Racjonalista - Strona głównaDo treści
Goedel i świadomość

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
10-10-2010 13:32sceptymucha (moderator, 11470 punktów)Goedel i świadomość
Ocena 3 na 3
Witam!
Wątek jest w pewnym sensie rozwinięciem kwestii "wiedzy lepszej", która to była argumentem użytym w temacie "Marihuana vs dopalacze". Wiedzy z "wewnątrz siebie".

Pierwszym krokiem jest, że nasz mózg to system formalny zawierający w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych. Wynika to z policzalności neuronów, ich połączeń, a także chemicznego przesyłu informacji między synapsami (określonej liczby aktywnych cząstek służącej do przekazu). Jakkolwiek złożoność mózgu jest niewyobrażalna pozostaje skończona. Tyle można powiedzieć na dzień dzisiejszy.
Świadomość jest pochodną pracy mózgu, więc przyjmuję, że również posiada tę cechę. Poszlaką na to nie wprost jest, że potrafimy w komputerach tworzyć sieci neuronowe poprawnie działające.
Przyjęcie, że mózg i odpowiadająca mu świadomość jest systemem formalnym zawierający w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych, pozwala nam odnieść do nich Twierdzenie Goedla (za wikipedią pl.wikipedia.org/wiki/Twierdzenie_GĂśdla):
"Dowolny system formalny zawierający w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych, jest albo zupełny albo niesprzeczny i nigdy nie posiada obu tych cech jednocześnie. Innymi słowy: można dowodzić prawdziwości wszystkich zdań takiego systemu, jednak wówczas istnieje w systemie pewne prawdziwe zdanie P, którego zaprzeczenie ~P również jest prawdziwe. Tym samym system albo jest sprzeczny wewnętrznie, albo system nie musi być sprzeczny, lecz wówczas istnieją zdania, których prawdziwości nie da się wywieść z aksjomatów i twierdzeń rozważanego systemu formalnego."
Gdzie:
System formalny niesprzeczny - system, w którym nie da się udowodnić jednocześnie pewnego zdania i jego zaprzeczenia.
System formalny zupełny - system, w którym możliwe jest przeprowadzenie dowodu dowolnego, prawidłowo zapisanego zdania tego systemu, lub jego zaprzeczenia.

Przekładając to na język potoczny:
Albo potrafimy dowieść, że białe jest białe i jednocześnie, że białe jest czarne! (zupełność)
Albo potrafimy dowieść, że białe jest białe ale jednocześnie nie jest możliwe (!) dowiedzenie, że białe nie jest czarne! (niesprzeczność / na marginesie- cecha podstawowa mechaniki kwantowej [zasada nieoznaczoności Heisenberga]/)

Wniosek: nasza świadomość jest kaleka lub sprzeczna ze sobą.
Chciałem tu napisać przykłady na powyższe o samooszukiwaniu i niemożności dostrzeżenia własnych wad, ale byłoby w nich zbyt dużo negatywnych emocji.

Ciekawiej jest zapytać, co z tym zrobić?
Wygląda na to, że jedyne wyjście, to odwoływać się do innych systemów formalnych zawierających w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych, takich, jak świat (z prawami fizyki) lub ludzie. Z tym, że niebagatelne znaczenie, z punktu widzenia odwołującego się, ma jego wiedza o konkretnym systemie, do którego się odwołuje (inaczej spostrzeżemy chaos zamiast pomocy).

Odpowiedzią jest: poznawać ludzi i świat.

Zawsze dziwiłem się, że w filozofii nie ma filozofii poznawania innych filozofii. Poszukiwania na podstawie innych punktów widzenia nie tracąc własnego, wzbogacając lub prostując. Czy powyższe Twierdzenie Goedla nie jest dowodem, że jedna filozofia, to za mało?

Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>Jakkolwiek złożoność mózgu jest niewyobrażalna pozostaje skończona.

Aksjomatyka jest również skończona, ale ilość wyprowadzonych z niej tez - nieskończona. To samo można powiedzieć o zdaniach języka (którego leksykon i reguły składni są skończone).

>Świadomość jest pochodną pracy mózgu, więc przyjmuję, że również posiada tę cechę.

Sądzę, że nie. By ograniczyć się do zbiorów aksjomatyzowalnych: nie widzę powodu, aby odrzucić postulat możliwości uświadomienia sobie kolejnych jej konsekwencji.

>jedna filozofia, to za mało?

Zwolennikami jednej jedynej filozofii były na ogół dogmatyczne osobowości o zdecydowanych faszystowskich inklinacjach. Z filozofiami jest podobnie jak z aksjomatykami logiki czy geometrii: nie ma powodów, by badać różne systemy.

Jest tylko jeden błędny pogląd: wiara, że mój pogląd jest jedynie słusznym.
(Nagarjuna)

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
11-10-2010 08:49 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Jakkolwiek złożoność mózgu jest niewyobrażalna pozostaje skończona.
>Aksjomatyka jest również skończona, ale ilość wyprowadzonych z niej tez - nieskończona. To samo można powiedzieć o zdaniach języka (którego leksykon i reguły składni są skończone).
W języku polskim nie da się stworzyć nieskończonej ilości zdań, bo niedopuszczalne jest zagnieżdżanie po przecinku zdań podrzędnych do zdań podrzędnych (np. Jurek, którego ojciec został ranny na wojnie, która trwała pięć lat, które ciągnęły się w nieskończoność, ma 40 lat. - Jest niepoprawne.), a słownik jest ograniczony. W języku francuskim natomiast możliwe jest zagnieżdżanie zdań podrzędnych w nieskończoność.

>>Świadomość jest pochodną pracy mózgu, więc przyjmuję, że również posiada tę cechę.
>Sądzę, że nie. By ograniczyć się do zbiorów aksjomatyzowalnych: nie widzę powodu, aby odrzucić postulat możliwości uświadomienia sobie kolejnych jej konsekwencji.
W takim razie pozostaje mi poprosić o warunkowe przemyślenie konsekwencji sytuacji - co by było, gdyby świadomość była systemem formalnym z twierdzenia Goedla.

>>jedna filozofia, to za mało?
>Zwolennikami jednej jedynej filozofii były na ogół dogmatyczne osobowości o zdecydowanych faszystowskich inklinacjach. Z filozofiami jest podobnie jak z aksjomatykami logiki czy geometrii: nie ma powodów, by badać różne systemy.
Są powody. Pierwszym jest, że istnieje wiele żywych filozofii dzisiaj. drugim, że wybierane są systemy eklezjastyczne.

> Jest tylko jeden błędny pogląd: wiara, że mój pogląd jest jedynie słusznym. (Nagarjuna)
Mniej więcej na to samo mi wyszło.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
Almentyna (417 punktów)
> W języku francuskim natomiast możliwe jest zagnieżdżanie zdań podrzędnych w nieskończoność.

To może podasz jakiś małe przybliżenie tej nieskończoności, złożone np. tylko z dziesięciu zdań podrzędnych? I żeby to pozostało nie tylko formalnie poprawne, ale i zrozumiałe? Bardzo proszę :- )
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> W języku francuskim natomiast możliwe jest zagnieżdżanie zdań podrzędnych w nieskończoność.
>To może podasz jakiś małe przybliżenie tej nieskończoności, złożone np. tylko z dziesięciu zdań podrzędnych? I żeby to pozostało nie tylko formalnie poprawne, ale i zrozumiałe? Bardzo proszę :- )
Nie znam francuskiego. Zacytowałem tłumacza "W poszukiwaniu straconego czasu" MP, który opisywał problemy z tłumaczeniem. Było tam też o zdaniach na ponad stronę czy dwie, które tłumacz musiał dzielić, bo język polski sobie nie radził.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
11-10-2010 20:17 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>W języku polskim nie da się stworzyć nieskończonej ilości zdań...

Większość Polaków jest ograniczona, ale polszczyzna - nie (w tym nadzieja). Ilość zdań języka polskiego (jak chyba większości języków etnicznych) jest nieskończona, oczywiście w sensie konstruktywnym, potencjalnym. Jeden plus jeden równa się dwa. Twórz podobne zdania naszego języka w nieskończoność.

>co by było, gdyby świadomość była systemem formalnym z twierdzenia Goedla.

Podejrzewam, że w ogóle nie o to chodzi. Co to jest świadomość?

>> Jest tylko jeden błędny pogląd: wiara, że mój pogląd jest jedynie słusznym. (Nagarjuna)
> Mniej więcej na to samo mi wyszło.

W filozofii nie tyle ważne są tezy, co motyw dociekania. Sobie i innym trzeba umieć wybaczyć poglądy.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

> Co to jest świadomość?
Rozbudowany system reakcji na bodźce. Sposób na symboliczne (uproszczone) umieszczenie siebie (jako całości) w analizie sytuacji/rozważaniu opcji/procesie decyzyjnym.
Dwie rzeczy (mające niewielką część wspólną) egzystujące pod tą samą nazwą.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
13-10-2010 18:34 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>> Co to jest świadomość?
>Rozbudowany system reakcji na bodźce.

Określenie świadomości jako rozbudowany system reakcji to zdaje się raczej unik przed odpowiedzią. Jak bardzo rozbudowany? Czy (relatywny) brak reakcji musi oznaczać brak świadomości? Czy nie może oznaczać jej wysokiego poziomu? Nie zawsze trzeba odpowiadać na prowokację. Lub z innej strony: czy komplikacja systemu reakcji związana jest ze świadomością? I sprawa najważniejsza: zawsze można rozszerzyć kontekst na tyle, że system bodźców będzie rozbudowany. Wtedy mówić by można o świadomości struktur, którym na ogół nie przypisuje się świadomości. W ekstremalnych ujęciach mozna np. człowieka uważać za myślący kosmos (przyroda jako ciało człowieka w materializmie Marksa)

>Sposób na symboliczne (uproszczone) umieszczenie siebie (jako całości) w analizie sytuacji/rozważaniu opcji/procesie decyzyjnym.

Nie bardzo rozumiem. Porównaj prostotę poprzedniego ujęcia z tym enigmatycznym określeniem.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Siedząc na ławce i obserwując jesień jestem świadomy nawet, gdy nie myślę o sobie. To do systemu reakcji bodźców.
Jak świadomość może myśleć o sobie? Wprost nie może. Zapamiętuje stan z danej chwili, a później myśli o nim. To, co zapamiętała musi, żeby procedować, powiązać ze świadomością - nazwać to świadomością lub jej częścią.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
14-10-2010 17:58 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Siedząc na ławce i obserwując jesień jestem świadomy nawet, gdy nie myślę o sobie.

Świadomość nie musi mieć więc egotycznego zabarwienia. Jest widzenie (bezosobowe) i - ewentualnie - stan ja widzę. W tym sensie jestem gotów sądzić, że świadomość jest czymś równie naturalnym jak każde inne zjawisko przyrody. Nie ma więc powodu traktować jej jako czegoś niematerialnego, np. ducha (religia, teologia).

>Jak świadomość może myśleć o sobie? Wprost nie może. Zapamiętuje stan z danej chwili, a później myśli o nim.

Ale ważne jest, że wspomnienia są tu i teraz, że tzw. przeszłość rozgrywa się w czasie rzeczywistym: tu i teraz. Brakuje jej - jakby powiedział Hume - żywości. Przeszłość to wyblakła teraźniejszość.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
bret.2 (40 punktów)
. W tym sensie jestem gotów sądzić, że świadomość jest czymś równie naturalnym jak każde inne zjawisko przyrody. Nie ma więc powodu traktować jej jako czegoś niematerialnego, np. ducha (religia, teologia).

Czy koniecznie coś nie materialnego musi być koniecznie duchem,religia, teologia?
Czy energia (myślę o bardzo ogolonej jej postaci)to koniecznie duch?
Po za tym jestem z szacunkiem dla wielu Twoich sformułowań.

Pozdrawiam
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Siedząc na ławce i obserwując jesień jestem świadomy nawet, gdy nie myślę o sobie.
>Świadomość nie musi mieć więc egotycznego zabarwienia. Jest widzenie (bezosobowe) i - ewentualnie - stan ja widzę. W tym sensie jestem gotów sądzić, że świadomość jest czymś równie naturalnym jak każde inne zjawisko przyrody. Nie ma więc powodu traktować jej jako czegoś niematerialnego, np. ducha (religia, teologia).
Ok.
>>Jak świadomość może myśleć o sobie? Wprost nie może. Zapamiętuje stan z danej chwili, a później myśli o nim.
>Ale ważne jest, że wspomnienia są tu i teraz, że tzw. przeszłość rozgrywa się w czasie rzeczywistym: tu i teraz. Brakuje jej - jakby powiedział Hume - żywości. Przeszłość to wyblakła teraźniejszość.
Nad tym muszę pomyśleć.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
bret.2 (40 punktów)
n błędny pogląd: wiara, że mój pogląd jest jedynie słusznym. (Nagarjuna)
> Mniej więcej na to samo mi wyszło.
>Pozdrawiam

Mnie jednak nie chce wyjść na to samo.
Poniewaz i o mózgu i o świadomości praktycznie nic nie wiemy.
Nadzieja w badaniach (raczej przeszlocha pokoleń fizyków)bo na dzień dzisiejszy
nawet Hawking zgłupiał i jestem skłonny podzielić jego pogląd o tym refleksie a akwarium.No ale pofilozofować sobie możną.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

> Poniewaz i o mózgu i o świadomości praktycznie nic nie wiemy.
?
Wyrzuciłeś mnóstwo dziedzin od neurologii po psychiatrię i socjologię do kosza.
Twoją motywacją wydaje się uczucie, że nie możesz spojrzeć na własną świadomość. Nie można spojrzeć samemu sobie w oczy bez lustra.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
12-10-2010 14:42 
 Ocena 2 na 2
homopitek (1536 punktów)
>Nie można spojrzeć samemu sobie w oczy bez lustra.

Gdy ma się oczy na słupkach to można.


Nie stosuję emoticonów
bret.2 (40 punktów)
>
?
>Wyrzuciłeś mnóstwo dziedzin od neurologii po psychiatrię i socjologię do kosza.
>Twoją motywacją wydaje się uczucie, że nie możesz spojrzeć na własną świadomość. Nie można spojrzeć samemu sobie w oczy bez lustra.

Nic nie wyrzucam do kosza.
Stwierdziłem tylko ze mam nadzieje ze istotę mózgu i swiadomosc rozwiążą w przyszlosci fizycy bo na dzień dzisiejszy nic nie wiemy.Dalej uważam ze sami filozofowie temu nie podołają (chyba ze filozofowie kreacjoniści)
A "lustro" to tez wybitnie materialna rzecz i mało filozoficzna.

Twoja odpowiedz jest tak skondensowana ze nie chwytam myśli i nie wiem co naprawdę o tym Myślisz, przepraszam może jestem mało spostrzegawczy.

Pozdrawiam
12-10-2010 19:58 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Chodzi mi o to, że na co dzień obcujesz ze swoją świadomością, w książkach jest mnóstwo opisów istot świadomych, mamy narzędzia statystyczne, które też badają świadomość itp itd i stąd mamy o niej jakieś pojęcie. Jeszcze lepiej, że są urządzenia zdolne odczytywać myśli (w ograniczonym zakresie, ale są!) !!
Wygląda na to, że wzbraniamy się patrzeć i opisywać świadomość, bo to w jakiś sposób wywołuje w nas uczucie deprecjonowania siebie. Za to bez problemu opisujemy inną niż my sami osobę.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
12-10-2010 20:54 
 Ocena 1 na 1
bret.2 (40 punktów)
>Chodzi mi o to, że na co dzień obcujesz ze swoją świadomością, w książkach jest mnóstwo opisów istot świadomych, mamy narzędzia statystyczne, które też badają świadomość itp itd i stąd mamy o niej jakieś pojęcie. Jespróbujemy to wyrazić.

www.racjonalista.pl/kk.php/s,643 Proszę przeczytaj ten artykuł Korzeniowskiego
dokładnie do końca a potem bardzo chętnie na
ten temat podyskutuje.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie wiem o czym dyskutować - on napisał, że dostępne nam są tylko "miękkie" podejścia.
U mnie w temacie masz odniesienie do "miękkiego" podejścia. Mam założenie, że cechy "miękkiego" systemu odbijają się w świadomości (w przeciwnym razie twarde podejście dałoby się badać!). Nie muszę nawet się odnosić do "twardego" podejścia, skoro między świadomością, a jej fizyczną podstawą jest dobrze określony związek (bijekcja - nie muszę nawet znać jej postaci).
Ponieważ system świadomości (jego fizyczny odpowiednik jak wolisz) podlega pewnym prawom i zasadom, rozwijam konsekwencje tych praw i zasad dla świadomości.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
14-10-2010 10:59 
 Ocena 1 na 1
bret.2 (40 punktów)
>Nie wiem o czym dyskutować - on napisał, że dostępne nam są tylko "miękkie" podejścia.
>U mnie w temacie masz odniesienie do "miękkiego" podejścia. Mam założenie, że cechy "miękkiego" systemu odbijają się w świadomości (w przeciwnym razie twarde podejście dałoby się badać!). Nie muszę nawet się odnosić do "twardego" podejścia, skoro między

Milo mi było Z Tobą porozmawiać ale rzeczywiście dalej już nie ma o czym.
Mnie nie interesuje "miękkie" podejście, ono jest tylko analizowaniem czegoś co istnieje (i to tez raczej jako gdybanie),Bez próby wyjaśnienia gdzie ma ośrodek i skąd się wzięła. Czy jest w nas czy na zewnatrz?Jaki ma zwiazek z wolna wola?
Nie wierze ze powstawała jako efekt stadnego myślenia.To może być tylko jako efekt doskonalenia czego co już istniało.
I wyjaśniam ,to nie znaczy ze szukam rozwiązania jedynie w kreacjonizmie a jeżeli to
na pewno nie w tym religijnym.(Najwyżej w ogólnym I.P.)

Milo mi było poznać, pozdrawiam.
setarkos (10757 punktów)
> .. między świadomością, a jej fizyczną podstawą jest dobrze określony związek (bijekcja - nie muszę nawet znać jej postaci).
Skąd pewność, że są równoliczne?
[Oraz: czy świadomość i fizyczna podstawa wyczerpują możliwe warstwy 'jestestwa'?]
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> .. między świadomością, a jej fizyczną podstawą jest dobrze określony związek (bijekcja - nie muszę nawet znać jej postaci).
>Skąd pewność, że są równoliczne?
Jedyny wniosek jaki się nasuwa na podstawie artykułu.
>[Oraz: czy świadomość i fizyczna podstawa wyczerpują możliwe warstwy 'jestestwa'?]
Nie wiem. Ponieważ nie wiem skąd się bierze ciemna materia i ciemna energia nie jestem w stanie rozstrzygająco odpowiedzieć na to pytanie. Niemniej z badań nad mózgiem wynika, że znajomość pracy mózgu/neuronów wystarczy do opisywania świadomości.

Pozdrawiam


No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
13-10-2010 14:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zgadzam się z tobą. Świadomość jest tabu. W różnych jej aspektach. Ale oczywiście jest ona efektem pracy różnych modułów mózgu, całkowicie możliwym do zbadania. Gdyby istniał tylko jeden człowiek, byłby problem. Ale jak słusznie zauważasz, i jak zauważa Dennett - spokojnie możemy obserwować identyczne urządzenia działające w głowach innych ludzi. Piszę identyczne, gdyż w obrębie badanych funkcji nie ma różnic. To tak jak z ręką. Wiadomo, że każda jest trochę inna, ale każda zdrowa ręka ma pięć palców, określony układ kostny, tę samo historię ewolucyjną (to dotyczy również zmutowanych kończyn) etc. Mózg i związana z nim świadomość, są bardziej skomplikowane od ręki, ale tak samo jak ręka możliwe do zbadania. Ręki nie dotyczą tabu, świadomości tak. Tabu są oczywiste, większość z nas nadal jest uzależniona od memu religijnej (najczęściej nieśmiertelnej) duszy.
bret.2 (40 punktów)
>Zgadzam się z tobą. Świadomość jest tabu. W

To żadne tabu tylko po prostu wielka niewiadoma.I kazdy szanujący się fizyk łącznię z Hawkingiem Ci to potwierdzi.I wcale nie chodzi tu o zamianę jej na dusze.
13-10-2010 21:49 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Niekiedy tabu i niejeden fizyk ci to potwierdzi. A czy wielka niewiadoma? Raczej obszar, który już zaczęto poznawać, ale kryjący jeszcze miliony wspaniałych zagadek. Nie niewiadomych... Świadomość nie okarze się kwantową mgłą, czy zielonym fluidem.
zachaj (5239 punktów)
>Witam!
>Wątek jest w pewnym sensie rozwinięciem kwestii "wiedzy lepszej", która to była argumentem użytym w
>temacie "Marihuana vs dopalacze". Wiedzy z "wewnątrz siebie".

>Albo potrafimy dowieść, że białe jest białe i jednocześnie, że białe jest czarne!
>(zupełność)
>Albo potrafimy dowieść, że białe jest białe ale jednocześnie nie jest możliwe (!)
>dowiedzenie, że białe nie jest czarne! (niesprzeczność / na marginesie- cecha podstawowa mechaniki
>kwantowej [zasada nieoznaczoności Heisenberga]/)

Ile trzeba spalić żeby to zrozumieć ?
11-10-2010 08:53 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Ile trzeba spalić żeby to zrozumieć ?
Zależy, co palisz - inkwizycja, misjonarze, naziści, talibowie palili książki.

Pozdrawiam


No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
apud (4399 punktów)
>>Ile trzeba spalić żeby to zrozumieć ?
>Zależy, co palisz - inkwizycja, misjonarze, naziści, talibowie palili książki.

Wlasnie, i to bardzo! Marycha albo dopalacze rozjaśniają trudne problemy!
homopitek (1536 punktów)
>Pierwszym krokiem jest, że nasz mózg to system formalny zawierający w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych. Wynika to z policzalności neuronów, ich połączeń, a także chemicznego przesyłu informacji między synapsami (określonej liczby aktywnych cząstek służącej do przekazu).

Przyznam, że jakoś tego wynikania nie widzę. Być może dlatego, że najpierw powinienem zobaczyć, że mózg jest systemem formalnym.
Może byłbyś w stanie swoje założenia jakoś uzasadnić, ponieważ bez tego wyglądają one, jak dla mnie, bardzo niepewnie.

>Poszlaką na to nie wprost jest, że potrafimy w komputerach tworzyć sieci neuronowe poprawnie działające.

Niekoniecznie. Poprawność wyników przetwarzania informacji przez komputery nie musi świadczyć o odwzorowywaniu przez nie procesów naturalnych. Świadczy jedynie, że teoria informacji, leżąca u podstaw ich organizacji, jest sensowna, a urządzenia budowane zgodnie z jej wymogami mogą dawać poprawne wyniki.

Nie stosuję emoticonów
11-10-2010 09:22 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Pierwszym krokiem jest, że nasz mózg to system formalny zawierający w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych. Wynika to z policzalności neuronów, ich połączeń, a także chemicznego przesyłu informacji między synapsami (określonej liczby aktywnych cząstek służącej do przekazu).
>Przyznam, że jakoś tego wynikania nie widzę. Być może dlatego, że najpierw powinienem zobaczyć, że mózg jest systemem formalnym.

Za wikipedią:
"System formalny w matematyce zawiera następujące elementy:
1. Skończony zbiór symboli, z którego konstruowane są formuły.
2. Gramatykę opisującą jakie formuły są poprawnie skonstruowane i pozwalającą zweryfikować poprawność dowolnej formuły.
3. Zbiór aksjomatów, będących poprawnie skonstruowanymi formułami.
4. Zbiór reguł wyprowadzania.
5. Zbiór twierdzeń zawierający wszystkie aksjomaty oraz wszystkie poprawnie skonstruowane formuły, które da się wyprowadzić z aksjomatów za pomocą reguł wyprowadzania.
Należy pamiętać, że nawet jeżeli dana formuła jest poprawną formułą systemu, to nie oznacza to, że istnieje procedura decyzyjna określająca, czy jest ona twierdzeniem."

