>
Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych tak przeciąga proces kanonizacji JPII.Hmmm... ja w sprawie onych beatyfikacjów a kanonizacjów rozumowałem tak:
po Wojtyle watykańska centrala już właściwie nigdy nie będzie dysponować żadnymi naprawdę efektywnymi środkami pobudzania wiary nad Wisłą, boż Ukochanemu JP2 nikt i nic przecie nie dorówna (wystarczy sobie przypomnieć
groteskową pielgrzymkę B16 do Polski).
Raczej oszczędnie więc gospodarować będzie tym, co jeszcze od biedy może dorzucić do pieca.
Czyli przede wszytkim właśnie kolejnymi etapami Przebóstwiania Wojtyły na ołtarzach.
Bardzo mądrze nie wchodził Kościół w
subito, bo gdyby wszedł, wyrzuciłby asa na blotkę z punktu pozbawiając się wszelkich przyszłych możliwości dozowania Polakom Świętych Dreszczy.
Sądziłem zatem, że z beatyfikacją Watykan będzie się droczyć raczej długo i pójdzie na nią dopiero wtedy, gdy poczuje się zmuszony coś zrobić wobec przemożnego już naporu laicyzacji. To samo oczywiście kanonizacji dotyczy.
Jeśli moje domysły były słuszne, to szybką, po ledwie 6 latach beatyfikację, należy uznać za znak, że Kościół postępy laicyzacji w Polsce ocenił jako już tak groźne, że swej broni Przedostatniej zdecydował się jednak użyć (jak zresztą się okazało, najzupełniej na próżno).
A jeśli tak, to fakt, że już - choć nawet pół roku od beatyfikacji nie minęło - do kanonizacji się przymierzają, wypada uznać za objaw wręcz dzikiej paniki, skoro gotowi są zaryzykować wyłożenie Ostatniej Karty, byle polską religijność choć na chwilę ożywić...
Oj, nie spieszyłbym się na ich miejscu...
Bo cóż jeśli nawet ogłoszenie Wojtyły świętym zawiedzie?

Toć im już wtedy tylko jego deifikacja zostanie...