 |
"Oszołom" - FOZZ jeszcze raz Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-07-2009 21:08 | Matix (5786 punktów) | "Oszołom" - FOZZ jeszcze raz
4 na 4 | Afera FOZZ weszła już do kanonu naczelnych przekrętów transformacji ustrojowej w Polsce jako symbol krętactwa i korupcji jakie były na porządku dziennym w tym brudnym okresie. Właśnie obejrzałem film "Oszołom" Zalewskiego tutaj w kilku częściach: youtube.com/watch?v=XCYiSPxSQGM i trochę nie zgadza się on z moim dotychczasowym spojrzeniem na sprawę, z Falzmanna zrobiono oszołoma manipulując odpowiednim aktorem i wyjętymi sytuacjami z życia kiedy emocje brały górę, poza tym film polecam jak najbardziej wszystkim którzy go nie widzieli. Wklejam kilka tekstów, które mogą osobom niewtajemniczonym przybliżyć kim był Falzmann i co robił. www.dakows(*)ent&task=view&id=504&Itemid=53 Cytat:Niezwykła jest zwykłość - Wspomnienie o Michale Falzmannie Małgorzata Kopczyńska -Dakowska
[Michał – odkrywca „afery FOZZ”, zginął 18 lipca 1991 r. To wspomnienie wydrukowano w piśmie Diecezji Wrocławskiej Nowe Życie, nr. 2, w lutym 1997 r. Obecnie, w 2008 r., sprawa FOZZ i Jego w niej udział, są dalej przemilczane a jej rozwiązanie blokowane. Adm.]
Wspomnienie o Michale Falzmannie
Niezwykła jest zwykłość
Kiedy po raz ostatni widziałam Michała Falzmanna, zapadły w moją pamięć jego słowa: Trzeba przerwać ten rabunek, inaczej nasze dzieci i wnuki będą bez końca spłacać dług zaciągnięty i stale powiększany przez komunistycznych złodziei. Trzy dni później, 18 lipca 1991 r. zmarł na zawał serca. Miał niecałe 38 lat. Warto przybliżyć postać tego inspektora Najwyższej Izby Kontroli, człowieka, który odkrył mechanizm działania Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) i zmusił instytucje państwowe do ujawnienia i nadania biegu "sprawie FOZZ".
Dzisiaj temat ten nie jest już tak blokowany, jak 5 lat temu. TV pokazuje czasem setki tomów akt sprawy, "Życie Warszawy" zamieściło całą kolumnę rozmowy z prowadzącym śledztwo prokuratorem Januszem Kalwasem. Tamże (kursywą, w ramkach) podano, na podstawie analizy biegłych, że gdyby pieniądze FOZZ zostały wykorzystane prawidłowo, kupiono by dług o wartości trzy razy wyższej. Nazwisko Falzmann nie pojawia się jednak już wcale, można wręcz odnieść wrażenie, że jest skrzętnie pomijane, tak, by nie kojarzyło się więcej z tą tajemniczą sprawą.
Kim był, jaki był, w co wierzył, co zrobił (a czego zrobić nie zdążył) Michał Tadeusz Falzmann? Pozostawił po sobie cztery córki i syna. Zmarł na trzy dni przed drugą rocznicą urodzin najmłodszej Marysi. Zapamiętałam to grzeczne, zdyscyplinowane dziecko, uderzająco podobne do ojca, które bez słowa protestu, w strugach ulewnego deszczu siedziało w wózeczku podczas długiej ceremonii pogrzebowej. Starsze rodzeństwo – siostry Joanna, Zuzanna, Anna oraz brat Patryk liczyli sobie wówczas 15, 13, 9 i 11 lat.
Warto, ze względu na obce brzmienie nazwiska Michała wspomnieć o jego pochodzeniu irlandzko-niemieckim. Pradziad był budowniczym kolei warszawsko-wiedeńskiej, który osiadł w Polsce, a już jego dzieci - choć pozostały przy wyznaniu ewangelicko-augsburskim czuły się Polakami. Żyjący do dziś ojciec Michała, Frank, był żołnierzem. Armii Krajowej, natomiast jego brat, Aleksander, pastor w Łodzi, za odmowę wpisania się na volkslistę został więźniem Oświęcimia i tam zginął.