Teraz muszę powyższe nałożyć na pracę mózgu, by sprawdzić, czy mózg jest systemem formalnym.
Ad 1. Skończony zbiór symboli, to skończone wartości impulsów elektrycznych, jakie przewodzi neuron (wynikające z biochemii połączeń nerwowych).
Ad 2. Gramatyka, to rozrys sieci połączeń - neuron nr 108 łączy się z neuronami 99, 2001, 3208, 5066 niemożliwe jest więc skonstruowanie wyrażenia, w którym brałyby kolejno udział neurony 107, 108, 3208.
Ad 3. Aksjomaty siedziałyby w sposobie, w jaki neuron przewodzi dalej sygnał (wejście/wyjście sygnału) oraz w sposobie w jaki wyróżniony ze względu na mapę połączeń fragment sieci przesyła dalej sygnały (prawa i lewa półkula mają między sobą mało połączeń w stosunku do swoich połączeń wewnętrznych).
Ad 4. Wejście od zmysłów plus aktywność z wewnątrz ciała.
Ad 5. Mózg.

>>Poszlaką na to nie wprost jest, że potrafimy w komputerach tworzyć sieci neuronowe poprawnie działające.
>Niekoniecznie. Poprawność wyników przetwarzania informacji przez komputery nie musi świadczyć o odwzorowywaniu przez nie procesów naturalnych. Świadczy jedynie, że teoria informacji, leżąca u podstaw ich organizacji, jest sensowna, a urządzenia budowane zgodnie z jej wymogami mogą dawać poprawne wyniki.
Odpowiedzią jest, czy z bramek logicznych da się "skonstruować/odwzorować" neuron.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>"System formalny w matematyce

No, właśnie. My jednak mamy obiekt rzeczywisty, który dopiero trzeba "wsadzić" do matematyki.

>Ad 1. Skończony zbiór symboli, to skończone wartości impulsów elektrycznych, jakie przewodzi neuron (wynikające z biochemii połączeń nerwowych).

Czy możesz pokazać dane, że ten zbiór symboli jest skończony?

>Ad 2. Gramatyka, to rozrys sieci połączeń - neuron nr 108 łączy się z neuronami 99, 2001, 3208, 5066 niemożliwe jest więc skonstruowanie wyrażenia, w którym brałyby kolejno udział neurony 107, 108, 3208.

Czy gramatyka systemu formalnego może zachowywać się jak sieć połączeń między neuronami, czyli nieustannie zmieniać?

>Ad 3. Aksjomaty siedziałyby w sposobie, w jaki neuron przewodzi dalej sygnał (wejście/wyjście sygnału) oraz w sposobie w jaki wyróżniony ze względu na mapę połączeń fragment sieci przesyła dalej sygnały (prawa i lewa półkula mają między sobą mało połączeń w stosunku do swoich połączeń wewnętrznych).

Tu jest ten sam problem, co wyżej. Aksjomaty też będą płynne ze względu na fizyczne zmiany struktury sieci.

>Ad 4. Wejście od zmysłów plus aktywność z wewnątrz ciała.

Nie bardzo wiem, co dokładnie masz na myśli. Obsługi "peryferiów" uczymy się od podstaw w ciągu naszego życia i niezbędna jest do tego weryfikacja empiryczna oraz komunikacja z innymi ludźmi. Czy system formalny może być oparty na nieustannej weryfikacji empirycznej?

>Ad 5. Mózg.

Tu widzę problem z określeniem czy systemem formalnym byłby pojedynczy mózg, czy też zbiór wszystkich mózgów ludzkich. Możesz to uściślić?


Nie stosuję emoticonów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>"System formalny w matematyce
>No, właśnie. My jednak mamy obiekt rzeczywisty, który dopiero trzeba "wsadzić" do matematyki.
Najpierw pytasz o system formalny, a później zarzucasz mi, że o nim piszę. Jeśli znasz inne systemy formalne, to chętnie się o tym dowiem.
>>Ad 1. Skończony zbiór symboli, to skończone wartości impulsów elektrycznych, jakie przewodzi neuron (wynikające z biochemii połączeń nerwowych).
>Czy możesz pokazać dane, że ten zbiór symboli jest skończony?
Zajrzyj do dowolnej książki zawierającej budowę neuronu i synapsy.
>>Ad 2. Gramatyka, to rozrys sieci połączeń - neuron nr 108 łączy się z neuronami 99, 2001, 3208, 5066 niemożliwe jest więc skonstruowanie wyrażenia, w którym brałyby kolejno udział neurony 107, 108, 3208.
>Czy gramatyka systemu formalnego może zachowywać się jak sieć połączeń między neuronami, czyli nieustannie zmieniać?
Tak. Po zmianie dalej mamy system formalny.
>>Ad 3. Aksjomaty siedziałyby w sposobie, w jaki neuron przewodzi dalej sygnał (wejście/wyjście sygnału) oraz w sposobie w jaki wyróżniony ze względu na mapę połączeń fragment sieci przesyła dalej sygnały (prawa i lewa półkula mają między sobą mało połączeń w stosunku do swoich połączeń wewnętrznych).
>Tu jest ten sam problem, co wyżej. Aksjomaty też będą płynne ze względu na fizyczne zmiany struktury sieci.
ale te zależne od pojedynczego neuronu byłyby stałe.
>>Ad 4. Wejście od zmysłów plus aktywność z wewnątrz ciała.
>Nie bardzo wiem, co dokładnie masz na myśli. Obsługi "peryferiów" uczymy się od podstaw w ciągu naszego życia i niezbędna jest do tego weryfikacja empiryczna oraz komunikacja z innymi ludźmi. Czy system formalny może być oparty na nieustannej weryfikacji empirycznej?
Jak rozwiniesz swoje pytanie i uściślisz, na ile jest nieustanna i co z niej wychodzi, dostaniesz odpowiedź.
>>Ad 5. Mózg.
>Tu widzę problem z określeniem czy systemem formalnym byłby pojedynczy mózg, czy też zbiór wszystkich mózgów ludzkich. Możesz to uściślić?
Cały układ nerwowy pojedynczego człowieka. (odpada wtedy zabawa w rozróżnianie, co jest mózgiem, a co już nie) Przy czym wtedy jest problem bo mamy trzy w miarę niezależne układy nerwowe u człowieka.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
26-10-2010 23:54 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>Najpierw pytasz o system formalny, a później zarzucasz mi, że o nim piszę.

Jeśli będę chciał coś zarzucić, to napiszę wprost. Na razie chciałem tylko zwrócić uwagę, że matematyka abstrakcyjna "ma dość daleko" do obiektów rzeczywistych. Jest pewnym sposobem opisu uogólnień ich własności, opisem abstrakcyjnych kategorii, a nie konkretnych obiektów.

>>>Ad 1. Skończony zbiór symboli, to skończone wartości impulsów elektrycznych, jakie przewodzi neuron (wynikające z biochemii połączeń nerwowych).
>>Czy możesz pokazać dane, że ten zbiór symboli jest skończony?
>Zajrzyj do dowolnej książki zawierającej budowę neuronu i synapsy.

Tak zrobiłem, tzn. zajrzałem, ale w "dowolnej książce" nic na ten temat nie było. Rozszerzyłem więc poszukiwania na inne "dowolne żródła" i jedyne udało mi się ustalić, że potencjały neuronu wahają się od -70 mV do +35 mV, ale nikt nic nie wspomina o ilości możliwych wartości tych potencjałów. Może więc podasz, z jakiej "dowolnej książki" należy skorzystać?

>>>Ad 2. Gramatyka, to rozrys sieci połączeń - neuron nr 108 łączy się z neuronami 99, 2001, 3208, 5066 niemożliwe jest więc skonstruowanie wyrażenia, w którym brałyby kolejno udział neurony 107, 108, 3208.
>>Czy gramatyka systemu formalnego może zachowywać się jak sieć połączeń między neuronami, czyli nieustannie zmieniać?
>Tak. Po zmianie dalej mamy system formalny.

Tyle, że już inny. Tym bardziej, że część neuronów stale obumiera i pojawiają się nowe.

> Aksjomaty też będą płynne ze względu na fizyczne zmiany struktury sieci.
ale te zależne od pojedynczego neuronu byłyby stałe.

To "stabilizuje" system tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Poza tym trzeba by się zastanowić, czy rzeczywiście aksjomaty tego rodzaju byłyby stałe. Czy neuron zawsze identycznie reaguje na ten sam bodziec, np. niezależnie od aktualnego poziomu neuroprzekaźników, siły innych bodźców, czy zmian epigenetycznych?

>>>Ad 4. Wejście od zmysłów plus aktywność z wewnątrz ciała.
>>Nie bardzo wiem, co dokładnie masz na myśli. Obsługi "peryferiów" uczymy się od podstaw w ciągu naszego życia i niezbędna jest do tego weryfikacja empiryczna oraz komunikacja z innymi ludźmi. Czy system formalny może być oparty na nieustannej weryfikacji empirycznej?
>Jak rozwiniesz swoje pytanie i uściślisz, na ile jest nieustanna i co z niej wychodzi, dostaniesz odpowiedź.

Na przykład uczymy się widzenia barw. Pierwszą zaczynamy rozpoznawać czerwień (po ok. pół roku życia), a póżniej kolejne barwy. Podobnie jest z koordynacją ruchów mięśni, czy rozpoznawaniem miejsca bólu, kategoryzacją rzeczywistości.
"Nieustanna" znaczy ciągła. Ciągła weryfikacja efektów przetwarzania informacji w układzie nerwowym z empirią, czyli sprawdzanie poprawności (przydatności) efektów przetwarzania. Wiele wyników przetwarzania podlega też weryfikacji przez standaryzację w wyniku kontaktów międzyosobniczych.

>Cały układ nerwowy pojedynczego człowieka. (odpada wtedy zabawa w rozróżnianie, co jest mózgiem, a co już nie) Przy czym wtedy jest problem bo mamy trzy w miarę niezależne układy nerwowe u człowieka.

Jakie rozwiązanie tego problemu proponujesz?

Ilość wątpliwości, które podnoszę wynika z faktu, że Twój pomysł jest sformułowany na dużym poziomie abstrakcji, a tu mamy do czynienia z obiektem empirycznym i najpierw trzeba sprawdzić, czy jakieś empiryczne własności tego obiektu nie przeczą możliwości takiego jego traktowania. Nie potrafię z góry orzec, jak jest. Sam jestem ciekaw.


Nie stosuję emoticonów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>>>Ad 1. Skończony zbiór symboli, to skończone wartości impulsów elektrycznych, jakie przewodzi neuron (wynikające z biochemii połączeń nerwowych).
>>>Czy możesz pokazać dane, że ten zbiór symboli jest skończony?
>>Zajrzyj do dowolnej książki zawierającej budowę neuronu i synapsy.
>Tak zrobiłem, tzn. zajrzałem, ale w "dowolnej książce" nic na ten temat nie było. Rozszerzyłem więc poszukiwania na inne "dowolne żródła" i jedyne udało mi się ustalić, że potencjały neuronu wahają się od -70 mV do +35 mV, ale nikt nic nie wspomina o ilości możliwych wartości tych potencjałów. Może więc podasz, z jakiej "dowolnej książki" należy skorzystać?
Z "Fizjologii zwierząt" pod redakcją Krzymowskiego i Przały, od strony 18. Zresztą warto tę biblię mieć na własność. Kilka ciekawych cytatów na nasz temat:
"Potencjały czynnościowe jako impulsy nerwowe wykazują w zasadzie - zgodnie z prawem 'wszystko albo nic' - jednakową wielkość (amplitudę); i kształt na całej długości aksonu, a więc przewodzone są bez zmian nawet na znaczne odległości." str 26.
"Układ nerwowy nie korzysta z kodu amplitudy /do przesyłu informacji - mój dopisek/, lecz wyłącznie z kodu częstotliwości salw impulsów lub częstotliwości impulsów pojedynczych." str 28
"Komórka nerwowa dodaje pobudzające potencjały, odejmuje od nich potencjały hamujące i gdy ostateczna suma przewyższa potencjał progowy, akson generuje jeden lub wiele potencjałów czynnościowych." str 35
Mam nadzieję, że o to chodziło.

>>Tak. Po zmianie dalej mamy system formalny.
>Tyle, że już inny. Tym bardziej, że część neuronów stale obumiera i pojawiają się nowe.
Stałbym na stanowisku, że te zmiany nie są zwykle fundamentalne dla systemu.

>To "stabilizuje" system tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Poza tym trzeba by się zastanowić, czy rzeczywiście aksjomaty tego rodzaju byłyby stałe. Czy neuron zawsze identycznie reaguje na ten sam bodziec, np. niezależnie od aktualnego poziomu neuroprzekaźników, siły innych bodźców, czy zmian epigenetycznych?
Są neuromodulatory, które zmieniają własności neuronu. Przesyłają je inne neurony. Jeśli trafiają do układu nerwowego z zewnątrz, to nazywamy je truciznami/środkami odurzającymi - eter, jad kiełbasiany. (W "Fizjologii zwierząt" jest również o tym.)
Wydaje mi się, że w ten sposób przechodzi się do innego systemu formalnego. Problemem byłoby, jak zaklasyfikować "myślenie" dokładnie w trakcie tego przejścia - jak "sumę" myśleń z dwóch układów?

>>>>Ad 4. Wejście od zmysłów plus aktywność z wewnątrz ciała.
>>>Nie bardzo wiem, co dokładnie masz na myśli. Obsługi "peryferiów" uczymy się od podstaw w ciągu naszego życia i niezbędna jest do tego weryfikacja empiryczna oraz komunikacja z innymi ludźmi. Czy system formalny może być oparty na nieustannej weryfikacji empirycznej?
Tak. Przy czym, gdy się nauczymy rozróżniać czerwony, nie musimy się w kółko tego uczyć. Niemniej sygnały od zmysłów dostajemy cały czas - w sensie języka przesyłu informacji w układzie nerwowym są to w kółko takie same sygnały. Tylko różnie ułożone w kolejności.

>"Nieustanna" znaczy ciągła. Ciągła weryfikacja efektów przetwarzania informacji w układzie nerwowym z empirią, czyli sprawdzanie poprawności (przydatności) efektów przetwarzania. Wiele wyników przetwarzania podlega też weryfikacji przez standaryzację w wyniku kontaktów międzyosobniczych.
Tak. Zmieniają się 'budowle' w układzie nerwowym, ale wciąż są z tych samych 'cegiełek' i na tych samych zasadach.

>Ilość wątpliwości, które podnoszę wynika z faktu, że Twój pomysł jest sformułowany na dużym poziomie abstrakcji, a tu mamy do czynienia z obiektem empirycznym i najpierw trzeba sprawdzić, czy jakieś empiryczne własności tego obiektu nie przeczą możliwości takiego jego traktowania. Nie potrafię z góry orzec, jak jest. Sam jestem ciekaw.
Przywołałem najlepsze, jakie znam, źródło pisane ze skompilowanym opisem działania układu nerwowego. Mam nadzieję, że rozwieje większość wątpliwości.
Dalsze zagłębianie (w układ nerwowy) się wymaga pomocy specjalisty - studenta, magistra, doktora ogarniętego w danym temacie.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
27-10-2010 18:16 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>"Układ nerwowy nie korzysta z kodu amplitudy /do przesyłu informacji - mój dopisek/, lecz wyłącznie z kodu częstotliwości salw impulsów lub częstotliwości impulsów pojedynczych." str 28
Jeżeli w tej 'biblii' jest więcej takich kwiatków, to poważnie zastanowiłbym się nad jej zmianą na jakiś nowszy podręcznik. Dziś nauka skłania się raczej w kierunku tzw. kodów przestrzennych - a te mają niewiele wspólnego z 'kodem amplitudowym' (ciekawa nazwa modulacji amplitudy) czy 'kodem częstotliwości salw impulsów' (modulacja częstotliwości?), o 'częstotoliwości pojedyńczego impulsu' nie wspominając..

>"Komórka nerwowa dodaje pobudzające potencjały, odejmuje od nich potencjały hamujące i gdy ostateczna suma przewyższa potencjał progowy, akson generuje jeden lub wiele potencjałów czynnościowych." str 35
To chyba też niezupełnie się zgadza, skoro w przenoszeniu impulsów bierze udział właściwie tylko błona komórkowa. Tak i owszem modelowało się sztuczne neurony w latach bodajże 60-tych, ale nie ma ten model wiele wspólnego z działaniem 'żywych' neuronów.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Zechciałbyś sięgnąć po całość i przeczytać. Po przeczytaniu 20 stron odezwij się znowu.

Na razie to, co napisałeś strasznie o Tobie świadczy.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Zechciałbyś sięgnąć po całość i przeczytać. Po przeczytaniu 20 stron odezwij się znowu.
   Myślisz, że kolejny podręcznik, czy popularno-naukowa książka w tym temacie coś zmieni? Dla odmiany poleciłbym dogłębne zapoznanie się z jakimkolwiek podręcznikiem z dziedziny teorii sygnałów. Ze szczególnym naciskiem na zrozumienie pojęcia 'system impulsowy'.

>Na razie to, co napisałeś strasznie o Tobie świadczy.
   O mnie??
   Próbujesz powiązać zasadę działania mózgu z matematyką, dowodząc że mózg działa w oparciu o pewną algebrę. No, dobrze, niech Ci będzie, że da się. Tylko czy jest jakiś sens powoływania się w tej dziedzinie na fizjologów? To chyba nie ten kierunek.
   I to ma jakoś o mnie świadczyć? Cóż strasznego jest w wypunktowaniu uproszczeń, których dopuścił się fizjolog tłumacząc działanie pewnych biologicznych konstrukcji innym fizjologom? Dla inżyniera-systemowca błędy po prostu będą rażące.

>Pozdrawiam
I wzajemnie.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Zaproponuj książkę.

Co do mojej, przeczytaj po prostu cały kawałek, a nie czepiasz się cytatów. Twoje zachowanie było niemiłe, ponieważ, jeśli posiadasz lepszą wiedzę nie pokazałeś tego, a ograniczyłeś się do krytyki, która jest z mojego punktu widzenia nietrafiona. Bo w zasadzie o co Ci w niej chodzi, że nazwy są przestarzałe? Że w cytatach nie ma całego wyjaśnienia i wszystkich wariantów? Że wskazywałem w cytatach te najbardziej i najłatwiej pasujące do mojej tezy? Przykro mi, ale w moich oczach to nie była konstruktywna krytyka.

Pozdrawiam
PS. O jaką algebrę Ci chodzi? Są możliwe tylko dwie w naturze (według stanu wiedzy na dziś) ciągła (zbiory/analogowa) i dyskretna (liczby/cyfrowa). Mózg działa na dyskretnej w niedającej się pominąć istotnej części. To wystarcza, by do mózgu stosować twierdzenie Goedla.

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Zaproponuj książkę.
   Dowolny akademicki podręcznik z teorii sygnałów. Może to? Korzystałem ze skryptu akademickiego tego autora, ale to było lata temu.

>Bo w zasadzie o co Ci w niej chodzi, że nazwy są przestarzałe?
   Nie, chodziło mi o to, że budując tezę z pogranicza matematyki i informatyki podpierałeś się podręcznikiem z dziedziny fizjologii. To trochę tak, jakbym miał postawić tezę o programowej implementacji pewnego algorytmu, podpierając się podręcznikiem z fizyki ciała stałego. No niby jakiś związek jest..
   Nazwy nie są przestarzałe. To nazewnictwo nie ma nic wspólnego z teorią systemów czy sygnałów ('częstotliwość pojedynczego impulsu' to wręcz nonsens). Ale to nie jest problem, co już tłumaczyłem.

>PS. O jaką algebrę Ci chodzi? Są możliwe tylko dwie w naturze (według stanu wiedzy na dziś) ciągła (zbiory/analogowa) i dyskretna (liczby/cyfrowa).
   Oba podziały możesz jeszcze zastosować z osobna w dziedzinie i wartości. W efekcie daje to co najmniej cztery różne konstrukcje systemów, a na tym podział się nie kończy (niestety zdążyłem już sporo zapomnieć.. ).
   W wypadku mózgu jest to najpewniej system pracujący dyskretnie w wartości, ale ciągły w czasie - upraszczając można powiedzieć, że sygnalizacji między neuronami bliżej do alfabetu Morse'a, niż tej stosowanej w systemach dyskretnych.

> Mózg działa na dyskretnej w niedającej się pominąć istotnej części. To wystarcza, by do mózgu stosować twierdzenie Goedla.

   Od pokazania, że w funkcji systemu jest jakaś cecha do wykazania, że ów system działa według jakiejkolwiek algebry jest bardzo daleka droga. Nie widziałem jeszcze dowodu, by cecha dyskretności (zwłaszcza cząstkowa) dawała jakiekolwiek podstawy do wypowiadania się o stosowalności jakichkolwiek twierdzeń z dziedziny arytmetyki do systemu zawierającego tę cechę. To raz. Dwa, bez większych problemów (twierdzenie Nyquista) można wykazać, że obie formy zapisów są równoważne i z punktu widzenia systemu nieodróżnialne. Jak więc 'cecha dyskretności' miałaby o czymkolwiek świadczyć?
   Zwłaszcza, że nawet owa dyskretność jest dyskusyjna..
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Zaproponuj książkę.
>   Dowolny akademicki podręcznik z teorii sygnałów. Może to? Korzystałem ze skryptu akademickiego tego autora, ale to było lata temu.
Ok, postaram się zdobyć to lub coś podobnego.
>>Bo w zasadzie o co Ci w niej chodzi, że nazwy są przestarzałe?
>   Nie, chodziło mi o to, że budując tezę z pogranicza matematyki i informatyki podpierałeś się podręcznikiem z dziedziny fizjologii. To trochę tak, jakbym miał postawić tezę o programowej implementacji pewnego algorytmu, podpierając się podręcznikiem z fizyki ciała stałego. No niby jakiś związek jest..
Właśnie po takich zdaniach mam ochotę Cię zjechać, że jesteś 'niegrzeczny'. Doprawdy wypadało by się zapoznać z tym, co tam jest. To nie jest bolesne. Jeśli potrzebujesz, to prześlę Ci skany.

>>PS. O jaką algebrę Ci chodzi? Są możliwe tylko dwie w naturze (według stanu wiedzy na dziś) ciągła (zbiory/analogowa) i dyskretna (liczby/cyfrowa).
>   Oba podziały możesz jeszcze zastosować z osobna w dziedzinie i wartości. W efekcie daje to co najmniej cztery różne konstrukcje systemów, a na tym podział się nie kończy (niestety zdążyłem już sporo zapomnieć.. ).
Wygląda na to, że jest dyskretnie tu i tu.
>   W wypadku mózgu jest to najpewniej system pracujący dyskretnie w wartości, ale ciągły w czasie - upraszczając można powiedzieć, że sygnalizacji między neuronami bliżej do alfabetu Morse'a, niż tej stosowanej w systemach dyskretnych.
Mózg ma swoje taktowanie. kopalniawi(*)rsity-of-California-11424.html Pierwsze lepsze, co mi wyszło w necie. Wcześniej czytałem o tym.

>> Mózg działa na dyskretnej w niedającej się pominąć istotnej części. To wystarcza, by do mózgu stosować twierdzenie Goedla.
>
>   Od pokazania, że w funkcji systemu jest jakaś cecha do wykazania, że ów system działa według jakiejkolwiek algebry jest bardzo daleka droga.
Tak, byłaby dużo krótsza, gdybyś jednak przeczytał odpowiedni rozdział z "Fizjologii zwierząt" i przemyślał, co przeczytałeś. Od razu miałbyś dodawanie i porządek liniowy w obrębie neuronu. Ponieważ mnożenie da się wyprowadzić z dodawania, sprawa byłaby prosta.
Próg pobudzenia robi za "1".

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Wygląda na to, że jest dyskretnie tu i tu.
Na to, że wiesz lepiej nic niestety nie poradzę.

>Mózg ma swoje taktowanie. kopalniawi(*)rsity-of-California-11424.html Pierwsze lepsze, co mi wyszło w necie. Wcześniej czytałem o tym.
Takie 'taktowanie' pojawia się w każdym systemie asynchronicznym (czyli bez nadrzędnego zegara taktującego) ze sprzężeniem zwrotnym, w tym w sztucznych sieciach neuronowych. Ten mechanizm trudno jednak porównywać do znanego z systemów z dyskretnym czasem - choćby dlatego, że jest on wtórny względem działania systemu.

>Tak, byłaby dużo krótsza, gdybyś jednak przeczytał odpowiedni rozdział z "Fizjologii zwierząt" i przemyślał, co przeczytałeś. Od razu miałbyś dodawanie i porządek liniowy w obrębie neuronu. Ponieważ mnożenie da się wyprowadzić z dodawania, sprawa byłaby prosta.
No, coraz ciekawsze rzeczy prawisz. W żadnej publikacji nie znalazłem choćby tak podstawowej rzeczy, jak opis mechanizmu przenoszenia sygnału do i z ciała komórki. Za to zawsze po zgrubnym opisie budowy następował pochodzący z lat 60-tych 'model' oparty o sumator, po czym opisywano fizjologię komórki która nijak nie pasowała do tegoż modelu. Tu jest inaczej?

