercjalnym, skoro linie światów gwiazd, które rozbłysły ciągle są równoległe do jego osi czasu. To chyba nie tak powinno wyglądać.

Chyba masz rację. Gratuluję spostrzegawczości. Może chcesz się pobawić i zrobić poprawną tę animację?
confessus (324 punktów)
>Tak, masz rację, zamiast słowa "trajektoria" powinienem był napisać "linia świata".
Z pokorą przyznaję, że sam niefrasobliwie używałem wielokrotnie słowa "trajektoria" zamiast "linia świata". Przyganiał kocioł garnkowi.

>Chyba masz rację.
Mam. Co gorsza, dostrzegłem coś, co właściwie powinienem dostrzec w pierwszej kolejności.
Zmiana prędkości szalejącego obserwatora wymaga i czasu i przestrzeni. Toteż do chwili ustabilizowania się obserwatora w nowym układzie inercjalnym zdarzenia powinny "zjechać" odpowiednio daleko w dół (czas) i przesunąć się odpowiednio daleko w bok (przestrzeń). A tu wygląda to tak, jakby obserwator zmieniał prędkość nie ruszając się z miejsca. Efekt? Jak się przyjrzeć niektórym zdarzeniom w odpowiednim momencie, to widać, jak latają w dół, w górę i znowu w dół i znowu w górę i znowu.... Znaczy się, cofają się w czasie? Obserwator może wybuch tej samej supernowej oglądać kilka razy? Czyżby zasuwał z prędkością ponadświetlną? Takich cudów to ani STW ani nawet OTW nie przewiduje!
Może to jednak podróż płaszczaka? Gdyby tę grafikę tak zinterpretować, to wszystko jest sensowne!

>Może chcesz się pobawić i zrobić poprawną tę animację?
Nie, nie dziękuję. Aż takim bohaterem nie jestem. Nie mam ani czasu ani zapału w odpowiedniej ilości. Ale mogę służyć dobrą radą...

pozdrawiam
01-08-2014 04:50 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Chyba masz rację.
> Mam.

Ale chyba jednak niekoniecznie. Jeżeli odległości na obrazku są bardzo duże, np. przedstawiające wybuchy supernowych w odległych galaktykach a obserwator stosunkowo niedaleko wędruje (choć szybko), to wszystko się zgadza.

> Jak się przyjrzeć niektórym zdarzeniom w odpowiednim momencie, to widać, jak latają w dół, w górę i znowu w dół i znowu w górę i znowu.... Znaczy się, cofają się w czasie?

Tak.

> Obserwator może wybuch tej samej supernowej oglądać kilka razy?

Nie, bo światło z odległych galaktyk nie dociera do niego natychmiastowo.
confessus (324 punktów)
>>> Chyba masz rację.
>> Mam.
>Ale chyba jednak niekoniecznie.
Faktycznie, niekoniecznie. Gdy się uważnie przyjrzeć, to w tym gifie żadne latające jak mucha zdarzenie opuściwszy bieżący stożek przyszłości już do niego nie wraca a wpadłszy w stożek przeszłości już go nie opuszcza. I to unieważnia mój drugi zarzut. Przeszarżowałem!

>> Obserwator może wybuch tej samej supernowej oglądać kilka razy?
>Nie, bo światło z odległych galaktyk nie dociera do niego natychmiastowo.
Zgadza się, poprawnie byłoby napisać, że dla obserwatora wybuch tej samej supernowej może być kilka razy zdarzeniem równoczesnym ze wskazaniami bieżącymi jego zegara. Pomogłeś mi uświadomić sobie, że to jednak nic dziwnego. Jak widać człowiek ciągle czymś daje się zaskakiwać...
confessus (324 punktów)
Na całą rzecz można spojrzeć jeszcze inaczej.

Skoro cały zestaw (rakieta, dwie rakiety powiązane sznurkami albo drabinkami, skład złożony z wielu lokomotyw itd.) przyśpiesza, więc w jego układzie odniesienia pojawia się siła inercji skierowana w przeciwną stronę. Z punktu widzenia obserwatora O' ta siła inercji działa dokładnie tak, jakby on i całe to żelastwo znajdowało się w jednorodnym polu grawitacyjnym (zasada równoważności Einsteina). A pole grawitacyjne - jak wiemy - deformuje geometrię. Dokładnie tak, jak pokazałem Ci na rysunku z lokomotywami (w drugim wierszu obrazka).
I wracamy do punktu wyjścia - geometria dla O' jest koślawa a skład lokomotyw wygląda jak dżdżownica, tu skurczona, tam rozciągnięta.

A po drodze pojechaliśmy sobie po OTW.

pozdrawiam
spectre (67 punktów)
>Trochę czuję się zdezorientowany.
Myślałem, że tylko ja jestem zdezorientowany, od razu mi lepiej

>Przepraszam, ale czy mam to rozumieć w ten sposób:
>Umieszczamy dwie rakiety w pewnej odległości i wiążemy je sznurkiem, rakiety unoszą się swobodnie w przestrzeni (w układzie inercjalnym) i są względem siebie nieruchome. Ja przelatuję z prędkością 0.9c obok (ale równolegle do sznurka) i widzę (wskutek skrócenia Lorentza) rakiety skrócone i zrywający się w wyniku skrócenia sznurek. Po odbytej przejażdżce spotykam z pasażerami obu rakiet i opowiadam, co widziałem. A oni w śmiech.
>Wiem, wiem. W Twojej opowieści o rakietach dochodzi przyspieszenie, w mojej tego nie ma.
Ciekawe, co byłoby, gdybyś przyspieszał.

Pozdrawiam.
confessus (324 punktów)
>>Trochę czuję się zdezorientowany.
>Myślałem, że tylko ja jestem zdezorientowany, od razu mi lepiej

mnie też

>Ciekawe, co byłoby, gdybyś przyspieszał.

Proces ściskania oglądanych rakiet (i sznurków) trwałby. One ściskałyby się, ściskały...

pozdrawiam
kaganiec (155 punktów)
>Czyli oznacza to, że zegar obserwatora idzie nawet szybciej od zegara obiektu poruszającego się z prędkością podświetlną - jeśli dobrze zrozumiałem.

Ale mamy dwóch obserwatorów. Dla tego na Ziemi jego zegar chodzi szybciej.
Dla tego w rakiecie jego zegar jest szybszy, bo Ziemia oddala się
z jego punktu widzenia. Czyli mamy sprzeczność. Paradoks.
Podobny paradoks otrzymasz kiedy powiesz "ja zawsze kłamię", bo to będzie
oznaczać, że mówisz prawdę mówiąc "ja zawsze kłamię". Wpadasz tu w pętlę
absurdu podobną do tej z STW z której naiwni nie mogą się do dziś wygrzebać.

>Wydaje się to takie proste a jednak przeprowadzano doświadczenia w szybko latających samolotach z atomowymi zegarami na pokładach

W eksperymanecie Hafele jeden samolot leciał na Wschód, a drugi na Zachód.
Kiedy porównano wskazania tych latających zegarów z tym na Ziemi, to ojciec
eksperymentu złapał się za głowę - po prostu wyszły kompletne bzdury.
A dlaczego różniły się wskazaniami pomiędzy sobą oba zegary latające
mimo pełnej symetrii to tego najstarsi relatywiści nie wiedzą
mirask (152 punktów)
>Dla tego na Ziemi jego zegar chodzi szybciej. Dla tego w rakiecie jego zegar jest szybszy, bo Ziemia oddala się z jego punktu widzenia. Czyli mamy sprzeczność. Paradoks.
No właśnie, tylko że paradoksu nie było by, gdyby na zagadnienie spojżeć jeszcze troszkę bardziej... realnie, bo wówczas okazało by się, że obiekty lecące z prędkością podświetlną nie skracają się a czas w nich upływa w takim samym tempie, jak ich obserwatorom...

>W eksperymanecie Hafele jeden samolot leciał na Wschód, a drugi na Zachód.
Kiedy porównano wskazania tych latających zegarów z tym na Ziemi, to ojciec
eksperymentu złapał się za głowę - po prostu wyszły kompletne bzdury.
A dlaczego różniły się wskazaniami pomiędzy sobą oba zegary latające
mimo pełnej symetrii to tego najstarsi relatywiści nie wiedzą.

Ja czytałem, że wyniki tego eksperymentu spełniły oczekiwania jego autora i dlatego sprawę zamknięto, więc... nic pewnego na ten temat nie wiadomo, wiadomo jest natomiast, że każdy eksperyment, którego wyniki chociaż tylko w części zgadzają się z teoretycznymi przewidywaniami naszego, naukowego jasnowidza, jest nagłaśniany a nie zapominany...
Jedno dla mnie jest pewne - nie może być "realnego" skracania obiektów w pobliżu "c", skoro upływ na nim czasu jest taki sam, jak upływ czasu postronnego obserwatora, więc i nie ma mowy o żadnych paradoksach a różnice czasowe przy obecnych prędkościach nie będą aż takie, żeby nie liczyły sie w nich błędy urządzeń pomiarowych.
Ebvalaim (2787 punktów)
>Jedno dla mnie jest pewne - nie może być "realnego" skracania obiektów w pobliżu "c", skoro upływ na nim czasu jest taki sam, jak upływ czasu postronnego obserwatora, więc i nie ma mowy o żadnych paradoksach a różnice czasowe przy obecnych prędkościach nie będą aż takie, żeby nie liczyły sie w nich błędy urządzeń pomiarowych.
>
Tu masz piękną tabelkę razem z niepewnościami pomiarowymi: en.wikiped(*)ele-Keating_experiment
Jak widać, zmierzone wielkości są znacząco większe, niż niepewności.

(W razie gdyby ktoś się dziwił, skąd niepewności w wartościach przewidywanych - podejrzewam, że z niepewności wielkości takich jak masa czy promień Ziemi oraz efektów związanych ze startem i lądowaniem samolotu, które ciężko precyzyjnie doliczyć.)
kaganiec (155 punktów)
>(W razie gdyby ktoś się dziwił, skąd niepewności w wartościach przewidywanych - podejrzewam, że z niepewności wielkości takich jak masa czy promień Ziemi oraz efektów związanych ze startem i lądowaniem samolotu, które ciężko precyzyjnie doliczyć.)

Akurat. W pierwszym locie wszystkie cztery zegary poddawane były takim samym efektom
takim jak rzeczona masa, promień, start i lądowanie. W drugim tak samo. Co tu chcesz "precyzyjnie doliczyć"?
Ebvalaim (2787 punktów)
>Akurat. W pierwszym locie wszystkie cztery zegary poddawane były takim samym efektom
>takim jak rzeczona masa, promień, start i lądowanie. W drugim tak samo. Co tu chcesz "precyzyjnie doliczyć"?
Raz, to co mówisz (że wszystkie zegary były poddawane takim samym efektom), nie ma sensu - skąd wtedy w ogóle wziąć opóźnienie? Jakieś musiały zostać na ziemi, żeby było z czym porównywać wskazania.

Dwa, zwykle w eksperymentach naukowych porównuje się wynik doświadczalny z teoretycznym. Tak też było i tutaj. Tyle tylko, że aby otrzymać wynik z teorii, trzeba włożyć do niej jakieś dane - w tym przypadku dane o parametrach lotu. Te dane również są obciążone jakimiś niepewnościami, a zatem wartości przewidywane także będą.
kaganiec (155 punktów)
>>Akurat. W pierwszym locie wszystkie cztery zegary poddawane były takim samym efektom
>>takim jak rzeczona masa, promień, start i lądowanie. W drugim tak samo. Co tu chcesz "precyzyjnie doliczyć"?
>Raz, to co mówisz (że wszystkie zegary były poddawane takim samym efektom), nie ma sensu - skąd wtedy w ogóle wziąć opóźnienie? Jakieś musiały zostać na ziemi, żeby było

Cztery zegary w pierwszym locie były poddawane takim samym efektom.
Cztery zegary w drugim locie były poddawane takim samym efektom.


Po pierwszym locie wskazania tych czterech zegarów różniły się znacząco między sobą.
Po drugim locie wskazania tych czterech zegarów różniły się znacząco między sobą.

Co tu jest niejasne?
Ebvalaim (2787 punktów)
>>>Akurat. W pierwszym locie wszystkie cztery zegary poddawane były takim samym efektom
>>>takim jak rzeczona masa, promień, start i lądowanie. W drugim tak samo. Co tu chcesz "precyzyjnie doliczyć"?
>>Raz, to co mówisz (że wszystkie zegary były poddawane takim samym efektom), nie ma sensu - skąd wtedy w ogóle wziąć opóźnienie? Jakieś musiały zostać na ziemi, żeby było
>Cztery zegary w pierwszym locie były poddawane takim samym efektom.
>Cztery zegary w drugim locie były poddawane takim samym efektom.
Po pierwszym locie wskazania tych czterech zegarów różniły się znacząco między sobą.
>Po drugim locie wskazania tych czterech zegarów różniły się znacząco między sobą.
>Co tu jest niejasne?
Oczywiście, że się różniły. Jak nikt ich nie brał do samolotu, też się różniły. Nie znam się dokładnie na zegarach atomowych, ale z tego, co zdążyłem wyczytać, wynika, że ich wskazania też nie są idealne i trochę dryfują - i właśnie w celu minimalizacji wpływu tego dryfu na wyniki wykorzystano 4 zegary, a nie jeden.
mirask (152 punktów)
>>Jedno dla mnie jest pewne - nie może być "realnego" skracania obiektów w pobliżu "c", skoro upływ na nim czasu jest taki sam, jak upływ czasu postronnego obserwatora, więc i nie ma mowy o żadnych paradoksach...

Powtórzyłem część zdania, która nie doczekała się komentarza a w moim mniemaniu była ważniejsza od jakiś tam pomiarów, które... mogły być stronnicze.
Ebvalaim (2787 punktów)
>>>Jedno dla mnie jest pewne - nie może być "realnego" skracania obiektów w pobliżu "c", skoro upływ na nim czasu jest taki sam, jak upływ czasu postronnego obserwatora, więc i nie ma mowy o żadnych paradoksach...
>Powtórzyłem część zdania, która nie doczekała się komentarza a w moim mniemaniu była ważniejsza od jakiś tam pomiarów, które... mogły być stronnicze.
>
Tylko skąd stanowisko, że upływ czasu dla poruszającego się obiektu jest taki sam, jak dla zewnętrznego obserwatora? W tym momencie reprezentujesz postawę, że jeśli fakty nie zgadzają się z teorią, tym gorzej dla faktów.

Nikt też nigdy nie ogłasza odkrycia na podstawie wyniku jednego pomiaru. Zanim pojawi się pewność, że coś faktycznie odkryto, pomiar musi zostać wielokrotnie powtórzony. Dobry przykład to choćby niedawna afera z nadświetlnymi neutrinami - jeden eksperyment coś takiego wykazał, ale nie udało się odtworzyć tego wyniku w żadnym innym eksperymencie i w końcu znaleziono błąd.
mirask (152 punktów)
>Tylko skąd stanowisko, że upływ czasu dla poruszającego się obiektu jest taki sam, jak dla zewnętrznego obserwatora? W tym momencie reprezentujesz postawę, że jeśli fakty nie zgadzają się z teorią, tym gorzej dla faktów.

Niezupełnie jest tak, bo upływ czasu dla poruszającego się obiektu jest taki sam, jak... nie dla, tylko u zewnętrznego obserwatora, ich zegary chodzą w takim samym tempie, przecież dla każdego z nich czas upływa prędzej...
Uważam, że gdy fakty nie zgadzają się z teorią, to coś nie tak jest z teorią, bo jak inaczej można myśleć...?
kaganiec (155 punktów)
>bo wówczas okazało by się, że obiekty lecące z prędkością podświetlną nie skracają się a czas w nich upływa w takim samym tempie, jak ich obserwatorom...

Tak właśnie jest, nikomu nic się nie skraca, czas płynie jednakowo dla wszystkich
obserwatorów... i tym sposobem obaliłeś teorię względności - sam widzisz jakie to proste

>Ja czytałem, że wyniki tego eksperymentu spełniły oczekiwania jego autora

To chyba czytałeś wersję Wydziału Prapagandy Towarzystwa Płaskiej Ziemi i Nie Mniej
Płaskich Sekund. Tu jest wersja bardziej zbliżona do prawdy:
arkadiusz.(*),bieg-czasu-i-fizyka-od-kuchni

Poza tym jeden eksperyment to jakaś kpina. Oczywistym jest, że eksperyment powinien
być powtórzony i to nie raz. W dodatku do eksperymentu powinno dołączyć się w celach
kontrolnych przynajmniej dwa samoloty np. lecące w tych samych kierunkach, ale po przeciwnej stronie globu. A tak to mamy zwykłą farsę z tradycyjnym już od Eddingtona nciąganiem wyników
Ebvalaim (2787 punktów)
>To chyba czytałeś wersję Wydziału Prapagandy Towarzystwa Płaskiej Ziemi i Nie Mniej
>Płaskich Sekund. Tu jest wersja bardziej zbliżona do prawdy:
>arkadiusz.(*),bieg-czasu-i-fizyka-od-kuchni
Ciekaw jestem, skąd on wziął te surowe dane, bo oczywiście podlinkować albo chociaż wspomnieć źródła nie raczył.

>Poza tym jeden eksperyment to jakaś kpina. Oczywistym jest, że eksperyment powinien
>być powtórzony i to nie raz.
Że tak zacytuję Wikipedię:
"Because the Hafele-Keating experiment was reproduced by increasingly accurate methods, there has been a consensus among physicists since at least the 1970s that the relativistic predictions of gravitational and kinematic effects on time have been conclusively verified.[7] Criticisms of the experiment did not address the subsequent verification of the result by more accurate methods, and have been shown to be in error.[8]"
Z przykrością również stwierdzam, że ostatnie zdanie tego cytatu doskonale podsumowuje to, co dzieje się w tym wątku.
kaganiec (155 punktów)
>Z przykrością również stwierdzam, że ostatnie zdanie tego cytatu doskonale podsumowuje to, co dzieje się w tym wątku.

