 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-02-2011 01:26 | Marcuch (664 punktów) | Możliwość dialogu
4 na 4 | To wątek docelowo metafizyczny, metodologiczny, albo nawet meta-filozoficzny. Z góry uprzedzam, że teoria ewolucji, fizyka ani żadna neurokognitywistyka na nic się nie zdadzą - z powodów "higieny myślenia", rzekłbym. Jezusa też raczej nie będzie, ani [a]teistycznego kaznodziejstwa, mam nadzieję. Natomiast będzie tyle wątpienia, że nawet nie wiem czy zaczynać.
Zastanawiam się na możliwością dialogu ateisty z teistą w sytuacji opierania się na odmiennych "fundamentach" ontologicznych. Na pewno w kwestii ustąpienia przejścia w drzwiach ateista dogada się z teistą, trudniej, jeśli zaczną analizować problemy bardziej abstrakcyjne, typu sprawiedliwość, mądrość, dobroć, szacunek, życie, emerytura, podatki, seks, opony zimowe.
Skąd w ogóle problem? Obserwuję w paru wątkach pseudodyskusje nie mające szans na konstruktywne rozwiązanie z powodów prawdopodobnie językowych lub metodologicznych. Otóż można sensownie rozprawiać o spodniach, analizując przypisywane im własności z przypuszczeniem, że spodnie owe nie istnieją - jak "statystyczny Polak". W ich przypadku pozycja egzystencjalna jest czymś niezależnym od ich formalnych i materialnych własności. "Bóg", wedle postulatów teistycznych nie jest pewną "rzeczą", którą można badać logicznie, abstrahując od jej pozycji egzystencjalnej, lecz jest na ogół fundamentem pewnej metafizyki. A wybór wspólnej metafizyki przez dyskutujących jest kardynalnym warunkiem sensowności dyskusji. Quine sugerował, że metafizyka prędzej wykluje się "po drodze" jako efekt bardziej szczegółowych rozważań, niż jako ich założenie. Ale zaprawdę powiadam, że gały wyszłyby mi z orbit, gdyby z dyskusji teisty z ateistą wykluła się jakaś wspólna baza pojęciowo-ontologiczna.
Z teistycznego punktu widzenia "Bóg" przez duże 'B' to warunek tego, że w ogóle istnieje jakakolwiek treść jakiegokolwiek pojęcia, warunek istnienia wartości, warunek zrozumiałości świata itp., credo ut intelligam - tak jest opisywany przez tych co wierzą i tego się od Niego "oczekuje". Tymczasem filozofia zdążyła wyprodukować wiele funkcjonalnych zamienników "Boga", tzn. rozmaite odmiany Absolutu, którymi mogą posługiwać się ateiści w rozważaniach. Jeśli wychodzimy z ateistycznego punktu widzenia, to często negujemy teistycznie rozumiane pochodzenie sensów, wartości i rozmaite z teistą "wspólne mianowniki" czy "punkty wyjścia" ewentualnej dyskusji. Stąd debaty o Bogu są tak poplątane, że czasem dochodzę do wniosku, iż rzeczowa rozmowa teisty z ateistą na tematy fundamentalne jest po prostu niemożliwa. Zarazem obserwuję namolną wręcz potrzebę u rozmaitych ateistycznych neofitów przemawiania do jakiegoś wyimaginowanego "wierzącego", w stylu na ogół propagandowym i samo-pokrzepiającym. Może, zamiast tego, byłaby szlachetnym celem próba skonstruowania ateistycznej metafizyki, która pozwoli uzyskać zgodność z teistycznym światopoglądem w określonym zakresie dyskutowanych problemów. Dlatego chciałbym się "wspólnie zastanowić", albo dostać jakiś "hint" w sprawie:
Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych? Jaka problematyka jest skazana tutaj na zupełne "niepowodzenie komunikacyjne". | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego >dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych? >Jaka problematyka jest skazana tutaj na zupełne "niepowodzenie komunikacyjne".
Racjonalnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że wszelkie wartości konstytuuje człowiek. Niektórzy behawioryści uważają, że wartości te wynikają z naszej ludzkiej natury (jednakże bardziej pod względem biologicznym, nie chodzi tu o ludzką naturę w ujęciu filozoficznym), podczas kiedy teiści uważają, że wartości ktoś wykuł w kamiennych tablicach. Oczywiście wśród teistów są też osoby wyznające np. etykę sytuacyjną, czego w Polsce nie bardzo widać, ale ateista prędzej porozumie się z protestantem niż z rzymskim-katolikiem.
Jednakże większość osób religijnych wyznaje etykę legislacyjną, co przekreśla możliwość konstruktywnej dyskusji. To tak samo jak ja bym wstał rano i stwierdził mądrość jest wartością samą w sobie, a kto tak nie uważa ten zwyczajnie nie ma racji.
>Może, zamiast tego, byłaby szlachetnym celem próba skonstruowania ateistycznej metafizyki, która pozwoli uzyskać zgodność z teistycznym światopoglądem w określonym zakresie dyskutowanych problemów.
Metafizyka nie jest nauką. W sumie pierwszym znaczącym filozofem, który silnie ją krytykował był Kant. Oczywiście jego poglądy na temat religii były zaskakująco niespójne, jednakże jego zarzuty co do metafizyki całkiem słuszne. Osoby niewierzące tak naprawdę nie potrzebują niczego co zastąpi Boga. Podobnie jak wierzący nie potrzebują Boga. Nie ma żadnego bezpośredniego związku z Bogiem osobowym, a religią, co przejawia się wyznawaniem różnych doktryn przez wyznawców różnych odłamów np. chrześcijaństwa.
>Tymczasem filozofia zdążyła wyprodukować wiele funkcjonalnych zamienników "Boga", tzn. rozmaite odmiany Absolutu, którymi mogą posługiwać się ateiści w rozważaniach.
Jakich funkcjonalnych zamienników Boga? Czy Twoja wiedza filozoficzna nie kończy się na Heglu? W XX wieku nikt już nie mówił o żadnym absolucie. Jest powiedziane wprost przez ateistycznych filozofów, że nie ma żadnego absolutu. Nie ma też żadnego prawa naturalnego, ani żadnej innej ściemy typu "natura ludzka".
Dialog wymaga pewnej formy tolerancji. Na pewno nie potrzeba tu tworzenia żadnej naciąganej metafizyki. Jeśli ateista i teista mają się dogadać to jest to kwestią wzajemnej tolerancji i kurtuazji. Niczego więcej.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | > Racjonalnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że wszelkie wartości konstytuuje człowiek. Niektórzy behawioryści uważają, że wartości te wynikają z naszej ludzkiej natury (jednakże bardziej pod względem biologicznym, nie chodzi tu o ludzką naturę w ujęciu filozoficznym)Wynika z tego, że racjonalny behawiorysta pędzi spokojne życie jak po amputacji nadnerczy. Wszelkie ewentualne niepokoje i dylematy moralne (cóż to jest?) tłumaczy sobie naukowo - i rozpływają się w przestrzeni indyferentyzmu.  Chętnie poznam. > podczas kiedy teiści uważają, że wartości ktoś wykuł w kamiennych tablicach.Niekoniecznie. Racjonalny teista może stwierdzić, że jakieś wartości trzeba przyjąć apriorycznie, odnaleźć je "we mnie", niczem gwiazdy na niebie  , tyle, że za pomocą refleksji. ...I teraz przekonać takiego do pewnych wartości, które przyjmujemy na gruncie ateizmu, reklamując spójność i możliwą wszechstosowalność naszego systemu - i już jest nadzieja na porozumienie... > Jakich funkcjonalnych zamienników Boga? Czy Twoja wiedza filozoficzna nie kończy się na Heglu?Moja wiedza historyczno-filozoficzna jest dziurawa, przyznam, a kończy się gdzieś w okolicach Vopenki, Hartmana, Nowaka, Wszołka, Nagel'a... których niemalże rozumiem. Natomiast skoro poruszamy temat kompetencji, to twojemu stwierdzeniu: > Metafizyka nie jest nauką. W sumie pierwszym znaczącym filozofem, który silnie ją krytykował był Kant.Zaprzecza, wydaje mi się, cały metafizyczny dorobek tego myśliciela, Arystypie... Owszem, Kant krytykował istniejące metafizyki swoich czasów (np. Leibniza), ale co sam tego naskrobał... Przeczytaj przedmowę do KCR, to poznasz jego stosunek do Hekuby. > W XX wieku nikt już nie mówił o żadnym absolucie.Różnia, Język, Matematyka, Mem... Szukam zbioru pewników, akceptowalnych przez dwa rozpatrywane obozy. > Jeśli ateista i teista mają się dogadać to jest to kwestią wzajemnej tolerancji i kurtuazji. Niczego więcej.O, to jest jakiś pozytyw! "Tolerancja, przez duże Te"... Złożone pojęcie, ale jak się człowiek uprze to i z traktora zrobi Alfę i Omegę. Dołączam do kajetu.
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Dialog wymaga pewnej formy tolerancji. Na pewno nie potrzeba tu tworzenia żadnej naciąganej metafizyki. Jeśli ateista i teista mają się dogadać to jest to kwestią wzajemnej tolerancji i kurtuazji. Niczego więcej.
Zgadzam się w pełni z tym stwierdzeniem , sądzę, że od tego właśnie należałoby zacząć poszukiwanie "wspólnej płaszczyzny" dialogu. O jakim bowiem dialogu może być mowa wtedy, kiedy jego prawdziwe intencje są ukrywane - wierzący ma na uwadze to, że znajduje się w sytuacji "próby", w której musi być może stawić czoła potędze szatańskiej wykorzystującej ludzki rozum, zaś niewierzący uważa, że i tak argumentacja rozumowa nic nie zdziała w zderzeniu z głęboko zakodowaną postawą, której zmiana oznaczać by mogła wręcz przemianę osobowości. A wiadomo, człowiek zmienia się istotnie dopiero wtedy, kiedy musi. Co więcej, nawet filozofowie skazani są (zazwyczaj) na porażkę w próbie dialogu, gdyż reguły gry każą bronić swoich racji; dość jest natomiast środków argumentacyjnych, różnych formalnych sztuczek, znanych zapewne fachowcom w tej dziedzinie, by taką dyskusję przeciągać w nieskończoność, nie ustępując adwersarzowi ani na krok, natomiast nie ma żadnych, ale to żadnych metod weryfikacji twierdzeń, choćby takich, jakie posiada matematyka. (Dobra myśl- może spróbować zaksjomatyzować pewne nie podlegające dyskusji założenia przed kontynuacją sporu i ściśle trzymać się zasad logiki, ale przypuszczam, że i tego już próbowano bez skutku) Wracając do pytania zapoczątkowującego wątek, moim zdaniem, nie można chyba poważnie rozmawiać o bogu bez analizowania ewolucji tego pojęcia,poczynając od próby odtworzenia psychologicznych i socjologicznych czynników powodujących, że to pojęcie się pojawiło w obszarze ludzkiej kultury. I profilaktycznie, by się nie "naciąć" na argument o boskiej interwencji w historię świata pod postacią cudów, należy sięgnąć odpowiednio głęboko wstecz, w okres poprzedzający zwłaszcza historię biblijną. Religie nie pojawiły się przecież chyba dopiero wraz z Mojżeszem. A wtedy również teista musi uznać, że bóg od początku był rodzajem "oswajania" chaosu i bezkresu, czyli, że pojęcie to rozwijało się równolegle do rozwoju ludzkiej świadomości, unaoczniającej człowiekowi myślącemu jego sytuację egzystencjalną. (Moim osobistym zdaniem, bóg w tym ujęciu stanowi "dopełnienie" ludzkiej świadomości do pełni bytu.)
|
|
2 na 2 | Ag-nes (2295 punktów) | >Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego >dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych?
Niemożliwe!
Pozdrawiam.
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | >Niemożliwe!
No więc po co to całe pokrzykiwanie na drugą stronę płotu? "Uzasadnianie", jakieś takie "spowiedzi nawróconego", debaty w telewizji... Przecież i tak tamci nie skumają - a co dopiero "wezmą pod rozwagę"...
|
|
|  | | Ag-nes (2295 punktów) |
>No więc po co to całe pokrzykiwanie na drugą stronę płotu? "Uzasadnianie", jakieś takie "spowiedzi nawróconego", debaty w telewizji... Przecież i tak tamci nie skumają - a co dopiero "wezmą pod rozwagę"... > Niemożliwe to ostateczny wynik. A to, że ludzie próbują się dogadać jest konsekwencją natury poznawczej, społecznej o nadrzędnej potrzebie, przetrwania nie wspominając.
Pozdrawiam.
|
|
5 na 5 | rhotax7 (3947 punktów) | Uważam że dialog można prowadzić jedynie w oparciu o naukę i jej metodologię potwierdzania bądż odrzucania twierdzeń. Z powodu obiektywności i bezwzględnej jasności pojęciowej zrozumiałej i dla Buddysty i Satanisty.
A widzę to tak:
Dziś poszukamy boga i duszy w chemii. Sprawdzamy każdą reakcję i budowę cząsteczek chemicznych, mierzymy ph, spalamy, destylujemy, sączymy i krystalizujemy- często ważąc i pod mikroskopem ducha świętego wypatrując czy gdzieś się nie dokleił i nie łypie na nas okiem. Niestety w chemii cudów i duchów ani flogistonu nie ma- bóg odpada. Nie ma w niej także miejsca na filozofię ani dwuznaczną semantykę to czysta higiena myślowa i powoli inne nauki dążą do jej doskonałości.
Następnie bierzemy biologię. Moralność wypełza z genów- fakt obiektywny i potwierdzony badaniami. Moralność mają także zwierzęta co oczywiste dla biologa a nie pojęte dla religijniaka. Pochodzenie gatunków - też znane. Ewolucja - fakt -czyli świat nie powstał nie dawno. Szukamy duszy używając całego sprzętu medycyny. Sprawdzamy siłę modlitwy na nieświadomych pacjentach, egzorcyzmujemy leki i maszyny takie jak PET oraz święcimy je i sprawdzamy wpływ na ich funkcjonowanie. Wnioskujemy. Nie ma duszy, nie ma DŚ ani aniołka stróża a życie nie powstało parę tyś. lat temu.
Tak sprawdzamy wszystkie nauki a najlepiej od razu zacząć od religioznawstwa które jest powołane do badania między innymi bogów i tego skąd te cholery się wzięły w historii ludzkości- no i znajdujemy info że zostali wymyśleni przez ludzi.
A jako wymysły nie mogą mieć żadnej szansy na istnienie tak samo dusze i duchy oraz vampirki i jednorożce. Religioznawstwo też ma wypracowane nazewnictwo więc nie błądzić tylko sobie poczytać.
Oto me kazanie!
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >Tak sprawdzamy wszystkie nauki a najlepiej od razu zacząć od religioznawstwa które jest powołane do badania między innymi bogów i tego skąd te cholery się wzięły w historii ludzkości - no i znajdujemy info że zostali wymyśleni przez ludzi. >Religioznawstwo też ma wypracowane nazewnictwo więc nie błądzić tylko sobie poczytać. Jakiejś analizy, co prawda, nie przeprowadziłem, ale tak z pamięci, to zdecydowana większość religioznawców była i jest ludźmi wierzacymi, a znaczna ich część wprost kapłanami, dlatego "nazewnictwo" jest "wypracowane". Ale skąd te cholery się wzięły w historii ludzkości i ludzkich głowach, na kilkaset poważnych odpowiedzi nie wypracowano ani jednej w miarę powszechnie obowiązującej. Wszystkie są tylko bardziej lub mniej ugruntowanymi spekulacjami i dlatego spekulacje z zakresu innych nauk i filozofii - jak na razie są równoważne.
@@@ .
|
|
|  | 1 na 1 | rhotax7 (3947 punktów) | Tak z tych wielu wypowiedzi można wyciągnąć średnią, i chociaż nikt nie zrobił zdjęcia ani nie nagrał pierwszego lunatyka, który wypowiedział słowo bóg, to można na podstawie, historii, socjologii, antropologii, psychologii czy etnologii, oraz wszelkich innych nauk o człowieku będących składowymi religioznawstwa wysnuć prosty wniosek. Wnioski wysnuwane przez księży naukowców z tej dziedziny mają prawo być nieobiektywne i obarczone duża dozą rozdwojenia jażni.
Mogliby głeboko wierzący religioznawcy z całego świata zorganizować konferencję naukową. Oczywiście każdy by musiał wierzyć w inne bóstwo. Mogłoby być zabawnie.
Pozdrawiam Pana.
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
>Tak z tych wielu wypowiedzi można wyciągnąć średnią, i chociaż nikt nie zrobił zdjęcia ani nie nagrał pierwszego lunatyka, który wypowiedział słowo bóg, to można na podstawie, historii, socjologii, antropologii, psychologii czy etnologii, oraz wszelkich innych nauk o człowieku będących składowymi religioznawstwa wysnuć prosty wniosek. Zdecydowanie boję się prostych wniosków, jak dla mnie łaczą się one najczęściej z prymitywizmem intelektualnym. Historia naszego człowieczeństwa (stawania się człowiekiem) to bardzo długi i skomplikowany proces biologiczny, na który nakłada się proces kulturowy. Jak na razie w poważnej literaturze nie spotkałem prostych wniosków, ale może będzie Pan pierwszym.
>Wnioski wysnuwane przez księży naukowców z tej dziedziny mają prawo być nieobiektywne i obarczone duża dozą rozdwojenia jażni. Z dotychczas przeczytanych książek naukowych wysuwam taki wniosek, że najbardziej obiektywne są prace, które zaraz na wstępie deklarują poglady i metodologię autora: jestem katolikiem, czy ewangelikiem, jestem fenomentalistą, czy marksistą, a najbardziej sceptycznie podchodzę do pozycji, w których autor deklaruje swój obiektywizm. Sam mam ugruntowane poglądy i jak bardzo nie starałbym się być obiektywnym, to one wyłażą.
>Mogliby głeboko wierzący religioznawcy z całego świata zorganizować konferencję naukową. Oczywiście każdy by musiał wierzyć w inne bóstwo. Mogłoby być zabawnie. Kto miałby im wydawać certyfikat "głębokości wiary"? Pan? Gdyż ja nigdy w psychologicznych ocenach nie potrafię określić, kto jak jest "głęboko", czy "prawdziwie".
Zorganizowanie konferencji naukowej w której uczestniczyli by: Friedrich Max Müller, Korneliusz Piotr Tiele, Edward Burnett Tylor, James George Frazer, Emile Durkheim, Rudolf Otto, Joachim Wach, Gerardus van der Leeuw, Mircea Eliade, Joseph Campbell i inni - byłoby rzeczywiście zabawnym, ale czy może ktoś uważać się za religioznawcę, kto nie przestudiował ich dorobku.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | rhotax7 (3947 punktów) | >Zdecydowanie boję się prostych wniosków, jak dla mnie łączą się one najczęściej z prymitywizmem intelektualnym. Zawsze na końcu poznania jest proste rozwiązanie ubrane w gustowną teorię, na której podstawie można powtórzyć doświadczenie bez angażowania do tego objawień. Zazwyczaj odkrycia kończą się stwierdzeniem ale to było proste!!!
>Historia naszego człowieczeństwa (stawania się człowiekiem) to bardzo długi i >skomplikowany proces biologiczny, na który nakłada się proces kulturowy. Jak na >razie w poważnej literaturze nie spotkałem prostych wniosków, ale może będzie Pan >pierwszym. Dlaczego nie? Ktoś musi być tym pierwszym.
Poglądy zawsze w nauce wyjdą- jeśli z nią kolidują to bardzo szybko.
A głębokość wiary można by ustalić w sposób arbitralny (mógłbym być tym arbitrem) na ten przykład jakaś ankieta z paroma pytaniami. Typu : Czy uważasz że w Świętej księdze Twej religii wszystko jest zgodne z prawdą a nauka się myli? Czy uważasz że masz duszę? Czy uważasz że możesz przetrwac swoją własną śmierć i żyć dalej w innym świecie?
I inne tego typu oczywiście dobrane do religii w jakiej ktoś trwa.
Odpowiedzi na tak w maxymalne bzdury kwalfikowały by do udziału w konferencji, demokratycznej czyli po jednym z jednej religii.
Mam pomysł na nowy wątek. Starcia religii w TV, na argumenty z ich świętych ksiąg i objawień!!!Na prawdy wiary i cytaty proroków!!!Na to co ich bóg umie a co umie nasz!!!Na to kto ma lepszy Raj i fajniej wyposażony i lepsze piekło.I na egzorcyzmy wzajemne!!!
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >Mam pomysł na nowy wątek. A może jednak warto by pójść do biblioteki i poczytać co nie co. Wiem, że młodość ma swoje prawa, ale poważna dyskusja też ma swoje.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | |  | | rhotax7 (3947 punktów) | w związku z tym że staram się podchodzić do wszystkiego w miarę profesjonalnie, skonsultowałem się z UJ z wydziałem religioznawstwa i Dyr. polecił mi książkę która ma się ukazać za niedługo Ochmana -Religia w świecie człowieka- najnowsze ustalenia tej dziedziny mają być tam zawarte.
Proszę się na mnie nie gniewać. Pozdrawiam.
|
|
4 na 4 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych? W kwestii tolerancji. Teiści ograniczają się do nakładania na siebie dobrowolnie praw w ramach wyznania (tzw. przykazania) i nie wchodzą z butami w życie innych ludzi. W praktyce to znaczy: odczepiają się od ustaw dotyczących in vitro, aborcji, klonowania, przeszczepów itp. - we własnym gronie kierują się własnymi prawami, ale nie narzucają ich innym przez wpływ na porządek prawny państwa.
Pozdrawiam
Ginosaji - nowa ikona popkultury. Z łyżeczką!
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | >>Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych? >W kwestii tolerancji.
Tak, popieram tolerancję, Arystyp forumowy też zgłosił, więc trzeba przemyśleć użyteczną jej, głęboko agnostyczną definicję. To oczywiście za mało, ale zawsze coś.
|
|
2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Zarazem obserwuję namolną wręcz potrzebę u rozmaitych ateistycznych neofitów przemawiania do jakiegoś wyimaginowanego "wierzącego", w stylu na ogół propagandowym i samo-pokrzepiającym.
-Wolno im i tu jest dla nich miejsce. Gdy przez całe życie wciskano im ciemnotę chcą nieco odreagować i odetchnąć. -Poza tym i tak jest odwrotnie. To wierzący, wcale nie wyimaginowani, wciąż próbują nas tu nawracać i ostrzegać abyśmy "nie szli tą drogą". Wynika to oczywiście ze strachu o podstawy swojej wiary i chęci samo-pokrzepienia się, że o to nadają intelektualnej wiarygodności swojej wierze dyskutując nawet z ateistami. -A pokrzepienia w dyskusji i wymianie myśli z innymi członkami społeczeństwa potrzebuje każdy. Dla wierzących są kościoły, dla ateistów choćby ten portal.
>Może, zamiast tego, byłaby szlachetnym celem próba skonstruowania ateistycznej metafizyki, która pozwoli uzyskać zgodność z teistycznym światopoglądem w określonym zakresie dyskutowanych problemów.
-Zawsze możesz spróbować, ale mnie i mi podobnych interesuje wyłącznie prawda, nawet gorzka, a nie konstruowanie porozumień na siłę. To tchórzostwo intelektualne.
Nie jest oznaką zdrowia bycie dopasowanym do chorego społeczeństwa.
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | >>Może, zamiast tego, byłaby szlachetnym celem próba skonstruowania ateistycznej metafizyki, która pozwoli uzyskać zgodność z teistycznym światopoglądem w określonym zakresie dyskutowanych problemów. >-Zawsze możesz spróbować, ale mnie i mi podobnych interesuje wyłącznie prawda, nawet gorzka, a nie konstruowanie porozumień na siłę. To tchórzostwo intelektualne.
Nie bardzo wiem, co to jest "konstruowanie porozumień na siłę", ale konstruowanie porozumień w ogóle wydaje mi się wartościowe. Nie tylko mnie, podejrzewam, pewnie też wielu ludziom rozrzuconym na osi teizm-ateizm (którzy co prawda czują pewien komfort psychiczny trwając przy ideałach, ale i niejednokrotnie zwierzęcą ulgę kiedy ideały porzucają na rzecz innych, lub nawet żadnych).
|
|
|  | 3 na 5 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Nie bardzo wiem, co to jest "konstruowanie porozumień na siłę", ale konstruowanie porozumień w ogóle wydaje mi się wartościowe. Nie tylko mnie, podejrzewam, pewnie też wielu ludziom rozrzuconym na osi teizm-ateizm (którzy co prawda czują pewien komfort psychiczny trwając przy ideałach, ale i niejednokrotnie zwierzęcą ulgę kiedy ideały porzucają na rzecz innych, lub nawet żadnych).
