 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-12-2010 16:41 | dajmonion (3663 punktów) | Krąpiec o sceptycyźmie
1 na 1 | "Już na gruncie myśli platońskiej Sextus Empiryk , w swych Zarysach pirrońskich, wypowiadał się, że nie może rozstrzygnąć zagadnień dotyczących świata realnego , znajdującego się "na zewnątrz" w stosunku do świadomości poznającej. Trzeba przyznać, że w stosunku do przyjętego "punktu wyjścia" jego filozofii takie stanowisko było chyba najbardziej słuszne. Błędne było jednak całe założone stanowisko poznawcze, albowiem przedmiotem filozoficznego poznania nie jest świat dany nam w ideach, czyli po prostu "idee" rzeczy, jak głosił platonizm, lecz sam realnie istniejący świat. Idee zaś są w normalnym poznaniu nie przedmiotem poznania, ale sposobem intelektualnego, pojęciowego poznania samej rzeczy. Jeśli zatem stanie się na neoplatońskich pozycjach teorii poznania (i całej filozofii, której przedmiotem jest samo poznanie), to sceptycyzm można przezwyciężyć jakimś "dogmatyzmem", a więc apriorycznym założeniem jakichś bezwzględnych "prawd", które są uznawane na mocy ich samego przyjęcia za prawdę i podstawę prawdziwościowego tłumaczenia.
Niestety, takim także "dogmatyzmem" filozoficznym jest stanowisko powszechnego, metodycznego wątpienia, głoszone przez Kartezjusza, doprowadzone do dogmatu cogito, który ustawia ludzką myśl właśnie na pozycjach "bez wyjścia" w dziedzinie poznania świata. Oto wyniki metodycznego powszechnego wątpienia:
"Zakładam więc, że wszystko, co widzę, jest fałszywe, wierzę, że nie istniało nigdy nic z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt, rozciagłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że nie ma nic pewnego. Czyż więc przynajmniej ja sam czymś jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu jednak zatrzymuję się [...] po wystarczającym i wyczerpującym rozważaniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie 'ja jestem', 'ja istnieję' musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub w duchu pomyślę" - (Medytacje o filozofii pierwszej, I-II).
Kartezjusz więc w powszechnym (aczkolwiek metodycznym jedynie) wątpieniu doszedł do punktu niepowątpiewalnego, jakim jest "myślenie", oczywiście o sobie i swoich jasnych i wyraźnych ideach. Takie stwierdzenie jest zarazem przyjęciem "dogmatu", że niewątpliwe jest myślenie o "sobie" - o "swoich ideach". Dlaczego jednak ma to być bardziej pewne niż to, że istnieje świat poznawany? Do poznania bowiem własnego istnienia dochodzę o wiele później aniżeli do poznania istnienia świata. Aby bowiem wyzwolić z siebie poznanie refleksyjne, najpierw jest konieczne dokonanie poznania spontanicznego istniejącej rzeczywistości. Na tle bowiem poznania spontanicznego rodzi się refleksja towarzysząca, która rejestruje moje poznanie rzeczywistości, a zarejestrowane w trakcie spontanicznego poznania moje poznanie i jego produkty (pojęcia, idee) mogą być uprzedmiotowione w refleksji aktowej, czyli refleksji pełnej, w której za przedmiot poznania biorę moje poznanie, i na tym tle dopiero jest możliwe poznanie własnego poznania i jego źródeł (...)
Sceptycyzm kartezjański z miejsca odcina nas od rzeczywistości i zamyka w obrębie samej świadomości poznającej, "w której" ujmujemy i analizujemy nie same przedmioty, ale idee-pojęcia (jasne i wyraźne) samych przedmiotów-rzeczy. Wówczas trzeba "przejść" od myśli (od idei-pojęć) do rzeczywistości. Ale jak? Przejścia nie ma, bo właśnie punktem wyjścia jest sama myśl, a nie rzeczywistość, schwytana "na gorącym uczynku" jej poznawania."
o. prof. Mieczysław Albert Krąpiec OP Źródło: Wprowadzenie do filozofii, Lublin 2003, s. 347,349.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Chodzi o to że to napisał ojciec profesor? ;> Ale to jest bardzo dobrze napisane moim zdaniem. Kartezjański metodyzm sceptyczny, czy sceptycyzm metodyczny (jak to zwał tak to zwał) istotnie zasługuje na podobną krytykę.
