 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-10-2011 12:16 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ilu ateistów w Kościele?
13 na 13 | Mam proste pytanie. Ilu ateistów zjawia się na spotkaniach ateistycznych, czy to PSR, czy to SA, czy to Humanistów, Sceptyków, etc, a ilu ateistów zjawia się w kościele, aby "nie ranić rodziny", "nie przesadzać" etc. Jak myślicie, których jest więcej? Tych ateistów, którzy swoją obecnością wzmacniają ruchy ateistyczne, czy tych, którzy swoją obecnością wzmacniają Kościół? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
9 na 9 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Jak myślicie, których jest więcej?
Jak zawsze - więcej jest tych, którym zależy bardziej na "świętym spokoju" lub na rodzinie, niż tych, którzy skłonni są poświęcić życie w walce o Sprawę.
Mogę nie pójść na I Komunię swojej córki, ale sprawię tym przykrość tylko jej, nie proboszczowi (niestety). Ale mogę pójść na mszę, a potem porozmawiać o tym z córką i wytłumaczyć, że to takie udawanie, jak ze świętym Mikołajem i prezentami pod choinką. Że Tata nie wierzy w św. Mikołaja (pamiętasz córuś, że Ty kiedyś też wierzyłaś w Mikołaja? Podobnie teraz wierzysz w Jezusa), ale nie chce psuć zabawy dzieciom - bo rodzina jest ważniejsza niż wiara i idee. Więcej będzie z tego korzyści na przyszłość, niż z demonstracyjnego zlekceważenia uroczystości kościelnej (praktycznie nieuniknionej w naszym społeczeństwie).
Jeśli chcemy coś zmienić, to lepiej robić to "od środka", nie stawiając się poza (lub ponad) rodziną. Pokazując, że wiara i ateizm są mniej ważne, niż uczucia rodzinne. Dlatego czasem lepiej pójść na chrzest czy komunię - wstawać, kiedy wszyscy wstają; siadać, kiedy wszyscy klękają; uśmiechać się gdy się modlą. Bliscy i tak wiedzą, co ja o tym myślę - niech wiedzą, że te obrządki są tak mało ważne, że nie muszę z nimi walczyć.
Bo przecież walka z ich wiarą właśnie katolików wzmacnia, i taka walka dopiero proboszczów i biskupów cieszy. Wtedy mają co wytykać, wzywać lud do obrony świętej wiary, jednoczyć wiernych we wspólnej modlitwie etc. Po co dostarczać im amunicji?
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A nie myślisz czasem, że dobrze byłoby chociaż wyrównać aktywność w kościele i w działaniach ateistycznych? To znaczy, skoro już pójdziesz na mszę, to poczuć obowiązek dołączenia od czasu do czasu i w realu do ateistów, którzy gdzieś się spotykają? Ja zapraszam do Wrocławia. Bo myśląc w drugą stronę można by dojść do wniosku, iż zostanie wyświęconym na księdza to najlepszy wkład w propagowanie poglądów ateistycznych, choćby nawet dla samego siebie...
|
|
|  | 6 na 6 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > A nie myślisz czasem, że dobrze byłoby chociaż wyrównać aktywność w kościele i w działaniach ateistycznych?Nie da się wyrównać; musiałbym zacząć chodzić codziennie na msze i jeszcze w domu leżeć krzyżem  > To znaczy, skoro już pójdziesz na mszę, to poczuć obowiązek dołączenia od czasu do czasu i w realu do ateistów, którzy gdzieś się spotykają? Ja zapraszam do Wrocławia.Chętnie zjawie się na spotkaniu w Gdańsku lub okolicach. Z drugiej strony - każde spotkanie w gronie rodziny czy znajomych, na którym nie padnie ani słowo o religii, jest spotkaniem ateistycznym, czyż nie?  Kalendarz Ateisty (błogosławiony niech będzie Wydawca!), który wisi u mnie w domu na lodówce (obok zdjęcia Papieża Polaka) oraz książki na widocznym miejscu w biblioteczce - zrobiły więcej niż cokolwiek innego. Widzą to i pokątnie czytają dzieci, widzą goście. > Bo myśląc w drugą stronę można by dojść do wniosku, iż zostanie wyświęconym na księdza to najlepszy wkład w propagowanie poglądów ateistycznych, choćby nawet dla samego siebie...Czytam właśnie genialny "Testament" księdza Jeana Mesliera. Piękny przykład, ile dobrego można w życiu zrobić, będąc niewierzącym księdzem...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Czytam właśnie genialny "Testament" księdza Jeana Mesliera. Piękny przykład, ile dobrego można w życiu zrobić, będąc niewierzącym księdzem... W jego epoce biedna osoba często nie mogła zyskać wykształcenia i niezależności nie będąc księdzem. Gdyby Meslier opublikował swój Testament za życia, zostałby poddany torturom i spalony na stosie. Ale oczywiście - można zostać księdzem ateistą. Ja uważam, iż istnieją lepsze ścieżki rozwoju. Swoją drogą nepotyzm, przekonanie iż "rodzina nade wszystko" jest dość płaskim sposobem na życie. Czasem wybiera się między rodziną, a innymi rzeczami. NIe mówię o byciu złym mężem, czy ojcem, ale wobec dziadków, rodziców, kuzynów i stryjów dorosła i odpowiedzialna osoba powinna być czasem asertywna.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Gdyby Meslier opublikował swój Testament za życia, zostałby poddany torturom i spalony na stosie.Może tak, raczej nie. Istotniejsze, że pokazał wielu ludziom, że można być całe życie dobrym człowiekiem, nie wierząc w Boga. > Swoją drogą nepotyzm, przekonanie iż "rodzina nade wszystko" jest dość płaskim sposobem na życie.Sprawdź w słowniku. Zapewniam, że nepotyzm to nie to samo, co miłość do dzieci. Nie sugerowałem również, że "rodzina ponad wszystko". Całe to zacytowane powyżej zdanie jest równie niemądre, jakbym ja napisał o Twoich pasjach, że "dmuchanie w fujarkę by wydobyć dźwięki przy jakich podobno bawią się Hindusi, jest płaskim sposobem na życie". > Czasem wybiera się między rodziną, a innymi rzeczami. NIe mówię o byciu złym mężem, czy ojcem, ale wobec dziadków, rodziców, kuzynów i stryjów dorosła i odpowiedzialna osoba powinna być czasem asertywna.Trafiłeś w dziesiątkę. Dodaj również asertywność wobec wymagań i wizji kolegów z Forum 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Co rozumiesz poprzez "rodzinę" i komu ustępujesz uczestnicząc w ceremoniach religijnych? Bo wydaje mi się iż układ mąż, żona, dzieci nie powinien polegać na tłamszeniu czyichś poglądów i zmuszaniu wszystkich do zabijania kozy na ceremonie wudu etc.
Jak z kolei rozumiesz swój ateizm w wymiarze społecznym?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Co rozumiesz poprzez "rodzinę" i komu ustępujesz uczestnicząc w ceremoniach religijnych?
Nikomu nie ustępuję, źle to rozumiesz. Idę na występy swoich dzieci w przedszkolu i na szkolnych akademiach - dlaczego mam pominąć występ mojego dziecka na mszy komunijnej? Pokazałbym tylko, że wrogość do religii jest dla mnie ważniejsza niż podziw i miłość dla dziecka. Podobnie jest ze ślubami czy chrztami znajomych czy krewnych.
Moja żona jest organistką. Mam pominąć jej koncert tylko dlatego, że odbywa się w kościele? Mam nie chwalić jej za piękny śpiew tylko dlatego, że śpiewa hymn Veni Creator na ślubie siostry? (swoją drogą, nigdy nie słyszałem piękniej zaśpiewanej pieśni niż potrafi moja żonka).
> Bo wydaje mi się iż układ mąż, żona, dzieci nie powinien polegać na tłamszeniu czyichś poglądów i zmuszaniu wszystkich do zabijania kozy na ceremonie wudu etc.
Oczywiście, masz rację. A ponieważ to ja się czuję i jestem stroną silniejszą, nie tłamszę więc poglądów moich bliskich.
>Jak z kolei rozumiesz swój ateizm w wymiarze społecznym?
A muszę zaraz czuć w wymiarze społecznym (żonka się ze mnie śmieje, że ja ciągle o społeczeństwie, o ludzkości itd.)?
Odpowiem pytaniem: czy zrobili cokolwiek dla społeczeństwa rodzice lub dziadkowie wybitnych ludzi? Tak właśnie widzę rolę obecnych ateistów: jako rodziców i dziadków (lub nauczycieli czy przyjaciół) wybitnych w przyszłości ludzi. Jeśli ktoś się czuje na siłach, to może być wybitny sam już teraz, ale mi się wydaje, że to w Polsce zadanie na długie lata.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Można być trochę aktywnym społecznie, obok bycia aktywnym rodzinnie.
Nie chcę absolutnie wnikać w twoją prywatność, ale ustąpiłeś żonie jeśli chodzi o religijną przynależność córki. Ty jej, nie zaś ona tobie. Kompromisu też nie było.
Oczywiście, organy często znajdują się w kościołach i przyjście na koncert nie ma nic wspólnego z udawaniem katolika. Oczywiście też szanujacy się muzyk wie, iż aby prezentować muzykę, nie może tego robić tylko na mszach. Ja jestem osobą aktywnie biorącą udział w życiu muzycznym, lecz nie przychodzę na muzykę towarzyszącą ceremoniom religijnym. Wiem, że każdy szanujący się muzyk umie oddzielić swoją religijność od działalności koncertowej i jeśli chce być słyszany, koncertuje też poza sytuacjami obrzędowymi.
Raz zostałem zaproszony jako krytyk muzyczny na coś, co okazało się mszą z akompaniamentem. Zrezygnowałem, tłumacząc, iż taka sytuacja jest pod względem etycznym niedopuszczalna. Krytyka muzyczna nie powinna być związana z wymuszaniem udziału w rycie religijnym na krytykach.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Można być trochę aktywnym społecznie, obok bycia aktywnym rodzinnie.Ja zapracowany jestem, ja na wszystko czasu nie mam... > Nie chcę absolutnie wnikać w twoją prywatność, ale ustąpiłeś żonie jeśli chodzi o religijną przynależność córki. Ty jej, nie zaś ona tobie. Kompromisu też nie było.No nie było, bo być nie mogło. Nie można połowicznie pójść do I Komunii... zwłaszcza, jeśli cała klasa idzie i maja takie ładne sukienki, i wszyscy się z tego cieszą i chwalą... itd. Ale córki to ja mam trzy, a najstarsza deklaruje się jako ateistka. To co rozsądny człowiek może zrobić, to tak wychować dzieci, by potrafiły racjonalnie i samodzielnie myśleć, a kiedyś świadomie wybiorą prawdę zamiast przyzwyczajeń i zabobonów. Drobny sukces z przedwczoraj. Najmłodsza córka pochwaliła się, że jako jedyna w klasie potrafiła powiedzieć coś o Marii Skłodowskiej-Curie, bo trochę ja jej o tym mówiłem, a trochę przeczytała z Kalendarza Racjonalisty (ponownie błogosławiony niech będzie Wydawca!) który Tatuś powiesił na lodówce obok zdjęcia Papieża Polaka  Bo widzisz Jacku - ja cierpliwy jestem, efekty nie muszą być natychmiast 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cieszę się, że cierpliwość popłaca i trzymam za ciebie kciuki, aczkolwiek nie zalecałbym twoich metod jako wzorcowych. Może masz taką wyjątkową charyzmę, iż godząc się i ustępując jak się da - narzucasz. Obok Papieża Polaka można by też powiesić jego bohatera, chorwackiego biskupa - faszystę, który do wielu ofiar (z KRWI i wina) się przyczynił.
Można wyjaśnić córce, iż ładną sukienkę można ubrać na przykład na święto wiosny. Niekoniecznie na komunię świętą.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Cieszę się, że cierpliwość popłaca i trzymam za ciebie kciuki, aczkolwiek nie zalecałbym twoich metod jako wzorcowych.Bo to są metody experymentalne  > Może masz taką wyjątkową charyzmę, iż godząc się i ustępując jak się da - narzucasz.Jeszcze parę lat temu żona zupełnie serio mówiła, że byłbym znakomitym księdzem  Ostatnio jakoś tego nie chce pamiętać, ciekawe czemu...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No są eksperymentalne... Zapraszam na wrocławskie PeSeRowe czwartki, na dyskusję na ten temat. O twoim eksperymencie. To bardzo kontrowersyjne, ale przez to dyskusja będzie pasjonująca. Możesz wziąć córki - niech tym razem one ustąpią. Gościliśmy już osoby nie związane z ateizmem, nie zostały zjedzone.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >No są eksperymentalne... Zapraszam na wrocławskie PeSeRowe czwartki, na dyskusję na ten temat. O twoim eksperymencie. To bardzo kontrowersyjne,
Teraz to chyba żartujesz... co ja robię kontrowersyjnego??? Albo chociaż niezwykłego? Zwykłe życie...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No, dla katolików jesteś mało kontrowersyjny, ale wiesz, ja...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >No, dla katolików jesteś mało kontrowersyjny,
... dopóki się nie odezwę...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W kościele?
|
|
| | | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
|  | 1 na 1 | kinemator (151 punktów) | > A nie myślisz czasem, że dobrze byłoby chociaż wyrównać aktywność w kościele i w działaniach ateistycznych?Ja mam dyspensę od mojego guru ateistycznego na udział w ślubach  > To znaczy, skoro już pójdziesz na mszę, to poczuć obowiązek dołączenia od czasu do czasu i w realu do ateistów, którzy gdzieś się spotykają? Ja zapraszam do Wrocławia.Jakiego obowiązku? Ktoś może być ateistą i nie czuć potrzeby spotykania się z innymi ateistami. Ma swoich znajomych, hobby, a jego ateizm jest tylko częścią jego życia. Druga sprawa, że tych ateistów do których można by dołączyć niespecjalnie widać. Na stronie PSR informacje o Wrocławiu kończą się w maju. Na facebooku są tylko informacje o organizowanych dyskusjach. To wszystko co PSR Wrocław ma do zaoferowania?
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie rozdajemy opłatków. Natomiast możesz przyjść i zaproponować swoje pomysły, wtedy PSR Wrocław będzie miał więcej do zaoferowania. Wolałbym, abyś przyszedł i omówił to z nami, to lepiej, niż przez internet. Mamy choćby do zaoferowania LARP Darwinowski, grę przygodową uczącą dzieci i młodzież ewolucji i historii, lecz potrzebujemy chętnych do zaangażowania w ten projekt. Jak masz ochotę, zgłoś się - będzie łatwiej to zrobić. Oczywiście PSR Wrocław to nie jest salon fryzjerski, gdzie pełen szlachetnego indywidualizmu gość przychodzi, aby otrzymać usługę, którą później na swoim blogu oceni łaskawie. To jest coś, co tworzymy razem. Czegoś ci brakuje - to przyjdź i spróbuj z nami zrealizować tak, aby było.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Nie rozdajemy opłatków.> Natomiast możesz przyjść i zaproponować swoje pomysły, wtedy PSR Wrocław będzie miał więcej do zaoferowania.Spotkania w gronie osób podobnie myślących mogą być ciekawe. Lecz jeśli sugerujesz, że jako ateiści powinniśmy "coś robić" - to sensowne jest robić coś dla tych, którzy póki co naszych poglądów nie podzielają. A tutaj już kompletnie nie ma miejsca na efektowne działania - bo jak w efektowny sposób przekonać ludzi, że warto myśleć racjonalnie zamiast magicznie? Że lepiej poglądy opierać na faktach i argumentach niż na dogmatach i przesądach? Jako muzyk - możesz zrobić koncert dla publiczności lub warsztaty muzyczne dla innych muzyków. Ale co możesz zrobić jako ateista? To, co robisz Ty i inni na Racjonaliście, to świetne warsztaty dla ateistów. Ale niechże każdy z nas robi przede wszystkim własne "koncerty dla ludzi", bo uczestniczenie w spotkaniach we własnym gronie to trochę mało, nawet jeśli dobrze działa na samopoczucie.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Są projekty, które ateiści mogą realizować wspólnie. Jedne z nich polegają na przedstawianiu innym, na przykład dzieciom, nie fideistycznej wizji świata, bowiem ta fideistyczna ma sporo gotowych dydaktów (stąd pomysł na LARP Darwinowski choćby, albo walka o etykę w szkołach). Drugie polegają na ośmieleniu ateistów, którzy zamknięci w swoich środowiskach boją się wyrażać swoje poglądy.
Ogólnie, można robić coś dla osób niespokrewnionych z nami. Wyjść poza nepotyzm. A ulegania w postawach fideistycznych też nie nazwałbym dobrym przykładem wobec krewnych.
|
|
| | | | |  | 7 na 7 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | Imho nadużywasz słowa nepotyzm. Myślę, że dbanie o dobre stosunki z członkami własnej rodziny, to zupełnie co innego niż: nepotyzm 1. «faworyzowanie krewnych i przyjaciół przy obsadzaniu wysokich stanowisk i rozdawaniu godności przez osoby wpływowe» 2. «w średniowieczu i odrodzeniu: system uprzywilejowania przez papieży ich krewnych» Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli ktoś dla dobra swoich bliższych i dalszych krewnych udaje wierzącego, jednocześnie olewając osoby niespokrewnione i ich dobro (na przykład głos ateistów w debatach publicznych) to jest to jednak nepotyzm. On nie zasadza się tylko na korzyściach finansowych. Zasada - dla krewnych wszystko, dla obcych nic - to nepotyzm.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Jeśli ktoś dla dobra swoich bliższych i dalszych krewnych udaje wierzącego,
Skądżeś to wytrzasnął? Pójść na mszę, gdzie córka recytuje wierszyk (i powiedzenie jej wyraźnie, po co się na tę mszę poszło) to co innego niż latanie na wieczorny różaniec.
> jednocześnie olewając osoby niespokrewnione i ich dobro (na przykład głos ateistów w debatach publicznych) to jest to jednak nepotyzm. On nie zasadza się tylko na korzyściach finansowych. Zasada - dla krewnych wszystko, dla obcych nic - to nepotyzm.
Taaaak, a używanie prezerwatywy dla własnej i żony przyjemności, to mordowanie nienarodzonych dzieci, z którym niejedno mogło być Einsteinem. Nie przesadzaj.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pewnie trochę przesadzam, ale też nie możesz powiedzieć, iż nic nie ma na rzeczy - wielu ateistów łatwiej znaleźć w kościele niż na dyskusjach PSR, czy zjazdach ateistów. Pisanie pod nickiem na internetowym forum ma nikłe znaczenie społeczne. Nasi bliscy nie boją się podpisywać imieniem i nazwiskiem pod inicjatywami katolickimi. Wyrażają na przykład zgody na lekcje religii dla dzieci. Imieniem i nazwiskiem, nie nickiem. Obecność na mszy to udawanie katolika, nie trzeba latać na różaniec - mam nadzieję, iż widzisz już absurdalność twoich kontrargumentów. Musiałeś się posłużyć ultradewocją, aby udowodnić, iż siedzenie na mszach w kościele nie ma nic wspólnego z udawaniem katolika - ależ ma, oczywiście, że ma!!! Gdyby ktoś w ramach spokojnej rodziny chodził też na różaniec, to co - pisałby mi wtedy, iż nie przybija się do krzyża, tak jak ludzie na Filipinach, ergo - nie udaje katolika??
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Wyrażają na przykład zgody na lekcje religii dla dzieci. Imieniem i nazwiskiem, nie nickiem.Wiem, niedawno sam byłem ultrakatolikiem. Paradoksalnie, to właśnie pozwala mi lepiej zrozumieć uczucia tych, którzy wierzącymi nadal są. A ponieważ pamięć mam dobrą, to pamiętam jak sam reagowałem wtedy na radykalnych i demonstracyjnych antyklerykałów. Pamiętam, jaki żal miałem do ojca, że stał pod kościołem zamiast wejść do środka, kiedy to ja recytowałem tak pięknie modlitwę na mojej pierwszej komunii, itd. > Obecność na mszy to udawanie katolika, nie trzeba latać na różaniec - mam nadzieję, iż widzisz już absurdalność twoich kontrargumentów.Ustalmy najpierw, czy mówimy o mojej postawie, czy o postawie hipotetycznego wstydzącego się swoich poglądów ateisty. Bo ja nie pisałem, że siedzę na mszach dla świętego spokoju, ani że obawiam się wyrazić swoje poglądy - tylko, że nie boję się czasami (z rzadka, na ślub/chrzest/komunię dziecka) pójść na uroczystość rodzinną tylko dlatego, że odbywa się ona w kościele. Różnica jest drobna, ale kolosalnie wielka  A parę lat temu musiałem oczywiście podjąć decyzję, czy ukrywać się, czy zrobić coming out. Postanowiłem się ujawnić niemal natychmiast (co oczywiście spowodowało zgodnie z przewidywaniami coś porównywalnego z huraganem Katrina). Ostatnio dowiedziałem się, że rodzina była trochę zaszokowana, gdy kupiłem płytę z muzyką cerkiewną. A to po prostu piękna muzyka (co z tego, że religijna?!), czy powinienem się jej brzydzić tylko dlatego, że na okładce jest obrazek starożytnego filozofa zwanego Jezus Chrystus?
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ojcze Lesiotrze - mieszasz moim zdaniem różne rzeczy. Można oglądać i cenić sztukę religijną. Artyści przez wiele wieków nie mieli wielu innych możliwości tworzenia. Cytat:Bo ja nie pisałem, że siedzę na mszach dla świętego spokoju, ani że obawiam się wyrazić swoje poglądy - tylko, że nie boję się czasami (z rzadka, na ślub/chrzest/komunię dziecka) pójść na uroczystość rodzinną tylko dlatego, że odbywa się ona w kościele. Różnica jest drobna, ale kolosalnie wielka Być może boisz się powiedzieć rodzinie, iż odróżniasz jej członków od religijnego światopoglądu, który (chyba?) uważasz za błędny. Oni nie boją się nie wpisywać na portalu Racjonalista.pl i udawać na nim ateistów, aby ci zrobić frajdę. Więc i ty się nie bój nie robić im frajd w kościele.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Być może boisz się powiedzieć rodzinie, iż odróżniasz jej członków od religijnego światopoglądu, który (chyba?) uważasz za błędny.