-Nie rozumiesz co to ateizm. To nie jakieś wydumane ideały tylko odrzucenie wszystkich fałszywych. Nie chodzi też o ulgę, ani żeby było miło, tylko o prawdę. Tak aby każdy mógł żyć na równych prawach pozostając przy swoim zdaniu. Aby żadne "uczucia" jednych nie były więcej warte od innych tylko dlatego że są religijne.
Nie jest oznaką zdrowia bycie dopasowanym do chorego społeczeństwa.
|
|
5 na 5 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > debaty o Bogu są tak poplątane Ateista nie debatuje o Bogu, bo w niego nie wierzy! Ateista co najwyżej może sprowadzać ad absurdum twierdzenia teisty. To teiści głoszą jakieś poplątane twierdzenia o Bogu, bo innych się nie da głosić. Lem kiedyś pisał o Ogólnej Teorii Smoków wykładanej w Wyższej Szkole Neantycznej. Jak wiadomo smoków nie ma - pisze Lem - a WSN zajmuje się nie tym co jest, bo to banalne, lecz tym co nie istnieje. > twórczego dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych? Ale o czym by mieli dyskutować? O smokach, których nie ma? Czy o Bogu, którego nie ma? > Bóg fundamentem pewnej metafizyki. Jakiej znowu metafizyki. Kiedyś metafizyka próbowała wypowiadać się o Bogu. Arystoteles pisał w swojej "Metafizyce" o pierwszym poruszycielu.
"Pomagaj zawsze, nie czyń krzywdy - nigdy" Sai Baba.
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | > > debaty o Bogu są tak poplątane> Ateista nie debatuje o Bogu, bo w niego nie wierzy!Naiwne. Ateista wręcz żyje debatą o przymiotach Boga, czego dowodzi to forum. To agnostyk nie debatuje, bo polemizuje z sensem całej debaty. > To teiści głoszą jakieś poplątane twierdzenia o Bogu, bo innych się nie da głosić.Gdzieś tu jakiś ateista powiedział, że Bóg (gdyby istniał) znałby naszą przyszłość. Albo takie niepoplątane, ważne teistyczne twierdzenie teologii negatywnej: "Bóg jest niepoznawalny". > > twórczego dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych?> Ale o czym by mieli dyskutować? O smokach, których nie ma? Czy o Bogu, którego nie ma?Sprowadza Pani rzecz do trywialnych fundamentów, a ja chciałbym bliżej życia. Podałem tematy. Dodam "Prawa człowieka", "Godność ludzka", "Kara śmierci". Od czego wyjść? Przecież się dogadują, jak to robią? Trzeba coś przemilczeć? > > Bóg fundamentem pewnej metafizyki.> Jakiej znowu metafizyki.Tomizm. A to niespodzianka... No ale trzeba upaść na głowę, żeby czytać cokolwiek w łacinie kościelnej... > Kiedyś metafizyka próbowała wypowiadać się o Bogu. Arystoteles pisał w swojej "Metafizyce" o pierwszym poruszycielu.To akurat nie było o Bogu. Ale nieważne: ja też cieszę się, że pisał.
|
|
|  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Tomizm. Z tego co pamiętam ze szkoły to tomiści dochodzą do Boga od strony analizy bytu. Czyli nie zakładają a priori Jego istnienia. Nie jest On więc fundamentem ich metafizyki, ale raczej dachem, aby już tych budowlanych porównań użyć. Patrzą na jakiś byt, np. drzewo i mówią , ten byt jest przygodny, nie ma zasady istnienia w sobie samym, a więc musi istnieć byt który sam będąc istnieniem tego istnienia innym bytom udziela. itp. itd. Takie tam sobie bajeczki. > "Prawa człowieka" Teiści są różni. Panteiści, deiści, politeiści etc. Jeśli chodzi o katolików to praw człowieka w pełni, z powodów doktrynalnych ,nie uznają. Np. odmawiają parom jednopłciowym zarejestrowania ich związków partnerskich. Związków cywilnych. A nie małżeństw.. A ale są jacyś teiści, anglikanie czy inni, którzy w swoich kościołach błogosławią takie pary na ślubnem kobiercu. Tak więc co do praw człowieka z różnymi teistami się różnie dogadasz. Przypuszczam, że z islamistami możesz mieć ciężko. Część katolików z kolei popiera karę śmierci mimo iż , błogosławiony, już niedługo Jan Paweł II był jej przeciwny. >"Godność ludzka" Jest to bardzo ciekawa sprawa, szczególnie jeśli chodzi o aborcję na życzenie. Ja na przykład jestem zatwardziałą ateistką. Taki rhotax7 to przy mnie raczkujące w ateizmie niemowlę. A jednak aborcji na życzenie jestem zajadle przeciwna, bo uważam, że od początku ,od poczęcia ,mamy do czynienia z człowiekiem i ma on swoje prawa (godność)których łamać nie wolno. A są nawet katolicy, którzy przymykają oko na aborcję. Może nie publicznie, ale prywatnie. > Albo takie niepoplątane, ważne teistyczne twierdzenie teologii negatywnej: "Bóg jest niepoznawalny". To już jest dla mnie jakaś kompletna bzdura. Jeśli coś jest niepoznawalne to o tym nawet nie możemy wiedzieć. Bo jeśli o czymś wiemy, że istnieje to już coś o tym czymś wiemy, a z czasem możemy to lepiej poznać. > Ateista wręcz żyje debatą o przymiotach Boga Moim zdaniem ateista, taki jak Dawkins stara się wykazać, że nie ma żadnych przesłanek naukowych, aby przyjąć hipotezę Boga. Ktoś może twierdzić, że Dawkins napisał książkę o Bogu. A to nieprawda.
"Pomagaj zawsze, nie czyń krzywdy - nigdy" Sai Baba.
|
|
| |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > > "Prawa człowieka"> Teiści są różni. Panteiści, deiści, politeiści etc. Jeśli chodzi o katolików to praw człowieka w pełni, z powodów doktrynalnych ,nie uznają. Np. odmawiają parom jednopłciowym zarejestrowania ich związków partnerskich. Jest różnica między podstawowymi prawami człowieka zawartymi w Powszechnej Deklaracji, ratyfikowanymi przez połowę państw świata, a szczegółowym prawem do wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Trudno nazwać to Prawem Człowieka z przyczyn, które się zwykle w procedurze stosuje: a) jest prawem kontrowersyjnym nawet w obrębie jednego państwa, co się stwierdza czysto empirycznie; b) można skonstruować, powoławszy się na Naturę, Objawienie albo własne gusta, prawo leżące w nim w konflikcie: prawo dziecka do posiadania rodziców (w sensie wychowawców) różnej płci; c) jest szczegółowe i służy zbyt małej grupie ludzi; Ale właśnie w takiej kwestii szukam rozwiązania, które polegałoby na nie podchodzeniu do rzeczy od strony dogmatów światopoglądowych, odganiania czartów, albo strachu przed religią, lecz znalezienia praktycznych warunków akceptowanych aktualnie przez możliwie szerokie grono osób z różnych frontów. Np. na pewno katolicy, a nawet islamiści zgodziliby się na rzecz warunkowo. Problem w tym, że określenie tych warunków jest pewnie mocno skomplikowane. Ale od czego jest mózg? Chrześcijanin (szkicując tutaj rozwiązanie) chciałby na pewno, żeby dziecko od maleńkości rozumiało fundamentalną dwoistość płciową człowieka i jej konsekwencje kulturowe - niech więc homoseksualne pary zaproponują jak będą tę dwoistość dziecku przedstawiać w toku wychowania. Problem w tym, że to nawet nie teizm, który jest bardzo ogólny, blokuje porozumienie. To po trochu konkretna religia, a najbardziej jej praktyczna, nie dość subtelna interpretacja. > Część katolików z kolei popiera karę śmierci mimo iż , błogosławiony, już niedługo Jan Paweł II był jej przeciwny.Na szczęście żeby być teistą, nie trzeba słyszeć o papieżu. Sam teizm nie określa wartości ludzkiego życia w ogóle, wiec myślę, że porozumienie jest tylko sprawą dopasowania jednostkowych zapatrywań. Uściślając dalej do przykazania "Nie zabijaj." wciąż jesteśmy na szerokim polu interpretacji. Może wystarczyłoby zapytać strony zainteresowane o warunki stosowalności kary śmierci, każda na pewno poda swoje. Po czym znaleźć taki obszar (metodami neutralnymi światopoglądowo), który zadowoli maksymalną liczbę osób. Zapowiada się znów skomplikowanie, ale przynajmniej nie wywodzi się prawa z jakichś mętnych czeluści tradycji. > >"Godność ludzka"> Jest to bardzo ciekawa sprawa, szczególnie jeśli chodzi o aborcję na życzenie. Ja na przykład jestem zatwardziałą ateistką. Taki rhotax7 to przy mnie raczkujące w ateizmie niemowlę.O fundamentalizmie ateistycznym pewnie pomówimy w innym wątku. Jestem ciekaw Pani "dogmatów towarzyszących" mocnego ateizmu. (Zapewne nie ma "żadnych".  ) > A jednak aborcji na życzenie jestem zajadle przeciwna, bo uważam, że od początku ,od poczęcia ,mamy do czynienia z człowiekiem i ma on swoje prawa (godność)których łamać nie wolno. A są nawet katolicy, którzy przymykają oko na aborcję. Może nie publicznie, ale prywatnie. Myślę, że cała przepychanka o to czy płód jest "człowiekiem" jest lingwistyczną zabawą zastępującą debatę na prawdziwy temat, który brzmi: " Jaka jest wartość płodu ludzkiego?", jak się ona zmienia w czasie itp. Samo jednak sformułowanie odrzuca prymitywów, którzy nie mają pojęcia co znaczy tutaj "wartość" i jest mało medialne. Inni prymitywi nie wierzą, że istnieją inne wartości niż skrajne (np. życie i śmierć człowieka) i że płód może mieć wartość gdzieś "pomiędzy". Katolicy przymykający oko zapewne doszli do wniosku, że źródłem wartości, praw i obowiązków jest sam człowiek, natomiast posługuje się Bogiem lub Naturą żeby polukrować swoje małe widzimisię blaskiem transcendentalnego autorytetu. Poza tym, chrześcijaństwo, rozumiane bardziej swobodnie, otwiera człowiekowi drogę do bliższego kontaktu z Bogiem, na bazie którego przez miłość Boga i bliźniego można zbudować swój własny "dekalog". Herezja pełną gębą, ale fundament dobrze rozumianej, odpowiedzialnej miłości zabezpiecza ją przed leseferyzmem a i bogobojnym odrzuceniem. Ja się akurat cieszę, że Polacy to taka chmura oscylująca wokół katolicyzmu, bo ateistyczne moherowe berety byłyby znacznie przykrzejsze. > > Albo takie niepoplątane, ważne teistyczne twierdzenie teologii negatywnej: "Bóg jest niepoznawalny".> To już jest dla mnie jakaś kompletna bzdura. Jeśli coś jest niepoznawalne to o tym nawet nie możemy wiedzieć. Bo jeśli o czymś wiemy, że istnieje to już coś o tym czymś wiemy, a z czasem możemy to lepiej poznać.Może być poznawalny częściowo, to był tylko przykład prostego twierdzenia. Odsyłam do teologi negatywnej. > > Ateista wręcz żyje debatą o przymiotach Boga> Moim zdaniem ateista, taki jak Dawkins stara się wykazać, że nie ma żadnych przesłanek naukowych, aby przyjąć hipotezę Boga. Ktoś może twierdzić, że Dawkins napisał książkę o Bogu. A to nieprawda.Ateista potrzebuje opisu Boga, tak jak Instytut Neantologii musi określić czym jest smok, musi mieć świadomość czego nieobecność postuluje, choćby w kontekście kulturowym. Ironią losu ateiści i teiści są na siebie skazani, potrzebują się wzajemnie jako tła, szczególnie, że powstanie idei Boga w umyśle jest bardziej niż prawdopodobne i nie do wycofania. Nie wiem tylko, czemu racjonalizm na tej stronie internetowej chce być taki jednostronnie ateistyczny. Pachnie mi to małym polskim miastem, ale to inny temat.
|
|
1 na 1 | Maciej Malinowski (353 punktów) | A jednak się nie zgodzę, że ewolucja tu nie pomoże. Miała i ma wpływ na wszystko, bezpośredni lub pośredni. Samo zagadnienie ewoluowania przecież nie jest "własnością" biologii czy zoologii. Oszem zgodzę się, że filozofia była początkiem wątpienia ale teraz ma mocne wsparcie w chemii, biologii i fizyce. Po co filozofować wokół Boga, skoro inne gałęzie nauki już odpowiedziały na pytanie o jego istnienie. W aspektach Boga, moim zdaniem filozofia stała się nauką martwą - to moje zdanie. Teraz czas na psychiatrię i pokrewne gałęzie medyczne w tej kwestii. Czas na dociekanie, nie czy jest Bóg, ale dlaczego ludzie w niego wierzą i co jest przyczyną tych zmian psychiczno - neurologicznych.
Czy nie starczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | >A jednak się nie zgodzę, że ewolucja tu nie pomoże. Miała i ma wpływ na wszystko, bezpośredni lub pośredni.
To jest jakiś dziwny "absolutyzm ewolucyjny". Znajdzie się sporo zarówno teistów, jak i ateistów, którzy go nie przyjmą.
>Oszem zgodzę się, że filozofia była początkiem wątpienia ale teraz ma mocne wsparcie w chemii, biologii i fizyce. >Po co filozofować wokół Boga, skoro inne gałęzie nauki już odpowiedziały na pytanie o jego istnienie.
Czytelnia wzywa, młody człowieku. Kontrargumenty znajdziesz w innych wątkach i znakomitych tekstach pisanych na tej stronie i na stronach "obozu przeciwnego".
|
|
1 na 1 Marlow (163 punktów) (zablokowany) |
> A wybór wspólnej metafizyki przez dyskutujących jest kardynalnym> warunkiem sensowności dyskusji. Quine sugerował, że metafizyka prędzej wykluje się "po drodze" jako> efekt bardziej szczegółowych rozważań, niż jako ich założenie. Ale zaprawdę powiadam, że gały> wyszłyby mi z orbit, gdyby z dyskusji teisty z ateistą wykluła się jakaś wspólna baza> pojęciowo-ontologiczna.Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, czym ma być ta wspólna baza pojęciowo- ontologiczna. Być może masz na myśli sytuację całkiem trywialną, czyli np: nie ''obala się'' Plantingi przy pomocy czajniczków, makaronów itd. Ale to chyba oczywista oczywistość... > Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego> dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych?> Jaka problematyka jest skazana tutaj na zupełne "niepowodzenie komunikacyjne".Nadal nie bardzo wiem o co chodzi... Chyba nie masz na myśli kompromisu w sprawie uznania istnienia Boga?  Za bardzo to wszystko enigmatyczne...
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | > Chyba nie masz na myśli kompromisu w sprawie uznania istnienia Boga?>  > Za bardzo to wszystko enigmatyczne...Fajnie, że pozostajemy na podobnym poziomie abstrakcji. Rozwinę teraz pewien obrazek, który pewnie dla Ciebie będzie oczywisty, ale muszę go przywołać. Światopogląd ma pewne "fundamenty", "założenia", których się nie podważa. Światopogląd, co więcej, zawsze się jakiś ma (Kołakowski to zgrabnie ujął). Światopoglądu, podobnie jak matematyki praktycznie nie buduje się od fundamentów, lecz od środka, chociaż logicznie środek wynika z fundamentów. Do fundamentów dochodzi się od rzeczy zrozumiałych intuicyjnie przez badanie warunków ich prawdziwości, uogólnień itp., przez poszukiwanie prostych kilku podstaw (aksjomatów), które będą logicznie generować nasze intuicyjne dotąd przekonania (twierdzenia) i nie wygenerują sprzeczności. I teraz tak. Rozmawia teista z ateistą. Dopóki mówią o "dupie Maryny", porozumienie jest pełne, z dokładnością do gustów, "o których się nie dyskutuje". Ale, gdyby zawadzili nieopatrznie o swoje fundamenty światopoglądowe, pojawiłyby się sprzeczności. Sprzeczności można sobie tolerować i jest fajnie - dopóki nie zajdzie potrzeba działania, wtedy powstaje problem praktyczny, wojna, totalitaryzm, zalana piwem winda, Alicja Tysiąc. W tym wątku chodzi mi o to, aby jakimś wysiłkiem akceptacji przeciwnych (na osi teizm-ateizm) poglądów, ale i nie bez obrony własnych, wypracować tyle wspólnego zdania ile można, wychodząc od tej naiwnej zgody w sprawach błahych, aby dojść do zgody w sprawach poważnych, nie rozbijając się po drodze o fundamenty. A dokładnie chodzi mi o pytanie ile można tą drogą osiągnąć? To jest dla mnie np. wartościowe politycznie zagadnienie. Np. ateista zgadza się z teistą, że człowiekowi należy się większy szacunek niż zwierzęciu. Każdy z nich z innego powodu uznaje tę tezę. Można by teraz zebrać teraz takie partykularne tezy, a także postulaty i wartości podzielane przez obie strony - i z nich wywieść coś na kształt "systemu" a-teistycystycznego, w sensie ani teistycznego, ani ateistycznego. Czy to beznadziejne?...
|
|
|  | 2 na 2 Marlow (163 punktów) (zablokowany) |
> W tym wątku chodzi mi o to, aby jakimś wysiłkiem akceptacji przeciwnych (na osi teizm-ateizm) poglądów, ale i nie bez obrony własnych, wypracować tyle wspólnego zdania ile można, wychodząc od tej naiwnej zgody w sprawach błahych, aby dojść do zgody w sprawach poważnych, nie rozbijając się po drodze o fundamenty. A dokładnie chodzi mi o pytanie ile można tą drogą osiągnąć? To jest dla mnie np. wartościowe politycznie zagadnienie.> Np. ateista zgadza się z teistą, że człowiekowi należy się większy szacunek niż zwierzęciu. Każdy z nich z innego powodu uznaje tę tezę. Można by teraz zebrać teraz takie partykularne tezy, a także postulaty i wartości podzielane przez obie strony - i z nich wywieść coś na kształt "systemu" a-teistycystycznego, w sensie ani teistycznego, ani ateistycznego. Czy to beznadziejne?...Teraz zaczynam łapać, dzięki za naprowadzenie. Obawiam się, że tak zarysowany podział jest cokolwiek sztuczny. Dlaczego? Otóż, moim zdaniem ateizm nie jest i nie może być fundamentem światopoglądu, jego centrum. I włos mi się jeży, gdy słyszę o światopoglądzie ''ateistycznym''. W tym miejscu należy przypomnieć, co to jest ''ateizm''. Jest to pogląd negujący istnienie obiektów klasy "B" i bogopodobnych. Tylko tyle. Jeśli przyjmujemy tę definicję, to jasnym staję się, że ateizm to raczej skutek takiego a nie innego rozstrzygnięcia ontologicznego, semiotycznego (bardziej pierwotnego) itd. Wypada w tym miejscu dodać, że dokonałem teraz ''swoistej idealizacji'', bo w praktyce wygląda to różnie...a nawet różniaście.  Skoro tak, to chyba nadszedł czas na część drugą; czyli ''swoiste odczarowanie ateizmu''. Czy z faktu, iż jestem reistą ontologicznym i semiotycznym ma wynikać automatycznie mój sprzeciw wobec np: obowiązującej ustawy antyaborcyjnej?. Zdaje się, że nie. I czy świadome okopanie się w takim, a nie innym stanowisku ontologicznym, przesądza z góry o tym, że np: ortodoksyjny redukcjonizm ( vide socjobiologia uber alles ) musi mieć rację bytu... czy tez być ''jedynym i prawdziwym rozwiązaniem''.Też nie. Jest to o wiele bardziej skomplikowane. I przecież rzecz ma się podobnie i w ''teistycznym świecie''. Nie ma prostych przejść. Dlatego też, znajdziesz wielu ateistów antyaborcjonistów, anty-redukcjonistów, rasistów kulturowych ( nie mylić z biologicznymi )itd. By posłużyć się skrótem : są ateiści, którzy głosują na republikanów. I wbrew pozorom, nie są tą jakieś niedobitki, czy pojedyncze egzemplarze. Nikt chyba jeszcze nie policzył dokładnie,jak się mają relacje ilościowe pomiędzy konserwami a postępowcami, których łączy tylko jedna cecha wspólna, czyli ateizm. Pozostaje więc pytanie o sam pragmatyzm i jego miejsce w światopoglądzie danego osobnika. Tylko czy pragmatyzm wynika z ateizmu lub teizmu? Nie sądzę. Granicą dla pragmatycznych zachowań będą oczywiście min nasze ''fundamenty światopoglądowe''. Pozostając przy gorącym przykładzie ustawy antyaborcyjnej: bez trudu znajdziesz ateistów tę ustawę popierających, ale raczej nie znajdziesz pośród nich aprobaty dla działań Terlikowskiego czy ''Gościa Niedzielnego''. Czy tym samym wyłonił nam się jakiś zarys wspólnego lądu? Być może. Tylko czy ten ląd można określić mianem jakiegoś wspólnego ''systemu a-teistycystycznego'' ? Moim zdaniem chyba nie. Bo w gruncie rzeczy, nie o system chodzi, ale o aksjologię (hierarchie wartości, i obustronne''współ-podzielanie'' czy tez uznawanie) i właśnie pragmatyzm. To raczej one wyznaczają możliwość wejścia w dialog, lub też odrzucenie samego zaproszenia. Tak to w skrócie wygląda z mojej strony no ale nie wiem czy jestem na właściwym tropie i jak ocenisz to podejście.
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
| |  | | Marcuch (664 punktów) | Tak, zgadzam się, że rozstrzygnięcia ontologiczne nie powinny rzutować w sferę wartości, a zarazem co chwilę czytam jakiś "ateistyczny kodeks". Ateista, zamiast się wysilić i ustosunkować do norm teisty interpretuje je jako "normy teistyczne", cokolwiek może mieć tu na myśli, i vice-versa. Takie zachowanie obserwuję, choć teoria odmawia mu sensowności.
>Bo w gruncie rzeczy, nie o system chodzi, ale o aksjologię (hierarchie wartości, i obustronne''współ-podzielanie'' czy tez uznawanie) i właśnie pragmatyzm.
Pragmatyzm, owszem, na pewno wyniknie z tego doza pragmatyzmu... O to jednak głównie chodzi, żeby ewentualnie wyniknął, a nie był odgórnie "stosowany" jako idea regulatywna. Może szukając systemu nie zaczynającego od dogmatu szukam "systemu bez kręgosłupa", rezygnuję z jakże poręcznego narzędzia, które od środka reguluje wszystkie sprawy naokoło i stawia opór innym kręgosłupom. Do tego, kręgosłup mocą intelektualnego lenistwa użytkowników, którym nie chce się wątpić, zachowuje pewną trwałość, jest więc ekonomiczny, wielokrotnego zastosowania. Jest wręcz pożądany, od razu wiadomo "coś za jeden" i "gdzie pałować".
Ale coś już widzę, że robi się z tego po prostu humanizm. Proponuję amebowatą adaptację przekonań własnych rozwiniętą ponad miarę. Wszystko co ponadczasowe i wszechobowiązujące zamiast obdarzyć najwyższym priorytetem i niepodważalnością istnienia odsuwam w epoche. Oczywiście taka postawa przegrywa od razu z dowolnym dogmatyzmem i fundamentalizmem, bo trzeba mu niejako "z automatu" ulec. Ale pierwszym warunkiem uczestniczenia w debacie ma być zakaz odwoływania się do pachnących absolutyzmem dogmatów, albo inaczej: niech przekornie obowiązuje ten jeden dogmat, że dogmatyczność, generalizacja, ponadczasowość itp. nie dodaje ani grama prawomocności żadnym indywidualnym racjom podstępowania czy wartościom. Każda uniwersalizacja w moim państwie będzie interpretowana tylko jako pobożne życzenie zainteresowanego. "Dzwony mogą bimbać tylko w te niedziele, które wybierze społeczeństwo". Konkretyzować każdy "szeroki problem" do "tu i teraz" i tworzyć rozwiązanie tymczasowe, stosowne do empirycznych okoliczności. Prowadzi to do odwoływania się do intuicji. Ale oczywiście nie staje się ona z tego powodu "autorytetem absolutnym", tylko autorytetem tymczasowym, który jutro może podpowiadać inne rozwiązania. A więc, kiedy powstaje kwestia sporna, zamiast powoływać się na "uświęconą tradycję" czy inne Księgi, zbieramy bieżące opinie wszystkich zainteresowanych i czynimy tak dla każdego przypadku (np. aborcji) osobno.
