Racjonalista - Strona głównaDo treści
szczescie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-11-2010 23:11Ad Nauseam (29 punktów)szczescie
Ocena 4 na 4
jak czlowiek rozumny moze byc zadowolony ze swiata w ktorym zyje ? Na co dzien mam raczej zly nastroj, lecz wiem ze to nie depresja. Chcialbym wierzyc w Boga, ale wiem ze go nie ma. Swiat jest bezuczuciowy, a czlowiekiem kieruja rzadze, ktore ogranicza moralnoscia, ktora istnieje by zapewnic przetrwanie gatunkowi i nie mozna od niej uciec. Obawiam sie ze majac wszystko co mozna miec na tym swiecie czyli milosc pieniadze itd i tak nigdy wewnetrznie nie bede zaspokojony, co wynika z samej natury zycia ,ograniczen i glupoty czlowieka..czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie szczesliwy ? Obserwujac ludzi wokol widze ze im ktos jest glupszy tym szczesliwszy. Chyba jedyna metoda to wytresowanie umyslu i stworzenie imitacji szczescia, w ktora z czasem nalezy uwierzyc..
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Maximus Decimus Meridius (316 punktów)
>jak czlowiek rozumny moze byc zadowolony ze swiata w ktorym zyje ?

Też mną kiedyś targały podobne dylematy. Trwało to trochę. Polecam przysiąść i zgłębić zawartość serwisu RACJONALISTA.PL. Zawsze można po słowach pokrewnych trafic do dobrych, dajacych do myślenia artykułów Wiem, że to moze byc trudne i sytuacja nie zmieni sie tak od razu, ale w miarę nasączania umysłu obiektywnymi informacjami nauczy się on samodzielnie pracować, bez pogoni i żalu za urojeniami

Pozdrawiam


"Kto sieje memy, ten trafia do encyklopedii ..."
05-11-2010 19:42 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>w miarę nasączania umysłu obiektywnymi informacjami...

stają się one subiektywne.
Podobnie jest z wodą i gąbką: w miarę nasączania jej wodą, powstaje
gąbczan hadwao.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Guzik (2020 punktów)
czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie
szczesliwy ? Obserwujac ludzi wokol widze ze im ktos jest glupszy tym szczesliwszy


Przypomniał mi się incydent z mojego życia i z dzieciństwa mojej córki. Jako jeszcze nie nastolatka, bo wtedy takie nastroje byłyby nieco uzasadnione, była smutna. Pokazałam jej dziewczynkę z Downem, która bawila się na podwórku, roześmianą i szczęśliwą: Patrz Agnieszka jest taka wesoła... A moje dziecko na to: - bo ona jest głupia.

Coś więc w tym co piszesz jest. Ludzie roztropni, myślący, refleksyjni, nie bedą ciągle roześmiani. Świt ze swymi nieszczęściami ich przytłacza. Niemniej polecam dbanie o zdrowie, tak fizyczne jak psychiczne. Zdrowy człowiek ma momenty beztroskiego śmiechu i to wystarcza. Szczęście to nie stan jest pernamentnegej radości. To kalejdoskop uczuć. Raz smutnych, raz wesołych.
Życzę Ci, aby te wesole były górą.
Kuba Śruba (3184 punktów)
>czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie
>szczesliwy ? Obserwujac ludzi wokol widze ze im ktos jest glupszy tym szczesliwszy.

Przytoczę banalny przykład szklanki, która może być do połowy pełna albo w połowie pusta. Świat to ogromny zbiornik zarówno szczęścia jak i nieszczęścia. My żyjemy w regionie, gdzie prawdziwy głód i ubóstwo zdarzają się rzadko (np. w por. do Afryki).
Denerwuje mnie polska religijność, ale nie jest najgorzej - w krajach arabskich przecież praktycznie nie ma ateistów, apostazja bywa karana śmiercią.

Uważam się za człowieka szczęśliwego. Mam pracę w której się spełniam - robię doktorat z ulubionej dziedziny. Na wakacje pojechałem w tym roku do Londynu, w którym widziałem wspaniałe dzieła sztuki i niesamowite muzea. Po pracy często spotykam się z przyjaciółmi, mam dobre relacje z najbliższą rodziną.
Poza tym uczestniczę w ciekawych dyskusjach na racjonalista.pl
Dziś wybieram się na "Essencial Killing" i myślę, że się na tym filmie nie zawiodę.
To wszystko sprawia, że uważam się za człowieka szczęśliwego, co nie znaczy, że wszystko w życiu mi wychodzi.


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
03-11-2010 06:22 
 Ocena 1 na 1
Artaso (380 punktów)
>Przytoczę banalny przykład szklanki, która może być do połowy pełna albo w połowie pusta.

Szklanka zawsze będzie pełna. Jeśli nie mleka to powietrza.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Przytoczę banalny przykład szklanki, która może być do połowy pełna albo w połowie pusta.
>Szklanka zawsze będzie pełna. Jeśli nie mleka to powietrza.
"POLSKA szklanka", nie skala się ni mlekiem ni powietrzem!
Sokratejczyk (29 punktów)
>jak czlowiek rozumny moze byc zadowolony ze swiata w ktorym zyje ?
A czy zadowolenie ze świata jest warunkiem koniecznym szczęścia?
02-11-2010 12:23 
 Ocena 1 na 1
Ad Nauseam (29 punktów)
>>jak czlowiek rozumny moze byc zadowolony ze swiata w ktorym zyje ?
>A czy zadowolenie ze świata jest warunkiem koniecznym szczęścia?

zadowolenie ze swiata jest dla mnie skladowa szczescia, tym wazniejszą im wieksza jest skala cierpienia i bezmyslnosci wokol.
PKowalski (1042 punktów)
>jak czlowiek rozumny moze byc zadowolony ze swiata w ktorym zyje ?
Czy człowiek rozumny może świat oceniać? Czy to trochę nie tak jakbym powiedział: "Ta cała przestrzeń, w której żyję, jest do bani; brakuje jej tak z siedmiu dodatkowych wymiarów, a w ogóle powinno być inaczej!"

>Na co dzien mam raczej zly
>nastroj, lecz wiem ze to nie depresja.
Smędzenie melancholika, raczej, powiedziałbym. A przynajmniej życzę by tak było, bo depresja to paskudna choroba.

> Chcialbym wierzyc w Boga, ale wiem ze go nie ma.
To prawie dokładnie odwrotnie niż ja

> Swiat jest
>bezuczuciowy, a czlowiekiem kieruja rzadze, ktore ogranicza moralnoscia, ktora istnieje by zapewnic
>przetrwanie gatunkowi i nie mozna od niej uciec.
Dlaczego od razu o seksie? A żądze (przez 'ż'), które kierują w stronę zaspokajania głodu i pragnienia są jakieś gorsze? Mniej godne dostrzeżenia? A cały proces trawienia? Przecież pomiędzy zdjęciem potrawy w reklamie restauracji, a finalnym produktem wydalanym z organizmu zachodzi większa różnica, nieprawdaż?

> Obawiam sie ze majac wszystko co mozna miec na tym
>swiecie czyli milosc pieniadze itd i tak nigdy wewnetrznie nie bede zaspokojony, co wynika z samej
>natury zycia ,ograniczen i glupoty czlowieka..
Ojej, zaspokojony...
Poważnie -- zamiast myśleć o bliżej nieokreślonym posiadaniu miłości i pieniędzy lepiej się zabrać za robotę. Bo satysfakcji nie znajduje się w nieokreślonym 'posiadaniu', ale w 'działaniu'. Szczęścia nie da się, na dłuższą metę, smakować leżąc z brzuchem do góry.

>czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie
>szczesliwy ?
Niektórzy twierdzą, że wyłącznie inteligentny; bo głupie szczęście niewiele jest warte.

> Obserwujac ludzi wokol widze ze im ktos jest glupszy tym szczesliwszy. Chyba jedyna
>metoda to wytresowanie umyslu i stworzenie imitacji szczescia, w ktora z czasem nalezy uwierzyc..
Nie chcę Cię wyśmiać, a tak mogłeś mnie zrozumieć. Ale jakoś wzbudzasz we mnie dość złośliwe uwagi. Przechodziłem przez coś podobnego, i teraz żałuję, że nie wykorzystałem czasu lepiej niż na takie refleksje. W sumie do dzisiaj miewam takie poczucie, że idealny świat, gdzieś tam wtłoczony, różnych wzniosłych oczekiwań kontrastuje boleśnie z rzeczywistością.
Ale... co z tego?

Myślę, że nieźle Twój problem zilustrowało zdanie z początku wypowiedzi: "Chciałbym wierzyć w Boga, ale wiem, że go nie ma."
Po co ta chęć? Wyuczona? Wzorowana na kimś? A może nasłuchałeś się, że Bóg i wiara w niego, to coś dobrego? Że bez tego jest ciężko? A dlaczego? Czy to rozumowe?
I, po drugiej stronie, "wiesz", że Boga nie ma. Na jakiej podstawie? Wydajesz bardzo kategoryczny sąd o świecie. Czy ten świat zbadałeś tak dobrze?
Uważasz się za "rozumowego", więc pytania powinny Cię inspirować, nieprawdaż?

Po jednej stronie duchowy idealizm, do którego się odwołujesz zamiast trochę popolemizować niepokornie. Mam poczucie, że dajesz go sobie założyć, jak klapki na oczy ograniczające widzenie.

Po drugiej, bezwzględne i pewne siebie sądy na temat materialnej (?) rzeczywistości.

"Wyluzuj". Świat może być piękny, może być pełen możliwości, perspektyw. Tylko trzeba zakasać rękawy -- uczuć, pieniędzy, czy pięknych przeżyć nie dostaje się za darmo, ale za pracę nad sobą.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie szczesliwy?
Człowiek inteligenty nie zadręcza się pierdołami.
Degre (752 punktów)
>jak czlowiek rozumny moze byc zadowolony ze swiata w ktorym zyje ?
"Szczęście?uczucie,że rośnie moc,że przezwycięża się opór"
I mi się to sprawdziło- zrobiłem to co uważałem za niewykonalne dla mnie.
(zapewne cześć was uznała by to za banały ale dla mnie - postęp)

znajdź pasję.Uważam,że bez niej ciężko w życiu,jaka by nie była(zbieraj znaczki,jeździj rowerem,naprawiaj zegarki...).
Chcesz zmieniać świat - zacznij od siebie.
02-11-2010 21:51 
 Ocena 1 na 1
piotao (913 punktów)

>[...]
>znajdź pasję.
>[...]
>Chcesz zmieniać świat - zacznij od siebie.

Podpisuje sie pod tym obiema rekoma, bo sam chcialem to napisac. Pasja naukowa i poswiecenie zycia na odkrycie, jak dziala swiat. To moja droga!

Degre++

pio


-pio-
gregg (489 punktów)
(zablokowany)
Czasami mam podobnie, tyle że to raczej całkowity brak wiary dodaje mi otuchy. Pomyśl, ile jeszcze tułaczki przed Tobą, gdyby istniały zaświaty A tak, mamy z górki... Alleluja i do przodu!
MUZGOJAD (276 punktów)
Szczęśliwy w pełni nigdy nie będziesz, chyba że uda Ci się zignorować zjawisko śmierci, albo ubzdurasz sobie, że śmierć nie jest ostateczna, co dla człowieka inteligentnego i rozumnego jest nieosiągalne i czego chyba nie chcesz. Zawsze możesz jednak czerpać przyjemność z życia, cieszyć się z faktu, że jesteś w stanie dostrzec jego piękno, w przeciwieństwie do człowieka głęboko wierzącego, chorego psychicznie albo psa i że w ogóle masz takie problemy. Żadnego głębszego sensu w tym wszystkim nie ma i jego szukanie jest bezcelowe i zawsze bezowocne. Po prostu ciesz się życiem. Jeżeli kiedykolwiek, ostatecznie i w zupełności pogodzisz się ze śmiercią i odnajdziesz newralgiczny sens życia, który pozwoli osiągnąć Tobie rozstrzygające wszystkie problemy, "prawdziwe" i kompletne szczęście, to pamiętaj, że będzie to tylko złudzenie. Dla niektórych ludzi takim złudzeniem jest Bóg, dla innych akceptacja i tolerancja śmierci (na tyle, żeby się nią nie przejmować), co jest dla mnie tak samo niepoważne.
setarkos (10757 punktów)
>Jak człowiek rozumny może być zadowolony ze świata, w którym żyje?
Może poprzez rozumne budowanie tego świata..

> (..) stworzenie imitacji szczęścia ..
W kontekście pokrewnych do "szczęścia" pojęć istnieje odróżnienie - np. dostatku od poczucia dostatku albo bezpieczeństwa od poczucia bezpieczeństwa - tymczasem szczęście podpada pod poczucie szczęścia, stając się bodaj samym "poczuciem". Zdaje się, że trwałe uchwycenie szczęścia nie jest możliwe - szczęśliwym się bywa lecz nie jest.
Poprzez swe uwiązanie do podmiotu czy nawet w nim zamknięcie traci ono (szczęście) desygnat zewnętrzny, przez co chyba nawet nie nadaje się do oglądu fenomenologicznego. Wynikałoby stąd, że nie sposób odróżnić szczęścia od jego "imitacji".
Pozdrawiam
Jan Rylew (3965 punktów)
>jak czlowiek rozumny moze byc zadowolony ze swiata w ktorym zyje ?

Zadowolonym ze świata w którym żyje może być człowiek doznając szczęścia.
To ulotny stan quasi-eufori odczuwany w działaniu w słusznej sprawie,
w pracy twórczej, w bezpośrednim obcowaniu z przyrodą, z ciekawym człowiekiem.
To uczucia spełnienia, miłości, które pozwalają mu zapomnienieć o swym osamotnieniu we wszechświecie.
Boga można znależć w samym sobie.
Posiadanie czegokolwiek z tego świata szczęścia jeszcze nie daje, o wiele bardziej czyni człowieka szczęśliwym uczestnictwo, współdziałanie w kształtowaniu tego świata.