A co ma się dziać? Chyba widzisz tam u Jadczyka jakie różnice wychodzą między teorią, a eksperymentem. Naprawdę sądzisz, że w tych powtórkach coś się zmieniło? Niby co i dlaczego miałoby się zmienić? Ulepszono metody manipulacji wynikami?
W pierwszym locie masz rozpiętość wyników od -54 do +166, a miało być -40 ns - 500 procent normy! W drugim locie było od -44 do + 413 zamiast +275 - 150 procent normy - oj coś marnie
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Z przykrością również stwierdzam, że ostatnie zdanie tego cytatu doskonale podsumowuje to, co dzieje się w tym wątku.
>A co ma się dziać? Chyba widzisz tam u Jadczyka jakie różnice wychodzą między teorią, a eksperymentem. Naprawdę sądzisz, że w tych powtórkach coś się zmieniło? Niby co i dlaczego miałoby się zmienić? Ulepszono metody manipulacji wynikami?
>W pierwszym locie masz rozpiętość wyników od -54 do +166, a miało być -40 ns - 500 procent normy! W drugim locie było od -44 do + 413 zamiast +275 - 150 procent normy - oj coś marnie
>
Polecam: math.ucr.e(*)/experiments.html#Twin_paradox
A zwłaszcza fragment:
"His criticism does not stand up, as he does not understand the properties of the atomic clocks and the way the four clocks were reduced to a single "paper" clock. The simple averages he advocates are not nearly as accurate as the paper clock used in the final paper-that was the whole point of flying four clocks (they call this "correlated rate change"; this technique is used by all standards organizations today to minimize the deficiencies of atomic clocks)."
mirask (152 punktów)
>>bo wówczas okazało by się, że obiekty lecące z prędkością podświetlną nie skracają się a czas w nich upływa w takim samym tempie, jak ich obserwatorom...
>Tak właśnie jest, nikomu nic się nie skraca, czas płynie jednakowo dla wszystkich
>obserwatorów... i tym sposobem obaliłeś teorię względności - sam widzisz jakie to proste

Czy aby na pewno nic się nikomu nie skraca? Skraca się, ale nie od prędkości, tylko... po kąpieli i na pewno nie obserwatorom.
Nie jest tak łatwo wymyślić coś nierealnego, co będzie miało praktyczne potwierdzenie i odwzorowanie w obliczeniach, dlatego chylę czoła panu Lorentz'owi.

>>Ja czytałem, że wyniki tego eksperymentu spełniły oczekiwania jego autora
>To chyba czytałeś wersję Wydziału Prapagandy Towarzystwa Płaskiej Ziemi i Nie Mniej
>Płaskich Sekund. Tu jest wersja bardziej zbliżona do prawdy:
>arkadiusz.(*),bieg-czasu-i-fizyka-od-kuchni
>Poza tym jeden eksperyment to jakaś kpina. Oczywistym jest, że eksperyment powinien
>być powtórzony i to nie raz. W dodatku do eksperymentu powinno dołączyć się w celach
>kontrolnych przynajmniej dwa samoloty np. lecące w tych samych kierunkach, ale po przeciwnej stronie globu. A tak to mamy zwykłą farsę z tradycyjnym już od Eddingtona nciąganiem wyników

W pełni popieram, jednak eksperymenty takowe najczęściej wykonują naukowcy, którzy przynajmniej oficjalne starają się dowieźć słuszności teorii względności...
kaganiec (155 punktów)
>Nie jest tak łatwo wymyślić coś nierealnego, co będzie miało praktyczne potwierdzenie

W fizyce relatywistycznej "praktyczne potwierdzenie" oznacza zupełnie coś innego
niż normalnym ludziom się wydaje. Skrócenie, które "wyłazi" z relatywistycznych wzorów
jest dowodem na błędność teorii, bo oczywiście tego skrócenia nie ma. Nikt go nigdy nie zmierzył i zapewne nie zmierzy. No, ale relatywiści zawsze będą wciskać gawiedzi, że to "skrócenie jest ino go nie widać", a żeby je zobaczyć to trzeba stanąć na głowie, lewym okiem popatrzeć w przód, prawym w tył i w dodatku trzeba to zrobić w gabinecie krzywych luster, bo inaczej się nie liczy - i takie to mamy "praktyczne potwierdzenie".

>jednak eksperymenty takowe najczęściej wykonują naukowcy, którzy przynajmniej oficjalne starają się dowieźć słuszności teorii względności...

To dowodzenie opiera się głównie na pilnowaniu dogmatu c=const. c=const to zakała fizyki, absurd i bezsens.
mirask (152 punktów)

>Skrócenie, które "wyłazi" z relatywistycznych wzorów jest dowodem na błędność teorii, bo oczywiście tego skrócenia nie ma. Nikt go nigdy nie zmierzył i zapewne nie zmierzy.

Można jednak powiedzieć, że skrócenie owo występuje, ale tylko z punktu widzenia postronnego obserwatora a to, ze nigdy go nie zmierzono nie jest dziwne, bo podobno nie tylko mierniczy ulega skróceniu, ale i miarka, którą ma dokonać pomiaru, czyli że wszystko to może oznaczać tylko jedno - nie ma żadnej różnicy w pomiarze skróconego obiektu skróconą miarką i nieskróconego obiektu nieskróconą miarką...
kaganiec (155 punktów)
>nie ma żadnej różnicy w pomiarze skróconego obiektu skróconą miarką i nieskróconego obiektu nieskróconą miarką...

I tu się mylisz, ponieważ zdaje się ustaliliście już z Fizykiem, że przestrzeń między rakietami się nie skraca, prawda? A skoro przestrzeń się nie skraca to można to skrócenie zmierzyć, tylko nie robimy tego "dylatującą miarką", a fotonami. Spójrz w lusterko trzymając je w wyciągniętej ręce. Jeśli ręka Ci się skróci, to droga dla fotonów będzie krótsza, ponieważ lusterko się przybliży. I właśnie taki eksperyment przeprowadzono. To eksperyment o którym już wspominałem, czyli eksp. Thorndike-Kennedy.
To eksperyment, o którym jak widać fizycy niewiele wiedzą. Przede wszystkim nie wiedzą po jaką cholerę skrócono jedno z ramion interferometru. A gdyby to wiedzieli, to nie ośmieszali by się opowiadaniem bajeczek o skracającej się taśmie pomiędzy rakietami.
mirask (152 punktów)
>>nie ma żadnej różnicy w pomiarze skróconego obiektu skróconą miarką i nieskróconego obiektu nieskróconą miarką...
>I tu się mylisz, ponieważ zdaje się ustaliliście już z Fizykiem, że przestrzeń między rakietami się nie skraca, prawda? A skoro przestrzeń się nie skraca to można to skrócenie zmierzyć, tylko nie robimy tego "dylatującą miarką", a fotonami.

Niezupełnie ze mną było to ustalane, jednak trudno jest uwierzyć w podawany przykład, w którym mierzący odległość między dwoma rakietami musieli miarkę odwijać, bo to tylko przykład potwierdzający teorię nie mający nic wspólnego z dowodem.
Z eksperymentem Thorndike-Kennedy muszę się dopiero zapoznać, ale skoro był wykonany, to fizycy z prawdziwego zdarzenia na pewno znają jego wyniki i wiedzą o skróconym ramieniu interferometru, tylko że... wroga się nie chwali.
20-06-2014 22:47 
 Ocena 1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>Z eksperymentem Thorndike-Kennedy muszę się dopiero zapoznać

Idea jest prosta. Jeśli ten cień kartki zmniejsza się o połowę
to 20-to centymetrowa kartka "skróci się" o 10cm a 20-to metrowa
o 10 metrów. I na tej różnicy bazujemy.

Jak na rysunku. Jeśli wpuścimy światło o zgodnej fazie w dwie rury o różnej długości
wzdłuż rzeki eteru (skrócenie) to po odbiciu od lusterek mamy zgodność w fazie.
Po obróceniu rur o 90 stopni (ruch w poprzek rzeki) nastąpi wydłużenie. I widać na rysunku, że nastąpi przesunięcie fazowe, które będzie skutkować przesunięciem prążków interferencyjnych. Prążki oczywiście się nie przesunęły, a więc to skrócenie i te 700km/s które postuluje Atto można włożyć między bajki.



> tylko że... wroga się nie chwali.

Ba, tylko czyj to wróg?
Na pewno wróg eteru Lorentza i fizycznego skracania w tym eterze.
Czy to wróg Einsteina? Jedni powiedzą, że tak. Inni, że nie.
Ci co twierdzą, że nie, będą coś tam przebąkiwać o dylatacji czasu i
założę się, że jak zwykle wyjdzie paradoksalnie i śmiesznie
mirask (152 punktów)
Rozumiem, ze wyniki eksperymentu się powtarzały, więc... wszystko jasne.

Nie wiem jednak, czy aż tak trudno jest pojąć, że skoro upływ czasu jest zawsze większy u obserwatora a obserwatorem jest w takim samym stopniu astronauta w rakiecie jak i obserwator na ziemi, to czas upływa im tak samo?

Gdyby różnice w upływie czasu były, to był by kolejny paradoks, ponieważ czym bliżej prędkości światła był by obiekt, to tym wolniej płynął by w nim czas a tym samym stawał by się bardziej skrócony aby w momencie osiągnięcia "c" czas przestał upływać a skrócenie osiągnęło wartość maksymalną, czyli obiekt był by... wielkości punktu w zerowej czasoprzestrzeni.
Moim zdaniem jest to pat

>Na pewno wróg eteru Lorentza i fizycznego skracania w tym eterze.
>Czy to wróg Einsteina? Jedni powiedzą, że tak. Inni, że nie.
>Ci co twierdzą, że nie, będą coś tam przebąkiwać o dylatacji czasu i
>założę się, że jak zwykle wyjdzie paradoksalnie i śmiesznie

Myślę że wyjdzie nie tylko paradoksalnie i śmiesznie, ale przede wszystkim... relatywistycznie
22-06-2014 16:30 
 Ocena 1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>Nie wiem jednak, czy aż tak trudno jest pojąć, że skoro upływ czasu jest zawsze większy u obserwatora a obserwatorem jest w takim samym stopniu astronauta w rakiecie jak i obserwator na ziemi, to czas upływa im tak samo?

Zapytaj tutejszych relatywistów dlaczego tak im trudno pojąć, że
czas bliźniakom upływa tak samo

A co jeśli jest ten trzeci: C ? I A oddala się wolniej od C niż robi to B?

A <--------- C -------------------> B

Tutaj też wszystkim czas upływa tak samo?
mirask (152 punktów)
Czyli wniosek może być tylko taki, że na upływ czasu prędkość wpływu nie ma.
W/g relatywistów, to pewnie czegoś jeszcze nie rozumiem, więc... wszystko jasne.
22-06-2014 17:09 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Nie wiem jednak, czy aż tak trudno jest pojąć, że skoro upływ czasu jest zawsze większy u obserwatora a obserwatorem jest w takim samym stopniu astronauta w rakiecie jak i obserwator na ziemi, to czas upływa im tak samo?

To jest logika żaby w studni:
każdy wie, że żył cały rok w roku, który przeżył.

>Gdyby różnice w upływie czasu były, to był by kolejny paradoks, ponieważ czym bliżej prędkości światła był by obiekt, to tym wolniej płynął by w nim czas a tym samym stawał by się bardziej skrócony aby w momencie osiągnięcia "c" czas przestał upływać a skrócenie osiągnęło wartość maksymalną, czyli obiekt był by... wielkości punktu w zerowej czasoprzestrzeni.
>Moim zdaniem jest to pat

Taki sam pat jak to że 7 < 2... z punktu widzenia tej siódemki, wierzącej w ideę równouprawnienia liczb.

>Myślę że wyjdzie nie tylko paradoksalnie i śmiesznie, ale przede wszystkim... relatywistycznie

Chciałbyś myśleć naprawdę relatywistyczne, ale to jest niemożliwe - realnie, obiektywnie, lecz tylko relatywistycznie, znaczy tylko tak na niby.
mirask (152 punktów)

>Chciałbyś myśleć naprawdę relatywistyczne, ale to jest niemożliwe - realnie, obiektywnie, lecz tylko relatywistycznie, znaczy tylko tak na niby.

Ja wcale nie chcę myśleć relatywistycznie, bo takie myślenie jest wstępem do kolejnej teorii, która mówi, że świat jest tylko iluzją.
Tylko że nikt nie wie, z czyjego punktu widzenia to wynika, a ja myślę, że to jest sprawka fotonu, czyli że gdy staniemy się świetlistymi istotami, to świat przestanie istnieć.
28-06-2014 15:21 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Oryginalna teoria Lorentza rozwiązuje wszystkie te paradoksy bez najmniejszych problemów.

TW jest modelem - idealizacją typu: każdy układ jest tak samo dobry... do życia.

Jest tu zastosowana maksyma typu: im mniej wiesz, tym mniej się martwisz;
albo: wystarczy nam tyle wiedzieć, ile jest konieczne - nie więcej.
09-06-2014 11:41 
 Ocena 1 na 1
Ebvalaim (2787 punktów)
>Ale mamy dwóch obserwatorów. Dla tego na Ziemi jego zegar chodzi szybciej.
>Dla tego w rakiecie jego zegar jest szybszy, bo Ziemia oddala się
>z jego punktu widzenia. Czyli mamy sprzeczność. Paradoks.
Nie ma żadnej sprzeczności, nie ma żadnego paradoksu.

Załóżmy, że A i B zsynchronizowali sobie zegarki, ustawiając je na 0, po czym zaczęli się oddalać od siebie z prędkością 0,8 c (A zasuwa 0,8 c względem B, B zasuwa 0,8 c względem A).

A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0,6 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0,6 sekundy. Sprzeczność? Nie, bo zaszyte jest tutaj pojęcie równoczesności, które też jest względne.

Względem A, równoczesne jest upłynięcie 1 sekundy u A i 0,6 sekundy u B. Względem B, równoczesne jest upłynięcie 1 sekundy u B i 0,6 sekundy u A.

Analogiczne byłoby coś takiego: A i B stoją w jednym miejscu, oznaczają je jako 0, po czym wyruszają przed siebie tak, że ich kierunki ruchu tworzą kąt 45 stopni. Każdy z nich oznacza na ziemi przebytą odległość.

Okaże się, że kiedy A stanie na swoim znaczniku 1 m i będzie patrzył w prawo, zobaczy znacznik 1,4 m na linii B. Gdy B stanie na swoim znaczniku 1 m i będzie patrzył w lewo, zobaczy znacznik 1,4 m na linii A. Sprzeczność?

Taka sama sprzeczność, jak ta z STW.

>A dlaczego różniły się wskazaniami pomiędzy sobą oba zegary latające
>mimo pełnej symetrii to tego najstarsi relatywiści nie wiedzą
kaganiec nie wie i dokonuje projekcji na najstarszych relatywistów?
kaganiec (155 punktów)
>kaganiec nie wie i dokonuje projekcji na najstarszych relatywistów?

Kaganiec wie. Otóż te zegary lecące na Wschód obsiadły krasnoludki, a te lecące na Zachód elfy. Krasnoludki jak powszechnie wiadomo złośliwie skracają sekundy, a elfy
je wydłużają. Nie wiedziałeś o tym? Tyle moja ulubiona teoria.

Teraz kolej na twoją.
1-szy eksperyment:
samoloty wysyłane są na Wschód - zgodnie z Twoją ulubioną teorią
zegary z samolotu opóźniają się o X ns w stosunku do zegara na Ziemi.
2-gi eksperyment:
samoloty wysyłane są na Zachód - zegary z samolotu opóźniają się
o Y ns. I co najważniejsze Y>X.

No i teraz pytanie podchwytliwe:
jak zachowają się zegary?
a. w 1-szym eksperymencie przyśpieszy zegar na Ziemi
b. w 1-szym eksperymencie zwolni zegar w samolocie
c. w 1-szym eksperymencie przyśpieszy zegar na Ziemi i jednocześnie zwolni zegar w samolocie (podział dylatacji)
d. w 2-gim eksperymencie przyśpieszy zegar na Ziemi
e. w 2-gim eksperymencie zwolni zegar w samolocie
f. w 2-gim eksperymencie przyśpieszy zegar na Ziemi i jednocześnie zwolni zegar w samolocie (podział dylatacji)
kaganiec (155 punktów)
>A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0,6 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0,6 sekundy. Sprzeczność?

Oczywiście, że tak. Wystarczy trochę zmienić treść:
A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0 sekundy. I proszę, jaki wyłazi absurd: A uważa, że kiedy oglądał mecz przez 2 godziny, to u B czas zatrzymał się w miejscu. Podobnie uważa B. A mecz po prostu się odbył. Zatem A uważa, że mecz się odbył i nie odbył. Tak samo uważa B. I nie dziwota skoro ten sam ordynator w tym samym szpitalu względnie jednocześnie pakuje w nich psychotropy

>A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0,6 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0,6 sekundy.

P.S. A po tej sekundzie zatrzymujemy zegary i sprowadzamy je na Ziemię.
I co się okazuje? Wow. Ich wskazanie nie różnią się wcale. Sensacja. STW potwierdzona
Ebvalaim (2787 punktów)
>>A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0,6 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0,6 sekundy. Sprzeczność?
>Oczywiście, że tak. Wystarczy trochę zmienić treść:
>A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0 sekundy. I proszę, jaki wyłazi absurd: A uważa, że kiedy oglądał mecz przez 2 godziny, to u B czas zatrzymał się w miejscu. Podobnie uważa B. A mecz po prostu się odbył. Zatem A uważa, że mecz się odbył i nie odbył. Tak samo uważa B. I nie dziwota skoro ten sam ordynator w tym samym szpitalu względnie jednocześnie pakuje w nich psychotropy
Mała szansa na taką sytuację, chyba że jeden z obserwatorów jest fotonem - ale wtedy układ związany z nim ma niewiele sensu, więc nadal kiepski przykład.

>>A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0,6 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0,6 sekundy.
>P.S. A po tej sekundzie zatrzymujemy zegary i sprowadzamy je na Ziemię.
>I co się okazuje? Wow. Ich wskazanie nie różnią się wcale. Sensacja. STW potwierdzona
Czyli A zatrzymuje zegar po sekundzie i widzi, jak chwilę potem B zatrzymuje zegar po tym, jak u niego minęła sekunda. I na odwrót - B zatrzymuje zegar po sekundzie i widzi jak chwilę potem A zatrzymuje zegar, gdy u niego upłynęła sekunda. Potem się spotykają i nic dziwnego, że oba zegary pokazują 1 sekundę, skoro obaj zatrzymali swoje zegary po sekundzie.

Ale co próbowałeś tym wykazać, to ja nie wiem.
kaganiec (155 punktów)
>Potem się spotykają i nic dziwnego, że oba zegary pokazują 1 sekundę, skoro obaj zatrzymali swoje zegary po sekundzie.
>Ale co próbowałeś tym wykazać, to ja nie wiem.