To taka prawnicza "interwencyjna demokracja bezpośrednia". Strasznie to kosztowne, jak mniemam, rekonstruować prawo, skazane na ustawiczną tymczasowość... Zbacza to w kierunku humanizmu, tłumizmu jakiegoś, ale to wersja skrajna, która ma uwalniać od odwoływania się do "niezmiennych, wiekuistych praw świata". Humanizm uwalnia od konfliktu teizm/ateizm ale sam jest przyczyną problemów. Skoro "człowiek ma decydować" to sam staje się pojęciem nieokreślonym i wpada do kolekcji "obiektów klasy B". Trudno od tego uciec, może lepiej powiedzieć "Ludzie mają decydować", teiści, ateiści, kwakrzy, buddyści, pijacy i faszyści... -? Niezły zonk.
Przerysowuję ten "pomysł na spontaniczne porozumienie ciepłych kluch bez kręgosłupa", żeby lepiej pokazać jego "kolor". Jest tu pewnie trochę niedokładności i błędów. W przypadku skrajnym realizacja takiej kluchokracji doprowadziłaby do tego, że codziennie zajmowalibyśmy się rozwiązywaniem ogólnospołecznych kontrowersji, a zatem do decyzyjnego paraliżu państwa. Domyślam się, że sterowanie zupełnie "bez dogmatu" jest praktyczne najwyżej w skali "paczki kolegów", albo rodziny (skądinąd ciekawe dlaczego). Myślę jednak, że popularnym dogmatom ułatwiającym decydowanie (typu "prawo naturalne" kościoła) można w tym duchu zmiękczania nadać status co najwyżej "ważnego głosu", możliwego jednak do przegłosowania. Z wierzchu wygląda to "racjonalnie", ale chyba czai się tu jakaś metafizyka i pewnie kupa problemów.
Mam wrażenie, że do pewnego stopnia ideał taki realizuje społeczność naukowa. Nauka jest jak ciasto, trochę gęstsze i mniej ruchliwe w otoczeniu centralnego paradygmatu, a bardziej podatne na zmiany w sferze aktualnie kształtowanych teorii. Ale stricte naukowego "środka" nie ma, jest tam próżnia metafizycznych założeń, którymi społeczność się w ogóle nie interesuje. Ciasto ewoluuje wokół tej pustki, nowe odkrycie może jej kształt dowolnie zmienić - wystarcza jednak logiczna koherencja, nikt się nie boi, że z braku aksjologicznego rdzenia, fundamentu, nauka gdzieś "zbłądzi". "Wierzy się racjonalnie", że jakiś metafizyczny wiater pcha naukę "generalnie na Prawdę". Z drugiej strony w pewnych okresach nauka była bezbronną kluską wobec ideologii... marksistowski determinizm zabronił jej zajmować nieoznaczonością, a korporacyjny interes każe jej koncentrować się na łupkach roponośnych. Chyba trochę załamka.
|
|
| wlodzimierz (49 punktów) | >Dlatego chciałbym się "wspólnie zastanowić", albo dostać jakiś "hint" w sprawie: >Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego >dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych? >Jaka problematyka jest skazana tutaj na zupełne "niepowodzenie komunikacyjne". Żaden, twórczy dyskurs ateistyczno-teistyczny na gruncie ogólnych kategorii nie jest możliwy, jeśli jedna strona tego nie chce. Ateiści na ogół nie chcą.
|
|
 | 5 na 5 | DEmonizer (4893 punktów) | > Żaden, twórczy dyskurs ateistyczno-teistyczny na gruncie ogólnych kategorii nie jest możliwy, jeśli jedna strona tego nie chce. Ateiści na ogół nie chcą.Po pierwsze zajmijmy się teizmami. Czy istnieje dialog między teizmami? Chrześcijanin z Muzułmaninem, czy może Żydem są zgodni światopoglądowo? Na modlitwach ekumenicznych każdy odśpiewa swoje i patrzy się na odmiennych jak na dziwaków. Odłamy Chrześcijaństwa mają problem dialogowy. Dogmat jest wrogiem dialogu. Do dialogu potrzeba równości rozmówców, a posiadacze Najprawdziwszej Prawdy równości nie uznają, uważają się za najlepszych. Dialog teistyczny jest abstrakcją. Po drugie. Możliwe jest zaistnienie ateizmu dogmatycznego, nic nie stoi na przeszkodzie, aby coś takiego opracować, tu także nie będzie dialogu. Ateiści dogmatycznie nie dogadają się także ze sobą. Każdy pozostanie przy swojej racji, strony się rozejdą. Sądzę, że teizm i ateizm zbudowane oddolnie mogą znaleźć wspólny język, musimy tylko zaakceptować różnice i nie narzucać własnego zdania innym. Lecz to może się dziać tylko w świecie umysłów, bo rzeczywistość jest jednoznaczna (tą jednoznaczność obie strony muszą uznać). Rozmowa dotyczy różnic własnych umysłów. Wydaje mi się jednak, że jest to bliższe czasom poreligijnym. Aby dyskusja była twórcza koniecznością jest neutralne określenie rzeczywistości. Pojawi się podział na fakty rzeczywistości i fakty własnych odczuć (odbiorów tej rzeczywistości). Osobiście jestem zwolennikiem rozdziału przestrzeni rzeczywistości i przestrzeni umysłów (druga jest ewolucyjnym dzieckiem pierwszej). W ten sposób przestrzeń agresywnych sporów zostaje zawężona. Spór o wiek Ziemi, o stworzenie, czy zaistnienie jest sporem idiotycznym, nic z niego nie wynika. Jabłko rośnie na jabłoniach, czy gruszach, a może na małej kudłatej sosence? Rzeczywistość jest jedna, jest taka jaka jest, jest bezemocjonalna, bezreligijna, bez najmniejszego odczucia (nie animistyczna). "Ja odbieram świat duchowo", "A ja atomistycznie." - to już tworzy inne, mniej zadziorne pole rozmowy, chociaż różnica odbiorów jest ogromna, wręcz to przeciwieństwa. Pozdrawiam
|
|
|  | | wlodzimierz (49 punktów) |
>Czy istnieje dialog między teizmami? (...) >Dialog teistyczny jest abstrakcją. Dialog. Ekumenizm dotyczy raczej chrześcijaństwa. Między różnymi wyznaniami chrześcijańskimi istnieje dialog na różnych poziomach. Podobnie między chrześcijanami i wyznawcami judaizmu, tu działa miedzy innymi Międzynarodowa Rada Chrześcijan i Żydów, oraz jej polski odpowiednik. Czy taki dialog między ateistami i teistami jest możliwy? Nie.
>Sądzę, że teizm i ateizm zbudowane oddolnie mogą znaleźć wspólny język, musimy tylko zaakceptować różnice i nie narzucać własnego zdania innym. Lecz to może się dziać tylko w świecie umysłów, bo rzeczywistość jest jednoznaczna (tą jednoznaczność obie strony muszą uznać). Rozmowa dotyczy różnic własnych umysłów. Wydaje mi się jednak, że jest to bliższe czasom poreligijnym. Rzeczywistość. Nikt nie ma do niej bezpośredniego dostępu, ani też żaden opis nie wyczerpuje jej obserwowanych własności.
I jeszcze: Każdy ateizm jest dogmatyczny.
Miłego dnia.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Proszę wycinać niepotrzebne cytowanie poprzednika.
Pozdrawiam
Ginosaji - nowa ikona popkultury. Z łyżeczką!
|
|
| | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Proszę wycinać niepotrzebne cytowanie poprzednika. >Pozdrawiam > Ginosaji - nowa ikona popkultury. > Z łyżeczką! Według mnie było raczej potrzebne. Natomiast nie mam już możliwości edycji i uzupełnienia własnego komentarza o brakujące zdanie: Każdy ateizm jest dogmatyczny.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jesteś nowy, więc umówmy się na mały eksperyment - ja zmienię post na taki, jakby mógł wyglądać po odcięciu zbędnego dla Czytelnika balastu i dodam zdanie, które chciałeś. Ty natomiast mi powiesz, czy jest lepiej, czy gorzej. Ok?
Pozdrawiam
Ginosaji - nowa ikona popkultury. Z łyżeczką!
|
|
| | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Jesteś nowy, więc umówmy się na mały eksperyment - ja zmienię post na taki, jakby mógł wyglądać po odcięciu zbędnego dla Czytelnika balastu i dodam zdanie, które chciałeś. Ty natomiast mi powiesz, czy jest lepiej, czy gorzej. >Ok? Nie jest gorzej. OK?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>Nie jest gorzej. Jeśli nie jest gorzej, to proszę o stosowanie się. Niestosowanie się będzie skutkować banem.
Pozdrawiam
Ginosaji - nowa ikona popkultury. Z łyżeczką!
|
|
| | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >>Nie jest gorzej. >Jeśli nie jest gorzej, to proszę o stosowanie się. Niestosowanie się będzie skutkować banem. Nie jest gorzej(trochę z uprzejmości dla moderatora), to nie znaczy, że jest lepiej. Stosuję: "cytować wyłącznie te fragmenty wypowiedzi rozmówcy, na które bezpośrednio udziela się odpowiedzi. Należy wycinać cytaty, do których wypowiedź się nie odnosi". Moja odpowiedź odnosiła się do cytowanych fragmentów. Takie ograniczenia zniechęcają do dyskusji. Dobrej nocy.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Takie ograniczenia zniechęcają do dyskusji. To jest forum elitarne, nie każdy musi się tu czuć dobrze.
Pozdrawiam
Ginosaji - nowa ikona popkultury. Z łyżeczką!
|
|
| |  | 2 na 2 | DEmonizer (4893 punktów) | > Dialog. Ekumenizm dotyczy raczej chrześcijaństwa. Między różnymi wyznaniami chrześcijańskimi istnieje dialog na różnych poziomach. Podobnie między chrześcijanami i wyznawcami judaizmu, tu działa miedzy innymi Międzynarodowa Rada Chrześcijan i Żydów, oraz jej polski odpowiednik. Czy taki dialog między ateistami i teistami jest możliwy? Nie.Hmmm ... Ciekawe. Teoretyczny, czy może praktyczny? Jak w tym świetle stoi nieomylność Biskupa Rzymu? Całkiem istotna grupa starszych Polaków jakoś tak miłością do Żydów nie błyszczy. > Rzeczywistość. Nikt nie ma do niej bezpośredniego dostępu, ani też żaden opis nie wyczerpuje jej obserwowanych własności.Fakt. Chodzi przecież o przybliżenia, które są bardziej skuteczne w opisywaniu. Dzięki homeopatom komputerów nie mamy, chyba że ja może coś przeoczyłem. Kręcić się tu można wokół pytania czym jest nauka. Na pewno nie jest bezkrytycznym widzimisię szalonego profesora. > I jeszcze: Każdy ateizm jest dogmatyczny.Dialog nie jest tym, aby wszyscy padali przed daną ideą na kolana. Mój ateizm jest moim ateizmem (raczej mój światopogląd, którego jednym z elementów jest ateizm). Gdzie tu dogmatyzm, który muszą wszyscy na wiarę przyjmować? Bóg jest projekcją umysłu, sprawą prywatną i jedyne sensowne rozważanie jego bytu jest w sferze umysłów. Bóg jest tworem emocjonalnym, a rzeczywistość taka nie jest. Tacy są np. ludzie oraz jakaś grupa zwierząt, które wyewoluowały w późniejszych momentach historii Ziemi. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Hmmm ... Ciekawe. Teoretyczny, czy może praktyczny? Jak w tym świetle stoi nieomylność Biskupa Rzymu? Całkiem istotna grupa starszych Polaków jakoś tak miłością do Żydów nie błyszczy.
Teoretyczny i praktyczny. Nieomylność papieży nie obejmuje całego obszaru wiary. Dotyczy tylko pewnych kwestii. Jak wszędzie, jedni się kochają bardziej, a inni mniej.
>Fakt. Chodzi przecież o przybliżenia, które są bardziej skuteczne w opisywaniu. Dzięki homeopatom komputerów nie mamy, chyba że ja może coś przeoczyłem.
Przybliżenia się uzupełniają. Każde z nich jest skuteczne i możliwe tylko w pewnym obszarze opisu świata. Komputery i homeopatia? A co to za zestawienie?
>Mój ateizm jest moim ateizmem (raczej mój światopogląd, którego jednym z elementów jest ateizm). Gdzie tu dogmatyzm, który muszą wszyscy na wiarę przyjmować? Jest przynajmniej jeden dogmat wszystkich rodzajów ateizmu(jeśli wyłączyć agnostycyzm), że nie ma Boga.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Jest przynajmniej jeden dogmat wszystkich rodzajów ateizmu (jeśli wyłączyć agnostycyzm), że nie ma Boga.Mylisz się:
|
|
| | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Mylisz się: Nie sądzę. Nie lubię się opierać na sloganach wypisywanych na murach, płotach, autobusach. Jak można pisać, że Boga prawdopodobnie nie ma, jeśli się twierdzi, że Bóg jest urojony. Prawdopodobnie, jaki ma wydźwięk i jakie znaczenie? Tak jak: krasnoludków prawdopodobnie nie ma? Czy: prawdopodobnie nie istnieją obce cywilizacje, lub inne wszechświaty? Może jakaś definicja ateizmu, proszę. I jakiś dowód może, że Boga prawdopodobnie nie ma. Tylko proszę nie pisać, że nieistnienia w nauce nie dowodzi się. Jeśli się twierdzi, to się dowodzi. Nie musi być to dowód eksperymentalny oczywiście, może być na przykład czysto logiczny.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | maruda (5550 punktów) | Ależ oczywiście, że Bóg istnieje. Zamknąłem go w słoiku. Słoik zamknąłem w skrzyni. Skrzynie dociążyłem i wrzuciłem do morza. Teraz proszę Cie byś udowodnił że Bóg istnieje znajdując go, albo udowodnił że kłamię. Dopóki nie wydobędziesz mojej skrzyni i nie otworzysz słoika, to on nadal będzie istniał. Tylko biedaczek nie będzie miał żadnego wpływu na nasz świat. Tak jak to się dzieje teraz i od zawsze.
|
|
| | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Ależ oczywiście, że Bóg istnieje. Zamknąłem go w słoiku. Słoik zamknąłem w skrzyni. Skrzynie dociążyłem i wrzuciłem do morza. Teraz proszę Cie byś udowodnił że Bóg istnieje znajdując go, albo udowodnił że kłamię. > Dopóki nie wydobędziesz mojej skrzyni i nie otworzysz słoika, to on nadal będzie istniał. Tylko biedaczek nie będzie miał żadnego wpływu na nasz świat. Tak jak to się dzieje teraz i od zawsze. > To, czy kłamiesz, czy nie, nie ma żadnego znaczenia dla kwestii istnienia Boga.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ma, bo on miał na myśli innego boga niż twój  Skąd wiesz, czy ten jego nie jest bardziej prawdziwy?
|
|
| | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Ma, bo on miał na myśli innego boga niż twój Skąd wiesz, czy ten jego nie jest bardziej prawdziwy?Jeśli ktoś zakłada, że dyskusja dotyczy różnych Bogów/bogów, to tym bardziej prawdomówność, czy myśli jednej osoby nie są żadnym dowodem przeciw istnieniu rzeczywistego Boga. Raczej należało by napisać, która idea Boga jest bliższa prawdy, a nie który Bóg jest bardziej prawdziwy. Bóg jest prawdziwy, albo nie ma Go wcale.
|
|
| | | | | | | | | |  | | maruda (5550 punktów) | Chwila, rzeczywisty bóg, mój na dnie oceanu i proszę nie zapominać o Gromowładnym Perunie. To już trójka. Nie chcesz mi chyba wmówić, że kapłani Peruna oszukiwali ludzi i kazali im wierzyć w nieistniejącego boga? No bo skoro Perun, Zeus, Thor, czy cała masa pozostałych jest fałszywa, to falsyfikuje całą religię. Bo skoro jeden kult jest fałszywy, a jego kapłani świadomie oszukują, to pozostałe będą robić to samo. Nazwa własna boga, czy nazwa kultu nie ma tu większego znaczenia, skoro kapłani oszukują wyznawców i perfidnie kłamią.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wlodzimierz (49 punktów) | >Bo skoro jeden kult jest fałszywy, a jego kapłani świadomie oszukują, to pozostałe będą robić to samo. No, a co to za zasada? Jeśli 10 teorii naukowych okazało się fałszywymi, znaczy wszystkie są fałszywe? Jeśli w jednym wydaniu książki jest jakiś błąd, znaczy ten błąd jest we wszystkich wydaniach? Jeśli wykryto fałszywe banknoty, znaczy wszystkie są fałszywe?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maruda (5550 punktów) | Konkretny bóg istnieje tylko tak długo jak jego wyznawcy. Oni giną i ich bóstwo też. Nie istnieje ono osobny byt. Mówiąc szczerze ten byt zwany bogiem nie istnieje poza ich rojeniami.
> Jeśli 10 teorii naukowych okazało się fałszywymi, znaczy wszystkie są fałszywe?
Nie, ale nie oznacza to że kolejna musi być prawdziwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Konkretny bóg istnieje tylko tak długo jak jego wyznawcy. Oni giną i ich bóstwo też. Nie istnieje ono osobny byt. Mówiąc szczerze ten byt zwany bogiem nie istnieje poza ich rojeniami.Może i szczerze, ale bez dowodów. > > Jeśli 10 teorii naukowych okazało się fałszywymi, znaczy wszystkie są fałszywe?> Nie, ale nie oznacza to że kolejna musi być prawdziwa.Oczywiście, ale Ty twierdziłeś inaczej: Cytat:Bo skoro jeden kult jest fałszywy, a jego kapłani świadomie oszukują, to pozostałe będą robić to samo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | maruda (5550 punktów) | > >Konkretny bóg istnieje tylko tak długo jak jego wyznawcy. Oni giną i ich bóstwo też. Nie istnieje ono osobny byt. Mówiąc szczerze ten byt zwany bogiem nie istnieje poza ich rojeniami.> Może i szczerze, ale bez dowodów.Masz rację, przegrywam z niepodważalnymi dowodami jakimi są świadectwa proroków, czy wyższych kapłanów poszczególnych religii. No bo kim ja jestem, żuczek mały. Proroctwa spisane niby są dowodami? > >> Jeśli 10 teorii naukowych okazało się fałszywymi, znaczy wszystkie są fałszywe?> >Nie, ale nie oznacza to że kolejna musi być prawdziwa.> Oczywiście, ale Ty twierdziłeś inaczej:> Cytat:Bo skoro jeden kult jest fałszywy, a jego kapłani świadomie oszukują, to pozostałe będą robić to samo. Źle się wyraziłem, wszystkie kulty są fałszywe. Ich kapłani świadomie, lub mniej świadomie wprowadzają wiernych w błąd.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | > Jeśli ktoś zakłada, że dyskusja dotyczy różnych Bogów/bogów, to tym bardziej prawdomówność, czy myśli jednej osoby nie są żadnym dowodem przeciw istnieniu rzeczywistego Boga. Raczej należało by napisać, która idea Boga jest bliższa prawdy, a nie który Bóg jest bardziej prawdziwy. Bóg jest prawdziwy, albo nie ma Go wcale.Kto miałby nam tej odpowiedzi udzielić. Zachodnia filozofia zajmuje się odpowiedziami na te same pytania od prawie trzech tysiecy lat i filozofowie w tysiącach swoich spekulacji na żadne z nich nie udzielili ostatecznej odpowiedzi. Nauki (science) nie zajmują się ani zaprzeczaniem, ani potwierdzaniem istnienia (stworów ludzkiej wyobraźni) bytów nieistniejących. Ale nauki społeczne i częściowo biologiczne (psychologia, psychiatria, neuroteologia) zajmują się przeróżnym oddziaływaniem mitów na jednostki i społeczeństwa, choć nie zajmują się one zaprzeczaniem lub potwierdzaniem rzeczywistego istnienia (poza psychiką) tych mitów. Dla nauki Boga nie ma, a z wiarą nie ma dyskusji. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne".KROPKA. Chociaż sam jestem filozofem i zajmuje się kwestiami teizmu - ateizmu, nie potrafię ukryć zdziwienia, kiedy ludzie inteligentni chcąc rozstrzygnąć dylemat: czy Bóg istnieje czy nie istnieje, łakomie czytają dzieła filozofów pragnąc tam uzyskać odpowiedz. Rzetelna wiedza naukowa dotycząca religii leży bowiem nie w filozofii, lecz w naukach religioznawczych. Stosując analogię możemy stwierdzić, że chociaż obie profesje są związane z naukami technicznymi, to jednak do budowy mostu zatrudnimy architekta, a nie elektryka. - profesor Anthony Flew.
Po pierwsze piszący te słowa jest - jak wskazuje przytoczony powyżej cytat z profesora Flew - nastawiony bardzo sceptycznie do trwających już tysiące lat intelektualnych bojów filozofów mających na celu dowieść lub obalić istnienie Siły Najwyższej. Wiedza o religiach znajduje się bowiem w naukach religioznawczych, a nie u filozofów. Należy przede wszystkim zauważyć, że nawet gdyby w poprawnym teoretycznym rozumowaniu filozoficznym udało się "udowodnić" istnienie Boga, to wcale to nie oznacza, że Bóg realnie istnieje!... To, że istnienie gatunku człowieka posiadającego cztery ręce i sześć nóg nie stoi w sprzeczności z fundamentalnymi prawami biologicznymi, nie oznacza przecież, że istnieje taki gatunek w praktyce. Nauka wykazała, iż taki gatunek człowieka nie istnieje. Wiecej: www.eioba.(*)ci_boga_udowodni#ixzz1Eb9CMlLnRacjonaliści odpowiedzi szukają w nauce, a nie w "PRAWDZIE".Dlatego na stwiedzenie: Bóg jest prawdziwy, albo nie ma Go wcale.Mogą udzielić tylko jednej odpowiedzi, a co to znaczy "Bóg", gdyż jeżeli jest to pytanie o mity, to znamy wiele takich koncepcji, naprawdę istniejących w ludzkich głowach i wytworach ludzkiej kultury. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Jak można pisać, że Boga prawdopodobnie nie ma, jeśli się twierdzi, że Bóg jest urojony.
Można sobie roić, że się wygra fortunę w Totolotka, ale prawdopodobnie to się nie zdarzy i nie warto sobie układać życia wokół tej możliwości.
> Może jakaś definicja ateizmu, proszę.
ateizm = niewyznawanie teizmu
> I jakiś dowód może, że Boga prawdopodobnie nie ma.
A co, spotkałeś go? Czy raczej tylko słuchy chodzą, że jest?
|
|
| | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >> Jak można pisać, że Boga prawdopodobnie nie ma, jeśli się twierdzi, że Bóg jest urojony. >Można sobie roić, że się wygra fortunę w Totolotka, ale prawdopodobnie to się nie zdarzy i nie warto sobie układać życia wokół tej możliwości.
Przeczytaj jeszcze raz, chyba nie zrozumiałeś. Jeśli gra jest urojona, to nie wygrasz prawdopodobnie, czy na pewno?
>ateizm = niewyznawanie teizmu
Czy niemowlęta wyznają teizm? A ptaszki, kwiatki? A może wiesz co to jest teizm? Bo zdefiniowałeś jedno pojęcie, używając innego, którego definicji nie podałeś.
>> I jakiś dowód może, że Boga prawdopodobnie nie ma. >A co, spotkałeś go? Czy raczej tylko słuchy chodzą, że jest?
Jeśli nie ma dowodu, że nie ma, to prawdopodobne, ze jest. >
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Jeśli nie ma dowodu, że nie ma, to prawdopodobne, ze jest.Masz rację!! Krasnoludki też są . A nikt mi nie chce wierzyć.  A przecież żadnego dowodu na to, że krasnoludków nie ma nikt nie przedstawił. 