>Kartezjusz więc w powszechnym (aczkolwiek metodycznym jedynie) wątpieniu doszedł do punktu niepowątpiewalnego, jakim jest "myślenie", oczywiście o sobie i swoich jasnych i wyraźnych ideach. Takie stwierdzenie jest zarazem przyjęciem "dogmatu", że niewątpliwe jest myślenie o "sobie" - o "swoich ideach". >Dlaczego jednak ma to być bardziej pewne niż to, że istnieje świat poznawany?
Świetnie postawione pytanie. Kartezjusz istotnie popełnił błąd w swoim myśleniu nazywa się to bodaj mostem Kartezjańskim. Jego przyjęcie istnienia świata wobec wcześniejszego zwątpienia było faktycznie "dogmatyczne".
>Do poznania bowiem własnego istnienia dochodzę o wiele później aniżeli do poznania istnienia świata. Aby bowiem wyzwolić z siebie poznanie refleksyjne, najpierw jest konieczne dokonanie poznania spontanicznego istniejącej rzeczywistości. Na tle bowiem poznania spontanicznego rodzi się refleksja towarzysząca, która rejestruje moje poznanie rzeczywistości, a zarejestrowane w trakcie spontanicznego poznania moje poznanie i jego produkty (pojęcia, idee) mogą być uprzedmiotowione w refleksji aktowej, czyli refleksji pełnej, w której za przedmiot poznania biorę moje poznanie, i na tym tle dopiero jest możliwe poznanie własnego poznania i jego źródeł (...)
Tu akurat przytoczono metafizyczny bełkot. Poznanie spontaniczne popada w równy dogmatyzm co kartezjanizm. W efekcie prowadzi do równie błędnego koła.
W sumie z podobnym myśleniem rozprawił się Sartre w swoim opus magnum "Byt i Nicość". Szczerze ontologia egzystencjalna to jedyna rzecz jaka do mnie przemawia z zakresu metafizyki.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Tu akurat przytoczono metafizyczny bełkot. Poznanie spontaniczne popada w równy dogmatyzm co kartezjanizm. W efekcie prowadzi do równie błędnego koła. Jakiego błędnego koła?
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
|  | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >Jakiego błędnego koła? "Błędne koło" powstaje, gdy przyjmujemy tezę, wniosek z której wpływa na nią samą, zmieniając jej sens, co zmienia wnioskowanie ... i tak w kółko. W konkretnym przypadku założenie powszechnej błędności powoduje, że o wnioskowaniu też należy przyjąć, że jest błędne. To tak jak stwierdzenie: wszystko, co ja mówię, jest kłamstwem.
Stach M. G.
|
|
|  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Tak jak to wyjaśnił Głąbiński.
Jeśli zakładam, że moje poznanie może być błędne, to dlaczego jego produkt ma być prawdziwy? Trzeba więc przyjąć jakiś aksjomat, tak jak to zrobił Kartezjusz, żeby nie popaść w błędne koło. Analogicznie błędne koło pojawia się przy koncepcji pierwszego poruszyciela. Sama koncepcja na swoją obronę przyjmuje aksjomat o jego nieruchomości. Tak samo bajka wzięta z księżyca jak w przypadku Kartezjusza jak i bzdurnej teorii poznania spontanicznego.
Nie ma co bronić Kartezjusza. Zawdzięczamy mu poza liczbami urojonymi skierowanie filozofii w dobrą stronę, co nie znaczy że miał rację - raczej w większości jej nie miał, ale to właśnie okazało się produktywne.