>Pozdrawiam
>
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Drogi "salku" nie mogę się doprosić, byś sam przeczytał i ocenił podany kawałek.
Dziękuję w takim razie za rozmowę.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
   Drogi sceptymucho, nie wiem na jakiej podstawie miałbym domniemywać, że przeczytam coś innego, niż w kilku innych źródłach opisujących fizjologię układu nerwowego - zwłaszcza na podstawie wyjątków, jakie przedstawiłeś. Nie wiem również, skąd pewnyś, że nie czytałem. Niemniej jednak ciekawy jest brak reakcji na kontrargumenty tez, które przedstawiłeś. Czyżbyś nie raczył nawet przeczytać tego, co dostałeś pod nos? Dlaczego więc wymagasz, bym szukał podręcznika, w którym fizjologia układu nerwowego jest jedynie jednym z wielu poruszanych zagadnień, na dodatek w zakresie zapewne wystarczającym dla fizjologa, ale niekoniecznie dla inżyniera-cybernetyka? Jeden z autorów podręcznika specjalizuje się w fizjologii rozrodu, a nie układu nerwowego.
   Najwyraźniej usiłujesz nie przyjmować do wiadomości, że do opisania funkcji neuronu, stworzenia modelu przetwarzania danych w sieci czy zaproponowania matematycznego modelu mózgu (a bez tego nawet szkoda zaczynać tworzenia podstaw pod dowód tezy, jaką postawiłeś na wstępie) potrzebna jest wiedza daleko pola polem zainteresowania biologii czy fizjologii. Nie mówimy o badaniu - mówimy o stworzeniu opisu, matematycznego modelu tego, co bada biologia.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Ja podałem źródło. Ty podajesz argument typu bełkot: gdzieś, kiedyś, coś widziałeś - o neuronie. Z czym mam dyskutować?
Strasznie mnie zażenowałeś sugerując, że podane źródło jest popularnonaukowe. Myślałem, że jak zobaczysz je na własne oczy, to sytuacja się wyprostuje.
Ale nie da się... Jest Ci wygodniej żywić Twoje przekonania bez sprawdzania ich. Walcząc, by ich nie sprawdzać.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Ja podałem źródło. Ty podajesz argument typu bełkot: gdzieś, kiedyś, coś widziałeś - o neuronie.
   Czy jest to jedyna książka jaką widziałeś? Wyobraź sobie, istnieją inne, również traktujące o temacie. Dajmy na to 'Neurofizjologia' Ciechowicza-Lewkowicza (też akademickie i o tyle lepsze, że nowsze i z bliższym zagadnieniu motywem przewodnim). Czy do każdej wypowiedzi mam załączać całą literaturę? Nie będę już pytał, czy czytałeś zastrzeżenia co do wyboru źródła - że ich nie rozumiesz widać.

> Z czym mam dyskutować?
   Jak widzę, na polskim też spałeś. O czym chcesz dyskutować, gdy masz kłopoty z czytaniem wypowiedzi rozmówcy? O zrozumienie nie ma sensu Cię posądzać. Zauważ, że wyjaśnia to, dlaczego widzisz bełkot: opis skomplikowanego zagadnienia, nawet uproszczony, dla kogoś nierozumiejącego prostych zagadnień musi tak wyglądać.

> Strasznie mnie zażenowałeś sugerując, że podane źródło jest popularnonaukowe. Myślałem, że jak zobaczysz je na własne oczy, to sytuacja się wyprostuje.
W którym miejscu tak twierdzę? Znów czegoś nie przeczytałeś, ale wiesz lepiej.

>Ale nie da się... Jest Ci wygodniej żywić Twoje przekonania bez sprawdzania ich. Walcząc, by ich nie sprawdzać.
Psychoanalizę daruj sobie. Zwłaszcza, jeżeli nie jesteś w stanie powiedzieć nic sensownego w temacie, poza tezą z sufitu i wskazaniem słabo związanej z tezą pozycji.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Drogi "salku" podając źródło napisałem dlaczego właśnie je podaje. Jest to w tym samym poście!

Doprawdy, jeśli przeczytałeś podane źródło chętnie porozmawiam o tym, co tam jest/wyczytałeś.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>>Zaproponuj książkę.
>   Dowolny akademicki podręcznik z teorii sygnałów. Może to? Korzystałem ze skryptu akademickiego tego autora, ale to było lata temu.

Zawsze jestem podwójnie ostrożny, jeśli widzę próby zastosowania metod matematycznych (w tym informatycznych) do opisu działania naturalnych przetworników informacji przez proste przenoszenie zasad (twierdzeń, wzorów itp.). Moja ostrożność wynika ze świadomości istnienia pewnych teoretycznych (metodologicznych) wątpliwości co do zakresu stosowalności (a może raczej wystarczalności) teorii informacji. Po części jest z tym jak z wątpliwościami do pomysłu Sceptymuchy, a nawet ciut więcej. I nie stoi to w opozycji to tego, że mam za sobą trochę praktyki w tym zawodzie i niedługo znów do niego wrócę.


Nie stosuję emoticonów
28-10-2010 20:00 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Zawsze jestem podwójnie ostrożny[...]
   I słusznie. Metody opisu matematycznego, jak każde narzędzie winny być stosowane z głową i dopiero wtedy, gdy korzystający ma pewną wiedzę o ich możliwościach i zakresach stosowalności. Weźmy dla przykładu brzytwę: ktoś kto potrafi się nią posługiwać pięknie się ogoli, natomiast nieostrożny ignorant będzie miał szczęście, jeżeli skończy się tylko na szwach. Niemniej jednak z faktu, że ignorant się pokroi nie może wynikać, że po użyciu brzytwy zawsze poleje się krew. Podobnie z głupot serwowanych przez domorosłych 'badaczy' nie może wynikać, że każda próba zastosowania metod inżynierskich i matematycznych do odtworzenia zasady działania naturalnych przetworników informacji jest słabo uzasadniona czy wręcz bezpodstawna.
homopitek (1536 punktów)
>zastosowania metod inżynierskich i matematycznych do odtworzenia zasady działania naturalnych przetworników informacji jest słabo uzasadniona czy wręcz bezpodstawna.

Moja rezerwa nie wynika z faktu robienia "byków", lecz niepewności o charakterze teoretycznym. Brakuje mi danych pozwalających indukcyjnie powiązać naturalne przetworniki z teorią informacji, czyli wykonać jednoznaczne przejście od empirii w kierunku teorii informacji. Opisy fizykalnych (fizycznych, chemicznych, biologicznych) procesów zachodzących w naturalnych przetwornikach powinny dać się uogólnić do postaci pozwalającej wyprowadzić z nich podstawy teorii informacji. A jeśli nie bezpośrednio wyprowadzić, to przynajmniej sugerować taką możliwość.
Niestety, na razie odbieram to tak, że posiadaną teorię "nakładamy" na realia nie wiedząc co z tego wyniknie. Inaczej mówiąc, pewną konwencję widzenia problemu od strony mocno abstrakcyjnej próbujemy zastosować do opisu empirycznych zjawisk, których istoty nie bardzo rozumiemy. Istnienie komputerów jest raczej słabym argumentem za tym, że teoria informacji dobrze oddaje sens procesów zachodzących w naturalnych przetwornikach informacji, ponieważ komputery są wytwarzane dokładnie według wskazówek tejże teorii. Nie odtwarzamy istoty naturalnych procesów w sensie zachowania właściwej im konwencji, lecz symulujemy je przy pomocy innej konwencji. Skutek może być podobny lub nawet identyczny, jeśli chodzi o wyniki, ale nie musi.

Nie stosuję emoticonów
salek (4701 punktów)
>Moja rezerwa nie wynika z faktu robienia "byków", lecz niepewności o charakterze teoretycznym. Brakuje mi danych pozwalających indukcyjnie powiązać naturalne przetworniki z teorią informacji, czyli wykonać jednoznaczne przejście od empirii w kierunku teorii informacji. Opisy fizykalnych (fizycznych, chemicznych, biologicznych) procesów zachodzących w naturalnych przetwornikach powinny dać się uogólnić do postaci pozwalającej wyprowadzić z nich podstawy teorii informacji. A jeśli nie bezpośrednio wyprowadzić, to przynajmniej sugerować taką możliwość.
   To bardzo radykalne stanowisko - gdyby stosować je ściśle to dajmy na to fizyka dziś byłaby nadal w powijakach. Byłoby bardzo wygodnym, gdyby absolutnie każde zjawisko naturalne dawało sugestie w kwestii mechanizmu jego funkcjonowania. Niemniej jednak w naturze zjawiska nie występują w takiej postaci - zwykle jest wręcz przeciwnie. Gdyby więc nie dopuszczać w nauce hipotez opartych o mniej lub bardziej ścisłą korespondencję ze znanymi modelami matematycznymi to chyba nadal tkwilibyśmy w jaskiniach.
   Prosty przykład : model ruchu ciał niebieskich oparty o okręgi jest w zupełności wystarczający do wielu zastosowań. Czy więc nie można przybliżyć, że to okręgi zamiast twierdzić że to nie model, bo odwzorowuje tylko w 98.7%? Czy prognozowanie pogody to w całości brednie, bo sprawdzalność prognoz sięga zaledwie 60-90%?
   Cała nauka to sztuka rozumienia, że zjawisko i jego model nie są i nie mogą być tożsame.

>Niestety, na razie odbieram to tak, że posiadaną teorię "nakładamy" na realia nie wiedząc co z tego wyniknie. Inaczej mówiąc, pewną konwencję widzenia problemu od strony mocno abstrakcyjnej próbujemy zastosować do opisu empirycznych zjawisk, których istoty nie bardzo rozumiemy.
   No, niezupełnie. Tylko domorośli naukawcy walą tezy o związkach między lepiej lub gorzej zbadanymi dziedzinami wiedzy na podstawie jednego rozdziału w książce. Droga od abstrakcyjnej teorii do modelu zjawiska jest zwykle bardzo daleka, a nawet na końcu tej drogi, tj. gdy już model zostanie uznany za zasadny nie jest to wartość dana na wieczność. W historii nauki można wskazać wiele takich zastąpień - kilka nawet dość głośnych. A skoro zjawisko dobrze koresponduje z modelem - po cóż jest potrzebna znajomość istoty zjawiska? Chyba tylko dla niekończących się dysput pomiędzy filozofami.

>Istnienie komputerów jest raczej słabym argumentem za tym, że teoria informacji dobrze oddaje sens procesów zachodzących w naturalnych przetwornikach informacji, ponieważ komputery są wytwarzane dokładnie według wskazówek tejże teorii.
   Wybacz, ale chyba żarty sobie stroisz. Któż generuje takową 'argumentację'?

>Nie odtwarzamy istoty naturalnych procesów w sensie zachowania właściwej im konwencji, lecz symulujemy je przy pomocy innej konwencji. Skutek może być podobny lub nawet identyczny, jeśli chodzi o wyniki, ale nie musi.
   No, zgadza się. Niemniej jednak często spotykane jest również stanowisko, że skoro nie mamy pewności co do całkowitej i absolutnej zgodności modelu ze źródłowym zjawiskiem (a w nauce nigdy nie mamy takiej pewności - często jest nawet wręcz odwrotnie; model wprost wskazuje zakres swojej stosowalności czy sprawdzalności), to mamy pewność jej całkowitej i absolutnej niezgodności, a stąd prosta droga do storpedowania absolutnie każdej próby modelowania zjawisk. I to jest niepokojące - zwłaszcza, gdy rozmówcy stosują takie chwyty wcale lub słabo zdając sobie z tego sprawę.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Niestety, na razie odbieram to tak, że posiadaną teorię "nakładamy" na realia nie wiedząc co z tego wyniknie. Inaczej mówiąc, pewną konwencję widzenia problemu od strony mocno abstrakcyjnej próbujemy zastosować do opisu empirycznych zjawisk, których istoty nie bardzo rozumiemy.
>   No, niezupełnie. Tylko domorośli naukawcy walą tezy o związkach między lepiej lub gorzej zbadanymi dziedzinami wiedzy na podstawie jednego rozdziału w książce. Droga od abstrakcyjnej teorii do modelu zjawiska jest zwykle bardzo daleka, a nawet na końcu tej drogi, tj. gdy już model zostanie uznany za zasadny nie jest to wartość dana na wieczność. W historii nauki można wskazać wiele takich zastąpień - kilka nawet dość głośnych. A skoro zjawisko dobrze koresponduje z modelem - po cóż jest potrzebna znajomość istoty zjawiska? Chyba tylko dla niekończących się dysput pomiędzy filozofami.
Skoro pije się do mnie to odpowiem:
Co za jełop ocenia prawdziwość tekstu po jego długości?
Taki co merytorycznie ze sprawą jest na bakier!

Pewnie męskość też oceniasz po długości penisa? Czy wielkości bryki?

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Skoro pije się do mnie to odpowiem:
>Co za jełop ocenia prawdziwość tekstu po jego długości?
>Taki co merytorycznie ze sprawą jest na bakier!
>Pewnie męskość też oceniasz po długości penisa? Czy wielkości bryki?
   Prosiłem już przecie, byś psychoanalizą zajmował się dopiero wtedy, gdy w temacie nie będziesz miał już nic do powiedzenia.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Zgadnij, czyje to słowa (nie moje):
"Jakkolwiek już wtedy zaliczałem się do czołówki matematycznej świata, wpływ tego dowodu na środowiska antropologów, etnologów, biologów i filozofów równał się zeru. Długo nie umiałem tego pojąć. Moja praca nie była hipotezą, lecz formalnym, więc nieodpartym dowodem wyjawiającym, że za cechy człowieka, nad którymi legion myślicieli głowy sobie łamał przez wieki, odpowiada czysty proces fluktuacji statystycznej, którego obejść - przy konstruowaniu automatów bądź organizmów - nie można.
(...)
Po latach, mając za sobą niezliczone dyskusje ze specjalistami, którzy zajmują się człowiekiem, doszedłem do wniosku, że odkrycie moje nie znalazło ich uznania dlatego, ponieważ t a k i e g o nikt z nich sobie nie życzył. Styl myślenia, jaki reprezentowałem, był w owych środowiskach czymś degustującym, ponieważ nie dawał pola retorycznej argumentacji.
Było to z mojej strony nietaktowne - dowodzić czegoś na temat człowieka matematycznym sposobem! W najlepszym razie moje przedsięwzięcie nazywano 'interesującym'. W istocie nikt tam nie był gotów przystać na to, że czcigodna Tajemnica Człowieka, niewytłumaczalne cechy jego natury wynikają z ogólnej teorii regulacji."

Innymi słowy brak Ci dobrej woli, by się zastanowić nad tym, o czym pisałem.
Wesołych Świąt.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Zgadnij, czyje to słowa (nie moje):
>[...]
   Goedel pisze o swoim dowodzie? Nie.. Niemożliwe, żeby geniusz miał aż tak wysokie mniemanie o swoim odkryciu, a jednocześnie tak mało wiedział o funkcjonowaniu nauki.
   Jak chcesz pogadać o osiągnięciach postaci literackich, to powinieneś zacząć wątek inaczej. Zaczyna się od zaprezentowania postaci, ewentualne od zwrotu załóżmy, że...

>Innymi słowy brak Ci dobrej woli, by się zastanowić nad tym, o czym pisałem.
   Dobrej woli? To ma być argument? Cóż ma dobra wola rozmówcy do braku argumentacji do proponowanej tezy?

>Wesołych Świąt
   Nie wiem, w jakim świecie żyjesz, ale w moim do świąt jest jeszcze prawie 2 miesiące.
30-10-2010 19:01 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Innymi słowy brak Ci dobrej woli, by się zastanowić nad tym, o czym pisałem.
>   Dobrej woli? To ma być argument? Cóż ma dobra wola rozmówcy do braku argumentacji do proponowanej tezy?
Co można argumentować na niemerytoryczne zarzuty? Najwyżej wyśmiać, tak jak ten o za krótkim rozdziale. Bardzo to merytoryczny zarzut, a do treści rozdziału odnosi się jak żaden inny.
Powiem ci na czym skończyłeś swoje argumenty: na podważaniu modelowania zjawisk. Przecież to żenada, a w każdym razie żenada w odniesieniu do konkretnego tematu, który miałeś i do źródła, które też jest konkretne.
Przebolałbym, gdybyś wytknął mi błędy, albo błędy w źródle, ale Ty ograniczyłeś się do "pola retorycznej argumentacji", niekonkretnej, nie zwieńczonej konstruktywną myślą.

>>Wesołych Świąt
>   Nie wiem, w jakim świecie żyjesz, ale w moim do świąt jest jeszcze prawie 2 miesiące.
Na groby bliskich nie jedziesz? Ironii nie łapiesz?

Nie zamierzam cię przekonywać do upadłego. Jeśli chcesz pozostań przy swoim zdaniu, ale proszę nie pisz, że nic nie mam na jego poparcie, skoro nie potrafisz tego konkretnie wykazać. Ani nie potrafisz wykazać, że jest inaczej niż piszę.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Co można argumentować na niemerytoryczne zarzuty? Najwyżej wyśmiać, tak jak ten o za krótkim rozdziale.
Możesz zacytować mój zarzut o za krótki rozdział? Najlepiej wszystkie trzy kawałki. Tylko - ponownie - proszę byś je przeczytał, a może nawet (choć nie wiem czy nie proszę o zbyt wiele) zrozumiał. Dla ułatwienia - tam nie chodziło o długość rozdziału.

>Powiem ci na czym skończyłeś swoje argumenty: na podważaniu modelowania zjawisk. Przecież to żenada, a w każdym razie żenada w odniesieniu do konkretnego tematu, który miałeś i do źródła, które też jest konkretne.
Coś pokręciłeś - to homopitek. Gdybyś rozumiał co czytasz pojąłbyś, że moje stanowisko jest wręcz przeciwne.

>Przebolałbym, gdybyś wytknął mi błędy, albo błędy w źródle, ale Ty ograniczyłeś się do "pola retorycznej argumentacji", niekonkretnej, nie zwieńczonej konstruktywną myślą.
Wytknąłem Ci co najmniej jeden błąd w źródle (jeżeli już chcesz koniecznie użyć źródła w celu innym, niż przewidziany, co też Ci tłumaczyłem) i co najmniej trzy Twoje błędy. Zaproponowałem też przynajmniej jedną propozycję cybernetycznej interpretacji budowy neuronu i przynajmniej jedną propozycję, jak przedstawioną przez Ciebie tezę obronić. Tłumaczyłem Ci także dlaczego mogłeś zinterpretować to jako bełkot. Spróbuj wyciągnąć z tego wnioski, odłożywszy ponownie 'wiem lepiej' na bok.

>Na groby bliskich nie jedziesz? Ironii nie łapiesz?
No, nie łapię. Ale skoro dla Ciebie to wesołe święta, to ja przepraszam.

>Jeśli chcesz pozostań przy swoim zdaniu, ale proszę nie pisz, że nic nie mam na jego poparcie, skoro nie potrafisz tego konkretnie wykazać. Ani nie potrafisz wykazać, że jest inaczej niż piszę.
Wykazałem to w niejednym miejscu, ale nic nie poradzę, że nawet tak uproszczonej argumentacji nie jesteś w stanie pojąć. Bez tego w dyskusji ani rusz, zwłaszcza, gdy na obronę swoich tez masz dowody przeprowadzone przez bohaterów literackich.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Co można argumentować na niemerytoryczne zarzuty? Najwyżej wyśmiać, tak jak ten o za krótkim rozdziale.
>Możesz zacytować mój zarzut o za krótki rozdział? Najlepiej wszystkie trzy kawałki. Tylko - ponownie - proszę byś je przeczytał, a może nawet (choć nie wiem czy nie proszę o zbyt wiele) zrozumiał. Dla ułatwienia - tam nie chodziło o długość rozdziału.
Zacznijmy od tego, że Ty mnie nie czytasz dokładnie. W poście, gdzie podałem źródło napisałem:
"Przywołałem najlepsze, jakie znam, źródło pisane ze skompilowanym opisem działania układu nerwowego. Mam nadzieję, że rozwieje większość wątpliwości."
Jeśli miałbyś odrobinę dobrej woli, to przemyślałbyś dlaczego to zrobiłem. I doszedłbyś do tego, że książki czyta się długo. Mój ruch był oczywisty. Chciałem się podzielić w miarę szybko wiedzą i podyskutować o wnioskach z tej wiedzy.
A u Ciebie, cytat:
"Tylko domorośli naukawcy walą tezy o związkach między lepiej lub gorzej zbadanymi dziedzinami wiedzy na podstawie jednego rozdziału w książce." itd w tym samym tonie.
Co jest jasnym piciem do mnie. Że za mało przeczytałem, że źródło, które podałem to za mało, że model, w domyśle neuronu, jeszcze się zmieni. Bajdurzenia takie.
Pewnie będziesz się trzymał wersji, że nie o to Ci chodziło. A trzymaj się jej, ale wtedy Czytelnicy będą mieć wątpliwości, jaki jest poziom Twego iq. Ci inteligentniejsi.

(...)
>Coś pokręciłeś - to homopitek. Gdybyś rozumiał co czytasz pojąłbyś, że moje stanowisko jest wręcz przeciwne.
Czyli jakie? Jedno jasne, proste zdanie wystarczy.

(...)
Dobra, zakładam, że zajrzałeś do "Fizjologii..." - co tam jest źle napisane? Podaj konkretne miejsce z błędem (ze wskazaniem strony, to se sprawdzę). Jak już to przejdziemy, to bardzo chętnie porozmawiam dalej.

>>Jeśli chcesz pozostań przy swoim zdaniu, ale proszę nie pisz, że nic nie mam na jego poparcie, skoro nie potrafisz tego konkretnie wykazać. Ani nie potrafisz wykazać, że jest inaczej niż piszę.
>Wykazałem to w niejednym miejscu, ale nic nie poradzę, że nawet tak uproszczonej argumentacji nie jesteś w stanie pojąć. Bez tego w dyskusji ani rusz, zwłaszcza, gdy na obronę swoich tez masz dowody przeprowadzone przez bohaterów literackich.
I znowu zamiast pokazać, że jednak masz coś ważnego do powiedzenia merytorycznie, zbywasz to zmianą tematu.
A do Twego zdania. To nie był argument na poparcie tezy, tylko próba uświadomienia Ci, jak widzę Twoje zachowanie. Jak setka na otrząśnięcie się. Zresztą, jeśli można prosić, sięgnij po tę książkę, bardzo fajna od strony polemik filozoficznych - we wstępie i pierwszym rozdziale.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
30-10-2010 22:31 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Pewnie będziesz się trzymał wersji, że nie o to Ci chodziło. A trzymaj się jej, ale wtedy Czytelnicy będą mieć wątpliwości, jaki jest poziom Twego iq. Ci inteligentniejsi.
   Otóż nie będę, ponieważ znudziło mi się tłumaczenie o czym pisałem Tobie, a o czym homopitekowi. Dziękuję za rozmowę.

> znowu zamiast pokazać, że jednak masz coś ważnego do powiedzenia merytorycznie, zbywasz to zmianą tematu.
   Ważne rzeczy były w komentarzach do cytatów, jakie zamieściłeś. Zresztą nie tylko tam. Spróbuj je sobie poszukać samodzielnie.

>Zresztą, jeśli można prosić, sięgnij po tę książkę, bardzo fajna od strony polemik filozoficznych - we wstępie i pierwszym
rozdziale.
   Lem w ogólności pisał niesamowite kawałki, zwłaszcza że mało jest literatury, gdzie trudny temat potraktowany rozsądnie kończy się tak, jak powinien - czyli fiaskiem. Uważam 'Głos Pana' za bardzo rzeczowe podejście do tematu kontaktu, zresztą podejmowanym również w 'Fiasku'. I nie zdziwiłbym się, gdyby relacja z pierwszego kontaktu wyglądała właśnie tak, jak to Lem opisał.