Eee tam. Nie baw się w psychoanalityka. Pochopnie wydajesz sądy, a zbyt nieuważnie słuchasz, co mówię i zbyt łatwo pomijasz to, co Ci nie pasuje do schematu.
> Więc i ty się nie bój nie robić im frajd w kościele.
Co Ty ciągle z tym strachem? Mi też rodzina próbowała kiedyś wmawiać, że nie chodzę do kościoła, bo boje się Pana Jezusa. Teraz Ty mi wmawiasz, że sporadycznie się tam zjawię, bo się boję reakcji rodziny.
Czy tak trudno zrozumieć, że pójdę lub nie, tam gdzie ZECHCĘ pójść? Bo mam wolną wolę i jestem na tyle asertywny, bo nie uginać się pod wymaganiami tak katolików, jak i ateistów?
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Artur@R (7115 punktów) | Obserwuję ten i inne wątki w podobnym temacie, a pojawja się ich tutaj wiele - znaczy to ,że coś na rzeczy jest. Myślę, że rozumiem na czym polegają Jacka, "wymogi dla ateisty" i czego oczekuje od jego postawy - ponieważ myślę i czuję podobnie  . Zakładam, iż ateista jest człowiekiem myślącym, racjonalnym, sceptycznym jak również humanistą (dla mnie to nieodzowny element ateizmu). I od "takiego" człowieka należy -imho - oczekiwać (z definicji) , postawy harmonijnej, spójnej, szczerej czyli prawdziwej, konsekwentnej (zgodnośc myśli, słów i czynów). Emanacją jego poglądów MUSI być jasny, niezakłamany, nierozmyty, szczery i otwarty przekaz (informacja) do świata zewnętrzenego innych ludzi(przecież tego samego oczekujemy od innych) - wtedy taka postawa, osoba jawi się prawdziwą i zasługującą na szacunek - staje się sama od siebie: "przykładem", "wskazówką" i być może "drogowskazem". Naruszanie "jasności"(prawdziwości) takiego przekazu często jest skutkiem strachu , obaw, niepewności co do własnych przekonań, konformizm, hipokryzja - a przynajmniej daje pole do takich "podejrzeń", ocen czy spekulacji. Bycie "spójnym" jest kosztowne, trudne, wymaga czujności, częstej introspekcji - ale za to jest klarowne, czyste i piękne - dlatego zachwyca.  Reasumując - uważam, że Jacek "wymagając"- życzy Ci właśnie tego piękna - do czego i ja się podłączam. Pozdrawiam
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >I od "takiego" człowieka należy -imho - oczekiwać (z definicji) , postawy harmonijnej, spójnej, szczerej czyli prawdziwej, konsekwentnej (zgodnośc myśli, słów i czynów).
I tak dalej. Pięknie. Szkoda, że DOKŁADNIE TO SAMO myślą o sobie katolicy.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > Szkoda, że DOKŁADNIE TO SAMO myślą o sobie katolicy.Być może - zasadnicza różnica w tym, że nie są racjonalni, na pewno nie sceptyczni, wiedza nie jest dla nich wartością(nawet o swojej religii) i humanizmu w nich niewiele albo inaczej jest on wybiórczy. I jeśli nie zauważasz różnicy w tych postawach - to może tu pies jest pogrzebany? 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Być może - zasadnicza różnica w tym, że nie są racjonalni, na pewno nie sceptyczni, wiedza nie jest dla nich wartością(nawet o swojej religii) i humanizmu w nich niewiele albo inaczej jest on wybiórczy.Prawda "obiektywna" taka zapewne jest, jak piszesz (chociaż z kolei nie wystarczy uważać się za racjonalistę, by myśleć rozsądnie i bez uprzedzeń - co łatwo zauważyć na naszym forum, nawet w tym wątku). Zapewniam Cię, że wielu katolików uważa się za racjonalnych, sceptycznych, wiedzących wiele o świecie i o własnej religii i pełnych humanizmu. To po prostu inny punkt widzenia i co zabawne, wielu katolików rzeczywiście takich jest. Wiem coś o tym, jako były katolik - nie zacząłem przecież myśleć w momencie porzucenia wiary?! Wyobraź to sobie jako podobne do pojęcia patriotyzmu w Polsce, Rosji, Niemczech. To, co dla nas było agresją i rozbiorami - dla nich było chwalebnym zdobywaniem nowych terenów przez ich wielkich władców. Nasza partyzantka dla nich była bandyckimi napadami. Chwalebne zwycięstwa polskiego oręża na Kresach Wschodnich dla nich było okrutnymi, bestialskimi napadami. Ukraińscy nacjonaliści są dla Ukraińców dzielnymi partyzantami, a dla nas bandytami spod ciemnej gwiazdy itd. > I jeśli nie zauważasz różnicy w tych postawach - to może tu pies jest pogrzebany? A po co szukać zwłok psa, jeśli Reksio biega i wesoło macha ogonkiem? Jeśli przyjaciele, przypadkowo będący akurat wyznawcami Shinto, islamu, judaizmu albo hinduizmu, zaprosiliby mnie na ślub do swojej świątyni - poszedłbym, chociaż przecież nie wierzę w tamtych bogów. Z dwóch powodów: z ciekawości jak wygląda obrzęd i z chęci uczestniczenia w ważnej chwili dla moich przyjaciół. Dlaczego miałbym zrobić inaczej w przypadku katolicyzmu - czy on różni się od innych (też fałszywych) religii, dlaczego miałbym mu przypisać inną wartość? Ostatnio byłem w Norwegii i razem z rodziną w niedzielę poszliśmy na katolicką mszę. Oni - bo chcieli iść na msze, a ja - bo chciałem zobaczyć jak to brzmi po norwesku i posłuchać norweskiego śpiewu ze śpiewnikiem w ręku. Czy automatycznie stałem się norweskim katolickim aktywistą - czy po prostu człowiekiem zainteresowanym lokalną kultura i językiem?
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Artur@R (7115 punktów) | Jeśli uznajesz za równoznaczne - "uważanie się wierzącego" za racjonalnego z człowiekiem racjonalnym czyli uważasz osobę wierzącą w bogów (krasnoludki, germliny, smerfy, wróżki,itp) za racjonalną, sceptyczną i z dużą wiedzą o rzeczywistości - i jest to dla ciebie "po prostu inny punkt widzenia"- to wybacz, daleko nam do siebie i dyskusji z tego nie będzie. To wszystko o czym piszesz to są usprawiedliwienia, a nie argumenty...tak samo jak i "podpieranie" się asertywnością - IMHO. Inni (np.ja i Jacek) postrzegają takie postawy (jak Twoja) odmiennie. I chyba przy swoim (niestety) pozostaniemy - z nadzieją ,że dyskusje takie ja ta, wzbudzą refleksje u nas , u Ciebie i innych czytelników  . Pozdrawiam
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Jeśli uznajesz za równoznaczne - "uważanie się wierzącego" za racjonalnego z człowiekiem racjonalnym czyli uważasz osobę wierzącą w bogów (krasnoludki, germliny, smerfy, wróżki,itp) za racjonalną, sceptyczną i z dużą wiedzą o rzeczywistości - i jest to dla ciebie "po prostu inny punkt widzenia"- to wybacz, daleko nam do siebie i dyskusji z tego nie będzie.
Dyskutujesz tylko z takimi, co myślą dokładnie tak jak Ty? Czym więc różnisz się od katolików, którzy dyskutują o Bogu tylko w swoim gronie, wszyscy jednakowo Boga chwaląc - a odrzucając jako niegodne uwagi każde słowo sceptyka?
A dyskusję bardziej utrudnia insynuowanie rozmówcy czegoś, czego nie twierdzi i dodatkowe ośmieszanie tego "smerfami i germlinami". Nie napisałem, że myślenie katolickie uważam za racjonalne, tylko że katolicy je za takie uważają (co pamiętam również z czasów, gdy sam katolikiem byłem). I są swojej racji tak samo pewni jak Ty jesteś pewien swojej.
>To wszystko o czym piszesz to są usprawiedliwienia, a nie argumenty...tak samo jak i "podpieranie" się asertywnością - IMHO.
Ani usprawiedliwienia, ani argumenty - po prostu stwierdzenie faktów. Nie chcesz faktów zaakceptować? Mało to racjonalne.
>Inni (np.ja i Jacek) postrzegają takie postawy (jak Twoja) odmiennie.
Więc z Wami dyskutuję. Spróbuj zrozumieć, że nie każdy pasuje do wzorca, z różnych powodów. Nie każdemu po drodze z nieswoimi ideałami, a każdy ma odmienną historię i uwikłania. Zaakceptuj, że Ty również znajdujesz się na jakimś etapie rozwoju i może za rok będziesz myślał inaczej i inaczej patrzył na swoje wypowiedzi. Oby - bo przecież inaczej znaczyłoby to, że nie robisz żadnych postępów...
>I chyba przy swoim (niestety) pozostaniemy
Życzę więc Ci - czynienia postępów. Na przykład przez dyskusje z osobami, które nie zgadzają się bezkrytycznie z Twoimi poglądami...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | Dyskutuję z tymi, którzy dyskutują ze mną nie z sobą czyli z "wyobrażeniem o tym co ja myślę". W pierwszej swojej wypowiedzi podzieliłem się refleksją na temat Twojej i Jacka (i nie tylko Waszej) dyskusji . Mój wywód, uważam, był jasny, rzeczowy i logiczny . Założyłem(!), że ateista to: człowiek racjonalny, sceptyczny, myślący(czyli otwarty) i humanista. Dalej - skoro tak go określiłem to z definicji w/w określeń wynika , że jego postawa powinna być haromonijna, spójna w poglądzie (myśli), osądzie(mowie) i czynie (działaniu), konsekwentna w tych wszystkich aspektach. Z kolei konekwencją takich poczynań i postawy jest "jasny", prawdziwy, klarowny (niezakłamany, niezafałszowny, nierozmyty) komunikat do otoczenia - "kim jestem, co myslę, jak postrzegam". I jeśli się uważasz za racjonalnego ateistę to konsekwencją powinien być nierozmyty, niezafałszowany, jednoznaczny przekaz "na zewnatrz" - tak uważam. Mnie nie interesuje co o sobie myślą i jakie mają o swoich poglądach wyobrażenia ludzie wierzący w bogów (krasnoludki, anioły, duchy itp), bo oni są fideistami i im wystraczy wiara, a ja pragnę wiedzieć, moc sprawdzić, potwierdzić, porównać - to jest fundamentalna róznica, granica zazwyczaj "nieprzełamywalna" i nie ma w tych stanowiskach równoznaczności ani porównywalności. Twoje "przykłady" do mnie przemawiają, tylko tu właśnie leży róznica między nami. Dla mnie przedłużeniem dyskursy światopglądowego, rodzajem argumentu, uwiarygodnieniem, konsekwencją jest pokazanie, że skoro uważam fideistyczne postrzeganie rzeczywistości za irracjonalne, głupie po prostu - to udziału brać nie będę, również w okazywaniu (poropagowaniu) ich (fideistycznych pogladów) w obrzędach i rytuałach. Oczywiście nie "spadnie mi aureola z głowy"  , jak się znajde w kościele czy na takiej czy innej uroczystości - ale nie o wyjątkach tu dyskutyjemy, a o generaliach, postawach. Z faktami nie dyskutuję tylko je analizuję i interpretuję.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Mój wywód, uważam, był jasny, rzeczowy i logiczny .... ale nie uwzględniający czynników innych, niż przyjęte w Twoich założeniach. > Założyłem(!), że ateista to: człowiek racjonalny, sceptyczny, myślący(czyli otwarty) i humanista.Niesłusznie. Ateista to człowiek niewierzący w Bogów i w byty duchowe. Pozostałe walory są pożądanymi cechami dla każdego człowieka, ale nie wynikają z ateizmu. Wynikają raczej z racjonalizmu. > Dalej - skoro tak go określiłem to z definicji w/w określeń wynika , że jego postawa powinna być haromonijna, spójna w poglądzie (myśli), osądzie(mowie) i czynie (działaniu), konsekwentna w tych wszystkich aspektach.> Z kolei konekwencją takich poczynań i postawy jest "jasny", prawdziwy, klarowny (niezakłamany, niezafałszowny, nierozmyty) komunikat do otoczenia - "kim jestem, co myslę, jak postrzegam".Opisujesz jakieś nadczłowieka, ateistycznego aktywistę, z doktoratem z ateizmu i innych nauk co najmniej. Jest takich wielu: Richard Dawkins albo Agnosiewicz  na przykład. Ale to jednak tylko ułamek procenta wszystkich ateistów. Poza tym, te same cechy opisują każdego człowieka oddanego swojej ideologii, prawdziwej czy fałszywej (ręka do góry, kto nigdy w życiu nie był święcie przekonany o jakiejś swojej racji, mimo że się mylił). > I jeśli się uważasz za racjonalnego ateistę to konsekwencją powinien być nierozmyty, niezafałszowany, jednoznaczny przekaz "na zewnatrz" - tak uważam.Teraz masz rację, dodając "racjonalnego ateistę". I tak jest: mój komunikat jest jasny i jednoznaczny - tyle, że trochę inny niż Twój komunikat. Jesteśmy każdy w innej sytuacji. Ja w swojej postawie chcę uwzględniać, że mam żonę i dzieci, na których mi zależy. > Mnie nie interesuje co o sobie myślą i jakie mają o swoich poglądach wyobrażenia ludzie wierzący w bogów (...) a ja pragnę wiedzieć, moc sprawdzić, potwierdzić, porównać - to jest fundamentalna róznica, granica zazwyczaj "nieprzełamywalna" i nie ma w tych stanowiskach równoznaczności ani porównywalności.Myślisz tylko o sobie, to nas różni. A ja "pragnę wiedzieć, moc sprawdzić, potwierdzić, porównać" również to, co "o sobie myślą i jakie mają o swoich poglądach wyobrażenia ludzie wierzący w bogów". Bo mnie to interesuje, bo to ułatwi mi udzielanie pomocy takim właśnie ludziom. > Oczywiście nie "spadnie mi aureola z głowy" , jak się znajde w kościele czy na takiej czy innej uroczystości - ale nie o wyjątkach tu dyskutyjemy, a o generaliach, postawach.Na koniec doszedłeś do dokładnie tego samego wniosku, który ja wysuwam od samiutkiego początku - zauważyłeś to? Tyle, że jak ja mówiłem, że nie unikam jak ognia pojawienia się w kościele na jakiejś uroczystości rodzinnej, to Jacek nazywał mnie katolickim aktywistą  Eeeh, ta niechęć do uważnego czytania wypowiedzi... Generalia są szczytne i idealne - ale jak przychodzi co do czego, to każdy ma trochę inną sytuację niż wzorcowa, inne ma umiejętności, inne cele w życiu - ma więc prawo do przykrojenia postawy nadczłowieka do swojego rozmiaru...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wybacz, że się wtrącę, ale ja widzę trzy/cztery uroczystości rodzinne - pogrzeb (czego nie życzę), ślub, i ewentualnie, chrzciny i św. komunia.
Chodzi ci zatem o kilka (nie kilkanaście, czy kilkadziesiąt) pobytów w kościele za twojego ateizmu, jeśli ten trwa już kilka conajmniej lat? (bo pisałeś o tym tak, jakbyć chodził conajmniej kilka razy do roku, czyli jak w miarę aktywny katolik (tyle im wystarcza, religia trwa)).
No i nadal - ojciec ateista na chrzcinach swojej córki to nie jest ideał i szerzenie postaw racjonalnych wśród młodzieży i wśród swoich.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Wybacz, że się wtrącę, ale ja widzę trzy/cztery uroczystości rodzinne - pogrzeb (czego nie życzę), ślub, i ewentualnie, chrzciny i św. komunia.
Cały czas to powtarzam - właśnie o to mi chodzi.
>Chodzi ci zatem o kilka (nie kilkanaście, czy kilkadziesiąt) pobytów w kościele za twojego ateizmu, jeśli ten trwa już kilka conajmniej lat? (bo pisałeś o tym tak, jakbyć chodził conajmniej kilka razy do roku, czyli jak w miarę aktywny katolik (tyle im wystarcza, religia trwa)).
Pisałem wyraźnie, kilka (2-3) razy w roku średnio. Sprawy typu: ślub w rodzinie, chrzest w rodzinie, I Komunia, pogrzeb kolegi (ateisty, rodzina go pogrzebała po katolicku, tyle uzyskał, że został skremowany zgodnie ze swoją wolą), wycieczka z rodziną w dalekie strony (co tez księża mówią do pielgrzymów na Górze Świętego Krzyża? A głupoty mówią i nachalnie zapraszają do kiosku parafialnego, a na ścianach wiszą wyjątkowo niegustowne ale za to wielkie obrazy). Nie w żadne święta kościelne, Wielkanoce i Boże narodzenia. Aktywny katolik jest w kościele minimum 60-70 razy w roku (niedziele i święta)!
>No i nadal - ojciec ateista na chrzcinach swojej córki to nie jest ideał i szerzenie postaw racjonalnych wśród młodzieży i wśród swoich.
Nie na chrzcinach (wtedy byłem bardziej katolicki od P. Hołownii), ale na I Komunii. Nie mogłem zabronić (co ja jestem? Pan i Władca, tyran jakiś? Matka dziecka i samo dziecko tez maja prawo głosu, więc zostałem przegłosowany). Mogłem się nie zjawić w kościele; tyle bym uzyskał, że córka miałaby do mnie trochę żalu (niewiele, bo dobrze zna poglądy Taty i nie boi się o tym rozmawiać). Potraktowałem to jako dodatkowa okazje do pokazania, co jest dla mnie ważne. Mówi się do kochanej osoby "skoczyłbym za Tobą w ogień" - dlaczego mam bać się skoczyć do kościoła (zwłaszcza, jeśli dla mnie obecnie nie różni się to mocno od wyjścia do teatru, gdzie grają wyjątkowo nudna sztukę)???
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chodzi o to, iż my ludzie, dajemy przykład i wspieramy nie tylko nasze rodziny, ale naszą społeczność. Chodząc do kościoła, niezależnie od przyczyn, wspierasz społeczność Kościoła, zaś szkodzisz społeczności ateistycznej. Tłum po przeciwnej stronie staje się większy o jednego, niezbyt może posłusznego, ale stojącego tam właśnie osobnika.
Tak jak powtarzam z papugowatą namolnością - stań też czasem społecznie po naszej stronie. Z imieniem i nazwiskiem działaj też po naszej stronie. Spraw, aby jakiś polityk, czy dziennikarz, nie czytający z umysłów, czyli nie wnikający w twoje prywatne motywacje, ujrzał cię po naszej stronie i aby wogóle coś ujrzał po naszej stronie (wiele kościołów w Polsce gości co niedziela więcej osób, niż należy do największych stowarzyszeń ateistycznych w Polsce).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Chodzi o to, iż my ludzie, dajemy przykład i wspieramy nie tylko nasze rodziny, ale naszą społeczność.
Moja rodzina i moi znajomi - to jest moja społeczność. Ty i ja, mamy inną hierarchię wartości, sytuację rodzinną, inne zawody i wykształcenie - również inne pomysły na działalność ideową...
> Chodząc do kościoła, niezależnie od przyczyn, wspierasz społeczność Kościoła, zaś szkodzisz społeczności ateistycznej.
Społeczność ateistyczna to nie domek z kart, nie zawali się od kichnięcia. Podobnie zresztą jak Kościół - nawet skandale pedofilskie to dla Watykanu wiosenny katarek.
>Tak jak powtarzam z papugowatą namolnością - stań też czasem społecznie po naszej stronie. Z imieniem i nazwiskiem działaj też po naszej stronie.
Nie mam ochoty działać z imieniem i nazwiskiem, przynajmniej na razie. Mam swoje powody. Ale Ty niepotrzebnie upierasz się, że liczy się tylko taka działalność, jaką Ty uważasz za właściwą.
> Spraw, aby jakiś polityk, czy dziennikarz, nie czytający z umysłów, czyli nie wnikający w twoje prywatne motywacje, ujrzał cię po naszej stronie i aby wogóle coś ujrzał po naszej stronie
Dziennikarze z łatwością pomogą człowiekowi wyjść na idiotę. Nie mam "parcia na szkło". Zresztą, czasy są takie, że to internet jest ważniejszym miejscem do propagowania poglądów niż cokolwiek innego. Dlatego nie zgadzam się z Twoim "w internecie, pod nickiem się nie liczy".
