Każdy ekonomista wie, czym jest arbitraż. Kupujesz tam, gdzie jest tanio. Sprzedajesz tam, gdzie jest drogo. Zyskujesz na różnicy.
Nikt nie nazywa tego niemoralnym. To po prostu racjonalne wykorzystanie informacji rynkowej.
Robiłem to niezliczoną liczbę razy na rynku krypto (zanim wykosili mnie szybsi i mający lepsze kontakty).
Ale...
Pewien człowiek z Paszportem zastosował tę zasadę do całego swojego życia:
youtu.be/dsIEFzMsick?is=xbOBa0yqCt5n_gAyUrodził się w kraju z mocną walutą i stabilnym paszportem. Nie prosił o to. Los mu to dał. I zamiast, jak większość z nas siedzieć w domu i narzekać na pogodę, wsiadł w samolot i powiedział: "skoro już dostałem takie karty, to je zagram".
Czy to nie jest właśnie definicja człowieka przedsiębiorczego?
Wolny rynek nie kłamie.
Tu jest clou całej sprawy.
Obie strony tej transakcji są dorosłymi ludźmi.
Obie wchodzą w nią świadomie.
Obie coś zyskują.
On - uwagę, towarzystwo, przygodę z atrakcyjnymi, młodymi dziewczynami.
Ona - kontakt z kimś, kto reprezentuje dostęp do innych zasobów, innego świata, innych możliwości.
Żadna strona nie jest naiwna. Żadna strona nie płacze potem w poduszkę ze zdumienia, że tak to działa.
To jest wolny rynek relacji w czystej, niezafałszowanej postaci.
I jest dokładnie tak samo uczciwy jak każda inna transakcja, w której obie strony wiedzą, na co się piszą

.