Pozdrawiam.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Też dziękuję za rozmowę.
Przepraszam, że chwilami mnie ponosiło. Chyba udało Ci się trafić w takie miejsce mojego charakteru, że byłem żądny krwi.
Skoro kończymy, to chciałbym wyjaśnić kilka rzeczy, żeby niepotrzebnie nie zostały na przyszłość (resentymenty, chyba tak o nich się mówi).
Dążeniem moim w rozmowie z Tobą od pewnego momentu było, byś użył argumentów związanych/bazujących na źródle, które podałem. W sumie to był punkt, którego nie odpuszczałem, bo wcześniej dokładałem starań, byś się ze znalezionym materiałem zapoznał.
Poza tym "Fizjologia zwierząt", była dla mnie dużym odkryciem odkąd skierowano mnie do niej, by wyjaśnić 'zmysł dotyku' (cztery zmysły w jednym). I nie zrozumiałem odrzucania wiedzy w niej zawartej od ręki.

Co do Lema, to go cenię bardzo. Był chyba jednym z niewielu, gdzie "obcy" nie byli ludźmi przebranymi w maski, inne ciała. "Głos Pana" lubię szczególnie, bo ma nieprzeciętny ładunek przekory i szczerości przez to.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
31-10-2010 01:59 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>   To bardzo radykalne stanowisko

Empiryzm rzeczywistości jest jeszcze bardziej radykalny.

>   Cała nauka to sztuka rozumienia, że zjawisko i jego model nie są i nie mogą być tożsame.

Ja to rozumiem, jak mi się zdaje, ale dość często trafiam na ich utożsamianie.

>A skoro zjawisko dobrze koresponduje z modelem - po cóż jest potrzebna znajomość istoty zjawiska? Chyba tylko dla niekończących się dysput pomiędzy filozofami.

Nie tylko. Często opis tego "korespondowania" kończy się na poziomie skorelowania zjawisk. W naukach społecznych, na przykład, można trafić na wiele przypadków, w których określenie zależności statystycznych kończy proces poznawczy. I stan taki potrafi się utrzymać przez dziesiątki lat w odniesieniu do konkretnych zjawisk. Często zadanie pytania "dlaczego" skutkuje uzyskaniem odpowiedzi "A jest skorelowane z B".
Znajomość senda zjawiska potrzebna jest do wyjaśnienia jego rzeczywistych przyczyn, a nie opisania go zależnościami statystycznymi (lub probabilistycznymi). Wbrew temu co napisałeś ma to często istotne znaczenie praktyczne, zwłaszcza wtedy, gdy chcesz wpłynąć na jakiś proces w celu uzyskania pożądanego wyniku. Konkretnie, może to mieć znaczenie np. dla efektywności działań reorganizujących życie społeczne.

>   Wybacz, ale chyba żarty sobie stroisz. Któż generuje takową 'argumentację'?

Wiele razy spotykałem takie oświadczenia w czasie dyskusji w internecie i to nie ze strony nawiedzonych.

>>Nie odtwarzamy istoty naturalnych procesów w sensie zachowania właściwej im konwencji, lecz symulujemy je przy pomocy innej konwencji. Skutek może być podobny lub nawet identyczny, jeśli chodzi o wyniki, ale nie musi.
>   No, zgadza się. Niemniej jednak często spotykane jest również stanowisko, że skoro nie mamy pewności co do całkowitej i absolutnej zgodności modelu ze źródłowym zjawiskiem (a w nauce nigdy nie mamy takiej pewności - często jest nawet wręcz odwrotnie; model wprost wskazuje zakres swojej stosowalności czy sprawdzalności), to mamy pewność jej całkowitej i absolutnej niezgodności, a stąd prosta droga do storpedowania absolutnie każdej próby modelowania zjawisk. I to jest niepokojące - zwłaszcza, gdy rozmówcy stosują takie chwyty wcale lub słabo zdając sobie z tego sprawę.

Mnie nie chodzi o jakieś "zaplatanki" filozoficzne, lecz o sprawy bardziej przyziemne. Nasze rozumienie procesów zachodzących w konkretnych naturalnych przetwornikach informacji może mocno odbiegać od realiów, ponieważ oparte jest na zbyt uogólnionych podstawach teoretycznych. Wszystko, co mamy w tych sprawach to wysoce abstrakcyjna teoria, przez pryzmat której patrzymy na empirię. Może to być analogia do Ptolemeuszowych epicykli, które dobrze opisywały obserwowane ruchy ciał niebieskich, ale dawały tylko wyjaśnienia pozorne.
Nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu dostępnych nam środków (teoria informacji), ale uważam, że trzeba też próbować zajrzeć na drugą stronę medalu (naturalne przetworniki), żeby sprawdzać, czy coś nam nie umyka. Szukanie wyjaśnień tylko na podstawie jednej ze stron medalu może istotnie ograniczać nasze możliwości poznawcze ze względu na stosowany sposób myślenia o zagadnieniu.


Nie stosuję emoticonów
04-11-2010 22:36 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>> Wybacz, ale chyba żarty sobie stroisz. Któż generuje takową 'argumentację'?
>Wiele razy spotykałem takie oświadczenia w czasie dyskusji w internecie i to nie ze strony nawiedzonych.
>> Cała nauka to sztuka rozumienia, że zjawisko i jego model nie są i nie mogą być tożsame.
>Ja to rozumiem, jak mi się zdaje, ale dość często trafiam na ich utożsamianie.
   Jedyne podsumowanie, jakie przychodzi mi na myśl najlepiej chyba ujął Lem (cytat z pamięci, więc pewnie niedokładny): Wiedziałem, że na świecie są idioci; dopiero jednak Internet uświadomił mi, ilu ich jest.

>A skoro zjawisko dobrze koresponduje z modelem - po cóż jest potrzebna znajomość istoty zjawiska? Chyba tylko dla niekończących się dysput pomiędzy filozofami.
>Nie tylko. Często opis tego "korespondowania" kończy się na poziomie skorelowania zjawisk. W naukach społecznych, na przykład, można trafić na wiele przypadków, w których określenie zależności statystycznych kończy proces poznawczy. I stan taki potrafi się utrzymać przez dziesiątki lat w odniesieniu do konkretnych zjawisk. Często zadanie pytania "dlaczego" skutkuje uzyskaniem odpowiedzi "A jest skorelowane z B".
   Ciekawym jest, że zacząłeś na nauk społecznych - przecież wszelkie modele mają tu charakter statystyczny, a to oznacza, iż samo gromadzenie danych jest bardzo wrażliwe na metodę przeprowadzenia próby (czytaj - już samo gromadzenie danych wymaga specjalistycznej wiedzy). Aktywność wielu badaczy jest więc ukierunkowana na gromadzenie i klasyfikowanie wiedzy; jeżeli trafisz na takiego 'zbieracza' i spróbujesz dowiedzieć się przyczyn ten prawdopodobnie nawet nie zrozumie, czego rodzaju odpowiedzi oczekujesz. To pytanie z kategorii przysłowiowego odpytywania ślepego o kolory.
   Reszta to kwestia syntezy - może wiedza o przyczynach nikomu nie była potrzebna, albo nie znalazł się ktoś kto na zebranych danych szczegółowych nie przeprowadził odpowiednich analiz.

>Znajomość sedna zjawiska potrzebna jest do wyjaśnienia jego rzeczywistych przyczyn, a nie opisania go zależnościami statystycznymi (lub probabilistycznymi). Wbrew temu co napisałeś ma to często istotne znaczenie praktyczne, zwłaszcza wtedy, gdy chcesz wpłynąć na jakiś proces w celu uzyskania pożądanego wyniku. Konkretnie, może to mieć znaczenie np. dla efektywności działań reorganizujących życie społeczne.
   Ale przecie modelowanie polega na opisywaniu zjawisk zależnościami! Inaczej trzeba byłoby zgodzić się, że dysponując obserwacjami należy zająć się zgadywaniem przyczyn, a dopiero wyssawszy z palca hipotezy o przyczynach budować modele (najlepiej wyłączywszy krytycyzm)... co zresztą było i chyba jest dość intensywnie praktykowane. Tak pewnie powstały i wspomniane ptolemeuszowe epicykle, tak można przedstawić historię puszczania krwi czy - żeby daleko nie szukać - tak szasta się twierdzeniami z matematyki 'dowodzącymi niezbicie' tez z zakresu nauk wszelakich.

>Nasze rozumienie procesów zachodzących w konkretnych naturalnych przetwornikach informacji może mocno odbiegać od realiów, ponieważ oparte jest na zbyt uogólnionych podstawach teoretycznych.
   Zarzut co najmniej dziwny. W czym przeszkadza, jeżeli opis bazuje na abstrakcyjnej teorii i ma wysoki poziom ogólności, gdy można związek z realiami uzasadnić? W przeciwnym wypadku - gdy 'badacz' związku wyjaśnić nie jest w stanie, czy obronę 'tezy' przeprowadza całkiem nienaukowymi środkami - zgoda. Wtedy jednak trudno mówić o jakichkolwiek podstawach twierdzenia (może poza 'dowodem': bo autorytet/książka/cokolwiek tak twierdzi), podobnie zresztą jak o podstawach krytyki, gdy 'krytyk' nie życzy sobie lub nie jest w stanie opanować niezbędnej wiedzy czy umiejętności (np. 'nieredukowalna złożoność' kreacjonistów).

>Nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu dostępnych nam środków (teoria informacji), ale uważam, że trzeba też próbować zajrzeć na drugą stronę medalu (naturalne przetworniki), żeby sprawdzać, czy coś nam nie umyka. Szukanie wyjaśnień tylko na podstawie jednej ze stron medalu może istotnie ograniczać nasze możliwości poznawcze ze względu na stosowany sposób myślenia o zagadnieniu.
   Zgoda; dlatego właśnie wspomniałem o braku jakiejś interdyscyplinarnej syntezy pozwalającej na snucie wniosków na temat zasad działania mózgu, bazując na fizjologii neuronów - z jednej strony, z drugiej - na pokutowaniu w literaturze modeli, których zasadność jest co najmniej dyskusyjna.
homopitek (1536 punktów)
>   Reszta to kwestia syntezy - może wiedza o przyczynach nikomu nie była potrzebna, albo nie znalazł się ktoś kto na zebranych danych szczegółowych nie przeprowadził odpowiednich analiz.

Oj, potrzebna jak diabli, bowiem bez niej trudno mówić o jakimś praktycznym zastosowaniu w sensie wywierania pożądanego wpływu na rzeczywistość społeczną. Tu jednak większość ma problem, ponieważ szukanie przyczyn wymaga sporej wiedzy ogólnej i jest "niebezpieczne" ze względu na masę wzajemnych powiązań i sprzężeń zwrotnych. A metody zmatematyzowane są "bezpieczne" dla autora.
Niedostatek analiz przyczynowych powoduje, że potem nie wiadomo co właściwie robić, żeby rozwiązać jakiś problem i jest strzelanie w ciemno po różnych parametrach, którego skutki odczuwa społeczeństwo.

>   Ale przecie modelowanie polega na opisywaniu zjawisk zależnościami!

Przyczyny to też zależności. Zależności statystyczne pokazują tylko ilościowy aspekt zjawisk. Opieranie się tylko na nich powoduje, że wnioski są intuicyjne, tzn. dotyczą tylko opisu struktury zjawisk, a nie wyjaśniają, dlaczego ta struktura jest taka lub inna.
Jeśli zrobisz model tylko na bazie danych statystycznych, to on może działać prawidłowo, ale nie będzie wiadomo dlaczego. Będzie to taka "czarna skrzynka", do której wrzucasz dane i dostajesz poprawny wynik, ale tak naprawdę nie wiesz co ona robi.

>>Nasze rozumienie procesów zachodzących w konkretnych naturalnych przetwornikach informacji może mocno odbiegać od realiów, ponieważ oparte jest na zbyt uogólnionych podstawach teoretycznych.
>   Zarzut co najmniej dziwny. W czym przeszkadza, jeżeli opis bazuje na abstrakcyjnej teorii i ma wysoki poziom ogólności, gdy można związek z realiami uzasadnić?

Ogólność nie jest zła, jeśli powstała ze stopniowego uogólniania wiedzy empirycznej w danym temacie, ponieważ cały czas kontrolujemy pełny zasób uogólnianych informacji. Jeśli robimy na wstępie mocno abstrakcyjne założenia i potem z nich dedukujemy sobie resztę, to jest spore ryzyko, że wyciągając coraz bardziej szczegółowe wnioski i dochodząc do empirii będziemy mieli nieadekwatny jej opis wyniesiony z teorii. I nie ma to nic wspólnego z poprawnością naszych rozumowań od ogółu do szczegółu, a wynika z pewnych cech procesu budowania uogólnień.


Nie stosuję emoticonów
05-11-2010 23:50 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
> [...]strzelanie w ciemno po różnych parametrach, którego skutki odczuwa społeczeństwo.
   Zupełnie nie rozumiem, dlaczego starasz się tłumaczyć niemożliwość modelowania na przykładzie dziedzin, które właściwie nie poddają się modelowaniu, a ewentualne osiągnięcia są odrzucane z zupełnie niemerytorycznych przyczyn.

> Oj, potrzebna jak diabli, bowiem bez niej trudno mówić o jakimś praktycznym zastosowaniu w sensie wywierania pożądanego wpływu
   Porządnie przygotowany model zawiera również wskazówki jakie parametry są istotne dla funkcjonowania systemu, zakresy ich zmian i w jakich warunkach należy je zmieniać. Intuicja, mętne 'wyjaśnienia' struktur(?) czy 'wiedza' o przyczynach nadal są zbędne, a w pewnych sytuacjach wręcz szkodliwe. Proponuję lekturę Lema, bodajże 'Summę..'.

> Przyczyny to też zależności.
   Znów Ci się na żarty zebrało.

>Jeśli robimy na wstępie mocno abstrakcyjne założenia i potem z nich dedukujemy sobie resztę, to jest spore ryzyko[..]
   Sednem problemu, jak widzę, jest sposób zdefiniowania sobie 'mocno abstrakcyjnego założenia'. Czy 'mocno abstrakcyjny' nie oznacza przypadkiem 'niezrozumiały dla obserwatora'?
   Obserwator nie posiadający wiedzy pozwalającej choćby prześledzić tok rozumowania badacza, widząc mocno zmatematyzowany, a słabo odpowiadający jego wyobrażeniom model powszechnego zjawiska będzie poddawał w wątpliwość jego zasadność. Tylko że to problem obserwatora (opanowania wiedzy, niechęci lub własnych uprzedzeń), a nie podstawności stosowania abstrakcyjnych modeli.

>Jeśli zrobisz model tylko na bazie danych statystycznych, to on może działać prawidłowo, ale nie będzie wiadomo dlaczego. Będzie to taka "czarna skrzynka", do której wrzucasz dane i dostajesz poprawny wynik, ale tak naprawdę nie wiesz co ona robi.
   Ale przecież o to właśnie chodzi przy modelowaniu zjawisk! Mam dostać czarną skrzynkę, do której wrzucam dane, a ta powie mi jak będzie zachowywał się modelowany system. Po cóż mi wiedza, co ona robi tak naprawdę? Przecież według wielu szkół filozofii do tak naprawdę nie da się dotrzeć z przyczyn fundamentalnych!
   Budując model nie interesuje mnie niejasna wiedza o niedefiniowalnych przyczynach, a właśnie czarna skrzynka z dajmy na to, pokrętłem i wajchą z napisem 'nie dotykać' oraz instrukcją, że pokrętło to poziom opodatkowania, wskaźnik X oznacza zadowolenie obywateli, a Y czas do bankructwa gospodarki. I niech se ignoranci przy skrzynce majstrują, kręcą wajchą, ciągną za dźwignię i obserwują efekty. A że co poniektórzy będą narzekać? Że to przecie nie ma związku bo teoria zbyt abstrakcyjna? Że źle działa, bo wysokie podatki i deficyt są przecie dobre, a model pokazuje katastrofę? To nie problem związku między zjawiskiem a modelem, a opanowania wiedzy o zagadnieniu niezbędnej do analizy tegoż związku. Dociekanie, czy aby przypadkiem badacz (już bez cudzysłowów) nie przeholował wymaga wiedzy porównywalnej, jeżeli nie szerszej. Stąd 'argumenty' w stylu to zbyt abstrakcyjne, przeteoretyzowane, nie znamy przyczyn są po prostu próbą klecenia argumentacji z własnej niewiedzy.
   Interpretacje i spory co naprawdę, ale tak zaprawdę powiadam wam dlaczego można spokojnie zostawić filozofii i filozofom. Nauka zajmuje się czymś innym.
homopitek (1536 punktów)
>>"Układ nerwowy nie korzysta z kodu amplitudy /do przesyłu informacji - mój dopisek/, lecz wyłącznie z kodu częstotliwości salw impulsów lub częstotliwości impulsów pojedynczych." str 28
>Jeżeli w tej 'biblii' jest więcej takich kwiatków, to poważnie zastanowiłbym się nad jej zmianą na jakiś nowszy podręcznik. Dziś nauka skłania się raczej w kierunku tzw. kodów przestrzennych - a te mają niewiele wspólnego z 'kodem amplitudowym' (ciekawa nazwa modulacji amplitudy) czy 'kodem częstotliwości salw impulsów' (modulacja częstotliwości?), o 'częstotoliwości pojedyńczego impulsu' nie wspominając..

Możesz mieć sporo racji co do przedawnienia niektórych treści tej książki. jej pierwsze wydanie miało miejsce w roku 1970, a ostatnie chyba poprawiane (data wstępu prof. Krzymowskiego) to VIII z roku 2005. Edycja 2010 to chyba tylko nowy nakład, nawet okładka ta sama co 5 lat wcześniej. W dodatku prof. Krzymowski nie jest już chyba aktywnym naukowcem od kilkunastu lat (rocznik 1927), jego ostatnie publikacje książkowe to rok 1997.
nie chcę się wypowiadać autorytatywnie, bowiem uważam, że jestem "za cienki" w tej materii, ale coś może być na rzeczy, ponieważ wiedza neurobiologiczna wręcz galopuje do przodu.


Nie stosuję emoticonów
salek (4701 punktów)
>nie chcę się wypowiadać autorytatywnie, bowiem uważam, że jestem "za cienki" w tej materii, ale coś może być na rzeczy, ponieważ wiedza neurobiologiczna wręcz galopuje do przodu.

   Być może. Niemniej jednak jak na moje amatorskie podejście do tematu, nie widziałem jeszcze porządnego, syntetycznego podejścia do neurobiologii z metodami stosowanymi w inżynierii systemów informatycznych. Coś się robi, ale jest bardzo niewiele dostępnych informacji.

   Ciekawostka.
homopitek (1536 punktów)
>   Być może. Niemniej jednak jak na moje amatorskie podejście do tematu, nie widziałem jeszcze porządnego, syntetycznego podejścia do neurobiologii z metodami stosowanymi w inżynierii systemów informatycznych. Coś się robi, ale jest bardzo niewiele dostępnych informacji.

Najczęściej jest tak, że jak "coś" się dzieje, a nie wiadomo dokładnie "co", to chodzi o duże pieniądze lub zastosowania militarne. Radzieccy dzięki temu. że zniknęły artykuły naukowe zorientowali się w 1941 r., iż reszta mocarstw zaangażowanych w wojnę usilnie kombinuje w fizyce jądrowej.
O takiej możliwości świadczą też informacje o udanych próbach laboratoryjnych z obsługą symulatorów uzbrojenia przez mózgi szczurów. Może to na razie tylko zabawy naukowców, ale ciekawe, że nie próbuje się tego robić ze sprzętem typowo cywilnym.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>O takiej możliwości świadczą też informacje o udanych próbach laboratoryjnych z obsługą symulatorów uzbrojenia przez mózgi szczurów. Może to na razie tylko zabawy naukowców, ale ciekawe, że nie próbuje się tego robić ze sprzętem typowo cywilnym.

od razu przepraszam, że lekko nie na temat!
W genialnej broni elektrycznej z której już podobno korzysta armia usa, wystąpił problem : skąd brać "prund"? bo nie da się taszczyć tony akumulatorków na plecach a tak to wychodzi...
wiec: wymyślono ponoć coś, co umożliwia pobieranie bezpośredni z linii przesyłowych, ale - tu jest juz obawa! iż owe urządzenie do doładowywania broni będzie służyło do kradzieży energii elektrycznej na wielka skale. Co znaczy, że w Usa też jak i w Polsce kradną prąd!
Otóż spora część technologii wojskowych jest genialna, ale oddanie ich cywilom powoduje że - traci się kompletnie panowanie nad zastosowaniem (choć wcale nie sugeruję, że wojsko nad wszystkim panuje, szczególnie jak sprzedaje broń gangom)
Nieuczciwość i kombinatorstwo, to nie jest Polski wynalazek, choć jako Naród_Naznaczony_I_Wybrany - cały czas tak myślimy o sobie
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Drogi "homopitku" odsyłam do słownika języka polskiego (lub szkoły podstawowej) w celu przeanalizowania pojęcia "pod redakcją".

Zachęcam gorąco do sięgnięcia po książkę. Proszę mi uwierzyć na słowo, że biolog specjalista potrafi badać neurony, które jakby nie było podpadają pod jego działkę pracy naukowej.
Do czasu przeczytania odpowiednich rozdziałów uważam kontynuowanie rozmowy za mało sensowne.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>Drogi "homopitku" odsyłam do słownika języka polskiego (lub szkoły podstawowej) w celu przeanalizowania pojęcia "pod redakcją".

Drogi "sceptymucho", wybrałem rozwiązanie prostsze: wyjąłem z szafy dyplomik dla redaktora merytorycznego wydawnictw książkowych (nauki społeczne i humanistyczne) wystawiony dawno temu (już prawie zabytek) na moje nazwisko. Takie coś było kiedyś potrzebne by pracować w szanującym się wydawnictwie. "Stara szkoła" głosiła, że redaktor publikacji odpowiada również za zawartość merytoryczną tekstu.
Zdaje się, że nieświadomie próbujesz zepchnąć redaktora na pozycję korektora. Tylko po co komu dwóch korektorów-profesorów przy takiej publikacji? Jeden jest od kropek, a drugi od przecinków?


Nie stosuję emoticonów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Pięknie. Doprowadziło Cię to do podważania zawartości merytorycznej. Poproszę teraz o okazanie mi dyplomu biologa, neurologa czy odpowiedniej pokrewnej profesji.
A zresztą, o co ja proszę? Przecież nie ma speców od oceniania tekstów bez ich uprzedniego czytania. Może tylko politycy są tacy, ale to w końcu specjaliści do niczego.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>Pięknie.

Pewnie, że pięknie. Jak użyłeś "pięknego" argumentu o redagowaniu, to dostałeś równie "piękną" odpowiedź.

>Przecież nie ma speców od oceniania tekstów bez ich uprzedniego czytania.

Wbrew temu co piszesz w uniesieniu ja nie oceniam tego tekstu. Wskazałem jedynie okoliczności uprawdopodabniające wątpliwości Salka.
Łatwo się zaperzasz.

Nie stosuję emoticonów
31-10-2010 00:30 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Ja się staram, wyszukuję materiały - nawet nad nimi myślę - a później mnie się zlewa. Ech...
Ja przecież nie mam żalu za to, że ludzie pozostaną co do tego sceptyczni, co widać po konkluzjach z innych gałęzi tego wątku. Za to, gdy mam wrażenie, że ktoś moje starania zbywa lekką ręką (które poniekąd w jakimś stopniu wywołał), to mam ochotę pogonić mu kota. Podobno to zdrowy ewolucyjny odruch.
Mam nadzieję, że nie pogoniłem kota za bardzo.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>Ja się staram, wyszukuję materiały - nawet nad nimi myślę - a później mnie się zlewa. Ech...
>Ja przecież nie mam żalu za to, że ludzie pozostaną co do tego sceptyczni, co widać po konkluzjach z innych gałęzi tego wątku. Za to, gdy mam wrażenie, że ktoś moje starania zbywa lekką ręką (które poniekąd w jakimś stopniu wywołał), to mam ochotę pogonić mu kota. Podobno to zdrowy ewolucyjny odruch.

>Mam nadzieję, że nie pogoniłem kota za bardzo.

Jeśli chodzi o mnie to nie za bardzo. Jestem przyzwyczajony, ponieważ dość często spotykam publikacje zawierające różne nieścisłości i niejasności oraz ludzi, którzy je bronią. W dziedzinach, które przeżywają burzliwy rozwój ciągle "się gotuje" - następują szybkie zmiany stanu wiedzy i jej interpretacji. Tak szybkie, że podręczniki należałoby aktualizować corocznie. Poza tym autorzy też mają swoje "preferencje" skłaniając się ku określonym interpretacjom.
Tu nie chodzi o "lekką rękę", ale pewne doświadczenie życiowe wyniesione z lektury tekstów.