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Masz rację!! Krasnoludki też są . A nikt mi nie chce wierzyć.  > A przecież żadnego dowodu na to, że krasnoludków nie ma nikt nie przedstawił.  Czytasz nieuważnie. Jeśli nie ma dowodu, że ich nie ma, to prawdopodobne jest, że są. Prawdopodobne, nie znaczy pewne. A skąd wiesz, że dowodu nie ma?
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Prawdopodobne, nie znaczy pewne. A skąd wiesz, że dowodu nie ma?Nikt nie potrafi podać dowodu, że krasnoludków nie ma.  A Ty potrafisz udowodnić, że ich nie ma? Pewnie też nie. Więc wniosek z tego taki, że jednak są.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Nikt nie potrafi podać dowodu, że krasnoludków nie ma.  > A Ty potrafisz udowodnić, że ich nie ma?> Pewnie też nie. Więc wniosek z tego taki, że jednak są.  Brak dowodu na nieistnienie, nie jest dowodem na istnienie. Podobnie brak dowodu na istnienie, nie jest dowodem na nieistnienie. W przypadku krasnoludków jest wiele dowodów na nieistnienie. Podobnie niektórzy ateiści twierdzą, że mają dowody na nieistnienie Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Brak dowodu na nieistnienie, nie jest dowodem na istnienie. Podobnie brak dowodu na istnienie, nie jest dowodem na nieistnienie.Pierwsze zdanie jest prawdziwe, drugie nie bardzo. Dowieść można jedynie , że coś istnieje. A dowodu na istnienie jakiegoś boga nikt nie przedstawił. Podobnie jak w sprawie krasnoludków. pl.wikipedia.org/wiki/Brzytwa_OckhamaIstnienie boga nie wyjaśnia niczego, jest elementem zbędnym, do niczego nie przydatnym.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | wlodzimierz (49 punktów) | >Dowieść można jedynie , że coś istnieje. A dowodu na istnienie jakiegoś boga nikt nie przedstawił. Podobnie jak w sprawie krasnoludków.
Nieprawda, przeprowadza się dowody na nieistnienie. Na przykład w matematyce, fizyce. Polega, to na przyjęciu założenia, że coś istnieje, a potem wykazaniu sprzeczności.
>Istnienie boga nie wyjaśnia niczego, jest elementem zbędnym, do niczego nie przydatnym.
Bóg jest potrzebny człowiekowi i społeczeństwu. Idea Boga odegrała bardzo ważną rolę w rozwoju cywilizacji. Bóg jest pierwszą przyczyną świata.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Bóg jest potrzebny człowiekowi i społeczeństwu. Do czego? Mnie nie jest potrzebny. Społeczeństwa otumanione ideą boga zdolne są do największych zbrodni. >Idea Boga odegrała bardzo ważną rolę w rozwoju cywilizacji. Była już na tym forum dyskusja, która wykazała, że chrześcijaństwo w Europie zahamowało rozwój cywilizacyjny. Cywilizacja,humanizacja następowała wbrew religii a nie za jej sprawą.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Była już na tym forum dyskusja, która wykazała, że chrześcijaństwo w Europie zahamowało rozwój cywilizacyjny. >Cywilizacja,humanizacja następowała wbrew religii a nie za jej sprawą. To może wykazała Wasza dyskusja, ale nauka wykazała coś przeciwnego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | >Bóg jest pierwszą przyczyną świata. Otóż to. Bóg jako zapchajdziura. Nie wiadomo do końca, jak i dlaczego powstał znany nam Wszechświat, no to jazda, lukę w wiedzy Bogiem zatykać. Z wielu byłych luk Boga już wyproszono, zastępując go rzetelną wiedzą naukową. Z "przyczyną świata" też tak będzie, choć może nie za mojego życia.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Otóż to. Bóg jako zapchajdziura. Nie wiadomo do końca, jak i dlaczego powstał znany nam Wszechświat, no to jazda, lukę w wiedzy Bogiem zatykać. Z wielu byłych luk Boga już wyproszono, zastępując go rzetelną wiedzą naukową. Z "przyczyną świata" też tak będzie, choć może nie za mojego życia. To niestety wygląda na wróżenie z fusów. Nie ma możliwości usunięcia pierwszej przyczyny, z tego prostego powodu, że każde pytanie musi rodzić następne, a każde wyjaśnienie wymaga kolejnego pytania. W nauce zawsze jakaś przyczyna jest odkrywana, ale nigdy nie jest pierwsza. To nie jest zatykanie luki w wiedzy, to pytanie o istotę wiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | A czy koniecznie musi istnieć "pierwsza przyczyna" i czy koniecznie musi to być jakiś bóg? Może w ogóle nie ma żadnej "pierwszej przyczyny", może świat jest po prostu nieskończonym ciągiem przyczyn i skutków, które są też przyczynami (innych skutków, które z kolei są przyczynami jeszcze innych skutków i tak ad infinitum)? Gdzie w tej konstrukcji byłoby miejsce dla boga/Boga?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >A czy koniecznie musi istnieć "pierwsza przyczyna" i czy koniecznie musi to być jakiś bóg? Może w ogóle nie ma żadnej "pierwszej przyczyny", może świat jest po prostu nieskończonym ciągiem przyczyn i skutków, które są też przyczynami (innych skutków, które z kolei są przyczynami jeszcze innych skutków i tak ad infinitum)? Gdzie w tej konstrukcji byłoby miejsce dla boga/Boga? Może nie ma, ale nie jest wykluczone, że jest. I jest to bardzo prawdopodobne. Ma to swoje uzasadnienie teoretyczne, a w pewnym zakresie i empiryczne. W konstrukcji świata bez początku, także jest miejsce dla Boga, jeśli Bóg nie ma początku. Wówczas jest On wieczną przyczyną wiecznego porządku. Takie koncepcje są znane w filozofii i teologii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. Nie ma możliwości usunięcia pierwszej przyczyny >.. W nauce zawsze jakaś przyczyna jest odkrywana, ale nigdy nie jest pierwsza. Wynikałoby stąd, że warunkiem istnienia pierwszej przyczyny jest usunięcie nauki?
>.. to pytanie o istotę wiedzy. Proszę sobie wyobrazić słownik zawierający podstawowe dla wiedzy pojęcia. Tworzy on wzajemnie zależną strukturę, sieć powiązań, w której jedne terminy są opisywane przez inne. Gdyby przedstawić zbiór pojęć w postaci przestrzennego grafu, gdzie niektóre słowa połączone mocniej, inne słabiej lub tylko pośrednio, to byłby to może model "istoty wiedzy". Czy sensowne jest wybrać ze słownika jeden termin i całą strukturę 'wcisnąć' w układ linearny za "Pierwszym" następujący?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Wynikałoby stąd, że warunkiem istnienia pierwszej przyczyny jest usunięcie nauki? Nauka bada szereg przyczyn i związków miedzy przyczyną i skutkiem. Jest to jej rola i jej domena, nie ma więc potrzeby i celu, aby ją usuwać. >Czy sensowne jest wybrać ze słownika jeden termin i całą strukturę 'wcisnąć' w układ linearny za "Pierwszym" następujący? > Są pojęcia podstawowe i pojęcia na nich zbudowane. Jest fundament i jest pozostała część konstrukcji. Nie jest to układ linearny, a zapewniający trwałość i funkcjonalność budowli. To nie jest słownik, to jest zapis teorii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Nieprawda, przeprowadza się dowody na nieistnienie. Na przykład w matematyce, fizyce. Polega, to na przyjęciu założenia, że coś istnieje, a potem wykazaniu sprzeczności.
Proszę bardzo: Przyjmujemy, że Boga-Syna urodziła dziewica. Rozwijamy biologię molekularną i okazuje się, że partenogeneza nie może prowadzić do potomka męskiego bo brak jest chromosomu Y. Wniosek: Bóg-Syn nie istniał.
I co, przestałeś wierzyć w Trójcę Świętą i zastąpiłeś ją Dwójcą? A jak nie, to masz przy okazji odpowiedź co jest warta teologia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Proszę bardzo: Przyjmujemy, że Boga-Syna urodziła dziewica. Rozwijamy biologię molekularną i okazuje się, że partenogeneza nie może prowadzić do potomka męskiego bo brak jest chromosomu Y. Wniosek: Bóg-Syn nie istniał.No, bo to był przecież cud. A co to byłby za cud, gdyby biologia coś takiego umożliwiała.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > A co to byłby za cud, gdyby biologia coś takiego umożliwiała.
A może cud omija nie biologię tylko logikę?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >A może cud omija nie biologię tylko logikę? Chyba tak właśnie. Logika jest co najmniej dwuwartościowa a cuda polegają bodaj na jednostronnej wierze - weryfikacja przez przeczenie (ba, sama wątpliwość) może być im wroga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > > A co to byłby za cud, gdyby biologia coś takiego umożliwiała.> A może cud omija nie biologię tylko logikę?Nawet powinien.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Proszę bardzo: Przyjmujemy, że Boga-Syna urodziła dziewica. Rozwijamy biologię molekularną i okazuje się, że partenogeneza nie może prowadzić do potomka męskiego bo brak jest chromosomu Y. Wniosek: Bóg-Syn nie istniał.Wniosek słuszny tylko przy założeniu, że trudniej jest wytworzyć chromosom Y, niż stworzyć Wszechświat. Sądzę, że wytworzenie chromosomu Y, będzie możliwe nawet dla człowieka. www.ted.co(*)er_unveils_synthetic_life.html> I co, przestałeś wierzyć w Trójcę Świętą i zastąpiłeś ją Dwójcą? A jak nie, to masz przy okazji odpowiedź co jest warta teologia.Człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga. Kto wierzy w Boga, wierzy też w możliwości ludzkiego rozumu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Kto wierzy w Boga, wierzy też w możliwości ludzkiego rozumu.
Ale kto poznał możliwości ludzkiego rozumu nie potrzebuje wierzyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >> Kto wierzy w Boga, wierzy też w możliwości ludzkiego rozumu. >Ale kto poznał możliwości ludzkiego rozumu nie potrzebuje wierzyć. To pokaż człowieka, który poznał możliwości ludzkiego rozumu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) |
>To pokaż człowieka, który poznał możliwości ludzkiego rozumu.
Nawet jeśli taka osoba nie istnieje to poszukiwanie jej wśród teistów byłoby kompletną stratą czasu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >>To pokaż człowieka, który poznał możliwości ludzkiego rozumu. >Nawet jeśli taka osoba nie istnieje to poszukiwanie jej wśród teistów byłoby kompletną stratą czasu. Jakaś dziwna implikacja. Jeśli osoba nie istnieje w ogóle, to dlaczego poszukiwanie jej nie ma sensu tylko w pewnych obszarach. Twierdzenie o teistach, wygląda na celny strzał do bramki ateistów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) |
>Jakaś dziwna implikacja.
To był tylko zwrot retoryczny.
> Jeśli osoba nie istnieje w ogóle, to dlaczego poszukiwanie jej nie ma sensu tylko w pewnych obszarach.
To z kolei wynika z pewnej przypadłości teistów. Teista z góry zakłada pewien zestaw wierzeń i dogmatów i dopasowuje do nich rzeczywistość. Jeśli rzeczywistość do nich nie pasuje tym gorzej dla niej. Zawsze można dodać, że niezbadane są ścieżki pana. Teiści mają co najwyżej osiągnięcia w rozciąganiu swoich zwojów mózgowych jak gumy w majtkach gdyż ciągle nauka wbija im kolejne szpile i po raz kolejny przesuwa granice poznania.
Odwrotnie naukowiec, czy szerzej racjonalista, nie zakłada z góry jak rzeczywistość wygląda czy funkcjonuje tylko bada wszystkie dowody i rozważa wszystkie hipotezy. Dzięki takiemu podejściu nie ogranicza w niczym swoich możliwości i jego rozum może rozważać je wszystkie bez, z góry założonej, jakieś apriorycznej tezy. To dlatego teologowie nie dostają nagrody nobla.
>Twierdzenie o teistach, wygląda na celny strzał do bramki ateistów.
Nie sadzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Odwrotnie naukowiec, czy szerzej racjonalista, nie zakłada z góry jak rzeczywistość wygląda czy funkcjonuje tylko bada wszystkie dowody i rozważa wszystkie hipotezy. Dzięki takiemu podejściu nie ogranicza w niczym swoich możliwości i jego rozum może rozważać je wszystkie bez, z góry założonej, jakieś apriorycznej tezy. Czy to oznacza, że ateista zna granice ludzkiego rozumu? Jeśli zna, to proszę o ich określenie, lub wskazanie takiej osoby. Wówczas jednak nie można powiedzieć, że takiej osoby nie ma w ogóle, co zakładała implikacja. Jeśli zaś i ateista nie zna tych granic, to nie można szukać i wśród ateistów. >To dlatego teologowie nie dostają nagrody nobla. Teza absurdalna, ponieważ wśród laureatów nagrody Nobla jest wielu teistów. Teista, to nie tylko teolog. Natomiast są nauki, w których w ogóle nie przyznaje się nagrody Nobla. >>Twierdzenie o teistach, wygląda na celny strzał do bramki ateistów. >Nie sadzę. Ale fakty mówią, że tak.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) |
>Czy to oznacza, że ateista zna granice ludzkiego rozumu? Jeśli zna, to proszę o ich określenie, lub wskazanie takiej osoby. Wówczas jednak nie można powiedzieć, że takiej osoby nie ma w ogóle, co zakładała implikacja. Jeśli zaś i ateista nie zna tych granic, to nie można szukać i wśród ateistów.
Niech Ci będzie, że była to implikacja. Tu mogę tylko podpierać się rachunkiem prawdopodobieństwa (biologiem nie jestem) - jakbym szukał najszybszego samochodu nie poszukiwałbym go wśród modeli z elektronicznym ogranicznikiem prędkości.
> >Teza absurdalna, ponieważ wśród laureatów nagrody Nobla jest wielu teistów.
Nieznaczny procent względem ateistów.
>Teista, to nie tylko teolog.
Toteż napisałem, że chodzi mi o teologa, a nie teistę.
>Natomiast są nauki, w których w ogóle nie przyznaje się nagrody Nobla.
Nauki powiadasz? Jeśli możesz to wskaż może jakie doniosłe osiągnięcia w dziedzinie teologii mogłyby zasługiwać na tą nagrodę.
>Ale fakty mówią, że tak.
Każdy widzi te "fakty", które chce zobaczyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >>Dowieść można jedynie , że coś istnieje. A dowodu na istnienie jakiegoś boga nikt nie przedstawił. Podobnie jak w sprawie krasnoludków. >Nieprawda, przeprowadza się dowody na nieistnienie. Na przykład w matematyce, fizyce. Polega, to na przyjęciu założenia, że coś istnieje, a potem wykazaniu sprzeczności.
A co ma istnieć?
Boga katolickiego opisuje Andrzej Izdebski tak: Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne? Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.
Zacząłem szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia", z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi obecnie. Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała". Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": "[Bóg] byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych, (...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R. Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata". Czyżby coś przekłamał? A jeżeli nie, to co ma istnieć? Kulturowo - religijne piękne mity, a z punktu nauk przyrodniczych - alogiczny bełkot? Tak istnieją, to nie ulega żadnych wątpliwości.
>Bóg jest potrzebny człowiekowi i społeczeństwu. Jednym potrzebnym bardziej, innym mniej. Trudno racjonalnie rozpatrzeć, czy się go chce, gdy wtłaczany jest ludziom od najwcześniejszego dzieciństwa.
>Idea Boga odegrała bardzo ważną rolę w rozwoju cywilizacji. To jest pewne, ale trzeba być bardzo zaślepionym, żeby nie dostrzec, że kiepsko wypada dla niego rachunek wyników.
>Bóg jest pierwszą przyczyną świata. Ma Pan całkowitą rację u początków świata jest "Stary Pan z siwą brodą"!
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Czyżby coś przekłamał? >A jeżeli nie, to co ma istnieć? Czego dokładnie Pan nie zrozumiał? >Kulturowo - religijne piękne mity, a z punktu nauk przyrodniczych - alogiczny bełkot? Nauki przyrodnicze zajmują się przyrodą, czyli dziełem Boga, nie Bogiem. >Tak istnieją, to nie ulega żadnych wątpliwości. >>Bóg jest potrzebny człowiekowi i społeczeństwu. >Jednym potrzebnym bardziej, innym mniej. Cóż z tego? Jedni są mniej ważni od innych? >Trudno racjonalnie rozpatrzeć, czy się go chce, gdy wtłaczany jest ludziom od najwcześniejszego dzieciństwa. Jak i nauka jest "wciskana" od dzieciństwa. >>Idea Boga odegrała bardzo ważną rolę w rozwoju cywilizacji. >To jest pewne, ale trzeba być bardzo zaślepionym, żeby nie dostrzec, że kiepsko wypada dla niego rachunek wyników. Zna Pan jakiś lepszy rachunek? Jaki wzorzec Pan zastosował? >>Bóg jest pierwszą przyczyną świata. >Ma Pan całkowitą rację u początków świata jest "Stary Pan z siwą brodą"! Proszę nie insynuować mi, czego nie napisałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | >Nauki przyrodnicze zajmują się przyrodą, czyli dziełem Boga, nie Bogiem.
O. I jest to jedno z najmądrzejszych zdań jakie przeczytałam na tym forum. Hołk.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
>>A jeżeli nie, to co ma istnieć? >Czego dokładnie Pan nie zrozumiał? Czyżby tak proste pytanie - co ma istnieć? - dla fideisty było niezrozumiałym? Dla poważnego rozważania konieczną jest spójna logicznie definicja rozważanego przedmiotu. Jak na razie, nie jest mi znana (a szukałem) definicja tego co teiści nazywają Bogiem. Są to tylko Kulturowo - religijne piękne mity, a z punktu nauk przyrodniczych - alogiczny bełkot.
>Nauki przyrodnicze zajmują się przyrodą, czyli dziełem Boga, nie Bogiem. Tak, nauki przyrodnicze zajmują się tylko tym co istnieje, a więc przyrodą. Nie zajmują się stworami nieistniejącymi: krasnalami, bogami, czarownicami, chyba, że wyobrażenia tych mitów oddziaływają na środowisko przyrodnicze, gdyż wówczas staje się to przedmiotem ich zainteresowania np psychiatria, neuroteologia itd.
>>>Bóg jest potrzebny człowiekowi i społeczeństwu. >>Jednym potrzebnym bardziej, innym mniej. >Cóż z tego? Jedni są mniej ważni od innych? No tak, są aż tak mniej ważni, że można ich zabijać, torturować, palić na stosach.
>>Trudno racjonalnie rozpatrzeć, czy się go chce, gdy wtłaczany jest ludziom od najwcześniejszego dzieciństwa. >Jak i nauka jest "wciskana" od dzieciństwa. Czasem - jak widać na załączonym obrazku - zupełnie nieskutecznie. Wówczas część z nich zasila kler i też nie ma zmartwienia.
>>>Idea Boga odegrała bardzo ważną rolę w rozwoju cywilizacji. >>To jest pewne, ale trzeba być bardzo zaślepionym, żeby nie dostrzec, że kiepsko wypada dla niego rachunek wyników. >Zna Pan jakiś lepszy rachunek? Jaki wzorzec Pan zastosował? Poszanowanie innego człowieka i jego pełnego prawa dla inności. Każdy człowiek ma tą samą wartość niezależnie od wyznania, koloru skóry, orientacji seksualnej. Nikt w imię jakiś chorych ideologii: chrześcijaństwa, islamu, komunizmu, nie ma prawa dręczyć i zbijać innych ludzi, a nawet więcej - nie ma prawa ich dyskryminować! To jest mój wzorzec, a resztę może Pan doczytać w historii, aby tylko Pan wyszedł poza religijną hagiografię.
>>>Bóg jest pierwszą przyczyną świata. >>Ma Pan całkowitą rację u początków świata jest "Stary Pan z siwą brodą"! >Proszę nie insynuować mi, czego nie napisałem. Nie jest to i mój pomysł, proszę wzorców poszukać w mitologii judeochrześcijańskiej, ale adekwatny do nic nie znaczącego terminu "Bóg". _____________________________________________________
Wielce Szanowny Panie, Racjonalista jest portalem dla ludzi poszukujących prawdy, a nie dla ewangelizatorów, którzy Prawdę już posiedli. Nas zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi. Twierdzenia każdego uczonego stawiane są pod weryfikacje innych uczonych. Wiem, że niewiele Pan z tego rozumie, ale to już nie nasza wina tych tych, którzy Pana ukształtowali.