Jak już wspominałem nie ciągnie mnie do metafizyki. Jedyne co do mnie przemawia to ontologia metafizyczna wyłożona pokrótce w Bycie i Nicości Sartrea, gdzie uporał się on z problemem błędnego koła, właśnie uznając świadomość za to co nie ulegając poznaniu, samo poznaje. W ten sposób odrzucony prymat poznania na rzecz świadomości. Co w świetle dzisiejszej wiedzy wydaje się być całkiem sensowną koncepcją, wcale nie abstrahując od tego, że samo istnienie świadomości jest zagadką psychologów i kognitywistów.
Osobiście jednak odnoszę się dość sceptycznie do większości metafizycznych teorii, szczególnie tych odnoszących się do poznania, bo te wieki historii filozofii, dowodzą tego że ilu ludzi tyle koncepcji...
"Świadomość nie może na nic oddziaływać właśnie dlatego, że jest czystą spontanicznością, że nic nie może poza nią wykroczyć. Tymczasem formuła esse est percipi wymaga, aby świadomość - czysta spontaniczność, która na nic nie może oddziaływać - nadawała byt jakiejś transcendentnej nicości, zachowując przy tym nicość, zachowując przy tym nicość tego bytu: sporo tu niedorzeczności. " Byt i Nicość, Wydawnictwo Zielona Sowa: Kraków 2007, s. 20 (Sartre o poznaniu spontanicznym)
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Trzeba więc przyjąć jakiś aksjomat,...
Nie sądzę, aby chodziło tu a aksjomat(y), a więc zdanie(a) prawdziwe. To zresztą dość kłopotliwe, bo wraz z aksjomatem przyjąć musimy jakąś koncepcję prawdy (no bo na jakiej podstawie twierdzimy, że nasze zdanie(a) są prawdziwe?). I to z pewnością nie będą jedyne milcząco przyjęte założenia. Próba budowania systemu filozoficznego na jednej prawdzie jest próbą postawienia piramidy Cheopsa na jej wierzchołku. Myśląc jesteśmy już po uszy w kulturze, i ona jako całość jest początkiem myślenia (działania również). Sprawą elegancji jest wyrażenie (systematyzacja) poglądów np. na sposób dedukcyjny.
>bzdurnej teorii poznania spontanicznego.
Masz na myśli bzdurną teorię poznania spontanicznego, czy też bzdury (rezultaty) spontanicznego myślenia?
>wieki historii filozofii, dowodzą tego że ilu ludzi tyle koncepcji...
Czy to źle? Skąd domniemanie, że powinno być inaczej, że np. miliardy ludzi i jedna koncepcja?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Nie sądzę, aby chodziło tu a aksjomat(y), a więc zdanie(a) prawdziwe. To zresztą dość kłopotliwe, bo wraz z aksjomatem przyjąć musimy jakąś koncepcję prawdy (no bo na jakiej podstawie twierdzimy, że nasze zdanie(a) są prawdziwe?).
Dokładnie tak! Dlatego Kartezjusz wysunął ewidencyjną koncepcję prawdy - to co jest prawdziwe jest oczywiste. Następnie postawił tezę że Bóg przecież by go nie zwodził, gdyż to jest oczywiste. I w ten sposób rozwiązał swój problem. Odchodząc od zasad korespondencyjnej logiki! Podobnie do zagadnień odnosili się inni racjonaliści np. Leibniz (chociaż ten to już w ogóle przegiął ze swoją koncepcją prawdy).
Dlatego podstawowym zarzutem wobec Kartezjusza jest właśnie to, iż jeśli nie jest dla nas oczywiste istnienie Boga, to popadamy w błędne koło. Całkowicie sceptycznego nastawienia wobec świata, możliwości poznania, nie można się odnieść bez przyjęcia czegoś co Pan nazywa koncepcją prawdy, a ja wcześniej nazwałem aksjomatem.
>Próba budowania systemu filozoficznego na jednej prawdzie jest próbą postawienia piramidy Cheopsa na jej wierzchołku. Myśląc jesteśmy już po uszy w kulturze, i ona jako całość jest początkiem myślenia (działania również). Sprawą elegancji jest wyrażenie (systematyzacja) poglądów np. na sposób dedukcyjny.