Nie stosuję emoticonów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Doświadczenie jest niestety niewymienialne.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>Z "Fizjologii zwierząt" pod redakcją Krzymowskiego i Przały, od strony 18. Zresztą warto tę biblię mieć na własność. Kilka ciekawych cytatów na nasz temat:
"Potencjały czynnościowe jako impulsy nerwowe wykazują w zasadzie - zgodnie z prawem 'wszystko albo nic' - jednakową wielkość (amplitudę); i kształt na całej długości aksonu, a więc przewodzone są bez zmian nawet na znaczne odległości." str 26.
"Układ nerwowy nie korzysta z kodu amplitudy /do przesyłu informacji - mój dopisek/, lecz wyłącznie z kodu częstotliwości salw impulsów lub częstotliwości impulsów pojedynczych." str 28
"Komórka nerwowa dodaje pobudzające potencjały, odejmuje od nich potencjały hamujące i gdy ostateczna suma przewyższa potencjał progowy, akson generuje jeden lub wiele potencjałów czynnościowych." str 35
Mam nadzieję, że o to chodziło.

Pomijając kwestię aktualności tych informacji, co zakwestionował Salek, to z tych cytatów nie wynika wprost, że liczba wartości częstotliwości (salw lub pojedynczych impulsów) jest skończona. To jest tylko nasz wniosek domyślny wynikający z pewnej wiedzy ogólnej. A tu trzeba mieć pewność, czyli znaleźć miarodajne źródło stwierdzające, że jest ich tyle a tyle.

>>Tyle, że już inny. Tym bardziej, że część neuronów stale obumiera i pojawiają się nowe.
>Stałbym na stanowisku, że te zmiany nie są zwykle fundamentalne dla systemu.

Nie jestem przekonany, czy można tak do tego podchodzić. "Wymiana pokoleniowa" z mózgu zachodzi codziennie w dość sporych liczbach bezwzględnych (tysiące), choć procentowo jest to niewiele. Z drugiej strony fundamentalność (bądź nie) takich zmian chyba może być różna w zależności od miejsca, w którym się dokonują oraz aktualnego natężenia tego procesu.

>Są neuromodulatory, które zmieniają własności neuronu. Przesyłają je inne neurony. Jeśli trafiają do układu nerwowego z zewnątrz, to nazywamy je truciznami/środkami odurzającymi - eter, jad kiełbasiany. (W "Fizjologii zwierząt" jest również o tym.)
>Wydaje mi się, że w ten sposób przechodzi się do innego systemu formalnego. Problemem byłoby, jak zaklasyfikować "myślenie" dokładnie w trakcie tego przejścia - jak "sumę" myśleń z dwóch układów?

Przejście niekoniecznie musi być ciągłe. Zmiana trybu pracy konkretnego neuronu (lub grupy) może być traktowana jako "skok". W chwili T0 pracował w trybie A0, a w T0+1 już w trybie A1. Moim zdaniem, dla Twojej idei znacznie trudniejsze do przełknięcia będzie to, że masz ciągłe "skoki" różnych neuronów, nieustanne "przełączanie się" pomiędzy konkretnymi systemami. W dodatku nie są to tylko zmiany jednokierunkowe, lecz również powrotne, gdy ustaje działanie jakiegoś hormonu i następuje powrót do wcześniejszego trybu pracy.

>Tak. Przy czym, gdy się nauczymy rozróżniać czerwony, nie musimy się w kółko tego uczyć. Niemniej sygnały od zmysłów dostajemy cały czas - w sensie języka przesyłu informacji w układzie nerwowym są to w kółko takie same sygnały. Tylko różnie ułożone w kolejności.

Rzecz w tym, że nie ma pewności, czy nie uczymy się stale tego samego (w sensie funkcjonalnym). Fakt, że cały czas interpretujemy czerwony tak samo nie oznacza, że "pod spodem" nie zachodzi ciągłe uczenie się. Mózg stale się optymalizuje, nie jest strukturą statyczną a i "peryferia" ulegają ciągłym zmianom w czasie życia osobniczego. Jedne komórki danego organu umierają, inne się rodzą i w efekcie pewna stabilność organizmu jest stanem chwiejnej równowagi o stale zmieniającym się poziomie. Wydolność organizmu, tolerancja na ból czy wrażliwość na bodźce zewnętrzne ulegają zmianom w czasie.

>Tak. Zmieniają się 'budowle' w układzie nerwowym, ale wciąż są z tych samych 'cegiełek' i na tych samych zasadach.

Że to są takie same "cegiełki" nie byłbym taki pewien. Nie spotkałem się z twierdzeniem, że nowe neurony są kopiami "padniętych". Każdy umierający neuron ma swoją indywidualną charakterystykę (typ, ilość synaps itp.), a powstający raczej nie jest jego dokładnym odpowiednikiem, nawet nie musi być identyczny co do typu. Tak więc, dochodzi jeszcze zmienność proporcji typów neuronów i ich indywidualnych parametrów.
Z drugiej strony, to nie ma tu nic na 100% pewności, ponieważ powstawanie nowych neuronów to nowa sprawa i jeszcze słabo zbadana. Ja trafiłem tylko na "papiery" wskazujące dwa rejony ich powstawania, ale bez szczegółów dotyczących całego mechanizmu.

>Dalsze zagłębianie (w układ nerwowy) się wymaga pomocy specjalisty - studenta, magistra, doktora ogarniętego w danym temacie.

Tu się zgodzę, ponieważ osiągnęliśmy stan dyskusji, pokazujący chwiejną równowagę niepewności i pewności, czyli uznania istnienia pewnych niejasności co do szczegółów, bez wyjaśnienia których trudno jest zająć jednoznaczne stanowisko. To jest właśnie kłopot z zastosowaniem koncepcji teoretycznej do celów, dla których nie była przeznaczona. Można pominąć te niejasności, ale wtedy trzeba stale pamiętać, że takie uproszczenie prowadzi do niepewnej trafności zastosowania danej tezy w konkretnym przypadku. I wszystkie dalsze wnioski budowane na tej tezie będą dziedziczyły ową niepewność.
Wydaje mi się, że pewnym "ratunkiem" dla Twojej idei byłoby szukanie systemu formalnego na wyższym poziomie ogólności niż procesy neurobiologiczne. Można by wtedy operować na poziomie, na którym "dziwactwa" neuronów nie miałyby znaczenia, niejako "uśredniając się" i dając większą stabilność reguł systemu.

Nie stosuję emoticonów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Pomijając kwestię aktualności tych informacji, co zakwestionował Salek,
Podstawą kwestionowania przez "salka" na temat aktualności był argument - obiło mi się o uszy. Pięknie. Dalej jest "kulturalne wyzywanie" biologów od durni. Z punktu widzenia inżynierów czy kogo tam - nawet do końca nie zrozumiałem na jaki autorytet się powołuje. W każdym razie nie na swój.
> to z tych cytatów nie wynika wprost, że liczba wartości częstotliwości (salw lub pojedynczych impulsów) jest skończona. To jest tylko nasz wniosek domyślny wynikający z pewnej wiedzy ogólnej. A tu trzeba mieć pewność, czyli znaleźć miarodajne źródło stwierdzające, że jest ich tyle a tyle.
Podałem Ci źródło. Czy przeczytanie go wymaga aż tyle wysiłku, że Ci sił nie starcza. Jak dla mnie to się zaczyna robić żenujące. Ile mogę prosić?

>Nie jestem przekonany, czy można tak do tego podchodzić. "Wymiana pokoleniowa" z mózgu zachodzi codziennie w dość sporych liczbach bezwzględnych (tysiące), choć procentowo jest to niewiele. Z drugiej strony fundamentalność (bądź nie) takich zmian chyba może być różna w zależności od miejsca, w którym się dokonują oraz aktualnego natężenia tego procesu.
Racja. Załóżmy, że skoro z dnia na dzień tych zmian nie zauważamy, to nie są one fundamentalne. Najwyżej później do tego wrócimy.

>Przejście niekoniecznie musi być ciągłe. Zmiana trybu pracy konkretnego neuronu (lub grupy) może być traktowana jako "skok". W chwili T0 pracował w trybie A0, a w T0+1 już w trybie A1. Moim zdaniem, dla Twojej idei znacznie trudniejsze do przełknięcia będzie to, że masz ciągłe "skoki" różnych neuronów, nieustanne "przełączanie się" pomiędzy konkretnymi systemami. W dodatku nie są to tylko zmiany jednokierunkowe, lecz również powrotne, gdy ustaje działanie jakiegoś hormonu i następuje powrót do wcześniejszego trybu pracy.
Wydaje mi się, że to nie takie trudne, o ile da się wykazać, że mając "stan działania podstawowy neuronu" da się wykazać, że wszystkie inne stany neuronu da się symulować siecią złożoną z neuronów podstawowych - to jest ta sama sytuacja, co w komputerach, gdzie wszystkie bramki logiczne da się złożyć z dwóch bramek podstawowych.

>Rzecz w tym, że nie ma pewności, czy nie uczymy się stale tego samego (w sensie funkcjonalnym). Fakt, że cały czas interpretujemy czerwony tak samo nie oznacza, że "pod spodem" nie zachodzi ciągłe uczenie się. Mózg stale się optymalizuje, nie jest strukturą statyczną a i "peryferia" ulegają ciągłym zmianom w czasie życia osobniczego. Jedne komórki danego organu umierają, inne się rodzą i w efekcie pewna stabilność organizmu jest stanem chwiejnej równowagi o stale zmieniającym się poziomie. Wydolność organizmu, tolerancja na ból czy wrażliwość na bodźce zewnętrzne ulegają zmianom w czasie.
Znaczy się mózg się zmienia. Nie wyklucza to tego, że w każdym momencie zmian jest układem, w którym gdzieś siedzi aksjomatyka liczb naturalnych.

>>Tak. Zmieniają się 'budowle' w układzie nerwowym, ale wciąż są z tych samych 'cegiełek' i na tych samych zasadach.
>Że to są takie same "cegiełki" nie byłbym taki pewien. Nie spotkałem się z twierdzeniem, że nowe neurony są kopiami "padniętych". Każdy umierający neuron ma swoją indywidualną charakterystykę (typ, ilość synaps itp.), a powstający raczej nie jest jego dokładnym odpowiednikiem, nawet nie musi być identyczny co do typu. Tak więc, dochodzi jeszcze zmienność proporcji typów neuronów i ich indywidualnych parametrów.
Chodzi mi, że działają w ten sam sposób, a nie że są idealnymi kopiami.

>>Dalsze zagłębianie (w układ nerwowy) się wymaga pomocy specjalisty - studenta, magistra, doktora ogarniętego w danym temacie.
>Tu się zgodzę, ponieważ osiągnęliśmy stan dyskusji, pokazujący chwiejną równowagę niepewności i pewności, czyli uznania istnienia pewnych niejasności co do szczegółów, bez wyjaśnienia których trudno jest zająć jednoznaczne stanowisko. To jest właśnie kłopot z zastosowaniem koncepcji teoretycznej do celów, dla których nie była przeznaczona. Można pominąć te niejasności, ale wtedy trzeba stale pamiętać, że takie uproszczenie prowadzi do niepewnej trafności zastosowania danej tezy w konkretnym przypadku. I wszystkie dalsze wnioski budowane na tej tezie będą dziedziczyły ową niepewność.
Na czymś musimy budować. Jeśli dziś nie ufamy biologom, to komu jutro? Można się zastrzegać, że wynik z pewnych powodów jest na 60% lub 80%. Dodatkowo przejście między mózgiem a umysłem nie jest do końca jednoznaczne, ale ignorować interdyscyplinarność, bo dotyczy człowieka? Stać nas na taką rozrzutność?

>Wydaje mi się, że pewnym "ratunkiem" dla Twojej idei byłoby szukanie systemu formalnego na wyższym poziomie ogólności niż procesy neurobiologiczne. Można by wtedy operować na poziomie, na którym "dziwactwa" neuronów nie miałyby znaczenia, niejako "uśredniając się" i dając większą stabilność reguł systemu.
Akurat wyjście widzę odwrotnie - jeśli neuron działa przy przewodzeniu impulsów, w pewnym miejscu korzystając z aksjomatyki liczb naturalnych, to sprawa jest załatwiona.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>>Pomijając kwestię aktualności tych informacji, co zakwestionował Salek,
>Podstawą kwestionowania przez "salka" na temat aktualności był argument - obiło mi się o uszy. Pięknie. Dalej jest "kulturalne wyzywanie" biologów od durni. Z punktu widzenia inżynierów czy kogo tam - nawet do końca nie zrozumiałem na jaki autorytet się powołuje. W każdym razie nie na swój.
   Mógłbyś rozwinąć? Ciekaw jestem gdzie, jakie i na jakiej podstawie umieściłem jeszcze treści w tych swoich kilku postach.

>Akurat wyjście widzę odwrotnie - jeśli neuron działa przy przewodzeniu impulsów, w pewnym miejscu korzystając z aksjomatyki liczb naturalnych, to sprawa jest załatwiona.
   Jakież to proste.. genialne w prostocie wręcz!
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>>Pomijając kwestię aktualności tych informacji, co zakwestionował Salek,
>>Podstawą kwestionowania przez "salka" na temat aktualności był argument - obiło mi się o uszy. Pięknie. Dalej jest "kulturalne wyzywanie" biologów od durni. Z punktu widzenia inżynierów czy kogo tam - nawet do końca nie zrozumiałem na jaki autorytet się powołuje. W każdym razie nie na swój.
>   Mógłbyś rozwinąć? Ciekaw jestem gdzie, jakie i na jakiej podstawie umieściłem jeszcze treści w tych swoich kilku postach.
Pisząc, że biolog/neurolog badający neurony nie radzi sobie - mimo nieprzeczytania jego pracy.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
salek (4701 punktów)
>Pisząc, że biolog/neurolog badający neurony nie radzi sobie - mimo nieprzeczytania jego pracy.
Jak na razie jedyne co widzę, to że sceptymucha nie radzi sobie z rozumieniem pisanego tekstu. Może wskaż cytat? Ale postaraj się najpierw choć go przeczytać, odłożywszy 'wiem lepiej' na bok.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Odkładam "wiem lepiej".

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>Znaczy się mózg się zmienia. Nie wyklucza to tego, że w każdym momencie zmian jest układem, w którym gdzieś siedzi aksjomatyka liczb naturalnych.

Same zmiany tego nie wykluczają, ale stwarzają problem nie dotyczący tej aksjomatyki. Co minutę, dla uproszczenia, zachodzą zmiany, które generują praktycznie inny system formalny. może to być coś nowego lub powrót do wersji wcześniejszej.
Wyobraź sobie teraz taką matematykę (jako przykład systemu formalnego), która zmienia się w przykładowym tempie ok. 1500 zmian na dobę. W dodatku nie są to zmiany typu "nowe zastępuje stare", czyli pojawianie się nowych elementów zastępujących stare, ale również "stare zastępuje nowe", czyli powroty do stanów wcześniejszych.
Sprowadza sie do tego, że o 16.00 obowiązuje jakiś aksjomat, o 16.01 już nie, a o 16.02 znów jest aktualny, o 16.03 jest nadal aktualny, ale w kontekście składającym się już z innego zestawu aksjomatów. I tak cały czas. moim zdaniem raczej trudno tu mówić o istnieniu w czasie jednego systemu formalnego.

Wytępowanie arytmetyki liczb naturalnych to odrębna sprawa. Czy np. wykonywanie operacji niezgodnych z tą aksjomatyką uznasz za jej nieistnienie, czy tylko stwierdzisz, że są one symulowane przez procesy z tą aksjomatyką? Jeśli to pierwsze, to można chyba pokazać, że mózg ludzki się bez niej obchodzi i nie przeszkadza mu to w wykonywaniu operacji obliczeniowych.

>>>Dalsze zagłębianie (w układ nerwowy) się wymaga pomocy specjalisty - studenta, magistra, doktora ogarniętego w danym temacie.
>>Tu się zgodzę, ponieważ osiągnęliśmy stan dyskusji, pokazujący chwiejną równowagę niepewności i pewności, czyli uznania istnienia pewnych niejasności co do szczegółów, bez wyjaśnienia których trudno jest zająć jednoznaczne stanowisko. To jest właśnie kłopot z zastosowaniem koncepcji teoretycznej do celów, dla których nie była przeznaczona. Można pominąć te niejasności, ale wtedy trzeba stale pamiętać, że takie uproszczenie prowadzi do niepewnej trafności zastosowania danej tezy w konkretnym przypadku. I wszystkie dalsze wnioski budowane na tej tezie będą dziedziczyły ową niepewność.

>Na czymś musimy budować. Jeśli dziś nie ufamy biologom, to komu jutro? Można się zastrzegać, że wynik z pewnych powodów jest na 60% lub 80%.

Nie ma przymusu budowania, a jeśli już chce się coś budować to dobrze jest zrobić "geologiczną analizę podłoża". Zmienność stanu wiedzy jest w wielu punktach ogromna choćby z powodu stałego doskonalenia metod badawczych. Jeśli dzisiaj możesz wychwytywać zmiany stanu grup neuronów o wielkości liczonej w tysiącach, to jutrzejsza rozdzielczość liczona w setkach może sporo wywrócić do góry nogami. A ja wątpię, czy można mówić o systemie formalnym w iluś procentach, a w iluś nie.

> Dodatkowo przejście między mózgiem a umysłem nie jest do końca jednoznaczne, ale ignorować interdyscyplinarność, bo dotyczy człowieka? Stać nas na taką rozrzutność?

Nie jest jednoznaczne, ponieważ próby interpretacji zjawisk w nim zachodzących nie są spójne pod względem poziomów ogólności poszczególnych elementów tych interpretacji. Przejścia od "fizyki umysłu" do neurobiologii wyglądają sensownie, ale przeskoki np. od neurobiologii do filozofii już raczej nie, jeśli nie mówi się nic o poziomach pomiędzy nimi. Chociażby dlatego, że na tych poziomach pośrednich mogą pojawiać się rzeczy bezpośrednio nie wynikające ani z neurobiologii, ani z filozofii.


Nie stosuję emoticonów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Co do aksjomatów, to są one mniej więcej tym, czym litery dla książki. Nie ma znaczenia, czy piszesz i przeprawiasz książkę na bieżąco. Nie zrobisz tego bez używania liter. Co więcej Goedel zrobił to tak, że aksjomaty liczb naturalnych mają być zawarte w tym systemie formalnym, ale nie znaczy to, że tylko one ten system w całości tworzą - wystarczy, że znajdę je na jednym istotnym poziomie.

Co do zmienności wiedzy to akurat to odpada w przypadku, gdybyśmy zaczęli rozmawiać o tym, co jest w "Fizjologii zwierząt", bo sygnały w neuronach się mierzy i nic się tu nie zmieni - w sensie informacja nie zależy od ich amplitudy, co jest sprawdzone. Nie zmieni się też to, że dla każdego neuronu w danym momencie czasu istnieje próg wzbudzenia. Nie zmieni się też to, że próg ten zależy od pobudzenia synaps. No i można w tym miejscu zacząć debatować, czy to wystarcza!

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
homopitek (1536 punktów)
>Co do aksjomatów, to są one mniej więcej tym, czym litery dla książki. Nie ma znaczenia, czy piszesz i przeprawiasz książkę na bieżąco. Nie zrobisz tego bez używania liter.

Tak zdefiniowałeś aksjomaty:
>Ad 3. Aksjomaty siedziałyby w sposobie, w jaki neuron przewodzi dalej sygnał (wejście/wyjście sygnału) oraz w sposobie w jaki wyróżniony ze względu na mapę połączeń fragment sieci przesyła dalej sygnały (prawa i lewa półkula mają między sobą mało połączeń w stosunku do swoich połączeń wewnętrznych).

Z tego wynika, jak dla mnie, że zależą one też częściowo od zmienności struktury mózgu , czyli są literami które nie są stałe.

>Co więcej Goedel zrobił to tak, że aksjomaty liczb naturalnych mają być zawarte w tym systemie formalnym, ale nie znaczy to, że tylko one ten system w całości tworzą - wystarczy, że znajdę je na jednym istotnym poziomie.

A znalazłeś?

>Co do zmienności wiedzy to akurat to odpada w przypadku, gdybyśmy zaczęli rozmawiać o tym, co jest w "Fizjologii zwierząt", bo sygnały w neuronach się mierzy i nic się tu nie zmieni - w sensie informacja nie zależy od ich amplitudy, co jest sprawdzone. Nie zmieni się też to, że dla każdego neuronu w danym momencie czasu istnieje próg wzbudzenia. Nie zmieni się też to, że próg ten zależy od pobudzenia synaps. No i można w tym miejscu zacząć debatować, czy to wystarcza!

I to próbujemy robić.

Nie stosuję emoticonów
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Już od dawna rozszerzamy nasze możliwości. Częścią mózgu są zmysły. My dodajemy do nich nowe możliwości, takie jak teleskop optyczny, czy radioteleskop, czy akcelerator, czy mikroskop elektronowy. Najważniejsze jest powiedzenie sobie, iż mózg jednej osoby i związana z nim percepcja nie są "same w sobie". Nie tak jak w buddyzmie, że wszystko można wymedytować pod figowcem. Niewiele można. Nasz mózg, a co za tym idzie związana z nim w pełni świadomość są tylko narzędziami. Bardzo trefnymi narzędziami, ale innych nie mamy. Aby przejść ponad naszym umysłowym kalectwem, tworzymy nowe urządzenia, a także przekładamy na "kod mózgowy" złożoności fizyki kwantowej na przykład. Wiele rzeczy przeczy naszym intuicjom, co oznacza ni mniej ni więcej, iż przechodzimy do porządku dziennego nad ograniczeniami mózgu. Oczywiście bez pomocy z zewnątrz ciężko się wogóle o takich ograniczeniach dowiedzieć...

Nie wiem, co rozumiesz przez "różne filozofie"? Moim zdaniem nauka jest lepsza do przechodzenia ponad naszymi ograniczeniami. Nauka jest jedna, aczkolwiek istnieją różne hipotezy, modele, teorie, które możemy rozważać.

No i jeszcze warto dodać, iż nasze mózgi rosły wraz ze stadem w którym żyliśmy. Nie rozwijaliśmy ich samodzielnie. Świadczy o tym choćby fakt, iż język w dużej mierze jest cechą genetyczną. Uczymy się automatycznie, z zewnątrz bierzemy tylko konkretny dialekt. A rozważając naukę, czy filozofując używamy języka, który nie wynikł z ewolucji samotnego mózgu, lecz wielu mózgów rozwijających wzajemne korelacje. Zatem nasz mózg nigdy nie działał poza siecią. Od kiedy zaczęły nam rosnąć czaszki, byliśmy podłączeni do stadnego internetu. Więc obliczanie cech pojedyńczego mózgu jest tu mylące. Przykładowo - człowiek kupujący bilet do pociągu używa tej technologii, lecz nie byłby w stanie zbudować lokomotywy. Lokomotywa nie miała też jednego twórcy, było ich wielu, każdy dokładał swoją cegiełkę i nie mógł przewidzieć, jakie nowe cegiełki zostaną dołożone po nim. Praktycznie nic w tym co nas otacza i co nazywamy kulturą, nie jest dziełem pojedyńczego mózgu, więc liczenie jego zdolności obliczeniowej jest mylące. Trzeba liczyć sieć.
13-10-2010 18:57 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Przeczytaj "Głos Pana" Lema, jeśli dotąd nie czytałeś. Powinien Ci się podobać w obrębie rozważań nad kulturą, ewolucją i nauką.

Dlaczego o filozofiach? Bo zawierają w sobie emocje twórców, ich sposób patrzenia na świat filtrowany "najważniejszością ich odczuć". Nauka nie rozważa emocji powstałych przy budowie teorii - a my mniej czy bardziej świadomie odczuwamy emocje i oczekujemy teorii całości z nimi w środku.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
Iwona Przybyła (801 punktów)

>Dlaczego o filozofiach? Bo zawierają w sobie emocje twórców, ich sposób patrzenia na świat filtrowany "najważniejszością ich odczuć". Nauka nie rozważa emocji powstałych przy budowie teorii - a my mniej czy bardziej świadomie odczuwamy emocje i oczekujemy teorii całości z nimi w środku.