Czy głupi jest szczęśliwszy ? To nie zależy od mądrości jakkolwiek byśmy ją definiowali.To zależy chyba od sposobu życia i człowiek inteligentny teoretycznie powinien mieć większe szanse żyć szczęśliwie. Bywa różnie.
Ad Nauseam (29 punktów)
Po co chcialbym wierzyc w Boga? Chyba tylko glupiec by nie chcial. Po to zebym mial przeswiadczenie ze po smierci czeka mnie lepszy, wyzszy byt, a nie nicosc. Nie rozumiem dlaczego PKowalskego to dziwi. Wszystko w naszym zyciu wskazuje na to ze Bog nie istnieje, wiadomo ze istnieje jakas sila sprawcza (mysle ze to mial na mysli np Einstain mowiac o Bogu)-i moze to byc wyłącznie fizyka, ale na pewno nie jest to chrzescijanski Bog, bo to jest w calosci twor ludzki. Smieszne jest np usprawiedliwianie istnienia zla. Wedlug religi zlo istnieje zeby mozna bylo czynic dobro, niezwykle zalosne tlumaczenie. NIestety czlowiek nigdy nie pozna odpowiedzi o sens istenia materii, mysle ze nawet Bog by nie znal odpowiedzi gdyby istnial, bo to jest po prostu paradoks. gdy sie mocno zastanowie nad istota swojego bytu to sie zazwyczaj konczy na ataku lęku jakiego z innego powodu nigdy nie mozna doswiadczyc. To jest kres poznania. Dlatego staram sie o tym nie myslec zeby nie zwariowac, bo to jest straszne uczucie, ciekawe czy ktos z was tego doswiadczyl
MUZGOJAD (276 punktów)
>gdy sie mocno zastanowie nad istota swojego bytu to sie zazwyczaj konczy na ataku lęku jakiego z innego powodu nigdy nie mozna doswiadczyc. To jest kres poznania. Dlatego staram sie o tym nie myslec zeby nie zwariowac, bo to jest straszne uczucie, ciekawe czy ktos z was tego doswiadczyl

Oczywiście, doświadczam tego samego. Nie nazwałbym tego "atakiem lęku", choć lęk na pewno odgrywa w tym uczuciu swoją rolę. Też staram się o tym nie myśleć, ale oczywiście ten stan zawsze mi towarzyszy. Mam nadzieję, że tak pozostanie, mimo tego, że to raczej niemiłe uczucie. Musiałbym oszukać samego siebie, żeby się go pozbyć, tak jak już wcześniej pisałem. Wolę być swiadomy.

>Po co chcialbym wierzyc w Boga? Chyba tylko glupiec by nie chcial.

Pamiętam, że pisałem na tym forum coś bardzo podobnego, jednakże z jedną, istotną różnicą. Stwierdziłem, że każdy głupiec chciałby, żeby Bóg istniał. Z Twoim wnioskiem się jednak nie zgadzam. Po prostu wolę być trzeźwy, nawet jeśli na starość, gdy będę bliski śmierci ma mi totalnie mi odbić.
Ad Nauseam (29 punktów)
>>gdy sie mocno zastanowie nad istota swojego bytu to sie zazwyczaj konczy na ataku lęku jakiego z innego powodu nigdy nie mozna doswiadczyc. To jest kres poznania. Dlatego staram sie o tym nie myslec zeby nie zwariowac, bo to jest straszne uczucie, ciekawe czy ktos z was tego doswiadczyl
>Oczywiście, doświadczam tego samego. Nie nazwałbym tego "atakiem lęku", choć lęk na pewno odgrywa w tym uczuciu swoją rolę. Też staram się o tym nie myśleć, ale oczywiście ten stan zawsze mi towarzyszy. Mam nadzieję, że tak pozostanie, mimo tego, że to raczej niemiłe uczucie. Musiałbym oszukać samego siebie, żeby się go pozbyć, tak jak już wcześniej pisałem. Wolę być swiadomy.
>>Po co chcialbym wierzyc w Boga? Chyba tylko glupiec by nie chcial.
>Pamiętam, że pisałem na tym forum coś bardzo podobnego, jednakże z jedną, istotną różnicą. Stwierdziłem, że każdy głupiec chciałby, żeby Bóg istniał. Z Twoim wnioskiem się jednak nie zgadzam. Po prostu wolę być trzeźwy, nawet jeśli na starość, gdy będę bliski śmierci ma mi totalnie mi odbić.
>

'każdy głupiec chciałby, żeby Bóg istniał' powiedzmy ze sie zgadzam
Co do mojego stwierdzenia, że 'Chyba tylko glupiec by nie chcial uwierzyc w Boga' i twojego stwierdzenia ze wolisz byc trzezwy-łączysz uwierzenie w Boga z osłabieniem rozumu. Nie o to chodzi. Ja mowiac, ze chcialbym uwierzyc w Boga nie mam na mysli ze chcialbym byc glupszy i dlatego uwierzyc. Chcialbym pozostac soba, wraz ze swoim rozumem i inteligencja. Chcialbym otrzymac mozliwosc uwierzenia w Boga- poprzez inny obraz swiata, odczuwanie obecnosci bozej, bycie swiadkiem cudu, doznanie objawienia, doswiadczenie czegos, czego nie mozna wytlumaczyc prawami fizyki. Chcialbym zobaczyc demona, chcialbym zeby Anneliese Michel byla opetana, a nie chora na padaczke. Blogoslawieni ci, ktorzy uwierzyli, a nie widzieli-byle jaki bozek moze to powiedziec, lecz czy to znaczy, ze mam w niego wierzyc ?
gdybym uzywajac rozumu uznal, ze moge wierzyc w Boga, zapewne tlumaczylbym sobie, ze dzieci umierajace na raka zostaja zbawione, a niewinne ofiary zlych ludzi zostaja po smierci wynagrodzone. Tak jednak nie jest. W zasadzie to nic nie gwarantuje czlowiekowi prawa do szczescia, tylko on sam o nie walczy.