No jak to co? Potwierdziłeś właśnie, że żaden z bliźniaków nie będzie młodszy od drugiego. Polacy nic się stało, Polacy nic się nie stało... to tylko złudzenie
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Potem się spotykają i nic dziwnego, że oba zegary pokazują 1 sekundę, skoro obaj zatrzymali swoje zegary po sekundzie.
>>Ale co próbowałeś tym wykazać, to ja nie wiem.
>No jak to co? Potwierdziłeś właśnie, że żaden z bliźniaków nie będzie młodszy od drugiego. Polacy nic się stało, Polacy nic się nie stało... to tylko złudzenie
Potwierdziłem, że zegary zatrzymane po sekundzie będą wskazywać 1 sekundę. Jak powiem, że po wtorku następuje środa, to też z tego wyciągniesz wniosek, że żaden z bliźniaków nie będzie młodszy?
kaganiec (155 punktów)
> to też z tego wyciągniesz wniosek, że żaden z bliźniaków nie będzie młodszy?

A jaki mam niby wyciągnąć? Napisałeś:
Potwierdziłem, że zegary zatrzymane po sekundzie będą wskazywać 1 sekundę

Jeśli oba zegary będą wskazywać 1 sekundę, to żaden z bliźniaków nie będzie młodszy bez względu na to czy stanie się to we wtorek czy w środę.

Ale skoro uparłeś się, że jeden bliźniak ma być koniecznie młodszy od drugiego to
niech każdy z bliźniaków ma na pokładzie swojej rakiety "zegar relatywistyczny"
tj. zegar, który pokazuje czas brata.
s12.postimg.org/fhpzwucvx/twinpix.png

A zatrzymuje po 1 sek. zegary, a B zatrzymuje również po 1 sek. ale wg. zegara relatywistycznego A.
I co? Pewnie mi powiesz, że bliźniak B będzie młodszy? Przecież wg. układu B to A się oddala, więc to A powinien opóźniać swój chód. Zatem skoro A opóźnia swój chód i B opóźnia swój chód to wg. Ciebie który bliźniak będzie młodszy kiedy zatrzymamy zegary po jednej sekundzie?
A czy B? A czy B? A czy B?
Ebvalaim (2787 punktów)
>> to też z tego wyciągniesz wniosek, że żaden z bliźniaków nie będzie młodszy?
>A jaki mam niby wyciągnąć? Napisałeś:
>Potwierdziłem, że zegary zatrzymane po sekundzie będą wskazywać 1 sekundęJeśli oba zegary będą wskazywać 1 sekundę, to żaden z bliźniaków nie będzie młodszy bez względu na to czy stanie się to we wtorek czy w środę.
A co ma wskazanie zegara zatrzymanego w trakcie podróży do wieku bliźniaka po powrocie?

>Ale skoro uparłeś się, że jeden bliźniak ma być koniecznie młodszy od drugiego
Nie koniecznie, a gdy jest jakaś asymetria, co zależy od sytuacji. Więc zanim przejdziemy do dalszej dyskusji, dobrze byłoby doprecyzować, o jakiej sytuacji dyskutujemy.

>niech każdy z bliźniaków ma na pokładzie swojej rakiety "zegar relatywistyczny"
>tj. zegar, który pokazuje czas brata.
>s12.postimg.org/fhpzwucvx/twinpix.png
>A zatrzymuje po 1 sek. zegary, a B zatrzymuje również po 1 sek. ale wg. zegara relatywistycznego A.
>I co? Pewnie mi powiesz, że bliźniak B będzie młodszy?
O tym, który bliźniak będzie młodszy nic nie jestem w stanie powiedzieć, bo nie wiem, jak przebiegała ich podróż do ponownego spotkania się. Wcześniej nie ma sensu porównywać ich wieku.

Tym niemniej, jeśli przez tę sekundę działania zegarów A i B poruszali się jednostajnie względem siebie, to po ponownym spotkaniu A pokaże B parę zegarów, na której wskazanie B jest mniejsze, a B pokaże A parę, na której wskazanie A jest mniejsze.
kaganiec (155 punktów)
>O tym, który bliźniak będzie młodszy nic nie jestem w stanie powiedzieć, bo nie wiem, jak przebiegała ich podróż do ponownego spotkania się. Wcześniej nie ma sensu porównywać ich wieku.

Przecież sytuacja jest jasna:
s12.postimg.org/fhpzwucvx/twinpix.png
Obie rakiety oddalają się od siebie. Pomiarów dokonujemy od chwili
kiedy rakiety lecą ruchem jednostajnym prostoliniowym, czyli
w tym właśnie momencie zegar w rakiecie B synchronizujemy z zegarem A.
Po np. 5 latach lotu zatrzymujemy wszystkie zegary JEDNOCZEŚNIE np.
w roku 2020 o godz. 15:10 i zarządzamy powrót w celu konfrontacji zegarów. JEDNOCZEŚNIE oznacza, że zegary w rakiecie A zatrzymujemy o 15:10 wg. wskazań zegara A, a zegary w rakiecie B zatrzymujemy o 15:10 wg. wskazań również zegara A. Który bliźniak będzie młodszy? No, który?
Przecież z punktu widzenia układu rakiety B, to rakieta A się oddala, więc zegar A opóźnia się względem zegara B.
Podobnie, tylko odwrotnie, jest z punktu widzenia układu rakiety A - to rakieta B się oddala, więc to zegar B powinien się opóźniać względem zegara A. Tu się nie da relatywistycznie kręcić i mataczyć, ponieważ obaj bliźniacy WIDZĄ wzajemnie swoje zegary.
No więc jak? Jest sprzeczność, czy nie ma? Jeśli nie ma to który bliźniak odmłodniał
w tej fazie eksperymentu w której obaj lecieli jednostajnie prostoliniowo?
13-06-2014 11:31 
 Ocena 1 na 1
Ebvalaim (2787 punktów)
>>O tym, który bliźniak będzie młodszy nic nie jestem w stanie powiedzieć, bo nie wiem, jak przebiegała ich podróż do ponownego spotkania się. Wcześniej nie ma sensu porównywać ich wieku.
>Przecież sytuacja jest jasna:
>s12.postimg.org/fhpzwucvx/twinpix.png
No właśnie nie do końca jasna, bo nie wiadomo, czy tylko jedna rakieta przyspieszała, żeby oddalić się od drugiej, czy obie. Rysunek wskazuje na to drugie - ale tu z kolei nie wiadomo, czy obie przyspieszały symetrycznie, czy jedna bardziej, a druga mniej. To ma duże znaczenie dla końcowego wyniku.

>Obie rakiety oddalają się od siebie. Pomiarów dokonujemy od chwili
>kiedy rakiety lecą ruchem jednostajnym prostoliniowym, czyli
>w tym właśnie momencie zegar w rakiecie B synchronizujemy z zegarem A.
>Po np. 5 latach lotu zatrzymujemy wszystkie zegary JEDNOCZEŚNIE np.
>w roku 2020 o godz. 15:10 i zarządzamy powrót w celu konfrontacji zegarów. JEDNOCZEŚNIE oznacza, że zegary w rakiecie A zatrzymujemy o 15:10 wg. wskazań zegara A, a zegary w rakiecie B zatrzymujemy o 15:10 wg. wskazań również zegara A. Który bliźniak będzie młodszy? No, który?
JEDNOCZEŚNIE względem kogo? Czyjego pojęcia jednoczesności używasz, A czy B? Nie ma bezwzględnej jednoczesności, tak jak nie ma bezwzględnego kierunku na lewo.

Ale załóżmy, że robimy to tak, że załoga w rakiecie A patrzy na swój zegar, a załoga w rakiecie B patrzy na godzinę u A jednoczesną według nich z aktualną chwilą na ich rakiecie. Wtedy zegar A zostanie zatrzymany o 15:10, a zegar B na jakiejś późniejszej godzinie.

Tylko znowu, to nic nie mówi o tym, która załoga doświadczy krótszego czasu do momentu spotkania.

>Przecież z punktu widzenia układu rakiety B, to rakieta A się oddala, więc zegar A opóźnia się względem zegara B.
No, tak będzie, bo B zastosuje jednoczesność względem B.

>Podobnie, tylko odwrotnie, jest z punktu widzenia układu rakiety A - to rakieta B się oddala, więc to zegar B powinien się opóźniać względem zegara A.
I też się zgadza, bo A zastosuje jednoczesność względem A.

>Tu się nie da relatywistycznie kręcić i mataczyć, ponieważ obaj bliźniacy WIDZĄ wzajemnie swoje zegary.
Widzą, ale nie zgadzają się co do tego, które zdarzenia są jednoczesne, a które nie.

>No więc jak? Jest sprzeczność, czy nie ma? Jeśli nie ma to który bliźniak odmłodniał
>w tej fazie eksperymentu w której obaj lecieli jednostajnie prostoliniowo?
Nie ma, i jak pisałem, ciężko tu mówić o odmłodnieniu. Dopóki bliźniacy nie wyzerują swojej względnej prędkości, nie zgodzą się co do pojęcia jednoczesności, więc nie ma sensownego sposobu porównania ich wieku. Dopiero gdy nie poruszają się względem siebie, ich jednoczesności się pokrywają i ma sens jakieś porównanie, komu do danej chwili upłynęło więcej czasu.
kaganiec (155 punktów)
>Rysunek wskazuje na to drugie - ale tu z kolei nie wiadomo, czy obie przyspieszały symetrycznie, czy jedna bardziej, a druga mniej. To ma duże znaczenie dla końcowego wyniku.

Przyśpieszanie nie ma tu kompletnie nic do roboty. Napisałem wyraźnie:
zegar B ustawiamy na godzinę którą wskazuje zegar A w momencie kiedy
rakiety lecą jednostanie prostoliniowo, a zatrzymujemy przed hamowaniem i zawracaniem.

>JEDNOCZEŚNIE względem kogo?

No przecież, że względem A.

>Nie ma bezwzględnej jednoczesności

Absurd. Już jest, właśnie ją zdefiniowałem. Jednoczesność to pomiar upływu czasu
wg. wskazań zegara wzorcowego, czyli w tym przypadku zegara A. Dlatego
synchronizujemy zegar B z zegarem A.

>Widzą, ale nie zgadzają się co do tego, które zdarzenia są jednoczesne, a które nie.

Dlaczego mieliby się nie zgadzać skoro zegary są zsynchronizowane? Co ich skłania
do wydania sądu jakoby jakiekolwiek zdarzenie nie było jednoczesne?

>Nie ma, i jak pisałem, ciężko tu mówić o odmłodnieniu.

Jeśli nie ma odmłodnienia to musi być sprzeczność.

>Dopiero gdy nie poruszają się względem siebie, ich jednoczesności się pokrywają i ma sens jakieś porównanie, komu do danej chwili upłynęło więcej czasu.

No tak. Nic nie ma sensu. Dlaczego mnie to nie dziwi...
Ale niech tam... niech nawet nie poruszają się względem siebie. Paradoks trojaczków będzie ciekawszy:
A i B względem siebie nie poruszają się. C oddala się jak na rysunku.
No i co teraz? C oddala się od B szybciej niż od A. Zatem B będzie szybciej starzał się niż A.
Jakim cudem skoro ich prędkość względna równa jest ZERO?
Jak widać mamy znów sprzeczność, paradoks i bezsens.
s29.postimg.org/m1ddqiw5z/paradokstrojaczkow.png
14-06-2014 19:04 
 Ocena 2 na 2
Ebvalaim (2787 punktów)
>Przyśpieszanie nie ma tu kompletnie nic do roboty. Napisałem wyraźnie:
>zegar B ustawiamy na godzinę którą wskazuje zegar A w momencie kiedy
>rakiety lecą jednostanie prostoliniowo, a zatrzymujemy przed hamowaniem i zawracaniem.
Ma całkiem sporo, tak jak robienie zakrętów ma wpływ na długość trasy z punktu A do punktu B.

>>Nie ma bezwzględnej jednoczesności
>Absurd. Już jest, właśnie ją zdefiniowałem. Jednoczesność to pomiar upływu czasu
>wg. wskazań zegara wzorcowego, czyli w tym przypadku zegara A.
No i jak chcesz mierzyć czas u B według zegara A? Nawet jak na początku zsynchronizowałeś zegar B z zegarem A, skąd wiesz, czy pozostają zsynchronizowane? Nawet jeśli wydaje Ci się, że wiesz, udowodnij to, podając sposób porównania zegarów tak, żeby była pewność, że w jakiejś chwili po wyruszeniu w drogę pokazywały to samo.

>>Widzą, ale nie zgadzają się co do tego, które zdarzenia są jednoczesne, a które nie.
>Dlaczego mieliby się nie zgadzać skoro zegary są zsynchronizowane?
Były - skąd wiesz, że są nadal?

Twoje twierdzenia o tym, że zegary są zsynchronizowane można porównać z czymś takim:
A i B wyruszają z miasta X na równiku. Obaj wyzerowali swoje mierniki przebiegu - "zsynchronizowali" je. A pojechał na wschód, B na północ. Po przejechaniu ok. 100 km B stwierdził, że jest na 1 stopniu szerokości geograficznej. Pomyślał: "hmm, skoro mój licznik pokazuje 100 km i jestem na szerokości 1 stopnia, to jak licznik A pokaże 100 km, też będzie na szerokości 1 stopnia". To jest dokładnie Twoje rozumowanie.

>A i B względem siebie nie poruszają się. C oddala się jak na rysunku.
>No i co teraz? C oddala się od B szybciej niż od A.
A i B nie poruszają się względem siebie, ale C oddala się szybciej od B, niż od A? Serio? Weź mi narysuj taką konfigurację, bo ja sobie nie jestem w stanie jej wyobrazić.
14-06-2014 22:21 
 0 na 2
kaganiec (155 punktów)
>Ma całkiem sporo, tak jak robienie zakrętów ma wpływ na długość trasy z punktu A do punktu B.

W moim przykładzie nie ma.
A całe to przyśpieszanie, hamowanie i zakręcanie to zwykłe mydlenie oczu, żeby
odwrócić uwagę od paradoksów STW.
A Ty normalnie wykręcasz się od odpowiedzi. Napisałem przecież wyraźnie, że
MIERZYMY WYŁĄCZNIE TEN OKRES W KTÓRYM RAKIETY LECĄ JEDNOSTAJNIE PROSTOLINIOWO.
Wyraźnie masz z tym jakiś problem. No to jak w końcu? Odpowiesz na pytanie który
z bliźniaków odmłodnieje w tym okresie kiedy lecieli jednostajnie? A czy B?
Czy nadal będziesz kręcił?

>skąd wiesz, czy pozostają zsynchronizowane?

Bo je zsynchronizowałem

>Nawet jeśli wydaje Ci się, że wiesz, udowodnij to, podając sposób porównania zegarów tak, żeby była pewność, że w jakiejś chwili po wyruszeniu w drogę pokazywały to samo.

Jeśli ktoś wymyśla bzdurę "dylatacja czasu" to na nim spoczywa dowód, że takowa występuje.

>Były - skąd wiesz, że są nadal?

No przecież je zsynchronizowałem, to wiem.

>Pomyślał: "hmm, skoro mój licznik pokazuje 100 km i jestem na szerokości 1 stopnia, to jak licznik A pokaże 100 km, też będzie na szerokości 1 stopnia". To jest dokładnie Twoje rozumowanie.

Nie. To jest Twoje rozumowanie.
Moje rozumowanie mówi, że jak oba liczniki pokazują 100km, to A i B przejechali 100km
Twoje rozumowanie w tym przypadku mówi, że wskutek dylatacji czasu B przejechał 90km
i A również przejechał 90km. Zatem obaj widzą na swoich licznikach 100km, a przejechali po 90km. No i z tego absurdu już nie wybrniesz - sam się w niego wpakowałeś No bo co? Koła w rowerach im się skurczyły? Ach... jasne! Ziemia spuchła

>A i B nie poruszają się względem siebie, ale C oddala się szybciej od B, niż od A? Serio?

Serio, serio

>Weź mi narysuj taką konfigurację, bo ja sobie nie jestem w stanie jej wyobrazić.

No przecież narysowałem. To trójkąt. A,B i C tworzą trójkąt prostokątny.
Jaki jest przyrost boku BC, a jaki przeciwprostokątnej, kiedy C oddala się jak na rysunku? No i? Podziałało to na Twoją wyobraźnię?
14-06-2014 23:05 
 Ocena 1 na 1
Ebvalaim (2787 punktów)
>>Ma całkiem sporo, tak jak robienie zakrętów ma wpływ na długość trasy z punktu A do punktu B.
>W moim przykładzie nie ma.
>A całe to przyśpieszanie, hamowanie i zakręcanie to zwykłe mydlenie oczu, żeby
>odwrócić uwagę od paradoksów STW.
>A Ty normalnie wykręcasz się od odpowiedzi. Napisałem przecież wyraźnie, że
>MIERZYMY WYŁĄCZNIE TEN OKRES W KTÓRYM RAKIETY LECĄ JEDNOSTAJNIE PROSTOLINIOWO.
>Wyraźnie masz z tym jakiś problem. No to jak w końcu? Odpowiesz na pytanie który
>z bliźniaków odmłodnieje w tym okresie kiedy lecieli jednostajnie? A czy B?
>Czy nadal będziesz kręcił?
Dwóch bliźniaków wyjechało z Krakowa. Jeden pojechał na wschód, drugi na zachód. Obaj przejechali 100 km. Który wybrał krótszą trasę do Warszawy?
To pytanie nie ma sensu, tak jak i Twoje.

>>skąd wiesz, czy pozostają zsynchronizowane?
>Bo je zsynchronizowałem
No, jak wyzerujesz u samochodów stojących na parkingu liczniki przebiegu, to też już zawsze będą pokazywały tyle samo. Każdy to wie.

>>Nawet jeśli wydaje Ci się, że wiesz, udowodnij to, podając sposób porównania zegarów tak, żeby była pewność, że w jakiejś chwili po wyruszeniu w drogę pokazywały to samo.
>Jeśli ktoś wymyśla bzdurę "dylatacja czasu" to na nim spoczywa dowód, że takowa występuje.
Jeśli ktoś wymyśla bzdurę "dylatacja przebiegu" to na nim spoczywa dowód, że takowa występuje.
Zresztą dowody już są, tylko Ci nie pasują, bo dają wyniki niezgodne z ideologią.

>>Były - skąd wiesz, że są nadal?
>No przecież je zsynchronizowałem, to wiem.
No przecież wyzerowałem liczniki przebiegu, to wiem.