Zatem ja polecam "Państwo kulturalne" Marca Fumaroli. Jeśli świat miałby się składać wyłącznie z nauki, to nie chciałabym nigdy w nim być, a nawet więcej: nigdy byśmy się w nim nie znaleźli. Myślę, że świat może być rajem tylko wtedy, gdy bardziej skupimy się na motywizmie niż na naturalizmie, tj. gdy uwzględnimy obszar poznania zmysłowego, znajdujący się poza nauką i poza religiami. Motywy ludzkie mają zasadnicze znaczenie dla oceny osób i zdarzeń i odpowiadają koncepcji wieloświata - negatywne uczucia, emocje czy lęki to jakby ukryta pamięć z równoległego świata (uważam, że nie posiada on świadomości i może w nim istnieć tylko rozum - matematyka). Oczywiście owa "ukryta pamięć" nie ma nic wspólnego z psychoterapiami, które wmawiają człowiekowi jakieś brednie, a które świetnie opisał w swojej książce Witkowski.

Gdyby nie kilka książek, które ustawiłam w kolejce do czytania to na pewno sięgnęłabym po Lema, którego już po raz kolejny na forum polecasz. Zapisuję w kalendarzu w każdym razie - na przyszły miesiąc.

Pozdrawiam.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Z tym, że Lem to człowiek zipowarka lub win-rar - on pakuje wiedzę w zdaniu, akapicie tak, jak program komputerowy robiłby to, by w możliwie najmniejszej objętości tekstu zawrzeć, jak najwięcej informacji. Czytanie wymaga algorytmu dekodującego - póki nie przywyknie się do stylu Lema (z mniej rozrywkowych pozycji) czytanie przypomina przeżeranie się i układanie układanki. Czyli na początku jest ciężko i boleśnie, a jeśli ktoś nie ma tego szczęścia, że trafi na opis interesujących go zagadnień, to się zniechęci. Dla zachęcenia:
"Głos Pana"
str. 21 "Dlaczego właściwie ów proces, który nas spowodował, miał być pod jakimkolwiek względem doskonały? A jednak nie ważymy się ani my, ani nasi filozofowie, na myśl, że ostateczność i jedyność bytowania gatunku wcale nie implikuje perfekcji, co miałaby patronować jego powstaniu - tak samo, jak nieobecna jest taka perfekcja u kolebki każdego osobnika."
str. 24 "Działałem zawsze podobnym sposobem, choć bezwiednie zrazu; motywacji później się domyśliłem." - dla mnie to zdanie jest genialne;
str. 28 "...ignorancja, hamując zapędy rozsądnych, w najmniejszej mierze nie powstrzymuje głupców..."
str. 33 "...wpływ tego dowodu na środowiska antropologów, etnologów, biologów i filozofów równał się zeru. Długo nie umiałem tego pojąć. Moja praca nie była hipotezą, lecz formalnym, więc nieodpartym dowodem wyjawiającym, że za cechy człowieka, nad którymi legion myślicieli głowy sobie łamał przez wieki, odpowiada czysty proces fluktuacji statystycznej, którego obejść - przy konstruowaniu automatów bądź organizmów - nie można."
"...doszedłem do wniosku, że odkrycie moje nie znalazło ich uznania dlatego, ponieważ t a k i e g o nikt z nich sobie nie życzył. (...) ...nie dawał pola retorycznej kontrargumentacji."
str. 39 "Myślenie nasze musi się zderzać z twardym skupieniem faktów, które je trzeźwią i korygują, a pod nieobecność takiego korektora łatwo staje się projekcją tajnych skaz (albo cnót, to wszystko jedno)..."
Po rozdziale pierwszym wkracza 'właściwa fabuła książki' i dygresje o świecie trzeba w niej wynajdywać.

Pozdrawiam


No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
13-10-2010 19:36 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nauka nie rozważa emocji powstałych przy budowie teorii...

Czy to nie interesujący temat? Nauka abstrahuje od emocji, co nie znaczy, że nie jest możliwy dyskurs uwzględniający emocje jajogłowych jako istotny element ich teoretyzowania. Już Nietzsche zwrócił uwagę, że interesem nauki wcale nie musi być prawda, ale np. rodzina. Prawda naukowa bywa tylko listkiem figowym.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Z emocjami, jak ze świadomością - przy próbie przemyśliwania mamy reakcję obronną umysłu ściągającą nas na inne tematy. W końcu co by było, gdybyśmy mogli chcieć, tego, czego sobie zażyczymy, żeby chcieć. To tak, jakby szeregowy mógł wydać rozkaz generałowi - skrajnie niebezpieczne.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
14-10-2010 12:52 
 Ocena 1 na 1
Iwona Przybyła (801 punktów)
Skoro nie wierzymy w przeznaczenie, to wierzymy w przypadek!
Jeśli wierzymy w przypadek, to nie możemy wysnuć żadnej teorii, która byłaby prawdziwa, bo wszystko zależy od warunków jej testowania. Przykład: neoliberalizm testowany w Boliwii.

Jedyne co pozostaje to wierzyć w pozytywizm, by nadać swojemu życiu sens. W takim razie każdy pozytywny bohater naszej opowieści jest lepszy niż bohater negatywny. Dlatego coraz trudniej spotkać geniusza, a wszyscy tylko bawimy się w przerzucanie cytatami.

Pozytywizm wyżej więc stawia Kasię Cichopek niż Magdalenę Środę na drzewie przetrwania. Czym więc jest pozytywizm logiczny, jeśli nie kompletną brednią, zmierzającą do cofnięcia ludzi do epoki człowieka pierwotnego (hmmm... Ayn Rand - "Powrót człowieka pierwotnego")?

Napisałeś:
> To tak, jakby szeregowy mógł wydać rozkaz generałowi - skrajnie niebezpieczne.

Zależy kim jest generał, a kim szeregowy. Równość znosi hierarchię. Czy jest możliwa?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Twoja pierwsza część postu jest dla mnie trudna - nie patrzę na świat z żadnej z opisanych tam perspektyw. Potrzebuję więcej czasu, by przetrawić i się odnieść.

Co do drugiej -
>Napisałeś:
>> To tak, jakby szeregowy mógł wydać rozkaz generałowi - skrajnie niebezpieczne.
>Zależy kim jest generał, a kim szeregowy. Równość znosi hierarchię. Czy jest możliwa?
Generał - uczucie, szeregowy - myślenie. Nie wiem, czy jest możliwa, nie wiem, czy jest niemożliwa. Musiałbym więcej wiedzieć o uczuciach.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
16-10-2010 14:39 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Skoro nie wierzymy w przeznaczenie, to wierzymy w przypadek!
Po pierwsze, istnieje mnóstwo stanów pośrednich. Przypadek na najniższym fizycznym poziomie generuje na wyższym poziomie rozkład normalny (Gaussa), jeszcze wyżej inne rozkłady, które mają w sobie nieprzypadkowość w jakimś stopniu. Im wyżej, tym więcej możliwości i komplikacji.
Ale nawet nie o to chodzi - przyjmując, że nie wiemy, co jest na najniższym poziomie, a nawet, że nie widzimy najniższego poziomu, oszczędzamy sobie mnóstwa apodyktycznych rzutowań. W każdym razie pierwszeństwo dajemy temu, co wiemy, że jest i działa.
>Jeśli wierzymy w przypadek, to nie możemy wysnuć żadnej teorii, która byłaby prawdziwa, bo wszystko zależy od warunków jej testowania. Przykład: neoliberalizm testowany w Boliwii.
Matematycznie to jest niepoprawne. Wierząc w przypadek mogę powiedzieć - jeśli postawię na stole szklankę z wodą o temperaturze 50 stopni Celsjusza, to sytuacja, że nagle połowa wody zamarznie, a połowa zagotuje się, zdarzy się raz na 10 czasów trwania naszego wszechświata. Zatem twierdzę, z rozsądnym prawdopodobieństwem, że nie stanie się to dzisiaj.
Ekonomia nie jest nauką ścisłą. A jeszcze mniej ścisłe są "twierdzenia" jej poszczególnych szkół. Jej podstawowe twierdzenia są ścisłe w sensie statystycznym (nie wiem, czy wszystkie, bo chyba nawet nie ma tam zgody, co jest podstawowym twierdzeniem).
>Jedyne co pozostaje to wierzyć w pozytywizm, by nadać swojemu życiu sens. W takim razie każdy pozytywny bohater naszej opowieści jest lepszy niż bohater negatywny. Dlatego coraz trudniej spotkać geniusza, a wszyscy tylko bawimy się w przerzucanie cytatami.
Ja wierzę, że życie dziś jest lepsze niż w epoce kamienia łupanego. A gdybym urodził się za 200 lat dostałbym dodatkowe 50 lat życia dzięki nauce.
Odróżniam też koncertowe wykonanie "Under pressure" prze Frediego od wykonania przez Bowie. Rozumiem, że są rzeczy, o których jeszcze się uczę i mówię z pogardą o rodzaju sztuki masowej, w którym, jak "Ci się nudzi" patrzenie na "wyprodukowaną sztukę", to popatrz chociaż na (wpół)gołą duupę wykonawcy.
>Pozytywizm wyżej więc stawia Kasię Cichopek niż Magdalenę Środę na drzewie przetrwania.
Bardzo wątpię. Istnieje zależność wśród ludzi osiągających sukces w szołbiznesie - polityce, mediach - że mają oni zwykle jedno dziecko i do tego bliskość machiny szołbiznesowej niszczy je i krzywi.

> Czym więc jest pozytywizm logiczny, jeśli nie kompletną brednią, zmierzającą do cofnięcia ludzi do epoki człowieka pierwotnego (hmmm... Ayn Rand - "Powrót człowieka pierwotnego")?
Nie wiem, co to pozytywizm logiczny, ale mi się wydaje jakoś niezbyt logiczny. Logiczne jest że, statek musi mieć kapitana, bosmana, nawigatora, kilku majtków i masę ludzi przy wiosłach, którym ktoś śpiewa i wybija rytm. Przynajmniej dopóki cywilizacja nie nauczy się bardziej polegać na ożaglowaniu niż wiosłach. Ale sami wioślarze? Takie statki potoną!

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
14-10-2010 13:34 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Z emocjami, jak ze świadomością - przy próbie przemyśliwania mamy reakcję obronną umysłu ściągającą nas na inne tematy.

Nie odnoszę wrażenia, że kiedy zaczynam myśleć o świadomości (czy emocjach) pojawiałaby się jakaś reakcja obronna: obrona związana jest z czymś przykrym, zagrożeniem na przykład. To raczej stała tendencja umysłu polegająca na schodzeniu z tematu, pewnego rodzaju chwiejność. Utożsamianie jakiegoś zjawiska z rzeczywistością, która ma je wyjaśnić (np. utożsamienie świadomości z mózgiem) może być taką reakcją.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
To powiedz skąd się bierze strach?
Dlaczego strach przykrywa racjonalne myślenie?
Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
Iwona Przybyła (801 punktów)
>To powiedz skąd się bierze strach?

Może z tego, co nienazwane, tajemnicze, nieznane. Może to rodzaj pamięci z innych światów, gdzie równolegle wydarzyło się coś, co nas ominęło.

>Dlaczego strach przykrywa racjonalne myślenie?

Nie przykrywa. Może po prostu trudno odróżnić co jest racjonalne, a co nie? Czy racjonalne jest podążanie za ludźmi mądrymi? Wydaje się, że tak. A potem czytamy, że mądrość stanowi podstawę wiary w islamie (że ich Bóg nakazuje im otaczać się ludźmi mądrymi) i słyszymy o tym, co się dzieje z kobietami, nasycani jesteśmy różnymi dziwnymi obrazkami.
Może po prostu większość ludzi zachodu (w tym ja) dało się wyprzedzić ekstensją i przenikają one do świadomości. W paranoi strachu coraz trudniej oddzielać ziarno od plew. Może głupota jest mniej groźna. Nie wiem.

>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?

Przykłady jakieś?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?
>Przykłady jakieś?
Strach może być całkowicie nieracjonalny i osoba nim opanowana może zdawać sobie z tego sprawę. Co nie zmieni tego, że zachowa się pod wpływem strachu.
Odwrotnie (bo z odwagą), lecz analogicznie jest u hazardzisty.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
14-10-2010 18:17 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>To powiedz skąd się bierze strach?

Z logiki. Z operacji porównywania, że może być gorzej, niż jest.

>Dlaczego strach przykrywa racjonalne myślenie?

Nie nazwałbym tego przykrywaniem. To raczej odsuwanie na margines, do innej zakładki.

>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?

Skąd hierarchia? Porównałbym umysł do skrzyni biegów. Jeśli w swoim aucie masz pięciobiegową skrzynię biegów, nonsensem byłaby jazda w każdej sytuacji na pierwszym biegu. Kiedy jesteś np. z kobietą, wrzuć bieg e, czyli emotion.

Gdzie tu widzisz hierarchię?:



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>To powiedz skąd się bierze strach?
>Z logiki. Z operacji porównywania, że może być gorzej, niż jest.
Wydaje się niepełne, ale przyjmijmy, że z grubsza sens byłby ten sam przy rozbudowanej odpowiedzi.

>>Dlaczego strach przykrywa racjonalne myślenie?
>Nie nazwałbym tego przykrywaniem. To raczej odsuwanie na margines, do innej zakładki.
Ok.

>>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?
>Skąd hierarchia? Porównałbym umysł do skrzyni biegów. Jeśli w swoim aucie masz pięciobiegową skrzynię biegów, nonsensem byłaby jazda w każdej sytuacji na pierwszym biegu. Kiedy jesteś np. z kobietą, wrzuć bieg e, czyli emotion.
>Gdzie tu widzisz hierarchię?:
>

Zgadzam się z obrazem mózgu/umysłu jako konglomeratem różnych ośrodków niekoniecznie dobrze ze sobą współpracujących, czasem wchodzących sobie w drogę.

Hierarchia, o której mówię bierze się stąd, że motorem działań są uczucia - to one wyznaczają cele, do których dążymy. Inteligencja jest armią walczącą na rozkaz generałów, usiłującą realizować wyznaczone i wyznaczane na bieżąco cele.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
15-10-2010 19:59 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>motorem działań są uczucia...

To raczej przenośnia. Działanie potrzebuje energii (miłością nie da się żyć). Uczucia to raczej drogowskazy dla świadomej energii - woli.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>motorem działań są uczucia...
>To raczej przenośnia. Działanie potrzebuje energii (miłością nie da się żyć). Uczucia to raczej drogowskazy dla świadomej energii - woli.
Prawdę mówiąc nie do końca rozumiem. Energia, w sensie psychicznym, kojarzy się mi się z występami na koncertach Fredka Merkurego. Inna forma, to z jedzenia - ale od tego jest głód. Co do woli, to jeszcze do niej nie doszedłem - jeszcze nie wiem, co to jest.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
bret.2 (40 punktów)
>To powiedz skąd się bierze strach?
>Dlaczego strach przykrywa racjonalne myślenie?
>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?
>Pozdrawiam
>

Strach - to instynkt samozachowawczy (zarówno u ludzi jak i u zwierząt) zapewniający
przetrwanie życia. U nas to sygnał od podswiadomosci.
Racjonalne myślenie przykrywa stres, wynikły ze strachu.
Emocja nie siedzi wyżej niż myślenie.Decyduje skala emocji.

Pozdrawiam.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>To powiedz skąd się bierze strach?
>>Dlaczego strach przykrywa racjonalne myślenie?
>>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?
>>Pozdrawiam
>>
> Strach - to instynkt samozachowawczy (zarówno u ludzi jak i u zwierząt) zapewniający przetrwanie życia. U nas to sygnał od podświadomości.
Bywa, że ludzie giną zachowując się nieodpowiednio pod wpływem strachu. Raczej to mało samozachowawcze.
>Racjonalne myślenie przykrywa stres, wynikły ze strachu.
Mam pogląd podobny do Diogenesa - silne uczucie oznacza, że inna część mózgu/umysłu doszła do sterowania.
Krótkotrwały stres działa pobudzająco, długotrwały wyniszcza.
> Emocja nie siedzi wyżej niż myślenie. Decyduje skala emocji.
To zrób rachunek sumienia - ile rzeczy robisz ze względu na to, że je lubisz; ile ze względu na to, że po przemyśleniu uznałeś je za pożądane; ile nie robisz, bo nie lubisz; ile nie robisz, bo po przemyśleniu wyszło, że są nie pożądane.
A jeszcze wszelkie nałogi opierają się na emocjach - to wręcz na szybko robi za decydujący argument, bo przecież każdy papieros, to co najmniej kilka sekund życia mniej, a jednak miliony pali.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
bret.2 (40 punktów)
>>>T
>Bywa, że ludzie giną zachowując się nieodpowiednio pod wpływem strachu. Raczej to mało samozachowawcze.
>>Racjonalne myślenie przykrywa stres, wynikły ze strachu.
>Mam pogląd podobny do Diogenesa - silne uczucie oznacza, że inna część mózgu/umysłu doszła do sterowania.
>Krótkotrwały stres działa pobudzająco, długotrwały wyniszcza.
.
>To zrób rachunek sumienia - ile rzeczy robisz ze względu na to, że je lubisz; ile ze względu na to, że po przemyśleniu uznałeś je za pożądane; ile nie robisz, bo nie lubisz; ile nie robisz, bo po przemyśleniu wyszło, że są nie pożądane.
>A jeszcze wszelkie nałogi opierają się na emocjach - to wręcz na szybko robi za decydujący argument, bo przecież każdy papieros, to co najmniej kilka sekund życia mniej, a jednak miliony pali.
>Pozdrawiam
>
Dzielicie włos na czworo,mnie porostu ciarki przechodzą po plecach jak to czytam.
Chcialem zobaczyć jak filozofowie podchodzą do problemów w naukach ścisłych.
No cóż zobaczyłem,poczytałem i wysiadam.Odniosłem warzenie ze Jesteście niezwykle miłymi ludźmi ale trochę rozczarowany wracam na swoje podwórku.Może kiedyś Was zrozumiem zatesknie i odwiedzę. A wiec na wszelki wypadek do zobaczenia.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
_

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
16-10-2010 14:54 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?

   Bo emocja jest dotkliwsza. Czasami aż boli. A myślenie nie. I tu się zapętlamy. Bo to nieprawda. Co wywołuje emocje jak nie myślenie?

Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
16-10-2010 15:08 
 Ocena 1 na 1
ahia (83 punktów)
>    Bo emocja jest dotkliwsza. Czasami aż boli. A myślenie nie. I tu się zapętlamy. Bo to nieprawda. Co wywołuje emocje jak nie myślenie?

a nie jest czasami tak, że jest emocja, jeszcze nienazwana i dopiero myslisz, żeby móc najpierw w ogóle ją nazwać? a potem idziesz w tym myśleniu dalej?
16-10-2010 15:23 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>a nie jest czasami tak, że jest emocja, jeszcze nienazwana i dopiero myslisz, żeby móc najpierw w ogóle ją nazwać? a potem idziesz w tym myśleniu dalej?

   Słusznie. Jak pójdziesz w swym myśleniu dalej, to odezwij się do mnie.


Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
ahia (83 punktów)
>    Słusznie. Jak pójdziesz w swym myśleniu dalej, to odezwij się do mnie.

do Ciebie? PO CO...
16-10-2010 23:22 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>    Słusznie. Jak pójdziesz w swym myśleniu dalej, to odezwij się do mnie.

>do Ciebie? PO CO...

   Jeju... Ale mnie zmiażdżyłaś

Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
ahia (83 punktów)
>    Jeju... Ale mnie zmiażdżyłaś

no widzisz, a wcale nie miałam takiej intencji
17-10-2010 13:07 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>    Jeju... Ale mnie zmiażdżyłaś

>no widzisz, a wcale nie miałam takiej intencji

   A tam intencje. Wynik się liczy. Jesteś skuteczna, waleczna i potrafisz niszczyć. Mnie zabiłaś jednym postem. Domyślam się w Tobie osoby obytej, doświadczonej, inteligentnej i mądrej. Śmierć z takich rąk to chwała.

Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
ahia (83 punktów)
>>no widzisz, a wcale nie miałam takiej intencji
>    A tam intencje. Wynik się liczy. Jesteś skuteczna, waleczna i potrafisz niszczyć. Mnie zabiłaś jednym postem.

ojej

>Domyślam się w Tobie osoby obytej, doświadczonej, inteligentnej i mądrej. Śmierć z takich rąk to chwała.

amen
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Dlaczego w hierarchii wyżej siedzi emocja niż myślenie?
>    Bo emocja jest dotkliwsza. Czasami aż boli. A myślenie nie. I tu się zapętlamy. Bo to nieprawda. Co wywołuje emocje jak nie myślenie?
W sumie wszystko powyższe to prawda. Rzecz w tym, że nie możemy wyłączyć myślenia o bezpośrednich sygnałach ze środowiska (bez wyłączania/tłumienia świadomości). W trakcie życia buduje się w naszych mózgach także "głębsze" myślenie - na przykład, jak Cyzia ma różową koszulkę i zachowuje się lekko idiotycznie i cukierkowato, to określamy ją lasią, tipsiarą itp. Uważamy ją zwykle za gorszą, przynajmniej na niektórych polach. Jakby wygrała piątkę w totka i zaczęła się chwalić głośno i cukierkowato dookoła, to mogła by się pojawić zawiść i negatywny ładunek emocji. Te ścieżki myślenia, które do tego prowadzą są uruchamiane z automatu, bo jakoś tam są nam potrzebne (lub uważamy je za potrzebne). One nie są winne naszych uczuć, mimo, że je wzbudzają dostarczając pożywki.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
16-10-2010 15:53 
 0 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Te ścieżki myślenia, które do tego prowadzą są uruchamiane z automatu, bo jakoś tam są nam potrzebne (lub uważamy je za potrzebne). One nie są winne naszych uczuć, mimo, że je wzbudzają dostarczając pożywki.

   Kocham jak ktoś prawi o oczywistych oczywistościach.

Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Te ścieżki myślenia, które do tego prowadzą są uruchamiane z automatu, bo jakoś tam są nam potrzebne (lub uważamy je za potrzebne). One nie są winne naszych uczuć, mimo, że je wzbudzają dostarczając pożywki.
>    Kocham jak ktoś prawi o oczywistych oczywistościach.
Ośrodek emocji jest w innym miejscu. Na Twoich milion myśli ta, która włączy emocje ruszy Cię do działania. Pozostałe będą mniej istotne. To emocje Tobą ruszają. Emocji nie możesz sobie "wymyśleć", bo chcesz je poczuć. Niby piszę o oczywistościach, ale powiedz mi dlaczego tak jest! Rozsądkiem możesz temperować do pewnego stopnia emocje, ale nie możesz ich wzbudzać (chyba że pośrednio idąc do kina na film, który ma Ci poprawić humor).