Michał Falzmann ukończył Wydział Ekonomiczno Społeczny ówczesnego SGPiS-u. Studiował zaocznie, cały czas pracując i utrzymując rodzinę. Tamte czasy charakteryzowało "przyrastanie do posad", które często były synekurami. Michał był mobilny - często zmieniał pracę, nie tylko w poszukiwaniu lepszych zarobków, lecz także - interesujących go problemów. Pracował jako księgowy i doradca ekonomiczny m.inn. w KAW-ie, Mostostalu, w kilku firmach polonijnych i jako inspektor w Izbie Skarbowej. Czasami wykonywał bilanse różnych przedsiębiorstw jako prace zlecone. Miał niebywałą orientację i intuicję w rozszyfrowywaniu wstydliwych tajemnic różnych instytucji.
Dobrze zorientowany w istnej karuzeli stanowisk w sferach finansowych PRL, gdzie osoby spalone na jednym stanowisku znikały, aby następnie wypłynąć na innych, często wyższych , często wyższych stanowiskach, był zapewne również dobrze znany „tamtej stronie" .
Istnieją podstawy do domniemania, że pewne zlecenia dawano mu jako swego rodzaju test: jeśli Falzmann się nie połapie - nikt się nie połapie. Tak się jednak na ogół zdarzało, że Falzmann się "połapywał" i odmawiał uwiarygadniania swym nazwiskiem wątpliwych rozliczeń. Chodziło najczęściej o sumy ogromne, a odmowa oznaczała kłopoty. Niejednokrotnie były to otwarte pogróżki. Kiedy wykonując bilans pewnej firmy, z nazwy zajmującej się unowocześnianiem rolnictwa, a w istocie transferem zaawansowanych technologii do ZSRR (istniało wówczas embargo), odmówił firmowania swoim podpisem fałszywej analizy ekonomicznej i przyjęcia pieniędzy za wykonaną pracę, usłyszał: Nie myśl Pan, że się tak łatwo z tego wyplączesz. Łatwiej dostaniesz Pan zawału. Kiedy, jako inspektor NIK, rozpoczął kontrolę FOZZ, groźby, pogróżki, naciski i szantaże stały się jego chlebem codziennym.
Śledztwo w sprawie FOZZ trwa już ponad 5 lat. Od ponad pięciu lat nie żyje ten, który ujawnił tę - jak twierdzi się dzisiaj oficjalnie - największą aferę finansową w dziejach Polski. Z osób, które Michał Falzmann wskazywał w swoich notatkach służbowych jako odpowiedzialnych za utratę przez Polskę zawrotnych sum, jedni robią dziś wielkie interesy jako biznesmeni, inni karierę polityczną. Jedynymi, jak dotąd, skazanymi w związku ze sprawą FOZZ, są dziennikarze, którzy odważyli się przerwać zmowę milczenia. [Parę zyc-priedsiedatielej skazano parę lat później, ale ryby uciekły. Przedawniło się.. Adm., ’08 r ] | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Matix (5786 punktów) | Cytat:Pozostawiając rozwikłanie zagadki FOZZ prokuratorom i sędziom, wróćmy do postaci Michała Falzmanna w kontekście tej jego ostatniej pracy. Nie miał do niej, bynajmniej, stosunku euforycznego. W dniu 21 kwietnia 1991 roku zapisał w swoim dzienniku: Dalsza praca to osobiste śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych. Pracę tę jednak z determinacją kontynuował, gdyż uważał, że skoro ją zaczął, to powinien ją doprowadzić do końca.