Ale Kartezjusz właśnie w ten sposób rozwiązał swój problem. Podobnie jest z teorią poznania spontanicznego.
>Masz na myśli bzdurną teorię poznania spontanicznego, czy też bzdury (rezultaty) spontanicznego myślenia?
Mam na myśli bzdurna teorię poznania spontanicznego, która również odrzucając zasady arystotelesowskiej logiki uważa że produkty fałszywego działania mogą być prawdziwe.
>Czy to źle? Skąd domniemanie, że powinno być inaczej, że np. miliardy ludzi i jedna koncepcja?
Ale ja wcale nie uważam że powinna być jedna koncepcja. Po prostu przywołuję to jako argument na obronę tezy, że mamy tu do czynienia z jedną relatywizmem. Wszelkie odpowiedzi są subiektywne, bo opierają się o jakieś przekonania osób, które je wymyślają.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Myśląc jesteśmy już po uszy w kulturze, i ona jako całość jest początkiem myślenia (działania również). Indywidualny człowiek patrzy na świat przez pryzmat języka, czyli idei ukształtowanych przez innych. Z tego nie wynika jednak, że idea jest pierwotna w poznaniu. To świat był pierwszy i poprzez kontakt z nim powstały w ludzkim umyśle idee. Najpierw jest poznanie spontaniczne nakierowane na świat, a dopiero potem systematyczne i refleksyjne. Dotyczy to tak ludzkości jak i każdego człowieka. Krąpiec słusznie zwraca uwagę na tą kolejność.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | |  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > Indywidualny człowiek patrzy na świat przez pryzmat języka, czyli idei ukształtowanych przez innych. Z tego nie wynika jednak, że idea jest pierwotna w poznaniu. To świat był pierwszy i poprzez kontakt z nim powstały w ludzkim umyśle idee. Najpierw jest poznanie spontaniczne nakierowane na świat, a dopiero potem systematyczne i refleksyjne. Dotyczy to tak ludzkości jak i każdego człowieka. Krąpiec słusznie zwraca uwagę na tą kolejność.
Nie mogę się z tym zgodzić.
Przede wszystkim, jakkolwiek również jestem zwolennikiem nominalistycznych teorii, tak muszę zauważyć, że problem istnienia matematycznych aksjomatów do dziś nie został rozwiązany! Bez kontaktu z obcą cywilizacją najprawdopodobniej się to nie uda. A szkoda, bo fajnie by było wiedzieć, czy one są wynikiem jakiegoś naszego dyskursu, czy może istnieć jakaś inna matematyka?
Poza tym poznanie spontaniczne, mające swoje źródło w fenomenologii, a bronione przez personalistów, jest jak to już powtarzałem teorią złudną i w dodatku teorią błędnego koła. Poza tym proszę nie mieszać tu idei jak do jakiegoś asocjacjonizmu! Poznanie spontaniczne postuluje że świat jawi nam się takim jakim jest, co jest skrajną bzdurą, bo świat poznajemy dzięki apriorycznemu myśleniu. To co nam się jawi to zjawiska, stany rzecz, świat nie daje nam się poznawać!
Poznanie poza tym samo w sobie jest zależne od podmiotu. A jak wiadomo fenomenologia powinna całkowicie wykluczyć filozofię podmiotową ze względu na poznawanie bytów samych w sobie. Poza tym poznanie spontaniczne implikuje istnienie noumenów będących istotą fenomenów, co jest skrajnie niedorzeczną teorią, w dodatku idealistyczną.
Metafizyczne postrzeganie świata jest czymś błędnym. Skoro świat ma być taki jest trzeba odrzucić metafizykę tak jak to zrobili Wittgenstein i Husserl, a później dopowiedziałbym Sartre, chociaż to dyskusyjne. Widzę że Pan dość ciekawie podchodzi do zagadnienia, więc proszę o jakąś konstruktywną krytykę mojego sposobu myślenia:
Skoro w wyniku poznania spontanicznego w naszym umyśle pojawiają się jakieś idee to przede wszystkim odrzucamy sceptycyzm poznawczy i zakładamy, że świat jest na tyle życzliwy żeby nam się ukazać w swojej właściwej postaci. Ja jednak pytam czym są te właśnie idee? Tak jak u Platona są to np. idee człowieka, krzesła? Czy może tak jak u Hume'a idee miast i rzeczy, które mogą łączyć się w umyśle żeby stworzyć konkretne nowe jakości?