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
ahia (83 punktów)
>>    Bo emocja jest dotkliwsza. Czasami aż boli. A myślenie nie. I tu się zapętlamy. Bo to nieprawda. Co wywołuje emocje jak nie myślenie?
>W sumie wszystko powyższe to prawda.

jesli już, to racja, bo kazdy ma swoją.
Rozmowa o tym, co jest pierwsze: emocja czy mysl, jest jak rozmową: co było pierwsze, jajko czy kura?
brak reguły.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>>    Bo emocja jest dotkliwsza. Czasami aż boli. A myślenie nie. I tu się zapętlamy. Bo to nieprawda. Co wywołuje emocje jak nie myślenie?
>>W sumie wszystko powyższe to prawda.
>jesli już, to racja, bo kazdy ma swoją.
>Rozmowa o tym, co jest pierwsze: emocja czy mysl, jest jak rozmową: co było pierwsze, jajko czy kura?
>brak reguły.
Ja nie mam na celu odpowiedź, co było pierwsze - tylko, co warunkuje co.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
ahia (83 punktów)
>>Rozmowa o tym, co jest pierwsze: emocja czy mysl, jest jak rozmową: co było pierwsze, jajko czy kura?
>Ja nie mam na celu odpowiedź, co było pierwsze - tylko, co warunkuje co.
>Pozdrawiam

jesli myśl jest warunkiem powstania emocji, to myśl jest pierwsza.
jeśli emocje warunkują powstanie mysli, to emocje są pierwsze.
tak to rozumiem.

również pozdrawiam
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Ja nie mam na celu odpowiedź, co było pierwsze - tylko, co warunkuje co.
>jesli myśl jest warunkiem powstania emocji, to myśl jest pierwsza.
>jeśli emocje warunkują powstanie mysli, to emocje są pierwsze.
>tak to rozumiem.
Mi się wydaje to bardziej skomplikowane.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
setarkos (10757 punktów)
> .. mniej czy bardziej świadomie odczuwamy emocje i oczekujemy teorii całości z nimi w środku.
Chyba świadomość polega m.in. na dystansowaniu od 'świata' emocji własnych i respektowaniu czyichś. Oczekiwanie "całości" byłoby wątpliwą logicznie próbą jej zawłaszczenia (łącznie z innymi podmiotami) przez własne odczucia..
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> .. mniej czy bardziej świadomie odczuwamy emocje i oczekujemy teorii całości z nimi w środku.
>Chyba świadomość polega m.in. na dystansowaniu od 'świata' emocji własnych i respektowaniu czyichś. Oczekiwanie "całości" byłoby wątpliwą logicznie próbą jej zawłaszczenia (łącznie z innymi podmiotami) przez własne odczucia..
Niemniej nie ma filozofii bezemocjonalnych, które byłyby skończonymi dziełami. Filozof między twierdzeniami sprzedaje swoje emocjonalne spojrzenie na świat. Gdyby tak nie było mówiłby "nie wiem" tam, gdzie by nie wiedział. A nie mówi.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
15-10-2010 01:21 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> .. nie ma filozofii bezemocjonalnych,
(choć emocji niefilozoficznych wiele)
>które byłyby skończonymi dziełami.

nijak zamknąć mądrości w jednym nerwów składzie
filozofowie odchodzą zanim dom dokończą
innym pozostawiając przebudowywanie
z klocków nowszych lecz za to mniej kompatybilnych

[zbędne deliberacje czy świat się rozprasza
czy stanowi jeden bez końca kołowrót
choć intrygujące czy może być zbieżny
bo do ilu granic wtedy można spytać]

Pozdrawiam
14-10-2010 09:29 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo lubię Lema. Gdyby było więcej pisarzy...

Moim zdaniem emocje nie są często regulatorami myśli, motywatorami. Tak naprawdę bez emocji w szerszym tego słowa znaczeniu nie można nic napisać, ani wogóle zrobić.

Wydaje mi się też, że możliwe jest, dzięki naukowemu wniknięciu w świat emocji za sprawą na przykład psychologii ewolucyjnej, panowanie nad emocjami i używanie ich tak samo, jak suchej logiki do twórczego działania. Dobra sztuka (ale rzadko niestety literatura) łączy myśli z emocjami. "Czujemy wtedy myśli, lub myślimi uczucia". Moim zdaniem pełne przeanalizowanie tego procesu pozwoli zbliżyć się nauce i sztuce. Będzie więcej "naukowych rzeźb" i "malarskich" tez matematycznych.

A reszta to w dużej mierze plotkarstwo...
Iwona Przybyła (801 punktów)
>Będzie więcej "naukowych rzeźb" i "malarskich" tez matematycznych.

Twórcze kreowanie świata niczym w filmie "Insepcja". Podoba mi się koncept.

Zen chyba mówi o praktyce, która umożliwia otrzymanie w prezencie świata w zamian za kontemplację życia - idea człowieka-Boga. Uważam, że istnieją pewne przesłanki ku tej teorii, ale świat nigdy nie jest moim światem, jak u Wittgensteina, a raczej trzeba się nim dzielić, by mógł się rozwijać. Jak w jodze - w pozycji drzewa trzeba pozostawać w kontakcie z podłożem, przyrodą i światem na zewnątrz. Bardzo trudne zadanie.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nawet drzewa mają sposoby kontaktowania się z otoczeniem, o jakich nie miał pojęcia Budda. Na przykład ultrafioletowy ogród dla owadów, zawarty w deseniach kwiatów również drzew. Albo to co się dzieje w figach. Oczywiście myśl buddyjska dała też wiele ciekawych rzeczy ludzkości. Na przykład przekonanie o tym, iż "ja" jest tak naprawdę kłębkiem mniej lub bardziej przypadkowych fragmentów i nie stanowi żadnego absolutnego centrum - to jest prawda.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>...panowanie nad emocjami i używanie ich tak samo, jak suchej logiki do twórczego działania.
To się dzieje w ograniczonym sensie i nazywa się modą - duża część kobiet dąży, by przypominać szkieletora, a mężczyzn, by być jak bezmózgi parobek, byle z mięśniami. I przeżywają przy tym emocje i są napędzani przez emocje, mimo że powyższe kierunki dążeń są nieżyciowe, a w dużej mierze wręcz szkodliwe.
Jednak to bardzo ograniczone na szczęście.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
14-10-2010 18:59 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chodziło mi o zrozumienie mechanizmu zwanego intuicją. Ów mechanizm to nieuświadomiona praca mózgu podlegająca świadomej racjonalizacji na chybił trafił. Wiedza pozwoli zamienić owe "chybił trafił" na "trafił". Moża będzie wtedy rozwiązywać w pełni logicznie zadania typu - "dlaczego podoba nam się złoty podział". Nie chodzi mi o modę na sylwetkę mężczyzn/kobiet. To jest raczej przykład uznawania emocji za totalnie odrębny świat od myśli i wciskania własnego ciała gdzieś pomiędzy.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dlatego nie rozumiem, czemu piszesz o filozofiach, a nie po prostu o nauce. W zasadzie nauka, nowoczesna i trafna wersja filozofii przyrody to jedyny praktycznie grunt do owocnych rozważań. Moim zdaniem wszystkie filozofie, które patrzą na naszą świadomość jako na "ducha", albo "ducha" w maszynie odpadają, bo są de facto bliższe chrześcijańskiej teologii niż jakimkolwiek uczciwym rozmyślaniom, które miałyby czemukolwiek służyć. Nawet Kartezjusz, przy całym szacunku dla rewolucji, którą zapoczątkował, odpada. Bo on wierzył w ducha w maszynie. Zresztą psychologia ewolucyjna pokazuje iż motto "myślę więc jestem" można pojmować na bardzo dalekie od prawdy sposoby. Motto Kartezjusza trzeba by przeredagować np. tak:

"Świat istnieje bez względu na ludzi. Na planecie Ziemia, i być może w innych miejscach, zaszło w pełni materialne zjawisko zwane ewolucją. W wyniku tego zjawiska, generującego losowość w oparciu o dobór naturalny, powstały różne organizmy. W nielicznych z nich pojawił się "zmysł myślenia", czyli wypadkowa działań różnych modułów centralnego systemu nerwowego tworząca wrażenie "jestem". Owo "ja jestem", nadal uwarunkowane przez miliony podprogowych działań układu nerwowego może analizować otoczenie, aczkolwiek nie zawsze to robi. Czasem sprowadza się to do stanu czysto emocjonalnego, uświadomionego strachu, czy poczucia spokoju i sytości. Ale gdy owo "ja jestem" analizuje otoczenie, popełnia najczęściej błędy związane z intuicyjną oceną zjawisk. Owa intuicyjność bierze się z dostosowania do środowiska w którym wyewoluował "zmysł myślenia" i które raczej nie było laboratorium naukowym, lecz po staremu - szkołą przetrwania i przekazania genów. Stąd w "myślę" generowanym przez "ja jestem" pojawia się masa błędów. Zdarzają się szybkie racjonalizacje nieznanych zjawisk owocujące przypisywaniu otoczeniu cech przez nie nie posiadanych, takich jak osobowość rzeczy martwych, niewidzialnych, czy nadnaturalne moce. Owo "ja jestem" "myśląć" czyje się też podmiotem wszystkich wydarzeń, co przeważnie jest pomyłką. Przykładowo - "dach chałupy nie wali się by dokopać mieszkańcowi". Bardzo rzadko "ja jestem" "myśli" w sposób krytyczny, starając się przekroczyć narzucone modele przetrwania w sawannie i szybkie, mylące racjonalizacje. Do takich działań "ja jestem" "myśląc" potrzebuje nauki."
diogenes (42753 punktów)
>nauka, nowoczesna i trafna wersja filozofii przyrody to jedyny praktycznie grunt do owocnych rozważań.

W wersji lingwistycznej pogląd taki zakładałby, że metajęzykiem nauki (a więc językiem przy pomocy którego konstruujemy naukę) jest sama nauka, co jest ewidentną bzdurą: zanim człowiek zostanie fizykiem czy filozofem uczy się języka potocznego. Językowym gruntem nauki jest język potoczny, a nauka stanowi jego ograniczoną pewnymi procedurami formę. To dlatego bardziej adekwatnym opisem życia jest wciąż dobra literatura czy film, a nie ograniczona metodą socjologia czy psychologia.

>Moim zdaniem wszystkie filozofie, które patrzą na naszą świadomość jako na "ducha", albo "ducha" w maszynie odpadają, bo są de facto bliższe chrześcijańskiej teologii niż jakimkolwiek uczciwym rozmyślaniom, które miałyby czemukolwiek służyć.

Pojęcie świadomości jest neutralne wobec religii i wobec nauki: jedna i druga zaczyna od jej faktu, który należy opisać językiem nie uwikłanym w teorie czy ideologie.

>Nawet Kartezjusz, przy całym szacunku dla rewolucji, którą zapoczątkował, odpada.

To klasyk filozofii podmiotu. Jego oczywistość nie miała charakteru wiary. Dlatego w filozofii nawiązującej do jego cogito bóg nie jest czymś oczywistym, a teza o jego istnieniu wymaga dowodu (nie objawienia). I dlatego wolał nie narażać się katabasom.

>"Świat istnieje bez względu na ludzi.

Jest tylko ludzki świat. A ten istnieje wyłącznie w ludzkich kategoriach. Jeśli sądzisz inaczej, to spraw, bym doświadczył świat z perspektywy żaby, wirusa lub fotonu.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
13-10-2010 17:23 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Żaba doświadcza świat po żabiemu, najpewniej automatycznie, czyli bez świadomości. Gdybyś miał rację, żeby nieruchomiałyby, albo znikały, gdybyś na nie nie patrzył.

Jeśli chodzi o literaturę, to ogromna większość powieści wcale nie mówi o życiu, lecz dopasowuje je do filozofii autorów, która jest przeważnie parareligijna. Prawie nie istnieją powieści, w których człowiek nie byłby duchem w maszynie.

Nauka, w przeciwieństwie do religii może odkrywać podstawy świadomości. Każde takie odkrycie zmienia światopogląd u uczciwych i wrażliwych ludzi. Zatem nauka, jako wytwór pracy zbiorowej, opartej na języku, który wyewoluował (a nie został przez nas stworzony) wpływa na jednostkę nie będąc wobec niej czymś wtórnym. Nie można sobie myśleć "jestem sobie ja, a później jest sobie jakaś wartość naddana, sposób na zabicie czasu, czyli nauka". Czym jest to "jestem sobie ja" bez kontaktu z zewnątrz?

Jeśli chodzi o lektury, to prace naukowe czyta się świetnie, niektóre napisane są świetnym językiem. Moim zdaniem Dawkins powinien kiedyś dostać literackiego Nobla. Mało znam równie wciągających lektur jak "Samolubny gen" i "Rozplatając tęcze". Z kolei literatura czysto obyczajowa, typu "moja babcia we Lwowie", to często czyste plotkarstwo z elementem zaspokajającym taki, czy inny modny snobizm (czyli plotkarstwo symbolistyczne, postmodernistyczne, ekspresjonistyczne etc.). Plotkarstwo to uleganie prostemu instynktowi. Bardzo rzadko bywa sztuką.
13-10-2010 18:01 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Gdybyś miał rację, żeby nieruchomiałyby, albo znikały, gdybyś na nie nie patrzył.

Jeszcze raz: rozważanie poznania bez obserwatora to nonsens. Czym byłaby fizyka bez doświadczenia?

>Jeśli chodzi o literaturę, to ogromna większość powieści...

Mam na myśli wyłącznie ogromną mniejszość.

>Nauka, w przeciwieństwie do religii może odkrywać podstawy świadomości.

Nauka postępuje na ogół odwrotnie: już na wstępie zakłada, że owe podstawy są czymś innym (np. materią, neuronem powiedzmy). Piszę na ogół, bo niektóre metodologie naukowe postępują ostrożniej, por. np. konstruktywizm Maturany.

>Czym jest to "jestem sobie ja" bez kontaktu z zewnątrz?

A istnieje jakieś zewnątrz? W takiej strukturze świata na zewnątrz świata jest bóg. Okrąg podzieli płaszczyznę na wewnątrz i zewnątrz, ale tym niemniej jest to wciąż ta sama powierzchnia. Podobnie dno rzeki łączy oba brzegi w jeden ląd.

>Jeśli chodzi o lektury, to prace naukowe czyta się świetnie, niektóre napisane są świetnym językiem.

Zgoda. Jeśli nauka staje się namiętnością, to jej efektem jest poezja. Dowód twierdzenia bywa bardziej wzruszający niż poemat wierszoklety.

>literatura czysto obyczajowa, typu "moja babcia we Lwowie", to często czyste plotkarstwo z elementem zaspokajającym taki, czy inny modny snobizm (czyli plotkarstwo symbolistyczne, postmodernistyczne, ekspresjonistyczne etc.).

Dorzuciłbym do tego - by użyć twojego, raczej niefortunnego terminu - plotkarstwo z elementami nauki.

>Plotkarstwo to uleganie prostemu instynktowi. Bardzo rzadko bywa sztuką.

Prosty instynkt najczęściej bywa sztuką. Na ogół wykoślawia go kultura, czy - jak piszesz - snobizm. Rzuć okiem na malarstwo małp.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W takim razie psychologia ewolucyjna jest na dobrej drodze do zrozumienia prostego instynktu, który bywa sztuką. W ten sposób będzie można złączyć element intuicyjny z refleksją, na nowych, niezwykle skutecznych prawach.

Książki - podaj owe książki nie skarzone przyjętym na wiarę myśleniem o "duchu w maszynie". Oczywiście nie czytałem wszystkich twoich lektur, ani ty moich, ale może znajdzie się jakaś wspólna lektura. Przeanalizujemy, czy nie ma ducha w maszynie.
14-10-2010 15:20 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>będzie można złączyć element intuicyjny z refleksją, na nowych, niezwykle skutecznych prawach.

Marzenie o maszynie do robienia sztuki. Obawiam się, że to marzenie jeśli nie ścietej, to lekko przymulonej głowy.

>może znajdzie się jakaś wspólna lektura.

Nie, nie znajdzie się.
Lekturę rozumiem wyłacznie jako indywidualną inspirację.
Dotyczy to również zmysłowego doświadczenia.

Realne jest wyłacznie to, co inspiruje.

Reszta jest do d###.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, że będzie można zaprojektować maszynę (albo raczej program) artystę i to przed stworzeniem sztucznej inteligencji. Całkiem możliwe, iż już teraz istnieją programy mogące wygenerować utwór muzyczny, który spodoba się krytykom i publiczności.

Twoja odpowiedź z lekturami była nieco grubiańska drogi Diogenesie.
14-10-2010 20:49 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Oczywiście, że będzie można zaprojektować maszynę (albo raczej program) artystę...

Coś takiego już się projektuje. Ale do Giocondy w wydaniu robota jeszcze daleeeeko...:



>Całkiem możliwe, iż już teraz istnieją programy mogące wygenerować utwór muzyczny, który spodoba się krytykom i publiczności.

Na innym poletku już powstają programy symulujące np. popart Warhola czy konstruktywizm Mondriana. Dla niektórych wyzwaniem jest program generujący styl Pollocka. Zerknij też do filtrów Photo Shopa. Ale z mechanicznym naśladowaniem sztuki jest jak z sową Minerwy: wylatuje o zmierzchu, kiedy artyści zrobili już swoje.

>Twoja odpowiedź z lekturami była nieco grubiańska drogi Diogenesie.

Zastosuj kryterium diogenesa: jeśli coś nie inspiruje, to to olej.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Diogenesie. Nie miałem na myśli koniecznie malującego ramienia. To, co pobudza nasz smak estetyczny nie jest pozbawione regularności, którą można ująć w różne algorytmy. Weź pod uwagę architekturę. Masz rytm kolumn, kopuły, otwory okienne, miłe i nie miłe proporcje. Masz też zaburzenia proporcji, które przyciągają uwagę, oraz na przykład zagadnienie jak wprowadzić do architektury elementy malarskie i rzeźbiarskie (mogą być wzięte gotowe). Wydaje mi się, iż program, który mógłby zaprojektować ciekawy budynek, zyskując też oryginalność dzięki pewnej losowości i analizie obecnych mód, możnaby zrobić na PC, bez mechanicznego ramienia. To samo dotyczy muzyki. Natomiast ze sztukami mniej abstrakcyjnymi, jak malarstwo figuratywne, czy literatura, jest oczywiście ciężej. Odnoszą się one bowiem do kontekstów literackich, a język to nasze stare oprogramowanie, niezbyt kompatybilne z językami informatyków. Ale literackość nie jest podstawą sztuki, całkiem możliwe, iż najczęściej szkodzi temu, co w sztuce ma najsilniejszy estetycznie wyraz.

Inspiruje mnie myśl o programie, który wygra konkurs kompozytorski, albo architektoniczny. Zatem tej myśli nie olewam.

Wyobrażam sobie też ewolucyjne powstanie takiego programu. Na przykład program "malarz". Miałby on różne algorytmy, jeden z nich powinien obejmować analizę sztuki współczesnej zawartej w sztuce i wykorzystywanie pewnych elementów (tak jak to czynią zwykli malarze, zawsze nawiązujący zgodą czy buntem). Ów program miałby braci. Środowiskiem naturalnym byłaby komisja złożona z 10 malarzy, 10 historyków sztuki i 10 przypadkowo generowanych osób. Zadaniem każdej osoby byłoby wybranie jednego programu wśród braci, który przeżywałby i rozmnażał, zaś jego parametry (stosowanie barw, linii, faktur, sposób nawiązywania do istniejących obrazów) losowo ulegałyby lekkim mutacjom. Znów pojawiałaby się nasza 30 osobowa komisja i tak tysiące razy.

Później na tej drodze możnaby stworzyć programy nie tylko malujące, ale zastępujące ludzką komisję. Czyli ewoluujące programy recenzenckie. Później jedne i drugie zostawić, nie męczyć już żadnych ludzkich komisji, dokonywać milionów prób i co jakiś czas wysyłać efekty na konkursy plastyczne, gdzie nie podaje się na wstępie danych o artystach. Zwycięskie programy mnożyłyby się dalej, zaś wśród programów recenzenckich wybieranoby te, które szczególnie przychylnie oceniły zwycięskiego w świecie ludzi cyfrowego malarza.
Logik (812 punktów)
BZDURA !!!!

Oto, DLACZEGO:

1. Sztuczna inteligencja NIE ISTNIEJE. Istnieje WYŁĄCZNIE deterministyczny PROGRAM, który zaledwie UDAJE zewnętrzne oznaki inteligencji.

2. Sztuka w wykonaniu robotów (ale może lepiej używajmy określeń: URZĄDZEŃ) nigdy nie będzie sztuką w rozumieniu ludzkim. Będzie to jedynie ODTWORZENIE zaprogramowanych działań. W przypadku grafiki, będzie to ALGORYTM, który, poprzez zmienne pseudo-losowe, będzie naśladował zewnętrzne oznaki tworzenia sztuki przez człowieka. Niczym nie będzie się to różniło od sfotografowania jakiegoś dzieła i przetworzenia go programem do edycji grafiki.

Ale sztuką to będzie tutaj dzieło programistów, a nie "dzieło" wyskakujące z maszyny ...

3. To nie program "zaprojektowałby" budynek, tylko PROGRAMISTA, poprzez odpowiedni algorytm i wprowadzenie generatora liczb pseudo-losowych.

4. Co do żałosnej i groteskowej "procedury ewolucji programu", to mógłbyś mieć nawet miliard historyków sztuki, tryliard malarzy i sekstyliard generacji takiego programu, a i tak wyjdzie ci z tego tylko jedno wielkie Szambo...

Do stworzenia dzieła sztuki nie potrzeba ani jednego historyka sztuki, ani jednego malarza i można to zrobić za pierwszym razem, ale jest tylko jeden warunek:
w akcie tworzenia sztuki musi wziąć udział istota posiadająca ŚWIADOMOŚĆ i WOLNĄ WOLĘ ...

5. W tych stechnicyzowanych próbach poszukiwania metod na tworzenie czegoś, co jest z definicji sprzeczne z techniką przypominacie MI dokładnie postępowanie socyalistów, którzy świecie wierzą, że gdyby jeszcze bardziej kontrolować, gdyby jeszcze dokładniej policzyć, to by się udało dobrze zorganizować planową gospodarkę ... Nie bierzecie pod uwagę tego, że sztuka i gospodarka są związane z LUDZKIM DZIAŁANIEM, a to z kolei wprost wynika z istnienia ŚWIADOMOŚCI i WOLNEJ WOLI ...


p.s. składam formalny wniosek, aby na tym portalu dawać ostrzeżenia wszystkim tym, którzy użyją słowa "losowy" zamiast "pseudo-losowy", chyba że z kontekstu wynika, ze rozważają prawdziwą (choć nie istniejącą) losowość. Stawiam MÓJ wniosek dlatego, że widzę nadużywanie i NIEZROZUMIENIE słowa "losowy". W kontekście tworzenia sztuki, w przypadku człowieka nie mamy do czynienia z "losowością", tylko z WOLNĄ WOLĄ, a w przypadku tworzenia "sztuki" przez urządzenia techniczne nie mamy do czynienia z "losowością", tylko z "pseudo-losowością".


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
01-11-2010 10:32 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
W kwestii technicznej - istnieje oprogramowanie ewolucyjne. Stosowane jest zazwyczaj do poszukiwania odpowiedzi na dość wąskie pytania, na których to odpowiedzi szukanie nie zna się algortymu. Program taki otrzymuje ustalony zestaw możliwości edycji zapisu rozwiązania, ustalone środowisko egzystencji tych zapisów i towarzyszące im reguły społeczne (kto z kim ma się rozmnażać) oraz funkcję zdolną uszeregować rozwiązania od najbardziej satysfakcjonującego do najmniej.

Całość uruchamia się i czeka na wynik.

Zasadniczo nie ma w tym żadnej tajemnicy - wszystkie elementy są znane i zdeterminowane, procesem mieszającym w kotle jest ściśle deterministyczna pseudolosowość.

Jest jednak jedno wielkie ale: program taki działa poprawnie także wówczas, gdy są w nim popełnione dość grube błędy. Wolniej, gorzej - ale działa. I choć wówczas także mamy do czynienia z determinizmem, nie jest to już determinizm typu "programista zaprogramował". Bo programista co prawda zaprogramował, ale co innego niż myślał, że programuje.

To tyle w kwestii bieżącego stanu techniki.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
Almentyna (417 punktów)
>Coś takiego już się projektuje. Ale do Giocondy w wydaniu robota jeszcze daleeeeko...:

Już mamy artystów prawie tak dobrych jak ten program ;- ).
Na przykład Agata Bogacka i wielu innych. Wystarczy popracować nad programem i będzie tak samo.

Uwaga: żartuję.
Wojtek Ociepa (28 punktów)
Wszystkim uczestnikom w tej dyskusji polecam książkę "Nowy Umysł Cesarza" (o ile ktoś jej wcześniej nie przeczytał).

Roger Penrose próbuje w niej udowodnić fakt powiązania ludzkiej świadomości z "niealgorymicznością" ludzkiego umysłu (tzn. sprzeciwia się postulatom zwolenników "silnej sztucznej inteligencji", jakoby ludzki umysł był jedynie bardziej skomplikowaną maszyną algorytmiczną dającą się sprowadzić do tzw. maszyny Turinga). Przypuszcza on (i stara się również to uargumentować), iż w ludzkim umyśle kluczową rolę mogą odgrywać efekty kwantowe, które zgodnie z ówczesną wiedzą na temat fizyki kwantowej, 'psują' determinizm i jednocześnie "algorytmiczność" pracy ludzkiego mózgu. Ta "algorytmiczność" jest poniekąd powiązana z systemami formalnymi (aczkolwiek wg Penrosa już tylko "kwantowy błysk" naszego umysłu sprawia, że posiadamy niezwykłą cechę dobierania aksjomatów SF tak, że te SF stają się one dla nas w późniejszym czasie interesujące, nie będące jedynie przypadkowym zbiorem dowolnych reguł - jesteśmy w stanie tak jakby wychodzić naszym "wglądem" poza systemy formalne).