W czasie kontroli odbywał wiele rozmów z ludźmi na najwyższych stanowiskach i zadawał im pytania, na które nie chcieli odpowiadać: Podczas którejś z rozmów "na wysokim szczeblu" zaproponowano mu ,,układ": Z tamtej strony poleci głowa Pana X, a Pan Inspektor zostawi już tę sprawę. Albo niech Pan sam wskaże, kogo usunąć... Odpowiedź Michała była krótka: A cóż mnie ten .... obchodzi!
Nie miał złudzeń, że przy istniejących błędach systemowych każda luka w strukturze zostąnie natychmiast wypełniona przez kogoś innego, kto będzie robił to samo.
A przecież, obok tych wszystkich trudnych spraw zawodowych, toczyło się 'normalne życie codzienne: wyjazdy w góry (np. wspaniały pobyt w prymitywnej bacówce z półtoraroczną Marysią, przy 30- stopniowym mrozie panującym wówczas w Gorcach), wycieczki do Kampinosu i niezliczone spacery po Warszawie, często połączone z wyjazdem do odległych, "egzotycznych" dzielnic stolicy. Wiedli życie niecelebrowane i może dlatego, przy całym obciążeniu znaleźli czas na to, co najistotniejsze : więź rodzinną. Charakterystyczna dla Michała aktywność, połączona z "drążeniem do dna" przedmiotu jego zainteresowań dotyczyła jeszcze innej sfery: wiary i religii.
Rodzice Michała, zapewne z powodu różnicy wyznaniowej, mieli bierny stosunek do praktyk religijnych i Michała nie ochrzcili. Przyjął chrzest bardzo późno, mając 34 lata, a zaraz potem zapisał się na studia w filii Papieskiej Akademii Teologicznej. Wkrótce jego biblioteka teologiczna budziła wśród znajomych zdziwienie i niedowierzanie. On sam codziennie uczestniczył we Mszy św. i przyjmował Komunię Św.
W teczce jego, obok pęczniejących notesów z zapiskami (robionych równolegle z codziennymi "notatkami służbowymi", przeznaczonymi dla przełożonych w NIK) zwykle znajdowała się Ewangelia. Bywały też i podręczniki teologiczne, zwłaszcza, gdy zbliżała się pora egzaminów, jak pamiętnej wiosny 1991 roku.
Ze śmiercią Michała skończyły się rodzinne spacery i prowadzone podczas nich rozmowy: rodziców między sobą i z dziećmi.
Żona Michała, Iza, z właściwym jej, przesadnym obiektywizmem, mówi: W czasie pracy Michała w NIK miało miejsce wiele trudnych do zakwalifikowania wydarzeń, jak np. pogróżki telefoniczne. Pewnego dnia na ulicy, przed kościołem św. Barbary pewna pani usiłowała wcisnąć mu gruby plik zielonych banknotów... Ale hipotezy nie potwierdzone odrzucam - dodaje, ucinając snucie domysłów wokół szeregu dziwnych incydentów, mających miejsce tak przed śmiercią męża, jak i później. Zauważ - powiada - że niezwykła jest zwykłość. Michał tylko po prostu uczciwie i konsekwentnie wykonywał to, co do niego należało.
Małgorzata Kopczyńska -Dakowska
W dniu 16 stycznia 1997 roku Rada Miejska Wrocławia nadała imię Michała Falzmanna ulicy łączącej ulicę Poświęcką z ulicą Henryka Kamieńskiego na Poświętnem we Wrocławiu Cytat:Trzeciego marca 2009 r. Prezydent Rzeczypospolitej przyznał Michałowi Falzmannowi Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Nie wiem, co to znaczy, jaka waga tego orderu, ale odnotowuję. Stało się to w ramach uroczystości 90-lecia powstania Najwyższej Izby Kontroli. Może jednak Michał dostał to odznaczenie w 20-lecie odkrycia i ujawnienia przez niego gigantycznego rabunku Polski poprzez FOZZ. Jak widać jednak, widocznie uznano, że taki gest nie jest już niebezpieczny, że nie może już zaszkodzić beneficjentom tego rabunku ani ich dzieciom.