Co do kwestii dobra i zla. Meczy mnie to, czy zlych ludzi nalezy karac, czy im wspolczuc. Mysle, ze wybieram wspolczucie, co po czesci jest dla mnie ciezarem i wplywa na moje samopoczucie. Z tego bierze sie zaduma nad zła konstrukcja tego swiata.
MUZGOJAD (276 punktów)
>'każdy głupiec chciałby, żeby Bóg istniał' powiedzmy ze sie zgadzam
>Co do mojego stwierdzenia, że 'Chyba tylko glupiec by nie chcial uwierzyc w Boga' i twojego stwierdzenia ze wolisz byc trzezwy-łączysz uwierzenie w Boga z osłabieniem rozumu. Nie o to chodzi. Ja mowiac, ze chcialbym uwierzyc w Boga nie mam na mysli ze chcialbym byc glupszy i dlatego uwierzyc. Chcialbym pozostac soba, wraz ze swoim rozumem i inteligencja. Chcialbym otrzymac mozliwosc uwierzenia w Boga- poprzez inny obraz swiata, odczuwanie obecnosci bozej, bycie swiadkiem cudu, doznanie objawienia, doswiadczenie czegos, czego nie mozna wytlumaczyc prawami fizyki. Chcialbym zobaczyc demona, chcialbym zeby Anneliese Michel byla opetana, a nie chora na padaczke. Blogoslawieni ci, ktorzy uwierzyli, a nie widzieli-byle jaki bozek moze to powiedziec, lecz czy to znaczy, ze mam w niego wierzyc ?
Rozumiem, co masz na myśli. Taka wizja jest jednak nierealna. Nie możesz uwierzyć w boga zachowując jednocześnie rozum. To, że musisz UWIERZYĆ jest tutaj problemem. Jest to sprzeczne z ROZUMOWANIEM. Co innego, gdyby istniał bóg, o którym byś WIEDZIAŁ. Wtedy świat byłby zupełnie inny, a Ty zachowałbyś rozum. Jest to jednak stwierdzenie, że Twoje życie byłoby doskonalsze, gdyby bóg istniał, a nie gdybyś w niego uwierzył. Człowiek bez "osłabionego rozumu" po prostu nie ma prawa "uwierzyć" w coś takiego jak bóg. Musiałbyś w inny sposób zdefiniować rozum, zrobić specjalnie wyjątek dla wiary, żeby Twój obraz rozumnego człowieka, wierzącego w Boga stał się praktyczny (przynajmniej gwoli wyobraźni).
03-11-2010 16:52 
 Ocena 2 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Po co chcialbym wierzyc w Boga? Chyba tylko glupiec by nie chcial.
A ja bym, widzisz, nie chciała.
Tylko spróbuj nazwać mnie głupcem...
>po smierci czeka mnie lepszy, wyzszy byt, a nie nicosc.
No i masz, zaświatowiec.
>NIestety czlowiek nigdy nie pozna odpowiedzi o sens istenia materii
Istnienie materii jako takie nie ma określonego sensu. Bo i po co?
>gdy sie mocno zastanowie nad istota swojego bytu to sie zazwyczaj konczy na ataku lęku
A tak dokładnie to czego się boisz? Śmierci?
>Dlatego staram sie o tym nie myslec zeby nie zwariowac, bo to jest straszne uczucie
Znów no i masz. Ten nastrój to się u Ciebie utrzymuje permanentnie, czy tylko od czasu do czasu? Bo zastanawiam się, czy to depresja, czy po prostu emo?
>ciekawe czy ktos z was tego doswiadczyl
Nie wiem, jak inni, ale ja nie. Znam ciekawsze zajęcia, niż siedzenie w kącie i rozmyślanie, jakie to wszystko straszne, bo boga nie ma. Jeśli uważasz, że Twoje życie nie ma sensu, to mu go nadaj. Nie masz przypadkiem jakiegoś hobby?
PS. Czy również nie masz przypadkiem polskich znaków diakrytycznych?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Ad Nauseam (29 punktów)
Moze dlatego ze jestes kobieta. Kobiety wbrew pozorom sa duzo bardziej praktyczne. Wbrew pozorom bo np miłośc to niby sfera duchowa, choc o bardzo praktycznych skutkach. Mysle ze pod wzgledami egzystencjonalnymi kobiety sa po prostu lekkoduchami. Są bardziej przywiazane do materialnego swiata i pewnie nigdy nie doswiadczysz stanu o ktorym pisalem. A kpiny o emo wsadz w kieszen, bo daleko mi do tej kultury
Sokratejczyk (29 punktów)
>>Po co chcialbym wierzyc w Boga? Chyba tylko glupiec by nie chcial.
>A ja bym, widzisz, nie chciała.
>Tylko spróbuj nazwać mnie głupcem...
Ja spróbuję - nie tyle nazwać Cię głupcem, bo to wszak nie jest przedmiotem dyskusji - ile wskazać, że racjonalniejsze wydaje się być pragnienie uwierzenia w Boga i żywot wieczny w sytuacji, gdy się człowiek śmierci boi, niż utrzymywanie, że wiara w Boga jest niegodna człowieka rozumnego.

>>po smierci czeka mnie lepszy, wyzszy byt, a nie nicosc.
>No i masz, zaświatowiec.
Ładnie powiedziane, ale trochę bez sensu, skoro chodziło o nieosiągalny postulat...

>>NIestety czlowiek nigdy nie pozna odpowiedzi o sens istenia materii
>Istnienie materii jako takie nie ma określonego sensu. Bo i po co?
Zgłaszam do Nobla w z astrofizyki i z góry gratuluję uzyskania tej nagrody

>>ciekawe czy ktos z was tego doswiadczyl
>Nie wiem, jak inni, ale ja nie. Znam ciekawsze zajęcia, niż siedzenie w kącie i rozmyślanie, jakie to wszystko straszne, bo boga nie ma...
W dziedzinie tego, co dany człowiek myśli czy czuje, jest on JEDYNYM autorytetem. Możesz próbować wmówić komuś, że nie myśli tego, co myśli - ale wątpię w skuteczność tych wysiłków.

>... Jeśli uważasz, że Twoje życie nie ma sensu, to mu go nadaj. Nie masz przypadkiem jakiegoś hobby?
A tu to się zgadzam.
gregg (489 punktów)
(zablokowany)
>Po co chcialbym wierzyc w Boga? Chyba tylko glupiec by nie chcial. Po to zebym mial przeswiadczenie ze po smierci czeka mnie lepszy, wyzszy byt, a nie nicosc.

Na marginesie: koncepcja boga nie jest automatycznie równoznaczna z istnieniem zaświatów, to są raczej rozłączne postulaty. Nicość często jest motywem przewodnim wielu lęków związanych ze śmiercią. Ale jak mamy jej doświadczać? Jak po trwałej i całkowitej utracie świadomości można doświadczać czegokolwiek? Przecież w tym kontekście śmierć to elegancki i "bezpieczny" stan I tak sobie myślę, że wielu z nas nie tylko w boga nie wierzy, ale też wcale nie pragnie jego istnienia.
03-11-2010 23:54 
 Ocena 1 na 1
Ad Nauseam (29 punktów)
>>Po co chcialbym wierzyc w Boga? Chyba tylko glupiec by nie chcial. Po to zebym mial przeswiadczenie ze po smierci czeka mnie lepszy, wyzszy byt, a nie nicosc.
>Na marginesie: koncepcja boga nie jest automatycznie równoznaczna z istnieniem zaświatów, to są raczej rozłączne postulaty. Nicość często jest motywem przewodnim wielu lęków związanych ze śmiercią. Ale jak mamy jej doświadczać? Jak po trwałej i całkowitej utracie świadomości można doświadczać czegokolwiek? Przecież w tym kontekście śmierć to elegancki i "bezpieczny" stan I tak sobie myślę, że wielu z nas nie tylko w boga nie wierzy, ale też wcale nie pragnie jego istnienia.
>


Nicosc jest dla mnie straszna. Jak juz mnie nie bedzie to nie bede sie jej bal, ale boje sie teraz
Sokratejczyk (29 punktów)
>Nicosc jest dla mnie straszna. Jak juz mnie nie bedzie to nie bede sie jej bal, ale boje sie teraz
Ale czy "nicość" teraz jest?
Nawet gdyby założyć, że po śmierci nie trafiamy do żadnego raju czy piekła, lecz do czegoś, co nazywamy "nicością", to i tak nie potrafimy w żadne sposób zweryfikować tego założenia. Po prostu: nie można nic wiedzieć o tym, co "jest" po śmierci.
Zatem: co możemy wiedzieć, i to z dużym prawdopodobieństwem? Po pierwsze, że żyjemy, więc nie umarliśmy. Śmiesznie brzmi? Może, ale to tylko inne sformułowanie zdania: "śmierci nie ma". Po drugie: nie widać nigdzie żadnej "nicości".
Pytałeś o szczęście. J.M.Bocheński powiedział kiedyś (cytuję z pamięci), że człowiek może być szczęśliwy w dwu wypadkach: gdy ma cel, do którego dąży, albo gdy kontempluje świat.
Pozdrawiam
Ad Nauseam (29 punktów)
>>Nicosc jest dla mnie straszna. Jak juz mnie nie bedzie to nie bede sie jej bal, ale boje sie teraz
>Ale czy "nicość" teraz jest?