@@@ . >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Wielce Szanowny Panie,Racjonalista jest portalem dla ludzi poszukujących prawdy, a nie dla ewangelizatorów, którzy Prawdę już posiedli. Nas zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi. Twierdzenia każdego uczonego stawiane są pod weryfikacje innych uczonych. Czego poszukuje ateista w kwestii istnienia Boga i jakiej weryfikacji uczonych poddaje swoje poszukiwania? Proszę zacytować przykładowe katechizmowe odpowiedzi, które ateistów nie interesują?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Czego poszukuje ateista w kwestii istnienia Boga i jakiej weryfikacji uczonych poddaje swoje poszukiwania?A czego poszukuje teista w kwestii istnienia krasnoludków i jakiej weryfikacji uczonych poddaje swoje poszukiwania? Jeśli zechcesz możemy iść na układ: ja od dzisiaj poszukuję Boga, a Ty krasnoludków. Tyle że ja poszukiwania Boga już mam za sobą: próbowałem się go dopatrywać , zgodnie z zaleceniami świętobliwych ludzi w szatach czarodziejów we wszelkich przejawach świata. I nic. Widać mój umysł tyleż ciekawski co sceptyczny i krytyczny ma wbudowane blokady takiego "poznania". Dla Ciebie natomiast taki eksperyment mógłby być niebezpieczny. Skoro jesteś teistą to znaczy, że jesteś łatwowierny i bezkrytyczny wobec swych urojeń. Kiedy więc zaczniesz wypatrywać krasnoludków w każdym okruchu świata to istnieje duże prawdopodobieństwo, że odbije Ci tak, iż zaczniesz dostrzegać je wszędzie. Jak teraz Boga. Chociaż ja chyba bym wolał, aby świat zapełniali ludzie wierzący w krasnoludki, niż w Bogów....  A poważniej: tyle jest religii z tyloma Bogami i bogami. I religijni między sobą nie próbują dokonywać żadnych uzgodnień, więc nie spodziewaj się, że ludzie rozumni będą zajmować się waszymi sprzecznymi ze sobą ( i całym zasobem rzetelnej wiedzy) fantasmagoriami. > Proszę zacytować przykładowe katechizmowe odpowiedzi, które ateistów nie interesują?Mnie na przykład nie interesują żadne katechizmowe "odpowiedzi", bo to nie są odpowiedzi w rozumnym, cywilizowanym znaczeniu, tylko pozorujący głębię myśli bełkot. Ale gdybyś się podjął przełożenia go na język ludzi rozumnych to chętnie posłuchałbym na przykład wyjaśnień na temat grzechu pierworodnego , o którym Katechizm KK mówi (Biblia też), że to był fakt z początku dziejów ludzkości w wykonaniu prarodziców wszystkich ludzi. A historia rodzaju ludzkiego jest nieźle poznana, więc chyba nie będzie Ci trudno choć z grubsza określić kto, gdzie, kiedy, co...?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wlodzimierz (49 punktów) | > >Czego poszukuje ateista w kwestii istnienia Boga i jakiej weryfikacji uczonych poddaje swoje poszukiwania?> A czego poszukuje teista w kwestii istnienia krasnoludków i jakiej weryfikacji uczonych poddaje swoje poszukiwania?Jeśli ateista w tej kwestii nie poszukuje niczego, to i nie weryfikuje niczego naukowo. A więc twierdzenie Cytat:Wielce Szanowny Panie,Racjonalista jest portalem dla ludzi poszukujących prawdy, a nie dla ewangelizatorów, którzy Prawdę już posiedli. Nas zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi. Twierdzenia każdego uczonego stawiane są pod weryfikacje innych uczonych. Jest nieprawdziwe, albo nie dotyczy poglądów ateistycznych. > A poważniej: tyle jest religii z tyloma Bogami i bogami. I religijni między sobą nie próbują dokonywać żadnych uzgodnień, więc nie spodziewaj się, że ludzie rozumni będą zajmować się waszymi sprzecznymi ze sobą ( i całym zasobem rzetelnej wiedzy) fantasmagoriami.Jak bez poszukiwania i bez naukowej weryfikacji można formułować jakiekolwiek twierdzenia? Na wiarę? > Ale gdybyś się podjął przełożenia go na język ludzi rozumnych to chętnie posłuchałbym na przykład wyjaśnień na temat grzechu pierworodnego , o którym Katechizm KK mówi (Biblia też), że to był fakt z początku dziejów ludzkości w wykonaniu prarodziców wszystkich ludzi.No dobrze, ale po co, skoro twierdzisz: Cytat:więc nie spodziewaj się, że ludzie rozumni będą zajmować się waszymi sprzecznymi ze sobą ( i całym zasobem rzetelnej wiedzy) fantasmagoriami. > A historia rodzaju ludzkiego jest nieźle poznana, więc chyba nie będzie Ci trudno choć z grubsza określić kto, gdzie, kiedy, co...?Nie jest dobrze poznana, ale z grubsza można odpowiedzieć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | > Jeśli ateista w tej kwestii nie poszukuje niczego, to i nie weryfikuje niczego naukowo.Bierz pod uwagę całość wypowiedzi i całość kwestii, a nie wyrwane z kontekstu sformułowania. Wspominałem, że ja mam za sobą poszukiwania wedle wszelkich wskazówek księżowskich. I sporo polskich ateistów, wyrósłszy w tym co w polskiej tradycji kościelnego takie poszukiwania prowadziło. Zresztą pewnie wszyscy ateiści (poza skrajnie bezmyślnymi), nawet pochodzący z ateistycznych środowisk na jakimś etapie swego życia jakoś się z problemem istnienia Boga zmierzyli i uporali. Nie spodziewasz się chyba po ludziach rozumnych, że będą się uganiali za fantasmagoriami tak jak Ty sam nie masz zamiaru przyjąć propozycji poszukiwania krasnoludków? Ludzie religijni przez tysiąclecia, mając zaplecze w postaci rzesz guru i samego Boga, do którego mogą się zwrócić modlitwą o podpowiedź nie sformułowali nigdy żadnego rozumnego zdania na temat istnienia Boga. Poza teologicznymi bajaniami - niedorzecznymi, nie trzymającymi się kupy nikt nigdy nie sformułował nawet cienia rozumnej hipotezy istnienia Boga. Jako zatwardziały teista masz zapewne przymus ewangelizacyjny. Co stoi na przeszkodzie, abyś w porozumieniu z uczelniami religijnymi, w modlitewnym wsparciu od Boga i tabunów świętych założył tu na forum wątek: Jak poszukiwać Boga? Czasu mamy dosyć przecież, a gra idzie o wieczność. > A więc twierdzenie> Cytat:Wielce Szanowny Panie,Racjonalista jest portalem dla ludzi poszukujących prawdy, a nie dla ewangelizatorów, którzy Prawdę już posiedli. Nas zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi. Twierdzenia każdego uczonego stawiane są pod weryfikacje innych uczonych. >Jest nieprawdziwe, albo nie dotyczy poglądów ateistycznych.To stwierdzenie jest prawdziwe. Racjonaliści poszukują prawdy. Nieracjonalne byłoby uganianie się za baśniami jak to czynią religijni. Pogląd ateistyczny jest racjonalny. Jeśli uważasz, że nie to w założonym wątku o poszukiwaniu Boga, albo i tutaj wyjaśnij czemu tak uważasz. Z ateistami - racjonalistami sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa: jeden dobrze mierzony i uzasadniony argument załatwia ich na cacy. Skoro przez wieki nie dopracowaliście się nawet jednego takiego argumentu, to spróbuj dostrzec jak nieracjonalne jest upieranie się przy twierdzeniach, których kilka miliardów ludzi nie jest w stanie uzasadnić. > No dobrze, ale po co, skoro twierdzisz:> Cytat:więc nie spodziewaj się, że ludzie rozumni będą zajmować się waszymi sprzecznymi ze sobą ( i całym zasobem rzetelnej wiedzy) fantasmagoriami. No w celu poszukiwania prawdy, które to nie jest jednoznaczne z poszukiwaniem realnych odpowiedników religijnych urojeń. Mimo że opowiadacie niedorzeczności przez wieki ja jestem otwarty. Jeśli będziesz miał coś nowego (nowo odkryte fakty czy nowe interpretacje) do powiedzenia to ja (i pewnie nie tylko ja) chętnie posłucham, pozadaję pytania ... > Nie jest dobrze poznana, ale z grubsza można odpowiedzieć.Nie mówiłem, że dobrze, tylko że nieźle. A podobno wśród naukowców zajmujących się historią rodzaju ludzkiego jest wielu wierzących, którzy praktycznie na pierwszym miejscu powinni stawiać konfrontację dociekań naukowych z opowieściami religijnymi. Grzech pierworodny to tylko przykład, ale jakże wdzięczny skoro leży u podstaw chrześcijaństwa i poczucia winy chrześcijan. Jest w Biblii opis Raju, wiecie (oczywiście religijni odbiblijni i macie głęboko w d... co wiedzą innoreligijni), że grzech pierworodny został popełniony przez ludzi dojrzałych (a nie przez jakieś małpiszony), zdolnych przyjąć odpowiedzialność za miliardy swoich potomków. Bezpośrednich potomków - to dodatkowa wskazówka dla poszukiwań po ścieżce genetycznej. Skoro powiadasz, że > z grubsza można odpowiedzieć.,to czemu nikt nigdzie nie formułuje takich odpowiedzi, ani nawet nie czyni prób ich sformułowania? A może ja się mylę, może podrzucisz jakiś link...
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | Wielce Szanowny Panie, Racjonalista jest portalem dla ludzi poszukujących prawdy, a nie dla ewangelizatorów, którzy Prawdę już posiedli. Nas zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi. Twierdzenia każdego uczonego stawiane są pod weryfikacje innych uczonych.
>Czego poszukuje ateista w kwestii istnienia Boga i jakiej weryfikacji uczonych poddaje swoje poszukiwania? Do przekonań ateistycznych dochodzi się przez procesy intelektualne, swoiste dla każdego przypadku. Proponuję poczytać opisy tych procesów u najbardziej znanych. Choć w Pańskim przypadku zdecydowanie nie warto. W tym wątku w miarę dokładnie opisałem swoje przekonania. Jak wynika z wypowiedzi nic Pan nie zrozumiał, a więc szkoda się trudzić.
>Proszę zacytować przykładowe katechizmowe odpowiedzi, które ateistów nie interesują? Nie wiem, jestem religioznawcą interesują mnie wszystkie i żadną z tych odpowiedzi nie uważam za prawdę, a tym bardziej za Prawdę.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Do przekonań ateistycznych dochodzi się przez procesy intelektualne, swoiste dla każdego przypadku. Proponuję poczytać opisy tych procesów u najbardziej znanych.Wydaje się, że nie zrozumiał Pan pytania. Nie pytam jak się dochodzi do ateizmu, ale czego ateista poszukuje w kwestii istnienia Boga i jak to weryfikuje, nie dochodzący do ateizmu, lecz ateista. > Choć w Pańskim przypadku zdecydowanie nie warto. W tym wątku w miarę dokładnie opisałem swoje przekonania. Jak wynika z wypowiedzi nic Pan nie zrozumiał, a więc szkoda się trudzić.Argumenty ad personam, pominę. > >Proszę zacytować przykładowe katechizmowe odpowiedzi, które ateistów nie interesują?> Nie wiem, jestem religioznawcą interesują mnie wszystkie i żadną z tych odpowiedzi nie uważam za prawdę, a tym bardziej za Prawdę.To może zapytam prościej. Jakie dokładnie odpowiedzi, czyje, miał Pan na myśli pisząc: Cytat:Nas zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | >czego ateista poszukuje w kwestii istnienia Boga Bezpośrednio - to w zasadzie niczego. Natomiast ateista może być filozofem, socjologiem, psychologiem i badać mechanizmy prowadzące do powstania idei Boga, żywotność tej idei, sposoby jej rozprzestrzeniania itd. Ateista może też być religioznawcą. Dla mnie (choć nie jestem stricte nikim z powyższych) wszyscy bogowie stanowią bądź stanowili w pewnym momencie przedmiot badań. Poznawałam ich - mniej lub bardziej szczegółowo, przeważnie mniej, bo sami w sobie nie byli przedmiotem poznania, lecz stanowili element poznawanej kultury. Bóg judeochrześcijańsko-islamski, bogowie egipscy, asyryjscy, hetyccy, rzymscy, greccy, inkascy, hinduscy, japońscy, polinezyjscy itd. są bytami równoprawnymi. Żaden z nich nie jest bardziej prawdziwy od pozostałych. Niewątpliwie istnieją, wszyscy - tak, jak istnieją smoki i krasnoludki - jako idee, postacie literackie. Są zresztą opowieści o bogach znacznie ciekawsze i piękniejsze od Starego i Nowego Testamentu.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | > >Do przekonań ateistycznych dochodzi się przez procesy intelektualne, swoiste dla każdego przypadku. Proponuję poczytać opisy tych procesów u najbardziej znanych.> Wydaje się, że nie zrozumiał Pan pytania. Nie pytam jak się dochodzi do ateizmu, ale czego ateista poszukuje w kwestii istnienia Boga i jak to weryfikuje, nie dochodzący do ateizmu, lecz ateista.A ja wprost jestem pewien, że Pan zrozumiał. Pisałem wielokrotnie i tu powiedziałem to samo: nie istnieje żaden wzorzec ateisty. Jedni poszukują tego - inni tamtego, a są tacy, którzy w kwestii istnienia Boga nie poszukują niczego, uważając tą kwestię za bezsensowną. Mogę więc jedynie powtórzyć: Jak wynika z tej wypowiedzi nic Pan nie zrozumiał, a więc szkoda się trudzić. > >>Proszę zacytować przykładowe katechizmowe odpowiedzi, które ateistów nie interesują?> >Nie wiem, jestem religioznawcą interesują mnie wszystkie i żadną z tych odpowiedzi nie uważam za prawdę, a tym bardziej za Prawdę.> To może zapytam prościej. Jakie dokładnie odpowiedzi, czyje, miał Pan na myśli pisząc:> Cytat:Nas zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi. Jeżeli konieczną jest łopatologia, to proszę bardzo: Racjonalistów opierajacych swe poglady na nauce, zdecydowanie bardziej interesują pytania dotyczące zmieniającej się wiedzy o świecie od prostych (katechizmowych) odpowiedzi, satyfakcjonujących wszelakich fideistów. __________________________________________________________ Aby Pan nie myślał, że cały świat się wokół Pana obraca załączam link: www.google(*)CNFuv4UgNc9AKpp9WB2k3czUZWINSA@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >Podobnie niektórzy ateiści twierdzą, że mają dowody na nieistnienie Boga. Różne rzeczy mówią ateiści, a Panu to o jakiego Boga chodzi? Bóg w chrześcijaństwie występuje w trzech osobach (tzw. Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty), przy czym każda z tych osób jest pełnią Boga, tym samym Bogiem, który jest jeden. Dla sformułowania tego dogmatu Kościół użył pojęć: "substancja", "osoba", "hipostaza", "relacja" itd., nadając nowy - jak powiedział Paweł VI - "niezwykły sens tym pojęciom, przeznaczonym odtąd także do oznaczania niewypowiedzianej tajemnicy, która 'nieskończenie przekracza to, co my po ludzku możemy pojąć'".
"Bóg Ojciec" - choć niby stanowi teologiczną interpretację "Jestem, który jestem" , Boga Tory, to charakterologicznie niewiele ma z nim wspólnego. "Pogodzenie" zawdzięczamy Filonowi. Tak prawdę mówiąc to również Stary Testament, czyli przeredagowany wybór pism z żydowskiego Tanach, jest w stosunku do pierwotnych zapisów chrześcijańską manipulacją. I to począwszy od odczytania przykazań otrzymanych od Boga na "kamiennych tablicach", czyli Dekalogu wraz całym Pięcioksięgiem, w którym odnajdziemy dwa różniące się zapisy przykazań, poprzez Księgi Proroków, aż do Pism. Bazują na tym zresztą badacze Pisma Świętego, którzy podczas prowadzonej przez siebie ewangelizacji wykazują katolikom niekonsekwencję poczynań Kościoła w stosunku do Biblijnych zapisów. (Należy tu zaznaczyć, iż używana przez nich argumentacja, choć często trafna, jest dosyć prymitywna i na ogół dobrze przyjmowana jedynie przez osoby mniej wykształcone).
"Syn Boży" - pomimo smutnych doświadczeń (ale chyba zgodnie z wszechwiedzą i wszechmocą przewidzianych i zaaprobowanych) został przez "Boga Ojca" wydany na ofiarę odkupienia za grzech wiedzy: "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego uwierzy nie zginął, ale miał życie wieczne". Chodził więc Jezus (Jehoszua) po Izraelu - Ziemi Świętej i opowiadał o "Ojcu" oraz swojej nadludzkiej wprost weń wierze. Chodził i nawracał słowem i uczynkiem. Chodził i czynił cuda, skądinąd dosyć skromne jak na "Syna Bożego". Wypełniał Christos mesjańskie posłannictwo "Syna Człowieczego". Został za to srodze osądzony i skazany na śmierć krzyżową. Wyrok okrutny, choć zgodny z ówczesnymi zwyczajami.
Wiemy z Ewangelii, że nawet jak na człowieka był kimś niezwykłym, ale choć prawowierny żyd (obrzezany i z matki żydówki) uznający tego samego Boga i przestrzegający religijnych tradycji, to nie chcieli pobratymcy Jemu, a tym bardziej w Niego uwierzyć. Zostały wspominki, w kilkadziesiąt lat później zapisane w kilkunastu (w tym czterech kanonicznych) ewangeliach, oraz garstka wyznawców, która z "Dobrą Nowiną" poszła w świat. Charakter Bogoczłowieka odróżniał zdecydowanie Jezusa Chrystusa od Ojca, choć nie tak do końca jest jasne, czyim synem był syn Maryi, która "mocą boża pozostając dziewicą poczęła z Ducha Świętego".
"Duch Święty" - Mały słownik teologiczny utrzymuje, że istota jego posłania, po uwzględnieniu tajemnicy zrozumiała jest bez większego trudu: "Duch Ojca i Syna" jest osobą. "Duch Święty" jest sprawczą mocą. "Za jego sprawą poczęła Maryja, z tej racji nie można Go jednak nazywać 'ojcem' Jezusa". I niby wszystko już jasne, ale spór o pochodzenie "Ducha" od "Ojca i Syna" (Filoque) czy "od Ojca przez Syna" (Per Filium) doprowadził do rozłamu między Wschodem a Zachodem, a zgłębieniu problemu istoty "Ducha Świętego" wielu wybitnych teologów poświeciło dużą część własnego dorobku, do którego poznania zachęcam.
Dla racjonalisty dziwnym jest ten monoteizm trynitarny, a robi się jeszcze dziwniejszy, gdy do "Trójcy" dołożymy "Matkę Boską" i "świętych". Efektowną próbą teologicznej ekwilibrystyki jest udowadnianie, że "wynoszenie na ołtarze", beatyfikacja, a później kanonizacja, a więc uznanie pewnej osoby za przedmiot kultu nie jest rodzajem bałwochwalstwa, a tworzenie wizerunków świętych i modlenie się do nich nie jest idolatrią. Wszakże w politeizmie też istnieje hierarchia. Są bogowie pierwsi i bogowie drugorzędni. Bóstwa i półbogowie. A więc czy i tu najistotniejszą jest kwestia nomenklatury?
Teologicznie korzenie chrześcijaństwa, w tym koncepcję Boga, wywodzi się ze starożytnego judaizmu. Mesjasz, którego oczekują Żydzi jest utożsamiany tu z Jezusem Chrystusem. Wiara w "Trójcę", a w niej Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego, Boga-człowieka narodzonego z kobiety, zbawiciela ludzi, jest cechą wyróżniającą chrześcijaństwo spośród innych religii. Wewnątrz chrześcijaństwa, w ramach różnych wyznań, istnieją pewne różnice w postrzeganiu Boga i Jego relacji z ludźmi.
Ma Pan jakąś definicję tego stworu?
@@@
.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
>Jeśli nie ma dowodu, że nie ma, to prawdopodobne, że jest.
A kto? Co? O czym tu mowa? Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne, a wręcz czasami paradoksalność zestawień jest wprost podkreślana jak w XIX-wiecznej kolędzie:
Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice - Nieskończony Wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - król nad wiekami A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.
Dla nauki Boga nie ma - zauważył to już Karl Jaspers.
@@@
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda!
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Dla nauki Boga nie ma - zauważył to już Karl Jaspers. Ale dla jakiej nauki, bo przecież dyscyplin naukowych jest wiele? Jeśli jakaś dyscyplina nie zajmuje się kwestią istnienia Boga, to nie może stwierdzić, że On jest, ani też, że Go nie ma. Twórcy nauki są osobami, ale nauka, nie jest osobą, nauka nie ma swoich poglądów w kwestii istnienia Boga. Nieliczne dyscypliny wiedzy mają w tej kwestii twierdzenia, hipotezy, a inne nic nie mają do powiedzenia w tej kwestii.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. Jeśli jakaś dyscyplina nie zajmuje się kwestią istnienia Boga, to nie może stwierdzić, że On jest, ani też, że Go nie ma. Może oczywiście stwierdzić, że wśród jej twierdzeń nie występuje jakieś pojęcie (np. "Bóg"). >.. nauka nie ma swoich poglądów w kwestii istnienia Boga. Słusznie. > Nieliczne dyscypliny wiedzy mają w tej kwestii twierdzenia, hipotezy.. Takich pozanaukowych kierunków ludzkich wyobrażeń nie sposób nazwać dyscyplinami, ponieważ nie wydają się dość zdyscyplinowane dla poddania się weryfikacji logiki i metody naukowej. Możliwe, że posługują się jakimiś hipotezami, ale nie sposób ich z kolei nazywać twierdzeniami, bo te wymagają dowodów raczej niż wiary.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | > Takich pozanaukowych kierunków ludzkich wyobrażeń nie sposób nazwać dyscyplinami, ponieważ nie wydają się dość zdyscyplinowane dla poddania się weryfikacji logiki i metody naukowej. Możliwe, że posługują się jakimiś hipotezami, ale nie sposób ich z kolei nazywać twierdzeniami, bo te wymagają dowodów raczej niż wiary.Nie tylko dyscyplina wiedzy: Encyklopedia PWN: Cytat:filozofia [gr., 'umiłowanie mądrości' < philéō 'miłuję', sophía 'mądrość'], najbardziej ogólna, fundamentalna, racjonalna i krytyczna wiedza o wszystkim, co istnieje; ale i nauka: Słownik PWN: Cytat:filozofia 1. «nauka zajmująca się rozważaniami na temat istoty bytu, źródeł poznania itp.; też: określony system filozoficzny stworzony przez jakiegoś filozofa lub szkołę filozoficzną»
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > filozofia (..) najbardziej ogólna, fundamentalna, racjonalna i krytyczna wiedza o wszystkim, co istnieje; Cóż zatem chcesz wyrazić w ramach tej definicji.. > określony system filozoficzny stworzony przez jakiegoś filozofa lub szkołę filozoficzną .. lub który system przybliżyć?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >>Dla nauki Boga nie ma - zauważył to już Karl Jaspers. >Ale dla jakiej nauki, bo przecież dyscyplin naukowych jest wiele? Jeśli jakaś dyscyplina nie zajmuje się kwestią istnienia Boga, to nie może stwierdzić, że On jest, ani też, że Go nie ma. Żadna z nauk nie zajmuje się bzdurami, a więc kwestią istnienia bogów, krasnali, czarownic. Dlatego Jaspers (teista zresztą) stwierdził, że dla nauki Boga nie ma.
>Twórcy nauki są osobami, ale nauka, nie jest osobą, nauka nie ma swoich poglądów w kwestii istnienia Boga.
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
Naukę rozumiemy jako umowną całość złożoną z wielu niejednorodnych systemów, które są rozmaicie kształtowane i nazywane: kierunkami, obszarami, dziedzinami, dyscyplinami, gałęziami, teoriami.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
>Nieliczne dyscypliny wiedzy mają w tej kwestii twierdzenia, hipotezy, a inne nic nie mają do powiedzenia w tej kwestii.
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.
Tak istnieje "wiedza" o Bogu, ale żadna z nauk nie zajmuje się kwestią nieistnienia wymyślonych przez ludzi stworów.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
>>ateizm = niewyznawanie teizmu >Czy niemowlęta wyznają teizm? A ptaszki, kwiatki? A może wiesz co to jest teizm? Bo zdefiniowałeś jedno pojęcie, używając innego, którego definicji nie podałeś. Wielce Szanowny Panie, kwiatuszku ty mój! Najpierw należy poszukać najprostszych rozwiązań, a takim jest zajrzenie do Wikipedii: Teizm (gr. θεoς theos - bóg) to wiara w istnienie Boga, bogów lub bogiń, którzy są osobami ingerującymi w losy świata lub jest on ich dziełem; czuwającymi nad biegiem wydarzeń lub podtrzymującymi świat w istnieniu.
I teraz trochę trudniejsze do zrozumienie pojęcie wiara. Wikipedia podaje: Wiara jest terminem wieloznacznym. W mowie potocznej oznacza przekonanie o czymś. Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia". Zarówno uzasadnienie jak i jego brak nie implikują prawdziwości lub fałszywości treści wiary (zob. problem uzasadnienia). Występowanie wiary uznaje się za konieczne w początkowej fazie rozwoju nauki (przyjmuje się, że dużej mierze zawdzięcza ona wierze swoje istnienie kiedy to pierwszy raz w dziejach świata ludzie podeszli rozumowo do mitycznej materii, narodziły się filozofia i nauka, które zresztą wówczas stanowiły jedno - tymi pionierami racjonalizmu byli Grecy). Jest też nierozerwalnie związana z religią, a zbyt daleko posunięta prowadzić może do powstania dogmatów.
Chrześcijańskie rozważania nad wiarą koncentrowały się wokół wersów 1-2 w 11 rozdziale Listu do Hebrajczyków, który przedstawiając owoce wiary (gr. pistis) definiuje ją jako hupostasis, co może być tłumaczone jako podstawa (w Biblii Tysiąclecia nawet poręka), albo jako substancja. Idąc za pierwszym rozumieniem tego słowa Święty Tomasz przedstawia wiarę jako przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną).
Postrzeganie wiary jako duchowej substancji udzielonej do wnętrza serca człowieka, która następnie powoduje osobiste doświadczenie dogłębnego przekonania o czymś czego nie postrzegają zmysły jest często przyjmowane w teologii ewangelickiej. Współczesny katechizm Kościoła Katolickiego kładzie nacisk na jeszcze inny, również nadprzyrodzony charakter wiary, określając ją jako relację z Bogiem: "Wiara jest osobowym przylgnięciem człowieka do Boga: równocześnie i w sposób nierozdzielny jest ona dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił" (KKK 176). Wydaję mi się, ze z okresu miemowlęcego już Pan trochę wyrósł (nauczył się pisać), ptasięciem też Pan nie jest, a więc może postara się Pan trochę poczytać i zrozumieć co się za określonymi stwierdzeniami się kryje.
>Żaden, twórczy dyskurs ateistyczno-teistyczny na gruncie ogólnych kategorii nie jest możliwy, Od razu stawia Pan warunki, szkoda, że tak bardzo niedookreślone. Ja nie wiem o jakie "ogólne kategorie" Panu chodzi? Czy należy szukać ich w sporze o uniwersalia? Wikipedia: Spór o uniwersalia rozgorzał w średniowieczu za sprawą Boecjusza, który tłumacząc Wstęp do Kategorii Arystotelesa autorstwa Porfiriusza postawił pytanie: czy kategorie mają swój niezależny byt jako gatunki rzeczy, czy też istnieją tylko jako znaki językowe? Boecjusz był zwolennikiem realistycznego poglądu, że uniwersalia istnieją w rzeczach poznawanych zmysłowo, ale poznajemy je niezależnie od ciała. Realizm pojęciowy był zresztą charakterystyczny dla filozofii patrystycznej oraz wczesnej scholastyki i najczęściej wtedy przyjmowany był bez dowodu. Odpowiadał on idei świata jako stworzonego przez Boga i poddanego wieczystym prawdom. Spór ten toczył się nie tylko na płaszczyźnie metafizycznej, ale także teologicznej.