A co my widzimy po naszej stronie? Nawet na naszym forum, zauważyłeś pewnie, nie ma walk frakcyjnych - każdy kłóci się na własną rękę... Żeby zdziałać coś szybko w życiu społecznym, trzeba by założyć partie polityczną - bo tylko na to ludziska reagują. Nowa partia polityczna zostanie zauważona w mediach natychmiast, a prężnie działające stowarzyszenie ateistów traktowane będzie jak koło miłośników filatelistyki.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) | Najlepiej by bylo, zeby KK ustalil sposob uczestnictwa w takich imprezach. Wydzielone miejsce/lawka dla ateistow/innowiercow? Ale dla nich to nie na reke. Wiec moze my sami powinnismy cos wymyslic? Znaczek, jakies szczegolne, ale nie obrazajace nikogo zachowanie? Ostatnio spedzilam dwie godz, w kosciele w Køge- jest co ogladac. Zachowywalam sie tak, jak mnie nauczono jako dziecko, w kosciele katolickim. Nie bylo w tym czasie mszy, ale jak przykleklam przed tabernakulum, mlody czlowiek (pastor?) popatrzyl sie zdziwiony. Nie wiem, jak sie oni w tym Folkekirken zachowuja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Najlepiej by bylo, zeby KK ustalil sposob uczestnictwa w takich imprezach. Wydzielone miejsce/lawka dla ateistow/innowiercow?To jest myśl! Wydrukować i postawić na pierwszej ławce "rezerwacja dla Ateistów"  Swoją drogą, zawsze śmieszyło mnie, że wierni uważają ateistę za niepełnosprawnego umysłowo, a na pewno nie mającego za grosz pojęcia o religii (bo jakby miał pojęcie, to by się natychmiast nawrócił, prawda?). Nawet moja żona, gdy jej powiedziałem że już nie wierzę, tak mnie potraktowała  > Ale dla nich to nie na reke. Wiec moze my sami powinnismy cos wymyslic? Znaczek, jakies szczegolne, ale nie obrazajace nikogo zachowanie?np. spluwanie przez lewe ramię?  > Nie wiem, jak sie oni w tym Folkekirken zachowuja.W Folkekirken to oni sobie siedzą w domu i nie zawracają głowy chodzeniem do kościoła (bo po co, skoro można się w domu pomodlić jak się ma ochotę?). Przynajmniej tak jest w norweskim Folkekirke. A jeśli to kościół protestancki, to nie uznają przeistoczenia chleba w ciało Jezusa, więc pewnie nie widzą sensu w klękaniu...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | mbielecki (2227 punktów) (zablokowany) |
> Ostatnio spedzilam dwie godz, w kosciele w Køge- jest co ogladac. Zachowywalam sie tak, jak mnie nauczono jako dziecko, w kosciele katolickim. Nie bylo w tym czasie mszy, ale jak przykleklam przed tabernakulum, mlody czlowiek (pastor?) popatrzyl sie zdziwiony. Nie wiem, jak sie oni w tym Folkekirken zachowuja.Tak, Ojciec Lesiotr ma rację - w kościołach protestanckich nie ma Eucharystii, więc nie ma przed czym przyklękać...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | i.czaplicka (5782 punktów) | Oczywiscie, oni tabernakulum nie maja, ale tak jak ladnie napisal Jacek- elementy tresury zostaja na cale zycie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Siedząc przy stole z rodziną, jesteś w społeczności rodzinnej. Siedząc z rodziną w kościele, jesteś w społeczności rodzinnej i kościelnej. Cytat:Nie mam ochoty działać z imieniem i nazwiskiem, przynajmniej na razie. Mam swoje powody. Ale Ty niepotrzebnie upierasz się, że liczy się tylko taka działalność, jaką Ty uważasz za właściwą. W Kościele działaś z imieniem i nazwiskiem. Nie narzucam ci żadnej formy działalności. Kościół sam sobie narzucasz, formy działalności sygnowanej imieniem i nazwiskiem w organizacjach świeckich/humanistycznych/ateistycznych sam sobie odrzucasz. Przy niczym się nie upieram. Po prostu tak to wygląda ze strony społecznej, z szerszej strony społecznej. Jak chcesz, aby tak było, jak zdradzasz swoje dane katolikom i wpisujesz się w ich rejestry, zaś do ateistów żywisz daleko idącą nieufność - twoja decyzja, twoja sprawa. Dodam, iż ja nie zachęcam cię do współdziałania ze mną, lecz z kimkolwiek kto działa społecznie dla laickości w państwie, dla ateizmu... Gdy zapoznają się z twoim przekonaniem co do absulutnej słuszności twojej postawy (ateista chodzący do kościoła z podniesionym czołem i dumą krytykuje ateistów podejmujących działania publiczne w imię ateizmu) sądzę sobie, iż ja raczej nie chciałbym z tobą współpracować, więc tym bardziej nie zachęcam cię akurat do parcypowania w moich projektach (jako, że większość projektów nie jest tylko moja, ktoś inny może cię do nich oczywiście zaprosić, a ja się będę musiał zgodzić wobec większości). Dlatego w żadnym razie nie chcę gdzieś zapisać twoich danych osobowych. Doradzam ci w imieniu wszystkich ateistów chcących coś zmienić, abyś zaczął tworzyć i współuczestniczyć w ruchu ateistycznym, nie tylko w kościele i wśród krewnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > W Kościele działaś z imieniem i nazwiskiem. (...) zaś do ateistów żywisz daleko idącą nieufność - twoja decyzja, twoja sprawa.
Nie do ateistów czuje nieufność, oj nie. Naokoło mam mnóstwo samochodów z naklejona rybką (sami wędkarze?). Nakleiłbym sobie rybkę Darwina - ale jestem więcej niż pewien, że miałbym prędzej czy później porysowany lakier. Auto wprawdzie kilkunastoletnie, ale nie mam ochoty zostać męczennikiem. Rozumiesz?
>Gdy zapoznają się z twoim przekonaniem co do absulutnej słuszności twojej postawy (ateista chodzący do kościoła z podniesionym czołem i dumą krytykuje ateistów podejmujących działania publiczne w imię ateizmu)
Boże Święty, Maryjo i Wszyscy Świeci, Jacku, ależ Ty jesteś męczący! Ile razy będziesz mi wmawiał tego "ateistę chodzącego do kościoła" i "katolickiego aktywistę"??? I to bzdurne "z dumą krytykuje ateistów"??? (zresztą... jakie "działania publiczne w imię ateizmu", co to za nowomowa???)
A przekonany jestem o słuszności swojej postawy DLA MNIE, bo po prostu lepiej znam swoją sytuację niż Ty, więc to Twoje uparte ocenianie mnie według Twojej miarki jest nie na miejscu.
> sądzę sobie, iż ja raczej nie chciałbym z tobą współpracować, więc tym bardziej nie zachęcam cię akurat do parcypowania w moich projektach (jako, że większość projektów nie jest tylko moja, ktoś inny może cię do nich oczywiście zaprosić, a ja się będę musiał zgodzić wobec większości).
Obrażasz się jak na placu zabaw: "zabieram zabawki, nie baw się ze mną, już cie nie lubię". Czyżbyś był zainteresowany współpracą wyłącznie z ludźmi, którzy nagną się do Twojej woli i wizji?
> tworzyć i współuczestniczyć w ruchu ateistycznym, nie tylko w kościele i wśród krewnych.
Normalnie tak mnie oburzyłeś, że zaraz chyba rzucę ateistyczną wirtualna legitymację (z nickiem) i padnę w kościele krzyżem przed Najświętszym Sakramentem, by Jezus król Polski przebaczył mi i ponownie udzielił łaski wiary w Kościele Matce Naszej, AMEN!
(i jeszcze przyznam się, że tak naprawdę to jestem agentem opłacanym przez Terlikowskiego, a moim zadaniem było rozpracowanie i rozsadzenie od środka prężnie działających struktur ruch ateistycznego - tylko mnie kurde zrzucili na spadochronie 400 km za daleko od komórki we Wrocławiu!!!).
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Więc działasz DLA SIEBIE i model zachowania jest świetny W TWOJEJ SYTUACJI. Ok - dziękuję, że to napisałeś. Masz po prostu tak pewny siebie sposób pisania, iż czasem mam wrażenie, iż odnosisz się do jakichś bardzo ogólnych tendencji. Mój błąd. Przepraszam.
Nadal zachęcam cię do współpracy z innymi ateistami. Jeśli chodzi o rybki Darwina na samochodach, to mam znajomych, którzy je mają nalepione. Jeśli chodzi o takie cuś na koszulce, to odkryłem, iż koszulka "Człowiek bez boga, to jak ryba bez roweru!" wzbudza więcej emocji u naszych kochanych Rodaków, niż poczciwa, darwinowska rybka. Ale naszę je. Pewnie w małym mieście jest inaczej z tym, niż we Wrocławiu, choć słyszałem, iż również tam nie wszyscy leżą plackiem w kościołach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >No i nadal - ojciec ateista na chrzcinach swojej córki to nie jest ideał i szerzenie postaw racjonalnych wśród młodzieży i wśród swoich. Jacku, ja bym odpuścił. Trzeba brać kontekst pod uwagę. Kluczem jest małżeństwo z katoliczką/katolikiem. Plus późne stanie się ateistą. To jest zupełnie inna sytuacja, niż wówczas, kiedy ma się za współmałżonka osobę ideowo bliską i jeszcze do tego ateistą stało się wcześnie, czy było nim zawsze. Z żoną czy mężem można iść na pewne kompromisy. Dzieci są wspólne. Kwestia uczestnictwa osobistego, to w moich oczach raczej kwestia asertywności, bardzo istotnej cechy. Natomiast jestem absolutnie krytyczny uleganiu presji mamusi, tatusia, cioć i babć, czy kogokolwiek jeszcze. Należy obsikać swoje terytorium stanowczo i zawsze kiedy jest ono naruszane reagować, a jeśli trzeba, należy ugryźć. W ogóle to proponuję wszystkim oglądać program "Zaklinacz psów" Cesara Millana w NG. Mózg człowieka-zwierzęcia działa podobnie. Przyzwyczaja sie do pewnego stanu-obrazu rzeczywistości i po prostu należy go w odpowiedni sposób przestawić. Skorygować. Nauczyć się kontrolować zachowania i emocje innych. To wymaga trochę pracy, ale skutekiem jest błogi spokój. To daje kontrolę sytuacji, szacunek innych i szacunek dla siebie. Każde zachowanie innych wobec nas, które narusza nasze terytorium, należy w sposób asertywny korygować. I nawet największe religijne głąby się nauczą. Moja matka, zawsze agresywna i niereformowalna, doskonale zna granice, a kiedy czasami (bardzo rzadko) sie zapomni (wyłącznie nieświadomie, inaczej nie próbuje nawet), to jest natychmiastowa korekta z mojej strony i skutek zawsze znakomity. Jestem po prostu bardziej świadomy ludzkich emocji i zachowań i potrafię je kontrolować. Nigdy z nikim nie mam problemu, wszyscy szanują moje terytorium, czy to w rodzinie, czy to w pracy, gdziekolwiek. Wiem, że mnie szanują i w absolutnej większości lubią. Ale wypracowanie tego w sobie zwykle nie jest łatwe. Z czasem takie sie staje. Kontrolujesz otoczenie w pełni. Ja mam bardzo silny charakter od zawsze i było to dla mnie zawsze naturalne, jakakolwiek próba zdominowania, narzucenia mi innego obrazu jakiejs kwestii dla mnie fundamentalnej, była i jest natychmiast tłumiona, korygowana. Automatycznie, ja to mam juz wpisane w naturę. I asertywnie oczywiście. Wyznaczasz jasne granice i każde podniecenie natychmiast neutralizujesz, a do tego przydaje sie po prostu wiedza. Niezwykłe jest to, jak w środowisku katolickim, jakim np. jest moje otoczenie w pracy, można zapanować nad sytuacją, zaskakując wiedzą na temat religii i ogólnie świata i życia. Żona czy mąż, to jednak szczególna sytuacja. Moja sytuacja zawsze była dość prosta, bo może przez rok czy dwa w swoim życiu mógłbym nie patrzeć na to, co potencjalna partnerka ma w głowie. Hormony górą, ale po pierwszym doświadczeniu, blokada była już zbyt wielka, żeby katoliczki traktować inaczej jak koleżanki, przyjaciółki czy kochanki. Ale nie każdy tak ma i kolega Ojciec Lesiotr po prostu idzie na kompromis, bo mu tak łatwiej. Tego nie należy oceniać, może mógłby mocniej "obsikać" swoje terytorium i nie brać udziału w uroczystościach, ale to juz bardziej kwestia osobowości, charakteru i pewnej zastałej sytuacji życiowej, która ustaliła sie zanim u niego nastąpiła przemiana. Więc to nie takie proste. Znacznie łatwiej żyje sie wtedy, kiedy związani jesteśmy z osobą ideowo bliską, o czym sam wiesz dobrze, albo wówczas, kiedy jeszcze przed małżenstwem ustali się pewne kwestie, reguły, granice. Tutaj było inaczej i nie sposób nie liczyć sie z małżonką. Ale na pewno należy robić swoje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bardzo ciekawe uwagi! Dziękuję! Fajnie by było, abyś przedstawił taki referat o asertywności gdzieś na spotkaniu ateistów. We Wrocku jesteś z tym (i nie tylko z tym) mile widziany! Natomiast, jak pewnie zauważyłeś, nie oceniam umiejętności "obsikiwania terytorium" Ojca Lesiotra i innych dyskutantów. Po prostu proszę, aby - skoro idą na społeczne kompromisy - tym bardziej pamiętali, iż żyjemy w demokracji, gdzie dopiero silne grupy mogą coś zmieniać, gdzie liczy się frekwencja nie tylko przy państwowych wyborach, ale również w organizacjach pozarządowych, takich jak PSR, SA, KSP etc.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Fajnie by było, abyś przedstawił taki referat o asertywności gdzieś na spotkaniu ateistów. Nie nie, tutaj muszę być asertywny  i muszę odmówić. Nie jestem fachowcem i nie podjąłbym się takiego zadania, pomimo pewnej świadomości, a nawet przebytego szkolenia i generalnie naturze sprzyjającej asertywności i empatii (co również ogromnie istotne). Uważam jednak, że to należy do specjalistów, a ja się takim absolutnie nie czuję. Na pewno warto o tym poczytać, czy przejść szkolenie, jeżeli ktoś poczuje, że mu to potrzebne. Ale to odpowiedzialne zadanie, wbrew pozorom złożone, i w moim najgłębszym przekonaniu, powinien to robić fachowiec. Na pewno w dużym mieście można kogoś takiego znaleźć. Ja polecam, kapitalną sprawą jest poznanie pewnych mechanizmów, choćby komunikacji z drugą osobą, co znakomicie poprawia skuteczność oddziaływania i atmosferę. Wokół mnie wszyscy katolicy są już liberałami i rozumieją (popierają) zalety świeckiego państwa. Czasami jestem zszokowany, kiedy słyszę co mówią osoby, ktore kiedyś tam były zamknięte w ciasnym świecie przaśnych, katolickich pojęć i prostackich mechanizmów myślowo-społecznych. Czasami tutaj widzę, że owe "babcie i ciocie" są traktowane jak porcelanowe figurki, które łatwo mogą się stłuc, a prawda jest taka, że często takie osoby traktuje się niesprawiedliwe, czyli de facto jako głupsze niż są. Można się zdziwić, tylko należy nauczyć się paru rzeczy, czy je sobie uświadomić i przetrenować. I dotrzeć do osób, do których wydawałoby się to niemożliwe (czas jest bardzo różny i bardzo różne czasami taktyki). Dotrzeć w sensie poszerzyć ich świadomość, znacznie rzadziej "przekabacić". Oczywiście są osobniki zupełnie niereformowalne, ja takiego nie spotkałem, ale spodziewam się, że taki Terlikowski podgryzłby mi gardło, zanim zdążyłbym powiedzieć drugie zdanie. Nawet Cesar Millan twierdzi, że są psiaki, których wyprowadzić się nie da i trzeba je uśpić  Co do uczestnictwa w grupach, to pomimo, że się z Tobą zgadzam, to sytuacja w Polsce jest na tyle skomplikowana i zacofana przede wszystkim, że drogi do "zmian" mogą być różne i może być ich wiele. Organizowanie się w grupy jest czymś bardzo ważnym, ale np. ja, na dzisiaj jeszcze tego wciąż nie czuję, może jak Palikot będzie skuteczny, to poczuję, a skuteczność (plus możliwość szerokiego oddziaływania) jest czymś, co dla mnie absolutnie niezbędne, bym widział sens angażowania się. Jednak ja sam tego nie potrafię zorganizować, a interesuje mnie wyłącznie działalność na szerokim obszarze. W beznadziejnej pod względem "świadomościowym" dzisiejszej Polsce wciąż uważam za najskuteczniejszą pracę u podstaw, czyli w szambie szeroko odwiedzanych portali społecznościowych. Uważam (czuję), że to działa najlepiej, a reszta to już mniejsza lub trochę większa nisza dla już przekonanych i już w jakiś sposób świadomych. Mi trochę szkoda na to czasu, wystarcza mi choćby Racjonalista, ale to raczej w sensie własnego dokształcania, aniżeli w możliwości oddziaływania, jakie by mi się marzyło. Oczywiście jestem pelen podziwu dla Mariusza Agnosiewicza. No i to dlatego oddziaływanie na masy najlepiej przerabia mi się we wspomnianych "szambach". Po prostu czuję, że paradoksalnie to przynosi jakiś efekt, choć na bardzo podstawowym poziomie, ale od tego się zaczyna. Teraz Palikot ma szansę na oświeceniową działalność, zobaczymy czy ją wykorzysta. Taki ruch z szerokim dostępem mnie interesuje, ale jeszcze muszę czuć, że to ma sens, bo inaczej wciąż wolę inwestować w rozwój wlasnej świadomości. Zobaczymy. Uświadamianie uświadamianych, jak i działalność niszowa, lokalna, wąska w sensie środowiskowym, to nie dla mnie, ale jak najbardziej uważam to za bardzo cenne i niezbędne. Jednak ludzie są różni, różne mają predyspozycje, potrzeby, inklinacje. Są różne miejsca i sposoby oddziaływania. Każdy musi ocenić sam siebie i swoje możliwości, żeby po prostu czuć się dobrze z tym co robi, a czasami będzie tak, że ktoś nie będzie miał w ogóle ciągot do publicznego angażowania się, ani predyspozycji i to też trzeba uszanować. Nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim, raczej zlepkiem indywidualistów, więc nie jest łatwo i na siłę nie ma co namawiać. Choć zalecać i zachęcać jak nabardziej warto. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > Na koniec doszedłeś do dokładnie tego samego wniosku, który ja wysuwam od samiutkiego początku - zauważyłeś to? <To nie wniosek to tylko dygresja... "sic!"Ale zostawmy to.  > Generalia są szczytne i idealne - ale jak przychodzi co do czego, to każdy ma trochę inną sytuację niż wzorcowa, inne ma umiejętności, inne cele w życiu - ma więc prawo do przykrojenia postawy nadczłowieka do swojego rozmiaru...<Nie chciałbym, żebyś czuł się "atakowany" czy też deprecjonowany "jako ateista", osoba - nie to jest (było) moim celem. Chciałem jedynie przedstawić charakterystykę postawy racjonalnego ateisty, której sam bym pragnął...spójnego i harmonijnego człowieka. Życzmy sobie tego, starajmy się takimi stawać - sobie, Jackowi, Tobie i każdemy dla kogo ma to wartość - tego życzę i trzmam kciuki  Pozdrawiam serdecznie.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Artur@R lepiej ujmuje to, co i ja myślę, więc po prostu szczerze dołączam się do tych życzeń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | dorias (722 punktów) | >Jeśli uznajesz za równoznaczne - "uważanie się wierzącego" za racjonalnego z człowiekiem racjonalnym czyli uważasz osobę wierzącą w bogów (krasnoludki, germliny, smerfy, wróżki,itp) za racjonalną, sceptyczną i z dużą wiedzą o rzeczywistości - i jest to dla ciebie "po prostu inny punkt widzenia"- to wybacz, daleko nam do siebie i dyskusji z tego nie będzie.
Jak dla mnie wypowiedzi tego typu i podobne świadczą o tym że za osobę myśląca/racjonalnie myślącą można uznać tylko ateiste i tylko oni są uprzywilejowani do racjonalnego myślenia i postrzegania świata.
samo to już świadczy o poczuciu swojej wyższości więc czy można w takim wypadku mówić o osobach które są tolerancyjne itd.?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | >Jak dla mnie wypowiedzi tego typu i podobne świadczą o tym że za osobę myśląca/racjonalnie myślącą można uznać tylko ateiste i tylko oni są uprzywilejowani do racjonalnego myślenia i postrzegania świata.<
Nie ma takiej reguły: ateista = człowiek racjonalny i nikt tego tu nie głosi ja również - nie, ale racjonalność, myślenie i sceptycyzm prowadzą prostą drogą do ateizmu. O "tolerancji" nic nie wspominałem- więc nadinterpretujesz, ale skoro już o niej wspomniałeś to - nie mam tolerancji dla głupoty. Jeśli uważasz "wydajne używanie mózgu" za powód do "wyższości" - cóż, masz do tego prawo -ja tego nie napisałem.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | |  | | dorias (722 punktów) |
> Mamy choćby do zaoferowania LARP Darwinowski, grę przygodową uczącą dzieci i młodzież ewolucji i historii, lecz potrzebujemy chętnych do zaangażowania w ten projekt. Jak masz ochotę, zgłoś się - będzie łatwiej to zrobić.mógłbyś to bardziej opisać jakby to miało wyglądać użycie Larpa z systemów fabularnych gier RPG do uczenia ewolucji  Jestem ciekaw jakby miałby wyglądać taki scenariusz:D jeśli byłby ciekawy i miałbym czas może nowet bym się zainteresował czymś takim
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mój brat, Kuba Tabisz, jest specem w tej dziedzinie i również ateistą, choć nie mogę go zaciągnąć na nasze wspólne działania (syndrom młodszego brata jak mniemam). Ostatnio organizował festiwal fantastyki Inne Sfery we Wrocławiu (możesz zobaczyć w necie, jak to było). Myślałem o połączeniu opowieści pirackiej (Beagle, Wyspy Galapagos, XIX wiek i zagadki) z działaniami przygodowo/odkrywczymi. Zaoferowano nam nawet pożyczenie skamienielin  Chcieliśmy połączyć karty z kilkoma lokacjami. Było by kilka niezależnych postaci - aktorów animujących grę. Lokacje - port, pałac gubernatora, ambasada Francji (szpiedzy itp), taberna z żeglarzami i piratami, oraz miejsca badawcze - interior wyspy, las, brzegi oceanu etc. Zbierałoby się punkty ewolucji prowadzące do odkrycia. Ale potrzebujemy co najmniej 8 zaangażowanych osób, z czego 5 również dostępnych na próby. A - brat ma ekipę od strojów, projektowania kart etc.
|
|
| | | | |  | | dorias (722 punktów) | > Mój brat, Kuba Tabisz, jest specem w tej dziedzinie i również ateistą, choć nie mogę go zaciągnąć na nasze wspólne działania (syndrom młodszego brata jak mniemam).Za speca też mógłbym uchodzić w dziedzinie takich RPG-ów:D A brat raczej uważam że nie odczuwa potrzeby udzielania się na tym gruncie jaki proponujesz tak mi się zdaje  > Ostatnio organizował festiwal fantastyki Inne Sfery we Wrocławiu (możesz zobaczyć w necie, jak to było).Jak wyglądają to wiem bo swego czasu uczestniczyłem w kilku takich jednak jakiś czas temu zrezygnowałem z tego gdyż poziom jaki prezentowano nie satysfakcjonował mnie... Jakby to powiedzieć można było należę do starej ekipy  A szczerze mieszkam we wrocławiu, ale jakoś o tym nie słyszałem O_o > Myślałem o połączeniu opowieści pirackiej (Beagle, Wyspy Galapagos, XIX wiek i zagadki) z działaniami przygodowo/odkrywczymi. Zaoferowano nam nawet pożyczenie skamienielin  Hmmm... Wiesz co nie wiem co mam myśleć  Pirat mi się kojarzy że skarbami i statkami  a nie skamielinami  Ale jeśli macie możliwość dostać takie skamieliny znam pewien system RPG który by idealnie pasował do tego co chcecie zrobić:D I gwarantuje Ci że w tym systemie można zrobić dowolny scenariusz w którym chodzi o odkrywanie tajemnic:D > Chcieliśmy połączyć karty z kilkoma lokacjami.Gdzie i jakie lokacje masz na myśli? > Było by kilka niezależnych postaci - aktorów animujących grę. Lokacje - port, pałac gubernatora, ambasada Francji (szpiedzy itp), taberna z żeglarzami i piratami, oraz miejsca badawcze - interior wyspy, las, brzegi oceanu etc. Zbierałoby się punkty ewolucji prowadzące do odkrycia. Ale potrzebujemy co najmniej 8 zaangażowanych osób, z czego 5 również dostępnych na próby.Jeśli by mnie to zainteresowało to nawet mógłbym wam w tym pomóc kwestia tylko czasu ;] Fajnie to by mogło wyglądać, ale, do jakiej grupy ludzi miałoby być skierowane? A i na koniec aż musze i nie mogę się powstrzymać:D W Polsce mówi się tawerna ewentualnie gospoda a nie jak w Hiszpanii tawerna.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mój brat nie udzielał się ateistycznie na długo zanim zostałem prezesem PSR Wrocławskiego, co jest niedawnym zdarzeniem. Jeśli chodzi o jego akcje, to jest chłopak ambitny - do całego kramu fantastyki dorzuca teatr, koncerty, wystawy malarskie. Lubi też otwarte gry aktorskie, bardziej psychologiczne niż fantastyczne. Inne Sfery były całkiem nieźle reklamowane - w radiu, w Wyborczej i innych gazetach, w MPiKu... Zobacz po prostu ich stronkę netową, a wyrobisz sobie zdanie. Nie miej go wyrobionego od razu.
|
|
| | | | | | |  | | dorias (722 punktów) | > w MPiKu...Chodzi Ci o Empik? > Zobacz po prostu ich stronkę netową, a wyrobisz sobie zdanie. Nie miej go wyrobionego od razu.Nie mam zdania o nich a jedynie zdanie które wyrobiłem sobie jakieś 5-6 lat temu może coś się zmieniło nie wiem  Możesz podać ich stronę  i zobaczyć czy ten system bardziej by wam nie pasował tylko wywalcie z niego całą mistyke i nadprzyrodzone potwory:D Zew Cthulhu (ang. Call of Cthulhu) - gra fabularna utrzymana w konwencji grozy amerykańskiego wydawnictwa Chaosium Publishing. Jest oparta na motywach zaczerpniętych z opowiadania o tym samym tytule autorstwa H.P. Lovecrafta oraz jego innych utworów. Zew Cthulhu to gra popularna zarówno na Zachodzie, jak i w Polsce, choć powoli traci na znaczeniu.