|
|
1 na 1 | Matix (5786 punktów) | www.wykop.(*)lzmann-samotna-walka-z-ukladem Cytat:''W sobotę, 18 lipca 2009, mija 18 lat od śmierci Michała Tadeusza Falzmanna, głównego specjalisty Najwyższej Izby Kontroli, który na trzy miesiące przed śmiercią podjął samotną i beznadziejną walkę z procederem rozgrabiania Polski, poprzez rządzący od tamtego czasu "układ finansowy". Jeśli ktoś jest skłonny wymienić nazwisko Falzmanna to przeważnie kojarzy je z tzw. aferą FOZZ, ale Falzmannowi nie chodziło tylko o FOZZ: uważał on FOZZ za fragment większej całości - mechanizmu drenażu finansów publicznych, którego FOZZ był tylko najbardziej jaskrawą i, na dzisiaj, stosunkowo najlepiej udokumentowaną egzemplifikacją.
Dzisiaj możemy tylko zgadywać, dlaczego 19 marca 1991 zgłosił się do Falzmanna dyrektor NIK Anatol Lawina z pismem od Lecha Wałęsy, proponując mu pracę w NIK i kontrolę FOZZ? Czy naprawdę chodziło im o rzetelne zbadanie "nieprawidłowości" w sprawie Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, czy też o zwyczajowe "odfajkowanie sprawy": papiery, notatki, sprawozdania, które szefowie odkładają na "bardziej sposobną chwilę"? Tego się już nie dowiemy, nie żyje już ani Anatol Lawina, ani jego szef, prezes NIK, Walerian Pańko. "Żyją" tylko notatki Falzmanna, i te służbowe, kierowane do szefów, i te prywatne, i te pisane do różnych politycznych personaży poza drogą służbową. Są jak kawałki ogromnego "puzzla", do których wciąż brakuje kawałków łączących, ale i tak rysują przerażający obraz stanu finansów Rzeczypospolitej, a na tym tle, niczym złowrogie koszmary, pojawiają się postacie oficjalnych strażników pieniędzy publicznych.
Przełożeni nie docenili odwagi, determinacji i sprawności Michała Falzmanna. Mając w ręku upoważnienie Prezydenta Państwa i Prezesa NIK, szedł on jak burza przez ciche i wypełnione kulturą gabinety prezesów banków, dyrektorów departamentów, ministrów, a nawet premierów. Nie dawał się zastraszyć ani wyprowadzić w pole. Za to na biurkach jego szefów nieustannie dzwoniły telefony. Jak wyznał w wywiadzie prasowym po jego śmierci Anatol Lawina: "liczba skarg na Michała Falzmanna przekraczała ludzkie wyobrażenie!". Kiedy na tych biurkach rosła liczba notatek służbowych Falzmanna i wyłaniać się zaczął prawdziwy obraz - na wszelkie sposoby starali się go powstrzymać!
On sam nie miał wątpliwości ani za co się wziął, ani co go czeka. W swoim notatniku zapisał: "Dalsza praca to ogromne, śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych". Z tą świadomością zdecydował się walczyć do końca.
Wiemy, że z tego zagrożenia zdawał sobie sprawę i sam Prezes NIK. Z relacji jego wdowy wiemy, że niechętnie udawał się do pracy w stylowym gmachu NIK: "ty mnie na śmierć wysyłasz" - mówił do żony. Ta śmierć spotkała go w nie całe trzy miesiące po śmierci Falzmanna. Co ciekawe, nie odnaleziono klucza do jego osobistego sejfu, a kiedy sejf ten otworzono, okazało się, że niczego tam nie ma!
Oczywiście, w tych śmierciach nie wolno dopatrywać się niczego niezwykłego! Dochodzenia prokuratorskie zostały umorzone, żadnych nadzwyczajnych przyczyn nie wykryto. Jak nas zapewnił oficjalny przedstawiciel Prezesa NIK na tzw. konferencji naukowej, jaka trzy lata temu odbyła się na Uniwersytecie Śląskim, tylko źli ludzie mogą się dopatrywać jakichś nienaturalnych przyczyn! Walerian Pańko był kochanym przez wszystkich człowiekiem, który nie miał wrogów, nikt nie mógł wpaść na tak nieludzki pomysł, żeby go zabijać! A Falzmann? Cóż, to typowy troublemaker, człowiek sprawiający wszystkim kłopoty, nic więc dziwnego, że i sobie też...