Czy też jest Pan bliższym spekulacjom "Naszego Papieża", o których Jarosław MERECKI SDS napisał: Wojtyła doszedł do przekonania, iż fundamentalne kategorie metafizyczne stanowią cenne narzędzie interpretacji obiektywnego wymiaru wiary, ale zauważył też, że w takiej interpretacji jej wymiar subiektywny pozostaje nieco w cieniu. To samo dotyczy całej rzeczywistości podmiotowej. Innymi słowy: św. Tomasz pokazuje, że zarówno Bóg, jak i człowiek są osobami, ale w jego filozofii nie znajdujemy dostatecznie przenikliwego opisu tego, w jaki sposób człowiek jest osobą. Opisu takiego można dokonać, ponieważ człowiek jest jedynym bytem, który poznajemy nie tylko od zewnątrz, lecz również od wewnątrz. Możemy zatem nie tylko pokazać, że człowiek jest podmiotem (osobą), lecz również opracować kategorie, w których opiszemy sposób, w jaki przeżywa on od wewnątrz swoją podmiotowość. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na fakt, że Wojtyła, mówiąc o Bogu, nie chce używać terminu "przedmiot" (co zresztą poddał krytyce jeden z recenzentów jego pracy doktorskiej, słynny tomista Réginald Garrigou-Lagrange OP); nie chce tego czynić prawdopodobnie dlatego, że w jego przekonaniu termin ten nie odsłaniałby osobowej rzeczywistości Boga, a raczej ją zasłaniał.
>jeśli jedna strona tego nie chce. >Ateiści na ogół nie chcą. Nie mogę wypowiadać się za wszystkich ateistów, ale kilku z nas na tym forum wprost się marzy partner do poważnej rozmowy.
Jak Pan takiego zna, to proszę namówić go do merytorycznej polemiki z nami.
Tylko może jednak bez stawiania warunków wstępnych. Na przykład, że dopuścimy istnienie czegoś, co oni nazywają Bogiem. My też - poza wiedzą i kulturą - nie stawiamy żadnych.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Wielce Szanowny Panie, kwiatuszku ty mój! Taka technika wobec przeciwnika nie jest ani stosowna, ani uczciwa. Chyba Pan rozumie, co mam na myśli: "kwiatuszku ty mój".
>Wydaję mi się, ze z okresu miemowlęcego już Pan trochę wyrósł (nauczył się pisać), ptasięciem też Pan nie jest, a więc może postara się Pan trochę poczytać i zrozumieć co się za określonymi stwierdzeniami się kryje. Dlaczego Pan stosuje, takie sposoby argumentacji? Nie sadzę też, żeby cytowanie całych elaboratów z Wikipedii, było dobrym sposobem zastąpienia rzeczowej argumentacji w dyskusji. > >Nie mogę wypowiadać się za wszystkich ateistów, ale kilku z nas na tym forum wprost się marzy partner do poważnej rozmowy. Proszę zatem najpierw samemu nie pisać niepoważnie, to może i partner poważny się znajdzie.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | > >Wielce Szanowny Panie, kwiatuszku ty mój!> Taka technika wobec przeciwnika nie jest ani stosowna, ani uczciwa.Wielce Szanowny Panie, rozmowy na tym forum to nie średniowieczne dysputy teologiczne, gdzie ustawiano sobie przeciwnika i dowalano mu według przez siebie ustalonych chrześcijańskich reguł. Tu szukamy partnerów do rozmowy z którymi próbujemy wymienić się argumentacja zbliżającą nas do lepszego zrozumienia rzeczywistości. My poszukujemy prawdy, a nie posiadamy Prawdę. Osobiście jestem uczulony na głupotę i wszelakich ewangelizatorów jedynie słusznych poglądów. Pan tu z nikim nie rozmawia. Pan stara się nam narzucić własną prawdę, a to nie jest ani stosowne, ani uczciwe. > Chyba Pan rozumie, co mam na myśli: "kwiatuszku ty mój".Nie, nie rozumiem. > >Wydaję mi się, ze z okresu niemowlęcego już Pan trochę wyrósł (nauczył się pisać), ptaszęciem też Pan nie jest, a więc może postara się Pan trochę poczytać i zrozumieć co się za określonymi stwierdzeniami się kryje.> Dlaczego Pan stosuje, takie sposoby argumentacji?Zdawało mi się, że są adekwatne do Pańskich argumentów i nadal tak mi się wydaje. > Nie sadzę też, żeby cytowanie całych elaboratów z Wikipedii, było dobrym sposobem zastąpienia rzeczowej argumentacji w dyskusji.Pańskim rzeczowym argumentem było: Czy niemowlęta wyznają teizm? A ptaszki, kwiatki? A może wiesz co to jest teizm? Bo zdefiniowałeś jedno pojęcie, używając innego, którego definicji nie podałeś.Na które ja, zastępując Pańską rzeczową argumentację, zaproponowałem: Najpierw należy poszukać najprostszych rozwiązań, a takim jest zajrzenie do Wikipedii. I od razu prowadzona przez Pana dyskusja stała się nierzeczową? Moim, skromnym zdaniem, zatrzymała niewiele znaczący słowotok. > >Nie mogę wypowiadać się za wszystkich ateistów, ale kilku z nas na tym forum wprost się marzy partner do poważnej rozmowy.> Proszę zatem najpierw samemu nie pisać niepoważnie, to może i partner poważny się znajdzie.Pisuję długo na tym forum i moje wypowiedzi każdy chętny może poczytać, ale dla Pana powtórzę raz jeszcze: Nikt nie jest w stanie nas bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami.Całkiem ciekawi partnerzy do dyskusji już się na tym forum wielokrotnie znajdywali i dziękuję im za to. Obciążeniem zaś są przeróżni ewangelizatorzy przychodzący tu z misją nawracania nas na jedynie słuszne poglądy, a szczególnie, gdy i inteligencja i poziom wiedzy są niewielkie. @@@ www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | wlodzimierz (49 punktów) | >Nie, nie rozumiem. Tak, wygląda na to, że Pan rzeczywiście nie zrozumiał. Ani jasnych, rzeczowych argumentów, ani niestosowności swoich zachowań wobec adwersarza. No cóż, to już ode mnie niezależne.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | > >Nie, nie rozumiem.> Tak, wygląda na to, że Pan rzeczywiście nie zrozumiał. Ani jasnych, rzeczowych argumentów, ani niestosowności swoich zachowań wobec adwersarza. No cóż, to już ode mnie niezależne..  @@@ .
|
|
| | |  | | Marcuch (664 punktów) | >Bóg jest projekcją umysłu, sprawą prywatną i jedyne sensowne rozważanie jego bytu jest w sferze umysłów. >Bóg jest tworem emocjonalnym, a rzeczywistość taka nie jest.
Prosiłem o powstrzymanie się od kaznodziejstwa, a Ty tłuczesz slogany jak stary imam. Problemem jest zbudować szeroki dialog, poczynając od wspólnie przyjmowanych racji i dochodząc małymi kroczkami do fundamentów. Opóźniać przy tym do granic wspominanie o metafizycznych założeniach swojego systemu wartości, nie przeskakiwać na skróty do dogmatów. Rozumiem, że przyjemnie (w pewnym wieku) jest robić za publiczną tubę jakiegoś nowopoznanego izmu i wywijać sztandarem przed "ciemnym (w domyśle) motłochem" - ale po pierwsze to jest niekonstruktywne, niepraktyczne i żenujące na takim poziomie intelektualnym. Nie wnosisz nic nowego do dyskusji ogłaszając na zdominowanym przez ateistów forum, że Bóg jest projekcją umysłu, naprawdę... Aż dziw bierze, że w poście otwierającym ten wątek nie wyłapałeś wzmianki o sobie samym.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | > Problemem jest zbudować szeroki dialog, poczynając od wspólnie przyjmowanych racji i dochodząc małymi kroczkami do fundamentów.Problemem jest - jak zawsze - głupota rozmówców. Czy przemyślał Pan to, co wnosi nam pod rozwagę? Owocny dialog pomiędzy naturalistami, a nadnaturalistami może dotyczyć herbaty owocowej lub można pomiędzy nimi sensownie rozprawiać o spodniach.> Opóźniać przy tym do granic wspominanie o metafizycznych założeniach swojego systemu wartości, nie przeskakiwać na skróty do dogmatów.Jak można powadzić dialog z kimś, kto uważa metodę naturalizmu naukowego za dogmat. Całkowicie się z Panem zgadzam: Ale zaprawdę powiadam, że gały wyszłyby mi z orbit, gdyby z dyskusji teisty z ateistą wykluła się jakaś wspólna baza pojęciowo-ontologiczna.Tylko po co ta inicjacja wątku? > Rozumiem, że przyjemnie (w pewnym wieku) jest robić za publiczną tubę jakiegoś nowopoznanego izmu i wywijać sztandarem przed "ciemnym (w domyśle) motłochem" - ale po pierwsze to jest niekonstruktywne, niepraktyczne i żenujące na takim poziomie intelektualnym.Czy mogę grzecznie zapytać o jakim wieku Pan myśli. W moim wieku wszystkie -izmy nie robią wrażenia. Łącznie z uniwersalizmem prof. Kuczyńskiego www.racjonalista.pl/pdf.php/s,4397, choć może właśnie od niego powinien Pan, jako pouczający innych, zacząć. Napisał Pan: /.../pozycja egzystencjalna jest czymś niezależnym od ich formalnych i materialnych własności. "Bóg", wedle postulatów teistycznych nie jest pewną "rzeczą", którą można badać logicznie, abstrahując od jej pozycji egzystencjalnej, lecz jest na ogół fundamentem pewnej metafizyki. A wybór wspólnej metafizyki przez dyskutujących jest kardynalnym warunkiem sensowności dyskusji.Moje przekonanie ateistyczne, nie tyle wywodzi się ze spekulacji filozoficznych, co opiera się na naukowym sceptycyzmie zbudowanym na metodzie naturalizmu ontologicznego i wspólnego "półboga" nie mam zamiaru z nikim ustalać. Zastępować bardziej zdyskredytowane brednie, zdyskredytowanymi ździebko mniej. Tu inni też wchodzą i proponują np zastąpić darwinowski ewolucjonizm, ewolucjonizmem katolickim. Czytałem, że Pan zastrzegł otwierając wątek, iż rozmawiać tu chce Pan tylko o bredniach: To wątek docelowo metafizyczny, metodologiczny, albo nawet meta-filozoficzny. Z góry uprzedzam, że teoria ewolucji, fizyka ani żadna neurokognitywistyka na nic się nie zdadzą - z powodów "higieny myślenia", rzekłbym. Jezusa też raczej nie będzie, ani [a]teistycznego kaznodziejstwa, mam nadzieję. Natomiast będzie tyle wątpienia, że nawet nie wiem czy zaczynać.Ale to forum racjonalistyczne, a nauka jest spójnym systemem i tylko o bredniach rozmawiać się nie da. > Nie wnosisz nic nowego do dyskusji ogłaszając na zdominowanym przez ateistów forum, że Bóg jest projekcją umysłu, naprawdę...Nie wniesie Pan nic nowego do naszego forum jeżeli przedtem nie oczyta się Pan w literaturze przedmiotu. Może, niektórzy z nas (np. ja) powtarzają oczywistości, ale trudno się tego ustrzec, gdy ponownie wchodzą nowi dyskutanci ze starymi bzdetami. Proszę przedstawić nam jakieś poważne argumenty za swoimi tezami, to chętnie o nich podyskutujemy. > Aż dziw bierze, że w poście otwierającym ten wątek nie wyłapałeś wzmianki o sobie samym. Aż dziw bierze, że w poście otwierającym ten wątek - ktokolwiek może się w czymkolwiek połapać. Śmiało może Pan mnie dopisać do tych, którzy nie tylko Pana nie rozumieją, ale wcale nie chcą zrozumieć. Miłych rozważań metafizycznych. @@@
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>Rozumiem, że przyjemnie (w pewnym wieku) jest robić za publiczną tubę jakiegoś nowopoznanego izmu i wywijać sztandarem przed "ciemnym (w domyśle) motłochem" - ale po pierwsze to jest niekonstruktywne, niepraktyczne i żenujące na takim poziomie intelektualnym. >Czy mogę grzecznie zapytać o jakim wieku Pan myśli. W moim wieku wszystkie -izmy nie robią wrażenia. O raczej młodym wieku DEmonizera, dla którego to wieku charakterystyczne jest sprowadzanie przepisu na świat do listy przypraw.
>>Opóźniać przy tym do granic wspominanie o metafizycznych założeniach swojego systemu wartości, nie przeskakiwać na skróty do dogmatów. >Jak można powadzić dialog z kimś, kto uważa metodę naturalizmu naukowego za dogmat. To zdanie wyraża Pana nastawienie przeciwne do mojego: natychmiastowe odwoływanie się do czyjegoś podłoża, do jego -izmu. Dla wielu naukowców naturalizm jest dogmatem, choć tego tak nie nazywają - a jednocześnie prowadzą dialog ze sobą i z tymi, którzy mają sceptyczny dystans do naturalizmu. Pan oznajmia, że nie chce rozmawiać i ma Pan oczywiście do tego prawo. Dla mnie jest to postawa "zamknięta", sądzę, że np. nie nawiązałbym kontaktu z własnym dzieckiem, gdybym nie brał w nawias jego małego światopoglądu, którego nie podzielam.
Jeszcze raz wyjaśnię metodę, a nuż... Jak zaznaczyłem we wstępie, własne -izmy praktycznie odkrywa się lub tworzy późno w życiu, na początku ma się po prostu różne obserwacje, które można z kimś uzgodnić. W wątku niniejszym wyrażam nadzieję na to, że, przez analogię, można początkowo uzyskać z kimś porozumienie, dialog - na zasadzie ustalania prostych kwestii wspólnych i obserwacji, a dopiero potem dochodzenie z tym kimś do dogmatów, do ogólnych warunków przyjmowania takich a nie innych wspólnych sądów. Znalazłem później (co też widać w wątku) dzięki podpowiedzi Marlowa, że takie podejście prowadzi do racjonalistycznego agnostyckiego humanizmu. Więc właściwie ta, bzdurna wg Pana, kwestia została rozstrzygnięta. Ale dla jasności mogę podać jeszcze przykład. Bez względu na wyznanie (ateizm zaliczam tutaj do "wyznań"), wszyscy raczej respektują prawo drogowe, taki złożony system obowiązków i powinności. Skoro tak, to można zapytać: jakie względy różnią prawo aborcyjne od drogowego, że to pierwsze powoduje kontrowersje? Jeżeli są to względy metafizyczne - to, na chłopski rozum, można je poddać dalszej krytyce i racjonalnie unieważnić. Jeżeli są to względy praktyczne, to prawdopodobnie rzecz sprowadza się do uściślenia tego prawa, jego uszczegółowienia, tak by wszystkich zadowalało. (Oczywiście Pan odpowie, że kontrowersje wynikają z zabobonu pewnej grupy ludzi, z ciemnoty itd., co też określa zakres rozwiązań jakie może pan tutaj zaproponować).
>Czytałem, że Pan zastrzegł otwierając wątek, iż rozmawiać tu chce Pan tylko o bredniach: >>To wątek docelowo metafizyczny, metodologiczny, albo nawet meta-filozoficzny. Z góry uprzedzam, że teoria ewolucji, fizyka ani żadna neurokognitywistyka na nic się nie zdadzą - z powodów "higieny myślenia", rzekłbym. Jezusa też raczej nie będzie, ani [a]teistycznego kaznodziejstwa, mam nadzieję. Natomiast będzie tyle wątpienia, że nawet nie wiem czy zaczynać. >Ale to forum racjonalistyczne, a nauka jest spójnym systemem i tylko o bredniach rozmawiać się nie da.
Dziwię się przeto, że mimo wątku bredni obdarzył go Pan światłem swojej opinii. Argument typu <<"to forum" takie-owakie>> jest bardzo niskich lotów, tak na marginesie. Forum jak to forum tworzą wypowiedzi, a nie odgórne założenia (to byłby przecież dogmatyzm).
>Proszę przedstawić nam jakieś poważne argumenty za swoimi tezami, to chętnie o nich podyskutujemy. Jakimi tezami? Przecież wychodzę tutaj przede wszystkim z pytaniem.
Na moje oko jest Pan racjonalistą, naturalistą, filozoficznym Anaksymandrem, Talesem z Miletu. Warto tu zacytować Pana: >Moje przekonanie ateistyczne, nie tyle wywodzi się ze spekulacji filozoficznych, co opiera się na naukowym sceptycyzmie zbudowanym na metodzie naturalizmu ontologicznego
Ale, pomijając drobne nieścisłości, nie potrafię pogodzić powyższego stwierdzenia z tym:
>W moim wieku wszystkie -izmy nie robią wrażenia.
Spytam teraz z ciekawości: To w końcu jest Pan naturalistą, czy nie? No i dlaczego?
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
> >Jak można powadzić dialog z kimś, kto uważa metodę naturalizmu naukowego za dogmat.> To zdanie wyraża Pana nastawienie przeciwne do mojego:Nie tylko to zdanie. > natychmiastowe odwoływanie się do czyjegoś podłoża, do jego -izmu.Przyznam się, że logiki wywodu nie rozumiem. Jeżeli intelektualny debilizm zalicza Pan też do "izmów" rzecz będzie dla mnie bardziej zrozumiała, ale jak sądzę nie o to Panu chodziło. > Dla wielu naukowców naturalizm jest dogmatem,Dwóch, trzech, trzystu? Proszę podanie poważnych przykładów, o ile wiem, nikt w nauce nie potraktuje poważnie twierdzeń o ile nie były oparte o naturalizm metodologiczny. (Chyba, że teologię też zalicza Pan do nauki. Wtedy ja nic nie mam do powiedzenia.) > choć tego tak nie nazywają - a jednocześnie prowadzą dialog ze sobą i z tymi, którzy mają sceptyczny dystans do naturalizmu.Czy zastanowił się Pan na tym, co Pan tu napisał, a dla kogo to jest ważnym o czym rozmawia się się "u cioci na imieninach" Dla tych, którzy rozmawiają i może dla cioci. > Pan oznajmia, że nie chce rozmawiać i ma Pan oczywiście do tego prawo.Napisałem: Ale to forum racjonalistyczne, a nauka jest spójnym systemem i tylko o bredniach rozmawiać się nie da. Proszę przedstawić nam jakieś poważne argumenty za swoimi tezami, to chętnie o nich podyskutujemy. Czy to jest niechęć do rozmowy, czy tylko do rozmowy ograniczonej do bredni. > Dla mnie jest to postawa "zamknięta", sądzę, że np. nie nawiązałbym kontaktu z własnym dzieckiem, gdybym nie brał w nawias jego małego światopoglądu, którego nie podzielam.Wielce Szanowny Panie, mam zwyczaj, gdy jest to możliwe, zapoznać się z wieloma wypowiedziami interlokutora, aby wyrobić sobie jakiś pogląd na to, co on sobą reprezentuje. Wypowiedziałem się na tym forum, mniej lub bardziej mądrze prawie dwa tysiące razy. Dlatego ocena tego, któremu nawet nie chce się zajrzeć, jest bardzo względnie ważną. > Jeszcze raz wyjaśnię metodę, a nuż... Jak zaznaczyłem we wstępie, własne -izmy praktycznie odkrywa się lub tworzy późno w życiu, na początku ma się po prostu różne obserwacje, które można z kimś uzgodnić.Jeszcze raz wyjaśnię mój pogląd, a nuż... Tendencję do tworzenia własnych -izmów mają młodzi ludzie, których oczytanie jest niewielkie. Po oczytaniu i doświadczeniach życiowych, coraz bardziej się wie, jak trudno jest powiedzieć cokolwiek nowego. Nie mówiąc już o jakichkolwiek izmach. > W wątku niniejszym wyrażam nadzieję na to, że, przez analogię, można początkowo uzyskać z kimś porozumienie, dialog - na zasadzie ustalania prostych kwestii wspólnych i obserwacji, a dopiero potem dochodzenie z tym kimś do dogmatów, do ogólnych warunków przyjmowania takich a nie innych wspólnych sądów.Nie, Szanowny Panie, w poście inicjującym wątek maksymalnie ograniczył Pan wszelki dialog do autorytatywnie narzuconej płaszczyzny światopoglądowej i właśnie to, a nie Pańskie koncepcje spowodowało moją reakcję na ten post. Proszę jeszcze raz przeczytać moją na ten temat wypowiedź. > Ale dla jasności mogę podać jeszcze przykład. Bez względu na wyznanie (ateizm zaliczam tutaj do "wyznań"), wszyscy raczej respektują prawo drogowe, taki złożony system obowiązków i powinności.Właśnie, a kto dał Panu prawo zaliczenia ateizmu do "wyznań". Uczynił Pan to autorytarnie i bez podstaw. Aby Panu jakoś to wyjaśnić, to tak jakby wrzucił Pan do jednego worka katolicyzm z wudu i totemizmem, choć katolicyzm z z totemizmem ma znacznie więcej wspólnego, niż ateistyczne przekonanie oparte na wierze w to, że bogowie nie istnieją z ateistycznym przekonaniem opartym o światopogląd naukowy. > Dziwię się przeto, że mimo wątku bredni obdarzył go Pan światłem swojej opinii. Argument typu <<"to forum" takie-owakie>> jest bardzo niskich lotów, tak na marginesie. Forum jak to forum tworzą wypowiedzi, a nie odgórne założenia (to byłby przecież dogmatyzm).A nie zauważył Pan, że przeczy Pan sam sobie. Pisze Pan, że forum tworzą wypowiedzi i dziwi się Pan, że zareagowałem na Pańską wypowiedź. O wysokości lotów nie będę się wypowiadał, natomiast "Racjonalista.pl" jest internetowym odpowiednikiem drukowanych periodyków i to najpierw redakcja, a później czytelnicy nadają mu tzw linię. Nie ma to nic wspólnego z dogmatyzmem, że czegoś innego spodziewam się na "Apologetyce.pl", "Katoliku.pl", a czegoś innego na Racjonaliście. > Jakimi tezami? Przecież wychodzę tutaj przede wszystkim z pytaniem.A przeczytał Pan to co Pan napisał. To prawie fordowska propozycja: "Kolor możecie sobie wybrać pod warunkiem, że wybierzecie czarny." > Na moje oko jest Pan racjonalistą, naturalistą, filozoficznym Anaksymandrem, Talesem z Miletu.Tak, ma Pan OKO  > Warto tu zacytować Pana:> >Moje przekonanie ateistyczne, nie tyle wywodzi się ze spekulacji filozoficznych, co opiera się na naukowym sceptycyzmie zbudowanym na metodzie naturalizmu ontologicznego> Ale, pomijając drobne nieścisłości,Wypadało by je wykazać. > nie potrafię pogodzić powyższego stwierdzenia z tym:> >W moim wieku wszystkie -izmy nie robią wrażenia.Szkoda, gdyż wydawało mi się, że nie potrzeba aż mojego wieku aby to zrozumieć. Może Panu jakoś wyjaśnię: W moim wieku rozebrane dziewczyny nie robią już większego wrażenia, ale gdy się rozbiorą dla mnie ..... Albo jeszcze inaczej istnieje cośik takiego jak teologia i jej "logia" co najwyżej do śmiechu mnie pobudza, co wcale nie znaczy, że końcówki "logia" - oznaczającej naukę nie szanuję. Ale to chyba za trudne dla Pana. > Spytam teraz z ciekawości: To w końcu jest Pan naturalistą, czy nie?Niech Pan zgadnie. > No i dlaczego?Gdy to Pan interesuje, to niech Pan sobie moje wypowiedzi w tym forum poczyta. Ale tak najprościej, gdyż kiedyś przeczytałem "O powstawaniu gatunków" @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > >Dla wielu naukowców naturalizm jest dogmatem,> Dwóch, trzech, trzystu?> Proszę podanie poważnych przykładów, o ile wiem, nikt w nauce nie potraktuje poważnie twierdzeń o ile nie były oparte o naturalizm metodologiczny.No to sam sobie Pan odpowiedział - że postawa naturalistyczna obejmuje wszystkich naukowców.  Ja jednak mam parę kontrprzykładów, np. Erwin Schrodinger. > (Chyba, że teologię też zalicza Pan do nauki. Wtedy ja nic nie mam do powiedzenia.)Sam nie wiem, co Pan ma do powiedzenia w tym wątku pełnym "bredni", otrzymuję bowiem w odpowiedzi od Pana rozemocjonowaną erystykę, komentowanie tematu zamiast komentowania na temat, jakieś dziwne rymy, czepianie się słówek, rozbijanie kontekstu, to już nie jest dyskusja merytoryczna. Pan powie, że "nigdy nie była merytoryczna" i tak "wkoło Macieju"  > Szanowny Panie, w poście inicjującym wątek maksymalnie ograniczył Pan wszelki dialog do autorytatywnie narzuconej płaszczyzny światopoglądowejJestem ciekaw jakiej. Czy może Pan krótko scharakteryzować ten narzucony światopogląd? Co jest, czego nie ma co wolno, czego nie wolno, trzy zalety i trzy wady. > >Bez względu na wyznanie (ateizm zaliczam tutaj do "wyznań"), wszyscy raczej respektują prawo drogowe, taki złożony system obowiązków i powinności.> Właśnie, a kto dał Panu prawo zaliczenia ateizmu do "wyznań". Uczynił Pan to autorytarnie i bez podstaw. Aby Panu jakoś to wyjaśnić, to tak jakby wrzucił Pan do jednego worka katolicyzm z wudu i totemizmemO, zamiast odpowiedzieć na główne pytanie (o różnicę w treści ustaw) czepia się Pan tymczasowych, porządkujących ("tutaj") definicji, które nie mają w podstawowej kwestii znaczenia. Pytanie o aborcję i prawo drogowe nie zmienia się, jeżeli ateizm zaliczymy do nie-wyznań. Ale Pan, zamiast działać konstruktywnie i odpowiedzieć na trudne (przyznam) pytanie, rozdłubuje dziury w całym. To też niskie loty. > >Dziwię się przeto, że mimo wątku bredni obdarzył go Pan światłem swojej opinii. Argument typu <<"to forum" takie-owakie>> jest bardzo niskich lotów, tak na marginesie. Forum jak to forum tworzą wypowiedzi, a nie odgórne założenia (to byłby przecież dogmatyzm).> A nie zauważył Pan, że przeczy Pan sam sobie. Pisze Pan, że forum tworzą wypowiedzi i dziwi się Pan, że zareagowałem na Pańską wypowiedź.Załamka... > >>Moje przekonanie ateistyczne, nie tyle wywodzi się ze spekulacji filozoficznych, co opiera się na naukowym sceptycyzmie zbudowanym na metodzie naturalizmu ontologicznego> >Ale, pomijając drobne nieścisłości,> Wypadało by je wykazać.Nie wiem po co, ale proszę. Po pierwsze, naturalizm ontologiczny nie jest żadną "metodą", co za pomysł? Po drugie, cokolwiek "ontologiczne" to filozofia, a Pan pisze, że nie wywodzi nic ze spekulacji filozoficznych, sprzeczność. Po trzecie ateizmu nie można oprzeć na niczym naukowym, bo wszak "Dla nauki Bóg nie istnieje". Należy dobrze rozumieć to stwierdzenie, które nie znaczy, że nauka świadczy o nieistnieniu Boga (empirycznie trudno udowodnić nieistnienie czegokolwiek, a co dopiero takich "dziwadeł"), lecz, że słowo "Bóg" nie jest terminem właściwym języka nauki i ma ona na temat Boga tyle do powiedzenia, co ślepy na temat kolorów. To nie moja teoria, vide Popper, Carnap i połowa tego forum. Po czwarte, sceptycyzmu nie buduje się na żadnej metodzie. Na metodzie buduje się postępowanie. Sceptycyzm zaś to tylko nastawienie do pewnego zbioru twierdzeń (poniekąd emocjonalne, jak jego przeciwieństwo, dogmatyzm). Jest prosty, to nawet nie teoria, w ogóle nie trzeba go "budować". Pańskie credo jest tym samym trochę mętne (zawsze tak jest z ateistami, to słabość tego "nurtu myślowego", który ciągle nie może wypracować swojej systematyzacji, jakiejś takiej "ateologii" z twórczym potencjałem), i właściwie ta mętność wystarczy mi, żeby zakończyć ten pod-temat. > >Spytam teraz z ciekawości: To w końcu jest Pan naturalistą, czy nie?> Niech Pan zgadnie.Przecież zgadywałem pisząc "na moje oko", dlaczego mam znów zgadywać??? Coś się zmieniło przez te kilka linijek tekstu?  Zgaduję więc, że tak, że pozwolę sobie przypomnieć. Wiem, dlaczego nie mówi Pan tego explicite. Gdyż musiałby Pan się "zadeklarować", a to budzi lęk przed posądzeniem o dogmatyzm i wyciągnięciem szeregu standardowych argumentów przeciwko naturalizmowi. W końcu naturalista to albo dogmatyczny naturalista, albo żaden. Naturalista nie wyobraża sobie sceptycyzmu wobec własnego naturalizmu - to jest normalne i powszechne, także luzik. Mnie zresztą obalanie naturalizmu, ani też racjonalistycznego scjentyzmu nie interesuje, przecież po Talesie z Miletu było jeszcze paru filozofów.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