Bo tak naprawdę granica między tym co nazywamy krzesłem, a fotelem jest czysto umowna. W świecie nie ma żadnej idei krzesła, czy fotela. Człowiek sam przypisuje ją konkretnym przedmiotom, ale przecież nie są to jakieś konkretne przedmioty, ale konkretne zjawiska, które on nazywa krzesłem, fotelem. Za nimi nie stoi żadne krzesło, żaden fotel, żaden noumen. Istnieją tylko fenomeny.
Oznacza to że w wyniku poznania nie może powstać żadna jakościowa idea. Skoro poznajemy coś to jak możemy to odróżnić? To wyklucza możliwość poznania czegokolwiek. Małe dziecko jest przekonane że znika kiedy zasłania oczy. Nie jest możliwe wyperswadowanie mu, że tak się nie dzieje, dochodzi ono do tego samo w ramach interakcji ze światem, tj. postrzeganiem fenomenów zjawisk. Mimo to nie wiemy w jaki sposób dziecko dochodzi do tego, że w końcu samo siebie postrzega jako element tego świata. Możemy stąd jednak wyprowadzić jeden ważny wniosek mianowicie - cechą charakterystyczną świadomości jest jej świadomość bycia siebie wobec świata.
To znaczy że istotnie błędnego koła nie da się wyeliminować, gdyż jest ono właściwością naszej świadomości. Taka intuicyjna świadomość kłóci się z koncepcją poznania spontanicznego, które zakłada obiektywną możliwość poznania świata takiego jakim jest, kiedy świadomość intuicyjna gwarantuje tylko poznanie świata takim jakim się zdaje być, takim jakim jest poznawany poprzez fenomeny. Sprzecznością tkwiącą w teorii poznania spontanicznego jest dogmatyczne założenie, że świat jest poznawalny dla podmiotu w ramach jakichś refleksji nad produktem poznania. To absurdalne.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Przede wszystkim, jakkolwiek również jestem zwolennikiem nominalistycznych teorii, "Rozwiązanie nominalistyczne jest nie tylko sztuczne (terminy ogólne są skrótami lub koniunkcją zdań jednostkowych) - gdyż w świadomości każdego człowieka pojęcia tworzą się spontanicznie, wówczas gdy dostrzega on jakiś konkret, którego cechy są podstawą nazwy ogólnej - ale nadto głęboko nieprawdziwe, gdyż pojęcie ogólne rzeczywiście utożsamia się z konkretem w aspekcie ujętych cech i dlatego Piotr jest człowiekiem (a nie tylko jest do niego podobny)." To samo źródło.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >problem istnienia matematycznych aksjomatów do dziś nie został rozwiązany!
Nawet jeśli pewne nieliczne idee nie są wtórne to i tak trudno utrzymać cogito jako początek filozofowania. Dla Kartezjusza punktem wyjścia jest świadomość swojego abstrakcyjnego myślenia. Otóż dzieci są zdolne do refleksji nad tym, co "wiedzą, że wiedzą" lub "pamietają, że pamiętają" dopiero jakiś czas po urodzeniu. Z kolei abstrakcyjne myślenie kształtuje się dopiero około 12 roku życia. Źródło: Psychologia i życie, Gerrig, Zimbardo, s. 148 (wydanie z 2008 roku). Kartezjusz istniał zatem dużo wcześniej zanim stał się zdolny do swojej koncecji.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Poznanie spontaniczne postuluje że świat jawi nam się takim jakim jest, co jest skrajną bzdurą, Tobie chodzi o realizm naiwny. Nie sądzę, aby Krąpiec był jego zwolennikiem. Chodzi o poznanie pierwotne, na bazie którego powstają inne formy poznania.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Sprzecznością tkwiącą w teorii poznania spontanicznego jest dogmatyczne założenie, że świat jest poznawalny dla podmiotu w ramach jakichś refleksji nad produktem poznania. To absurdalne.