Dostojne Grono Konferencyjne z należnym szacunkiem przyjęło tę egzegezę - wystąpienia moje i dra Wojciecha Błasiaka zostały bezceremonialnie przerwane, żeby Grono mogło spokojnie udać się na lunch. Moje pismo w tej sprawie do Prezesa NIK pozostało bez odpowiedzi.
Po śmierci Falzmanna, razem z moim kolegą-fizykiem Mirosławem Dakowskim, na podstawie dokumentów, jakie pozostawił nam Michał, napisaliśmy książkę Via bank i FOZZ, która nie została przychylnie przyjęta. Nie pozostawiły na nas suchej nitki "NIE", "Trybuna" i "Gazeta Wyborcza", inne media rzecz taktownie przemilczały. Książka nasza nie trafiła do księgarń. Jak mi oświadczył kierownik jednej z uniwersyteckich księgarń: "bo to nikogo nie interesuje, proszę pana". I faktycznie. Do dzisiaj nie znalazł się wydawca, który by chciał się podjąć jej wznowienia. Jednakże na wniosek jednego z głównych "macherów" FOZZ, niejakiego Dariusza Tytusa Przywieczerskiego, zainteresował się naszą książką Sąd Okręgowy w Warszawie i w rezultacie tego "zainteresowania" musiałem przez 14 lat jeździć do Stolicy, aby przed sądem odpierać stawiane mi zarzuty. Pełnomocnik powoda, wybitny warszawski jurysta, mec. Ryszard Siciński, kwestionował wszystko, w ogóle i w szczególe. Najbardziej, naturalnie, kwestionował sam Przywieczerski, który z ogniem w oczach zapewniał Sąd, że nigdy, przenigdy nie miał żadnych związków z żadnymi "służbami specjalnymi", a wszystko, co napisaliśmy to haniebna potwarz! Kiedy jednak zażądaliśmy sprawdzenia tego w IPN, to Sąd natychmiast sprawę utajnił. Niepotrzebnie zresztą, bo naszą książką pies z kulawą nogą się nie interesował, nie byli ciekawi wyniku procesu wybitni dziennikarze śledczy, którzy z takim zaangażowaniem tropią godne tego sprawy.
Z procesu, który w istocie był procesem o dobre imię Michała Falzmanna, wyszliśmy cało: upadł i wycofał się z procesu "Universal" - największa kiedyś spółka handlu zagranicznego; uciekł z Polski nasz "bohater" - Dariusz Tytus, który podobno przebywa dzisiaj USA, współpracując z oddaniem z tamtejszymi służbami specjalnymi. Jego chlubna przeszłość w komunistycznych służbach z pewnością dodaje mu tylko wdzięku i znaczenia. Oddał pełnomocnictwo wybitny warszawski jurysta. Sąd pozew oddalił, po 14 latach dochodząc do wniosku, że był bezzasadny.
|
|
1 na 1 | Matix (5786 punktów) | Cytat:Z pewną satysfakcją możemy dzisiaj powiedzieć, że obroniliśmy dobre imię Michała Falzmanna, że wszystko co nam zostawił w swoich dokumentach jest wiarygodne i wytrzymało próbę czasu. Ale cóż więcej przyniosła ofiara jego młodego życia?