>>Pomyślał: "hmm, skoro mój licznik pokazuje 100 km i jestem na szerokości 1 stopnia, to jak licznik A pokaże 100 km, też będzie na szerokości 1 stopnia". To jest dokładnie Twoje rozumowanie.
>Nie. To jest Twoje rozumowanie.
>Moje rozumowanie mówi, że jak oba liczniki pokazują 100km, to A i B przejechali 100km
Ty uważasz, że zegarki pokazują coś bezwzględnego, jak szerokość geograficzna. W STW przypominają bardziej liczniki przebiegu. Doświadczenie pokazuje, że STW lepiej opisuje rzeczywistość, niż naiwne myślenie podobne do Twojego - czyli Twoje rozumowanie jest analogiczne do tego, co przytoczyłem.

>>A i B nie poruszają się względem siebie, ale C oddala się szybciej od B, niż od A? Serio?
>Serio, serio
ORLY?

>>Weź mi narysuj taką konfigurację, bo ja sobie nie jestem w stanie jej wyobrazić.
>No przecież narysowałem. To trójkąt. A,B i C tworzą trójkąt prostokątny.
>Jaki jest przyrost boku BC, a jaki przeciwprostokątnej, kiedy C oddala się jak na rysunku? No i? Podziałało to na Twoją wyobraźnię?
I nadal prędkość względna między A i C jest taka sama, jak między B i C. Prędkość radialna jest różna, owszem, ale to nie prędkość radialna się liczy w STW.
kaganiec (155 punktów)
>Obaj przejechali 100 km. Który wybrał krótszą trasę do Warszawy?
>To pytanie nie ma sensu, tak jak i Twoje.

A to dobre
Moje pytanie "który z bliżniaków będzie młodszy" nie ma sensu?
A niby dlaczego nie ma sensu? Bo co? Bo cała ta STW jest bez sensu?
Skoro nie potrafisz udzielić odpowiedzi na tak proste pytanie stosując zamiast
tego niskiego lotu zabiegi erystyczne to STW musi być bez sensu. Proste

>Jeśli ktoś wymyśla bzdurę "dylatacja przebiegu" to na nim spoczywa dowód, że takowa występuje.

Przecież ta "dylatacja przebiegu" wynika z Twojego rozumowania...

>Zresztą dowody już są, tylko Ci nie pasują

Gdzie masz te dowody?
Ty mi mówisz o dowodach, a nie potrafisz odpowiedzieć na proste pytanie
o wiek bliźniaków zadane wyżej? Tak te Twoje "dowody" będą wyglądać
jak Twoja odpowiedź na moje pytanie.

>bo dają wyniki niezgodne z ideologią.

Hy,hy. Niezgodne z moją "ideologią" mówiącą, że 2+2=4.
I pewnie zgodne z Twoją - c+c=c...

>Ty uważasz, że zegarki pokazują coś bezwzględnego, jak szerokość geograficzna.

A Ty uważasz, że nie pokazują. W takim razie wyduś wreszcie z siebie który
z bliźniaków szybciej się starzeje

>Doświadczenie pokazuje, że STW lepiej opisuje rzeczywistość

No, właśnie widać po Twoich odpowiedziach jak to wspaniale STW opisuje
rzeczywistość. Nic sensownego nie potrafisz wydukać, kręcisz tylko i mataczysz.

>niż naiwne myślenie podobne do Twojego

Ojejku, a mi się zdawało, że to Ty piszesz o bliźniakach z których jeden bardziej
starzeje się niż drugi, a ten drugi bardziej niż ten pierwszy, o c+c=c i innych
magicznych cudach na patyku. A wiesz, że myślenie magiczne to właśnie
myślenie naiwne?

> nadal prędkość względna między A i C jest taka sama, jak między B i C. Prędkość radialna jest różna, owszem, ale to nie prędkość radialna się liczy w STW.

Doprawdy? A relatywistyczny efekt Dopplera będzie taki sam dla A i dla B jeśli C wyśle do nich sygnał?
15-06-2014 07:09 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Moje pytanie "który z bliźniaków będzie młodszy" nie ma sensu?

Ano nie ma.

> A niby dlaczego nie ma sensu? Bo co?

Bo ten sens usunąłeś wymaganiem, że obydwaj poruszają się ruchem jednostajnym prostoliniowym, co uniemożliwia ich ponowne spotkanie i porównanie ich wieku.
15-06-2014 09:30 
 Ocena 1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>> A niby dlaczego nie ma sensu? Bo co?
>Bo ten sens usunąłeś wymaganiem, że obydwaj poruszają się ruchem jednostajnym prostoliniowym, co uniemożliwia ich ponowne spotkanie i porównanie ich wieku.
>

Widać jak czytałeś wątek.
Jeszcze raz: bliźniak w rakiecie B widzi zegar A, który działa wg. algorytmu wyliczonego z STW. Zatem bliźniak w rakiecie B widzi zegar A "natychmiast". W momencie kiedy obaj lecą ruchem jednostajnym prostoliniowym B synchronizuje swój zegar z A. Po np. 5 latach jednostajnego lotu zatrzymujemy wszystkie zegary jednocześnie tj. wg. wskazań zegara A i zarządzamy powrót, więc nie pisz, że coś "uniemożliwia ich ponowne spotkanie". Kiedy się spotkają porównujemy wskazania zegarów A i B co powinno dać nam odpowiedź na pytanie "który z bliźniaków odmłodniał, a który postarzał się w mierzonym okresie czasu, kiedy obaj poruszali się ruchem jednostajnym prostoliniowym?"
15-06-2014 16:21 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> ... ten sens usunąłeś wymaganiem, że obydwaj poruszają się ruchem jednostajnym prostoliniowym, co uniemożliwia ich ponowne spotkanie i porównanie ich wieku.

> Widać jak czytałeś wątek.

Przepraszam, ale jak trafię na coś bez sensu, to rzadko czytam dalej, bo ten sens jeszcze rzadziej wraca.

> Jeszcze raz: bliźniak w rakiecie B widzi zegar A, ...

Rozumiem, że mówiąc "widzi" zakładasz, że A i B są blisko siebie, bo jak są daleko to to "widzi" wymaga sprecyzowania.

> ... który działa wg. algorytmu wyliczonego z STW.

Żaden specjalny algorytm nie jest tu potrzebny. Każdy zegar działa tak samo: licząc oscylacje balansu, krzyształu kwarcu, atomu cezu itd.

> Zatem bliźniak w rakiecie B widzi zegar A "natychmiast". W momencie kiedy obaj lecą ruchem jednostajnym prostoliniowym B synchronizuje swój zegar z A.

Zgaduję, że chciałeś powiedzieć: "A i B lecą ruchem jednostajnym prostoliniowym i momencie kiedy się mijają synchronizują swoje zegary."

> Po np. 5 latach jednostajnego lotu zatrzymujemy wszystkie zegary jednocześnie tj. wg. wskazań zegara A i zarządzamy powrót...

Co to znaczy "jednocześnie"? Oczywiście A może zatrzymać swój zegar po 5 latach według wskazań właśnie tego zegara, bo ma go pod ręką. Ale dla B ten zegar jest w odległości kilku miesięcy lub nawet lat świetlnych i nie wystarczy mu tak po prostu "popatrzeć" na ten odległy zegar. Sprecyzuj: jak B wybiera moment zatrzymania swojego zegara?
kaganiec (155 punktów)
>Przepraszam, ale jak trafię na coś bez sensu, to rzadko czytam dalej

Zatem w ogóle nie znasz STW i nigdy nie czytasz swoich komentarzy do końca

>Rozumiem, że mówiąc "widzi" zakładasz, że A i B są blisko siebie, bo jak są daleko to to "widzi" wymaga sprecyzowania.

Sprecyzowałem wyżej. Skup się. Powtarzam: w rakiecie B znajduje się drugi zegar (A') pokazujący tę samą godzinę
którą pokazuje zegar A.

>Żaden specjalny algorytm nie jest tu potrzebny.

Oczywiście, że jest. Jest potrzebny po to, żeby zegar A' w każdej chwili pokazywał dokładnie to samo co zegar A.
Czyli zegar A' musi niwelować dylatację występującą na pokładzie rakiety B wg. algorytmu zbudowanego
na wzorach STW.

>Zgaduję, że chciałeś powiedzieć: "A i B lecą ruchem jednostajnym prostoliniowym i momencie kiedy się mijają synchronizują swoje zegary."

Nie zgadłeś.

>Sprecyzuj: jak B wybiera moment zatrzymania swojego zegara?

Ile jeszcze razy mam się powtarzać? B zatrzymuje swoje zegary wg. wskazań zagara A' czyli jednocześnie z A.
15-06-2014 20:01 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Zatem w ogóle nie znasz STW

Kto nie zna STW, to się za chwilę okaże.

> ... w rakiecie B znajduje się drugi zegar (A') pokazujący tę samą godzinę którą pokazuje zegar A.

Acha, więc w rakiecie B są dwa zegary: zegar B chodzący normalnie, oraz zegar A' idący wolniej, tak aby był zsynchronizowany z zegarem w rakiecie A zgodnie z STW.

Wracając do pytań o trzy posty wyżej...

> Po np. 5 latach jednostajnego lotu zatrzymujemy wszystkie zegary jednocześnie tj. wg. wskazań zegara A...

Rozumiem, że gdy zegar A' wskazuje 5 lat bliźniak B zatrzymuje go i jednocześnie zatrzymuje zegar B, który oczywiście wskazuje dłuższy czas, powiedzmy 6 lat (rakiety poruszają się wględem siebie z prędkością 0,55c).

> ... i zarządzamy powrót. Kiedy się spotkają porównujemy wskazania zegarów A i B co powinno dać nam odpowiedź na pytanie "który z bliźniaków odmłodniał, a który postarzał się w mierzonym okresie czasu, kiedy obaj poruszali się ruchem jednostajnym prostoliniowym?"

Nie, te wskazania zegarów (5 i 6 lat) nie powiedzą nam który z bliźniaków będzie miał w chwili spotkania dłuższą brodę, nawet jeśli się nie golili od początku podróży. A to dlatego, bo ich biologiczny wiek w chwili spotkania będzie zależał od sposobu powrotu.
kaganiec (155 punktów)
>Acha, więc w rakiecie B są dwa zegary: zegar B chodzący normalnie, oraz zegar A' idący wolniej, tak aby był zsynchronizowany z zegarem w rakiecie A zgodnie z STW.

Tak, oczywiście. Ale dlaczego "zegar A' idący wolniej"? Jeśli będzie tykał wolniej to jeszcze wolniej będzie tykał w lecącej rakiecie B. Zwolni podwójnie. A więc różnica wieku w mierzonym okresie będzie podwójna. Paradoks., albo inaczej Double Special Theory of Relativity

>A to dlatego, bo ich biologiczny wiek w chwili spotkania będzie zależał od sposobu powrotu.

Jasne. PKP, PKS, Per Pedes... Przecież nie mówiłem o ich biologicznym wieku w chwili spotkania, tylko o różnicy ich wieku biologicznego w mierzonym okresie czasu od momentu synchronizacji zegarów do ich zatrzymania.
16-06-2014 08:08 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Ale dlaczego "zegar A' idący wolniej"?

Bo tak sobie zażyczyłeś: "w rakiecie B znajduje się drugi zegar (A') pokazujący tę samą godzinę którą pokazuje zegar A."

> Jeśli będzie tykał wolniej to jeszcze wolniej będzie tykał w lecącej rakiecie B.

Plączesz się. Zegar A' już jest w rakiecie B.

>> A to dlatego, bo ich biologiczny wiek w chwili spotkania będzie zależał od sposobu powrotu.
> Przecież nie mówiłem o ich biologicznym wieku w chwili spotkania, tylko o różnicy ich wieku biologicznego w mierzonym okresie czasu od momentu synchronizacji zegarów do ich zatrzymania.

Różnica ich biologicznego wieku też zależy od historii podróży do spotkania. A do czasu zanim się spotkają różnica ich wieku nie może być określona absolutnie, bo zależy od układu odniesienia.
16-06-2014 19:26 
 Ocena 1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>Bo tak sobie zażyczyłeś: "w rakiecie B znajduje się drugi zegar (A') pokazujący tę samą godzinę którą pokazuje zegar A."

Nie. To Twoja interpretacja. Jeśli zegar A' będzie pokazywał czas A wg. twojej interpretacji, czyli z punktu widzenia B wg. którego to punktu widzenia B stoi w miejscu, a A się oddala, to uzyskamy podwójną dylatację zegara A'. Słowem, paradoks, absurd i bezsens

> Jeśli będzie tykał wolniej to jeszcze wolniej będzie tykał w lecącej rakiecie B.
>Plączesz się.

Sam się plączesz. Co mnie nie dziwi. To efekt wmawianie sobie, że absurd nie jest absurdem i paradoks nie jest paradoksem...

>Zegar A' już jest w rakiecie B.

No jest. Skoro więc jest w rakiecie B to podlega takiemu samemu opóźnianiu co zegar B

>Różnica ich biologicznego wieku też zależy od historii podróży do spotkania.

Ale mnie interesuje wyłącznie historia zapisana zegarami od chwili ZEGARY_RÓWNO_START do chwili ZEGARY-STOP. Czy ja już o tym gdzieś aby nie pisałem?

>A do czasu zanim się spotkają różnica ich wieku nie może być określona absolutnie, bo zależy od układu odniesienia.

Różnica ich wieku zależy od układu odniesienia? No to już przecież wiemy. Z układu odniesienia A wolniej starzeje się B, a z układu odniesienia B wolniej starzeje się A i odwrotnie, z układu odniesienia A wolniej odmładza się B, a z układu odniesienia B wolniej odmłądza się A i odwrotnie, z układu odniesienia A szybciej młodnieje B, a z układu odniesienia B szybciej młodnieje A... czyli tradycyjnie już absurd, bezsens i paranoja
16-06-2014 20:03 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Bo tak sobie zażyczyłeś: "w rakiecie B znajduje się drugi zegar (A') pokazujący tę samą godzinę którą pokazuje zegar A."
> Nie.

Tak.

> To Twoja interpretacja.

To Twój scenariusz.

> Jeśli zegar A' będzie pokazywał czas A wg. twojej interpretacji, czyli z punktu widzenia B wg. którego to punktu widzenia B stoi w miejscu, a A się oddala, ...

No zgadza się: jesteśmy w rakiecie B, dokładny zegar B pokazuje czas lokalny a tempo zegara A' jest tak sfałszowane aby pokazywał czas oddalającego się zegara A.

> ... to uzyskamy podwójną dylatację zegara A'.

Nie ma żadnej "podwójnej dylatacji". Jest taka jaką sobie życzyłeś: "zegar A' musi niwelować dylatację występującą na pokładzie rakiety B wg. algorytmu zbudowanego na wzorach STW."
kaganiec (155 punktów)
>No zgadza się: jesteśmy w rakiecie B, zegar B pokazuje czas lokalny a tempo zegara A' jest tak spowolnione aby pokazywał czas oddalającego się zegara A.

Zgadza się: tempo zegara A' jest tak spowolnione aby pokazywał
czas oddalającego się zegara A. Lecz zegar A' zwalnia dodatkowo
ponieważ wg. A czas w rakiecie B zwalnia, a więc zwalnia też już spowolniony zegar A' na pokładzie rakiety B i pokazuje tę samą godzinę co zegar B, a przecież powinie pokazywać inny czas wg. STW.
Sprzeczność, ch...,d...i kamieni kupa



>Nie ma żadnej "podwójnej dylatacji".

Ba, nie ma "podwójnej dylatacji", bo nie ma żadnej dylatacji
17-06-2014 10:52 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>>No zgadza się: jesteśmy w rakiecie B, zegar B pokazuje czas lokalny a tempo zegara A' jest tak spowolnione aby pokazywał czas oddalającego się zegara A.

> Zgadza się: tempo zegara A' jest tak spowolnione aby pokazywał czas oddalającego się zegara A.

Dobrze, że się zgadza.

> Lecz zegar A' zwalnia dodatkowo ponieważ wg. A czas w rakiecie B zwalnia, a więc zwalnia też już spowolniony zegar A' na pokładzie rakiety B ...

Owszem, dla pilota w rakiecie A zegar B idzie wolniej niż zegar A, a zegar A' idzie jeszcze wolniej. I wszystko gra, bo zegar A' idzie wolniej niż zegar B zarówno dla pilota A jak i B.

> ... i pokazuje tę samą godzinę co zegar B, ...

Nie, zegar A' nie pokazuje tej samej godziny co zegar B; zegar A' pokazuje wcześniejszą godzinę. I tak jest dla każdego obserwatora, bo oba te zegary są w tym samym miejscu.

> ... a przecież powinien pokazywać inny czas wg. STW.

No pokazują inny.

>

Zgaduję, że lewy górny rysunek przedstawia rakietę A z dwoma zegarami: dokładnym A, oraz B' spowolnionym tak aby wskazywał czas w rakiecie B z punktu widzenia pilota A.

Jeżeli prawy górny rysunek ma przedstawiać zegary w rakiecie B, to masz tu błąd, bo zegar A' idzie wolniej niż B, a więc ten ostatni musi pokazywać późniejszą godzinę niż ten pierwszy. Aby poprawić ten rysunek a zarazem uzgodnić go z lewym, to musisz określić układ odniesienia:
  • Jeśli to pilot A obserwuje obie rakiety, to wskazówki zegarów B i B' poprawnie pokazują tę samą godzinę, natomiast wskazówkę zegara A' należy narysować na godzinie wcześniejszej niż B.
  • Jeśli to pilot B obserwuje obie rakiety, to wskazówki zegarów A i A' poprawnie pokazują tę samą godzinę, natomiast wskazówkę zegara B należy narysować na godzinie późniejszej niż A'.

Oczywiście dolny rysunek też jest błędny.
kaganiec (155 punktów)
>Nie, zegar A' nie pokazuje tej samej godziny co zegar B; zegar A' pokazuje wcześniejszą godzinę.

Gdzie tam. Masz to widoczne jak byk na rysunku: zegar A' pokazuje tę samą
godzinę co zegar B wskutek "technicznego" spowolnienia zegara A' i dylatacji w rakiecie B.

>Jeżeli prawy górny rysunek ma przedstawiać zegary w rakiecie B, to masz tu błąd, bo zegar A' idzie wolniej niż B

A skąd. U mnie nie ma błędu, w przeciwieństwie do STW, ponieważ masz tam strzałkę (tę górną) która pokazuje układ odniesienia. I w tym układzie odniesienia B oddala się od A, zatem to zegar B zwalnia

>Jeśli to pilot A obserwuje
>wskazówkę zegara A' należy narysować na godzinie wcześniejszej niż B.
>Jeśli to pilot B obserwuje
>natomiast wskazówkę zegara B należy narysować na godzinie późniejszej niż A'.