Standardowo akcja może toczyć się w jednym z trzech okresów: 1890, 1920 i 1990. Zazwyczaj fabuła jest osadzona w drugim z nich, w Stanach Zjednoczonych. Gracze wcielają się w Badaczy Tajemnic pl.wikipedia.org/wiki/Zew_Cthulhu_(gra_fabularna)
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | |
|
 | 6 na 6 | diogenes (42753 punktów) | >Dlatego czasem lepiej pójść na chrzest czy komunię - wstawać, kiedy wszyscy wstają; siadać, kiedy wszyscy klękają; uśmiechać się gdy się modlą.
Uważasz, że taki dysonans między zachowaniem a poglądami jest psychicznie zdrowy? To po prostu okłamywanie siebie. Skoro ci tzw. wszyscy, nie liczą się z twoimi poglądami, twoją osobowością, dlaczego masz sprawiać im przyjemność swoim zachowaniem? Niech się walą, od najbliższej rodzinki zaczynając.
Mój sąsiad zmarł po zatruciu jadem kiełbasianym. Był elektrykiem i naprawił przez grzeczność samotnie mieszkającej staruszce instalację. W dowód wdzięczności poczęstowała go kolacją. Było to mięsiwo ze słoika. Krótko przed śmiercią powiedział mi, że było obrzydliwe, ale nie chciał staruszce sprawić przykrości odmawiając jedzenia.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Uważasz, że taki dysonans między zachowaniem a poglądami jest psychicznie zdrowy? To po prostu okłamywanie siebie.Jest zdrowy i korzystny (wyłącznie rzadko, tylko ze względu na ważne uroczystości, jak ślub, komunia, chrzest). Pokazujesz rodzinie, że jest ważniejsza dla Ciebie od wiary czy antyklerykalizmu. Masz okazje do porozmawiania potem z dziećmi o zachowaniach społecznych. Olewanie wszystkiego jest trochę jak olewanie zwyczaju prezentów pod choinkę, bo się nie wierzy przecież w Mikołaja - można postawić na swoim, ale dzieci będą miały żal. > Skoro ci tzw. wszyscy, nie liczą się z twoimi poglądami, twoją osobowością, dlaczego masz sprawiać im przyjemność swoim zachowaniem? Niech się walą, od najbliższej rodzinki zaczynając.Skąd pomysł, że się nie liczą z moimi poglądami??? Liczą się, bo tak się składa, że w tym sporze to ja jestem strona silniejszą. Mam za to okazję pokazać, że liczę się z ich uczuciami, chociaż ich poglądy i tradycje uważam za niemądre. Olewając demonstracyjnie, wpada się w kategorię "szalony antyklerykał" - katolicy wytresowani są tak, że po prostu traktują takich jak idiotów, których lepiej nie drażnić. Sprawdzałem, to się nie opłaca. > Mój sąsiad zmarł po zatruciu jadem kiełbasianym. Był elektrykiem i naprawił przez grzeczność samotnie mieszkającej staruszce instalację.Ja kiedyś wcinałem u takiej staruszki spleśniałe ciasteczka by nie sprawić jej przykrości. Ogólnie takie staruszki są strasznie niebezpieczne... 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie jesteś stroną silniejszą, to oni cię skłonili do udawania czasem katolika, a nie odwrotnie (nota bene - dziecko ma dwoje rodziców i poddawane jest indoktrynacji religijnej, jeśli to nie jest ustępstwo, to co to jest?). Można dawać prezenty pod choinkę, można śpiewać sobie kolendy bo mają ładne melodie, ale to nie to samo, co chodzenie do kościoła dla świętego spokoju. Można obchodzić wielkanoc, bo ludzie świętują i jest wolne. Ale nie znaczy to, iż obchodząc ją w kościele jest się nadal, w sensie społecznym, ateistą. Nie jest się wtedy nim w sensie społecznym.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Nie jesteś stroną silniejszą, to oni cię skłonili do udawania czasem katolika, a nie odwrotnie
Bynajmniej. Miałbyś rację, gdybym z okazji tych uroczystości szedł do spowiedzi i przystępował do komunii. Rodzina nie oczekuje ode mnie, że pójdę na jakąś uroczystość. Jest wręcz odwrotnie: jeśli pójdę nieproszony, to naruszam ich bezpieczny pogląd o zachowaniu zwariowanych ateistów, bo właśnie w takiej szufladce chciałby nas zamknąć każdy biskup.
> (nota bene - dziecko ma dwoje rodziców i poddawane jest indoktrynacji religijnej, jeśli to nie jest ustępstwo, to co to jest?).
Na to obecnie nie ma rady. Jest presja rówieśników obok presji szkoły i rodziców. Podobnie dzieci poddawane są w szkole indoktrynacji patriotycznej. Trzeba w domu dzieciom pewne rzeczy tłumaczyć, póki się jest dla nich autorytetem.
> Można obchodzić wielkanoc, bo ludzie świętują i jest wolne. Ale nie znaczy to, iż obchodząc ją w kościele jest się nadal, w sensie społecznym, ateistą.
No to możesz być o mój ateizm w sensie społecznym spokojny. Nie obchodzę Wielkanocy ani Bożego Narodzenia w kościele, nie chodzę na msze dla świętego spokoju, nie modlę się razem z innymi. A społecznie robię to, co według mnie - po zbadaniu kilku innych możliwości - jest najbardziej skuteczne w wyrażaniu i przekazywaniu innym swoich poglądów.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Bynajmniej. Miałbyś rację, gdybym z okazji tych uroczystości szedł do spowiedzi i przystępował do komunii. Rodzina nie oczekuje ode mnie, że pójdę na jakąś uroczystość. Jest wręcz odwrotnie: jeśli pójdę nieproszony, to naruszam ich bezpieczny pogląd o zachowaniu zwariowanych ateistów, bo właśnie w takiej szufladce chciałby nas zamknąć każdy biskup. Nie mieszkasz w szufladce biskupa. Udawanie katolika obecnością jest ważniejsze niż przystępowanie do komunii. Wielu katolików też nie przystępuje do komunii co tydzień. Dla mnie twoje podejście jest kuriozalne - udowadniasz swój ateizm udając katolika? Pokazując, że nawet z ateizmem jesteś równiachą , czyli chodzącym do kościoła?   Cytat:Na to obecnie nie ma rady. Jest presja rówieśników obok presji szkoły i rodziców. Podobnie dzieci poddawane są w szkole indoktrynacji patriotycznej. Trzeba w domu dzieciom pewne rzeczy tłumaczyć, póki się jest dla nich autorytetem. Mimo wszystko są rodzice, którzy nie ślą dzieci na pranie mózgu w szkole i wspierają nauczanie etyki (nie przez katechetów). Ale aby wesprzeć ten ruch, trzeba ruszyć się z rodzinnych pieleszy. Cytat:No to możesz być o mój ateizm w sensie społecznym spokojny. Nie obchodzę Wielkanocy ani Bożego Narodzenia w kościele, nie chodzę na msze dla świętego spokoju, nie modlę się razem z innymi. A społecznie robię to, co według mnie - po zbadaniu kilku innych możliwości - jest najbardziej skuteczne w wyrażaniu i przekazywaniu innym swoich poglądów. Ateizm społeczny to uczestnictwo w ateistycznych przedsięwzięciach podpisane własnym imieniem i nazwiskiem. Tak jak się podpisuje pozwolenie na lekcje religii wobec dziecka (do czego nie zachęcam). Nie oceniam twoich możliwości - może masz rację, ale chyba widzisz, że jest to conajmniej szalone z bardziej ogólnej perspektywy.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > udowadniasz swój ateizm udając katolika? Pokazując, że nawet z ateizmem jesteś równiachą , czyli chodzącym do kościoła?Czy jeśli pójdę na wystawę sztuki socrealizmu, to udaję komunistę? Czy idąc na koncert Chóru Aleksandrowa staję się rusofilem? Wchodząc do meczetu i zdejmując buty przed wejściem, popieram muzułmański fanatyzm religijny? Daj spokój... Zrozum, że nie daję się zamknąć w ramki ani Twoje, ani biskupie  > Mimo wszystko są rodzice, którzy nie ślą dzieci na pranie mózgu w szkole i wspierają nauczanie etyki (nie przez katechetów). Ale aby wesprzeć ten ruch, trzeba ruszyć się z rodzinnych pieleszy.Jeśli oboje rodzice się w tej kwestii zgadzają. Bo jeśli nie, to nie jest to tak oczywiste. Swoją drogą, ja nie chodziłem przez kilka pierwszych lat szkoły podstawowej na religię. Kiedy w końcu tam trafiłem, to w ciągu jednego roku nadrobiłem wszystkie zaległości i poszedłem do spóźnionej I Komunii. Odkryłem piękny świat religijnych uniesień, od którego wcześniej z niezrozumiałych dla mnie powodów byłem odseparowany. W efekcie wpadłem w katolicyzm po uszy. Rozumiesz, o co mi chodzi? > Nie oceniam twoich możliwości - może masz rację, ale chyba widzisz, że jest to conajmniej szalone z bardziej ogólnej perspektywy.Nieważne, jak krętą drogą idziesz, wygrasz, jeśli dojdziesz do celu. Nie znam Twojej sytuacji rodzinnej, ale na pewno jest zupełnie inna niż moja. Cóż więc dziwnego, że robię inne rzeczy, niż Ty byś chciał pochwalić.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ani razu nie napisałem, iż nie można zwiedzać obiektów sakralnych. Owoc zakazany (nagłe odkrycie komunii etc) działa czasowo. Najważniejsze jest wpajanie przekonań u małego dziecka. Pogląd ten wziąłem od psychologów i jezuitów.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Owoc zakazany (nagłe odkrycie komunii etc) działa czasowo.
W moim wypadku jakieś 30 lat.
> Najważniejsze jest wpajanie przekonań u małego dziecka.
No i to właśnie robię, tyle, ze nie w tak oczywisty sposób jak Ty oczekujesz.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja niczego od ciebie nie oczekuję! Chciałem cię tylko prosić, abyś był też obecny wśród spotykających się w realu ateistów. Prosić, nie żądać.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Ja niczego od ciebie nie oczekuję! Chciałem cię tylko prosić, abyś był też obecny wśród spotykających się w realu ateistów. Prosić, nie żądać.
Trójmiasto - chętnie. Wrocław, Kraków - no za daleko!
Póki co, robię co mogę - czyli jak nie mam jawnych ateistów i racjonalistów wokół, to staram się ich stworzyć... Się rozmawia ze znajomymi, z rodziną, się propaguje racjonalne myślenie...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Trójmiasto to rzeczywiście daleko od Wrocławia. Ale ja swego czasu obiecałem wycieczki po Wrocku dla moich przyjaciół ateistów, więc rzecz nie do pogardzenia... Jestem dobrym przewodnikiem... Wrocław jest piękny... Nic tylko przyjeżdżać... A wcześniej powiadomić mnie - lp.nelt@ramazm .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > Najważniejsze jest wpajanie przekonań u małego dziecka. Pogląd ten wziąłem od psychologów i jezuitów.To przekonanie zdrowego rozsądku, które znajduje swój wyraz w wielu porzekadłach, jak np. Czym skorupka za młodu przesiąka, tym na starość trąca. lub Czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Podobnie czytamy w Ewangelii Cytat: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. 15 Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego".
Zwierzęta też dbają o swe młode. Tak więc mamy wiele wariantów tego zachowania.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >Pokazujesz rodzinie, że jest ważniejsza dla Ciebie od wiary czy antyklerykalizmu.
Brednie nie przestają być bredniami tylko dlatego, że wierzy w nie rodzina. Moja matka pod koniec życia była niezwykle wierzącą kobietą. Czułem, że sprawiłbym jej wielką, metafizyczną wręcz przyjemność, gdybym nad jej grobem uwierzył w boga. Mój racjonalny dajmonion nie pozwolił i nie pozwala mi na to. Na kilka miesięcy przed jej śmiercią wszelkie rozmowy światopoglądowe straciły sens: czymś ważniejszym od Psalmów była zupka, godzina podania leku czy zmiana cewnika. Przestała mieć też znaczenie kwestia jej wiary i mojej niewiary. Stało się to, o co mi zawsze chodzi: żaden bóg nie ma prawa przekroczyć progu domu. Jest równie przykry jak komornik.
>Mam za to okazję pokazać, że liczę się z ich uczuciami, ...
To nie są ani ich uczucia, ani ich poglądy. Zerknij do katechizmu, posłuchaj mszy: tam znajdziesz źródła owych uczuć i przekonań. Im bardziej ktoś jest katolicki, tym bardziej jest odindywidualizowany. Z definicji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) |
>To nie są ani ich uczucia, ani ich poglądy. Zerknij do katechizmu, posłuchaj mszy: tam znajdziesz źródła owych uczuć i przekonań. Im bardziej ktoś jest katolicki, tym bardziej jest odindywidualizowany. Z definicji.
Są ich, zwykle od dziecka. A ich źródłem jest, według nich, sam Bóg, nie mogą więc być prawdziwsze. W dodatku Jezus uprzedził ich, że przyjdą tacy jak ja i Ty i będą chcieli pozbawić ich wiary, tego skarbu najcenniejszego, i będzie to godzina próby, a kto ją przetrwa, otrzyma nagrodę w niebie itd.
A prawdziwa wiara jest jedna, jak jeden jest Bóg (chociaż w trzech osobach) więc po co indywidualizm...?
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
 | 4 na 4 | Ag-nes (2295 punktów) | >Dlatego czasem lepiej pójść na chrzest czy komunię - wstawać, kiedy wszyscy wstają; siadać, kiedy wszyscy klękają; uśmiechać się gdy się modlą. Bliscy i tak wiedzą, co ja o tym myślę - niech wiedzą, że te obrządki są tak mało ważne, że nie muszę z nimi walczyć. E tam, iść, jak trzeba, na jakiś pogrzeb czy ślub, idę. Ale nie wstaję, nie klękam i żadnych magicznych gestów nie używam. Mina księdza, bezcenna.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pewnie czuje, iż odniósł połowę sukcesu, a nie cały sukces. Całkowity sukces, to być nieznanym księdzu. Zwłaszcza na jego ceremoniach.
Slub składa się z dwóch elementów - ceremonii w kościele i wesela - można przyjść na to drugie. Z kolei przyjaciele którzy zapraszają osobę niewierzącą tylko na ceremonię religijnych zaślubin są kiepskimi przyjaciółmi.
Ale nie o tym - wybierasz się na 15 X, Marsz Ateistów i Agnostyków w Krakowie? To trochę tak jak jeden ślub, tylko nie trzeba kupić prezentów...
|
|
| |  | 1 na 1 | Ag-nes (2295 punktów) | > ... to być nieznanym księdzuI tak wiedzą o nas wszystko, mają lepszy wywiad i bazę danych niż niejedna tajna agencja, niestety.  > Ale nie o tym - wybierasz się na 15 X, Marsz Ateistów i Agnostyków w Krakowie? To trochę tak jak jeden ślub, tylko nie trzeba kupić prezentów...Wybieram się, w ogóle, Śląscy Racjonaliści wybierają się.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No i tak trzymać! O to mi właśnie chodzi!
|
|
 | 4 na 4 | Menel de Lux (3111 punktów) |
> Mogę nie pójść na I Komunię swojej córkiŻe jak?    Myślałem że wiele już w życiu widziałem, ale okazuje się że tak naprawdę to g..no prawda. "Racjonalisty" posyłającego swe "bogu ducha winne" dziecko na kościelne, nieludzkie pranie mózgu jeszcze nie uświadczyłem. No cóż, człowiek uczy się całe życie...
|
|
|  | 5 na 7 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > "Racjonalisty" posyłającego swe "bogu ducha winne" dziecko na kościelne, nieludzkie pranie mózgu[/url] jeszcze nie uświadczyłem. >No cóż, człowiek uczy się całe życie...
No to się naucz jeszcze, że typowe dziecko ma dwoje rodziców. Jeśli żona i córka chcą do Komunii, to co - mam rozedrzeć szaty w progu kościoła niczym Rejtan, czy zamknąć te niemądre istoty w łazience?
Pierwsza Komunia to taka choroba wieku dziecięcego - jest praktycznie nieunikniona. Jeśli nie przejdziesz jej w młodym wieku, to będzie gorzej jeśli chwyci cię w wieku dojrzałym...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 4 na 6 | Menel de Lux (3111 punktów) |
>No to się naucz jeszcze, że typowe dziecko ma dwoje rodziców. Jeśli żona i córka chcą do Komunii, to co - mam rozedrzeć szaty w progu kościoła niczym Rejtan, czy zamknąć te niemądre istoty w łazience?
Jeżeli Twoja żona zapragnęłaby wyciąć Twej córce łechtaczkę motywując to swymi urojeniami to też byś szat nie rozdzierał? Porównanie to pozornie tylko jest wyolbrzymione ponieważ kościelne "nauki" i rytuały mogą bardzo skutecznie uszkodzić mózg na całe życie.
>Pierwsza Komunia to taka choroba wieku dziecięcego - jest praktycznie nieunikniona.
Jest na to lekarstwo- zdrowy rozsądek rodziców. Mojego syna w tamtym roku ominęła ta epidemia, i wcale nie narzeka. Nigdy nawet nie wspomniał o jego braku uczestnictwa w tej nachalnej, stadnej indoktrynacji. Nigdy też nie zauważyłem aby był nieszczęśliwy z tego powodu.
|
|
| | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Jeżeli Twoja żona zapragnęłaby wyciąć Twej córce łechtaczkę
Menelu, a czy Ty przypadkiem nie masz czegoś wyciętego, bo pieprzysz bez sensu?
>Porównanie to pozornie tylko jest wyolbrzymione ponieważ kościelne "nauki" i rytuały mogą bardzo skutecznie uszkodzić mózg na całe życie.
To porównanie nie jest wyolbrzymione, jest po prostu durne... Ale rozumiem, że było potrzebne, bo sensowny argument jest dużo trudniej znaleźć...
>Mojego syna w tamtym roku ominęła ta epidemia, i wcale nie narzeka.
Żonę masz głęboko wierzącą, a sam byłeś kiedyś wierzący? Bo jeśli nie, to zadanie nie było trudne.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Menel de Lux (3111 punktów) | Widzę że bardzo szybko skończyly się argumenty i zaczęły się wycieczki osobiste. Dalszą polemikę daruję sobie. Za bardzo ta dyskusja przypomina mi próbę nawiązania dialogu z religiantem w formie i treści, a ja nie mam ochoty "walić głową w mur" Może zbyt często w owym nieszczęsnym kościele przebywasz, ateisto.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Każdy ma trochę inne życie, może Ojciec Lesiotr rzeczywiście został umieszczony przez los w tak trudnej i dziwacznej sytuacji, iż wybrał najsłuszniejszą drogę. Tak poza tym zgadzam się z tobą całkowicie. Faktem też jest, iż osoby stąpające po niezbyt stałym gruncie potrafią niekiedy dość dogmatycznie bronić rytmu swoich kroków.