Dzisiaj już nikt na nasz widok nie puka się w głowę, nikt, śladem Jerzego Urbana nie pisze, że jesteśmy "oszołomami, tropiącymi wymyśloną mafię czerwonych szpiegów". Tak, dzisiaj już wszyscy wiemy, że "mafia czerwonych szpiegów" to żaden wymysł, lecz brutalna rzeczywistość III RP, że większość z tych "czerwonych szpiegów" ma się dobrze, a nawet jeszcze lepiej, że finansami Rzeczypospolitej nadal zajmują się ówcześni "eksperci", ze wspaniałym profesorem Balcerowiczem na czele. Przez 18 lat nie doczekaliśmy się specjalnej sejmowej i prezydenckiej komisji śledczej, której powołania domagał się Falzmann. Sprawa FOZZ jest nadal niewyjaśnioną zagadką, mechanizm FOZZ, o jakim wielokrotnie pisaliśmy i mówiliśmy w jakichś marginalnych publikacjach, nie został oficjalnie przedstawiony i nie wyciągnięto z niego żadnych konsekwencji.
Ale Michał Falzmann "nie wszystek umarł". Sprawa, której badanie przypłacił życiem, jak duch z zaświatów pojawia się, od czasu do czasu, w mediach publicznych.
A na grobie Michała zapalmy świeczkę i pomódlmy się słowami Poety:
W swej racji samowiednej, w natchnieniu wytrwałym, Bo słowo wyszło z prawdy i stało się ciałem.
I stanie się wolnością, i Bóg jej wysłucha. W imię Ojca i Syna, i polskiego ducha.''
Jerzy Przystawa Polecam również książkę: www.maraton.home.pl/index.php?p=4&id=355 wszystkim zainteresowanym szerszym spojrzeniem na podobne sprawy transformacji ustrojowej. Oraz reportaż "Dramat w trzech aktach", który nie wiem skąd wziąć i gdzie obejrzeć, ale jeśli będzie okazja polecam poświęcić czas, bo może się nie powtórzyć.
|
|
 | 2 na 2 | Slayerized (691 punktów) | Obszerny cytat  Strasznie emocjonalny ten tekst mi się wydaje. Na początek jedna uwaga, czy stwierdzenie: > Michał - odkrywca "afery FOZZ", zginął 18 lipca 1991 r.a potem > 18 lipca 1991 r. zmarł na zawał sercama sugerować, że zawał nie był przyczyną śmierci lub nie powstał z przyczyn naturalnych? Nie chciałbym być uznany za ignoranta ale sprawę FOZZ, traktuję w kategoriach wyciągania komuś lojalki z lat siedemdziesiątych czy dziadka z Wermachtu (czyli archeologii). Toczyło się już chyba kilka procesów w tej sprawie, jak wynika z tekstu toczą się nadal(lub raczej utknęły), a także powiązanych z nią i jak na razie poza jakimiś wyrokami o zniesławienie nikogo nie skazali (przynajmniej tak kojarzę). Dziennikarskie śledztwa i dywagacje sprawdzają się na tzw. zachodzie ale u nas niewiele z nich wynika (chęć wypłynięcia jakiegoś dziennikarza na dużej sprawie czasem czyni cuda). Wszystko wskazuje na to, że było coś na rzeczy, ale również na to, że będzie to kwestia do zabawy dla historyków a nie dla sądu, nie orientuję się jak wygląda sprawa przedawnienia w tym przypadku. To nie pierwsza i nie ostatnia sprawa w tym kraju gdzie wszyscy "wiedzą", że był przekręt i na tym się kończy. Wydaje mi się, że wszystko uzależnione jest od woli politycznej ministerstwie sprawiedliwości, to znaczy, że gdyby komuś zależało na postępach w tej sprawie to by ją sam popchnął (proszę nie wyciągać wniosków odwrotnych, że sugeruję chęć ukrycia czegoś). Może przynajmniej ktoś kiedyś nakręci jakiś dobry film na podstawie tej historii.
|
|
|  | 1 na 1 | Matix (5786 punktów) | odkrycie afery FOZZ (+ wiele innych przekrętów, chłop zrobił się niewygodny) - przyczyna
zawał serca - skutek
tak na to patrzę
|
|
 | 2 na 2 | Celtyk (3337 punktów) | > Polecam również książkę: www.maraton.home.pl/index.php?p=4&id=355 wszystkim zainteresowanym szerszym spojrzeniem na podobne sprawy transformacji ustrojowej.> Oraz reportaż "Dramat w trzech aktach", który nie wiem skąd wziąć i gdzie obejrzeć, ale jeśli będzie okazja polecam poświęcić czas, bo może się nie powtórzyć.Czy Ty masz jakieś "wtyki" w prasie? TVN24.pl: Państwowy bank zatrudnia ludzi z FOZZ?. Wieczorem pojawia się wątek, a rano w prasie pojawiają się wiadomości . . . 