Sprzecznością jest przede wszystkim twierdzenie, że się poznaje i nie poznaje. Ty poznajesz naturę rzeczywistości twierdząc, że istnieją tylko fenomeny, fakt poznawania traktujesz jednocześnie jako dogmatyczne założenie.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > Indywidualny człowiek patrzy na świat przez pryzmat języka,...
To uproszczenie. Człowiek (jak każdy organizm), patrzy na świat przede wszystkim przez pryzmat swoich interesów. Język jest tylko wyrazem tej postawy. A istotą tej postawy jest abstrakcja: uproszczenie, odrzucenie tego, co nie wchodzi w zakres owych interesów. Np. jeśli sfotografować obiekt przez oko muchy, zobaczymy, że wiele szczegółów obiektu odpada jako nieistotnych. Wystarczy, że mucha postrzega wypełniony kontur, aby go ominąć w locie.
>czyli idei ukształtowanych przez innych.
Jeśli do rozważań dorzucasz czas, to nie widzę powodu, aby nie wejść na drogę ewolucji poznania.
>Z tego nie wynika jednak, że idea jest pierwotna w poznaniu.
Idea być może nie. Ale to, co nazwałem interesem (być może nazwa niefortunna) - towarzyszy każdemu organizmowi w środowisku. Z interesem tym związana jest zawsze abstrakcja - pomijanie innych, nieistotnych momentów działania i - w rezultacie - poznania.
>To świat był pierwszy...
Jak to rozumieć? Pierwszy w sensie ewolucyjnym?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | Fajnie. To był cytat. A coś od siebie? Bo to, to ja sobie mogę w książce przeczytać.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Fajnie. To był cytat. A coś od siebie? Ode mnie nic. Ewentualna dyskusja w wątku. Nic nie dodawałem, bo sam bym tego lepiej nie ujał. >Bo to, to ja sobie mogę w książce przeczytać. Teoretycznie tak.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >nie może rozstrzygnąć zagadnień dotyczących świata realnego , znajdującego się "na zewnątrz" w stosunku do świadomości poznającej.
Zanim sformułujemy (lub zacytujemy) takie stanowisko należałoby pokazać, w jaki sposób konstruowane są (nie chodzi o definicje) koncepty świata wewnętrznego i zewnętrznego.
>przedmiotem filozoficznego poznania nie jest świat dany nam w ideach, ...lecz sam realnie istniejący świat.
To tylko objawienie filozofa, preferującego realizm nad idealizm. Zakładać na wstępie dociekań status przedmiotu badania to ograniczać swe stanowisko. Ostrożniej byłoby po prostu powiedzieć istniejący świat bez supozycji, że jest on już jakiś. W przypadku Krąpca wiemy ,że ma to być taki świat, w którym da się uwić gniazdko religii (z Jezusiczkiem w żłobie włącznie), i to katolickiej, z jej całym historycznym bagażem. To nie jest filozofia, lecz ideologia. Zaczynając myśleć, należy zacząć od zdjęcia uniformu, habitu na przykład. I to jest ów początek filozofii, o który lubią pytać tu i ówdzie ideolodzy katoliccy. Nawet jeśli w trakcie dociekań ustalimy możliwość istnienia boga i naszych wobec niego powinności (jak chce teologia naturalna), to zaczynając myśleć raz jeszcze, uchylimy to stanowisko jako być może obarczone błędem(skoro biorę kij za węża, to dlaczego nie mam mylić się w innych sprawach?). Myśli się zawsze od początku, a nie tak, by pozostać w pewnych ramach. Badanie, a nie przystosowanie.
>Dlaczego jednak ma to być bardziej pewne niż to, że istnieje świat poznawany?