Ale moim tematem przewodnim na tej stronie jest przede wszystkim apel do tych wszystkich chodzących do kościoła ateistów, który brzmi:
Moi drodzy, to bądźcie choć obecni też wśród nas, nie tylko w Kościołach! (anonimowa obecność na forach internetowych się nie liczy)
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | perun (8610 punktów) |
> Moi drodzy, to bądźcie choć obecni też wśród nas, nie tylko w Kościołach! (anonimowa obecność na forach internetowych się nie liczy)Panie Jacku, odpisując żartobliwie na to pańskie zdanie ; jeśli spotkania organizowane przez ateistów będą trwać 45 minut , będzie można pooglądać panie wystrojone na to spotkanie jak na odpust, jeśli w przerwach między przemówieniami i czytaniem prowadządzego ktoś ładnie zaśpiewa, to chetnie wpadne na takie ateistyczne spotkanie. I tez zajmę miejsce koło drzwi wyjściowych, żeby mieć możliwości szybkiej ewakuacji
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przychodzą piękne panie, ja gram muzykę, Kaja tańczy, koło drzwi podają piwo, nie trzeba zostawać dłużej niż 45 minut, choć nie sądzę, aby ktoś chciał wyjść...
|
|
| | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) | > Przychodzą piękne panie, ja gram muzykę, Kaja tańczy, koło drzwi podają piwo, nie trzeba zostawać dłużej niż 45 minut, choć nie sądzę, aby ktoś chciał wyjść... Cóż widze, że warto nawet pokonać te prawie 400 km jaka mnie dzieli od Wrocka. A puenta tej mojej powyższej wypowiedzi miało być ; Jakość sie liczy, a nie ilość.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W przypadku społeczności ateistów, jednak przede wszystkim ilość - we Wrocku teoretycznie powinno być ze 30 tysięcy osób związanych z niewiarą (5%). Na nasze spotkania przychodzi kilkanaście i to nie jest wcale źle. W całym PSR jest 200 - 300 członków, z czego wielu nieaktywnych. Inne tego typu ruchy nie mogą się nawet tym pochwalić. Zatem ilość, ilość, ilość... Ale jakość mamy, że hej! Niebawem będą nargania naszych dyskusji - sami posłuchacie.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | >Przychodzą piękne panie, ja gram muzykę, Kaja tańczy, koło drzwi podają piwo, nie trzeba zostawać dłużej niż 45 minut, choć nie sądzę, aby ktoś chciał wyjść...Bardzo przyjemnie to wygląda, a z Poznania rzut kamieniem. Perun ma sporo racji. Ateiści to jednak w sporej mierze indywidualności i może dlatego nie czują potrzeby przynależenia do stada innych ateistów. Ja na ten przykład mam alergie na grupowe zgromadzenia. Jeżeli na 5 m2 jest wiecej niz jedna osoba to tłum straszny. Uciekać.  Z drugiej strony oczywiste jest, że do zaistnienia społecznego zrzeszanie się w grupy jest konieczne.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Z drugiej strony oczywiste jest, że do zaistnienia społecznego zrzeszanie się w grupy jest konieczne.-Oraz w razie sytuacji zagrożenia, gdyby np. zaczęli nas pojedynczo wyłapywać i krzyżować, wtedy trzeba mieć możliwość szybkiego uformowania stada obronnego. 
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | > >Z drugiej strony oczywiste jest, że do zaistnienia społecznego zrzeszanie się w grupy jest konieczne. >-Oraz w razie sytuacji zagrożenia, gdyby np. zaczęli nas pojedynczo wyłapywać i krzyżować, wtedy trzeba mieć możliwość szybkiego uformowania stada obronnego.Raczej stosy. Na krzyż to nie jestesmy godni.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Poza tym czasem lepiej się gada w realu. Ja bardzo lubię internet, ale dyskusje w realu są czasem bardziej wielowymiarowe.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | Mam podobnie z tymi "tłumami" (niestety  )... ale będę próbował to zmienić -do Wrocka mam 200km
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Będzie mi ogromnie miło cię spotkać we Wrocku!
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | I ze wzajemnością...jeśli tylko czas i okoliczności pozwolą 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Moi drodzy, to bądźcie choć obecni też wśród nas, nie tylko w Kościołach! (anonimowa obecność na forach internetowych się nie liczy)Przepraszam, ale wszystkie banialuki, które wypisuję firmuję moim osobistym imieniem i nazwiskiem. Jak się wstydzę, to za siebie. Gdybym nie miał te parę tysięcy kilometrów, to pewnikiem na spotkaniu we Wrocku bym się pojawił. www.youtub(*)?v=8ycCV57VM6c&feature=related
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No i ja też wpisuję się imieniem i nazwiskiem. Mój apel nie jest do wszystkich - są tu osoby znacznie bardziej ode mnie aktywne i zasłużone dla ruchu ateistycznego w Polsce.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Widzę że bardzo szybko skończyly się argumenty i zaczęły się wycieczki osobiste.> Dalszą polemikę daruję sobie.Przepraszam, no. Atakuj mnie, to będę dyskutował. Zaatakowałeś moją żonę, posądzając ją o jakieś idiotyzmy, to odpowiedziałem równie niewybrednie. > Za bardzo ta dyskusja przypomina mi próbę nawiązania dialogu z religiantem w formie i treści, a ja nie mam ochoty "walić głową w mur"> Może zbyt często w owym nieszczęsnym kościele przebywasz, ateisto.Dyć pisałem, że nie bywam w ogóle na mszy! Czasem mi się zdarzy być na uroczystości rodzinnej, w czasie której akurat ksiądz msze odprawia 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Menel de Lux (3111 punktów) |
> Przepraszam, no.OK, nie gniewam się  > Atakuj mnie, to będę dyskutował. Zaatakowałeś moją żonę, posądzając ją o jakieś idiotyzmy, to odpowiedziałem równie niewybrednie.To nie byl atak. Jednakże wysyłanie dzieci na kościelne prania mózgu jest jak to określiłeś- idiotyzmem. > Dyć pisałem, że nie bywam w ogóle na mszy! Czasem mi się zdarzy być na uroczystości rodzinnej, w czasie której akurat ksiądz msze odprawia  W mojej rodzinie również takie spotkania się odbywają, jednak nie uczestniczę w nich bo wiem że są one legitymizacją istnienia tego nowotworu i wspieraniem kościelnego szerzenia zacofania. Po prostu nie potrafię być częścią tego zakłamania i hipokryzji.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Jednakże wysyłanie dzieci na kościelne prania mózgu jest jak to określiłeś- idiotyzmem.
Tak, jest idiotyzmem, w wielu przypadkach niemożliwym do uniknięcia w polskiej rzeczywistości. Lecz jeśli równocześnie nauczymy dziecko racjonalnie myśleć, to w pewnym momencie zda sobie sprawę z indoktrynacji i samo odrzuci zabobony (jak moja najstarsza córka). Czasem nie ma innej drogi.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) | Pozostaje mi tylko życzyć wytrwałości w tej nierównej walce z zabobonem i całym wachlarzem katolickich guseł które stoją w opozycji do zdrowego, nie naznaczonego oględnie mówiąc- głupotą, wychowania dzieci. Powodzenia.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Widzę że bardzo szybko skończyly się argumenty i zaczęły się wycieczki osobiste.> Dalszą polemikę daruję sobie.> Za bardzo ta dyskusja przypomina mi próbę nawiązania dialogu z religiantem w formie i treści, a ja nie mam ochoty "walić głową w mur"> Może zbyt często w owym nieszczęsnym kościele przebywasz, ateisto.-Dokładnie. Klasyczny przykład jak "religia zatruwa wszystko", nie tylko stosunki międzynarodowe, rodzinne, ale nawet stosunki między ateistami o czym też niejednokrotnie się przekonałem. "Imagine no religions" 
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
| | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >>Może zbyt często w owym nieszczęsnym kościele przebywasz, ateisto. >-Dokładnie. Klasyczny przykład jak "religia zatruwa wszystko", nie tylko stosunki międzynarodowe, rodzinne, ale nawet stosunki między ateistami o czym też niejednokrotnie się przekonałem.
Dlatego szybko przeprosiłem i wyjaśniłem powód, dla którego odpowiedziałem niegrzecznie.
A stosunki między ateistami psuje wybujały indywidualizm, ośli upór przy swoich opiniach, brak empatii, niechęć do uważnego czytania cudzych wypowiedzi i nieumiejętność przyznania się do błędów.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:A stosunki między ateistami psuje wybujały indywidualizm, ośli upór przy swoich opiniach, brak empatii, niechęć do uważnego czytania cudzych wypowiedzi i nieumiejętność przyznania się do błędów. Zatem: 1) Nie śmiejmy się z prób budowania czegoś poza naszym wybujałym indywidualizmem, takich jak PSR i jego spotkania choćby. 2) Nie wmawiajmy, iż zgoda na indoktrynację religijną naszych dzieci to powód do chwały, coś o niebo lepszego niż na przykład 1) i nie brońmy tego z oślim uporem. 3) owszem miejmy empatię, co przejawia się też w spokojnym tłumaczeniu rozmówcy tych elementów naszej wypowiedzi, której ten nie zrozumiał był, co się przecież zdarza 4) błędem wielu z nas było choćby to, że kiedyś wierzyliśmy w religijne głupoty i pod wpływem tego popełnialiśmy błędne decyzje, nie brońmy zatem legendy o nas samych tworzonej przez nas samych, lecz mówmy szczerze - nie zawsze byliśmy mądrzy, zatem popełniliśmy w swoim życiu decyzje, których nie da się odkręcić i na których trzeba budować kompromisy, które jednak nie są materiałem na "Poradnik ateisty"...
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > 1) Nie śmiejmy się z prób budowania czegoś poza naszym wybujałym indywidualizmem, takich jak PSR i jego spotkania choćby.Odszczekuję jeśli się śmiałem. Pod warunkiem, że: - nie będę musiał jeździć na konwenty 400 km, bo za daleko - nie każesz mi niczego organizować, bo nie umiem i nie lubię - powiesz mi, jakie mogą być spodziewane efekty społeczne takich działań, poza posiedzeniem w sympatycznej atmosferze > 2) Nie wmawiajmy, iż zgoda na indoktrynację religijną naszych dzieci to powód do chwały, coś o niebo lepszego niż na przykład 1) i nie brońmy tego z oślim uporem.W mordę zaraz dałbym temu, co uważałby zgodę na indoktrynację swych dzieci za powód do chwały  Jeśli pijesz do mnie, to zważ Waćpan, że próbujesz mi to wmówić z oślim uporem, acz bez sensu, bo to nieprawda. Jeśli żona chce posłać dzieci na religie i dzieci też tego chcą, to nie da się temu zapobiec bez stosowania przemocy fizycznej. Zamiast bicia żony i dzieci lepiej starać się je stopniowo przekonać. W poprzedniej wypowiedzi sugerowałeś zresztą zabawne rozwiązanie, by córki wychowywać w religii żony, a synów w ateizmie ojca. Otóż mam trzy córki i okrągłe zero synów, tadaaaammm! > 3) owszem miejmy empatię, co przejawia się też w spokojnym tłumaczeniu rozmówcy tych elementów naszej wypowiedzi, której ten nie zrozumiał był, co się przecież zdarzaW Twoim przypadku się zdarza, eeee, wybacz mi to co powiem... nagminnie... > 4) lecz mówmy szczerze - nie zawsze byliśmy mądrzy, zatem popełniliśmy w swoim życiu decyzje, których nie da się odkręcić i na których trzeba budować kompromisy,A co ja cały czas powtarzam?! Przypisujesz sobie moje myśli, nieładnie... > które jednak nie są materiałem na "Poradnik ateisty"...Oj tam, z przyjemnością przyjmę propozycję napisania rozdziału w następnym wydaniu... 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No ja bym jednak na twoim miejscu się zastanowił, czy nie ma w Polsce lepszych osób do pisania rad dla ateistów - nie gniewaj się - ale właśnie niekiedy nam brakuje - skromności. Ja też nie sądzę, abym mógł stanąć w kolejce przed Agnosiewiczem, czy choćby panią Synyszyn, jeśli chodzi o wpisy do "Poradnika ateisty". Naprawdę, sorry, mówię to jako osoba przyjazna - skromność!
Poza tym spotkania ateistów to nie jest usługa aresowania do Jaśniepana konsumenta. To współtworzenie społeczeństwa, gdzie powinno być choć trochę miejsca na refleksję ateistyczną. Ale o to trzeba się postarać.
Jedna z naszych ostatnich rozmów dotyczyła edukacji z punktu widzenia ateistów (ale nie tylko, zaprosiliśmy też hinduistę interesującego się Rabindranathem Tagore - przybył, czuł się z nami dobrze). Nie mówiliśmy prawie o krzyżach i lekcjach religii, wiele innych tematów okazało się ważniejszych. Tak się złożyło, że chyba wszyscy dyskutanci bez jednej osoby nauczają (ja również). Czy rozmowa miała sens? Czy nie lepiej było zostać w domu i w nim budować coś od podstaw?
Uważasz, że to za mało? Więc przyjdź i zaproponuj więcej! Na tym to polega, to nie jest salon fryzjerski, czy sklep z pączkami. Masz 400 km? Za daleko? Nie wątpię. Kraków, Warszawa, Poznań, Gdańsk nie leżą bliżej? Czy w pobliskich dużych miastach nie spotykają się ateiści? Jeśli nie, to może warto zabiegać o powstanie takiego ruchu w Lublinie, Przemyślu, Olsztynie? Przyczynić się do tego, włożyć w to pracę, szukać ludzi, samodzielnie lub pod auspicjami istniejącej organizacji? Napisz, koło jakiego dużego miasta mieszkasz, to strzelę notkę na Facebooku - ateiści z (Lublina? Olsztyna? Przemyśla?) chcą się spotkać, dołącz do nas. I zobaczymy co się stanie... Warto? Nie warto? Może choć wypada spróbować?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > No ja bym jednak na twoim miejscu się zastanowił, czy nie ma w Polsce lepszych osób do pisania rad dla ateistów - nie gniewaj się - ale właśnie niekiedy nam brakuje - skromności. Ja też nie sądzę, abym mógł stanąć w kolejce przed Agnosiewiczem, czy choćby panią Synyszyn, jeśli chodzi o wpisy do "Poradnika ateisty". Naprawdę, sorry, mówię to jako osoba przyjazna - skromność!Spokojnie, nikt mnie na razie o napisanie rozdziału nie prosił  Rozbawiła mnie Twoja mimowolna drobna gafa: "Ja też nie sądzę, abym mógł stanąć w kolejce PRZED Agnosiewiczem, czy CHOĆBY panią Synyszyn". To coś mówi o Twojej własnej skromności  > Tak się złożyło, że chyba wszyscy dyskutanci bez jednej osoby nauczają (ja również).O, spotkania nauczycieli lub wychowawców mają wielki sens - oni mogą zrobić wiele (właśnie u podstaw). > Może choć wypada spróbować?Trójmiasto, zapewne warto spróbować (ale nie dysponuję swoim czasem tak elastycznie, jakbym chciał).
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cieszę się Ojcze Lesiotrze, że znaleźliśmy nić porozumienia i przestało być niepotrzebnie awanturniczo (całkiem możliwe, że mam mniejszy dar rozumienia wypowiedzi niż ty, kto wie). Jeśli chodzi o Synyszyn i Agnosiewicza, to po prostu Agnosiewicza cenię osobiście bardziej niż Synyszyn, nawet za skuteczność, choć Mariusz nie jest politykiem, stąd "choćby".
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >A stosunki między ateistami psuje wybujały indywidualizm, ośli upór przy swoich opiniach, brak empatii, niechęć do uważnego czytania cudzych wypowiedzi i nieumiejętność przyznania się do błędów. -Indywidualizm to nic złego, ośli upór tak. U racjonalisty coś takiego nie powinno występować. Logiczny argument zawsze powinien być wzięty pod uwagę. Wierzący też są ogromnie zróżnicowani. Jednemu można opowiedzieć dowcip o Jezusie i będzie się śmiał, inny będzie śmiertelnie oburzony. -Ogólnie wykazujemy zbyt małą śmiałość w przyznawaniu się do swojego światopoglądu, a to jednak działa i daje dobry przykład innym, naprawdę!
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Indoktrynacja religijna małych dzieci potrafi uszkodzić myślenie na całe życie. Menel ma sporo racji. NIe wiem, ile lat mają twoje dzieci, ale jeśli część z nich jest jeszcze w pierwszych klasach podstawówki, to spokojnie możesz zmienić podejście do ich edukacji w związku z twoją zmianą światopoglądu.
|
|
| | | | |  | | dorias (722 punktów) | >Indoktrynacja religijna małych dzieci potrafi uszkodzić myślenie na całe życie. Menel ma sporo racji. NIe wiem, ile lat mają twoje dzieci, ale jeśli część z nich jest jeszcze w pierwszych klasach podstawówki, to spokojnie możesz zmienić podejście do ich edukacji w związku z twoją zmianą światopoglądu.
większy wpływ na niechęć do nauki mają nie kompetentni nauczyciele którzy nie umieją nauczyć tego co mają uczyć... bardzo skutecznie to zniechęca... a indoktyrnacja co najwyżej to wykorzystuje
|
|
| | | | | |  | | liliac (147340 punktów) | Proszę, pamiętaj o zasadach pisowni polskiej.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Indoktrynacja jest niezależnie od tego, jacy są nauczyciele. Choć złe wykształcenie pomaga oczywiście postawom fideistycznym. Skąd jednakże mają się brać dobrzy nauczyciele, skoro ich rodziny są religijne albo ze szczerego serca, albo przez grzeczność? Toż to błędne koło. Bądźmy asertywni i przerwijmy je, a za kilkadziesiąt lat pojawią się lepsi nauczyciele, bo posiadający umiejętność krytycznego myślenia, której to wiara raczej nie zapewnia...
|
|
 | 2 na 2 | Sarif (2786 punktów) | Nie rozumiem jak możesz tak podchodzić do tej sprawy. Jeśli ktoś jest ateistą to ma obowiązek przegrupowywać się z innymi ateistami i atakować na wszelkie sposoby instytucje religijne ponieważ musimy pamiętać ile osób zostało zamordowanych/wybitych/spalonych przez te instytucje, które jeszcze na dodatek zaciemniają swoim owieczką tamte wydarzenia i próbują robić historię po swojemu. Jest to naszym obowiązkiem by pomścić wszystkich którzy zginęli za prawdę. Jeżeli rodzinie nie podobają się twoje poglądy to jest na to proste rozwiązanie - odseparować się od nich bo właśnie ich myślenie pomaga czarnym robić co chcą, czuć się nietykalnymi i zacierać prawdziwy obraz świata na korzyść swoich bajek z grubych świętych ksiąg.
For a long time now, I thought I was just a survivor, but I'm not. I'm the winner. That's who I am.
|
|
|  | 3 na 3 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Nie rozumiem jak możesz tak podchodzić do tej sprawy. Jeśli ktoś jest ateistą to ma obowiązek przegrupowywać się z innymi ateistami i atakować na wszelkie sposoby instytucje religijne ponieważ musimy pamiętać ile osób zostało zamordowanych/wybitych/spalonych przez te instytucje, które jeszcze na dodatek zaciemniają swoim owieczką tamte wydarzenia i próbują robić historię po swojemu. Jest to naszym obowiązkiem by pomścić wszystkich którzy zginęli za prawdę.
Rewolucja! Krew księży na barykadach! Bagnet na broń i biskupowi strzał w skroń! Z szablami na watykańskie czołgi! To w temacie zemsty.
> Jeżeli rodzinie nie podobają się twoje poglądy to jest na to proste rozwiązanie - odseparować się od nich bo właśnie ich myślenie pomaga czarnym robić co chcą, czuć się nietykalnymi i zacierać prawdziwy obraz świata na korzyść swoich bajek z grubych świętych ksiąg.
Odejdź szatanie... Czy nie widzisz, że kiedy ja się odseparuję od rodziny, to już nikt nie obroni jej przed Czarnymi? Że Kościół właśnie tego chce - żeby "zatruci ateizmem" odseparowali się od "zdrowej katolickiej tkanki"?
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kościół chce oddanych i obecnych. Ale, jeśli twoja rodzina jest aż tak fanatycznie wierząca, iż odsunie się całkowiecie od ciebie, gdy przestaniesz uczestniczyć w ceremoniach religijnych, to rozumiem ciebie. Ale twoja sytuacja jest w takim razie tragiczna. Ja mimo wszystko znam katolików, którzy bardziej kochają swoich bliskich i przyjaciół niż katolicyzm. Przyjaźnię się z takimi ludźmi, nie mam wśród przyjaciół samych ateistów. Gdyby owi ludzie, wierzący, z którymi się przyjaźnię, byli aż tak fanatyczni, jak twoi bliscy (brak ceremonii - koniec), to oczywiście nie mógłbym się z nimi przyjaźnić. Ja oczywiście też nie jestem aż tak fanatyczny, bo cenię ich, mimo różnic światopoglądowych, choć oczywiście na moją obecność w rytuałach katolickich, czy innych, liczyć nie mogą... Gdyby moja żona groziła mi rozwodem za niechodzenie do kościoła, natychmiast bym się rozwiódł. Na szczęście moja Kaja jest dużo bardziej ateistyczna niż ja
|
|
| | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Gdyby moja żona groziła mi rozwodem za niechodzenie do kościoła, natychmiast bym się rozwiódł. Na szczęście moja Kaja jest dużo bardziej ateistyczna niż ja  Przeczytaj, proszę, jeszcze raz to zdanie - i powiedz, czy nie jest Ci choć trochę wstyd? Stałeś się właściwie tym samym, z czym walczysz. Deklarujesz, że najbliższa Ci osoba liczy się dla Ciebie mniej, niż ideologia, którą dzisiaj uważasz za słuszną. Nie różnisz się więc wiele od katolika przekonanego, że gdy trzeba będzie wybierać pomiędzy Jezusem a żoną, to natychmiast powinien wybrać Jezusa. Jeśli Twoja żona przeczytałaby to zdanie, to zapewne pomyślałaby to samo co każda kobieta w podobnej sytuacji: "kocham go, mimo, że czasem straszny z niego egoistyczny d***k".
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie Ojcze Lesiotrze - w wymienionym przeze mnie przykładzie to żona, grożąc mi rozwodem, postawiłaby swoje przekonania religijne ponad naszym związkiem. Myślę, że gdybym nie miał dzieci, to z uwagi na to, że bym je kiedyś miał, najuczciwszym rozwiązaniem byłby rozwód. Nie wszyscy ludzie do siebie pasują - po to są rozwody.