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
1 na 1 | Matix (5786 punktów) | Cytat:"...Powiadomienie o przestępstwie
2 czerwca 1991, w gabinecie Ministra Sprawiedliwości RP złożone zostało następujące doniesienie:
Prof. dr hab. Wiesław Chrzanowski
Minister Sprawiedliwości
Prokurator Generalny R P
Warszawa
Przesyłamy do dyspozycji Pana Prokuratora Generalnego zgromadzone przez nas dokumenty i materiały, w ilości 290 stron ręcznie ponumerowanych, z których wynika, że :
Na terenie Rzeczypospolitej Polskiej i poza jej granicami działają zorganizowane grupy przestępcze dokonujące systematycznej grabieży pieniądza, w szczególności dewiz wymienialnych, na szkodę Państwa Polskiego, a także innych podmiotów gospodarczych, krajowych i zagranicznych.
Na podstawie przedstawionych dokumentów można wnioskować, że grabież ta ma rozmiary osiągające kwoty wielu miliardów dolarów USA. Nie jest naszym zadaniem imienne wskazywanie osób odpowiedzialnych za ten proceder. Sadzimy, że jest to obowiązkiem Urzędu Prokuratorskiego. Z przedstawionych dokumentów wynika jednak niezbicie, że znaczny współudział w tym rozkradaniu Polski chociażby tylko poprzez brak właściwej kontroli i nadzoru - ma Ministerstwo Finansów R P. Jako obywatele tego kraju, którzy mają świadomość, że kradzież na ogromne skalę, dokonywana przez lata, może na dziesięciolecia rozstrzygnąć o losie Polski, czujemy się w obowiązku uczynić wszystko, aby było niemożliwym dalsze tuszowanie i przemilczanie tych spraw, aby fakt grabieży został ujawniony, a sprawcy i współwinni pociągnięci do odpowiedzialności. Oczekujemy poinformowania nas i opinii publicznej o krokach jakie w tej sprawie zostały, lub zostanę, podjęte przez Urząd Prokuratorski.
Mirosław Dakowski, WARSZAWA
Jerzy Przystawa WROCŁAW
Do wiadomości:
1. Prezydent RP, Lech Wałęsa
2. Prymas Polski, Kard. Józef Glemp
3. Premier, Jan K.Bielecki
4. Marszałek Sejmu, Prof.M.Kozakiewicz
5. Marszałek Senatu, Prof. A. Stelmachowski
6. Prezes NIK, Prof.W.Pańko
7. Przewodniczący Klubów Parlamentarnych....
...Michał Falzmann był dobrze przygotowany do podjęcia tematu "FOZZ". Prawie codziennie na biurku jego szefa. Anatola Lawiny, ładowały kolejne, obszerne Notatki służbowe, w których Michał referował wyniki swoich dochodzeń, wnioski i wskazywał kierunki dalszego śledztwa. Już w pierwszych dniach pracy odkrył chaos w dokumentacji finansowej państwa - to wszystko, co później Tygodnik Gdański ujawnił w artykułach Państwo bez księgowości (TG z 16 czerwca 1991) i Rekiny finansjery (TG z 23 czerwca 1991). Falzmann od początku nie wahał się wskazywać, kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy. W Notatce służbowej nr l z 5 kwietnia 1991 r. czytamy:
Odpowiedzialnymi za dokumentację dotycząca zadłużenia Polski byli lub są nadal rzeczywiści wiceministrowie Ministerstwa Finansów: Sawicki, Kawalec, Gadomski, Boniuk, Rejent, Link, Napiórkowski, Wróblewski, Balcerowicz, Podsiadło. Osoby wymienione powyżej i inne, odpowiedzialne za prowadzenie spraw związanych z wojskiem, a w szczególności z wywiadem i kontrwywiadem (m.in. z Departamentu Obrony Ministerstwa Finansów), osobiście mi nie znane, doprowadziły z rozmysłem i celowo do bałaganu w Ministerstwie Finansów tak, aby usunąć odpowiedzialność za brak dokumentacji w prowadzeniu operacji finansowych zadłużających Polskę (...)