> No to sam sobie Pan odpowiedział - że postawa naturalistyczna obejmuje wszystkich naukowców.  > Ja jednak mam parę kontrprzykładów, np. Erwin Schrodinger.Przydałby się jakiś stosowny cytacik. Jakoś do mnie nie dotarło aby Schrodinger w swych badaniach odstąpił od naukowego naturalizmu. Bardzo proszę pana "Fizyka" o ewentualne ustosunkowanie się do tego twierdzenia pana "Marcucha". > Pan powie, że "nigdy nie była merytoryczna" i tak "wkoło Macieju"  Dlatego proponuję ją skończyć. > >Szanowny Panie, w poście inicjującym wątek maksymalnie ograniczył Pan wszelki dialog do autorytatywnie narzuconej płaszczyzny światopoglądowej> Jestem ciekaw jakiej. Czy może Pan krótko scharakteryzować ten narzucony światopogląd?To wątek docelowo metafizyczny, metodologiczny, albo nawet meta-filozoficzny. Z góry uprzedzam, że teoria ewolucji, fizyka ani żadna neurokognitywistyka na nic się nie zdadzą - z powodów "higieny myślenia", rzekłbym. Jezusa też raczej nie będzie, ani [a]teistycznego kaznodziejstwa, mam nadzieję. Natomiast będzie tyle wątpienia, że nawet nie wiem czy zaczynać.Już sam wstęp ogranicza udział ludzi o podobnym do mojego światopogladzie - opartym na metodologii naturalizmu naukowego. A swój światopogląd, to chyba najlepiej Pan sam określi. > O, zamiast odpowiedzieć na główne pytanie (o różnicę w treści ustaw) czepia się Pan tymczasowych, porządkujących ("tutaj") definicji, które nie mają w podstawowej kwestii znaczenia. Pytanie o aborcję i prawo drogowe nie zmienia się, jeżeli ateizm zaliczymy do nie-wyznań. Ale Pan, zamiast działać konstruktywnie i odpowiedzieć na trudne (przyznam) pytanie, rozdłubuje dziury w całym. To też niskie loty.Daleko mi do Pańskiej lotności i dlatego sądziłem, że głównym postawionym przez Pana pytaniem było: Może, zamiast tego, byłaby szlachetnym celem próba skonstruowania ateistycznej metafizyki, która pozwoli uzyskać zgodność z teistycznym światopoglądem w określonym zakresie dyskutowanych problemów. Dlatego chciałbym się "wspólnie zastanowić", albo dostać jakiś "hint" w sprawie: Czy, i na gruncie jakich ogólnych kategorii możliwe byłoby zbudowanie trwałego, a zarazem twórczego dyskursu ateistyczno-teistycznego w kwestiach możliwie ogólnych? Zaś Pytanie o aborcję i prawo drogowe było tylko drugorzędną wrzutą. (Im trudniejsze pytanie tym bardziej jasno warto go sformułować, tu wystąpiło pomieszanie z poplątaniem. Duch i litera prawa. Teoria i praktyka prawodastwa. Przestrzeganie prawa i sankcje za jego nieprzestraganie) Może i wartą zastanowienia, ale w innym wątku. > Nie wiem po co, ale proszę.> Po pierwsze, naturalizm ontologiczny nie jest żadną "metodą", co za pomysł?Naturalizm tak sobie wymyśliłem abym sobie mógł pogadać. Piotr Bylica popełnił na ten temat artykuł, który polecam: W artykule przedstawiam tezę, uznawaną przez większość uczonych, że spełnianie postulatu naturalizmu metodologicznego jest warunkiem koniecznym naukowości oraz wskazuję na jej znaczenie dla relacji nauki i religii. /.../ Staram się wykazać, że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (nie mam bynajmniej na myśli tego, że wszystkie problemy zostały już przez naukę rozwiązane), ani w porządku przyrodniczego świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=84> Po drugie, cokolwiek "ontologiczne" to filozofia, a Pan pisze, że nie wywodzi nic ze spekulacji filozoficznych, sprzeczność.A gdzie tak napisałem. Proszę o przywołanie mojej wypowiedzi. W tym wątku napisałem: Moje przekonanie ateistyczne, nie tyle wywodzi się ze spekulacji filozoficznych, co opiera się na naukowym sceptycyzmie zbudowanym na metodzie naturalizmu ontologicznego i to jest najlepszym dowodem - choć jednym z wielu, że rozmowa z Panem jest, jak Pan to nazywa "niskich lotów".> Po trzecie ateizmu nie można oprzeć na niczym naukowym,Ciekawe to Pańskie twierdzenie, ale większe bzdury przyszło mi już czytać u "uczonych" teistów. > bo wszak "Dla nauki Bóg nie istnieje".Bzdura, jest na np religioznawstwo i jeszcze wiele nauk zajmuje się Bogiem i bogami. > Należy dobrze rozumieć to stwierdzenie, które nie znaczy, że nauka świadczy o nieistnieniu Boga.Należy dobrze rozumieć stwierdzenie "Dla nauki Bóg nie istnieje", które świadczy, że w naukowym poznaniu świata, nikt nigdy nie natknął się na najmniejsze przesłanki nadnaturalnego wpływu na rzeczywistość. > (empirycznie trudno udowodnić nieistnienie czegokolwiek, a co dopiero takich "dziwadeł"),Empiria nie zajmuje się dowodzeniem nieistnienia. > lecz, że słowo "Bóg" nie jest terminem właściwym języka naukiJakich nauk przyrodniczych (science) raczej tak. > i ma ona na temat Boga tyle do powiedzenia, co ślepy na temat kolorów.Pociesza się Pan. Znacznie, znacznie więcej. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > > No to sam sobie Pan odpowiedział - że postawa naturalistyczna obejmuje wszystkich naukowców.  > > Ja jednak mam parę kontrprzykładów, np. Erwin Schrodinger.> Przydałby się jakiś stosowny cytacik. Jakoś do mnie nie dotarło aby Schrodinger w swych badaniach odstąpił od naukowego naturalizmu. Bardzo proszę pana "Fizyka" o ewentualne ustosunkowanie się do tego twierdzenia pana "Marcucha".Dla mnie to też nowość. Czekam na szczegóły.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | Ciąg dalszy:
@@@
>To nie moja teoria, vide Popper, Carnap i połowa tego forum. Nawet "większa połowa"! Oj, cosik się Panu fora pop....ły.
>Po czwarte, sceptycyzmu nie buduje się na żadnej metodzie. Na metodzie buduje się postępowanie. Sceptycyzm zaś to tylko nastawienie do pewnego zbioru twierdzeń (poniekąd emocjonalne, jak jego przeciwieństwo, dogmatyzm). Jest prosty, to nawet nie teoria, w ogóle nie trzeba go "budować". Zastanawiam się czytając wypowiedzi teistów na naszym forum, czy oni naprawdę nie rozumieją tego co się do nich mówi, czy świadomie manipuląc naszymi wypowiedziami budują własne stwierdzenia, które następnie obalają. Aby z mojego stwierdzenia: Moje przekonanie ateistyczne, nie tyle wywodzi się ze spekulacji filozoficznych, co opiera się na naukowym sceptycyzmie zbudowanym na metodzie naturalizmu ontologicznego, wyciągnąć Pańskie wnioski, trzeba albo niewiele rozumieć, albo mieć dużo złej woli.
>>Pańskie credo jest tym samym trochę mętne (zawsze tak jest z ateistami, to słabość tego "nurtu myślowego", który ciągle nie może wypracować swojej systematyzacji, jakiejś takiej "ateologii" z twórczym potencjałem), i właściwie ta mętność wystarczy mi, żeby zakończyć ten pod-temat. Jestem ogromnie Panu wdzięcznym za uznanie i ogromnie zbudowany Pańską dobrą samooceną intelektualną. Przykro mi, ale jak większość teistów na naszym forum nie znalazł Pan większego uznania. Spotkałem w swojej pracy teksty ludzi, jeszcze bardziej przekonanych o własnej przenikliwości umysłu i jasności przekazu. Żadnego nie skierowałem do druku. Zaś wątpiący i otwarci jakoś najczęściej znajdowali moje uznanie.
> Zgaduję więc, że tak, że pozwolę sobie przypomnieć. Wiem, dlaczego nie mówi Pan tego explicite. Gdyż musiałby Pan się "zadeklarować", a to budzi lęk przed posądzeniem o dogmatyzm i wyciągnięciem szeregu standardowych argumentów przeciwko naturalizmowi. W końcu naturalista to albo dogmatyczny naturalista, albo żaden. Naturalista nie wyobraża sobie sceptycyzmu wobec własnego naturalizmu - to jest normalne i powszechne, także luzik. Mnie zresztą obalanie naturalizmu, ani też racjonalistycznego scjentyzmu nie interesuje, przecież po Talesie z Miletu było jeszcze paru filozofów. Regulamin nakazuje wycinania niepotrzebnej części wypowiedzi polemisty, ale uważam, że zawarty wyżej tok myślenia, jest wart nie tylko pozostawienia, ale wprost podkreślenia.
Czy naprawdę uważacie Państwo, że istnieje możliwość jakiegokolwiek dialogu z umysłem i światopoglądem reprezentowanym tu przez Pana "Marcucha".
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > Czy naprawdę uważacie Państwo, że istnieje możliwość jakiegokolwiek dialogu z umysłem i światopoglądem reprezentowanym tu przez Pana "Marcucha".Pewnie nie! Ale cóż ja widzę? Zamiast argumentów przywołuje pan ludzi. No dobrze, już dobrze... Już go puszczam!!  Łał, czuję się niemal jak ten "kuty na cztery nogi Jezuita", którym Paul Johnson straszył Alfreda Ayera... Ale - broń Boże - nie jestem teistą  ! Taki ze mnie teista jak z koziej pupy trąba! A teraz, wedle żądania, Erwin Rudolf Josef Alexander Schrödinger: Świat jest konstrukcją naszych wrażeń, percepcji i wspomnień. Dla wygody przyjmujemy, że istnieje obiektywnie, samoistnie.
"Fizyczne podstawy świadomości", 1956 ależ powiało...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > A teraz, wedle żądania, Erwin Rudolf Josef Alexander Schrödinger:> Świat jest konstrukcją naszych wrażeń, percepcji i wspomnień. > Dla wygody przyjmujemy, że istnieje obiektywnie, samoistnie. > "Fizyczne podstawy świadomości", 1956Ależ to prawda! Czego tu nie rozumiesz?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | > > A teraz, wedle żądania, Erwin Rudolf Josef Alexander Schrödinger: Świat jest konstrukcją naszych wrażeń, percepcji i wspomnień. Dla wygody przyjmujemy, że istnieje obiektywnie, samoistnie. > > "Fizyczne podstawy świadomości", 1956> Ależ to prawda! Czego tu nie rozumiesz?To tylko cytat pomocniczy, nie na temat wątku, wszystko co na razie chcę z tego rozumieć, rozumiem. Chociaż może warto wspomnieć, że materialista, jakich przecie wielu na tym forum, zarzuciłby zaraz drogiemu Erwinowi (z pewnym strachem, wszak to Erwin!), że świat nie jest żadną mentalną konstrukcją i że istniał wcześniej, zanim pojawił się człowiek ze swoimi wspomnieniami, wrażeniami i percepcjami. Materialista twierdzi, iż to nasze percepcje, wspomnienia i wrażenia są "konstrukcjami" w świecie, że człowiek to taka materialna konstrukcja w ogóle, a nie na odwrót. Natomiast, jeśli uważasz, że to prawda, co mówi Erwin, to może nie ma sensu tego roztrząsać. Ja mam jeszcze inne zdanie na ten temat. Podgląd..
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > >> A teraz, wedle żądania, Erwin Rudolf Josef Alexander Schrödinger:> >> Świat jest konstrukcją naszych wrażeń, percepcji i wspomnień. >>> Dla wygody przyjmujemy, że istnieje obiektywnie, samoistnie. > >> "Fizyczne podstawy świadomości", 1956> > Ależ to prawda! Czego tu nie rozumiesz?> To tylko cytat pomocniczy, nie na temat wątku, wszystko co na razie chcę z tego rozumieć, rozumiem. Chociaż może warto wspomnieć, że materialista, jakich przecie wielu na tym forum, zarzuciłby zaraz drogiemu Erwinowi (z pewnym strachem, wszak to Erwin!), że świat nie jest żadną mentalną konstrukcją i że istniał wcześniej, zanim pojawił się człowiek ze swoimi wspomnieniami, wrażeniami i percepcjami.To jednak źle rozumiesz. Podejrzewam, że zdanie jest wyrwane z kontekstu, który mówi, że świat jaki widzimy jest konstrukcją naszego umysłu. Przyjmujemy, że modelowane przez nasz umysł obiekty rzeczywiście istnieją, ale nie zawsze jest to prawdą, czego dowodzą złudzenia optyczne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | >To jednak źle rozumiesz. Podejrzewam, że zdanie jest wyrwane z kontekstu, który mówi, że świat jaki widzimy jest konstrukcją naszego umysłu.
A na jakiej podstawie tak "podejrzewasz" i co to ma w ogóle znaczyć? To jest racjonalny argument?? Ja dobrze wiem, że zdanie nie jest wyrwane z kontekstu. Można to sprawdzić sobie w Internecie i już nie "podejrzewać", tylko wiedzieć. Zresztą, nie trzeba się wysilać na żadne "wyrywanie z kontekstu", wystarczy poczytać, tak: POCZYTAĆ troszku pana Schrödingera, troszku jego biografii i jego prac filozoficznych, żeby przekonać się, iż, wzorem religii staroindyjskich wierzył we wszechogarniającą Jaźń, która decyduje o losach deterministycznego świata, przy całym swoim "zapleczu naukowym".
Tym samym nie był naturalistą, quod erat demonstrandum i nic więcej. Nie zawsze trzeba szukać dziury w całym.
Jeszcze coś na dobitkę. Erwin Rudolf Josef Alexander Schrödinger, w sobie właściwy sposób godzący głęboką wiarę i głęboki rozum:
1. Ciało moje funkcjonuje w sposób czysto mechaniczny zgodnie z prawami natury. 2. A jednak na podstawie niezaprzeczalnego bezpośredniego doświadczenia wiem, że kieruję jego ruchami, przewidując ich doniosłe skutki, i wobec tego czuję się za nie odpowiedzialny.
Jedyny możliwy wniosek płynący z tych przesłanek polega, jak sądzę, na uznaniu, że "Ja" (w najszerszym rozumieniu tego słowa, to jest oznaczającym każdy świadomy umysł, który kiedykolwiek powiedział lub pomyślał o sobie "Ja") jestem tą osobą, która kontroluje zgodnie z prawami natury ruch atomów.
"0 determinizmie i wolnej woli", w: "Czym jest Życie?", wydanie polskie Warszawa 1998, Prószyński i spółka eot
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > > To jednak źle rozumiesz. Podejrzewam, że zdanie jest wyrwane z kontekstu, który mówi, że świat jaki widzimy jest konstrukcją naszego umysłu.> A na jakiej podstawie tak "podejrzewasz" i co to ma w ogóle znaczyć? Cytat:"The world is a construct of our sensations, perceptions, memories. It is convenient to regard it as existing objectively on its own. But it certainly does not become manifest by its mere existence. Its becoming manifest is conditional on very special goings-on in very special parts of this very world, namely on certain events that happen in a brain. That is an inordinately peculiar kind of implication, which prompts the question: What particular properties distinguish these brain processes and enable them to produce the manifestation? Can we guess which material processes have this power, which not? Or simple: What kind of material process is directly associated with consciousness?" WHAT IS LIFE? & MIND AND MATTER by Erwin Schroedinger (ISBN 9780521427081) Czy rozumiesz co tu pisze, czy też nadal upierasz się przy swojej ignorancji?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | > >Czy naprawdę uważacie Państwo, że istnieje możliwość jakiegokolwiek dialogu z umysłem i światopoglądem reprezentowanym tu przez Pana "Marcucha".> Pewnie nie!Nareszcie mamy zgodę. > Ale cóż ja widzę? Zamiast argumentów przywołuje pan ludzi.Przez cały czas. Nie zauważył Pan tego, że jestem mądry mądrością zaczerpniętą od innych. Dla mnie to oczywiste i dlatego namawiam racjonalistów do oczytania. > No dobrze, już dobrze... Już go puszczam!!  Ale nawet czytając bardzo dużo nie ogarnie Pan wszystkiego. Nie mam przygotowania fizycznego, a pan "Fizyk" ma spore. Łał, czuję się niemal jak ten "kuty na cztery nogi Jezuita", którym Paul Johnson straszył Alfreda Ayera... > Ale - broń Boże - nie jestem teistą ! Taki ze mnie teista jak z koziej pupy trąba!Może Pan być i "kozią trąbą". Nie wiem. Nie znam Pana. Oceniam tylko Pańskie przedstawione tu teksty, w których w sposób ewidentny broni Pan postawy teistycznej, a atakuje bezpardonowo i brzydko postawę racjonalistyczną i ateistyczną. Pańskie teksty są powyżej i może Pan sobie poczytać: "jak wyłazi szydło z worka". Niech Pan zgadnie, kto to napisał? > Na szczęście żeby być teistą, nie trzeba słyszeć o papieżu. Sam teizm nie określa wartości ludzkiego życia w ogóle, wiec myślę, że porozumienie jest tylko sprawą dopasowania jednostkowych zapatrywań.> ateizmu nie można oprzeć na niczym naukowym, bo wszak "Dla nauki Bóg nie istnieje". Należy dobrze rozumieć to stwierdzenie, które nie znaczy, że nauka świadczy o nieistnieniu Boga (empirycznie trudno udowodnić nieistnienie czegokolwiek, a co dopiero takich "dziwadeł"), lecz, że słowo "Bóg" nie jest terminem właściwym języka nauki i ma ona na temat Boga tyle do powiedzenia, co ślepy na temat kolorów.> Pańskie credo jest tym samym trochę mętne (zawsze tak jest z ateistami, to słabość tego "nurtu myślowego",Tak, tą naszą słabość szczególnie widać w rozmowie z Panem. > A teraz, wedle żądania, Erwin Rudolf Josef Alexander Schrödinger:> Świat jest konstrukcją naszych wrażeń, percepcji i wspomnień. >Dla wygody przyjmujemy, że istnieje obiektywnie, samoistnie. > "Fizyczne podstawy świadomości", 1956> ależ powiało...Tak jak już wspomniałem nie jestem ani fizykiem, ani oczytanym w myślach Schrödingera. Książki też nie mam pod ręką, aby sprawdzić, co mu Pan wyciął. Ze swojej strony, by ułatwić Panu sprawę podsyłam bliższego, wybitnego polskiego uczonego: prof. dr hab. Zbigniewa Jacynę-Onyszkiewicza: www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/Metakosmologia.htmNapisałem przecież Panu, że istnieją: Dwóch, trzech, trzystu?Ani głupota, ani choroba nie wybiera i paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | Paradoksów nigdy dość. > >>Czy naprawdę uważacie Państwo, że istnieje możliwość jakiegokolwiek dialogu z umysłem i światopoglądem reprezentowanym tu przez Pana "Marcucha".> >Pewnie nie!> Nareszcie mamy zgodę. > Książki też nie mam pod ręką, aby sprawdzić, co mu Pan wyciął....Lecz oto rozwarła się Xięga Zaiste Wielka, "Internetem" w onych mrocznych czasach zwana... Podałem wymagany cytat z Erwina, ale widać to wciąż za mało. Mam ten sam problem z misjonarzami Towarzystwa Strażnica. To były dwa zdania otwierające pewien wykład, spokojnie, nie "wycięte" z żadnego kontekstu. > Niech Pan zgadnie, kto to napisał?> > Na szczęście żeby być teistą, nie trzeba słyszeć o papieżu. Ja, choć pewnie nie po raz pierwszy. Coś nie tak? Chwila, jeżeli teizm sprowadza Pan do katolicyzmu, czy nawet chrześcijaństwa, albo nawet do "religii monoteistycznej", to i pewnie Pana ateizm ma zasięg parafialny, góra diecezjalny i być może istnieje na zasadzie figura-tło (o w mordę, jaki "gestaltyzm religiologiczny", tego nie znałem!), na zasadzie "kontrastu", re-akcji. Taka hipoteza, nieważne, teraz małe wyznanie. Co mnie skłoniło do odejścia od teizmu, w którym wzrastałem? Niefajny proboszcz? Ojciec fizyk? Ojciec Rydzyk? "Wszechmądry" Rysio Dawkins? Nie. Podróże i żywy kontakt z przedstawicielami różnych religii. Żadne biuro turystyczne nie ma tego w ofercie, to byłby temat! Rozsądny głos muzułmanina dotyczący istoty swojej wiary, wypowiedziany ze szczerym zaangażowaniem utwierdzić może niedowiarka, że islam to jedyna droga. Ale mnie przekonał, trochę wbrew intencjom właściciela, że ewentualny Bóg jest jeszcze bardziej ewentualny! Kręcę modlitewny młynek (do nabycia w Asia-shopie), kręcę i co? I nic, bo niby co miałoby być? Bóg woli kręcących? Oczywiście rezygnować z teizmu (i/lub paralelnie: odmawiać Bogu kolejnych cech) tylko z powodu pluralizmu religijnego to naiwność, ale... dołączając do kolekcji owych wiar ateizm "który-oczywiście-oczywiście-a-jakżeby-inaczej-Panie-Andrzeju-wiarą-nie-jest", dostrzegłem, iż istnieje jakaś Kwestia Jednocząca teistów i ateistów, jakiś Taniec w kółko przez nich tańczony, który, w moim odczuciu jest sens conajwyżej pariodiować... amen. Oczywiście - odeprze ateista - żadnego Tańca nie ma, ateista po prostu "nie gra w grę" teisty. Ale przecie deklarując, że nie gra w jego grę już gra z nim w inną grę! > Ze swojej strony, by ułatwić Panu sprawę podsyłam bliższego, wybitnego polskiego uczonego: prof. dr hab. Zbigniewa Jacynę-Onyszkiewicza:> www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/Metakosmologia.htmNie otwiera mi się, o czym to jest?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | > >www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/Metakosmologia.htm> Nie otwiera mi się, o czym to jest?Dziwne, gdyż mnie otwiera się bez problemów, ale według Pana: ...Lecz oto rozwarła się Xięga Zaiste Wielka, "Internetem" w onych mrocznych czasach zwana... informacją z imieniem i nazwiskiem profesora winna być wystarczającą. Ale ponieważ jestem grzecznym z natury, a profesor jest moim ulubionym mędrcem, we współczesnej Polsce, załączam znalezione w internecie notatki o Nim i Jego dorobku: piątek, 22 grudnia 2006 Jak udowodnić istnienie Pana Boga - prosty przepis Krótkie streszczenie książki "Geneza zasad kosmologii kwantowej" prof. Zbigniewa Jacyny-Onyszkiewicza, fizyka z Poznania:
Zaczyna się od aksjomatu "Bóg jest miłością" oraz kilku dość dowolnych definicji "osoby", "miłości" itp. ujętych w formalizm Diraca (!...). Na tym skromnym postumencie autor buduje piramidalną Teorie Wszystkiego, począwszy od wyprowadzenia Trójcy Świętej aż do mechaniki kwantowej oraz termodynamiki. (Zaznaczam - dzieło ma nie więcej niż 200 stron.)