Tak więc jeżeli postulaty Penrose'a są słuszne to nie możemy porównywać naszego myślenia do matematycznych systemów formalnych, więc i możemy liczyć na to, że Twierdzenie Goedla nas nie dotyczy - być może nawet potwierdza to fakt, iż systemy formalne nie są takie piękne jak się kiedyś wydawało. Trzeba jednak przyznać, że Roger Penrose wysunął bardzo daleko idące wnioski i na rozstrzygnięcie tego sporu pewnie jeszcze długo poczekamy...

Przyznam jednak, że argumenty Penrose'a wydają mi się dość przekonywujące. Mimo to nie byłem tym zbytnio zaskoczony tym co przeczytałem, gdyż uważam, iż nasza wiedza na temat umysłu ludzi i zwierząt jest na poziomie praktycznie zerowym, a ciągłe filozoficzne deliberacje na temat pochodzenia ludzkości, istoty świadomości są tylko na to dowodem...
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Fizyka kwantowa jest systemem formalnym z liczbami naturalnymi i to dużo silniej niż jej newtonowska klasyczna odpowiedniczka.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
Wojtek Ociepa (28 punktów)
>Fizyka kwantowa jest systemem formalnym z liczbami naturalnymi i to dużo silniej niż jej newtonowska klasyczna odpowiedniczka.

Dlaczego silniej? Na ogół mówi się, że model fizyki kwantowej - tak samo jak mechanika newtonowska - jest deterministyczna i symetryczna w czasie (nic się nie stanie jeśli w równaniu Schrödingera odwrócimy czas - tak samo jak w II zas. dyn.). Więc po pierwsze, na czym miała by polegać ta 'silność'? Dla mnie to jest taki model zerojedynkowy - albo coś jest systemem formalnym albo nie.

Druga sprawa to jest moment obserwacji cząstki w stanie superpozycji kwantowej i 'wzmocnienie' jednego ze stanów kwantowych według procedury - na aktualny stan wiedzy - całkowicie probabilistycznej (Penrose nazywa ją procedurą ewolucyjną R, w przeciwieństwie do deterministycznej procedury U cząstki przed obserwacją, opisanej równaniem Schrödingera). W systemach formalnych nie ma czegoś takiego, że jakieś zdanie może być superpozycją prawdy i fałszu i, tym bardziej, że w pewnym prawdopodobieństwem może po przeprowadzonej dedukcji stać się prawdą lub fałszem zgodnie z jakimś rozkładem prawdopodobieństwa. Chyba, że ja tu czegoś nie rozumiem do końca, nie przeczę. ^^
17-10-2010 13:53 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Po pierwsze fizyka kwantowa jest systemem formalnym, a superpozycja stanów nie jest mieszaniem prawdy i fałszu - jest mieszaniem fizycznych stanów (żaden stan nie jest "abstrakcyjną prawdą" lub "abstrakcyjnym fałszem"). Dopiero twoje rzutowanie na pytanie "który stan tam mamy" daje Ci odpowiedź z prawdopodobieństwami i "prawdą" i "fałszem".

Dlaczego silniej związana z liczbami naturalnymi? Bo kwanty bez liczb naturalnych nie działają, one są wszędzie w ich podstawach - poczynając od możliwych stanów własnych. Newton nie potrzebował liczb naturalnych prócz momentu, gdzie wprowadza siłę grawitacji i ma w wykładniku "2". Nie ma u niego atomów, a przestrzeń jest ciągła. Gdyby pracować na wzorach ogólnych nie patrząc na "naturalność lub nie" liczb od warunków początkowych i końcowych, to prócz wzoru na silę grawitacji, nie ma potrzeby odnoszenia się do liczb naturalnych.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
Wojtek Ociepa (28 punktów)
Z tymi liczbami naturalnymi w fizyce kwantowej to się zgadzam - rzeczywiście można tak to potraktować. Ale cały czas trapi mnie ta superpozycja stanów. Mamy mechanikę Newtonowską i ruletkę. Wymawiamy zdanie: "w najbliższym losowaniu wypadnie czerwony". Możemy oczekiwać, że z prawdopodobieństwem trochę poniżej 50% to zdanie jest prawdziwe. Jednak z punktu widzenia symetrycznej i deterministycznej fizyki Newtona to zdanie od razu po wypowiedzeniu jest prawdziwe lub fałszywe (albo inaczej - od zawsze już nim było) tylko my musimy zaczekać, by się o tym przekonać. Gdyby jednak ruletkę zastąpić pomiarem kierunku spinu elektronu to by już tak nie było. Nasze zdanie: "spin jest skierowany w lewo" nie jest w chwili wypowiedzenia ani prawdziwe, ani fałszywe. Dopiero po pomiarze jedna z wartości logicznych zostanie 'wzmocniona'. Nawet z obiektywnego punktu widzenia. O to mi mniej więcej chodziło mówiąc, że w fizyce kwantowej możemy mieć do czynienia z superpozycjami fałszu i prawdy. Wydaję mi się, że systemy formalne oparte na zjawiskach kwantowych też musiałyby pogodzić się z taki regułami gry. Zresztą to nei jest nic nowego - tak z założenia mają działać komputery kwantowe - kubity mają być w superpozycji stanu 1 i 0 - zupełnie inaczej niż w konwencjonalnych komputerach (maszynach Turinga). Nie wykluczam faktu, że nasz mózg może być komputerem kwantowym i być może tutaj tkwi istota świadomości.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Pierwsze, to że jak rozumiem, w porównaniu do swojego pierwszego posta dopuszczasz możliwość, że twierdzenie Goedla można zastosować do świadomości - a przynajmniej, że nie widać przeciwwskazań (choć to nie znaczy, że ich nie ma).
Druga część to rozważania o fizyce newtonowskiej i kwantowej. I to jest trudne.
Newtonowska jest "śmieszna", bo według niej wszystkie twierdzenia - prawdziwe i fałszywe - fizycznie musiały zaistnieć, skoro zaistniały. Tak samo, jak wszystkie zdarzenia. I że cała informacja o wszechświecie z dowolnej chwili czasu zawiera w sobie całą przeszłość i przyszłość wszechświata! Oraz ta przyszłość i przeszłość jest "policzalna" i jednoznaczna.
Kwantowa jest "dziwna" - na poziomie kwantowym/atomowym rzeczy dzieją się "statystycznie", a na makroskopowym newtonowsko. Świat jest niepoliczalny i niejednoznaczny. Zwracasz uwagę, że odpowiedź na to, co się stanie, nie jest pewna, aż do momentu zdarzenia. Musiałbym to sobie przemyśleć głębiej.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
Wojtek Ociepa (28 punktów)
Z kwantową fizyką to bym ujął to trochę inaczej: na poziomie makroskopowym wszystko "uśrednia się" do fizyki newtonowskiej, na poziomie cząstek elementarnych (gwoli ścisłości chodzi o małe różnice energetyczne, niekoniecznie odległości, gdyż zjawiska kwantowe mogą się dziać nawet na wielkich dystansach) wszystko dzieje się zgodnie z deterministyczną ewolucją wektora stanu zgodnie z równaniem Schrodingera (czyli bliżej temu np. równaniom Maxwella - procedura ewolucyjna U). Dopiero przy 'wzmocnieniu' wektora stanu do poziomu makroskopowego wchodzą w grę prawdopodobieństwa przy ;redukcji' wektora stanu (procedura ewolucyjna R).
Logik (812 punktów)
No więc od razu cię ROZCZARUJĘ:

- nasz mózg NIE JEST żadnym "komputerem kwantowym"
- "losowość" NIE ISTNIEJE. To jedynie ZŁUDZENIE. Nie ma żadnej "superpozycji stanów
- nie ma żadnego "kolapsu" funkcji falowej. To jest raczej "kolaps" naszej wiedzy ...

Wyobraź sobie taką sytuację:
oglądasz z daleka proces przejeżdżania aut przez tory kolejowe. Zwykle auta (punkty) zwalniają i przejeżdżają. Ale czasami jest tak, że one zatrzymują się całkowicie na kilka minut.

Obliczasz "superpozycje", prawdopodobieństwa i ogłaszasz teorię, że taka jest natura rzeczy i że cząstki jakoś tak cudownie wiedzą, że czasami mają się zatrzymać.

Ale ktoś, kto zna ten mechanizm wyśmieje te BREDNIE i powie, jak jest ... I wtedy okaże się, ze żadnej losowości "NI MA" ...

KLAR !!!???


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
30-10-2010 01:21 
 Ocena 4 na 4
Wojtek Ociepa (28 punktów)
>KLAR !!!???

Nie, gdyż wcale Cię nie znam, nie jesteś dla mnie żadnym autorytetem, a zachowujesz się jak zwyczajny idiota udając profesora, który wygłasza swojemu uczniowi nauki moralizatorskie. Szkoda tylko, że większości z Twoich tez nie uargumentowałeś NICZYM. Nie - wcale nie chcę Cię obrażać, chcę jedynie dobitnie uświadomić Ci, jak za daleko się posuwasz w nonszalancji, więc lepiej późno się o tym dowiedzieć niż wcale.

>- nasz mózg NIE JEST żadnym "komputerem kwantowym"

No właśnie, dlaczego? Ja wygłosiłem hipotezę, a Ty od razu ją negujesz bo tak. Wytłumacz dlaczego tak uważasz, być może nie masz na to pomysłu i przyjmujesz taktykę: "no co ty? to ty tego nie widzisz? przecież to oczywiste!". Moim argumentem są ostatnie rozdziały "Nowego Umysłu Cesarza". które mnie skłoniły do głębokich refleksji. Oczywiście, żeby nie było - z tym komputerem kwantowym to nie chodziło mi o całkowite podobieństwo budowy mózgu do aktualnych koncepcji komputerów kwantowych - to była przenośnia. Chodzi mi jedynie o fakt uczestniczenia pewnych procesów kwantowych w działaniu ludzkiego mózgu (generalnie chodzi o "losową" ewolucję rozwoju kolców dendrytycznych, które odpowiadają za aktywację lub dezaktywację połączeń synaptycznych).

>- "losowość" NIE ISTNIEJE. To jedynie ZŁUDZENIE. Nie ma żadnej "superpozycji stanów

Skąd wiesz? Fakt, sami nie potrafimy wygenerować całkowicie stochastycznych procesów, ale przecież tak samo nie potrafimy podzielić kąta na dwie równe części, narysować idealnie cienkiej prostej - to nie ma znaczenia, fizyka opiera się na modelach matematycznych, które opisuję świat w sposób PRZYBLIŻONY. Zobacz sobie nawet takie proste prawo powszechnego ciążenia. Czym jest takie ciało w realnym świecie? No właśnie. Losowość jest czystą ideą matematyczną. Lecz zobacz w historii, jak często z pozoru abstrakcyjne twory matematyczne znalazły swoje miejsce z teoriach fizycznych. Na przykład liczby zespolone: z pozoru zupełnie "wymyślone", dziś niezbędne w wielu dziedzinach nauki, jest także wielu naukowców, którzy uważają je teraz za bardziej "realne" niż liczby rzeczywiste. Myślę, że za bardzo się ograniczasz do swoich instynktów zamiast dążyć do prawdy opierając się na aktualnie najlepszych teoriach świata, jakim jest m.in. fizyka kwantowa, a dokładnie kwantowa teoria pola.

>- nie ma żadnego "kolapsu" funkcji falowej. To jest raczej "kolaps" naszej wiedzy

Tak samo jak wyżej. Na jakiej podstawie tak uważasz? Zrozum - nie Tobie jednemu się tak wydaje, jednak co to za argument? My chyba tutaj gadamy sobie na forum, żeby się czegoś dowiedzieć i przede wszystkim używać RACJONALNYCH argumentów. Z tym pociągiem to spoko, jest to dobra myśl (zresztą fizycy idą raczej w tym kierunku - kierunku odkrywania coraz to nowych czarnych skrzynek i zastępowania je nowymi np. dlaczego pociąg jeździ i skąd?), ale dlaczego piszesz takim tonem, jakby to był pełni ścisły dowód?
Logik (812 punktów)
Wstęp: definicja "losowości":
- istnienie losowości związane jest z brakiem istnienia stanu obiektywnego. W przeciwieństwie do "pseudo-losowości", w której jest jedynie BRAK WIEDZY o stanie obiektywnym

1. MNIE nie da się obrazić ... LOGIK, zstępując do was, liczył się z możliwością napotkania lokalnego oporu, który jest sukcesywnie likwidowany przy minimalnych stratach własnych w ludziach i sprzęcie ...

2. Fizyk gdzieś o tym wspominał, nie chce MI się teraz wchodzić w szczegóły, ale neurony nie są obiektami subatomowi, tylko MAKROSKOPOWYMI, więc efekty kwantowe mają na nie taki sam wpływ, jak na krzesło i auto ...

3. Losowość nie istnieje nie dlatego, że JA coś "odkryłem", lecz dlatego, że to pojęcie jest PUSTE ... Jak byś się dobrze i głęboko zastanowił, to byś sam zauważył, że "losowością" nazywamy NIEWIEDZĘ. Nie ma ANI JEDNEGO procesu losowego. ANI JEDNEGO !!!
Bo to by znaczyło, że Wszechświat NIE WIE, jaki jest, że nie ma obiektywnej prawdy, że jest wyłącznie jakiś BEŁKOT ...

Tymczasem Wszechświat zachowuje się w sposób PRZEWIDYWALNY i jest LOGICZNY.

A jeżeli tak, to nie może być żadnej losowości. Co najwyżej, na pewnych poziomach poznawczych dokonujemy AGREGACJI STANÓW i ujmujemy to funkcją gęstości prawdopodobieństwa. Ale nazwa "funkcja gęstości prawdopodobieństwa" jest MYLĄCA !, bo jest to prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zdarzenia, ale nie oznacza to wcale, że jest ono losowe !!!
Jeżeli wiemy, że co tysięczne auto ma wypadek, to nie znaczy, że jest to zdarzenie losowe, tylko że OPIS ZDARZEŃ wykorzystuje funkcję losową !!!

p.s. co do MOJEGO instynktu, to jest to instynkt dzikiej, pierwotnej bestii i jeszcze nigdy MNIE nie zawiódł ...

... ani JA instynktu ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
Wojtek Ociepa (28 punktów)
No dobra - można założyć, że każde zdarzenie losowe jest tylko dostatecznie skomplikowanym procesem - na tyle, że wydaje się nam, szarym ludziom, całkowicie niedeterministyczny. Czyli zdarzenie losowe jako takie nie istnieje, są tylko zdarzenia pseudolosowe - analogicznie jak nie istnieje okrąg i istnieją tylko obiekty, które mogą się nam nim wydawać (aczkolwiek są takie bajery typu: horyzont zdarzeń jako idealna sfera itp., ale to zostawmy). Ok. Ale mój wywód nijak się ma to tego faktu. Przecież mówiłem, że dla mnie modele matematyczne to jest tylko wyidealizowany opis rzeczywistości, nie jestem jakiś ortodoksyjnym platonikiem, który czci idealne koło i parabolę. Nie wątpię w to, że funkcja prawdopodobieństwa w fizyce kwantowej być może jest tylko pewnym modelem przejściowym, którego bądź co bądź jeszcze nie przeszliśmy w naszej drodze poznawania rzeczywistości...

Jednak jeżeli ta "głębsza" reguła wśród cząstek elementarnych istnieje, to jest ona związana z czymś "wyższym" niż nasza "codzienna" przestrzeń. Prawdopodobnie są w to zaangażowane inne wymiary. Foton, który przeszedł przed siatkę dyfrakcyjną potrafi interferować sam ze sobą, a cząstki potrafią komunikować się ze sobą za pomocą "komunikować" za pomocą splątania, którego w 100% nie rozumiemy. Jeżeli jednak "ogarniemy" te kwanty i stworzymy pierwszy sprawny komputer kwantowy to będzie to z pewnością przeskok do zupełnie nowej, lepszej jakości. Obliczenia kwantowe mają spowodować spadek złożoności obliczeniowej w porównaniu ze standardowymi zero-jedynkowymi, gdyż kubit, podstawowa jednostka pamięci, niesie ze sobą o wiele więcej informacji niż pojedynczy bit. A to, czy kwantowa funkcja prawdopodobieństwa opera się na prawdziwej losowości, czy tylko tej "rzeczywistej" - to już inna sprawa.

A co do wpływania efektów kwantowych i obiektów makroskopowych to nie jest do końca prawdą to, co powiedziałeś. Kwantowe efekty w obiektach makroskopowych w zasadzie się uśredniają do "niczego szczególnego", ale to nieprawda, że dotyczą tylko małych odległości. Co najwyżej małych zmian energii. Nie trudno sobie wyobrazić urządzenie zbudowane z emitera pojedynczych fotonów, zwierciadła półprzepuszczalnego oraz detektora fotonów (istnieją takie - technika idzie do przodu). Jeżeli detektor odczyta foton - uruchamia się mechanizm aktywujący bombę atomową (albo chociażby zabije kota Schroedingera). W dodatku foton ten może przelecieć lata świetlne przed dotarciem do zwierciadła, więc i maszyna może być wielkich gabarytów. A mózg to nie krzesło: to twór strasznie nam jeszcze obcy i przykładem tego może być już wspomniana przeze mnie ewolucja połączeń synaptycznych, która podobnie jak ewolucja kwazikryształów, ma coś wspólnego z kwantową superpozycją (a być może ma i więcej). Więc coś może być na rzeczy - nawet jakby ta teza miała 0.01% na przetrwanie. Generalnie implikacja typu (obiekt makroskopowy) -> (brak efektów kwantowych) zwyczajnie do mnie nie przemawia.
Logik (812 punktów)
1. Nie rozumiesz, czym jest foton. Gdybyś rozumiał, to nie mówił być o "interferowaniu ze samym sobą"

2. Nie rozumiesz, czym jest "kwantowe splątanie". To jest "splątanie umysłów". Nic w tym procesie nie ma sprzecznego z determinizmem.

3. Mechanika kwantowa oparta jest o PSEUDO-LOSOWOŚĆ ...

4. Przykład z kotem Schroedingera jest przykładem na kompletne niezrozumienie praw natury. Nie ma żadnego "paradoksu", a kot zawsze będzie obiektywnie martwy lub żywy. Nie ma żadnej superpozycji stanów, żadnego bzdurnego "kolapsu" funkcji falowej itp.

To są wszystko iluzje. Nie znamy PRAWDY, więc analizujemy funkcje opisujące CIENIE zjawisk i próbujemy z tego wnioskować o świecie przedmiotów rzucających cienie.

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
31-10-2010 00:05 
 Ocena 3 na 3
Wojtek Ociepa (28 punktów)
>1. Nie rozumiesz, czym jest foton. Gdybyś rozumiał, to nie mówił być o "interferowaniu ze samym sobą"

Jezuuu, przecież ten tekst jest jedynie pewną metaforą, która pięknie odcina dyskusję osób, którzy wciąż sobie chcą wyobrażać foton jako coś zbliżonego do obiektów makroskopowych. Nie rozumiem, czym jest foton, ale Ty ani całą nasza ludzkość nie rozumie czym jest foton, tak samo jak osoba ślepa od urodzenia nie rozumie czym jest obraz widziany.

>2. Nie rozumiesz, czym jest "kwantowe splątanie". To jest "splątanie umysłów". Nic w tym procesie nie ma sprzecznego z determinizmem.

Jak wyżej. Poza tym, dlaczego uważasz, iż twierdzę, że to jest zjawisko niedeterministyczne? Czy Ty umiesz czytać ze zrozumieniem? Przecież wyraźnie pisałem wyżej, że sam wątpię w obiektywny niedeterminizm.

>3. Mechanika kwantowa oparta jest o PSEUDO-LOSOWOŚĆ ...

Dobra, dobra. Głoś sobie swoje racje, a Mickiewicz wielkim poetą był. Straszny jesteś, stary...

>4. Przykład z kotem Schroedingera jest przykładem na kompletne niezrozumienie praw natury. Nie ma żadnego "paradoksu", a kot zawsze będzie obiektywnie martwy lub żywy. Nie ma żadnej superpozycji stanów, żadnego bzdurnego "kolapsu" funkcji falowej itp.

Boszzzz.... - przecież ja nic nie gadałem o tym słynnym paradoksie. Kota sobie dla żartów zapożyczyłem, gdyż ta moja maszyna jest zbliżona do tej z paradoksu. Nic więcej. Przeczytaj to jeszcze raz, ok?

Wszystkie Twoje wypowiedzi utwierdzają mnie w przekonaniu, iż jesteś jakimś nawiedzonym nerdem (ew. może jakimś nawiedzonym dziadkiem), którego działalność na tym forum ogranicza się do wygłaszania jakiś nieargumentowanych tez, pięknych cytatów (stylizujesz się na mesjasza XXI wieku?) oraz jesteś gotów nawet uczepić się pojedynczego słowa wyrwanego z kontekstu, aby komuś napisać, iż się nie zna i w ogóle co on tutaj robi.

Możesz sobie odpisywać na moje maile, ale ja już dalej tego czytać nie będę, tym bardziej odpisywać. To mnie to prostu męczy i w ogóle do niczego mi nie jest potrzebne - ani mnie to nie rozwija (bo na co utarte tezy bez argumentów?), tym bardziej nie bawi.

Stary, czy Ty masz w ogóle jakiś przyjaciół (nie chodzi mi o tych internetowych)?
31-10-2010 08:08 
 Ocena-1 na 3
Logik (812 punktów)
już nie ... ale nie byli warci MOJEJ przyjaźni ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
30-10-2010 08:54 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Tak więc jeżeli postulaty Penrose'a są słuszne...

Prawie na pewno nie są słuszne. Kwantowe efekty w mózgu są nieistotne. Dekoherencja ewentualnych superpozycji kwantowych jest 10 do 20 rzędów wielkości szybsza niż skala czasowa funkcjonowania neuronów. pre.aps.org/abstract/PRE/v61/i4/p4194_1
30-10-2010 23:34 
 Ocena 1 na 1
Wojtek Ociepa (28 punktów)
>> Tak więc jeżeli postulaty Penrose'a są słuszne...
>Prawie na pewno nie są słuszne. Kwantowe efekty w mózgu są nieistotne. Dekoherencja ewentualnych superpozycji kwantowych jest 10 do 20 rzędów wielkości szybsza niż skala czasowa funkcjonowania neuronów. pre.aps.org/abstract/PRE/v61/i4/p4194_1

Mamy sobie maszynę: emiter fotonów (który jest tak zbudowany, żeby średnio co sekundę przepuszczał jakiś foton), zwierciadło półprzepuszczalne oraz detektor fotonów, oraz układ logiczny, który decyduje, czy w ostatniej sekundzie zauważony został foton, czy nie. Jeżeli tak to drukarka drukuje 1, jeżeli nie to 0. Dekoherencja funkcji falowej jest jaka jest, jednak urządzenie drukować będzie sygnał zero-jedynowy w tempie co jedna sekunda. I jaki tutaj jest związek pomiędzy szybkością redukcji wektora stanu do szybkości działania maszyny?
31-10-2010 09:07 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>> Tak więc jeżeli postulaty Penrose'a są słuszne...

>> Prawie na pewno nie są słuszne. Kwantowe efekty w mózgu są nieistotne. Dekoherencja ewentualnych superpozycji kwantowych jest 10 do 20 rzędów wielkości szybsza niż skala czasowa funkcjonowania neuronów.

> Mamy sobie maszynę: emiter fotonów (który jest tak zbudowany, żeby średnio co sekundę przepuszczał jakiś foton), zwierciadło półprzepuszczalne oraz detektor fotonów, oraz układ logiczny, który decyduje, czy w ostatniej sekundzie zauważony został foton, czy nie. Jeżeli tak to drukarka drukuje 1, jeżeli nie to 0. Dekoherencja funkcji falowej jest jaka jest, jednak urządzenie drukować będzie sygnał zero-jedynowy w tempie co jedna sekunda. I jaki tutaj jest związek pomiędzy szybkością redukcji wektora stanu do szybkości działania maszyny?

Szybkość redukcji wektora stanu nic tu nie ma do rzeczy, bo nie jest to proces zachodzący obiektywnie a jedynie zabieg matematyczny. Chodzi o szybkość dekoherencji (zaniku pozadiagonalnych elementów macierzy gęstości). Przykład jaki podałeś potwierdza to co napisałem: dekoherencja stanów fotonu inicjujących drukowanie jest dużo szybsza niż szybkość działania całej maszyny.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365