....Zdobyte w trakcie dochodzenia dowody i materiały, bogate doświadczenie z poprzednich kontaktów z takimi firmami jak: Universal, Budimex czy Elpol, rozmowy z dziesiątkami wysokich urzędników finansowych państwa - pozwoliły Michałowi Falzmannowi już 11 kwietnia 1991 r. sformułować i przedstawić w obszernej Notatce służbowej nr 4, gruntowny obraz grabieży Polski. Notatkę tę zatytułował:
W sprawie źródeł utraty pieniędzy, w wysokości około 46 mld USD, przez społeczeństwo polskie w ramach tzw. zadłużenia zagranicznego
Notatka ta zaczynała się od stwierdzenia:
W latach 1939-1991 na terytorium polskim działają organizacje związane z finansowaniem wojska, służb specjalnych i gospodarki, która im służy. Wynikiem działania tych organizacji są następujące efekty:
1. wielokrotne zapłacenie zaciągniętych w imieniu Polski długów,
2. rozbicie statystyki Państwa i statystyki finansów Państwa,
3. korupcja i kradzież przy obsłudze wyżej wymienionej gospodarki....
...Z notatek Falzmanna:
(...) W dniu 1991.04.19 uzyskałem informację od dyrektora Biura Interwencji Senatu, pani Zofii Romaszewskiej, że należy wątpić czy kraje EWG poprą polskie wysiłki zmierzające do ujawnienia winnych kradzieży pieniędzy w ramach zadłużenia Polski.
W swoim poufnym sprawozdaniu z pracy w NIK pisze więcej:
(...) 19 kwietnia 199J dyrektor Biura Interwencji Senatu Zofia Romaszewska, w obecności pracowników: (...) oświadcza, że nie podejmie żadnych działań w tej sprawie. 17 kwietnia 1991 r. dyrektor Zespołu Analiz Kancelarii Prezydenta RP, Dorn, oświadcza w obecności świadka, że jeśli Polska nawet nielegalnie skupiła dług, to jest to w porządku. Stawiam wniosek do dyr. Lawiny o konieczności powiadomienia Prokuratury Generalnej i prezesa Rady Ministrów o braku nadzoru nad działalnością likwidatora FOZZ, a co za tym Idzie spowodowanie strat w znacznym rozmiarze w majątku Skarbu Państwa z winy ministra finansów. Dyr. Lawina wzywa mnie do prywatnego mieszkania pracownika NIK (...) i publicznie mi wymyśla. 21 kwietnia 1991 dowiaduję się, że zastępca dyrektora Lawiny - Bratkowski Andrzej pracuje jako doradca wicepremiera Balcerowicza ... 23 kwietnia 1991 uzyskuję informację, że Janina Chim prowadzi tę same działalność we własnej spółce "TRAST" w siedzibie Universalu. Gdy to mówię, Lawina oświadcza mi, że widzę białe myszki i żebym mu głowy nie zawracał...." www.naszawitryna.pl/ksiazki_140.html
|
|
2 na 2 | checkmate (1197 punktów) | Obejrzałem film i kilka materiałów na ten temat. Dzięki za link. Czy to już trzeba emigrować do Nowej Zelandii?  UE okazuje się być zbyt mała. 
Elemele dutki...
|
|
2 na 2 | Matix (5786 punktów) | Potężne zainteresowanie tematem dowodzi jak bardzo racjonaliści łakną sprawiedliwości, tak zapewne i cały naród.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|