A nie mozna sie bac czegos co bedzie ? Chyba strach czesto odnosi sie do przyszlosci,w zasadzie zawsze

>Nawet gdyby założyć, że po śmierci nie trafiamy do żadnego raju czy piekła, lecz do czegoś, co nazywamy "nicością", to i tak nie potrafimy w żadne sposób zweryfikować tego założenia. Po prostu: nie można nic wiedzieć o tym, co "jest" po śmierci.

Ja sobie to potrafie dokladnie wyobrazic. Jako sen wieczny-bez pracy mozgu, a zatem bez marzen sennych. Co czujesz gdy spisz ? Nic. Nie ma poczucia czasu ani czegokolwiek. O ile wejscie w ten stan sie rozni, to jego trwanie wedlug mnie jest identyczne


Sokratejczyk (29 punktów)
>>>Nicosc jest dla mnie straszna. Jak juz mnie nie bedzie to nie bede sie jej bal, ale boje sie teraz
>>Ale czy "nicość" teraz jest?
>A nie mozna sie bac czegos co bedzie ? Chyba strach czesto odnosi się do przyszlosci,w zasadzie zawsze
Fakt, boimy się właśnie tego, co będzie. Rzecz w tym, że nie wiemy, co będzie. Sokrates u Platona używa nawet takiego argumentu: przecież może być i tak, że "to, co po śmierci" jest dla człowieka największym dobrem. Sokrates nie twierdzi, że wie, iż tak jest - przeciwnie, podkreśla, że NIC NIE WIEMY, jak to jest po śmierci.
>>Nawet gdyby założyć, że po śmierci nie trafiamy do żadnego raju czy piekła, lecz do czegoś, co nazywamy "nicością", to i tak nie potrafimy w żadne sposób zweryfikować tego założenia. Po prostu: nie można nic wiedzieć o tym, co "jest" po śmierci.
>Ja sobie to potrafie dokladnie wyobrazic. Jako sen wieczny-bez pracy mozgu, a zatem bez marzen sennych. Co czujesz gdy spisz ? Nic. Nie ma poczucia czasu ani czegokolwiek. O ile wejscie w ten stan sie rozni, to jego trwanie wedlug mnie jest identyczne
Wyobrazić sobie można jednorożca hasającego po krakowskich błoniach, krasnoludki odwalające za mnie robotę, zombi za drzwiami, nicość, a nawet raj. Nie kpię - chcę pokazać, że wyobraźnia to co innego niż wiedza.
Ad Nauseam (29 punktów)
to wygodna postawa przyjac sobie ze nic nie wiemy, jednak moja wizja opiera sie na logicznym przemysleniu a nie czystej fantazji, ktorej wymieniles przyklady. W sumie nie wiem po co to pisac, bo im masz weselsze myslenie o smierci tym lepiej dla ciebie, wiec nie bede Cie przekonywal
11-11-2010 03:45 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Nicosc jest dla mnie straszna. Jak juz mnie nie bedzie to nie bede sie jej bal, ale boje sie teraz

   Jak byłam na grobie dziadka ostatnio, to zaczęłam myśleć o tym samym... Zniknęły trzy przyległe groby. Nikt nie płacił parafii za miejsce przez 20 lat, więc zlikwidowano nagrobki, przekopano groby i zrobiono następne miejsca.

   Ja co będzie zdrowe to oddam na przeszczepy. Resztę każę spalić, a urna na stolik przed telewizorem. Nie ma takiej opcji, żebym się dała zakopać.

"Parówkowym skrytożercom mówimy NIE!"
diogenes (42753 punktów)
>czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie szczesliwy ?

Pewna doza intelektu potrzebna jest chociażby po to, aby odróżnić stan szczęścia od nieszczęścia. W tym sensie bez inteligencji nie ma szczęścia. Natomiast inną jest sprawą problem, czy dzięki inteligencji możemy sobie zapewnić trwałe szczęście (jakkolwiek rozumiane). Klasyczną odpowiedź uważam za najbardziej sensowną: fortuna kołem się toczy:



co sugeruje, że szczęście bardziej zależy od przypadku niż od świadomych, intelektualnych zabiegów.

Fortuna sprzyja tym, którzy o nią rozumnie zabiegają.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
MUZGOJAD (276 punktów)
>>fortuna kołem się toczy:
>co sugeruje, że szczęście bardziej zależy od przypadku niż od świadomych, intelektualnych zabiegów.
>Fortuna sprzyja tym, którzy o nią rozumnie zabiegają.

Nie mam pojęcia co masz na myśli, jeśli w ogóle coś masz. Spróbuj mi to wyjaśnić, jeśli zechcesz.
03-11-2010 21:08 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Nie mam pojęcia co masz na myśli, jeśli w ogóle coś masz.

Na myśli mam to, co masz na monitorze.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
03-11-2010 21:32 
 Ocena 1 na 1
MUZGOJAD (276 punktów)
Ok. Tylko nie oczekuj później od ludzi, żeby Twoje posty brali na poważnie. Mnie już masz z głowy.
setarkos (10757 punktów)
Daruj wtrącenie.. ale co to znaczy "na poważnie"?
MUZGOJAD (276 punktów)
>Daruj wtrącenie.. ale co to znaczy "na poważnie"?

sjp.pwn.pl/slownik/2506467/powaga

2. «znaczenie, ważność jakichś zdarzeń, spraw»
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
> Natomiast inną jest sprawą problem, czy dzięki inteligencji możemy sobie zapewnić trwałe szczęście (jakkolwiek rozumiane).

To ja jeszcze od siebie: czy można być na okrągło szczęśliwym...? Czy ten stan, nie zmęczy osobnika, nie znudzi się mu?
Proszę założyć sobie jakiś stan w którym będzie (dany osobnik) szczęśliwy - zakładam, że ten stan możemy sztucznie podtrzymywać - ile godzin? dni? miesięcy? - będzie osobnika to cieszyć?

>Fortuna sprzyja tym, którzy o nią rozumnie zabiegają.

żeby zaznać szczęście trzeba posmakować i nieszczęścia...
03-11-2010 23:45 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
Nie da rady, kiedyś trzeba się zbudzić, gały przetrzeć, liści nazrywać, ususzyć , cybucha skręcić....jest poślizg

Mnie się wydaje że jeśli ktoś zaczyna się zastanawiać nad własnym "szczęściem", porównywać, ważyć i mierzyć to ewidentnie się nudzi.
Książkę poczytać. Choćby telefoniczną.
05-11-2010 13:58 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>jeśli ktoś zaczyna się zastanawiać nad własnym "szczęściem", porównywać, ważyć i mierzyć to ewidentnie się nudzi.

A może właśnie refleksji nad szczęściem brakuje mu do pełni szczęścia?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
AdamGr (3037 punktów)
Baby mu trzeba i tyle.
Ta mu znajdzie zajęcie pot po tyłku mu ścieknie.
Co nie baby ?
de Vill (1165 punktów)
> czy można być na okrągło szczęśliwym...?