Kartezjańskie ego cogito jest oczywiste, lub ostrożniej, bardziej oczywista niż wystrzał z haubicy, że istnieje świat poznawany. To kwestia poznania bezpośredniego (Jest mi zimno), do którego nie potrzebuję żadnego mentora. Kartezjusz naraził się kościołowi najbardziej przez to, że w jego doktrynie zbędny jest pasterz, proboszcz. Kartezjanizm to próba bycia ze światem sam na sam, z czego bynajmniej nie wynika solipsyzm.
>Aby bowiem wyzwolić z siebie poznanie refleksyjne, najpierw jest konieczne dokonanie poznania spontanicznego istniejącej rzeczywistości.
Otóż to: w poznaniu refleksyjnym dana nam jest właśnie myśl jako przedmiot badania. A poznanie spontaniczne nie czyni mocnych założeń ontologicznych, a jeśli, to często z naruszeniem logiki (spontanicznie - we własnym interesie - nie jesteśmy skłonni do pochopnych uogólnień, ale kiedy taką spontaniczność aplikujemy do np. kosmologii otrzymujemy bzdurne światopoglądy).
>Sceptycyzm kartezjański z miejsca odcina nas od rzeczywistości...
Nonsens. Myśl (w sensie kartezjańskich cogitationes) jest równie rzeczywista. Z tym odcinaniem od rzeczywistości w kartezjanizmie (powtarza się to jak filozoficzny stereotyp) jest jak z odcięciem ludzi przez zimę: jakoś sobie radzą bez pomocy; jak trzeba, to nawet do wiosny. Ponadto - filozofia nie skończyła się na Kartezjuszu, a on sam rozumiał ów problem lepiej, niż wielu dogmatyków. Kant np. próbował ów problem rozwikłać na terenie filozofii praktycznej. Podobnie jak marksizm (nie mam na myśli tego w partyjnym wydaniu).
Od świata bardziej odcina nas filozofia zaświatów niż Kartezjusz.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Zaczynając myśleć, należy zacząć od zdjęcia uniformu, habitu na przykład. I to jest ów początek filozofii, o który lubią pytać tu i ówdzie ideolodzy katoliccy. Czasami jednak z perspektywy uniformu łatwiej zobaczyć pewne rzeczy niż gdyby się go nie miało. >>Dlaczego jednak ma to być bardziej pewne niż to, że istnieje świat poznawany? >Kartezjańskie ego cogito jest oczywiste, lub ostrożniej, bardziej oczywista niż wystrzał z haubicy, że istnieje świat poznawany. To kwestia poznania bezpośredniego (Jest mi zimno), do którego nie potrzebuję żadnego mentora. Kiedyś ludzie bezpośrednio poznawali, że Ziemia jest płaska. >>Sceptycyzm kartezjański z miejsca odcina nas od rzeczywistości... >Nonsens. Myśl (w sensie kartezjańskich cogitationes) jest równie rzeczywista. Ale wtórna.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Czasami jednak z perspektywy uniformu łatwiej zobaczyć pewne rzeczy niż gdyby się go nie miało.
Gdzie wszyscy myślą w uniformach, nikt nie myśli zbyt wiele.
>Kiedyś ludzie bezpośrednio poznawali, że Ziemia jest płaska.
Zdanie Jest mi zimno. odnosi się do całego doświadczenia (wrażenia). Natomiast podmiot zdania Ziemia jest okrągła. dany był tylko częściowo, przekraczał bezpośrednie doświadczenie: przyjmowany był na wiarę. To istotna różnica. Wrażenie nie ma drugiej strony, tak jak np. obserwowana bryła geometryczna.
>>Nonsens. Myśl (w sensie kartezjańskich cogitationes) jest równie rzeczywista. >Ale wtórna.