No to teraz to narysuj

Ale moje gratulacje Rozwiązałeś paradoks bliźniąt, bo wskazówka A' na godzinie wcześniejszej
niż B to to samo co wskazówka B na godzinie późniejszej niż A'. Więc wreszcie wiemy, że
to bliźniak B starzeje się szybciej. Nikomu się jeszcze nie udało, a Tobie tak.
Zarezerwowałeś już bilet do Sztokholmu?

>Oczywiście dolny rysunek też jest błędny.

Oczywiście to są jedynie Twoje pobożne życzenia. Ale podpowiem Ci:
Dolny rysunek jest jednocześnie błędny i poprawny. Już wiesz dlaczego?
Bo STW to sprzeczność, paradoks i bezsens
18-06-2014 04:46 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie, zegar A' nie pokazuje tej samej godziny co zegar B; zegar A' pokazuje wcześniejszą godzinę.

> Gdzie tam. Masz to widoczne jak byk na rysunku: zegar A' pokazuje tę samą godzinę co zegar B wskutek "technicznego" spowolnienia zegara A' i dylatacji w rakiecie B.

Nie tylko nie rozumiesz STW, ale także nie znasz się na zegarze. Jeżeli jeden zegar (B) chodzi dokładnie, a drugi (A') jest "technicznie" spowolniony, to A' pokazuje wcześniejszą godzinę niż B. Polecam korepetycje w zakresie szkoły podstawowej.
kaganiec (155 punktów)
>Nie tylko nie rozumiesz STW, ale także nie znasz się na zegarze

Jasne jasne...Ty za to znasz się na zegarkach i STW. Mniej więcej jak świnia na gwiazdach

>Jeżeli jeden zegar (B) chodzi dokładnie, a drugi (A') jest "technicznie" spowolniony, to A' pokazuje wcześniejszą godzinę niż B.

Nic nie zrozumiałeś z przykładu z rysunku. Kompletnie się pogubiłeś w tych paradoksach. Jesteś jak dziecko we mgle. Tłumaczenie Ci czegokolwiek to jak rozbijanie betonu kafarem. Ale co mi tam: Zegar A' jest "technicznie" spowolniony w ten sposób, żeby zniwelować dylatację na pokładzie rakiety B widoczną PO OKRESIE POMIARU. A więc rysunek przedstawia sytuację PO ZATRZYMANIU ZEGARÓW. Rozumiesz co piszę? Napisz czego nie rozumiesz.

A "spowolnienie" zegara to nie przesunięcie wskazówek w tył tylko spowolnienie taktowania zegara. No, ale jak ktoś nie odróżnia "spowolnienia" od "przesunięcia" to ma zwidy, że A' pokazuje wcześniejszą godzinę niż B. Zjedz papu i zacznij myśleć, albo wróć do przedszkola.

P.S.
Rzecz jasna sprzeczności, paradoksy i bezsens STW uniemożliwiają ustalenie czy zegar A' należy "technicznie" spowolnić czy przyśpieszyć
19-06-2014 14:10 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Jeżeli jeden zegar (B) chodzi dokładnie, a drugi (A') jest "technicznie" spowolniony, to A' pokazuje wcześniejszą godzinę niż B.
> Zegar A' jest "technicznie" spowolniony w ten sposób, żeby zniwelować dylatację na pokładzie rakiety B widoczną PO OKRESIE POMIARU. A więc rysunek przedstawia sytuację PO ZATRZYMANIU ZEGARÓW.

Wciskasz kit. Jak masz dwa zegary obok siebie, jeden dokładny (B), a drugi systematycznie spóźniający się (A'), to jak je zatrzymamy równocześnie, to będą miały różne wskazania.

> Rzecz jasna sprzeczności, paradoksy i bezsens STW ...

Rzecz jasna paranoja na punkcie STW zaślepiła Cię.
19-06-2014 14:33 
 Ocena-1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>Jak masz dwa zegary obok siebie, jeden dokładny (B), a drugi systematycznie spóźniający się (A'), to jak je zatrzymamy równocześnie, to będą miały różne wskazania.

He,he. Przecież B oddala się od A, więc zegar B chodzi wolniej wg. STW, więc żeby zachować jednoczesność wskazań A i A' trza A' przyśpieszyć, bo jest na pokładzie B gdzie ponoć zwalnia. Kumasz?

>Rzecz jasna paranoja na punkcie STW zaślepiła Cię.

No, to jest dopiero paranoja kiedy próbuje się wszystkim wmówić, że bezsens ma sens, paradoks nie jest paradoksem, a sprzeczność nie jest sprzecznością. Weź leki
kaganiec (155 punktów)
>Tym niemniej, jeśli przez tę sekundę działania zegarów A i B poruszali się jednostajnie względem siebie, to po ponownym spotkaniu A pokaże B parę zegarów, na której wskazanie B jest mniejsze, a B pokaże A parę, na której wskazanie A jest mniejsze.

No bez jaj, STW nie przewiduje rozmnażania się zegarów
Porównujemy dwa zegary A i B
09-06-2014 23:50 
 Ocena-1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>A uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u B minęło 0,6 sekundy. B uważa, że kiedy u niego minęła 1 sekunda, u A minęło 0,6 sekundy. Sprzeczność? Nie, bo zaszyte jest tutaj pojęcie równoczesności, które też jest względne.

Były sobie głupie A i B na trąbie... przyszło abecadło i obie zjadło.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Każdy obserwator inercjalny widzi swój zegar idący szybciej niż cudzy.
>Czyli oznacza to, że zegar obserwatora idzie nawet szybciej od zegara obiektu poruszającego się z prędkością podświetlną - jeśli dobrze zrozumiałem.

To przesada - po prostu sformułowałeś minimalnie inaczej to prawo - to jest powtórzenie, a nie zrozumienie.

>>Cudzy zegar zawsze idzie wolniej niż mój. Mój zegar zawsze idzie szybciej niż cudzy.
>Wydaje się to takie proste a jednak przeprowadzano doświadczenia w szybko latających samolotach z atomowymi zegarami na pokładach - ciekawe w jakim celu

Żeby udowodnić tę prawdę - fizyka zawsze dowodzi swoich twierdzeń - to nauka podstawowa, więc musi być poza wszelkim podejrzeniem dla naukowców innych dyscyplin.

>Aż ciśnie się na usta jeszcze jedno, ale za to podstawowe pytanie: skoro w szybko poruszających się obiektach - dla nich samych, ich czas płynie szybciej od czasu obserwatora

A to już wygląda na żart - sformułowałeś zaprzeczenie tezy, którą wcześniej powtórzyłeś bezbłędnie. Oczywiście muszę zaprzeczyć: czas obserwatora zawsze płynie szybciej.

>Chyba że znowu czegoś nie rozumiem...

Na to wygląda... ale nie potrafię zgadnąć, w którym miejscu wprowadzasz się w błąd. Dlaczego nie możesz zapamiętać tego prostego twierdzenia, że zegar obserwatora zawsze idzie szybciej niż zegary poruszające się. "Zegar obserwatora" to zegar nieporuszający się. "Cudzy zegar" to zegar poruszający się (oczywiście mówimy tylko o układach inercjanych).

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>zegar obserwatora zawsze idzie szybciej niż zegary poruszające się. "Zegar obserwatora" to zegar nieporuszający się. "Cudzy zegar" to zegar poruszający się

Dla każdego obserwatora jego własny zegar "idzie szybciej". Skoro oba idą szybciej, to który idzie wolniej? Big Ben?
10-06-2014 13:10 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Skoro oba idą szybciej, to który idzie wolniej?

Oba nie idą szybciej. Jeden idzie szybciej od drugiego, a więc drugi idzie wolniej. Nie zapominaj, że mówimy o dwóch zegarach, które poruszają się względem siebie. Bez zmniejszenia ogólności możemy wyobrazić sobie, że zbliżają się do siebie.

Właściciel zegara A widzi, że zegar B idzie wolniej. Tymczasem właściciel zegara B widzi, że zegar A idzie wolniej.

Wyobraź sobie, że jesteś A i trzymasz przed nosem swój zegar, a na wysokości czoła obserwujesz, jak zbliża się i Cię mija zegar B - widzisz jasno, że Twój sekundnik przeskakuje szybciej niż sekundnik B - masz przed oczami dwa zegary i widzisz, że B idzie wolniej niż Twój A.

Teraz zapytaj właściciela B, co on widział podczas mijania się z Tobą. B widzi podczas mijania, jak zegar A idzie powolutku, a sekundnik jego zegara B przeskakuje szybciej niż sekundnik A.

Chyba już niczego więcej nie pomylisz. Przepraszam za łopatologiczność tego wywodu, ale nie miałem zamiaru obrażać niczyjej inteligencji, raczej poczułem się sprowokowany przez taką grę słów i postanowiłem pokazać, że można rzecz wyłożyć tak ściśle i klarownie, że nikt nie będzie mógł już dłużej udawać, że nie rozumie.

Ostatnia szansa udających, że nie rozumieją, to wiara, że B nie jest uczciwy i zrelacjonuje nieprawdę o swoich obserwacjach. Na ten brak wiary odpowiadam, że w role A i B wielokrotnie wcielili się fizycy i już mamy to udowodnione przez uczciwych naukowców: A widzi, że B idzie wolniej, B widzi, że A idzie wolniej... i żaden z nich się nie myli. Takie są nagie fakty.

Z faktami polemizować może tylko wiara religijna, która jest źródłem abstrakcyjnych idei. Kopernik wierzył np. w okręgi, bo to doskonałe figury. Mead wierzyła, że człowiek jest dobry z natury, jako dzieło Boga. Ty wierzysz, że natura naśladuje jakiś rodzaj najprostszej matematyki. A ja Ci pokażę na jeszcze prostszym przykładzie, jak matematyka rozmija się z naturą.

Szamani fizyki głoszą mit, że fizyka kwantowa jest jeszcze trudniejsza niż teoria względności. A ja pokażę przykład, że wystarczy nie mieć wiary, a wszystko staje się jeszcze prostsze niż ten przykład z zegarami A i B.

Wyobraźmy sobie, że mamy dwie kulki i wrzucamy je do przepołowionego pudła. Jakie jest prawdopodobieństwo, że kulki będą w lewej połowie?

Policzmy sobie na paluszkach. Dwie kulki mogą być w lewej połowie - to jedna możliwość. Mogą być w prawej połowie - druga. Mogą się podzielić - to trzecia możliwość. A więc 1 na 3? Zapamiętajmy sobie, która kulka jest która. Teraz widzimy, że ta "trzecia" możliwość, to tak naprawdę są dwie różne możliwości: trzecia możliwość, to kulka A w lewej a B w prawej, A w prawej i B w lewej - czwarta. A więc 1 na 4?

Która odpowiedź jest prawidłowa? Każdy może zabawić się w fizyka i sam policzyć, która matematyka jest prawdziwa. Zróbcie to, a otrzymacie wynik zgodny z matematyką kulek możliwych do odróżnienia. Możecie to potraktować jako dowód na to, że nie jest fizycznie możliwe istnienie dwóch identycznych kulek.

Ale inni fizycy zbadali, że matematyka kulek niemożliwych do rozróżnienia też jest możliwa w rzeczywistości. Nie są to kulki, ale cząstki. One liczą się wg innej matematyki niż kulki i to w dodatku na dwa różne sposoby - mamy więc w sumie trzy różne matematyki, a każda jest prawdziwa. Ta trzecia mówi, że jeśli kulki są nierozróżnialne, to nie mogą się podzielić, bo wtedy już moglibyśmy je odróżnić od siebie: lewa kulka i prawa kulka... a skoro założyliśmy, że są nierozróżnialne, to sami sobie zaprzeczamy. Mamy więc tylko dwie możliwości: obie w lewej i obie w prawej, czyli 1/2.

Trzy różne matematyki istnieją w naturze, a my znamy z życia tylko tę jedną, która daje wynik 1/4. Na szczęście mamy fizyków, któzy badają świat za pomocą mikroskopów i widzą więcej niż my - potrafią rzucać nie tylko dużymi kulkami, ale też małymi cząstkami... i widzą inne matematyki.

Świat nie jest idealnie taki, jak uroił sobie umysł wierzący w urojenia doskonałe. Prędkości nie dodają się tak prosto, jak małe szybkości. Prawdopodobieństwo wychodzi nie zawsze takie, jak się przyzwyczailiśmy.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Prędkości dodają się zwyczajnie.
Fermiony, spiny połówkowe, ani jakieś tam alternatywne statystyki też nie istnieją.

W tych neoplatońskich teoriach mieszają matematyczne pojęcia z faktami i to wszystko - nie ma w tym nic nowego, nieklasycznego.
kaganiec (155 punktów)
>Policzmy sobie na paluszkach. Dwie kulki mogą być w lewej połowie - to jedna możliwość. Mogą być w prawej połowie - druga. Mogą się podzielić - to trzecia możliwość. A więc 1 na 3? Zapamiętajmy sobie, która kulka jest która. Teraz widzimy, że ta "trzecia" możliwość, to tak naprawdę są dwie różne możliwości: trzecia możliwość, to kulka A w lewej a B w prawej, A w prawej i B w lewej - czwarta. A więc 1 na 4?

Przecież to tylko zwykła gra słów i mydlenie oczu. Wystarczy przypomnieć sobie elementarz rachunku prawdopodobieństwa, kulkę A zamienić na różowego słonika, kulkę B na żółtą kaczuszkę i przeformułować zadanie: jakie jest prawdopodobieństwo tego, że różowy słonik i żółta kaczuszka znajdą się w lewej połowie?... i zadanie staje się trywialne. Po co tu dorabiać jakąś ideologię s.f.?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>jakie jest prawdopodobieństwo tego, że różowy słonik i żółta kaczuszka znajdą się w lewej połowie?... i zadanie staje się trywialne.

Zadanie z czego? Z matematyki czy z fizyki?...

I tu Cię zaskoczę - fizyczne eksperymenty potwierdzają wynik rachunków = 1/4. Faktycznie, obserwujemy w rzeczywistości wynik zliczania zdarzeń = 1/4.

>Po co tu dorabiać jakąś ideologię s.f.?

Dlaczego fizykę i matematykę nazywasz ideologią? Obie dają wynik 1/4, więc skąd te ambiwaletne emocje? Raz piszesz, że to trywialne, innym razem, że s.f.

Tak samo otrzymujemy wyniki 1/3 i 1/2 dla cząstek nieodróżnialnych - to jeszcze bardziej trywialne rachunki, jak pokazałem. Fizyka potwierdza obliczenia matematyki - dla niektórych cząstek jest 1/3, a dla innych jest 1/2.


doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>I tu Cię zaskoczę - fizyczne eksperymenty potwierdzają wynik rachunków = 1/4. Faktycznie, obserwujemy w rzeczywistości wynik zliczania zdarzeń = 1/4.

A niby co to za rewelacja? Dwie cząstki to dwie cząstki. To jak różowy słonik i żółta kaczuszka. To nie mój problem, że fizycy nie wiedzą, która z nich jest różowa, a która zółta. Niech sobie je pokredkują albo co...
kaganiec (155 punktów)
>Dlaczego fizykę i matematykę nazywasz ideologią?

Ja? Gdzie? Kiedy? Ideologią s.f. nazwałem to co to tam wyżej popisałeś, znaczy się Twoje interpretacje
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Dlaczego fizykę i matematykę nazywasz ideologią?
>Ja? Gdzie? Kiedy? Ideologią s.f. nazwałem to co to tam wyżej popisałeś, znaczy się Twoje interpretacje

Niczego nie interpretuję, po prostu wykonałem obliczenia matematyczne i dodałem, że wyniki eksperymentów ficznych potwierdzają wyniki tych obliczeń. Tu nazwałeś to ideologią i z tego się nie wykręcisz.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Niczego nie interpretuję, po prostu wykonałem obliczenia matematyczne i dodałem, że wyniki eksperymentów ficznych potwierdzają wyniki tych obliczeń. Tu nazwałeś to ideologią i z tego się nie wykręcisz.

Nie, tego nie obliczyłeś ani nie uzyskałeś zgodności.

Dawno temu metodami wielu prób opracowano kilka wzorów,
potem wyliczyli coś, no i nie zgadzało się,
więc sobie to zmieniali, poprawiali aż uzyskali jakąś tam zgodność,
ale nie zupełnie, więc dorobili kilka tzw. korekt,
czyli fikcyjnych pojęć w stylu 'czasoprzestrzeń', spiny, itd.
no i tak pozostało do dziś.

I takie coś nazywamy potocznie prowizorką = zero postępu,
a oficjalnie nazywa się to 'zaawansowaną fizyką nieklasyczną'.
I tam właśnie znajdziesz te relacje porządku, które nie potrafią rozstrzygnąć
co jest wcześniej, a co później... aberrację, która nie jest aberracją, bo kąt - kierunek jest względny, itd.

cos90' = v/c.

90' = 89.5, hehe!
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Nie, tego nie obliczyłeś ani nie uzyskałeś zgodności.

Dla cząstek odróżnialnych mamy 4 możliwości LL, LP, PL, PP, więc p(LL) = 1/4
Dla cząstek nierozróżnialnych mamy LP=PL i tu mamy dwa przypadki:
1) cząstki mogą stać się odróżnialne - p(LL) = 1/3
2) cząstki nie mogą stać się odróżnialne, więc mamy 2 możliwości: LL i PP i p(LL) = 1/2

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Masz jedynie problem ze zrozumieniem i przestrzeganiem definicji cząstki - ciała.
kaganiec (155 punktów)
>Świat nie jest idealnie taki, jak uroił sobie umysł wierzący w urojenia doskonałe.

Ty oczywiście wiesz jaki jest świat. A może po prostu uroiłeś sobie, że wiesz?

>Prędkości nie dodają się tak prosto, jak małe szybkości.

Pojęcie prędkości jest ściśle zdefiniowane v=S/t. Dodajemy te prędkości
jak zwykłe liczby. A Ty próbujesz mi wmówić, że 2+2=2.9999999.
To absurd, brak elementarnej logiki. Nie ma żadnego eksperymentu potwierdzającego ten absurd, bo nie może być. Może mi jeszcze wmówisz, że zderzające się protony w LHC nie mają prędkości względnej 2c, bo 2+2 nie jest równe cztery, a c+c=c?
11-06-2014 10:54 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>To absurd, brak elementarnej logiki. Nie ma żadnego eksperymentu potwierdzającego ten absurd, bo nie może być.