Mam wrażenie, iż uważasz, iż mąż ma obowiązek zgadzać się na każde idee swojej żony. Choć jestem feministą i bardzo cenię kobiety, to nie jest ok. Małżeństwo, czy każdy związek o podobnych charakterze, to kooperacja obojga osób. Ich wpływ na potomostwo powinien być podobny. Uleganie we wszystkim jednej ze stron to przejaw dyskryminacji. Żądanie absolutnej uległości od jednej ze stron, to przejaw braku uczuć. Więc są rozwody.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Nie Ojcze Lesiotrze - w wymienionym przeze mnie przykładzie to żona, grożąc mi rozwodem, postawiłaby swoje przekonania religijne ponad naszym związkiem. Myślę, że gdybym nie miał dzieci, to z uwagi na to, że bym je kiedyś miał, najuczciwszym rozwiązaniem byłby rozwód. Nie wszyscy ludzie do siebie pasują - po to są rozwody.
Pod warunkiem, że nie kochałbyś swojej żony... Bo jeśli się żonę kocha, to się o nią walczy, a nie zostawia, kiedy przestaje być wygodnie.
No i to również Twój głos w podnoszonej przez Ciebie "społecznej roli ateizmu". Przy pierwszym starciu wiary żony z ateizmem męża należy porzucić żonę?
Tacy ateiści to spełniony sen każdego księdza. Sami wycinają się ze "zdrowej katolickiej tkanki". I są znakomitym przykładem na kazania: "kto odrzuci miłość Chrystusa, ten z łatwością odrzuci również swoich bliskich! Strzeżcie matki swych dzieci i mężów przed zepsuciem tak zwanego racjonalizmu!".
>Mam wrażenie, iż uważasz, iż mąż ma obowiązek zgadzać się na każde idee swojej żony. Choć jestem feministą i bardzo cenię kobiety, to nie jest ok.
Złe masz wrażenie, zapewne dlatego, że wybiórczo czytasz teksty, na które odpowiadasz. W żadnej wypowiedzi nie sugerowałem niczego podobnego.
Jako ateista wiem, że moi bliscy otumanieni są przez katolicką sektę i nie do końca odpowiadają za swoje czyny i słowa. Mogę się od nich odciąć, bo mnie drażnią - jeśli przedkładam swoja osobę ponad innych. Mogę im ustąpić i udawać że jest wszystko OK - jeśli jestem słaby.
Ale mogę o nich walczyć, by wyciągnąć ich z sekty - jeśli czuję się na siłach, zależy mi na nich i mam poczucie odpowiedzialności za nich. Wtedy nie można się odciąć, muszę czasem iść na kompromisy, robić rzeczy zaskakujące, czasem przegrać bitwę by wygrać kiedyś w końcu wojnę. To trudniejsze, ale chyba bardziej wartościowe niż kiszenie się we własnym gronie na spotkaniach ateistów (na które zresztą jakoś i tak nie ma chętnych).
To mój głos w kwestii "społecznej roli ateisty".
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Są chętni na spotkania ateistów. A inni - być może - potwierdzają oskarżenia niektórych, iż ateiści są socjopatami.
Oczywiście miłość to wspaniała rzecz i można kogoś kochać samemu nie bądąc kochanym. Tak rozumiem przypadek męża, który za nic w świecie nie opuści żony, która uczyniłaby to w każdej chwili ze względów religijnych (bo o takim teoretycznym wypadku tu mówimy - nie odnoszę tego do ciebie, wasza sytuacja jest inna, choćby dlatego, że ty też byłeś jeszcze religijny, gdy zawierałeś związek małżeński, o ile dobrze cię zrozumiałem).
Przy takim nierównym związku wychowanie dzieci jest problemem i będą one płacić za nierówność tego związku, to znaczy będą poddawane regularnej religijnej indoktrynacji, co w XXI wieku, nawet w Polsce NIE JEST KONIECZNE - a to dużo, że NIE JEST KONIECZNE, że nie trzeba tak krzywdzić dzieci.
I tak - w beznadziejnej sytuacji można się odnieść do tradycji, trochę szalonej, ale lepszej niż nic. Zdarzały się na przykład w Polsce związki katolików z protestantami. Wtedy córki były wychowywane w religii mamy, zaś synkowie ojca. Nie jest to jeszcze dobre rozwiązanie, ale lepsze niż nic. W związku katolik - ateistka, lub odwrotnie, dzieci płci ojca byłyby wychowywane w zgodzie z jego światopoglądem, zaś mamy, zgodnie ze światopoglądem mamy. Dziećmi tu się dysponuje nadal jak klockami lego, ale przynajmniej część jest chroniona bardziej przed religijną indoktrynacją.
Poza tym, Ojcze Lesiotrze - to naprawdę jest nieładne z Twojej strony, iż śmiejesz się z prób ateistów działania wspólnie, broniąc swojej pracy od podstaw, która mimo wszystko nie chroni dzieci przed indoktrynacją. Nie oceniam twojego życia, tak jak powtarzam, być może wybrałeś najlepszą drogę dla siebie. Ale nie zachwalaj takiej postawy jako wzór działania, bo to już jest za wiele...
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Oczywiście miłość to wspaniała rzecz i można kogoś kochać samemu nie bądąc kochanym. Tak rozumiem przypadek męża, który za nic w świecie nie opuści żony, która uczyniłaby to w każdej chwili ze względów religijnychCóż. Udowadniasz tylko, że niestety niewiele wiesz o sposobie myślenia przeciwnika. Religijny małżonek może szantażować drugiego właśnie z miłości, by "przywrócić go miłości Chrystusa i Kościoła", czyli zrobić dla niego najlepsze co możliwe. (nie dotyczy, jeśli trafiło się na katoliczkę-socjopatkę czytająca codziennie przy obiedzie na głos Apokalipsę). Naprawdę religijna żona nie weźmie rozwodu z powodów religijnych (jeśli mąż jej nie maltretuje albo nie zdradza), bo w Kościele nie ma rozwodów. Unieważnienia małżeństwa są możliwe z określonych powodów, do których nie łapie się porzucenie wiary męża po ślubie, jeśli nie planował tego przed ślubem. Możliwa jest separacja, ale na to nie pójdzie kobieta, której mąż poza tym jest w porządku. > (bo o takim teoretycznym wypadku tu mówimy - nie odnoszę tego do ciebie, wasza sytuacja jest inna, choćby dlatego, że ty też byłeś jeszcze religijny, gdy zawierałeś związek małżeński, o ile dobrze cię zrozumiałem).Tak. > W związku katolik - ateistka, lub odwrotnie, dzieci płci ojca byłyby wychowywane w zgodzie z jego światopoglądem, zaś mamy, zgodnie ze światopoglądem mamy.To super, wobec tego żona ma prawo wychowywać w pełni religijnie nasze trzy córki; synów nie mamy... Dzięki za rozwiązanie mego problemu  > Poza tym, Ojcze Lesiotrze - to naprawdę jest nieładne z Twojej strony, iż śmiejesz się z prób ateistów działania wspólnie, broniąc swojej pracy od podstaw, która mimo wszystko nie chroni dzieci przed indoktrynacją.A w jaki sposób proponowane przez Ciebie spotkania ateistów będą chroniły dzieci przed indoktrynacją? Bo mi przypominają, z opisu, imprezki profesorów ubolewających nad kiepskim wykształceniem młodego pokolenia... > Nie oceniam twojego życia, tak jak powtarzam, być może wybrałeś najlepszą drogę dla siebie. Ale nie zachwalaj takiej postawy jako wzór działania, bo to już jest za wiele...Nie żartuj. To Tobie wolno zachwalać swoją postawę, a zachwalanie mojej "to już jest za wiele"? Napisz może coś na temat praktycznych efektów "dla społeczeństwa" dotychczasowych spotkań ateistów. Może się mylę z niedoinformowania, ale z opisów aktywności "piwo, taniec, muzyka i ciekawe dyskusje w sympatycznej atmosferze" niewiele wynika. Bo wiesz, na mszy też jest wino, wafelek dla każdego, śpiew i uśmiechy, modlitwy o pomyślność narodu i pokój na świecie, a w kawiarence parafialnej ciastka i kawa...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ludzie potrzebują wspólnoty, wielu z nich i to już choćby dają spotkania ateistów - ludzie nie czują się sami ze swoimi wyborami, które są trudne, jako, że są zepchniętą na margines, nie wspieraną instytucjonalnie mniejszością (wspiera się za to mniejszości religijne). Po drugie, na nasze spotkania przychodzą też dość młodzi ludzie. A bywa, że nieco starsi zjawiają się z młodzieżą, z ich dziećmi.
Trywializujesz spotkania ateistów, bo "nic się na nich nie dzieje". A co ma się dziać? Mamy projektować bombę atomową? Z tak nihilistycznego punktu widzenia to - na przykład - niemal w każdej rodzinie nic się nie dzieje. Bo co? Mieszka się, ma się dzieci, je się, śpi się, wraca z pracy, idzie do pracy? Narodziny, trwanie i śmierć... Też "nic" się nie dzieje.
Żyjemy w demokracji i aby mieć wpływ na prawo naszego państwa, na respektowanie naszych inicjatyw, musimy mieć głos. A aby mieć głos musimy współpracować. Nie jest to mniej potrzebne, niż współpraca w pracy, czy domu.
Od dawana lubię z tobą dyskutować Ojcze Lesiotrze, ale pogarda z jaką mówisz o inicjatywach ateistycznych jest dziwaczna. Jeśli uważasz, że za mało robimy, to przyjedź i zaproponuj nam podjęcie innych działań. Przyczyń się do tego. Nie prowadzimy salonu usługowego lecz staramy się stworzyć środowisko ateistyczne, grupę zgodnego z prawem nacisku w demokratycznym państwie, jak także zapewnić wielu osobom poczucie wspólnoty, społeczności, bo jesteśmy istotami społecznymi. Żaden wielki indywidualista nie sklecił, ani nie wynalazł komputera - każdy korzysta z osiągnięć wielkiej, ludzkiej wspólnoty.
Ps.: A ty troszczysz się o swoją żonę, to znaczy skłaniasz ją ku swoim ideom?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Żyjemy w demokracji i aby mieć wpływ na prawo naszego państwa, na respektowanie naszych inicjatyw, musimy mieć głos. A aby mieć głos musimy współpracować. Nie jest to mniej potrzebne, niż współpraca w pracy, czy domu.Racja. Po prostu ja takich spotkań nie potrafię organizować, a do Wrocławia mam za daleko. > pogarda z jaką mówisz o inicjatywach ateistycznych jest dziwaczna.To nie pogarda, absolutnie. To tylko ambiwalentne odczucia. Jeśli takie spotkania będą gdzieś bliżej mnie, to chętnie się zjawię, by przekonać się, że się mylę. Więcej - by aktywnie przyczynić się do obalenia moich uprzedzeń  > Ps.: A ty troszczysz się o swoją żonę, to znaczy skłaniasz ją ku swoim ideom?Oszszszywiście. Problem w tym, że to kobieta tak przebiegła, że sprytnie unika wszelkich ideologicznych dyskusji 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > Oczywiście miłość to wspaniała rzecz i można kogoś kochać samemu nie bądąc kochanym. Tak rozumiem przypadek męża, który za nic w świecie nie opuści żony,....<A.de Mello w (chyba) "Przebudzeniu" opisuje jedno ze swoich spotkań (lecą z pamięci). Spotkał się z małżeństwem i każdemu z małżonków zadał pytanie: - Czy chciałabyś, chciałbyś by Twój partner został z Tobą kosztem własnego szczęścia? Oboje odpowiedzieli - Tak, skoro się kochamy, to tak. de Mello podsumował: - Popatrzcie, oto mam dwoje nieszczęśliwych ludzi...ale HURRRA NIECH ŻYJE MIŁOŚĆ.  PS.Piszę trochę OT,pod Twoim postem, ale ufam, że i Ojciec Lesiotr go przeczyta 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
5 na 5 | neurosurgery (2484 punktów) | > ilu ateistów zjawia się w kościele, aby "nie ranić rodziny"Ja tak robiłem przez 5 miesięcy, aż w końcu powiedziałem DOŚĆ! Z perspektywy czasu była to bardzo dobra decyzja, ale pozostawiła wiele rys na rodzinnych relacjach. Straciłem kontakt z obiema babciami, całkowicie z rodziną od strony ojca. Rodzice też mnie nie rozpieszczali tak, jak wtedy gdy byłem katolikiem.  W moim położeniu, rodzina bardzo wierząca + mieszkanie na wsi, ciężko byłoby dokonać takiej decyzji bez mocnej psychiki. W ogóle uważam, że na bardzo małych wsiach problem ateistów w kościele nie występuje, gdyż ich (ateistów  ) tam wcale nie ma.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Brawo!  Ale mam też nadzieję, iż nie czujesz się winny wobec schłodniałej rodziny? To oni przedkładają przecież dogmat ponad waszymi relacjami...
|
|
|  | 4 na 4 | neurosurgery (2484 punktów) | > Ale mam też nadzieję, iż nie czujesz się winny wobec schłodniałej rodziny?Oczywiście, że nie. Często muszę wysłuchiwać wyzwisk i prowadzić bezsensowne dyskusje, ale wiem, że mam rację i czuję się z tym bardzo dobrze. Jeden z członków mojej rodziny stwierdził ostatnio, że nie pozostaje mi nic innego jak rzucić się z balkonu, bo co to za życie bez boga? Teraz każdy wprowadza mnie w nowe znajomości jak egzotyczne zwierzę, bo ateista to na wsi egzotyka... Pomijając zrujnowanie więzi rodzinnych, których chyba tak naprawdę nigdy nie było, z mojego coming outu wynikło wiele dobrego. Kilka osób z mojego otoczenia bardzo zainteresowało się ateizmem i dwoje, po przeczytaniu "Boga urojonego", przeszło na dobrą stronę mocy.  Odkryłem siłę ujawnienia się. Zachęcam każdego! P.S. Będziesz Jacku na MAiA w Krakowie?
Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Będziesz Jacku na MAiA w Krakowie? Myślałem, że pracuję 15 cały dzień, ale okazuje się, że będę mógł być może przyjechać.
|
|
| |  | 4 na 4 | kika (1657 punktów) | > zrujnowanie więzi rodzinnych, których chyba tak naprawdę nigdy nie było,<
Więzi rodzinne, które mogą zostać zerwane, zadeklarowaniem światopoglądu ateistycznego, muszą być bardzo słabe. Jeśli słabe, to nie tak cenne, jak być powinny. Nie ma czego żałować. Przynajmniej wiadomo na czym się stoi. Można nie marnować na nie czasu i poszukać innych.
|
|
|  | 3 na 3 | RadRado (1047 punktów) | Trochę dziwi mnie przebieg tej dyskusji - mianowicie nie rozumiem dlaczego te wszystkie obrzędy są dla racjonalistów takie ważne. Kto jak kto, ale my na tym forum powinniśmy wiedzieć, że one nie mają żadnego znaczenia i (w przeciwieństwie do wycięcia łechtaczki wspomnianego gdzieś wyżej) nie pozostawiają trwałych skutków. W którym momencie trochę wody czy kawałek opłatka szkodzi dziecku? Nie jestem pewien, ale chyba nie zawiera zbyt wielu konserwantów ani sztucznych barwników. Cały ten 'konflikt' nie przebiega przecież w kościelnych murach, tylko w umysłach. Zarówno ja, jak i wszyscy moi znajomi przechodziliśmy przez te obrzędy - jak widać nie wypaczyło mi to umysłu i powiem więcej - praktycznie połowa moich znajomych rówieśników (a mam lat 25) jest ateistami/agnostykami ! Pozostała część, jak to ujmują "wierzy w Boga, a nie w kościół" toteż omija go szerokim łukiem. Może jestem zbytnim optymistą, ale mam wrażenie, że kiedy moje pokolenie dojdzie do władzy doczekam przebudowy sanktuarium w Licheniu na parking piętowy
|
|
| |  | | Menel de Lux (3111 punktów) | >Trochę dziwi mnie przebieg tej dyskusji - mianowicie nie rozumiem dlaczego te wszystkie obrzędy są dla racjonalistów takie ważne.
One nie są ważne dla racjonalistów, tylko dla ich opozycji. Jeżeli nie zgadzam się z doktryną kościoła i całym "dobrodziejstwem" jakie ona ze sobą niesie to nie uczestniczę w szerzeniu tej głupoty. To chyba oczywiste? Każdy wafelek i kropla wody święconej szkodzi nie tylko dziecku lecz ogółowi społeczeństwa. Póki samozwańcze autorytety będą dystrybuować swoje wafelki, póty będziemy narzekać na ich obecność w naszym życiu. Jakie skutki owa obecność powoduje nie muszę chyba nikomu tłumaczyć ani przypominać?
|
|
| | |  | | dorias (722 punktów) | >Każdy wafelek i kropla wody święconej szkodzi nie tylko dziecku lecz ogółowi społeczeństwa. >Póki samozwańcze autorytety będą dystrybuować swoje wafelki, póty będziemy narzekać na ich obecność w naszym życiu. >Jakie skutki owa obecność powoduje nie muszę chyba nikomu tłumaczyć ani przypominać?
Tak długo jak będziesz nadawaj jakąś moc wypaczania umysłu upośledzania tak długo ta rzecz będzie posiadać taką dziwną nadprzyrodzoną moc... A przecież to zwykła woda czy kawałek chleba czy czym tam jest opłatek...
hah od tych wafelków czy wafli bardziej szkodzą winka dziadunia czy inne nalewki które sporzywane często naprawde upośledzaja czołwieka...
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Menel de Lux (3111 punktów) |
> hah od tych wafelków czy wafli bardziej szkodzą winka dziadunia czy inne nalewki które sporzywane często naprawde upośledzaja czołwieka...Szkodzą na pewno Twej wypowiedzi, ale nie wiń za to dziadka ani nalewek. Na zdrówko
|
|
| | | | |  | | dorias (722 punktów) | >>hah od tych wafelków czy wafli bardziej szkodzą winka dziadunia czy inne nalewki które sporzywane często naprawde upośledzaja czołwieka... >Szkodzą na pewno Twej wypowiedzi, ale nie wiń za to dziadka ani nalewek.
A to niby jak? jak nawet do kościoła nie chodzę:P
|
|
| | |  | | rdest (2492 punktów) |
>Każdy wafelek i kropla wody święconej szkodzi nie tylko dziecku lecz ogółowi społeczeństwa. Czy uważasz zatem, że należałoby zakazać wiary w Boga i rytuałów z nią związanym?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Menel de Lux (3111 punktów) |
>Czy uważasz zatem, że należałoby zakazać wiary w Boga i rytuałów z nią związanym?
Moja odpowiedz będzie arcylakoniczna- zdecydowanie tak!
Tak się nieszczęśliwie składa że wiara w bogów i towarzyszące niej rytuały nic nie wniosły do rozwoju człowieka prócz niepotrzebnych krzywd, łez i zacofania. Jest to tylko moja prywatna opinia. Edit: jeżeli już ktoś nie może się obejść bez boga, to niech sobie wymyśli swojego własnego i w niego wierzy. Na dobrą sprawę niczym ten bóg nie będzie się różnił od innych wymyślonych bogów. W takiej formie urojenie to jest do zakceptowania. Każde próby zinstytucjonalizowania wierzeń powinny natomiast spotkać się z zasłużoną i nieuniknioną karą.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Należysz do mniejszości, około 20%, na którą indoktrynacja nie podziałała (całkowicie - dodałbym od siebie). Jeśli chodzi o opłatek, to można sobie kupić i zjeść w domu z czekoladą - wtedy nie wpłynie na umysł dziecka. Ale w kościele wygląda to inaczej i jednak obserwuje się elementy dbałości od to, by nie była to tylko konsumpcja ciasteczka (chyba, że jesz klęcząc i wynajmujesz szamanów, żeby cię karmili ciastkami w domu).
|
|
| | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) |
> Jeśli chodzi o opłatek, to można sobie kupić i zjeść w domu z czekoladąPolecam Prince Polo kokosowe, naprawdę smaczne i bez "zobowiązań"
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A jak komuś strasznie zależy, to może sobie wynająć szamana, albo aktora przebranego za szamana, do karmienia ciastkami...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) | > A jak komuś strasznie zależy, to może sobie wynająć szamana, albo aktora przebranego za szamana, do karmienia ciastkami...Oczywiście. Jeżeli jednak kogoś nie stać na usługi szamana, zawsze może liczyć na pomoc budżetu państwa. Wystarczy tylko zgłosić zapotrzebowanie na czary- mary w parafii adekwatnej do miejsca zameldowania, o całą resztę zatroszczy się miejscowy ksiundz dobrodziej
|
|
 | 2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Ja tak robiłem przez 5 miesięcy, aż w końcu powiedziałem DOŚĆ! Z perspektywy czasu była to bardzo dobra decyzja, ale pozostawiła wiele rys na rodzinnych relacjach. Straciłem kontakt z obiema babciami, całkowicie z rodziną od strony ojca. Rodzice też mnie nie rozpieszczali tak, jak wtedy gdy byłem katolikiem. W moim położeniu, rodzina bardzo wierząca + mieszkanie na wsi, ciężko byłoby dokonać takiej decyzji bez mocnej psychiki. W ogóle uważam, że na bardzo małych wsiach problem ateistów w kościele nie występuje, gdyż ich (ateistów ) tam wcale nie ma.-Niestety. Albo się jest zlęknionym przeciętniakiem albo istota rozumną i dumną. Twój wybór był słuszny. Też mieszkam na wsi. A rodzinie trzeba zdecydowanie zakomunikować, że nie będzie się budowało wzajemnych stosunków w oparciu o religię. Ja was nie "odwracam" od wiary, wy mnie nie nawracajcie, mi nie przeszkadza wasza wiara (oficjalnie przynajmniej)więc wam niech nie przeszkadza moja niewiara i będzie dobrze. W końcu nie samą religią żyje człowiek (nawet katolik). A jeśli natrafimy na opór to trudno. Nie ma zwycięstwa bez bitwy.