Można. Wystarczy zachorować na hebefrenię.
Zella (1321 punktów)
>Natomiast inną jest sprawą problem, czy dzięki inteligencji możemy sobie zapewnić >trwałe szczęście (jakkolwiek rozumiane). Klasyczną odpowiedź uważam za najbardziej >sensowną: fortuna kołem się toczy:

    Ta odpowiedź jest klasyczna dla całego wątku!
Inteligencja w wielu wypadkach "dołuje"(słownictwo młodzieżowe).Logiczne, oparte na wiedzy w danej dziedzinie, rozmyślania nad:"dlaczego", prowadzą do odkrycia, które może być przyczyną zmiany z pozytywnego, na negatywny stosunek np. do ulubionej potrawy,do znanego Ci i lubionego człowieka, bo okazało się,że jego hojność pieniężna odnosi się tylko do Ojca Rydzyka!
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Bo życie nie ma sensu. Życie pojedynczej jednostki nie ma najmniejszego znaczenia w skali świata. Jesteśmy jak liście na wietrze i sami nie możemy decydować o własnym życiu, bo targa nami wiatr dziejów, kultura, inni, prawo... Straszne, no nie?

Ale taka wizja czyni nasze życie heroicznym. Największą przygodą naszego życia jest brak przygód! To co robimy każdego dnia jednostkowo jest fenomenalne, unikalne w skali świata i co najważniejsze jednorazowe. Czerpać z tego radość, a nawet szczęście to wielka sztuka i... może dlatego słusznie zauważa Michael Novak w "Nocy ciemnej ateistów i wierzących", że ci drudzy są szczęśliwsi?

Ja osobiście nie mam z tym problemu, a wszystkim walczącym z lękiem egzystencjalnym proponuję książki Milana Kundery. Po lekturze takiej "Nieznośnej lekkości bytu" to dopiero można się cieszyć na widok własnego kundla.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
zachaj (5239 punktów)

>..czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie
>szczesliwy ?

Czasami mnie też nachodzą smutne myśli. Mam na to niezawodne rozwiązanie - czytanie książki. Jeżeli dostane w ręce jakąś ciekawą lekturę to nic nie jest w stanie zburzyć mojego dobrego nastroju. Zazwyczaj są to książki popularnonaukowe , one najlepiej pokazują piękno otaczającej nas rzeczywistości. Nauka to poezja dla mych uszu , która w swej najpiękniejszej czystej postaci dostarcza mi przeżyć wręcz "duchowych".

Rzeczywiście jeżeli ograniczamy nasze życie do ogłupiającej telewizji , durnych hollywoodzkich produkcji , nieciekawego towarzystwa i szarej codzienności , szczególnie w taką pogodę , to można łatwo popaść w depresję. Warto znaleźć sobie pasję i w niej się odnaleźć.
06-11-2010 20:40 
 Ocena 1 na 1
Zella (1321 punktów)
>czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie
>szczęśliwy ?

    Moim zdaniem szczęście nie zależy od inteligencji, ale od warunków ,w których żyje, z kim żyje i także gdzie żyje. Przykład inteligentny Europejczyk postanawia wziąć udział w wyprawie humanitarnej do Ugandy. Na miejscu widzi powszechną nędzę, choroby. Jego dziewczyna łapie infekcję i umiera . Jego inteligencja powoduje,że rozmyślania nad tym co widzi, co się dzieje, czyni go człowiekiem nieszczęśliwym!
Magda Kuprowska (640 punktów)
>czy czlowiek inteligentny moze byc prawdziwie
>szczesliwy ?

Oczywiście. Kwestia tego aby nauczyć się cieszyć z małych rzeczy, wyciągać z nich maksimum szczęścia. Dobry poemat, sztuka teatralna, muzyka, przyjaciele, ulubiona potrawa, wieczorek literacki, lampka czerwonego wina- to wszystko nadaje smak naszemu życiu, kwestia tego jaki scenariusz wcielimy w życie.
> Obserwujac ludzi wokol widze ze im ktos jest glupszy tym szczesliwszy. Chyba jedyna
>metoda to wytresowanie umyslu i stworzenie imitacji szczescia, w ktora z czasem >nalezy uwierzyc..

To tylko pozorne szczęście. Szczęście zresztą jest stanem długotrwałym, stanem 'duszy', na które składają się wszystkie okoliczności naszej egzystencji. Najważniejsze aby stawiać sobie cele, i dążyć do nich- to dopiero dodaje przypraw.
Ad Nauseam (29 punktów)
drobne rzeczy moga chwilowo poprawic nastroj, jesli chodzi o ogolne szczescie to maja bardzo male znaczenie, przynajmniej w moim przypadku. Wlasne mozliwosci, osobowosc, fizycznosc, osiagniecia i praca nad nimi maja najwieksza wartosc. Choc to zalezy od tego jakie kto sobie stawia wymagania. Osoby zakochane w sobie sa zapewne szczesliwe
m@jka (28 punktów)
>Kilka lat zajęło mi zaakceptowanie tego, że świat, w którym żyję, jest najlepszy
z możliwych. Innego nie znam.
gohna (5585 punktów)
Chyba każdy kto przekracza pewien poziom świadomości miał takie same przemyślenia jak Ty. U mnie trwało to stosunkowo długo, bo przypadło na okres nastoletniego buntu i w połączeniu dało niezadowolenie ze świata, z rozmów z rówieśnikami i tak na prawdę poszukiwanie, wtedy wydawałoby się i tak bezcelowego sensu życia.
Po tym okresie musiałam wyciągnąć dużo wniosków, aby móc iść drogą prawdziwego szczęścia.
Zdałam sobie sprawę, że ja rządzę swoim światem. Nie żyję w świecie tych wszystkich szarych osób. Żyję w mojej psychice, moim raju, który sama tworzę. Wpuszczam do nich wszystkich napotkanych na mojej drodze ludzi, mając nadzieję, że jestem w stanie im pomóc, a jeśli są tego warci, pokazuję im tajniki tego raju.
Człowiek nieświadomy cieszy się tak naprawdę chwilami, błahostkami, zazwyczaj są to rzeczy materialne albo komercyjne. Prawdziwe szczęście powinno polegać na ciągłym odkrywaniu świata, robieniu rzeczy, których zawsze chciało się dokonać i tak na prawdę kreowaniu ciągle nowych celów, które pozwolą brnąć dalej, bo nie ma odgórnie narzuconego sensu życia dla każdego.
Mimo wszystko bywa tak, że mam momenty, w których spojrzę na świat ślepych ludzi i widzę tylko nieświadomość, kłamstwo, komercję, oszustwa i bezcelowe życie większości, takie z dnia na dzień i wtedy faktycznie znów ogarnia mnie to stare uczucie, ale wiem, że nic nie zmienię jeśli to mnie przygnębi.
Mogę zmienić świat zmieniając mnie- będąc prawdziwie szczęśliwym.

Co było pierwsze Bóg, czy Człowiek?
10-11-2010 21:21 
 Ocena 1 na 1
rexus (2343 punktów)

>Mimo wszystko bywa tak, że mam momenty, w których spojrzę na świat ślepych ludzi i widzę tylko nieświadomość, kłamstwo, komercję, oszustwa i bezcelowe życie większości, takie z dnia na dzień i wtedy faktycznie znów ogarnia mnie to stare uczucie, ale wiem, że nic nie zmienię jeśli to mnie przygnębi.
>Mogę zmienić świat zmieniając mnie- będąc prawdziwie szczęśliw ym.
Chyba szczęśliwą.