Są eksperymenty, są wyniki... nagie fakty, które zaprzeczają Twojej wierze w "elementarną logikę". Wniosek jest prosty: błądzisz w tej swojej "logice".

>Może mi jeszcze wmówisz, że zderzające się protony w LHC nie mają prędkości względnej 2c, bo c+c=c?

W przybliżeniu tak właśnie jest: 0,98c+0,98c=0,99c

A teraz jeszcze bardziej Cię zaskoczę. Aby proton osiągnął prędkość bliską c, trzeba było go wcześniej tak mocno popychać i tyle razy, że gdybyś pofatygował się, żeby prześledzić tę historię popychania go, to sam byś wyliczył tą swoją "elementarną logiką", że ten proton porusza się już z prędkością np. 100c.

Podobny wynik osiągasz, gdy siedzisz w rakiecie, która stale przyspiesza. Czy Twoja wiara (logika elementarna) mówi Ci, że jeśli masz dużo paliwa, to rozpędzisz się do prędkości większej niż c? Oczywiście przejście od STW do OTW nie jest tak proste, a eksperymentów za mało, żeby w tym przypadku dało się obalić wiarę w prędkości większe niż c tak łatwo, jak to zrobiłem w poprzednim poście. Tutaj możesz jeszcze próbować zachować swoją wiarę bez zarzutu o pajacowanie.

Ale zabawa jest przednia. Stoimy sobie na deszczu, woda ścieka nam po twarzach, a Ty wymyślasz argumentację, która ma uzasadnić wiarę w to, że deszcz nie pada - jest złudzeniem. Nie pada dlatego, bo uzasadniasz, że nie może padać. Czy to jakaś gra intelektualna, czy coś poważniejszego - jakiś kierunek filozoficzny?

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>Są eksperymenty, są wyniki... nagie fakty, które zaprzeczają Twojej wierze w "elementarną logikę".

Które eksperymenty, jakie wyniki? Gdzie masz te nagie fakty?
Eksperyment M-M? T-K? Sagnac? Aberracja? One właśnie potwierdzają
elementarną logikę zaprzeczając tym samym Twojej wierze, że prawdziwa logika
to karykatura logiki.

>Wniosek jest prosty: błądzisz w tej swojej "logice".

Z perspektywy Alicji po drugiej stronie lustra pewnie tak to wygląda.
Zatem przekonaj mnie, że błądzę - weź spory rozbieg i wskocz tam na drugą stronę
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zatem przekonaj mnie, że błądzę

To nie moja rola. To rola fizyków i matematyków. Moją rolą jest pobudzić Cię do myślenia i zainteresowania fizyką i matematyką. One Cię przekonają.

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>Moją rolą jest pobudzić Cię do myślenia

Nie odstawiaj bufonady. Przecież Ty tylko klepiesz bezmyślnie
wyczytane gdzieś tam historyjki z życia seksualnego krasnoludków
kaganiec (155 punktów)
>W przybliżeniu tak właśnie jest: 0,98c+0,98c=0,99c

W przybliżeniu? No, z błędem 100% można w zasadzie powiedzieć "w przybliżeniu"

>że gdybyś pofatygował się, żeby prześledzić tę historię popychania go, to sam byś wyliczył tą swoją "elementarną logiką", że ten proton porusza się już z prędkością np. 100c.

No masz ci los. Przecież ma być tak: c=const. A Ty wyskakujesz ze 100c.
Masz jakieś złudzenia sprawcze czy co?

>żeby w tym przypadku dało się obalić wiarę w prędkości większe niż c tak łatwo, jak to zrobiłem w poprzednim poście.

Chyba spaliłeś jointa skoro twierdzisz, że udało Ci się coś obalić
Jeśli dwa protony lecą ku sobie, a każdy z nich leci z prędkością c,
to elementarna logika mówi, że ich prędkość względna wynosi 2c.
No chyba, że ktoś wierzy w krasnoludki.

>Tutaj możesz jeszcze próbować zachować swoją wiarę bez zarzutu o pajacowanie.

Ja tu się raczej martwię się o Ciebie. To w końcu Ty twierdzisz, że 0,98c+0,98c=0,99c

>Stoimy sobie na deszczu, woda ścieka nam po twarzach, a Ty wymyślasz argumentację, która ma uzasadnić wiarę w to, że deszcz nie pada - jest złudzeniem.

No właśnie. Słoneczko sobie świeci, a Ty wymyślasz argumentację, która ma uzasadnić, że mimo iż
woda nie ścieka nam po twarzach, pada deszcz.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Stoimy sobie na deszczu, woda ścieka nam po twarzach, a Ty wymyślasz argumentację, która ma uzasadnić wiarę w to, że deszcz nie pada - jest złudzeniem.
>No właśnie. Słoneczko sobie świeci

O tym, czy pada deszcz, czy świeci słońce, decyduje eksperyment fizyczny, a nie elokwencja.

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>O tym, czy pada deszcz, czy świeci słońce, decyduje eksperyment fizyczny

No popatrz, a ja myślałem, że pogodynka...
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Chyba spaliłeś jointa skoro twierdzisz, że udało Ci się coś obalić

Przeczytaj ten post jeszcze raz i zwróć uwagę na moje stwierdzenie, że nie ma w nim punktu zaczepienia dla polemiki. Nawet udawać nie można, że coś w nim jest niejasne. Na razie udało Ci się tylko udawać, że zauważyłeś wynik 1/4, a nie zauważyłeś wyniku 1/3 ani 1/2.

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>Na razie udało Ci się tylko udawać, że zauważyłeś wynik 1/4, a nie zauważyłeś wyniku 1/3 ani 1/2.

A co to ma wspólnego z "czasem w STW"? Załóż nowy wątek np. pt. "Dziwności kwantowe".
kaganiec (155 punktów)
>Podobny wynik osiągasz, gdy siedzisz w rakiecie, która stale przyspiesza. Czy Twoja wiara (logika elementarna) mówi Ci, że jeśli masz dużo paliwa, to rozpędzisz się do prędkości większej niż c?

Moja logika elementarna w przeciwieństwie do Twojej wiary w krasnoludki mówi, że jeśli
mam na tyle dużo paliwa coby rozpędzić jedną rakietę do prędkości 0.6c i kiedy
drugą rakietę rozpędzimy również do prędkości 0.6c, a ta druga rakieta będzie lecieć
w przeciwnym kierunku niż ta pierwsza, to ich prędkość względna wyniesie 1,2c.
Słowem, jeśli rakieta wystartuje z Ziemi w kierunku ruchu orbitalnego US wokół
centrum galaktyki, to już na starcie będzie miała prędkość ok. 700km/s.
Zwyczajna względność
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Twojej wiary w krasnoludki

Dlaczego fizyków nzywasz krasnoludkami?

>mam na tyle dużo paliwa coby rozpędzić jedną rakietę do prędkości 0.6c i kiedy
>drugą rakietę rozpędzimy również do prędkości 0.6c.

Dalej piszesz już bez sensu, ale ten fragment można wykorzystać do kontynuacji wątku. Lecisz w rakiecie z prędkością 0,6c (względem okolicznych galaktyk) i startujesz z niej w mniejszej rakiecie, o której wiesz, że rozpędziła się do prędkości 0,6c. Rozumiem, że chcesz wierzyć w to, że ta mniejsza rakieta leci teraz z prędkością 1,2c. Jeżeli tak, to o ile wiem, fizyka nie obaliła jeszcze tej wiary, więc możesz ją bez wstydu zachować.

Ale rakiety lecące naprzeciwko siebie, każda z 0,6c (względem okolicznych galaktyk), nie zbliżają się do siebie z prędkością 1,2c. Wiara w to jest jednak powodem do wstydu, gdyż fizycy udowodnili już, że to nieprawda.

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>Rozumiem, że chcesz wierzyć w to, że ta mniejsza rakieta leci teraz z prędkością 1,2c.

Nie, to nie tak. Oczywistością jest, że ta mniejsza rakieta leci z prędkością 1,2c.
A fizyka nie obaliła jeszcze Twojej wiary w to, że 2+2=2.99999, więc zachowaj
swoją wiarę. To nie wstyd. To błąd twojego kalkulatora.

>Ale rakiety lecące naprzeciwko siebie, każda z 0,6c (względem okolicznych galaktyk), nie zbliżają się do siebie z prędkością 1,2c.Wiara w to jest jednak powodem do wstydu, gdyż fizycy udowodnili już, że to nieprawda.

Wiara w to, że c+c=c jest równie niedorzeczna jak wiara w Jezusowe cuda.
Jeśli fizycy udowodnili te cuda, to nie świadczy to ani o nich zbyt dobrze, ani
o ich "dowodach".
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>...fizycy udowodnili te cuda...

Zaprzeczasz sam sobie w tak krótkie frazie, a więc nie rozumiesz tego, co sam piszesz.

Cuda to z definicji zjawiska sprzeczne z tym, co twierdzą fizycy. Twierdzenia fizyków są fundamentem wiedzy. Jeżeli fizycy coś udowodnią, to już nie wolno tego nazywać "cudem".

Ponieważ fizyka jest fundamentem, absurdem jest polemika z fizyką. Żeby polemizować z fizykami, trzeba zostać fizykiem. Fizyka jest jedyną nauką, który cały czas na nowo podważa własne twierdzenia i na nowo je udowadnia lub obala - dlatego ma status nauki podstawowej i dlatego z zewnątrz jej twierdzeń nie można podważać... chyba, że ktoś lubi sobie popajacować.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Cuda to z definicji zjawiska sprzeczne z tym, co twierdzą fizycy. Twierdzenia fizyków są fundamentem wiedzy. Jeżeli fizycy coś udowodnią, to już nie wolno tego nazywać "cudem".

Nie, pojęcie cudu jest zupełnie inaczej definiowane.
Fizycy nie dowodzą swoich modeli. Zresztą byłby to czysty nonsens... coś jak żądanie dowodu słuszności młota od kowala.

>Ponieważ fizyka jest fundamentem, absurdem jest polemika z fizyką. Żeby polemizować z fizykami, trzeba zostać fizykiem. Fizyka jest jedyną nauką, który cały czas na nowo podważa własne twierdzenia i na nowo je udowadnia lub obala - dlatego ma status nauki podstawowej i dlatego z zewnątrz jej twierdzeń nie można podważać... chyba, że ktoś lubi sobie popajacować.

Wszystkie doraźne pomysły podważamy z czasem, bo z czasem wychodzimy coraz bardzie na zewnątrz - rozszerzamy swoje pole widzenia.

Teorie poprawne w ramach siebie, i na zawsze, to tylko ta czysta - formalna matma.
Fizyka nie jest dziedziną ścisłą - formalną, ona jedynie używa formalnych narzędzi.
16-06-2014 08:58 
 Ocena 4 na 4
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Fizycy nie dowodzą swoich modeli. Zresztą byłby to czysty nonsens... coś jak żądanie dowodu słuszności młota od kowala.

Fizycy mają specyficzny sposób dowodzenia - po prostu sprawdzają teorie w praktyce, czego jak widzę jeszcze nie zauważyłeś. A w tym właśnie kryje się wyższość fizyki

>Teorie poprawne w ramach siebie, i na zawsze, to tylko ta czysta - formalna matma

I dlatego żadne teoretyzowanie nie może podważyć wyników fizyki.

doku (Tomasz Kamiński)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Fizycy mają specyficzny sposób dowodzenia - po prostu sprawdzają teorie w praktyce, czego jak widzę jeszcze nie zauważyłeś. A w tym właśnie kryje się wyższość fizyki

Sprawdzanie polega na czymś zupełnie innym...
Być może oni relatywnie sprawdzają.

>>Teorie poprawne w ramach siebie, i na zawsze, to tylko ta czysta - formalna matma
>I dlatego żadne teoretyzowanie nie może podważyć wyników fizyki.

Może i podważamy STW bez najmniejszych problemów (stronę fizyczną, bo geometria Minkowskiego może sobie być - tak samo jak funkcje zespolone, w tym i te Riemanna, czy inne algebry);

No, a reszta fizyki, bazującej na tym modelu, to też farsa - interpretacje amatorów.
Zwłaszcza te historie spinów i momentów elektronów są łatwe do podważenia, co pokazałem w innym temacie... no i tradycyjnie nie było chętnych do dyskusji.

Dalsze urojenia typu EPR + splątania - jeszcze łatwiej to demaskujemy.
14-06-2014 00:01 
 Ocena 1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>>...fizycy udowodnili te cuda...
>Zaprzeczasz sam sobie w tak krótkie frazie, a więc nie rozumiesz tego, co sam piszesz.

Wyciągnąłeś z kontekstu. Tam było "Jeśli fizycy udowodnili te cuda..."
Takie prymitywne sztuczki? Nie stać Cię na więcej?

>Jeżeli fizycy coś udowodnią, to już nie wolno tego nazywać "cudem".

No i co takiego udowodnili? Dylatację czasu? Cud znaczy się?
Nie rozśmieszaj mnie

>Żeby polemizować z fizykami, trzeba zostać fizykiem.

To stara śpiewka. Coś w rodzaju: żeby polemizować z dogmatami religijnymi, trzeba
zostać papieżem.
Fizycy nie są kimś wyjątkowym. Wśród nich występuje podobny procent durni
jak w innych nacjach. No, z wyjątkiem relatywistów wśród których ten procent jest
wyjątkowo wysoki.

>Fizyka jest jedyną nauką, który cały czas na nowo podważa własne twierdzenia

Tak było kiedyś. Teraz fizyka produkuje infantylne bajeczki dla dzieci naszpikowane
cudami na kiju - dylatacjami, splątaniami i tym podobnymi dyrdymałami.

>i dlatego z zewnątrz jej twierdzeń nie można podważać

Ty chyba nadajesz z Watykanu
14-06-2014 14:20 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>To stara śpiewka. Coś w rodzaju: żeby polemizować z dogmatami religijnymi, trzeba
>zostać papieżem.

Ja byłem już papieżem i fizykiem też... nawet z WF-u same celujące.

>>Fizyka jest jedyną nauką, który cały czas na nowo podważa własne twierdzenia
>Tak było kiedyś. Teraz fizyka produkuje infantylne bajeczki dla dzieci naszpikowane
>cudami na kiju - dylatacjami, splątaniami i tym podobnymi dyrdymałami.

Powiedz temu mistrzowi fizyki metamatematycznej żeby pokazał te half-spiny w równaniach Diraca, bo ponoć tam je odkryto i wraz z antymaterią, którą z ujemnej masy-energii tam wydedukowali ).
kaganiec (155 punktów)
>Powiedz temu mistrzowi fizyki metamatematycznej żeby pokazał te half-spiny

E, nie. Jeszcze sobie krzywdę zrobi...
www.youtube.com/watch?v=c6OdD7iY9-Q&feature=kp

>wraz z antymaterią, którą z ujemnej masy-energii tam wydedukowali ).

Ujemna masa-energia to kolejny świetny pomysł fizyków.
Czekam teraz niecierpliwie na ujemne spiny, ujemną dylatację, ujemne czarne dziury,
ujemne tunele czasoprzestrzenne, ujemne splątanie itd. itd
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Czekam teraz niecierpliwie na ujemne spiny, ujemną dylatację, ujemne czarne dziury,
>ujemne tunele czasoprzestrzenne, ujemne splątanie itd. itd

Ja już znaczenie dalej poszedłem z tym... koksem:
widzę wyraźnie że tam są zespolone spiny, a i kwaternionowe masy gdzieniegdzie śmigają.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Wyciągnąłeś z kontekstu. Tam było "Jeśli fizycy udowodnili te cuda..."
>Takie prymitywne sztuczki? Nie stać Cię na więcej?

Śmieszna projekcja. Prymitywną sztuczką jest wypieranie się w żywe oczy. Kontekst jest cały czas ten sam - fizycy nie mogą udowodnić cudu. Produktem fizyki jest prawda naukowa o naturze. Cudem nazywamy coś nienaturalnego - sprzecznego z prawami fizyki. Prędkość większa niż c byłaby cudem, ale cuda się nie zdarzają. Twoja wiara w cuda jest tylko wiarą, nie jest polemiką z fizyką.

>>Fizyka jest jedyną nauką, który cały czas na nowo podważa własne twierdzenia
>Tak było kiedyś.

Tak jest nadal w coraz większym stopniu. Fizycy coraz ostrożniej publikują, coraz więcej liczą i weryfikują, coraz więcej czasu mija od odkrycia do publikacji. Fałszywymi zarzutami nie podważysz rzetelności ani uczciwości fizyków.

>infantylne bajeczki dla dzieci naszpikowane cudami na kiju

To doskonały opis obrazu świata, jaki mają ludzie nieznający lub nierozumiejący fizyki. Opis ten odniesiony do fizyki może tylko rozśmieszyć swoją absurdalnością, przy okazji demaskując fanatyzm religijny.

Twoja pogarda dla fizyki i mój dla niej szacunek pokazują, że żyjemy w różnych światach. Mój świat to "Świat Nauki", Twojego nie znam, mogę się tylko domyślać, że to coś w rodzaju "Radia Maryja". Nasza polemika doszła do punktu, w którym dalsze udawanie jest już niemożliwe. Jeśli popełniłeś jakąś niezręczność (co jest nieprawdopodobne) to już przepadło. Nie wyobrażam sobie, żebyś był w stanie odwrócić wrażenie, jakie zrobiłeś na mnie - wroga nauki, który się zdemaskował. Mogę nawet dopuścić, że Twoja wrogość do nauki jest nieszczera, tak jak nieszczerzy są księża-ateiści, którzy po prostu wybrali ten zawód. Jednak ten wybór zawodu determinuje ich wizerunek - wybrali rolę religijnych i tak muszą być traktowani.

Tak samo Ty dokonałeś wyboru - zaciągnąłeś się w szeregi wrogów nauki. A to nas oddala od siebie na odległość uniemożliwiającą polemizowanie na tematy naukowe. Żegnam więc.

doku (Tomasz Kamiński)
16-06-2014 12:02 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Masz jedynie entuzjastyczne podejście do nauki, no a wiemy że:

"Entuzjazm to delirium rozumu", Napoleon Bonaparte.
16-06-2014 18:47 
 Ocena 1 na 1
kaganiec (155 punktów)
>Prędkość większa niż c byłaby cudem, ale cuda się nie zdarzają.

To już przerabialiśmy kiedyś. Kamienie miały nie spadać z nieba, bo cuda się nie zdarzają

A prędkość większa od c jest faktem. Protony w LHC mają względną prędkość ~2c. Miony przekraczają prędkość światła. Eksperyment M-M pokazuje prędkość większą niż c. Aberracja to też prędkość wzgędna większa od c. Normalnie same cuda

>przy okazji demaskując fanatyzm religijny.