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
3 na 3 | Menel de Lux (3111 punktów) | Ateista w kościele to takie samo kuriozum jak wegetarianin na polowaniu. Aż dziw bierze że rozwinęła się z tego dyskujsja gdzie padają argumenty za ich- ateistów, obecnością w kościele. Całe szczęście (mam nadzieję) że nie jest tu mowa o przebywaniu w tym przybytku w sensie "wspólnoty", i tym podobnych teistycznych dyrdymałów.
|
|
 | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Gdyby wegetarianie byli tak samo konsekwentni jak wielu ateistów (niestety), to wiele polowań miałoby za członków przede wszystkim wegerarian. A zwierzątka by ginęły. W przypadku ateistów tymi zwierzątkami są dzieci. Poddawane indoktrynacji, bo dla dobra rodziny chrzci się je, komunikuje, bierzmuje i co tam jeszcze... I żonie, mężowi się nie stawia, bo większość stanowią, której zdominować nie wolno... Taką mniejszościowią większość...
|
|
|  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > W przypadku ateistów tymi zwierzątkami są dzieci. Poddawane indoktrynacji, bo dla dobra rodziny chrzci się je, komunikuje, bierzmuje i co tam jeszcze...
A Ty, jesteś ochrzczony? Jeśli tak, to czy to jakoś poważnie wpłynęło na Twoje życie? Jeśli nie, to po prostu od startu znajdujesz się w innej sytuacji niż ta trochę pogardzana "większość ateistów".
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Byłem indoktrynowany religijnie i źle to wspominam. Straciłem przez to wiele czasu i wiele rzeczy musiałem odkrywać i zdobywać, zamiast wiedzieć je od razu i uczyć się rzeczy rzeczywiście nowych. Wszystkie osoby z mojego liceum, które były indoktrynowane religijnie, stały się religijne. Moi znajomi, pod wpływem indoktrynacji, stali się bardziej religijni niż byli. Jeden z moich najlepszych kumpli z okresu młodości stał sie tak religijny, iż nie można już z nim normalnie rozmawiać.
|
|
| | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Byłem indoktrynowany religijnie i źle to wspominam. Straciłem przez to wiele czasu i wiele
Trudno być Polakiem i nie być religijnym - taka jest presja. Ciekawe byłoby przejrzenie jakichś statystyk występowania ateizmu w różnych grupach zawodowych, wykształcenia, pochodzenia itd. Może nie zawsze winna jest indoktrynacja (w końcu na Ciebie ona podziałała odstraszająco, a na Twoich kolegów pociągająco?).
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mi pomogło zainteresowanie (również czynne) sztuką. I nauką. Zupełnie poza moim środowiskiem przez jakiś czas. Zupełny przypadek, sam nie wiem, czemu się za to wziąłem. Chyba geny. Pisałem tu niedawno, że wdzięcznym moim przodkom, ale oni przez jakiś czas byli obrażeni na to, kim kiedyś byli. Dziadek był tancerzem i do tego nie wracał, ojciec uczył się muzyki i był wcale niezły i do tego nie wracał. Było trochę płyt w domu, ale znalazłem je, gdy kupiłem już trochę własnych (niektóre za późnej komuny były tańsze od bułek, więc i dzieciak miał fundusze).
|
|
3 na 3 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Mam proste pytanie. Ilu ateistów zjawia się na spotkaniach ateistycznych, czy to PSR, czy to SA,> czy to Humanistów, Sceptyków, etc, a ilu ateistów zjawia się w kościele, aby "nie ranić rodziny",> "nie przesadzać" etc. Jak myślicie, których jest więcej? Tych ateistów, którzy swoją obecnością> wzmacniają ruchy ateistyczne, czy tych, którzy swoją obecnością wzmacniają Kościół?Ja chciałem i nadal chcę zorganizować spotkanie w Cork. Jednak, po kilkudniowej wymianie zdań w internecie, szczerze wątpię w powodzenie. Może Kojut przyjedzie, to z nim się piwa napiję i podyskutuję? Miałem okazję być w kościele z okazji bierzmowania córek. Rozmawiłem o tym z ich matką, przyznała mi rację iż to w ogóle nie jest im do niczego potrzebne ale... No właśnie, było ale. Cóż byłem i ja w kościele. Prawdę mówiąc był to jarmark połączony z pokazem mody. Nigdy nie sądziłem, że ludziska mogą tak głęboko w doopie mieć to, co im klecha mówi. Wszyscy myśleli tylko o party, po odklepaniu(automatycznym) rytuałów, włącznie z dziećmi. Był ktoś kto to obserwował z ławki w kącie  Życzyć tylko, żeby w Polsce jak najprędzej msze sprowadzały się do czegoś takiego. Jarmark normalnie  www.youtub(*)?v=8ycCV57VM6c&feature=related
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W baroku msze też bywały niezłym jarmarkiem. A byli też mistycy i płonęły stosu... Dziwne rzeczy na mszach obok groźnej i głębokiej, dogmatycznej religijności to chrześcijaństwo od zarania. Nie dzieje się nic nowego, pozorny brak przejęcia podczas mszy nie ma znaczenia i nie szkodzi postawom fanatycznym.
|
|
|  | 2 na 2 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > W baroku msze też bywały niezłym jarmarkiem. A byli też mistycy i płonęły stosu... Dziwne rzeczy na mszach obok groźnej i głębokiej, dogmatycznej religijności to chrześcijaństwo od zarania. Nie dzieje się nic nowego, pozorny brak przejęcia podczas mszy nie ma znaczenia i nie szkodzi postawom fanatycznym.Oczywiście wiem, że czarni wykorzystują każdą okazję do przekazania swych opowieści, ale... Społeczeństwo tutejsze jest, jakby to powiedzieć, nieco mniej ortodyksyjne. To nie oznacza, że działalność takich ludzi jak M.Nugent jest pozbawiona sensu. Silnie zakorzeniona wiara katolicka jedynie troszeczkę osłabła po ostatnich skandalach pedofilskich. Jeszcze nie tak dawno artystka musiała tłumaczyć na posterunku policji sens i znaczenie swojej pracy, a stało się to pod wpływem zdewociałych ludków kierowanych purpurowym władcą. Tutaj funkcjonuje prawo dotyczące blasphemy  W kościele byłem, byłem też w tzw. polskim, co prawda dawno, ale lubię wiedzieć co knuje wróg. Mnie nie przekonają, a ja będę miał rozeznanie w sytuacji. Stąd m.in wiem jak wygląda życie religijne Polaków na obczyznie. Nie znaczy to, że co tydzień jestem wśród baranów. Jestem ciekawy i lubię obserwować ludzi. Zboczenie jakieś, czy co? www.youtub(*)?v=8ycCV57VM6c&feature=related
|
|
| |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) | > Jestem ciekawy i lubię obserwować ludzi. Zboczenie jakieś, czy co?Myślisz, że obserwacja ludzi to zboczenie? Hmm to może razem pójdziemy sie leczyć, bo w tym roku sporo czasu spędziałem na obserwowaniu kobiet na plażach Balatonu
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wydaje mi się, iż parę minut obserwacji starczy, a i frekwencji "jedynie słusznej" nie nabije. A Irlandia to ten kraj, gdzie do niedawna katolicy zbrojnie dowodzili katolickości swej? A jak stoją z aborcją? Z krzyżami w miejscach publicznych? Z obecnością zadeklarowanych ateistów i (lub) niekatolików w rządzie i parlamencie?
|
|
| | |  | | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Wydaje mi się, iż parę minut obserwacji starczy, a i frekwencji "jedynie słusznej" nie nabije. A Irlandia to ten kraj, gdzie do niedawna katolicy zbrojnie dowodzili katolickości swej? A jak stoją z aborcją? Z krzyżami w miejscach publicznych? Z obecnością zadeklarowanych ateistów i (lub) niekatolików w rządzie i parlamencie?Nie dowodzili swej katolickości, bardziej irlandzkości ale to temat złożony, również z wątkiem religijnym. Co do reszty; już na portalu wspominałem iż jest to kraj arcykatolicki, bo ultra zostawiam dla Polski. Wspomniałem też, że nadal są to religijni ludzie i trzeba pokoleń, aby to zmienić. Ale to co zaobserwowałem skłania mnie do wniosku, że są o wiele bliżej świeckości niż Polska. Utwierdza mnie w tym przekonaniu m.in to co widziałem w kościele. www.youtub(*)?v=8ycCV57VM6c&feature=related
|
|
| | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) | > Z obecnością zadeklarowanych ateistów i (lub) niekatolików w rządzie i parlamencie?
Ostatnia rezolucja dotycząca skandalu pedofiliii (poparta w parlamencie w 100%), i bardzo odważna krytyka Watykanu przez premiera Enda'y Kennego mówią same za siebie. To już nie jest ta stara przykościelna Irlandia... 72% Irlandczyków (sondaż) chce natychmiastowego zerwania konkordatu.
|
|
7 na 7 | Jan Res (4015 punktów) | > ... a ilu ateistów zjawia się w kościele, aby "nie ranić rodziny"Moi wrocławscy przyjaciele, Żydzi-ateiści, mieli kłopot z synkiem, bo chciał koniecznie choinkę w domu, a pod nią prezenty. Zgodzili się, bo Kubuś czuł się bardzo nieszczęśliwy. "To wy jesteście Żydzi, a ja NIE" - powtarzał płacząc. No i miał tę choinkę i prezenty. Przez dwa, czy trzy lata. Chciał też pójść do komunii, ale jakoś rodzice z tego wybrnęli, choć nie było łatwo. Moi najbliżsi przyjaciele mieszkający w Niemczech mieli kłopot z dziećmi, gdy zażądały posłania ich do pierwszej komunii. Trzeba je było najpierw ochrzcić. Rodzice powiedzieli, że po chrzcie i komunii będą musiały jednak chodzić w każdą niedzielę na mszę. Zgodziły się na to. Ale na mszę poszły dwa, czy trzy razy: "...takich głupot wysłuchiwać nie będę. To strata czasu..." - usłyszałem od obojga. I na tym skończyła się ich religijność. Mało kto uświadamia sobie, że WSZYSTKIE nasze święta, to święta kościelne. Najpiękniejsze budowle, to kościoły, a cała sztuka jest tak związana z religią, że nie sposób od tego uciec. Mój syn jest w połowie Grekiem. Zapoznałem go z mitami różnych narodów, zanim przeczytałem mu Stary Testament dla dzieci. "Ładne te mity" - skomentował. No i teraz mam syna-ateistę  Obracając się w środowiskach o różnych kulturach czerpałem z tego pełnymi garściami. Świętowałem, gdy nadchodziły święta buddyjskie, żydowskie, muzułmańskie i katolickie, bo kocham świetną wyżerkę. Może tak właśnie do tego trzeba podchodzić? Niestety, nie wypracowaliśmy sobie jeszcze naszych ateistycznych tradycji i nie możemy się poszczycić wspaniałymi, ateistycznymi "świątyniami", a życie bez jakiejkolwiek oprawy i teatrum staje się bezbarwne. Nawet w innych, niechrześcijańskich krajach, ustawiają choinki, rozdają prezenty, bo te święta - trzeba przyznać - mają sporo uroku. A wraz ze św. Mikołajem wkracza tylnymi drzwaimi w umysły wszystkich - najbardziej dzieci - przywiązanie do tradycji, a następnie do religii. Chyba więc nie unikniemy jej wpływu na życie ludzi jeszcze przez długie lata. Pogański zwyczaj topienia Marzanny przetrwał do dziś, mimo, że Kościół wciąż próbuje z nim walczyć. Mentalność i tradycja zmieniają się przez wieki w przeciwieństwie do systemów prawnych, które można zmienić z dnia na dzień. Zaobserwowałem, że wraz z uznaniem prawa do małżeństw jednopłciowych nastąpiła w Belgii raptowna zmiana w mentalności Belgów. Dziś być tam gejem, to żaden wstyd. Skupmy się więc na walce o państwo w pełni świeckie, bo wraz ze zmianami w prawie zmienią się także, choć znacznie wolniej: światopogląd, tradycje i mentalność.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Politycy biorą pod uwagę dla kogo walczą i gdzie są ludzie. Jeśli nawet ateiści są w kościołach, nie dziwię się politykom, że też tam chcą się pokazać. Owszem - ważna rzecz - twórzmy ateistyczne święta. Potrzeba rytuału jest wrodzona, lecz nie musi być spełniana w pralniach mózgu.
|
|
6 na 6 | Scarabaeus (2198 punktów) | Mimo iż zazwyczaj zgadzam się z większością Twoich wypowiedzi, to tu trochę zaprotestuję.
Pytanie niestety przypomina mi trochę (przynajmniej ja go tak odbieram, zwłaszcza w kontekście przewijających się tu dyskusji) to z serii "a czemu przejmujesz się losem zwierząt gdy tylu ludzi cierpi?" Takie stawianie sprawy uważam za nieco niesprawiedliwe. Ateizm dla każdego może znaczyć coś innego i zajmować w jego życiu inne miejsce w hierarchii wartości. Będę zawsze sprzeciwiał się wprowadzaniu podziału na lepszych i gorszych ateistów, czy lepszego bądź gorszego sposobu propagowania racjonalizmu. Niema jednej słusznej drogi. Ateizm dla mnie to nie kolejna ideologia w imię, której należy poświecić swoje życie. Nie jestem katolikiem bym dzielił ludzi, rodzinę na lepszych i gorszych ze względu na ich wyznanie.
Odpowiem cytując jedną z wypowiedzi. jestem wolny, mam swój rozum i postępuję tak jak uważam za słuszne.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | I słusznie. Ale ja nie o tym. Po prostu - przedstawiłem kwestię do refleksji. Skoro wbrew sobie niektórzy z nas są katolickimi aktywistami, to może niech się trochę zaktywują w bardziej zgodny z ich przekonaniami sposób? Weźmy przykład z katolików - oni tu nie wpisują się jako ateiści dla dobra swoich małżonków i dzieci.
|
|
 | 7 na 7 | perun (8610 punktów) |
> Odpowiem cytując jedną z wypowiedzi. jestem wolny, mam swój rozum i postępuję tak jak uważam za słuszne.> Wg. mnie to zdanie najlepiej tłumaczy tak różne postawy ateistów. Większość z nas to inywidualiści, w każdym razie osobiście nie czuje potrzeby należenia do jakiegokolwiek ''stada'' nawet jeśli składałoby się ono z ateistów. Lubie chodzić tam gdzie chce, czasami chodze tam gdzie musze. Nie dlatego, że ktoś mnie zmusza ( ale takie sytuacje też zdarzały sie w moim życiu ). Pisząc ''musze;; mam na myśli to, że czuje taką potrzebe. Dlatego ''musze'' iść np; na pogrzeb katolicki koleżanki , że chcę oddać jej szacunek w ostatniej drodze. Czasami chodze na śluby, choć całej mszy w kościele raczej nie spędzam. Często są jakieś msze ''za dusze'' i rodzina mówi -przyjdż, ale na takie okazje nie chodze, wole pojechać na cmentarz i zapalić świeczke. Pisałem już w innym wątku, że byłem na chrzcie mojej córki. Moim zdaniem nie ma sensu robić ''zadymy'' na całą rodzine, bo ja jeden nie chciałem jej chrzcić. W końcu matka dziecka też ma prawa. Mała jest w pierwszej klasie i chodzi na religie. Też tego nie chciałem, ale jak wyżej. Poza tym liczy się też chcenie dziecka. Niby ma 7 lat, ale trudno jej nie zapytać czy chce chodzić na religie i nie dziwie jej sie, że chce, jeśli cała jej klasa też chodzi. Tym bardziej, że jak już pisano wyżej niechodzenie na religie nie gwarantuje w przyszłości u dziecka jakiegoś religijnego amoku. Ważniejsze jest uczenie jej racjonalnego myslenia, co myśle, że nieżle jej jak na 7 lat wychodzi. Zna różnice między Jezusem a Prometeuszem, a ostatnio śmiała się z wizji szatana jaką przed dzieciakami roztoczyła katechetka ( duch podobny do wilka z długim ogonem  , skojarzyła go z wilkiem z bajki o Czerwonym Kapturku.) Każdy mój znajomy wie jakie mam podejście do religii i jakoś nie zauważyłem aby komuś to szczególnie przeszkadzało. W rodzinie matka się krzywi, babcia jęczy, ale ( szczególnie babcia) śmieją się gdy czasami rozmawiam na temat religii i przedstawiam własną jej wersje. Ogólnie życie jest zbyt skomplikowane, aby można było znależć jeden złoty środek dla każdego człowieka w tym wypadku ateisty.Dla mnie najlepsze jest robienie tego co robie. Dbam by mój dzieciak potrafił sam mysleć, a nie wierzyć, a sam robie to co dla mnie jest najlepsze. Chetnie spotkałbym się na jakiejś imprezie ateistycznej, ale tez nie gwarantuje, że regularnie co niedziala bym na nią chodził. Uważam, że ateiści zawsze będą oddawać pola wierzącym w masowych imprezach właśnie z powodu indywidualizmu. Osobiście nie widze w tym nic złego. 90% katolików w tym kraju to juz przeszłość w którą nawet Rydzyk nie wierzy i nie zmieni tego nawet ateista, patrzący czasami w kościele z góry na biust młodej parafianki, która uklękła akurat obok niego.
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cotygodniowe spotkania to z mojej strony odważna propozycja, zważywszy na nasz indywidualizm, ale jak na razie się udaje całkiem nieźle. Oczywiście niektóre osoby przychodzą mniej często, ale są też stali bywalcy. Co ciekawe, jeden z nich wcale nie jest zadeklarowanym ateistą.
Sytuacje są różne, ale nie należy zakładać panie Perunie, że indoktrynowanemu dziecku nie dzieje się krzywda. Dopiero co pan Koraszewski zwierzył mi się z myśli, iż bardzo przydałyby się badania na temat wpływu indoktrynacji religijnej. Też tak uważam.
Moim zdaniem religia to narkotyk mentalny. Oczywiście, można znaleźć też inne jej aspekty, podobnie jak znajdziemy je w paleniu papierosów, które wpływało też na kulturę, malarstwo etc.
Z narkotykami jest zaś tak, iż starczy podawać co jakiś czas pewną ich dawkę, aby w wielu osobach wzbudzić uzależnienie. A uzależnienie jest irracjonalne i żadne racjonalne argumenty z niego nie leczą. Trzeba ostrej nieraz walki, aby z tego wyjść i nie każdy może i chce. Pytanie, czy byłby uzależniony, gdyby go za młodu nie zmuszano...
I tak - większość palaczy na starcie wręcz rzyga po dymie z papierosa. Ale później palą.
Powtarzające się miarowo msze, lekcje religii, tematy - to wszystko są dawki narkotyku, który może już nigdy nie wypuścić z otchłani uzależnienia.
Po okresie rzucenia nadal ma się skłonność do narkotyku i łatwo znów wpaść.
|
|
| |  | 1 na 1 | rdest (2492 punktów) | > Cotygodniowe spotkania to z mojej strony odważna propozycja, zważywszy na nasz indywidualizm, ale jak na razie się udaje całkiem nieźle. .> Moim zdaniem religia to narkotyk mentalny.> Z narkotykami jest zaś tak, iż starczy podawać co jakiś czas pewną ich dawkę, aby w wielu osobach wzbudzić uzależnienie.Na przykład co tydzień...
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A je się codziennie.
Nie wszystko, co robione regularnie jest narkotykiem. Obrona przed narkotykiem też nim nie jest.
|
|
| |  | | dorias (722 punktów) | Człowiek ma to do siebie, że może się uzależnić od wszystkiego.
|
|
| |  | 6 na 6 | perun (8610 punktów) |
>Sytuacje są różne, ale nie należy zakładać panie Perunie, że indoktrynowanemu dziecku nie dzieje się krzywda. Dopiero co pan Koraszewski zwierzył mi się z myśli, iż bardzo przydałyby się badania na temat wpływu indoktrynacji religijnej. Też tak uważam. Zgadzam się, że indoktrynacja jest złem. Dlatego ja swojego dziecka nie indoktrynuje. Ucze ją samodzielnego myślenia, wątpienia, pobudzam ciekawość, ucze, że nie ma autorytetów, ludzi którzy wiedzą wszystko i się nie mylą, ucze krytycznego myślenia jednym słowem. Pokazuje jej różnice, różne spojrzenie na świat, staram się, żeby jak najmniej wierzyła, a jak najwięcej myślała itd. Tylko nauczenia dziecka krytycznego myślenia i posługiwania się rozumem może zapewnić w jakimś stopniu to, że kiedyś w życiu nie da się zindoktrynować nie tylko katechetce w szkole, ale też np; panu Kaczyńskiemu w Tv. To wymaga troche pracy z dzieckiem, ale efekty są widoczne. Dla niej religia jak na razie to bajka i jak pisałem wyżej katolickiego szatana traktuje tak ,jak wilka z Czerwonego Kapturka
>Powtarzające się miarowo msze, lekcje religii, tematy - to wszystko są dawki narkotyku, który może już nigdy nie wypuścić z otchłani uzależnienia. Zgadzam się co do tego narkotyku. Dlatego jak pisze uczą ją, że nie warto ćpać-wierzyć, ale warto mysleć. Na mszy była raz i inicjatywa pójścia naaa msze wyszła od niej. Była zdziwiona, że jej koleżanki chodzą do kościoła, a my nie. Nie wierzyła mi, że w kościele jest nudno i nie warto tam chodzić więc wyciągneła babcie i poszły do tego kościoła. Pooo mszy przyznała mi racje, że w kościele jest nudno i od tamtej pory (kilka miesięcy) nie ma ochoty powtórzyć tej wizyty. Dlatego uważam, że najważniejsze to nauczyć dziecko krytycznego myślenia, a to można zrobić tylko w domu traktując poważnie dziecko i pytania jakie zadaje. W życiu dzieciom zagrażają różne idee, dlatego jeśli nauczymy je posługiwac się rozumem w dzieciństwie, tym trudniej komuś póżniej będzie dziecko indoktrynować.
|
|
|  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) | > Moim zdaniem nie ma sensu robić ''zadymy'' na całą rodzine, bo ja jeden nie chciałem jej chrzcić. W końcu matka dziecka też ma prawa.
To bardzo szlachetne z Twojej strony, ale pojawia się pytanie:
- prawa do czego?