Nie rób tak. Nie nazywaj ludzi szarymi. Życie żadnej istoty nie jest bezcelowe. Nie stawiaj siebie ponad kimś,- bądź świadoma, że zawsze będzie ktoś lepszy od ciebie, który to zgodnie z twoją retoryką, nazwie cię szarą. Tak nie jest. Przyroda by wygenerować idealną żywą jednostkę, potrzebuje zmarnować miliardy. Innymi słowy, by mógł zaistnieć geniusz, muszą go poprzedzić miliardy, jak ty to nazywasz szarych. Wszyscy oni są jedną tkanką. Pamiętaj o tym.
11-11-2010 22:42 
 Ocena 2 na 2
gohna (5585 punktów)
Masz rację. Odpisałam zbyt impulsywnie, jednocześnie pokazując słabość, która jeszcze raz przypomina, żeby się nie stawiać ponad kimkolwiek.


Co było pierwsze Bóg, czy Człowiek?
Gerber (2 punktów)
Człowiek rozumny zdaje sobie sprawe że szczęście wynika z 2 rzeczy:
a) Zaspokajania potrzeb (swoich lub potrzeb innych ludzi, co wychodzi na jedno w sumie)
b) Rozwiązywania problemów (wasze poznawanie świata, bo dla mnie jest problemem jeśli czegoś nie rozumiem)
Tak szczerze to sam doszedłem do takiego wniąsku, gdyż dalej znajduje się poniekąd w stanie podobnym do twojego.
Tymi zasadami się kieruje To nie takie proste, bo każdy człowiek musi walczyć z sobą by być wartościowym. Postaw na działanie, jak ktoś już powiedział, niczego nie znajdziesz w lenieniu się i czystych refleksjach. Na kaca i depresje najlepsza jest praca. A jeśli jesteś metodologiem i racjonalistą pełną gębą do zagłęb się w neuromedycyne, przez co wymyśl i zastosuj dozownik serotoniny, szczęście na 100%
Ponadto spróbuj poszperać w podstawach psychologii, w temacie potrzeb (np. piramida Maslova), zajmiesz sie czyms i zrozumiesz jak to działa
Ad Nauseam (29 punktów)
prawie wszyscy tu pisza ze dzialanie mnie uzdrowi. Z dzialaniem nie mam problemu, meczy mnie bardziej płytkosc tego swiata i to, ze wlasnie trzeba podejmowac starania zeby nadac sens (w zasadzie nadac sens nie specjalnie sie da) swojemu zyciu-to jest dla mnie zalosne. Na dzien dzisiejszy mam takie podejscie, moze to sie zmieni z czasem..

Vanitas vanitatum et omnia vanitas - Marność nad marnościami i wszystko marność

Gerber (2 punktów)

Myślę, że problem tkwi w ambicjach, jakoś nie postawiłeś sobie celów by czerpać szczęście i spełnienie z ich realizacji. Cele mogą być różne, stawiaj na cechy negatywne- pyche (pieniądz, prestiż), rządze (kobiety, sex), chciwość itp. Raz że są dobrym fundamentem do budowania osobowości, dwa z czasem Ci się znudzą i zobaczysz cel ujawnią ci się potrzeby podstawowe- np. rodzina, ciekawość, przygoda i w zaspokajaniu ich, nawet w dążeniu do ich spełnienia będzie szczęście.

Oczywiście czysto teoretyczna dyskusja na temat szczęścia jest równie mało motywująca i skłaniająca do poprawy jak upominania rodziców. Sam do wszystkiego dojdziesz z czasem.

>Vanitas vanitatum et omnia vanitas - Marność nad marnościami i wszystko marność
Hasło średniowieczne z tego co pamiętam (moge się mylić). W odpowiedzi coś bardziej rozwiniętego przytoczę, mniej zabobonnego:
Imperare sibi maximum est imperium - panować nad sobą to najwyższa władza. Seneka Młodszy (Filozof, Lucius Annaeus Seneca, ok. 3 - 65 p. n. e)
oraz pozytywistyczne:
Tylko praca wyzwoli nas.
hulajduszka (20 punktów)
>prawie wszyscy tu pisza ze dzialanie mnie uzdrowi.
>Vanitas vanitatum et omnia vanitas - Marność nad marnościami i wszystko marność

oczywiscie ze nie uzdrowi...jesli naprawde jestes "chory na smierc" jak zdiagnozowalby ten stan Kirkergaard

"znajdz sobie hobby" hehe...to cie wyleczy...problem ze to choroba smiertelna, pociesze cie, ze z wiekiem nauczysz sie ja ignorowac i byc moze nawet zaczniesz wachac roze...czego ci serdecznie zycze
Ad Nauseam (29 punktów)
wszyscy jestesmy chorzy na smierc, kwestia tylko tego jak bardzo siebie oszukujemy..wiadomo ze wszyscy wola byc w dobrym nastoju ale zycie nie jest dobre
Kuba Śruba (3184 punktów)
>wszyscy jestesmy chorzy na smierc, kwestia tylko tego jak bardzo siebie oszukujemy..wiadomo ze wszyscy wola byc w dobrym nastoju ale zycie nie jest dobre

Śmierć to rzeczywiście jest przykra sprawa, ale właśnie dlatego, że życie ma wartość. Przeciętny człowiek ma kilkadziesiąt lat by założyć rodzinę (jak sobie pościelisz tak się wyśpisz), odbyć podróże do wspaniałych miejsc (to nie musi być kosztowne!), poznać dobrą literaturę, sztukę, zapoznać się z dziełami filozofów (tych pesymistycznych też!), poczytać o przełomowych odkryciach naukowych.

Czy kilkadziesiąt lat to dużo?
Pozwolę sobie na przykład bardzo osobisty: Mój ojciec zginął gdy miałem 14 lat. Byłem w prawdziwym szoku, praktycznie nie pamiętam nic z pierwszego roku po wypadku, chodziłem jak po jakiś otępiających dopalaczach, mimo, że nic nie brałem.
Odwiedziłem w życiu kilku psycholożek: pierwsza była kompletną idiotką, jednak druga uświadomiła mi, że (przytaczając w skrócie) przynajmniej swojego ojca te 14 lat miałem. Przemyślałem to wiele razy i naprawdę się cieszę, że go zdążyłem dobrze poznać, spędzić z nim wspaniałe chwile. Mam przyjaciela, którego ojciec jest alkoholikiem, zasypiał pijany na klatce albo robił w domu dzikie awantury. W końcu żona (kolegi matka) się z nim rozwiodła i facet od kilku lat się do syna nie odzywa: pije na umór i jest z tego zadowolony.
Kto jest w lepszej sytuacji: ja czy mój przyjaciel? - pytanie retoryczne.
Ja po 16 latach od śmierci ojca nadal opowiadam jego anegdoty, ulubione cytaty czy parafrazy powiedzeń - on wciąż żyje w mojej pamięci (na pewno w jakimś stopniu wyidealizowany).

Mam nadzieję, że nie wprawiłem Cię historyjką w zakłopotanie - ja sam nie przepadam za słuchaniem zbyt osobistych wynurzeń, ale uznałem, że dla dobra dyskusji najlepiej będzie podać przykład z życia, a nie ustęp z "Tako rzecze Zaratusztra".

PS Gdyby ojciec żył, na pewno nie było by między nami tak wspaniale - był dosyć gorliwym katolikiem i wyborcą PC - oj, byłoby między nami na siekiery!


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
Jan Rylew (3965 punktów)
>...ze wlasnie trzeba podejmowac starania zeby nadac sens (w zasadzie nadac sens nie specjalnie sie da) swojemu zyciu-to jest dla mnie zalosne. Na dzien dzisiejszy mam takie podejscie, moze to sie zmieni z czasem..

Sens życia można znaleźć. Potem podejmowanie dalszych starań i wysiłków nie będzie już
problemem.