E tam. Odwracanie kota ogonem i tyle.

>Twojego nie znam, mogę się tylko domyślać, że to coś w rodzaju "Radia Maryja".

Twoje radio to zapewne "Radio Albert"?

>Tak samo Ty dokonałeś wyboru - zaciągnąłeś się w szeregi wrogów nauki.

Stosik jakiś by się zdał, aha?
I nie "wrogów nauki". Tylko wrogów irracjonalizmów wszelakich, także w nauce, bo to
żadna nauka jeśli produkuje idiotyzmy w rodzaju STW.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Tak samo Ty dokonałeś wyboru - zaciągnąłeś się w szeregi wrogów nauki.
>Stosik jakiś by się zdał, aha?

Tradycyjnie, ostatni Wasz argument

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>Oba nie idą szybciej. Jeden idzie szybciej od drugiego, a więc drugi idzie wolniej. Nie zapominaj, że mówimy o dwóch zegarach, które poruszają się względem siebie. Bez zmniejszenia ogólności możemy wyobrazić sobie, że zbliżają się do siebie.

Oj tam, oj tam. Zdecyduj się w końcu, czy ten odległy wieżowiec który widzisz w oddali
zmniejsza się naprawdę czy to tylko zmiana perspektywy powoduje złudzenie.
To była analogia do STW. Z tym, że w STW "zmiana perspektywy" powoduje rzeczywiste
skrócenie sekundy. Analogicznie dla Ciebie wieżowiec się rzeczywiście zmniejsza, a dla
obserwatora z wieżowca Twój dom rzeczywiście się zmniejsza. Sprzeczność. Paradoks.
Wierzysz w rzeczywistość paradoksów i w świat po drugiej stronie lustra. Pozdrów Alicję

>Chyba już niczego więcej nie pomylisz.

Fantasta z Ciebie
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>wieżowiec się rzeczywiście zmniejsza, a dla
>obserwatora z wieżowca Twój dom rzeczywiście się zmniejsza.

Analogia jest błędna, bo obserwatorzy w Twoim przykładzie widzą odległość ich dzielącą, a ta odległość jest czynnikiem, który wchodzi do wzoru na obserwowaną szerokość czy wysokość budynku - z Twierdzenie Talesa.

Jeśli wskażesz podobny czynnik, który "poprawi" wynik obserwacji szybkości chodu zegara w moim przykładzie, to analogia będzie poprawna. Od razu Ci podpowiem, że efekt Dopplera stwarza złudzenie, że zbliżający się zegar idzie szybciej. Tymczasem w Twojej analogii brakuje złudzenia, które sprawia, że obserwowany zegar idzie wolniej.

Jeśli to za trudne, to napiszę inaczej. Gdybyś był magikiem, to Twoja sztuczka jest łatwa do zdemaskowania - mówisz, że coś stoi na stole, a tymczasem to stoi daleko za stołem, ale na takiej wysokości i tak sprytnie, że widzowie tego nie widzą.

Ty zarzucasz fizokom, że są magikami, ale nikt jeszcze nie wie, jak ich zdemaskować.


doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>Analogia jest błędna, bo obserwatorzy w Twoim przykładzie widzą odległość ich dzielącą

Tia... analogia jest błędna, a w Ameryce biją Murzynów

>Od razu Ci podpowiem, że efekt Dopplera stwarza złudzenie, że zbliżający się zegar idzie szybciej. Tymczasem w Twojej analogii brakuje złudzenia, które sprawia, że obserwowany zegar idzie wolniej.

Ale się zamotałeś: "złudzenie, które sprawia, że obserwowany zegar idzie wolniej"
Złudzenie sprawcze. Dobre.

>Jeśli to za trudne, to napiszę inaczej.

Aha, zamiast "złudzenie sprawcze" napiszesz "pomrocznosć jasna"

>Ty zarzucasz fizokom, że są magikami, ale nikt jeszcze nie wie, jak ich zdemaskować.

To całkiem proste przecież. Wystarczy udowodnić, że krasnoludki nie istnieją
11-06-2014 08:35 
 Ocena 2 na 2
confessus (324 punktów)Odp: Koniowa teoria względności
>Dla każdego obserwatora jego własny zegar "idzie szybciej". Skoro oba idą szybciej, to który idzie wolniej? Big Ben?


Zagadka:
Koń A ma konia B z tyłu, zaś koń B ma z tyłu konia A.
Który jest bardziej z tyłu?
11-06-2014 11:24 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Który jest bardziej z tyłu?

Już prawa Newtona mówią, że jednakowo, ale przeciwnie.

doku (Tomasz Kamiński)
confessus (324 punktów)
>>Który jest bardziej z tyłu?
>Już prawa Newtona mówią, że jednakowo, ale przeciwnie.

O choroba! to mi teraz zakręciłeś
Mam to coś z tyłu ale przeciwnie, czyli mam z przodu?

Gubię się w domysłach!

pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Gubię się w domysłach

Dlatego warto czytać lektury

doku (Tomasz Kamiński)
confessus (324 punktów)
>>Gubię się w domysłach
>Dlatego warto czytać lektury

A jakie? Nie chcesz mi chyba polecać studiowania praw Newtona? O ile wiem, konie zwrócone ku sobie zadami nie oddziaływają na siebie (przynajmniej w sensie mechaniki Newtona). Inspiracji raczej szukałbym w teorii relacji.

pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>A jakie? Nie chcesz mi chyba polecać studiowania praw Newtona?

Oczywiście, że nie. Miałem na myśli lektury hipologiczne

doku (Tomasz Kamiński)
kaganiec (155 punktów)
>Zagadka:
>Koń A ma konia B z tyłu, zaś koń B ma z tyłu konia A.
>Który jest bardziej z tyłu?

Wg. STW ten, który wolniej przebiera nogami
adamcopper (64 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czas wg STW?
obejrzyjcie zdjecia, namacalny dowod na podroze w czasie np wspolczesny mlotek znaleziony w warstwie geologicznej sprzd 140 milionow lat i inne tego typu ciekawostki

popotopie.blogspot.com/2014_02_01_archive.html

jesli link nie bedzie dzialal to wpiszcie w google mlotek artefakt sprzed 140 milionow lat i dalej juz znajdziecie tego mnostwo
niestadny (2492 punktów)

Ja tam się nie znam, ale wydawało mi się dotąd, że jeśli chodzi o STW to wszystko zostało już wyjaśnione przez naukowców(panuje consensus).
Skąd więc ów brak zgodności wśród dyskutantów w tym wątku?


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
17-06-2014 22:30 
 Ocena-2 na 2
kaganiec (155 punktów)
>wydawało mi się dotąd, że jeśli chodzi o STW to wszystko zostało już wyjaśnione przez naukowców(panuje consensus).

Nic nie zostało wyjaśnione. STW to wynik już ponad 100-letniej bezradności
fizyków. STW to niewiedza i desperacja z niej wynikająca. To pseudowyjaśnienie sprzecznych eksperymentów i "cudowne" panaceum na bolączki fizyków.

>Skąd więc ów brak zgodności wśród dyskutantów w tym wątku?

Ano stąd, że racjonalizm zawsze będzie ścierał się z irracjonalizmem.
STW ze swoimi paradoksami, pojęciem czasu jako czegoś materialnego, czegoś
co można ugniatać jak plastelinę, jest zwyczajnie irracjonalna i nic tu nie
pomoże nazywanie paradoksu brakiem paradoksu, bezsensu sensem i
wmawianie wszystkim jakoby eksperymenty fizyczne ten bezsens
potwierdzały.
mirask (152 punktów)

>STW ze swoimi paradoksami, pojęciem czasu jako czegoś materialnego, czegoś
>co można ugniatać jak plastelinę, jest zwyczajnie irracjonalna i nic tu nie
>pomoże nazywanie paradoksu brakiem paradoksu, bezsensu sensem i
>wmawianie wszystkim jakoby eksperymenty fizyczne ten bezsens
>potwierdzały.
>
Wszystkiemu oczywiście winna jest... matematyka - niektórzy tak bardzo w nią wierzą, że gdy zobaczą jakieś zjawisko dokładnie matematycznie opisane, to dowodzi im aż nadto realności występowania tego zjawiska w praktyce, zapominają jednak, że matematyka jest tylko narzędziem - instrumentem, który w rękach wytrawnego wirtuoza potrafi zdziałać... cuda.
kaganiec (155 punktów)
Oto argument prostaka i chama:

>Skoro uparłeś się być głupim, to sobie bądź.

A swoją frustrację chłoptasiu bądź łaskaw przenieść na mur.
Tzn. rozpędź się do relatywistycznej prędkości i p....j weń łbem

A teraz dla tych bystrzejszych:

Zegar A' został "technicznie" przyśpieszony żeby zniwelować opóźnienie w rakiecie B.
Zatem po 5 latach lotu zegar A' pokazuje to co widzimy na zegarze z prawej i ta sama
godzina będzie widoczna na zegarze A (zegar z lewej).
Ale pilot w rakiecie B stwierdza: coś tu nie gra, przecież to mój zegar chodzi szybciej,
bo to rakieta A oddala się ode mnie. Dlaczego więc to zegar A' wyprzedza zegar B?
Pilot B spowalnia więc zegar A' i po kolejnych 5 latach mamy to co widać na zegarze A'
dolnym. Teraz zatrzymujemy zegary i zarządzamy powrót. Po powrocie następuje
konsternacja: No jak to? Dlaczego występuje różnica pomiędzy wskazaniem zegara A,
a wskazaniem zegara A'? Przecież mieliśmy zachować jednoczesność wskazań zegara
A i A'? Ci bystrzejsi już wiedzą co się stało. To wynik EWIDENTNEGO paradoksu
występującego w STW. I choćby nie wiem jak starał się jakiś fanatyczny zwolennik STW, to
paradoks pozostanie paradoksem, a on co najwyżej może walnąć łbem w mur, bo nie pozostanie
mu nic innego.

Powiem więcej. Paradoks STW w ogóle uniemożliwi ten eksperyment , ponieważ
niemożliwym jest prawidłowe ustalenie algorytmu zegara A'. I nic tu nie pomoże
mydlenie oczu bredniami o "względnej jednoczesności", bo właśnie ten eksperyment
jest eksperymentem pod kryptonimem "JEDNOCZESNOŚĆ", która jest zwyczajną
synchronizacją z zegarem wzorcowym A, a którą uniemożliwiają absurdy STW.

Zatem te rakiety nigdy nawet nie wystartują, bo i po co?
19-06-2014 20:06 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Mówiłem za Lorentzem że zegary zwalniają fizycznie, a kontrakcja dotyczy przedmiotów - z przyczyn... pragmatycznych - anizotropia wtedy znika.

No i to w zasadzie wszystko, bardzo proste - ekstremalnie, no właśnie i dlatego aż tak strasznie trudne do ogarnięcia, zrozumienia!

Zawsze tak było: im prostsze rozwiązanie tym trudniejsze do zrozumienia, i zaakceptowania.
Wystarczy przypomnieć słynny model Ptolemeusza, oraz ten Kopernika: pierwszy był bardzo skomplikowany, pełno korekt - przeróżnych epicykli, itd. a drugi był prościutki jak siekiera, dlatego nie do przyjęcia przez... 'świetlistych' arcykapłanów.
kaganiec (155 punktów)
>Mówiłem za Lorentzem że zegary zwalniają fizycznie, a kontrakcja dotyczy przedmiotów - z przyczyn... pragmatycznych - anizotropia wtedy znika.
>No i to w zasadzie wszystko, bardzo proste - ekstremalnie, no właśnie i dlatego aż tak strasznie trudne do ogarnięcia, zrozumienia!
>Zawsze tak było: im prostsze rozwiązanie tym trudniejsze do zrozumienia, i zaakceptowania.

Ale istnieje jeszcze prostsze rozwiązanie.
Tak proste, że aż boli:
www.datasync.com/~rsf1/ritz-grb.htm
Zgodne z większością eksperymentów. I nie potrzeba tu
ani kontrakcji, ani eteru. Niestety Ritz zmarł przedwcześnie
a zwolennicy Einsteina szybko jego teorię zdyskredytowali.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Tak się składa, że od tego Ritza akurat Einstein się uczył.
Ten balistyczny model światła to głupoty...

I dawno zostało to obalone, np. takim sposobem:
en.wikipedia.org/wiki/Arago_spot



W modelu Ritza ta kropka w środku powinna być czarna.
kaganiec (155 punktów)
>Tak się składa, że od tego Ritza akurat Einstein się uczył.

...uczył się uczył i się nie nauczył

>Ten balistyczny model światła to głupoty...

Jednak kluczowe eksperymenty przemawiają za tą "głupotą".
M-M, Sagnac, M-G-P, T-K...

>I dawno zostało to obalone, np. takim sposobem:
>en.wikipedia.org/wiki/Arago_spot

Przypominam o dualizmie korpuskularno-falowym. Jedne eksperymenty
obalają "falę" inne "korpuskułę". A obalone z pewnością zostało
"skrócenie Lorentza" i to dawno - eksperyment Thorndike-Kennedy.
Zresztą to skrócenie to głupota. Wywijają ludziska interferometrami,
kompletnie nic się nie dzieje, a oni widzą skrócenie
Pozostałe (ww.) eksperymenty wykluczyły eter - światło nie ma
ośrodka - i to właśnie wyklucza "falę", bo co to za fala bez ośrodka?
Zabawne to jest jak wszyscy tutaj ignorują eksperyment T-K

>W modelu Ritza ta kropka w środku powinna być czarna.

Oj tam zaraz czarna. W przypadku twardych kulek z pewnością.
Ale gdy te kulki polecą sekwencją w dodatku interferując ze sobą
to mamy balistykę falową i... jasną plamkę
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Przypominam o dualizmie korpuskularno-falowym. Jedne eksperymenty
>obalają "falę" inne "korpuskułę". A obalone z pewnością zostało
>"skrócenie Lorentza" i to dawno - eksperyment Thorndike-Kennedy.

Gdzie tam. Tam wszędzie masz skracanie, a w Thorndike-Kennedy
nawet wprost - jawnie się przyjmuje to skrócenie, bo inaczej wynik byłby niezgodny...

W teorii fal nie ma żadnego dualizmu.
To się pojawia dopiero gdy mieszasz te robocze modele - uproszczenia, z faktami.

Np. to c = const w stw to tylko postulat,
czyli warunek specjalny w modelu, a nie fakt.

I to jest OK - nie ma z tym żadnych problemów,
wystarczy tylko zdawać sobie sprawę na czym się stoi.

No, a gdy nie wiesz na czym stoisz, i zaczniesz to traktować jako fakt, wówczas giniesz... wpadasz w krainę czarów, no i wtedy paplasz te głupoty o wzajemnym zwalnianiu zegarów, które jednak nie zwalniają, bo czas własny jest zawsze własny, o czasoprzestrzeniach materialnych, itd. - stąd ten bełkot podwórkowych fizyków.

>Ale gdy te kulki polecą sekwencją w dodatku interferując ze sobą
>to mamy balistykę falową i... jasną plamkę

Hehe!
Cząstki nie interferują.
To tak tylko się oblicza w QM - jedziesz tam falami formalnie, a potem paplasz nieformalnie o jakichś fotonach.

Wiesz dlaczego te fotony są nierozróżnialne?
Bo fale są właśnie takie: zrób sobie kilka fal np. w wannie, możesz sobie je ponumerować; i teraz obserwuj wybraną - śledzisz ją cały czas.
I co się stanie gdy one się ponakładają w pewnym miejscu - nadążysz za swoją, zgadniesz gdzie poleciała?
kaganiec (155 punktów)
>a w Thorndike-Kennedy
>nawet wprost - jawnie się przyjmuje to skrócenie, bo inaczej wynik byłby niezgodny...

No i jest niezgodny. Ze skróceniem. To oczywiste, że jawnie przyjmuje się skrócenie. Przecież mierzymy ten prąd rzeki eteru nie widząc w ogóle rzeki. Ale Thorndike-Kennedy wykorzystali prosty fakt mówiący, że "dłuższe skraca się bardziej niż krótsze". W eksperymencie M-M ramiona mamy równe, więc po obrocie interferometru względem wiatru eteru ramiona względem siebie skracają się proporcjonalnie R1 = gamma * R2. No i to gamma to była rozpaczliwa próba Lorentza ratowania swojego eteru. Niestety eksperyment Thorndike-Kennedy rozkłada na łopatki skrócenie Lorentza i STW. Na rysunku widać jak to działa. T-K nie dość, że skrócili ramię to jeszcze ustawili je pod kątem, żeby całkiem zaburzyć symetrię. Dla kąta 45 stopni między ramionami dla dwóch skrajnych położeń tego dłuższego ramienia czyli frontem do wiatru i bokiem do wiatru mamy maksymalne skrócenie, a po obrocie maksymalne wydłużenie tego ramienia, ale ramię krótsze pozostaje tak samo skrócone. I tu żadne gamma nie pomoże R1 <> gamma * R2, prążki muszą zareagować. A wiemy, że nie reagują - czysta balistyka Dylatacja czasu staje się tu już katastrofalnie absurdalna, bo zależna nie od gamma, a od... no właśnie, od czego? Od długości?


>No, a gdy nie wiesz na czym stoisz, i zaczniesz to traktować jako fakt, wówczas giniesz...

I zginęli...

>stąd ten bełkot podwórkowych fizyków c = const

Bełkot co się zowie, c=const względem wszystkiego, zawsze i wszędzie.
Tego najstarszy pacjent z Tworek by nie wymyślił

>I co się stanie gdy one się ponakładają w pewnym miejscu - nadążysz za swoją, zgadniesz gdzie poleciała?

No nie wiem. Może jakby różniły się częstotliwością, amplitudą...
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>No i jest niezgodny. Ze skróceniem. To oczywiste, że jawnie przyjmuje się skrócenie.

Pewnie źle to obliczasz.
Jest całkowicie zgodne z Lorentzem, a i więcej: nie ma w ogóle eksperymentu niezgodnego z teorią eteru Lorentza!

> Przecież mierzymy ten prąd rzeki eteru nie widząc w ogóle rzeki.

Nie mierzymy tu żadnego prądu, bo w próżni jest on niewykrywany - jest idealna izotropia prędkości dwukierunkowej światła: c_śr = const.