Testowalność teorii? Autor proponuje doświadczenie: Bierzemy sobie jakieś zjawisko kwantowe o znanym rozkładzie prawdopodobieństwa. Umawiamy się z rządem jakiegoś kraju, że w razie powodzenia doświadczenia zakaże on prawnie aborcji. Potem w dużej grupie zanosimy modlitwy do Boga, żeby zmodyfikował wyżej wspomniany rozkład prawdopodobieństwa zjawiska. Przez cały ten czas prowadzimy pomiary.
To ma udowodnić istnienie Boga, czyli uzasadnić główne założenie teorii: Przewidywany wynik ma być taki, że Bóg pod naszym szantażem naciąga mechanikę kwantową, co łatwo będzie można sprawdzić porównując otrzymane wyniki z innymi wcześniej znanymi.
Ale przecież: "Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego"...!
Ha, Profesor przewidział i taka ewentualność. Napisał w swej pracy, że ze względu na powyższe przykazanie eksperyment może się nie powieść... )
Jeśli zatem doświadczenie się powiedzie, to Bóg istnieje, a jeśli się nie powiedzie, to i tak istnieje. ------------------------------------------------------- 10:59, anuszka_ha3.agh.edu.pl , prof. Jacyna-Onyszkiewicz i Trójca Święta Link Komentarze (13) » Trójca święta na Święta Nasz Dziennik publikuje niezwykle ciekawy artykuł, w którym prof. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz, fizyk z Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu (delegat Polskiego Parlamentu na Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy) udowadnia za pomocą kosmologii kwantowej, że teoria ewolucji jest błędna.
Warto zapoznać się także z innymi przemyśleniami Profesora, w których metodami mechaniki kwantowej udowadnia istnienie Trójcy Świętej. Oto próbka: Nie przeczy to oczywiście sensowności tworzenia, w ramach trynitologii, modeli Boga w oparciu o Objawienie ewangeliczne, na przykład takich jak w książce*.
*Jacyna-Onyszkiewicz Z., Geneza zasad kosmologii kwantowej, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 1999
Jeśli ktoś jest zainteresowany to owe wiekopomne dzieło doktora honoris causa Uniwersytetu w Kaliningradzie jest dostępne (po wsze czasy i dla potomnych również) w Bibliotece Jagiellońskiej  ---------------------------------------------------- A tu inna perełka z dzieł profesorskich: Definicja 3 Warunkiem koniecznym miłości absolutnej M jest istnienie dwóch duchów wszechwiedzących obdarzonych wolną wolą, pragnących wzajemnie, dobrowolnie i nieustannie istnienia drugiego ducha w celu utworzenia z nim jedności.
Powyższa definicja oddaje w wystarczającym dla dalszych rozważań stopniu ludzkie intuicje dotyczące warunków niezbędnych do zaistnienia miłości M odnoszącej się do ducha D[W]. Zgodnie z tą definicją warunkiem koniecznym istnienia miłości, która jest Bogiem jest istnienie przynajmniej dwóch duchów wszechwiedzących D[W] i D˘[W].
Numer Jeden W Poznaniu udostępnia więcej swoich "publikacji naukowych" tutaj Głosu Mędrca można posłuchać dzięki niezawodnemu, niezależnemu i Jedynemu Niezakłamanemu przez WSI i agenturę ubecką RADIU. Na Antenie "Metafizyka monotrinitarna uzasadnia formalizm matematyczny teorii kwantów", "Grzech pierworodny mógł zmodyfikować prawa przyrody" i wiele innych... Beret włóż!!
Ja osobiście wciąż czekam na niezbity kwantowy dowód istnienia Szatana oraz Krasnoludków... Profesorze do dzieła!
A zatem Alleluja i do przodu! 10:04, meisner , prof. Jacyna-Onyszkiewicz i Trójca Święta Link Komentarze (11) »Wszystkim polecam ten genialny i swoiście nasz polski umysł profesora Jacyny-Onyszkiewicza. ______________________________________________ > >Niech Pan zgadnie, kto to napisał?> >>Na szczęście żeby być teistą, nie trzeba słyszeć o papieżu.> Ja, choć pewnie nie po raz pierwszy. Coś nie tak?Nie wiem? To Pan wszak napisał: Ale - broń Boże - nie jestem teistą ! Taki ze mnie teista jak z koziej pupy trąba!Wszystko jest tak? > Chwila, jeżeli teizm sprowadza Pan do katolicyzmu, czy nawet chrześcijaństwa, albo nawet do "religii monoteistycznej",A gdzie ja tak powiedziałem? ___________________________________ PS. Ciąg dalszy w następnym poście. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >A zatem Alleluja i do przodu! >10:04, meisner , prof. Jacyna-Onyszkiewicz i Trójca Święta (...) >Wszystkim polecam ten genialny i swoiście nasz polski umysł profesora Jacyny-Onyszkiewicza.
Tia... dożywotni tytuł profesora jest szkodliwy społecznie. Zaczynam nawet skłaniać się do cudzego twierdzenia, że naukowiec publikujący po pięćdziesiątce czyni więcej szkody niż pożytku. I zalecam obowiązkowe kursy z filozofii dla fizyków, żeby wiedzieli co wiedzą.
>Tylko - jak też wielokrotnie powtarzałem - ateizm intelektualny (nie praktyczny) jest sprawą indywidualną, wynikającą z osobistych refleksji. Proszę poczytać nasze forum, trzeba dużo złej woli, aby nas do jednego worka wrzucać.
...Albo mieć bardzo duży worek. Na moim jest napis "Ci, co twierdzą <<Bóg nie istnieje.>>." Mam przy tym mały zarzut do ateizmu: że anektuje agnostycyzm bez pytania. Nie wrzucam agnostyków do tego worka. Ale wiem czego pokłosiem jest ta popularna indyskryminacja: tego, że dawniej agnostyków i ateistów katolicy wrzucali do jednego wora "niewierzący", a potem zamienili to "niewierzący" na "ateiści". Brak rozróżnienia okazał się trwalszy od reszty światopoglądu.
Jeszcze jedna mała uwaga o czymś, co mi się autentycznie nie podoba. To forum Racjonalista a nie Ateista. Nie potrafię pojąć, dlaczego racjonalizm jest tutaj tak "metafizycznie obciążony" (w sensie angielskiego "biased"). Czy to kolejny przykład upraszczania w typowo polskim, drobnomieszczańskim wydaniu? Człowiek ma wiarę i rozum, i nie może się ich pozbyć, przecież to psychologiczny banał! Ale co prostsze niepokorne umysły wmawiają sobie, ze rezygnują z jednego na rzecz drugiego, by osiągnąć "wolność". "Rezygnujących z rozumu" znalazłem na "przebudzenie.pl", "rezygnujących z wiary" na "racjonalista.pl". Ale takich, co umieliby pogodzić te dwie rozrywające siły znam tylko z książek... smutne to!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
> Tia... dożywotni tytuł profesora jest szkodliwy społecznie. Zaczynam nawet skłaniać się do cudzego twierdzenia, że naukowiec publikujący po pięćdziesiątce czyni więcej szkody niż pożytku.Przepraszam, ale obraża Pan mnie i moich przyjaciół - nie mówiąc już o wybitnych dziełach - największych światowych tuzów intelektu - napisanych i opublikowanych przez nich sporo po pięćdziesiątce, a nawet takie przygotowane po osiemdziesiątce też by się znalazły. Szanowny Panie, głupota i mądrość są niezależne od wieku, choć najczęściej wraz z wiekiem się pogłębiają. > I zalecam obowiązkowe kursy z filozofii dla fizyków, żeby wiedzieli co wiedzą.Nauka przydaje się wszystkim w każdym wieku. Ale gdzie pobierać takie kursy? U trzydziestolatków? > >Tylko - jak też wielokrotnie powtarzałem - ateizm intelektualny (nie praktyczny) jest sprawą indywidualną, wynikającą z osobistych refleksji. Proszę poczytać nasze forum, trzeba dużo złej woli, aby nas do jednego worka wrzucać.> ...Albo mieć bardzo duży worek.Wolę mieć duży umysł, który mi pozwoli różne postawy uporządkować i przeanalizować. > Na moim jest napis "Ci, co twierdzą <<Bóg nie istnieje.No, widzi Pan, w tym wielkim Pańskim worze, ja już się nie mieszczę. (Poważne traktowanie ludzi na racjonalistycznym portalu polega na uważnym czytaniu tego co piszą i staraniu się zrozumienia tego). Ateista, agnostyk, czy a-kobieta? Świat bez ingerencji sił nadprzyrodzonych, jest dla mnie łatwiej zrozumiałym niż po włączeniu w jego porządek udziału transcendentalnej inteligencji. Zgadzając się z tezą, że człowiek ze swej natury jest istotą religijną i w miarę rozumiejąc fenomen ludzkiej religijności, muszę powiedzieć, że nie rozumiem słowa "Bóg" i to zarówno, gdy użyte jest przez przysłowiową Kowalską, jak i w poważnych koncepcjach teologicznych. Wyrażenia tego w żaden sposób nie możemy powiązać ze zmysłowym doświadczeniem człowieka, czyli empirycznie zbadać, a tylko takie wyrażenia, które takim badaniom się poddają, są poznawczo sensowne.
Mam przyjaciół wśród teologów kilku wyznań i jakąkolwiek walkę z ideą Boga, w umysłach ludzi wierzących, uważam za bezsensowną, nigdy też stosunek do religii nie był dla mnie podstawą do oceny człowieka, a jak wspomniałem nie czuję się ateistą i chyba też nim nie jestem. Myślę, że dlatego z dużym rozbawieniem i satysfakcją przeczytałem w 58 numerze "Res Humana" tezę Alfreda Rachalskiego, że nazywanie kogoś ateistą, jest tak samo uzasadnione jak nazywanie kobiet a-mężczyznami.> >." Mam przy tym mały zarzut do ateizmu: że anektuje agnostycyzm bez pytania.Gdzie, kto, kiedy? > Nie wrzucam agnostyków do tego worka.To Pański worek. > Jeszcze jedna mała uwaga o czymś, co mi się autentycznie nie podoba. To forum Racjonalista a nie Ateista. Nie potrafię pojąć, dlaczego racjonalizm jest tutaj tak "metafizycznie obciążony" (w sensie angielskiego "biased").Tak, to zdecydowanie stronniczy portal, ale uczciwy o swojej stronniczości uprzedza zaraz przy samej nazwie potalu: Racjonalista jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata. Serwisem, który poza tym tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę. Racjonalista jest miejscem w polskiej przestrzeni społecznej, gdzie można myśleć, mówić i kształtować się na zasadzie autonomii i odwagi intelektualnej, bez ograniczenia ideologiczną poprawnością. Serwis ten stanowi bazę intelektualną polskich racjonalistów - sposób na wirtualne zrzeszenie. Razem chcemy tworzyć Portal Wiedzy i Myśli.I dalej we wprowadzeniu: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67I grzeczność wymaga, aby uszanować zwyczaje środowiska, do którego się wchodzi, a inteligencja, wiedza i kultura pozwala nam na zachowanie w tym środowisku swojej indywidualnej inności. Pisują na tym portalu teiści swoje mądre przemyślenia, po kilka lat - sprzeczamy się z nimi, ale ich szanujemy, gdyż oni nas też szanują. > Czy to kolejny przykład upraszczania w typowo polskim, drobnomieszczańskim wydaniu?No właśnie, proszę odnieść to do swoich wystąpień tutaj, a nawet do następnego zdania. > Człowiek ma wiarę i rozum, i nie może się ich pozbyć, przecież to psychologiczny banał!To co Pan tu pisze, to psychologiczna bzdura. Są ludzie, którzy nie mają rozumu, a mają wiarę i są ludzie, którzy mają rozum, a nie mają wiary. Tych ostatnich w swoim "wielkomieszczańskim" wydaniu chciałby Pan z tego forum wyrzucić? Gdy oni te forum właśnie dla siebie stworzyli. > Ale co prostsze niepokorne umysły wmawiają sobie, ze rezygnują z jednego na rzecz drugiego, by osiągnąć "wolność". "Rezygnujących z rozumu" znalazłem na "przebudzenie.pl", "rezygnujących z wiary" na "racjonalista.pl". Ale takich, co umieliby pogodzić te dwie rozrywające siły znam tylko z książek... smutne to!Najbardziej smutnym jest to, że wyłącznie sobie przyznaje Pan prawo do posiadania racji i wydawania oceny o innych. Tak, my (gdyż to łączy większość z nas) jako ludzie poszukujący - mało sobie cenimy tych, którzy próbują nam swoje jedynosłuszne poglądy narzucić. Pan nie przyszedł do nas, aby się czegoś dowiedzieć, przedyskutować z nami swoje poglądy, tylko aby nas na swoje koncepcje ewangelizować, a my jako wolnomyśliciele myślimy samodzielnie. @@@ . www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | Andrzej Bogusławski (wszystko z tego wątku): > I grzeczność wymaga, aby uszanować zwyczaje środowiska, do którego się wchodzi, a inteligencja, wiedza i kultura pozwala nam na zachowanie w tym środowisku swojej indywidualnej inności.Ale to też Andrzej Bogusławski: > Oj, cosik się Panu fora pop....ły.To Andrzej Bogusławski: > Dla nauki Boga nie ma - zauważył to już Karl Jaspers.W innym wpisie, gdzie tym razem sam cytuję Jaspersa: > >bo wszak "Dla nauki Bóg nie istnieje".Otrzymuję odpowiedź Andrzeja Bogusławskiego: > Bzdura, jest na np religioznawstwo i jeszcze wiele nauk zajmuje się Bogiem i bogami.I jeszcze AB kropelka moherowej prawdy o naturze człowieka: > Są ludzie, którzy nie mają rozumu, a mają wiarę i są ludzie, którzy mają rozum, a nie mają wiary.Aaaaaaaaaa men.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >Andrzej Bogusławski (wszystko z tego wątku): >>I grzeczność wymaga, aby uszanować zwyczaje środowiska, do którego się wchodzi, a inteligencja, wiedza i kultura pozwala nam na zachowanie w tym środowisku swojej indywidualnej inności. >Ale to też Andrzej Bogusławski: >>Oj, cosik się Panu fora pop....ły. Czyżby w tych stwierdzeniach była jakaś logiczna niezgodność?
>To Andrzej Bogusławski: >>Dla nauki Boga nie ma - zauważył to już Karl Jaspers. >W innym wpisie, gdzie tym razem sam cytuję Jaspersa: >>>bo wszak "Dla nauki Bóg nie istnieje". >Otrzymuję odpowiedź Andrzeja Bogusławskiego: >>Bzdura, jest na np religioznawstwo i jeszcze wiele nauk zajmuje się Bogiem i bogami. Bogusławski w tym samym wątku: Tak, nauki przyrodnicze (science) zajmują się tylko tym co istnieje, a więc przyrodą. Nie zajmują się stworami nieistniejącymi: krasnalami, bogami, czarownicami, chyba, że wyobrażenia tych mitów oddziaływają na środowisko przyrodnicze, gdyż wówczas staje się to przedmiotem ich zainteresowania np psychiatria, neuroteologia itd.
>I jeszcze AB kropelka moherowej prawdy o naturze człowieka: >>Są ludzie, którzy nie mają rozumu, a mają wiarę i są ludzie, którzy mają rozum, a nie mają wiary. Banalną prawdę może nazywać Pan nawet moherową, ale nie jest Pan w stanie jej zaprzeczyć. Była to tylko odpowiedź na Pańskie stwierdzenie: Człowiek ma wiarę i rozum, i nie może się ich pozbyć, i nie uzurpowała sobie tak jak Pańska do objęcia wszystkich możliwych postaw. ______________________________________________________
Szkoda, że tak niewiele Pan ma do powiedzenia, że musi Pan aż manipulować stwierdzeniami interlokutora. Niezbyt budujące były dotychczasowe Pańskie wypowiedzi na naszym forum, ale ta jest tak żenująca, że gotów jestem przypisać Pana do pierwszej z wymienionych wyżej grup osób. ____________________________________________________
Ponieważ jest to post moim wypowiedziom w tym wątku poświęconym, zakończę ją też cytatem własnej własnej wypowiedzi: lubię grę uczciwą i poważne traktowanie polemisty. Jako minimum uważne przeczytanie tego co napisał, wraz z próbą zrozumienia tego, co chciał powiedzieć. Jestem alergicznie uczulony na głupotę, ale nie ma ona nic wspólnego z poglądami ani z poziomem wiedzy.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | >pewnie Pana ateizm ma zasięg parafialny, góra diecezjalny i być może istnieje na zasadzie figura-tło (o w mordę, jaki "gestaltyzm religiologiczny", tego nie znałem!), na zasadzie "kontrastu", re-akcji. Nie mnie oceniać mój ateizm, choć osobiście nie uważam się za ateistę tylko za naturalistę ontologicznego, opierającego swoje poglądy na sceptycyzmie naukowym. Pisałem już o tym kilkakrotnie, a nawet w tym wątku.
>Taka hipoteza, nieważne, teraz małe wyznanie. Co mnie skłoniło do odejścia od teizmu, w którym wzrastałem? Niefajny proboszcz? Ojciec fizyk? Ojciec Rydzyk? "Wszechmądry" Rysio Dawkins? Nie. Podróże i żywy kontakt z przedstawicielami różnych religii. Żadne biuro turystyczne nie ma tego w ofercie, to byłby temat! Rozsądny głos muzułmanina dotyczący istoty swojej wiary, wypowiedziany ze szczerym zaangażowaniem utwierdzić może niedowiarka, że islam to jedyna droga. Ale mnie przekonał, trochę wbrew intencjom właściciela, że ewentualny Bóg jest jeszcze bardziej ewentualny! Kręcę modlitewny młynek (do nabycia w Asia-shopie), kręcę i co? I nic, bo niby co miałoby być? Bóg woli kręcących? Oczywiście rezygnować z teizmu (i/lub paralelnie: odmawiać Bogu kolejnych cech) tylko z powodu pluralizmu religijnego to naiwność, ale... dołączając do kolekcji owych wiar ateizm "który-oczywiście-oczywiście-a-jakżeby-inaczej-Panie-Andrzeju-wiarą-nie-jest", dostrzegłem, iż istnieje jakaś Kwestia Jednocząca teistów i ateistów, jakiś Taniec w kółko przez nich tańczony, który, w moim odczuciu jest sens co najwyżej parodiować... amen. Dziękujemy za szczere i osobiste wyznanie, ale mnie ono nie przekonywuje, choć wiem, że niektórzy teiści (może i słusznie) zaliczają ateizm do kręgu religijnego, ponieważ porusza pytanie o Boga. Tylko - jak też wielokrotnie powtarzałem - ateizm intelektualny (nie praktyczny) jest sprawą indywidualną, wynikającą z osobistych refleksji. Proszę poczytać nasze forum, trzeba dużo złej woli, aby nas do jednego worka wrzucać.
>Oczywiście - odeprze ateista - żadnego Tańca nie ma, ateista po prostu "nie gra w grę" teisty. Ale przecie deklarując, że nie gra w jego grę już gra z nim w inną grę! I znowu, mogę mówić tylko za siebie, chętnie sobie pogrywam z teistami, ale lubię grę uczciwą i poważne traktowanie polemisty. Jako minimum uważne przeczytanie tego co napisał, wraz z próbą zrozumienia tego, co chciał powiedzieć. Jestem alergicznie uczulony na głupotę, ale nie ma ona nic wspólnego z poglądami ani z poziomem wiedzy.
Powtórzę zupełnie nie przeszkadzają mi Pańskie poglądy zirytowało mnie, że wchodząc na racjonalne podwórko spróbował Pan narzucić nie tylko irracjonalne zasady gry, ale grać nieuczciwie i to Panu wytknąłem. Choć jak widzę, Pan dalej niewiele z tego rozumie, konsekwentnie manipuluje wypowiedziami innych i na dokładkę czuje się Pan przez nas skrzywdzonym.
No cóż, widocznie już taki typ z Pana, a ten typ tak ma!
Dużo zdrowia.
@@@ .
|
|
| |  | 5 na 5 | DEmonizer (4893 punktów) | "Wszyscy są braćmi i siostrami w Chrystusie." A co to do cholery ma być? Muzułmanie są, Żydzi, Buddyści? Przyjmijcie nasz pogląd, a wtedy będziemy rodzeństwem (w Chrystusie oczywiście). Jeśli coś jest "w Chrystusie", "w Allahu", czy innych tego typu określeniach, to naprawdę nie ma sensu mówić o dialogu, bo już z góry jest postawiony brak dialogu, to dyktat. Pozdrawiam
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|