*****
Wobec absolutnie obojętnej rzeczywistości wszechświata człowiek może znależć
sens istnienia w dążeniu do doskonałości.
rexus (2343 punktów)
Za szczęściem stoi przede wszystkim chemiczna gospodarka mózgu.
Wiadomo, że im ktoś mądrzejszy tym bardziej samotny. Świat jest zorganizowany a wybiórcze dostrzeganie rzekomej niesprawiedliwości, to nie jest objaw mądrości.
Ad Nauseam (29 punktów)
>Za szczęściem stoi przede wszystkim chemiczna gospodarka mózgu.
>Wiadomo, że im ktoś mądrzejszy tym bardziej samotny. Świat jest zorganizowany a wybiórcze dostrzeganie rzekomej niesprawiedliwości, to nie jest objaw mądrości.

wedlug ciebie zycie jest sprawiedliwe ?
rexus (2343 punktów)
Rozumując logicznie, nie istnieje coś takiego jak sprawiedliwość, czy niesprawiedliwość. To subiektywny emocjonalny stosunek to konkretnych zdarzeń zmusza ludzi do ferowania wyroków o sprawiedliwości.
Bo jaka jest niesprawiedliwość w akcie zjadania zająca przez rysia?
Ludzie szybkocwani cyckają tych mniej cwanych, co suma summarum jest naturalne a nawet wręcz pożądane.
Osobom, które czują się pokrzywdzone przez taki stan praw natury, cóż można powiedzieć?
Taki los.
Ad Nauseam (29 punktów)
taki los. Jaki material genetyczny otrzymasz taki jestes przystojny i inteligenty badz glupi i brzydki. Nie ma w tym zadnej sprawiedliwosci-i mysle ze mozna tu uzywac tego slowa. Trzeba sie z tym pogodzic i mozna sobie wkrecac ze to jest naturalne, ale nie zmienia to faktu ze lepiej byc atrakcyjnym i inteligentnym
Jan Rylew (3965 punktów)
>Rozumując logicznie, nie istnieje coś takiego jak sprawiedliwość, czy niesprawiedliwość. To subiektywny emocjonalny stosunek to konkretnych zdarzeń zmusza ludzi do ferowania wyroków o sprawiedliwości.
>Bo jaka jest niesprawiedliwość w akcie zjadania zająca przez rysia?

Sprawiedlwość, niesprawiedliwość są ideami rozumu ludzkiego, przyporządkowane są im konkretne zjawiska społeczne("świat jest zorganizowany").
Argment z rysia tutaj nie pasuje.
Czy jest objawem mądrości nie dostrzeganie niesprawiedliwości w społeczeństwach zorganizowanych ?

>Osobom, które czują się pokrzywdzone przez taki stan praw natury, cóż można powiedzieć?
Kiedyś mówiono "Proletariusze wszystkich krajów łączcie się".

*****
Czyż nie jest to tak, że człowiek jest człowiekiem dlatego,
że nie zgadza się być tym kim jest ?
rexus (2343 punktów)
Gdyby świat był "sprawiedliwy", dawno temu by go już nie było.
Minuta pracy geniusza, może być więcej warta dla społeczności, niż rok mojej ciężkiej pracy przy naprawianiu urządzeń technicznych, dlaczego mielibyśmy dostawać równą miesięczną wypłatę?
setarkos (10757 punktów)
>Rozumując logicznie, nie istnieje coś takiego jak sprawiedliwość, czy niesprawiedliwość.
Zatem tzw. władza sądownicza opierałaby się z gruntu na nielogiczności?
> To subiektywny emocjonalny stosunek to konkretnych zdarzeń zmusza ludzi do ferowania wyroków o sprawiedliwości.
Chyba subiektywny emocjonalny stosunek 'zmusza' ludzi do interesowności a nie do logiki..
>Bo jaka jest niesprawiedliwość w akcie zjadania zająca przez rysia?
Żadna. Działania jednostronne są pozalogiczne - instynktom zbędny jest namysł czy rozwaga.
>Ludzie szybkocwani cyckają tych mniej cwanych,
Zgrabne sformułowanie. Brawo. Tylko dlaczego są cykani "mniej cwani" (a nie 'wolnocwani')? Czyżby szybkość była cwanością?
> .. co suma summarum jest naturalne a nawet wręcz pożądane.
Że pożądane rozumiem (natura żywa kieruje się popędem), ale czy jeśli naturalne, to .. wskazane? Jeśli z natury nie mamy kół, to należy niszczyć koła?
>Osobom, które czują się pokrzywdzone przez taki stan praw natury, cóż można powiedzieć?
>Taki los.
Zapewne osobom żyjącym w pełnej zgodności z naturą, z dala od cywilizacji, można pogratulować, pozazdrościć i brać z nich przykład ..
Jan Rylew (3965 punktów)
>Za szczęściem stoi przede wszystkim chemiczna gospodarka mózgu.
A co stoi za chemiczną gospodarką mózgu ?

>Wiadomo, że im ktoś mądrzejszy tym bardziej samotny.
To ciekawa ale chyba nie do końca prawdziwa teza.
Czym jest mądrość ?
12-11-2010 11:10 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Za szczęściem stoi przede wszystkim chemiczna gospodarka mózgu.
>A co stoi za chemiczną gospodarką mózgu ?

ech - cukier, kawa i inne dopalacze...

>>Wiadomo, że im ktoś mądrzejszy tym bardziej samotny.
>To ciekawa ale chyba nie do końca prawdziwa teza.

Czy tyczy to Sumy o 12 w Kościele Parafialnym? Bywa tłoczno...

>Czym jest mądrość ?

Bogiem. Raczej ciężko pokazać coś czego nie ma..... Tak wiec wielu się o to i do tego modli. I nic...
>
Jan Rylew (3965 punktów)
>>>Za szczęściem stoi przede wszystkim chemiczna gospodarka mózgu.
>>A co stoi za chemiczną gospodarką mózgu ?
>ech - cukier, kawa i inne dopalacze...
eeech - to tylko namiastki czegoś prawdziwego

>>>Wiadomo, że im ktoś mądrzejszy tym bardziej samotny.
>>To ciekawa ale chyba nie do końca prawdziwa teza.
>Czy tyczy to Sumy o 12 w Kościele Parafialnym? Bywa tłoczno...
Zależy gdzie, w Niemczech rzadko, w Norwegii jest w ogóle mało kościołów.

>>Czym jest mądrość ?
>...Raczej ciężko pokazać coś czego nie ma.....
Z tym się można zgodzić
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>eeech - to tylko namiastki czegoś prawdziwego

raczej pozostałości... ach! och! niestety...

>Zależy gdzie, w Niemczech rzadko, w Norwegii jest w ogóle mało kościołów.
To może byśmy spółkę zoo zmajstrowali i jakiś export? u nas Parafie to złoża naturalne!
I export by zaszalał!

>>>Czym jest mądrość ?
>>...Raczej ciężko pokazać coś czego nie ma.....
>Z tym się można zgodzić
Ale cieszyć się z tego będzie ciężko...
setarkos (10757 punktów)
>Czym jest mądrość?
Definicja nie-wprost:
Skoro głupota nie zna granic, to mądrość musi znać granice.
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Czym jest mądrość?
>Definicja nie-wprost:
>Skoro głupota nie zna granic, to mądrość musi znać granice.
A jaka jest granica mądrości ?

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365