Przecież obydwaj wiemy bardzo dobrze czym jest katolicyzm...
|
|
| |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) |
>To bardzo szlachetne z Twojej strony, ale pojawia się pytanie Bez przesady z tą szlachetnością .Wg mnie to kompromis. >- prawa do czego? Do tradycji, do zrobienia imprezy, do rodzinnego spotkania i pewnie do pokazania się, że mnie też stać na wyprawienie wesela z okazji narodzin dziecka. >Przecież obydwaj wiemy bardzo dobrze czym jest katolicyzm... Tak wiem. Tylko dla mojej kobiety katolicyzm jest tradycją, a ten chrzest był tym, czym jest coroczna choinka na Boże Narodzenie. Zwyczajem. Na pewno nie był i nie jest dla niej aktem wiary. Sam takie zachowanie okreslam jako'' katolicki ateizm'' Tym bardziej, że moja kobieta biega do kościoła równie często jak ja. A, że nie może żyć bez takiej hmm hipoktyzji..też się o to kłóciłem, ale wg mnie nie warto było rozdzierać szat i bawić się w Rejtana.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) | > A, że nie może żyć bez takiej hmm hipoktyzji
Najgorsze jest to że bez tej hipokryzji nie może żyć również kler. Uczestnicząc świadomie w tym cyrku stajesz się paliwem napędowym kościelnej maszyny. Taka jest smutna prawda. Moim zdaniem odbierasz sobie tym samym prawo do niezadowolenia z poczynań KK i jego krytyki. Nie chcę Cie osądzać ani ganić, po prostu tak to widzę...
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście, coś w tym jest - skoro "katoliccy ateiści" tak bardzo potrzebują tradycji, zaś inni członkowie rodziny, nawet jeśli nie podzielają ich przekonań, "nie są Rejtanami", to Kościół jest potrzebny, jak też i pieniądze na jego utrzymanie. Tradycjonalistom, "katolickim ateistom" są też potrzebni "katoliccy teiści", bo przecież dbają o nastrój. Nawet jeśli "katoliccy ateiści" nie chodzą do kościoła, to inni robią to za nich, jak też dbają o to, by ich dzieci stawały się księżmi w katolickich (nie ważne już czy ateistycznych, czy teistycznych) szkołach...
Masz rację Menelu.
Niech pan na to spojrzy panie Perunie i się nie gniewa - jestem przekonany, że robi pan to, co najlepsze w pańskiej sytuacji, chodzi tylko o to, czy ustępowanie "katolickim ateistom" ma moc uogólnienia. Moim zdaniem nie ma.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) |
> Niech pan na to spojrzy panie Perunie i się nie gniewa - jestem przekonany, że robi pan to, co najlepsze w pańskiej sytuacji, chodzi tylko o to, czy ustępowanie "katolickim ateistom" ma moc uogólnienia. Moim zdaniem nie ma.Ktoś już tu pisał Panie Jacku, że 1000 lat walki z tradycją śmigusa-dyngusa i puszczania wianków w noc Kupały kościołowi nie przyniosło zwycięstwa. Wątpie więc, żeby jakieś siłowe rozwiązania pomogły wyeliminować inne zakorzenione tradycje. Czasami nie ma sensu przelewać krwi zwalczając coś czego nie da się zwalczyć. To jak walka z zabobonem w czarnego kota, albo inną czerwoną kokardką na wózku dla dziecka, coby uroku ktoś jej nie rzucił. Przecież bez sensu jest zabronić kobiecie cofać się trzy kroki jak przebiegnie jej droge czarny kot. Można tylko się śmiać, że w domu powinna cały czas chodzić tyłem, bo mamy czarnego kota. Co mam kobiecie zrobić ? Przecież nie założe jej burki i nie zamkne w piwnicy za to, że mówi, że w boga nie wierzy, ale jednocześnie kultywuje tradycje czczące tego boga. Dlatego nazywam takie zachowanie ''katolickim ateizmem'' A dziecko samo za dwa trzy lata, jak będzie starsze podejmie decyzje, czy chce spać godzine dłużej, czy godzine krócej i spędzić ją w szkole na religii. Pewnie jeszcze długo tak będzie, że kościół będzie potrzebny i szczerze pisząc nie przeszkadza mi to, że ktoś tego kościoła potrzebuje. Problem w tym, żeby za swoje potrzeby płacił ten, kto ma takie potrzeby. Ja się nie gniewam Panie Jacku. W tym co Pan pisze ma pan racje. Problem w tym jednak, że wojna nie zawsze prowadzi do zwycięstwa, tym bardziej w domu. Zakazami raczej ( w każdym razie w tym kraju) niewiele się osiągnie. Więc lepiej uczyć młode pokolenie myślenia niż stosować zakazy. Niedługo też będzie niby katolickie świeto 1-2 listopad i cmentarze zapełnią się znowu ateistami i ''katolickimi ateistami''- taka tradycja, wg mnie nawet potrzebna, choć osobiście obdzieram to święto z katolickiego nalotu. I niech Pan nie pisze na boga  Panie Perunie. perun wystarczy Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No więc Jacku, a nie Panie Jacku. Rozumiem, że twoja sytuacja szczególna, ale moglibyście choć ateistycznie wierzyć (i czcić nie wierząc) w Peruna... Swiat byłby trochę ciekawszy...
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) | >No więc Jacku, a nie Panie Jacku. Rozumiem, że twoja sytuacja szczególna, ale moglibyście choć ateistycznie wierzyć (i czcić nie wierząc) w Peruna... Swiat byłby trochę ciekawszy... Nie jest szczególa. Jest zwyczajna. Taka sytuacja panuje w większości Pl rodzin więc trudno nazwać ją szczególną. Szczególna jest u Ciebie. Nie bez przyczyny mam nick''perun'' W końcu kulturowo rzecz ujmując czcze dawnych słowiańskich bogów, a szczególnie boginie. Tym bardziej, że ci bogowie to emanacja natury. Ta słowiańska kultura czyni ze mnie tego kim jestem, a że lubie siebie, lubię też kultywować starą cwylizacje, która w jakiś sposób mnie ukształtowała. Dlatego np; Dzień Zakochanych obchodze w słowiańskie świeto miłości ,w Noc Kupały, a nie w dzień jakiegoś katolickiego paralityka Walentego. I pora roku lepsza dla zakochanych i w ogóle jakoś tak bardziej mi bliżej kulturowo. Moje kobiety też już przywykły, że muszą poczekać na święto zakochanych 4 miesiące dłużej.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) | >> A, że nie może żyć bez takiej hmm hipoktyzji >Najgorsze jest to że bez tej hipokryzji nie może żyć również kler. Nie tylko kler nie może żyć bez hipokryzji. Właściwie to każdy w mniejszym lub większym stopniu często bez niej nie może żyć. >Uczestnicząc świadomie w tym cyrku stajesz się paliwem napędowym kościelnej maszyny. Gdyby wszyscy tak uczestniczyli w tym cyrku jak ja pewnie maszyna dawno by staneła. >Taka jest smutna prawda. Smutna jest, prawda rzadko bywa wesoła >Moim zdaniem odbierasz sobie tym samym prawo do niezadowolenia z poczynań KK i jego krytyki. Poczynania KK krytykują nawet praktykujący katolicy, więc nie sądze, żebym ja nie miał prawa, tym bardziej, że od 6 lat oficjalnie nie należe juz to KK >Nie chcę Cie osądzać ani ganić, po prostu tak to widzę... Twoje prawo. Pisze tylko, że nie każdy może, chce, ma mozliwości itd narzucać swoją wole swojej partnerce i psuć coś fajnego przez jakąś starą i wylniałą tradycje.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) |
>Nie tylko kler nie może żyć bez hipokryzji. Właściwie to każdy w mniejszym lub większym stopniu często bez niej nie może żyć.
Chodziło mi o dosłowne żerowanie kleru na hipokryzji którą sieją, o podstawę ich egzystencji.
>Poczynania KK krytykują nawet praktykujący katolicy, więc nie sądze, żebym ja nie miał prawa, tym bardziej, że od 6 lat oficjalnie nie należe juz to KK
Z katolikami jest inna sprawa. Oni nie widzą zła w kościele jako takim, tylko w postępowaniu co niektórych jego przedstawicieli. Tak poza tym kościół to dla nich wartości, opoka, moralność itd. bla, bla, bla... Jeżeli jednak ktoś nie podziela ich zdania, postrzega działalność kościoła i sens jego istnienia za co najmniej negatywne zjawiska to powinien się zdecydować:
- popieram istnienie tego nowotworu moim uczestnictwem w jego życiu (dla kościoła jesteś wzorową idealną owieczką, nie ważne są Twoje poglądy i Twój stosunek do kleru- ważne że jesteś dostawcą "świerzego mięsa") i co za tym idzie nie narzekam,
- nie chcę mieć nic wspólnego z tą pasożytniczą instytucją i trzymam się od niej jak najdalej, słusznie piętnując wszystkie zło jakie z niej wychodzi i wskazując palcem jego zakłamanie i obłudę.
Wydaje mi się że tutaj nie ma miejsca na kompromis.
>Twoje prawo. Pisze tylko, że nie każdy może, chce, ma mozliwości itd narzucać swoją wole swojej partnerce i psuć coś fajnego przez jakąś starą i wylniałą tradycje.
W tym przypadku postawiłbym partnerstwo pod znakiem zapytania. Nie chcesz swojej woli narzucać partnerce godząc się jednocześnie aby Jej wola została narzucona Tobie.
Jak już mówiłem nie mnie Ciebie osądzać ani krytykować bo doskonale wiem w jakiej jesteś sytuacji. Przechodziłem przez podobną gehennę (jedno z moich dzieci zostało nawet ochrzczone bez mojej woli i wiedzy na wakacjach u dziadków), jednak postawiłem na swoim i presja rodziny znikła całkowicie. Wiedzą doskonale że na tym polu nie ustąpię i odpuścili sobie.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) |
> Z katolikami jest inna sprawa.> Oni nie widzą zła w kościele jako takim, tylko w postępowaniu co niektórych jego przedstawicieli.> Tak poza tym kościół to dla nich wartości, opoka, moralność itd. bla, bla, bla...Tak dla katolików jest wartością. Ale ja pisałem o czymś innym, o tradycji, części cywilizacji, kulturze, którą zawłaszczył kk i bez której częśc ludzi nie potrafi żyć, lub nie chce. Pisałem, że te zwyczaje kościelne dla mojej Małej mają znaczenie choinki ubieranej na święto Staniasłońca. > - nie chcę mieć nic wspólnego z tą pasożytniczą instytucją i trzymam się od niej jak najdalej, słusznie piętnując wszystkie zło jakie z niej wychodzi i wskazując palcem jego zakłamanie i obłudę.> Wydaje mi się że tutaj nie ma miejsca na kompromis.Niby racja, tylko nasze chcenie to nie wszystko. Trudno nie iść do kościoła na pogrzeb kogoś bliskiego. Nie interesuje mnie wtedy co sobie ksiądz pomyśli, bo nie ide wtedy tam dla niego. > W tym przypadku postawiłbym partnerstwo pod znakiem zapytania.> Nie chcesz swojej woli narzucać partnerce godząc się jednocześnie aby Jej wola została narzucona Tobie.Takie życie, czasami postępuje wg jej woli, czasami ona wg. mojej. Dla mnie to jest partnerstwo. Nie mam w sobie potrzeby bycia ''panem i władcą w domu'' i wymuszania czegoś szanatażem na kobiecie.( tym bardziej, że przez tę cholerna emancypacje mógłbym dostać patelnią po głowie  )
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) |
>Trudno nie iść do kościoła na pogrzeb kogoś bliskiego. Nie interesuje mnie wtedy co sobie ksiądz pomyśli, bo nie ide wtedy tam dla niego.
Nawet w tej kwestii jestem "radykałem". Przecież zmarłej osobie już jest wszystko jedno. Można inaczej się z nią pożegnać, niekoniecznie w ostatniej drodze którą sobie bezczelnie przywłaszczyli głosiciele "dobrej nowiny". Przede wszystkim boję się aby nie zakłócić ceremonii próbując ratować jej powagę negując bzdety jakie wygłasza przy tej okoliczności osoba"duchowna"- nastawiona na czysty zysk kreatura która żyje z iluzji serwowanej ludziom o życiu wiecznym itp.
|
|
9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | Opowiem Ci własne doświadczenia. Urodziłam się w umiarkowanie katolickiej rodzinie. Ochrzczono mnie w wieku 4 miesięcy bez mojej wiedzy i nic nie pamiętam, do komunii poszłam jeszcze potulnie, nawet jakieś moje zdjęcie ze świeczką po domu się wala, w wieku 11 lat już zaczęłam mieć wątpliwości, pierwszy zgrzyt pojawił się przy bierzmowaniu - nie chciałam, ale jako nieletnią spacyfikowano mnie i byłam, nawet imię od tego bierzmowania pamiętam - Elżbieta. Zdaje się, że to było w 7 albo 8 klasie szkoły podstawowej. Był to mój ostatni czynny kontakt z Kościołem. Potem nie chciałam już chodzić na religię, msze ani do spowiedzi, o co były wymówki, podobnie jak o to, że w dniu zapowiedzianej kolędowej wizyty księdza zawsze miałam coś ważnego do zrobienia i wybywałam z domu. Na różnych uroczystościach rodzinnych bywałam. Pierwsza duża bomba wybuchła, gdy odmówiłam wzięcia ślubu kościelnego. Afera trwała rok, ale się postawiłam. Druga duża bomba wybuchła, gdy odmówiłam ochrzczenia córki. Trzecia, już mniejsza - gdy nie posłałam jej na szkolne lekcje religii i do komunii. Przy jej niedoszłym bierzmowaniu nic już nie wybuchło, mama się poddała, różne ciotki mnie nie obchodziły. Miałam o tyle łatwiej, że mój ówczesny współmałżonek miał to w doopie (nawiasem mówiąc, wszystko, nie tylko to, dlatego jest moim byłym współmałżonkiem) i w ogóle się nie wtrącał, wojowałam tylko z własną i jego rodziną. W grudniu moja córka wychodzi za mąż i nikt już się nie dziwi (może poza rodziną narzeczonego), że ślub będzie w USC. Dlatego z absolutnie czystym sumieniem mogę pójść do kościoła czy cerkwi na czyjś ślub albo pogrzeb, posiedzieć na zewnątrz albo w ostatniej ławce i mieć głębokie przeświadczenie, że zrobiłam, co do mnie należało, więc teraz mam prawo tu pobyć i się pogapić (zwłaszcza w cerkwi - daję słowo, że jest na co się gapić). Na tacę nie daję, chociaż przyznaję, że gdy zwiedzam wyjątkowo urodziwy, stary, zaniedbany kościółek, a jest w nim wystawiona puszka z napisem "na renowację świątyni", to parę zł wrzucam. Na zabytek, nie dla Kościoła. O te 5 czy 10 zł mniej z budżetu pójdzie, a ja lubię ładną, zabytkową architekturę, co z tego, że sakralna. Z apostazją zwlekam, bo dla mojej mamy ta bomba byłaby już porównywalna z atomową; czekałam 40 lat, to poczekam jeszcze kilka, nic się nie stanie. A reszta rodziny niech się dziwi i uraża do upojenia. Jedną przyjaciółkę-katoliczkę urobiłam już na tyle, że wyśmiewa pęd do święcenia wszystkiego, co popadnie, chociaż jeszcze wierzy i do kościoła na mszę chodzi. Druga trochę rozpacza, że jej córka, rok starsza od mojej, pod złym wpływem "ciotki" i "kuzynki" sama się ateistką stała i wykłóca się z wierzącym ojcem (syn, jako bardziej opanowany, się nie wykłóca, w ogóle nic nie mówi, więc oni pewnie nawet nie wiedzą, że wzorem siostry też stał się ateistą). W kolejnych pracach przekonałam kilka osób, deklarujących się jako niewierzące, że nawet jeśli z jakiegoś powodu są zmuszone do uczestniczenia w kościelnych obrzędach, to wcale nie muszą klękać, czynić pustych gestów w rodzaju znaku krzyża ani tym bardziej podchodzić do komunii (niektórzy myśleli, że jak są w kościele, to tak trzeba). Czyli jakieś drobne osiągnięcia mam  Resztę "dnia świętego" zamierzam "święcić", czyli skończyć wreszcie "Poszukiwaczy gatunków" Conniffa, więc ogłaszam wagary
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dzięki Meret - nie dziwię się, że jesteś tak dobrą moderatorką naszego portalu, bo i żyjesz wspaniale!  Szczerze. Jedną tylko rzecz chciałbym zauważyć i pewnie się z nią zgodzisz. Miałaś szczęście do intelektu i silnego charakteru, że się wydobyłaś z religijnej indoktrynacji (wcale nie musi być ona twarda, starczy proste "bo tradycja, bo tak trzeba"). Wydaje mi się, a ze szczątkowych na razie badań wynika to dość wyraźnie, iż większość osób nie wyrasta z tego, czym je indoktrynowano w latach dziecięcych. Zapewne 80%. Ich tutaj nie ma i nie będzie, chyba że jako goście typu rajcelem, Miłujący Prawdę, czy mbielecki. Stąd mój ból. Natomiast - jeśli o mnie chodzi - ty możesz nawet ufundować kościół dla zabawy. Twoje opowieści o Egipcie są wspaniałe, zaś dla ateizmu w Polsce, obok innych podziwianych przeze mnie postaci, takich jak Agnosiewicz, Koraszewscy etc., robisz ogromnie wiele (choćby wspaniała moderacja tutaj). Mogę ci tylko być wdzięczny!
|
|
|  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | Dziękuję, to bardzo miłe, co piszesz  Miałam jeszcze to szczęście, że wywierany na mnie nacisk nie był aż tak silny. Uzyskałam ustępstwa, na jakich mi zależało, to teraz sama mogę czasem ustąpić. A kropla drąży skałę. Gdy każdy z nas zmieni choć dwie-trzy osoby, to już będzie duży postęp.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 3 na 3 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > teraz mam prawo tu pobyć i się pogapić (zwłaszcza w cerkwi - daję słowo, że jest na co się gapić).Ooo, wpadnij kiedyś do mnie, mamy taką cerkiew Aleksandra Newskiego, że Ci oko zbieleje  Jest po renowacji, w autentycznym stylu, w jakim ją budowali. > Z apostazją zwlekam, bo dla mojej mamy ta bomba byłaby już porównywalna z atomową; czekałam 40 lat, to poczekam jeszcze kilka, nic się nie stanie. A reszta rodziny niech się dziwi i uraża do upojenia.A ja, powiem Ci, zaparłam się, że jeszcze w tym roku znajdę sobie wreszcie jakichś świadków i złożę te (!) papierzyska. Mam już dosyć mędzenia i ostatecznego argumentu, że skoro należę do kościoła, to chyba mogę do niego czasem pójść. Gaaah! Nie będzie już argumentów, to może nie będzie już tych (okazjonalnych, ale zawsze) idiotycznych dyskusji.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | 4 na 4 | Menel de Lux (3111 punktów) | > pierwszy zgrzyt pojawił się przy bierzmowaniu
W moim przypadku zgrzyt pojawił się na pierwszej lekcjii religii w wieku 6 lat(rodzice posłali mnie razem z moją siostrą o rok starszą wcześniej do szkoły i na religię z powodów logistycznych, mieszkaliśmy na wsi daleko od szkół więc wygodniej Im było upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu). Zanim wysłano mnie do szkoły miałem już przyswojoną umiejętność czytania. Namiętnie i z wypiekami na twarzy zaczytywałem się w lekturach Artura Oppmana i Karola May,a. Moja mama często modliła się przed snem wciągając mnie w ten dziwaczny rytuał, jednak nigdy nie tłumaczyła mi czemu musimy razem padać na kolana klepiąc wierszyki. Podejrzewam że uważała po prostu iż "tak trzeba", w związku z tym wyjaśnienia nie były potrzebne. Ja zgłębiając się w mojej lekturze poznałem czym jest Manittou, w książkach które czytałem były opisy poszanownia do otaczającego nas świata, zwierząt, przyrody enfin bref. oczarował mnie ten mistycyzm. Podczas pierwszej lekcji religii nastąpiła konfrontacja boga którego znałem i był mi nie bliski, lecz zrozumiały- z bogiem jaki przedstawił mi ksiądz proboszcz. Mimo że starał się być przekonywujący, nie dałem wiary jego "prawdom objawionym" o latających Jezusach, itp, itd. Chwała indianinom Ameryki Połnocnej!!!
|
|
-2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | > Mam proste pytanie. Ilu ateistów zjawia się na spotkaniach ateistycznych, czy to PSR, czy to SA,> czy to Humanistów, Sceptyków, etc, a ilu ateistów zjawia się w kościele, aby "nie ranić rodziny",> "nie przesadzać" etc. Jak myślicie, których jest więcej? Tych ateistów, którzy swoją obecnością> wzmacniają ruchy ateistyczne, czy tych, którzy swoją obecnością wzmacniają Kościół?Ja raczej wzmacniam Kościół i to nie dlatego, że nie chcę "ranić rodziny" etc. Po prostu pomimo tego, iż nie jestem wierzący, czuję symatię i podziw dla tej instytucji - jest to bądź co bądź jedna z najpotężniejszych organizacji na świecie, no i najdłużej istniejąca. Jak PSR będzie miało podobne "referencje", to może się zgłoszę.
|
|
 | 4 na 4 | webmaster (moderator) | > Po prostu pomimo tego, iż nie jestem wierzący, czuję symatię i podziw dla tej instytucji - jest to bądź co bądź jedna z najpotężniejszych organizacji na świecie, no i najdłużej istniejąca.Owszem, być może jedyna na świecie której molestowanie dzieci uchodzi na sucho :> > Jak PSR będzie miało podobne "referencje", to może się zgłoszę.  Nigdy nie będzie miało, jeśli się NIE zgłosisz
|
|
 | 1 na 1 | DanielL (110 punktów) | > Jak PSR będzie miało podobne "referencje", to może się zgłoszę.  Dobrze, że apostołowie nie wyrażali podobnej postawy, bo Jezus nie miałby kogo uczyć  A tak na serio, to może przyłączy się Pan do PSR i pomoże mu zapracować na takie referencje? W końcu jakość grupy zależy od jednostek
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|