Nie w porządku poznawczym. Dopiero później decydujemy się (lub nie) na jej wyjaśnienie, np. czymś zewnętrznym (np. materializm). Fundamentalną rolę odgrywa tu język (kategoryzacja, logika): realność rzecz uzyskuje poprzez język (mówiąc klasycznie - poprzez pojęcie). Tożsamość rzeczy (A=A) ma swe źródło nie w rzeczywistości, lecz w języku. Nigdy nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki (jako strumienia danych), ale dzięki językowi przypiszesz obiektowi to samo określenie. Trawestując Heraklita: do słowa można wejść tyle razy, ile zechcesz (użyć go tyle razy, ile zapragniesz). To jest sens powszechności i uniwersalności języka i zarazem rzeczywistości.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>Czasami jednak z perspektywy uniformu łatwiej zobaczyć pewne rzeczy niż gdyby się go nie miało. >Gdzie wszyscy myślą w uniformach, nikt nie myśli zbyt wiele. To samo odnosi się do tych, co nie mają uniformów. Dlatego warto czasami przeanalizować to co piszą, zamiast ciągle podreślać, że są ideologami i że ostatecznie chodzi im o stworzenie takiej wizji świata, w której będzie miejsce na Jezuska w żłobie. Z fałszu może wynikać prawda, a z błędnych założeń trafne spostrzeżenia. Wiadomo na przykład, że to dzięki wpływowi Starego Testamentu i chrześcijaństwa mamy w Europie czas linearny a nie kolisty jak u starożytnych.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>>Nonsens. Myśl (w sensie kartezjańskich cogitationes) jest równie rzeczywista. >>Ale wtórna. >Nie w porządku poznawczym. Idee powstają na bazie doświadczenia i dlatego są wtórne. Najpierw trzeba zobaczyć kota, aby mieć ideę kota. Tym bardziej wtórne jest rozumowanie, które operuje pojeciami. Idea nie może zatem stanowić punktu wyjścia czy wręcz generować istnienie (cogito ergo sum).
>Fundamentalną rolę odgrywa tu język (kategoryzacja, logika): realność rzecz uzyskuje poprzez język (mówiąc klasycznie - poprzez pojęcie). Tożsamość rzeczy (A=A) ma swe źródło nie w rzeczywistości, lecz w języku. Nigdy nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki (jako strumienia danych), ale dzięki językowi przypiszesz obiektowi to samo określenie. Trawestując Heraklita: do słowa można wejść tyle razy, ile zechcesz (użyć go tyle razy, ile zapragniesz). To jest sens powszechności i uniwersalności języka i zarazem rzeczywistości.
Powołam się znowu na Krąpca: "Tożsamość nie jest jakimś apriorycznym prawem myśli, ale jest pierwszym "odczytaniem" rzeczywistości realnie istniejącej. To byt realnie istniejący (czyli istniejący konkret) jest sam w sobie tożsamy, albowiem jest on "tym, co istnieje". Jest jeden i ten sam byt o tożsamości relacyjnej, albowiem w istniejącym bycie nie jest tym samym to, "że byt istnieje", i to, że istniejąc, jest sam w sobie zdeterminowaną treścią. Czyli to, "że jest byt", i to, "czym jest byt", nie jest tym samym w tym samym bycie. Obie jego strony (egzystencjalna i esencjalna) konstytuują bytową tożsamość i jedność. Myśl nasza "odczytuje" tę podstawową strukturę rzeczywistości (realnie istniejacego bytu) i wypowiada ją w pierwotnym sądzie, iż "byt, czyli to, czym coś jest, jest tym samym bytem, który istnieje".
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Kartezjańskie ego cogito jest oczywiste, lub ostrożniej, bardziej oczywista niż wystrzał z haubicy, że istnieje świat poznawany. To kwestia poznania bezpośredniego (Jest mi zimno), do którego nie potrzebuję żadnego mentora.
Ten przykład z zimnem jest błędny. W zacytowanym fragmencie Kartezjusz wyraźnie odcina się od wszelkich zmysłów. Dla Kartezjusza mogła być oczywista świadomość swojego abstrakcyjnego myślenia. Jednak wnioskowanie na tej podstawie o istnieniu już oczywiste nie jest.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| MUZGOJAD (276 punktów) | Zamierzenie tematu?
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Zamierzenie tematu? Zapoznanie z komentarzem Krąpca i ewentualna dyskusja na ten temat.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|