A i możesz sobie to dość łatwo wyliczyć.
Bez żadnych kontrakcji ta średnia prędkość fali - tam i z powrotem, np. dla dźwięku, jest taka:
c(f) = (1 - v^2)/(1 - (v.sinf)^2)^0.5

przykładowo: dla kąta f = 0, czyli wzdłuż v, masz c = 1 - v^2,
a prostopadle będzie: (1-v^2)^0.5, czyli różnica jest wyraźna - maksymalna, i dlatego Michelson postanowił mierzyć różnicę pomiędzy tymi kierunkami właśnie: poziomym i pionowym.

I gdy teraz dorzucisz tu kontrakcję - wzdłuż, no to ta różnica zniknie, i zupełnie - dla dowolnego kąta f będzie to samo, tj. c = const.

Po prostu tamto równanie na c(f) to wzór na elipsę o półosiach:
a = 1 - v^2, i b = (1 - v^2)^0.5;
no, i gdy sobie tu walniesz transformację typu x' = gamma x, czyli skracasz wzdłuż x, no to dostaniesz kółeczko o promieniu: r = b;

Zatem teraz mamy: c = b = (1-v^2)^0.5, czyli średnia prędkość jest mniejsza gamma razy od wzorcowego c, no i dlatego też zegarek zwolni gamma razy, a wtedy zmierzysz calutkie c i w dowolnym kierunku.

No i możesz sobie teraz tańczyć z tym złomem Thorndike-Kennedego nawet i 600 lat, a nic nie wykryjesz... znaczy będziesz śpiewał jak ślepy gołąb, że jest wszędzie i zawsze c = const.
....

Trzeba trochę praktyki aby wyczuć konsekwencje eteru Lorentza, albo raczej ich nagminne braki - te tzw. null results.
kaganiec (155 punktów)
>Pewnie źle to obliczasz.

Tu nawet nie ma co obliczać. Przecież to widać

Masz to nawet pokratkowane: wzdłuż rzeki 6:3 w poprzek
masz 9:4,5 czyli proporcje są zachowane. I tu jak widzisz
uzyskujemy przesunięcie fazowe o pół kratki. Te "wężyki"
to fale odbite od lusterek na końcach ramion których
interferencję badamy. Ten interferometr jest poglądowo
zmodyfikowany do dwóch ramion równoległych, ale też działa

>Jest całkowicie zgodne z Lorentzem, a i więcej: nie ma w ogóle eksperymentu niezgodnego z teorią eteru Lorentza!

Teraz to pojechałeś... M-M jest zgodny ze stacjonarnym ziemskim eterem,
Sagnac M-G-P wyklucza ziemski stacjonarny eter. Co więc pozostaje?
Ano to, że M-M, Sagnac M-G-P, T-K są niezgodne z teorią eteru Lorentza.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>Pewnie źle to obliczasz.
>Tu nawet nie ma co obliczać. Przecież to widać

Widać jedynie, że nie masz cienia cierpliwości do obliczeń.

>masz 9:4,5 czyli proporcje są zachowane. I tu jak widzisz
>uzyskujemy przesunięcie fazowe o pół kratki. Te "wężyki"
>to fale odbite od lusterek na końcach ramion których
>interferencję badamy. Ten interferometr jest poglądowo
>zmodyfikowany do dwóch ramion równoległych, ale też działa

c = lf, a dla tych prążków istotnej jest: l = c/f;

i liczba fal wzdłuż długości L to n = L/l.

no a lokalnie masz przecież:
f = const, c = const, L = const, więc i l = const, tym samym i n... możesz sobie obracać tymi ramionami do woli, a nic się nie zmieni.

Ty zakładasz tu stałą długość fali, czyli: l = const, a skracasz tylko to ramię, co jest błędem, co łatwo zauważyć w takim prostym wzorku:

kc = kl * f, czyli zmieniamy sobie k razy c oraz l jednocześnie i nadal masz stabilne te prążki - niezależnie od tego k.

>Teraz to pojechałeś... M-M jest zgodny ze stacjonarnym ziemskim eterem,
>Sagnac M-G-P wyklucza ziemski stacjonarny eter. Co więc pozostaje?
>Ano to, że M-M, Sagnac M-G-P, T-K są niezgodne z teorią eteru Lorentza.

Sagnac jest pomiarem jednokierunkowej c, ale tylko w pętli, a dowolna stała się zeruje po cyklu zamkniętym, jak +1 - 1 = 0, tz. że ten wiatr eteru tu znika zupełnie - nie ma znaczenia, no i stąd ta różnica - w pełni zgodna z klasyką fal w stacjonarnym medium.

M-G-P to Sagnac, M-M i T-K to c_średnia = const, znaczy perfekcyjna zgodnoś z Lorentzem.
Próbuj dalej...
kaganiec (155 punktów)
>Widać jedynie, że nie masz cienia cierpliwości do obliczeń.

No to trzeba zrobić ankietę :
"co bardziej Cię przekonuje,
1.rysunek i logiczne wyjaśnienie że skrócenie
musi się uwidocznić w eksperymencie T-K
2. obliczenia, że jednak nie da się tego zmierzyć"

>Ty zakładasz tu stałą długość fali, czyli: l = const, a skracasz tylko to ramię, co jest błędem, co łatwo zauważyć w takim prostym wzorku:
>kc = kl * f, czyli zmieniamy sobie k razy c oraz l jednocześnie i nadal masz stabilne te prążki - niezależnie od tego k.

Ty to wiesz, ja to wiem, więc i T-K wiedzieli. Dla skrajnych położeń może być taka sytuacja
kiedy prążki będą stabilne np. kiedy na rys. zrobimy symulację skrócenia x2.
Ale po pierwsze mamy jeszcze stany pośrednie, a po drugie wystarczy zmieniać odrobinę
długość ramion i kąt, co z pewnością T-K zrobili - przecież byli nie w ciemię bitymi fizykami.

>Sagnac jest pomiarem jednokierunkowej c, ale tylko w pętli, a dowolna stała się zeruje po cyklu zamkniętym, jak +1 - 1 = 0, tz. że ten wiatr eteru tu znika zupełnie

M-G-P to też Sagnac i żaden wiatr eteru tu nie znika, bo nie może zniknąć
coś czego nie ma. Gdyby eter był to M-G-P wykryliby i owszem ruch obrotowy Ziemi,
ale skokowy i noce wtedy byłyby krótsze niż dni

>Próbuj dalej...

I vice versa
atto (627 punktów)
(zablokowany)
> "co bardziej Cię przekonuje,
> 1.rysunek i logiczne wyjaśnienie że skrócenie
> musi się uwidocznić w eksperymencie T-K
> 2. obliczenia, że jednak nie da się tego zmierzyć"

Aha! Rozumiem teraz dlatego rysują te czarne dziury w podręcznikach, a w astronomii produkują hurtowo obrazki: pulsarów, kwazarów, magnetarów, itd.

> Dla skrajnych położeń może być taka sytuacja kiedy prążki będą stabilne np. kiedy na rys. zrobimy symulację skrócenia x2.
>Ale po pierwsze mamy jeszcze stany pośrednie, a po drugie wystarczy zmieniać odrobinę długość ramion i kąt, co z pewnością T-K zrobili - przecież byli nie w ciemię bitymi fizykami.

Dla dowolnego kąta pośredniego to kompensuje się idealnie, bo masz c_śr = c*(1-v^2/c^2)^0.5, z powodu kontrakcji.

W praktyce mierzysz z tego całe c, bo zegary zwalniają proporcjonalnie do tego c_śr...

Fizycy są akurat od dawna zgodni, że eter Lorentza daje te same wyniki co STW - bez eteru, ale nadal z tymi samymi transformacjami... faktycznie z odwrotnymi, ale w odniesieniu do układu współrzędnych, co daje taki sam rezultat:
Tr obiektu = inverseTr współrzędnych (przestrzeni).

>M-G-P to też Sagnac i żaden wiatr eteru tu nie znika, bo nie może zniknąć
>coś czego nie ma. Gdyby eter był to M-G-P wykryliby i owszem ruch obrotowy Ziemi,
>ale skokowy i noce wtedy byłyby krótsze niż dni

No, bo jest tam skowo: z orbity okołosłonecznej dodatkowo dojdzie 1/365 w południe, a o północy w drugą stronę: -1/365.

Podobnie może sobie dodać jeszcze z obiegu Galaktyki, coś typu 1/miliard chyba.
kaganiec (155 punktów)
>Dla dowolnego kąta pośredniego to kompensuje się idealnie, bo masz c_śr = c*(1-v^2/c^2)^0.5, z powodu kontrakcji.

Idealna kompensacja to mrzonki. Zapatrzyłeś się w te obrazki. Wzory to też... takie obrazki

Jeśli przyjrzysz się temu obrazkowi tam wyżej z równoległymi ramionami i zastanowisz się nad tym rozjazdem fazy to być może zauważysz, że matematycznie, owszem, wszystko się zgadza. Ale pozostaje aspekt praktyczny - w praktyce prążki powinny się rozjechać, a matematycznie nie. Sprzeczność. Ha, ja już wiem o co tu chodzi

>Fizycy są akurat od dawna zgodni, że eter Lorentza daje te same wyniki co STW - bez eteru

Zapominają, że te same wyniki co LET ze skróceniem fizycznym lub STW ze skracaniem czasu daje Galileusz bez eteru.

>Teoria Lorentza jest całkowicie klasyczna - Galileuszowa, znaczy z c +/- v.

To prawda. Ale jest subtelna różnica między Galileuszem eterycznym, a Galileuszem bezeterycznym. Ten pierwszy wymaga skrócenia, a owego nie znaleziono...
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>Dla dowolnego kąta pośredniego to kompensuje się idealnie, bo masz c_śr = c*(1-v^2/c^2)^0.5, z powodu kontrakcji.
>Idealna kompensacja to mrzonki. Zapatrzyłeś się w te obrazki. Wzory to też... takie obrazki

Idealnego zera nie ma, bo nie ma idealnej próżni.
W powietrzu wykrywamy to bez problemu... jakieś 490 km/s i w kierunku... np. na te obłoki Magellana.

>Jeśli przyjrzysz się temu obrazkowi tam wyżej z równoległymi ramionami i zastanowisz się nad tym rozjazdem fazy to być może zauważysz, że matematycznie, owszem, wszystko się zgadza. Ale pozostaje aspekt praktyczny - w praktyce prążki powinny się rozjechać, a matematycznie nie. Sprzeczność. Ha, ja już wiem o co tu chodzi

Przecież na tym rysunku nie ma skrócenia...

>>Teoria Lorentza jest całkowicie klasyczna - Galileuszowa, znaczy z c +/- v.
>To prawda. Ale jest subtelna różnica między Galileuszem eterycznym, a Galileuszem bezeterycznym. Ten pierwszy wymaga skrócenia, a owego nie znaleziono...

1. fale są dowodem istnienia medium
2. to skrócenie jest bezpośrednią konsekwencją anizotropii pr. światła w ruchu
To coś tak samo oczywiste i naturalne jak np. ugięcie kolan podczas siadania.
kaganiec (155 punktów)
>W powietrzu wykrywamy to bez problemu... jakieś 490 km/s

Nie ma takiego eksperymentu.
A jeśli w powietrzu to chyba chodzi o tajfun...

>Przecież na tym rysunku nie ma skrócenia...

Nie ma, bo go nie ma... failed

>1. fale są dowodem istnienia medium

Te "fale" to tylko obraz interferencyjny. Nikt tego nie złapał w locie i nie obejrzał pod lupą.
Elektrony też dają obraz interferencyjny, a podobno elektron to cząstka...
66.90.101.64/arkblog/Two_Slit_Experiment.jpg

>2. to skrócenie jest bezpośrednią konsekwencją anizotropii pr. światła w ruchu

Ja pokazałem eksperymenty wykazujące brak skrócenia.
Gdzie są te Twoje, które pokazują skrócenie?
Nie ma ich, bo nie ma skrócenia. To jest tak oczywiste jak prostowanie
kolan podczas wstawania
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma takiego eksperymentu.
>A jeśli w powietrzu to chyba chodzi o tajfun...

Nawet ze zwykłego Dopplera można to wyznaczyć,
co zresztą NASA zaliczają systematycznie.

>>1. fale są dowodem istnienia medium
>Te "fale" to tylko obraz interferencyjny. Nikt tego nie złapał w locie i nie obejrzał pod lupą.

Szkoda tylko, że ten punkcik Arago nieco przeszkadza w tej przewspaniałej teorii, a i z 600 innych zjawisk.

>Elektrony też dają obraz interferencyjny, a podobno elektron to cząstka...

Skoro masz medium to przecież byle co zrobi tam fale - one tam rozbiegają się jak np. od łodzi płynącej po wodzie, no i stąd ten cyrk ze szczelinami.

>>2. to skrócenie jest bezpośrednią konsekwencją anizotropii pr. światła w ruchu
>Ja pokazałem eksperymenty wykazujące brak skrócenia.
>Gdzie są te Twoje, które pokazują skrócenie?

Moje będą chyba gdzieś za 1000 lat - po kolejnym przewrocie w stylu Kopernikańskiego, bo chwilowo fizycy rzeźbią jedynie swoje naiwne wyobrażenia - ćwiczą geometrię Euklidesa w nowej szacie, no i algebrę nieprze...piepszenną.
kaganiec (155 punktów)
>Skoro masz medium to przecież byle co zrobi tam fale - one tam rozbiegają się jak np. od łodzi płynącej po wodzie

Od łodzi podwodnej chyba, co nie? Przecież ma być morze eteru, a my w jego głębinach,
więc gdzie Ty te fale poprzeczne widziałeś? Z okien yellow submarine?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Jakie chcesz - podłużne i poprzeczne.
Obecnie nazywają to falami de Broglie'a,
i one siedzą we wszystkich równaniach QM, ale w wersji sferycznej, co daje błędne rozwiązania, np. elektron w atomie wodoru zgubił przez to kręt... no i głupoty wychodzą.

Może te neutrina są taką sferyczną i podłużną falą - coś jak fala dźwięku w powietrzu... po implozji.
kaganiec (155 punktów)
>Nie mierzymy tu żadnego prądu, bo w próżni jest on niewykrywany - jest idealna izotropia prędkości dwukierunkowej światła: c_śr = const.

Ciekawe co by powiedział Lorentz na eter, który jest, ale nie jest wykrywalny?
No chyba, że chodzi Ci o eter z którym światło nie ma nic wspólnego tzn.
eter który nie jest ośrodkiem dla fal światła. O, z pewnością takiego
eteru nie wykryją żadne M-M, T-K, Sagnaki itp. Ale zdaje się Lorentzowi
chodziło o nieruchome morze eteru w którym poruszają się wszystkie
ciała kosmiczne i który jest ośrodkiem dla fal światła. A taki eter
musi być wykrywalny, bo nie ma innego wyjścia

>dlatego Michelson postanowił mierzyć różnicę pomiędzy tymi kierunkami właśnie: poziomym i pionowym

Pisałem już o tym, że prostopadłość ramion zwiększa dokładność pomiaru.
Rys. wyżej - kiedy mamy ramiona równoległe różnica maks. będzie 1,5
"kratki" pomiędzy ramionami, kiedy prostopadłe -1,5 : 1,5, a więc 3 "kratki".
Taka sprytna sztuczka

>I gdy teraz dorzucisz tu kontrakcję - wzdłuż, no to ta różnica zniknie, i zupełnie - dla dowolnego kąta f będzie to samo, tj. c = const.

Nic nie zniknie. Masz to czarne na białym na rysunku...a waściwie zielone na czerwonym

>no, i gdy sobie tu walniesz transformację typu x' = gamma x, czyli skracasz wzdłuż x, no to dostaniesz kółeczko o promieniu: r = b;

Nie wiem po co tak komplikujesz. To całe gamma to dziecinada Lorentza potrzebna by uratować
eter: jeden pływak płynie w poprzek rzeki, a drugi wzdłuż, pokonują ten sam dystans tam i z powrotem.
O dziwo dopływają w tym samym czasie - nie ma żadnego eteru, bo gdyby był to ten pływak
płynący wzdłuż dopłynął by później niż ten płynący w poprzek. No i teraz zaczynają się siupy, czyli
ratowanie rzeki: T1 = T2 * gamma - taka lorentzowska ekologia gdzie czas T2 pływaka płynącego
wzdłuż skraca się żeby nie zrobić krzywdy temu drugiemu. A jak się skraca czas to co się skraca?
Droga się skraca, czyli rzeka się skraca temu płynącemu wzdłuż. Problem w tym, że ta konstrukcja
gammoniowata wali się na łeb na szyję kiedy każemy im płynąć tak jak chcą Thorndike-Kennedy.
I dlatego nieprawdą jest, że "wtedy zmierzysz calutkie c i w dowolnym kierunku."

>No i możesz sobie teraz tańczyć z tym złomem Thorndike-Kennedego nawet i 600 lat, a nic nie wykryjesz...

Nie da się wykryć czegoś czego nie ma
Ale jak Ci się złom T-K nie podoba to masz tu jeszcze trochę innego złomu:
Mostek Wheastone'a - skrócenie cewek - null
en.wikipedia.org/wiki/Trouton-Rankine_experiment
Nitrobenzen - dwójłomność - null
en.wikiped(*)eriments_of_Rayleigh_and_Brace
Wood-Tomlinson-Essen drgający pręt kwarcowy również null.
No popatrz, nic się nie chce skracać. Jak na złość...

>znaczy będziesz śpiewał jak ślepy gołąb, że jest wszędzie i zawsze c = const.

To śpiew relatywistów

>Trzeba trochę praktyki aby wyczuć konsekwencje eteru Lorentza, albo raczej ich nagminne braki - te tzw. null results.

Trzeba trochę praktyki, żeby pojąć null results jako rezultat najzwyklejszego pod Słońcem, galileuszowskiego
c+v, c-v zgodnego w 100% z tymi wszystkimi eksperymentami, dla których Ty musisz tworzyć "skrócenie którego nie widać" i "eter którego nie słychać". Brzytwę Ockhama - rach ciach polecam
23-06-2014 14:29 
 Ocena 1 na 1
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Trzeba trochę praktyki, żeby pojąć null results jako rezultat najzwyklejszego pod Słońcem, galileuszowskiego c+v, c-v zgodnego w 100% z tymi wszystkimi eksperymentami, dla których Ty musisz tworzyć "skrócenie którego nie widać" i "eter którego nie słychać". Brzytwę Ockhama - rach ciach polecam

Teoria Lorentza jest całkowicie klasyczna - Galileuszowa, znaczy z c +/- v.
Nieklasyczne są tylko interpretacje STW i OTW, no ale to są tylko modele matematyczne... do codziennego użytku, a nie do odkrywania, badania natury świata.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365